[00:03] - Audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Witamy wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie w ten chłodny poniedziałkowy wieczór 24 października 2022 roku. Właśnie tutaj, właśnie teraz na antenie Radia Paranormalium rozpoczynamy kolejną debatę ufologiczną w ramach nowej fali. Dzisiaj będzie o sensacyjnych oświadczeniach astronautów i agentów, ogólnie osób wysoko postawionych na temat UFO. Pochylimy się dziś nad sensacyjnymi oświadczeniami astronautów i pracowników agencji kosmicznych oraz wysoko postawionych wojskowych. Skupimy się w głównej mierze na oświadczeniach opublikowanych w ciągu ostatnich kilku lat, czyli w czasie, kiedy na antenie Radia Paranormalium w sferze debatowo ufologicznej trwała taka niepokojąca cisza, którą niedawno przerwaliśmy. Są z nami dzisiaj: ufolog Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, autor audycji „Bibliotekarium 2.0”, pisarz science fiction i współpracownik „Nieznanego Świata” Marek Żelkowski. Rozmowę poprowadzi dla państwa Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”, a audycję od strony technicznej będę obsługiwał ja, Marek Sęk „Ivellios”. Zanim przekażę głos naszym dzisiejszym gościom, pozwolę sobie jeszcze przypomnieć kontakty, pod którymi będziemy zbierać pytania i komentarze. Można do nas pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Jesteśmy także dostępni pod numerem Gadu-Gadu 36 08 80 02. Można także wysyłać nam pytania i komentarze drogą SMS-ową pod numer 530 620 493. Można także pisać do nas poprzez nasz kanał na Telegramie bądź drogą e-mailową na adres radio@paranormalium.pl. I teraz mogę z czystym sumieniem oddać głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[02:24] - Witam wszystkich. Tak jak już Ivellios nadmienił, dzisiaj zajmiemy się dla niektórych esencją ufologii, jaką są różnego rodzaju sensacyjne oświadczenia, rewelacje i tak dalej. Jak to nazwiemy? Myśmy w poprzednich seriach debat ufologicznych bardzo dużo o tym mówili. Mówiliśmy o relacjach prezydentów, o relacjach wysoko postawionych wojskowych, także astronautów. Ale przez te cztery bodajże lata, kiedy nas nie było, pojawiło się tych rewelacji troszeczkę i one były bardzo różne. Miały bardzo różny charakter. Były wśród nich wypowiedzi zarówno prezydentów, jak i kandydatów na prezydentów. Oczywiście mówię tu o prezydentach Stanów Zjednoczonych, gdyż to oni najczęściej zabierają w tej sprawie głos, ale przez ten czas sytuacja na świecie nieco się zmieniła i okazuje się, że Chiny, które troszeczkę się na świat otworzyły, również zaczęły mówić o problemie zjawiska UFO dosłownie w tym samym tonie, co Amerykanie. Ale to oczywiście nie wszystkie tego rodzaju sprawy, jakimi się dzisiaj zajmiemy. Dlatego, że oprócz agentów i wysoko postawionych wojskowych są też naukowcy, którzy mówili różne ciekawe rzeczy na temat zjawiska UFO. To są oczywiście naukowcy, którzy w jakiś sposób angażowali się w badania nad tym, co obecnie nazywa się UAP. Zacznijmy może od astronautów, dlatego, że astronauci to jest zawsze bardzo ciekawy temat. Astronauci i UFO. Dlatego, że ci, którzy byli w kosmosie, byli na orbicie, musieli chyba co nieco tam widzieć. Okazuje się, że tych relacji astronautów może nie ma jakoś tak strasznie dużo, ale jakieś są. I co ciekawe, w ostatnich latach kilka przybyło. I teraz mamy tą sytuację o tyle bardziej komfortową, że ten streaming cały czas jest i niekiedy rzeczywiście jakieś anomalie tam na orbicie się pojawiają. Ale zacznijmy może od takiej nie do końca miłej informacji, bo 13 października zmarł generał James McDivitt, amerykański astronauta, dowódca Apollo 9 i Gemini 4, i był jednym z tych astronautów, którzy otwarcie mówili o swoim spotkaniu z UFO. Może nie był wielkim entuzjastą tego zjawiska, jak Edgar Mitchell, najbardziej ufologiczny astronauta chyba w dziejach, o którym nieraz mówiliśmy i o którym będziemy jeszcze mówić. Ale McDivitt w czasie misji Gemini w czerwcu 1965 roku miał zaobserwować razem ze swoim partnerem jakiś podłużny obiekt z antenką. On nie robił z tego jakiejś wielkiej rzeczy, niemniej jednak coś zobaczył, o czymś doniósł. Zazwyczaj w przypadkach obserwacji UFO jest tak, że agencje kosmiczne czy komentatorzy szybko mówią, że: „A nie, to nie jest żadna tajemnica, tylko pewnie obserwujecie jakieś kosmiczne śmieci”. Ale okazuje się, że czasami te sprawy sąBardziej intrygujące. Otóż w 2020 roku rosyjski astronauta Iwan Wagner zarejestrował z pokładu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej jakieś dziwne coś. I ta relacja została potem przekazana do agencji Roskosmos. Ale Arku chyba nie doczekaliśmy się konkretnej odpowiedzi. Jak to twoim zdaniem jest z tymi relacjami astronautów? Bo jakby nie było, to oni przede wszystkim powinni być głównym źródłem naszych informacji o UFO. Skoro to są kosmici, którzy do nas przylatują, to jeżeli się siedzi tak wysoko gdzieś na orbicie, to powinno się cały czas mieć ich w zasięgu wzroku. Tymczasem jest chyba różnie.
[06:52] - Jest różnie i za wszelką cenę wszystkie służby i wszyscy naukowcy starają się wytłumaczyć w jakiś sposób to, co widują kosmonauci czy astronauci jako coś, co już lata. Wspomnijmy nawet o Hermaszewskim, który też widział. Był w kosmosie Polak pierwszy i jedyny. Był w kosmosie, widział coś, co leci za tym właśnie Salutem chyba wtedy i co się okazało? Że to po prostu były śmieci, które zostały wyrzucone gdzieś tam wcześniej, odpady z tej stacji i też za wszelką cenę starano się wytłumaczyć to w ten sposób, żeby po prostu nie siać paniki czy coś takiego. Bardzo często też, tak jak mówiłeś, kosmonauci czy astronauci, kosmonauci to są ci ze Wschodu, astronauci ci z Ameryki. I jedni, i drudzy niejednokrotnie mówili, że widzieli jakieś obiekty, które ciężko jest zidentyfikować jako obiekty pochodzenia ziemskiego, satelity, szczątki satelitów czy inne tego typu rzeczy. Bardzo często udaje się coś takiego nagrać. Nie ma atmosfery w kosmosie, więc jest tylko problem z układem odniesienia i z oszacowaniem wielkości tych obiektów. Niemniej jednak takie obiekty przez cały czas są widywane, przez cały czas w jakiś sposób są ujawniane i interpretacja tych obserwacji czasami jest naprawdę zaskakująca. Tutaj akurat astronauta mówił o cylindrycznym obiekcie z antenką. To jakoś tak dziwnie wygląda i pewnie tłumaczono to wówczas albo przemilczano w ogóle, albo tłumaczone było jako część rakiety, która wynosiła ten obiekt w kosmos. Były to jedne z pierwszych lotów, bo Gemini było w sumie chyba drugim takim projektem, który miał za zadanie wynoszenie ludzi w kosmos. W pierwszym latali pojedynczo, później właśnie w tych samych obiektach, w tych samych rakietach wylatywało dwóch astronautów. A zarówno podczas misji kosmicznych wahadłowców, jak i w trakcie budowy stacji kosmicznej bardzo często były tego typu obiekty filmowane. I właśnie ta interpretacja. Wcześniej można było zwalić to na to, że silniki manewrowe wahadłowców wyrzucają z siebie jakieś elementy, stąd właśnie parę wodną czy cokolwiek innego i można było to interpretować jako po prostu wycieki z tych silników. Natomiast czasami się nie da tego zinterpretować i wtedy oczywiście można powiedzieć, że jest to niezidentyfikowany obiekt latający, co też nie zmienia w ogóle żadnej sytuacji. To znaczy w dalszym ciągu jest po prostu nieznany. Nie jest skierowane to na to, że jest to obiekt pochodzenia pozaziemskiego, obcy i należący do kosmitów, tylko po prostu niezidentyfikowany bliżej obiekt, który lata, przemieszcza się. Można to podciągnąć pod jakiekolwiek dowolne śmieci kosmiczne. I tak jak mówiłem, nie ma perspektywy odległości, więc jest bardzo łatwo wytłumaczyć praktycznie wszystko śmieciami kosmicznymi. Dziękuję.
[11:10] - Dziękuję. Tutaj wspomniałeś o Mirosławie Hermaszewskim i tutaj też trzeba zaznaczyć, że bohaterem jednej z najsłynniejszych relacji kosmonautycznej, jeżeli tak można powiedzieć, był dowódca wyprawy, w której Hermaszewski brał udział, Władimir Kowalonok czy Kowalionow, jak niekiedy się mówi. I on tutaj podczas jednej ze swoich innych misji w 1985 roku miał zaobserwować z innym radzieckim kosmonautą nazwiskiem Sawinych dziwaczny obiekt w kształcie, jak niektórzy to opisują, hantli, który rzekomo eksplodował, rozdzielił się czy podzielił się na dwie części. To była bardzo ciekawa sprawa. Kowalonok często pojawiał się, z tego, co pamiętam, u boku Hermaszewskiego, on samTen nasz polski rodzynek w kosmosie raczej do tematu UFO podchodził, Marku, chyba dość sceptycznie. Bo to trochę dziwne jest, że mamy na tej orbicie jednak spory ruch. Tylu ludzi wysłano w kosmos, a oni jakoś dziwnie czasami otwierają się na ten temat. Mówi się nawet, że doświadczają takiego dziwnego zjawiska, kiedy zjawiają się w kosmosie, patrzą w tę pustkę, nagle coś im się w głowie otwiera. Tak wielu z nich mówiło. Ale z obserwacjami UFO nadal jest jakoś tak nie za bardzo. Tutaj jeszcze wrócę do tej sprawy Ivana Wagnera z 2020 roku. Ta historia była dość głośna, odbiła się w mediach. Pamiętam, że wyświetlano ten film oczywiście w internecie i on wtedy twierdził, że na nagraniu, bo to było na żywo, obserwował i pokazywał, że widać tam na tym nagraniu jakieś poruszające się obiekty, bodajże chyba pięć. Potem oczywiście agencja Roskosmos, analizy i do dzisiaj chyba nic nie wiemy, co to było. Dziwne. Marku, mam nadzieję, że się słyszymy.
[13:29] - Słyszymy się.
[13:31] - Co byś tutaj mógł jeszcze dodać do tej kwestii astronautycznej? Bo wyszliśmy od śmierci Magdy Wita. Przeszliśmy przez te wszystkie relacje, ale okazuje się, że astronauci chyba najlepszym źródłem informacji, jeżeli chodzi o przybyszów z kosmosu, dziwnym trafem nie są.
[13:51] - Może astronauci, kosmonauci nie, ale z całą pewnością na podstawie tego, co oni przeżyli albo nie przeżyli, to już nie ma większego znaczenia tak naprawdę. Większymi specjalistami od tych spraw związanych z UFO jest prasa, a właściwie dziennikarze, którzy na bazie nawet jakichś takich szczątkowych informacji przekazywanych przez ludzi będących w kosmosie, nawet ich wątpliwości, prasa, a właściwie rozszerzmy, środki masowego przekazu są w stanie ukulać z niczego coś. I w związku z tym to przecież właśnie dziennikarze z tych obserwacji z lat 80., z 81. roku, tego Kowalonoka czy jakkolwiek się odmienia to nazwisko, i Sawinycha. To właśnie prasa i środki masowego przekazu zrobiły sensację i tak naprawdę to one nakręcały tam. Tam była informacja wręcz, że przez jakiś czas ci kosmonauci utrzymywali kontakt wręcz z UFO. Ja myślę, że sami kosmonauci się zdziwili, jak to przeczytali, ponieważ prasa, środki masowego przekazu, masowej informacji czy też dezinformacji, one żyją tym, karmią się tym po prostu. I przykro mi jest to mówić, bo sam jakoś tam się jednak o media ocieram. Ich działania, przynajmniej działanie niektórych z nich, mówię o tych środkach masowej komunikacji, nie wzbudza zaufania albo przynajmniej we mnie wzbudza coraz mniejsze zaufanie. Bo dziennikarze żyją, jak się nic nie dzieje albo dzieje się mało, to trzeba zrobić tak, żeby się działo dużo, a właściwie jak najwięcej. I stąd taki mój daleko idący sceptycyzm odnośnie tych informacji rozmaitych oraz on się jeszcze wiąże z tym, że rzeczywiście jest tych przekazów stosunkowo mało, a jak są, jak się pojawiają, to też dosyć charakterystyczna rzecz, że część z tych przekazów pojawia się po wielu latach, kiedy już kariera astronauty, kosmonauty, bycie czynnym zawodowo mija, mijają splendory. I tu mam takie brzydkie podejrzenie, że wówczas człowiek tęskni za tym, żeby być w centrum zainteresowania. I wtedy część z astronautów, bo nie mówię, że wszyscy, część nagle doznaje olśnienia, że coś tam gdzieś kiedyś widzieli. Wiem, to, co mówię, jest podłe i tak naprawdę mało w tym wiary w ludzi. Niemniej jakieś mam takie odczucie odnośnie tych relacji ze strony kosmonautów. Są oczywiście ciekawe doniesienia, ale znowu na podobnym stopniu abstrakcji, pochodzące na przykład, wielokrotnie omawiane zresztą, pochodzące z Księżyca, z lądowań na Księżycu. Tam też się pojawiały elementy związane z obiektami, które były niezidentyfikowane, a czasami nawet takie, które lekko już się identyfikowały. Więc to wszystko jest w sferze, którą sobie tak umownie nazywamy strefą, sferą wysokiej dziwności. Niemniej jednak odnoszę wrażenie, że ten nacisk ze strony mediów jest tak ogromny, że jest w stanie wygenerować nawet coś, czego nie było. To tyle. Przepraszam za ten dozę takiego sceptycyzmu i wątpienia, ale tak mam.
[17:54] - Jest sporo racji, dlatego że jeżeli sobie przypomnimy historię tutaj chociażby Edgara Michaela, bardzo zasłużonej dla ufologii postaci, to on też zaangażował się w tworzenie tego instytutuNaukę etycznej już po odejściu ze służby czynnej, która miała miejsce z pewnym hukiem. Dlatego, że z tego, co pamiętam, Mitchell próbował coś zhandlować. Tylko nie pamiętam, co. Czy to był jakiś kamyk, czy to był fragment czegoś, co należało do NASA. Oczywiście on sobie to mógł trzymać jako pamiątkę, ale nie mógł tym handlować i tam było sporo nieprzyjemności. Mitchell tutaj potem bardzo aktywnie się angażował w odblokowanie, w ruch disclosure, w ujawnienie tajemnicy UFO, a nawet próbował docierać do różnego rodzaju osób. Pomimo tych swoich stopni wysokich, pomimo wielu znajomości, pewnego muru nie był w stanie głową przebić. Panowie, jeszcze jedna rzecz mnie interesuje, a w zasadzie dwie, bo ja osobiście z takiej perspektywy historycznej uznałbym te dawniejsze relacje astronautów, tych pierwszych astronautów, chociażby tego McDivitta za godniejsze uwagi od tych współczesnych. Dlatego, że teraz mamy na orbicie mnóstwo śmieci, które krążą tam w sposób niekontrolowany. I rzeczywiście, jak Arek tutaj podkreślił, w pewnych warunkach obserwacji mogą sprawiać różne wrażenie. Natomiast w czasach, kiedy tych śmieci tam jeszcze tyle nie było, zobaczenie dziwnych obiektów na coś wskazywało, prawda? Ale jest też druga kwestia, która się wiąże z tym, że nie ma takiej możliwości, aby astronauci, moim zdaniem, nie byli szkoleni w tym kierunku. Istniały jakieś procedury, może też niejawne do końca, które mówią, co oni powinni robić na wypadek zaobserwowania jakiegoś dziwnego obiektu. Jeżeli sobie przypomnimy na przykład słynną sprawę Gary'ego McKinnona, tego szkockiego hakera, który włamywał się do amerykańskich komputerów i sfotografował sobie nagle jakiś dziwny obiekt na orbicie. Znaczy sfotografował. Znalazł zdjęcie na jednym z serwerów jakiegoś dziwnego obiektu, który był na orbicie. Możliwe nawet, że to był obiekt ziemski, tylko jakiś ściśle tajny. To się okazuje, że astronauci w czasach, kiedy wiele krajów posiada już tak zwany space force, czyli siły kosmiczne, mogą przypadkiem zobaczyć coś, czego nie powinni zobaczyć. I z pewnością jest też tak, że są szkoleni do raportowania niektórych rzeczy, które mogą mieć wpływ przede wszystkim na ich bezpieczeństwo. Jak myślisz Arku, czy to jest tak, jak mówię?
[20:45] - Są dwie kwestie. Kiedyś dawno wydaje się, że tych śmieci było mało. Niemniej jednak Rosja lub Związek Radziecki prowadził swój program kosmiczny. Oni wystrzeliwali w kosmos na początku psy. I to wcale nie była jedna Łajka, tylko tych Łajek było tam kilka albo kilkanaście. I powrotu te zwierzątka raczej nie miały. Nie były w stanie wrócić i po prostu gdzieś tam to sobie lata do tej pory podejrzewam albo latało, dopóki już po iluś tam latach nie spadło. Łajki były po prostu pieskami, które tam przy tym ośrodku badań się kręciły. Dzikie pieski były oswajane, normalnie karmione i po prostu brane na potrzeby programu kosmicznego. I tu jest właśnie różnica, bo Amerykanie, jeżeli startowali z czymś tam w kosmos, to był właśnie huk medialny, zaproszona prasa wcześniej, kamery. Wszyscy wszystko widzieli niemalże. Byli zapraszani goście, którzy z jakiejś tam odległości widzieli te starty. Natomiast jeżeli chodzi o wschodnią stronę, wszystko było cisza, nikt nic nie wiedział. Dopiero po wylądowaniu ktoś raportował, meldował o pozytywnym wykonaniu działania. Stąd nawet Amerykanie, podejrzewam, spodziewali się tego, że w kosmosie mogą latać obiekty pochodzenia całkiem ziemskiego, o których nie wiedzą i nigdy nie będą poinformowani. Natomiast druga kwestia to jest to, co odniosę się do tego, co Marek mówił. Owszem, jest taka możliwość, że po prostu gdy światła rampy zgasną, trzeba je czymś zapalić, nawet świeczką czy jakąś inną pochodnią. Ale z drugiej strony, jeżeli oni by wcześniej mówili, utraciliby możliwość tego, co najbardziej w życiu każdy pilot kocha, czyli latania. Porzucenie tego, bo to się mniej więcej w tym czasie wiązało z tym, że pewnie by zaraz ktoś mówił, że coś tam jest nie tak z psychiką jego. Z lataniem na pewno by się pożegnali. W tej chwili jest troszeczkę inaczej, bo niektóre firmy, nawet te, które mają wysyłać w kosmos turystów jako taki wabik turystyczny, biorą właśnie tych starszych panów, wkładają w kapsuły i wynoszą na orbitę, żeby po prostu pokazać, że jest to bezpieczny sposób podróży urlopowych i jakiegoś tam czegoś przeżycia. I mogą się dostać jeszcze raz w kosmos. Natomiast jeżeli nawet wśród pilotów, podejrzewam, gdyby piloci normalni, rejsowi czy wojskowi zgłaszali taki kontakt, o którym Marku mówiłeś, jakiś kontakt pozazmysłowy, może jakieś tam oko w oko czy odmachnięcie z tej drugiej strony ręką, macką, czy czymkolwiek innym, to już by było brane pod uwagę, czy oni są faktycznie świadomi, co tak naprawdę wnosząNa pokłady tych statków, gdzie są wysyłani i czy ten szampan jest naprawdę szampanem, ten, który tam przemycają. Oczywiście żartuję. To nie jest jednoznaczne. Natomiast jeżeli chodzi o Księżyc i o zdobywanie tego Księżyca, podobno nawet astronauci Apollo 11 musieli przejść na inny system łączności z Houston, żeby móc powiedzieć to, co chcieli tak naprawdę. I to jest opisane w książce „Mysł Kosmosu” Arnolda Mostowicza. Na ile to jest wymysł autora książki, a na ile faktycznie to miało miejsce, ciężko jest w tej chwili powiedzieć. Z reguły jest też tak, Marku, jak mówiłeś, że wszyscy ci, którzy się w jakiś sposób angażują w ujawnianie, w proces ujawniania, są z reguły już na emeryturach i starsi panowie nie mają co robić. Ale z drugiej strony, gdyby wcześniej to próbowali zrobić, straciliby możliwość kontynuowania swoich karier. Także nie jest to wszystko tak jednoznaczne, jak się wydaje. Dziękuję.
[25:56] - Dziękuję. Z tym UFO w kosmosie to też może być tak, że te sprawy nie są nagłaśniane z tego powodu, że wiemy, czym kończą się na przykład spotkania tych UAP-ów czy UFO z samolotami. Nierzadko wysiadały różnego rodzaju systemy, nierzadko piloci tracili kontrolę. Bliskie spotkania naziemne już przecież wiążą się z oddziaływaniem na psychikę świadków. Także może to wszystko, co tam dzieje się w tym kosmosie, nie zawsze jest do końca relacjonowane. Bo to jest naprawdę stąpanie po bardzo cienkim lodzie. Wyobraźmy sobie, że oni tam tracą kontrolę nad tym wszystkim i stamtąd już powrotu nie ma. Może od tej strony trzeba patrzeć na te astronautyczne relacje i traktować UFO jako czynnik ryzyka związany z podróżami kosmicznymi. I tutaj UFO zarówno w formie tej, o której mówimy w naszych debatach, czyli tych wszelkich intruzji o możliwie inteligentnym pochodzeniu, jak też po prostu zwykłych śmieci, kosmicznych obiektów, które nie wiadomo od czego się urwały. Marku, dodałbyś tutaj coś jeszcze? Czy myślisz, że na tle tych wszystkich śmieci i Starlinków, które się obwinia o tyle obserwacji UFO, rzekomo też o tą obserwację Wagnera, o której mówiliśmy, czy na tym tle mogą ukrywać się te prawdziwe obiekty, prawdziwe UFO?
[27:29] - Zapewne mogą, tylko jeszcze nie wymieniliśmy. Powiem tak od innej strony. Może najpierw powiedzmy o tym, że w sumie chyba dobrze się dzieje, tak mi się wydaje, że NASA oraz inne agencje rządowe, w przypadku Rosji to w ogóle, utraciły monopol. Że gdzieś tam się pojawia prywatna inicjatywa, która również ludzi w kosmos wynosi, bo to pozwala złamać, a w każdym razie mocno naruszyć pewną zmowę milczenia. Bo rzeczywiście, tak jak Arek tutaj mówił: jak nie będziesz mówił tego, co my chcemy albo będziesz za dużo chlapał ozorem, to na przykład utracisz to, tamto, nie będziesz mógł latać i tak dalej. Była forma nacisku, istniała możliwość nacisku na ludzi, którzy coś widzieli albo wydawało im się, że coś widzieli, żeby nie kłapali dziobami. „Nie chcemy, żebyś mówił i koniec. A jak nie będziesz słuchał, to mamy na ciebie jakieś formy nacisku”. Pojawienie się konkurencji, pojawienie się firm, organizacji, które również są w stanie wynieść człowieka w kosmos, powoduje, że ta zmowa urzędnicza, bo tak ją może nawet nazwijmy, NASA to w gruncie rzeczy jakaś tam jednak agencja rządowa, która jak każda agencja rządowa roi się od urzędników. Od specjalistów, naukowców to oczywiście też, ale urzędników tam jest na kopy. Ja nie mam specjalnego szacunku dla urzędników. To może z tego wynika, że ja się tak wypowiadam i przepuszczam przez zęby. Ale to jest pewien sposób myślenia o świecie, o tajemnicy, w ogóle o innych ludziach. Specyficzny. Sami sobie państwo dopowiedzcie, na czym ten specyficzny sposób myślenia polega. Ale też warto powiedzieć, że my mówimy o tych różnych tajnych projektach, a być może nawet nie tajnych, ale o Starlinkach, o tym, co się w tym kosmosie zaczyna rozsypywać. Pamiętajmy też, że na przykład Agencja Zaawansowanych Projektów Technicznych DARPA regularnie wysyła w kosmos coś, co wygląda jak taki mniejszy troszeczkę wahadłowiec. Ten cały X37B, który tam spędza, bije jakieś rekordy na tej orbicie. Cholera wie, po co lata tak naprawdę. Jedni to tłumaczą tym, drudzy tamtym. Dużo jest teorii na ten temat, ale jeden fakt jest oczywisty: to lata gdzieś tam. Ale po co lata? Różne są na ten temat zdania, ale to jest dla mnie punkt wyjścia do takiej kombinacjiŻe poza tym, co mamy widzieć, że lata ten X37B może latać jeszcze bardzo dużo innych obiektów, o których się nas nie informuje, bo po co? Po co ciemny lud ma to kupić albo nie kupić, albo ma kombinować? My tak naprawdę, wybaczcie państwo, ale nam się tylko wydaje, że mamy nad czymkolwiek kontrolę. Przynajmniej niektórym. Ja już dawno utraciłem wiarę w coś takiego. W związku z tym to, co jest wysyłane w kosmos, to mogą być bardzo różne rzeczy. Oczywiście najdziksze teorie w internecie można znaleźć, że my już właściwie Marsa podbiliśmy i gdzieś tam ruszyliśmy daleko w kosmos i od wielu lat NASA eksploatuje bliski nam kosmos i właściwie patrzy, gdzie by dalej polecieć. Mam co do tego wątpliwości, ale dowodów też nie mam, że tak nie jest. Jak jest? Tego my tak naprawdę nie wiemy. Skazani jesteśmy na wiarę, na doniesienia prasowe, medialne. A tak jak powiedziałem w poprzednim wejściu, to, co przekazują media, czasami może tak złośliwie mówiąc to czasami bywa rzetelne. Z rzadka, ale bywa. Natomiast parcie jest na zupełnie inny sposób podawania tych wiadomości. I to chyba tyle. Dzięki.
[32:06] - Dzięki. Może nie bez przyczyny NASA ogłosiła całkiem niedawno, że będzie zajmować się zjawiskiem UAP, czyli tymi niezidentyfikowanymi zjawiskami powietrznymi. Z tego powodu, że ten sektor prywatny, który wkracza w przemysł kosmiczny, może po prostu podnieść ten temat kiedyś, bo będzie bardziej uczulony na kwestie bezpieczeństwa i zobaczymy, co wyniknie z tego przedsięwzięcia NASA, jeżeli coś w ogóle wyniknie. Natomiast mnie, jak już powiedziałem, chyba w tej pierwszej debacie strasznie dziwi to, że po ponad 70 latach, kiedy zaczęto mówić o UFO jako potencjalnie niebezpiecznym zjawisku, oni dopiero się zorientowali. Można by ten temat jakoś podnieść. Może byśmy tam coś sprawdzili. Dziwi mnie to strasznie z tego powodu, że coś jest na rzeczy. Albo po prostu prędzej czy później sytuacja wymknie się spod kontroli i nie będzie się już dało pewnych rzeczy ukryć. Albo jesteśmy na kolejnym etapie zatuszowywania prawdy. Proszę Marku.
[33:14] - To, co przed chwilą powiedziałeś, Piotrze. Nawet jeśli będziemy rozpatrywać na gruncie takiej logiki formalnej, to raczej przemawia za nieczystymi intencjami, bo skoro jakieś zjawisko występuje kilkadziesiąt lat i przez cały czas się mówi, że to bzdury i w dalszym ciągu bzdury i nagle ktoś doznaje olśnienia po tych kilkudziesięciu latach, że może jednak coś jest na rzeczy, to raczej przemawia za złą wolą, która występowała wcześniej. Czyli nie macie wiedzieć, że coś takiego jest. A jeśli już nawet się dowiedzieliście, to zrobimy z was idiotów, żeby was przypadkowo nikt nie słuchał, a słuchanie was będzie równoznaczne z wierzeniem w jakieś tam wróżki i jakieś inne rzeczy, czyli po prostu bzdury. Zauważcie państwo, że jeżeli ktoś dzisiaj, w dalszym ciągu w sporej części są środowiska, które oczywiście nie podlegają temu, ale w większości społeczeństwa opowiadanie o małych zielonych ludzikach to oczywiście jest tylko skrót myślowy, ale opowiadanie o małych zielonych ludzikach, o UFO. Jak ktoś mówi: „Aha, to wierzysz w UFO?” Czyli czego to jest synonim? To jest synonim człowieka, którego nie można traktować poważnie. Przez te kilkadziesiąt lat udało się agencjom rządowym, mówię tak bardzo ogólnie, wprowadzić w społeczeństwa przekonanie, że sama próba rozmowy o tym w jakiś sposób dyskredytuje rozmówcę. Jeżeli w poważnym środowisku naukowym zaczniecie państwo mówić o UFO, to sami się skreślacie. To znaczy w ogóle to jakiś wariat jest po prostu. My, poważni naukowcy nie rozmawiamy o czymś takim. Wiem, że generalizuję. Ja to robię specjalnie i prowokacyjnie. Niemniej jednak zwracam uwagę na zjawisko. Jest coś takiego, co świadczy o złej właśnie woli. Znowu, powiedzmy ogólnie agencji rządowej, rządów czy tych możnych tego świata, jakkolwiek to nazwiemy. I to nagłe przebudzenie ostatnimi czasy to raczej jest dalszy element dalszej gry. Nie wiem, do czego prowadzącej. Być może właśnie Piotrze poruszyłeś bardzo ważny element, że po prostu weszli nowi gracze. I nie można tej sprawy zostawić. Zresztą metoda znana z takich środowisk wywiadowczych. Jeśli w jakiejś grze możesz przegrać, to przyłącz się do tych, którzy grają i w ten sposób będziesz miał okazję, żeby te środowiska penetrować, żeby je infiltrować, żeby wprowadzać chaos i błędne wyobrażenia. Ja to tak zaczynam troszeczkę postrzegać i raczej po stronie, znowu powiedzmy umownie rządowej dobrej woli nie widzęWręcz przeciwnie. A te wszystkie ujawnienia, te wszystkie obrazy, które są nam pokazywane, to raczej jest robione po to, żeby obraz zaciemnić niż rozjaśnić. Oczywiście bardzo bym chciał i bardzo szanuję tych, którzy chcieliby, żeby wreszcie rządy zaczęły mówić ludzkim językiem, ale obawiam się, że tak nie będzie. Sorry. Dziękuję bardzo.
[37:02] - Muszę powiedzieć, że taką opinię coraz częściej wśród ufologów amerykańskich i kilka tygodni temu widziałem, że John Greenewald, to jest osoba pewnie części z was znana głównie z tego portalu swojego, gdzie gromadzi różnego rodzaju dokumenty rządowe, nie tylko dotyczące UFO, ale też mniej więcej. I on powiedział dokładnie to samo, że jesteśmy na etapie większego zaciemniania prawdy. Że to wszystko idzie w pewnym kierunku, który ma wprowadzić jeszcze większy chaos. Ale jeżeli tutaj mówiliśmy już o satelitach, o tych starszych panach i tych, którzy pod koniec życia może zdecydowali się o czymś powiedzieć, to pod koniec 2020 roku Haim Eshed, zwany ojcem izraelskiego programu kosmicznego, można powiedzieć wybitna postać na wielu polach, zarówno wywiadu izraelskiego, jak i tamtejszej aeronautyki, wysprzęglił się z czymś bardzo dziwnym. Otóż Eshed zarówno w swojej książce, która wyszła, jak też potem w mediach izraelskich. Już nie pamiętam, jak się nazywał, zaraz wam powiem, jak się nazywał ten publikator, w którym on to wszystko opowiedział. Był to dziennik „Yedioth Ahronoth”. On opowiedział rzecz zaskakującą. Otóż według Haima Esheda istnieje coś takiego jak Federacja Galaktyczna, która poprosiła rządy, z którymi jest w kontakcie, aby nie ujawniała ich obecności. Obcy mieli powiedzieć, cytuję Esheda: „Poczekajcie, aż ludzie się najpierw uspokoją”, gdyż nie chcieli wywoływać masowej histerii. Ale to nie wszystko. Według wspomnianego pana istnieje tajne porozumienie między amerykańskim rządem a kosmitami, którym pozwolono prowadzić tutaj eksperymenty. Mówił też o podziemnej bazie na Marsie, w której przebywają emisariusze Amerykanów i tak dalej. „Gdybym o tym opowiedział jakieś pięć lat temu, wylądowałbym w szpitalu” — przyznał Eshed. I tutaj pojawiały się też te słowa, o których ty, Arku, mówiłeś, że jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu nie miałby odwagi o takich rzeczach mówić. Ale czasami się tak zastanawiam, czy to wiek dodaje odwagi, czy to wiek rozluźnia pewne wewnętrzne hamulce. Arku, jak to jest, że człowiek, który jest generałem izraelskiego wywiadu, nagle mówi o tym, że Donald Trump miał ujawnić prawdę o UFO i nie ujawnił i że istnieje jakiś tajny pakt między amerykańskim rządem a kosmitami. Czy nie masz czasami takiego wrażenia, że to, co mówią osoby, od których wymagamy takiego eksperckiego podejścia do rzeczy, nie jest powtarzaniem jakichś zasłyszanych wcześniej opinii nie do końca sprawdzonych?
[40:30] - W internecie jest wiele bzdur, tak mi się wydaje z mojego punktu widzenia, na temat Galaktycznej Federacji, Imperium Galaktycznego czy czegokolwiek jeszcze innego. Słuchając tego typu wywodów, czasami chce się zacytować Kaczora Daffy'ego po prostu. On kiedyś powiedział: „Spokojnie flaki, nie przewracajcie się”. To jest takie moje wrażenie, jak słucham co poniektórych audycji na temat właśnie federacji galaktycznych i tego typu rzeczy. Dlatego, że nam by było bardzo ciężko zrozumieć inną cywilizację. Inna cywilizacja stojąca wyżej mogłaby próbować nas zrozumieć, ale niekoniecznie by chciała. Więc zfederalizowanie czy jakiekolwiek związki państwowe kilku narodów, w imię czego miały powstać? Nie rozumiem tego. Nawet gdyby powstały na zasadach gildii kupieckich czy czegokolwiek, czegoś w tym stylu, to się troszeczkę kupy nie trzyma, dlatego że wszechświat jest ogromny i jego zasoby materialne jakiekolwiek są niewyczerpalne z punktu widzenia jednostki, cywilizacji czy czegokolwiek innego. Natomiast wracając do poprzedniego tematu, to ja uważam, że wcale nie konkurencja ze strony firm prywatnych jest problemem nagłaśniania tego typu rzeczy, jak właśnie UFO, a bardziej przyłączenie się do tego wyścigu Chin. Chiny sobie zaplanowały dokładnie, co mają robić.W jakim czasie co ma być wykonane i dokładnie punkcik po punkciku realizują te wszystkie swoje założenia. O ile maskę można było przyhamować, rozwój jego firmy poprzez organizacje zielonych, które bojkotowały czy uniemożliwiały starty, czy wnosiły apelacje do sądu, żeby zakazać startu jego rakietom, o tyle w Chinach tego nie ma. Do tej pory głównie Stany Zjednoczone mające monopol nie były kontrolowane przez nikogo. W momencie, kiedy Chiny weszły w kosmos, okazało się, że mogą mieć łazika na Księżycu, który przez cały czas coś tam odnajduje. Mogą i jest poza kontrolą Stanów Zjednoczonych. Chiny z nikim nie współpracują, współpracują tylko sami ze sobą, więc to, co ujawnią, co pokażą, zależy tylko i wyłącznie od czynników chińskich i to jest wielką niewiadomą. Głupio by wyszło, żeby na przykład na Księżycu NASA tyle fotografując, robiąc zdjęcia, przywożąc jakieś tam różne kamyki, piaski i cokolwiek innego z tego Księżyca, nie widziały tego, co chiński łazik sfotografowałby, gdyby udało mu się sfotografować jakieś zabudowania, ruiny zabudowań, które by były na Księżycu. Cóż, wówczas by opinia światowa, opinia podatników amerykańskich, którzy na to NASA wydają pieniądze, co oni by powiedzieli na ten temat? To jest głównym problemem ujawniania konieczności ujawniania niektórych sekretów NASA. Stąd wydaje mi się zmiana NASA na: „No dobra, pobadamy, ale tak na wszelki wypadek zataimy część i jeżeli Chińczycy coś powiedzą, to my dopowiemy, że już to widzieliśmy, badaliśmy i czekamy na odpowiedź”. Natomiast sam kontakt z obcą cywilizacją, tu podzielam zdanie Hawkinga, byłby dla nas tragedią. Nawet jeżeli oni by byli bardzo pozytywnie do nas nastawieni, to i tak kultura ziemska czy zapatrzenie, nawet jak się zachowuje kultura polska w tym momencie, jesteśmy zamerykanizowani dosłownie we wszystkim. W radiu musimy jakieś ograniczenia robić co do puszczania amerykańskiej, obcej muzyki. Musimy ileś tam procent nakłaniać stacje radiowe do tego, żeby puszczały polską muzykę. Podobnie by było nie z muzyką, tylko w ogóle z kulturą, ze wszystkim przy spotkaniu z obcymi. Zapatrzeni w ich sposób bycia i życia byśmy utracili nasz własny. Być może właśnie dlatego, żeby tego nie utracić, musimy dorosnąć i wtedy dopiero nastąpi jakikolwiek kontakt, że poznamy ich. Ale najpierw musimy dorosnąć, dojrzeć jako ziemianie. Dziękuję.
[45:59] - Tak, ale łącząc tą pierwszą kwestię, czyli spotkania astronautów z tym, o czym mówimy teraz, to może być tak, że skoro tak często astronauci tych kosmitów nie widzą, skoro te barki pozaziemskie nie dobijają do Ziemi co pięć minut, to może trzeba szukać odpowiedzi gdzie indziej. Może ta obca cywilizacja wcale nie przylatuje, tylko ona tu jest. Może ona tu mieszka z nami i stąd te dyplomatyczne wszelkie stosunki zawiązane przez mocarstwa i te tajne pakty. Dlatego, że wojsko, łodzie podwodne, statki, samoloty prędzej natkną się na wytwór takiej cywilizacji aniżeli zwykły człowiek. Może tutaj należy tego wszystkiego szukać. Ale ja tutaj przytoczę jeszcze opinię Haimesa Sheda, przypominam, zwanego ojcem izraelskiego projektu programu satelitarnego. On powiedział tak: „Ja nie mam nic do stracenia, bo wszystkie możliwe stopnie i nagrody otrzymałem”. Mówi to odnośnie tych swoich rewelacji na temat obecności na Ziemi kosmitów i paktów, jakie mieli podpisać z nimi Amerykanie. Marku, teraz pytanie do ciebie, jak to interpretujesz? Czy to po prostu może rzeczywiście Eshed mówi, jak jest? Mogę mówić, bo wreszcie mogę.
[47:35] - Ja nie chcę nikogo obrażać i nie będę tego robił. Natomiast zwrócę państwa uwagę na pewien fakt historyczny. Czy państwo pamiętacie, kojarzycie taką postać jak Mordechaj Vanunu? To był pan, który dawno temu, kilkadziesiąt lat temu ujawnił ściśle strzeżoną tajemnicę Izraela na temat broni jądrowej. Mosad zwinął go w ciągu kilku dni, posadził i jak już go posadził, to on siedział. W momencie, kiedy miał być wypuszczony, dowiedział się, że dalej będzie siedział, bo zdradził tajemnicę, której zdradzić nie miał. Teraz tak przez analogię, czy taInformacja dotycząca wspólnoty galaktycznej czy jakkolwiek ją nazwiemy, czy w ogóle ingerencji obcych nie jest na tym samym poziomie tajności co broń jądrowa Izraela, o której wszyscy wiedzą, że ona jest, ale po prostu znalazł się gość, który powiedział wprost, że brał w tym udział, uczestniczył i w związku z tym ja wiem, powiem wam. I siedział, właściwie nie wysiedział tego wszystkiego, co miał. Czy służby specjalne Izraela nie zachowałyby się podobnie? I twierdzenie przez tego generała, że on już wszystko, co miał zdobyć zdobył i w związku z tym teraz może spokojnie mówić. Być może. Ja nie potrafię tej kwestii rozstrzygnąć. Być może gra jest podwójna. Izrael bardzo chętnie by go aresztował, posadził w jakiejś tuermie i został tam. Ale ktoś doszedł sprytnie do wniosku, że jak go zignorujemy, potraktujemy jak dziadka, który ma demencję, to wszyscy uwierzą, że dziadek ma demencję i opowiada bzdury. Chociaż tu muszę powiedzieć, że ja się akurat pod względem, ale to już mówimy o wierze i przekonaniach, a nie o jakiejś twardej wiedzy. Przychylam się do tego, o czym mówił Arek, że ta galaktyczna wspólnota czy jakkolwiek to nazwiemy, to jakoś mi się to jednak wydaje takie dziwne. A rzeczywiście wspomniał Arek o Chinach. To też jest jak najbardziej czynnik, który należy brać pod uwagę, bo czynnik niezależny. Rzeczywiście Maska czy też innych próbujących iść w jego ślady rząd Stanów Zjednoczonych, jakby już nie mógł nic innego zrobić, to by przynajmniej ich przekupił. Najpierw by ich sabotował, później by ich przekupił. A z Chinami niestety tego się zrobić nie da. W związku z tym to jest też bardzo ważna przesłanka do tego, żeby trzeba to uwzględniać, rozmyślając o tym wszystkim, co się dzieje. Natomiast historia z Izraela jest dla mnie nie do końca przekonująca. Ja się powołałem na tego Vanunu i mam głębokie przekonanie, że jak Izrael chce, bo rozmawiamy akurat o tym przypadku, jak Izrael chce ochronić jakąś informację, tak naprawdę chce ją chronić, to ją po prostu chroni. A jak chce coś światu powiedzieć, to mówi. W związku z tym ja nie wiem, który to przypadek jest ten, o którym w tej chwili rozmawiamy. Dzięki.
[51:28] - Chyba komuś tą audycją dzisiejszą nadepnęliśmy na odcisk, bo właśnie wywaliło nam chwilowo Piotra Cielebiasia. Właśnie teraz jesteście państwo świadkami, że tak powiem, jednego z powodów, dla których nie zostawiamy surowych zapisów audycji na YouTube. To tak odnośnie tego, co niektórzy z państwa się pytają w komentarzach: „Czemu skasowaliście audycję?” Nie, my niczego nie skasowaliśmy. My audycję udostępniamy w wersji obrobionej z powycinanymi różnymi lapsusami technicznymi i tak dalej. I właśnie teraz Piotr do nas dołączył. Ja jeszcze tylko przypomnę, że cały czas jest też dostępny serwis, który zbiera relacje o obserwacjach UFO z terenu Polski oraz od obywateli polskich z zagranicy. Swoje relacje o obserwacjach UFO można nadsyłać na www.ufo-relacje.pl. Tam jest myślnik w środku, ale jak państwo wpiszecie adres bez myślnika, to też was przekieruje na właściwą wersję. www.ufo-relacje.pl. Piotrze, czy się już słyszymy?
[52:37] - Tak, słyszymy się. Coś tutaj złośliwego się stało i zostałem wywalony z netu, mówiąc kolokwialnie. Ale wracam. Ja bym jeszcze ze swojej strony przypomniał wszystkim o listopadowym numerze „Nieznanego Świata” i tam oprócz tych wszystkich ciekawych rzeczy, tradycyjnie związanych z życiem po życiu, w listopadowych wydaniach naszego miesięcznika możecie znaleźć bardzo ciekawy artykuł Damiana Treli, który był już tu wzmiankowany. Chodzi o artykuł „UFO, synchroniczność i sowy” odnośnie hipotezy Marka Pilanda. Polecam wam ten artykuł serdecznie, dlatego, że rzadko kiedy się zdarza coś w ufologii, co jest świeże i wnosi jakiś ciekawy powiew i odrobinkę dodatkowej zagadkowości do całego tego zjawiska. Ale wróćmy do tych naszych dwuznacznych czasami oświadczeń. Pojawił się tutaj już temat, panowie, Chin i tego, co oznacza ich obecność w kosmosie i także tego, jak my musimy trochę zrewidować nasze podejście do tych tarć i przepychanek na linii pomiędzy mocarstwami, które się prędzej czy później przeniosą przecież też w kosmos. Jeżeli już się nie przeniosły. W każdym razie tutaj Arku wspominałeś jeszcze o tym chińskim łaziku, który przecież kilka miesięcy temu nas zaskoczył pewnym dziwnym odkryciem. On tam zobaczył jakiś monolit, jakąś chatkę, jak to nazwano i nawet szybko do tego w miarę podjechał, żeby sprawdzić. Okazało się, że to niestety nic tajemniczego. Ale Chińczycy interesują się zjawiskiem UFO, chociaż ta bariera językowa i kulturowa, a także informacyjna sprawia, że my niewiele o tym wiemy. Jakiś czas temu, a to było kupę lat temu, tak naprawdę pojawiła się taka książka, nie pamiętam kogoHardy'ego Hausdorff chyba odnośnie UFO za wielkim murem. Tam się pojawiło wiele bardzo ciekawych relacji. Tak jak mówię, gdyby ktoś wykazał tutaj odrobinę czasu i poświęcił się, to na pewno by dotarł do jakichś ciekawych materiałów w Internecie na temat chińskich spotkań z UFO. Natomiast kiedyś już padło takie zdanie, chyba nawet ja je wypowiedziałem w pierwszej audycji, że im bardziej kraj zamknięty, tym mniej tych relacji UFO dopływa. I w Chinach tak chyba trochę jest, że było to traktowane nie tyle z przymrużeniem oka, co z takim wręcz odgórnym partyjnym zakazem, że o pewnych sprawach nie wolno było mówić. Niemniej jednak to bodajże w tym roku było, że rzecznik chińskich sił zbrojnych Chen Li powiedział, że zjawisko UAP czy UFO Chiny interesuje tak samo jak każdy inny kraj. I teraz pytanie, czy Chińczycy, jeżeli dowiedzą się pierwsi, czym to UAP jest, czy się podzielą tym ze światem? Tak może być. Myślę, że właśnie tego boją się Amerykanie, że Amerykanie albo obawiają się, że Chińczycy przejrzą ich plan i pierwsi ujawnią, czym są zjawiska UAP i być może zrobią Amerykanom wielkiego psikusa. Jak jest, to zobaczymy. W każdym bądź razie panowie UFO za chińskim murem. Temat kontrowersyjny, budzący ciekawość, ale też pewne niepokoje, dlatego, że my do końca nie wiemy, jakie podejście do tego zjawiska mogą mieć Chińczycy, Arku, prawda? Że to, że Amerykanie się uganiają za tymi UAPami nie oznacza, że Chińczycy nie zechcą na przykład do nich strzelać.
[56:59] - Tajna broń ma to do siebie, że jest zagadkowa dla wszystkich przeciwników i dopóki jej się nie ujawni, budzi jakiś tam strach i tak dalej. Nie wiadomo, co to jest i jak jest. Jeżeli Stany Zjednoczone faktycznie dokonały, znalazły jakieś spotki, które przyleciały, tutaj są budowy innych cywilizacji niż nasza, to jest to coś, co Stany Zjednoczone będą najbardziej trzymały w tajemnicy. To jest największa tajemnica. To jest większa tajemnica niż cały projekt Manhattan i tam jeszcze kilka projektów razem wziętych. Dlatego, że to stanowi nie tylko o potędze militarnej i gwarantuje hegemonię nad światem na długie pokolenia, ale też gwarantuje rozwój technologiczny, techniczny również na wiele pokoleń. To jest zagwarantowanie następnym pokoleniom wizji jakiegoś życia na jakimś poziomie. Natomiast tutaj, jeżeli chodzi o Chiny i prawdopodobnie w tej chwili też i Rosję, one gdyby mieli jakikolwiek dowód na to, że Amerykanie coś tam mają, to za wszelką cenę by chcieli ujawnienia tego. Z jednej strony przez jakieś organizacje międzynarodowe nasze tutaj, typu ONZ, jak i po prostu próbowałyby wykraść technologię, czy cokolwiek z tego, żeby chociaż trochę przybliżyć się do fenomenalnych możliwości, jakie obiekty, te właśnie UAP, dawniej UFO mają. Natomiast wracając do Izraela jeszcze, to o Muamua pierwszy naukowiec, który wypowiedział się autorytatywnie o tym, że może to być sonda kosmiczna, dlatego, że się zachowuje w taki, a nie inny sposób, taki jak to przewidział co prawda pisarz Arthur C. Clarke. Przewidział, że coś takiego może być. Ale właśnie z Izraela przyszło to takie naukowe, że tak powiem, potwierdzenie ze strony astrofizyków, że właśnie coś takiego może miałoby sens, żeby było. Druga sprawa to Izrael wysłał swój jakiś tam obiekt w kierunku Księżyca. Co prawda może nie udało się do końca lądowanie i po prostu ten obiekt gruchnął o Księżyc. Niemniej jednak coś tam próbowali zrobić i wcale to nie oznacza, że to są jakieś tam ogromne koszty na to, żeby wylądować na Księżycu. Nie są potrzebne jakieś olbrzymie mocarstwa. Tutaj starszy pan powiedział: gdyby go aresztowali, to każdy by sobie pomyślał, że może coś w tym jest. Jeżeli go zostawili normalnie, to jest najlepsze zaprzeczenie, jakie sobie można wyobrazić. Po prostu pozostawienie sprawy otwartej, na którą nikt specjalnie nie będzie zwracał uwagi. Także to jest też inna sprawa. Jeżeli chodzi o Chiny, jest to kraj, który
[01:00:46] - Bardzo walczy o swoją świeckość, o bardziej realne podejście do rzeczywistości. Tam są burzone kościoły, meczety. Tam się nie pozwala na to, żeby jakąś społecznością zarządzał przywódca duchowy. To wszystko musi być po linii partii, która w tym momencie staje się właśnie jakimś przewodnictwem, też i duchowym. To jest specyficzny kraj. Gdyby oni byli hegemonami świata, by zaprowadzili ludzkość, to by była raczej bardzo smutna wizja rodem z takich klasycznych filmów jak „Rok 1984”, pełna inwigilacja, łącznie z ministerstwem miłości do Wielkiego Brata. Dziękuję.
[01:01:53] - Dziękuję. Chiny są państwem specyficznym, nie oszukujmy się. Tam trwa budowa społeczeństwa kierowanego. Mamy przecież system kontroli obywateli, który przyznaje punkty za wykroczenia i za dobre sprawowanie. Ale z drugiej strony mamy bardzo totalitarne zapędy obecnego przywódcy, który prawdopodobnie poprzez wprowadzenie polityki zero COVID chce społeczeństwo tak spacyfikować, żeby nie powstały żadne reakcje prodemokratyczne, tak to nazwijmy, dlatego, że ustrój chiński jest trudny do jednoznacznego sklasyfikowania. Natomiast Xi Jinping, nie wiem, czy to dobrze wymawiam, pokazuje rogi i okazuje się, że wchodzi na tą samą drogę albo chce iść tą samą drogą, którą szedł Mao Zedong. Także jeżeli chodzi o kwestie kultu jednostki. Wydaje mi się, że samo to, że Chiny powiedziały, że zamierzają badać te obiekty, że ich to niepokoi, to już jest czymś interesującym wobec kraju, który trochę się otwarł, a teraz znów się zamyka. Chiny mówią, że interesuje ich zjawisko UAP. Japonia mówi to samo. Będzie zbierać te relacje, tak zapowiedziało tamtejsze ministerstwo obrony. To samo robi agencja NASA. To samo robi amerykański Instytut do spraw Aeronautyki od niedawna. To samo robi AARO, czyli jednostka, która ma zbierać różnego rodzaju relacje. I nagle się wszyscy, Marku, interesują zjawiskami UAP, jakby wcześniej ich nie było. Nie wydaje ci się to wszystko, chociaż pewnie powtórzymy niektóre wątki, nieco dziwne? To znaczy wygląda to tak, jakby stało się coś albo jakby rzeczywiście siła stojąca za UAP aktywowała się tak, że nagle wszystkie mocarstwa światowe się tym interesują de facto w jednakowym stopniu. Bo prawda może być taka, że nie mają pojęcia, czym to jest.
[01:04:11] - Myślę, że na początek taka zabawna konkluzja, gdyby Chińczycy odkryli, że obcy są w jakiejś fazie budowania komunizmu, to natychmiast byśmy się o tym wszyscy dowiedzieli. Czyli jest pewna nadzieja, że gdzieś tam, jeśli obcy w ogóle istnieją, to jednak komunizmu nie budują i jest to oparte na być może dziwnych zasadach, ale jakiegoś komunizmu międzyplanetarnego, kosmicznego nie ma. Więc Chińczycy tym specjalnie nie chwalą. To tyle, jeśli chodzi o taki mało udany żart. Natomiast jeśli chodzi o to, co się w tej chwili dzieje, to takie poruszenie, to myślę, że w punkt strzelił Arek. W tej chwili mamy sytuację, odnoszę takie wrażenie, bo oczywiście pewności co do tego nie mam, że kraje poszczególne, przynajmniej ci liderzy, ustawiają się troszeczkę jak w wyścigu Formuły 1. Trzeba się tak ustawić i tak prowadzić ten wyścig, żeby w każdej chwili móc zaatakować i wyjść na pierwszą pozycję. Ale póki co jesteśmy gdzieś tam na drugiej, trzeciej, żeby nas tak tam nie przyuważono za bardzo. I troszeczkę coś takiego zauważam, że w tej chwili kraje, ponieważ wiedzą tyle, ile wiedzą, nie wiemy ile, ale coś tam może wiedzą, ustawiają się troszeczkę, jak w wyścigu Formuły 1. Nikt na razie nie chce być pierwszy, bo wiadomo, że pierwszy, kto jest w wyścigu, walczy o to, żeby tę pozycję utrzymać. Zawsze jest mu trudniej. Ci, co atakują, to oni są zdobywcami. To znaczy, oni prą do czegoś, a ten na pierwszym miejscu musi utrzymać swoją pozycję. To wbrew pozorom nawet psychologicznie jest trudniejsze. Atakujący zawsze zdobywa, jest zdobywcą, jest kimś, kto prze do przodu. Utrzymujący swoją pozycję psychologicznie zawsze jest troszeczkę w tyle. I ja odnoszę wrażenie, że ten bałagan, tak to zatytułujmy, który w tej chwili następuje, czyli z jednej strony coś wam powiemy, a z drugiej strony nie powiemy wam wszystkiego, ale tu coś było, ale nie było. Jedni mówią, drudzy mówią, trzeci mówią, ale nie mówią za dużo, bo jak za dużo by powiedzieli, to i tak dalej. Znacie to państwo wszystko bardzo dobrze. Jeśli czytacie różnego rodzaju doniesienia, to mniej więcej tym językiem posługują się media, tym językiem posługują się rządy. Dla mnieByć może się totalnie mylę, ale dla mnie to jest obraz czegoś takiego, że rządy coś wiedzą. To jest jakaś drobinka. Być może któryś wie coś więcej, być może któryś wie coś mniej, ale nie wiedzą tyle, a co więcej nie wiedzą, ile wiedzą ich rywale tu na Ziemi. W związku z tym to przypomina taką grę, jaką w gruncie rzeczy jest polityka. Czyli dowiedzmy się, co oni wiedzą, ale sami nie będziemy ujawniać, co wiemy my. Trochę mi to taki ziemski wyścig przypomina i ma niewiele wspólnego z tym, o czym dzisiaj rozmawiamy, czyli z UFO czy z UAP, czy w ogóle z tym, o czym chcielibyśmy tak naprawdę rozmawiać, bo znowu sprowadza się do czysto ziemskiej polityki i takiej rywalizacji. A to Chiny, a to Stany Zjednoczone, a być może jeszcze inne kraje, które bardzo by chciały być przynajmniej regionalnymi mocarstwami. To się wokół troszeczkę tego kręci i ja z tego wyciągam jeden wniosek, być może zbyt optymistyczny. Przyznaję, że trochę tak nakręcam sam siebie, ale wyciągam z tego wniosek, że coś jest na rzeczy. Ale ile? Naprawdę nie sposób powiedzieć. Dziękuję.
[01:08:33] - Dzięki. W zasadzie możliwości realnych jest kilka. Albo wszyscy, którzy badają to zjawisko mają jednakową nikłą wiedzę, nie wiedzą, czym ono jest i tak naprawdę boją się tego rodzaju zjawisk. Boją się tych obiektów, boją się tych UAPów, szczególnie ich niezwykłych możliwości. Ale z drugiej strony ten przekaz, który dostajemy od Stanów Zjednoczonych, bo oni o tym mówią najwięcej, jest taki, że to są jakieś obiekty zarówno o niesamowitych możliwościach operacji w powietrzu. Z drugiej strony one trochę przypominają drony. Nie rozumiem jednego, przecież prędzej czy później komuś będzie korciło, w Chinach na przykład, żeby tego UAPA strącić, rozebrać go i zobaczyć, co to tak naprawdę jest. Ten, kto to pierwszy zrobi, zadałby ogromny cios Stanom Zjednoczonym, gdyby się okazało, że to są tak naprawdę ich zabawki. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. To jest dla mnie też troszeczkę takie dziwne. Bo gdyby nagle Amerykanie robili wszystkich w konia i udawali, że są na świecie jakieś dziwne obiekty, a to tak naprawdę ich obiekty, to prędzej czy później ktoś by tego UAPA złapał, zestrzelił, pokazał kłamiecie i tak dalej. Ale jeszcze jedna kolejna rzecz. Wśród tych relacji, które wypłynęły w ostatnich latach, były potwierdzenia tych opowieści zebranych przez chociażby Roberta Hastingsa, że UFO pojawiało się nad stanowiskami z bronią jądrową. I ciekawi mnie, czy tak samo było w Chinach i tak samo było na przykład w Rosji, bo oni się chyba do tego nigdy nie przyznają. Bo to by oznaczało, że mają nieszczelne granice. Tutaj Amerykanie mówią, że coś jest, coś penetruje ich niebo. I teraz pytanie, czy oni to robią specjalnie, żeby jeszcze bardziej uściślić, zacieśnić tą pętlę, która jest nad nie tylko przestrzenią powietrzną, ale nawet też nad obywatelami. Czy może rzeczywiście w grę wchodzi intruzja czegoś, czego my nie znamy i o czym nie wie nawet amerykański prezydent? Ale tutaj przejdziemy do bardzo dziwnej kwestii, panowie. Bo okazuje się, że Donald Trump, za którego kadencji w sumie ta największa burza ufologiczna się rozegrała, czyli ujawnienie AATIP, potem te wszystkie dalsze koleje, wypowiadał się o zjawisku UFO w sposób bardzo dziwny. To znaczy mamy kilka jego wypowiedzi i jedna przyczy drugiej. On powiedział na przykład w 2019 roku, że zbytnio nie wierzy w UFO, aczkolwiek coś tam o nim słyszał. Natomiast portal Politico donosił potem, że marynarka wojenna złożyła mu na ten temat raport. Może to w jakiś sposób na niego wpłynęło, dlatego że już rok później powiedział, że słyszał bardzo ciekawe rzeczy na temat Roswell, ale tego nikomu nie powie. To nam się wpisuje w bardzo dziwną politykę amerykańskich prezydentów odnośnie zjawiska UFO, bo Trump chyba pokazał to w sposób najbardziej taki obrazowy. Coś wiem, ale nie powiem, ale sprawiam wrażenie, że wiem. Nie dziwi was to? Arku?
[01:12:04] - Raczej nie. Mnie osobiście nie dziwi. Prezydent Stanów Zjednoczonych jest urzędnikiem, który zarządza cztery, a jak mu się uda, to osiem lat Stanami Zjednoczonymi i podejrzewam, że o wielu rzeczach nawet nie zdążyłby się dowiedzieć. Z reguły to pewnie się odbywa na tej zasadzie, że przedstawiane są jakieś tam tematy. Akurat Trumpa interesowała przede wszystkim gospodarka. On jako biznesmen, ewentualnie jeżeli ktoś z jego rodziny zapytał go konkretnie, to by sam wykazał zainteresowanie tym tematem. A dopóki coś tam nie kąsa po łydkach, to raczej bardziej zainteresowany był tym, żeby amerykański biznes i amerykański robotnik miał pracę, żeby Meksykanie hurtem nie przemykali przez granicę.
[01:13:06] - I to było jego priorytetem. Bardziej na tym budował swój image postaci jako zarządzającego gospodarką przede wszystkim.
[01:13:20] - Pozwolę, że ci przerwę. Chodzi mi o to, że w takiej polityce społecznej Trumpa widzieliśmy bardzo silny ładunek urabiania pewnych warstw za pomocą różnego rodzaju teorii spiskowych, szczególnie tej zwanej QAnon. I tam w zasadzie pojawiały się bardzo podobne wątki, czasami ocierając się nawet o jakieś kwestie ufologiczne. Zresztą to była bardzo rozbudowana teoria spiskowa, jest rozbudowana, ona kierowała się w stronę bardziej istnienia jakichś tajnych ugrupowań, które mają rządzić światem i robić to w sposób absolutnie niegodziwy. Może tutaj nie będziemy o tym opowiadać, bo to nie czas i pora. Natomiast dziwi mnie to, że Trump z takiej karty UFO nie korzystał. Korzystał słabo, a przecież mógł. Mógł już za swojej kadencji powiedzieć: „No dobra, mamy jakieś dziwne obiekty na niebie. To jedźmy z tematem. Potrzebujemy lepszej obrony przeciwpowietrznej. Potrzebujemy czegoś, co nam pozwoli z tymi obiektami walczyć”. Tymczasem tego nie było, a przecież mógł to mieć w zasięgu ręki, aby znowu być pierwszym na świecie.
[01:14:36] - Podejrzewam, że z jakiegoś powodu nie było, bo zauważcie, że podczas kampanii wyborczej Hillary Clinton miała swego czasu grube opasłe tomisko z tytułem „UFO”, a jeden z jej doradców, Podesta, był żywo zainteresowany właśnie tą dziedziną. Więc być może Trump został wybrany na prezydenta dlatego, że się tym nie interesował po prostu. Obiecał się tym nie interesować, w ten sposób powiedzmy. Te gierki mają bardzo duży wpływ na kształtowanie się ufologii. Zobaczcie, że Francja, gdzie z urzędu, że tak powiem, żandarmeria miała spisywać specjalne protokoły, też za bardzo nie wyskakuje do przodu z tymi informacjami. Coś musi być na rzeczy i ktoś musi naprawdę zawiadywać całą pulą tych informacji. Dziwi mnie inna rzecz, mianowicie jeżeli się przyjrzymy odtajnionym dokumentom i to na przestrzeni nie tylko tych ostatnich, ale w ogóle tych wszystkich, te, które Timothy Good opisywał w swojej książce i inni. Strony, które miał po ujawnieniu, które mogłyby coś wnosić, były całkowicie zaczernione. Nie zrobił tego automat. Zrobili to ludzie po przeczytaniu tych tekstów i żaden z tych ludzi, z tych cenzorów nie puścił, że tak powiem, pary z gęby. Nic na ten temat nie wiadomo. Nikt nie występuje, że: „Ja byłem emerytowanym cenzorem. Ja wykasowałem tam, zamalowałem na czarno wypowiedzi jakichś tam, powiedzmy, pilotów ze spotkania z UFO” czy konkretnie z datą, godziną i tak dalej, co by było do sprawdzenia. Ci cenzorzy z bibliotek w ogóle ani jeden nie puścił pary z gęby nigdy. Przynajmniej jak szukałem, to nie znalazłem nic takiego. To jest bardzo ciekawe i znaczące. Dziękuję.
[01:17:01] - Jeżeli chodzi o tych cenzorów, to też nie pamiętam. Natomiast przychodzi mi do głowy taka historia, którą opisywał chyba Jacques Vallée bodajże. I ona dotyczyła astronoma francuskiego, który regularnie wyrzucał do kosza wszystkie raporty o anomaliach tylko dlatego, żeby nie musieć się z nich tłumaczyć. Ale to inna sprawa. My jeszcze niebawem chyba wrócimy w ciągu następnych kilku tygodni do tych rzeczy, które się wydarzyły na polu, powiedzmy, astronomii, do tych wszystkich anomalii, do tych odkryć Aviego Leuba i tak dalej. Do tego, co mówi SETI. To też będzie fascynujące. Natomiast dziś, jak doskonale wiecie, zajmujemy się wszelkimi rewelacjami niesamowitymi, które się pojawiły w ciągu ostatnich kilku lat, kiedy nie gościliśmy na antenie. Marku, jak to jest, że Trump pomimo wszystko, pomimo tej całej oszołomskiej momentami polityki społecznej, pomimo tego swojego budowania wizerunku do zjawiska UFO się nie odniósł?
[01:18:16] - Ja myślę, że Trump nie był pierwszy. Tak jak sięgnę pamięcią na szybko, to jestem w stanie wymienić jeszcze dwóch prezydentów. Tak, pamiętam, trochę się takich dziwnych rzeczy nagromadziło koło Cartera i gdzieś tam w pewnym momencie Reagan miał chwilę szczerości. Więcej nie pamiętam, ale pewno jakby się podrążyło, to dałoby się znaleźć. Ja na inną kwestię chciałbym zwrócić uwagę, bo ja odnoszę chwilami wrażenie, że amerykańscy prezydenci, część z nich przynajmniej, zachowuje się troszeczkę tak, jak zachowują się rzecznicy prasowi. Otóż rzecznik prasowy to jest na ogół osoba świetnie poinformowana, która wychodzi do grona dziennikarzy z pełną wiedzą.I z taką świadomością, że nic z tej wiedzy nie może tym pismakom przekazać. Musi opowiadać im najrozmaitsze bajki, najrozmaitsze historie, które będą gdzieś krążyły koło tego, co tak naprawdę rzecznik wie, ale tak naprawdę nie zbliżą się do istoty tego, co ma być zatajone. To jest oczywista oczywistość, że rzecznik prasowy wbrew nazwie nie służy do informowania o czymkolwiek, tylko raczej do dezinformowania albo odinformowywania o różnych sprawach. Także taka jest rola rzecznika prasowego i troszkę mi postawa amerykańskich prezydentów taką postawę przypomina. Oni mają jakąś tam wiedzę. Znowu nie rozmawiałem z żadnym, a nawet na to szansy nie mam. Wydaje mi się, że oni jakąś informację na temat tych dziwnych zjawisk mogą mieć. Może te informacje mogą im zostać przekazane. Nie wiem, czy to są informacje pełne, na ile są pełne i tak dalej. Nie jesteśmy w stanie tego stwierdzić, ale razem z tymi informacjami przekazywane jest im być może zalecenie. Być może jest to pouczająca rozmowa z kimś ważnym, kto mówi: „No ale panie prezydencie, przecież jest oczywiste, że nie możemy tego ujawnić”. I później taki prezydent, mając jakąś tam wiedzę, aż go świerzbi, żeby coś tam może powiedzieć, ale z drugiej strony pamięta, że nie, to nie jest w interesie administracji amerykańskiej czy jakiejś tam w ogóle. Nie jest w interesie, tak to powiedzmy, żeby o tym mówić. To też czasami coś się wymsknie, ale tak naprawdę to nie, wcale nie chce o tym mówić. I stąd się biorą czasami takie dziwne wypowiedzi, a to Trumpa, który niby coś tam napomknął, gdzieś tam Reagana złapano na tym, że coś tam mówił. Carter to w ogóle był podejrzewany. Sam się dałem na to złapać post factum, ale jak sobie sięgnąłem pamięcią, to rzeczywiście coś takiego następowało, że w przypadku Cartera miało się wrażenie, że tam szły przygotowania pełną parą, żeby dokonać jakiegoś ujawnienia i ktoś to być może utrącił. To oczywiście jest kolejna teoria spiskowa, tym razem w moim wykonaniu. Być może tak było, być może nie. Tego nie wiem. Natomiast takie wrażenie można było odnieść, więc raczej źródła tych zadziwiających wypowiedzi, które się amerykańskim prezydentom, w tym Trumpowi, zdarzają, że oni wiedzą więcej, niż mogą, może chcą nam powiedzieć. I stąd właśnie takie później zamieszanie się pojawia, bo jak on coś tak napomknie, to później ludzie to dobudowują, obudowują, nadinterpretowują. No i mamy wielki bałagan. To tyle. Dzięki.
[01:22:32] - Dzięki. Przez długi czas twierdzono, że nie wolno mówić o obecności UFO czy w ogóle tych tematach, dlatego żeby nie straszyć ludzi. A tymczasem de facto potwierdzono nam obecność tych UAP-ów, czymkolwiek są i jakoś szczerze mówiąc nikt panicznie nie zareagował, nie upadła religia, ludzie nie zaczęli panikować i tak dalej. Także wiele tych teorii, nawet my, które żeśmy snuli w poprzednich seriach debat, zostało zrewidowanych w ciągu tych kilku lat. UFO zmieniło swoją formę w jakiś sposób i myśmy to przewidzieli, że tak jak na przestrzeni dekad zmieniały się latające talerze, potem w trójkąty i te wszystkie inne dziwne obiekty, tak to kiedyś przybierze nową formę. Czy UAP jest nową formą anomalnej manifestacji, anomalnej obecności czegoś na Ziemi? Tego nie wiemy tak naprawdę. Ale coś się dzieje. I tutaj teraz wyskakuje nam Eric Davis. Eric Davis, astrofizyk związany od lat ze środowiskiem ufologicznym. Mówi entuzjasta ufologii. Był też konsultantem projektu AATIP, o którym mówiliśmy w pierwszym odcinku. My jeszcze w ogóle o tych wszystkich meandrach AATIP-u i tych wszystkich programów będziemy mówić. Będziemy też jeszcze mówić o Davisie, ale tak pokrótce dlaczego? Otóż od jakiegoś czasu w sieci krąży taki zadziwiający dokument. Na pierwszy rzut oka może nie jest on aż tak bardzo wartościowy, przełomowy, natomiast jest to transkrypcja rozmowy Davisa odbyta w 2002 roku bodajże z wiceadmirałem, jak on się nazywał? Zaraz wam powiem. Thomas Wilson był postacią bardzo wpływową swego czasu. No i zdradził on Davisowi, że próbował przeniknąć za tą barierę tajności w kręgach rządowo-wojskowych. Wilson twierdził, że kontaktował się z pewnymi organizacjami wewnątrz struktur, powiedzmy, militarnych, które mają posiadać informacje na temat wraków obcych obiektów. Te obce obiekty są oczywiścieKopiowane i na tej podstawie tworzone są jakieś superzaawansowane obiekty. Jedna z tych jednostek nosiła taką nazwę, w zasadzie akronim: SAPOC. O tym wszystkim jeszcze będziemy mówić. Nawet ten dokument możecie sobie w sieci znaleźć. Ale co z tego wynika? Wynika z tego, że Roswell mogło być prawdą. To wszystko, co o tym mówiono również, ale najciekawsze wydawało się to, że według Wilsona dostęp do informacji na temat tego, co się dzieje z tymi materiałami, ma bardzo wąska grupa ludzi i nie jest to prezydent. I kiedy tak słuchamy tej historii, dochodzimy do wniosku, że ktoś chyba próbuje ożywić tę opowieść o Majestic. Mimo wszystko Eric Davis nie wydaje się osobą, która może mieć na celu jakieś matactwo. Sprawa jest strasznie dziwna, Arku. Co o niej sądzisz?
[01:26:13] - Sprawy wszystkie, które dotyczą ujawnienia władzy, która decyduje o ujawnieniu UFO, bo tak należałoby powiedzieć, te grono Majestic 12, czyli ta dwunastka, która na początku była, jest sensownym tworem i być może Truman powołał takie grono ludzi. Spatrzmy na to z punktu widzenia prezydenta Stanów Zjednoczonych zaraz po wojnie. On był wcześniej wiceprezydentem. Zmarł Roosevelt, więc on jest prezydentem. Dostaje jakieś tam właśnie informacje. Z jednej strony ma Rusków na głowie i penetrujących. Na pewno o tym wie, że wielu agentów rosyjskich, radzieckich penetruje wszystkie dostępne bazy amerykańskie. Do tego Roswell się pojawiło. Do tego sam jest bardzo mocno wierzącym człowiekiem, więc naturalnym by było po prostu powołanie gremium jakiegoś, które by mu pomogło zadecydować o tym, co z tym dalej robić. I być może, że takie powstało i takie gremium przez cały czas zawiaduje całym konglomeratem tych spraw. Roswell jest raczej niekoniecznie dobrym przykładem na rozbicie się UFO z tego względu, że bardzo dużo dezinformacji później powstało na ten temat. Ta sprawa nie żyła długi czas. Została odgrzebana po kilkudziesięciu latach i na nowo zaczęła, że tak powiem, zdobywać salony. Być może to rozbicie miało miejsce. Niemniej jednak z punktu widzenia czasu, jaki upłynął i tych rewelacji, jakie tam były, że dzięki temu mamy lasery, półprzewodniki, metal pamiętający swój kształt. Raczej między bajki bym włożył, dlatego, że początki odkryć właśnie tych wynalazków należałoby przesunąć jeszcze przed czas wojny, II wojny światowej. Więc to nie jest tak, że ten spodek miał bezpośrednio znaczenie, bezpośredni wpływ na rozwój gospodarki amerykańskiej, tak jak próbują przedstawić niektórzy. To tak nie wygląda, jeżeli się przyjrzeć. Zresztą każdej tej sprawie, jeżeli się tak przyjrzeć, w tył lecieć i szukając źródeł do źródła, okazuje się, że to jest jedna wielka wydmuszka i tak dalej. Zwróciłbym uwagę, Marku, na to, że mówił o tym Carter, mówił o tym Reagan, o UFO, cokolwiek by tam powiedział. Trochę Clinton mówił, ale nie mówił o tym George Bush, który wcześniej był szefem CIA. On na ten temat się w ogóle nie wypowiadał. Oczywiście chodzi o seniora. Tu też należy by było wziąć to pod uwagę, że jedyna osoba, która tak naprawdę mogłaby coś wiedzieć na ten temat, nigdy nic takiego nie powiedziała. Dziękuję.
[01:30:13] - Dzięki. Tutaj była mowa o Ericu Davisie, który był kilkakrotnie w roku 2019 przesłuchiwany niby odnośnie wiedzy na temat obecności na Ziemi pojazdów, które są obce. I kiedy słuchamy tego wszystkiego, dochodzimy do takiego wniosku, że istnieje jakieś państwo w państwie, czyli ta konspiracja, o której mowa była w kręgach ufologicznych od zawsze, czyli bardzo wąska grupa ludzi, która ma posiadać tą wiedzę na temat UFO, na temat szczątków rozbitych pojazdów, na temat tej inżynierii wstecznej i tak dalej, która tą wiedzę kryje nie tylko przed społeczeństwem, ale nawet przed demokratycznie wybranymi władzami Stanów Zjednoczonych. Tutaj admirał Wilson twierdził, że próbował w 1997 roku przeniknąć w struktury tych organizacji. Odmówiono mu jakiegokolwiek dostępu do danych.Z tego, co ustalił i z tego, co poinformował potem Davisa, zajmował się tym, co ciekawe, sektor prywatny. Sektor prywatny w ramach prawdopodobnie tak zwanych czarnobudżetowych projektów. Teraz, Marku, rodzi się naturalnie pytanie, czy czasami to, o czym mówił Davis, o czym mówił jego informator, nie odnosi się do UAP-ów? A może to, o czym mówimy, było markowane przez Wilsona? Może on o tym mówił już 20 lat temu, że coś ktoś buduje, a my dopiero teraz widzimy rezultaty w postaci UAP. I dlatego nikt o tym nie wie, bo informacje te są trzymane w tajemnicy nawet przed prezydentem.
[01:32:10] - Ja chciałbym zauważyć, że cudownie na tym przykładzie możemy prześledzić, jak się przenikają fakty z szeroko pojętą kulturą, mass mediami, z elementem kultury, jakim są filmy, seriale i tak dalej. Przypomnijcie sobie państwo taki film, świetnie się oglądający, chociaż czasami głupawy, ale go lubię, czyli „Dzień Niepodległości”. Tam jednym z motywów jest to, że prezydent przecież nic nie wiedział o tym laboratorium, w którym tych obcych trzymano. To było odkrycie i tak dalej. Zauważcie państwo, że to, o czym my rozmawiamy, co jest w miarę jasne dla ludzi, którzy się interesują ufologią, w ogóle tymi zagadnieniami, dla szerszego grona, które ten film oglądało, mówię o „Dniu Niepodległości”, to było: „O, patrzcie, tu prezydent mógł nie wiedzieć”. Jakby zostaje w sposób bezbolesny tym osobom, które się sprawami UFO nie interesują, przekazana informacja. To jest oczywiście jeden tylko z zabiegów. Takich zabiegów jest znacznie więcej, ale zostańmy przy filmie. Przekazana jest informacja, która może na początku nawet wśród widzów wywoła śmiech, ale gdzieś zostaje, osadza się. Zostaje przekazana informacja, że może prezydent nie wiedział. Może rzeczywiście tak jest. Czyli w ten sposób, żeby już nie rozwijać tej teorii i nie bawić się w psychologizowanie, skonkludujmy: przekazujemy społeczeństwu informację taką o to, że może rzeczywiście jest tak, że prezydent nie wie wszystkiego, bo rzeczywiście jakieś tam względy bezpieczeństwa tudzież wszystkiego najlepszego, że tak się wyrażę, jakieś wyimaginowane sprawy decydują o tym, że prezydent tego nie wie. Czyli nie tyle wymuszamy przyzwolenie społeczne czy nawet nie akceptację, tylko po prostu przyjęcie do wiadomości. Społeczeństwo przyjmuje do wiadomości, że nawet prezydent, który w Stanach Zjednoczonych pełni funkcję, która wydaje się omnipotentna, jednak może czegoś nie wiedzieć. Społeczeństwo przyjmuje, czy się interesuje UFO, czy nie. To rodzi pewne konsekwencje. Później łatwiej znacznie jest łyknąć pewne rzeczy, które się pojawiają później, w ślad za tym. „Dzień Niepodległości” to, przypomnę, film, który pierwszy się pojawił, już ma taką dobrą historię, naprawdę sporą. To już jest w starym kinie prawie. Niemniej jednak w dalszym ciągu funkcjonuje i gdzieś tam się osadził. Te wizje, które tam są przedstawione, zostały gdzieś tam połknięte przez ludzi i dzisiaj trudno się dziwić, że to łatwo się przyjmuje. W związku z tym, jak się łatwo to przyjmuje, to też się łatwo to akceptuje. W związku z tym jest, jak jest. Ja tak to postrzegam. I podkreślam: to, że się powołałem na „Dzień Niepodległości”, to jest tylko przykład takiego zabiegu, który jest stosowany. Właściwie od długiego czasu wtłaczane jest za pośrednictwem różnego rodzaju przejawów kultury szeroko pojętej, nawet tej kultury masowej, wtłaczane jest to, że prezydent może nie wiedzieć. Władze mogą nie wiedzieć. Jest rzeczywiście jakaś tajna siła, tajna organizacja, tajne sprzysiężenie czy jakkolwiek to nazwiemy, które wie więcej i steruje tymi wszystkimi sprawami. Zastanawiam się po prostu, czy to jest wpuszczanie nas wszystkich w przysłowiowy kanał, w maliny, czy jak sobie to nazwiemy, czy to jest odbicie rzeczywistości. Po prostu nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć, ale dopuszczam taką możliwość. Rzeczywiście tak to wygląda i to by w dodatku tłumaczyło, dlaczego się pojawiają różnego rodzaju takie, na pierwszy rzut oka faux pas popełniane przez prezydentów albo przez członków administracji, jakieś takie niezręczności, jakieś takie wypsnięcia się określonych fraz, określonych informacji o faktach i tak dalej. Być może z tego to właśnie wynika, że czy oni czegoś nie wiedzą, może są bardzo źle poinformowani, zamiast być najlepiej poinformowani, to są bardzo średnio poinformowani, a wszystko w imię czegoś, co się nazywa w Stanach Zjednoczonych bezpieczeństwem narodowym.Wszystko da się tym podeprzeć, uzasadnić. Tak to troszeczkę widzę, że stąd się biorą tego rodzaju zjawiska, o których była mowa wcześniej.
[01:37:32] - Dzięki. Masz rację. Jakby na to nie patrzeć, gdyby istniało takie tajne sprzysiężenie wewnątrz amerykańskiej armii czy wewnątrz sił powietrznych, czy marynarki wojennej, która zdaje się przodować w badaniach nad tymi dziwnymi zjawiskami, to tak naprawdę członkowie tego sprzysiężenia mieliby pewnie dzisiaj po sto kilkadziesiąt lat. Dlatego, że mowa tu już o ludziach, którzy zaczynali swoją działalność po wojnie. Jeżeli wierzymy w doniesienia o tak zwanym Majestic. A z drugiej strony to musiałoby być któreś pokolenie wojskowych z kolei, które tę tajną koterię tworzy i tak dalej. Nie do końca wierzę również w to, że prezydent czegoś nie wie i nie wie tego umyślnie. To znaczy wszyscy wiedzą, a prezydent nie wie. Cały świat wie dzięki serialowi tak jak „Archiwum X”, że jest Roswell, że ktoś tam coś buduje, że zostały zgapione pewne technologie, a prezydent oczywiście jak ta ostatnia, nie powiem kto, nie wie nic. Wydaje się to wszystko troszeczkę grubymi nićmi szyte. Marku?
[01:38:46] - Takim przykładem z kultury wziętym znowu jest seria filmów ze świetnymi aktorami „Ludzie w czerni”. To też jest przyzwyczajanie do tego, że obcy są wśród nas. Oczywiście w żartobliwej formie. To jest serial, który jest zabawny, ale z drugiej strony przemyca, a właściwie pozwala zaakceptować pewne formy funkcjonowania. Z jednej strony, że są ludzie w czerni, którzy chronią informacje, tym światełkiem błyszczą ludziom po oczach i oni później zapominają. To z jednej strony, że to w ogóle jest dla dobra ludzkości i tak dalej. Zobaczcie państwo, oczywiście można w tej chwili parsknąć śmiechem i powiedzieć: „Panie Żelkowski, niech pan sobie da spokój, bo pan za dużo filmów ogląda. To po prostu jest efekt rozbuchanej wyobraźni scenarzystów”. Tak, oczywiście, to się wydaje nawet bardziej prawdopodobne, ale równie dobrze można założyć, że to są wszystko te wszystkie filmy. Zauważcie państwo, że filmy science fiction w tak zwanym box office'ie stanowią większość. Większość filmów kasowych, tych, na które chodzą ludzie, to są filmy dotykające mniej lub bardziej science fiction. Bardzo się często państwo spotykacie z takim stwierdzeniem: „Nie, ja nienawidzę science fiction, to jest w ogóle bistury”. Po czym gość idzie na film modny akurat, który ewidentnie przynależy do gatunku i tak dalej. Czyli powoli jest sączone. Ja mogę tak to odczytywać i nie mówię, że tak do końca w to wierzę, ale można by to również tak traktować, że sączona jest powoli jakaś tam wiedza albo jakaś tam niewiedza. Tu też nie mam pewności, co tak naprawdę jest sączone. Czy to ma nas dezinformować, czy poinformować na takim poziomie bardzo ogólnym, bardziej świadomościowym niż takim konkretnym. Ale być może temu służy kultura masowa, że ktoś kiedyś nas poinformował, że gdyby się ludzie dowiedzieli o tym, że obcy są wśród nas, toby zwariowali i po prostu rewolucja by była i wszystko, tak jak Piotr mówił, upadłoby wokół nas. Więc ktoś podjął działanie, żeby nas powoli przyzwyczajać. To oczywiście musi być proces, który potrwa lat kilkadziesiąt i już niedługo dojdziemy do wniosku, że właściwie bardzo chcemy, żeby ci obcy do nas przylecieli. Ci, co się zjawiskiem interesują, to oni już od dawna chcą. Ale tu znowu ktoś gdzieś komuś wmówił, że tak zwane społeczeństwo ciężko się przestrasza, zastrasza, a może nawet dostanie zapaści i w związku z tym trzeba je, to społeczeństwo, przyzwyczaić. Ja trochę nie kupuję tej narracji, niemniej ona funkcjonuje. Zauważcie państwo do dzisiaj, jak się powie: „Czemu nie ujawniają? Bo się boją reakcji społecznej”. Jakoś mnie to nie przekonuje, ale zakładam, że być może cała nasza kultura masowa, współczesna temu właśnie służy, żeby nas utwierdzić w tym, że to, że przylecą obcy, to jest właściwie kwestia czasu i to niedługiego czasu. To zresztą jest zgodne z tym, co też funkcjonuje, śmiga po internecie, że to właśnie tak ma funkcjonować, że nastąpi wielkie ujawnienie. I kwestią dyskusji jest tak naprawdę, czy to wielkie ujawnienie będzie wielkim fałszem, że żadnych obcych nie ma, tylko to będzie sposób chwycenia ludzkości za mordę. Czyli to będzie wielkie zwiedzenie, a nie ujawnienie, czy też będzie to prawda i po prostu trzeba tę prawdę przekazać ludzkości w sposób w miarę delikatny. I znowu dochodzimy, zauważcie państwo, do takiej sytuacji, w której możemy rozważyć różne warianty. One by się dały jeszcze pomnożyć. To tylko te dwa główne przedstawiłem, ale w gruncie rzeczy właściwie każdy wydaje się prawdopodobny. Dzięki.
[01:43:04] - Dzięki. Powiem ci, że ja natrafiłem dawno temu w literaturze na taki wątek, który się dzisiaj może wydawać trochę zabawny, ale swego czasu rząd amerykański próbował przekonać bodajże firmę DisneyDo stworzenia takiej serii produkcji, w której zjawisko UFO byłoby poddawane pewnego rodzaju krytyce. To znaczy oni się swego czasu tak wystraszyli popularności tego zjawiska, że starali się jakoś ostudzić zapał wśród tych najmłodszych pokoleń. Kto wie, czy takim owocem tego pomysłu nie jest — i tutaj rzeczywiście może być zabawnie — Scooby-Doo, który przecież jest sceptycznym badaczem. Brzmi to wszystko zabawnie, ale tak było. Ale Arku, powróćmy do tematu. Okazuje się, że według Davisa prezydent nie wie nic, ale społeczeństwo już wie znacznie więcej. Okazuje się też, że osoby takie jak Bob Lazar nie tylko wiedzą jeszcze więcej, ale mówią o tym otwarcie. Bob Lazar, były rzekomy pracownik Strefy 51, jest jedną z tych osób, które w ciągu ostatnich kilku lat miały mocny comeback. W jego przypadku to stało się za sprawą filmu dokumentalnego na Netflixie, który przypomniał jego postać. Dla jednych cichy bohater, dla drugich człowiek-tajemnica. Czy my możemy Lazarowi ufać? Czy to, co on mówi o swojej pracy w Strefie 51 nad kopiowaniem rozwiązań tych latających talerzy w ogóle trzyma się kupy? Czy może mamy do czynienia z takim bardzo sprytnym mistyfikatorem, który po prostu na wymyślonej legendzie zarabia jakieś dodatkowe pieniądze?
[01:45:04] - Tak jak mówiłeś, to jest dosyć kontrowersyjna postać i poniekąd w część jego opowieści ja osobiście wierzę. A to dlatego, że on podczas początków swojej działalności ujawniającej jego pracę zabierał ludzi w pobliże Strefy 51, wtedy kiedy przelatywały obiekty, które nie wydawały dźwięku, a światło się przemieszczało. I on o tym doskonale wiedział, kiedy jechali, na konkretną godzinę. Jeszcze wtedy ta strefa wokół Strefy 51 nie była tak poszerzona, że dało się to jeszcze obserwować. I to były te pierwsze filmy, które były z nim. Tak jak powiedziałeś, na długi czas zniknął, no i teraz ma swój wielki powrót. I on mówi przez cały czas to samo. To samo, co mówił kilkadziesiąt lat wcześniej. Więc wydaje się, że tak. Z drugiej strony wiele osób, chcąc zaistnieć w tym ufologicznym świecie, podaje się za byłych pracowników strefy niezwiązanej z UFO, tylko przy okazji tam pracowali. Wiadomo, potrzebni są tam między innymi też chociażby podejrzewam, że sprzątacze czy ktokolwiek inny. I oni również latali tymi samolotami z taką czerwoną listwą pomalowaną wzdłuż okien samolotu. To chyba jet były, tak one się nazywały, Jet R. I oni rzekomo pamiętają, jak Bob Lazar latał razem z nimi, że skądś tą postać znają, tę fizjonomię, tylko po prostu tam, już na miejscu po wylądowaniu rozjeżdżali się w różne strony do swoich zajęć i jeden drugiego nie wiedział, co robi drugi. Spotykali się tylko podczas tych przelotów. Strefa 51 jest niezamieszkała, jest tylko działającą bazą, a wszyscy pracownicy byli wożeni bodajże z Los Angeles czy z Las Vegas właśnie w to miejsce. Wożeni, to znaczy przylatywali samolotem i tam już na miejscu w tej bazie byli rozwożeni. Przez jakiś czas można było nie wierzyć w to, że istnieje pierwiastek, o którym on mówi. Ten 115. Jak podają rosyjskie badania, ten pierwiastek istnieje, chociaż jest bardzo nietrwały. Ale z drugiej strony może w jakichś specyficznych okolicznościach być bardziej trwały. Jeżeli popatrzymy na tablicę Mendelejewa, możemy sobie powiedzieć też o pierwiastku 124 i możemy być pewni, że za jakiś czas ten pierwiastek też zostanie zsyntetyzowany. Możemy wymyślić sobie, jakie będzie miał właściwości fizyczne, chemiczne, jakiekolwiek jeszcze inne. To jest tak, jak bycie astrozoologiem. Można wymyślić wszelkie możliwe potwory żyjące na innych planetach i nikt nie jest nam w stanie zaprzeczyć, bo nikt takiego potwora nie jest w stanie opisać czy zanegować jego istnienie. To samo z tymi pierwiastkami. Dlatego mówię, to jest postać dosyć kontrowersyjna. Z tych pierwszych filmów, z tego, że nie ujawniał swojego imienia i nazwiska, bo to wypłynęło dopiero później. Na początku były to takie ujawnienia w programie telewizyjnym, gdzie było widać go od tyłu albo w ogóle nie było widać, tylko sam głos, jeszcze na dodatek zniekształcony celowo, żeby nie utrudniać mu życia. Wyszły jakieś dokumenty dotyczące... dotyczące jego zeznań podatkowych za opłatę właśnie gdy był pracownikiem tej Strefy 51. Są niektóre dowody, które świadczą o tym, ale czy USA musiałoby się posiłkować wynalazcą tego typu o takim, że tak powiem, nieujarzmionym charakterze do tej właśnie inżynierii odwróconej? Wydaje mi się to raczej niekoniecznie potrzebne. Tu raczej jest potrzebny chłodny analityk, który dzień po dniu będzie te same doświadczenia powtarzał, aż znajdzie jeden, gdzie pójdzie kroczek do przodu. I tak przez cały czas. Najlepszym dowodem na to, że przez te 50 lat czy jeszcze więcej nic się nie zmieniło. Dalej latamy samolotami turboodrzutowymi i dalej potrzebne jest większe lub mniejsze śmigiełko, żeby nas popychać do przodu. Więc raczej niekoniecznie ta sprawa cała wygląda tak, jak on to przedstawia, ale być może tam pracował. Tak jak mówię, ciężko z perspektywy Europy, Polaka gdzieś na północnym-wschodzie Polski dokładnie wiedzieć o tym, czy na pewno ten Bob Lazar tam był i co ujawnił, czy jest prawdą, czy nie. Dziękuję.
[01:51:20] - Dziękuję. Masz rację, że jest to wszystko dość zagmatwane. Z jednej strony mamy do czynienia z człowiekiem, który posiłkuje się jakimiś informacjami zewnętrznymi, to znaczy ze środka domniemanej Strefy 51. Może nie domniemanej Strefy 51, tylko domniemanymi informacjami ze Strefy 51. I on rzeczywiście próbował przekonać swego czasu parę osób, w tym George'a Nappa, słynnego dziennikarza z Las Vegas, zajmującego się także tematyką ufologiczną, że jest coś na rzeczy. Natomiast ja jestem pełen w ogóle takiego sceptycyzmu wobec Lazara, który się wiąże z tym, że było tam mnóstwo pracowników. Jest pewnie mnóstwo pracowników. On jest tym jedynym, który zdecydował się wyjść, opowiedzieć o tych tajemnicach, opowiedzieć o tych kosmitach, którzy przelatują na Ziemię już od niepamiętnych czasów, którzy tutaj zostawili jakieś swoje cudowne latające maszyny i oni go cały czas mieli w zasięgu ręki. Nie zrobiono mu nic. Pomimo ujawnienia największej tajemnicy. Ja traktuję to tak jako element jakiegoś przecieku kontrolowanego. To znaczy Lazar jest po to, żeby mówić, żeby podsycać te emocje. Nieprzypadkowo chyba znowu wypłynął, bo ja myślę, że ten film z 2018 roku go dość umocnił. Oczywiście w międzyczasie go próbowano zdyskredytować, przedstawiając jakieś historie o tym, że się zajmował nierządem, że handlował jakimiś chemikaliami. Natomiast ja myślę, że gdyby naprawdę Stanom Zjednoczonym, armii zależało na tym, żeby Lazara usadzić, to przede wszystkim kupiliby go za jakąś cenę albo by go unieszkodliwili. Natomiast on był potrzebny po to, żeby tę historię opowiadać. Nie masz takiego wrażenia, Marku?
[01:53:20] - Owszem tak. A poza tym mam jeszcze wrażenie znowu wytwarzania mgły albo dymu, jak sobie państwo chcecie. Chodzi o to, że z jednej strony Bob Lazar twierdzi, że kształcił się na Massachusetts Institute of Technology i w California Institute of Technology. I oczywiście te uczelnie zaprzeczają. Naprawdę trudno jest mi uwierzyć, żeby przy wszystkich tajemnicach, które on zdradza, nagle wpadł na pomysł, że nakłamie, nakłamie i to nie będzie miało żadnych konsekwencji, że one zaprzeczą. Ale można budować piętrowe konstrukcje. Może on specjalnie powiedział, żeby one zaprzeczyły, a on na tym zbuduje teorię, że oni go specjalnie wrabiają, że zaprzeczają, chociaż on tam naprawdę był. Więc tego rodzaju piętrowe konstrukcje można budować, budować i jeszcze kilka nad tym nadbudować. Więc tak naprawdę znowu nie wiemy, jak to było z tym jego wykształceniem, bo równie dobrze można sobie wyobrazić. Ja już tak troszeczkę myślę o tym, nazwijmy to fabularnie, tak jakbym już jakąś książkę pisał, to jakbym chciał przedstawić człowieka, z którego chce się zrobić idiotę. Znowu traktujcie państwo oczywiście jako pewną figurę retoryczną tego idiotę. Jak się chce zrobić z kogoś idiotę, to taki modelowy przykład. To mu się potwierdzi, a to mu się zaprzeczy. A tutaj się mrugnie okiem, że może, ale tu się zaprzeczy. I w gruncie rzeczy postać, o której mówimy, Bob Lazar, to jest taka właśnie postać, której coś niby tak na rzeczy, ale z drugiej strony to się nie zgadza, tu też się nie zgadza, tu zaprzeczają, tu mówią, że był. I może właśnie o to chodzi. I tak jak Piotr powiedział, że on ma pełnić rolę informatora, a w każdym razie takiego przekaziora, to może właśnie o to chodzi, żeby zawsze można było powiedzieć: „Nie, nie, nie. Ale to jest przecież niewiarygodne, bo to mówi Bob Lazar. Nie można w to wierzyć”. A jak będzie trzeba, żeby uwierzyć, to tak, jak najbardziej oczywiście i jak najbardziej jeszcze raz.Nie wiem. Po prostu nie potrafię zająć stanowiska. Z mojego punktu widzenia on mówi rzeczy takie nośne, ciekawe, w które bardzo chętnie bym uwierzył. Zachowuję dystans, być może nawet niezdrowy, takie wycofanie, bo rzeczywiście nie wiadomo, jak tam z nim było. Ale w gruncie rzeczy warto przynajmniej tę historię poznać. Warto się z tym się zapoznać. Oczywiście każdy to będzie oceniał. Natomiast myślę, że dzisiaj trudno byłoby rozmawiać o tym, o czym rozmawiamy dzisiaj, nie znając tej historii. Obojętnie, ile ona ma wspólnego z prawdą. Zaniedbanie, wyrzucenie tego poza nawias chyba by naszą debatę zubożyło. To tyle. Myślę, że wystarczy.
[01:56:45] - Dzięki. Musimy powiedzieć, że osób takich jak Bob Lazar było kilka albo nawet więcej niż kilka. Niektóre się wybiły do tak zwanego mainstreamu. Taką platformą dla nich był chyba projekt Camelot. To była taka platforma wideo sprzed kilku lat, dzisiaj chyba już nieistniejąca, gdzie pokazywano tego rodzaju sygnalistów, informatorów. Pamiętam taki przypadek, że był wśród nich inny gość ze Strefy 51. On się nazywał chyba Dan Burisch i on miał jeszcze lepszą historię niż Lazar, dlatego że on twierdził, że pracował już normalnie z kosmitami. Badał tamtych kosmitów chyba. I pewnego dnia się przewrócił w tym swoim laboratorium i ten kosmita chyba usiadł na nim czy coś i wtedy mu przekazał monstrualną ilość wiedzy. Burischowi się w głowie pomyliło już całkowicie, ale też zyskał dodatkowe zdolności. Oczywiście potężną dawkę wiedzy mu przekazano. I twierdził ów Burisch, jego historie były chyba jeszcze bardziej kolorowe, że na Ziemi przebywa kilka ras kosmitów, że są Szaracy, że są jacyś Orionidzi i tak dalej. Tak że Bob Lazar nie jest jedyny, nie jest oryginalny. Nie wiem, czy on zarobił jakieś pieniądze na tych swoich opowieściach, czy nie, ale jest takim przykładem też tego, że jeden twór typu Bob Lazar, nawet wymyślony przez rząd, pociągnie za sobą naśladowców, nawet w postaci mistyfikatorów. Nawet na przykład w postaci ludzi, którzy po prostu będą opowiadać jakieś niestworzone historie tylko po to, żeby zaistnieć albo na tym zarobić. Tak że puszczenie tak zwanego przecieku kontrolowanego niesie czasami ogromne zyski dla tych, którzy to robią. Panowie, powoli będziemy chyba kończyć, bo już dwie godziny nam pękły, ale ostatnie pytanie dotyczy też tych UAP-ów, sobie je tutaj zanotowałem, bo ono mi tak spontanicznie przyszło do głowy. Bo myśmy mówili cały czas, że te UAP-y niewątpliwie istnieją i wszyscy szukają ich źródła. Każdy się zastanawia, co to jest. A co, jeżeli prawda jest taka, że mamy do czynienia z obiektami ziemskimi, natomiast wyprodukowanymi przez sektor prywatny, przez jakąś korporację lub koncern, który tak doskonale rozwinął swoją technikę, że jest krok albo kilka kroków przed największymi armiami świata. I to nam rodzi niebezpieczeństwo chyba jeszcze większe niż inwazja UFO, bo nagle mogłoby się okazać, że oprócz tych, jak mówiłem, największych armii świata, istnieje zupełnie prywatna armia. Nie państwowa, może też nie prywatna, ale korporacyjna, która może włączyć się w stworzenie nowego porządku na Ziemi. Arku, co ty powiesz na taką możliwość?
[02:00:09] - Historia rodem z „Agenta 007”, bo tam też w jednym z odcinków było coś podobnego. Jest to prawdopodobne. Dlatego jeżeli weźmiemy pod uwagę, że istniały plany tak zwanego Nazi UFO i ktoś to przejął i gdzieś to jest, niekoniecznie to muszą być Stany Zjednoczone, to może być równie dobrze Argentyna lub Chile jako miejsce nie jako państwowy twór, tylko właśnie jako siedziba firmy. Być może, że coś takiego może istnieć. Nie należy tego bezwzględnie negować. Tylko właśnie za każdą taką maszyną pędzącą tak jak tam na Ukrainie pięćdziesiąt parę tysięcy kilometrów na godzinę, a to nie są najwyższe prędkości, jakie zaobserwowano tych obiektów, tego typu obiektów, powinien stać sztab ludzi, sprzętu. To się bardzo ciężko by było ukryć w dzisiejszym świecie. W świecie, w którym w sumie tak naprawdę kosmos jest, że tak powiem, bezpański i satelity latają wszędzie, wszystko fotografują. Fotografują z powodu tego, że archeolodzy szukają miast, różnych tego typu rzeczy. Więc ukrycie tego całego konglomeratu przemysłowego, jaki powinien stać za tego typu obiektami, byłoby bardzo trudne.Jakby państwa, mocarstwa podeszły do tego, z całą pewnością chciałyby na tym położyć rękę. Tutaj prywatna konstrukcja, że tak powiem, niezwiązana z mocarstwem, niezwiązana z państwem miałaby bardzo duże trudności, żeby się ukryć, obronić. Chociaż nie jest to niemożliwe. Są jakieś obszary Patagonii czy tego typu miejsca, które są słabo dostępne, a technika mogłaby być odczytywana przez miejscowych i nie tylko miejscowych jako miejsce magii. To też nie należy tego bezwzględnie wykluczać. Niemniej tak jak powiedziałem, trzeba by było bardzo wiele trudu poświęcić na to, żeby to ukryć. Dziękuję.
[02:02:49] - Dzięki. Ta koncepcja, która mówi o tym, że UFO jest jakimś tworem ziemskim, ale tajnym, pochodzącym ze źródeł niepaństwowych, nie jest nowa, dlatego że ona się pojawiła już na samym początku ery UFO i tak naprawdę sugerowano, że tak może być. Chyba najdziwniejszą hipotezą, którą słyszałem, którą pamiętam, była ta, która się odnosiła do obiektów UFO jako wytworów takiej cywilizacji cienia, która istniała na Ziemi w postaci jakichś alchemików i geniuszy, którzy od średnich wieków produkowali sobie jakieś cuda w swoich laboratoriach. Doszli do takiego poziomu technicznego, z daleka od ludzkiego wzroku, że teraz sobie śmigają tymi latającymi talerzami. To była hipoteza, która się pojawiła bodajże w latach 60. i 50. Swego czasu brano to pod uwagę. Ale teraz mamy UAP-y, które przypominają drony, które są znacznie szybsze od samolotów i które stanowią zagrożenie dla wszystkich. Marku, a co ty powiesz na tę koncepcję, która mówi, że to rzeczywiście może być jakaś nowa broń superkoncernu, takiego jak był przedstawiony w serii filmów o Obcym?
[02:04:12] - Ja powiem w ten sposób: w tej chwili różnego rodzaju myśliciele, filozofowie i publicyści zwracają uwagę na to, że nam się ciągle wydaje, że żyjemy w świecie sprzed kilkudziesięciu lat, gdzie państwa, mocarstwa i tak dalej decydowały o czymś. Coraz częściej mówi się o tym, że być może jeszcze o czymś tam decydują, ale tak naprawdę wajcha została już przełożona jakiś czas temu i dzisiaj powoli władzę nad światem przejmują różnego rodzaju korporacje. One to robią w sposób, przynajmniej na razie, mało widoczny. To troszeczkę jest porównywalne do tego, co działo się z republiką w Rzymie. Przez długi czas Rzymianie żyjący 2000 lat temu byli przekonani, że dalej żyją w republice, bo senat się zbierał. Co prawda był jakiś kolejny cezar, ale republika nawet nie zauważyła, to oczywiście jest figura retoryczna, ale nawet nie zauważyła, że już się wszystko zmieniło. Kto wie, czy nie żyjemy w takich czasach, gdzie państwom się jeszcze wydaje, że o czymś decydują. Jeśli się rozejrzeć, obejrzeć to, co się dzieje w tej chwili, państwa dzielnie walczą z kryzysem, który z różnych stron atakuje. Co więcej, niektórzy mówią, że na dobrą sprawę owszem, wojna, różne tam zjawiska występują, ale za cholerę nie wiadomo, skąd się przynajmniej połowa tego kryzysu wzięła. Nie wiem, jak jest. Nie jestem specjalistą od tych spraw. W związku z tym proszę to traktować jako pewien domysł. Natomiast nie da się wykluczyć, że właśnie nie obserwujemy, a gdybyśmy byli bardziej przenikliwi, to moglibyśmy obserwować przejmowanie faktycznej, a nie tej nominalnej władzy nad światem. Myślę, że przez jakiś czas dłuższy jeszcze dalej będą istniały państwa i one będą miały rządy i tam będą parlamenty i w ogóle będzie wszystko po staremu. Bo nie jest ważne dla tych, którzy sprawują władzę, jak wyglądają dekoracje, w jakich to się dekoracjach odbywa, tylko realna władza, czyli wpływ na to, co się dzieje. W związku z tym nie da się wykluczyć, a jeśli się prześledzi, jak korporacje, jak taka ośmiornica oplatają cały świat tak naprawdę, jak to się śledzi, idzie w górę i nagle się dochodzi do tego, że tak naprawdę nad całym światem istnieje zaledwie kilka tworów, które wszystkie inne mają powykupywane, mają je w kieszeniach, mają pakiety kontrolne i tak dalej. To historia nie na tę audycję. Jak się to wszystko prześledzi, to człowiek dojdzie do wniosku, że być może my w ogóle podążamy nie tą ścieżką, patrząc na to, jak się pewne rzeczy rozwijają. Opowiadanie o tym, że państwo cokolwiek kontroluje, ma tak naprawdę służyć temu, żebyśmy się dobrze czuli. Natomiast ci, co naprawdę coś kontrolują, to kontrolują i się tym nie chwalą po prostu. To jest przynajmniej z mojego punktu widzenia, abstrahując od spraw związanych z UFO, z UAP czy z czymkolwiek, raczej przejdźmy na taką szarą rzeczywistość i obserwujmy, co się wokół nas dzieje iŚledźmy to, co piszą, tak jak powiedziałem, publicyści, myśliciele i filozofowie. Co nam pokazują, co się tak naprawdę z nami dzieje, co dostajemy niejako od nich na tacy. Takie wskazówki, bo nie da się nikogo złapać za rękę. Ale wskazówki, zobaczcie, to funkcjonuje jakoś dziwnie. To nie działa. Demokracja już dawno przestała być ostoją wolności. Demokracja kiedyś, tak jak powtarza jeden z publicystów, to była maszynka do tego, żeby zapewnić ludziom wolność. Jakiś tam krótki czas to działało. Dzisiaj demokracja pełni różne role, ale z tą wolnością to już bywa różnie. To jest pewno temat do tego, żebyśmy sobie porozmawiali z Piotrem Plebaniakiem w audycji „Telegram z krańca świata”, a nie w debacie ufologicznej. Dlatego odpuszczę. Podsumuję to tylko tym, że dla mnie nie byłoby to wcale dziwne, gdyby to jakaś korporacja albo jakiś związek korporacji kombinował coś, grzebał przy sprawach, które my określamy mianem UFO czy ŁAP. Dzięki.
[02:09:10] - Dzięki. Panowie, przejdźmy jeszcze do kilku komentarzy z naszego czatu. Tu bardzo ciekawą rzecz ktoś przysłał. 29 marca 2019 roku, Krosno. Lech Wałęsa mówi, że jeżeli zagrozimy destabilizacją Putinem, atomem, to przylecą kosmici i przetną ziemię na pół. Potem to wszystko wystartuje od nowa. Ja oczywiście tego nie powtórzę tak, jak to zostało powiedziane, dlatego, że to jednak jest dość trudne. Panowie, mówiąc o prezydentach, żeśmy sięgali po Carterów, Reaganów, Obamów, a o Lechu Wałęsie nie wspomniał nic. Tymczasem on rzeczywiście jakieś czas temu, dobre trzy lata temu, wystartował z taką hipotezą, która może nie jest bardzo godna uwagi. Natomiast szczerze mówiąc, jest dla mnie o tyle ciekawa, że pokazuje, iż jest miejsce w polskiej dyskusji publicznej na takie wątki. Tutaj wszystkie mankamenty Wałęsy i spory historyczne związane z tą postacią chcę odsunąć na bok. Ale to nam pokazuje, o czym piszecie do nas w komentarzach, że istnieje pewna stygmatyzacja tego tematu w polskiej sferze, w polskim dyskursie publicznym, że polskie media głównego nurtu traktują UFO jako taki temat dobry do śniadaniówki, że ktoś przyjdzie i opowie, i tam Tomasz Kammel się zaśmieje. Natomiast na Zachodzie to wygląda trochę inaczej. Jeżeli sobie przejrzycie portal Politico, New York Timesa, to tam przecież w ostatnich latach pojawiło się bardzo dużo ciekawych informacji. W zasadzie takich przełomowych. I teraz pytanie: skąd to wynika? To takie nasze zapóźnienie, polskie traktowanie tego tematu w taki sposób, że lepiej obśmiać i uznać za jakiś dziwny wybryk, niż podejść do tego w sposób rzetelny. Arku?
[02:11:40] - Wynika chyba z takiego poczucia niższości, nie wiem, z czegoś takiego względem innych narodów. W tej chwili to nie jest dziwne. Jeżeli weźmiemy ministra oświaty, który wprowadza więcej lekcji religii niż fizyki, chemii, matematyki, biologii i innych takich normalnych przedmiotów, to niczego się nie spodziewajmy za następne ileś tam lat. To będzie jedna wielka tragedia. Ta właśnie taka religijność w durny sposób się objawiająca. To znaczy po prostu: wierzę i tyle, że wierzę, ale nie wiem w co. To właśnie ma przełożenie na takie ważniejsze sprawy, bo co tu dużo ukrywać, największą przygodą ludzkości jest możliwość kontaktu z obcą cywilizacją. Jeżeli nie uciekniemy częścią w kosmos, to prędzej czy później ludzkość wymrze. Więc tutaj nie mamy jakiejś albo ekspansji, albo po prostu wyczerpiemy to, co tam mamy do wyczerpania. Nie jest to nigdy tak, że bomba atomowa, jakakolwiek skażenie atomowe działa wybiórczo tylko na jedną rzecz. My o tych wszystkich połączonych naczyniach, konglomeratach przyrody nawet w tej chwili jeszcze nie wszystko wiemy. Nie wiemy nawet, jaki wpływ tragedia w Fukushimie będzie miała na Bałtyk, a być może jakiś tam będzie miała. Więc takie słabe widzenie w przyszłość, że tak powiem. Widzimy jutro, ale już tego, co będzie za miesiąc, to już raczej nie chcemy na to patrzeć. Chyba może przez to takie codzienne zaganianie się. I co tu dużo ukrywać, te wybory, których społeczeństwo dokonuje, nie są takie
[02:14:04] - Nie wybieramy osób z wizją na nowy porządek świata, budowę nowego świata, że tak powiem, czy parcie do przodu na rozwój. Niekoniecznie taki typowo przemysłowy, ale po prostu na rozwój. To, co się dzieje, to jest wstecznictwo. Tak bym to określił. Dziękuję.
[02:14:31] - Dziękuję. Tutaj jeden z użytkowników nas pyta, co to jest za skrót UAP. To jest akronim, skrótowiec od angielskiego terminu oznaczającego niezidentyfikowane zjawiska powietrzne i jest to po części synonim terminu UFO. Natomiast istnieją pewne różnice między UAP a UFO, oczywiście sztucznie wprowadzone. UAP to jest innymi słowy synonim UFO stosowany teraz przez armię Stanów Zjednoczonych do opisu tych zjawisk, które były dawniej uznawane za UFO. A dlaczego zmieniono ten termin? To będziemy jeszcze dyskutować. Tutaj mówiliśmy o Lechu Wałęsie i tym, jak to się wszystko przekłada na... Sekundkę, muszę zobaczyć komentarze. Marku, czasami nie powinno być odwrotnie, jak jest teraz, bo tak naprawdę w Polsce temat UFO w mediach jest traktowany po macoszemu. Przecież jako członkowie NATO, jako kraj będący tuż prawie przy granicy konfliktu ukraińskiego, powinniśmy się bardziej angażować w te kwestie wojskowe, bardziej powinniśmy być rozeznani w tych kwestiach, w tych niuansach. Tymczasem u nas to wszystko jest traktowane po macoszemu. Przecież chyba przeciętny Polak, który widzi jakiś dziwny obiekt, powinien mieć świadomość, że to niekoniecznie może być UFO, ale może być to jakaś wroga maszyna. Przepraszam, ale cały czas odczytuję od Ivelliosa komentarze z pytaniami i na kilka chcę odpowiedzieć. Cały czas sobie je tutaj zapisuję. Oddaję ci, Marku, głos.
[02:16:41] - Ja na początek obdarzę państwa pewną scenką rodzajową. Wyobraźcie sobie, że mamy nasz szanowny parlament. Zgromadził się i wychodzi któryś posłów i chce poruszyć problem UFO tak bardzo lajtowo. Powiedzmy, że powinniśmy rzecz badać. Czy państwo sobie wyobrażacie wieczorne dzienniki we wszystkich stacjach? Nastąpiłoby wielkie zjednoczenie mass mediów w Polsce, ponieważ tak samo głośno z tego posła śmiałyby się Fakty, Wiadomości i wszystkie właściwie inne dzienniki, ponieważ nie godzi się w naszym poważnym, wielkim kraju, który ma tyle różnych problemów, rozmawiać o rzeczach tak głupich, jak na przykład UFO. To oczywiście z mojej strony jakaś kpina, ale tak by się to skończyło. Jednomyślnie powiedziano, że poseł jest po prostu wariatem. Tutaj trochę się jadu ze mnie wyleje, ale niech będzie. Ja mam w ogóle wrażenie, że polska klasa polityczna, bez względu na miłości polityczne kogokolwiek, jednak przeżywa dobór negatywny. Od pewnego momentu zaczęły do tej klasy politycznej przenikać osoby, oczywiście są wyjątki, od razu to powiedzmy, ale spora część polityków to są ludzie, którzy nigdy w życiu nic porządnego nie robili. Oni potrafią tylko politykę uprawiać. Pokończyli jakieś mniej lub bardziej znaczące uczelnie, kierunki niezwykle ambitne, takie, które z życiem nie mają nic wspólnego, ale się czują jak najlepiej. Uważają, że mogą tym krajem rządzić, ponieważ są wybrani i czemu się zresztą nie da zaprzeczyć. Zastanówcie się państwo, kto do polityki idzie. Dobrze, wylałem już trochę jadu. Zostawiam to, bo wchodzimy na tereny bagniste albo zaminowane. Chodzi mi po prostu o to, żebyście sobie państwo wyobrazili tę sytuację, że poseł wychodzi z lajtową propozycją, żebyśmy tylko na przykład odnotowywali urzędowo to, że jakieś dziwne zjawiska następują. Przecież śmiechu w parlamencie, takiego złośliwego, wrednego śmiechu byłoby po wszystkich stronach co niemiara. To jest odpowiedź na ten problem. Dlaczego? Właśnie dlatego, ponieważ u nas nie godzi się rozmawiać o rzeczach tak błahych. My mamy misje różnego rodzaju, w zależności od barw politycznych, ale na pewno taką misją nie jest badanie rzeczy niezwykłych, takich, o których my rozmawiamy w debatach ufologicznych, ponieważ politycy są stworzeni do rzeczy wielkich, a takie UFO to w ogóle nie jest ważna rzecz i mała. Dobrze, wylałem już trochę z tego jadu i myślę, że na tym zakończę.
[02:19:58] - Dziękuję. Tutaj cały czas napływają pytania. Jedno z nich dotyczy tego, czy kiedyś ktoś w Polsce próbował zdobyć jakieś informacje od polityków na tematTego, czy jest badane UFO. Tak, były takie inicjatywy podejmowane między innymi przez Janusza Zagórskiego, ale to się chyba niczym nie zakończyło. Kolejne pytanie dotyczy tego, czy polscy wojskowi się wypowiadali na temat UFO. Oczywiście. Mamy bardzo bogaty materiał. Kiedyś o tym powiemy. Kolejna kwestia. Tutaj cały czas napływają pytania od Diveliossa. Czy kontaktował się z wami jakiś polityk ze swoją relacją o UFO? Ja was zaskoczę: tak. Nie mogę zdradzić nazwiska. Natomiast chyba trzy lata temu, jeszcze jak żył Marek Rymuszko świętej pamięci, dostaliśmy interesujące zdjęcie, które przedstawiało dziwny obiekt. Taki zielonkawy obiekt na tle chmur. Interesująca fotografia. Została wydrukowana w „Nieznanym Świecie”. Autorem tej fotografii była osoba publiczna, polityk, jeden z byłych członków Rady Polityki Pieniężnej, ale więcej nie mogę powiedzieć. Zdjęcie okazało się niestety dość wyjaśnialne, ale mimo wszystko bardzo dziękujemy za czujność. Kolejne pytanie, kolejne informacje, bo tutaj się też pojawiają u nas, pojawiają się tutaj na naszym czacie informacje o obserwacjach UFO. I takie zapytanie do Arka: czy Arku bywasz w okolicach Gołdapi? Bo tutaj jeden z naszych słuchaczy pisze, że przebywając u rodziny słyszał relacje o jakichś świetlistych obiektach.
[02:22:02] - Czasami tak. Mieliśmy relację z miejscowości Stare Juchy i tam przy okazji spisywania jednej relacji dowiedzieliśmy się o następnych relacjach. Co prawda w tej chwili poligony są pełne żołnierzy i ciężko jest jednoznacznie stwierdzić. Niemniej jednak tamte obserwacje były jeszcze zanim do Orzysza zjechały wojska. Znaczy, tam były przez cały czas, ale nie w tej formie co w tej chwili. Takich obserwacji było i to są naprawdę obserwacje bardzo ciekawe, dlatego, że widać było nawiązanie kontaktu między tym obiektem a osobami, które obserwują i wzajemne oddziaływanie na siebie. To było bardzo ciekawe. Osoba, u której byliśmy, jest osobą bardzo znaną i poważaną w Starych Juchach. Także czasami bywamy. Z tym że wiadomo, COVID troszeczkę ograniczył nasze wyjazdy, działanie i chęć bezpośrednich kontaktów, ale mi się wydaje, że trochę to wszystko ucichnie i wrócimy na nasze stałe tory badania.
[02:23:44] - Jeżeli ktoś by się chciał skontaktować z Arkiem, ze mną czy z Markiem, jednym i drugim, to pod zapisem tej audycji na YouTubie będą podane nasze adresy e-mail. Czekamy cały czas na wasze pytania, na wasze zgłoszenia i relacje. Kolejne pytanie dotyczy tego-
[02:24:03] - Piotrze, ja tutaj nadmienię tylko, że słuchaczowi z Gołdapi, z Mazur podałem już kontakt do Arka Kocika, także całkiem możliwe, że niedługo panowie się skontaktują prywatnie.
[02:24:17] - Dzięki bardzo.
[02:24:21] - Panowie, powiedzieliśmy w tym programie o wielu osobach, które były związane w jakiś sposób z sektorem państwowym, ze służbami specjalnymi. Ale w tym okresie, kiedy nas nie było w sieci, pojawiły się też ciekawe doniesienia z innej strony. Oczywiście mówiliśmy tutaj o takich postaciach jak Avi Loeb czy Loeb, w zależności chyba od tego, w jakim kraju się wymawia to nazwisko, o których jeszcze będziemy mówić, dlatego że to jest osoba, której poświęcimy chyba nawet całą audycję, tak samo jak innym badaczom, którzy wysunęli bardzo ciekawe wnioski na temat życia pozaziemskiego, a także UFO, dlatego, że nie boją się już o tym mówić. Ale w międzyczasie, w roku 2019 w mediach zrobiło się głośno o pewnym wykładowcy z Oxfordu, Koreańczyku nazwiskiem Young-chul Yi, który okazuje się, że jest wielkim zwolennikiem teorii doktora Davida Jacobsa i który zajmuje się badaniem zjawiska abdukcji. On oświadczył, pomimo tego, że jest wykładowcą akademickim, że jest pewien, iż obcy nie tylko przybywają na Ziemię, ale też krzyżują się z ludźmi, aby uniknąć zagłady obu gatunków. Jest to naprawdę interesujące, dlatego, że coś takiego z ust człowieka, który zajmuje szanowane stanowiskoZdarza się rzadko. Mieliśmy już przypadki osób, które badały abdukcje na poziomie akademickim nawet, ale po jakimś czasie to zaniknęło. Abdukcje stały się mało nośnym tematem. Arek Kocik, który dzisiaj jest z nami, może nie wszyscy wiecie, ukończył kurs hipnoterapeuty. Zajmuje się także regresją hipnotyczną. Arku, w dwóch słowach czy mógłbyś nam wyjaśnić, dlaczego nagle abdukcje, historie o uprowadzeniach przez obcych tak nam trochę wypadły z obiegu? Czy ludzie zgłaszają tego mniej, czy po prostu się boją? Czy mają jakieś obiekcje, czy nie mogą znaleźć pomocy tak jak dawniej?
[02:27:04] - Ciężko powiedzieć. Wydaje mi się, że taka sytuacja ogólna, to znaczy koronawirus i tak dalej, to jest ostatnie dwa lata czy ponad dwa lata, które są wycięte z bezpośredniej komunikacji międzyludzkiej. A przy hipnoterapii taka komunikacja musi być. Nie da się tego zrobić drogą online i tak dalej. Czy słuchając muzyki, czy słuchając czegokolwiek. W autohipnozie można dojść do pewnego momentu, ale nie będzie to, podejrzewam, regresja taka, że się coś tam przypomni. Być może zmniejszona ilość informacji o abdukcjach łączy się z tym, że tych abdukcji jest po prostu mniej. To był taki wysyp tego wszystkiego i to się trochę rozpłynęło, skończyło i wydaje mi się, że teraz jest tego mniej, mniej informacji. W dalszym ciągu osoby, które chciałyby się poddać regresji hipnotycznej, to są wspomnienia sprzed naprawdę bardzo wielu lat, z reguły z dzieciństwa. Można do tego dotrzeć. Do każdego wspomnienia, nawet wypartego, można dotrzeć. Potrzeba do tego czasu, cierpliwości i skontaktowania się z osobą, do której mamy zaufanie. Do hipnoterapeuty, do którego mamy zaufanie, który przeprowadzi nas w głąb naszych wspomnień. Powiem tak: ludzie w tej chwili boją się obcować z hipnozą, z hipnoterapeutą, głównie ze względu na to, że część hipnozy odbywa się w sposób estradowy. Bardzo często na filmach jest przedstawiane: kliknięciem palcem śpisz i robisz jakieś dziwne rzeczy. Tak naprawdę w stanie hipnoterapeutycznym jest się przez cały czas świadomym i nie ma takiego zagrożenia, że pójdzie się, weźmie się broń czy napadnie się na bank będąc pod wpływem hipnozy. Czegoś takiego, to nie jest możliwe. Są możliwe założenia tak zwanych kotwic i tak dalej, ale to głównie się robi w ten sposób, żeby pozbyć się fobii w stylu arantofobii, lęku przed pająkami, jakimiś innymi rzeczami, nawet przed lotem samolotem, bo to wszystko siedzi w naszej głowie i z tego można się wyleczyć czy założyć punkt zaczepienia. Przeżycia traumatyczne, które są, najprościej jest po prostu nie pamiętać i dlatego bardzo często o takich rzeczach nie pamiętamy albo pamiętamy bardzo mgliście. Ale hipnoza może na to pozwolić dotrzeć.
[02:30:38] - Dziękuję. Tutaj jeszcze natknąłem się na opublikowany 21 października monit na stronie NASA dotyczący komórki badań nad UFO, którą oni sobie utworzyli. I w zasadzie wracamy, panowie, do pierwszego pytania, jakie dzisiaj padło, bo okazuje się, że NASA powołała specjalny komitet do spraw badania UFO i składa się on z 16 osób, w tym, co ciekawe, dwóch astronautów. Interesujące, prawda? Między nimi jest Scott Kelly, były astronauta oraz Nadia Drake. Jestem ciekaw, co z tego wyniknie, dlatego że w ciągu następnych dziewięciu miesięcy mają oni się przyjrzeć zjawisku UAP i temu, czym ono jest. Ale jak podkreślają i tutaj cytuję: „Będzie to trudne ze względu na to, że nie istnieją żadne inne, wcześniejsze badania, na których mogą oni się oprzeć”. Panowie, powoli kończymy. Dziękujemy bardzo naszym słuchaczom. Dzisiaj chyba padł jakiś rekord, Iwelosie.
[02:32:01] - Tak, dzisiaj mamy niewątpliwie rekord. W tym momencie liczniki łącznie na YouTube i na serwerze radiowym pokazują 685 słuchaczy.Przypomnę, że poprzedni rekord wynosił 562, więc z dosyć dużą nawiązką dzisiaj ten rekord przebiliśmy.
[02:32:24] - Tutaj jeszcze bym prosił naszego słuchacza, który pisał o dziwnych obiektach nad kopalnią węgla kamiennego, brunatnego w Sieniawie, o to, żeby się z nami skontaktował na mail radiowy. Podsumowując, okazuje się, że przez ten czas, kiedy debaty były chwilowo zawieszone, wiele osób wypowiadało się na temat UFO i na temat życia pozaziemskiego. Niektóre z tych rewelacji były godne uwagi, inne były powtórzeniem pewnych utartych hipotez i tak dalej. Natomiast mimo wszystko okazuje się, że temat żyje. Temat jest cały czas aktualny, obecny i transformuje się w nową ufologiczną rzeczywistość, która jest też odzwierciedleniem troszeczkę naszych czasów, które się mocno zmieniły. Czy rzeczywiście chodzi o to, że UFO, UAP jest traktowane jako element nowego porządku, wyimaginowane nowe zagrożenie, które będzie miało sprawić, aby państwa świata wprowadziły ostrzejszy rygor w celu obrony obywateli przed tymi dziwnymi pojazdami? A może rzeczywiście prawdziwa jest ta historia, która mówi, że są to wytwory jakichś korporacji, które próbują konkurować z siłami zbrojnymi? O tym jeszcze będziemy dyskutować. Jak powiedziałem, będziemy jeszcze dyskutować o tych zagadnieniach, które są związane z amerykańskim programem badań nad UFO. Będziemy jeszcze mówić o Eriku Davisie, o programie AATIP, o programie AARO, o Luisie Elizondo i tak dalej. Za tydzień prawdopodobnie o tej samej porze, czyli o 20:00, będzie taka trochę audycja na luzie, ponieważ będzie to okres długo weekendowo-świąteczny i wpadliśmy na taki pomysł, że przez jakiś czas będzie to audycja poświęcona nowym w miarę filmom o UFO i kosmitach, które z jakichś powodów wam polecamy lub nie. Natomiast w drugiej części będziemy odpowiadali na wasze pytania i będziemy też odbierali telefony. Także przygotujcie sobie jakieś pytania. To będzie taka audycja na luzie, trochę inna od tych, które są do tej pory. Natomiast ta kolejna, tematyczna, już taka typowa, prawdopodobnie będzie dotyczyć jakiegoś zagadnienia związanego z tematem starożytni kosmici. Ale to jeszcze nie jest pewne. Zobaczymy. Bardzo wam panowie dziękuję i do usłyszenia w sumie za tydzień.
[02:35:22] - Do usłyszenia. Dobrej nocy.
[02:35:24] - Do usłyszenia. Dobrej nocy.
[02:35:27] - Dobrej nocy.
[02:35:28] - Mówili do państwa nasi dzisiejsi goście: ufolog z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej, Arkadiusz Kocik, pisarz science fiction, publicysta, autor audycji „Bibliotekarium 2.0” oraz współpracownik „Nieznanego Świata”, Marek Żelkowski. Rozmowę dla państwa poprowadził Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”. Audycję rekordową dzisiaj pod względem frekwencji obsługiwał od strony technicznej jak zawsze Marek Sęk „Ivellios”. Przypomnę, że dzisiaj liczniki słuchaczy na naszym serwerze radiowym i na YouTube w szczytowym momencie pokazały 685 unikalnych słuchaczy. Unikalnych w sensie jeden słuchacz równa się jedno IP, ale wiemy, że niektórzy z państwa słuchają nas ze swoimi dziewczynami, ze swoimi rodzinami, ze starszymi dziećmi na przykład. Także na pewno jest nas dużo więcej. Dzisiaj już kończymy. Dziękujemy bardzo wszystkim państwu za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień w halloweenowej filmowej debacie ufologicznej online, na żywo oczywiście. Poniedziałek, godzina 20:00. Słyszymy się. Bądźcie z nami.
[02:36:50] - Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. UFO Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.