[00:01] - Telegram z krańca świata.
[00:04] - Dzień dobry. Witam w kolejnym odcinku Telegramu z krańca świata. Właściwie nie tyle witam, co witamy.
[00:12] - Dzień dobry.
[00:13] - Dzisiejszy odcinek. Przyznam się, że kiedy przeczytałem propozycję pana Piotra, przetarłem oczy, bo będziemy mówić o czymś takim, co nazwać by można społecznymi epidemiami. Panie Piotrze, dobrze to odczytuję w ogóle, że są takie społeczne epidemie?
[00:32] - Nie. Znaczy tak, ale też nie. Dlatego, że będziemy rozmawiać nie o społecznych epidemiach, bo to jest narzędzie, ale będziemy rozmawiać o narzędziach socjotechników czy też inżynierów społecznych pracujących na najwyższym możliwym poziomie kontroli nad tym, co się dzieje na świecie.
[00:49] - Tak, bo ja państwu zapomniałem dodać, oczywiście zupełnie przypadkiem, że te społeczne epidemie wzięte są w cudzysłów. To by wiele wyjaśniało. Natomiast od razu jeszcze na początku audycji przeproszę, bo na Tajwanie pada. W Polsce też pada, ale nie tak głośno, a na Tajwanie jak już pada, to pada głośno i wszelkie dźwięki, które się dobywać będą z mikrofonu czy właściwie z głośnika u państwa, to właśnie deszcz na Tajwanie. Ale już przejdźmy do meritum, a nasze meritum to się zawsze zaczyna od zagadki. Panie Piotrze, oddaję panu głos.
[01:24] - Nie, zagadka będzie w trakcie rozmowy, tak że tak łatwo nie będzie, dlatego, że nie będziemy dawać książek przecież za darmo. Taki mamy zwyczaj. Pytanie konkursowe będzie zadawane w trakcie audycji.
[01:36] - Dobrze. A tytułem komentarza?
[01:39] - To jest perfidia.
[01:39] - Oczywiście.
[01:40] - To jest zaplanowana, wyrachowana perfidia. Nie przepraszam.
[01:44] - Okej. A możemy coś wspomnieć na temat ostatniego konkursu?
[01:49] - Tak, jeszcze nikt nie odgadł i doczekamy do końca, dlatego że podpowiedzi będą na samym końcu. Tutaj można przewijać, że tak powiem.
[01:58] - Okej, w takim razie ruszamy. Dobrze, to podsyłając mi do wglądu pewien tekst, który właśnie w tytule ma te społeczne epidemie wzięte w cudzysłów, to startujmy. O co właściwie z tymi społecznymi epidemiami chodzi i jaki to ma wpływ na to, co pan powiedział później, czyli na tych magików, którzy działają na najwyższym poziomie?
[02:27] - Dobrze, więc żeby było po kolei, to na przełomie grudnia i stycznia ubiegłego roku i bieżącego roku pojawił się w przestrzeni publicznej taki termin jak mass formation psychosis, czyli masowa psychoza formacyjna. I nagle wszyscy dostali kociokwiku po tak zwanej stronie lewej, czyli na przykład w Google nagle się okazało, że nie da się wyszukać tej frazy dlatego, że pojawia się komunikat, że termin jest zbyt nowy, żeby dało się pokazać jakiekolwiek wyniki i je zaindeksować. Co jest dziwne co najmniej, ale powiedzmy. Natomiast wszyscy zaczęli zgodnie twierdzić, wszystkie autorytety, którym szybko przelano przelać. Przepraszam, że mówię to w sposób żartobliwy, ale to ewidentnie na to wyglądało. Zaczęli ujadać, że czegoś takiego w ogóle nie ma i nie wolno o tym mówić. Natomiast masowa psychoza formacyjna. Ci słuchacze, którzy czytali już ten rozdział w „Siłach psychohistorii” to wiedzą, że ten termin został użyty przez doktora Malone, jednego ze współwynalazców szczepionek mRNA w podcaście Joe Rogana. Taki bardzo popularny podcaster amerykański. I od tego się właśnie jazgot, że tak powiem, czy też gorączka medialna zaczęła po to, żeby wyciszać, że coś takiego w ogóle nie istnieje. Natomiast sam ten termin został ukuty dwa lata wcześniej przez bodajże holenderskiego, nie pamiętam w tej chwili, holenderskiego epidemiologa. Przepraszam, nie epidemiologa, pomyliło mi się. Przez historyka, socjologa badającego zjawiska ustrojów totalitarnych. I ten badacz, który wymyślił ten termin dwa lata wcześniej, zanim właśnie ten doktor Malone w kontekście covidu oczywiście to wygłosił. Ten holenderski socjolog powiedział, że istnieją cechy przekazu, które sprawiają, że grupy społeczne są mesmerized po angielsku. Strasznie lubię to słowo, przepraszam. Natomiast nie wiem, jakoś zauroczone, oczarowane, otumanione jakąś formą przekazu i samą treścią tego przekazu. Także dochodzi do zjawiska zbiorowej hipnozy i ludzie zaczynają, że tak powiem, reagować w sposób łatwy do sterowania, że tak to sformułuję. Więc wszyscy nagle się rzucili do tego, żeby wyjaśniać, że coś takiego jest niemożliwe, nie istnieje i tak dalej. Proszę sobie sprawdzić artykuły z tamtego okresu. Ja mam jeszcze screenshota, bo akurat trafiłem dokładnie, kiedy się to zaczęło, miałem chwilę czasu, więc mam nawet screenshota z wyszukiwarki Google'a, która pokazuje, że niestety nie da się wyszukać tego hasła. Więc do rzeczy. Wspominał pan o epidemiach społecznych, natomiast ja chciałem powiedzieć o tym, że z całą pewnością istnieje takie zjawisko jak masowa psychoza formacyjna. To, co tam zostało tak skontestowane przez główny nurt i oprotestowane. I podam jeden przykład, których jest bardzo dużo. Ten przykład akurat znalazłem w książce, nie pamiętam polskiego tytułu. O rany. Malcolm Gladwell i tytuł książki to jest „The Tipping Point”, czyli punkt przegięcia albo punkt szczytowy. Nie do przetłumaczenia to jest na język polski. Ktoś jakoś tam arbitralnie przetłumaczył. Generalnie powtarzam jeszcze razMalcolm Gladwell i „Tipping Point”. Można znaleźć z całą pewnością polski tytuł i jest ta książka dostępna. Została wydana w 2012, a potem w 2019 roku. Ale do rzeczy. Ja może po prostu odczytam, to są dosłownie półtorej strony z książki. Pytanie: czy społeczne-- Mogę, panie Marku? Dobrze. Czy społeczne epidemie istnieją? Podtytuł: Coca-Cola i masowe zatrucie. Koncepcja zarażania się stanami psychicznymi jest słabo zbadana, a jeszcze gorzej oswojona. Jednak zjawiska takie jak placebo i nocebo ujawniające się na poziomie indywidualnym są realne i aby im przeciwdziałać przy testowaniu nowych leków stosuje się tak zwane podwójnie ślepe próby. Czyli ani lekarz, ani pacjenci nie wiedzą, który z tych pacjentów, na których jest przeprowadzany eksperyment, rzeczywiście ma aplikowane rzeczywiste, prawdziwe lekarstwo, czyli substancję czynną, a który dostaje substancję obojętną. Najczęściej, jeśli chodzi o dożylnie, to jest woda z solą, czyli inaczej sól fizjologiczna albo po prostu jakiś biały proszek, który nie ma kompletnie żadnego wpływu na funkcjonowanie organizmu. Nocebo jest odwrotnością placebo, dlatego że placebo, czyli substancja, która nie ma faktycznego działania, natomiast działa psychosomatycznie, to znaczy za pomocą sugestii. Pacjent, który to przyjmuje, sam się leczy. W tym sensie, że następują pozytywne zmiany jego stanu psychofizjologicznego. Natomiast nocebo jest odwrotnością. Czyli to jest lekarstwo, które, przepraszam, bo nie chcę tego zepsuć, mogę źle zapamiętać, ale nocebo wywołuje objawy choroby między innymi gdy pacjent ma negatywne nastawienie dla terapii lub do wyglądu leku. Czyli na przykład jeżeli mamy jedzenie nieapetyczne i mimo tego, że ono jest smaczne, to my stwierdzamy, że budzi w nas obrzydzenie i nam nie smakuje. To jest właśnie jakiś rodzaj efektu nocebo. To jest rzadko spotykany termin, więc wytłumaczyliśmy. Dobra, idziemy dalej. Jednak zjawiska takie jak placebo i nocebo ujawniające się na poziomie indywidualnym, przepraszam, że powtarzam, ale musimy wrócić do wątku, są realne i aby im przeciwdziałać przy testowaniu nowych leków stosuje się tak zwane podwójne ślepe próby. Istnieje wiele świetnie udokumentowanych przypadków zjawiska zarażania się stanami emocjonalnymi i symptomami chorobowymi. Są one niepodważalnym dowodem na istnienie mechanizmów rozprzestrzeniania się stanów organizmu poprzez mechanizmy nieuświadomionej sugestii, czyli przez kanał społeczny, a nie przez jakiś patogen czy jakąś substancję toksyczną, psychoaktywną czy jakąkolwiek inną. Idziemy dalej. Dobrze, przepraszam. I teraz konkretnie ten przykład z Coca-Colą. W czerwcu 1999 roku, można sobie znaleźć w internecie, jest kilka artykułów. Ja zaczerpnąłem moją wiedzę z artykułów w takim czasopiśmie „Lancet”, które na pierwszy rzut oka jest najbardziej wiarygodnym, najbardziej renomowanym naukowo periodykiem. W kilku szkołach w Belgii dzieci zaczęły przejawiać objawy zatrucia pokarmowego, palpitacje serca, nudności, bóle głowy. Całe spektrum, jakie się ma zazwyczaj przy zatruciu pokarmowym. Początkowo nie udało się wskazać feralnego produktu, ale dzięki temu, że sprawa została nagłośniona medialnie, dlatego, że kilkanaście dzieci zostało zabrane do szpitala z poważnymi objawami, nie znaleziono feralnego produktu. Jednak w końcu firma Coca-Cola, korporacja Coca-Cola zidentyfikowała feralną partię napoju, w którym rzeczywiście doszło do skażenia związkami siarki w czasie nasycania napoju dwutlenkiem węgla. Ale, i tutaj zaczyna się naprawdę ciekawa rzecz, stwierdzone zanieczyszczenie wynosiło mniej więcej między 5 a 15 cząsteczek na miliard. Dlaczego to jest takie ciekawe? Bo to jest mniej więcej tysiąckrotnie mniej niż ilość, jaka jest potrzebna, żeby faktycznie wywołać jakieś silne objawy zatrucia czy też złego samopoczucia, żeby to rzeczywiście w tak negatywny sposób wpłynęło. Ponadto do szpitali zgłosiły się osoby z innych części Belgii, a nawet z północnej Francji, z dokładnie tymi samymi objawami. I okazało się po bardzo sprawnym sprawdzeniu, że zgłoszenia te nie miały związku ani z tym, czy osoby te piły albo nie piły Coca-Coli, albo ze związkiem, feralną partią, która została w sposób jakiś super minimalny skażona. Inaczej mówiąc, nawet tutaj nie wszystkie artykuły to mają. Spędziłem jakiś czas porównując wersje tych doniesień medialnych. Niektórzy wspominali, że ludzie nie tyle po tej partii, nie tyle w ogóle po Coca-Coli, to jeszcze jakaś jest sugestia, ale po wypiciu Pepsi-Coli, czyli napoju kompletnie różnej firmy i kompletnie, znaczy może nie kompletnie, ale z innym składem i po prostu było fizyczną niemożliwością, żeby nastąpił kontakt z tymi związkami siarki, które znaleziono w tej feralnej partii. I autorzy badań, lekarze, którzy badali ten fenomen, wyjaśnili je za pomocą terminu masowa choroba socjogeniczna, MSI, czyli mass sociogenic illness. Podsumowując już zdradzę koniec naszej opowieści, czyli ta masowa psychoza formacyjna jest zjawiskiem nazywającym się zupełnie inaczej w świecie medycyny i jak najbardziej realnie istniejącym i potwierdzonym, zbadanym, oswojonym i nazwanym.Więc ten MSI jest definiowany mniej więcej tak: to jest zespół objawów faktycznej choroby, ale nie mających danej, dającej się zidentyfikować przyczyny, a które występują u dwóch lub więcej osób, które współdzielą opinie powiązane z tymi objawami.
[12:36] - Tak, OK, to proszę mi w takim razie powiedzieć, jakie z tego wnioski można wyciągnąć, bo na razie brzmi to tajemniczo. Oczywiście każdy, kto troszeczkę się chociaż interesuje tym, o czym rozmawiamy, już zaczyna podejrzewać, że w jakiś sposób można owo zjawisko wykorzystać do manipulowania ludźmi. Ale jak to zrobić?
[13:02] - Taka wiedza kosztuje, panie Marku. Podam numer konta po audycji.
[13:06] - To myślę, że część słuchaczy będzie gorliwie wpłacać.
[13:10] - Okej, więc idziemy dalej. Wygląda na to, że zachowaniami zbiorowymi ludzi dyryguje jakiś rodzaj nieuświadomionej kulturowej komunikacji mającej wpływ nie tylko na stan umysłu, ale też organizmu infekowanych ludzi. Zaraźliwe są nie tylko wyimaginowane stany chorobowe, ale też emocje i nastrój. W fascynującej książce opisującej właśnie ten Malcolm Gladwell. A właśnie mam polski tytuł. Rzeczywiście. A nie, nie mam. A nie, mam! Dobrze. „Punkt przełomowy. O małych przyczynach wielkich zmian.” Znak Litera Nova, Kraków 2012. To jest ta książka. Wszystko jest oprzypisywane. Właśnie tu zaletą tego, co ja piszę, że ja szukam, aż znajdę jakiś przypis albo jakiś fragment książki automatycznie wylatuje jako niepoparty żadnymi możliwymi do sprawdzenia badaniami czy opiniami nawet. Dobrze. Natomiast wracając do wątku, Malcolm Gladwell opisuje poczynione w latach 60. XX wieku badania synchronii gestów, czyli mowy ciała osób rozmawiających ze sobą, na przykład członków rodziny. Okazuje się, że mowa ciała i działanie mięśni odpowiedzialnych za mimikę, czyli sygnalizowanie emocji, tworzy rodzaj symfonii w grupie rozmawiających osób. Co więcej, zjawisko to pojawia się nawet u kilkudniowych niemowląt, które synchronizują poruszenia niby nieświadomie, znaczy dla siebie z całą pewnością nieświadomie, które te kilkuletnie, przepraszam, kilkudniowe niemowlęta synchronizują te ruchy do tego, co mówi mama w domyśle oczywiście albo tata. I co więcej, te zjawiska synchronii mowy ciała pojawiają się także w interakcjach między ludźmi a małpami naczelnymi. Czyli mamy do czynienia z jakimś rodzajem komunikacji społecznej kompletnie nieświadomej, zachodzącej po prostu nie tylko u ludzi, u homo sapiens, ale i u naczelnych. I te systemy są ze sobą przynajmniej częściowo kompatybilne.
[15:16] - Czy to się jakoś wiąże z takim zjawiskiem, które ja zaobserwowałem w siermiężnych latach 80., kiedy to na każde wakacje, a w końcu wakacje się teraz też zaczęły, na każde wakacje prywatni przedsiębiorcy, tak się wtedy określało, że jacyś tacy prywaciarze, tak się to mówiło, wymyślali inny hit i on się momentalnie stawał obiektem pożądania w całej Polsce. Raz to było hula-hop jednego sezonu, następnym razem była to grająca rura. Musiała być kolorowa, piękna i ona sama była przedmiotem takiego pożądania, że dzieci wyły z rozpaczy, jak takiej rury nie dostały. W następnym roku były to, jak to się tiki taki nazywa. Dwie kuleczki na sznureczkach uderzało się i wszyscy tym uderzali. I poziom emocji, jakie budziły tego rodzaju wynalazki, był ogromny. To się stawało naprawdę przedmiotem kultu, pożądania i tak dalej. Mnie się to też jakoś ewidentnie z manipulacją jakiegoś tam rodzaju kojarzy. Czy też te moje skojarzenia zupełnie nie w tę stronę?
[16:31] - Moim zdaniem tak. Rzeczywiście to było właśnie to zjawisko. To znaczy ludzie w jakiś sposób chwytali jakąś modę i ta moda się rozprzestrzeniała. I oczywiście jest masa, dziesiątki prac, które opisują właśnie rozprzestrzenianie się jakichś memów, czyli takich jak gdyby samodzielnych bytów kulturowych, które przeskakują z umysłu na umysł i żyją niejako własnym życiem. Ja o memach przeczytałem w książce Richarda Brodiego „Wirus umysłu”. Nie wiem, czy ktoś zna. Jeżeli nie, to bardzo polecam. Richard Brodie to jest twórca edytora Microsoft Word. Napisał właśnie tą książkę „Wirus umysłu”, która jest w Polsce wydana, przełożona na język polski i bardzo polecam. Jest tam bardzo dużo spostrzeżeń, które zupełnie pokazują inną wizję świata niż ta, którą stosujemy na co dzień. Natomiast co o praktycznych jakiś konsekwencjach istnienia tego mechanizmu, o którym jest mało po prostu literatury. Ja próbowałem coś znaleźć, natomiast nie było to w takim świetle postawione. Natomiast w świetle tych wszystkich zjawisk, czyli tej synchronii gestów, czyli tej synchronii wizerunku twarzy. Twarz jest niezwykle wyrafinowanym, skomplikowanym narzędziem sygnalizowania emocji, więc w świetle tych wszystkich zjawisk badanych od lat 60. czy nawet może być może i 50. Natomiast nie doszukałem się wcześniejszych jakichś prac naukowych, które byłoby warto przeczytać. Nie przeczytałem innymi słowy. Więc są na przykład dwie doniosłe kwestie. Pierwsza: czy psychologowie pracujący dla rządów albo wielkich korporacji są zdolni wskazać i zneutralizować ludzi, którzy mają talenty lub umiejętności przewodzenia innymi?Innymi słowy to, co w Generalplan Ost, czyli generalny plan wschodni niemiecki w czasie II wojny światowej, czyli zniszczenia elit narodów słowiańskich po to, żeby zamienić te narody w narody niewolników. Jest jedna z opowieści, którą wyjątkowo głęboko zapamiętałem, jest to, że przy łapankach kazano ludziom pokazywać dłonie. Jeżeli to były dłonie duże albo widać, że spracowane, robotnicze, to nie był intelektualista i ratował sobie tym życie. Natomiast jeżeli ktoś miał ręce intelektualisty, wtedy jechał na odstrzał. Więc na tej samej zasadzie, jeżeli rządy prowadzą badania w tym kierunku, jakie są parametry człowieka, który potrafi rozprzestrzeniać te memy czy też te choroby społecznie przenoszone. Jeżeli taki ktoś jest możliwy do wyłapania, to wtedy można go w jakiś sposób zneutralizować, chociażby za pomocą tak zwanego osaczenia operacyjnego. Zna pan ten termin? Osaczenie operacyjne to jest wtedy, kiedy jakiś człowiek jest wyznaczony do tego, żeby usunąć go z życia publicznego. To nie jest tak, że bierze się go, pałuje albo na przykład wysyła na Sybir, tylko tak się organizuje jego życie, żeby mu się wszystko nie udawało. Czyli na przykład zostaje zwolniony z pracy. Czyli na przykład wydawca nie chce wydać jego książki albo gazeta nie chce przyjąć jego artykułu. I on myśli, że po prostu nie chcą tego robić dlatego, że są złe. To też można tak zrobić, że nie nadaje się pan do niczego. Idź pan do diabła z tym grafomańskim bełkotem i niech pan nie próbuje nigdzie pisać, bo krzywdzi pan ludzi. Można komuś wmówić, wmówić w kogoś poczucie winy. I ten człowiek rzeczywiście może zostać zniechęcony, wyprany z motywacji i zarzucić swoje ambicje, które byłyby niewygodne dla władzy. Z całą pewnością są osoby, bo rozmawiałem ze zwycięzcami konkursów, są osoby, które przeczytały „36 forteli”. Tam jest świetny fragment właśnie w temacie osaczenia operacyjnego pochodzący z książki Isaaca Asimova „Koniec wieczności”. Nie wiem, czy pan czytał.
[20:57] - Oczywiście.
[20:58] - Ile razy? To powinno się pytać ile razy.
[21:02] - Ile razy to nie, ale przynajmniej trzy razy, jak sobie przypominam. Nawet niedawno w „Bibliotekarium” wspólnie z Wiktorem tę książkę właśnie omawialiśmy. Fascynująca, na pierwszym poziomie fascynująca opowieść o tym, jak można sterować ludźmi na przestrzeni czasu, ale jak można też porzucić pewien sposób manipulowania i odkryć wolność. Ale to tyle tak ogólnie.
[21:31] - Był właśnie epizod, że agenci tej wieczności, to była właśnie ta organizacja kontrolująca podróże w czasie i sterująca rozwojem ludzkości, i agenci tej wieczności pilnowali, żeby ludzkość nie wynalazła lotów międzygwiezdnych, dlatego że gdyby ludzie wynaleźli loty międzygwiezdne, to już by się nie dało ich kontrolować. To jest prosta kwestia zachowania władzy. Więc agenci tej wieczności wykształcili technikę czy też etos pracy polegający na tym, że za przejaw mistrzostwa było rozumiane takie działanie, które minimalną ingerencją wydawało maksymalny efekt. I tutaj właśnie dochodzimy do tego osaczenia operacyjnego. Otóż był człowiek, szalony naukowiec, w dosyć wesoły sposób opisany przez Asimova, który wynalazł taką maszynkę, oczywiście prototypową, jakiś pierwowzór, tak jak ten flux capacitor w „Powrocie do przyszłości”, w wyniku olśnienia i chciał ten prototyp zaprezentować przed jakimś tam gremium profesorskim. I ten agent wieczności teleportował się do momentu, zanim ten pan wyszedł z domu po to, żeby z tym wynalazkiem swoim pod pachą pójść na tę prezentację. Po prostu przestawił ten wynalazek z półki na półkę i naukowiec po prostu klął jak szewc. Nie mógł tego cholernego wynalazku znaleźć i w końcu rzucił wszystko w cholerę, i dał sobie spokój, i przestał w ogóle o tym myśleć, żeby komukolwiek to zaprezentować. I w związku z tym ludzkość nie wynalazła napędu hiperprzestrzennego, więc na tym polega osaczenie operacyjne.
[23:24] - Mam takie wrażenie, może mylne znowu, że ta dążność zarówno państw totalitarnych, jak i tych bardzo demokratycznych do totalnej kontroli nad społeczeństwami, umieszczanie dziesiątków, setek tysięcy kamer, podpinanie nas pod różnego rodzaju elektronicznych szpiegów. Sami się właściwie podpinamy, że to wszystko temu właśnie może służyć, czyli odsiewaniu, wynajdywaniu tych jednostek, które ewentualnie mogą rolę takiego jądra krystalizacji pełnić, czy też tego rozsiewnika choroby.
[24:09] - Dokładnie tak. W trzech różnych miejscach, w trzech różnych kontekstach pokazuję przykłady takiej potencjalnej zdolności. Tutaj bym zainteresował słuchaczy poddziałem Google'a, który nazywa się Google Ideas.I oni przetwarzają gigantyczne ilości danych o nas, użytkownikach, po to, żeby nas sparametryzować. To znaczy wykryć, jakie parametry decydują o zachowaniach i które parametry naszej osobowości, zachowań, poglądów i tak dalej, są ze sobą w jakiś sposób skorelowane. Dzięki nim da się przewidzieć nasze zachowania konsumenckie, ale wszelkie inne. Także to jest dosyć niepokojące. Natomiast wracając jeszcze na sekundkę do tematu mimiki, to są dwie rzeczy. Po pierwsze, żeby już zakończyć odczyt tego krótkiego, dwustronicowego tekstu, najciekawszym jest dla mnie fascynujące wręcz pytanie, na które nikt nie odpowiedział w taki sposób, w jaki zostało zadane: czy noszenie maseczek w czasie sytuacji covidowej i w jaki sposób to noszenie maseczek wpływa na kształcenie się empatii i inne zdolności społeczne u małych dzieci, które tracą okazję nauki odczytywania mimiki twarzy? Nie pamiętam ile, ale gigantyczną ilość mięśni twarzy mamy, które właśnie służą do sygnalizowania emocji. Niektórzy ludzie mają bogatszy zestaw tych mięśni u góry twarzy, niektórzy na dole. Niektórzy potrafią to w jakiś sposób kontrolować. Przecież tak naprawdę nasza cywilizacja jest cywilizacją kłamstwa. Oscary, czyli najbardziej prestiżowe nagrody filmowe, są za co? Za fałszowanie tego całego bogactwa przekazu podprogowego za pomocą twarzy, gestów, słów, tonu głosu i tak dalej. Więc w jaki sposób te maseczki nas upośledzają? A upośledzają moim zdaniem z całą pewnością. I to jest absolutnie kluczowe pytanie, znacznie ważniejsze niż to, w jaki sposób i czy w ogóle hamują rozprzestrzenianie się wirusa i czy to ma znaczenie w związku z tym, że omikron nie jest na tyle śmiertelny. Wirusy ewoluują w kierunku bardziej łagodnych wersji. Nie wiem, czy ktoś się interesował tym tematem.
[26:44] - Myślę, że w ostatnim czasie to wszyscy, chcąc nie chcąc, interesowali się akurat tym zagadnieniem. Natomiast muszę powiedzieć, że wydaje mi się ta teoria dosyć prawdopodobna. Dlaczego? Dlatego, że dziecko ma tę cudowną zdolność na przykład wgryzania się w język. Jeśli dziecko uczy się równocześnie dwóch języków jako dziecko przedszkolne, to się tych dwóch języków nauczy i będzie native speakerem w dwóch językach. Nie będzie różnicy dla niego. Natomiast jeśli ono przegapi pewne okienko, to później jeden z tych języków stanie się jego językiem naturalnym, a drugi będzie nawet świetnie opanowany, ale jednak obcy. I jest to wąskie okienko, w którym może się stać jedno albo drugie. W związku z tym przez analogię bardzo podobnie może być z odczytywaniem ludzkiej twarzy, tego, jakie emocje, jakie inne uczucia się tam kryją. Więc teoria jak najbardziej prawdopodobna, tak mi się przynajmniej wydaje. Ale kimże ja jestem, żeby oceniać teorie?
[28:04] - To chyba mamy to podsumowane. Jeszcze o jednej rzeczy powiem. Być może wszyscy już wiedzą, natomiast teraz będziemy mieli przerwę wakacyjną z naszych telegramów. Przez cały lipiec, przez cały sierpień nie będziemy nadawać, prawda panie Marku?
[28:24] - Jeszcze raz będziemy nadawać w przyszłym tygodniu, czyli będzie początek lipca, ale to rzeczywiście na te dwa miesiące będzie koniec, a później miejmy nadzieję wrócimy triumfalnie we wrześniu.
[28:36] - Dobrze, to wy będziecie cieszyć się rześkim, letnim powietrzem, a ja będę się cieszył gęstym od wilgoci i powietrzem tajwańskim. Będę przez dwa miesiące, to już mówiłem, jeździł po całej Tajwanie po to, żeby odwiedzać festiwale aborygeńskie, po to, żeby robić zdjęcia twarzy. Idealnie pasuje to do końca naszej dyskusji, którą mieliśmy przed chwilą. Dlaczego? Dlatego, że ja robię bardzo specyficzne zdjęcia. Otóż nauczyłem się w ciągu ostatnich trzech lat tego, że w czasie festiwali, w czasie kiedy oni są najbardziej ci Aborygeni najbardziej radośni, najbardziej roześmiani albo wyluzowani. Generalnie te festiwale są u nich raz do roku, więc są wyjątkowo dla dzieciaków atrakcyjne. Więc ja robię zdjęcia takie tajne, z tajniaka, w chwilach, w których oni są po prostu najbardziej spontanicznie roześmiani. Mam nadzieję, że ta książko-album z tymi uśmiechami zrobi furorę właśnie w naszych straszliwych czasach, kiedy ludzie noszą maseczki albo są zaniepokojeni i to widać po prostu. Zarażamy się tymi nastrojami przecież, że wojnę mamy w kraju obok, na Ukrainie, tutaj jakieś inne problemy polityczne albo ekonomiczne i tak dalej. A tu nagle eksplozja tych tajwańskich uśmiechów. Także mam nadzieję, że to jakoś zrobi karierę. Trzymajcie za mnie kciuki. Osoby, które wygrały wcześniej książkę, bo są ze mną w kontakcie, bardzo proszę o informację, jak byście chcieli, żebym raz w tygodniu na przykład wysyłał jakieś zdjęcie z jakiegoś festiwalu.Bo tych festiwali będą dwa do trzech albo nawet do czterech tygodniowo. Także będzie masa zdjęć ludzi i będzie masa zdjęć miejsc, dlatego, że albo nocuję kontem gdzieś tam u kogoś w plemieniu, albo gdzieś tam na plaży, albo gdzieś tam w górach, na jakimś tam zamkniętym odcinku drogi, której kawałek został zasypany przez lawinę. Wtedy buduje się na przykład most. Inaczej: drogi wcześniej budowane w latach 80., 70. One szły tak głęboko, wrzynały się jak gdyby w wąwóz albo w jakąś taką szczelinę między góry. Nie wiem, jak to nawet nazwać. Natomiast kiedy te mosty były jakieś zalewane, zasypywane, niszczyły się w czasie tajfunów przede wszystkim, to nowy most budowano już bliżej doliny, że tak powiem, a dalej wzniesienia, dlatego, że dzięki temu był bardziej odporny na te wszystkie warunki pogodowe i trzęsienia ziemi. Po prostu poprawiała się też technologia budowy mostów i to też się zmieniało. Więc bardzo często jest tak, że obok mostów w górskich drogach są takie jak gdyby starorzecza tych dróg. I to są idealne miejsca na kemping, dlatego, że są czyste, jest mało węży. Tutaj mogę wtedy powiedzieć ciekawostkę, że na węże są dwa sposoby. Ja, nocując często bez namiotu, czyli po prostu na gołej ziemi, na karimacie albo, przepraszam, obsikuję dookoła po to, żeby węże wyczuły, że jest jakieś duże zwierzę, tutaj zajęło, oznaczyło terytorium. Albo wyciągam buteleczkę z benzyną. Mam 600 mililitrów żelaznego zapasu benzyny w motorze i zawsze kropelkami tak dookoła objeżdżam w promieniu mniej więcej pięciu, sześciu metrów. Dlatego, że ten zapach też odstrasza zwierzęta i generalnie mam większe poczucie bezpieczeństwa od tych cholernych węży. Także tak wyglądają całe moje wakacje, jeżdżenie na te festiwale.
[32:42] - Tak sobie teraz pomyślałem. Mam takiego kolegę, który bardzo interesuje się zjawiskami, o których kiedyś pisał na przykład Sheldrake. O takim polu morficznym, w którym pewne rzeczy są przekazywane od człowieka do człowieka. Mówił też na przykład o tym w kontekście tego, co się w tej chwili dzieje. Mówił o tym, że na przykład kiedy ludzie często powtarzają jakieś słowo, interesują się jakimś słowem, na przykład wojna, wojna, wojna. Odmieniają je bardzo często, to wcześniej czy później ta wojna gdzieś się pojawia. Nie w mistyczny sposób oczywiście, tylko dlatego, że przyzwyczajamy się jako ludzie, jako jednostki do tego, że ta wojna może być. Skoro już tak się do niej przyzwyczailiśmy. Czy jest jakieś powinowactwo? Czy widzi pan, czy też to zupełnie nie ten trop?
[33:40] - Wydaje mi się, że zupełnie nie ten trop. Dlatego, że trudno wyłapać, dlaczego ludzie mówią, że wojna, wojna. Z całą pewnością agenci wpływu, czy też tak zwane pudła rezonansowe, które powtarzają ten komunikat, nagłaśniają go. Tu odwołuję się do teorii dezinformacji Wołkowa. Na Wikipedii jest świetny artykuł na ten temat, natomiast w „36 fortelach” też jest cały 14.2 rozdział na temat właśnie teorii Wołkowa, teorii dezinformacji. Polega to na tym, że wykorzystywane są mechanizmy właśnie te, o których mówiliśmy na samym początku, w pierwszej części audycji. Pojawiają się mechanizmy zarażania społecznego jakimiś ideami, czyli na przykład jak ktoś ze słuchaczy słucha podcastów, wypowiedzi Leszka Sekulskiego. On bodajże dwa tygodnie temu powiedział rzecz absolutnie świetną. Otóż zacytował rozmaite dwa czy trzy artykuły, które on stwierdził, że są próbkowaniem idei, a treścią tych artykułów była ewentualna unia Polski z Ukrainą i ktoś według Sekulskiego, to jest z jego strony hipoteza, bo niczym więcej nie może być, bo nie wiadomo, kto to napisał, czy ktoś akurat wpadł na taki pomysł i sobie napisał, żeby wyrobić normę artykułów tygodniowo, czy też rzeczywiście to jest jakiś rodzaj sondowania wstępnego opinii. Natomiast chodzi o co? O to, że nie mamy absolutnie żadnej możliwości stwierdzenia, jakie idee obecne w przestrzeni publicznej są formą ataku, czyli formą na przykład zdeprymowania nas, obniżenia morale, zmniejszenia więzi społecznych, zmniejszenia zdolności do kolektywnego działania, zmniejszenia zaufania międzyludzkiego. Przecież mówiliśmy też, że zaufanie to jest smardosz tego świata. I dokładnie taki tytuł ma jeden z esejów „Sił psychohistorii”. Więc to wszystko jest jedną wielką niewiadomą. I teraz, jak ktoś mówi, że powtarza się wojna, wojna. Być może ludzie wyczuwają, że istnieją jakieś nieuniknione mechanizmy geopolityczne, które ustawią dwa narody czy też dwa państwa w konflikcie, który można rozwiązać tylko i wyłącznie za pomocą wojny. W takiej sytuacji z całą pewnością byli Ukraińcy, którzy od 2014 roku, odkąd Krym został zajęty przez Rosję, żyli de facto w stanie wojny albo w takiej sytuacji, która ma w sobie bardzo silny ten aspekt niepewności jutra, niepewności tego, czy będzie wojna, czy nie będzie, czy to się zeskaluje, czy jakoś się rozładuje. No niestety skończyło się tak, że jest pełnoskalowa konfrontacja.
[36:22] - Obiecaliśmy słuchaczom jakieś podpowiedzi, jakieś pytania konkursowe. To może teraz?
[36:29] - Nie, to musi być właściwy moment.
[36:31] - Okej, ja tylko sugerowałem. To w takim razie w jakim kierunku żeglujemy dalej, panie Piotrze?
[36:38] - No nie wiem, może pan ma jakieś pytania?
[36:40] - Nie no, na razie to wszystko jasne. Ja mam cały czas to pytanie, które zadałem, a za które kazał sobie pan płacić. W związku z tym może chociaż jakaś zachęta?
[36:49] - To jest wiedza, która decyduje o władzy nad światem. Także to się nie mówi publicznie.
[36:55] - Tak. Czuję się trochę jak Pinky i Mózg. Oni też w każdym odcinku chcieli władzy nad światem. Ja też jej pragnę. W związku z tym czuję jakiś niedosyt. Może jakieś podpowiedzi chociaż.
[37:11] - To właśnie taka wiedza o tym, jak sterować ludzkimi duszami. Pan mówi, że pan chce mieć władzę nad światem, czyli jest pan jak Commodus w filmie Gladiator na początku. Był opętany żądzą tej władzy. W takim razie ja w kontrze do pana upozoruję się na Maximusa, który nie chciał tej władzy i dlatego cesarz chciał mu koniecznie ją do ręki włożyć.
[37:38] - Okej, żarty na bok. Gdybyśmy chcieli tylko punktowo, orientacyjnie zasygnalizować te możliwości bardzo ogólnie, żeby rzeczywiście nie wypromować jakiegoś władcy świata, to na co należałoby zwrócić uwagę pana zdaniem?
[38:00] - Należałoby zwrócić uwagę na to, podstawową techniką i to jest znacznik pozwalający rozpoznać w ogóle to, że ma miejsce jakiś socjotechniczny teatrzyk, jest to, że ludzie wprawiani są w stan niepewności, który czyni ich bardzo podatnymi na sugestie. To właśnie było tą kwestią, którą doktor Malone w tym słynnym podcaście, bo to rzeczywiście jest słynny podcast, wygłosił, że ludzi należy wpierw wyrwać z jakiegoś rodzaju, jak to nazwać dobrze?
[38:40] - Komfortu może.
[38:41] - Oswojenia. Tak, komfortu, dokładnie. Oswojenia codzienności. Jesteśmy przyzwyczajeni, jesteśmy w stanie przewidzieć, co się zdarzy na przykład jutro w naszym terminarzu. Idziemy do roboty albo na weekend gdzieś wyjedziemy pod las czy do jakiegoś innego miasta, czy gdziekolwiek indziej. Natomiast w chwili, gdy kończy się ta przewidywalność, ludzie szukają przewodnictwa między innymi. I to są momenty, w których wkraczają ci samoistni czy też samozwańczy przywódcy, którzy potrafią tych ludzi w jakiś sposób przyciągnąć pod swoje skrzydła, pod skrzydła swojej charyzmy, wskazać im kierunek, wskazać im jakąś ożywczą ideę albo mit energetyzujący zaszczepić w ich umysłach. Mówiliśmy o tych wrażeniach już wcześniej. Dzięki temu uzyskać dla siebie, mówię o tych ludziach, tych przywódcach, władzę nad ludzkimi duszami. Czy można tak powiedzieć? Nad ludzkim zachowaniem. Czy zmobilizować ludzi do wielkiego wysiłku, wielkiego poświęcenia, albo rzucić ich przeciwko drugiemu narodowi, który z jakichś powodów zagraża, albo jest takie poczucie, że może w jakiś sposób zagrozić naszemu istnieniu. Na tym to polega.
[40:07] - Czyli jak ja bym chciał być tym władcą świata, to miałbym dwie drogi. Musiałbym przede wszystkim takich ludzi odnaleźć i miałbym dwie drogi. Albo bym ich eliminował w rozmaity sposób, może nawet nie brutalny, po prostu osaczałbym ich tak, jak pan to powiedział. Ewentualnie świadomie lub nie, z ich strony świadomie lub nie, wykorzystywałbym ich do własnych celów. Czyli ci, co by tak gadali i porywali ze sobą ludzi w dobrym kierunku, który by mi pasował, to tych bym wypuszczał i oni sami by właściwie nie wiedzieli, że pracują dla mnie, dla demona zła.
[40:48] - Tak, rzeczywiście taką najprostszą formą jest fizyczna eliminacja. Na przykład można tego dokonać za pomocą podróży w czasie i usunąć matkę przyszłego bohatera. Science fiction dostarcza takich pomysłów bardzo specyficznych i godnych zapamiętania i uwagi, i czujności. Natomiast są jeszcze inne czynniki. Na przykład dowódca, który pragnie w jakiś sposób zdobyć władzę, zostać prezydentem kraju. Na przykład MacArthur, czyli generał, który funkcjonował na teatrze Pacyfiku w czasie II wojny światowej. Przede wszystkim MacArthur był szefem sił zbrojnych amerykańskich w czasie okupacji Japonii i wykonał to zadanie w sposób absolutnie fenomenalny i skuteczny. Natomiast na samym początku II wojny światowej na Pacyfiku szło mu raczej kiepsko i na przykład nie wiem, czy tutaj miłośnicy historii pamiętają taką słynną frazę: „I shall return”, czyli „Ja wrócę”. To było wtedy, kiedy Amerykanie musieli wycofać się z Filipin i MacArthur, jego ambicja została mocno tutaj nadwyrężona, niemalże wymazana z planów ze względu na te porażki. Tak że dowódcy. Jakie cechy musi mieć dowódca po to, żeby wspiąć się na szczyt tej sieci władzy, czyli zdolności oddziaływania i zdolności podporządkowania sobie innych? Nie wiem, może ma pan jakieś inne przykłady?
[42:47] - Wie pan, zastanawiam się, jak to się stało, bo mamy MacArthura, ale mamy Eisenhowera. Ten to się dopiero wspinać potrafił, bo w końcu był prezydentem.Czyli on lepiej opanował chyba tę sztukę. Czy jak to rozumieć?
[43:06] - Tak, dokładnie. Jemu się udało. Nie wiem, czy czytelnicy pamiętają tę słynną przemowę o kompleksie militarno-przemysłowym. Też o tym jest mowa w „Siłę psychohistorii”. Natomiast on ewidentnie był w konfrontacji z tym establishmentem odpowiedzialnym za funkcjonowanie machiny ekonomiczno-przemysłowo-militarnej, która decydowała o przetrwaniu Stanów Zjednoczonych. To, czy ktoś jest częścią tej machiny, czy nie jest częścią, jest też bardzo istotne, dlatego, że człowiek z zewnątrz nigdy nie zdoła przejąć nad nią kontroli, za nielicznymi wyjątkami. Takim wyjątkiem był między innymi Napoleon, który z oficera z prowincji, z Korsyki był w stanie awansować na pozycję najwyższą, czyli cesarza.
[44:01] - Pytanie, czy ktoś nie pociągał za sznurki, do których był podwieszony, ale to już zupełnie inna sprawa.
[44:07] - Z całą pewnością toczyły się rozmaite gry równolegle. Żeby zakończyć temat Napoleona, znalazłem w czasie niedawnych lektur świetny cytat. Brzmi on mniej więcej tak – to są słowa Napoleona: „Mogę przegrać 100 bitew, ale kodeks cywilny będzie wieczny”. Na czym to polega? Otóż w czasie panowania Napoleona, według samego Napoleona nieważne było to, czy on wygra, czy przegra bitwę, czy wygra albo przegra całą wojnę, ale ważne było to, jak wielkiej zmiany w społeczeństwie Francji dokona. I te zmiany, choć można cofnąć skutki jego 100 zwycięstw, ale nie da się cofnąć zmiany społecznej, zmiany w ewolucji kulturowej, która kształtuje umysły mieszkańców Francji.
[45:08] - Trudno nie przyznać racji, wszak ta zmiana chyba na umysły mieszkańców Francji działa do dzisiaj. To jest jednak społeczeństwo specyficzne. Dobieram słowa, żeby było politycznie i żebym się tutaj jakoś nie wyrażał. Rzeczywiście specyficznym, z pewnym określonym systemem wartości, zmienionym mocno na przełomie XVIII i XIX wieku. Co więcej, ja znam taką książkę, tu może tytułem reklamy, tym razem z mojej strony, nawet już nie kryptoreklamy, jest książka Jerzego Grundkowskiego „Wilkołak Drago”, której punktem wyjściowym jest coś takiego, że rewolucja francuska w ogóle nie doszła do skutku. Właściwie mamy ślady czegoś, co tam się pojawiało. Pojawiają się takie postacie jak na przykład Robespierre, ale zupełnie to inaczej wygląda, ponieważ w swoim czasie w Europę uderzyło określone ciało kosmiczne i się w ogóle wszystko w Europie zmieniło. I Gruntowski pokazuje ów świat po katastrofie. To jest zupełnie inny świat i tam pomińmy szczegóły takie dekoracyjne, natomiast on jest w sferze idei zupełnie inny. To koniec reklamy, natomiast to rzeczywiście może mieć znaczenie po prostu.
[46:49] - W ogóle cała idea tego, jak rozpoznać wydarzenia czy też procesy, które rzeczywiście mają znaczenie. Możliwe, że zgodnie z tym, co Napoleon powiedział w tej maksymie, którą przytoczyłem, że wojny są czymś, co prawda rzeczywiście spektakularnym i przyciągającym uwagę, ale coś tak naprawdę mało istotnym. A istotne są właśnie te zmiany, które w kolektywnym umyśle społecznym zachodzą, które są powodowane między innymi przez te wirusy umysłu czy też te społeczne epidemie. W związku z tym na przykład, kiedy widzimy jakąś wojnę, to niewykluczone, że po prostu powiemy: „Nie martw się, za 100 lat nikt nie będzie o tym pamiętał”. A może odwrotnie jest właśnie, że będzie pamiętać o tych wojnach, ale nie są te wojny rzeczywiście tym rdzeniem historii, bo tym rdzeniem historii byłyby jakieś procesy, które doprowadzają do kompletnej zmiany modelu rządzenia, czyli na przykład ustanowienia republik i zniszczenia tego ancient regime, czyli tego, że władze są trzymane przez rody arystokratyczne.
[48:07] - Ja się tak zastanawiam, panie Piotrze, czemu służy obecna wojna i jakie procesy ona wyzwoli, co się zmieni i jaki stary reżim ona zmiecie? I jak już nie będziemy o tej wojnie pamiętać za te 100 lat, jak pan powiedział, to co ona zostawi po sobie?
[48:27] - Zostawi niestety ranę w umysłach, która będzie bardzo ciężka albo po prostu niemożliwe będą one do zaleczenia. Mówiliśmy o tym już w kontekście Ukrainy, że wojna tak naprawdę, która ma miejsce, ma generalnie dwa cele. Zależy, z którego punktu widzenia patrzeć. Z punktu widzenia Ameryki Amerykanie niszczą projekt geopolityczny trzech krajów: Rosji, Niemiec i Chin. Natomiast Amerykanie też mają to narzędzie, którym jest ropa łupkowa. Amerykanie są całkowicie niezależni od dostaw z Zatoki Perskiej, między innymi dzięki tej rewolucji łupkowej, która miała miejsce mniej więcej 15 lat temu.W związku z tym oni, mówię o Amerykanach, wchodzą na rynek europejski ze swoimi surowcami i to narzędzie w postaci gazu i ropy łupkowych sprawia, że są w stanie konkurować z Rosjanami. Inaczej cała rozgrywka geopolityczna, jaka tutaj ma miejsce, byłaby kompletnie niemożliwa. Natomiast z punktu widzenia Ukrainy, Ukraina chce przejść na stronę zachodnią, na stronę cywilizacji zachodniej ze strefy wpływów rosyjskiej. Mówiliśmy to chyba ze trzy tygodnie temu, że ta wojna, która w tej chwili się rozgrywa od lutego, jest wojną założycielską dla Ukrainy tak naprawdę. To jest wojna, która ten naród utwardzi i sprawi, że stanie się on silny i te tradycje państwotwórcze, które nie były tak bogate jak na przykład w rejonie Polski, mówię o tych historycznych czasach, czyli 300, 400, 500 lat temu, w którym tożsamość państwa czy też tradycje państwa ukraińskiego nie były tak silne jak w przypadku państw Europy Zachodniej, to się drastycznie zmieni i to się zmieni właśnie w tym kolektywnym umyśle Ukraińców. To jest fascynujący proces, który widzimy na własne oczy. Także niewykluczone, że tutaj my albo słuchacze na przykład za 30, 40 lat zostaniemy poproszeni przez jakąś telewizję jako starzy dziadkowie, żeby opowiedzieli o tamtych czasach, które na własne oczy widzieli. Właśnie o tym kluczowym procesie historycznym.
[50:50] - Powiedział pan o łupkach. Ja się tak zastanawiam, że czasami dobra pamięć to jest przekleństwo, bo przypominam sobie, ile jazgotu było na temat tego, ileż to w Polsce jest łupków, z których będzie można wydobywać to czy tamto. I w pewnym momencie temat się skończył. I tak się zastanawiam, dlaczego on się skończył i komu to przeszkadzało i w ogóle czy do tych łupków można wrócić.
[51:18] - Rosji to przeszkadzało i Amerykanom też, dlatego, że Amerykanie chcieli wkroczyć, a nie chcieli, żeby Polska stała się niezależnym podmiotem, bardziej niezależnym. Polska jest krajem buforowym. Nie mamy żadnej sprawczości, niewiele praktycznie do gadania. W bardzo niewielu aspektach bieżących wydarzeń mamy w ogóle coś do powiedzenia, co mnie absolutnie pozytywnie zaskoczyło. Udało nam się odeprzeć tą inwazję hybrydową, jaka miała miejsce na jesieni ubiegłego roku. Natomiast jeśli chodzi już ściśle o łupkach, bo odpowiadam na pytanie. Łupki po pierwsze Rosjanie, dlatego że to jest dla nich konkurencja, dla ich gazu i ropy, a po drugie Amerykanie, dlatego że oni mają swoje własne łupki, które by chcieli wprowadzić do Europy i za pomocą tego właśnie zepsuć to, co mówiliśmy, zepsuć ten pakt, tę trzyosobową oś Rosji, Niemiec i Chin. Także odpowiedź jest pozornie trudna, ale tak naprawdę jest bardzo prosta.
[52:20] - Tak. Doprowadzę do tego, żeby ci wszyscy, którzy gdzieś tam w internecie, komentując czasami nasze audycje mówią, że przecież wszystko jest bardzo proste, żeby się zastanowili i pomyśleli sobie, ilekroć pomyślą o takich pojęciach jak suwerenność i o tym, że Polska to, czy Polska tamto, żeby tę wypowiedź sprzed chwili pana Piotra sobie przypomnieli. To à propos suwerenności, podejmowania przez nas decyzji, kierowania się interesem polskim. Ciężko mi, ale to jest, myślę, że ozdrowieńcza doza realizmu. Gdzieś tak zbliżamy się do końca audycji, a my cały czas jeszcze nie mówiliśmy-
[53:09] - Oczywiście. I teraz zdradzę mój perfidny plan, jeśli chodzi o podpowiedzi. W zeszłym tygodniu nikt jeszcze tego nie oddał. Być może zbyt enigmatycznie sformułowałem zadanie konkursowe, więc powtórzę. Jak nazywał się motel, to jest pytanie z cyklu arcydzieła kinematografii światowej, jak nazywał się motel, którego obsługa przez ujawnienie krytycznej informacji naraziła życie bohaterów właśnie rzeczonego filmu? I tutaj zdradzę, bo jestem dzisiaj w bardzo perfidnym nastroju, więc uzewnętrzniam to. W czasie naszej rozmowy, zwłaszcza w czasie drugiej części, to już niech im będzie, trzy razy zacytowałem ten film, o który chodzi. Nie spodziewał się pan.
[54:04] - Czyli co? Jedziemy jeszcze w tym tygodniu ze starą zagadką, ponieważ nieodgadniona, to rozumiem, że trzymamy się tej zagadki.
[54:15] - Tak, myślę, że tak zrobimy. A może zróbmy tak, że w przyszłym tygodniu, ponieważ to będzie taki ostatni przedwakacyjny nasza rozmowa, to zróbmy, że będą dwie książki do wygrania, żeby nikt nie narzekał. W ogóle ja chciałem zrobić, żeby co drugi telegram z krańca świata miał ten konkurs z nagrodą. Wtedy ona będzie postrzegana jako cenniejsza, wartościowsza, bo rzadsza.
[54:39] - Tak jest. Ale to już od września. Pięknie panu dziękuję za dzisiaj. Polecam się za tydzień. I cóż, dobrej nocy panu życzę, bo u pana to już zdecydowanie wieczór, noc i czas na spoczynek.
[54:56] - Ja się przyznam. Nagrywamy tutaj we wtorek. Przyznam się, panie Marku. Zazwyczaj nagrywamy w poniedziałek, natomiast było tak duszno i takie było chyba niskie ciśnienie, że ja zamiast przygotować się do audycji, to wziąłem, zamknąłem oczy na pięć minut i obudziłem się po dwóch godzinach. I pan Marek czekał nadaremno. Niestety. Przepraszam bardzo.
[55:18] - Ale niestety tej audycji słuchacie państwo, jeśli premierowo, to niestety dzień później, bo w środę, o tym wszystkim już powiadomiłem. Także nie będzie problemu, ale myślę, że warto. Dzisiaj ci, którzy chcą panować nad światem, dostali pewne wskazówki. Ci, którzy panować nie chcą, dostali pewne ostrzeżenia, czego należy unikać, przed czym należy się chronić. Także myślę, że dzisiejsza audycja była niezwykle pożyteczna. Dobrej nocy, panie Piotrze.
[55:55] - Dobranoc. Do usłyszenia.
[55:58] - Za uwagę dziękują Radio Paranormalium i Book Radio. Więcej naszych audycji znajdziesz na www.paranormalium.pl oraz na www.bookradio.pl.