[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Z leciutkim, ale dosłownie leciutkim poślizgiem w poniedziałek 26 lis— co ja gadam, 26 listopada to jeszcze nie ten miesiąc, jeszcze nie ta pora. 26 lipca oczywiście 2021 roku. Witamy państwa na antenie Radia Paranormalium w audycji „Świat oczami duszy”, audycja o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk „Ivellios”, a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:07] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was kochani bardzo serdecznie.
[01:10] - Tak się troszkę zawiesiłem, bo jakoś tak zawsze mam zakodowane w głowie, żeby mówić połączenie internetowo-telefoniczne, bo jak państwo wiecie audycja Bibliotekarium piątkowe i ABW, również piątkowe, jest realizowane jeszcze w takim trochę trybie hybrydowym, że Wiktora Żwikiewicza podłączamy przez telefon. Jakoś tak mam zakodowane, żeby mówić cały czas połączenie internetowo-telefoniczne, a tu jest dzisiaj tylko połączenie internetowe. Oczywiście telefoniczne również będzie, ale tylko jeżeli państwo w drugiej części audycji skorzystacie z naszego telefonu, a nawet z telefonów, bo mamy dwa. Wracając właśnie do telefonów, to co prawda będziemy odbierać telefony w drugiej części audycji, tak jak mówiłem, ale numery do nas warto zapisać sobie już teraz. Nasz numer stacjonarny to jak zawsze 32 746 0008, komórkowy i do SMS-ów również jak najbardziej, bo SMS-y także czytamy, to 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Można także do nas pisać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas również spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radia Paranormalium. A jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
Drodzy państwo, w tym tygodniu w internecie wydarzą się co najmniej dwie duże rzeczy. Jedno takie mniej przyjemne to jutro oficjalnie umrze Nasza Klasa. Serwis zostanie wyłączony 27 lipca. Tak więc jeżeli macie tam jeszcze konto, jeżeli ocalało po majowej rzezi nieaktywnych kont, to polecam się zalogować, ściągnąć sobie stare zdjęcia, zerknąć sobie jeszcze na rozmowy ze starymi znajomymi, bo już niedługo takiej możliwości nie będzie. A o tej takiej przyjemniejszej sprawie, która się rozegra w tym tygodniu w internecie, zapewne już za chwilę powie wam pan Sławek. Prawda, panie Sławku?
[03:42] - Rozumiem. Okej, już wiem, jakie dwie sprawy pan miał na myśli, chociaż z Naszą Klasą mnie pan zaskoczył. Także dziękuję za tą informację. Przemyślę. Kochani, druga sprawa. No tak, bo postanowiłem zrobić krok naprzód i spełnić obietnicę, którą jakiś czas temu wam dałem. Otóż właśnie przed audycją uzgodniliśmy z panem Markiem, że w najbliższą środę o godzinie 19 odbędzie się spotkanie, które nie wiem, jak nazwać. Spotkanie będzie polegało na tym, że ci, którzy będą zainteresowani rozmową ze mną bezpośrednio, nie za pomocą telefonów, tylko wzięcie udziału w dyskusji, takiej otwartej dyskusji za pomocą tych naszych dostępnych komunikatorów, to bardzo serdecznie zapraszam. Każdy może przynieść swój temat, który go interesuje i spróbować namówić, przekonać mnie oraz innych słuchaczy do dyskusji na ten temat. To spotkanie będzie testowe, będzie bezpłatne, będzie otwarte dla wszystkich, którzy w dniu jutrzejszym bądź najpóźniej w środę rano odezwą się do mnie na mojego Messengera facebookowego, bo takowego posiadam, czyli pod moim imieniem i nazwiskiem na mojej stronie można do mnie napisać, ponieważ będę potrzebował namiary, żeby móc wam wysłać linka z zaproszeniem w środę, gdzieś koło godziny 18:30, 18:40.
Pomysł jest takowy. Zobaczymy, jak on się sprawdzi. Ustalimy też— na tą chwilę nie zakładam, żebyśmy to później jakoś publikowali, chyba że podejmiemy taką decyzję, że udostępniamy to później na radiu, natomiast podejmiemy tą decyzję wspólnie. Chciałbym, żeby wszyscy czuli się swobodnie, bezpiecznie i tak. Ponieważ będziemy to robili za pomocą Google Meeta, więc ilość, że tak powiem, osób jest ograniczona bodajże do 20 czy 25, więcGdyby było duże zainteresowanie tą formą kontaktu ze mną, to kto pierwszy ten lepszy. Przynajmniej na tą chwilę. Natomiast trzeba spełnić też dwa warunki. Jednym warunkiem jest to, że rozmawiamy otwarcie, czyli nikt nie ukrywa się pod żadnymi nickami, nikt nie ukrywa się za ikonką, tylko rozmawiamy przez kamerki internetowe, udostępniamy swój wizerunek sobie nawzajem, obdarzamy się zaufaniem i prowadzimy rozmowę na poziomie. I drugi warunek jest taki, że nie opowiadamy sobie nawzajem historii z własnego życia. To nie będzie formuła taka, że chciałem wam opowiedzieć o swoim życiu, tylko chciałbym, żeby to była formuła dyskusji, pomysłów, dzielenia się nawzajem swoimi własnymi pomysłami, ale też możliwość zadawania bezpośrednio pytań mi, innym słuchaczom na temat różnego rodzaju rozwiązań, pomysłów.
Możemy się nawzajem poprzekonywać do swoich własnych poglądów. Każdy ten swój pogląd będzie mógł wyłuszczyć, poddać go pod dyskusję. Jest to pomysł dość spontaniczny, jak całe moje życie, więc nie mam jakichś większych założeń i będę raczej starał się to ogarniać na bieżąco, ponieważ jest to pierwsze takie moje wydarzenie w życiu, więc spodziewajcie się wszystkiego. Natomiast chciałbym taką właśnie formułę bezpośredniego kontaktu, bezpośredniej rozmowy i bezpośredniej dyskusji na temat każdy, to znaczy każdy, który jest związany z duszą, ze świadomością, z rozwojem, z miłością, z podświadomością. Nie będziemy wchodzić w tematy religijne, polityczne, zdrowotne, uprawy roli, ani innych, czy naprawy smartfonów.
[08:27] - Jeszcze tylko tutaj nadmienię, że właśnie teraz patrzę, szukam informacji, ile może maksymalnie brać udział osób w takim darmowym spotkaniu na Google Meet, bo Google Meet ma też płatne pakiety pozwalające na troszkę więcej. I z tego, co tutaj widzę, to w bezpłatnych rozmowach na Google Meet może brać udział do stu osób. Tylko wymagane jest, żeby posiadać konto na Gmailu. Ale ile tak naprawdę ten limit wynosi, to może pewnie się dopiero w środę przekonamy.
[09:05] - No właśnie. To znaczy nie ukrywam, że ta liczba stu osób trochę mnie zmroziła. Oczywiście bardzo serdecznie zapraszam, natomiast prowadzenie takiej rozmowy ze stu osobami to jest jakiś challenge. Natomiast do momentu, dopóki nie spróbujemy, to się o tym nie przekonamy. Ja mam do was duże zaufanie. Zresztą ten poziom dyskusji w rozmowach prywatnych i tych czatowych i komentarzowych — jestem pod bardzo dużym wrażeniem. Więc co do poziomu dyskusji nie mam większych obaw, natomiast bardziej co do możliwości okiełznania ewentualnych pozytywnych emocji, które zazwyczaj towarzyszą dyskusjom na bardzo fajne, miłe i przyjazne tematy. Ale słowo się rzekło, kobyłka upłota, jak to mawiają, więc środa, godzina 19:00. Startujemy. Wszystkich chętnych proszę o bezpośredni kontakt ze mną.
Sławomir Łączkowski na Facebooku. Raczej nie powinno być problemów ze znalezieniem mnie, ewentualnie jakaś inna forma kontaktu. Niektórzy ostatnio próbują się ze mną komunikować za pomocą poczty, za pomocą Gmaila, więc cóż, można spróbować i tak, jeżeli ktoś już ma na mnie te namiary. Natomiast ten czas bardzo proszę o potwierdzenie zainteresowanych. Ewentualnie możecie dzisiaj jeszcze na czacie te informacje o waszym akcesie i chęci udziału w takim spotkaniu zgłosić. No i tyle. Żaden temat. Ja nie narzucam tym razem żadnego tematu. Znaczy w środę nie będę narzucał żadnego tematu. Kto pierwszy zgłosi swój pomysł i swój temat do dyskusji, na ten temat będziemy dyskutowali.
Kto zada mi pytanie bezpośrednio, to ja bezpośrednio, jeżeli będę wiedział, na te pytania będę online odpowiadał. Więc faktycznie jest to wydarzenie rangą porównywalne z zamknięciem serwisu Nasza Klasa. Także czekam, kochani. Czekam na informację od was, kto chętny. I widzimy się tym razem dwa razy w tygodniu i tym razem się widzimy, bo ja też udostępnię swój wizerunek, więc będziecie mieli okazję ci, którzy jeszcze mnie nie widzieli w moich filmach, będą mieli okazję się mi przyjrzeć w tak zwane cztery oczy.Dobrze kochani, to tyle newsów, tyle ciekawostek, tyle zapowiedzi. Zanim przejdę do tematu dzisiejszej audycji, troszeczkę pozostanę jeszcze w tym poprzednim tygodniu. Pierwsze dlatego, że był to dla mnie tydzień emocjonalnie ciężki. Natomiast też dzięki temu, co mówiłem wam o bodźcach zewnętrznych, o czynnikach zewnętrznych, że dzięki nim pewnych rzeczy doświadczamy, rozwijamy się, to nas w pewien sposób stymuluje, czasami wręcz zmusza do wykonania i podjęcia działań czy dokonania zmian. Także dla mnie ten tydzień też był takim, w którym miłość nabrała jeszcze jednego nowego wymiaru, a określenie, znaczenie i funkcjonowanie podświadomości pokazało mi jeszcze mocniej cały ten mechanizm. Natomiast działo się sporo fajnych rzeczy.
Cały czas toczyła się dyskusja na temat wygranej w lotto oraz skutecznych afirmacji pod audycją bodajże 119. Dyskusja trwa, także polecam. Miałem też fajny odzew tutaj kochani od was i to ten odzew taki, którego nie ma na czacie. Część z was komunikuje się ze mną za pomocą czatu, część pisze do mnie bezpośrednio, także bardzo się cieszę. Zresztą też bardzo fajne historie mi opowiadacie. Takie, które dla mnie mają też znaczenie, bo cieszą moje serce, że to, co robię ma też sens dla was. Magda napisała o emocjach, ale o emocjach będzie za chwilkę. Bardzo ciekawą historię opisał Daniel. Mam nadzieję, że więcej szczegółów oraz zgodę na opowiedzenie tej historii dostanę, jak będziemy mieli okazję porozmawiać sobie bezpośrednio, bo taką propozycję Danielowi złożyłem. Tutaj oczywiście jedna z często wywoływanych słuchaczek do tablicy zareagowała.
Napisała do mnie o swojej przygodzie, o odrobieniu swojej lekcji z własną córką. Pozwolę sobie zacytować i opowiedzieć tę historię, ponieważ po pierwsze może to was zachęcić do pójścia w jej ślady. Po drugie może też, bo tu się pojawił taki mały zgrzycik, na który mojej drogiej Emilii zwróciłem uwagę, więc może to też będzie dla was informacja, na co należy uważać w takich rozmowach. Mam nadzieję, że nie będziesz moja droga miała nic przeciwko temu, jak troszeczkę w skrócie opiszę historię rozmowy z twoją pięcioletnią córcią. To mniej więcej wyglądało tak, że nasza droga słuchaczka zapytała się swojej pięcioletniej córki w tej formie, o którą ja prosiłem, czyli zadała jej pytanie: „Jak chciałabyś, żebym cię kochała?”. Tu takie pewnie lekkie zaskoczenie, ponieważ odpowiedź pięcioletniego dziecka była bardzo konkretna i informacja dla mamy była też bardzo konkretna, czyli dziecko odpowiedziało: „Że masz przytulać, bawić się, puszczać bajki i kupować wszystko, co zechcę”. Oczywiście rozumiecie uśmiech w moim głosie, bo pięcioletnie dziecko właśnie w ten sposób postrzega nas. Natomiast też pokazuje procesy emocjonalne takich małych dzieci, bo mała córcia się podsumowała stwierdzeniem: „Mamusiu, wystarczy, że będziesz robić wszystko, co ja chcę”. Oczywiście zawsze w rozmowach z takimi małymi dziećmi towarzyszy ten rozbrajający uśmiech, który jest po prostu takim radosnym, dziecięcym uśmiechem pozbawionym późniejszego dziecięcego cwaniactwa, manipulacji i świadomości tego, że się kogoś wykorzystuje. Takie małe dzieci są pozbawione tego uczucia, po prostu opisują swoje pragnienia w sposób najprostszy i najbardziej wyraźny, jak się to da.Natomiast wielką radością napełniły mnie następne słowa tej wiadomości.
Kiedy dziecko zadało pytanie: „Mamo, a jak ty byś chciała, żebym ja ciebie kochała?”. Zresztą nasza droga słuchaczka też była zaskoczona tym pytaniem. Natomiast odpowiedź też była przecudna, więc raduję się po raz kolejny tą wiadomością. Odpowiedziała swojej córce: „Ja bym chciała, żebyś ze mną rozmawiała i nie bała się przychodzić do mnie ze swoimi problemami, bo ja zawsze będę po twojej stronie”. Bardzo piękna deklaracja, bardzo ważna dla dziecka. Tylko zwróciłem uwagę na to, żeby jednak uczyć dzieci przychodzenia ze wszystkimi sprawami, nie tylko z problemami. Żeby mieć świadomość tego, że dzieci rozumują bardzo dosłownie pewne rzeczy, które my wypowiadamy. Żeby to jednak mieć cały czas w głowie i uważać na słowa, które się w takich sytuacjach do dziecka mówi. Natomiast przepiękna historia. Bardzo ci za nią, moja droga, dziękuję.
Po raz kolejny oficjalnie. Kochani, nie wiem, ile osób jeszcze podjęło taką próbę. Natomiast jeżeli jest was więcej, to podzielcie się ze mną tą informacją. Dla mnie dzieci są bardzo ważnym elementem naszej przyszłości. Czyli przyszłości również duchowej, przyszłości cywilizacyjnej, przyszłości świadomościowej. Bo dzieci, które teraz nauczymy, pokażemy właściwe wzorce, nie będą musiały za 20, 30, 40 lat słuchać audycji, między innymi moich czy całego mnóstwa innych audycji, filmów, książek czy tego typu rzeczy, które my robimy. Ponieważ nie będą musiały, po pierwsze, na swoim życiu testować tego wszystkiego, a później tego wszystkiego w swoim wnętrzu odkręcać. Im więcej takich dzieci uda się ukształtować w sposób duchowy i świadomościowy właściwie, tym mniej pracy później ciężkiej. Tej, którą kochani, my, ja przeszliśmy i przechodzimy nadal. Dzięki tym dzieciom ten świat już za 10, 20, 30 lat ma szansę być inny.
Także dbajcie o swoje dzieci. Pamiętajcie o tym, że wasz rozwój duchowy, wasz rozwój świadomości przełożony na wasze dzieci może zmienić życie już nie tylko jednej osoby, ale bardzo wielu osób. Oprócz tego jest ten aspekt, że dzieci są pozbawione jakiejkolwiek możliwości weryfikowania tego, co im przedstawiamy. Zwłaszcza te małe dzieci nie mają możliwości wzięcia laptopa czy smartfona i wygooglowania sobie innych wzorców, innych wartości. Czy chociażby sprawdzenia, czy rodzice mówią prawdę. One są w zasadzie skazane na nas bez możliwości zmiany tego. Później już te ciutkę starsze dzieci właśnie w internecie szukają alternatywnych wzorców, ponieważ często z tymi, które zostały im przedstawione w rodzinie, w otoczeniu, one się nie zgadzają. Ale to już inny temat na inną audycję bądź na inną dyskusję. Jeszcze raz bardzo dziękuję, moja droga, za tę wiadomość, którą tak troszeczkę w skrócie i ze swoją drobną interpretacją przedstawiłem. A teraz troszeczkę w temacie audycji.
Chociaż powiem wam szczerze, że tych tematów znowu pojawiło się kilka. Temat miłości. Mam też kilka spostrzeżeń nowych na temat tego, jakie bodźce i jakie zmysły najbardziej uruchamiają podświadomość. Mam też jakieś informacje na temat kronik Akaszy.Mam też nowe wieści odnośnie mojego pomysłu z transformacją wzorców podświadomości. Zaległy temat z relacjami właśnie ze zwierzętami. Tych tematów znowu się nazbierało kilka i mam nadzieję, że będziemy je sukcesywnie sobie tutaj przegadywać. Natomiast dzisiaj chciałbym wrócić do pytania, które zadałem wam jako pracę domową w poprzedniej audycji. Nie wiem czy pamiętacie, ale to pytanie brzmiało mniej więcej tak: czy można dać człowiekowi emocje? Bo co można dać, to doskonale wiemy. Wszystkim, co jest materialne, możemy obdarować drugą osobę.
Możemy obdarować bułką z masłem, pieniędzmi, samochodem. Kopniakiem możemy kogoś obdarować. Możemy. Natomiast czy możemy obdarować człowieka emocjami? Bo wiadomo, jeżeli dajemy coś materialnego, to to jest. To jest namacalne. Bierzemy, dotykamy i to trwa. Trwa aż do tego momentu, dopóki się nie skończy. Bułkę zjemy i nie mamy. Pieniądze dostajemy i one się kiedyś najczęściej kończą, jeżeli ich nie zainwestujemy, nie pomnażamy.
Ale to już jest oddzielny proces. Wszystko, co materialne ma określoną swoją żywotność, przydatność, funkcjonalność. Więc korzyści z posiadania, z dostania tej rzeczy też są w jakiś sposób ograniczone czasowo. Natomiast jak jest z emocjami? Tutaj Dowik na sam koniec od razu na bieżąco odpisał, więc to jest jeszcze komentarz z poprzedniej audycji. On napisał tak: „Zdecydowanie można. Miałem na myśli, że idea, analiza, teoria na przykładzie książki psychologicznej może zostawić emocje na bardzo długie lata, na zawsze?, ze znakiem zapytania”. I poniekąd to się wszystko zgadza. Poniekąd. Kochani, dlaczego ja w ogóle poruszam ten temat?
Coraz częściej biorę udział, uczestniczę. Oczywiście na własne życzenie, żeby nie było, że ktoś mnie zmusza do tego i ja to robię wbrew swojej woli bądź pod przymusem. Uczestniczę, przeglądam jakieś tam materiały, wpadają mi najczęściej gdzieś podsyłane przez was materiały, które są tworzone przez różnych ludzi zajmujących się właśnie tematami duchowości, świadomości, duszy, miłości, rozwoju i tak dalej. Tego typu pochodnych rzeczy. I coraz częściej dochodzę do wniosku, że bycie obojętnym na to nie do końca już mi odpowiada. Ponieważ próbuję uwalniać siebie, ale również przy okazji pomagać uwalniać się wam z tych mechanizmów a la duchowych, które mają swoje korzenie w różnego rodzaju formach religijności bądź takich formach manipulacji drugim człowiekiem. I raczej popychać was w kierunku świadomości. Pewne sformułowania, które spotykam, czy nawet wręcz namowy pod tytułem: przyjdź do mnie, a ja sprawię, że będziesz szczęśliwym człowiekiem. Przyjdź do mnie, ja ci poświęcę swój czas i sprawię, że... Przyjdź do mnie, a ja ci pokażę drogę do szczęścia.
Jak widzę takie sformułowania, to od razu też zastanawiam się, jak to jest możliwe. Zastanawiam się również pod tym kątem, że może ja coś robię nie tak. Że może ja czegoś nie wiem. Może ja czegoś nie potrafię, wmawiając wam cały czas, że ja nic dla was, a raczej za was zrobić nie mogę. Okazuje się, że internet aż kipi od propozycji takich, że ktoś coś za nas zrobi. Mam coraz więcej takich pokus, żeby zacząć brać udział w takich spotkaniach, bo może ja się mylę. Może to się da. Natomiast z mojego punktu widzenia rozpoznaję takie trzy stanyJeżeli chodzi o emocje zasadnicze, bo tych stanów jest z pewnością dużo więcej. Jeden, ten, z którym się spotykam, czyli dać komuś emocje. Czyli: przyjdź do mnie, a ja sprawię, że będziesz szczęśliwy.
Dam ci emocje szczęścia. Ja tego nie potrafię. Zresztą nie tylko ja mogę, ale wszyscy możemy sprawić, że ktoś będzie odczuwał jakąś emocję. Możemy opowiedzieć komuś kawał i on będzie wesoły. Pośmieje się. Możemy stworzyć atmosferę, w której ktoś albo będzie się czuł spokojnie, albo będzie się czuł wesoło, albo będzie się czuł radośnie, albo będzie wkurzony, albo będzie zdołowany, albo będzie smutny. Możemy opowiedzieć mnóstwo smutnych historii i człowiek będzie smutny. Można swoją opowieścią sprawić, że ktoś będzie miał potrzebę przemyślenia, zastanowienia się. Będzie w stanie filozoficznym, w stanie analizy, głębszego zastanawiania się. Możemy te wszystkie stany emocjonalne u drugiego człowieka wywołać swoimi działaniami.
Zresztą inni ludzie robią dokładnie to samo względem nas. Wywołują w nas przeróżne stany emocjonalne i to jest proces edukacyjny, który trwa od zawsze. Wywołujemy w sobie stany emocjonalne. Nawet dzisiaj rozmawialiśmy na ten temat, że niestety naszej ziemskiej naturze bliższe są te negatywne stany emocjonalne. One są prawdziwsze, bardziej odczuwalne. Wszystkie te negatywne. Bardziej jesteśmy przyzwyczajeni do funkcjonowania w tychże negatywnych emocjach i dlatego one są nam łatwiejsze do wyciągnięcia na wierzch. Skalując to w skali intensywności od zera do 10, to strach, przerażenie, nienawiść może osiągnąć poziom 10 punktów, ponieważ strach może sparaliżować. Nienawiść może popchnąć człowieka do robienia rzeczy irracjonalnych. Wściekłość, nienawiść, złość może popchnąć człowieka do robienia rzeczy irracjonalnych.
Skala 10. Natomiast te pozytywne emocje już nie są dla nas takie oczywiste i takie prawdziwe. Strach jest prawdziwy. Jak czujemy strach, to nie zastanawiamy się nad tym. Po prostu strach. Jeżeli czujemy nienawiść, jeżeli czujemy złość, wkurzenie, to jest stan prawdziwy. Jesteśmy w tym stanie emocjonalnym całym sobą. To nie zostawia żadnych wątpliwości, co to jest za uczucie, co to jest za emocja. Natomiast pozytywne, fajniejsze emocje już podlegają pewnego rodzaju ograniczeniom, ponieważ nie są przez nas tak często używane. Wkurzyć człowieka można na pstryknięcie palca.
Można chwilę z nim porozmawiać, zobaczyć, co go tak naprawdę boli, na czym mu zależy i można go wyprowadzić z równowagi w zasadzie jak się chce. Wprawić go w emocję taką, na której nam zależy. Natomiast wprawić człowieka w dobry nastrój już nie jest takie proste, ponieważ takie uczucia jak empatia, współczucie, radość. A z czego ty się śmiejesz? Z czego ty się cieszysz? Nawet takie fajne emocje są poddawane bardzo często krytyce. Wzruszenie, objaw wrażliwości, empatii, miłości jest traktowany jako objaw słabości. Zresztą ogólnie łzy są traktowane jako objaw słabości. Z tymi pozytywnymi emocjami już jest większy problem. One już nie są takie prawdziwe, bo już są przepuszczane trochę przez rozum.
Miłość do drugiej osoby też często, zwłaszcza w późniejszych etapach znajomości zaczyna być: a czy dostaję to, czego chcę? A czy to mi tak naprawdę odpowiada? A kiedyś było inaczej. A może to nie jest to? A może mnie spotka jeszcze coś fajniejszego? Miłość do własnego dziecka. W pierwszej kolejności rodzice są wychowawcami i nauczycielami, ponieważ najważniejsze jest nauczyć dziecko. Wychować i nauczyć dziecko. Nie kochać.Oczywiście wychowywanie i nauka dziecka jest w imię miłości. Natomiast ważniejsze są zasady.
Owszem, są ważne, bardzo ważne, ale czasami są tylko zasady, niż miłość. Najpierw uczymy dziecko i wychowujemy, później dopiero je kochamy. Mówię już o tych starszych dzieciach, oczywiście nie mówię o półrocznych czy rocznych brzdącach, które dopiero zaczynają swoją karierę. Natomiast często rodzice z takimi małymi dziećmi, zwłaszcza ojcowie, nie mają nic do zrobienia. Ja się będę nim zajmował wtedy, kiedy będę mógł go czegoś nauczyć. Teraz to ty się nim zajmuj, bo teraz dziecko wymaga opieki, a ja się na opiekę nie znam. Ja go będę wychowywał i wejdę w jego życie wtedy, kiedy będę mógł z nim nawiązać jakąś relację. Często około 17. roku życia, bo już można pogadać o samochodach, można iść na mecz, można nawet piwko wypić i tak dalej. Oczywiście jest to jeden z wielu przykładów.
Ale dobrze, bo ja znowu o dzieciach. Natomiast można wywołać emocje w drugim człowieku swoim działaniem, swoim mówieniem, swoim postępowaniem, swoim zachowaniem. Muszą być spełnione dwa warunki. My musimy to potrafić zrobić. I drugi ważniejszy jest taki, że ten ktoś takie emocje w sobie musi posiadać. Kiedyś z moim serdecznym przyjacielem ówczesnym często wyjeżdżaliśmy. Różnie wyjeżdżaliśmy. Przeważnie jakieś koncerty, jakieś wydarzenia. To był czas, kiedy większość koncertów, festiwali szantowych miałem wtedy objeżdżone. Jeździliśmy, przemieszczaliśmy się.
Kiedyś podczas jednego takiego wyjazdu postanowiliśmy, że każda osoba, z którą będziemy mieli kontakt, w sensie obsługi, typu kelnerka, ktoś, kto sprzedaje bilety, pani w sklepie. Że każda osoba, z którą będziemy mieli jakiś kontakt, że dotąd będziemy, że tak powiem, pracowali w cudzysłowie nad daną osobą, aż ona się do nas na koniec nie uśmiechnie. Taki challenge sobie zrobiliśmy. Ponieważ lubię wprawiać ludzi w dobry nastrój, ponieważ sam lubię miłą i serdeczną atmosferę wokół siebie, więc nie oczekuję, tak jak w poprzedniej audycji mówiłem, czynników zewnętrznych, że ktoś sprawi, że będę miał dobry nastrój, tylko raczej biorę sprawy w swoje ręce i staram się wprowadzić taką atmosferę, żeby było przyjemnie. Byłem święcie przekonany, że to jest w zasadzie rzecz prosta i oczywista, że każdy człowiek prędzej czy później da się wprowadzić w dobre emocje. Otóż okazało się, że nie. Że są ludzie, owszem, na szczęście na naszej trasie challenge'u tych osób była pewnie jedna z tego, co pamiętam. Natomiast nie dało się. Okazało się, że każdy kontakt tej osoby z pozytywnymi emocjami, wibracjami wywoływał u niej zupełnie odwrotną reakcję. To była kelnerka w jednej restauracji, knajpy, w której żeśmy jedli.
Na sam koniec ona po prostu już do nas nie przyszła. Przyszła jej koleżanka. Wpadła kobieta w panikę i uciekła. Więc ten warunek, że ktoś musi posiadać emocje, w które chcemy go wprowadzić, jest bardzo ważny. Przyjkbym najważniejszy. Możemy mieć nie wiem jakie umiejętności. Natomiast jeżeli ktoś nie posiada w swoim standardowym wyposażeniu takiej emocji, to nie uda nam się tej osoby wprowadzić w taki stan. To doświadczenie też pokazuje, że nie da się człowiekowi dać emocji. Nie da się sprawić: przyjdź do mnie, a ja sprawię, że będziesz szczęśliwa, szczęśliwy. Właściwą formą dla mnie osobiście jest, że można człowieka nauczyć wytwarzać w sobie taką emocję.
To jest to, co padło właśnie w poprzedniej audycji. Już sobie do tego jadę. To, co napisał Edowik: „Zdecydowanie można. Miałem na myśli, że idea, analiza, teoria na przykład z książki psychologicznej może zostawić emocje na długie lata, na zawsze”. To, co powiedziałem, że zasadniczo się zgadzam, polega właśnie na tym, żeDopiero nasz udział w tym procesie zrozumienia czegoś może wywołać emocje. Może pozostawić w nas emocje. Cały czas, kochani, odwołuję się do tego, przekonuję, mówię i powtarzam, że tak naprawdę nic bez naszego udziału w życiu się nie zmieni. Mówię o tym, żeby uświadomić wam, że to odkładanie pewnych rzeczy, próbowanie korzystania z usług osób, które obiecują nam, że dadzą nam jakąś emocję, jest jak bułka z masłem. Może zadziałać na chwilę, ponieważ ktoś nas wprowadzi w jakiś stan emocjonalny. Pomoże nam wejść w jakiś stan emocjonalny.
Nasze samopoczucie się na jakiś czas poprawi. Natomiast celem jest, aby każdy z nas po pierwsze dokonał remanentu, w którymś momencie swojego życia. Jakie emocje chce mieć, jakich nie chce mieć, jakimi chce funkcjonować, żyć. Bo „nie chcę mieć emocji” to jest trochę może niefortunne z mojej strony określenie. Bo jednak dla równowagi naszego funkcjonowania musimy znać dwa bieguny, emocjonalne również, po to, żeby móc znaleźć tę prawdę, która leży pośrodku. Natomiast bardziej chodzi mi o to, żeby mieć oczywiście świadomość. Przede wszystkim mieć świadomość emocji, które w nas są i też nauczyć się świadomie, nie odruchowo, nie podświadomościowo, tylko świadomie decydować, jakie emocje w danej sytuacji czy w danej chwili są dla mnie słuszne, które w moim przekonaniu są właściwe. Bo jak wiecie, sytuacji, z którymi się spotykamy na co dzień. Ja mówię o prozie życia, o codzienności, o sytuacjach w autobusie, w metrze, na drodze, w pracy, w życiu, w rodzinie. Ja o takich sytuacjach mówię.
Nie jakichś górnolotnych, medytacyjnych, wzniosłych, patetycznych, tylko o zwykłych, codziennych sytuacjach. Zwykła sytuacja w autobusie. Wsiada pijany człowiek, się awanturuje, krzyczy, przeklina. I rozwiązań tego tak zwanego problemu będzie tyle samo, co osób w autobusie minus dwie. Minus ten pijany i minus kierowca autobusu, ponieważ on musi pewne rzeczy zrobić i on je musi zrobić. Nie ma za specjalnie wyboru. Natomiast reszta ludzi w tym autobusie będzie miała prawie każda jakiś pomysł na rozwiązanie tej sytuacji. Jeden być może będzie chciał podejść i przyłożyć mu w twarz. Może ktoś go będzie chciał opluć, może ktoś będzie go chciał zamordować. Może ktoś się będzie bał.
Może ktoś to oleje. Może ktoś się wystraszy. Może ktoś się uśmiechnie, powie: „Dobra, okej. Napił się, przejdzie mu”. Tych reakcji może być całe mnóstwo. Ważne jest, aby mieć w takiej sytuacji wybór. Aby potrafić dokonać świadomego wyboru. Nie odruchowego, tylko świadomego wyboru. Jak ja chcę dzisiaj w takiej sytuacji zareagować? To jest świadomość.
I dlatego o tym mówię, że świadomość emocji, które w nas są, jest jednym elementem, czyli to poznanie samego siebie. Natomiast drugim takim ważnym elementem jest umiejętność rozważenia, rozsądzenia, co, jaka reakcja, jaka emocja jest moją prawdziwą potrzebą. Tą, która nie płynie z odruchu, nie płynie z podświadomości, tylko płynie z tego, co jest zgodne ze mną. Tak się teraz zastanawiam, że pewnie trochę zagmatwałem na sam koniec. Natomiast, kochani, z pewnością ci, którzy mają przynajmniej w niektórych sytuacjach możliwość dokonania takiego wyboru, wiedzą doskonale, o czym mówię. Bo to jest możliwość dokonania wyboru. Czyli nie jedna jedyna reakcja emocjonalna jest słuszna, tylko widzimy przynajmniej dwie możliwości reakcji emocjonalnej. To już jest sukces. Większość ludzi w sytuacjach codziennych, w większości sytuacji, a nieraz we wszystkich sytuacjachŻyciowych widzi tylko jeden. Oczywiście z jego punktu widzenia właściwy scenariusz reakcji, zachowania, rozwiązania problemu.
Jeden. Jeżeli zaczynacie widzieć dwa scenariusze, dwa możliwe scenariusze, czyli: co zrobić? Jeżeli pojawia się takie pytanie, to, to jest pytanie świadomości. To, to jest świadomość. Nie co ja mam zrobić, tylko co ja chcę zrobić. Nie co powinienem zrobić, tylko co ja chcę zrobić. Zastanawiam się nad tym. Nie wiem. Podejdę, zwrócę mu uwagę. Czy dzisiaj mi się chce?
Czy mam ochotę dzisiaj na wchodzenie w takie dyskusje? A może nie? Może nie będę prowokował tej sytuacji dalej, żeby nikomu nie stała się krzywda. To te dylematy niepodlegające presji. Presji, co ludzie powiedzą. Niepodlegające presji strachu, tylko będące taką jakby chłodną analizą kilku wariantów, które mam do wyboru. To jest objaw świadomości. To jest objaw świadomości. To jest właśnie budząca się świadomość. To jest dopuszczenie do głosu własnej duszy, tego alternatywnego wzorca możliwych reakcji.
Jeżeli jest tylko jeden właściwy sposób reakcji, to, to jest podświadomość. Jeżeli są dwa, to tu zaczynamy dopuszczać do głosu swoją własną duszę, swoją własną świadomość. I to jest bardzo piękny moment, ponieważ można się zacząć cieszyć, a nawet jeżeli nie cieszyć, to można zacząć zachowywać spokój w zwykłych, prostych, życiowych sytuacjach. Dlatego kochani, tak trochę reasumując, nie można dać człowiekowi emocji. Możemy spowodować to, że na skutek czynników zewnętrznych, którym jednym z nich w tym momencie stajemy się my. Wprawimy człowieka w jakieś emocje, wprowadzimy w jakiś stan emocjonalny, pod warunkiem, że to potrafimy i pod drugim warunkiem, że on takie emocje w sobie posiada. Natomiast słusznym jest nauczenie człowieka wytwarzania emocji. A tak naprawdę to nauczenie człowieka wytwarzania pewnych emocji. No właśnie, jakich pewnych emocji? Tak jak powiedziałem, większość tych negatywnych emocji my w sobie mamy.
Mamy je w standardzie. Przychodzimy na świat w przerażeniu. Pierwsze miesiące swojego życia, a już pierwsze tygodnie z pewnością żyjemy w przerażeniu, że umrzemy, ponieważ jesteśmy na świecie, którego nie znamy, w którym dzieją się rzeczy, których my nie rozumiemy, w których głód, który w danym momencie nas dopada, jest stanem zagrożenia naszego życia. Ból na przykład jelit, ból rosnących zębów jest stanem przerażenia, który w naszym przekonaniu zagraża naszemu życiu. Wszelkiego rodzaju niewygody są stanem zagrażającym naszemu bezpieczeństwu. Stan samotności, do którego w żaden sposób nie byliśmy przyzwyczajeni, ponieważ przez dziewięć miesięcy matka była zawsze z nami. Teraz nas porzuciła, zostawiła nas samych. Odeszła gdzieś. Poszła. To jest dla małego dziecka stan zupełnie nieznany.
Brak bliskości. Brak poczucia bezpieczeństwa. Więc my te wszystkie negatywne takie emocje nabywamy w momencie narodzenia, w momencie przyjścia na świat. Później dostajemy jeszcze cały następny wachlarz wariantów negatywnych emocji. Co należy zrobić w takiej sytuacji? Uczestniczymy w awanturach, w dyskusjach, w krzyku, w zawiści, w pretensjach, w złości. I tak dalej, i tak dalej. Tego w otaczającym świecie jest bardzo dużo. To niesie ze sobą rodzina, otoczenie, szkoła, media. Do tego jesteśmy przyzwyczajeni, więc tych emocji my nie musimy w sobie w żaden sposób wytwarzać.
My je posiadamy w standardzie. Każdy. Zazwyczaj problem jest w tych fajniejszych emocjach. Szczęście, radość, śmiech, beztroska, spokój, miłość, empatia, współczucie, zrozumienie, wybaczenie, wzruszenie. To są emocje, których my albo nie posiadamy, albo posiadamy w dużo mniejszej ilości i z dużo mniejszym potencjałem emocjonalnym niż te negatywne. I teraz co znaczy nauczyć człowieka wytwarzać takie emocje? Co znaczy nauczyć człowieka wytwarzać takie emocje? Bo nie możemy dać człowiekowi emocji szczęścia. Możemy sprawić, że chwilowo poczuje się szczęśliwy, ale nie możemy mu dać emocji szczęścia, które zostanie z nimNa zawsze. Możemy dać komuś 10 milionów złotych, które są dla niego synonimem szczęścia, ale i tak damy mu emocje bogactwa, nie szczęścia.
Możemy wprawić człowieka w jakiś stan emocjonalny. Natomiast nauczyć wytwarzać się te pozytywne emocje, których mamy, w moim przekonaniu, jako ludzie zdecydowany niedobór. Nic prostszego, jak nauczyć go dotrzeć do miejsca, w którym tych pozytywnych emocji jest full, jest nie do wyczerpania. A tym miejscem, w którym tych pozytywnych emocji jest full, nie do wyczerpania, jest z pewnością nasza dusza i źródło, gdzie wszystkie pozytywne emocje z całego świata, wszechświata, ze wszystkich wcieleń, pokoleń i tak dalej są zbierane. I tam jest tego po kokardki. To się nie kończy. Kochani, możecie dla siebie dotrzeć do tego miejsca. Nie czekać, aż ktoś was wprawi w emocje, aż ktoś w was spowoduje stan emocjonalny, który będzie mniej bądź bardziej przejściowy. Zawsze jest przejściowy, tylko trwa albo krócej, albo dłużej. Lepiej dotrzeć do tego miejsca, gdzie to jest i stamtąd sobie czerpać i korzystać.
I nikogo o nic nie prosić, nie uzależniać się od innych osób. Dadzą, nie dadzą, pozwolą, nie pozwolą. Może każą zapłacić, bo nieraz trzeba słono zapłacić, żeby się w taki stan wprowadzić. Nie. Można pójść prosto do swojej duszy i stamtąd sobie czerpać bez pośredników. Owszem, może ktoś nie potrafi, więc może trzeba go nauczyć rozmawiać z tą duszą, otwierać się na te informacje, wsłuchiwać się w nie. Z pewnością nauczyć się czerpać z tych emocji, które tak czy inaczej każdy z nas w sobie posiada. I tu jeszcze jedna rzecz, która też została wyłapana przez cytowaną już dzisiaj przeze mnie słuchaczkę. Zresztą tutaj jeszcze o Magdzie wspomnę, bo ona też napisała fajny komentarz. Jak to jest właśnie z tym zaczerpywaniem?
Bo ja w jednej z audycji powiedziałem, żeby sięgać na tyle, na ile kto może, na ile kto potrafi, próbować czerpać energię ze źródła za pomocą czakry korony. Bezpośrednio ze źródła, z tych pokładów, na które jesteśmy w stanie w danej chwili się wzbić. I ona mi zwróciła uwagę, że ona jest przekonana i była przekonana, że prawidłowy rozwój pracy czakr zaczyna się od dołu, nie od góry. Oczywiście naturalny proces naszego rozwoju emocjonalności i duchowości jest właśnie taki, że najpierw zaczynamy od czakry podstawy, czyli wszystkiego tego, co na Ziemi jest odpowiedzialne za przetrwanie. To jest ten poziom niemowlęcy, kiedy jesteśmy zainteresowani tylko przetrwaniem. Jako wczesno jaskiniowi ludzie to był cel naszego pobytu na Ziemi. Przetrwać jak najdłużej. W duchowości, emocjonalności, jakieś inne rzeczy. Przetrwać i zanim zostanę zjedzony, pożarty, zabity, zapewnić, przedłużyć gatunek. I faktycznie to był taki etap.
Później był etap wspólnoty, później weszliśmy na etap ego, czyli czakry splotu słonecznego, na którym dalej tkwimy. I teraz wchodzimy w etap serca, empatii, miłości. I dopiero ten etap odpala w naturalny sposób pozostałe czakry. Te, które są już zbudowane na miłości. Czakra wolności, gardła, trzeciego oka i czakra korony. Bezpośrednia łączność ze źródłem i z tą przez niektórych nazywaną ósmą czakrą, czyli centrum miłości bezwarunkowej, która gdzieś tam jest jeszcze nad nami. To jest naturalne. Natomiast nie ma nic, nikt nie zabroni nam wspierać, prosić, dążyć, uczyć się, próbować zaczerpnąć energię miłości bezpośrednio ze źródła, aby ten swój rozwój też opieraćNa doświadczeniach miłości i prawdy. Czyli tych wzorcach, które dostajemy bezpośrednio ze źródła. Także jedno drugiemu nie przeczy.
Nikt nie zabroni dziecku w siódmej klasie podstawówki próbować rozwiązać zadania z matury albo nawet ze studiów. Naprawdę nikt nie zabroni. Jego możliwości mogą być zbyt małe. Natomiast może do tego dążyć, może szukać informacji, może się wspierać czymś i to zadanie rozwiązać. To nie jest zabronione. Natomiast dziękuję za trafną uwagę. To znaczy, że mnie, kochani, słuchacie. I tutaj jeszcze à propos emocji. Magda w komentarzu pod ostatnią audycją na mojej stronie napisała, że ona dochodzi do wniosku, że im mniej jest emocji na przykład w związku, tym jest lepiej, tym jest większy spokój. I zobaczcie, jak to jest, że czujemy, że to jest najlepszy sposób znajdowania odpowiedzi na przeróżne pytania.
Poczucie, czy jest nam z tym dobrze, czy nie. To jest najlepsza odpowiedź. Jeżeli, droga Magdaleno, właśnie tak czujesz, że twój związek w braku emocjonalności jest fajniejszy, jest przyjemniejszy, jest radośniejszy, jest szczęśliwszy, to nie musisz czytać książek o tym, że miłość jest zbudowana na spokoju. Że najpierw jest spokój, a dopiero później jest miłość. Miłość jest wynikową spokoju. Miłość nie pojawia się w chaosie. Najpierw trzeba wyciszyć własną wewnętrzną walkę, żeby mogła w ten spokój wejść miłość. Inaczej jej nie będzie. Także jak widzicie, kochani, to, co czujecie sami, co przekonujecie się sami, że jest dobre, jest najlepszą odpowiedzią na pytania, których bardzo często latami szukacie w książkach. Pamiętajcie o tym, że wiedza o mechanizmach duchowych nie czyni człowieka szczęśliwym.
Wiedza przede wszystkim powoduje, że coś wiemy. Żeby być człowiekiem szczęśliwym, żeby czuć się człowiekiem szczęśliwym często wystarczy obserwowanie siebie samego i tego, co nam służy, co nam w sercu gra, co nam sprzyja, co nam dodaje energii, co powoduje, że jesteśmy weselsi, fajniejsi, radośniejsi, szczęśliwsi niż posiadanie wiedzy, dlaczego tak się dzieje. Wiedza jest najczęściej potrzebna do tego, żeby zrozumieć, dlaczego czuję się kiepsko i co mogę z tym zrobić. Więc ja, kochani, tym optymistycznym akcentem i życzeniami jak najwięcej szczęścia odczuwalnego i radości odczuwalnej, i miłości odczuwalnej bez wiedzy wam życzę. I jak najmniej potrzeby zdobywania wiedzy w celu rozwiązywania problemów. Życzę wam szczęścia nawet kosztem tego, że nie będę wam do niczego potrzebny. Także kochani, dziękuję za godzinę dwadzieścia mojego wywodu. Mam nadzieję, że coś po raz kolejny udało mi się wnieść do waszego jakże wspaniałego i z pewnością zasadniczo cudownego życia. Zrobimy. Pan Marek ma jak zwykle przygotowany fajny kawałek.
À propos, Danielu, w temacie muzyki, która leci w tle audycji, bardzo proszę zwracać się do pana Marka. Ja za to nie odpowiadam, natomiast wiem, że już mnie nie słychać mogli.
[01:05:16] - Jest taki problem, że ja nie zrobiłem sobie playlisty z listą utworów, które lecą w tle. Także to jest problem, ale mogę kiedyś udostępnić podkład dźwiękowy z audycji. Jeżeli komuś tak bardzo się podoba, że aż wypytuje o niego, to mogę oczywiście gdzieś to wrzucić.
[01:05:35] - Tak, było takie pytanie, panie Marku, dlatego nie odpisałem wiadomości, a być może Daniel jest z nami dzisiaj, a jak nie, to odsłucha. Także z tym pytaniem do pana Marka. A jak już pana Marka wywołałem do tablicy, to panie Marku, poproszę jakiś przerywnik muzyczny. Ja oczywiście też z chęcią zrobię sobie małą przerwę na łyka czegoś, co mi wysuszy gardło. I co? Parę komentarzy jest, więc za chwilę wrócimy do komentarzy i ewentualnie do telefonów.
[01:06:18] - Wrócimy po przerywniku muzycznym, który trwa gdzieś około trzech i pół minuty. A będzie to utwór zatytułowany „Where Were You When I Needed You”. Bardzo ładnie brzmiący utwór, w takich relaksacyjnych klimatach, które się słuchaczom Radia Paranormalium podobają, sądząc po reakcjach na te przerywniki, które tutaj puszczamy.Tak więc utwór z repertuaru artysty, który podpisuje się krótkim GLO, czyli czyta się to jako „glow”. A my w Radiu Paranormalium powracamy do audycji „Świotocze mi duszy” już za jakieś trzy i pół minuty. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami. Wracamy po krótkiej przerwie. Tutaj słyszę prawym uchem, że pan Sławek jeszcze poza anteną spełnia postulaty małego cicia, tego socjalisty, czyli kota. Także pozwólmy jeszcze panu Sławkowi pospełniać trochę tych małych cicia, tych postulatów. Przed chwilą zabrzmiał nam utwór artysty, kompozytora muzyki z pogranicza ambientu i elektroniki.
Kompozytora podpisującego się jako Glow. Utwór zatytułowany „Where Were You When She Needed You”. Był to oczywiście remix. Tak już bywa, że jak komuś, jakiemuś artyście się spodoba utwór innego artysty, to tak kusi, żeby go zremiksować pod własną modłę. Także był to oczywiście remix popełniony przez artystę, którego nie wiem, jak wymówić. Mega Bits? Jakoś tak. W każdym razie całkiem to fajnie brzmiało. Takie bardzo relaksacyjne brzmienie, bardzo przyjemne, mimo że to pytanie: where were you when she needed you? Gdzie byłeś, gdy cię potrzebowała?
Troszkę brzmi jak taki wyrzut. Jest na tym świecie parę osób, którym mam ochotę to pytanie zadać. Może kiedyś będzie okazja. Na pewno teraz będzie okazja, żeby zadzwonić na antenę i pogadać z panem Sławkiem Bączkowskim na żywo. Nasze numery telefonów. Oczywiście teraz już włączamy naszą linię telefoniczną. Włączamy. Wczoraj powiedziałem włączamy. Włączamy. Włączamy naszą linię telefoniczną.
Nasze numery telefonów tak jak zawsze stacjonarny: 32 746 00 08. Numer komórkowy to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Czasami ktoś jeszcze z Gadu-Gadu tutaj korzysta, coś tam napisze. Także jeżeli macie ten komunikator, stare, poczciwe, dobre GG to zachęcamy do pisania. Można nas także spotkać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium. Właściwie tylko tam, na tej jednej grupieJeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Słyszę, że postulaty małego ciciatego socjalisty pod postacią kota zostały już chyba zrealizowane, prawda, panie Sławku?
[01:13:13] - Tak. Okazało się, że te trzy i pół minuty to trochę za mało, żeby zaspokoić jego oczekiwania, ale przynajmniej na chwilę obecną sytuacja jest załagodzona, więc próbujmy wykorzystać ten moment. Kochani, widzę, że komentarzy nie ma aż tak dużo, więc jeżeli ktoś ma ochotę dzwonić, to dzwońcie, bo jeśli skończą się komentarze, to pójdziemy sobie grzecznie spać. Na początek Maria Marcinkowska, Jack się przywitał, Bałagan, Iwona. Jack pisze, za co mu bardzo dziękuję: „Prosimy o subskrypcje i lajki”. Oczywiście, że tak. Zresztą uważam to za właściwą formę informacji zwrotnej dla mnie. Czy się podobało, czy się nie podobało, to jest dla mnie istotne. Uważam, że to jest w porządku obejrzeć, wysłuchać i powiedzieć, czy było okej, czy nie było okej. Także jak najbardziej.
O negatywy też proszę, jeżeli takowe są, bo to jest też dla mnie informacja. Natomiast lajki są zdecydowanie milsze mojemu oku i sercu. Tasp się pojawił. Ola Maciejko, Biebrzanka: „Cud. Pierwszy raz się zdarzyło, że dostałam powiadomienie po 25 minutach streama, a nie na sam koniec”. Przepraszam, że się uśmiechnąłem, natomiast to, co powiem, nie będzie, moja droga, dla ciebie pewnie zbyt miłe. To jest trochę tak jak z ludźmi, którzy — to jest mój ulubiony przykład — piąty raz w danym tygodniu jadą tą samą trasą do pracy i piąty raz w tym samym tygodniu wkurzają się, że jest korek. Moja córcia do mnie kiedyś jakoś nieopacznie zupełnie wystartowała z tekstem pod tytułem: „Moi rodzice mają właśnie teraz, na koniec lipca, imieniny i od śmierci mojego taty, czyli od '95 roku, moja mama w tym czasie zawsze dawała na mszę. Zawsze. Czyli teraz akurat upływa 26.
rok, kiedy zawsze były msze. Ja, żeby być w porządku wobec taty, wobec mamy i wobec swoich dzieci, mówiłem, zazwyczaj przypominałem im, że będzie msza za tatę. Któregoś roku powiedziałem to jakoś tak trzy dni przed tą sytuacją i moja córcia ukochana wyskoczyła z tekstem: „Dlaczego mi o tym nie przypomniałeś?”. Ja mówię: „Córciu, według mnie miałaś 20 lat kultywowania pewnej tradycji i od 20 lat wiesz doskonale, że na koniec lipca, czyli od momentu urodzenia mojego taty Wiktora, są obchodzone imieniny Wiktora. Więc skąd twoje zaskoczenie, że na koniec lipca są Wiktora?”. I tu mamy tą samą sytuację, moja droga Biebrzanko, że 122 audycje w poniedziałki o godzinie 20. Nic się tu nie zmieniło. Może nie być audycji, ale jeżeli jest, to jest zawsze w poniedziałek o 20. Więc może się okazać, że idąc tym trybem, następna audycja może się zacząć 25 minut opóźniona, ponieważ mogę nie dostać powiadomienia, że jest audycja. Kochani, to jest proces, w którym sami siebie skazujecie na stres, uzależniając siebie od czynników zewnętrznych.
I to jest sytuacja, w której nikt nic nie jest w stanie zrobić. Można oczywiście obwiniać wszystkich za swoje nieszczęścia, niepowodzenia, kiepskie sytuacje. Można. Tylko że skuteczność tego działania w perspektywie bycia szczęśliwym jest znikoma. Nikt nie staje się szczęśliwy, narzekając na to, że ktoś go unieszczęśliwia. Może mieć lepsze samopoczucie, jeżeli ma takie wzorce podświadomości. Natomiast dążenie do szczęścia to jest proces, który wymaga naszego osobistego zaangażowania. Tego nikt za nas nie zrobi. I jak słyszę osoby gdzieś tam narzekające, narzekające, narzekająceTo przed wami jeszcze, kochani, daleka droga dojścia do punktu zero. Do zrozumienia, że szczęście to jest proces, który ja mogę wykreować w swoim życiu.
Nie muszę, ale mogę. Natomiast nikt nie wykreuje szczęścia w moim życiu. Nikt mi nie da. Zresztą to dzisiaj było w audycji. Nikt mi nie da uczucia szczęścia. Także, moja droga, cieszę się, że tylko 25 minut. Tutaj Iwona pisze: „Nic nie straciłeś. Czekacie na oklaski czy na większą grupę ludzi?” Jezu. I tutaj widzę następny wpis z godziny 20.00. Kochani, co to się dzisiaj z wami porobiło?
Audycję zaczynamy o godzinie 20.00. Może 21.00, 22.00. Zresztą chyba też w tych komunikatach jest, że audycja zaczyna się o 20.00. Więc nie wiem. Oczekiwanie o godzinie 20.00, że będzie już audycja trwała 15 czy 20 minut jest jakimś nieporozumieniem. O co tu dzisiaj chodzi? Dobrze. Pan Marek tutaj odpisał. Dobrze, rozumiem, że mamy do czynienia ze świeżymi słuchaczami. Chociaż ja tutaj akurat już te nicki gdzieś widziałem.
Judy Go pisze: „Dobry wieczór, wreszcie się załapałem na żywo. Słucham poprzednich audycji wybiórczo i bardzo dziękuję za audycję. Czasami trochę chaotycznie, ale rozumiem, że to już któryś odcinek”. Chyba się słyszymy, czytamy pierwszy raz, mój drogi. Natomiast tak jak parę razy mówiłem, ja nie jestem żadnym redaktorem, żadnym wykształconym prowadzącym audycję. Nawet nie jestem samoukiem, bo się tego nie uczyłem. I wszystko to, co mówię, mówię kochani na bieżąco, z serca, z myśli, ze mnie. Ja właśnie chcę, żeby to było takie prawdziwe. Nie robię sobie konspektów. Owszem, przemyśliwuję jakieś tam tematy, a że tych przemyśleń mam też w ciągu tygodnia całe mnóstwo, więc staram się to mówić po prostu z siebie.
Więc z pewnością może być tak, że niektóre wątki gdzieś gubię, że coś tam nie jest tak precyzyjnie dopowiedziane, jak by się oczekiwało. Ale przynajmniej staram się to jakoś ukiełznać i też myślę, że jakiś progres w tych audycjach jest. Judy Go pisze jeszcze: „Bardzo mi pomagają pańskie przemyślenia. Co do ostatniego pytania, czy można dostarczyć komuś emocje. Można i to bardzo. Czasami nieświadomie możemy zniszczyć drugiego człowieka”. Przepraszam. Judy Go pisze: „Załapałam na żywo”. Więc zakładam, że mam do czynienia z kobietą. Moja droga, to jest wpis z początku audycji i być może, mam przynajmniej taką nadzieję, że dalszy ciąg audycji bardziej tutaj określi moje stanowisko w tej sprawie.
Natomiast tak, oczywiście emocje innych ludzi mogą bardzo mocno wpływać na nasze emocje. Natomiast tylko i wyłącznie wtedy, jeżeli rezonują z tym, co my sami myślimy o sobie. Jeżeli ktoś nam mówi bardzo złe rzeczy o nas, to jeżeli my o sobie myślimy podobnie, to tak. Wtedy bardzo się tym emocjom poddajemy. Natomiast jeżeli myślimy o sobie coś innego, mamy na to dowody też w postaci na przykład relacji z innymi ludźmi. Bo nieraz jest tak, że ktoś próbuje właśnie emocjonalnie nas zniszczyć, dopiec nam dla samej swojej własnej satysfakcji, często używając nieprawdziwych. Mało tego, często nawet świadomie używa nieprawdziwych informacji, wiedząc, że są kłamstwami tylko z tego powodu, żeby nas wyprowadzić z równowagi, żeby zrobić nam przykrość, żeby doprowadzić nas do jakiegoś stanu rozpaczy albo uzyskać jakąś przewagę emocjonalną nad nami. Często zdarzają się takie sytuacje. Natomiast jeżeli my mamy pozostałe relacje na zupełnie innym poziomie i to, co myślimy o sobie, jest inne od tego, co ten człowiek mówi, to ja zawsze mówię: „Tym stwierdzeniem bardzo dużo powiedziałeś, powiedziałaś mi o sobie, bo wygłosiłaś czy wygłosiłeśSwój pogląd, bo ludzie wypowiadają swoje poglądy na nasz temat. To są ich poglądy na nasz temat.
To nie jest o nas, bo o nas świadczy całe nasze życie. Wszystko to, co w tym życiu dokonaliśmy bądź nie dokonaliśmy. Wszystkie decyzje i też relacje ze wszystkimi ludźmi. Nie z tą jedną osobą. Może to zniszczyć życie emocjonalne drugiej osoby, ale tylko wtedy, kiedy ona w taki sam sposób myśli o sobie. Dlatego warto jest dbać o swoją własną samoocenę. Ostatnio żeśmy podczas jednej z wielu dyskusji, rozmów z moim bliźniakiem rozmawiali o tym, że jedną z podstawowych rzeczy, której się powinno ludzi uczyć, jest akceptacja niedoskonałości. Akceptacja możliwości popełnienia błędu to jest coś, czego nasze ego nie toleruje. Z tym też ludzie bardzo często mają duży problem i to też jest bardzo często przyczyną różnego rodzaju stresów, załamań nerwowych i tak dalej. Nieakceptowanie w sobie możliwości popełnienia błędu.
Wtedy, w takich sytuacjach, o których być może masz, moja droga, na myśli, to wszystko się bardzo mocno uwypukla i to bardzo często jest wykorzystywane przeciwko nam. Miłość, nienawiść. Witam serdecznie. Mistrzu, witam po przerwie. Witam w przerwie w pracy. Szkoda, że tylko chwilkę mogę posłuchać na żywo Mistrza. Pozdrawiam. Ja to odbieram z uśmiechem i traktuję jako bardzo fajny, sympatyczny, przyjacielski żart. Miło mi. Spokojnej pracy ci życzę w takim razie i mam nadzieję odsłuchu jutro z podcastu.
XY się pojawił. Dobry wieczór. Iwona pisze: „Kroniki Akaszy. Miałam sesję i te dziewczyny przeginają. Doszło do tego, że chciała mi oddać pieniądze. Zarabiają na przeciętnym Kowalskim 400 złotych. Okłamują. Masakra”. I tu jeszcze Iwona pisze: „Czakry ten sam temat. Kasa, kasa, kasa”.
Ciężko mi, moja droga, powiedzieć, z kim miałaś kontakt. Z drugiej strony nie wiem, czym ty się zajmujesz. Natomiast zakładam, że jesteś wolontariuszką życiową i cały swój czas w pracy poświęcasz za darmo. Nie rozumiem tego. Znaczy się nie rozumiem. Rozumiem, tak? Fajnie jest dostawać coś za darmo. Natomiast to jest za darmo, to w myśl zasady tanie mięso psy jedzą, co w dzisiejszych czasach i w moim przypadku nie do końca ma przełożenie. Natomiast oczekiwanie ludzi, że im się coś należy za darmo, że ktoś ma poświęcać swój czas i swoją wiedzę za darmo. Dlaczego?
Kochani. Branie pieniędzy za poświęcony czas jest najbardziej życiową i zdrową relacją. Poza tym, zamiast narzekać, można powiedzieć: „Nie, dziękuję, nie zapłacę i nie skorzystam”. Naprawdę krytykowanie i skupianie swojej uwagi na innych, na tym, co robią, jak robią, co powinni robić, czego nie powinni robić, nie przybliża nikogo do odnalezienia spokoju, a już tym bardziej szczęścia w swoim własnym życiu. Ponieważ zawsze się znajdzie ktoś, kto zrobi coś inaczej niż my byśmy chcieli. Więc skupianie swojej uwagi na innych zawsze jest związane z tym, że spotka nas rozczarowanie. I to jest oczywiście wybór każdego człowieka, na czym chce skupiać swoją uwagę. Ja tylko mówię, że to zupełnie nieoczekiwanie i niespodziewanie dla siebie samego przeczytałem ten komentarz, bo też układ był dość prosty, że jednak proszę o zadawanie pytań, nie ocenianie innych ludzi. Natomiast skoro już przeczytałem, to dokończę ten wątek. Każdy ma prawo wyboru tego, na czym skupi swoją uwagę i jak poprowadzi swoje życie.
Ja tylko mówię, że moje audycje raczej służą temu, żeby coś poprawiać w swoim życiu, a nie posiadać narzędzia do poprawiania czyjegoś życia. Po pierwsze do tego nie mamy żadnego prawa, a poza tym to i tak nie zadziała, więc wybór należy do każdego z nas.Adrian Bobrowski. Shelterin. Co to znaczy? Nie wiem, ale witam cię serdecznie. Iwonka jeszcze też pisze o jakichś tam sytuacjach z czarodziejami. NGX pisze mega mądre słowa. Tylko nie wiem, czy to dotyczy Iwonki, czy mojej wypowiedzi, ale z pewnością, jeżeli pojawiły się w tej audycji mega mądre słowa, to i tak uważam to za wartość dodaną. Nowawika pisze: „Wow, w końcu udało mi się złapać cię Sławku na żywo. Temat miłości i prawdy.
Kłaniam się tobie, kłaniam się wam”. Dziękuję ci bardzo. Witamy cię również serdecznie. Pojawił mi się gdzieś, mignął mi komentarz, czy odpowiedź na temat festiwalu Wibracje, na który niestety z powodów czysto rodzinnych nie udało mi się wybrać. Nie ukrywam, że plan był taki, żeby chociaż na jeden dzień wpaść. Niestety nie udało się, natomiast mam nadzieję, że udało się, że fajna pogoda była. Natomiast temat miłości i prawdy. Kiedyś, już parę audycji temu ten wątek się pojawił zupełnie przeze mnie spontanicznie i w żaden sposób nieprzygotowany. Natomiast później i to w bardzo krótkim czasie dostałem takie potwierdzenie, że to są takie dwie wartości, które przyniosłem ze sobą na świat w tym wcieleniu, które od zawsze mi towarzyszą. A tak naprawdę zabrałem je ze sobą z miejsca, do którego tutaj trafiłem.
Także temat miłości i prawdy to są dwie wartości nadrzędne. Zresztą obiecywałem, że którąś z audycji poświęcę przynajmniej w części na pokazanie, jaka jest różnica w podejściu, w tak zwanej ocenie sytuacji przez pryzmat podświadomości, przez pryzmat rozumu i przez pryzmat miłości i prawdy, czyli świat oczami duszy. I kiedyś to zrobię, bo myślę, że wiele osób będzie zaskoczonych tym, jak bardzo wzorce podświadomości różnią się od wzorców duszy, czyli wzorców miłości i prawdy. Nowawika pisze jeszcze: „Odkąd kieruję się w wyborach wewnętrznym czuciem, wybory i wynikające z tego poczucie pokoju zaczęły być przyjemnością, a przestały być problemem”. Bardzo miło mi się to czyta. Natomiast z pewnością nie dopisałaś jeszcze tutaj jednej rzeczy, bo to wygląda tak. Dopowiem za ciebie pewnie i za siebie dokończę to zdanie. Odkąd kierujesz się w wyborach wewnętrznym czuciem, wybory i wynikające z tego poczucie pokoju zaczyna być przyjemnością. Zaczęły być przyjemnością, a przestały być problemem. I tu jest moje dopowiedzenie dla mnie, a stały się problemem dla innych.
Nie wiem, czy się ze mną zgadzasz. Karolinka z Belfastu nas przywitała. O, jest i Daniel. Jestem, dziękuję za informację. Co prawda nie zdążyłem na początek audycji, ale z pewnością jutro to nadrobię. I oczywiście dziękuję za zaproszenie na rozmowę. Z pewnością skorzystam. Polecam się drogi Danielu. Ujęła mnie twoja historia i opowieść, więc z chęcią poznam więcej szczegółów. Pozdrawiam cię serdecznie.
Dzięki, że napisałeś. Paneluna przywitała się. Dobry wieczór. Judygo pisze jeszcze: „Co do sytuacji, kiedy jesteśmy w związku i poznanie swojego bliźniaczego płomienia powoduje definitywny upadek tego związku”. I jeszcze raz. „Co w sytuacji, kiedy jesteśmy w związku i poznanie swojego bliźniaczego płomienia powoduje definitywny upadek tego związku, bo zaczynamy się budzić?” Sytuacja bardzo indywidualna. Ja powiem, jak to wygląda nie tylko z mojego punktu widzenia, ale też z punktu widzenia duszy, bo do takich odpowiedzi tylko mogę mieć mniejsze czy większe prawo. Jest to częsty przypadek w związkach, że jedna ze stron zaczyna się, tak jak to się mówi, rozwijać. Natomiast druga osoba, druga połówka tego związku nie jest tym zainteresowana. I ważnym momentem jest-Zrozumienie czego nasz partner miał nas nauczyć.
Jeżeli zrozumiemy to z perspektywy oczywiście miłości i prawdy. Nie z perspektywy naszego ego, nie z perspektywy naszych podświadomych przekonań, tylko z perspektywy miłości i prawdy. Jeżeli zrozumiemy to i faktycznie ten związek przestaje służyć obydwu stronom, to tak, faktycznie lepiej się rozstać. Ponieważ często tkwienie w tym samym, co nie daje rozwoju ani jednej, ani drugiej stronie. Bo pamiętajcie, że związek to jest spotkanie dwóch stron, to jest wzajemna nauka. To nie jest nauka tylko jednej strony. To nie jest tak, że ja przyszedłem kogoś uczyć. Nie. Wchodząc w związek edukacyjny obie strony uczą się nawzajem i trzeba zrozumieć, czego która strona się uczy. Jeżeli uda się tą naukę zakończyć, doprowadzić do jakichś wniosków i dokonać zmian, to wtedy można się zająć następnym tematem.
Jeżeli nie, to tkwienie też w takim związku. Oczywiście po spełnieniu tych warunków, żeby nie było, że ja mówię: „A dobra, nie spodobało mi się, znudziłem się. Nie czuję tego, to ja już sobie pójdę”. Nie, to tak nie działa. Bez zrozumienia sensu lekcji i doświadczenia wpakujecie się w następny taki sam związek. Więc lepiej już nie rozwalać rodziny, bo i tak doświadczenie będzie takie same. Natomiast jeżeli wyczerpały się znamiona tej edukacji i też ktoś z was przestał mieć potrzebę bycia edukowanym i edukowania drugiego człowieka, a chce wejść w związek bardziej partnerski, to tak, nie ma sensu tego dłużej trzymać, ponieważ tu obydwie strony na tym sporo tracą. Droga Dana się pojawiła. Witam cię bardzo serdecznie. Iwona pisze: „Nie zrozumiał pan tematu.
Można zapłacić. Oczywiście to czas i praca, ale oni okłamują ludzi. Nie wszyscy, bo i znajdą się godni ludzie”. Droga Iwono, pewnie zrozumiałem tyle, ile zechciałaś napisać. Zresztą nie jestem jedynym odbiorcą tego, co napisałaś, więc też ciekawy jestem. Jakbyś chciała, zapytaj innych, co zrozumieli z twojej wypowiedzi. Natomiast cieszę się z tego, co napisałaś, bo to też zmienia kontekst i moje zrozumienie tego. I w sumie cieszę się, bo to jest właśnie z mojego punktu widzenia uczciwe. Natomiast tak, zgadzam się, chociaż tak jak mówię, daleki jestem od oceniania ludzi, ale jak zauważyliście z tematu dzisiejszej audycji, że ja też dostrzegam w pewnym sensie zagrożenie. O tak.
Zagrożenie płynące z działania niektórych ludzi zajmujących się tymi tematami duchowymi. Tak, zgadzam się. Czasami odnoszę wrażenie, żebyśmy, kochanie, mieli jasność, to nie jest takie wrażenie, bo wrażenie. Tylko ja bardzo dużo czytam pomiędzy wierszami. Oczywiście nie w sytuacji, kiedy czytam wiadomości z czatu, bo przestawiam się z jednego na drugi. Natomiast jeżeli mam chwilę i możliwość wejścia głębiej, emocjonalniej na przykład w wypowiedzi jakiejś tam osoby, to bardzo dużo czytam między wierszami. I faktycznie czasami odnoszę wrażenie, że ludzie prowadzący różnego rodzaju warsztaty, szkolenia, udostępniający czy oferujący swoje duchowe usługi. Nazywając rzecz po chłopsku, czasami odnoszę wrażenie, że ślepy prowadzi ślepego. Czyli ktoś przeklepuje jakieś formułki, slogany, informacje wyczytane gdzieś tam, zasłyszane. Natomiast takie, których nawet w żaden sposób nie zweryfikował.
Mówię, rzadko się udzielam czasami. Zwłaszcza w tym ostatnim tygodniu miałem mało czasu. Natomiast wpadł mi na jednej z grup taki post dotyczący Jahwe, Lucyfera. Kto kogo zabił, kto nie zabił, dlaczego tak ludzie myślą, dlaczego tak postępują? Dlaczego w to wierzą, skoro fakty. I rozgorzała tam dyskusja na ten temat. Oczywiście padały stwierdzenia pod tytułem Bóg jest miłością. Wszystko, co Bóg stworzył, pochodzi z miłości i tam całe mnóstwo różnych rzeczy, różnego rodzaju też przyzwiska od nieznajomości faktów historycznych.I tak dalej. Napisałem taki komentarz: „Czy naprawdę ważne dla ciebie jest to, co inni myślą i co inni robią? Czemu służy to pytanie?
Czy chęci zrozumienia ludzi? Odpuść sobie, bo nawet Bóg się poddał. Skup się na sobie, bo tylko tam jest poletko, na którym coś można zrobić”. Autor tego posta napisał mi: „Super, bardzo dziękuję”. Większość ludzi, 150 komentarzy, nie wyłapała zaczepności tego posta, sensu tego posta, tylko wkręciła się w udzielanie odpowiedzi właśnie na temat faktów. Co zrobił Lucyfer? Czego Lucyfer nie zrobił? Co zrobił Bóg? Czego Bóg nie zrobił? Piękna dyskusja.
Tylko w pewnym sensie ja poczułem się taki malutki. Mówię: „Jak jakaś wróżka pisze, że Lucyfer to to, a Bóg to tamto. Kurde, ja nie znam gości, a ona z takim przekonaniem pisze, co zrobił Lucyfer”. Ja mówię: „Ja nie wiem, co zrobił Lucyfer”. Jest właśnie to przeklepywanie. Kochani, skąd ta przemiła pani może wiedzieć, co zrobił Lucyfer? Wyczytała to w jakiejś książce bądź na jakichś warsztatach, w której coś tam zagrało gdzieś w sercu, było zbieżne z jej poglądami wcześniejszymi, urosło do rangi przekonania i pewności, że Lucyfer coś zrobił bądź Lucyfer czegoś nie zrobił. Więc tak, internet jest pełen informacji, których nikt nigdy nie zweryfikował. Opowiadałem wam historię, jak był czas, kiedy ja też przeklepywałem pewne zasłyszane od innych rzeczy, nie zastanawiając się nad sensem, uważając, że osoba, która mi to powiedziała, jest dla mnie autorytetem, ponieważ ja się na tym nie znam. To było dawno temu.
Od czasu, kiedy zrozumiałem ten mechanizm, że tak na dobrą sprawę ja też mogę przeklepywać jakieś informacje, których nie jestem w stanie zweryfikować. Dlatego to, co część ludzi uważa za ludzką niedoskonałość, czyli to, co ja mówię. Przeczytałem cztery książki o duchowości, z czego czwartej nie pamiętam, ponieważ właśnie nie chciałem, żeby informacje, które przekazuję, czuję, które są we mnie, żebym się nie zastanawiał, z jakiego źródła wiedzy pochodzą. Chciałem, żeby jak najbardziej płynęły ze mnie. Większość tych informacji, które wam przekazuję, wynika z moich doświadczeń, ale też przemyśleń, które w jakiś sposób przepuściłem przez siebie. Pozwoliłem sobie poczuć to, jak ta informacja na mnie zadziałała. I do tego samego, kochani, namawiam was. Każdy z nas ma już za sobą śmierć. Każdy z nas ma już za sobą przyjście na świat. Każdy z nas był po tamtej stronie.
Każdy z nas doświadczył tego, co się dzieje z duszą pomiędzy wcieleniami. Każdy z nas był już w świecie duchowym. Każdy z nas był już kiedyś duszą. I to nie są rzeczy, których my nie doświadczyliśmy. Dlatego wielokroć namawiam. Nie wierzcie również Sławkowi. Przepuśćcie te informacje przez samych siebie. Włóżcie w to odrobinę wysiłku i przekonajcie się, czy to wam się zgodzi, czy się nie zgodzi. Oczywiście mam przekonanie do tego, co mówię, ponieważ gros ludzi, którzy zdobywają bądź dochodzą do przemyśleń w podobny sposób jak ja, w pewien sposób w rozmowach, w komentarzach mówi: „Tak, ja też tak myślę. Zgadzam się z tobą.
Też tak mi się wydawało, że tak jest”. Więc już od czasu napisania książki i od czasu prowadzenia audycji w Radiu Paranormalium miałem wielokroć okazję zweryfikować to, co mówię. Więc moje przekonanie, że to, co mówię, jest prawdą, jest oczywiście wielkie, ale też podlegało wielokrotnej weryfikacji i wielokrotnym dyskusjom z ludźmi o bardzo różnym, często dużo szerszym zakresie wiedzy niż mój. Wikusia napisała: „W moich wglądach również miłość i prawda to aspekty, które są trudne do wyrażenia słowami. Podstawowym budulcem funkcjonowania w spokoju i radości, spoiwem łączącym wszystko, co jest”.Ja mam taką rozkminę, że początkowe zadzierzgnięcie związków przez zakochanie jest tym procesem, bez którego nie bylibyśmy w stanie utrzymać się dostatecznie długo w lekcji. Tylko należy być na tyle uważnym i czujnym, aby poczuć, kiedy te lekcje należy zakończyć. Moja droga, zgadzamy się w tej kwestii. Wrócę do tematu prawdy i miłości, który jest dla mnie bardzo istotny. Kiedyś wypowiadałem bardzo głośno taką opinię, że tak zwana chemia, która powstaje między ludźmi, powoduje właśnie to niczym nieuzasadnione zakochanie. Bo częstokroć miłość do drugiej osoby czy wzajemne motyle w brzuchach, zauroczenie, zakochanie i chęć bycia ze sobą po głębszym zastanowieniu jest irracjonalna.
Że zupełnie innego partnera, innej partnerki oczekiwaliśmy, że w zasadzie nie o to nam chodziło i tak dalej. Więc ja też jestem przekonany, że ta chemia nie do końca powstaje tylko na poziomie emocjonalnym, a właśnie na poziomie duchowym, jako taki element przeznaczenia. Przeznaczenia w sensie odbycia jakiejś lekcji, która jest nam na danym etapie naszego rozwoju potrzebna. I tu jeszcze Wika pisze: „Tak, we wszystkich usługach dla ludzi również poziom przekazywanej wiedzy duchowej jest różny. Ja jednak myślę, że trafi swój na swego. Zależnie od poziomu świadomości. Im wyższy poziom świadomości, tym weryfikacja informacji jest bardziej naturalna i oczywista i tylko osobiste wglądy dają pewność zrozumienia rzeczywistości pozazmysłowej. Niestety”. Ja uważam, że „stety” akurat w tej kwestii się z tobą nie zgodzę. Natomiast wiem, że ja to nazywam lenistwem, ale na przykład w moim wewnętrznym przekonaniu stwierdziłem, że jestem człowiekiem leniwym.
Leniwym, ponieważ staram się szukać metod, sposobów, które będą wymagały jak najmniej pracy, jak najmniej czasu. Jeszcze do tego, jak będą fajne, przyjemne, to będzie jeszcze lepiej. Więc czasami właśnie to lenistwo jest przydatne użytkowo. Oczywiście to lenistwo jest takie troszeczkę w cudzysłowie. W moim wypadku tak to wygląda. Natomiast bardzo często ludzie są leniwi. Kochani, nazwę rzecz po imieniu, jesteście bardzo często leniwi. I właśnie wszystkie te poszukiwania, owszem, sprowadzają się do najmniejszego wysiłku i chęci, żeby ktoś załatwił coś za drugiego człowieka, za was. Dlatego te prawdziwe wglądy, o których pisze Wika, są możliwe tylko bezpośrednio ze swoim udziałem. Właśnie dlatego, że jeżeli chcecie poznać swoją prawdę, to nikt za was tej prawdy wam nie powie.
Jeżeli nie wierzycie mi, to macie do wyboru trzy rzeczy: nie wierzyć, uwierzyć albo mnie sprawdzić. Łatwiej jest nie wierzyć albo wierzyć, bo to nie wymaga żadnego wysiłku. Sprawdzenie tego, co ja mówię, wymaga wysiłku. Najłatwiej żyje się hejterom, bo oni nie wierzą i nawet nie mają potrzeby sprawdzenia tego. Oni po prostu nie wierzą. Mówią: „To jest bzdura, to jest głupota, to jest bez sensu, to jest wyssane z palca” i tak dalej. Ludziom, którzy wierzą, jest już trudniej. Bo wierzą, ale chcieliby się przekonać. A przekonać się, to znaczy włożyć w to własny wysiłek. I to już jest czasami niewygodne, bo po co?
Więc w tych sytuacjach, o których my tutaj rozmawiamy, są trzy sposoby. Można nie wierzyć, negować, krytykować, opluwać czasami, jak ktoś lubi, bić pianę i nic nie robić. Bo niewierzenie nie wymaga weryfikacji. Wierzenie, które jest drugą wersją, już wymaga jakiejś weryfikacji. Bądź czujemy taką potrzebę, że może jednak by to sprawdzić. No i trzeci aspekt jest po prostu włożyć w to odrobinę wysiłku i sprawdzić Sławka. Polecam, sprawdźcie mnie, usiądźcie do dyskusji, do rozmowy i powiedzcie: tu, tu i tu. Tu się nie zgadzam, bo widziałem, bo doświadczyłem, bo przeżyłem. Przetestowałem tą metodę. Tu się wywaliłem, tam się wywaliłem.
Zrobiłem wszystko, jak mówiłeś, ale nie działa.Poróbcie przez miesiąc autohipnozy i powiedzcie mi, że nie działa. Pooddychajcie przez miesiąc i powiedzcie, że nie działa. Zróbcie przez miesiąc higienę słów, myśli i emocji i powiedzcie, że nie działa. Pożyjcie przez miesiąc w stanie prawdy i miłości i powiedzcie, że nie było wam dobrze, że to lipa jest, że to jest do dupy, że się czuliście kiepsko, że energia spadła. Sprawdźcie mnie. Dana napisała do Wiki: Dlaczego niestety? A Wiki pisze à propos weryfikacji prawdy: Gdy mówisz to aż w mojej czakrze korony wiruje, a serce pulsuje radością. Tę prawdę się czuje. Po prostu dziękuję. To ja dziękuję.
Podziękujmy sobie nawzajem, ale cieszę się z twoich słów i fajnie, że one padły akurat po tym, co powiedziałem. Uśmiecham się tak do siebie, do ciebie i do was, kochani. Nowa Wika pisze: Dana niestety, bo byłoby łatwiej, by wiedza innych była również dla nas przydatna. A tak to tylko my sami musimy przebijać się przez wszystkie aspekty życia. Kochani, w tym komentarzu napisałem, że nawet Bóg się poddał. Oczywiście napisałem to w formie takiej troszeczkę żartobliwej, z uśmieszkiem na końcu wypowiedzi. Natomiast biorąc pod uwagę instytucję, osobę, osobowość, osobistość Boga, czy jakkolwiek byśmy to nie nazywali, okazuje się, że on nas zna lepiej tak naprawdę. Zwróćcie uwagę na samych siebie. Jak pewne nieprzyjemne, drobne sytuacje wpływają na wasze życie, jak was mocno irytują i nic z tym nie robicie. Pod tym się podpiszę i ja.
Bo ja też czasami jeszcze z sytuacjami, które przeszkadzają mi w życiu, nic nie robię. To znaczy nie to, że nic nie robię, tylko akurat z tymi nic nie robię, bo robię z innymi. Ale tak, są sytuacje, z którymi nic w dalszym ciągu nie robię. I dopiero przychodzi doświadczenie, kiedy przepełnia się tak zwany kielich goryczy. Kiedy dochodzimy już do takiej sytuacji, w której jesteśmy już tak poirytowani, że mówimy dość. Natomiast gdybyśmy cofnęli się myślami wstecz, to z pewnością usłyszelibyśmy w swojej głowie wielokrotnie informacje uzyskiwane od innych osób, które mówiły: to cię kiedyś zgubi, to ci przeszkadza, to nie jest dobre. Takie działanie nie jest słuszne. I co? I nic. Dlatego dostaliśmy możliwość doświadczania.
Ponieważ tylko doświadczanie zmusza nas do dokonywania zmian. Nie wiedza, tylko doświadczenie. Wiele razy się słyszy: znałem metodę jakąś tam od wielu lat, natomiast sięgnąłem po nią dopiero wtedy, kiedy coś się wydarzyło w moim życiu. Działania tak zwane profilaktyczne czy prewencyjne w ludzkim umyśle nie funkcjonują. Także to jest niestety, ale to też jest istety, bo ma to w konsekwencji pozytywny bodziec, zmusza nas do dokonania jakiejś zmiany. Dana pisze: Ja również wszystko, czego nie czuję sercem i nie ogarnę poziomem mojej świadomości, nie powtarzam. Muszę coś zrozumieć i czuć. Wtedy wiem, że to jest moja prawda. Nie ma autorytetów nad nas samych. No właśnie.
Widzicie kochani, dokładnie tak to wygląda. W moim przekonaniu dokładnie tak to powinno wyglądać. Sprawdźcie mnie, sprawdzajcie mnie. Zróbcie to. Mało tego, jeżeli gdzieś popełniam błąd, powiedzcie mi, że to jest błąd. Nie powtórzę go i nie przekażę tego błędu dalej ludziom. Więc namawiam was, proszę, sprawdzajcie. Jeszcze wrócę tutaj. W moich worldach również miłość i prawda to aspekty, które są trudne do wyrażenia słowami. Podstawowym budulcem funkcjonowania w spokoju i radości, spoiwem łączącym wszystko, co jest.
Nowika napisała to w ten sposób. I oczywiście trudno tu też na ten temat zbytnio dyskutować, natomiast to, o czym mówiłem w dzisiejszej audycji, o tym, że jeżeli pojawia się drugi możliwy scenariusz postępowania, czyli budzi się świadomość, to za chwilę pojawia się, za dwie chwile, w zależności na ile jesteśmy otwarci, drugiKrok w tym wszystkim to jest właśnie ta potrzeba postępowania według przynajmniej prawdy. Takiej prawdy obiektywnej, jak najbardziej obiektywnej. Podświadomość podsuwa nam za każdym razem rozwiązania płynące z naszej prawdy subiektywnej. Ten drugi aspekt zaczyna nam pokazywać sytuację z perspektywy prawdy bardziej obiektywnej i pojawia się coraz większa potrzeba postępowania według prawdy obiektywnej. Prawda subiektywna to jest prawo Kalego, czyli Kali komuś ukraść krowę, Kali być wielki. Kalemu ukraść krowę, Kali być biedny, skrzywdzony, nieszczęśliwy, a ten co mu ukradł to złodziej. Prawda obiektywna. Kali nie może ukraść krowy, bo to nie jego krowa i nikt nie może Kalemu ukraść krowy, bo to jego krowa. I w momencie, kiedy pojawia się potrzeba postępowania i reagowania według tej prawdy subiektywnej, za chwilę, zaraz za nią cichutko kroczy miłość, która jeszcze dodaje aspekt empatii i zrozumienia drugiego człowieka.
Prawda jest oziębła. Prawda jest matematyczna. Miłość dodaje kolorytu i powoduje, że robię coś nie dlatego albo nie robię czegoś nie dlatego, że nie można, bo prawda obiektywna mi na to nie pozwala. Miłość dodaje aspekt: nie robię tego, bo nie chcę. Bo oprócz tego, że jest to niesprawiedliwe, to jest to jeszcze niedobre, niefajne. Więc połączenie tych dwóch aspektów przedstawia jakby punkt widzenia naszej duszy. I w ten sposób, kochani, dotarliśmy do wyjaśnienia znaczenia tytułu naszej audycji „Świat oczami duszy”, czyli tak naprawdę świat oczami prawdy i miłości. I bardzo się cieszę, że tym pięknym, optymistycznym akcentem mogę zakończyć dzisiejszą, jak zwykle fajną, ciekawą i wartościową audycję z bardzo fajnymi komentarzami, z bardzo fajnymi tematami i z bardzo fajnymi dyskusjami tutaj na czacie. Oczywiście prawdy i miłości wam życzę na co dzień i może to się stanie mantrą albo takim naszym rytualnym pożegnaniem bądź przywitaniem przed następnymi audycjami, czego oczywiście sobie i kochani wam z całego serca życzę. Jeżeli chcecie się spotkać ze mną w środę o 19:00, jednorazowe spotkanie bezpłatne w cztery oczy.
Piszcie do mnie, odzywajcie się, kontaktujcie się ze mną w dniu jutrzejszym. Odzywajcie się na mojego Messengera, na mojego Facebooka. Sławomir Bączkowski. Znaleźć mnie nie jest żaden problem. Bądź piszcie do mnie na maila. Będę jutro specjalnie na tą okoliczność w domu, żeby móc wam odpisywać, z wami się kontaktować i umawiać. Jeżeli będą zainteresowani z tymi, którzy się zdecydują. Widzimy się kochani, co jest ciekawostką w audycjach radiowych. Widzimy się w środę o godzinie 19. Za dzisiaj bardzo serdecznie wam dziękuję.
Pozdrawiam cieplutko. Trzymajcie się, uważajcie na siebie. Są wakacje, słońce, piękna pogoda. Korzystajcie. Cieszcie się życiem, miłością, radością, szczęściem dla was i dla wszystkich. Trzymajcie się jeszcze raz. Dobrej nocy. Pa, pa.
[02:05:54] - Tutaj widzę, że ktoś, jeden ze słuchaczy napisał właśnie na gadu-gadu: „Posłuchałem audycji przez pięć minut i się popłakałem z wdzięczności. Dzięki Sławku, że jesteś”.
[02:06:03] - O, jak mi miło. Naprawdę cudowne są takie wiadomości. Łzy są lekarstwem duszy, jak to mawiają i wiem, jaka jest konotacja emocjonalna łez. Natomiast kochani, chcecie rozmawiać ze swoją duszą? Chcecie nawiązać kontakt ze swoją duszą? Płaczcie. Płaczcie. Płaczcie z radości. Płaczcie z miłości. Płaczcie ze wzruszenia, ze szczęścia, ze współczucia.
Płaczcie. Nie wstydźcie się tego i używajcie tego narzędzia, bo jest cudowne. Dziękuję ci, Michale, za ten cudowny, kolejny zresztą dzisiejszej audycji, komentarz. Trzymaj się cieplutko. Jak najwięcej łez radości, wzruszenia ci życzę i wam kochani również.
[02:07:00] - I tym miłym akcentem kończymy dzisiejszy odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Był z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski, a ja tradycyjnie nieustająco zachęcam do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Książka dostępna w wersjach drukowanej, elektronicznej i od niedawna również jako audiobook. Zachęcam gorąco. Zachęcam także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o tytule takim samym jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. Do polajkowania profilu pana Sławka na Facebooku. No i do wzięcia udziału w webinarze, który odbędzie się w środę o godzinie 19:00. Zachęcamy gorąco. Po link do dołączenia do webinaru można pisać do pana Sławka albo do mnie. Obydwaj będziemy tym linkiem dysponować.
Także środa, godzina 19:00. Spotykamy się. Jeszcze nie wiemy, na jakiej platformie, ale najprawdopodobniej będzie to Google Meet, więc warto się upewnić, że uczestnicy webinaru mają konto na Gmailu, bo to jest wymagane do zalogowania się. Tak więc zapraszamy gorąco w środę o 19:00 na spotkanie w cztery oczy. Co prawda przez internet, ale jednak z panem Sławkiem Bączkowskim. A na razie kończymy dzisiejszy odcinek „Świata oczami duszy”. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień na antenie Radia Paranormalium w poniedziałek o 20:00.
Oczywiście na żywo.
[02:08:53] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl