Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witamy wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium bardzo gorąco i serdecznie. W poniedziałek, 19 września 2022 roku rozpoczynamy kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy” audycję o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:38] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was, kochani, bardzo serdecznie.
[00:41] - Dzisiaj prawdopodobnie drugiej części audycji nie będzie, ale pisać można cały czas. Najwyżej komentarze przydadzą się podczas ewentualnej drugiej części. Jeżeli jednak będzie. A jeżeli nie będzie, to przydadzą się na następną audycję. Można cały czas do nas pisać na Skypie: radio.paranormalium.pl. Nasz numer telefonu komórkowego do SMS-ów to 536 620 493. Gadu-Gadu: 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radio Paranormalium do dołączenia, do której serdecznie zachęcamy. Tam też nas można spotkać.
Też można komentować audycję. Można nam również wysyłać maile na nasz adres: radio@paranormalium.pl. A tych z państwa, którzy chcieliby czasem z kimś podyskutować, a jednocześnie stronią od Facebooków, Twitterów, Instagramów i innych social mediów, zachęcamy do zarejestrowania się i udzielania na naszym forum pod adresem: forum.paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:11] - Dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo gorąco, bardzo serdecznie jak zawsze. Drugiej części audycji najprawdopodobniej nie będzie na moje wyraźne życzenie, a już mówię z jakiego powodu. Od kilku audycji przymierzam się, żeby powiedzieć wam coś o sobie, coś bardzo osobistego i dlatego nie chciałbym chyba dzisiaj już czytać komentarzy, które się mogą w międzyczasie pojawić, chociażby dlatego, że różnie z tymi komentarzami, kochani, bywa. Natomiast zanim przejdę do tematów osobistych, aczkolwiek one nie są całkowicie oderwane od tematów naszych audycji, a wprost przeciwnie, to jeszcze wrócę na moment do tych tematów, które się wałkują w ostatnich audycjach, zwłaszcza do ostatniej audycji, kiedy powiedziałem wam, że większość naszych poglądów takich emocjonalnych i przekonań właśnie jest budowanych nie na podstawie jakichś faktycznych dowodów, tylko na podstawie naszych wewnętrznych przekonań, które z czasem nasze ego buduje jako prawdę. Tworzy z tego prawdę. Te przekonania powtarzane całymi latami, utrwalane w naszej ziemskiej świadomości, stają się dla nas prawdą. Prawdą, która decyduje w dużej mierze o tym, jak wygląda nasze życie i że tkwi to tak głęboko w naszej podświadomości, że ciężko jest to w jakikolwiek zmienić i wykorzenić. Zresztą sami wiecie, co sami o sobie myślicie, co sami do siebie bardzo często czujecie. Zwróćcie uwagę, że ludzie, którzy mają właśnie takie wewnętrzne przekonania o sobie, zbudowane na podstawie opinii innych ludzi, wyniesione z dzieciństwa powodują, że ludzie mimo osiągania jakichś sukcesów w dalszym ciągu nie potrafią nawet na skutek dowodów, które dostają z życia, zmienić swojej opinii na swój temat czy przekonania, jak ich życie się potoczy.
Ludzie, którzy mówią, że są pechowi. Ludzie, którzy mówią, że są skazani, że do niczego się nie nadają, że nie zasługują na szczęście. To są wszystko przekonania, które ktoś kiedyś w nas na nasz temat wyrobił. Dzisiaj wspominałem swojego przyjaciela, który nie żyje już ładnych parę lat. Opowiadałem wam jego historię. Człowieka, który miał wzorce patologiczne. Miał wzorce ojca alkoholika i mimo że był i lubiany i ceniony i osiągał sukcesy, zawsze jak coś mu się w życiu udawało, natychmiast starał się toZepsuć swoim działaniem po to, żeby udowodnić sobie, że on się do niczego nie nadaje, że on ma pecha w życiu i że on na szczęście nie zasługuje. I tych przygód, historii i sytuacji, w których osiągał sukcesy, kiedy układał sobie życie, kiedy się żenił, kiedy rodził mu się syn, kiedy otwierał swoją własną firmę, było całe mnóstwo. A jednak zawsze wracał do tego samego. Przekonanie, że do niczego się nie nadaje, było silniejsze niż rzeczywistość, którą sam w tych dobrych momentach tworzył.
Tak silne jest nasze przekonanie tkwiące w naszej podświadomości. Ono cały czas jest. Ono samo się nie zmieni. Mało tego, to przekonanie jest cały czas w nas utrwalane. Zwłaszcza to przekonanie dotyczące pewnych relacji społecznych, o których mówiłem. Pewnych układów społecznych, socjologicznych. Zwróćcie uwagę, że cały czas jesteśmy grupowani i selekcjonowani w społeczeństwie na ludzi mniej wartościowych i bardziej wartościowych. Ci ludzie bardziej wartościowi to są wszyscy ci ludzie, o których się mówi. To są politycy, to są bardzo bogaci ludzie, biznesmeni, celebryci, artyści, sportowcy. I na każdym kroku jest nam pokazywane, że właśnie ci bardziej wartościowi ludzie na więcej w życiu zasługują.
Cały czas w nas jest pielęgnowane to poczucie i to przekonanie. Ja oczywiście nie chcę nikogo oceniać. To, co powiem teraz, odbierzcie tylko i wyłącznie jako przykład, ale na przykład zachoruje dziecko znanej aktorki czy znanego sportowca. Natychmiast piszą o tym media, natychmiast deklarują się najlepsi lekarze. Natychmiast znajduje się transport tego dziecka, znajdują się pieniądze na leczenie tego dziecka, ponieważ to jest ktoś znany. Gdzie w tym samym czasie choruje całe mnóstwo innych dzieci na podobne choroby bądź ulega wypadkowi całe mnóstwo innych dzieci. Dzieci z rodzin biednych nie uzyskają pomocy, ponieważ najprawdopodobniej ich rodzice pieniądze, które mieli na leczenie, przepiją. Chociaż tak naprawdę to im jest potrzebna najbardziej pomoc, ponieważ bogaci ludzie, znani ludzie najczęściej mają dużo większy dostęp do środków, finansów i znajomych, którzy w jakiś sposób mogą im pomóc bądź posiadają majątki, które w jakiś sposób mogliby przeznaczyć na ratowanie swojego dziecka. Akurat temat dzieci jest mi bardzo bliski. Wiecie z jakiego powodu?
I może dlatego ta niesprawiedliwość tak wyjątkowo mnie boli. Cały czas ten kult osób lepszych i gorszych, wartościowszych i mniej wartościowych w naszych przekonaniach jest podtrzymywany. Jest podtrzymywany najprawdopodobniej, nie wiem, na ile świadomie i na ile celowo, ale na pewno z pożytkiem i z korzyścią dla tych, którzy chcą się czuć wyjątkowo i w związku z tym wyjątkowo być traktowani. Jak wiecie, ja nie chcę ciągnąć tego tematu, aczkolwiek jeszcze taki jeden przykład, który niech będzie taką zajawką tego, co chcę wam powiedzieć. Napisałem post. Jeszcze go nie upubliczniłem, ale to wmawianie nam i utrzymywanie nas w przekonaniu, że skoro nie mamy tego, nie mamy tego, nie mamy tego, nie jesteśmy takimi, nie zajmujemy takich stanowisk, nie mamy takich układów, jesteśmy ludźmi gorszymi, sprowadza się do tego, że my przestajemy mieć jakiekolwiek oczekiwania względem siebie, a w związku z tym pragnienia. Ponieważ jest to w nas bardzo skutecznie zabijane. Napisałem taki post, który najprawdopodobniej upublicznię niebawem, dotyczący oczywiście sfery politycznej, ponieważ tam w moim przekonaniu najwięcej tego bałaganu, tej niesprawiedliwości, jawnej niesprawiedliwości i braku szacunku dla drugiego człowieka oraz w tej dziedzinie jest w moim przekonaniu najwięcej nadludzi, jak ja nazywam tych, którzyZ racji zajmowanych stanowisk przyznają sobie dodatkowe prawa, które tak naprawdę nie są żadnymi prawami, tylko ich zawłaszczeniem i wmawianiem nam, że im to można robić. Im wolno robić inne rzeczy niż nam. Oni podlegają innym prawom niż my i w związku z tym mogą robić to, co robią.
Napisałem taki post, że my jako ludzie, jako społeczeństwo, jako obywatele przez wiele lat, w zasadzie przez cały okres naszej demokracji w Polsce od lat 90. jesteśmy skazani na dokonywanie wyborów. Wyborów politycznych pomiędzy takim ugrupowaniem a innym ugrupowaniem, które to ugrupowania przedstawiają nam, składają różnego rodzaju propozycje, które albo bardziej do nas trafiają, albo mniej do nas trafiają. I w związku z tym nasza sympatia w związku z ich poglądami czy propozycjami jest po jednej stronie, po drugiej, po trzeciej, po czwartej, po piątej. Natomiast nikt w społeczeństwie nie przejdzie mu nawet przez myśl, że on nie musi dokonywać wyborów, tylko ma prawo powiedzieć: „Zagłosuję na partię, która zaoferuje mi to i tamto", że ja też mam prawo wpływania na to, co politycy chcą dać. Oni nie dadzą więcej niż im się chce. Natomiast jest to poczucie, że ja nie mam prawa niczego od nich wymagać i niczego od nich oczekiwać. Muszę wybierać pomiędzy ochłapami rzuconymi przez jednych bądź przez drugich, bądź przez trzecich, bądź przez czwartych. Nasze przekonanie o naszej roli w życiu nie pozwala nam wyjść poza pewne kanony myślenia o sobie w sposób podmiotowy. Nawet często jak rozmawiam z ludźmi, to słyszę wprost, że ja nic nie mogę.
Co ja mogę? Owszem, pojedyncze osoby nie są w stanie same wiele zrobić, ale pojedyncze osoby mogą wyrażać swoje pragnienia, swoje potrzeby, swoje zapotrzebowania, swoje oczekiwania. I być może okaże się, że osób, które mają podobne oczekiwania jest więcej. Bądź podobne pragnienia. Natomiast do momentu, dopóki nikt nie wyrazi pierwszy swojego pragnienia, nie znajdzie się nikt, kto będzie mógł to pragnienie wyartykułowane poprzeć, bądź do niego się dołączyć. Wesprzeć siłę tego pragnienia. Dlatego, kochani, tak ważne staje się pytanie, o którym mówiłem wam w poprzedniej audycji. Kto tak powiedział? Kto tak powiedział, że ja nic nie mogę? Kto tak powiedział, że ja nie mam prawa czegoś oczekiwać nie od innych osób, tylko od ludzi, którzy zgłosili się bądź zatrudnili się w miejscu, które ma mi służyć jako obywatelowi?
I tak się pozmieniało. Mówiłem o tym. Sytuacje w urzędach skarbowych, policjantach i tak dalej. I tak się to pozmieniało. Natomiast w dalszym ciągu my zapewne widełki naszych przekonań nie jesteśmy w stanie wyjść. I dlatego, kochani, nic się wokół nas nie zmienia. To oczywiście dotyczy sytuacji politycznych, gospodarczych, urzędowych, jakichś takich socjologicznych. Co ciekawe, ludzie, na przykład bezrobotni przychodzący po pensje czy po zasiłki potrafią być bardzo roszczeniowi. Przyjść i powiedzieć: „Proszę pani, ja nie mam czasu stać tutaj w okienku, bo ja jestem bezrobotny. Ja mam tyle zajęć na głowie, że ja nie mam czasu tutaj stać albo po zasiłek.
Że ja mam ważniejsze rzeczy niż stanie tutaj po zasiłek". I ludzie, zupełnie z innych powodów, ale potrafią być bardzo roszczeniowi, czyli żądać, wymagać od tych, którzy są od tego, żeby pomóc, żeby pomogli bądź żeby wywiązali się ze swoich obowiązków. Natomiast, żeby nie było, że ja namawiam tutaj do nieszanowania ludzi. Tak jak mówiłem, chciałbym, aby wróciła równowaga i poszanowanie siebie nawzajem. Równowaga, która była wtedy, kiedy ludzie wykonywali dla siebie różne rzeczy i wzajemnie się nimi wymieniali. Nie było rzeczy ważniejszej i mniej ważnej. Kowal nie był ważniejszy od piekarza. Kowal był równie ważny jak piekarz, bo gdyby kowal nie robił podków, to ktoś nie miałby czym uprawiać ziemi i piekarz nie miałby co robić. Pan, który sprzedawał odzież, ktoś, kto miał wodę bądź zboże, bądź jakieś inne produkty, był tak samo ważnyJak każdy inny człowiek w tej wspólnocie. Kobieta, która siedziała i opiekowała się dziećmi, nie była mniej ważna od mężczyzny, który polował, ponieważ on nie mógłby polować, gdyby musiał siedzieć z dziećmi, a ona nie miałaby co jeść, gdyby on nie zapolował.
Oczywiście nie chodzi mi o taki system, tylko o system, w którym ludzie rozumieją, że nie ma ludzi mniej ważnych bądź bardziej ważnych. Że pan prezes, który dał pracę ludziom, nie osiągałby takich dochodów, gdyby inni ludzie nie wykonywali za niego pracy, ponieważ sam swoimi rękami byłby w stanie wytworzyć 100 telefonów w miesiącu, a nie 100 000. Jego dochody wynikają z tego, że ileś set osób pracuje, by on mógł zarobić na 100 000 telefonów, a nie na 100 telefonach. I tak samo w drugą stronę. On zainwestował pieniądze, dał pracę ludziom i jest zrozumienie, że ta relacja jest dwustronna, że to nie jest tak, że ktoś jest lepszy bądź ktoś jest gorszy. Gdyby nie było obywateli, nie byłoby państwa, gdyby nie było państwa, nie byłoby ludzi, którzy by tym państwem musieli zarządzać. Gdyby król nie miał pieniędzy z darowizn czy z podatków, nie byłby w stanie utrzymać siebie ani armii. Przez cały swój czas świat kręci się wokół tego, że każdy człowiek w tym mechanizmie całym zajmuje bardzo ważną rolę i w tym całym mechanizmie każdy trybik ma jakieś znaczenie, żeby maszyna mogła funkcjonować prawidłowo. Natomiast dlaczego, kochani, w naszych przekonaniach brakuje tego dodatkowego przekonania, że jesteśmy równie ważni, jak inni ludzie na świecie? Dlaczego to poczucie mniejszości, gorszości, niezasługiwania, „nie należy mi się” w nas jest?
Czego w naszych przekonaniach brakuje, aby zacząć myśleć o sobie inaczej? Otóż brakuje tego, wokół czego kręcą się wszystkie moje audycje w Radiu Paranormalium. One kręcą się wokół dwóch tematów: wokół podświadomości i wokół miłości, a zwłaszcza miłości do samego siebie. Podświadomość jest tym miejscem, gdzie nasze przekonania stają się z czasem prawdą. Nasze ego zrobi z nich prawdę, jedyną niepowtarzalną prawdę, a brak miłości do samego siebie powoduje, że nie mamy żadnego powodu, żeby myśleć o sobie i o innych inaczej niż w zgodzie z naszymi przekonaniami. Mówiłem wam w ostatniej audycji, że ludzie świadomi, którzy zaczynają już widzieć w życiu inne wartości niż tylko to, co jest wymierzalne, wyliczalne i przeliczalne na dobra, korzyści i na pieniądze. Ludzie, u których już pojawia się świadomość, pojawia się empatia, współczucie płynące z serca, popadają bardzo często w pułapki życiowe, ponieważ miłość i bycie dobrym dla innych jest przekładana nad miłość do samego siebie. Żeby być dobrym dla innych, trzeba być najpierw dobrym dla samego siebie. I tego wzorca miłości do samego siebie, kochani, nam jako ludziom najczęściej brakuje. Owszem, są ludzie, którzy prą do przodu, nie zastanawiają się nad niczym, ale to są najczęściej ludzie napędzani właśnie ego, nie napędzani miłością do samego siebie, budujący wizerunek swojej osoby na potrzeby własnego ego.
Dlaczego ja, kochani, tak dużą wagę przywiązuję i dlaczego akurat tego tematu się czepnąłem? I dlaczego o tym prowadzę tyle audycji? Ponieważ powiem wam szczerze, że miłość do samego siebie to jest ten element, którego mi w moim życiu najczęściej brakowało. Ponieważ wiem, jak brak miłości do samego siebie kończy się w codziennym życiu. Czym skutkuje? Jakimi prawdziwymi życiowymi konsekwencjami? Bo nie chodzi o zranienie. Zranienie to jest też taka rzecz emocjonalna, ale zranienie to jest rzecz, z której da się jeszcze w jakiś sposób człowiekowi emocjonalnie wygrzebać. Ale to są, przynajmniej w moim życiu,To były konsekwencje wkraczające już w życie materialne, finansowe i zdrowotne. Dlatego włożyłem w sumie tyle serca i tyle czasu w to, aby wam o tym opowiadać.
Między innymi dlatego, abyście kochani nie poszli moją drogą. Miłość i dobroć do innych jest jak afrodyzjak. Sprawia tyle radości i tyle przyjemności, że człowiek jest w stanie się od tego w pewnym sensie uzależnić. Jest mu tak dobrze wtedy, że przestaje widzieć granice, kiedy zaczyna z siebie dawać więcej niż powinien, aby nie zrobić sobie samemu krzywdy. Kiedyś myślałem, że najważniejszą rzeczą dla starej duszy jest przekazać swoją wiedzę innym. Może tak jest, ale najpierw stara dusza musi się nauczyć miłości do samego siebie. Nauczyć się tu na ziemi miłości do samego siebie. Z punktu widzenia naszej świadomości, zwłaszcza tej dobrej części naszej świadomości, ludzie wokół nas są tacy jak my. W każdym człowieku można dostrzec dobro i w każdym człowieku można dostrzec coś, w co warto zainwestować swój czas, swoje emocje. A nawet jak tego nie widać albo to zostało w jakiś sposób przez tą osobę zaprzepaszczone, to zawsze warto jest dać drugą szansę.
Zawsze chce się w to dobro inwestować i wierzy się w to, że to dobro przywalone tymi kamieniami podświadomości kiedyś w końcu ujrzy światło dzienne. Tak, kochani, wyglądało moje życie. Nie żałuję, aczkolwiek wiem, jak często myliłem się w realnej ocenie sytuacji i wiem dokładnie jaką nauczkę i ile takich nauczek w życiu dostałem. Oczywiście niewiele to zmieniło. Dalej wierzę w ludzi, dalej ludzi kocham. Słowo „poproszę” jest dla mnie słowem klucz. Natomiast wiem też dokładnie, że aby być bezpiecznym na drodze rozwoju swojej świadomości, swojej empatii, swojej miłości do ludzi, najpierw trzeba wykształcić w sobie jakiś hamulec bezpieczeństwa, jakąś przynajmniej część miłości do samego siebie. Tego czynnika, który będzie ostrzegał i zadawał nam pytanie, czy nie robimy już czegoś ze szkodą dla samego siebie, kosztem samego siebie. Moje przekonanie, jak ktoś ładnie napisał, pod ostatnią audycją pojawił się fajny komentarz, że właśnie te nasze przekonania są weryfikowane przez życie. Całe życie miałem przekonanie, że ja sobie poradzę.
Całe życie też miałem takie przekonanie, że nikt nie jest ani odpowiedzialny, ani winien temu, co się w moim życiu wydarzyło. I nie mam prawa nikogo tymi konsekwencjami swoich decyzji i swojego życia obarczać, że każdy ma swoje decyzje, swoje konsekwencje mniejsze bądź większe, natomiast dla każdego one mają, w jego oczywiście przekonaniu i w jego życiu taką samą wagę i są tak samo nie do przeskoczenia. Dla jednego to jest tak, jak małe dziecko nie dostanie samochodzika czy laleczki. To jest mniej więcej taka sama skala bezsensu dalszego życia, jak dla nastolatka niedostanie skutera czy samochodu od rodziców, czy pójścia na imprezę, czy wyjechania na Teneryfę dla człowieka dorosłego. Więc różna jest skala problemów, ale w danym momencie naszego życia to jest to taki sam gatunkowo olbrzymi problem, który na tą chwilę wydaje nam się nie do przeskoczenia. I jak się śmiałem, życie bez lalki Barbie nie ma najmniejszego sensu. Kochani, nigdy też nikogo w życiu o nic nie prosiłem, ponieważ uważałem, że skoro daję sobie radę, skoro jestem w stanie jakoś tam funkcjonować na takim poziomie, który pozwala mi przeżyć, to jest dużo, dużo, dużo więcej ludzi, którzy aż takiego komfortu z różnych powodów i nie zamierzam tu oceniać, z jakiego powodu, ale wiem, że ich sytuacja jest dużo trudniejsza i w takim nawet społecznym wymiarze zasługują i należy im sięWiększa czy jakakolwiek pomoc. Natomiast przyszedł ten moment, kiedy odważyłem się wam o tym powiedzieć, bo to wcale ani do przyjemnych nie należy, ani też do łatwych, że chcę was poprosić, kochani o pomoc. I ten cały dzisiejszy apel o tym, żebyście bardzo poważnie podeszli do tematu miłości do samego siebie. Nie bagatelizowali go, ponieważ od jakiegoś czasu mówiłem wam o tym, że mam nadzieję na spełnienie swojego marzenia.
Ci, którzy częściej słuchają audycji bądź są z nami dłużej, wiedzą, że 20 lat temu sprzedałem swoje mieszkanie. Moje wspólne mieszkanie i od 20 lat tułam się po wynajętych między innymi z tego powodu, że dwukrotnie splajtowała mi firma. Problemy z komornikami, z długami jeszcze nie do końca załatwione i wyczyszczone, niemożliwość wzięcia kredytu, brak możliwości otwarcia swojej własnej działalności gospodarczej. To wszystko powodowało, że posiadanie czegokolwiek na siebie było niemożliwe. Spłacenie długów też było niemożliwe ze względu na ich ogrom, a posiadanie długów i posiadanie własnego mieszkania w Polsce czy nawet jakiegoś swojego własnego konta w Polsce jest niemożliwe. Ponieważ jest to audycja publiczna, dlatego o szczegółach tu nie będę mówił, bo w internecie nic nie ginie. Natomiast pojawiło się światełko w tunelu, aby móc to marzenie swoje o posiadaniu swojego własnego małego drewnianego domku w otoczeniu krzaków z jakimiś drzewkami owocowymi, z pieskiem, kotkiem i ukochaną osobą do spędzenia reszty życia. Miejsca, do którego mógłbym zaprosić swoje dzieci, swoje wnuczki, wybudować im piaskownicę. Zaczęło się wyłaniać. Po 20 latach zaczęło się wyłaniać i stało się w jakiś sposób w miarę realne i rzeczywiste.
Moim kolejnym marzeniem było to, żeby ten domek w dużej mierze swoimi własnymi siłami, ponieważ jestem człowiekiem pracowitym i takim kumatym i ogólnie technicznym, żeby swoimi rękami tam bardzo dużo rzeczy zrobić. Wszystko szło w bardzo dobrym kierunku. Natomiast kiedyś, dawno, dawno temu, czyli jak miałem 18 lat, złapałem kontuzję sportową, która spowodowała, że jeden z moich dysków w kręgosłupie się wysunął. Natomiast jako młody chłopak wysportowany dość długo uprawiałem różnego rodzaju sporty, aktywności fizyczne. Nie zwracałem na to uwagi. Natomiast jak trochę już usiadłem, zająłem się bardziej pracą biurową, to okazało się, że upłynęło pewnie z 15 lat od tamtego momentu, że zaczęły mnie łapać paraliże. Po prostu ścinało mnie, przewracałem się i przez trzy, cztery godziny nie byłem w stanie się ruszyć. Więc w tamtym okresie porobiłem sobie badania. Okazało się, że co? Że sytuacja jest na tyle już zaawansowana, że bez operacji stabilizującej ten krąg, który już się wysunął i wytarł sobie nowe miejsce między pozostałymi kręgami, wsuwanie go na swoje miejsce bez operacji nie przyniesie żadnego efektu.
Natomiast miałem małe dzieci. Rodzina była dla mnie ważniejsza, praca była dla mnie ważniejsza, więc wszelkimi dostępnymi metodami starałem się do tej operacji nie dopuścić. Basen, różnego rodzaju sporty, fizjoterapeuci, oddychanie, różnego rodzaju rzeczy, które mogły mnie przed tą operacją uchronić były grane. Ale oczywiście, jak się domyślacie, wszyscy byli dla mnie ważniejsi i wszystko było ważniejsze niż moje własne zdrowie. Przed pandemią wróciłem do tematu kręgosłupa, ponieważ jak wiecie jestem stolarzem, a stolarzem meblowym się jest wtedy, kiedy się umie coś zrobić, dźwignąć, wnieść, zamontować, przynieść, donieść. To się jest wtedy stolarzem meblowym. To jest zawód, który wykonuję przez ostatnie 20 lat. Natomiast przed pandemią zacząłem ten temat drążyć. Na czas pandemii niestety zrobiłem przerwę i wróciłem do tematu mojego kręgosłupa.Teraz, niedawno. Udało mi się zrobić rezonans kręgosłupa.
I co ja wam będę mówił? W momencie, kiedy poszedłem z tym rezonansem do lekarza, niestety musiałem swoje życie bardzo mocno zmienić, ponieważ na tą chwilę, mimo moich usilnych starań, stan mojego kręgosłupa i tego jednego kręgu jest taki, że chwila nieuwagi i grozi to paraliżem. Także musiałem bardzo szybko zrezygnować z prac, które wykonywałem do tej pory. Musiałem je powierzyć innym ludziom, czyli musiałem się odciąć od części swoich dochodów. Robię dalsze badania. Jutro mam jeszcze dwa tomografy i jeszcze jednego jakiegoś rentgena. Byłem u neurologa. Generalnie zalecenie jest takie, że tylko śruby stabilizujące ten dysk mogą mnie uchronić przed konsekwencjami. Natomiast oczywiście zakaz jakiegokolwiek dźwigania, więc też kochani i wizja wybudowania mojego wymarzonego domu własnymi rękami stanęła na tą chwilę pod dużym znakiem zapytania. Dom oczywiście jak najbardziej będę parł, będę się starał, będę chciał, marzę.
Nie zrezygnowałem ze swojego marzenia. Natomiast ze względu na sytuację moją odciąłem się od dużej części swoich dochodów. I też wizja zatrudniania ludzi i niemożliwości zrobienia wielu rzeczy samemu spowodowała, że przyznam wam się szczerze, że na chwilę zrobiło mi się smutno. Jeszcze nie wiem, co to dokładnie znaczy. Natomiast na pewno się dowiem. Na pewno przyjdzie ta myśl, co to dla mnie znaczy i co ja mam w związku z tym zrobić i uczynić. Natomiast nie ukrywam, że na tą chwilę trochę podcięło mi to skrzydła i marzenie, które miało się w bardzo szybkim tempie zrealizować, dostało takiego klapsa w tyłek. Tak jak powiedziałem, nie wiem, nie chcę oceniać, natomiast moralnie wiem, że nie jestem w stanie zrobić ani żadnej zrzutki. Mówili na jakimś tam się pomaga czy coś tam. Natomiast moralnie wiem, że są ludzie, którzy są w dużo trudniejszej sytuacji.
I też w zasadzie proszę was o pomoc, ale nie wiem jak ta pomoc ma wyglądać. Natomiast chciałem wam o tym powiedzieć. Chciałem to też z siebie przed wami opowiedzieć i też wykorzystać tą sytuację do tego, abyście nie zapominali o sobie, bo czasami może się okazać, że drugiej szansy możecie nie dostać. Doceńcie tą pomoc, którą sami sobie możecie zafundować, zanim się w tym życiu też zagalopujecie i poświęcicie swój czas tylko innym, zapominając o samych sobie. Skorzystajcie z tego daru, który posiadamy. Każdy z nas posiada w sobie dar pod tytułem dusza, miłość, miłość do samego siebie. I nie zagłuszajcie tego głosu, który będzie wam od czasu do czasu podpowiadał: pamiętaj o sobie. To nie jest egoizm, kochani. Miłość do samego siebie to jest hamulec, który często może nas uratować przed zrobieniem sobie krzywdy nawet w imię miłości do innego człowieka. Dlatego też, kochani, nie będzie drugiej części dzisiejszej audycji.
Ja też muszę pewne rzeczy w swoim życiu jakoś pozmieniać, poukładać, więc dużo jeszcze takich niepodjętych przeze mnie decyzji jeszcze jest przede mną. Natomiast nie ukrywam, że moja sytuacja materialna w tej chwili bardzo mocno się skomplikowała. Jakoś to trzeba będzie. Będę chciał to jakoś poukładać. Natomiast z waszej strony każdą formę pomocy z wdzięcznością oczywiście, kochani, przyjmę. I tyle. Będzie dzisiaj króciutko, ale przede wszystkim było o mnie. Aczkolwiek mam nadzieję, że też z mojej nauczki wyciągniecie kochani cośdla siebie, co może obudzi w was waszego wewnętrznego przyjaciela i miłość do samego siebie. Czego oczywiście ja ze swojej strony z całego serca wam życzę. Dziękuję za dzisiaj.
Trzymam kciuki przede wszystkim za siebie, żeby znaleźć właściwą interpretację tego doświadczenia. Wierzę, że będzie dobrze. A wy trzymajcie się cieplutko, uważajcie na siebie i mam nadzieję, że do usłyszenia za tydzień już w innych nastrojach, bardziej radosnych, ale nadal filozoficznych, bo też wierzę, że życie jest pełne niespodzianek. Nie tylko tych smutnych, ale również tych radosnych. Ściskam was jeszcze raz bardzo serdecznie dziękuję za dzisiejsze spotkanie. Posłuchajcie pięknej muzyki, którą pan Marek jak zawsze przygotował. A ja dziękuję za dziś i do usłyszenia za tydzień. Wszystkiego dobrego. Buziaczki. Pa.
[44:08] - Dzisiejszą audycję kończymy utworem projektu Seven Saturdays. Utwór zatytułowany „Make Note Of Every Sound". Mówił do państwa przed chwilą gospodarz audycji „Świat oczami duszy", pan Sławek Bączkowski. Audycję od strony technicznej obsługiwał jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę, dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień na żywo w poniedziałek o 20:00 na antenie Radia Paranormalium. Tradycyjnie, nieustająco zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można szukać przeznaczenia, czyli po co człowiekowi dusza?" Książka dostępna w wersjach elektronicznej, drukowanej i jako audiobook. Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o tytule takim samym jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy" i do śledzenia profilu pana Sławka na Facebooku. Można także wesprzeć pana Sławka Bączkowskiego drobnym datkiem. Link do BuyCoffee i do PayPal chyba też znajdziecie państwo w opisie tej audycji.
A dzisiaj już kończymy. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień w Radiu Paranormalium w audycji „Świat oczami duszy" na żywo w poniedziałek o 20:00.