[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:04] - Dzień dobry. Drugi sezon to już dwunasty odcinek. Panie Piotrze dzień dobry. Wieczór.
[00:12] - Dzień dobry. Jeszcze nie wieczór, ale zaraz będzie. Ściemni się, jak będziemy kończyć rozmawiać.
[00:17] - Okej, u nas pełno śniegu, a na Tajwanie?
[00:20] - Wręcz przeciwnie niestety, ale zaczynają się już powoli takie słoty jesienne. Taki jest początek w Polsce listopada, że wieje zimno, deszcz cały czas pada. To straszne. To teraz będzie przez cały styczeń i luty na północy Tajwanu.
[00:37] - No tak. A u nas śniegiem przywaliło jeszcze jesienią. Dobrze, to porozmawialiśmy o pogodzie. Tak wypadało przynajmniej na początku. A ja jeszcze jestem winny naszym słuchaczom informację, że dzisiaj porozmawiamy na temat: różnorodność i jedność, siła i kontrsiła. Przyzna pan, panie Piotrze, że na razie jesteśmy, przynajmniej ja jestem w pewnym niedoinformowaniu, o czym będziemy dzisiaj rozmawiać.
[01:06] - To zaraz się okaże. To będzie bardzo specyficzna moja hipoteza, ale jednocześnie spostrzeżenie na temat współczesnej debaty. Słyszeliśmy zawsze w mediach ze strony lewoidów tak zwanych, zaraz to wyjaśnię dlaczego, zawsze to hasło jest głoszone, że różnorodność to siła albo różnorodność jest dobra i na przykład mi wybitnie utkwiło w pamięci takie dwa spoty, nie tyle wyborcze, ale spoty ideologiczne. Pierwszy jest niezwiązany z dzisiejszym tematem, a drugi jest bardzo związany. Otóż czytałem kiedyś artykuł bodajże na portalu Gazety Wyborczej w czasie, kiedy rząd polski kupował jakieś opcje nie opcje i poszła kwestia pod zapytanie publiczne, czy granie na Giełdzie Papierów Wartościowych to hazard? Był artykuł, w którym było kilkanaście chyba, czy przynajmniej kilka razy powtórzone, już nie pamiętam dokładnie, ale przynajmniej kilka, że gra na giełdzie to nie hazard. Gra na giełdzie to nie hazard. Autor przekonywał, wtłaczał te trzysta razy, cytując. Zagadka, co to za klasyk, że trzysta razy trzeba powtórzyć. Łatwe.
Natomiast wracając ściśle do tematu. Drugim spotem, który widziałem, to wszystkie chyba sławne możliwe postacie z amerykańskiego życia publicznego, łącznie z ówcześnie panującym miłościwie Barackiem Obamą. Darli się do kamery. Oczywiście spokojnie, ja tak przekomarzam się tylko. Darli się do kamery: „Diversity is strength”, czyli różnorodność jest siłą. I tak wszyscy to powtarzali, bo ideologie są przecież ideologie są prestiżowe, prawda? Więc ta ideologia za pomocą tych najbardziej prestiżowych, najbardziej rozchwytywanych, najsławniejszych osób została powtórzona chyba ze trzydzieści albo i więcej. Także o tym będziemy dzisiaj mówić. Natomiast zagadkę jeszcze musimy rozwiązać z poprzedniego odcinka, którą się odgadł. I teraz mam pierwszy namacalny dowód, że słuchają nas nie tylko faceci, ale i kobiety, bo kobieta odgadła, co mnie też zaskoczyło.
No bo „Obcy” też, przepraszam, jestem straszliwym seksistą. Wydawało mi się, że to jest taki też dla facetów film, prawda? Że się strzelają i się cieszą. Oprócz kobiety, czyli Sigourney Weaver, bo to o ten film właśnie chodziło, czyli „Obcy: Decydujące starcie", „Aliens". I drugą postacią była Vasquez. Kto by nie chciał mieć takiej dziewczyny jak Vasquez, prawda? Której nikt nie pomylił z mężczyzną. Mam nadzieję oczywiście, że wszyscy rozpoznają ten cytat. Natomiast w zagadce chodziło o rozmowę, w której jedna osoba zaproponowała z tych niedobitków, które się wydostały z poziomu trzeciego tego procesora atmosfery. Wrzućmy parę kanistrów CN20, czyli jakiegoś środka toksycznego i wytrujmy to wszystko.
A potem padła propozycja: zbombardujmy to atomowo. Po polsku źle się to mówi. To jest nuke it from the orbit. Zbombardujmy ich, znukujmy ich z orbity. To jedyny sposób, żeby być pewnym. I to jest cytat klasyczny. Ja specjalnie zadałem pytanie w ten sposób, żeby trudno było na Google zadać pytanie bez faktycznej znajomości filmu, więc nie udało się. To znaczy ktoś odgadł, czyli się komuś udało, a nam się panie Marku znowu nie udało. Nie zachowaliśmy książki, tylko musimy ją wysłać. Gratuluję jeszcze raz z wielkim ukłonem i tyle.
A pan Marek się przyznał. A jeszcze zakabluję. Pan Marek się przyznał, że nie odgadł zagadki sam. zdrajca. Nie zna klasyki amerykańskiego kina.
[04:39] - To wynika pewno z tego, że im dalej w sagę „Obcego”, tym ja mniej lubię te filmy. Ja najbardziej lubię pierwszą część.
[04:47] - A ja drugą.
[04:48] - Panie Piotrze, to sprawy konkursowe mamy załatwione. Proponuję, żebyśmy przeszli do dzisiejszego tematu, który tak jak już to mówiłem, wydaje mi się dosyć niejasny. To tak delikatnie powiem.
[05:03] - Bardzo prosto. Wyjaśnijmy więc. Diversity, czyli różnorodność to jest część tego prestiżowego pakietu ideologicznego ludzi, którzy identyfikują się jako liberałowie, czyli tacy, którzy optują za wolnością osobistą, która ma mieć priorytet wobec wszelkich innych ideałów naszego współczesnego społeczeństwa. Teoretycznie przynajmniej na sztandarach demokratycznego, pluralistycznego, czyli wieloideowego, czyli dozwalającego na wieloideowość i na różnorodność. Ale tutaj jest właśnie ta walka polityczna. Walka ideologiczna jest pełna paradoksów, kłamstw, pół kłamstw i odcieni szarości i tak dalej. Zaraz sobie wyjaśnimy. Więc to, co mówiłem, opisywałem jako różnorodność i podałem przykład tego spotu reklamowego, jest częścią pakietu ideologii, z których inną czy też uzupełniającą, czy też dopełniającą jest taka, że przyjmowanie imigrantów bez na przykład między innymi sprawdzania ichTożsamości i zdolności zintegrowania się ze społeczeństwem docelowym jest bez znaczenia. Ta różnorodność polega także na różnorodności rasowej, czyli na stwarzaniu w każdych krajach, w których ta ideologia jest promowana, społeczeństwa, które jest wielorasowe, wielokulturowe, wieloideowe i całe takie społeczeństwo ma dawać w rezultacie swojego powstania coś, co daje przewagę i jest ideologicznie, czyli etyczno-moralnie słuszne, lepsze od społeczeństw, mieszkańców państw czy narodów. Mówiąc inaczej, to jest mieszanka, czyli to już nie jest tak de facto naród.
Można definicyjnie wejść w spór z kimś, kto by tak powiedział. Ja uważam, że to już nie jest naród. Dlatego, że naród jest poglądem, pierwotnie przynajmniej, pojęciem nie metaetnicznym, tylko właśnie etnicznym. Tak jak mówiliśmy o religii w kontekście eseju „Chrześcijański projekt cywilizacyjny” z książki „Siły psychohistorii”, to mówiliśmy, że religia monoteistyczna, taka jak religie abrahamowe, ma za zadanie główne z punktu widzenia socjologicznego odblokować zdolność wzrostu jakiejś społeczności ponad ten limit biologiczny, czyli ponad ten etnos pojedynczy jakiegoś plemienia czy grupy plemion, czy tego typu zbiorowości opartych na więzi biologicznej, więzi pokrewieństwa. Bo mamy przecież ten cytat, który już cytowaliśmy w którymś z odcinków tego drugiego sezonu, słowa Jezusa z Ewangelii z Nowego Testamentu: „Nie masz Greka ani Życia, ale wszyscy jesteście w Chrystusie Jezusie”. Inaczej mówiąc, z punktu widzenia socjologicznego, czysto pragmatycznego budowania imperiów i państw, i narodów, religia jest systemem wierzeń, systemem budowania mitów założycielskich, mitów energetyzujących i innych mitów, które już omawialiśmy wielokrotnie, więc nie ma sensu, żeby powtarzać, służących temu, żeby społeczność ludzi, która jest indoktrynowana do tych mitów i do wspólnego snu, wspólnego mitu czy też wspólnej pieśni. Zaraz powiem, dlaczego pieśni. Religia służy do tego, żeby wyjść ponad tą wąską grupę etniczną. Zobaczmy, co było z religią Żydów. Jak to dobrze nazwać?
Przepraszam, wylatuje mi z głowy.
[08:41] - Judaisme.
[08:43] - Rzeczywiście, bardzo przepraszam. Judaizm, proszę zobaczyć, jest to ściśle plemienna religia, prawda? Wyznajesz judaizm ze względu na swoje pochodzenie, krew. Dlatego, że się urodziłeś w rodzinie dwojga matki i ojca wyznających judaizm. Natomiast chrześcijaństwo, proszę bardzo, na chrześcijaństwo i oczywiście na islam, bo to jest oczywiste przedłużenie, można nawracać dowolną osobę i w ten sposób budować właśnie kolektywy znacznie większe niż ten judaizm. Proszę zobaczyć, Izrael ma teraz z tym straszny kłopot, bo ludność Izraela to chyba około 9 milionów na dzień dzisiejszy. Natomiast proszę zobaczyć, w jakim Morzu Arabskim jest ten Izrael umieszczony i nie może sobie dobrze poradzić, dlatego że nie może się rozprzestrzeniać religijnie. Teraz już zupełnie XXI wiek nie na tym polega, ale nie może się rozprzestrzeniać poprzez nawracanie, a jedynie może przez biologiczne rozmnażanie, co jest blokadą, po prostu jest blokerem. Także tak to wygląda. I teraz wracając do tej ideologii różnorodności.
Oczywiście są plusy i minusy, ale chciałem powiedzieć o czymś zupełnie innym, o filozoficznej hipotezie, która będzie częścią książki „Siły i kontrsiły”, kolejnej części serii „Wzorce”, czyli po „Siłach psychohistorii” będą teraz „Wzorce zwyciężania”. To współautorstwo z byłym wojskowym jednostki GROM, byłym oficerem. Także tutaj zapraszam wszystkich do zakupu. Już w kwietniu mniej więcej będzie ta książka dostępna. Natomiast drugą książką z serii „Wzorce”, która się ukaże w przyszłym roku, w 2023, będą właśnie „Siły i kontrsiły”. I tutaj to jest jeszcze niepotwierdzone oficjalnie. To znaczy na stole nie mam gotowego wstępu, ale wstęp do tej książki, do „Sił i kontrsił” napisze sam redaktor Bogusław Chrabota, czyli naczelny „Rzeczpospolitej”. Także trzymajcie kciuki, żeby nagle nie stwierdził, że jednak nie. Módlcie się, jak ktoś uważa. Więc trzymajcie kciuki, bo to rzeczywiście będzie nobilitacja naszej wspólnej pracy, bo wielu czytelników kontaktuje się ze mną i podpowiada różne rzeczy albo wytyka błędy.
Także to jest de facto kolektywna praca. Na marginesie powiem, bo mówiliśmy o judaizmie, ale jeden z czytelników, mam nadzieję, że słucha teraz i właśnie mu funduję wyrzut dopaminy, to nawiązanie do innego fragmentu „Sił psychohistorii”, ale podpowiedział mi coś, na co nie wpadłem po prostu. Dlaczego Mojżesz prowadził swoich Żydów z niewoli egipskiej przez 40 lat? Otóż chodzi o tak zwane formatowanie cywilizacyjne. Polega to na tym, że według teorii czytelnika, jeszcze raz strasznie dziękuję, bo to jest absolutnie oczywiste. Uważam, że to jest właśnie przyczyna. Przez te 40 lat, przez dwa pokolenia błąkali się po pustyni po to, żeby wymarły pokolenia pamiętające jeszcze życie w niewoli i sposób myślenia, i sposób sformatowania cywilizacyjnego, kulturowego, sformatowania mentalności nawykłej do tego, żeby być niewolnikiem. Ziemię docelową, Ziemię obiecaną musieli osiągnąć ludzie mentalnie wolni. I świetne nawiązanie można zrobić tutaj do tego, co powiedział Gandhi, kiedy po pierwszej wojnie światowej jego ruch, między innymi biernego oporu i generalnie ruch dążący do odzyskania niepodległości przez Indie od Imperium Brytyjskiego, on celowo wygasiłDlatego, że stwierdził, że naród indyjski nie jest jeszcze gotowy duchowo do tego, żeby zawalczyć o swoją niepodległość, a Brytyjczycy są wręcz przeciwnie, jeszcze niegotowi do tego, żeby oddać Indie bez walki.
[12:28] - Tak, panie Piotrze, a ja się teraz zachowam jak Środka Marysia i zapytam z pełną naiwnością. No ale właściwie to dobrze, że jest ta różnorodność, czy też należałoby promować jedność? To jak by pan odpowiedział?
[12:44] - Właśnie. I teraz na samym końcu powiemy sobie o tej współczesnej wojnie kulturowej, jaka ma miejsce przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, ale w Polsce niestety też, bo my jesteśmy częścią Zachodu, a Zachód jest zaatakowany właśnie w tej sferze kształtowania oprogramowania kulturowego, co mówiliśmy wielokrotnie. Natomiast cała ta moja hipoteza historyczna polega na tym, że mówiąc o chińskich cyklach dynastycznych, czyli o następujących naprzemiennie etapach rozwoju cywilizacji, rozkwitu jakiejś dynastii, ale jednocześnie rozkwitu cywilizacji i rozkwitu cywilizacyjnego. Następuje jakiś okres innowacyjności, wynalazczości, następuje olbrzymi postęp w wydajności produkcji żywności, co pozwala z kolei napędzić kulturę, napędzić ducha eksploracji, ducha rozwoju. Następnie oczywiście następuje okres dekadencji. Pojawiają się władcy, którzy nie dbają o lud, którzy doprowadzają kraj do ruiny, otwierają drogę barbarzyńcom czy też państwom konkurencyjnym, sąsiadom, którzy doprowadzają do destabilizacji tego imperium. I oczywiście następuje okres chaosu. Moja hipoteza polega na tym, przepraszam, że tak długo musieliśmy mówić, polega na tym, że ten okres chaosu wynika z tego, że ludzie zatracili. Jeszcze inaczej. Przepraszam.
To jest bardzo trudne do tego, żeby wytłumaczyć, ale ci, którzy już przeczytali „Siły psychohistorii” bardzo szybko załapią. Chodzi o to, że zatraciło się przekazywanie międzypokoleniowe oprogramowania kulturowego, oprogramowania psychicznego niezbędnego do tego, żeby w umyśle kolektywnym danego społeczeństwa, danego narodu dało się zaprogramować wspólny mit i zdolność do tego, żeby wspólnym kolektywnym wysiłkiem ludzie wyrzekali się swoich prywatnych zachcianek, prywatnych ambicji i tak dalej, i dokładali tą cegiełkę do wspaniałości tego gigantycznego imperium, w tamtym oczywiście miejscu i w tamtym czasie chińskiego. Więc proszę zobaczyć, kluczem byłaby kwestia zdolności przekazu międzykulturowego, tego pakietu oprogramowania, czyli tych wirusów kulturowych, które niektóre są celowo skonstruowane, a czasami same się rozwijają jako rozmaite ideologie. Jeżeli nastąpi w jakiś sposób zakłócenie tego procesu, a w tej chwili mamy, prawda? Proszę zobaczyć, jak znika etos pracy, jak ludzie po prostu reagują alergicznie wręcz na to, że trzeba pracować od 8:00 do 20:00, że trzeba się poświęcać dla dobra firmy czy dla dobra szefa. Proszę komuś zaproponować znajomemu albo poczytać komentarze gdzieś tam w internecie i zobaczycie, co usłyszycie. Bardzo brzydkie komentarze na temat kwestii tego, że trzeba się poświęcać właśnie i że trzeba pracować nie dla siebie, po to, żeby zarobić na super godne życie, tylko dla firmy, po to, żeby ona mogła prosperować i szef, żeby mógł zarabiać. Także to są oczywiście bardzo kontrastowe spektra o krańcach, które mają w swoim miejscu bardzo sprzeczne ze sobą ideologie. Ale właśnie mówimy tutaj o siłach i kontrsiłach. Bo proszę zobaczyć, na czym polega chaos i na czym polega kwintesencja tego maksymalnego rozwoju danego imperium, danego reżimu imperialnego.
Otóż w czasie chaosu, najczęściej, jeżeli jest to chaos twórczy, to też jest taki paradoks, sprzeczność, ale zaraz wyjaśnimy dlaczego. W czasie chaosu uruchamiają się, o ile ma jakiś naród szczęście, uruchamiają się mechanizmy ewolucji kulturowej i w takim okresie chaosu właśnie różnorodność idei, które mają możliwość konkurowania ze sobą nawzajem o to, która jest skuteczniejsza, która skuteczniej pozwala przetrwać, to taki proces ewolucji kulturowej tworzy fundamenty powstania imperium. Natomiast po to, żeby imperium mogło trwać, to w takim imperium jakaś silna osoba, charyzmatyczny dowódca, który podbije po prostu militarnie cały obszar, ten cywilizacyjno-kulturowy. Mówimy teraz o przykładzie chińskim. Najłatwiej to zrozumieć. Nie jesteśmy z nimi złączeni emocjonalnie, z tymi przykładami chińskimi, więc patrzymy tak z boku, bez emocji, bez jakichś tam wcześniejszych przesądów czy jakichś oczekiwań. Natomiast wracając już do kwestii tej innowacyjności i różnorodności. Takim złotym okresem, w którym różnorodność właśnie była produktem ewolucji kulturowej i doprowadziła do gigantycznego skoku cywilizacyjnego, przede wszystkim do rozwinięcia rozmaitych filozofii i sposobu zarządzania państwem, sposobu budowania państwa, sposobu zarządzania państwem we wszystkich jego aspektach, od finansów, przez wojsko, przez produkcję żywności, przez motywowanie ludzi do pracy, przez wszystkie możliwe parametry, które są potrzebne do tego, żeby państwo rozkwitało i budowało swoją siłę i gospodarczą, i militarną.I właśnie okres, który nazywany jest okresem wiosen i jesieni, a potem kolejny okres historyczny, okres walczących królestw, to w historii Chin mniej więcej dwa i pół tysiąca lat temu, to okres, w którym żył Sun Zi, autor „Sztuki wojny”, Konfucjusz, czyli założyciel tego najbardziej stabilnego systemu społecznego, który de facto przetrwał do XIX wieku. De facto mówię, ale to jest na inną zupełnie rozmowę. Natomiast ten proces ewolucji kulturowej, tego swobodnego konkurowania idei polegał na tym, że każdy miał swobodę.
Każdy z tych tak zwanych wędrownych mędrców, o których kiedyś mówiliśmy, czyli założycieli jakichś szkół myśli, takich jak Konfucjusz właśnie, który był kompilatorem wcześniejszych takich idei konfucjańskich, a stworzył z tego jeden spójny system. Tak samo było z tym wędrownym mędrcem Sun Zi, który miał jako swoje takie dzieło sztandarowe „Sztukę wojny” i swoją metodę zarządzania armią i użytkowania armii do osiągania celów politycznych. Proponował rozmaitym królom, rozmaitym władcom i jego metody okazały się najskuteczniejsze do tego, żeby przetrwać. Najskuteczniejsze i dla państw, i dla reżimów, które tymi państwami rządzą. Więc to było właśnie to sito ewolucyjne. Natomiast proszę zobaczyć, co się stało wtedy, kiedy ta ewolucja postąpiła do momentu i sytuacja polityczna oczywiście też, kiedy z tych państw 217 łącznie na samym początku, po pięciu stuleciach zostało zaledwie siedem wielkich potęg, a potem te wszystkie pozostałe potęgi. Jedną z tych siedmiu było państwo Qin, którego kolejny władca został tym słynnym pierwszym cesarzem. I to był ten władca, który założył właśnie te pierwsze chińskie imperium, pierwsze chińskie cesarstwo. Proszę zobaczyć, co się stało i jakie są legendy. W chwili, kiedy on wstąpił na tron, on nakazał rekwizycję wszelkich ksiąg, które byłyby niezgodne z ideologią imperialną, bo była to ideologia legionistów.
To jest system społeczno-polityczny sprawiający, że państwo stawało się jedną wielką machiną wojenną. W podobny sposób jak Prusy w czasie XIX wieku stworzyły pewną ideologię, pewien sposób funkcjonowania oparty właśnie na zmilitaryzowaniu społeczeństwa, na edukowaniu w pewien określony sposób. Tu też przywołuję esej „Pruski projekt cywilizacyjny” z „Sił psychohistorii” i Prusy, podobnie jak właśnie te pierwsze imperium dwa tysiące lat wcześniej, to był projekt tak skonfigurowany przez ewolucję kulturową, przez celowe działanie, czyli reformy tych doradców króla czy całego aparatu administracyjnego, który pozwolił na to, żeby to imperium powstało. Imperium powstało dzięki dorobkowi zbudowanemu na różnorodności idei, na ich swobodnym, merytorycznym współzawodnictwie. Natomiast po to, żeby mogło dalej trwać, żeby mogło funkcjonować, musiało już się zjednoczyć ideologicznie. Stąd właśnie te palenie książek. To nie były efekty jakiegoś barbarzyństwa tego władcy, tylko konieczny proces spojenia tego jednego społeczeństwa w jedną całość. Dlaczego? Dlaczego to było potrzebne? Dlatego, że imperium Qin, imperium pierwszego cesarza zostało stworzone, zlepione z krajów, które zostały podbite.
Te kraje miały zupełnie inny język, styl pisma, bo chińskie znaki, które znamy ze współczesności, które mają dwa tysiące lat, zostały zreformowane głęboko właśnie już po upadku dynastii Qin, po upadku tego imperium pierwszego cesarza w czasie dynastii Han. Zaraz, sekundkę o tym powiemy. Natomiast proszę zobaczyć, posłuchać, jakie rzeczy zostały zreformowane i ujednolicone w całym imperium. Rozstaw kół wozów. Wynikało to z praktycznej potrzeby handlu na przestrzeni całego imperium, dlatego, że każde z państw miało swój własny specyficzny rozstaw kół i koła z jednego państwa nie pasowały do kolein w drogach w innym państwie. W związku z tym handel był wyjątkowo utrudniony. Trzeba było jakoś zmieniać rozstaw, zmieniać wozy albo robić jakieś inne. Innych chyba się nie da. Ale mamy ten sam problem przecież w naszym współczesnym świecie, kiedy zboże, które nie mogło zostać wyeksportowane z portu w Odessie na Ukrainie w czasie inwazji w bieżącym roku, inwazji rosyjskiej, ono mogłoby zostać wywiezione za pomocą transportu kolejowego. Ale systemy i miejsca, w których można ten rozstaw kół pociągowych, rozstaw osi w pociągach przestawić, ich jest za mało, a zboża za dużo, więc zarzucono w ogóle ten pomysł.
To proszę zobaczyć, jak wielki to był problem dwa i pół tysiąca lat temu, kiedy właśnie te koleiny po prostu uniemożliwiały handel. W czasie jeszcze właśnie tych wielkich reform po ustanowieniu imperium robiono szereg innych. Zrewolucjonizowano prawo, sposób kontroli tych lokalnych społeczności produkujących żywność, które zostały podzielone na takie jak gdyby wspólnoty składające się z ośmiu jak gdyby mikrowspólnot czy też domostw. Proszę zobaczyć sobie, znaczy inaczej, kółko i krzyżyk jak wygląda. Są te dwie kreski poziome i dwie kreski pionowe, prawda? I jest dziewięć takich pól. Dziewięć kwadracików uzyskujemy. W środku takiego kwadracika była studnia, która była wspólna, a wokół tej studni było osiem wspólnot. I te wspólnoty, ich życie zostało całkowicie zreformowane właśnie w systemie polityczno-militarnym imperium Qin, przede wszystkim państwa Qin, bo to jeszcze było wcześniej. Dzięki temu na przykładZupełnie przewrócono w głowach, przeformatowano ludzi na inny rodzaj odpowiedzialności zbiorowej niż proponował to konfucjanizm.
Zreformowano sposób zaciągu młodych ludzi do armii. Zmieniono zupełnie system motywacyjny, sprawiając, że motywacje były bardziej merytokratyczne, czyli za zasługi byli ludzie awansowani. Otworzyła się mobilność pionowa, czyli ktoś, kto się wykazał merytoryką, sprytem, dzielnością, walecznością i coraz bardziej wchodziły oczywiście w grę zdolności kognitywne. Im bardziej ktoś się zasłużył, tym wyższą rangę zdołał osiągnąć. Natomiast merytoryczne współzawodnictwo o hierarchię kończy się w chwili, w której nie trzeba już walczyć o nowe terytoria, a trzeba utrzymywać aparat administracyjny. W takich sytuacjach kończy się indywidualna inicjatywa, a zaczyna się cała patologia związana z biurokracją, czyli podkopywanie się, pilnowanie swoich stołków, co ogranicza inicjatywę, ogranicza innowacje i tak dalej. Wszystko znamy ze współczesności jako tak zwaną między innymi patologię korporacyjną, która uniemożliwia korporacji wydajne działanie. Tu jeden przykład ze współczesności i już skończę taki monolog. Bardzo przepraszam za to. Bodajże w firmie Enron był taki właściciel, zapomniałem jego nazwiska.
On ustanowił taką zasadę, że w każdym cyklu zatrudniania 10% najmniej wydajnych osób było zwalnianych. W związku z tym nastąpiła taka konkurencja, podkopywanie się nawzajem, ukrywanie swoich własnych projektów, bronienie ich przed innymi, przed kradzieżą, przed konkurencyjnymi pracownikami, że całkowicie i nieodwołalnie sparaliżowało to pracę całej firmy i zdolność innowacyjna, zdolność pracy grupowej, pracy zespołowej całkowicie upadła przez narzucenie kompletnie patologicznego systemu współpracy. Proszę zobaczyć, to jest jeden konkretny przykład właśnie tego Enronu. Natomiast proszę zobaczyć, jakby to się mogło przełożyć, gdy takich parametrów ulepszających, umożliwiających kooperację wewnątrz jakiegoś narodu, wewnątrz jakiejś społeczności obywateli imperium. Jak można łatwo zniszczyć zdolność do kooperacji, tak zwanej ultrakooperacji, o której wielokrotnie mówiliśmy. Gdy taka zdolność zostanie zniszczona, gdy zdolność uczenia nowych pokoleń takiej kooperacji, czyli samodyscypliny, dzielenia się pomysłami czy zrzekania się tych egoistycznych pobudek, egoistycznych aspiracji. Proszę zobaczyć, jak istotne jest to, żeby nowe pokolenia wyuczyły się tego, że trzeba pracować dla innych. Jak widzimy to na przykład w kulturze japońskiej, w której to jest właśnie podstawą w tym życiu społecznym małych wiosek górskich, jak ważne właśnie w tej tradycyjnej kulturze japońskiej było to, że dana osoba wyrzekła się swoich własnych aspiracji, jeżeli zaczęła być egoistyczna i jeżeli nie robiła wszystkiego, żeby wesprzeć tą grupę w próbach przetrwania w niezwykle trudnym środowisku naturalnym, właśnie w jakichś wioskach górskich, w której produkcja żywności była naprawdę minimalnym marginesem zapewniającym przetrwanie. Proszę zobaczyć, jak zmieniła się wobec tego, jak wyewoluowała kultura japońska, która jest niesłychanie restrykcyjna wobec każdego, kto zachowuje się w sposób egoistyczny czy też inny niż zgodny z interesem grupowym. Wracając już teraz, podsumowując cały temat tej różnorodności i jedności.
Otóż te dwie cechy w rozmaitych punktach historycznych, czyli w rozmaitych etapach cyklu cywilizacyjnego czy też cyklu dynastycznego, te cechy mogą być pozytywne albo negatywne. Czyli w tym początkowym cechu ta różnorodność uruchamia ewolucję kulturową. Natomiast już w tym cyklu, kiedy jedność zostanie osiągnięta i wielkie państwo zostanie założone, to różnorodność zaczyna przeszkadzać, dlatego że jest siłą odśrodkową sprawiającą, że ludzie nie potrafią zsynchronizować swoich wysiłków i podporządkować tych wysiłków dobru całego kolektywu, całego narodu czy całego imperium. Także odnoszę i teraz skończyłem. Odnieśmy teraz te dwie kwestie, tą siłę i kontrsiłę do tej sytuacji z różnorodnością i jednolitością, bo państwo monoetniczne, takie jakie jest na dzień dzisiejszy Polska, póki co jeszcze, jest rozpoznawane przez tych tak zwanych liberałów za bardzo złe, za rodzaj faszyzmu, za jakąś zaściankowość, ksenofobię i rozmaite ułaski są przypisywane ludziom, którzy są zwolennikami państw monoetnicznych. Natomiast kontrideologią do tej monoetniczności, czyli do wartości patriotycznych czy miłości do ojczyzny właśnie, czy do dążenia do tego, żeby państwo było możliwie monoetniczne, czyli jednolite, czyli w bardziej naturalny, organiczny sposób zdolne do osiągania tej jedności celu, postrzegania tej jedności celu przez wszystkich obywateli, ze względu na to, że ci obywatele są jednym etnosem. Proszę zobaczyć, jak bardzo w tym momencie ultrafaszystowskie może być określone państwo na „i” na Bliskim Wschodzie. Nie powiem jakie, bo nas wytną zaraz. Nie wiem kto, nie wiem kiedy, ale zaraz coś może się stać brzydkiego przez cenzorów wymyślonego. Proszę zobaczyć, prawda?Wobec jednego państwa, czyli wobec Izraela nikt nie ośmieli się powiedzieć, że to jest państwo ultranacjonalistyczne, a to jest bardzo brzydkie, bo trzeba różnorodności, trzeba im dopakować na przykład Arabów, Murzynów i kogo tam jeszcze, tylko żeby zrobić ten ideał różnorodności.
Wobec Izraela nikt tego nie powie, ale wobec Polski, czyli wobec innych krajów, jak najbardziej ta ideologia różnorodności etniczno-rasowej jest na pełnym rozmachu. Proszę zobaczyć, w związku z tym proszę mi powiedzieć — takie pytanie retoryczne oczywiście — dlaczego w jednym przypadku monoetniczność i jednolitość ideologiczno-etniczna czy jakakolwiek inna, czy religijna jest dobra, a w innym jest zła? Widzicie? Na tym właśnie polega ta siła i kontrsila. Te siły i kontrsily są używane przez rozmaitych decydentów, czy to zakulisowych, czy to oficjalnie rządzących do tego, żeby sterować parametrami siły rozmaitych społeczności, czyli dać jednym za pomocą różnorodności wsparcie, bo być może to wsparcie akurat w tym wypadku jest pozytywne, a innych doprowadzić na przykład do tego, że rządzą nimi jacyś totalitarni ekstremiści czy jacyś fanatycy, na przykład wahhabici w Arabii Saudyjskiej, którzy nie pozwalają na różnorodność i w związku z tym za pomocą tej jednolitości sami doprowadzają swoje własne państwo do tego, że nie ma tej siły innowacyjności, nie jest w stanie uruchomić tej ewolucji kulturowej, w toku której wykształcają się lepsze, skuteczniejsze metody, sposoby zarządzania państwem. Skończyłem.
[32:24] - Tak. Skoro się już dorwałem do mikrofonu, to postaram się to wykorzystać. Pierwsze, co mi się nasunęło, ale to już pan podsumował, że ta różnorodność czasami bywa dobra, a czasami bywa zła. To zależy od etapu, w którym dana społeczność się znajduje. To jest jasne. Natomiast zastanawiam się, analizując to, co pan mówi, czy nie następuje pewna dosyć radykalna sprzeczność pomiędzy tym, że przynajmniej nominalnie zachodnie społeczeństwa są społeczeństwami demokratycznymi. W związku z tym, jak to w demokracji, każdy sobie może wymyśleć to, co mu tam w duszy gra i to z natury nie sprzyja jedności, raczej tej cudzysłów „różnorodności”. I w związku z tym, czy przypadkowo nie jest tak, że społeczeństwa tak zwane demokratyczne są z góry skazane na wymarcie? To pierwsze. Na wymarcie takie polityczne oczywiście.
To pierwsza sprawa. I idąc za ciosem pytanie o to, czy przypadkiem nie jest tak, że ktoś gdzieś postanowił w tej chwili przestawić wajchę i powiedzmy to krótko, zrezygnować z demokracji, bo to już głupie, stare i trzeba zrobić coś, żeby na powrót uruchomić jedność.
[33:46] - Na tym właśnie to polega. Proszę zobaczyć, że siła kultury europejskiej, mówię w kategoriach historycznych, wynikała z tego, że my, nośniki tej kultury, byliśmy zdolni do adaptowania rozmaitych rozwiązań powstałych w innych kulturach, czyli dozwalaliśmy do tego, żeby nasza kultura została modyfikowana przez te obce wzorce i cały ten proces nie przeszkadzał zachować nam naszej tożsamości. Nadal jesteśmy Europejczykami, przyjmujemy na przykład jedzenie pomidorów czy ziemniaków, czy pyrów, czy kartofli. Kłóćcie się, ja mówię ziemniaki. Na przykład przejmowanie jakichś obyczajów, typu puszczanie latarni w nocy. To już jest zabronione, nielegalne, bo to jest niebezpieczne i wywołuje pożary, ale to jest zwyczaj chiński, noworoczny, ale my zaadaptowaliśmy to w czasie wesel, to było puszczane i tak dalej. To są oczywiście jakieś drobne sprawy, ale są kwestie bardziej ingerujące w tożsamość, na przykład strój. Proszę zobaczyć, że my, Europejczycy, nasze stroje, czyli te garnitury, jakie mężczyźni noszą na co dzień, białe koszule i tak dalej, one są bardzo widocznym i rozpowszechnionym na całym świecie wzorcem ubioru, który jest kopiowany we wszystkich zakątkach świata i który jest uznawany za stygmat, symbol tego, że osoba kopiuje te wzorce europejskie uznawane za najskuteczniejsze do tego, żeby budować dobrą, profesjonalną firmę albo żeby w sposób należyty zbudować instytucje państwa tak, żeby to państwo było silne, zwarte i gotowe i dobrze sobie radzące gospodarczo i we wszystkich innych możliwych aspektach. Teraz uwaga, pan Marku to zrozumiał, dlatego że wielokrotnie rozmawialiśmy i pan Marek oczywiście czytał „Siłę psychohistorii” jako pierwszy czytelnik, jeszcze zanim książka została opublikowana i łatwo nam w tej chwili rozmawiać. Rzeczywiście to, co się dzieje na przykład w Unii Europejskiej, czyli próba stworzenia państwa federacyjnego, musi siłą rzeczy, zgodnie z tym wzorcem, tą prawidłowością siły i kontrsily prowadzić do tego, że wszelkie próby pojedynczych państw, takich jak Polska, przeciwstawiania się woli Komisji Europejskiej, czyli odrzucania praw, które mają być narzucone we wszystkich państwach możliwie tak samo, to wszystko jest postrzegane jako coś, co uniemożliwia stworzenie silnej Europy, która byłaby w stanie konkurować jak równy z równym ze Stanami Zjednoczonymi czy z Chinami, które są wyjątkowo świetnie zintegrowane, które stanowią jeden monolit państwowy na dzień dzisiejszy, prawda?Wszystkie te procesy mają rozmaite parametry, można je pchać w ten czy inny sposób z rozmaitą siłą.
Można je pchać po to, żeby dać Europie jako całości siłę federacji państw, a nie Europie ojczyzn. Te różne parametry mogą dać siłę albo mogą doprowadzić do upadku. I teraz nie jesteśmy w stanie, bo na tym polegają właśnie tak zwane wojny hybrydowe czy też wojny spiritual warfare, czyli wojny o duchowość. Nie jesteśmy w stanie tak naprawdę stwierdzić jako zwykli ludzie bez dostępu do danych, które z całą pewnością są tajne i niepublikowane albo publikowane w taki sposób, że trudno się rozeznać, które z ideologii. Można to robić oczywiście, w wielu przypadkach da radę. Na przykład ideologia deprawowania dzieci w tym sensie, że degenerowanie ich systemu motywacyjnego, czyli mówię fizjologicznie o kwestii dopaminy. Mówiliśmy o tym wielokrotnie, więc coś takiego bardzo łatwo wyłapać. Ale proszę zobaczyć, że mogą na przykład w państwie nie istnieć instytucje prawne albo instytucje obyczajowe, które byłyby w stanie taki negatywny, destruktywny dla młodych ludzi wpływ w jakiś sposób zablokować albo wyrzucić, albo zabronić. Zrobić coś, co by wspomogło wychowywanie dzieci w jakiejś innej skali wartości czy w innym pakiecie wartości. Także to jest jeden wielki mętlik.
I na tym polega wojna, że wojna jest chaosem, a przetrwa to państwo, czy też to imperium, które w danej chwili historycznej, w danej fazie rozgrywki stworzy taki układ tych parametrów albo sformatuje umysły swoich obywateli w taki sposób, że stanie się skuteczniejsze i przetrwa lepiej zintegrowane albo lepiej zdolne do przetrwania dalszego przez kolejne pokolenie. A ci, którzy nie wykształcą albo zatracą zdolność przetrwania, po prostu zginą. I na tym polega wojna.
[38:46] - Panie Piotrze, to ja z takim uporem, bo ja tak oczekuję czasami, żeby postawić kropkę nad i. Czy według pana projekt pod tytułem demokracja w Europie jest projektem schyłkowym, wycofanym w tej chwili i ma tę demokrację kulawą, niedoskonałą, ale jednak stwarzającą pewne pozory. Czy ma ten projekt zostać zastąpiony czymś innym, fajniejszym, tworzącym jedność?
[39:16] - Obawiam się, że właśnie ta demokracja zostanie wyrugowana i z prostej przyczyny zadziała ten sam mechanizm, o którym mówiliśmy już o powstaniu Imperium Qin i wcześniejszym etapie tych trwających całe dekady, całe stulecia nawet wojen, które były tak naprawdę jednym wielkim procesem ewolucji kulturowej. Zobaczmy, co to jest demokracja w ogóle, co rozumiemy przez demokrację? Moje rozumienie tego terminu jest bardzo nieostre oczywiście, ale moje rozumienie jest następujące: to jest pewien system zarządzania władzą polityczną, czyli dyktowania tego, kto komu mówi, co robić i kiedy robić. I demokracja, to, co nazywamy demokracją, jest rodzajem narzucenia pewnego sposobu funkcjonowania społeczności, w której budowane są między innymi rządy prawa, co jest najważniejsze, które są kwintesencją tego procesu, tego mentalnego stanu polegającego na budowaniu instytucji dobrowolnej przynależności. Mówiliśmy o tym wielokrotnie przy okazji omawiania sił psychohistorii. Organizacje dobrowolnej przynależności to są takie, w których panują reguły współdziałania sprzyjające kooperacji i powstawaniu ultra kooperacji, czyli sprzęganiu się pod wspólnym celem olbrzymich społeczności, znacznie większych niż 100-osobowe czy 200-osobowe plemię. Zaletą demokracji jest to, że wspiera ona istnienie organizacji, w których skupiają się ludzie sobie nawzajem obcy, których nie kieruje lojalność klanowa czy lojalność rodzinna. Mówię tutaj na przykład o nepotyzmie, zajmowaniu stanowisk przez swoich ciotków, pociotków, kuzynów, braci, synów i tak dalej. To, co zawsze ma miejsce, jest uznawane jako patologia w cywilizacji zachodniej. Natomiast w miejsce tych klanowych struktur załatwiania sobie pracy albo załatwiania stołków w spółkach Skarbu Państwa robimy się polityczni, panie Marku, ale zamiast tego funkcjonują bezosobowe prawa oparte na merytokracji.
I teraz siłą Europy zawsze było to, że wykształciliśmy te rządy prawa, rządy tej bezosobowej sprawiedliwości i bezosobowej merytokracji, które zresztą były ideałem w społeczeństwach konfucjańskich. Ideałem, ale niepraktykowanym. Oczywiście tutaj pocieszę ludzi, którzy sarkają, że u nas zawsze tak będzie i tak dalej. Wszędzie indziej też tak było, a nawet było znacznie gorzej niż u nas w Polsce i ogólnie u nas w Europie. Także proszę zobaczyć, co może dojść do tego. To jest sytuacja pełna paradoksów. Już tak podsumowując na koniec. Możliwe, że zniszczenie demokracji, rozmontowanie rządów prawa, a wielokrotnie widzimy to między innymi przez zastępowanie rządów prawa moralnością tych aktywistów, którzy tworzą tak zwane lincz moby, czyli takie tłumy, które linczują na przykład kogoś oskarżonego niesłusznie na przykład o molestowanie kobiety albo o gwałt po 20 czy po 30 latach i bez żadnego procesu sądowego ta reputacja i kariera takiej osoby są zniszczone. Mieliśmy przecież ten słynny projekt Johna Deppa i Amber Heard, prawda? Świetnie udokumentowany.
I proszę zobaczyć, że znikają nagle rządy prawa i znika system zaprowadzania sprawiedliwości za pomocą bezstronnych sądów. Zamiast tych sądów bezstronnych, które opierają się na dowodach, relacjach świadków i tak dalej, następuje rząd motłochu rozświeconego jakąś ideologią, właśnie ideologią gender, którą omawialiśmy w zeszłym tygodniu.I teraz to może służyć rozmontowaniu demokracji, czyli pluralizmu, czyli tego, że istnieje wiele zdań, wiele opinii, wiele sposobów i pomysłów na kierowanie dużym państwem typu Unia Europejska. To może być spowodowane tym, że ktoś chce stworzyć silną Europę, ale to może być akt wojny hybrydowej czy też wojny o umysły, czy jak to nazwaliśmy wcześniej the spiritual warfare. Może to być wrogi akt, czyli wrogi akt wojny, mówiąc precyzyjnie, który odbierze nam tą największą siłę naszej kultury, czyli zdolność posługiwania się merytokracją w budowaniu silnej społeczności, silnego imperium. Nie odgadniemy tego, ale jedną rzecz jeszcze na koniec zupełnie powiem z mojej strony na pożegnanie. Pan spytał o to, czy wielorakość i różnorodność jest siłą albo czego jest efektem. Otóż jest jakieś naprawdę super powiedzenie, które brzmi mniej więcej tak: cały liberalizm i wolność osobista jest efektem nadprodukcji ekonomicznej. To znaczy mamy do dyspozycji olbrzymie, niemalże darmowe zasoby energii pozyskiwanej z węglowodorów, z ropy i gazu. I gdyby nie absolutna nadwyżka energetyczna, musielibyśmy stworzyć taki system społeczny, taką kulturę i takie ideologie, które by nas pozbawiły tej wolności osobistej, dlatego, że więcej ludzi by musiało pracować w polu za pomocą pracy fizycznej. Mniej byłoby możliwości na przykład jeżdżenia po całym świecie bez celu, a trzeba byłoby tę energię i paliwo używać do tego, żeby zasilać maszyny produkujące żywność, maszyny wytwarzające stal i tak dalej.
Z tym pytaniem ja bym słuchaczy pozostawił.
[45:06] - Powiedzmy, że to powiedzenie, że idzie nowe, nabiera dzięki tej naszej rozmowie może nie nowego, ale innego znaczenia. Zupełnie innego. Dziękuję pięknie, panie Piotrze.
[45:20] - Ja też dziękuję.
[45:22] - Do usłyszenia za tydzień.
[45:23] - Do usłyszenia.
[45:25] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.