[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Przedostatni poniedziałek roku 2021. Przed chwilą minęła na antenie Radia Paranormalium godzina 20.00, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycja o świadomości w całości na żywo. Dzisiaj z takimi dziwnymi problemami na łączach. Pan Sławek Bączkowski pojawia się i znika. Panie Sławku, czy się słyszymy?
[00:45] - W tej chwili tak.
[00:47] - Z dużym opóźnieniem i właśnie teraz pan Sławek znowu nam zniknął. Nie wiem, co się dzieje, ale mamy nadzieję, że jakoś uda się dzisiaj tę audycję poprowadzić. Jeszcze tylko pozwolę sobie gwoli zapowiedzi przypomnieć, że dzisiaj, w poniedziałek 20 grudnia, tuż po audycji „Świat oczami duszy” zapraszamy na jeszcze jedną audycję. Będą to lektury Paranormalium. Audycja połączona z konkursem, w którym będzie można posłuchać i wygrać oczywiście egzemplarz książki Roberta Noble „Nagual Julian”. Fanów książek Roberta Noble zachęcam do pozostania z Radiem Paranormalium dzisiaj troszeczkę dłużej. Tych z państwa, którzy nie są molami książkowymi, także zachęcam do spędzenia dzisiaj troszkę więcej czasu z Radiem Paranormalium. Mając taką nadzieję, że już dzisiaj nie będą nas trapić jakieś problemy z połączeniem, przypomnę jeszcze tylko kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów, tak jak zawsze: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać cały czas na GG pod numerem 36 08 80 02.
Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego na grupie Radia Paranormalium. Zachęcamy oczywiście do dołączania i do udzielania się tam. Jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Widzę, że pan Sławek na chwilę się pojawił na parę sekund i znowu wywaliło go z rozmowy. Także spróbuję teraz z panem Sławkiem. Panie Sławku, czy się słyszymy? Halo, halo.
[03:00] - Dziękuję panie Marku. Witajcie kochani bardzo serdecznie. Miała być audycja z dobrymi wieściami i takie wieści właśnie. Pierwszą, którą chciałem wam dzisiaj przedstawić, jest taka, że udało nam się połączyć, więc to jest z pewnością dobra wiadomość. Aczkolwiek te perypetie trochę potwierdziły moje przypuszczenia, domysły i podejrzenia, o których wam za chwilę powiem. Natomiast bardzo dziękuję na początku audycji za bardzo miłe komentarze pod poprzednią audycją. Zresztą nie ukrywam, że jeżeli są z nami tacy, którzy poprzedniej audycji nie słyszeli, to bardzo gorąco zapraszam do jej wysłuchania, ponieważ doszedłem do wniosku, że w poprzedniej audycji pojawiło się kilka naprawdę bardzo fajnych, ważnych tematów, które po głębszym przemyśleniu mogą rzucić trochę światła, kochani, na wasze życie. Na tyle uważam te tematy za ważne, że nawet wrzuciłem na jedną z grup tą audycję, żeby szersza grupa ludzi mogła też do niej dotrzeć. A wracając do moich przemyśleń, to właśnie czytając w ciągu ostatniego tygodnia różne posty, jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności trafiałem na posty, które dotyczyły tematu naszej audycji. Dlatego też zdecydowałem się nie tylko na swojej stronie wrzucić tą audycję, ponieważ mówiły o tym, o czym rozmawialiśmy w poprzedniej audycji.
Mówiły o tym też, o czym z panem Piotrem rozmawiałem, czyli o wierze i o tym, jak ona wpływa na nasze życie. Więc albo ktoś nas podsłuchuje, albo bardzo dużo osób w tym samym okresie czasu zaczęło wpadać na podobne przemyślenia, bądź wyciągać podobne wnioski, co mnie oczywiście bardzo cieszy i to jest kolejna dobra wiadomość. Kochani, zaczęliśmy nieśmiało od tego rachunku sumienia, a doszliśmy do bardzo ważnych tematów, jak tego rachunku sumienia można uniknąć, a i tak dowiedzieć się, co w nas siedzi, co w nas drzemieZ czego bardzo często nie zdajemy sobie sprawy. Kiedyś na wiele tematów rozmawialiśmy, ale był taki temat, kiedy ja mówiłem, idąc tropem mojego kolegi: „Pokaż mi swoją playlistę, a powiem ci, kim jestem”. Teraz odwracając troszeczkę sytuację, możemy dojść do takiego wniosku: opowiedz mi o swoim życiu, a powiem ci, w co wierzysz. Ponieważ właśnie tak to wygląda, że to, z czego częstokroć nie zdajemy sobie sprawy, z tego czegoś, co w nas jest, okazuje się, że to, co jest, co jest często nieuświadomione przez nas, i tak bardzo mocno determinuje jakość naszego życia. Czyli to, w co wierzymy, staje się naszą rzeczywistością, naszym doświadczeniem. Jeden z naszych słuchaczy poszedł o krok dalej i napisał, że wszystko to, w co wierzymy, to wszechświat nam to podsyła. Bardzo cenię, szanuję naszego słuchacza. Dawno go u nas nie było co prawda, natomiast nie zmienia to faktu, że tutaj podczas audycji mieliśmy okazję się poznać.
Zresztą tak samo poznać, jak z większością z was, czyli on usłyszał o mnie, a ja usłyszałem o nim i na tym nasza znajomość polega. Ja o części z was w ogóle nie mam zielonego pojęcia, o waszym istnieniu, ponieważ znam tylko tych, którzy się do mnie odzywają, piszą, czasami dzwonią bądź udzielają się na czatach, bądź piszą komentarze. Natomiast całej reszty z was, kochani, nie mam przyjemności poznać nawet w takiej formie. Natomiast wracając do tej wypowiedzi mojego kolegi, chciałem się troszeczkę do tego odnieść, bo często właśnie w różnego rodzaju modlitwach, afirmacjach, poglądach, przekonaniach panuje takie przekonanie, że wszechświat nam coś zsyła. I to coś się w naszym życiu pojawia, objawia. Często niektórzy tak właśnie mówią o prawie przyciągania, że to właśnie wszechświat zsyła na nas różnego rodzaju doświadczenia czy okoliczności. Oczywiście czasami tak się dzieje. Są takie przypadki, że pewne rzeczy, takie ważne rzeczy w naszym życiu zdarzyć się muszą. To jest pewnego rodzaju taka forma przeznaczenia, na którą oczywiście też w pewien sposób z duchowego punktu widzenia wyrażamy zgodę, bądź wręcz pragnienie, aby takie doświadczenie z jakiegoś powodu przeżyć. Nie zawsze ten powód jest ważny dla nas, ale na przykład może być ważny dla innych osób i my, aby duchowo rozwijać jeszcze bardziej swoją empatię, swoją miłość do ludzi i też miłość do samego siebie, żeby ją szkolić sobie i trenować, decydujemy się na różnego rodzaju wejście na ziemię w sytuacje z ukierunkowaniem na innych.
Często jest to też wynik naszych poprzednich doświadczeń czy naszego poprzedniego życia, czy żyć na przykład, w którym byliśmy egoistami i chcemy poznać tę sytuację od drugiej strony, czyli jak to jest, kiedy my odnosimy wrażenie, że wszyscy wokół nas są egoistami i nas wykorzystują. Tu oczywiście powodów jest całe mnóstwo i najprawdopodobniej co człowiek, co dusza to inna sytuacja i inna historia. Natomiast czasami tak bywa, że pewne rzeczy w naszym życiu wydarzyć się muszą. Natomiast z duchowego punktu widzenia jesteśmy, przynajmniej w tym momencie, kiedy jesteśmy duchowi, jesteśmy świadomi tego, że coś takiego będzie miało miejsce. Oczywiście na ziemi ta duchowa pamięć bardzo często jest przez nas i przez świat stłumiona, przyciszona, wyciszona, zagłuszona bądź sami nie dajemy sobie szansy na to, żeby tę swoją duchową cząsteczkę w sobie w jakiś sposób może nie obudzić, bo ona nie śpiDusza to nie jest sowa, która na noc idzie spać, siada sobie na gałęzi i medytuje. Ona jest aktywna 24 godziny na dobę. Natomiast my często ignorujemy i wręcz olewamy, zagłuszamy to, co ona próbuje do nas powiedzieć. Ale o tym za chwileczkę, bo to jest kolejna dobra wiadomość dzisiejszego wieczoru. Natomiast część rzeczy musi się wydarzyć w życiu. Te rzeczy, te sytuacje są mniej bądź bardziej znamienne dla naszego życia.
Znamienne, czyli mogące w zdecydowany sposób wpłynąć na nasze dalsze życie. Bo te historie, które my nazywamy tragicznymi, dramatycznymi, one ze względu na bardzo silne emocje mogą odmienić nasze dalsze życie. To są, tak jak w moim wypadku, była choroba i śmierć syna. Takich przypadków też znam więcej, kiedy właśnie rodzice musieli pożegnać się ze swoimi dziećmi. Ale są to też sytuacje zdrowotne, często wypadkowe, jakieś tragedie rodzinne. I to jest zarezerwowane dla pewnej grupy osób. Natomiast w większości wypadków są to sytuacje pod tytułem na przykład słabe wykształcenie, które owszem, w decydujący sposób wpływa później na nasze życie, natomiast nie jest tak spektakularne. Jest niby kwestią naszego wyboru, wychowania, otoczenia, rodziny, jakichś uwarunkowań społecznych. Czyli tak w zasadzie: „Źle się uczyliśmy, nie chciało nam się, nie poszliśmy na te studia, nie poszliśmy do dobrej szkoły, nie szliśmy za marzeniami”. Więc one tak z pozoru wyglądają jak nasz wybór, jak nasza decyzja.
Natomiast one mogą być w pewnym sensie przez nas gdzieś tam zaplanowane, że jednak będziemy prowadzili życie robotniczo-chłopskie, jak ja to nazywam. I one nie są takie spektakularne, nie są takie tragiczne, ale na nasze życie w dużej mierze wpływają. Natomiast na to też mamy gdzieś tam, w którymś momencie swojego życia wpływ. I o tym wam właśnie chciałem powiedzieć, że jest część rzeczy, które się muszą wydarzyć, natomiast cała reszta rzeczy jest w dużej mierze uzależniona od naszych decyzji, od naszej woli, od naszych chęci. I to, co żeśmy ustalili w poprzedniej audycji, od naszej wiary, od tego, w co wierzymy. A nazywając rzeczy po imieniu, od tego, co zostało wprowadzone do naszej ziemskiej podświadomości. Jakie wartości, jakie prawdy, jakie przekonania zostały wprowadzone do naszej podświadomości. Pewnie teraz część z was się wystraszy, że ja znowu wrócę do tematu podświadomości i znowu ją będę wałkował. Pewnie w którymś momencie tak się wydarzy. Natomiast żeby uzasadnić troszeczkę swoją wypowiedź, powołam się już teraz na źródła naukowe.
A tutaj się okazuje, że fizyka kwantowa bardzo mocno bada te rejony i okazuje się, że to, co my myślimy o sobie i o naszym mózgu jest w większości wypadków mylne. Każdy człowiek uważa się za istotę myślącą. Jest przekonany, że wszystko, co dzieje się w jego życiu jest za jego zgodą, jest kwestią jego świadomego wyboru, jest przemyślane, jest w jakiś sposób zaplanowane, uzgodnione, a jeżeli coś idzie nie tak, to najczęściej jest to kwestia czynników zewnętrznych. Natomiast nauka w tejże dziedzinie badania naszego mózgu i tego, co się z nim dzieje pokazuje, że do naszego świadomego umysłu, czyli do tego, co rozpoznajemy jako świadome, do tego, co sobie uświadamiamy, dociera 2000 bitów. Oczywiście jest to określenie informatyczno-komputerowe i tak na dobrą sprawę dużo, niedużo tego nikt nie wie. Informatycy wiedzą, czy 2000 bitów to jest dużo. Natomiast żeby zrozumieć, czy to jest dużo, czy niedużo, to dodam, że do naszego świadomego umysłu dociera 2000 bitów z 400 miliardów bitów, które nasz mózg obrabia w ciągu sekundy.Więc dwa tysiące w porównaniu z czterystoma miliardami w ciągu sekundy. Nie jestem informatykiem, nie wiem, jakie są moce obliczeniowe potężnych komputerów używanych profesjonalnie i nie wiem, czy to jest dużo informacji, czy nie. Natomiast procent informacji, które docierają do naszego świadomego umysłu, to jest dwa tysiące do czterech miliardów. Więc jakby to tak na szybko, bo tego już nie przeliczyłem, ale jeżeli odetniemy trzy zera, to zostaje nam dwa do czterystu milionów, czyli jeden do dwustu milionów.
Jedna dwustomilionowa bitów dociera do naszego świadomego umysłu. Pozostałe prawie dwieście milionów bitów dzieje się w naszym mózgu poza naszą świadomością. Patrząc na to z tej perspektywy, trudno siebie nazwać osobą świadomą. Oczywiście na te pozostałe dwieście milionów bitów składają się wszystkie procesy fizjologiczne, jakieś tam inne, za które odpowiada mózg, życiowe, które dzieją się w nas cały czas bez konieczności nawet tego kontrolowania, ponieważ umówmy się, że nie chcielibyśmy raczej tracić swojego dnia na analizowaniu i kontrolowaniu tego, ile na przykład krwi dopłynie do poszczególnych naszych komórek. Myślę, że mamy ciekawsze i fajniejsze rzeczy w ciągu dnia do zrobienia niż poświęcanie temu uwagi. Ilość bić serca i całe mnóstwo impulsów elektryczno-jakichś tam innych, które do naszego mózgu docierają. Natomiast w dalszym ciągu to jest jeden do dwustu milionów. Ciekawe jeszcze, ile w tych dwustu milionów bitów na sekundę informacji, które docierają do naszego mózgu, dotyczy naszego życia. Nie tego biologicznego, nie tego fizycznego, nie dotyczy naszego organizmu, tylko naszego życia. Czy to są dwa bity, czy może dwa tysiące bitów?
A może dwieście tysięcy bitów informacji, decyzji naszych życiowych, z których nie zdajemy sobie zupełnie sprawy? Przede wszystkim warto od czasu do czasu podziękować swojemu mózgowi za to, że odwala za nas taki kawał roboty, w którą my nie musimy się angażować. Ale z drugiej strony warto też pomyśleć o tym, czy go czasami z jakichś tam rzeczy i informacji zupełnie mu do niczego niepotrzebnych odciążyć. Tu się kłania audycja o higienie myśli i higienie emocji, o przebodźcowaniu naszego mózgu informacjami, które w żaden sposób nie dotyczą nas, a jednocześnie są dostarczane jemu do obróbki tak, jakby miał mało jeszcze do roboty. Stąd często jest zmęczenie, przemęczenie, poddenerwowanie, rozdygotanie, gonitwa myśli. Ponieważ ten mózg cały czas musi się zajmować. Kochani, dlaczego o tym mówię? Dlatego, że wiedza o nas samych jest bardzo istotnym czynnikiem, który może pozwolić nam nasze życie modyfikować, to, co się w tym życiu dzieje. I upieranie się przy tym, że ja wszystko wiem, ja wszystko kontroluję, ja mam świadomość, ja to wszystko rozumiem i tak dalej, jest troszeczkę takim brnięciem alkoholika w to, że on nie jest alkoholikiem. A tak naprawdę jakiekolwiek leczenie czy jakakolwiek nauka zaczyna się wtedy, kiedy mamy świadomość tego, że jesteśmy chorzy i mamy świadomość tego, że możemy czegoś jeszcze nie wiedzieć.
Bo z tego, czego nie wiedzieliśmy w naszym życiu do tej pory, doskonale sobie zdajemy sprawę. Ponieważ w różnych momentach naszego życia coś nas zaskakiwało i dowiadywaliśmy się, że tego nie wiedzieliśmy. Natomiast nadal nie wiemy, czego jeszcze nie wiemy. I to jest rzecz, której żaden człowiek nie jest do końca pewien. Owszem, wiemy na przykład, że nie znamy budowy silnika odrzutowego. To wiemy. Wiemy, że nie wiemy, ale nie wiemy, czego jeszcze nie wiemy, o czym się w życiu, w przyszłości jeszcze dowiemy, co nas zaskoczy bądź spowoduje tą właśnie refleksję: „Kurczę, nie wiedziałem”. Dlatego kochani, miejcie za uszami. Miejcie w swojej świadomości, że to, co o sobie wiecie jest fajne, ale to obejmuje tylko jedną dwustomilionową bitów, któreNasz mózg w każdej sekundzie naszego życia obrabia. To jest pewnie uśrednione trochę, bo nie będę się upierał, że z taką samą intensywnością nasz mózg pracuje przez 24 godziny na dobę, bo akurat inne badania dowodzą, że tak nie jest.
Natomiast uśredniając, świadomi jesteśmy jednej dwustomilionowej tego, co dociera do naszego mózgu. I nie wiemy tak naprawdę, ja też nie wiem, też nie mam stuprocentowej pewności. Mam stuprocentową pewność, że jeszcze coś we mnie jest, czego nie wiem, czego o sobie nie wiem. Jestem o tym na 100% przekonany. Nawet ostatnio miałem jakąś tam historię i nawet żeśmy z moją połówką na ten temat rozmawiali, że na podstawie snów między innymi zaczęły wyłazić jakieś historie, które wydawało mi się, że już nie powinny się pojawiać w moich myślach, w moich emocjach. Że jeszcze jakiś tam kawałeczek, jakaś tam drzazga delikatna jeszcze gdzieś tam siedziała i jeszcze w niektórych sytuacjach zakłuła. Więc pamiętajcie, kochani, o tym dobrze. Pamiętajcie, cały czas pamiętajcie o tym, że świadomie ogarniamy tylko tak naprawdę marginesik informacji, które docierają do naszego mózgu. Marginesik, taki tyci, tyci, taki łepeczek od szpileczki ogarniamy. I bądźcie czujni, bo czasami informacje do nas na temat tego, co nie wiemy, spływają z innego źródła.
I tu właśnie wrócę do tego wątku o tym, co słuchacz napisał, czy też słyszę, czytam w innych miejscach, że wszechświat nam daje, umożliwia, zsyła. Wszechświat, źródło, sfera duchowa zsyła nam najczęściej te przypadki, o których mówiłem na początku. Te takie rzeczy, które w naszym życiu wydarzyć się mają. Natomiast cała reszta rzeczy, które spotyka nas w życiu, jest taką subtelną grą właśnie naszego nieuświadomionego umysłu i naszej duszy. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ jeżeli wszechświat nam coś zsyła, to po co poznawać samego siebie? Po co cokolwiek robić z samym sobą? Po co poznawać samego siebie, kiedy prostszym jest poświęcić ten czas na proszenie wszechświat, aby nam coś dał, skoro daje nam to. To było takie, że jeżeli mówisz, że nie masz czasu, to wszechświat będzie ci zsyłał kolejne sytuacje, żebyś tego czasu nie miał, żeby to było w zgodzie z tym, co wierzysz i w zgodzie z tym, co myślisz. Więc może zacząć prosić wszechświat o to, żeby dał nam więcej czasu.
Skoro go nie mamy, to po co robić coś z samym sobą? Lepiej poprosić wszechświat, żeby nam dał. I tu się kochani kłania poprzednia audycja. Nie chcę już do tego wracać, natomiast pozwolę sobie przypomnieć, bo to ważne, że bez zmiany tego, co jest w nas, nasze prośby mogą być zupełnie inaczej zinterpretowane. I na przykład, jeżeli nie mam czasu, a chcę go mieć, to proszę wszechświat, żeby mi zesłał czas, żeby mi załatwił więcej wolnego czasu. Jaka jest najprostsza metoda załatwić komuś więcej czasu? Jak można to załatwić? Gdybyście mieli taką moc, jak załatwić człowiekowi więcej czasu? Człowiekowi, który ma nawyk zajmowania się wszystkim zaraz, natychmiast, bez żadnej segregacji rzeczy na ważne, mniej ważne, nieważne, pilne, niepilne. Jak załatwić człowiekowi taki czas?
Najprościej na przykład takiemu człowiekowi, który po prostu bezgranicznie poświęca się pracy i swoim obowiązkom zawodowym. Najprościej jest mu odebrać pracę, spowodować, żeby on tą pracę stracił. Tada! Prosiłeś o czas. Masz czas. Świadoma zmiana w sobie będzie powodować to: nie mam czasu dla siebie, dla rodziny, ponieważ poświęcam go zbyt dużo na przykład pracy. Więc muszę pewne rzeczy przewartościować, zmienić, bo na przykład zaczynam zauważać, że tą moją nadgorliwość wykorzystują inni, obarczając mnie swoimi obowiązkami. Ja dlatego nie mam czasu, bo załatwiam sprawy za innych. Ale dlaczego załatwiam sprawy za innych, chociaż to nie wynika tak do końca z mojego zakresu obowiązków? Bo chcę być potrzebny, bo chcę być ważny, bo chcę być dowartościowany.
Bo nie dbam o siebie. Bo nie kocham samego siebie. Bo daję się w pewnym sensie wykorzystywać. Wyrażam zgodę na to, żeby inni mnie wykorzystywali, ponieważ w ten sposób podnoszę swoją samoocenę.Oczywiście tych czynników może być całe mnóstwo. Chęć udowodnienia sobie czegoś. Może wzorzec niedoskonałości wyniesiony z domu. Może wzorzec, w którym ojciec powiedział, że dojdziesz do czegoś tylko swoją ciężką pracą. Jeżeli nie dotrzemy do tego wzorca, jeżeli nie zmienimy tego w sobie i będziemy prosili wszechświat o więcej wolnego czasu, to możemy obudzić się z bardzo dużą ilością czasu, ale bez pracy. Człowiek świadomy potrafi dostrzec granicę, w której zaczyna robić coś kosztem samego siebie. Człowiek świadomy potrafi odróżnić pomoc od wykorzystania.
Człowiek świadomy potrafi zrozumieć, że moja chęć siedzenia po 16 godzin w pracy nie wynika tylko i wyłącznie z oczekiwań mojego szefa, tylko często z chęci udowodnienia samemu sobie swojej własnej wartości bądź na przykład wzorca, że dojdziesz do czegoś, ale tylko swoją ciężką pracą. Jest, kochani, taki fajny mechanizm, który nazywa się intuicją. Nazywamy to potocznie intuicją. To jest mechanizm, w którym pewne informacje z nas samych próbują do nas przemówić. I wyjaśnię wam, co się dzieje, kiedy zaczynamy ten mechanizm, kiedy go już aktywujemy i wsłuchamy się w niego, zaczniemy odbierać od niego informacje. A co się dzieje, kiedy te informacje ignorujemy? To, co niektórzy właśnie nazywają zsyłaniem przez wszechświat, jest niczym innym jak naszą podświadomością połączoną czy ubraną w nasze ziemskie ego. I to wygląda mniej więcej tak. Spotykamy na swojej drodze trzech pracodawców. Idziemy na rozmowę do trzech różnych miejsc, być może w podobnym zawodzie, bo takie mamy wykształcenie, więc szukamy pracy w swoim zawodzie.
I idziemy na trzy rozmowy kwalifikacyjne. Co w pierwszej kolejności decyduje o tym, o której z tych prac zaczynamy myśleć w kategoriach zainteresowania i chęci pójścia akurat do tej pracy, a nie do dwóch pozostałych? Co decyduje? Jakie aspekty? Wszystkie aspekty. Ponieważ dotyczy to spraw bardzo materialnych, bardzo ziemskich, więc są uruchamiane w pierwszej kolejności wszystkie aspekty ziemskie, które bierzemy pod uwagę. Ja mówię w większości przypadków. Warunki pracy, pensja, możliwość kariery, ale jednocześnie też uruchamiamy, czy uruchamiają się w nas wzorce podświadomości pod tytułem: poradzę sobie, nie poradzę. Dla mnie, nie dla mnie. Nadaję się, nie nadaję.
Wzorce wyniesione z domu pod tytułem kierownicy kłamią i oszukują, i kradną. Ja nie chcę być kierownikiem. Ja myślę o sobie i wierzę w to, że bardziej nadaję się do pracy samodzielnej niż pracy w grupie, ponieważ nie umiem współpracować z ludźmi. Nie lubię współpracować z ludźmi, nie lubię ludzi. Ludzie mnie denerwują. Ja nie chcę, żeby ktoś wydawał mi polecenia, bo ten ktoś jest na pewno względem mnie wredny. W dużych grupach ludzie wykorzystują się nawzajem. Jest cały tygiel rzeczy i emocji, które się pojawiają. I mimo że jedna z tych ofert może być dla nas bardzo atrakcyjna, jeżeli jest niezgodna z naszą podświadomością, my tą ofertę odrzucimy na podstawie tego, w co wierzymy, a raczej „wierzymy” o czym jesteśmy przekonani na temat swojej osoby i możliwości poradzenia sobie na takim stanowisku. Może to też działać w drugą stronę, że ktoś mile połechcze nasze ego, powie: „No tak, z pewnością sobie poradzisz.
Jesteś idealny na to stanowisko. Tak naprawdę jestem przekonany, że będziesz świetnym pracownikiem. Że będziesz idealnie pasował na to stanowisko”. Ale jednocześnie będzie wiedział, że nie masz uprawnień do tego czy wiedzy, czy doświadczenia, więc zapłaci ci połowę pensji, którą by zapłacił człowiekowi, który jest wykwalifikowany na tym stanowisku, a i tak będzie od ciebie wymagał tego wszystkiego, co wymagałby od niego, płacąc mu dwa razy więcej. Po to jest potrzebna wiedza o samym sobie. I to jest droga, którą wybieramy, a raczej na podstawieKtórej dokonujemy wyboru w swoim życiu, nie uruchamiając czegoś takiego jak intuicja. Intuicja, czyli nasz wewnętrzny duchowy doradca, osobisty, personalny, który będzie nam mówił: „Uważaj, uważaj, zaczynasz wchodzić w klimat, z którego właśnie się wyplątałeś. Nie bądź uparty, nie bądź podświadomy, tylko zauważ, że to śmierdzi tym samym, co już przerabiałeś. Co przed chwilą właśnie z wielkim żalem, krzykiem i awanturą zakończyłeś”. Nasz doradca wewnętrzny duchowy mówi nam również o tym, jakie są bądź mogą być intencje drugiego człowieka względem nas.
Ponieważ doskonale wyczuwa emocjonalność i duchowość drugiego człowieka. „Uważaj, ten człowiek nie ma dobrych myśli względem ciebie”. Albo powie ci: „Słuchaj, spróbuj. Ten człowiek chce ci w jakiś sposób pomóc. Daje ci szansę. To jest właśnie to, czego pragnąłeś, o czym marzyłeś. Co jest dla ciebie. Jest to inne niż to, co robiłeś do tej pory, ale bliższe tobie. Spróbuj. Podejmij wyzwanie.
Nie bój się. Poradzisz sobie”. Kochani, wszechświat nie jest narzędziem, które coś daje albo coś zabiera. Wszechświat tworzy sytuacje. Ludzie, wszechświat tworzy sytuacje, w których my mamy dokonać wyboru. I to od naszego wyboru zależy, w którym kierunku w swoim życiu dalej pójdziemy. Oczywiście mówię wam o dwóch źródłach informacji, które w nas są i zawsze o tym przypominam i z pewnością będę przypominał, że nie jesteśmy osobami tak do końca świadomymi, dopóki nie włożymy w to wysiłku, aby poznać samych siebie. Nie jesteśmy do końca pewni. Nie możemy być do końca pewni, do jakiego wyboru w życiu będzie namawiać nas nasza podświadomość, jeżeli jej nie poznamy. Ponieważ w naszej podświadomości jest najprawdopodobniej tyleż samo wzorców, które nam służą, jak wzorców, które nas ograniczają.
Pytanie jest: które z tych wzorców mają dla nas większą wartość? Które z tych wzorców stanowią podstawę naszej wiary? Wiary w siebie, wiary w ludzi, wiary w świat, wiary w szczęście w życiu, wiary w to, że będą nas w życiu spotykać dobre rzeczy. Bo w naszej podświadomości mogą być również informacje o tym, że nic nam w życiu się nie uda. Jeżeli przyjrzycie się bądź zastanowicie się nad swoim życiem, zresztą nawet nie nad swoim życiem. Kochani, przyjrzyjcie się życiu innych ludzi. Przyjrzyjcie się swoim przyjaciołom, bliskim, znajomym, rodzinie, którzy mają małe dzieci. I spójrzcie, posłuchajcie, popatrzcie, ile pozytywnych informacji na temat dziecka przekazują rodzice w ciągu dnia. Ileż w wypowiedziach, w rozmowach rodzica z dzieckiem pada dobrych słów na jego temat, czy w ogóle dobrych słów, a ile pada złych słów. Złych, czyli negatywnych.
Jeżeli jest to malutkie dziecko, to jest nadzieja, że tych dobrych słów, słów takich z miłości, z troski pada więcej. Natomiast z każdym rokiem dziecku przekazuje się coraz więcej negatywnych informacji o nim, o jego otoczeniu, o świecie, o ludziach, o życiu. Przyjrzyjcie się i posłuchajcie tego, co rodzice mówią do swoich własnych dzieci i wtedy z dużym prawdopodobieństwem możecie przełożyć to na to, czego nie pamiętacie. Czyli ile negatywnych informacji o życiu, o was, o świecie, o waszym otoczeniu, o waszych bliskich zostało przekazanych wam. Ponieważ tu nie ma żadnej złej woli ze strony naszych rodziców czy waszych rodziców. Nie było żadnej złej woli. Po prostu ludzie mają zwyczaj relacjonowania tego, co wokół nich się dzieje w kręgu rodziny.Po prostu. I wszelakie rozmowy rodziców przy stole z wujkami, z ciociami, w otoczeniu czy w towarzystwie dzieci są dla dziecka informacją o świecie, o życiu. To mniej więcej w większości wypadków wygląda tak samo, jak z naszą świadomością tego, co dociera do naszego mózgu. Świadomi jesteśmy jednej dwustomilionowej.
I tak samo w tym natłoku informacji, które otacza dziecko, nawet jeżeli nie jest to kierowane bezpośrednio do niego, to większość informacji w normalnych domach. Ja nie mówię o patologicznych, ja mówię o normalnych domach. W pracy się coś nie udało. Sąsiad zajechał mi drogę. Ktoś mi obrysował. Ktoś wyrzucił śmiecie. Jakiś kurier nie dostarczył paczki. Jakaś pani się pomyliła i wzięła za dużo pieniędzy. Pani w sklepie była nieprzyjemna. Dzisiaj w autobusie jakaś babka rozmawiała o czymś tam, co mnie bardzo wkurzyło.
Szef nie dał podwyżki. Nie dostałem urlopu. Musimy przełożyć wyjazd, bo nas nie stać. Jest kiepska pogoda. Zaspałem. Ty zaspałeś. Spóźnię się przez ciebie do pracy. To są normalne rozmowy w normalnych domach, kochani. Bez przekleństw, bez wulgaryzmów, bez patologii. To są informacje, które otaczają dziecko.
I tak samo otaczały nas w dzieciństwie, nawet jeżeli żyliśmy w normalnej rodzinie. Ludzka natura ma to do siebie, że skupia się przede wszystkim na rzeczach negatywnych. I te wszystkie rozmowy, to wszystko, co otacza dzieci w tej chwili, otaczało również nas bez żadnych złych intencji. Natomiast przedstawiało obraz świata ludzi, życia jako prawdę o świecie, o ludziach, o życiu. I ta prawda, w której my uczestniczyliśmy, stała się naszą prawdą o sobie, o świecie, o ludziach. I ona, ta prawda, cały czas w nas jest. Owszem, jest modyfikowana, może delikatnie zmieniana, ale w jakim stopniu? Tego, kochani, nie dowiecie się, dopóki nie spróbujecie poznać samych siebie. I to ta prawda, ta wiara w to, w czym uczestniczyliśmy w naszych rodzinach, jest wiarą, która powoduje, że nasze życie wygląda tak, jak wygląda. Nawet jeżeli rodzice prowadzili normalne relacje małżeńskie, bez nadmiernej miłości, bez nadmiernej czułości, tak po prostu żyli, jak gro ludzi żyje.
Natomiast dużo opowiadali o zdradach, o kłótniach, o awanturach, bo to bardzo często. Zośka znowu się rozstała. Mietek ma taką fajną dziewczynę nową, poznał, przed żoną to ukrywa. Nie wiem, czy mam mu powiedzieć, czy nie powiedzieć. To są rozmowy, wszystko w normalnych domach i w tych wszystkich rozmowach dzieci bardzo często uczestniczą. Tak samo, jak uczestniczyliśmy my, kochani, chociaż oczywiście ich nie pamiętamy. Dlatego jeżeli nie chce wam się, nie macie odwagi, chęci, pomysłu, jak przypomnieć sobie. Zresztą nie musicie przypominać. Ja do tego też nie namawiam. Więc nie chcecie grzebać w swoim dzieciństwie, to przyjrzyjcie się rozmowom swoich przyjaciół, swoich bliskich, swojej rodziny z dziećmi.
A może przyjrzyjcie się też temu, o jakich tematach wy rozmawiacie przy dzieciach. To wszystko buduje ich przekonanie, wiarę o życiu, o ludziach, o świecie. Tak samo, jak budowało nasze przekonanie o życiu, ludziach i świecie w naszych domach rodzinnych. Teraz mamy w naszych życiach tego efekty. Kochani, zbliża się właśnie ten czas, kiedy gro z nas będzie miało możliwość przyjrzenia się temu, jakie wzorce zostały przekazywane w waszych rodzinach. Będziecie się spotykać teraz z siostrami, braćmi, siostrzenicami, siostrzeńcami, dziadkami, babciami. To jest ten czas. Posłuchajcie. Oczywiście, jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś o swojej wierze, o swoich prawdach, posłuchajcie, o czym w te dni przy wigilijnym stole, podczas życzeń, jak one będą wyglądały. Czego w waszych rodzinach się życzy?
Stu tysięcy na czarną godzinę, zdrowia, bo jak jest zdrowie, to jest wszystko, dobrej pracy. Słowo dobra praca, słowo klucz przynosząca dużo pieniędzy. Przyjrzyjcie się temu, bo to jest jedyny czas w roku, kiedy ludziePozwalają sobie, nie zawsze, ale często na więcej niż przez pozostałe dni w roku. Wykorzystajcie tę okazję do tego, żeby w ten sposób dowiedzieć się, w jakich prawdach byliście wychowywani, w jakich prawdach i z jakimi prawdami, które z czasem stały się waszą wiarą i przekonaniem o świecie, życiu i ludziach, weszliście w dorosłość. I może też w ten sposób zrozumiecie, dlaczego wasze życie wygląda tak, jak wygląda i na ile te prawdy, których już nie pamiętacie, z których nie zdajecie sobie nawet sprawy, decydują o tym, jak dzisiaj, 20 grudnia wygląda wasze życie. Jeszcze jedna rzecz, kochani. Zwróćcie uwagę na jedną rzecz. To, co ja przedstawiam w swoich audycjach. Zawsze przeciwstawiam sobie dwie rzeczy: że rolą człowieka rozwijającego się świadomie, świadomość jest zrozumieć, co w podświadomości go ogranicza i jak bardzo brakuje mu miłości do samego siebie. Więc spróbujcie sobie właśnie w ten świąteczny czas uświadomić, jakie mieliście szanse na to, aby w waszej podświadomości pojawiły się wzorce miłości do samego siebie.
Jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś was tej miłości do samego siebie i do innych ludzi kiedykolwiek próbował nauczyć? I czy jest szansa, żeby wzorce miłości do innych i do samego siebie pojawiły się właśnie w waszej podświadomości? To jest ten moment w roku, kiedy można to w sposób bardzo taki w zasadzie prawie organoleptyczny kochani sprawdzić. To jest ten moment. Złożę wam teraz życzenia świąteczne. I nie oczekujcie, że moje życzenia bez waszego udziału się spełnią. Ponieważ ja do naszych relacji nie będę mieszał wszechświata, Boga, Stwórcy czy jakichś innych sił nadprzyrodzonych. Kochani, to, czego każdemu człowiekowi brakuje, to, czego każdy z nas powinien się uczyć, to jest właśnie przede wszystkim miłość do samego siebie. A tę miłość do samego siebie możecie dać sobie tylko wy. Nikt wam nie da miłości do samego siebie, więc nie mogę wam dać też i ja.
Ale życzę wam z całego serca, abyście zrozumieli, że to jest najcenniejsza rzecz, o jaką powinniście zabiegać i do jakiej powinniście dążyć. Do nauczenia się tego, czego nikt nas nie nauczył. Miłości do samego siebie. Więc poproście albo nie. Nie zostawiajcie sprawy przypadkowi. Kupcie sobie, sami sobie kupcie prezent pod choinkę. Zapakujcie go. Kupcie sobie coś, czego normalnie byście sobie nie kupili. Nie użytkowego, tylko takiego od czapy. Niech to będzie drobiazg.
Zapakujcie go sobie pięknie, włóżcie do środka karteczkę. Z miłości do samego siebie, a na karteczce z imieniem napiszcie: kochanemu, kochanej i wpiszcie swoje imię. Takiego prezentu Wam kochani na święta życzę. Takiego objawu miłości do samego siebie, który być może, mam nadzieję, trzymam za to kciuki i tego Wam życzę, będzie początkiem zadbania o samego siebie, początkiem drogi ku miłości do samego siebie. A z takich prozaicznych rzeczy, tego Wam z całego serca życzę. A z takich prozaicznych rzeczy to oczywiście niezapomnianych wrażeń w gronie rodzinnym. Miłości, radości, szczęścia, uśmiechu, wszystkiego tego, co napełni wasze serca i waszą podświadomość wzorcem, że da się. Że da się żyć z miłością do samego siebie i z miłością do innych ludzi. Kochajcie się, okazujcie sobie tę miłość. Lepszej okazji w tym roku mieć nie będziecie.
Ściskam was bardzo gorąco, bardzo serdecznie, z miłością przytulam. Wszystkiego dobrego życzę, naprawdę z serducha. I cóż, podzielcie się ze mną tym, co kupiliście sobie jako prezent z miłości do samego siebie. Pięknego, wielkiegoI obfitego w niespodzianki Świętego Mikołaja wam życzę, pozdrawiając was bardzo gorąco, bardzo serdecznie i dziękując jak zwykle za cierpliwość w przedłużonej kolejnej audycji. Dziękuję wam. Nie wiem, jak tam sytuacja z komentarzami, ale myślę, że dobrze nam zrobi chwila przerwy. Nawet gdyby tych komentarzy i przywitań było tylko kilka, to z chęcią po przerwie do tego wrócimy, bo pan Marek jak zawsze jest przygotowany do zrobienia nam przerywnika.
[55:31] - Oczywiście, jak najbardziej. Mam już przygotowany utwór. Komentarzy jest dosyć sporo. Troszeczkę przedostało się też do tych komentarzy takich wewnętrznych rozmów, ale słuchacze trzymają się również w tych wewnętrznych rozmowach tematu audycji. Także postanowiłem też te wiadomości i te rozmowy wewnętrzne panom przekazać. Na antenie Radia Paranormalium będziemy teraz robić krótką przerwę. Krótki przerywnik muzyczny. Krótki-niekrótki, około sześciu minut z taką fajną ambientową muzyką dzisiaj spędzimy. Zagra nam Electronautic utwór zatytułowany „Out of Phase”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu.
Zostańcie państwo z nami. Wracamy na antenę już za jakieś sześć minut. Po tym krótkim przerywniku muzycznym powracamy do audycji Świat Oczami Duszy. W drugiej części audycji oczywiście pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze z czatów i się do nich odnosił. Będziemy także czekać na wasze telefony. Linia telefoniczna jest już otwarta. Można do nas dzwonić na nasze numery telefonów: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radio Paranormalium.
Zachęcamy oczywiście do dołączania i do udzielania się, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Tutaj słusznie jeden słuchacz czy chyba dwóch słuchaczy zauważyło na czacie, że w paru momentach nam dzisiaj audycję jeszcze przerwało. Natomiast ja audycje na żywo od dłuższego już czasu, właściwie już od lat nagrywam na wszystkich możliwych komputerach, na których się da. Także w jednym komputerze połączenie może się urwać, ale będzie się ono kontynuowało na innym komputerze, więc nic nie ginie. O ile nie padnie router, do którego wszystkie komputery są podpięte, bo wtedy to już jest kaplica. Na dzisiaj oczywiście router na szczęście nie odmawia posłuszeństwa, nie protestuje. Także na drugim komputerze to, co dzisiaj nie zabrzmiało na antenie się nagrało i właśnie to nagranie w tle sobie powolutku już obrabiam, żeby ładnie wszystko brzmiało, gdy audycja trafi już do naszego archiwum.
[01:04:36] - Pan Marek jak zawsze na posterunku kochani. Ja dlatego bardzo spokojnie prowadzę tę audycję, ponieważ wiem, że pan Marek tam zawsze czuwa. Dzisiaj też jakoś udało nam się z tych perypetii wcześniejszych wyjść, więc dzięki panu Markowi możemy nasze spotkanie w spokojnej atmosferze kontynuować. Ja na początku przeczytam powitania. Marek Ziarko, Sabina, Tomasz Stępień, Łukasz Lempicki. Tutaj są pewne wyznania miłosne. Widzicie, audycja jeszcze się na dobre nie rozkręciła, a już pojawiła się miłość. Super! Nie będę tego tutaj upubliczniał, bo to bardzo intymne sprawy, ale bardzo się cieszę. Klaudia też się pojawiła.
Bartek, Agata ze wschodniej Polski, Mystic z Hamburga. 54sarin pozdrawia nas z oddziału covidowego, życzy zdrówka. „Wasz program jest remedium na bezsenność.” I speak English. Mystic pisze do mnie: „No to się poznajmy. Mam na imię Przemek. Bardzo miło cię poznać Sławek.” Bardzo miło cię Przemku poznać również. Mietek9406, Paméluna. Klaudia pisze: „Wszechświat wie, co robi.” Ja tutaj znowu się odniosę do tego. Kochani, w jednej z audycji przedstawiałem wam swoją interpretację słowa cud. Brzmi ona: czas unieść dupę, wtedy ten cud się może wydarzyć.
Dla mnie troszeczkę mieszanie tych wszystkich czynników zewnętrznych, choćby negatywnych i też pozytywnych, boskich, cudownych jest dla mnie osobiście przeniesieniem uważności z siebieJa myślę, że jednak uważność skierowana na samego siebie może przynieść więcej efektów niż proszenie i zastanawianie się, co wszechświat ma zrobić, co zrobił, czego nie zrobił, czy robi dobrze, czy źle. Raczej zastanawiajmy się cały czas, czy my robimy dobrze, czy my robimy źle, co powinniśmy, co chcemy, co trzeba zrobić, żeby nasze życie było fajniejsze. Jeszcze wracając do tego wszechświata Pamelu napisze: „Jeśli czegoś chcemy, jesteśmy w stanie to osiągnąć. To my podejmujemy wybór, co będziemy robić i otaczamy takimi ludźmi, jak chcemy. Dokładnie. W życiu musimy zwracać uwagę na to, co otrzymujemy, bo to od nas potem zależy, czy idziemy tą drogą, którą chcieliśmy”. Nic dodać, nic ująć. Idealnie w audycji. Cieszę się, że się z Pamelą zgadzamy. O, Malwinka się pojawiła.
Chris Shot Orbitus pisze: „Zależy kto ma jakich starych. Ja tam ze swoimi nigdy nie gadałem”. I całe szczęście Malwina też się z tym zgadza. „Wiele krzywdy potrafią zrobić. Jestem już matką i wiem, co mówię”. Kochani, ja oczywiście daleki jestem od oceniania. Wiem, że te mechanizmy zawsze czemuś służą i zawsze mają jakiś sens i są też kwestią dłuższego splotu wydarzeń niż tylko to, że ktoś nas nie kocha bądź nie lubi. Natomiast jeżeli macie takie przemyślenia, to jest to z pewnością bardzo cenna informacja o was i też o ewentualnych zagrożeniach czy ograniczeniach, jakie w was samych mogą w związku z tym tkwić. Bo jednak brak rozmowy z rodzicami — nie jestem psychologiem i nie chcę się bawić tutaj w psychologię — natomiast nie jest czymś tak do końca naturalnym i zdrowym, więc warto się moim zdaniem nad tym zastanowić. Klaudia pisze: „Pan Sławek w poprzedniej audycji wspomniał, że jeżeli człowiek sam z własnej woli nie będzie chciał spojrzeć w głąb siebie, będzie do tego zmuszony.
To znaczy pojawią się takie sytuacje, które otworzą oczy, przynajmniej powinny. A za nasze czyny oparte na ego płacimy słoną cenę. Jak zwrócimy uwagę na taki schemat, to jesteśmy na dobrej drodze”. Zasadniczo tak to można by było w skrócie napisać. Ja oczywiście rozgadałem się dużo bardziej. Natomiast życie zmusza nas najczęściej, tak to jest stworzone, do zweryfikowania. Jeżeli już ktoś próbuje zweryfikować samego siebie, to faktycznie jest na dobrej drodze. Bo są ludzie, którzy nie weryfikują siebie, tylko cały czas doszukują się swoich niepowodzeń w czynnikach zewnętrznych, czy to ziemskich, czy boskich, ale jednak w czynnikach zewnętrznych. I to nie jest dobre dla człowieka, ponieważ nic nie zmienia w jego życiu. Nie zmienia jego życia przede wszystkim, bo nie zmienia jego samego.
Natomiast życie, to, co dostajemy od życia, jest świetną informacją o nas samych. Tak to mniej więcej miało wybrzmieć. Orbitus pisze: „Widzisz Malwina, często tak bywa, że to cudze dzieci znajomych są tymi najlepszymi, a nie własne lub ta druga lepsza córka.” Malwina odpisuje. Ja w swojej książce piszę o dzieciach znajomych, natomiast jeżeli nie potrafimy, zawsze o tym kiedyś też wspominałem, że jeżeli brakuje miłości tam, gdzie tej miłości powinno być najwięcej, czyli jeżeli brakuje nam miłości do własnego dziecka, jeżeli nie potrafimy okazać miłości własnemu dziecku, jeżeli nie potrafimy okazać miłości własnemu małżonkowi, partnerowi, małżonce, jeżeli nie potrafimy okazać miłości zwierzęciu naszemu, to jest to poważny sygnał do zastanowienia się nad tym, ile tej miłości w ogóle w nas jest. Więc to jest bez wątpienia sygnał ostrzegawczy odnośnie samego siebie. Orbitus pisze: „Klaudia, to też zależy, kto ma jakie w życiu priorytety. Jeśli jest się głupkiem skupionym wyłącznie na bogactwach, wygodnych luksusach, karierze, to taka osoba nigdy w siebie nie zajrzy.”I tutaj muszę kochani wam powiedzieć, że często z tą stroną duchową, z duchowością jest związana bieda, niestawianie na wartości materialne i tak dalej. Dla mnie to jest trochę takie religijne, takie gdzieś w oparciu właśnie o pewne kanony religijne, że nie liczą się te wartości, że ważniejsze są inne wartości, wartości emocjonalne, wartości duchowe, że nie powinniśmy przykładać wagi do rzeczy ziemskich. A dlaczegóż by nie? Dlaczegóż by nie?
Kochani, w dążeniu do dobrobytu czy do życia w luksusie nie ma nic złego. Wprost przeciwnie. Kto bardziej kocha samego siebie? Czy człowiek, który jedzie w nowym, bezpiecznym, sprawnym samochodzie z przeglądem, z ubezpieczeniem, z wymienionymi oponami na zimowe, czy człowiek, który jedzie starym, rozpadającym się samochodem, który ledwo się trzyma kupy, ma wiele mankamentów technicznych. Kto bardziej kocha samego siebie? Czyż nie jest objawem miłości do samego siebie dbanie o swoje własne bezpieczeństwo? Czy nie jest objawem miłości do samego siebie dbanie o mieszkanie w dobrych, przyzwoitych warunkach? Dlaczegóż nie można mieszkać w domu z basenem? Pod warunkiem, że nie jest to objaw ego, a na przykład coś, z czego korzystamy, dbając o swoje mięśnie, wykonując jakąś aktywność, dbając o swój kręgosłup. Czy jest w tym coś złego?
To jest właśnie objaw miłości do samego siebie. Czasami problemem jest tylko to, że ta miłość do samego siebie odbywa się kosztem innych ludzi. Czyli w myśl tej zasady, którą ja wyznaję, o której wam mówiłem, że jeżeli coś robisz dla siebie, nie rób kosztem drugiego człowieka, a jeżeli coś robisz dla drugiego człowieka, nie rób kosztem samego siebie. Żeby zachować tę równowagę. To w moim przekonaniu ludzie, którzy dbają o swój wygląd, są ludźmi, którzy kochają samych siebie. Ponieważ również to ciało fizyczne, również to, jak wyglądają, jak się odżywiają, jest objawem miłości do samego siebie. Duchowość to nie jest bieda i życie w lepiance. Oczywiście kwestia tego, jak Orbitus napisał, priorytetów, ale jedno nie wyklucza drugiego. Ja nie jestem zwolennikiem potępiania ludzi za to, że ktoś dąży do bogactwa, do wygody, do luksusu. Nawet w karierze jest potrzebny jeden kierownik, który będzie zarządzał dziesiątką, dwudziestką, pięćdziesiątką albo setką ludzi, którzy bez na przykład jego udziału nie wiedzieliby, co mają robić.
I dla mnie ci ludzie jedyny powód do zajrzenia w siebie, jaki powinni mieć, to to, żeby zastanowić się, czy to, co osiągają w życiu, nie odbywa się kosztem innych ludzi. Jeżeli jest to kwestia ich pracowitości, ich dążeń, ich ambicji, ich pracy, to tylko ich za to szanować. Mało tego, może nawet naśladować. Wiary w siebie, wiary w swoje umiejętności, przełamywanie barier, przełamywanie pewnych ograniczeń, przełamywanie lęków. Jeszcze tu jest do Pameluny: „Pameluna iść tak, jak by się chciało w życiu, to w sumie nie jest takie proste, bo często to życie miota nami i robi co chce. Jakby przeznaczenie, jakkolwiek by się człowiek nie starał”. Pameluna pisze: „Jak najbardziej przeznaczenie i też w to wierzę. Wiem, że nic nie dzieje się w życiu bez powodu”. Kochani, no właśnie. Wspomniałem tutaj o przeznaczeniu i o pewnych rzeczach takich ważnych, istotnych w naszym życiu.
Natomiast jeżeli życie miota nami i robi co chce, to jest to kolejny powód, żeby zajrzeć w siebie. Zwłaszcza po tych kilku audycjach, w których dokładnie mówię o tym, że dostajemy w życiu dokładnie to, co w nas siedzi. Więc jeżeli ktoś chce dalej się upierać przy tym, że to życie robi co chce i nie widzi związku przyczynowego z samym sobą, to moja audycja i to, co powiedziałem nie za specjalnie mój drogi do ciebie przemówiło. Fakt, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Ale właśnie to, co się dzieje w naszym życiu bez powodu, jest dobrym powodem do tego, żeby się zastanowić, dlaczego tak się dzieje i co ja mam z tym wspólnego. Na ile to jestem ja sprawcą tego, co się dzieje, a na ile przeznaczenie. Kochani, polecam moją książkę w takim razie. Gdzie tytuł wyraźnie pokazuje też między innymi, o czym ta książka jest. „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. Polecam.Orbitus pisze: "Pokusiłbym się o stwierdzenie, że 90% rodzin to tak zwane rodziny patologiczne.
Rzadko kiedy trafia się naprawdę na rozwiniętych duchowo i intelektualnie rodziców, którzy niosą nas na skrzydłach." Drogi Orbitusie, widzę, że bardzo mocno skupiłeś się tutaj na odpowiadaniu i pisaniu, natomiast chyba nie do końca skupiłeś się na słuchaniu tego, co ja mówię. Oczywiście przeczytałem ten, więc się do tego odniosę. Natomiast ogólnie rzecz biorąc, nie wchodzę w polemikę z ludźmi, którzy bardzo mocno próbują opisywać innych. I o to prosiłem na czacie, żeby mówić, pisać o sobie, a nie o innych ludziach, bo to akurat do poznania samego siebie wam w niczym nie pomoże, natomiast mi pomoże w poznaniu was. I wrócę też do początku audycji. Kochani, z duchowego punktu widzenia rodziców wybieramy sobie sami jako dusze właśnie po to, żeby wpoili nam pewną podświadomość, która staje się w momencie dorosłości naszym wyzwaniem. Właśnie po to, żeby zapewniła nam pewne doświadczenia. Wybieramy sobie rodziców po to, żeby nas na przykład skrzywdzili, ponieważ my na przykład krzywdziliśmy kogoś. I kluczowy moment jest w 18, 20 roku życia. Tutaj każdy ma wybór.
Może kierować się swoją podświadomością i kopiować to tak, jak część to robi, albo obrócić to wszystko o 180 stopni. I właśnie poprzez swoje własne doświadczenia z dzieciństwa poprowadzić swoje życie zupełnie inaczej. Właśnie wbrew temu. Opowiadałem historię mojego przyjaciela, który miał ojca alkoholika. Powiedział: "Nie, ja nie wezmę alkoholu, ponieważ nie wiem, czy to nie jest genetyczne. Ponieważ napatrzyłem się, co to jest alkoholizm, to ja nie zrobię tego swoim dzieciom. Mam kochane dzieci, kochającą żonę, fajną pracę. Nie zaryzykuję tego dla nawet najlepszego alkoholu na świecie." To są te momenty, w których decydujemy o swoim życiu. I tak samo jak mając 20 lat możemy próbować testować wzorce podświadomości, bo tak najczęściej robimy. Natomiast mając 30 lat, 35, 40, widząc już efekty naszego życia, możemy dalej brnąć w to, że rodzice nas źle nauczyli, wychowali, zaprogramowali, opowiadać o matriksach, o Bogu, o wszechświecie albo otrząchnąć się i zacząć coś robić z samym sobą.
Albo siedzieć dalej, narzekać, że po prostu nasi rodzice nas tego nie nauczyli. Dorosły człowiek ma to do siebie, że może zrobić ze swoim życiem dokładnie to, co chce. Ja nie mówię, że to jest łatwe, ale może. Samo siedzenie i narzekanie i obwinianie innych za swoje życie jest też formą, ale nie formą jakiegoś spędzania życia. Natomiast nie jest tematem do rozmów w audycji „Świat oczami duszy”. Jest całe mnóstwo różnych miejsc, w których można takie rzeczy robić, natomiast nie w audycji „Świat oczami duszy”, której celem jest nauczenie, przekazanie wiedzy o tym, jak być człowiekiem świadomym. Świadomym tego, że to, co się dzieje w moim życiu, jest w 90 czy 90 paru procentach uzależnione tylko ode mnie. Się wyrwałem teraz. Orbitus pisze: "Ale też dzięki owej patologii zyskujemy samodzielny zupełnie pogląd. Często to też kształtuje nasz charakter." No właśnie, gdybym to doczytał, to być może nie powiedziałbym tego, co powiedziałem przed chwilą, ale tu się akurat całkowicie zgadzam.
Pan Sławek jak zwykle mądrze mówi, prawi. No właśnie, a ja tu palnąłem takie babole. Ale przynajmniej jestem uczciwy. Orbitus pisze: "Bóg chyba może tylko dać taką miłość." Nie, kochani, właśnie o to chodzi, że nie. To jest trochę tak, że wzorce są po to, żeby do nich dążyć. Po raz kolejny się nie zgodzę, niestety, nawet po tych miłych słowach. Bóg nie da nikomu żadnej miłości. Bóg jest miłością. Bóg okazuje miłość. Bóg pokazuje, jak wygląda miłość bezwarunkowa, ale nic nam nie daje.
Miłość to jest nasz stan wewnętrzny, emocjonalny, emocjonalno-duchowy i to tylko my możemy w sobie tę miłość rozpalić, nauczyć się ją okazywać, nie bać się jej okazywać, nie bać się mówić o miłości. To my możemy to zrobić. Żaden Bóg za nas nie wypowie słów „Kocham cię” i żaden Bóg nie zmusi nas do tego, żebyśmy podeszli do bliskiej nam osoby i ją przytulili i powiedzieli jej kilka miłych słów. Żaden Bóg nie spowoduje tego, że uśmiechniemy się do obcego człowieka na ulicy bez powodu. Żaden Bóg nie sprawi tego, że będziemy dobrze życzyć innym ludziom, bo to są objawy miłości, kochani. Troska, współczucie, zainteresowanie, uważność, czas, pamięć o tymChociażby o czym się rozmawiało z drugim człowiekiem. To jest oznaka miłości. Pamiętanie o tym, co dla drugiego człowieka jest ważne. I spotkanie się za miesiąc i powiedzenie: „Słuchaj, no i co? Udało ci się rozwiązać tamten problem?
Jak ci poszło?”. To jest też miłość, uważność, wsłuchanie się w drugiego człowieka. Tego nie daje Bóg. To my możemy dać to z siebie. Klaudia pisze: „Super, panie Sławku, dziękuję za podpowiedź dotyczącą spotkań rodzinnych”. Bardzo proszę, Klaudia. Orbitus pisze: „Nigdy nie zrozumiałem i chyba nie zrozumiem już, co znaczy miłość do własnego siebie. Czy to nie pewna forma narcyzmu wręcz?”. Nie. Oczywiście polecam, zresztą nie tylko moje audycje, bo o miłości do samego siebie mówią też inni.
Opowiadają o niej tak, jak oni to widzą. Zresztą ja dzisiaj też, już po twoim komentarzu, najprawdopodobniej opowiedziałem trochę o tej miłości do samego siebie. Jest też określenie encyklopedyczne jako automilość. Mówiło się też o tym dawno, dawno temu. Natomiast tak. Właśnie tak jest to postrzegane, że narcyzm, że ego, że egoizm, że samouwielbienie. Nie. Miłość nie ma z tym nic wspólnego. Miłość to myślenie o sobie z miłością, troszczenie się o siebie z troską, życzenie sobie wszystkiego dobrego, wszystkiego, co najlepsze. Zrozumienie samego siebie, poświęcenie czasu na swoje własne potrzeby.
Nie mówię o potrzebach fizjologicznych, tylko emocjonalno-duchowych. To jest miłość do samego siebie. Również złość, jeżeli coś się nie udaje. Również współczucie, jeżeli jest nam ciężko. To są wszystkie te uczucia, które powinniśmy okazywać innym, kiedy im jest ciężko, a których nie okazujemy sobie w takich samych sytuacjach. Orbitus pisze jeszcze tak: „Bardzo fajne jest w tym wszystkim również to, że pan Sławek ukazuje jakby inną, nieznaną stronę rzeczywistości”. Dlatego audycja się nazywa „Świat oczami duszy”. Ale dziękuję ci. Fajnie, że tak na to patrzysz. Sabina pisze: „Od dziecka zawsze w domu, w kościele słyszałam szanuj, kochaj swoich rodziców, bliźniego.
Stosowałam się do tych rad, poleceń. Dzisiaj wiem, ile krzywdy doznałam od nich”. Ale dzięki temu też, droga Sabino, niestety miałaś czas i okazję zweryfikować to wszystko. I dzięki temu widzę, piszesz tutaj: „Teraz trzymam się zasady kochaj bliźniego swego jak siebie samego, ale nie bardziej”. I to jest fajne, i to jest mądre, i to jest super, że zaowocowało to wnioskami, które wcieliłaś w swoje życie i to jest ekstra i bardzo się cieszę i bardzo ci dziękuję za ten komentarz. Orbitus pisze: „A z tą miłością to jest chyba tak, że my musimy ją otrzymać, jakoś być nauczeni i to może być nawet we wczesnym dzieciństwie. Inaczej stajemy się mocno upośledzeni już na całe życie. Tak mi się wydaje”. To znaczy otrzymać tak, oczywiście, że tak. Małego dziecka nie nauczymy miłości inaczej, niż okazując mu tą miłość, troskę, zainteresowanie.
Tak, tak się zaczyna. Natomiast to najczęściej w normalnych rodzinach jest na początku. Problem się pojawia później, kiedy to wszystko, co dziecku żeśmy pokazali, zaczynamy w nim jakby negować i zabijać. W tym momencie pojawia się problem. Natomiast tak, na początku musi być to okazanie miłości przez rodziców, przez bliskich, przez otoczenie, a później to trzeba właśnie pielęgnować. Tylko który rodzic powie dziecku, które chce na przykład lalkę, że dobrze robi? „Mamusiu, mamusiu, a moja koleżanka w przedszkolu miała taką lalkę. Ja też taką chcę”. Który rodzic powie: „Bardzo słusznie. Rozwijaj swoje pragnienia.
Mów o swoich pragnieniach. Bardzo fajne masz marzenie, że masz pragnienie. Super”. Który rodzic powie: „Nie, nie kupię ci takiej lalki, bo nie mamy pieniędzy. Kupiłam ci już w tym tygodniu trzy. Następnej nie dostaniesz. Może na urodziny”. Rozsądne, logiczne, ziemskie. Ale który rodzic powie: „Tak, córciu, super, bardzo się cieszę. Dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoim marzeniem i pragnieniem”.
Tu się kłania na przykład rada odnośnie wyzdawców tego, że wszechświat daje. Taki uduchowiony rodzic może powiedzieć: „Słuchaj, proś wszechświat, to ci może da”. Nie, na pewno ci da. Wszechświat jest dobry. Wszechświat wie, co robi. Wszechświat da ci lalkę. Nie. Tym wszechświatem dla dziecka jesteśmy my i później dla siebie samych też jesteśmy wszechświatem. Tinnio się przywitał. Tinnio: „Witam wszystkich.
Od wielu miesięcy słucham co tydzień”. Super! Witamy cię. Dawno cię nie było na czacie. Tego nie przeczytam. Albo dobra, przeczytam. Orbitus pisze: „Z ludźmi trzeba tak bardzo ostrożnie, gdyż to nasienie szatana, istoty niedoskonałe, upadłe, słabe”. Jak to się, że tak powiem, pisze o innych.Klaudia ma prośbę do pana Marka, ale pan Marek już to z pewnością przeczytał. Sabina pisze do Orbitusa: „Dziś to wiem”. Randall Z pozdrawia pana Marka.
Orbitus pisze szczere słowa, najwartościowsze. „Okazać miłość, owszem, ale jak pokochać siebie? Czym to miałoby się objawiać? Odczuwaniem jakiegoś uczucia?” Kochani, padło to pytanie. Ja już cały czas krążę wokół tego, bo mam pomysł na metodę, która mogłaby wesprzeć dogrywanie do naszej podświadomości wzorców miłości do samego siebie. Widząc takie pytania, oczywiście u mnie się pojawia taki trochę wyrzut sumienia, że nie zająłem się tym ostatnio z tak dużym zaangażowaniem, jak byłaby tego potrzeba. Natomiast tak, muszę zarabiać pieniądze, bo bez pieniędzy się żyć nie da. Praca zawodowa dość skutecznie odciąga mnie od tego, żeby usiąść, a wymaga to na tym etapie sporo pracy. Natomiast na czym polega dowcip? Na tym, że tą jedną 200-milionową bitów, z których zdajemy sobie sprawę i te pozostałe 200 milionów, z których nie zdajemy sobie sprawy, to są żyjące w nas twory emocjonalne, które tak jak często powtarzam, czyli ta nasza podświadomość, determinują nasze życie.
Natomiast też to, o czym mówiłem. W tejże podświadomości brakuje wzorców miłości do samego siebie, ponieważ nikt nas tego nigdy nie nauczył. Przynajmniej w większości wypadków. I aby coś stało się dla nas tak naturalne jak przeklinanie w momencie, kiedy widzimy kierowcę, który jedzie zbyt szybko, bądź panią, która guzdrze się przy kasie z płaceniem. Żeby stało się dla nas takie naturalne, musi się znaleźć w naszej podświadomości. Natomiast objawów miłości do samego siebie odpowiadasz sobie w następnym poście. „Dzielenie się miłością, dobrem to dobrze rozumiem, bo to przynosi harmonię, ukojenie, wyzwolenie. Człowiek wtedy czuje się wolny jak w skowronkach. Ale co to znaczy kochać siebie? To nie wiem chyba”.
Kochani, to, co było synonimem miłości względem innych ludzi, trzeba zastosować wobec siebie. Wzorzec miłości jest znany. Szanować. Co to znaczy szanować? Jeżeli mamy szanować drugiego człowieka, to nie możemy mu mówić rzeczy nieprzyjemnych. Jeżeli mamy szanować drugiego człowieka, to nie możemy go kłamać. Jeżeli mamy szanować drugiego człowieka, nie możemy go poniżać. Jeżeli mamy szanować drugiego człowieka, nie możemy go krzywdzić. I tu jest cała lista rzeczy, których nie możemy robić wobec tego człowieka, prawda? Proste.
I to jest objaw miłości do drugiego człowieka. Mamy być dla tego człowieka dobrzy. Mamy mu robić dobrze. Mamy mu pomagać. Mamy mu współczuć. Mamy go słuchać. Wszystko wiemy, kochani. I teraz wystarczy zrobić jedną rzecz. Zrobić to samo wobec samego siebie. Jeżeli ja z szacunku nie mogę obrażać drugiego człowieka i z miłości do niego, to z szacunku do siebie i z miłości do samego siebie nie pozwalam obrażać samego siebie.
Jeżeli mam z miłości do drugiego człowieka mu pomagać, robić dobrze, to z miłości do samego siebie mam robić dobrze sobie. Jeżeli mam nie kłamać drugiego człowieka z miłości, to nie pozwalam okłamywać siebie. Jeżeli mam nie wykorzystywać jego, to nie pozwalam wykorzystywać siebie. Jeżeli mam być szczery wobec niego, to mam być szczery wobec siebie. Miłość do samego siebie to są dokładnie te same zachowania, których nauczono nas w ramach miłości do drugiego człowieka. Tylko zacznijcie to robić względem siebie. Mietek pisze: „Jeżeli nie potrafimy kochać siebie czy szanować samego siebie, to innego nie będziemy umieć? Czy to nie tak działa?” Ja powiem tak. To, co Klaudia napisała: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. Ja też o tym mówiłem, że tak naprawdę w dużej mierze tak jest, że nasza miłość do innych jest taka jak miłość do samego siebie.
Natomiast niestety z moich obserwacji wynika, że właśnie to, co powiedziałem przed chwilą, że my miłości i szacunku do innych jesteśmy nauczeni i łatwiej nam dla naszej podświadomości, jeżeli te wzorce są właśnie takie, zastosować to względem innych ludzi niż względem samego siebie.Więc w dużej mierze tak jest. Natomiast brak szacunku do samego siebie niestety nie oznacza, że nasza podświadomość nie będzie nam wmawiała potrzeby szanowania innych ludzi, dlatego że są na przykład starsi. Nie za to, co robią bądź czego nie robiią, tylko za to, że są starsi. To starszy człowiek, to musisz go szanować. Mój dziadek mówił tak: „Ludzi pracowitych trzeba naśladować, ludzi uczciwych trzeba szanować, a wroga trzeba lać w mordę”. Więc my często w tych właśnie nawykowych sytuacjach okazujemy szacunek nie za to, jaki człowiek jest, tylko za to, kim jest. Szacunek do księdza. Szacunek do, kiedyś policjanta, szacunek do prawnika, szacunek do osoby starszej. Więc czasami łatwiej jest, zwłaszcza przez pryzmat naszej podświadomości, kochać to nie, ale szanować przynajmniej innych ludzi niż samego siebie. Natomiast z miłością to tak jest.
My możemy udawać miłość, bo często ludzie tak robią, że poprzez pewne zachowania mówią: ja cię kocham, kocham cię, bo robię dla ciebie to i tamto. Natomiast to nie ma nic wspólnego z miłością, tylko z pewną serią zachowań, którą my postrzegamy jako miłość zgodnie z naszą podświadomością. Natomiast nasza miłość do innych będzie taka jak miłość do samego siebie. Jeżeli nie potrafimy kochać siebie, to też nie będziemy potrafili kochać innych i też nie damy innym możliwości kochania samych siebie. Laura, nasza pani Laura Charner: „Pozdrawiam pana Marka i pana Sławka”. Pozdrawiam również. Mietek pisze: „Jeszcze w innych raczej dostrzegamy swoje cechy, czy to dobre, czy złe, jak w lustrze”. Różnie z tym jest. Ja bym tutaj znaku równości takiego bez komentarza nie zostawił. Czasami dostrzegamy cechy, których nam brakuje.
Natomiast fakt faktem, że często irytują nas cechy, które posiadamy my w innych ludziach. Natomiast na podstawie relacji z innymi ludźmi, tym, jacy oni są i dlaczego są dla nas wartościowi, możemy się dużo o sobie dowiedzieć. W tych kategoriach tak. Orbitus pisze: „Czyli kochać siebie równa się dbać o swą fizyczność, robić to, co lubimy, pobłażać sobie, nie być surowym zbytnio i tym podobne, a nie w sensie, że jest to jakieś chemiczne wrażenia odczuwane jakby fizycznie”. Znaczy troszeczkę jest to uproszczone. Ale dbać o swoją fizyczność, tak. Zmierzać do tego, żeby robić to, co lubimy. Pobłażać sobie. Tak, jak najbardziej. Kochani, jednym z największych problemów ludzkości w dzisiejszych czasach jest nieumiejętność pobłażania sobie, zwłaszcza u ludzi dojrzałych.
Problem tego, że ktoś dostrzeże ich błąd jest problemem, który potrafi zrujnować psychikę. Nie ma przyzwolenia na nieidealizm, nie ma społecznego przyzwolenia na niedoskonałość, więc inni tego od nas wymagają, więc my zaczynamy też od siebie wymagać doskonałości. Właśnie trzeba sobie pobłażać. Tak, popełniłem błąd i cóż się takiego stało? Wyciągnę wnioski, zrozumiem, w którym momencie, z jakiego powodu popełniłem tam błąd i następnym razem go nie popełnię. Ale nie róbmy z tego wielkiego halo. Mietek tak napisał i tak mi się wydaje, ale to już ten temat żeśmy troszeczkę rozwikłali. Orbitus pisze: „Nie ma lalki. Siadaj tu i medytuj. He he he”.
No właśnie. Laura: „Jak każdy z własnego ducha świętego, czystego, stąd się bierze mądrość”. A Laura pisze: „Źródłem wiedzy jest doświadczanie”. Oczywiście, że tak. Duchowości, świadomości nie da się teoretycznie nauczyć, a nawet jeżeli da się, to i tak trzeba w praktyce to później zweryfikować. Sabina pisze: „Tak, tej wiedzy, o której tu mowa, to tak”. Tutaj jest rozmowa pomiędzy Orbitusem a Laurą. Mietek pisze: „Da się żyć bez pieniędzy, panie Sławku, ale trzeba się liczyć z tym, że to będzie życie bez innych w systemie, który nas otacza. Za mało kto z nas dopuszcza taką możliwość, więc myślimy, że się nie da”. Znaczy ja mam też swoją teorię na ten temat i jakąś wiedzę i umiejętności w tej dziedzinie.
Natomiast musielibyśmy na ten temat porozmawiać, żebym mógł powiedzieć, czy się z tym zgadzam, czy nie. Natomiast bardzo podoba mi się to twierdzenie i z chęcią bym o tym, mój drogi, z tobą porozmawiał. Tu są odnośnie wątków religijnych. Laura z Orbitusem sobie dyskutuje. „Człowiek rodzi się egoistą” — Sabina pisze — „od dziecka jesteśmy uczeni miłości do innych, natomiast miłości do siebie samych nikt nas nie uczy”.Dobrze, że mamy pana Sławka. Cieszę się, że tak to postrzegasz. Po prostu się cieszę, ale też z przykrością, ze świadomością pozbawioną przykrości czy euforii. Tak, mam świadomość tego, że w tej dziedzinie miłości do samego siebie my jako ludzie mamy olbrzymie braki i dlatego cały czas gdzieś tam też się biję z tymi myślami. Inaczej: brakuje mi czasu, więc musiałem dokonać wyboru, bo z chęcią też zajmę się projektem, który jakiś czas temu uruchomiłem: „Świat oczami dziecka”. Między innymi właśnie po to, żeby móc rozmawiać z rodzicami małych dzieciątek o tym, jak postępować, co robić, czego nie robić, aby następne pokolenie naszych następców nie miało tego samego problemu, który mamy my.
A że rodziców świadomych jest coraz więcej, więc jest nadzieja, że byłoby z kim jakieś projekty, pomysły podziałać, żeby właśnie to następne pokolenie nie musiało słuchać moich audycji. Laura pisze: „Dla mnie życiowa mądrość wypływa z doświadczenia”. I bardzo słusznie. Może trochę inaczej. Chociaż z drugiej strony czytałem ostatnio fajny post, w którym ktoś troszeczkę rzucił inne światło na moje poglądy. Bo ja też uważam, że żeby pewne rzeczy wiedzieć, że się zrobi bądź się nie zrobi, to trzeba je albo zrobić, albo nie zrobić. Samo teoretyzowanie bez przeżycia danego doświadczenia jest tylko w dalszym ciągu teorią i często naszymi pobożnymi życzeniami czy przekonaniami o samych sobie. Zrobiłem. Wiem, że da się zrobić. Mam też moralne prawo mówienia, że da się zrobić i też przekazywania innym tej wiedzy.
Natomiast nie można się też zamykać na rady czy sugestie ludzi, którzy sami czegoś nie zrobili, ponieważ to, że oni tego nie zrobili, nie znaczy, że my tego nie możemy zrobić. Więc warto być też otwartym na rady tak zwanych teoretyków, bo być może oni mają jakiś swój, jeszcze na tą chwilę emocjonalny problem z tym, żeby tą dobrą radę wcielić w życie, a my na przykład już jesteśmy gotowi, żeby z tej rady skorzystać. Więc tak: mądrość wypływa z doświadczenia, ale czasami też teoretycy potrafią podsunąć fajny pomysł również dla nas. Mietek pisze: „Sztuką jest popełniać błędy i się nimi nie przejmować”. Tak, dla wielu ludzi jest to sztuka. Dla mnie też sztuką jest umieć wyciągać z nich wnioski. Zawsze mówiłem i mówię, że nie ma tragedii, nie ma nieszczęścia, jest tylko informacja zwrotna, że coś zrobiliśmy nie tak. I umiejętność zrozumienia, co zrobiliśmy nie tak, pozwala następnym razem tego błędu nie popełnić. Ale dla wielu ludzi nieprzejmowanie się, nieprzeżywanie, nierobienie wielkiego halo z własnego błędu jest faktycznie sztuką. Pamela pisze: „Podczas medytowania najlepiej zgłębiamy swoje wnętrze”.
Tak, najlepiej. Na pewno jest to jedna z form bardzo wydajnych i przydatnych. Natomiast w dalszym ciągu najwięcej informacji o sobie dostajemy w tyglu życia. Ponieważ często to, co nam się wydaje nieistotne albo bardzo istotne bądź decydujące o naszym postępowaniu, w praktyce okazuje się natychmiast, że coś, żeby nie motać, w medytacji nie wychodzi, że jest to problem. Ale na przykład w życiu codziennym możemy zaobserwować, że jakaś sytuacja, jakieś zachowanie, jakieś słowo działa na nas irytująco i to nam wychodzi w praktyce, a na przykład w medytacji może nie wyjść. Więc warto jest połączyć te dwie techniki. Medytacja jest też fajną techniką odbodźcowania się. Jest świetnym pomysłem na relaks, na wyłączenie się z pewnych rzeczy, na nauczenie się bycia tu i teraz. Więc jestem jak najbardziej za medytacją, ale jednak z tej codziennej szkoły, którą przechodzimy w codziennym życiu, bym nie rezygnował. Właśnie Pamela:Pisze: Każdy popełnia błędy, ale najważniejsze jest wyciągnąć z nich wnioski i nie powtarzać tego ponownie.
Laura pisze mnie: Panie Sławku, czy ma pan jakiś pomysł na ukojenie bólu po stracie bliskiej osoby? Czy mam jakiś pomysł na ukojenie bólu? Temat jest oczywiście głęboki i bardzo delikatny. Jak wiecie, ja z kilkoma ważnymi, bliskimi mi osobami musiałem się pożegnać, bo i mój tata dawno temu mnie opuścił. Może nie tak dawno, byłem już dorosłym facetem. Z bardzo bliskich osób musiałem się też pogodzić z odejściem mojego syna, a w tym roku musiałem się też pożegnać ze swoją mamą i to niezbyt dawno, bo w lipcu. Więc rozumiem, co to jest odejście bliskich osób. I tu nie ma z pewnością jednego złotego środka i sposobu, bo dużo zależy od więzi, od tego, czy pewne rozstania były nagłe, czy można było się z pewnymi rozstaniami przygotować na nie, mieć czas. Dużo zależy od tego, czy mogliśmy w naszym przekonaniu temu zapobiec, czy nie. Dużo zależy od tego, jak silna była nasza relacja, jak bardzo byliśmy od tej osoby w pewnym sensie uzależnieni i na ile boli nas to, że kogoś nie ma, a na ile boli nas to, że zostaliśmy sami.
To jest bardzo delikatna sprawa, natomiast często ubolewamy bardziej nad sobą, że zostaliśmy z żalem, że zostaliśmy sami, że zostaliśmy pozbawieni czegoś, co bardzo lubiliśmy, co kochaliśmy, co było dla nas ważne, co nadawało w jakimś sensie cel naszemu życiu. I ta pustka często bardziej nas boli, bo tak naprawdę pierwsze słowa, które powiedziałem do mojej mamy i do mojej siostry w momencie, kiedy zmarł mój i mojej siostry tata, po długiej chorobie, to powiedziałem: „Nie płaczcie. Jemu jest już zdecydowanie lepiej”. Więc wiemy, jakie życie jest. Jednych doświadcza mniej, drugich bardziej. Natomiast z pewnością po śmierci większość z tych problemów po prostu przestaje istnieć. Więc spróbuj, moja droga, skupić się na ukojeniu samej siebie i na odnalezieniu siebie w tej sytuacji, bo każdy, kto z tego świata odchodzi, trafia, jeżeli nie do lepszego, to na pewno do miejsca mniej zwariowanego niż tutaj, to na ziemi. I też do miejsca, gdzie panuje dużo więcej tego, czego nam brakuje, czyli miłości, radości. Pomyśl o sobie. Tutaj jest dyskusja na temat błędów.
Rzymianie budując swoje imperium popełniali wszystkie możliwe błędy, ale zazwyczaj tylko jeden raz. Kochani, ja was nie będę tutaj przekonywał. Każdy rozumie to, że tak powiem, chce, natomiast jak na tą chwilę potrafi też. Natomiast ja się dalej będę upierał przy swoim, bo tu Mietek pisze: oczywiście, ale wyciągając nauki z błędów nie ma potrzeby się nimi przejmować. Ogólnie rzecz biorąc, kochani, przejmowanie się tym, co już się wydarzyło, jest troszeczkę takim samobiczowaniem. Problemem jest zazwyczaj to, że błąd, który popełniamy, jest okupiony bardzo silnymi emocjami i w tym jest problem. Natomiast błąd to jest błąd. Wymaga merytorycznego rozważania, chłodnego, bezemocjonalnego. I wtedy jest okej. Mikelson pisze: nie można wszystkich kochać jak siebie samego, bo czasami to, co dla nas jest fajne, dla kogoś może być udręką.
Zgadzam się z tobą, natomiast kochanie jako kochanie jest dla mnie osobiście dawaniem sobie i innym tego, co dla nich jest ważne, tego, czego oni pragną. Więc oczywiście dawanie innym tego, na czym nam zależy i co dla nas jest ważne, to nie ma nic wspólnego z miłością.Bo miłość to jest: okej, dam ci to, co dla ciebie jest ważne. Tak jak ja chcę, żebyś ty nie oceniał mnie, co dla mnie jest ważne, tylko dał mi to, o co cię proszę. I ja bez oceniania, bez wartościowania dam tobie to, o co ty mnie prosisz. Nieważne, czy to jest dla mnie ważne, czy nie jest ważne. Ważne, że jest ważne dla ciebie. Klaudia pisze: tak, mi w medytacji nic nie przychodzi, jedynie odpoczynek, ale to też bardzo ważne. Oczywiście, że tak. Dlatego w żaden sposób nie neguję i nie umniejszam wartości medytacji. Medytacja jest świetnym sposobem właśnie, tak jak powiedziałem, na bycie tu i teraz, na odbodźcowanie się, na skupienie swojej uwagi na jednej rzeczy.
To jest wielki odpoczynek dla naszego umysłu, dla naszego mózgu. Tak że polecam. Natomiast mówię cały czas, upieram się przy tym, że połączenie tych dwóch sposobów i technik ma sens. Orbitus pisze: pan Sławek jest jak drogowskaz, jak trener, nauczyciel ukazujący tajniki i niuanse. Ale też w życiu i w rozwoju każdy musi posługiwać się własnym rozumem, intuicją, nierzadko błądząc w ciemnościach. Jak najbardziej. Bez entuzjazmu, ale się z tym zgodzę. I też wiem, że ja, chociaż może nie miałem takich możliwości aż bardzo, gdzie w tej chwili naprawdę wszystko jest. Chociaż nie wiem, czy jest lepiej, bo cały internet jest przepełniony wiedzą duchową różnego rodzaju i różnej jakości. I czasami też w tym wszystkim można się pogubić, zagubić i narobić głupstw.
Więc nie wiem, czy ten czas, kiedy ja zaczynałem, kiedy nie było praktycznie rzecz biorąc nic, na pewno był inny. Natomiast tak, całkowicie się zgadzam. Ja sobie przypisuję rolę przekazywania informacji, przekazywania wiedzy, dzielenia się jakimiś doświadczeniami. I też nigdy, staram się przynajmniej, nie podchodzić do tego tak, że jeżeli ktoś nie chce z tych informacji w danym momencie skorzystać, to, że jest z jakiegoś powodu gorszy czy jakiś inny. Broń Boże, nic z tych rzeczy. Wszystko wymaga swojego miejsca, swojego czasu właściwego dla każdego człowieka. Natomiast posługiwanie się własnym rozumem, intuicją jak najbardziej. Natomiast przed tym błądzeniem w ciemnościach staram się was jednak, kochani, chociaż troszeczkę, uchronić się nie da, ale przynajmniej przestrzec, pokazując inne możliwości, które może kogoś będą w stanie uchronić przed utknięciem właśnie w takim miejscu, które my po ludzku nazywamy czarną d. Miło mi się zrobiło na koniec, więc pozwolę sobie w tym momencie, kochani, zakończyć tą przecudną kolejną naszą audycję. Na życzenia noworoczne przyjdzie czas za tydzień.
Natomiast dzisiaj już wam powiem taką rzecz: rokowania są kiepskie. Świat, który znamy, ten, który się przez ostatnie tysiące lat skrystalizował, stworzył i utknął w jakimś miejscu. Ludzie ze swoją mentalnością i z tym wszystkim, co gdzieś tam nas otacza, stworzyli jakąś rzeczywistość. Ten świat bardzo mocno stara się ten konstans zachować. I robi to w jeden sposób. Napierdzielając w nas wszelkimi negatywnymi informacjami po to, żeby wprowadzić w nas smutek, żal, niechęć, złość, czyli generalnie obniżyć nasze wibracje. Więc moje dodatkowe życzenie z okazji świąt, bo to też jest świetna okazja: zróbcie wszystko, co możecie, żeby teraz na tą końcówkę roku te wibracje w gronie rodziny, bliskich, otoczeni miłością, prezentami, magią świąt, żeby jak najbardziej wypełnić radością, miłością, szczęściem, uśmiechem, pogodnością, życzliwością. Aby jak najwięcej w tym świątecznym okresie udało się każdemu z was z siebie, dla siebie i dla innych wykrzesać. W ten sposób pomożecie sobie i w ten sposób pomożecie też światu ruszyć z miejsca we właściwym kierunku. Tego, kochani, ja osobiście na ten najbliższy tydzień wam życzę.
A za tydzieńWidzimy się po świętach wypoczęci, uśmiechnięci, zadowoleni i będziemy się nadal radować dobrymi wiadomościami. Dziękuję panu Markowi. Dziękuję wam kochani za udział, za rozmowę, za słuchanie, za bycie tutaj razem z nami. Trzymajcie się cieplutko, uśmiechajcie się jak najwięcej, cieszcie się życiem, kochajcie się nawzajem. Trzymajcie się! Buziaczki dla was. Pozdrówcie swoje rodziny od pana Sławka, od swoich bliskich. Niezapomnianych chwil, niezapomnianych wrażeń i prezentów życzy wam Sławek. Dziękuję. Do usłyszenia za tydzień.
Pa, pa.
[02:02:28] - A mówił te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie, nieustająco zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Książka dostępna w tylu formach, że nie będzie wymówki, dlaczego ktoś nie przeczytał. Książka jest dostępna w wersji drukowanej, elektronicznej oraz jako audiobook. Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o tytule takim samym jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. I do polajkowania profilu pana Sławka na Facebooku. Oczywiście również do śledzenia, co pan Sławek publikuje na swoich profilach na YouTubie i Facebooku. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień, w poniedziałek o 20:00 na żywo na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium.
www.paranormalium.pl