Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witamy wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium bardzo gorąco i serdecznie w ten poniedziałkowy wieczór. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji Świat Oczami Duszy pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:32] - Dobry wieczór, panie Marku. Kochani, witam was również bardzo gorąco i bardzo serdecznie.
[00:37] - Tradycyjnie, zanim przekażę głos panu Sławkowi, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można dzwonić w drugiej części naszej dzisiejszej audycji, ale numery telefonów warto zapisać sobie już teraz. Nasz numer stacjonarny to jak zawsze 32 746 0008. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać cały czas na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Panie Sławku, oddaję panu głos.
[01:49] - Dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz dzień dobry, dobry wieczór, bo nie wiem kto jaką porę dnia aktualnie czy nocy w tej chwili u siebie ma. Pewnie, a może nie, pojawi się znowu jakiś przytyk, że przez siedem minut będę mówił, nie przechodząc do głównego wątku. Kochani, przede wszystkim taka sprawa informacyjna, ponieważ na koniec poprzedniej audycji padło kilka pytań o bliźniaczych płomieniach, o iluminatach, o wróżbiarstwie z pytaniem, co ja na ten temat sądzę. Tutaj w międzyczasie pod ostatnią audycją na YouTubie pojawiła się chyba największa ilość komentarzy jak do tej pory, bo już jest ponad 60 tych komentarzy. Zachęcam was do przeczytania, zapoznania się z tymi komentarzami, ponieważ naprawdę kilka fajnych wątków. Ja udzieliłem odpowiedzi i też wy udzielaliście odpowiedzi sobie. Było też o tych nieszczęsnych oprawcach wojennych, było o Holokauście. Było też kilka miłych komentarzy. Było też o tym, że nie wszyscy się ze mną zgadzają.
Też się pojawiła nowa postać, Dorota, która zadała bardzo dużo pytań. Zanim przejdę do audycji, to jaką ja mam propozycję? Obiecałem, że raz na jakiś czas będziemy robili audycję dedykowaną. W zasadzie dzisiaj jest ostatni dzień miesiąca. Można by było zrobić to dzisiaj, ale nie ukrywam, że chciałbym dokończyć wątek, ten cykl, który kilka audycji temu rozpocząłem i możemy się umówić w ten sposób, że po następnym weekendzie, czyli w następny poniedziałek, za tydzień zrobię audycję z odpowiedziami na wasze pytania. Oczywiście pod warunkiem, że będę miał jakieś zdanie na ten temat, bądź będę coś na ten temat wiedział, bo jak wiecie nie na każdy temat mam zdanie i nie na każdy temat wiem nawet tyle co wy. Nie wiem tylko, jak to zrobić, żeby to nie poginęło, bo dzisiaj z pewnością pojawią się następne komentarze, więc wyszukiwanie tego jest dość trudne. Także mam prośbę, napiszcie pod koniec audycji jakie pytania, jakie tematy chcielibyście, żebym poruszył i postaram się je w następnej audycji, takiej już wielowątkowej, postaram się te tematy poruszyć. Jeszcze jedna rzecz taka techniczna, ponieważ też słyszę głosy, że długie audycje, że coś, że nie wszyscy mają czas. Dlatego też zapraszam was na mój osobisty kanał, jak wiecie o tym samym tytule, gdzie zwłaszcza ostatnio te najważniejsze wątki z audycji poruszam w takiej ekstrimistycznej i tabletkowej wersji, czyli 10, 15 minut takiej samej kwintesencji na temat tych najważniejszych rzeczy z audycji.
Także też polecam, jak ktoś by sobie chciał utrwalić, przypomnieć albo się zapoznać w ogóle, to zapraszam też na mój kanał Świat Oczami Duszy. Nie jest trudny do znalezienia. To tyle. Ja jeszcze o tych bliźniaczych płomieniach powiem, żeby też nie mylić ich z bratnimi duszami. W zasadzie bliźniacze płomienie to powinien być temat na jedną audycję, bo to tak na dobrą sprawę dotyczy związkówA tematu związków nie da się załatwić w trzy minuty czy w trzy zdania. Natomiast temat jest bardzo ciekawy. Biorąc pod uwagę, że takie zjawisko istnieje, mam przyjemność go doświadczać. Ale omówię to w następnej audycji. Postaram się do zadawanych przez was pytań w jakiś sposób ustosunkować. Odpowiedzieć to dużo powiedziane, ale przynajmniej spróbuję wyrazić swoje zdanie na ten temat.
Natomiast z wielką radością i przyjemnością przeczytam coś, co jest warte przeczytania. Pojawił się dość długi wątek dyskusji pod poprzednią audycją dotyczący zadawanych pytań. Zostało to dosłownie przez Karima przedstawione w ten sposób, żebym przedstawił dowody, argumenty na to, że planujemy swoje wcielenie. Że pojawiamy się w konkretnej rodzinie na Ziemi jest kwestią naszego świadomego, duchowego wyboru, a nie przypadku i że w ogóle to zjawisko jest. Ten wątek się rozwinął bardzo mocno z różnych powodów. Ja w końcu częściowo na to pytanie też odpowiedziałem, więc jak chcecie znać moje zdanie i argumenty, to też zapraszam. Natomiast włączył się w tą dyskusję również nie kto inny jak mój, zwłaszcza ostatnimi czasy ulubiony — wszyscy jesteście ulubieni, ale taki bliski mojemu sercu słuchacz, który ma na imię Kazimierz. Napisał piękny komentarz, którego sam bym lepiej nie wymyślił. Na pewno bym lepiej go nie wymyślił z moim słownictwem, więc z chęcią wam go przeczytam. Dziękując też panu Kazimierzowi, bo widziałem, że jest z nami, za ten komentarz i za to, jaką zmianę obserwuje w jego życiu.
Także przeczytam i to będzie też początkiem tematu naszej dzisiejszej audycji. Pan Kazimierz pisze tak: „Myślałem, że rozumiem ciebie, Karim. Mam wrażenie, że stoisz trochę przed wyborem wierzyć lub nie wierzyć. Ja widzę jednak trzecią opcję. Wiara często jest traktowana jak magiczne myślenie. Wierzę, to znaczy, że już działa. Z takim podejściem nierzadko człowiek zatrzymuje się we własnym duchowym rozwoju. Niewiara z kolei powoduje, że nie podejmujemy działań w kierunku takiego rozwoju. Trzecią opcją i jednocześnie moim wyborem jest trwanie w poznawaniu i słuchaniu siebie. Wiara i niewiara nie mają wtedy znaczenia w działaniu i dążeniu do rozwoju, a efektem trwania jest otwieranie się na nowe działania, na nowe doznania i doświadczenia, które same przychodzą”.
Pan Kazimierz pisze tak jeszcze: „Nie chcę też tłumaczyć sobie tego, czego nie rozumiem, gdyż nie przepadam za heurystyką. Osobiście pozwalam sobie po prostu poczekać i znów trwać w tym oczekiwaniu na kolejne postępy w nadziei, że pewnego dnia rozwinę w sobie narzędzia pozwalające mi na dokonanie oceny i zrozumienie. W końcu nie na każde pytanie od razu jesteśmy w stanie znaleźć odpowiedź. Dziś ośmielę się powiedzieć, iż podejrzewam, że jeżeli dowiem się, czy reinkarnacja jest prawdziwa i stanę w tej wiedzy w pozycji pewności, to zapewne nie będę w stanie nikomu swej pewności przekazać. Już tak jest. Taka część mojej osoby, część mojej wiedzy, która wynika ze mnie i nie jest możliwa do nauczenia innych. Poznawanie duchowości jest poznawaniem siebie i tylko ja mogę to zrozumieć. Nawet jeżeli częścią tej wiedzy będzie reinkarnacja, to tutaj się dzielę niepewną nadal dedukcją. Także ona, myślę, wynikać będzie mogła ze znajomości samego siebie i świadomości swojego pochodzenia. Ze swojej strony mogę tylko podpowiedzieć ci wspomniane trwanie i cierpliwość”.
Absolutnie cudowny komentarz i jeszcze raz to powtórzę, i pewnie będę powtarzał to częściej, cytując słowa pana Kazimierza. Mam nadzieję, że się nie pogniewa, ale myślę, że wrzucając to jako komentarz publiczny miał wkalkulowane, że ktoś go kiedyś będzie czytał i cytował. Kochani, doskonale napisane i ujęte to, jak wygląda proces rozwoju świadomości. Wielokroć o tym mówiłem, natomiast nie w tak pięknie złożonych zdaniach jak pan Kazimierz, że rozwój świadomości odbywa się właśnie nie poprzez zrozumienie, nie poprzez zaakceptowanie, nie poprzez uwierzenie, tylko poprzez wewnętrzne poczucie, że tak jest. I tego nikt nikomu nie jest w stanie dać, tak jak napisał pan Kazimierz.Nawet jeżeli ja doświadczając pewnych rzeczy, czy każdy z was doświadczając pewnych rzeczy, nie jesteśmy w stanie tego doświadczenia przekazać komukolwiek. Możemy przekazać tylko wnioski, spostrzeżenia, słowa, natomiast nie jesteśmy w stanie przekazać doświadczenia, które byłoby odczuwalne dla drugiej osoby. A dopiero taki stan pozwala uwierzyć, mieć świadomość, doświadczyć, odczuć, że to, co myślałem do tej pory jest prawdą. I my jako ludzie bardzo dużo czasu poświęcamy znalezieniu potwierdzenia tego, co wiemy, tego, co myślimy. Bo z pewnością część z nas siedzi dzisiaj przed smartfonami, przed laptopami, ponieważ doświadczyła czegoś złego, na co nikt nie był w stanie udzielić odpowiedzi, dlaczego tak jest. Z pewnością część z nas tutaj, was, mnie właśnie taki stan przechodzi, przechodziło, szukając odpowiedzi, dlaczego dzieje się w moim życiu to, co się dzieje.
Natomiast część ludzi siada i zajmuje się, zgłębia tę tematykę z jakiegoś nieznanego sobie powodu. Coś ich w tym kierunku ciągnie. I bardzo często to my sami wewnętrznie czujemy, że coś jest na rzeczy. Nie dlatego, że ktoś nam powiedział. My nie słuchamy tego, co inni mówią. My większość rzeczy, które w życiu realizujemy, realizujemy z własnej potrzeby. Uświadomionej bądź nieuświadomionej, ale własnej potrzeby. Więc jeżeli ktoś zainteresował się tematyką duchową tak niby od czapy, bo wpadł na jakiś artykuł, bo wpadło coś tam, to znaczy, że jest w nim potrzeba poznania tego tematu, poznania tego zagadnienia, zbliżenia się do tej najbardziej subtelnej części naszego bytu, czyli zbliżenia się do naszej duszy. Być może to ona właśnie tam puka. „A weź zobacz, tu taki artykuł jest.
A może przeczytaj?” Może tak nas ukierunkuje, że jak będzie coś głupawego, to odciągnie naszą uwagę, a jak będzie coś ciekawego właśnie dla nas, to pozwoli nam się skupić i mówi: „O, weź, to może być fajne”. Zawsze albo prawie zawsze zainteresowanie tym tematem, zainteresowanie duchowością jest w nas i później już tylko spędzamy mniej bądź więcej czasu i swojego życia na tym, żeby znaleźć potwierdzenie. I tutaj cały czas będę wracał. Znaczy cały czas w dzisiejszej audycji będę jeszcze wracał do tego tematu naszej podwójnej świadomości, że one obydwie w nas istnieją i jedna pcha nas. Właśnie, do czego nas pcha? No właśnie. Zadajmy sobie pytanie. I jedna, i druga nazywa się świadomością. Więc świadomość to jest poszerzanie naszych horyzontów. I ta ziemska, i ta duchowa poszerza nasze horyzonty poprzez doświadczanie.
I co jest ciekawe, i nasza ta ziemska świadomość, i ta nasza duchowa świadomość są budowane na tych samych doświadczeniach. To nie jest tak, że stanie nam się nieszczęście jakieś tak zwane i my w ten sposób, poprzez to nieszczęście budujemy swoją duchową świadomość, a tej ziemskiej nie. A jak się stanie coś na przykład dobrego, to wtedy na przykład budujemy naszą ziemską świadomość, ale tej duchowej już nie. Nie. I ta ziemska, i duchowa świadomość jest budowana na tych samych doświadczeniach. Tylko zwróćcie uwagę, że wnioski są nieco inne. Dlaczego? Ponieważ z ziemskiego punktu widzenia patrzymy na doświadczenie przez pryzmat nas. Jak ja się z tym czuję? Czy mi się to podoba?
Czy mi się to nie podoba? Czy to jest w moim przekonaniu dobre? Czy to jest słuszne? Czy to jest właściwe? Natomiast przepuszczamy to doświadczenie przez pryzmat naszej już zbudowanej ziemskiej świadomości, która wynika z naszej podświadomości. I w tym doświadczeniu oceniamy je przez pryzmat samych siebie, jak my się z tym czujemy, co my powinniśmy z tym zrobić, co to dla nas oznacza, jakie są z tego korzyści, jakie są z tego niekorzyści dla nas. Natomiast nasza dusza, nasza duchowość, duchowa świadomość patrzy na to z innej perspektywy. Nie nas, nie naszej podświadomości, tylko z perspektywy prawdy i miłości. Mało tegoMało tego, rozwinę to. Ponieważ ta prawda i miłość pozwala duszy spojrzeć na to, jak inni ludzie się z tym naszym postępkiem czują.
Z tą naszą decyzją, z tym naszym doświadczeniem. Ponieważ każde doświadczenie, chociaż uważamy je za własne, za nasze osobiste. Bo jeżeli stanie się coś złego, coś nieprzyjemnego dla nas, to oczywiście my w skali od jednego do 10, czyli 10 to jest najwięcej i jesteśmy najwięcej pokrzywdzeni. I tych, co są pokrzywdzeni na piątkę, na trójkę, na siódemkę, na jedynkę w ogóle nie bierzemy pod uwagę. Bo to my jesteśmy najbardziej pokrzywdzeni i my szukamy rozwiązania dla siebie. Nasza dusza poprzez pryzmat prawdy i miłości patrzy na sytuację, poprzez również te osoby, co na jeden są skrzywdzone, na trzy, na pięć, na siedem. Bo my jako nasza ziemska natura nie mamy nawyku patrzenia na innych i dlatego wnioski są nieco inne. Kiedyś o tym mówiłem, że ocena, nikt nas nie ocenia tak naprawdę. My oceniamy się sami. Analizujemy i wyciągamy wnioski z naszego postępowania najczęściej po naszej śmierci, ponieważ na Ziemi brakuje jednolitego wzorca, na przykład właśnie prawdy i miłości, który obowiązywałby wszystkich ludzi na Ziemi.
Takie, że tak jest i to jest dobrze, i to obowiązuje wszystkich ludzi, a tak jest, to jest źle. Na przykład zabicie jest złe w większości krajów na świecie, w większości kultur, aczkolwiek nie do końca. Jak wiecie, nie ma takiego stricte wzorca dobra i zła na Ziemi, ponieważ zawsze wchodzą jakieś czynniki naszego własnego ego, kultury, religii, mnóstwa innych czynników, okoliczności i tak dalej. Nawet jak ktoś kogoś zamorduje, to w sądzie są rozpatrywane różne okoliczności tego czynu. Nasza dusza nie zastanawia się nad tym. Mówi: nie wolno zabijać drugiej osoby. Koniec. Tu nie ma dyskusji na ten temat, czy to jest dobre, czy złe, czy były czynniki łagodzące, czy nie było. Nie i koniec. Dlatego wnioski wynikające z takiej analizy i wpływające do naszej ziemskiej świadomości są inne niż wnioski, które wpływają do naszej duchowej świadomości.
I teraz co to dla nas znaczy? To znaczy dla nas tyle, że bez pochylenia się, bez poznania, zaprzyjaźnienia się ze swoją duszą będziemy zawsze oceniali każdą sytuację tylko i wyłącznie przez pryzmat naszej ziemskiej świadomości. A co to dla nas znaczy? Dla nas jako ludzi znaczy to tyle, że będziemy popełniali ciągle ten sam błąd, ponieważ nie znajdziemy okoliczności, które spowodowałyby zmianę naszego zdania na temat tej sytuacji. Bo skoro raz tak zrobiliśmy, to znaczy, że zrobiliśmy dobrze. Nasza podświadomość nie dokonuje korekty, że było coś źle. To jest wzorzec i on będzie nas obowiązywał do końca naszego życia, jeżeli go nie zmienimy. Nasza podświadomość sama z siebie tego nie zrobi, chyba że na skutek naprawdę bardzo mocnych wstrząsów emocjonalnych. Ale to też my podejmujemy decyzję, jacy chcemy po tym wstrząsie być. I tu właśnie, kochani, dochodzimy do bardzo ważnego pytania, do bardzo ważnego wątku, a dokładnie do wątku dokonywania zmian.
Nie wiem, czy wyłapaliście, padło jedno bardzo ważne zdanie, które ja dzisiaj jeszcze kilka razy powtórzę, więc będziecie mieli możliwość utrwalenia sobie tego. Ale mam nadzieję, że już zdążyliście wyłapać i łatwiej będzie ciągnąć i iść w kierunku mojego toku myślenia, zrozumieć mój tok myślenia. Pierwsza sprawa bardzo ważna. Nasza podświadomość sama z siebie nic nie zmieni. I to jest przykre, ponieważ zmiana naszej podświadomości nie następuje na skutek kolejnego takiego samego wydarzenia. Wprost przeciwnie, nasza podświadomość utwierdza się w przekonaniu, że to, co robi, jest słuszne i właściwe. To jest tak jak z tym przykładem, który kiedyś w którejś audycji opowiadałem oW całym procesie powstawania podświadomości. Na jednym z przykładów. To, co mówiłem o dzieciach, które płaczą. Małe dzieci, noworodki, które przychodzą na świat, płaczem oznajmiają, że coś im jest nie tak, że coś się niedobrego dzieje w ich życiu.
Płacz jest jedynym komunikatorem, jaki malutkie dziecko ma do dyspozycji. Zresztą okazuje się, że bardzo skutecznym, ponieważ rodzice na ten płacz reagują najczęściej. Mówię o normalnych rodzicach, o normalnych rodzinach. I teraz co się dzieje? Dziecko wypracowuje sobie taki mechanizm, że płacz równa się przytulenie, wzięcie na ręce, zainteresowanie, rozwiązanie jakiegoś problemu. I to jest pierwszy wzorzec, który zapisuje się w naszej podświadomości najprawdopodobniej. Pierwszym jest przerażenie, natomiast drugim jest to przyrównanie płaczu do rozwiązania problemu, do zainteresowania moich bliskich moją osobą. Logiczne, prawda? To już nawet nie wchodząc w jakieś tematy duchowe, psychologiczne czy jakieś inne naukowe, to jest to bardzo logiczne, bo tak wyglądają pierwsze dni, tygodnie, miesiące naszych maluszków. Płacz równa się problem, ale jednocześnie pojawia się ktoś, kto stara się ten problem rozwiązać.
Mało tego, bierze nas na ręce, zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa, ciepła, przyjemności. Płacz równa się przyjemność. I teraz co się dzieje dalej w życiu takiego dziecka? Ci, co mieli małe dzieci wiedzą, że taki mały brzdąc, który na przykład zaczyna już siadać, który obserwował świat z pozycji poziomej, dostrzegł, że w pozycji pionowej czy na przykład siedzącej ten świat wygląda lepiej, inaczej, ciekawiej i ma inną perspektywę. A świat z rąk rodziców jest w ogóle zupełnie inny. Więcej widać, dalej widać, bo można usiąść w łóżeczku, ale zasłaniają nam meble. Natomiast na rękach u rodziców widać dużo więcej. Mało tego, ma się zapewnione poczucie ciepła, bezpieczeństwa, przyjemności, bliskości. Więc wiecie doskonale, że dzieci płaczem — to rodzice tak interpretują — wymuszają to, żeby brać je na ręce, żeby je nosić, że nie chcą siedzieć same, tylko żeby je brać na ręce. Różnie to tam rodzice to nazywają: terrorystami, szantażystami i tak dalej.
I oczywiście z naszego punktu widzenia tak to wygląda, bo dziecko robi to specjalnie, bo dziecko chce być wzięte na ręce, więc płacze i na rękach cudownie wszystko mu przechodzi. Zaczyna się uśmiechać, prawda? Więc dla rodzica jest to prosta informacja. Nic mu nie dolegało, tylko chciało na ręce. No i co w tym jest dziwnego? Dziecko już w swojej podświadomości tej pierwszej ma wypracowany wzorzec, że płacz jest równoznaczny z zainteresowaniem. Więc jak ma oznajmić, że nic mu nie dolega, tylko chce zainteresowania? Nie ma innej formy, ponieważ mówimy o kilkumiesięcznych dzieciach, które jeszcze nie mówią. I teraz dziecko w pierwszych, tych już bardziej świadomych okresach swojego życia płaczem będzie właśnie oznajmiało chęć, żeby się nim ktoś zainteresował. I teraz jest bardzo ważny moment dla rodziców.
Bo jeżeli rodzice poświęcają dziecku czas również wtedy, kiedy ono nie płacze. Czyli bawią się nim, kiedy jest w dobrym nastroju, zajmują się, coś tam pokazują, coś tam sobie gugają z nim, pokazują mu zabawki, poświęcają mu czas również wtedy, kiedy ono nie płacze, to w dziecku ten znak równania pomiędzy płaczem a zainteresowaniem zaczyna się zacierać, ponieważ jest zainteresowanie, którego nie trzeba wymuszać płaczem. I ten wzorzec zostaje zastąpiony z czasem innym. Natomiast są przypadki i nie chcę oceniać, z jakiego powodu, ale często zdarza się tak, że rodzice zostawiają dziecko w kojcu, w wózku, nastawiają mu tam miliard zabawek świecących, ruszających się, jakichś tam innych, żeby dziecko się czymś zainteresować. Włączają telewizory, muzyki, odkurzacze, świecące, stereofoniczne czy tam jakieś inne urządzenia, żeby dziecko się czymś zajęło. A sami próbują często, i tu nie ma nic złego, zająć się jakimiś obowiązkami domowymi typu pranie, gotowanie, sprzątanie, zdalna praca czy dorabianie na przykład. Także żeby nie było, że ja uważam, że to jest z gruntu takie negatywne, bo sytuacje w życiu są różne. Natomiast pokazuję mechanizm. I interweniująWtedy, kiedy dziecko zaczyna płakać, kiedy zaczyna kwękać, kiedy zaczyna narzekać. Wtedy zaczynają okazywać zainteresowanie swojemu dziecku.
Starają się je uciszyć, głaszczą, przytulają, machają tymi pięcioma misiami na sznureczku. Śpiewają piosenki po to, żeby dziecko jak najszybciej uspokoić, żeby móc wrócić do swoich obowiązków bądź przyjemności, bądź zajęć. I w tym momencie dziecku potwierdza się ten wzorzec, że płacz równa się zainteresowanie. I wtedy już pewnego rodzaju nawykiem jest, tak jest często z tymi dziećmi, które histerycznie reagują na przykład na brak jakiejś zabawki bądź to, czego rodzice nie chcą dla nich zrobić. Reagują wręcz histerycznie, ponieważ dorośli ludzie nieznający mechanizmów tworzenia się podświadomości uodparniają się na płacz swoich dzieci. „A dobrze, bez płaczu to się jeszcze dziecko nie wychowało”. Przestają w pewnym momencie reagować, ponieważ widzą, że dziecko płacz wykorzystuje do uzyskiwania tego, na czym mu zależy. Te drobne płacze olewają, na te silniejsze płacze reagują krzykiem bądź czymś. Dziecko używa coraz mocniejszych narzędzi, ponieważ w jego przekonaniu płacz równa się zainteresowanie. Brak zrozumienia tego mechanizmu powoduje, że dziecko utwierdza cały czas, utrwala ten mechanizm, ten wzorzec.
A rodzice to ignorują. I później jako kilkuletnie dziecko już nie pamięta takie dziecko sytuacji, że rodzice zajmowali się nim tylko wtedy, kiedy płakało. Nie pamięta już tego. Natomiast w jego podświadomości jest już zapisany wzorzec, że interesują się mną tylko wtedy, kiedy coś się dzieje ze mną, kiedy dzieje się mi coś złego. Powstaje taki mechanizm utrwalony w dziecku i już zepchnięty do podświadomości. I wtedy dziecko na przykład zaczyna sobie robić krzywdę. Nie taką krzywdę, że się okalecza, ale na przykład taką, że się wywraca, że spada z rowerka, że rozbije sobie kolanko. Ponieważ cały czas funkcjonuje według wzorca, że płacz, problem równa się zainteresowanie. Mało tego, najczęściej rodzice dalej ten wzorzec utrwalają, bo jak dziecko przychodzi z rozbitym kolankiem, to tata powie, że jest pierdołą, ale mamusia pocałuje, przytuli albo zawinie plasterek. Okaże swoje zainteresowanie.
I w dalszym ciągu ten wzorzec jest utrwalany. Jak nic mi nie jest, to się nikt mną nie interesuje. Jak mi coś jest, to się mną interesują. I później z każdym następnym rokiem jest gorzej, ponieważ ten wzorzec jest cały czas utrwalany. Dlatego później nastolatkowie robią złe rzeczy. Nieświadomie szukają toksycznych towarzystw, kłopotów, konfliktów, ponieważ w ich podświadomości funkcjonuje wzorzec: kłopoty równa się zainteresowanie. I ten sam wzorzec przenosimy później w dorosłość. Jak jest nam źle, to wtedy ludzie nam współczują. Jak płaczemy, jak jesteśmy nieszczęśliwi, jak coś złego się dzieje w naszym życiu, to ludzie okazują zainteresowanie. Zwróćcie uwagę, ponieważ sami też tak mają.
Zwróćcie uwagę, że pewnie doświadczyliście, jak ludzie dowiedzą się o czyimś pogrzebie, kogoś ze swoich znajomych, bliskich czy tam coś, to natychmiast zastanawiają się, kogo jeszcze o tym powiadomić. Natomiast w przypadku chrzcin, komunii, ślubów tego nie robią. Ja potrafię od pięciu osób w bardzo krótkim okresie czasu dowiedzieć się na przykład o śmierci kogoś z moich znajomych, przyjaciół, ponieważ wszyscy spieszą przekazać tą informację. Brak miłości, troski, zainteresowania w dzieciństwie skutkuje zawsze wypracowaniem wzorca, że jak mi jest źle, to ktoś się mną interesuje. Podświadomie ludzie szukają kłopotów, podkreślają różne złe sytuacje, opowiadają o złych sytuacjach w swoim życiu, ponieważ mają wypracowany wzorzec podświadomości: kłopoty równa się zainteresowanie. Tak się, kochani, kończy brak miłości do małych dzieci i zainteresowania również w sytuacjach, w których nie płaczą. To jest jako przykład. Tych przykładów powstawania tych wzorców jest całe mnóstwo, ale tak dzieci, na przykład nastolatkowie, zanim podejmą na przykład próby samobójcze, najczęściej same się okaleczają. To jest pierwszy taki przykład, taki symptom poważny, że za chwilę może dojść do tragedii. To dziecko woła o pomoc.
Ono się samo okalecza.Jak malutkie dziecko, które uderzy się w kolanko i przyjdzie mamusia i przytuli. Nastolatkowie, którzy się okaleczają, wołają o pomoc. Zwróćcie na mnie uwagę. Niech ktoś mnie przytuli, niech ktoś się mną zainteresuje. Dorośli ludzie robią to samo, tylko że już bardziej są stłamszeni, przybici życiem i rozwinięci. Mają bardziej rozwiniętą tą ziemską świadomość, że nie wypada, że trzeba być twardym, że dochodzą tam jeszcze czynniki inne. Więc dorośli robią to w inny sposób. I teraz do czego, kochani, zmierzam? Po pierwsze do tego, że jeżeli nie słuchamy naszej duszy, czyli nie słuchamy samych siebie w tym aspekcie duchowym. Aspekt duchowy, nasza dusza, który patrzy na nasze zachowanie trochę z innej perspektywy niż patrzy na to nasze zachowanie i postępowanie nasza ziemska świadomość.
Nasza ziemska świadomość, która nie ulegnie zmianie, ponieważ nie ulegnie z własnej, nieprzymuszonej woli nasza podświadomość. Więc możliwość skonfrontowania nas samych z tą naszą bardziej szlachetną, bardziej empatyczną częścią pozwala nam mieć chociaż refleksję nad naszym postępowaniem. A dlaczegóż to jest takie ważne? Dlatego, że tak jak powiedziałem wam w jednej z ostatnich audycji, jakie jest właściwe pytanie osoby chcącej świadomie się rozwijać. Nie rozwijać swoją świadomość, tylko świadomie się rozwijać. Tak dzisiaj wam powiem, jakie jest inne ważne pytanie, którego najczęściej nikt sobie nie zadaje. Ponieważ nasza ziemska świadomość skupia swoją uwagę na tym, czego chcemy, czego pragniemy. Oczywiście z różnego poziomu na to patrząc. Czynników społecznych, religijnych, naszych przekonań, naszej podświadomości i tak dalej. Natomiast my myśląc o tym, zastanawiamy się, czego chcemy.
Chcemy mieć fajnego męża, fajną żonę. Chcemy mieć fajny dom, fajną pracę. Chcemy mieć zdrowie. Chcemy mieć pieniądze. Chcemy być szczęśliwi, ale nie jesteśmy. Ale tego nie mamy. Ale skupiamy swoją uwagę na tym, czego chcemy. Oczywiście tu jest ten drobny niuans. Czyli czego ja chcę, bo powinienem chcieć i czego ja pragnę. Ja osobiście.
Gdyby nie było nikogo na świecie, to czego ja bym pragnął? Gdybym mógł wszystko, czego ja bym pragnął? To jest to właściwe pytanie, które warto sobie zadawać, żeby nie iść w tym kierunku, czego powinienem pragnąć. To jedna z ostatnich audycji, dlatego nie będę już tego ciągnął. Natomiast nasza podświadomość i nasza świadomość później już, która jest wynikiem naszej podświadomości, ta świadomość ludzka każe nam skupiać naszą uwagę na tym, czego chcemy. Zdrowia, samochodu, pieniędzy, rodziny, szczęścia, radości, miłości, wyjazdów zagranicznych, spokoju, całego mnóstwa rzeczy. I my się z tym bardzo często przez większość życia ścigamy i dążymy do tego, żeby mieć to i to. Nasza podświadomość nie stawia żadnego znaku zapytania, ponieważ to ona nam mówi, czego powinniśmy chcieć. Więc tu nic nie budzi naszego niepokoju, nic się w środku nie dzieje. Tego chcemy.
Więc co? Pojawia się aspekt duchowy i ktoś mówi: a czego chcesz? No szczęśliwym chcę być. A, to rób sobie afirmacje na szczęście. Wprowadź do swojego życia aspekt duchowy. Rób sobie afirmacje na szczęście. Rób sobie afirmacje na zdrowie. Rób sobie afirmacje na pieniądze. Rób sobie afirmacje na szczęśliwy związek. I tak dalej.
Rób sobie afirmacje, snuj marzenia, plany. Wizualizuj sobie, módl się za to. Aspekt duchowy się pojawia. Technika. Co? Jak osiągnąć to, co chcemy. Nie wiem, czy zastanawialiście się kiedyś, co myśli na ten temat wasza dusza. Nasza dusza siedzi sobie w tej loży szyderców i mówi tak: no ja pierdzielę, takiej magii to nawet ja nie ogarniam. Jakim magicznym cudem ma się wydarzyć coś człowiekowi w wieku, nie wiem, 35, 40, 50, 70 lat, co mu się nie wydarzyło do tej pory? Co się ma stać, żeby on był szczęśliwy?
Co się ma stać, żeby on miał pieniądze? Na pieniądze jest sposób. Totolotek, spadek, jakaś wygrana, loteria. Są na to sposoby. Ale to są marginalne sposoby. Większość ludzi nie ma szans na wygraną, na spadek, na wygraną w loterii. Więc co się musi stać?Co się musi stać, żeby on miał lepszą pracę? I pytanie jest, jaka jest lepsza? Żeby zrobił karierę, żeby zajął lepsze stanowisko. Co się musi stać?
Jaka magiczna siła musi wziąć udział w tym, żeby ktoś miał lepszego męża, żeby ten mąż był lepszy? Ja już o tym mówiłem. Co się musi wydarzyć? I nasza dusza mówi: magia. Skoro przez tyle lat to się nie udawało, nie stało się częścią naszego życia, to co się musi wydarzyć teraz, żeby to mogło stać się udziałem naszego życia, częścią naszego życia? Co się musi wydarzyć? Nasza ziemska świadomość i nasze ego mówi: świat wokół nas się musi zmienić. To znaczy nasz szef, który przez 20 lat naszej pracy nie dostrzegał naszej pracy, musi przejrzeć na oczy i docenić naszą pracę. Nasz mąż ma się zmienić, ma się pojawić wygrana w totka. Mam wykopać skarb w ogródku i tak dalej.
Tego oczekujemy i tego pragniemy. Jako ludzie myślimy o tym, czego chcemy. I wiecie, dlaczego w 90% to się nie wydarza? Ponieważ nie ma takiej magii, która zmieni świat naokoło nas. Ludzie chcą zmiany, ale bez zmiany samego siebie. I nasza dusza siedzi i mówi: kiedy on w końcu zrozumie, że to on się musi zmienić? Kiedy on, ona zrozumie, że to, że nie jest szczęśliwy, nie jest kwestią czynników zewnętrznych. I nie taki jest cel i nie takie jest pytanie. Właściwe pytanie dla człowieka, który rozwija się świadomie, jest takie: jaki ja chcę być na skutek zmian, które zamierzam wprowadzić w życie? Nie co w moim życiu ma się zmienić, nie czego ja chcę w życiu, tylko jaki ja chcę być i co ja w sobie muszę zmienić, poprawić, naprawić, udoskonalić.
Z czego zrezygnować na przykład. Na przykład ze wzorca, że kłopoty równa się zainteresowanie. Może z poglądu, że wszystkie związki są nieszczęśliwe. Może muszę z czegoś zrezygnować, może muszę coś odrzucić. Może muszę coś wyrzucić z samego siebie. Jaki ja chcę być, kiedy ten proces, który chcę wprowadzić w życie, się skończy? Nie co ja chcę mieć, bo to się samo nie stanie, skoro się nie stało do tej pory. Przepraszam was kochani, ale mój psiunio się bardzo zaktywizował w okolicach bramy. Już jestem. Nie co ja chcę, żeby się zmieniło, tylko jaki ja chcę być.
Co ja w sobie chcę zmienić, żeby moje życie mogło się zmienić. Bo skoro ono do tej pory wygląda tak, jak wygląda, to ono, kochani, samo się nie zmieni. Nie ma takiej mocy, takiej magii i takich cudów, które to zmienią. Nasza podświadomość w takich sytuacjach nie jest naszym sprzymierzeńcem. Nasza ziemska świadomość też nie jest naszym sprzymierzeńcem. Naszym sprzymierzeńcem jest nasza dusza, która patrzy na te same doświadczenia, przez które przechodzimy z trochę innej perspektywy. I to ona jest tym czynnikiem, który może nam doradzić i podpowiedzieć, co my powinniśmy zmienić w sobie, żeby nasze życie mogło ulec zmianie. Bo to, że wygląda tak, jak wygląda w danej chwili, to myśmy to sprawili i nasza podświadomość samodzielnie nie dokona zmiany. Nadzieją na dokonanie zmiany jest zagłębienie się właśnie w siebie, posłuchanie swojej duszy i zrozumienie tego, co ja mam w sobie zmienić, żeby mieć to, czego pragnę. Na tym polega proces świadomego rozwoju.
Nie szukanie czarów-marów, nie szukanie technik, które zmienią świat naokoło nas. Każdy człowiek musi być świadomy samego siebie, tego, co go ogranicza, co powoduje, jaka część jego i jakie przekonanie, jaki pogląd, jaki wzorzec podświadomości powoduje to, że nie jesteśmy tym, kim chcemy i nie mamy w życiu tego, czego pragniemy. Jaka część nas to uniemożliwia? I pamiętajcie kochani, to jest też bardzo ważna rzecz. Często słyszę takie rzeczy, jak na przykład uspokoić swoją duszę albo oczyścić swoją aurę, oczyścić swoje pole energetyczne. CzyliPodejmujemy i ci ludzie próbują podejmować działania zmierzające do poprawy swojej sfery duchowej. A w naszej sferze duchowej nie ma nic do poprawiania. W naszej duchowości, w naszej duszy nie ma nic do poprawiania. To nie na niej powinniśmy skupić swoją uwagę. Jeżeli coś jest do zmiany, to nasza ziemska świadomość.
Jeżeli coś jest do zmiany, to z pewnością nasza podświadomość. Nie nasza dusza. Tak jak powiedziałem, nasza dusza w każdej chwili patrzy na to samo doświadczenie z zupełnie innej perspektywy niż my patrzymy naszym ludzkim, ziemskim rozumem. My patrzymy poprzez pryzmat siebie. Ona patrzy na tą samą sytuację poprzez pryzmat prawdy i miłości. Jej nie trzeba korygować, jej nie trzeba naprawiać, jej nie trzeba poprawiać, jej nie trzeba oczyszczać. Jej trzeba tylko posłuchać. A żeby jej posłuchać, trzeba ten chaos, który w nas jest, ten ziemski chaos, żeby chociaż trochę wyciszyć. Cała praca, tak zwana praca nad rozwojem, nad świadomym rozwojem, to jest praca. Jeżeli już musimy użyć tego słowa, a może w tym wypadku to słowo może być właściwe.
Polega na pracy z naszą podświadomością, z podświadomością każdego człowieka. I nikt, tak jak pan Kazimierz, że jeszcze pozwolę sobie przypomnieć. Nikt tego za nas nie zrobi, ponieważ to jest nasze własne, osobiste, prywatne doświadczenie. Powiedziałem wam, kochani, dzisiaj bardzo ważne rzeczy, bardzo ważne. I w zasadzie powiem wam szczerze, że to mogłaby być ostatnia audycja, ponieważ po przejściu wiele osób, po przejściu przeróżnych, że tak powiem, technik, terapii, sposobów, metod, prozaków i tak dalej. Dochodzi w końcu do tego wniosku, że to, co robili, nie miało prawa na dłuższą metę zadziałać, ponieważ grzebali nie w tym miejscu, w którym powinni. Rozwijanie naszej duchowej świadomości jest procesem jak najbardziej naturalnym. I tak jak mówiłem wielokroć, każdy człowiek na Ziemi w tym uczestniczy. Nasza dusza nie śpi i każde doświadczenie analizuje poprzez pryzmat prawdy i miłości i zapisuje to na swoim twardym dysku. I mamy do tego dostęp.
I ten proces będzie trwał. To jest proces, który nie ja wymyśliłem chyba. On został stworzony dla nas, żebyśmy się mogli rozwijać. I w tych sferach nie mamy co grzebać. Tam nie trzeba nic naprawiać. Wszystkie techniki, których zechcecie użyć, mają służyć tylko jednemu. Poznaniu samego siebie i uzmysłowieniu sobie, co ja mam w sobie zmienić i jaki ja chcę być po dokonaniu tych zmian. Nie co chcę mieć, tylko jaki chcę być. Bo jeżeli zrozumiecie, co jest problemem, że nie macie tego, nie macie tego, nie macie tamtego, to będziecie wiedzieli też, jacy chcecie być, żeby móc to osiągnąć. Bo zrobienie kariery to nie jest kwestia tego, że szef dostrzeże naszą pracowitość.
To znaczy, że musimy w sobie obudzić potrzebę być kimś ważnym, być kimś odpowiedzialnym, być kimś sławnym. Zdjąć z siebie blokady strachu, lęku przed oceną, przed podejmowaniem decyzji. To musimy wykonać w sobie jakiś proces, żeby tą karierę, jeżeli jest naszą potrzebą, oczywiście móc osiągnąć. To się nie stanie tak samo z siebie. To jest proces wewnętrzny. Jeżeli chciałem być szefem, dyrektorem, prezesem, kierownikiem i do tej pory nim nie zostałem, bo na przykład bałem się krytyki, bo na przykład uwierzyłem w to, czy uwierzyłam, że się do tego nie nadaję, to nawet jeżeli przyjdzie do nas kierownik, dyrektor, prezes i powie: „Słuchaj, bym cię z chęcią widział”, to jeżeli nie na przykład na innym stanowisku, to jeżeli nie przezwyciężymy, jeżeli nie zmienimy swojego strachu i swojego podejścia, to odrzucimy tą ofertę. Ludzie chcą, żeby coś zmieniało się w ich życiu. Natomiast bardzo często nie są gotowi i świadomi tego, że żeby coś w tym życiu się zmieniło, będą musieli dokonać zmian w samych sobie. I pozostaje pragnienie bycia takim, innym, śmakim, owakim. Ale nie ma jeszcze gotowości i świadomości tego, że jest to związane ze zmianą samego siebie.Niepowodzenie takich dążeń, pragnień, marzeń polega właśnie na tym, że dochodzimy tylko do momentu, czego chcemy, ale nie chcemy nic w tym kierunku zrobić.
I to jest problem. To nie jest problem, bo każdy robi, jak uważa. Natomiast jeżeli czujemy rozczarowanie i naprawdę macie odczucie niefajnego życia, to warto by było się nad tym, co dzisiaj powiedziałem troszeczkę zastanowić i troszeczkę pochylić. I z tymi dylematami, kochani, zostawię was na krótką przerwę, bo słyszę, że ktoś już próbował się do nas dodzwonić. Jeżeli pan Marek z nami jeszcze dzisiaj jest-
[55:41] - Jestem cały czas.
[55:45] - To bym poprosił, panie Marku, jak zwykle o jakiś fajny, klimatyczny przerywnik muzyczny. Nie wiem, czy tutaj komentarzy było dużo, bo nie przyglądałem się.
[55:57] - Komentarzy jakoś strasznie dużo nie było. Nie wiem, czy będziemy robić ten przerywnik muzyczny, czy będziemy od razu włączać linię telefoniczną.
[56:12] - W sumie faktycznie tutaj nie ma jakiegoś tłumu komentarzy. Czyżby się słuchacze zasłuchali? Czy może po mojej ostatniej reprymendzie tak się zrobiło? Dobrze, włączmy, panie Marku, w takim razie linię.
[56:31] - Tutaj właśnie widzę, że załadowały mi się komentarze od Kalima. Prześlę panu te komentarze i może jednak ten przerywnik muzyczny zrobimy, a po przerywniku będziemy oczywiście odbierać telefony.
[56:47] - Dobra, super. Namówił mnie pan, panie Marku.
[56:51] - Robimy kilka minut przerwy. Widziałem, że bardzo się spodobał niektórym słuchaczom utwór wyemitowany tydzień temu. Myślę, że dzisiaj zaprezentuję tego samego autora. Też bardzo takie ambientowo-klasyczne brzmienie z wstawką mówioną, bardzo ładną. Dzisiaj wyemitujemy w naszym przerywniku utwór, który nosi tytuł „Prayer”. Po polsku oczywiście „Modlitwa”. Utwór popełniony przez artystę podpisującego się jako Tesh. Zostańmy z tym artystą na najbliższe pięć i pół minutki i po tym krótkim przerywniku muzycznym powrócimy do audycji „Świat oczami duszy”, w której to drugiej części będziemy oczywiście odbierać telefony. Pan Sławek będzie czytał komentarze z czatów i się do nich odnosił. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu.
Zostańcie państwo z nami, nigdzie się nie wybierajcie. Chyba że naprawdę bardzo musicie. A jeśli bardzo musicie, to zalecam gorąco podgłośnić trochę głośnik w komputerze, żeby te piękne dźwięki wybrzmiały najlepiej w całym domu.
[01:01:44] - The trouble is that we have one sided minds. And we notice the wave of life when it is at its peak or crest. We don't notice it when it's at the trough. Not in the ordinary way. It's the peaks that count. Take a buzz saw. What seems important to us is the tips of the teeth. They seem to do the cutting, not the valleys between the teeth. But do you see, you couldn't have tips of teeth without valleys between. Therefore the saw wouldn't cut without both tips and V-shaped valleys.
But we ignore that. We don't notice the valleys so much as we notice the mountains.
[01:03:23] - No i po tym krótkim przerywniku muzycznym powracamy do audycji „Świat oczami duszy”. Do drugiej części, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze z czata i się do nich odnosił. No i będziemy także jak najbardziej odbierać wasze telefony. Tutaj pan Kazimierz prosił na YouTube, żeby udostępnić mu link do dołączania do rozmowy na Google Meet. Także jeżeli ktoś chce tą drogą dołączyć i porozmawiać z panem Sławkiem, podyskutować, to zachęcamy do kliknięcia. Link jest podany-- właściwie wrzucę go chyba na wszystkie czaty. Jest podany na czacie na naszej transmisji na YouTube. I właśnie ktoś się dodzwonił na nasz numer komórkowy pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery sto dziewięćdziesiąt trzy.
[01:04:35] - Dzień dobry.
[01:04:36] - Dzień dobry.
[01:04:37] - Mówi Monika. Ja chciałam właśnie to, co pan powiedział ostatnio, że jak miałam takie, że mi się śnią też wojny. Śnią mi się różne takie, no przyszłościowe sny. A jak na przykład trzeba zadbać o tą sferę duchową i to się właśnie wszystko później naprawia. Bo jak nie będziemy właśnie dbali o tą sferę duchową, no to wszystko to może zaniknąć. Może nam się życie nie układać. Bo ja tak na przykład mam, że jak zaczęłam chodzić do kościoła, to mi się wszystko układało. Miałam przyjaciół i miałam to. A teraz właśnie przestałam. No i tak właśnie, jak się okazuje, połowa ludzi mnie wylegnęła.
Takie coś mam właśnie.
[01:05:35] - Znaczy ja bym tego akurat nie wiązał tak mocno z chodzeniem do kościoła. Natomiast no to też nie znam, że tak powiem, pani sytuacji takiej dokładnie.
[01:05:47] - Ja miałam tam
[01:05:47] - Dzień dobry
[01:06:56] - To właśnie takie trudności mam. A takie uspokojenie, jak chodziłam do kościoła, to wtedy wszystko mi się uspokoiło.
[01:07:08] - Ja powiem tak, broń Boże, żebyśmy tutaj mieli jasność: ja nie zaliczam się do tych ludzi, którzy klasyfikują Kościół jako dobry albo zły.
[01:07:17] - Ja tylko chodziłam ze względu na Boga. Nie tam, że bym tam kochała czy wierzyła jakimś obrazkom. Broń Boże, tego nie.
[01:07:29] - Ja pani nie oceniam, broń Boże. Od razu mówię. Wiem, że dyskusje na temat Kościoła, religii budzą zawsze bardzo dużo emocji. Ja uważam, że modlitwa jest też pewną dobrą i skuteczną formą afirmacji, wizualizacji czy w ogóle rozmyślania o tym, czego się pragnie. Więc na pewno moc sprawcza tego jest. Natomiast z jedną rzeczą się nie zgadzam: że dostajemy cokolwiek od Boga. Tu się z tym nie zgadzam, bo jednak Pan Bóg nie jest instytucją, która cokolwiek daje bądź cokolwiek zabiera. Więc to przekładanie takie, że jeżeli się pomodlę i ktoś coś mi da, jest myśleniem błędnym z mojego punktu widzenia. Natomiast tak, sama modlitwa jako modlitwa, jako afirmacja, która jest też poparta wiarą w to, że jest jakaś bardzo mocna siła sprawcza, która mnie w tym dążeniu będzie wspierać, jest jak najbardziej słuszną koncepcją. Natomiast mówię, proszę tego wszystkiego, co się dzieje, nie przypisywać tak do końca Bogu, że jak się pani nie pomodli, to pani czegoś tam nie dostanie.
Natomiast proszę się modlić i być otwartą na to, że są energie, że są siły, które panią w tym dążeniu i w tym pani działaniu będą wspierać.
[01:09:05] - Jeśli coś tam jest, chodzi mi o tych, co umarli na przykład. Właśnie ja tego nie rozumiem, że na przykład oni tam dają nam tych, co zmarli. Tego nie rozumiem. Albo modlą się do tych obrazów i figur. Też tego nie rozumiem. Ile razy to sobie tłumaczyłam, że kurde, taki jest ten świat, nic nie poradzimy. Nie wiem. Tylko w ogóle to dla mnie takie modlenie się.
[01:09:36] - Każdy ma swoją drogę i nic nam do tego. Każdy ma swoje doświadczenia. Ja mówię, jestem daleki od tego, żeby oceniać bądź kogoś krytykować za to, co robi. Bo to, że ja się z pewnymi rzeczami nie zgadzam, nie znaczy, że dla drugiej osoby nie będą one dobre, słuszne i właściwe. Ja tylko staram się mówić do ludzi, którzy świadomie chcą się rozwijać i przejąć kontrolę nad swoim własnym życiem, a nie powierzać swojego życia przypadkowi bądź, tak jak często ludzie myślą, jakimś wyrokom boskim, na które nie mamy żadnego wpływu. Więc jeżeli ktoś chce uzależniać swoje życie od losu, od jakichś wyroków, od przeznaczenia, to widocznie tak chce i tak ma, i nic mi do tego. Ja staram się mówić do ludzi, którzy świadomie chcą się rozwijać, którzy świadomie chcą wpływać na swoje życie i też wykorzystywać tą cząstkę Boga, cząstkę źródła, którą każdy z nas w sobie ma w postaci duszy do tego, żeby to życie było fajniejsze.
[01:10:54] - Każdy może mieć.
[01:10:57] - Mieć może każdy, natomiast żeby coś zmienić w życiu, trzeba być gotowym na to, że trzeba coś zmienić w sobie, a nie czekać, że ktoś coś za nas zrobi.
[01:11:10] - Właśnie próbowałam zmienić w sobie i właśnie ci ludzie stają się tacy bredni. Co innego mówią, co innego robią i wie pan, jak to jest. Nawet w internecie też są ludzie niektórzy. Broń Boże, nie oceniam, ale po prostu już parę razy przekonałam się o tym, że chciałam być miła, chciałam robić coś dobrego dla innych. I nie każdy to docenia.
[01:11:40] - To przede wszystkim proszę myśleć o tym, co dobrego może pani zrobić dla siebie. To jest nasz obowiązek. Natomiast tak, oczywiście, jest cała masa zła jeszcze na świecie, drzemiącego w ludziach i na to nie mamy wpływu. Natomiast mamy wpływ na to, co my z tym zrobimy i jak my będziemy prowadzić swoje życie. I na tym się, moim zdaniem, każdy człowiek powinien skupić, a nie na zastanawianiu się, jaki świat jest, jacy ludzie są, tylko jaki ja jestem. Jaki ja jestem, co ja dla siebie mogę zrobić. Przy okazji może mogę zrobić coś dla innych, ale przede wszystkim co ja mogę i co ja chcę zrobić dla samego siebie, nie krzywdząc przy okazji nikogo, nie wykorzystując nikogo i też nie obwiniając nikogo za to, że moje życie wygląda tak, jak wygląda. Przede wszystkim każdy niech się skupi na sobie. Na przyjrzeniu się sobie samemu, na poznaniu samego siebie i na dokonywaniu zmian w samym sobie, a nie naprawianiu całego świata. Świetnie.
[01:12:58] - Jestem dobrą duszą, tylko wie pan, niektórzy to wykorzystują. Ja takie jestem dobra i to, i w ogóle. Wie pan, o co mi chodzi, nie?
[01:13:07] - Ja powiem tak: też tak kiedyś myślałem o świecie i o ludziach, że oni mnie wykorzystują, że ludzie wykorzystują moją dobroć i tak dalej. Też tak kiedyś myślałem. Natomiast nauczyłem się jednej rzeczy i to też ja się nauczyłem i też ja to w sobie zmieniłem i ztransformowałem, żeby tak jak nawet pod ostatnią audycją napisałem, że przyjmuję każdą formę przekazu, jaką ktoś zastosuje. Natomiast czy to będzie forma chamska, czy to będzie forma miła, czy to będzie forma manipulacyjna, ja każdą formę przyjmę. Natomiast nie na skutek każdej formy zrobię to, co druga osoba ode mnie oczekuje. Więc nad tym trzeba się zastanowić. Ludzie są różni i mają do tego prawo. Natomiast my mamy prawo zadecydować o tym, czy spełnimy czyjąś prośbę, żądanie, oczekiwanie, czy nie. I to jest pani wolna wola. Ludzie mogą przychodzić i żądać od pani wszystkiego, czego tylko będą chcieli.
Natomiast pani ma prawo zadecydować, czy pani im to da, czy nie. To jest właśnie świadomość. I jak już tym kierunkiem pójdzie pani-
[01:14:45] - Dobrze, ja nie będę przeszkadzać wam w prowadzeniu audycji. Pozdrawiam wszystkich.
[01:14:54] - Dziękujemy pani Moniko, wszystkiego dobrego życzę. Dziękuję za telefon. Do widzenia pani Moniko. Do widzenia. To ja może spróbuję zrobić to, czego przez telefon pani Moniki nie zdążyłem zrobić, czyli przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów, tak jak zawsze, stacjonarny: 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów: 530 620 493. Panie Kazimierzu, już pana przyjmuję. Tu pan Kazimierz dołączył do nas. Jeszcze tylko przypomnę resztę kontaktów: Skype radio.paranormalium.pl.
Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Można także do nas pisać na czatach na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego. A jeśli ktoś woli, to możemy wysyłać także e-maile na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Panie Kazimierzu, czy się słyszymy?
[01:16:18] - Halo, halo, witam.
[01:16:20] - Dobry wieczór.
[01:16:22] - Fajnie, że mnie słychać dobrze. Cieszę się. Udało się za pierwszym razem.
[01:16:26] - Welcome!
[01:16:27] - Welcome, tak. Dzisiaj nie bonjour .
[01:16:32] - Właśnie widzę, że taki się pan wielojęzyczny zrobił.
[01:16:35] - Też próbowałem trochę utrudnić.
[01:16:38] - I prawie się udało. Trzy razy musiałem przeczytać, co tam jest napisane. Ja przepraszam bardzo, że przerywam. Tutaj taki apel do jednego ze słuchaczy na czacie, do Samteza Donkana: jeżeli masz zły dzień, to może lepiej będzie odpuścić sobie dzisiaj czatowanie, bo naprawdę te twoje wpisy tutaj średnio fajną atmosferę wprowadzają dzisiaj. Nie wiem, co ci się stało, nie wiem, co jest przyczyną tych wpisów, ale bardzo cię proszę spokojniej trochę, dobrze? Podpisuję się pod tą prośbą, bo jest jedną z rzeczy, którą bardzo cenię wśród was, kochani. To jest to, że udaje nam się utrzymać poziom bardzo wysoki jak na internet, więc nie psujmy. A jeżeli faktycznie ktoś ma kiepski dzień, to niekoniecznie musi ten dzień psuć również innym. Szanujmy się nawzajem. Panie Kazimierzu, bardzo miło pana słyszeć.
[01:17:40] - Witam jeszcze raz. Cieszę się bardzo. Pan mi zrobił taki prezent niespodziewany, jeżeli chodzi o zacytowanie mnie w audycji.
[01:17:49] - To pan mi zrobił prezent, panie Kazimierzu. To pan zaczął tą nierówną walkę.
[01:17:53] - Oj, nie wiem, kto miał większy uśmiech na swojej buzi.
[01:17:58] - Dobrze. Cieszę się bardzo, że przynajmniej obydwaj się uśmiechaliśmy.
[01:18:02] - A w ogóle kariera mi idzie świetnie w radiu .
[01:18:06] - Tak. Czytał pan mój komentarz, to ja już mam dla pana etat.
[01:18:15] - Oby nie, bo mi się dobrze pana słucha.
[01:18:20] - Ja bym z chęcią zobaczył, jak to z drugiej strony wygląda. Zadzwonił do pana. Ale dobra, pożartowaliśmy fajnie. Cieszę się niezmiernie. Proszę opowiadać, cóż tam pan fajnego.
[01:18:32] - Wszystkich witam dzisiaj z pozycji łóżkowej. Leżę sobie w łóżeczku. Muszę poinformować, gdyby mnie gorzej było słychać dzisiaj, w sensie tak dziwnie mogę mówić, bo mam wygiętą krtań lekko, leżąc sobie. Ale słuchajcie, pomyślałem sobie, że zadzwonię, gdyż na czacie w radiu udziela się nasz Karim. Karim, słychać mnie? Karim w zasadzie zadaje bardzo ciekawe pytanie i chciałbym troszeczkę mu przez radio odpowiedzieć, ale na swój specyficzny sposób.Może nie tyle odpowiedzieć, co w zasadzie chciałbym tą moją odpowiedzią troszeczkę pokazać swoje podejście do tematu duchowości i zostawić tak panu, panie Sławku, to moje podejście być może do oceny, być może do czegoś innego. A chciałbym się podzielić, ponieważ wydaje mi się, że bardzo dobrze odpowiada na dwa pytania. I to jest pytanie do pana, czy rzeczywiście dobrze mi się wydaje, że dobrze odpowiada na dwa pytania? Pierwszym pytaniem byłoby to, dlaczego tak jest, że pewnych rzeczy nie potrafimy innym ludziom przekazać, kiedy się rozwijamy duchowo? Także możemy tylko jakiś koncept przekazać, a nie jesteśmy w stanie pewnych rzeczy udowodnić.
I drugie pytanie odnośnie świadomości, ponieważ będzie pan czytał komentarze za moment, to pan zobaczy, że Karim pyta o świadomość i o rozwój świadomości. Czym ta świadomość się różni od współodczuwania i tak dalej.
[01:20:30] - No jeszcze nie dobrnąłem do tego. Jestem na przywitaniach.
[01:20:33] - Spoko, Sanchez tak naśmiecił, że pan spokojnie, jak ominie, to dojdzie. Bo poza Sanchezem mało się dzieje.
[01:20:41] - Okej.
[01:20:43] - Więc mnie się tak wydaje. Ja tak postrzegam. Bardzo mi się spodobało swego czasu takie porównanie rozwoju człowieka do podróży, do życiowej przygody bohatera. Czyli że tak nawet bajki powstają, filmy, że jakiś bohater albo zostaje wybrany, albo po prostu musi wyruszyć w jakąś podróż, żeby coś zrobić, bo jak nie on, to kto, prawda? I na przykład taką bajką jest „Mulan” dla dzieci.
[01:21:20] - Świetna bajka.
[01:21:22] - Też mi się tak wydaje. Przynajmniej ta jedynka, bo dwójki nie widziałem, więc odnośnie jedynki fajna.
[01:21:27] - Jedynka jest absolutnie genialna. Tak.
[01:21:30] - I właśnie mamy taki koncept bohatera, który wyrusza w jakąś podróż i przeżywa coś w tej podróży. I my właściwie wchodząc w rozwój duchowy, tak naprawdę wpisujemy się czasami z takiego musu, bo wszystko się wali, nic nam się nie udaje i po prostu musimy wyruszyć w tą swoją, później się okazuje, że życiową podróż. Czasami po prostu chcemy, bo nas to interesuje, bo nas to w jakiś sposób pociąga. Więc w tym kierunku idziemy i w trakcie tej podróży zaczynają wydarzać się specyficzne rzeczy. Rzeczy w postaci, że zaczynamy się konfrontować z czymś. Tam różni bohaterzy mają smoki, potwory, różne hordy tych rycerzy czy kogo tam jeszcze, czy wojowników. My w zasadzie konfrontujemy się w rozwoju duchowym ze sobą czy ze swoimi tak zwanymi demonami wewnętrznymi. Poznajemy siebie, jacy jesteśmy. Poznajemy przez tą naszą podróż nasze słabości, nasze pragnienia. Ale gdyby teraz spojrzeć rzeczywiście od strony takiej podróży bohatera science fiction, to wyobraźmy sobie teraz, że taki bohater w trakcie podróży napotyka na różnych ludzi, którym coś tam się wydarzyło.
I z racji, że to wszystko jest jego po drodze, tak jak Wiedźmin na przykład chodził, to pomagał też po drodze różnym ludziom. I w ten sposób poznaje się różnych ludzi, poznaje się ich problemy, doświadcza się tych konkretnych ludzi. I do czego tu dochodzimy? Dochodzimy tutaj do tego, że w pewnym momencie ta podróż dobiega końca. Wracamy do siebie. I taki bohater po tej podróży wraca całkowicie odmieniony, ale z perspektywy świadomości takiej, jaką pyta Karim, dokładnie jest tą samą osobą. Czyli jest tak samo świadomy, że jest człowiekiem. Jest tak samo świadomy, że jest istotą, która ma dwie nogi, dwie ręce, ale ma zupełnie inną świadomość współodczuwania, ma zupełnie inne doświadczenia. Może tak jak żołnierz po wojnie może zupełnie inaczej patrzeć na krzywdy niektórych ludzi w niektórych przypadkach. Zupełnie inaczej mu się to odmienia, ma zupełnie inną świadomość.
I w rozwoju duchowym właśnie na tym to polega, że zarówno w trakcie naszej drogi, jak i kiedy ją zakończymy, praktycznie nie jesteśmy w stanie przekazywać naszych doświadczeń tym ludziom, których napotykamy, ponieważ oni albo nie są zainteresowani, więc nie ma sensu z nimi rozmawiać i jeszcze wezmą nas za wariata. Tym bardziej zarówno w science fiction ktoś może kogoś brać za wariata, że widzi smoki, że widział smoki, walczył ze smokami, jak i w rozwoju duchowym ktoś może być zdziwiony, że ktoś walczy z własnymi cudzysłowie, ale jednak jakimiś strachami. Ciężko jest to przekazać komuś. I bardzo wiele osób, które wyruszają w tą drogę, są dopiero na jej początku, nie zrozumie tych, którzy już zaszli troszeczkę dalej. I nawet kiedy już się wyrusza w tą drogę duchową, bardzo ciężko jest przekazywać swoją wiedzę innym.I często właśnie jest tak, że osoba, która — to też warto mieć na uwadze — właśnie rozwija się duchowo, z jednej strony jest uznawana przez pewną grupę za wariata, z drugiej strony tam snuje dziwne opowieści, ale z drugiej strony ta osoba, żeby móc poczuć się zrozumiana, może tylko rozmawiać z ludźmi, którzy... Przepraszam, bo właśnie zobaczyłem swój nick na czacie. Z drugiej strony taka osoba musi, żeby poczuć się zrozumiana, znaleźć sobie osobę, którą będzie wspierać. Tak to pan robi na przykład, panie Sławku. Zna sobie pan czat i mówi do ludzi, których może pan wspierać, więc na jakimś etapie jedni ludzie coś zrozumieją, jednego, inni zrozumieją więcej, inni jeszcze więcej. Każdy jest na innym etapie.
I właśnie tak chciałem to wytłumaczyć, tą świadomość, że zupełnie inaczej jest, kiedy na przykład mamy świadomość, jak wygląda las, bo potrafiliśmy zbudować w lesie szałas, potrafiliśmy w tym lesie przenocować. Hałas w nocy, gdzieś tam szelest nas nie straszy. Nie boimy się, ponieważ znamy te zwierzęta, wiemy, co tam jest. Ale teraz spróbujmy to doświadczenie, tą świadomość przekazać komuś, kto nigdy w lesie nie był. To jest bardzo trudne i jednocześnie z drugiej strony jesteśmy ciągle tak jakby z punktu widzenia biologicznej, tą samą świadomością. Więc w ten sposób chciałem pokazać takie podejście do rozwoju duchowego jako podróży bohatera i jednocześnie wytłumaczyć kwestię świadomości. Mam nadzieję, że mi się udało.
[01:27:18] - Panie Kazimierzu, powiem tak: robi pan to bardzo fajnie.
[01:27:23] - Ale nie rób pan więcej.
[01:27:24] - Nie, broń Boże. Panie Kazimierzu, broń Boże. Ma pan taki fajny talent do ubierania tego w takie słowa, których ja nie potrafię zrobić. Robię to w jakiś tam inny sposób, więc jak najbardziej. Zresztą powiem tak: to, co sam pan powiedział, ja mam jakiś sposób przekazu. Wiemy obydwaj, że właśnie przekazanie tych doświadczeń jest trudne, więc im więcej osób też o tym mówi różnymi metodami, różnymi sposobami, różnymi językami, tym jest większa szansa, że więcej osób to przyjmie do siebie i we właściwy dla siebie sposób zrozumie. Tak że bez wątpienia to, że jesteśmy w tym przekazie inni, moim zdaniem jest tylko na plus. Zresztą mam nadzieję, że też to było zresztą widać w komentarzach Karima, kiedy pan wpisał ten, który ja dzisiaj cytowałem. I też jeszcze chyba pana Luna napisała, że patrząc na to w ten sposób, zaczyna rozumieć to, co ja mówię. Więc to, czego mi się nie udało zrobić, panu się udało zrobić to jednym komentarzem.
Więc być może na początek poprowadzimy we dwóch audycję i będziemy docierali do większej ilości osób. Natomiast żeby też być uczciwym, to muszę coś doprecyzować. Coś, o czym powtarzam w audycjach i żeby nie było, że puściłem to i nie zareagowałem, to chcę doprecyzować temat rozwoju duchowego. Kochani i panie Kazimierzu drogi. Rozwój duchowy jest procesem, w którym uczestniczą wszyscy ludzie, bez względu na to, czy zdają sobie z tego sprawę, czy nie. W rozwoju duchowym uczestniczą wszyscy ludzie od początku, kiedy towarzyszy nam dusza. Więc ja cały czas mówię: nie traktujmy tego jako coś wyjątkowego, coś, co nas wyróżnia z tłumu. Jedyną rzeczą, która nas wyróżnia z tłumu, to to, że przez tysiąclecia ludzie uważali, że nie mają wpływu na swoje życie. Uzależniali to kiedyś od bogów, od bóstw, od bożków, od natury. Składali dary, prosząc o różnego rodzaju przychylności.
W dalszym ciągu jest gro ludzi, którzy uważają, że to życie zewnętrzne warunkuje ich zachowania, postępowanie decyduje o ich szczęściu bądź nieszczęściu. Świadomość duchowa pojawia się wtedy — i to jest ta rzecz, która wyróżnia ludzi — kiedy uczymy się łączyć to, co się dzieje w naszym życiu z naszym zachowaniem. Kiedy zaczynamy widzieć tą zależność, że to od naszych decyzji bądź braku decyzji zależy, co się w naszym życiu wydarzy. Nie od czynników zewnętrznych, nie od bóstw, nie od bożków, nie od tego, czy Bóg nam da, czy nie da, tak jak mówiła pani Monika dzisiaj. Tylko zaczynamy to wiązać ze swoim własnym postępowaniem. Wtedy zaczyna się świadomy rozwój. I to jest rzecz, która wyróżnia. I tylko to chciałem doprecyzować.
[01:31:13] - Tak, zgadzam się całkowicie. Każdy z nas w tym bierze oczywiście udział.Każdy w rzeczywistości ma podróż bohatera. Może nawet ta podróż bohatera jest bardziej świadoma, kiedy możemy bardziej świadomie do tego podejść, ale każdy z nas w tym udział bierze. Jedni nieświadomie zbytnio jeszcze, inni świadomie. Z tym się jak najbardziej zgadzam. Ale wiadomo, każda metafora ma swoje funkcje, w ramach swoich funkcji ma swoje wady i zalety. Tyle.
[01:31:56] - Super. Skompletowaliśmy wypowiedź.
[01:32:00] - Skompletowaliśmy wypowiedź.
[01:32:01] - Doprecyzowaliśmy i o to właśnie chodzi, żeby tych niedomówień, tych niejasności było jak najmniej. Bo w zasadzie jak już zaczynamy coś mówić, to powinniśmy też tego od siebie samych wymagać, żebyśmy to mówili jak najbardziej precyzyjnie. Dobrze, że jesteśmy tutaj we dwóch i możemy skompletować tę wypowiedź, żeby nie było żadnych niejasności.
[01:32:36] - Tak. Dobrze. W takim razie wszystkim, czym chciałem, się podzieliłem.
[01:32:42] - Bardzo dziękuję.
[01:32:43] - Nie będę trzymał dalej anteny. Myślę, że jeszcze jest wystarczająco komentarzy, żeby na nie poopowiadać. Cieszę się, że się rozkręciły komentarze.
[01:32:55] - Zaraz zobaczę, czy ja też się cieszę.
[01:32:59] - Nie pozostaje mi nic innego. No tak. Nie pozostaje mi nic innego, jak przewinąć audycję i życzyć wszystkim przyjemnej audycji. Miłego wieczoru, dobrej nocy. Pozdrawiam serdecznie i papatki.
[01:33:19] - Dziękuję, panie Kazimierzu. Było mi jak zwykle niezwykle. Pozdrawiam serdecznie również wszystkiego dobrego życzę. Jeszcze raz dziękuję i pani Monice, i panu Kazimierzowi za to, że zechcieli się z nami podzielić, aczkolwiek w różnych przekazach. Ale im więcej tych przekazów jest, tak jak żeśmy z panem Kazimierzem rozmawiali przed chwileczką, tym większa szansa, że to będzie bardziej czytelne, bardziej zrozumiałe. Więc ja z każdego przekazu się cieszę. Pod warunkiem, że ma jakieś znamiona chociażby kultury osobistej i szacunku dla drugiego człowieka. Oczywiście to nie jest to, że tu dzisiaj czegoś zabrakło. Natomiast to tak gwoli uczciwości. Ja oczywiście jestem na przywitaniach: Pamely, Wiktora, Tazba, Dany.
Pan Kazimierz się tutaj właśnie też. Sandra: „Piękna muzyka” – pisze. Dariusz serdeczności życzy. Sanchez się pojawił. I tutaj już 20:21. Przeczytam pierwszy komentarz Sancheza. Reszty jeszcze nie wiem, czy przeczytam. Natomiast Sanchez pisze: „Nic nowego żeś, panie Sławku, nie wymyślił”. Oczywiście muszę zadać pytanie, czy ja kiedykolwiek powiedziałem, że ja coś nowego wymyśliłem? Nie.
Kochani, to wszystko, o czym ja mówię, najczęściej jest czy było doświadczeniem każdego z was. Ponieważ ja sobie nie przypisuję tu żadnego prawa do bywania w miejscach, w których wy żeście nie byli. Ponieważ proces reinkarnacji jest procesem bardzo długotrwałym, wieloletnim, tysiącletnim. I też jestem głęboko przekonany, że takich duszyczek, które są pierwszy raz na ziemi, już na ziemi nie ma. Więc w tym procesie i śmierci, i życia pomiędzy wcieleniami, i wyboru następnego wcielenia, i analizy swojego postępowania w tym okresie między wcieleniami każdy z was tego doświadczył. Każdy z was doskonale to przeżył. Więc ja nie wymyślam tu nic nowego. Ja może próbuję wam przypomnieć to, czego sami doświadczyliście. Więc ja nie powiem wam nic nowego. I tak na dobrą sprawę twierdzę, że każdy to, o czym ja mówię, mógłby do tego dojść sam.
Więc nie przypisuję sobie tutaj prawa do mówienia czegoś zupełnie nowego. Zwłaszcza że to nie ja ten cały system wymyśliłem, nie ja go stworzyłem. Ja go tylko obserwuję. Ja go tylko obserwuję i wnioski z tych obserwacji przedstawiam wam. Natomiast każdy oczywiście ma prawo do tego, aby dojść do własnych wniosków poprzez własne doświadczenia, poprzez własne poszukiwania i tyle. I tak jestem przekonany, że wszyscy kiedyś spotkamy się w jednym miejscu i wszyscy będziemy kiedyś wiedzieli dokładnie to samo. Więc do zobaczenia. A póki co niech każdy faktycznie próbuje iść swoją własną drogą, tą, do której ma przekonanie, bo to jest jego droga iI tyle.
[01:37:27] - Tutaj jeszcze pozwolę sobie zwrócić uwagę na to, że jak już zahaczyliśmy o wpisy tego słuchacza, nie będę podewał może nicku. W pewnym momencie, widząc jego wpisy uznałem, że nie będę więcej już dzisiaj kopiował i przekazywał panu jego wpisów z czata, bo w pewnym momencie ten człowiek zniżył się strasznie. Do tak niskiego poziomu, że aż mi ręce wzięły i opadły. Jak można na przykład napisać: „Pan Sławek pieprzy jak za pieniądze”?
[01:38:02] - Można, panie Marku, przecież każdy ma prawo do swoich subiektywnych opinii.
[01:38:11] - Opinie można by przecież wyrażać w troszkę bardziej kulturalny sposób, prawda?
[01:38:18] - Ja też uważam, że jeżeli pisze się gdzieś na jakimś forum, w miejscu w miarę publicznym, to jednak powinno się przywiązywać trochę wagę do tego. Zwłaszcza że ja zawsze twierdziłem i twierdzę, że człowiek piszący czy mówiący o innych najwięcej informacji dostarcza o samym sobie. Zawsze mówiłem: jeżeli ktoś uwierzy w to, co pisze człowiek, który mnie nie zna na mój temat, to w zasadzie też mi nie zależy aż tak bardzo na tym, co on sobie o tym pomyśli, skoro dał się zmanipulować w czyjąś wypowiedź. Także myślę, że Sanchez i czat, nie mam oporu z tym, żeby powiedzieć to na głos, powiedział dzisiaj bardzo dużo o sobie i tyle. Ja mówię o sobie. Niech każdy mówi o sobie i tyle. Natomiast uważam, że tytuł audycji, poziom audycji, ilość tych audycji i słuchacze, którzy nas słuchają zasługują na odpowiedni poziom i o ten poziom będziemy z panem Markiem, kochani, dbali też w waszym imieniu. Także ja już przeczytałem jeden komentarz Sancheza. Patrzę tutaj, co się dalej dzieje i faktycznie reszcie dam spokój. Właśnie pojawił się Karim.
Sandra się pojawiła. Pisze, że bardzo mądre słowa, czyli zupełnie coś innego niż pisze Sanchez. Ta sama audycja, a jakież różne odbiory. Karim pisze: „Panie Sławku, mówi pan, że każdy człowiek powinien być świadomy siebie i czego chce i powinien zmienić ziemską świadomość, a nie duszę”. Zgadzam się, ale bez tej ziemskiej świadomości nie byłoby nic. Drogi Karimie, tak, ja powtarzałem to w wielu audycjach i powtórzę to jeszcze dzisiaj, że nasza podświadomość jest gwarantem doświadczania i to ona nas pcha do tego, żebyśmy różne rzeczy sprawdzali, przekonywali się na własnej skórze, często na własnym tyłku, jak to jest. Tak. I to jest właśnie fenomen Ziemi, że tutaj jest możliwość fizycznego i emocjonalnego doświadczania. Tu jest taki prawdziwy poligon. To jest trochę tak, jak mówiłem kiedyś na przykład o klasztorach tybetańskich czy coś takiego.
Nietrudno jest być mnichem oświeconym, kiedy się jest w gronie oświeconych, spokojnych, zrównoważonych ludzi na tym samym poziomie. Wtedy ciężko jest, z całym szacunkiem oczywiście do tego, co oni robią i jak realizują swoje życie. Natomiast weryfikujemy pewne rzeczy, czy potrafimy je zrobić, czy nie potrafimy, czy jesteśmy teoretykami, czy praktykami dopiero na polu życia, kiedy spotykamy nie tylko samych uśmiechniętych ludzi, samych szczęśliwych, samych pozytywnie do nas nastawionych, otaczających nas miłością, radością i szczęściem. Weryfikujemy je właśnie w tych troszeczkę bardziej ekstremalnych sytuacjach, kiedy sprawdzamy, jaka jest na przykład granica naszego spokoju, naszej cierpliwości, naszej wyrozumiałości, naszej empatii, naszego współczucia, naszej miłości. Właśnie w trudnych sytuacjach się o tym przekonujemy i wiemy, czy jesteśmy teoretykami, czy praktykami. Także tak. Ja mówię o zmienianiu siebie, o zmienianiu i poznawaniu siebie w kontekście tego, kiedy chcemy świadomie kierować swoim życiem. Ludzie, którzy nie chcą świadomie kierować swoim życiem, mogą dalej uczestniczyć w procesie rozwoju duchowego, kiedy doświadczenia, które na nich będą spływały, będą randomowe, czyli nieprzewidywalne. Ponieważ człowiek świadomy potrafi połączyć swoje działanie z ewentualnym skutkiem i odwrotnie – skutek, który osiągnął ze swoim działaniem, które podjął jakiś czas temu. I to rozumowanie pozwala człowiekowi wyeliminować to, co przyniosło skutek niewłaściwy dla niego, nie taki, jakiego się spodziewał i jakiego oczekiwał.To jest użytkowa wartość życiowa świadomości.
Ludzie, którzy nie chcą, bo to nie jest kwestia potrafienia, nie chcą tego powiązać. Nie chcą przyznać się, że to oni są sprawcami takiego, a nie innego życia. To tak jak mamy do czynienia z jakąś patologią, która stoi pod domem pomocy społecznej i narzeka na to, że zasiłki w tym kraju są takie niskie. Zdrowy chłop, dobrze zbudowany, opalony, w adidasach i on narzeka, że zasiłki są za niskie. Czyli nie łączy tego, że nie chce mu się pójść do roboty, dlatego nie ma pieniędzy, tylko obwinia świat za to, że jest mu źle. I to nie ma nic wspólnego ze świadomością. Człowiek świadomy wie, że to od jego wysiłku w dużej mierze zależy to i od jego działania, jakie pieniądze będzie zarabiał. To tylko pod tym względem. Natomiast tak oczywiście, Karim, zgadzam się. Ja nie mówię o tym, żeby wyeliminować podświadomość, żebyśmy mieli jasność, żeby podświadomość przestała istnieć i żeby ją całkowicie wyłączyć.
Nie. Żeby zmienić, transformować to, co nam przeszkadza być takimi, jak chcemy i mieć to, czego pragniemy świadomie. Zmienić, transformować, usunąć, położyć większy nacisk, co temu sprzyja. Ograniczyć działanie tego, co temu nie sprzyja tylko i wyłącznie. Karim pisze jeszcze tak: „Bo jak się rodzimy, to nie jesteśmy nawet świadomi tego, że mamy świadomość. Może to być stan, w jakim mogą być rośliny, a może robaki i wraz ze świadomością rozumu dopiero zyskujemy świadomość”. To znaczy dobrze, wytłumaczę też tą zależność. Gdybyś pytał, to nie wynika z moich tylko i wyłącznie przekonań, ale też z rozmów z rodzicami, z dziećmi, ponieważ nie wiem czy wiesz, ale w zeszłym roku bodajże rozpocząłem projekt „Świat oczami dziecka”, do którego będę też chciał niebawem wrócić z różnych powodów. Kiedy to dzieci, zanim ukształtują swoją podświadomość, zanim potworzą się te odpowiednie połączenia neuronowe, funkcjonują na krawędzi dwóch światów. Małe dzieci w większości przypadków pamiętają swoje wcielenia, mają doskonały kontakt ze swoją własną duszą, są przepełnione miłością, zanim zastąpi i wyprze ją strach ten płynący z podświadomości.
Takie dzieci posiadają różnego rodzaju umiejętności, często telepatyczne, widzą aurę. Przychodzimy na świat ze świadomością duchową. Żyjemy tą świadomością duchową. Dopiero z czasem tą świadomość duchową wypieramy naszą świadomością ziemską wraz z tworzeniem się podświadomości. I później upływa ileś czasu. Według naszej podświadomości kierujemy swoim życiem, aż przychodzi moment, kiedy zaczynamy się nad tym zastanawiać i znowu zaczynamy próbować odzyskać łączność ze swoją własną duszą. Dariusz pisze tak: „Czyli nie przyczyna rodzi skutek, tylko dokładnie na odwrót”. To znaczy, nie wiem, którego fragmentu to mojej wypowiedzi dotyczy. Nie, to zazwyczaj najpierw jest przyczyna, później jest skutek, jeżeli chodzi o samą teorię. Natomiast być może dotyczy to któregoś z moich wątków, których już w tej chwili nie wiem, czego dotyczy.
Ciężko mi się do tego teraz odnieść. Dariusz pisze: „Przyszłość nie istnieje, a my bądźmy już teraz i nie czekajmy na nic”. W tym twierdzeniu jest sporo racji w takim dla mnie filozoficznym podejściu. Tak, liczy się tu i teraz. Tu i teraz tworzymy tą przyszłość w moim przekonaniu. Natomiast też możemy zamykać przeszłość. Więc tak, teraźniejszość jest dla nas najważniejsza. Przeszłość już nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli już to tylko w kategoriach poznawczych. Pan Kazimierz pisze: „Dziękuję za miłe słowa skierowane do mnie.
Polechtało się ego”. Oczywiście domyślam się, że to nie o to ego tak do końca chodziło, ale jemu się też, zwłaszcza jeżeli robi coś pozytywnego w kategoriach duchowych, świadomościowych, to też z pewnością nie zaszkodzi. Karim pisze: „Panie Sławku, czy według pana świadomość i zdolność odczuwania to to samo? Bo ktoś może być samoświadomy, dajmy na toTaki tygrys, ale nie ma w sobie zdolności odczuwania zwanej empatią podczas polowania. Tu pan Kazimierz pisał: „Karim, mylisz pojęcia świadomość biologiczna i świadomość duchowa”. Poniekąd tak jest. Ja poświęciłem temu jedną audycję, żeby powiedzieć o tej różnicy. Dzisiaj nawet o tym wspomniałem, że ta świadomość nasza ziemska jest rozpatrywana przez pryzmat nas i budowana poprzez pryzmat nas. Na przykład taki tygrys ma świadomość, że musi przeżyć, więc musi coś zjeść, upolować, ponieważ jego tak zwana podświadomość, czyli instynkt, poddaje mu takie rozwiązanie. Raczej nie pójdzie do McDonalda, więc robi to, co mu jego instynkt podpowie.
Instynkt, bo podświadomość jest pewnego rodzaju formą instynktu w przypadku ludzi. Natomiast świadomość duchowa właśnie stara się nam pokazać tę samą sytuację z punktu widzenia innych. Tych, których również to dotyczy. Nie chodzi o to, żeby rozpatrywać ją przez pryzmat całego świata. Na przykład w mojej branży robię meble i mógłbym myśleć o meblach tylko w tych kategoriach, jak mi jest prościej wykonać, jak mam na tym zarobić pieniądze, jakie rozwiązania już znam i mogę je zastosować, nie wkładając w to dodatkowego wysiłku mentalno-emocjonalnego. Mogę patrzeć na to i to jest nasza ziemska świadomość, ale mogę też popatrzeć na to z punktu widzenia mojego klienta, czyli czego on chce, czego oczekuje i czy ja jestem w stanie mu to dać. Nie czy mi się chce, tylko czy jestem w stanie mu to dać. Oczywiście, że z punktu widzenia naszego ziemskiego ego nie chce mi się. Jeżeli coś wymaga dodatkowego wysiłku, za który mi nikt nie zapłaci, to oczywiście, że mi się nie chce. Natomiast z punktu widzenia naszej duszy, z naszej duchowej świadomości ta sprawa wygląda troszeczkę inaczej.
Wiktoria Wiki pisze: „Jak tłumaczy się miłość platoniczną? Czy to częste zjawisko?” Nie mam zielonego pojęcia i też nie sądzę z mojego punktu widzenia, żeby miłość platoniczna tak na szybko była objawem duchowości. Emocjonalności na pewno, natomiast duchowości nie. Wolę zdrowe formy miłości. Normalne, bez pompowania balonika i dodawania im żadnych dodatkowych określeń. Po prostu zwykła miłość, oparta na prawdzie, szacunku, dobru. Tak jak bodajże Dorota Wolność napisała, że dobro nie jest dobre ani złe. Dobro jest źródłowe. Ja też odpisałem, że z chęcią to czekam momentu, kiedy wszystkie wartości, którymi się w życiu kierujemy, będą miały wartość źródłową, czyli taką samą, jak interpretuje to źródło, Bóg, nasza dusza, a nie taką, jaką my nadajemy tym rzeczom przez pryzmat naszej świadomości ziemskiej i podświadomości. Kubańska Polska pisze do Karima, więc ja tego nie czytam, ale czarna wita wszystkich.
Karim pisze: „Umiejętność samodzielnego rozróżniania, co może sprawić komuś przykrość, zaliczam do zdolności odczuwania, a nie samoświadomość i celowo to rozgraniczam”. Jeszcze raz: „Umiejętność samodzielnego rozróżniania, co może sprawić komuś przykrość, zaliczam do zdolności odczuwania, a nie samoświadomość”. To też jest ciężki temat, bo o robieniu przykrości. Jeżeli zbyt mocno zaczynamy wchodzić rozumowo w ten temat i zaczynamy rozpatrywać nasze zachowania poprzez to, czy zrobimy komuś przykrość, czy nie, to też jest ślepa uliczka. Jeżeli to analizowanie jest umysłowe, to w zasadzie znowu zaczynamy zamykać się w systemie uzależnienia od innych, bo na przykład komuś to sprawi przykrość. Natomiast czasami są takie sytuacje, kiedy sprawienie przykrości komuś jest wynikiem jego zachowania, a kryterium oceny, jak powinniśmy postąpić, jest prawda. Czyli jeżeli ktoś nas obrażaCelowo, złośliwie, z premedytacją próbuje popsuć nam nastrój. Czy teraz my mamy brać pod uwagę, czy to, co za chwilę powiemy, sprawi mu przykrość? I nie myślę tutaj o tym, żeby walczyć tą samą bronią, czyli ktoś nas wyzywa, my go wyzywamy. Natomiast przez pryzmat prawdy on sam zapracował na to, żeby powiedzieć mu: „Człowieku, robisz źle.
Mi to nie sprawia przyjemności. Ja sobie tego nie życzę. Pohamuj się” i tak dalej. Wyrażam swoje zdanie, nie obrażając nikogo. I teraz, czy mam obowiązek zastanawiać się, czy sprawię komuś w ten sposób przykrość? Wszystko zależy od kryteriów, jakimi kierujemy się przy podejmowaniu decyzji czy podjęciu jakiegoś działania. To jest to, mój drogi Karim, co napisałem tobie właśnie w tym komentarzu, że ja przyjmuję każdą formę. Ty napisałeś, że jeżeli taka forma na przykład zwracania się do mnie jest dla mnie nieprzystępna, więc ja napisałem, że każda forma jest dla mnie przystępna. Natomiast świadomość pozwala mi podjąć decyzję, czy ja spełnię oczekiwania swojego rozmówcy. Podświadomość podsuwa nam reakcje.
Świadomość daje nam możliwość dokonania wyboru. I to jest ta różnica. Rozpatrywanie każdej sytuacji poprzez pryzmat prawdy i miłości to jest dopuszczenie świadomości duchowej do życia. Kiedy ja się nie zacietrzewiam. Bo podświadomość często mówi ludziom: „Skoro on ci tak zrobił, to ty mu zrób to samo, bo on na to zasłużył, bo takie są prawa na ziemi”. Ja też tłumacząc kwestię Holokaustu, zagadnienia Holokaustu jednej ze słuchaczek opowiadałem historię swoją, którą przeżyłem z wojska. Więc też polecam w ramach zrozumienia tego, czym jest świadomość. Bo to, co też powiedział pan Kazimierz, ciężko jest wytłumaczyć zjawisko świadomości, jak działa świadomość duchowa w życiu człowieka komuś, kto tego nie doświadczył. To faktycznie będzie brzmiało jak science fiction. Dlatego też najlepszym dowodem na to, jak działa świadomość, jest to, jakimi jesteśmy ludźmi, jakimi ludźmi jesteśmy w życiu.
Czego oczywiście ja nie jestem w stanie przedstawić wam w audycjach. Poznaliście mnie z jakiejś tam strony, natomiast jak ja się zachowuję w życiu, też oczywiście tego nie wiecie. Natomiast ja te swoje różnice w zachowaniu i w podejściu do bardzo wielu rzeczy wraz ze swoim rozwojem i dopuszczaniem tej świadomości duchowej do swojego życia w większej ilości doskonale zaobserwowałem. Ja doskonale widzę te różnice. Widzę spokój coraz większy, widzę dystans, widzę też cały czas na każdym kroku chęć spojrzenia na każdą sytuację z drugiej strony, też ze strony rozmówcy, z którym rozmawiam. Nikita pisze: „Wiara czyni cuda”. Dobrze. Karim pisze: „Natomiast świadomość to świadomość własnego ja. I tu zaczynam odbierać sygnały od układu nerwowego, że jak dotknę ognia, to się poparzę. No i słynny test lustra, że jak popatrzę w lustro, to wiem, że to ja”.
To jest dalszy ciąg tego, o czym ja mówiłem i co mówił pan Kazimierz, że to jest sytuacja, którą bardzo ciężko będzie mi tobie wytłumaczyć. To są te sytuacje, których trzeba doświadczyć i przeżyć. O, proszę bardzo. Jubi się pojawił. Witaj serdecznie. Dawno cię nie widziałem, nie słyszałem, nie czytałem. Mam nadzieję, że u ciebie wszystko w porządku. Wiki pisze jeszcze raz o tej miłości platonicznej. Mam prośbę. Napisz mi to kochana na koniec audycji, żebym, przygotowując się do następnej audycji, która będzie właśnie o tym, co mówiłem dzisiaj, o odpowiedziach na wasze pytania, żebym mógł szerzej na ten temat porozmawiać, bo w jednym zdaniu to będzie ciężko przedstawić.
O, 00:35. Cześć wszystkim. Nikita, dziękuję ci za to serduszko. Volt Kowalski: „Facet jest świetny, nie ocenia ludzi z góry”. Jeżeli to dotyczyło mnie, to bardzo dziękuję i świetnie tłumaczy. Ala Czarna: „Chodziłam do psychologa, by nauczyć się słowa nie. Nie umiałam odmawiać. Pomagałam każdemu. Zaczęli mnie wykorzystywać. Pożycz pieniądze, przetłumacz dokument i tak dalej.
Chodzę teraz na terapię grupową pomału pomagać”. Pozdrawiam serdecznie. Tu widzę, że Karim udziela odpowiedzi. Natomiast Alu, ja ci powiem jedną rzecz, z którą oczywiście zrobisz to, co będziesz uważała za słuszne. Nauka mówienia nieAsertywność, wypracowywanie w sobie systemu asertywności, czyli nauczenie się odmawiania będzie z pewnością w niezgodzie z twoją naturą. Przynajmniej tą naturą, którą posiadasz teraz. Potrzeba pomagania innym. To nie jest tak, że ludzie cię wykorzystują. To w tobie jest potrzeba pomagania ludziom. Ona z czegoś wynika i nie jest zła sama w sobie.
Między innymi świadomość tego, z czego ta potrzeba wynika i okiełznanie jej troszeczkę, czyli doprowadzenie do takiego stanu, żeby była, ale żebyś była w pewien sposób świadoma tego, że ona jest. A nie nauczenie się mówienia: nie. Bo to jest technika. Jest sposób, żeby uchronić się przed zrobieniem sobie krzywdy. Natomiast jeżeli chcesz to zrobić skutecznie i mieć z tego też przyjemność, nie zabijać siebie samej, to raczej skup się na rozwijaniu miłości do samej siebie, ponieważ to jest nasz naturalny mechanizm, który nie zabija dobroci w nas. Nie powoduje tego, że robimy coś wbrew sobie, ale jednocześnie uczy nas dbać o siebie, nie mając z tego powodu poczucia winy. Powtarzałem jedną z wielu ulubionych sentencji, że miłość do siebie i do innych polega na tym, że wszystko to, co robimy dla siebie, nie robimy kosztem innych, a to, co robimy dla innych, nie robimy kosztem siebie. I to w moim przekonaniu jest zdrowszy, bardziej naturalny dla nas mechanizm i myślę, że też tobie będzie z tym lepiej niż ciągłe kontrolowanie i myślenie o tym, co robisz, a czego nie robisz. Pan Sławek mówił już o tym. Ala pisze: „Nikt nie może wymagać od ciebie czegoś, co było twoim kosztem”.
W jednej z audycji pan Sławek mówił, że nikt nie może od ciebie wymagać, abyś coś robiła dla niego kosztem siebie, bo wtedy jest to toksyczny układ. Dziękuję ci, Karinie. Ala troszeczkę opisuje o swoim życiu. Nie wiem, czy ci to ulży, moja droga, ale nie jest życiem odosobnionym osób, które nie do końca potrafią odnaleźć właściwy balans pomiędzy wewnętrzną, duchową dobrocią i chęcią czynienia dobra a umiejętnością funkcjonowania w dość trudnych i ekstremalnych warunkach życia ziemskiego. Jeżeli chcesz, to odezwij się do mnie prywatnie, ponieważ te doświadczenia, przez które przechodzisz, nie są mi zupełnie obce. Wprost przeciwnie. Z chęcią możemy, żeby nie wyciągać tego do końca na światło dzienne. Będę mógł ci coś więcej odpowiedzieć. Zresztą Karim tutaj mnie bardzo mocno wspiera dzisiaj, ale pan Sławek lepiej ci to wyjaśni na pewno. Ala pisze jeszcze: „Bałam się, że stracę przyjaciół.
Teraz to wiem. Przychodzą, jak coś chcą. Poniekąd było mi przyjemnie i cieszyłam się, że komuś dotąd dałam prezent czy pieniądze”. Nikita pisze, miała podobne problemy. Znalezienie tego spokoju i balansu jest bardzo ważne. Kiedyś myślałem, że najważniejszym celem tak zwanej starej duszy jest przekazać swoją wiedzę innym. Natomiast później zrozumiałem, że tak naprawdę największym wyzwaniem jest zbilansować miłość do innych i miłość do samego siebie. Nauczyć się miłości do samego siebie. Dlatego tak duży nacisk kładę na to i tak dużo o tym mówię, ponieważ doskonale rozumiem i Alę, i Nikitę, i z pewnością dużo jeszcze innych osób. Dlatego też o tym mówię, bo przeżywałem dokładnie to samo, ale już nie przeżywam.
Więc kochani, da się. Iwonka. Zostawię ten temat, bo polecam audycję o miłości do samego siebie bądź moje filmy na YouTubie, które w skrócie ten proces opisują. Iwona: „Wszystkie wibracje ludzi są tak ekstremalne, że trzeba dać im żyć razem z błędami, ale można zagiąć linię czasu i naprawić pewne niedobory w czyimś życiu”. Powiem szczerze, mam nadzieję, że za ich zgodą. Bo ja jestem zdecydowanym przeciwnikiem gmerania w cudzym życiu.Bez jego wiedzy i zgody. Tutaj XY się pojawił. Dobry wieczór, panie Sławku. Bardzo interesujący wykład. Bardzo się cieszę.
Ala coś odpowiedziała pani Iwonie. 0:35. Pisze: „E tam, nietrudno udawać wtedy mnicha oświeconego, a być to dwie różne rzeczy”. Zdecydowanie tak. Tu jest przykład jakiegoś filmu Woody Allena, którego nie oglądałem. Nazwa „Zelig” z filmu Woody Allen. Kto oglądał, to pewnie będzie wiedział, o co chodzi. Iwona pisze jeszcze: „Musisz sprawdzić, ile jest wolnej woli, czyli doświadczania, a ile jest zaplanowane życie przez kogoś, Boga, bo choćbyś chciał, to pewne rzeczy i tak zaistnieją”. Iwona tutaj poruszyła dość głęboki temat. Pewne rzeczy są świadomym naszym doświadczeniem i pewne rzeczy wydarzyć się muszą.
Natomiast ja od razu podpowiem, że to, że pojawiają się pewne symptomy i powtarzalność, nie wiem, ile masz lat, natomiast intensywność tych bodźców będzie z każdym następnym doświadczeniem coraz mocniejsza. Ale to nie znaczy, że musimy w tym doświadczeniu trwać i przerabiać je trzy, pięć, 10, 5000 razy. Jeżeli ona się pojawia trzy, pięć, 10, 5000 razy, to znaczy nie zmieniliśmy tego, nie nauczyliśmy się tego, czego mieliśmy się nauczyć. Bo nikt nie przysyła, nie schodzi tutaj na ziemię, żeby cierpieć tak naprawdę, tylko zrozumieć i zmienić. Zrozumieć sens doświadczenia i zmienić. Nikt nie jest skazany na cierpienie tak naprawdę. Znaczy prawie nikt. Iwona pisze: „Czy chcesz, czy nie, czy świadomy, świadomy i tak będzie się działo”. Nie, tu się nie zgodzę. To jest niestety troszeczkę straszenie, droga Iwonko, i tu pod tym się nie podpiszę.
Owszem, są doświadczenia, których uniknąć się nie da. Natomiast da się je modyfikować. To nie jest tak, że jakiś tam wyrok zapadł i nie ma od niego odwrotu. Doświadczenia są katalizatorem do dokonywania zmian. To, co ja opowiadałem o swoim synku, ci, którzy dłużej śledzą tę audycję, z pewnością to wyłapali, że nawet te najtrudniejsze doświadczenia stają się wyzwaniem, abyśmy mogli podjąć decyzję. Tak jak mówiłem w poprzedniej audycji, zaliczyć egzamin bądź nie. Podjąć decyzję, czym po tym doświadczeniu będziemy się w życiu kierować. I w przypadku na przykład kiedy, tak jak tutaj Ala czy Nikita, czy może ktoś tam jeszcze inny ma doświadczenia związane z tym, że ludzie go wykorzystują, to nie znaczy, że on ma się zmienić i teraz zamknąć się na jakąkolwiek wszelką pomoc innym ludziom. Albo że ma to doświadczenie kontynuować i dalej rozdawać samego siebie. Nie.
Trzeba zrozumieć, jaki jest sens tego doświadczenia, ale nie musimy tego doświadczenia kontynuować w sposób dla nas negatywny. XY pisze: „Warto wiedzieć, jak chronić siebie przed samym sobą, jak to pan Sławek nazwał na polu życia. Jeśli sami nie ustalimy własnych granic, inni zrobią to za nas, a najczęściej te granice przekroczą”. Karin pisze: „Panie Sławku, jakbyśmy założyli, że nasz świat to zwykły program komputerowy, to dusza jest jakby twardym dyskiem, gdzie mamy dostęp do wszystkich możliwości. Moje ja to zwykła pamięć operacyjna”. Jak już się bawimy, to tak, tutaj co do twardego dysku jak najbardziej. Mamy dostęp do wszelkich informacji, natomiast nasza podświadomość to bardziej system operacyjny. Nasza podświadomość nie pozostawia nam wyboru. Ona nie daje nam dwóch wariantów zachowania, dwóch możliwości. Podświadomość poddaje nam, wręcz narzuca nam jeden sposób reakcji.
Jeden jedyny właściwy, uznany przez nią jako właściwy w danej sytuacji. To jest system operacyjny. Czyli jeżeli nacisnę Enter, to wywołam taką a taką reakcję. I tu nie ma odwrotu. Natomiast możemy dogrywać jakieś tam dodatkowe aplikacje do tego systemu operacyjnego. Z dysku twardego możemy czerpać i dogrywać inne rzeczy, które na tym dysku są. I o to chodzi, żeby w tym naszym systemie operacyjnym pojawiły się aplikacje wyciągnięte z naszej duszy.Pan Kazimierz jeszcze się odezwał. O systemie Windows 10 ja się nie będę na ten temat wypowiadał. Pan Marek wyraził się na ten temat w sposób bardzo konkretny i jednoznaczny.
[02:14:26] - Wyraziłem się, tylko nie wiem, czy to się nagrało. Może lepiej, jeśli nie.
[02:14:32] - Widać, że ktoś usłyszał, także nie wiem, jaką drogą się ta informacja przemyciła, natomiast niektórzy usłyszeli. Dobrze, kochani, dotarliśmy do końca komentarzy. Ja mam teraz jeszcze prośbę, bo będę w takim razie nasze dzisiejsze spotkanie z przyjemnością kończył. Mimo jakichś tam perypetii mieliśmy dwa fajne telefony, troszeczkę komentarzy, troszeczkę Sanchez nam dostarczył adrenalinki, natomiast bardzo dużo fajnych, mądrych tekstów tutaj na czacie się pojawiło. Więc zanim pójdziecie jeszcze spać, oprócz miłości platonicznej i tego, co już się pojawiło, wrzućcie jeszcze jakieś pytania, które chcielibyście, abym w następnej audycji poruszył. Następną audycję, tak jak mówiłem, robimy pod waszym kątem, czyli pytanie i zrobimy ją od razu interaktywną, więc pewnie też od razu otworzymy linie telefoniczne, chyba żeby coś się tam miało zmienić. Więc przygotujcie się na zadawanie pytań. Ja, tak jak obiecałem, raz na jakiś czas taką audycję, kochani, dla was poprowadzę. Za dzisiaj oczywiście jak zwykle dziękuję panu Markowi tutaj za stawianie oporowi przed Windowsem 10. Bardzo dziękuję i za wytrwałość, za fajne telefony, za fajną rozmowę i mam nadzieję też, że za to, co w tej audycji udało nam się rozkminić, powiedzieć, opowiedzieć, przedyskutować i wyjaśnić.
Trzymajcie się cieplutko. W Polsce nadchodzi długi weekend z tak zwanymi znowu kilkoma dniami wolnymi. Podobno ma być w miarę fajna pogoda, więc wykorzystajcie to. Kochani, ja też trzymam kciuki, bo mimo że mam bardzo dużo kontaktu z naturą, ze świeżym powietrzem, z zielenią, to tego słoneczka mam jeszcze malutki niedobór. Więc uważajcie na siebie, żebyśmy się za tydzień w dobrych humorach, w dobrych nastrojach, z nową dawką pozytywnej energii mogli spotkać. Dziękuję jeszcze raz. Trzymajcie się. Dobrej nocy. Do usłyszenia za tydzień. Pa, pa.
[02:17:10] - A ja się zabieram za chwilę za składanie tego, co się udało nagrać, bo oczywiście jestem już zabezpieczony na wiele różnych ewentualności, ale to, co dzisiaj się stało z moim komputerem do nadawania, to po prostu mnie zaskoczyło, muszę powiedzieć. Natomiast na komputerze tym do rozmów przezornie nagrywam przynajmniej to, co się udaje nagrać. Niestety ta nagrywajka w komputerze mojego głosu nie słyszy, ale za to słyszy pana Sławka i wszystko, co się dzieje bezpośrednio na spotkaniu na Google Meet. Także jakoś, myślę, to poskładam. Jeżeli komuś coś uciekło, a na pewno coś uciekło, to będzie mógł to sobie odsłuchać z zapisu audycji w archiwum oraz na naszym kanale na YouTube. A my już dzisiaj powolutku kończymy. Audycję obsługiwał i z Windowsem 10 walczył dzielnie Marek Sęk "Ivellios". Zachęcam oczywiście do sięgnięcia po książkę pana Sławka Bączkowskiego „Co można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Książka dostępna chyba we wszystkich możliwych w dzisiejszych czasach formach, czyli w formie elektronicznej, w formie drukowanej i od niedawna również w formie audiobooka. Dostępne w większości sklepów internetowych przynajmniej.
Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o tytule takim samym jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. No i do polajkowania profilu pana Sławka na Facebooku oczywiście jak najbardziej. Śledźcie profile, śledźcie też stronę Radia Paranormalium www.paranormalium.pl. Tam troszeczkę się ostatnio dzieje. Na naszej stronie wrócił mailing, wrócił newsletter e-mailowy, troszkę różnych innych rzeczy też tam poprawiałem, ponaprawiałem. Wszystko jest opisane w newsach na stronie głównej www.paranormalium.pl, więc zachęcam do śledzenia strony Radia Paranormalium i profili radia na serwisach społecznościowych. No a dzisiaj już powolutku kończymy. To była audycja „Świat oczami duszy”. Słyszymy się ponownie oczywiście w poniedziałek, już za tydzień o 20:00 na żywo w Radiu Paranormalium. A dzisiaj już dziękujemy za uwagę.
Dobranoc i do usłyszenia.
[02:19:48] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.