[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” o książkach do czytania i do rozmawiania. Witamy wszystkich państwa bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium na żywo, a w Book Radiu jeszcze z lekkim poślizgiem czasowym. Jednak zaczynamy kolejne wydanie „Bibliotekarium” na żywo. Tym razem „Bibliotekarium” bardzo nietypowe ze względu na to, że nie tylko nas słychać, ale również widać. Jest z nami dzisiejszy gość Reda Haddad. Są z nami także panowie z Book Radia i „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Ja jeszcze tylko przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, bowiem dzisiejszą audycję w piątek 15 kwietnia 2022 roku nadajemy w całości na żywo. Można będzie do nas dzwonić. Troszeczkę musiałem przeorganizować od strony sprzętowo-programowej to przedsięwzięcie. Dzisiaj czynny będzie tylko nasz numer komórkowy 530 620 493.
Cały czas można także do nas pisać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i bibliotekarium.pl oraz na fanpage'u Book Radia. Jesteśmy także na grupach Radio Paranormalium i Rubieże rzeczywistości, a jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc teraz czas na magiczne „halo, halo Bydgoszcz”.
[02:03] - Halo, halo! Proszę państwa, ja nie ukrywam, że od dawna już nie odczuwałem, siedząc w tym studiu takiej tremy, jak odczuwam dzisiaj. Mamy pierwszą audycję z dodatkiem wideo i to zawsze jakiś stres powoduje, przynajmniej u mnie. Wiktorze, u ciebie może coś?
[02:22] - Ja to najmniejszy problem. Treść, która wyjdzie.
[02:28] - O właśnie. Naszym gościem dzisiejszym jest Reda Haddad, zapowiadany już przez Marka. Aktor, reżyser teatralny, lektor, muzyk. Wie, kto był prawdziwym Szekspirem i między innymi dlatego się dzisiaj spotykamy. Poza tym filozofia życiowa, którą reprezentuje, jest mi bliska, bo tak jak napisał w jednym z tekstów: „czuję, że literatura buduje pomnik, który jest trwalszy od spiżu”. A jeśli chodzi o doświadczenie zawodowe, to współpracował z Teatrem Narodowym, z Polskim Radiem, Teatrem Polskim imienia Arnolda Szyfmana, Instytutem Cervantesa, a jego ulubionym tekstem jest tekst „Życie jest snem” Calderóna de la Barci w imitacji Jarosława Marka Rymkiewicza. Chyba wszystko powiedziałem. Gościu nasz szanowny, czy gdzieś się omsknąłem albo o czymś zapomniałem? To teraz oddaję ci, szanowny gościu, głos.
[03:36] - Dobry wieczór wszystkim. Omsknięcia to nieistotne, bo tak miało być. Liczą się synchronizacje jungowskie i to my tutaj jesteśmy i rozmawiamy na takie właśnie ciekawe, intrygujące tematy. Szczególnie, że w Wielki Piątek i jakoś tak magicznie się to wszystko łączy i opowiada z tematem naszego poziomego ludzkiego życia i wznoszenia się do góry i tego centrum, tego serca, tej róży pośrodku, które jest właśnie literaturą.
[04:10] - Ja powiem tak: wspomniałem, że mam tremę przynajmniej na początku audycji, ale powiem też, że mam jeszcze jedno uczucie, które mnie tak mocno wkręca. Otóż nie wiem, czy państwo, nasi słuchacze, mieliście kiedyś takie poczucie, że sięgaliście po grubą książkę, o której wiedzieliście, że przeniesie was w świat absolutnie magiczny? Przeżyjecie z tą książką niesamowite chwile, ale jeszcze jej nie zaczęliście czytać. I to był taki moment, kiedy wiedzieliście, że zaczynacie niesamowitą przygodę. To ja mam właśnie takie odczucie, że kiedy zaczynamy dzisiejszą audycję, to właśnie taką przygodę z naszym gościem zaczynamy. Taką mam intuicję. Wiktorze?
[05:03] - Będzie.
[05:04] - Ty wiesz, że będzie.
[05:05] - Wiem.
[05:06] - No proszę, to jest właśnie ta różnica pomiędzy pewnością a taką nadzieją. W każdym razie ja też właściwie się skłaniam ku temu, że dziś bardzo blisko żeglujemy w stronę rzeczy niesamowitych.
[05:23] - Jeśli już żeglujemy, to wsiadamy do tego balonu, który trochę już napompowaliśmy i jakby co się będziemy sami wyciągać za włosy jak balon Mundek.
[05:33] - Mundek to prawda. To zacznijmy tak lajtowo, bo to teraz tak modnie jest mówić po angielsku, więc zacznijmy lajtowo. Naszym słuchaczom, a może jeszcze zanim zaczniemy lajtowo, to powiem tylko tyle, że audycja w przeciwieństwie do tej rutyny takiej book radiowej, ona nie będzie powtarzana w poniedziałek, tylko będzie powtarzana w Book Radiu we wtorek o godzinie 21:30. We wtorek o 21:30 zapraszamy na retransmisję dzisiejszej audycji. Wtedy jeszcze raz, komu coś umknie, a nie będzie chciał słuchać podcastu, to zapraszamy. Można wtedy będzie posłuchać audycji jeszcze raz. A teraz wrócę do tego, co przerwałem. Naszym słuchaczom Book Radio gość dzisiejszy jest znany, może być znany z czytania niebanalnej, niezwykłej książki, a mianowicie „Don Kichota”. To takie pytanie na rozgrzewkę: dlaczego „Don Kichot”? Bo to pan wybrał tę lekturę.
Myśmy temu przyklasnęli. Ale teraz dlaczego akurat Cervantes i dlaczego „Don Kichot”? I dlaczego jest to książka niezwykła?
[06:51] - To jest bardzo dobre pytanie. Myślę, że jest niezwykła, ponieważ bardzo się dobrze w niej krywa to, czym ona jest tak naprawdę i można ją czytać, odbierać na tak wielu poziomach, że każdy znajdzie coś tam dla siebie, jaką warstwę tej opowieści chce. A za tym wszystkim kryje się tajemnica tego, kto to napisał, bo tych autorów też jest kilku. I też jest to metafora tak naprawdę naszego całego tutaj jestestwa na Ziemi, tego, co tam się dzieje. Oczywiście w takich frywolnych czasami szatkach i dowcipnych, ale jest tam bardzo głęboka, magiczna czy kabalistyczna wiedza. Ta księga zawiera wszystkie księgi.
[07:45] - Powiedział pan, że autorów jest kilku, a tymczasem na okładce książki stoi, że autor jest jeden i jest nim Cervantes. Miguel Cervantes. Pięknie brzmi. To co pan ukrył w tym stwierdzeniu, że autorów jest kilku?
[08:04] - Ja tylko będę referował. Nie będę nic ukrywał, bo już jest tyle ukrytych tajemnic, że ja tylko będę starał się wyciągać na powierzchnię. I na pierwszej stronie jest napisane Miguel de Cervantes. Natomiast już na drugiej stronie mamy, jak byśmy zobaczyli sobie ikonografię, rękę. Ta ręka z boku wychodzi, więc nie wiadomo, do kogo należy. Na tej ręce jest sokół. I na tego sokoła jeszcze patrzy jakiś lew leżący. I my nie wiemy do końca, do kogo ta ręka należy. Szczególnie że już we wstępie, kiedy autor, bardzo szczerze zresztą, może trochę jak my też przy tej audycji, że nie da się ukryć, że ojciec ma takie dziecko po prostu jak on sam. I ten autor tak narzeka na to swoje dzieło i mówi, że jednak zamierza to zakopać w archiwach Manchy, bo to nie warto, bo to się nie da.
To nie jest takie dzieło, jakie on chciał napisać i poddaje się. I w tym momencie właśnie, kiedy już prawie autor zrezygnował, czyli domyślamy się, że to Cervantes, ale tak tego nie wiemy do końca, to pojawia się jego przyjaciel. I ten przyjaciel mówi: „Ach, słuchaj, jak ty w ogóle mogłeś tak myśleć? Ja zawsze ciebie miałem za człowieka odważnego, za człowieka mądrego, za człowieka, który wierzy w siebie. Naprawdę się nie przejmuj. No ja ci zaraz pomogę. Ja ci zaraz dopiszę ten prolog. Jak potrzebujesz jakiś tam od, jak ci inni rycerze w tych różnych eposach rycerskich właśnie sobie było do Don Kichota. Ja ci to napiszę. Nie ma problemu.
Jak chcesz jakieś cytaty, to zrobimy cytaty do różnych filozofów i tak tego nikt nie sprawdzi. Spokojnie, będzie super”. No i właśnie ten tajemniczy przyjaciel pomaga napisać ten wstęp naszemu autorowi. I to jest pierwszy taki trop, że czy to jest Cervantes, czy ktoś się nami bawi? Bo to w ogóle „Don Kichot” jest taką powieścią jak filmy Tarantino, że my niby oglądamy, ale tak naprawdę jest jeszcze coś obok, jeszcze jakiś inny wątek i autor nam ustawia tyle luster, żebyśmy mogli się w tym zgubić, jeżeli nie będziemy się mocno trzymać. Więc to jest ten pierwszy i drugi autor. Szczególnie że Cervantes mówi, że on jest zaledwie ojczymem tego dzieła. Mówi nam to wprost w prologu. No i potem mamy rozdział ósmy, który się kończy na tym, że nasz dzielny Don Kichot, który już wcześniej, zgodnie z pewnymi takimi zasadami właściwie życiowymi albo drogi po kabalistycznym drzewie życia, gdzieś Jan Potocki tutaj też pobrzmiewa, jakiś tarot, gdzie on już na tego rycerza został mianowany. To już się wydarzyło.
Przeszedł ten rite de passage. No i w ósmym rozdziale walki z Biskajczykiem miecze już sobie zaraz siekną głowy. I nagle okazuje się, autor mówi, czy też narrator tak naprawdę mówi nam, że niestety, ale ta opowieść się tutaj urywa. I on bardzo żałuje, bo był bardzo ciekaw, co jest dalej. No ale poszedł sobie na spacer. Lubi, o czym pisze wyraźnie, czytać wszystko. Nawet czyta świstki leżące na ziemi. No i trafił na targ. Na tym targu podchodzi sobie do stoiska jakiegoś arabskiego Maura, który ma stoisko z książkami. Tak jak dzisiaj sobie możemy pójść na przykład we Francji nad Tamizą jest dużo takich bukinistów z książkami, można podchodzić i zajrzeć do jakiejś książki, coś sobie tam znaleźć.
To on bierze tę książkę, ale nic nie rozumie, bo jest po arabsku. Nic dziwnego. Ale obok stoi Maur. No i on mówi do tego Maura: „Słuchaj, czy ty mógłbyś mi to przetłumaczyć? Bo ja jestem ciekaw, o czym to jest”. No i ten Maur bierze, czyta i po chwili się w ogóle łapie za brzuch ze śmiechu. I ten narrator mówi nam: „Hej, hej, hej! Co tam jest takiego śmiesznego?” „Jest strasznie śmieszne, bo to jest w ogóle. To jest o Dulcynei z Toboso i o Sancho Pansie. Niesamowite”.
„Wow! W ogóle jak to? Znalazłeś dalszą część tej opowieści?” „No to teraz jestem spokojny”. Tłumacz mówi, że się nazywa Cide Hamete Benengeli i w całej powieści jest wymieniany 33 razy jako ten tłumacz. Zresztą sam narrator trochę na niego narzeka, że Maurowie trochę fałszują i że ten rycerz mógłby być przedstawiony w lepszym świetle. Więc takie ma nawet przytyki do tego tłumacza. Ten Cide Hamete Benengeli jest właśnie tłumaczem z arabskiego. Teraz już więc jeszcze dochodzi jakiś arabski autor „Don Kichota”. Tłumaczy nam dalszą tę historię. Może jeszcze warto dodać, że kiedy już „Don Kichot” jako powieść stał się popularny, to zaczęto pisać, tak jak się to i dzisiaj dzieje, sequel, zanim jeszcze sam Cervantes zdążył wydać swoją drugą część.
I co jest ciekawe, że w drugim tomie, kiedy już Cervantes to napisał – Cervantes, musimy tutaj stawiać te lustra cały czas – to ten prawdziwy Don Kichot spotyka tego fałszywego Don Kichota. Tak że pomysły narracji w tej książce są naprawdę jak w gabinecie luster i w labiryncie.
[13:20] - A co ważne, przynajmniej dla mnie, jest to książka, opowieść niezwykle nowoczesna pod względem formy. Mówię o formie, o czym pan powiedział. To mieszanie, to przenikanie się światów, nawet nie jakby, a na pewno światów. Jeśli się rozejrzymy po współczesnej sztuce prozatorskiej czy jakichś pokrewnych, to jest bardzo często stosowane i dlatego ta opowieść mi się wydaje tak niezwykle nowoczesna. Wiktorze, twoje doświadczenia.
[13:57] - To jest książka, która sama z sobą dyskutuje i dyskutuje z nami, z czytelnikami, a nie jest cegłą, która, jak wiele w literaturze, jest po to, żeby ją strawić, przełknąć i odstawić na półkę. Ja się cieszę, że do tego Cervantesa trafiło, bo coś w tym było, że jak mówimy o współczesnej, europejskiej w ogóle, światowej literaturze, to będziemy wymieniali bardzo często wszystko, a ten Cervantes najwyżej będzie stał na tej samej półce co Hemingway czy Isaac Asimov. Dobrze, niech sobie stoi, ale ja myślę, że to jest książka, która powinna stać na osobnej półce.
[14:57] - Przepraszam, że w słowo, bo to ciekawe. Akurat, panie Wiktorze, pan wspomniał o Asimovie, bo ja sobie też czytam Nabokova, który bardzo ciekawie pisał wykłady na uniwersytecie w Stanach o „Don Kichocie”. I on tam cytuje właśnie Asimova, który to Asimov ma takie podejrzenie, że Cervantes to chyba tego nie napisał.
[15:21] - No dobrze.
[15:22] - A ja mam pytanie nawiązujące do początku pana wypowiedzi, kiedy pan powiedział, że książka Cervantesa, opowieść Cervantesa „Don Kichot” to jest taka próba opisu naszej rzeczywistości, tego wszystkiego, co nas otacza. Ja bym chciał, bardzo bym prosił, żeby pan do tego nawiązał.
[15:46] - Ja bym poszedł w kierunku tego, że nasz Don Kichot jest na tle swoich współczesnych najbardziej niezrównoważony, niezbilansowany. I jeżeli byśmy poszli takim kierunkiem, bo ja od razu mówię, że ja mam tylko kroplę w tym oceanie, który tutaj się przydał i obiecuję, że będę dolewał do swojej makówki, ale na razie tylko mam kroplę, więc tylko jakieś tropy mogę rzucać. Ale jeżeli byśmy poszli takim tropem, że ta powieść mówi nam w taki satyryczny sposób, co jest bardzo fajne, że ta nasza dusza potrzebuje tego, żeby zbilansować się, żeby te żywioły, które niezbilansowane nami targają: ogień, woda, ziemia, powietrze. Właśnie, żeby je potrafić zbilansować i skoncentrować w tej postaci, która staje się troską o ludzkość, to wtedy możemy zobaczyć, że to jest opowieść o duszy, która zdobywa doświadczenie, która właśnie jest pasowana na tego rycerza. Nawiasem mówiąc, to jest ciekawe, bo Ignacy Loyola, założyciel jezuitów, on też taką wartę całonocną spędził, podobnie jak Don Kichot, zanim został pasowany na rycerza. I że na przykład idąc tym tropem moglibyśmy spojrzeć, jeżeli patrzymy właśnie na ten krzyż, gdzie są: żywioł ziemski i tego pionowego wznoszenia się, czyli mikrokosmos i makrokosmos w jakiś sposób są zbilansowane z tym centrum, z tą różą geometrycznie doskonałą, taką właśnie też świętą kobiecością. Bo on szuka Dulcynei cały czas, to go napędza. Że gdybyśmy tak na to spojrzeli, to wtedy jest to nie tylko o naszych czasach, tylko jest to o tym, co my tutaj na ziemi robimy. I wtedy, patrząc na przykład na historię z wiatrakami, bo co Don Kichot widzi w tym wiatraku? On w nim widzi właśnie, bo jest niezbilansowany, ma swoje własne okulary założone i on tam widzi wroga.
A ten wiatrak jest troszeczkę jak ten krzyż, tylko że on się obraca. Może tak jest, że wędrówka duszy trwa. Na przykład koń Don Kichota - jeżeli wiemy, że istnieją Rosyj Crisians, Rosenkreutz, różokrzyżowcy - może on specjalnie jest nazywany Rosynant, bo niesie tego Don Kichota. Wtedy to wszystko się opowiada zarówno na tym poziomie ziemskim, jak i tym, metaforycznie, niebiańskim. Jest to opowieść wtedy o przechodzeniu człowieka w wyższą świadomość, że przechodzi kolejne procesy, a potem w pewnym momencie zaczyna czuć już nie tak szaleńczo, że on coś realizuje, tylko zaczyna czuć boską troskę o wszystko i wszystkich.
[19:19] - A jak by pan skomentował słowa mojej polonistki? To już co prawda były czasy zamierzchłe i być może do dzisiaj zmieniła zdanie, a może nie, że książka, powieść Cervantesa to jest powieść magiczna. Takie stwierdzenie usłyszałem od swojej polonistki. Ono we mnie zostało, bo ja się troszkę miotam pomiędzy tym stwierdzeniem, a ciągnie mnie troszkę w jakieś próby interpretacji. Ale w gruncie rzeczy cały czas to stwierdzenie zostało ze mną, że to jest powieść magiczna.
[19:57] - Zastanówmy się, czym jest magia. Może jeżeli byśmy uznali, że magia to jest wywieranie wpływu na rzeczywistość i przekształcanie jej, to wtedy słowo w mądry sposób podane, jeszcze inkrustowane symbolami, zdecydowanie ma tę moc magiczną. Przechodząc na poziom neurologii, to z tego, co dzisiaj wiemy, jest wykorzystywane przez tych, którzy tworzą ten teatr rzeczywistości. Bo to Platon mówił: „Ci, co opowiadają historię, mają kontrolę nad rzeczywistością”. Jeżeli na to tak spojrzymy i umysł ludzki można wykorzystywać w jakiej skali się chce, zarówno w teraźniejszości, teraz, jak i sobie coś wizualizuje, czyli na przykład czyta powieść albo też jak coś sobie przypomina, czyli na przykład przeżywa jakąś traumę, to dla naszego umysłu to są nieodróżnialne momenty. I to w ogóle zadaje pytanie, czy istnieje czas. Więc ta magia, ta magiczna powieść metaforycznie przedstawiająca duszę każdego człowieka, która potyka się, robi głupa i wreszcie zaczyna więcej rozumieć, to jest magiczne.
[21:29] - A jednocześnie jest to powieść, to pan już zresztą powiedział, która działa na czytelnika na wielu poziomach, bo ją można odczytywać na wielu piętrach. To zresztą oczywista cecha dobrej literatury, że można ją czytać na kilku piętrach. Na pierwszym piętrze można ją czytać jako książkę satyryczną, jako książkę, która mówi o tym, że ktoś walczy z wiatrakami albo zakochuje się w Dulcynei, która można mieć wątpliwości, czy może być tą wybranką. To jest też opowieść o tym, że ktoś ubzdurał sobie, że będzie błędnym rycerzem. Pięknie jest pokazane to, jakie są pewne cechy rycerza. Na tym piętrze możemy zostać, a możemy schodzić głębiej. I to jest dla mnie w tej opowieści niezwykle cenne. Ja lubię książki, które można odkrywać po kilka razy. Odkrywać, czytać po kilka razy i rozumieć też kilka razy.
[22:45] - Tak. Ja też pamiętam taką rozmowę z moją nauczycielką ze szkoły teatralnej na temat tego, czy literatura żyje. W tym sensie, czy się zmienia. I teraz, jak poczytałem trochę głębiej pewne rzeczy, też Szekspira, do którego pewnie jeszcze przejdziemy.
[23:15] - Na pewno.
[23:16] - Tak. Literatura, okazuje się, absolutnie się zmienia, ponieważ my jako czytelnicy mamy więcej kompetencji i do tych kompetencji właśnie bym powiedział „occulto”. Okultyzm to nie jest nic złego, tylko to znaczy po prostu, że coś jest ukryte. Nie ma co rzucać pereł przed świnie. Jeśli ktoś ma tego nie zrozumieć, to po co mu to podawać wprost? „Nie ucz świni tańczyć, bo tylko rozdrażnisz świnię”. Te rzeczy, które są ukryte i kiedy my jako czytelnicy zaczynamy rozumieć i siebie, i te rzeczy, których w nim widać, które są najważniejsze tak naprawdę, to wtedy ta literatura mówi do nas inaczej.
[24:01] - Ja bardzo się cieszę, że pan w tej chwili przeniósł tę zwrotnicę, przestawił na słowo „my”. Bo nie tylko literatura jest, że tak powiem, ta jej monumentalność czy pomnikowość może być różna, ale my również jesteśmy cholernie ważni. Bo ja się tak uśmiechałem, jak mówiliście obydwaj o tej magiczności Cervantesa. To wszystko bardzo pięknie brzmi. Natomiast jak się włączy to słowo „my”, pokolenie, to ja nagle dostrzegam, że na przykład dla moich dzieci magiczny był I to totalnie magiczny. Harry Potter dla mnie śmiertelnie nudna i do ziewania skłaniająca literatura. Ale moje dzieci były nią natchnione. To jest ich miłość, ich pamięć, ten ogród, z którego wyrosły. Dla mnie tym ogródkiem był Don Kichot bardziej. I to jest cholernie ważne.
Może jeszcze strzelę coś, co mi chodziło po głowie, jak żeście rozmawiali ze sobą, że przy tej całej audycji będzie padał punkt odniesienia Szekspir, jest w tej chwili Cervantes. To jest coś takiego dziwnego, że te dzieje literatury i wpływu literatury na nasze dzieje, jak my je postrzegamy. Otóż nieważne jak. Nieważne, w co ja wierzę i nieważne, w co wy wierzycie. Ważne, co my na pewno tutaj wspólnie w trójkę, z Ivelliosem również w czwórkę, wiemy. A wiemy na pewno, że wszystko absolutnie na tym świecie ma swoją powierzchnię oraz głębię. Każdy element tego świata jest strumieniem, który gdzieś ma swoje źródło i nie można na cokolwiek patrzeć w oderwaniu — to jest strasznie prosta filozofia — od pamiętania o tym, że jest jeszcze jakaś głębia. Że być może ten Szekspir i Cervantes to jest właśnie tylko powierzchnia, a gdzieś tam jest ukryta głębia, że z tej szalupy tamtego wieku szekspirowskiego uratował się ten jeden rozbitek, czyli Szekspir, a reszta potonęła. A może jeszcze rzeczywiście nie. Świat jest o wiele bardziej złożony.
To, co tutaj nasz przyjaciel mówi. O wiele bardziej złożony niż to się dwudziestowiecznym empirystom prymitywistom bzdurało na chwilę w historii, bo to tylko chwilka była i mam nadzieję, że przeszła już nieodwołalnie i w tej chwili będziemy na wszystko patrzyli mniej więcej tak, jak my tutaj patrzymy na to, o czym mówimy. A, Paweł.
[27:47] - Ja mam jeszcze słówko komentarza. Wspomniał pan w pewnym momencie o Platonie, o tej możliwości władania za pomocą chociażby słowa. I to mi nasunęło takie skojarzenie, że to jest naprawdę bardzo głębokie. Na tej zasadzie, że przecież kiedy Platon opowiadał o świecie idealnym, którego nasza rzeczywistość jest zaledwie odbiciem, metaforę jaskini każdy zna. Ale już nie każdy pamięta o tym, że Platon mówił o czymś takim, co nazwał anamnezą, czyli przypominaniem sobie. Dusza ludzka przypomina sobie ten świat idealny, ponieważ ona stamtąd pochodzi. I człowiek, który jest w stanie powiedzieć innym ludziom o różnych rzeczach, jest w stanie tych ludzi pobudzić właśnie do tej anamnezy, do przypominania sobie pewnych rzeczy. I to jest też być może klucz do tego, czy w każdym razie drogowskaz do pokazania innym, że rzeczywiście człowiek, który jest w stanie ludzi do tej anamnezy pchnąć, naprawdę włada pewną częścią rzeczywistości. Takie luźne skojarzenie, nazwijmy je filozoficznym.
[29:19] - Na pewno jest w każdym z nas, nawet jeżeli będziemy odczytywać bardzo prosto świat, tęsknota do czegoś i możemy to nazwać anamnezą. Ja ostatnio oglądałem jakiś film o Ronnie L. Hubbardzie, czyli założycielu Kościoła Scientologów i on ma bardzo podobną tezę akurat na ten temat. On to jakoś miksował. Ja nie jestem ekspertem, więc przepraszam Johna Travoltę, Toma Cruise'a i wszystkich innych scientologów. Nie tylko by tymi scientologami iść, ale tym Platonem bardziej. To jest jakiś sposób, że my jesteśmy duchowymi istotami, które przeżywają ludzkie doświadczenie, bo tylko jako ludzie możemy pewne rzeczy, pewne emocje wziąć na serio i poczuć na przykład stratę czegoś, poczuć, że do czegoś dążymy, poczuć swoją śmiertelność. I myślę, że literatura właśnie nam o tym przypomina. Wrócę do „Harry'ego Pottera” i do metafory ogrodu, że może „Harry Potter” to jest ten taki ugładzony ogródek, ładne kwiatki, ale jak już się wejdzie dalej, to już tak jak jest ten podział na ogród francuski, taki ułożony i bardziej angielski, bardziej dziki, bardziej romantyczny. Potem może gdzieś jest ogród pełen róż.
W ogrodzie botanicznym jest w Warszawie taka część, gdzie są róże i każda z tych róż pachnie inaczej. Szekspir pod innym imieniem by tak samo pachniał. To nie do końca prawda, bo naprawdę te róże można wściubić nos i pachną inaczej. Teraz przechodzimy przez ten ogród bardziej bezpieczny, czyli przez Harry'ego Pottera i wchodzimy w jakąś dżunglę. Widzimy cień, może tam nawet nocujemy. Musimy się przebijać z maczetą przez to. I cały czas ta literatura nam przypomina o tym, że coś jest głębiej, coś jest dalej. I jak jesteśmy takimi poszukiwaczami, bohaterami, żeby wziąć Josepha Campbella i „Bohatera o tysiącu twarzy”, to, że konfrontujemy się ze swoim cieniem i cały czas odkrywamy, że jest głębiej, więcej dalej i że wreszcie są możliwe jakieś stany, będąc człowiekiem cały czas, mistyczne przez miłość.
[31:43] - Zobaczcie państwo, krótka wypowiedź naszego gościa, a ile tropów, ile śladów. Bo kiedy mówimy o Campbellu i jego „Bohaterze o tysiącu twarzy” i o tym cieniu, to natychmiast co się nam jawi? Książka Ursuli Le Guin „Czarnoksiężnik z Archipelagu” chociażby. Taki jeden trop. Dalej, przypomnijmy sobie, wspomniał nasz gość o Hubbardzie. On napisał w swoim czasie, dzisiaj takie grubaśne książki to jest pewna codzienność, natomiast on w swoim czasie postanowił napisać najgrubszą książkę paperbackową, jaką tylko można napisać. Taką, żeby się natychmiast złamała, jak ją wydawca wyda, bo będzie tak gruba. I napisał powieść. Ona różne nosiła tytuły, między innymi „Pole bitewne”, „Saga z roku 3000”. I rzeczywiście udało mu się wówczas napisać najgrubszą powieść.
Ale jak się to wszystko splata, bo wiele lat później powstał film na podstawie tej książki, w którym to filmie jedną z ważnych ról zagrał wyznawca Kościoła scjentologicznego, czyli właśnie John Travolta, który jest tam nie do poznania, bo jego charakteryzacja innoplanetnika jest tak daleko posunięta, że go tam trudno rozpoznać. Niemniej jak to się wszystko w naszym życiu zaplata i ktoś powie: „Przypadek”. Tak albo nie. Na pewno dzisiaj jeszcze o pojęciu przypadku będziemy rozmawiać. Siłą rzeczy będziemy rozmawiać, ale takie się różne smaczki, jak nazwę to na razie przynajmniej smaczkami, pojawiają. Ten cień, który towarzyszy nam w życiu, ta konfrontacja z cieniem to jest przecież treść książki Ursuli Le Guin. Zobaczcie państwo, jakżeż prawdziwa jest, a w każdym razie bardzo upodobniona teza Campbella w tym „Bohaterze o tysiącu twarzy”, że my właściwie od bardzo dawna czytamy, cudzysłów oczywiście, ciągle tę samą opowieść. W jakimś stopniu przynajmniej. Wiktorze?
[34:13] - Mówisz o latach, ale mówisz o jednej stronie medalu. Zresztą obydwaj mówicie i ja również mówię o jednej stronie medalu, bo wszystko przypomina taką podróż. Ale ja zawsze starałem się na przykład jako człowiek uwielbiający czytać książki, czytający je całe życie, starałem się zawsze zrozumieć barbarzyńcę na przykład, który takie książki, taką kulturę, taką świadomość bez żadnych wyrzutów sumienia depcze. Jaki jest sens? Do cudownych rzeczy można dojść, rozważając ten problem barbarzyńcy. Bo zwróćcie uwagę, że my w tej całej naszej pokłonie i szacunku dla literatury, dla tych tropów, o których Marek mówi, to jesteśmy trochę jak nieporadne dzieci, które koniecznie potrzebują tego, żeby ktoś je prowadził za rączkę, żeby utrzymać ten krok między przeszłością a przyszłością i celem życia, a sensem życia i tak dalej. Barbarzyńca w pewnym momencie zwyczajnie puszcza tę rękę i zaczyna iść samodzielnie. I chwała barbarzyńcom, którzy tak od czasu do czasu w naszej cywilizacji mówią, bo bez tego byśmy właściwie tylko bez przerwy stękali i bez przerwy wyszukiwali te wszystkie adnotacje internetowe czy kulturowe i tak dalej, te wszystkie powiązania, dowiązania do Platona, do Szekspira, do Cervantesa i tak dalej. Och, jakie to złożone, jaka ta nić Ariadny jest taka. Och, bez niej to żyć nie może i nasza cywilizacja istnieć nie może.
A w diabły! Można bez niej.
[36:22] - Ja się z tobą nie zgadzam, bo to nie jest ta cywilizacja, tylko to jest cywilizacja barbarzyńców.
[36:27] - To jest nasza cywilizacja.
[36:28] - Jeśli to w ogóle nie jest sprzeczne. Masz rację. Rzeczywiście często podkreślamy, że pewna wiedza jest dla wybranych i dla niektórych w ogóle nie jest potrzebna, w ogóle nie jest im do życia potrzebna. Taka jest moja, nie wiem, czy smutna Ale taka jest moja refleksja.
[36:50] - Moja babcia robiła genialne konfitury, nie znając Cervantesa przecież.
[36:55] - Właśnie. I czy ja mogę cię przerwać? Bo wydaje mi się, że my tutaj sobie-
[36:57] - Zapraszamy.
[36:58] - A tak naprawdę to my, panowie, jesteśmy barbarzyńcami, ponieważ świat ma inne potrzeby na poziomie przetrwania i replikacji, na poziomie rdzenia mózgu. I my się tu nie mamy klepać po pleckach, tylko trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. To my jesteśmy barbarzyńcami. Powinniśmy zasuwać tak, żeby ta cywilizacja, która obecnie jest, mogła być z nas zadowolona. Bo to, że my sobie, nie odbierając nikomu nic, poczytamy Don Kichota i sobie pogadamy o tym na żywo, nie wiem, ile osób nas wysłucha, to jest tak naprawdę szczerze nieważne. Więc kto tu jest barbarzyńcą? Kto nie ma czułości? Kto nie ma wrażliwości? Kto może ma narcyzm jakiś? Spójrzmy prawdzie w oczy.
Ja wiem. I teraz zrobimy audycję o tym, jak te konfitury smażyć. Tak? Nie, ja jednak pro-
[37:48] - No.
[37:50] - Ja jednak proponuję, żebyśmy zostali w tym kręgu, nazwijmy go pewnej niezwykłości. Może niekoniecznie szli w tym kierunku, który pan przed chwilą zasugerował, bo ja sądzę, że przynajmniej kiedy rozmawialiśmy o Cervantesie, to mówiliśmy o rzeczach, ktoś powie ciekawych. Ja myślę, że to nie o ciekawość chodzi tak naprawdę, tylko o pewną, dobrze pójdę grubym tekstem, prawdę o człowieku. Czy się mylę?
[38:23] - Prawdę o człowieku. Prawda o człowieku to jest gadzi mózg. Naprawdę można spalić wszystkie książki i człowiek będzie istniał. A jak się mu zabierze jedzenie, to nie będzie istniał. Więc jaka jest prawda ta najgłębsza o człowieku?
[38:35] - Tak.
[38:35] - Idziemy może. To ja tylko powiem, bo panowie tutaj mówicie o barbarzyńcach. Takie trochę wiecie, jakbyśmy sobie-
[38:42] - Tak.
[38:43] - Świat splitting robimy czarne, białe, ten barbarzyńca, a my jesteśmy tacy fajni, inteligentni. Wejdźmy troszeczkę-
[38:50] - My nie jesteśmy fajni.
[38:52] - Dobrze, ale mówię o tym, że słyszałem smutek. To brzmi jak ocena. Czyli tak, jakby było jakieś poczucie, że jest powód do smutku. Dlaczego? To, że ktoś sobie siada na motor i teraz sobie zasuwa w Warszawie i daje sobie i swojej dziewczynie fantastyczne emocje, to co w tym jest złego, że nie czyta teraz Don Kichota? Jaki to jest powód do smutku? Dwójka ludzi jedzie na motorze, ma dużo radości w sobie. Pewnie dzięki temu rozwijają się hormony, czują radość, czują bliskość, czują miłość. I jakie mamy prawo mówić, że to są na przykład barbarzyńcy, bo nie czytają Don Kichota albo nie wiedzą, o czym mówimy. Natomiast ja to, jeżeli pozwolicie, bo wy mówicie o barbarzyńcy, ale mam świetną książkę akurat Dion Fortune pod tytułem „Mistyczna kabała” i to, czym nazywacie, też pan Marek nazywa barbarzyńca, to jest tak naprawdę jedna z sefirot i ona się nazywa Gewurach.
I to jest siła, surowość, magiczny obraz, potężny wojownik w rydwanie, położenie na drzewie na środku filaru surowości. Nazywa się to też właśnie wada. Cnota, energia, odwaga, a wada, okrucieństwo, zniszczenie. Bo to jest po prostu coś, co niszczy. Co niszczy coś, co jest często stare, zbędne. I my to nazywamy barbarzyńcą, a tak naprawdę jest to coś oczyszczającego.
[40:20] - To jest sekator w ogrodzie ogrodnika, nie?
[40:25] - Żeby za dużo tych kwiatuszków nie było, tylko żeby było trochę takiej prawdziwej surowości. Jak tu pisze właśnie autorka: „Gewurach zajmuje centralne miejsce na kolumnie surowości, reprezentuje więc kataboliczne, czyli właśnie rozbijający białka, czyli rozwijający aspekt siły. I to jakby też zadaje pytanie o to, co jest dobre, co jest złe. Gewurach niszczyciel, pan bojaźni, surowości, jest więc równie niezbędny dla równowagi drzewa, jak Chesed, pan miłości i Netzach, władczyni piękna. Gewurach jest - i tu sekator - niebiańskim chirurgiem, rycerzem lśniącej zbroi, pogromcą smoka, pięknym jak młodzieniec, wybawiający pannę z opresji. Chociaż smok z pewnością wolałby trochę więcej uczucia.
[41:15] - A czyż nie jest to w jakiś sposób związane z lekturą, o której dosłownie przed chwilą mówiliśmy, czyli z Cervantesem? To, co pan przed chwilą przeczytał o tym smoku, o tym wszystkim. Ja czuję przynajmniej. A jeszcze powiem o tym, że może smutek przebijał rzeczywiście, ale ja mam na przykład tę świadomość, że gdyby ustawić jednego i drugiego człowieka naprzeciw siebie, to jeden drugiego by żałował, bo ten mówi: „O, to ten głupek, który się nad tym Cervantesem zastanawia. Ten Żelkowski się zastanawia. To głupek jest wiadomo”. I tak się nawzajem byśmy żałowali. To też jest sytuacja, chciałem powiedzieć dziwna, ale nie, ona jest normalna w naszym świecie. Nawzajem się żałujemy. I to chyba nie o to chodzi tak naprawdę, żeby się nawzajem żałować przecież.
[42:06] - Tu chyba wchodzimy znowu na temat psychologii, bo żałowanie kogoś to byłoby chyba w psychologii, nie jestem żadnym ekspertem, ale to byłby taki savior syndrome, który jak się poczyta w internecie artykuły ekspertów, to jest toksyczny. Bo to wywołuje coś takiego, że można kogoś żałować, że można kogoś uratować. A tak naprawdę ktoś, kto ma ten taki zaboru osobowości, czyli bycie codependentem, zależny człowiek, zamiast zajmować się sobą, to tak żałuje tych innych i żeby się nie zajmować sobą. Więc wydaje mi się, że niekoniecznie tak można żałować.
[42:51] - Okej. Powiem tak: przeszliśmy, dotknęliśmy zaledwie Cervantesa, a gdzieś nam się tutaj w tle pojawiał Szekspir. To ja najpierw zapytam przewrotnie. Jest pan absolwentem szkoły teatralnej. Ma pan w swoim życiu z aktorstwem na okrągło. Jest pan po prostu aktorem.
[43:19] - Ja zacząłem od wiedzy o teatrze i naprawdę byłem ciekaw, dlaczego polski teatr jest często tak nudny. Bo chodziłem na te przedstawienia jako student wiedzy o teatrze i pomyślałem sobie: zdam na reżyserię, bo chcę się dowiedzieć, co tam się dzieje na tym wydziale, że ten teatr jest często taki nudny i taki chaotyczny i w ogóle, że mnie to nie obchodzi. Ci aktorzy mówią niewyraźnie i w ogóle, o co w tym chodzi? I ta reżyseria uczyniła mnie aktorem, bo wyszkoliłem sobie warsztat i unikając aktorstwa przez całe życie, wreszcie się tym aktorem stałem, bo tak miało być.
[43:59] - I właśnie chciałem zapytać o to, kiedy pan się o te szkoły teatralne ocierał, kiedy pan w nich był. Co panu na temat Szekspira mówiono? Jaki jest stan nie tyle wiedzy, co stan wykładu takiego oficjalnego na temat Szekspira?
[44:19] - Właśnie to jest strasznie śmieszne. To jest bardzo śmieszne, ponieważ w tej doktrynie oficjalnej, szekspirowskiej, powiedzmy od razu, że z jakichś tajemniczych powodów Cervantes i Szekspir zmarli 23 kwietnia tego roku. Jakoś tak się złożyło, że jakby ktoś nam chciał dać jakiś znak, że oni mają ze sobą coś wspólnego. I zresztą teraz jest 23 kwietnia, Międzynarodowy Dzień Książki też. I jest to bardzo zabawne, ponieważ obecnie panuje taki kult nauki. Ten kult nauki opiera się tylko na tym, w dużym stopniu, nie chcę oczywiście generalizować nadmiernie, taką figurę stworzę na nasze potrzeby, na tym, że się po prostu wierzy, dosłownie wierzy w autorytet. I nie trzeba już nic sprawdzać. Wystarczy na przykład wierzyć, że dany ktoś z tytułem profesora coś mówi. I to jest prawda. I to już można układać, pisać książki.
Można całe życie przeżyć. Na przykład tak jak szekspirolodzy. Ta oficjalna doktryna, której ja byłem uczony w szkole swojej teatralnej. Muszę mojego profesora Komorowskiego pozdrowić, bo naprawdę profesorze, bardzo ciekawe, ale dlaczego tylko właśnie ci stratfordczycy? Ponieważ oficjalna doktryna, ta szekspirowska mówi, że był sobie jakiś Will Shakespeare, który był synem niepiśmiennego rękawicznika rękawiczek. I on właściwie to w życiu zostawił sześć podpisów i to takich niewyraźnych, jakby miał problem z pisaniem. Żonie zostawił drugie najlepsze łóżko. Nie ma żadnych śladów po nim w ogóle w Londynie, w którym teoretycznie grał w tym teatrze, poza tym, że kupił mieszkanie, kiedy już z tego Londynu wyjeżdżał. Ale w ogóle szekspirowskie folio ze sztukami w 1623 roku wyszło, jak on już siedem lat nie żył. A sztuki, które wyszły wcześniej, a potem w tym folio w ogóle zostało to przepisane i pewne rzeczy zostały tam dopisane.
Więc ta oficjalna historia, że był sobie właśnie jakiś Will Shakespeare, który urodził się w tym Stratfordzie nad Avonem i tej żonie zostawił drugie najlepsze łóżko. To jak się poczyta, ja mam na przykład książkę Stephena Greenblatta, takiego legendarnego w ogóle w polskiej teatrologii. Który jak Jerzy Limon zbudował teatr szekspirowski w Gdańsku, to tamtego Greenblatta z tego, co pamiętam, zaprosił też. To naprawdę ten Greenblatt żyje na jakichś oparach, ponieważ ci szekspirolodzy, którzy uważają, że to był ten Will Shakespeare ze Stratfordu, to oni cały czas piszą o tym, co się wydaje, co mogło się zdarzyć. To jest po prostu dybologia non stop. I pisał już o tym Mark Twain, którego artykuł można znaleźć w internecie dokładnie na ten temat. Nosi tytuł „Is Shakespeare Dead?”. Bo po prostu w to się nie da uwierzyć. Da się uwierzyć tylko wtedy, jeżeli jest się wytresowanym na poziomie tresury behawioralnej, którą się uprawia już od początku w szkole podstawowej. Trzeba usiąść w ławce, to jest autorytet, zmienić kapcie.
Już się ustala ta hierarchia tej piramidy. Kto ma być na górze, kto ma być na dole. I w tym momencie taki student wiedzy o teatrze słucha tego profesora, robi notatki, nawet egzamin z tego zdaje jeszcze. Po prostu z tych absurdów. Tego się w żaden sposób nawet nie da wziąć na poważnie. Jak się sprawdzi chociażby inne koncepcje. Druga jest taka, że to Edward de Vere, ale de Vere też nie pasuje, ponieważ on dosyć szybko zginął i też to folio wyszło szybko, znaczy wyszło po jego śmierci i nie za bardzo wiadomo, że on pisał po śmierci. Jak to zrobić? Z tym Szekspir em nawet zrobiłem notatki, to wam mogę jeszcze-- nie ma żadnych listów w ogóle. Jak zmarł, to nikt go nie żałował.
W ogóle nie ma śladu po nim żadnego, że ach, wielki Szekspir nam zmarł. Tak, jest to sześć podpisów. Jest bardzo śmieszny numer z pomnikiem w ogóle, bo 20 lat po jego śmierci ktoś postawił mu takie popiersie w tym Stratfordzie, ale po 20 latach zostało wymienione na inne, które w ogóle nie przypominało tamtego pierwszego. I to wygląda, że ktoś sobie robi bardzo silne z nas żarty. Szczególnie też, że u Szekspira w sztukach jest bardzo dużo znajomości dyplomacji, myślistwa, takich naprawdę szczegółów, już nie mówiąc o różnych inspiracjach łacińskich z autorów łacińskich, klasyki rzymskiej czy greckiej, że ten ktoś musiał po prostu mieć dostęp do tych szkół, do tych pism, do biblioteki. A ktoś, kto miał niepiśmiennego ojca rękawicznika? Zupełnie to nie pasuje. I naprawdę nie pasuje tak, że jeżeli ktoś o tym wierzy, to pytanie, w co jeszcze wierzy w życiu? Bo naprawdę trzeba wyłączyć telewizor i zacząć wierzyć troszeczkę. Mirabeau powiedział właśnie, że on był gruby, ten francuski autor i on powiedział, że on testuje elastyczność skóry, żeby zobaczyć, jak można być bardzo grubym.
A to jest właśnie z Nabokova tekst. Nie, przepraszam, to jest z Twaina. A Twain napisał, że stratfordczycy testują po prostu, jaka jest pojemność ludzkiej głupoty. I myślę, że jest nieskończona.
[50:00] - Bo podobno jest to jedna z tych rzeczy nieskończonych na świecie. Ale okej, ja zadając to pytanie o to, co mówi się oficjalnie na temat Szekspira, miałem w zanadrzu następne pytanie oczywiście. Jak pan wpadł albo kiedy, czy właśnie wtedy, podczas tego wykładu gdzieś tam w szkole teatralnej, czy to może było wcześniej, może później. Kiedy pan zaczął mieć wątpliwości? Kiedy zaczął pan, tak popularnie powiem, drążyć temat, szukać, jak to było z tym Szekspirem i kto był Szekspirem?
[50:45] - To jest dobre pytanie, bo tak naprawdę to nie wiem, jak to się wydarzyło. Ale na pewno w momencie, kiedy w życiu człowieka pojawia się dużo takiej, można to chyba nazwać pustką, czyli wchodzisz w jakiś taki stan bardziej eremity, to można zgłębiać pewne tematy, które są właśnie gdzieś ukryte. I jak się tak idzie po tej nitce do kłębka w tym labiryncie różnych znaczeń i zwierciadeł, to tak jak właśnie pisał o tym Jung, pojawia się ta synchroniczność. Czyli tak jakby coś w tej naszej rzeczywistości, jakiś logos chciał nas, jeżeli jesteśmy szczerzy w tych poszukiwaniach, prowadzić do tego, co powinniśmy się dowiedzieć. Jeżeli mamy w miarę oczywiście, bo tutaj nie chcę za dobrze o sobie mówić, ale w miarę otwarty umysł. Jak mówił Lech, że warto mieć otwartą głowę, ale nie za bardzo, żeby mózg nie wypadł i jednocześnie jakieś tam czyste serce. Wtedy ten logos, ta rzeczywistość podsuwa pewne tropy. I znalazłem, bo to jest też ciekawe, że możemy chyba już trochę zdradzić, że jeżeli ktoś się zainteresuje tym tematem, kto stoi za tą maską Willa Shakespeara i dlaczego w ogóle to się nazywa Szekspir, to tutaj uwaga, nie mamy wyboru. Jeżeli ktoś logicznie uznaje jakieś teza, antyteza, teza, to tak jak odkręcę kran w kuchni, to woda się zacznie lać i ciężko jest zaprzeczyć temu. Możemy filozofować, że to jest iluzja, oczywiście, ale na poziomie bytu ziemskiego ciężko będzie zaprzeczyć, że jak włożę rękę pod kran, to będę miał mokrą rękę.
I tak jest właśnie z tym. Kiedy się wejdzie na tę ścieżkę i zacznie się odkrywać, kim był ten właśnie Szekspir i znajdziemy tam sir Francisa Bacona. I to się też okazuje, że baconiści, ta wiedza właśnie, która w Polsce nie istnieje, co jest dosyć dziwne. Jak się poszuka w internecie, no nie ma tego. Mówię o tych baconistach, którzy traktują Bacona nie tylko jako filozofa, ale właśnie zdzierają tę maskę. Nie wiem, czy im ci stratfordczycy nie pozwalają. Nie wiem dlaczego, ale wtedy po prostu można znaleźć. Około początku XX wieku baconiści wyszli na powierzchnię. I te artykuły, które zaczęły się pojawiać wtedy, szczególnie też w końcówce jeszcze XIX wieku, pewne koincydencje, pewne synchronizacje, jak to zwykle w takich sytuacjach zaczęły wychodzić na powierzchnię. I na przykład tutaj właśnie mam książkę.
Zresztą panie Marku, bardzo dziękuję za polecenie, bo to wspaniała książka „Kod Szekspira” napisana przez Virginie Fellows. I Virginie Fellows pisze tutaj o doktorze Owenie, który w XIX wieku uwielbiał sobie po prostu recytować Szekspira. Jak to wtedy było? Nie było telewizora, internetu, to ludzie się zabawiali w ten sposób. I on zauważył, że pewne fragmenty w sztukach Szekspira do końca nie mają sensu z treścią. Czasem wspomina jakieś bitwy morskie nagle. I on nie wiedział dlaczego, ale coś go takiego poruszyło, że zaczął te fragmenty niepasujące wypisywać i dopasowywać do siebie. I okazało się, o czym właśnie pisze Virginie Fellows, że Bacon umieścił tam po prostu swój pamiętnik, że on tam umieścił sekretny kod. I ten doktor Owen razem ze swoją żoną i potem z przyjaciółmi stworzyli taką maszynę, taki bęben, na którym zaczęli te fragmenty naklejać, nawijać. I okazało się, że tam jest w ogóle dodatkowa treść, której nikt nie zna.
Minęło sporo lat i do dzisiaj ta wiedza jest zupełnie nieznana. I fajnie, że taka kobieta jak Fellows chciała to zgłębić, opisać i że wydawnictwo Atena, wielkie dzięki, wydało tę książkę.
[55:03] - Przypomnijmy, książka nosi tytuł „Kod Szekspira”. Jeśli mogę poprosić o pokazanie jej, to dla tych, którzy nas obserwują wizyjnie. To jest książka „Kod Szekspira” pani Fellows i myślę, że to jest pierwsza z tych lektur, które możemy dzisiaj z całym spokojem polecić. Ja może kilka słów na temat Francisa Bacona od strony filozoficznej, bo to jest człowiek niezwykle ciekawy. Na razie nie odnosimy się jeszcze do tej sprawy z Szekspirem. Tak czysto filozoficznie, kiedy on się urodził, to była połowa XVII wieku. Wtedy w filozofii zaczęło się coś dziać ciekawego. To tuż przed wybuchem tak zwanych empirystów w Anglii, którzy się pojawili, takich jak na przykład Locke, jak Berkeley. On też należał do tej grupy. Mamy dwa rodzaje poznania według niektórych filozofów.
Mamy tych, którzy uważają, że człowiek głównie poznaje rozumowo. I mamy empirystów, którzy mówią, że jak coś sobie wciągniemy w nasze jestestwo przez nasze zmysły, to my wtedy coś możemy poznawać. Nie będę państwa zanudzał oczywiście wykładem filozoficznym, bo to chyba nie to miejsce i nie ten czas.
[56:41] - Nie ten filozof.
[56:43] - Filozof jest całkiem spoko. Co więcej, to był jeden z tych ludzi, o których się dzisiaj mówi, że im zawdzięczamy coś, co jest bardzo popularne, czyli metodę naukową. Był jedną z pierwszych osób, które mówiły o tym, że jeśli mamy dociekanie naukowe i stawiamy jakąś tezę, to na przykład musimy ją sfalsyfikować. To znaczy musimy znaleźć argumenty przeciw tej tezie. Paradoksalnie, żeby ją udowodnić, żeby zbić te przeciwności i pokazać, że nasza teza jest prawdziwa. Ja tak się zawahałem, kiedy mówiłem o tym, że on jest wynalazcą metody naukowej, bo jeszcze się to przypisuje kilku innym osobom, ale on na pewno był na czołówce tego peletonu. On zdecydowanie się do tego przyczynił. Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Ale zaraz, gdzieś tam już był człowiek o podobnym nazwisku, czyli Roger Bacon, dwa, trzy wieki wcześniej, który też mówił o dociekaniu naukowym”. Owszem, ale myślę, że w sposób taki konsekwentny i taki przeglądowy właśnie Francis Bacon to nam zaoferował, między innymi metodę naukową. I ten empiryzm.
On jest w gruncie rzeczy bardzo ważny, bo jak sobie państwo sięgniecie do kontynuatorów, czyli chociażby do tego wymienionego przeze mnie Berkeleya, to zobaczycie, jeśli jesteście miłośnikami chociażby filmu „Matrix”, to zobaczycie, jak blisko jest od Berkeleya do „Matrixa”, którym się niektórzy tak bardzo zachwycają. W związku z tym Francis Bacon to była elita tamtych czasów, taka intelektualna elita tamtych czasów. I ja już teraz się uczciwie zatrzasnę, oddam głos Wiktorowi, a później głos dla naszego gościa.
[58:46] - À propos tej elity, to dotyczy również i Szekspira, i Cervantesa. Ogólnie mówiąc, nie wiem, czy autorzy tych dzieł, którym się przypisuje, byli mądrzy, dociekliwi, czy mówili prawdę, w co sięgali i jak to wszystko za nimi wygląda. Natomiast żeby to wszystko, o czym tutaj panowie mówią, mogło zaistnieć, potrzebne było również prawdopodobnie poczucie humoru. A na to czasami stać bardzo wysublimowane umysły, o wiele bardziej niż tak zwanych nas chamów. I tutaj to przemawia do mnie, że ta inność Cervantesa i ta inność Szekspira mogła mieć swoje źródło naprawdę w jakimś niezłym dowcipie.
[59:52] - Tak, i ten dowcip nazywa się sir Francis Bacon, ponieważ-
[59:55] - Tak, dokładnie.
[59:56] - A Szekspira nie było. To jest nazwa spółki kilku autorów. Ponieważ sir Francis Bacon to był nieślubny syn królowej Elżbiety i Roberta Dudleya. Królowa Elżbieta powiedziała, że ona jest poświęcona Anglii, jest dziewicą.
[01:00:13] - Właśnie chciałem zapytać. Przecież ona się reklamowała jako królowa dziewica, a tu syn?
[01:00:20] - Jak widać minęły tyle lata, a niektórzy dalej wierzą w Szekspira, więc udało jej się to niezłe.
[01:00:25] - Wierzą w dziewictwo również .
[01:00:28] - Więc miała nawet dwóch synów. Co prawda jednego, ponieważ najwyraźniej miała bardzo wyraźne zaburzenie osobowości borderline królowa Elżbieta. I to, jakie jazdy odwalała, to jak pisze o tym właśnie Virginia Fellowes i wreszcie Udało jej się swojego syna skazać na śmierć. Co prawda jedna ze służących podobno nie oddała pierścienia i to zawsze były jakieś historie z pierścieniem, ale niezła bestija. Sam Darnley, jej kochanek, ale też mąż tak naprawdę, też nieźle obskoczył. Wracając do tych rzeczy. Było Shakespeare'a. Bardzo mi przykro panowie, to właśnie Bacon i jego przyjaciele z grupy Knights of Helmet. Dlaczego w ogóle Shakes-fire? Co to w ogóle znaczy?
Że to jest ktoś, kto potrząsa włócznią. Skąd to się mogło wziąć? A wzięło się z tego, że bardzo dobrze wykształcony sir Francis Bacon, który jako ukryty syn został oddany na wychowanie rodzinie Baconów, czyli boczków. Boczek. On później w tym tekście umieszcza dużo fragmentów o śwince, boczku i się śmieje z nas cały czas. Odebrał wspaniałe wykształcenie. Zresztą od razu był traktowany jak królewski syn i będąc młodym człowiekiem pojechał do Francji, gdzie został inicjowany na dworze Henryka VII i był inicjowany. Spotkał tam też Ronsarda, czyli Plejadę. Jak zobaczył język francuski, co Ronsard zrobił ze swoimi poetami z Plejady, w jaki sposób rozbudował język, to on zamarzył, że on też chce w jakiś sposób wpłynąć na język angielski. Co mu się udało, ponieważ wprowadził do języka angielskiego chyba tysiące nowych słów.
Między innymi przetłumaczył potem, bo po Elżbiecie był Jakub I Stuart i Biblia Jakuba. On był szefem tych tłumaczeń. Oczywiście też tam zawarł odpowiednie kody jako ekspert kabalista. On to wszystko zrobił i my do dzisiaj z jego dziedzictwa korzystamy. On też napisał Don Kichota. Między innymi widać to po tym, że pierwsze tłumaczenie Don Kichota pojawiło się oczywiście w języku angielskim, bo Don Kichot jest wydany w Madrycie 1605 rok. Też nie mamy żadnych listów Cervantesa. One też nie istnieją. Więc prawdopodobnie sobie Bacon pożyczył postać Cervantesa, bo inne rzeczy Cervantesa w ogóle nie są takie wieloznaczne, wielopoziomowe. Tylko Don Kichot taki jest, a inne są takie zwykłe sztuczki.
Wiem, bo czytałem. Kolejny trop, dlaczego Bacon napisał Don Kichota jest też taki, że w 1599 roku skończyła się wielka wojna angielsko-hiszpańska i w Don Kichocie nie ma żadnego śladu, żadnej wrogości w ogóle do Anglików. Istnieje taka bardzo mocna teza baconistów, że Bacon postanowił napisać, stworzył ideę literatury, która łączy. To jest ciekawe, bo jak weźmiemy sztukę, którą najbardziej znamy, na przykład włoską, to jest „Romeo i Julia” hiszpańską, to będzie Don Kichot. I okazuje się, że wszędzie jest ten Bacon. Jak on to zrobił? Musimy też sobie sięgnąć do niego, bo tutaj pan Marek mówił o nim jako o filozofie. Przede wszystkim Bacon widział dwie księgi. Jedna księga to Biblia i Tora. Tam ukryta cała wiedza sekretna dla wtajemniczonych i księgę natury, ponieważ interesowała go cała wiedza.
I jak on to powiedział, cytuję: „Nie dążę do sławy własnego imienia, a moim celem jest chwała i postęp, godność i trwały dobrobyt całej ludzkości. Stale spoglądam w przyszłość i oczekuję nagrody nie w tych czasach i nie od moich rodaków, ale od ludu dalekiego, w epoce innej od naszej, w drugim złotym wieku nauki”. On podważał to, co było wtedy w nauce zastane, bo uznał, że ówczesna nauka jest martwa. I dlatego właśnie to Morganum i inne jego prace naukowe. I też bardzo ważne jest to, że on był uczniem Johna Dee. John Dee oryginalnie szpieg i mag królowej Elżbiety. W bitwie pod Lepanto, tej hiszpańsko-angielskiej, użył wielkiego zwierciadła i ta flotylla hiszpańska spłonęła. Solidnie, złym trikiem całkiem. John Dee podpisywał się jako zero, zero i laseczka, czyli 007. Ian Fleming, przejdźmy tutaj znowu literatura, James Bond wziął sobie 007 Johna Dee bezpośrednio.
Takie nawiązanie, bo stał się też tym najbardziej znanym nam szpiegiem brytyjskim. John Dee miał Mortlake pod Londynem i miał najcudowniejszą bibliotekę. Między innymi był w Polsce na zaproszenie Feliksa Łaskiego. Był też oczywiście u Rudolfa II w Pradze, który kolekcjonował tych wszystkich magów, alchemików. Natomiast jeszcze geniusze, magowie wielcy nie byli w żaden sposób chronieni, tak jak w świecie trochę inaczej. I kiedy był w Polsce, to wtedy cała jego biblioteka spłonęła. Jeszcze może nawiązując do Johna Dee, bardzo ciekawą stworzył, wydaną przez wydawnictwo, którą można przeczytać i zrozumieć, jak ktoś potrafi monadę hieroglificzną. Monada hieroglificzna, czyli nawiązanie do krzyża, do słońca, do księżyca. Cała figura do kontemplacji duchowej. John Dee ostatecznie przegrał, pomimo że był geniuszem i Bacon jako jego uczeń zrozumiał, że tacy geniusze, tacy wielcy magowie muszą być chronieni.
Oni muszą się ukrywać, muszą też tworzyć pewne kody. I Bacon jest między innymi mistrz kodów i stworzył kod bilateralny, który do dzisiaj jest używany w komputerach jako 010101. To jest od Bacona wszystko. On już wiedział, że trzeba wszystko kodować i ukrywać. Natomiast jego patronem jest obrazek, gdzie jest mag, wygląda jak Merlin i Francis Bacon z taką ajolą oświetlającą drogę. Bacon chciał, aby cała ludzkość z tego korzystała. Między innymi też dlatego dzisiaj coś, co kiedyś nazywano magią, ale każdy wtedy się robił podejrzliwy, nazywamy nauką. I teraz każdy słucha.
[01:07:57] - Warto powiedzieć, żeby nie nastąpiło pomieszanie języków jak w wieży Babel. My bardzo często używamy jednego słowa na określenie wielu pojęć, bo kiedy pada słowo magia, to bardzo wielu osobom, nawiązując do tego, o czym mówi Wiktor, kojarzy się to z Harrym Potterem i z różnymi fiku-miku na ekranie czy też na kartach książki. Tymczasem magia to nie jest robienie czegoś z niczego, jakby chcieli niektórzy autorzy, tylko jest to rozpatrywane poważnie przez wielu myślicieli. I to nie jest zjawisko, które ma być czymś takim. Powiem tak: nie chodzi o to, że tworzy się coś z niczego, tylko magia jest zjawiskiem nieco bardziej złożonym. Myślę, że nasz gość potrafi o tym powiedzieć więcej. Bo czas, o którym opowiadał, chociażby o Johnie Dee. Przecież my w Polsce mieliśmy swojego maga, Sędziwoja. To był czas, w którym magia oraz odwoływanie się do magii nie było, jakby chcieli niektórzy, dowodem na to, że oni nic nie wiedzieli i do jakichś dziwnych rzeczy się odwoływali. Wręcz przeciwnie, magia była wówczas rozumiana nieco inaczej, a w każdym razie miała coś pokazać.
Zresztą zwróćcie państwo uwagę, jeśli już mówimy o takich korzeniach, że dzisiaj my to rozdzieliliśmy, że jest astronomia i astrologia. Kiedyś to było jedno. Tam nie było tego podziału. Bardzo kto wie, czy tego rodzaju podział nie nastąpił pomiędzy, to jest hipoteza robocza bardziej, nauką a magią. My dzisiaj wpuszczeni w taki kanał, że magia to jest coś takiego, że różdżka i czary-mary. Chyba coś nam umyka. Takie mam wrażenie.
[01:10:17] - Wiadomo, jeżeli mamy owce, to te owce muszą dostać paszę. Nic nam nie umyka, to umyka owcom. Owce mają dostać paszę i bardzo dobrze, bo owce się zbuntują i tą bibliotekę temu Johnowi Dee. To po co? Niech oglądają telewizję, niech wierzą we wszystkie obrazki i niech będą owcami. Przecież krzywdy nie robią.
[01:10:38] - Bardzo dobrze. Ja jeszcze wtrącę, jak żeście rozmawiali à propos tych magów i przywoływali ten cały termin, to przypomnę ci Marku odniesienia do Piotra Pelaniaka i do jego „Sztuki wojny”, w której również on opisuje system zawiadywania tą rzeczywistością przez magów chińskich, przez tych doradców, instruktorów właściwie.
[01:11:08] - Tak naprawdę to są mędrcy.
[01:11:10] - Tak, to są mędrcy.
[01:11:12] - To są mędrcy, którzy władują nad rzeczywistością w sposób absolutnie racjonalny.
[01:11:18] - Ciekawostkę powiem, że Sędziwój spotkał się z Dee przy okazji. Podobno miał pracownię w Krakowie, na Wawelu.
[01:11:27] - W takim charakterystycznym miejscu. Jak państwo jesteście w Krakowie, to jest tam kurza stopka czy łapka to się nazywa. Jak zobaczycie Wawel, jest taka charakterystyczna, wychodząca z murów wieża. Trochę się nie znam na terminologii budowlanej, ale w każdym razie rodzaj takiej wieży. I on tam sobie urzędował i tam się ciekawe rzeczy działy. To było jego miejsce.
[01:11:56] - Warto powiedzieć, że John Dee miał swoje medium, Edwarda Kellego. Dzisiaj można wejść na YouTube, ludzie tłumaczą język enuchiański. Dion Fortune pisząc o kabale mówi, że ci najstarsi kabaliści mówią, że chodzimy, bo mówimy o literaturze, to szukamy tego źródła. I wreszcie, że to anioły im dostarczali tę wiedzę, wcześniejszych pewnie którzy dostali, ale nie skorzystali, więc znowu dostali. I wsiedli na cały czas.
[01:12:43] - Tak uśmiechałem się, jak pan mówił bardzo pięknie à propos tej paszy dostarczanej tym, którzy tej paszy potrzebują, że przecież ja również i Marek jesteśmy częścią tej paszy. Przecież my do dnia dzisiejszego na przykład myśleliśmy, że ten James Bond to wszystko normalka, sobie ktoś tak wymyślił. Że ten alfabet Morse'a, bo sobie tak facet wymyślił. Nie, nic na świecie nie było tak, że sobie coś ktoś nagle wymyślił. To tak, jakbyśmy powiedzieli, że myśmy przyszli na świat bez mamusi.
[01:13:31] - Ja mam jeszcze jedno pytanie, bo pojawiło się przy tłumaczeniu Szekspira, tego zwrotu Szekspir, to potrząsanie włócznią, ale to sięga jeszcze głębiej, to się da jeszcze bardziej tłumaczyć.
[01:13:47] - Tak. Ja powiem tylko trochę, bo mi się tutaj baterie w lampce czerpią, więc w pewnym momencie będę zanikał, ale mam jeszcze jakieś baterie, więc co się pojawia, będzie moment, że będę z mroku mówił. To dobrze, bo jak mówił Bacon: „Po ciemności spodziewam się światła”.
[01:14:03] - Światła, dobrze.
[01:14:06] - Ponieważ dziś psychologowie powiedzą, że to jest w nas, ci bogowie z Olimpu, ale też rzeczywiście medytując nad pewnymi symbolami, a symbol jest właśnie tym, czego racjonalnym umysłem nie możemy objąć i on do nas mówi na głębszym poziomie, jeżeli damy mu szansę. To Mircea Eliade o tym wspomina. Sir Francis Bacon jako wspaniale wykształcony człowiek, bardzo nastawiony etycznie do świata, chcąc podnieść ludzkość na wyższy poziom, chociaż jest też czarna legenda Bacona, ale ją bardzo łatwo obalić, bo ona jest pisana przez jego wrogów. I on wybrał jako swoją patronkę boginię Atenę. Atenę, która jest sową. Sowa, ta mądra sowa właśnie, gdzieś tam w ciemności nocami siedzi. I to jest Sofia, to jest to philosophia, to umiłowanie mądrości. Atena też jest patronką podróżników, patronką artystów, patronką ludzi, którzy nie boją się życia. Ona ich wspiera w tej twórczości, tej podróży. Pallas Atena ma na głowie hełm, piszą, że ten hełm jest symbolem tego, że ona jest niewidzialna.
I rzeczywiście ona się też pojawia w „Odysei” i pomaga bardzo często Odyseuszowi. Pallas Atena stoi sobie i trzyma włócznię. I jak się wkurzy, potrząsa włócznią, czyli po angielsku robi shake, a włócznia to spear, więc robi shake spear. I w ten sposób ta firma wielu przyjaciół sir Francisa Bacona, którzy go bardzo szanowali i po jego śmierci było bardzo dużo różnych wierszy i podkreśleń, jak bardzo ważny on był. I tam były też przecieki, że on był cudownym literatem. On sobie to wziął i nałożył tę maskę na tę swoją firmę literacką, dosłownie firmę literacką. Ale poza tym, że Atena mu pomagała, to był na tyle sprytny, że znalazł sobie kogoś, kto się nazywał Will, ale nie Shake Spear, tylko Shakespeare. Po prostu znalazł sobie kogoś i on był jego figurantem. Figurant był sponsorowany przez odpowiednich ludzi Bacona. Natomiast sam sir Francis Bacon ukrył się za shake spear, za tą maską i za boginią Atenę.
[01:16:46] - A czy wiadomo, kto poza szefem, czyli Francisem Baconem, do tej spółki literackiej należał? Czy jeszcze padają jakieś nazwiska?
[01:16:55] - Wiemy bardzo dobrze i chętnie to zaraz znajdę. Natomiast to jest dosyć dużo nazwisk. Co ciekawe niektóre sztuki, które my znamy jako przeznaczone przez Spencera, też zostały napisane przez Bacona. Chętnie bym to znalazł teraz, ale pewnie szybciej zniknę w ciemności i powinienem to mieć przygotowane.
[01:17:18] - To może podajmy źródło, gdzie ewentualnie nasi słuchacze mogą tych pozostałych członków spółki literackiej znaleźć. W jakiej to książce na przykład?
[01:17:30] - Dobrze, żebyśmy mieli te źródła w jednym miejscu, więc bardzo chętnie wrzucę to z naszą rozmową i odpowiem konkretnie na to pytanie. Tam Ben Jonson, Spencer, Marlowe to jest tych trzech, kilku takich, ale ich jest dużo więcej. Między innymi nawet Devere był podejrzewany o to, że był w tej grupie. Szukam, pewnie znajdę jeszcze, ale na razie możemy dzisiaj-
[01:18:00] - Okej, to ja zapytam, bo sir Francis Bacon poza tym, że należał do spółki literackiej, to on pod własnym nazwiskiem popełnił też kilka dzieł zarówno filozoficznych i to wspomniane już przez pana „Novum organum”, ale popełnił też książkę, która jest na polskim rynku rarytasem, bo o ile ja dobrze sprawdzałem, mogłem nie sprawdzić do końca, ale wydaje mi się, że popularne wydanie było w latach 50. Książka nazywała się „Nowa Atlantyda”. I jeśli ktoś interesuje się fantastyką, jeśli ktoś w ogóle szuka jakichś korzeni, a słyszał o Morusie, słyszał o „Utopii”, to blisko żegluje w tym kierunku, bo „Nowa Atlantyda” przez literaturoznawców jest określana jako rodzaj utopii. I to dzieło niezwykle ciekawe, bo ono pokazuje, tak jak każda utopia, rodzaj idealnego państwa. Ale czy tylko?
[01:19:11] - Czy ja mogę wejść słowo? Tylko jeszcze powiedzmy może, dlaczego w ogóle Bacon się tak ukrywał właściwie. Bo co? Przecież nie chciał sławy i chwały. O co chodzi? A chodzi o to, że jako nieślubny syn królowej Elżbiety był na marginesie tego całego dworu, bo inni awansowali, a on nie. On cały czas był na uboczu, bo nie można było powiedzieć wprost, że królowa go traktowała jako syna, ale on nie mógł być oficjalnie dla wszystkich synem. Pisząc takie rzeczy, jakie pisał jako Szekspir, on bardzo mocno komentował te rzeczy, które się dzieją we współczesnej Anglii. Nie mógł brać takiego ryzyka na siebie i na królową, więc musiał się chować za czymś i za kimś. A co do Nowej Atlantydy, to jest bardzo ciekawa historia, ponieważ jest w dużej części prawdziwa.
Bacon realizując ideę Platona, czyli Platonopolis, takiego idealnego new world, nowego państwa, wymyślił, i o tym pisze między innymi Manly P. Hall w „Secret Destiny of USA”. Mason 33. stopnia, Manly P. Hall, legendarna postać. Manly P. Hall pisze, że do tych twórców tej niepodległości, konstytucji pojawił się jakiś tajemniczy dżentelmen i dał im parę rad. Tutaj się można zastanawiać, bo są też książki na ten temat, że Bacon posiadł umiejętność nieśmiertelności i przenoszenia się pomiędzy czasami, że może był też hrabią Saint-Germainem. Tego „może” jest dużo, ale jak się zacznie pewne rzeczy dodawać i też od tych wtajemniczonych ludzi, to znaków zapytania się pojawia dużo i odpowiedzi nie są wcale takie oczywiste. Natomiast jeżeli chodzi o Nową Atlantydę, to historia o tym, że są rozbitkowie.
Płynie sobie łódź, płynie sobie statek. Co więcej, my wiemy potem, że to jest oficjalna historia, ponieważ jako ten nowy świat Bacon zdecydował się na Amerykę. Stany Zjednoczone to jest pomysł Platonopolis. Nie wiem, czy to wyszło do końca, ale to jest ta idea Bacona. Bacon założył Virginia Company, pierwszą firmę, która się zajmowała transportem do Stanów i w pewnym momencie była katastrofa morska, o której my wiemy, bo ona faktycznie była i to można sprawdzić. Natomiast to była tajemnica w tamtych czasach. Bacon opisał to w Nowej Atlantydzie właśnie w taki sposób, że ci rozbitkowie trafiają na ląd, który jest odcięty od wszystkich innych kultur i cywilizacji. Oni są najczystszymi chrześcijanami, jeszcze czystsze chrześcijaństwo niż tamtych rozbitków. Trafiają do Bensalem i są wprowadzeni w to idealne, ale zamknięte i takie byśmy dzisiaj powiedzieli, że może to będzie jakieś smart city, tak jak Karl Schwarz ze swoimi ludźmi z Davos zrobi wielki reset. Już tutaj zgniecie nas wszystkich bankructwem i nas zagłodzi i tak dalej.
[01:22:45] - Uszczęśliwi nas.
[01:22:48] - Tak jest. To hasło z Davos, że w 2030 nie posiadam nic, jestem szczęśliwy. Opowiadając historię, że to tak jest, tak się dzieje i my nie mamy wyboru i musimy i tak dalej, to wtedy jest ta idea, że w tej technokracji będą te smart cities, gdzie wszędzie czujniki, wszystko kontrolowane i wszystko takie bardzo grzeczne i pod linijkę. To Bensalem, to miasto ma różne urządzenia, takie, co wygląda jak jakieś miasto Google'a, które jest mocno kontrolowane, ale bardzo czyste i jakoś dobre. Atlantyda to jest ciekawy temat też dlatego, że on się pojawia właściwie wszędzie. Wiadomo, u Platona też.
[01:23:41] - U Platona.
[01:23:42] - Tak. Ale też potem się pojawia u teozofów, u Bławackiej i Rudolfa Steinera jako ten taki idealny świat, który gdzieś tam został zalany, zniszczony, ale że gdzieś dążymy do tego powrotu. Tutaj też się pojawia wiele pytań, może już takich religijnych, czy Bóg porzucił swoje dzieło, ale wróci, jak my się scybernetyzujemy już, połączymy z tymi maszynami, będziemy już takimi transhumanistami. Nie wiem, czy będziemy mieli okazję odpowiedzieć, ale te pokolenia tak zwane Z i milenialsi, czyli te 2000 i dalej, dla nich już zmiana, transformacja płci i osobowości to będzie pewnie jak dla nas konto na Facebooku, coś takiego, więc oni będą to znali lepiej. Ale wracając do Nowej Atlantydy, to może ja tutaj przeczytam fragment. Widać mnie cały czas? Widać.
[01:24:35] - Wiesz, czy tak. Martwię się natomiast, żeby pan dobrze widział to, co pan czyta.
[01:24:40] - Na komputerze to widzę, ale jakbym miał ściągeczki, to sobie coś przyniosę, jakąś lampkę. Fragment: „Budujemy bardzo wysokie wieże, z których najwyższe wznoszą się na linii pionowej nawet na wysokość pół mili. Niektóre z nich stoją na szczytach górskich i jeżeli się doda razem wysokość góry i wysokość wieży, to osiągnie się w pewnych wypadkach wysokość łączną najmniej trzech mil. Te miejsca nazywamy strefą górną, podczas gdy cała przestrzeń powietrzna pomiędzy strefą górną a dolną określamy jako strefę środkową. Stosownie do różnej wysokości położenia wież służą nam one do nasłoneczniania, chłodzenia, konserwacji oraz badania różnych zjawisk atmosferycznych, jak wiatr, deszcz, śnieg, grad i meteory ogniste. W niektórych miejscach znajdują się także na wieżach mieszkania pustelników. Odwiedzamy ich od czasu do czasu i pouczamy, na co winni zwracać uwagę”. Rozporządzamy wieloma studniami i sztucznymi źródłami urządzonymi wśród zdrojów i kąpielisk naturalnych. Takie zawierają dodatki pioru, siarki, żelaza, miedzi, ołowiu, saletry i innych materiałów. Wspomnieć trzeba o rozległych i przestronnych budynkach, gdzie sztucznie wywołujemy i pokazujemy takie zjawiska atmosferyczne jak śnieg, grad, deszcz, grzmoty, pioruny i błyskawice, a wraz z tym występujące w powietrzu odmiany owadów i stworzenia przyziemne jak muchy, szarańcze, żaby i inne.
Urządziliśmy pomieszczenia, które nazywamy pokojami zdrowia. Dowolnie miarkujemy tam wilgotność i temperaturę powietrza wedle tego, jak nam się zdaje, iż będzie odpowiednie i korzystne dla zwalczenia różnych dolegliwości i zachowania zdrowia. Możemy uczynić, by drzewa i inne rośliny były większe niżeli normalne, a owoc ich okazalszy, przyjemniejszy i odmienny pod względem smaku, zapachu, barwy i kształtu od gatunku zwyczajnego. Niektóre z nich uprawiamy w taki sposób, iż zyskują wartość dla medycyny. Znanymi nam metodami dokonujemy, iż liczne rośliny wschodu wyrastają bez nasienia. Dzięki temu jesteśmy również w stanie wyhodować rośliny zgoła nowe i nieznane, różniące się od pospolitych oraz przemieniać jeden gatunek rośliny w inny. I tak dalej. Może tu jest jeszcze jakiś fragment. Zdobyliśmy też bardzo wiele nieznanych wam umiejętności technicznych. Wygląda to na to, że to, co dzisiaj jest dla nas novum, to już tam mieli to wszystko.
I ten bekon jakoś to wiedział.
[01:27:09] - Wychodzi, że był wynalazcą GMO .
[01:27:13] - To jest ciekawe właśnie, skąd ci wizjonerzy, którzy tak naprawdę gdzieś w tej piramidzie stoją trochę wyżej niż te owce, które się pasą tym telewizorem, czerpią tę wiedzę i w jakim stopniu są inicjowani, żeby to wiedzieć. I w jaki sposób niczą to jako pewną powieść, metaforę albo może w filmach, jak w predictive programming, jak to się robi. Bo Hollywood à propos magii to co to jest? To jest święta różdżka, magiczna różdżka. Hollywood. To jest wprost powiedziane. Tak się właśnie programuje umysły w bardzo mądry sposób. Bo jak już umysł, o czym mówiliśmy, coś sobie zobaczy, to dla umysłu się staje bardzo realne. Więc jeżeli chcemy wprowadzić jakąś ideę, to wystarczy powiedzieć: „Wiesz, jak to jest, kiedy z jakichś tajemniczych powodów odkrywasz, że podoba ci się mój głos”. I to się może dziać wtedy.
Więc chodzi o to, żeby pewne myśli wprowadzić ludziom do głowy, pewne obrazy i potem oni je uznają za swoje. Nie będzie buntu żadnego.
[01:28:15] - W Nowej Atlantydzie pojawia się też taka organizacja, w każdym razie takie miejsce, które nazywane jest Domem Salomona. Czy to też jest jakiś trop, na który warto zwrócić uwagę?
[01:28:32] - Ja bym poszedł tutaj tropem w ogóle świątyni Salomona. Teraz jest w ogóle budowana trzecia i coś się ma wydarzyć, jak będzie zbudowana. Więc to też jest ciekawe, ale na tym ezoterycznym poziomie. Przy czym ja nie jestem żadnym ekspertem, po prostu jakieś kropelki mi w głowie kropią, strumyczek. Teraz mi się ciężko odnieść do Nowej Atlantydy, bo musiałbym sobie dokładnie ten fragment przeczytać. Natomiast to, że świątynią jest tak naprawdę człowiek. Każdy z nas buduje tę swoją świątynię i w jakiś tajemniczy sposób gdzieś tam na przykład w tym rycie szkockim masonerii są 33 stopnie i też są 33 stopnie kręgi kręgosłupa. I też kręgosłupa moralnego, bo gdzieś za tym wszystkim się kryje ta budowa świątyni całej ludzkości. Trzeanie lenie, żeby tutaj dojść do naszego Mickiewicza, Słowackiego i Andrzeja Towiańskiego. Tak się schowam w tej odpowiedzi.
Poszukam jeszcze.
[01:29:41] - Okej. Podobno, o ile dobrze pamiętam, nawet Wikipedia eksponuje. Wikipedia eksponuje co prawda różne rzeczy, ale eksponuje między innymi to, że podobno ten Dom Salomona był pierwowzorem Królewskiego Towarzystwa Filozoficznego, o ile dobrze pamiętam.
[01:30:05] - Royal Society. A jak wiemy, masonerię też się nazywa sztuką królewską. Ars regnia.
[01:30:11] - Czyli kolejny trop się nam pojawia.
[01:30:15] - Jeżeli weźmiemy ten cyrkiel, który odmierza mądrą miarą, to potrzebujemy do tego jakiegoś silnego stowarzyszenia, które właśnie tam na przykład Isaac Newton czy inni będzie wprowadzać mądre nauki.
[01:30:32] - Wyszliśmy od Szekspira i gdzieś tam się w pewnym momencie pojawiło to, że mądrzy ludzie doszli do wniosku, iż należy otaczać pewną ochroną tych wszystkich, nazwijmy to magów, którzy poszerzają wiedzę, którzy dociekają pewnych prawd. I tu nam się pojawia ten motyw ochrony. Jak z tą ochroną było? Bo przecież ona w pewnym momencie, zaczął pan zresztą mówić o takich, chociażby o masonerii. Czy to ta masoneria jest ochroną mędrców? Spłycam, wiem, spłycam.
[01:31:20] - Akurat znalazłem fragment w Nowej Atlantydzie o domu Salomona. Nawiążę do tego, dobrze? A zaraz będziemy tam szukać. Jakoż wiedzcie, najmilsi przyjaciele, iż pośród dokonań owego króla najwięcej wyróżnia się jedno, a jest w nim założenie i urządzenie pewnego zgromadzenia czy stowarzyszenia, które zwiemy Domem Salomona. Wedle naszego szacunku jest to najznakomitszy zakład tego rodzaju na całej kuli ziemskiej, a dla królestwa tego wspaniałe źródło światła. Dom ten oddaje się rozważaniom i badaniom umysłów oraz stworzeń bożych. Niektórzy przypuszczają, że nazwę swą wywodzi od nieco zmienionego imienia założyciela i że właściwie powinno się mówić Dom Salamona. W oryginalnych jednak dokumentach archiwalnych nazwa jest zapisana tak, jak brzmi dzisiaj w mowie potocznej. Sądzę przeto, że pochodzi ona od owego króla żydowskiego, który cieszy się sławą u was, a i nam jest znany. Celem Domu Salomona jest zgłębianie stosunków, zmian i sił wewnętrznych natury, tudzież rozszerzanie, jak to tylko będzie możliwe, granic władztwa ludzkiego nad nią.
Wracając do tego, dokładnie Royal Society.
[01:32:36] - Ludzkiego czy Salomonowego?
[01:32:40] - Okej, a wróćmy teraz do tej ochrony mędrców.
[01:32:45] - Myślę, że jeżeli weźmiemy Midy, to tak naprawdę na pewnym poziomie edukacji jest , ale też pewnie Pavlov by tam się jeszcze zmieścił, się po prostu tresuje społeczeństwo tak, żeby społeczeństwo nawet nie zdawało sobie sprawy z tego, że na przykład właśnie Szekspir to nie jest jakiś syn rękawicznika, bo to jest nierealne, tylko właśnie sir Francis Bacon. Tylko żeby wierzyli ślepo autorytetom i że tak naprawdę może te rodziny, które się nazywa tak zwaną black nobility, czarną szlachtą, jak na przykład Collonne czy Borghese i tak dalej, które gdzieś tam sobie od setek lat siedzą trochę z tyłu. Może one są tak dobrze schowane, a społeczeństwo tak bardzo jest dobrze wytresowane i obudowane tymi fałszywymi zwierciadłami, że oczywiście trzeba ich chronić, ale wystarczy, że owce same się trzymają w zagrodzie.
[01:34:11] - Zobaczcie, jak to przypomina zupełnie działkę, o której nie wspominamy, bo mówimy o budowie społeczeństwa czy o cywilizacji. Ale ja zwrócę wam uwagę na strukturę armii. W jaki sposób chronieni są mędrcy w armii i jak to stado baranów jest tresowane po to, żeby być bezwzględnie posłuszne. Dzisiaj przecież już są propozycje, żeby nosili takie obroże w razie jakiegokolwiek buntu to im wysadzi mózgi. To już się na pewno zrealizuje, jeśli już nie jest zrealizowane.
[01:34:59] - Tak, bo też można to robić na tym poziomie bardziej jeszcze masowym, czyli na przykład zunifikować wszystkich, na przykład nakładając tak zwane maseczki, a tak naprawdę namówić, tresować w uległości. Każdy obywatel będzie tresował drugiego na wszelki wypadek, więc nawet nie muszą to być obroże. Wystarczą szmaty na twarzy.
[01:35:22] - Zwrócę tylko uwagę na jedną rzecz, pewna perfidność tego polega na tym, że pewno powiem rzecz oczywistą, ale wszystko to, chociażby z tymi szmatkami, jest robione w atmosferze troski o nas przecież, zatroskania, współczucia nam i mówienia: „Słuchaj, musisz to założyć, bo to dla twojego dobra".
[01:35:50] - Dla dzieci, dla starców.
[01:35:52] - Tak, żebyś nie zarażał, bo jak ty jesteś chory, to nie uratuje, ale innych nie zarazisz. I to jest odwoływanie się do takich bardzo głębokich pokładów. Ja tylko powiem tym wszystkim, którzy nas oglądają, że to właśnie przemówiła natura Wiktora. On musi po prostu zapalić przynajmniej raz na dwie godziny. W związku z tym na chwilę zostaliśmy w tandemie, ale to nie przeszkadza. Wiktor na szczęście jest na podsłuchu, tylko nie na widoku, więc zostańmy przy tym. Ja mam pytanie w związku z tym, bo zaczęliśmy mówić o Świątyni Salomona. Pytanie znowu z gatunku naiwnych, ale myślę, że ono sporo może wyjaśnić. Dlaczego Bacon i jego koledzy, ta grupa, która coś zaczęła tworzyć, odwołali się do takich głębokich pokładów, czyli właśnie gdzieś sięgnęli do Salomona, do tego rodzaju klimatów? Skąd ten trop?
[01:37:02] - Chyba stąd, że cała nasza magia, wiedza to jest Egipt i z tego Egiptu poprzez Grecję, poprzez Rzym, różokrzyżowców, alchemików też.
[01:37:31] - Ja wrzucę jedną rzecz, taką, którą nasi słuchacze już kiedyś mieli okazję ode mnie usłyszeć, ale powiem o tym, że jeżeli kojarzą państwo pitagorejczyków W starożytnej Grecji. Oczywiście wszyscy mówią, że to filozofowie, bo to prawda, ale niektórzy, znam kilku bardzo utytułowanych profesorów filozofii, którzy mówią, że właściwie to był rodzaj sekty pitagorejskiej, ponieważ oni działali troszeczkę na tej zasadzie. Ale zostawmy, bo słowo sekta ma dzisiaj w ogóle jakieś konotacje takie. Zostawmy to. W każdym razie pitagorejczycy to właśnie stamtąd, z Egiptu zaciągnęli tę swoją wiedzę, którą później w Grecji handlowali, ale z której też czerpali takie intelektualne paliwo dla tego, co robili. To był ten przystanek grecki i naprawdę to z tamtych czasów się bierze takie pewne pęknięcie naszej cywilizacji, że my właściwie na świat nauczyliśmy się spoglądać w dwóch wariantach: albo w wariancie ilościowym, albo jakościowym. I to taki ulubiony przykład, który ja często przytaczam. Jeśli byśmy spytali greckich filozofów, pokazali im jabłko, to byłyby różne odpowiedzi. Jeden by powiedział: „Co widzisz?” „Widzę jabłko”. A pitagorejczycy powiedzieliby: „Widzę jedno” albo „Jedność”.
Dlaczego? Dlatego, że jak ugryziesz to jabłko, to już nie będzie jabłko. To już będzie część tego jabłka. To się wydaje banalne, ale jeśli się dobrze to przemyśli, to można z tego naprawdę takie niezwykłe filozoficzne tropy wyciągnąć. Ja to wrzucam między nimi po to, żeby pokazać, jak daleko to sięga, czyli przez Grecję, Rzym i dalej już oddaję głos panu.
[01:39:33] - No właśnie. I potem mamy neoplatoników, alchemików i różokrzyżowców, a z nich już mamy masonerię. Ciekawy jest jeszcze ten wątek tego ezoterycznego i egzoterycznego chrześcijaństwa, ponieważ mamy tutaj też gnozę. I tutaj trzeba wspomnieć, mówiliśmy o Jungu, to musimy powiedzieć też o Prokopiuk, który był bardzo głębokim badaczem gnozy. Gnoza to jest właśnie, jak tutaj sam Prokopiuk definiuje z greki gnosis, czyli poznanie lub wiedza. Jako dążenie człowieka do poznawczego pojęcia i przeniknięcia siebie i świata, ale także najwyższego, samego Boga i stanowi obok mistyki i niekiedy także magii wszystkich religii ich źródło i zwieńczenie. Łączy się wprawdzie z postawą wiary jako ufności bezpośrednio zwróconej do Boga, ale idzie dalej. Chce Go i świat duchowy przede wszystkim doświadczyć. I właśnie bardzo ciekawe jest to, że mówi się o tym, wspomnijmy o esseńczykach, Wielki Piątek mamy, więc esseńczyka, z których wszystko wskazuje, że wywodził się Jezus, który też był gnostykiem, magiem gnostyckim. I co ciekawe, istnieje też taka wersja tego, że napisana książka przez Waldemara Borowskiego, współczesnego malarza i też bardzo inteligentnego duchowego człowieka.
Książka pod tytułem „Święty Grzybuk” z wieloma bardzo reprodukcjami. Polecam bardzo. Która pokazuje, że w malarstwie chrześcijańskim przez setki lat w bardzo świadomy sposób były umieszczane muchomory, amanita muscaria, grzyby. I albo po prostu przez setki lat ci malarze byli jakimiś wariatami, że te grzyby, albo był tam jakiś głęboki przekaz na temat tej prawdziwej eucharystii i prawdziwej inicjacji. Szczególnie jak się jeszcze weźmie kostiumy papieży i okazuje się, że oni wyglądają jak grzyby, po prostu jak te muchomory. Dlaczego tak jest? Polecam tę książkę „Święty Grzybuk”. I jest też taka wersja, tak?
[01:41:36] - Ja mam jedną prośbę techniczną, bo rzeczywiście obraz zaczyna nam zanikać, ale kamera zaczyna gubić ostrość u pana. I czy się da troszeczkę więcej światła, że tak powiem?
[01:41:50] - Już zawziąłem.
[01:41:51] - Goethe. Dokładnie Goethe. Odwracamy się do ściany i umieramy po prostu. Mehr Licht, więcej światła.
[01:41:59] - Tak, chętnie, tylko to zajmie mi chwilę, bo muszę znaleźć te baterie i je wymienić.
[01:42:05] - Okej, to może my w tym czasie porozmawiamy z Wiktorem na temat gnozy, a pan spokojnie, jeśli można poprosić o światło, bo po prostu kamera słabo widzi.
[01:42:22] - Dobrze, dobrze, wtedy widać-
[01:42:24] - Mi się to bardzo podoba, Marku. Ty ze sztuką masz niewielki kontakt. Mi się to bardzo podoba.
[01:42:31] - Jeśli chodzi rzeczywiście o sztukę-
[01:42:32] - Wolałbym, żeby u nas też było ciemniej.
[01:42:34] - O sztuki plastyczne.
[01:42:35] - Wtedy jest jaśniej.
[01:42:36] - Tenebrystycznie jest.
[01:42:38] - Tak.
[01:42:39] - Okej, w takim razie ustępuje. Dwóch zdecydowało. Jasne.
[01:42:45] - A ja muszę tutaj wtrącić coś, bo ja w mojej duchowej palarni, gdzie się raczyłem nikotyną, aż podskoczyłem w pewnym momencie, kiedy Marek zadał takie pytanie, nawiązując tutaj do wywodów na temat Grecji i Salomona, i tak dalej. Marek rzucił takie pytanie: jak daleko sięgać? Otóż ja aż wtedy podskoczyłem i rzuciłem tego peta tam, gdzie należy.
[01:43:19] - Bez drastycznych szczegółów proszę.
[01:43:21] - W każdym bądź razie podskoczyłem, gdyż to trafiło w moją najbardziej ukochaną tezę, że wszystko tak naprawdę się zaczęło mniej więcej w neolicie. Nasz obraz człowieka współczesnego niczym się nie różni. Został ukształtowany w neolicie. O tym wiemy Nie wiemy nic praktycznie biorąc, gdyż wtedy nie istniało słowo pisane, nie istniał żaden przekaz, który mógł przetrwać. Istnieli tylko opowiadacze, czyli ludzie, którzy chodzili z pamięcią jak ci Raya Bradbury'ego, czy telnicy, którzy mieli książki w głowach po prostu zapamiętane. Tak było w neolicie. Tam powstało prawdopodobnie wszystko, cała teoria duchowości, mistycyzmu, mądrości, czegokolwiek, co my dzisiaj uważamy za osiągnięcia cywilizacyjne Europy.
[01:44:37] - Mistyczność to z całą pewnością, bo wtedy pojawili się szamani. Nie wiem, czy wcześniej, ale wtedy na pewno już byli szamani, a tam bardzo blisko tych klimatów. Bardzo blisko.
[01:44:51] - Szaman też ma dwojaki wydźwięk.
[01:44:54] - Jasne.
[01:44:54] - Bo szaman to tak jak mag. Może być szamanem, ale również może być dziennikarzem współczesnym. Totalne szamaństwo.
[01:45:06] - Zajmuje się przede wszystkim jednak tym, że potrafi zejść do piekieł, rozpaść się, przeżyć to i potem pomóc komuś go przenieść. A dziennikarz jest po prostu wykupioną prostytutką.
[01:45:20] - Tak.
[01:45:23] - Ja jeszcze chciałbym też powiedzieć o tym, że gdzieś tam mówiłem o tym, że pojawiła się nauka, a w każdym razie ten rodzaj naukowego myślenia, bardziej o to chodzi, w czasach Sir Francisa Bacona. Ale ważne jest, żeby podkreślić, że wtedy nauka rozumiana była nieco inaczej, a w każdym razie nieco szerzej, jak zechcą niektórzy albo nieco niewłaściwie, jak powiedzą inni. To zostawiam już do rozważenia naszym słuchaczom. Natomiast zwróćcie państwo uwagę, że wówczas nie odsuwano tego na margines. Niezwykle popularne było nawiązywanie do tak zwanej filozofii hermetycznej, do dziedzictwa znowu Egiptu, bo stamtąd się to wywodzi, czyli dziedzictwa takiego związanego z Hermesem Trismegistosem. Udało mi się to wypowiedzieć bez zacięcia. W każdym razie, kiedy zaczynamy tych klimatów dotykać, to się zaczyna robić jeszcze ciekawiej, bo gdzieś tam pojawia nam się w tle alchemia i ci magowie, o których mówiliśmy, John Dee, Sędziwój, to byli ludzie, którzy się alchemią parali. Tylko my znowu dostaliśmy taki przekaz, który trywializował. Przez lata to było wpajane ludziom, że alchemia to jest to, jak sobie kombinowali, jak złoto zrobić z czegoś. Jeśli ktoś sięgnie w ogóle, zada sobie trud, a kilku ludzi w Polsce, nie tylko w Polsce, ale w Polsce pisało na temat alchemii.
Pisało na temat alchemii i pisało w sposób nie taki, żeby podekscytować kogoś, pobudzić ciekawość, tylko przedstawić, jak rzecz wyglądała naprawdę albo dlaczego się tą alchemią tak bardzo interesowano. Nagle pojawia się troszeczkę inny obraz niż ten popularny. Czyli zróbmy złoto, może nie z niczego, ale na przykład z żelaza.
[01:47:48] - Wiesz Marku, zobacz, jak bardzo podobnie w pewnym momencie, tak jak mówisz o nauce czy o filozofii, od jednej działki nauki, czyli od medycyny, oderwały się jej korzenie. Nagle ile trzeba było pracy, właściwie zachodu i edukacji, żeby przywrócić takiemu zielarstwu czy jakiejś telbii z powrotem przyznać, że to również szlachta, że to również jest medycyna.
[01:48:20] - Ale ja powiem jeszcze tak, jak mówiłem o polskich autorach, ponieważ typujemy w tej audycji książki, to powiem, że był taki autor, niestety już nie żyje. Nazywał się Bugaj i on właśnie napisał całe dzieło o filozofii hermetycznej. Stamtąd się dowiecie państwo, z tego dzieła chociażby, czym była tablica szmaragdowa, kim był Hermes Trismegistos i w ogóle jak to wszystko biegło później w latach. To jest taka wiedza na poziomie podstawowym, ale żeby pójść dalej, trzeba po nią sięgnąć po prostu. Może warto to po prostu zrobić.
[01:48:56] - Tak jest. I dlatego cytat.
[01:49:00] - Może cytat z tablicy szmaragdowej.
[01:49:02] - Proszę bardzo.
[01:49:04] - Słowa tajemnic Hermesa Trismegistosa. Oto słowa prawdziwe, wolne od błędu, pewne i najprawdziwsze. To, co znajduje się niżej, jest takie jak to, co powyżej, a to, co powyżej jest podobne do tego, co niżej, czyniąc cuda jednej jedynej rzeczy. Tak jak wszystkie rzeczy powstały z jednego, z jego myśli, tak wszystkie rzeczy zostały zrodzone z tej jednej rzeczy przez adaptację. Słońce jest jego ojcem, księżyc matką, wiatr nosił go w swym łonie. Karmicielką jest jego ziemia. Ojciec wszelkiego stworzenia całego świata jest tutaj. Siła jego jest absolutna, jeśli zostanie przemieniona w ziemię. Oddzielisz ziemię od ognia, subtelne od gęstego, palnie z wielką zręcznością. Wznosi się z ziemi ku niebiosom i powtórnie zstępuje na ziemię, otrzymując siłę potężnych i słabych.
W ten sposób posiądziesz chwałę całego świata. Tak też odstąpi od ciebie wszelki mrok. „Jego siła jest ponad wszystkimi siłami. Pokonuje wszelkie subtelne rzeczy i penetruje każdą solidną rzecz. Tak powstał świat. Takież są i tak działają godne podziwu dostosowania, gdzie środki znajdują się w tym. Dlatego zwą mnie Hermes Trismegistos posiadającym trzy części filozofii całego świata. To, co powiedziałem o działaniu słońca, zostało osiągnięte i zakończone”. Taki cytat.
[01:50:25] - Szczególnie ten początek, całość frapująca, ale Wiktor się uśmiechnął przy pewnym fragmencie. Może powiedz dlaczego.
[01:50:35] - Ja?
[01:50:35] - „To, co na górze, to, co na dole”. Jeśli państwo to zanalizujecie, to są słowa, które, będzie banalnie, warto zapamiętać. Nie. To jest pewien obraz świata, który warto mieć w pamięci. Tak myślę przynajmniej.
[01:50:55] - Do czego się odnosił nawet Chrystus, kiedy mówił: „Oddać Bogu, co boskie, cesarskie, co cesarzowi, a nam chamom resztę”. Nie wiem.
[01:51:08] - Chodzi o połączenie mikrokosmosu z makrokosmosem. To jest tragiczna alchemiczna operacja. I jak wiemy alchemikom, ta trywializowana wersja, że z żelaza złoto, a tak naprawdę chodzi o opus magnum, czyli dzieło stworzenia duszy, czyli gnostyckie poznaj siebie, gnothi seauton. I wtedy możesz poczuć swoją jedność z bóstwem i uczyć, dzielić się tym z całym światem, czyli podnosić wszystkich. Tak jak właśnie ta troska, ta święta kobiecość, to współodczuwanie na tym krzyżu. Pozwolę sobie dodać. Przy okazji Hermesa Trismegistosa trzeba wspomnieć o Kybalionie. Kybalion, który zawiera te hermetyczne zasady spisane. Między innymi, że miarą wychylenia wahadła w jedną stronę jest miarą w drugie. Żeński i kobiecy.
Jak na górze, tak na dole. I jeszcze parę innych bardzo podstawowych, ale do zastosowania w każdej dziedzinie życia.
[01:52:10] - To są tak proste rzeczy, a tak celne przecież.
[01:52:14] - Bo to, co jest najbardziej wartościowe, jest tak naprawdę proste. I jeszcze à propos alchemii i tematów esseńczyków Jezusa. Ciekawe jest też to, bo mówimy o magii i w jakimś stopniu technologia wkrótce będzie pozwalała, tak między innymi twierdzi Ray Kurzweil, czyli jeden z głównych inżynierów Google'a, chce wskrzesić swojego ojca muzyka. Gdzieś tam dochodzą już takie słuchy, w filmach to już jest, więc to już jest kwestia pewnie 20, 30 lat. Na nieśmiertelność już jesteśmy programowani. Święty Paweł powiedział, że na końcu zostanie pokonany najgorszy wróg, śmierć. I ciekawe jest też to, że chrześcijaństwo to był sobór Konstantyna. Nie chcę mówić, który rok, ale 500 któryś, mogę się pomylić. I tam Orygenes, który był oryginalnie jednym z ojców Kościoła, został przekreślony. Orygenes twierdził, że dusza jest nieśmiertelna.
Gdzieś tam jeszcze od tych orfików. Ale oni stwierdzili na tym soborze, że jednak jest śmiertelna. I teraz już uczymy, że jest śmiertelna. Więc te wątki, o których mówimy, te gnostyckie, alchemiczne, one od zawsze są. I jeszcze tylko dodam, że dużo zmieniło odkrycie zwojów z Qumran, które w 1957 roku zostały odnalezione, bo gnostycy musieli bardzo ukrywać się praktycznie zawsze. I one zmieniły nam te różne ewangelie, które poznaliśmy, nasze widzenie świata. Zwoje z Qumran przede wszystkim.
[01:53:52] - A ja powiem jeszcze jedno, że znowu pojawiła się nam na chwilę gnoza. Ja przynajmniej tak to stwierdziłem, kiedy rozmawiamy o gnozie: to było dawno i w ogóle. To jest bardzo ważne, jeśli ktoś chce zrozumieć, jak ta myśl ludzka przez wieki biegła. Warto sobie zdać sprawę z tego, że gnoza w pierwszym tysiącleciu po Chrystusie to było coś, co było prądem intelektualnym, używajmy określeń współczesnych, niezwykle po pierwsze nośnym, po drugie frapującym. Ludzie naprawdę na studiowanie, na poznawanie tych myśli poświęcali wiele czasu. Zobaczcie państwo, to się gdzieś przejawiało w tych naukach. Czy my dzisiaj w ogóle rozważamy świat jako miejsce, w którym istnieje dobro i zło, ale one są częścią tej samej wagi albo są częścią tego samego świata? I to szło dalej jeszcze. Tam była mowa o dobrym i złym Bogu. To nie było odkrycie gnostyckie, to było nawiązanie do czegoś, co było znacznie wcześniej.
I warto o tym pamiętać, że gdzieś tam dawno temu, dzisiaj została z tego grupa czcicieli ognia, to się chyba tak nazywa. Istniała potężna religia. Potężna to jest dobre słowo. Na pewno jeśli chodzi o zasięg i jej ważność, znaczenie dla tamtych czasów, chyba równie ważna jak ta współczesna, na przykład chrześcijaństwo. Była religia w odległym Iranie, która naprawdę o tych rzeczach mówiła. To nie było odkrycie. To było odkrycie na nowo pewnych prądów intelektualnych. Myślę, ważne jest dla tego, jak czasami rozumiemy świat.
[01:56:14] - Tak, taka mierna scena.
[01:56:15] - Dzisiaj wiemy, jak rozumiemy świat. Przecież cała współczesna zachodnia cywilizacja doskonale wie, jak świat jest zorganizowany. My jesteśmy dobrzy, oni są źli.
[01:56:30] - Tak, ale to wynika z bardzo znanej tradycji politycznej, mówi się, że masońskiej, zarządzania światem, czyli dziel i rządź. Jeżeli weźmiemy pod uwagę na przykład marksizm albo marksizm kulturowy, który obecnie dzięki Szkole Frankfurckiej od 1944 roku bardzo świadomie, psychologicznie ryje ludziom głowy i zmienia świat, to właśnie o to chodzi, żeby w świadomy sposób znaleźć jakąś grupę, która nawet nie czuje się prześladowana, ale przekonać ją, że jest prześladowana i dzięki temu rozbijać kolejne cywilizacyjne standardy i budować po swojemu. Dziel i rządź. Tak samo tytuł książki wspaniałego, niesamowitego człowieka Tadeusza Cegielskiego. Mam nadzieję, że kiedyś wystąpi w audycji, bo wtedy będę mógł tylko słuchać. Napisał książkę „Ordo ex Chao”, czyli porządek z chaosu.
[01:57:25] - Z chaosu.
[01:57:25] - To jest świetna zasada zawsze. Akurat mam Jerzego Prokopiuka i jego „Gnozę i gnostycyzm” przed sobą. Może tylko powiem à propos tej kultury, bo mówimy o tym, co było przed chrześcijaństwem. Bo chrześcijaństwo, jak wiemy, wzięło sobie dużo od Egipcjan, wzięło sobie z zaratusztrianizmu, wzięło z mitraizmu. Między innymi ta czapka, którą ma papież, to jest ryba, bo właśnie Mitra miał ten symbol ryby. I świątynia Świętego Piotra jest zbudowana na byłej świątyni z tym pomysłem na religię unifikującą, ale zdecydowano się, że chrześcijaństwo zostanie do tego wykorzystane, tak jak teraz nadzór medyczny jednoczy świat. „W jaki wszakże sposób jaźnie duchowe zostały przeniesione tu ze swej niebiańskiej ojczyzny?” — pisze Prokopiuk. „Na przeniesienie to znajdujemy w gnostycyzmie wiele określeń. Najczęściej mówi się o ich upadku. Duch ludzki upadł w ciemności tego świata, względnie w tym upadku nał im początek.
Pytanie, jak doszło do tego upadku, jest przedmiotem licznych dociekań. Z regułu w gnostycyzmie właściwą mową jest o dobrowolnym ruchu światłości w dół, o skłonności niższego poziomu ludzkiego, to jest duszy, do niższych dziedzinom skłonności podyktowanej ciekawością, próżnością lub pożądaniem zmysłowym. Wszystkie te motywacje stanowią w gnostycyzmie ekwiwalent judeochrześcijańskiego grzechu pierworodnego. Jedynie w manicheizmie” — który mówi o walce światła z ciemnością — „głosi się, że proces upadku zainicjowany był poprzez siły ciemności. W każdym razie konsekwencją tego jest powstanie naszego świata. Upadły duch czy dusza, która w dalszym ciągu tonie w świecie materii, miał być już to wrzucony w świat przez demiurga niższego boga, to jest Jahwe, już to, jak w manicheizmie, uwięziony w świecie przez siły ciemności. W ramach innego podziału mówi się o tym w kontekście już to po upadku jednego z żeńskich eonów, Sofii, której synem i bogiem minorum gentium jest demiurg Jahwe, już to o upadku boskiego prototypu człowieka Anthropos. Antyteza światłości i ciemności prowadzi do idei zmieszania jako przyczyny powstania kosmosu. Zmieszanie światłości z ciemnością oznacza tragedię dla cząstek światłości, ludzi jako istot duchowych. Zmieszanie to przedstawiane jest często jako wrzucenie cząstek światłości w ciemność tego świata, co łączy się z ideą rozproszenia.
Cząstki te bowiem utraciły swą pierwotną jasność i rozrzucone po świecie popadły w niewolę wielości. Dlatego zbawienie jest w gnostycyzmie równoznaczne z procesem ponownego zebrania rozproszonych cząstek światłości, z przywróceniem im jedności. Proces ten wiąże się ściśle z postępem w zdobywaniu gnozy. Dlatego Corpus Hermeticum powiada: człowiek duchowy powinien poznać, że jest śmiertelny, a w miłości ujrzeć przyczynę śmierci”. Może jakoś do Don Kichota znowu wracamy?
[02:00:43] - No właśnie. Jakoś tak się to wszystko zaplata. Ja spróbuję jeszcze jeden splot zrobić, bo daliśmy kilka tropów. Właściwie pan, nasz gość, dał tyle tych tropów. Wróćmy na chwilę do czasów sir Francisa Bacona. Mówiliśmy o tej spółce autorskiej, mówiliśmy o jego dziełach, „Novum Organum” czy „Nowej Atlantydzie”. Ale czy to wówczas powstał jakiś ruch intelektualny, jakaś grupa, która zmieniła losy świata? Ostrożnie to mówię, ale postawmy taką hipotezę roboczą. Czy wtedy stało się dla świata coś bardzo ważnego?
[02:01:31] - To jest pytanie o ten ówczesny ruch renesansowy. Znowu, tak się oficjalnie mówi, że to Bacon, który był tym Christianem Rosenkreutzem, napisał to śmieszne „Małżeństwo” — „結婚” — i „Fama Fraternitatis”. O tym pisze Tadeusz Cegielski w swojej książce „Ordo ex Chao”. Pisze też o Baconie, ale nie jako o Szekspirze. Tego tematu nikt nie dotyka. Natomiast gdzieś wtedy zostało zawiązane pewne porozumienie, między innymi Giordano Bruno i inni, ponad podziałami narodowymi tego niewidzialnego bractwa, które zresztą umówiło się, że dopiero po 100 latach zostanie ujawnione. Te tropy opisuje bardzo dobrze właśnie Bardzo dobrze opisuje Cegielski i właśnie szukam dobrego fragmentu, żeby to przeczytać. Jeszcze potrzebuję chwili, więc może na chwilę zastanówmy się właśnie nad tym, że istnieje jakieś bractwo ludzi wtajemniczonych, którzy podnoszą ludzkość, duszę ludzką wyrywają z tej materii i w jakiś sposób prowadzą. To jest ciekawe, bo z jednej strony wyżej, ale z drugiej strony też wracając do cienia, do Junga czy do Kena Wilbera, że ten rozwój jest i w górę, i w dół, czyli do poznania też swoich korzeni. To też jest ciekawe na poziomie psychologicznym, że jednocześnie człowiek jakoś się uduchowia, ale żeby się uduchowić, to co musi zrobić?
Musi zejść do swojej pierwotności, poznać historię i karmę swojego rodu, to, kim był jako dziecko, czego doświadczył, jakich traum i co przeżył, żeby zrozumieć, kim jest i dlaczego reaguje w taki, a nie inny sposób na przykład na pewne sytuacje w życiu albo dlaczego tworzy pewne sytuacje. Więc i do dołu, jak na dole, tak na górze. Ta sama zasada.
[02:03:47] - Ja tylko naszym słuchaczom przypomnę, że felieton naszego ulubionego felietonisty bibliotekaryjnego Tomka Fąsa na koniec audycji. Już teraz taka tradycja powstała.
[02:04:08] - Jestem jak ta współczesna cywilizacja. Nie mam wyboru, mam tylko Tomka Fąsa.
[02:04:13] - Tak, ale na koniec audycji to już taka nowa świecka tradycja, że my się z państwem pożegnamy, a wtedy felieton Tomka Fąsa. To dla tych wszystkich niecierpliwych, którzy zawsze, wiem to, czekają na felieton Tomka. Zapewniam, że będzie. Ale teraz my, a właściwie nasz gość.
[02:04:37] - Tak, ja jeszcze cały czas przerzucam i przypominałem sobie o kabale chrześcijańskiej i Piero della Mirandoli. I szukam tego dokładnego-
[02:04:53] - To ja podsumuję, a w każdym razie zbiorę to. Zadałem naszemu gościowi pytanie dotyczące tego, czy coś się w czasach Bacona zmieniło i czy to był czas ważny. Okazuje się, już chciałem, żeby ta kropka nad i została postawiona, że tak, że sir Francis Bacon to oczywiście pewna emanacja, ale jednak był w tym ruchu, który zrobił coś specjalnego. Rozumiem, że gdzieś właśnie w tamtych czasach możemy próbować wywieść, to zresztą padło, ruch zwany dzisiaj wolnomularstwem, różne są nazwy, nie o to chodzi, masonerią. W każdym razie to wtedy powstał ten ruch. Ale pytanie ważne, chociaż niektórzy uznają, że naiwne: po co ten ruch tak naprawdę powstał? To jest ruch gromadzący oświeconych, tych wiedzących więcej, a może jest inna jego rola? A czy my w ogóle jesteśmy w stanie cokolwiek na temat tej roli powiedzieć? Czy też jest to organizacja na tyle hermetyczna, że my możemy jedynie przypuszczać?
[02:06:13] - Najuczciwiej byłoby oddać głos Tadeuszowi Cegielskiemu, który by nam powiedział tyle, ile nam się należy.
[02:06:21] - Właśnie chciałem to usłyszeć. Tyle, ile nam się należy. Dokładnie. Bo to jest jednak hierarchia zbudowana.
[02:06:29] - Ja wiem tylko tyle, bardzo mało, że są dwie grupy, dwa rodzaje. Jedna to jest ta tak zwana niebieska. Tam są tylko trzy stopnie i ci, którzy są tam, po prostu pomagają. Zresztą była bardzo ciekawa maszoneria publikowana w Muzeum Narodowym. Tam właśnie była przedstawiona masoneria jako taki ruch, który poprzez symbole pozwala zrozumieć drogę człowieka, umrzeć jako człowiek światowy, czyli poza lożą i stać się tym człowiekiem inicjowanym, wtajemniczonym.
[02:07:04] - Czy to jest ta grupa związana terytorialnie z Francją?
[02:07:10] - Ja tutaj w szczegóły nie będę wchodził, bo bardzo łatwo się mogę pomylić, ale mamy ten Wielki Wschód właśnie francuski i mamy ten ryt szkocki. I tutaj już wchodzimy na poziom bardzo taki grząski, bo oficjalnie to się wywodzi od konstytucji Andersona z 1723 roku, ale też mitologicznie od Hirama, budowniczego wieży, który został zamordowany przez uczniów, bo oni chcieli się od niego dowiedzieć magicznego słowa. Właśnie on im go nie chciał dać. A jeszcze wcześniej gdzieś do Mojżesza. Więc ja tylko tyle wiem właśnie, że jedna regularna, czyli po prostu pomagamy, jest niebieska masoneria smerfy, a druga to jest właśnie ta, gdzie oficjalnie 33 stopnie, ryt szkocki i jak byśmy szli jakimś politycznym tropem Donald Trump i tym podobne rzeczy, to wtedy ten ryt szkocki wchodzi w grę, ale to szczegółów nie znam.
[02:08:17] - O bardzo ciekawej rzeczy pan zaczął w pewnym momencie mówić i myśmy, pewno ja, jak zwykle przerwali. Omówiliśmy. Zaczął pan mówić o Kurzweilu i w ogóle o takim ruchu, który popularnie nazywa się transhumanizmem. O tym, żeby człowieka przebudować, żeby człowieka uczynić chociażby nieśmiertelnym, a może wcześniej go udoskonalić, dać mu dodatkowe zmysły, dać mu wieczną młodość i tak dalej. Kto ciekawy, niech sobie sięgnie chociażby do Kurzweila książek czy do innych piewców transhumanizmu. Tam są różne szkoły tego transhumanizmu, ale gdzieś dosyć często przewija się w tych różnych rozważaniach ta idea nieśmiertelności, doprowadzenia człowieka do nieśmiertelności. Jak to rozumieć według pana w kontekście tego wszystkiego, o czym mówiliśmy wcześniej i o czym mówimy w tej chwili?
[02:09:22] - Myślę, że religijnie, że to właśnie o to chodzi. Też tutaj nie za bardzo ze mnie ekspert, ale bardzo ciekawie pisze o tym Jan Białek w książce „Tech”, nieduża książeczka, bardzo polecam. Pokazuje wprost do 2050 roku na podstawie oficjalnych raportów armii brytyjskiej. Tam nie ma nic wymyślonego. Między innymi książka jest wydana w 2017 roku, na linii czasowej jest wpisana pandemia też, tak jakby ten autor zgromadził informację, zanim wydarzyło się wszystko.
[02:09:59] - Oj, chyba nam się przerwała transmisja. Przerwała się nam na chwileczkę transmisja. Słyszeliśmy pana do momentu, kiedy pojawił się „Tech” i przewidzenie pandemii.
[02:10:18] - Tak, Jan Białek, zresztą też anonimowy autor, chyba pod pseudonimem, umieścił swoją wiedzę i okazało się, że książka wydana w 2017 roku przewidziała te wszystkie rzeczy. I jest tam graf czasowy do 2050 roku, więc w 2050 to już mamy być bez, jak rozumiem, ego i bez ja wszyscy, pszczeli mózg. Ja nie oglądam tego.
[02:10:47] - O właśnie! Kiedyś rozmawialiśmy jeszcze przed audycją na ten temat i natychmiast, kiedy pan o tym powiedział, skojarzyło mi się to z niejakim Wilsonem i socjobiologią, takiej stworzonej przez siebie nauce czy podnauce. Wilson mówił o tym, że zachowania owadów społecznych: mrówki, termity, pszczoły należy bardzo dobrze obserwować, ponieważ niektóre zachowania społeczności ludzkiej zbliżają się do tych zachowań. To już są tezy raczej komentatorów Wilsona, a kto wie, czy nie należałoby jeszcze bardziej tych społeczeństw ludzkich uowadzić, taki sobie stworzę neologizm. Co więcej, jeśli się dorzuci do tego takie przewidywania różnych ludzi zajmujących się przyszłością, chciałem powiedzieć futurologów, ale to chyba nie do końca tak. W każdym razie ludzi, którzy się tą przyszłością zajmują, to oni również mówią o tym, że należałoby umysły ludzkie połączyć, jakkolwiek to będziemy rozumieć.
[02:12:05] - No internet się dzieje.
[02:12:07] - Na razie internet, ale właśnie dlatego powiedziałem, że jak to zrozumiemy. Ale już zaczynają, przecież państwo doskonale, nasi słuchacze o tym wiedzą, że już są kombinacje na temat interfejsu, który ma połączyć mózg z komputerem, a być może już za chwilę pojawi się jakiś chip, który pozwoli nam połączyć przynajmniej część naszej świadomości. To oczywiście kwestia przyszłości, w każdym razie rozważań, czym się zajmuję. Znowu polecam sięgnięcie do źródeł kognitywistyka, próby analizy tego, jak to wszystko działa. Mówię tu o zawartości naszej głowy, jak to jest skonstruowane i jakimi sposobami można się do tego dobrać. To wszystko pozwala nam tworzyć taki obraz, że my właściwie zmierzamy ku takiej cywilizacji, właśnie padło to słowo owadziej, czyli takiej, która będzie pewną jednością. Niby będą tam jakieś jednostki, ale czytelnicy chociażby science fiction wiedzą, że już się takie idee pojawiały w różnego rodzaju książkach, gdzie cywilizacja czy ludzkość niby to będą jednostki, a jednak będzie jakaś jedność. Czy coś takiego się szykuje?
[02:13:30] - Myślę, że ten świetny, niewidzialny wróg właśnie od Sun Tzu i sztuki wojny, bo wróg niewidzialny, tylko widzimy graficzki w mediach. On jest idealny do tego, żeby zunifikować ludzi w imię właśnie tej jedności i tego doła, tej troski o innych. Brzmi to jak dokładnie realizowany ten scenariusz.
[02:13:52] - Ja tylko zwrócę uwagę na to, że ewolucja, o ile można o takim zjawisku mówić, już od dawna zrezygnowała z jednostki jako rzeczy wartościowej dla samej ewolucji. Wszystkie gatunki, które charakteryzowały się wybitną indywidualnością, choćby jakiś tam Megaceros, jakiś tygrys szablasteozęby czy wszystkie wielkie indywidualnie potwory są na wymarciu, są do zgięcia. Przetrwać może tylko masa, tak naprawdę plankton może przetrwać. Bo plankton jest elastyczny. Z planktonem można wszystko sobie ugooglać, że tak powiem. To jest decyzja nie nasza ludzka, tylko decyzja przyrody. A że my czasami myślimy, że osobnie możemy rządzić, to-
[02:15:06] - Właśnie rzucam pewne zagadnienie, porozmawiajmy o nim. Czy aby na pewno przyrody, czy też to może jest decyzja, że tak ma nas ugooglać ludzkość w jakiś taki twór? Mówiliśmy dzisiaj o tym, dla kogo jest telewizja i co ona nas jest w stanie ukulać. Czy ludzkość rozpadnie się gdzieś w tych planach, być może w jakichś tajnych, jest coś takiego, że ludzkość się rozpadnie na masę, ona się już rozpadła, ale na masę i elitę, i ta masa będzie bardziej przypominała mrowisko, a elita nawet już nie mam dobrego porównania. Czy gdzieś w tym kierunku to zmierza? Tak pan to odczytuje? Czy też może ja błądzę zupełnie po jakichś bezdrożach?
[02:16:01] - Dwie rzeczy. Jedna taka, że przyszłości się nie przewiduje, tylko się ją tworzy.
[02:16:05] - Tak.
[02:16:07] - Jak macie do wyboru przewidywać albo tworzyć, to chyba lepiej tworzyć, jak się ma takie narzędzia.
[02:16:15] - Ja tylko zwrócę uwagę, że to jest bardzo ważne stwierdzenie, bo proszę sobie to rozdzielić. Ci, co tworzą rzeczywistość, w tym wypadku przyszłość, oni tym kierują, rządzą. Natomiast ci, co przewidują, to oni układają jakieś puzzle i raz się uda, raz się nie uda. To jest ta różnica.
[02:16:40] - Yuval Noah Harari, który jest pieskiem Karla Schwaba, szefa Davos, który co ciekawe, wiemy o nim, jak był młodym chłopcem, potem w jego biografii na 33 lata nie wiemy nic. Przez 33 lata co się działo z naszym papieżem nowoczesności Karlem Schwabem. Są tacy właśnie wynajęci prorocy, bo Yuval Noah Harari zresztą będzie w Warszawie niedługo, ale mogą na niego pójść tylko ludzie do 26 albo 27 roku życia. To oni są wyznaczeni do niego, chociaż to jest wbrew konstytucji, ale to oni tylko mogą. Oni mają tego proroka poznać. I on jest historykiem średniowiecza, czyli ma jakiś taki autorytet. Natomiast on się wypowiada, jak się zajrzy w książki „Homo Deus” na przykład, to on się wypowiada tylko na temat przyszłości i jest takim właśnie autorytetem, czyli jest wykorzystywany cały czas ten motyw, tak jak w tym eksperymencie Milgrama, że jest ktoś, kto jest autorytetem i każe uczestnikowi nieświadomemu podkręcać prąd cały czas, jeżeli osoba za szybą udzieli niepoprawnej odpowiedzi. I ten nieświadomy niczego uczestnik badania, dlatego, że autorytet w białym kitlu, pan doktor każe mu podkręcać ten prąd, on zabija. Oczywiście my wiemy, że nie, bo to jest tylko aktor po drugiej stronie. Natomiast ten człowiek nieświadomy używa autorytetu, żeby swoimi siłami, swoimi rękami zabić drugiego człowieka w imię tylko oddania odpowiedzialności za siebie.
Więc wracając do pytania, czy jakiś rozłam nastąpi, to wydaje mi się, że to pytanie, oczywiście z pełnym szacunkiem, ale ono jest trochę niepoważne, bo ten już faraon i Bolesław Prus, to na tym polega, że ci, którzy znają pewne zjawiska, wracając znów do Bacona, czyli tak naprawdę znają tę księgę natury, potrafią ją odczytać, to oni rządzą. I przenosząc to na przykład na jakiś inny poziom, powiedzmy męsko-damski i kobieta jest tą naturą, a mężczyzna rozumie naturę kobiety, to ona będzie za nim podążać i go podziwiać. A jeżeli on na chwilę zaśnie i uzna, że on nie musi prowadzić, bo ona jest taka sama jak on, ja tu nie mówię ktoś lepszy, gorszy, to nie o to chodzi, to wtedy ona znajdzie kogoś, kto będzie mądrze prowadził. I tak jest ze społeczeństwami po prostu, że nie ma żadnego wyboru na zasadzie: „Spróbuj, eksperyment. Damy wam wolność i pozwolimy decydować o sobie”. No i wtedy masy będą oczywiście, ja mówię to z podziwem, bo na przykład artyści bardzo często tworzą fajną muzykę skoczną i są szczęśliwi, ludzie też, ale te masy będą słuchać tego disco polo, będą na przykład pić alkohol, popadać w alkoholizm, co już akurat zdrowe nie jest. Będą w jakiś sposób też niszczyć, traumatyzować swoje dzieci. No i co? Daliśmy im, załóżmy jako ci władcy wolność, a oni wszystko jak leps po prostu zniszczyli, zepsuli. To po co im ta wolność?
To my ich musimy mądrze prowadzić. Mądrze. Tak samo teraz jest na przykład z tym powrotem, to jest też właśnie ciekawe, jest ten powrót do tego raju takiego właśnie, gdzie znowu, tak jak kiedyś będziemy składać ukłony bogini ziemi Gaji, czyli właśnie, że ekologia będzie nową religią unifikującą wszystko, jak kiedyś chrześcijaństwo. Teraz będzie ekologia z medycyną, to będzie coś takiego i w dużym stopniu jest tak, że Uciekł mi wątek akurat, odleciałem trochę. Ci, którzy wiedzą, w jaki sposób nasze gadzie mózgi naprowadzić na stan zagrożenia, na stan troski o dzieci, o przyszłe pokolenia. Nawet dla prawników są specjalne poradniki. Co się stanie, jeżeli na przykład adwokat będzie mówił: ta firma tutaj zrobiła katastrofę ekologiczną i teraz dzieci tych ludzi okolicznych nie będą miały co jeść. Gadzi mózg sędziego automatycznie już nie myśli racjonalnie na poziomie neokorteksu, tylko już się uruchamia ten gadzi mózg. Ten, kto potrafi uruchomić gadzi mózg, a przy pomocy mediów można to robić w sposób powy, ten będzie rządził ludźmi i ludzie będą jeszcze myśleć, że to oni sami tak myślą i będą innych przekonywać. Co widać na przykład po różnych nakładkach na zdjęcia facebookowe, jak to się dzieje.
Teraz jest to, teraz jest to, teraz jest to i ci sami ludzie mają to samo, znaczy zmieniają dokładnie jak należy, jak automaty. Ja nie mówię, że to jest dobre czy złe, takie są reakcje. Jest taka bardzo ciekawa książka napisana przez Marilyn Ferguson, która jest częścią przechodzenia nas w ten nowy eon, gdzie będziemy składać ukłony Ziemi i ekologii. Książka nosi tytuł „Aquarian Conspiracy” i jest częścią oficjalną tej przemiany świata. Napisana została w 1988 roku i zaczyna się od tego, że Klub Rzymski, Club of Rome, w latach 70. zdecydował, że jak będziemy dalej pozwalać ludziom na konsumowanie zasobów, to Bill Gates i inni ludzie, którzy posiadają chyba trzy czwarte zasobów Ziemi i tak dalej, mają naprawdę gigantyczną przewagę. Demokracja tego nie wyrówna w żaden sposób. Klub Rzymski opublikował raport „Granice wzrostu”, gdzie jest to oficjalnie analizowane. To można w internecie znaleźć, przeczytać. Oni analizują, czy koncepcja człowieka biblijnego, co tam idzie i podbija ziemię, nam pasuje.
Nie, ale buddyzm już nam pasuje, bo człowiek będzie bardziej refleksyjny i bardziej wysubtelniony. Oni sobie analizują te koncepcje, które zostały wprowadzone w nasz świat. I rzeczywiście, jak ja zaglądam na Facebooku, jest bardzo dużo uduchowionych ludzi. Coraz mniej ludzi tam je mięso, to zło i tak dalej. Ja uważam, że mięso jest bardzo zdrowe i trzeba je jeść. Zawiera wszystkie witaminy. Sam jestem na diecie paleo od 11 dni. Smalec, mięso, jaja, masło i czuję się fantastycznie. Znam ludzi, którym to poleciłem i też się zaczęli czuć dużo lepiej. Każdemu to polecę, póki można, bo potem już tylko będą robaki.
Jak już Klaus Schwab w tej swojej piramidce wysoko pozwoli niżej coś jeść jeszcze. W każdym razie w tej „Aquarian Conspiracy” jest opisane to, w jaki sposób cała ta ekologia i ewolucja człowieka w mniej groźnego drapieżnika, w tę przeaniloną istotę duchową ma postępować przy pomocy środków politycznych, psychologicznych i poprzez media. To się wszystko dzieje. Odpowiadając na pytanie, czy nastąpi jakiś rozłam i tak dalej, on zawsze był i ci, którzy są wyżej w tej piramidzie, zawsze tam byli, a ci niżej nie dopuszczają w ogóle możliwości, że coś takiego jest. Bo jak to, przecież demokracja.
[02:24:05] - Właśnie to chciałem powiedzieć, że pytanie było prowokacyjne, bo przecież bardzo wielu ludzi funkcjonuje dzisiaj w głębokim, szczerym w dodatku przekonaniu, że wokół nas, przynajmniej w części świata, panuje demokracja. Że dużo zależy od tego, jak się ludzie umówią albo zagłosują i że coś od nich zależy. Ja mam z kolei głębokie przekonanie, że właśnie oni są szczerzy w tych swoich przekonaniach. Naprawdę wierzą, że coś od nich zależy. I jeśli przyjdzie człowiek, który im powie: ale tak naprawdę niewiele od was zależy, jeśli cokolwiek, to jest traktowany jak wróg. Jest traktowany jako człowiek, który mówi jakąś herezję, bo przecież demokracja jest. Czy to nie jest coś, co nas dodatkowo jeszcze osłabia jako jednostki, że my poszliśmy na ten lep tego, że cokolwiek od nas zależy? Przywoływaliśmy już tutaj starożytnych. Platon nie pisał o demokracji. Stworzył je zupełnie inaczej.
Rząd pewnej elity. Już nie wspomnę, że filozofów, ale niech będzie, tak to przynajmniej nazwał. Niemniej nie utrzymywał, że idealne państwo polega na demokracji. Chociaż demokracja grecka była znana, trochę inna niż ta nasza współczesna. Troszkę inaczej to wszystko wyglądało, ale była. On się nie odwoływał do niej. Zupełnie to nie było to. Dlatego to prowokacyjne pytanie, bo naprawdę są wśród nas ludzie, którzy wiedzą, że wiedzą. To freudowska pomyłka. Są przekonani o tym, że naprawdę demokracja uratuje świat.
Tymczasem coś takiego nie istnieje. To jest pozór. To jest moja teza tylko i wyłącznie.
[02:26:18] - To jest wygodne bardzo. Bardzo dobrze dać ludziom poczucie, że o czymś decydują, pamiętając na przykład, że istnieje krzywa Gaussa. Mamy 15% ludzi, którzy są poniżej, mamy 15%, którzy są powyżej średniej. I w środku mamy 70%, więc wystarczy walić reklamy i polityczne slogany do tych 70% w środku i mamy 70% przewagi. Nawet gdyby ta demokracja miała działać.
[02:26:47] - Przypomnę wszystkim, że idea takiego uczestnictwa powszechnego w rzeczach ważnych to jest jądro ciemności komunizmu przecież. Komunizm dawał wszystkim słodkie opium, złudę tego, że my trzymamy palec na cynglu. Wszyscy razem, równo i nie ma innego. To jest idea komunistyczna, a przynajmniej w komunizmie była zaproponowana bardzo celnie i w tej chwili ta współczesna demokracja doskonale sobie z tego robi pożywkę dla własnych celów, czyli wprowadza komunizm inną drogą.
[02:27:34] - Myśmy doszli w tej chwili w naszej cywilizacji do kompletnego absurdu i zwrócę uwagę państwa na to, że do jakiegoś takiego dzikiego przekonania doszliśmy, że prawdę ustala się w drodze głosowania. Tymczasem stare powiedzenie, że prawda leży tam, gdzie leży po prostu, a nie tam, gdzie wygłosujemy, że ona jest. I to znowu jest kolejna pułapka, w którą wpędzono ludzi, że im się wydaje, że mogą decydować, co jest prawdą, a co jest fałszem. To kolejny taki ślad mówiący o tym, że może niekoniecznie.
[02:28:15] - To jest bardzo mądre, bo z perspektywy ludzie sami wierzą w swoją wolność i tego nie weryfikują. Co więcej, jeżeli pojawi się ktoś, kto im powie: „Słuchaj, to tak nie działa, bo na przykład ten koncern i tamten, tacy ludzie to są ci źli, a ci to są to, zobacz to”, to automatycznie pojawia się dysonans poznawczy, który polega na tym, że jest bardzo nieprzyjemne uczucie niechęci, niepokoju, stan zapalnego mózgu. Więc co trzeba zrobić? Jeżeli są dwie informacje sprzeczne, czyli na przykład ktoś jest polskim patriotą i uważa, że Polska powinna być właśnie Polska, ale jak mu się powie: „Słuchaj, obejrzyj dokument, zrobiło Discovery pod tytułem Masonia sprawa polska. Wicki, Dąbrowski, cała Polska, którą znasz, ta współczesna, to są legioniści, to jest masoneria, więc ten kraj jest stworzony, nic w tym złego, ale przez masonów. Więc ty nie możesz być jako patriota przeciwko masonom, bo oni stworzyli twój kraj. Ty śpiewasz hymn, stoisz na baczność”. W tym momencie ta głowa paruje dysonans poznawczy. To może ktoś tylko argumentum ad personam coś tam powiedzieć i się schować, bo ja nie zmuszę tej osoby, żeby zmieniła swoje zdanie. To jest też ciekawe, że dysonans poznawczy się zmienia wtedy, kiedy ktoś jest do czegoś zmuszony i wtedy, jeżeli ciało człowieka zostanie zmuszone do jakiejś czynności, to potem umysł mówi: „A już to lubię, już jest w porządku, już w to wierzę”.
Można kogoś zmusić do tego. To jest też ciekawe. Jeszcze wracając do tej całej sytuacji politycznej, to też ja uważam, że to jest tak, jak Machiavelli pisał, że jeżeli władca ma do wyboru być łagodny albo brutalny, jeżeli ma do wyboru, żeby go szanowali albo się go bali, to lepiej, żeby był brutalny i lepiej, żeby się go bali, bo jak nie zniszczy w pełni wolności, to ta wolność w tym księstwie zniszczy jego. A ludzki umysł, już Edward Bernays brata Freuda, 1934 rok w książce „Propaganda”, bo on stworzył ideę public relations, to się nazywał wtedy propaganda. On, ale też inni już w XIX wieku tak naprawdę, obecnie behawioralni psychologowie już zhackowali ludzki umysł i to już się nie zmieni. Ci kapłani już przejęli kontrolę nad ludzkością. I tak naprawdę biorąc pod uwagę, że jesteśmy duchowymi istotami, które mają ludzkie doświadczenie, to jest to bardzo ciekawe widowisko. Jest to tak ciekawe widowisko, wracając do Bacona, czyli prawdziwego Szekspira, gdzie świat jest teatrem, aktorami ludzie i jak się nazywał, można sobie to sprawdzić, pierwszy zakeczupowany w Anglii starszy pan, który podobno rozmarł, nazywał się William Szekspir. Można to sprawdzić bez problemu. Wpisz „vacinated man in England” i to będzie William Szekspir.
To jest wspaniałe, jak oni to robią na takim poziomie żartu trochę i z ironią też.
[02:31:46] - Właśnie, bardzo często pojawia się, kiedy rozmawiają ludzie na te tematy, których my dzisiaj zaledwie dotykamy, to bardzo często pojawia się taki motyw, zostańmy przy tym sformułowaniu, ci, którzy nami rządzą, ci, którzy pociągają za sznurki, władcy marionetek czy jakkolwiek to określimy, oni bardzo często mówią nam wprost, nie przez bibułkę, nie przez jakieś woalki, mówią nam wprost, co za chwilę się stanie. Jaki jest sens takiego działania?
[02:32:28] - Podobno chodzi o to, że jeżeli się coś powie wprost i nie będzie jakiegoś bufu, to nie ma po prostu kary za to.
[02:32:38] - Czyli to takie odwołanie natury teologicznej, czy jakiego?
[02:32:44] - Jakieś karmiczne sprawy po prostu, że jeżeli nie będzie tego sprzeciwu, tego buntu, jeżeli ludzie się zgodzą na to, to zostaje wprowadzony kolejny etap. Tak jak teraz na przykład z tym nowym pieniądzem, który będzie miał czas swojego zużycia, więc zniknie gotówka i będzie można każdemu anulować. Już prezes polskiego banku coś takiego dzisiaj czy wczoraj oficjalnie powiedział. Więc taki system chiński. I to będzie wchodzić wszędzie. I ludzie oczywiście przekonają się, że wirus jest straszny na gotówce, więc będą się cieszyć, że tak mogą robić. I chyba nigdy nie będzie tak, że ktoś powie: „Stop, to jest złe, chcemy wolności!” Nie, tylko tam będzie: „To jest dobre, to jest dobre, to jest dobre" i reszcie zruszczeli mózgu.
[02:33:32] - Ale ja może przy okazji, bo to jest dobre miejsce chyba na to, zwrócę uwagę na jeszcze jeden aspekt, taki czysto biologiczny. Otóż przy kształtowaniu naszej współczesnej cywilizacji. Otóż ja poruszyłem ten temat, wszyscy poruszają indywidualizm a społeczeństwo. Jest jeszcze jeden trop: drapieżnik i ogólnie mówiąc krowa. Otóż drapieżników w biomie nie może być dużo. Przede wszystkim wszyscy nie mogą być drapieżnikami. Reszcie trzeba po prostu bez przerwy wybijać zęby, żeby drapieżnikami nie byli. Natomiast my możemy ukształtować pewną grupę i być drapieżnikami, bo wtedy mamy się czym żywić. Jeżeli wszystkim pozwolimy być drapieżnikami, to umrzemy przecież, nie? Jeden autor, taki piękny...
No i krowy się przekonują.
[02:34:47] - Ja się odwołam do literatury.
[02:34:50] - Tak.
[02:34:50] - Herbert George Wells i „Wehikuł czasu”. Mamy Elojów i Morloków, drapieżników i roślinożerców, pięknoduchów. Ale jedni drugimi się -- znaczy jedni karmią się tymi pięknoduchami. Oni traktują ich przedmiotowo, oni są im potrzebni.
[02:35:08] - No tak.
[02:35:10] - Ale świat dla tych Elojów jest piękny, pełen kwiatów, miłości i w ogóle wspaniały. Ale tam są drapieżnicy, którzy po prostu z tego korzystają. To tak à propos różnych odwołań, chociażby literackich, że to nie jest coś, co zostało odkryte. Tak zdaje się po prostu jest. Tylko my chyba nie chcemy tego widzieć albo jeszcze nie odbywa się to na tyle drastycznie, tak jak w „Wehikule czasu”. Więc my na razie postanawiamy nie patrzeć w tę stronę.
[02:35:43] - Wells napisał książkę „New World Order”, do której też ja nie zajrzałem jeszcze, ale trochę się boję.
[02:35:52] - Chętnie tam zajrzę w odpowiednim czasie. Jeszcze właśnie chciałem powiedzieć à propos literatury, to Janusz Zajdel i „Limes inferior”. „Limes inferior” oczywiście, tam mamy pieniądze czasowe, tam mamy punkty, mamy zielone, czerwone i żółte punkty.
[02:36:15] - Na klasy. Można awansować, jak się zda egzamin.
[02:36:18] - I to już kilka razy o tym mówiliśmy, że my tak ciężko przyjmujemy to, że coś, co 40 lat temu, bo książka „Limes inferior” właśnie wtedy powstała, było fantazją, było przejawem, było opisem czegoś niezwykłego, na naszych oczach staje się rzeczywistością. I my jeszcze w to nie wierzymy. Dalej nie wierzymy. I ja pamiętam z naszej rozmowy telefonicznej, że powiedział pan jedną rzecz, spośród wielu różnych, ale ta wydała mi się szczególnie i bolesna, i prawdziwa, że tylko małe spiski trzeba kamuflować, że trzeba je ukrywać. Wielkich spisków ukrywać nie trzeba.
[02:37:13] - Uwierzą.
[02:37:13] - Poproszę o rozwinięcie tego dla naszych słuchaczy, bo ja już to sobie rozwinąłem.
[02:37:20] - Wiadomo, niektórzy mówią, że to jest trochę tak, że spieszmy się po prostu uwielbiać teorie spiskowe, bo tak szybko stają się prawdą. I to jest właśnie zabawne, że ten termin oficjalnie wymyśliło CIA, żeby taką łatę nakładać na ludzi.
[02:37:38] - Właśnie to jest pejoratywne. Dzisiaj jak ktoś powie: „O, to teoria spiskowa”, to to jest jakby w tak zwanym towarzystwie od razu dyskredytuje. „Nie, teoria spiskowa, to w ogóle nie słuchamy tego.” Tym osiągnięto cel. Jak obrzucimy kogoś zwrotem teoria spiskowa, to go już nikt nie słucha, bo to wiadomo — oszołom. Tymczasem zbyt często okazuje się to, co pan powiedział, że te teorie spiskowe na naszych oczach stają się prawdą i nikt chyba nie chce wyciągać z tego wniosków żadnych.
[02:38:17] - Chyba jest tak, że nasze ego, które jest wynikiem wpływów społecznych i tego programowania, bardzo zresztą mądrego, edukacyjnego, ale też rodzice już są przecież zaprogramowani jakoś. Więc to ego musi też, tak jak na poziomie emocjonalnym się pewne emocje wypiera, musi je po prostu wyprzeć, bo ludzie nie chcą zwariować po prostu.
[02:38:48] - Zwyczajnie
[02:38:49] - Najzwyczajniej w świecie, tak.
[02:38:52] - Żeby wszystko im powiedzieć tak wprost: bum, bum, bum. Albo musieliby dać człowiekowi, temu, który mówi, w twarz i uciec, albo by zwariowali, bo to jest załamanie się wszystkiego, w co się w ogóle wierzy. Wtedy nie ma się czego złapać zupełnie i trzeba się czegoś złapać, bo wtedy nie ma się czego złapać. To jest tragedia, to jest trauma. Więc lepiej społeczeństwo trzymać w takim narkotycznym stanie, a już szczególnie w tej technokracji albo, jak niektórzy to nazywają, happykcji. Czyli nie będzie zmartwień, wszystko będzie takie radosne. Zresztą pisał o tym też, mówił Huxley, który był fabianistą, Orwell był i George Bernard Shaw też był fabianistą. Orwell był blisko fabianistów i cała rodzina Huxleyów też jest blisko United Nations, sam je zakładał. Huxley jest bardzo blisko filozofii wieczystej, czyli znowu tego czegoś, co myśmy nazywali uśmiechaną. Jest jakaś nadzieja w tym wszystkim, bo my mówimy tutaj trochę-
[02:39:53] - Pesymistycznie, tak.
[02:39:55] - Gdzieś w tym wszystkim jest też ten gnostyczny, wyższy duch wyzwolenia nas z tego świata. I gdzieś w tym wszystkim jest właśnie ta róża krzyżu, święta geometria, jakiś rodzaj doskonałości na poziomie duchowym, która jest w jakiś cudowny sposób świętą kobiecą, tą unią, hieros gamos, zaślubin boskich. I w tym wszystkim tak naprawdę, mimo że ego cierpi i jest skończone, to w tym wszystkim jest wielka nadzieja na to, że nasza dusza nieprzypadkowo się tutaj wcieliła w człowieka i nieprzypadkowo się z tym wszystkim boryka jak ten Don Kichot.
[02:40:34] - Ja zwrócę uwagę z kolei na to, że Aldous Huxley, autor „Nowego wspaniałego świata", w którym też uszczęśliwianie ludzkości jest opisane, miał brata, bodajże Juliana, chyba nie przekręcam tym razem imienia, który w latach 50. był bardzo blisko grupy, która już wtedy postulowała coś, co dzisiaj nazywamy transhumanizmem. O ile dobrze pamiętam, tu się mogę mylić, ale zdaje się, że właśnie brat Huxleya, Aldousa, pisarza, był człowiekiem, który po raz pierwszy użył zwrotu transhumanizm. Więc znowu nie ma przypadków. Tym sławnym bon motem się posługując, są znaki. To jest ewidentny znak, że obaj panowie często na ten temat dyskutowali i że te idee, które przedstawił Aldous Huxley w „Nowym wspaniałym świecie", dzisiaj się mówi, że one miały przerazić, miały pokazać ludzkości, że zmierza w złym kierunku. Ale można też zupełnie inaczej to odczytać. Może to miało być pokazanie, że to dobry kierunek, tam powinniśmy podążać. I jeśli to nawet dzisiaj was, szanowni państwo, przeraża, te niektóre rzeczy opisane przez Huxleya w „Nowym wspaniałym świecie", to obawiam się albo jestem o tym, może lepsze słowo, bardziej jestem o tym przekonany, że już następnych pokoleń przerażać to nie będzie, bo świat zastany. Tak jest.
I co tu się dziwić? Po prostu tak jest. Chyba to tak zaczyna powoli funkcjonować.
[02:42:20] - Zadam ci głupie pytanie, bo skoro nie ma przypadku, to znaczy nigdzie go nie ma. Również w przyrodzie nie ma i w nauce. Skoro nie ma, to cała nasza współczesna wiedza fizyczna bierze w łeb i tak dalej. Ja też uważam, że nie ma przypadku. Przypadek nie istnieje, ale jeżeli się pojawia, to skąd on się bierze w ogóle? Teraz mi tak przyszło do głowy. Skoro nie ma przypadku albo jest przypadek, to skąd on się wziął? Przypadkiem? Z czego?
[02:42:58] - Że przypadek to jest niezależność przyczyn.
[02:43:00] - Tak, dokładnie to wystarczy. Taka definicja.
[02:43:04] - Tak jest. Chociaż ja i tak rozdzieliłem, ale to już dzielenie włosa na czworo, że ten przypadek, nazwijmy to w życiu społecznym, bardzo rozszerzając definicję, a ten przypadek w przyrodzie to mogą być jednak dwa różne zjawiska pod tą samą nazwą. Ale tu się nie będę upierał. W każdym bądź razie okej, ale w pewnym momencie naszej rozmowy pojawiło się tajemnicze słowo teozofia. I może na ten temat chwilę byśmy porozmawiali, jak to się łączy. Mówiliśmy o Baconie, mówiliśmy o pewnej grupie, która powstała, o pewnych grupach. I teraz mamy wiek XIX i pojawiają się teozofowie. Jak to czytać?
[02:43:59] - I Helena Bławatska też.
[02:44:01] - Tak jest.
[02:44:02] - Też jest ciekawa historia. Ja myślę, że to jest cały czas ta historia o reinkarnacji, wędrówce duszy. I ona przyjmuje, ta historia, różne szaty. Na przykład na początku Rudolf Steiner to był teozof, ale tam się pokłócił jakoś z Bławatską i wreszcie stał się antropozofem. To wszystko się opowiada cały czas o tej wędrówce duszy. I tutaj właśnie też w teozofii dochodzimy do tego, ja nie wiem, co jest prawdą, ale dochodzimy do tych wzniesionych mistrzów, czyli do tego, że taki Francis Bacon jest Saint Germanem i gdzieś się tam przenosi pomiędzy- ... kolejnymi eonami i w jakiś sposób Ascended Masters dbają o to, żeby ludzkość cały czas podnosiła swój duchowy poziom. Jakby powiedział Ken Wilber, na kolejny kulkum, wyższy stan od tego małego dziecka, które tylko: ja, ja, ja, ja. Potem krąg rodzinny, potem krąg państwowy, narodowy, aż wreszcie do unifikacji z całą ludzkością. Do tego, jak rozumiem, dąży poprzez stopniowe ewoluowanie w planie ziemskim i galaktycznym do tego wyższego bytu.
Tak to rozumiem. Poszukiwaniu tej cząstki boskiej w człowieku, która jest częścią całości. I jak wszyscy pozbieramy te okruchy światła, to o tym wspomina Teilhard de Chardin, jezuita, że możliwe jest osiągnięcie punktu omega.
[02:45:46] - Omega.
[02:45:47] - Tak, że wszystko jest w jednym punkcie i może to rzeczywiście tak będzie, to jest moja robocza teza, że jak już będziemy w chmurze mózgu wszyscy, czyli w tym jednym internecie połączeni, to wtedy będzie można wyłączyć to wszystko. I co? Będziemy zbawieni, zniknie wszystko, zniknie żądanie, cała ta samsara, na której kolejne byty trzeba rodzić i przerabiać jeszcze raz, bo czegoś się nie przerobiło. To wszystko zniknie i będzie tylko samotność Boga. Sam punkt albo nawet punktu nie będzie. Nie wiem.
[02:46:22] - W okolicach tych czasów, kiedy działała Helena Blawatska pojawiła się jeszcze jedna postać, która wywarła ogromny wpływ na to, co działo się w wieku XX. Jedni mówią, że ogromny, drudzy mówią, że czerpano z niego. Tą postacią był autor jedynej znanej szerzej powieści, to są „Ostatnie dni Pompejów”. To niejaki Bulwer-Lytton, który napisał również książkę, która przez niektórych jest traktowana jako powieść science fiction. Ona wyszła w języku polskim całkiem niedawno i nosi tytuł „Nadchodząca rasa”. W tej książce pojawiają się ciekawe wątki, które później z jakichś tajemniczych przyczyn pojawiły się również w ideologii Trzeciej Rzeszy. Tam mamy siłę Vril, różne takie sformułowania: co wolno, co nie wolno i że w imię czegoś wolno więcej jednym, a drugim nie. Ja spłycam oczywiście to wszystko. Kto ciekawy, niech po książkę sięgnie. Warto.
Warto też zauważyć związki, które się pojawiają później pomiędzy twórczością Lyttona i „Nadchodzącą rasą” a tym, co się pojawiło w pierwszej połowie XX wieku z całą ideologią hitlerowską czy związaną z Trzecią Rzeszą. Może nie tylko. To też jest element ciekawy, bo to z korzenia końca drugiej połowy XIX wieku się wywodzi. I przypadek? Nie sądzę. To też był jakiś znak. Zostańmy na poziomie znaku.
[02:48:15] - Mhm. Jak pisał Witkacy w swoich „Narkotykach. Niemytych duszach”, że się musi pojawić ta jednostka wybitna, która się rozpuści jak cukier w tej wodzie, ale podniesie. Jak to mówi Witkacy dokładnie: musi być ludzka miazga. I jakiś rodzaj rytuału musiał być wykonany, żeby z tej ofiary powstało coś. To jest moje zdanie, ale teraz to jest bardziej darmo przeprowadzane. Ale co pewien czas jakieś siły demoniczne, bo wiadomo, biała magia to pozytywne zmienianie siebie, a czarna, ciemna magia, nawiązując też do Aleistera Crowley'a, który wielki wpływ na popkulturę wywarł, to już jest niebezpieczna sprawa, bo jak się takiego demona ewokuje czy inwokuje, to potem można się go już nie pozbyć i się robi bardzo groźnie.
[02:49:26] - Pytanie, ale ja want zwrócę uwagę, że cała nasza dyskusja i wszystkie problemy, które my tutaj indywidualnie i społecznie mamy, są cholernie europejskie. My w Europie wszystko bez przerwy odkrywamy i zakrywamy, odkrywamy i zakrywamy. W przeciwieństwie do nas wiele kultur Dalekiego Wschodu nie wyniosło na ołtarze ideologii, czyli odkrywania i zakrywania, a właściwie doszło do wniosku, że o wiele lepszą formą istnienia jest trwanie i wynalezienie równowagi społecznej, która takie trwanie na tysiąclecia, wręcz dziesiątki tysięcy lat nam zapewni. W ten sposób mniej więcej trwają sobie Chiny, trwają Indie. Oczywiście one się według naszego technicyzują, ale się nie zmieniają na milimetr. Nic poza przejęciem całej technologii angloamerykańsko-europejskiej i naszej polskiej ligi. Co z tego wynika? Że może my w tej Europie błądzimy, bo powinniśmy wziąć i zacząć tak sobie trwać na jakieś tysiąc, dwa tysiące lat.
[02:51:13] - A nie jest tak, że Chiny się totalnie zmieniają i takie bardziej Lao Tse, potem Mao wjechał i zrobił im komunizm. Teraz znowu mają taką technokrację, wyprzedają nas o jakieś pięć, dziesięć lat i nawet te jakieś wioseczki zwykłe, tam pobudowano te gigantyczne miasta, były różne dramatyczne doniesienia. Jakiś tam biedny rolnik się opierał temu. Nie wiem, czy to jest do końca prawdziwa teza. Ona jest taka dosyć pożądana, ale czy na przykład Indie, gdzie też jednak ta jazda z tym COVID-em wjechała tak, że te miliardy ludzi zostały ogarnięte tym opętaniem medialnym. I też na przykład weźmy Tybet, gdzie oryginalnie była ta religia Bon, a my nawet o tym już nie wiemy, nie pamiętamy, bo walką wygryzł to buddyzm. Więc może my po prostu tutaj trochę europocentrycznie patrząc, nie widzimy tych subtelnych zmian, które tam się dzieją. Ale ja bym jednak szukał w lożach tego, że ten świat się unifikuje, tylko właśnie potrzebny jest wspólny powód i myślę, że taki świrusek jest idealnym pretekstem, żeby zunifikować pod tym cały świat. Potem oficjalnie pozwolić kontroli państwowo-korporacyjnej nie tylko kontrolować człowieka poza domem, ale też jego sferę prywatną, aż do kontrolowania właśnie na poziomie biomedycznym jego ciała, różnych czujników. Oczywiście dla dobra wszystkich i dla dobra tego człowieka.
[02:52:56] - Ale to, co pan przed chwilą powiedział, to właśnie tłumacz nam, kto dzisiaj rządzi i jakie są ruchy wykonywane na szachownicy świata, bo dla wielkich korporacji, które największe zyski i najwięcej rzeczy ciągną, przecież każdy barbarzyńca czy każde Indie, Chiny czy Rosja, czy cokolwiek, to jest po prostu towar. To są klienci do zagospodarowania, to jest marnowanie zupełnie surowca tej ziemi. Z tego jeszcze można wyciągnąć jakieś zyski. To oni tak naprawdę doprowadzają do tego, do kolejnych wojen, do kolejnych zachwiań równowagi na danym terenie, bo przecież wszystko chodzi o to, żeby przejąć i tak dalej.
[02:53:58] - To taki znany historyk, Soton, nie pamiętam imienia teraz, już nieżyjący, bo wiele lat temu napisał. Ale to jest oficjalna historia, że Wall Street finansowało i bolszewików, i drugą stronę, i że bolszewicy mieli technologie amerykańskie. Więc tak się robi po prostu biznes na całym świecie. A też państwa narodowe to przecież nie jest jakaś wieczna historia. To jest XIX wiek i teraz zamiast państw będą takie miasta należące do korporacji. Będzie miasto Toyoty, miasto Google, Polsatu pewnie też będzie i trzeba będzie mieć rangę obywatelską, żeby się tam mieścić w tym mieście. Więc tak, korporacje też nie wzięły się z tego, że jakiś tam Jeff Bezos, szef Amazonu czy Bill Gates sprzedawali komputery i nagle zrobili biznes, tylko oni są po prostu tymi figurantami.
[02:54:56] - Co my tu Marku robimy? Zakładajmy miasto Bóg Radio.
[02:55:05] - Dokładnie. To jest piękne.
[02:55:07] - A Ivellios Paranormalium tam u siebie na południu Polski.
[02:55:12] - To będą miasta bliźniacze, współpracujące ze sobą. Przedstawiliśmy, odwołując się do różnych czasów, do różnych postaci jakieś... O, tak, będą partnerskie. Będą zdecydowanie partnerskie. A ja wrócę do myśli takiej, że przedstawiliśmy ileś tam postaci, różne wydarzenia. Ja mam pytanie, bo w pewnym momencie to przeczytałem. Czy da się z tego wyciągnąć jakiś taki ogólny wniosek? O co mi chodzi? Bo to na razie może być niejasne. Gdzie my jesteśmy?
W czym tkwimy? To może już bliżej.
[02:56:07] - Wiadomo.
[02:56:08] - Tak, to już pytanie sugeruje odpowiedź, ale w czym tkwimy tak naprawdę? Ja bym cały czas szedł w kierunku jednak tego, że tutaj jest dużo cieni na ziemi i że nasza dusza uczy się rozpoznawać, że wszystko jest miłością, pomimo wszystkiego, że bardzo ważne jest połączenie tej naszej ziemskości z tą boskością, ale pamiętając o naszych korzeniach. Czyli jesteśmy w wielkiej szansie tak naprawdę, bo ostatecznie naszej duszy nie można zabić, nie można unieszkodliwić, można tylko wbijać jakieś szpile w nasze ego, ale tak naprawdę jesteśmy nieśmiertelnymi istotami, które doskonalą się poprzez tę grę odbić i światła i cienia. I cały czas szukają właśnie w tej miłości Akceptujemy to, kim jesteśmy, rozumiemy historię naszego rodu, wiemy, że jesteśmy istotami boskimi i że na środku tego krzyża, ja tu nie idę jakimś cierpieniem, ale z tego połączenia poziomego ziemskiego bytu z tym kosmicznym jak na górze, tak na ziemi, jest właśnie ta unia kobiety i mężczyzny, tego pierwiastka ognia i wody. I w tej mistycznej róży różokrzyżowej jest to boskie błogosławieństwo unii, a reszta jest po prostu teatrem i taką próbą dla duszy. Myślę, że jest dobrze. To jest ważne, żeby wiedzieć, że jest dobrze, żeby się nie dać takim archontom, którzy nas kopią specjalnie, jak narzekamy, maltretować, bo nie chcą naszego dobra.
[02:58:13] - W tym, co pan powiedział, przez chwilę powiało mi naprawdę wielkim optymizmem. Przez chwilę, bo rzeczywiście ja nie potrafiłem sobie nic dobrego wyobrazić w tej wizji świata, ku któremu zmierzamy, a nagle pan mi przedstawił bardzo logiczną i sensowną. Będę się tego trzymał do momentu, kiedy się pojawiła ta wizja tej kobiety i mężczyzny, bo cholera jasna, a na diabła im my, skoro będą mogły mieć penisa.
[02:58:54] - Wszystkie próby są i będą. Natomiast ta polaryzacja hermetyczna, ten plus i minus, męskie i żeńskie, tego się nie da po prostu oszukać.
[02:59:09] - Zrozumiałem, co pan chciał powiedzieć. Może nie być kobiet i mężczyzn, ale zawsze będzie góra i dół, lewa i prawa. Przed tym nie ma ucieczki, więc prawdopodobnie również nie ma ucieczki przed tym.
[02:59:30] - Ja jednak wierzę, że będą mężczyźni i kobiety, cokolwiek się będzie nawet wkładać do głowy z różnych powodów różnym pokoleniom, bo jednak pomimo programowania właśnie przez ten marksizm kulturowy, przez szkołę frydrycką, przez to, że na przykład pokazuje się bardzo często w filmach, serialach, kreskówkach mężczyzn jako takich ciapciusowatych, nieudolnych, po prostu śmiesznych. A kobiety są takie nawet w reklamach, gdzieś na billboardach, przystojne, silne, władcze. One kontrolują, one są po prostu najmocniejsze i one rządzą. To jednak gdzieś głęboko bardzo w tej kobiecie, która ma mocny pierwiastek męski, jest ta mała dziewczynka, która chce być przytulona przez silnego faceta, który w żaden sposób nie będzie wzruszony jej jakimś zachowaniem. On jest tak mocno ugruntowany w swoich wartościach i w niebie, że ona zawsze się na nim oprze. Tak właśnie jak on jest tym nieporuszał nieporuszalnym Śiwą, a ona jest tą Šakti, która tańczy wokół niego, a on po prostu jest nieporuszony, bo on wie. I ona wtedy może poczuć się prawdziwą kobietą, zrelaksować się i poczuć się w jego ramionach jak mała dziewczynka. I cokolwiek będą mówić media, cokolwiek ta kobieta będzie mówić w pierwszym swoim słowie i tak dalej, to ta zasada, nawet jeżeli to programowanie jest na małych chłopców, na to, żeby byli bardziej tacy właśnie pokazani emocjami i tacy w ogóle, jacy media każą, to tak naprawdę ten archetyp, bo tu wracamy do archetypów znowu, archetyp ukryty w tej głębokiej ludzkiej nieświadomości, on zawsze zatryumfuje. I właśnie w tym ta niewzruszona, oczywiście z wrażliwością, ale niewzruszona męskość i ta kobiecość, która jest jak woda, która chce dawać, dzielić się, a nie rządzić, że to zawsze będzie do siebie ciągnęło. I w tym jest właśnie to zbawienie tutaj.
[03:01:49] - Chyba się od dawna już tak dobrze nie wyśpię jak dzisiaj.
[03:01:56] - Szanowni panowie, ale z drugiej strony przez trzy godziny mówiliśmy o rzeczach niezbyt wesołych. Mniej lub bardziej. I na koniec rzeczywiście powiało optymizmem. Bardzo dziękuję za to, bo ja jednak miałem taką obawę, że po dzisiejszej audycji wyjdziemy stąd i zostawimy słuchaczy z takim poczuciem, że wszystko naokoło nas się rozpada, że wszystko wokół nas jest w jakiś tam sposób mniej lub bardziej sterowane, że jest ukartowane i tak dalej. Tymczasem powiało optymizmem.
[03:02:39] - Czekaj, już na samym początku tutaj nasz gość strzelił taką wizją. Świat jest, jaki jest. Tak jest. Może nam się to podoba, czy nie podoba, ale gdzieś tam po tej Warszawie właśnie w tej chwili jakiś chłopak na motorze zapierdala ze swoją dziewczyną.
[03:03:01] - Bardzo proszę. Jest po 23, ale się tak.
[03:03:05] - I oni mają swoje życie. Oni są szczęśliwi. Oni będą pamiętać tę chwilę być może przez następne 50 lat. Ten optymizm już był na samym początku.
[03:03:18] - Tak, ten taniec jest nieskończony i tak naprawdę każda kobieta, kiedy trafi na przykład na kurs tanga, to poczuje, jak mężczyzna ją prowadzi, jak ona musi się w niego wsłuchać i że to jest całkiem fajne, jak jeszcze umie robić. I to jest naturalne, to jest zgodne z głęboką potrzebą duszy.
[03:03:41] - Zbliżamy się do końca audycji, a ja mam jeszcze gdzieś z tyłu głowy jedno bardzo ważne pytanie, bo kiedy rozmawialiśmy telefonicznie czy też messengerowo, zwróciłem uwagę, że pan dużą wagę przywiązuje do liczb, do numerologii.
[03:04:03] - Marek, ale każdy programista przywiązuje wielką wagę do liczb.
[03:04:10] - To nie to. Ja chciałbym, żeby pan o tym trochę powiedział, bo to chyba bardzo głęboko sięga.
[03:04:20] - Ja tylko się powołuję na tych, którzy tę tradycję zbudowali, czyli gematrię. I chodzi o to, że słowa składające się z liter mają swoją wartość liczbową. To jest różny rodzaj gematrii. Są w internecie takie liczniki.
[03:04:36] - To jest też odwołanie do Żydów, do ich alfabetu między innymi.
[03:04:43] - Tak. I w tym systemie można po prostu kodować pewne rzeczy, a także znajdować pewne podobieństwa między zjawiskami. I w ogóle jako liczb jest połączony gdzieś tam z tą świętą geometrią, czyli znowu z tą mistyczną różą i z taką tajemnicą, której nie widać, ale na przykład fi, czyli ciąg Fibonacciego. Gdyby szukać jakiegoś znaku, nie wiem, czy Boga, czy geometrii, czy logosu tego heraklitejskiego, to gdzieś w tym ciągu Fibonacciego i w tej spirali to po prostu jest widoczne. Więc nawet gdybyśmy chcieli odrzucić wszelkie uduchowienie możliwe, to nie wiadomo, co zrobić z geometrią, która po prostu jest jakimś znakiem do odczytania. I tak samo te liczby.
[03:05:32] - Wszyscy przecież doskonale sobie zdają sprawę, że jeszcze istnieje coś takiego jak poeta. Jeszcze na razie poeci bez przerwy piszą wiersze. Co to jest wiersz? Wiersz to jest pewna struktura geometryczna, pewien kryształ tak ustawionych słów, czyli właśnie bierzesz do policzenia albo do odliczenia i tak dalej. I ona nam się będzie podobała wtedy, kiedy będzie zawierała wcale nie sens, ale pewną harmonię.
[03:06:05] - Tak.
[03:06:06] - Tak, ale poza tym jeszcze, bo my sobie bardzo często zbyt mocno jesteśmy przywiązani do geometrii jako do wykreślania czegoś i złotego podziału. Tymczasem myślę, że spora część osób zdaje sobie z tego sprawę, że to do nas mówi poza liczbami, poza tym wszystkim, co my dostrzegamy. Jakaś rzeźba wydaje nam się piękna, bo jest piękna. Ale dlaczego? Bo jak się głębiej w to wejdzie, to się później okazuje, że tam proporcje.
[03:06:41] - Ona jest skonstruowana.
[03:06:44] - Czysto to, co się opiera o liczby, o geometrię, jest właśnie takie, jak powinno się nam podobać. Oparte właśnie o złoty podział, o te wszystkie zależności, które funkcjonują. I to nagle tak się nam podoba. Znowu ktoś powie: przypadek. Chyba nie. Bo chyba ci ludzie, którzy cudzysłów, niejako zawodowo zajmowali się zachwycaniem nas, chociażby Leonardo da Vinci. Zdaje się, a zdaje się to jest tylko taka, nazwijmy to procesowa próba ubezpieczenia się. A tak naprawdę to ja jestem o tym przekonany, że oni zdaje się doskonale wiedzieli, co robią i takie rzeczy jak złoty podział, zresztą to akurat nawet rozrysowywał, pokazywał to, jak to wygląda, były dla niego oczywiste, że tak to należy robić, bo tylko wtedy jako twórca, jako ktoś, kto ma poruszyć emocjami oglądającego, odbiorcy, tylko wtedy on osiągnie swój cel.
[03:07:55] - Właśnie harmonia.
[03:07:56] - Harmonia.
[03:07:57] - Marku, à propos tego, bo to nie będzie teoria, ale obserwowałem wielu naprawdę dobrych rzeźbiarzy i podejrzewam, że Michał Anioł, nawet wiem, że na pewno taki również był. Nie muszą konstruować, nie muszą niczego.
[03:08:16] - To jest w nich.
[03:08:18] - Jeżeli biorą kamień jakikolwiek, to po pierwsze wiedzą, co w tym kamieniu siedzi.
[03:08:24] - To ta sławna definicja. Jak wyrzeźbić chociażby coś pięknego? Trzeba odrzucić wszystko to, co niepotrzebne, bo to, co jest niepotrzebne, jest brzydkie.
[03:08:37] - To jest neoplatonizm dokładnie, że dostajemy bryłę i sobie ją ociosujemy. To tak jak nasza dusza, że ociosujemy z tego instynkt. Ja na przykład jestem zodiakalny Baran i ja jestem, mam nadzieję coraz mniej, ale straszny dzikus, zwierzę po prostu. I ja bardzo muszę zrozumieć, co jest przesadą w tym zalecie, bo też mam swoje zalety, ale co jest przesadą i je ociosać, żeby być kimś, kto jest bardziej w tym świecie szlachetny dla innych i dla siebie. Każdy ma takie zadanie właśnie tego kamienia alchemicznego. Szlifowanie. Kiedyś widziałem kamień alchemiczny Wojciecha Bogusławskiego, teatru w Muzeum Teatralnym. Taki wyszlifowany był naprawdę bardzo konkretnie, więc trzeba szlifować tą miłością i ciało, i duszę. Tak myślę. Nie wiem, czy się wbiłem w temat, bo akurat mam Umberto Eco przed sobą.
[03:09:37] - Właśnie! Przecież u Umberto Eco, pewno o tej książce chce pan powiedzieć, jest taka powieść „Wahadło Foucaulta”.
[03:09:51] - Właśnie to mam. Jest o Paris Saint-Germain.
[03:09:54] - No właśnie. Stąd moje podejrzenia graniczące z pewnością. Ale czy nie ma pan wrażenia, że w tej powieści, w tej książce Umberto Eco tak naprawdę bawi się z nami albo bawi się w ogóle z tematem?
[03:10:14] - To na tym polega. Pewne rzeczy nam przekazuje wprost, a pewnymi rzeczami się bawi. Pewne rzeczy ukrywa, pewne rzeczy objaśnia, a to my mamy wiedzieć, co to jest. I podobnie bardzo mnie to bawi, jest na YouTubie, można sobie znaleźć z okazji 300-lecia powstania oficjalnego masonerii. Jest takie duże widowisko, pełna sala gdzieś w Londynie. I oni odstawiają taki teatr, gdzie mówią: „Och, och”. To jest wszystko takie satyryczne, bardzo trochę takie donkichotowskie. I właśnie wszyscy oni mówią: „Och, och, a teraz polecimy sobie na księżyc. Ha, ha, ha”. I się z tego tak bardzo mocno śmieją.
Oczywiście niech każdy sobie sam zdecyduje, czego w 69. roku można było polecieć, a 50 później nie. Nie mamy tej technologii, jak mówi oficjalnie NASA, to właśnie ten rodzaj gry. I to wprost, co jest prawdziwe, a co jest iluzją i grą w tym. Tu znowu Don Kichot, znowu to wraca. Zbliżamy się pewnie do końca, więc ja może bym jeszcze jakiś fragment przeczytał podsumowujący, ale na razie naprowadzę, bo ja jeszcze tylko chciałbym zmieścić ten cytat.
[03:11:35] - Okej, ja tylko zwrócę jeszcze uwagę, że takich książek, bo w pewnym momencie padł tytuł „Limes inferior”.
[03:11:46] - Właśnie. Świetne to jest w ogóle. Kto nie przeczytał, ludzie czytajcie Zajdla!
[03:11:50] - Tak, ale chyba właśnie szczególnie, bo jest oczywiście „Cała prawda o planecie Xi” to oczywiście sporo nam mówi o pewnych zachowaniach społecznych albo o tym, jak to w ogóle funkcjonuje, jak funkcjonują społeczeństwa. Ale ja mam szczególny sentyment właśnie do „Limes inferior”, ponieważ ja już to powiedziałem, więc powtórzę, a czemu nie? Na naszych oczach ten świat staje się rzeczywistością i można to wypierać, można próbować mówić o tym, że nie, tak źle nie będzie, to wszystko zaraz się cofnie i będzie fajnie. Ale przecież już wprost nam się to mówi, że taki właśnie obraz, taką rzeczywistość się nam funduje. Nie chodzi o to, żebyśmy straszyli kogoś i żebyśmy się bali. Raczej chodzi o pewną refleksję i odpowiedzenie sobie na pytanie, czy coś można z tym zrobić. Ja tu w tym wypadku jestem pesymistą, ale jak ty, Wiktorze?
[03:12:58] - Nie wiem, czy jestem pesymistą, bo trudno. Ja sobie przypomniałem w tej chwili Janusza Zajdla z takich dwóch, trzech lat przed tym, zanim go niosłem na barkach w ostatnią drogę, bo wtedy się jeszcze te trumny nosiło. W każdym razie, kiedy go niosłem, to przypominałem sobie, jakim on był nieprawdopodobnie wesołym człowiekiem, opisując te wszystkie mechanizmy i tak dalej, wpadając na wyzwania. On się po prostu rewelacyjnie bawił.
[03:13:33] - Bo pokazywał nam, co nas czeka. Bawił się świetnie.
[03:13:40] - Skąd Zajdel miał ten materiał na „Limes inferior”? Ja chcę wiedzieć, bo on naprawdę wiedział skąd.
[03:13:48] - Po pierwsze Zajdel był ogromnym optymistą w ogóle. To nie był człowiek taki, że jak my tu widzimy Morusa, Orwella, Huxleya, że tam zaczyna ciążyć. Nie, on po prostu traktował świat jako pewną zabawę, taką kostkę Rubika. Było kiedyś coś takiego, którą po prostu trzeba należy umieć poobracać.
[03:14:17] - I wiesz, że to chyba widać w „Limes inferior”. Oczywiście nie zrobię spoilera, ale jeśli ktoś dobrnie do końca książki, do końcówki książki, to tam widzimy pewne rzeczy inaczej. To będzie najbezpieczniej, jeśli w ten sposób to powiem. Nagle się coś nam pojawia inaczej. Obserwujemy, niby wiemy, ta wiedza nam zostaje z pierwszej części, ale patrzymy na to inaczej.
[03:14:47] - Mniej więcej podobnie bywa w większości małżeństw. Ta wiedza z początku mężczyzny bardzo często się zmienia. Patrzymy zupełnie inaczej, albo na niego się patrzy zupełnie inaczej. Ale to jest inna bajka. Ja tylko muszę powiedzieć, że w tej audycji bardzo do wielu rzeczy mnie nas gość przekonał, a przynajmniej naprawdę zachęcił do tego, żeby pogrzebać, prześledzić i tak dalej. Mam tylko jedną zasadniczą wątpliwość i chciałbym, żebyśmy ją tutaj rozstrzygnęli. Ja mam problem. Czyli z tego wszystkiego, co jest przypisywane Baconowi i z tego, co on rzeczywiście zrobił, to jak się to weźmie wszystko do kupy, czy on miał jeszcze czas na życie?
[03:15:44] - To jest świetne pytanie. On na pewno swoją karierę polityczną, która była dla niego też ważna i nawet doszedł daleko z różnymi bardzo też po drodze problemami. Nawet był przez Tower przez chwilę uwięziony. To jest ciekawe, bo swoją miłość Małgorzatę de Valois, jakoś to nie poszło tak, jak chciał. I on potem dopiero już w późniejszym wieku pojął za żonę jakąś też sympatyczną kobietę, ale nie taką wielką miłość jak tę, którą czuł na początku i w jakiś sposób chyba w swoich sztukach on żył poprzez swoją literaturę. A my żyjemy, oglądając sztuki czy nawet film Szekspir przez niego. I chyba jakoś wszyscy jesteśmy spleceni tak naprawdę w tym życiu poza czasem i jednostkowym życiem. Żyjemy Baconem.
[03:16:46] - Mam pytanie, czy znalazł pan ten fragment z Umberto Eco?
[03:16:50] - Ten fragment z Umberto Eco. Bo przyznam, Umberto Eco mnie wciągnął jak labirynt i bardziej byłem już na fragmencie podsumowującym i wracającym do kwiatu róży. Nie z Eco, ale z pozytywnym i kojarzącym się z wielkim piątkiem. Cytatem. Tam byłem, bo niestety tak czasami jest, że podobno książki się otwierają magicznie na tych stronach, na których powinny. I wcześniej mi się tak otworzył właśnie ten Eco. Ale teraz może dlatego, że mam mało światła, to mi się tak nie otwiera. No właśnie. Różne tropy. Ale to może: „I w ciągu tego czasu jakaś grupa, z pewnością wywodząca się od Bacona, postanowiła odkryć tajemnicę prądu bez map i wahadła, rozważając na nowo od początku oddech węża.
Właśnie wtedy, mniej więcej w tych czasach czwory odłamu baconowskiego rozpoczęły kopanie sieci kolei podziemnych w europejskich metropoliach". Tak się otworzyło akurat właśnie. „Głównym zajęciem tego zgromadzenia i najpożyteczniejszym winna być moim zdaniem praca nad historią naturalną, zgodna z projektami Verulamczyka". Czy Baron Verulam to jest właśnie też pseudonim Bacona. A ja może jeszcze właśnie podsumuję tym cytatem, który przygotowałem. To znowu jest cytat z takiej książki, też takiej trochę szamańskiej, ale właśnie o kobiecości Marka Tarana. Cytat brzmi tak: „Jeśli chcielibyśmy opisać moc i piękno niewidzialnego świata energii skrytego za zasłonami iluzji, to najlepiej przywołać obraz kwitnącego ogrodu pełnego różnokolorowych kwiatów i drzew. A gdybyśmy chcieli przedstawić przy pomocy jednego symbolu sekret kobiecości, tajemnicę energii, wewnętrzne piękno i moc emanującą od kobiet, spójrzmy na różę. Nieodłączny atrybut bogini miłości, płodności i odradzającego się życia. Dydy, Afrodyty, Wenus, Aurory, Persefony, Cybele i wielu innych.
To także znak kapłanek bogini przystrojonych w różane wieńce, girlandy, kroczących po dywanach z płatków róż, różami obdarowującymi nowożeńców i zdobiono cudowny kwiat znany od tysiącleci na Wschodzie i Zachodzie, nieodłącznie kojarzony z miłością. Według najstarszych mitów białe róże wyrastają z łez bogów stanu bogini, a czerwone z jej krwi menstruacyjnej. W lnie żeńskim kobieta nazywana jest podwójną mistyczną różą. Białą różą jest serce kobiety, a czerwoną jej łono. Odkrycie sekretu podwójnej róży przywraca ludzkości utracony raj. Według dawnych przekazów bramy raju otwierają się, gdy kobiecie zakwitają dwie róże. Biała róża kwitnie wtedy, kiedy w sercu pojawia się miłość".
[03:20:04] - A czerwona kiedy? Kiedy przy wrodzonej krwiożerczości.
[03:20:17] - To zależy czy to Kali będzie panować w tej Shibie, czy bardziej część miłosna niż metaboliczna właśnie, która sefira. Czas uwolnić od matrixowych programów, których celem jest odebranie ludzkości mocy samostanowienia. Programy umysłu blokują nasze najważniejsze centra energetyczne, prawdziwe ośrodki świadomości. Chociaż świadomość kojarzy się z umysłem, prawdziwa świadomość związana jest ze świętą komnatą serca i świętą komnatą kobiecego łona. To już czas odzyskania tejże świadomości, czas przebudzenia ze snu, czas wyzwolenia z iluzji umysłu, czas kreacji. To czas, kiedy mamy przebyć niewielki odcinek drogi z umysłu do serca. Wracamy do siebie samego, do tego, kim byliśmy pierwotnie. Nieskończoną energią miłości. To koniec globalizmu, a początek indywidualizmu. To jest właśnie, o czym jest literatura.
O tym jest Don Kichot i o tym jest właśnie Drzewo życia. O przebudzeniu się z tego matrixu. Ale tutaj na Ziemi będą te zmieszane elementy światłości i ciemności, a dusza chce po prostu tego doświadczać, żeby być silniejsza i jeszcze mocniej się ugruntować w swojej prawdzie, czyli miłości.
[03:21:36] - Pięknie dziękujemy. Sądzę, po tym, co czytam na czacie, ta audycja cieszyła się dużym zainteresowaniem, a kilka osób zdeklarowało, że będzie jej przysłuchiwało po kilka razy. Bardzo się cieszymy. Temat się chwycił. Jeszcze raz pięknie dziękujemy. Zapraszamy nie tylko do słuchania „Bibliotekarium” z naszym gościem, ale również jego audycji w Book Radio, gdzie czytany jest „Don Kichot”.
[03:22:08] - Tak.
[03:22:10] - Tak się niestety składa, że jest poniedziałek wielkanocny i tym razem pewno „Don Kichot” się albo opóźni, albo przeskoczy na następny tydzień. O tym zdecyduje nasz gość. To będziemy musieli jeszcze poza anteną ustalić. Natomiast bardzo serdecznie zapraszamy. Myślę, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie „Bibliotekarium”. Na pewno do następnego będziemy się jeszcze jakoś przygotowywali. Jeszcze raz pięknie dziękujemy.
[03:22:46] - Ja też bardzo dziękuję i trochę żałuję, że tak o Baconie mało powiedzieliśmy.
[03:22:54] - Ja tylko muszę zgłębić sprawę. W tej chwili jestem na etapie poszukiwań egzemplarza papierowego „Nowej Atlantydy” i być może to będzie dobry punkt wyjścia, kiedy już ją zdobędę i odpowiednio wywrócę na nice, to wtedy być może to będzie dobry punkt wyjścia do porozmawiania o Baconie. Jeszcze raz pięknie dziękujemy.
[03:23:28] - Ja tylko powiem, że to jest tak skomplikowana postać, tak fascynująca, że jeżeli ktoś ma szansę przeczytać tę książkę Virginii Fellows, jest dostępna po polsku, ten tytuł „Kot, szek, hobirach”. I jeszcze jest druga książka, ona jest darmowa w internecie, napisana przez Richarda Alana Wagnera pod tytułem „Lost Shakespeare Secret”. Wrzucę jeszcze pod audycję link. I ta książka też jest niesamowita, więc jak ktoś przeczyta te dwie książki, to po prostu rozumie już świat z zupełnie innej perspektywy i to już będzie zawsze jego. Więc sir Francis Bacon 33. Bardzo dziękujemy i dziękuję wspaniałym rozmówcom. Dziękuję gospodarzowi, dziękuję słuchaczom i mam nadzieję, że w ten temat cały czas będziemy jeszcze tutaj bębenek uderzać i wszystko jest miłością.
[03:24:17] - Dziękujemy. Proszę się jeszcze nie rozłączać, a ja tylko powiem tyle, że teraz zapraszamy za chwileczkę na felieton Tomka Fąsa, a ta audycja w Book Radiu pojawi się we wtorek o 21.30. Zapraszamy też na następną audycję „Bibliotekarium”, która tym razem będzie za trzy tygodnie. Najbliższe dwa tygodnie będzie szalało po antenie ABW, czyli Antologia „Bibliotekarium” Warsztaty, dwa tygodnie pod rząd. Tak się złożyło, bo nasz człowiek, jak sam siebie przedstawia, od spraw technicznych jedzie z wielką misją, taką dziennikarską właściwie wyjeżdża. I musimy zrobić ABW, ale to się nawet dobrze składa. Natomiast to za trzy tygodnie „Bibliotekarium”, które będzie-
[03:25:22] - Tak jak to ująłeś, misja dziennikarska to będą po prostu warsztaty wspominane nieraz na antenie Pawła Byczuka. Styl na Polskę.
[03:25:31] - Ale sądzę, że jakiś materiał się z tego pojawi. W związku z tym mówię o misji dziennikarskiej.
[03:25:37] - Nie wykluczone, bo tym warsztatom często towarzyszą jakieś dyskusje, więc może coś z dyskusji, jakaś pamiątka warsztatowa się pojawi rzeczywiście.
[03:25:48] - Mam taką nadzieję. A jeszcze jedna informacja dla naszych słuchaczy odnośnie „Bibliotekarium” za trzy tygodnie. Otóż nic nie mogę państwu powiedzieć, bo mamy zapraszanych gości i teraz musimy z naszymi szanownymi gośćmi ustalić, komu pasuje bardziej, a komu mniej i kto pójdzie na pierwszy ogień. Jedyne, co mogę stwierdzić w tej chwili, że za trzy tygodnie zapraszamy na spotkanie z gościem pisarzem do „Bibliotekarium”. A kto to będzie? Dowiecie się państwo chociażby ze strony Radia Paranormalium tak na tydzień wcześniej. A teraz już pięknie dziękujemy. Wszystkiego dobrego życzymy państwu. Wiktorze, ty też coś chcesz powiedzieć jeszcze?
[03:26:37] - W sumie wiesz. Skoro nie jesteś kobietą, to ja mam też jakieś własne zdanie.
[03:26:45] - Dobrze. To wszystko. W takim razie i tym optymistycznym akcentem pięknie się z państwem żegnamy.
[03:26:53] - Ja ostatni cytat, cztery zdania. „Hołd. Każdy mężczyzna i każda kobieta to gwiazda. Czyn wedle swojej woli będzie całym prawem. Miłość jest prawem, miłość podług woli. Nie ma prawa poza czyn wedle swojej woli”. Dziękuję.
[03:27:06] - Tak. Dobranoc państwu, wszystkiego dobrego. A teraz przed państwem Tomasz Fąs.
[03:27:12] - Ja tylko jeszcze poinformuję słuchaczy, którzy czekają na to, co właśnie teraz tutaj trzymam w ręku. Lektury paranormalium będą tuż po felietonie Tomasza Fąsa. Jeszcze jakieś siedem i pół minutki cierpliwości. Myślę, że ten felieton spodoba się państwu tak samo jak fragmenty książki Rafała Nieradzika „Poza ciałem fizycznym”, którą będzie można już za chwilę na antenie Radia Paranormalium wygrać.
[03:27:43] - Także teraz jeszcze przechodzimy do felietonu Tomasza Fąsa i po Bibliotekarium lektury z konkursem.
[03:27:56] - O aniołach dość już mówiono. Jak być może część z państwa się orientuje, mieliśmy niedawno ważną datę dla polskiego życia kulturalnego i artystycznego. Ważną rocznicę. Mam mianowicie na myśli 10 kwietnia, czyli jak wiadomo, rocznicę śmierci Jacka Kaczmarskiego, niewątpliwie ważnego twórcy, poety, barda, postaci jakoś osadzonej politycznie, choć może niekoniecznie na własne życzenie. Zdaniem niektórych być może w ogóle najwybitniejszego poetę tego okresu nowożytnego w Polsce. Komitet Noblowski ma inne zdanie na ten temat. Dyskusja nad znaczeniem pana Miłosza. Można też zadawać sobie pytanie, czy faktycznie był to twórca tak wybitny i wyjątkowy, czy też troszeczkę człowiek, który przy niewątpliwym talencie, przy niewątpliwie ciężkiej pracy, przy ciekawym pomyśle na siebie, na swoją twórczość, trafił również na przyjazny grunt. Jednak będąc w tym środowisku artystycznym, będąc w Warszawie, mając możliwość spotkania się z odpowiednimi osobami, które też pomogły uczynić tę twórczość popularną na skalę kraju, też śmiem twierdzić, że nie był to jedyny dobry poeta, być może nie jedyny dobry bard tego okresu, ale z różnych względów akurat ten się przebił do świadomości, do historii, do szerszego odbioru. Zabawnie się czasem różne rzeczy składają.
Z postacią Jacka Kaczmarskiego też wiąże się w ostatnich latach pewna niejednoznaczność moralna jego osoby, że tak powiem. Pojawiły się jakieś wywiady, przynajmniej jeden ważny wywiad z córką Jacka Kaczmarskiego dla Gazety Wyborczej, gdzie mówiła ona trochę o tym, że nie był to dobry ojciec, raczej pełnowymiarowy sprawca przemocy domowej, bardzo nieprzyjemnych zachowań w zaciszu domowym. I jakoś to przeszło bez większego echa. Już sama córka też się trochę od ojca odcina. Nie lubi o nim za dużo rozmawiać, też się aktorsko realizuje, choć czasem o różnych trudnościach opowiada. Podobną zresztą historię mieliśmy w przypadku na przykład Wojciecha Młynarskiego, też ważnej postaci tekściarstwa, tego może bardziej popularnego, mniej takiego artystycznego, który też przecież jakiś czas temu przez córkę, wcześniej przez żonę było wiadomo, że coś jest nie tak, że tam ta sytuacja domowa była niefajna i niezdrowa. No ale tak to się jakoś przyjęło. U nas się o tym nie mówi przede wszystkim, to raz. Na Zachodzie chyba bardziej, w jakimś środowisku amerykańskim tego rodzaju doniesienia chyba bardziej by się przebiły i byłyby bardziej dyskredytujące, tak mi się wydaje. Natomiast fakt faktem, że tak się to ułożyło, że pedofilia uważana jest za zbrodnię straszną.
Przemoc seksualna jest czymś, co dyskredytuje twórcę, nawet takiego jak Polański, przynajmniej w Ameryce przekreśla. A przemoc nieseksualna, przemoc werbalna, agresja jakaś bezpośrednia w środowisku domowym, przynajmniej u nas jest wspominana, jest jakimś tam skandalem gazetowym, ale nie przebija się do szerszego odbioru. Chcemy widzieć ideał, widzieć pomnik, widzieć artystę jako kogoś pięknego w swej osobie i twórczości. I bronimy, nawet jak czasem w jakąś dyskusję się wdaję na temat czy to Kaczmarskiego, czy Młynarskiego na Facebooku, to jednak ludzie ich bronią, jednak nie przyjmują do wiadomości pełniejszego obrazu artysty, który wydaje mi się, jest ważny, jest potrzebny i takie bardziej wieloznaczne biograficzne na przykład filmy, bo wiadomo, że książka już się dziś tak nie przebije szerzej, a na przykład film biograficzny o Jacku Kaczmarskim ukazujący różne słabości, trudności, niefajne, być może niedobre zachowania w jego wykonaniu być może mógłby coś dać odbiorcy. Ten bardziej realny obraz twórcy, obraz człowieka, który przecież podobnie jak Michael Jackson na przykład był wychowywany od małego na artystę i z sukcesem artystycznym się to związało, ale też z różnymi osobistymi trudnościami, nałogami. To chyba generalnie tak jest, że realizowanie zbyt mocno jakiegoś pomysłu rodzica na dziecko przeważnie się źle kończy. Być może uogólniam, upraszczam, ale może nie jest dobrze, żeby rodzic za dużo miał pomysłów na to, kim dziecko ma być, jak ma funkcjonować i żeby rodzic realizował takie rzeczy. To przeważnie się raczej gorzej dla tego dziecka kończy niż lepiej. Znów można by dyskutować, czy sukces artystyczny kosztem szczęścia osobistego i jakiegoś spokoju duszy, czy to jest warte poświęcić dobrostan człowieka dla jego osiągnięć szerszych, dla społeczeństwa powiedzmy. Takiej biografii nie ma, nie zanosi się na nią.
Postać Kaczmarskiego jednak staje się coraz bardziej niszowa i ta rozpoznawalność maleje. Ja tu podaję w kontrze przykład też ważnej osoby dla polskiego środowiska naukowego, jaką był na przykład Zbigniew Religa. I w przypadku Zbigniewa Religi można było stworzyć dobry film pokazujący jego osobę, jego osiągnięcia, ale też te gorsze strony. Problem z alkoholem, jakieś różne emocjonalne trudności, zachowania mniej pożądane. Co jest, myślę, wartościowe, bo ludzie oglądając coś takiego, mogą jakąś świadomość psychologiczną, świadomość istnienia tej złożoności osobowości twórców, ludzi, którzy coś osiągnęli. Widz może zobaczyć taką osobę pod różnym kątem i być może czegoś więcej się dowiedzieć, mieć refleksję nad psychologią. Jakoś tak jest, że przynajmniej Zbigniew Religa, który nie był osobą mocno zakorzenioną w środowisku artystycznym, był lekarzem, naukowcem, politykiem bardziej prawicowym, a więc opcji nielubianej chyba dzisiaj szerzej, więc może łatwiej było do niego odnieść się krytycznie, pokazać ten obraz niejednoznaczny. A już w przypadku artystów jak Kaczmarski czy Młynarski to na ten moment jest próg nie do przeskoczenia. Z czasem ich rozpoznawalność będzie tylko maleć, więc pewnie nie doczekam się takiego przedstawienia tych osób. Czego żałuję, ponieważ wydaje mi się, że istotą prawdziwej sztuki, twórczości, wzniosłości dzieła artystycznego i kultury w ogóle nie jest piękno, nie jest tworzenie obrazów cudownych, anielskich, idealistycznych, lecz przede wszystkim powinno przynajmniej być celem ludzkiej działalności, także artystycznej, dążenie do poznania prawdy.
[03:35:00] - Felietonem Tomasza Fąsa kończymy kolejne wydanie „Bibliotekarium na żywo”. Byli z nami dzisiaj panowie z Bibliotekarium: Marek Żelkowski, Wiktor Żwikiewicz oraz nasz dzisiejszy gość Reda Hadad. Audycję jak zawsze ostro technicznie obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium i Book Radio. Dziękując za uwagę, dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień, tym razem w ABW. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.