Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Z lekkim dzisiaj poślizgiem, ale witamy w audycji Świat oczami duszy na antenie Radia Paranormalium. Audycja o świadomości w całości na żywo. Mamy dzisiaj pewne zawirowania, że tak to ujmę, pozaantenowe, ale myślę, że przynajmniej część oficjalnej audycji uda się dzisiaj w miarę spokojnie nadać. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji Świat oczami duszy, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:54] - Witam serdecznie, panie Marku. Witam was, kochani, bardzo gorąco.
[00:58] - Nie wiemy, czy dzisiaj będzie druga część audycji, ale jakby coś, to podam kontakty. Przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Telefon, smartfon jest tutaj w pogotowiu w razie, gdyby jednak jakieś zawiłości pogodowe przerwały nam połączenie z internetem. Możemy się przełączyć z panem Sławkiem na smartfona, ale dla państwa także przypomnę te kontakty. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 53 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Przypominamy, dzisiaj może się skończyć na pierwszej części audycji, ale numery telefonów warto zawsze do Radia Paranormalium gdzieś sobie zapisać. Warto je zawsze mieć. Można także cały czas do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02.
Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radia Paranormalium. Jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości pod nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc, panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:34] - Dziękuję, panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie. Tak jak pan Marek tutaj zapowiedział, najprawdopodobniej skończy dzisiejszą audycję na tej części oficjalnej. Ewentualnie jeżeli pojawią się jakieś bardzo konkretne pytania dotyczące audycji, postaram się na nie odpowiedzieć. Więc postarajcie się zaraz po tej mojej przemowie zadać pytania. Tylko tak jak zwykle proszę w temacie audycji. Zanim zacznę audycję dzisiejszą i powiem wam, o czym dzisiaj chciałem wam pogawędzić, poopowiadać, zapraszam was też serdecznie do prześledzenia mojej dyskusji. Mój to może być monolog, natomiast dyskusji z jednym z naszych słuchaczy, który wkręcił mnie w dość ciekawy temat, między innymi też afirmacji. Więc pod 119. audycją jest taki wątek, do którego prześledzenia serdecznie zapraszam.
Zwłaszcza że on jeszcze trwa, więc myślę, że jeszcze jakiś czas potrwa i też można się będzie do niego dołączyć. A dotyczy między innymi wygranych w Lotto oraz różnych fajnych rzeczy. Kochani, o czym będzie dzisiaj? W poprzedniej audycji dość wyraźnie powiedziałem, że w zasadzie poruszam dwa tematy. Jednym jest podświadomość, drugim jest miłość, zwłaszcza z naciskiem na miłość do samego siebie. Dzisiaj, zwłaszcza w drugiej części, będę was przekonywał, może raczej pokazywał, jak na drodze naszego rozwoju, w którym momencie brak miłości do samego siebie doskwiera bardzo mocno. Dlaczego warto ten proces rozwijać, pielęgnować i do niego dążyć. Ale o tym będzie w drugiej części audycji. W pierwszej wrócę troszeczkę do tego, co się działo w poprzednich dwóch audycjach, zwłaszcza do rozmów telefonicznych z panią Moniką i z panem Kazimierzem oraz do komentarzy, które w międzyczasie się pojawiały. Zresztą pod audycją również się ten wątek pojawił, a chodzi dokładnie o tak zwane czynniki zewnętrzne.
Ponieważ bardzo często te czynniki zewnętrzne, ludzi, sytuacje nieprzyjemne, nieprzyjazne, niefajne, różnego rodzaju kopniaki, bodźce traktujemy jako coś, co przeszkadza nam w utrzymaniuTego naszego fajnego stanu emocjonalnego, uduchowionego, tego spokoju wewnętrznego. Bardzo często właśnie tak jest, że już potrafimy jakiś stan emocjonalny w sobie wytworzyć. Stan emocjonalny, który jest dla nas fajny, który sprawia nam przyjemność, który jest dla nas przyjemny po prostu. I pojawiają się czynniki zewnętrzne, które ten stan burzą. Ludzie, którzy nas nie kochają. Ludzie, którzy nas nie szanują. Ludzie, którzy nas denerwują. Ludzie, którzy wkraczają bardzo mocno w naszą rzeczywistość. I to jest faktycznie, nawet nie na pierwszy rzut oka, ale z punktu widzenia takiego ludzkiego, ziemskiego jest to niefajne. Chociaż niefajne to jest chyba najdelikatniejsze określenie, jakiego mogłem użyć, bo najczęściej jest to wkurzające, dołujące, irytujące i psujące nam nastrój.
I tak jest. Natomiast jeżeli przyjrzymy się temu z punktu widzenia rozwoju naszego, to czynniki zewnętrzne mają niesamowicie przydatną cechę, ponieważ zmuszają nas do podjęcia jakichś działań. O tym już kilka razy mówiłem, nawet bodajże w ostatniej audycji podawałem przykład mojego przyjaciela, który bardzo mocno potrafi zaingerować w życie drugiego człowieka, nie mając zupełnie świadomości, że przeleciał jak tajfun przez moją ciszę i przez mój spokój. I to wszystko swoim pędem i osobą zburzył, rozsypał to wszystko jak domek z kart. I tych przykładów na pewno znacie mnóstwo, więc mnożyć tego najprawdopodobniej nie potrzebuję. Natomiast co jest istotne w tym wszystkim, to to, że pokazuje to też, jak działa nasza podświadomość. Zwróćcie na to uwagę. Zawsze, ale to zawsze jesteśmy okej. Zawsze. Czy w sytuacji, w której coś robicie, podejmujecie jakąś decyzję, myślicie o tym, że ona nie jest okej?
Że wy nie jesteście okej w tej sytuacji? Czy możecie podjąć działania w przekonaniu, że nie jesteście okej? My zawsze jesteśmy właściwi i gdyby nie czynniki zewnętrzne, to byśmy najprawdopodobniej w tym narcyzmie trwali wieki. Jeżeli się rozmawia z jakimkolwiek człowiekiem na temat jego decyzji, jego reakcji, jego zachowania, to nigdy nie pada stwierdzenie: „Tak, nie byłem okej. Celowo nie byłem okej”. A nawet jeżeli powie, że celowo był nieokej, to zawsze jest jakieś drugie dno tego i wyjaśnienie, dlaczego był nieokej. Ponieważ w jego przekonaniu miał do tego prawo być nieokej. Zwalniamy siebie z odpowiedzialności za bycie nieokej i tylko wtedy możemy być nieokej, kiedy zwolnimy siebie z tej odpowiedzialności. W każdym innym wypadku jesteśmy okej, właściwi, na miejscu. Tacy, jacy powinniśmy być.
Czynniki zewnętrzne, ludzie zmuszają nas po pierwsze do dokonywania zmian, a z czasem też do podjęcia działań. Bo w momencie, kiedy mamy partnera, kolegę, przyjaciela, kogoś z naszych bliskich, który biega po naszym życiu jak mu się podoba, to nie ma takiej siły, żeby on któregoś dnia wstał i powiedział: „Okej, dzisiaj już nie będę demolował życia mojego przyjaciela”. Nie ma takiej sytuacji. Żeby on mógł cokolwiek zmienić, musi dostać od nas informację, że robi coś nieokej. Czyli to my musimy wykonać pierwszy ruch, coś w sobie obudzić, coś w sobie przełamać bardzo często, żeby dać informację drugiemu człowiekowi, że to, co robi, nam nie odpowiada. Ten świat zewnętrzny, te czynniki zewnętrzne nigdy nie zmieniają się same z siebie. To my musimy wykonać jakikolwiek ruch w tym kierunku, żeby coś się zmieniło. Często boimy się powiedzieć komuś coś. Często nie wypada powiedzieć komuś coś. Często tkwimy w jakichś relacjach, w którychNie możemy czegoś powiedzieć.
Przynajmniej my tak twierdzimy, ponieważ straty, które możemy z tego tytułu ponieść, są dużo większe niż niewygoda, którą właśnie cierpimy. I dopiero przewartościowanie tego i uświadomienie sobie, przemyślenie, poczucie tego, czy to, co możemy stracić, jest gorsze, trudniejsze dla nas do przyjęcia niż to, co dostajemy w tej chwili. Bo jak się tego już nazbiera, czujemy się takim śmieciem już zepchniętym w kąt, to w zasadzie mówimy: „Okej, wszystko będzie lepsze niż ten stan emocjonalny, w którym jestem”. Nawet jeżeli stracę kumpla, jeżeli stracę przyjaciela, to i tak dłużej tego nie wytrzymam. Natomiast zwróćcie uwagę, że my nawet w sytuacjach cierpienia, przeżywania jakichś ciężarów życiowych, nawet na skutek czynników zewnętrznych i tak jesteśmy okej, i tak jesteśmy właściwi. Fajne jest to, kiedy w momencie, kiedy dokonujemy, podejmujemy jakieś działania i mówimy: „O nie, już to, co zrobiłeś, to już było przegięcie. Dalej tego nie zniosę, na dalej ci już nie pozwolę”. Czyli przełamujemy coś w sobie. W momencie, kiedy to wypowiadamy, kiedy podejmujemy te działania, bardzo często pojawia się takie pytanie: dlaczego zrobiłem to dopiero teraz? Bo bardzo często jest coś takiego, że my, już tacy często wycieńczeni emocjonalnie z powodu przyjmowania różnego rodzaju czynników zewnętrznych pod tytułem weź, przynieś to, weź zrób tamto, nie rób tego.
Opowiem ci historię, pokażę ci film, który z pewnością musi cię zainteresować, bo jest w ogóle najfajniejszy ever, a nas to w ogóle nie interesuje. Kiedy ktoś zaczyna bardzo mocno zawłaszczać nasz czas, nasze emocje, to bardzo często w momencie, kiedy właśnie wypowiadamy, mówimy: „Nie, stary, dziewczyno, daj spokój, mnie to nie interesuje. Skąd ci to przyszło w ogóle do głowy, że mnie to interesuje?” „A, nie interesuje cię? To okej, to nie pokażę ci tego”. I okazuje się, że to jest bardzo proste. Mówimy do kogoś: „Proszę cię, nie rób tego więcej”. On mówi: „Dobra, okej. Czemu wcześniej nie mówiłeś, że ci to przeszkadza?” No właśnie. I w nas pojawia się takie pytanie: czemu wcześniej o tym nie powiedziałem? Ponieważ jakieś emocje zapisane w mojej podświadomości nie pozwalały mi tego powiedzieć z jakiegoś powodu.
I znowu się okazuje to, o czym rozmawialiśmy w poprzedniej audycji, że strach jest w nas. Nie jest czymś zewnętrznym. Strach jest w nas. I zadajemy właśnie sobie wtedy pytanie: dlaczego dopiero teraz? Przecież to się okazało takie proste. Nie zawsze jest proste. Bo często spotykamy się z sytuacjami, kiedy ktoś nas przekonuje, że właśnie zrezygnowaliśmy z czegoś, co byłoby dla nas w ogóle najlepsze na świecie. Że jesteśmy głupi, ponieważ nie pozwalamy sobie pomóc i pokazać, jak świat jest piękny. Świat oczami drugiego człowieka jest piękny, a my tego nie chcemy. Jesteśmy głupi.
Ktoś nas przekonuje, że powinniśmy. Narzuca nam, że musimy to zrobić, bo inaczej będziemy nieszczęśliwi. Więc nie zawsze jest to proste, ale bardzo często jest to proste. I to pytanie: dlaczego zrobiłem to dopiero teraz? Co mną kierowało? Co powodowało to, że dopiero teraz się na to odważyłem? Ja mogę wam, kochani, powiedzieć z pewnością, co wami nie kierowało. Nie kierowała wami miłość do samego siebie. Ponieważ właśnie tą przeciwwagą dla naszej podświadomości, o której pani Monika w poprzednich dwóch audycjach pięknie pokazała, pięknie przedstawiła, jak ona się tworzy, jak ona powstała, w jakich sytuacjach i czym skutkowała. Wieloletnim zamknięciem, wieloletnim odsunięciem siebie samej od życia i też od jakiegoś czasu bardzo mocną pracą, żeby tą podświadomość w jakiś sposób zmodyfikować i zacząć normalnie żyć.
Więc wiemy, co powoduje takie, a nie inne nasze zachowania. Te, których nie lubimy, które wcale nie ułatwiają nam życia, wcale nie powodują, że to życie jest przyjemniejsze, fajniejsze, radośniejsze. Wprost przeciwnie, wikłają nas w różne skomplikowane sytuacje. I przeciwwagą dla tego jest tylko miłość do samego siebie. Bo egoizm jest też aspektem podświadomościowym. Nie ma nic wspólnego z miłością do samego siebie, ponieważ miłość do samego siebie skupia naszą uwagę na tym, żebyśmy robili to, co jest dobre dla nas, co my uważamy za dobre dla nas. Nie co inni uważają, tylko co my uważamy za dobre dla nas. I miłość do samego siebie nie bierze pod uwagę robienia czegoś kosztem drugiej osoby. Nie. Skupiamy się na sobie, na tym, czego my pragniemy, czego chcemy, do czego dążymy.
To jest jakby cel, skupienie swojej uwagi na samym sobie. Natomiast pamiętanie o tym, że nie można tego osiągać kosztem drugiego człowieka.To mądre stwierdzenie, które wyczytałem. Żałuję, że go nie wymyśliłem, chociaż może w którymś z poprzednich wcieleń. O tym prawie, że jeżeli robisz coś dla samego siebie, to nigdy nie rób kosztem drugiego człowieka. A jeżeli robisz coś dla drugiego człowieka, to nie rób tego kosztem siebie. Naprawdę warto go sobie zapisać, zapamiętać, zanotować, wrzucić na tapetę do telefonu, do smartfona, do laptopa, do czegokolwiek innego. Warto o tym pamiętać, bo my bardzo często poświęcając swój czas, swoje myśli, swoje emocje innym osobom robimy całe mnóstwo rzeczy, których nie lubimy. Na przykład słuchamy historii, które po pierwsze nas obciążają, po drugie powodują w nas negatywne emocje, a z pewnością nas nie uskrzydlają. Przebywamy w gronie osób, które tylko narzekają, które widzą świat w negatywnych kolorach, dla których jedyną metodą wymierzenia sprawiedliwości jest zamordowanie drugiego człowieka, a przynajmniej poniżenie go, oplucie, skrzywdzenie i udowodnienie, jakim jest gnojkiem. Wchodzimy, dajemy się wciągnąć w negatywne emocje innych ludzi.
To jest brak miłości do samego siebie. Ponieważ to nie jest nasza bajka, nas to nie interesuje. A jednak w pracy, w autobusie, w kolejce, na imprezie zostajemy wciągani w świat, który nie jest nasz. Czyli poświęcamy czas na emocje, które są wbrew nam. Miłość do samego siebie mówi: „Nie. Poświęć drugiemu człowiekowi czas, ale niech się to nie odbywa kosztem ciebie”. Bo wtedy te z trudem wypracowane pozytywne wibracje w nas spalamy na przerabianie, na przetrawianie tych wszystkich negatywnych rzeczy, o których usłyszeliśmy, dowiedzieliśmy się, a może nawet i w nie uwierzyliśmy. Dlatego warto pamiętać o tym, żeby robić coś dla innych, ale nigdy kosztem samego siebie. Nie tylko kosztem pieniędzy. Nie tylko kosztem czasu.
Nie tylko kosztem wysiłku, ale również kosztem własnych emocji. Tych, które tak pięknie wyhodowaliśmy, wytworzyliśmy w sobie. Jeżeli myślicie o samych sobie, to nigdy nie działajcie z korzyścią dla siebie, ale kosztem innych ludzi. Ale o tym już, kochani, było wielokroć. Chciałem wam tylko powiedzieć, że to, co często jest powodem do narzekań, które słyszę od ludzi właśnie o czynnikach zewnętrznych. Jaki ten świat jest, że tak powiem, zły. Jacy ludzie są źli i co oni powinni zmienić. Tak naprawdę te czynniki zewnętrzne są najlepszym motorem dla nas, powodem do podejmowania działań. I na początku działań, ale w momencie, kiedy podejmujemy jednorazowe działanie, pokazujemy sobie też, że potrafimy. Czujemy się lepiej, czujemy się fajniej, czujemy się bezpieczniej, czujemy się silniej.
I z czasem z pewnością znowu to powtórzymy. Znowu ustawimy jakąś tam granicę. I tak powolutku zaczynamy tę naszą miłość do samego siebie chronić. Więc czynniki zewnętrzne są świetnym powodem do dokonywania zmian w samym sobie, do podejmowania działania i dokonywania zmian w samych sobie. Natomiast co jest, kochani, naszym głównym motorem napędowym do działania? Co jest? Zastanawialiście się nad tym kiedyś? Co jest głównym silnikiem, głównym paliwem napędzającym nas, naszą maszynę, nasze życie? Po co coś robimy? Zastanawialiście się nad tym?
Pomyślcie teraz, dlaczego wy coś robicie. I nie chodzi tylko o dzisiejszą audycję i o świat duchowy, tylko o wasze życie. Dlaczego? Co spowodowało, że zrobiliście przez 20, 30, 40, 50, 60 lat, czy 70, czy 80, bo nie wiem, może nawet 100. Niektórzy może i tacy są wśród nas. Co was pchało do działania, do podejmowania trudu decyzji, ryzyka i całego mnóstwa pracy? Co to było? Robię krótkie przerwy, ponieważ chcę wam faktycznie, kochani, dać ten czas, żebyście się nad tym zastanowili. Bo to jest ważne. To jest naprawdę bardzo ważne, więc proszę was, zrobię jeszcze raz krótką chwilę przerwy.
Zastanówcie się, co was pcha w życiu do działania.Dlaczego chcecie mieć to? Chcecie mieć tamto? Chcecie mieć pracę, wykształcenie, pieniądze, dom, samochód, szkoły, papiery, umiejętności, jakieś tam inne rzeczy. Oczywiście zakładam, że gdybyście mi udzielili odpowiedzi na to pytanie, to pewnie te odpowiedzi byłyby różne. Natomiast żeby je ubrać, uogólnić i nazwać jednym słowem, to tym słowem będzie nasze ego. Nie egoizm, tylko nasze ziemskie ego, które jest oczywiście wynikową naszej podświadomości. Ego. Jest to pojęcie takie. Ego. Im większe ego, tym większe potrzeby.
Im ktoś ma większe ego, tym chce mieć większy dom, tym chce mieć więcej pieniędzy, tym chce być bardziej znany, tym chce mieć większą władzę, tym chce mieć lepiej wykształcone dzieci, tym chce być lepiej ubrany, tym chce jeść w lepszych restauracjach, spędzać wakacje w coraz bardziej orientalnych, oryginalnych i drogich miejscach. Chce się tym wszystkim pokazać. Im większe ego, tym większe potrzeby. Natomiast mniejsze ego to mniejsze potrzeby, ale w dalszym ciągu ego. To, co dla nas jest ważne, staje się celem naszego życia. Mniejsze ego zadowoli się kilkuletnim samochodem, mniejszym domkiem, mniejszym mieszkaniem. Może mniej, że tak powiem, taką podnoszącą. Nie wiem co. Uznanie pracą. Może ciut gorszymi studiami dla swoich dzieci.
Ale to w dalszym ciągu jest ego. Ego jest motorem napędowym do tego, abyśmy do czegoś dążyli. Podświadomość określa, co to jest. Ego do tego dąży. Bo mniejsze, takie malutkie ego będzie mówiło: „Nie, ja nie będę pracować. Tak spróbuję wykombinować to życie, żeby nie pracować. Albo znajdę sobie milion powodów, żeby nie pracować. Będę się źle czuł. Będę miał alergię. Będą bolały mnie plecy.
Praca będzie nie dla mnie. Ludzie będą wkurzający. Pójdę na zasiłek. Spędzę czas ze swoimi kolegami spod budki z piwem, spod sklepu spożywczego, gdzie zbieramy na kolejną alpagę”. To też jest ego, tylko że podświadomość tego człowieka określiła mu inne cele. Podświadomość wielkiego ego określiła wielkie cele. Średniego ego podświadomość określiła średnie cele. Podświadomość malutkiego ego określiła brak celów. Natomiast w dalszym ciągu to jest wynik naszej podświadomości i naszego ego. Bardzo często, tu taki drastyczny temat trochę poruszę, celem naszego działania, powodem naszego działania jest rodzina.
Bo mamy żonę, męża, dzieci. Wiadomo, to jest odpowiedzialność. Zdecydowaliśmy się na założenie rodziny, więc z miłości do tej rodziny będziemy działać, dążyć, próbować poprawić jej byt. Zapewnić bądź nie zapewnić coś, bądź zapewnić nic. Natomiast w dalszym ciągu to nasza podświadomość określa, co to ma być. Jak duży zakres tych dóbr mamy tej rodzinie zapewnić. Jaki minimalny status społeczny, towarzyski mamy zapewnić sobie i swojej rodzinie. I my mówimy, że to jest działanie z miłości do rodziny. Tylko w praktyce to wygląda tak, że na przykład pan X pracuje po nocach po 12, po 16, po 18 godzin. Spędza czas w firmie, bo ją właśnie otworzył i mówi swojej rodzinie, swojemu dwuletniemu synowi, że on przecież ciężko pracuje na rodzinę i on nie ma czasu.
A jak już ma chwilę czasu, to jest zmęczony, ale czasu ma mało. I wmawia swojej rodzinie, że on to robi z miłości, że on to robi dla nich i wybija wszelkie argumenty z ręki rodziny. Bo on utrzymuje rodzinę, on pracuje na rodzinę. On musi.Mało tego, robię to dla was. Robię to z miłości. Okażcie mi szacunek. Tylko jest jeden kłopot. Czy tak jak pytałem was w poprzedniej audycji, kto zapytał swojego dziecka, jakiej miłości pragnie ode mnie, od swojego rodzica, od swojego ojca, od swojej matki? Czy ktoś od poprzedniej audycji w tak zwanym międzyczasie zadał swojemu dziecku pytanie: jak według ciebie powinna wyglądać moja miłość do ciebie? Czy ktoś zadał takie pytanie?
Czy znowu nagadałem się, nagadałem i nic z tego i nikt z tego nie zrobił pożytku? Bo to boli, kochani i w sumie ma boleć, bo ja jestem dla was też czynnikiem zewnętrznym. Przynajmniej tym czynnikiem zewnętrznym będę się dla was coraz częściej stawał. Właśnie tym bolącym czynnikiem zewnętrznym, który może wywoła coś, bo to właśnie ma wywołać coś. Zbuntujcie się. Zbuntujcie się przeciwko mnie, proszę uprzejmie, ale zadajcie swojemu dziecku pytanie, jak ja powinienem ciebie kochać? I tak samo jest z tym panem, który po 16, 18, 20 godzin czy 70 godzin, czy 500 godzin pracuje, wmawiając swojej rodzinie, że robi to dla nich i z miłości. Czy ten pan zadał pytanie swojej rodzinie: jak uważacie, jak ja was powinienem kochać? Jaka miłość, o której ja tu mówię, powołuję się, powinna zaistnieć w naszych relacjach? No proszę bardzo.
Kto ma odwagę zadać takie pytanie swojej rodzinie? Nie mówię, że to ma być facet, który pracuje po 12 godzin, tylko kobieta, mąż, żona, partner. Zadajcie takie pytanie swoim bliskim. Kiedyś była taka bardzo smutna historyjka, która krążyła w internecie. Kiedy dziecko rozmawiało ze swoim ojcem, który wpadł o godzinie 22 dać mu buziaka. Ja oczywiście tam coś pewnie pokręcę, bo historia była bardzo dla mnie wymowna. I zadał pytanie: tato, bo ty dużo pracujesz, ile ty zarabiasz na godzinę? Tato mówi: nie wiem, nie zastanawiałem się nad tym. Ale tato, to dla mnie jest bardzo ważne. Więc tata tam coś policzył, pokminił, mówi: nie wiem, 100 złotych.
Dobrze tato, dziękuję ci. Po jakimś czasie zbliżały się urodziny tego chłopca i ojciec go się pyta: jaki prezent chciałbyś dostać? I ten mały chłopczyk mówi: nie wiem, 50 złotych. A to nie chcesz samochodu, Lego tego, śmegowego? Nie, tato, 50 złotych. Który rodzic, ilu jest rodziców, którzy w tym momencie zaczną się nad czymś zastanawiać? No dobra, tak chce. 22:00, dobra, idź spać, dostaniesz 50 złotych. Żadna lampka się tam nie zapala najczęściej. Okej, chcesz, to masz.
I okazało się, że chłopiec dostał 50 złotych. W międzyczasie uzbierał pozostałe 350 złotych i przyszedł do ojca, dał mu 400 złotych i powiedział: tato, chciałbym kupić cztery godziny twojego czasu. Ja uzbierałem pieniądze. Ja ci dam te pieniądze, które ty w tym czasie byś zarobił. Dam ci 400 złotych, żebyś poświęcił mi cztery godziny swojego czasu. Oczywiście nie wiem, czy ta historia miała miejsce. Natomiast jest z pewnością symboliczna. Więc żeby móc powiedzieć, że ja swoimi czynami, swoimi działaniami tworzę miłość na przykład w domu, w rodzinie, to muszę najpierw sobie i moim bliskim zadać pytanie, czy dla nich to też jest miłość? Czy moja praca jest dla nich również synonimem miłości? Czy może woleliby jak ten chłopiec mniej pieniędzy, ale jednak więcej czasu, więcej uwagi ojca, rodzica?
Dziecko jest oczywiście tutaj tylko przykładem, ale znacie mój stosunek do dzieci i miłość do dzieci. Natomiast pokazuję wam często kochani, że my przypisujemy. Tym razem użyłem słowa my, ponieważ miałem też taki epizod w swoim życiu dawno, dawno temu, kiedy byłem przekonany, że to, co robię, robię z miłości do swoich dzieci, do swojej rodziny. Tymczasem się okazało, że to są tylko moje potrzeby, że moja rodzina ma zupełnie inne potrzeby i że to, co ja robię, jest wynikiem mojego ego. Dlatego, kochani, największą siłą napędową zmuszającą nas do działania jest ego wynikające z naszej podświadomości. To jest paliwo i to, o czym obiecałem, że powiem. O tym ryzyku, które z tego faktu... wynika. Otóż rozmawiam z ludźmi, że oni chcą się rozwijać duchowo, że są też tacy, którzy mówią ewidentnie, że chcą odebrać władzę swojej podświadomości, że oni chcą być ludźmi świadomymi, którzy będą decydowali o swoim życiu, że najważniejszy jest dla nich rozwój świadomości. Wolność, świadomość, że to jest najważniejsze, że to jest celem ich życia bądź celem ich działań.
Czysto teoretycznie prowadząc audycję o świadomości, powinienem się ucieszyć, bo cel jest fajny. Natomiast z rozwojem świadomości, z dopuszczeniem, bo przy okazji idzie za tym dopuszczenie do naszego życia tej świadomości duchowej, bo tylko to daje pełną świadomość. Bo ziemska świadomość jest dalej wynikiem naszej podświadomości i naszego ego. Natomiast jeżeli rozmawiamy o świadomości, to ja jestem przekonany, że chodzi właśnie o dopuszczenie do życia tego czwartego składnika naszej budowy, czyli oprócz ciała fizycznego, mentalności i emocjonalności, dopuszczenie również duchowości do swojego życia. Nie religijności, tylko duchowości, świadomości duchowej. Pozwolenie jej na zasiądnięcie na odpowiednim krześle i pozwolenie jej na udział w podejmowaniu przez nas decyzji. To jest świadomość duchowa. I co się dzieje? Po pierwsze, żeby się to wydarzyło, musimy troszeczkę, zwłaszcza na samym początku, wygasić naszą podświadomość. Żeby dopuścić duszę do głosu, musimy wyciszyć naszą podświadomość.
Wyciszamy naszą podświadomość, to wyciszamy również nasze ego, czyli pozbawiamy się paliwa napędzającego nasze życie. Znacie to doskonale. Przecież słyszę to w waszych komentarzach, w komentarzach pod mnóstwem różnych materiałów takich, śmakich, owakich, że to już nie jest moje, że ja już wyszedłem z tej szufladki, w którą mnie wciśnięto. Mnie już nie interesują korporacje, mnie już nie interesują systemy, mnie już nie interesują matryce. Ja teraz jestem innym człowiekiem. Ja zrozumiałem, kim jestem. Odkryłem w sobie tą iskrę Bożą. Ja teraz już zmierzam do samego siebie. Ja już teraz obieram prostą drogę do źródła. No właśnie.
Ci, którzy się jeszcze nie wychylili z tego pudełka, to dalej ich motorem napędowym jest ich ego. To ego może się też objawiać tym, że będą wybudzali innych ludzi, że będą ich na siłę przebudzali, że będą ich uduchawiali, że będą wskazywali im własną drogę, jedyną słuszną, właściwą drogę. To też jest wynik ego. I co? Ci, którzy wystawili już głowę z pudełka i mówią: „Te niskie wibracje nie są dla mnie. To jest jedno wielkie oszustwo. To jest system. Ja nie chcę żyć w systemie”. Co się dzieje wtedy? No właśnie, kochani, robi się pustka.
Ponieważ wyciszając podświadomość i wyciszając ego. Nie. Wielkie domy, pałace, samochody, restauracje. To wszystko nie jest dla mnie. To już nie jest moje. Wyścig szczurów to nie jest dla mnie. Rywalizacja z innymi ludźmi to nie jest dla mnie. No dobrze. To jest pytanie: co jest dla ciebie? To jest ten moment, w którym ludzie pozbawiają się paliwa, które napędzało do tej pory ich życie.
I tak. I wtedy co? Wtedy jest poszukiwanie. Poszukiwanie czego? Celu, sensu. Zastanawianie się, kim ja mam być. Bo ja już wiem, kim nie chcę być, ale kim ja mam być? I zaczyna brakować paliwa. Zaczyna brakować paliwa, które pchałoby człowieka do przodu. I teraz, jeżeli odcinacie zawór z jednym paliwem, tym z ego, to musicie znaleźć sposób, żeby odpalić jakieś inne paliwo, żeby dostarczyć do własnego życia jakieś inne paliwo, które da wam kopa do działania, do dążenia do czegoś.
Bo dla wielu ludzi duchowość jest takim stanem nijakim. Utknąłem na tym stanie. Szukam celu. Szukam kontaktu z samym sobą. Szukam tego, śmego, owego.Bo nie wiem, pogubiłem się już, co jest moje, co jest nie moje. I to jest stan, w którym w tej chwili tkwi bardzo dużo osób, skupiając się na poszukiwaniu własnego celu. Ego już przestaje mówić: „Rób, rób, rób. Działaj, działaj, działaj, działaj”. A jeszcze nie ma czegoś, co da kopa do działania. I tym kopem do działania jest miłość do samego siebie.
I to jest stan zawieszenia. Dlatego, że jeżeli w trakcie jednego życia zmieniliście, próbujecie zmienić paliwo i zakręciliście teraz, jakiś czas temu ten dopływ tego powera, tego niezastanawiania się, tylko dążenia wynikającego z ego, a nie nauczyliście się miłości do samego siebie. Utknęliście w martwym punkcie. I wtedy te działania są zminimalizowane, ograniczają się tylko do zaspokajania tych najpotrzebniejszych potrzeb. Nie ma jeszcze tego wiatru w żaglach. Dlatego rozwój świadomości w dużej mierze powinien zaczynać się od rozwoju miłości do samego siebie, żeby to paliwo napędowe się w naszym życiu pojawiło, że zakręcając zawór z paliwem płynącym z ego, żebyście mogli natychmiast odpalić zawór, który da wam energię do działania. To jest tak, jak w samochodzie na gaz. Kończy się paliwo, samochód przełącza się na gaz albo odwrotnie. Mamy dwa alternatywne paliwa i to przełączanie następuje natychmiastowo, automatycznie. W przeciwnym wypadku samochód staje.
I tak jest z naszym życiem. Jeżeli już życie wzorcami podświadomości, wzorcami ego, które te wzorce napędzały was do działania, przestało w waszym życiu funkcjonować, a nie pojawiła się miłość do samego siebie, to brakuje paliwa. Długo się tak nie pociągnie. Człowiek czuje się zagubiony, zamotany, uwalony w te wszystkie moje, nie moje. Tak, dążyć, nie dążyć. Robić. Może to niewłaściwe. Może to takie. Może to śmakie, może to owakie. Ponieważ brakuje mu paliwa.
Gmatwa się, pogrąża, gubi i w końcu, co wiele osób mówi, że się przeduchowili, że muszą sobie zrobić przerwę, że już mają po prostu dosyć tych informacji, że tego jest za dużo, że wstają rano i nie mają siły. Więc kochani, warto mieć świadomość, że zakręcając jeden zawór musicie zapewnić sobie inny rodzaj paliwa, bo staniecie, bo utkniecie. A pchanie tego samochodu bez paliwa jest bardzo wyczerpujące. Więc tak jak duchowość, świadomość duchowa nie jest mrzonką, nie jest czymś na okoliczność medytacji. Tak jak religijność nie powinna być tylko czymś, co uskuteczniamy w niedzielę na mszy. Tak miłość do samego siebie nie jest jakąś mrzonką, tylko jest czymś bardzo rzeczywistym. Czymś, czego brak w którymś momencie bardzo mocno każdemu człowiekowi zacznie doskwierać. Jeżeli zbyt szybko odetnie to paliwo, tą siłę napędową płynącą z ego, a jeszcze nie przełączy się na drugi rodzaj paliwa. Ten taki bardziej eteryczny, bardziej energetyczny, bardziej duchowy. Więc kochani, to jest kolejny argument, dla którego warto się nad tym tematem miłości do samego pochylić.
Bo część ludzi jeszcze siedzi bardzo mocno, napędza się energią ego. Część ludzi już powiedziała dość. Nie będę tym tropem podążał, ale duża część z tych ludzi jeszcze nie znalazła paliwa alternatywnego. I ja to doskonale widzę. No i też trochę się martwię, że szkoda tego potencjału, tego zapału, tego początkowego takiego zapału „wow”, żeby go zmarnować. Kochani. Na koniec jeszcze zadam wam takie pytanie. Taką pracę domową wam zadamW nadziei, że tak jak ktoś może zadał swojemu dziecku w międzyczasie między audycjami pytanie, jak wygląda miłość w jego przekonaniu, miłość rodzica do dziecka jak wygląda w jego przekonaniu? Może ktoś po tej audycji zada pytanie swojemu partnerowi, swojej rodzinie, jak według nich powinna wyglądać jego miłość względem nich. Tak, może to zadanie będzie najprostsze.
Zastanówcie się kochani, co można dać człowiekowi. Czy można dać człowiekowi emocje? Tak dokładnie brzmi moje pytanie: czy można dać człowiekowi emocje? Bo można dać pieniądze. Można dać czas. Można dać bułkę z masłem. Można dać wszystko, co materialne, to wszystko można dać drugiemu człowiekowi. Natomiast czy można dać człowiekowi emocje? Owszem, można sprawić, że drugi człowiek w naszym otoczeniu będzie jakieś emocje odczuwał. Na przykład spokój.
Opowiemy komuś kawał, będzie mu weselej i tak dalej. Przytulimy kogoś, poczuje się bezpieczniej przez chwilę. Możemy spowodować, że ktoś jakieś tam emocje odczuje na chwilę. Natomiast czy można dać człowiekowi emocje? Czy można sprawić, żeby drugi człowiek dostał emocje? Czy można sprawić, żeby drugi człowiek był szczęśliwy? Taki szczęśliwy, radosny, pogodny, pełen energii. Czy można sprawić? I nie chodzi mi, że na chwilę, bo może się poczuć radośnie. Natomiast czy wyobrażacie sobie sytuację, w której ktoś da wam emocje radości?
Da wam emocje radości albo emocje szczęścia, emocje miłość. Da wam i wy poczujecie: „O, czuję miłość. O, czuję radość”. I ten stan będzie trwał do końca waszego życia. Czy wyobrażacie sobie taką hipotetyczną sytuację? Co musiałoby się wydarzyć? Jak to musiałoby wyglądać? Czy można dać drugiemu człowiekowi emocje? To jest, kochani, pytanie za tydzień, bo przynajmniej na tą chwilę taki temat audycji mi się kroi w głowie. Oczywiście wszystko zależy od was.
Jeżeli zaproponujecie coś, co będzie w temacie i w sensie tego, co ja robię, to jak najbardziej. Oczywiście piszcie i odzywajcie się i zobaczymy. Natomiast zastanówcie się, czy można dać człowiekowi emocje. Dobrze, kochani, dziękuję. Dziękuję wam za tą część oficjalną. Tu widzę, że tych komentarzy za dużo nie ma, więc nie robimy przerwy, bo widzę, że Taks się tutaj przywitał. Zibi: „Dobry wieczór ludziska, pozdrowienia pana Marka i ojca prowadzącego Sławomira”. Dziękuję. Ewa Demarczyk, Ala, Szuruburu. Popęd seksualny.
Rozumiem, że to chodziło o to, czy jeszcze coś daje. Tak, popęd seksualny zdecydowanie, ale on też jest w moim przekonaniu emocją płynącą z ego. Kasia Ondre tutaj o rodzinie pisze. I właśnie Kasia pisze, że: „Ja dla mojej rodziny zrobię wszystko, ona trzyma mnie przy życiu”. Tutaj żart polityczny, więc go nie będę czytał. Konrad Czochryta: „Witam panów prowadzących i słuchaczy. Pierwszy raz udało mi się trafić na live. Uwielbiam pana słuchać, panie Sławku”. Bardzo się cieszę. Dziękuję za miłe słowa.
Kasia się przywitała. Oskar Bec: „Witam wszystkich. Dziękuję za tę audycję”. Edwilk pisze: „Jakiś pomysł na alternatywę poproszę”. Jeden z pomysłów był. I tu jeszcze też komentarz: „Zdecydowanie można”. Kochani, znacie mnie już ci, którzy są krócej, ci, którzy są dłużej. Ja te dwie zależności pomiędzy miłością do samego siebie a podświadomością doskonale rozumiem i najprawdopodobniej prowadząc audycję „Oczami duszy” z tych tematów nie zrezygnuję. Może zmienią się formy, może przejdą na bardziej pobudzające.Pojawią się, ale to w następnej audycji, inne pomysły. Natomiast tych dwóch tematów, zwłaszcza tematu miłości do samego siebie, nie odpuszczę.
Biebrzanka.
[55:05] - Biebrzance chyba ktoś tutaj w YouTubie utrudnia trafienie na transmisje na żywo. Mnie kiedyś YouTube wyświetlał normalnie powiadomienia, że jakiś subskrybowany przeze mnie kanał nadaje na żywo, a teraz jakoś przestał od jakiegoś czasu.
[55:24] - Powiem tak: coś się porobiło, bo o niektórych komentarzach, na przykład pod audycjami czy pod moimi filmami na kanale, nie dowiaduję się, a o niektórych dostaję powiadomienia. Także coś tam się dzieje, natomiast to jest poza moimi możliwościami.
[55:46] - Ja panu powiem, że Kanał Radio Paranormalium cierpi dokładnie na tą samą przypadłość, niestety.
[55:52] - Z powiadomieniami.
[55:54] - Tak, niestety bardzo wybiórczo one przychodzą. Jedne przychodzą, inne w ogóle nie przychodzą. Nie wiem, od czego to zależy. Humory YouTube'a.
[56:03] - Właśnie. Dlatego przy okazji, kochani, w razie czego przepraszam was, bo ja te filmy i audycje, i coś tam, jeżeli nieraz nie odpisuję na jakiś komentarz, to nieraz nawet nie zauważę, odpisując na inny komentarz, nawet nie prześledzę, zwłaszcza jak jest dużo komentarzy, 40, 50, 70. Dla mnie to jest dużo. Ciężko wyłapać, że ktoś coś. Dlatego też proszę o wyrozumiałość, bo widzimy, jak się YouTube źle ma. Ale pozdrawiamy YouTube'a i zostawiamy jego problemy. Dziękuję wam, kochani, za wyrozumiałość, bo widzę, że chyba przyjęliście do serca moją prośbę. Także superowo. Dziękuję jeszcze raz za dzisiejsze spotkanie. Krótsze nieco, ale myślę, że treści, które was usatysfakcjonują, przynajmniej częściowo się pojawiły.
Czego oczywiście sobie i wam z całego serca życzę. Trzymajcie się cieplutko. Do usłyszenia za tydzień. Mam nadzieję, że w jeszcze większym komplecie i w zdrowiu i z większą radością i werwą. Zobaczymy się za tydzień. Jeszcze raz dziękuję. Dobrej nocy. Trzymajcie się. Pa.
[57:31] - Mówił te słowa do państwa, jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie, nieustająco zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka, która jest dostępna w tylu wersjach, w tylu formach, że wstyd jej nie znać, że tak to ujmę. Książka „Czy można szukać przeznaczenia, czyli po co człowiekowi dusza?” dostępna zarówno w wersji drukowanej, jak i jako e-book, a także od niedawna jako audiobook. Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja „Świat oczami duszy”, do polajkowania fanpage'a pana Sławka na Facebooku. I cóż, dzisiaj już kończymy utworem, który miał polecieć w przerywniku, a tak się składa, że dzisiaj poleci jako utwór kończący dzisiejszą audycję. Utwór, który dedykujemy pamięci mamy pana Sławka. Peter Van Crow i Erik Laczo. Utwór, który już kiedyś w przerywniku w naszej audycji poleciał. „Dziękuję mamo”. A my dziękujemy za uwagę.
Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień w kolejnym odcinku audycji „Świat oczami duszy” na antenie Radia Paranormalium w poniedziałek o 20:00, jak zawsze na żywo.
[58:59] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[59:07] - Mamusiu kochana, słyszysz głos mój na tym bicie? Mamusiu kochana, dziś dziękuję ci za życie. Za każdy mój oddech i za twoje ciepłe ręce. Za to, że nosiłaś mnie, mamo, pod swoim sercem. I choć nie było łatwo, ty byłaś mi przykładem. I dzięki tobie, mamo, w życiu daję sobie radę. Ty jesteś dla mnie gwiazdą, która oświetla mi drogę. Nauczyłaś kochać. Dzięki tobie kochać mogę. W twoich oczach tylko miłość ta matczyna.
Przyjmij, proszę, mamo, podziękowania od syna, bo dziękuję, że jestem i za to, co w życiu robię. Każdy uśmiech na twej twarzy przypominam teraz sobie. Rozdzieleni przez los, choć nie mogę być przy tobie, noszę ciebie w sercu, w mojej duszy, w mojej głowie. Gdybym tylko mógł, to napisałbym na niebie: „Dziękuję ci, mamo, że mogę być częścią ciebie”. Kocham mamo.
[01:00:15] - Tak začoł swój život ako podstrelej vták. Mama dala si mi krídla. No veru tak. Dali si mi krídla a oporu do života. Nikdy neranila, stále sa starala. A z toho mála, čo si mala, aj tak dala si mi veľa, lebo dala si mi život. Dobre si ma vychovala. Nuťujem len naše hádky a tvoje slzy. Mami, prepáč, že často som bol k tebe drzy. Nechápal som isté veci, no teraz to už viem.
Teraz to už viem, že si jediná osoba, ktorú milujem. Aha. Aj keď odišiel som, stále ťa mám, mama, v sebe a z môjho srdca ťa už nikto nikdy nevybere.
[01:01:23] - Dziękuję ci mamo za każde poświęcenie, za każdą twoją łzę i za każde zmartwienie. Za każdy poranek i kolejny nowy dzień. Dziękuję ci, mamo, bo wiesz, bardzo kocham cię. Jesteś mym pierwszym oddechem, pierwszym ruchem i spojrzeniem. Jesteś pierwszym mym dotykiem, uzależnieniem i do końca życia będę mówił ci to samo. Imię największej miłości to twoje imię, mamo.