Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Kończy się powolutku ten dzień, poniedziałek. Dzień, który kiedyś nazywałem najpiękniejszym dniem tygodnia i chyba w dalszym ciągu taki najpiękniejszy jest. Szczególnie, że pogoda dzisiaj była naprawdę bardzo taka rowerowo godna, z czego skorzystałem i się wykończyłem na jednośladzie. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Zaczynamy audycję Świat oczami duszy, audycję o świadomości. Słychać, że dzisiaj ostro pedałowałem, ale mam nadzieję, że nie padnę w trakcie audycji ze zmęczenia, chociaż jestem fizycznie wykończony. Po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji Świat oczami duszy pan Sławek Bączkowski.
Dobry wieczór panie Sławku.
[01:00] - Dobry wieczór panie Marku. Kochani, witam was bardzo serdecznie i proszę o trzymanie kciuków za pana Marka, żeby nam nie padł, bo będziemy musieli przerwać audycję.
[01:09] - Jak padnę, to audycja będzie się ciągnęła, dopóki pan i słuchacze jej nie zakończycie. Tylko nie wiem, jak to będzie z obsługą potem, z obróbką tego nagrania.
[01:25] - Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie.
[01:30] - Audycja będzie trwała do rana, aż się w Ockle ją wyłączy. Ale wracając do audycji, zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Mam nadzieję, że dzisiaj ktoś zadzwoni, bo troszkę tutaj pozmieniałem w tym moim ustawieniu, w podłączeniu smartfona radiowego z komputerem. Coś tam pogrzebałem, żeby nie było powodów do narzekania, że kogoś słabo słychać, żeby wszystkich było dobrze słychać. Troszkę tutaj poprzełączałem, pobawiłem się ostatnio tą elektroniką i mam nadzieję, że dzisiaj ktoś zadzwoni i to nowe moje ustawienie przetestuje. A nasze numery telefonów tak jak zawsze: stacjonarny 32 746 0008, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Można także nas spotkać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także nas zalajkować na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego. Jesteśmy też na grupie Radia Paranormalium.
No i jeżeli ktoś woli, to można także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc teraz panie Sławku, jeszcze nie padłem, więc oddaję panu głos.
[03:18] - Dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz witajcie bardzo serdecznie i bardzo gorąco. Miało być dzisiaj o bliźniaczych płomieniach i mam nadzieję, że dzisiaj się uda na ten temat porozmawiać. Taki przynajmniej mam plan. Natomiast jak zwykle garść moich przemyśleń z ostatniego tygodnia. Tak na dobrą sprawę to z ostatnich dwóch dni mi się troszeczkę uzbierało różnych rzeczy, którymi chciałem się z wami podzielić. Mam tylko takie niejasne obawy, że może zaboleć przynajmniej niektórych, ale też nikt nie powiedział, że rozwój duchowy musi się odbywać bezboleśnie. Nie będę się odwoływał dzisiaj do komentarzy pod ostatnią audycją, bo w zasadzie oprócz takiego jednego, który był w temacie audycji, nic tam istotnego się tym razem nie wydarzyło. Mam nadzieję, że to jest tylko kwestia wakacji i tego, że spędzacie czas w dużo lepszych warunkach i okolicznościach niż przed laptopem czy przed smartfonem, patrząc, co tam w internecie nowego się wydarzyło. I w zasadzie od tegoż internetu chyba zacznę.
Albo nie. Albo nie zacznę od internetu. Wszystko oczywiście to, o czym będę teraz mówił, będzie też ważne w kontekście bliźniaczych płomieni oraz związków. Dlatego nie oddzielajcie tych tematów, które dzisiaj będę poruszał. Choć z pozoru mogą się wydawać odrębne, to jednak mimo tej pozornej odrębności będą się łączyły w ostatniej części audycji, czyli w tym, co mam wam do powiedzenia na temat bliźniaczych płomieni. Pod ostatnią audycją komentarzy było niedużo. Na czacie pod ostatnią audycją komentarzy było też tak stosunkowo niedużo i obawiam się, że po tym, co powiem za chwilę, tych komentarzy może być jeszcze mniej. Natomiast zupełnie nie o to mi chodzi, kochani, żeby komentarzy było mniej bądź żebyście nie myśleli, że chcę was wystraszyć albo odciągnąć od komentowania, od mówienia, bo zupełnie nie to mam na myśli.Chodzi mi przede wszystkim o to, aby to, co z was płynie, płynęło właśnie dokładnie z was, żeby było wasze. Nie żeby było cudze, tylko żeby było wasze. Żeby było wasze i żeby było przemyślane.
Ponieważ audycja jest o świadomości, ja o tej świadomości staram się jak najwięcej mówić, pokazywać różnice pomiędzy życiem świadomym a życiem podświadomym. Dlatego też bardzo mi zależy na tym, aby to, co mówicie, było bardzo świadome. To jest dla mnie jako prowadzącego, autora, pomysłodawcy tej audycji bardzo istotne. Bo to świadczy o tym, że moje gadanie ma jakiś sens, że nie jest tylko gadaniem i sprowadza się, że wy wysłuchacie, przemyślicie i na tym nasza wspólna relacja się zakończy. Wielokroć mówiłem o tym, że mi nie chodzi o to, żebyście mnie słuchali. Rozwój, świadomy rozwój świadomości to jest dokonywanie zmian w życiu. Tutaj może zacznę trochę nietypowo i być może parę osób się wystraszy. Byłem wczoraj w kościele. W tym katolickim kościele, tym znienawidzonym przez wielu oświeconych, rozbudzonych i uduchowionych ludzi, tym, na którym bardzo często ludzie wieszają tak zwane psy. I cóż usłyszałem od nawet nie młodego księdza, tylko już takiego w sile wieku, może nie starego, ale bardzo dojrzałego księdza podczas kazania?
Oczywiście nie będę wam przytaczał całego kazania, bo jeżeli macie ochotę, to przecież każdy jakiś kościół gdzieś obok siebie z pewnością ma. Natomiast mi osobiście bardzo spodobały się słowa, które powiedział ksiądz do dość dużej rzeszy ludzi zgromadzonych w kościele. Zadał takie pytanie: jakie emocje wzbudzają w was słowa pochodzące od Boga? Co czujecie? Czy zastanawialiście się kiedyś, co czujecie w momencie, kiedy słyszycie słowa miłości i słowa prawdy? I czy tylko je słyszycie? Czy one dokonują, czy pozwalają wam dokonywać zmian w waszym życiu? I tak sobie pomyślałem: lubię kolesia. Mówię, może bym go nawet zaprosił do audycji, ponieważ poczułem z nim taką bliskość. Bliskość w sensie takim, że właśnie w dwóch czy w trzech zdaniach zadał jedno z ważniejszych duchowych pytań: co słowa, które czytacie, słyszycie podczas zdobywania tej tak zwanej wiedzy duchowej, teoretycznej wiedzy duchowej, jakie budzą w was emocje i na ile zmieniają te słowa wasze życie?
Pozwalają wam dokonywać zmian najpierw was samych. Właśnie, bo to było kluczowe, że padło to pytanie. Nie w waszym życiu, tylko w was samych. Słowa pochodzące od Boga. Bo taka jest nomenklatura, że tak powiem, księży i Kościoła, że oni wypowiadają słowa pochodzące bezpośrednio od Boga, że mają do tego prawo. Co te słowa pochodzące bezpośrednio od Boga zmieniają w was? I ja też mam takie pytanie: co słowa, które słyszycie od osób w waszym założeniu najprawdopodobniej mądrzejszych, bardziej doświadczonych, bardziej oświeconych, więcej wiedzących, co te słowa zmieniają w was? Bo to jest wykładnia rozwoju duchowego. To jest cel i sens rozwoju duchowego, rozwoju świadomości. Co te słowa zmieniają w nas?
Słowa, które słyszymy, z którymi bardzo często się utożsamiamy. Słowa, które tak fajnie brzmią. Zdania, posty, które tak pięknie wyczytujemy na tablicach różnych naszych znajomych, w różnych grupach na YouTubie. Co one zmieniają w nas? Są fajne. „O Jezu, jakie mądre. O, to prawda”. 7000 lajków, 3000 serduszek, 500 udostępnień. I gdyby te słowa, które ludzie czytają, te mądre zdania zmieniały coś w życiu, ja nie miałbym co robić. Gdyby zmieniały ludzi tak bardzo, jak są miłe, jak są przyjemne i radosne dla naszego ucha i oka, jak miałyby taką skuteczność zmieniania ludzi, że przeczytałem, zgadzam się i już taki jestem, to ja nie miałbym co robić, a Ziemia i ludzkość byłyby już w zupełnie innym miejscu swojego rozwoju, swojej ewolucji.
Owszem, jest taka teoria, że każde nawet kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą. I z pewnością lepiej, że w ogóle ludzie czytają takie słowa, takie zdania i słuchają takich fajnych rzeczy, bo może za którymś razem w końcu coś zmienią w nich. Może tak będzie. Trzymam się tej nadziei, natomiast jestem człowiekiem dość takim może nie to, że niecierpliwym, ale takim pragnącym.Szybkich informacji zwrotnych. Chciałbym też dużo szybciej, aby te efekty przychodziły. Natomiast zastanówcie się kochani, co te piękne wszystkie słowa i te usłyszane ode mnie i te usłyszane czy wyczytane od innych, co zmieniły w was? Ogólnie rzecz biorąc, po raz kolejny twierdzę, że nie powinienem chodzić po różnego rodzaju stronach, grupach, czytać tych informacji, które mi przysyłacie bądź tego, co mi gdzieś wpadnie na YouTubie, bo najczęściej wywołuje to we mnie więcej niechęci i irytacji niż radości. Wczoraj był taki dzień w tematyce, która jest bardzo bliska mojemu sercu, kiedy zobaczyłem post. Tu już powiem nazwę grupy, ponieważ być może będziecie chcieli sprawdzić, czy mówię prawdę o tym, co tam napisałem. Pojawił się w grupie Świadoma kreacja rzeczywistości, bodajże tak nazywa się ta grupa, jak nie pokręciłem.
Jest dużą grupą, bo ma ponad 70 000 członków, więc naprawdę spory zasięg. Pojawił się wpis pani, przynajmniej jako pani się przedstawiła, mniej więcej o takiej treści: „Co poradzie dla 16-latki, która ma myśli samobójcze?” Jak przeczytałem to, natychmiast mnie to pchnęło, bo raczej nie przechodzę obojętnie obok takich, dla mnie z mojego punktu widzenia, dramatycznych sytuacji. Zakładam, że jeżeli ktoś pisze coś takiego, to faktycznie ma jakąś historię w swoim życiu na ten temat. Patrzę, było prawie 500 komentarzy, więc mówię: najprawdopodobniej wszystko, co miało zostać powiedziane, już zostało powiedziane. Więc nawet nie miałem ochoty jakoś specjalnie tego komentować, mając nadzieję, że wszyscy, którzy komentowali to przede mną, już powiedzieli w tej kwestii wszystko, co tylko można było. Natomiast, żeby nie ulegać swojej naiwności i optymizmowi, kilka komentarzy tych ostatnich postanowiłem przeczytać. I powiem wam szczerze, cały wczoraj wieczór i dzisiaj od samego rana nie dawało mi to spokoju. Jak jestem człowiekiem bardzo spokojnym, tak budził się we mnie taki wewnętrzny bunt i też w pewnym sensie przerażenie. Jak można? Jak to wszystko, ludzka wrażliwość i nazwę to po imieniu: bezkarność ludzi w pieprzeniu bzdur, jak dalece to wszystko się posunęło.
Ponieważ cały czas staram się wam pokazywać różnicę pomiędzy życiem podświadomym a życiem świadomym, nakreślać te różnice i też w ten sposób zachęcać was do dążenia do jak największej świadomości w swoim życiu, dopuszczenia świadomości do swojego życia. Po przeczytaniu tych komentarzy, przynajmniej części, po prostu ręce mi opadły. W grupie o nazwie Świadoma kreacja rzeczywistości połowę, tak zakładam mniej więcej. Oczywiście nie liczyłem tego, nie sprawdzałem tego na 100%. Natomiast połowę rad, bo to były rady, dotyczyło trzech rzeczy: szpital, terapia, leki. Szpital, terapia, leki. Psychiatra, psycholog, terapia, szpital, psychiatra, leki. Jak zobaczyłem ogrom tego, to złapałem się kochani za głowę. Nie wiem, z czego to wynika. Czy z tego, że internet daje taką możliwość bezkarnego pieprzenia bzdur?
Czy z tego, że nikt tych komentarzy nie czyta i nikt się do nich nie odnosi, a osoby, które to piszą, uważają się za niesamowicie mądrych, ponieważ może dostaną tam jednego czy dwa lajki. Kochani, o co w tym wszystkim chodzi? Czy świadomy człowiek ma prawo wypowiedzieć takie zdanie? Czy człowiek świadomy ma prawo odnieść się do takiej sytuacji? Czy ma moralne prawo odnieść się do takiej sytuacji? Napisałem kilka komentarzy, więc aby wam podpowiedzieć, jakie jest moje zdanie na ten temat, kilka mniej więcej przytoczę. Na jakiej podstawie ktoś twierdzi, że szpital i psychiatra pomoże? Na jakiej podstawie? Co kieruje człowiekiem, żeby wypowiadać, dawać drugiej osobie w trudnej sytuacji życiowej takie rady? Oczywiście przynajmniej podejrzewam, że część z was powie: „No ale przecież to jest jedyne słuszne postępowanie”.
Zadałem takie pytanie podczas tej dyskusji: czy zdajecie sobie sprawę, czy macie świadomość, czego dotyczy to pytanie? Czy macie świadomość tego, o czym w tej chwili rozmawiacie?I w jakiej sferze, w jakim zakresie dajecie rady drugiemu człowiekowi? Czy zdajecie sobie sprawę, macie świadomość tego, że rozmawiacie o czyimś życiu lub śmierci, bądź takim czy innym życiu, bądź śmierci? Wchodzenie w dyskusję na temat człowieka, który ma myśli samobójcze, to jest wzięcie odpowiedzialności za jego życie. Gdzie jest świadomość ludzi, o czym rozmawiają? Gdzie jest odpowiedzialność ludzi za słowa, które wypowiadają? Czy świadomy człowiek tak postępuje? Czy ja wam daję rady, kochani? Nie. Staram się was naprowadzić, wytłumaczyć zasady, mechanizmy i cały czas proszę was, słuchajcie samych siebie.
Zadałem też takie pytanie: czy ktoś z was był w szpitalu psychiatrycznym, gdzie leżą dzieci po próbach samobójczych? Czy ktoś zna przypadek takiego dziecka, takiej rodziny, komu terapia pomogła? Czy ktoś z was zna dziecko po takiej terapii? Ja na wszystkie te trzy pytania, które zadałem, znam odpowiedź, ponieważ ja znam. Nie jestem psychiatrą, że znam tych przypadków setki, dziesiątki, tysiące, ale doświadczyłem tego i doświadczałem tego przez jakiś tam okres czasu. Miałem do czynienia z takim dzieckiem, ze szpitalem psychiatrycznym, z terapią. Widziałem zmiany tego dziecka, widziałem, co się z nim stało. Widziałem też, w jakim kierunku, jak bardzo na margines zostało zepchnięte życie tej dziewczynki. Ponieważ dzieci po szpitalach psychiatrycznych, po psychoterapiach na lekach bardzo często ograniczają swoje znajomości do swoich znajomości szpitalnych, do grup, które przeżyły coś podobnego jak one. Zostają zepchnięte na margines troszeczkę życia i później to życie już przynajmniej u większości z nich nie wygląda tak, jak wyglądało przedtem.
Były też rady od osób uduchowionych pod tytułem: zapraszam na moją terapię, zrobimy odpięcia energetyczne i myśli samobójcze miną. Oraz iluś tam, że tak powiem, osób: zapraszam do mnie na indywidualne terapie. Zapraszam. Ja znam metodę. Ja mam sposób. Bez żadnej wiedzy na temat dziecka, na temat sytuacji i tak dalej. Na szczęście pojawiły się też głosy, które mówiły o miłości, o przytuleniu, o poświęceniu czasu, o poświęceniu uważności, o niekrytykowaniu, o zainteresowaniu się dzieckiem. Olbrzymi kocioł emocji i pół tysiąca doradców, bogów, którzy będą decydować o życiu bądź śmierci człowieka. Ja wiem, że przesadzam. Natomiast na szczęście już mój poziom frustracji się zmniejszył, więc mówię to i tak dużo spokojniej niż to, co czułem w momencie, kiedy pierwszy raz się zetknąłem z tą stroną, z tym postem i z tymi komentarzami.
Kochani, dlaczego o tym mówię? Przede wszystkim dlatego, że chcę mieć do was olbrzymią prośbę. Może też i ja dam radę. Większość rzeczy, które ja do was mówię, wynika z moich doświadczeń. Czyli jeżeli ja mówię o jakiejś metodzie, to mówię o metodzie, którą przetestowałem na sobie i ona przyniosła konkretne, znane mi efekty w moim życiu, w moim postępowaniu. Nie dzielcie się z innymi czymś, co nie wiecie, że działa. Kochani, różnica pomiędzy świadomością a podświadomością jest taka, że osoby podświadome wiedzą. Mało tego, są tego pewne. Mówią o czymś z wielkim przekonaniem i są tego pewne, nieważne, czy mają na ten temat pojęcie, czy nie. W tym przypadku wszystkie 250 komentarzy pod tytułem szpital, terapia, leczenie, psychiatra to było 250 podświadomych osób, które z wielkim przekonaniem mówiły, że tak trzeba.
Ja zadałem takie pytanie: czy jesteś pewien? Zastanów się, czy ty swoje dziecko w takiej sytuacji oddałbyś do szpitala psychiatrycznego. Czy jesteś pewien, że ta metoda działa? Czy masz na to jakieś informacje, jakieś dowody? Czy spotkałeś się z taką sytuacją i wiesz, że komuś ta terapia pomogła? Jeżeli przemyślałeś to sobie i jesteś nadal przekonany, że tak byś zrobił, to okej. Dawaj komuś radę. Natomiast tylko takie podświadome przeklepywanie to jest tylko szerzenie dezinformacji. To jest tylko przekazywanie czegoś, co się usłyszało. Osoby podświadome mówią i są tego pewne.
Osoby świadome używają słów, które precyzyjnie określają ich stan wiedzy na ten temat. Słyszałem. Z moich przemyśleń. Z mojej analizy. Z mojego doświadczenia. Z tego, co wiem. Domyślam się. Podejrzewam. Domniemuję. To są stany .
To są słowa, które określają prawdziwy stan mojej wiedzy w danym temacie. Prawdziwy, realny stan wiedzy na ten temat. Nie oszukują człowieka drugiego, że ja wiem. Czytałem na ten temat w jakiejś książce.Chcę pomóc to i to. Ludzie świadomie boją się przyznać do tego, że to jest wolność ze świadomością. Wolność i spokój wynikający z tego, że niewiedza nie jest niczym złym.
[24:54] - Panie Marku, mieliśmy mały problem z połączeniem. Troszkę pana porwało.
[24:56] - Że nie ma osoby, która wie czysto każdy-
[24:59] - Troszkę panu porwało wypowiedź. Chodziło o to, że osoby mniej świadome mają problem z zaakceptowaniem tego, z tym, że nie wiedzą czegoś. I co?
[25:13] - Panie Marku, teraz pana trochę porwało. Ja nie do końca też wiem, tylko że mnie porwało, ale pytania nie usłyszałem.
[25:22] - Właśnie odświeżyło mi się połączenie z Google Meet. Nie wiem, co to się podzieło z tym łączem. Pan mówił, że osoby mniej świadome czy też nieświadome mają problem z zaakceptowaniem swoich braków wiedzy, tak? Coś tego typu.
[25:39] - Tak. Że osoby podświadome o wszystkim, o czym mówią, mówią, że wiedzą i są tego pewne. Osoby świadome nie mają problemu z przyznaniem się, z powiedzeniem, z określeniem na przykład źródła swojej wiedzy bądź niewiedzy. I to jest ta różnica pomiędzy człowiekiem świadomym a człowiekiem podświadomym. I do czego, kochani, zmierzam? Bo też spojrzałem na zegarek. Do czego zmierzam? Wyważajcie, jeżeli jesteście osobami świadomymi. Wyważajcie to, co mówicie. Jeżeli dajecie komuś radę, chcecie komuś pomóc, bo najczęściej to jest taka nasza chęć pomocy, to uprzedzajcie tego człowieka co do tego, że nie jesteście pewni, czy to zadziała.
Że w waszym przekonaniu można by było tego spróbować. Można by było, że słyszeliście, że znacie kogoś, komu to pomogło. Że jeżeli macie jakiś przykład na to, że faktycznie ta metoda czy ten sposób pomógł, to powiedzcie o tym drugiemu człowiekowi. Nie mówcie ze znakiem pewności, z takim przekonaniem czegoś, czego nie jesteście pewni. To jest oznaka świadomości. Naprawdę, jak wiecie, rzadko zaglądam do internetu. Natomiast jak już tam zajrzę, to dochodzę do wniosku, że to, co ja robię, nie ma naprawdę najmniejszych szans. Ja nie mam takiej siły przebicia, zresztą nawet nie chcę i nie, żeby boksować się z tym całym napaścią świadomości ludzi, którzy coś przeczytali i mówią: tak trzeba zrobić. Ja w to wierzę, więc to musi być prawda. A próbowałeś tego?
A czy robiłeś? Czy to, o czym mówisz, spowodowało jakiekolwiek zmiany w tobie? Odpowiedz mi na to pytanie. Kochani, pamiętajcie o tym. Ja mam cały czas to gdzieś też w sobie, w swojej głowie, w swoim umyśle, że to, co mówię do was, być może będziecie chcieli w którymś momencie z tego skorzystać. I ja w pewnym sensie muszę mieć w głowie to, że to może wpłynąć na wasze życie, na wasze, waszych bliskich. Ja muszę o tym pamiętać, mówiąc do was to, co mówię. Dlatego miejcie to również w swojej głowie. Owszem, każdy człowiek ma prawo z informacją zrobić to, co chce. Może z niej skorzystać, może z niej nie skorzystać.
Każdy bierze odpowiedzialność za swoje życie. Natomiast jeżeli mówicie o czymś z wielką pewnością i nie informujecie drugiej osoby o tym, że nie wiecie, czy to działa, że tylko o tym słyszeliście, że tylko o tym czytaliście, że tylko obejrzeliście film na ten temat, ale nie wiecie, nie sprawdziliście sami tego, czy to działa i on w tym niedoinformowaniu postanowi z tego skorzystać, to on poniesie konsekwencje. Nie wy. A to już jest nieuczciwe wobec drugiego człowieka. Dlatego chciałbym was prosić o to, abyście o tym jak najczęściej pamiętali, że to, co wypowiadacie, to, co wypowiadamy, to, co ja wypowiadam, może mieć wpływ na życie drugiego człowieka i to on poniesie konsekwencje tego. Nie ja i nie wy. Dobrze, kochani. I też pamiętajcie o tym, żeby jednak starać się przekazywać informacje, które zostały przez was w jakikolwiek sposób zweryfikowane, a najlepiej, jeżeli faktycznie sprawdziliście je, przetestowaliście je na sobie i przyniosły w waszym życiu takie efekty, jak się spodziewaliście. Dlatego kochani, o bliźniaczych płomieniach. Czy ja mam prawo moralne mówić do was o bliźniaczych płomieniach?
Czy to, co wam powiem za chwilę, będzie tylko teorią, czy będzie praktyką? Większość tematów, które poruszam, są moją praktyką, więc powiem radośnie: tak, kochani. Ja doświadczam w życiu obecności bliźniaczego płomienia. To nie będzie teoria. To nie będzie coś, co wyczytałem, co usłyszałem, tylko to jest coś, czego miałem, mam i będę miał przyjemność doświadczać. Może ten poprzedni kontekst był taki mało radosny. Natomiast powiem wam, jak to wygląda w praktyce. Na początku powiemJa przyszedłem na świat, zresztą mój bliźniaczy płomień również, z pewnym przekonaniem. Z potrzebą poszukiwania istoty na tej ziemi, z którą będziemy mieli łączność na wszystkich płaszczyznach naszego ziemskiego istnienia, czyli na płaszczyźnie fizycznej, emocjonalnej, mentalnej i na płaszczyźnie duchowej. Takie miałem od zawsze przekonanie, że jest taka istota na ziemi teraz aktualnie, z którą będę mógł doświadczyć życia na wszystkich płaszczyznach.
Jak sobie rozmawiamy z moim bliźniaczym płomieniem na ten temat i sobie przypominamy nasze poszukiwania, opowiadamy sobie o tych naszych poszukiwaniach i przekonaniach, to oczywiście w większości przypadków, kiedy z kimkolwiek próbowaliśmy się podzielić tym, że szukamy ideału, to oczywiście wszyscy ludzie mówili, że odpuść trochę, że nie ma ideałów, że każdy związek jest kwestią kompromisów. Żeby jednak zastanowić się, co jest dla nas ważne i istotne. I nikt nie jest doskonały, że nie ma takiego idealnego połączenia, żeby wszystko było okej. Obydwoje nie mogliśmy się z tym pogodzić. Oczywiście kolejne jakieś tam perypetie związkowe czy próby bycia z kimkolwiek, tak jakby trochę utwierdzały nas w przekonaniu, że faktycznie może ci ludzie mieli rację, że może jednak coś w tym jest, że tego ideału nie ma. Warto się nie poddawać kochani. Warto się nie poddawać, bo są. Mówię o tym z pełnym przekonaniem. Wiem też, że mój bliźniaczy płomień mnie słyszy w tej chwili i to jest też taka ciekawostka, że nawet gdyby nie słyszała mnie za pomocą Radia Paranormalium, to i tak doskonale wie, o czym mówiłem. Jakie są objawy?
Jakie są korzyści, tak nazywając rzeczy po imieniu? Opowiem wam za chwilę. Natomiast na początek powiem o tych niekorzystnych rzeczach. Otóż kochani, w świecie duchowym owszem, jest brane pod uwagę pragnienie, natomiast nie ma czegoś takiego, że ja chcę i już. Jeżeli czegoś chcę i będę się przy tym upierał, to jeżeli w danej chwili nie spełniam warunków, aby to otrzymać, to dostanę od życia takie lekcje, które zmienią mnie na tyle, żebym był gotowy dostać to, czego pragnę. I to nie wygląda w ten sposób, że ja chcę być szczęśliwy i już. I czary-mary, czary-mary, czary-mary. Wstaję i jestem szczęśliwy. Proces rozwoju świadomości, rozwoju duchowego mówi: okej, chcesz być szczęśliwy? To naucz się doceniać na przykład rzeczy małe.
Naucz się cieszyć z prostych rzeczy. Jeżeli teraz mając rodzinę, dom, pieniądze, pracę, dzieci, zdrowie i wszystko jesteś nieszczęśliwy, to ja ci to wszystko zabiorę. Bo skoro teraz jesteś nieszczęśliwy, to ja ci to wszystko zabiorę po to, żebyś mógł docenić to, co miałeś. Więc jeżeli ktoś mówi wam, że da wam afirmację, że zna sposób, jak spowodować, żeby wasze życie było szczęśliwe, to ja mu nie wierzę. Ponieważ szczęście to nie jest nic na zewnątrz. Szczęście to jest wewnętrzny stan emocjonalny, tak jak miłość, spokój, radość, złość, wkurzenie, pretensje, nienawiść. Można mieć wszystko i nienawidzić ludzi. Można nie mieć nic i kochać ludzi. Nienawiść, wredność, złość, pretensje ludzi wynikają z nich, nie z czynników zewnętrznych. Znacie przecież takich ludzi.
Dlatego, aby coś dostać, a może nie dostać. Aby coś pojawiło się w naszym życiu, musimy my wewnętrznie spełniać pewne warunki. Musimy być gotowi na przyjęcie, na przykład chociażby bliźniaczego płomienia do swojego życia. To nie jest tak, że my będziemy prosić o bliźniaczy płomień i on się pojawi. Nie. Jeżeli będziemy usilnie prosić, to może się okazać, że to wszystko, co w tej chwili jest związane z naszymi związkami i relacjami z ludźmi, będzie musiało ulec zniszczeniu, żeby powstał grunt pod przyjęcie bliźniaczego płomienia. My z Moniczką, bo już zacznę mówić tu po imieniu, poznaliśmy się kilka lat temu.I oprócz sympatii nic wtedy się nie wydarzyło. Nic. Pozostaliśmy znajomymi, nie tracąc siebie z oczu, żeby mieć w razie czego ten kontakt. Coś wewnętrznie nam kazało już teraz być blisko siebie, abyśmy w momencie, kiedy będziemy gotowi na przyjęcie siebie nawzajem do własnego życia, nie musieli się drugi raz odnajdywać.
Ze wszystkim w naszym życiu jest tak jak z bliźniaczym płomieniem. To my musimy do tego dojrzeć wewnętrznie, dojrzeć emocjonalnie, dojrzeć świadomościowo, żeby móc przyjąć cokolwiek, jakąkolwiek formę szczęścia do swojego życia. To nie jest czynnik zewnętrzny. To jest zmiana w nas samych. Bez tego się nic nie wydarzy. Przed którąś z audycji pozwoliłem sobie grzebnąć chwileczkę w internecie. Co internet mówi na temat bliźniaczych płomieni? Powiem wam tak. Najprawdopodobniej pisali to ludzie, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia, ponieważ związek bliźniaczych płomieni jest nudny. My to wielokroć powtarzamy, że jest normalnie, że jest spokojnie, że jest ogólnie nudno.
Ponieważ krążą takie wieści, że w momencie, kiedy spotykają się dwie pęknięte czy podzielone na dwie połówki duszy, to powstają nowe wszechświaty, że jest takie wyładowanie energetyczne i tak dalej, że to są błyski na niebie i coś tam. Ludzie często mylą to z zauroczeniem, z totalnym zakochaniem, z wybuchem hormonów i nadmiaru endorfin czy innych czynników powodujących poczucie szczęścia w nas. Jeżeli przypominacie sobie, co mówiłem wam na temat kolejnych etapów dochodzenia do miłości, to pewnie przypomnicie sobie, że mówiłem o spokoju. Jednym z bardzo ważnych aspektów w związku bliźniaczych płomieni jest spokój. Podświadomość każe nam modyfikować ludzi. Tak jak mówiłem, my wiemy: jeżeli ty robisz inaczej, to jesteś w błędzie. Ja oczekuję, że jeżeli chcesz być tak samo mądrą osobą jak ja, żebyś robiła tak jak ja. To jest podświadomość. Świadomość nie ma potrzeby modyfikowania drugiego człowieka. Więc większość tych historii, które ma miejsce w normalnych związkach, tych, które ja nazywam edukacyjnych, w przypadku bliźniaczych płomieni nie ma w ogóle miejsca.
Więc nie ma adrenaliny. To jest fajne. To jest bardzo fajne, ponieważ dominuje spokój. Wszystkie te aspekty zazdrości, niewierzenia, zastanawiania się, weryfikowania drugiej osoby w takim związku nie istnieją. Wszystko, co się dzieje, przyjmuje się z miłością i jako pewnik. Nic się nie podważa, tylko wszystko przyjmuje się ze spokojem. Tak chcesz? Okej. W takim razie to jest dla ciebie ważne, więc zrób tak, jak chcesz. Ja będę cię wspierał, będę przy tobie, chociaż ja pewnie bym zrobił inaczej.
Kolejnym ważnym warunkiem, który musimy spełnić, aby móc myśleć o bliźniaczym płomieniu, jest chociaż pragnienie, chociaż świadomość tego, że nasza miłość do samego siebie jest niewystarczająca. Ta potrzeba rozwijania miłości do samego siebie jest warunkiem. I tu też się dzieją niesamowicie fajne rzeczy, ponieważ bliźniaczy płomień jest takim jakby odbiciem lustrzanym i potrafi wyłapać wszystko, co się w drugiej osobie dzieje. W sensie negatywnym i w sensie pozytywnym. W związku bliźniaczych płomieni zaczyna funkcjonować telepatia. Idę po podwórku i mówię: „Zapytam” — myślę tak ze sobą — „zapytam się, czy zioła były podlewane dzisiaj”. Dochodzę, zbliżam się i słyszę: „Rano podlałam zioła”. My się oczywiście z tego śmiejemy. To są sytuacje, w których w ogóle moglibyśmy nie rozmawiać. Dlatego z punktu widzenia tej miłości, jak my sobie ją wyobrażamy, jakiej jesteśmy nauczeni, tej fizycznej miłości, jest nudno.
Owszem, początki mieliśmy takie, że bardzo mocno się przekonywaliśmy nawzajem, że to, co jest, to jest prawda. Rozkminialiśmy to. Czuliśmy dokładnie to samo, natomiast mieliśmy taką potrzebę wypowiedzeniaSobie nawzajem, że faktycznie tak się dzieje i że to się nie dzieje tylko we mnie, ale również w drugiej osobie. I to był taki fajny etap rozkminek. Takie na przykład mówienie: ale ja nie mówię tego, ale ja wiem, że ty nie mówisz tego z taką intencją. Ja doskonale rozumiem twoje intencje. I teraz już wypowiadamy wobec siebie te formułki i się śmiejemy, bo doskonale zdajemy sobie sprawę z wzajemnych intencji wobec siebie. Nie musimy tego mówić w żaden sposób, nie musimy tego podkreślać. Robienie czegokolwiek sprawia przyjemność. Przebywanie ze sobą sprawia przyjemność.
Znika całkowicie strach. To, co często towarzyszy ludziom w momencie, kiedy jest im za dobrze, a nie są do tego przyzwyczajeni. Jest strach, że zaczynają z czasem doszukiwać się, zastanawiać, jak to będzie, o co tu chodzi. To niemożliwe, żeby to tyle trwało i tak dalej. Zaczynają żyć w strachu. Co będzie, jak to się skończy? W związku bliźniaczych płomieni znika strach. Zresztą znika wszystko, co znamy ze związków. To, co słyszymy o ludziach. To, co też być może przeżyliśmy.
To jest całkowicie inna jakość relacji międzyludzkiej. Mówię całkowicie, ponieważ nasze poziomy duchowe są bardzo do siebie podobne, więc i przekonanie o pewnych rzeczach, że tak właśnie coś powinno wyglądać nie podlega dyskusji. To, co jest bardzo często problemem w związkach, to jest to, że — i to słyszę też od was — jedna osoba jest nadmiernie dobra, a druga to wykorzystuje. To jest bardzo często właśnie z ludźmi empatycznymi, dobrymi, troskliwymi, że ludzie z chęcią to wykorzystują. I później jest właśnie strach przed okazywaniem bliskości, dobroci, współczucia czy na przykład chęci zrobienia czegoś dla drugiej osoby. Ponieważ z czasem ta druga osoba się przyzwyczaja, traktuje to już jak swoje i jak tego nie dostaje, zaczyna mieć pretensje. I ta dobroć dobrych ludzi często obraca się przeciwko nim, ponieważ stają się sługami drugiej osoby, która się przyzwyczaja do tego, że śniadanie, kawa to, tamto, śmamto, owamto. To przecież już chyba twój obowiązek. Przecież przyzwyczaiłaś mnie do tego. Dlaczego to zmieniasz, skoro mi było z tym dobrze?
W przypadku bliźniaczych płomieni coś takiego nie funkcjonuje, ponieważ każdego dnia, w każdej chwili jest monitorowane wzajemne samopoczucie i też sytuacja jest monitorowana. Muszę coś zrobić na szybko na jutro, na przykład do pracy. A na przykład śniadania robiliśmy razem. To nie ma problemu, żeby jedna osoba zrobiła śniadanie, a druga w tym czasie zajęła się czymś innym, mimo że to pewnego rodzaju tradycja. Powiem wam szczerze, że jest to tak fascynujące uczucie, że ja miałem wewnętrzne przekonanie. Ja wierzyłem w to zawsze, że tak może być. Natomiast poznanie tego w praktyce zaskoczyło również mnie. Wiedziałem, jak jest. Czułem wewnętrznie, że tak właśnie jest. Natomiast doświadczenie tego to jest właśnie ta różnica pomiędzy teorią a praktyką.
Natomiast też wiem i też obydwoje o tym doskonale wiemy, że ten proces przygotowywania się, bycia gotowym na taką relację musiał potrwać. My też doskonale wiemy, bo też rozmawialiśmy, co się w nas musiało zmienić, aby taka relacja mogła zafunkcjonować. I też początki może nie były od razu takie, że te zębatki w siebie wskoczyły. Jednak wiedzieliśmy, pragnęliśmy, byliśmy przekonani, że to jest możliwe. Ja zdecydowanie szybciej uwierzyłem. Pozdrawiam cię, kochanie. Zdecydowanie szybciej zaskoczyłem. Ale to też domena może troszeczkę płci. Zresztą nieważne. Potrzebowaliśmy też chwilki czasu na to, żeby gdzieś tam właśnie te zębatki wskoczyły na właściwe tory.
Natomiast w momencie poznania się mieliśmy przed sobą niczym nieuzasadnione do siebie zaufanie, taką otwartość mówienia. Na pierwszym spotkaniu ładnych kilka lat temu rozmawialiśmy o tematach, o których często ludzie nie rozmawiają ze swoimi znajomymi z taką otwartością, z takim zaufaniem. Mógłbym wam, kochani?Opowiadać o tym. W zasadzie myślę, że o tym się powinno opowiadać. Poczucie wolności. My czujemy wolność, jesteśmy ze sobą, ale czujemy się wolnymi ludźmi. Czujemy się spokojnymi ludźmi. Mamy do siebie zaufanie. Nie ma strachu. Jest potrzeba i radość chociażby z przebywania ze sobą.
Ostatnio to takie nasze nowe zajęcie jest. Wymyślamy nowe słowa. Ostatnio żeśmy się śmiali, że próbujemy coś nazwać i nagło szukamy właściwych słów, które byłyby w stanie określić to uczucie, które jest w jednej osobie, w drugiej, czy wzajemnie. I to słowo: nie. Nie, to nie do końca, bo ono jednak. Ostatnio doszliśmy do wniosku i to też być może będzie pokazywało, jak ciekawe i jak nieznane jest to doświadczenie, ponieważ ostatnio rozmawialiśmy o tym, że będziemy musieli wymyślać nowe słowa, ponieważ na Ziemi jest to relacja tak nieznana, że na określenie pewnych stanów emocjonalnych ludzie jeszcze nie wymyślili słów. Więc pewnie w wolnych chwilach będziemy wymyślali słowa, które bardziej dosłownie będą w stanie opisać emocje, które towarzyszą związkowi bliźniaczych płomieni. Oczywiście bardzo często, bo my to akurat sobie gdzieś tam potwierdziliśmy, że nie jesteśmy sobie też obcy z poprzednich wcieleń i jakieś takie nasze wzajemne relacje gdzieś tam się już kiedyś przewijały. I to, co mi dzisiaj przed audycją przyszło do głowy, o czym nie miałem okazji powiedzieć, to najczęściej spotkanie się bliźniaczych płomieni, bliźniaczych dusz, bliźniaków duchowych wzmaga potencjał duchowy i świadomościowy każdej z nich i najczęściej ma to służyć jakimś wyższym celom. Dobrze, panie Marku, ja dobrnąłem tak prawie do końca części oficjalnej, więc jeszcze tylko malutkie kochani podsumowanko.
Albo zresztą w zasadzie nie. Nie będę powtarzał po raz piąty tego samego, co mówiłem. Natomiast zastanówcie się kochani, czy macie moralne prawo, jak coś przekazujecie, jakieś informacje, czy macie moralne prawo wewnętrzne, przyznane przez siebie samego z poziomu świadomości, z poziomu prawdy i miłości do mówienia, do zabierania głosu, do dawania rad innym ludziom. I pamiętajcie o tym, że ktoś być może będzie chciał z waszych rad skorzystać. I fajnie by było, żeby te rady przyniosły mu w jego życiu korzyści, a nie kłopoty. Także przekazujcie informacje, jak najbardziej pomagajcie ludziom, ale za pomocą przetestowanych i sprawdzonych informacji, aby w końcu może ten internet odsiać od tego całego syfu, przeklepywania rzeczy, rad i filozofii, których nikt nigdy nie sprawdził, nigdy nie przetestował. I też pamiętajcie o tym moim apelu z początku audycji. Myślcie o tym, czy to, co czytacie, co widzicie, słuchacie, co jest miłe, co jest fajne czy przyjemne, czy to zmienia cokolwiek w was. Bo na tym cały ten dowcip ma polegać. Na tym, aby to, co słyszymy, to, o czym wiemy, zmieniało coś również w nas wewnętrznie.
A odnośnie bliźniaczych płomieni: dążcie, pragnijcie, proście, szukajcie, bo warto. I jeżeli w to wierzycie, jeżeli żyjecie w przekonaniu, że taka relacja międzyludzka jest możliwa, to być może to jest właśnie to wcielenie, w którym uda wam się swój bliźniaczy płomień spotkać. Czego wam oczywiście kochani z całego serca życzę. Ale pamiętajcie też, że przyjęcie bliźniaczego płomienia do swojego własnego życia wymaga z naszej strony gotowości wewnętrznej, gotowości emocjonalnej i gotowości duchowej, żeby to mogło nastąpić. Także dziękuję wam kochani za cierpliwość. Komentarzy nie jest zbyt dużo, ale ponieważ pan Marek ma przygotowany fajny kawałek, więc zróbmy króciutką przerwę. Może ktoś w międzyczasie postanowizadzwonić, zebrać się w sobie. Proponuję króciutką przerwę i po przerwie wracam do czytania waszych kochani komentarzy.
[55:10] - A tymczasem padł nie tylko router. Router już wrócił do życia, ale padł mi program do nadawania na YouTube. Jakieś kac dzisiaj. Nie wiem co się stało, ale po prostu dzisiaj pechowy dzień, jeżeli chodzi o działanie elektroniki. Mam nadzieję, że to uda mi się jakoś naprawić. Mam nadzieję, że przynajmniej słyszymy się ze słuchaczami, którzy nas słuchują nas na serwerze radiowym. Utwór przygotowałem taki dosyć relaksacyjnie brzmiący, że tak to ujmę. Kompozycja autorstwa rosyjskiego kompozytora i DJ-a, producenta muzycznego Illi Malilueva. Utwór zatytułowany „Little Sad Smile” troszkę taki smutny uśmiech. Utwór sam sobie nie jest smutny.
Bardzo ładna kompozycja. Wracamy za jakieś pięć minut i 40 sekund do audycji „Świat oczami duszy”. Do tej części audycji, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Miejmy nadzieję, że już bez jakichś humorów technicznych, bez humorów elektroniki u mnie w domu będziemy także odbierać państwa telefony. Radio Paranormalium paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami. Wracamy już za chwilę. Niestety trapią nas dzisiaj jakieś problemy z routerem. Nie wiem, czym to jest spowodowane, ale router po prostu jakoś tak u mnie lubi się ostatnio sam wyłączyć i trzeba czekać parę minut na to, aż wróci do życia. Nie wiem, czym to jest spowodowane.
W każdym razie spróbujemy teraz przejść do drugiej części audycji „Świat oczami duszy”. Do tej części, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze z czatów i się do nich odnosił. I będziemy także czekać na wasze telefony. Nasze numery telefonów, tak jak zawsze, stacjonarny: 32 746 00 08. Komórkowy: 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Jeżeli kogoś wyrzuciło z YouTube'a, to proponuję przejście na taki kanał o nazwie Radio Paranormalium Retransmisja. Tam jest retransmisja realizowana przez inny komputer w innej części Europy położony.
Retransmisję realizuje tak zwany VPS, czyli serwer specjalnie stworzony do tego, żeby całodobowo retransmitować sygnał Radia Paranormalium. Tam też można czatować. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radia Paranormalium. Jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A jeżeli komuś coś umknęło, to oczywiście postarałem się, żeby to tutaj nagrać. Nagrywam na dwóch komputerach realizujących tę audycję. Na jednym komputerze jakieś cuda się dzieją z połączeniem, natomiast drugi komputer, ten główny, jakoś mniej tych cudów tutaj doświadcza. Także postaram się jakoś skleić to nagranie, żeby było ładnie i żeby wszystko pięknie brzmiało. A tymczasem oddaję głos panu Sławkowi.
[01:04:35] - Dziękuję panie Marku. Kochani, oczywiście seria przywitań. Task, Konfiskador, Jarosław Fiejk, Buk, Sebastian Kulig, Iwa Siwa, Magdalena. Pan Kazimierz się pojawił z sugestią, żeby pan nie wyłączał, panie Marku, mikrofonu. Zabawnie będzie słychać, jak pan chrapie, ale to na pewno pan już czytał ten komentarz.
[01:04:59] - Już czytałem. Przypomniała mi się sytuacja z innej audycji wiele, wiele lat temu. Audycja o świadomych snach. „Świadomy sen – nasz drugi świat”. Jeden z prowadzących audycję w pewnym momencie też był taki zmęczony, co najmniej tak jak ja dzisiaj. I dobyło się chrapanie, ale to była audycja emitowana w sobotę wieczorem, więc w sobotę wieczorem to można już to chrapanie wybaczyć.
[01:05:25] - Dokładnie tak. Widzę tutaj też komentarz, że tymczasem na czacie pojawiły się rady o lekach. Alt Green napisał swoje rady. Ja oczywiście tego nie będę tutaj, kochani, czytał, bo ci, co są na czacie, to widzą.
[01:05:50] - Widzą. Wiedzieli też, że ja Alt Greena w pewnym momencie musiałem wyciszyć, bo naprawdę już przeszedł w pewnym momencie, przekroczył pewną granicę. Powiem tak: wyzywanie od buców kogoś tylko dlatego, że napisał coś, z czym się nie zgadzamy, czy powiedział coś, z czym się nie zgadzamy, to zdecydowanie nie jest w porządku i nie zasługuje na traktowanie z mojej strony.
[01:06:14] - Jasne. Ja co prawda, wiecie kochani, że raczej mam dużą tolerancję i też nie biorę sobie tych rzeczy specjalnie do serca i też bodajże w ostatniej czy przedostatniej audycji mówiłem o tym i pozwolę sobie przypomnieć, bo to jest ważne, żeby o tym pamiętać. Właśnie o tej różnicy, że człowiek świadomy po prostu rozumie to, że ktoś może mieć inne zdanie i nie robi z tego jakiegoś wielkiego halo. Natomiast właśnie takie ortodoksyjne wpisy, które w żaden sposób nie przyjmują do wiadomości, że ktoś może mieć inne zdanie, najczęściej właśnie płyną z podświadomości. Tak można też-Jakby wyłapywać, z kim się prowadzi aktualnie rozmowę. Ja tylko chciałem uczulić tych, którzy mają czasami właśnie takie pokusy z dawaniem rad, że jeżeli nie doświadczyliśmy czegoś, a mamy już wyrobione zdanie i bardzo mocno przy nim obstajemy w sposób buńczuczny, bezkrytyczny, to niestety rozwój świadomości ma to do siebie, że potrafi nam zesłać takie sytuacje, abyśmy mogli w praktyce przekonać się, jak to jest. Dlatego warto też uważać, co się mówi, żeby nie ściągać na siebie takich doświadczeń. Ja wielokroć mówiłem ludziom: „Obyś nigdy nie musiał na własnej skórze przekonać się, jak to będzie w praktyce”. Ponieważ jeżeli coś nie dotyczy nas bezpośrednio, to łatwo nam się na ten temat wypowiadać. Co byśmy zrobili, jak byśmy się zachowali, jak się powinno zachować, jak się powinno zrobić w momencie, kiedy to nie dotyczy nas.
Natomiast w momencie, kiedy zaczyna to nas dotyczyć bezpośrednio, sposób postrzegania i patrzenia na tą sprawę wygląda już troszeczkę inaczej. Natomiast odnośnie tej sytuacji, bo tego w audycji nie dokończyłem, nie dopowiedziałem. Kochani, proces budowania podświadomości i tworzenia emocjonalności dziecka trwa całymi latami. Wychowywanie dziecka to nie jest tylko uczenie go, ale nadawanie mu charakteru. Bo nie samą wiedzą. Z wiedzą jest tak, że można z niej skorzystać bądź nie skorzystać. Natomiast stworzenie podświadomości drugiego człowieka nie pozostawia mu już żadnego wyboru. Tak jak nasza podświadomość nie pozostawia wyboru nam. My wychowując dziecko, mając swoje własne dziecko, tworzymy człowieka. Tworzymy jego osobowość.
Nie tylko wiedzę, ale osobowość. Osobowość, z którą tak jak my w tej chwili musimy w niektórych sytuacjach walczyć. Musimy tą naszą podświadomość transformować, zmieniać, chodzić na różnego rodzaju zajęcia, ćwiczenia, terapie, warsztaty, czytać książki, żeby zmienić coś w swoim postępowaniu. To to samo robimy z dzieckiem. I mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że odwrócenie tego procesu bądź dokonanie jakiejś zmiany później, to jest ta sama praca, którą my wykonujemy ze sobą w tej chwili. Często mozolna praca i też mnóstwo doświadczeń, przez które musieliśmy przejść, żeby dojść do momentu, w którym chcemy dokonać zmiany. Najczęściej bardzo niefajnej, bardzo nieprzyjemnej. To, co my robimy swoim dzieciom, spowoduje, że ich życie też może być trudne. To nie jest tylko przekazanie wiedzy. To jest stworzenie człowieka.
Nie tylko fizycznego człowieka. Człowieka osobowościowego. I też w sytuacji tej właśnie 16-latki, która była dzisiaj bohaterką częściowo naszej audycji, tak samo jak w przypadku wielu innych dzieci, to jest znowu nieumiejętność wzięcia przez rodziców odpowiedzialności za swoje postępowanie. Najczęściej to wszyscy są winni naokoło. Nie my. I najczęściej to kto inny powinien rozwiązać ten problem. Nie my. Nie my go stworzyliśmy i nie my go będziemy rozwiązywać. Tak jakby to dziecko wychowywał ktoś obcy. Dla mnie to jest przerażające.
Jak mało jest świadomości rodziców tego, że to oni ukształtowali charakter tego człowieka. To oni stworzyli tą osobowość, nie kto inny. I teraz szukają sposobu, żeby kto inny rozwiązał ten problem. Nie. Ja napisałem też w dzisiejszym poście, że gdyby nie moja świadomość, to za takie wpisy odbierałbym prawa rodzicielskie. Na podstawie takiego wpisu. Bo to rodzina, otoczenie, rodzice bardzo często nie potrafią nadać sensu życia takiemu dziecku, a często wręcz zabierają mu sens życia. Sytuacja zewnętrzna, tak jak w naszym życiu: brak znajomych, brak kolegów, brak przyjaźni, brak relacji, ucieczka w internet, szukanie wirtualnych znajomości, to jest tylko skutek. Skutek osobowości danego dziecka, którą stworzyli rodzice i jego najbliższe otoczenie. To się nie wzięło z powietrza.
Ktoś to dziecko ukształtował. Spowodował to, że ono sobie z pewnymi emocjami nie radzi. Leki tylko zmniejszają skutki. Zagłuszają skutki. Pozwalają przetrwać. Natomiast nie rozwiązują problemu. Mówiłem wam, ja chorowałem na depresję. Na bardzo głęboką depresję. I leki, owszem, pozwalały mi spać. Pozwalały mi wyciszyć myśli, które były w głowie, ale one nie rozwiązały mojego problemu.
Bardzo częstoPoczątek brania leków jest związany z tym, że te leki będą towarzyszyły człowiekowi, być może nawet przez całe życie. Jedna niewłaściwa decyzja może zmienić życie dziecka na bardzo wiele lat i rozmowa na ten temat i skwitowanie tego: „Weź klonazepam” świadczy o braku świadomości, braku empatii i braku zrozumienia, jak wielki wpływ mają rodzice i sytuacja w domu na ich własne dziecko. Kochani, przy tej okazji jeszcze powiem. Sytuacja nie jest dla mnie przerażająca z racji tego, że 800 000 dzieci czy ludzi popełnia na świecie samobójstwo, że próby samobójcze wśród dzieci i młodzieży w tej chwili nabrały tak gigantycznych ilości i tak gigantycznej skali, że to jest faktycznie przerażające. Tylko wiecie, co mnie najbardziej przeraża? Rozmawiam z wami. Czasami przekonuję. Przedstawiam zalety miłości. Namawiam was do dążenia do miłości. Do miłości do samego siebie, później do jakiejś formy miłości do innych ludzi.
Dzisiaj rozmawialiśmy o bliźniaczych płomieniach i z pewnością wiele osób myśląc o bliźniaczych płomieniach mówi: „Wow, to fajne jest. To musi być fajne, to musi być przyjemne. Ja też tak chcę”. Natomiast jeżeli w najbliższych relacjach, w relacjach małżeńskich, w relacjach partnerskich nie potrafimy wyłączyć podświadomości, nie potrafimy się kierować miłością do drugiego człowieka i do samego siebie, to gdzie jest jeszcze do bliźniaczych płomieni? Gdzie? To jest jak marzenie trzyletniego dziecka o tym, że kiedyś będzie jeździć samochodem. To jest taka przepaść. Rozumiem, dorośli ludzie wychowują się nawzajem. Jest związek karmiczny, jest związek edukacyjny, nauczycielski, jest związek podświadomościowy, jest związek bratnich dusz, jest związek bliźniaczych płomieni. Różne są etapy.
Ale to są dorośli ludzie. Natomiast powiedzcie mi, kochani, odpowiedzcie mi na jedno pytanie. Jeżeli połowa ludzi wypowiadających się w tak trudnej sytuacji, jak myśli samobójcze nastolatki, nie potrafi okazać miłości do dziecka, bo to, że nie potrafili okazać miłości i zrozumienia tej matce i temu dziecku, to jest inne. Ale to świadczy o tym, że oni najprawdopodobniej w takiej sytuacji właśnie podaliby klonazepam. Więc jeżeli połowa ludzi nie potrafi okazać miłości własnym dzieciom, to w jakim miejscu my jako ludzkość jesteśmy? W jakim miejscu jest rozwój miłości w nas samych? O czym to świadczy? To mi pokazuje przerażający obraz, gdzie tam, gdzie tej miłości powinno być najwięcej, tam, gdzie powinniśmy się opiekować dziećmi, rozumieć dzieci, poświęcać im uwagę i okazywać miłość, uczyć tej miłości. Tej miłości po prostu nie ma. Więc gdzie ona jest?
Kim jest człowiek, który nie potrafi okazać miłości własnemu dziecku? Jak go można nauczyć miłości do obcego człowieka, jeżeli nie jest w stanie okazać miłości własnemu dziecku? Nie jest w stanie poświęcić, zmniejszyć swojej kariery, swoich pasji, swoich przyzwyczajeń, swoich nawyków i pomyśleć: „Moje dziecko chce się zabić” i mówić, że to problem nastolatków, że to moda jest, że to internet. Jak takiego człowieka można nauczyć miłości do drugiego człowieka, obcego? Gdzie my jesteśmy? W jakim miejscu my jesteśmy? Jak słucham tych wszystkich pięknych postów o Bożej iskrze, o tych wszystkich pięknych rzeczach, jak to my zmieniamy świat, jak my już weszliśmy w nowy etap i że w ogóle teraz będzie telepatia, miłość bezwarunkowa i całe mnóstwo innych rzeczy. I wchodzę na stronę o tematyce duchowej i połowa ludzi nie potrafi, pokazuje ewidentnie swoimi wpisami, że nie potrafi okazać nawet miłości swoim dzieciom. Jaka ewolucja? Czy mamy to traktować w kategoriach sukcesu, że już nie bijemy swoich dzieci paskiem?
To jest ewolucja? To jest rozwój? To jest rozwój duchowości? Jedna osoba napisze: „Leki i terapia” i 30 osób pod nią pisze to samo. Nie pisze nic nowego, nie czyta komentarzy, tylko daje radę. I w moim przekonaniu ci ludzie ze swoim dzieckiem zrobiliby dokładnie to samo. Zawieźli do psychiatry, podali leki i zapisali na terapię, a jak trzeba by było, zamknęliby w szpitalu psychiatrycznym. Gdzie jest ta miłość? Gdzie jest ta miłość, jeżeli nie ma jej tam, gdzie tej miłości się tak naprawdę uczymy? Gdzie tej miłości też uczymy nasze dzieci, następne pokolenia.
Gdzie jest? Jak toWyrokuje na naszą najbliższą przyszłość. Co będzie z tymi dziećmi za 20 lat? Kim one będą? Czego będą uczyły swoje dzieci? One mają uczyć świadomego życia? One będą miały uczyć bezwarunkowej miłości? Jak można nauczyć człowieka bezwarunkowej miłości? Miłość trzeba pokazać. To jest też, kochani, do was.
Miłość trzeba pokazać, a nie uczyć. Nie mówić o miłości. Miłość trzeba pokazać. Drugiemu człowiekowi trzeba pokazać, że potrafi się okazywać miłość, że potrafi się żyć miłością. Nawoływanie innych do miłości, a niepotrafienie samemu okazać tej miłości to jest hipokryzja. Ja oszczędziłem sobie dzisiaj tego, ale być może jutro to zrobię, a być może zróbcie to samo. Zobaczcie tę hipokryzję, dotknijcie jej i może to wzbudzi w was takie same emocje jak we mnie, ale po to je wzbudzi, żebyście zrozumieli samych siebie. Bo być może, gdybym wszedł na profile tych osób, które piszą, żeby dziecko wysłać do psychiatry i podać mu klonazepam, na ich tablicach zobaczyłbym mnóstwo pięknych tekstów filozoficznych, mądrych. Dalajlamy, Chrystusa. Może nawet ci ludzie, tak jak niektórzy, którzy tam pisali swoje rady, zajmują się pomaganiem innym ludziom w sferach duchowych.
Napisałem jednej pani, że ona chyba nie tylko stopy ma w chmurach, ale i głowę. I to jest hipokryzja. To jest coś, co budzi mój sprzeciw. I może i dobrze, że są takie sytuacje. Może i dobrze, że nawet dzisiaj tutaj pan Alt Green pozwolił sobie na napisanie tego komentarza. Może była dla mnie też okazja, żeby dokończyć ten wątek, który skończyłem w tej części oficjalnej, żeby dotrzymać słowa i powiedzieć o bliźniaczych płomieniach. Gdzie do bliźniaczych płomieni? Gdzie? Gdzie ludzkości do bliźniaczych płomieni? Gdzie do telepatii?
Jak nie potrafimy okazać empatii swoim własnym dzieciom, wgryźć się w temat, zapytać się: „dlaczego, dziecko? Dlaczego uważasz, że twoje życie nie ma sensu?”. Przecież nikt nie chce skończyć z życiem, jeżeli widzi w nim jakiś sens. Życie tych dzieci traci z jakiegoś powodu sens. Nie ma sensu. Nie widzą sensu życia. I to się da tak przejść obojętnie? Nie zareagować na ten temat? Nie poświęcić dziecku czasu? To trzeba nie mieć w sobie ani grama empatii, ani grama miłości do tego dziecka.
Jaki jest sens mojego boksowania się z tym wszystkim? Jaki jest sens w ogóle rozmawiania z tymi ludźmi? Co się musi wydarzyć w życiu takiego człowieka, żeby otworzył oczy i spojrzał na swoje własne dziecko z miłością? Nie chcę znać odpowiedzi na to pytanie. To nie jest rozmowa o katarze czy o alergii na komary. To jest rozmowa o sensie życia bądź braku sensu życia drugiego człowieka. Ciekawy jestem też, czy tutaj nasz miły Ol Green albo ona Ol Green, czy ci ludzie, którzy piszą takie rzeczy, czy oni w sytuacji, kiedy spotyka ich coś złego w życiu, coś, co ich przerasta, pozbawia chęci do działania, czy oni sami udają się do psychiatry? Czy oni sami kładą się w szpitalach psychiatrycznych, chodzą na terapię i biorą leki? Przecież taki sam brak sensu życia ma mnóstwo dorosłych ludzi, którzy żyją z dnia na dzień, którzy nie widzą dla siebie perspektyw i nadziei na poprawę ich życia. Żyją w kiepskich związkach, w kiepskich pracach, w kiepskich mieszkaniach, w kiepskich układach i żyją z dnia na dzień.
Wracają do domu, piją alkohol, żeby o tym zapomnieć i rano wstają i robią dalej to samo, bo się przyzwyczaili. Oni też nie mają sensu życia. Gdyby się przyjrzeć temu, to być może 50, 60, 70% społeczeństwa trzeba by było wysłać do psychiatrów albo podać im klonazepam. Albo może coś mocniejszego. Tak, kochani, mówię o tym bardzo emocjonalnie, ponieważ kocham dzieci. Kocham ludzi, ale dzieci kocham jeszcze bardziej, dlatego, że one nas potrzebują. Dorosły człowiek jest samodzielny i też najczęściej w dużej mierze sam sobie zawdzięcza to, co ma. Dzieci mamy chronić, dziećmi mamy się opiekować, a przede wszystkim chronić. Niestety okazuje się, że dzieci trzeba chronić, wypadałoby chronić również przed ich bliskimi. Dlatego dzieci budzą we mnie tak duże emocje.
Tutaj Artur zadał pytanie do Greya, czy był w takim stanie. Pan Kazimierz pisze: „Witam w świecie internetowej duchowości”. Też pisze pan Kazimierz: „Dlatego mało co szukam w necie, bo przekopać się przez ten cały syf tylko uruchamia we mnie irytację i złość. Niestety zauważyłem, że przy psychiatrze są takie same cwaniaki jak twórcy większości kanałów o duchowości. 200, 300 złotych za jedną z bardzo wielu wizyt, które sprowadzają się do pieprzenia. Przede wszystkim nie ma czegoś takiego jak-Chodzą do psychiatry. To się teraz nazywa terapią, a kaska leci. I tu jeszcze pan Kazimierz pisał: „Do psychiatrów nie mam nic, ale tych, co nie cwaniakują, a faktycznie pracują z realnymi problemami psychicznymi, a nie z korposzczurkami w ramach mody na terapeutę”. Ja się tutaj odniosę też trochę do tego. Może nie ze wszystkim się tutaj zgadzam, aczkolwiek szanuję inność i odmienność i inne zdanie.
Inaczej. Ja nie mam nic przeciwko terapii. Natomiast w przypadku terapii, kiedy różnego rodzaju problemy nękają dzieci czy nastolatków, to powinna być obowiązkowa terapia rodzinna. Obowiązkowa. Nie dziecko do terapeuty, tylko cała rodzina razem z rodzicami. Ponieważ problemy dziecka są tylko skutkiem, a nie przyczyną. Ja przypominam sobie historię ze swojego życia i z życia mojej starszej córki. To było już prawie 20 lat temu, kiedy jako jej ówczesny opiekun miałem obowiązek chodzić na zebrania. To było gimnazjum jeszcze wtedy istniejące. Zresztą sam początek i po jednym z zebrań moja córcia kochana mnie poprosiła: „Tato, już nie chodź na te zebrania, bardzo cię proszę, już nie chodź.
Ja się będę dobrze uczyć, tylko już nie chodź na te zebrania”. Była sytuacja, w której pani wychowawczyni mówiła o problemach z dwoma dziewczynkami. Problemach wychowawczych, takich dyscyplinarnych, że okazało się, że dwie dziewczynki terroryzują całą klasę swoim zachowaniem chamskim, brutalnym, bezczelnym wobec nauczycieli, wobec innych. Dwie takie tam się trafiły. I że pani sobie nie może z tym poradzić i że wielokroć informowała rodziców o tym i że brakuje żadnej reakcji. Poznaliście mnie, raczej nie podchodzę tak obojętnie wobec takich spraw. Więc postanowiłem zabrać głos w tej sprawie i powiedziałem, że trzeba leczyć rodziców, nie dzieci, bo właśnie pani powiedziała nad jakąś tam ewentualną terapią może dla dzieci. Ja powiedziałem: „Nie, to nie dzieci trzeba wysłać na terapię, tylko rodziców”. Bo ja sobie nie wyobrażam sytuacji, w której ktoś mówi, że coś dzieje się z moim dzieckiem, a ja w żaden sposób tego nie próbuję zbadać, zgłębić, zrozumieć, sprawdzić, co się dzieje z moim dzieckiem, z emocjami. Dlaczego akurat na przykład z grzecznej dziewczynki zaczęła przebywać w towarzystwie łobuzów, chuliganów i tak dalej.
Zmiana otoczenia czy chęci przebywania w jakimś innym otoczeniu z czegoś z pewnością wynika. Więc chciałbym się dowiedzieć, o co chodzi, co się z moim dzieckiem dzieje i co spowodowało takie, a nie inne zmiany w jej zachowaniu. Znaczy już nie było takiego długiego wywodu, natomiast wam sobie pozwoliłem ten wywód tutaj przytoczyć, mój taki umysłowy wywód. I co się stało następnego dnia? Następnego dnia moje dziecko wraca ze szkoły troszeczkę zdenerwowane, ciutkie, zapłakane i przekazuje mi informacje, które przekazały te dwie właśnie łobuzujące koleżanki. Informacje od swoich matek dla mnie. Czyli matki przekazały informację swoim córkom, żeby te córki przekazały informację mojej córce, żeby moja córka przekazała informację mi. Rozumiecie ciąg logiczny, ciąg nielogiczny. I moja córcia mówi do mnie: „Tato, tam mamy przekazały, żebym się przestał wtrącać w wychowanie ich dzieci, tylko zajął się wychowaniem swoich dzieci”. Informacja dorosłych kobiet do dorosłego mężczyzny za pośrednictwem dzieci.
Przytuliłem swoją córcię. Powiedziałem: „Córuś, ciebie to nie dotyczy. Mam do ciebie tylko prośbę. Masz — mówię — namiary jakieś tam na te mamy czy coś takiego? No nie mam. Ja mówię tak: mam tylko do ciebie prośbę. Przekaż wizytówki. Dałem wizytówkę ze swoim numerem telefonu swoim koleżankom, żeby przekazały mamom i koniec. To nie jest twoja sprawa, bo co tam się wydarzyło na tym zebraniu, o co chodziło? Ja mówię: Córciu, to nie jest twoja sprawa.
Ty jesteś dzieckiem, które należy chronić przed takimi sytuacjami. To są sytuacje dorosłych, nie dzieci. I mówię: niech się ze mną skontaktują i koniec, i po temacie. Oczywiście matki się nie skontaktowały ze mną. Natomiast ja poszedłem do wychowawczyni i powiedziałem, że jeżeli takie sytuacje będą miały miejsce, to podejmę jakieś tam działania. Temat się skończył. Matki się do mnie nie odezwały. Natomiast pokazuję wam sytuację, w której ja takich sytuacji znam całe mnóstwo. Nie ze słyszenia, tylko sytuacji, w których uczestniczyłem i były konkretne efekty tego bądź brak efektów różnego rodzaju sytuacji wychowawczych.I pokazuje mechanizm myślenia dorosłych ludzi. Gdzie matki były na zebraniu, przynajmniej jedna z nich.
Gdzie nie zareagowały na zebraniu, natomiast wykorzystały swoje dzieci do wciągnięcia ich w sprawy, które zupełnie ich nie dotyczą. Nie mając odwagi zareagować na to, co ja powiedziałem. To pokazuje, kto tak naprawdę ma problem emocjonalny. Nie dzieci. Dzieci są tylko skutkiem. Mysia Koala pisze: „Cześć wszystkim, miło słucha się tego pana”. Bardzo mi miło to słyszeć. Dziękuję za miłe słowa. Astra, Hanka XY mówią nam: „Dobry wieczór”. Hanka pisze tak: „Ja chciałabym pana Sławka poprosić o to, by odniósł się pan do tej książki 'Potęga podświadomości'.
Ja bym raczej skłaniała się do tego, żeby tytuł był 'Potęga nadświadomości'”. Powiem tak. Przyznam się, że przeczytałem. Że uczyniłem to i przeczytałem książkę „Potęga podświadomości”. Być może nawet posiadam jeszcze ten egzemplarz u siebie w swojej bibliotece, jeżeli go nikomu nie pożyczyłem. Natomiast ciężko mi się będzie odnieść do niej, ponieważ już tak do końca nie pamiętam dokładnie słów, które tam padły. Natomiast nie ukrywam, że czytając ją w dużej mierze wewnętrznie odbierałem to jako prawdę. Jako sens, jako coś sensownego. Z pewnością nie ze wszystkim bym się pewnie zgodził, bo też każdy autor, każdy, kto przekazuje jakąś swoją wiedzę, być może użyłby innego kontekstu, innego przykładu bądź troszeczkę innych, mniej bądź bardziej dobitnych słów. Natomiast jeżeli chodzi o merytoryczną zawartość tejże lektury, to tak, uważam, że jest to dość cenny materiał, który moim zdaniem, jeżeli chcemy zrozumieć mechanizm podświadomości jest bardzo przydatny.
A ponieważ ja wszystko, co w sposób taki sensowny, logiczny opisuje zasady działania podświadomości bardzo cenię, bo uważam, że zrozumienie tego jest ważniejsze niż zrozumienie duchowości, ponieważ ja cały czas twierdzę, że to podświadomość jest tym miejscem, w którym my jako ludzie powinniśmy i też mamy możliwość dokonywania zmian. Że to podświadomość w większej mierze niż duchowość decyduje o jakości naszego życia. O tym, czy jest w niej więcej radości, czy mniej radości, szczęścia, fajnych rzeczy czy przykrych rzeczy. Że w duszy, w duchowości możemy rozwijać swoją świadomość. Natomiast tam modyfikacji się zrobić nie da. Jedyną modyfikację, jaką możemy zrobić, to w naszej podświadomości. Więc znajomość tego miejsca z pewnością będzie dawała nam większe szanse na skuteczne działania niż grzebanie tak na oślep. Ondre pisze: „Kitku ma inne zdanie”. Kitku. Nie wiem, kto to jest Kitku.
[01:35:50] - To ten czworonożny, mały, ciciaty obywatel, który się odzywał w trakcie audycji.
[01:35:58] - Ondre. Wrócił widocznie, bo polowanie nie za specjalnie poszło, bo chyba jakąś awanturę o jedzenie zrobił. Albo może też, bo ja mam tu bardzo fajne interakcje kochani. To jest jeden z tematów, który z pewnością został nam jeszcze do omówienia. O, dobrze.
[01:36:24] - Tak się kończy uruchomienie Skype jednocześnie w komputerze i w smartfonie. Spróbuję do pana Kazimierza zadzwonić może z telefonu komórkowego.
[01:36:36] - Dobrze, to pan dzwoni, a ja powiem o tych interakcjach ludzko-zwierzęcych. Temat, który jest następnym takim miłym i fajnym tematem i też mam w tym spore doświadczenie, ponieważ mój radosny piesek zawsze mi przychodzi informować, że kot wrócił ze spaceru, więc tu też się w tej kwestii sporo u mnie dzieje.
[01:37:06] - Mamy już?
[01:37:08] - Pana Kazimierza.
[01:37:09] - Właśnie wybieram. Mądry ja. Wybieram, a mam pana Kazimierza w książce telefonicznej. Halo, halo, panie Kazimierzu, czy się słyszymy?
[01:37:19] - Halo, halo, dzień dobry.
[01:37:21] - Dzień dobry, panie Kazimierzu.
[01:37:23] - Dzień dobry.
[01:37:25] - Będzie dobry test, jak pan do mnie dzwoni?
[01:37:28] - Tak.
[01:37:29] - Dobra. A na pewno nie dzwonić od siebie tam jeszcze raz? Nie spróbować się dodzwonić?
[01:37:36] - Panie Kazimierzu, ja tutaj na początku audycji mówiłem, że troszkę pozmieniałem w tym swoim ustawieniu tutaj połączenia z tym, jak łączę smartfona z komputerem, także chciałbym to przetestować.
[01:37:49] - No dokładnie.Dobrze. W takim razie myślałem, że będziemy jeszcze raz robić test, bo coś nie pykło. Dobrze panie Marku, taka mała prośba. Jak już z panem rozmawiam, to proszę zwrócić jeszcze uwagę na przerywniki muzyczne na początku i w środku, bo są zdecydowanie głośniej niż cała audycja. Gdy będzie pan potem montował, to żeby pan to skorygował do następnej audycji. Proponowałbym.
[01:38:25] - Postaram się coś z tym zrobić.
[01:38:29] - Już momencik. Jestem. Dobrze. Postanowiłem sobie zadzwonić dlatego, ponieważ dzisiejsza audycja zeszła na troszeczkę mrokiem ogarniające tematy. Takie poczucie mam przynajmniej.
[01:38:49] - Mrokiem?
[01:38:51] - Tak troszeczkę. Tak mi się wydało, że dość pesymistycznie. Może też dlatego, bo sam mam takie specyficzne doświadczenia z przeglądaniu internetu i zaglądaniu na różne kanały YouTube, strony internetowe różnych ludzi, którzy różne rzeczy mówią i najczęściej ma to niewielkie pokrycie. Ale to się wiąże de facto z ważkim pytaniem, bo przede wszystkim dlatego chciałem dzwonić, a w zasadzie pan dwa pytania zadał. W dzisiejszej audycji pan zadał pytanie: co dają słowa, które się tam zasłyszy od różnych mądrych ludzi, których my uważamy na przykład za autorytety? I to jest w zasadzie bardzo ciekawe pytanie, panie Sławku, bo to jest właściwie jedno z dwóch pytań, bo w zasadzie zahacza w pewnym sensie o ten temat psychiatrii przy okazji. Bo my możemy krytykować psychiatrię. Ja na przykład dwa razy u psychiatry byłem. Raz, bo musiałem leki wyżurować, bo byłem tak wykończony pracą, że dostawałem ataków paniki i nie byłem sobie w stanie poradzić. A innym razem, co jest w ogóle niesamowite, poszedłem do psychiatry, który akurat mi pomógł.
I to jest bardzo ciekawy temat, bo to pokazuje, że ta granica, kiedy jakieś słowa do nas przemawiają, w dużej mierze jest w naszym umyśle. Kiedy ja poszedłem do psychiatry, to było w wieku 16 lat.
[01:40:38] - Zawsze są wewnętrzne.
[01:40:41] - Miałem potężny problem z jąkaniem się. Po prostu jednego zdania nie potrafiłem wypowiedzieć bez jąkania się i to nie jednorazowego, tylko było to od dziecka moim dużym problemem. I dostałem taką informację: „Słuchaj, ja mam tutaj takiego mojego siostrzeńca” – tak mi mówi pani psychiatra. „Ja mam tutaj takiego siostrzeńca. On też się jąka. On się tak jąkał, że ojejciu” – tak mi zaczyna opowiadać. Ona w ogóle przejęła całą kontrolę nad całą wizytą i mówi: „I wiesz co? Poszedł do psychiatry i dostał taki lek, który mu w dwa tygodnie pomógł i się już nie jąka”. Ja sobie myślę: „No dziwne”. Ale potem zaczęłam przepisywać ten lek i się okazało, że on działa.
I przepisała mi ten lek. To, co powiedziała, to mnie nakręciło. Po dwóch tygodniach przestałem się jąkać. I widać tutaj właśnie, że w jakimś sensie jest kupowanie tego, co ktoś do nas mówi, a z drugiej strony to jest taka niewielka granica. Bo dzisiaj tym problemem zajmowałbym się zupełnie inaczej. W inny sposób bym próbował rozwiązać ten problem, ale wtedy dla mnie ta metoda była najprostsza. To było takie placebo, paradoksalnie.
[01:42:08] - Właśnie. Mogę się do tego odnieść, czy jeszcze coś pan chce dodać?
[01:42:13] - Jeszcze będę dodawał. Proszę.
[01:42:16] - To jest bardzo pięknie. Opisał pan tutaj mechanizm działania naszej podświadomości. Bo to właśnie dokładnie tak działa, że na skutek autorytetu, z którym się pan zmierzył, czyli psychiatry, czyli osoby mądrej, wykształconej, wyszkolonej w danym temacie. Idzie pan do niej, ma pan do niej jakieś tam zaufanie i ta osoba mówi: „To jest lek, który po dwóch tygodniach panu pomoże”. Nie po tygodniu, nie po trzech, tylko po dwóch. To jest też ciekawe, takie dość znamienne. I nasza podświadomość mówi: „Aha, to są argumenty medyczne, to są argumenty coś tam” i ona na to reaguje. I w ten sposób zmienia się w naszej podświadomości wzorzec. Tylko że on się zmienia troszeczkę poza naszym udziałem, aczkolwiek też działa. Tylko że jeżeli mówimy tutaj o wzorcu pozytywnym, bo to akurat przyniosło korzyści, to przy braku naszej świadomości tego, co jest do korekty, do naprawy, równie dobrze słuchając innych autorytetów, możemy naszą podświadomość transformować w zupełnie innym kierunku i w dalszym ciągu nie będziemy świadomi, nie będziemy mieli nad tym kontroli.
Tylko wszystko, co będzie mówione z pozycji autorytetu, nasza podświadomość będzie przyjmowała jako pewnik. A to nie ma nic wspólnego ze świadomym życiem.Bo to w dalszym ciągu transformacja podświadomości na skutek autorytetu, bez naszej zgody, bez naszego udziału i bez naszej świadomości.
[01:44:05] - Tutaj się całkowicie zgadzam. Ja na przykład w swoim doświadczeniu miałem też coś, co kiedyś, z rok temu może, tutaj na antenie powiedziałem, że prawie powstała u terapeuty jedna sekta. Ja byłem w szoku, bo tak się patrzę na ludzi od jednego gościa. Każda z tych osób, zadając pytanie tej osobie, mogłem na kartce zapisać, co odpowie i słowo w słowo by odpowiedziała. To byli ludzie zaprogramowani. To też pokazuje takie zagrożenia, już takie ekstremalne, i że rzeczywiście to był olbrzymi problem. To był olbrzymi problem, bo trochę się porobiło później siary z tego powodu, bo okazało się, że gościu manipuluje.
[01:44:52] - Halo, halo.
[01:44:54] - Ciężka była walka z tym, bo praktycznie najpierw to nikt nie wierzy, że takie coś w ogóle ma miejsce, że ja mówię ludziom: „Słuchajcie, przestańcie tam chodzić, bo przecież wy się zachowujecie wszyscy tak samo jak roboty”. Nikt mi nie uwierzył i wszyscy tłumaczyli się według dokładnie tej samej formułki. Natomiast pośrednio de facto jest coś takiego właśnie, że ludzie z jednej strony, co my oczekujemy? Pan mówi na przykład, jak istotną rzeczą jest rozmowa z dzieckiem, jak istotną rzeczą jest mieć ten kontakt, który jest nie tylko fizyczny, ale stricte taki wewnętrzny, że my znamy swoje dziecko, wiemy, co z tym dzieckiem się dzieje. A żeby w ogóle móc to zrobić, to musi być rzeczywiście ta wyjątkowa relacja rodzic-dziecko, która pozwala nam mieć taki kontakt typowo macierzyński, a nie jakiś na zasadzie zastępczego rodzica. Opiekun numer jeden, opiekun numer dwa. Często się do tego to sprowadza.
[01:46:08] - Panie Kazimierzu, to jest właśnie rzecz, z którą, ja przepraszam, że wpadam panu w zdanie, natomiast wyłapałem jedno słowo, które pan powiedział: wyjątkowa więź. Że musi być pomiędzy dzieckiem a rodzicem wyjątkowa więź.
[01:46:27] - Dla mnie to jest wyjątkowa więź, bo ja widzę, że jest rzadka.
[01:46:32] - No więc ja się, kuźwa, pytam, co jest wyjątkowego-
[01:46:35] - Nie w tym duchowym
[01:46:37] - ... że powstaje więź miłości, troski i zainteresowania pomiędzy rodzicem a dzieckiem? Wie pan.
[01:46:45] - To jest bardzo dobre pytanie. Ja nie wiem, naprawdę. Ja mówię o swojej obserwacji, że dla mnie-
[01:46:51] - Ale ja się z panem całkowicie zgadzam, że coś, co powinno być całkowicie normalne, faktycznie jest postrzegane jako coś wyjątkowego.
[01:47:00] - No właśnie to jest problem. Tak.
[01:47:03] - Gdzie my jesteśmy? My jesteśmy duchowo i emocjonalnie w czarnej dupie.
[01:47:09] - No i właśnie z tego powodu tak naprawdę chyba to, co pan dzisiaj przedstawił, tę dyskusję, z tego powodu to wynikło. Bo skoro właśnie jest to wyjątkowe praktycznie rzecz biorąc, jak to obserwujemy, to tutaj trudno się też dziwić, że rozwiązaniem dla wielu ludzi jest po prostu psychiatra. I oczywiście ja rozumiem, że to jest właśnie ten problem, bo ja na przykład bardzo dobrze zdaję sobie sprawę, jak funkcjonuje terapia, jak funkcjonuje w ogóle psychiatra. Pomimo że specjalnie dużego związku z tym nie miałem aż tak, ale miałem z różnych perspektyw, to jednak mam takie wrażenie, że psychiatra, porównałem w tym moim komentarzu psychiatrę i psychologa, terapeutę do takiego człowieka, który staje przed kamerą, nagrywa, mówi o duchowości, umieszcza to w internecie i inni tego słuchają i może nawet nie przetrawiają tego kompletnie, ale oni tego potrzebują. I właśnie paradoks polega na tym, że jak człowiek, który na przykład zajmuje się rzeczywiście bardziej dogłębnie tą duchowością, bo tak o sobie mogę powiedzieć, czy to się komuś podoba, czy nie, ja sam o sobie tak mówię. Ja słucham tych filmików i mi ręce opadają i zastanawiam się, jak można ludziom takie rzeczy wgadywać, nie mówiąc nic tak naprawdę. Większość rzeczy to są formułki. I one dosłownie nic nie zmieniają, bo to mniej więcej tak, jak ja bym ludziom próbował coś sprzedać praktycznie. Nie mówisz nic o produkcie, nie mówisz nic o tym, co ten produkt robi, tylko o tym, jak klient będzie zadowolony. I klient to wtedy kupuje, bo on będzie zadowolony.
Takie w ogóle przeniesienie tego tematu w inne miejsce. Jednak są ludzie, którzy tego słuchają i mało z tego oni tego nie trawią, w sensie nie przetrawiają tego, tylko dla nich to jest jakaś taka prawda, bardzo im potrzebna do czegoś, do zajęcia umysłu, że robią coś ciekawego. Potem się okazuje, że zajmują się zbieraniem kamyczków, zbieraniem jakichś tam kryształów, cholera wie czym jeszcze. Jakieś rytuały sobie wymyślają bądź kupują jakieś świeczki od kogoś i palą na zasadzie: „A, zapalę świeczkę i ta świeczka mi oczyści pomieszczenie”. Takie magiczne myślenie. Ale to jest dla nich duchowość.I w takim przypadku, jeżeli ktoś mówi, pyta się na przykład, jeżeli już w ogóle na grupie dyskusyjnej ktoś się pyta, takiej grupie dyskusyjnej, poświęconej duchowości, ktoś się pyta: co możecie poradzić dla takiego dziecka? To ja powiem panu szczerze, mnie pierwsze, co do głowy przyszło w takim przypadku, to tak: nie spieprzać się, nawet nie próbować tego komentować. A jak już, to tylko jeden komentarz. Psychiatra. Ja od tego ręce umywam, bo to jest większy gnój, ta sytuacja, bo jakbym się czuł, że ja ingerując w to, biorę właśnie na siebie nie tylko tę dziewczynę, ale jeszcze całą tą rodzinę na siebie.
Ludzi, którzy nie rozumieją, którym nie przetłumaczysz, a już będą mnie próbowali słuchać. Tak samo, jak tego człowieka, który stoi za ekranem jakiegoś monitora na jakimś kanale i mówi: będą słuchać, ale nie będzie do nich docierać. I ja będę miał tę odpowiedzialność na sobie. Ja się spieprzę w bak, no! Tak to odebrałem.
[01:51:05] - Panie Kazimierzu, jaką odpowiedzialność, jakie ryzyko mógłby pan ponieść? Czy ja mógłbym ponieść?
[01:51:15] - Znaczy ja panu odpowiem na to pytanie. Proste. Jeżeli ja bym coś powiedział-
[01:51:19] - Mówiąc: w takiej sytuacji wysłuchaj swojego dziecka, posłuchaj, porozmawiaj z nim, otocz je miłością i zainteresowaniem. Jakie ryzyko pan ponosi w tym momencie?
[01:51:35] - To jest bardzo dobre to, co pan mówi. Tylko właśnie chodzi o to, że ja nie mam kompletnie wiary, że osoba, która właśnie ten temat poruszyła na takiej grupie dyskusyjnej, że ona, bądźmy szczerzy, ja jestem wręcz przekonany na zasadzie mojego doświadczenia, mogę być oczywiście w danej sytuacji w błędzie, tak? Ale ja bardziej prawdopodobnym zakładam, że taka osoba prędzej kupi świeczki, zacznie palić w domu i to zmieni w domu atmosferę i dziecko nie będzie mieć myśli samobójczych. Prędzej to kupi niż to, że ja jej coś powiem takiego, co pan wie, co powinno być wypowiedziane. Dla mnie to jest w pewnym sensie nawet i strata czasu. Człowiek powie, a tysiąc innych ludzi mówi coś innego. A odpowiedzialność jest wtedy, kiedy ta osoba pochwyci, tak? Ona ciągle nie rozumie. Ona przecież stwierdzi, to jest jedyna osoba, taki przebłysk zdrowego rozsądku na przykład, na zasadzie, że ta osoba jedna napisała coś zupełnie innego niż wszyscy. Teoretycznie ma sens.
I teraz, jeżeli ta osoba by pomyślała, że napisze do mnie, to ja się znowu obawiam, że tego typu osoby nawet nie są na to gotowe, żeby do kogoś napisać, porozmawiać, ponieważ staną się pijawkami ssącymi, żeby pan powiedział: a jak to? A jak tamto, a tamto? A Boże, jakie ja mam problemy! No proszę pana, no ja nie rozumiem. I zwariować idzie. Nagle ma się u dupy pijawkę, która tylko i wyłącznie ssie.
[01:53:20] - Panie Kazimierzu.
[01:53:20] - Takie mam doświadczenie.
[01:53:22] - Panie Kazimierzu. I pewnie skoro ma pan takie doświadczenie, to z pewnością jest ono prawdą i prawdziwym doświadczeniem. Natomiast powiem tak: albo, bo pan wybrał taką drogę powiedzenia komuś czegoś, co on chce usłyszeć i analizowania jego po jednym tam wpisie-
[01:53:42] - A wręcz przeciwnie, wręcz na odwrót. Nie udzielać się.
[01:53:46] - Moim zdaniem-
[01:53:49] - Ja pana bardzo przepraszam, ja tutaj tylko i wyłącznie rozmawiamy na zasadzie takiej dywagacji, tak? Ponieważ gdybym sam był w takiej sytuacji, że ja to czytam, to ja bym dopiero wtedy się musiał zastanowić, jak postąpić.
[01:54:06] - No wie pan, ja, że tak powiem, emocjonalnie, że tak powiem, w tym utknąłem, więc nie jestem tu osobą postronną w tym poście i dlatego tak mówię. Są trzy, że tak powiem, formy zareagowania, tak? Powiedzieć to, co ktoś chce usłyszeć, bo go przeanalizowałem, bo mam doświadczenia, poprzez pryzmat swoich doświadczeń, tak? Więc mówię to, żeby nie brać odpowiedzialności, coś. Drugą opcją, moim zdaniem lepszą już w takiej sytuacji, jest po prostu nienapisanie nic. Po prostu w ogóle niewchodzenie w temat, tak? Trzecią opcją jest napisanie swojej prawdy. I ja jestem przekonany, że wszystkie te osoby, które zabrały głos w tej dyskusji, napisały swoją prawdę, czyli nie bawiły się w zastanawiania, co kobieta chce usłyszeć czy nie chce usłyszeć, czy ona z tego skorzysta, czy nie. Tylko pięćset osób napisało swoją prawdę. I ta prawda mnie przeraziła, panie Kazimierzu.
[01:55:11] - Akurat-
[01:55:11] - Nie to, co tam się dalej wydarzy, tylko ta prawda, którą ja zobaczyłem z ust czy tam ze słów napisanych przez pięćset osób na grupie Świadoma kreacja rzeczywistości, na grupie stricte w opisie duchowej, mówiącej o rozwoju świadomości. Pięćset osób, z czego połowa wykazała się elementarnym brakiem miłości w relacji, w której tej miłości powinno być najwięcej. Dlatego moje czarnowidztwo. Gdybym ja-
[01:55:46] - Moje też w jakiejś mierze.
[01:55:49] - Gdybym ja, że tak powiem, sugerował się tym, co ja się dowiaduję od słuchaczy. Miałem. Pan doskonale wie, że miałem takie kryzysy, miewam takie kryzysy. Bo faktycznieGro ludzi, większość ludzi ma swój światopogląd, swoją podświadomość i nim się kieruje w życiu. I faktycznie jak ktoś ma zapalić świeczkę, to zapali świeczkę. Jak ktoś się będzie chciał zbulwersować, to się zbulwersuje. Jak ktoś będzie chciał posłuchać, to posłucha. A jak ktoś będzie chciał z tym coś zrobić, to zrobi. Nie mam na to żadnego wpływu. Natomiast biorąc pod uwagę skuteczność docierania do ludzi, to faktycznie to nie ma sensu.
To, co robię, nie ma najmniejszego sensu.
[01:56:34] - Tak. Chciałem się do tego odnieść, ale nie będę panu Markowi siedział na linii, bo skoro on do mnie dzwoni, akurat za to płaci. A chciałem się jeszcze odnieść do prawdy. To pan powiedział, żeby napisać panu, odpisać odnośnie spojrzenia z punktu widzenia prawdy czy z perspektywy prawdy na swoje życie. Też do tego chciałbym się odnieść, ale już na to nie ma czasu. Chyba że spróbowalibyśmy jeszcze raz zrobić połączenie ode mnie na stacjonarkę. Czy się uda? Jak pan, panie Marku, myśli?
[01:57:14] - Możemy spróbować jak najbardziej. A mam takie pytanie, czy nas obydwóch, znaczy mnie i pana Sławka było tak samo dobrze słychać?
[01:57:23] - Jeszcze raz, przepraszam.
[01:57:25] - Czy mnie i-
[01:57:26] - Ja słyszałem dobrze.
[01:57:27] - Czy mnie i pana Sławka było tak samo dobrze słychać?
[01:57:32] - Moim zdaniem tak samo było dobrze słychać. Oba głosy były w miarę tak samo, natomiast były, powiedzmy, że 70% głośności muzyki puszczanej w radio. Ale tak samo było. Tylko że właśnie aż musiałem podgłośnić sobie, bo ciutkę po prostu tak jakby za cicho. Nie wiem, co było za cicho. Czy głosy, czy muzyka była za głośna. Tego nie wiem akurat. Ale było dobrze słychać, jak się podgłośniło.
[01:58:05] - Muszę się temu przyjrzeć podczas obróbki nagrania.
[01:58:09] - Właśnie to najlepsze rozwiązanie.
[01:58:13] - Staram się zawsze tak obrabiać tę audycję, żeby podkład muzyczny nie przykrywał w tej zasadniczej części audycji głosów prowadzących bądź-
[01:58:26] - To jest trudne.
[01:58:28] - Trudna sztuka.
[01:58:31] - Trudno. Widzę, że pan coś pogrzebał, bo było zawsze w miarę fajnie. Przynajmniej nie zauważyłem, żeby coś było nie tak. A teraz wyjątkowo aż w uszy mnie zabolało, jak muzyka poszła, bo miałem podgłoszone słowa. Dobra, to zróbmy tak: ja spróbuję jeszcze teraz zadzwonić na stacjonarny. Jak się uda, to jeszcze przejdę na temat prawdy, a jak się nie uda, to skończymy po prostu dyskusję. Okej, może być?
[01:58:56] - Okej, pewnie.
[01:58:58] - Dobra, fajnie. To pan się, panie Marku, przyszykuje. Jakby co, to się teoretycznie żegnam, a być może jeszcze uda się wrócić i pociągnąć temat. Do usłyszenia.
[01:59:09] - Do usłyszenia, panie Kazimierzu.
[01:59:19] - To czekamy na pana Kazimierza w takim razie.
[01:59:22] - Tak jest. Chyba mamy połączenie.
[01:59:25] - Udało się. Słyszymy się znów.
[01:59:28] - Udało się.
[01:59:29] - Dobry wieczór.
[01:59:30] - Czyli wszystko działa. Dobry wieczór. Nie wiem, czy dzisiaj dzwoniłem, bo już nie pamiętam. Tyle mam zajęć dzisiaj.
[01:59:39] - Nie wiem, czy wyprowadzać pana z błędu, czy nie.
[01:59:43] - Z błędu? Nigdy. Ja nigdy w błędzie nie jestem. To musimy ustalić na starcie.
[01:59:48] - Z niepewności w takim razie.
[01:59:52] - Tym razem tutaj znowu ktoś dzwoni i mamy dwóch słuchaczy na linii. Halo, halo, czy się słyszymy?
[01:59:57] - Super.
[01:59:58] - To ja poczekam, bo nie ma problemu.
[02:00:01] - Dobry wieczór, panie Sławku i radiosłuchaczom.
[02:00:04] - Dobry wieczór.
[02:00:04] - Przepraszam, że przerywam.
[02:00:05] - Dobry wieczór.
[02:00:06] - Z tej strony Monika.
[02:00:09] - Dobry wieczór pani.
[02:00:11] - Przepraszam, że przerwałam panu Krzyśkowi, ale właśnie uznałam, że jest taki moment, żeby się wbić na linię.
[02:00:19] - Superowo. Będziemy mieli telekonferencję modną ostatnio.
[02:00:25] - Ja mam z Afryki, to ja mogę słuchać.
[02:00:28] - O, to bardzo fajnie. I chciałam też przełamać swój lęk, bo słucham pana audycji już bodajże czwarta audycja chyba.
[02:00:37] - Super. To skąd ten lęk?
[02:00:41] - Mój lęk właśnie wynika z tego problemu, co był poruszany na linii. Dlatego chciałam zadzwonić do państwa. Dzisiaj poczułam taką potrzebę.
[02:00:51] - Jak się pani czuje?
[02:00:53] - Na razie to mi serce dygota całe.
[02:00:57] - To dobrze, są emocje, znaczy, że żyjemy.
[02:01:00] - To może ja dodam tak od siebie małą rzecz. Ma pani bardzo piękny głos, bo to jest aż przyjemne słuchać. Nie to co ja.
[02:01:09] - Ojeju.
[02:01:10] - I tu się, panie Kazimierzu, muszę z tym zgodzić.
[02:01:13] - Nie to co ja.
[02:01:14] - Ojeju, dziękuję. Słuchałam państwa właśnie w pracy, będąc w pracy, bo skończyłam pracę o 22:00 i postanowiłam sobie, że jak wrócę, to zadzwonię i chciałam się wypowiedzieć. W sumie jestem teraz na takim skwerku, siedzę na ławce. Zdążyłam wypalić trzy fajki niestety, ale wiem, że w tym roku rzucę palenie.
[02:01:40] - Ja się do tego nie odnoszę.
[02:01:45] - I bardzo dobrze.
[02:01:48] - Nie oceniam nikogo.
[02:01:49] - Powiem tylko, że mam 33 lata. W tym roku właśnie skończyłam 33 lata.
[02:01:55] - Piękny wiek.
[02:01:57] - Ja już to wcześniej wiedziałam i mówiłam innym ludziom, że jak będę miała 33 lataTo w moim życiu zaczną się dziać duże zmiany. Po prostu czułam to i naprawdę bardzo dużo się wydarzyło. Nie wiem, od czego zacząć, czy zacząć od tego, że-
[02:02:15] - A czy te duże zmiany to były zmiany pozytywne, których pani oczekiwała? Czy to zmiany, które raczej zmuszają do tego, żeby zrobić coś inaczej?
[02:02:27] - Moje zmiany zaczęły się już 10 lat temu, gdy zaczęło do mnie docierać, że to, co widzę, to widzę przez czarne okulary, a świat jest zupełnie inny. I zaczęłam się uświadamiać, gdzie jest problem. Nie tylko we mnie, ale w moim wychowaniu, w rodzinie, w tym, że brakowało miłości. Nigdy jej nie doznałam.
[02:02:49] - No to tak.
[02:02:50] - Nigdy nie widziałam, jak rodzice się przytulają, żadnej miłości, a wręcz doświadczałam zupełnie czegoś innego, czyli braku wsparcia i doświadczałam szyderstwa. I to mnie tak zblokowało. O, właśnie widzę jeża. Jak sobie jeż wędruje.
[02:03:06] - Jeża właśnie widziałam.
[02:03:07] - Jeże to świetne. Nie wiem, czy kochani wiecie, ale jeż potrafi w ciągu nocy przejść sześć kilometrów.
[02:03:14] - O ciekawe. A jerzyki ptaki to świetni lotnicy, którzy nie wiem, ile potrafią kilometrów zrobić, ale wiem, że jerzyk to taki ptak, który potrafi latać przez dwa lata i cały czas przez dwa lata potrafi latać i nigdzie nie usiąść.
[02:03:32] - O proszę bardzo, to tego znowu ja nie wiedziałem. Jak się pięknie wymieniliśmy tutaj.
[02:03:36] - Jeśli chodzi o ptaki, to mam dość sporą wiedzę, więc tutaj mogłabym wiele rzeczy poopowiadać.
[02:03:46] - To ja poproszę numer.
[02:03:49] - Właśnie o to chodzi, że ja uciekłam w przyrodę. Będąc dzieckiem uciekłam w przyrodę i można powiedzieć, że to przyroda mnie otuliła. To była moja ucieczka.
[02:04:03] - Powiem tak: jest to właśnie jedna z takich fajnych form. Przyznam szczerze, jedna z najbezpieczniejszych form ucieczki. Ponieważ przyroda daje uspokojenie, natomiast nie narzuca niczego sobie. Wprost przeciwnie, pokazuje te procesy jako naturalne i daje dużo spokoju. Także to bardzo fajna forma jest. I też dużo miłości.
[02:04:34] - Bezwarunkową miłość.
[02:04:35] - Tak, można się od natury nauczyć pięknej miłości.
[02:04:41] - Można też się nauczyć wielu zachowań ciekawych i instynktów, jakie kierują właśnie w naszym życiu. Ja nieraz patrząc na ludzi, zastanawiam się, jak to przyroda robi i czym się kieruje. I to nieraz przenoszę do naszego ludzkiego życia.
[02:05:02] - Super. Ale proszę o tych zmianach powiedzieć, bo tak, żeby nie było, że ja powiem tutaj o ptaszkach, o jerzykach, o jakichś innych rzeczach. Ja wiem, jak działa podświadomość.
[02:05:13] - Był jeż i był jerzyk. Się fajnie połączyło.
[02:05:20] - Nawet moje nazwisko pasuje do tej rozmowy.
[02:05:23] - Też jakieś zwierzę?
[02:05:24] - Nie wiem, jakie są jerzyki, ale jeż tak, jak najbardziej.
[02:05:30] - No dobrze o moich zmianach. Tak więc już 10 lat temu się zaczął mój proces zmian. Zaczęłam się uświadamiać. Przestałam się obwiniać, że to wina leży we mnie, tylko w wychowaniu, w rodzinie, że brakowało tej miłości. I można powiedzieć, że moją taką obroną, autoobroną było to, że przestałam czuć. Nie wiem, jak często się coś takiego zdarza, ale ludzie jakoś muszą wyzwolić swoje emocje, a ja swoje emocje zablokowałam. Nie potrafiłam ich w żaden sposób wyzwolić. Nie potrafiłam wyzwolić swojego szczęścia, swojej złości, tylko byłam do tego stopnia zblokowana, że stałam się obojętna dla samej siebie.
[02:06:12] - No to grubo.
[02:06:13] - Niby grubo, konkretnie. I nawet będąc dzieckiem nie potrafiłam uronić łzy. To już się zaczęło nawet na etapie dzieciństwa. Będąc tam, ile miałam lat? Powyżej 10. Złamałam sobie rękę, to nawet wtedy nie potrafiłam uronić łzy. A bolało strasznie. Dopiero jak ktoś podszedł, mnie przytulił, to wtedy zapłakałam. Więc u mnie to była taka autoobrona, ale to miało swój niekorzystny skutek. To znaczy oddaliłam się od samej siebie.
Nie miałam żadnych potrzeb, nie miałam chęci do siebie i to był taki skutek uboczny tego wszystkiego.
[02:07:01] - Nie taki bardzo uboczny, wie pani, bo to jednak bardzo mocno determinuje to, co się dzieje w naszym życiu. Bo to przekreśla różnego rodzaju relacje, bliskość, otwartość, poczucie bezpieczeństwa, zaufania do drugiej osoby. A to są takie rzeczy, które do takiego normalnego — ja już nie mówię, że szczęśliwego — ale normalnego życia są jakby nieodzowne. Więc to nie jest skutek uboczny. To są poważne już zachwiania i poważne problemy. Ale rozumiem, że rozmawiamy o tym w kategoriach przeszłości.
[02:07:47] - Tak, zmieniłam się, ale ciągle nawet w tym roku byłam na takim etapie, że coś nadal jest nie tak, że nie ma we mnie chęci do samej siebie, nie ma we mnie miłości, nie potrafię siebie zaakceptować. I doszłam do takiego momentu-Że przesiąkłam negatywnymi myślami. Można powiedzieć, że się uśpiłam w tych negatywnych myślach. Słyszę swoje echo. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle.
[02:08:18] - Dobrze. W kategoriach poznawczych bardzo dobrze.
[02:08:23] - Będzie podwójnie lepiej słychać.
[02:08:26] - Nie wiem, czy też na audycji słychać moje echo, czy tylko ja go słyszę.
[02:08:31] - Słychać też niestety na audycji. Myślę, że pan Sławek Bączkowski ma po prostu tak dobry mikrofon, że aż łapie ze słuchawek dźwięk. Czy z głośnika, czy nie wiem.
[02:08:47] - Tak więc kiedy to było? W kwietniu już byłam na takim etapie, że przestałam się uśmiechać. Tak z miesiąc to trwało. Odsunęłam się całkowicie od ludzi i moja przyjaciółka, którą poznałam w listopadzie, przez pół roku, a już od samego początku wiedziałam, że to będzie moja przyjaciółka praktycznie, bo była taka fajna relacja. Teraz akurat mnie słucha.
[02:09:14] - Pozdrawiamy przyjaciółkę.
[02:09:16] - Też pozdrawiamy.
[02:09:18] - Pozdrawiamy Weronikę. I można powiedzieć, że ona mnie trochę wyciągnęła z tych negatywnych myśli. Ale to było też zaskakujące, bo ona mnie poznała jako taką wesołą osobę, a nagle się zmieniłam i ona nie wiedziała, co się ze mną dzieje. Tutaj byłam cały czas wesoła, a nagle taka zmiana. I w sumie to też bliźniaczy płomień mi się wydaje. Z kobietą też można mieć.
[02:09:47] - Oczywiście, że tak.
[02:09:48] - Dużo opowiadać.
[02:09:49] - Oczywiście, że tak. Natomiast czy ta wesołość, ta radość to było taką formą maskowania, czy taką wewnętrzną potrzebę?
[02:10:00] - Nie. Taka jestem. Tylko wiele sytuacji, które miały się wydarzyć, trochę mnie negatywnie nastawiły. Miałam problem z zaakceptowaniem siebie, swojego wyglądu i przesiąkłam w tych negatywnych myślach i tylko widziałam ten problem. I w końcu postanowiłam, trochę za namową, że wybiorę się do psychologa. W trakcie jeszcze słuchałam pana audycji. Pana chyba wcześniej zaczęłam słuchać. W sumie to ja u psychologa byłam jakieś siedem lat temu. Tylko właśnie o to chodzi, że trzeba trafić na dobrego psychologa. A wtedy, jak poszłam do psychologa, to miałam wrażenie, że ten psycholog bardziej chce mnie słuchać, niż...
Nie wiem, jak to ująć, ale miałam wrażenie, że przychodzę dla psychologa, niż dla siebie. I ona mi doradzała. A psycholog tak naprawdę nie powinien doradzać, tylko zadawać pytania i to my sami musimy sobie na nie odpowiadać.
[02:11:06] - Różnie to jest, pani Moniko, ja bym tutaj aż taki bardzo ortodoksyjny w tym nie był, bo czasami dużo zależy od nas, na ile my mamy w sobie otwartość na posłuchanie rady, a na ile mamy potrzebę wyżalenia się, wygadania. Bo ja powiem taką rzecz: ludzie bardzo często właśnie uciekają w nieokazywanie emocji, w wyciszanie emocji, wyciszanie tego, co się dzieje w środku. I to nie jest dobre.
[02:11:48] - Nie jest dobre, bo emocje muszą wyjść w jakiś sposób, a wiem, jak się u mnie wyzwalały: poprzez krzywdzenie samej siebie. Nie krzywdzenie innych, nie wyzwalanie swoich emocji, tylko krzywdzenie samej siebie.
[02:12:01] - Właśnie. Bo to nie jest tak, że jeżeli coś w nas jest, to sobie samo pójdzie. To musi znaleźć jakąś formę ujścia. I bardzo często właśnie skumulowanie tych emocji wybucha w nas wtedy, kiedy się przeleje ta tak zwana kropla, która przepełni czarę albo w sytuacji, która zupełnie nie jest adekwatna do tego, co my w tej sytuacji robimy, ponieważ to była już trzecia, piąta, siedemnasta, trzydziesta siódma taka sama sytuacja i za którymś razem coś w nas pęka. To nie jest żadne rozwiązanie. Tłumienie w sobie emocji, nierozpoznanie tych emocji nie jest żadnym rozwiązaniem długofalowym. To daje, owszem, takie poczucie chwilowe spokoju, ale to nie jest rozwiązanie. Moim zdaniem, jak daleki jestem od rad, to właśnie powinna pani szukać sposobu pozbycia się tych emocji.
[02:13:05] - Tylko gorzej, jeżeli... Tak, tylko ja miałam taki problem, że ja sama nie czułam tych do siebie emocji, bo można powiedzieć, że dusiłam je w zalążku, więc one nawet do mnie nie docierały.
[02:13:19] - To osiągnęła pani mistrzostwo.
[02:13:21] - Wiem o tym. Ja nie byłam świadoma swoich emocji, swojej złości, bo nawet one nie mogły się rozwinąć, tylko już je w zalążku duszałam. Można powiedzieć, że nawet nie potrafiłam się zezłościć. A nieraz były takie sytuacje, że powinnam wyzwolić tą złość, dotrzeć do tego, że właśnie czuję tą złość, a ja nawet nie potrafiłam tego czuć. I dopiero właśnie taki przełomowy etap się zaczął jakieś trzy tygodnie temu bodajże.
[02:13:52] - Dobrze, czyli jesteśmy-
[02:13:54] - Kiedy doszłam do mnie, że czuję ból i powinnam sobie samej pomóc.
[02:14:00] - No dobrze. Widzi pani, tutaj mnie pani uprzedziła, bo owszem, ten etap poznawczy jest ważny, żeby sobie coś tam o sobie powiedzieć. Znaczy ja o sobie to mówię cały czas, natomiast żeby pani coś tam o sobie powiedziała. Natomiast mnie zawsze interesujeTen moment, w którym zapada decyzja. Co robimy z tym dalej? Bo oczywiście możemy, wie pani, przeanalizować to życie pani, posłuchać tych różnych, przeróżnych historii negatywnych, zakończyć rozmowę, pozdrowić się serdecznie i życzyć sobie wszystkiego dobrego. Natomiast to nic nie zmieni w pani życiu. Więc jaka jest teraz decyzja na dzień dzisiejszy? Jaka jest pani decyzja?
[02:14:51] - Tak jak wspomniałam, mój taki przełomowy moment był, gdy się wybrałam do psychologa i po pierwszej wizycie powiedziałam to, jaki miałam problem, z czym sobie poradziłam. I po pierwszej wizycie, jak wyszłam, to myślałam, że nic się nie stało, nic się nie zmieniło. A dopiero później, jak wróciłam na mieszkanie, to zaczęłam ze sobą rozmawiać. A wcześniej tego nie robiłam. Wcześniej nie docierałam do siebie i to było po pierwszej wizycie. Już zaczęłam się nad sobą zastanawiać bardziej i dotarło do mnie po pierwszej wizycie, że zawsze pomagałam innym ludziom. A teraz do mnie dotarło, że osobą, która najbardziej potrzebuje pomocy, to jestem ja sama i nikt tak bardzo nie potrzebuje tej pomocy jak ja. Sama sobie muszę pomóc i nikt tego nie zrobi za mnie. Nawet taki obrazek sobie w głowie ułożyłam. Mogłabym to opowiedzieć, bo to jest tak-
[02:15:47] - Super.
[02:15:47] - Dość ciekawe.
[02:15:48] - Działa?
[02:15:48] - Wyobraziłam działa też na innych ludzi. Może opowiem to, jak sobie wyobraziłam siebie. Wyobraziłam sobie, że psycholog jest moim klucznikiem i zaprosił mnie do celi. Znaczy nie do celi, tylko usiadłam na takim fotelu przed kratą, a za tą kratą w tej celi siedziała druga osoba. To byłam ja. To było moje ja, które ja sama uwięziłam. Nie wiem, kiedy to nastąpiło. Pewnie już z dawna uwięziłam swoją osobę i ta osoba nie dość, że była za kratami, też była przykuta łańcuchem. U nogi miała łańcuch, była przykuta łańcuchem, nie mogła się poruszać. Siedziała taka podkulona w tej celi i dotarło do mnie, że ja jestem tą osobą, która może jej pomóc.
Nikt inny tego nie zrobi, nikt tam nie ma dostępu. I teraz muszę znaleźć ten klucz, żeby otworzyć tą celę. I był taki moment właśnie podczas tej-- bo zaczęłam psychoterapię. Już mam z dziesięć spotkań i kolejny taki obrazek po iluś tam spotkaniach sobie wyobraziłam, że w pewnym momencie podeszłam do tej celi i się okazało, że ona ten łańcuch ma dłuższy niż myślałam. Ona też podeszła, wyciągnęłyśmy do siebie ręce i dotknęłyśmy się i wtedy poczułam swój ból.
[02:17:23] - Nadal go pani czuje.
[02:17:25] - Czuję go. Czuję go do tego stopnia, że jestem w stanie reagować teraz.
[02:17:30] - Ale to się da czuć, że pani to czuje cały czas. Ale to dobrze. To bardzo dobrze.
[02:17:40] - A wie pan, dlaczego zadzwoniłam?
[02:17:42] - Czy ja wiem?
[02:17:43] - Raczej takie impulsy były. W na weekendzie oglądałam film „Zdarzenie”. Nie wiem, czy państwo kojarzą.
[02:17:51] - Nie.
[02:17:51] - Ten film.
[02:17:53] - Nie.
[02:17:53] - To jest film, gdzie nagle okazuje się, że jest jakaś epidemia i nagle wszyscy zaczynają popełniać samobójstwo. I tak ludzie się zastanawiają, jaki jest powód, że nagle całe miasto jest właśnie w tych-- ludzie popełniają samobójstwa. I się okazało, że natura się sprzeciwiła przeciwko ludziom i drzewa zaczęły wysyłać takie feromony i one się roznosiły za pomocą wiatru i jak tylko ten wiatr przyszedł, to ludzie od razu popełniali samobójstwa. A jeszcze dzisiaj kolejnym impulsem było to, że na Facebooku, na takiej grupce pojawiła się informacja, że dzisiaj we Wrocławiu, dzwonię właśnie z Wrocławia, dzisiaj we Wrocławiu ktoś popełnił samobójstwo. Jeszcze dodam, że ja przez całe, nie wiem od kiedy to jest, ale przez większość życia miałam myśli takie, że chciałabym przestać istnieć. To było nawet, można powiedzieć, takie moje marzenie, żeby wymazać ludziom z pamięci moją osobę. Słyszę Jerzego, jak fuczy. Żeby wymazać ludziom z pamięci moją osobę, wszystkim, którzy mieli ze mną kontakt. I wtedy mogłabym przestać istnieć. Dlatego też wiem, że jestem osobą, która nie byłaby w stanie tego zrobić, bo jestem osobą empatyczną i chyba tylko to mnie trzymało przy tym, żeby tutaj być.
Były myśli, ale wiem, że nigdy czynu by tego nie było z racji tego, że wiem, jak ludzie później cierpieli z tego powodu. Dlatego mnie stać na taki czyn.
[02:19:24] - Myślę, że powodów jest więcej. Znaczy jestem głęboko przekonany, że powodów jest więcej, bo też i trzydziesty trzeci rok życia jest takim fajnym momentem do zmiany świadomości. Więc to jest dobry moment, tak, żeby właśnie teraz dokonać zmian. Zresztą w żaden sposób w pani emocjach ja nie czuję takiego żadnego zagrożenia taką sytuacją. Dlatego jak zaczęła pani mówić o tym samobójstwie, o tym, to raczej ja to odbieram w kategoriach zabicia czegoś, co było do tej pory w pani i takiego bardziej odrodzenia niż takiego aktu ostatecznego wykonanego na sobie. Ja to tak odbieram, że tam już ten ogień się paliI że pani doskonale wie, czego pani chce.
[02:20:28] - Tak. I ja też wiem, że coś takiego na pewno w moim przypadku nie nastąpi. Chociaż wiadomo, były myśli. Miałam taki etap sześć lat temu, kiedy się udałam do psychologa i też do psychiatry się udałam po leki antydepresyjne, bo w domu działo się dużo, dużo gorzej i można powiedzieć, że ciężko było. Ale ja byłam taką osobą od dziecka, która tłumiła to w sobie wszystko. Nigdy nie mówiła, nie krzyczała, wręcz była zawsze osobą spokojną. A zauważyłam, że u mnie w domu to było tak, że niektóre osoby właśnie swoje emocje wyzwalały złym zachowaniem, krzykiem, a ja właśnie w drugą stronę. I nawet Weronika mi kiedyś to powiedziała, że są dwa rodzaje ludzi. Osoby, które sobie dodają i osoby, które sobie odejmują. Osoby, które sobie dodają, dbają o rzeczy materialne, dbają o siebie, krzyczą, wyrażają swoją złość.
A są też osoby, które sobie odejmują. I ja chyba doszłam do takiego etapu, że odjęłam sobie wszystko niemalże. To, że właśnie nie miałam potrzeb, nie miałam myśli związanych z sobą, żeby właśnie sobie pomóc, tylko żeby pomagać innym. I to też była taka ucieczka. Pomagając innym uciekam od samej siebie, więc jeszcze bardziej uciekam od siebie. Ale można powiedzieć, że osoba, która sobie odejmuje, też w pewien sposób krzyczy, tylko krzyczy po cichu. Jednak też chce zwrócić na siebie uwagę tym swoim wycofaniem, tym swoim właśnie odjęciem sobie wszystkiego, żeby ktoś ją zauważył. Także to jest trudniej dostrzec.
[02:22:14] - Już pani wie o tym, że to są sytuacje, które powstały w pani dzieciństwie i to w tej chwili bardzo mocno emanuje. To nie dzieje się przez przypadek. To była pani forma jakiejś tam obrony, którą pani wypracowała w domu, w swoim otoczeniu, wśród swoich rodziców, rodzeństwa. Nie wiem, jak tam wyglądała sytuacja. Natomiast świadomość tego, bo to jest tak, że 50% sukcesu terapeutycznego to jest uświadomienie sobie problemu.
[02:22:54] - Dokładnie.
[02:22:56] - Jak ta świadomość się już pojawi, to później dokonywanie zmian jest już dużo prostsze. Bo największy problem mają ci ludzie, którzy nie widzą problemu, którzy mówią: „Nie ma problemu, jest tak, jak jest, tak musi być widocznie”. Więc nie widzą, nie dostrzegają tego problemu, nie mają odwagi się z nim zmierzyć. Czy pani ma już odwagę i gotowość na rozmowę z samą sobą?
[02:23:26] - Tak. I zaczęłam dostrzegać właśnie-
[02:23:30] - To już mamy 75% sukcesu.
[02:23:33] - Dokładnie. Też myślę, że jestem na takim etapie i zaczęłam dostrzegać, jak właśnie podświadomość, złe wzorce mają na mnie wpływ, na moje relacje z innymi ludźmi, na moje relacje w związkach, bo właśnie byłam bodajże w trzech związkach. A w sumie w pierwszym związku byłam, jak miałam 25 lat, ale przez cały czas miałam myśli, że nie jestem w stanie okazać swojego uczucia. Dlatego blokowałam się przed bliskością z innymi ludźmi, bo nie chciałam ich zranić z tego powodu, że myślałam, że nie jestem w stanie kogokolwiek pokochać.
[02:24:13] - No dobrze, to ja mam takie pytanie, bo tu nie ma co za specjalnie analizować, bo pani to już doskonale przeanalizowała.
[02:24:22] - Tak.
[02:24:23] - Natomiast mamy teraz taką sytuację, w której trzeba zrobić krok.
[02:24:30] - Tak.
[02:24:32] - Bo powiem tak: tu już w tym momencie, w którym pani jest swojego życia i swojej świadomości rozwijania czy tam uświadamiania sobie samej siebie, z tej drogi już nie ma odwrotu. To już pani nie da spokoju.
[02:24:47] - Wiem o tym. Jak zaczęłam ze sobą rozmawiać, to taka jest ciekawość samej siebie.
[02:24:54] - Tu już cofnięcia się do tego, co było kiedyś, już jest niemożliwe. Oczywiście jak się pani uprze, może pani spróbować to jeszcze przyblokować na dzień, dwa, tydzień, miesiąc, może rok. Natomiast to i tak wróci. Więc teraz jest taki prosty wybór. Jak długo chce pani się z tym stanem przejściowym mordować? Tu trzeba sobie też jasno powiedzieć. Powrotu do przeszłości już nie ma. Jest już tylko przyszłość albo trwanie w tym takim rozkminianiu dalej tego, co było. Takie trzy scenariusze. Jeden jest niemożliwy.
W drugim pani jest, czyli rozkminianie tego, jak było, dlaczego tak było, co się wydarzyło, a czy mogło być inaczej, a czy mogłam zachować się inaczej. Może pani ten stan jeszcze utrzymać przez jakiś czas, jeszcze się pozastanawiać nad przyczynami. To może pani. Albo może pani zrobić ruch w kierunku przyszłości, czyli powiedzieć: „W dupie z tym, co było. Zostawiam to, co było. To już nie ma żadnego znaczenia. Już nie analizuję, czy to mój ojciec bardziej, czy to moja matka, czy to się pojawiło w trzecim roku życia, czy w piątym, czy w tym dwudziestym piątym”.
[02:26:19] - Nie do końca się z panem zgodzę.
[02:26:22] - Okej, no to mamy już jakąś odpowiedź.
[02:26:26] - Nie do końca się z panem zgodzę, bo na razie jestem na takim etapiePodzieliłam sobie tą, można powiedzieć, psychoterapię na różne etapy i zaczęłam na razie analizować problemy, które są związane z moim teraźniejszym życiem i dopiero tak naprawdę powinno się zacząć może od źródła, od domu. A ja ten moment zostawiłam na kolejne spotkania. Niedługo to nastąpi, że zacznę właśnie zagłębiać się to, jak było w domu i dopiero jak będzie to spotkanie, to zacznę przeżywać to, co działo się w domu. Nawet nie wiem, co ja mogę przeżywać tak naprawdę, bo odcięłam się wtedy od swoich emocji i dopiero myślę, że tak to będzie wyglądało, że na tych spotkaniach zacznę przeżywać to, co czułam w dzieciństwie. I myślę, że najpierw muszę właśnie to poczuć, żeby móc z siebie to wyrzucić i zrozumieć, bardziej uświadomić sobie.
[02:27:22] - Znaczy może pani, ale pani nie musi.
[02:27:27] - Ale to będzie wtedy nadal we mnie zalegało, jeżeli się nie uświadomię, co czułam wtedy?
[02:27:34] - Nie.
[02:27:34] - To będzie we mnie?
[02:27:36] - Nie.
[02:27:36] - Jak? Można przestać?
[02:27:38] - Tak.
[02:27:39] - Nie trzeba dotrzeć do źródła według pana?
[02:27:41] - Nie.
[02:27:42] - Panie Sławku, czy ja mogę się wtrącić?
[02:27:46] - Pewnie. Pan Grzesiek się wtrąca.
[02:27:49] - Ja się wtrącę, ponieważ chciałbym wykorzystać, że pani dzwoni z takim tematem i być może tutaj będę w stanie pomóc, bo jestem zachwycony tym, co pani mówi i przy okazji odpowiedzieć na pani pytanie. Ale muszę zrobić to samo co pani. To znaczy przedstawić się muszę. Więc dzisiejsza audycja będzie naprawdę wyjątkowa ze wszystkich, ponieważ poznamy trochę bardziej szczegółowo dwoje słuchaczy. Wie pani, ja w trakcie swojego dzieciństwa w wieku do czterech lat przeżyłem coś takiego, co się nazywa bardzo lubieniem dzieci. I to tak mi zryło psychikę, że przez całe dzieciństwo-
[02:28:38] - Chodzi o molestowanie.
[02:28:39] - Aha, dobrze.
[02:28:41] - Gorzej. Tylko nie lubię tak mówić na głos tego słowa.
[02:28:48] - To przepraszam, panie Kaziu.
[02:28:49] - Chciałam powiedzieć, że ma pan bardzo dużą odwagę, że zaczął w ogóle poruszać ten temat.
[02:28:56] - To, co pani powiedziała, właśnie chcę pani powiedzieć na tym przykładzie, ponieważ dużo rzeczy, które pani powiedziała, jest mi bardzo dobrze znanych w mojej własnej wersji, bo pani ma na pewno swoją własną, więc ja tutaj żadnych rad pani na pewno dawać nie będę, ale chcę pani coś pokazać z drugiej strony. Problem w tym, że to, w jaki sposób to na mnie wpłynęło wtedy, spowodowało, że praktycznie też odsunąłem się od wszystkich w wieku już naprawdę dziecięcym, kiedy siedmiolatek idzie do szkoły i tak naprawdę nie wie, dlaczego jest inny i gorszy od innych. Nie ma pojęcia. Wie, że jest gorszy. Wie, że jest dosłownie nawet poczucie brudności, nieczystości, gorszości. Do tego stopnia to było stymulowane też tym, że znienacka pojawiały się różne dziwne moje zaburzenia, których nikt kompletnie nie widział, jak na przykład sytuacja, kiedy ktoś się o mnie otarł tylko łokciem, a ja się wycierałem. Nagle mi się to pojawiło, pomimo że to już było trochę po fakcie. Jąkanie się to było też właśnie takie-
[02:30:09] - Właśnie mogę przerwać?
[02:30:10] - Mhm.
[02:30:12] - Mogę przerwać? Właśnie słyszałam, jak pan powiedział o jąkaniu się i właśnie, że skorzystał pan z leków, ale to był efekt placebo. A ja miałam tak, że nawet gdy byłam po studiach, miałam taki problem właśnie z rozmawianiem z ludźmi. Wiem, z czego to wynikało. To wynikało z tego, że bałam się tego, że nagle ktoś wyłapie moje błędy, zacznie wyśmiewać. I nawet na etapie, gdy byłam na studiach, dzwoniłam do dziekanatu, to potrafiłam sobie rozpisać rozmowę na karteczce i przeczytać słowo w słowo. A to była krótka rozmowa. To było dosłownie trzy zdania i potrafiłam sobie to napisać na karteczce, zaczynając od „dzień dobry”. I wiem, że strach to jest czymś takim, co nas tak blokuje i nie pozwala nam właśnie normalnie funkcjonować w życiu.
[02:30:58] - Oczywiście.
[02:30:58] - Więc nawet chciałam przerwać i powiedzieć. A jeśli chodzi o leki, to brałam leki antydepresanty pół roku. Uznałam, że trzeba zawalczyć z przyczyną, a nie wyciszać to wszystko i uznałam, że właśnie muszę znaleźć przyczynę tego wszystkiego.
[02:31:16] - To się w jakiejś mierze zgadza. W sensie tak ogólnie można powiedzieć.
[02:31:24] - Proszę mówić dalej, już nie przerywam.
[02:31:26] - Tak. Bo tutaj dochodzimy w zasadzie do czegoś takiego, że człowiek kompletnie nie ma do siebie szacunku. Najbardziej to by chciał odejść z tego świata. A jak już w ogóle fantastycznie to by było, gdyby zamiast go pochowali, to wyrzucili na wysypisko śmieci, bo tyle jest wart. Takie miałem naprawdę myśli. Oczywiście to wpłynęło na moją naukę, na moje niewielkie grono znajomych. I teraz w zasadzie rzecz biorąc, jeszcze trzeba przyznać, że przez 15 lat notoryczne wycieczki po sądach, sprawy sądowe, w których brałem udział, zeznawanie i tak dalej, kupę przyjemności. Oczywiście w szkole dziecko, jedyne dziecko, które jest wyciągane z lekcji, bo przyszedł kurator. Jedynie dziecko, które wchodzi tam, jest wzywane przez samego psychologa, bo dzieci tam do psychologa szkolnego, nie, do pedagoga.Jedyny został, który jest wzywany do samego dyrektora. Były takie atrakcje.
[02:32:49] - Pan miał jeszcze gorzej, przepraszam, że przerwę. Pan miał jeszcze gorzej, bo pan miał świadomość tego, że wszyscy to widzą.
[02:32:57] - Tak, tylko problem polegał, wie pani na czym? Że ja nie wiedziałem, dlaczego tak jest, bo nic nie pamiętałem.
[02:33:04] - Właśnie i to też jest jeden z objawów, że człowiek nie pamięta, co się działo w dzieciństwie. Ja też mam właśnie tak, że przeszłość jest wymazana.
[02:33:15] - Wie pani właśnie, ale teraz tak. Bo czemu chciałem o tym opowiedzieć? Bo tutaj ja nie zgodzę się tak samo jak pan powiedział, Sławek, że trzeba koniecznie poznać swoją przeszłość. Bo de facto ja nie z łoju, a po prostu siedziałem sobie przy komputerze i mi się nagle to przypomniało. To był dla mnie tak wielki szok i taka wielka trauma, że ja przez trzy dni miałem filmy w oczach. Ja po prostu jak widziałem na filmie, że bohater filmu ma filmy, to sobie myślę: „Kurde, ładne światełko, nie?” A tutaj faktycznie się filmy w oczach wyświetlają. To normalnie dla mnie mindfuck był, że to jest prawda. To był taki szok pourazowy, z którym ciężko sobie poradzić, ponieważ człowiekowi się dosłownie ręce trzęsą, ponieważ wszystko mu się zaczyna uświadamiać. Ale o co teraz chodzi? Ja sobie z tym poradziłem bardzo dobrze.
Nie dlatego, ponieważ wiedziałem, co się wydarzyło. Nie dlatego, ponieważ wiedziałem, że w mojej rodzinie jest tak i tak i to było źle. W mojej rodzinie coś tam się działo i to było źle. Nie dlatego. Dla mnie spojrzenie na to, że ja mogę widzieć, że coś jest źle, było dla mnie bardzo ważne, ponieważ ja już wiedziałem, że jak ja widzę, że coś jest źle, to znaczy, że ja taki nie jestem. Więc to już była dla mnie odpowiedź przynajmniej, jaki nie jestem. Czyli zapewne jestem odwrotny niż to, co widzę, bo to mi się nie podoba. Ale fakt faktem było dla mnie trudne zaakceptować to, że moja rodzina w pewnym momencie zrobiła się bardzo negatywna, negatywnie nastawiona do wszystkiego. Czyli będzie źle, czyjaś tam wina, coś tam. I to mi doskwierało.
To mi tak przeszkadzało. Ale to wręcz później zrozumiałem, że to mi się wrzyna w moją świadomość, że to jest to, co w pewnym sensie we mnie siedzi. Że ja w zasadzie prawie chcę podążać tą drogą, bo to jest wygodne i widzę, że to jest błędne. W pewnym sensie wszystko, co się wydarzyło, łącznie z tym, co ktoś by powiedział, zrujnowało życie. To wszystko dla mnie z tej perspektywy dzisiejszej jest pięknym darem, ponieważ mogłem pójść drogą, która mnie niesamowicie uświadomiła. Patrząc na przykład w mojej rodzinie wielu rzeczy brakowało, bardzo wielu. Tylko wartość czegokolwiek poznajemy wtedy, kiedy tego nie mamy. Nie kiedy mamy. Jak jesteśmy kochani, to nie wiemy, co to znaczy, że nie jesteśmy kochani. I ja to zacząłem doceniać.
Ja to zacząłem widzieć i podziwiać rodziców z dziećmi małymi i te dzieci takie widać w rozmowie tych ludzi i to, w jaki sposób się odnoszą do dzieci. Z serdecznością, miłością, wyrozumiałością. Nie na zasadzie tego, czego nie lubię, bo ja niesamowicie nie lubię współczesnej psychologii na zasadzie patologizowania wszystkiego, co się da. Czyli beztrosowe wychowanie, to nie karzemy dzieci. No wiadomo, ktoś pierdnął i nikt nie wie, o co chodzi. A tutaj mamy piękny przykład, że nie tyle ktoś nie karci dzieci, ale z tym dzieckiem rozmawia. I to nie na zasadzie upraszczania języka, żeby to dziecko zrozumiało, tylko ten język jest naprawdę bogaty. Traktowanie dziecka nie jak dziecka upośledzonego, jak człowieka upośledzonego, do którego trzeba mówić wolniej i prostszymi słowami. Tylko normalna rozmowa z dzieckiem, która stymuluje jego rozwój, pozwala dowiedzieć się, co dziecko myśli i dziecku pozwala nauczyć się, co ono chce przekazać. Ja w życiu bym się nie dowiedział, jaka jest tego wartość.
[02:37:13] - Dokładnie. W jaki sposób nasze doświadczenia z przeszłości są naszym darem, można powiedzieć, te negatywne, bo jesteśmy w stanie docenić dużo więcej, widzieć dużo więcej i być wrażliwszymi. Na przykład to, że byłam taka zamknięta kiedyś i się otworzyłam. Mogę dokończyć? I że się otworzyłam, to teraz jest we mnie taka wielka radość na ludzi i jestem osobą otwartą. A to dlatego, że właśnie wiem, jak było, jak byłam w tym zamknięciu. Dlatego jeszcze jest ta moja radość większa właśnie w otwarciu na ludzi.
[02:37:54] - Tak, to jest fakt. Tylko teraz pytanie najważniejsze. Na ile jesteśmy pewni, że to jesteśmy dokładnie my? Czy przypadkiem nie osiągnęliśmy czegoś, czego nam brakowało, a po chwili się okaże, że w sumie nam jest dobrze, kiedy jesteśmy bardziej zamknięci, mniej otwarci? Bo różni możemy być. To nie jest nic złego, jak ktoś jest zamknięty. Być może za bardzo się otwieramy i później będziemy mieć problem z tym, że za bardzo jesteśmy zmęczeni tymi ludźmi, bo po prostu staliśmy się takimi ekstrawertykami. To nie jest nasze.
[02:38:32] - Wszystko zależy, na kogo się otwiera. Trzeba wiedzieć, na kogo można się otworzyć, bo na każdego nie można.
[02:38:39] - Ta dyskusja akurat jest taka troszeczkę niekonkretna, więc ogólnie się rozmawia. Więc ciężko wejść w temat.W tym wszystkim dla mnie najważniejsze jest to, że ja naprawdę nie mam zielonego pojęcia, co spowodowało na konkretnym etapie, że stałem się jaki. Bo tego było zbyt dużo. Nawet nie mam ochoty tego roztrząsać. Ja wiem jedną rzecz. Na pewnym etapie stałem się świadomy, jaka jest ze mną sytuacja. Po prostu jest sytuacja taka, że trzeba coś z tym zrobić, ale nie wiem co.
[02:39:21] - A w jakim wieku?
[02:39:21] - To było w wieku 20 coś lat. Dopiero. Po też próbie samobójczej, co się skończyła spaniem dwa dni zamiast zabiciem się i się śmiałem, że jestem tak udolny, że nawet się zabić nie potrafię. Co potem było w sumie śmieszne, bo dzisiaj mogę to opowiadać z dowcipem. I jako że kompletnie nie wiedziałem, co zrobić, to okazało się, że wcale nie muszę wiedzieć, co zrobić. Tutaj dochodzimy do kwestii prawdy. W rzeczywistości jedyną rzeczą, którą potrzebowałem, było odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki ja jestem. Po prostu przyjąć do wiadomości, co mi daje przyjemność, co mi daje nieprzyjemność, co jest dla mnie korzystne, co lubię, co chcę rozwijać. Nie nawet jakieś hobby, ale my emocjonalnie, kiedy już przeżywamy, nadreagujemy, nawet nieadekwatnie. I my na tym się koncentrujemy, zamiast odpowiedzieć sobie na pytanie, jaki jestem.
Bo czasami w tej naszej nademocjonalnej reakcji jest tęsknota za czymś i my się w ten sposób bronimy, bo tego nie mamy, a tego byśmy chcieli i oddalamy odpowiedź na pytanie, kim jesteśmy od siebie poprzez emocjonalną reakcję. I ja w momencie, kiedy sobie uświadomiłem, jaka jest sytuacja, powiedziałem sobie wprost: to jest w moich rękach i ode mnie zależy to. Raz byłem u psychologa. Momentalnie chciał ze mnie robić ofiarę. Ja powiedziałem: „Nie, misiaczku. Ofiarą to może ja byłem, jak byłem mały, a teraz jestem duży i ofiarą nie zamierzam być. Jestem sobą i to jest w moich rękach”.
[02:41:26] - Ja akurat trafiłam na świetnego psychologa.
[02:41:30] - Ja nie mówię, że wszyscy psycholodzy są źli. Nie ma takiej mowy. Tylko ja już powiedziałem, to jest dokładnie to samo, jak z tymi nauczycielami duchowości. Pełno w internecie ich jest, a znaleźć porządnego – krzyżyk na drogę.
[02:41:48] - U mnie z psychologiem jest tak, że mnie prowokuje do myślenia, do znajdywania odpowiedzi, na które sobie wcześniej nie zdawałam sprawy. Więc naprawdę z 10 wizyt było, a sama do tego bym nie doszła, do takich wniosków, jakie poprzez te pytania mi zadawał i zrozumiałam więcej. Nawet to, że zrozumiałam coś, co wydawało mi się, że nie mam tego instynktu matczynego. Zawsze byłam taka, że opiekowałam się innymi, troszczyłam się o innych i nigdy nie myślałam, że to jest taki instynkt matki. To pewnie z tego względu, że nie doznałam tego i ja to próbowałam. Nawet mojej młodszej siostrze też się opiekowałam. Wiedziałam, że ona tego nie dostanie, więc to też przenosiłam na relacje w związkach. Ja byłam tą osobą, która się bardziej troszczyła, ale wiem, że przez takie coś się moje związki psuły, bo ja z siebie dawałam więcej, a ludzie to zaczęli wykorzystywać. Tak jak było o tej miłości, o tym ognisku, że jak damy swoją energię, to ludzie to wykorzystają. Najpierw trzeba pokochać samego siebie, a dopiero później nie dawać miłość, ale ją okazywać.
[02:42:59] - Dokładnie. I tutaj właśnie jest największy problem, jaki ja miałem. To mogę z doświadczenia powiedzieć. Bez względu na to, do czego mądrego nie doszedłem, czego nie zrozumiałem, to wszystko było kruche. To wszystko działało przez pewien czas. Potem znowu wpadałem w dół, z którego musiałem się wygrzebać. Depresja po depresji, depresja po depresji, taka sinusoida życia przez wiele lat.
[02:43:29] - A brał pan leki?
[02:43:30] - Nie, bo ja to lubiłem. Ja uwielbiałem depresję. Depresja pozwalała, bo ja miałem takie coś, że jak byłem poza depresją, to ja byłem wspaniały, a w depresji byłem beznadziejny i dla mnie to było: „Aha, to mogę się wyrównać. Zobaczę, na co narzekam w depresji i będę wiedział, nad czym pracować”. I dlatego to lubiłem. Po pewnym czasie polubiłem, bo to wcześniej brałem leki. Wcześniej, jak byłem jeszcze nie wiadomo dlaczego taki dziwny, to wtedy oczywiście brałem jako nastolatek, ale później nie. Natomiast ta sinusoida, te zmiany całe skończyły się w momencie, kiedy siebie polubiłem. Niekoniecznie pokochałem wtedy, ale już polubiłem.
[02:44:16] - Ile ma pan lat?
[02:44:16] - Są? Nie pamiętam.
[02:44:17] - Ile ma pan lat teraz?
[02:44:19] - Mam 36. Więc dopiero jak się polubiłem, to przestałem popadać w tę depresję. Ale dlaczego się polubiłem? Właśnie o to chodzi, że polubiłem się dlatego, ponieważ ze sobą zacząłem się czuć spokojnie. Odnalazłem spokój.
[02:44:41] - Właśnie spokój jest najważniejszy przede wszystkim.
[02:44:43] - Tak, ale taki właśnie spokój, że ze mną po prostu wszystko poza mną może mi zagrażać, ale ze mną jest spoko. Ze mną mi się najlepiej dogaduję, ze mną mi się najlepiej gada. W ogóle to bym chętnie wyszedł za siebie za mąż.I sobie uświadomiłem, że to jest fajne. Przestałem się ze sobą nudzić, bo najgorsze jest, jak się człowiek sam ze sobą nudzi. To wtedy automatycznie-
[02:45:08] - Jak ucieka od samego siebie.
[02:45:09] - Myśli o pięćdziesięciu innych rzeczach.
[02:45:11] - Dokładnie.
[02:45:13] - Czy ja mogę się włączyć w tę interesującą dyskusję?
[02:45:18] - Pewnie.
[02:45:18] - Nie.
[02:45:21] - Bardzo, że tak powiem, z dużym zainteresowaniem słuchałem i też z szacunkiem.
[02:45:28] - Byłem ciekaw, kiedy pan się włączy.
[02:45:30] - Nie bo mnie kartka zatrzymała.
[02:45:32] - Zastanawiałam się, czy w ogóle pan Sławek odszedł, czy już zaczął.
[02:45:37] - Tak jak pan Marek obudzę się rano i wysłucham audycji.
[02:45:40] - Pan Marek to może już śpi.
[02:45:42] - Słucham audycji na YouTubie. Oczywiście z wielkim szacunkiem i wdzięcznością, że chcieliście państwo-
[02:45:49] - Spieszę donieść, że jeszcze nie śpię, tylko tu siedzę. Trochę pocierpuję z uwagi na zakwasy po długiej jeździe rowerem dzisiaj i po odprowadzeniu do roboty oczywiście Denka musiałem sprzedzić.
[02:46:00] - A my pana wykończymy psychicznie.
[02:46:02] - Ja miałam króciutką jazdę do pracy i z powrotem tylko parę kilometrów.
[02:46:10] - Kochani, spróbuję też przenieść. Tu dużo bardzo fajnych, mądrych rzeczy padło, takich bardzo osobistych i one w ogóle nie podlegają żadnej dyskusji czy jakiejkolwiek analizie. To jest wasze, jak najbardziej wasze. Natomiast to przed wywodem pana Kazimierza, co pojawiło się z mojej strony o tej trzeciej opcji. Pan Kazimierz ją pięknie opisał.
[02:46:42] - Cały czas myślałam, że to jest pan Krzysiek, a to pan Kazimierz. Przepraszam.
[02:46:46] - Pan Kazimierz, tak. Opcja pani Moniko, którą pani wybiera z analizowania tego wszystkiego, jest opcją, która będzie związana z czymś, na co być może pani jeszcze nie jest w tej chwili przygotowana, czyli z wybaczaniem. Ponieważ zetknięcie się po raz kolejny z tymi sytuacjami, po raz kolejny uświadomienie sobie ich będzie wymagało zrobienia porządku, czyli pozbycia się tych emocji, które pani sobie z powrotem uświadomi. A tu najlepszą metodą jest wybaczanie. Wybaczanie sobie, wybaczanie innym. I ten proces może się ciągnąć, ponieważ te historie będą przypominały się coraz to nowe. Pan Kazimierz wybrał drogę na skróty, którą ja zdecydowanie polecam. Czyli nie jest istotne dla mnie, co było. Ważne jest to, co jest w tej chwili, czyli to, co pan Kazimierz bardzo fajnie powiedział: do czego ta sytuacja mnie doprowadziła, do jakiego momentu w moim życiu. Doprowadziła mnie do takiego momentu w moim życiu, że chcę dokonać zmian.
Więc to jest bardzo radosny moment. Mam świadomość tego, że to zależy ode mnie, że to wszystko jest we mnie i to wszystko mogę zmienić. To jest w tym wszystkim istotne. To jest ta droga na skróty. Nieważne, co było.
[02:48:16] - Ja właśnie nigdy nie idę na skróty.
[02:48:19] - Oczywiście. Pani Moniko, ja mówię o opcjach i każdy wybiera swoją drogę, bo na przykład domeną dusz dojrzałych jest uczenie się empatii poprzez swoje własne nieszczęśliwe życie. W ten sposób dojrzałe dusze celebrują swoje nieszczęścia, analizują, oglądają z każdej strony i w ten sposób doświadczają empatii, ucząc się na swoich własnych nieszczęściach. Więc mi ciężko jest powiedzieć, jaka jest pani potrzeba. Ja tylko mówię o tym, że są różne opcje, ponieważ audycja jest-
[02:48:58] - Pan pozwoli, że ja zastrzegę jedną rzecz, bo taki wydźwięk mamy niefajny. Nikt pani Marcie czy Magdzie? Przepraszam.
[02:49:07] - Monice. Macie problemy z imionami.
[02:49:12] - Jesteśmy ćwicą.
[02:49:15] - Nikt z nas pani Moniko, nie mówi: „Proszę nie chodzić do psychologa”. Wręcz przeciwnie. My nie dajemy żadnych rad. Nikt nie powinien takich rzeczy robić nawet.
[02:49:26] - Nawet gdyby mi ktoś tak powiedział, to ja wiem, co jest dla mnie najlepsze.
[02:49:30] - Jak najbardziej. Tylko chciałem to zastrzec, bo taki wydźwięk mamy.
[02:49:33] - Wiem, co mi pomaga, a co nie.
[02:49:36] - Dokładnie. Natomiast to, o czym mówi pan Sławek teraz, to nieważne, czy pani pójdzie do psychologa, czy pani do psychologa nie pójdzie i tak pani będzie musiała zaliczyć. Tylko to mówimy. Nikt pani nie mówi, że pani robi źle, że pani tego robić nie powinna. Jak pani czuje, że pani to pomaga, to proszę to robić.
[02:49:59] - Tak. Tak będę robiła.
[02:50:01] - Nikt nie mówi inaczej.
[02:50:03] - Oczywiście ja nawet nie mam zamiaru schodzić. Jak wiem, że to jest moja droga i wiem, że ona mi pomaga, to ja nią idę.
[02:50:10] - Dokładnie.
[02:50:10] - Chciałam jeszcze powiedzieć, że pan Sławek powiedział, że będzie taki etap, że muszę wybaczyć innym i że to może trwać bardzo długo, a ja wiem, że ja będę w stanie wybaczyć, bo ja już wybaczyłam, nie przeżywając tych emocji, ale wiem, jak to mniej więcej będzie wyglądało. I ja wiem, że wybaczę. A to dlatego, że jest we mnie współczucie. Współczucie, empatia. I jestem też świadoma, że każdy z nas w domu miał problem i ja nikogo nie obwiniam za to, bo wiem, z punktu widzenia buddyjskiego, że powinno być w nas współczucie. Każdy z nas cierpi. Nawet zły człowiek, który krzywdzi innych też cierpi, bo doświadczał tych emocji. I właśnie trzeba to zrozumieć, że nawet zły człowiek potrafi cierpieć.
[02:51:07] - Pani Moniko, oczywiście, jak najbardziej. O jednej rzeczy tylko powiem: nasze oczekiwania są najczęstszą przyczyną rozczarowań. I o jedną rzecz chciałbym panią prosić, aby się pani nie nastawiała, jak to będzie. Wytyczanie sobie ścieżki na przyszłość, zakładanie, wymyślanie scenariuszy bardzo często powoduje to, że nie jesteśmy wyczuleni na sytuacje lepsze dla nas, ale jednak inne od tych, które my sobie założyliśmy. O to mi chodzi, żeby jednak nie snuć takich założeń, jak to będzie wyglądać, co będzie, co nie będzie, co się pojawi, co się nie pojawi. Dość dużo słów padło z pani ust na ten temat. A ja mówię, jak to jest, że często pojawia się lepsza opcja, a my z niej nie korzystamy, ponieważ mamy wymyślony już w głowie scenariusz, że powinno być tak i tak, że to takimi, to powinno cyklicznie, bo i tak. I teraz się powinno pojawić to, a teraz się powinno pojawić tamto. Oczekujemy, że się pojawi to, co założyliśmy, a jednocześnie nie dostrzegamy trzech fajniejszych opcji, które mogłyby być dla nas korzystniejsze. Mówię, że takie sytuacje często nam wydłużają cały ten proces dochodzenia do sedna.
Bo jest pytanie, jakie jest sedno tej sprawy, pani Moniko? Jaki jest cel tej całej przygody w pani przekonaniu? Czym to wszystko ma się zakończyć? Bo to jest ta trzecia droga, o której nie zdążyłem powiedzieć wcześniej. Czyli nie myślę przeszłością, doceniam teraźniejszość. I trzecia opcja to jest: skupiam swoją uwagę na przyszłości, czyli jakim człowiekiem ja chcę się stać na skutek tych wszystkich zmian. Pani skupiła się w tej chwili na teraźniejszości, bazując na przeszłości. Ja namawiam, jeżeli ktoś oczywiście chce ten proces sobie przyspieszyć, ułatwić, tak? Skupienie się na tym, kim ja chcę zostać, jakim człowiekiem ja chcę być na koniec tego procesu. Nie skupiać się na samym procesie, tylko skupiać się na celu.
Czemu ten proces ma służyć? Jaką chcę być osobą? Czy bliższa mi jest osoba otwarta, czy bardziej samotna? Czy bardziej zaangażowana, czy spokojna? Czy bardziej energetyczna? Co jest mi bliższe? Czy odważniejsza, czy bardziej wycofana? Wie pani, te wszystkie zmiany, które się dzieją w pani życiu, mają jakiś cel. Do czegoś one mają panią doprowadzić. I pytanie jest, czy pani już wie, jaką osobą chce pani zostać po zakończeniu tego całego procesu?
Czy skupia się pani tylko na samym procesie? Oczywiście to nie jest pytanie, na które ja oczekuję w tej chwili odpowiedzi. Raczej poddaję je pani pod rozwagę, pod zastanowienie się, jeżeli będzie miała pani ochotę. Czy pani już wie, czemu ten proces ma służyć?
[02:54:47] - A ja się może tutaj tak wtrącę teraz, standardowo dla siebie. Pozwoli pan, panie Sławku?
[02:54:53] - Zawsze pozwalam. Komuś na coś nie pozwoliłem?
[02:54:56] - Wielkie pytanie pan zadał i mi się fajna odpowiedź skojarzyła. Myślę, że fajnie by było, gdyby ludziom dała do myślenia. Kim chciałbym być? A mnie się wydaje, że jest fajniejszym pytaniem: co chciałbym zrobić takiego, kiedy już będę sobą prawdziwym? Bo wyobraźmy sobie, że stajemy sobie w parku. Moment, że stajemy sobie w parku. Pan jeszcze nie wie, co chcę powiedzieć.
[02:55:24] - Ale ja już się nie zgodzę z tym, co pan powiedział do tej pory. Później się będę nie zgadzał z tym, co pan powie. Na razie się nie zgadzam z tym, co pan powiedział do tej pory.
[02:55:37] - Tak w ogóle to chyba najdłuższa rozmowa na tej audycji. Godzinę już rozmawiamy.
[02:55:44] - Zdecydowanie jedna z dłuższych, tak.
[02:55:48] - Stajemy sobie w parku. Jest tak pięknie, biegają wiewiórki, lekki wiaterek, czujemy zapach trawy, zapach drzew. Bierzemy wdech i wiemy, że jesteśmy sobą. I właśnie dla mnie ten stan jest celem. Ponieważ za każdym razem, kiedy zastanawiałbym się, jaki jestem i jaki chcę być, to znaczy, że jeszcze nie jestem sobą. A jak po prostu wezmę wdech i poczuję, że jestem już sobą, że jestem szczęśliwy, że ten wdech biorę właśnie ja, to to jest ten mój cel. Nieważne, jaki to będzie moment, kim będę w przyszłości. Z perspektywy czasu się patrzę. Nie powinienem nawet wtedy chyba już myśleć. Znaczy wiadomo, wtedy myślałem w ten sposób.
[02:56:37] - To pan namieszał, panie Kazimierzu, bo pan powiedział, że właściwszym pytaniem byłoby: kim chcę być.
[02:56:44] - Właśnie.
[02:56:46] - A teraz właśnie-
[02:56:47] - Za innych chcę zrobić.
[02:56:48] - Dlatego ja się z tym nie zgodziłem. A teraz jakby pan sobie tutaj troszeczkę, ogólnie rzecz biorąc w samej idei.
[02:56:57] - Ale ładnie zobrazowane.
[02:57:01] - Wizualizacja była fajna, natomiast okazało się, że faktycznie mówi pan o tym-
[02:57:07] - Rozwinął się pan.
[02:57:08] - Co ja chciałem, że tak powiem, pana poprawić i na koniec pan z tego wybrnął. Ale to, kim ja będę w przyszłości, będzie i tak tylko wynikiem tego, jakim ja będę. Więc to, kim będę, to już jest skutek. Natomiast celem samym w sobie zmian, które dokonujemy, jest świadomość, jakim ja chcę być człowiekiem, jakim ja chcę być. Być sobą, ale co to sobą oznacza precyzyjnie? Nie tylko, że sobą. Bo to jest takie ogólne.
[02:57:47] - Ale panie Sławku, bo to jest prawda. Bo my możemy sobie mówić, ale kiedy ja naprawdę staję sobie w takim wietrzyku, w tym, że czuję te piękne zapachy, biorę ten głęboki wdech i czuję się sobą, to wie pan co? Cała ta droga zamyka się właśnie w tym. I to jest właśnie to spojrzenie z perspektywy prawdy, nie? Co?
[02:58:12] - Mówię, że wtedy się żyje teraźniejszością i czuje się, że jest się właśnie sobą w całości. Ja na przykład miałam cały czas takie wrażenie, że jestem od siebie odklejona. Miałam taki etap, że na przykład patrzyłam na swoją rękę i miałam wrażenie, że to nie jest moja ręka. Potrafiłam się tak od siebie odsunąć, odkleić i naprawdę nawet swojego ciała nie byłam w stanie tak poczuć, że byłam od siebie tak odsunięta. Jakbym była gdzieś obok.
[02:58:36] - Czyli jeszcze nie znacie tego stanu, kiedy jesteście sobą.
[02:58:40] - Nie.
[02:58:40] - Jeszcze go nie doświadczyliście.
[02:58:42] - Ja już znam.
[02:58:43] - Ja nie. Jestem w trakcie, ale tak jak mówię, w tym roku-
[02:58:46] - Panie Marku, pan coś mi włączył. Przepraszam bardzo, że to coś przekręca moje słowa. Czy ja głupoty wygaduję?
[02:58:54] - No i to stawia mnie pan w bardzo kłopotliwej sytuacji. Czy, że tak powiem, brnąć w uczciwość i szczerość, czy zachować się taktownie, panie Kazimierzu? Nie no, żartuję oczywiście. Natomiast mówił pan o tym właśnie oddechu, o tej wizualizacji, o tych wiewiórkach i tym świeżym powietrzu jakby w czasie przyszłym. Stąd wywnioskowałem, że ten stan jest jeszcze gdzieś przed panem.
[02:59:26] - Też tak myślę.
[02:59:27] - Z perspektywy przyszłości. Bardzo dobrze, że zadzwoniliśmy, bo na czacie to byśmy się w życiu nie dogadali.
[02:59:33] - Oj, na pewno nie.
[02:59:35] - Nie, nie ma szans oczywiście. Znaczy nie, pewnie z tydzień byśmy to pisali i może byśmy doszli do jakichś tam wniosków albo i nie. Natomiast słowo mówione daje dużo więcej możliwości.
[02:59:52] - Dokładnie.
[02:59:53] - Oczywiście, że państwo mają rację, bo jeśli chodzi o cel, jaki tego wszystkiego jest, to moim celem jest to, żeby zaakceptować siebie, żeby pojawiła się miłość do samej siebie i poznać siebie, zacząć się realizować w różnych aspektach. I to jest mój główny cel. Ale mimo wszystko przypomniały mi się też pewne słowa, które ostatnio zobaczyłam na Górze Świętej Anny i tam był taki tekst, że teraźniejszość jest kluczem do przeszłości, a ja sobie tam dodałam, że po to, żeby zbudować lepszą przyszłość. Więc moim zdaniem-
[03:00:33] - To jest klucz do sukcesu.
[03:00:35] - Proszę?
[03:00:36] - Bardzo mądre.
[03:00:37] - Sukcesu w staraniach, bo to jest bardzo ważne mieć cel i nic mi nie pozostaje innego, jak tylko właśnie życzyć tego, żeby ta droga była, jak to się mówi, owocna.
[03:00:53] - Owocna to ona jest zawsze, tylko nie zawsze to są te owoce, które lubimy.
[03:00:58] - Tak. Właśnie jedna rzecz mam teraz na myśli. Takie jedno może dla wszystkich ostrzeżenie, bo pan nie dopowiedział tego, panie Sławku.
[03:01:12] - Bardzo możliwe. Może nie zdążyłem.
[03:01:15] - Pewnie ja panu przerwałem z tego, co pamiętam. Albo coś takiego.
[03:01:19] - Może tak być, Kazimierzu.
[03:01:21] - Może pana wybiłem, bo pan mówił o wybaczaniu, nie? Natomiast ja jeszcze chciałbym tak przypomnieć innym, że bardzo powszechnym... Oczywiście moje doświadczenie teraz jest takie, że ja czytam, co tam ludzie piszą w internecie i co mówią w internecie. Już nie mam takiego kontaktu bliskiego z ludźmi tego typu myślącymi. Mi się nie chce. Ale jest ciągle w pewnym sensie taka popularna droga ofiary. Ja bym chciał, żeby było jasno zdefiniowane, czym ta droga ofiary jest. Ponieważ my nie jesteśmy czasami świadomi tego, że jeżeli patrzymy w przeszłość i mówimy: „Właśnie z tego powodu jestem taki, jaki jestem”, to jest to droga ofiary. Ponieważ jestem ofiarą tego, co kiedyś było i teraz jestem taki, jaki jestem. To z kolei oznacza, że nie da się zaznać spokoju, jeżeli nie przebaczymy.
Czyli dochodzimy stamtąd do tego, co mówił pan Sławek. Ale nie jesteśmy w stanie przebaczyć, jeżeli siebie nie pokochamy. Dlatego ta odwrotna droga, którą ja zrobiłem, dla mnie była lepsza. Ale to, co pani robi-
[03:02:45] - Wie pan dlaczego? Mogę przerwać?
[03:02:47] - No.
[03:02:49] - Wie pan, dlaczego dla pana była lepsza ta droga?Bo pan miał większe traumy. W moim przypadku wiem, że ja jestem w stanie wybaczyć i już teraz to wiem i to czuję i to nie będzie dla mnie takie trudne, jeżeli przeżyję to, co było w dzieciństwie, bo mam tego świadomość.
[03:03:09] - To ja panią zaskoczę, bo mnie chodziło akurat o takie rzeczy, które są bardziej z panią związane, bo ja z tym nie miałem większego problemu, jeżeli chodzi o wybaczanie, bo to wie pani, ja się mało co pamiętam, a to się po prostu koło tego lata.
[03:03:24] - Do przyszłości można też dotrzeć poprzez sny. Jeśli chodzi o sny, to naprawdę mam wiele takich ciekawych snów.
[03:03:36] - Ja od snów z daleka, bo po prostu ja mam tak poryte sny, że ja w ogóle wolę się snami nie kierować.
[03:03:44] - A ja właśnie-
[03:03:44] - Bo by wyszło, że jestem psychopatą, świętym, kosmitą. Wszystko by mi wyszło.
[03:03:51] - Ostatnio miałam ciekawy sen. Mogę opowiedzieć?
[03:03:54] - Jak ciekawy i nietajemniczy i nie ma tam osób trzecich to tak.
[03:03:59] - Są zwierzęta.
[03:04:01] - To nie wiem. Jest po 22:00 już.
[03:04:10] - Dobra, czyli można. W grudniu to się zaczęło, że w moim życiu zaczęły się pojawiać pewne zwierzę, ale dopiero teraz to zauważyłam. Mianowicie jeleń. Nie wiem, czy państwo coś wiedzą o jeleniu, jakie to jest zwierzę mocy albo coś czytali.
[03:04:29] - Ten z rogami? Taki jeleń?
[03:04:34] - Zwykły jeleń z rogami, tak. Bo są zwierzęta mocy.
[03:04:37] - Mężczyźni nie lubią śnić takich snów. Wszystkie sny, w których pojawiają się rogi, źle wróżą.
[03:04:47] - Wiem, ale to nie o to chodzi. Jeśli chodzi o Indian, to w ogóle jeleń był uznawany za króla zwierząt i czcili go. Nie pamiętam dokładnie, ale to można sobie poczytać w internecie. Jeśli chodzi o jelenia, aż chciałabym znaleźć, przepraszam za ciszę, ale zaraz coś znajdę. Fajny tekst.
[03:05:13] - To ja w tym czasie powiem, że akurat jestem osobą mało wierzącą w takie rzeczy, więc nigdy mnie to nie zastanawiało.
[03:05:21] - No każdy przeżywa to ten. Ja wolę sobie przypomnieć, jak byłem Indianinem, a byłem. Proszę mówić, ja sobie tylko znajdę.
[03:05:30] - Indianinem? Oczywiście, że tak. Nawet wiem, z jakiego plemienia.
[03:05:37] - Mogę zadać pytanie?
[03:05:38] - Jasne.
[03:05:39] - Z innej beczki. Znaleźli państwo kiedyś czterolistną koniczynę?
[03:05:44] - Toć pewnie.
[03:05:46] - Ja mam tak, że w ostatnim czasie-
[03:05:47] - Raz mi się zdarzyło.
[03:05:48] - W ostatnim czasie. Raz? Panu Markowi. A ja w ostatnim czasie mam tak, że nie ma tygodnia, w którym nie znajduję czterolistnej koniczyny. Ostatnio znalazłam kiedyś w niedzielę dwie czterolistne.
[03:06:03] - A co to oznacza?
[03:06:06] - Ogólnie ponoć szczęście. A w maju znalazłam pięciolistną.
[03:06:09] - To oznacza, że się pani patrzy pod nogi i pani obserwuje. To oznacza, że potrafi pani być bardziej skoncentrowana na teraz, a nie chodzi pani z myślami obok. To jest duży plus.
[03:06:21] - Oczywiście też, bo wykazuję się ogromną spostrzegawczością, to wiem o tym, ale to nie tylko. Też chodzi o przeczucie, bo załóżmy, nie szukam tych koniczyn, tylko gdzieś idę i nagle coś mnie tak tknie, że pomyślę o tej koniczynie. Coś widzę i nie ma jej tam, a zaraz gdzieś jest obok. Nie tak, że po prostu nawet są tego świadkowie. Mój chłopak właśnie widział, że szłam, nie patrzyłam i nagle właśnie wyciągam czterolistną, a nie widziałam jej.
[03:06:50] - Ja myślę, że też jeszcze jeden aspekt jest tego, że potrzebuje pani, poszukuje pani, że tak powiem, dowodów na to, że jest pani na właściwej drodze.
[03:07:00] - To też. Jest naprawdę mnóstwo znaków.
[03:07:05] - Właśnie ważne, żeby dostrzegać takie rzeczy. To oznacza, że droga jest właściwa jak zaczynamy widzieć to, czego normalnie byśmy nie widzieli, żyjąc w świecie ogarniętym myślami pozytywnymi, na siłę negatywnymi, jakimikolwiek, byle nie tu i teraz.
[03:07:22] - Może przeczytam.
[03:07:24] - O jeleniu?
[03:07:25] - Tak, o jeleniu przeczytam.
[03:07:26] - Dobra.
[03:07:29] - Pojawiając się w naszym życiu, jeleń przynosi nam dynamikę łagodności i dużo witalności. Dodaje nam w ten sposób odwagi do tego, byśmy zupełnie naturalnie kroczyli swoją drogą, słuchając swojego wewnętrznego głosu swojego serca. Jeleń nie musi nas więc prowadzić czy nas przewodzić. Kroczy jedynie gdzieś w pobliżu nas i swoją obecnością pomaga nam łagodnie przezwyciężać wszelkie przeszkody. Pokazuje nam, jak najlepiej poradzić sobie z ciemną stroną życia i pomagać zrozumieć uczucia zarówno nasze własne, jak i innych. Uczy nas, że dzięki miłości i wyrozumiałości możemy wyjść zwycięsko z wielu trudnych sytuacji życiowych. Nakierowuje przy okazji nasz wzrok na piękno otaczającego nas świata, a tym samym na piękno w nas samych. Jeleń nie musi nam wskazywać kierunku, bowiem towarzyszy tym z nas, którzy kierunek owej już znają. Motywuje nas jednak do jeszcze większego zaufania własnej intuicji, własnej mądrości własnej duszy. One są naszym najlepszym przewodnikiem.
Z jednej strony jeleń pomaga nam się bardziej otworzyć, bardziej sobie samemu zaufać i dzięki temu odkryć specjalne talenty, jakie w nas drzemią. Pomaga nam je rozbudzić, uaktywnić i rozwinąć, z drugiej strony zwiększając naszą sensytywność i wrażliwość. Jeleń nawołuje nas też do tego, byśmy uważnie obserwowali to, co się dookoła nas dzieje, byśmyZawczasu dostrzegali niebezpieczeństwo w postaci negatywnych energii i mogli na czas reagować. Jeleń przypomina nam o dbaniu o naszą przestrzeń, dbaniu o ochronę samych siebie, abyśmy nie stali się zwierzyną łowną ani czyjąś ofiarą. Miłość i łagodność ma obejmować przecież również nas. Dlatego kochajmy całym sercem, ale bądźmy uważni. Jeleń wyostrza więc nasze zmysły i obdarza nas mocą rozpoznania, tak byśmy potrafili dostrzec za każdym słowem czy czynem też to, co się naprawdę w nim kryje. Uczy nas dostrzegać w widzialnym też to, co niewidzialne. Jeleń ofiaruje swą moc innym zwierzętom, stając się pożywieniem. Potrafi jednak ową moc odnowić.
Tym samym pokazuje nam, abyśmy i my ofiarowali innym moc naszego serca. Przypomina nam jednak o tym, abyśmy nie zapominali przy tym o samych sobie i nauczyli się mówić „nie”. Nauczyli się mówić „stop”, nauczyli się wycofywać, jeśli to służy naszemu dobru. A jeśli mimo to ktoś nie akceptuje naszych granic, jeśli mimo naszego łagodnego „nie” wkracza w naszą przestrzeń, by ją brudzić, jeleń pomaga nam zawalczyć o siebie, nie szczędząc przy tym rogów. Jeśli jeleń jest twoim zwierzęciem mocy, wtedy jesteś łagodny i jednocześnie odważny. Łagodność nie jest twoją słabością, ale twoją siłą, która pomaga ci przezwyciężać trudności i realizować marzenia. Dostrzegasz i doceniasz piękno w otaczającym cię świecie, ludziach, których spotykasz i samym sobie. Jesteś wrażliwy, ale też bardzo uważny. Nawet w fazie wielkiego rozluźnienia i relaksu uważnie obserwujesz wszystko, co się dzieje wokół ciebie i wyłapujesz nawet najmniejsze sygnały z otoczenia. Jesteś wyrozumiały, pełen ciepła i serca dla innych, jednak dbasz też o swoją przestrzeń, aby nie stać się ofiarą tych, którzy chcieli cię wykorzystać.
Jeleń obdarzy cię szczególnym wsparciem, jeśli znajdujesz się w sytuacji, która wymaga od ciebie skupienia i uwagi. Chcesz rozpocząć jakiś nowy projekt, ale brakuje ci wiary w samego siebie. Bardzo chętnie pomagasz innym i dajesz od siebie, ale masz wrażenie, że i chciałbyś nauczyć się większej asertywności. Czujesz, że jakaś sytuacja albo czyjeś zachowanie powoduje u ciebie narastający gniew lub nawet wściekłość i chcesz ów gniew twórczo wykorzystać, nie tracąc nic ze swojej łagodności.
[03:11:21] - Dobrze.
[03:11:22] - Rozumiem, co miał na myśli pan Sławek.
[03:11:26] - W jakim sensie?
[03:11:28] - Bo rzeczywiście takie rzeczy są potwierdzeniem różnych swoich odczuć. Takie rzeczy jednak na pewnym etapie się czuje w sobie. Mogę szybkie pytanie do pana Marka? Panie Marku, mam takie do pana pytanie, proszę mi powiedzieć, na jaki ja numer dzwonię? Bo chcę się upewnić. Na stacjonarny?
[03:11:49] - Na stacjonarny.
[03:11:50] - To dobrze, bo pomyślałem, że się pomyliłem. Na komórkę by mi dwie stówy wyszło. Dzięki wielkie.
[03:11:57] - Kochani, rozwiązując poniekąd te dylematy, również finansowe, bo też mamy godzinę 24:00, a te długie audycje jednak słabo się, że tak powiem, później odsłuchują słuchaczom, bo są przerażeni, że tam cztery godziny, to nikomu się nie chce do tego zajrzeć, bo nie ma tyle czasu.
[03:12:19] - Ja zawsze wycinam te momenty ciszy takie dłuższe. Ta audycja troszkę będzie krótsza, ale i tak się robi trochę mniejsza.
[03:12:26] - Trzy godziny będą z hakiem na pewno.
[03:12:29] - Ale tak, już tutaj zrobimy jakiś rezultat. Ja tylko podsumuję to troszeczkę, kochani. Z chęcią wrócę do tej rozmowy w następnej audycji, jeżeli będziecie mieli ochotę, jak najbardziej. Podsumowywać nie będę, natomiast zwrócę na kilka rzeczy uwagę, bo taką mam robotę. Po pierwsze, pani Moniko-
[03:12:51] - Mogę przerwać?
[03:12:53] - Ale tylko raz i na chwilę.
[03:12:54] - Dobra. Właśnie sobie zdałam sprawę, że to może być do odsłuchania i się przeraziłam, że jednak ktoś może do tego wrócić.
[03:13:03] - No z pewnością ktoś do tego wróci i z pewnością to już zostało zarejestrowane i będzie. Natomiast pani Moniko, to co pani przeczytała o jeleniu, to proszę sobie to czytać w miarę możliwości dość często, bo tak naprawdę to, co pani przeczytała o tym jeleniu, przeczytała pani całą prawdę o samej sobie.
[03:13:29] - Tak.
[03:13:30] - To, że pani się utożsamia z tą postacią, świadczy, że to jest bardzo mocno w pani i niech pani próbuje interpretować wszystkie rzeczy, które tam są, bo ja tam znalazłem kilka zagrożeń, o których w tej chwili nie chcę mówić. Natomiast być może pani to wyłapie, że jednak te umiejętności do przezwyciężania pewnych rzeczy, asertywności i tak dalej, to może być związane z różnymi sytuacjami w życiu i też może być przygotowaniem pani na takie sytuacje. Natomiast podsumuję to dla pani i też dla pozostałych słuchaczy tym stwierdzeniem, które padło z ust pana Kazimierza, że cały ten proces naszego rozwoju, tej świadomości, rozwoju osobowości, rozwoju duchowości właśnie polega między innymi na tym, że dochodzimy do jakiegoś momentu w swoim życiu, kiedy już nie dajemy rady, kiedy musimy się z pewnymi rzeczami zmierzyć. Wybieramy sobie jakąś drogę i jedną z tych dróg jest to, że idziemy poprzez drogę wybaczania, analizowania, przypominania sobie, mierzenia się z przeszłością. Później przez ten proces wybaczaniaKtórego warunkiem jest miłość do samego siebie i miłość do innych ludzi. Czy nie słuszniejszym jest to, by skupić się od razu na rozwijaniu miłości do samego siebie, którą i tak będziemy się musieli nauczyć, żeby móc wybaczyć i tego etapu sobie po prostu przyoszczędzić? Kochani, celem jest właśnie nauczenie się najpierw miłości do samego siebie po to, żeby osiągnąć spokój, żeby zaakceptować samego siebie i żeby zaakceptować też to, co w naszym życiu się działo. Potrzebna jest miłość do samego siebie i tak naprawdę to ona jest kluczem do transformacji czegokolwiek w naszym życiu. Reszta jest już tylko wynikowa. I tym optymistycznym akcentem i z tymi życzeniami miłości do samego siebie dziękuję wam, kochani, za dzisiejszą piękną rozmowę.
Dziękuję wam za odwagę i za to, że opowiedzieliście swoją historię. Mam nadzieję, pani Moniko, że nie było tak dramatycznie jak na początku i pani myślała, że będzie tak strasznie, co?
[03:16:18] - Na początku wiadomo, było ciężko, bo się przełamałam. Był duży strach, ale w trakcie to się zaczęło uspokajać. A teraz sobie myślę-
[03:16:28] - Że mogłabym tak.
[03:16:31] - Fajnie było rozmawiać w takiej nieświadomości, że jestem tu i teraz i nie myślałam o tym, że to się później można odtworzyć. A teraz to jednak jak człowiek pomyśli o tym, to już tyle bym nie powiedziała.
[03:16:47] - Ale jutro, pojutrze i za tydzień będzie pani mogła sobie tego jeszcze raz spokojnie posłuchać i być z siebie dumną.
[03:16:54] - Nie wiem. Strach mnie ogarnia.
[03:16:56] - Ja też mam taki troszeczkę lekki niesmak, aczkolwiek wiem, że go przetrwię w ciągu kilku dni i będę zadowolony.
[03:17:03] - Niesmak?
[03:17:05] - Zawsze tak jest. To standardowe odczucie.
[03:17:08] - Tak? Ja nie mam niesmaku. Uważam, że to, co już zrobiliśmy, jest już historią i zdecydowanie nie ma sensu już w tej chwili-
[03:17:17] - Jeszcze trwa. Ja się rozumiem-
[03:17:20] - Do tego, co było pięć minut już nie trwa. To już się skończyło. Nawet 30 sekund temu to już jest historia. Cały czas namawiam do tego, żeby patrzeć w przyszłość, myśleć o przyszłości, skupiać się na przyszłości, a teraźniejszością się po prostu cieszyć i wyciskać z tej teraźniejszości jak najwięcej, wyciskać ją jak cytrynę i mieć z tego radość, że coś się zrobiło. I tyle.
[03:17:50] - Zgadza się. To teraz ja się pożegnam może, żeby panią Monikę zostawić na końcu. Pani Moniko, będzie pani uprzywilejowana, bo najprościej się kończy jako ostatni. Bardzo wam wszystkim dziękuję za tę rozmowę. Cieszę się, że ona się odbyła. Cieszę się, że pani, pani Moniko, zadzwoniła, ponieważ rozmowa, którą przeprowadziliśmy, choć była długa, uważam, że była też bardzo cenna i każdy, kto będzie odsłuchiwał, będzie mógł sobie nad tym troszeczkę pomyśleć. Przynajmniej troszeczkę. I fajne w niej jest to, że rozmawialiśmy z jednej strony o duchowości, a z drugiej strony w taki bardzo przystępny sposób. Jezus Maria, się przestraszyłem, że wylałem coś.
[03:18:48] - Nie ma się czego bać. Trzeba posprzątać.
[03:18:54] - Nie, całe szczęście nie wylałem. Dużo osób, które słucha Radia Paranormalium, również wiele z tych odczuć, o których pani powiedziała, ma. Dlatego ja zareagowałem też w taki sposób, ponieważ uznałem, że moje doświadczenie w tym zakresie wybiega w przód, więc mogę się z czymś podzielić. Jednocześnie oczywiście zachowując tą zasadę, że niczego nikomu nie zamierzam radzić. Cieszę się, że ta rozmowa się odbyła. Być może będzie pani mogła dokończyć o tym śnie i dalej pociągnąć w następnej audycji. Natomiast chcę zakomunikować, że ze wszystkich moich obecności na antenie, które były długie, oczywiście z mojego powodu, z mojej winy, ta jest kwintesencją moim zdaniem piękna, ponieważ uważam, że jeżeli ta audycja tego typu co pewien czas rozkwitałaby tak jak dzisiejsza, która nie tylko traktuje o teorii teoretycznie, ale dzwoni ktoś, kto mówi praktycznie o swoich doświadczeniach, z kim słuchacze mogą się utożsamiać, na tej wartości nabrałaby znacznie jeszcze większej. Dlatego zachęcam innych słuchaczy do odsłuchania sobie i być może ktoś jeszcze będzie chciał się czymś podzielić i też się otworzyć. Bardzo pani, pani Magdo, dziękuję. Panie Marku-
[03:20:37] - Moniko.
[03:20:37] - Również dziękuję. Moniko. Panie Marku, dziękuję za prowadzenie i panie Sławku, bardzo wielkie dzięki. Miło mi się rozmawiało, miło mi się z panem gadało. Jak to ostatnio coraz częściej, coraz łatwiej nam się porozumieć, panie Sławku.
[03:20:55] - Wejdzie nam to w krew jeszcze może.
[03:20:58] - Już nie kluczymy tak jak wcześniej, żeby zrozumieć, co jeden i drugi miał na myśli.
[03:21:04] - Bardzo wam dziękuję. Życzę pani-
[03:21:06] - Ja też chciałam podziękować panu Kazimierzowi za reakcję na słowa i w sumie teraz mi brakuje słów. Uświadomiłam sobie, że to wszystko jednak może być odsłuchane, a w danej chwili, jak rozmawiałam, to żyłam teraźniejszością i przekazywałam swoje odczucia, myśli, emocje. A teraz-
[03:21:28] - Ważne, proszę zapamiętać ten stan. Jak się pani świetnie z tym czuła. Jak najczęściej do tego stanu wracać.
[03:21:41] - Ale takie coś się już nie powtórzy. Pan Marek mnie uświadomił, że to będzie do odsłuchania.
[03:21:49] - Ja jestem optymistą pełnym wiary, więc skoro raz się wydarzyło, to może się wydarzyć więcej razy. Dlaczegóż by nie?
[03:21:58] - Zobaczymy. Ale czy naprawdę mam taką potrzebę, żeby się odezwać i że swoją rozmową mogę też pomóc innym? Dlatego zadzwoniłam do państwa.
[03:22:13] - Bardzo się cieszę, bo to był najpiękniejszy telefon, którego doświadczyłem, a moja kariera tutaj już jest od ponad roku. Między innymi robienie z siebie głupa, bo też mi się to zdarzyło. Pamiętam taką jedną audycję. Nie będę jej przypominał nikomu.
[03:22:29] - Podamy numer tej audycji.
[03:22:32] - Właśnie! Zaciekawiła mnie.
[03:22:37] - Przepraszam pana, o trzy drzwa audycję zepsułem. Jeżeli ktoś się boi dzwonić, niech sobie znajdzie audycję o tym 3D, jak to tam było. Niech zobaczy, jak Kaziu wyszedł i sobie porówna, czy oczywiście postępy są, to nikogo nie przekonuję.
[03:22:54] - Panie Kazimierzu, czy to jest ta audycja, w której jakimś dziwnym trafem trafiła się taka mocno czerwona graficzka na YouTubie?
[03:23:03] - Nie mam pojęcia. Tam ten graf pan omawiał też po części, mój graf. Zapomniałem, jak to się nazywało. „Życie w 3D”, coś takiego.
[03:23:15] - To chyba kojarzę, że to-
[03:23:17] - Może sobie pan nawet wkleić w description, w opisie, że jak ktoś będzie chciał zobaczyć, jak można z siebie głupa zrobić, to niech zobaczy i niech sam się przekona, że warto dzwonić, bo nikt bardziej głupa ode mnie nie zrobi.
[03:23:32] - Ja mam teraz takie wrażenie, że zrobiłam z siebie głupka.
[03:23:37] - Nie!
[03:23:38] - Naprawdę! Kończmy tę audycję, bo za chwilę wpadniecie w depresję.
[03:23:44] - Wręcz przeciwnie, jest wspaniale. Dziękuję bardzo. Ja już kończę.
[03:23:47] - Piękniejsze życie niesie dobrze. Piękniejsze życie nieswiadomości. Akurat w tym przypadku, jak człowiek nie jest świadomy do końca.
[03:23:59] - Dobra, ja dziękuję. Żegnam się wszystkich. Jeszcze raz wszystkich pozdrawiam. Papatki, trzymajcie się, miłych snów.
[03:24:06] - Dziękujemy, panie Kazimierzu.
[03:24:07] - Miłego wieczoru, spokojnej nocy.
[03:24:08] - Dzięki, panie Kazimierzu.
[03:24:10] - Dziękuję za rozmowę.
[03:24:11] - Wszystkiego dobrego.
[03:24:11] - Dobranoc.
[03:24:13] - Dobranoc, pani Moniko. Wszystkiego dobrego.
[03:24:16] - Dobrej nocy. Dziękuję za rozmowę.
[03:24:18] - Pani się odzywa od czasu do czasu, jak tam progres.
[03:24:22] - Dobrze, odezwę się. Ale jestem dalej na audycji?
[03:24:27] - Tak, cały czas jesteśmy na antenie.
[03:24:30] - Dopóki się pani nie rozłączy, pani będzie.
[03:24:32] - I słucha nas coś tak z 80 osób. 81 nawet.
[03:24:40] - No proszę bardzo. To też nieźle.
[03:24:43] - A normalnie? Ile słuchaczy?
[03:24:45] - Normalnie to tak jest z 50, 60, 70 chyba. Nie wiem, od czego to zależy.
[03:24:52] - No dowiedzieli się, że dzisiaj się dzieje i dołączyli jeszcze.
[03:24:57] - Możliwe.
[03:24:57] - A jest późna pora tak naprawdę. A ja ciągle jestem na ławce i kroczę przy tej ławce.
[03:25:09] - To proszę, pani Moniko, wracać do domku z dobrymi myślami i z dobrymi emocjami. Bardzo dziękuję.
[03:25:16] - Mam pytanie: gdzie można odsłuchać audycję?
[03:25:19] - Na YouTubie na przykład.
[03:25:20] - Albo na Radio Paranormalium.
[03:25:22] - Aha. Dobrze, to jeszcze raz bardzo chciałam podziękować za rozmowę.
[03:25:28] - Ja również dziękuję w swoim imieniu.
[03:25:31] - Również.
[03:25:33] - Cieszę się, że przełamałam swój strach, zadzwoniłam i mam nadzieję, że w jakiś sposób pokazałam, że nie warto tkwić w lęku, tylko warto coś robić, coś zmieniać i czasem wyjść i zrobić coś na przekór sobie.
[03:25:50] - Ja polecam robienie w zgodzie z sobą.
[03:25:56] - Też, ale jeżeli na początku wychodzi, że to, co robimy, jest niezgodne i zrobimy na przekór, to wtedy do nas dotrze, że to jest lepsza droga. Czasami jesteśmy świadomi, że to, co robimy, jest w zgodzie z nami albo w niezgodzie.
[03:26:10] - Powiem, najlepszym sposobem na poznanie, czy coś jest w zgodzie, czy nie jest w zgodzie, jest przeżycie tego. Zakładanie, że jest w zgodzie bądź nie w zgodzie może być trochę mylne. Natomiast samo przeżycie i poczucie się w tej sytuacji daje nam najlepszą informację, czy to było w zgodzie, czy nie było w zgodzie.
[03:26:29] - Trzeba też być po dwóch stronach, można powiedzieć. Bo jeżeli przeżywamy coś i wydaje nam się to naturalne i nie wiemy, że możemy żyć inaczej, trzeba najpierw się uświadomić, żeby można zrobić coś zupełnie innego. I wtedy, jeżeli doświadczymy tej drugiej strony, to wiemy, że ta droga druga była lepsza.
[03:26:50] - A może trzecia?
[03:26:56] - Wszystko przed nami, pani Moniko.
[03:26:58] - No.
[03:27:00] - Dobrze, kochani.
[03:27:02] - Mogę jeszcze na koniec coś dodać? Chciałam dodać, że najważniejsze to nawet jak zaczęliśmy ten temat o osobach, które myślą o próbach samobójczychChciałam tylko dodać, że najważniejsze jest to, żeby była miłość w rodzinie, było wsparcie, zainteresowanie i przede wszystkim od tego trzeba zacząć, a nie myśleć, że pomoże się za pomocą leków, wysłać kogoś do szpitala na leczenie, tylko przede wszystkim zainteresować się tą drugą osobą i starać się ją zrozumieć i szukać przyczyny problemu, dlaczego tak, a nie inaczej się zachowuje.
[03:27:49] - Bardzo dziękuję za te słowa. Natomiast w dalszym ciągu nie wiem, jak ludzi przekonać, aby tak właśnie robili. Natomiast idea — tak, całkowicie się z nią zgadzam. Zresztą dałem jej wyraz podczas audycji. Natomiast w dalszym ciągu problemem jest przekonanie ludzi, żeby szukali takich rozwiązań w swoich własnych domach, rodzinach, życiu.
[03:28:17] - Wszystko zależy od otwarcia się na to, co dookoła. Jeżeli się zamkniemy i nie potrafimy słuchać tego, co się do nas mówi, wtedy jest ciężko wyjść z takiego przekonania i zrozumieć, co jest dla nas najlepsze.
[03:28:37] - Na to już nie mamy wpływu. To już decyzja każdego człowieka oddzielnie. My zrobiliśmy dzisiaj to, co mogliśmy, co było w naszej mocy, co nam serce podpowiadało. Miejmy nadzieję, że jakieś efekty, przynajmniej w sensie przemyśleń bądź refleksji to w ludziach wywoła. Czego oczywiście bardzo bym sobie oraz wszystkim życzył.
[03:29:06] - Pora się pożegnać.
[03:29:09] - Dobrze, pani Moniko, kończymy. Dziękuję bardzo. Musimy szanować też pozostałych słuchaczy. Jeszcze raz bardzo dziękuję za telefon, za odwagę i zaufanie, jakim mnie pani obdarzyła. Jeszcze raz wszystkiego dobrego, dobrej nocy.
[03:29:29] - Dziękuję.
[03:29:30] - Czekam na kolejne wieści.
[03:29:33] - Ciężko będzie, ale myślę, że się przełamię jeszcze kiedyś może.
[03:29:38] - Trzymam kciuki.
[03:29:39] - Dobrze. Dziękuję bardzo i również dobrej nocy.
[03:29:42] - Dziękuję. Dobrej nocy.
[03:29:44] - Dobranoc.
[03:29:45] - Dobrze kochani. Pięknie nam się porobiło, cudownie. Bardzo dziękuję, mam nadzieję, że wam się też podobała ta rozmowa. Podsumowań robił nie będę, bo myślę, że każdy swoje wnioski i przemyślenia z dzisiejszej audycji wyciągnie. Dziękuję za to, że byliście jak zawsze i że dotrwaliście w tak dużej ilości z nami aż do tej pory. Trzymajcie się cieplutko. Są wakacje. Korzystajcie ze słońca, pogody, radości. Cieszcie się, radujcie, miłujcie i rozmnażajcie. Pozdrawiam was bardzo serdecznie.
Dziękuję wszystkim, którzy dzisiaj byli i do usłyszenia już. Dziękuję panu Markowi, że też wytrwał. Do usłyszenia za tydzień.
[03:30:35] - Udało mi się nie paść przy tym mikrofonie.
[03:30:40] - Tym bardziej się cieszę. Dziękuję jeszcze raz. Wszystkiego dobrego. Do usłyszenia za tydzień. Dobrej nocy. Pa.
[03:30:47] - Mówi do słuchot do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie nieustająco zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Książka dostępna w wersjach drukowanej, cyfrowej oraz jako audiobook. Zapraszamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o tytule takim samym jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy” i do śledzenia profilu pana Sławka na Facebooku jak najbardziej. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Dzięki tutaj podziękowania dla pana Kazimierza i dla pani Moniki za przetestowanie mojego nowego połączenia smartfona z komputerami. Wszystko, jak widać i słychać, działało świetnie. Pan Kazimierz potwierdził, że wszystkich, pana Sławka i mnie było słychać jednakowo dobrze, z czym były czasami problemy, a pani Monika potwierdziła. Właściwie gdy pani Monika się połączyła z nami, to włączyło się tak zwane HD voice, czyli rozmowa była w jeszcze lepszej jakości. To też jest jeden z tych celów, które chciałem tutaj osiągnąć, grzebiąc ostatnio przy kabelkach, przy tej całej elektronice.
Dzisiaj już kończymy powolutku. Słyszymy się ponownie oczywiście jak zawsze w poniedziałek, już za tydzień o 20.00 na żywo na antenie Radia Paranormalium.
[03:32:30] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.