[00:03] - Audycja z cyklu Debaty Ufologiczne. Witamy bardzo gorąco i serdecznie wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium zgromadzonych przy komputerach, smartfonach i innych urządzeniach mobilnych w ten chłodny poniedziałkowy wieczór. Wieczór chłodny, ale myślę, że audycja dzisiejsza bardzo państwa rozgrzeje. Dzisiaj będziemy dyskutować o obserwacjach UFO w kontekście toczącej się właśnie wojny na Ukrainie. Czy obecnie toczącemu się tam konfliktowi zbrojnemu przygląda się ktoś spoza Ziemi? Tak przynajmniej sugerują uczeni z tamtejszej Akademii Nauk. Bądźcie z nami, już dziś będzie na pewno bardzo gorąco. Tym bardziej, że mamy dzisiaj bardzo zastanowiony skład. Są z nami Marek Rzenkowski, pisarz, publicysta, współpracownik „Nieznanego Świata” oraz autor audycji „Bibliotekarium” i od niedawna „Bibliotekarium 2.0”. Są z nami także ufolodzy Arkadiusz Kocik i Damian Trela. Audycję poprowadzi, rozmowę poprowadzi dla państwa Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”, a ja, Marek Sęk „Ivellios”, będę się opiekował audycją od strony technicznej. Pozwolę sobie jeszcze przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Pytania i komentarze odbieramy drogą tekstową. Jesteśmy jak zawsze na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także znaleźć na GG pod numerem 36 08 80 02. Mamy także od niedawna kanał na Telegramie. Tam można nam również komentować posty i tą drogą zadawać pytania. Można także wysyłać nam SMS-y pod numer 530 620 493. A więc myślę, że teraz z czystym sumieniem mogę oddać głos Piotrowi Cielebiasiowi. Piotrze?
[02:07] - Dziękuję. Witam wszystkich słuchaczy. Witam oczywiście też naszych gości. Panowie, dzisiaj zajmiemy się świeżynką: UFO a wojna na Ukrainie. Temat paradoksalnie dość egzotyczny, ale okazuje się, że jednak jest o czym mówić, bo przez ten czas wydarzyło się naprawdę wiele rzeczy godnych uwagi z naszego punktu widzenia. My dzisiaj o polityce mówić nie będziemy. To znaczy troszeczkę na pewno, ale nim przejdziemy do tych kwestii ufologicznych, to może zacznijmy od kilku zdań waszych na temat tego konfliktu, na temat tej całej sytuacji, bo to jest taka wojna, obok której się nie da przejść obojętnie, prawda? Jest też szokujące to, że myśmy przez bardzo długi czas, żyjąc w cieniu Putina, sąsiadując z Ukrainą, mieli bardzo niewielkie pojęcie o tym, co się tam dzieje. My nadal mamy bardzo małe pojęcie o tym, co się tam dzieje. Informacje, które do nas docierają, często są przesiane przez grube sito. Ta wojna nam też pokazuje siłę propagandy, siłę informacji, siłę też nie tylko wprowadzania przeciwnika w błąd przez odpowiedni dobór informacji, odpowiednią narrację, ale też przez to, jak tego przeciwnika można wyszydzić. Z jednej strony możemy powiedzieć, że Putin przecież oszalał. On miał przecież te kilka lat na to, żeby Ukrainę sobie podporządkować w jakikolwiek sposób. Okazuje się jednak, że ten model cywilizacyjny, model życia, który on oferuje, nie jest raczej w orbicie zainteresowania Ukraińców. Ale ta wojna ma bardzo wiele twarzy, toczy się tam konflikt interesów, o którym pewnie historycy będą pisać przez najbliższe lata. O wielu rzeczach też się otwarcie nie mówi, nie oszukujmy się. Ale nad tym niech debatują inni. Tylko że ci inni, ci eksperci też często, co jest dość zabawne, najpierw pamiętam, że mówili, że w lutym wojny nie będzie, potem już przynajmniej ze 100 razy uśmiercali Putina, a tu nadal się okazuje, że nie dość, że żyje, to jeszcze się ma chyba całkiem dobrze. Ale to tyle z mojej strony. Marku, czy chciałbyś coś tutaj uzupełnić?
[04:47] - Westchnąłem sobie na początek, bo ja miałem to nieszczęście, że dzień po inwazji rosyjskiej na Ukrainę wspólnie z Wiktorem Żółkiewiczem prowadziłem „Bibliotekarium”. I mówiąc szczerze, jak sobie przesłuchuję tamtą audycję, to słyszę, w jakim byłem szoku i wcale się sobie nie dziwię. Po prostu była rzecz niewyobrażalna i właściwie do dzisiaj dla mnie pozostaje niewyobrażalna. Co więcej, ja mam takie wrażenie, że to, że część ekspertów, tych może gorzej poinformowanych, niemających dostępu do źródeł wywiadowczych, mówiła, że wojny nie będzie, to te zdania świadczą o tym, jak nieobliczalną osobą jest dyktator z Moskwy. To znaczy wszystkim wychodziło, że on tej wojny nie wywoła, ponieważ mu się to w ogóle nie opłaca. Tymczasem okazało się, że nie tylko ją wywołał, ale eskaluje ją, bo on patrzy zupełnie w innych kategoriach. W kategoriach, których część Europy w ogóle nie dostrzegała, w ogóle nie brała pod uwagę, że można myśleć w taki właśnie sposób, w jaki myśli człowiek w Moskwie. Dlatego to jest dla mnie dowód, że jesteśmy w takiej sytuacji
[06:16] - Bardzo groźnej, bo my w dalszym ciągu myślimy, większość z nas myśli takim starym sposobem. Mówimy sobie: "Nie, nie, to się na pewno nie rozszerzy, na pewno tego nie zrobi". A tymczasem Putin przekracza kolejne granice i myślę, powinniśmy uświadomić sobie, że coraz ostrożniej powinniśmy podchodzić do słowa, że coś się nie wydarzy, że to jest niemożliwe. Kiedy słucham w tej chwili polityków, chociażby w Polsce, ale nie tylko, którzy mówią, że nie, wszystko jest okej, jesteśmy bezpieczni, to się chyba coraz bardziej boję. Ale zostawmy kwestie moich lęków. Natomiast to jest taki konflikt, który myślę, wstrząsnął nami wszystkimi, bez względu na orientację, ponieważ on jest tak blisko nas, że właściwie dreszcz przebiega po plecach. I ja mam podwójny problem z tą wojną, bo z jednej strony tak czysto po ludzku, już kiedyś o tym mówiłem w Bibliotekarium, ja po prostu nie mogę ogarnąć tej wojny, nie mogę się z nią pogodzić. Jest to dla mnie coś z innego świata, praktycznie rzecz biorąc, bez silenia się na szukanie innych porównań. To jedno, ale z drugiej strony prowadzę taką audycję "Telegram z krańca świata", w której to audycji Piotr Plebaniak z odległego Tajwanu analizuje scenę światową trochę geopolitycznie, nawet bardzo geopolitycznie. I to trochę przypomina w jego wykonaniu partię szachów. Stany Zjednoczone próbują rozbić oś Berlin, Moskwa, Chiny, Pekin i tak dalej. Ja tego nie będę oczywiście tutaj przybliżał. I tu człowiek staje zupełnie oniemiały, bo z jednej strony poznaje mechanizmy zakulisowe wojny traktowanej jako coś normalnego, coś, co się po prostu wydarza. Już nie będę odwoływał się do tej maksymy XIX-wiecznej, czym jest wojna, ale po prostu wojna jest elementem naszego świata, naszego życia i w to nam każe uwierzyć Piotr Plebaniak. Co więcej, ja zaczynam mu powoli wierzyć. I patrząc na tę sytuację rozgrywaną przez zimnych szachistów ze Stanów Zjednoczonych, z Moskwy, z Pekinu, z Niemiec i cholera wie skąd jeszcze, to patrząc na tę chłodną partię, jednocześnie mam przed oczyma to, co się tam dzieje. Tragedie ludzi, tragedie matek, dzieci. I to jest coś takiego jak fizyka i fizyka kwantowa. Fizyka ta tradycyjna i fizyka kwantowa. Tego się nie da naraz. I właściwie człowiek staje bezradny, bo z jednej strony przyznaje rację, że toczą się jakieś mechanizmy, których nie rozumiemy na takiej wielkiej skali, a z drugiej strony mamy do czynienia po prostu z tragedią ludzką. I nawet nie mieszałbym w to polityki, bo niektórzy starają się w to jeszcze politykę wielką, lokalną uprawiać. Nie powiem nigdy matce, która ucieka przed wojną, że jest elementem ładu światowego i powinna się z tym pogodzić. Ja wcale nie wiem, czy chcę, żeby ona tu była. Chcę jej po prostu pomóc. I myślę, żeby już nie brnąć dalej w jakieś dygresje, to chyba tyle z mojej strony, jeśli chodzi o wojnę za naszą wschodnią granicą. Dziękuję.
[10:20] - Ja również dziękuję. O tym, jak bardzo nie znaliśmy Rosji, świadczy też ta podbudowa ideologiczna Putina. Wszyscy pamiętają, jak przed kilkoma tygodniami w ataku bombowym zginęła córka Aleksandra Dugina, zwanego też filozofem reżimu putinowskiego. Ja zachęcam wszystkich do sięgnięcia do sierpniowego "Nieznanego Świata". Tam Wojciech Chudziński podsumował założenia tej jego filozofii i streścił, z jakich źródeł ona czerpie. Okazuje się, że ona ma też pewne ezoteryczne podstawy. Także zachęcam, sięgnąć sobie do tego numeru "Nieznanego Świata" sprzed kilku miesięcy. Ale przejdźmy do naszego pytania. Arku, ty z tego, co pamiętam, pracowałeś nieco na Ukrainie, poznałeś ten kraj. Czy to się przekłada jakoś na twoje wrażenia i obserwacje na temat trwającego konfliktu?
[11:23] - Tak, owszem. Ta wojna nie rozpoczęła się w tym roku. Ta wojna trwa od roku 2014. Zaczęła się w sumie od studentów, którzy po prostu nie chcieli, by ich ówczesny prezydent, Janukowycz bodajże się nazywał, chciał właśnie większej konsolidacji z Rosją. Natomiast społeczeństwo właśnie tej Ukrainy Wschodniej, Kijowa i tych dużych miast widziało siebie jako integralną część Europy, więc ich oczy były bardziej zwrócone w tą stronę. Wszyscy pamiętamy ten Majdan i tak dalej, jak to było, ale to są elementy właśnie tej walki o
[12:17] - O Ukrainę już wtedy między Rosją a wolnym światem. Wielu Ukraińców miało możliwość pojechania do pracy, czy to do Włoch, czy do Izraela, czy do Polski, Niemiec. Pracowali. Oprócz tego, że przywozili pieniądze, przywozili też inną wizję swojego życia. To właśnie od nich padła taka iskra, bunt niezależności. Przeciwko tego typu myśleniu wystąpiły obwody wschodnie: Ługańsk i Donieck, przy czym tam bardzo dużą rolę odgrywały takie zagrywki rosyjskie. Tam działał między innymi chyba Striełkow, ichniejszy pułkownik, rosyjski oczywiście, który tam na tyle namieszał, że to pozwoliło i wówczas już były wojny. Zresztą jak ja byłem, to właśnie między innymi ginęli ludzie na Majdanie i były takie właśnie przypadki, że pojechali zobaczyć, co się dzieje i nie wszyscy wrócili, dlatego, że wystarczyło się wychylić zza muru i już dostać kulką w głowę. Także takie przypadki były. Wówczas też bardzo często pojawiały się mogiły bardzo daleko od działań wojennych. Mogiły tych wszystkich, którzy jechali właśnie na tą operację antyterrorystyczną, bo tak ona była nazywana na Ukrainie i też ginęli. Oczywiście, gdyby tam byli sami Ukraińcy z obwodów tych Ługańska i Doniecka, z całą pewnością nie byłoby wtedy tej wojny. Wtedy już Rosja była tam zaangażowana bardzo mocno, wysyłała tam broń. W tej chwili słyszymy lament Rosji, jak Ukraina dostaje broń z Zachodu. W sumie Putin oszukał troszeczkę tych wszystkich ludzi, którzy zawierzyli w to, że Rosja tam będzie, między innymi tych na Krymie i tych w Ługańsku, mówiąc im, że po prostu będą częścią Rosji, a dla nich to jest z kolei możliwość wyjazdu właśnie do Moskwy w celu lepszych zarobków. Nie trzeba znać języka, bo każdy z Ukraińców bardzo dobrze mówi po rosyjsku i z pracą było łatwiej. Natomiast zarobki w dużych miastach są na poziomie zarobków europejskich dużych miast. Także naprawdę były bardzo duże i było o co walczyć. Dla niektórych oczywiście. Ale czas pokazał, że po prostu nie mogli wyjechać do Moskwy, mogli wyjechać tylko w kilku kierunkach. Były to kierunki bardziej na wschód i tam, gdzie zimno, czyli Nowosybirsk i tamte okolice. I ta wojna od 2014 tliła się, ludzie ginęli. W tej chwili przybrała takie bardzo mocne brzmienie. No i tutaj widać tą pracę, jaką Ukraińcy, ukraińskie wojsko wykonało w czasie tych ośmiu lat bodajże od tych pierwszych zagrywek, jakie tam były. Krym opuszczali, praktycznie nie broniąc się. Wszyscy znamy historię tych zielonych ludzików, którzy nagle pojawili się na Krymie, rosyjskich żołnierzy bez insygniów żadnych, bez żadnych takich emblematów wojskowych, tylko przejmujących tamtą właśnie władzę. W tej chwili już się po prostu tego nie dało. Jeżeli chodzi o samego Putina, ja jestem przeświadczony o tym, że on jest jednak chory, ale nie psychicznie. Być może, że też, ale też i tak całkiem normalnie, dlatego że wygląda tak, jakby on miał przeszczepy jakichś organów, które były spowodowane czymś tam, jakimś rakiem, czymś takim. Stąd jego bardzo duży dystans do osób, które do niego przyjeżdżały. Nawet te osoby, którzy go odwiedzali, musieli przejść jakąś kilkudniową kwarantannę, jakieś odosobnienie takie, żeby nie można było go zarazić. Do tego te duże stoły i tak dalej. Jeżeli się przypatrzymy na zdjęcia jego, jak on wchodzi po Kremlu, gdzie mu otwierają drzwi, wyraźnie widać, że za sobą ciągnie bodajże prawą nogę. I teraz jeszcze w tej chwili było takie zdjęcie, gdzie podaje rękę dla aktora Stevena Seagala. Podaje rękę prawą w geście powitania, opiera się na lewej, ale na prawej ręce ma zegarek. Nie jest mańkutem z tego, co zauważyłem. A wtedy się nosi zegarek na prawej ręce, jeśli lewą ręką lewej ręki nie możemy obkręcić tak, by zobaczyć godzinę. Więc coś na rzeczy musi być z tą jego chorobą. Być może, że po prostu w takim ostatnim tchnieniu swojego roku życia, następnego czy dwóch chce po prostu zaistnieć w historii Rosji jako ten, który ponownie scalił i zbudował wielką Rosję od morza do morza. Kraj, nad którym nigdy nie zachodzi słońce. I takie teksty, które kiedyś mówiono o ZSSR.Natomiast należy też wspomnieć, że każda intencja jest dobra z jego punktu widzenia i nigdy nie ma dobrego króla. Więc z jego punktu widzenia być może, że taka eskalacja i takie nastawienie prowojenne i zdobycie za wszelką cenę jakichś tam ziem może być dobre, ale dla kogo dobre? Na pewno nie dla Rosjan, na pewno nie dla Ukraińców. Nie wiem. Słabo to wygląda z punktu widzenia, jeżeli się popatrzy na historię tej wojny i tych zajść z boku troszeczkę. Jeżeli popatrzymy na Rosję, to Rosja z punktu widzenia osoby patrzącej z boku, stoczyła się w dół. Rosjan nazywamy orkami i ciężko tu się dziwić, jeżeli strzelają do uruchomionych w domu odkurzaczy automatycznych, jeżeli stawiają na gazie te bezprzewodowe czajniki elektryczne. Tak słabo to wygląda. Dziękuję.
[19:56] - Dzięki. Słabo. Rzeczywiście. Ja myślę, że przede wszystkim o Rosji wiemy bardzo mało i mogłaby nas bardzo zaskoczyć, gdybyśmy się troszkę głębiej w to zagłębili. Jeszcze taka myśl mnie nachodzi, że chyba Putin jest najlepszym agentem wszystkich swoich wrogów, bo zepsuł swoją zabawkę, nad którą pracował. Okazało się, że część tej zabawki, tej jego wielkiej armii to przepili, rozkradli albo istniała na papierze. Oczywiście nadal są potęgą nuklearną, ale chodzi mi też o to, jeżeli spojrzymy z takiej perspektywy rosyjskiej, oni zawsze mieli fioła na punkcie swojej liczebności, bo Rosjan jest ogólnie mało. Część z nich to oczywiście nie są Rosjanie ci słowiańscy, tylko jacyś inni. I tak naprawdę okazuje się, że on sobie tak rzucił tych ludzi. A idźcie sobie, ciekawe ilu wróci? Ciekawe ilu przeżyje? I znowu będą filozofowie pokroju Dubina się zastanawiać, co tam poszło nie tak. A wszystko poszło nie tak, ale dzisiaj nie o tym mówimy. Damianie, kilka słów na temat tej sytuacji.
[21:14] - Cóż mogę dodać? Zgadzam się tutaj na pewno z moim przedmówcą Arkiem, że ta wojna, którą znamy w takiej formie, jaka jest nam prezentowana w mainstreamowych mediach, nie zaczęła się tak naprawdę kilka miesięcy, ale ona już trwa od 2014 roku. To jest konflikt, który narastał, budował się i można powiedzieć, że jego charakter i forma mogła być w zasadzie łatwo przewidywalna dla kogoś, kto śledzi sytuację geopolityczną. Bo w zasadzie tutaj się zgadzam też z Markiem, jeśli chodzi o wypowiedzi Piotra Pelaniaka, który jest gospodarzem programu Telegram Na Końcu Świata, który bardzo trafnie i bardzo konkretnie przedstawia, jak buduje się ten konflikt. I myślę, że jesteśmy tutaj świadkami wojny, która ma charakter właśnie takiej wojny proxy, gdzie na terenie kraju trzeciego dochodzi do konfliktu między dwoma państwami. W tym przypadku jest to w zasadzie struktura NATO, która walczy z Rosją, a obydwie strony walczą o swoją sprawczość, o przetrwanie na tej mapie geopolitycznej. Buduje się na naszych oczach nowy model geopolityczny i myślę, że Rosja po prostu nie miała wyjścia i ten konflikt musiał nastąpić w takiej formie, jak nastąpił. Możemy jedynie ubolewać, że w tak krwawej formie, jak dzisiaj byliśmy świadkami tego, słuchając mediów, w jaki brutalny sposób zostało potraktowane wiele miast w Ukrainie. Myślę, że ta wojna będzie trwała jeszcze bardzo długo, także raczej nie należy się spodziewać jej końca w najbliższym czasie. I zgadzam się tutaj z tym, co właśnie wygłasza Piotr Pelaniak w swoich audycjach i w swojej książce „Siły psychohistorii”. W ogóle wspaniały kawałek literatury, mówiący o tym, że tak naprawdę tutaj upada układ geopolityczny między Niemcami, Rosją i Chinami, a główną stroną, która gra na te skrzypce, to właśnie ten hegemon, czyli Stany Zjednoczone, które tak naprawdę są nieobecne w tym konflikcie, ale jednak pociągają za sznurki. Ma to oczywiście cel jeden, gospodarczy. Jest to walka o wpływy na mapie geopolitycznej, jeśli chodzi o dostawy energetyczne w Europie. Myślę, że to nie jest przypadek, że w ogóle w takiej konwencjonalnej formie ta wojna wybuchła zaraz w momencie, kiedy została zakończona budowa Nord Stream 2. Niedawno jeszcze się dowiedzieliśmy o tym, że Nord Stream 1 zostało uszkodzone poprzez jakiś sabotaż. Także myślę, że będziemy świadkami jeszcze wielu takich spektakularnych wydarzeń, które dla nas wydają się bez precedensu, ale tak naprawdę to są wydarzenia, które kształtują filary wojen. Żyjemy w takich czasach, gdzie nam się wydawało, że tej wojny nie będzie. Takie były założenia w ogóle specjalistów mówiących o tym, że raczej to jest tylko prężenie muskułów.
[24:35] - Ale tak naprawdę, jak spojrzymy na to nie od strony propagandy, która teraz jest rozbudowywana na szeroką skalę z jednej i z drugiej strony, to ten konflikt był całkowicie przewidywalny. Nie wiemy tylko, jak się zakończy. Można spekulować, że raczej na niekorzyść Rosji i wszystko wskazuje, że tak to pójdzie. I miejmy nadzieję, że tak to pójdzie, bo jeśli nie, to może być gorzej. Oby tak nie było.
[25:05] - Dziękujemy. Teraz przechodzimy do sedna, bo Damianie powiedziałeś, że rzeczywiście można było zauważyć, że pewne procesy, pewne zjawiska, które poprzedziły wybuch wojny wskazywały, że coś się dzieje. Jednym z takich zjawisk było lekkie ufologiczne poruszenie, bo na przykład ze Szwecji w styczniu tego roku zaczęły docierać relacje o tym, że widywane są jakieś dziwne drony. I te drony były widywane w okolicach parlamentu, na przykład były widywane w okolicach elektrowni atomowych. W jednym przypadku były te obiekty ścigane przez helikopter. Niestety nie udało się ich dogonić. Widywano w Szwecji też inne obiekty. Na przykład w mieście Huskvarna pewien pan widział latający trójkąt. W ogóle w Szwecji w ubiegłym roku odnotowano tych obserwacji UFO bardzo dużo, bo aż 300 informuje nas tamtejsza organizacja UFO-Sverige. Ale co więcej, oprócz tych dronów, które przecież nie powinny się zbliżać do tak newralgicznych miejsc jak elektrownie jądrowe czy siedziba parlamentu, mieliśmy szereg innych doniesień, na przykład z Irlandii. Okazuje się, że na początku marca tego roku w kilku hrabstwach Irlandii widywano dziwny obiekt. Nawet pojawiła się relacja muzyka, który u nas jest trochę mało znany, nazywa się Toby Callahan. I on twierdził, że kiedy sobie wyszedł na papieroska, spojrzał w niebo, zobaczył wielki obiekt w kształcie litery W, który poruszał się nisko i wyglądał na zbudowany ze światła. I okazuje się, że tuż przed tą wojną zaczął się na niebie jakiś ruch. Uaktywniły się dziwne obiekty, już pomijając drony. Ale pojawiły się też słynne latające trójkąty, które przecież wcześniej w historii też dawały o sobie znać w okresach dużego niepokoju. Pamiętamy słynną belgijską falę UFO. Jeżeli ktoś nie zna tej historii, to warto się zapoznać z tym, co się tam wtedy działo. Potem mieliśmy falę latających trójkątów u nas w Polsce i ona u nas była dość rozciągnięta w czasie, ale co ciekawe, poprzedzała eskalację wydarzeń i konfliktu na Ukrainie w czasie Majdanu. Wtedy te dziwne latające trójkąty widywane były przypadkowo wokół baz wojskowych albo w niedużej odległości od tych baz wojskowych. Arku, mówiąc o tym obiekcie w kształcie litery W, który był widoczny nad Irlandią, przypomniała mi się taka historia z Kowali Oleckich, którą żeście dokumentowali i tam też wymieniony był właśnie taki obiekt. Ale przechodząc do pytania, czy to jest przypadek, Arku, że przed takimi zawieruchami historii, przed jakimiś wydarzeniami wojennymi niektóre obiekty się aktywują?
[28:30] - Jeżeli chodzi o ten obiekt, który był widoczny w Irlandii, to jego opis bardzo dokładnie pasuje do tego, co widział świadek z Kowali Oleckich. On też wyszedł na papierosa i na ciemnym niebie zarysował się taki obiekt, który przelatywał właśnie w kształcie litery W. Był on cienki i widać było, że przelatuje, dlatego, że zmieniały się światła gwiazd w miejscu, gdzie on przelatywał. Ta obserwacja jest mniej więcej taka. Jeżeli chodzi o obserwacje, natomiast o falę UFO, można w jakiś sposób połączyć, bo co jakiś czas mamy napływ informacji o statkach, o obserwacjach, o lądowaniach i nazywamy to falą UFO, falą obserwacji UFO. I dziwnym jest to, że on się zbiega w czasie. Po takich obserwacjach jakiś czas po tym dochodzi do jakichś perturbacji już tutaj na Ziemi, jakieś wojny, jakieś zawieruchy, jakieś demonstracje, obalanie rządów i tego typu rzeczy. Dziwne jest to, że nie było takiej mocnej fali UFO przed covidem, który odczuliśmy. Przynajmniej ja nie pamiętam, żeby coś takiego było. Wygasło w jakiś sposób, wygasły doniesienia o kręgach w zbożach. Nie wiem, czy to jest spowodowane, tutaj niekoniecznie trzeba łączyć obydwie sprawy, ale warto o tym wspomnieć. Na świecie w dalszym ciągu pokazują się tego typu kręgi, ale wydaje się, że one są zbyt złożone na to, żeby byłyWyglądają na to, jakby były zrobione ręką ludzką za pomocą kija, sznurka czy czegoś tam jeszcze innego i zaprojektowane tak, żeby fajnie wyglądały z góry, żeby odzwierciedlały 3D i tak dalej. Ale właśnie tego nie ma, tego mi troszeczkę brakuje. Natomiast jeżeli chodzi o ostatnie doniesienia dotyczące UFO z różnych stron świata, te incydenty zdają się nasilać. Tego jest coraz więcej. Nie wiem, co się stanie za jakiś czas tutaj u nas na Ziemi. Zawsze coś takiego było. Dziękuję.
[31:28] - Możemy na to patrzeć z dwóch stron. Te wszystkie drony, latające trójkąty, które się uaktywniają, mogą być oczywiście elementem zupełnie ziemskiej obrony powietrznej. W przypadku Szwecji chyba to były jednak obiekty rosyjskie. Niemniej jednak co mnie dziwi, u nas nie było nic. Praktycznie mieliśmy posuchę zarówno w czasie covidu, jak i przed covidem. Tych relacji nie było. Jest ich strasznie mało. Nie wiem, o czym to świadczy. Może być tak, że ludzie boją się zgłaszać. Może te relacje też nie są nagłaśniane z tego powodu, że istnieje takie przekonanie, teraz przynajmniej, że doniesienie o wszelkiej jakiejś aktywności jest przedostaniem się informacji do wrogiej strony, która może tę informację wykorzystać. Ale to zupełnie inna sprawa. Damianie, jak zapatrujesz się na to zagadnienie? Na to aktywowanie się obiektów UFO w okresach tych wielkich przesileń i dlaczego w czasie takiego wielkiego przesilenia u nas było cicho?
[32:48] - To jest ciekawa kwestia, że faktycznie w Polsce w ostatnich latach niewiele wpływa tych zgłoszeń, ale już na ten temat mówiliśmy wielokrotnie. Jeśli chodzi o skalę manifestacji UFO, która generalnie w Polsce ma charakter bardzo spadkowy. Natomiast to, co faktycznie słyszymy gdzieś wkoło, w różnych rejonach świata, faktycznie jest zastanawiające. I myślę, że to, co tam wtedy widział ten słynny muzyk irlandzki, to jest taki czubek góry lodowej. Jeśli chodzi o formę manifestacji tych obiektów trójkątnych czy też takich deltoidalnych, bo wtedy w Polsce w sumie też było sporo tych doniesień, bo to były lata 2004, 2005, później jeszcze mniej więcej do 2011 roku tych relacji sporo wpływało też i na terenie Polski. Później to troszeczkę się wyciszyło. Jest to znamienne, że w ogóle te zjawiska niezidentyfikowane, umówmy się, ogólnie przyjęły formę takich trójkątów, co zdaniem niektórych może świadczyć o tym, że jednak to nie są obiekty ani pozaziemskie, ani w ogóle takie zjawiska, które możemy łączyć z jakimiś anomalnymi fenomenami pokrewnymi typu UFO, ale bardziej formę maszyn, które należą do jakichś czarnobudżetowych projektów lotniczych, które wychodzą gdzieś spod ze Stanów Zjednoczonych czy też z Rosji, Chin i tak dalej. Tak więc tego jest sporo. I tutaj też trzeba brać pod uwagę, że faktycznie tak może być, że część tych obiektów, które gdzieś rejestrowano czy to w ostatnim czasie nad Szwecją, co pojawiało się nad elektrownią atomową, może mieć znamiona czysto ziemskie. Ja dam taki przykład. Z racji tego, że pracuję w branży lotniczej, mam też dostęp do różnych informacji. Ostatnio taki incydent się pojawił. Co ciekawe, właśnie nad Wielką Brytanią członkowie załogi mojej linii lotniczej byli właśnie świadkami pojawienia się takiego obiektu, który został w raporcie opisany jako niezidentyfikowany nad lotniskiem Liverpool, kiedy samolot startował właśnie do Wrocławia. Pojawił się obiekt, czego efektem było to, że piloci musieli zawrócić na inne lotnisko, bo przestrzeń została zakłócona przez jakiegoś nieznanego intruza i wszystkie inne samoloty, które w tym czasie lądowały nad Liverpool, też były przekierowane na inne lotnisko, więc przestrzeń w jednym obszarze została natychmiastowo zamknięta. Przypuszczenia były takie, że był to dron, prawdopodobnie cywilny, więc nie możemy wykluczyć tego, że w takich przypadkach już skrajnych, gdzie pojawiają się takie obiekty nad takimi newralgicznymi punktami infrastrukturalnymi jak elektrownie atomowe czy jakieś obiekty wojskowe, mogą mieć raczej pochodzenie ziemskie i mogą dotyczyć jakichś tajnych technologii ziemskich. W tym przypadku być może to właśnie chodzi o Rosję, a może i Chiny, któż to wie? Trudno tutaj spekulować, ale faktycznie znamienne jest to, że w ogóle fenomen UFO bardzo często właśnie manifestuje się w okresach takich przesileń historycznych, bo to, co się dzieje w Ukrainie, też jest w jakimś stopniu powiązane z UFO. Będziemy o tym zaraz mówić. Natomiast jak sięgniemy w ogóle meandry historii, to okazuje się, że podobnych historii było sporo. Okres przejściowy, ustrojowy w Polsce też był zapoczątkowany różnymi manifestacjami zjawisk. Na początku lat 90. na przykład słynna fala UFO z 5 listopada 1990 roku, kiedy też bardzo dużo ludzi w Polsce obserwowało dziwne zjawiska świetlne.
[36:40] - I w niektórych przypadkach dotyczyło to również bardzo dużych, gigantycznych obiektów, które przelatywały nad Polską i były też obserwowane w innych rejonach Europy. Takich fal UFO było więcej. Mamy słynną falę belgijską z 1999 roku, ale jak się cofniemy w historię, to okaże się, że były takie incydenty, które też możemy niejako powiązać z UFO, jak chociażby wydarzenia, które dotyczą różnych obserwacji we wrześniu 1938 roku, czyli w okresie, który poprzedzał wydarzenia wybuchu II wojny światowej. Znam wiele takich relacji od ludzi, którzy jeszcze pamiętali te czasy i opowiadali historie o pojawieniu się świetlistych krzyży latających na niebie. I to wszystko było wtedy tłumaczone jako znak od Boga, że coś się wydarzy krwawego. Ale nie wykluczamy, że dzisiaj, patrząc na to z perspektywy czasu, możemy uznać, że miało to formę jakichś zjawisk, które możemy wiązać z UFO. Więc te fenomeny pojawiają się właśnie w takich szczególnych momentach, kiedy kształtują się układy geopolityczne.
[37:56] - Dziękuję. Odnośnie latających trójkątów zawsze w ufologii panowało przekonanie, że to jest jakiś tajny projekt. Wymieniano różne nazwy, chociaż ostatnio taka koncepcja, która przykuła moją uwagę, mówiła — nie pamiętam, kto był jej autorem — że to są tak naprawdę bardzo lekkie sterowce. Co ciekawe, mówiliśmy o tym panu w debacie z tamtych sezonów o latających trójkątach i ten pan ekspert lotniczy mówił, że to są de facto obiekty transportowe. A czym one są w rzeczywistości? Czy one w ogóle są ziemskie? Tego oczywiście nie wiemy. Dziwne jest to, że nagle się pokazały i aktywowały. Możemy tutaj jedynie spekulować. Marku, co byś dodał do naszych przemyśleń?
[38:43] - Bardzo się cieszę, że Damian odwołał się do historii, do tych sytuacji, które znacznie wyprzedzają nasze czasy, które nie były aż tak nowoczesne jak obecne, że w momentach przesileń różnego rodzaju, czy to politycznych, ale częściej militarnych, takie dziwne obiekty pojawiały się. Bo tak naprawdę można by skwitować te ostatnie wydarzenia, czy to w Szwecji, czy w innych miejscach Europy, mniej więcej tak: rzadko która wojna wybucha spontanicznie, a już szczególnie jeśli mamy do czynienia z takimi miejscami jak Europa, gdzie właściwie to jest system naczyń połączonych i bardzo ciężko zrobić coś spontanicznie. Zauważmy, że o tym, że wojna na Ukrainie wybuchnie, dzisiaj z perspektywy czasu wiemy, że pewne grupy polityków, pewne grupy wojskowych wiedziały już kilka miesięcy wcześniej. Tak delikatnie to powiedzmy. A kto wie, jak długo trwały przygotowania? Bo jeśli weźmiemy pod uwagę, jak szkolono armię ukraińską, jakim rygorom była poddana, jak przewartościowano zupełnie tę armię, zrobiono z niej rzeczywiście nowoczesne wojsko, to musimy sobie uświadomić, że — jakiego tu słowa użyć? Zwrotu? — możni tego świata. To jest, zdaje się, taki zwrot wytrych. Więc możni tego świata nie zasypiają gruszek w popiele i jeśli jakiś konflikt ma się wydarzyć, to oni się do niego znakomicie przygotowują. I teraz przygotowuje się zarówno jedna, jak i druga strona. W związku z tym w takiej napiętej sytuacji przedwojennej czy zmierzającej do wojny nie powinien dziwić ruch na niebie. Rozmaity. To jest kwestia później interpretacji, odczytywania tego, co się na tym niebie dzieje. I te obiekty nad Szwecją, tak jak powiedziałeś, Piotrze, raczej należy sądzić, że to Rosjanie coś badali. Troszkę to niebezpieczne, bo znaczyłoby to, że ich plany są znacznie bardziej dalekosiężne, niż nam się wydaje w tej chwili, skoro tak dobrze przeczesywali kraje, które z ich punktu widzenia agresji na Ukrainę w ogóle nie mają żadnego znaczenia. A jednak przygotowania do wojny, być może do wojny, która dopiero wybuchnie. To nie jest optymistyczne, ale być może przygotowania do takiej wojny właśnie między innymi tym się cechują, że gdzieś tam na niebie pojawiają się obiekty jak najbardziej ziemskie, rozpoznawcze i tak dalej. Nie chcę tego mnożyć, ale w każdym razie — co oczywiście nie wyklucza i dlatego się tak ucieszyłem, kiedy Damian powiedział o tym — wśród tych obiektów pojawiają się też te obiekty, które nazwijmy obserwatorami, które przyglądają się po prostu, cokolwiek to słowo „przyglądają się” miałoby znaczyć, bo tak naprawdę skazani jesteśmy na spekulacje.Jakkolwiek będziemy to odczytywać, to nie da się wykluczyć, że w tej powodzi różnego żelastwa tudzież materiałów, które krążą nam nad głową, pojawia się również coś, co jest nam po prostu nieznane, czego nie potrafimy rozszyfrować. Być może jest to Wszystko naraz. Tajne projekty, obiekty militarne, zwiadowcze i tak dalej, a przy okazji obiekty, które nie są z tego świata, jakkolwiek byśmy to mieli odczytać. To chyba tyle. Dziękuję.
[43:18] - Dziękujemy. Marku, może przypomnisz kontakty do Radia Paranormalium?
[43:24] - Oczywiście, jak najbardziej. Dzisiaj przyjmujemy pytania i komentarze drogą tekstową. Można do nas pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Jesteśmy także pod numerem Gadu-Gadu 36 08 80 02. Można także do nas pisać poprzez komunikator Telegram albo drogą SMSową na nasz numer telefonu 530 620 493. I teraz się poprawię, bo zapomniałem podać nasz adres e-mailowy. Tam również można wysyłać nam wiadomości. Nasz adres to radio@paranormalium.pl.
[44:17] - Dziękuję. Marku, powiedziałeś przed chwilą też, że w tej zawierusze wojennej, w tej masie żelastwa krążą obiekty, których pochodzenia nikt nie zna. I wydaje się, że o tym mówią właśnie ukraińscy astronomowie, którzy całkiem niedawno opublikowali wysoce dziwny materiał, dokument, wynik ich prac badawczych. W sumie trudno powiedzieć nad czym, bo nikt nie wie, czym są te obiekty, oni sami też się nie kwapią z wyjaśnieniami. O co chodzi? Okazuje się, że astronomowie o nazwiskach Ziłajew, Pietuchow i Reszetnyk obserwowali na stacjach, które służą normalnie do obserwacji meteorów, dziwne zjawiska powietrzne. Oni podzielili je na dwie grupy. Pierwsze nazywali zjawiskami kosmicznymi, drugie nazywali fantomami lub zjawami. I okazuje się, że to są bardzo szybkie obiekty, które poruszają się na wysokości do kilkunastu tysięcy metrów nad ziemią. Możecie sobie znaleźć link do tego raportu. Tam są ich wnioski, tam są ich metody podane. Oczywiście wnioski, które mówią, że coś tam na tym niebie jest, ale nie wiadomo co to. I oni nawet sklasyfikowali jakoś te obiekty. Okazuje się na przykład, że te fantomy, które są bodajże z tego, co pamiętam, charakteryzują się tym, że jedne są bardzo jasne, a drugie są ciemne. Ich rozmiary są w przedziale od trzech do dwunastu metrów. Poruszają się zarówno grupowo, jak i pojedynczo, ale ich prędkość jest tak potężna, że są praktycznie niewykrywalne. I tutaj pojawia się też problem z rejestracją tych obiektów. Jak je uwiecznić? Jak potwierdzić ich istnienie? Bo okazuje się, że praktycznie nic o nich nie wiemy. To wszystko jest dość szokujące, kiedy to przeczytamy, bo z tego wszystkiego wynika, że tutaj jest jakieś niezidentyfikowane zjawisko powietrzne, które sobie tą Ukrainę obserwuje, obserwuje ten teatr działań wojennych. I od razu się też rodzi to samo pytanie, które sobie zadajemy, czy to jest jakaś technika amerykańska, czy to są jakieś pojazdy szpiegowskie, które to wszystko podglądają? A może to jednak obcy? Muszę powiedzieć, że dla mnie lektura tego raportu była bardzo może nie wstrząsająca, ale taka enigmatyczna, bo okazuje się, że nagle ci kijowscy astronomowie wykrywają coś, czego w zasadzie nikt nie widzi, co jest poza naszymi zdolnościami poznawczymi. I teraz pytanie, czy oni popełnili jakiś błąd w tych swoich obliczeniach, czy rzeczywiście tam na tej Ukrainie formalnie potwierdzono, że jakaś inna strona to wszystko jeszcze obserwuje? Marku?
[47:46] - I tu znowu odpowiedź nie będzie pewno satysfakcjonująca dla naszych słuchaczy, bo my tak naprawdę poza tymi artykułami, o których wspomniałeś, nie docieramy do takich, trudno to nazwać twardymi dowodami, ale jakichś takich materiałów, nazwijmy je ilustracyjnych albo takich wiarygodnych materiałów ilustracyjnych. To jest pewne słowo, że coś takiego tam się dzieje, że pojawiają się te fantomy i pojawiają się te jasne obiekty. I jest taka sugestia, że owszem, może to obcy, jakkolwiek rozumiani, nie chciałbym takich skrótów wielkich myślowych dokonywać. Rozumiejmy to szeroko. W każdym bądź razie, a może to są z kolei maszyny, na przykład pochodzenia chińskiego, rosyjskiego?To rosyjskie pochodzenie z wiadomych względów aż mi się nie chce wierzyć, chociaż wykluczyć tego oczywiście nie można, że się dobrze maskują. Chińskie? Być może nic się nie da wykluczyć, bo może to sami Amerykanie. Tak, to byłaby ta opcja, nazwijmy ją ziemska. Oczywiście pozostaje gdzieś tam zarówno z tyłu głowy, jak i całkiem realna alternatywa, że są to obiekty, które nie pochodzą z tego świata, że są to obiekty, które biorą udział w tym, co moglibyśmy nazwać obserwacją Ukrainy, obserwacją wydarzeń, które dzieją się na Ukrainie. Tu oczywiście wnioski można wyciągać różne, że po prostu takie miejsca są atrakcyjne do obserwacji, bo dzieje się coś. Wojna dzieje się tak, jak ludzie — wiem, że to głupio zabrzmi — lubią oglądać wojny w telewizji, a w każdym razie ekscytuje ich ona bardzo. Być może obserwatorzy również są tą wojną zainteresowani, może z nieco innych powodów niż ludzie oglądający wojnę w telewizji, ale znowu trudno właściwie rozstrzygnąć to wszystko. To wszystko tak się dzieje, kiedy wszystko zaczyna mieć sens, bo zarówno maszyny typu ziemskiego, które się nad Ukrainą lokują, miałyby sens, bo w takim galimatiasie, jakim jest wojna, to zarówno maszyny obserwacyjne, szpiegowskie i wszelkiego rodzaju inne mają sens. Tam się przez Ukrainę przewala ostatecznie tyle sprzętu wojskowego i to bardzo nowoczesnego dzięki Europie, dzięki dostawom broni z Europy, że gdybym był mocarstwem wrogim, na przykład Chinami albo na przykład Rosją, to ja bym chciał pewne rzeczy podejrzeć, pewne procedury, pewne sposoby działania, sam sprzęt wreszcie. W związku z tym nie da się wykluczyć tego, że to maszyny szpiegowskie, ale z drugiej strony te prędkości, o których jest mowa w artykule, zdają się sugerować, że to jest jednak poza zasięgiem obecnej technologii ziemskiej. A zatem znowu to pytanie gdzieś tam wraca. Pytanie postawione przez Piotra: czy to jest jakiś błąd w metodzie badawczej, obserwacyjnej, czy też metoda jest dobra i zaobserwowano realne zjawisko? Zdaje się, że nic bardziej mądrego już na ten temat nie jestem w stanie powiedzieć. Dziękuję.
[51:43] - Dzięki. Rzeczywiście to wszystko jest niezwykle dziwne, bo ja was odsyłam do lektury tego artykułu. Okazuje się, że oni tam nawet nadali jakieś nazwy rodzajom tych obiektów. Wzorowali się na ornitologii, czyli znajdziemy tam bodajże sokoła i tak dalej. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że ci astronomowie mówią, że te obiekty są widywane wszędzie, że one są i to w świetle dnia. Także oni najprawdopodobniej zamierzają powtórzyć te swoje badania, dlatego, że to ich oświadczenie wywołało lawinową reakcję. O tym jeszcze za chwilę będzie mowa. Arku, co cię tam najbardziej zdziwiło w tych rewelacjach pana Żiłajewa i kolegów?
[52:38] - Przede wszystkim to, że w ogóle to obserwatorium nie jest wielkim obserwatorium. Tak naprawdę nie wiemy, z jakich urządzeń oni korzystali. Chciałbym przypomnieć taką sprawę, że słynne tik taki zwróciły na siebie uwagę dopiero wtedy, kiedy marynarka amerykańska zastosowała nowy typ radaru i wtedy ten radar pokazał, że coś tam unosi się i wtedy dopiero skierowali tam właśnie te śmigłowce, które zarejestrowały przelot tych obiektów. Podobna sytuacja jest w tej chwili właśnie w tym obserwatorium. To jest obserwatorium, które nie jest zrzeszone, nie współdziała specjalnie z innymi obserwatoriami. Tak naprawdę to nie wiem, czy nie zostało opuszczone w ogóle i grupka zapaleńców po prostu chciała coś zrobić. Wiadomym jest, że zakupili jakieś kamerki do obserwacji astronomicznych i podczas właśnie ustawiania ich sfotografowali te obiekty. Tak jak już Marek mówił, one pędzą z prędkością 50 000 km/h mniej więcej. Generalnie podzielili je na dwie grupy. Grupa pierwsza to właśnie te, które świecą w ciągu nocy i widać, że przylatują w ciągu nocy, i te, które latają w ciągu dnia i widać je dlatego, że są po prostu ciemniejsze od tła. Więc coś udało im się faktycznie sfotografować. Czy to są ptaki w bliskich odległościach czy owady? Podejrzewam, że sami oni wykluczyli taką możliwość, bo w pierwszej kolejności to się robi. Tak mi się wydaje, że wyklucza się wszystkie możliwe rzeczy, które mogą przeszkadzać.Więc te obiekty według mnie faktycznie się pojawiają, faktycznie zostały sfotografowane. I tak jak się nie da sfotografować przy pomocy najnowocześniejszych teleskopów na Ziemi, o bardzo wydłużonych ogniskowych tego, co jest w troposferze, czyli stosunkowo blisko, bo na wysokości około 10 000 kilometrów one przelatywały. Te obiekty mniej więcej na tej wysokości zostały sfotografowane bardzo drogimi i wymyślnymi środkami, dlatego że one są przystosowane do tego, żeby obserwować obiekty oddalone o lata świetlne, a nie tak blisko, nie o kilometry. Więc stąd takie wydawałoby się zapóźnienie w projektach spowodowało to, że te obiekty można sfotografować. Czy one się pojawiają na całym świecie? Ciężko jest powiedzieć. Chciałbym jednak przypomnieć albo stwierdzić, że podobne obiekty, które były czarne zarejestrował na swoim filmie kolega z grupy Boguś Zabielski, będąc nad kręgiem zbożowym. To był bodajże w Ełku. Nie pamiętam w tej chwili dokładnie, ale te obiekty też przelatywały gdzieś. To przy pomocy kamerki, jeszcze takiej, która nagrywała bodajże na taśmę magnetyczną. Tam się pojawiały piksele i tak dalej. Wypikselowało się tam, zaburzenia były w tym, ale niemniej jednak jakieś obiekty tego typu, czarne powstawały. Czyli być może faktycznie wszystko lata, tylko wystarczy po prostu odpowiedni sprzęt, może nie najnowszej generacji nawet, żeby to zarejestrować. A tutaj dziwnie nabrano wody w ustach i Ukraińska Akademia Nauk odcięła się troszeczkę od tych astronomów, którzy ogłosili to tak, jakby się bojąc tego właśnie, że mogli zarejestrować obiekty technologii amerykańskiej, które współdziałają niejako z armią ukraińską. Tak to na dłuższą metę wygląda. Jak jest w rzeczywistości? Myślę, że może się za parę lat dowiemy albo i nie. Dziękuję.
[57:36] - Dzięki. Tam wśród tych rewelacji kijowskich astronomów pojawiają się też takie bardzo sensacyjne stwierdzenia, że te fantomy są idealnie czarne, że tak naprawdę trudno cokolwiek powiedzieć o naturze tego zjawiska, a oni są rzekomo pewni, że to nie jest nic wytłumaczalnego ani naturalnego. Innymi słowy, żeby to jeszcze dobrze zrozumieć, oni twierdzą, że aparatura do rejestrowania meteorów, spadających gwiazd, jak to się mówi kolokwialnie, pozwoliła im wychwycić sieć przedziwnych obiektów, ogromnie zaawansowanych prawdopodobnie, które sobie nad tą Ukrainą krążą. A możliwe, że krążą w ogóle wszędzie. Ale Damianie, nie dziwi cię pewna rzecz? Tu jest bardzo wiele niewiadomych, ale nie dziwi cię to, że na przykład te obiekty, jeżeli tak krążą, jeżeli są tak szybkie, to dlaczego na przykład nie są wykrywane przez radary? Dlaczego nie mówią o nich piloci? Dlaczego, tutaj już taki najgorszy scenariusz, żaden z nich nie zderzył się dotąd z samolotem cywilnym?
[58:52] - Jest to zastanawiające. W ogóle ta historia z tym, co zostało upublicznione przez kijowskich astronomów, naprawdę jest bardzo enigmatyczna. Dlaczego nie zostało to uchwycone na radarach? Myślę, że dlatego, że jeśli mówimy tutaj faktycznie o autentycznych relacjach, to być może te fenomeny operują w takich parametrach, które są niewykrywalne przez radary. Poza tym też musimy wziąć pod uwagę tutaj czynnik prędkości, który jest naprawdę fenomenalny. Jeśli faktycznie to jest wszystko prawda. Bo też musimy powiedzieć sobie szczerze, że nie wiemy tego. To jest jakaś informacja prasowa, która krąży już w obiegu, jest powielana przez wiele mediów internetowych, więc jest to taki wycinek informacji, który jest puszczony w obieg. Bardzo skąpa ilość informacji jest zawarta w tym materiale, więc bazujemy na bardzo nikłych danych, żeby w ogóle cokolwiek powiedzieć sensownego na ten temat. Nie wiemy, czy nie jest to częścią jakiejś propagandy, która też tutaj może mieć miejsce, a wiemy, że w wielu aspektach Ukraińcy stosują propagandę w trakcie tego konfliktu. Być może jest to jakaś jedna z kolejnych odsłon, tego nie wiemy. Możemy tak domniemywać. Jeśli założymy, że są to jakieś szpiegowskie maszyny latające, to należy raczej uznać za słuszne, że są to raczej bezzałogowe maszyny, skoro mówimy o takich prędkościach, które tutaj są zawarte w tym komunikacie prasowym. Bo mówimy tutaj o prędkościach, które w zasadzie przekraczają w ogóle możliwości techniczne nawet pocisków balistycznych międzykontynentalnych. Mówimy tutaj o prędkościach rzędu 33 000 mil na godzinę. Jeśli to jest prawda, to jest 53 000 kilometrów na godzinę. Absolutnie fenomenalna prędkość, która nie wiem, czy w ogóle jest w zasięgu możliwości technicznych człowieka w ogóle w konstrukcjach jakichś maszyn bezzałogowych.
[01:00:55] - Które potencjalnie i na pewno penetruje przestrzeń powietrzną Ukrainy w tym momencie. Mówimy tutaj zarówno o stronie natowskiej, jak i rosyjskiej, a może i nawet jeszcze innej chińskiej, któż to wie. Ten czynnik prędkości mnie bardzo tutaj zafrapował i jeśli faktycznie ten komunikat jest autentyczny i te dane, które zostały tutaj przedstawione są prawdziwe, to mówimy o czymś, co zupełnie daleko wykracza możliwości techniczne człowieka. Wtedy już wchodzimy w pole dyskusji zahaczającej na pewno o UFO, ale to jest skąpy materiał. Musimy chyba poczekać na jakąś większą ilość danych, informacji, które być może zostaną udostępnione za jakiś czas. O ile będą faktycznie, prawda?
[01:01:46] - Tak. Ten raport, który został opublikowany, jest po angielsku. To jest takie podsumowanie. Rodzi się pytanie, czy oni mają więcej informacji źródłowych w języku ukraińskim? To wszystko stało się na tyle głośne, że głos w sprawie tych UAP-ów spod Kijowa, bo to było rejestrowane także w miejscowości Winerivka, gdzie jest taka stacja obserwacji meteorów. Te informacje dostały się do Aviego Loeba. To jest bardzo gorące nazwisko na scenie także ufologicznej. Nie oszukujmy się, to jest jedyny astronom takiego wysokiego szczebla, który mówi wprost: „Tak, mamy zamiar szukać kosmitów, mamy zamiar szukać obcych statków”. O nim będziemy jeszcze mówić, bo to jest bardzo ciekawa postać. Natomiast tenże pan stwierdził, przeanalizowawszy materiał od Ukraińców, że oni prawdopodobnie coś tam pomylili. On uważa, że te fantomy i te zjawiska kosmiczne to jest skutek obserwacji po prostu latających pocisków, oszału artyleryjskiego. Ale z drugiej strony pan Żiłajew mu odpowiedział, że oni przeanalizowali to wszystko i że on wysuwa taką hipotezę, która stara się to wytłumaczyć. Natomiast oni, tak to zrozumiałem, dysponują materiałem eksperymentalnym i widocznie są na tyle pewni swoich wniosków, że zamierzają bronić jakoś tego swojego odkrycia. Loeb zarzucił im kilka niedociągnięć. Pewnie wrzucimy link do tego materiału gdzieś tam pod tą debatę. Tam każdy będzie sobie mógł to przeczytać czy wrzucić na translator. To się ukazało na portalu Vice. Ta jego odpowiedź dla tych ukraińskich astronomów. Czy on ich zgruzował? Czy on pogrążył to ich cudowne odkrycie, które tak wszystkich poruszyło? Trudno mi powiedzieć dlatego, że jak zobaczycie, ich odpowiedź też nie była taka jednoznaczna. Oni są, jak już podkreśliłem, dość pewni, że coś jednak odkryli. Ale panowie, nie wydaje wam się dziwne, że taka informacja nagle się pojawia na cały świat, że nad Ukrainą lata coś jeszcze? Myśmy słyszeli niejednokrotnie w mediach, jak Ukraińcy ostrożnie tutaj postępowali z ujawnieniem wszelkich informacji na temat chociażby ruchu jednostek wojskowych, na temat fotografowania się chociażby z czołgami. Wiele osób zostało przecież aresztowanych za to, że umyślnie czy też nie przekazywali informacje Rosjanom. I nagle okazuje się, że taka informacja wypływa. Ona w jakiś sposób może wpływać na bezpieczeństwo narodowe, na działania na froncie. I pytanie, co to miało na celu? Czy to mógł być przeciek kontrolowany? Czy może to w jakiś sposób miało wystraszyć Rosjan, Arku?
[01:05:09] - Ja bym tego nie łączył bezpośrednio z jakąś tam właśnie propagandą, z jakąś próbą wystraszenia kogokolwiek czymkolwiek. Po prostu dostali kamerki czy kupili te kamerki do właśnie monitorowania opadów meteorów. Wypróbowali, kalibrowali, nagle im się coś tam pokazało. Sprawdzili to zapewne niejednokrotnie, zanim opublikowali. Opublikowali to właśnie w języku angielskim i to poszło na cały świat, tak jak mówiłeś. Fajnie, że zostali dopuszczeni do tego. Być może, że nie zgłosili tego najpierw do akademii nauk, bo pewnie by tego typu artykuł nigdy się nie pokazał. Troszeczkę wyszli przed szereg, ale właśnie na to wszyscy liczą, że naukowcy, astronomowie czy ktokolwiek inny przy takich rzeczach będą wychodzili przed szereg, będą informowali o tym. Brakuje tylko tego drobnego niuansu, żeby dokładnie określili, w jakich warunkach zostały zrobione te zdjęcia, czym zostały zrobione. Dlatego ja wspomniałem o tym nowym radarze z TikTakiem, bo być może, że tutaj też chodziło o to, że zastosowali jakiś nowy, nieznany system, który będzie mógł śledzić między innymi rakiety balistyczne czy cokolwiek innego. Tutaj wyszło im coś innego. Coś, co na pewno nie jest rakietą, nie jest pociskiem. Pociski nie lecą z tak dużymi prędkościami, więc tutaj tylko się cieszyć, że coś takiego wyszło na jaw. Będzie zapewne jakaś polemika, troszeczkę szersza. Mam nadzieję, że świat nad tym nie przejdzie do porządku dziennego. Szkoda w sumie, że informacji takiej nie podjęły nasze małe... obserwatoria astronomiczne i nie spróbowały zrobić tego samego w podobnych warunkach najpierw. Zanim zaczną negować dokonania Ukraińców, czy to był przypadek, czy to było celowe działanie, należałoby to sprawdzić. Mamy tutaj w Olsztynie nawet obserwatorium astronomiczne, o którym chyba nikt nie słyszał na świecie. Tam zaistnieli po prostu i cały świat znowu zwrócił uwagę na Ukrainę. To jest według mnie bardzo pozytywne i ja bym bezpośrednio, tak jak mówiłem, nie łączył tego z propagandą czy czymś takim, tego typu rzeczami, bezpośrednio samej publikacji tej z wojną, która się toczy. Dziękuję.
[01:08:10] - Dzięki. Marku, jak ty to oceniasz z perspektywy prestiżowej, czysto naukowej? Bo jeżeli się okaże, że to rzeczywiście jest jakiś błąd pomiarowy czy jakaś hucpa w ogóle, czy nawet to są te pociski, to przecież oni się ośmieszyli przed całym światem. Ja oczywiście nie jestem w stanie ocenić prawdziwości tego odkrycia, bo się nie znam aż tak bardzo, a po drugie, mamy dość skąpą ilość tych informacji bazowych.
[01:08:43] - Tak to już jest w świecie naukowym, że on trochę przypomina rodzaj takiego show np. kulinarnego. Kto się pierwszy zgłosi, ten wygrał. Być może jest tak, że technika, nawet brakuje mi w tej chwili słownictwa, obserwacji, którą zastosowano, ma jakieś swoje niedociągnięcia. Może chociażby z tej racji, że jest nowa albo nieskalibrowana, albo może być jeszcze tysiąc innych powodów. I te obserwacje z punktu widzenia tego, co oni tam widzieli, mogły być nawet prawdziwe, ale prawdziwe były dlatego, że coś tam nie stykło, coś tam nie zadziałało tak jak trzeba, bo technologia była nowa, było coś tam nieustawione tak jak trzeba. To jest jedna z hipotez, którą można wysunąć, taka negatywna. Druga, już mówiłem, do wygrania jest to, że jeśli te obserwacje są prawdziwe, to byli pierwsi, a w każdym razie jednymi z pierwszych byli. Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie troszeczkę zastanawia, bo przecież to jest tak, że jeśli te obserwacje, które tam zostały poczynione, odejdźmy na chwilę, czy są prawdziwe, czy nie, ale zwróćmy przede wszystkim uwagę, że one nie dzieją się w próżni. To znaczy, czy to jest tak, że oni sugerują, że nikt poza nimi w tym obserwatorium tego nie może zauważyć? Można i tak. Zwracam tylko uwagę, że poza nimi nikt na Ukrainie nie zgłasza podobnych obserwacji. Ja w każdym razie nie wyczytałem w tym artykule o tym. I pytanie teraz, czy te inne ośrodki po prostu przestały działać, w ogóle nie funkcjonują, czy też obserwatorzy tacy zwykli nie są w stanie dostrzec tego? Pytania się mnożą jak te przysłowiowe króliki. I ja mam takie wrażenie, że poruszam się w jakiejś takiej może nie próżni informacyjnej, ale w takim dużym niedoinformowaniu jestem. Więc wracając do pytania, kwestie prestiżowe. Jeśli te obserwacje były prawdziwe, to prestiż dla nich. A jeśli były fałszywe? Jeśli to był skutek tego, o czym mówiłem wcześniej, chociażby błędu? Mój Boże, błędy się zdarzają. W pewnym momencie w Europie odkryto, że cząstka się może poruszać szybciej niż światło. Okazało się to błędem. Skorygowano, zaprzeczono. Powiedziano, że to nie tak, że tam coś nie do końca dobrze zadziałało. Tylko dzisiaj specjalnie świat się z tego nie śmieje. W środowisku naukowym to się może wydawać, że poważni profesorowie, poważni naukowcy wolni są od takich emocji, które towarzyszą zwykłym ludziom, że chcieliby być w czymś pierwsi, że chcieliby być najlepsi. Myślę, że tak nie jest po prostu. I jeśli ktoś zauważy coś potencjalnie ciekawego, to się tym podzieli. Ja zresztą nie mam specjalnie do tych ludzi pretensji, że się podzielili. Teraz jest kwestia zweryfikowania tego wszystkiego. To ode mnie tyle. Dziękuję.
[01:12:29] - Dziękuję. Panowie, my jesteśmy bardzo tacy sceptyczni. Niektórzy nam zarzucają, że kolejny raz wypływa jakiś dowód, a my się czepiamy. Zadajemy pytania i drążymy jak ten robak jabłko. Ale chyba tak trzeba. Dodam jeszcze, co powiedział ten astronom w odpowiedzi na krytykę Leuba. On powiedział, że tutaj będzie możliwość ponownego przeprowadzenia tego eksperymentu przy użyciu tych procedur, które oni przeprowadzili. A Laub powiedział jeszcze coś takiego, nie wiem, jak do tego podejść, bo jak pewnie się dowiecie albo jak już wiecie, to jest astronom, który mówi otwarcie, że zamierza poszukiwać śladów obcych gdzieś tam w bliskim sąsiedztwie Ziemi albo na Ziemi. On nawet teraz zbiera pieniądze na to, żeby wyłowić gdzieś tam z okolic Papui Nowej GwineiJakiś metaliczny, dziwny obiekt prawdopodobnie, który przybył do nas spoza Układu Słonecznego, gdyż istnieje szansa, że mamy do czynienia niekoniecznie z obiektem naturalnym. Zaraz ci, Marku, oddam głos, ale powiem ci jeszcze, co Louk powiedział: jemu się wydaje mało prawdopodobne, aby jakaś obca inteligencja akurat pchała się w ten zapalny rejon świata, żeby sobie tam obserwować. A może właśnie o to jej chodzi? Marku?
[01:14:02] - Ja chciałem jeszcze tylko powiedzieć, że ten sceptycyzm, który wykazujemy, tak naprawdę służy sprawie, a nie ją wywraca do góry nogami. Bo ja przypomnę rzecz, którą już na przykład w „Bibliotekarium” mówimy: w naszym świecie myśmy się przyzwyczaili do tego, że wierzymy w naukę, a nie uprawiamy nauki. Jaka jest różnica? Taka właśnie, że wierzyć w naukę, to jest przyjmować pewne rzeczy bez dowodów, czyli tak jak w klasycznych wiarach. Natomiast uprawiać naukę, to jest stosować metodę naukową, a jedną z takich podstaw metody naukowej jest falsyfikacja tezy. To znaczy to, że my się czepiamy, że szukamy dziury w całym, tak naprawdę służy temu, żeby później taką już ostrzelaną tezę, ostrzelane różnego rodzaju informacje mogły służyć postępowi wiedzy. I dlatego myślę, że debaty ufologiczne bardzo często podążają w tym kierunku, że ludzie, którzy tu siedzą, są sceptyczni. Ale zauważcie państwo, to nie jest sceptycyzm szalony, „nie, bo nie”, tylko zadajemy pytania. Ja bym na przykład bardzo chciał, żeby tam rzeczywiście coś było. Co nie znaczy, że tych pytań niewygodnych, trudnych albo takich żalów, że czegoś nie wiem albo nie mogę się dowiedzieć, że nie będę ich zgłaszał. I to tyle. Dzięki.
[01:15:44] - Dzięki. No tak, na tym cała ta zabawa polega. Niestety oni będą się musieli zmierzyć z owocami swoich publikacji i na te pytania odpowiedzieć, jeżeli będą chcieli, aby ich brano na poważnie. Ale Damianie, może tym razem okaże się zupełnie inna. A co jeżeli to Ukraińcy znaleźli wytrych do odkrycia UFO? Może się okaże, że te obiekty tak naprawdę rzeczywiście są wszędzie, jak oni twierdzą, i może to one nadają stream na inną planetę z wydarzeń na Ukrainie. Tutaj oczywiście pojawiła się w tej dyskusji taka hipoteza, która pobrzmiewa już w ufologii od dawna, a mianowicie ten związek z energią jądrową. Pojawianie się niezidentyfikowanych obiektów w pobliżu nie tylko elektrowni jądrowych, ale też stanowisk z bronią atomową. A może właśnie jest tak, że kosmici nie pojawiają się już tak często w zasięgu naszego wzroku, bo wiedzą, że możemy ich sfotografować, że możemy przechwycić ich w inny sposób, na przykład przy pomocy zaawansowanej militariów. Jak podchodzisz do tej kwestii?
[01:17:06] - Koncepcja takiej intruzji pozaziemskiej brzmi bardzo fantastycznie, bardzo uroczo i myślę, że jest świetną pożywką dla takich bardzo mocnych entuzjastów w ogóle odwiedzin pozaziemskich. Tak jak dyskutujemy, zadajemy pytania. Mówi się, że ten, kto pyta, nie błądzi i myślę, że bazujemy, tak jak już mówiłem wcześniej, na bardzo skąpych informacjach. Mnie zastanawia tylko jedna kwestia: mamy tutaj jakiś przekaz medialny od strony naukowej. Nie wiemy, czy nie jest formą jakiejś propagandy, bo tego też nie możemy wykluczyć w 100%, że jest to forma jakiejś gry propagandy, która jest komunikatem niejawnym dla strony rosyjskiej, że w przestrzeni powietrznej ukraińskiej jest jeszcze jakiś trzeci gracz i jego się Rosja powinna obawiać. Tak też może być. Mnie jednak zastanawia, jeśli faktycznie zakładamy, że mówimy tutaj faktycznie o jakimś wielkim odkryciu przełomowym i nagle jakieś istoty pozaziemskie zaczęły tutaj pojawiać się na skalę masową w przestrzeni powietrznej Ukrainy, to jestem pełny generalnie historii i zdaję sobie sprawę z tego, jak dotychczas funkcjonowały w ogóle takie fale UFO na przestrzeni wielu lat. I zwykle było tak, że kiedy ludzie masowo obserwowali jakieś takie dziwne zjawiska świetlne na niebie, zwykle w dużej odległości, towarzyszyły im często bliskie spotkania. I tutaj mi tego brakuje w tym przekazie medialnym, bo mamy tutaj świadectwa dotyczące rejestracji obiektów, które się przemieszczają bardzo szybko, ale nie wiemy nic na temat jakichś świadectw pochodzących bezpośrednio od cywilów, od mieszkańców. A zakładam, że tak powinno być. Być może te informacje do nas gdzieś wpłyną za jakiś czas. Teraz wiadomo, że Ukraina jest odcięta mocno od konkretnego przekazu medialnego i to, co do nas dociera, dotyczy tylko i wyłącznie konfliktu.... który się tam toczy, więc może te informacje gdzieś do nas wypłyną za jakiś czas, kiedy się już arena teatralna, wojenna uspokoi nad Ukrainą. I ufolodzy ukraińscy, którzy tam gdzieś są jeszcze, chociaż nie mamy z nimi teraz, w tym momencie kontaktu, przekażą nam takie informacje. Ale wydaje mi się, że gdybyśmy mówili faktycznie tutaj o koncepcji intruzji pozaziemskiej, to brakuje mi tego szczególnego elementu, który jest bardzo charakterystyczny w przypadku wielu takich fal UFO, które się dziś manifestują.
[01:20:08] - Dziękuję. Tutaj tylko dodam tak w kwestii wyjaśnienia, że zdaniem tych kijowskich uczonych, o których tu mówimy, te obiekty, te UAP-y, które oni wykryli, są tak szybkie, że możliwość zarejestrowania ich przez ludzkie oko jest niemożliwa. Znaczy możliwość jest niemożliwa. Nie da się ich po prostu zobaczyć gołym okiem. Wszystko jest ciekawe, wszystko jest interesujące, ale niektórzy zaczęli zwracać uwagę na fakt, że po pojawieniu się tych rewelacji na temat tych superszybkich obiektów, jakiś czas później mieliśmy zdjęcia takich świetlnych słupów w różnych miejscach w Rosji. Niektórzy sugerowali, że jest to nowa broń służąca unicestwianiu satelitów. Ten system się chyba nazywa Pirest czy jakoś. I te zdjęcia pojawiły się z Biełgorodu. Te zdjęcia też rzekomo, inne zdjęcia podobnych słupów świetlnych wykonano w Moskwie. I tutaj kolejny element takiej dezinformacji, bo nagle do sieci przez Telegrama, przez inne media społecznościowe trafiają te zdjęcia i znowu brak nam jednoznacznych wyjaśnień. Niektórzy sugerują, że tak, mamy do czynienia z jakąś tam manifestacją broni. Zaraz pojawiają się też opinie anonimowych uczonych, które mówią, że nie, to są po prostu zjawiska optyczne w atmosferze podobne parhelionowi. Czyli wtedy, kiedy słońce się odbija w kryształkach lodu, wtedy powstaje nam ten świetlny słup. Ja nie jestem ekspertem od tego typu zjawisk, od fizyki ich powstawania. Widziałem kilkakrotnie słońce poboczne w ciągu dwóch lat, chyba nawet dwa razy. I przy czym w żadnym z tych przypadków nie było to tak wyraźne, tak jaskrawe zjawiska jak te słupy z Biełgorodu czy z Moskwy. I nasuwa mi się tutaj kolejne pytanie, czy mieliśmy do czynienia z czymś tajemniczym, czy nie? Bo musicie też państwo wiedzieć, że zaraz jak się wojna zaczęła, to pojawiły się w ukraińskiej sieci inne dziwne informacje. Mówiono o strzelających z nieba promieniach. O podobnych zdarzeniach. To wszystko było bardzo dziwne. My jesteśmy troszeczkę odcięci od tych informacji. Musimy sobie ich wyszukać, jeżeli się chcemy coś na ten temat dowiedzieć. Ale Arku, jak oceniasz te zdjęcia tych świetlnych słupów? Czy rzeczywiście tutaj w grę wchodzi tylko jakieś zjawisko meteo?
[01:23:03] - Wydaje mi się, że oślepić satelitę, bo takie były przypuszczenia, że ta broń działa na tej zasadzie, że po prostu oślepia satelitę, jest raczej mało prawdopodobne, dlatego że zawsze jest ta warstwa chmur. Jeżeli nie ma warstwy chmur, to zawsze ten promień jest jakoś tam rozszczepiony, a satelita w zasadzie musi być zabezpieczony przed czymś takim. Więc raczej wątpię, żeby to była jakaś nowa broń. Być może były to jakieś właśnie reflektory skierowane ku górze, ku niebu z jakichś tam powodów. Ciężko powiedzieć. Kiedyś była taka broń, która miała właśnie na czołgach instalowane bardzo silne oświetlenie, które miało właśnie oślepiać wrogów. Być może, że coś takiego jest z jakichś powodów instalowane. Jeżeli chodzi o naturalne przyczyny tego powstawania, właśnie tak jak mówiłeś, kryształki lodu i oświetlenie górnych warstw atmosfery przez słońce. I wtedy wygląda ten słup właśnie w ten sposób. Być może, że w niektórych punktach takie zajścia mogły istnieć, ale to, o czym mówimy, te słupy pojawiały się praktycznie w całej Rosji, więc to nie jest tak, że w całej Rosji jest jednakowa pogoda. Tutaj mamy w naszej małej skali, w Polsce między Warmią a Dolnym Śląskiem całkowicie różną pogodę i nie sądzę, żeby w tym samym czasie na takich przestrzeniach rosyjskich pojawił się ten sam efekt. Ciężko powiedzieć, co to jest. Nie sądzę, żeby to były jakieś lasery, które tam strzelają w coś tam. Coś może być. Być może, że jest to zjawisko, którego jeszcze nie rozpoznaliśmy, którego jeszcze nie znamy, które być może ujawnia się, a być może, że jest połączone właśnie z tą obserwacją, którą dokonali ukraińscy astronomowie w jakiejś tam formie.W niektórych strefach pojawiają się jakieś anomalie elektromagnetyczne. Być może one powodują powstawanie fali, którą my widzimy jako właśnie słupy oddalone od siebie. Ciężko jest powiedzieć jednoznacznie, co to jest, jeżeli się tego bezpośrednio nie widzi, nie obeszło, nie przedstawiło jakichś chociażby zwykłych, prostych urządzeń w pobliżu tego obiektu, żeby dojść, jaka jest natura tego zjawiska. Dziękuję.
[01:26:04] - Dzięki. Chodzi mi o to, że niektórzy logicznie powiązali te dwa zdarzenia: obecność jakichś dziwnych, superszybkich obiektów nad Ukrainą i potem pojawiające się słupy, które mogły być jakimś typem broni laserowej, która miała te obiekty zestrzeliwać, ale wątpię, czy to się ze sobą wiąże. Tak naprawdę też jest problem z oceną wiarygodności niektórych rosyjskich doniesień, dlatego, że to, co nam się serwuje w mediach, bardzo często pochodzi z jednego źródła. Ja nie chcę klasyfikować tych źródeł. Natomiast jeżeli oglądacie medialne przekazy, ten mainstream, to zauważycie, że tam jest taka telewizja. Nie wiem, czy to jest telewizja, to jest takie źródło medialne. Ono się nazywa NEXTA albo Niechta, jak to niektórzy nazywają. Natomiast jeżeli się zagłębiamy w odmęty internetu, tam tych informacji pojawia się więcej. I co dziwne jest w tej wojnie, co dziwne jest w tej całej sytuacji, to jest trudność w określeniu, kto tam niekiedy mówi prawdę i dlaczego niektóre rzeczy się robi. Wojna informacyjna zawsze była bardzo ważnym elementem konfliktu. Natomiast mamy wojnę informacyjną w epoce i w erze informacji. Nam się robi taki totalny miszmasz, że już nie wiemy praktycznie niczego. Niemniej jednak było to interesujące. Ja pamiętam takie zdarzenie, które żeśmy z Grzegorzem Tarczyńskim rejestrowali w miejscowości Rodaki, tutaj na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. I tam też w grę wchodziły właśnie słupy świetlne. To była końcówka lat 50. z tego, co pamiętam. Rozmawialiśmy z jedynym chyba żyjącym świadkiem tamtych wydarzeń i ta pani nam powiedziała, że to były takie słupy, które szły sobie po niebie w bardzo mroźny dzień. I myśmy też myśleli, że to są jakieś zjawiska atmosferyczne. Natomiast ona nie była ekspertką od meteorologii i tak dalej, ale mówiła, że to były pionowe słupy, które po prostu się poruszały po niebie. Zrobiły taką rundę nad tą miejscowością, potem chyba jeszcze raz. Nam było bardzo trudno to ocenić. Rzeczywiście te zjawiska optyczne w atmosferze są niekiedy bardzo ciekawe. Natomiast z drugiej strony one najczęściej mają taką formę, że nam jest łatwiej powiedzieć, że to jest jednak jakieś tam halo, czy jakiś tam refleks, czy jakiś tam parhelion, gdyż nie mają takich określonych struktur jak latające obiekty. Damianie, co tutaj możesz powiedzieć w kwestii tych słynnych słupów? Czy to ktoś puścił w sieć zdjęcie, które zrobił na podwórku i powstała nam sensacja na cały świat? Czy może jest w tym coś głębszego?
[01:29:09] - Temat takich promieni świetlnych w literaturze ufologicznej jest bardzo dobrze znany. Ja sam osobiście dokumentowałem kilka takich ciekawych, spektakularnych można powiedzieć historii, gdzie była mowa właśnie o takich słupach świetlnych, które się manifestowały gdzieś na niebie. Czasami nawet dotyczyło to relacji takich, gdzie takie promienie świetlne po prostu jakby strzelały z takich obiektów, które gdzieś tam przelatywały. Takie relacje mi są tutaj znane też z Dolnego Śląska. Jak się przyglądałem tym zdjęciom w kontekście właśnie tego, co jest mi znane z literatury ufologicznej, to faktycznie te zdjęcia robią wrażenie i nie sądzę, że dotyczą jakichś znanych zjawisk atmosferycznych. Bardziej jednak skłaniałbym się tutaj ku tezie, że możemy tu mówić o jakiejś niekonwencjonalnej broni, bo tutaj Arek mówił o tym, że faktycznie musiałaby być to broń laserowa o bardzo potężnej mocy, żeby się przebijać przez chmury, aby móc zestrzelić taką satelitę, która się porusza na orbicie okołoziemskiej. Ale ja mam tą świadomość tego, że nawet laser taki kieszonkowy, do którego możemy mieć dostęp, potrafi mieć zasięg nawet kilku kilometrów. Jak sobie nim strzelimy w niebo nocą. I tego żywym dowodem są różne relacje czasami pilotów, którzy podchodzą do lądowania na lotniska nocą. Zgłaszają później, że ktoś na przykład nad miastem świecił laserem i mógł nawet spowodować katastrofę lotniczą, bo oślepił takiego pilota, który w tym momencie pracuje nad aparaturą i podchodzi do lądowania nad lotniskiem. Mogłoby się to źle skończyć. Więc jeśli taki kieszonkowy laser jest w stanie sięgnąć samolot, który podchodzi do lądowania z odległości dwóch kilometrów na przykład, to nie wykluczam, że Rosjanie dysponują już taką technologią o tak potężnej mocy, żeby sięgnąć takim laserem i przebić nawet przez chmury i uszkodzić na przykład taką satelitę. Więc tutaj skłaniam się ku temu, że być może te zdjęcia dotyczą właśnie takiej technologii, o której jeszcze nie mamy pojęcia w wersji oficjalnej, a może się o niej dowiemy za jakiś czas, że faktycznie takie coś jest.
[01:31:42] - Dzięki. Ja tylko dodam, że z tego, co pamiętam, to tego rodzaju słupy świetlne pojawiają się najczęściej w bardzo mroźne dni. Ale oczywiście to nie jest reguła. Także polecam wam rzucić okiem na te zdjęcia z Biełgorodu, prawdopodobnie z Moskwy, ale też pojawiły się fotografie z innych miejscowości. Nie ma jednak pewności, że one są prawdziwe albo pochodzą z tego okresu. Marku, jak to jest z tymi cudownymi zabawkami, które w swoim wyposażeniu mają wielkie mocarstwa? Dlaczego my te cudowne obiekty, które gdzieś tam są zakopane, o których nikt nie wie, które są tak tajne, że nawet prezydenci amerykańscy o nich nie wiedzą. Dlaczego my je tak rzadko oglądamy? Czy Rosjanie nas jeszcze czymś zaskoczą? Czy zostają im tylko te hełmy i stare kalesony z magazynów z czasów jeszcze Sojuzu?
[01:32:48] - Czy nas zaskoczą? Nie wiem. Powiem tak, że ja dotarłem do artykułu, który był ilustrowany nie zdjęciem świetlistych kolumn, które są nad jednym czy drugim miastem, tylko takim stockowym zdjęciem, które było wydłubane gdzieś z jakiejś strony, gdzie są płatne zdjęcia. I tyle, jeśli chodzi o ilustracje. Zwrócę też uwagę, że ta informacja między innymi pojawiła się w takim, chyba to jest tabloid, tak przynajmniej się zorientowałem, rosyjskim i tam mogliśmy przeczytać, że to jest najnowsza broń Federacji Rosyjskiej i tak dalej. Już nie będę tego ciągnął. No dobrze, na chwilę przyjmijmy, że to rzeczywiście jest tajne przez poufne i w ogóle bardzo prawdopodobne. Tylko zastanawiam się, co z tego? To znaczy ja rozumiem, że to była tajna i bardzo poufna broń Rosji, tylko w tej chwili, po kilku miesiącach sytuację mamy taką, że wojska ukraińskie, korzystając z satelititów, głównie amerykańskich, ale nie tylko, potrafią śledzić ruchy wojsk rosyjskich w czasie rzeczywistym. Potrafią w związku z tym bardzo elastycznie reagować na to, co się dzieje. Zatem ta superbroń rosyjska jakoś tak słabo zadziałała. Słabo te satelity strąca. A Rosjanie w tym samym czasie, kiedy Ukraińcy posługują się informacjami z satelitów i śledzą ruchy wojsk w czasie rzeczywistym, w tym samym czasie Rosjanie posługują się starymi mapami drogowymi. I tyle jeśli chodzi o to, jak to wygląda na froncie. Być może Rosjanie się świetnie maskują i w rzeczywistości po prostu nie pokazują, jaką mają wspaniałą broń, ale czas byłby chyba najwyższy, bo jakoś tam na razie sukcesów nie ma. W związku z tym zastanawiam się, jeśli te kolumny świetlne miały być taką manifestacją superbronii, to ta broń zupełnie nie zadziałała i w związku z tym temat stał się mało aktualny. Można by jeszcze popatrzeć na tę rzecz z innej strony. Może te słupy świeciły nie z dołu do góry, a z góry na dół. Może to z kolei jakaś ingerencja właśnie tych obiektów, oświetlająca, namierzająca, pokazująca. Właśnie nie wiem co, mówiąc szczerze. W związku z tym ta teoria oczywiście bardzo fajna, ale nie bardzo wiem, dokąd by miała mnie prowadzić. W związku z tym ja się zastanawiam, czy tego rodzaju informacje nie są bardziej takim elementem szumu informacyjnego, który przy okazji wojny zawsze jest fajny. Bo jak zajmiemy na przykład społeczeństwo rosyjskie nie tym, że się wojna na Ukrainie toczy czy operacja specjalna, a tym, że mamy wspaniałą broń, która będzie strącać amerykańskie satelity, to może to społeczeństwo jakoś tak podejdzie bardziej entuzjastycznie do całej sprawy. Tego oczywiście nie wiem i ja tylko raczej po efektach staram się oceniać. Oczywiście zawsze możemy założyć, że to był jakiś test broni, który po prostu nie wyszedł. Broń okazała się nie tak dobra, jak miała być. Tylko zastanawia mnie też skala. To znaczy co? Ta supertajna broń nagle się pojawiła w iluś tam miejscach Rosji? Ja powiem tak: jeśli się testuje tajną broń, to się jej nie rozmnaża na ileś tam różnych miejsc oddalonych od siebie. Chyba że to jest istotą eksperymentu. Tego oczywiście nie wiemy. Może cała istota eksperymentu polegała na tym, że ta broń, że te słupy świetlne zaświecą w wielu miejscach Rosji. Tylko cały czas pozostaje to pytanie o to, czemu to miało służyć, bo efektów jak na razie takich bardzo wymiernych, konkretnych nie obserwujemy. W związku z tym, czy to Rosja miała nas czymś zadziwić, czy też, tak jak powiedziałem w pewnym momencie swojej wypowiedzi, ktoś z góry oświetlał Rosję. Dziękuję.
[01:37:52] - Gagarin, kiedy się go zapytali w kosmosie jak tam jest, to chyba powiedział to słynne zdanie: "Boga niet". Tutaj takie małe nawiązanie do tego, kto mógł oświetlać. W każdym razie ciekawa była też reakcja zachodnich mediów, bo na przykład w "Newsweeku", tym wydaniu angielskojęzycznym, pojawiło się sprostowanie mówiące, że to chyba było jednak jakieś zjawisko optyczne. Ciekawe to. Ale panowie, przejdźmy już tak na koniec do obserwacji zjawisk typu UFO w Ukrainie lub na Ukrainie, bo mało kto wie, ale to kraj, który w tego rodzaju zdarzenia obfituje. My w Polsce mieliśmy z Ukrainą w rzeczywistości mało do czynienia w przestrzeni medialnej i kulturowej. I tak naprawdę przed tą wojną bardzo niewiele do nas informacji docierało. Mieliśmy tam wiadomości, że działa sobie ufolog. Taki chyba najbardziej medialny to był Jarosław Soćko. Władysław Kaniuka też. Wiem, że chyba w Ługańsku działał. Bardzo często się pojawiał, natomiast więcej do nas nie docierało. Jedyne, co sobie tak przypominam, to taka mapa, gdzie była cała Ukraina. Można było sobie wejść i zgłosić obserwację UFO, przypiąć pinezkę, że tam coś się działo. Oczywiście takie coś ma wątpliwą wartość według mnie, dlatego że każde światełko oczywiście zostanie poczytane jako jakaś tam obserwacja. Niemniej jednak ta strona chyba nadal działa. Tam już mało obserwacji się zgłasza z wiadomych powodów, ale jeżeli sięgniemy do historii tej ukraińskiej ufologii, to zobaczymy, że naprawdę sporo się działo. Szczególnie dużą uwagę tamtejsi ufolodzy przywiązywali do tych zdarzeń historycznych, że odkopywali kroniki, odkopywali jakieś tam dzieła różnego rodzaju dziejopisów i tam próbowali dostrzec ślady UFO w opisanych cudach na niebie. O tym może nie będziemy mówić. Zajmiemy się bardziej tymi współczesnymi relacjami. Przy okazji takiej kwerendy poszukiwań materiału do dzisiejszego odcinka natknęliśmy się na kilka bardzo ciekawych materiałów filmowych. To są takie dokumenty telewizyjne przypominające trochę produkcje kanału History. To znaczy, one nie są jednoznacznie dobre, ale ich takim dobrym punktem jest to, że pokazują świadków tych zdarzeń. I to są historie, które dotyczą tam bliskich spotkań na Ukrainie na przestrzeni wielu lat. Takim charakterystycznym elementem wschodniej, ogólnie wschodniosłowiańskiej ufologii jest łączenie manifestacji dziwnych obiektów z cechami terenu. I takim tutaj terminem, który się zawsze pojawia, jest anomalna zona, czyli strefa anomalna. My w Polsce też mamy kilka takich: Glinik, góra Osona, okolice Częstochowy, Wrocław, góra Świętej Anny. Mogli byśmy tutaj długo wymieniać. Natomiast na Ukrainie za takie strefy anomalne, czyli miejsca koncentracji obserwacji obiektów UFO zawsze uchodził Kijów i Krym. Na Krymie działał swego czasu taki tatarski ufolog Anton Anfałow, który często dokumentował tamtejsze zjawiska i prawdopodobnie to Anfałowa prace, Anfałowa raporty można najczęściej spotkać jako materiały anglojęzyczne. Ja z nim kiedyś miałem kontakt. Wysłałem mu trochę materiałów tutaj z Polski, książek, pism i tak dalej, między innymi "Nieznanego Świata". Ale jeżeli tak grzebniemy sobie głębiej i poszukamy sobie tych relacji, to odkryjemy, że na Ukrainie działo się naprawdę zaskakująco wiele. Ciekawe jest też to, że takim ciekawym elementem w historii ukraińskiej ufologii jest to, że w latach 80. powstały komitety, które miały ocenić to zjawisko. Jakie były tego efekty? Trudno mi teraz powiedzieć dlatego, że dokopać się do wartościowych materiałów w sieci jest niestety coraz trudniej. Ale są takie zdarzenia, które przeszły do historii. I pomimo że my tutaj w Polsce i też w Europie dalej nie znamy zbyt wielu przypadków ukraińskich, takich twardych, bo jakoś po prostu nie wypłynęły, to jest takie zdarzenie, o którym może nie słyszał każdy entuzjasta ufologii, ale gdzieś tam bardzo często pobrzękuje w tych wszystkich publikacjach czy programach dokumentalnych, którymi nam ostatnio sypnęło. I to jest sprawa obserwacji UFO podczas wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Arku, w poprzednim odcinku mówiliśmy o wartości relacji UFO z Rosji i ty tam powiedziałeś wtedy, że był taki okres, kiedy płacono za to i z tej Rosji przychodziły przeróżne historie. Oczywiście nie zawsze prawdziwe. O tym, jak to wygląda w praktyce, świadczy chociażby ta słynna sprawa z Woroneża, która ma tysiąc wersji. Nie wiadomo, która jest prawdziwa. I z tym Czarnobylem może być podobnie. Jak podchodzisz do tej historii?
[01:43:56] - Jeszcze chciałbym wrócić do Ukrainy i do tych stref anomalnych. Taką anomalną strefą na Krymie była formacja wapienna. Nazywa się to Biała Skała. To jest formacja wapienna, tak jak powiedziałem, ona jest bardzo mocno podziurawiona z jednej strony, że można tam, jeżeli ktoś jest odważny i dobrze ubezpieczony, to mógłby wejść do środka, ale tam są bardzo częste zapadliska podmywanych przez wodę tych kanałów. Tam chowali się partyzanci w czasie II wojny światowej i tak dalej. Niektórzy tam zostali na zawsze. Więc z jednej strony jest to taka strefa kojarzona z duchami, z czymś takim, ale z drugiej strony nad tą formacją geologiczną bardzo często można spotkać przelatujące obiekty. Byśmy nazwali to dzisiaj UAP. Na tyle często to lata, że jeżeli ktoś by się chciał zagłębić i pojechać, i zapytać miejscowych, to po prostu mu powiedzą: „Zostań parę dni, to na pewno zobaczysz. Przygotuj sobie aparat” i tak dalej. Jest to po prostu nagminne i bardzo częste, stąd nie jest to wcale takie trudne do rejestracji, do przeprowadzenia, tak jak mówiłeś. Oprócz tego ja się spotkałem z czymś takim, że w tej miejscowości, w której ja akurat byłem kilka lat wcześniej powstał krąg, na którym roślinność, tak jak już mówiłem poprzednim razem, w ogóle nie rosła. Także to jest też jakaś strefa, wówczas tam powstała. Czasami są właśnie takie głupie przypadki, dlatego że bardzo dużo osób tam nadużywa alkoholu. Spotkałem się z takim przypadkiem, że właśnie jadąc busem zabrali ze sobą takiego pijanego na skuterze. Jechali w stronę bodajże wtedy Lwowa, a że ten skuter był przewrócony i był właśnie w stronę Lwowa, to więc go zabrali, podwieźli go. Gdy zapytali się po kilku godzinach jazdy, gdzie on chce tam dojechać, wskazał im przeciwny kierunek, więc go po prostu wypakowali stamtąd. Więc pewnie zdziwienie tego pana, który się pewnie za jakiś czas ocknął, było takie, że zrobił tam 200 czy 100 ileś tam kilometrów, nie zużywając w ogóle paliwa i nie wie, gdzie jest. Więc takie przypadki też mogą mieć miejsce i mogą być w jakiś sposób powielane i z drugiej strony nagłaśniane. Natomiast jeżeli chodzi o przypadki delikatnych oszustw tego typu w Rosji, to może pamiętacie takiego małego ufoludka skleconego, pokazanego na śniegu, skleconego z kości od indyka i obciągniętym skórą z indyka. Na pierwszy rzut oka, jeżeli się na to popatrzy, faktycznie skóra jest taka, jaka powinna być. Fake od początku do końca przygotowany, wyjaśniony, ale ku zdziwieniu ten fake jest bardzo często powielany jako UFO z Rosji czy tam alien z Rosji i jest jako autentyk czasami przedstawiany. Więc takie rzeczy po prostu nagminnie się produkuje i one są rozpowszechniane. I to wcale nie pomaga. Bardzo często czasami trzeba takie rzeczy pokazywać, że faktycznie to jest fake i czasami trzeba parokrotnie mówić o tym, podpisywać to, bo skala rozprzestrzeniania się takich informacji jest naprawdę ogromna. Jeżeli chodzi o te właśnie tajne akta, jeżeli się przyjrzymy tym produkcjom, które są na Zachodzie dotyczące UFO w Rosji, to bardzo często pojawiają się właśnie takie informacje, które były ewidentnie spreparowane, gdzie tam statyści coś tam mówią, wskazują na niebo. Natomiast nie sądzę, żeby coś takiego faktycznie miało miejsce bardzo często, dlatego, że po prostu jeżeli przyjeżdża ekipa z Zachodu i płaci dolarami za informacje, to można się pokazać po prostu. Czym innym jest właśnie poleganie na takich ufologach, których wymieniłeś, którzy jakiś tam dorobek swój mają, po prostu jeżdżą do ludzi, a czym innym jest właśnie taki wyjazd ekipy filmowej, która w ciągu kilku dni zbiera informacje, pokazuje ludzi często przestraszonych i w zasadzie nic z tego nie wynika, poza właśnie fajnym oglądaniem. Taka jest też część ufologii, którą się zajmujemy.
[01:49:29] - Marku, tutaj wspomniałem o tym Czarnobylu i tam historia wygląda tak, że gdzieś koło '90 roku, czyli wiadomo już po katastrofie, pewni dziennikarze docierają do mężczyzny, który się nazywa Michaił Waricki i zbierają taką relację, że on sobie tam był jako dozymetrysta i w pewnym momencie zauważył razem ze swoimi kolegami przylotJak to twierdził, malinowej kuli, która wystrzeliła jakieś promienie świetlne w kierunku tego płonącego reaktora i to promieniowanie spadło. Kosmici się zmyli, a reszta i tak nie wyglądała dobrze. Tutaj skupię się głównie na tym, bo my dzisiaj mówimy o tym UFO na Ukrainie, o tych wszystkich dziwnych zdarzeniach, ale w tle zawsze pobrzmiewa ten strach przed atomem, przed skutkami wojny nuklearnej. Cały czas gdzieś to nosimy głęboko w pamięci i nie wydaje ci się, że to może dość prymitywne, ale cały czas wiele osób wierzy, że unikniemy tej wojny nuklearnej, ale tylko dzięki ingerencji kogoś z zewnątrz, kto nas obserwuje? To jest takie głębokie poczucie, że ludzkość jednak jest nieokiełznana, że jest zdolna do tych wszystkich złych rzeczy, do tych rzeczy, które się miały już nigdy nie wydarzyć. Czy twoim zdaniem ta wiara, że tam gdzieś się pałętają ci kosmici po Ukrainie w formie tych tajemniczych łapów czy tych kul, które neutralizują promieniowanie, nie jest wyrazem jakiejś gorzkiej prawdy o nas samych?
[01:51:29] - Na chwileczkę odejdę od tematu, od pytania, ale zaraz do niego wrócę. Powiem tyle, że Rosja to jest jednak nic oryginalnego. Rosja to jest jednak stan umysłu pewnego. I à propos różnych relacji, moi poprzednicy wspominali o tym, że tam za pieniądze można znaleźć dowolnego świadka na dowolną sprawę. I ja sobie przypominam taką opowieść natury politycznej, że dawny dowódca wojsk Układu Warszawskiego na wywiad zapowiedziany, umówiony stawił się w piżamie. Mógł, był gotowy udzielać tego wywiadu. Kiedy stwierdzono, że do filmu to w piżamie niekoniecznie, to powiedział, że za 500 dolarów bodajże on może założyć górę od munduru. Bardzo chętnie ekipa się zgodziła, ale z tą górą tak musieliby w odpowiedni sposób go kadrować. Czy on by jednak spodni nie założył? Za kolejne 500 dolarów bardzo chętnie. Ponieważ budżet filmu był ograniczony, to zdecydowali się jednak na takie kadry do pasa. To à propos pewnej relacji i pewnego stanu umysłu. W Rosji można, przypuszczam, za odpowiednie pieniądze zdobyć zeznania, praktycznie rzecz biorąc każdą tezę potwierdzić tymi zeznaniami. A wracając konkretnie do tego pytania, ja powiem tak: uśmiechnąłem się, bo w takim razie właśnie w tej audycji znaleźliśmy sposób, nad którym głowiły się różnego rodzaju rzesze ufologów, naukowców, w ogóle ludzi, którzy zafascynowani są kosmosem, a jeszcze bardziej zafascynowani są kontaktami z obcymi. To umówmy się pomiędzy jednym mocarstwem a drugim, może jeszcze trzecim, że doprowadzimy się na skraj wojny atomowej, a właściwie może już nawet coś wystrzelimy. To jak oni się nie chcą ujawnić, to może wtedy się ujawnią. To jest moim zdaniem taka wiara, trudno jej odmówić jakiejś szlachetności albo tego, że ona jednak uwzględnia to, że co prawda ludzie okazali się jako rasa bydlakami, ale jest ktoś, kto nad nami czuwa. I to może byłoby nawet fajne, tylko doprowadzanie tej sytuacji właśnie do takiego momentu rodzi oczywiste zagrożenie, bo jak ich tam nie ma, to te lecące głowice w jedną i w drugą stronę nikt ich nie powstrzyma. Co prawda są relacje z wielu lat, jak to w odpowiednich momentach obcy blokowali w różnych sytuacjach użycie, czy też w każdym razie działanie broni jądrowej i że zapobiegali kilka razy przynajmniej wybuchowi, jeśli nie konfliktu światowego, to jakiejś wymiany ciosów. Owszem, to jest bardzo atrakcyjne i można w to wierzyć, ale znowu jesteśmy gdzieś na jakiejś takiej pustyni informacyjnej, gdzie ktoś coś powiedział, tak jak tutaj w przypadku tych dozymetrów i w przypadku tego Czarnobyla, ktoś gdzieś coś powiedział i skazani jesteśmy na tę wypowiedź. A w świetle tego, co powiedziałem wcześniej, że w tamtych rejonach świata można uzyskać dowolną wypowiedź na dowolny temat, to wiarygodność tego jakoś mocno spada. Oczywiście ktoś, kto z tematem jest zaznajomiony powie: „No ale przecież ci obcy wyłączali broń jądrową", czy w każdym razie jakieś tam instalacje takiej natury wojskowej wyłączali nie tylko w Rosji, ale również poza jej granicami i prawdopodobnie byliby to w stanie zrobić w obrębie całej ziemi. Tak, ale znowu to są relacje, nazwijmy toJeśli nie jednoźródłowe, to w każdym razie tego się fajnie słucha. Zawsze bardzo lubiłem książki i różnego rodzaju relacje o UFO czy o tego rodzaju zjawiskach. Lubiłem w młodości, ponieważ one przenosiły mnie mniej więcej w te same obszary, w które przenosi mnie science fiction. Natomiast cenię sobie współczesną ufologię właśnie za to, że jest sceptyczna i za to, że nie poddaje się takiej czułostkowości i takim emocjom, że ktoś coś powiedział, to znaczy, że prawda, że oni już tu są. W związku z tym do całego tego tematu, że obcy nas ochronią przed wybuchem wojny jądrowej podchodzę bardzo sceptycznie. Jeśli się sami nie ochronimy, jeśli sami jakiegoś rozumu nie nabierzemy, wiem, to takie bardzo dydaktyczne, co mówię, ale jednak powiem to do końca. Jeśli sami tego nie zrobimy, to liczenie na obcych to jest gra w ruletkę. Dziękuję.
[01:57:18] - Dzięki. Damianie, co ci tak utkwiło w pamięci z tej ukraińskiej historii ufologicznej? Ja szczerze mówiąc przypominam sobie kilka zdarzeń i jeżeli miałbym powiedzieć, to duże wrażenie zrobił na mnie taki incydent z okolic miasta Rachów i tam była mowa o tym, że nagle rozdzwoniły się telefony na straży pożarnej, że pożar, że samolot spada płonący. Okazało się, że tak naprawdę to było spowodowane przez coś bardzo dziwnego. To był poruszający się w atmosferze obiekt przypominający nieco płonącą chmurę, ale kiedy się przyjrzało temu czemuś, to się okazywało, że to jest jednak jakiś obiekt. I tam w dolnej części niektórzy dopatrywali się w niego trójkąta. Takich zdarzeń na Ukrainie, gdzie było alarmowane wojsko, gdzie była alarmowana straż pożarna, było naprawdę sporo. Ja tam przeczesując te relacje, natknąłem się też na historię, gdzie rzekomo, ale to jak mówię, nie widziałem tego nagrania i to wam mówię tak tylko jako ciekawostkę, że gdzieś w południowej części kraju, nie pamiętam dokładnie gdzie, rzekomo nad pewną jednostką wojskową zawisł na chyba półtorej godziny obiekt niezidentyfikowany i w środku udało się sfilmować z dość bliskiej odległości. Widać rzekomo okienka, widać rzekomo, że ktoś tam się porusza. Natomiast główny mankament tego wszystkiego: nie ma filmu. Za Chiny nie mogę do niego dotrzeć. Trochę mnie czasami to wkurza, że tak ogromna ilość materiału przepadła. Kiedyś Rosjanie założyli taką bibliotekę internetową i to się nazywało chyba XLibri. To chyba nie istnieje. I tam były zeskanowane albo po prostu wrzucone książki, także ufologiczne. To była ogromna dawka wiedzy, chociaż też trzeba było na to wszystko patrzeć przez palce. Ale tamtych historii było znacznie, znacznie więcej. Dodajmy do tego wszystkie magazyny, gazety. Niestety dzieje się dość dziwna sprawa. Znika materiał w sieci, dlatego, że entuzjaści nie mają pieniędzy na to, żeby opłacać serwery, na to, żeby dalej to robić. Gdybym miał porównać dzisiejszą sytuację do tej sprzed, powiedzmy, nie wiem, 15 lat, to jest znacznie, znacznie gorzej. Części informacji w ogóle nie ma. Za inne trzeba płacić. Nie wiem, czy istnieje strona UFO-INFO, która była takim miejscem, gdzie wrzucano różnego rodzaju raporty. Ja wiem, że tam pewnie 90% tych informacji to były jakieś mniej istotne albo w ogóle nieistotne zdarzenia, ale jednak. I taka na koniec chyba naszej dzisiejszej audycji smutna, taki smutny wniosek, że to wszystko nam powoli znika z takiego dostępu ogólnego. Jeżeli ktoś tego sobie nie zapisał, nie zarchiwizował, to tego nie będzie miał. To nie jest fajne. Ale powróćmy do tych zdarzeń z Ukrainy, Damianie, bo jak tam oglądałem te dokumenty i te dokumenty chyba wrzucimy w linkach pod naszą dzisiejszą audycją, dlatego, że one może nie są takie stuprocentowo fajne, ale wiecie, tam połowa tego dokumentu to jest takie pierdzielenie typowe, że tam jakieś tajemnice i tak dalej. Natomiast pojawiają się świadkowie, ludzie i ci ludzie coś mówią i czasami mówią naprawdę ciekawe rzeczy. Ja tam zauważyłem, że kilka z tych historii jest godnych uwagi. Moją uwagę zwróciło takie zdarzenie, tam sobie je pewnie znajdziecie. Pewna pani opowiadała o spotkaniu z dziwnym obiektem w formie kuli, która emitowała tak intensywny dźwięk, że ona nie była w stanie znieść tego dźwięku. I okazało się, że potem obecność tego obiektu wpłynęła też prawdopodobnie na roślinność okoliczną w postaci drzew, któreW tajemniczy sposób uschły. Rzuca mi się jeszcze tutaj taka historia pana, który się nazywał Kernosenko. Prawdopodobnie to jest jedna z dziwaczniejszych historii. Ten facet mieszkał gdzieś w okolicach miasta Dnipro i wyszedł na dwór i znikł.
[02:02:28] - Jeżeli dobrze sobie przypominam, to on chyba się nazywał Hryhoryj Kernosenko.
[02:02:33] - Tak. Nie pamiętam, który to był rok. To jest chyba zresztą nagrane jako relacja, inaczej jako artykuł, jak jakaś audycja na Radiu Paranormalium. I okazało się, że faceta nie było. Wsiadł do latającego spodka, oni go wywieźli w kosmos, on tam nieco zapamiętał. Wrócił po jakimś czasie. W tym czasie jego małżonka zadzwoniła do syna, że ojciec zniknął. Syn przyjechał. Szukali go chyba pięć dni. Ten syn stoi na ganku, pali sobie papierosa, patrzy, a tu ojciec spadł. Rzekomo coś go wyrzuciło ze swojego wnętrza, jakiś obiekt. Nie wiem, Iver, nie pamiętam, ale ten syn chyba niczego nie widział. Widział tylko, że ojciec się zjawił po tych pięciu dniach i potem swoją całą historię opowiadał i twierdził, że został porwany przez jakichś czarnoskórych kosmitów bodajże. Nie wiem, jak do tego typu historii podchodzić, ale to było coś, co mi utkwiło w pamięci. Ale oddajmy głos Damianowi, bo się rozgadałem.
[02:03:42] - Tak, tych historii jest cała masa. Tak naprawdę nie mamy do nich pełni dostępu, bo ta nasza wiedza na temat ufologii ukraińskiej jest bardzo znikoma. Może kiedyś była większa, jeszcze jak nasze środowisko ufologiczne w Polsce działało prężnie i wymiana informacji, obieg informacji jeszcze w latach 90. był większy. I tutaj pamiętam te różne raporty, które gdzieś krążyły tam w obiegu, które pochodziły właśnie od ufologów ukraińskich, głównie od wspomnianego już tutaj ufologa Antona Anfałowa z Krymu. Także mi szczególnie utkwiły te historie z Czarnobyla oczywiście, bo ich było tam bardzo dużo. Ta historia, którą tutaj wspomnieliśmy, dotycząca bezpośrednio relacji, gdzie ktoś widział obiekt nadlatujący nad reaktor jądrowy, palący się reaktor, jest oczywiście taka najbardziej sensacyjna, ale relacji było znacznie więcej i więcej tych historii wypłynęło na początku lat 90. Były też i zdjęcia, jak pamiętam, nawet niektóre były dosyć ciekawe. Sporo tych historii, co ciekawe, dotyczyło takich opowieści mówiących o tym, że ludzie obserwowali jakieś obiekty, które strzelały różnymi promieniami i często te promienie gdzieś tam dosięgały kogoś. Później okazywało się, że ten człowiek nagle odkrywał w sobie różne zdolności i stawał się jakimś znachorem, bioenergoterapeutą. I takich ludzi w okręgu kijowskim zaczęło być sporo na początku lat 90. Oni prężnie działali właśnie z taką medycyną niekonwencjonalną. Także takie historie były. Ja jeszcze pamiętam takie jedno ciekawe zdarzenie, które było opisywane właśnie w raportach Antona Anfałowa, a dotyczyło właśnie relacji wojskowej, a miało miejsce właśnie na Krymie, nad jeziorem Donuzlav, jak dobrze kojarzę. To miało miejsce w 1983 roku nad wybrzeżem krymskim, gdzie wieczorem żołnierze z bazy Czerwonej Floty w miejscowości Nowoziernoje, tam się znajdowała Czerwona Flota. Ci żołnierze obserwowali pojawienie się takiego obiektu owalnego z rzędem świateł. Ten obiekt zawisł sobie nad wybrzeżem. Był widoczny na ekranach radarowych, po czym nagle zaczął później się bardzo spektakularnie przemieszczać po niebie, wykonując różne ewolucje. Poderwano wtedy, idąc tutaj w ślad raportu Antonowa, samoloty Su-15, które zaczęły przechwytywać ten obiekt. Oczywiście możliwości technologiczne tych samolotów były bardzo znikome, a obiekt przemieszczał się bardzo szybko i w pewnym momencie gdzieś tam zniknął z pola widzenia, a później z radarów. Takie historie tam były, miały miejsce. Jest ich na pewno więcej. O wielu nie wiemy i niejednokrotnie dotyczyły właśnie różnych relacji wojskowych. One się oczywiście wydają najbardziej spektakularne.
[02:07:13] - Tak, niewątpliwie. Panowie, przechodzimy już do zakończenia naszej dzisiejszej audycji. Takie ostatnie pytanie. My pamiętamy, że Rosja była kopalnią przypadków, także przypadków wysokiej dziwności. Oczywiście tutaj aktualne są wszystkie nasze wnioski, które mówią, że część z tego trzeba wyrzucić do kosza. Natomiast były też organizacje takie jak Kosmopoisk, które naprawdę podchodziły do tego wszystkiego na serio i nawet jeżeli badały jakąś sprawę, która była z gruntu sensacyjna, to potem te wnioski były już troszeczkę bardziej gorzkie dla entuzjastów zjawisk niezwykłych. Po śmierci Vadima Chernobrova, który kierował tą organizacją, w sumie nie wiem, ona pewnie istnieje, ale już nie tak działa jak kiedyś. Wiem, że ich strona chyba funkcjonuje.Natomiast jeżeli się przyjrzymy temu wszystkiemu, co oni tam dawniej robili, to naprawdę szacunek. Ale taki ostatni wniosek: nie wydaje wam się, panowie, że im bardziej zamknięty, totalitarny kraj, tym rzadziej się o tym UFO mówi? Dlatego, że jeżeli się przyjrzymy Rosji, to na przestrzeni tych lat, kiedy nas nie było w sieci i nie nadawaliśmy debat ufologicznych, to tam praktycznie się nic nie działo. Nie mamy żadnych doniesień, zupełnie nic. Wszystko jest objęte klauzulą tajności. O UFO nie wolno najwyraźniej mówić z tych samych powodów, dla których oficjalnie się nie mówi o nim w Polsce, żeby nie dawać pożywki ewentualnej drogie agenturze. Jest to interesujące. Kraj, który był kopalnią różnego rodzaju relacji, nagle okazuje się totalną pustynią. Arku, jak myślisz, czy Putin nie pozwala mówić o UFO w mediach?
[02:09:25] - Podejrzewam, że nie ma takiego odgórnego zakazu. Po prostu nie mogą działać organizacje pozarządowe. Bierze się je jako organizacje agenturalne i po prostu przywódcy mogą zostać zamknięci. Naprawdę Rosja, Związek Radziecki miał bardzo duże zaplecze. Każda baza miała w zasadzie swoich obserwatorów czy każdy żołnierz składając jakikolwiek raport na temat obserwacji UFO, gdzieś było to gromadzone, bo to była domniemana obserwacja amerykańskich samolotów szpiegowskich. Więc tych raportów naprawdę musi być bardzo dużo i z całą pewnością są bardzo wartościowe. Tylko że dotarcie do nich w tej chwili, podejrzewam, jest bardzo trudne. Bardzo dużo raportów, filmów po prostu uległo, tak jak mówiłeś, zniszczeniu. Nawet podobno półtoragodzinny film z wyprawy Kuliga do Podkamiennej Tunguzki, tam, gdzie ten słynny meteoryt się rozbił, po prostu zniknęło. Zostało zniszczonych, bezpowrotnie utraconych. Właśnie na tym filmie były z pierwszej wyprawy jego zdjęcia, filmy z tego, jak on pokonuje tamten teren i tak dalej, z czym się borykają. Takie rzeczy po prostu umykają nam. Jeżeli chodzi o Ukrainę, mają w tej chwili dużo więcej na głowie niż zajmowanie się UFO. Niektóre rzeczy wychodzą, takie jak to, co astronomowie ostatnio przekazali. Można popatrzeć na stare zdjęcia z nad Czarnobyla z kropkami, które są nad reaktorami. Być może są to statki, a być może po prostu klisza została naświetlona obłokami gazów bardziej naładowanych radiacyjnie. Ciężko tutaj powiedzieć jednoznacznie, czy coś tam było. Dużo obserwacji takich było z tego terenu, więc nawet jeżeli statystycznie co dziesiątą przyjmiemy, że jest właściwa, to na pewno coś tam być może latało i miało jakiś wpływ na to, co tam się działo. To znaczy na zmniejszenie radioaktywności i ewentualnie to, że zwierzęta, które tam w tej chwili żyją, nie są jakoś dziwnie powyginane. Nie ma jakichś wilkołaków, nie ma koni z rogami czy tego typu rzeczy, więc nie jest to takie straszne, jak się wydawało, mimo tego, że straszne poniekąd jest. Wielu Polaków, między innymi z naszej okolicy, było w Czarnobylu na wycieczkach. Oglądali to wszystko. Najbardziej poruszające są niestety opustoszałe domy i bujawki dla dzieci, huśtawki. To wygląda bardzo strasznie. Czy z Rosji możemy coś uzyskać więcej? Podejrzewam, że temat uwolnienia takich informacji się po prostu wyczerpał. Jeżeli tam nie dojdzie do jakiejś demokratycznej reformy, podejrzewam, że nic nie uzyskamy, a zawsze będziemy mieli podejrzenia właśnie tego typu, że jest to nowa broń, o której jeszcze nic nie wiemy i która jest chowana za plecami, za jakiś czas ujawniona w bardzo przykry dla nas sposób. Na tej zasadzie. Trochę to szkoda, bo wydawało się, że świat rozwija się, idzie w jakimś kierunku rozwoju, sięgania do gwiazd, a okazuje się, że go można
[02:14:18] - Po prostu próbować zniszczyć w dość głupi sposób. Dziękuję.
[02:14:26] - Dzięki. W międzyczasie odmeldował się Damian Trela. To znaczy nic mu się nie stało złego, tylko po prostu musiał się wyłączyć. Dziękujemy Damianie za udział, jeżeli nas słyszysz. I oczywiście zapraszamy na kolejne debaty. Polecamy wam blog Damiana „Czas tajemnic”. Możecie go sobie wyszukać też w mediach społecznościowych. Przechodzimy już do zakończenia i nim oddam Markowi głos, to jeszcze kilka słów o Rosji. Można mówić godzinami, że jest to stan umysłu, że oni przygotowywali się na tę wojnę od dawna, że Putin już kiedyś wydał manifest, w którym mówił, że zamierza zrobić to, co zrobił. Myślę, że to jest tak przepastny temat, jeżeli mówimy o tych politycznych reperkusjach wojny na Ukrainie, że nie zamknęlibyśmy tego w naprawdę wielu programach. Polecam wam taką audycję cykliczną. To się nazywa „Wszechnica FWW” chyba Fundacji Wspierania Rozwoju Wsi. Nie pamiętam teraz dobrze. Natomiast tam pojawia się pan Nowakowski między innymi. Były ambasador, znawca tych tematów i warto tego posłuchać. Chociaż oni tam reprezentują bardzo konkretną opcję polityczną, taką ściśle proamerykańską, to warto posłuchać tych przemyśleń na temat polityki Rosji. To jest człowiek, który zjadł zęby na dyplomacji i naprawdę to są bardzo ciekawe przemyślenia. Pewnie podrzucę link w opisach do audycji. Natomiast co jeszcze warto powiedzieć? Mówiliśmy dzisiaj tutaj o tematach, które dzieją się teraz. Okazuje się, że ta ufologia nie umarła, że cały czas coś się dzieje. Zmieniła tylko mocno profil. Niekoniecznie są to już bliskie spotkania. Niekoniecznie to są już latające talerze. To wszystko jest niemniej jednak interesujące, bo my możemy na przykład założyć, że ta sama siła, która stała za latającymi talerzami, ta sama siła, która pojawiła się po II wojnie światowej, teraz w reakcji na to, że cywilizacja ziemska też się zmienia, jakoś zmienia swoje podejście. Oczywiście my nie rezygnujemy z tych hipotez, które mówią, że to jest coś innego. Słuchacze, którzy nas pamiętają z tamtych lat, że przynajmniej bardzo się pozytywnie odnosiłem do hipotez Johna Keela czy doktora Jacques'a Vallée, które dopatrywały się w UFO jako takim zjawisku, powiedziałbym całościowym, silnego elementu psychologicznego. Psychologiczny element, silne związki ze świadomością, że to jest jednak jakaś siła inna, która tutaj jest. Muszę z przykrością powiedzieć, że chociaż nie odchodzę od tego tak bardzo, to wydaje mi się, że to, co dzieje się teraz, tego wydźwięku już nie ma. Czy Vallée się mylił, czy Keel się mylił? Pewnie jakieś swoje racje mieli. My pewnie w tym sezonie jeszcze zahaczymy o taki temat teorii dystorsji, którą rozwinął hiszpański ufolog Caravaca, ale to by się Damian o tym musiał wypowiedzieć, gdyż on z nim ma kontakt i nawet przeprowadził z nim wywiad do „Nieznanego Świata”. Ta teoria dystorsji Caravaca wiąże się bardzo blisko z przemyśleniami Jacques'a Vallée czy Johna Keela. W każdym razie, jak mówię, ufologia, którą widzimy teraz, bardzo odbiega od tego, co się działo kiedyś. Gdyby ktoś mnie zapytał i powiedział: „Czy to wszystko jest robota obcych czy Ziemian?”, to wszystko, o czym dzisiaj na przykład mówiliśmy, to bym powiedział, że chyba bardziej tych drugich. Ale to już takie moje przemyślenia. Marku, co byś powiedział na podsumowanie tego dzisiejszego odcinka?
[02:19:19] - W sumie chyba wpiszę się w to, o czym powiedziałeś przed chwilą. Myślę, że Ukraina, Rosja to nie są najlepsze miejsca, żeby badać zjawisko UFO. To są niezłe miejsca, żeby posmakować bardzo atrakcyjnych historii, żeby pobudzić umysł historiami, które są takie odjechane, które są dziwne, które tak naprawdę pobudzają naszą wyobraźnię. Ale jeśli traktujemy zjawisko UFO jako coś więcej, jako nie tylko pobudzacz naszej wyobraźni, ale zjawisko realne, które występuje, o którym co prawda nie potrafimy zbyt wiele powiedzieć. Pytanie, czym jest UFO, to jest właściwie pytanie, z którego można by zrobić z 50 audycji.Ale jeśli szukamy odpowiedzi na takie właśnie pytanie, to Rosja i Ukraina to nie są najlepsze miejsca, żeby tam poszukiwać. Chyba jednak takie kraje, w których materiał dowodowy, weźmy to w cudzysłów, ale jednak materiał dowodowy jest pełniejszy, można zebrać pełniejszy, jest łatwiejszy do zweryfikowania. Czas wojny nigdy nie sprzyja weryfikacji jakiejkolwiek. Wiadomo, jedna i druga strona obłożone są cenzurą i wewnętrzną, i zewnętrzną, i wszelką możliwą. Informacja płynie tylko wtedy, kiedy ma płynąć. To też specyfika takiej wojennej informacji. To nigdy nie są warunki, które sprzyjają temu, aby weryfikować nie tylko informacje dotyczące UFO, ale wszelkie informacje. Zauważcie państwo, jak my w gruncie rzeczy mało wiemy o tej wojnie. Wiemy tyle, ile się nam poda w jednej, w drugiej telewizji informacyjnej, może czasami na kanałach mniej lub bardziej zorientowanych YouTube'a, mniej lub bardziej rzetelnych, ale w gruncie rzeczy, gdyby nas ktoś zapytał, co tam się właściwie dzieje, to w zależności od tego, której bańki informacyjnej słuchamy, a jeśli słuchamy kilku, to w ogóle nic nie wiemy, bo one czasami przeczą sobie wzajemnie, czyli mamy kompletny chaos informacyjny. Podsumowując, żeby nie przedłużać, to nie są warunki, żeby badać zjawisko tak nieuchwytne, w jakimś stopniu subtelne, jakim jest UFO. Więc może inne rejony świata w tym przypadku byłyby przynajmniej łatwiejsze do takiej naukowej czy też naukowo podobnej weryfikacji zdarzeń, zjawisk i tak dalej. To chyba tyle. Dziękuję.
[02:22:48] - Dziękujemy. Ja tylko dodam, że ten kanał, o którym mówiłem, nazywa się Wszechnica, www.wszechnica.wy i tam sobie zobaczcie bardzo ciekawe wystąpienia pana Jerzego Marka Nowakowskiego. A jeżeli chodzi o naszego Marka Veliosa. Marku, co w następnej audycji?
[02:23:10] - Co w następnej audycji? Chyba słuchacze się dowiedzą już niedługo z zapowiedzi, prawda? Bo chyba tak naprawdę jeszcze nie wiemy, co będzie w następnym odcinku. Pomysłów mamy bardzo dużo, tylko trzeba je zrealizować.
[02:23:31] - Trzeba śledzić profil Radia Paranormalium. Tam pewnie gdzieś pod koniec tygodnia ukaże się informacja na temat tego, jaki temat podejmiemy. Chociaż mam parę pomysłów. Na pewno musimy odnieść się do pana Leba i jego koncepcji. Pasowałoby też zająć się takimi osobami, które przez ten czas, kiedy byliśmy nieobecni w sieci, wypowiedzieli się na temat UFO w jakiś sposób znaczący. Wypowiedzieli się na interesujący nas temat w taki sposób, że powinniśmy to ugryźć. Takich historii było sporo. Zawsze się zdarzy ktoś, jakiś szef wywiadu, jakiś wysoko postawiony generał, który coś ciekawego powie, a potem zniknie lub niestety umrze. Dlatego, że wiele osób decyduje się na tego typu wyznania właśnie w takich późnych latach, kiedy już w zasadzie nic im za to nie grozi. Mamy też w planach inne audycje i taką szczególną audycją, o której mówiliśmy tutaj już przed dzisiejszym programem, będzie ta, która prawdopodobnie pojawi się na naszej antenie gdzieś w okolicach 30-31 października. Tam troszeczkę już bardziej na luzie podyskutujemy o nowych filmach na temat obcych, na temat UFO. Takich filmów było sporo. Tutaj jeszcze będziemy musieli dopracować formułę, ale może okaże się, że to będzie audycja, której część będzie przynajmniej otwarta dla słuchaczy, ale to wszystko się okaże w tak zwanym praniu. Ja tylko was zachęcam do odwiedzin strony Nieznanego Świata, do odwiedzin naszej grupy dyskusyjnej Czytelnicy Nieznanego Świata. No i cóż, czekajcie na dalsze informacje. I do usłyszenia. Panowie, dziękuję wam dzisiaj bardzo za poświęcony czas. Padł nam dzisiaj chyba mały rekordzik.
[02:26:00] - Nie taki znowu mały. 508 osób w szczytowym momencie, kilkanaście minut temu słuchało debaty ufologicznej. Teraz cały czas jeszcze licznik krąży wokół 490. Także jak na poniedziałek, najpiękniejszy dzień tygodnia i jak na taką późną porę, to myślę, że całkiem fajny wynik, prawda, Piotrze?
[02:26:23] - Też tak myślę. Jeżeli spotkamy się za tydzień, to prawdopodobnie też w poniedziałek, o tym trzeba pamiętać.Godzina może 19:00, może 20:00. Śledźcie wszelkie kanały Radia Paranormalium.
[02:26:38] - I tak oto dzisiaj kończymy debatę ufologiczną, około ukraińską można powiedzieć. Mówił do państwa przed chwilą prowadzący rozmowę Piotr Cielebiaś z „Nieznanego Świata”. Zachęcamy gorąco do sięgnięcia po to czasopismo również w wersji elektronicznej www.nieznanyświat.pl. Byli z nami także nieobecny już Damian Trela. Zachęcamy także do lektury jego bloga czastajemnic.blogspot.com. Cały czas są z nami również po drugiej stronie łącza internetowego ufolog Arkadiusz Kocik z Warmińsko-Mazurskiej Grupy Ufologicznej oraz Marek Żelkowski, pisarz science fiction, publicysta, współpracownik „Nieznanego Świata”, a przede wszystkim dla słuchaczy Radia Paranormalium i Book Radia prowadzący „Bibliotekarium 2.0”. Dzięki wszystkim za to, że przybyliście dzisiaj. Dzięki, że byliście z nami. Od strony technicznej audycję obsługiwał Marek Sęk „Ivellios”, Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnej debacie, która będzie zapowiedziana już niedługo na naszej stronie internetowej www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach na Facebooku, na YouTube i na kanale na Telegramie. Dobranoc i do usłyszenia.
[02:28:08] - Dobranoc.
[02:28:10] - Dobranoc.
[02:28:15] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium www.paranormalium.pl. Bardziej niż nieprawdopodobne, niemożliwe, niewiarygodne. Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Ufo Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Podziel się już dziś swoją obserwacją. Czekamy na relacje współczesne oraz z lat ubiegłych. Wszystkim świadkom zapewniamy pełną anonimowość. Ufo Relacje. Polska baza relacji o obserwacjach UFO. www.ufo-relacje.pl. Pisz artykuły, rozmawiaj z czytelnikami, moderuj komentarze i poczuj się jak redaktor. Załóż bloga na Paranormalium. Więcej dowiesz się w dziale blogi na www.paranormalium.pl. Rozmawiaj z prezenterami oraz z innymi słuchaczami na żywo. Wejdź na naszego czata na www.paranormalium.pl.