[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Kończy nam się powolutku ostatni poniedziałek listopada roku 2021. A skoro kończy nam się poniedziałek i skoro przed chwilą wybiła godzina 20:00 na naszym zegarze w Radiu Paranormalium, to znaczy, że czas najwyższy rozpocząć po krótkiej, wymuszonej różnymi czynnikami zewnętrznymi przerwie, kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”, audycją świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:00] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was, kochani, bardzo serdecznie po krótkiej przerwie.
[01:05] - Już za chwilę przekażę głos panu Sławkowi. Tylko jeszcze przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Oczywiście telefony będziemy odbierać w drugiej części audycji, ale numery do nas warto zapisać sobie już teraz. Nasze numery telefonów tak jak zawsze: stacjonarny 32 746 0008, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'u Radia Paranormalium i na profilu pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radio Paranormalium. Bardzo serdecznie zachęcamy do dołączania i do ucielania się. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc, panie Sławku, z czystym sumieniem oddaję panu głos.
[02:22] - Dziękuję, panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie. Przerwa była troszeczkę dłuższa niż planowałem, ale w związku z tym, że miałem też przerwę w pracy, dzisiaj wpadłem w ostatniej chwili przed audycją i tak na dobrą sprawę nawet nie zdążyłem podpisywać się na komentarze pod poprzednią audycją ani się przyjrzeć temu, co pan Marek mi w międzyczasie podesyłał. Także dzisiaj będzie całkowity spontan i to jeszcze chyba troszeczkę może być lekko zajajany, bo jeszcze jestem trochę w biegu zawodowym. Natomiast spróbujemy, znaczy ja spróbuję to jakoś przynajmniej z czasem usystematyzować i jakąś informację wam, kochani, po tej krótkiej przerwie przekazać. Nie ukrywam, że trochę takich jak zwykle przemyśleń, mimo że audycji nie było, to ja tam aż tak bardzo nie ustaję i ciągle coś się w tej mojej głowie kołacze. Wrócę jeszcze na momencik do komentarzy pod poprzednią audycją. Jest ich w sumie 19 i dwa komentarze dotyczą pytania, czy można się ze mną skontaktować na przykład mailowo czy w jakiś inny sposób. Oczywiście można. Najprostszą drogą jest wysłać swoje namiary do radia i pan Marek mi je przekaże.
Ewentualnie znaleźć mnie po prostu najnormalniej w świecie na Facebooku. Tam jest podany do mnie i numer telefonu, i za pomocą Messengera, a w razie czego również mailowo można się ze mną skontaktować. Oczywiście tak jak mówię, w miarę możliwości moich czasowych, bo „Świat oczami duszy” nie jest póki co jedynym moim zajęciem. Jest jakąś tam pasją i chęcią rozmowy i spotykania się z wami. Natomiast jak większość ludzi dorosłych swój czas aktywny poświęcam pracy zawodowej. A z pracą zawodową wiecie, jakie jest. Raz pochłania więcej czasu, raz pochłania mniej czasu, więc staram się ten czas rozdysponować jakoś w miarę możliwości. Także oczywiście jak najbardziej. Mało tego, od razu powiem: przypominajcie mi się, ponieważ czasami tych informacji spływa bardzo dużo. Coś komuś tam powiem i później po prostu gdzieś to umknie.
Przyznaję się uczciwie. Nie mam sekretarki, nie mam asystenta, który by tego pilnował, więc po prostu bez żadnych wyrzutów sumienia przypominajcie się. Ja tutaj do jednego ze słuchaczy, który mnie poprosił o kalendarz Majów chciałem powiedzieć, że ja cały czas o tym pamiętam. Mam maila nieprzeczytany w nieprzeczytanych i karteczkę nad biurkiem, która mi o tym przypomina, ale jakby nie było ku temu okoliczności, żeby do tego usiąść. KochaniPod ostatnią audycją nawet napisałem. Abrakadabra mnie bardzo pięknie punktuje. Polecam wszystkim tym, którzy nie mają czasu na wysłuchiwanie pełnych audycji, zwłaszcza że niektóre są długie. Abrakadabra od kilku czy kilkunastu odcinków, a może nawet i dłużej, bo w te starsze nie zaglądam, bardzo pięknie punktuje i zaznacza dokładnie minutę i sekundę audycji, w której mówię najważniejsze rzeczy dla tej audycji. Nawet napisałem pod ostatnim odcinkiem, że kiedyś zrobię odcinek złożony z tych fragmentów i nazwę je The Best of Abrakadabra. Przy tej okazji bardzo dziękuję.
Polecam, ponieważ robi to jak na tę chwilę bezbłędnie. Wyłapuje to, co, kochani, takiego ważnego i istotnego mam do przekazania w każdej audycji. Więc polecam. Dziękuję też za miłe słowa. Laura Charmener, nowa postać, zadaje kilka pytań i pisze bardzo miłe słowa. Na jednym z takich pytań w dzisiejszej audycji chciałbym się, kochani, skupić. Padło pytanie: „Jakie są najlepsze sposoby na wyciągnięcie z głębin swojego umysłu przekonań o samym sobie?”. Ponieważ ostatnia audycja, z tego, co sobie przypominam, była taką próbą, kochani, namówienia was. Zresztą namawiam was, jak rzadko to robię od jakiegoś czasu, do używania narzędzia, które nazwałem rachunkiem sumienia. Mało tego, myślałem, że od dzisiejszej audycji spróbuję was do tego zmotywować.
Dokładnie chodzi mi o to, że spróbuję krok po kroku, przynajmniej w jakiejś części, pomóc wam ten rachunek sumienia zrobić, abyście mogli zastanowić się, jacy jesteście. Nasze uświadomione myśli o sobie są raczej pozytywne. Nawet jeżeli myślimy o sobie w kategoriach, że może coś warto by było poprawić, może się bardziej zmobilizować, zazwyczaj znajdzie się jakiś powód, jakieś wytłumaczenie, że to może jeszcze nie jest ten moment, że to może poczekać, że są sprawy ważniejsze. W naszym świadomym ludzkim myśleniu dajemy sobie dość dużą dozę przyzwolenia na własne niedoskonałości bądź popadamy w zupełnie odwrotną skrajność, kiedy myślimy o sobie w sposób bardzo negatywny. Najczęściej znajdujemy dla siebie całe mnóstwo wytłumaczeń, dlaczegóż tak robimy bądź tak nie robimy. Więc nasza ocena nas samych jest bardzo mało obiektywna. Taka świadoma. Taka, kiedy rozmyślamy o sobie, kiedy próbujemy się sami ze sobą skonfrontować. Dlatego ważne jest, aby mieć w tych analizach, w zastanawianiu się nad samym sobą jakiś punkt odniesienia. Coś, z czym możemy się porównać, skonfrontować.
Ludzie, którzy zajmują się na przykład produkcją filmową, mają wzory kolorów zasadniczych i mają za zadanie tak poprawić kolorystykę materiału filmowego, żeby było jak najbardziej zbliżone do uniwersalnych barw, najbardziej przyjmowalnych i akceptowalnych przez ludzki wzrok. Żeby kolory tworzyły coś, a nie rozpraszały. I oni mają wzornik tych kolorów, często już później gdzieś zapisany we własnej głowie. Natomiast ten wzornik jest, czyli jest punkt odniesienia. Jakież my mamy punkty odniesienia, które mogłyby namPomóc ocenić swoje postępowanie według jakiegoś wzorca. Widzicie, tu się zaczynają schody. Tu się pojawia tak naprawdę problem, ponieważ tak jak wspominałem również w poprzednich audycjach, na Ziemi brakuje jednego uniwersalnego wzorca, który byłby akceptowalny przez wszystkich ludzi na świecie, czyli takiego wzorca, który by jednoznacznie określał, co jest dobre, a co jest złe. Nie ma takiego wzorca i dlatego ludzie postępują tak, jak postępują. W zależności od religii, grupy społecznej, wychowania, pochodzenia zawodowego, kulturowego. Postępują w sposób przeróżny, adekwatny do wzorców, które obowiązują w ich otoczeniu.
Oczywiście my jako ludzie mamy w sobie zapisany ten uniwersalny wzorzec, natomiast skonfrontowanie się z nim jest bardzo trudne. W pewnym momencie nie jest już trudne. To rodzi się wraz z rozwojem świadomości. Ten uniwersalny wzorzec, który przynieśliśmy ze sobą na Ziemię, samoczynnie się uruchamia. On sam zaczyna w nas funkcjonować i przypominać nam o pewnych rzeczach. Przypominać o pewnych wzorcach postępowania, które powinno się bądź nie powinno się w swoim życiu stosować. To jest w zasadzie tak naprawdę jedyne obiektywne — mówię w miarę — ponieważ w dalszym ciągu przyćmione przez naszą podświadomość źródło czy jedyny wzorzec uniwersalny, z jakim możemy się skonfrontować. Powiem wam szczerze, że konfrontacja pomiędzy naszą duszą a naszą podświadomością jest zadaniem dość karkołomnym i wymaga już takiej umiejętności skupienia się na tym naszym wewnętrznym duchowym ja. To wymaga już pewnej umiejętności, być może treningu, być może znalezienia swojego własnego sposobu, żeby z tym swoim własnym duchowym ja się porozumieć. Oczywiście to przychodzi, zwłaszcza jeżeli ktoś zgłasza swoją otwartość i chęć.
Natomiast nie dzieje się to niestety na pstryknięcie ręki. Więc jaka jest możliwość skonfrontowania swojego postępowania? Jaka jest możliwość skonfrontowania tego, co o sobie na przykład myślimy? Padło pytanie: jakie są najlepsze sposoby na wyciągnięcie z głębin swojego umysłu przekonań o samym sobie? Kochani, powiem wam tak: nie musicie takich sposobów szukać. Otóż okazuje się, że ten sposób został dla ludzi wymyślony. On jest, on działa i on też powoduje rozwój i zmianę naszej świadomości. Ten mechanizm powoduje, że doświadczamy. Ten mechanizm jest stworzony. Nie musimy nic wymyślać, tylko warto sobie uświadomić, że on jest, że to, co tak bardzo często nas wkurza, irytuje, przeszkadza, denerwuje, rozprasza, powoduje stres, to jest właśnie to, co zmusza nas do zastanowienia się nad samym sobą.
Czego ludzie najbardziej pragną? Tak naprawdę jak zagrzebać głębiej w potrzebach ludzi, to okazuje się, że pieniądze są fajne, zdrowie jest bardzo ważne, radość jest fajna. Bogactwo, przyjemności materialne to wszystko jest fajne, ale to po pierwsze jest zawsze okupione czymś: pracą, wysiłkiem, zabieganiem, zalataniem, nerwami, stresem, denerwowaniem się i tak dalej. Jak się to wszystko złoży ze sobą do kupy, to okazuje się, że taką jedną z najcenniejszych rzeczy — to nie jest rzecz, to jest stan emocjonalny, za którym my tęsknimy — to jest spokój. W którymś momencie jesteśmy zmęczeniTym wszystkim, co się wokół nas dzieje i marzymy o spokoju. Po to wyjeżdżamy na działkę, po to idziemy na spacer, po to oddajemy się jakiejś pasji, żeby się odbodźcować i chociaż na trochę osiągnąć stan spokoju. Takiego wyciszenia wewnętrznego albo przynajmniej spokoju. Nawet jak nie wyciszenia, to takiego właśnie spokoju, prawda? Szukamy spokoju. Mało tego, bardzo często wzorzec uduchowionej osoby to jest wzorzec osoby spokojnej.
Że osoba świadoma, osoba uduchowiona, osoba oświecona jest osobą spokojną. I ludzie właśnie postrzegają spokój jako stan uduchowienia. Być może wy też tak myślicie, że spokój to jest stan uduchowienia. To jest stan świadomości. I w dużej mierze tak jest. Tylko jest jeden mały „mek”. Dążenie do spokoju, poszukiwanie spokoju jest fajne, natomiast nas nie rozwija. Kochani, duchowość tworzy się w praktyce. Duchowość to jest sposób postępowania i to jest mechanizm ścierania się naszej świadomości, naszej podświadomości z podświadomością i świadomością innych ludzi. To jest mechanizm, który daje nam informacje o nas samych.
Całkowicie naturalny mechanizm życia pomiędzy innymi ludźmi. I często to poszukiwanie spokoju przez innych ludzi, aby być uduchowionymi, oświeconymi, polega na tym, że ludzie wycofują się ze swojego życia, żeby osiągnąć spokój. „Nie zrobię tego, bo po co mi to jest? To mi jest do niczego niepotrzebne. Dla mnie najważniejszy jest spokój”. Tak jakby spokój miał wynikać nie z naszego stanu emocjonalnego, tylko z odcięcia się od wszelkich czynników zewnętrznych. To nie jest rozwój duchowy. Wycofanie się z życia, z jakiejś aktywności, z dążenia po to, aby uzyskać spokój poprzez odcięcie się od czynników zewnętrznych. Owszem, świadomość to jest spokój, ale spokój płynący w dużej mierze z przekonania o samym sobie, z wiedzy i pewności swoich zachowań, swoich reakcji. Świadomość to jest umiejętność zachowania spokoju również w sytuacjach stresujących.
Tak, to jest rozwój duchowy. To jest świadomość, ale nie unikanie sytuacji nawet konfliktowych po to, ustępowanie innym ludziom, schodzenie im z drogi, rezygnowanie z własnych pragnień, z własnych marzeń, z własnych poglądów w celu uzyskania spokoju. To nie jest rozwój duchowy. To jest ucieczka. To jest wycofanie się. To jest zrezygnowanie z samego siebie. Rozwój duchowy odbywa się w tyglu sytuacji życiowych. I kochani, na to w dużej mierze musicie być przygotowani. Bo mówienie o samym sobie, wypowiadanie swoich poglądów, swoich przekonań, swoich myśli, swoich odczuć pozwala nam poddać je w pewnym sensie pod weryfikację. I nie chodzi mi tutaj oczywiście o to, żeby każdy głos, który usłyszycie na swój temat, brać sobie osobiście do serca i natychmiast dokonywać korekty swojego postępowania, ponieważ ktoś ma inne zdanie na ten temat.
Nie. Natomiast trochę w myśl takiej zasady, że jeżeli jedna osoba powie ci, że jesteś osłem, to się nie przejmuj. Jeżeli dwie osoby powiedzą ci, że jesteś osłem, to też się nie przejmuj. Natomiast jak pięć osób powie ci, że jesteś osłem, kup sobie siodło. Ludzie unikają konfrontacji z innymi ludźmi między innymi z tego powodu, żeby nie burzyć swoich poglądów na swój temat. „Co ja będę z debilem rozmawiał? Co ja będę debilowi tłumaczył? Przecież on i tak tego nie zrozumie”. Często rezygnujemy z mówienia o samym sobie właśnie z lęku, że pięć osób powie nam, że jesteśmy osłem. To jest najprostszy mechanizm stworzony dla ludzi, który pozwala zweryfikować to, co my sami o sobie sądzimy.Dlatego kochani, nie bójcie się konfrontacji.
Zwłaszcza, że nie unikniecie tej konfrontacji. Nie ma takiej możliwości, żeby uniknąć konfrontacji. Zwróćcie uwagę, ja kiedyś nawet mówiłem na ten temat, że świetnym takim właśnie poligonem konfrontacyjnym są związki małżeńskie, partnerskie, takie czy inne, tak? Natomiast sytuacja, w której dwoje odmiennych od siebie ludzi postanawia ze sobą spędzić resztę życia, założyć rodzinę mniej bądź bardziej prawną, legalną, mieć dzieci bądź nie mieć dzieci, natomiast spędzić ze sobą resztę swojego życia. Przynajmniej w założeniu. I co się dzieje? Na samym początku ludzie sobie troszeczkę ustępują, troszeczkę się idealizują, troszeczkę jakby czerpią z siebie i dają sobie nawzajem jak najwięcej radości, bo to jest fajne, bo to jest przyjemne, bo to jest miłe. Natomiast z czasem zaczynają się pojawiać proste życiowe sytuacje, w których dwie strony mają odmienne zdania. Na przykład na rozwiązanie danej sytuacji bądź na postępowanie w danej sytuacji. I zaczynają się nawzajem przekonywać do swoich racji.
Ten sposób przekonywania się jest w każdym związku inny. Jest merytoryczny, jest chaotyczny, jest nerwowy, jest sfochowany. Polega na szantażu, na presji, na manipulacji. Co człowiek, to inna metoda. Natomiast następuje to starcie zawsze, prędzej czy później, w takiej sytuacji czy w innej. Ludzie na bazie swojej podświadomości wypowiadają inne zdanie niż nasze. Widzą inny sposób na załatwienie sprawy, na rozwiązanie problemu, na właściwe działanie. Tak konfrontujemy swoje poglądy, ponieważ to bardzo dobrze na przykład przy dzieciach widać. Zresztą nie tylko przy dzieciach. Dobrze, za 15 minut spotykamy się na dole przy samochodzie.
No bo gdzieś tam jedziemy. No i oczywiście nie spotykamy się za 15 minut, tylko na przykład za 25, ponieważ ktoś, nie mówię, że kobieta, bo czasami jest to mężczyzna, miał jeszcze coś do załatwienia. Coś mu się przypomniało, to jakiś telefon odebrał, to zapomniał, że miał coś zrobić. I wiecie, co się w takich sytuacjach dzieje? 10 minut oczekiwania to jest praktycznie rzecz biorąc stan 10 minut po godzinie W. Czyli po prostu totalny kataklizm. I zaczyna się w tym momencie rozmowa, jak tą sytuację trzeba czy powinno się rozwiązać. Pojawiają się argumenty: bo ty mnie nie szanujesz, bo ty to, bo ty tamto, bo ty zawsze się spóźnisz, bo ty zawsze sobie coś tam, bo ty się mogłabyś lepiej zorganizować. A po co ty wychodzisz tak wcześnie? A dlaczego nie mogliśmy wyjść razem?
A czy nie mogłeś na mnie poczekać w domu? Po co się denerwujesz? Czemu ten samochód chodzi? Po co wypalasz paliwo? To jest sposób na wyciągnięcie z głębin swojego umysłu przekonań o samym sobie. Bo bardzo często w tej rozmowie, kiedy ktoś ma inne zdanie od naszego, przedstawia nam proste argumenty, w których my w swoim założeniu popełniamy jakiś błąd. A dlaczego ty chcesz wyjechać tak wcześnie? Przecież jesteśmy umówieni na 18:00. Bo ja się nie lubię spóźniać. A ja nie lubię pół godziny czekać, aż się na przykład goście zejdą albo siedzieć pół godziny w samochodzie, bo jesteśmy umówieni na 18:00.
A poza tym oni i tak nigdy nie są gotowi na 18:00, więc przyjedźmy sobie 18:15 czy 18:30. I to jest argument. To jest bardzo racjonalne. To wynika z obserwacji na przykład ludzi, do których jedziemy, że wchodzi się na 18:00, a oni jeszcze zakładają majtki, jeszcze się czeszą, jeszcze robią jakieś tam różne rzeczy i nie są przygotowani, a my siedzimy przez 15 czy 20 minut i patrzymy, jak oni się na przykład trzepią po mieszkaniu i nas przepraszają za to, że jeszcze nie są gotowi. Więc bardzo często w takich sytuacjach dostajemy sprzeczny pogląd od naszego na daną sytuację, ale jednocześnie dostajemy w ten sposób informację o sobie. Na przykład dlaczego my się tak denerwujemy? Dlaczego my musimy być na godzinę 18:00 czy na godzinę za piętnaście 18:00 i wmawiamy sobie, że to z szacunku dla drugiego człowieka, który tenże człowiek, dla którego my wykrzesamy swój szacunek, nas nie szanuje, ponieważ on nie jest gotowy na 18:00, tylko będzie gotowy na 18:30. Dlaczego nam tak bardzo na tym zależy? Dlaczego dla nas to jest tak bardzo ważne? Z czego to wynika?
I tych sytuacji mamy w życiu całe dzikie mnóstwo. Zwróćcie uwagę, co się dzieje na przykład w rodzinach, w związkach, w których pojawia się dziecko.Kiedy każde z rodziców przy pierwszym dziecku, to jeszcze są dziadkowie, wujkowie, ciotki i tak dalej. Koleżanki i przyjaciele. Przyjaciele to akurat może mniej. Natomiast koleżanki, które mają miesiąc starsze dziecko, trzy miesiące starsze dziecko, dwa lata starsze dziecko. Wszyscy dają nam rady, jak to dziecko należy wychowywać, jak się opiekować, co jest dla dziecka ważne, co nie, czy można przegrzać, czy nie można, czy się powinno zakładać czapeczkę, czy nie. Wietrzyć 15 minut, pół godziny. Głaskać po brzuszku, nie. Nosić na rękach, czekać, aż się wypłacze i tak dalej. I jest cała piękna litania rzeczy i rad, które są zupełnie odmienne od naszych przekonań, poglądów na to, jak się powinno z dzieckiem postępować.
Kochani, nie koncentrujcie się w tej chwili na analizowaniu swojego życia i przypominaniu sobie, jak to było w waszym życiu, jak to teściowa, matka teściowa, wujek, ciotka, dziadek, babcia, wszyscy stali nad wami i mówili, jak należy przewijać, kąpać i tak dalej. Skupcie się, kochani, na tym, ileż informacji uzyskujemy na swój własny temat w takich sytuacjach. Oczywiście uzyskujemy też informacje na temat innych ludzi, ale uzyskujemy też całe mnóstwo informacji na swój własny temat. I to są informacje, które mogą nam służyć w bardzo piękny sposób. Mogą nam służyć w świadomym rozwoju duchowym i osobowościowym. Tak naprawdę nie potrzebujemy niczego innego. Moglibyśmy nie potrzebować niczego innego, bo są, jak widzicie, przynajmniej dwie drogi dojścia do tego samego. Dojścia do prawdy o samym sobie. Jedna to jest konfrontacja z innymi osobami. Konfrontacje w związkach, konfrontacje w sprawach zawodowych, konfrontacje w sprawach towarzyskich, w kontaktach towarzyskich, konfrontacje w kategoriach rodzinnych.
To są wszystko konfrontacje, które pokazują nam, jacy jesteśmy. I już mówię. Nie chodzi mi o to, że mamy inne zdanie na dany temat niż osoba, z którą się konfrontujemy. Mamy inne zdanie. Tylko jest jeszcze całe mnóstwo informacji o nas wynikających z tej konfrontacji. Na przykład dlaczego się denerwujemy? Dlaczego słysząc na przykład konkretne słowa, wpadamy w stres, w nerwy, zaczynamy się denerwować, zaczynamy krzyczeć. To jest informacja o nas. Dlaczego? Być może jakiś wzorzec naszej podświadomości nakazuje nam tak zareagować.
Ale się denerwujemy. Dlaczego? Na słowo, na ton. To jest informacja, kochani, o nas. Na przykład informacją o nas w takiej sytuacji jest to, dlaczego nie potrafimy spokojnie wysłuchać czyjejś wypowiedzi. Dlaczego reagujemy impulsywnie? Albo na przykład dlaczego w sytuacji, kiedy ktoś zadaje nam pytanie, my nie potrafimy powiedzieć: nie wiem. Dlaczego nie potrafimy się przyznać do tego, że czegoś nie wiemy? Jaka część nas, naszej podświadomości każe nam znać odpowiedź i mieć zdanie na każdy temat? Albo na przykład taka rzecz: dlaczego po trzech pierwszych słowach my już znamy odpowiedź, chociaż jeszcze osoba, która z nami rozmawia, nie skończyła swojej wypowiedzi, a my po trzech słowach już zaczynamy przygotowywać odpowiedź.
Może najlepiej różne warianty odpowiedzi. Dlaczego nie wysłuchamy do końca, nie damy sobie czasu na przeanalizowanie tego i wtedy udzielenie odpowiedzi? Dlaczego się denerwujemy? Dlaczego się stresujemy, jak zostanie przyjęta ta odpowiedź? Dlaczego często, żeby wypowiedzieć swoje zdanie, używamy emocji, krzyku bądź innych emocji, które źle na nas wpływają? Dlaczego? Dlaczego myślimy o sobie albo nie myślimy o sobie w momencie, kiedy słyszymy w rozmowie zdania negatywne na nasz temat? Dlaczego się wycofujemy? Dlaczego mówimy: a nie będę z debilem rozmawiać. Dlaczego nie potrafimy ze spokojem powiedzieć: nie zgadzam się z tobą.
Mam inne zdanie na ten temat. Skąd ci przyszło do głowy, że ja tak myślę? Skąd ci przyszło do głowy, że jestem zainteresowany rozmową na ten temat?I podczas jednej krótkiej rozmowy możemy się dowiedzieć bardzo dużo na swój własny temat, zastanawiając się, dlaczego w taki, a nie w inny sposób reagujemy. I teraz powiedzcie mi, kochani, czy unikanie takich konfrontacji coś w nas zmienia? Kiedy wycofujemy się z tego życia, unikając konfrontacji z innymi ludźmi, czy my coś w sobie zmieniamy? Czy my dajemy sobie szansę na to, żeby poznać samego siebie? Czy my dajemy sobie szansę na to, żeby coś w sobie zmienić? Bo naprawdę, uwierzcie mi, że ja nie znam osoby i nie myślę też w ten sposób o sobie, że zawsze dokonuję właściwego wyboru, że zawsze potrafię zachować się, postąpić nawet tak, jakbym chciał. Nieraz za chwilę przychodzi refleksja, że może trochę się gdzieś zagalopowałem. Więc nie ma osoby, w moim przekonaniu, która zawsze w 100% postępuje właściwie.
Natomiast oczywiście możemy unikać takich sytuacji po to, żeby pielęgnować w sobie to wewnętrzne przekonanie, które może wynikać z wielu powodów, najczęściej z wzorców podświadomości. To, które w nas tkwi. Unikając konfrontacji, bardzo często podtrzymujemy ten wizerunek, który wcześniej ktoś, a później my sami w sobie wybudowaliśmy. Nie wyciągniemy z naszego umysłu przekonań o samym sobie bez wchodzenia w konfrontację. I tak też z czasem zaczynamy odwoływać się, poszukiwać odpowiedzi na to, co jest prawdą w samych sobie. Ponieważ zaczynamy słuchać w tych konfrontacjach całego mnóstwa przeróżnych poglądów i każdy jest jakiś trochę inny. Pod jednym jedynym warunkiem, że te informacje z tych rozmów zaczynamy do siebie brać. Bo oczywiście gros ludzi w ogóle takich informacji do siebie nie będzie przyjmować. Po prostu każda rzecz, każde słowo, każde zdanie, które będzie inne od tego, które on ma, będzie głupie i bez sensu. Więc o tych ludziach nie mówię.
Natomiast ludzie, którzy będą próbowali czy próbują się zastanawiać nad samym sobą w takich momentach, ale też nad tym, co inni ludzie mówią, dlaczego tak mówią. Na początku pojawia się chaos, zmęczenie, dezorientacja, ponieważ tak naprawdę każdy mówi troszeczkę inną rzecz. Każdy przedstawia to w jakiś inny sposób ze swojego punktu widzenia. I w pewnym momencie mówimy: „Kurde, gdzie jest prawda? Kto w tej rozmowie, kto w tej dyskusji ma rację?” Zaczyna nas to męczyć i zaczynamy szukać czegoś, co byłoby jak najbardziej uniwersalne, do czego dałoby się to w jakiś sposób odnieść. I w tych poszukiwaniach docieramy do miejsca, o które bardzo często pytacie, ponieważ przestajecie wierzyć innym ludziom. Ale też przestajecie wierzyć samym sobie, ponieważ w tych konfrontacjach często dowiadując się prawdy o samym sobie, o tym, że nie zawsze to, co mówię, jest takie czyste, jest takie klarowne, to zaczynamy też ufać samym sobie, a raczej temu, co nasza podświadomość z nas wypluwa. Więc zaczynamy szukać czegoś, co byłoby prawdą i dla innych ludzi, i dla nas samych. Coś, co byłoby prawdziwe. Takie prawdziwe.
I w tym momencie zaczynamy wchodzić w swój wewnętrzny świat i zaczynamy szukać tych odpowiedzi w samym sobie, w swojej własnej duszy, w swojej własnej świadomości. I wtedy zaczynamy konfrontować swoje postępowanie, ale też postępowanie innych ludzi przez pryzmat miłości i prawdy. I raptem się okazuje, że nasza nadmierna odpowiedzialność nie ma nic wspólnego z odpowiedzialnością, tylko ze strachem przed krytyką innych ludzi. Znowu się spóźniłeś. No bo jechaliśmy, zobaczyliśmy, że kebab jest czynny. Zajechaliśmy na kebaba. Spóźniliśmy się. Coś się stało z tego powodu? Czekaliście z czymś? Z tortem, z szampanem?
Przecięcie wstęgi było, jakieś przemówienia, te sprawy. Coś się wydarzyło istotnego z powodu naszego spóźnienia? Nie. Więc w czym jest problem?Bo umawialiśmy się na 18:00. Ale co o tej 18:00 miało się wydarzyć? Nic. Więc czy coś się stało, że przyjechaliśmy 20 po 18:00? Nic. I raptem zauważamy, że ta prawda obiektywna jest troszeczkę inna, bardziej przyjazna niż ta prawda, która tkwiła w nas do tego momentu. Bo ja muszę być na 18:00.
Z jakiegoś nieznanego mi powodu muszę być na 18:00. Muszę być za piętnaście 18:00, żeby równo o 18:00 wejść. I ta konfrontacja pozwala nam dostrzec na przykład to, że nasza żona miała rację. Że to nasze nadmierne spinanie się powoduje nerwową atmosferę w naszym domu, obarcza negatywnymi emocjami bliskich, a tak naprawdę jest strachem przed przyjęciem słów krytyki, zresztą niczym nieuzasadnionej. Bo co innego spóźnić się na godzinę 18:00 na ślub własnej córki, którą ma się wprowadzić pod ołtarz, a co innego się spóźnić 10 minut na ślub osoby naszej znajomej, która i tak nie zauważy, o której my przyszliśmy. Gdyby nie kamerzysta, to nawet by nie wiedziała, i prezenty, czy w ogóle byliśmy. Po prostu my zobaczymy mniej z tej uroczystości. Jest całe mnóstwo rzeczy, całe mnóstwo emocji, które my sami sobie narzucamy, przede wszystkim ze strachu. I do momentu, dopóki sobie tego nie uświadomimy, w tym strachu będziemy żyć. A schodzenie z linii strzału, unikanie konfrontacji powoduje tylko i wyłącznie to, że przestajemy mieć okazję do dowiedzenia się czegoś o samym sobie.
Kochani, ktoś kiedyś powiedział, że duchowość nie rodzi się w medytacjach. Duchowość tworzy się w życiu, w umiejętności poznawania samego siebie, w umiejętności rozumienia informacji, które do nas docierają. I duchowość, i świadomość to jest umiejętność zachowania spokoju w takich sytuacjach, kiedy słyszymy informacje nie zawsze pozytywne na nasz temat. Umiejętność zachowania spokoju i umiejętność odebrania tych informacji przez pryzmat miłości i prawdy. Tak się tworzy rozwój duchowy. Przynajmniej taki mechanizm dla ludzi został stworzony. I nie musicie naprawdę, kochani, niczego szukać, jakichś nowych, dodatkowych technik. Ten mechanizm konfrontacji jest, był i najprawdopodobniej jeszcze przez jakiś czas będzie. Ponieważ lepszego na ludzkie zarozumialstwo, na ludzki upór, na ludzkie ego nie da się wymyśleć, niż zestawić ludzi ze sobą. Oczywiście jest mechanizm, o którym ja nawet w ostatniej audycji mówiłem.
Można dowiedzieć się czegoś o sobie w inny sposób, w spokojny sposób, czyli usiąść, wyciszyć się, chwilę pomedytować i każdorazowo, raz w tygodniu, raz dziennie, pięć razy dziennie, 10 razy w tygodniu, raz na miesiąc zrobić tak zwany rachunek sumienia. Dokonać analizy swojego postępowania przez pryzmat własnej duszy, własnej duchowej świadomości, przez pryzmat miłości i prawdy. Można to zrobić, ale nie trzeba. Wybór, kochani, jak zawsze należy do każdego z nas. Natomiast ja chciałem tylko wam zwrócić uwagę na to, że tak naprawdę ludzie jako ludzie, jako my, nic dodatkowo nie potrzebujemy. Nie potrzebujemy żadnych dodatkowych narzędzi, żadnych dodatkowych technik. Mamy podświadomość, mamy nasze ego, mamy kontakty międzyludzkie. Mamy sytuacje, w których możemy się bardzo dużo o sobie dowiedzieć, jeżeli chcemy. Możemy się dowiedzieć o innych. Możemy się skonfrontować z tym.
Możemy się w siebie wsłuchać. My to wszystko mamy, tylko nauczmy się to wykorzystywać. Miałem świetny post, który chodził mi bardzo mocno po głowie od momentu, kiedy go przeczytałem. Nie miałem czasu już go dzisiaj odgrzebać. Natomiast jedna z naszych słuchaczek, jedna z moich znajomych już w tej chwili wrzuciła taki post, że wszyscy wszystko wiedzą. Wszyscy wszędzie już byli, wszyscy wszystko już zobaczyli, wszyscy wszystko już przeczytali, wszyscy wszystkiego już doświadczyli. I tak dalej, i tak dalej. I wszyscy się ze sobą zgadzają. I co nam dalej pozostało?Ja napisałem tylko jedno: wcielić to w życie. I przypomniała mi się piosenka Czerwonych Gitar: „Wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak, jak jest”.
Dalszej części już nie będę cytował. Natomiast kochani, w tym całym narzekactwie, zagubieniu, zamotaniu, w tym czasami przez ludzi panicznym poszukiwaniu jakichś niesamowicie ważnych, wydawałoby się kluczowych, życiowych odpowiedzi na swoje własne nurtujące pytania. Proszę was, nie komplikujcie tego. Nie komplikujcie tego dodatkowo. To wszystko jest tak naprawdę bardzo proste i dane nam, podsunięte pod nos. Tylko nauczmy się te sytuacje wykorzystywać z korzyścią dla samego siebie. Jednym z podstawowych problemów dorosłych ludzi jest oczekiwanie od siebie samego idealizmu, idealności, nieomylności. Nieumiejętność przyznania się do tego, że mógłbym zrobić coś źle. Mógłbym. Każdy z nas robi coś źle.
I przestańmy też w duchowości oczekiwać jakiegoś idealizmu. Nie, wprost przeciwnie. Konfrontacja to jest powiedzenie prawdy o samym sobie. Tak, jestem wściekły, jestem zły, jestem wkurzony, jestem smutny, jestem załamany, jestem przybity, jestem zdołowany. Tylko wtedy, kiedy mówimy prawdę o samym sobie, mamy możliwość skonfrontowania i zastanowienia się, dlaczego tak się czuję. Ukrywanie tego, że jestem wściekły, to jest zamiatanie czegoś pod dywan. To jest unikanie konfrontacji. Tak, dzisiaj jestem wściekły, ale ta wściekłość mi nie pasuje, nie odpowiada, nie jest mi z nią po drodze. Co powoduje to, że taka sytuacja powoduje we mnie wściekłość? To jest temat do zajęcia się i pomyślenia o sobie.
Dlaczego jestem wściekły? Dlaczego jestem zdołowany? Dlaczego ta sytuacja mnie zdołowała? Dlaczego ta sytuacja pozbawiła mnie chęci do życia? Dlaczego ta sytuacja, która się znowu powtarza, ma takie, a nie inne konsekwencje? To są informacje o nas i tych informacji dostajemy, kochani, całe dzikie mnóstwo. Skorzystajmy z nich. Nie szukajmy niczego więcej. Spróbujmy zacząć od tego, co najprostsze. Od wyciągania wniosków na podstawie konfrontacji, które ciągle, non stop prowadzimy.
Jedyne co ważne, to żeby w tych konfrontacjach zachować spokój. Żeby wyciągnąć właściwe wnioski i żeby potrafić zweryfikować to i ocenić to w pewnym sensie przez pryzmat prawdy i miłości. W spokoju, poprzez pryzmat prawdy i miłości. Tak się tworzy rozwój duchowy, rozwój świadomości. I takich spokojnych informacji zwrotnych. Bo to są dla nas, kochani, informacje zwrotne o ludziach i o nas samych. Nie ma nieszczęścia. Jest informacja zwrotna o tym, że popełniliśmy jakiś błąd, że my popełniliśmy jakiś błąd. Tylko zachowajcie przy tym spokój. Nie bójcie się konfrontacji.
Konfrontacja to jest najlepsza metoda dowiedzenia się czegoś o sobie. Najszybsza. Prawda, miłość i spokój niech towarzyszą temu, co mówicie i temu, co do was wraca. I tego, kochani, z całego serca, jak zawsze zresztą, życzę wam kończąc tą piękną, jak zwykle przeciągniętą pierwszą część naszej audycji.
[53:36] - No i zapraszamy na krótki przerywnik muzyczny. Tutaj oczywiście strasznie dużo komentarzy dzisiaj nie ma, ale to, co się pojawiło, to panu Sławkowi przesłałem. Może w trakcie przerywnika muzycznego coś się tu jeszcze pojawi. Przerywnik dzisiaj potrwa około siedmiu minut, ale to będzie naprawdę przyjemne siedem minut, bowiem spędzimy je z duetem Jon Anderson i Vangelis. A wysłuchamy utworu, który przez chwilę dosłownie był dostępny w oficjalnym obiegu, ale jakoś tak Vangelis się wkurzył, że ten album wydano bez wiedzy i zgody jego i Jona Andersona. Utwór pochodzący z albumu „Page of Life” w wersji ze zmienionym składem utworów z 1999 roku. Utwór zatytułowany „Change We Must”. Teraz na antenie Radia Paranormalium, a my wracamy do państwa po krótkim przerywniku muzycznym za jakieś siedem minut. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[55:46] - Coming through vision, coming through wisdom, coming together this love. Giving me daytime, giving this lifetime, bringing within me this love. Coming through wisdom, coming through freedom, coming together this love. Giving me daytime, giving this lifetime, bringing within me this love. Giving me daytime, giving this lifetime, bringing within me this love. Coming through the sea, singing through the stars. Change we must, live again. We will bring this song, we will sing. We belong to the world. Our father's so divine.
We live again. This is here, this is now. Giving title, this is love that surrounds. Change we must to live again.
[01:01:05] - Przed chwilą wysłuchaliśmy utworu „Change We Must” z repertuaru duetu Jon & Vangelis. Utwór wydany na albumie „Page of Life”. Album, który ukazał się na rynku dwukrotnie z różnymi listami utworów. Pierwsza wersja ukazała się w 1991 roku z białą okładką, białą z kolorowymi elementami. Tę wersję jeszcze Vangelis zaaprobował i tę wersję wydano przy zgodzie i wiedzy obu panów. Natomiast w 1999 roku kogoś w wytwórni płytowej totalnie pogrzało i postanowił wypuścić wersję ze zmienioną okładką, zmienioną listą utworów, a co najgorsze bez pytania obu panów o zgodę i co o tym myślą. Skutkiem czego album dosyć krótko, ale jednak był dostępny na rynku. I z tej właśnie wersji pochodzi utwór, który przed chwilą wysłuchaliśmy „Change We Must”. Najbardziej tym faktem wydania tego albumu w tej drugiej wersji poirytowany był Vangelis i to właśnie za jego sprawą albumu dzisiaj się już nie da kupić. Trochę szkoda, bo utwory naprawdę bardzo fajne, dosyć fajnie zaaranżowane.
Część utworów powtarza się z tą listą, z tą wersją z 1991 roku, natomiast są one troszeczkę pozmieniane. Jedne są dłuższe, trochę krótsze, pododawane jakieś efekty dźwiękowe, jakieś ptaszki, jakieś cuda na kiju. Ale jeżeli ktoś ma dostęp do tego albumu, polecam poszukać. Jest na YouTubie taka wersja, gdzie obydwa albumy są połączone. Gdyby kogoś interesowało, co panowie lata temu ponagrywali, a potem wycofali z rynku, to bardzo serdecznie polecam. Bardzo fajne brzmienie. Przechodzimy do drugiej części audycji „Świat oczami duszy”. Do tej części, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze, których na razie nie ma za wiele, ale może się jeszcze pojawią. Będzie czytał komentarze z czatów i się do nich odnosił. Będziemy także czekać na wasze telefony, jak najbardziej.
Nasze numery to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 53 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i właściwie tylko tę jedną grupę w tym momencie mamy. Zachęcamy oczywiście do dołączania i do udzielania się, a jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:04:20] - Kochani, faktycznie komentarzy nie ma zbyt dużo. Thomas pisze troszeczkę o pogodzie. Mothman się przywitał. Anna S. Astra się też pojawiła. Thomas pisze: „Też nie lubię osób nie szanujących czasu mojego i swojego”. Astra pisze: „Jutro jeszcze raz z wielką przyjemnością odsłucham audycję”. XY: „Dobry wieczór”. Ash Ketchum: „Witam, pozdrawiam. Brak czasu, obejrzę powtórkę, zostawię komentarz.
Łapka w górę i cały czas do przodu. Pozdrawiam pana Sławka i Ivelliosa”. Karolina Belfast: „Witam”. A tutaj pan Marek wrzucił jakiś stary komentarz sprzed miesiąca od Agnieszki Pióro. Jest długi, ale bardzo miły mojemu sercu, więc go przeczytam. „Witam serdecznie. Od długiego czasu powracam tutaj i słucham audycji. Czemu? Ponieważ tylko tutaj odnajduję spokój. Tylko tutaj podczas wsłuchiwania się w ciepły, pewny siebie, aczkolwiek skromny ton głosu znajduję odpowiedzi na pytania, które przewijają się od czasu do czasu w mojej głowie.
Z doświadczenia jestem nieufnym człowiekiem, który zanim podejmie decyzję, weryfikuje. Ale też jestem człowiekiem, który potwierdzi daną informację momentalnie, jeśli tylko jest zgodna z moim wewnętrznym głosem, głosem duszy. Przeczytanie kilkunastu książek, obserwacja wielu portali, sprawdzanie, weryfikacja rozmowy nigdy nie dawały mi tak znaczącej przewagi w ufności i wiary w monolog, jaki jest prowadzony podczas tej audycji. Jestem jedną z osób, które będą powracać tutaj, dopóty audycja będzie trwała. Jestem wdzięczna i szczęśliwa, że mam to miejsce, w którym odnajduję wsparcie i pomoc, o które moja dusza zabiega. Pozdrawiam”. Oczywiście dziękuję za ten komentarz jak za każdy inny. Zawsze miło się czyta ciepłe słowa. Natomiast ja w dalszym ciągu, kochani, będę was namawiał do szukania jednak spokoju w samych sobie, bo często spotykam się właśnie z takim stwierdzeniem, że audycje dają spokój i tak dalej. Natomiast moim marzeniem jest to, żeby te audycje oprócz tego chwilowego spokoju, który odnajdujecie w czasie audycji, dały wam też możliwości, narzędzia, sposobność, okazję, motywację do tegoŻebyście znaleźli spokój w sobie.
Żeby ten spokój nie był wynikiem audycji, tylko wynikiem zmian, które na skutek audycji dokonujecie w swoim życiu. Nie mówię tu o jakichś magicznych rzeczach. Zresztą zauważyliście. Nie mówię tu o jakichś magicznych rzeczach, o jakichś czarach marach, o jakichś niesamowitych szamańskich technikach, które pozwolą wam w ułamku sekundy, w mgnieniu oka i po wypowiedzeniu pięciu zdań odmienić diametralnie swoje życie. Ponieważ to jest tak, że my na to swoje życie, na to, co w tym życiu mamy, co osiągamy, czego nie osiągamy, pracujemy całymi latami. I to my tak naprawdę tę sytuację, w której jesteśmy, sami żeśmy ją stworzyli. I im szybciej to zrozumiemy, im szybciej uświadomimy sobie, że to nasza podatność na działania innych ludzi bardzo często, na sugestie, na strach przed tymi ludźmi, przed ich reakcjami popycha nas do robienia rzeczy, o których tak naprawdę staramy się zapomnieć. Staramy się je wyrzucić z pamięci, nie rozpamiętywać albo nadać im inną wartość. To my dajemy przyzwolenie na to, aby pewne rzeczy się pojawiły w naszym życiu bądź się nie pojawiły. I dlatego cieszę się, że słuchacie audycji.
Bardzo się cieszę. Natomiast przenoście to na swoje własne podwóreczko z korzyścią dla samych siebie. To będzie dla mnie największa satysfakcja, jaką mogę mieć. Pojawiły się komentarze. Agnieszka Hoszowska pisze: „Dzień dobry wieczór. Dzisiaj pierwszy raz na żywo będę słuchać”. Super! Witamy cię bardzo serdecznie. Daniel pisze: „Domyślam się, panie Sławku, już mówił pan we wstępie. Nie, czekam cierpliwie, aczkolwiek myślałem, że kartka już dawno spadła pod biurko”.
Drogi Danielu, nie ukrywam, że był taki moment, że spadła. Natomiast mój wewnętrzny głos stwierdził, że czegoś na tym biurku brakuje i kartka wróciła z powrotem na swoje miejsce. Myślę, że w dużej mierze zawdzięczamy to kotom, ale sytuacja jest znowu w pewnym sensie pod kontrolą. Właśnie à propos kota. Wojciech Kuczaj dwa miesiące temu: „Panie Sławku, wczoraj rozmawiałem z żoną i pytała, skąd wiemy, jakie kto ma duszę. Jak zawsze na czas i w sedno. Dziękuję”. Kiedyś robiłem nawet taki test. To już dawno temu. Namawiałem czy podawałem jakieś przykłady, jak zrobić sobie samemu test, żeby mniej więcej się zorientować, na jakim poziomie świadomości jesteśmy.
Ale to polecam w poprzednich audycjach. Nie jest to aż takie trudne do stwierdzenia. Christos Orbitus pisze bardzo pouczający i mądry komentarz o tym, by w życiu nie bać się konfrontacji i nie uciekać od niej, gdyż wówczas również demon strachu nie pozwoli nam normalnie, spokojnie, w harmonii żyć. Podobnie jestem zdania, iż świadomość uzyskują nie ci, którzy oddają się medytacjom, chodzą do kościoła i klęczą na kolanach, ale ci, którzy często wbrew własnemu interesowi nie boją się stanąć w prawdzie, pójść pod prąd, płacąc nierzadko za takie działania ogromną cenę. A szczera prawda zazwyczaj jest niewygodna i wielu się nie podoba, gdyż wolą oni zazwyczaj żyć w wyimaginowanym świecie. Zgadzamy się tutaj i oczywiście nie jest to, tak jak, mój drogi, tutaj piszesz, fajna i przyjemna ścieżka. Ale tak jak mówiłem w dzisiejszej audycji, jeżeli chcemy, kochani, tak naprawdę dowiedzieć się czegoś o sobie, to właśnie to jest najprostsza metoda. Zwłaszcza że jeżeli jest strach w nas przed konfrontacją, jeżeli jest strach przed oceną, jeżeli jest strach w nas przed krytyką, to ten strach sam sobie nie odejdzie. On sobie sam z nas nie wypłynie. To niestetyTak nie działa.
Często ludzie unikając sytuacji stresujących czy konfrontacyjnych zapewniają sobie pozorny spokój, ale nie pozbywają się tego, co ich tak naprawdę bardzo mocno boli w środku. Strach to jest taka rzecz, która boli naszą duszę, gdyby odczuwała ból. Boli nas fizycznie, z czasem boli nas emocjonalnie. Dlatego jeżeli już to w nas jest, to to samo sobie, kochanie, nie pójdzie. Ja pewne rzeczy, gdzieś tam już znając swój organizm, znając reakcje swojego organizmu na pewne sytuacje w moim życiu. Symptomy fizyczne mojego organizmu, po których ja już wiem, że na przykład pojawił się jakiś drobny problem, dylemat emocjonalny. Ja już też na podstawie swoich objawów fizycznych pewne rzeczy odbieram i staram się jak najszybciej reagować wiedząc, że to się samo nie zmieni. Jeżeli mam, a mam na przykład w tej chwili jakiś dylemat z rozwiązaniem pewnej sytuacji rodzinnej, to ja wiem, że do momentu, dopóki tej sytuacji nie rozwiążę, mój stan emocjonalny się nie zmieni. Mógłbym iść w medytację, mógłbym iść w wyciszenie, w słuchanie muzyki relaksacyjnej, w robienie ćwiczeń, które będą rozluźniały napięcie moich mięśni. Natomiast to w dalszym ciągu będzie zaleczanie objawów, walka z objawami i każde kolejne ćwiczenie, każda kolejna rzecz przyniesie mi chwilową ulgę.
Ale nierozwiązanie tego problemu emocjonalnego nie przyniesie mi ulgi docelowej. Więc im szybciej, kochani, powiążecie sobie te rzeczy, tym szybciej też z pewnością przestaniecie się oszukiwać i tracić czas na zaleczanie skutków. Takie zresztą jest moje też marzenie i życzenie. Żeby gdzieś spróbować was nauczyć, przekonać, pokazać, że zaleczanie skutków nie rozwiązuje problemu. Kristof Orbitus pisze: jeszcze do końca w wyimaginowanym świecie iluzji, w której są istotami nieomylnymi i doskonałymi, kreując się na bohaterów kosmosu. Tak. Tu się całkowicie, mój drogi, z tobą zgadzam, że poziom zarozumialstwa ludzkiego ego jest tak olbrzymi, że ja też uważam, że myślimy o sobie jako o ludziach, którzy są gotowi podbijać kosmos. Latać na inne planety, zmieniać, cywilizować, pouczać cały wszechświat, jak należy żyć. Jesteśmy tak przekonani o swojej nieomylności, a za chwilę, za 10, za 20, za 30 lat wysadzimy tę planetę w powietrze. Jesteśmy tacy mądrzy, tacy jesteśmy nieomylni, tacy jesteśmy wszechwiedzący.
Nawet ostatnio, jak zwykle od czasu do czasu prowadzimy z moją połówką rozmowy i ja też podzieliłem się z nią takim przemyśleniem, że ludzie jako ssaki inteligentne są tak inteligentni, tak zadufani w swoją wyjątkowość, że całą swoją inteligencję, przynajmniej większość ludzi wykorzystuje do tego, aby pouczać innych, jak mają postępować. Jesteśmy tacy mądrzy i zamiast wykorzystywać swoją inteligencję do działań na swoją korzyść, to my wykorzystujemy swoją inteligencję do tego, żeby uczyć innych, jak mają postępować, żeby nam było dobrze. To jest inteligencja ludzi. Wolimy krzyczeć, bić, przywiązywać, tresować psa i pouczać go, jak ma żyć, niż wykorzystać swoją inteligencję na przykład do tego, żeby nie dawać mu powodów do robienia czegoś. To taka refleksja związana z à propos zwierząt. Antres Star pisze: tak trzymać, pozdrawiam.Kochani, powiem tak: miałem dzisiaj dość długi, waleczny, zawodowy dzień po tygodniu. Jeszcze komentarz: „Mam pytanie jeszcze takie: jakie porady można by dać innym, aby ów strach w sobie łamać i pokonywać?” Kochani, lęku nie ma co łamać i pokonywać, ponieważ każda forma dla mnie osobiście walki, czyli robienia czegoś w negatywnych emocjach, niczemu nie służy. Dla mnie najlepszą formą weryfikowania strachu jest nauczenie się patrzenia na sytuację, na siebie, na innych ludzi obiektywnie, przez pryzmat prawdy. Naprawdę, uwierzcie mi kochani, to daje niesamowity komfort współżycia z innymi ludźmi. Kiedy zaczynamy analizować sytuację pod kątem prawdy, tak jak powiedziałem wam z tą imprezą.
Umawiamy się na godzinę 18.00. Umiejętność przyjrzenia się tej sytuacji, kiedy ktoś napada na nas i mówi: „Dlaczego jesteśmy 18.15?”. Możemy oczywiście wchodzić w dyskusję na temat wyższości, niższości, wartości moralnych, innych rzeczy i tak dalej. Możemy prowadzić dyskusję na ten temat. Natomiast jeżeli nauczymy się patrzeć na takie sytuacje przez pryzmat prawdy, obiektywnej prawdy, czyli na zasadzie: co się stało, co się takiego wydarzyło, co się nie wydarzyło z tego powodu, że nas nie było o godzinie 18.15. Co to zmieniło oprócz jego nastroju i oczekiwań? Ale przecież my nie jesteśmy od tego, żeby spełniać oczekiwania innych ludzi, tylko żyć w miłości i prawdzie. Nie możemy wyrządzać komuś krzywdy. Więc jeżeli nasz późniejszy przyjazd wyrządził komuś krzywdę, to okej, zrobiliśmy nie w porządku. Natomiast jeżeli nie wyrządził krzywdy, nie wywołał niczego oprócz zmiany jego niespełnionych oczekiwań czy rozczarowania związanego z jego oczekiwaniami, to w czym jest problem?
Wtedy nie musimy niczego łamać i pokonywać. Po prostu mamy świadomość tego, że nie zrobiliśmy nic złego, że to, co ktoś nam próbuje wmówić, jest tylko i wyłącznie jego oczekiwaniem względem nas. Nie naszym oczekiwaniem względem nas samych, tylko jego oczekiwaniem względem nas. Umiejętność spojrzenia na to przez pryzmat prawdy daje nam spokój, bo wtedy wiemy, czy zrobiliśmy źle, czy nie. To tak prosto, najprościej jak się da, bez wchodzenia w dodatkowe techniki. Zastanówcie się kochani, w sytuacjach, w których jesteście, w których ktoś wam coś zarzuca, spróbujcie przyjrzeć się temu bezemocjonalnie. Ja to nazywam wyjść z tej sytuacji. Spojrzeć na tą sytuację, jakby to były dwie obce osoby, a my bylibyśmy zwykłymi rozjemcami albo obserwatorami. Zamiast wchodzić w to emocjonalnie, to wyjść z tego emocjonalnie i przyjrzeć się temu z boku i spróbować to ocenić nie przez pryzmat siebie, tylko przez pryzmat prawdy. To jest najprostsza metoda dla mnie osobiście.
Zresztą ja często w rozmowach z ludźmi, w sytuacjach, kiedy dochodzi do dyskusji, często przedstawiam te argumenty, zadając pytanie: jakie słowa padły? Jakie słowa były dla ciebie obraźliwe, denerwujące, nieprzyjemne? Dlaczego? Nie padło ani jedno słowo, które miałoby na celu cię obrazić. Nie padła ani jedna intencja, która miała wpłynąć źle na twoje samopoczucie. To twoje nastawienie powoduje, że tak tą sytuację odbierasz. Nie sytuacja sama jest dla ciebie napastliwa i nieprzyjemna, tylko twoje nastawienie do tej sytuacji. Brak obiektywizmu, brak racjonalizmu, brak spokoju powoduje, że tak tą sytuację odbierasz. Dlatego nauka wyjścia z sytuacji i spojrzenia na sytuację z zewnątrz. Nie ja i ktoś, tylko ktoś i ktoś, i ja jako obserwator.
Chociaż rada Antaresa też mi się bardzo podoba. Dużo się śmiać i chodzić często na spacery do lasu. Także to też polecam. Tak, śmiech jest świetną formą dystansu do pewnych rzeczy, pod warunkiem, że nie jest to śmiech nerwowy, śmiech histeryczny, śmiech zakrywający strach, niepokój, zakłopotanie i tak dalej. Natomiast tak, śmiech jest dobry na wszystko. Spacery do lasu również. Dobrze kochani. Nie ma komentarzy, więc ja też nie będę. Jest komentarz. „Czyli w kwestii strachu bardziej koncentrujemy się na tym, by po prostu sami być w porządku wobec siebie, ludzi, świata, a resztę puścić na luz na zasadzie niech się dzieje.
Dobrze rozumuję?” Tak, zawsze kochani koncentrujmy się na sobie.Zawsze. Natomiast żeby móc zachować obiektywizm, trzeba nauczyć się nie być emocją, obserwować swoje emocje, ale nie stawać się emocją. Czyli wiem, że jestem poddenerwowany, bo na przykład coś mnie denerwuje w wypowiedzi tego człowieka czy w jego zachowaniu, czy w czymś i mam świadomość tego, że on działa na mnie irytująco. Ale to jest moja reakcja. Nie staję się tą reakcją, tylko mam świadomość tego, że taka emocja towarzyszy tej rozmowie. Nie wkręcam się w tą emocję, tylko staram się zachować cały czas spokój i obiektywizm i myśleć o tym pod kątem prawdy, nie tylko na temat tego drugiego człowieka, ale również samego siebie. Dlaczego ja się denerwuję teraz? Dlaczego jestem zdenerwowany? Dlaczego to się na mnie przenosi? Co ten człowiek pobudza we mnie, że ja tak reaguję?
Przede wszystkim musimy być obiektywni w stosunku do siebie. Jeżeli jesteśmy obiektywni i przez pryzmat prawdy i miłości wiemy doskonale, co robimy, co mówimy, jak się zachowujemy, to całą resztę puszczamy na luz. Nie każdy musi zrozumieć prawdę i miłość, ponieważ tak jak my często w różnych sytuacjach reagujemy podświadomie, tak ludzie też na prawdę i miłość będą reagowali podświadomie. Nie wymagajmy od nich, nie oczekujmy, że oni zareagują właściwie, tak jak nam pasuje. Niech reagują jak chcą. My mamy być w porządku, postępować w zgodzie z zasadami miłości, prawdy i spokoju. Reszta nas nie dotyczy. Każdy człowiek z informacją ma prawo zrobić, co tylko chce. Orbitus pisze: „Bardzo mądre porady, a Antaresa również, bo jak to się mawia od zawsze w zdrowym ciele zdrowy duch”. Tak.
Chociaż kolejność jest odwrotna. Najpierw trzeba mieć zdrowe emocje i zdrowego ducha. Duch jest zawsze zdrowy, ale emocje trzeba mieć zdrowe, żeby mieć zdrowe ciało. Zasada jest właśnie taka. Dobrze, kochani, mamy godzinę 22.00. Dzisiaj miałem taki dość waleczny dzień, więc też z chęcią zjem jakiś niezdrowy niestety o tej porze obiadek, ale nie było wcześniej okazji, więc z chęcią nadrobię te zaległości. Zostawię was z przyjemnością z tymi naszymi rozkminkami. Jeżeli pojawią się komentarze w dalszej części jeszcze, to oczywiście w następnej audycji do nich wrócę. Mam nadzieję, że już żadnych perypetii, opóźnień ani innych rzeczy w naszych audycjach nie będzie. Miło mi było się z wami dzisiaj spotkać, usłyszeć, porozmawiać.
Mam nadzieję, że coś znowu dla siebie z tej audycji wygrzebiecie. Ja z pewnością jak zawsze coś wygrzebię. Zima idzie. Uważajcie na siebie na drogach zwłaszcza. Ubierajcie się ciepło, nie dajcie się różnego rodzaju choróbskom. Zdróweczka życzę, uśmiechu na twarzy, radości, szczęścia, miłości i spokoju. Do następnego razu. Dziękuję za dzisiaj. Dziękuję panu Markowi znowu za miłe spotkanie i do usłyszenia za tydzień. Trzymajcie się cieplutko.
Pa.
[01:29:32] - A mówi te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie nieustająco zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Książka jest też dostępna w wersji drukowanej, elektronicznej oraz jako audiobook. Zapraszamy także do śledzenia profilu pana Sławka na Facebooku oraz do zasubskrybowania kanału na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. Dzisiaj już kończymy powolutku tę audycję po takiej troszkę dłuższej przerwie. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia. Oby nic nam już nie przeszkodziło. Już za tydzień o 20.00 na antenie Radia Paranormalium.
W poniedziałek jak najbardziej na żywo.
[01:30:38] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl