[00:01] - Telegram z krańca świata. Dzień dobry, dzień dobry. Tradycyjnie już po raz ósmy witam Państwa bardzo serdecznie w audycji Telegram z krańca świata. Z polskiej strony Marek Żelkowski, a z odległego Tajwanu Piotr Plebaniak. Dobry wieczór, nie, dzień dobry panie Piotrze.
[00:20] - Dzień dobry. Tak jest. U mnie nie ma po polsku dzień dobrego popołudnia, ale u mnie już jest szesnasta. U pana Marka jest dziesiąta rano.
[00:27] - No tak, to są tak zwane kulisy programu. A rozmawiać dzisiaj będziemy o religii, a właściwie nie o religii, tylko czym ona jest i jaki z nią jest może problem, a może jakie z niej są korzyści, a może w ogóle jeszcze o czymś więcej. Panie Piotrze, to ja panu głos oddaję.
[00:48] - Tak jest, to na wstępie rozprawmy się z konkursami. Na dzień dzisiejszy nadal pozostały dwa konkursy nieodgadnięte, czy też może nawet nieodgadnione, bo były za trudne. Chyba. Albo zużyliśmy, że tak powiem, czytelników, którzy bawią się w te konkursy. Przepraszam, przelatujący F16. Ten potężny grzmot to jest właśnie startujący F16. Jestem dosłownie trzysta metrów od granicy lotniska wojskowego na wschodnim wybrzeżu Tajwanu w mieście Huanien. Także jakby ktoś chciał posłuchać tego, jak będzie się bronił Tajwan w razie inwazji, to proszę bardzo. Nie wiem, czy słychać w ogóle, co mówię.
[01:29] - Znaczy huku nie słychać, ale pana słychać gorzej. Może to tak z tego wybrnę.
[01:35] - Aha. Dobrze. To w takim razie działa wygłuszanie bardzo dobrze wszystkich hałasów z tła w słuchawkach, które nabyłem niedawno. Są bardzo dobre. Dobrze, ale skoro mnie słychać świetnie, to tak. To powtórzmy pytania, które zadaliśmy i na które nikt nie odpowiedział. Na które jeszcze nikt nie odpowiedział. Być może się zaraz znajdzie ktoś, kto zechce. I tak, pierwsze pytanie, jakie zostało nieodgadnięte z tematyki arcydzieła kinematografii amerykańskiej. Przepraszam, panie Marku, ale tutaj startuje chyba pięć naraz samolotów.
Zazwyczaj tylko jeden. Właśnie mnie to rozstroiło w tym momencie.
[02:15] - Miejmy nadzieję, że to nie startują już do jakiejś gorącej obrony Tajwanu, że nie jesteśmy-
[02:21] - No właśnie nie patrzyłem w media ostatnio, w wiadomości, ale cholera ich wie.
[02:26] - Ale wie pan co? No to byłoby w ogóle wiadomość z pierwszej ręki, jakbyśmy byli świadkiem startu bojowego. Lepiej nie, naprawdę to byłby naprawdę konflikt na ogromną skalę. Lepiej sobie nie życzmy takiego wydarzenia medialnego.
[02:42] - Tak jest. Dobrze. Wracając do pytań, które nie zostały odpowiedziane. Jest jedno z tematyki arcydzieła kinematografii amerykańskiej. I to jest pytanie, które brzmi następująco: w związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia i tu więcej nie podpowiem, jakimi słowami wyrazić należy zadowolenie z nabycia sztuki broni strzeleckiej drogą przejęcia w walce wręcz?
[03:04] - No to trudna jest zagadka. Naprawdę, proszę mi wierzyć. Trudna. Naprawdę trudna.
[03:10] - Trudna? Naprawdę? A tam. Jak ktoś jest maniakiem filmowym, to bardzo łatwo odgadnie. To możemy przejść w takim razie do tematu. O religii będziemy mówić.
[03:19] - No właśnie, co z tą religią? Co z tą religią? Dlaczego ona jest taka ważna? Przecież niektórzy dzisiaj twierdzą, że w ogóle ona nie ma żadnego znaczenia, bo to są jakieś imaginacje, które w ogóle tam na śmietnik trzeba wyrzucić.
[03:33] - Dobrze więc fragment eseju pod tytułem „Chrześcijański projekt cywilizacyjny”. W zasadzie spostrzeżenie na końcu tego eseju z książki „Siły psychohistorii”. „Religia nie jest zbiorem zabobonów. Jest pakietem narzędzi stworzonych do misji cywilizującej, udomawiania ludzkich istot wedle określonego wzorca formatowania cywilizacyjnego. Jest też religia najskuteczniejszym znanym ludzkości generatorem wspólnego mitu i mitu motywującego. To dlatego system religijny jest podstawowym celem agresji ideologicznej, kampanii zwalczania konkurencji.”
[04:08] - Ale tak mi się znowu z tego cytatu jawi coś takiego, że znowu jesteśmy poddawani manipulacji.
[04:16] - Zawsze jesteśmy poddawani manipulacji. Życie w społeczeństwie na tym polega, że my oddziałujemy na innych w taki sposób, jaki nam jest wygodny i inni oddziałują na nas. Oczywiście tu trzeba wliczyć oddziaływania kolektywne, czyli realizowane przez rządy, przez instytucje, przez firmy, przez jakieś zbiorowości, które chcą powołać do życia jakiś kolektyw dążący do zrealizowania jakiegoś obiektywnego, wspólnego celu. Także jak chce pan usunąć się z zasięgu manipulacji innych ludzi, to zapraszam do tej chatki Wizygoty. Właśnie czytam „Panią Jeziora” Serkowskiego, ostatni tom sagi. Więc takie miejsce na bagnach, taka samotnia pustelnicza to idealne miejsce. Tam nikt nie będzie panem manipulował.
[05:00] - Nie, nie. Ja o tej manipulacji mówię w kontekście tego, że są takie środowiska, które usiłują nam wmawiać, że gdzieś tam jest kraina szczęśliwa. To jest oczywiście kraina, w której wszyscy siebie nawzajem tolerują, wszyscy nawzajem siebie poważają, a nawet akceptują w dodatku wszystkich, wszystko wszyscy i tak dalej, i tak dalej. Jest taka bajka sprzedawana w przestrzeni społecznej. To się pewne środowiska w tym specjalizują. Usiłują wmówić, że nie, nie, nie ma żadnej manipulacji, wszyscy są dobrzy, szczęśliwi, wszyscy są tak naprawdę gdzieś tam w każdym człowieku dobro tkwi i tylko trzeba je wyłuskać i tym podobne rzeczy. Ja słabo to kupuję. Nie bardzo się z tym zgadzam, no ale odnotowuję, że coś takiego funkcjonuje. Tymczasem pan mówi twardo, wali kawę na ławę, że jesteśmy manipulowani od początku do końca.I to w jakiś sposób jest mi bliskie. Niestety albo stety, nie wiem sam.
[06:05] - Nie do końca rozumiem, w jaki sposób zinterpretował pan to, co powiedziałem, że jesteśmy zawsze manipulowani. Człowiek jest istotą społeczną, zwierzęciem społecznym, więc po to, żeby osiągnąć cele, tak jak obronić swoje własnej społeczności i samego siebie, tej bliższej rodziny, to też jest taka miniaturowa społeczność, podstawowa komórka społeczna przecież. Więc po to, żeby człowiek osiągnął maksymalny skutek czy też lepszy skutek niż pojedynczy osobnik, gromadzi się w jakieś grupy, które mają wspólny interes. Te grupy mające wspólny interes, czym bardziej są liczne, tym trudniej nad nimi zapanować i tym trudniej zmusić je do tak zwanej ultrakooperacji. To jest kluczowe słowo w dniu dzisiejszym. Ultrakooperacja. Powtarzam jeszcze raz. Mówiliśmy o niej wielokrotnie przy omawianiu książki „Siły psychohistorii", a teraz przypomnimy szybciutko. Ultrakooperacja to jest zdolność współpracy między osobnikami danej społeczności, którzy to osobnicy nie znają się nawzajem, a mogą nawet siebie nawzajem nienawidzić i być sobie wrogami. A mimo to, będąc elementami jakiejś dużej społeczności, są, mimo chcąc niejako, w stanie realizować kolektywne cele tej społeczności.
Najbanalniejszy przykład: Polska jest podzielona na dwa obozy polityczne, wyborcze. Tych głosujących na PiS i tych głosujących na dawną Platformę Obywatelską, teraz Koalicję Obywatelską, jakkolwiek się to teraz nazywa. I wyborcy PiS, i wyborcy PO mogą sobie nawzajem korzystać ze swoich usług biznesowych, chodzić do sklepu. Na przykład będąc pan wyborcą PiS-u, nie wie pan, bo nie pytał pan na przykład, kto jest właścicielem sklepu i na kogo on głosuje. Natomiast takie rzeczy właśnie jak kooperacja ludzi obcych i to też mających sprzeczne osobiste interesy, jest możliwa w dobrze funkcjonujących dużych społecznościach. To jest oczywiście jeden z przykładów, przejawów tej zdolności. Ta zdolność jest nazywana ultrakooperacją. Mówiliśmy sobie wcześniej, że instytucje ewolucji kulturowej, instytucje prawne, instytucje obyczajowe, instytucje religijne, instytucje edukacyjne, wszystkie one są wytworami kultury i cywilizacji, które to podmioty kolektywne sprawiają, że ludzie indoktrynują się do samej idei kooperowania z ludźmi obcymi, a nie tylko z członkami rodzin, czy też bliższych i dalszych rodzin. Mówię o takich rodzinach bardziej klanowych, takich, jakie funkcjonują w tej chwili na przestrzeni panowania kultury arabskiej czy też kultury chińskiej, gdzie ta rodzina jest bardziej poszerzona i nie jest tak zatomizowana, jak ma to miejsce na Zachodzie.
[08:52] - Panie Piotrze, ja pana zapewniam, że myślę, że dobrze odczytuję pana intencje o tej manipulacji, bo chciałbym powiedzieć na przykład, że tak paradoksalnie te osoby, które nam mówią, że istnieje wolność ponad wszystko i wolność od wszystkiego, to one tak naprawdę zakłócają to, o czym pan mówi w tej chwili. Bo jak się ludziom zacznie wmawiać, że są wolni od wszystkiego i tak dalej, to tak naprawdę zaburza się właśnie ten mechanizm, który pan przed chwilą opisał.
[09:30] - Tak. Ludzie tacy, którzy jako wolność definiują prawo do robienia wszystkiego, dlatego, że społeczeństwu nic do tego, co jednostka robi, to są tak zwani degenerates. Ja to tak nazwałem, tego typu osobowość na kartach „Sił psychohistorii" z tej prostej przyczyny, że tacy ludzie w pewnym stopniu albo w niektórych sferach ludzkiej aktywności zatracili zdolność poddawania się woli kolektywnej, czyli poddawania się osiąganiu kolektywnych celów przez całą grupę. Na przykład mówiliśmy o kwestii rozrodczości przy okazji eseju „Chrześcijański projekt cywilizacyjny". Może damy link do PDF-a, żeby każdy mógł przeczytać sobie ten esej, nawet jak nie ma całej książki. Natomiast ściśle trzymając się tematu, ludzie starają się realizować swoje własne interesy, które najczęściej są sprzeczne z interesami kolektywnymi. Biorąc prosty przykład współczesnego życia społecznego w Polsce, mamy kwestię aborcji. Mówię o aborcji takiej widzimisię. Nie dla przyczyn zdrowotnych, że ciąża jest zagrożeniem dla życia matki. Nie dlatego, że okazuje się przy badaniu ultrasonograficznym, że płód jest uszkodzony i urodzi się albo martwe, albo z niemożliwymi do wyleczenia wadami genetycznymi albo fizjologicznymi.
Mówię o takich przypadkach, w których ktoś po prostu nie miał dość samokontroli, żeby zastosować środki antykoncepcyjne i w związku z tym kobieta zaszła w ciążę i teraz chce sobie usunąć tą ciążę, bo nie uważała. To jest przejaw, w moim przekonaniu, moja osobista opinia, braku odpowiedzialności, braku samokontroli, które to cechy psychiczne są coraz częstsze w naszej upadającej cywilizacji zachodniej. Zaraz też do tego dojdziemy. I teraz proszę zobaczyć, jaka jest siła i kontrsiła. Społeczeństwo polskie się starzeje. Potrzeba, żebyśmy rodzili jak najwięcej dzieci, więc ludziomktórzy w jakiś sposób starają się zwiększyć dzietność czy też powiększyć ilość polskich obywateli, którzy się urodzą i zaczną płacić podatki, zaczną swoją pracą wspomagać całą społeczność i generować dobrobyt w całej Polsce, w całym kraju. Tacy ludzie mogą zdecydować, że mogą zakazać aborcji dlatego, że potrzebujemy jak najwięcej dzieci. Natomiast tą kontrsiłą, siłą przeciwstawną do tego dążenia ogólnospołecznego jest dążenie jednostki, która nie chce urodzić dziecka dlatego, że to zaburzy jej plany finansowe, na przykład kupienia sobie nowego samochodu albo urodzenie dziecka spowoduje, że mieszkanie obecnie zajmowane okaże się zbyt małe i tak dalej. Albo po prostu z czystego widzimisię: „A nie uważam, to se usunę” na tej zasadzie. Więc proszę zobaczyć, że zawsze jest tak, że interes...
Znaczy może nie zawsze. Prawie zawsze interes jednostki jest sprzeczny z interesem społeczności. W kulturach azjatyckich, przede wszystkim w kulturze japońskiej to jest najbardziej kontrastowe, najbardziej widoczne. Są dwa pojęcia tatemae i honne. Jedno oznacza dążenia jednostki, indywidualne, samolubne, tak są nazywane przez ogół. Natomiast honne, te drugie oznacza to, co jest dobre dla wspólnoty, dla grupy. I teraz w kulturach kolektywistycznych, a przede wszystkim w Japonii, z której pochodzą te dwa słowa, jednostka jest silnie uwarunkowana od dziecka, żeby ukrywać i tłumić wszystkie swoje aspiracje, wszystkie swoje zachcianki, czyli wszystko, co jest sprzeczne z interesem ogółu. I kontrola społeczna, jaka jest realizowana w Japonii, zwłaszcza historycznie, jest przepotężna i przeogromna i dla nas kompletnie byłaby nie do zaakceptowania. Natomiast w społeczeństwach bardziej liberalnych, bardziej nastawionych indywidualistycznie i bardziej szanujących wolę jednostki w kontrze do woli całej społeczności dajemy ludziom więcej luzu na realizowanie własnych osobistych aspiracji. Teraz to daje plusy i minusy.
Są plusy dodatnie i plusy ujemne, jak to mówił słynny mąż stanu polski. I polega to na tym w naszej kulturze zachodniej, ta kultura liberalna polega na tym, że pozwalamy jednostkom w imię tego ideału osobistej wolności realizować rzeczy, które byłyby nie do pomyślenia w warunkach silniejszej presji ewolucyjnej, czyli na przykład w sytuacji wojennej. Tutaj mogę przyciągnąć, skoro mówiliśmy o aborcji i kwestii rodzenia dzieci, możemy przypomnieć, że na początku II wojny światowej okupacji Polski przez Niemcy, która rozpoczęła się w 1939 roku, władze niemieckie zgodziły się, znaczy zarządziły pełną swobodę aborcji u Polek. Dlatego, że redukowało to ilość Słowian, którzy byli przeznaczeni do eksterminacji. Natomiast Niemki były poddawane zupełnie innym regulacjom prawnym i aborcja dla Niemek była zakazana. Więc proszę zobaczyć, w jaki sposób można sterować obyczajowością, prawodawstwem, instrumentem władzy politycznej do tego, żeby narzucić jednostce coś albo żeby pozwolić jednostce, żeby realizowała coś innego.
[15:30] - A gdzie tu ta religia?
[15:33] - Już. Zaraz do tego dojdziemy. No to powiedzmy, że już teraz możemy. Religia jest najsilniejszym generatorem, czyli najsilniejszym instrumentem narzucania woli, narzucania obyczajowości, sposobu zachowania ze strony całej społeczności na jednostkę. W religiach Wschodu religie operują poczuciem wstydu. Na przykład jest niesamowicie celne spostrzeżenie, że kultura konfucjańska jest kulturą wstydu albo kultura japońska jest kulturą wstydu, co jest oczywiste tak naprawdę. Już omówiliśmy zresztą przed chwilą. Natomiast religie nasze tutaj zachodnie, przede wszystkim mówimy o chrześcijaństwie. Skupmy się tylko na chrześcijaństwie. Operują pojęciem poczucia winy.
Do czego to służy? Jedno i drugie, czyli poczucie wstydu i poczucie winy służy do regulowania zachowania jednostek i grup jednostek. I teraz proszę zobaczyć na przykład jest sytuacja taka, że chrześcijaństwo, że tak powiem, traci pole i traci nawet rację bytu, zwłaszcza w Europie Zachodniej i generalnie jest w regresie moralno-etycznym także dlatego, że jest bardzo dużo afer, na przykład pedofilskich, homoseksualnych wśród księży i tak dalej. Instytucja Kościoła traci pozycję moralnej wyższości, pozycję, z której może nauczać innych, jak mają się zachowywać albo w jaki sposób mają przestrzegać pewnych określonych, narzuconych przez ogólną społeczność parametrów zachowania. Czyli staramy się nie marnować życia zwierząt. Czyli na przykład trzeba zjadać wszystko z talerza. Jeżeli mamy zabijać jakieś zwierzę, to nie po to dla zabawy na przykład, tylko po to, żeby łowić ryby, bo to nam sprawia przyjemność albo polować dla samego polowania, ale polujemy dlatego, że musimy położyć na talerzu coś, co zje nasza rodzina, prawda? To wtedy jest to bardziej usprawiedliwione. I rozmaite. Jest cały zakres naszych codziennych czynności, który jest mniej lub bardziej.
To zawsze jest skala szarości, odcienie szarości. Są całe pakiety zachowań czy całe typy zachowań, które są mniej lub bardziej pożyteczne dla całej społeczności i pożyteczne albo szkodliwe dla jednostki.Na przykład możemy skoncentrować się na kwestii alkoholu i używek, czyli zażywania substancji psychoaktywnych. Zobaczmy. Dla osoby, która ceni wolność jednostki ponad wszystko wolność zażywania środków psychoaktywnych typu marihuana, silniejsze narkotyki, alkohol. Alkohol też jest narkotykiem, dlatego że oddziałuje psychoaktywnie na funkcjonowanie naszego mózgu. Wszystkie te substancje są sposobem, czy też nawet symbolem realizowania wolności jednostki, ale jednocześnie, proszę zobaczyć, że te substancje w pewien sposób uszkadzają albo dewastują, albo w jakiś sposób doprowadzają do degradacji system motywacyjny w postaci tak zwanego szlaku dopaminowego, o którym też już mówiliśmy. Z tej przyczyny dobrem z punktu widzenia jednostki jest realizowanie swojej wolności osobistej, czyli branie tych narkotyków. Już nie będę używał slangu, albo ćpanie. Natomiast z punktu widzenia społeczności dobrem jest taka sytuacja, w której jak najmniej ludzi zażywa narkotyki, dewastuje swoją gospodarkę motywacyjną poprzez sztuczne aktywowanie układu dopaminowego i ma dzięki temu silniejszą zdolność do samokontroli. Mówiliśmy o eksperymencie z ptasim mleczkiem wielokrotnie.
Przypomnę teraz. Małe dziecko było sadzane przez eksperymentatora w pokoju przy stole, na stole talerz, na talerzu jedno ptasie mleczko. I eksperyment mówił jedną rzecz: „Ja teraz wyjdę na pięć minut. Jak nie zjesz tego ptasiego mleczka, doczekasz aż ja wrócę, to dam ci drugie w nagrodę, że wytrzymałeś”. W tym eksperymencie chodzi o sprawdzenie tego, czy dziecko ma zaprogramowane już w głowie w tak młodym wieku kilku lat zaledwie. Też były takie eksperymenty od kilku lat do kilkunastu. Miało być sprawdzane, czy dziecko ma silne wzorce samokontroli, umiejętność samokontroli wpojoną przez rodziców już z samego domu od maleńkości. Więc czym więcej jest takich ludzi, czym więcej ludzi potrafi się zdyscyplinować do dłuższej pracy, na przykład do samopoświęcenia czy też poświęcenia przyjemności tu i teraz za parę sekund dla jeszcze większej przyjemności, ale dopiero na przykład za godzinę albo za dwie. To jest oczywiście bardzo duże uproszczenie, dlatego że mechanizmów i rozmaitych odcieni tych mechanizmów jest olbrzymia ilość. Natomiast maksymalnie uproszczony wzorzec jest taki, że społeczności zależy na tym, żeby było jak najwięcej ludzi zdolnych do wyrzeczeń, a jednostce zależy na tym, żeby inni się wyrzekali, inni się poświęcali, a ona sama mogła sobie realizować swoje własne cele, zaspokajania przyjemności bardziej fizjologicznych.
Bo to też jest bardzo silny wzorzec będący esencją całej cywilizacji. Bo to jest temat na przyszły tydzień. Przepraszam, bo nie chcę tego łączyć. Chcę, żeby to było jakieś rozdzielone, ale chyba muszę to powiedzieć. W „Siłach psychohistorii”, w ostatnim rozdziale na temat tego, jak niszczyć i stworzyć cywilizację, mówiłem o tym. Cytowałem Krzysztofa Karonia, kogoś, kto przeleciał przez firmament polskiej debaty publicznej, przede wszystkim prawicowej, i potem zniknął. Natomiast chodzi o to, że on wymyślił bardzo cenne spostrzeżenie. Ludzie osiągają przyjemność, czy też aktywują ten system dopaminowy za pomocą rozmaitych bodźców, ale też rozmaitych typów bodźców. Niektórzy ludzie koncentrują się na bodźcach czysto fizjologicznych, czyli jedzenie i seks. To są dla nich te bodźce, które motywują ich do tego, żeby zarabiać więcej pieniędzy po to, żeby móc mieć zdolność pozyskiwania bardziej atrakcyjnych partnerów seksualnych, czy też mieć więcej pieniędzy na jedzenie, bo na przykład w młodości ktoś żył w bardzo biednej rodzinie i zawsze tej żywności brakowało.
W związku z tym jedzenie stało się takim rodzajem fetysza albo takiego haczyka zaczepionego, który powodował, że jedzenie stało się, na przykład, bo to może być bardzo wiele mechanizmów, bardzo wiele takich fetyszy może powstać w czyjejś głowie, że jedzenie obfite albo jedzenie w nadmiarze mogło być pokazaniem tego, że ma się pieniądze wreszcie. Więc jeżeli przyszło do tego, że człowiek tak się uwarunkował sam, to oczywiście roztyje się, zacznie mieć nadwagę tylko dlatego, że ubzdurał sobie, czy też został zaprogramowany w ciągu swojego młodzieńczego życia, czy po prostu ogólnie wcześniejszego życia, że jedzenie dużo oznacza wyższy status albo oznacza większe bezpieczeństwo finansowe. Więc wracając do wątku o budowaniu cywilizacji. Człowiek może osiągać sytuacje czysto fizjologiczne, ale może osiągać satysfakcję. I o tym właśnie mówił Krzysztof Karol. Przez odpowiednie zaprogramowanie cywilizacyjne, przez indoktrynację do takiego systemu wartości, w którym on tę satysfakcję i przyjemność, czyli wyrzuty dopaminy osiąga wtedy, kiedy realizuje pracę pożyteczną dla innych i jest nagradzany szacunkiem, podziwem, nagrodami, tytułami, rangami, awansem i tak dalej. Podsumowując już w tej chwili, bo bardzo długo mówiłem. Budowa systemu motywacyjnego sprzyjającego dobru społeczeństwa oznacza dla jednostki wytłumienie jej indywidualnych, samolubnych dążeń. Dlatego na przykładKsiążka Freuda, która ma tytuł po polsku „Kultura jako źródło cierpień”. Ograniczenia kulturowe są postrzegane przez jednostki jako źródła ucisku, tej opresji, która każe im wyrzec się tych przyjemności najłatwiejszych, najłatwiej osiągalnych i tych najmocniejszych, czyli tych fizjologicznych.
Mówię o seksie i o zaspokajaniu innych potrzeb fizjologicznych, o jedzeniu. Natomiast dla całej cywilizacji takie wyrzeczenia są niezbędne, dlatego, że ta energia wcześniej mająca naturę seksualną zostaje przekształcana w jakieś czynności zastępcze. I jeżeli społeczeństwo jest dobrze skonstruowane i jest ustawione w kierunku budowania wielkiej potęgi imperialnej, wielkiej potęgi geopolitycznej, to ludzi, którzy są poddani opresji społeczeństwa, czyli ich dążenia są w jakiś sposób ograniczane, wygaszane, takich ludzi jest całe wielkie mrowie i stanowią oni tak zwaną kontrkulturę bardzo często.
[25:18] - Tak, ale ja jeszcze cały czas o tej religii, bo okazuje się, że religia w tym ujęciu to jest taka maszynka, przepraszam za to sformułowanie, do konsolidowania społeczeństw, do tego, żeby jednostka przestała uważać, że to, co jest dobre, to tylko to, co jej służy, ale też dostrzegła, że istnieje coś takiego jak społeczność. Jeżeli to dobrze zrozumiałem.
[25:46] - Tu dochodzimy do drugiego aspektu, do kwestii wspólnego mitu i mitu motywującego. Ale po to, żeby podsumować to, co pan właśnie powiedział, to mówiliśmy wcześniej też o asabiya, czyli o zdolności grupy ludzi do kolektywnego działania. Ta zdolność składa się z dwóch zdolności: zdolności do postrzegania kolektywnych celów i zdolności do poświęcania dobra indywidualnego dla dobra całej społeczności. Religia jest instrumentem najpotężniejszym znanym ludzkości do tego, żeby ludzi dyscyplinować, dlatego, że lepiej można dyscyplinować, zamiast mówić: „Nie rób tego, bo to jest złe dla całej społeczności”, to lepiej zdyscyplinować słowami: „Pójdziesz do piekła, jak nie zaczniesz zachowywać się poprawnie i nie zaczniesz pomagać innym”. Mieliśmy przykład, mówiliśmy wcześniej, jeszcze chyba na początku naszych rozmów, o przykładach tego, w jaki sposób na przykład Rosja powstawała w wieku XI, XII i XIII w czasie najazdów mongolskich. Tak samo w czasach rekonkwisty, czyli odbicia z rąk muzułmańskich Półwyspu Iberyjskiego. Religia była podstawowym czynnikiem motywacyjnym sprawiającym, że ludzie walczyli nie tylko dla zdobycia bogactwa, czyli złupienia wroga, na przykład napadu na miasteczko należące do przeciwnika, ale religia sprawiała, że walczono o, z dużej litery to teraz powiem, słuszną sprawę, o wiarę, o Boga, o swoje przyszłe życie wieczne i wszystkie te nagrody mniej czy bardziej realne. Jak ktoś chce, może powiedzieć, że zupełnie nierealne. Wszystkie te nagrody stanowiły element systemu wartości, który sprawiał, że ludzie wierzący w Boga, wierzący w to, że Bóg przyniesie im nagrodę w zamian za to, że oni się poświęcą, że zaryzykują życie, że oddadzą życie. To takie społeczności, które wierzyły w takiego Boga nagradzającego za prospołeczne zachowania i karzącego za antyspołeczne zachowania, to takie społeczeństwa po prostu wygrywały ze społeczeństwami, które nie miały religii.
Czym bardziej żarliwą wiarę ktoś przejawiał i w czasie walki gotów był do większego poświęcenia i zaraził tą zdolnością poświęcenia pozostałych wokół siebie walczących, idących w kierunku przeciwnika w czasie bitwy chociażby, to czym lepiej to społeczeństwo potrafiło wykształcić taki zestaw wartości, to tym lepiej obroniło się albo tym skuteczniej zaatakowało przeciwnika.
[28:43] - Pan ma takie podejście do religii bardzo praktyczne, tak to ujmę. I ja się w pełni z tym zgadzam, że na pewno taką rolę też pełni. Mówię o religii. Natomiast ja mam taką wątpliwość, a właściwie to nie jest wątpliwość, tylko taka obserwacja z tego, co się dzieje. Mam wrażenie, że kiedy mówimy o religii, to w Europie najczęściej mówimy o chrześcijaństwie. To jest nam najbliższe. Nawet jak nie jesteśmy chrześcijanami, to jednak ten system wartości chrześcijański jednak jest z nami przez cały czas. I mam taką wątpliwość, a właściwie to po części jest potwierdzenie pańskich słów, ale takie przewrotne, bo otóż mam wrażenie, że Kościół zaczął w pewnym momencie popełniać samobójstwo. On je zaczął już popełniać dosyć dawno. Powiem tak: źródła tak zwanego personalizmu chrześcijańskiego, one tam są gdzieś daleko, u Arystotelesa, Augustyna i Tomasza, ale w XX wieku, w pierwszej połowie, koło lat 30.
pojawiło się coś, pewna idea, która była personalizmem chrześcijańskim, która podporządkowywała właściwie całe życie społeczne dobru osób, dobru jednostek, czyli odwracała ten bieg, o którym pan mówił. I to sławne umysły, bo na przykład Gabriel Marcel, Jacques Maritain, Edyta Stein, z polskich-Tischner, a jeszcze nie z polskich to Teilhard de Chardin, Karol Wojtyła. To są wszystko personaliści, a w każdym razie ludzie kojarzeni z personalistami. I oni ten porządek, o którym pan tak pracowicie mówił, właściwie odwrócili. Czyli tak naprawdę społeczeństwa, które uwierzyły w personalizm, kierowały się nim, gdzieś są na drodze do samobójstwa?
[30:42] - Nie. Właśnie gdyby świat był tak prosty, to bardzo prosto wszystkie indywidualistyczne kultury i cywilizacje by wyginęły pod naporem cywilizacji kolektywistycznej. Problem czy też myk, czy też ambaras to nawiązanie do fraszki Staatingera. Ambaras polega na tym, że społeczeństwa oparte na indywidualizmie lepiej potrafią uruchomić ludzką innowację, dlatego, że indywidualiści mają swoje aspiracje i dążą do spełnienia tych aspiracji, mimo tego, że inni chcą te aspiracje przytłumić. Weźmy przykład bardzo prosty, Einsteina. Einstein zrobił coś absolutnie niepowtarzalnego w historii ludzkości. Stworzył wpierw ogólną, a potem szczególną teorię względności. Natomiast gdyby był dobrym mężem, a nie był dobrym mężem i dobrym ojcem, to by poświęcił się pracy w urzędzie patentowym bodajże w Szwajcarii, jeśli się nie mylę, i by tam pracował do końca swoich dni, starając się uczynić pracę innych osób bardziej efektywną czy też dającą bardziej praktyczne, bardziej wymierne korzyści. Bo chodziło o wybieranie patentów czy też weryfikowanie patentów i upewnianie się, że one mają ręce i nogi. Natomiast Einstein kierował się swoimi własnymi aspiracjami.
Był w stanie naruszyć pewne kulturowe i obyczajowe nakazy, czyli bycia dobrym mężem. Maksymalnie upraszczam. To jest oczywiście cała opowieść o tym, w jaki sposób Einstein miał zupełnie pokopane życie prywatne. Natomiast proszę zobaczyć, jego indywidualizm, jego prywatne, osobiste dążenia, jego zainteresowania doprowadziły całą społeczność, czyli całą cywilizację Zachodu do odkrycia ogólnej i szczególnej teorii względności, prawda? Więc biorąc to jako przykład, możemy te przykłady wymieniać przez następne dwie godziny. Obydwaj, każdy z nas i każdy ze słuchaczy podejrzewam, że byłby w stanie przynajmniej kilka wymienić tak z ręki, z marszu zaskoczony, obudzony. Może nie w środku nocy, ale już tak nad ranem. Natomiast o co chodzi? Indywidualiści kierowani swoimi aspiracjami to jest bardzo potężny motor postępu. Postępu kulturowego, postępu cywilizacyjnego, postępu wynalazczego, postępu w absorbowaniu rozmaitych wzorców kulturowych, które inaczej nie mogłyby być przyjęte ze względu na poszanowanie tradycji, ze względu na poszanowanie dla starszych w hierarchii na przykład plemiennej czy w hierarchii jakiejkolwiek grupowej.
Natomiast indywidualizm polega na tym, że jednostki mają tą siłę, żeby się przeciwstawić ogółowi. W wielu przypadkach, jak w przypadku tych ludzi, którzy gadali z niebieskimi torbami pod granicą w październiku ubiegłego roku ze Strażą Graniczną, bawiąc się w berka. O tym mówię. To są ludzie, którzy kompletnie, potem się okazało oczywiście po tym, jak już Rosja zaatakowała Ukrainę, że po prostu wspierali tymi swoimi działaniami działania Putina, który dążył do destabilizacji sytuacji w Unii Europejskiej przez zalanie Niemiec przede wszystkim kolejnymi tysiącami, dziesiątkami tysięcy imigrantów nielegalnych. Natomiast ta sama zdolność jednostek do przeciwstawiania się dobru ogólnemu może pełnić bardzo pozytywną rolę w doprowadzeniu do tego, żeby cała społeczność mogła w wydajniejszy, skuteczniejszy sposób zarządzać swoimi zasobami, by mogła się skutecznie obronić przed jakimiś zagrożeniami zewnętrznymi czy wewnętrznymi. To wszystko jest skala szarości i ten indywidualizm może być albo destrukcyjny, albo wręcz przeciwnie, bardzo twórczy. A niewykluczone są, bo w życiu jest wszystko możliwe i przede wszystkim są możliwe odcienie szarości. Najczęściej jest tak, że jedno zachowanie może być odczytywane przez niektórych jako prospołeczne, a przez innych jako antyspołeczne. Jeden przykład. Już trzymajmy się tej samej grupy przykładów.
Mówimy o aborcji. Na przykład swoboda wykonywania aborcji przez jednych jest postrzegana jako postępowość i poszanowanie wartości zachodnich, czyli wolności jednostki, a przez innych jest postrzegana jako formę degeneracji, prawda? Czyli jako niewłaściwe ujęcie. To jest zabijanie dzieci, bo nie ma czegoś takiego jak dziecko nienarodzone. Jest człowiek nienarodzony można powiedzieć, ale na pewno nie dziecko. Dlaczego? Że dziecko zgodnie z definicjami słownikowymi to jest od momentu narodzenia do jakiejś tam chwili arbitralnie ustalonej chwili etapu dojrzewania. Natomiast proszę zobaczyć, co się dzieje, kiedy następuje jakiś konflikt społeczny między tymi dążeniami indywidualistycznymi a wartościami grupowymi, które zostały w jakiś sposób skonstruowane przez społeczność do tego, żeby ta społeczność przetrwała. Kiedy następuje taki konflikt, to indywidualiści czy też ludzie stojący po stronie wolności indywidualnej jednostek mają swoje racje moralne, ale też ci, którzy wspierają wartości kolektywne, wspólnotowe również mają swoje racje moralne. I teraz co rozstrzygaCo rozstrzyga, kto ma rację?
Z czysto pragmatycznego punktu widzenia, który ja staram się zachowywać, ważniejszy jest kolektyw. Ważniejsze jest przetrwanie grupowe. I kiedy takie przetrwanie grupowe staje pod znakiem zapytania, to kto definiuje, kto stwierdza, że istnieje zagrożenie przetrwania grupowego? I to jest jedno wielkie bagno. Natomiast co jest absolutnie fundamentem tego wszystkiego? Przetrwaniem kolektywnym rządzi jedna ważna zasada, jedno bardzo ważne prawidło. Musi być osiągnięta jedność. Poczucie wspólnego celu. Ten wspólny mit, o którym właśnie powiedzieliśmy na początku. Wspólny mit i mit motywujący.
To jest pewien pakiet oprogramowania kulturowego, który sprawia, że jednostki — i tu wracamy do pojęcia asabiya — są zdolne, jednostki składające się z jakiegoś społeczeństwa są zdolne do postrzegania tego, że muszą realizować jeden wspólny cel po to, żeby kolektywnie przetrwać. I teraz już na zakończenie tego fragmentu mojej wypowiedzi mogę przytoczyć jedną rzecz, pierwszą, być może najważniejszą poradę, jaka jest udzielana przez mistrza Sun, czyli autora traktatu „Sztuka wojny”. On na samym początku, po tej pierwszej inwokacji, że wojna jest najważniejszą sprawą dla państwa, kwestią życia i śmierci, dlatego powinna być dogłębnie studiowana. Po tej inwokacji, początek takiej wypowiedzi. Pierwszą poradą jest to, że wódz i naród powinni osiągnąć jedność. Właśnie tą jedność, o której mówiłem, postrzeganie wspólnego celu. I na tej samej zasadzie wódz armii i żołnierze, którzy służą pod jego komendą, też muszą być powodowani jedną motywacją, czyli pokonania tego wroga. Nikt nie może mieć wątpliwości. I problem polega na tym, problem współczesnych wojen tak zwanych hybrydowych, czy też wojen, o których mówił Jurij Bezmienow w tym słynnym wykładzie. Zawsze będę go przypominał, dlatego że nie ma pojedynczego aktu wypowiedzi, którym lepiej mógłby opisać, co się współcześnie dzieje, jak się toczą współcześnie wojny.
Zasadą rzucenia przeciwnika na kolana. I mówił o tym Sun, że własne państwo zachowuje się, zachowując cnoty, a państwo tamtego doprowadza się do ruiny, niszcząc właśnie tą jedność. Nie do końca przytoczyłem jeden z innych starożytnych chińskich traktatów, natomiast do tego się to sprowadza. W związku z tym proszę zobaczyć: celem drogiego działania jest skłócenie społeczeństwa, które jest zaatakowane. O tym Bezmienow po prostu akapit mówił. Skłócenie, rozbicie tej jedności, sprawienie, że ludzie przestaną postrzegać się jako elementy tej samej społeczności, tylko każdy będzie ciągnął w swoją stronę. Na tym właśnie polega zdolność kolektywnej obrony, że ludzie rezygnują z tych swoich kolektywnych celów, nawet jeżeli to im jest bardzo nie w smak i są w stanie stwierdzić: „Dobra, odkładamy te waśnie na bok i zajmujemy się zagrożeniem zewnętrznym”. I to jest też bardzo znana prawidłowość. Nie tylko jest w „Sztuce wojny” podawana, ale w szeregu takich traktatów czy też takich dzieł starożytnych chińskich, które przeczytałem i których nawet nie cytowałem w tej „Czarnej sztuce wojny”, którą wydałem dwa lata temu. Zasada jest następująca.
Wieczne prawidło istniejące we wszystkich społecznościach ludzkich. Zagrożenie zewnętrzne redukuje konflikty wewnętrzne. I odwrotnie, jeżeli zaczyna się pojawiać konflikt wewnętrzny, to on automatycznie przyciąga z zewnątrz przeciwnika, który postrzega, że ten konflikt wewnętrzny, niespójność wewnętrzna jest oznaką słabości, bo dla niego to jest jasne, że takie państwo można zaatakować. I o tym też Bezmienow mówił, że społeczeństwo trzeba zniszczyć od środka. Społeczeństwo musi doznać uszkodzenia swego funkcjonowania od środka po to, żeby ktoś z zewnątrz mógł je zaatakować. Przepraszam, to bardziej poetycko brzmiało. Ja przetłumaczyłem to na moją pragmatyczną modłę.
[40:50] - Wrócę do tego, o czym mówiłem, o personaliźmie, bo mnie się wydaje, że on stawiając jednostkę na piedestale, wmówił ludziom, że wszyscy jesteśmy elitą. To jest sprzeczność sama w sobie. Elita nie może być powszechna, a tymczasem mamy w tej chwili społeczeństwa, które tak naprawdę uważają, że każda jednostka uważa, że jest specjalna, wybitna i najlepsza, czemu się zresztą trudno dziwić. Mamy jedno ziemskie życie i każdy chce je przeżyć najlepiej jak umie. W związku z tym to trafia na podatny grunt, kiedy mówimy komuś: „Tak, jesteś jedyny, niepowtarzalny, najlepszy”. W dodatku to po części jest prawda. I to jest chyba ten element, o którym pan wspomniał przed chwilą, czyli rozmontowywania kolektywnego działania społeczności.
[41:45] - Dokładnie to ma miejsce. Natomiast ja bym jeszcze powiedział, podsumowując cały mój wywód, powiedziałbym coś takiego. I tu też cytuję „Siłę psychohistorii”: w obrębie grupy tchórzom powodzi się lepiej niż odważnym, dlatego że indywidualiści dążący za własnymi celami po prostu mają więcej okazji do na przykład działalności biznesowej. A bohaterowie czy też ludzie zdolni do poświęcenia zaciągają się na ochotnika do armii. To widzieliśmy w wielu filmach amerykańskich, w „Forreście Gumpie”. Zapomniałem tytułu świetnego filmu właśnie na ten temat opisującego życie dekowników, czyli ludzi, którzy uniknęli poboru po to, żeby prowadzić w miarę normalne życie i zaliczać cudze żony w czasie, kiedy ich mężowie narażali życie dla całej społeczności, walcząc na pierwszej linii frontu.Więc w obrębie grupy tchórzą powodzi się lepiej niż odważnym. Jednak na poziomie wyższym społeczności pełne tchórzy są eliminowane przez te, które są pełne odważnych. Istotą tego ataku, o którym opowiadał Bezminow w swoim wykładzie. Jeszcze raz bardzo wszystkim Polakom polecam. Ja bym powiedział, że raz w tygodniu trzeba to obejrzeć, żeby się człowiekowi wyprostowało w głowie.
Taka terapia, że tak powiem, propagandowa bardzo otwiera oczy. Natomiast proszę zobaczyć jak to działa. Weźmy przykład tych ludzi ganiających z tymi niebieskimi torbami ze Strażą Graniczną. To są tak zwani degeneres. Ja ich elegancko nazywam po łacinie, czyli ludzie, którzy zatracili wszelką zdolność poświęcania swoich własnych ideałów dla tego, żeby ochronić granice swojego własnego państwa, czyli tej społeczności, której powinni teoretycznie przejawiać lojalność wobec niej. Natomiast co sprawia, że oni nadal funkcjonują? Moim zdaniem to, że oni funkcjonują wynika z tego, że społeczność jako taka nie ma instrumentów prawnych ani obyczajowych, ani jakichkolwiek innych form nacisku do tego, żeby tacy ganiający z tymi niebieskimi torbami zostali w jakiś sposób zniechęceni do tego, co robią. Mieliśmy w tym samym momencie, na przełomie listopada i października 2021 roku, dokładnie rok temu. Mieliśmy też tego, jak on się nazywał? Frasyniuk chyba.
Bardzo brzydko mówił o Straży Miejskiej na antenie TVN. I on kompletnie pojechał po bandzie, bo nawet TVN się wyparło, mimo tego, że to było zgodne z ich linią, że tak powiem, polityczną, ogólną. Proszę zobaczyć. I Frasyniuk został pozwany do sądu i ta Kurdej-Szatan bodajże też wypisywała, nawet ją cytowałem w „Siłach psycho historii” i proszę zobaczyć, co im się stało. Nic tak naprawdę. Stracili jakieś tam angaże, nie angaże, ale ich znajomi. Tak się składa, że akurat przez dwa ogniwa jestem połączony z tą panią Kurdej-Szatan na przykład, więc wiem na ten temat troszeczkę więcej. Znajomi im pomogli finansowo, także to nie było tak, że z dnia na dzień stracili źródło zarobkowania i to ich nauczyło, że mają być patriotami. Przepraszam, to tak jak Krystynie Jandzie. Czy da się jej wyperswadować, żeby nagle zaczęła odczuwać ponownie chęć komunikowania się z narodem?
Nie, nic jej nie przetłumaczy. Tego się nie da zrobić. Proszę zobaczyć. Mamy na szczęście, już tak podsumowując, bo widzę, że zbliżamy się do końca. W tej chwili żyjemy w erze bezprecedensowego dobrobytu dzięki bardzo tanim źródłom energii, a konkretnie ropie naftowej i dzięki gazowi ziemnemu. Tak? Tak. Więc możemy sobie pozwolić na luzy dlatego, że nasza cywilizacja jest na tyle zaawansowana, że może pozwolić ludziom, którzy zachowują się kompletnie bezsensownie i uszkadzają tą zdolność do kolektywnego działania, tą asabiję naszą polską na przykład. Ale nasze bezpieczeństwo ma taki duży margines, że tak powiem, powtórzenie bezpieczeństwa, ale nasze zdolności produkcji zasobów materialnych, cywilizacyjnych, podstawowych elementów infrastruktury typu zapewnienie energii elektrycznej, zapewnienie surowców do nawozów sztucznych, wyprodukowanie żywności. Mamy takie luzy, jesteśmy tak dobrze chronieni przez NATO, przez całą potęgę naszej cywilizacji w tym aspekcie bardziej militarnym, że jesteśmy w stanie się obronić, mimo tego, że w społeczeństwie funkcjonują ludzie, którzy są, tu grzecznie mówię, degenerates.
Są oczywiście mniej grzeczne słowa, ale jako że są oczywiste, to nie ma sensu, żebym je wymieniał. Natomiast proszę zobaczyć, gdy nagle okaże się w tym roku. Teraz troszeczkę postraszymy tutaj słuchaczy. Bardzo za to przepraszam, ale czasem trzeba postraszyć, a potem zachęcić. Kij i marchewka to się nazywa ta technika. Więc jeżeli okaże się nagle, że nastąpią w czasie tej zimy 2022, 2023 jakieś poważniejsze niedobory energii, żywności czy jakichkolwiek innych elementów tej naszej infrastruktury cywilizacyjnej, to nagle się może okazać, że sytuacja nie pozwala nam na utrzymywanie na luzie tego liberalizmu, który pozwala, że ludzie mogą sobie robić kompletnie co chcą. Mogą robić rzeczy w ewidentny sposób sprzeczne z polską racją stanu, z racją stanu Unii Europejskiej, bo to też była ta kwestia podniesiona w czasie tego kryzysu imigranckiego. I nagle może się okazać, że już nie ma tego luzu i tych ludzi trzeba w sposób gwałtowny spacyfikować, dlatego że stanowią realne nagle zagrożenie. Na tej samej zasadzie może się okazać, że produkcja żywności, marnowanie tej żywności, bo na przykład zostawiamy bardzo dużo na talerzu. Ja staram się zawsze dojadać do końca.
Zostałem tak wychowany, że mam zjeść do końca, żeby się nie marnowało. Natomiast olbrzymie ilości jedzenia niedojedzonego, czyli zmarnowanego, żywności przeterminowanej. Nagle się okazuje, że te symbole dostatku, a jednocześnie prestiżu, bo pokazujemy nie dojadałem. Tak w Chinach jest taki zwyczaj, który ja strasznie nie lubię. Jak jestem zapraszany przez jakąś fabrykę na przykład na jakąś kolację czy coś, to zamiast zamówić trzy potrawy, to oni zamawiają dziesięć i te siedem zostaje po prostu sumarycznie, bo z każdej potrawy po trochu się bierze. Natomiast sumarycznie 70% idzie do kosza, jest marnowane. Oczywiście to nie idzie do kosza, do śmietnika zupełnie, tylko tam na karmę dla świń to idzie czy na jakieś inne. Generalnie nie jest to marnowane kompletnie. Natomiast proszę zobaczyćże pewien nadmierny dostatek rozleniwia nas. Ten margines, który posiadamy dzięki cywilizacji sprawia, że nie dyscyplinujemy się na tyle, na ile byśmy się dyscyplinowali, gdybyśmy żyli na przykład w Korei Północnej, gdzie zlizywalibyśmy dosłownie emalię z talerza po to, żeby zjeść do końca potrawę.
Przepraszam, to tak żartobliwie, ale rzeczywiście proszę zobaczyć. Żyjemy w zbyt dużym dobrobycie, jesteśmy za bardzo rozpuszczeni, rozleniwieni i mając te marginesy nie nauczyliśmy się, mówię ostatnie jedno, dwa, trzy pokolenia, tej samodyscypliny. Albo inaczej: sytuacja była przez bardzo długi okres taka, przez 70 lat, że nauczyliśmy się nie dbać o to, czy nasze oprogramowanie kulturowe sprzyja, czy też nie sprzyja przetrwaniu kolektywnemu albo indywidualnemu. I to jest największe zagrożenie. Zagrożenie polegające na tym, że przyzwyczailiśmy się do naszego liberalnego, pozwalającego na bardzo dużo luzu oprogramowania kulturowego. I nigdy, ale to przenigdy, społecznie mówię masowo, nagle nie otrzeźwiejemy, nie pomyślimy: „O cholera, zobaczcie, nasza dzietność spada. Kobiety nie chcą rodzić dzieci. Zaraz zaczniemy wymierać. Zaraz brak siły roboczej sprawi, że będziemy musieli przyjmować jak popadnie wszelkich imigrantów po to, żeby oni w ogóle dla nas pracowali, żeby obsadzić wszystkie niezbędne stanowiska pracy niezbędne do tego, żeby podtrzymać funkcjonowanie całego świata dookoła nas”. I nagle się okaże, i to już ma miejsce, że wygodniej jest zacząć wrzeszczeć, że przyjmowanie imigrantów kompletnie bez żadnego sprawdzania jest dobre dlatego, że zapewnia nam podtrzymanie funkcjonowania całej otoczki naszej cywilizacyjnej.
A nigdy nie pomyślimy, że robimy błąd, bo przyjmujemy na przykład kompletnie niekompatybilnych kulturowo cudzoziemców, którzy nigdy się nie zintegrują i będą stanowili bardzo poważne źródło kłopotów i zagrożenie dla bezpieczeństwa. Proszę zobaczyć, że te dwa pojęcia są ze sobą kompletnie sprzeczne, czyli te dwie ideologie. Jedna samodyscyplina, autarkia demograficzna, a z drugiej strony przyjmowanie imigrantów po to, żeby oni pracowali, weszli na nasz rynek pracy. To są dwie przepotężne ideologie, które w tej chwili widzimy jako siłę i kontrsiłę, która na naszych oczach, w naszych umysłach nawet toczy wojnę o to, która z nich zyska przewagę w naszym kolektywnym umyśle. Nie tylko naszym, bo nie tylko polskim. Dobrze, to na dzisiaj to tyle. Bardzo dziękuję za wysłuchanie cierpliwe tego, co czasami już napominałem we wcześniejszych wypowiedziach. Trzymam kciuki za ostatnią zagadkę nieodgadniętą. Dzisiaj nie będzie jeszcze zagadki, natomiast jak tylko zostanie odgadnięta ta ostatnia, ta świąteczna, ja przypomnę ją może na sam koniec. Przepraszam, sekundkę.
Już. Dobrze. Zagadka jest następująca, jedyna, jaka nie została jeszcze odgadnięta. Tematyka: arcydzieła kinematografii amerykańskiej. Pytanie: w związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, więcej nie podpowiem, jakimi słowami wyrazić należy zadowolenie z nabycia sztuki broni strzeleckiej drogą przejęcia w walce wręcz? Koniec zagadki. Jeszcze raz wszystkim bardzo dziękuję. Do usłyszenia za tydzień.
[52:25] - Pięknie dziękuję, panie Piotrze. Do usłyszenia za tydzień. Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.