[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Kończy się powoli pierwszy najpiękniejszy dzień tygodnia w sierpniu 2021 roku. W poniedziałek, 2 sierpnia o godzinie 20:01 na moim zegarze rozpoczynamy kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy” — audycję o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:50] - Dobry wieczór, panie Marku. Kochani, witam was bardzo serdecznie.
[00:54] - Tradycyjnie, zanim przekażę głos panu Sławkowi, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Oczywiście będzie można dzwonić w drugiej części dzisiejszej audycji, ale pisać do nas można praktycznie cały czas. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Warto już teraz je sobie zapisać, proszę państwa, przydadzą się w drugiej części audycji. Numer komórkowy to jak zawsze 53 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radia Paranormalium. Jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc, panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:04] - Dziękuję, panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo gorąco i bardzo serdecznie, jak zawsze zresztą. Na początek pewnie jesteście ciekawi, jak przebiegał ten zapowiadany w poprzedniej audycji czat czy spotkanie z wami, takie pozaudycyjne. Pewnie gros z was się zastanawia, jak było i z pewnością żałuje, że nie wzięło w nim udziału. Więc pragnę was uspokoić: nie macie czego żałować, ponieważ spotkanie się nie odbyło. Nie odbyło się z jednego prostego powodu — z tego powodu, że nie było chętnych. To znaczy, dokładnie rzecz biorąc, były dwie osoby chętne. Odezwały się do mnie dwie chętne osoby, natomiast jedna z tych osób — totalnie nie pasował jej termin. A z drugą osobą stwierdziłem, że nie będziemy zabierali czasu panu Markowi, bo możemy sobie po prostu porozmawiać przez telefon. Dzięki temu, że nie odbył się ten webinar, Zoom, Google Meet czy cokolwiek tam innego, miałem niesamowitą przyjemność i radość porozmawiania ze słuchaczem i słuchaczką prywatnie przez telefon.
Więc ja osobiście korzyść z braku tego spotkania odniosłem wielką, ponieważ to były dla mnie bardzo ważne, radosne i też nie ukrywam, że niosące ze sobą sporo przemyśleń rozmowy. I też fajny feedback był taki, bo okazało się, że zadaję bardzo dużo pytań, za co bardzo też dziękuję, że zostało mi to uświadomione. Ogólnie rzecz biorąc, obydwie te rozmowy były bardzo fajne i bardzo takie mi osobiście dużo dające. Więc dziękuję wam za brak czatu, za brak Zooma i dziękuję wam, kochani, też za piękne rozmowy, bo naprawdę były cudowne. I też jeszcze tak w temacie poprzedniej audycji chciałbym się odnieść do komentarzy, które pojawiły się pod ostatnią audycją na YouTubie. No właśnie, „chciałbym się odnieść” to jest słowo klucz, ponieważ z chęcią bym się do nich odniósł. Natomiast zarejestrowałem pierwszą audycję w historii 122 poprzednich chyba, kiedy pod audycją nie pojawił się żaden komentarz. Po prostu zaglądałem tam i nie wierzyłem. Odświeżałem, sprawdzałem i nie wierzyłem — żadnego komentarza. Mam nadzieję, że są to wakacje, ponieważ po braku Zooma, po braku komentarzy i po rozmowach telefonicznych zacząłem odnosić wrażenie, że wy się mnie boicie.
Więc mam nadzieję, że są to tylko wakacje. À propos Zooma to nie będę proponował w tej chwili następnego terminu sierpniowegoTylko już pewnie jak to życie takie nasze i wasze wróci do tej powakacyjnej normy, to może wtedy podejmiemy następną próbę spotkania się w bardziej bezpośredni sposób. Tak jak mówię, mam nadzieję, że to są wakacje, a nie jakiś inny czynnik, który wpływa, że nie chcecie ze mną rozmawiać najnormalniej w świecie. Przy okazji przeproszę panią Monikę, która wysłała mi bardzo długą, fajną wiadomość. Natomiast do dzisiaj na nią nie odpisałem, bo przede wszystkim nie wiem co mam odpisać. Druga sprawa, że nie bardzo miałem w weekend czas i możliwości, ponieważ skupiłem się na swoim eksperymencie i poczyniłem kolejne kroki, żeby móc się tym pomysłem z wami pochwalić. Kochani, tyle słów wstępu. Zastanawiałem się, o czym będzie dzisiaj audycja, ponieważ jak wiecie, jak nic konkretnego od was nie spłynie, to u mnie te tematy tak naprawdę pojawiają się przed samą audycją. Zaraz powiem wam, o czym będzie audycja, natomiast podzielę się, jak rzadko to robię, tym co znalazłem. Wpadło mi w oko na Facebooku, ponieważ jestem członkiem kilku grup facebookowych, do których zostałem zaproszony.
Moja aktywność jest tam przeróżna. Raz mniejsza, raz większa, raz coś napiszę, raz coś przeczytam. Natomiast w trakcie tych moich cotygodniowych przemyśleń zastanawiałem się, że mamy 123. audycję, a dalej mam niedosyt, że pewnych rzeczy nie udało mi się wam jeszcze do tej pory przekazać. Najprawdopodobniej wynika to z tego, że robię to w niewłaściwy sposób i cały czas szukam pomysłu, jak to zrobić skuteczniej. Wpadłem właśnie na jednej z grup. Grupa się nazywa Cywilizacja Dusz i jest założona przez Aleksandra Deyeva. Mieliśmy okazję ze sobą chwilę popisać. Natomiast za specjalnie aż tak mocno jego twórczości i działalności nie znam. Pewnie wy wiecie więcej.
[08:58] - Słuchacze Radia Paranormalium mogą kojarzyć, ponieważ Aleksander Deyev, o ile to ten sam Aleksander Deyev oczywiście, kiedyś się pojawił lata temu w audycji i rozmowie „Poza ciałem” u Zbyszka Mrugały.
[09:12] - Dlatego tak podejrzewałem, bo z tego, co widzę, ma tam grono swoich znajomych, pisze książki, dzieli się też swoimi przemyśleniami z słuchaczami. Wpadł mi właśnie jego post w oko, w którym wydaje mi się, że jeszcze bardziej precyzyjnie i fajniej opisuje to, o czym my cały czas sobie gdzieś tutaj rozmawiamy w różnych kontekstach. To, co dotyczy tak zwanej duchowości. Czym ta duchowość jest, czym się powinna objawiać, jak powinna wyglądać i jaki jest w ogóle sedno, sens tej duchowości? O co w tym wszystkim chodzi? Mówię, jak rzadko to robię, to tym razem z chęcią się tym opisem z wami podzielę, żebyście też nie uważali, że ja uważam, że jestem wszystkowiedzący i jedyny mądry na tym świecie. Co prawda to nie jest tak do końca ten wpis. Chyba który ja widziałem, jest lekko zmodyfikowany, ale mniej więcej, więcej niż mniej opisuje to, co chciałbym wam przekazać. Zrobię to słowami Aleksandra Deyeva. Pisze on tak: „Prawdziwa duchowość jest oparta na połączeniu i współpracy z własną duszą.
Jest długim procesem powolnego przesiąkania wibracją naszej duszy i stwarzania z nią nierozerwalnej więzi. Zawsze wychodzimy z Matrixa jako całość, jako jedna osobowość. Wychodzenie z Matrixa jest procesem ogromnego karmicznego zmęczenia powiązanego z nieustannym i nieskończonym błądzeniem w iluzjach obecnego świata. Prawdziwa duchowość powstaje w nas w momencie umierania lęku przed śmiercią. Wynika ze zrozumienia nieśmiertelności duszy i nieskończoności podróży, w której jesteśmy od dawna. Celem tej duchowości jest zamknięcie obecnego cyklu naszego rozwoju ewolucyjnego i rozpoczęcie nowego. Uświadomienie sobie własnej, nieograniczonej w nieskończonej podróży przez wszechświat, przez inne galaktyki i cywilizacje istniejące na różnych poziomach rozwoju i w różnych wymiarach”. W oryginale było jeszcze fajnie napisane o połączeniu poprzez duszę, naszym połączeniu ze źródłem czy z Bogiem, jak ktoś woli użyć tego określenia.Jak wiecie, ja się nie skupiam za specjalnie na podróżach przez inne cywilizacje, przez inne wszechświaty, przez inne wymiary i to jest dla mnie rzeczą drugorzędną. Pierwszorzędną rzeczą jest dla mnie skupienie się na tym, co jest tu i teraz, czyli na naszym obecnym wcieleniu, na tym, co w tym obecnym wcieleniu mamy do zrobienia i na tym, żeby następnego wcielenia sobie zbytnio w tym obecnym nie utrudnić i nie zagmatwać. Celem moich rozmów jest to, żeby jeszcze tyle życia, ile każdemu z nas zostało, spędzić w jak najradośniejszej, najfajniejszej i najszczęśliwszej atmosferze, żeby jeszcze w miarę możliwości wycisnąć z tego życia, które nam zostało, tyle radości, ile się da.
Cała reszta jest dla mnie rzeczą drugorzędną. Natomiast padło tutaj bardzo fajne stwierdzenie, że prawdziwa duchowość powstaje w nas w momencie umierania lęku. Ja czytając ten wpis postanowiłem ubrać to w takie słowa, trochę swoje, żeby jeszcze coś dodać do tego, żeby jak najszerszy ten opis zrobić. Nasz proces rozwoju duchowego jest tak jak ludzkie życie, tyle tylko, że w wielu odsłonach. I my w czasie naszego rozwoju duchowego w każdym wcieleniu znajdujemy się w pewnym fragmencie naszego ziemskiego życia. Zaczynamy rozwój jako niemowlęta, gdzie w zasadzie naszym jedynym celem istnienia jest przetrwanie. Kiedy nie interesuje nas nic poza jedzeniem i poczuciem bezpieczeństwa. I my jako ludzie na takim etapie kiedyś, dawno temu byliśmy. Następny etap, ten dziecięcy, jest etapem zdobywania doświadczenia, wiedzy, poznawania. I to jest też taki etap, w którym jeszcze nie kreujemy swojego życia.
Jeszcze nie mamy wpływu tak do końca na nasze życie, ale też z drugiej strony nie ponosimy jeszcze za to życie odpowiedzialności. Jeszcze ktoś nad nami czuwa tak, żebyśmy nie popełnili błędu, który będzie dla nas groźny i niebezpieczny. Żebyśmy zdobywali doświadczenie jednak w pewnym zakresie bezpieczeństwa dla nas. I tak jak etap niemowlęcy, tego takiego tylko zwykłego przetrwania, to już są, chociaż nie. Ten etap też jeszcze jest realizowany na Ziemi, chociaż może nie w taki dramatyczny sposób, ale też jest realizowany jeszcze na Ziemi. Jeszcze są ludzkie istoty, które ten etap, to doświadczenie jeszcze zdobywają. To są ludzie, którzy żyją w skrajnych warunkach higieniczno-żywieniowych, w krajach bardzo biednych, w nędzy, kiedy ich jedynym celem jest przetrwanie. Ale mówię, to dla nas ludzi, którzy żyjemy tutaj sobie w Europie, są to tylko filmy, są to tylko jakieś tam informacje. My tego nie widzimy. Natomiast w naszym społeczeństwie można zauważyć też ludzi, którzy są na tym następnym etapie, tym dziecięcym.
Kiedy ktoś się nimi opiekuje, ktoś za nich zarabia pieniądze bądź daje im te pieniądze. Natomiast oni się skupiają tylko na tym, co jest dla nich przyjemne i próbują w ten sposób swoje życie przeżyć. Jeszcze ten etap dziecięcych doświadczeń jeszcze próbują zdobywać. Następnym etapem naszego życia jest wejście w dorosłość. Kiedy już bierzemy za siebie odpowiedzialność i już kreujemy swoje życie, ponieważ to my wtedy zaczynamy decydować o swoim życiu i realizujemy te wszystkie scenariusze, które wcześniej zostały nam przez otoczenie przedstawione. I tak naprawdę na świecie jest najwięcej jeszcze ludzi, którzy są na tym etapie. Stricte nastawieni na dążenie do szczęścia i radości w sposób taki bardzo ziemski. I przychodzi następny etap, etap naszej dojrzałości emocjonalnej, kiedy wyczerpujemy, kiedy już zrealizowaliśmy te ziemskie scenariusze i okazuje się, że dalej nam coś nie pasuje. Zaczynamy wtedy szukać, rozglądać się, zastanawiać, zadawać pytania, szukać odpowiedzi, o co tak naprawdę w tym życiu chodzi. Bo wszystko to, co do tej pory przeżyliśmy, było fajne, ale nie było dla nas szczęściem.
I ten etap dojrzałości jest tym etapem, na który my teraz jako ludzie wchodzimy. I następnym etapem jest etap starości, kiedyZaczynamy doceniać rzeczy proste: przyjaźń, zdrowie, szacunek. Te, na które wcześniej nie zwracaliśmy uwagi. One nie były nam do niczego potrzebne, ponieważ większą wartością były pieniądze. Było wszystko to, co jest związane z energią. Teraz w tym okresie zaczynamy zwracać większą uwagę na rzeczy emocjonalne, często duchowe, po to, żeby na koniec swojego własnego życia zrozumieć, że zbyt mało czasu poświęciliśmy na to, co w życiu jest tak naprawdę ważne. I rozwój duchowy właśnie na tym polega. Na zrozumieniu tego, co jest tak naprawdę w życiu ważne, co ma wartość ponadczasową, ponadmaterialną, ponadspołeczną, ponadreligijną i tak dalej. I każdy z nas, kochani, będąc tutaj na Ziemi, jest w którymś z tych okresów rozwoju swojej duchowości. I to, co powtarzałem wielokroć, każdy z tych etapów tę duchowość rozwija.
Czy jest to zdobywanie tylko doświadczenia bez ponoszenia konsekwencji? Czy jest to parcie w kierunku materii i dóbr materialnych? Czy jest to poszukiwanie prawdy i sensu życia? Czy jest to już zrozumienie tego, że to, co najważniejsze w życiu, to czas i miłość, którą okazujemy innym ludziom, zwłaszcza tym, którzy są bliscy naszemu sercu. To odkrywa stary człowiek. To rozumie stary człowiek. I tak to jest. Nie ma lepszego etapu ani gorszego, nie ma mądrzejszego ani głupszego. Każdy jest dokładnie w tym miejscu, które jest dla niego w danym momencie właściwe. I powiem wam więcej, że żyjemy w takich czasach, w których nawet takie już bardzo świadome istoty duchowo odrabiają jeszcze jakąś tam minimalną lekcję z tych poprzednich etapów po to, żeby z czystą kartą móc wejść z pełnym doświadczeniem na następny etap, który jest przed nami jako ludzkością.
Więc nawet bardzo te tak zwane stare czy dojrzałe dusze jeszcze potrafią się borykać z takimi problemikami czy doświadczeniami z poprzednich etapów. W tej chwili to się wszystko dzieje jak w tyglu, więc tym bardziej ocenianie czy klasyfikowanie kogokolwiek nie ma najmniejszego sensu. To tyle moich przemyśleń wynikających z tego ostatniego tygodnia i tego, co się gdzieś tam wydarzyło. Natomiast dzisiaj chciałbym też z wami, kochani, porozmawiać à propos ilości zadawanych pytań. Zadać wam kolejne pytania. Pytania, które jak Daniel powiedział, zadaję na początku i on się ze mną nie zgadza. Natomiast później, w czasie audycji i moich kolejnych pytań zaczyna rozumieć, do czego zmierzam, do czego dążę i najczęściej okazuje się, że mówimy o tym samym. Otóż kochani, tydzień temu rozmawialiśmy o tym, co można dać człowiekowi i rozmawialiśmy o tym, czy emocje można dać, wprawić kogoś w emocje, sprawić, żeby się znalazł w jakimś stanie emocjonalnym czy nauczyć go emocji. I dzisiaj będzie kolejna rozkminka moja na temat różnicy pomiędzy poświęcaniem czasu dla siebie a na siebie. To jest taki kolejny drobny niuans, na który większość ludzi nie zwraca uwagi, bardzo często traktując to jako to samo.
A ja spróbuję o tym powiedzieć właśnie w kontekście naszego rozwoju duchowego. Ponieważ, kochani, większość ludzi, większość czysto teoretycznie i statystycznie to jest 51%. Więc tu nie chodzi o taką większość. Tu chodzi o przerażającą większość, o zdecydowaną większość, o prawie wszystkich ludzi. Większość swojego czasu spędza w naturalnym procesie przebodźcowania. 90 parę procent ludzi na świecie spędza 90 parę procent swojego aktywnego czasu, a niektórzy nawet 100% na przebodźcowaniu. To jest tryb naturalny człowieka w dzisiejszych czasach. Tryb przebodźcowania dla mnie jest trybem, w którym podlegamy atakowi wszelkiego rodzaju bodźców wizualnych, słuchowych, zapachowych, wszelkich możliwych, na które nasz organizm, nasz mózg musi zareagować. I jak te wizualne powiedzmySą szybko przemijające. No chyba że widzimy coś naprawdę takiego, co nas rusza, porusza i wzbudza bardzo silne emocje.
Węchowe oczywiście też, smakowe też. To są takie bodźce, na które dość szybko reagujemy. Natomiast trudniejszą sytuację sprawiają nam bodźce słuchowe połączone z bodźcami wzrokowymi. Czyli coś widzimy i słyszymy do tego coś, co wywołuje nasze emocje. I mam tutaj na myśli całe nasze życie. Całe nasze życie od momentu wstania aż do momentu położenia się spać. Cały czas podlegamy takim sytuacjom. Wstajemy, widzimy pochmurną pogodę. Pada deszcz, może śnieg spadł właśnie. Tfu, tfu, tfu, mam nadzieję, że dopiero za kilka miesięcy.
Widzimy zaspanego męża, zaspaną żonę, która zamiast wstawać, robić kawę, jeszcze się wyleguje. Widzimy zablokowaną łazienkę przez dzieci, porozrzucane kapcie. Wszystkie te rzeczy wywołują w nas emocje. Jemy śniadanie, nie jemy. Dzieci są już gotowe do wyjścia, nie są gotowe do przedszkola. Zrobiło kupkę, nie zrobiło kupki. Właśnie mu się przypomniało, jak już założył kurtkę. My się śpieszymy do pracy. Wiemy, że jak nie wyjedziemy o odpowiedniej porze, to utkniemy w korkach. I tak utkniemy w korkach, ale może tamte byłyby troszeczkę mniejsze.
I tak dalej. Następne bodźce właśnie w drodze do pracy. Ludzie krzyczący, trąbiący, czytający, ziewający, rozmawiający przez telefony w metrze. O pracy już nie wspomnę, bo tamtych bodźcy oczekiwań, przeróżnego rodzaju sytuacji, w których nasze emocje są poddawane cały czas wszelkiego rodzaju eksperymentom na zasadzie, ile jesteśmy w stanie wytrzymać bardzo często. Coś od nas chcą. Ktoś nas opieprzył za coś. Ktoś nas niesłusznie o coś posądził. Ktoś nam przypomniał, że mieliśmy coś zrobić, czego nie zrobiliśmy. I tak dalej. Wszystkie te sytuacje, w których wchodzimy w jakąkolwiek interakcję z kimś bądź z samym sobą, bo najczęściej interakcja z kimś kończy się naszą wewnętrzną reakcją.
Czyli rozmowa z kimś, dyskusja, kłótnia, wymiana zdań czy wymiana na przykład plotek, czy wymiana informacji. To wszystko budzi jakąś naszą emocję. Zmusza nas i nasz organizm, nasz mózg, naszą podświadomość do reakcji. Był taki odcinek i to pewnie gdzieś koło 90. W tym przedziale pewnie 90, 100, kiedy mówiłem o higienie emocji. Kiedy mówiłem, żeby tą przestrzeń jakoś sobie zabezpieczać. Także tym, którzy są z nami pierwszy, drugi, trzeci, czwarty raz wspomnę tylko, że taki odcinek w audycji już był, żeby móc sobie do niego wrócić, poszukać go. Oczywiście ten dzień się kontynuuje. Wracamy do domu, jesteśmy zmęczeni. Może zakupy, może dzieci trzeba odebrać od dziadków, od rodziców, od teściów, od przedszkola, od szkoły.
W międzyczasie oczywiście jeszcze telefony, że dziecko zrobiło to, nie zrobiło tamtego. Mąż się spóźni, żona musi zostać dłużej w pracy. Wszystko staje na głowie. Więc motamy się jak przysłowiowa wsza na grzebieniu po to, żeby wrócić do domu i to motanie bardzo często jeszcze dalej kontynuować. Ludzie, którzy już mają odchowane dzieci, ten ostatni etap tego popołudnia już bardzo często to uspokajanie emocji zaczynają troszeczkę wcześniej, ponieważ dzieci już tego popołudniowego czasu nie absorbują. Lekcje, pakowanie plecaków, zje, nie zje. Wycieczka. Przypomniało się może dziecku, że jest wycieczka, a jeszcze trzeba zadzwonić gdzieś do kolegi, koleżanki, zapytać się, bo dziecko zostawiło zeszyt. Więc tych sytuacji, które wymuszają nasze reakcje emocjonalne, ludzie, którzy mają małe dzieci, mają jeszcze dużo więcej. Ci, co mają dzieci już większe, pewnie zapomnieli tak jak ja.
Natomiast to zamieszanie trwało aż do momentu, kiedy dzieci nie pójdą spać. Wtedy łapie się tą chwilę dla siebie. Może na telewizor, bo często na nic innego już ani nie ma siły, ani ochoty, ani godziny, bo to jest 21:00, 22:00. O 6:00 albo o 5:30, albo o 5:00 trzeba znowu wstać. Więc może czasami jakieś piwko, może czasami jakiegoś drinka. Chwilę rozmowy z żoną, czy z mężem, ustalenie planu na następny dzień i jedziemy od nowa. Tych sytuacji jest zbyt dużo jak na nas. Nasz mózg, mimo że bardzo sprawny, tak jak mówiłem właśnie w tamtej audycji, jeszcze w nocy ten cały proces przerabia, ponieważ nie na wszystko zdążył zareagować. Nie każda sytuacja została przez naszą podświadomość właściwie zinterpretowana.Więc to się dzieje jeszcze w nocy. Nie możemy spać, kotłujemy się, tłucze nam się to po głowie i tak dalej.
I to jest, kochani, życie. To jest życie człowieka. Dziewięćdziesiąt parę procent dorosłego czasu ludzie spędzają właśnie w ten sposób. W książce, którą polecam – à propos, bardzo dziękuję, sprzedały się trzy następne egzemplarze audiobooka – też opisuję ten proces. Ile czasu spędzamy, poświęcamy na rzeczach przyjemnych. Oczywiście przebywanie z dziećmi, z żoną, z bliskimi jest przyjemne. Natomiast nasza podświadomość jest tak skonstruowana, że wszystko, co jest związane z obowiązkiem, traktuje jak rzecz nieprzyjemną. Podsuwa nam emocje przymusu, nacisku, mimo że robimy coś dla kochanej przez nas osoby, dla najbliższej, najdroższej, której wielokroć obiecywaliśmy, że zrobimy dla niej wszystko. To jest bardzo fajne określenie: zrobię dla ciebie wszystko, nie? Natomiast później, jak w takim życiu, w którym nasza podświadomość zaczyna przypisywać negatywne emocje do wszystkiego, co musimy zrobić, to się okazuje, że to „wszystko” to jest jedno słowo.
Natomiast wyjątków od tego „wszystko” jest czterotomowa encyklopedia PWN. Ci starsi pamiętają, jak wyglądała czterotomowa encyklopedia PWN. Wyjątków od tego „wszystko”. Zrobię wszystko, ale tego nie zrobię. Nie będę się uśmiechał, nie będę miły, nie będę reagował w przyjemny sposób na to. Nie, nie wyniosę za ciebie śmieci. Nie, nie przypomnę ci po raz kolejny, gdzie jest twój telefon. Nie, nie będę na ciebie czekał pięć minut na parkingu. Rozumiecie? Wszystko poza tym.
I okazuje się, że wszystko to jest jedna czynność, którą zrobimy, czyli powiemy, że zrobimy wszystko, ale jak przychodzi do zrobienia tego wszystkiego, to się zaczynają schody. I to nie jest, kochani, tak, że ja komuś coś przyganiam albo że coś próbuję komuś udowodnić. Zastanówcie się sami z ręką na sercu, co wszystko robicie dla swoich najbliższych. Co wszystko. Czy przebywanie w gronie najbliższych osób sprawia wam tyle radości, co czysto teoretycznie powinno wam sprawiać? W założeniu żenię się, wychodzę za mąż, tworzę związek z kimś, z kim chcę spędzać jak najwięcej czasu. Czysto teoretycznie. Bo czyż wyjście na zakupy o 21.00 do Biedronki to nie jest wspólne spędzanie czasu? Czy gotowanie albo na przykład sprzątanie mieszkania to nie jest wspólne spędzanie czasu? Czy odrabianie z dziećmi lekcji to nie jest wspólne spędzanie czasu?
Czy wyjście na spacer — to już ma takie synonimy relaksu, odpoczynku i przyjemności — nie jest wspólnym spędzaniem czasu? I tych przykładów jest całe mnóstwo. Kiedy wspólnie spędzamy czas i tak naprawdę spełniamy swoje wspólne marzenie, bo po to żeśmy za siebie wyszli, żeby móc spędzać ze sobą wspólnie czas. Czyż nasze marzenie się właśnie nie zrealizowało? Zrealizowało się. Macie mnóstwo okazji do tego, żeby wspólnie ze sobą spędzać czas. I teraz jest pytanie, jak ten czas spędzacie? Czy faktycznie to wasze marzenie o tym, żeby wspólnie spędzać czas, bo miało być tak przyjemnie, jest tak przyjemnie. Poddaję to pod rozwagę między innymi dlatego, że nasze marzenia spełniają się właśnie w taki sposób. Spędzać wspólnie czas, to jest spędzać wspólnie czas na obowiązkach, na rozwiązywaniu problemów, na boksowaniu się z życiem, na opiekowaniu się sobą nawzajem, na spełnianiu swoich wzajemnych próśb i potrzeb.
To jest precyzyjnie spędzać ze sobą czas. Oczywiście jak jesteśmy młodzi, w naszym marzeniu jest spędzać wspólnie czas, bo teraz, jak spędzamy wspólnie czas, jest przyjemnie. Bo trzymamy się za ręce, bo oglądamy gwiazdy, bo opowiadamy sobie piękne rzeczy, bo chcemy dla siebie zrobić mnóstwo różnych fajnych, cudownych rzeczy i mówimy: tak, fajnie jest spędzać wspólnie czas, tak? Bo nie mamy dzieci, nie mamy obowiązków, nie mamy kredytu i tak dalej. Więc tak. I marzymy o tym, żeby móc jak najwięcej czasu ze sobą spędzać. I spędzamy. Tylko zapomnieliśmy sobie wymarzyć, żeby te wszystkie chwile, które będziemy razem spędzać, były tak cudowne, tak beztroskie jak te, które spędzamy teraz. Nasze marzenie się zrealizowało. Tylko to my zapomnieliśmy coś w tym marzeniu uwzględnić.
Tak zwanej prozy życia. Marzenie się spełniło, a my jesteśmy rozczarowani i zapominamy o tym, że o tym marzyliśmy. Chociaż marzyliśmy o czymś innym, prawda?Dlaczego ja to tak zagmatwałem? Zaraz wam wyjaśnię. I to jest ten czas przebodźcowania. Mało radosnych chwil, mało przyjemnych chwil. I nie będę tu osądzał ani oceniał, z jakiego powodu one są mało radosne. Czy mało radosne są z tego powodu, że my nie doceniamy czasu spędzonego z naszymi bliskimi? Czy my go źle interpretujemy z powodu tego, że nasza podświadomość wszystko, co jest związane z obowiązkiem, przypisuje do tego negatywne emocje, czy z jakiegośkolwiek innego powodu. Natomiast jakby posłuchać ludzi, jakby porozmawiać i ten dzień po dniu ubrać na chwile radosne, przyjemne i te takie mniej przyjemne, to okazuje się, że większość czasu to jest czas nieprzyjemny, nieradosny, bo jesteśmy przebodźcowani.
I żeby tak trochę już powoli reasumować. I tak żyje większość ludzi na Ziemi przez większość swojego życia. Ale na szczęście są wyjątki. I kochani, z pewnością wy się do tych wyjątków zaliczacie, ponieważ zaczęliście w tym przebodźcowaniu znajdować czas dla siebie. Zresztą tak naprawdę każdy człowiek, ten przebodźcowany wewnętrznie szuka czasu ucieczki od tego przebodźcowania, ponieważ nikt o zdrowych zmysłach w tym tempie, w tym trybie nie wytrzyma. To się zawsze czymś odbije. Czy emocjami, czy depresją, czy stresem, czy sercem, czy zdrowiem, czy innymi formami zaburzeń, rzucania wszystkiego, wywracania do góry nogami i tak dalej. To zawsze musi gdzieś znaleźć ujście. Więc każdy mniej świadomie bądź bardziej świadomie tego czasu ucieczki od przebodźcowania szuka. Ludzie, którzy rozwijają się świadomie duchowo, mają o tyle lepiej, że poświęcają swój czas dla siebie na rzeczach konkretnych, na których im zależy.
Natomiast gros ludzi ucieka od przebodźcowania w różnego rodzaju hobby. Mniej bądź bardziej radosne, przyjemne i fajne. Część ucieka w alkohol, część ucieka w samotność. Część ludzi na przykład odreagowywuje. To się nazywa tak ładnie. Odreagowywuje codzienne stresy na przykład przed telewizorem, przed komputerem. Każdy w jakiś sposób szuka ucieczki od tego przebodźcowania, poświęcając czas dla siebie. Tak naprawdę większość tego... Chodź, kociątko. Będziemy mieli kolejnego chyba tutaj uczestnika audycji.
Ma na imię Edi i właśnie próbuje się dostać i coś pokręcić tutaj, poprzyciskać na moim laptopie, więc gdybyśmy się za chwileczkę rozłączyli, to znaczy, że mu się to udało. Chodź, gapciaku, chodź tutaj do mnie. Chodź, chodź, chodź, chodź, chodź. O Jezu! Chodź, chodź niuniu, chodź, chodź tutaj, chodź. Dobrze. Już. Sytuacja wydaje się opanowana. Czy mnie słychać, panie Marku?
[40:10] - Słychać, słychać.
[40:12] - Dobrze. Czyli to nie był ten przycisk ważny od głosu. Dobrze, gapciu. Już. Każdy szuka ucieczki od przebodźcowania po to, żeby chociaż na chwilę wyciszyć umysł, emocje, skupić się na jednej rzeczy. To może być siłownia. Kiedy skupiamy się na dbaniu o swoje ciało, poprawianiu swojej kondycji i jednocześnie myślimy tylko raz, dwa, trzy, wydech, raz, dwa, trzy, wydech. Taniec. Mnóstwo rzeczy, które robimy dla siebie po to, żeby skupić się tylko na jednej rzeczy, a nie na tysiącu, na których skupiamy się. Znaczy nie skupiamy się.
One same do nas docierają. To nie jest nasz świadomy wybór, żeby się skupiać na tych rzeczach. Nie. One po prostu jak na poligonie, kiedy strzelają do nas z karabinu. Jak te pociski przelatują, tak przelatują informacje, z którymi spotykamy się dnia codziennego. Większość ludzi. I uciekamy od tego. Potrzebujemy znaleźć chwilę dla siebie na książkę, na audycję, na słuchanie muzyki, na wykonywanie jakichś ćwiczeń. Czasami robimy karkołomny ruch i wyjeżdżamy na przykład na dwudniowe warsztaty z czegoś i to jest po prostu wow. Albo trzydniowe.
Tak? I wow. Zrobiliśmy coś dla siebie. I to jest prawda. Zrobiliśmy coś dla siebie. Po pierwsze tworząc chociaż na krótki okres czasu taki parasol ochronny przed przebodźcowywaniem poprzez skupienie uwagi na jednej rzeczy, na jednej czynności, na jednym temacie. Jeszcze jeżeli jest to coś fajnego, przyjemnego, bo ktoś tak jak ja ma na przykład miły głos, to nas uspakaja. To jest fajnie. Albo ktoś inny ma fajny głos, albo jest fajna piosenka, albo jest fajna książka, która przenosi naszą uwagę w zupełnie inne sfery życia. Jest fajnie.
Gro ludzi sądzi, że na przykład czytając w tym czasie przeróżnego rodzaju audycje, tak jak na przykład dzisiejsza moja, to jest rozwój duchowy. Bądź czytając inne książki o duchowości w tym czasie, czy słuchając innych audycji, że to jest rozwój duchowy, że to robią dla swojego rozwoju duchowego. Kochani, powiem rzecz taką, z którą być może się ze mną nie zgodzicie. Poświęcić czas dla siebie to jest pewnego rodzaju forma trochę ucieczki od przebodźcowania. To jest czas, w którym skupiamy się na jednej rzeczy. Natomiast zadam wam oczywiście pytanie, czy widzicie różnicę pomiędzy poświęceniem czasu dla siebie a poświęceniem czasu na siebie? Ponieważ tak jak zostało powiedziane dzisiaj na początku audycji i też zostało powiedziane to w wielu audycjach, że rozwój duchowy to jest znalezienie kontaktu ze swoją duszą, czyli ze swoim wewnętrznym duchowym ja. A za pomocą tejże duszy połączenie się i znalezienie kontaktu ze źródłem, z Bogiem. A co z tym związane, z prawdą i z miłością. A żeby do tego doszło, żeby ten proces mógł powstać, to musi się wydarzyć rzecz następująca.
Musimy poświęcić czas na siebie. Czas poświęcony na siebie to jest czas, w którym nie robimy nic. To jest czas, w którym nie tylko nie docierają do nas bodźce w ilości miliona na sekundę, ale to jest ten czas, kiedy nie docierają do nas bodźce w ilości jednego. Kiedy skupiamy uwagę podczas poświęcania czasu dla siebie na jednej rzeczy. To jest czas, kiedy robimy nic po to, aby to, co jest w nas, mogło wypłynąć na zewnątrz, żebyśmy mogli usłyszeć to, co jest w nas. Nie to, co jest na zewnątrz. I nieważne, czy tego, co na zewnątrz jest milion, czy tego, co na zewnątrz jest jedna rzecz, ale i tak jedna, która skupia całą naszą uwagę. To jest różnica pomiędzy czasem poświęconym dla siebie a na siebie. Wtedy, kiedy robimy nic. Kiedy nie interesują nas bodźce zewnętrzne i informacje zewnętrzne.
Kiedy przestajemy skupiać swoją uwagę na rzeczach zewnętrznych, wtedy dopiero zaczyna mówić nasz głos wewnętrzny. I wtedy, kochani, zaczyna się tak naprawdę nasz świadomy rozwój. Ponieważ zaczynamy być świadomi tego, co nasza podświadomość do nas mówi, ale też zaczynamy być świadomi tego, co płynie z naszej duszy i z naszego serca. Wtedy zaczynamy ten proces poznawania samego siebie. Poznawania samego siebie pod kątem naszej podświadomości, ale też pod kątem naszej duszy. I informacje o naszych wzorcach zapisanych w podświadomości są informacjami o nas i informacje zapisane w naszej duszy też są informacjami o nas. I jak jeszcze informacje o naszych wzorcach podświadomościowych jesteśmy w stanie wyłapać i zrozumieć na skutek naszych reakcji na bodźce i czynniki zewnętrzne, tak naszej duszy możemy posłuchać tylko w ciszy. Kiedyś były próby. Na przykład młodzi chłopcy wychodzili, aby stać się mężczyznami. Wychodzili na dzień, dwa, tydzień, miesiąc z wioski, aby poprzebywać z samym sobą.
Czytałem teraz o pewnej pani, która nazywa się jakąś tam strażniczkąMajów czy nauczycielką, która została zaakceptowana przez dziadków i babcię w wioskach Majowskich jako jedna z nielicznych. Natomiast ona na próbę musiała przejść 300 kilometrów przez dżunglę sama. Tych różnego rodzaju obrzędów, które kiedyś były odprawiane właśnie po to, aby człowiek mógł poprzebywać sam ze sobą. Nawet powiem wam szczerze, teraz się może tak do końca nie orientuję, natomiast jak byłem w harcerstwie, była taka próba dla nastolatków. Był obowiązek, że muszą mieć chyba ukończone 18 lat, ale zdobywało się tak zwane trzy orle pióra. I te trzy orle pióra polegały na tym, że trzeba było spędzić dzień bez jedzenia. To była najprostsza próba. Drugą próbą był dzień bez mówienia, czyli tylko słuchania tego, co mówią ludzie. Uczestniczenia w życiu, ale bez wypowiadania samego siebie, samego słuchania. I trzecią próbą, najtrudniejszą, była próba samotności, czyli 24 godziny poza terenem obozu, w lesie, bez kontaktu z ludźmi.
Ponieważ człowiek, jakikolwiek człowiek, to nie musiał być człowiek z obozu, z harcerstwa, jakikolwiek człowiek, który zobaczył takiego człowieka, tę próbę niweczył. Więc jak widzicie, potrzeba, nawet przymus przebywania z samym sobą w ciszy, sam na sam ze sobą, bez żadnych zajęć, bez żadnych czynników zewnętrznych, bez żadnych bodźców zewnętrznych, jest dopiero tak naprawdę poznawaniem samego siebie. Ci, którzy na przykład medytują, z pewnością pamiętają różnicę, ponieważ medytacja jest dla mnie zajęciem, techniką duchową, która jest najbliższa, przynajmniej ze znanych mi, temu, co chcę wam, kochani, przekazać i powiedzieć. I ci, którzy medytowali, medytują może, z pewnością widzą różnicę pomiędzy tak zwanymi medytacjami kierowanymi czy prowadzonymi a medytacjami, kiedy człowiek zostaje sam ze sobą. Kiedy tak naprawdę nie wie, o czym ma myśleć, o czym chce myśleć, o czym powinien myśleć. Zostaje sam ze sobą, a to, co jest w nim, dopiero zaczyna wypływać. Zresztą kochani, ci, którzy nie medytowali, a uważają się za osoby przebudzone bądź uduchowione bądź jakieś tam inne, spróbujcie poprzebywać w ciszy chociaż przez 10 minut samym ze sobą, bo ci, którzy tego nigdy nie próbowali, od razu ostrzegam, że wasza podświadomość zacznie wygrzebywać wszystkie rzeczy, które mieliście zrobić w ciągu ostatnich 50 lat. Tak działa podświadomość. Skoro masz wolne, to znaczy, że możesz zrobić to, to, to, to, to i to. Skoro siedzisz bez niej, to możesz właśnie zrobić mnóstwo różnych rzeczy.
Więc kochani, znowu patrzę na czas. Bardzo polecam wam tę technikę. To nie jest, kochani, technika. To jest jak najbardziej naturalny proces wsłuchania się w samego siebie. To nie jest żadna technika. Jak rozmyślałem sobie o tym, pomyślałem, że będę organizował warsztaty ciszy. Warsztaty, podczas których nie będziemy robić nic. 45 minut siedzenia w ciszy, 15 minut przerwy i 45 minut siedzenia w ciszy. I tak przez cały dzień. Wiecie, dlaczego nie będzie chętnych?
Ponieważ dla naszej podświadomości to jest strata czasu. To jest pierwsza rzecz. Po drugie nikt nie zapłaci za nicnierobienie. A po trzecie, oczywiście nie robiłem tego eksperymentu z nikim, ale w takim moim zastanawianiu się jest niewiele osób, które będzie w stanie wytrzymać z samym sobą przez osiem godzin. Niewiele osób. Zresztą spróbujcie. Tak jak ostatnio mówiłem, sprawdźcie mnie i z chęcią dowiem się od was, jak wam poszło. I też z chęcią usłyszę, że to był jeden z najfajniejszych momentów i najprzyjemniejszych momentów w moim życiu, kiedy mogłem spędzić tyle czasu sam ze sobą. Kiedy mogłem poświęcić czas nie dla siebie, tylko na siebie samego. I tych chwil, kochani i czasu spędzonego na siebie, oczywiście wam i sobie życzę jak najwięcej, bo ja dużo czasu spędzam sam ze sobą.
Uwielbiam ten stan. Oczywiście nie dajmy się zwariować. Pracuję i prowadzę normalne też życie, natomiast tego czasu spędzonego sam ze sobąSamemu ze sobą zawsze mi jest za mało, więc z pewnością sobie, ale i również wam kochani życzę jak najwięcej czasu spędzonego i poświęconego na siebie. Nie dla siebie, tylko właśnie na siebie. Dziękuję wam za tą część oficjalną kochani. Oficjalna była, bo ja gadałem. Patrzę jak tutaj wygląda sytuacja z komentarzami. Panie Marku, ma pan coś tam przygotowanego? Jak zawsze na pewno pan ma.
[55:13] - Oczywiście.
[55:14] - Żeby się nie zmarnowało, proponuję króciutką przerwę. Komentarzy co prawda nie ma zbyt dużo, ale słuchaczom też się przyda chwila odsapunku na przemyślenie tego, co powiedziałem. A ja spróbuję tutaj zorganizować towarzystwo kocie, żeby nam dało dokończyć audycję. Także króciutka przerwa i za chwileczkę wracamy. Wracamy za niecałe cztery minuty. Taki przygotowałem całkiem relaksacyjny kawałek. Oumzy i Birds of Passage, utwór zatytułowany „Fade From Here”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami. Pod drzwi.
Co ćwierkulcu? Nie bój się. Ja wiem, że dużo gadam, ale na szczęście nie do ciebie tym razem. Chodź na kolanka. Troszeczkę czworonożni przyjaciele pana Sławka i moi czworonożni przyjaciele też czasami te przerwy nam tutaj troszkę przedłużają. Przed momentem zagrali nam właściwie Oumzy i Birds of Passage w utworze „Fade From Here”. Jeden z utworów, które prezentowałem kiedyś w takiej audycji, właściwie playliście muzycznej „Ambientowy wieczór”. Było kiedyś coś takiego, gdy Radio Paranormalium nowe audycje, początkowo podcasty, a potem audycje na żywo nadawało tylko w niedzielę, a potem głównie w niedzielę. Każde takie pasmo nowych audycji było zakończone taką ambientową playlistą. Może kiedyś do tego wrócimy, może w jakiś inny dzień.
[01:00:28] - Takie były prezentowane głównie tego typu relaksacyjne brzmienia. Coś w klimatach tego, co poleciało przed chwilą. A my tymczasem w Radiu Paranormalium w poniedziałek 2 sierpnia 2021 roku przechodzimy do drugiej części audycji „Świat oczami duszy”. Do tej części, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Będziemy także czekać na wasze telefony. Linia telefoniczna jest już teraz otwarta. Można już teraz dzwonić na nasze numery telefonów stacjonarne 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radia Paranormalium. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:01:53] - Dziękuję panie Marku. Kochani, w związku z tym, że komentarzy nie jest na tę chwilę przynajmniej dużo, tak jak sobie przewijam, to jeżeli ktoś ma ochotę dzwonić, to serdecznie zapraszamy i to najlepiej jak najszybciej, żeby się nie okazało tak jak na koniec poprzedniej audycji. Mimo słów, które padły, uważam ten komentarz za bardzo fajny i sympatyczny. Po prostu słuchacz wpadł już na samą końcówkę audycji i był bardzo zawiedziony z tego powodu, czemu dał upust w swoim komentarzu.
[01:02:35] - Może nie czytajmy tego komentarza, może go nie przytaczajmy, bo mogę powiedzieć, że ten komentarz był bardzo emocjonalnie nacechowany.
[01:02:45] - Tak, dokładnie. Z bardzo dużą nutką rozczarowania i rozgoryczenia, ale też pewnej radości. Tak go też odebrałem. Mam nadzieję, że dzisiaj słuchacz zdąży, ale żeby nie było takich sytuacji, to kochani, jeżeli ktoś chce dzwonić, to dzwońcie szybciutko, a ja przejdę do powitań. Marek Ziarko wita wszystkich prowadzących i pozdrawiam słuchaczy wszystkich. Szymon Wiśniewski się przywitał. Astra też się pojawiła z powitaniami i pisze: „Bardzo lubię słuchać wasze audycje. Co prawda nie zawsze mam czas być na live chat, ale staram się odsłuchać w wolnym czasie”. Oczywiście, na szczęście te audycje nie tak jak kiedyś, kiedy nagrywaliśmy audycje na magnetofon, na mikrofon, nagrywaliśmy audycje z listą przebojów Programu Trzeciego, ponieważ jak ktoś nie zdążył, to już drugiej okazji nie miał. My żyjemy w takich czasach, że ten komfort jest, więc tak, oczywiście odsłuchujcie w wolnych i dowolnych dla was momentach.
Oskar Bit pisze: „Pozdrawiam.” Domyślam się, że tak ma być. „Was, bracia i siostry. Witam panie Sławku. Czuję, że przemawia przez pana sam Pan Bóg, ale to chyba wynik moich osobistych doświadczeń z ostatniego miesiąca. Dodam tylko, że miesiąc, może dwa miesiące, byłem raczej sceptyczny i zdarzało się podśmiewać mi, a nawet czasem psioczyć na Boga i na samego siebie i cały świat dookoła. Jestem panu wdzięczny za tę audycję”. Powiem tak: bardzo dziękuję za miłe słowa i mam przekonanie wewnętrzne, ale też mam nadzieję, że tak to jest odbierane, że staram się być jak najbliżej tego, co ja nazywam prawdą i miłością. I staram się przed każdą audycją do tych wartości jak najbardziej dostrajać, żeby dokładnie te wartości były siłą nośną tych audycji. Cieszę się, zresztą to już któraś osoba mi mówi, że takie odnosi wrażenie, że tak to odbiera, więc pod tym względem, kochani, czuję się spełniony. Dziękuję za te miłe słowa.
Wojciech Górny pisze tak: „Życie człowieka, który zapomniał, że jest dusza w ciele, a nie samym ciałem”. Nie bardzo mam tutaj co odpowiedzieć. Pan Marek napisał: „Niektórzy mają to kompletnie w poważaniu, a nawet aktywnie odrzucając pogląd, że są czymś więcej niż tylko fizycznym ciałem”. Tutaj taki fajny nick, trochę taki jakby spoza naszej audycji, Dmuchana Lala pisze: „Dusza nie umiera”. Pan Kazimierz à propos tego „dusza nie umiera” mieliśmy kilka audycji dawno temu poświęconych temu tematowi.
[01:06:28] - Jest wieczna, czy dusza jest nieśmiertelna?
[01:06:33] - Dodzwonił się do nas pan Kazimierz. Halo, panie Kazimierzu, czy się słyszymy?
[01:06:37] - Tak. Dzień dobry.
[01:06:39] - Dzień dobry.
[01:06:40] - Ojej, jakie ładne mam opóźnienie na słuchawkach.
[01:06:44] - Fajnie, że ładne.
[01:06:46] - Fajnie, że ładne. Tak chciałem się wstrzelić, żeby tak nie, że kiedy jak pan odpowiada komuś, ale w efekcie to chyba nie wiem, może się wstrzeliłem w pańską odpowiedź, a tego nie chciałem. Okazało się, że mamy jakieś 10 sekund opóźnienia wyjątkowo, bo zwykle idzie ładnie. Ale skoro już dzwonię, zdziwiłem się tematem dzisiejszym, w szczególności tym początkiem. Jezu, jak się nazywał ten pan? Przepraszam, muszę zobaczyć. Tym odczytaniem.
[01:07:27] - Aleksander.
[01:07:28] - Tak. Aleksander Deyev. Tym, co pan odczytał. Tak sobie pomyślałem, kurczę, bo akurat tak myślałem, żeby z takim jednym tematem zadzwonić. Później jeszcze pan i akurat wyszło, że fajnie byłoby. A potem jeszcze pan powiedział coś, co mnie jeszcze bardziej zaskoczyło, mianowicie o medytacji i o tym, żeby być samym ze sobą przez chwilę i w ogóle zdecydowałem się coś zaproponować panu, panie Sławku.
[01:08:03] - Okej.
[01:08:04] - Nie wiem, czy to zbyt dużo by mi czasu zajęło i to też nie jest moja audycja, żebym ja miał ludziom teraz powiedzieć taką moją metodę medytacji, a uważam, że mógłbym panu na przykład wysłać na maila, pan mógłby ją przetestować i jak się panu by spodobała, to mógłby pan przekazać ją słuchaczom. A dlaczego tak mówię? Bo ja miałem straszny problem z medytacją, bo to jest nudne. Tak się człowiek siedzi, mnóstwo myśli przychodzi do głowy i mnie to kompletnie nie szło przez wiele lat. To kompletnie coś, co czasami nawet potrafiło wkurzyć.
[01:08:46] - Domyślam się.
[01:08:49] - Tak. To jest wręcz coś, co jest nudne i człowiek nawet czeka, kiedy już te 15 minut minie.
[01:08:58] - Wie pan, jak jest tylko nudne, to już jest połowa sukcesu. Do większości ludzi zaczyna w tym czasie docierać mnóstwo myśli, których oni w ogóle się nie spodziewali. Mało tego, próbowali je wyprzeć i tak dalej. To jest trudne. Medytacja jest trudna. Moim zdaniem najtrudniejsza.
[01:09:20] - Może być bardzo łatwa. Właśnie tutaj chcę pana zaskoczyć, bo zupełnie przypadkiem, ja już byłem wkurzony, już nie miałem siły do tego, bo chciałem medytować, ale widzę, że to mi kompletnie nie idzie. I czytałem taki artykuł, gdzie ktoś opisywał naukowo, jak wygląda praca mózgu w trakcie medytacji. I to mnie tchnęło, że medytacja polega na zmianie częstotliwości pracy mózgu. To ja sobie pomyślałem chwila moment, przecież ja mogę świadomie zmieniać częstotliwość mózgu. Każdy to potrafi, bo my to robimy na co dzień. I stworzyłem tak banalną, tak prostą metodę własną, że za pierwszym razem w ciągu 20 minut w pewnym sensie przeszedłem takie obserwowalne cztery etapy. Tym czwartym etapem ja siedziałem w ciemnym pokoju i nagle zrobiło się biało, jasno, takie światło białe. Jakby ktoś nagle w pokoju zapalił światło. Nie miałem żadnego problemu z myślami, które do mnie przychodziły.
Nie miałem żadnego problemu z niepokojem, z tym, kiedy to się skończy. I praktycznie skończyłem medytację tylko z jednego powodu już, bo mi się muzyka skończyła. I chętnie bym panu tą medytację przekazał na maila, gdyby pan zechciał spróbować.
[01:10:54] - Tak, bardzo chętnie ją poproszę.
[01:10:56] - Super. Uważam, że jest fantastyczna. Tylko niestety na pewno nie jest cała, bo podejrzewam, że po tym czwartym etapie coś jeszcze jest. Ja się zatrzymuję na czwartym etapie. Dobra, okej, to już mamy jedno załatwione. A inne teraz sprawy. Przemyślenie mam małe. Ostatnio zupełnie też właśnie weszło w temat audycji odnośnie tam, czym jest ta prawdziwa duchowość i tak dalej. Chciałbym być może powiedzieć coś, z czym się ktoś nie zgodzi. Być może pan się nie zgodzi, ale chciałbym pańską opinię usłyszeć na ten temat.
Na temat mojej w sumie opinii i mojego niepokoju. Tak to ujmę. W jakimś sensie niepokoju. Ja subskrybuję pewien kanał, nawet nie pamiętam, jak on się teraz nazywa, ale tam ludzie robią wywiady na przykład z różnymi wyznawcami różnych religii. Ciekawe tematy. No i akurat był taki temat religii bahá'í. To mnie zaskoczyło, ponieważ to mnie troszeczkę dało do myślenia, ponieważ ta religia jest kompletnie przerażająca i teraz chciałbym ją streścić, ponieważ uważam, że jak usłyszycie założenia tej religii, to mam takie wrażenie, że cała masa ludzi, prawdopodobnie słuchających tego, pomyśli sobie: o, jaka piękna religia, że to jest właśnie cel duchowości, że to jest właśnie to-To sedno i w tej religii ja właśnie chciałem odnośnie tego tak powiedzieć od siebie, że właśnie mam wrażenie, że my idziemy w tym kierunku. Ale najpierw jaki jest cel tej religii. Jakoś tam w tysiąc osiemset którymś tam roku ktoś tam założył tą religię jako pierwszy. Ten pierwszy, który tam przyszedł, już zapomniałem jak tam się ich nazywa, miał utorować drogę temu drugiemu, a w finale ten drugi stwierdził, że ludzkość jest już tak bardzo rozwinięta duchowo, że już najwyższy czas i w zasadzie w tym kierunku będzie zmierzać, żeby się zjednoczyć.
I to zjednoczenie powinno polegać na tym i na tym ma polegać takie dążenie tych wyznawców tej religii, że ma być wszystko w zasadzie tak: jeden rząd, jeden język, jedna religia. Oczywiście zakładam, że bahá'í. Jeden system sądowniczy, czyli taka globalna, globalne państwo, taka pełna, rząd światowy na takiej zasadzie. I to mi dało bardzo do myślenia, ponieważ ilekroć ja słucham różnych kanałów o duchowości, bardzo często słyszę, że taki właśnie jakby kierunek, że my się mamy kochać ze sobą, jednoczyć. I pomyślałem sobie, że ta religia może właśnie być taką w pewnym sensie podświadomym kierunkiem naszym, że my chcemy iść w kosmopolityzm, obywatele świata, być może obywatele kosmosu, że najlepiej, żeby wszystko było zunifikowane, zjednoczone i my w zasadzie przez to możemy sobie robić krzywdę. Ponieważ i tutaj moja teza, ja uważam, że naszym celem nie jest zjednoczyć się stricte, tylko odkrywać swoją indywidualność po prostu, czyli odkrywać siebie, swoją własną indywidualność, a nie stricte jednoczyć się, czyli w zasadzie odkrywać takie różnice, czyli iść jakby w przeciwnym kierunku. Nie że skłócać się, no nie? Nie wiem, czy pan mniej więcej rozumie, co ja mam na myśli.
[01:15:11] - Tak. Wydaje mi się, panie Kazimierzu, że rozumiem i też sobie tak myślę, że jak zwykle prawda jest pośrodku. Ponieważ w moim przekonaniu przepisy prawne, sądownictwo, wszelkiego rodzaju narzucanie czegokolwiek ludziom jest dla ludzi nieświadomych, to znaczy dla ludzi kierujących się podświadomością. Ich trzeba ograniczać przepisami, normować ich życie, ponieważ oni sami z siebie dążyliby tylko do tego, żeby im było dobrze i wygodnie. Tak działa nasza podświadomość. Mało tego, byliby święcie przekonani, że tak jest, że to im się należy, że jest tylko jedna prawda ich. Nie ma żadnej innej prawdy. Natomiast ludzie świadomi nie widzą nic złego w odmienności. To, o czym żeśmy rozmawiali. Podświadomość nie toleruje odmienności.
Odmienność jest z założenia zła. Jeżeli coś jest innego niż to, co my uznajemy za prawdę, zawsze jest albo może być lepsze, ale z założenia jest gorsze. Czyli człowiek, który postępuje inaczej niż my, jest przeważnie głupszy od nas w założeniu naszej podświadomości, że jest jeden sposób postępowania w danej sytuacji, czyli taki, który my znamy. Wszyscy inni postępują źle. Natomiast ludzie świadomi nie widzą nic złego w odmienności. Mało tego, szanują odmienność. Jedyne, czego człowiek świadomy wymaga, to żeby ta odmienność nie wchodziła w zakres jego życia, żeby ta odmienność nie zmuszała jego do zmiany czegokolwiek w swoim życiu. Czyli każdy może żyć jak chce, pod warunkiem, że nie będzie ograniczał mnie w życiu tak, jak ja chcę. I gdyby ludzie to nawzajem jakby zrozumieli i wszyscy ludzie kierowali się tą zasadą, przepisy prawne nie byłyby do niczego potrzebne. Więc każda religia, bo pan użył słowa religia, ja już tak byłem troszeczkę pod, taki byłem czujny, tak?
Ponieważ w założeniu religii jest indoktrynacja, czyli uznawanie jakby jedynej słusznej prawdy, a to nie jest nic innego jak podświadome działanie. Więc oczywiście założenie, że wszyscy są jakby równi, że wszyscy się szanują, że wszyscy się kochają, jest jak najbardziej fajnym założeniem, tylko na pewno nie pod egidą jedynej słusznej religii, bo to się właśnie nie uda.
[01:18:03] - Bo to jest pewnego rodzaju wypadkowa świadomości, to zjednoczenie, nie? Natomiast właśnie ja mówię, że to zjednoczenie w sensie takie, znaczy no, nie zjednoczenie, no właśnie tutaj właśnie w tym jest rzecz, że ja uważam, że jeżeli można mówić o jakimś zjednoczeniu, to może bardziej kwestia, że bardziej siebie rozumiemy, ale nie jednoczymy się jakoś, nie wiem, globalnie, ale głównie ten temat chciałem poruszyć dlategoBo to jest aż za bardzo powszechne. Zauważyłem nawet takie kanały, które wręcz jasno mówią o takiej jedności i to jest nawet niebezpieczne, bo zauważam, że świat zaczyna iść w takim kierunku globalnego zarządzania i te sfery rozwoju duchowego, pewne sfery wręcz przytakują i się cieszą, że to jest dobry kierunek. Ja uważam, że to jest bardzo szkodliwy dla duchowości, dla naszego rozwoju kierunek. Nie wchodząc kompletnie w politykę, ale cały czas pozostając w tej sferze duchowej, ponieważ to jest dla mnie takie oszustwo, że wy tego szukacie, to wy to dostajecie, a w zasadzie my szukamy czegoś błędnego. Powinniśmy tę indywidualność, odmienność wydobywać, siebie poznawać i przez poznawanie siebie poznajemy innych. To zjednoczenie, ten koncept zjednoczenia jest dość powszechny. Przecież mamy niebo, gdzie będziemy wszyscy zjednoczeni. U Świadków Jehowy jest jedno królestwo, to Królestwo Boże na ziemi. Inni jeszcze chcą to królestwo robić.
[01:20:03] - Nie wchodźmy w religię, panie Kazimierzu.
[01:20:07] - Ja tylko daję ten przykład, że ten koncept jest w różnych religiach i on mimo wszystko jest naturalny dla nas, że nam się naturalnie wydaje, że jak ja jestem uduchowiony, to wręcz ja się będę jednoczył z całym wszechświatem. Takie poczucie, że jestem jednością z wszechświatem i wszyscy będziemy jednością ze wszechświatem. Wszyscy będziemy żyć w pokoju. Więc w zasadzie to jeden rząd galaktyczny.
[01:20:43] - Jedno drugiego nie wyklucza, panie Kazimierzu.
[01:20:45] - Oczywiście, że ja to rozumiem. Tylko nie na skróty.
[01:20:51] - Właśnie dlatego chciałem zapytać.
[01:20:53] - Podświadome skróty, nie?
[01:20:57] - O jakim momencie my w rozwoju ludzkości mówimy?
[01:21:02] - Na pewno nie aktualnym.
[01:21:04] - Właśnie, aktualnie jesteśmy w jakimś tam momencie, natomiast docelowo, czyli po naszej śmierci jesteśmy wszyscy równi i zjednoczeni. Czyli wszyscy się jednoczymy wokół źródła i tam nie ma dylematów. Jest inność, jest odmienność, natomiast jest i jedność. Więc jesteśmy w pewnym sensie zjednoczeni. Zjednoczeni poprzez źródło, z którego wszyscy pochodzimy. Więc my jesteśmy duchowo zjednoczeni, natomiast też świadomość to jest i być może kiedyś jakiś taki moment nastąpi, że my będziemy na jakimś tam poziomie również tutaj na Ziemi potrafili się duchowo zjednoczyć za pomocą na przykład telepatii czy łączności na poziomie duchowym. Natomiast to jest wybieganie w przyszłość. Zobaczymy. Mam oczywiście jakąś tam swoją teorię, natomiast w związku z tym, że żyjemy tutaj, tu i teraz i mamy wystarczająco dużo, przynajmniej dla mnie osobiście, gro ludzi ma wystarczająco dużo problemów z swoim własnym życiem obecnym, więc snucie teorii, co będzie za 1000, 2, 3, 5, 10, 50 tysięcy lat dla mnie osobiście nie jest aż ważnym tematem do poruszania. Natomiast na dzień dzisiejszy i na naszą najbliższą przyszłość człowiek świadomy wie, że na przykład może się rozwijać dzięki temu, że są ludzie albo bardziej od niego świadomi, albo mniej od niego świadomi, że ta interakcja na zasadzie różności pozwala nam się rozwijać.
Człowiek nie byłby w stanie, tak już mówię, rozwijać swojej empatii, gdyby nie było ludzi pokrzywdzonych. Nie mógłby rozwijać swojego poczucia sprawiedliwości poprzez walkę o równouprawnienie na przykład ludzi, o wolność, o niezależność, o jakieś inne rzeczy, gdyby nie było na świecie ludzi, którzy są uciśnieni, pokrzywdzeni. Więc jesteśmy sobie nawzajem potrzebni, po to, żeby móc rozwijać w sobie też te cechy troszeczkę wyższe. Ja rozwijam cechy wyższe w sobie poprzez możliwość mówienia podczas audycji. Gdyby wszyscy byli na tym samym poziomie wiedzy, nie mielibyśmy sobie nic do powiedzenia.
[01:23:51] - To byłby jak dwugradynów w pociągu, tak?
[01:23:54] - Dokładnie. Nie mielibyśmy sobie nic do powiedzenia. Więc ta różność na tym etapie jest podstawą rozwoju.
[01:24:03] - Dokładnie.
[01:24:04] - Więc skupiając się na tym etapie i na tym, co aktualnie mamy do zrobienia, to są to takie religijne mrzonki o jedności, jednym wspólnym rządzie.
[01:24:18] - One są trochę ważne moim zdaniem z tego powodu, że ja tak uważam. To moja opinia, że aktualnie jest ewidentnie jakieś parcie na jeden wielki rząd światowy, moim zdaniem, który jest niebezpieczny i w momencie, kiedy nie jesteśmy uduchowieni, gotowi na toTo tylko i wyłącznie będzie nas prowadzić bardziej do cierpienia. Taka droga niefajna. Właśnie różnorodność jest dla mnie najcenniejsza. I w tej różnorodności, w odkrywaniu tej różnorodności, tak jak pan powiedział, jest najwięcej możliwości do poznawania. Jeszcze szybko komentarz Jacka i ostatnie pytanie i się rozłączam. Jack napisał: „Jesteśmy w najlepszym okresie od tysięcy lat. Moim zdaniem dzieje się coraz lepiej, idzie w stronę miłości i wiedzy”. To mnie natchnęło na jedno pytanie. Ponoć, tak się mówi, ja jestem człowieka chrześcijańskiego wyznania, bo nie mam o tym zdania.
Mówi się, że się kończy era Wodnika i wróć Ryby. Zaczyna era Wodnika, że era Ryby to była era wiary, era Wodnika to będzie era mądrości. I teraz mamy tę przemianę. Jak się pan do tego ustosunkuje? Czy pan ma jakąś opinię?
[01:25:49] - Oczywiście. Ja może tego nie odnoszę, niektórzy odnoszą to do astrologii, do znaków zodiaku. Mi jednak jest bliższy kalendarz Majów, który określa te cykle 5200 lat na przykład, czy tam 10 400, czy tam później te dłuższe rachuby czasu, które określają dłuższe procesy. Natomiast ja patrząc na rozwój świadomości człowieka, czyli kiedy zaczynaliśmy od tego etapu niemowlęcego, skupieni byliśmy jako jaskiniowcy na przetrwaniu, na zdobyciu jedzenia i na podtrzymaniu gatunku poprzez ten etap później osadnictwa wiosek, kiedy wszystko było wspólne, czyli ten etap dziecięcy. Patrząc teraz na ten etap, ja to też opisuję w książce szerzej, kiedy zaczęły się pojawiać jednostki, które zaczęły zbierać wokół siebie grupy ludzi, które wykorzystywały do zaspokajania swoich potrzeb ambicjonalnych. Na przykład podbijemy kolejną wioskę. Był jeden wódz, który miał ambicje posiadania większego terenu, niż był potrzebny. To będziemy silniejsi. Później królowie, faraonowie, kardynałowie, prezesi, ministrowie i tak dalej. Czyli tłumy ludzi podporządkowane i realizujące ambicjonalny cel jednostki.
I to jest ewidentnie etap dusz młodych. Każdy chce być najważniejszy. Dusza młoda musi być najważniejsza, najmądrzejsza, musi podporządkowywać sobie ludzi i tak dalej. Dla mnie ten etap, w który wchodzimy, jest etapem dojrzałości, czyli etapem empatii, miłości i wzajemnego szacunku. I to jest ten etap dla mnie czwarty, można powiedzieć, w który wchodzimy. I to jest najtrudniejszy etap, ponieważ było kilka kataklizmów na ziemi, które nie pozwoliły ludzkości przejść właśnie na ten następny etap, czyli utkwienia na etapie tym trzecim, tych dusz młodych, kiedy właśnie panowanie, materia, władza doprowadziły do kataklizmów, do zniszczenia ziemi, do wyeksplorowania, do tego, że Ziemia musiała sobie poradzić z tym i na kilka tysięcy lat zniszczyć życie na Ziemi.
[01:28:52] - Okej.
[01:28:53] - Takie moje zdanie na ten temat.
[01:28:55] - Dobra. To może jeszcze pozwolę sobie, skoro już to pan powiedział. Żeby była jasność, ja naprawdę to, o co teraz zapytam, to kompletnie nie jest ani żadna kwestia ideologiczna, ani żadna kwestia polityczna. Tylko jedno mnie jeszcze zastanawia i to od dawna. Być może po prostu tutaj będzie to zbyt duża bomba, więc najwyżej pan nie odpowie. Jedno mnie niesamowicie teraz intryguje. Bardzo mnie to intryguje odnośnie tego, że teraz, w tych czasach, gdzie liczę powiedzmy minus 50 lat do tyłu, pojawiło się strasznie dużo ludzi dla mnie dziwnych, przegiętych, bardzo przewrażliwionych. Już w ogóle body positivity, że ktoś, przypuśćmy, jest gruby, a się czuje z tym dobrze, to nie należy wręcz mówić tego, że to jest niezdrowe, bo komuś się zrobi przykro z innego powodu, bo komuś się zrobi przez 150 powodów przykro. Czy to nie jest też troszeczkę tak, że pewne takie grupy jakby mogły przechodzić z jednego wieku w drugi wiek, ale jeszcze nie przeszły i już coś tam dostrzegają, ale tak jakby gdzieś im dzwoni, nie wiadomo w jakim kościele jeszcze nie mają tego ułożonego na poziomie duszy?I za bardzo nie są w stanie rozeznać się, że mają jakąś wrażliwość, ale przy przyjmujmy ta wrażliwość jeszcze jest im na tyle obca, że ją ziemsko odbierają. Nie wiem, strzelam.
[01:31:06] - Doskonale pan opisał ten proces. To jest tak, że gros ludzi uważających się za rozwinięte duchowo przy najmniejszej próbie kontaktu zaczyna mówić formułkami, których nie rozumie. Dlatego ja czasami też uważam, że nadmiar wiedzy i skupianie się na tym, co się wie, nie jest oznaką duchowości. Wiedza o duchowości nie jest oznaką duchowości ani świadomości. Jest tylko wiedzą o duchowości, więc jest wiedzą teoretyczną. Natomiast świadomość to jest stan emocjonalny, w którym mamy kontakt z wzorcami z naszej duszy, wzorcami prawdy i miłości. I te wzorce prawdy i miłości nie pozwalają nam postępować inaczej. I to jest dla mnie świadomość. Mówienie o tym, jak powinno być, jak trzeba, co należy zrobić, co ludzie powinni zrobić, jak się powinni zmienić, w jakim kierunku powinni iść, jak świat powinien wyglądać. Mądre.
Można nawet krzyczeć, że trzeba zniszczyć system, zniszczyć Matrixa, wyrwać się z matrycy. Ja zadaję takie pytanie na przykład w rozmowie: „A czym dla ciebie jest matryca?” I tu się zaczynają schody. Gros ludzi uprawia duchowość polegającą na przeklepywaniu pięknych sloganów. Mało tego, mogą się ubierać, mogą wykonywać różnego rodzaju obrzędy. To jest wzorzec duchowości opartej na wzorcach religijności, którą my mamy zakorzenioną w podświadomości, że religijność, czyli duchowość, bo dla niektórych ludzi duchowość równa się religijność, czyli wierzenie w coś, czego się nie rozumie.
[01:33:14] - No tak.
[01:33:14] - I jest związana z wykonywaniem różnego rodzaju obrzędów, które mają mnie przybliżyć do Boga, do źródła, do prawdy, do mnóstwa różnych rzeczy. Ale to można porównać z mszą w kościele, kiedy jedna osoba narzuca pewien rytm, każe wykonywać czy zaleca wykonywać pewne obrzędy, których reszta ludzi nie rozumie. I to jest oznaką dla wielu ludzi duchowości. Natomiast to jest kontynuacja tego procesu podświadomości. Rozmawialiśmy o medytacji. Miałem powiedzieć, bo pewnie ludzie, słuchacze będą się z tego śmieli. Natomiast ja potrafię medytować jadąc samochodem, bo medytacja dla mnie to jest skupienie się na samym sobie, nie na wszechświecie, nie na czymkolwiek innym, tylko na samym sobie. Medytacja to jest sposób komunikacji z samym sobą, rozpoznania samego siebie i też jakiegoś połączenia się z duszą, umożliwienia jej wygadania się.
[01:34:28] - Aha.
[01:34:29] - I ja potrafię przejechać pół Warszawy i mówię: „O, już jestem na miejscu”. Oczywiście mówię o trasach, które doskonale znam. Nie o nowych miejscach, gdzie jest potrzebna czujność, tylko jak jadę w jakieś miejsce, kiedy jeździłem tam przez rok czasu w jedno miejsce. Więc ja potrafiłem odpłynąć. Nie wiem, jakie światło było, czy był korek, potrafiłem dojechać i mówię: „Dobra, jestem na miejscu”. Pół godzinki na przykład takiego odlotu.
[01:34:57] - To ja tak nie miałem w medytacji, tylko w ogóle w odpływaniu myśli. Miliony myśli było. A potem się zastanawiałem, czy ja przypadkiem nie przejechałem przez czerwone światło, nie przeszedłem, nie znałem kompletnie drogi. Automat pełen myśli.
[01:35:16] - Dlatego pierwszy proces, pierwsze kontakty z medytacją są zawsze trudne, ponieważ najpierw trzeba wypłukać podświadomość.
[01:35:25] - To nie była medytacja w ogóle, tylko ja po prostu sobie o czymś kompletnie innym myślałem. To nie była medytacja. To jest taki problem, że idąc gdzieś, od razu o czymś myślimy, o tym, co zrobimy jutro, coś sobie rozkminiamy.
[01:35:43] - To jest efekt przebodźcowania.
[01:35:48] - Tak.
[01:35:49] - Nasz mózg obrabia informacje, które, że tak powiem-
[01:35:53] - A potem się nerwica robi z tego.
[01:35:56] - Tak, bo nasz mózg wykorzystuje ten czas naszego spowolnienia na to, żeby wywalić na wierzch wszystko to, o czym do tej pory nie miał czasu pomyśleć.
[01:36:08] - I potem to, jak pan powiedział, przebodźcowanie, kiedy człowiek doświadcza spokoju. Jak spojrzałem na to przebodźcowanie, to sobie pomyślałem, że to jest piekło z tego poziomu spokoju, że to jest piekło, że ja nie chcę w tym piekle być, bo to jest wręcz męczące od wewnątrz. Dramatyczne przeżycie, z czego człowiek nie jest świadom. Taka codzienność.
[01:36:34] - Ja się tak uśmiechnąłem, ponieważ nawet ostatnio żeśmy rozmawiali sobie tutaj we dwójkę, że cisza, spokój jest tak naprawdę powrotem do naszego naturalnegoJak najbardziej naturalnego trybu życia. Że to, co się właśnie dzieje, do czego jesteśmy tak naprawdę przyzwyczajeni, do tego amoku, jest trybem nienaturalnym. Tylko już w pewnym sensie się do niego przyzwyczailiśmy. Nawet nie zauważyliśmy tego, jak bardzo żeśmy przyspieszyli. Tylko mówimy: „To wszystko wariuje, bo to coraz szybciej, bo to coraz szybciej ten czas leci”. Bo my jesteśmy już w tej chwili jak kula śnieżna, która już się tak rozpędziła, że już może zatrzymać ją tylko uderzenie w skałę. Oby nie. Natomiast często widzę właśnie, że ludzie nie zauważają. Przyjechali do nas znajomi teraz. To pierwszą rzecz, którą zrobili, to włączyli muzykę.
[01:37:43] - Tak.
[01:37:44] - Ja mówię: ale po co? Jechali pociągiem, koleżanka jechała z synem pociągiem i ona wsiadała do pociągu przerażona. Przyjechała i powiedziałam: była przerażona. Bo normalnie przyjeżdża z mężem samochodem, więc tam rozmawiają, są jakieś interakcje. Natomiast ona była przerażona, co ona będzie w pociągu robić przez pół godziny czy 40 minut. Więc oczywiście telefon. Jak są chwile ciszy, to jest od razu telefon w ręku, jest szukanie czegoś w telefonie, jest sprawdzanie wiadomości. Ludzie tego nie rejestrują. To jest taki syndrom właśnie przebodźcowania.
[01:38:27] - Ale właśnie bardzo fajną rzecz słyszałem kiedyś od pewnego księdza. Bardzo fajne kazanie miał. Ja puentę powtórzę, bo daje do myślenia, bo mówi tak: że ludzie mu mówią bardzo często, że Bóg ich nie słucha, że oni się ciągle modlą, że oni ciągle coś tam do tego Boga i nic im się w życiu nie układa. I on mówi: „Widzicie, wy ciągle do tego Boga listy piszecie i czekacie na odpowiedź. I tej odpowiedzi nie macie od Boga. Ale Bóg do was odpisuje pod wasz adres. To was w domu nie ma”. Czyli ludzie nie są u siebie, nie są w sobie. I potem to tłumaczy, że nie są w sobie, że uciekacie myślami, was nie ma. Wy udajecie inną osobę, wy żyjecie inną chwilą i mijają was odpowiedzi.
Dla mnie to było właśnie niesamowite, że kiedy przyszedł do mnie spokój, nagle się okazało, że zaczęły się dziać w pewnym sensie właśnie takie rzeczy, które powinny się dziać właśnie u ludzi uduchowionych. Czyli powinny pojawiać się takie stany, kiedy człowiek zaczyna rozumieć, automatycznie zaczyna doświadczać tej świadomości. Nagle mu się pojawia zupełnie inne spojrzenie na pewne rzeczy, na świat, na ludzi, na najróżniejsze tematy, nad którymi się głowił. Tak jakby przychodziła odpowiedź niemożliwa do ogarnięcia mózgiem w pewnym sensie. I tutaj się odbiję na chwilę do mojej medytacji, bo tam mówiłem o czwartym etapie i świetlenie. To światło ma specyfikę swoją. Mianowicie kiedy pojawi się światło, co się robi? Jeżeli jest ciemno, pojawia się światło, to człowiek się koncentruje automatycznie na świetle, czyli koncentruje mózg. Pojawiło się światło. Zauważyłem to światło i wtedy to światło zauważone gaśnie.
Wracamy do tego etapu trzeciego. Po chwili, po kilku sekundach z powrotem się zapala. Ale to jest ekscytujące, bo jest ciemność. Znowu się zapala światło. Znowu je zauważyłem i próbuję je ogarnąć umysłem. Ono gaśnie. I im dłużej jestem w stanie nie myśleć o tym, że ja widzę światło, po tym dłużej się paliło. I podobnie jest właśnie z tymi-
[01:41:07] - Tym dłużej jestem sam z sobą, bo światło jest właśnie tym czymś, gdzie przechodzimy, to, co ja powiedziałem dzisiaj w audycji. Z momentu, kiedy jesteśmy skupieni na sobie, kiedy poświęcamy czas na siebie, to przechodzimy do tego trybu, kiedy poświęcamy czas dla siebie, czyli skupiamy uwagę nie na sobie, tylko na jednej rzeczy, która jest poza nami.
[01:41:32] - Tego nie potrafię opisać. Może tak jest. Ja pamiętam, że po prostu ja siedziałem i to było niesamowite. Ja po prostu byłem. Ja po prostu byłem i nic innego. Byłem. Nic więcej. Nie było żadnych myśli, nie było nic, aż się pojawiło światło. I to światło właściwie sprawiało, że w tym byłem na trzecim etapie. Musiałem się przestawić tak jakby na jestem bez używania mózgu, że ja po prostu wiem, że jestem.
Tylko na zupełnie inną świadomość, duchową. I to było trudne. Ale właśnie zmierzałem do tego, że kiedy jestem spokojny i doświadczam takiego momentu zrozumienia czegoś, to dopóki nie uruchomię mózgu, żeby zacząć to procesować, to ja to rozumiem. Ale jak tylko uruchomię mózg, to przestaję rozumieć.
[01:42:31] - Ja robiłem kiedyś różne ćwiczenia, różne etapy gdzieś tam w swoim życiu tych doświadczeń miałem. Natomiast jest coś takiego jak na przykład wrzucanie zmiętych kartek papieru do kosza na śmieci. I dziewięć razy, nie myśląc o tym, trafiałem do kosza. Nie myśląc o tym, w ogóle się nie skupiając na tym.Natomiast-
[01:42:59] - Zauważyłem, też tak mam.
[01:43:01] - Tak? Wie pan, o czym mówię, nie? To są takie zabawy, takie eksperymenty. I w pewnym momencie: o Jezu!
[01:43:07] - Zawsze na odwal się wpadnie, nie?
[01:43:09] - Trafiłem do kosza, nie? I już zaczynam skupiać uwagę. To już będzie dziesiąty raz na przykład, nie? No i co? I oczywiście za tym dziesiątym razem już nie trafiam.
[01:43:21] - Mhm.
[01:43:22] - Więc tych takich ćwiczeń różnego rodzaju, które właśnie pokazują dobrostan w momencie, kiedy nie myślimy. Zresztą ja na stronie mam, zapraszam, mam dowód. Jakiś czas temu, dawno, dawno temu napisałem na swojej stronie, że kiedyś myślałem, że myślenie ma przyszłość, a teraz zrozumiałem, że lepiej jest nie myśleć.
[01:43:42] - Że myślenie jest przyszłością.
[01:43:45] - Że lepiej jest nie myśleć. Tak. Więc tak. To wszystko, co próbujemy swoim mózgiem ogarniać, to wszystko nas odciąga od samych siebie i też odciąga od tego prawdziwego przewodnictwa. Nasza podświadomość nie zastanawia się, czy coś dla nas jest dobre, czy jest złe.
[01:44:08] - Mhm.
[01:44:09] - Ona po prostu ma wzorzec, tak? Natomiast tak naprawdę naszym przyjacielem jest nasza dusza.
[01:44:15] - Mhm.
[01:44:16] - Więc lepiej jest słuchać własnej duszy niż własnej podświadomości, bo podświadomość jest ślepa. Nie wnika, tak? Chcemy cierpieć, będziemy cierpieć, tak? Natomiast nasza dusza mówi: „Ty, ale po co będziesz cierpiał? Życie nie po to jest, żeby cierpieć”. Więc jeżeli już kogoś mamy słuchać w naszym życiu, to zdecydowanie lepiej słuchać naszej duszy. Zwłaszcza że to, co pan też powiedział, panie Kazimierzu, że zaczął pan rozumieć pewne rzeczy inaczej.
[01:44:50] - Ja bym to nazwał inaczej. Nie rozumieć, tylko mieć świadomość. Właśnie to jest to dziwne. Nie ma słowa na to.
[01:44:58] - Tu się całkowicie z panem zgadzam, że czasami właśnie, mimo że ono jest bardzo bogate, to słownictwo, to dla tych stanów duchowych i emocjonalnych w tych sytuacjach to słownictwo jest zbyt ubogie. Natomiast mi chodzi o to, żeby też może pokazać słuchaczom, że to górnolotne, takie pompatyczne, czasami patetyczne, takie wzniosłe określenia, jak ja mówię na przykład o prawdzie i o miłości, że to takie jest uduchowione.
[01:45:41] - Wyświechtane.
[01:45:42] - Takie może nie wyświechtane, ale takie obce, nie?
[01:45:45] - Mhm.
[01:45:46] - Natomiast ta prawda i miłość to nie jest nic innego, jak umiejętność spojrzenia na coś, na sytuację, na człowieka, na życie, na relacje, nawet na jakieś relacje prywatne, na relacje zawodowe w sposób obiektywny, pozbawiony strachu, pozbawiony nawyków naszej podświadomości, że musimy być wdzięczni za to, że ktoś nam dał pracę. Tylko zaczynamy patrzeć na pewne rzeczy obiektywnie i wiemy, że one są na przykład dla nas złe, że one są krzywdzące, że one są niewłaściwe. I to wiemy, to po prostu się czuje. Raptem jest inne spojrzenie w ogóle na większość rzeczy.
[01:46:30] - To jest trudne do wyjaśnienia, nie?
[01:46:33] - Bo to trzeba poczuć. To już żeśmy ustalili, tak? Natomiast próbujemy to opisać w jakiś sposób, bo dla mnie duchowość to nie jest tylko aspekt zapierdzielania po innych wymiarach, tylko aspekt zwykły, prosty, życiowy, bardzo przydatny.
[01:46:53] - Mhm.
[01:46:54] - Ponieważ duchowość się pojawia wtedy, kiedy pozbywamy się strachu.
[01:46:57] - O! To jeszcze daleko do tego.
[01:47:02] - No.
[01:47:05] - Jakby strach miał kopalnię, to ja bym mógł zasilać całą Polskę.
[01:47:11] - Panie Kazimierzu, nie jest tak źle. Coś mi się tak wydaje, że troszeczkę pan tutaj przekoloryzowuje moim zdaniem.
[01:47:22] - Ja ściąganie. Ja mam właśnie taką, jakby to powiedzieć, niewidzialną ścianę przed sobą, z którą nie wiem, co zrobić. Jeszcze jakbym gdzieś się zaciął, nie? Ja już swego czasu nad czymś się zastanawiałem. Już nie pamiętam nad czym, ale zastanawiałem się nad tym, jakie jest moje życie, nie? W sensie, że w zasadzie to mam spokojne życie. Żyję w spokojnym kraju, nie? W zasadzie tak wielu rzeczy nie rozumiem. I tak sobie po prostu szedłem, kontemplując, czyli nie myśląc, ale kontemplując. I nagle mnie wywaliło dosłownie tak jakby do innego człowieka, do świata wojny.
I nagle po prostu byłem w środku wojny, w budynku, gdzie po prostu bomby spadają, strzelają. I tak bym poczuł wszystkie emocje. Poczułem wszystko. Jak wróciłem, to było niesamowite uczucie. W sensie nie, że gdzieś mnie wywaliło naprawdę, no nie? Że nagle wstałem i wróciłem do ciała. Tylko było po prostu świadomość. Nagle poczułem to wszystko wtedy, tak? Parę różnych aspektów miałem, że aż w paru kwestiach tak mnie w cudzysłowie wywaliło. Nagle coś pojąłem, ale pojąłem w taki sposób, że ja bym się nigdy nie domyślił tego odczucia, tych uczuć, odczuć, nie wiem, lęku.
I to było też niesamowite, że wtedy poczułem zupełnie inne spojrzenie na życie przez ten krótki okres, przez ten krótki czas, jak mnie wywaliło.
[01:48:57] - Nigdzie pana nie wywalało, panie Kazimierzu.
[01:48:59] - Nie używam tego słowa.
[01:49:01] - Natomiast właśnie często, jak rozmawiam z ludźmi o reinkarnacjiTo jest tak, że rozumiem, jest reinkarnacja. Natomiast to, co pan odczuł w tym momencie, to jest nic innego niż sytuacja, którą pan przeżył najprawdopodobniej w poprzednim wcieleniu.
[01:49:24] - Muszę przyznać, że to było na tyle dziwne, że raczej bym się domyślał, że było to obszyte troszeczkę moimi oczekiwaniami. Miałem takie odczucie wręcz, że przeniosłem się do Syrii. W sensie, że moje oczekiwanie, gdzie jest wojna, w Syrii. Wie pan, o co chodzi?
[01:49:46] - To jest zawsze nakładka podświadomości.
[01:49:49] - Zamglenie.
[01:49:50] - Do momentu, dopóki jesteśmy w realu, bo na przykład we śnie można sobie przypomnieć bez tej nakładki, ponieważ nasza podświadomość wtedy jest wyłączona, nie pracuje.
[01:50:01] - Zauważyłem, że we śnie, to pana zaskoczy tak na marginesie. Zauważyłem coś takiego, że parę tygodni temu położyłem się w takim spokoju i chciałem zobaczyć swoje przeszłe wcielenie. I nagle dosłownie zobaczyłem siebie jako dziecko w takim miejscu pewnym. I później sobie uświadomiłem, że miejsca, które czasami widzę na takich właśnie dziwnych scenach z przeszłości, niby z moich wcieleń, ja też widywałem w snach. Jakby w snach one się pojawiały, ale w kompletnie porytej formie snu, że było to miejsce. Ale przypuśćmy tam biegałem za kimś, coś tam robiłem, kompletnie rzecz niezwiązana z moją przeszłością, tylko miejsce się zgadzało.
[01:50:57] - Dobrze, panie Kazimierzu, bo zeszliśmy z głównego wątku. Oczywiście temat jest pasjonujący. Ja o właśnie tych dowodach, takich reinkarnacyjnych, jak one wracają à propos snów i tego wszystkiego z wielką chęcią porozmawiam, bo sam mam sporo swoich dowodów.
[01:51:21] - Jak będzie taki temat audycji.
[01:51:24] - Z chęcią rozwinę ten temat. Natomiast wróćmy do naszych podstawowych rzeczy. Nie to, że mówię, chcę pana tutaj jakoś strofować.
[01:51:37] - Ale nie, ja już muszę kończyć. Myślę, że przynajmniej tak troszeczkę opowiadając, to być może niektóre osoby poczują się tak, jak to się mówi, zafascynowane takimi efektami, o których tam się mówiło.
[01:51:54] - Miejmy nadzieję.
[01:51:55] - I może też to właśnie zachęci do bycia sobą, czyli do tej medytacji, którą też panu, jak powiedziałem, opiszę. Mam nadzieję, że za bardzo nie odpłynąłem, bo chciałem się trzymać tematu, ale chyba troszeczkę się odpłynęło. Dobra, dzięki wielkie.
[01:52:15] - Dzięki mnie również. Tak, miałem w tym swój udział panie Kazimierzu, proszę nie brać wszystkiego na siebie.
[01:52:20] - Dobra, właśnie ktoś już do mnie dzwoni. Dziękuję bardzo.
[01:52:23] - Dzięki panie Kazimierzu.
[01:52:24] - Pozdrawiam panie Marku, pozdrawiam panie Sławku. Do usłyszenia słuchaczy.
[01:52:30] - Wszystkiego dobrego. Czekam na medytację.
[01:52:33] - Dziękujemy panie Kazimierzu. Ja jeszcze tylko przypomnę numery telefonów do Radia Paranormalium. Oczywiście nasz stacjonarny to jak zawsze 32 746 00 08. Komórkowy 53 620 493. No i oczywiście Skype radio.paranormalium.pl.
[01:53:01] - Dziękuję panie Marku. Ja wracam do czytania komentarzy, bo tak mówiłem, że nie ma, a lista się wydłuża i czas też, już nam zrobiło się po 22:00. Malzku pisze: „Proszę o tytuł książki, o której pan Sławek wspomniał na początku” i tutaj pan Marek napisał, więc ja pozwolę sobie też przypomnieć tytuł dzieła swojego życia, również dla innych. Jednym z dzieł mojego życia jest książka o tytule „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Jest dostępna, bo nawet ja czasami dostaję reklamy swojej książki, więc mam pokusę, żeby kupić. Tak jak pan Marek wspominał, jest w wersji papierowej, jest w wersji elektronicznej oraz z głosem pana Marka jest w wersji audiobook, więc pełna gama możliwości. Jack pisze: „Człowiek powinien wyjść poza ego. W medytacji wychodzi. Namiastka wyjścia jest odurzenie po alkoholu czy używkach, w seksie, podczas snu”. Znaczy wyjść poza ego.
No dobra, niech i tak będzie. Astra pisze: „Mój rozwój duchowy dopiero się rozkręca. Po pierwsze mniej pracuję, żeby mieć więcej czasu dla siebie. Tak zwyczajnie, bez pośpiechu. Na przykład spokojnie wypić filiżankę kawy na dworze patrząc na drzewa”. Każda forma, moi drodzy, przebywania z samym sobą jest korzystna dla nas. Korzystna w kontekście poznawania samego siebie. Więc tylko proszę was, pamiętajcie o tej różnicy. Czy poświęcacie czas dla samych siebie, czy na samych siebie? Pamiętajcie o tej różnicy.
„Eckhart Tolle Potęga teraźniejszości. Tam autor opisał jak działa ego” pisze Jack. Oczywiście tak, jest takowa książka. Też słyszałem co do zaZalet tej książki czy wad się nie wypowiem, ponieważ nie mam tego w zwyczaju. Natomiast jak działa ego opisuję również ja, więc macie już przynajmniej dwa źródła wiedzy na ten temat. Natomiast sama wiedza, jak działa ego, jeszcze nie zmienia działania tego ego. Jack pisze: „Panie Sławku, mieszkam z kimś i ustaliliśmy sobie, że nie rozmawiamy prawie nic. Bardzo mi to pomaga. Cisza i spokój”. Jeżeli jest to akceptowalne przez obydwie strony i obie strony się z tego cieszą, super.
Jack pisze jeszcze: „Wow, warsztaty ciszy. Super”. Panie Sławku, dzięki śliczne. Cieszę się bardzo, że pomysł się spodobał. Oczywiście, jeżeli będziecie chcieli, ja takie warsztaty zrobię jak najbardziej. Natomiast jest to też warsztat, który każdy może zrobić sam dla siebie. Więc może zanim się umówimy na warsztaty dwudniowe ciszy, to popróbujcie tę ciszę w swoim otoczeniu i w samym sobie odnaleźć chociaż pięć, 10, 15 minut na początek. Astra pisze: „Cisza jest fajna, ale jednocześnie może być denerwująca. Ja lubię ciszę, ale też w tej ciszy lubię jak z tyłu słuchać czegoś, na przykład Radio Paranormalium”. Cieszymy się bardzo.
Tutaj Jack pisze: „Ja to już jestem prawie”. Nie rozumiem tego. Magdalena pisze: „Piękna muzyka”. Witamy Magdę. Pan Kazimierz jeszcze pisał przed telefonem. Ireneusz First pisze: „Pozdrawiam i dzięki, że istnieje wasze radio”. Właśnie tutaj jest komentarz Jacka, że jesteśmy w najlepszym okresie od tysięcy lat. Moim zdaniem dzieje się coraz lepiej, idzie w stronę miłości i wiedzy. Uważam, że jest to faktycznie bardzo ciekawy, bardzo dynamiczny i jeżeli chodzi o świadomość, najlepszy okres, przynajmniej w ostatnim okresie ludzkości. Kasia pisze: „Spóźniłam się”.
Tutaj Jack odpowiada panu Kazimierzowi. Jack pisze: „Nie ma miłości, jest dowód miłości”. Z tym bym troszeczkę polemizował. Mana Sikara pisze: „Dobrze wykonana medytacja, głębokie Szamandi sprawia, że zdajemy sobie sprawę, że nawet tak prozaiczna czynność jak oddychanie jest męcząca”. Nie miałem takich odczuć. Zastanowiłem się chwilę, ale nie miałem takich odczuć. Karma. Tutaj jest dyskusja na temat karmy Jacka, więc do tego nie będę się odnosił. Monika Kowalska pisze: „Witam serdecznie. Usłyszałam, jak pan Sławek mówił o głosie wewnętrznym, o tym, by słyszeć to, co jest w nas, by usłyszeć własne echo.
Pewna piosenka zaczęła mi w myślach grać światło”. Super. I tu jest cytat z tej piosenki: „Zamknij oczy i wsłuchaj się w dźwięk. Czym jest wszystko, co otacza ciebie? Gdzie jest źródło tego, co jest? Gdzie doświadczysz wszystko na zewnątrz czy wewnątrz siebie? Gdzie mnie widzisz? Gdzie mnie widzisz teraz? Czy widzisz mnie w sobie? Czy widzisz mnie w sobie?
Gdzie mnie słyszysz? Gdzie słyszysz teraz? Czy słyszysz mnie w sobie? Kim jestem i czym jestem ja? Jak długo błądzić mam w zapomnieniu? Na zewnątrz nie ma nas. Światło, przestrzeń w nas decyduje o istnieniu, o naszym istnieniu”. Bardzo fajne słowa. Polecam, żeby sobie od czasu do czasu je przypomnieć. Iwonka pisze: „Medytacja dla mnie to naturalny stan ciszy i spokoju, w którym się płynie, trwa.
A myśli są wtedy, kiedy świadomie je uaktywniamy. To wewnętrzne czucie siebie i bycie obserwatorem siebie. Odkrywanie”. Super napisane. Bardzo się cieszę, że masz takie odczucia, bo w moim przekonaniu właśnie dokładnie o to chodzi. Czucie siebie, bycie obserwatorem siebie, odkrywanie. Tak, o to chodzi właśnie w medytacji, która ma na celu nie uspokojenie skutków przebodźcowania, tylko medytacja, której celem jest poznanie samego siebie. Bo może być też medytacja, która ma na celu właśnie uspokojenie siebie, nawet poprzez oddech, poprzez skupienie myśli na pozbyciu się skutków przebodźcowania. I tu też należy widzieć różnicę. Mana Sikara pisze: „Zauważyliście, że w trakcie wchodzenia w głęboką medytację zaczynają wokoło strzelać różne elementy w pomieszczeniu?
Chodzi o moment, w którym oddech niemal się zatrzymuje”. Ja nie miałem takich doświadczeń. Pan Kazimierz pisze: „Też to zauważyłem. Chyba strzela wtedy, kiedy ma się niepokój, chaos w głowie i próbuje medytować”. Mana Sikara pisze: „Na forach anglojęzycznych dużo osób opisuje te same doświadczenia ze strzelającymi dźwiękami, wyładowaniami”.I tutaj anonimowy słuchacz napisał przez GG: „Ja tam lubię ten stan medytacji. Nie jest to dla mnie nudne. Mam w domu trzy małe córeczki i doceniam ten czas z nimi, jak i sam ze sobą. Pozdrawiam, Witek”. Super komentarz na sam koniec. Jak widzicie, kochani, można mieć trzy córeczki w domu i znajdować czas i dla nich, i dla siebie.
Cudowny komentarz. Ja jeszcze tylko powiem tak na koniec, bo więcej komentarzy nie ma, a też mamy 22:30. Kochani, kiedyś ktoś napisał, rzadko gdzieś cytuję, ale z drugiej strony, jeżeli coś jest mądrego, to warto sobie to od czasu do czasu przypomnieć, że tylko ludzie kochający samych siebie są w stanie przebywać sami ze sobą. I zostawię to bez komentarza. Natomiast do przemyślenia. Kochani, kończymy dzisiaj. Fajnie. Były i telefony, były i rozmowy, były komentarze. Był też mój monolog. Przypomnę jeszcze na koniec, co było głównym tematem audycji.
Rozpoznanie. Przede wszystkim rozpoznanie i pamiętanie, że żyjemy w czasach przebodźcowania, że aby nie dać się zwariować, szukamy momentów dla samych siebie po to, aby móc skupić się na jednej rzeczy, na jednej czynności. Często jest to związane właśnie z tematami duchowymi. Natomiast czas spędzony dla siebie, nawet na tematach duchowych, nie jest jeszcze tym czasem duchowym prawdziwym, który spędzamy na sobie, który poświęcamy na siebie. Pamiętajcie, kochani, o tej różnicy, bo z pewnością jak znajdziecie ciszę w sobie, jak znajdziecie ciszę na zewnątrz, jak wejdziecie właśnie w te stany medytacji takiej, która nie będzie tylko uspokojeniem chaosu we wnętrzu, ale już będzie poszukiwaniem tego drugiego głosu, który próbuje się do nas dobić. Głosu naszej duszy. Naszej duszy, która chce do nas przemówić z troską. Nasza dusza chce do nas przemówić z troską. Nasza dusza się o nas troszczy. Nasza dusza posiada emocje.
W przeciwieństwie do naszej podświadomości, która nie posiada emocji i nie posiada troski o nas. Dlatego wierzcie mi, warto jest nauczyć rozmawiać się z własną duszą, nauczyć słuchać się własnej duszy, nauczyć się czerpać świadomość z naszej duszy. Warto też jest czerpać wzorce z naszej duszy, wzorce prawdy i miłości, które tak jak dzisiaj żeśmy rozmawiali, zresztą o wielu tematach rozmawialiśmy z panem Kazimierzem, ale wzorce, które pozwalają nam spojrzeć na to, co nas spotyka i na to, co dzieje się wokół nas, na to, co my robimy i co robią inni ludzie w sposób obiektywny. Obiektywny, to znaczy pozbawiony strachu, ale przepełniony wolnością. I tych stanów, kochani, w najbliższym, również jeszcze wakacyjnym tygodniu i urlopowym, mam nadzieję dla was, z całego serca wam życzę. I co? I przeczytam jeszcze dwa komentarze, zanim się pożegnam, bo widzę, że się pojawiły. Grid Marks napisał: „Kiedyś mogłem wpadać w stan głębokiego transu, występowały wibracje. Potrafiłem osiągać OOBE, jednak od pewnego czasu nie jestem w stanie wejść nawet w stan transu. Jakieś porady?” Iwona pisze: „Nie strzela mi nic wokół, wewnątrz tak szumy.
Mam wiele doświadczeń energetycznych w sobie. Czucie ciepła, wręcz gorąca czy zimna. Płynięcie energetyki wewnątrz wokół głowy. Bycie w tubie światła”. Co do porad, to ja powiem tak: znacie moje zdanie na temat podróży, na temat osiągania stanu OOBE. Moje zdanie jest takie, że wszystkie odpowiedzi, które są nam potrzebne na tą chwilę, są w nas. Nie we wszechświecie, nie w innych wymiarach, nie w innych rzeczywistościach, tylko w nas samych. I może, mój drogi, tu nie trzeba żadnej porady, tylko może właśnie czas uświadomić sobie, że to, co dla ciebie najważniejsze, to jest podróż w głąb samego siebie. Może po prostu twoja dusza pozwoliła ci, bo czasami to jest właśnie potrzebne ludziom do tego, żeby zrozumieć, że ten świat duchowy nie jest światem teoretycznym, że jest prawdą. I dlatego ludzie doświadczają tego, żeby jak niewierny Tomasz móc włożyć, że tak powiem, swoje oko, ucho, poczuć to i zobaczyć, że to faktycznie istnieje.
Natomiast przychodzi taki moment, że w końcu każdy wraca do samego siebie, bo wie, że to właśnie tam znajdzie odpowiedzi na wszelkie pytania. Więc może tego nie trzeba naprawiać, a może to jest właściwy moment. Do tego, żeby zajrzeć w głąb siebie. Natomiast co do komentarza Iwony, kochani, każdy odbiera i doświadcza czegoś innego również podczas medytacji, podczas przebywania z samym sobą. Natomiast w moim odczuciu i z mojego doświadczenia wynika, że w pewnym momencie kontakt z własną duszą jest samoistny, naturalny i taki online'owy. Żeby wejść w stan medytacji, musimy najpierw uspokoić samego siebie. Uspokoić chaos, nasz umysł, żeby wejść w stan transu, medytacji. Natomiast to też świadczy o tym, że skoro trzeba coś uspakajać, to znaczy, że jest niepokój. W momencie, kiedy osiągamy stan wewnętrznego spokoju, kiedy przestajemy być podatni, czuli i reagować na czynniki zewnętrzne, kiedy przestajemy być przebodźcowani, to łapiemy transmisję online. I to się dzieje.
Nie potrzeba do tego żadnego ceremoniału, obrzędów, dodatkowych czynności. Jest tylko jeden warunek. Trzeba nauczyć się utrzymywać ten stan spokoju wewnętrznego, czego oczywiście sobie oraz wam z całego serca życzę. Kończę dzisiejszą audycję, dziękując wam za obecność, panu Kazimierzowi za telefon, który troszeczkę nas wciągnął i poszliśmy, jak to zwykle, w ciekawe inne tematy, ale mam nadzieję, że przydatne. Dziękuję panu Markowi jak zwykle za to, że tutaj nad nami czuwa, żeby wszystko było ładnie, pięknie i działało jak zwykle. Kochani, trzymajcie się cieplutko. Pozdrawiam was bardzo serdecznie, ściskam z serducha i do usłyszenia za tydzień. Trzymajcie się. Dobrej nocy. Pa!
[02:09:58] - A mówił te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie zachęcamy nieustająco do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o tytule takim samym jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. I do sięgnięcia po książkę pana Sławka o tytule „Czy można szukać przeznaczenia, czyli po co człowiekowi dusza?”. Książka dostępna jest, że tak przypomnę, w wersjach drukowanej, elektronicznej oraz od niedawna również jako audiobook. Zachęcamy także do polajkowania profilu pana Sławka na Facebooku i do śledzenia najlepiej wszystkich profili, na których pojawia się „Świat oczami duszy”. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobronoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień o 20:00 w poniedziałek na żywo na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.