[00:01] - Teoria chaosu.
[01:15] - Witajcie bardzo gorąco, serdecznie w ten, można powiedzieć, wiosenny nastrój. Coraz cieplej jest na dworze, a dzisiaj jest 6 maja, jak ktoś nie wie, a generalnie w Polsce już jest 7 maja, dlatego rozpoczynamy „Teorię chaosu” jak zwykle wieczorem w Radiu Kontestacja. Dzisiaj, jak pewnie wiecie, będziemy rozmawiali o survivalu i to survivalu domowym. Czym się różni od zwykłego survivalu? Praktycznie się różni wszystkim, ale ja naprawdę jestem zupełnym laikiem w tym temacie. O tym będzie mówił dzisiaj profesjonalista, ale zanim do tego profesjonalisty dojdę i przywitamy się, chciałbym tutaj poruszyć temat, który zelektryzował wszystkich. A mianowicie nie była to beatyfikacja Jana Pawła II, chociaż może dla niektórych też. Nie był to też ślub pary królewskiej w Wielkiej Brytanii. Natomiast to był trzeci news, który się pojawił. Śmierć Bin Ladena.
Został zgładzony, zabity przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych. Co ja mam na ten temat do powiedzenia? Dla mnie to było już od dawna jasną sprawą. Oczywiście stuprocentowych dowodów jak zwykle nie mam, natomiast są tak ewidentne poszlaki, że już tak po prostu na bezczela nas oszukują, że już większość zwykłych ludzi, zwykłych zjadaczy chleba w to nie wierzy. Podam tylko takich parę faktów, które możecie sobie przeczytać w internecie, które jak pojedziecie do Pakistanu, możecie zweryfikować. A jak nie, to musicie zawierzyć innym dziennikarzom, którzy tam są i to badają. Co powiedział sąsiad domniemanego Bin Ladena? Mieszkaniec Abbottabad, w którym właśnie domniemanie zginął Bin Laden. On był właśnie świadkiem nalotu i też niedaleko mieszkał właśnie tam, tej kryjówki Bin Ladena. Mówi, że po prostu to, co przedstawiają nam media, nie jest prawdą i również nie jest prawdą, że Bin Laden ukrywał się w ostrzelanym domu, przez którego posesję wielokrotnie od lat przechodził.
Po prostu tam nigdy nie było tej osoby, czyli Bin Ladena. Jeszcze jest mnóstwo różnych faktów, które możecie przeczytać. Troszkę one są sprzeczne ze sobą, natomiast we wszystkich jest to, że Bin Laden już od dawna nie żyje. Chociażby słowa premier, byłej premier Pakistanu Benazir Bhutto, która w 2007 roku pod koniec roku udzieliła wywiadu Davidowi Frostowi, znanemu dziennikarzowi amerykańskiemu, że Osama Bin Laden został zamordowany przez Ahmeda Omara Said al-Sheikha, który był również jednym z mężczyzn skazanym za porwanie i zabójstwo dziennikarza Daniela Pearla. Tak, Benazir Bhutto, jak wiecie, 27 grudnia 2007 roku została zamordowana w Pakistanie, niedługo właśnie po tym, jak udzieliła tego wywiadu. Ale to tylko takie smaczki. Możecie też poczytać o mainstreamowych osobach, które pracowały dla Busha, dla innych prezydentów, którzy po prostu w Białym Domu byli doradcami prezydentów Białego Domu. I one mówią ewidentnie, że to już jest sprawa, jak tutaj to powiedzieć, dla przedszkolaków, dla dzieci po prostu, żeby wierzyły. Jeżeli wolicie po prostu wierzyć w to, co jest w telewizji czy to, co jest w radiu, to polecam wam słuchajcie tamtych mediów, czytajcie gazety. Tak jak kiedyś się mówiło, zapytaj milicjanta, on ci prawdę powie.
Także tak samo tutaj. Zapytaj się telewizora, on ci prawdę powie. Dobrze, przechodzimy do tematu głównego, bo dość już tych Bin Ladenów i tych różnych innych mało istotnych rzeczy. Przechodzimy do tematu audycji, czyli do nowego survivalu. Dzisiaj gościem będzie pan Artur Kwiatkowski, szerzej znany jako Domowy Survivalista. Prowadzi bloga domowy-survival.pl. Jak wpiszecie domowy survival, to na pewno Google wam wypisze, co to jest za blog. Jest inżynierem. Naprawdę łączy wiele różnych rzeczy, które są konieczne do tego, żeby wiedzieć, jak ten survival przebiega. Dobrze.
Halo, halo, domowy survivalisto Arturze, jesteś z nami? Halo?
[06:44] - Jestem z wami, jestem z tobą jak najbardziej. Witam wszystkich. Cześć.
[06:48] - Super. Słuchaj, dziękuję ci bardzo, że zgodziłeś się wystąpić w Teorii Chaosu ze względu na to, że to jest taki program, że wielu ludzi nie chce występować, bo nie chce być kojarzonych z jakimiś nietopowymi tematami. Natomiast tutaj chcemy generalnie zajmować się wszystkim, a jak już zapowiedziałem na maj, są audycje, które możemy wykorzystać praktycznie, bo free energy, UFO i tak dalej gdzieś tam jest, ale zupełnie to nic nie znaczy. Natomiast tutaj jest w 100% konkretna sprawa, gdzie możemy się przygotować na jakieś kryzysy. Może chciałbyś jeszcze coś dodać? Bo na pewno coś przeoczyłem mówiąc o tobie i o twoich inicjatywach.
[07:50] - Chyba nie. Tak naprawdę mam tego jednego śmiesznego bloga w internecie. W ogóle dziękuję za zaproszenie. Zaproszenie po mojej stronie, bo ja się zupełnie nie obawiałem się wystąpienia w twojej audycji z tego względu, że sam fakt, że człowiek interesuje się takimi rzeczami jak na przykład przygotowywanie się na gorsze czasy, sam fakt, że w ogóle człowiek wierzy w to, że kiedyś będzie gorzej niż teraz i że nie wierzy w to, co jest w telewizji, sprawia, że już jest postrzegany jako lekko niepełnosprawny umysłowo. W związku z czym przyzwyczaiłem się do tego, że jak opowiadam znajomym o tym, co mnie fascynuje, czyli jak zabezpieczyć się na wypadek awarii sieci elektroenergetycznej, to patrzą na mnie jak na idiotę. Więc powiem tak: nie obawiałem się, żeby cokolwiek się miało w tej kwestii zmienić, chyba że na lepsze. Mam nadzieję, że więcej ludzi usłyszy na ten temat, to przestanie to być takie dziwactwo. Dzięki za zaproszenie.
[08:53] - Tak, kontynuuj.
[08:56] - Dzięki za zaproszenie i liczę, że uda nam się może kogoś zainteresować tym tematem dzisiaj.
[09:03] - Tak, ja myślę, że to jest podstawowy temat, bo generalnie każdy, nawet z IQ 80, czyli inteligencją znacznie poniżej średniej chyba się orientuje, że na świecie w tej chwili dzieje się 10 razy tyle, co na przykład 20 lat temu, czy 15 lat temu, czy nawet 10 lat temu i to chyba każdy widzi. Już nawet nie chodzi o jakieś trzęsienia ziemi, ale generalnie o rozgrywki polityczne, które przed naszymi oczami się rozgrywają. Te katastrofy, wycieki w tym roku Fukushima, katastrofa porównywalna z Czarnobylem już niektórzy mówią nawet. To może za chwilkę przejdziemy do pytań. Ja tylko przypomnę, że możecie dzwonić pod Skype kontestacja.com 222 195 321. To jest telefon warszawski. Czyli jeszcze raz przypomnę Skype kontestacja.com i 222 195 321. W tej chwili może posłuchajmy sobie muzyki. Muzyka jest artysty Mabrak, „Survival” w temacie audycji. Posłuchajcie proszę.
[14:35] - Gdyby nie pan, to nie bylibyśmy w Unii Europejskiej, w NATO? Oczywiście, że nie. Gdyby chciał formalnie Tadeusz Mazowiecki wykonywać wszystkie obowiązki, Rosja by się wycofała ze wszystkich porozumień i wycofanie wojsk sowieckich z Polski. Przecież to takie proste.
[14:51] - Chcesz mieć tupet Bolesława? Słuchaj Radia Kontestacja. www.kontestacja.com.
[15:02] - Synu, czy odrobiłeś już lekcje? Już, tato, nad tym pracuję. Nieważne. Chodź, usiądziemy i razem posłuchamy tej Kontestacji.
[15:14] - Dobrze, jesteśmy z powrotem, jak słyszycie już nasz podkład. Wracamy do naszego gościa. Halo, Arturze, jesteś z nami?
[15:29] - Jestem cały czas, tak.
[15:30] - Wspaniale. Dobrze. Mam do ciebie pierwsze pytanie, bo pewnie zdajesz sobie sprawę, że to jest dla 90% ludzi w Polsce temat może nie tak odjechany jak tutaj zajmujemy się w Teorii Chaosu, bo to jest jeden z bardziej konkretniejszych, natomiast jednak jest dosyć odległy od tego, co widzimy. Otwieramy okno, jest wszystko normalnie, jak było dawniej. Skąd wzięło się w tobie zainteresowanie możliwymi katastrofami? Najpierw wydaje się, że najpierw się musiało to wziąć, żebyś potem prowadził tego bloga i uczył ludzi i samego siebie też, jak sobie w tego typu katastrofach radzić. Podejrzewam, czyżby to był syndrom roku 2012? Patryk Gerhel?
[16:30] - Wiesz co, tak naprawdę już nie bardzo pamiętam, skąd to się wzięło. Na pewno było kilka takich elementów, które wpłynęły na moje zainteresowanie tym tematem. Pierwszym to było chyba, jak jeszcze byłem w liceum, była taka gra komputerowa, nazywała się „Fallout” i „Fallout 2”. To były takie gry zlokalizowane w takim postapokaliptycznym świecie po globalnej wojnie jądrowej. Mniejsza o fabułę, ale generalnie do tego się temat sprowadza, że tam jakaś część ludzi przeżyła w podziemnych schronach. Dosyć mi się to wydało ciekawe, chociaż takie na poziomie bardziej zainteresowania typu, że jest jakieś takie fajne science fiction, takie niszowe, można sobie poczytać czy pooglądać filmy. Potem gdzieś trafiłem na jakąś taką stronę, gdzie ludzie opisywali różne sposoby przygotowania się na katastrofę. Już nie pamiętam, jak ja tam wpadłem. Szukałem chyba czegoś zupełnie innego. Trafiłem na taką książkę pod tytułem „Nuclear War Survival Skills”, czyli z grubsza umiejętności pozwalające przeżyć wojnę jądrową.
Ta książka ma chyba 200 stron i jest na przykład instrukcja budowy takiego prostego schronu przeciwatomowego, który pozwala rodzinę zabezpieczyć, a buduje się go przez jedną dobę, pracując w dwie osoby przy łopacie.
[17:53] - Jedną dobę? Niesamowite.
[17:55] - Tak, bo to jest nieskomplikowane. Rów się kopie i się go potem zasypuje ziemią od wierzchu, robiąc taki daszek. Dojdziemy do tego. Natomiast ostatnio to, co miało największy wpływ na to moje zainteresowanie, to chyba ze dwa lata temu dostałem od znajomego odnośnik do podcastu prowadzonego przez gościa w Stanach, podcastu o survivalu „The Survival Podcast”. I on właśnie taki nowoczesny survival opisuje, czyli przygotowanie się na gorsze czasy ekonomicznie, na gorsze czasy z punktu widzenia takich zupełnie prozaicznych rzeczy, jak na przykład to, że jedna osoba w rodzinie może stracić pracę, a skończywszy na tym, że będzie jakaś globalna pandemia czy jakiś globalny kryzys finansowy, że wszyscy ludzie będą biedni, biegają po ulicach i wymachiwać nożami, żeby pozabijać się nawzajem za kawałek chleba. To jest to, co ugruntowało moje zainteresowanie i uświadomiło mi, że to jest temat, którym trzeba się koniecznie zainteresować. Zresztą myślę, że duży wpływ na to moje zainteresowanie miało też to, że lubię wolność od różnych zobowiązań, ograniczeń, a takie bezpieczeństwo na zupełnie podstawowym poziomie, że mam co włożyć do garnka, że mam za co opłacić rachunek w tym miesiącu i następnym również, czy za dwa miesiące również, to daje mi wolność od tego, że na przykład mogę powiedzieć szefowi w każdym momencie: „Słuchaj, wiesz, mam ciebie dość. Jutro nie przychodzę do pracy. Baw się dobrze”. Nie jestem zmuszony do tego, żeby chodzić do roboty, której nienawidzę.
Ten cały temat przygotowywania się we własnym zakresie na trudniejsze czasy myślę, że daje mi spore zabezpieczenie, które ułatwi mi później podejmowanie rozsądnych decyzji, a nie będzie zmuszało mnie do robienia czegoś, na co nie mam zupełnie ochoty. Tak to streścić. Kurczę, nie spodziewałem się takiego pytania, bo może bym coś wymyślił, jakąś taką-
[20:19] - Nie.
[20:19] - - schludną historyjkę.
[20:22] - Bardzo nas to tutaj w Kontestacji urzeka, jeżeli ktoś ceni wolność, bo to jest generalnie najbardziej wolne radio internetowe w Polsce, a nawet chyba nie internetowe, bo generalnie te wszystkie mainstreamowe radia polskie są strasznie zniewolone. Tam mało co w ogóle można powiedzieć. Dobrze. Jeszcze przypomnę raz, żebyście dzwonili. Skype: kontestacja.com, telefon 22 210 53 21. A teraz przechodzimy jeszcze do drugiego pytania, znacznie konkretniejszego, bo dotyczącego Polski. Jakiego typu katastrofy spodziewałbyś się w Polsce? Innymi słowy, mogę tak to sformułować: jaka katastrofa jest najbardziej prawdopodobna w Polsce? Przepraszam, tylko jeszcze tutaj wtrącę. Cytuję z twojej strony wpis z lipca 2010 roku: „W tym roku takie katastrofy w Polsce były już dwie.
Po pierwsze, kilkutygodniowa przerwa w dostawach prądu w Małopolsce spowodowana uszkodzeniami sieci elektroenergetycznej. Po drugie, dwie fale powodziowe na wielu rzekach w kraju”. Nie wydaje mi się, że to są jakieś poważne katastrofy.
[21:38] - To zależy od punktu widzenia, bo zwróć uwagę, że powódź choćby była o charakterze lokalnym, to jednak ileś set czy tysięcy rodzin jest pozbawionych dachu nad głową. Ludzie sądzili, że sobie sami są tego winni, że budują domy tam, gdzie rzeka wylewa. Nieistotne. Ale na przykład awaria prądu to jest kilka tygodni, kiedy w środku zimy masz w domu ciemno i zimno. Bo jak masz nowoczesny dom, gdzie masz kuchenkę na prąd i pompę ciepła na prąd, to nie masz prądu, nie masz zupełnie niczego. Zresztą nawet taki tradycyjny system grzewczy, gdzie masz kocioł na węgiel i kaloryfery w całym domu, też wymaga do pracy prądu, bo tam jest jedna pompka i sterownik. Jak przez te sześć tygodni nie masz prądu, to oprócz tego, że masz ciemno, to masz też zimno. Nie daj Boże, nie masz jeszcze na czym ugotować jedzenia. A jak masz na przykład roczne dziecko albo niemowlaka w domu, to już masz w ogóle przerąbane. Natomiast wracając do pytania, czego ja się najbardziej obawiam, czy co mnie się wydaje najbardziej prawdopodobne.
Z całą pewnością znacznie wyższe ceny paliw niż w tej chwili. To jest to, co mnie najbardziej spędza sen z powiek, a to wymaga ode mnie sporo myślenia, bo zmienia naprawdę wiele. Począwszy od tego, że przestanie się nam opłacać, nam pojedynczym ludziom, jeździć samochodem do pracy i na przykład okaże się, że przedmieścia zaczną powoli wymierać tam, gdzie nie ma komunikacji miejskiej, bo po prostu ludzie nie będą chcieli mieszkać. Ja mam działkę parędziesiąt kilometrów od Warszawy i cóż, chcę się tam osiedlić, a jestem głęboko przekonany, że ropa będzie — myślę o napędowej — będzie kosztować 20 złotych w ciągu kilku najbliższych lat, nie wiem, pięciu, 10. To będzie okres mojej aktywności zawodowej. Ja nie będę dojeżdżał stamtąd do pracy, a pociągów tam za bardzo nie ma, więc muszę się przestawić na inny sposób zarabiania pieniędzy, jakąś zdalną pracę czy coś w ten deseń. Te droższe paliwa to jest to, co mnie najbardziej martwi, a to wpłynie nie tylko na nasze pojedyncze decyzje, ale też na przykład na koszty żywności, którą się produkuje jednak z bardzo dużym nakładem energii, począwszy od obsługi tego ciągnika, który to pole musi zaorać, przez potem kombajn, który to zboże zbierze, ciężarówki, którymi się to wozi po całej Polsce, bo mąkę się robi w jednym miejscu, a chlebek się piecze w zupełnie innym, a potem następnego dnia trzeba ten chlebek rozwieźć do sklepów. A poza tym nawozy, które się produkuje, azotowe na przykład, też się biorą z paliw kopalnych i to po prostu będzie wszystko postawione na głowie. Takich rzeczy jak na przykład jakaś epidemia global- Pandemia. Specjalnie się nie obawiam tego.
Nie wiem czemu, ale nie spędza mi to snu z powiek. Myślę, że przez drożejącą ropę gospodarka się posypie. A nawet jeśli nie przez ropę, to się posypie sama z siebie przez dostępność kredytu. Nie przypuszczam, żebyśmy mieli taką bańkę na nieruchomościach jak w Stanach, ale nie przypuszczam, żebyśmy byli tak bogaci jak jesteśmy w tej chwili za 20 lat. Przy czym wiele osób z pewnością nie zgodzi się ze mną, z tym stwierdzeniem, że w tej chwili jesteśmy bogaci, ale myślę, że będziemy jeszcze biedniejsi. Więc przede wszystkim ropa i jakaś gospodarcza katastrofa. Mamy też problem podobno z sieciami elektroenergetycznymi w Polsce, że są w kiepskim stanie i że prąd będzie droższy. A więc jak prąd będzie droższy, to wszelkie własne źródła prądu zaczynają mieć sens nie tylko z punktu widzenia zabezpieczenia siebie samego, jak i oszczędzania sobie pieniędzy w perspektywie 20 czy 30 lat żywotności takich na przykład baterii słonecznych.
[25:39] - Ja od siebie tylko dodam, że nie jesteś odosobniony w tym myśleniu. W Polsce może i tak. Natomiast raczej powinniśmy, uważam, czerpać z ludzi, z narodów, które osiągnęły wyższy stopień rozwoju, na przykład ze Stanów Zjednoczonych i tam, chyba jest Amerykaninem, Jeremy Rifkin, jeśli dobrze pamiętam. On „Koniec ropy” czy taką książkę wydał, teraz już z pamięci mówię. Chyba nawet pięć lat temu ona wyszła, także dosyć stara książka. I on właśnie o tym pisze, że przedmieścia będą wymierały, że ropa będzie kosztowała tyle a tyle. I on generalnie można powiedzieć, że przewidział ten peak oil. Miał dużo lepsze dane niż my mamy, nawet podejrzewam niż ty, domowy survivalisto masz. Więc nie jesteś odosobniony i to są naprawdę poważne problemy, nad którymi dzisiaj myślą w Stanach na najwyższym szczeblu. To nie jest śmieszne, co się wydaje niektórym ludziom.
Natomiast tutaj w Kontestacji słuchacze są na tyle świadomi, że wiedzą, że taka audycja jest dosyć ciekawa i cenna. Może się w przyszłości przydać. Jeszcze powrócę do tych katastrof, bo chodziło mi o to, że jednak w Polsce tych katastrof, jeśli chodzi o trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, takich naprawdę katastrofy, które obejmują setki tysięcy osób, jednak nie ma. Nawet taka powódź. Największe powodzie zalewają tych, którzy się budują na terenach zalewowych, powodziowych i najczęściej są sobie winni. Jakbyś mógł się do tego odnieść. Czyli też uważasz, że raczej nie będzie tego typu katastrof, tylko ten olej, brak energetyki.
[27:43] - To są rzeczy, które najprościej mnie jest przewidzieć. Tym się interesowałem sporo i to widzę. A takie katastrofy naturalne, trzęsień ziemi, to się nie bardzo mamy co obawiać. Tak mi się wydaje. Ale czytałem ostatnio, że i tsunami się zdarzało nad polskim wybrzeżem kiedyś, bo gdzieś było jakieś trzęsienie ziemi w Szwecji. Jedno zdarzyło się kilkaset lat temu. Więc trzęsień ziemi to tak się nie obawiam. Ale tak, wybuch wulkanu na drugim końcu globu może spowodować takie coś jak było kiedyś, nazywało się to rok bez lata, kiedy był śnieg w czerwcu i w lipcu, bo było tak dużo pyłu w atmosferze, że Ziemia się mocno schłodziła i był z tym spory kłopot. Więc coś, co nas nie dotyczy bezpośrednio, bo jest daleko, miałoby jednak dla nas dużych konsekwencje. Jak teraz będziemy, dajmy na to, wyżywiać te sześć czy siedem miliardów, nawet już nie wiem, ile nas jest w tej chwili na globie, jak się okaże, że przez cały rok praktycznie produkcja żywności spadnie do jednej czwartej tego, co normalnie.
Trudno tutaj zgadywać. Dlatego ja sobie nie zawracam głowy rzeczami, które są dla mnie zupełnie nieprzewidywalne.
[28:57] - Aczkolwiek możliwe, prawda? Nie można ich wykluczyć.
[29:00] - Możliwe jak najbardziej. Oczywiście. Ale nawet takie zdarzenia o charakterze lokalnym mogą sporo namieszać. To chyba w ubiegłym roku było na Węgrzech czy w Rumunii, jakiś zbiornik toksycznych odpadów.
[29:16] - Na Węgrzech, tak. Na Węgrzech.
[29:18] - Tama się rozsypała. Ile takich zbiorników jest w Polsce? Chyba ze trzy. Jeden gdzieś koło, zdaje się, Radka. Jeden z kopalni miedzi koło Lubina bodajże. Nie jestem pewien. Nie chcę wprowadzać nikogo w błąd, ale takich zbiorników w Polsce jest na pewno kilka. I też sobie mogą ludzie z tego zupełnie nie zdawać sprawy, co ich czeka, jak tutaj gdzieś ktoś zapomni dodać odpowiednio dużo cementu do betonu i coś się rozsypie za kilkadziesiąt lat. Dlatego ja uważam, że jak się wyprowadza gdzieś, to tylko na wieś i to najlepiej daleko od dużych zakładów przemysłowych.
[29:59] - Tak, do tego zaraz dojdziemy, gdzie najlepiej.
[30:01] - Okej.
[30:03] - Myślę, że może teraz zacznijmy od takich... O, mamy pierwszy telefon. Bardzo fajnie. Halo, halo, witaj Krawcze.
[30:17] - Witajcie panowie, dobry wieczór.
[30:19] - O, super.
[30:20] - Witam cię.
[30:22] - Pytanie jakieś masz?
[30:24] - Nie tyle pytanie, co chciałem powiedzieć, że kiedyś rzuciłem na czacie taką teorię, że będziemy mieli świat à la techno fantasy za jakieś tysiąc lat. Techno fantasy, jakby ktoś nie wiedział, to taka krzyżówka science fiction i fantasy, baśni, że mamy zarówno i technikę, i coś w rodzaju magii, ale też można to rozumieć, że świat może trochę taki jak „Fallout”. Tylko że tam z kolei to jest rzeczywistość alternatywna, bo katastrofa nuklearna nastąpiła bodajże w latach 50. To daje tej grze ten specyficzny, fajny klimat. Tak sobie myślę, że świat się bardzo zmienił nieprawdopodobnie już w skali, jeśli popatrzeć na życie naszych rodziców nawet, nie mówię dziadków nawet. Przecież jeszcze do niedawna nie było czegoś takiego jak telewizor, nie mówiąc już o internecie. Ludzie zupełnie inaczej spędzali czas. Nikomu się nie śniło w ogóle, żeby dyskutować na tematy na przykład takie, jakie teraz są poruszane w „Teorii chaosu”. Więc mi się wydaje, że świat się może bardzo zmienić nagle, jeśli nastąpi jakiś bardzo duży kataklizm, jakiś konflikt ogólnoświatowy, bo wtedy wydaje mi się, że rządy mogą na przykład użyć swoich różnych tajnych wynalazków, tajnych technologii, tajnej broni i wszystko się może zmienić diametralnie. Można też sobie tak myśleć, że wystarczy jakiś jeden nowy wirus i możemy mieć plagę zombie.
To nie jest jakieś takie science fiction całkiem nieprawdopodobne. Tak mi się wydaje.
[32:31] - Czy miałbyś jakieś pytanie?
[32:34] - Nie, tylko chciałem się podzielić taką myślą.
[32:36] - Może jednak, bo to jest domowy survivalista, zajmuje się tym tematem długo, jest inżynierem. Mógłby powiedzieć na jakiś temat, jakbyś miał problem.
[32:49] - W sumie tak się zastanawiam powoli, jak przeżyć taką krytyczną sytuację. Jak postępować w pierwszych chwilach, kiedy nastąpi już sytuacja taka, że są jakieś zamieszki na ulicach, panuje anarchia, skażenie jest duże. Taki świat już totalnie przerąbany, trochę jak z filmu albo gry komputerowej.
[33:18] - „Fallout”.
[33:21] - A jeszcze chciałem się dowiedzieć. Na zakończenie to może się rozłączę i gość poopowiada.
[33:30] - Dobrze.
[33:31] - Chciałbym tylko puścić króciutkiego dżingielka takiego, który w sam raz się nadaje na tą audycję.
[33:37] - Dobrze, ale króciutkiego prosimy, Krawcze.
[33:40] - Jasne.
[33:40] - Dobra.
[33:42] - Dopiero kiedy poczujesz teorię chaosu, wtedy prawdziwym kontestatorem ty się staniesz. Przepraszam. To nie ten. Jest też króciutki.
[33:55] - Może pierwszy.
[33:55] - Babcia, co my się martwimy, jak za rok koniec świata w 2012. Przesunęli? Za 100 lat? Ale jaja! Po co ja kupowałem ten zestaw survivalowy za 200 złotych? Dwa suchary, krzesiwo, igła i nitka do zaszywania ran. Przyda się, jak bis dojdzie do władzy? Dobre.
[34:27] - Dobre. Naprawdę dobre, Krawcze.
[34:30] - I może, jak podobało się, to jeden jeszcze na zakończenie. Może taki trochę niezbyt wesoły. I runie stalowy orzeł trzymający pod swymi skrzydłami dwa kaczory. Kiedy orzeł upadnie, wejdzie na niego trzeci kaczor i krzyknie: „Biada!” I tyle.
[34:59] - Dziękuję bardzo, Krawcze, za te dżingle i pytanie. I teraz prosimy gościa o odpowiedź.
[35:07] - Do widzenia.
[35:07] - Ja też dziękuję za pytanie, bo jest dobre na początek. Bo generalnie rzecz biorąc, w sytuacjach zagrożenia, powiedzmy tych zamieszek, skażenia, ataku zombie czy jakiejś epidemii, czy czegokolwiek innego, co nas może spotkać, możliwości reakcji są zasadniczo dwie. Możliwość pierwsza: ucieczka, czyli pakujemy się i uciekamy z miasta czy z miejsca, w którym akurat jesteśmy, zagrożonego na przykład wielkim pożarem czy tym skażeniem. Albo możliwość druga: zamykamy się w czterech ścianach na cztery spusty i siedzimy tak długo, dopóki się sytuacja nie uspokoi. Co może być rozwiązaniem w przypadku na przykład zamieszek czy epidemii, jeśli mamy możliwość posiedzenia w domu przez kilka tygodni, przez który to czas ta epidemia na przykład wygaśnie. Więc jak tylko się zorientujemy, że taka sytuacja ma miejsce, to musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, co robimy, czyli pakujemy się i uciekamy. Zakładam, że wcześniej przygotowaliśmy sobie jakieś miejsce, gdzie będziemy uciekać, dokąd będziemy uciekać. Mamy jakiś pomysł, jakiś plan i potem, jeżeli taka jest nasza decyzja, to trzeba to zrobić jak najszybciej, bo To podobno jest godzina od momentu, kiedy oczywiste staje się, że mamy do czynienia z kłopotliwą sytuacją do momentu, kiedy wszyscy sobie z tego zdają sprawę i wsiadają do samochodów. Więc przez tą godzinę można jeszcze ewentualnie gdzieś z miasta uciec, a potem się już nie da, bo są wszystkie drogi zablokowane. A jeśli zdecydujemy się zostać w domu, to mamy trochę więcej czasu, bo możemy się przygotować.
Nie musimy uciekać, czas nas tak bardzo nie goni. Prosta sytuacja. Któregoś razu moi rodzice przychodzą do domu po pracy. Okazuje się, że nie ma wody. Jakaś awaria była, nic strasznego. Miasto gdzieś tam podstawiło dwa czy trzy beczkowozy. Tutaj u mnie na osiedlu są ujęcia wody oligoceńskiej, w związku z czym jest tych miejsc, gdzie tą wodę można zdobyć kilka. Człowiek przychodzi sobie po pracy, a to jest środek lata. Chciałby sobie wziąć prysznic i okazuje się, że jedyna woda jaką ma w domu to jest w konewce do podlewania kwiatów na balkonie. Więc wszyscy zaraz wylegają na ulicę, bo wszyscy przychodzą do domu i wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że nie mają z czego ugotować herbaty.
Więc idą do sklepu i kupują zaraz wodę. W ciągu godziny cała woda znika ze sklepów i po godzinie w sklepie można kupić tylko najtańsze napoje gazowane, soki ewentualnie pewnie tylko te najdroższe i trzeba się ustawić w kolejce po wodę i nieść tą wodę w baniaku. Dobrze jak ktoś ma taki baniak w domu. Jak nie, to przyniesie sobie wodę w wiaderku do mycia podłogi, bo to jest jedyne wiaderko jakie posiada. Już nawet taka prozaiczna sytuacja, która może zdarzyć się całkiem często, pokazuje, że trzeba reagować szybko. To jest najważniejsze, czyli dowiedzieć się jak najwięcej, zdecydować co robimy. I zakładając, że mamy rodzinę jakoś się tymi informacjami wymienić. „Słuchaj żono” dzwonię do żony. Im wcześniej, tym większa szansa, że się dodzwonię i umawiamy się, na przykład widzimy się w naszym ustalonym miejscu i będziemy dalej uciekać razem albo przyjeżdżę do domu, bo jest jakiś kłopot. Więc to jest moim zdaniem pierwsza rzecz, którą musimy zrobić w momencie, kiedy takie zagrożenie się pojawi.
Oczywiście trzeba najpierw odrobić pracę domową i się jakoś przygotować do tego, żeby w tym mieszkaniu móc wytrzymać dajmy na to sześć tygodni bez wychodzenia z domu. Co jest do zrobienia, ale nie będzie to ani łatwe, ani przyjemne. Łatwe w sensie wytrzymanie sześć tygodni w czterech ścianach, w tym samym towarzystwie, bez wychodzenia za drzwi, żeby kupić coś w sklepie czy nawet zaczerpnąć świeżego powietrza albo wyjść na papierosa.
[39:20] - Halo, halo?
[39:21] - Mhm, tak.
[39:22] - Jesteś cały czas? Bo myślałem, że zerwało połączenie. Dobrze. Bardzo ciekawie opowiadasz i racjonalnie. Z tym, że słuchaczowi właśnie chodziło, jak byś myślał, jakby był naprawdę taki wielki kryzys, że kosmici się pojawili, czy właśnie tak jak w Falloucie jakieś wybuchy jądrowe? Trudno mi powiedzieć, ale czy wtedy w ogóle jesteśmy sobie w stanie poradzić w czymś takim, w takim wielkim chaosie?
[40:02] - To znaczy gdybyśmy wzięli takiego przeciętnego, jak to się mówi, zjadacza chleba z ulicy i postawili go przed taką sytuacją, to on sobie na pewno nie poradzi. On siądzie i się rozpłacze. Albo ewentualnie tak jak robią ludzie, jak jest powódź, wchodzą na dach budynku i machają rękami do śmigłowców, żeby ich stamtąd ewakuować. Mając to na względzie, że bez przygotowania, ale nie tylko takiego zupełnie fizycznego, że kupię sobie, dajmy na to jakieś racje żywnościowe albo agregat prądotwórczy, ale takiego przygotowania psychicznego, że budzę się każdego dnia ze świadomością: jest fajnie, obudziłem się, żyję. Chciałbym obudzić się również następnego dnia i zrobienie sobie takiego nawyku, żeby na przykład nie poddawać się, widząc pierwszą lepszą przeciwność w życiu, czy też wypracować sobie umiejętność podejmowania szybko decyzji. I też opracować jakiś pomysł, plan co będę robił, kiedy ta sytuacja się rozwinie, żeby na przykład wziąć mapę i rozplanować sobie trasę dojazdu z punktu A gdzie mieszkam, do punktu B, gdzie chcę się znaleźć w razie kłopotów. Niech to będą dziadkowie, którzy mieszkają na wsi. Żeby tą trasę rozplanować nie w momencie, kiedy właśnie taka sytuacja się pojawia, tylko wcześniej. Potem tylko sięgam do schowka na rękawiczki w samochodzie, wyciągam tą mapkę i widzę: mam trzy trasy rozplanowane, tu jest remont, to tędy nie jadę i wybieram tą drugą, dajmy na to. Więc myślę, że to jest podstawowa rzecz, żeby się przygotować zawczasu, zacząć się przygotowywać, bo to trudno mówić, żeby można było być w pewnym momencie, że kopię ostatnią rzecz, odfajkuję na liście i powiem sobie: tak, jestem przygotowany na wszystko, co może mi się zdarzyć, bo tak naprawdę nigdy nie będzie.
Jeśli chodzi o takie zupełnie materialne przygotowania, jestem głęboko w lesie. Mieszkam w bloku. Mój cel ewakuacji to jest ta działka. Na razie tam nic nie ma. W związku z czym jakby przyszło co do czego, to ja biorę samochód, łopatę, wykopię sobie tam ten śmieszny schron przeciwatomowy, bo pamiętam, jak się to robi. I co potem? Będę gryzł chyba korzonki, które wykopię przy okazji. Także tutaj trochę jeszcze mam do zrobienia pod tym względem.
[42:30] - Dobrze, może do kolejnego pytania przejdziemy, bo kolejnym pytaniem było: gdzie najlepiej spędzić ten trudny czas tego kryzysu? Czy może to już będzie stały kryzys, czyli gdzie najlepiej być? W lesie, w mieście, na wsi, w bloku? Jak uważasz, gdzie najłatwiej nam będzie przeżyć?
[42:56] - Myślę, że zarówno w takich kryzysowych sytuacjach, jak i na co dzień życie lepsze i łatwiejsze będzie na wsi niż w mieście. Bo tak naprawdę widzę tylko jedną wadę mieszkania na wsi w porównaniu do mieszkania w mieście. To jest trudniejszy dostęp do pracy, co jest bardzo poważną wadą. Chociażby to, że trzeba ileś tam dojechać kilometrów, ileś tam godzin spędzić w korkach na wlocie do miasta i potem wożenie dzieci do szkoły na zajęcia pozalekcyjne. To jest jeszcze inna historia, ale to jest ta jedyna wada, moim zdaniem mieszkania na wsi. Mam wrażenie, że w sytuacji jakichś zamieszek na przykład, takie zamieszki to się nie zdarzają na wsi. One się zdarzają w miastach. Na wsi nie ma takiej sytuacji, że kibole po przegranym meczu idą na Starówkę, demolują tam lokale, dajmy na to i Bogu ducha winni ludzie trafiają im się do pobicia. Także tego typu sytuacje, wojnę chyba też jest łatwiej przeżyć na wsi niż w mieście. A nawet takie zupełnie prozaiczne sytuacje jak mieszkamy w domu, który ma ogrzewanie z ciepłowni.
Ciepłownia ma jakąś tam poważniejszą awarię i przez pół miesiąca, niech to będą dwa tygodnie, nie ma tego ciepła w domu. To myślę, że łatwiej jest na wsi, we własnym domu jednorodzinnym, nawet w mieście, w domu jednorodzinnym łatwiej jest coś wykombinować niż w bloku, gdzie nawet nie ma komina, do którego można by sobie było podłączyć jakiś tani piecyk zrobiony z dwóch beczek i jednej rury do podłączenia do komina. Także możemy się znacznie lepiej zabezpieczyć przed brakiem prądu, wody, ciepła we własnym domu jednorodzinnym. A jak mamy jeszcze kawałek ziemi, to możemy sobie zrobić ogródek. Możemy sobie wykopać ziemiankę, gdzie będziemy w tani i ekologiczny sposób przechowywać sobie na przykład kartofle i jabłka, jak będziemy mieli taką fantazję. A jak będzie taka potrzeba, to się tam schowamy, zamkniemy na cztery spusty i przeczekamy najgorsze czasy opadów pyłu radioaktywnego. Będziemy tam siedzieć trzy tygodnie w ciemności na powierzchni kilku metrów kwadratowych, ale przeżyjemy bez choroby popromiennej później. Także myślę, że docelowo każdy z nas powinien myśleć raczej o wyprowadzce. Może nie na taką zupełną zabitą dechami wieś, ale raczej z dala od miasta. Zwłaszcza od miast, gdzie są jakieś zakłady przemysłowe, które w przypadku jakiejś wojny będą pierwszym celem nalotów.
Broń atomowa też jest celowana raczej w zakłady i węzły komunikacyjne, w elektrownie na przykład, w zakłady przemysłowe niż w tereny, gdzie rosną sobie buraki i jakaś wioska. Dlatego mój plan przewiduje właśnie budowę domu na wsi. Takiego, który będzie w dużej mierze niezależny od prądu, ale będzie miał możliwość zaspokojenia tych najważniejszych potrzeb, jakby się coś miało zepsuć tak na poważnie.
[46:21] - Dobrze, a tutaj jeszcze taki pewien problem, który też właśnie znalazłem na twojej stronie. Czytelnicy twojego bloga zwrócili na to uwagę, że wszyscy nie będą mogli przenieść się na wieś czy nawet nie będą chcieli, bali się będą zmiany pracy i tak dalej. Większość jednak ludzi zostanie w blokach, prawda? W Polsce przeważają w miastach bloki. I co oni mają zrobić? Jak oni mogą się zabezpieczyć?
[46:56] - Ja bym w takiej sytuacji, gdyby ktoś mnie takie pytanie zadał, rozmawiając ze mną w cztery oczy, zapytałbym go, czy on naprawdę nie ma wyboru, czy to jemu się tak czasem tylko nie wydaje. Bo ja rozumiem, że są sytuacje, kiedy rzeczywiście z jakichś względów nie możemy się ruszyć z miejsca, gdzie mieszkamy, bo nas na to nie stać, bo jesteśmy w jakiś sposób zobowiązani. Na przykład mamy chorych rodziców w mieście, których trzeba odwiedzać, wozić ich do szpitala, coś takiego. Są sytuacje, kiedy jestem to w stanie zrozumieć, ale są sytuacje, kiedy po prostu nie bardzo człowiekowi się chce i on sobie do tego dorabia jakąś ideologię, że nie może z jakichś tam przyczyn. I w tej sytuacji bym komuś zasugerował raczej, aby uświadomił sobie, że on po prostu czegoś zrobić nie chce, a nie nie może. Ale załóżmy, że rzeczywiście nie ma takiej zupełnie możliwości. To jak nie ma możliwości się przenieść gdzieś na stałe, to musi się zabezpieczyć tutaj, gdzie jest. Co nawet jakby miał tą możliwość, żeby się przenieść w perspektywie pięciu lat do wymarzonego domku na wsi, to i tak przygotowania powinien powoli zacząć od zaraz, a nie czekać na ten wymarzony domek na wsi, bo może tego momentu nie doczekać. Zakupy dwa razy większe, kupić dwie puszki z kukurydzą zamiast jednej na zakupach, a potem jedną schować gdzieś głęboko do szafy czy pod łóżko na gorsze czasy. To można zrobić od razu i mieszkając w bloku tak samo można gromadzić zapasy żywności, jak i mieszkając na wsi.
Ale nawet w takiej sytuacji myślę, że trzeba sobie zabezpieczyć jakiś cel ewakuacji. To się nazywa po angielsku ładnie „bug out location”, czyli takie miejsce gdzie Kiedy kupa trafi w wentylator, my się wtedy pakujemy do samochodu i gdzieś uciekamy. Trzeba wiedzieć dokąd. Może to być, tak jak wspomniałem, dom dziadków na wsi. Może to być jakaś działka gdzieś, gdzie mamy domek letniskowy i tam gdzieś pod podłogą mamy ukryte zapasy, żeby ich nie ukradli, bo to wiadomo, że jak coś jest na wierzchu albo w szafce, to zaraz zostanie ukradzione. Jeśli nie mamy możliwości przeprowadzić się na stałe, to przynajmniej zadbajmy o to, żebyśmy mieli taką możliwość w razie czego. Ja to często piszę: w razie czego, żebyśmy mogli po prostu się ewakuować i tam mniejszym lub większym wysiłkiem przeżyć te gorsze chwile, a potem, jak już się sytuacja uspokoi, wrócić do miasta. Ja też nie wyobrażam sobie, że do końca życia będę mieszkał na wsi. Nie wyobrażam sobie, że w wieku 90 lat będę jeździł 30 kilometrów do lekarza na przykład. Liczę się z tym, że kiedyś będę musiał się z powrotem przeprowadzić do miasta, którego nienawidzę.
Ale to jest zupełnie inna historia, że ja nie lubię mieszkać w mieście, więc to nie jest tak, że zawsze będę mógł powiedzieć sobie, że mieszkam sobie na wsi. Rzeczywiście w pewnym momencie będę musiał powiedzieć sobie, że nie mam wyboru, muszę mieszkać w mieście. I stąd też rozumiem takie dylematy. Podsumowując, zdecydowanie miejsce, gdzie będziemy mogli uciekać. Rodzina, która mieszka gdzieś na wsi. Myślę, że powinna być pierwszym pomysłem, od którego powinniśmy zacząć.
[50:12] - Dobrze. Mamy słuchacza na linii. Halo?
[50:18] - Halo?
[50:19] - Tak, jesteś na linii, słuchaczu.
[50:23] - Dobry wieczór.
[50:24] - Dobry wieczór.
[50:25] - Witaj.
[50:26] - Ja chciałem zapytać się, bo nie słuchałem tej audycji od początku samego, ale chodzi mi głównie, o jakie źródła energii najlepiej się zaopatrzyć? Chodzi mi tutaj o panele słoneczne czy wiatraki, co wytwarzają prąd.
[50:43] - Albo agregat prądotwórczy też.
[50:47] - Tak. Myślę, że tak. To też zależy do jakiego celu, bo parę minut temu rozmawialiśmy o tym, jak była awaria prądu w ubiegłym roku i ktoś przez sześć tygodni nie miał prądu w środku zimy i na taką sytuację to wiatrak może by się przydał. Podobno wiatraki działają dobrze zimą, bo mocno wieje. Natomiast agregat prądotwórczy i zapas paliwa to jest też niezłe rozwiązanie moim zdaniem i raczej bym od tego zaczął. Tym bardziej że koszt agregatu prądotwórczego to jest gdzieś rzędu tysiąca złotych, a za tysiąc złotych to sobie system z bateriami słonecznymi złożymy taki nieduży. A wiatraka za tysiąc złotych to nie kupimy żadnego. Przepraszam, chińszczyznę taką, która ma moc 300 wat, jak jest huragan, czego w ogóle kupować nie warto. Gdyby mnie ktoś rzeczywiście zapytał, jakie źródło energii elektrycznej jest najlepsze, to musiałbym wiedzieć konkretnie, do czego on to potrzebuje. Bo być może na przykład do podtrzymania pracy takiej pompki w instalacji ogrzewania wystarczy UPS, czy nawet zwykła przetwornica zamieniająca prąd stały z akumulatora na prąd zmienny dla pompki plus zestaw dwóch dużych baterii akumulatorów samochodowych albo lepszych akumulatorów żelazowych i to powinno wtedy załatwić sprawę.
Ale z drugiej strony agregat prądotwórczy też wymaga paliwa, które też gdzieś trzeba przechować, więc nie jest w żaden sposób rozwiązaniem zrównoważonym, które daje nam gwarancję, że zawsze będziemy ten prąd mieć, co by się nie działo. To też nie jest rozwiązanie docelowe moim zdaniem.
[52:30] - Halo? Jeszcze masz pytanie, słuchaczu?
[52:34] - Chyba się rozłączył.
[52:35] - Tak, chyba tak. Chyba już właśnie się rozłączył niestety. Dobrze, to my przechodzimy do kolejnego pytania tutaj. Tak w skrócie po prostu powiedzieć, jeśli możesz, jakie by były najważniejsze rzeczy, o których powinniśmy pamiętać, które powinniśmy zgromadzić czy zabezpieczyć?
[53:01] - Mój idol, Jack Spirko, który prowadzi ten podcast o survivalu, na który się powoływałem już. On mówi, że takich potrzeb jest pięć: woda, żywność, schronienie, bezpieczeństwo i energia. Myślę, że patrząc, tak jak on to mówi zawsze, jak często mamy okazję wdawać się w bójkę na przykład, kiedy potrzebujemy nauczyć się jakiejś tam umiejętności samoobrony, a jak często mamy potrzebę włożenia czegoś do ust i zjedzenia. Moim zdaniem przygotowania zaczynać się powinno po pierwsze od wody. To znaczy niekoniecznie gromadzenia wody, ale zorganizowania sobie jakiegoś źródła tej wody, z którego będziemy mogli skorzystać w sytuacji, kiedy przestanie lecieć woda z kranu z jakichś tam przyczyn. Czy to będzie beczka z deszczówką plus filtr do przefiltrowania tego, czy będzie to zapas takich pięciolitrowych baniaków z wodą mineralną z marketu, pieczołowicie zbierany przez rok, a potem wymieniany, żeby ta woda się nie zepsuła. Podobno się psuje. Jaką postać to przyjmie, to jest nieistotne. Woda jest moim zdaniem kluczowa, tym bardziej że potrzebujemy jej naprawdę sporo. Nie tylko do picia, ale też do mycia.
A jak ktoś ma dom, a to niemowlaka, któremu trzeba czasem umyć siedzenie po zmianie pieluchy, bo ma wysypki, to już w ogóle zaczyna się dramat, jak tej wody nie ma. Potem jedzenie, żywność. Myślę zasadę, żeby robić takie zapasy żywności, z których po pierwsze Będziemy mogli korzystać na co dzień, żebyśmy tą puszkę, którą mamy schowaną pod łóżkiem, mogli za pół roku wyjąć i wykorzystać do zjedzenia obiadu czy śniadania. Żebyśmy mogli ją wymienić na nową, nie wydając na to żadnych pieniędzy, bo kupujemy jedną, wstawiamy na półkę, z półki zabieramy drugą. Koszt tego jest taki, jakbyśmy kupili jedną puszkę i zużyli ją od razu. Po pierwsze, mamy możliwość robienia rotacji tych zapasów żywności, żeby się nie zepsuły, a po drugie przyzwyczajamy się do jedzenia w ten sposób. Nie ma chyba nic gorszego jak sytuacja, kiedy nagle nie możemy kupić czegoś w sklepie, musimy zastąpić to czymś innym wyciągniętym z puszki, co jemy po raz pierwszy w życiu i okazuje się, że nam to nie smakuje. Albo, co może być jeszcze gorsze, okazuje się, że nasz żołądek tego nie toleruje i potem 1/10 naszego całego zapasu żywności nadaje się do wyrzucenia, bo nie jesteśmy w stanie tego zjeść. Później energia, schronienie, bezpieczeństwo. Trudno mi tutaj ustalać w jakiejś kolejności.
Energia jest nam potrzebna do życia najbardziej chyba, jeśli chodzi o ogrzewanie i o przygotowanie posiłków. Przy czym z przygotowaniem posiłków to jak ktoś ma zapasy żywności w puszkach, to już to inaczej wygląda, bo może pić surową wodę mineralną z butelki. Fakt, że herbaty z tego nie zrobi, ale może się okazać, że zupełnie nie potrzebuje podgrzewania żywności. Ale ciepło to jednak dobrze, żeby było zimą, bo pozamarzamy. Więc jakieś źródło ciepła, najlepiej niekorzystające z tego samego źródła energii. Dzisiaj w nowoczesnych blokach bardzo często są tylko i wyłącznie kuchenki elektryczne i jak padnie zasilanie, to nie będziemy mieli w domu ani światła, ani ciepła. Więc turystyczną kuchenkę gazową czy prymus, dwie butelki benzyny ekstrakcyjnej, myślę, że byłoby rozsądnie w domu mieć. I bezpieczeństwo w tym się mieści przede wszystkim zabezpieczenie naszych okien i drzwi, żeby nam się ktoś nie włamał. Takie szczegóły moim zdaniem są chyba najmniej istotne. Czyli w pierwszej kolejności woda, żywność i energia.
Prąd, fajnie jest mieć lodówkę, w której możemy trzymać świeżą żywność, która się nie psuje. Ale czy w gorszych czasach będziemy mieli świeżą żywność w takich ilościach, żeby miała szansę się zepsuć? Ja nie jestem przekonany. Zresztą zawsze będziemy mogli wykopać dołek w ogródku, wsadzić tam w wiatr te warzywa i jakoś sobie przetrzymają dwa, trzy tygodnie. Także tym bym się aż tak bardzo nie przejmował. Oczywiście życie bez internetu, telewizora, telefonu komórkowego jest mało przyjemne.
[57:36] - Czy ja wiem, czy tak mało? Zależy dla kogo. Ale tak, w XXI wieku jednak to jest konieczność. Przynajmniej internet, bo to jest komunikacja z ludźmi. Ja mam do bezpieczeństwa jeszcze pytanie dotyczące broni, bo słuchacze Kontestacji są bardzo zainteresowani tematem broni i jak to jest. Czy jest konieczna tak naprawdę i jeśli tak, to czy nie wystarczą śrutówki, a może nawet airsoft gun, żeby odstraszyć jakiegoś napastnika?
[58:16] - Ja zwolennik powszechnego dostępu do broni, bo uważam, że jeżeli obywatel sobie sam nie zapewni bezpieczeństwa, to państwo z całą pewnością tego nie zrobi. Ale ja wiem, że państwo nie da ludziom dostępu do broni, bo dostęp do broni równa się mniejsze uzależnienie od państwa, od władzy, czego władza nigdy nie chce. Mnie ktoś kiedyś próbował nawrócić z tego mojego poglądu, tłumacząc mi, że broń to zło i że nie daj Boże będę musiał kogoś zabić, a może on wtedy będzie chciał zabić mnie. To jest pytanie, czy w sytuacji, kiedy ojciec rodziny z nożem w ręku przyjdzie do mnie ukraść moje zapasy żywności, bo będzie chciał wyżywić swoją rodzinę, to czy ja mam w tym momencie oddać mu zapasy żywności i pozwolić umrzeć moim dzieciom, czy też raczej powinienem go zastrzelić, kiedy zacznie się rzucać i mieć problem z głowy? Ja osobiście jestem zwolennikiem tego drugiego rozwiązania. Jaka broń? Nóż, który się nosi ze sobą to jest moim zdaniem punkt wyjścia. Broń palna tak. Więc myśliwym warto zostać i mieć karabin myśliwski czy strzelbę. Strzelba chyba jest nawet lepsza.
Łatwiej się strzelbą bronić w domu niż karabinem myśliwskim.
[59:39] - Czyli raczej wykluczasz śrutówki, jakieś takie pół bronie, prawda? Czy jakieś gazowe i tak dalej, takie niepełne bronie to tak nazwijmy.
[59:50] - Docelowo tak, na pewno. Natomiast w okresie przejściowym, bo to też nie są rzeczy, które się załatwia od razu. Żeby załatwić sobie pozwolenie na broń myśliwską, to jest przynajmniej rok czy dwa lata latania po okręgach, budowania ambon, karmienia jełom sianem zimą przez rok, a potem się zapisujemy do klubu łowieckiego i składamy papiery i potem możemy dostać tą broń, kupić sobie ją, to pozwolenie na broń, kupić sobie amunicję, jeszcze się nauczyć strzelać z tego. To trochę trwa, więc w międzyczasie pistolet gazowy na kulki czy też na śrut, czyli wiatrówka zwyczajna, ale w formie pistoletu na naboje gazowe to jest niezły moim zdaniem punkt wyjścia do przygotowania się. Ja sporo z airsoftu strzelałem przez kilka ostatnich lat, więc obycie z czymś, co strzela i jest w pewnym sensie niebezpieczne nie dla życia, ale dla zdrowia, uczy szacunku chociażby do tego urządzenia, uczy posługiwania się tym. Przepraszam, ja nie widzę dużej różnicy w nauczeniu szacunku do karabinu a nauczeniu szacunku do pistoletu, który może zrobić komuś poważną krzywdę. Tak samo należy pamiętać, żeby go zabezpieczyć. Trzeba to czyścić i tak dalej. Pistolet tego typu to jest niezła rzecz. Ja sam planując to, że zostanę myśliwym za czas jakiś, kupiłem sobie swojego czasu nie pistolet, tylko rewolwer.
Pistolet jest nawet lepszy, bo on bardziej przypomina broń palną i ta funkcja odstraszająca może lepiej zadziałać. Ale nic to nie zmieni. Jeżeli naprawdę jak to się mówi, kupa trafi w wentylator, to wiatrówka nie będzie miała żadnego absolutnie znaczenia.
[01:01:40] - Rozumiem. Czyli w sytuacji już poważnego kryzysu to na pewno nie odstraszy wiatrówka ludzi, którzy by się chcieli dobrać do naszego przygotowania, naszej pracy, którą wykonaliśmy wcześniej, naszych zapasów, prawda?
[01:01:54] - Dokładnie to jest ten problem. To też jest ten powód, dla którego ja nie piszę tego bloga pod imieniem i nazwiskiem i nie piszę zupełnie wszystkich szczegółów z tych moich przygotowań. Bo to jest tak, że w momencie, kiedy ktoś słyszy o tym, że ja się przygotowuję na gorsze czasy i robię sobie jakieś tam zapasy, to jego pierwszy pomysł to jest: ja już wiem, do kogo pójdę w razie czego. Problem polega na tym, że w razie czego to ja mogę mieć sam na siebie za mało żywności i wody dla siebie i swojej rodziny, a co dopiero dla rzeszy uchodźców, którzy stwierdzą, że to się o nich zadba.
[01:02:33] - Bardzo rozsądne podejście, bo tutaj słuchacze generalnie teorii chaosu i ludzie, którzy czytają te alternatywne informacje, to nie jest niczym jakimś nadzwyczajnym to, czym się zajmujesz i robisz. Ale faktycznie nie tyle właśnie jest tą sprawą wyśmianie ciebie, tylko że faktycznie wtedy zakodujesz się jako ten, który wie, jak przeżyć i do ciebie ludzie, którzy w tym samym mieście czy gdzieś tam blisko ciebie będą próbowali się dobrać czy czas nawet zajmować. Jeżeli już jest kryzys, to ty nie masz czasu, żeby komuś tłumaczyć, co ma robić, bo na to miał czas wcześniej, przed kryzysem. Już w czasie kryzysu to już jest stracone praktycznie.
[01:03:26] - Jest już pozamiatane.
[01:03:27] - Tak, pozamiatane. Dobrze, tutaj mam jeszcze pytanie, bo tak jak tutaj rozmawialiśmy, to nie jest tak proste, jak się wydaje, żeby się dobrze przygotować dla myślącego, dobrze wykształconego mężczyzny, silnego. Natomiast co ma powiedzieć kobieta sama wychowująca dzieci, matka wychowująca dzieci? Czy ona ma w ogóle szansę jakoś się obronić, jakoś też przeżyć taki kataklizm?
[01:04:02] - Trudne to jest pytanie, ale myślę, że głównie ono dlatego jest trudne, że odpowiedź jest mało optymistyczna, bo będzie naprawdę ciężko i mam wrażenie, że sobie sama może nie poradzić. Bo tak jak wspomniałeś, zdrowy, dorosły mężczyzna, silny, który jeszcze jest myślący, dajmy na to jeszcze nie jest obciążony. Nieładnie powiedziałem, ale tak to jest. Nie jest obciążony dziećmi, nie ma dzieci, nie jest obciążony czasowo dziećmi. Będzie miał problem. A kobieta, która ma tych dzieci jedno, dwoje i jest samotną matką bez niczyjej pomocy mam wrażenie sobie nie poradzi. I tu powinna się zwrócić do rodziny czy przyjaciół, czy kogoś innego zaufanego, choćby do innej samotnej matki, bo to też jest trochę sytuacja, w której ja jestem, bo też mam dziecko, ale nie jestem z jego matką. W związku z czym pytanie, co w sytuacji, kiedy akurat coś się stanie, kiedy ja będę spędzał czas z dzieckiem, kiedy ona będzie ze mną? Co, zapakuję go w samochód, wezmę go pod pachę i będę uciekał? Będę musiał.
Nie będę miał wielkiego wyboru. Natomiast to jest problem. Oczywiście nie można założyć od razu, że nie ma żadnych szans, bo to nie jest dobre podejście.
[01:05:31] - Dobrze.
[01:05:32] - Będzie musiała z całą pewnością kombinować mocniej i intensywniej, ale poddawać się nie można w żadnym wypadku.
[01:05:39] - Ja mam tu takie proste rozwiązanie. Może nie jest proste, ale jakieś jest, że najlepiej się po prostu dobrać w parę przed, jeszcze jakoś tak przeczuć nadejście tego kryzysu i po prostu dobrać się w parę. Dobrać, żeby taka kobieta znalazła sobie jakiegoś odpowiedniego faceta. To chyba po prostu byłoby najłatwiejsze. Bo jeszcze taka kwestia tutaj jest, że prawdopodobnie wydaje mi się, jak będzie kryzys, powstaną obozy przejściowe, tak jak mi się wydaje, zakładane przez państwa. W Stanach już są obozy przygotowywane od dawna, tak zwane FEMA camps. Czy uważasz, że to dla takich ludzi, którzy uważają, że sobie nie dadzą rady i raczej nie będą chcieli robić, czy w ogóle jest jakiś dla nich sens pójścia do tego typu obozów, organizowanych przez państwo?
[01:06:35] - Myślę, że jak ktoś nie będzie się zabezpieczał sam na własną rękę, to na pewno powinien sięgnąć po pomoc państwa, jeżeli taka pomoc będzie. Ale ja uważam, że nie ma się co łudzić, że taka pomoc będzie, jeżeli po prostu nie będzie, bo jak będzie jakiś kataklizm, to władza będzie myślała tylko o tym, żeby siebie ratować, a nie o tym, żeby ratować obywateli. Że są przecież do niczego niepotrzebni, a jak jest kryzys i tak nie będą płacić podatków, więc chyba nic się nie stanie. Wyborów też nie będzie. Nie trzeba będzie ich kupować kiełbasą wyborczą.
[01:07:06] - Chyba że po prostu będą chcieli użyć tych ludzi jako niewolników do obozów, tak jak Adolf Hitler używał w obozach pracy do kopania tuneli. Potem oczywiście znaczną większość ludzi czy też wymordowano, czy też poprzez nieludzkie warunki ginęli z powodów fizjologicznych. Nie byli żywieni i tak dalej. Podejrzewam, że to jest tym celem, żeby używani byli jako niewolnicy. Oczywiście w telewizji będzie mówione, że tak, zapraszamy was, że pomożemy wam, nie bójcie się. Kryzys jest tutaj wielki, jakaś asteroida spadła, ale mamy przygotowane już obozy. Tak pewnie w Stanach będzie. Nie wiem, czy w Polsce coś takiego przygotowali, ale nie zdziwiłbym się, jak coś, gdzieś tam w Europie też byłyby tego typu obozy szykowane. Jeżeli władza wie o jakichś kataklizmach, które nadchodzą, bo z przecieków troszkę muszę powiedzieć, że wiadomo, że niektórzy naukowcy wiedzą o pewnych kataklizmach, które mają nadchodzić, ale to już na inną audycję. Natomiast tutaj jeszcze mam pytanie.
Wielu internautów interesuje się bronią jądrową. To znaczy może nie tyle bronią jądrową się interesuje, ale kryzysem atomowym, czyli czy też promieniowaniem, czy też po prostu atakiem jądrowym. Raczej nie wydaje mi się, żeby ktoś zaatakował Polskę, bo nawet terroryści nie wiedzieli, gdzie Polska leży, więc raczej to jest mało prawdopodobne. Natomiast jednak jakieś skażenie jądrowe może być, chociażby wybuchy jakichś elektrowni atomowych w pobliżu Polski. Na szczęście w Polsce nie ma póki co. Ale załóżmy, że coś takiego jest. Czy warto wtedy budować taki schron przeciwatomowy na swojej działce?
[01:08:53] - Ja myślę, że warto, tylko trzeba go połączyć z ziemianką, bo ziemianka teraz jest bardzo modne takie rozwiązanie, że ktoś sobie buduje domek na wsi, w związku z czym buduje sobie również ziemiankę, gdzie trzyma całe trzy butelki wina i nic więcej. Ale taka ziemianka, jak się ją dobrze zrobi, może funkcjonować całkiem nieźle jako schron zabezpieczający przed promieniowaniem, bo tak naprawdę schrony przeciwatomowe służą dwóm celom. Po pierwsze zabezpieczają przed samym wybuchem, ale przed wybuchem to w Hiroszimie zabezpieczały zwykłe schrony przeciwlotnicze, które miały kształt takiego zwykłego, prostego wykopu. Tam ta fala uderzeniowa przelatywała sobie górą. Ludzie tam pewnie tracili słuch, bo im pękały błony w uszach, ale jednak jakoś to przeżywali. Natomiast dobrze zaprojektowana ziemianka z osłoniętym wejściem, żeby fala uderzeniowa nie wdarła się do środka, myślę, że jest świetnym wyjściem. Schronu jako takiego nie. Schron, który wykorzystuje się na co dzień? Tak. Czyli po prostu ziemiankę zrobić rozsądnie.
A to nie jest jakiś specjalny problem, bo żeby zabezpieczyć się przed promieniowaniem, tak naprawdę wystarczy metrowa warstwa ziemi, bo jest taki prosty przelicznik, że stopa, czyli około 30 centymetrów ubitej ziemi, obniża promieniowanie o 90%. Czyli jak tych stóp mamy trzy, to mamy 99,9% mniej promieniowania, czyli zostaje nam jedna tysięczna tego promieniowania, które jest na powierzchni.
[01:10:30] - Czyli wystarczy metrowy schron w głąb ziemi zrobić.
[01:10:35] - Tak. Jeżeli komuś ziemianka nie odpowiada, to niech się zaopatrzy w książkę „Survival Skills”. Ja potem mogę raz jeszcze podać tytuł, jak będzie taka potrzeba. To jest książka, gdzie pokazuje się właśnie budowę takiego prostego schronu przeciwatomowego, przeciwradiacyjnego, który rzeczywiście to jest tak, że kopie się po prostu odpowiednio głęboki rów. On nie jest chyba nawet bardzo szeroki, bo tam jest może metr szerokości i jego się przykrywa z wierzchu czy to deskami, czy ściętymi drzewami, balami po prostu. Na to się potem sypie metrową warstwę ziemi i tam się do tego robi jakieś wejście jeszcze i to ma zabezpieczać przed promieniowaniem, ta metrowa warstwa ziemi. Nie jest to nic skomplikowanego technicznie. Jak ktoś potrafi wykopać dziurę w ziemi głęboką na trzy metry, to sobie z tym poradzi. Także nie ma takiej konieczności, tylko tak jak wspomniałem, taki schron buduje się przez 20 godzin. Pytanie, czy zawsze będziemy mieli tyle czasu.
Ja wolę sobie zawczasu przygotować ziemiankę, która też będzie tak naprawdę dziurą w ziemi wykopaną na trzy metry, przysypaną metrową warstwą ziemi. Będzie tam w środku jakieś miejsce do przechowywania żywności, a na wierzchu będzie górka, z której dziecko sobie będzie mogło zrobić sanka zimą. Taki żarcik. Ale schronu jako takiego nie. Coś z funkcją schronu tak.
[01:12:07] - Rozumiem. Ja to tylko tak mam, że słuchacze Kontestacji i ludzie, którzy będą słuchali tej audycji, mam nadzieję, że są ludźmi rozsądnymi i jeśli mają po prostu działkę, no cóż to szkodzi zrobić sobie taką ziemiankę? Oczywiście nikogo nie informować o tym. Absolutnie, bo dobiorą się urzędnicy. Sąsiadom nawet absolutnie nie mówić, nikomu. To dla siebie zrobić. Jeżeli to dzień trwa budowa czegoś takiego, to raczej nie ma problemu ukryć tego przed urzędnikami, bo jak wiecie najgorzej ujawnić coś, że coś się ma i tak dalej, to urzędnicy po prostu dobiorą się wam do ostatniej złotówki i będą próbowali was wykończyć. Dlatego nie wiem, czy Domowy Survivalista się ze mną zgodzi, że tak po prostu warto by było sobie coś takiego zbudować nawet bez pozwoleń.
[01:12:58] - Ja uważam, że tak.
[01:13:00] - Po cichu.
[01:13:00] - Ja tutaj akurat Ponieważ w okolicy, w której mam działkę ani nie mieszka żadna moja rodzina, ani nie mam tam znajomych, kontaktów, więc raczej poszedłbym ścieżką zalegalizowania takiej budowy ziemianki. Z tego względu, że potem uniknę się problemów, jak któremuś z sąsiadów nie spodoba się to, jak na niego spojrzę któregoś dnia, więc ja to biorę pod uwagę. Natomiast doskonale rozumiem twoje podejście, żeby zrobić to najciszej, jak się da. Gdybym tylko taką możliwość miał, to z całą pewnością bym to zrobił w ten sposób. Nie bardzo mogę, więc muszę zrobić to po bożemu.
[01:13:38] - Dobrze. Mamy słuchacza na antenie, znowu Krawcza. Witaj Krawcze.
[01:13:44] - Witam ponownie. Na czacie zauważyliśmy, że mieć kogoś takiego w drużynie swojej, tak jak w grach RPG, jak gość dzisiaj zaproszony, to taki skarb, nie?
[01:14:04] - Taka prawda jest. Wiesz co, jeśli możesz podgłośnić troszkę siebie, Krawcze, bo ja niestety mam wszystkich na jednej linii i nie mogę ciebie podgłośnić. O, teraz dużo lepiej. Tak.
[01:14:15] - To niech każdy już się powoli zastanawia, kogo w drużynie chce mieć. Ja właśnie zapraszam gościa do drużyny, a audycję można sobie nagrać i zachować. Może komuś to uratuje tyłek.
[01:14:34] - Nawet na magnetofon, prawda? Bo wtedy może CD nie będą działały, czy coś. Może magnetofon. Nie wiem, na co. Na płytę. Kaseta chyba kiedyś działała. Zobaczymy zresztą.
[01:14:50] - A na zakończenie może taki dżingielek podsumowujący trochę to, o czym dzisiaj była mowa.
[01:14:56] - Ale jeszcze nie kończymy. Dobrze, puścimy, ale jeszcze nie kończymy oczywiście.
[01:15:02] - To poczekać? Pozostawić w niepewności, czy dajemy?
[01:15:07] - Oczywiście dajemy, niczego się nie boimy.
[01:15:11] - To jak się nie boicie, to proszę bardzo.
[01:15:20] - W świecie stabilnych, twardych praw. Czasem się żyje jak we śnie. Bo Bóg, co sam na wieki wieków się nie zmienia, sprawia, iż wszystko zmienia się. Rzeki obraca w suchy piach, a na pustyni pada deszcz. Niezwykłych, nieodgadnionych planów sieć pajęcza oplata wokół nas. Coś, co wczoraj ci się złoi, to, kim jutro staniesz się. Ten, który wczoraj kradł chleb, jutro może sam go żebrać.
[01:16:14] - Polska. Polska nigdy się nie zmienia.
[01:16:22] - Mało optymistyczny ten dżingiel na zakończenie.
[01:16:25] - To był Martin Lachowicz, tak? Baron, dyrektor, ojciec założyciel radia.
[01:16:35] - Tak. Bart, wojownik o wolność, pirat, kleryk.
[01:16:41] - Kleryk. Myślę, że nie będzie aż tak źle, bo najgorzej być nieprzygotowanym, że przyszłość nas by zaskoczyła. To jest, uważam, najgorszą sprawą. Natomiast dzięki takim audycjom i takim osobom, jakim jest Artur, domowy survivalista, myślę, że nie zginiemy, że przeżyjemy i zbudujemy od nowa lepszą Polskę.
[01:17:09] - Pięknie.
[01:17:09] - Jeśli coś takiego się... Czy chciałbyś może pytanie? Tak? Kontynuuj.
[01:17:14] - Powiem szczerze, że to jest taka bardzo kusząca perspektywa. Przepraszam, że się między was wetnę, ale rzeczywiście przeżyją najsilniejsi, najmądrzejsi, ci, którzy się zawczasu przygotują, a cała reszta tego tłumu, nieładnie mówiąc, powymiera. Taki dobór naturalny. Może będzie lepiej. Władza się pewnie też na to przygotowuje. Oni już nie są najbystrzsi.
[01:17:33] - Ale ci najbystrzejsi z władzy, bo jednak ci głupsi... Ja nie sądzę, że taki Giertych czy Ryszard Czarnecki cokolwiek w ogóle o czymkolwiek mają pojęcie w takich sprawach, więc tak bym też nie przesadzał ze wszystkimi.
[01:17:51] - Może światu jest potrzebny jakiś większy kataklizm teraz. Może faktycznie się potem odrodzi.
[01:17:58] - Jest taka teoria, nie wiem, czy kojarzycie. Parę lat temu była jakaś masakra straszna w Afryce. W Rwandzie chyba było? Tam były jakieś zapomniane rywalizacje ze sobą.
[01:18:12] - Tak, w Rwandzie w latach 90.
[01:18:14] - Hutu i Tutsi. Oni się tam wymordowali. Podobno oni się dlatego wymordowali, że stwierdzili w pewnym momencie, że jest ich za dużo i że nie mają za co żyć. W związku z czym jakiś tam taki zapalnik był, który uruchomił całą tą masę mordów. Jak my wyżymymy te siedem miliardów ludzi za parę lat albo 10? Ja tego nie widzę za bardzo. Pożyjemy, zobaczymy. Mam wrażenie, że będzie nas niebawem troszkę mniej. Niebawem. Za mojego życia pewno.
Mam nadzieję, że pożyję jeszcze z 80 lat przynajmniej.
[01:18:49] - Oby. Dobrze. Czy masz jeszcze jakieś pytanie, Krawcze?
[01:18:54] - Nie, ale tu widzę gość chyba jest z NWO, bo ma nadzieję, że będzie nas mniej. To taki chyba jest plan.
[01:19:02] - Nowego porządku świata. Tak. Mają i nawet niektórzy się już poujawniali z tego NWO, z tych najwyższych kręgów. To nie są ludzie znani, to są kompletni nieznani. Generalnie jest chyba 33 takich na samym szczycie i są kompletnie nieznane osoby. Generalnie nieznane w szerszym kręgu. To nawet nie jest David Rockefeller czy Brzeziński i tak dalej, tylko jeszcze zupełnie inni ludzie na samym szczycie. Ale zostawmy ten temat, bo odbiegamy od tematu audycji.
[01:19:40] - W każdym razie nagrywajcie sobie ludzie audycje Clouda, bo to może być taki Garden of Creation Kit w przyszłości.
[01:19:49] - Dziękuję ci, Kraftu. Dzięki gościowi oczywiście. Ja to tylko prowadzę.
[01:19:55] - Oczywiście.
[01:19:56] - Sprzątam, że tak powiem, w tej audycji.
[01:19:59] - O, żeby był ktoś taki skromny.
[01:20:01] - Ja sobie włączyłem czat. Przed chwilą ktoś zadał pytanie, ile trzeba byłoby roślin mieć w schronie, żeby nie trzeba było mieć wywietrznika. Nie mam pojęcia, ale moim zdaniem nie ma szans, żeby takie coś zorganizować, bo wywietrznik jest naprawdę prościej mieć. Zrobić porządny filtr, żeby pyłu radioaktywnego z powietrza nie wciągać. Jedyne, co nam może zaszkodzić, to jak ktoś tam wpuści gaz łzawiący, a potem nas wymorduje. Ale nie bierzmy takich wariantów pod uwagę, bo nie byłoby sensu przygotowywać się w ogóle na wszystkie ewentualności. Nie mamy szans się przygotować. Czyli raczej nie roślinki, tylko wywietrznik. Tym bardziej, że ktoś zwrócił uwagę, że żeby rośliny mogły produkować tlen, to jednak potrzebują światła. Pytanie, skąd wziąć tyle tego światła, żeby to działało?
[01:20:52] - Tak. Ja słyszałem o takim projekcie Biosfera. Była Biosfera 1 i 2. Kompletnym fiaskiem się to skończyło, mrówki chyba za dużo tlenu zabierały i tak dalej. Za ciężkie miliony dolarów był robiony projekt i oni nie potrafili tego zrobić. Zamknąć w jakiejś kopule czy w podziemiach. Nie macie szans. Nawet jakbyście mieli miliony, nie macie żadnych szans.
[01:21:14] - Absolutnie. Nie ma co próbować.
[01:21:18] - Dobrze, to może przejdźmy do kolejnego pytania. Do pieniędzy, bo to też chyba jest dosyć istotne. Co z pieniędzmi? Gotówka, konto w banku, złoto zakopane, srebro. Jak uważasz, co byłoby najlepsze?
[01:21:34] - To jest chyba na dzień dzisiejszy najważniejszy temat. Bo póki co za tę gotówkę, za te pieniądze kupujemy właśnie wodę, żywność, prąd i tak dalej. Ja do tego podchodzę w ten sposób, że wszystkie z elementów, o których wspomniałeś, czyli zarówno konto w banku, jak i gotówka, jak i złoto czy tam srebro. Łatwiej kupić srebro, bo jest tańsze, ale VAT na przykład trzeba zapłacić przy kupowaniu srebra, a przy kupowaniu złota już nie. Złoto ma większe nominały. Sztabka złota jest warta więcej, więc trudniej nią kupić chleb niż srebrną monetą, która ma mniejszą wartość. Ale nie rezygnowałbym zupełnie z bardziej nowoczesnych metod inwestowania czy też oszczędzania pieniędzy, jak jakieś fundusze inwestycyjne czy też akcje. Bo moim zdaniem ryzyko takie, że bank, w którym mamy pieniądze, w pewnym momencie powie: „Sorry, nie wypłacimy wam gotówki, bo zbankrutowaliśmy”, jest podobne jak takie, że zbankrutuje firma, w której akcje zainwestujemy. Oczywiście też nie można mieć jednego konta w jednym banku, tylko co najmniej dwa konta w dwóch różnych bankach. Najlepiej jeszcze do tego dwie zupełnie różne karty płatnicze, jedną Visę, jedną Mastercard, żeby jak któraś z tych organizacji padnie, to żebyśmy mogli z innej skorzystać.
Żeby sieci bankomatów też nie była ta sama. Z których można korzystać w obydwu. Gotówkę też nie w jednej walucie, tylko myślę raczej w co najmniej dwóch walutach, bo to też nas zabezpieczy w pewnym sensie przed wahaniami kursów. Ja tam zawsze trochę euro odkładam, bo nie widzę sensu trzymania waluty, dajmy na to dolarów kanadyjskich. Dolar jeszcze, ale euro jest środkiem płatniczym na zachodzie Europy. Normalnie się tym płaci w sklepie, więc myślę, że jest to lepszy wybór dla nas niż dolar. Chociaż abstrahując zupełnie od zagadnień siły waluty i przewidywań dotyczących zmian tej siły, bo na tym nie znam się zupełnie, trudno mi ocenić, czy większe są szanse na to, że dolar upadnie, czy że strefa euro. Nie wiem. Nie zawracam sobie tym głowy, bo nie wiem.
[01:23:58] - Dobrze, ja proponuję jeszcze powrócić do pytania wcześniejszego o ten schron atomowy, bo jeszcze jest parę takich zagadnień dotyczących właśnie tego schronu. Oczywiście pieniądze są ważne na dzisiaj. W przyszłości też zapewne być może bimbrem się będzie płaciło. Ale z tym schronem atomowym są pytania właśnie jak długo — takie troszeczkę absurdalne, w sumie teraz absurdalne — jak długo trzeba siedzieć w takim schronie atomowym, jak będzie wybuch atomowy, po wybuchu? Tutaj czytelnik nie sprecyzował, w jakiej odległości wybuch.
[01:24:35] - To jest w tej książce „Nuclear War Survival Skills” ładnie opisane. Z wybuchów atomowych powstają konkretne izotopy o konkretnym okresie połowicznego rozkładu i o ile dobrze pamiętam, to jest kwestia rzędu trzech czy sześciu tygodni. To jest kwestia rzędu tygodni, natomiast nie są to lata. Ale nie chciałbym tutaj kogoś wprowadzić w błąd, więc proszę zajrzeć do tej książki. O ile dobrze pamiętam, jest to kwestia rzędu tygodni.
[01:25:09] - Tak. Ja potem wszystkie linki podam, takie najistotniejsze. Także i do twojego bloga i maila do ciebie. Czy kontakt, jak ktoś by chciał się z tobą skontaktować, ale przede wszystkim bloga. Także będą te wszystkie odnośniki do publikacji różnych. I jeszcze ze schronem atomowym. Czy warto by było na przykład pokryć ściany ołowiem? Lub jakąś taką warstwą ochronną, tą naszą ziemiankę, bo to w sumie o to chodzi, prawda? Czy warto byłoby pokryć jakimś metalem przed tym promieniowaniem, żeby jeszcze bardziej zabezpieczyło?
[01:25:52] - Myślę, że nie. Fakt, że ołów świetnie izoluje przed promieniowaniem, ale ołów się stosuje tam, gdzie ta niewielka grubość dobrze działa, ma znaczenie. W przypadku, kiedy budujemy ziemiankę, to od biedy możemy zrobić dwumetrową warstwę ziemi na niej i wtedy będziemy już absolutnie, zupełnie bezpieczni w 100%.
[01:26:13] - To będzie dużo tańsze niż ołów, bo to jednak sporo kosztuje, prawda?
[01:26:16] - Oczywiście. Tańsze, mniej kosztowne.
[01:26:19] - Jeszcze pytali czytelnicy twojego bloga, czy można przerobić piwnicę w bloku. Nie wiem, jak ktoś chciałby przerobić, czy można w ogóle, ale załóżmy, że można. Czy jest sens przeróbka takiej piwnicy w bloku? Bo każdy generalnie ma piwnicę w bloku w mieście.
[01:26:41] - Myślę, że nie ma co sobie zawracać głowy przeróbką, bo piwnica już sama z siebie jest odpowiednio głęboko. Może nie jest zawsze zakopana głęboko w ziemi, ale jest tam sporo warstw betonu między zewnętrzem a piwnicą, w związku z czym myślę, że to już dostatecznie zabezpiecza przed promieniowaniem. Wykładania piwnicy ołowianymi płytami nie widzę za bardzo. To już naprawdę, gdybyśmy mieli taką przylepioną etykietkę „dziwak” u sąsiadów i się od razu wyprowadzić gdzieś albo ryzykować skierowanie na leczenie psychiatryczne.
[01:27:22] - No tak. I przede wszystkim potem ludzie będą wiedzieli, do kogo iść, prawda? Że ktoś z bronią czy jakiś osiłek zajmie nam piwnicę przygotowaną ze wszystkimi tymi. I jak nie mamy broni, to niewiele wskóramy, prawda? Policja wiadomo, że nie przyjedzie, nie będzie wtedy do kogo poprosić o pomoc, więc to trzeba troszeczkę inaczej. Jeszcze ktoś takie pytanie zadał ciekawe: jak sobie radzić z wrogami survivalu? A tymi wrogami może być żona lub mąż czy inni członkowie rodzin, przyjaciele. Jak sobie z tym radzić? Jak sobie ty radzisz z tym?
[01:28:11] - Powiem tak: jak rozmawialiśmy o tych samotnych matkach, co one powinny zrobić, to jest dokładnie to. Trzeba brać to pod uwagę na etapie dobierania się w pary. Ponieważ ja jestem w tej chwili na takim etapie, że poznaję nowych ludzi, więc jak rozmawiam z kimś i mówię, jaka to jest moja pasja, zaczynam od zupełnie zwykłych przykładów, do czego służy zapas żywności. Po co mieć zapas żywności na trzy miesiące? Zapas żywności na trzy miesiące przyda się też, kiedy stracę pracę na przykład, bo przez trzy miesiące będę mógł jeść to, co mam w puszkach, a nie robić zakupy z oszczędności, więc o trzy miesiące będę miał więcej czasu na znalezienie nowej pracy. Więc jak ja opowiadam o takim zupełnie prozaicznym zdarzeniu, które może zdarzyć się każdemu, ta utrata pracy, i widzę, że ta osoba, z którą rozmawiam, nie patrzy na mnie jak na idiotę, to znaczy, że nie jest źle. A jak jeszcze zacznie mówić: „No tak, to rzeczywiście ma sens”, to już jest naprawdę dobrze. Więc po pierwsze jak sobie radzić z takim ludźmi w życiu? Z nimi o tym nie mówić. Taki zupełnie neutralny przykład typu awaria prądu, awaria wody i jak się na to przygotować nie spotka się ze zrozumieniem, to w ogóle nie ma co dyskutować.
Problem jest, kiedy rzeczywiście już jesteśmy rodziną i zdajemy sobie sprawę z tego w pewnym momencie, że coś musimy z życiem zrobić. Źle. Musimy trochę się przystosować do tych gorszych warunków, a nagle się okazuje, że żona patrzy na nasze wydatki jak na takie dziwactwa. Pół biedy, jak patrzy na to jak na nieszkodliwe dziwactwa. Gorzej, jak zacznie mieć jakieś pretensje, że na co wydajesz ciężko zarobione pieniądze. Jakiś tutaj kompas, jakiś nóż. Od kiedy radzisz? Nigdy w życiu w lesie nie byłeś. A po co ci zapas żywności na trzy miesiące, jak możesz pójść do sklepu, który jest dwa bloki dalej i kupić wszystko i tanio. Nie wiem, jak sobie radzić w takiej sytuacji.
Ja miałem podobny problem. Nie poradziłem sobie z nim, więc teraz już nauczony tym doświadczeniem staram się takich ludzi eliminować odpowiednio wcześnie. Myślę, że jeżeli nie mamy wyboru naprawdę żadnego, to trzeba robić swoje mimo wszystko, choćby było to kosztem ukrywania tych zakupów, ukrywania wydawania pieniędzy i okłamywania żony. Niestety. Bo to jest cel, który oświeca, moim zdaniem, tego typu środki. Ten cel uświęca.
[01:30:57] - Rozumiem. Albo męża dodam, bo też może być i odwrotna sytuacja, prawda?
[01:31:01] - Oczywiście, że tak.
[01:31:02] - Ja jeszcze od siebie tylko dodam, bo też sam robiłem zapasy. Troszeczkę się przejąłem tą wojną w Korei. Domniemano, że były jakieś takie lekkie przepychanki zupełnie, ale mogło się to wymknąć spod kontroli. I co prawda wiele nie zrobiłem, bo tylko zakupiłem sobie żywność, makaron i jakieś puszki oraz wodę. Zebrałem po prostu wodę do pojemników. Niewiele, ale jednak jakby coś tam było, to parę dni więcej mógłbym przeżyć, prawda? Może nawet tygodni dzięki temu. Chociaż trudno powiedzieć, bo tego jedzenia aż tak dużo nie było. Jakoś nie miałem problemów z moją dziewczyną. Widzi, że tym się od wielu lat interesuję i widzi, że coś w tym może być.
Każdy myśli, że chce przeżyć, prawda? Więc zakłada, że jest coś możliwego, że może się przytrafić. Oczywiście myślimy, że nic się nie wydarzy, bo jednak lepiej, żeby się nic nie wydarzało takiego niż żeby się wydarzyło. Jak ktoś sobie porozmawia z ludźmi starszymi, jak było podczas wojny, to wcale nie było wesoło. To było naprawdę tragiczne.
[01:32:38] - Zwróciłeś uwagę na bardzo ważną rzecz. Przepraszam, że ci się wetnę w zdanie.
[01:32:42] - Proszę bardzo.
[01:32:42] - Zwróciłeś uwagę na bardzo ważną rzecz. Przygotowujmy się na najgorsze, ale nie zakładajmy, że najgorsze będzie. Tak naprawdę przygotowania na gorsze czasy prowadzone z głową służyć nam będą również w sytuacji, kiedy życie będzie takie jak teraz. To, że mamy zapas żywności na trzy miesiące, to rzeczywiście w sytuacji począwszy od epidemii przez na przykład utratę pracy, w jakiś sposób nam życie albo ułatwią, albo uratują. Ale w takich codziennych, prozaicznych sytuacjach, kiedy na przykład okazuje się, że kończy się mleko w domu, a jest niedziela wieczór, jest długi weekend z jakimś świętem, kiedy sklepy są pozamykane albo bankomat jest nieczynny. Okazuje się, że nie można tego mleka kupić, a jest bardzo niezbędnie potrzebne dziecku na przykład. Po prostu wyciągamy mleko w proszku, rozrabiamy je z wodą, mamy mleko. Wpadają niezapowiedziani goście, kiedy my właśnie wróciliśmy z urlopu, jest pusta lodówka. Wyciągamy puszkę, wyciągamy z niej jakieś warzywa, robimy jakąś sałatkę. Raz, dwa, trzy.
Także tego typu przygotowania prowadzone z głową nie są dużym obciążeniem. To też jest ważne, tak jak wspomniałem o tej najprostszej metodzie na zwiększanie zapasów żywności, czyli kupowaniu dwa razy więcej tej puszkowanej, długo dającej się przechowywać żywności. Niekoniecznie puszkowanej, ale mąki, makaronów, cukru, puszek. Dwa razy więcej, niż rzeczywiście potrzebujemy. To nie jest bardzo kosztowne i przydaje się również w takich sytuacjach zupełnie prozaicznych, które mogą zdarzyć się na co dzień.
[01:34:32] - A ja jeszcze uważam, że przy galopującej inflacji wystarczy zobaczyć ceny różnych produktów, szczególnie produktów spożywczych. Ja co prawda mieszkam za granicą, nie w Polsce, ale jest to samo. Obserwuję przez ostatnie parę lat, zapisuję sobie ceny różne i to, co się dzieje, na niektóre produkty to nawet zdrożały niemalże o 100% w przeciągu paru lat niektóre produkty spożywcze. To jest po prostu szok, co się dzieje i wmawiają nam, że inflacja jest 5%. Może i tak, jeżeli uwzględni się jakieś czołgi czy samoloty, nie wiem, co jeszcze, ale ja tego nie kupuję. Mnie obchodzi inflacja przede wszystkim żywność duży budżet stanowi, jak i mieszkania i tak dalej. Podstawowe rzeczy. Samochody też. Nie jakieś czołgi czy zbrojenia wojskowe. To obchodzi państwa jako całość.
[01:35:24] - Oczywiście, że tak. Kupując tą żywność-
[01:35:27] - To jest inwestycja po prostu
[01:35:28] - ... inwestycja. Ma szansę, że żywność stanieje, że stracimy na tym i że wydamy pieniądze. A przecież my i tak te pieniądze wydamy, a czy wydamy tą złotówkę dziś, żeby zjeść coś za trzy miesiące, czy wydamy złotówkę i groszy za trzy miesiące, to i tak te pieniądze wydamy. Alternatywne źródła energii, czy będzie to kominek plus jakaś mała plantacja wierzby energetycznej na działce, czy będzie to kolektor słoneczny, czy będzie to bateria słoneczna podłączona do akumulatora, w pewien sposób, czy częściowo uniezależni nas od kupowania energii z zewnątrz, czy to prądu, czy to ciepła, czy gazu. One też tanieć nie będą, więc też taka inwestycja dziś może się nie zwracać. Z rachunku może wychodzić, że ten kolektor słoneczny to się zwróci za 30 lat, przy czym za 20 lat trzeba będzie go wyrzucić. Ale ja nie jestem przekonany, żebyśmy mieli taką tanią energię przez dłuższy czas.
[01:36:31] - Póki jesteśmy właśnie tutaj przy energii, to chciałbym tu już tak ostatnie pytanie w tej części, bo zostało już nie za dużo czasu. Także tutaj ostatnie pytanie w tej części audycji: co myślisz właśnie jako inżynier o nowych formach pozyskiwania energii, jak zimna fuzja czy właśnie instalacje do samochodów tego gazu czy HHO stosowane w silnikach spalinowych, a także właśnie na samą wodę w tych silnikach spalinowych, ale przede wszystkim właśnie zimną fuzję. Może później ja po prostu opowiem o tym, ale co uważasz, co wiesz i co sądzisz na ten temat?
[01:37:15] - Problem polega na tym, że tak naprawdę wiem na ten temat niewiele. Jeśli chodzi o zimną fuzję to prawie nic. Poza tym, że gdzieś ktoś kiedyś mi taki temat sprzedał. Fuzja to ja wiem, na czym polega, w teorii przynajmniej jądrowa. Kiedyś mnie tego uczono. Natomiast zimna fuzja to rozumiem, że jest to samo, tylko że w takich warunkach na większą skalę i łatwo. Nie śledzę tego tematu w ogóle. Jeśli chodzi o HHO i samochody na wodę, to z mojej inżynierskiej wiedzy wynika, że to nie ma absolutnie żadnego prawa działać. I ja jak słyszę o tym, że komuś zamontowanie takiego urządzenia do silnika zmniejszyło spalanie o połowę, to ja mu po prostu nie bardzo wierzę. Bo ja znam taki mechanizm, że jak człowiek wyda 200 dolarów na urządzenie, które nie będzie działać, to potem zacznie przekonywać cały team, że to świetnie działa tylko i wyłącznie po to, żeby nie przyznać się do wydania 200 dolarów bez sensu.
Z przyjemnością takie urządzenie przetestuję w samochodzie, bo jestem inżynierem, ale nie jestem idiotą, żeby zamykać się tylko w obrębie mojej wiedzy i zakładać, że jeżeli ja nie wiem, że coś działa, to znaczy, że nie ma prawa działać. Z przyjemnością bym takie urządzenie przetestował, ale jakoś tak się nie składało. Zresztą ja mam samochód na olej napędowy, w związku z czym tam się takich rzeczy za bardzo nie montuje. A takie wynalazki jak free energy, nie wiem. Też tym się nie zajmowałem nigdy. Gdzieś raz widziałem jakąś stronę o wahadle czy jakimś mechanizmie wagowym. Jakaś waga, jakieś dźwignie, coś takiego. Nie wiem. Na pierwszy rzut oka, patrząc na to, co ja wiem na temat skąd się bierze energia i czy rozszczepiając wodę za pomocą prądu możemy dostać więcej tej energii ze spalania tej wody, niż zużyliśmy na jej rozszczepienie, wynika, że to nie ma prawa działać. Ale chciałbym się mylić.
Naprawdę, uczciwie to powiem. Chciałbym się mylić. Chciałbym, żeby samochód na wodę miał prawo istnieć. Niestety obawiam się, że nie ma, więc jak widzę tego typu rzeczy, to muszę przyznać, że to jest ignorancja z mojej strony, bo być może to jest rzeczywiście temat, którym można się zainteresować, ale ja po prostu nie bardzo wierzę. To też jest kwestia wiary tak naprawdę.
[01:39:52] - Super, że tak mówisz, bo jestem troszeczkę zaskoczony, bo generalnie naukowcy czy inżynierowie starej daty, może raczej naukowcy, bo to generalnie naukowcy negują, pomimo że nigdy nie wykonali żadnego doświadczenia często. Mówisz bardzo racjonalnie, że najpierw trzeba coś sprawdzić, zobaczyć, bo może coś w tym być. Oczywiście, też uważam, zgadzam się z tym w 100%, że jest mnóstwo naciągaczy, mnóstwo ludzi, którzy nie przyznają się do błędów, że zostali oszukani przez kogoś i dalej mogą nabierać następnych. Ja też nigdy nie widziałem tego typu urządzenia, tylko słyszałem, że kolega kolegi sobie zamontował i o 50% mu spalanie zmniejszyło się. Ale to jest kompletnie niepotwierdzone. Natomiast jeśli chodzi o zimną fuzję, to internet wrze. To już w zeszłym odcinku wam o tym mówiłem, że we Włoszech nastąpił przełom, że nie trzeba już wykorzystywać palladu i ciężkiej wody, tak jak to pod koniec lat 80. próbowano robić. Natomiast używają niklu i wodoru zwykłego. Generalnie to chyba bazuje na kształcie elektrod, że tam zachodzą jakieś nieznane nauce kwestie.
I to sprawdzili szwedzcy sceptycy. Organizacja szwedzkich sceptyków, czyli takich, którzy to wszystko negowali, ale sprawdzili i stwierdzili, że coś w tym jest i jest produkcja energii nie z reakcji chemicznych, tylko z reakcji jądrowych przy niskich temperaturach. Niskich, powiedzmy 500, 600 stopni przy wysokim ciśnieniu. Ale niskich, nie takich miliony stopni Celsjusza. Może zostawmy ten temat, bo to jest na zupełnie inną audycję i generalnie w Polsce nie ma specjalistów od tego, a każdy, kto tym się zajmuje, to dopiero wtedy jest negowany przez środowisko naukowe i wyszydzany czy wyśmiewany na każdym kroku. Dlatego tutaj to zostawmy. Nawet wiem, jak z tymi HHO prosiłem różne osoby, które to stosują u siebie, nikt nie chciał publicznie wystąpić na ten temat. Być może u niektórych to działa, ale nie wiem. Może się uda kiedyś kogoś zaprosić, kto uważa, że to działa i opowie trochę więcej na ten temat. Ale dobrze, tą część tutaj kończymy.
Dzwońcie jeszcze, bo jeszcze mamy chwilę czasu pod Skype kontestacja.com 222 195 321. A w tej chwili może posłuchajcie muzyki zespołu Hypnotics. Takie mroczne reggae, New World Order, nowy porządek świata. Posłuchajcie proszę tego utworu. Dobrze. Jesteśmy z powrotem z naszym gościem, z Domowym Survivalistą.
[01:49:46] - Tak jest.
[01:49:47] - Nie widzę telefonów, nie słyszę telefonów, ale mamy jeszcze jedną uwagę od słuchacza, że można liczyć w przyszłości coraz bardziej na pracę online, czyli zdalną, przez internet. Szczególnie dla informatyków czy ludzi z wykształceniem technicznym, komputerowym nie powinno żadnego- Stanowić problemu. Natomiast część innych zawodów będzie przechodziło powoli do internetu, do tak zwanej wirtualnej rzeczywistości. Istotną rzeczą jest też czas spędzany z dziećmi. Mówiłeś, Survivalisto, że taki jest problem z dziećmi, że trzeba na różne zajęcia. Owszem, na część zajęć tak, ale można też załatwić sobie domowe nauczanie, żeby ktoś do nas dojechał z jednej strony, a z drugiej nauczanie przez internet czy też tak jak w Australii jest przez wideo, konferencje i tak dalej. Może za to trzeba będzie płacić, ale na pewno może taniej wyjść w przyszłości. Nie wiem, czy się zgodzisz ze mną.
[01:50:57] - To jest jeszcze w ogóle inna kwestia, że ja nie jestem zwolennikiem ciągania własnego dziecka codziennie na jakieś zajęcia pozalekcyjne tylko po to, żeby ułatwić mu start w późniejszym życiu, bo uważam, że to jest robienie dziecku krzywdy. Jedno czy dwa zajęcia w tygodniu to można na zabitej dechami wsi zorganizować jakiś język obcy i jakieś zajęcia sportowe. Jak dziecko mieszka na wsi, to naprawdę ma więcej okazji do uprawiania sportu, choćby były to spacery po lesie czy jazda na rowerze, niż kiedy mieszka w mieście, więc ten problem się praktycznie sam rozwiązuje. Wracając do tego podstawowego pytania odnośnie przestawienia pracy na internet. Tak naprawdę to każda praca, która jest wykonywana przy komputerze głównie, może być wykonywana przy komputerze w domu albo przy komputerze w biurze. To, że dzwoni do nas telefon na biurku w biurze, może do nas dzwonić na biurku w domu tym samym kablu, po którym będziemy korzystać z wewnętrznej sieci firmowej. Każdą praktycznie pracę, każdy etat, który związany jest tylko i wyłącznie z pracą przy komputerze, może być w domu. Na przykład teraz powoli zaczyna robić dzięki Bogu. Wymyślili coś mądrego urzędnicy i dowiedzieli się, że tak można oszczędzić pieniądze, więc pewnie wydadzą i tak gdzie indziej zaraz. Ale pomysł jest niezły.
Aż dziwię się sam, że nie wspomniałem o tym, kiedy rozmawialiśmy o zabezpieczeniu finansowym. Przecież zaprzeczeniem wolności dla mnie jest etat. Zaprzeczeniem wolności do kwadratu, niewolnictwem jest dla mnie etat i bycie uwiązanym kredytem hipotecznym na 40 lat. Więc dlatego ja będę budował sobie tańszy domek na wsi, a nie kupował drogie mieszkanie w mieście i nie zadłużał się na 40 lat. Już po to od paru lat odkładam pieniądze, odmawiając sobie przyjemności, żeby móc tego kredytu nie brać. Ale nieważne. Zostawmy to. Etat. Raczej myślę, że wyprowadzając się na wieś, raczej powinniśmy iść w kierunku własnej działalności, bo nawet jeśli będziemy robić dokładnie to samo, co robimy w tej chwili, to możemy tego robić dwa albo trzy razy mniej, pracując na własny rachunek, niż kiedy pracujemy na rachunek najpierw szefa, właściciela firmy, wszystkich pracowników, którzy są nad nami. Oczywiście jeszcze każdy z tych pracowników ma odprowadzane podatki, składki, w związku z czym pracą jednego człowieka musimy wyżywić iluś tam ludzi i ileś tam podatków od tego odprowadzić.
To jeżeli mamy jednoosobową działalność, to możemy robić tego czegoś, co robimy. Nie wiem, czy to są projekty, czy to jest skład książek, czy to jest rysowanie jakichś obrazków na zlecenie. Możemy tego robić kilka razy mniej, mając w ręku taką samą ilość pieniędzy. Ja sobie tak wyobrażam, że jeśli się wyprowadzę to sobie-
[01:53:57] - Tak. Przepraszam, że ci przeszkodzę. Handel. Może być mnóstwo rzeczy właśnie na zasadzie własnej działalności prowadzonej na wsi, gdzie koszty mamy dużo niższe niż w mieście. Pewnych rzeczy.
[01:54:12] - Prowadzimy sklep internetowy, mieszkając w mieszkaniu w bloku i wynajmując gdzieś magazyn czy mieszkając w domku na wsi, gdzie za magazyn służy nam jakiś taki mały, drewniany, śmieszny domek czy jakaś szopa, czy nawet wiatraki, nawet namiot, w którym przechowujemy te rzeczy, którymi handlujemy praktycznie za darmo.
[01:54:32] - Albo schron zbudowany, czekający na przyszłość.
[01:54:36] - Dokładnie tak. Niech się nie marnuje. Albo strych, cokolwiek.
[01:54:40] - Tak. Dobrze, powoli będziemy kończyli, bo nie widzę, żeby ktoś dzwonił. Myślę, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie, że jeżeli będziesz tylko chciał jeszcze wystąpić, nie ma żadnego problemu. Może w jakimś troszeczkę już innym temacie, bo też przecież znasz się bardzo dobrze na inżynierii, na różnych tematach dotyczących właśnie odnawialnych paliw, odnawialnych źródeł. Słychać było, że wiedzę w tym temacie masz i ogólnie jako inżynier mógłbyś tak konkretnie, już moglibyśmy polecieć z jakimiś takimi konkretnymi problemami, jeśli będzie taka chęć słuchaczy. Ja nie widzę przeszkód. Nie wiem, czy oczywiście ty wyrażałbyś, Arturze, zgodę na coś takiego. Chęć.
[01:55:36] - Ja bardzo chętnie, bo ja nie widzę problemu, dla którego mam się nie dzielić wiedzą, którą w jakiś sposób zdobyłem. Też najczęściej nie płacąc nikomu za to, tylko szukając tego w internecie, więc bardzo chętnie. To też dzisiejsza nasza rozmowa jest na tak bardzo ogólny, szeroki temat, że moglibyśmy rozmawiać nie dwie godziny, tylko dwa dni i byśmy połowy rzeczy nie powiedzieli. Więc temat taki węższy, bardziej konkretny mógłby być również ciekawszy dla słuchaczy, bo byłoby więcej takich informacji, które rzeczywiście do czegoś się przydadzą, a nie takich tak naprawdę w zasadzie teraz Mogliśmy tylko o szczegółach nie było kiedy porozmawiać.
[01:56:20] - Ja myślę, że trzeba od ogółu zacząć, bo jeżeli ktoś w ogóle nie ma zielonego pojęcia o tym, to szczegół mu nic nie powie.
[01:56:30] - To jest wspaniała historia, jasne.
[01:56:34] - Tak na koniec chciałbym ci bardzo podziękować za to, że zgodziłeś się wystąpić i znalazłem, że w twojej grupie na stronie chyba jest około 100 osób. Masz chyba grupę Facebooka, tak?
[01:56:52] - Tak, 160 osób jest tam.
[01:56:58] - Wydaje mi się, że w tym roku te rzeczy, które mają nastąpić, to zwiększy ci w sposób wykładniczy tą liczbę, czego ci bardzo serdecznie życzę. Tej liczby twoich fanów, czytelników bloga także. Może na koniec jeszcze chciałbyś powiedzieć jakiś apel do słuchaczy Radia Kontestacja i „Teorii chaosu”?
[01:57:30] - Przyjmując to zaproszenie nieśmiało liczyłem, że kilku nowych czytelników się na stronie pojawi. Bardzo będę z tego powodu szczęśliwy, jeśli się to uda. Ja zawsze mam problemy z tym, że od czasu do czasu chciałbym napisać jakiś wpis, a nie bardzo wiem o czym, więc jak komuś po przesłuchaniu tej audycji do głowy przyjdzie jakiś pomysł na zagadnienie, o którym chciałby więcej usłyszeć czy poczytać, to ja będę bardzo wdzięczny za tego typu informację. Jestem zawsze bardzo wdzięczny. Ja staram się nie oglądać wiadomości, ale to jest uważam błąd i mój apel jest taki, żeby właśnie rozglądać się. Zarówno wtedy, kiedy wracamy nocą z imprezy i nie chcemy dostać w zęby, jak i wtedy, kiedy musimy wyczuć ten moment, w którym jest pora zmienić pracę, bo w branży naszej okaże się, że za pięć lat czy za rok będą poważne problemy, czy nawet jakaś epidemia wymknie się spod kontroli i trzeba będzie uciekać. Musimy w sobie taką świadomość tego, co dookoła nas się dzieje naprawdę, a nie tylko tego, o czym się możemy dowiedzieć z gazet i z telewizji. Taką świadomość musimy sobie wyrobić i jeśli mógłbym zaapelować, to chciałbym, aby tak właśnie brzmiał ten mój apel.
[01:59:02] - Dziękuję ci bardzo jeszcze raz. Przypomnę, że twoja strona to jest domowy-survival.pl. Te wszystkie linki znajdą się pod audycją. Dziękuję ci jeszcze raz bardzo serdecznie i myślę, że posłuchamy się za jakiś czas.
[01:59:25] - Bardzo chętnie, jeśli tylko będzie taka potrzeba i okazja, możesz na mnie liczyć.
[01:59:32] - Super.
[01:59:32] - Dziękuję raz jeszcze za zaproszenie. Naprawdę cała przyjemność była po mojej stronie.
[01:59:36] - Dzięki, do zobaczenia. W tej chwili jak zwykle chciałbym zakończyć audycję standardowym utworem i za tydzień będzie o tym, jak można sobie zbudować coś w domu, żeby odciąć się od elektrowni czy elektrociepłowni. Jak sobie ogrzać dom za może nie mniejsze pieniądze, ale przynajmniej być bezpiecznym na czas kryzysu. Dziękuję wam bardzo serdecznie, że byliście z nami i jeszcze raz dziękuję gościowi za świetne, fenomenalne dane, które nam przedstawiał i porady. Do usłyszenia za tydzień o tej samej porze w Radiu Kontestacja. To była „Teoria chaosu”.
[02:03:44] - Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star? To find what is near. Have you traveled too far? Do you know the story? Do you talk to the trees? Do you know the story behind every star? To find what is near. Have you traveled too far? Do you know the story?