[00:01] - Telegram z krańca świata. Dzień dobry. Kolejny odcinek naszego cyklu geopolityczno-- właśnie, panie Piotrze, jakiego? Dzień dobry.
[00:13] - Rozmawiamy o naturze ludzkiej i o tym, jak ta natura ludzka zmienia, modyfikuje i dlaczego jest naszą geografią decyzyjną.
[00:22] - Ano właśnie. I mamy pewne wzbogacenie. Panie Piotrze, dzisiaj ku mojemu zaskoczeniu temat o tym, że samiec, twój wróg okazał się niezwykle nośny i niezwykle atrakcyjny dla słuchaczy, więc robimy oczywiście drugą część i na panu to spoczywa. Najpierw chyba zrobimy konkursy.
[00:44] - Odgadł ktoś w końcu konkurs z piątego odcinka drugiego sezonu. Pan Jacek K. Pytanie było następujące: w związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, więcej nie podpowiem, jakimi słowami wyrazić należy zadowolenie z nabycia sztuki broni strzeleckiej drogą przejęcia w walce wręcz? Do wyboru są dwa pytania. Ponieważ to jest związane ze świętami Bożego Narodzenia, to wchodzą tylko dwa klasyki, które są obowiązkowe dla każdej istoty ludzkiej, która chce zasłużyć na to zaszczytne miano. Na święta ogląda się albo „Kevin sam w domu” i tutaj wszystkie telewizje, przede wszystkim Polsat zawsze to puszcza. Natomiast drugim filmem absolutnie bożonarodzeniowym, który nas w ten nastrój świąteczny wnosi, to jest oczywiście film „Szklana pułapka” albo „Brutalna śmierć” inaczej. Ja pod tym tytułem go oglądałem. I słowa, które trzeba było odgadnąć, pochodzą właśnie z tego filmu. Słowa te po angielsku to jest: „Now I have a machine gun.
Ho ho ho”. To było wypisane na trupie pierwszego z tych terrorystów, którzy zostali zabici. W windzie zjechał na poziom, na którym reszta terrorystów czekała. Także to jest wiekopomny moment filmu, który spiżowymi literami wrył się w strukturę neuronową mojego mózgu. Jest to moja absolutnie ulubiona scena, bo trzeba pokazać wrogowi swoją siłę i zdeprymować go. I to było właśnie pod tym względem fantastyczne. Tak rozumiałem to jeszcze jako mały gnojek. W którymś momencie musiała się pojawić ta kwestia na konkursie i pojawiła się. Także gratuluję zwycięzcy. Zaraz książkę, już dogadałem, wyślemy pocztą.
A zagadka na dziś jest następująca. Znowu proszę zobaczyć, jak bardzo jestem sformatowany kulturowo przez kino amerykańskie, tę klasykę, te arcydzieła, które stanowią fundament naszej cywilizacji zachodniej.
[02:42] - Panie Piotrze, umówmy się, przez zgniłą zachodnią roszczeniową, samczą, białą cywilizację jest pan zdominowany.
[02:53] - Nie. Właśnie, że nie. Dlatego, że dzisiaj w nawiązaniu do tego tematu, czyli samiec, twój wróg, to jest arcydzieło kina amerykańskiego z uszczegółowieniem na kino silnej kobiety. To już jest duża podpowiedź. I teraz pytanie brzmi następująco. To jest łatwe. Oddajemy za darmo tę książkę znowu, niestety. Ale za to w takim razie za tydzień będzie pytanie naprawdę trudne. Trzeba będzie mocno pogłówkować. Zachęcam oczywiście.
Czym więcej trzeba pogłówkować, tym większa jest satysfakcja. I zaraz też o tym będziemy rozmawiać, bo to jest jeden z szczegółów absolutnie kluczowych w temacie współczesnej, tak zwanej kultury i kina girl power, czyli kobieta ma moc czy dziewczyna ma moc. Pytanie, zagadka na dzisiaj. Transmisja będzie na 15 listopada nastawiona, czyli na wtorek. Dobrze. Pytanie brzmi następująco: kino silnej kobiety przypominam. Jak nazywała się planeta, jak nazywa się planeta, czy może będzie nazywać się ta planeta, na której zagrożenie, któremu musi bohaterowie się przeciwstawić, najlepiej usuwa się bombardowaniem atomowym z orbity? A drugim co do skuteczności zaproponowanym w czasie filmu rozwiązaniem było użycie broni. I jako drugą część odpowiedzi poproszę o symbol wojskowy tej broni użyty w wypowiedzianym filmie. Czyli powtarzam jeszcze raz: jak nazywała się planeta, na której zagrożenie najlepiej usuwa się bombardowaniem atomowym z orbity?
I jaki jest symbol wojskowy broni, która była zaproponowana jako wcześniejsza, ale nie tak skuteczna alternatywa do tego najskuteczniejszego rozwiązania? To bardzo łatwe, prawda, panie Marku?
[04:33] - Właśnie nie, bo bombardowań atomowych z orbity to ja bym w tej chwili mógł wymienić trzy filmy, które mi przychodzą na myśl. Więc muszę sprawę przemyśleć.
[04:46] - Tak, dobrze, ale kino silnej kobiety myślę, że ogranicza możliwość wyboru chyba do tylko jednego.
[04:52] - Okej, zobaczymy jak zareagują nasi słuchacze. Panie Piotrze, wszystko wskazuje na to, że rozpoczynamy część drugą audycji pod tytułem „Samiec, twój wróg”. To zaczynajmy.
[05:08] - Zaczynamy. Ja podzielę się paroma spostrzeżeniami, które nie są uwzględnione w eseju pochodzącym z książki „Siły psycho-historii”, które sobie w całości odczytamy i skomentujemy. Istnieją istotne różnice warunkowane fizjologicznie, a więc genetycznie między kobietą a mężczyzną. I kultura nasza w połączeniu z tymi fizjologicznymi uwarunkowaniami sprawia, że każda z obu płci ma pewne swoje własne taktyki i strategie pozyskiwania zasobów. W dotychczas panującej kulturze Zachodu i we wszystkich innych, które przetrwały ten galimatias ewolucji kulturowej i to piekło ewolucji kulturowej, z którego z życiem wyłaniają się te kultury, które tak się przekonstruują, że są w stanie przetrwać konkurencję z pozostałymi. To też jest osobna rozmowa, ale już ją prowadziliśmy w którymś z wcześniejszych odcinków, więc nie ma sensu, żeby replikować. NatomiastProszę zobaczyć, ręka do góry czyja ulubionym filmem jest ta pierwsza pierwotna trylogia „Gwiezdnych Wojen”. Ja tu podnoszę oczywiście rękę do góry. Nie wiem czy pan Marek tak.
[06:25] - Ja też. Koniecznie.
[06:27] - Zwróćmy uwagę, co się dzieje w tym filmie. Otóż główny bohater, Luke Skywalker, dostaje przez cały czas cięgi. On musi przejść piekło po to, żeby stać się osobą silną. Musi zapracować wyrzeczeniami, koncentracją, dostawać od życia wszystkie możliwe bęcki. Jego opiekunowie, wujek i ciocia zostają zabici, opuszcza swoją planetę, wszystkich przyjaciół i tak dalej. Dostępuje szeregu pewnych wyzwań, z których musi przezwyciężyć swoje słabości. Musi je dostrzec. Musi poświęcić swoje aspiracje do tego, żeby osiągnąć sukces długofalowy. I proszę, zobaczcie w jak pozytywny sposób taki los bohatera kształtuje naszą psychikę i nasz system motywacyjny. Uczy nas, że musimy się nauczyć koncentracji, cierpliwości, spokoju.
To, co Yoda mówi przecież w „Imperium kontratakuje”: musisz oduczyć się tego, czego się nauczyłeś. Jesteśmy świetlistymi istotami, a nie jakąś surową materią. Musimy poświęcić, jeżeli chcemy, żeby zwyciężyło to, za co walczą Han i Leia i wszyscy przyjaciele Luke'a, to muszą poświęcić ich życie, na co Luke się nie zgadza. Oczywiście wsiada w swój myśliwiec, leci i traci rękę w pojedynku z Darthem Vaderem, bo jeszcze myślał, że już jest chojrakiem, bo nauczył się wszystkiego. Znaczy de facto nauczył się wszystkiego, co Yoda potem przyznał, ale nie miał w sobie tej siły, tej dyscypliny wewnętrznej. I proszę zobaczyć, jak go pokarało, co się stało. Przede wszystkim przegrał pojedynek i stracił rękę, ale po drugie, po to, żeby stać się Jedi, czyli warunek Yoda postawił, że jego mistrz musi pokonać Dartha Vadera, to musi zabić swojego ojca. Zdradziłem. Jejku, a nie, ten film ma z 50 lat, przepraszam 40. Dobrze, 40 lat, więc chyba nikt nie będzie miał pretensji, że zdradziłem główny twist całego filmu.
Proszę krzyczeć, jak ktoś się zdenerwował, że zdradziłem, jaka jest treść filmu. Nie słyszę. To bardzo dobrze. Ale już wracając na poważnie do rozmowy. Zobaczcie wszyscy, jak to dzieło kultury, którym jest trylogia, ta pierwotna „Gwiezdnych Wojen”, w jaki sposób uczy nas, jak być silnymi ludźmi. Może, panie Marku, pan skoncentruje, bo ja się wzruszyłem. Przepraszam. To mój ulubiony film muzyki. A właśnie na marginesie jeszcze. Oczywiście nie wzruszyłem się, bo ten film jest po prostu integralną częścią nie tylko mojej osobowości, ale na pewno wielu z nas tutaj słuchających naszej rozmowy, pana Marka i mojej.
Natomiast powiem wam jako ciekawostkę. Czasami z tymi moimi Aborygenami, o których książkę piszę, zbieram razem kawę gdzieś tam w górach i ponieważ w drzewach kawowych czasami siedzą węże i one tam siedzą, a węże mają tak, że jak usłyszą niebezpieczeństwo, to zamiast uciekać, to mają po prostu genetycznie to uwarunkowane, że zamierają. W związku z tym niebezpieczeństwo tkwi w środku tego drzewa i moim sposobem jest hałasować w czasie zbierania, to znaczy szeleścić mocno gałęziami, żeby z daleka już ten wąż słyszał, że coraz bliżej i żeby zadziałał impuls na ucieczkę, a nie na znieruchomienie. Więc jedno to jest właśnie szeleścić gałęziami, tupać i tak dalej, i trzaskać gałęzie, chrust, który leży na ziemi. A drugim rozwiązaniem było na spikerze z telefonu słuchać muzyki. Muzyką przede wszystkim, już łatwo się domyślić, do czego zmierzam, były „Gwiezdne wojny”. I teraz słuchajcie, co jest najlepsze. W takiej ekipie zbierającej na takim polu, gdzie jest mniej więcej 100, 200 takich drzewek i to się zazwyczaj dzień albo dwa obrabia te wszystkie drzewka, żeby te kilka osób to obeszło, wszystko oberwało, te czerwone, już gotowe do zerwania owoce kawy, to babki, które mają 60 czy 70 lat, jedna z nich, skubana, potrafi rozpoznać „Gwiezdne wojny”, że lecą i krzyczy, bo ja zawsze mówiłem jaka teraz muzyka leci i się w końcu nauczyły po paru razach. I teraz uwaga, co jest najlepsze. Potrafiła rozpoznać „Gwiezdne wojny” i potrafiła odróżnić, że to nie są „Gwiezdne wojny”, tylko na przykład „Żołnierze kosmosu”.
Przepraszam, jestem bardzo monotematyczny, jeśli chodzi o muzykę. Proszę zobaczyć, jak bardzo podobna jest ta muzyka z punktu widzenia kogoś, kto nawet tych filmów nie oglądał. Monumentalna, symfoniczna, dramatyczna i tak dalej. A ona potrafiła odróżnić właśnie styl Johna Williamsa. Przepraszam. Prawda, że śmieszne? Ale dobrze, skończę ten wątek. Wracając do „Gwiezdnych wojen” i wartości wychowawczych. Ten film według samego Lucasa miał być dla młodych chłopców. Ale dlaczego?
A stał się fenomenem kulturowym na całą planetę, który trwa i będzie nieśmiertelny podejrzewam. Chyba że hołota tego woke culture i zaraz tej girl power zniszczy to dokumentnie. Natomiast tego wpływu, który ma na nas, już nie mają szans zniszczyć, bo to już ten wpływ się dokonał. To jest jedyny plus. Natomiast proszę zobaczyć teraz, jaka jest różnica między tą pierwotną trylogią, czyli „Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja”, „Imperium kontratakuje” i „Powrót Jedi”. Jaki jest przekaz między tą właśnie pierwotną trylogią a tą trylogią sequeli, z tą Rey całą? Jak ktoś oglądał rozmaite filmy na YouTubie opisujące, jaka jest podróż bohatera. Znamy to wszystko, tą teorię Campbella o tym character arc, czyli łuk bohatera. Jak to się po polsku nazywa, panie Marku, może pan kojarzy?
[12:15] - Nie pamiętam jak się nazywa, ale książka Campbella o bohaterze o tysiącu twarzy jest znana, szczególnie myślę słuchaczom Book Radia. Myślę, że tu możemy przejść do porządku dziennego.
[12:29] - Jak ktoś nie zna tej książki to bardzo polecam. Otwiera oczy jakimi schematami myślimy i opowiadamy sobie o świecie nawzajem, tworząc filmy, pisząc książki i opowiadając w inny sposób jak kształtuje się charakter człowieka. Także absolutnie „Bohater o tysiącu twarzy” bardzo polecamy z panem Markiem. Wracając do rzeczy. Proszę teraz porównajcie sobie, jak ktoś to zapraszam jako pracę domową. Proszę nie dziękować. Ja wiem, że jesteście wdzięczni za tą niniejszą pracę domową. Proszę sobie obejrzeć pierwotną trylogię i tutaj teraz już nie będziecie mi wdzięczni. Proszę jeszcze przecierpieć przez to bagno tych sequeli i porównać sobie jaki ten łuk bohatera. Przepraszam to taki anglicyzm, źle to tłumaczę.
Na pewno jest to w polskim tłumaczeniu lepiej przełożone. Jak ta Rey funkcjonuje? Otóż okazuje się, że ona już wszystko umie od początku, dlatego, że jest kobietą, dziewczyną, jest przebojowa. Ona od początku umie wszystko, czyli jednym strzałem zestrzeliwuje trzy T-fightery. Wszystko nagle jej wychodzi. Wsiada do Millenium Falcona i potrafi nim sterować w sposób mistrzowski, mimo tego, że pierwszy raz wsiadła do statku kosmicznego i teoretycznie powinna spędzić tygodnie całe na siermiężnej nauce tego, jak to wszystko obsługiwać i dojść do chociażby średniego poziomu, nie mówiąc już o mistrzowskim. I proszę zobaczyć, co się dzieje w tej chwili w takich filmach jak ten sequel „Gwiezdnych wojen”. Zobaczcie na YouTubie. Inaczej, gdzie możemy umieścić? Na Facebooku.
Na moim Facebooku wrzucę kilka linków, które w moim przekonaniu najlepiej opisują właśnie to zjawisko. Bo taki bohater czy też bohaterczyni, bohaterka, żartuję sobie, bohaterka, której wszystko się udaje od początku. Ona ma swoją nazwę. Po angielsku to się nazywa Mary Sue. Mary Sue to jest bohaterka jednego z odcinków „Star Treka”, która dokładnie miała ten sam problem. To znaczy została napisana w taki sposób, że od początku wszystko jej się udaje, nie ma żadnych wad, wszystko potrafi. Czyli niepotrzebne jest jej zbieranie na przykład drużyny pierścienia. Każdy ma jakąś swoją właściwość i w jakiś sposób dokłada się swoimi umiejętnościami do zasobu zdolności całej grupy, całej tej drużyny, która wędruje. Proszę, przypomnijmy sobie, jak wyglądała ta drużyna Wiedźmina w tym pięcioksięgu, w pięciu powieści, jak Wiedźmin wędrował i szukał Ciri, prawda? Że każdy miał jakieś tam.
Łuczniczka Milva potrafiła strzelać z łuku i była mistrzynią. I rzeczywiście całe życie poświęciła, żeby się szkolić. I na przykład specjalnie Sapkowski dopisywał, jak ojciec ją uczył, jak dobrze strzelać i nauczył ją. I każdy z bohaterów został opisany i każdy z tych bohaterów widzimy, jak przechodził ciężki okres pracy nad sobą, wyrzeczeń. Widzimy cały ich system motywacyjny, jak powstał i do czego on doprowadził. Natomiast Mary Sue to jest taki rodzaj bohatera, że wszystko już umie, nie musi się niczego uczyć, nie ma żadnych wyrzeczeń, życie nie daje jej po ryju, tylko girl power, bo jej się wszystko należy. I takim Mary Sue to jest ta Rey z nowego sequela. Fu! Za przeproszeniem niech piekło pochłonie twórców tej trylogii. Galadriel z tego filmu „Rings of Power”.
Teraz na motywach Tolkiena się pokazał cały serial Amazonu. 700 milionów dolarów i film jest jednym wielkim, wypikuje pan jak powiem słowo na „g”, czym jest ten film, cały ten serial.
[16:06] - Ale to i tak wszyscy wiedzą.
[16:08] - No wiedzą. Wielką kupą ekskrementów jest ten film. Też proszę, jak ktoś dysponuje językiem angielskim, to jest masa filmów pokazujących właśnie, że ona jest, ta Galadriel, główną bohaterką. Jest po prostu typową Mary Sue, czyli wszystko potrafi, bo jest kobietą, bo jest przebojowa. I tak ma być na tej zasadzie. I teraz proszę zobaczyć. Już nie będę w to wchodził, bo mam tak naprawdę mało czasu, bo zaraz będziemy czytać ten esej. Do czego zmierzam? Otóż nasza kultura, którą tak pan Marek już skopiował, została zaprogramowana przez tych szaleńców od woke culture, że jest to kultura białego człowieka, łowcy niewolników i te bzdury. Oczywiście ci Amerykanie zwariowani pomagają i oby się ich czas jak najszybciej skończył.
Natomiast proszę zobaczyć, co się dzieje. I to jest moja teoria. Potrafię powiedzieć dużo przykładów, które za nią przemawiają. Potrafię powiedzieć kilka, które za nią nie przemawiają. Natomiast mam wielką prośbę tutaj do słuchaczy naszych. Jeżeli na to, co teraz powiem, macie przykłady albo kontrprzykłady, na przykład jakiś film albo jakieś dzieło sztuki, to bardzo pięknie proszę na mojego Facebooka wejść i tam coś dopisać. Ja z pełną pokorą za następną rozmową z pieczołowitością sprawdzę, czy to, co zostanie skrytykowane, treść krytyki ma ręce i nogi i z przyjemnością zaprezentuję, nawet jeżeli to zaprzeczy albo udowodni po prostu, że ja sam nie miałem racji. Natomiast to, co się dzieje, już dochodzę do rzeczy. Moja teoria jest taka, hipoteza raczej mówiąc precyzyjnie jest taka, że kobiety dominują w zawodzie nauczyciela. A jest takie słynne powiedzenie, które mi się strasznie podoba i jest zresztą w siłach psychohistorii jako jednym z mott esejów, które tam są: „Ręka, która buja kołyską, rządzi światem”.To jest absolutnie genialna myśl.
Jest niesamowicie prawdziwa. Tłumacząc na język ludzki, na język współczesny: chodzi o to, że kobiety mają kontrolę nad tym, jakie wzorce człowiek, zwłaszcza dziecko płci męskiej, chłopiec, jakie wzorce kulturowe zostaną mu zaprogramowane w tym najwcześniejszym wieku, w którym on jest najbardziej receptywny, najbardziej chłonny. Bo mózg rzeczywiście jest nastawiony na kopiowanie w tamtym okresie. Dziecko stara się naśladować dorosłych, zakładając, że te wzorce, które widzi dookoła siebie, są prawidłowe. Więc proszę zobaczyć: dłoń, która buja kołyską, rządzi światem. I teraz mamy drugi fakt. Jest to taki fakt, że w zawodzie nauczyciela dominują kobiety. I teraz ci, którzy znają książkę, którą na łamach „Sił psycho historii” polecałem, książkę pod tytułem „The Codling of American Mind”, czyli „Zdziedzinienie amerykańskiego umysłu”. To jest absolutnie fenomenalna książka. W „Siłach psycho historii” jeden czy dwa wątki tylko podjąłem, bardzo krótkie, które były potrzebne do tego, żeby esej na życie został sporządzony, skomponowany.
Natomiast co się dzieje? Kobiety, nie mogąc zdominować młodych uczniów, przede wszystkim w liceum, bo młodzi dzieciaki, wszyscy pamiętamy, ja byłem wyjątkowo wrednym uczniem dla moich nauczycieli i nauczycielek, bo zawsze robiłem wszystko na odwrót i na złość i byłem bardzo toksyczną osobą w bardzo wielu przypadkach. Ale tak się złożyło, że przeprosiłem moją wychowawczynię po wielu latach. Dostała te wszystkie książki, które napisałem i jestem pewien, że przebaczyła, była dumna zresztą. I zatrzymywała mnie też często po lekcjach po to, żeby mi tłumaczyć, co robię źle. I zupełnie za darmo. Nie dostawała za to żadnych pieniędzy. Także jestem za to niezwykle wdzięczny. Bardzo mnie to ustawiło. Natomiast w jakiś sposób ona starała się wytłumaczyć mi, co robię źle i pokazać mi, w jaki sposób mogę zyskać szacunek innych.
Między innymi. Czyli nie poprzez próby dominowania nad innymi i narzucenie jakiegoś strachu, bojaźni i lęku i innych negatywnych emocji, które sprawiają, że po prostu ludzie się boją. I to jest taki fałszywy szacunek, ale chodzi o szacunek wypracowany poprzez pracę nad własnym charakterem. Oczywiście mi zajęło znacznie dłużej niż należało, ale myślę, że wszyscy tak mają. Natomiast wracając do rzeczy. Kobiety nauczycielki, ponieważ nie mogą zapanować nad młodymi ludźmi, chłopcami, których rozpiera energia, nauczycielki nie próbują zmoderować, wytłumaczyć, nauczyć dyscypliny, ale próbują nauczyć schematów zachowania, które są przynależne płci żeńskiej. I teraz podam jeden przykład z Tajwanu z mojego osobistego doświadczenia, bo kiedyś pracowałem jako nauczyciel, jak to się nazywa, auditing, czyli przyglądałem się, żeby skomentować sposób nauczania dzieciaków w wieku mniej więcej między osiem a dwanaście lat. I co ja zauważyłem? W prywatnych szkołach to było, czyli takich, za których rodzice płacili ekstra. To są, jak to się nazywa, takie dodatkowe dołóżki.
To w Azji Wschodniej jest bardzo częste, zwłaszcza w Japonii, że dzieci są wysyłane do szkół korepetycyjnych albo mają korepetytora, który tam zwiększa szanse. Po prostu wychowuje je. I o co chodzi? Przechodzę do sedna. Te nauczycielki w klasie mniej więcej pięć, sześć, siedmiu uczniów. Przede wszystkim chłopaki, bo o tym przypadku mówię konkretnym. Chłopaki po prostu dokazywali. Mieli po jedenaście, dwanaście lat, już hormony im odpieprzały. Musi pan wypikować, przepraszam. Hormony po prostu buzowały maksymalnie i oni kontestowali władzę nauczycielską tych nauczycielek.
I jak była kobieta, to ona nie próbowała, bo takiego gnojka trzeba po prostu usadzić, powiedzieć mu parę słów od serca i nagle jest cisza i spokój. Znamy to z własnego doświadczenia, niestety. Ja tak się przyznałem, że właśnie tak czarno mi było usadzić i często to było robione z różnym skutkiem, najczęściej bezskutecznie. Natomiast kobiety tego nie robią i nie robią przede wszystkim dlatego, że to są osoby, na które uczeń może nakablować po prostu na złość. Nauczycielka mi przytemperowała temperament, to ja ją podkabluję, że ona się źle do nas odnosi w czasie lekcji i nie chcemy, żeby była, bo miałem takie przypadki. Opowiadali mi tak samo też, że trzeba uważać, że te dzieciaki mogą poskarżyć się rodzicom i nagle zaraz przyjdzie szef szkoły i powie, że tak nie wolno, bo następnym razem wylatujesz. Na tej zasadzie. Więc to, co ja robiłem, kiedy taki dzieciak podskakiwał za bardzo nauczycielowi, ponieważ ja nie bałem się tego, że wylecę, to po prostu zrobiłem taką, ja potrafię powiedzieć, bo pracowałem jako konsultant biznesowy w przypadkach trudnych, to znaczy jeździłem na przykład do fabryk do Chin po to, żeby się awanturować o interes mojego klienta. Więc wiem, jak postawić na swoim i wiem, jak usadzić kogoś, kto nie chce być usadzony. Więc z dzieciakami tym bardziej mam znaczną przewagę.
Po prostu jak trzeba łupnąć pięścią w stół, żeby się uspokoili, to potrafię to zrobić naprawdę dobrze. Więc takie rzeczy robiłem. Ale w przypadku typowym, a proszę sobie pomnożyć przez tysiące uczniów i przez tysiące lekcji, na których ci uczniowie próbują się w jakiś sposób skonfrontować z nauczycielem i narzucić swoją własną wolę nauczycielowi, bo szukają po prostu dzieciaki od najmłodszych, od wieku sześciu, siedmiu lat już dzieci próbują wybadać, na ile mogą sobie pozwolić. Znamy to z własnego doświadczenia, panie Marku?
[23:51] - Tak, to prawda. Tylko że za moich czasów te kobiety, o których pan mówi, reagowały chyba tak po męsku, bo ja pamiętam kilka nauczycielek z podstawówki, które potrafiły takich nawet największych chojraków, uwaga, doprowadzić wręcz do płaczu.Dzisiaj to chyba nie występuje.
[24:08] - I o to chodzi.
[24:09] - Dzisiaj to chyba nie występuje.
[24:12] - Dokładnie. Zwłaszcza u kobiet. I co się dzieje? Nie licząc tych bandyckich akcji, które robią nauczyciele amerykańscy i także zaczynają robić polscy. I tutaj polecam, już wielokrotnie polecałem i też w siłach psychohistorii jest, proszę zobaczyć na Twitterze konto Libs of TikTok, czyli liberałowie z TikToka i tam osoba, do której należy konto, pokazuje filmiki z jakichś rejestracji. Niesamowitą robotę robi, nawet nie ma żadnego Patreona, na który można wpłacić, a trzeba wpłacić. Nawet nie wiem, czy to jest on, czy ona. Natomiast to, co tam jest pokazywane, rodzice zgłaszają na przykład, to 90% osób, tych nauczycieli to po prostu bomba w trąbę i do zoo, do więzienia i tam jest ich miejsce. Proszę sobie zobaczyć, że wcale nie przesadzam, co tam się dzieje. Mówię oczywiście o namawianiu dzieci do operacji tak zwanej zmiany płci, do przyjmowania tych środków wstrzymujących dojrzewanie.
I to jest bardzo szkodliwe fizjologicznie. Natomiast to, co z umysłami dzieci robią ci ludzie, to po prostu więzienie to mało. Nie będę więcej mówił na antenie. Ale wracając do rzeczy, do przypadku typowo nieideologicznego, ale wynikającego z tego po prostu, że nauczyciele boją się o swoją pozycję, o miejsce pracy. W związku z tym, już podsumowując, proszę zobaczyć, że charakter młodego człowieka, to, co pan Marek przed chwilą powiedział, nie jest odpowiednio kształtowany, nie jest odpowiednio przyuczony do dyscypliny i samokontroli. I teoretycznie kobiety mogą mówić, że starając się uczyć zachowania chłopców, zachowania się tak jak dziewczynki, czyli feminizowania sposobu myślenia, sposobu zachowania i tak dalej, mogą powiedzieć, że moderują właśnie zachowanie i likwidują agresję u mężczyzn, u młodych mężczyzn. Natomiast tak naprawdę to, co się dzieje i to, co właśnie autorzy tej książki „The Coddling of the American Mind” zauważyli, w taki sposób wstawiamy młodych ludzi, dzieci po prostu w świat, w którym nie potrafią kontrolować swojej agresji, nie uczą się kontrolować swojej agresji i nie uczą się rozwiązywać konfliktów. Bo jak dwóch chłopaków się pobije, miałem też przypadki takie, że na przykład robiłem zdjęcia na festiwalu aborygeńskim i takie dzieciaki, chłopaki 7, 8, 9, 10, 11 lat na przykład mi palca pokazywali środkowego, co nie? To ja im też palca pokazuję, a nauczycielka mówi: „Nie, nie, nie tak”. Albo mówi mi: „O biały, biały” albo jakieś niegrzeczne określenie wobec mnie.
Mnie to zupełnie nie przeszkadzało, a nauczycielka mówi: „Nie rób tak, bo to nieładnie”. A ja mówię od razu: „Nie, nie, nie, wszystko w porządku. Ja się nie czuję się obrażony. My się po prostu tak dogadujemy”. Bo mężczyźni, uwaga, to jest druga najważniejsza rzecz. Mężczyźni mają swoje własne sposoby ustalania hierarchii w stadzie, w grupie mężczyzn, prawda? Że mamy swoje sposoby, żeby moderować naszą wzajemną agresję. I tak na przykład autorzy tej książki „The Coddling of the American Mind” podawali przykład gier komputerowych. To też było w siłach psychohistorii, chyba cały akapit. Jeżeli gramy w gry komputerowe, na przykład zabijamy się nawzajem w Counter-Strike'a albo w jakąkolwiek inną grę, to ten moment, kiedy się nawzajem zabijamy, wyzywamy, że zabiję cię, kończymy grać, bo trzeba wracać do domu i w tym momencie pstryk, przestajemy być wrogami i wracamy jak przyjaciele.
Mamy bardzo, jako mężczyźni, już od dziecka, mamy bardzo precyzyjne reguły wyłączania tej agresji, moderowania tej agresji i rytualizowania tej agresji, tak że nie przenosimy jej do życia prywatnego. Natomiast dziewczynki, ponieważ dziewczynki mają inny model przejawiania agresji wobec przeciwnej płci, czyli do chłopaków, ale przede wszystkim w swoim własnym świecie dziewczynek, te agresje dziewczynek przenoszą się do życia prywatnego. I na przykład ci autorzy, dwaj psychologowie, którzy napisali tą książkę amerykańską, proszę, jak ktoś dysponuje językiem angielskim, to bardzo polecam, żeby ją przeczytać od początku do końca, stojąc na baczność nawet dlatego, że tam są po prostu święte słowa napisane i spostrzeżenia są fenomenalne wręcz. Więc dziewczynki na przykład, jeżeli się wyzywają, na przykład robią sobie nawzajem złośliwości na Facebooku, to nie jest tak, że zamykają Facebooka i nagle wszystko jest w porządku, tylko ta relacja wzajemnej złośliwości, obgadywania i tak dalej jest kontynuowana w rzeczywistości. Nie ma tego ścisłego rozgraniczenia. I teraz ludzie, którzy generują tą kulturę woke między innymi, o której dzisiaj między innymi mówimy i którzy są elementami, czy też generują tą kulturę, ten girl power, czyli wszystko mi wolno i jestem w ogóle zarąbista i nie muszę się o to starać. To jest kwestia też sposobu zdobywania zasobów, prawda? Bo mężczyzna, jeszcze raz powtarzam, przepraszam, że tak skaczę po tych wątkach, ale mężczyzna musi się nauczyć samodyscypliny i jego wartość do pewnego stopnia oczywiście z wiekiem wzrasta, czyli w wieku 20 lat, kiedy wchodzi na rynek pracy jako mężczyzna, nie nauczył się zdobywać dobrze tych zasobów, ale na przykład po 10 latach on może sobie znaleźć partnerkę życiową. I taka jest mniej więcej różnica między zawieraniem małżeństw kilka lat, 5, 6, 7, 3. Ale generalnie zawsze jest dziewczyna młodsza, dlatego że szczyt atrakcyjności na rynku położnicowo-matrymonialnym dziewczyna ma w wieku 20-21 lat, prawda?
Kiedy ona rozkwita, jest najpiękniejsza, jest zajebista. Natomiast gdy dochodzi do wieku 30 lat, a taką barierą często komentatorzy wymieniają wiek 26-27 lat, kiedy już one nie są takiej pierwszej młodości, to ich wartość na rynku matrymonialnym spada, ale mężczyzny cały czas rośnie. Dlatego mężczyzna może mieć trzydzieści parę lat i znaleźć sobie partnerkę, która ma dwadzieścia parę lat i jest to całkowicie naturalne, dlatego że ich wartość na rynku matrymonialnym jest mniej więcej równa. Czyli inaczej, tą krzywą atrakcyjności dla płci przeciwnej mamy zupełnie inną mężczyźni i kobiety.I teraz co się dzieje w tym girl power? Proszę zobaczyć, że ta ideologia girl power, czyli ta postać, która jest napisana tak, że od początku wszystko potrafi, nie musi przezwyciężać swoich słabości, nie musi się niczego uczyć, bo już wszystko wie od początku, jak to zrobić. Już mi się Gwiezdne wojny bandyci nakręcili. Mówię o nowym trylogii sequeli. Proszę zobaczyć, że kobiecy model zabezpieczania zasobów jest przenoszony na schemat tej podróży bohatera, który musi od początku do końca historii przetrwać jakieś wydarzenia, które w jakiś sposób go zmieniają albo ją zmieniają. Więc ta Mary Sue polega na tym i to jest model narzucany także mężczyznom, którzy ten model męski zaczynają gubić w naszej współczesnej wojnie kulturowej. Ten model girl power jest generalnie współcześnie wszechobecny.
Zwróćcie uwagę, że w ludziach młodych, w dzieciakach nic nie wykształca potrzeby samokontroli, tych wzorców pokazujących, że trzeba się starać, żeby zainwestować w siebie, żeby poświęcić dziś po to, żeby za ileś tam lat osiągnąć jakieś mistrzostwo albo szacunek i tak dalej. Nie. Teraz po prostu nie istnieje taki wzorzec kulturowy, moim zdaniem jak najbardziej pozytywny i konstruktywny, dzięki któremu można zbudować cywilizację. I to też piszę zupełnie wprost w „Siłach psychohistorii” w jednym miejscu: tym więcej jest ludzi, którzy są w stanie się zdyscyplinować, poddać treningowi samokontroli, poświęcić się dla innych, poświęcić się dla budowania jakiejś kariery czy dla zbudowania czegoś większego niż oni sami, tym więcej jest takich ludzi w danym narodzie, państwie czy w całej cywilizacji, tym lepiej ta cywilizacja się rozwinie i tym będzie silniejsza jako całość. Nie wiem, czy nagadałem się, może panie Marku jak pan skomentuje, będzie super.
[32:48] - Ja może skomentuję tylko tyle, że ja już nawet nie miałbym takich oczekiwań, że się ktoś musi dla kogoś poświęcić. Ja zaobserwowałem, że dzisiaj młodzi ludzie, jak to brzmi w ogóle, jakby się stary zgred wypowiadał, ale tak chyba jest. Właśnie jestem starym zgredem, ale młodzi ludzie nawet nie potrafią wymagać od siebie, żeby dla siebie coś stworzyć. Dlatego mamy jakiś kryzys w różnego rodzaju takich mistrzowskich zawodach. W sensie ktoś coś robi idealnie, precyzyjnie albo właśnie jest sportowcem, ponieważ młodzi ludzie nie potrafią wymagać od siebie, aby osiągnąć sukces. Nawet tego nie są w stanie zrobić. W związku z tym to, o czym pan mówi, to już w ogóle jest wyższa szkoła jazdy, mistrzowska wręcz. I to nie rokuje dobrze. A z drugiej strony proszę zauważyć, to nawet nie jest paradoks, to jest po prostu szaleństwo, ta cywilizacja jest z tego dumna, że hoła takich ludzi, którzy są tacy właśnie nieagresywni.
[33:57] - Oni nie są cywilizacją, oni są antykulturą i antycywilizacją. Przepraszam, że muszę sprostować. Przepraszam, panie Marku, ale tak wyjaśnię słuchaczom: ja tępię bezwzględnie jakąkolwiek próbę, nawet jak w żartach pan Marek powiedział, mieliśmy dwa odcinki temu, że mimo wszystko zaprotestowałem, dlatego że jeżeli przyjmiemy do naszego sposobu opisywania rzeczywistości terminy i koncepcje, które są wymyślone do wojen kulturowych prowadzonych po to, żeby zniszczyć naszą cywilizację, to jeżeli przyjmiemy taki sposób myślenia i sposób mówienia, to prędzej czy później w jakiś sposób pogodzimy się i znormalizujemy go. Więc nie wolno nawet wypowiadać niektórych słów. Na przykład ja uważam za kompletną brednię i nieporozumienie frazę typu, cytuję: „mowa nienawiści”, koniec cytatu. To jest instrument narzucania dominacji na ludzi, którzy się z nami nie zgadzają. To jest oczywiste, każdy z nas potrafi podać dziesiątki przykładów. Przepraszam, panie Marku, niech pan kontynuuje.
[34:58] - Tak, mowa nienawiści jest zawsze u kogoś, ale przecież nie u nas. Mniej więcej tak działa. Ale ma pan rację w sumie. Tylko że ja opisując to, co wyprawia się w tej chwili w świecie, używam tego języka kpiąc, ale dlatego, że oni sami siebie tak opisują i to może się wryć w nasze głowy rzeczywiście, bo oni sami o sobie mówią, że są tym rodzajem nowej cywilizacji, takiej łagodnej. A ja się zawsze boję, znając troszeczkę literaturę, że te wszystkie cywilizacje, które określają same siebie, że są łagodne i takie nastawione na drugiego człowieka, one wcześniej czy później tego człowieka poddadzą z miłosierdzia czystego na przykład eutanazji. Ja się boję tych wszystkich łagodnych cywilizacji, bo to się nie kończy dobrze.
[35:55] - Kochani, skoro już powiedzieliśmy sobie rozmaite komentarze i usłyszeliśmy zdanie nawzajem z panem Markiem, to ja teraz przejdę do odczytania tego eseju „Marks była kobietą”. To jest esej zamieszczony w książce „Siły psychohistorii” na Facebooku do wpisu z linkami do tych filmów na temat sequeli Gwiezdnych wojen. Dodam też link do PDF-a. Jakby ktoś nie miał jeszcze książki, to oczywiście kupić i ode mnie najlepiej. Jest książka na Allegro na moim koncie chiny_pl albo ze strony chiny.pl. Jeżeli nie u mnie, to gdziekolwiek indziej. Jest w kilkunastu księgarniach w całej Polsce. Natomiast PDF-a tego esejuKtóry zaraz odczytam, podłączam i co? Zaczynamy. Mogę czytać, prawda?
[36:40] - Jak najbardziej.
[36:41] - Świetnie. Marks była kobietą. To już nie będę robił konkursów. Nawiązanie do Kopernik była kobietą, czyli do tych ideologicznych wrzasków feministek z filmu Seksmisja oczywiście, który bardzo mocno, jak wszyscy już wiedzą, bo się dawno do tego przyznałem, ukształtował moją osobowość i nie tylko moją zresztą. Dobrze. Marks była kobietą. Felieton o filozofii sekt i naturze rewolucji. I mottem jest Yuval Noah Harari, też zwrócę uwagę, proszę, zwróćcie uwagę, że ja biorę pod uwagę i pisząc to, co piszę i rozmawiając, pan Marek ze mną też robi dokładnie to samo. Dlatego się nawzajem szanujemy, że to nie jest tak, że na przykład jak ktoś jest naszym przeciwnikiem ideologicznym, to w ogóle robimy tak zwane trans culture, czyli kulturę wykluczenia i nie cytujemy go, tylko staramy się zrozumieć sposób myślenia, znaleźć coś, co jest wartościowe, tym ziarenko prawdy. I być może to ziarenko prawdy pozwoli nam lepiej zrozumieć świat i lepiej na ten świat wpływać i w związku z tym będzie jakimś pozytywnym wkładem nawet od strony osoby, z którą się nawzajem nienawidzimy.
W związku z tym cytuję właśnie ten Yuval Noah Harari, Sapiens. Taka książka jego autorstwa jest polski tytuł bodajże z tego, co kojarzę.
[37:58] - No, w każdym razie guru tego nowego myślenia i nowego świata, który ma być budowany.
[38:07] - Wspaniałego nowego świata. Zapomniał pan. Tak, dobrze. I cytat brzmi: aby zmienić istniejący porządek wyobrażony, musimy wpierw wierzyć w alternatywny porządek wyobrażony. I czytamy dalej. To jest koniec tego motta do eseju. Sekcja płeć, poglądy polityczne i walka wyborcza w USA. Tak się składa, że ten esej pisałem w listopadzie 2022 roku w trakcie wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Inspiracją do napisania tego felietonu była wypowiedź geopolityka Petera Zeihana na temat wyników wyborów prezydenckich w USA w listopadzie 2020 roku. Prezentował on dwukolorowe mapy z grupami demograficznymi wyborców oddających głos na kandydatów na przykład wedle rasy, kto głosował na demokratę albo na republikanina, albo wykształcenie, albo wiek i tak dalej.
I zabrakło w tych mapkach, które on prezentował, grafikach, bo on bardzo lubi takie wykresy demograficzne, szalenie wręcz za nimi przepada i świetne jego wypowiedzi, zwłaszcza z 2019 i 2020 roku, wykłady tego Petera Zeihana. Jak ktoś się interesuje geopolityką, to bardzo polecam. Są na YouTubie cały czas. Więc w tym, co wyświetlał, zabrakło czegoś wręcz oczywistego. Anomalie, czyli wyniki skrajne lub niespodziewane zawsze są najciekawsze. To, co nie zostało zaprezentowane, to różnice decyzji wyborczych kobiet i mężczyzn. Gdyby brać pod uwagę głosy oddane wyłącznie przez kobiety, kandydat demokratów odniósłby wręcz miażdżące zwycięstwo. I teraz pytanie jest dlaczego? I teraz tutaj przypis. Tytułem ciekawostki podejmę się obrony tezy, że kobiety zawsze będą głosować na socjalizm i państwo opiekuńcze oraz oczywiście idący z tym rozrost biurokracji.
Przykładem jest Szwajcaria. Przyznanie kobietom praw wyborczych w 1971 roku doprowadziło do skokowego wzrostu wydatków socjalnych o 28%. I tutaj cytuję pracę naukową na ten temat Burton i Abrans i Russell F. Seatle i tytuł pracy Women's Suffrage and the Growth of the Welfare State i link do artykułu. Także już będę pomijał te linki, bo w PDF-ie sobie przeczytacie to bez sensu, żebym tutaj gadał niepotrzebnie. Mechanizm ekonomiczny jest następujący: na przykład we współczesnej Nowej Zelandii kobiety jako grupa społeczna generują 30% wpływów podatkowych, a otrzymują z tego państwa opiekuńczego 70% rozdawanych przywilejów przez państwo. Więc proszę zobaczyć, że z tego punktu widzenia, przepraszam, ale to są fakty, kobiety zabierają jako grupa społeczna skonfrontowana z mężczyznami, zabiera z systemu więcej niż daje, czyli mężczyźni pracują na kobiety mówiąc inaczej. Proszę, jak ktoś jest jeszcze, pewnie już ci tak zwani pseudofeminiści, tak zwani feminiści, a de facto pseudofeminiści i pseudofeministki już dawno skasowały linka do naszych rozmów. Natomiast ludzie myślący racjonalnie, proszę zobaczyć, jest to czarno na białym. To są badania naukowe.
To są oczywistości zresztą, które nas otaczają. W poprzedniej naszej rozmowie, w pierwszej części tej Sam jest twój wróg, przytaczaliśmy tam fragment z artykułu z Rzeczypospolitej, w której jest pokazane, że mężczyźni żyją praktycznie dwa razy krócej na emeryturze niż kobiety, czyli dwa razy mniej dostają, nie licząc tego, że dłużej pracują i w zawodach, które są bardziej niebezpieczne dla zdrowia, jest większe zagrożenie życia i tak dalej. Więc jak ktoś chce równouprawnienia, to jest całkowicie sprzeczne z tak zwanym feminizmem, który obecnie funkcjonuje i który jest niczym innym jak aktem zdominowania tych, którzy są przeciwnikami, którzy mają być wyzyskiwani w tym całym systemie społecznym, który został wymyślony sobie i wymarzony przez te wszystkie girl power, przez te feministki, niefeministki i tak dalej. Dobrze, czytając dalej. W Nowej Zelandii powiedzieliśmy. Z kolei w Afganistanie to jest ciekawostka, której nie potwierdziłem. Jak więc jakby ktoś miał jakieś badania na ten temat albo statystyki, które można dobrze uźródłowić, bo piszę artykuł na ten temat w tym miesiącu, to będę bardzo wdzięczny. W Afganistanie, kiedy w 2001 roku zadekretowano równouprawnienie kobiet, to skokowo zmniejszyła się dzietność z ośmiu na cztery dzieci na kobietę.Proszę to przemyśleć po prostu. Przemyślmy sobie. To znaczy ja przemyślałem , ale słuchaczy zapraszam.
Wracając, koniec przypisu. Jeszcze ciekawszym wglądem w sprawę strategii walki wyborczej w Stanach Zjednoczonych jest kwestia rasy. Gdyby głosowali sami nie-biali, czyli Latynosi, Murzyni i generalnie wszyscy, którzy nie są rasy kaukaskiej czy też nie pochodzą z zachodu Europy, czy też z Europy Centralnej, czyli od nas, Demokraci również osiągnęliby niemal zupełne zwycięstwo. W tym świetle, podsumowując, zupełnie innego znaczenia nabiera wspomniana na stronie innej książki, 279, informacja o rosnącym konflikcie rasowym, czyli siedmiokrotny wzrost na przykład wzmianek w wiodących gazetach o kwestiach rasowych, walki rasowej, systemowego rasizmu i tak dalej. W ciągu ostatnich kilkunastu lat siedmiokrotny wzrost nastąpił, dlatego, że rasa staje się sposobem walki z naszą kulturą, naszą cywilizacją, która jest wedle tych wszystkich szaleńców antykulturowych obwiniana za niewolnictwo. Co jest kompletną bzdurą, dlatego, że niewolnictwo i ideologia zniewalania ludzi ze względu na inną rasę jest produktem wtórnym. Nie wiem, czy ktoś słucha na YouTubie, jest świetny gość, Murzyn zresztą, geniusz, Thomas Sowell. On napisał kilkanaście książek i napisał między innymi historię niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych. Jest absolutnie fascynująca. I znowu, jak ktoś dysponuje językiem angielskim i ma parę dolarów, żeby kupić książkę czy tam e-booka czy papierową, to bardzo polecam, zwłaszcza tą o historii niewolnictwa, ale też inne książki Sowella.
Dam link do jednej wypowiedzi. On często jest na YouTubie, często publikuje książki, więc często jest na YouTubie i czyta ich fragmenty. Także są fascynujące rzeczy tam pisze. Dobrze, wracamy do eseju. Umiejętność rozwiązywania konfliktów. I teraz nawiązuję tu do tej książki, o której mówiliśmy na początku rozmowy. Autorzy książki „Zdziecinnienie amerykańskiego umysłu” prezentują dwie obserwacje i hipotezy o ich znaczeniu. Pierwszą z nich jest to, że współczesne mody i praktyki wychowawcze uniemożliwiają małym dzieciom samodzielne nauczenie się rozwiązywania konfliktów i różnic opinii we własnej grupie wiekowej, bo rodzice i opiekunowie stwarzają zbyt bezpieczne środowisko po prostu. My się wychowaliśmy na trzepakach, gdzieś tam grając w piłkę, rozwalając sobie skórę na kolanach w czasie biter w czasie meczów piłki nożnej i tak dalej. Natomiast dzieci współczesne siedzą z nosami w smartfonach i nie mają tych możliwości nabywania zdolności społecznych, jakie my mieliśmy.
Dalej czytając, autorzy twierdzą, że wynika to z nadopiekuńczości rodziców i nauczycieli, a także z tego, że środowisko dorastania stało się nazbyt bezpieczne i uniemożliwia popełnienie pomyłek i błędów, czyli utrzymania sprzężenia zwrotnego ze środowiska na przykład na temat kwestii adekwatności własnych działań. Te wady systemowe autorzy postrzegają za przyczynę szerzenia się zachowań takich jak agresja i reakcje neurotyczne w sytuacji konfrontacji z osobami o innych poglądach. Czyli mamy te tak zwane snowflakes, czyli płatki śniegu, czyli ludzi, których wszystko obraża, nawet słowo Murzyn. Wymyślają sobie po prostu dlatego, że są neurotyczni, mają bardzo poważne zaburzenia osobowości. I to jest świetnie udokumentowane i poparte badaniami. W Stanach to już bym był kompletnie skasowany z YouTube'a. Zniszczyliby mnie tak jak wielu innych ludzi głoszących podobne poglądy. Dobrze, wracając dalej. Czytając dalej, autorzy dostrzegają inne fascynujące zjawisko, posługując się statystykami okaleczeń, stanów lękowych i epizodów depresji wśród dzieci w USA twierdzą, że wzrost liczby tych zachowań jest daleko większy wśród dziewczynek niż chłopców i wynika to z różnicy w zachowaniach agresywnych obu płci. Przepraszam, replikuję to, co powiedziałem wcześniej.
Domeną chłopców i mężczyzn jest przemoc fizyczna, a dziewcząt i kobiet relacyjna. Może przejawiać się emocjonalnym nękaniem, poniżaniem i tak dalej. Mówiłem o tym, że na Facebooku obgadywanie czy doxxowanie się na Facebooku przenosi się do świata rzeczywistego. Chłopcy spędzający więcej czasu na grach, nawet polegających na zabijaniu się nawzajem, nie przenoszą konfliktów z gier do świata realnego, wyraźnie oddzielonego od fikcyjnych światów, a przy tym uczą się między innymi zasad kooperacji. No bo przecież są jedna drużyna przeciwko drugiej drużynie. I często w wielu grach tak jest, że ludzie losowo są wybierani raz do przeciwnika, raz do własnej. W związku z tym tym bardziej taki mechanizm gry uczy tego, że to jest tylko gra, że umawiamy się na pewien sposób, że będziemy się nawzajem co prawda zabijać, ale w poszczególnych grupach moja własna przeciwko tamtej, musimy wewnątrz własnej grupy kooperować, żeby przeciwstawić się tamtej. Która grupa lepiej ze sobą kooperuje wewnątrz, tym ma większą szansę na pokonanie tamtej grupy, która nie potrafi się tak zorganizować. To mówiliśmy w przypadku eseju o Asabiji. To też jest jeden z najdłuższych esejów „Sił psychohistorii”, kluczowych, dużo jest tych esejów w tamtej książce.
Natomiast dokładnie ten mechanizm jest pokazany, decyduje o tym, które państwa albo które imperia przetrwają, a które upadną w skali makro. Dobrze, idziemy dalej. Natomiast media społecznościowe są areną agresji emocjonalnej, która nie napotyka barier w przenoszeniu się do realnego świata. Media te nie są salą treningową w tym sensie, w jakim są gry. Platformy społecznościowe są miejscem często rozpaczliwego poszukiwania pochwał. Czyli to uzależnienie hormonalne, między innymi od wyrzutów dopaminy. Uzależnienie, przede wszystkim to jest najgorsze, uzależnienie samooceny od opinii innych. Uzależnienie swojego dobrego samopoczucia od przyjęcia pewnych ideologii prestiżowych. To mówiliśmy wielokrotnie.Przede wszystkim media społecznościowe umożliwiają anonimowe albo bezkarne ataki na osoby, albo na poglądy, albo na pakiety tych poglądów, albo grupy osób. Autorzy książki pokazują liczne przykłady na to, że taka agresja ze swojej natury działa 24 godziny na dobę i wylewa się z kwestii i sfery spornej na inne aspekty życia oraz sytuacje.
Stąd wedle autorów ma wynikać widoczne w statystykach daleko gwałtowniejsze u dziewcząt i młodych kobiet poczucie ciągłego zagrożenia, depresja, nadwrażliwość i wynikające z niej stany lękowe. Efektem jest wprowadzenie do naszego życia społecznego pojęć takich jak mikroagresje. To znowu w cudzysłowie od razu. W cudzysłowie czy w cudzysłowie się mówi? Przepraszam, nie wiem. Zawsze się mylę.
[49:33] - Cudzysłów odmieniamy jak rów.
[49:35] - W cudzysłowie.
[49:36] - Tak jest.
[49:37] - Mów w cudzysłowie, bo znajdziesz się w rowie. Tak łatwo zapamiętać. Mnemotechniczna sztuczka. Dobrze, zapamiętałem. Dziękuję. Więc efektem jest wprowadzenie do naszego życia społecznego pojęć takich jak mikroagresje czy etyki wymagającej ukarania agresora, jeśli tylko ktoś uzna się za urażonego. Agresja między osobami płci męskiej ma przeważnie formę fizyczną i jawną. Dzięki temu obłożona jest regułami i praktykami. Produktem wytwarzanej w świecie mężczyzn kultury konfliktu, to jest podkreślenie, jest zdolność izolowania i cywilizowania agresji, izolowania jej od wszelkich innych interakcji. Przykładem najklarowniejszym jest walka w wirtualnym świecie gier komputerowych.
Przepraszam, replikuję to, co powiedziałem, ale to są przemyślenia, które się spajają w pewien spójny ciąg. W czasie gry dzielimy się na wrogów i sojuszników, by zabijać się nawzajem. Po grze wracamy do domu jako dobrzy kumple. Esencją problemu wynikającego z tych różnic jest to, że media społecznościowe jako takie są platformą sprzyjającą konfliktom i konfrontacjom tego pierwszego rodzaju, czyli emocjonalnym napaściom. A media społecznościowe są istotną częścią naszego życia, dają poczucie wartości, są źródłem walidacji naszych wyborów życiowych i poglądów. I teraz już słuchacze wiedzą, dlaczego ja tak bardzo niechętnie, w końcu otworzyłem stronę na Facebooku i na Twitterze jakieś tam aforyzmy piszę ludziom. Dlaczego wcześniej tego nie robiłem? Dlatego, że świetnie sobie zdawałem sprawę z tego typu mechanizmów i z kwestii dewastacji naszego systemu dopaminowego, systemu motywacyjnego opartego na wyrzutach dopaminy w mózgu. Czysto fizjologiczny mechanizm, który jest dewastowany kompletnie przez media społecznościowe. Dobrze.
Koniec sekcji. Następna sekcja eseju. Nie wiem, czy mamy jeszcze. Mamy chyba. Chyba mamy tylko jeszcze na dwie te sekcje. Dokończymy sobie następnym razem. Marksizm. Hashtag marksizm tak naprawdę. Kluczem do zbudowania nowej ideologii i społeczności dążącej do osiągnięcia kolektywnego celu jest wybranie sojuszników i części składowych do swojego pakietu idei. Trzeba zaadaptować istniejące wzorce, które przyciągną tych, którzy je akceptują lub propagują.
Pomaga to dostroić własny pakiet idei, wyrzucić z niego elementy nieprowadzące do celu, a dodać te, które już ktoś kiedyś sprawdził w praktyce. To właśnie ten mechanizm decyzyjny pojawia się w kopiowaniu wzorców kulturowych na poziomie bardzo dużych zbiorowości. W przypadku potrzebujących modernizacji Chin na początku XX wieku dwa przeciwstawne obozy polityczne kopiowały każde swój pakiet. Komuniści pod Mao Zedongiem kopiowali marksizm i gospodarkę komunistyczną z ZSRR, ze Związku Radzieckiego, a rząd narodowy pod Czang Kaj-szekiem, a na początku pod Sun Jat-senem, czyli założycielem Republiki, kopiowali wzorce liberalne ze Stanów Zjednoczonych. W historycznych i współczesnych wojnach kulturowych również następuje konsolidacja ideologiczna w kierunku marksizmu. Grupy mające mały wpływ na całą społeczność muszą podjąć decyzję pragmatyczną: albo samodzielnie prowadzić mniej efektywną walkę, albo zrezygnować z części ideałów, aby zyskać sojuszników. I wnioskiem z tego jest to, że ludzie o poglądach lewicowych dążą samoistnie, dlatego że to daje im większą kontrolę nad rzeczywistością, większą możność wpływania na świat zewnętrzny, czyli na poglądy innych osób. Wszyscy agregują się do tych latarni morskich, z których jedną, najważniejszą jest właśnie marksizm. Dlatego mamy taki duży problem koncepcyjny, czy to jest marksizm kulturowy, albo neomarksizm, albo jakiś tam marksizm inny, dlatego że nie do końca wszyscy rozumieją właśnie ten mechanizm, że jak jakaś grupa zbierze się, jakąś mają ideologię albo próbują dokonać jakiejś zmiany w świecie, to łatwiej im będzie, jak zrezygnują. Przepraszam, powtarzam, ale to po prostu innymi słowami trzeba powiedzieć.
Łatwiej im będzie wybrać zmianę. Już niekoniecznie taką, jaką chcą, ale powiedzmy w miarę akceptowalną, jeśli dołączą się do jakiejś większej grupy, która ma większy wpływ, większy dostęp do mediów, większą zdolność oddziaływania, sprytniejszy sposób narzucania swojej woli innym i swoich poglądów. Następna sekcja eseju: czy feminazizm istnieje? To jest feminazizm, to jest nawiązanie, taki prawicowy komentator, jak on się nazywał, Marcin Rola. Nie do końca go wszyscy szanują. Generalnie on kiedyś użył na antenie, na swoim kanale na YouTubie właśnie pojęcia feminazizm i został pozwany do sądu i przegrał. Natomiast gdyby przeczytał to, co zaraz przeczytam ja i zebrał odpowiednie dane, co byłoby banalne, to by wygrał. Po prostu by udowodnił, że istnieje coś takiego jak feminazizm. Dowód. W 2018 roku troje naukowców przeprowadziło wyrafinowaną akcję napisania i oddania do publikacji spreparowanych prac naukowych, raczej pseudonaukowych.
Zaraz pewnie chyba poprawię do następnego wydania. Akcja miała pokazać, że środowisko akademickie jest głęboko pogrążone w procederze dewastowania instytucji akademickich poprzez przejawianie ideologicznego opętania kwestiami społecznej sprawiedliwości. Zamiast praktykować ideały nauki, dają upust swoim ideologicznym uprzedzeniom.Siedem z 20 tekstów spreparowanych przez inicjatorów akcji zostało oficjalnie przyjętych przez, tutaj cytat przodujące, koniec cytatu, periodyki naukowe. Tekst, który zasługuje na szczególną uwagę, tłumaczę na polski albo po angielsku: Our Struggle Is My Struggle. Solidarity Feminism as an Intersectional Reply to Neoliberal Choice. Początek przetłumaczę. Jak się nazywa po polsku Mein Kampf? Moja walka? Tak, bo oni tak wprost to napisali. Our Struggle Is My Struggle, czyli nasza walka jest moją walką.
I dalej te wszystkie dyrdymały ideologiczne. Dlatego, że w samym tytule jest nawiązanie do dzieła Mein Kampf Hitlera. Ale słuchajcie, co było dalej. Artykuł opublikowano w Affilia: Journal of Women and Social Work, czyli w jakimś pseudofeministycznym, sami się nazywają, identyfikują jako feministki. Bełkot ideologiczny i narzucanie, celowe, z premedytacją dewastowanie świata nauki i przyjmowanie grantów pomocy finansowej ze strony instytucji rządowych do tego, żeby posuwać naukę do przodu i nasz postęp koncepcyjny. A tak naprawdę to, co oni robią, to publikują nawzajem i recenzują sobie nawzajem bełkot ideologiczny, który jest niemożliwy do zrozumienia, nawet jakby siadło tam 10 językoznawców. Chociaż być może by coś tam wymyślili, ale być może tylko. Fikcyjną autorką miała być dr Maria Gonzalez, reprezentująca zmyślony Feminist Activist Collective for Truth, czyli Fakt w skrócie. To też jest kpina ze strony autorów całej akcji, którzy są dla mnie bogami po prostu, lepsi niż Monty Python. Zaraz się przekonacie.
Po angielsku: feministyczny kolektyw aktywistów dla prawdy. Dwie trzecie treści tego artykułu zostało zapożyczone z niesławnej autobiografii ideologicznej Adolfa Hitlera, czyli słynnej Mein Kampf. W zapożyczonej treści zamiast słowa Żydzi podstawiono słowo mężczyźni. Zna pan tą historię czy nie? To słynne było bardzo. Pękałem ze śmiechu. W polskim internecie też to było słynne, a jak ktoś nie zna, to już teraz się dopiero śmieje. Ale nie ma się z czego śmiać. Zaraz zobaczycie dalej. Trójka autorów eksperymentu uważa, że w sposób skuteczny ujawniło, iż świat akademicki jest w niepodzielnym władaniu nieformalnych struktur ekstremistycznych, które wykorzystują swoje pozycje władzy w świecie nauki do propagowania skrajnie toksycznych, opartych na mowie nienawiści.
I tu już bez cytatu, bo to naprawdę jest nienawiść. Jak podstawili zamiast Żydzi mężczyźni i to im przeszło i wydrukowali z przyjemnością, to już jest pełny nazifeminizm. I to jest dowód, że istnieje. Także spokojnie, proszę mnie pozywać do sądu, ja się obronię. Przepraszam. Zespół odniósł-- przepraszam, się śmieję, zaczynam brakać. Zespół odniósł tak duży sukces, że cztery czasopisma zwróciły się do fikcyjnych autorów prac, aby sami zostali recenzentami w tych pismach. Więc proszę zobaczyć, to nie są żarty. Naprawdę ci ludzie przejęli gmach nauki, który stworzyliśmy przez stulecia. My ludzie, biali ludzie, Europejczycy przede wszystkim, bo to jest naszą zasługą, cywilizacji europejskiej i cywilizacji chrześcijańskiej stworzenie gmachu współczesnej nauki.
I za to wszyscy inni na świecie powinni nam składać ukłony za to osiągnięcie i naśladować nas. A proszę zobaczyć, jacy wariaci ideologiczni, te pseudofeministki, o tej woke culture, o tej mowie nienawiści, o tych wszystkich „nie mów mi Murzyn” i tak dalej, w jaki sposób realizują destrukcję tego gmachu nauki, który jest największym osiągnięciem w historii ludzkości i który sprawił, że człowiek postawił stopę na Księżycu. Więc proszę, przemyślmy to wszystko. Dobra, idziemy dalej. Przepraszam, podekscytowałem się. Z stałości wydarzenia wyłania się bardzo pesymistyczny obraz. Autorzy stwierdzili, że komentarze recenzentów są pod wieloma względami bardziej odkrywcze dla stanu tych dziedzin niż same akceptacje. W oświadczeniu po ujawnieniu afery autorzy tej afery powiedzieli: to jest właśnie główny punkt tego projektu. To, co właśnie opisaliśmy, nie jest wytwarzaniem wiedzy. To jest sofistyka.
To znaczy, że jest to fałszowanie wiedzy, której nie należy mylić z prawdziwą. I teraz taki zwrot w tekście do kobiet, do czytelniczek. Drogie panie, feminizm jest pięknym ideałem równości praw i równości szans na realizację indywidualnych aspiracji każdego człowieka. Feminizm miał być narzędziem postępu moralności i kultury, aby prowadzić do tego, aby obie płcie mogły wzajemnie okazywanym szacunkiem budować wspólnie gmach cywilizacji i postępu. A może jestem zbyt naiwna? Dosłownie setki wydarzeń z życia publicznego pokazują, że wasze szczytne ideały, które w całej pełni popieram, stały się narzędziem realizowania dominacji przez osoby opętane toksyczną ideologią nienawiści. Niemniej w przededniu oddania tej książki do druku okazało się, że w serwisie Twitch automatyczne mechanizmy cenzury blokują frazę „nienawidzę kobiet”, jednak dopuszczają „nienawidzę mężczyzn” i link w PDF-ie. Już ostatnia sekcja. Jeszcze jestem w 60%, ale już więcej nie doczytam przed końcem. Przepis na prawdziwie silną i niezależną osobę.
Mundurki szkolne mają w Polsce szczególnie złą prasę, gdyż w powszechnej percepcji stały się symbolem reżimu PRL. Mundurki jednak realizują niezwykle doniosłe zadanie. Wspomagają kształtowanie psychiki uczniów przez wspomaganie powstawania współzawodnictwa osiągnięciami, cechami charakteru, a nie zamożnością rodziców. Bo jak rodzice bogaci, to lepiej ubiorą dzieciaka i ten dzieciak już patrzy: zobacz jaką bluzkę albo jakie spodnie, a ty co? Prosty mechanizm, wszyscy rozumiemy. W październiku 2021 roku byliśmy świadkami niezwykle ciekawego epizodu w wiecznej batalii o ubiór uczniów, ale też i wczesną seksualizację młodzieży szkolnej. Sprawę ochrzczono frazą: dziewczynki mają się ubierać tak, żeby nie kusić chłopców. „Nie kusić chłopców” w cytacie podwójnym.Oczywiście link do artykułu. Być może niektórzy pamiętają ze słuchaczy. Nawiązując do tekstu o uzależnieniach ze strony 231.
Aha, przepraszam. Artykuł z przeinaczoną nazwą „Te dziewczynki mają się ubierać tak, żeby nie kusić chłopców” to nie jest dosłownie teza, która była promowana przez zachęcających do noszenia mundurków. Nawiązując do tekstu o uzależnieniach, czyli o procesie produkcji dopaminy, podniosę jeden argument, który nie został podniesiony przez żadną ze stron awantury w mediach społecznościowych, a w moim przekonaniu powinien być podniesiony przede wszystkim przez osoby identyfikujące się z feminizmem. Dzieci uczą się wpływania na inne osoby, zdobywania zainteresowania, zdobywania pozycji w grupie, manipulowania innymi do tego, by ci inni robili, co trzeba. Dzieciaki świetnie manipulują, o czym wszyscy wiemy z własnego doświadczenia też. Okres dorastania to czas kształtowania się systemu motywacyjnego człowieka. To także okres, w którym kształtuje się repertuar instrumentów oddziaływania u każdego z nas. Osiąganie swoich celów za pomocą operowania bodźcami seksualnymi może przez dorastającą dziewczynę zostać uznane za taktykę skuteczną i łatwą, gdyż taką jest. Ogranicza to motywację u tych dziewczynek do budowania swojej pozycji w stadzie za pomocą osiągnięć w nauce i budowanych samodyscypliną cech charakteru, takich jak pilność, pracowitość i tak dalej. Zdaje się, że przyzwolenie obyczajowe na manipulowanie płcią przeciwną za pomocą instrumentu impulsów seksualnych ma priorytet współcześnie.
Ma priorytet ponad wymagającym poświęceń i pracy budowaniem produktywnych cech charakteru. Retoryczne pytanie, czy nie jest na sztandarach feminizmu wypisane hasło męskiego szacunku dla kobiet za ich nie zmysłowość, ale za kompetencje i cechy charakteru? Przecież na tym polegałaby feminizm, że wszyscy staramy się zdobyć naszą pozycję ciężką pracą, szacunkiem, jaki pozyskujemy za tą ciężką pracę i wyrzeczenia i za budowanie wysiłkiem całych lat swoich własnych cech charakteru. A co robią ci wszyscy pomysłodawcy ideologii girl power albo dziewczyna może wszystko, albo uwierz wszystkim kobietom. Wszystko ma przychodzić kobietom bez trudu, bez tego procesu nabywania za pomocą ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Przepraszam, że w kółko to powtarzam. Zobaczcie, jak w dobrej powieści znowu wracamy do tego, co mówiliśmy na samym początku. Jak rozpoznać fałszywy feminizm? Fałszywy feminizm polega na tym, że te pseudofeministki domagają się równego statusu, równego traktowania, równego z ludźmi, którzy dochodzili do swojego statusu, do swojej pozycji ciężką pracą i wyrzeczeniami. Natomiast prawdziwy feminizm polega na tym, że człowiek dostaje to, na co zapracował.
Koniec mojej wypowiedzi na dzisiaj. Panie Marku, jakieś komentarze?
[01:03:59] - Pamiętam jak Wisłocka pisała o tym, że owszem, wszystkie te impulsy seksualne bardzo ważne, ale czasami warto, żeby kobieta miała coś w głowie. I to pisała osoba, która zajmowała się seksualnością, a jednak zauważała to. A dzisiejsza bardzo postępowa kultura to, co pan powiedział, właściwie odnoszę wrażenie, że stawia tylko i wyłącznie na seksualność. To chyba nie jest dobry pomysł.
[01:04:26] - Tak, dlatego że to jest atak na naszą cywilizację polegający na destrukcji naszego systemu motywacyjnego opartego na dopaminie, a dopamina jest wytwarzana, wyrzuty dopaminy w czasie antycypacji jakiegoś zdarzenia seksualnego albo jedzenia, bo na tym właśnie to polega. Dlatego, że dopamina nagradza nas za skuteczność w zaspokajaniu potrzeby przetrwania, czyli najedzeniu się, powstrzymania homeostazy i rozmnożenia się. Przecież w siłach psychohistorii to jest opisane bardzo precyzyjnie jako atak. Zresztą Krzysztof Karoń, który przeleciał przez polską debatę publiczną, właśnie mówił o tym, że ludzie są we współczesnej antykulturze przyucani do takiego budowania swojego, czy też nie budowania, zaniechania budowania swojego charakteru, polegającego na tym, że młodzi ludzie nie są motywacyjnie skonstruowani do tego, żeby wykonywać pracę pożyteczną dla społeczeństwa. I to jest cała esencja. Dlatego seksualność jest zbiorem na tyle silnych impulsów, że młody człowiek opętany seksualnością w jakiś sposób to, co jest robione teraz z młodymi ludźmi wszędzie na całym świecie, a przede wszystkim w tym Lips of TikTok można sobie zobaczyć. To jest przerażające. Proszę się na przykład psychicznie przygotować do zobaczenia rzeczy, które naprawdę szokują. Co ci nauczyciele robią, pseudonauczyciele. Na tym polega atak, że w chwili, w której jesteśmy opętani tą seksualnością, tymi impulsami najbardziej prymitywnymi, najbardziej ułatwionymi do zaspokojenia i zdobycia przyjemności, to w tym momencie nie mamy możliwości do wybudowania samokontroli, która składa się w makroskali na to, że potrafimy zbudować całą cywilizację.
[01:06:00] - Tak, panie Piotrze. I tym akcentem kończymy dzisiejszy odcinek z taką zapowiedzią, że w związku z tym, że nie skończyliśmy tematu, to zdaje się, że temat „Samiec, twój wróg” będzie miał trzecią część.
[01:06:16] - Zobaczymy. Pozdrawiam wszystkich z tej strony i do usłyszenia.
[01:06:21] - Do usłyszenia.
[01:06:24] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.