Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Wiosna w pełni nastała. Dzisiaj w mojej okolicy było jakieś 30 stopni w cieniu. Już się troszkę ochłodziło. Mamy godzinę 20:01 na moim zegarze, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycja o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami oczywiście jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:58] - Dobry wieczór, panie Marku. Kochani, witam was bardzo serdecznie.
[01:02] - Tradycyjnie, zanim przekażę głos panu Sławkowi, pozwolę sobie przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Co prawda telefony będziemy odbierać w drugiej części dzisiejszej audycji, ale numery warto zapisać sobie już teraz. Cały czas też można pisać na kontaktach, które zresztą też za chwilę podam. Numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radia Paranormalium, można także nam wysyłać maile na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc, panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:20] - Dziękuję panie Marku. Kochani, witam was bardzo serdecznie. My tak z panem Markiem mówimy dobry wieczór, dobry wieczór, a tu jeszcze w zasadzie możemy spokojnie mówić przez najbliższe kilka miesięcy dzień dobry, bo słoneczko jeszcze wysoko, jeszcze jest fajnie, jeszcze jest przyjemnie. Mam nadzieję, że u was również. Mam też nadzieję, że weekend, który w Polsce błysnął piękną, wiosenną, prawie letnią pogodą pozwolił wam odsapnąć, odpocząć, naładować trochę akumulatorki. Ja nie ukrywam, że wykorzystałem, wycisnąłem z tej temperatury i z tej aury, ile się tylko dało, więc mam nadzieję, że zrobiliście dokładnie to samo. Kochani, był taki pomysł, że ta audycja będzie typową odpowiedzią na wasze pytania. Natomiast nie ukrywam, że tych pytań tak w zasadzie na koniec poprzedniej audycji nie pojawiło się żadne pytanie, na które mógłbym odpowiedzieć. Większość tematów poruszyłem gdzieś tam podczas czytania waszych komentarzy. Jest jeden temat bliźniaczych płomieni, który jest mi po pierwsze bliski memu sercu, a po drugie uważam, że może rozpoczniemy nowy cykl kilku audycji poświęconych temu tematowi i postaram się dzisiaj też na ten temat w drugiej części mojego monologu ten temat poruszyć.
Najpierw zrobię taki mały wstęp, bo łatwiej będzie wtedy mi przejść do tego tematu bliźniaczych płomieni, o czym dzisiaj chciałem z wami porozmawiać. Chciałem dzisiaj z wami porozmawiać o użytkowych aspektach świadomości. Takich jak świadomość wykorzystuje się w codzienności, jak wygląda używanie świadomości. Mówię oczywiście o świadomości duchowej. Jak to wygląda w praktyce? Bo nie ukrywam, że w komentarzach, w różnego rodzaju dyskusjach, które prowadzę z wami na czatach czy gdzieś tam w bardziej wąskim gronie, czyli w dwie osoby, czy podczas rozmów ten temat jest taki, jak widzę, bardzo mocno niezrozumiały. I tak pomyślałem, że może warto by było oprócz tych oczywiście filozoficznych, takich czasami rozdmuchanych przez niektórych walorów i zalet duchowości czy rozwiniętej duchowości, czy oświecenia, czy wręcz jakiegoś tam przebudzenia duchowego. One są często takie napompowane bardzo mocno, patetyczne. Chciałem powiedzieć wam o tym, jak ja to widzę i co też w moim życiu ta zwiększająca się świadomość uczyniła, co pozwoliła mi osiągnąć, co pozwoliła mi zrobić. Jak zmieniło się moje podejście do wielu różnych rzeczy, spraw, kwestii, emocji.
Także troszeczkę dzisiaj będzie na ten temat.Bo też jeszcze oczywiście o podświadomości, bo widzę, że ten temat też jest w dalszym ciągu mocno niezrozumiały i jeszcze dostaję takie pytania bądź informacje, bądź czyjeś tezy, które trochę odbiegają od moich i widzę, że warto by było ten temat też jakoś podsumować. Kochani, jaki jest w ogóle cel tego rozwoju duchowego, całego rozwoju świadomości? Ja o tym w poprzedniej audycji troszeczkę mówiłem, wspominając o tym ważnym pytaniu, jakie człowiek rozwijający się świadomie powinien sobie dość często zadawać. Czyli to pytanie: czego ja pragnę? Czego chcę i do czego dążę? I na czym polega, jaki jest cel tego całego rozwoju duchowego? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Co to ma zmienić? Oczywiście większość ludzi twierdzi, że rozwój duchowy ma zmienić świat, że jesteśmy w takim momencie naszego rozwoju, ewolucji, że wchodzimy w nowy okres, w nowy etap. Dużo się o tym mówi.
Majowie podawali ten 2012 rok jako koniec pewnego etapu, a rozpoczęcie nowego. I okej, że świat, ludzie, życie na Ziemi ma wyglądać inaczej. Ja sobie tak myślałem kiedyś, że ja spokojnie w takim razie będę robił to, co robię i poczekam, aż ten nieprzyjazny dla mnie świat się zmieni. Bo jest to bolączka w pewnym sensie wielu ludzi, którzy posiadają większą wrażliwość, większą empatię, większą duchowość. Tą taką duchowość, nie religijność, tylko duchowość uprawiają w swoim życiu. Oni najczęściej narzekają na to, że mimo że są dobrymi ludźmi, to ich życie wcale nie jest dobre. Wręcz przeciwnie, ich dobroć jest bardzo często wykorzystywana. Więc tak bardzo mocno uogólniając, świat, w którym żyjemy, czasy stworzone teraz przez ludzi, w których przyszło nam żyć teraz, parę lat wcześniej, nie są przyjazne i bezpieczne dla osób rozwijających się duchowo czy żyjących w jakiś sposób według praw duchowych, czyli jakiejś dobroci, szlachetności, moralności, empatii, współczucia czy wręcz miłości. Ja sobie pomyślałem, bo pewnie się domyślacie, ja też w swoim wewnętrznym przekonaniu uważam się za człowieka rozwiniętego duchowo. Pomyślałem, że skoro mają przyjść lepsze czasy, to ja sobie poczekam.
Nie będę się teraz szarpał. Będę tam robił swoje, takie na minimum egzystencjalnym i ja poczekam. I jak już ten świat, te czasy, to wszystko się zmieni i będzie dobrze, to ja wtedy będę mógł sobie normalnie, fajnie i spokojnie żyć. Radośnie, szczęśliwie, bo świat wokół mnie będzie lepszy. Taki miałem plan i pewnie bym się go trzymał, gdybym z pewną trwogą i lękiem nie pomyślał o tym, że przecież nie jestem żadną wyjątkową osobą. I skoro ja na to wpadłem, że tak można zrobić, to przecież każdy człowiek może wpaść na ten sam pomysł. Przecież to nie jest takie skomplikowane. Po co się szarpać? Po co się mordować? Lepiej poczekać.
Niech przyjdzie ten lepszy czas. Rzekłbym nawet, jest to logiczne. Oczywiście później rozmyślałem sobie o tym, że jeżeli wpadnie na ten pomysł osiem miliardów ludzi na Ziemi, to jak ten świat ma się zmienić? Jak ma się stać, że będzie lepiej, jak wszyscy ludzie postanowią poczekać, aż będzie lepiej? Powiem wam szczerze, jedyny taki scenariusz, który wydawał mi się w miarę prawdopodobny i realny do zrobienia, to było przypomnienie sobie historii przepowiedni z moich czasów szkolnych, chyba nawet podstawówkowych, kiedy ktoś na jakichś zajęciach, najprawdopodobniej na zajęciach z religii, opowiadał o końcu świata. O tym, jak przyjdzie Pan Jezus, Pan Bóg się pojawi na ziemi z jakimś takim olbrzymim stadem swoich żołnierzy, gwardii przybocznej.I oceni ludzi tutaj na ziemi i tych złych stąd zabierze i wrzuci do piekła, a tych dobrych zabierze do nieba. I to tak na logikę jedyna rzecz, która przyszła mi do głowy, to właśnie taka, że ktoś, jakaś siła zewnętrzna musi przyjść i tych złych ludzików z tej ziemi zabrać. Tych, którzy nam, ludziom uduchowionym, przeszkadzają żyć tak, jak byśmy chcieli. Jeszcze jakbym dopuścił w jakimś tam prawdopodobieństwie, że taka sytuacja może mieć miejsce i że tamten Pan Bóg tych ludzi pozabiera, tych złych, to jeszcze to było jakoś dla mnie do przyjęcia. Chociaż nie ukrywam, że pojawiła się taka nutka niepewności, czy aby ja na pewno zaliczę się do tych dobrych, bo też czort wie, jakie będą kryteria oceny.
Nie wiem, może wystarczy przejechać na czerwonym świetle, żeby być złym człowiekiem, bo zrobiło się zły czyn, tak? Ja też z pewnością w ocenie wielu osób do świętych nie należę. Tak więc mówię, czort wie, co tam zostało zapisane, jakie będą kryteria i czy aby na pewno się nie załapię na tą listę jako ten strącony do piekła. Też jakby nie do końca o to mi chodziło, żebym od razu wylądował w niebie. Bardziej chodziło mi o to, żeby na tej ziemi, tutaj, gdzie jest fajnie, gdzie można podotykać, gdzie można powąchać, gdzie można poczuć swoje własne ciało, ciało drugiej osoby, kiedy można tworzyć interakcje. Że ja jednak, jak już ten świat będzie taki fajny, to ja jednak bym chciał na nim zostać, bo nie po to czekam, żeby się z niego gdzieś wynosić. I cała ta moja, że tak powiem, układanka i cały mój plan na pozostanie w oczekiwaniu legł w gruzach. Nie znalazłem żadnej innej możliwości, żeby ten świat stał się lepszy. Jeżeli wszyscy postanowią poczekać, aż ten świat stanie się lepszy. Oczywiście znacie mnie, więc mam nadzieję, że przynajmniej większość z was ma świadomość tego, że nigdy taki proces myślowy się u mnie nie pojawił, ani też nigdy takiej chęci poczekania, aż ten świat będzie lepszy nie było.
Więc mówię to troszeczkę tak na zasadzie pewnej historii wymyślonej przeze mnie przed chwilą po to, żeby pokazać wam właśnie jaki jest cel rozwoju duchowego. Celem rozwoju duchowego jest to, abyśmy my się zmieniali. Każdy z nas. Nie mówię, że tylko my siedzący, że tak powiem, dzisiaj przed i słuchający audycji w Radio Paranormalium, ale wszyscy ludzie na świecie. Żeby robiąc te mniej bądź bardziej powolne kroki do przodu w rozwoju swojej świadomości duchowej, żebyśmy my się zmieniali, bo tylko zmiana nas może zmienić świat. To nie jest tak, że my już jesteśmy dobrzy i my się nie musimy zmieniać. My nie musimy nic nowego do swojego życia emocjonalnego wnosić, że mają się zmieniać tylko ci, którzy nam przeszkadzają, których my uważamy za złych, których my uważamy za tych, którzy nam przeszkadzają w byciu tym, kim chcemy. Wszyscy ludzie, w zależności od miejsca, w którym są, się cały czas zmieniają. Bo nawet trwanie z uporem maniaka w jakimś doświadczeniu w końcu nas zmieni. Bo każdy człowiek testując pierwszy raz, drugi raz, trzeci, piąty, dziesiąty, dwudziesty raz, w zależności od swojego uporu, wariant szczęścia według swojej podświadomości w końcu zrozumie, że to nie działa, że to nie o to chodziło.
Więc nawet ci najbardziej zatwardziali, nawet ci najbardziej uparci broniący się przed jakimikolwiek zmianami i tak rozwiną swoją świadomość. I tak się summa summarum kiedyś, kochani, zmienią. Więc ten proces dokonywania zmian każdego człowieka trwa cały czas tak jak mówiłem. To nas w żaden sposób nie wyróżnia z tłumu, dokonywanie zmian w swoim życiu. Natomiast żeby ten świat stał się lepszy, to muszą się zmienić ludzie, którzy na nim mieszkają. On nie zmieni się sam z siebie i nikt z nas nie jest zwolniony z dokonywania zmian. Nikt z nas nie osiągnął takiego poziomu tutaj na ziemi, żeby nie musieć dokonywać zmian w samym sobie. Zmiany w życiuSą konsekwencją zmian dokonanych w sobie. Skutkiem. To jest też dla mnie takie, nie wiem, jakiego słowa tutaj użyć.
Dziwne. Może nie dziwne, może bardziej smutne, że od kilku audycji mówię tak, że już chyba prościej mówić się nie da, w czym tkwi sedno. Gdzie my mamy dokonywać zmian, żeby były skuteczne, żeby były trwałe. Wskazuję palcem, nazywam po imieniu. I wiecie co? Nikt nie zadał mi pytania, jak to zrobić. Nie padło ani jedno pytanie, jak to zrobić. O czym to świadczy? Myślę, że na to pytanie każdy z was musi sobie odpowiedzieć sam. Dlaczego, skoro znam miejsce, skoro znam przyczynę takiego, a nie innego swojego życia, jeszcze nie zadałem pytania, jak mam to zrobić?
Tu widzicie ten drugi aspekt naszej konstrukcji, naszej budowy emocjonalnej za to odpowiada. Który czynnik mam na myśli? Oczywiście naszą podświadomość. Ja prowadziłem taką rozmowę z jednym z naszych słuchaczy. Przynajmniej mam nadzieję, że słuchaczy. Na temat podświadomości, jak ona powstaje, za co odpowiada. To była krótka rozmowa, ale też polecam, bo parę fajnych i ciekawych zdań tam padło. Ale właśnie kochani tak działa nasza podświadomość. Zabawmy się, bo z naszą podświadomością i z naszą duszą jest mniej więcej tak samo, że wszyscy, może jak wszyscy, ale większość ludzi słyszało, wie i akceptuje istnienie duszy. Natomiast nie bardzo wie, o co z nią chodzi.
Jest. No i fajnie. Jest i zdania na ten temat, co ona robi, czego nie robi, do czego jest, to już jest oddzielna bajka. Czy ona żyje, czy ona nie żyje? Czy ona jest wieczna? Czy ona jest nieśmiertelna? Czy ona jest zniszczalna? Czy ona jest niezniszczalna? Skąd ona pochodzi i gdzie ona pójdzie? Jaki jest jej cel?
I tak dalej. Teorii jest pewnie tyle, co ludzi na świecie. Natomiast większość ludzi, jak ich się zapyta, czy dusza istnieje, no raczej tak. I tak samo jest z naszą podświadomością. Większość ludzi, zwłaszcza tych, którzy już trochę się zaczęli sobą interesować, powie: „Tak, podświadomość istnieje”. No i fajnie. Natomiast trochę to jest tak jak z sercem, czy z nerką, czy z wątrobą, że wszyscy wiemy, że ją mamy. Z sercem to będzie prosto, bo to raczej pompuje krew i to wiemy. Natomiast co robi wątroba, co robi trzustka? Coś wydziela coś, nerka coś filtruje.
Nasza wiedza na ten temat jest ograniczona. Mamy to, używamy tego, ale nie za specjalnie wiemy, do czego to jest i jak się tym obsługiwać. Dokładnie tak samo jest z naszą podświadomością i z naszą duszą, też nierozerwalnymi elementami naszego codziennego życia. I co ciekawe, jak rozmawiam z ludźmi i rozmawiamy o podświadomości, to mówią: „No tak. Bo tam są programy, bo tam coś jest wgrane, bo to za coś tam odpowiada”. Ja mówię: „Ale w twoim życiu też tak jest?”. „Nie, ja to nie mam problemów z podświadomością. U mnie wszystko jest okej. Tam pewnie jakby pogrzebał, to coś by się znalazło, ale to nie, to są drobiazgi”. Jak ja słyszę takie zdanie, to doskonale wiem, że u tego człowieka ta podświadomość to jest 99% jego życia.
Bo tak właśnie działa podświadomość. Nie zauważa problemów. Zwróćcie uwagę, co się dzieje. Ostatnio z przyjacielem rozmawiałem. Rozmawialiśmy sobie tak sympatycznie i padło takie pytanie, czy my kiedykolwiek się pokłóciliśmy albo któryś z nas walnął focha? Ja mu zadałem takie pytanie. Chwila ciszy. „Nie”. I on mi mówi: „Bo my ze sobą rozmawiamy, używamy argumentów, przekonujemy się i albo jeden przekona drugiego, albo ten przekona tamtego. Natomiast staramy się komunikować.
Nie wychodzimy z założeniaJeżeli ktoś ma inne zdanie, to ja walnę focha, bo on jest głupi. To jest pierwsze stadium. „Nie będę z nim dyskutował, bo to debil”. Ludzie bardziej rozwinięci podejmują chęć rozmowy i to, co padło kluczowe w wypowiedzi mojego przyjaciela, to staramy się siebie przekonać, używając argumentów. Czyli ja twierdzę, że ja mam rację. Druga strona twierdzi, że ona ma rację. Tak działają dwie podświadomości. Jedna ma rację i druga ma rację. I teraz te podświadomości w swoim przekonaniu o swojej nieomylności starają przekonać się drugą podświadomość, że nie ma racji. Czy widzicie w tym sens?
Zastanówcie się, ile takich rozmów i takich dyskusji przeprowadziliście w swoim życiu. Zwróćcie uwagę, co się dzieje na przykład na czatach, nawet tych naszych audycyjnych. Pojawia się jakiś aspekt i każdy, kto bierze udział w tej dyskusji, przedstawia swoje racje i stara się przekonać drugą osobę, czy wręcz mnie o tym, że jego pogląd jest słuszny, ponieważ w jego przekonaniu on jest słuszny. Pewnie, że mi jest przykro. Nasz jeden słuchacz obraził się na mnie ostatnio, bo już zeszliśmy z rozmów oficjalnych, tylko zaczął pisać do mnie prywatnie. Więc ja w swoim prywatnym czasie starałem się odpowiadać na jego nurtujące pytania, a było ich dużo. Napisałem takie zdanie, że nie wyciągnął wniosków, nie zrozumiał tego, co ja mówiłem w którejś audycji i też co ja mówiłem podczas wątku, który on pod jakąś audycją uruchomił i ten wątek się tam dział. Gdzie ja wprost napisałem o pewnych rzeczach. Przekonywał mnie do swojej wizji zachowań, reakcji, podejścia i tak dalej, że moja jest niesłuszna. Kochani, wracając do was.
Pomyślcie, ile takich dyskusji przeprowadziliście w swoim życiu i jaki był cel tych dyskusji? Jaki był sens tych dyskusji i jaki był skutek tych dyskusji? Oczywiście w rozmowach często ludzie inteligentni na skutek pojawiających się argumentów przyznają rację drugiej stronie. Tak. Da się na poziomie mentalnym przekonać drugą osobę, że w ogóle nie ma racji, ale że ktoś ma większą rację. Da się. Natomiast moje pytanie brzmi, czy to coś zmienia? Przekonanie drugiej osoby coś zmienia w jego życiu? Nie. W pewnie 95% nie.
Ponieważ rozmowa i przyznanie racji na poziomie mentalnym nie zmienia naszych emocji. Znacie doskonale te rozmowy ze swoimi przyjaciółmi, koleżankami, mężami, żonami, partnerami. O dzieciach nie wspominam. Rodzicami. Kiedy używacie argumentów, przedstawiacie racje logiczne, medyczne, naukowe, matematyczne, ideologiczne. I na koniec tej rozmowy ktoś mówi: „Tak, masz rację”. Masz rację, nie? Czy stwierdzenie, że ktoś ma rację powoduje to, że on drugi raz czegoś takiego nie powie albo drugi raz tak nie zareaguje, albo drugi raz się tak nie zachowa? Nie. Więc jeżeli kochani myślicie, że wasza podświadomość nie ma nad wami władzy, to znaczy, że myślicie podświadomością.
Ja swojemu przyjacielowi powiedziałem: „Słuchaj, jest jeszcze trzeci scenariusz”. Można walnąć focha, można się spierać i nawzajem przekonywać. Jest trzeci scenariusz. Pomyślcie kochani, jaki może być trzeci scenariusz? Od razu wam powiem, ten trzeci scenariusz jest dostępnyDla ludzi z dużą świadomością duchową. To jest aspekt użytkowy rozwiniętej świadomości duchowej, którą wykorzystujemy w życiu. Trzeci wariant, trzeci scenariusz, trzecia możliwość jest taka: OK, mamy różne zdania. Nie musimy siebie przekonywać. Fajnie, poznałem twoje zdanie, a ja poznałem twoje. Super.
Ja sobie nad tym pomyślę, przemyślę, zastanowię się. Ale szanuję to, że masz inne zdanie i nie staram się ciebie przekonywać, że ja mam rację, a ty tej racji nie masz. W kilku audycjach padło takie stwierdzenie, że ja nie jestem przekonywujący, bo ja nie zamierzam nikogo przekonywać i nie dlatego, że nie zamierzam, bo mi się nie chce, tylko nie zamierzam, bo to nie działa. Bo rozwój duchowy, rozwój świadomości to jest przekonywanie się samemu poprzez doświadczenia. I jeżeli jest w was przekonanie, że trzeba kogoś przekonywać do czegokolwiek, czy w rozmowie trzeba udowadniać swoją rację albo udowadniać nie rację drugiej osoby, to niech wam się od razu zapala czerwona kontrolka, że to właśnie działa wasza podświadomość, ponieważ świadomość duchowa daje możliwość uruchomienia trzeciego wariantu. Mamy różne zdania. Bardzo często można to zaobserwować, kiedy ludzie, ja to pisałem pod kilkoma audycjami w różnych miejscach, że wyrażenie swojego zdania nie musi być od razu krytyką osoby drugiej. Czyli słyszymy coś i mamy podświadomość. Jeżeli nasz pogląd na tą sprawę jest inny, natychmiast uruchamia proces pod tytułem: ja się z tym nie zgadzam, czyli ja mam rację, a ta osoba, która to wypowiedziała jest głupia, ponieważ ma inne zdanie, czyli nie ma racji, bo racja jest tylko jedna — moja. To jest kolejna rzecz, ja to widzę tak, kiedy człowiek czytając na przykład, nie wiem, słuchając kogoś, przełącza się na tryb niezgadzania się, ale poprzez wyrażanie swojego zdania krytykuje drugą osobę.
Użytkowa i codzienna przydatność świadomości duchowej na dość wysokim poziomie pozwala po prostu wypowiedzieć swoje zdanie, nie krytykując jednocześnie naszego przedmówcy. I to są takie, powiedzmy dwa czy trzy przykłady, jak działa nasza podświadomość. Jeżeli obserwujecie u siebie takie zachowania, czyli potrzebę na przykład albo wewnętrzne przekonanie, że ktoś coś powiedział, wy się z tym nie zgadzacie, ale jednocześnie uważacie, że powinniście tą osobę przekonać do swoich racji albo uważacie ją za, nie wiem, głupszą, mniej rozwiniętą, inną, w jakichś kategoriach gorszą, to znaczy, że działa wasza podświadomość. I nieprawdą jest to, że są na świecie ludzie, nad którymi podświadomość nie ma władzy. Ponieważ podświadomość ma władzę nad każdym człowiekiem. Nad każdym. Podświadomość jest naszym instynktem. Tak, kochani. Podświadomość nie jest kwestią wyboru decyzji czy czegokolwiek innego. Podświadomość jest instynktem, nad którym tak na dobrą sprawę nie mamy władzy.
Wymyślcie sobie jakąkolwiek historię. Mój przykład, nie wiem. Chodnik, ulica, środek ruchliwego miasta. Jeżdżą hulajnogi czy rowerzyści z jedzeniem, czy z czymś tam. Pędzą, lecą i ktoś nas mimowolnie potrącił torbą, czy tam kierownicą, czy czymś takim. Takie zachowanie wywołuje w nas konkretną reakcję, instynktowną. Instynkt. Instynktowną reakcję odruchową. I spróbujcie w momencie, kiedy pojawi się emocja i ten odruch, spróbujcie ją zmienić. Nie da się.
Po prostu się nie da. Spróbujcie innym razem w takiej samej sytuacji zareagować inaczej. Nie da się. W większości przypadków się nie da. Podświadomość to jest instynkt i koniec. Jest reakcja, która jest reakcją natychmiastową w takich sytuacjach. W większości sytuacji jest.Jest odruch, jest reakcja. Koniec. Zero procesu myślowego. Jest reakcja.
Tak działa podświadomość i nie ma możliwości, żebyśmy funkcjonowali na Ziemi bez podświadomości, bo ta podświadomość jest dla nas bardzo przydatnym narzędziem. Nie musimy się co chwila zastanawiać, co mamy w danej sytuacji zrobić, co mamy powiedzieć, jak mamy zareagować. Tak jak kiedyś mówiłem, problemem jest to, co w tej podświadomości jest, jakie wzorce są tam zapisane. My możemy te wzorce sobie zmieniać i dopisywać inne. To nie jest tak, że one są i one się już nie zmienią. Tak, właśnie. Miało być tyle tematów poruszonych. Sławeś wpadł na temat podświadomości i widzę, że poszło. Kochani, to tyle o podświadomości. Natomiast chciałem wam też powiedzieć, dlaczego warto inwestować w swoją świadomość duchową.
Ponieważ świadomość duchowa wprowadza do naszej podświadomości, do naszego życia. Najpierw do naszego życia. Jeszcze z tą podświadomością. Można powiedzieć, że ja mogę zrobić coś inaczej, bo to jest taki częsty argument. „Ale to ja decyduję, co zrobię”. Tak, ty decydujesz, co zrobisz. Natomiast nie ty decydujesz, co czujesz. Można oczywiście zrobić coś inaczej. Na zasadzie wysiłku czy świadomości ziemskiej można zrobić coś inaczej, nawet w bardzo podobnej sytuacji. Natomiast to nie zmienia naszych emocji, bo to jest trochę tak, że przychodzimy i normalnie, jak ktoś na nas krzyczy, to my odpowiadamy też krzykiem.
W większości przypadków taka jest reakcja ludzi na krzyk. Natomiast w momencie, kiedy wchodzimy do swojego szefa i on na nas krzyczy, to owszem, potrafimy się zachować inaczej, czyli nie wybuchnąć krzykiem ze względu na respekt, strach, obawy o stratę pracy i milion innych czynników. Potrafimy powstrzymać się od krzyku, ale to nie znaczy, że nie mamy potrzeby krzyczenia. Owszem, za nasze zachowania możemy odpowiadać. Możemy je zmieniać, ale swoich emocji nie. Duchowa świadomość daje dodatkowe narzędzia. Daje dodatkowe możliwości. Dodatkowe opcje zachowania i postępowania. To jest bez wątpienia użytkowa zaleta, codzienna zaleta naszej duchowej świadomości. Bo tak jak podświadomości używamy w każdej sytuacji naszego życia.
Za każdym razem, kiedy podejmujemy jakąś decyzję czy reakcję, uruchamia się nasza podświadomość i ona działa według utartych szlaków, według utartych wzorców, według utartych reakcji. Tak jak mówiłem w poprzedniej audycji, ona sama z siebie się nie zmieni. Natomiast świadomość duchowa, nasza dusza dostarcza nam nowych opcji. Tak jak nasza podświadomość zna dwa warianty prowadzenia rozmowy albo foch i „jesteś debilem”. Oczywiście bardzo upraszczając. Albo dyskusja i przekonywanie siebie nawzajem, kto ma rację. Bo skoro są dwa różne zdania, to znaczy, że jedno jest błędne, a drugie jest prawdziwe. Ktoś musi przyznać rację drugiej stronie. Tak działa podświadomość. Świadomość duchowa daje trzecią opcję.
Spokojniejszą, wygodniejszą, bezpieczniejszą. „Okej, masz inne zdanie. Masz do tego prawo. Ja mam do tego prawo. Ty masz do tego prawo i nie musimy z tym nic robić”. Nasza duchowa świadomość dostarcza do naszego codziennego życia, bo w tym momencie, kiedy reaguje nasza podświadomość, to w tym samym momencie może zareagować nasza dusza. Mało tego, ona chce zareagować w tym samym momencie. Chce nam podsunąć trzeci, czwarty, piąty, szósty, inny wariant zachowania. Tylko że nasza dusza nie jest taka narwana jak nasza podświadomość. Nasza podświadomość, która jest instynktem, nie pozostawia nam żadnego wyboru w reagowaniu.
Nasza dusza tak. Tych opcji pojawia się z naszej duszy w naszym codziennym życiu całe mnóstwo. Też rozmowa na temat dzieci. Ja mówię też tam jednemu ze swoich przyjaciół: „Słuchaj, życie nie tylko po to jest, żeby spędzać je w pracy”. W moim przekonaniu.I twoje dzieci nie potrzebują tylko pieniędzy, które zarobisz, ale potrzebują też ojca. Wiem, bo z perspektywy moich dorosłych już córek, chciałbym tego czasu, gdybym mógł cofnąć czas, poświęcić im jeszcze więcej. Bo ten czas już się nie wróci. One będą moimi córkami, ale nigdy nie będą już miały sześciu lat, ośmiu, 12, 15, 17. W tym kontekście mówię. Poza tym nie do końca też wiesz, co się w życiu tych dzieciaków dzieje.
I później, w kolejnej rozmowie: „Bo ty mi powiedziałeś, że ja za mało czasu spędzam z dziećmi i że ja nie wiem, co się w ich życiu dzieje”. I zaczął mi opowiadać właśnie o swoim koledze, który już w ogóle nie wie, co się w życiu ich dzieci dzieje. „A ja to wiem to, ja wiem to, ja wiem tamto”. I oni między sobą dyskutowali, dawali sobie rady i tak dalej. Przekonywali się, który z nich ma rację. Ja mówię: „Przyjacielu, wiedzieć, co się dzieje w życiu dziecka, to wcale nie oznacza wiedzieć i rozumieć, co ono czuje wtedy, kiedy coś się dzieje w jego życiu”. I to jest znowu kolejna subtelna różnica, którą możemy dostrzec, mając uruchomiony tryb korzystania z zasobów wiedzy swojej własnej duszy. Swojej własnej duchowej świadomości. Pojawiają się nowe opcje myślenia, reagowania, postrzegania, patrzenia na pewne rzeczy. Nowe, może nie zupełnie, ale w dużej mierze uzupełniające reakcje naszej podświadomości.
Jak to się przekłada na nasze codzienne życie? Powiem to właśnie na przykładzie tych bliźniaczych płomieni, o które było pytanie. Kim są bliźniacze płomienie? W moim odczuciu jest to osoba bądź osoby z naszych poprzednich wcieleń, które gdzieś są koło nas, gdzieś sobie żyją. I są to osoby, z którymi w poprzednich wcieleniach osiągnęliśmy już poziom dobrych relacji ziemskich bądź bardzo dobrych relacji ziemskich. Czyli jeżeli mieliśmy już jakiś udany, szczęśliwy związek, jakieś szczęśliwe małżeństwo, to bliźniaczym płomieniem będzie osoba, z którą ten związek stworzyliśmy. Ważne jest to, ponieważ bliźniacze płomienie to są też osoby na podobnym poziomie rozwoju świadomości. Ponieważ tak jak wam mówiłem , związki i relacje międzyludzkie, zwłaszcza związki, dzielę na tak zwane edukacyjne i partnerskie. Tylko oczywiście rozwinę tę myśl, ponieważ to nie ma aż tak bardzo wiele wspólnego z partnerstwem, które rozumiemy w sposób właśnie taki ziemski. I też edukacją w taki sposób ziemski.
Ponieważ edukacja najczęściej kojarzy nam się z sytuacją, w której jest uczeń i nauczyciel. Natomiast w związkach edukacyjnych obydwie strony są dla siebie i uczniem, i nauczycielem. Po prostu w momencie, kiedy spotykają się dwie podświadomości, różne podświadomości, każda z nich wnosi jakąś mądrość, jakąś umiejętność, której bardzo często brakuje właśnie drugiej stronie. I poprzez różnice i przekonywanie się dwóch podświadomości istnieje szansa, że powstanie trzeci wariant postępowania i zachowania. W ten sposób ludzie zmieniają swoją podświadomość, ponieważ zazwyczaj prawda jest pośrodku. Więc jeżeli te podświadomości ze sobą walczą, rywalizują, przekonują się nawzajem, to tak jak w sytuacjach pozamałżeńskich można po prostu strzelić focha i się do siebie na przykład nie odzywać, nie utrzymywać kontaktów i tak dalej. Po prostu można się rozstać i tyle. Albo na przykład nie poruszać jakichś tam tematów, czy coś takiego. Nie wchodzić w dyskusje. W małżeństwie się tego nie da uniknąć.Ponieważ wszystkie sytuacje, które pojawiają się w małżeństwie, dotyczą wszystkich.
Nie ma czegoś takiego, że tata pojedzie na ryby, bo chce. Bo jeżeli tata pojedzie na ryby, bo chce, to nie pójdzie z dziećmi do kina, do parku na lody, nie zajmie się nimi, nie pomoże żonie, nie posprząta, nie naprawi i nie zrobi tego, czego na przykład żona od niego oczekuje. Więc wszystkie sytuacje w małżeństwie dotyczą wszystkich w tej rodzinie. Dotyczą rodziny całej. I one nie mogą zostać nierozwiązane, bo jeżeli mąż się uprze i pojedzie na te ryby, to oczywiście będą dalsze konsekwencje tego. Tak czy inaczej, poprzez awanturę, kłótnie, dyskusje zostanie zmuszony do jakiegoś przemyślenia. Raz się uprze, ale drugim razem powie: „A dobra, będzie gadanie, zostanę w domu”. I okaże się, że na przykład bez tych ryb da się jakoś żyć, że można ten czas wypełnić czymś innym i na przykład zrelaksować się spacerem z synem po parku. Czyli powstają nowe połączenia neuronowe, nowe rozwiązania niedostępne dla jego podświadomości. Więc w ten sposób ludzie się nawzajem edukują.
Edukują nawzajem swoje podświadomości, pokazując im możliwość znalezienia trzeciego rozwiązania. W momencie, kiedy nasza świadomość duchowa jest na tyle rozwinięta i na tyle pozwolimy jej uczestniczyć w naszym życiu, kiedy wiemy już z automatu, że jest trzecie rozwiązanie, że jest trzecie wyjście. Nie tylko albo ty masz rację, albo ja mam rację, tylko jest jeszcze na przykład: żaden z nas nie ma racji albo obydwaj mamy rację, albo po prostu mamy różne zdania. Kiedy już potrafimy wyrażać swoje zdanie bez krytykowania drugiej osoby, podświadomość mówi: „Nie masz racji. Zastanów się nad tym. Pomyśl, weź to przemyśl jeszcze raz”. I oczywiście następuje wymiana tych argumentów. „Sama jesteś głupia. Sama nic nie wiesz. Bo czy ty kiedyś to robiłeś?
Czy ty się na tym znasz?” To są argumenty podświadomości. Natomiast świadomość w takim momencie, kiedy ktoś wyraża swoje zdanie, mówi: „Słuchaj, ja mam na ten temat takie i takie zdanie. Ja uważam, ja sądzę, ja myślę, że można by było to zrobić w ten i w ten sposób”, nie krytykując drugiej osoby, że ona chce to zrobić w zły sposób tylko dlatego, że on jest inny niż nasz. I w momencie, kiedy potrafimy już za pomocą naszej duchowej świadomości znajdować, znajdywać trzecie, czwarte, piąte rozwiązanie, w tym momencie nasz związek przechodzi na etap partnerski. Kiedy co robimy? Zrobimy to, czy zrobimy tamto? A możemy zrobić i jedno, i drugie. Albo możemy zrobić coś trzeciego. Albo czwartego. I ktoś kroi ziemniaki, a druga osoba obiera marchewkę i nikt nie udowadnia sobie, że marchewki się powinno obierać tak, a ziemniaka tak.
Okej, zróbmy, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Wtedy, jeżeli jesteśmy już gotowi my, bo to my musimy być, kochani, gotowi. Ja, ty, on, ona. Na przyjęcie bliźniaczego płomienia do naszego życia, do naszego związku, to wtedy on się może pojawić, ale on się nie pojawi do tego momentu w naszym życiu, dopóki my będziemy próbowali udowadniać swoją wyższość. Kiedy nie nauczymy się dostrzegać trzecich, czwartych, piątych możliwości. Kiedy zaczniemy dopuszczać do podejmowania decyzji naszą duszę, wtedy jest szansa na pojawienie się bliźniaczego płomienia w naszym życiu po to, aby stworzyć związek nieoparty na wzajemnym edukowaniu się, tylko na partnerstwie i cieszeniu się robieniem czegokolwiek. Mówię o tym z pełną świadomością, ponieważ doświadczam takiego związku i dlatego wiem, jak to wygląda w praktyce. W momencie, kiedy przestajemy ze sobą walczyć, kiedy zabieramy tą władzę podświadomości, że jest tylko jeden jedyny scenariusz, który jest prawdziwy i to jest mój scenariusz i dotąd będę się z kimś boksował, dotąd będę kogoś przekonywał, dotąd będę udowadniał swoje racje, aż tą osobę przekonam, to do momentu, dopóki tak postępujemyTo będziemy prowadzili relacje edukacyjne. To my sami musimy być gotowi na przyjęcie do naszego życia partnera, którego nie zniszczymy swoją podświadomością. Ponieważ nasz bliźniaczy płomień, będąc już na pewnym poziomie rozwoju świadomości, będzie osobą tak samo wrażliwą jak my.
Jeżeli będziemy funkcjonowali na zasadzie podświadomości, to tą osobę zniszczymy. Bliźniaczy płomień w naszym życiu może pojawić się dopiero wtedy, kiedy otworzymy się na inny rodzaj relacji z drugim człowiekiem. A inny rodzaj relacji z człowiekiem, z jakimkolwiek człowiekiem, kiedy przestajemy walczyć i mówić do niego podświadomością i rozmawiać z jego podświadomością, kiedy już wiemy, że różnica zdań nie oznacza mojej mądrości i głupoty drugiego człowieka, tylko oznacza różnicę zdań i że można się cieszyć z przebywania i robienia czegokolwiek i patrzenia, jak ktoś robi to inaczej niż my. To jeżeli tej otwartości w sobie nie stworzymy, to nie doświadczymy bliźniaczego płomienia i też nie doświadczymy prawdziwych relacji z drugim człowiekiem. A to jest możliwe tylko wtedy, kiedy stworzymy warunki dla naszej duszy, dla naszej świadomości do działania, do mówienia, do przekazywania nam swojej mądrości i pokazywania innych scenariuszy. A jak wiecie, jaka jest kolejność? Miłość do samego siebie, osiągnięcie wewnętrznego spokoju i wytwarzanie w sobie miłości i kierowanie się w życiu miłością i prawdą. I tak naprawdę to jest właśnie cel rozwoju duchowego, żeby każdy człowiek na Ziemi potrafił kochać samego siebie, żeby potrafił osiągnąć spokój, żeby potrafił wytwarzać w sobie miłość i aby się kierował w życiu miłością i prawdą. I aby w naszej podświadomości były nie wzorce nasze ziemskie, tylko żeby były właśnie wzorce miłości i prawdy. Kochani, oczywiście wiecie, ale powtórzę.
Tych bliźniaczych płomieni, czy w związkach, czy w przyjaźniach, czy w jakichkolwiek relacjach nawet rodzić dziecko, życzę wam jak najwięcej. Tylko pamiętajcie, że to każdy z was musi się wewnętrznie zmienić i wewnętrznie na to otworzyć i wewnętrznie na to przygotować. Inaczej to się nie wydarzy. Kochani, rozgadałem się. Przepraszam was, ale przynajmniej mam nadzieję, że przekazałem kilka chociaż cennych i ważnych informacji, które przydadzą się wam w życiu, tym duchowym, jak również tym codziennym. Panie Marku, proponuję w takim razie przerwę, bo widzę, że komentarzami tak się zagadałem, że nie widziałem, co się dzieje. Komentarzy trochę przybyło, sypnęło, więc zróbmy chwilę przerwy i wrócimy do telefonów i oczywiście do czytania komentarzy.
[59:17] - Przerwa potrwa dokładnie cztery i pół minuty z paroma sekundami. Zabrzmi nam utwór takiego artysty, który już parę razy się w przerwach w tej audycji pojawiał. Cash, kompozytor muzyki z pogranicza ambientu, popu, elektroniki i czegoś tam jeszcze bardzo ładnie brzmiącego. Utwór zatytułowany „Rebels”. A my powracamy do audycji „Świat oczami duszy” już za cztery i pół minuty. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami. Nigdzie się nie wybierajcie. Słyszymy się ponownie już za moment.
[01:01:27] - What was it like to wake up after having never gone to sleep? That was when you were born. Just in the same way as you don't focus your attention on how you make your thyroid gland function. So in the same way, you don't have any attention focused on how you shine the sun. So then let me connect this with the problem of birth and death, which puzzles people enormously. It's solved. Because in order to understand what the self is, you have to remember that it doesn't need to remember anything. Just like you don't need to know how you work your thyroid gland. So then, when you die, you're not going to have to put up with everlasting nonexistence because that's not an experience. A lot of people are afraid that when they die, they're going to be locked up in a dark room forever.
What was it like to wake up after having never gone to sleep? That was when you were born.
[01:03:47] - Widzę, że ten utwór się spodobał. Szczególnie niektórym słuchaczom spodobał się fragment wypowiedzi Alana Wattsa, który został wmontowany w środkowej części tego utworu. Jakby ktoś szukał, przypomnę: to jest utwór skomponowany przez Cash i nosi tytuł „Rebirth”. Powracamy do audycji „Świat oczami duszy”. Audycji o świadomości w całości na żywo. Powracamy do tej części, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Widzę, że tutaj pan Kazimierz ma już jakieś pytanie. Przygotował je na czacie do przekazania czy przekaże je głosowo? Chyba jednak głosowo. Także ja tutaj panu Kazimierzowi i wszystkim innym zresztą chętnym również udostępnię na czacie link do dołączenia do naszej dyskusji na Google Meet.
W międzyczasie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Można do nas już teraz dzwonić na nasze numery telefonów stacjonarne 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na Facebooku na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupie Radia Paranormalium. Można także cały czas do nas wysyłać e-maile na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:06:29] - Dziękuję panie Marku. W oczekiwaniu na telefony z chęcią przekażę przywitania i pozdrowienia od naszych słuchaczy. Jan Nowak, Malwinka się pojawiła, Podróże z The Górką. Pan Kazimierz właśnie guten tag pisze, tym razem w innym języku. Jobro pisze: „Jest nas coraz więcej” z uśmieszkiem. Ja też się bardzo cieszę.Mata Hari pisze: „U mnie 16 stopni i deszcz. Bardzo mi przykro.” TASP się też przywitał. Racja bytu. Pan Kazimierz pisze, że jestem prekursorem mówienia „dzień dobry” w tak słoneczny wieczór. Miss Metal Detector: „21 stopni melduję.” To pięknie.
A pan Kazimierz napisał: „U mnie też poniedziałek.” Szymon Wiśniewski się przywitał. I pan Kazimierz pisze tak: „W sumie czekanie to obecnie jedyny sposób na podróż do przyszłości. Faktycznie problemem w tym, że czekając nie mamy na nią jednak wpływu.” No właśnie, cieszę się, że się zgadzamy. Maryla Okonek napisała: „Witam i pozdrawiam, życzę miłej nocy.” I Maryla pisze tak: „Mnie jest już wszystko jedno. Ja nerwowa, szkoda gadać. Babcia...”. Przeczytam tylko do końca ten komentarz i już wracam do rozmowy z panem Kazimierzem, bo widzę, że się dołączył. „Mnie już wszystko jedno. Ja nerwowa, szkoda gadać. Babcia nie widzi, dziadek nerwowy.
Ja już mam dość takiego życia. Bóg mnie wystawia na różne fronty. Już nie mam sił, mam załamanie nerwowe. Łatwo się mówi, jak ma się niewidomą. Nikt mi nie wierzy. Jak mówię o duszy, nikt mi już nie wierzy. Teraz mam dziś nie załamanie nerwowe, przepraszam, ale czasami mam. Źle się urodziłam.” Tu jest jeszcze dalszy ciąg tego komentarza. „Niech się ktoś za mnie pomodli, bo już mam dość, że wszystko mi źle idzie. Odsuwam innych od siebie.
Nie wiem czemu.”
[01:08:51] - Panie Kazimierzu, mógłbym prosić o wyciszenie mikrofonu na chwilkę jeszcze?
[01:09:01] - „Ja już nie wierzę ludzi. Rozumiesz? Mi już wszystko bzdynie. Każdy radzi jak może, ale nic nie daje.” No dobrze, zaraz się odniosę do tego, zanim nam pan Kazimierz się tutaj zaklika. Witam panie Kazimierzu.
[01:09:27] - Panie Kazimierzu, czy się słyszymy? Halo, halo, panie Kazimierzu? Prosił pan-
[01:09:36] - Chyba mnie nie będzie słychać.
[01:09:38] - Słychać. Właśnie już się obawiałem, że zamiast mikrofonu wyłączył pan słuchawki. My pana słyszymy, panie Kazimierzu.
[01:09:48] - No pan Kazimierz się na razie wyłączył. Pewnie jakaś trudność nieprzewidziana, techniczna wystąpiła, ale czekamy. W razie czego można zawsze do nas jeszcze zadzwonić na telefon.
[01:10:06] - Tutaj jest dyskusja pomiędzy Matą i Marylą Okonek. Powiem tak, generalnie rzecz biorąc nie mam w zwyczaju za mocno angażowania się. Dobrze, Marylo, powiem wprost . Jeżeli chcesz opowiedzieć o historii-
[01:10:37] - Chyba teraz właśnie mamy-
[01:10:44] - Dobry wieczór.
[01:10:45] - Dobry wieczór. Mamy dwóch słuchaczy teraz na antenie. Taka ciekawa sytuacja.
[01:10:50] - Słucham waszego radia i bardzo mi się to radio podoba. Mam na imię Monika.
[01:10:58] - Witamy pani Moniko.
[01:10:59] - Poznaję po głosie pani Moniko, witam serdecznie.
[01:11:03] - Właśnie słucham waszego radia i czasami się zastanawiam, czemu ci ludzie tak umieją manipulować w telewizji i czemu my jesteśmy w ogóle manipulowani.
[01:11:18] - Ale to naprawdę chciałaby pani porozmawiać o innych ludziach ze mną? Pani Moniko, ustalmy jedną rzecz. Ja nie będę z panią rozmawiał o obcych ludziach, o innych ludziach. Ja prowadzę audycję o świadomości i raczej namawiam wszystkich, żeby się zastanawiali nad sobą, a nie nad innymi. Myślenie takie, co inni robią, jest bardzo wygodną formą narzekania i oczekiwania, że inni się zmienią. Nie wiem, czy pani do końca wysłuchała dzisiejszej audycji, natomiast powiem wprost i to też się poniekąd odniesie do Maryli, że jeżeli chcecie, kochani, zastanawiać się nad tym, co robią inni, to nie wciągajcie mnie w te rozmowy, bo ja w tych rozmowach uczestniczył nie będę. Ja jeżeli mogę coś komuś podpowiedzieć, to chciałbym porozmawiać o tym, co ty, moja droga, możesz zmienić, chcesz zmienić, powinnaś zmienić. A na pewno nie będę rozmawiał z tobą o tym, co inni ludzie powinni zmienić. Także jeżeli to jest temat twojego telefonu, to nie pogadamy.
[01:12:32] - Aha.
[01:12:33] - Także pomyśl, o czym chcesz. Nie, to nie jest w ogóle ten kierunek. Nie, to nie chodzi o to, że czas jest zły, tylko temat jest zły. Moja droga, możesz zmienić, powtarzam to i powtórzę to jeszcze pewnie tysiące razy, jeżeli coś możesz w życiu zmienić, to zmienić samą siebie. Nie zaczynaj zmian od zmieniania świata, który cię otacza.
[01:13:00] - Aha. Nie, bo tak się zastanawiam, bo ludzie w telewizji tak gadają o miłości, o dobroci, a w rzeczywistości tak nie jest. O to mi chodzi.
[01:13:17] - Słuchaj, ja doskonale wiem. Żyję tutaj w Polsce, żyję na tym świecie i wiem doskonale, jak jest. I różnice pomiędzy ludźmi są oczywiście czasami bardzo drastyczne. Ja doskonale sobie zdaję z tego sprawę. Tylko jest pytanie, czy możesz coś z tym zrobić. Nie, nie możesz nic z tym zrobić.
[01:13:43] - A nie.
[01:13:43] - Nic nie możesz zrobić z tym, jacy są ludzie. Natomiast to, co możesz zrobić, to możesz zrobić to, jaka ty jesteś.
[01:13:53] - Ja jestem za dobra dla ludzi i to mnie wykorzystują.
[01:13:57] - To nie bądź za dobra dla ludzi. Powtarzasz to po raz kolejny. Natomiast moje pytanie brzmi: co zrobiłaś od ostatniej audycji, przedostatniej audycji, żeby nie być za dobrą?
[01:14:08] - Właśnie nic.
[01:14:09] - Bo jeżeli będziemy za każdym... To powiedz, przyznaj się, uderz się ręką w pierś i powiedz: „Zrobiłam to i to. Zmieniłam coś w sobie, zmieniłam swoje podejście, przemyślałam sobie, podjęłam jakieś decyzje, gdzieś się udałam, coś przeczytałam, coś zrozumiałam”. Na ten temat mogę z tobą porozmawiać. Natomiast na to, jacy są ludzie i że oni cię wykorzystują, wiesz, możesz tak ciągnąć do końca życia i mówić, że ludzie cię wykorzystują. To jest oczywiście twój wybór. Nic mi do tego. Natomiast ja jestem dla ludzi, którzy chcą zmieniać coś w swoim życiu i chcą zmieniać swoje życie, a nie dla ludzi, którzy chcą narzekać na to, że mają złe życie, bo to są dwie zupełnie różne rzeczy. Można narzekać przez 10, 20, 30, 50 lat i nic z tym nie robić. Ale ja w tej kwestii też nic nie zadziałam.
Ja nie mam czarodziejskiej różdżki, że ci powiem: „Okej, idź, twoje prośby zostały wysłuchane. Od jutra twoje życie będzie lepsze”. Nie. Albo zakaszesz rękawy i coś z tym swoim życiem zaczniesz robić, albo będziesz na nie narzekać do końca swojego życia. To jest twój prosty wybór. A ja nie usiądę z tobą i nie będę razem z tobą narzekał. Nie będę cię klepał po pleckach i mówił: „No faktycznie masz przerąbane”. Albo będę ci opowiadał o swoich historiach ze swojego życia, jak ja miałem przerąbane albo jak ja mam przerąbane. To nie jest to miejsce. Tu rozmawiamy o tym, co zrobić, żeby nie narzekać.
[01:15:57] - Na wspólne narzekanie już się dzisiaj raczej nie zanosi, ponieważ pani Monika się przed momentem rozłączyła. Także ja proponuję, żebyśmy przeszli do rozmowy z panem Kazimierzem. Panie Kazimierzu, czy się słyszymy?
[01:16:09] - Słyszymy.
[01:16:11] - Tak, tym razem tak. Dzień dobry.
[01:16:13] - Wie guten Tag.
[01:16:16] - Ja natürlich. Przepraszam, poprzednio nie mogłem się połączyć, bo przeinstalowałem sobie system i mi przeglądarka nie chciała puszczać głosu. Jakieś opóźnienia były, nie wiem czemu. Muszę nad tym popracować.
[01:16:31] - W tej kwestii też, panie Kazimierzu, nie pomogę.
[01:16:37] - Chciałem ponarzekać.
[01:16:39] - Nie, naprawy systemu także.
[01:16:42] - Na czacie się zaraz zaczęła taka dyskusja dość specyficzna, więc pomyślałem, że zadzwonię ciutkę przed tą dyskusją, zanim pan tam dojdzie, bo będzie pan miał troszeczkę do gadania. Nie chciałem później się wtrącać, więc szybko się chciałem wcisnąć na przedzie. W zasadzie chcę zadać w sumie dwa pytania albo jedno, bo to zależy od pana. Natomiast to pytanie troszeczkę będzie miało też w mojej myśli związek z tym, co się na czacie dzieje. Więc też mogę zadzwonić przed tą dyskusją.
[01:17:22] - Jest pan w tyle lepszej sytuacji, że pan to wie, ja jeszcze nie.
[01:17:26] - Trzeba było tego nie gadać, nie?
[01:17:29] - Kurde, nie da się.
[01:17:33] - Dobra. Ja akurat teraz zacznę mówić pewnie coś, na czym się kompletnie nie znam, a potrzebuję coś powiedzieć teraz. Być może to, co powiem, będzie kompletną bzdurą, ponieważ nie znam się akurat na mechanice samochodowej, ale potrzebuję tego przykładu, bo chociażby dlatego mi się dobrze w głowie układa, a podejrzewam, że mam rację. Ewentualnie ktoś mi wybije z głowy, że jednak w błędzie jestem, ponieważ chciałbym za pomocą takiego jednego przykładu, dość ciekawego, wciągnąć pana w coś, co myślę, że jest potrzebne do wyjaśnienia z pana strony. Przydatne, potrzebne dla nas. Też bym chciał to usłyszeć z pana strony. Dobrze. Moim takim wprowadzeniem jest coś takiego jak wchodząc w motoryzację, wiemy, że mamy takie pojazdy stare, na przykład Fiat 126p, który-
[01:18:38] - My wiemy, tak?
[01:18:40] - Tak. I możemy sobie wyobrazić taką sytuację, że tym Fiatem jedziemy, ile tam fabryka dała, ile się da jechać. I w pewnym momencie próbujemy tym Fiatem zahamować. Tym Fiatem 126p. W momencie hamowania takim Fiatem dzieje się coś takiego, że po pierwsze jest oczywiście hamowanieAle blokuje się kierownica. Momentalnie przy ostrym hamowaniu następuje zablokowanie kierownicy. Nie jesteśmy w stanie tą kierownicą praktycznie ruszyć ani w lewo, ani w prawo. Nie wynika to z żadnego mechanizmu, jak rozumiem, tylko zakładam, że tutaj chodzi o stricte fizykę. To znaczy środek ciężkości pojazdu przenosi się ku przodowi, koła przednie wciskają się w beton i poruszyć tymi kołami jest wyjątkowo ciężko, tak jak przy stojącym samochodzie. Teraz dochodzimy do czegoś takiego jak ABS.
Wiem, ktoś, kto się nie interesuje, ja się kompletnie nie interesuję mechaniką samochodową, aczkolwiek myślę, że to, co mówię zaskoczy, ponieważ dochodzimy do ABS. Do ABS, czyli do takiego systemu, który wspomaga hamowanie i jednocześnie zapobiega blokowaniu kierownicy, dzięki czemu jednocześnie hamując, jesteśmy w stanie ominąć przeszkodę. Normalnie jest to niemożliwe. Jest to hamowanie pulsacyjne i jednocześnie pozwala nam na kręcenie kierownicą i przy okazji zapobiega wpadnięciu w poślizg, bo samochód taki mógłby zrobić nawet bączka. Czy pan, panie Sławku, zgodziłby się z taką wstępną tezą, to jest pierwsze pytanie moje, że moglibyśmy słuchanie naszej własnej duszy, tego, co nam dusza podpowiada, porównać do takiego systemu ABS?
[01:20:34] - Już odpowiadać?
[01:20:35] - Tak.
[01:20:36] - Tak.
[01:20:38] - Tak myślałem. Dlaczego o to pytam? Ponieważ tutaj widzę pewną potrzebę. Są tacy ludzie, niektórzy ludzie mają taką ciągle tendencję: „Ja ABS-u nie chcę, bo chcę mieć kontrolę nad pojazdem, bo wolę mieć kontrolę nad pojazdem”. Jednak wpływ duszy na nas może być postrzegany jako odebranie kontroli nad naszym życiem. Chciałbym pana prosić i zapytać, czy mógłby pan ten wątek od tej właśnie strony, tej tendencji poruszyć, rozwinąć. Niekoniecznie teraz, bo nie wiem, na jaką minę pana wciskam, aczkolwiek uważam, że to byłoby bardzo interesujące. Dlaczego? Dlatego, ponieważ de facto w momencie, kiedy słuchamy duszy, kiedy słuchamy siebie od wewnątrz, mamy automatycznie to wspomaganie, które pozwala nam nie tylko bezpiecznie hamować, co omijać faktycznie te przeszkody. Jesteśmy w stanie zachować równowagę, poziom, ale jednocześnie dzieją się rzeczy de facto poza nami, bo to jest jednak ciągle ABS, coś, nad czym wydaje nam się, że żadnej kontroli nie mamy.
Przychodzi to jakby nie wiadomo skąd, jakby wręcz z zewnątrz, a nie wewnątrz. Szybko teraz takie pytanie do pana, a potem rozwinę odnośnie użytkowniczki Maryli jeszcze, bo ten wątek chcę jeszcze o jeden krok pociągnąć.
[01:22:24] - Dobrze, to ja może odpowiem na to pytanie, które pan zadał. Po pierwsze tak, oczywiście zgadzam się z tym, że ABS przy tym przykładzie, nie wchodząc oczywiście w jakieś tam niuanse techniczne za mocno. Nasza dusza jest zdecydowanie naszym ABS-em. Dlaczego tak twierdzę? Bo tak jest. Po pierwsze dlatego tak twierdzę. Po drugie ja mam teraz takie pytanie do pana, panie Kazimierzu i też do pozostałych słuchaczy. Czy my mamy kontrolę nad swoim życiem, nie używając duszy? Sam pan odpowiedział na to pytanie, używając naszego słynnego maluszka jako przykład, że podczas ostrego hamowania bez ABS-u nie mamy nad tym pojazdem żadnej kontroli. Przy tym wszystkim, co ja powiedziałem dzisiaj o podświadomości, o tym, jaka ona jest we wszystkich audycjach, gdzie dzisiaj brutalnie i wulgarnie rzecz biorąc, nazwałem naszą podświadomość instynktem, czysto zwierzęcym takim instynktem, biologicznym instynktem.
Podając te przykłady, że nie jesteśmy w stanie zmienić swoich emocji, choćbyśmy nawet chcieli, to czy my mamy kontrolę nad swoim życiem? Gdybyśmy potrafili pęsetą czy jakimś innym narzędziem powyjmować jedne wzorce z naszej podświadomości, a włożyć na ich miejsce drugie, to tak. Wtedy mamy wpływ na to, jak reagujemy, jak się zachowujemy często, jak myślimy. Wtedy mamy wpływ. Natomiast w tej chwili, nie mając duszy, nie używając duszy, nasza kontrola nad naszym życiem sprowadza się tylko do reagowania wzorcami, które są zapisane w naszej podświadomości i widzimy tylko jeden, jedyny punkt widzenia, nasz. Jeżeli taką kontrolę nad swoim życiem chcemy zachować, to faktycznie dusza nam jest do niczego niepotrzebna. Natomiast jest pytanie podstawowe: czy to, w którym miejscu swojego życia jesteśmy, jest dla nas satysfakcjonujące? Jeżeli jest, to okej. To nie dopuszczajmy naszej duszy.Niech się nic w naszym życiu nie zmienia. Natomiast najczęściej i w telefonie słuchaczki dzisiaj i w komentarzach Maryli raczej zauważyłem aspekt niezadowolenia z czegoś, co ich w życiu spotyka, czy co w ich życiu się dzieje.
I zresztą bardzo często w wielu rozmowach ten aspekt się pojawia: to mi nie pasuje, to chciałbym, tamto chciałbym. Więc jeżeli taką kontrolę, kochani, ktoś chce zachować, taką pseudokontrolę nad swoim życiem, to faktycznie dusza mu nie jest do niczego potrzebna. Natomiast jeszcze jedno zdanie powiem, czy trzy zdania, że nasza dusza w bardzo pięknym przykładzie pana Kazimierza nazwana ABS-em, pamięta nie tylko to, co wydarzyło się w tym naszym życiu, tylko pamięta również to, co się wydarzyło w naszych poprzednich wcieleniach. I pamięta doskonale to, co działo się w naszym życiu, kiedy robiliśmy jakieś tam rzeczy. Doskonale wie, jak się to skończyło. My podejmując teraz jakąś decyzję, mamy jakieś przekonanie. Nie, nie mamy przekonania. Nasza podświadomość nas przekonuje, że to jest właściwa decyzja. My takich decyzji najprawdopodobniej w swoich życiach podejmowaliśmy wiele i nasza dusza mówi: stary, już parę razy tak w życiu zrobiłeś. To się dobrze nie skończyło.
Nie rób tego znowu. I to ona ma tę rolę ochronną, żebyśmy nie wpakowali się po raz kolejny w te same kłopoty, które już przeżywaliśmy, być może nawet wiele razy w swoich poprzednich wcieleniach. To tyle, żeby nie przedłużać, panie Kazimierzu, moje zdanie na temat ABS-u duszy i jej udziału i kontroli.
[01:27:02] - No i wszystko idzie zgodnie z planem.
[01:27:05] - Czyli?
[01:27:05] - Ponieważ takiej odpowiedzi się spodziewałem.
[01:27:10] - Okej.
[01:27:11] - Wszystko idzie zgodnie z moim chytrym, przebiegłym planem. To teraz właśnie chcę się odnieść do słuchaczki, która zadzwoniła przed momentem oraz do tego, co pisze Maryla. I już po moim odniesieniu się zostawię pana z tym wszystkim, co wszyscy piszą ogólnie na czacie, już nie będę się wtrącał. I cała ta nasza dyskusja teraz była mi bardzo do czegoś istotnego potrzebna, ponieważ bardzo charakterystycznym elementem pisania takich rzeczy, jak pisała Maryla oraz tego, co mówiła nasza słuchaczka, tak naprawdę jest proszenie się o porady innych ludzi. To jest dokładnie tak, jakby mieć ten samochód bez ABS-u i szukać porad wszystkich ludzi, jak tym samochodem bezpiecznie jeździć, hamować, jak uczyć się reakcji w niebezpiecznych sytuacjach, w sytuacjach zagrożenia. Suma summarum każda porada każdej osoby będzie tak naprawdę jednym. Każde proszenie się o taką poradę będzie tak naprawdę jednym: wpychaniem się w popełnianie cudzych błędów. A uważam, że jak mamy popełniać błędy, to właśnie swoje. I dlatego uważam, że warto w tym koncepcie duszy jako ABS-u zastanowić się nad tym, czy nie wypadałoby zainstalować w sobie ABS-u, zamiast prosić się wszystkich dookoła i obchodzić ten problem na 150 różnych nieskutecznych sposobów. Bo suma summarum w sytuacji, w której najbardziej tego potrzebujemy, mamy wybór.
Będziemy mieć ten ABS, czyli będziemy się słyszeć, czy tego ABS-u nie będzie i dojdzie do tragedii, którą będziemy przeżywać przez długi czas, wiele lat. Męczyć się z tym życiem, dołować się i gubić w niewiedzy, po co ja żyję, dlaczego moje życie jest takie tragiczne. Ponieważ to jest ten moment, kiedy coś spowodowało, że ten hamulec został wciśnięty. W tym momencie jesteśmy i pytanie, czy wolimy mieć ABS, czy po prostu nie? Czy wolimy słuchać siebie od wewnątrz, czy nie? Tak chciałem to po prostu podsumować. Mam nadzieję, że pan się ze mną zgadza, żeby nie było.
[01:29:54] - Tak, panie Kazimierzu, słucham. Nie znam oczywiście komentarzy. Intuicyjnie z wydźwięku pierwszych zdań domyślam się, jaka będzie dalej narracja tego. Zobaczymy, czy mnie coś tam zaskoczy, czy nie. Natomiast doskonale oczywiście się z panem zgadzam, tylko widzę tu jeszcze jeden mały kłopocik, że audycję mamy numer 115 czy 116 już dzisiaj. Z tego, co tam się doliczyłem.
[01:30:35] - I pani Maju.
[01:30:37] - I tak, i pani Maju. I okazuje się, że informacje, które przekazuję w tych audycjach, czy wiedzę, jak to niektórzy mówią, czy czasami jakieś tam rady, niekoniecznie wnoszą do życia innych ludzi. Informacje są informacjami, natomiast jest chęć ponarzekaniaJest chęć podzielenia się swoimi problemami z innymi. Natomiast w dalszym ciągu nie ma chęci dokonywania zmian. Dla mnie to jest o tyle smutne i przykre, że to, co robię, stawia pod znakiem zapytania po raz kolejny, czy to w ogóle ma sens, skoro tak. A z drugiej strony to też świadczy o tym, że mimo niefajnego życia, ludzie jeszcze są w takim momencie, że nie jest jeszcze tak źle, żeby mieli ochotę coś zmienić. Często wolą posiedzieć, ponarzekać, też powciągać innych troszeczkę w swoje kłopoty, trochę porobić z siebie smutne osoby. I to jest dla mnie dowód właśnie, że podświadomość tych ludzi po prostu tętni jak Nowy Jork o 17:00 po południu.
[01:32:17] - Miałem już zakończyć, ale skoro pan coś takiego powiedział, to może pozwolę sobie pana trochę pocieszyć jednak czymś. Tak o sobie powiem, bo z doświadczenia widzę, że jest tak, że jednak słucha się bardzo wielu rzeczy. Sam mówię, przechodziłem długą drogę, słuchałem wielu osób i powiem to wprost. Słuchając, biorąc pod uwagę 115 audycji, gdyby tylko i wyłącznie ograniczyć się do tych audycji, nic więcej, nic poza tym, to z mojego doświadczenia to wygląda w ten sposób, że przynajmniej na początku naprawdę do człowieka niewiele dociera. To jest takie na zasadzie, jak są takie filmy motywacyjne: bądź najlepszy, potrafisz, umiesz. To świetnie działa na pięć minut. Później z człowieka schodzi. Rzecz w tym, że mnie się tak wydaje, że my nie znamy pewnej kolejności, w jakiej tej kolejności musimy te bańki — o, język polski się kłania — w jakiej kolejności te bańki mają pęknąć, które są w nas. Teoretycznie niby pan robi pierwszy odcinek, drugi, trzeci, czwarty, piąty, ale dopiero dla kogoś dwudziesty będzie tym istotnym przełomem, który dopiero pozwoli zrozumieć drugi, trzeci, czwarty. Innej kolejności ktoś może potrzebować.
I rzeczywiście może się wydawać, że do ludzi pewne rzeczy nie docierają. Tylko po pierwsze na wszystko musi być odpowiedni czas i wtedy nagle to jest dokładnie to, co ja kiedyś mówiłem, bo słyszałem wiele razy pewne słowa, dokładnie te same z wielu ust. I dopiero pewnego dnia, gdy te same słowa usłyszałem przypadkiem na wykładzie buddyjskiego mnicha, to mnie kręciło. Faktycznie, dopiero chyba za czwartym razem je usłyszałem i dopiero wtedy do mnie dotarło, bo byłem gotowy to zrozumieć. Więc to, co pan robi, to na pewno jest czymś, co pozostanie chociażby do przypomnienia. A to, czy pan zadecyduje, żeby się powtarzać, to też nie jest złe, ponieważ raz, że i tak się te szczegóły zapomina, a dwa to się utrwala i może za trzecim razem właśnie zatrybi, ponieważ ta kolejność w końcu się udała. Udało się tę kolejność rzeczy osiągnąć. To jest takie moje poczucie w związku z moją własną drogą, jaką musiałem przejść i doświadczeniem.
[01:35:08] - Panie Kazimierzu, ja się całkowicie znowu z panem zgadzam, że faktycznie tak to jest, tak to działa. Ja w swoim życiu też miałem, zresztą nawet parę razy się deklarowałem, że 30 lat temu ktoś mi powiedział o zachowaniu spokoju i tym, że ja muszę być spokojny wtedy, kiedy cały mój świat się zawalił i wszystko, na czym mi zależało, legło w gruzach. I jak mam zachować spokój? Więc ja doskonale to rozumiem. Natomiast różnica w jakości polega na tym, że ja zadawałem sobie wtedy pytanie: co ja robię nie tak? I szukałem odpowiedzi, gdzie ja popełniam błąd, w którym miejscu ja popełniłem błąd. Bądź zadawałem sobie pytanie, dlaczego tak jest. I to, co powiedziałem w dzisiejszej audycji, że pokazuję dokładnie miejsce, w którym należy grzebać, żeby coś w życiu zmienić, w swoim własnym życiu, żeby coś zmienić. I nie pada ani jedno pytanie, jak to zrobić. Ja 30 lat temu, gdyby ktoś mi powiedział, że to nie, to tu trzeba szukać, to ja bym się tego chwycił, będąc w jakiejś trudnej, dramatycznej sytuacji, jak tak zwany tonący brzytwy i bym tam grzebał, żeby ten błąd wyeliminować.
Ja nie wiedziałem, jaki ja błąd popełniam. Ja odkrywałem to w sobie ileś tam lat, żeby zrozumieć, jaki błąd popełniam, ale próbowałem różnych rzeczy, żeby ten błąd znaleźć i go wyeliminować. I to jest dla mnie istotne, że nie padają pytania: co ja mam zrobić? Jak ja mam to zrobić?
[01:37:10] - Może to jest trudne do wyobrażenia sobie odpowiedź na to pytanieW pewnym sensie spójrzmy teraz na to tak: w zasadzie to wracamy do tego mojego ABS-u. Bo co ja robię nie tak? W gruncie rzeczy to, co ja robię nie tak, właśnie podpowiada mi ten ABS, który de facto musimy zrozumieć, że on jest tak czy siak zainstalowany. I on de facto cały czas nam próbuje działać, tylko my mu nie pozwalamy. My robimy wszystko, aby ten ABS nie mógł zadziałać. Wbrew konstrukcji naszego pojazdu robimy wszystko, żeby on tylko nie zadziałał. I teraz na pytanie: „Co my robimy nie tak?” można powiedzieć w prosty sposób, że odpowiedź na to pytanie twoja dusza. Rzecz w tym, że odpowiedź na to pytanie jest dużo bardziej skomplikowana, ponieważ ona może oznaczać to, że na przykład jestem w pracy, w której być nie powinienem, a jestem w tej pracy, w której być nie powinienem dlatego, ponieważ zrezygnowałem z pewnych wartości, które są dla mnie ważne i te wartości, które są dla mnie ważne, będą mnie prowadzić właśnie w życiu, ponieważ są ważne dla mojego ABS-a. Czy może być tak, że jestem w miejscu, w którym być nie powinienem, czy że zajmuję się tym w ogóle, czym nie powinienem. Czyli patrzę się dookoła, mam mnóstwo rzeczy, a ja powinienem mieć jak najmniej.
Albo ja powinienem zajmować się bardziej naturą, bardziej konstrukcją, bardziej czymś konkretnym, ponieważ cały czas mnie do tego ciągnie i wszystko, co robię, się nie udaje, ponieważ to nie jest moje. Wewnętrznie mnie nie spełnia. I tu jest teraz to ryzyko, że usłyszenie ABS-a powoduje, że się całe życie rozwala.
[01:39:06] - Panie Kazimierzu. Tak. Ja tutaj wszedłem w zdanie troszeczkę, ponieważ wiem, w jakim kontekście. Domyślam się, w jakim kontekście użył pan słów „powinienem, nie powinienem”. Natomiast ja znowu mam obowiązek to doprecyzować, bo „powinienem, nie powinienem” to są słowa, stwierdzenia używane przez naszą podświadomość. Natomiast my powinniśmy raczej właśnie zadawać sobie pytanie, skupić się nie na tym, czego nie powinniśmy, czego nie chcemy, tylko skupić się właśnie na poszukiwaniu tego, czego chcemy my. Natomiast rozumiem, że dla przykładu użył pan tych określeń. Ja tylko mówię, chciałem to doprecyzować, ponieważ jesteśmy na antenie i ktoś to odsłucha, żeby miał pełen przegląd sytuacji. Natomiast tak, ja to wielokroć powtarzałem i powtórzę to jeszcze raz, chociaż może tego akurat za często nie powtarzałem, że świadomy rozwój zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy za swoje nieszczęścia obwiniać innych ludzi. Natomiast jeżeli ja słyszę właśnie narrację pod tytułem, że ludzie są tacy, że wszyscy są źli, że naokoło, że ja w ogóle robię wszystko dobrze, a to ludzie są źli, że 300 moich znajomych, których znam, to są wszyscy źli ludzie i że to jest ich wina, że moje życie wygląda tak, jak wygląda.
Więc jak słyszę taką narrację, to pytam się, kiedy pojawi się pytanie: „Co ja robię źle?”. Jak póki co skupiam całą swoją uwagę na poszukiwaniu przyczyny swojego nieszczęścia czy niefajnego życia na zewnątrz, to w tym kontekście 115 audycji, kiedy ja cały czas powtarzam: wszystko, co jest na zewnątrz, wychodzi z nas. Wszystko to, co mamy na zewnątrz w naszym życiu, jest za naszą zgodą. I ci źli ludzie, którzy nam uprzykrzają życie, też zostali przez nas wybrani do naszego towarzystwa z jakiegoś powodu, według jakiegoś harmonogramu, według jakiegoś grafika. I jeżeli nie zmienimy tego grafika, to nie pozbędziemy się tych ludzi z naszego otoczenia. Więc to zostało powiedziane już tak wyraźnie, że to już wyraźniej się nie da. Kochani, droga pani Moniko, droga pani Marylo i drodzy pozostali moi kochani słuchacze. Mówię wyraźnie: rozwój świadomy zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy szukać winy na zewnątrz, przyczyny naszych nieszczęść i naszego niefajnego życia na zewnątrz. Tam jej nie znajdziecie. Owszem, to co powiedział pan Kazimierz, wygodniej jest siedzieć na kanapie i mówić, jacy ludzie są źli, bo to nie wymaga żadnego wysiłku.
Natomiast w momencie, kiedy, to też przez pana Kazimierza zostało powiedziane, dochodzimy do wniosku, że ten nasz, znaczy pana Kazimierza ABS zaczyna działać, to się okazuje, że to właśnie my musimy ruszyć tyłek z tej kanapy. I tu się zaczynają schody, bo to my musimy podjąć jakieś działania, wykonać jakiś wysiłek. My. I tu już nam to za specjalnie ludziom to nie odpowiada. Bo pan powiedział o tym, żeby zainstalować ABS w maluchu, a czasami ludzie zachowują się tak, jak nie to, że chcieliby założyć ABS w maluchu. Nie, oni by chcieli się zamienić miejscami za kierownicą.Albo najlepiej wysiąść z tego samochodu i niech pan ponosi ryzyko i odpowiedzialność za dojechanie na miejsce, a ja sobie będę grzecznie siedział i czekał. Ja w taką narrację nie wchodzę. Na takie rzeczy się nie piszę, żebym uczestniczył razem z wami, kochani, w tym narzekaniu. Ja chcę uczestniczyć w dokonywaniu zmian. Od tego jestem, to robię i tym się będę zajmował.
Narzekaniem i obwinianiem innych? Nie wiem. Ja mogę to zrobić, ale pod jednym jedynym warunkiem: że będę brał 300 złotych za godzinę tego słuchania. Dzwońcie, piszcie, ja was wysłucham, ponarzekajcie sobie. Ja poklepię was po ramieniu. Będziecie chcieli, to ja wam nawet przytaknę, że faktycznie macie przerąbane życie. Ale będę brał za to pieniądze.
[01:44:23] - Znam jednego księdza, który właśnie opowiada, że jak sobie posiedzi pół godziny przy konfesjonale, to potem przez dwie godziny samochodem jeździ, bo mu tak potrafi zryć beret.
[01:44:36] - I dlatego oni piją na tych misiach, to się na trzeźwo tego nie da ogarnąć.
[01:44:45] - Dobra, to tak podsumowując jeszcze do końca: to, że są jacyś ludzie, którzy nas krzywdzą, to, że są jacyś ludzie, którzy działają na naszą niekorzyść, robią to tylko i wyłącznie z jednego powodu: ponieważ mogą. Mogą, ponieważ to my na to im pozwalamy naszą biernością, tym, że praktycznie rzecz biorąc my bardzo chcemy, żeby ten pojazd się zatrzymał, wcisnęliśmy ten hamulec, ale ten maluch robi tylko i wyłącznie jedno: na tej śliskiej nawierzchni naszego obecnego życia robi bączki, kręci się w kółko i mamy taką karuzelę aż do porzygania. I nic tak naprawdę to nie daje. Tak na marginesie, na sam koniec już, najtrudniej myślę, że wytłumaczyć będzie, co to znaczy dokładnie słuchać siebie, bo w tym jest największy problem. Ponieważ to jest tak kompletnie myślenie abstrakcyjne. To jest trochę tak jak z matematyką, że człowiek musi dojrzeć do pewnego poziomu umysłu, żeby móc zrozumieć matematykę. Dlatego czasem jedne dzieci sobie radzą lepiej, inne gorzej, bo się inaczej rozwijają. I podobnie jest z tym rozwojem duchowym. Czasami musimy spojrzeć na to właśnie abstrakcyjnie. Dobra, tyle, żeby nie domącić.
Dziękuję bardzo, panie... Sławku, zapomniałem!
[01:46:20] - Super!
[01:46:23] - Musi pan się jeszcze bardziej postarać, bo tak pan jest mało znany, że ciężko zapamiętać pańskie dane.
[01:46:31] - Dobrze, skręcimy jakiś dym na antenie następnym razem, bo to się zawsze wtedy najlepiej zapamiętuje, bo w miłej rozmowie łatwo coś przeoczyć.
[01:46:41] - Dokładnie. Tak już myślałem, może jakieś trochę patostreamy by zrobić, nie wiem, rozmowy przy wódce.
[01:46:48] - Czemu nie?
[01:46:49] - Może coś wyleci przez okno, jakaś lodówka na przykład.
[01:46:54] - Może, jeżeli są jeszcze jakieś efekty.
[01:46:57] - Można jeszcze pójść tropem Krzysztofa Stanowskiego, chyba tak się nazywa, i zaprosić pewnego lewicowego, kontrowersyjnego aktywistę, który nie ma nic mądrego do powiedzenia i zadać temu aktywiście kilka trudnych pytań. I już się będzie sława niosła.
[01:47:15] - Pomyślę panowie, dziękuję za rady. Na pewno byłoby emocjonująco. Może ja zanudny jestem. Do zobaczenia.
[01:47:27] - Dobra, dziękuję serdecznie. Ja pozdrawiam wszystkich. Teraz drogich słuchaczy zostawiam z panem Sławkiem i teraz czas, aby przebrnął przez komentarze. Życzę miłego dnia wszystkim. Pozdrawiam pana, panie Marku, panie Sławku, pozdrawiam słuchaczy i żegnam się serdecznie. Papci.
[01:47:51] - Dziękujemy, panie Kazimierzu. Wszystkiego dobrego nieustająco. Dzięki za telefon.
[01:47:58] - To jeszcze tylko przypomnę kontakty głosowe do Radia Paranormalium, numery telefonów: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493. No i oczywiście Skype: radio.paranormalium.pl.
[01:48:24] - Dziękujemy panie Marku. Ja tutaj jestem przy 20:43 i mamy taką sytuację, że Karolina Belfast się przywitała z nami. Pani Maryla opowiada tutaj swoją historię cały czas, a pan Kerek pisze: „15, a ja powiem tak: prawda jest tylko jedna i nie ma się co licytować, kto wie lepiej, bo albo krążymy tylko wokół niej, albo jest zupełnie inna. Dlatego przestałam nawracać innych swoją wiedzą, bo wiele razy ją sama weryfikowałam”. Bardzo fajnie napisane. Natomiast ja podałem ten przykład oczywiście w kontekście właśnie wyłapywania tego, jak działa nasza podświadomość. Wyłapywania też, z kim mamy do czynienia, bo często wydaje nam się, że rozmawiamy z kimś, do któregoCoś tam dociera, a tak naprawdę rozmawiamy z jego podświadomością. Żeby też dla siebie wiedzieć, czy druga osoba, która uczestniczy w naszej rozmowie prowadzi dyskusję z poziomu świadomości, czy z poziomu podświadomości. Czy widzi jakiekolwiek inne rozwiązania i dopuszcza do siebie jakiekolwiek inne prawdy niż te, które ma w swojej podświadomości. Dobrze, tu pani Maryla pisze dalej.
e-mobilek się pojawił. Witam, hej wszystkim. Cześć e-mobilku. Bogusław Klocek pisze: „Też sobie pomogłem i nie jestem gorszy ani lepszy od nikogo”. Bardzo słusznie. e-mobil pisze tak: „Dla mnie podświadomość to filtr, który odpowiada za to, że koncentrujemy się na tej konkretnej rzeczywistości, a to, w jaki sposób ją postrzegamy, są zależne programy tej podświadomości, czyli nasze przekonania”. Nasza podświadomość to jest zbiór reakcji oraz przekonań i prawd. Dla mnie bardziej filtrem, który pozwala zweryfikować, co w tej podświadomości jest. Kochani, z tą podświadomością jest tak, że to, co pani Monika zadzwoniła i pani Maryla pisze, to są ich podświadomości. To jest ich wewnętrzne przekonanie, niepodlegające żadnej krytyce, że tak właśnie wygląda ich życie i że w tej sytuacji, w której one się znalazły, nic innego niż to, co one zrobiły, nie da się zrobić.
To jest podświadomość. To jest niekontrolowany w żaden sposób sposób myślenia, postępowania i reagowania, dający nam przekonanie, że to, co mówimy, jest jedyną słuszną racją. To jest podświadomość. To wszystko, co pisze pani Maryla i to, co próbowała powiedzieć pani Monika, płynie właśnie z ich podświadomości. Tu nie ma gdzie włożyć igiełki. To, co pisze e-mobil, jest już wynikiem jakiegoś procesu myślowego, analizy. Tu się włącza mental. Natomiast to jest też zbudowane gdzieś na bazie, na podłożu podświadomości danego człowieka. Jeżeli ten, kto dopuścił do swojego życia aspekt swojej duszy, aspekt swojej świadomości duchowej, ten to już wie. Ponieważ wtedy powstają zupełnie inne perspektywy i inny sposób myślenia.
To jest różnica, kiedy doskonale zdajemy sobie sprawę, kiedy jedziemy tym trybem podświadomości, a kiedy jesteśmy sobą. To jest aż wręcz wyczuwalne, kiedy załącza się tryb podświadomości, kiedy przestajemy kontrolować swoje emocje, przestajemy kontrolować swoje reakcje i po prostu wszystko się dzieje bez naszego udziału. Świadomość daje możliwość zastanowienia się, dlaczego ja tak myślę. Dlaczego to, co pisze pani Maryla: „Całe życie cierpię psychicznie. Nigdy nie byłam szczęśliwa, bo miałam wypadek jako niemowlę. Były momenty, że było okej. Ja czuję się gorsza całe życie. Nie umiem wymawiać, nie umiem dobrze się zachowywać”. Tu nie ma gdzie wcisnąć igiełki. To są słowa wewnętrznie nieszczęśliwego człowieka, dla którego sytuacja, w której się znalazł, jest sytuacją bez wyjścia.
Dopuszczenie do tego świadomości, do tego stanu dopuszczenie świadomości duchowej daje zupełnie inne możliwości, inne perspektywy. Tu jest właśnie kolejne stwierdzenie pani Maryli: „Nie zmienimy nic, bo się nie da zmienić ludzi”. No właśnie, bo potrzebą naszej podświadomości jest to, że my mamy rację, a żeby nam było dobrze, to inni mają postępować tak, żeby nam było dobrze. Tu nie ma mowy o jakimkolwiek aspekcie duchowym, o jakimkolwiek aspekcie świadomości. Tu jest czysta, żywa podświadomość w najczystszej postaci. Droga Marylo, idąc tym tokiem myślenia, twoje życie nie ulegnie zmianie. Ja nie mówię o życiu fizycznym, o twoich jakichś sytuacjach fizycznych, o których pisałaś. Natomiast twoje życie emocjonalne nie ulegnie żadnej zmianie. Znam kilka osób bardzo mocno upośledzonych fizycznie i jednocześnie szczęśliwych, spełnionych. Ponieważ ja bardzo lubię szanty, to jest w Polsce jeden taki szantyman, nazywa się Roman Roczeń.
Niesamowity człowiek. Nie wiem, czy on nie widział od początku swojego życia, czy stracił wzrok później. Nie wiem.Tego wam nie powiem. Natomiast jest niewidomy. Ma niesamowicie fajny głos i śpiewa szanty. Oprócz tego, że śpiewa szanty, ładnych kilka lat temu wymyślił sobie projekt, który nazwał „Zobaczyć można”. Projekt polegał na tym, że chciał zabrać niewidome osoby, dać im możliwość wypłynięcia w rejs żaglowcem. Nie jako statek turystyczny, tylko jako osoby uczestniczące we wszelkich pracach na tym żaglowcu. Już nie pamiętam, czy to Dar Młodzieży, czy Dar Pomorza. Udało się taki rejs zorganizować.
Powiem szczerze, zorganizował kilka takich rejsów. Na jednego członka załogi przypadała jedna niewidoma osoba i wspólnie wykonywali wszystkie czynności. Te liny, mycie pokładów, jakieś tam inne rzeczy i tak dalej. Wykonał kilka takich rejsów, znalazł ludzi do pomocy, fundacje, bo to trzeba sfinansować i tak dalej. Podczas jednego z rejsów, schodząc z trapu, poślizgnął się i uszkodził sobie kręgosłup. Jakby dla tego dobrego człowieka było mało nieszczęść. Ponad dwa lata się rehabilitował. Wiele koncertów było granych charytatywnie, żeby wspomóc jego leczenie. Wrócił, zaczął znowu grać. W zeszłym roku byłem na jego koncercie, a w tym roku przeczytałem, że chłopak postanowił nauczyć się grać chyba w tenisa z tego, co pamiętam.
Może coś przekręciłem. Najprawdopodobniej chodzi mu po głowie pomysł, żeby utworzyć szkołę dla osób niewidomych. Niesamowicie charyzmatyczny, silny wewnętrznie człowiek, który dąży do tego, co jest dla niego ważne i co jest ważne i przydatne dla innych. Znajduje w sobie siłę, żeby pomimo swojego upośledzenia i różnych perypetii życiowych realizować to, co mu w sercu gra. Ja oczywiście opowiedziałem jeden z przykładów. Natomiast tych przykładów osób potrafiących znaleźć siebie nawet w takich sytuacjach, znaleźć jakiś sens, cel, jest setki, tysiące, może miliony. Ja jestem wewnętrznie przekonany, że takie możliwości wyrywania się z tego instynktownego i odruchowego myślenia „skoro jestem chory, to nic nie mogę”. Tego myślenia podświadomością, że takie możliwości daje właśnie nasza dusza. Daje to trzecie, czwarte, piąte, może siódme rozwiązanie, które w końcu spowoduje, że nasze życie stanie się przyjemniejsze, może spokojniejsze, może radośniejsze. Na pewno pełniejsze.
Tutaj Bogusław odpowiada: „To ludzi chcę zmieniać czy siebie?”. I pisze: „To zacznij po prostu od siebie”. Pani Marlena pisze: „Siebie też. Jestem gorsza od innych”. Jeżeli ktoś ma takie wewnętrzne przekonanie o sobie, to ciężko jest z tym cokolwiek zrobić. Hemobil pisze: „Są metody, aby częściowo uciekać od podświadomości. Są to nasze intencje i motywacja do działania, bo skupiamy się na kreacji i wchodzimy w rezonans z innymi polami świadomości, a nie tą narzucającą podświadomość”. To są kolejne czary-mary, które gdzieś ktoś napisał. Owszem, ja też twierdzę, że za pomocą naszej świadomości, naszej sfery duchowej możemy transformować naszą podświadomość. Natomiast określenie „uciekać od naszej podświadomości” to się nie da.
To jest kolejna bajka, którą ktoś wymyślił na jakieś nie wiem czyje potrzeby. Kochani, chodzi o to, żeby tą świadomość wykorzystać z korzyścią dla nas. Ona jest, była i będzie. To jest stricte fizyczne i biologiczne urządzenie, które istnieje w naszym mózgu i ono będzie. Cały czas powtarzam. Ważne jest, żeby znalazło się tam to, co będzie kompatybilne z naszą duchową świadomością. Hemobil pisze: „U mnie jest tak, że w niektórych sytuacjach muszę udawać kogoś innego. Nie jestem. Chodzi o to, aby nie dać zmanipulować poprzez emocje i nie programować się prymitywnymi, ziemskimi programami. Prymitywne ziemskie programy, które nic nie wnoszą do mojego rozwoju duchowego, a które wiele zmieniają w moim postrzeganiu rzeczywistości na danym etapie doświadczania”.
To jest następna rzecz, z którą się nie zgodzę. Prymitywne ziemskie programy, które nic nie wnoszą do mojego rozwoju duchowego. Drogi Hemobilku, bardzo cię proszę, wysłuchaj poprzednią audycję, może nawet dzisiejszą. Czasami się tak zastanawiam, czytając takie komentarze.Czy osoby, które piszą komentarze słuchają audycji? Czy są tu tylko po to, żeby pisać komentarze? Bo od kilku audycji powtarzam jedną rzecz: każde doświadczenie, nawet najbardziej prymitywne drogi e-mobilku, zmienia naszą duchową świadomość. I mówiłem chyba nawet dzisiaj o tym i czytam w komentarzu o 21:07, że komuś nie są potrzebne prymitywne ziemskie programy. Czy my jesteśmy kochani w tej samej audycji, czy w dwóch różnych? I to wszystko kochani pojawiło się do godziny 21:07, kiedy ja do 21:15 prowadziłem swój monolog. Dobrze.
Sara Neo pisze: „Witam, skoro według pana Sławka świadomość to dusza, to czym jest nadświadomość?” Ja tego pojęcia nie używam. Jeżeli już chciałbym użyć pojęcia nadświadomości, to najprawdopodobniej opisywałbym to miejsce, w którym świadomość wszystkich ludzi jest zebrana. Nie tylko ludzi. To się teraz często nazywa kronikami Akaszy, a ja bym to po prostu nazwał źródłem. Jeżeli miałbym używać takiego określenia, to tak według mnie na szybko. Dana się pojawiła. Grześków: „e-mobilku widać, że nie zrozumiałeś tego, co pan Sławek ci ostatnio wyraźnie powiedział. Dalej piszesz to samo. Uszanuj prowadzącego.” Kerek pisze: „Gdyby każdy był świadomy...” Dziękuję ci Dano. „Gdyby każdy był świadomy, to nie istniałaby manipulacja.” Kochani, gdyby mówimy o tym w tej chwili.
Natomiast docelowo to do tego to zmierza. Wszystkie przepisy prawa, wszystkie ograniczenia, wszystkie nakazy są robione właśnie dla ludzi nieświadomych. Nieświadomych w tym sensie dla ludzi kierujących się podświadomością. Dla ludzi, którzy nie dopuszczają albo mają zbyt niski poziom rozwoju świadomości duchowej. Człowiek świadomy, tak jak pan Kazimierz dzisiaj powiedział o tym ABS-ie, nie jest w stanie zrobić źle. Człowiek wysoce świadomy nie jest w stanie zrobić źle, ponieważ tam ze środka jest takie walenie: wyluzuj, opamiętaj się. Ja używam takich słów, natomiast to jest taki odruch. Dusza to jest też odruch, gdzie powstaje od razu blokada. Nie, tego nie zrobię. To nie jest moralne, to nie jest dobre, to nie jest właściwe, to nie jest słuszne.
To może kogoś skrzywdzić. Pamiętajcie, o czym mówiłem. Dusza jest oparta na prawdzie i na miłości. Podświadomość ma swoją prawdę i tylko prawdę. I tą jedną jedyną prawdę. Dusza korzysta z prawdy przez duże „P” i ocenia nasze postępowanie poprzez pryzmat prawdy i miłości. Jeżeli coś nie jest prawdą i nie wynika z miłości czy do siebie, czy do innych, czy do świata, czy do wszechświata, to jest złe. To jest niewłaściwe. Jeżeli nie wynika z prawdy, jest niewłaściwe i tego się po prostu wewnętrznie nie da zrobić. Dlatego jeżeli ludzkość osiągnie pewien odpowiedni poziom świadomości, to oczywiście, tak jak pisze Kerek, nie będzie manipulacji, ale nie będą też potrzebne przepisy, nie będą potrzebne nakazy, ponieważ świadomość to jest też branie drugiego człowieka pod uwagę.
Człowiek podświadomy, kierujący się podświadomością wyrzuci śmieci przez okno, bo mu się nie chce iść. A poza tym od tego jest sprzątaczka, czy tam ogrodnik, czy tam ciecior, czy ktokolwiek inny gospodarz bloku, że rano to posprząta. I podświadomość wie, że ktoś to będzie musiał posprzątać, ale mówi: zrób to. Świadomość duchowa powie: nie rób tego, bo ktoś będzie musiał po tobie posprzątać, a twoim obowiązkiem jest sprzątać po sobie. Nie masz obowiązku sprzątać po innych, ale też nikt nie ma obowiązku sprzątać po tobie. Każdy człowiek ma obowiązek sprzątać po sobie. Człowiek kierujący się podświadomością wyjdzie z psem na spacer. Pies postawi kloca na chodniku, a on się będzie cieszył, bo ktoś ma to posprzątać, bo on płaci podatki, bo on płaci czynsz, bo on płaci coś. Człowiek świadomy. Mój pies, mój obowiązek.
Ja sprzątam. I tych przykładów kochani mogę mnożyć tysiące. Ja już doskonale widzę podczas rozmowy, czy ja rozmawiam z czyjąś podświadomością, czy rozmawiam z człowiekiem świadomym. Baba Jaga pisze: „Ledwo weszłam, a tu drama.” Nie ma dramy. Maryla Okonek pisze: „Pozdrawiam i przepraszam.” Marylo, cieszę się, że przyszłaś. Cieszę się, że się pojawiłaś.Z jakiegoś powodu postanowiłaś dzisiaj wysłuchać audycji i mam prośbę. Nie musisz przepraszać. Człowiek za swoje uczucia nie musi przepraszać. Ja wierzę w to, że to są twoje emocje. Jestem przekonany, że to, co napisałaś dzisiaj na tym czacie, to ty w to wierzysz.
To jest twoje, to nie podlega żadnej dyskusji. Tylko ja, żebym mógł komuś w czymkolwiek pomóc, to muszę dostać od tego człowieka zielone światło, że on chce coś w życiu zmienić. Inaczej to nie zadziała. I to, co kilka osób tu ci już napisało, to, o czym powiedziałem ja. Możesz zmienić samą siebie. I uwierz mi, że zmienianie samego siebie zmienia również perspektywę patrzenia i reagowania na to, co się dzieje w twoim życiu, a poprzez to pozwala ci zmienić też swoje życie w dalszym etapie, w przyszłości. Wpłynąć na to, żeby było inne. Nawet jeżeli czasami ono pozostaje takie samo, to zaczynamy na nie inaczej patrzeć, z większym spokojem, z większym dystansem. Szukamy miłości do samego siebie. Szukamy czegoś, co możemy z tego życia jeszcze wycisnąć, co sprawi nam przyjemność.
A nie siedzimy tylko i mówimy, że jest źle. Pomyśl nad tą zmianą perspektywy, nad osiągnięciem jakiegoś stanu spokoju, ale tylko poprzez zmianę samej siebie. Dana pisze: „Maryla, widocznie twoja dusza musi zebrać jeszcze takie doświadczenie”. Tak, na tą chwilę na pewno twoja dusza zbiera takie doświadczenie. Twoja świadomość ziemska też jest budowana na tym doświadczeniu. Ale pamiętajcie kochani, to co powiedziałem, każde doświadczenie można w dowolnym momencie zakończyć. Jest jeden jedyny skuteczny sposób: rozwijanie w sobie miłości. Najpierw do samego siebie, aby osiągnąć spokój i wtedy budować wewnętrzną miłość do innych. To kończy wszelkie procesy karmiczne. Wybaczenie, miłość, wybaczenie sobie, wybaczenie innym, miłość do samego siebie, spokój i miłość, która niesie ze sobą wzorce miłości i prawdy.
To kończy każde doświadczenie, każdy etap. Właśnie Dana pisze: „Może zmienić swój los, przepalić karmę i zmienić bieg rzeczy”. Dokładnie tak, droga Dano. Matahari pisze: „Jak można karmę przepalić? Ja mam też okropną karmę. Nawet tu nie piszę jaka jest, bo ciężko”. Dana pisze: „Najpierw musisz poczuć dane doświadczenie w pełni. Zrozumienie w pełni może spowodować, a raczej na pewno, że zaczynasz już w tym wcieleniu żyć szczęśliwie. Bez obciążeń i przerabiać kolejne”. Rozumiem, że komentarz jest krótki, natomiast ja komentarze Dany znam i też jej sposób patrzenia i myślę, że poznałem jej świadomość, więc rozumiem, że to krótkie stwierdzenie nie wyczerpuje zupełnie tematu.
Natomiast trzeba zacząć od zrozumienia sensu tego doświadczenia. Jaki jest sens i cel danego doświadczenia. Natomiast nikt nie przychodzi na świat, że musi być do końca życia ofiarą, nawet jeżeli przechodzi bardzo trudne chwile. A może zrobimy taką użytkową audycję na ten temat? Bogusław pisze: „Dziękuję panu Sławkowi i Markowi za mądre słowa oraz wszystkim czatującym. Dobranoc”. Dobrej nocy Bogusławie. Dana pisze: „Panie Sławku, i tak ma pan złotą cierpliwość”. Dziękuję. Dobranoc wszystkim.
Dobranoc. Dobranoc Dano, miło cię było pogościć u nas. Mobil pisze: „Sławku, pytanie z innej beczki. Jak odniesiesz się do naszych wspomnień? Bo często słyszy się, że w intensywnym rozwoju duchowym przechodzą w zapomnienie chyba na jakiś czas”. Do naszych wspomnień. Według mnie dusza wykorzystuje każdy moment, żeby się z nami komunikować. Sny i wspomnienia są taką sytuacją, w której nasza podświadomość jak najmniej buzuje. Więc to jest taka forma przekazywania nam informacji. Wspomnienia w niektórych przypadkach, w tych, które ja znam, bywały czasami przypomnieniem po to, żeby właśnie zrozumieć sens tego doświadczenia, przez które się przechodzi.
A zrozumienie sensu tego doświadczenia pozwala skuteczniej je zakończyć ze zrozumieniem.A czasami dla mnie osobiście są formą pewnego rodzaju ostrzeżenia: „Już to stary kiedyś przerabiałeś. Nie idź tą drogą”. Aczkolwiek idą w zapomnienie. Jeżeli już wchodzimy na ten etap, kiedy zaczynamy dążyć za tym, czego pragniemy, kiedy wchodzimy na tą właściwą dla nas drogę, to wspomnienia nie są już formą komunikacji, ponieważ przechodzimy na inny sposób komunikowania się z własną duszą. Więc wspomnienia już nie mają takiego znaczenia. Ta komunikacja jest wtedy bardziej inna. Keryt pisze: „Wracając do manipulatorów, gdyby nie było ludzi o mentalności ofiary czy programu ofiary, to nie byłoby katów. To tak dla zrozumienia kierunku postrzegania dla tych, którzy nie wiedzą”. Całkowicie się z tym zgadzam i dlatego ten czas teraz ostatnio jest taki wybitnie intensywny. Ponieważ jeżeli ludzkość przejdzie na ten następny etap, to przestaną być na ziemi warunki do inkarnowania się i zbierania doświadczeń ofiary.
Dlatego też tak sporo tych programów ofiar jeszcze się dzieje, żeby etap zbierania tego doświadczenia uzupełnić. Oto doświadczenie. Emobil pisze: „Często wspominałeś, że widzisz różnicę w tym, co było, co jest obecnie, że rozwój duchowy bardzo nas zmienia. A co jakbyś chciał cofnąć się do przeszłych wspomnieć i spróbować je przeżyć jeszcze raz?” Moje pytanie jest: po co? Bo żeby coś zrobić, to powinno się nadać temu jakiś cel, jakiś sens. Ja na przykład nie widzę w tym celu. I też parę razy wspominałem o tym, że na przykład przy regresjach wcieleniowych, zanim się tego podejmiemy, to warto sobie najpierw wypracować jakąś własną technikę bądź skorzystać z istniejących. Własną technikę wybaczania i odpuszczania, ponieważ decydujemy się na przeżycie po raz kolejny czegoś, co najczęściej nie było miłe, a już zostało przez nas podsumowane i zakwalifikowane jako odhaczone. Więc nie wiem, jaki jest sens przeżywania po raz kolejny tego. Czy nie lepiej skupić się na tym, co chciałoby się zrobić, co chciałoby się zmienić i do czego chciałoby się dążyć, niż po raz kolejny przeżywać to, co spowodowało, że jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy.
Pan Kazimierz pisze: „Dla mnie podświadomość jest ważna i swoją lubię. Nie traktuję jej jako wroga, a sprzymierzeńca i w tym też dla mnie kryje się znaczenie rozumieć siebie”. Dokładnie tak, panie Kazimierzu. Jeżeli w tej podświadomości już znajduje się to, co chcemy, kiedy zrobiliśmy tam już porządek i nasza podświadomość zaczyna nas wspierać w dążeniu do tego, czego my pragniemy, to jest przyjacielem naszym. Jest naszym przyjacielem w doświadczaniu i jest naszym przyjacielem już po zrobieniu remanentu. Natomiast okres remanentu, kiedy chcemy coś zmienić, a ona nas kurczowo trzyma, jest taki najbardziej problematyczny. Być świadomym swojej własnej podświadomości. Tak naprawdę kochani, to od tego trzeba zacząć. Od poznania swojej własnej podświadomości, od poznania samego siebie. Dlaczego jestem taki jaki jestem?
Dlaczego do tej pory nie odważyłem się na przykład na coś? Dlaczego do tej pory nie zrobiłem? Dlaczego do tej pory wierzę w to, że życie jest złe? Dlaczego do tej pory boję się czegoś tam? Dlaczego do tej pory nie wierzę w prawdziwą miłość? Poznanie swojej własnej podświadomości to jest znalezienie w sobie przyczyny, dlaczego nie jestem tym, kim chcę. Tutaj Emobil pisze: „Niektórzy ludzie są zludzeni”, więc dalej nie czytam. Tak jak powiedziałem, jeżeli chcecie kochani o czymś mówić, to mówcie o sobie. Nie mówcie o innych ludziach. Ja w audycjach używam określenia ludzie jako przykład mechanizmu.
Natomiast mówię też dużo o sobie. Natomiast wy starajcie się mówić o swoich doświadczeniach, o tym, co w was jest, niż o innych ludziach. Polskie Radio Realia pisze: „Kiedyś działałem tylko podświadomością. Z wiekiem mi się to zmieniło. Nawet żona zaczyna mówić, że ja to się wszystkim przejmuję, nawet w bardzo prostych sytuacjach analizuję i każdego mi szkoda”. Pytanie jest, jak się z tym czujesz? Jak ci z tym jest? Bo ja na przykład bardzo lubię ten stan.I też ten stan, kiedy nie muszę podświadomością wszystkim rzucać wszystkiego i wszystkim pomagać. Na zasadzie impulsu. Pan Kazimierz pisze: „Panie Sławku, niesamowite jest to, że Maryla, choć ma postawę bardzo negatywną, to bardzo pozytywnie wpłynęła na audycję”.
Cieszę się, panie Kazimierzu, że ma pan takie zdanie. Mobil pisze: „Jeśli chcemy, żeby dziwacy byli normalni, to trzeba być odpowiedzialnym za innych, ale nie całkowicie, bo każdy musi dojść do celu samodzielnie. Ale chodzi o to, aby takim początkującym dać impuls do działania”. Nie, impuls do działania możemy wytworzyć sami. Zresztą niech każdy sobie z ręką na sercu przypomni, jak chętnie słucha rad innych. Zrób to i to, zrób to. Powinieneś zrobić to. Tak, nie. Weź poczytaj. Weź idź.
Weź wysłuchaj. Zobacz, to ci się przyda. Przypomnijcie sobie, jak wy reagujecie na takie rady i wtedy zastanówcie się, czy inni mają prawo reagować w ten sam sposób. Impuls pojawia się sam. Natomiast fakt, że osobami zagubionymi trzeba się opiekować. Opiekować. A ludziom chcącym coś zmieniać pomagać. Natomiast impuls to jest też stan emocjonalny. Chęć, impuls to jest stan emocjonalny, który musimy wytworzyć my sami w sobie. Szymon Wiśniewski pisze: „Akceptacja i miłość do samego siebie to podstawa.
Szkoda, że wcześniej tego nie wiedziałem. Rozumiem, że to nie jest zbieg okoliczności, że tu jestem. Budzę się dopiero od grudnia, więc to dopiero początek”. Drogi Szymonie, jeżeli już zauważyłeś wartość akceptacji i miłości do samego siebie, to uwierz mi, że poleci dość szybko. Pan Kazimierz pisze: „Moja podświadomość ma przede mną jeszcze wiele tajemnic. Ciągle jest źródłem pewnych lęków, ale to jest też relacja ciągłego zgłębiania i poznawania siebie w tym związku”. Życzę powodzenia, panie Kazimierzu, w zgłębianiu i poznawaniu tego związku, ale cieszę się z pana entuzjazmu. Szymix pisze: „Prawda i miłość. Jestem za”. Cieszę się bardzo.
Szymon Wiśniewski pisze: „Wszystko jest tak, jak pan mówi. Trzeba zrozumieć, że problem jest w nas. Dowiedziałem się, że mam osobowość WWO, więc większość moich problemów mocno wyolbrzymiam”. Ale masz przede wszystkim świadomość tego, tak? I to jest już pierwszy bardzo mocny krok do zrobienia kilku następnych poważnych kroków. XY pisze: „Panie Sławku, jaki będzie temat następnej audycji?” Powiem tak: na tę chwilę jeszcze nie wiem. Kusi mnie, żeby pociągnąć temat podświadomości w kontekście związków i bliźniaczych płomieni, bo związki są świetnym przykładem na to, jak to działa. I może właśnie nie zdążyłem dzisiaj, bo się rozgadałem o czymś innym, ale może spróbuję pokazać wam, kochani, jak bardzo, jak mocno podświadomość funkcjonuje w naszym codziennym życiu i pokazać też więcej praktycznych korzyści z tego, co nam daje dopuszczenie świadomości duchowej do naszego życia. Jakie korzyści, oprócz oczywiście tych cudownych, wspaniałych, pełnych na wszystkich płaszczyznach bytu związkach, za które sobie dziękuję i wam, kochani, z całego serca życzę. Sporo emocji dzisiaj było.
Nie ukrywam, że mamy godzinę prawie 23. Komentarze się, z tego, co widzę, skończyły. Gdybyście chcieli, gdyby się pojawiły z waszej strony jakieś konkretne pytania, konkretne tematy do poruszenia, to napiszcie do mnie. Wtedy zrobię o tym audycję, jeżeli będę miał jakąś wiedzę bądź przemyślenia na ten temat. Chciałbym ten etap relacji pomiędzy świadomością a podświadomością zakończyć i czekam na propozycje, o czym będzie dalej. Dobrze, kochani, dziękuję wam bardzo za dzisiejsze spotkanie. Jak zawsze mam nadzieję, że coś ono do waszego życia wniosło. Do mojego z pewnością też. I co? Trzymajcie się cieplutko.
Dziękuję, panie Marku.
[02:25:47] - XY pisze: „Związki. Bardzo dobry temat. Bliźniacze płomienie. Jeśli jest możliwość, bardzo bym prosiła, panie Sławku, o taki temat”.
[02:25:56] - Super. Dobrze. W takim razie spróbuję pociągnąć to, na co mi zbrakło czasu w dzisiejszej audycji. Okej, to tak się możemy umówić.Polskie realia, bliźniacze płomienie. Też jestem za. Temat audycji mamy uzgodniony, a że mam w tej dziedzinie własne, osobiste, bardzo fajne i przyjemne doświadczenia, więc z chęcią się z wami podzielę. Oczywiście jeżeli uzyskam zgodę na udostępnienie tych informacji od swojego bliźniaczego płomienia. Kochani, ściskam was bardzo serdecznie, bardzo gorąco. Wszystkiego dobrego wam życzę. Dużo radości, dużo miłości, dużo dystansu i jak najwięcej świadomości samego siebie na ten najbliższy tydzień.
Trzymajcie się cieplutko. Dziękuję, panie Marku. Dziękuję, panie Kazimierzu. Dziękuję, pani Moniko. I dziękuję wam kochani, że byliście. Trzymajcie się.
[02:27:07] - Mówi do słuchot państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Pęczkowski. Tradycyjnie i nieustająco zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Książka dostępna w wersjach drukowanej, cyfrowej i jako audiobook. Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. I do polajkowania fanpage'a pana Sławka na Facebooku. Dzisiaj już powolutku kończymy audycję. Jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień o 20:00 w poniedziałek na żywo na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium.
www.paranormalium.pl