[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Kończy się nam powolutku najpiękniejszy dzień tygodnia, czyli poniedziałek. A skoro się nie kończy poniedziałek i skoro minęła przed chwilą godzina 20:00, to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć w Radiu Paranormalium kolejny odcinek audycji Świat oczami duszy, audycję o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami oczywiście jak zawsze — chciałem powiedzieć internetowo-telefonicznego, bo dzisiaj ta pogoda troszkę nam może popsuć szyki, oby nie. Jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:50] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was, kochani, bardzo serdecznie.
[00:54] - Z taką nadzieją, że jednak dzisiaj żadnych jakichś meteorologicznych niespodzianek nie będzie, a nawet jak będą, to nie przeszkodzą nam w realizacji audycji. Przypomnę jeszcze dzisiaj tylko kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można dzwonić w drugiej części audycji, a napisać można właściwie cały czas. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy, który przed chwilą z panem Sławkiem przetestowaliśmy przed audycją, to oczywiście 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Wbrew pozorom ktoś jeszcze czasami z gadu-gadu korzysta i do nas pisze. Także jeżeli macie ten komunikator gdzieś tam jeszcze w komputerze zainstalowany, to zachęcamy do pisania do Radia Paranormalium. Jesteśmy także na czatach Radio Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube.
Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radia Paranormalium. A jeżeli ktoś woli, to można także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, tradycyjnie, nieustająco, z czystym sumieniem oddaję pana głos.
[02:32] - Dziękuję panie Marku. Kochani, witam was jeszcze raz bardzo serdecznie i bardzo gorąco. Bardzo gorąco, bo pogoda jest gorąca. No też tematyka ostatniej audycji podobno — dostałem takie informacje — że wam się spodobała. Mam nadzieję-
[02:48] - Nie tylko tematyka, ale też głos pani Moniki.
[02:51] - No tak. To w komentarzach właśnie za chwilę miałem się do nich odnieść. Było dość wyraźnie słychać. No właśnie, bo chciałem się odnieść do komentarzy, ale jeszcze zanim, to jedną rzecz taką przypomnę. Bardzo mnie cieszy to, że pojawiają się w naszym gronie nowe osoby. I oczywiście też mam świadomość tego, że słuchając pięciu ostatnich czy dziesięciu audycji, niektórzy nie mieli możliwości ani też czasu przede wszystkim, żeby odsłuchać w międzyczasie stu poprzednich audycji. Natomiast nie ukrywam, że tak, zapraszam was do zapoznania się — tych, którzy dołączyli do nas w ostatnim czasie — z poprzednimi audycjami. Oczywiście w miarę waszych możliwości i chęci, ponieważ część rzeczy, o których ja mówię w tej chwili, jest już kontynuacją wynikową albo na przykład tylko pewną częścią całego aspektu. Ja już o całym aspekcie nie mówię, ponieważ ten aspekt był gdzieś tam poruszany wcześniej, we wcześniejszych audycjach i to na przykład się, że tak powiem, odnosi. Właśnie tutaj był komentarz Kaliny odnośnie właśnie tego, że nie zgodziła się ze mną, że dzieci się rodzą jako taka typowo biała kartka.
I oczywiście to nie zostało w poprzedniej audycji przeze mnie wyraźnie powiedziane, ale też nie chcę was po raz kolejny nękać tymi samymi tematami. Zwłaszcza że i tak mam wrażenie, że jestem monotematyczny. Zresztą tą monotematyczność dzisiaj będę kontynuował. Także kochani, nie zawsze to, co jest w tych audycjach akurat, obejmuje cały zakres materiału, tylko na przykład jego część. I to, że ja powiedziałem, że to rodzice, otoczenie kształtuje naszą osobowość, to nie znaczy, że nie pamiętam o tym, że dzieci się rodzą z odpowiednią świadomością. Świadomością, która przynajmniej na moje życie ma bardzo duży wpływ. Mówię o tej świadomości duchowej, o tej świadomości płynącej z dusz, czy o tej świadomości płynącej z iluś tam dziesięciu czy set wcześniejzych wcieleń. Więc oczywiście, że nie tylko rodzice. Natomiast oczywiście były też audycje na temat tego, co wynika z naszej daty urodzenia, jakie energie są niesione, związane z danym dniem urodzenia, jakie cechy czy pewne predyspozycje czy pewne umiejętności. O human design, o kalendarzu Majów, o astrologii.O tym wszystkim żeśmy już wcześniej kochani rozmawiali.
To, na czym ja się skupiam, to jest ten aspekt podświadomości, która tak jak mówiłem w którejś z poprzednich audycji, w moim przekonaniu odpowiada za 95%, a czasami nawet w przypadku niektórych ludzi za 99% ich reakcji, zachowań i wpływa po prostu na ich życie. Także to gwoli wyjaśnienia. I też jeszcze pojawił się fajny komentarz, dość długi, więc nie będę go przytaczał. Natomiast on dotyczył tego, że oprócz środowiska, czyli oprócz nas samych, wpływ na nasze reakcje, na nasze zachowania ma również nasze otoczenie. Ja oczywiście też się z tym zgadzam, że może nie tyle, że ma wpływ, co raczej ja to nazywam, testuje nas na okoliczność tego, jacy jesteśmy. I bardzo często zmieniając samych siebie, zmieniając się w środku, z czasem zaczynamy zauważać, że pewne postawy reprezentowane przez pewnych ludzi już nam przestają odpowiadać, że pewne zachowania zaczynają nas irytować, że pewne sytuacje w naszym życiu przestają nam odpowiadać. Przestajemy mieć przyjemność z przebywania w takich klimatach i przestajemy też mieć potrzebę posiadania nauczyciela. Na przykład jakiejś cechy, która jest w nas, ponieważ my już żeśmy ją zmienili, my już żeśmy ją wyeliminowali ze swojego zachowania, więc ta osoba jest już w naszym życiu niepotrzebna. To otoczenie wokół nas zaczyna też się zmieniać. Z pozostałą częścią tego komentarza się zgadzam, więc nie będę mówił, z czym się zgadzam, tylko w tych kwestiach, w których rozmijamy się czasami ze słuchaczami, pisaczami, chciałbym przedstawić swój pogląd i swoje zdanie na ten temat.
Kochani, temu tematowi już poświęcałem audycję, ale pewnie można by było poświęcić kilka kolejnych audycji. Jak ta nasza rzeczywistość wygląda w zależności od tego, jak my się zmieniamy, jak ta rzeczywistość zaczyna się zmieniać. Ci, którzy dokonują zmian w samych sobie, doskonale wiedzą, o czym mówię, bo każda sytuacja w życiu czegoś nas uczy. Najczęściej uczy nas, przynosi ze sobą informacje o nas samych. Czyli jeżeli coś nas irytuje, coś nas denerwuje, coś nas wkurza, coś nas raduje, to najczęściej jest to związane z czymś, co w nas jest, bądź czymś, czego w nas brakuje. I w momencie, kiedy tą cechę z siebie wyrzucamy, to przestajemy, tak jak mówiłem wcześniej, mieć potrzebę posiadania wokół siebie, w swoim otoczeniu nauczyciela, który będzie nas zmuszał. Podam to na przykładzie, bo to jest przykład, który dotyczy mojego życia, więc najłatwiej mi będzie o tym mówić. Mam przyjaciela, który przez wiele lat uczył mnie stawiania granic, ponieważ on nie ma żadnych hamulcy, żeby wejść w czyjeś życie z buciorami. Nie ma świadomości, która by mu nakazywała zastanowić się, czy można, czy nie można, czy się powinno. Więc zrozumienie istoty posiadania w swoim otoczeniu takiej osoby jest bardzo cenną informacją dla nas.
Ponieważ ja doskonale zdawałem sobie sprawę, że jego ekstremalne postępowanie zmusza mnie do stawiania granic. Po prostu zmusza mnie. Nie pozostawia mi wyboru, bo albo mi wejdzie na głowę i zdominuje całe moje życie swoimi mniej bądź bardziej szalonymi pomysłami, nie pozostawiając mi przestrzeni na cokolwiek, albo ja się nauczę stawiać granice. Także kochani, tamten wątek zostawmy, bo to mówię, tak jak wspomniałem, jest to wątek pewnie na audycje, które już były i też być może na audycje, które jeszcze się pojawią. Tematyka osób w naszym życiu i tego, na ile zmiany, których dokonujemy w sobie zmieniają nasze otoczenie, naszą rzeczywistość i tych też ludzi, którzy wokół nas są. Ci, którzy dokonują zmian, wiedzą, jak to ewoluuje, wiedzą, jak to działa i z pewnością, mam nadzieję przynajmniej, że mnie poprą w tym, co mówię, bo to jest kolejny powód, dla którego warto się zmieniać, żeby zmieniać to, co jest wokół nas.Czego oczywiście wam i sobie w dalszym ciągu życzę, bo uważam, że jeszcze parę rzeczy w swoim życiu mogę poprawić, zrobić lepiej i dążyć jeszcze do większego spokoju. Natomiast kochani, po ostatniej audycji, po tych bliźniaczych płomieniach, po pierwszej smutnej części, w której opowiadałem wam o informacjach, które wpadły mi w oko podczas przeglądania internetu i podczas naszej rozmowy telefonicznej z panią Moniką i z panem Kazimierzem, miałem, jak to zwykle ja, sporo rozkminek, sporo różnego rodzaju rozważań, sporo też emocji z tym związanych. Jednym z takich przemyśleń było to, co się pojawiło w komentarzu pod ostatnią audycją, że grzmię z ambony, natomiast mówiąc o miłości do siebie i do bliźniego, tak na dobrą sprawę efekty tego są takie, jakie są. Oczywiście nie spodziewam się tutaj, z punktu widzenia mojej świadomości, fajerwerków, bo tak jak wam mówiłem, człowiek, który 2000 lat temu mówił podobne rzeczy, na dłuższą metę jakichś spektakularnych sukcesów nie osiągnął, ponieważ nasza ziemska natura każe nam to robić po swojemu, w swoim tempie i w swój własny sposób. Natomiast uświadomiłem sobie, że ja w zasadzie mówię do was nieustająco o dwóch rzeczach.
Od 120 audycji poruszam dwa tematy. Jeden temat to jest temat duszy i miłości. I drugi temat, który ciągle wałkuję, to jest temat naszej podświadomości. I co jeszcze ciekawego wam powiem? Że jeżeli będę prowadził audycję „Świat oczami duszy”, to w dalszym ciągu będę mówił o tych dwóch rzeczach. Nie dlatego, że nic innego mi nie przychodzi do głowy i nie mam zdania na inne tematy i nad innymi tematami się nie zastanawiam. Nie z tego powodu, tylko z tego powodu, że uważam te dwa tematy za najważniejsze, jeżeli chodzi o proces dokonywania zmian. I to powtórzę po raz kolejny wyraźnie, że ja skupiam się na dokonywaniu zmian. To jest to, co mnie interesuje. Nie dywagacje, nie zastanawianie się, nie rozkminianie, nie rozważanie, tylko szukanie sposobu na dokonywanie zmian.
I wszystkie audycje temu służą, żeby was nie nauczyć, kochani. Żebyśmy się zrozumieli. Nauczanie kogokolwiek to jest mniej więcej to, co robiliśmy w szkole. Ktoś próbował nas czegoś nauczyć. Czasami nam się to podobało, czasami nie. Czasami uważaliśmy, że to jest czegokolwiek potrzebne. Innym razem uważaliśmy, że to jest wiedza, która nam się nigdy w życiu nie przyda. Więc nauczanie jest procesem skazanym na porażkę, bo dopiero jak mówi się do osoby, która jest zainteresowana tym tematem, to ona zaczyna w ten temat się wgłębiać i słuchać tego, co się do niej mówi z zainteresowaniem. Ja zakładam, że tak jest w naszym wypadku. Czyli wy interesujecie się tym, o czym rozmawiamy i dlatego tą wiedzę przyjmujecie.
Natomiast to w dalszym ciągu pozostaje w bardzo wielu przypadkach na poziomie wiedzy. Więc ja nie chcę nikogo nauczać, czyli być nauczycielem, żeby ktoś posiadał wiedzę. Pamiętacie ci, którzy chodzili do technikum? Podobno jeszcze takie szkoły istnieją. To oprócz wiedzy teoretycznej były zajęcia praktyczne, tak zwane warsztaty i tak zwane praktyki, w których uczyliśmy się w praktyczny sposób wykorzystać wiedzę. Bo ja chodziłem do technikum, więc wiem. W praktyczny sposób wykorzystywać wiedzę, którą posiądaliśmy podczas prób nauczania nas przez nauczycieli. I ja jestem tym praktykiem i doskonale rozumiem proces. Gdybym miał bardzo mocno rozdmuchane ego, to byłby procesem nie do przyjęcia. Ponieważ kochani, ja przyjąłem technikę naprowadzania ludzi, żeby sami dochodzili do wniosków.
Wrócił. Przecież deszcz pada na dworze. Wysuszyć? Idź po suszarkę. Przed samą burzą wylazłeś. Idź, połóż się. Tak. Idź się połóż. Idź. Więc ja przyjąłem taką metodę naprowadzania was, żebyście sami dochodząc do wniosków, zapamiętywali i byli przekonani, że doszliście do tego wniosku i że to jest słuszny wniosek.
Tak działa podświadomość. Znając te mechanizmy, taką drogę przyjąłem. Więc staram się nie mówić pewnych rzeczy tak aż bardzo wprost, tylko bardzo chciałbym, żeby powstał proces wspólnego zastanawiania się.Aby to, czego się dowiecie, nie tylko ode mnie, stało się waszą prawdą. Nie moją prawdą, którą przyjęliście bądź nie przyjęliście, tylko żeby stało się waszą prawdą, waszym przekonaniem, waszą potrzebą. Nie celem, który ja wyznaczyłem. Nie metodą, którą ja zastosowałem i mówię: „Z niej korzystajcie”. Taką przez ostatnie 120 audycji rolę sobie przyjąłem i póki co się trzymam. Natomiast czy ona jest skuteczna, czy ona jest nieskuteczna, to pewnie wy wiecie najlepiej. Ja wiem, że to wszystko, co zrozumiem i przyjmę jako swoją prawdę, w moim życiu staje się ważne. Prawdy innych ludzi nie mają aż takiego wielkiego znaczenia dla mnie jak prawda, którą ja przyjmuję do samego siebie.
Ona staje się dla mnie priorytetowa. Dlatego forma i tematyka, póki będę prowadził audycję, najprawdopodobniej się nie zmieni. Więc nie oczekujcie ode mnie gotowców. Chociaż dzisiaj jeden się pojawi. Tak na próbę. Zobaczymy, może to akurat zadziała. Kochani, dlaczego mówię o miłości? Dlaczego tyle uwagi i tyle rozmów poświęcam miłości? Z kilku powodów. Jednym z takich powodów jest to, że oswajam was z miłością.
Poprzez powtarzanie, poprzez mówienie oswajam was i waszą podświadomość z miłością. Ponieważ wiele rzeczy nam pokazano, wielu rzeczy nas nauczono. Natomiast nie nauczono nas miłości. Nauczono nas, mówiono nam, jak powinna wyglądać miłość. Taka ziemska: że trzeba być wiernym, że trzeba szanować, że trzeba być pracowitym, że facet ma utrzymywać rodzinę, żona ma się zajmować domem, ktoś pilnuje ogniska, ktoś do tego ogniska podkłada. Więc jakieś schematy miłości były nam przedstawiane. To, co teraz powiem, z pewnością wiele osób bardzo mocno zburzy, ale tak naprawdę o prawdziwej miłości można się było dowiedzieć w Kościele. Wiem, jak to brzmi. Wiem, jaka jest opinia na temat Kościoła. Nie chcę wchodzić w tematy religijne.
Natomiast obiektywnie rzecz biorąc, jeżeli ktoś oczywiście zechciał wyłapać te aspekty, to oprócz całej celebry, oprócz wszystkich negatywnych rzeczy, które Kościół ze sobą niesie, to Kościół mówił o miłości. Z pewnością jest wiele osób wśród was, które to potrafi zrobić. Jeżeli wyłączycie na chwilę swoje emocjonalne nastawienie, to dla mnie osobiście jedyny wzorzec takiej uniwersalnej miłości usłyszałem właśnie w Kościele. W domach rodzinnych była nam pokazywana miłość. W domach rodzinnych była nam pokazywana miłość, czyli jak rodzice kochają siebie, jak rodzice kochają nas, jak rodzice kochają ludzi, jak rodzice kochają swoje rodzeństwo, jakie wzorce rodzinne, jak wygląda miłość rodzinna do rodziców, do dziadków, do dalszego bądź bliższego kuzynostwa i tak dalej. Widzieliśmy to. Widzieliśmy to na imprezach. Widzieliśmy to w życiu codziennym. Widzieliśmy to w święta. I na podstawie tego, co zobaczyliśmy, wybudowaliśmy sobie pogląd na temat miłości, na temat związków.
Tak naprawdę nikt nas miłości nie uczył. Miłość jest jeszcze większym tabu niż seks, bo o seksie przynajmniej się rozmawia. Może takie hi hi hi, może takie ha ha ha. Może to trochę kolega, może to trochę koleżanka mówiła, może w trzeciej osobie trochę, ale się rozmawia. Nawet rodzice rozmawiają z dziećmi na temat seksu, natomiast nie rozmawiają z dziećmi o miłości. Mówiłem o tym w jednej z audycji. Jak możemy żyć miłością, skoro nie wiemy, jak ona wygląda, skoro nie mamy w sobie wiedzy na ten temat? Tak naprawdę nawet gdybyśmy chcieli, to nie wiemy. Znaczy wiemy, bo już jako dorośli ludzie wiemy. Bo oglądamy amerykańskie filmy, bo czytamy książki o miłości.
Już wiemy, jak ta miłość powinna wyglądać. Mówię o tej miłości w związkach. Natomiast jakie wzorce miłości do bliźniego można gdzieś znaleźć, wyczytać? Jakiś fajny film o miłości do bliźniego i niereligijny. O przyjaźni. Tak. O wierności. Jak najbardziej. O miłości. Jak najbardziej.
Znaczy takiej miłościWłaśnie takiej partnerskiej, związkowej. Miłość do grobowej deski. Tak. Ale jak wygląda miłość do bliźniego? Jakiś wzorzec. Gdzieś ktoś coś widział, ktoś coś czytał, ktoś spotkał się z tym, że ktoś nam pokazał, jak powinna wyglądać miłość do drugiego człowieka. Jak powinna się charakteryzować, jak powinna się objawiać, czym powinna skutkować i tak dalej. Więc właśnie. Nie ma, a jak jest, to są to bardzo niszowe rzeczy i z pewnością nie tak popularne jak „Harry Potter”. I tak na dobrą sprawę my nie wiemy, bo może taka prawdziwa przyjaźń, którą się w filmach widuje, że ludzie dają za siebie zamknąć do więzienia, że tracą życie za swojego przyjaciela, że stają w jego obronie, że walczą.
Może tak właśnie wygląda miłość do bliźniego. Może. Ale kto to potwierdzi? Kto o tym wie, że tak właśnie powinna wyglądać miłość do drugiego człowieka? Więc jak mamy żyć miłością, skoro nie wiemy, jak mamy żyć miłością? To, co też pojawiło się w komentarzu pod ostatnią audycją, co dotyczyło pierwszej części poprzedniej audycji, kiedy ja powiedziałem wyraźnie: jeżeli nie ma miłości w związkach, czyli w świętym miejscu, w którym ludzie, spotykając się ze sobą, oprócz tworzenia podstawowej komórki społecznej deklarują wobec siebie miłość do grobowej deski, na dobre i na złe. Miłość. Mówi: „Tak, ja cię będę kochał, a ty mnie będziesz kochać?” „Tak, ja cię będę kochała”. I oni mówią. Tylko przed ślubem zapomnieli porozmawiać o tym, co dla którego z nich znaczy miłość.
„Tak, ja cię będę kochał. Obiecuję ci miłość”. „I ja obiecuję miłość tobie”. Tylko co dla ciebie ta miłość znaczy? Czyli obiecujesz mi co? Miłość. I później się okazuje, że w tych związkach tej miłości nie ma. Nie no, ona jest, bo on mówi do niej: „Ja cię kocham”, a ona mówi: „Ja ciebie też kocham”. A następnie się kłócą, a następnie robią sobie różne świństwa. Z każdym rokiem coraz większe, a później mówią: „Już cię nie kocham”.
A druga osoba mówi: „Ja już też cię nie kocham”. Albo nie, mówi: „Ale ja cię jeszcze kocham”. Ale tak naprawdę ludzie w momencie składania sobie tej deklaracji, że sobie obiecują miłość, nie jestem pewien, czy oni wiedzą, co oni obiecują. Czy oni są świadomi tego? Nie, nie są, bo my też pewnie nie wiemy, co to jest miłość. My pewnie już coś tam wiemy. Ale co może wiedzieć dwudziestoparoletni człowiek o miłości, który właśnie dopiero skończył studia albo jeszcze nie wyszedł z domu rodzinnego? I on wie o miłości tyle, ile się dowiedział z domu. Albo dziewczyny, które jeszcze książki czytają, gazety czytają, więc mają jakiś taki wizerunek miłości, jakąś wizję miłości. Koleżanka opowiadała.
W książce, w filmie. Chodźmy, pójdźmy na romansidło jakieś, popatrzmy, jak wygląda miłość. I z jednej strony ma zestawiony widok z domu, a z drugiej strony wyidealizowany obraz wymyślony przez jakiegoś reżysera, żeby się dobrze sprzedał. I to jest wzorzec miłości. Jeżeli nie ma miłości w związkach, czyli tam, gdzie nie dość, że tej miłości powinno być najwięcej, to jeszcze mało tego, ludzie sobie świadomie tą miłość obiecują i deklarują. Przed ślubem wielokroć też. „Kocham cię, kocham cię, kocham cię”. „O, ja też cię”. „O, jak ja cię kocham. Żyć bez ciebie nie umiem.
Kocham cię”. Miłość. A później się okazuje, że tam nie ma miłości. Że są zasady, że są obowiązki, że są pragnienia spełnione bądź niespełnione. Natomiast nie ma miłości. Chociaż ja mówię: nie ma miłości, ale nie wiem, bo ja nie wiem, jak powinna wyglądać miłość, bo mnie też nikt tego nie nauczył. Moi rodzice kochali się nawzajem. Moi rodzice kochali dzieci tak, jak potrafili, jak ich nauczono. Więc ja wychowałem się w szczęśliwej rodzinie. Ale to jest też tylko mój pogląd na miłość.
I tam, gdzie tej miłości powinno być najwięcej, tam jej nie ma. Mało tego, w ostatnim przykładzie z tą 16-latką, jak sobie przypominacie, rozmawialiśmy o tym, że nie ma miłości do dzieci. Że tam, gdzie ta miłość powinna być właśnie jak najbardziej bezwarunkowa, jak najbardziej potrzebna i jak najbardziej okazywana, to tam też jej nie ma. Ja nie mówię, że w ogóle nie ma. Żeby też była jasność, że nie przekreślam tego świata jako po prostu Sodoma i Gomora. Tylko że nie ma tej miłości tyleIle chciałoby się, żeby było. Nie ma tej miłości tyle, ile dziecko chciałoby dostać. Oczywiście w jednych rodzinach jest tej miłości więcej, w drugiej jest mniej, w trzecich nie ma w ogóle. Więc mamy jakąś tam przekrojówkę. Ale ogólnie rzecz biorąc, rozmawiając z dziećmi okazuje się, że dzieci mają niedobór miłości.
Więc skoro dzieci mają niedobór miłości, nie niedobór pieniędzy, nie niedobór zabawek, nie niedobór przyjemności. Dzieciom brakuje miłości, czasu, który im rodzice poświęcają z miłością. Nie czasu, który poświęcają na dawanie im rad, na opowiadanie im całego mnóstwa rzeczy i mądrości życiowych. Nie na tłumaczeniu im, nie na przekazywaniu wiedzy, tylko na pokazywaniu, jak wygląda miłość ojca do dziecka, do syna. Jak wygląda miłość matki do syna? Jak wygląda miłość matki do córki i ojca do córki? Jak wygląda. Nie jak powinna wyglądać. Bo to jest taka hipokryzja. Ja synu wiem, jak ma wyglądać miłość.
Miłość ma wyglądać tak, tak, tak i tak. Ja to mówię ci ojciec twój. I na usta syna ciśnie się takie pytanie: to dlaczego tak nie robisz? Dlaczego, skoro wiesz, jak to powinno wyglądać, dlaczego nie potrafisz takiej samej miłości, jaką tu mi pięknie formułkę pierdyknąłeś okazać mi? Dlaczego teoria w twoim przypadku nie idzie w parze z praktyką? Więc znowu tej miłości jest za mało. Jest za mało dlatego też, że rodzice nie pytają dziecka, jaką miłość chciałyby dostać. Nie. Pytają, co byś chciał dostać na urodziny. Jaką sukienkę byś chciała dzisiaj założyć?
Czasami kim chciałabyś być w życiu? Tak. Ale jaką miłość ty chciałabyś ode mnie dostać? Co dla ciebie dziecko moje drogie, kochane, najwspanialsze i najcudowniejsze jest oznaką mojej miłości do ciebie? Kto zadał dziecku takie pytanie oprócz mnie? Nie, bo my wiemy, jak powinna wyglądać miłość, ale nie wiemy, jak powinna wyglądać miłość. Dlatego kochani, ja mówię o miłości. Bo ktoś to zrobić musi. I nie robię tego, bo muszę, żebyśmy też mieli jasność, tylko po pierwsze uważam to za cel, do którego dążymy, a po drugie uważam, że my nie potrafimy żyć miłością. I uważam to za największą bolączkę ludzkości i ludzi, że nie potrafimy żyć miłością.
Dlaczego nie potrafimy? Co nam przeszkadza żyć miłością? Podpowiem. Przeszkadza miłością żyć nam drugi ważny temat, który poruszam, czyli nasza podświadomość. Nasza podświadomość żyje tym, co w sobie ma. Niczym więcej, niczym mniej. Więc jeżeli w naszej podświadomości nie ma wzorców miłości, to znaczy one są. Są te, których nauczyli nas rodzice. To jest wzorzec miłości. I my taką miłością później staramy się żyć.
Dlatego my wiemy już jako dorośli ludzie, jak powinna wyglądać miłość i co jest ciekawe. W telefonie pani Moniki i pana Kazimierza w poprzedniej audycji było bardzo wyraźnie widać, czym się kończy brak miłości. Jeżeli mam nadzieję, że wyłapaliście tak samo wyraźnie jak ja podstawową przyczynę ich późniejszych problemów z samym sobą, zamknięcia, odsunięcia, braku miłości do samego siebie i tak dalej. To bardzo wyraźnie zostało powiedziane w poprzedniej audycji. Powiedzieli to słuchacze, nie ja. Wiele komentarzy mówiło: bardzo fajne telefony, bardzo ładny głos pani Moniki, bardzo rzeczowa rozmowa i tak dalej. Natomiast pani Monika i pan Kazimierz wyraźnie podali przyczynę ich późniejszych problemów w życiu dorosłym, też i nastolatkowym, też i dziecinnym. Brak miłości i zainteresowania ich problemami ze strony dorosłych. I tak wygląda później rzeczywistość każdego człowieka. Wstyd, blokady, wypieranie samego siebie, brak miłości, problemy.
I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Przyznawanie sobie prawa do czegokolwiek. To nasza podświadomość decyduje o tym, do czego przyznamy sobie prawo i co będziemy w życiu mieli, a czego nie. Zróbcie sobie taki test. Zresztą o tym teście też powiem wam na koniec audycji. Zróbcie sobie kochani taki test. Pomyślcie o rzeczach, które są synonimami szczęścia. Jesteście w związkach. Inaczej. Zadam kilka tam rzeczy, a wy powiedzcie sami przed sobą, czy to jest dla was, czy to jest nie dla was.Większość z dorosłych ludzi było, jest, będzie w jakimś związku, więc jakieś pojęcie na temat związków macie.
Takim synonimem, na tą chwilę, doskonałego związku są bliźniacze płomienie. Bliźniacze płomienie w kategoriach związków dla was, czy nie dla was? Następny synonim szczęścia. Piękny, luksusowy dom z basenem. Wasz. Dla was, czy nie dla was? Praca za 70 000 złotych miesięcznie netto na rękę. Dla was, czy nie dla was? Ferrari w garażu. Dla was, czy nie dla was?
Wystąpienie w programie Kuby Wojewódzkiego albo „Pytanie na śniadanie” w postaci wybitnej osoby, która osiągnęła sukces. Dla was, czy nie dla was? Gra w golfa na najlepszym polu golfowym w Europie. Dla was, czy nie dla was? Studia w Paryżu albo w Cambridge, albo na Oksfordzie dla waszych dzieci. Dla was, czy nie dla was? I tak moglibyśmy, kochani, ten test ciągnąć dalej. To wasza podświadomość, przynajmniej w 99%, udzieliła odpowiedzi na to, czy to jest dla was, czy nie dla was. Wasza podświadomość. Kto by nie chciał domu z basenem?
Oczywiście zaraz się pojawią, że to trzeba sprzątać, że to trzeba opłaty robić, że to koszt utrzymania takiego domu i tak dalej. Natomiast ktoś, kto buduje sobie dom z basenem, zazwyczaj ma też pieniądze na to, żeby go później utrzymać. Zazwyczaj. Nie zawsze, ale zazwyczaj. Więc porzućcie temat, że to jest drogie w utrzymaniu, bo to jest kolejny autosabotaż. „Ile to będzie kosztowało utrzymanie takiego domu, kto tam będzie sprzątał?” i tak dalej. „To ogrodnika trzeba zatrudnić, to wodę trzeba zmienić, a to, żeby podgrzać. A ile to litrów tego? A to ekologia”. Być może takie wątki w waszej głowie pojawiły się.
Kto by nie chciał mieć domu z basenem? Ten, kto twierdzi, że to nie jest dla niego. Ale gdyby spojrzeć na to przez pryzmat prawdy i miłości, to czy dom z basenem jest fajny? Ja nie mówię, że to musi być basen olimpijski. To może być fajny basen z filtrami, z przykrywą na przykład na działce. Ktoś może nie lubi pływać, nie umie pływać albo nie ma ochoty pływać. Woli posiedzieć w jacuzzi. To też nie musi być dom z 11 sypialniami. Ja nic takiego, kochani, nie powiedziałem. Ja powiedziałem dom z basenem.
Nie określałem jego gabarytu, wielkości działki, ilości łazienek ani wielkości basenu. Więc z punktu widzenia miłości i prawdy, czy dom z basenem jest fajny? Z punktu widzenia miłości i prawdy tak. Są upały teraz. Wracamy do domu. Jesteśmy. Jest weekend. Czy przyjemniej by było posiedzieć z drinkiem albo z herbatą zimną, czy z sokiem i pochłodzić się w basenie z przyjemną wodą, czy siedzieć w bloku z wiatrakiem przyklejonym do nosa i z zasłoniętymi oknami, żeby nie wpadał ten upał i mówić: „O Jezu, zaraz zemdleję”. Czy nie przyjemniej by było dla samego siebie wyjść na świeże powietrze, na podwórko, gdzie wiatr nas ochładza i wejść na przykład do basenu i posiedzieć tam sobie godzinkę czytając książkę albo słuchając audycji „Świat oczami dusz”? Więc dlaczego to nie jest dla was?
Jak widzicie, kochani, te dwa aspekty, które przewijają się cały czas w moich audycjach, tak naprawdę decydują o naszym życiu. Brak wzorców miłości w naszej podświadomości. W ogóle brak wzorców miłości. Nikt nas miłości nie nauczył. I przełożenie ich i wsadzenie ich do naszej podświadomości to jest proces, który ja na sobie testuję i do którego też chciałbym prowadzić was. Ponieważ to, co wspomniałem w poprzedniej audycji, co część z was wychwyciła, jestem z was bardzo dumny. Mówiłem o tej drodze na skróty, że można celebrować swoje nieszczęścia. Można uczyć się wybaczania, można uczyć się analizowania problemów, można szukać przyczyn. Można robić całe mnóstwo różnych rzeczy, warsztatów, zdobywać wiedzę, zastanawiać się, analizować i tak dalej. I tak jak jedna z moich, wszystkich was lubię oczywiście, rzekłbym nawet kocham, ale jednak pewne postawy są takie, czy nawet sposób mówienia jest mi bliższy, a drugi dalszy.
Więc jedna z takich moich ulubionych słuchaczy, która zawszePowoduje uśmiech na mojej twarzy. Przy okazji ją bardzo serdecznie pozdrawiam, gdyby nas słuchała. Jeżeli nie dziś, to z pewnością wierzę w to, że w najbliższym czasie usłyszy, więc serdeczne pozdrowienia i podziękowania też, bo dzięki niej jest między innymi temat, który poruszam. Napisała: „Okej, mogę się skupić na tym procesie, ale jednocześnie czuję, że życie przecieka mi, że omija mnie życie”. I to jest właśnie pytanie: na czym chcemy skupić się w życiu? Czemu chcemy poświęcić życie i swój czas? Czy życiu, żeby to życie czuć, przeżywać, tworzyć, cieszyć się nim, czy na rozwikływaniu problemów, uczeniu się, szukaniu przyczyn i powtarzaniu być może ciągle tych samych lekcji? Droga na skróty, kochani, to jest właśnie droga, w której zrozumiemy, jakie są wzorce miłości. Zrozumiemy. Najlepiej by było tego od czasu do czasu doświadczyć, bo doświadczenie takiej miłości, takiej prawdziwej miłości, takiej duchowej miłości jest przyjemne, jest fajne.
Więc zrozumienie istoty miłości, formuły, zasady, wzorca miłości i wprowadzenie tego wzorca do naszej podświadomości to jest droga na skróty. Tak naprawdę, kochani, to jest cel. Tylko że skupiając się na nieszczęściach, na rozwiązywaniu problemów, na szukaniu problemów, na szukaniu przyczyn, na rozumieniu mechanizmów i tak dalej, z czasem dochodzimy do tego samego wniosku, że celem jest to, aby wzorce miłości znalazły się w naszej podświadomości. Żebyśmy tak jak teraz mimowolnie, bez naszego udziału mówili: „To nie dla mnie”. Mało tego, bez naszego udziału z wielkim przekonaniem: „To nie dla mnie. Ferrari nie dla mnie. Dom z basenem nie dla mnie. Praca za 70 000 złotych netto nie dla mnie”. Z wielkim przekonaniem o tym mówimy. Z wielkim przekonaniem mówimy o tym, jak powinna wyglądać miłość.
Z wielkim przekonaniem robimy zupełnie inaczej. Z wielkim przekonaniem mamy poglądy na wszystkie sprawy, w których zabieramy głos. Więc z takim samym wielkim przekonaniem będziemy żyć miłością, jeżeli właściwy wzorzec miłości pojawi się w naszej podświadomości. To jest cel. To jest cel, abyśmy się nie zastanawiali nad tym, czy coś jest dla nas, czy nie, tylko myśleli o tym, czy tego chcemy, czy nie. Taka jest różnica. Kochani, nie ukrywam, że coraz mocniej przymierzam się do robienia warsztatów, ponieważ to mówienie teoretyczne jest bardziej fajne, czasami mniej fajne, czasami daje mi więcej radości, czasami mniej radości. Natomiast w dalszym ciągu moim marzeniem i moim celem jest robienie, działanie, czyli widzenie efektów, jak ktoś, z kim rozmawiam, dokonuje zmian w swoim życiu. Nie wie, tylko jak dokonuje zmian w swoim życiu. To jest moje marzenie.
Jak usłyszę od kogoś: „Tak, moje życie zmieniło się. Tak, teraz już wiem, co to znaczy radość, szczęście, miłość”. Dzisiaj tak wam powiem troszeczkę. O pani! 21:10. Znowu się rozgadałem. Jak można to, o czym mówię, czyli wprowadzenie tych wzorców miłości do podświadomości, zrobić w praktyce? Po pierwsze trzeba oswoić naszą podświadomość z tym, przyzwyczaić do tego. Czyli tak naprawdę najlepiej dostarczać do naszego otoczenia, do naszej podświadomości tego, czego pragniemy. Bardzo fajną formą są książki, ponieważ uruchamiamy też swoją własną wyobraźnię i dużo więcej zmysłów się uruchamia.
I też od razu sobie wizualizujemy pewne rzeczy. Wyobraźnia to jest wizualizowanie, takie bardzo naturalne wizualizowanie sobie. Więc bardzo dobrą formą są książki. Polecam spróbować zacząć od książek. Książek o tym, czego pragniemy. Jeżeli to jest pasja, to niech to będą książki o pasji. Jeżeli to jest biznes, to niech to będą książki o biznesie. Jeżeli to jest dom z basenem, to niech to będzie książka o tym, jak ludzie takie domy z basenem sobie wybudowali i jak na to zarobili. I ja też mam świadomość tego, że my tych wzorców miłości, tych prawdziwych wzorców miłości od czasu do czasu doświadczamy, prawda? W medytacjach, podczas różnego rodzaju warsztatów.
My tego doświadczamy podczas różnego rodzaju teżFilmów takich youtubowych. Są takie osoby, które wprowadzają ludzi w stan głębszego uduchowienia, miłości do samego siebie. Warsztaty z wybaczania. Przeróżne techniki, o których też rozmawialiśmy, a o których nie rozmawialiśmy, o których ja nie mam pojęcia, najprawdopodobniej wy macie pojęcie, pozwalają nam doświadczyć tej miłości. Zrozumieć, poczuć tą miłość, jak ona wygląda, jak się człowiek wtedy czuje. Natomiast wiecie doskonale, że czynnikiem, który nie pozwala nam utrzymać wysokiego flow, jest nasza podświadomość. I ona nas ściąga z powrotem w dół. W sytuacjach codziennych ciężko nam jest utrzymać poziom wysokich wibracji. Wiem, że to jest trudne i też wiem, że bez miłości do samego siebie na początku jest nam trudno wytworzyć miłość w samym sobie. To jest tak trochę jak nie do końca sprawny silnik, zagada na chwilę, dostanie kaszlu i zgaśnie.
Tak samo jest z ogniem miłości w nas, że on się popali, wybuchnie i przygaśnie. Nasza podświadomość jest czynnikiem, który najczęściej ten ogień gasi. My mówimy, że to jest otoczenie, ale to są nasze reakcje na zachowanie otoczenia, gaszą ten płomień. Trzeba od czasu do czasu się zasilić. I aby się zasilić miłością, której jeszcze sami nie potrafimy wytwarzać na początku tej drogi do miłości, pełniejszej miłości do samego siebie, warto zaczerpnąć tej miłości skądś. Od razu mówię: nie polecam innych ludzi. Ponieważ po pierwsze nie mamy prawa nikogo ograbiać z tego, co wyprodukował, chyba że zechce nam to dać. Ja na przykład chętnie daję. Natomiast raczej nie o to nam chodzi, żebyście się przeprowadzili do mnie i żebyśmy razem mieszkali i stworzyli taką komunę, w której ja wam będę tę miłość dawał. Dobrze, to dowód na to, że trzeba zmierzać szybciutko do końca.
Kochani, zaczerpnąć tej energii, zasilić się nią. Gdzie energii miłości jest pod dostatkiem? Zastanówcie się, gdzie możecie uzyskać dostęp w pełnym wymiarze, w pełnej ilości, bez proszenia kogokolwiek o cokolwiek i nie łamiąc niczyjej zasady wolnej woli. Gdzie miłości jest pod dostatkiem? Miłości pod dostatkiem jest w duszy każdego człowieka. A żeby jeszcze więcej tej miłości mieć i móc tej energii miłości doświadczyć, jest jej na wypasie w miejscu, które nazywamy źródłem. I ze źródła za pomocą czakry korony możemy sobie od czasu do czasu nasze wewnętrzne akumulatory podładować. To jest wszystko, co powinniście wiedzieć. Gdzie się nauczyć miłości, gdzie zrozumieć, gdzie poznać wzorce? We własnej duszy.
Gdzie rozpoznać problemy czy ograniczenia, które nie pozwalają nam wprowadzić wzorców miłości do naszego życia? W naszej podświadomości. Aby móc żyć tak, jak się chce, dążyć do tego, żeby żyć, jak się chce, trzeba połączyć dwie rzeczy. Dążenie do zrozumienia wzorców miłości i znalezienia sposobu na to, aby te wzorce miłości znalazły się w naszej podświadomości. Dwutorowo. Praca z naszą świadomością, rozwijanie kontaktu z naszą duszą, szukanie sposobu na połączenie się ze źródłem i transformacja podświadomości. Dwie czynności, które ze sobą trzeba połączyć, żeby naprawdę dokonać zmian w swoim życiu. Trwałych, skutecznych i fajnych. I wtedy czy bliźniacze płomienie, czy dom z basenem, czy 70 000 netto nie będzie już problemem, że to nie dla mnie. Ponieważ miłość nie stwarza ograniczeń, nie stwarza barier.
I zamiast pytania: „Czy to jest dla mnie?", pojawia się pytanie: „Czy ja tego chcę?". Wtedy tak naprawdę zaczyna dopiero funkcjonować nasza wolna wola. Wtedy, kiedy zadajemy sobie pytanie: „Czy ja tego chcę?", stajemy się wolnymi ludźmi. Bardzo cudowny świat dla mnie, do którego ja też cały czas jeszcze mocniej dążę i tego świata sobie oraz wam, kochani, z całego serca życzę. Świat będzie fajniejszy i z pewnością życie każdego z nas będzie fajniejsze, jak będzie miłość, prawda, wolność. Dziękuję wam za dzisiaj. Miło było pogawędzić, miło było z wami się znowu spotkać.Trzymajcie się. Nie wiem, teraz rzucę okiem, bo siedziałem trochę obrócony, jak wygląda sytuacja z komentarzami. Parę się zebrało, więc póki nie ma wielkiej zawieruchy u mnie za oknem, zróbmy króciutką przerwę. Pan Marek z pewnością jest przygotowany, więc króciutka przerwa.
Nawet w to nie wątpiłem, panie Marku. Nawet nie śmiałbym poddać tego w wątpliwość. Także przerwa i po przerwie wracam do komentarzy i ewentualnych telefonów, jeżeli ktoś miałby ochotę do nas zadzwonić.
[55:20] - A w przerwie zagra nam ten sam artysta, który zagrał tydzień temu, czyli rosyjski DJ, producent muzyczny i kompozytor Ilya Maliwew. Będzie tym razem zaprezentowany utwór zatytułowany „Sunshine Flowers”. 6,5 minuty całkiem przyjemnego ambientowo-popowo-elektronicznego grania. A my już za chwilę wracamy w drugiej części audycji „Świat Oczami Duszy”. Będzie to oczywiście ta część, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze z czata i się do nich odnosił. Będziemy także czekać na wasze telefony. Jak najbardziej. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami. Takie fajne, całkiem niecodzienne brzmienia tylko w Radio Paranormalium przed chwilą zagrał nam Ilia Maliuf w utworze „Sunshine Flowers”.
A my w Radiu Paranormalium przechodzimy do drugiej części audycji Świat Oczami Duszy. Do tej części, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze z czatów i się do nich odnosił. Będziemy także jak najbardziej czekać na wasze telefony. Linia telefoniczna jest już teraz otwarta. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radia Paranormalium. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Troszkę się zawieszam.
Nie wiem, czy to jest zasługa jakiejś nadchodzącej tutaj zawieruchy pogodowej. Zawierucha się może dziać w momencie, kiedy ani nie ma mnie poza domem, ani nie obsługuję technicznie audycji. Także ta zawierucha mam nadzieję, że poczeka, jeżeli się coś szykuje. Oczywiście wszystkie komentarze z czatów przekazuję na bieżąco panu Sławkowi i właśnie teraz oddaję panu głos.
[01:03:55] - Dziękuję panie Marku. U mnie zawierucha się uspokoiła, więc miejmy nadzieję, że uda nam się już bez żadnych perypetii dzisiejszą audycję dokończyć. Kochani, na początek oczywiście przywitania, które mnie bardzo cieszą. Majka, Jack, Rufi Master. Rufi Master jeszcze tutaj pisze taką rzecz: „Jeśli pan, panie Sławomirze, wałkuje te dwa tematy, to zapewne są ważne, są kluczem do sukcesu. Jakieś osiągnięcia. Ilu ludziom pan pomógł? Jakieś namacalne sukcesy.” Jakieś namacalne sukcesy. Możemy rozmawiać w kategoriach sukcesu. Jak by to odpowiedzieć, tak żeby nikomu przykro się nie zrobiło, bo daleki jestem od tego.
Dla mnie sukcesem na przykład jest to, jak po 30 audycjach ktoś napisał do mnie: „No nareszcie zrozumiałem, o co panu chodzi.” To jest dla mnie sukces. Natomiast sukcesów ludzi, którzy odzywali się do mnie bezpośrednio, mówiąc, że to, co mówię, czy to, co powiedziałem, czy to, co w którejś audycji na przykład powiedziałem, bo często to jest kwestia jednego zdania bądź jednego wątku, który poruszę i piszą do mnie, że tak, że faktycznie coś tam zmieniło się w ich życiu, coś zrozumieli i coś postanowili zmienić. Tak, są takie osoby. Nie jest ich za dużo, ale mam świadomość tego, że oczywiście chciałoby się więcej. Dlatego też pomysł właśnie z warsztatami, bo jednak nie mówię w próżnię, tylko mogę na pewne rzeczy natychmiast reagować, modyfikować, pomagać gdzieś tam doraźnie czy coś tam podpowiadać doraźnie. Więc dlatego taki pomysł z tymi warsztatami, bo oczywiście chciałoby się więcej. Natomiast na resztę pytań musicie kochani odpowiedzieć wy. Czy to, co ja mówię, coś zmieniło w waszym życiu? To, co ja mówię, nie zmieni nic w waszym życiu, dopóki sami nie postanowicie tego życia zmienić. Ja nie mam takiej mocy, żebym ja swoim mówieniem i gadaniem coś w czyimś życiu zmienił.
To tak niestety nie działa. Pewnie byłoby prościej, gdybym mógł odbębnić, poprowadzić 10 czy 20 audycji i wpłynąć na waszą podświadomość w ten sposób, że dokonalibyście zmian, nie wiedząc, że ich dokonaliście.To są dwie metody: albo świadomie ktoś dokonuje zmian w swoich wzorcach, coś usuwa, coś dodaje, coś modyfikuje, albo na skutek działania drugiej osoby, która swoimi czynnościami zmienia jego podświadomość, dokonuje zmian w swoim życiu. Są i takie techniki. Ja tak za specjalnie się pod tymi technikami wpływania na czyjąś podświadomość nie podpisuję, za jednym, jedynym wyjątkiem, do którego też dążę i o którym wam też od czasu do czasu wspominam: moim marzeniem jest znaleźć sposób, żeby móc wprowadzić do podświadomości nawet drugiego człowieka wzorce miłości. Wtedy podejmę się takiego działania na czyjąś podświadomość, ale tylko w celu wprowadzenia wzorców miłości do czyjejś podświadomości. Jeżeli prowadzę audycję o świadomości, to trochę hipokryzją, byłoby wręcz oszustwem z mojej strony, gdybym starał się wpływać na waszą podświadomość. Nie. Staram się wpływać na waszą świadomość. Może nie wpływać, tylko bardziej ją poruszać, bardziej ją pobudzać niż wpływać. Rufi Master pisze jeszcze: „Ja zawsze jestem zdania, że jeśli chodzi o szkołę, to trzeba się edukować najdłużej, jak to jest możliwe.
Wykształcenie i zdobyta wiedza pomaga w życiu. Każdy dodatkowy świstek do CV to karta przetargowa”. Tak, w tych kategoriach się z tobą zgadzam. Natomiast my nie rozmawiamy tu o życiu praktycznym, zawodowym, jakimś innym. Aczkolwiek to wszystko, o czym mówię, na te aspekty również wpływa. Tylko rozmawiamy o życiu bardziej emocjonalnym. Więc jeżeli w kategoriach nauki zapisujecie sobie technikę czy warsztaty z jakąś techniką, to okej. Natomiast trzeba pamiętać, że do tego CV każdego człowieka dopisuje się każde doświadczenie, również to bolesne. Oczywiście każdy wybiera swoją własną drogę, metodę, sposób. Jeżeli ktoś również takie doświadczenia chce do swojego CV dopisywać, to proszę uprzejmie i z pewnością będzie to kartą przetargową w jego rozwoju.
Magda. Proszę, Magdalena. Dawno cię nie widziałem wśród nas. Proszę bardzo. Mówisz i masz. Magda pisze tak: „Mnie Sławek pomógł. Nawet jeśli byłabym jedyna, to w mojej opinii było warto. A myślę, że nie jestem jedyna”. Dziękuję ci, kochana. Bardzo ci dziękuję.
I widzicie, uśmiałem się, ponieważ faktycznie przez czas jakiś z Magdą, zresztą nie tylko z Magdą, z paroma innymi osobami miałem taki pozaaudycyjny kontakt i ten kontakt jakiś czas temu się urwał. Nawet pod ostatnią audycją napisałem to w komentarzu. Zaraz wam powiem, o co chodzi. Ja się na przykład cieszę, jeżeli ktoś nie potrzebuje już moich audycji. Tak przewrotnie się cieszę i też wielokroć o tym, może nie wielokroć, ale kilka razy o tym wspominałem. A co do komentarza pod ostatnią audycją, już nie pamiętam. Przepraszam, że nie pamiętam, ale jest was dość dużo. Ktoś napisał, że coraz częściej jest z nami. Tak zrozumiałem, że w sensie audycyjnym. Więc ja napisałem w komentarzu: „Mam nadzieję, że nie na zawsze”.
Moim celem nie jest to, żebyśmy wzięli ze sobą ślub, tylko żeby dostarczyć wam tyle informacji, żebyście mnie już nie potrzebowali. Żebyście już mogli samodzielnie sobie to wasze własne, prywatne, fajne, radosne życie tworzyć, formować. Czego oczywiście każdemu z was oraz sobie naprawdę z całego serca życzę. Ale miło cię, Magdo, było tutaj znowu poczytać. Sky Mike pisze: „Witam. Dzięki dla Ivelliosa i pana Sławomira za audycję. Pozdrawiam wszystkich”. Bardzo proszę, drogi Sky Mike'u. Ja ze swojej strony też ciebie pozdrawiam. I tutaj mam drugi komentarz: „Sceptycznie podchodzę do religii i innych różnych odmian, ale może tak jest, że każda religia zawiera jakiś kawałek układanki, który tworzy prawdziwą całość.
Kwestia znalezienia i dopasowania tych puzzli”. Dokładnie tak jest. Dokładnie w moim odczuciu też tak jest i wielokroć to powtarzałem. Ja nie jestem osobą katolicką. W sensie taką, że co niedzielę do kościółka i tak dalej. Nie. Natomiast też nie jestem osobą, która Kościół omija szerokim łukiem i obwinia za wszystkie nieszczęścia tego świata. Oczywiście dostrzegam aspekty, które są negatywne, ale potrafię też obiektywnie dostrzecAspekty pozytywne. Inną kwestią jest to, że żeby coś krytykować albo mieć pojęcie, czy jest dobre, czy jest złe, trzeba to po prostu poznać. Więc tak, ja dostrzegam rzeczy bardzo uniwersalne i na nich skupiam swoją uwagę.
Oczywiście mam mnóstwo zastrzeżeń i mógłbym skupić swoją uwagę na mnóstwie zastrzeżeń, ale jednocześnie pozbawiłbym siebie możliwości uzyskania tego jednego, dwóch czy trzech puzzli, których mi na przykład brakowało. Negatywne nastawienie do czegoś często zamyka nam drogę do zaczerpnięcia tego, co jest w tej sytuacji, w tym miejscu, w tej informacji czy w tym źródle korzystne i wartościowe. Więc starajmy się być po prostu obiektywni i skupiać się na tym, co dla siebie możemy z tego wyciągnąć. Bo nie ma na świecie rzeczy tylko złych i tylko dobrych, takich zero-jedynkowych. Zazwyczaj jest tak, że coś jest dobre, ale ma w sobie jakieś aspekty niedobre i odwrotnie, coś jest niedobre, ale ma też w sobie aspekty dobroci. I zazwyczaj nazywamy, że coś jest dobre albo złe. Jeżeli dobrego jest więcej, to mówimy, że jest dobre, a jeżeli złego, to mówimy, że to jest złe. Natomiast to nie są sytuacje zero-jedynkowe. Bądźmy obiektywni i starajmy się wyciągać wszystko, co dla nas jest ważne i przydatne bez takiego nastawiania się. Pan Kazimierz, proszę bardzo.
„Panie Sławku, co do komentarzy to mnie smuci, że nikt nie podjął tematu, a przecież telefon pani Moniki dał taką możliwość. Te komentarze, które były sprawiły, że opadły mi ręce, aż miałem ochotę zadzwonić dzisiaj, je czytać i poddać krytyce, ale stwierdziłem, że mam to gdzieś”. Panie Kazimierzu, ja z pana emocjami dyskutował nie będę, ponieważ one są pana, więc są z pewnością prawdą. Natomiast tak na pocieszenie powiem, że odsłon na YouTubie było prawie tysiąc. Komentarzy, na które ja odpowiedziałem było osiem. I nie wszystkie dotyczyły telefonu pani Moniki czy też pana telefonu. Więc umówmy się, że one nie oddają całokształtu opinii naszych słuchaczy na temat telefonu pani Moniki. Jedni piszą, inni wolą zachować coś dla siebie, ale to nie znaczy, w moim przekonaniu, przynajmniej w mojej nadziei, że nie wyciągnęli z tego jakichś wniosków. Przemek Sulima pisze: „Witajcie, moim zdaniem miłość do bliźniego, a miłość w związku to takie dwa osobne rozdziały. Ciężki temat.
Miłość dla każdego z nas jest czymś innym, a życie pokazuje, gdzie jest prawdziwa miłość w związku”. Oczywiście, że tak, że to są dwa zupełnie oddzielne aspekty i też cały czas to podkreślam, ale też właśnie po to, żeby zrozumieć, że to nasze wyobrażenie miłości jest właśnie najczęściej tym wyobrażeniem wyniesionym ze związków. Czy ze związków naszych, czy ze związków naszych rodziców, czy naszych bliskich. SkyMike pisze: „Cieleśność, czułe słowa i nabyte schematy na temat miłości to tylko marginalny procent tego, czym jest prawdziwa miłość”. Oczywiście, że tak. I właśnie dlatego ten temat tak wałkuję. Dlatego tak namawiam. Dlatego tak przekonuję czasami, chociaż daleki jestem od przekonywania. I też poświęciłem temu trochę uwagi w jednej z audycji. Natomiast tak, oczywiście to jest tylko ten tak zwany szczyt.
[01:18:02] - Oj, chyba mamy problem z połączeniem.
[01:18:14] - Klucz.
[01:18:15] - Panie Sławku, czy się słyszymy? Mieliśmy przez jakieś pół minuty problem z połączeniem. Brzmiał pan jak popsuty robot.
[01:18:24] - Może coś w tym jest? Może się coś tam psuje? Miejmy nadzieję, że już jest dobrze, że się naprawiło.
[01:18:34] - Już jest dobrze. Tak zaczęło psuć, jak pan zaczął czytać ten ostatni komentarz teraz przed chwilą.
[01:18:40] - To ja go powtórzę, bo on jest fajny i ważny. SkyMike pisze: „Aby zrozumieć głębię słowa miłość, jego sens, jego przeznaczenie, potrzebujemy setki tysięcy wcieleń, tak aby naprawdę pojąć i poczuć. Zrozumienie tego to klucz do bram naszego prawdziwego domu”. Bardzo ładnie napisane i się z tym zgadzam.Paweł Szwed pisze: „Woda to samo życie. Bez niej nie byłoby nas”. To prawda. Zresztą tak samo jest z solą, którą w dzisiejszych czasach nazywa się białą śmiercią. Ale to już inny temat. Pan Kazimierz pisze: „Miłość do siebie to też w takie upały, kiedy nie mam basenu, umieć wyjść na spacer w skwarze i cieszyć się nawet odrapanymi murami bloków. Upał nie jest granicą, której miłość nie przekracza”.
Całkowicie tak, panie Kazimierzu. My żeśmy przegadali już ze sobą wiele myślę, że już godzin nawet, więc to, że czasami o pewnych rzeczach troszeczkę inaczej mówimy, to nie znaczy, że nie rozumiemy nawzajem tego, co ktoś powiedział. Tak, oczywiście. Nie mówię, że dom z basenem to jest jedyne szczęście. Natomiast nie widzę z punktu widzenia dobra i miłości nic złego w domu z basenem. Wprost przeciwnie, zwłaszcza w takie pogody. Tylko bardziej w kategoriach pokazywania mechanizmu naszej podświadomości o tym wspomniałem. Astra jeszcze dołączyła do nas. Dobry wieczór wszystkim. Pan Kazimierz pisze: „W sumie uważam, że rozwój duchowy to sztuka nietracenia czasu i chodzenia na skróty”.
No nic, ja dostałem prywatną informację, więc też na antenie nie będę o tym mówił, ale cieszę się. Kochani, ja naprawdę się cieszę, jak słyszę od was, że z etapu rozmawiania, rozmyślania, zastanowienia się, próby zrozumienia, później zaakceptowania. Tak jak określałem proces ewolucji, kiedy mówiłem, że proces ewolucji zaczyna się wtedy, kiedy stykamy się z prawdą, czyli dostajemy informację o prawdzie. To jest pierwszy etap. Drugim etapem jest zrozumienie tej prawdy. Trzecim etapem jest zaakceptowanie tej prawdy, a dopiero czwartym, tym decydującym o zmianach, jest etap wprowadzenia jej w życie. I jak ja słyszę, że ktoś właśnie mówi: „Okej, to teraz ja już te trzy etapy mam za sobą. Teraz ja zaczynam wprowadzać to w życie. To ja jestem szczęśliwy”. I wtedy bardzo często nasze drogi się rozchodzą.
Ale ja jestem szczęśliwy. A jeżeli już ktoś się decyduje na drogę na skróty, to mój wielki szacun. Jeszcze pan Kazimierz pisze: „W sumie można powiedzieć, że rozwój duchowy nie ma na celu praktykowanie medytacji, mantry, rytuałów, a praktykowanie własnego życia. Stąd droga na skróty to droga mądra, która pozwoliła szybciej odnaleźć siebie i zacząć żyć będąc sobą, a nie kimś, kto powtarza, oklepuje, odwzorowuje cudze nauki i nie dając sobie szans na odkrycie siebie”. Kochani, obiema łapkami się pod tym podpisuję. Daniel O. pisze: „Kilka razy pisałem komentarz pisząc, że nie zgadzam się z tym, co pan powiedział. Natomiast zakończył pan audycję pytaniem, czy ja tego chcę i z tym zgadzam się w 100%. Super. Potęga nasza podświadomości daje nam to, czego pragniemy.
Musimy tylko w to uwierzyć”. No i dobra, do drugiego komentarza się odniosę, bo jest bardzo istotny. Nie musimy, kochani, w nic wierzyć. Zapamiętajcie bardzo wyraźnie te słowa, bo z pewnością będzie to coś, z czym Daniel się ze mną nie zgodzi. Potęga naszej podświadomości to jest jak prawo przyciągania. Mówiłem o tym wielokroć i będę to powtarzał do znudzenia, aż mi się znudzi. My nie musimy. Tak jak Daniel napisał: „Daje nam to, czego pragniemy. Musimy tylko w to uwierzyć”. Nie, kochani, w nic nie musimy uwierzyć.
To znaczy mówię trochę przewrotnie, bo podświadomość to jest to, w co my wierzymy. Wszystko, co jest w naszej podświadomości, my w to wierzymy. My już w to uwierzyliśmy wcześniej. Dlatego jest w naszej podświadomości. Dlatego my tego tak bronimy, bo my już uwierzyliśmy w to. Żeby zmienić coś w naszej podświadomości, żeby dodać coś do naszej podświadomości, tak, wtedy musimy uwierzyć, żeby to się znalazło w naszej podświadomości i wtedy to dostaniemy. Natomiast na tą chwilę dostajemy to, co już jest w naszej podświadomości. Dostajemy dokładnie to, w co wierzymy w tym momencie, w co uwierzyliśmy wcześniej. Jeżeli tatuś bił mamę, może niezbyt trafnie nazwałem go tatusiem, to my taki wizerunek związku widzimy i w niego już uwierzyliśmy. Możemy się z nim nie zgadzać.
Natomiast w naszej podświadomości taki wizerunek związku będzie prawdą.Więc uwierzyć musimy wtedy, kiedy chcemy coś do naszej podświadomości dodać bądź coś zmienić. Marcin Wiktor: „Pozdrawiam wszystkich”. Pozdrawiamy Marcina Wiktora. Magda jeszcze napisała. Witaj Magdo. „Sławku, ja jestem obecna cały czas, tylko nie biorę aktywnie udziału w komentarzach, ale to, co mówisz jest mi cały czas potrzebne”. Widzisz, to serduszko na końcu jest bardzo miłe, ale nie wiem, co mam ci powiedzieć. A ja już myślałem, że już ci nie jestem potrzebny. Co nie zmienia faktu, że cieszę się, że cię widzę i bardzo cię serdecznie pozdrawiam. Jak masz ochotę to napisz co tam u ciebie.
Pan Kazimierz napisał: „Oj nie zarzucam panu nic. Lubię dodawać to, czego pan nie dopowiedział”. Nie wiem, w którym momencie pojawiło się podejrzenie, że ja myślę, że pan mi coś zarzuca, panie Kazimierzu. Nie przyszło mi nic takiego do głowy, chyba że tam coś chlapnąłem, to przepraszam. Natomiast tak, nasza istota funkcjonowania polega właśnie na dodawaniu tego, co druga osoba nie powiedziała bądź nie dopowiedziała, co jest fajne. Za co panu też bardzo dziękuję, panie Kazimierzu. Ondre pisze: „Szkoda, że nie mamy tak bogatego słownictwa odnośnie słowa miłość. Jak Włosi my do worka miłość wkładamy wszystko, Włosi niemal na każdy rodzaj miłości mają różne określenia”. Myślę, że paru rzeczy w kwestii miłości moglibyśmy się od Włochów uczyć. Natomiast też się całkowicie zgadzam z tym, że my mamy w ogóle bardzo ubogie słownictwo.
To, co mówiłem w poprzedniej audycji o moich rozmowach z Moniką, czyli z tym moim bliźniaczym płomieniem, znaczy wzajemnym bliźniaczym płomieniem, bo nie tylko moim. To działa zawsze w dwie strony. Podczas naszych przeróżnych rozmów ostatnio wpadliśmy na pomysł, żeby wymyślać nowe słowa. Słowa, których nie ma, a które właściwiej odzwierciedlałyby stany emocjonalne. Te, które są, które nam towarzyszą. I my często: „Nie, to słowo nie. To też tak nie do końca”. I okazuje się, że właśnie tworzymy z dwóch słów trzecie słowo bądź coś pośrodku pomiędzy nimi, bo to tak trochę oddaje, ale nie za bardzo. To też trochę tak oddaje. I coś tam pośrodku między tym, co się tymi dwoma słowami dzieje, to mniej więcej odzwierciedla stan emocjonalny jej bądź mój, a najczęściej jest to ten sam stan emocjonalny.
Więc tak, całkowicie się zgadzam, że ze słownictwem jest kłopocik. Szymon Wiśniewski pisze: „Panie Sławku, będzie pan może na festiwalu Wibracje? Chciałbym pana poznać osobiście”. Bardzo dziękuję. Miło mi to słyszeć. Też nie ukrywam, że tych bezpośrednich relacji, kochani, z wami brakuje. Natomiast nie mam zielonego pojęcia, co to jest festiwal Wibracje. Nie zostałem zaproszony. Oczywiście żartuję. Natomiast jakbyś mi, drogi Szymonie, mógł podesłać jakieś namiary czy na Messengera, czy na Facebooka.
Na Facebooku jest też numer telefonu do mnie, więc można w razie czego. Czy SMS-em, bo WhatsAppa bardzo rzadko używam. Czy mailem na radio i pan Marek mi to prześle. To już dowolność. Natomiast z chęcią bym się dowiedział czegoś więcej, chociażby na temat idei tego zdarzenia i też lokalizacji i terminu.
[01:29:46] - Ja może podeślę panu stronę tego festiwalu, bo tutaj tak się okazuje, że współpracujący także z Radiem Paranormalium panowie z TMI Polska, The Monroe Institute Polska, Paweł Byczuk i Dominik Kocięcki będą na tym festiwalu w charakterze prelegentów. Także coś tam o tym festiwalu wiem. Znam adres. Może pan tutaj zobaczyć, co się na tym festiwalu w tym roku będzie działo. A my tu chyba skończyły się komentarze, drodzy państwo. Co to ma być? Co to za cisza w eterze?
[01:30:23] - Panie Marku, poprzednio przed 24.00 ja już wyciszałem, żeby tych audycji takich za długich nie robić, więc może po prostu słuchacze wzięli sobie to jakoś do serca. Także tak. Ale ja jak zwykle nie mam z tym jakichś tam związków emocjonalnych. Raz jest dłużej, raz jest krócej, więc ważne, żeby było treściwie, w miarę radośnie i do przodu. Także kochani, nie ma komentarzy. Kończymy audycję.
[01:31:06] - Pan Kazimierz pisze, że jego komentarz chyba jest usunięty. Ja niczego nie usuwałem, panie Kazimierzu.
[01:31:14] - Chyba że ja coś przeoczyłem, to też tak mogło być. Jeżeli ja coś przeoczyłem, to przepraszam.
[01:31:20] - Jakiś szary komentarz pan Kazimierz pisze tutaj. Nie widzę niczego szarego. Ja to wszystko widzę w kolorach, drodzy państwo, normalnych. Ja tu nie widzę nic szarego.
[01:31:31] - Ja też nie wiem, którego komentarza nie przeczytałem. Natomiast chcieliśmy z panem Markiem tutaj złożyć deklarację, bo były już kilka razy takie pytania. Nic się tutaj nie usuwa, nic się tutaj nie wprowadza, żadnej cenzury.
[01:31:52] - Chyba że ktoś specjalnie wbija na czata, żeby sobie pospamować, tak jak to jeszcze niedawno robiła pewna pani z Dolnego Śląska, pani Aleksandra niejaka. Ale widzę, że pani Aleksandra się od jakiegoś czasu nie pokazuje, więc nie mam nawet za bardzo tutaj czego kasować.
[01:32:11] - Nie, na szczęście rzadko, że tak powiem, na naszych czatach dzieją się niefajne rzeczy. Zazwyczaj jest to wysoki poziom i kultura osobista, więc nie ma potrzeby tu niczego usuwać czy modyfikować.
[01:32:31] - Pan Kazimierz docieka tutaj, czy to może Google coś mu usunęło? Jeżeli napisał pan coś na przykład o czarnym pedale od roweru, to mogło skasować. To jest słówka z czarnej listy.
[01:32:47] - O, proszę bardzo. Nie wiedziałem, ale może dlatego, że ja po prostu takich słów nie używam. Natomiast Skymike jeszcze tutaj się odezwał. W takim razie: „Podążaj za ciekawością. Ona zna twoje przeznaczenie”. Bardzo fajnie napisane. „Podążaj za ciekawością. Ona zna twoje przeznaczenie”. Polecam. Ciekawe sformułowanie.
Myślę, że też w jakiś sposób określa. Zresztą zostawiam to waszej opinii i waszemu odbiorowi. Dobrze, kochani, dziękuję wam za dzisiaj. Dziękuję panu Markowi jak zawsze, że mimo tych burz i zawieruch-
[01:33:31] - Zaraz, panie Sławku. Pan Kazimierz tutaj napisał to, co napisał i to, co mu chyba skasowało. „Etap pierwszy: poznać prawdę. Drugi: zrozumieć prawdę. Trzeci: wyeliminować posłańca”.
[01:33:45] - Dobrze. Chyba tą eliminację, pewnie coś pan ostrzej napisał, panie Kazimierzu. Dlatego pana ocenzurowano. Kiedyś była taka moda, że posłańca, który przynosił złe wiadomości się karano. Natomiast żyjemy po pierwsze w XXI wieku, a poza tym kochani, ja staram się sobie i wam przyoszczędzać takich niefajnych informacji. Ale jeżeli będzie taka decyzja, oczywiście biorę to. Właśnie tak myślałem. Użyłem tylko innego słowa niż wyeliminować. Tak się domyślałem z kontekstu. Dobrze, kochani, pożartowaliśmy na koniec z panem Kazimierzem.
Trzecie podejście musi być skuteczne. Dziękuję za dzisiaj. Dziękuję panu Markowi, że mimo tych burz i zawieruch udało się tę audycję doprowadzić aż do tego momentu szczęśliwego zakończenia. Nieustająco moje życzenia radości, szczęścia i uśmiechu przesyłam wam z całego serca. Fajnych dni wam życzę. Wszystkiego dobrego. Trzymajcie się cieplutko, uważajcie na siebie i cóż, do usłyszenia za tydzień. Pozdrawiam was serdecznie.
[01:35:17] - Mówi te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie nieustająco zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka, która jest dostępna w wersji drukowanej, elektronicznej oraz od niedawna jako audiobook. Książka zatytułowana „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Zachęcamy także do zasubskrybowania i śledzenia na bieżąco kanału pana Sławka na YouTube o tytule takim samym jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. I oczywiście do polajkowania i śledzenia profilu pana Sławka na Facebooku. Dzisiaj już powolutku kończymy. Żegnamy się z państwem oczywiście tylko na tydzień, bo usłyszymy się ponownie już w następny poniedziałek o 20:00 na żywo na antenie Radia Paranormalium. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Właśnie ktoś do nas zadzwonił. Halo, halo, Radio Paranormalium.
Czy się słyszymy?
[01:36:19] - Tak, słyszymy się. Dobry wieczór.
[01:36:22] - Dobry wieczór.
[01:36:24] - Jak mogłaby się skończyć ta audycja bez telefonu?
[01:36:28] - Nie no.
[01:36:30] - Dosłownie w ostatnich sekundach.
[01:36:35] - Wiem o tym, bo już słyszałam, że panowie kończą i myślałam, że się nie dodzwonię.
[01:36:40] - Było blisko.
[01:36:42] - Mam tyle do powiedzenia, że znowu poczułam taką potrzebę, żeby zadzwonić. W sumie zmierzam w swoje miejsce, gdzie ostatnio.
[01:36:53] - Dobrze, to słuchamy.
[01:36:56] - Już tylko sobie przyjdę. Pan Kazimierz powiedział, że nie było wiele komentarzy, które się odnosiły do tego, co było podczas audycji. Dlatego chciałam to trochę bardziej rozwinąć. Powiem o moich pierwszych wrażeniach. Jak końcówka była audycji, to myślałam, że zrobiłam coś złego, że się wygłupiłam.Że pokazałam swoją największą słabość. Zawsze myślałam, że to jest moja największa słabość, czyli to, że nie mam bogatego wachlarzu słów. Moje słowa są proste i nie potrafię przekazać wiedzy tak, jak bym chciała. Ale Weronika kiedyś mi powiedziała, ostatnio nawet, niezwykle mądre słowa o mojej osobie. Nie spotkała takiej osoby, która by swoje emocje ubierała w słowa tak jak ja. Już aż sobie przeczytam, bo ja nie umiem przytoczyć słów, które ktoś powiedział.
Mówię to, co czuję, ale jeżeli ktoś przytoczy, to nie potrafię powtórzyć. To jest mój taki defekt, można powiedzieć.
[01:38:15] - Czemu defekt?
[01:38:17] - Ale właśnie tak zauważyłam, że moje defekty w jakiś sposób są moją ogromną zaletą. O tym za chwilę będzie. Nie mogę znaleźć tych słów.
[01:38:29] - Staram się, że tak-
[01:38:30] - Przepraszam za ciszę. Ale w sumie myślałam, że pan Kazimierz też się dodzwoni, a tutaj pan zamilknął.
[01:38:41] - Pan Kazimierz jest osobą taktowną, więc może po prostu chciał, żeby pani miała możliwość powiedzenia tego, co pani chce powiedzieć.
[01:38:58] - Znalazłam jej słowa: „Ty masz dar ubierania emocji w słowa. Są prawdziwe, szczere, emocjonalne. Jakbym czytała Buddę”. I ktoś jeszcze powiedział pewne słowa. Inna bliska mi osoba, nie moja genetyczna, ale można powiedzieć, że jest mi najbliższą osobą, która weszła w rodzinę i powiedziała, że jesteś chyba jedyną znaną mi osobą, która zauważa tyle rzeczy dziejących się wokół, potrafi znaleźć w nich sens i piękno. Jak pan prowadził dzisiejszą audycję, było o miłości, o szczęściu, to ja wtedy wyszłam na dziesiąte piętro i oglądałam zachód słońca. Można powiedzieć, że odprowadziłam słońce do samego końca, aż zaszło. I to jest dla mnie szczęście. To jest dla mnie miłość, przyroda. Chociaż można powiedzieć, że kiedyś nie potrafiłam nawet tego nazwać swojego uczucia w stosunku do przyrody.
Przez dwadzieścia kilka lat nie potrafiłam użyć słowa „kocham” nawet w stosunku do przyrody. Jak tak stałam na tym dziesiątym piętrze, dookoła mnie mnóstwo było- znowu echo. Dookoła mnie było mnóstwo zieleni, kwiaty różne i patrzyłam na zachód oraz na jerzyki. Było ich mnóstwo i w pewnym momencie te jerzyki tak zbliżyły się w moim kierunku. Tam był chyba, nie wiem, jak to się nazywa, piorunochron. Taka linia.
[01:40:30] - Może tak być.
[01:40:31] - I one właśnie w tym kierunku na samym szczycie, chociaż tam nie miały żadnych budek, ale gromadziły się ciągle w tym kierunku. W sumie jerzyki to tak sobie kiedyś wyobraziłam, że one latają jak na takiej powietrznej autostradzie. Wydają dźwięki klaksonu, takie pipczenie, że ostrzegają się, żeby nie było żadnej kolizji. I w sumie mogę dodać, w poprzedniej audycji było o jeżu i o jerzykach. I akurat z tego względu, że pojawił się jeż i tak wyszło w trakcie i pan powiedział, że jeż w ciągu dnia potrafi zrobić sześć kilometrów. A ja zaczęłam mówić, że jerzyki to świetni lotnicy, potrafią one w powietrzu bez przerwy latać dwa lata nawet nie dotykając ziemi, czyli w powietrzu potrafią zdobywać pożywienie, pić krople deszczu, a nawet się kochać.
[01:41:28] - Wyższa szkoła jazdy.
[01:41:29] - I śpią. Śpią też w powietrzu.
[01:41:32] - Właśnie zastanawiałem się, jak one odpoczywają. Bo tam cała reszta jest-
[01:41:37] - Też mnie to ciekawi, jak one właściwie śpią. Jeszcze do tego nie doszłam.
[01:41:42] - Cała reszta jest jeszcze dla mnie do ogarnięcia. Natomiast ten odpoczynek w locie jest dla mnie taką zagwozdką. A jak się pani czuła dzisiaj przed tym telefonem?
[01:41:59] - Na pewno większy spokój niż za pierwszym razem. Chociaż wiadomo, czułam, że zadzwonię znowu i czułam, że będzie to lekka zawierucha, jak państwo wspomnieli, że nie ma zawieruchy, to jak zadzwonię, to jednak będzie ta zawierucha. Jeżeli powiem swoje myśli, które mam. Tylko cały czas myślałam, żebym odnalazła w sobie siłę, mądrość i spokój. Dlatego też wyszłam na zewnątrz, bo tutaj się jednak czuję najlepiej. Żeby móc to odnaleźć.
[01:42:28] - A jakie słowa pani-
[01:42:29] - Nie dokończyłam. Dużo, mnóstwo. Zabrakłoby czasu, jakbym miała to opowiadać. Nie przytoczyłam jeszcze o jerzykach pewnej informacji, bo na audycji powiedziałam, że nie pamiętam, ile robią kilometrów w ciągu dnia. Wiedziałam, ale wiedziałam, w jakim przedziale. A jestem osobą, która jeżeli nie jest czegoś pewna, to tego nie mówi. Więc później doszukałam informacji, ile potrafią zrobić kilometrów w ciągu dnia, więc mogę teraz się podzielić.
[01:42:58] - Czekamy.
[01:42:59] - Taką wiedzą. Więc jerzyki w ciągu dnia są w stanie zrobić pięćset siedemdziesiąt kilometrów, a niektóre nawet osiemset.
[01:43:08] - No to mi to imponuje.
[01:43:10] - Grubo. Grubo.
[01:43:11] - Mi to imponuje. Z mojego punktu widzenia mogą lecieć nad morze i wrócić.
[01:43:16] - Dokładnie. Są w stanie. A z prędkością latają sto siedemdziesięciu kilometrów na godzinę, co niezwykle szybko.
[01:43:26] - No dobrze, pani Moniko, ale tak zakładam, że jednak nie o jerzykach chciała nam pani powiedzieć.
[01:43:31] - Oczywiście, ale to taki wstęp, żebyOdzyskać spokój, żeby odzyskać radość i żeby robić to, co uwielbiam, czyli mówić o przyrodzie. Teraz można powiedzieć odnośnie tej ostatniej audycji. Tak jak wspominałam na początku myślałam, że wygłupiłam się, ale później jak zaczęłam odsłuchiwać, wiadomo, zanim był ten moment, gdy się dodzwoniłam, to serce zaczęło mocno walić, ale jak usłyszałam pierwsze swoje słowa, swój głos, to zobaczyłam, że on jednak jest ciepły. A zawsze myślałam, że mam zimny głos. Można nawet powiedzieć, że taki męski.
[01:44:13] - Ja takiego wrażenia nie odniosłem.
[01:44:16] - Ale zawsze miałam takie myśli. Można powiedzieć, że odsłuchując siebie samej, to usłyszałam swój głos.
[01:44:23] - A często pani słyszała wcześniej swój głos?
[01:44:26] - W sumie nie wiem, z czego to wynika, ale zawsze jak przez telefon czy jakieś nagrywanie, zawsze on był taki niski. A u państwa w radiu jednak jest lepsze nagłośnienie.
[01:44:37] - Właśnie myślę, że to też może z tego trochę wynika.
[01:44:44] - Lepiej odzwierciedla.
[01:44:46] - Myślę, że te urządzenia kiedyś do przekazywania dźwięku pozostawiały wiele do życzenia. A może też się wie pani, bo to też wraz z naszą emocjonalnością zmienia się ton naszego głosu. Zresztą wszystko się zmienia. My tego tak naprawdę w sobie nie rejestrujemy tak bardzo.
[01:45:13] - Dokładnie. Ja nawet mam tego przykład, z czego byłam bardzo zszokowana. W sumie to Weronika powiedziała, że kiedyś miałam pewien telefon i ona była w szoku, że mój głos tak się nagle zmienił, że z melodyjnego głosu nagle aż była przerażona, że stał się taki obojętny i chłodny.
[01:45:34] - Ton głosu odzwierciedla nasze emocje. Nawet to, jak piszemy coś na przykład na kartce długopisem, to piszemy to różnymi charakterami pisma, w zależności od tego, jakie emocje temu towarzyszą. Natomiast mówię, to dla nas jest bardzo często niezauważalne i później się tak dziwimy, bo ktoś mówi: „Ale co ci się stało?” „Nie, wszystko jest w porządku”. „Nie no, widzę, że coś. Ale po czym to wnosisz?” „Jakaś jesteś inna”. Ludzie to odbierają. My sami w sobie, przy umiejętności ukrywania pewnych emocji przed światem, my tego nie zauważamy. Więc warto słuchać jest ludzi, bo mówię, my możemy tego nie zauważyć.
[01:46:23] - Pięknie państwo mnie zapowiedzieli w ostatniej audycji.
[01:46:28] - Tak?
[01:46:28] - Jak odsłuchiwałam, to pojawiłam się w momencie, gdy pan Kazimierz powiedział, że teraz zacznie mówić o prawdzie. W trakcie nie wiedziałam, że wtedy się wbiję, tylko miałam myśli, że jak pan Kazimierz zakończy, to wtedy zadzwonię, że się wbiję w tą lukę. Ale później jak słuchałam, to zobaczyłam, że jest opóźnienie. Więc to wyglądało tak, że pan Kazimierz powiedział, że teraz zacznie mówić o prawdzie. A jak odsłuchiwałam, to był taki moment, że rozmawiali państwo ze sobą. Tam pan Kazimierz wspomniał, że zastanawia się, czy już dzwonił. Ani słowa nie było o prawdzie. Trwało to z minutę. Nie wiem, jakie jest opóźnienie, ale później właśnie zadzwoniłam ja. Czyli nawet już nie muszę innych utwierdzać w tym, że jestem autentyczna, jestem prawdziwa, bo pan Kazimierz mnie ładnie bardzo zapowiedział.
[01:47:24] - Nie przyszło mi takie skojarzenie do głowy.
[01:47:26] - A ja mam mnóstwo skojarzeń.
[01:47:29] - Z jakiegoś powodu pani to przyszło do głowy, więc to jest też ciekawa informacja dla pani.
[01:47:38] - W ogóle ta audycja była dziwna od samego początku. Mnóstwo było jakichś przerywników, różnych zakłóceń. Nie odsłuchiwałam całej audycji, tylko moment właśnie gdy się dodzwoniłam, bo tamtą wcześniejszą część to słuchałam jak byłam w pracy. Ale było mnóstwo takich przerywników. Nie wiem, z czego to wynika. Zawsze to mnie zastanawiało, dlaczego w trakcie audycji nagle się wbija jakaś inna audycja albo nie wiem co to jest, ale wtedy wbijał się temat krwi i instynktów zwierzęcych. Ciągle ten urywek się wbijał. Nie wiem, czy pan Marek to wykasował, bo nie odsłuchiwałam, ale sądzę, że to wykasował.
[01:48:15] - Być może po prostu występowały jakieś problemy z połączeniem między nami a serwerem radiowym i wtedy wchodził autopilot i odtwarzał to, co tam było wgrane w tym momencie. To działa na takiej zasadzie, że autopilot-
[01:48:30] - Dobry wieczór, panie Marku.
[01:48:31] - Dobry wieczór. Autopilot po prostu wchodzi, żeby się sygnał nie przerywał, żeby nie wywalało słuchaczy z serwera radiowego.
[01:48:40] - Aha, w ten sposób. I pan Marek też na samym wstępie-
[01:48:45] - Wszystkie rozmowy, wszystko to, co się dzieje na antenie, zawsze tutaj nagrywam przed puszczeniem tego w eter. Także ja mam kompletne w miarę nagrania i nie muszę nawet kasować.
[01:48:58] - Tamte przerywniki pewnie są wykasowane.
[01:49:02] - Ich w ogóle nie ma, bo ja tutaj rozmowy nagrywam, wszystko, co się dzieje na antenie, nagrywam bez tego podkładu dźwiękowego. Dopiero potem montuję audycję i wrzucam zapis.
[01:49:12] - A, to zaspokoił pan moją ciekawość. I na wstępie audycji pan Marek powiedział, że bardzo by chciał, żeby się ktoś odezwał, żeby przetestować pana nowe jakieś ustawienie, nie wiem, jakieś HD, coś tam było. A na końcu pan właśnie też przytoczył, że zadzwoniłam i właśnie pani Monika przetestowała, czyli jakieś tam bez zakłóceń.Pan Marek też chyba potwierdzi to, dlaczego się pojawiłam.
[01:49:42] - Dobrze, pani Moniko, bo ja cały czas nie mogę się doczekać-
[01:49:48] - Już wiem, bo się rozwodzę bardzo.
[01:49:49] - Tych nowych rzeczy. Bo stare to już pamiętamy, uczestniczyliśmy w tym, słuchacze też. Natomiast ja jestem ciekawy tych nowych rzeczy.
[01:50:00] - Dobrze, już mówię. Słuchając tej audycji odniosłam wrażenie, że mogłam być nie do końca zrozumiana. To, co chciałam przekazać, mianowicie, że ja zaczęłam się uświadamiać, jak miałam 23 lata. To był dość szybki etap. Nagle zdjęłam te czarne okulary, nagle szybko zaczęłam się uświadamiać, analizować i zaczęło mi się to wszystko układać. Zrozumiałam, z czego wynika, że to nie jest mój problem, ale w pewnym etapie swojego życia można powiedzieć, że się zawiesiłam i nie wiedziałam, co zrobić dalej. To były takie moje ostatnie trzy lata bodajże, gdzie już nie wiedziałam, co mogę zrobić dalej. Chociaż ostatnio też moje życie ułożyło się w taki cały logiczny ciąg, z czego wynikało właśnie moje wychowanie, po co było. Moje wszystkie związki, też mam z nich ogromną mądrość i doświadczenie i wiem, że to wszystko było po coś i nie bez powodu moja dusza właśnie wymyśliła mi taką drogę, żeby zdobyć to doświadczenie. I nieraz to były ekstremalne sytuacje, tak jak pan przytoczył w dzisiejszej audycji, że miał taki ekstremalny przypadek, który pewien znajomy zaburzał pana przestrzeń i nie miał szacunku.
I to też powoduje, że człowiek w końcu musi zareagować. Też mam taki przypadek w swoim życiu.
[01:51:26] - Znaczy dla mnie to nie jest żaden ekstremalny przypadek.
[01:51:29] - Nie?
[01:51:31] - Nie. Żeby moje życie przebiegało tylko takimi doświadczeniami, to chyba nie prowadziłbym tych audycji. Także nie. Takie sytuacje, te nauczycielskie, ja traktuję bardzo lightowo. Natomiast powiedziała pani, że wszystkie te doświadczenia były po coś. I teraz to jest prawda. To jest filozoficzna prawda, duchowa prawda, że wszystkie doświadczenia są po coś. Natomiast dla mnie istotą jest to, żeby zrozumieć po co. Może po coś, to możemy na tym poprzestać. Czyli przyjąć z pokorą, nawet przy odrobinie dobrej chęci można przyjąć to z radością.
Mało tego, znam ludzi, którzy przyjmują to z wdzięcznością. Znaczy oni tak mówią, że są wdzięczni życiu za to, że przeszli przez jakieś tam doświadczenia. Tylko moje pytanie jest: po co? Bo do momentu, dopóki nie wie pani, po co to było, to dla mnie w dalszym ciągu te doświadczenia nie miały sensu. Znaczy miały sens, natomiast ten sens nie został zrozumiany.
[01:52:58] - Tylko że ja już wiem.
[01:52:59] - I to jest istotna informacja. Jeżeli wie pani, jest pani już w tym miejscu swojego życia, że wie pani, czemu te wszystkie doświadczenia miały służyć, czego miały pani nauczyć bądź oduczyć, to już mamy 51% sukcesu.
[01:53:21] - Tylko nie mogłam zrozumieć jednego. Dlaczego tak ciężko mi jest odnaleźć miłość w samej sobie, zaakceptować, pomóc samej sobie? I po ostatniej audycji zaczęłam się jeszcze bardziej nad tym zastanawiać. To dotarło do mnie. Zawsze myślałam, że pomagam innym ludziom dlatego, że uciekam od siebie. Ale to tak nie jest. Chodzi o to, że pomagam innym ludziom nie dlatego, że uciekam od siebie, tylko żeby odnaleźć swoją ścieżkę. Bo w moim życiu jest tak: jeżeli pomagam innym ludziom, to nagle mi się otwiera ścieżka do samej siebie. I to jest taka ścieżka właśnie, która mi pomaga w życiu. Mnóstwo było takich sytuacji.
Moja dusza wymyśliła mi taką pokrętną drogę, że najpierw muszę komuś pomóc, żeby pomóc samej sobie. Dlatego wiem, że moje życie, można powiedzieć, musi się opierać właśnie na pomocy innym, nawet na takiej pewnej misji, żeby pomóc innym ludziom. Ale tak to u mnie właśnie wygląda i dopiero wtedy odkrywam swoje ścieżki.
[01:54:27] - Znaczy ja powiem tak: jest jeden aspekt, nie wiem, czy ten pani bierze pod uwagę, ten, że nasze obecne życie jest najczęściej kontynuacją czegoś, co działo się wcześniej. To rzadko kiedy jest tak, że to doświadczenie jest całkowicie oderwane od naszych poprzednich wcieleń.
[01:54:51] - Dokładnie. Ma ogromne powiązania.
[01:54:54] - I czasami, jeżeli potrzebuje pani zrozumienia dlaczego, to są różne sposoby, różne techniki, żeby tą przyczynę sobie jakoś uzmysłowić, uświadomić. Natomiast ja cały czas jestem za tym, że jeżeli już wie pani, po co były te doświadczenia, to zastanawianie się, dlaczego były, jest już cofaniem się.
[01:55:27] - Pan powiedział, że nie warto analizować przeszłości, nie wracać do tego.Tylko żeby się skupić na miłości do samego siebie. I tam był poruszany temat właśnie domu i według pana ścieżka jest lepsza taka, żeby iść prostą drogą. A ja uważam, że mimo wszystko powinnam wrócić do tego. I teraz powiem dlaczego.
[01:55:56] - Powiem tak. Nie, okej, niech pani powie, dlaczego pani tak uważa. Natomiast żebyśmy też mieli jasność, że ja nie zamierzam pani przekonywać do swojej metody. Wcale nie uważam ją za najlepszą.
[01:56:11] - Ja panu chcę pokazać inną drogę. Dlatego chcę właśnie pokazać panu inną drogę, jaką uważam, że dla mnie jest słuszna.
[01:56:19] - No właśnie. To teraz ustalmy, pani Moniko, jedną rzecz. Chce mi pokazać pani inną drogę, która dla pani jest słuszna.
[01:56:29] - Tak.
[01:56:30] - Nie bardzo rozumiem, po co pani chce mi ją pokazać. Ja rozumiem, że-
[01:56:39] - Innym. Nie sobie, tylko innym, którzy też mogą mieć podobny problem jak ja i nie wiedzą, jak z tego wyjść.
[01:56:46] - Okej, dobra.
[01:56:47] - Panu nie muszę nic pokazywać, bo myślę, że pan już jest tak świadomy siebie, że-
[01:56:52] - Nie wiem. Ale okej. Bo ja lubię takie doprecyzowywanie pewnych rzeczy. Zresztą od tego tu jestem. Taką mam trochę robotę.
[01:57:02] - Więc w pewnym momencie swojego życia zobaczyłam, że w moim domu, jeżeli nawet zaczęłam właśnie rozmawiać. Bo ja miałam taki etap, że nic o sobie nie mówiłam. Dopiero w wieku 23 lat zaczęłam rozmawiać z innymi ludźmi o sobie, o swoich problemach i zauważyłam, że jeżeli rozmawiam o domie, to pojawia się we mnie obojętność. Zero emocji. Ani złych, ani dobrych. I teraz można sobie tak pomyśleć, czym jest obojętność. Obojętność jest niczym. Więc jak można się pozbyć z siebie obojętności? Ja wiem, że mimo że już nie mieszkam w domu cztery lata i myślałam, że przestanę mieszkać, to wszystko się zmieni. Zmieniło się bardzo dużo.
Przestałam swoje decyzje poprzedzać myślami o domie, co o mnie pomyślą. Ale mimo wszystko ta obojętność ujawniała się w mojej samotności, więc miała na mnie wpływ. Ona cały czas we mnie siedziała i byłam obojętna na samą siebie. I dotarło do mnie, żeby pozbyć się tej obojętności, bo obojętność jest niczym. Nie można jej złapać, wyrzucić z siebie. Dotarło do mnie, że wpierw muszę to poczuć, ujawnić swoje emocje, żeby to wyrzucić. Jestem świadoma, przeanalizowałam wszystko, więc u mnie ten etap będzie trwał krótko. Poczuję to, wyrzucę z siebie i nie będę analizowała, bo już mam to wszystko przeanalizowane. Dlatego wiem, że to jest moja słuszna droga.
[01:58:30] - No właśnie bardzo ładnie, że tak powiem, pani to określiła. Moja słuszna droga.
[01:58:36] - Dokładnie.
[01:58:38] - Ja mówię, ja nigdy nie mam nic do drogi innych ludzi, bo to jest tak bardzo osobiste, bardzo subiektywne. I też każdy z nas ma inne doświadczenia też i inne potrzeby gdzieś tam przypisane na ten etap swojego życia. Więc tu ani ja nie zamierzam nikogo przekonywać, ani mnie nie trzeba przekonywać, że to jest pani słuszna, jedyna słuszna droga. Moim zadaniem jest tylko pokazać inne możliwości. Natomiast co później ktoś z tym robi? Więc naprawdę, jeżeli myśli pani, że jakoś ja panią będę próbował przekonać bądź pani będzie miała ochotę-
[01:59:30] - Nie mam takich myśli.
[01:59:31] - No właśnie. Dlatego, bo to jest ważne, żebyśmy mieli jasność, że ja podchodzę do tego z pełną świadomością i też z pełnym dystansem do tego, jaką drogę pani wybiera.
[01:59:46] - Jak powiedziałam, dlatego to przeżyłam. Nie żeby pana przekonywać, tylko pokazać, że ktoś może być inny i iść inną ścieżką. Czy pokazać też innym.
[01:59:59] - Jasne. Natomiast wie pani, ja niestety muszę to powiedzieć. Ja nie jestem fanem rozdrapywania ran. Nie jestem. I mówię to wprost. Wie pani, moglibyśmy też gdzieś tam w którejś audycji, też jedna ze słuchaczek dzwoniła i opowiadała o tym, jaki świat jest zły, jacy ludzie są źli i tak dalej. Więc moglibyśmy spędzać czas i ludzie spędzają czas na opowiadaniu, jak to jest źle. Mało tego, tam się czasami licytują, komu jest gorzej.
[02:00:46] - Albo się żalą właśnie.
[02:00:47] - Jakieś konkursy sobie tam wymyślają z nagrodami, że ten, kto będzie miał gorzej, to... Żartuję oczywiście w tej chwili, troszeczkę takiego sarkazmu. Natomiast ja uważam, że tego momentu, dopóki ktoś chce opowiadać o tym i gdzieś tam żyć tym, to nie za specjalnie można mu w jakiś sposób pomóc.
[02:01:18] - Dlatego do pana zadzwoniłam. Nie po to, żeby się żalić, jak mi było ciężko, tylko żeby dać taką świadomość, dać takie świadectwo tego, jak byłam zamkniętą osobą i jak można się otworzyć.
[02:01:34] - I bardzo fajnie. I takich właśnie takich informacji-
[02:01:36] - To był mój cel właśnie.
[02:01:38] - Takich informacji potrzebujemy. Powiedziała pani o tym, że obojętność to jest nic.
[02:01:44] - Tak.
[02:01:46] - Ja rozumiem, że tak pani to odczuła. Natomiast w moim przekonaniu obojętność to jest taka forma samoobrony.
[02:01:55] - Też tak uważam.
[02:01:57] - Czyli takiego wyłączenia się ze wszelkich emocji, żeby nie sfiksować.
[02:02:02] - Dokładnie. Zamknąć też tą swoją wrażliwość. Jeżeli ktoś jest nadwrażliwy, to mógłby za bardzo cierpieć, gdyby ta obojętność się nie pojawiła w jego życiu.
[02:02:13] - Dokładnie.
[02:02:13] - I tak jak pan powiedział, mógłby sfiksować.
[02:02:16] - Dlatego uświadomienie sobie, że jednak te emocje są. My ich nie odczuwamy, ale to nie znaczy, że ich nie ma.
[02:02:26] - One się w nas kumulują.
[02:02:28] - I one tam sobie podżerają nas od środka i też pozbawiają nas bardzo często energii, ponieważ ta walka, która się tam toczy, pozbawia nas energii. Wtedy wpadamy w taki tunel wizji, uciekamy też w samotność, ponieważ nie jesteśmy w stanie ogarnąć nic więcej. Nie mamy siły na ogarnięcie czegoś więcej niż tylko przetrwania walki z samym sobą. To jest bardzo niefajny stan. Lepiej się wkurzyć, zezłościć, wykrzyczeć, wypłakać cokolwiek. Lepiej walić pięścią w ścianę, niż być obojętnym.
[02:03:16] - Ja przez długi czas miałam problem z pewną emocją, żeby ją uwolnić z siebie, to znaczy ze złością. Zawsze myślałam w ten sposób, że jeżeli ktoś mnie atakował, nie byłam w stanie się bronić, bo myślałam, że broniąc się, wyrządzę mu krzywdę, że to będzie mój atak. Kiedyś miałam takie podejście. Nadal mam problem, żeby zareagować, krzyknąć na kogoś ze złością, bo jest to emocja, która nie chce ze mnie wyjść.
[02:03:42] - Ale ma pani z tym problem? Czy uważa pani, że to jest pani potrzeba? Bo to trzeba rozgraniczyć. Bo jeżeli wie pani, że to jest problem, to faktycznie jest to problem. Ale ja na przykład nie mam w żaden sposób potrzeby wykrzykiwania na kogoś, bo nie mam takiej potrzeby.
[02:04:02] - Dokładnie. Nie chcę wyzwalać takiej złości. Nie uważam, że to jest potrzebne.
[02:04:07] - I tu będę drążył ten temat. Nie chce pani wyzwalać złości, czy chce pani żyć spokojnie?
[02:04:17] - Chcę żyć spokojnie.
[02:04:18] - Właśnie. To są takie drobne niuanse, na które samemu trzeba w sobie zwrócić uwagę. Bo stwierdzenie „nie chcę” to jest bardzo często używane przez nas. Skupianie swojej uwagi na tym, czego nie chcę. Nie chcę być samotna, nieszczęśliwa, taka, nie chcę być inna. I to nie jest dążenie do tego, czego się pragnie. To jest tylko mówienie o tym, skupianie swojej uwagi na tym, co mi w życiu przeszkadza. Ale to nie jest jeszcze dążenie do tego, żeby być tym, kim się chce. To jest tylko mówienie o tym, kim się nie chce być. Więc warto jest na to zwrócić uwagę.
Ja w takich właśnie drobnych słówkach, zwrocikach rzucanych mimowolnie widzę człowieka i to, z czym aktualnie się boryka. Bo to, co powiedziałem: „Nie chcę wyrzucać z siebie złości”, to nie znaczy, że chcę być spokojnym człowiekiem.
[02:05:28] - Pan jeszcze powiedział słowa podczas tej audycji, że od dawien dawna pan mówi i do ludzi nie dociera. A można powiedzieć, że pierwsze pana słowa, jak zaczęłam słuchać audycji, bo słucham od czterech audycji bodajże. Nie słuchałam wcześniejszych, nie mam żadnej teorii. Pan dzisiaj wspomniał, że tam jest teoria, horoskopy. Nie mam żadnej teorii.
[02:05:52] - Mnóstwo, 120 audycji, to wie pani, troszkę się nagadałem.
[02:05:56] - Uświadomiłam sobie, że jest mnóstwo audycji, do których fajnie byłoby wrócić. Ale z drugiej strony sobie pomyślałam, że nawet dobrze, że stosuję to w praktyce, a później wrócę do teorii, bo sobie nie dorabiam różnych teorii, nie dostrzegam ich, tylko ja ich doświadczam.
[02:06:15] - Szedłem tą samą drogą. Polecam.
[02:06:18] - Wtedy człowiek nie jest ograniczony przez teorię, tylko sam tego doświadcza. To jest bardzo ciekawe, bo można wtedy jeszcze więcej uzyskać.
[02:06:28] - Wtedy ma pani pewność, że to, co płynie, płynie z pani, a nie z wiedzy, którą pani posiada.
[02:06:37] - Nie doszukuję się tego, tylko doświadczam.
[02:06:40] - Tak. Wtedy ma pani pewność, że to jest pani, a nie gdzieś wyczytane, wysłyszane, zapodane i tak dalej. Tak że wielki szacun, bo to jest trudna droga. To jest trudniejsza droga, ale moim zdaniem przynosząca lepsze efekty i bardziej długotrwałe. To może się dowiem, po co pani przez to wszystko przechodziła?
[02:07:03] - Ja może opiszę pewne zdarzenie z zeszłego roku, które dobrze obrazuje moją osobę. Taka moja wizytówka. W zeszłym roku będąc w pracy, w pewnym momencie pracowałam, czyli wykorzystywałam swoją spostrzegawczość i swoje przeczucie, wyłapując błędy. Jednak było to dla mnie zbyt mało, bo jednak mam takie podejście, że lubię coś analizować i włączać te swoje myślenia, a w swojej pracy nie mogę tego zrobić. I zrobiłam coś zupełnie innego, czyli zajęłam się nie swoją pracą, tylko kolega miał zszywacz, który mu się popsuł.Nie mógł go naprawić. Wzięłam, otworzyłam, zobaczyłam te różne elementy. Też nie mogłam, wbrew pozorom zszywacz jest bardzo skomplikowany i dopiero później znalazłam drugi zszywacz taki sam. Zobaczyłam jak wygląda. Złożyłam go, co nie było też łatwe. Na końcu się okazało, że gdy go złożyłam, to on nie miał takiego bolca, więc ta górna część i tak by wypadała i nie można byłoby nim zszywać.
Wymyśliłam, że można włożyć taki drucik. Znalazłam takie dwa różne druciki, wygięłam, włożyłam ten nit. Jestem osobą niezwykle cierpliwą, upartą i jak już wejdę na jakąś ścieżkę, nie wyznaczam sobie celów, ale jak już te cele przyjdą do mnie, to zawsze dążę do tego, żeby dojść do samego końca i osiągnąć swój cel. Naprawiłam. Co się później okazało? Jak spróbowałam zszyć nie zszywał, więc zaczęłam dochodzić, dlaczego nie zszywa. I okazało się, że musiałam odgiąć blaszkę. Dopiero wtedy zszył i naprawiłam ten zszywacz, który później jeszcze chwilę służył. Nie dość, że go naprawiłam, to jeszcze w dodatku odkryłam jego dodatkowe funkcje. Mianowicie mało chyba kto wie.
Ja też tego nie byłam świadoma, ale zszywacz potrafi w normalny sposób zszywać, a także można zrobić tak, że zszywki będą na zewnątrz i wtedy to zszycie będzie łatwe do rozłożenia. Nie wiem, czy to łatwo zobrazować. Normalnie zszywki są takie, że do środka wchodzą, a można właśnie przestawić tak zszywacz, żeby te zszywki łapały na zewnątrz i wtedy jest łatwo rozdzielić kartki. Wtedy te kartki się nie rozrywają. Wystarczy taką blaszkę, która jest, przestawić, odkręcić i wówczas te zszywki w drugą stronę się wyginają. Nawet w tym tygodniu pomyślałam sobie, że powiem właśnie o tym zdarzeniu i jeszcze odkryłam dzięki temu w internecie znalazłam dodatkową jeszcze funkcję, o której nie byłam świadoma. To znaczy u podstawy zszywacza jest taka komora, gdzie można otworzyć i włożyć tam zszywki do przechowywania, żeby nie zginęły. Że można ten zszywacz właśnie od spodu otworzyć. Więc to też jest. Akurat to odkryłam w tym tygodniu, a pierwszą funkcję zszywacza, o której mało kto wie, odkryłam w zeszłym roku poprzez naprawianie.
Poprzez pomoc komuś odkryłam właśnie coś nowego, nową funkcję zszywacza. Niby takie proste urządzenie. Mało osób wie, zna tylko jeden cel, że zszywa na stałe praktycznie, że później ciężko rozdzielić. Ale można też właśnie odkryć dodatkowe funkcje, których człowiek nie jest świadomy.
[02:10:37] - I rozumiem, że to ma jakieś przełożenie na to, co zamierza pani dalej robić.
[02:10:46] - Tak. Ciągle odkrywam coś nowego. Nie mam sobie teorii, tak jak wspominałam, ale można powiedzieć, że życie, świat samo mi wskazuje ścieżki. Ostatnio odkryłam coś bardzo dziwnego. To znaczy zobaczyłam, że świat tak jakby jest lustrem do mnie, że odbija się w sztuce. To są takie odbicia lustrzane dosłownie. Moje życie w muzyce, w teledyskach. Dokładnie te same zdjęcia w filmach. Też mam nieraz takie silne przeczucia w różnych sytuacjach w życiu. Albo nieraz miałam, od dawna to wiedziałam.
Mam coś takiego, że mówię jakieś słowa, a nagle gdzieś załóżmy w telewizji, w radiu słyszę dokładnie to samo słowo i zawsze mi się włącza takie czerwone światełko, że wyłapuję coś takiego. Może wiele osób tak ma, nie wiem, ale mi nieraz się to ujawnia. Tak jakby to było takie echo, że świat jest takim odbiciem, takim echem albo w naturze nieraz to też czy w chmurach. Ale to takie dokładne odzwierciedlenie. Nie tak, że sobie coś wymyślam.
[02:11:56] - Jak pani myśli, co to znaczy?
[02:11:58] - Że mam taką pewną więź z naturą, ze światem. I też ostatnio doszłam do wniosku, że mogę być też takim lustrem do ludzi, że nieraz mam-- od razu wyczuwam właśnie ludzi i spotkam taką wartościową, dobrą osobę, to od razu łapię z nią świetny kontakt. A gdy jest to osoba, nie ujawnia tych swoich negatywnych emocji, ale od razu też to wyczuwam i można powiedzieć, że też mogę być takim lustrem w stosunku do innych ludzi, gdzie pokazuję ich obraz samych siebie i dlatego też nie mogę nawiązać z nimi takich relacji. Nie wiem, czy w ogóle jest taka teoria. Ja doszłam do takich wniosków, więc tak jak mówię, ja nie mam żadnej teorii praktycznie. Ja do teorii dochodzę w trakcie tego, czego doświadczam. Zaczynam się zastanawiać, dlaczego tak jest i dopiero później dochodzę do różnych wniosków, do różnych teorii. Może powiem taką sytuację z wczoraj. Wczoraj w moim życiu to był najpiękniejszy dzień, jakiego doświadczyłam i spełnił się mój sen, moje marzenie.
[02:13:06] - O! Super.
[02:13:08] - Śniło mi się, że idę ścieżką, na której jest mnóstwo białych dłoni, takich ogromnych białych dłoni i w pewnym momencie, gdy stałam na jednej dłoni, o mało bym nie wpadła do rzeki. I później wiem, że na końcu tej ścieżki było coś. Coś pięknego. Nie wiem, jak to nazwać, czy wodospad, czy... Już nie pamiętam dokładnie tego, ale wiedziałam, że bardzo chcę iść w tamtym kierunku. I następnie wróciłam się i szłam w tamtym kierunku swoim bliźniaczym płomieniem, o którym ani słowa jeszcze nie wspomniałam. Jest to mężczyzna, bo o Weronice wspomniałam, ale też odnalazłam swój bliźniaczy płomień, który w danej chwili jest daleko.Fizycznie też, ale nie bez powodu jest daleko, bo wiem, że wpierw musimy sobie poradzić z własnymi problemami. Łatwo sobie wyobrazić, jak nasza relacja jest pod pewnym względem ekstremalna, jeżeli spotkają się dwa bliźniacze płomienie. Nasze pierwsze spotkanie było magiczne. Było wypełnione taką energią, ale na razie o tym nie wspomnę, bo to nie jest jeszcze ten czas.
A wczoraj nam się udało czegoś dokonać. W sumie to wiem, że mnie słucha, chociaż przy pierwszej audycji było tak, myślałam, że nie będzie mnie słyszał. On miał problemy z tym, że ciągle mu coś zakłócało i myślał, że mnie nie słuchał, ale słuchał mnie wtedy. Dopiero następnego dnia powiedział. Wiem, że teraz mnie słucha i cieszę się, że mimo tego, że jesteśmy jeszcze daleko, to jesteśmy tak blisko siebie. Wczoraj, tak jak mówię, coś się udało. Spełnił się mój sen, bo we śnie mi się śniło, że szłam z nim wtedy przez te dłonie. Ostrzegłam go przed tą dłonią, ale staliśmy w tym momencie, gdzie nie mogliśmy pójść dalej. A wczorajszy dzień był tak magiczny, że też nie jestem w stanie go opisać. Tak jak mówię, to był najpiękniejszy dzień, gdzie się ujawniła nasza świadomość siebie.
Każde zdarzenie, jakie miało miejsce podczas wczorajszego dnia, to było tak świadome i można powiedzieć, że się zaczęliśmy wzajemnie uzupełniać. Przestaliśmy walczyć, wzajemnie się uzupełnialiśmy i wtedy też się wyzwoliła tak wielka energia. Podczas pierwszego spotkania była to taka ludzka energia za pomocą światła, ale nie opowiem tego jeszcze. Jeszcze nie jest ten moment.
[02:15:32] - Czy to spotkanie było takie bardzo fizyczne? Czy to było fizyczne spotkanie?
[02:15:36] - Tak, spotkaliśmy się wtedy i w sumie też jest dziwna historia, bo-
[02:15:41] - Czy wczoraj żeście się spotkali w takim-
[02:15:43] - Nie. Jesteśmy rok ze sobą. Mam nadzieję, że nie będzie mi miał za złe, ale nie chcę za wiele opowiadać, ale tylko takie pojedyncze elementy. Można powiedzieć, że nasze-- o, właśnie przeskoczyła gwiazda. Mignęła na niebie.
[02:15:56] - Znaczy ja, broń Boże, nie będę pani Moniko tutaj ciągnął za język.
[02:16:01] - Wiem, ale na razie czuję, że to nie jest jeszcze ten etap. Ale nasze od początku było można powiedzieć, że było pewno drzewo, które znało nas, zanim my się w ogóle spotkaliśmy. Praxinus Excelsior, jesion wyniosły. Zanim w ogóle wiedzieliśmy o swoim istnieniu, wiedzieliśmy o tym drzewie wcześniej. Kiedyś może o tym opowiem, jak będę gotowa, ale-
[02:16:23] - Natomiast-
[02:16:24] - Myślę, że nie bez powodu.
[02:16:26] - O!
[02:16:26] - Jest tak, że jest temat bliźniaczego płomienia, ale nie ma wiele o tym wspomniane, bo to jeszcze nie jest ten czas.
[02:16:32] - No właśnie bardzo mi się podobało to stwierdzenie, że macie świadomość tego, że zresztą to, co mówiłem w poprzedniej audycji. Też fajnie, że akurat przy okazji bliźniaczych płomieni się pani zdecydowała tutaj do nas zadzwonić, do mnie i ze mną rozmawiać.
[02:16:53] - To taki logiczny ciąg. Pan sam wspomniał, że te dwa tematy się łączą. Bardzo się łączą.
[02:17:01] - Natomiast bardzo się cieszę ze świadomości tego, że na przyjęcie bliźniaczego płomienia trzeba się, każda z osób musi się przygotować, musi być gotowa. Cieszę się, że macie świadomość tego, że to jeszcze wymaga jakby poradzenia sobie z jakimiś własnymi niedoskonałościami. O tak. Że nie przecie do przodu, że czując tą, że tak powiem, energię, że nie przecie do przodu za wszelką cenę, tylko że dajecie sobie czas i macie świadomość tego, że musicie się na to przygotować.
[02:17:43] - Tak. Właśnie zaczęłam mówić o tym śnie, że wczoraj się spełnił mój sen i chyba byłam jedną z najszczęśliwszych osób na ziemi, gdy to się dokonało. I jakbym zaczęła opowiadać te sytuacje, to mogłabym nawet trochę tak przerazić, można powiedzieć. Dlatego na razie jeszcze nie jestem na to gotowa.
[02:18:07] - Czemu przerazić? Proszę, nie. Trochę za dużo, że tak powiem, pani bierze odpowiedzialności na siebie, pani Moniko i jakby ten wpływ na innych ludzi, żeby nie stał się pani ciężarem, bo to-
[02:18:24] - Ale ciężko w to uwierzyć po prostu. Ja mam potwierdzenie w zdjęciach.
[02:18:28] - Ale komu? Ale komu, pani Moniko, jest ciężko w to uwierzyć?
[02:18:32] - Innym ludziom, jakby zaczęli słuchać.
[02:18:34] - A skąd pani to wie?
[02:18:35] - Widzę po koleżance, jak ona mnie zna. Jak jej czasem różne rzeczy opowiadam, to ona mówi, że czuje się jak w Matrixie. Że jej ciężko też w to uwierzyć, ale jeszcze jak pokazuję zdjęcia, to dopiero wtedy do niej dociera, że to jest naprawdę.
[02:18:49] - Pani Moniko, trochę za dużo jest takiego... Ja myślę, że to jest, zadzwoniła pani, więc jakby też pani pewnie była przygotowana na to, że nie we wszystkim będziemy się zgadzać, tak?
[02:19:05] - Oczywiście.
[02:19:06] - Natomiast trochę proszę w moim przekonaniu sfolgować z taką pułapką, w którą bardzo często wpadamy, czyli z ocenianiem, analizowaniem i myśleniem o innych ludziach przez pryzmat samego siebie. Czyli gdybym zaczęła o tym opowiadać, to mogłoby być przerażające. Ja zadaję pytanie: dla kogo? Najprawdopodobniej pani jakby nie do końca jeszcze w to wszystko wierzy, bądź może panią to przeraża i stąd jest takie przekonanie, że ludzi mogłoby to przerazić.
[02:19:49] - Nie do końca, bo mnie to nie przeraża, tylko mam myśli, że ktoś mógłby pomyśleć, że mógłby w to nie uwierzyć. Ale tak jak mówię, że mam potwierdzenie w zdjęciach iTeraz też do mnie dotarło, dlaczego ja tak uwielbiam robić zdjęcia. Mam w telefonie 12 000 zdjęć. Kto ma tyle w telefonie zdjęć co ja? I ciągle mam mało pamięci i muszę usuwać.
[02:20:15] - Dlatego ja wrzucam na laptop.
[02:20:18] - Dlatego do mnie dotarło, że nie bez powodu moja dusza obrała taką taktykę, że robi zdjęcia, bo kiedyś nie miałam takiej możliwości. Kiedyś ciężko mi było coś udowodnić, więc dlatego teraz zbieram zdjęcia.
[02:20:32] - Ale komu pani chce udowadniać i po co?
[02:20:39] - Po to, żeby ludzi uświadomić, dać jakieś świadectwo, że istnieje coś pięknego, coś dobrego, żeby spróbowali też innej drogi i kierowali się w życiu przede wszystkim dobrem. Dla mnie to jest najsłuszniejsza droga.
[02:20:55] - Ja powiem tak: ponieważ podobnymi rzeczami się zajmujemy, jak widzę, przekonywanie innych to jest wkraczanie troszeczkę w ich przestrzeń.
[02:21:15] - Nie do końca przekonywanie. Wskazywanie innej drogi. Pokazanie innej drogi to nie jest przekonywanie.
[02:21:23] - Wskazywanie innej drogi.
[02:21:27] - Na swoim przykładzie. To nie jest mówienie: „Idź tą drogą”, tylko pokazać na swoim przykładzie, jak ja idę, w jakim kierunku. I ktoś dostrzeże, że ta droga może być właśnie lepsza.
[02:21:38] - Okej. Tu intencję rozumiem. Natomiast ten wątek taki, że zdjęcia, że ma pani dowody, że teraz może pani udowodnić, że kiedyś nie mogła i tak dalej. Więc ja się pytam, komu pani chce coś udowadniać i po co?
[02:21:57] - Gdyby ktoś nie mógł uwierzyć.
[02:22:00] - To tak mniej więcej działa, wie pani, że jak ktoś nie wierzy, to i tak nie uwierzy. A jak ktoś wierzy, to najczęściej nie potrzebuje za mocnych dowodów. Wie pani, ja miałem w zeszłym roku sytuację z takim dość nietypowym dzieckiem, które robiło różne dziwne rzeczy. I faktycznie, jeżeli patrzeć na to w kategoriach przypadku, to był to w moim życiu pierwszy udokumentowany przypadek telepatii dziecka. Jest ten filmik gdzieś z pewnością dostępny. Natomiast sedno tego było takie, że tych filmików było kilka nagranych z tym chłopcem, jak on na przykład z zasłoniętymi oczami układał klocki w kolorach. Były cztery kolory i on z zasłoniętymi oczami układał te klocki. Tam tych filmików było kilka. I jak ten mechanizm mniej więcej wygląda? Ci, którzy wierzą w dzieci indygo, w dzieci kryształowe, w jakieś umiejętności, w to, że dzieci do któregoś roku życia mają zupełnie inne umiejętności, które później są wypierane.
Dla nich to było oczywiste. I fajnie, że ktoś nagrał własne dziecko i ten film udostępnił. Natomiast ci, którzy negowali to, zawsze znajdowali jakiś pretekst, że to jest niemożliwe. Więc bardziej w kategoriach takiego uprzedzenia pani, że ci, którzy poszukują odpowiedzi, to jeżeli dostaną jedno zdanie, na przykład, że ma pani bliźniaczego płomienia wokół siebie i już, to im wystarczy. Ci, którzy nie wierzą w bliźniacze płomienie, to i tak nie uwierzą.
[02:24:03] - Ja w sumie nigdy nie byłam tego świadoma. Nigdy nie miałam żadnej teorii o duszy, o aurach. W sumie nadal nie do końca mam i jak mówię, dopiero tego doświadczam. Na moim pierwszym spotkaniu właśnie z moim bliźniaczym płomieniem, w pewnym momencie, jak się znaleźliśmy w jednym miejscu, które jest dla nas bardzo sentymentalne, bo spędziliśmy tam cały wieczór praktycznie pod wierzbą płaczącą. Ale w pewnym momencie, jak tam wchodziliśmy, to nagle poczułam takie ciary na czubku głowy. On mi wtedy powiedział, że to jest czakra, a ja nie wiedziałam, o jaką czakrę chodzi. W ogóle tak naprawdę, tak jak wspomniałam, że ja dopiero poprzez swoje życie, poprzez swoje doświadczenia odkrywam teorię. Idę odwrotną drogą i ostatnio też coś odkryłam nowego, ale do końca nie jestem świadoma, bo jeszcze nie przeczytałam tej teorii, o co chodzi. Ale w moim życiu ostatnio bardzo często zaczęłam zauważać kolor fioletowy i wczoraj było tak mnóstwo tego fioletu. Ciężko sobie nawet to wyobrazić.
Nawet takim uwieńczeniem tego wszystkiego była wczorajsza burza. Czekaliśmy na nią cały rok. Nieraz mówiliśmy: „Oboje kochamy burze”. Nieraz zastanawialiśmy się, kiedy ta burza przyjdzie. Wczoraj się pojawiło na koniec tego dnia takie uwieńczenie. To była właśnie taka energia z natury. Na pierwszym spotkaniu była taka energia ludzka w postaci światła, w postaci lamp. I dokończę tylko ten sen o przejściu, bo był taki moment właśnie podczas wczorajszego dnia. Pojawiła się dwójka dzieci, dwie dziewczynki. One sobie przechodziły przez takie lustrzane żebra, jakby to można powiedzieć.
Nie będę opisywać dokładnie, ale jest taki posąg, który ma takie lustrzane żebra i jest tam taka szpara. I one sobie przechodziły. W pewnym momencie mój bliźniak próbował przejść. Nie dał rady. Zaczęłam ja próbować. Też nie dałam rady. W pewnym momencie zaklinowałam. Znaczy nie zaklinowałam się, ale nie mogłam przejść dalej i pomyślałam, że spróbuję-I te dzieci tak przechodziły sobie i one mówiły, że dadzą radę. Mówiłam, jakie szczęście mają dzieci, że potrafią przejść na drugą stronę. W pewnym momencie poszłam w inną drogę i udało mi się przejść na drugą stronę.
Właśnie nie było to łatwe. I w wielkim szoku byłam, że też mojemu bliźniakowi się udało, ale też przeszedł z bólem, bo jakby aż klatkę piersiową czuł. Przeszedł na drugą stronę i nagle do mnie dotarło, że mój sen się spełnił i ten cały dzień był tak magiczny. Kiedyś go może opowiem, jak przyjdzie na to czas. Pojawiła się wtedy muzyka, słowa, bo wtedy leciała muzyka jazz. W tym miejscu, gdzie byliśmy, były trzy różne muzyki: był jazz, było techno, było disco polo w jednym miejscu. Przeszłam na drugą stronę i zaczęłam rozmawiać z tymi dwoma dziewczynkami. Jedna miała na szyi fioletowe korale i powiedziałam, że bardzo ładne ma te korale. Ona powiedziała, że to jest od mamy i zaczęła mówić, że one są jakieś pobrudzone, że coś jej się wysmarowało, że lodem je wysmarowała. A stała druga dziewczynka obok i miała wisiorek właśnie z białymi koralami.
Jak zaczęłam rozmawiać z tą, co miała fioletowe, to ona powiedziała: „A ja?” I zobaczyłam, że ma biały wisiorek. Białe korale, jakieś kamyczki. Nie korale, tylko kamyczki. I ja tej pierwszej powiedziałam, że ma ładne szmaragdy, a ona mi powiedziała: „To nie są szmaragdy”. I potem sprawdziłam w internecie, szmaragdy są przecież zielone. Nawet takie dziecko mi powiedziało, że to nie są szmaragdy, a ja nie mam wiedzy na temat kamieni. Mam wiedzę na temat jednego kamienia, który mój bliźniak dał mi na pierwszym spotkaniu: tygrysie oko. A ja na pierwszym spotkaniu dałam mu piórko. Najpiękniejsze piórko, jakie znam. Lazurowe piórko.
Nikt o nim nie wie, bo nie ma w teorii nawet go. Ale zawsze chciałam mieć to piórko. To jest piórko sójki. Ptaka, który potrafi naśladować różne głosy innych ptaków, alarmów, kota. I podarowałam mu to piórko na pierwszym spotkaniu. Dlatego mówię, że nasze spotkanie od samego początku było czymś niezwykłym, ale kiedyś może po prostu opowiem więcej, jeżeli przyjdzie taki czas. Na razie wiem, że to jeszcze nie jest ten czas.
[02:28:46] - Ja bym, pani Moniko, z pewnością chciał usłyszeć tą historię kompletną.
[02:28:56] - Dokładnie. Na razie to tak tylko pobieżnie, że coś takiego jest.
[02:29:00] - Bo ja nie wiem, w którym momencie kończy się sen, w którym momencie zaczyna się rzeczywistość, w którym momencie coś się wydarzyło wczoraj, a w którym momencie coś się wydarzyło wcześniej. Więc ja w ogóle się nie odniosę do tego, bo tu jest trochę... Ja nie do końca tę historię rozumiem. Powiem tak uczciwie.
[02:29:24] - Rozumiem. Szłam po tych dłoniach białych, a wczoraj był moment, gdy przeszliśmy przez te lustrzane żebra. To było w rzeczywistości.
[02:29:35] - I te dzieci też były w rzeczywistości?
[02:29:37] - Tak, były w rzeczywistości.
[02:29:39] - Okej.
[02:29:42] - Jak mówię, wczoraj było dużo koloru fioletowego i te dzieci były w rzeczywistości. Dlatego porównałam to do swojego snu. I dlatego mówię, że nasz wczorajszy dzień to była taka świadomość wszystkiego, co się dzieje dookoła, że to było jak coś rzeczywistego. Dlatego powiedziałam, że niektórym osobom ciężko będzie w to uwierzyć. I po to powiedziałam, że mimo wszystko mam te zdjęcia. Też pojawił się piękny wierszyk. Pojawił się tylko autor i tytuł tego wiersza i mnie zastanowiło, dlaczego się pojawił. To już było później. Jak otworzyłam, zaczęłam czytać ten wiersz, aż mi się głos łamał. To była taka kwintesencja też nas.
Mojemu bliźniakowi też się aż zaczął łamać głos, bo wtedy było mnóstwo zdjęć, mnóstwo znaków na murach. I tak jak mówię, mam zdjęcia też po to, żeby właśnie pokazać, że to, co było niezwykłe, wydarzyło się w rzeczywistości. Nawet samochód zaparkował naprzeciwko fioletowego samochodu, ale to później dostrzegliśmy pod wierzbą płaczącą. Tam był pod wierzbą płaczącą fioletowy samochód i on zaparkował naprzeciwko tego samochodu.
[02:30:59] - A co dla pani znaczy ten fioletowy kolor?
[02:31:01] - Właśnie zaczęłam się zastanawiać, co on znaczy, bo gdy zadzwoniłam tydzień temu, wspominałam, że chodzę na tą psychoterapię. 10 spotkań. Ona bardzo już potrafiła otworzyć mnie na samą siebie. I wtedy zauważyłam, że na tym moim dziesiątym spotkaniu pojawił się kolor fioletowy. Po pierwszym spotkaniu napisałam sobie cele terapeutyczne. Napisałam tam trzy cele w domu. Napisałam je ołówkiem, bo nie byłam ich pewna. Nie wiedziałam, czy to mają być w tym miejscu te trzy cele. Dwa, przepraszam, dwa cele napisałam wtedy. I na tym dziesiątym spotkaniu mój psychoterapeuta skserował mój kwestionariusz i na dziesiątym spotkaniu zapytał mnie, czy mogłabym napisać wyraźniej te cele, bo napisałam je ołówkiem.
On skserował to i tam nic nie było widoczne. I dał mi cały zestaw flamastrów w różnych kolorach i wybrałam kolor fioletowy, nie wiedząc czemu, nie zastanawiając się.Dopiero później, gdy w pracy też dominował kolor fioletowy, tak się zastanawiałam, dlaczego w ogóle na tej terapii wyjęłam ten kolor fioletowy i wpisałam sobie w internecie: „kolor fioletowy, dusza” — czy tam aura i wyskoczyła mi ciekawa informacja, o której pan na pewno wie, a ja tego nie wiedziałam. Nigdy nie lubiłam koloru fioletowego, jakoś był dla mnie zwykłym kolorem. Zielony, zawsze zielony lubiłam, ale nie kolor fioletowy.
[02:32:31] - Kolor fioletowy jest symbolem czakry korony.
[02:32:37] - Aha. Na tym spotkaniu też miałam ciary na czubku głowy w momencie, gdy przeszliśmy przez te lustrzane żebra. Ale żeby było wiadomo, o co chodzi, to we Wrocławiu jest takie miejsce właśnie z tymi srebrnymi, lustrzanymi żebrami na Wyspie Słodowej. Już powiem.
[02:33:00] - Okej. Byłem we Wrocławiu, ale w tamto miejsce mnie nie zegnało. Dobrze, pani Moniko. Ja mam całe mnóstwo różnych emocji związanych z tą rozmową, natomiast najbardziej mnie interesuje tak naprawdę to, co dalej.
[02:33:24] - Co dalej?
[02:33:25] - Tak. Powiem tak: tutaj jest taka symbolika wielkiego otwarcia pani.
[02:33:33] - Tak.
[02:33:36] - Podwiana bardzo mocno, że tak powiem, niepewnością i brakiem wiary w to, takim niedowierzaniem. Pani ma ile lat? Trzydzieści trzy, tak?
[02:33:51] - Trzydzieści trzy.
[02:33:52] - Tak.
[02:33:52] - Właśnie dzisiaj też mnie prześladowały liczby trzydzieści trzy. Na przykład jak wchodzę do klatki, to pierwsze drzwi, jakie są, to jest trzydzieści trzy, a obok jest jedynka.
[02:34:06] - Bardzo fajny moment na to, żeby obudzić w sobie wszystko to, co przez tyle lat drzemało. Podpowiem tylko, że bardzo często trudne sytuacje życiowe, brak znalezienia odpowiedzi w świecie rzeczywistym, w świecie fizycznym na to, co się dzieje z naszym życiem motywuje nas do tego, żeby sięgnąć w inne płaszczyzny i tam szukać odpowiedzi. I dlatego ludzie często zwracają się do świata duchowego, żeby znaleźć odpowiedzi na to, co się dzieje w ich życiu. Dla mnie to jest bardzo fajny moment na otwarcie.
[02:34:59] - Zauważam. Na przykład liczby trzydzieści trzy — miałam takie etapy w życiu, że nie lubiłam. Właśnie to była jedyna liczba, której nie lubiłam przez większy czas w swoim życiu. A w pewnym momencie zaczęło do mnie docierać, że właśnie tę liczbę czuję tak, jakby miała w sobie jakąś moc. To było w wieku dwudziestu kilku lat. Nie wiedziałam dlaczego, ale po prostu czułam, że ona jest jakaś niezwykła. I dlatego mówiłam, że miałam takie przeczucie, że jak będę miała te trzydzieści trzy lata, to nastąpi w moim życiu jakiś przełom. I przełomem na pewno było to, że wybrałam się do psychologa, bo on mi pomaga w odkryciu tego, dlaczego nie mogę do końca zaakceptować siebie, polubić i on jest takim kluczem. Ja już po pierwszych dwóch wizytach zmieniłam się tak, że mój bliźniak powiedział, że już widzi we mnie dużą zmianę. W sumie też ciekawa historia, bo jak jedna jest w terapii, to było dwie, trzy wizyty wcześniej jeszcze.
Pojawiła się też dwójka dzieci, chłopczyk i dziewczynka. Przed moją wizytą podeszli do mojego psychoterapeuty i zapytali, czy mógłby im dać piłkę, bo im wpadła na jego taras i przyniósł im tą piłkę i zapytał się, kto wygrywa. A oni powiedzieli, że nie grają na punkty. Co było dziwne, że ten chłopczyk nie miał butów, był w samych skarpetkach. Nie wiem, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie ma butów. Możliwe, że oni mieszkali gdzieś obok. A na przykład na wczorajszym spotkaniu widzieliśmy dwie osoby bez butów. Jedna osoba, dziewczyna, jechała na rowerze bez butów i też jedna dziewczyna nie miała butów, jak byliśmy w pewnej restauracji. I w ogóle ludzie, każdy przechodzień. Ale powiem o tym w wierszu, bo to też jest uzupełnieniem tego wszystkiego, ale to kiedyś.
[02:36:57] - Dobrze, pani Moniko.
[02:36:59] - Na razie to takie chaotyczne.
[02:37:00] - Tak. Tu się też z panią całkowicie zgadzam. Natomiast jest to w jakiejś tam części chaotyczne. Myślę, że to też wynika z pani emocji.
[02:37:10] - Że nie do końca wszystko mówię.
[02:37:15] - Związanych. Więc ja bym miał taką propozycję dla pani, ponieważ fajnie, ja lubię słuchać opowieści, historii ludzi, natomiast też lubię wyciągnąć z tego jakiś wniosek. Ja bym chciał, żebyśmy teraz spróbowali z tej historii, którą pani nam tutaj opowiedziała, wyciągnąć jakiś wniosek. Wniosek dla innych, wniosek dla pani. Wniosek, który nie zamknie tej historii, tego telefonu pani dzisiaj do nas jako opowieści na zasadzie: „wydarzyło mi się to, przydarzyło mi się tamto”. Chciałbym, żebyśmy dzisiejszą rozmowę, bo nie ukrywam, że proponuję, żeby ją na dzisiaj powolutku kończyć, bo znowu mamy wpół do dwunastej.
[02:38:13] - Okej.
[02:38:14] - Zakończyć jakimś wnioskiem. Chciałbym, żeby pani spróbowała całą swoją dzisiejszą historię, którą pani nam opowiedziała, zakończyć wnioskiem.
[02:38:24] - Dobrze. Mogę powiedzieć piosenkę na sam koniec?
[02:38:29] - Jeżeli będzie wnioskiem, to tak. Natomiast jeżeli będzie następną historią, to nie chciałbym zmieniać tematu.
[02:38:35] - Nie, będzie wnioskiem. Podsumowanie dzisiejszej audycji.
[02:38:39] - Dobra.
[02:38:40] - Ale o wierszu też kiedyś powiem, który się wczoraj pojawił, ale też nie dzisiaj. Jak przyjdzie na to czas.
[02:38:45] - Dobrze.
[02:38:46] - A teraz piosenka. Nie określaj, nie oceniaj siebie, ani świata, ani sobie bliskich. Uwolnij swoje myśli tak, by dały ci przestrzeń, by istnieć. Najzwyklej bądź, by niezwykle żyć. Przywitaj dzień, jakby ostatnim był. Uściśnij dłoń każdego, kto minie cię w samotności swej. Przypomnij sobie, kim byłeś, zanim wszystko zdarzyło się. Przywróć te wszystkie chwile, które wypełniały cię. Nie potrzeba imion, nie potrzeba nazw. Przynależności, która dzieli nas.
Nie potrzeba barier nienawiści w nas. Żadnej filozofii, która budzi strach. Nie potrzeba wojen, nie potrzeba ran, nie potrzeba biedy, nie potrzeba kar. Nie potrzeba bólu, śmierci, uczuć w nas. Nie potrzeba żalu, nie potrzeba kłamstwa. Trzymam świat na dłoni. Człowiek taki wielki, a zamknięty w niewoli. Spójrz na rzeczywistość taką, jaka prawdziwa jest. Spójrz na naszą bliskość, jak wzajemnie wypełniamy się. Jeśli pozwolisz życiu istnieć, zamiast zabijać każdy dzień.
Jeśli zabronisz swoim myślom w niewoli trzymać cię, otworzysz przestrzeń, jakiej nie widziałeś. Poczujesz ulgę, jakiej nie doznałeś. Dokonasz rzeczy, których nie umiałeś. W człowieku skarbnica jest. Mamy więcej niż potrzebujemy. Mamy więcej niż zasługujemy. Bierzemy więcej niż dajemy. Bo człowiek zapomniał, kim jest. Przyszedł czas na wiedzę, przypomnienie prawd. Przywrócenie człowieczeństwa w nas, ujarzmienie ego, by zaistniało ja.
Przywołanie pierwotnego obrazu w nas, przywrócenie światła, przywrócenie barw. Przywrócenie darów od początków danych nam. Przywrócenie słowa, odwrócenie kart. Przywrócenie świadomości, kim jest każdy z nas. Przyszedł czas na wiedzę, przypomnienie prawd. Przywrócenie człowieczeństwa w nas, ujarzmienie ego, by zaistniało ja. Przywołanie pierwotnego obrazu w nas. Przywrócenie światła, przywrócenie barw. Przywrócenie darów od początków danych nam. Przywrócenie słowa, odwrócenie kart.
Przywrócenie świadomości, kim jest każdy z nas.
[02:40:51] - Wow.
[02:40:52] - To jest moje zakończenie.
[02:40:54] - Świetne, naprawdę świetne.
[02:40:57] - Może tylko powiem jeszcze, co się w tym tygodniu działo. To znaczy powiem słowa, które wpłynęły z zewnątrz, ze świata i przytoczę kilka zdań, które były w tymbarkach. W pierwszy dzień, wtedy, jak była ta audycja, miałam tymbarka „Razem podbijemy świat”. W któryś kolejny dzień miałam „Trzymaj się”. Tego dnia była burza, potrzebowałam snu, bo już od dwóch, trzech tygodni sypiam po cztery, pięć godzin. Przez to właśnie się zaczęłam budzić i potrzebowałam snu. I w burzy zasnęłam jak dziecko. Jednego dnia miałam „Coś dla ochłody”, a wtedy wyszłam i myślałam, że kurde, takie gorąco i chciałoby się czegoś napić. A jeszcze był ciekawy tymbark z dzisiaj. Zaraz powiem.
A, w piątek miałam „Raz się żyje” i wtedy pomyślałam, że zadzwonię drugi raz do państwa. Że nie bez powodu mój pierwszy był telefon i teraz drugi, że raz się żyje. A z dzisiaj miałam tymbarka, zaraz zobaczę. „To jeszcze nie koniec”. Jak mi ktoś nie wierzy, to ja mówię: mam zakrętki, mam zdjęcia. Bo naprawdę w niektóre rzeczy ciężko jest uwierzyć. Dlatego moja dusza nie bez powodu robi tyle zdjęć. A jak pan powiedział, że się gubi w jawie i rzeczywistości, to jest pewna książka „Serco kraju”. Ktoś mi ją kiedyś polecił. Tam była Magda.
Może nie bez powodu też pan Kazimierz nazwał mnie Magdą, bo bardzo czułam tą książkę, jak ją czytałam i pomyślałam sobie, że nie będę tą Magdą, która jest w tej książce, tylko napiszę dalszą część tej książki. I zaczęłam ją pisać. W Koec'a ją napisałam. Mieszkam w Australii.
[02:42:48] - I dlatego ten kapsel, że to jeszcze nie koniec z pewnością mówi prawdę.
[02:42:57] - Tak. Więc dlatego na koniec przytoczyłam te słowa piosenki i te kapsle. To jeszcze nie koniec.
[02:43:04] - Super. I tej wersji się, pani Moniko, trzymajmy.
[02:43:08] - Dobrze.
[02:43:08] - Tej wersji się trzymajmy. Bardzo dziękuję.
[02:43:11] - Ja również dziękuję.
[02:43:11] - Szukam tego utworu. To chyba, jeżeli dobrze znalazłem, to jest Szata Quies, utwór zatytułowany „Przywrócenie”, tak?
[02:43:20] - Tak. A jeszcze piękniejsze jest „Światło”. To był pierwszy taki utwór, który poznałam właśnie tego zespołu. „Światło”. I jak usłyszałam ten utwór, to aż oczy mi nabrały takiego blasku i wiedziałam, że też ma taką w sobie moc, bo to był moment, gdy próbowałam właśnie się uświadamiać. Próbowałam odnaleźć, zadać sobie pytanie, gdzie jest moje wewnętrzne ja. I zaczęłam wtedy ze sobą rozmawiać. Więc to też jest pierwszy utwór, „Światło”, który poznałam. A właśnie ostatnio pomyślałam, że ten utwór, który teraz przeczytałam, jest takim fajnym uzupełnieniem tego.
[02:43:58] - No i super. Pan Marek zrobił tutaj kawał roboty. Może ten utwór się pojawi w jakiejś tam kolejnej audycji jako przerywnik, bo ja też bym go może wysłuchał w wersji oryginalnej. I też z podkładem dźwiękowym.
[02:44:12] - Z przerywnika to musiałbym go wycinać, bo tutaj niestety YouTube się będzie czepiał, bo to jest utwór chroniony przez ZAiKS. Ale myślę, że nikt nie będzie miał nic przeciwko, jeżeli wrzucę ten link do tego utworu gdzieś na czata na przykład. Tutaj już podałem zresztą tytuł słuchaczom.
[02:44:33] - Super, to może ja też go sobie odsłucham, bo parę przyjmujących i ciekawych sformułowań tam dla siebie również wyłapałem. Dobrze, pani Moniko, bardzo dziękuję za dzisiaj.
[02:44:48] - Również dziękuję.
[02:44:49] - Myślę, że to faktycznie nie jest nasza ostatnia rozmowa. Oczywiście wszystkiego dobrego życzę. Bardzo dziękuję za to, że chciała pani do nas zadzwonić i się podzielić. Też bym poprosił, jakby pani mnie gdzieś złapała prywatnie, bo być może poza anteną moglibyśmy bardziej otwarcie o pewnych rzeczach porozmawiać.
[02:45:19] - Ciężko jest przekazać informację, mając świadomość, że to jednak będzie zapisane, to będzie historia, więc nie sposób do końca przekazać wszystkich swoich myśli.
[02:45:30] - Także jakby co, to by mnie pani tam gdzieś odnalazła, to może byśmy znaleźli też czas na pozaantenową rozmowę. Kochani, mam nadzieję, że telefon pani Moniki i to, co dzisiaj się w audycji pojawiło, było dla was interesujące i z pewnością mam nadzieję, że każdy coś tam dla siebie wyciągnie. Będziemy kończyli na dzisiaj, bo znowu się zrobiła prawie godzina 12, więc myślę, że trzeba dać ludziom spać. Jeszcze raz, pani Moniko, dziękuję. Dziękuję wam kochani za udział, za cierpliwość, bo widzę, że też jeszcze się pojawiły komentarze, więc z chęcią do tych komentarzy wrócę w następnej audycji, żeby już dzisiaj nie przedłużać.
[02:46:22] - Ja również dziękuję i tak jak mówiłam, zakończyłam w taki sposób i chciałam powiedzieć dobranoc. Dobrej nocy życzyć wszystkim.
[02:46:33] - Wzajemnie, pani Moniko, dobrej nocy. Dobrej nocy. Dobrej nocy, kochani, też i dla was. Trzymajcie się cieplutko, tak jak mówiłem ostatnio. Piszcie, co sądzicie, jakie macie odczucia po dzisiejszej audycji i słyszymy się za tydzień. Mam nadzieję, że w komplecie i w dobrych nastrojach, czego sobie i wam kochani na najbliższy tydzień z całego serca życzę, dziękując za dzisiaj i jeszcze raz życząc dobrej nocy.
[02:47:09] - To mówił przed chwilą do państwa gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tu widzę, bo kupiłem przed chwilą cały album tego Szataques z ciekawości. Będę słuchał w wolnej chwili. Przyszło powiadomienie o transakcji. To, co przed chwilą państwo słyszeliście, to jest dowód na to, że muzykę tam, gdzie jest możliwe, ściągam z legalnych źródeł i do tego również państwa zachęcam. Przed chwilą mówił do państwa Sławomir Bączkowski, gospodarz audycji „Świat oczami duszy”. Powtórzę, że cały czas oczywiście zachęcamy gorąco do sięgnięcia po książkę pana Sławka, która jest dostępna w wersjach drukowanej, elektronicznej oraz od niedawna jako audiobook. Książka zatytułowana „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”, do której to zresztą książki link wrzucam od niedawna w opisie pod zapisem audycji. Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. Do polajkowania i śledzenia profilu pana Sławka na Facebooku.
Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień o 20:00 na żywo na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl