[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:04] - Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry, panie Piotrze. Dzień dobry. W drugim sezonie spotykamy się po raz piętnasty. Dzisiaj będziemy mówić o mentorach. To trudny temat, bo w świecie, w którym ludzie właściwie samych siebie uznają za mentorów dla siebie, mówienie o kimś, że jest dla kogoś mentorem, jest bardzo niepopularne. Nie, dla mnie jest jak najbardziej popularne. Zaraz się przekonamy. Każdy będzie mógł zdecydować.
To ja wiem, oczywiście. Ja bardziej mówię, że nie jestem przekonany, czy lud przyjmie od pana tę prawdę. Przyjmie. Dobrze. Co to jest mentor i kto to jest mentor? Zbierając materiały do książki „Siły psychohistorii”, czytałem też książki o biologii ewolucyjnej i o rozmaitych mechanizmach, które trudno udowodnić, że są efektem presji na fitness czy procesu ewolucyjnego, czy też efektem fizjologicznym losowego doboru, częściowo kierowanego kulturą, cech fizjologicznych i mentalnych, które sprawiają, że jesteśmy receptywni na to, co mówią do nas inni. Mówiliśmy w podcaście pod tytułem „Kopnij mnie, bo w ryj” na temat tego, że człowiek, homo sapiens, jego największą zdolnością jest po pierwsze ultrakooperacja, po drugie kopiowanie wzorców. Kopiowanie wzorców polega na kopiowaniu kultury, czyli tego, co jest naszym oprogramowaniem umysłowym. W związku z tym grupa myśliwska, zbieracka czy mała społeczność, w której uruchomiona jest ewolucja, czyli dobór na fitness, na przetrwanie, przetrwa lepiej czy lepiej się rozmnoży, lepiej się powiększy, jeśli oprogramowanie kulturowe, mówiąc w skrócie kultura, będzie premiowało przekazywanie międzypokoleniowe wiedzy o tym, jak leczyć jakieś choroby, nastawiać kości czy wyrywać zęby w miarę bezboleśnie, w miarę z dużym podkreśleniem w tamtych czasach. Natomiast co jest istotne, nasze zdolności przetrwania, umiejętności przetrwania czy zachowania pozwalające lepiej zdobywać żywność, więcej żywności mniejszym wysiłkiem i tak dalej, nabywamy drogą przekazu kulturowego, czyli międzypokoleniowego przekazu kulturowego.
W związku z tym grupy, które były w stanie przeżyć dłużej czy utrzymać osoby starsze, czyli trzydzieści parę lat, czterdzieści parę lat, w tamtych czasach mówię oczywiście, które miały większe doświadczenie życiowe i mogły przekazać to doświadczenie życiowe, były silniejsze, mogły się rozrastać w większym albo szybszym stopniu, szybszym zakresie niż grupy, które tego nie robiły. Proszę zobaczyć, co się stało. Ze względu na międzypokoleniowy przekaz kultury, przekaz sposobów przetrwania presja na fitness zadziałała w tym kierunku, żeby homo sapiens stał się gatunkiem długowiecznym. Ale nie chodzi tylko o kwestie fizjologiczne, ale też o kwestie tego, że osoby starsze przekazują wiedzę osobom młodszym, mniej doświadczonym. I tutaj dochodzimy do kwestii mentora. Kim jest mentor? Mentor jest to postać, która jest statusem wyższa od nas, doświadczeniem i wiekiem zapewne też. To jest osoba, która uruchamia naszą receptywność, to znaczy sprawia, że otwieramy się na ten przekaz i robimy to, co ona mówi. Napisałem w kontekście „Sił psychohistorii”, budowania imperiów, manipulowania ludzkimi umysłami i manipulowania statusem, różnicami statusu między ludźmi. Też omówiliśmy sobie wiele razy.
Natomiast teraz musimy sobie omówić pod kątem tego, kto jest mentorem i jaką władzę ma mentor. Zdaje się, mi się tak przynajmniej uwraźniło, że tak powiem, w czasie czytania książek na temat antropologii, biologii ewolucyjnej i tak dalej, że mentor uruchamia pewne procesy fizjologiczne czy mechanizmy kulturowe równolegle, które powstały w procesie koewolucji. Proszę zwrócić uwagę, że łatwiej nam wchodzi do głowy, jeżeli ktoś do nas mówi, jeżeli nadajemy tej osobie status autorytetu w jakiejś dziedzinie, łatwiej nam pojąć coś, co ktoś do nas mówi, niż przeczytać to na kartce. Mówimy, że ktoś jest czytający albo ktoś jest słuchowcem, albo wzrokowcem, że łatwiej się uczy za pomocą jakiegoś kanału. Ale to, co wydaje mi się oczywiste, nie potrafię tego dokładnie dobrze udowodnić i podejrzewam, że to jest nie do udowodnienia ze względu na to, że pewne tezy czy hipotezy z dziedziny biologii ewolucyjnej są niemożliwe do udowodnienia z samej zasady, bo nie mamy możliwości do wykonywania eksperymentów i powtórzenia całego procesu. Czy też to, czy nasze cechy fizjologiczne, czy cechy naszej kultury oprogramowania kulturowegoSą wynikiem ewolucji czy celowej konstrukcji w procesie budowania kultury, czy też przekazu wiedzy międzypokoleniowego. To wszystko jest niemalże prawdopodobne. Natomiast moją intuicją jest to, że my jesteśmy na mentorów otwarci i istnieją pewne czynniki: status, wiek, doświadczenie, które sprawiają, że oddajemy się w ręce tych ekspertów. Proszę zobaczyć, jak wygląda jazda samochodem z żoną albo z mężem na siedzeniu pasażera z przodu. Jeżeli osoba kierująca stwierdzi: „Dobra, ja już nic nie będę decydował, tylko ty, no kieruj.” W takiej sytuacji osoba kierująca traci w pewnym momencie zdolność podejmowania samodzielnych decyzji.
Przestaje być samodzielna. Zawiesza tę zdolność i przyjmuje tylko i wyłącznie polecenia od tej drugiej osoby. Mi się to wielokrotnie zdarzało, jeżdżąc samochodem jeszcze w Polsce. Natomiast nie wiem, jak tutaj słuchacze. Panie Marku, nie wiem, czy pan miał coś takiego.
[07:19] - Nie, nie miałem, ponieważ nie wiem, czy na skutek samoświadomości, czy na skutek zdrowego rozsądku, ja prowadząc samochód czuję się jego panem i nie pozwalam komukolwiek się wtrącać w to, co robię. Mogę natomiast oddać komuś kierownicę. To wtedy w porządku. Natomiast jeśli ja go prowadzę, to ja decyduję i nikt inny.
[07:42] - Dobrze, to ja już się nie będę odzywał w takim razie. Natomiast wracając do mentorów. Mentorzy są, mówiąc językiem poetyckim miłośnika czy też czytelnika powieści, ludźmi, którzy nas obracają we właściwym kierunku i nas pchają we właściwym kierunku naszego rozwoju, jakikolwiek to rozwój by nie był, czy akademicki, czy duchowy, czy jakikolwiek inny. Ci mentorzy mają władzę nad nami i to, czy w swoim życiu trafimy na właściwego mentora, czy osobę, która wejdzie w tą pozycję mentora, bardzo zależy od szczęścia. Miałem bardzo wiele przypadków takich, że osoba zupełnie przypadkowa nakierowała mnie na dobrą drogę, niemalże mimo chcąc. Takim mentorem dla mnie był profesor Jerzy Bralczyk, na którego wykłady z retoryki chodziłem w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. To, co on tam mówił, trafiało do studentów. Przynajmniej do mnie trafiało, ale z całą pewnością do innych też. Pozwalało nam dostrzec w sobie samych jakiś rodzaj potencjału, że my też możemy przejąć, skopiować te umiejętności, które celująco opanował profesor Bralczyk. I to sprawi, że będziemy lepiej kontrolować swoje życie, lepiej obronimy się przed manipulacją nieprzyjaznej nam osoby.
Pozwoli to nam dostrzegać głębszą warstwę rzeczywistości i podejmować lepsze decyzje. Mentorami są pisarze. I tu teraz mógłbym się spytać pana Marka. Niech pan powie swój jeden, dwóch, a może nawet trzech mentorów pisarskich. To znaczy pisarzy, którzy sprawili, że zaczął pan patrzeć z kompletnie nowej perspektywy na siebie, na świat albo na jakiś aspekt rzeczywistości, który pana otacza.
[09:36] - Ja troszeczkę się wymknę. Potwierdzę to, co pan mówi. Nie będę wymieniał konkretnych nazwisk, ponieważ zająłbym panu audycję, bo tak się składa, że ja-
[09:46] - Jedno.
[09:47] - Jednego pisarza.
[09:51] - Z fantastyki czy nie z fantastyki? Taki, który w sposób radykalny otworzył panu wrota do patrzenia na nowy świat, na świat w zupełnie nowy sposób.
[10:01] - Brian Aldiss na przykład. Później się oczywiście ci mentorzy na różnych etapach zmieniali. Dlatego ja miałem problem z odpowiedzią na pańskie pytanie, ale tę pierwszą zwrotnicę gdzieś tam na początku właśnie Brian Aldiss przestawił. To była ważna książka. Mówię konkretnie o „Non Stop”. Dobrze, to jeszcze wymienię drugiego, jeśli chodzi o fantastykę. Był Robert Silverberg. To też jest pisarz, który według mnie wybija się ponad przeciętność. I ja bym mógł tak w tej chwili nadawać, bo śledząc swoje losy w kolejnych latach, kolejnych etapach życia, ja bym kolejnych mentorów mógł wymieniać. Pojawienie się nowego nie dyskwalifikowało poprzedniego, raczej go uzupełniało, umacniało.
Bardzo często wzbogacało to wszystko. Dlatego ja tak troszeczkę próbowałem uciec.
[11:01] - A jakiś konkretny fragment albo jakaś myśl, która pana właśnie tak tknęła?
[11:10] - U Briana Aldissa to był przede wszystkim sposób patrzenia na świat, sposób przedstawiania w powieści. Mówimy o „Non Stopie”. Sposób pokazywania, że świat w pewnym momencie może się okazać zupełnie inny, niż nam się wydaje na początku. To z punktu widzenia bardzo młodego człowieka było pewne odkrycie. Dzisiaj to pewno bym się uśmiechnął, kiedy ktoś by mi to powiedział. Natomiast wtedy to było swoiste odkrycie, że świat, chociaż wydaje się, że jest oczywisty i jest taki, że go możemy rozpoznać na co dzień, pewnego dnia coś się może odwrócić i patrząc na ten sam świat, będziemy go widzieli zupełnie inaczej. To były wnioski wyciągnięte z powieści „Non Stop”. A jeśli chodzi o Roberta Silverberga, ja wtedy na początku miałem dostęp do książki, właściwie wtedy jedynej, która wyszła, czyli do „Człowieka z labiryntu”. I „Człowiek z labiryntu” to jest powieść, która pokazuje, że ktoś, kto jest inny, może tak naprawdę zdecydować o tym, żeŻe na przykład ludzkość przetrwa, że ta inność to nie musi być coś, co dyskwalifikuje. I ja powtarzam, zdaję sobie sprawę, że te myśli, które wypowiadam, nie są specjalnie odkrywcze ani nie są specjalnie nośne na pewnym etapie życia.
Ale wyobraźmy sobie trzynastolatka, który coś takiego odkrywa. To są przewroty kopernikańskie w tamtym wieku.
[12:42] - A ja powiem w takim razie ze swojej strony. Oczywiście łatwo się domyślić, że to jest Isaaca Asimova „Fundacja”. To jest książka, czy też cykl trzyczęściowy. Nazywam to trylogią, dlatego że są te dalsze części, ale już nie tak bardzo mi się podobały i nie tak bardzo wpłynęły. Nie były tym wpływem mentorskim we właściwym momencie. Natomiast „Fundacja” Asimova to były te trzy tomy, które przeczytałem dwa razy pod rząd, czyli raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy. I tylko jedna, jedyna książka w ten sposób została przeze mnie potraktowana: „Tajemnicza wyspa” Juliusza Verne'a, o czym jak ktoś już ma egzemplarz Sun Zi jego „Sztuka wojny”, to przekona się. Tam jest jeden esej właśnie o inżynierii nawiązujący do właśnie „Tajemniczej wyspy”. Generalnie problem polegał na tym w tej „Tajemniczej wyspie”, że ci ludzie, którzy zostali już na samym początku, więc nie zdradzam wiele. Na samym początku pięć osób zostało rzuconych balonem na bezludną wyspę gdzieś tam w bezmiarach Pacyfiku.
Oni uciekli z oblężonego miasta w czasie wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych w połowie XIX wieku. Generalnie wylądowali tam praktycznie z niczym i dzięki swojej wiedzy, czyli wiedzy temu inżynieryjnej przede wszystkim, byli zdolni przetrwać i odbudować taką miniaturową, ludzką cywilizację. I właśnie potrafili to zrobić dzięki swojej wiedzy, która była akumulowana przez pokolenie na pokolenie. Czyli znowu mamy ten mechanizm kopiowania kulturowego. Natomiast wracając do „Fundacji”, to, co najbardziej mnie zmieniło, to znaczy w tym sensie pokazało, jak myśleć o relacjach międzyludzkich, to był fragment niezwiązany z przewidywaniem przyszłości wielkich zbiorowisk ludzkich, o czym jest książka „Siły psychohistorii”. Ale jest bardzo krótki epizod, który po prostu zamurował mnie kompletnie. Ja przeczytam go, bo sobie przygotowałem tutaj na nasze spotkanie. Otóż „Fundacja”, jak wszyscy, którzy czytali książkę, powieść, pierwszy tom, czyli sama „Fundacja”. Fundacja była planetą gdzieś tam na krańcu galaktyki, w bardzo dużej zapadłej prowincji. I ta fundacja walczyła o swoją niezależność czy też niepodległość z takimi zbuntowanymi królestwami, tak zwanymi Czterema Królestwami, które próbowały tą fundację zagarnąć z jej zasobami technologicznymi.
Natomiast w którymś momencie na tą fundację przyjechał przedstawiciel, ambasador upadającego imperium i on mówił różne rzeczy i składał różne obietnice. I burmistrz tej fundacji, Salvor Hardin, dokonał analizy logicznej tego, co ten człowiek mówił w czasie całego swojego pobytu. To się nazywa analiza logiczna i wygląda następująco, czytam: „Nawiasem mówiąc, nie ja to zrobiłem — powiedział. — Jak widzicie, pod tymi analizami podpisał się Muller Holt z wydziału logiki”. Logika, chodzenie na zajęcia. Nie wiem, czy ktoś zna nazwisko Teresy. Teresa Chałupka to jest pani wykładowca z Uniwersytetu Warszawskiego. Napisała książkę „Delicje ciotki Dee”, która też była dla młodego człowieka bardzo nastawiająca. Natomiast czytając dalej: „Piren uniósł się nieco z miejsca, przechylił przez stół, aby lepiej widzieć. Hardin mówił dalej: Naturalnie pismo z Anakreona to prosto jedno z tych czterech królestw.
To prosta sprawa, bowiem jego autorzy są ludźmi czynu, a nie pióra. Jego treść sprowadza się do kategorycznego żądania, które symbolicznie można przedstawić tak, jak tu widzicie. Mówiąc krótko, oznacza to: albo w ciągu tygodnia dacie nam to, czego chcemy, albo tak wam dołożymy, że się nie pozbieracie i weźmiemy to sami”. Czyli inaczej podsumowując, ta analiza logiczna, która w książce ma swoją nazwę, już nie będę tam szukał, bo to było troszeczkę wcześniej, polega na tym, że z treści wszelkich wypowiedzi, jakich ktoś dokonuje, wyciąga się rzeczywistą treść, rzeczywisty sens, który ma jakiekolwiek znaczenie w zakresie oddziaływania na bieg zdarzeń, prawda? Czyli jakieś inicjowanie jakichś zobowiązań, unikanie jakichś zobowiązań, dokonywanie obietnic i tak dalej. „Hardin umilkł, a pięciu członków zarządu studiowało w milczeniu rzędy symboli. W końcu Piren usiadł i chrząknął z zakłopotaniem. No i co, doktorze? Jest tam jakieś wyjście? Wydaje się, że nie.
W porządku. Hardin wyjął inną kartkę. Macie teraz przed sobą kopię traktatu, który Imperium zawarło z Anakreonem. Nawiasem mówiąc, traktat podpisany jest w imieniu Imperatora przez tego samego lorda Darwina, który był tu w ubiegłym tygodniu. A tu jest jego symboliczna analiza”, czyli to, co on powiedział w czasie całego swojego pobytu. „Tekst traktatu zajmował bite pięć stron druku, natomiast na nabazgranie jego analizy wystarczyło Holtowi mniej niż pół strony. Jak widzicie panowie — mówił dalej Hardin — gdzieś około dziewięćdziesięciu procent tekstu zostało w wyniku analizy odrzucone jako pozbawione znaczenia. A to, co pozostało, można opisać w taki oto interesujący sposób: zobowiązanie Anakreona względem Imperium — żadne. Władza Imperium nad Anakreonem — żadna”. No i tak dalej.
Generalnie dalej już nie będę czytał, bo też mamy nie za wiele czasu. Natomiast jeszcze ten sam wysłannik Imperium przyjechał na samą Fundację, na samą planetę Terminus.W trakcie samego swojego pobytu, co w dalszym zabawnym dialogu okazało się, że nie powiedział ten człowiek absolutnie niczego, mimo tego, że wszyscy byli święcie przekonani, że mówi długo, obiecuje wiele i zapewnia jeszcze więcej. To był ten fragment, który jako mentor Isaac Asimov przekazał do mnie i kompletnie zmienił moje życie, dlatego, że zacząłem to, co wszyscy inni mówią przekształcać, przeformułowywać. Jaki to ma faktyczny skutek? W jaki sposób osadza się to w całej reszcie zdarzeń, obietnic, czynności językowych? Bo język jest narzędziem do czynności. To są tak zwane performatywy. Performatywa co to jest? To jest czynność za pomocą języka. Jest taki genialny esej jednego z wielkich filozofów analitycznych, których ja studiowałem właśnie też u męża pani Teresy Hołówki wspomnianej, u Jacka Hołówki, profesora Jacka Hołówki.
I jest to tak: to są dokonania wypowiadane czy wypowiedzi dokonawcze. Taki esej został napisany przez Austina. Natomiast o co chodzi? Performatywy to są wypowiedzi typu: „Niniejszym czynię was mężem i żoną” albo „Niniejszym skazuję pana na śmierć przez powieszenie” na przykład, albo wszelkie inne wypowiedzi, które zmieniają status prawny, które w jakiś sposób zmieniają relacje między osobami albo podnoszą rangę jakiejś osoby, albo robią cokolwiek innego. Tak samo to w „Wiedźminie” jedna z najgenialniejszych scen w całej sadze „Wiedźmina”, jak królowa Rivi mianowała Geralta rycerzem. Więc to jest, prawda? „Niniejszym pasuję cię na rycerza”. To też jest performatywa. Więc performatywy i czynności dokonawcze, znaczy wypowiedzi dokonawcze mają bardzo wiele niuansów i niektóre są skrytymi performatywami. W związku z tym na przykład można powiedzieć: „Otwórz okno”.
To już nie jest performatywa, tylko inna po prostu prawda języka. Można powiedzieć: „Otwórz okno”. To jest polecenie wydane wprost. Jeżeli zadamy to w formie pytania: „Czy mógłbyś otworzyć okno?”, to jest uznane za formę grzecznościową, ale znaczy to samo. „Otwórz okno”, tylko nie jest to jako polecenie, tylko ze względu na pewne niuanse statusowe między dwoma osobami jest to upozorowane jako prośba. Jest taki kawał na marginesie. Sala sądowa, adwokat mówi do sędzi: „Duszno jest. Wnoszę o otwarcie okna”, a sędzia odpowiada: „Uchylam”.
[21:31] - Śmieszne.
[21:32] - Śmieszne. Dobrze. Tak więc dobrze. Wracając do performatyw. Rozumiejąc, co to jest performatywa, na przykład możemy dostrzec, że ktoś ma nas gdzieś albo nas nie szanuje i na przykład w języku polskim jest to bardzo wyraźne. W języku angielskim jest to niemożliwe do użycia jako narzędzie rozpoznawania, czy ktoś nisko nas szanuje, źle nas szanuje. Bardzo proszę, jest taka różnica. „Należą się panu przeprosiny, panie Marku”. I to na wykładzie profesora Bralczyka, on to opowiadał w wyjątkowo dowcipny sposób. Ja to zakosiłem od niego.
Jak ktoś powie: „Należą się panu przeprosiny”, to co należy odpowiedzieć? „Zamieniam się w słuch, proszę w takim razie”.
[22:20] - Wolałbym, żeby pan powiedział, że mnie po prostu przeprasza za coś.
[22:24] - Dokładnie. Ale są ludzie, którzy nie zdobędą się na to, żeby powiedzieć „dziękuję” i „proszę”. Więc jeżeli tutaj jako mentor, tutaj dwaj mentorzy, tutaj mówimy nasze dziadki, nasz dziadek Marek Żelkowski, dziadek Piotr Plebaniec. Czego was może nauczyć o życiu? Zwróćcie uwagę, czy ktoś jest w stanie powiedzieć „proszę” albo „dziękuję” w formie performatywy, która wskazuje formą wypowiedzi, czyli „przepraszam”, „dziękuję” albo „wybacz”, „proszę, wybacz mi to i to, bo źle zrobiłem”. Jeżeli ktoś potrafi wprost to powiedzieć, to znaczy, że ma silny charakter i nie jest świnią. Natomiast jeżeli ktoś mówi: „Należą się panu przeprosiny”, no to zamieniam się w słuch i przepraszam. Na tej zasadzie.
[23:08] - Znaczy jakby mówił mi to, dokładnie odczuwam to w ten sposób, jakby ktoś mi mówił: „Co prawda nie uznaję tego, że powinienem cię przeprosić, ale wszystkie warunki zewnętrzne wskazują, że powinienem. Więc należą się te przeprosiny, ale robię to niechętnie”.
[23:27] - Więc to jest taka druga rzecz. Właśnie na wykładzie Bralczyka, Bralczyk był moim mentorem i nie tylko on jako wykładowca. Właśnie ten Jacek Hołówka wybitny na mnie wpływ miał. Miał mieć wywiad, ma osiemdziesiąt parę lat już w tej chwili, miał mieć wywiad w „Siłach psycho-historii”, ale niestety za dużo nalał wodę w tym. Nie dało się z tego nic zrobić, co było krótkie. Działo o filozofii i o tym, czym jest prawda. To właśnie tam on miał swoje wypowiedzi wydać. Niestety nie wyszło. Bardzo chciałem. Natomiast wracając już tutaj do fundacji i do performatyw, więc zobaczcie, mając tą rekonceptualizację tego, w jaki sposób należy analizować czyjeś wypowiedzi, czy w jaki sposób one zmieniają coś w rzeczywistości albo status prawny, albo status społeczny.
Wszystko to da się jakoś wyczytać, czy ktoś to robi niechętnie, czy ktoś to robi z otwarcie. Więc to wszystko są niuanse, na które nagle jesteśmy receptywni. Zaczynamy to dostrzegać. Czyli Bralczyk to jest taki drugi mój mentor.Namówię pana, panie Marku, na pana drugiego mentora?
[24:44] - Już dwóch wymieniłem. Mówiłem o Silverbergu, mówiłem o Brian Aldissie. Kolejnego mam wymienić, rozumiem? Tak?
[24:52] - Nie. Przykład. To ja wymienię trzeciego tak na rozgrzewkę. Będę złośliwy dzisiaj. Bardzo przepraszam. Nieszczerze oczywiście. Innym mentorem, chodziłem też na zajęcia jako wolny słuchacz na MIŚ, czyli międzywydziałowe indywidualne studia humanistyczne. Tak wymyślili na Uniwersytecie Warszawskim swego czasu. I chodziłem tam na zajęcia Jerzego Pelca z semiotyki. I jak ktoś kojarzy, w ogóle ktoś czyta podziękowania w książce i to było w książce Sun Zi i jego „Sztuka wojny”, to Pelc największe, co mnie nauczył i to absolutnie wystarczy ze wszystkiego, wszystko można zapomnieć, co on powiedział w czasie tych zajęć.
Oprócz jednej rzeczy. Jak ktoś coś powiedział na temat języka albo generalnie jakiejkolwiek sprawy, to ten Pelc mówił: „Proszę o przykład, proszę podać jakiś przykład”. I kończyło się generalnie to, dało się podsumować, i to wprost rzeczywiście też parę razy powiedział: „Jak nie zna pan przykładu, to proszę nie otwierać dzioba”. Po prostu. W tym sensie proszę zobaczyć, jak to się wiąże z tym Asimovem, bo to się w moim rozwoju duchowo-pisarskim, duchowo-osobowościowym połączyło. Asimov pokazał, że można przeanalizować czyjąś wypowiedź albo cały szereg wypowiedzi i wykreślić to, co jest zbędną gadaniną i zostaje tylko to, co ma jakikolwiek sens i jakiekolwiek miejsce w ogóle w całym procesie komunikacji, w akcie komunikacji. Natomiast Pelc powiedział jeszcze bardziej celnie coś. Jeżeli mówimy, opisujemy rzeczywistość, mówimy, że jest tak a tak albo że powinna być taka, bo to coś innego. To drugie to jest twierdzenie normatywne, czyli jakaś forma ideologii. Mówimy, że taki powinien być świat, ale maskujemy też często, że tak jest.
Mówimy, a tak naprawdę tylko tak powinno być. Ludzie powinni być uczciwi albo ludzie są uczciwi albo są nieuczciwi. Można traktować, rozumieć na rozmaite sposoby. A wracając do Pelca, za każdym razem, ja nabrałem takiego nawyku na jego zajęciach, bo to bardzo restrykcyjnie przestrzegał właśnie tej zasady. Było to bardzo śmieszne czasami, bo ktoś się upierał, mówił jakieś ogólne twierdzenie. „Natomiast przykład, niech pan poda przykład, jeden chociaż”. To było komiczne, dlatego że ludzie mieli 19, 20, 21, 22 lata mniej więcej i byli zapędzani w kozi róg, bo nie potrafili podać żadnego przykładu. Po prostu tak twierdzili, bo usłyszeli coś w telewizji albo przeczytali w jakiejś książce i nic więcej. Nie potrafili tego odnieść do rzeczywistości. Więc zdolność odniesienia czegoś do rzeczywistości to jest absolutna podstawa.
Ja potrafię to robić natychmiast, automatycznie i kompletnie nieświadomie. To akurat złe słowo, ale po prostu to jest mój odruch bezwarunkowy niemalże. Jak wyłapuję to, czy ktoś potrafi to odnieść do rzeczywistości, czy nie. I teraz już zdradzam tajemnicę techniczną książek z serii „Wzorce”. Staram się i praktycznie wszędzie mi się to udaje. Za każdym razem, jeżeli podaję jakieś prawidło, jakiś wzorzec, bo cała seria ma przecież tytuł „Wzorce”, to zawsze podaję jakiś przykład, a najlepiej kontrprzykład, bo kontrprzykład pokazuje, w którym miejscu jakaś prawidłowość się załamuje, czyli w jakich warunkach, przy wartości jakiegoś parametru ta prawidłowość przestaje funkcjonować. Na przykład mamy wodę, która może być w stanie stałym, może być w stanie ciekłym albo gazowym. Innych też, ale te trzy podstawowe, które widzimy na co dzień. Więc ta woda ma do pewnej temperatury i ciśnienia pewne właściwości, a potem nagle skokowo albo płynnie zaczyna te właściwości zmieniać. Na tej samej zasadzie, jeżeli jakaś jest prawda o świecie, prawda ogólna, jakaś prawidłowość, którą ktoś proponuje, czy też daje jako prawidłowość ogólną, to znaczy powszechnie istniejącą, to można mu zadać kłam na dwa sposoby.
Powiedzieć: „Proszę podaj przykład”. Ten przykład albo dwa przykłady, albo trzy przykłady. I te trzy przykłady, z nich się konstruuje tą przestrzeń, w zakresie której ta prawidłowość funkcjonuje. A jeżeli jesteśmy w stanie podać kontrprzykład, czyli wyjątek, na przykład, który w kompletnie kretyńskim sformułowaniu „wyjątek potwierdza regułę”. Jeżeli ktoś potrafi podać wyjątek, to ten wyjątek pokazuje, że w tej przestrzeni istnieje jakiś zestaw parametrów, jakiś układ parametrów, który sprawia, że ta prawidłowość przestaje funkcjonować. Ja na przykład piszę teraz książkę „Wzorce zwyciężania” z byłym oficerem GROM-u. W przyszłym roku zostanie wydana w kwietniu, tak że zachęcam tutaj wszystkich. Zaraz zresztą przejdziemy do tego tematu. Więc prosta sprawa. On to rozumie, ale w inny sposób.
Właśnie kwestia przykładu. Jeżeli mówimy, że jakaś taktyka w realizacji jakiegoś zadania jest skuteczna, to jaki przykład? Przy zastosowaniu jakiego rodzaju jednostki? Na przykład było świetnie pokazane w takim filmie dokumentalnym o wojnie na Falklandach, Malwinach, przepraszam, też trzeba dopowiedzieć. W 1982 roku pewien dowódca jednostki specjalnej dostał zadanie szturmem wzięcia miasteczka, stolicy. Tych dwie ulice, no trzy niech im będzie. Natomiast on po prostu odmówił. Powiedział to nie do końca też parlamentarnie. Dlatego, że jednostki specjalne nie do tego służą, żeby realizować tego typu zadania. Raz, że to będzie zmarnowanie jednostek, a dwa, że są do tego nieprzeszkoleni.
Więc teoretycznie ci specjalsi są super kozakami, wszystko zrobią, ale do tego są nieprzystosowani mentalnie chociażby nawet. I odmówił tego rozkazu. I nic oczywiście mu się nie stało, bo to było zrozumiałe. Rozkaz był wydany pod wpływem chwili i potrzeby chwili, że trzeba zdobyć to miasteczko. Byli pod ręką specjalsi, to ich się rzuci. Nie, właśnie nie tak. TakżeO tym będzie książka, ale mówiąc ogólnie, będzie też o prawidłowościach, czyli jakie rzeczy, jaki zakres czynności jest optymalny czy w ogóle dający się zastosować w określonej sytuacji na polu bitwy. Wracając do przykładów, wyjątków i reguł. Proszę zobaczyć, co robią mentorzy. Uczą nas tego, jak działa świat natury.
Zakładając, że mentor to starzec, szaman w plemieniu, łupiemy kamienie z panem Markiem, polujemy na zwierzynę. Chyba że zwierzyna zaczyna polować na nas. Wtedy osoba, która ma duże doświadczenie, może nam powiedzieć, że te zwierzęta są najczęściej przy wodopoju, ale tylko wieczorem. To zwiększa prawdopodobieństwo tego, że upolujemy coś, przyniesiemy do domu i nie będziemy głodni przez następny tydzień. Starzec nauczy nas, jak robić wnyki, gdzie je położyć i tak dalej. Proszę zobaczyć, mentorzy pojawiają się w różnych sytuacjach cywilizacyjnych w różny sposób, ale zawsze pokazują nam procedury realizowania czynności, które są optymalne albo zapewniają przeżycie. Teraz przypominam naszą pogawędkę na temat ultrakooperacji. Ci, którzy jeszcze nie kupili książki „Siła psychohistorii”, to proszę kupić. Odczytaliśmy tam posłowie i dodatek, który dopisaliśmy do drugiego wydania, które będzie na samym początku przyszłego roku, bo się kończy nakład. Tak to się pochwalę.
Za sekundkę się skończy. W styczniu zostanie wydane drugie wydanie z tym dopiskiem, który odczytałem dla słuchaczy podcastu. Polega to na tym, ta cała prawidłowość istnienia mentorów, to, co już mówiliśmy na samym początku, ludzie są receptywni na to, co mówi ktoś o wyższym statusie. Kopiują te zachowania. Mechanizm kopiowania jest hakowany w procesie budowania cywilizacji. Bo czym jest cywilizacja? To jest skalowanie zdolności kopiowania wzorców kulturowych, czyli wzorców zachowania ponad malutką grupę myśliwsko-zbieracką rzędu 50, 30 czy nawet 100 osób do skali państw i imperiów. Zniszczenie zdolności ultrakooperacji, czyli zdolności kopiowania wzorców kulturowych czy zdolności rozróżniania, które wzorce kulturowe zapewnią przetrwanie, a które nie do końca, co nie jest na samym początku oczywiste najczęściej. Na tym polega robienie forteli między innymi. Definicję robienia forteli można zupełnie przekonstruować za pomocą opisów tego, co powiedziałem, można zdefiniować, czym jest fortuna.
Wracamy do mentorów. Mentorzy są źródłem wiedzy, do którego my się podłączamy, żeby być receptywnymi, wiedzę przyjąć, zastosować do rozwiązania bieżących problemów i tę wiedzę udoskonalić, a następnie przekazać kolejnym pokoleniom. Ultrakooperacja to jest zdolność przekazywania tej wiedzy poprzez nieosobisty kontakt, czyli na przykład przez napisanie książki. Isaac Asimov napisał „Trylogię Fundacji”. Proszę zobaczyć, jak wielki, gigantyczny wpływ ma „Trylogia Fundacji” na miliony osób. Mnie samego, pana Marka, wszystkich, którzy przeczytali tę powieść i w jaki sposób na niego wpłynęła. Powiedziałem wam, jaki nie do końca rzucający się w oczy fragment zmienił kompletnie mój sposób myślenia. Wtedy to było chyba w szóstej klasie szkoły podstawowej. Mentorzy są wszystkim. Tak na marginesie, w „Siłach psychohistorii” jest około 40 czy 50 różnych esejów dłuższych czy krótszych.
Chciałem na początku każdego o percepcji napisać: „Percepcja jest wszystkim”. Potem chciałem napisać o kopiowaniu wzorców kulturowych. Chciałem na początku zatytułować, a potem dopiero motto, a potem stwierdziłem, że nie, to był niepotrzebny wygłup tak naprawdę, że kopiowanie wzorców jest wszystkim albo oprogramowanie kulturowe jest wszystkim, albo solidarność grupowa jest wszystkim, albo uczciwość jest wszystkim. Tak naprawdę te wszystkie eseje, które omawiają pewien jeden parametr, z którego się buduje społeczności od plemion do imperiów. Każdy z tych parametrów jest niezbędny i one tworzą pewnego rodzaju symfonię. Tu dochodzimy do sedna naszej rozmowy. Wielcy, charyzmatyczni władcy są w stanie zostać dyrygentem symfonii cywilizacyjnej i sprawić, że nagle cały naród, ein Volk to po niemiecku, wiadomo, o jaki przykład chodzi. Nagle jeden naród jest w stanie działać tak, jakby był jedną osobą niemalże, zjednoczony jedną ideą, jedną myślą, jedną aspiracją.
[36:15] - Tak, panie Piotrze, ale tak pana słucham i przychodzą mi do głowy różne myśli i różne pytania. Coraz częściej dochodzę do wniosku, że my dzisiaj tej audycji do końca nie skończymy, jeśli w ogóle można tak powiedzieć. Dlaczego? Dlaczego? Pierwsza wątpliwość, którą mam. To, co pan powiedział o mentorach, mnie od razu się skojarzyło ze znakomitą możliwością manipulacji. Gdybym był przewrotnym człowiekiem, który chce zapanować nad światem, to bym kilku wrogim cywilizacjom wstawił takiego mentora, żeby go uznano tam za mentora, a później kręciłbym tymi cywilizacjami tak, jak bym chciał. To jest oczywiście kwestia skomplikowana, żeby ten mentor za mentora został uznany, ale to ostatecznie jakoś można zrobić. Czyli to, co jest siłą, może być również słabością. Mentor może być wszystkim, ale może też być pułapką.
[37:18] - Dokładnie tak jest. Właśnie w tej chwili otworzyłem. To nie jest mądrość, na którą monopol ma Sun Zi, czyli autor traktatu „Sztuka wojny”. Natomiast już tam jest to napisane.Sekundkę. Posługiwanie się szpiegami, rozdział 13, czyli ostatni. I tam on pisze coś takiego. To jest rozdział 13, werset 19 w tym tłumaczeniu Sun Zi „Jego sztuka wojny”, czyli w moim tłumaczeniu. „W wiekach przeszłych, kiedy dynastia Jin po władzę sięgała, mędrzec I Jī na dworze Xia przebywał. Gdy zaś siłą dynastia Zhou rosła, mędrzec Lü Ya gościł na dworze Jin”. I na czym to polega?
O co chodzi? Tych dwóch mędrców to są szpiedzy, którzy funkcjonowali jako główni doradcy władcy, który był pokonywany właśnie przez ten podstęp polegający na tym, że została podstawiona osoba, zyskała zaufanie i miała bardzo duży wpływ na proces decyzyjny tego władcy i doprowadziła do tego, że te decyzje były złe. Mieliśmy przykład starożytny. Teraz podam przykład współczesny. Pani Angela Merkel, czyli ta słynna pani demokratycznie wybrana, demokratycznie wybrana przywódczyni niemiecka. Ona co zrobiła w 2015 roku? Sprzeniewierzyła się przysiędze, którą składała jako kanclerz do tego, żeby dbać o swoich obywateli kompletnie bez żadnych sprawdzeń i niesprawdzeń. Przyjmowali jak leci ludzi ze stref wojennych, w tym bojowników ISIS, też tego Państwa Islamskiego i rozmaitych innych ludzi, którzy z całą pewnością nie będą w żadnym stopniu skłonni do tego, żeby się asymilować. Jest to ewidentny akt działania na szkodę własnego państwa i sprzeniewierzenia się swojej własnej misji. I teraz proszę zobaczyć, jaka jest rozliczalność, czyli w jaki sposób zrealizowano pociągnięcie jej do odpowiedzialności, żeby odpowiedziała za ten akt.
Tutaj dodam taką ciekawostkę. Były akcje robione przez kontestujących właśnie te oficjalne decyzje rządowe. Na przykład jakiś człowiek, który nie znał nawet języka arabskiego, podchodził do biura, w którym rejestrowano tych uchodźców. Mówił, że jest Syryjczykiem, że prosi o azyl i dostawał ten azyl. Niemiecki obywatel, po prostu zwyczajny, który wyglądał normalnie jak Niemiec. Żadnej tam brody takiej muzułmańskiej czy znajomości języka. Więc proszę zobaczyć, w jaki sposób nieodpowiedzialni byli ci przyjmowani ludzie. Już abstrahując od kwestii tego, że to nie byli jacyś uciekinierzy przed wojną, dlatego, że zgodnie z prawem międzynarodowym uciekinier ucieka do najbliższego bezpiecznego kraju, czyli w tym wypadku z Syrii ucieka do Turcji i tam ubiega się o azyl, a do Niemiec uciekali ludzie przede wszystkim z Syrii i Iraku, którzy albo już mieli kogoś, kto się zaczepił w krajach zachodu Europy, albo po prostu sprzedawali swój majątek na miejscu i próbowali zacząć godne życie. Tekst na ten temat, bardzo wszystkim jeszcze raz polecam książkę „Siły psychohistorii”, dlatego że tam Rafał Otoka-Frąckiewicz, dziennikarz lewicowy, jak sam się identyfikuje, napisał krótki, dwustronicowy esej właśnie kim są ci imigranci z Iraku i Syrii, którzy zaatakowali Polskę poprzez granicę z Białorusią w zeszłym roku, jesienią ubiegłego roku. Może ja to wpuszczę na materiały do strony internetowej podcastu, którą właśnie zrobiłem.
Co tam więcej? Przepraszam. Żeby podsumować już ten wątek, zaraz się zajmiemy sprawami organizacyjnymi. Podsumowując, Sun Zi cytował tych dwóch mędrców, którzy byli tymi tajnymi agentami, którzy we właściwym momencie dokonywali takich kluczowych zmian w procesie decyzyjnym tych władców, co doprowadziło tych władców do upadku. Tutaj mamy Merkel, która jest całkowicie ochroniona przed jakąkolwiek odpowiedzialnością za to, co robiono w 2015 roku tutaj w Niemczech. W Niemczech, dla przypomnienia, w tej chwili 7% społeczeństwa to muzułmanie. W ciągu, podejrzewam, dekady, dwóch ze względu na różnicę w dzietności spokojnie to przekroczy 10, jeśli nie dojdzie do 12. Natomiast 15% to jest taka magiczna liczba, w której się zaczynają poważne kłopoty, jeśli chodzi o spójność polityczno-mentalną. Nie wiem, jak to nazwać. Generalnie to tyle, jeśli chodzi o tych mentorów władców.
[42:27] - No tak, ale ja mam jeszcze pytanie niepoprawne. Jakby pan to skomentował? Współczesna cywilizacja zachodnia doprowadziła szczególnie młodych ludzi do takiego oto wniosku. Zero autorytetów, zero mentorów, każdy sam sobie mentorem, żeglarzem, okrętem, czym tam jeszcze sobie życzy. Natomiast generalnie nie słuchamy starych dziadów, bo są głupi, starzy i w ogóle zacofani. Wszystko co nowe jest lepsze. Ja kpię oczywiście, ale to tak mniej więcej w narracji pewnej wygląda. A zatem precz z mentorami! Zdaje się mówić współczesna cywilizacja zachodnia.
[43:05] - To nie cywilizacja, tylko antykultura raczej już mówiąc precyzyjnie. Ale to jest efekt w moim pełnym przekonaniu, tutaj się podpisuję wprost, mówię w niniejszym, prawda, perspektywa. To jest symptom ataku na kulturę Zachodu w tym sensie, że został zaburzony międzypokoleniowy proces przekazywania wartości kulturowych czy też programów zachowania, który był niezbędny do tego, żeby nasza cywilizacja zachodnia, czy też chrześcijańska mówiąc precyzyjnie, była w stanie przetrwać pod względem biologicznym, czyli zachować należytą dzietność i pod względem zachowania swoich wartości kulturowych wypracowanych przez całe stulecia. No i zniszczenie właśnie tego przekazu, czyli zniszczenie w ludziach młodych zdolności do pewnych typów zachowań, przede wszystkim na przykład w moim przekonaniu kluczową taką zdolnością jest oprócz tego, że to, co mówił Krzysztof Karoń, wielu słuchaczy wiem, bo z nimi rozmawiam mailowo albo telefonicznie. Krzysztof Karo mówił, że ludzi młodych oducza się od wykonywania pracy pożytecznej dla innych. Ale inną rzeczą, równie ważną, ja uważam, że ważniejszą i niniejszą uważam, że ważniejszą, jest kwestia zdolności przyjmowania na siebie osobistej odpowiedzialności. Proszę zobaczyć teraz, jaki jest cyrk z poborami do wojska, z szkoleniami, jakie rząd ogłosił, że ludzie muszą przechodzić. I co ludzie myślą o kwestii służenia swojej społeczności, która im zapewnia asfalt na drodze, prąd w gniazdku, naszym kolektywnym wysiłkiem ultrakooperacyjnym. Nagle trzeba tej społeczności odpłacić, prawda? Czyli poświęcając nieco ze swojego ciężko wypracowanego luksusu.
I proszę zobaczyć, jak wygląda nasza solidarność na dzień dzisiejszy. Jakiś miesiąc temu widziałem, w internecie mam to zgrane też, mapkę pokazującą, ile procent, ktoś zrobił badania na Reddicie, to nie są żadne badania, tylko po prostu jakiś quiz niemalże. Natomiast jaki jest procent ludzi w danym kraju gotowych, deklarujących się, że w razie wybuchu wojny zamierzają służyć ojczyźnie po to, żeby tej ojczyzny bronić. Więc czym dalej na zachód, licząc od Rosji, tym wygląda to bardziej przerażająco, jeśli chodzi o to, czy jesteśmy w stanie mentalnie być zdolnymi do tego, żeby bronić naszego dobrobytu. To nie jesteśmy na dzień dzisiejszy.
[45:36] - Mam jeszcze jedną wątpliwość. A właściwie to nie jest wątpliwość, to są po prostu pewne refleksje, które się pojawiają w związku z tym, co pan mówi. Otóż znałem takiego człowieka, był lekarzem, który powtarzał mi bez przerwy: „Behavior, behavior, behavior”. Rozwijał to później i mówił tak: „Tak naprawdę nie ma znaczenia, co my tam sobie gadamy i tak dalej. Politykujemy, filozofujemy, bez sensu wszystko. Liczy się przetrwanie. Liczy się przetrwanie i jednostka, która może bardzo mądrze mówić, ale jest słaba i nie przetrwa, to ginie po prostu. A ten, kto przetrwa, ten zostaje i rozmnaża się i przekazuje te geny”. Spłycam, ale to mniej więcej o to chodziło. I mam wrażenie, że ten sposób myślenia również się zaczął upowszechniać wśród młodego czy też średniego pokolenia.
Otóż w pewnym momencie zetknąłem się z taką oto ścianą, która polegała na tym, że jesteś stary i głupi. Tam coś gadasz sobie, gadasz, a ja i tak jestem lepszy od ciebie, bo to, tamto. Tu można różne rzeczy wymieniać: lepiej zarabiam, lepiej sobie poradziłem w życiu. Tak naprawdę to się liczy: przetrwanie, przetrwanie, przetrwanie, że nawiążę do tego behavior, behavior, behavior. Czyli tak naprawdę wszystko inne jest nieważne. Żaden tam mentor. Ważny jest ten, kto przetrwa i ten, ewentualnie mogę się na nim wzorować. Więc to jest kolejny moment, w którym ja mam, przyznając zresztą rację co do tych mentorów, to jednak mam wrażenie, że współczesny świat pozbył się tego, na coś innego stawia.
[47:23] - Tak, dokładnie o tym mówimy. Zamykamy się na ten przekaz międzypokoleniowy. Jest to jakaś czasowa albo trwała niezdolność i nawet teoretycznie rozważając, jest to absolutnie jak najbardziej skuteczna forma ataku na jakieś społeczeństwo. Mówię tutaj w kontekście tego słynnego wykładu Jurija Bezmienowa. Proszę, zadanie, praca domowa. To może zrobimy tak, że teraz od przyszłego roku będzie trzeci sezon, czyli na rok 2023, tak z panem Markiem zdecydowaliśmy. Natomiast za każdym razem, przy każdej audycji będę zadawał pracę domową: przeczytanie jakiegoś rozdziału książki albo obejrzenie jakiegoś krótkiego filmu na YouTubie i tak dalej. Tak zrobimy. Natomiast proszę zobaczyć, jeżeli nie jesteśmy w stanie, nie mamy kierunku, nie ma nikogo, nie jesteśmy receptywni na nauki, które ustawiają nas we właściwym kierunku, to nagle tracimy ten przekaz cywilizacyjny, który był budowany przez pokolenia, który w jakiś sposób umożliwiał naszym poprzednim pokoleniom oczywiście, naszym przodkom przetrwanie, zbudowanie odporności umysłu, zbudowanie siły woli, zbudowanie zdolności do brania odpowiedzialności, zbudowanie mentalności do ciężkiej pracy na swoją własną przyszłość albo przyszłość swoich najbliższych, albo przyszłość całej społeczności i tak dalej. Jeżeli ten przekaz zostanie przerwany, tutaj w tym wypadku mówimy o kwestii tego, że w ogóle są mentorzy i są uznawani jako autorytety, które są zbiorowymi źródłami wzorców zachowania we wszelkich możliwych aspektach.
Jeżeli to zostaje zniszczone, to po prostu przegrywamy. I to, co mówiliśmy, te przykłady, to, co pan Marek teraz mówił, to jest dokładnie to. Młodzi ludzie nie słuchają się starszych dlatego, że zostali ustawieni w taki sposób, żeby kontestować wszystko to, wszystkie te stare porządki, które zostały stworzone przez pokolenia. To jest głównym nurtem tej tak zwanej wojny kulturowej w Stanach Zjednoczonych, kiedy dorobek naszej całej cywilizacji zachodniej, czy też chrześcijańskiej, jest nazywany toksycznym patriarchatem i wszystkie zjawiska kulturowe typu woke, tak zwany feminizm, mówiliśmy już o tym wielokrotnieWszystko to służy temu, żeby to zdezawuować, ośmieszyć, odciąć małe dzieci od tego. Tutaj polecam, czego dzieci są uczone, co pokazuje Lips of TikTok, taki kanał na Twitterze. Bardzo polecam. To jest przerażające to, co tam się dzieje, natomiast pozwala w jakiś sposób obudzić się, dlatego że to, co już tam jest na pełnym rozpędzie, to tutaj u nas się w Polsce rozpędza, więc trzeba jakiś opór stawić temu. Polecam jeszcze raz wyrobić sobie własne zdanie na ten temat.
[50:14] - Sekundę, panie Piotrze, ale jest jeszcze gorzej, moim zdaniem, niż pan to mówi. Bo to, że nie słuchają autorytetów, to mówiliśmy już przed chwilą. Ale teraz ten behaviour, o którym mówiłem, to jest taka ideologia zastępcza, proszę to wziąć w duży cudzysłów, czyli wmawiamy ludziom coś, co Hobbes odkrył bardzo dawno temu, że właściwie liczy się przetrwanie. Nic innego nie jest ważne. Tam jakaś kultura, jakaś nauka, w ogóle abstrakcje kompletne. Liczy się, żebyś przetrwał, żebyś przekazał swoje geny. Właściwie zbliżamy się do poziomu zwierząt i co więcej, to jest naukowo uzasadniane, że tak naprawdę wszystko inne, liczy się właśnie ten nasz gadzi mózg, a wszystko inne to jest nakładka. To jest rodzaj takiej protezy, dzięki której my coś tam tworzymy, wydaje się nam, że tworzymy, a tak naprawdę to wszystko nie ma żadnego znaczenia, ponieważ liczy się przetrwanie. Jak młodzi ludzie dostają taką ideologię, to czy ona się nam podoba, czy nie, ale oni ją łykną, to wtedy moim zdaniem jest porażka. Jest jakaś katastrofa kompletna.
[51:26] - Podsumowując całą tą dyskusję, zwróćmy uwagę, co się dzieje, to przetrwanie i ten gadzi mózg. Chodzi o maksymalne skrócenie tego szlaku dopaminowego, czyli mechanizmów wyrzutu dopaminy, które w tym gadzim mózgu są zaczepione o czynności prokreacyjne i jedzenie, czyli te dwa najbardziej potrzebne do przetrwania typy czynności. Natomiast cywilizacja, to mówiliśmy wielokrotnie i podsumowaliśmy cały pomysł Krzysztofa Karonia, cywilizacja jest sposobem przedłużenia tego szlaku dopaminowego, czy też zaczepienia tego szlaku dopaminowego o pewne nagrody wytwarzane w nowej korze, czyli na przykład służenie społeczeństwu. To ma sprawiać satysfakcję, to ma powodować wyrzuty dopaminy, samokontrola, poświęcenie i tak dalej. Jeżeli nie wpoimy w młode dziecko, na tym polega wychowanie młodego człowieka, jeżeli nie wpoimy dziecku, że powinno brać przyjemność, nie wywołamy w umyśle tego małego dziecka fetyszu cierpania, przyjemności z pracy pożytecznej dla innych, jakby to powiedział Krzysztof Karoń, gdyby czytał książki akademickie, od czego stroni, nawet przypisów nie ma w jego książce, on jest po prostu antyakademikiem. Natomiast w sytuacji mówiliśmy w kontekście ultrakooperacji możemy powiedzieć, że zdolności kooperowania, słuchania tych doświadczeń osób bardziej doświadczonych, kiepsko wyszło to zdanie, ale wiemy, o co chodzi. Zdolność przekazu tej wiedzy kolejnym pokoleniom, zdolność wykorzystywania tej wiedzy, jeżeli to zostanie także uszkodzone, to w tym momencie jesteśmy mentalnie zdewastowani kompletnie.
[53:17] - Tak i zdaje się, o to chodzi, także sobie niezbyt mądrze, ale za to publicystycznie podsumuję. Panie Piotrze, jeszcze konkurs nam został.
[53:29] - Tak, został konkurs. Pierwsze ogłoszenie, kochani, żeby było wszystkim łatwiej, teraz zwiększa się ilość słuchaczy, więc zrobimy tak, że odpowiedzi będzie można wrzucać już nie tylko mailem, ale zamiast maila na stronę chiny.pl/telegram. Powtarzam jeszcze raz: chiny.pl/telegram. To już funkcjonuje od wczoraj, więc jak zgadniecie zagadkę następną, to proszę się tam udać i tam wpisywać. Wystarczy wpisać cztery cyfry potwierdzające, że to nie jest jakiś robot albo automat i wpisać e-mail i odpowiedź i to się wyśle i od razu ja dostaję maila. Natychmiast widzę, że ktoś odpowiedział i ten ktoś sam dostanie, czyli ma potwierdzenie, o której godzinie odpowiedział. W tym momencie mamy to zautomatyzowane lepiej i mamy zarchiwizowane, kto jako pierwszy odpowiedział. Także tutaj jesteśmy kryci. Konkurs z poprzedniego tygodnia ktoś odpowiedział albo ktosia raczej. Film, mówiliśmy o tym, że dwóch rycerzy stało.
Mówili: „Mam nadzieję, że umyłeś dupę dzisiaj rano, bo będzie całowana przez króla”. To jest oczywiście końcowa scena z filmu „Braveheart” z Mel Gibsonem. Kto nie oglądał, to zapraszam do obejrzenia. Rąbanka jest tak, jak podałem wczoraj, świetna. Natomiast zagadka na dziś wygląda mniej więcej tak: wsiadłem sobie, wszedłem do windy, chciałem sobie normalnie pojechać jak normalny człowiek do góry, ale w ostatniej chwili wskoczył mi Żelkowski do tej windy i zaczął strasznie się upierać, że ta winda powinna jechać w bok, więc doszło znowu do przepychanek i naruszeń nietykalności cielesnej. Na takim poziomie debaty niestety ja przegrałem. Niestety pan Marek zatriumfował i w ogóle ręce opadają dosłownie, jak to się skończyło. Jeszcze krzyknął za mną: „Do zobaczenia na przyjęciu, plebanie!" To już jest wizerunkowo, żeby pozbawić godności człowieka. Także tutaj nie do końca pozytywna sytuacja się wywiązała. Natomiast pytanie jest takieNawiązałem do dwóch filmów w tej opowiastce.
Proszę o podanie obydwu, przy czym przy tym drugim proszę też podać wartość siły grawitacji w miejscu, w którym dyskusja windowa miała miejsce. Koniec zagadki.
[56:07] - Tak sobie pomyślałem, że ja pana Druzgoce w tej windzie poniewieram, a pan mnie poniewiera intelektualnie, bo teraz będę przez tydzień się zastanawiał, co pan miał na myśli. No dobrze.
[56:20] - To o to chodzi. To jest właśnie żeby wyjaśnić wszystkim, jak ktoś jeszcze nie słuchał wcześniej naszych zagadek, to ja teraz zmieniłem to samowolnie. Zmieniliśmy konwencję. Wymyślam zagadki tak, żeby rzeczywiście trzeba było znać film, a nie dało się tego wyszukać gdzieś tam na YouTubie za pomocą sprytnie dobranych słów kluczowych, które tam podaję. Natomiast ja specjalnie daję wrzutki, które podpowiadają od razu automatycznie. O ile na początku dawałem podpowiedzi wprost, czyli w formie performatywy, czyli teraz podpowiem na przykład i tak dalej, to teraz to wszystko sprytnie kamufluję. Natomiast słuchajcie, jest jeszcze jedna rzecz, ostatnia już na koniec. Ogłoszenie duszpasterskie na Patreonie, na którym na razie jest póki co tylko siedem osób. To wstyd, hańba. My się tutaj produkujemy, męczymy, żeby coś powiedzieć, co zainteresuje, a nikt na Patreon nie wchodzi.
Ale wymyśliłem coś takiego pod wpływem rozmowy z jednym z patronów. Słuchajcie, ja mam cztery książki, które są niewydane i na razie nie mam jeszcze kwot na nie. Żeby wydać jedną książkę, trzeba wydać mniej więcej 25 do 30 000 zł. Teraz wymyśliłem coś takiego i jakby ktoś był zainteresowany, to zachęcam. Zapraszam do wejścia w próg tego Patronite'u, który daje abonament na 10 albo 15, albo dożywotni na wszystkie książki, jakie napiszę i wydam w przyszłości. Także gdyby ktoś się zainteresował na coś takiego, to kwota, jaką ja pozyskam z tego, od razu idzie na druk książki „Opowieści z dawnych Chin”, która jest gotowa mniej więcej od niecałego roku, od początku 2022 roku. Jeżeli komuś się uda w tym Patronite, zejdzie pięć osób albo może nawet do dziesięciu, to w tym momencie ja jestem w stanie tą książkę wydać i jakoś kontynuować wydawanie kolejnych książek. W ciągu najbliższych pół roku zostaną wydane trzy. Po pierwsze zaraz się ukaże „Prawidła geopolitycznej gry o przetrwanie”. Już ją kończę, także e-book będzie przed Nowym Rokiem na pewno.
Natomiast dwa tygodnie później wyjdzie wersja papierowa. W kwietniu wyjdzie, tak jak na samym początku mówiłem, „Wzorce zwyciężania”. Z całą pewnością już ukaże się książka o Aborygenach, której wydanie jest super kosztowne, dlatego że są tam z Komor, dwa, że trzeba zrobić to na lepszym papierze. I czwarta książka, która wyjdzie, to są „Głębie, do których trzeba się wspiąć”. Do tej ostatniej książki wstęp napisze profesor Jerzy Bralczyk, który nie tylko jest moim patronem, ale i dobrodziejem, dlatego, że zgodził się, żeby napisać swoje własne spostrzeżenia do tej książki „Głębie”. Także w ciągu najbliższych 12 miesięcy będą cztery książki. Także jeżeli ktoś jest zainteresowany taką ofertą lifetime, że tak powiem, to zapraszam. Ewentualnie skonsultuj się ze mną, drogi patronie, drogą mailową. Panie Marku, to wszystko z ogłoszeń.
[59:25] - No to pięknie dziękuję i do usłyszenia w przyszłym tygodniu.
[59:29] - Do usłyszenia.
[59:31] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.