[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” o książkach do czytania i do rozmawiania. Kończy się nam powolutku piątek. Mija godzina 20:00 na antenie Radia Paranormalium i oczywiście na antenie Book Radia. Co prawda chyba w Book Radiu usłyszymy się w „Bibliotekarium” z lekkim poślizgiem, ale coś tutaj słyszałem z wieści radiowych, że panowie mają prawie gotowe studio, więc już niedługo prawdopodobnie będą nadawać z w pełni profesjonalnego studia BookRadia.pl. Witamy słuchaczy Radia Paranormalium i Book Radia. Zaczynamy kolejny odcinek „Bibliotekarium na żywo”. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowo-telefonicznego dosłownie przed chwilą się okazało, że czeka na nas nie duet, a trio: Marek Żelkowski, Wiktor Żwikiewicz i Tadeusz Krajewski. Dzisiejsza dyskusja będzie się toczyła wokół twórczości Adama Wiśniewskiego-Snerga. Zanim przekażę głos panom w studiu po drugiej stronie połączenia, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Można będzie do nas dzwonić w trakcie audycji.
Można także pisać. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów również to 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Można nas także znaleźć na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium, Bibliotekarium.pl i Book Radia, na grupie Radia Paranormalium i na grupie Rubieże rzeczywistości również oczywiście. Jeżeli ktoś woli, to może także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Jedna z powieści Adama Wiśniewskiego-Snerga nosi tytuł „Robot” i tak się okazało, że serwer radiowy nam się wczoraj zepsuł. Ostatecznie musiałem go zmienić.
Także dzisiaj chrzest bojowy nowego serwera Radia Paranormalium. Mamy nadzieję, że wszystko słychać, że nic nie przerywa, że nie ma żadnych problemów z połączeniem i że z czystym sumieniem mogę oddać głos panom po drugiej stronie połączenia. Halo, halo, Bydgoszcz.
[03:13] - Halo, halo! To się przywitajmy wszyscy. Dobry wieczór państwu. Wiktorze?
[03:19] - Dobry wieczór.
[03:21] - Nasz gość Tadeusz Krajewski.
[03:23] - Dobry wieczór.
[03:25] - To jest ta ulubiona moja pora roku, kiedy zaczynamy audycję. Jeszcze słoneczko świeci. Jest bajkowo. Dla mnie bajkowo. Zawsze gorzej wspominam te audycje, które zaczynają się w środku nocy. Przynajmniej tak należałoby wnioskować z warunków panujących na zewnątrz. Niemile to wspominam. Audycje same mile, ale te warunki na zewnątrz, te śniegi, mrozy i tak dalej. Więc cieszcie się państwo. Ja się w każdym razie cieszę z tej pory roku.
Zaczynamy dzisiaj audycję, tak jak to powiedział Ivellios, poświęconą... chciałbym coś wielkiego powiedzieć, oczywiście mi się wszystko blokuje w głowie. W każdym razie poświęconą twórczości człowieka, który jak niektórzy mówią, przeskoczył nawet Lema. To się bierze stąd, że w swoim czasie jego powieść „Robot” tutaj wspomniana wygrała plebiscyt na najlepszy utwór powieściowy science fiction powojenny. I tak już zostało. Legenda głosi, że chodziło o to, żeby zagrać na nosie Lemowi. Ile w tym prawdy nie wiem, ale fakt jest faktem, że powieść „Robot” nie powinna i ludzie, którzy czytają tę powieść, są dosyć zgodni, że autor nie mógłby mieć kompleksów, jeśli chodzi o swoją twórczość, bo to jest powieść, która zostaje. W dodatku zawsze zaczynam audycję od jakiegoś swojego wspomnienia. Trafiłem, będąc młodym dziecięciem właściwie, na tę powieść. Leżała sobie na osiedlu, na którym mieszkałem na wystawie księgarni i wyglądała bardzo poważnie.
Taka zielona. To w ogóle była seria, która nie promowała tylko i wyłącznie fantastyki, raczej literaturę współczesną. Zielona, zagadkowa okładka trochę mnie przerażała. Długo się wahałem, czy tę powieść w ogóle kupić, bo „Robot” niby science fiction, ale na okładce nic o tym science fiction nie było napisane. Autor też jakby mi nieznany. To było drugie wydanie powieści „Robot”.
[05:43] - Ocenzurowane.
[05:44] - Tak, ale drugie. W dodatku jako 14-latek zacząłem lekturę i powiem, że to była rzecz wstrząsająca, ale ja byłem już częściowo przygotowany na tą lekturę, bo zanim kupiłem ... to drugie wydanie „Robota”, ukazywała się wówczas seria „Siódemka”. Wydawał ją Kaw i jedną z pierwszych pozycji w tej „Siódemce” było „Siedmiu fantastycznych”. Było opowiadanie Lema, był Boruń ze swoim wstępem do „Ósmego kręgu piekieł”, ale były też fragmenty z „Robota”. Głównie takie fragmenty poświęcone specyficznemu miejscu, które znajdujemy w powieści, czyli takiemu miejscu ciężkich posągów, w którym nawet odnajduje w pewnym momencie sam siebie. Wiem, że to, co mówię w tej chwili, brzmi dosyć dziwnie. Wybaczcie państwo, pewno do tego nawiążemy. W każdym razie to był taki mój ulubiony fragment, dlatego że był jedyny w tej książce. Natomiast od czego zacząłem lekturę tego tomu, jak już miałem go w całości?
Od przetrząsania całej książki, żeby znaleźć te wszystkie fragmenty, które się w tym świecie posągów czy w tej sali posągów dzieją. W sali nie, to złe porównanie. W tym świecie posągów. Przy okazji poczytywałem i w końcu stwierdziłem: „Dobra, to czytam”. Czternastolatkowi czytało się bardzo ciężko, ale już państwu o tym wspominałem, byłem nieco sieknięty na punkcie tak zwanej trudnej lektury i była trudniejsza, i trudniej mi się przez nią brnęło. To przez nią brnąłem. Nie wiem do dzisiaj, czy to dobrze, czy źle, bo brnąłem połowy – dobrze by było, żeby połowy – chyba większości nie rozumiejąc, ale brnąłem dosyć konsekwentnie. Przebrnąłem przez całą tę książkę. Nie potrafię już dzisiaj odtworzyć tego, jak mi było po tej lekturze, ale jedno czułem na pewno, że zetknąłem się z czymś, co po pierwsze mnie przerasta i co jest wspaniałe. Ale jakby mnie ktoś zapytał dlaczego, to bym wtedy jeszcze nie potrafił odpowiedzieć.
Już państwa skutecznie zagadałem. Teraz dopuszczę do głosu naszego gościa.
[08:08] - Może ja też opowiem o moim pierwszym spotkaniu z Adamem Wiśnińskim „Snergiem”. Ja miałem wtedy lat 16. To było w 1973 roku. Podobnie jak Marek biegałem po księgarniach i szukałem fantastyki. Wtedy było to rzeczywiście zadanie wymagające odpowiedniego przygotowania się, przede wszystkim dużej cierpliwości, szperania pomiędzy różnymi książkami stojącymi na regałach księgarni, gdyż przypomnę tylko, na pewno Marek o tym nieraz mówił, ukazywało się wtedy tak naprawdę może 20, 30 pozycji z naszej branży ulubionej rocznie. Ale ukazywały się też książki, które były poza seriami. Książki gdzieś tam ukryte i w związku z tym trzeba było czasami, przeglądając w księgarni książkę, dojść do tego, czy jest to fantastyka, czy nie. Chore to może, bo przecież trzeba było wziąć książkę, która wydawała mi się dobra. Ale taki byłem. Podejrzewam, że nie tylko ja.
Bardzo wielu moich znajomych miłośników fantastyki podobnie postępowało. Oczywiście też przykuł moją uwagę tytuł „Robot”, ale wiedziałem już, że ten tytuł nie musi oznaczać fantastyki. Książka to była niebieska okładka, pierwsze wydanie. Na okładce była taka wielka kopuła unosząca się nad miastem, nie mająca z tytułem nic wspólnego. O autorze kompletnie nic nie wiedziałem. Zacząłem ją przeglądać i podczas przeglądania nie trzeba było zbyt intensywnie się wgłębiać w treść. Już wiedziałem, że jest to fantastyka. Książka była bardzo droga, chyba 40 zł kosztowała, a jak byłem uczniem liceum, to naprawdę był dla mnie wielki wysiłek, żeby zdobyć na kupienie książki pisarza, którego kompletnie nie znałem. Zacząłem czytać ją z mieszanymi uczuciami. Na początku pojawia się taka sytuacja, dziś bym ją nazwał trochę surrealistyczna.
Później to może odniósł do powieści „Drzeżona miasto automatów”. Po prostu coś, co z fantastyką naukową niewiele ma wspólnego, jeśli chodzi o klimat przynajmniej i sposób przedstawiania sytuacji. Pojawia się robot BR66, który się dość szybko uczłowiecza i jako człowiek ma być agentem Mechanizmu Wielkiego i jako ten agent ma realizować pewne zadania. Bardzo szybko akceptuje swoje człowieczeństwo i w ogóle nie ma mowy o tym, żeby się nad tym zastanawiał, jak to jest w typowych opowieściach o sztucznej inteligencji, o robotach, które chcą się uczłowieczyć i tak dalej. Tu w ogóle takiego wątku nie ma. Bardzo było to dla mnie zaskakujące. Nie mogłem tego zrozumieć. Zrozumiałem dopiero później, gdy się okazało, że tak naprawdę to jest najmniej istotny fragment fabuły. Człowieczeństwo BR64. Fajnie zresztą to później, jak już byłem trochę starszy, gdy byłem już studentem, pokazał Lem w „Masce”, w którym też pojawia się automat, który tak naprawdę nie może nie tylko swojego człowieczeństwa określić, ale nawet płci.
Na początku wypowiada się w rodzaju nijakim, w ogóle jakimś zupełnie innym językiem. Mówi w inne formy gramatyczne, co dopiero znacznie później odkrył Jacek Dukaj, chociażby w „Perfekcyjnej niedoskonałości”. A u Snerga jest podobna sytuacja, tylko że ponieważ treść, fabuła książki nie idzie w tym kierunku, w związku z tym nie okazało się to takie ważne i po jakimś czasie zapomniałem o tym wstępie, który absolutnie mi do niczego nie pasował i zagłębiłem się w lekturę, która zaczynała się z rozdziału na rozdział robić coraz bardziej wciągająca, nawet bym powiedział sensacyjna. Z wypiekami na twarzy czytałem tę książkę, nie mogłem się już od niej oderwać. A gdy doszedłem do momentu Nazwijmy to umownie, Marku, stricte filozoficznych. To właściwie był pierwszy raz, gdy zetknąłem się z filozofią wtedy, i to taką naprawdę przez duże F. Nie wiedziałem jeszcze, że Adam Wiśniewski-Snerk jest filozofem amatorem. Zastanawiała mnie tylko wielka mądrość pisarza do tego stopnia, że później szukałem jakichś informacji i absolutnie nie mogłem nigdzie niczego znaleźć na temat pisarza. Wtedy przyszło mi do głowy, bo znałem już trochę Lema, jego najważniejsze książki przeczytałem. Najważniejsze?
Najsłynniejsze. Może takie jak „Solaris” czy „Niezwyciężony”, czy „Powrót z gwiazd”, bo to czytałem już w podstawówce, w ósmej klasie i pomyślałem sobie, że to jest Lem, tylko Lem pod pseudonimem.
[13:03] - To wielu tak myślało.
[13:04] - Tak. A ja jeszcze wcześniej miałem okazję przeczytać, chyba rok wcześniej. Byłem wtedy chyba w pierwszej klasie licealnej. Trudną bardzo lekturę, ale też fascynującą, czyli „Doskonałą próżnię”, gdzie są recenzje nieistniejących książek. I tak sobie pomyślałem-
[13:21] - Pasowało.
[13:22] - Tak, że może Lem po prostu sobie napisał książkę, której normalnie by się wstydził. Nie chciałby pod swoim nazwiskiem jej wydać. Nie chciał, żeby to była tylko i wyłącznie recenzja do nieistniejącego „Robota”. Jeszcze jak zobaczyłem nazwisko, dość pospolite. Wiśniewski, Adam Wiśniewski. Pospolite nazwisko. W związku z tym aż dziwne, że ktoś takiego nazwiska w ogóle w literaturze używa. Przepraszam wszystkich, którzy nazywają się Wiśniewski. Sam się nazywam Krajewski. Moje nazwisko też jest pospolite.
Ale przyznacie państwo, że tak to jest. Jeżeli ktoś używa pseudonimu Kowalski, Wiśniewski, to znaczy, że chce nam coś powiedzieć. I pojawia się oczywiście drugie słowo Snerg, którego wtedy nie rozumiałem. Dzisiaj wiem, że jest to suma energii. Taki fizyczny skrót, który autor sobie dodał do nazwiska. Wtedy już w ogóle zacząłem wątpić w istnienie Adama Wiśniewskiego-Snerga i myślałem, że jest to pisarz, który tak naprawdę nie istnieje. Został wymyślony prawdopodobnie przez Stanisława Lema. Zresztą chcę powiedzieć, że później, gdy miałem okazję spotkać się już z innymi miłośnikami fantastyki, z ludźmi, którzy też czytali „Robota” w podobnych okolicznościach jak ja, to przekonanie, jak się okazuje, jeszcze dość długo pokutowało i dość długo też szukano tego prawdziwego Snerga, który jak się okazuje, rzeczywiście przez wiele lat po swoim debiucie powieściowym ukrywał się tak naprawdę.
[14:56] - Tak, był osobą nieznaną, dosyć skrzętnie chronił swoją prywatność. I stąd pytanie do Wiktora, bo ty zdaje się jednak zdecydowanie najwcześniej. Ja nigdy, ale Tadeusz nie wiem. Natomiast ty znałeś Adama Wiśniewskiego-Snerga. Ale zanim cię dopuszczę do głosu, to jeszcze rzut oka na czat, bo o35 pisze, że ma dzisiaj urodziny. To życzenia serdeczne od całej ekipy dla naszego wiernego słuchacza. Wszystkiego naj, naj! Tu co prawda była dyskusja.
[15:31] - Wszystkiego fantastycznego.
[15:32] - Wszystkiego fantastycznego. Była co prawda dyskusja, ile lat należałoby pożyć, żeby skroić trochę ZUS. Tę dyskusję zostawmy na boku. Wiktorze, teraz ty.
[15:44] - Ale te życzenia à propos życzeń jeszcze, to niezupełnie jest słuchacz, bo on tyle razy zabiera głos, że właściwie jest współuczestnikiem.
[15:59] - Uczestnikiem zdecydowanie.
[16:01] - Nie tylko słuchaczem.
[16:02] - To prawda.
[16:03] - Dobrze. W takim razie, jeśli żeście się powymądrzali na temat Snerga, to też muszę coś tam powiedzieć. Ja miałem taką dosyć śmieszną zawsze zasadę. Ja już kiedyś o tym wspominałem. Niemiłe cierpiałem czytać książek, które były na topie aktualnie, które były reklamowane, którymi wszyscy się zachwycali i tak dalej. Zawsze takie książki odkładałem na później, jak ta wrzawa ucichnie, jak będzie można sobie spokojnie poczytać. I mniej więcej tak samo postąpiłem z pierwszym wydaniem Snerga, „Robota”. To była piękna, gruba, nie tak jak ta twoja Marek. Drugie wydanie to już takie cieniutkie, zielone było takie sprasowane. Pierwsza była grubasna, potężna Biblia, naprawdę taka pełen szacun.
Odłożyłem ją sobie na półkę. Zerkałem przez dłuższy czas. To chyba jakieś prawie półtora roku minęło, zanim się zabrałem za lekturę. Jak już właściwie te wszystkie burze w związku z pojawieniem tej książki przeszły, minęły, choć one nigdy nie minęły tak naprawdę. Czytałem ją, przeczytałem i pamiętam jedną rzecz. Nie będę się tak wywnętrzał, na ile ona dopasowała do mnie. Natomiast ja pamiętam, że wtedy miałem takie skojarzenie. Zacząłem przemyśliwać w ten sposób, że pisarze science fiction się dzielą właściwie na dwa odłamy. Jedni to są ci, którzy rękami, nogami, ciałkiem, garściami z tego, co współczesność, że tak powiem, operuje. Ze stanu nauki, filozofii, techniki, czegokolwiek, ze świadomości o masie aktualnej na temat świata.
I na tej bazie budują swoje rzeczy. To jest większość pisarzy. Ja też raczej się do nich zaliczam i do nich bardziej się zaliczał również Stanisław Lem, który żył aktualnym stanem świadomości naszej cywilizacji, nawet jeśli zdecydowanie daleko wyskakiwał poza te ramki. Natomiast jest jeszcze rzadki gatunek takich wizjonerów, których niespecjalnie obchodzi stan aktualny nauki, wiedza. Oni to wszystko mają czasami w małym palcu, natomiast to wszystko stanowi tylko i wyłącznie przyczynek do ich własnych rozważań na ten temat. Mają w nosie, Bogiem a prawdą, ten stan ogólnej wiedzy, tylko na tej bazie budują swoje wizje, tworzą swoje wizje. Kiedy czytałem "Robota", to doszedłem do wniosku, że właśnie Snerg Wiśniewski jest kimś takim. Jest kimś, kto po prostu tworzy swoje, nie oglądając się na żadne schematy, na żadne tendencje i tak dalej. Bardzo dziwnie, bo można to oprotestować, natomiast bardzo podobnie odbierałem "Robota" troszeczkę jak niektóre powieści czy opowiadania Ballarda. Takie tylko krawędzią tego obcasa dotykające science fiction współczesnej nauki.
Czasami ja, Bogiem a prawdą, wolę twarde, normalne hard science fiction, ale cenię sobie również takich pisarzy filozofów trochę i Snerg Wiśniewski się według mnie do nich zalicza w pełni. Jeszcze można by było paru innych wymienić. O dziwo, nawet czasami poszponowany z góry na dół Krzepkowski. On też miał takie zacięcie, że go mało to obchodziło.
[21:16] - Oni byli trochę podobni do siebie.
[21:20] - Proszę?
[21:20] - Oni byli trochę podobni do siebie. Krzepkowski i Snerg.
[21:23] - Tak. To podobne tendencje i charaktery. Charaktery to już zdecydowanie bardzo podobne do siebie mieli. Zresztą się doskonale dogadywali, o ile zauważyłem. Rozumieli się bardzo dobrze. Tylko że Krzepkowski był jeszcze chłystem, a Snerg już pełną gębą. Bardzo dobrą robotę tej powieści zrobiło, może to tajemnica, akurat wydawnictwo, które fantastyki nie wydawało poza Stanisławem Lemem oczywiście, tylko Wydawnictwo Literackie w Krakowie. Naprawdę wtedy, w tamtym czasie to było coś, co Wydawnictwo Literackie poleca. Jeśli coś wychodziło z tej oficyny, to musiało mieć literacki ciężar gatunkowy z całą pewnością. Tutaj się jak najbardziej sprawdziło to, że "Robot" Snerga Wiśniewskiego jest również cholernie literacką wizją.
Tak samo jak i późniejsza książka "Według Quotra". Dziwni to byli ludzie i Snerg to był dziwny człowiek, bardzo zamknięty. Ale tak na pierwszy rzut oka, bo naprawdę to cholernie... Jeśli on mógł o swoim mówić i żyć tym, to ja pamiętam jeszcze rozmowy Janusza Zajdla i Snerga. Po prostu oczy im się paliły i gadali ze sobą. Wszyscy naokoło siedzieli, popijali whisky i gaworzyli o dupie Maryni, a oni patrzyli sobie w oczy i nadawali o swoich wizjach, o swoich koncepcjach techniki, technologii, filozofii i tak dalej. Naprawdę to byli ludzie z pełną gębą. Co tam gadać, to było, minęło.
[23:58] - Jeśli mogę, to odniosę się do wypowiedzi Wiktora i jeszcze odpowiem na twoje pytanie, Marku. Miałem okazję spotkać Adama Wiśniewskiego Snerga, ale trudno nazwać to znajomością. To było tylko jedno spotkanie na Konwencie Miłośników Fantastyki w Dzierżoniowie w 1983 roku, w październiku. Adam Wiśniewski-Snerg był już wtedy postacią kultową. Był już chyba po trzech książkach, ukazał oczywiście „Robot", „Według otchłani" i „Liceum". Te trzy rzeczy się już ukazały. Zresztą trzy różne rzeczy tak naprawdę, chociaż obsesyjnie traktujące o tym samym, ale zupełnie różnie. Tak, jakby napisało ją na ten sam temat trzech różnych pisarzy. Tak to wyglądało. W każdym razie był już postacią znaną.
Kiedyś poszedłem prosto z kartkami na kolację konwentową. Trzeba było mieć takie specjalne kartki. To takie czasy. Przypomina mi się sytuacja, o której mówił Wiktor kiedyś, jak to Isaac Asimov sam sobie siedział i podszedł do niego w końcu Jacek Rodek, bo wszyscy się obawiali do niego podejść, bo to był Asimov. Tutaj było zupełnie tak samo. W tej stołówce wszystkie miejsca były zajęte. Jedyne wolne było właśnie przy Adamie Wiśniewskim-Snergu, do którego nikt się chyba nie odważył dosiąść. A więc bez zastanowienia dosiadłem się do niego i podczas jedzenia jajecznicy rozmawialiśmy sobie. To znaczy właściwie to może inaczej. To ja mówiłem.
To był mój monolog przerywany czasami przełykaniem kolejnych kęsów jajecznicy. Natomiast Adam Wiśniewski-Snerg od czasu do czasu patrzył na mnie i odpowiadał monosylabami albo jakimiś nie do końca artykułowanymi dźwiękami typu: „mhm, no, tak." Jedno zdanie tylko od niego udało mi się wydobyć, bo zapraszałem go do Bydgoszczy, do klubu fantastyki Maskon na konwent, który chcieliśmy zrobić i zrobiliśmy, zresztą w grudniu 1983 roku. Tam był między innymi Janusz Zajdel. Adam Wiśniewski-Snerg wypowiedział jedno zdanie tylko: „Proszę mi zapewnić samochód." I to było wszystko, co od niego usłyszałem. Trudno było z nim rozmawiać, bo to człowiek, ja odbierałem go wtedy jako takiego skrajnego introwertyka. Człowieka, który właściwie wstydził się tego, że ktoś się do niego dosiadł. To on właściwie był zakłopotany. A powinno być odwrotnie. To ja się powinienem czuć stremowanym, bo siedzę przy mistrzu. I naprawdę na różne sposoby kombinował, jakby tutaj uciec chyba od rozmowy ze mną.
Ale nie dlatego, że nie obdarzył mnie wtedy sympatią, tylko po prostu dlatego, że był taki skryty. Takie wrażenie na mnie zrobił Adam Wiśniewski-Snerg. Ale porównując z tobą, Wiktorze, wiadomo, ty go znałeś bardzo dobrze i wiele rzeczy przeżyłeś w jego towarzystwie. Ja tylko mogę mówić o swoich odczuciach z tego wspólnego jedzenia kolacji. Jajecznica była taka sobie, krótko mówiąc. W każdym razie to jest jedno. Drugie — „Robot" ukazał się w Wydawnictwie Literackim. Oczywiście debiut nieprawdopodobny dla początkującego pisarza, zupełnie nieznanego. To, że jego książka ukazuje się w Wydawnictwie Literackim, to jest coś nieprawdopodobnego. My tu już mówiliśmy o przypadku Jurka Gruntowskiego, którego zbiór opowiadań „Annapolis.
Miasto moich snów" też się ukazał w Wydawnictwie Literackim. Świadczy to tylko o tym, że Wydawnictwo Literackie potrafiło wyjść poza ten schemat w tych czasach. Poza ten schemat mainstreamowy. I jeżeli ktoś dostarczał fantastykę niekonwencjonalną na wybitnym poziomie literackim, to nie było problemu, żeby to się ukazało. „Robot" jest oczywiście dziełem Adama Wiśniewskiego-Snerga. Trzeba jednak jeszcze wiedzieć, jak to dzieło powstało. Otóż Adam Wiśniewski-Snerg pisał tę książkę ręcznie i dawał do przepisywania swojej żonie Krystynie Wawer. I ona przepisała całego „Robota" chyba pięć razy. Każda strona była dyskutowana. Nad każdą stroną Adam Wiśniewski-Snerg się zastanawiał.
Chyba trwało to, jeśli dobrze się orientuję, cztery lata, zanim on tę rzecz ukończył. Także była to rzecz perfekcyjna.
[28:38] - Ciężką pracą.
[28:39] - Tak. I perfekcyjnie przygotowana. I ja osobiście podejrzewam... Nie wiem, ale wydaje mi się, że redaktor w Wydawnictwie Literackim, redaktor tej książki po prostu jakoś nie miał specjalnej pracy. Może nawet miał.
[28:56] - Ja coś powiem, bo z Wiśniewskim-Snergiem redaktorzy mieli... Zastanawiam się, czy ciężko, czy lekko. To może najpierw powiem, o co chodzi. Otóż takie chodzą słuchy. Znam to oczywiście z różnego rodzaju wspomnień, że Adam Wiśniewski-Snerg bardzo źle znosił ingerencje redaktorskie. Nienawidził tego. Jedyną osobą, która mogła ingerować w jego tekst, była właśnie żona. Ale też te ingerencje mogły dotyczyć budowy zdania, wycia wyrazu i tak dalej, ale nie większych fragmentów czy pewnego sensu. W związku z tym on rzeczywiście doprowadzał swoje dzieła do stanu naprawdę wielkiej gotowości. Ale poza tym znany był z tego, że się ostro wykłócał z redaktorami i nie pozwalał sobie grzebać w tekście.
To z punktu widzenia człowieka, który ABW prowadzi... Nie polecam tej drogi wszystkim autorom. To znaczy, jak się jest Adamem Wiśniewskim-Snergiem, to można zaryzykować. Natomiast generalnie — ulubione moje słówko musi paść w każdej audycji — więc generalnie nie polecam tej drogi. Natomiast Adamowi Wiśniewskiemu-Snergowi się zdarzyło. To jest pierwsza rzecz, którą chciałem powiedzieć. A druga to taka, że dużo później, przy którejś kolejnej lekturze odkryłem i moi przedmówcy o tym wspominali, że wtedy jeszcze się nie interesowałem filozofią, ale odkryłem, że ten facet w tym robocie pisze rzeczy nieprawdopodobne. Myślowo nieprawdopodobne, ale w tym sensie niesamowite. Będziemy o tym pewno dzisiaj mówić, o nadistotach i w ogóle, ale ten facet pisał, jego sposoby przedstawiania różnych problemów były takie, że one mi się nie mieściły w głowie. Rzucę pierwszy z brzegu przykład.
To był facet, który między wierszami, a właściwie bardzo wprost mówił, że coś takiego jak wolna wola w przypadku robota nie istnieje, że wszystko jest zaplanowane, jest mechanizm. Wszyscy właściwie odgrywamy pewne role w tym teatrze i taka jest nasza rola, żeby te role odgrywać. Nie ma wolnej woli, nie istnieje. To przyznacie państwo dla człowieka, który obraca się w bardzo racjonalnej, ale codziennej cywilizacji, który mówi sobie: „Wszystko zależy ode mnie. Pójdę w prawo, w lewo albo gdzieś sobie jeszcze indziej, w inną stronę pójdę”. Wydaje mi się, czy wydaje nam się, że mamy wolną wolę i to jest oczywista oczywistość. Nagle taka teza pada. Co więcej, ona z punktu widzenia tego świata powieściowego jest jak najbardziej uzasadniona. I człowiek mówi sobie: „Wow, tak o tym nigdy nie myślałem”. Co więcej, ja później, interesując się pewnymi powiązaniami literackimi i to nie było zaplanowane, o czym za chwilę powiem, chociaż jak sobie spojrzę wstecz, jaką książkę omawialiśmy ostatnio?
A przypomnę, był to „Proces” Kafki w tłumaczeniu, nie do końca tłumaczeniu Bruno Schulza, bo jak było z tym tłumaczeniem mówiliśmy, ale się okazuje, że obaj ci autorzy, zarówno Kafka, jak i Bruno Schulz, to byli jedni z ulubionych autorów Adama Wiśniewskiego „Snerga”. Przypadek? Nie sądzę, że powiem sobie z takim starym grepsem, ale coś w tym jest, że w ostatniej audycji mówiliśmy o Kafce, a tutaj jest Adam Wiśniewski „Snerg”, który tego Kafkę ukochał. Co więcej, już badacze literaccy pochylali się nad opowiadaniami autora Adama Wiśniewskiego „Snerga” i szukali różnych, trudno mówić o zapożyczeniach, pewnej inspiracji czy pewnego nawiązania. I znaleźli zarówno nawiązania do opowiadań Franza Kafki, jak i do jego powieści. To jest moim zdaniem też ważna rzecz, żeby taka literatura nie była tłuczona na zasadzie takiej, że wszystko wymyślam od początku. Jednak Adam Wiśniewski „Snerg” był mocno osadzony w kulturze literackiej właśnie. I ta rzecz, która mi przyszła do głowy, kiedy Tadeusz wspominał Wiśniewskiego „Snerga”. Jak się czuła w momencie debiutu polonistka, która oblała Adama Wiśniewskiego „Snerga” na maturze? Ja tylko wspomnę tę historię, że to był człowiek, który znakomicie zdał maturę z fizyki, znakomicie zdał maturę z matematyki, natomiast został elegancko uwalony przez polonistkę bez mrugnięcia okiem, co zresztą zaważyło na jego życiu, bo on później nigdy nie wrócił ani do ponownego zdawania matury, ani w ogóle do tej maszynki do tworzenia magistrów, doktorów i w ogóle.
[34:28] - A chciał studiować fizykę.
[34:29] - Chciał studiować fizykę. To prawda. Mówiąc tak dzisiejszym językiem olał ten system i zajął się czymś zupełnie innym. Okazuje się, że ta polonistka to musiała być osoba, która nie wiem, chyba nie lubiła po prostu. Nie, żartuję, proszę państwa, oczywiście nie dowiemy się tego dzisiaj, co tak naprawdę powodowało polonistką Adama Wiśniewskiego „Snerga”. Fakt jest faktem, że taki nauczyciel potrafi człowiekowi życie mocno odmienić. Ty, Wiktorze, coś na ten temat?
[35:06] - Nie wiem. Jak patrzyłem na „Snerga”, to zawsze mi się śmiać chciało, że ludzie się dzielą na ludzi, ludziska oraz umysły. I „Snerg” to był właśnie taki chodzący umysł, czysty umysł. Nic go właściwie nie obchodziła rzeczywistość. On miał swój umysł i w tym umyśle miał świat, który sobie sam zbudował, że tak powiem, kształt tego świata, a nie ten świat, w którym był, że tak powiem. On miał własny świat. I czy słusznie, czy to troszeczkę paranormalne, ale tym niemniej tak to było. My tak bardzo mocno przeginamy pałę. Ja cholernie lubiłem „Snerga”. I on się dawał lubić, jeśli się nie chciało koniecznie włazić mu na głowę, że tak powiem, i koniecznie oczekiwać serdeczności i pełnych z tego powodu umizgów towarzyskich.
Z nim należało zupełnie rozmawiać tak, jakby
[36:30] - Jakby świat nie istniał, tylko tym światem był on i ten, kto z nim rozmawia. Wtedy się bardzo fajnie z nim można było porozumieć.
[36:45] - Tylko dodam, jeśli jeszcze do tej matury można na chwilę wrócić. Chyba wiem, dlaczego Snerka oblał maturę z polskiego. Jak wspomina Krystyna Wawer, to on jak się uczył do matury, w ogóle jak się uczył czegokolwiek, to znał takie dwie zasady: pierwsza to nie zaśmiecać sobie głowy niepotrzebnymi sprawami, druga to uczyć się tylko tego, co naprawdę jest mi potrzebne i co jest dla mnie ważne. To są takie dwie zasady i te zasady chyba podczas przygotowania do matury z języka polskiego. On z nich nie zrezygnował. Właśnie Krystyna Wawer mówi, że był człowiekiem tak wiernym swoim zasadom, które sam stworzył, że w związku z tym nawet zapłacił za to tak wysoką cenę, jak to, że nie mógł studiować, bo studiowanie fizyki było jego marzeniem. Krótko mówiąc, wiem, jak wyglądała edukacja i wiem, jak to dziś, bo już od dawna nie ma nic wspólnego z oświatą. Myślę, że podobnie jest dzisiaj. Czyli w przypadku humanistyki zaśmiecanie rzeczywiście głów uczniowskich zbędnymi informacjami, datami urodzin, śmierci, jakimiś szczegółami dotyczącymi życia pisarzy, które nie mają większego wpływu na interpretację ich tekstów. Snerk raczej się tym zajmował.
Miał swoje widzenie poezji i literatury i o tym na pewno z polonistką chciał rozmawiać, a nie gdzie, kiedy i w którym roku ktoś coś zrobił, bo to była dla niego wiedza zbędna. Zresztą Snerka w ogóle można za to podziwiać i chyba mi się wydaje, dlatego w sumie w życiu przegrał. Popełnił samobójstwo, więc chyba raczej można uznać, że przegrał. Ale właśnie dlatego, że chyba cały czas, do końca żył zgodnie z tym, co sam sobie ustanowił. Może nie postanowił, tylko ustanowił i uznał za obowiązujące. Najlepiej świadczy o tym jego historia z wojska. Wojska, którego nienawidził i po prostu sam pobyt w wojsku był dla niego potwornym koszmarem. Ale tak naprawdę był w tym wojsku przez 15 dni. 15 dni koszmaru, a po 15 dniach Adam Wiśniewski Snerk postanowił wpaść w stupor. Stać tylko i wyłącznie, więc w związku z tym nie można było z nim nic zrobić.
On stał, nie ruszał się ani w lewo, ani w prawo. Nie wiadomo, na ile była to jego gra, a na ile naprawdę zmusił swój organizm do tego, żeby nie zmieniał pozycji. Także w pewnym momencie, żeby gdzieś tego żołnierza zaprowadzić, to musieli go przenosić. Po prostu Snerka musieli normalnie przenosić. I w końcu trafił się jakiś kapral, który w kilku ciężkich słowach usiłował doprowadzić go do normalnej postawy. Ale to było niemożliwe, było widać, że tutaj psychika króluje nad ciałem. I wtedy Snerka przerzucono gdzieś do jakiegoś baraku, w którym miał się zajmować, co jest ciekawe, biblioteką, literaturą, takimi sprawami. I wygrał. Zaczął wracać do normalności. I z tego, co Krystyna Wawer właśnie mówiła, przeczytał tam bardzo dużo bardzo dobrych książek, które gdzieś tam zalegały na półkach tej biblioteki.
To tak marginesem. To znaczy, że czasami wierność własnym zasadom prowadzi paradoksalnie do klęski, a czasami wierność własnym zasadom prowadzi do niesamowitych zwycięstw, do osiągnięcia czegoś, co normalnie po prostu nie można byłoby brać pod uwagę. Jak to? Stać w miejscu, nie ruszać się i w ten sposób mieć wojsko z głowy? Tak, udało mu się. Znaczy nie dosłownie, ale to, co najgorsze mogło go czekać w wojsku, udało mu się ofajkować. To tak marginesie, jeśli chodzi o zasady, jakie wyznawał Snerk. Mój przyjaciel Łukasz Nalewek, który napisał pracę magisterską o twórczości Adama Wiśniewskiego Snerga. Praca nosiła tytuł „Człowiek zniewolony w twórczości Adama Wiśniewskiego Snerga”. Uważa i to jest oczywiście bardzo kontrowersyjna teza, że właśnie Adam Wiśniewski Snerk popełnił samobójstwo dlatego, że po prostu nie mógł się pogodzić z determinizmem, o którym Marku wspominałeś, a który według niego obowiązywał też i nasz świat.
A jedyny sposób na to, żeby z tego świata wyjść i przedostać się na dach świata, żeby przedostać się do rzeczywistości nieba, o której wspomina w jednolitej teorii czasoprzestrzeni, to właśnie śmierć.
[41:49] - Tak, ale warto też podkreślić, że to niebo Adama Wiśniewskiego Snerga nie miało nic wspólnego z wyobrażeniami religijnymi.
[41:59] - Tak.
[42:00] - To był człowiek, który był jak najdalszy od takiej wizji świata. On bardziej stawiał na to, że chociażby tu trzeba w tym momencie powiedzieć o tej teorii nadistot, bo on tak to mniej więcej widział, że są kolejne piętra. Tak jak pies nie dostrzega w nas naszego umysłu, tylko raczej inne zwierzę. Nie zdaje sobie sprawy, że gdzieś tam w nas drzemie umysł. On to wyprowadza od roślin czy od minerałów.
[42:33] - Od minerałów. Minerały to jest ten poziom zerowy.
[42:36] - Zerowy. I on mówi o tym, że tak naprawdę tych kolejnych pięter może być bardzo dużo, bo nad nami gdzieś też są istoty. One się zresztą w „Robocie” pojawiają te nadistoty. One się żywią tym, co wyciągnęły z ziemi, znaczy wyszarpnęły pewne miasto. Mamy do czynienia z bunkrem, ze schronem, który gdzieś tam na takim kawałku skały podróżuje gdzieś przez wszechświat, a Te nadistoty ciągnęły. Nie w pojęciu wampirycznym, nie sprowadzajmy tego do tego rodzaju wizji. One wyciągają z nas pewną energię. Zostańmy na tym pojęciu. Ale one też są w jakimś stopniu śmiertelne, też mają swoje nadistoty. I czy jest gdzieś granica tego stopniowania?
Na to pytanie nie znajdujemy odpowiedzi, ale jeżeli podążymy tą drogą, to uświadomimy sobie, że gdzieś tam, na którymś etapie są istoty, które my, ze swojego punktu widzenia powinniśmy uznać za boskie. Z naszego punktu widzenia. Poza tym, na co jeszcze zwraca się bardzo często uwagę, bo Adam Wiśniewski-Snerk, mówi się o fantastyce naukowej. W różnych jego książkach, w zależności czy to „Robot”, czy na przykład w „Nagincelu” ta nauka się pojawia. Nieco mniej jest według Łotra. Ta wizja świata jest w gruncie rzeczy, pomimo że to są różne książki. Mówiłeś o tym, Tadeuszu, że różni pisarze pisali te książki.
[44:19] - Jest jeszcze Arka.
[44:21] - Jest jednolita teoria czasoprzestrzeni jeszcze, która podbudowuje te wszystkie książki. Są później książki, które prawdopodobnie on nigdy nie przewidział, że będą wydane, czyli „Oro”.
[44:34] - Ja mam takie podejrzenia, jeśli można teraz wtrącić, że po prostu są to jakieś książki napisane przez Snerga, gdy miał lat 14, 13.
[44:43] - Ale tam się już daje znaleźć to, co będzie później w jego twórczości.
[44:46] - Jak na dzieciaka naprawdę były to bardzo fajne rzeczy, ale proszę państwa, odradzamy czytanie.
[44:55] - Zdecydowanie.
[44:56] - Bo wydano je pośmiertnie i uczyniono tym samym wielką szkodę pisarzowi.
[45:01] - Tak. Wrócę jeszcze do tego. Wizja świata, którą on przedstawia, w gruncie rzeczy, pomimo że to są różne powieści, różna jest ich poetyka, jest dosyć spójna, mimo wszystko. Nie wszędzie się oczywiście nadistoty pojawiają, ale pewien obraz tej rzeczywistości, nawet w opowiadaniach. Znacie państwo na pewno tę historię sporu czy anioł przemocy. Wachowscy się na nim wzorowali czy nie wzorowali. Awantura wielka na cały świat.
[45:33] - „Robot” też w tym uczestniczy.
[45:35] - „Robot” tam też są wątki, które można by wykorzystać w „Matrixie”. Już wiecie państwo, chociażby to, jak wygląda w drugiej i w trzeciej części ten świat, w którym chronią się ludzie. To też jest właściwie rodzaj schronu, bunkra czy jakkolwiek to nazwiemy, to chociażby to. W każdym razie, jeśli chodzi o wizję świata, którą przedstawia, już sygnalizowałem ten determinizm. Co więcej, tam się dzieje coś takiego u niego, że mówiłem o boskości, właściwie braku boskości. U niego zatraca się ta fascynacja fizyką, ale u niego zatraca się ten podział na energię, materię, na wizję. To wszystko zlewa się. Dlatego nie bez przyczyny wspomniałem o jednolitej teorii czasoprzestrzeni. To własnym nakładem książka wydana, to się chyba to wydawnictwo Pusty Obłok nazywa.
[46:30] - Tak.
[46:31] - Pusty Obłok. W każdym razie zostało gremialnie potępione przez środowisko naukowe, w ogóle odsądzone od czci i wiary. Bo on tam właściwie robił coś, co robi dziś współczesna fizyka, co od dawna zresztą fizyka robi. Jako pasjonat fizyki musiał o tym przecież wiedzieć. Wiedział to na pewno, że różnica pomiędzy materią a energią, to już Einstein w swoim wzorze sformułował, jak to się ma do siebie i że właściwie ta różnica jest płynna. Czy coś jest energią, czy jest materią, czy jedno w drugie może przechodzić i tak dalej. Co jest ważne u Wiśniewskiego-Snerga? Wiśniewski-Snerg daje pole naszej wyobraźni. On nie dopowiada pewnych rzeczy. On uruchamia naszą wyobraźnię, podrzucając pewne materiały wyjściowe.
On mówi: „A teraz, szanowny czytelniku, myśl. Myślenie nie boli, raczej uszlachetnia. To się zajmij tą szlachetną czynnością”. Tak bym to widział. Wiktorze, co ty na to?
[47:43] - Dużo by można mówić, ale nie wiem. Kiedyś nasz przyjaciel Marek Żelkowski miał taką uwagę na temat systemu ptolemejskiego, że przecież on się kiedyś doskonale sprawdzał, prawda Marku?
[48:04] - Tak, to prawda. On się sprawdzał, bo na jego podstawie przewidywano zjawiska, które rzeczywiście działy się na niebie.
[48:14] - Właśnie. Otóż ja mam takie wrażenie, że można takie koncepcje wielkie budować, bardzo skomplikowane systemy indywidualnie, które właściwie wszystko tłumaczą. I Snerg-Wiśniewski był takim autorem właściwie jednej wizji, jednego pewnego światopoglądu, czegoś, w co on uwierzył, czemu oddał właściwie całe swoje życie. I on, wydaje mi się, że popełniał cały czas jeden błąd. Otóż ten, o którym ja mówię, że można takie systemy Które się nawzajem wykluczają, mnożyć w nieskończoność. A co z tego wynika? Nic nie wynika. Po prostu to są pewne konstrukcje, pewne piramidalne wizje, które możemy stworzyć, gdzie się wszystko sprawdza, wszystko się zgadza i tak dalej. Tylko że w tym czasie gdzieś na Alasce ktoś może stworzyć zupełnie inną wizję świata, w której też się wszystko zgadza, chociaż zupełnie nie uwzględnia, dajmy na to, tej Smergowej wizji. On oddał swoje życie właściwie swojej wizji, przywiązał się.
Być może dlatego był również genialny w ramach tej swojej wizji. Nie wiem.
[50:00] - Wiesz co, Wiktorze? Sorry. Oczywiście można i tak do tego podchodzić, ale ja mam takie wrażenie, już to mówiłem, że on w gruncie rzeczy pozostawiał duże pole interpretacyjne i jeśli się nie odwołamy do książki „Jednolita teoria czasoprzestrzeni”, a damy wybrzmieć jego powieściom, o których dzisiaj mówimy, czyli „Robotowi” i „Według Łotra”. „Nagi cel” zostawmy. Damy im wybrzmieć, a już te interpretacje mogą być bardzo różne. Co więcej, uważam, że z koncepcją nadistot był jednak człowiekiem, który powiedział coś nowego. Przypomnę, że kiedy w latach 60. Konrad Fijałkowski napisał „Wróble galaktyki”, to było coś nowego. Wcześniej panowała radosna twórczość, w której człowiek poznaje swoich kosmicznych braci, zaprzyjaźniają się, rozumieją i hopsając radośnie przemierzają wszechświat. Mniej więcej tak można by to spuentować.
Konrad Fijałkowski powiedział: „Ale wcale tak nie musi być. Te istoty, które gdzieś tam przylecą, mogą nas potraktować właśnie jak te wróble. Coś pospolitego, coś, przy czym nie warto się zatrzymywać, bo one mają inne cele, inne zainteresowania, a my jesteśmy zjawiskiem na tyle powszechnym we wszechświecie, na tyle mało ciekawym, że się nawet specjalnie nami nie interesują”. I to był jakiś etap. Natomiast potem wszedł Wiśniewski-Snerg i powiedział coś takiego: „A może jest jeszcze inaczej?” Bo u Konrada Fijałkowskiego to my jako ludzkość przynajmniej te istoty jeszcze widzimy. One nie zwracają na nas uwagi, ale my je jeszcze dostrzegamy. Jesteśmy w stanie je rozpoznać. Natomiast Wiśniewski-Snerg mówi o tym, że kto wie, czy te istoty nie są wokół nas. À propos takiej horrorowatości troszeczkę tego, co pisał Adam Wiśniewski-Snerg. Tam pada takie zdanie w komentarzach do jego twórczości, że to być może zboża nas hodują, bo my nie jesteśmy w stanie rozpoznać przejawów bycia nadistotą i nie wiemy, co tak naprawdę...
My tych istot po prostu nie widzimy. Widzimy jakieś przejawy ich działalności, ale nie potrafimy zestawić, zestrzelić tych różnych przejawów w jeden logiczny ciąg, który powie nam: „O, właśnie się nam objawiła nadistota”. I dlatego wielu autorów, pisząc o Adamie Wiśniewskim-Snergu mówi, że to nie tylko science fiction, ale to też taki metafizyczny horror, który on funduje swoim czytelnikom.
[53:06] - Wspomniałeś o „Wróblach galaktyki”. Na pewno warto jeszcze wspomnieć o „Pikniku na skraju drogi” Strugackich, gdzie traktowani jesteśmy jako taki jeden wielki śmietnik. Po prostu kosmici zostawiają tutaj swoje śmieci i nie zwracają w ogóle uwagi na to, że istnieje nasza cywilizacja. A te śmietniki, które zostawili, my nazywamy strefami, w których dzieją się-
[53:27] - I radośnie eksploatujemy.
[53:29] - Tak, oczywiście, ale kontaktu z nimi nie ma. Chociaż oczywiście, tak jak u Fijałkowskiego, u Strugackich również oni nas tam dostrzegają, tylko że po prostu nie mamy dla nich żadnego znaczenia. U Snerga, rzecz jasna, jest zupełnie inaczej. Snerg poszedł dalej. Jeśli chodzi o jednolita teorię czasoprzestrzeni, sądzę, że po prostu Snerg napisał tę książkę, bo nie wiedział, że nie można takiej książki napisać. Po prostu stworzył tę teorię, bo nie wiedział, że nie można. I słusznie, Marku, zauważyłeś, że dopiero teraz się okazuje, że to nie jest stek bredni, jak mówiono o tej broszurze w sumie, bo to jest cienka książeczka, w której po prostu są tylko i wyłącznie wyliczenia przedstawione. Ale jest bardzo ważny wniosek końcowy, oparty o te wyliczenia. I on brzmi tak: tak naprawdę żyjemy w rzeczywistości nieba. A co z tego wynika?
Te postacie, które są w rzeczywistości naszej, umownie ją tak nazwijmy, to są tak naprawdę pionki, figury. To są postaci z gry. Czyli krótko mówiąc, ci, którzy są w rzeczywistości nieba, to są prawdziwi gracze, a my jesteśmy tylko i wyłącznie tutaj aż do zużycia. W jakiejś grze uczestniczymy kierowani przez prawdziwych nas, którzy są zupełnie gdzie indziej. Ta rzeczywistość nieba, tak, zgadzam się z tobą, Marku. Oczywiście nie ma tutaj w najmniejszym stopniu znaczenia religijnego. Chodzi tylko po prostu o to, że jest to najbardziej metafizyczne ujęcie rzeczywistości pozamaterialnej. Rzeczywistość nieba. Tak to nazwał Snerg. Zresztą on bardzo lubi te duże wysokości.
W „Nagim celu” mamy dach świata, więc żeby tak naprawdę uczestniczyć w prawdziwej rzeczywistości, a nie tylko w grze, w której uczestniczymy tutaj, w naszym świecie, to trzeba się wznieść aż na dach świata i trzeba, podobnie jak w „Incepcji” zginąć. Trzeba zostać zabitym, żeby się tam znaleźć. Czyli krótko mówiąc, Snerg przewidział bardzo wiele rzeczy, które później w popkulturze fantastycznej się masowo objawiały. Pierwsza reakcja to oczywiście Matrix i tutaj oczywiście nie będziemy wnikać teraz w to, na ile rodzina Snerga postąpiła dobrze i mądrze pozywając braci Wachowskich o to, że splagiatowali pomysły Snerga, ale przyjrzyjmy się tym pomysłom niektórym. W „Robocie” mamy głównie na początku o to poszło. W „Robocie” mamy taką scenę chyba właśnie z tego fragmentu twojego ulubionego, w którym właśnie BR 64-
[56:23] - 66.
[56:24] - 66. Przepraszam, zawsze mówię 64. Nie wiem czemu. Więc BR 66 podchodzi do pocisku, bierze go w palce i dzięki temu, że go odsuwa, odrzuca, po prostu nie dochodzi do zabójstwa. Przypominamy sobie oczywiście taką samą, dosłownie identyczną scenę w „Matrixie”, gdzie Neo łapie pocisk wystrzelony przez agenta Smitha w paluchy i go sobie zrzuca na podłogę. Też agent Smith nie może go zabić, ponieważ Neo znajduje się już w innej... Po prostu odkrył inne prawa. Inne prawa, które oczywiście odkrywa też bohater „Robota”. To była pierwsza sprawa. Druga sprawa to „Anioł przemocy”, opowiadanie, w którym faktycznie pokazani są ludzie hodowani przez maszyny.
I faktycznie ich fizjologia jest wykorzystywana do tego, żeby czerpać z ich umysłów. Czyli krótko mówiąc, ta wielka farma w „Matrixie” pokazana taka makabryczna właśnie, bo to też taki moment horroru i to takiego bym powiedział już globalnego. To wszystko rzeczywiście było wcześniej w opowiadaniu „Anioł przemocy” Adama Wiśniewskiego Snerga. A ponieważ opowiadanie Adama Wiśniewskiego Snerga znalazło się w zbiorze opowiadań amerykańskiej antologii, w której również był „Johnny Mnemonic” Gibsona. Tak. To wszystko zaczęło jakoś tam się zgrywać i w związku z tym postawiono sprawę o plagiat, jeśli chodzi o braci Wachowskich. Czy to prawda, czy nie, ale trzeba przyznać, że to bardzo ważna postać w polskiej literaturze science fiction. Marek Oramus jak najbardziej walczy cały czas o to, żeby uznać, że tak naprawdę twórcą wielu pomysłów z „Matrixa” jest Adam Wiśniewski Snerg, przynajmniej pierwszej części.
[58:23] - A jedną jeszcze rzecz mi przypomniałeś, bo przecież w „Robocie” też jest ta sytuacja, że oni trafiają, trudno mówić o dachu, ale wychodzą jakby z tego punktu. I tam też się okazuje, że oni w tym schronie są też hodowani przez te nadistoty, też dla pewnych celów znanych tym-
[58:45] - Czy przez mechanizm, czy przez-
[58:47] - No tak, ale generalnie chodzi o to, żeby z tych ludzi coś tam wyssać. Nie dosłownie, nie wampirycznie od razu.
[58:53] - Nie, oczywiście na taki poziom Adam Wiśniewski Snerg nie schodzi. To jest jeszcze bardzo ważne przy tej teorii wielopiętrowej nadistot. Na samym końcu, przynajmniej tym, który my znamy, są umysły. Ale umysły, żeby mogły... Umysły są dla Snerga najważniejsze. On nie mówił ludzie, tylko umysły. Umysły potrzebują naszej fizjologii, naszej cielesności.
[59:17] - Dokładnie.
[59:18] - Żeby mogły funkcjonować. Czyli krótko mówiąc, znów kłania się „Matrix”. Tak że jest to... Jakby się poważnie nad tym zastanowić, to nie jest aż takie bezpodstawne.
[59:31] - Ale jedno, co na pewno dobre wypłynęło z tego wszystkiego, to to, że dzięki temu zamieszaniu Adam Wiśniewski Snerg stał się jeszcze troszkę bardziej znany, chociażby tam za oceanem. Wiktorze, ja słyszę, że chcesz mi powiedzieć.
[59:50] - Tak, koniecznie muszę się wtrącić w tę dyskusję. Otóż ja miałem przyjemność dwukrotnie spotkać się z braćmi Wachowskimi. I teraz co mogę powiedzieć? Otóż ja nie znam angielskiego. To znaczy znam angielski doskonale, w miarę rozumiem i tak dalej. Posługuję się w komputerze perfekt tym językiem, natomiast nie mówię w tym języku i z mowy niewiele rozumiem. To jak sobie poradziłem w rozmowie z braćmi Wachowskimi? Wtedy to jeszcze byli młodzi bracia oczywiście, a nie siostrzyczki. Otóż mogę was wszystkich zaskoczyć. Myśmy rozmawiali po polsku.
[01:00:48] - A!
[01:00:50] - Otóż oni mówili zupełnie swobodnie w języku polskim. Posługiwali się oczywiście dosyć takim charakterystycznym żydowskim zaciągiem, ale znali język polski i tym samym, że tak powiem, mogli spokojnie przeczytać kiedyś „Robota” Snerga Wiśniewskiego. A ja ewidentnie jestem świadkiem tego, że ten język nie był dla nich obcy.
[01:01:22] - To ty się koniecznie, Wiktorze, powinieneś czym prędzej zgłosić do Marka Oramusa jako świadek nie wiem, czy oskarżenia, ale w każdym razie świadek tego, co się mogło wydarzyć. To zdecydowanie pod tym kątem można do sprawy podejść. Ja wrócę do tego momentu, o którym już dzisiaj mówiłem, czyli tego miejsca, o którym też Tadeusz wspominał. Tam, gdzie tą kulą się bawił. Ale tam jest też taka scena, w której on sam siebie ratuje z wypadku samochodowego. Widzi swoją twarz u osoby, która w trakcie tego wypadku jest. Co więcej, on dużym wysiłkiem, bo tam znowu wchodzi jego zainteresowanie fizyką i tam jest tak, że to są te ciężkie posągi, bo to wszystko w takiej rzeczywistości się odbywa. To jest obraz naszego świata, tylko inaczej biegnie tam czas. Te posągi wydają się nieruchome, ponieważ poruszają się bardzo wolno, ale jednak się poruszają. To jest taka sytuacja, gdzie on ratuje tego kogoś, który w wypadku uczestniczy, odpowiednio naciskając, zmieniając tor jego lotu, bo to wszystko się odbywa w zwolnionym tempie.
Tam jest nawet taka scena, gdzie on w pewnym momencie zasnął na suficie i zauważył, że część z gości zaczyna podnosić głowy. Dlaczego? Bo on im jako takie zawirowanie w powietrzu albo jakaś-
[01:03:08] - Jakaś taka plama na suficie się zaczyna pojawiać, bo on spał chyba kilkanaście godzin bardzo długo.
[01:03:13] - To wszystko się toczy tam bardzo powoli. On w pewnym momencie, jak ratuje swojego sobowtóra z wypadku, to się zaczyna śmiać, bo widzi, że zmienił tor jego lotu, jak wypadł z tego samochodu w taki sposób, że on wyląduje, już nie pamiętam, to chyba magazyn z materacami czy sklep z materacami do spania był, że on dokładnie tam wyląduje dzięki jego ingerencjom, tym naciskom i tak dalej. I on właśnie go uratował, więc był też istotą sprawczą w tej rzeczywistości. Stosując tylko i wyłącznie fizykę, pokazał, jaka może być relacja, że my tak naprawdę, tak jak te istoty, jak ci ludzie w tej zwolnionej rzeczywistości, w tym świecie posągów nie dostrzegali go, a jednak on mógł ingerować w ich życie, mógł ich ratować, mógł zdjąć kulę, mógł ingerować w te wypadki. Tak samo my nie jesteśmy w stanie. Być może ktoś właśnie w taki sposób w nasze życie ingeruje i może tam jest źródło tego, że pewne rzeczy się w naszej rzeczywistości zdarzają, które się teoretycznie zdarzyć nie powinny. W związku z tym, do czego ja prowadzę? Po pierwsze do tego, żeby troszkę państwu zarysować, co się u Wiśniewskiego Snerga w robocie dzieje, ale też pokazać, że w gruncie rzeczy, może jest to fantastyka, czy jak chciałem w pewnym momencie horror, taki specyficzny oczywiście horror, ale jednak jest to wszystko na podbudowie bardzo racjonalnej. To nie był człowiek, który te swoje zainteresowania fizyką, nauką, matematyką zdradził w pewnym momencie. Nie.
Co więcej, kiedy on ingeruje chociażby w tor lotu, dokonuje obliczeń czysto fizycznych. Stąd się zresztą wzięły plotki. Tych plotek, póki on się nie ujawnił jako autor, było sporo. Jedne to były takie, jak sobie wykombinował Tadeusz. I też przyznaję, że to nie on jedyny wykombinował z Herlemem.
[01:05:23] - Ta cisza jest taka jakaś niepokojąca. Panie Wiktorze, czy się słyszymy?
[01:05:33] - My się słyszymy, ale Marek nam odleciał.
[01:05:37] - Marek i Tadeusz. Dwóch uczestników nam dzisiaj odleciało.
[01:05:44] - Tak. Zanim oni dojdą do głosu, może ja w takim razie będę miał taką drobną uwagę, bo ja cały czas mam takie wątpliwości i taką rozterkę. Ja nie wiem, czy Snerg Wiśniewski był dobrym pisarzem. Nie wiem. To nie ma właściwie wielkiego znaczenia. Otóż on przy tworzeniu swoich dzieł kierował się żelazną dyscypliną. I my dzisiaj czytając czy tę wizję jakoś analizując, dostrzegamy piekielną dyscyplinę, czyli harmonię, pewną jego własną harmonię. A harmonia jest bardzo bliska sztuce. Wtedy w tym momencie ta pętla się zamyka i nagle się okazuje, że Snerg jednak był genialnym pisarzem również dzięki temu, że trzymał żelazną dyscyplinę. Na co warto wszystkim adeptom pisarstwa zwrócić uwagę, że we wszystkim, czy to jest powieść historyczna, czy to jest kryminał, czy to jest science fiction, czy to jest fantasy również, żelazna dyscyplina jest podstawą tego, żeby to była literatura wielka.
Bez tej dyscypliny będzie bleblanie.
[01:07:28] - Czy jeszcze nas słychać?
[01:07:30] - Słychać. Ja tutaj przetestowałem na szybko swoje możliwości w zakresie szybkiego spisywania, co mówi Wiktor Żwikiewicz i wysłałem ci, Marku, na Messengerze to, co mówił do momentu, kiedy nas przewróciło.
[01:07:44] - Ale my was słyszeliśmy przez cały czas. To tylko nasz mikrofon zaczął wyprawiać różne dziwne rzeczy. Ja bym tylko był wdzięczny, żebyście nam powiedzieli, gdzie było mnie ucięło, w którym momencie. Jeśli macie taką pamięć.
[01:08:02] - To się zdaje na Wiktora.
[01:08:08] - A czy ja myślę, że Żorowskiego powinien spójną rzeczywistość?
[01:08:14] - Tak, nikt mnie nie słucha. Zaraz popadnę w jakieś kompleksy. Nikt mnie nie słucha, nikt mnie nie cytuje, w ogóle nic i tak dalej. Dobrze, ja wrócę na chwilę. Mówiłem o świecie ciężkich figur. To jeszcze było słyszalne? Halo, halo?
[01:08:33] - Jeżeli sobie przypominam, to chyba tak.
[01:08:36] - Tak. Chodzi o to, że mówiłem o tym, że opis świata tych ciężkich figur, tej rzeczywistości był jednak mocno podbudowany fizyką i matematyką. On w pewnym momencie zaczyna dokonywać obliczeń, czy tor lotu, na który wprowadził swojego sobowtóra, będzie taki, który uratuje mu życie, czy nie. Mówiono nawet, i to by mogło uciąć, że tak jak Tadeusz wspominał o tym, że sobie wyobraził, że to pseudonim Stanisława Lema, tak bardzo wielu ludzi uważało, że książkę „Robot” napisał jakiś bardzo znany polski fizyk. Fizyk, który po prostu wstydził się wystawiać na szwank swój autorytet naukowy. I ponieważ popełnił odrobinę literacki kawałek, postanowił napisać go pod pseudonimem Adam Wiśniewski „Snerg”. To oczywiście się nie sprawdziło, bo w pewnym momencie Adam Wiśniewski „Snerg” zapragnął jednak troszeczkę o sobie opowiedzieć i wszystkie te radosne teorie upadły. Niemniej jednak to pokazuje, że pisząc fantastykę, pisząc ją bardzo literacko, bo sama książka „Robot” — czuć, że ten facet był rasowym pisarzem. On to tak napisał... Dobrze to nie wiem.
Różnie się ludziom czyta, od razu powiem, że to nie jest książka łatwa. To nie jest łatwa proza, przez którą się tak mknie. Troszkę wysiłku trzeba. W zależności od tego, jakie mamy nastawienie do czytania, pójdzie nam łatwiej albo ciężej. To już jest inna zupełnie sprawa. Niemniej jednak czuć, że facet pisarski pazur miał, ale to nie pozbawiało go naukowego pazura. To był facet, który był rzeczywiście, pomimo że niedyplomowanym, to jednak z przekonania fizykiem, matematykiem, człowiekiem zainteresowanym nauką. I to widać w „Robocie”, ale widać też w następnych książkach. Tak jak powiedziałem, nieco mniej w „Według Łotra”, bo „Według Łotra” to jest książka mocno podszyta filozofią i innym obrazem. Właściwie jakby się bardzo uprzeć, to obraz świata jest podobny, tylko z innej kamery.
Notabene kamery to proste nawiązanie zresztą do treści książki „Według Łotra”, powieści „Według Łotra”. To jest jakby obraz świata z innej kamery pokazany, niemniej jednak chyba tego samego świata.
[01:11:17] - W powieści „Według Łotra”, na okładce książki z tyłu pojawia się po raz pierwszy zdjęcie Adama Wiśniewskiego „Snerga”. Wtedy to było w 1978 roku, czyli byłem już studentem na drugim roku polonistyki, a przedtem byłem uczniem.
[01:11:35] - A ja byłem uczniem ósmej klasy.
[01:11:39] - Tak, ale to już nieistotne. W każdym razie co zauważyłem. Zdjęcie absolutnie nie pasowało mi do wizerunku pisarza science fiction w najmniejszym stopniu. Raczej na zdjęciu był człowiek tworzący prozę małego realizmu, która była wtedy dość mocno promowana. Chociaż oczywiście były tam wspaniałe wyjątki, jak na przykład Siwonik czy Marek Nowakowski, który wtedy tak naprawdę zaczynał karierę swoimi opowiadaniami więziennymi. Oczywiście w absolutnie najmniejszym stopniu nie traktuję małego realizmu z lat 70. jako złej prozy. Broń Boże, proszę mnie tutaj źle nie rozumieć. Zwłaszcza że jeden z wybitnych polskich pisarzy fantastycznych, Zdzisław Oleksy, też tak zaczynał i w 1978 bodajże miał swój debiut. To była powieść „Tunel wiatru niespokojnie” i była to powieść jak najbardziej właśnie pisująca się w ten mały realizm.
I tutaj właśnie z okładki „Według Łotra” spogląda na mnie człowiek, po którego wyglądzie nie spodziewałbym się, że jest tytanem fantastyki naukowej.
[01:12:52] - Ja w nim poetę widziałem. Ja w nim poetę dostrzegałem.
[01:12:55] - A ja w nim widziałem takiego człowieka, jakiego promowano wtedy, w czasach gierkowskich jeszcze, a więc twórcę, który się przebił własnymi łokciami i własną ciężką pracą i doszedł do swojego sukcesu. Nawiasem mówiąc, była w tym całkowita prawda, bo Adam Wiśniewski „Snerg” do tego wszystkiego doszedł sam. I ten wygląd właściwie, jak się już później poznało jego życie, potwierdzał to. Był całkowicie zgodny z jego życiorysem. Ale to tak na marginesie. W jednym z pierwszych wywiadów, o czym wspomina Andrzej Wójcik, Adam Wiśniewski „Snerg” bardzo krytycznie wypowiada się w ogóle o swojej branży, czyli o fantastyce naukowej. Wziął do ręki paczkę papierosów „Sport” Były takie papierosy Sporty. Sam paliłem wtedy, później to były Poznańskie Popularne i tak dalej. W końcu zaniknęły jako bardzo szkodliwe. I powiedział wtedy, że podobno sport to zdrowie.
Tyle jest zdrowia w tych papierosach, ile nauki w fantastyce naukowej. Czyli krótko mówiąc, właściwie sprawę ją zmiażdżył tą wypowiedzią. Nie odnosił się chyba, ja nie słyszałem nigdy, żeby odnosił się do Lema, bo w przypadku Lema to właściwie można powiedzieć, że tutaj chyba sensu by nie miało wytaczać jakichkolwiek działa, ale dotyczyło to wielu twórców i to tej renomowanej fantastyki, szczególnie amerykańskiej. Trudno się z nim nie zgodzić, ponieważ wyszły tutaj jakieś nasze polskie kompleksy w pewnym momencie i gdy już pojawiła się w 1975 roku powieść Philipa Kindreda Dicka „UBIK”, to już przypisano łatkę Snergowi Polski Dick. Co moim zdaniem jest niesłuszne, bo owszem, jakieś podobieństwa można znaleźć, ale jak się dokładnie zacznie temu przyglądać, to naprawdę są to dwie różne literatury. Po prostu Dick w sposób taki, powiedzmy, kiczowato tandetny, celowo kiczowato tandetny, mówi o swoim solipsyzmie. Natomiast Adam Wiśniewski-Snerg naukowo mówi o determinizmie. A to, co ich łączy, faktycznie jest tam gdzieś ten element, ale to jest tylko jeden element. To jest właśnie niezgoda na istnienie, negowanie tej rzeczywistości, w której my funkcjonujemy jako rzeczywistości dobrze nam znanej, w której możemy swobodnie się poruszać. Nie, to tak nie jest.
Tylko że Dick robi to zupełnie inaczej. Nie obrażając Dicka, niektóre jego twórczości wysoko cenię, to jednak w sposób taki chory po prostu. A u Wiśniewskiego-Snerga to była obsesja bardzo starannie zbudowana.
[01:15:53] - Ale też w innym miejscu kończyli, bo jak się zna dickowskie „Valis”, to on jednak poszedł mocno w kierunku religii, w kierunku Boga, w kierunku takich obrazów. Adam Wiśniewski-Snerg zupełnie tej rzeczywistości nie dotykał. On się tą rzeczywistością-
[01:16:11] - Ale tutaj znów wrócę do pracy mojego przyjaciela Łukasza Nalewajka. „Człowiek zniewolony w twórczości Adama Wiśniewskiego-Snerga” odkrył jeden taki moment w powieści „Arka”. Pod koniec tej powieści pojawia się dziewczynka Alicja, która ma tylko trzy barwy. I te trzy barwy są bardzo ważne. Ubrana jest w taki strój trójkolorowy, ma jakieś pakunki. To są barwy kościelne, bardzo mocno wyeksponowane przez Snerga walce pod koniec. I ja nie chcę tutaj sugerować, autor też tego nie sugeruje, że Snerg zmienił poglądy, ale pokazał, bo książka „Arka” właściwie powstała u schyłku PRL-u, czyli była pisana jeszcze w czasach komuny.
[01:17:10] - Ale wydana już po 1989.
[01:17:14] - W 1990 roku bodajże. Ale pisana jeszcze wtedy, więc była pewnym rozliczeniem i Snerg pokazywał bez względu na to, czy się komuś to podoba, czy nie, że Kościół to jest to miejsce, ta sfera, o którą można się oprzeć i dzięki niej możemy uzyskać wolność. Bez względu na to, jakie poglądy miał autor. Pokazał nam-
[01:17:39] - Ale on się jednak, nawet odwołując do Kościoła, raczej do jego tej ziemskiej emanacji, czyli do Kościoła właśnie, a nie żeglował w kierunku religii.
[01:17:50] - Nie, tylko Kościół jako instytucja, która może pomóc nam w odzyskaniu wolności.
[01:17:55] - Złapaniu równowagi po prostu. Krótki rzut oka na forum. O35 pisze: „Według mnie dzisiejsza audycja jest bardzo ważna. W XXI wieku mało kto zdaje sobie sprawę, że istniał ktoś taki jak Adam Wiśniewski-Snerg. Wśród dzisiejszych młodych fanów SF jest to postać praktycznie nieznana”. Trochę nad tym boleję. Ja myślę, że ponieważ tak dużo było wydań „Nagiego celu”, to myślę, że ta książka jeszcze jest chyba rozpoznawana, ale też nie mam pewności. Po prostu były trzy wydania „Nagiego celu”, a być może jeszcze były następne, ale trzy wydania czytelnikowskie z Kosmonautą.
[01:18:35] - To była pierwsza książka wydana z serii branżowej.
[01:18:39] - Tak. I ona się cieszyła sporym powodzeniem. To znowu jest kolejna wariacja na temat tego świata, który nam w kolejnych odsłonach pokazuje Adam Wiśniewski-Snerg. Ale to dobrze. W takim razie cieszymy się, że dzisiejsza audycja ma jeszcze misję dodatkową. Wiktorze, dawno nie słyszałem twojego głosu, więc jakbyś coś wypowiedział, nie byłoby źle.
[01:19:09] - Bardzo mogę, ale odjadę od tych całych dywagacji, jak było, jak może być czy jak było albo jak będzie. Tylko wrócę do tego, co rzeczywiście widziałem na te moje oczy. Otóż żeby sobie uświadomić, kim był Snerg-Wiśniewski, co w tym facecie, co w nim tam drzemało, co się z nim działo w ogóle i jak to wszystko wyglądało, ja kiedyś to wspominałem, być może w audycji już. Dwu- czy trzykrotnie odwiedziłem go u niego w house, u niego w domu i za każdym razem byłem absolutnie porażony jego gabinetem, w którym on pracował i pisał te swoje wszystkie rzeczy. Nie spotkałem czegoś takiego nigdzie i u nikogo. To znaczy spotkałem. Jeśli odwiedzało się kogoś, że tak powiem, będąc w więzieniu w celi, to mniej więcej tak samo wyglądało jego mieszkanie, jak cela. Nie było tam nic. My jesteśmy wszyscy otoczeni różnymi gadżetami, różnymi pamiątkami, różnymi rzeczami, które nam dają oparcie. Podobiznami swoich dzieci, swoich kochanek czy jakichś tam innych dupereli i tak dalej.
U Snerga Wiśniewskiego nie było nic. Absolutnie w pokoju, w którym on pisał, nie było nic. Czyste, nagie ściany, gładkie biurko, na którym nie było ani żadnego pyłka, nawet maszyny do pisania, bo jak pisał jeszcze na maszynie, jeśli używał maszyny do pisania, a używał. Nawet maszyna nie stała na tym biurku. Ona była schowana do środka biurka, do szafki, bo ona by przeszkadzała. Przeszkadzała w tej pustce, która go otaczała. To nie była pustka. On tam był. On był w pełni, tak jak powiedziałem na początku, to był chodzący umysł. Prawie jak umysł tych nadistot, które opisywał.
Wszystko poza tym umysłem było nieważne. Nie potrzebował żadnego spanelsa, żadnych punktów odniesienia, żadnych gadżetów, które kogoś rozbawią, żadnych książek w tle za plecami, kiedy by w internecie wystąpił dzisiaj. To były rzeczy zbędne dla niego. On był tylko ważny. To znaczy nie ważny, tylko po prostu on żył swoimi myślami, swoimi wizjami i tak dalej. I to było fascynujące. Zresztą jak on mówił, to cedził słowa. Nigdy się nie zapalał, nawet w rozmowie z Zajdlem. Zajdel był taki bardzo porywczy i serdeczny człowiek i bardziej popadał w gadulstwo. Natomiast Snerg nie.
Snerg zawsze był po prostu czystym chodzącym umysłem.
[01:22:42] - Ciekawe ile sportretował w Limes Inferior Zajdel pisząc. Na ile sportretował Adama Wiśniewskiego Snerga? To już byś mógł, Wiktorze, ty rozstrzygnąć. Ale jedno jest pewne. Jego bohater Sner w Limes Inferior to nie jest przypadek. To było świadome działanie właśnie Zajdla.
[01:23:11] - A czy pamiętasz, jak się nazywał Sner z Limes Inferior?
[01:23:16] - Nie.
[01:23:16] - Andy Cherry. Nie, przepraszam. Eddie Cherry. Czyli krótko mówiąc Bisienka. Adam Bisienka. Adam Bisienka i pseudonim Sner. To jest tak. Ale to jeszcze Marek Huberath ze swoim opowiadaniem wróciłeś. Wiedziałam. To też odwołanie do Snerga.
I warto wspomnieć jeszcze, bo hołd Snergowi największy chyba złożył Andrzej Tredka w powieści Niedzielni goście. Jest to powieść o wyprawie kosmicznej gdzieś tam w bardzo odległej przyszłości. Ci ludzie, którzy uczestniczą w tej wyprawie kosmicznej, po prostu nie znają w ogóle historii cywilizacji Ziemi i po prostu nie mogą się do niej w żadnych okolicznościach odnieść. Ale gdy trafiają na pewną planetę, na której dzieją się rzeczy niewytłumaczalne, ktoś z nich zaczyna szukać informacji, czy gdzieś ktoś kiedyś nie opisał podobnego fenomenu. I się okazuje, że był. Był kiedyś na Ziemi taki filozof. Człowiek, który to wszystko przewidział i dokładnie opisał. Adam Wiśniewski Snerg ze swoimi czterema teoriami, czyli teorią nadistot, teorią rewolwerowców bodajże, teorią bezpieczeństwa. A ta czwarta? Przyznaję się, że czwarta nie wiem, jak się nazywała.
Dotyczyła sztuki, postrzegania sztuki i w ogóle związana była ze sztuką, ale też nie pamiętam, jak się nazywa. Znowu rzut oka na czat, bo ciekawe informacje o 35 przekazuje. Pierwsza ważna, że w tym roku „Robot” został wydany w języku angielskim przez wydawnictwo Penguin Books. A u nas cisza. Ta cisza polegała na tym według o 35. I ja też. Chyba ma dobre informacje, bo pisze, że ostatnie polskie wydanie pojawiło się w Polsce w 2006 roku, ale nie jest tego pewny. Ja też pewien nie jestem, ale tak mi się coś wydaje, że dawno Adama Wiśniewskiego Snerga z jego powieścią „Robot” nie było po prostu. Ja w ogóle apeluję do wszystkich, którzy nas słuchają, którzy zainteresowali się może choć częściowo. ...
robotem dzięki nam. Szukajcie w bibliotekach pierwszego wydania z roku 1973. Niebieska okładka, bo jest to chyba jak dotąd jedyne pełne, prawdziwe, autentyczne wydanie, niepokrojone przez cenzurę. Bo jak się domyślamy, determinizm nie mógł być dobrze widziany przez marksistów, więc wszystkie pozostałe wydania już wyglądały inaczej i w związku z tym w każdym było coś innego wyrzucone. Krótko mówiąc, to jest jedyna taka naprawdę pełna wersja „Robota”. Tego szukajcie i tę książkę przeczytajcie przede wszystkim.
[01:26:18] - Przyszło mi od czapy w tej chwili do głowy, że przecież niesamowicie „Robot” się zaczyna. Mamy do czynienia z taśmą produkcyjną, w której ta taśma się przesuwa. Ten człowiek, ten B, jest konstruowany. Już zaczyna mówić. Powtarza pewien program swój, działania, po co został stworzony i w jakim celu, i przez kogo. I taśma się posuwa. I on jest owocem tej taśmy produkcyjnej. Później trafia do schronu. Tam w tym schronie na początku jeszcze się gubi, jeszcze nie wie co i jak, ale bardzo szybko zostaje wyedukowany przez otoczenie. Co więcej, już zaczyna mieć imię i nazwisko.
Już przestaje być B-66. I tak dalej. Takich niesamowitych scen. Te pierwsze sceny są niesamowite. Ja pamiętam, jak jako nastolatek czytałem, to mi się wydawało takie trudne, a z drugiej strony takie dziwne. Jak konstruują człowieka. Zamysł w tym był przewrotny. Właśnie snergowy taki. Ale trzeba było przez tę książkę przecisnąć się. Tak to ujmuję.
Wtedy to naprawdę było dla mnie jako czternastolatka duże wyzwanie. I dobrze. Tej książki rzeczywiście państwo szukajcie. To nie jest łatwa lektura, ale naprawdę będziecie państwo usatysfakcjonowani. To co teraz? Chyba trochę zakosztujemy „Według łotra”, bo o tej książce warto powiedzieć.
[01:27:58] - Chciałem wspomnieć, a nie o „Według łotra”, nie o „Robocie”, o czym innym zupełnie. Bo skoro tutaj nasz stały internetowy uczestnik mówi, że w tym roku taka sytuacja trochę przypadkowa, także akurat w tym roku, gdy my mówimy o Snergu, a jest to rok Lema i powinniśmy mówić o Lemie. Ale właśnie my się wyłamujemy i bardzo fajnie, że się wyłamujemy. O Lemie mówią inni. Krótko mówiąc, w tym roku ukazuje się „Robot” w wydawnictwie Penguin Books. A ja chcę powiedzieć, że przez przypadek. To chyba jest przypadek, Markus, chyba że ty maczałeś w tym palce. Za miesiąc, dokładnie 23 sierpnia, będzie rocznica śmierci, samobójczej śmierci Adama Wiśniewskiego Snerga. I tutaj podejrzewam, że ta data nie jest przypadkowa, ponieważ Adam Wiśniewski Snerg był bardzo mocno zafascynowany liczbą 23, co było widoczne w „Arce” właśnie. Dlatego mówiłem, że wskoczymy jeszcze do innej książki, gdyż bohaterowie „Arki”, ci, którzy mogą się uratować, ci, którzy mogą osiągnąć, jak się ma potem okazać pozory wolności, myślą, że wolność, muszą się kierować do wyjścia o numerze 23.
Snerg był zafascynowany tą wizją Williama Burroughsa, bo on jako pierwszy, jeszcze w kulturze hipisowskiej jakoś rozpropagował tę liczbę. Niesłusznie niektórzy uważają, że jest to liczba, która ma przynosić pecha. Nie, nie o to tutaj chodzi. Chodzi tylko o to, że ona rzeczywiście odnosi się w taki trochę mistyczny sposób do bardzo różnych aspektów życia. Czyli liczba 23 jest bardzo ważna. I oczywiście można tutaj dywagować, czy wybór tej daty, czy Snerg wybrał akurat ten dzień na swoją śmierć, ale ja bym jednak mimo wszystko nie widział w tym przypadku. Nie.
[01:30:00] - Chyba nie. Wiktorze?
[01:30:03] - Nawet jeśli tej daty nie wybrał, to i tak nie było przypadku.
[01:30:10] - Może data wybrała jego. A powiem tak. Teraz trochę o „Według łotra”. Trzeba z tą książką uważać, bo jest taka pokusa. Ona się wydaje naturalna. Ona chyba jest naturalna, żeby to po prostu zbyć w taki oto sposób, że napisał kolejną wersję Ewangelii, tylko ją trochę pozmieniał, udziwnił, zrobił ją taką nowocześniejszą. Przestrzegam przed tym punktem widzenia, bo to z jednej strony byłoby niedocenienie autora, ale też to chyba nie jest dobra droga. Mówiliśmy troszeczkę o podejściu Snerga do religii i do tych wszystkich spraw. Jestem niemal pewien, że nie ma na celu ta książka powtórzenia Ewangelii, takiej ewangelicznej historii. To jest raczej tak, jak powiedziałem, pokazanie naszego świata z innej kamery.
Mieliśmy „Robota”. To była jedna kamera. Teraz ten sam świat, prawie ten sam świat pokazujemy z innej kamery. Inna optyka wchodzi w grę i znowu mamy do czynienia, przy okazji to pokazuje też, z pewnym determinizmem życia człowieka. Tu właściwie wszystko dąży do tego, jak ma się odbyć. Ale zwróćcie państwo uwagę, to taka oczywista oczywistość. Przecież to, co się dzieje w Ewangelii, w tej prawdziwej Ewangelii, też zmierza ku pewnemu oczywistemu rozwiązaniu. To znaczy
[01:31:54] - Nie może być innego rozwiązania
[01:31:55] - Nie może być innego rozwiązania, tylko wtedy nastąpi zbawienie. W związku z tym Adam Wiśniewski-Snerk użył pewnego schematu, który mu bardzo pasował, ale użył go do zupełnie, moim zdaniem, innych celów. On po prostu pokazał ten deterministyczny świat, ale też świat, który można obserwować z różnych optyk. Bo znowu to nie jest przypadek, że kiedy bohater tej książki pojawia się na pewnej wysokości i widzi, jak ten świat jest skonstruowany. Im jest dalej od tej kamery, która to wszystko ogarnia, tym ten świat jest bardziej przybliżony. Im bliżej jest tej głównej sceny, głównego planu, tym on jest bardziej dokładny. Tak jak się to robi na planach filmowych. Ci statyści walczący gdzieś sto metrów od kamery mogą walczyć mieczami z papieru czy z drewna. Ci, którzy są bliżej, to już powinien być przynajmniej plastik. A ci z pierwszego planu lepiej, żeby to jednak trochę coś z metalem miało wspólnego.
To tak na początek, przedstawiając w ogóle powieść Adama Wiśniewskiego-Snerga „Według łotra”. Tu znowu charakterystyczna okładka pierwszego wydania. Z kim? Z Jezusem w cierniowej koronie. To się naprawdę mogło skojarzyć komuś, że Adam Wiśniewski-Snerk przepoczwarzył się.
[01:33:31] - Znajdzie jakieś tam ślady Bułhakowa i tak.
[01:33:33] - I idzie w tym kierunku. Zupełnie nie ten kierunek.
[01:33:38] - Tak samo jak tytuł „Robot” też nie świadczy, że to jest powieść o robotach, bo naprawdę nie jest. Nie licząc paru elementów. Ja w ogóle wtedy taką anegdotę powiem, że kiedyś jakaś dziewczyna na wiosennie polonijská, która nie interesowała się specjalnie fantastyką, spytała mnie, czy jest jakaś książka, o której ona prawdopodobnie w ogóle nie słyszała, to byłoby najfajniej, którą bym mógł polecić. Poleciłem „Robota” Adama Wiśniewskiego-Snerga, a ona mi odpowiedziała w sposób taki pretensjonalny bardzo, że: „Nie. Nie chodziło mi o książki fantasy o robotach. Ja takich rzeczy nie czytam”. Pomijam, że popełniła trzy błędy merytoryczne na raz w tej wypowiedzi, nie będę ich teraz wyliczał, bo to szkoda czasu. To tylko świadczyło o tym, że tytuł rzeczywiście mógł być mylący i ten tytuł chyba myli do dziś. Tytuł „Robot”, tak samo jak „Według łotra”.
[01:34:29] - Tak, ale jeszcze zanim cię znowu dopuszczę do głosu, za chwilę go odbiorę, bo jest taka wypowiedź. Wydaje mi się, że to Marek Oramus powiedział, że jest coś takiego w naszym, pewno nie w naszym, ale on odwoływał się do polskiej sfery. Coś takiego jest w naszym środowisku, tym literackim, ale też tym czytającym, że jeśli coś powstanie wybitnego w gatunku SF, to żeby to uratować, żeby nadać temu walory wielkości, na jakie zasługuje, to trzeba odciąć ją od korzeni. Trzeba przekazać mainstreamowi, że to absolutnie nie jest żadna fantastyka, nic z tych rzeczy. To jest dzieło, które jest dziełem literackim. I coś w tym jest takiego, że ta historia, którą przytoczyłeś, dobrze to mówi. Powstały jakieś takie schematy w głowach ludzi, że SF to jest o rakietach tudzież małpach, które ganiają ludzi, tudzież ewentualnie o podróżach w czasie. To wszystko, to jest całe ogarnięcie. A najlepiej o superbohaterach. To teraz w tej chwili wała się przegła, jak mawiają niektórzy w tę stronę.
Superbohaterowie to jest science fiction. Jest też fantasy. Moim zdaniem najlepszą charakterystykę dał Konrad Fijałkowski, że to są opowieści o czarodziejach płci obojga. W każdym razie to właściwie wystarczy. Zresztą kiedyś miałem bardzo ciekawą rozmowę, w której uczestniczył nasz wspólny znajomy Mirosław Gołuński. Dlaczego tak jest? Gdzieś padła taka jedna z konkluzji, że mainstream, to, co nazywamy mainstreamem, ta poważna, prawdziwa literatura, do dzisiaj nie dotarło do niej, że tu też pojawia się od czasu do czasu literatura, która jest jak najbardziej prawdziwa. Że fantastyka naukowa to nie są pierdoły, z którymi oni najczęściej kojarzą fantastykę. To jest całkowicie mylny obraz, ale oni tak to widzą i tego chyba nie można w najbliższym czasie zmienić. Tak sobie musiałem ponarzekać, przepraszam.
[01:37:00] - Ja tylko dodam, że sytuacja się zaczyna zmieniać właśnie. Najlepszym przykładem jest uznanie powieści Radosława Raka „Baśń o wężowym sercu”. Fantasy. Coś naprawdę zaczyna się zmieniać, ale zaczyna się zmieniać z bardzo prostego powodu. Ponieważ w tej chwili bardzo wielu dobrych pisarzy, nieważne, czy debiutantów, czy ludzi, którzy już mają jakiś dorobek, zaczyna pisać fantastykę i nie dlatego, że ona się dobrze sprzedaje, tylko po prostu ta konwencja w tej chwili, jak się okazuje, jest na tyle nośna, że może przekazywać najważniejsze prawdy o nas, o świecie, o kosmosie, o Bogu, których nie potrafi przekazać realistyczna proza mainstreamowa, bo ona się jakby wypaliła.
[01:37:52] - Ja się uśmiecham, bo ta nasza rozmowa jest najlepszym przykładem, jak dwóch ludzi, patrząc na to samo, widzi Odmienne rzeczy, bo ja dokładnie mam odwrotne wrażenie.
[01:38:03] - Zmienia się.
[01:38:04] - Dużo nagród dla Radosława Raka zostało skomentowanych przez kilka osób, które znam w ten sposób, że to nie jest żadna fantastyka. A już science fiction to na pewno, bo rzeczywiście nim nie jest. A wszyscy od fantastyki mówią: „To nasz, to on nasz, nasz ci on”. Natomiast wszyscy z mainstreamu mówią: „Nie, on jest nasz”. To jest pierwsza sprawa, że ja uważam, że jak Radosław Rak nie będzie silny, to się da porwać mainstreamowi i wypnie się na fantastykę.
[01:38:45] - Tak jak to zrobili Szostak, Orbitowski czy Twardoch, tak?
[01:38:49] - Tak. I ja się tego boję, bo tam, te frukta czy nie frukta, już nie chcę tego oceniać, ale te literackie, to uznanie, to bycie w centrum zainteresowania, bycie prawdziwym pisarzem jest właśnie tam, a nie tu po stronie fantastyki czy fantastyki naukowej, czy fantasy. Tego się najbardziej boję, bo każdy z tych ludzi piszących pisze z różnych powodów, ale jednym z nich bywa czasami to, że chce się być uznanym, żeby się powiedziało: „To prawdziwy pisarz”. A literatura, tak złośliwie mówiąc, dzieli się na prawdziwych pisarzy i tych od innych, od fantastyki między innymi. Ja wiem, że ja tego podziału nie wyznaję, ale go odnotowuję.
[01:39:37] - Ja myślę, że sytuacja się zmienia, ale powtórzymy naszą rozmowę za jakiś pięć lat. Zobaczymy, jak sytuacja będzie wyglądała, przynajmniej w polskiej literaturze.
[01:39:46] - Wiktorze, teraz tobie nie pozostaje nic innego, jak wypowiedzieć chyba trzecie zdanie w tej sprawie.
[01:39:54] - Nie ja, tylko, Marek, mogę zauważyć, że zawsze nam się — mówię o tobie i o sobie — z Rakiem dobrze rozmawiało, więc trzeba będzie z nim poważną rozmowę przeprowadzić.
[01:40:07] - Ale to nie ten Rak.
[01:40:12] - To nieważne. To wszystko się kłania.
[01:40:16] - To prawda.
[01:40:18] - Tu się Snerga wizja kłania.
[01:40:21] - Dobrze, niech będzie. Wróćmy do „Według łotra”. Wiktorze, twoje kontakty z tą książką, bo to nie jest science fiction takie ostre.
[01:40:32] - Moje kontakty były bardzo chrześcijańskie, więc nawiązałem z tym kontakt w kąpieli po prostu. Akurat pomieszkiwałem u państwa Jęczmyków w Warszawie. Przyjechałem, po górach gdzieś łaziłem i wlazłem do wanny. Miałem plik opowiadań do jakiegoś konkursu zrecenzować i wziąłem ten plik do poczytania w wannie, bo ja połowę książek w życiu czytałem w wannie. Czytałem, czytałem, czytałem i w pewnym momencie uchyliły się drzwi i wszedł Leszek i mówi z takim skoroszytem: „Co ty tam czytasz, panie Wiktorze? Weź to poczytaj”. I przyniósł mi w takiej teczce czopki powieści „Według łotra”, czyli jeszcze nie powieść wydaną, ale wydruki stron z drukarni. I czytałem ją wtedy, kiedy jeszcze jej na świecie nie było, z wyjątkiem świata Snerga. Czytałem ją w wannie i przeczytałem jednym haustem. I kiedy wlazłem z wanny, poszedłem do Leszka na whisky jakąś dobrą.
Usiedliśmy i gadaliśmy przez dwie, trzy godziny na temat „Według łotra” i byliśmy zachwyceni. Zachwyceni czym? Myśmy nie analizowali, myśmy nie omawiali, o co chodzi, co tam biega i tak dalej, tylko konstrukcją literacką. Fascynującym obrazem, tym, o czym mówiłem, tą dyscypliną literacką, której się trzyma autor tej powieści. Przeczytałem, byłem od samego początku zachwycony, tak samo, jak zachwycony był Leszek Jęczmyk „Według łotra”, tak samo jak „Promotema” poprzednio. Natomiast to było coś takiego, co w tej Warszawie pojawiło się chyba tylko dwa razy. Akurat dwukrotnie z Krakowa, że tak powiem, ta ożywcza fala przyszła, bo ta Warszawa tylko jęknęła z zachwycie dwukrotnie przy Snergu Wiśniewskim oraz później przy Marku Huberacie. To były tylko dwa nazwiska, które, że tak powiem, Warszawa via Kraków zaakceptowała i dostrzegła, że ta stara stolica Polski jest chyba jednak lepsza od tej nowej.
[01:43:41] - A mnie, Wiktorze, bardzo interesuje, jak ty, człowiek jednak piszący poetycką, ale jednak twardą SF. Inne planety, jakieś sytuacje kosmiczne. Jak ty odebrałeś tę poetykę? To, co się w powieści „Według łotra” dzieje. Bo to tak, jak już tutaj ustaliliśmy z Tadeuszem, takie bardzo nie-SF. To w ogóle nie-SF.
[01:44:08] - Ależ Mareczku U mnie te wszystkie science fictionowe pierdyły to jest tylko atrapa, bo tak naprawdę nigdy o tym... To jest świat, w którym mi się bardzo mile żyje, czyli świat kosmicznych jakichś dziwolągów. Natomiast tak naprawdę wewnątrz tych pudełek to jest tylko forma, a treść nie ma nic wspólnego z tym. Tak samo jak w książkach Snego Wiśniewskiego. Nigdy nie pisałem niczego inaczej. Tylko ten akcent był inaczej, ale to samo. Dlatego mnie to nigdy ani nie raziło, ani nie zachwycało, bo po prostu człowiek pisał normalnie, tak jak należy pisać, czyli wziąć sobie na warsztat cokolwiek i stworzyć dobrą literaturę po prostu.
[01:45:30] - To troszeczkę zarysujmy, oczywiście bez istotnych szczegółów, bez zdradzania całej fabuły, ale troszeczkę zarysujmy punkt wyjścia. Otóż bohater powieści według Łotra budzi się pewnego dnia, tak jak wydaje się jak co dzień, ale coś się w jego świecie zmieniło. Zaczyna dostrzegać, że ten świat, który dotychczas traktował jako oczywistą oczywistość, tak jak każdy z nas, wstając rano, idąc do pracy, tak go postrzega. On go widzi tego dnia inaczej. Zaczyna dostrzegać dziwne elementy, jakieś sztuczności. W łazience odkrywa, że nie wszystkie elementy w tej łazience typu mydło, typu inne przybory są prawdziwe. Chwilami trafiają się atrapy. Nie tylko w łazience. Później rusza do pracy. Jakaś kolejka dojazdowa się pojawia i to wszystko zaczyna być dziwne.
My to obserwujemy jako czytelnicy i na początku nas to bawi. Ciekawe, na jaką próbę wystawia nas autor. Jaka będzie puenta? I przyznam się, że znowu tę książkę ciut za wcześnie przeczytałem. Ja w ogóle książek masę przeczytałem za wcześnie. Problem jest taki, że trzeba je czytać drugi raz, żeby cokolwiek zrozumieć. A może to i dobrze. Człowiek ma przynajmniej poczucie, że się rozwija w jakimś tam przynajmniej kierunku i chociaż troszkę. W każdym bądź razie coraz więcej tych sztuczności zauważa i ja w tym pierwszym, pijanym, młodzieńczym widzie zastanawiałem się, jak tu się odwinie autor, jak nam przedstawi powód tych dziwności, które się pojawiają. Od razu państwu mówię, że na wyjaśnienie całości trzeba troszkę poczekać.
Ono się pojawia, ale też to nie jest wyjaśnienie w stylu: „No i wtedy się stało tak i tak i się wszystko skończyło dobrze”. Zupełnie inaczej wygląda wytłumaczenie tego świata. I tu znowu mamy do czynienia z literaturą, która tłumaczy się w pewnym procesie, a nie w kilku zdaniach wypowiedzianych przez jednego, ewentualnie drugiego bohatera. Tu trzeba ogarnąć całość, żeby zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Kim jest Pułowy Jack? Jest mowa o tej kamerze, o jakimś reżyserze i tak dalej.
[01:48:08] - I o widzu jeszcze.
[01:48:09] - I jeszcze jest widz. Oczywiście jest jeszcze widz, który jest też niezwykle ważny. Znowu, zobaczcie państwo, odwołajmy się do „Robota”. Bardzo naprawdę podobne elementy. Znowu tam mieliśmy umysły, tu mamy widza. Dlatego powtarzam, że to jest inna kamera. Z innej strony patrzy, ale w gruncie rzeczy świat jest ten sam i to, co na początku traktujemy jako dobrą zabawę, bo ktoś tu jest sztuczny, gdzieś tu siedzi manekin, gdzieś mydło nie jest mydłem, tylko jakąś tam kostką. Coś nie jest takie, jak powinno być. Na początku to jest świetna zabawa. My to widzimy jako taką grę z czytelnikiem.
Co więcej, bardzo szybko pojawia się w tej opowieści pewien rodzaj determinizmu. Pewne rzeczy się muszą stać. Tam jest taka scena bardzo mocno przeze mnie zapamiętana, bodajże napadu na bank. W każdym razie jakiejś takiej zabawy z bronią, tak sobie to powiedzmy. I dziecka, które wręcz prowokuje do tego, żeby stało się coś paskudnego. I główny bohater poddaje się temu, daje się porwać wydarzeniom, które następują, które mają nastąpić, które właściwie należy podejrzewać, że one muszą nastąpić, że wszystko prowadzi do pewnego finału. On też nie jest taki oczywisty.
[01:49:39] - To jest jedna bardzo ważna sprawa. Mówiliśmy wcześniej o „Raku” i o tym, że jego „Baśń o obwarzankowym sercu” jest odrzucana przez niektórych mainstreamowych krytyków jako rzecz niefantastyczna, tylko pełna symboliki. A ta symbolika nie musi być literalnie traktowana, a nawet nie powinna. Poniekąd racja. I w związku z tym fantastyka to nie jest i proszę tak „Baśni o obwarzankowym sercu” nie traktować. Podobnie myślę, że gdyby „Według Łotra” się ukazało dzisiaj, mogłaby ona być tak samo odebrana. I faktycznie przyjrzyjmy się od tej strony mainstreamowej, która nie zawsze jest szkodliwa w swoim widzeniu książek. „Według Łotra” to rzeczywiście opowieść o obsesji Snerga, o determinizmie, o tym, że nasz świat rzeczywiście nie tak funkcjonuje, a my w nim odgrywamy pewne role, których do końca nie znamy. Nie wiemy, co mamy do odegrania. I tutaj, co jest ciekawe, Snerg pokazuje w swoich książkach grę.
Grę rozumianą na dwa sposoby. My jesteśmy graczami, takimi pionkami na jakiejś szachownicy czy na innej grze planszowej. Czasami jest to nawet prosta gra, bardziej chińczyk niż szachy. Szachy są warce, bo tam liczba 64 też ma bardzo duże znaczenie. Ale wracając do sprawy. Jesteśmy pionami w grze. Czy tak jak w jednolitej teorii czasoprzestrzeni jesteśmy postaciami bardzo zaawansowanej gry komputerowej, granej przez uczestników prawdziwych, którzy są w niebie. W tym niebie umownym oczywiście, tutaj daję cudzysłów. Natomiast w przypadku „Według Łotra” mamy też do czynienia z grą aktorską. Snerg pokazuje tutaj dwa rodzaje gry.
Grę aktorską, grę dla widza, który będzie to obserwował. Widz tam jest wielką literą zaznaczony jako postać bardzo ważna. Tutaj oczywiście można sobie pozwolić na różnego rodzaju interpretacje, na przykład, że jest to Bóg, który obserwuje, jakie są efekty jego poczynań w wersji fabularyzowanej. Ale to już pomijając to. Mamy do czynienia z taką grą na dwóch płaszczyznach. Jednocześnie jesteśmy pionkami, ale musimy jako pionki zagrać to jak najlepiej. Tak bardzo mimetycznie podchodzimy do rzeczywistości. Musimy ją odtworzyć zgodnie z jej założeniami. Możemy się zdobyć najwyżej na jakąś tam mimikrę. Jesteśmy tacy, jak rzeczywistość od nas tego oczekuje.
Co jest ciekawe, w ogóle we wszystkich książkach Snerga, co też fajnie zauważył Łukasz Nawrocki w swojej pracy, bohaterowie praktycznie nie buntują się, nie przeciwstawiają się rzeczywistości, która ich otacza, nie próbują jej zrozumieć i zanalizować. Inaczej jest trochę w warce. Tam taka próba następuje, ale raczej dostosowują się do rzeczywistości, akceptują ją. U Dicka bohaterowie myślą tylko o sprawach egzystencjalnych, czyli chcą przetrwać, chcą przeżyć i wydają się przez to bardzo prawdopodobni. U Snerga jest jeszcze gorzej. Oni po prostu się godzą na to, co jest i postanawiają swoje role odegrać bez jakichś większych zastrzeżeń. Tak można widzieć też „Według Łotra” właśnie, czyli już niefantastycznie, a trochę mainstreamowo, ale ja bym powiedział, poszedł dalej. Myślę, że zarówno w „Według Łotra”, jak i w „Robocie” mamy do czynienia przecież z alegoriami, nieprawdopodobnymi alegoriami. Bohater pojawia się wśród manekinów. W takim razie cóż to ma oznaczać?
To znaczy, że nie otacza się prawdziwymi ludźmi. Ludźmi sztucznymi, martwą klasą Kantora. Snerg bardziej kojarzy mi się, jeśli chodzi o grę aktorską, z teatrem współczesnym polskim, z Grotowskim, gdzie też jest jakaś pusta przestrzeń. Wiktor mówił właśnie o tym, że mieszkanie Snerga było puste. Krystyna Wawer też o tym mówi, że jak przychodziła do mieszkania Snerga, tam niczego nie było i dopiero ludzie, którzy tam przychodzili, stopniowo zapełniali tę pustkę. I tak jest u Grotowskiego. Po prostu jest scena, na której nie ma nic. Widzowie są tylko na tej scenie posadzeni i dopiero po jakimś czasie przychodzi aktor, który zrzuca z siebie swoją cielesność i pokazuje na końcu swój umysł tylko, psychikę. I wydaje mi się, że taki właśnie jest bohater Snerga. Snerg był bardzo zainteresowany filmem, ale wydaje mi się, że tutaj nawet jego zainteresowanie teatrem wyszło w „Według Łotra”.
Mamy metaforę sztucznych, nieprawdziwych ludzi, z którymi się spotykamy na co dzień. Co więcej, mamy też swoje pięć minut, o co każdy zabiega. Ludzie, którzy marzą o tym, żeby się gdzieś pojawić i żeby o nich mówiono, marzą po prostu o tym, żeby zaistnieć. To są jacyś tacy statyści, którzy migną na ekranie tylko. Są tacy, którzy mają większą szansę. Są postaciami drugoplanowymi, będą przez 15 minut nawet w obrazie. I w końcu są postaci pierwszoplanowe, aktorzy odgrywający główne role. Jest sam reżyser, jest autor scenariusza, jest kamerzysta i oni wszyscy decydują o tym, co się z nami dzieje. Czyli krótko mówiąc, to, o czym mówi Snerg zarówno w „Według Łotra”, jak i w „Robocie”, to jest jakaś taka metafora naszej rzeczywistości. Proszę zwrócić uwagę, w „Robocie” jest mowa też o ludziach, którzy są praktycznie sztuczni i nieprawdziwi.
To ci ludzie, którzy mieszkają nad podziemiami miasta Karlovy, w którym toczy się akcja. Gdy główny bohater się znajduje, to dowiaduje się, jaki był przebieg eksperymentu całego mechanizmu. Ludziom rzuca się na przykład
[01:55:51] - Różne towary, najbardziej wyszukane. Ludzie nie muszą za to płacić. Biorą to masowo. Zachowują się jak istoty wszystkożerne, które są tylko i wyłącznie zaprogramowane w sposób konsumpcyjny, tak jakby już inaczej nie mogły funkcjonować. Snerg bardzo ostro w „Robotzie" pokazuje ten konsumpcjonizm. Bardzo ostro pokazuje, według Łotra, pozorność istnienia, którą w tych czasach bardzo często odczuwaliśmy, bo tak naprawdę nikt z nas nie miał w '78 roku nic do powiedzenia. Jeżeli miał, to wysłuchało go bardzo niewielu i nie mógł nawet zaistnieć jako statysta w tym odległym planie. Krótko mówiąc, książki Snerga można też, i myślę, że jest to zgodne z intencją autora, rozpatrywać wielopłaszczyznowo. Oprócz tej obsesyjnej idei Snerga, idei deterministycznej, pojawia się jeszcze alegoria dotycząca współczesności lat 70., tamtego okresu. Czy tylko lat 70.?
Nie, bo jeżeli mówimy o konsumpcjonizmie, to dziś wydaje mi się, „Robot" jest lekturą wręcz obowiązkową. Gdy mówimy o sztuczności, o tym, że chcemy mieć swoje pięć minut, jak najbardziej „Robot" według Łotra jest książką obowiązkową.
[01:57:27] - Zwrócę uwagę znowu na rzecz oczywistą, która towarzyszy nam od samego tytułu. Przypomnę: według Łotra. Literatura nas tak rozpuściła, że śledzimy historię z punktu widzenia głównego bohatera. Na ogół tak są historie pisane. Tu od początku, mając świadomość kulturową zanurzenia w naszej kulturze, śledzimy pewną historię według Łotra. Poznajemy historię snergowskiego Łotra, który zostaje wmieszany w pewne wydarzenia głównego planu. Gdzieś tam są ci aktorzy głównego planu, a tu nagle do nich ktoś — to też jest dosyć charakterystyczne — może zmienić się w trakcie tego przedstawienia. W trakcie tego filmu zmienia się rola. Ktoś z dalszego planu przychodzi gdzieś bliżej. To jest ten Łotr tytułowy.
To znowu oczywista rzecz, ale czasami warto powiedzieć o tych oczywistych rzeczach, bo my podążając za dosyć wartką akcją, bo poza wszystkimi literackimi walorami ta książka przez większość czasu ma dosyć szybką akcję. Taką filmową właściwie. Tam się dużo dzieje. Ja nie powiem, że to jest najistotniejsze w tej książce, co się tam dzieje, chociaż dosyć konsekwentnie zmierza ku. To dążenie ku jest bardzo ważne w tej książce. Wiktorze, skutecznie się zagłuszyliśmy i zagadaliśmy, to teraz gadasz ty.
[01:59:12] - Jak Tadeusz mówił, że to nie tylko lata 70., ale i współczesność, to zwróćcie uwagę, że to, co jest pokazywane w książkach Snerga, najlepiej zobrazuje się właściwie dzisiaj w płaszczyźnie internetu. Przecież większość ludzi rozpaczliwie czasami próbuje zaistnieć w tej płaszczyźnie, obojętnie, za jakąkolwiek cenę, żeby zaistnieć. To i tak są jaskółki, które sobie przelatują i właściwie śladu po nich nie ma i tak dalej. Ale czasami ktoś tam wypłynie. A nad tym wszystkim kto czuwa? Jak są te serwery, cenzury internetowe i tak dalej. Ktoś nad tym czuwa. My powoli wchodzimy w karkołomną zupełnie ścieżkę. Tą, którą Snerg tylko zarysował w normalnym społeczeństwie, w normalnej w miarę rzeczywistości wyobrażonej. A teraz się dołożyła bardzo piękna płaszczyzna, na której to bardzo wyraźnie widać.
Gdyby Snerg dzisiaj pisał, to mógłby to na tej płaszczyźnie bardzo pięknie rozegrać.
[02:00:44] - A mnie w tej chwili przyszło do głowy, że to, o czym napisało „35”, czyli to, że wyszła książka „Robot” w sferze anglojęzycznej, wydawnictwo Penguin Books, to chyba nie jest przypadek. Ja obserwuję coś takiego, że oczywiście, jak na całym świecie, fantastyka ciągnie do siebie ludzi piszących różne rzeczy. Lepsze, gorsze, przygodowe. Ja nawet tego nie wartościuję. Ja lubię literaturę przygodową. Zresztą polska seria magowska Uczta wyobraźni pokazuje, że pojawił się taki trend w literaturze pisania fantastyki naukowej, w ogóle fantastyki nieco ambitniejszej. Takiej, która sięga do kultury, do głębszych pokładów wyobraźni, do pewnych odwołań. Czy to literackich, czy kulturowych, czy pewnych nawiązań, pewnych alegorii i tak dalej, to ta magowska seria dobrze pokazuje i myślę, że gdzieś na Zachodzie, w Polsce nie wiem, nie mam diagnozy na to, ale na Zachodzie na pewno ten rynek fantastyki się klaruje troszeczkę. Są tacy, którzy lubią tę przygodówkę. Ja też do nich należę, ale od czasu do czasu sięgają po coś odświeżającego, co pokazuje świat w nieco innej formie.
To zwierciadło jest nieco inaczej ustawione. W Polsce jest niewiele takich książek. Być może dalej jeszcze odreagowujemy pewne nasze zapóźnienia i dużo jest literatury przygodowej i to nie jest nic złego. Radek Rak pokazuje, że my jednak też idziemy w tym kierunku, że zaczynamy szukać książek, które nas wciągną w przygodę intelektualną. Jeśli państwo lubicie takie książki i lubicie przygodę intelektualną, to Wiśniewski-Snerg z książką „Robot” i „Według Łotra” to jest znakomita lektura. To prawda, sprzed kilkudziesięciu lat literatura, która tylko osobom o złej woli może wydawać się już ramotą i czymś niegodnym, żeby po to sięgnąć. Wręcz przeciwnie. Nawet ten angielski przykład pokazuje, że chyba coraz bardziej warto sięgnąć po tę książkę, bo być może my „Według Łotra” tłumaczyliśmy sobie socjalistycznie. W czasach socjalistycznych mieliśmy taką wizję świata, a nie inną. Pewne rzeczy upraszczaliśmy.
To troszeczkę podobnie jak z lekturą Zajdla. Zajdla się czytało dlaczego? Bo dowalał regularnie komunie. Takie przynajmniej było. Ja jeszcze do dzisiaj pamiętam w liceum: „Czytałeś, czytałeś, jak w tym dopieprzył im w tym Limes Inferior. A czytałeś całą prawdę o planecie Xi? Tam to im dopiero dopieprzył.” Owszem, to była szybka interpretacja. Tak się to postrzegało. Ale przeczytajcie państwo Zajdla dzisiaj.
[02:04:09] - Dokładnie.
[02:04:10] - Okazuje się, że on jest chyba jeszcze bardziej aktualny. Sięgnijcie po „Paradyzję”, a porównajcie sobie, co robią w Paradyzji, żeby porozmawiać, a co wyprawiają obecnie youtuberzy. Żeby nie mówić na przykład o pewnym zjawisku, które nas wszystkich bardzo dotyczy, to się mówi o pomidorze 19 albo o zakeczupowaniu. A co to jest? To jest właśnie ten koala, który się pojawia u Zajdla w „Paradyzji”. Mówi się językiem, który wszyscy rozumieją, ale jest jeden podmiot, który nie rozumie. Czyli te wszystkie algorytmy, które mają przecedzić to wszystko, co w internecie mówimy, ale nie są jeszcze na tyle inteligentne, żeby to cenić we właściwy sposób. I my potrafimy ze sobą rozmawiać w taki sposób, żeby się dogadać, a te algorytmy głupie zostają, jak były. I kto mi powie, że Zajdel się zestarzał? Być może pewne dekoracje, pewien sztafaż się może trochę zestarzał, ale tak naprawdę to są książki aktualne, bardzo aktualne i wcale nie mówią o komunie.
Wtedy być może, a dzisiaj to już niekoniecznie. Chyba że o jakiejś neokomunie, o zielonym komunizmie i tak dalej. Zostawmy to, to nie to. Prowadzę do tego, że książki Adama Wiśniewskiego-Snerga są w bardzo podobny sposób aktualne. One również nam mówią o naszym świecie. Wiśniewski-Snerg sięgał w inne obszary zupełnie, zupełnie co innego go interesowało i pewno dlatego te książki są takie dzisiaj frapujące. Takie w dalszym ciągu niełatwe. Bo tak jak mówiliśmy, przyjęcie, że żyjemy w rzeczywistości, która jest zdeterminowana, to jest trudne. Przyjęcie tego do wiadomości. Człowiek w naturalny sposób stara się to odrzucić.
I nauczcie sobie państwo te wszystkie badania, które dotyczą tego, jak reaguje nasz organizm na różne zagrożenia. Co łapie mózg, a jak się zachowuje nasze ciało. Bo wychodzi bardzo często z różnych badań, że nasze ciało wie szybciej, jak się zachować, niż wie to mózg. Mózg wysyła informację, a już jest po ptakach generalnie, bo organizm wiedział, jak się zachować. To jest pytanie. Oczywiście można różne wnioski z tego wyciągać. Ja wcale państwa nie namawiam, żeby z tego wyciągać wniosek, że determinizm jest rzeczą oczywistą, ale można i o taki wniosek się pokusić. Jeden z wielu. Ale okazuje się, że ta nasza rzeczywistość wcale nie jest taka prosta, jakby się to wydawało niektórym.
[02:07:09] - Ja chcę tylko dodać od siebie, że ja, wielki miłośnik twórczości Adama Wiśniewskiego-Snerga, całkowicie przeciwstawiam się determinizmowi. Ja absolutnie go nie wyznaję, a nawet wręcz przeciwnie odrzucam, bo zaprzeczałby on temu, w co najmocniej wierzę, czyli-
[02:07:27] - Wolności człowieka.
[02:07:28] - Dokładnie. Ale warto się z wizją Adama Wiśniewskiego-Snerga zapoznać.
[02:07:35] - O tym mówię. Bo to jest takie jak, przepraszam państwa za obrazowe porównanie, ale to jest taki jak cierń w dupie, za przeproszeniem. Już używajmy języka adekwatnego. Nie pozwala spokojnie usiąść. To troszeczkę tak działa lektura Adama Wiśniewskiego-Snerga, jego powieści. Nie pozwala zapomnieć i cały czas każe brać pod uwagę. Tak, jestem wolny. A może nie? Ta odrobina, ta nuta wątpliwości pozwala chyba jeszcze bardziej tę naszą wolność albo tę naszą wyobrażoną wolność smakować. Wiktorze, ty jako miłośnik wszelkich przejawów wolności, co masz na ten temat nam do powiedzenia?
[02:08:22] - Raczej nie wiem, co mam na ten temat do powiedzenia, ale mam takie skojarzenie, że człowiek jako istota żywa ma coś takiego w sobie jak instynkt zachowawczy. Wszystko jest dobrze. Warto się jednak troszeczkę tego organizmu słuchać. Są dwie koncepcje tworzenia sztuki czy literatury jakiejkolwiek. Na pewno dwie. Jedna to jest taka, której apostołem był Snerg Wiszniewski, a druga jest taka, jaką drogą kroczył Stanisław Lem. Otóż Lem przy każdej właściwie swojej kolejnej powieści, zmieniał konia. Przesiadał się z dyliżansu na pociąg albo z pociągu na balon i tak dalej, i zaczynał zupełnie tworzyć od początku, mając swoje upodobania do czegokolwiek i tak dalej. To był kolejny epizod w drodze, którą sobie Lem poczynał. Ze Snergiem jest inaczej.
Obsesja może utrudnić nam pogodzenie się z tym, że jest inaczej niż my uważamy, że są inni ludzie, którzy uważają zupełnie co innego i też mają rację. Obsesja może się bardzo dobrze sprawdzić w dziele, bo literatura dobrze żyje. Nigdy się nie dziwiłem, że Franz Kafka był ulubionym pisarzem Snerga Wiszniewskiego. Pasują do siebie jak dwie doskonale dopasowane połówki czegokolwiek. Natomiast to jest groźne dla naszego bytu. Obsesja jest bliska opętaniu. Lubiłem z nim dyskutować, natomiast to opętanie swoją wizją według mnie pogłębiało się bardzo mocno. On nie mógł, praktycznie mówiąc, zaakceptować tego, że później koncepcję tej rzeczywistości, którą zaprojektował w tej swojej ostatniej filozoficznej rzeczy, w naukowych dniach zaakceptował. Każdy normalny człowiek wzruszyłby ramionami albo się wypiął i powiedział: „Nie to nie. Przyjdzie czas, to może ktoś to doceni”.
Snerg tego nie mógł. Nie mógł przeboleć. On coraz bardziej był na krawędzi, coraz bliżej tej krawędzi niezrozumienia przez wszystkich, niezaakceptowania. Wcale nie naprawiła tej sytuacji to, że miłośnicy science fiction pokochali jego książki. To nie miało znaczenia. To byli tylko miłośnicy literatury, a on chciał, żeby cały świat zaakceptował jego wizję w całej rozciągłości. Skoro to się nie spełniło, chociaż może się spełni kiedyś, ale w każdym razie, skoro się nie spełniło za życia, to skończyło się, jak się skończyło. Bardzo niedobrze. Obsesje są bardzo fajne, ale bez przesady. Można mieć obsesję na punkcie swojej żony, ale przecież wiele kobiet chce też po świecie chodzić, prawda Marku?
[02:13:22] - Tak. Tylko myślę o tym, co mówisz, bo ja się zastanawiam, czy właśnie taka dobra, prawdziwa literatura właśnie z obsesji nie powstaje. Takie mam wrażenie, że tak może być, że ta wielka literatura tam się właśnie rodzi.
[02:13:47] - Marku, dlatego dałem przykład Lema, który po prostu się przesiadał z konia na konia, z konia na konia i po prostu w ramach danej konwencji rozgrywał rzecz absolutnie od początku do końca. Kończył to i szedł dalej.
[02:14:09] - Nie wiem. Co do Lema, to, że on w pewnym momencie przestał pisać literaturę, zajął się raczej publicystyką, pokazuje, że przynajmniej według siebie doszedł do pewnej ściany. Już dalej nie chciał iść i nie chciał pewnych rzeczy powielać. Być może wyeksploatował albo doszedł do wniosku, że już powiedział wszystko.
[02:14:33] - Że to fiasko.
[02:14:33] - Tak, że to fiasko, że powiedział wszystko, co chciał powiedzieć i gdyby szedł dalej, to właściwie mnożyłby słowa. To już byłoby mnożenie słów, a nie pisanie literatury. On sobie postawił poprzeczkę niezwykle wysoko i miał świadomość tego, jak ona wysoko spoczywa. I to stąd się chyba mogło wziąć. Rzut oka na czat, bo się właśnie pewne rzeczy nowe pojawiły, ale już sekunda, bo muszę sobie to przewinąć. Gebolight Rycerz Kapłan: „Dobra audycja”. Dziękujemy. PW: „Tu są same dobre audycje”. Przepraszam, bo ja czytam z marszu, więc te pochwały. Bardzo dziękuję.
Mister Ark01: „Pojedynek rewolwerowców. Dlaczego zawsze ten dobry wygrywa? Wygrywa, bo czeka na wyciągnięcie broni przez złego i zabawne, u złego mózg kieruje wolą wyciągnięcia broni, dobrym steruje odruch”. Nawiązując do tego, o czym dzisiaj mówimy. Zgoda, można i tak patrzeć na świat, chociaż ja na temat dobrego i złego mam trochę inny pogląd, ale to chyba nie to miejsce, nie ten czas.
[02:16:07] - Snerg na pewno do tego tak nie podchodzi, bo on przedstawia tę swoją teorię rewolwerowców. Co się stanie, gdy naprzeciwko siebie stanie dwóch rewolwerowców absolutnie o tych samych parametrach, ludzi, którzy mają takie same możliwości, umiejętności i tak dalej, tak samo szybko potrafią wyciągnąć broń. Kto wygra w takim razie? Pyta Snerg. Jeden z nich czy obaj zrezygnują? Bo na przykład w powieści Bartosza Orlewskiego „Armadillo”, w której postaci są jakby z gry wyciągnięte. Ktoś, kto bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że ma zdecydowanie mniejsze możliwości niż jego przeciwnik w pojedynku rewolwerowców, to u Orlewskiego po prostu taki ktoś w ogóle nie wyciąga broni, daje się od razu zastrzelić, bo szkoda mu w ogóle marnować energii, zasobów, punktów, jakie ma jako gracz. Lepiej od razu zginąć, to jakoś sobie potem to powetuje. U Snerga w grę wchodzi zupełnie inne zagadnienie. Otóż Snerg odwołuje się do starej zimnowojennej teorii dwóch supermocarstw, które mają tyle broni, że właściwie wywołanie konfliktu nuklearnego, bo o to tutaj chodzi, musi doprowadzić do zagłady całego świata.
Czyli krótko mówiąc, jeżeli nawet jeden z tych rewolwerowców wyciągnie rewolwer jakiś ułamek sekundy szybciej, to ten drugi zareaguje też tak samo szybko, że może jako drugi dopiero odda strzał i pierwszy zginie, ale zginie ułamek sekundy wcześniej niż ten drugi. Czyli krótko mówiąc, teoria Snerga opiera się na tym, że świat w ogóle w zasadzie może istnieć tylko dzięki temu, że tych dwóch rewolwerowców naprzeciwko siebie stoi, że nikt z nich nie próbuje wyciągnąć broni. To tak à propos tego wpisu. Przypomniało mi się, bo ta teoria jest przedstawiona chyba w „Arsie”.
[02:18:13] - Tak, ale myślę cały czas o końcówce wpisu, że: „I zabawne, u złego mózg kieruje wolą wyciągnięcia broni, dobrym steruje odruch”. Nie wiem, do czego to jest nawiązanie, natomiast myślę, że można na to inaczej spojrzeć. Dlatego tak się cały czas waham, czytając to i myślę nad tym dosyć intensywnie. A dlaczego nie może być odwrotnie?
[02:18:45] - Jeśli mogę zwrócić uwagę, bo istnieje jeszcze moja koncepcja pojedynku dwóch absolutnie identycznych rewolwerowców. Jeśli są absolutnie tak samo doskonali, to w tym momencie przestają decydować o sobie i o rozstrzygnięciu pojedynku zadecyduje w tym momencie świat zewnętrzny. To, co się zdarzy poza nimi.
[02:19:18] - Gracze.
[02:19:19] - Ten wróbel zrobi kupę temu na głowę albo coś przeleci, albo światło mignie tak. Zacznie decydować o tym świat zewnętrzny.
[02:19:29] - Albo Wiktor Żwikiewicz szybciej naciśnie klawisz myszki i po prostu pojedynek wygrany albo przegrany. I tak to można poczytać. Ale zwróćcie też uwagę, że jeśli cały czas mówimy o determinizmie, który tak bardzo poruszał Wiśniewskiego, Snerga, to można też patrzeć na pojedynek tych rewolwerowców jeszcze inaczej. Zginie albo wygra ten, który miał wygrać albo zginąć. Również tak z punktu widzenia determinizmu można na to popatrzeć. I nieważne, co umiejętności, to, w jakim stopniu. Tak się zastanawiam w tej chwili bardzo na gorąco i mało mam to przemyślane, ale gdzieś ten determinizm to nie przypadek. On mi się zawsze bardzo mocno kojarzył z religią protestancką, gdzie też mamy pewien determinizm i Uczynki, wiara to wszystko oczywiście fajne, ale w gruncie rzeczy i tak już wiadomo, kto trafi do nieba, a kto będzie potępiony. Także i tak można na to patrzeć. Panowie, to my dzisiaj już właściwie powinniśmy chyba kończyć, bo zaczynamy filozofować i to tak na ostro.
[02:20:50] - A to można coś wesołego powiedzieć?
[02:20:51] - A jak najbardziej. Ale filozofia nie musi być smutna.
[02:20:55] - Ja wiem, że nie musi być smutna, ale zrobiło się dzisiaj dość poważnie. Jeszcze jedno opowiadanie Adama Wiśniewskiego „Snerga” powinno być bliskie tobie, Wiktorze, bo ukazało się w antologii „Głosy z głębin”. Tam było twoje słuchowisko napisane przez ciebie i Rogozińskiego „W cieniu sfinksa”. I tam jest też opowiadanie Adama Wiśniewskiego „Snerga” „Oaza”. Jest to opowiadanie humorystyczne, mówiące o niszczeniu środowiska naturalnego przez ludzi, dlatego, że jest to złe z wyboru i należy to robić. Czyli krótko mówiąc, ludzie żyją sobie w takiej osadzie, w której po prostu wszystko jest zanieczyszczone, zatrute. Co więcej, jak się okazuje, że jakaś fabryka tam za mało dymu i spalin wydziela, to natychmiast są podejmowane akcje, żeby ta fabryka więcej tego dymu wydobywała, bo inaczej będą jakieś kary finansowe. Las zaczyna się niebezpiecznie rozrastać, więc od razu jest jakaś akcja społeczna. Ludzie biegną z siekierami i z piłami, żeby ten las tępić. Dzieci wracają do domu, to matka każdemu daje papierosy.
Koniecznie musicie zapalić przed obiadem. Nie zjecie obiadu, jak nie zapalicie, bo to jest niezdrowe. Czyli krótko mówiąc, taka historia à rebours Adama Wiśniewskiego, którą dziś też mi się wydaje, powinniśmy obowiązkowo przeczytać.
[02:22:22] - Co więcej, powinniśmy ją zadedykować pewnym ruchom, które nas chwilami usiłują paraliżować, a w każdym razie terroryzować odnośnie różnych naszych zachowań. To zdecydowanie powinno być dedykowane. Jeszcze rzut oka. MrArk01 napisał: „Wszystko już zostało napisane, bo w niebie pełnym dobrych jest nudno.” Ja też wyznaję taką teorię, tylko zastanawiałem się kiedyś nad czymś jeszcze. Ale w takim niebie pełnym dobrych byliby ci dobrzy lepsi i dobrzy gorsi. I to by dopiero była zabawa, że poziom dobra mierzono by i ten z mniejszym poziomem dobra. Wiem, popadam w jakiś absurd, ale absurd to też jest w gruncie rzeczy jakoś z literaturą dość mocno związane. MrArk01: „W takim pojedynku wygrywa zawsze ten stojący z boku, kto potrafi czerpać z tego korzyści.”
[02:23:26] - Pełna zgoda.
[02:23:27] - Tak. Wystarczy się rozejrzeć, proszę państwa, dosyć uważnie po świecie nas otaczającym, nawet niespecjalnie wnikliwie. To taki tylko szybki rzut oka i już będziecie państwo mieli dokładnie to, o czym pisze MrArk01. Szanowni państwo, tak jak powiedziałem, ponieważ zaczynamy popadać w jakieś takie dywagacje filozoficzne, robi się poważnie, a w końcu weekend przed nami, to ja myślę, że jest to dobry czas na zakończenie dzisiejszej audycji. Tych, których mieliśmy zachęcić, to już chyba zachęciliśmy. Warto po Adama Wiśniewskiego „Snerga” sięgnąć, szczególnie po książki takie jak „Robot” i „Według łotra” należy uważać z tymi wydanymi pośmiertnie, bo to naprawdę chyba nie miało-
[02:24:19] - Nie polecamy.
[02:24:20] - Tak, to się nie miało po prostu ukazać.
[02:24:22] - Już nie ma po prostu.
[02:24:23] - Tak. Myślę, że wydawnictwa poszły w tym kierunku, żeby po prostu koniecznie coś sprzedać, co Wiśniewski „Snerg” napisał i Wiśniewski „Snerg” rzeczywiście to napisał, tylko to chyba nie było-
[02:24:35] - Ale są jakieś podejrzenia, że niektórzy znawcy twórczości „Snerga” powątpiewają w jego autorstwo tych książek.
[02:24:46] - Być może. Trudno im powiedzieć. Natomiast tam się pojawiają wątki, które później w dojrzały sposób, jeśli przyjmiemy tę gradację czasową taką, że to były książki młodzieńcze, to te wątki, postacie, pewne rozwiązania fabularne, one się później pojawiają w dojrzałej formie już w tych książkach, o których dzisiaj mówiliśmy. I to widać, jak sobie nawet tak to przedstawimy, to widać, jak ważna jest pewna ewolucja pisarska w życiu, jak do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Fajnie jest sobie, będąc 14-latkiem, 15-latkiem, nie wiem, kiedy on to tak naprawdę napisał, jeśli w ogóle napisał. Fajnie jest sobie coś popisać, ale do pewnych rzeczy, nawet literacko, to warto dojrzeć. Później człowiek nie żałuje tego, co napisał w młodości. Spytajcie państwo. Właściwie większość autorów ma takie książki właśnie młodzieńcze, których gdzieś się, jeśli nie wstydzi, to specjalnie nie eksponuje. Może tak to powiedzmy.
Bo troszeczkę jest to jak stąpanie po polu minowym. Człowiek napisał i jest zadowolony, że właśnie to napisał. A jednak później przychodzi rozliczenie i ktoś mówi: „Stary, ale ty to napisałeś.” „Ale to dawno było. Ja już tego nie pamiętam, jak to pisałem.” „Ale jednak się podpisałeś pod tym. Bierzesz za to odpowiedzialność.” Stąd się bierze takie zjawisko, że część autorów woli o swoich młodzieńczych książkach nie pamiętać. Nie wszyscy są tacy jak Wiktor Żwikiewicz. Wiktor Żwikiewicz od początku, jak napisał pierwsze opowiadanie i było publikowane w „Młodym Techniku”, to od razu jest o czym mówić. I tak dalej. Kadzimy cię Wiktor, chociaż byś zauważył, że przynajmniej ja ci kadzę w tej chwili. Byś to jakoś skomentował.
[02:26:34] - Może ja powiedzmy taką kropkę postawię. Kiedyś zostałem zapytany przez młodego miłośnika fantastyki, czy mógłbym mu podać pięć tytułów najlepszych książek science fiction, jakie przeczytałem w życiu. Bez wahania zacząłem wyliczać, bo miałem to zrodzić bez zastanowienia. Trylogia księżycowa Żuławskiego, „Głos Pana” Lema, „Robot” Adama Wiśniewskiego-Snerga, „Delirium” Tarski z Żwikiewicza i „Domek świeczki” Domolewskiego. Potem ten gość tylko się mnie spytał: „Ale przepraszam, ale nie chodziło mi o polskich autorów.” A ja powiedziałem: „Ja się nie zastanawiałem nad tym, jakiej narodowości są ci autorzy, których wymieniam bez zastanowienia. Samych polskich wymieniłem.” I widocznie tak jest. Wydaje mi się, że Adam Wiśniewski-Snerg w tym gronie jest diamentem błyszczącym, podobnie jak Żwikiewicz. W ogóle cała piątka.
[02:27:35] - Ja mam wrażenie, że Wiktor tam padł właśnie od nadmiaru pochwał.
[02:27:38] - Nie. Ja po prostu absolutnie zgadzam się ze światopoglądem Tadeusza. Cóż, inaczej być przecież nie może.
[02:27:49] - Pięć diamentów wymieniłem.
[02:27:51] - Z całą pewnością być nie może.
[02:27:54] - Dobrze panowie. Ja szczególnie mam taką tendencję. Moje zakończenia audycji trwają średnio pół godziny. Więc postanowiłem dzisiaj, że skrócę to jednak. Zachowam się elegancko. Podziękuję panom, podziękuję naszym słuchaczom. Bardzo było miło. Mam nadzieję naprawdę, że sięgniecie państwo po Wiśniewskiego-Snerga, bo warto. Od razu powiem, że za tydzień mamy „ABW”. To „W” to wakacje.
A zatem będzie kolejne spotkanie z poznaną niedawno autorką Leigh Brackett. Tym razem zabierze państwa w takie rejony Układu Słonecznego, które nieczęsto trafiają do opowiadań. Powiedzcie państwo, ile czytaliście opowiadań, które dzieją się na Merkurym? A tu będzie Leigh Brackett „Dziecko Słońca” i to się będzie działo na Merkurym. Bardzo polecam. Stare, ale jare. Warto. Co za dwa tygodnie? Za dwa tygodnie ustaliliśmy z Wiktorem, że była pewna prośba jakieś kilka miesięcy temu, żebyśmy sięgnęli po klasykę. Po takie książki, które się ukazywały dawno.
Jedną z tych wymienionych książek była książka „Ostatni statek z planety Ziemia”. Rzeczywiście książka, która ukazała się w latach 70. I wtedy to było wydarzenie. To czytano w radiowej Trójce, ludzie tego poszukiwali. W ogóle to fajne było i się czytało. Napisał tę książkę autor, który nie jest specjalnie w Polsce znany, John Boyd. Ja pamiętałem tę książkę rzeczywiście jako — wtedy się mówiło i dzisiaj też się tak mówi — zajebistą. I sięgnąłem sobie po tę książkę ostatnio i owoce tego sięgnięcia będziemy omawiać za dwa tygodnie. Ja dodam tylko, że oprócz „Ostatniego statku z planety Ziemia” będziemy mówić w ogóle o antyutopiach i dystopiach. To tak na dodatek, bo ta książka Boyda zaczyna się właśnie od przedstawienia takiej dosyć specyficznej, ale jednak dystopii.
No i cóż. Do usłyszenia w takim razie za tydzień przy fajnej lekturze, za dwa tygodnie przy kolejnym „Bibliotekarium”, przy „Ostatnim statku z planety Ziemia.” To ja już się nagadałem. Bardzo wszystkim dziękuję. Jeszcze głos dla naszego gościa na dobranoc.
[02:30:29] - Cieszę się, że mogłem dzisiaj powiedzieć kilka zdań o Adamie Wiśniewskim-Snergu, jednym z moich ulubionych pisarzy. I jeżeli państwo wytrzymali z moim gadulstwem, bo jak zauważyliście, chyba też mam tę cechę, co mój przedmówca , to w takim razie bardzo mi miło. Życzę wszystkim fantastycznych snów.
[02:30:53] - Wiktorze?
[02:30:55] - Ja na do widzenia powinienem właściwie powiedzieć na to z Bogiem, ale tym razem zmienię troszeczkę opcję i powiem: to może ze Smergiem Wiśniewskim.
[02:31:06] - Może. A ja jeszcze jedną informację. W swoim niepoprawnym gadulstwie jeszcze jednej rzeczy nie powiedziałem, więc powiem na koniec już naprawdę na dobranoc. Otóż to była ostatnia audycja. To była ostatnia audycja, nie w ogóle, tylko ostatnia audycja realizowana w trybie mikrofonowo-telefonicznym, bo my dzisiaj z Tadeuszem do państwa ze studia, a Wiktor jeszcze przez telefon. A to się wiąże z zakeczupowaniem Wiktora. Wiktor się zdecydował zakeczupować. To jak się zdecydował, to wracamy, proszę państwa, do studia i już nie będziemy dudnić przez telefon, tylko będziemy mówić do państwa wprost do mikrofonu. To w takim razie do usłyszenia. Dobranoc.
Dobrych lektur i dobrego Wiśniewskiego-Snerga. Dobranoc.
[02:31:59] - Dobranoc.
[02:32:01] - Dobranoc.
[02:32:03] - A mówiło to do państwa te słowa przed chwilą trio trzech tenorów Marek Żelkowski, Wiktor Żwikiewicz oraz Tadeusz Krajewski. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie. Tym razem w „ABW Antologia Bibliotekarium Wakacje” już za tydzień. I w kolejnym „Bibliotekarium” już za dwa tygodnie. Oczywiście na antenach Radia Paranormalium i Book Radia. W Paranormalium na żywo, w Book Radia póki co jeszcze chwilowo z taśmy. Myślę, że panowie, ja mam taką możliwość, żeby nadawać na przykład na dwa serwery.
Jak podeszlibyście do pomysłu, żeby nadawać „Bibliotekarium” na Book Radio na żywo?
[02:32:58] - Ależ bardzo chętnie, tylko musimy szczegóły techniczne poomawiać i będziemy w takim razie działać. To jak najbardziej. Widzą państwo, same dobre wiadomości dzisiaj są. Będzie pomnożone „Bibliotekarium”, z czego się bardzo cieszę. A tylko kwestia omówienia technicznych rzeczy, w których nawet nie wiem, czy się wyznaję, więc kto wie, czy wszystko do mnie tak szczegółowo dotrze. Ale uda się, proszę państwa, bo nie tylko ja będę tego słuchał.
[02:33:29] - Ja potrzebuję tylko adres serwera i dane do nadawania właściwie. Także to chyba będziemy musieli pociągnąć za język osobę, która postawiła serwer Book Radia. To będziemy ciągnąć za język poza anteną, a państwu już dziękujemy.
[02:33:48] - Jasne.
[02:33:48] - Dobranoc i do usłyszenia ponownie w kolejnych naszych audycjach. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:34:17] - I read the news today, oh boy. About a lucky man who made the grade. And thought the news was rather sad. Well, I just had to laugh. I saw the photograph. He blew his mind out in a car. He didn't notice that the lights had changed. A crowd of people stood and stared. They'd seen his face before. Nobody was really sure but he was from the house of lords.
I saw a film today, oh boy. The English army had just won the war. A crowd of people turned away. But I just had to look. Having read the book, I loved to turn. Woke up, fell out of bed. Dragged a comb across my head. Found my way downstairs and drank a cup. Looking up, I noticed I was late. Found my coat and grabbed my hat.
Made the bus in seconds flat. Found my way upstairs and had a smoke. Somebody spoke and I went into a dream. I read the news today, oh boy. Four thousand holes in Blackburn, Lancashire. And though the holes were rather small. They had to count them all. Now they know how many holes it takes to fill the Albert Hall. I'd love to turn.