Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Jakaś taka ta wiosna w tym roku chłodna, ale choćby nie wiem jak chłodna była, choćby nie wiem jak zimna była pora roku, w której nadajemy zawsze te poniedziałki będą gorące na antenie Radia Paranormalium zawsze będziemy was rozgrzewać. Audycję Świat oczami duszy, audycję o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:56] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was kochani bardzo serdecznie.
[00:59] - Tradycyjnie zanim przekażę głos panu Sławkowi, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można dzwonić w drugiej części naszej audycji, ale numery telefonów warto zapisać sobie już teraz. Stacjonarny trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem, trzydzieści dwa siedemset czterdzieści sześć zero zero zero osiem. Komórkowy i do SMS-ów również, bo te także czytamy to pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery cztery dziewięćdziesiąt trzy, pięćset trzydzieści sześćset dwadzieścia cztery cztery dziewięćdziesiąt trzy. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa, trzydzieści sześć zero osiem osiemdziesiąt zero dwa. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:16] - Dziękuję panie Marku. Jeszcze raz kochani dobry wieczór czy dzień dobry, bo jeszcze tutaj u mnie widno za oknem. W poprzedniej audycji mówiłem, że zakończymy przynajmniej na jakiś czas etap trudnych pytań. I faktycznie trudnych pytań dzisiaj nie będzie, ale temat, który chcę dzisiaj poruszyć, a który został poniekąd zadany przez, w ostatniej audycji przez Tazba, który w swoim komentarzu jednym z ostatnich pod poprzednią audycją napisał: "Okazuje się, że nie zadając sobie pytania, czego naprawdę chcę, nie żyjemy wtedy własnym życiem?" Ze znakiem zapytania. I tak jak powiedziałem na koniec poprzedniej audycji, że jest to bardzo fajne pytanie, bardzo dobre pytanie i wymagające szerszego wyjaśnienia. Dlatego dzisiejsza audycja będzie właśnie na ten temat. Na temat tej dziwnej zależności, dziwnej w sensie takim, że trudnej do zrozumienia, trudnej do wyłapania tak naprawdę przez nas zależności pomiędzy naszą duszą, naszą duchową świadomością a naszą podświadomością. Kiedy ona jest naszym sprzymierzeńcem, a kiedy staje się naszym może nie wrogiem, ale na pewno takim elementem spowalniającym i utrudniającym dalszy rozwój. O tym dzisiaj będzie. Jak mówię, temat jest trudny.
Trudny, ale postaram się w dzisiejszej audycji to wyjaśnić. Natomiast jeszcze przeprosiny, ponieważ parę komentarzy pojawiło się na YouTubie pod poprzednią audycją, a ja nie ukrywam, że poprzedni tydzień miałem taki bardzo mocno zajęty zawodowo i bardzo późno wracałem, więc nie podpisywałem na te komentarze, za co was kochani bardzo serdecznie przepraszam, ale jeden zwłaszcza. Pozwolę sobie odpowiedzieć na niego z wielką przyjemnością w dzisiejszej audycji i to jest komentarz napisany przez Lord Endo, który zadaje pytanie: "Czy spokój nie wprowadzi nas w sen?" Trzy kropki i znak zapytania. Z wielką przyjemnością odpowiem na to pytanie. Mówię z wielką przyjemnością, chociaż z drugiej strony to też świadczy o tym, jak mało tego spokoju jest w ludziach. Skoro, skoro nie wiemy, znaczy nie wiemy, skoro gro ludzi nie wie, jak to jest być spokojnym. Ma z tego powodu jakieś dylematy? Może obawy, czy ten spokój nas nie uśpi? I o tyle przykre jest to stwierdzenie i to pytanie, że faktycznie większość bodźców, które zmuszają nas do działania, są bodźcami negatywnymi. I faktycznie często ludzie, jak pojawia się ten spokój, czują się rozleniwieni, tak jakby nic im się nie chce.
Nie mają motywacji często, że tak powiem, do jakiegoś działania. Dopiero w momentach różnego rodzaju stresowychTakich bodźców adrenalinowych. Zaczynają wtedy wykonywać ruchy. Albo wręcz kiedy są przyparci do muru, albo wtedy, kiedy są już tak dramatycznie zmęczeni czy zniechęceni tym, co aktualnie dzieje się w ich życiu, że decydują się na dokonywanie zmian. I faktycznie ta tendencja wśród ludzi jest. I mówię, w tym aspekcie jest to smutne, jest to przykre. Natomiast radośnie powiem wam, kochani, z wielką radością, że stan spokoju, oprócz tego, że tak jak wspomniałem, na bazie spokoju pojawia się miłość, jest tak naprawdę stanem naturalnym dla nas. Jest wewnętrznym stanem naturalnym dla nas, dla ludzi. I my bardzo łatwo w tym stanie byśmy mogli funkcjonować, gdyby nie właśnie nasza podświadomość, nasze ziemskie ego, bo to ono wprowadza do naszego życia niepokój. To, o czym mówiłem w poprzedniej audycji.
Naszą siłą, taką zmuszającą nas do działania, jest nasza ziemska świadomość, nasza podświadomość, nasze ego. Natomiast jak to wygląda, jak człowiek jest spokojny? Ja miewam, zwłaszcza zawodowo, te sytuacje takie, powiedzmy stresujące, ale to wynika bardziej z chęci wykonania dobrze swojej pracy, z jakichś tam terminów. Często z tego, że pewne rzeczy, które zamawiam, do mnie nie docierają bądź docierają nie takie. Doprowadza to do jakiegoś zamieszania logistyczno-organizacyjnego, wymusza dodatkowy czas, dodatkowe działania. Więc tak, z tego powodu w mojej pracy jest sporo takiego zamieszania, z którym sobie trzeba jakoś go ogarnąć. Nawet nie radzić, tylko jakoś go ogarnąć. I to burzy ten właśnie spokój, który ja bardzo uwielbiam. Natomiast na pozostałych płaszczyznach mojego życia zasadniczo panuje spokój. I tak jak my żeśmy z moją bratnią duszą ustalili, że to powrót do spokoju nie jest wyrwaniem się ze stresu, tylko powrotem do naturalnego stanu.
I w momencie, kiedy jest spokój, kiedy człowiek się już do tego spokoju przyzwyczai. Bo to też nie każdy jest w stanie na początku w tym spokoju funkcjonować, ponieważ ta nasza podświadomość nas bombarduje. „A jeszcze zrób to, a jeszcze zrób tamto, a powinieneś, a nie powinieneś”. Więc przejście na ten tryb spokoju nie jest takie prościutkie, tak od razu i na pstryknięcie palca. Natomiast w momencie, kiedy oswoimy się z tym stanem spokoju, okazuje się, że jesteśmy w stanie robić więcej, lepiej, wydajniej i z większą przyjemnością. Ponieważ to, co robimy, wynika właśnie z nas, z naszej potrzeby najczęściej. Więc pojawia się natychmiast akceptacja i przyzwolenie na to i brak emocji, takiego zniechęcenia, że muszę coś zrobić. Nie, nie muszę nic robić. Ja to chcę zrobić. I wtedy każda czynność, której się podejmujemy, jest robiona z wielką przyjemnością.
I to jest bardzo fajny stan. Mi osobiście w tym stanie chce się robić jeszcze więcej. W tym stanie spokoju jesteśmy też otwarci na innych. Przestajemy myśleć tylko i wyłącznie o sobie, natomiast zaczynamy zauważać innych ludzi, którzy wokół nas są. Zaczynamy zauważać ich potrzeby. Zaczynamy zauważać i rozumieć to, co oni do nas mówią. Zaczynamy być tacy troszeczkę bardziej empatyczni i wszystkie decyzje, które podejmujemy, są rozsądne. Rozsądne, to znaczy rozsądzić coś, czyli wziąć pod uwagę nie tylko potrzebę naszej podświadomości, ale również inne aspekty związane z daną czynnością czy z daną sytuacją. I wtedy na spokojnie rozsądzamy i podejmujemy decyzje, których jesteśmy świadomi. Jeżeli jesteśmy świadomi tej decyzji, to w tym momencie nie denerwują nas skutki i czynności, które wykonujemy, ponieważ wiemy doskonale, że sami świadomie się na to zdecydowaliśmy.
I to nie jest stan uśpienia. On się pojawia, owszem, u ludzi zestresowanych, bardzo mocno zestresowanych, żyjących przez dłuższy czas właśnie w tej fazie takiego napięcia wewnętrznego.To faktycznie wtedy, kiedy pojawia się spokój, to nic się nie chce. Ale to nie jest to, że nic się nie chce. To po prostu nasz organizm, nasze ciało emocjonalne, nasze ciało duchowe delektuje się tym stanem i odpoczywa. Wykorzystuje ten czas na regenerację i na odpoczynek po tym długim okresie życia w stresie. Dlatego jesteśmy bardziej tacy otępiali. Dlatego często wtedy właśnie potrzebujemy więcej snu. Dlatego wtedy mniej rzeczy nam się chce, ponieważ to jest ten etap regeneracji. I tego nie należy mylić ze stanem spokoju, bo ten stan spokoju pojawia się wtedy, kiedy już to wszystko nam się poukłada, zregeneruje, nasyci i wtedy przychodzi spokój. I wtedy zaczynają się właśnie pojawiać te fajne rzeczy.
To jest trochę tak, jak jesteście na wakacjach na przykład i jak wstajecie do pracy o godzinie 6.00, to pojawia się pewnego rodzaju dramat. Jak to o 6.00? Jestem zmęczony, wkurzony, nie chce mi się. Chociaż położyliśmy się na przykład spać o 22.00. Ale 6.00 godzina to jest zdecydowanie za wcześnie na wstawanie. Jak jedziemy sobie na dwa, trzy tygodnie urlopu, to po przyjechaniu oczywiście pierwsze kilka dni przynajmniej większość ludzi stara się odespać, ponieważ wstawała o 6.00. A później raptem się okazuje, że samoczynnie wstajemy o 6.00 i nie stwarza to dla nas żadnego wysiłku, mimo że położyliśmy się o 12.00 w nocy. Być może nawet siedzieliśmy. Być może był alkohol, być może była impreza, być może były tańce, czyli wszystkie te elementy, które powodują zmęczenie. My wstajemy o godzinie 6.00, ponieważ perspektywa tego dnia wygląda zupełnie przyjemniej niż perspektywa pójścia do pracy.
I tak właśnie wyglądają te fazy. Czyli po fazie stresu związanego z pracą, w momencie, kiedy jedziemy na urlop pierwsze dwa, trzy dni odpoczywamy, regenerujemy siły, a później możemy wstawać o tej samej porze albo nawet wcześniej, ale nie stanowi to dla nas wysiłku, ponieważ pojawił się spokój i perspektywa tego, że to, co będę robił, będzie dla mnie przyjemne. Będzie moim wyborem. Do niczego nikt mnie nie będzie zmuszał i będę robił to, co sprawia mi przyjemność. Tak jest właśnie ze spokojem, tym naszym wewnętrznym, tym duchowym, o którym ja mówię. Ale on dotyczy wszystkich płaszczyzn naszego życia, ponieważ spokój to jest spokój. Jeżeli jesteśmy spokojni, to zazwyczaj przenosi się to na wszystkie płaszczyzny naszego życia. Także kochani, nie martwcie się tym, że spokój was uśpi. Wprost przeciwnie. Spokój i miłość dodają skrzydeł, chęci do działania, do marzenia, do wiary w realizację swoich marzeń i realizację swoich celów.
To z pewnością jest dla większości ludzi stan nieznany, ale naprawdę, przynajmniej dla naszej duszy, bardzo naturalny i dla nas, ludzi, bardzo przyjemny. Więc tego stanu wam jak najwięcej oczywiście życzę. Sobie również, bo nie zawsze, zwłaszcza w sprawach zawodowych, gdzie jestem uzależniony od bardzo dużej ilości czynników zewnętrznych, ten spokój gości w takich ilościach, jakbym sobie życzył. Więc wam również tego spokoju, kochani, życzę. I tu właśnie bardzo ładnie też pokazał nam się temat naszej dzisiejszej audycji, że te dwa źródła informacji, dwa źródła stanów emocjonalnych, które w nas są, są jakby przeciwstawne. Są dwoma skrajnymi biegunami. Czyli ekstremalnie rzecz nazywając jest strach i jest miłość. To są dwie główne siły emocjonalne, na bazie których powstają wszelkie pozostałe emocje. I my jako ludzie przez dotychczasowy etap naszego rozwoju, naszej ewolucji, ewolucji naszej świadomości, rozwoju naszej świadomości bazowaliśmy na strachu. Większość działań bazowała na strachu.
Doczekaliśmy tych radosnych czasów, kiedy zaczynamy coraz więcej rzeczy tworzyć na bazie tej drugiej ekstremalnej emocji, czyli miłości. I to jest fajne i to pokazuje, jeżeli przyjrzymy się historii ludzkości, w jakim kierunku my jako ludzkość zmierzamy. I to jest coś, co mnie oczywiście napawa wielkim takimRadością i spokojem. Oczywiście ten strach będzie cały czas w nas wzbudzany, ponieważ dla większości ludzi on jest w dalszym ciągu środowiskiem naturalnym. Nie znają innego. Aby doświadczyć tego środowiska miłości w swoim życiu i w swoich emocjach trzeba osiągnąć spokój. A żeby osiągnąć spokój, trzeba nauczyć kochać samego siebie. Tak jak rozmawiali. A żeby do tego dążyć, trzeba mieć świadomość na pewnym poziomie już rozwoju. I my właśnie jako ludzkość wchodzimy na ten etap rozwoju naszej świadomości.
Oczywiście każdy człowiek w różnym zakresie i też na różnych etapach tego jest. Niektórzy robią to tak jak wy kochani. Robicie to, bo chcecie. Bo to jest w pewnym sensie waszym pragnieniem, waszym dążeniem, waszą potrzebą. Natomiast gros ludzi do zmiany swojej świadomości jest zmuszana poprzez czynniki zewnętrzne. Doszliśmy jako ludzkość do takiego momentu, że ta wolna wola troszeczkę została zaburzona, że pewne czynniki zewnętrzne zaczynają ludzi zmuszać do tego, aby rozwój swojej świadomości podganiali. Ale nie o tym dzisiaj. Nie o tym dzisiaj, bo to jest też fajny temat, też długi temat, też ciekawy temat. Natomiast nie o tym dzisiaj. Więc każdy z nas ma tą świadomość troszeczkę inną.
Natomiast ważne jest, że dążymy do tego. Myślimy, zastanawiamy się, jak zrobić w naszym życiu, żeby ten spokój, ta miłość, to, co dla nas dobre, to, co przyjemne, żeby zaczęło się pojawiać w sposób nie na zasadzie w życiu piękne są tylko chwile, czyli od urlopu do urlopu, od pensji do pensji. Od raty kredytu do raty kredytu. Tylko żeby ten stan przyjemny dla nas, wesoły, radosny trwał troszeczkę dłużej niż trzy tygodnie urlopu w roku i parę imprez w międzyczasie. I to jest fajne, i to jest potrzebą coraz większej ilości ludzi. O czym to świadczy? O tym, że zmienia się świadomość ludzi na świecie. To jest pierwsza rzecz. I w tym momencie zaczyna nam coś doskwierać. Gros z was przeczytała mnóstwo książek, obejrzała mnóstwo audycji, wysłuchała na warsztatach, psychoterapiach, u szamanów i tak dalej, i tak dalej.
Wróżek, tarocistów, jasnowidzów i całego mnóstwa innych ludzi zasięgała informacji, co zrobić, żeby poprawić swoje życie na takie, na którym nam zależy. I ludzi, którzy permanentnie zmienili swoje życie, czyli permanentnie, czyli skutecznie i trwale zmienili swoje życie jest mało. Większość ludzi ma wzloty i upadki. Czyli po zażyciu tego warsztatu, po zażyciu tej książki, po zażyciu tej rozmowy, tej audycji, tego filmu, po zażyciu tego, jak ja to nazwałem duchowego Prozaca, jest super. Wow, jest moc. I później ta moc, jak tabletka przeciwbólowa, która się już rozpuściła w naszym organizmie, zaczyna spadać. Dlaczego tak jest? Ponieważ w nas, w ludziach, którzy już dążą świadomie do stanu miłości, jest siła, jest emocja, jest coś, co jednak próbuje działać na starych zasadach, czyli nasza podświadomość. I na czym ta zależność , którym jest, staje się dla nas ciężarem i staje się naszą przeszkodą. Jeżeli przypominacie sobie audycję, w której mówiłem, że jakbym miał narysować duszę, to bym narysował kartkę papieru, na której wypisałbym wszelkie możliwe warianty szczęścia, a na samym dole napisałbym miłość.
I tak jak mówiłem wam przez kolejne wcielenia testujemy różne warianty szczęścia. Oczywiście testujemy te ziemskie warianty szczęścia, ponieważ w naszym ziemskim rozumowaniu miłość jest uczuciem, które dostajemy od kogoś. Więc to nie chodzi w naszym ziemskim przekonaniu o to, żeby miłość stworzyć w sobie, tylko żeby znaleźć... osobę, która nam tą miłość da i wtedy powstanie miłość. Wtedy my mu też damy. Jak ona nam da, to my też jej damy i będzie miłość. Takie jest ziemskie przekonanie o miłości. To nie jest produkt, który ja mam wytworzyć, tylko to jest produkt, który ja mam dostać w zamian za coś, co ja dam. Miłość sama w sobie nie jest celem na życie dla nas. Celem na życie jest znalezienie tej osoby, która da nam miłość.
Miłość nie jest celem szczęścia. Nie jest wersją szczęścia. Miłość to jest stan emocjonalny, który my znajdziemy po spotkaniu odpowiedniej osoby. Celem jest znalezienie tej osoby. Miłość jest wynikową relacji między dwojgiem ludzi. Tak to wygląda z naszego ziemskiego punktu widzenia. Dlatego testujemy kolejne wersje szczęścia według ziemskiego słownika. Kochani, musicie na moment przestać myśleć o sobie i przypomnieć sobie historię. Ja nie jestem historykiem, więc nie będę tutaj za specjalnie brylował i przyznaję, że mogę popełnić jakieś błędy. Kiedyś mi się zdarzyło pomylić mamuta z dinozaurem, więc poproszę o odrobinę tolerancji.
Tak przykładowo, w momencie, kiedy pojawiliśmy się na Ziemi i staliśmy się ludźmi, ssakami bardziej myślącymi. Niech to będzie ta epoka jaskiniowców przysłowiowych czy nieprzysłowiowych, kiedy prowadziliśmy życie tak na dobrą sprawę jak zwierzęta. Ludzie, którzy się czasami zastanawiają, że fajnie jest być zwierzęciem, że zwierzęta mają fajnie. Powiem wam tak. Zwierzęta mają fajnie, ale tylko te, które są udomowione i jeszcze w dodatku trafiły do dobrych ludzi i nie są udomowione w celach konsumpcyjnych. Mamy na naszej długiej liście zwierząt udomowionych psy i koty. Może węża ktoś trzyma, może chomika. Czy jakieś drobne króliczki, którymi się cieszy. Rybki. Natomiast cała reszta świata zwierzęcego żyje w ciągłym stresie.
Króliczek, który tak radośnie biega po polu i sobie skubie jakieś ziarenka, znajdzie sobie marchewkę czy skubie trawkę. Świetnie to wygląda na filmie przyrodniczym. Natomiast króliczek, zajączek cały czas zastanawia się, czy uda mu się przeżyć dzisiejszy dzień, nie będąc zjedzonym, porwanym przez jastrzębia, sokoła czy zjedzonym przez lisa, wilka czy kogoś innego. My jako ludzie troszeczkę wyżej rozwinięci jako ssaki, żyliśmy jak zwierzęta. Ponieważ zanim wymyśliliśmy ogień, byliśmy takim samym pokarmem dla innych drapieżników jak ten biedny króliczek. Wtedy szczęście równało się przetrwanie. Taki model szczęścia ćwiczyliśmy wtedy. Uwierzcie mi, że na tym poziomie rozwoju naszej świadomości empatia, miłość, spokój nie miały prawa zagościć. Szczęście równało się przetrwanie kolejnego dnia. Kolejne etapy naszego rozwoju cywilizacyjnego, technologicznego były też związane z testowaniem różnych wariantów szczęścia.
W czasach pierwszej połowy pierwszego tysiąclecia, kiedy ludzie żyli w osadach, toczyli te same boje z innymi plemionami, ze zwierzętami, z naturą, z pożarami, między sobą. Testowali wtedy inny wariant szczęścia, na przykład dożycie czterdziestki. Te różne warianty szczęścia były testowane przez nas jako ludzi przez tysiąclecia. Doszliśmy, część z nas przynajmniej już doszła do tego momentu, że większość z tej kartki ma wykreślonych. Zostało już może kilka, może dwa, a może już tylko jeden wariant szczęścia. Po przetestowaniu wszystkich tych wariantów szczęścia według zasad ludzkich na kartce zostaje tylko miłość. Do momentu, dopóki testujemy, mamy za zadanie testować ludzkie warianty szczęścia, nasza podświadomośćJest naszym sprzymierzeńcem, ponieważ ona jest gwarantem, że będziemy doświadczać tego, czego nauczyli nas rodzice. I dlatego testując poszczególne warianty szczęścia, wybieramy sobie z poziomu duchowego, wiedząc, jaki wariant szczęścia będziemy w tym wcieleniu ćwiczyć. Wybieramy sobie, nazywając rzecz po imieniu, odpowiednią rodzinę, która zapewni nam odpowiednie warunki materialne bądź ich nie zapewni. Odpowiednie warunki emocjonalne.
To nam zapewni z pewnością, czyli zafunduje nam odpowiednią podświadomość. Bo nasza podświadomość jest tworzona przez nasze otoczenie, przez naszą rodzinę w pierwszych latach naszego życia. I tak jak mówię, że zapewni nam odpowiedni byt materialny bądź nie zapewni, bo możemy się urodzić w rodzinie biednej, czyli nie zapewni albo bogatej, która nam zapewni odpowiedni byt. Natomiast zawsze nasza rodzina zapewnia nam emocje i zawsze emocje, doświadczenia emocjonalne, bez względu na to, jakie one są. Bo my oczywiście myślimy o tych pozytywnych. Miłość, radość, szczęście, zainteresowanie, troska, zabawa, ble, ble, ble, ale może zapewnić również w zależności od naszej potrzeby takie ładunki emocjonalne jak nienawiść, złość, poniżenie, patologia, alkoholizm, bicie, wykorzystywanie, molestowanie, gwałty. Więc jak odpowiednie warunki materialne nie zawsze są zapewnione tak, odpowiednie. I to trzeba powiedzieć sobie jasno i wprost, że wybór rodziny, w której przychodzimy na świat, nie jest przypadkowy. Więc nawet ta patologia jest dla nas odpowiednim doświadczeniem. Zła matka jest odpowiednim dla nas doświadczeniem.
Troska też jest odpowiednim dla nas doświadczeniem. Więc wszystko to, co wybieramy sobie przed przyjściem tutaj na ziemię, otoczenie, okoliczności, miejsce, rodzinę jest wyborem świadomym. I wszystko, co dostajemy od naszych bliskich, od naszej rodziny, czyli tą podświadomość, te programy, te systemy są dla nas odpowiednie. Więc w tym kontekście nasza podświadomość jest naszym sprzymierzeńcem, ponieważ będzie nas pchała do próby przetestowania odpowiedniego wzorca szczęścia na dane wcielenie. Więc, żebyście dobrze zrozumieli to, co napisał Tasp, że nie zadając sobie pytania, czego pragniemy, nie żyjemy swoim własnym życiem. Żyjemy. I jeżeli naszym celem danego wcielenia jest tylko doświadczanie, czyli rozwijanie świadomości, to nasza podświadomość jest świetnym narzędziem do tego, żeby nam te doświadczenia zafundować. Pytanie: czego ja chcę? Czego ja chcę? Jest pytaniem osób, które chcą rozwijać się świadomie.
Podświadomość jest sprzymierzeńcem osób, które chcą rozwijać swoją świadomość, czyli doświadczać. Doświadczać czegoś, co wybrali sobie jako doświadczenie przed przyjściem tutaj na świat. I oni za pomocą swojej podświadomości będą rozwijali swoją świadomość poprzez doświadczanie. Ludzie, którzy chcą się świadomie rozwijać poprzez poszukiwanie w sobie odpowiedzi, czego ja chcę tak naprawdę. Dla nich ich podświadomość zaczyna być problemem, ponieważ zaczynają odczuwać, że oni tak naprawdę chcą czegoś innego wewnętrznie, niż chce ich podświadomość. Niż to, co zostało im przekazane, narzucone, powiedziane, przedstawione jako prawda. Jako kolejny wariant szczęścia. Oni wewnętrznie już mówią: nie, coś mi tu zgrzyta. W tym łożysku jest jakiś piasek. Tu jest coś nie halo.
I zaczynają szukać. I wtedy jest ta zwyżka, bo coś wydawało się, że znaleźli, ale podświadomość ich z powrotem ciągnie na stare tory. I jest wtedy sinusoida w dół. I znowu jest poszukiwanie jakiegoś następnego lekarstwa, jakiejś następnej dawki, żeby znowu się troszeczkę wzbić wyżej i znowu czekać, kiedy ta podświadomość ściągnie człowieka z powrotem na dół. Ważne jest-Aby nie dać się ściągnąć do tego samego poziomu, z którego zaczynaliśmy. Jeżeli zostaniemy ściągnięci, ale zatrzymamy się ciut wyżej, to już osiągnęliśmy sukces. To już jest progres. Bo jak wrócimy do tego samego miejsca, zaczynamy znowu z tego samego punktu. Znowu jest trudniej i znowu jest ryzyko, że jak się znowu podciągniemy, to znowu nas ściągnie w to samo miejsce. Ważne, żeby jeżeli już się cofnąć, to przynajmniej ciut wyżej niż to, od czego zaczynaliśmy.
Dlatego jak widzicie, kochani, ta zależność jest pewnie skomplikowana na pierwszy rzut oka dla niektórych. Raz ta podświadomość jest nam potrzebna, drugim razem jest niepotrzebna. Ale kiedy? Jak ten moment wyczuć? Jak to załapać? Czy ja już jestem? Takie pytanie na pewno się pojawi w umysłach wielu z was. Na którym miejscu ja jestem? Gdzie ja jestem? Czy dla mnie ta moja podświadomość jest jeszcze ciężarem, czy już nie jest?
I tak dalej. Z pewnością to rozważanie może wprowadzić jakiś chaos w waszych emocjach, w waszych rozmyślaniach. Żeby jeszcze ten chaos powiększyć, ale jednocześnie troszeczkę w pewnym sensie już dorzucić wszystko do tej zupy, to powiem wam jeszcze jedną rzecz: jest jeszcze jedna relacja pomiędzy naszą duszą a naszą podświadomością. Pewna relacja. Bo jak mówiłem o tych wszystkich złych rzeczach, złych z punktu widzenia ludzkiego, które my podobno, bo część z was zada sobie to pytanie, podobno. Kto to stwierdził? Kto to powiedział? Kto to może udowodnić? Które my podobno sobie sami wybieramy. Kto powie: „To niemożliwe.
Niemożliwe, żebym ja sam z siebie zdecydował się na przyjście na świat w patologicznej rodzinie, w której będzie przemoc, alkohol, przekleństwa, nienawiść, bicie, picie, molestowanie. Nie jest możliwe, żebym ja sam się na to zdecydował”. I z ziemskiego punktu widzenia tak. Gdybyśmy jako ludzie decydowali się na takie doświadczenie, to z pewnością wizyta u psychiatry byłaby wskazana, bo to nie są normalne, mądre, zdrowe zachowania. Może jako doświadczenie. Reporterzy zamykają się w więzieniach, robią jakieś rzeczy, żeby nagrywać programy, żeby opowiadać ludziom, żeby robić z tego materiał jako doświadczenie, ale nie jako życie. Z ziemskiego punktu widzenia jest to niemożliwe. Dlatego tą decyzję nie podejmujemy tutaj, na Ziemi, tylko podejmujemy jeszcze przed przyjściem tutaj, na Ziemię, kiedy te wszystkie ograniczenia i te uwarunkowania, o których my mówimy, płynące z naszej podświadomości i ziemskiej świadomości, do nas nie docierają i one nie mają żadnego znaczenia. Podejmujemy tą decyzję na bazie prawdy i miłości. I teraz miłość.
To miłość. Natomiast na czym polega ta prawda? Ta prawda polega na tym, że, i teraz spróbujcie myśleć kategoriami prawdy. Prawda polega na tym, że w poprzednim wcieleniu byłem esesmanem w czasie wojny. I to takim esesmanem, esesmanem. Zabijałem, gwałciłem, kradłem, mordowałem, poniżałem ludzi. W imię prawdy, jakiej nagrody się za to, kochani, byście spodziewali? Jakiej nagrody byście się spodziewali? Cudownego życia w rodzinie Rockefellerów? Pomyślcie kategoriami prawdy.
Nie doświadczenia. O tym zaraz. W kategoriach prawdy. Jakiego życia byście się spodziewali w następnym wcieleniu? To jest jeden aspekt. A przecież podczas ostatniej wojny na Ziemi żyło tysiące, setki tysięcy morderców. I oni dostali szansę pojawienia się po raz kolejny na Ziemi. Pomyślcie sobie, jakimi zachowaniami, jakimi kryteriami, jakimi emocjami część ludzi kierowała się podczas drugiej wojny światowej 80 lat temu. Gro z tych dusz, z tych ludzi pojawiło się z powrotem na Ziemi.I teraz będzie ten aspekt doświadczania i ważności posiadania umiejętności kierowania się w życiu podszeptami duszy. To jest tak: ktoś był esesmanem.
Nie, za dramatyczny przykład. Ktoś był złą matką. Akurat takie przypadki znam doskonale. Ktoś był złą matką w poprzednim wcieleniu i teraz dostaje szansę bycia dobrą matką. Czyli dostaje szansę na to, żeby przyjść w następnym wcieleniu i pokazać, że może być dobrą matką, żeby zmazać tamto doświadczenie, zastąpić je innym, czyli pokazać, że może być matką, która będzie się kierowała w życiu miłością do własnego dziecka. I jak myślicie, w jakiej rodzinie ona będzie mogła ten test, ten egzamin zaliczyć? Oczywiście chciałoby się, żeby to było w rodzinie, gdzie będzie miała dobrą matkę, bo byłoby jej łatwiej. Dostałaby dobre wzorce. Byłoby jej łatwiej być dobrą matką. Tak, byłoby jej łatwiej, ale nikt nie mówił, że w życiu ma być łatwiej.
Ponieważ, żeby zrozumieć sens tego doświadczenia, trzeba najpierw doświadczyć i zrozumieć, co czuje dziecko, które ma złą matkę. Więc ona przyjdzie na świat w rodzinie, w której będzie miała złą matkę. I tak się zamyka krąg doświadczania. Czyli wiem już, jak jest być złą matką i wiem, jak przez pierwsze 10, 15, 20 lat swojego życia doświadczam i rozumiem, co to znaczy, jak się czuje dziecko, kiedy ma złą matkę. Kompletne doświadczenie z dwóch stron. Oglądamy monetę z dwóch stron, mamy kompletne doświadczenie. I teraz wchodząc w dorosłość, z jednej strony mamy w podświadomości wzorce bycia złą matką, bo takie dostaliśmy nauki. W naszej podświadomości jest zapisany wzorzec bycia złą matką, a w naszej duszy jest zapisany wzorzec: jeżeli znowu będziesz się kierować podświadomością, to nie zdasz tego egzaminu. Bo zdanie egzaminu polega na tym, żeby w tym wcieleniu nauczyć się miłości do własnego dziecka, kochania tego dziecka, żeby w tym wcieleniu wybrać drogę miłości, nie podświadomości. I każdy z nas, kochani, w swoim życiu przed tego typu decyzją stanął.
Jeżeli nie stanął, bo jest młody, to stanie. Być może dokonaliście już wyboru i teraz jest pytanie: którą drogę wybraliście? I tutaj właśnie pojawia się aspekt tego konfliktu pomiędzy naszą podświadomością a naszą duchową świadomością, pomiędzy naszą duszą. Jeżeli zaczynamy rozumieć sens tego doświadczenia, jeżeli rozumiemy ten mechanizm, to staramy się w życiu jak najwięcej dopuścić do głosu naszą duszę, aby podejmować właściwe decyzje. Ponieważ wszystko to, co się w naszym życiu aktualnie dzieje, wszystko, co się dzieje w naszym życiu, działo od naszego urodzenia, ma jakiś swój logiczny ciąg, ma jakąś swoją przyczynę i czemuś służy. Oczywiście każdy przypadek jest bardzo indywidualny, dlatego słuchanie samego siebie jest tak ważne. Dlatego ja was tak, kochani, do tego namawiam. Bo nikt z zewnątrz, bez waszego udziału, bez waszej zgody nie powie wam tak dokładnie, jak wy to wiecie, co było przyczyną i jakie doświadczenie teraz wam towarzyszy i jakie wnioski powinniście z tego wyciągnąć. Oczywiście można robić procesy regresyjne. Ja tego przykładu z matką nie podałem, kochani, po to, żeby was teraz namawiać do regresji wcieleniowej.
Już na ten temat mówiłem. To nie o to chodzi. Podałem te przykłady jako przykład. Podałem przykłady jako przykład. Super. Natomiast to, kim byliście w poprzednim wcieleniu, nie ma tak naprawdę znaczenia. Może jeżeli jesteście niezadowoleni z sytuacji na przykład rodzinnej, w której się znaleźliście, to może zrozumienie tego mechanizmu pozwoli wam troszeczkę podejść z większym zrozumieniem i spokojem do sytuacji, w której się znaleźliście.Że jednak był w tym jakiś sens, jakiś cel i najprawdopodobniej to ja sam jestem sprawcą tej sytuacji, w której jestem. To ja sam się na nią zdecydowałem. To daje trochę spokoju. Ja nie obwiniam, ale ludzie przestają obwiniać wtedy wszystkich naokoło za swoją sytuację, tylko po prostu zaczynają to traktować jako logiczny ciąg tego, co było kiedyś.
Kochani, gdyby potraktować ten cały proces jako egzamin. Wyobraźcie sobie, że idziecie na egzamin ustny. I to jest egzamin z życia. Przedmiot nazywa się życie. Nie przygotowanie do życia w rodzinie, nie jakieś tam inne WOS-y czy tam jakieś inne rzeczy. Przedmiot się nazywa życie. Jest jedna właściwa odpowiedź, która zalicza na przykład semestr czy rok. Jest jedna właściwa odpowiedź i zawsze o nią tylko chodzi. Czyli pan profesor na egzaminie pyta się: „Którą drogą pan, pani zamierza prowadzić dalej swoje życie?”. Jeżeli pada odpowiedź podświadomość, moje ego, moja ziemska świadomość, to oblałeś, oblałaś.
Właściwą odpowiedzią jest miłość. I miłość to jest coś, co niweluje wszystko to, co się do egzaminu wydarzyło. Niweluje. To wszystko, co się do egzaminu wydarzyło, nie ma żadnego znaczenia już. Czyli nieważne, kim byliście, nieważne, co robiliście, nieważne, jaką krzywdę wyrządziliście sobie i innym. Jeżeli decydujecie się na wybór drogi miłość, to tak jakby wszystkie wasze grzechy karmiczne się właśnie anulowały. To, co było, przestaje być ważne, bo celem tych wszystkich doświadczeń, przez które przechodzimy, jest zrozumienie, że właściwą odpowiedzią na egzaminie jest miłość. I też, żebyśmy mieli, kochani, jasność, bo ja już to wyjaśniałem. Mi nie chodzi o miłość jakąś taką bezwarunkową, nie jakąś tam altruistyczną, jakąś taką w ogóle wyczytaną z jakichś tam książek o jakichś tam oświeconych istotach z innych wymiarów. O miłość boską.
O zwykłą miłość. Zwykłą miłość, tylko nie tą ludzką, dostaną od kogoś i daną komuś w zamian za coś. Tylko o miłość, którą wytworzymy w swoim stanie emocjonalnym. O taką miłość mi chodzi. Zwykłą, prostą, sympatyczną, radosną, wesołą. Miłość zbudowaną na bazie spokoju. Tylko o to. I dlatego tę audycję poświęciłem dzisiaj właśnie na wyjaśnienie tej zależności. Nasza podświadomość stawia nam wyzwania. Jest gwarantem pokusy przeżycia konkretnego doświadczenia.
Więc wracając do tego, co Tasp napisał, czy życie podświadomością, bez zastanawiania się, czego ja naprawdę chcę, to jest życie moim własnym życiem? Tak, ponieważ podświadomość stawia nam wyzwania, pcha nas do doświadczeń. Ponieważ nie mamy w większości przypadków świadomości naszej podświadomości, dlatego nasz rozwój odbywa się w sposób nieświadomy. Ponieważ nie wiedząc, co tkwi w mojej podświadomości czy w twojej podświadomości, czy każdy z was zadając sobie to pytanie, co tkwi w mojej świadomości, nie wie. Znaczy w mojej podświadomości. Większość ludzi odpowie: „Nie wiem. Nie wiem, co tam jest. Wiem, co wiem świadomie”. Ale moja świadomość nie powoduje tego, że moje życie jest takie, jak ja sobie świadomie myślę. Moje życie wygląda inaczej niż ja świadomie bym chciał, chciała.
Więc jakiś inny aspekt musi wpływać na to, że moje życie wygląda inaczej. Nie tak, jak chcę. Więc skoro nie zdajemy sprawy z naszych pragnień, które realizują się w naszym życiu, to znaczy, że nie wiemy, co mamy w podświadomości. Czyli skoro nie wiemy, co mamy w podświadomości, to nie wiemy, jakie doświadczenie na siebie przyciągniemy. Więc rozwijamy swoją świadomość nieświadomie, poprzez nieświadome, randomowe i nieprzewidywalne doświadczenia. Dlatego to, co powiedziałem w poprzedniej audycji, wszyscy ludzie rozwijają swoją świadomość. Aby rozwijać się świadomie i mieć nad tym jakąś kontrolę, trzeba wiedzieć, co jest moim pragnieniem i to pragnienie w sobie wytworzyć. Bo inaczej tworzą się pragnienia, o których nie mamy zielonego pojęcia.I tym właściwym pragnieniem, które powoduje, że zaczynamy rozwijać się świadomie, jest pragnienie miłości. Znamy cel, pragniemy miłości. Tylko pragniemy tą miłość wytworzyć w sobie.
Nie dostać, nie dać. Wytworzyć ją w sobie i tą miłością wytworzoną w sobie kierować się w swoim życiu. Wtedy zaczynamy się świadomie rozwijać i wtedy zadajemy sobie pytanie: czego ja tak naprawdę chcę? Bo zaczynam myśleć o sobie. Zaczynam z miłością myśleć o sobie i zaczynam zadawać sobie pytanie: czego ja chcę? Czego ja tak naprawdę chcę? I później już spokój, miłość do samego siebie i tak dalej. To już później tam hula. I w tym momencie nasza podświadomość staje się naszym wrogiem, ponieważ jej pragnienia zmierzają do prowadzenia nas dalej tymi samymi doświadczeniami, którymi szliśmy do tej pory. I ona będzie nas tam ciągnąć z powrotem.
„No ale chodź. No chodź, to już sprawdzone, wypróbowane. Słuchaj, wiesz co? Się wypierdzielisz, to się nic nie stanie, bo już wiesz, jak się z tego wygrzebać. Tam se dupę zbijesz, ale to tragedii nie będzie. A tam, to stary, ja nie wiem. Ja nie wiem, co tam się wydarzy. Ja się boję. Ja nie wchodzę. Ale ponieważ sam iść nie możesz, ja muszę iść z tobą.
Więc ja cię będę ciągnąć. Nie idź tam. Nie idź tą drogą, bo to jest normalnie pole minowe. Nie wiadomo, co się tam wydarzy. A poza tym, jak wejdziesz tam w tą swoją miłość, co sobie ją tam wymyśliłeś, to ja zupełnie nie wiem, jak ja mam reagować. Co ja mam ci podpowiadać, jakie reakcje mam ci podsuwać, bo dla mnie to jest zupełnie nieznany teren. Ja nie mam przygotowanych reakcji na okoliczność miłości. Ja mogę ci podpowiedzieć, co zrobić, jak się wkurzysz albo ktoś cię wkurzy. To ja ci powiem, co masz zrobić. Ale miłość?
Nie znam. Pojęcia nie mam, nie znam człowieka”. Dlatego w tym momencie nasza podświadomość staje się naszym przeciwnikiem, naszym kamieniem, który nas ciągnie w dół, chociaż my już chcemy iść inną drogą. Wszystkie wyzwania w życiu każdego człowieka mają dwa cele. Jeden: pokazać poprzez doświadczanie. Byłem zły. Teraz ktoś jest zły dla mnie. Ja poznałem sytuację, jak to jest, gdy ja jestem zły i ktoś jest zły dla mnie. I teraz mam możliwość dokonania wyboru. Czy teraz znowu ja będę zły dla kogoś?
Później wyprodukuję sobie następnego ojca, który będzie na przykład zły dla mnie. Ja później, idąc drogą podświadomości, będę znowu zły dla swoich dzieci. I tak się to kółeczko będzie kręcić. Albo powiem miłość i w tym momencie przerwę ten cykl doświadczeń i przejdę do następnej klasy. A jakie doświadczenia tam sobie zafunduję? Co wymyślę i jakie lekcje sobie wybiorę? Nie wiem, ale wiem, że miłość kończy dany semestr. O tak. No dobrze kochani, bo ja się tu rozgadałem. Ktoś tam, słyszałem, że w międzyczasie dobijał chyba do nas telefonicznie, ale dobrze, że do tej rozmowy nie doszło, bo ja bym się wybił troszeczkę.
Powiedzcie mi tylko jeszcze taką rzecz. Poproszę was w komentarzach, czy ja mam ten wątek tworzenia tej podświadomości i tego mechanizmu, jak on działa, dlaczego się tam realizuje, a nie realizuje, a dlaczego są pragnienia, czy ja mam go rozwinąć? Czy jest to dla was zrozumiałe, jasne i oczywiste, żebym wiedział? Bo oczywiście ja mam jakąś tam pokusę. Jeżeli drogi słuchacz nas słyszy, to ja bym poprosił jednak, żeby wykonać ten telefon po przerwie.
[59:28] - Ja słuchaczowi już dwukrotnie pisałem tutaj SMS-a, że będziemy odbierać telefony dopiero po przerwie. Jeszcze nie w tej części. No ale po co czytać SMS-y, jak można nie czytać, prawda?
[59:43] - Nie no, być może-
[59:44] - Trochę cierpliwości, drodzy. Kilka minut.
[59:48] - Być może jest to jakaś tam sprawa bardzo ważna, pilna, więc być może stąd takie ciśnienie. Natomiast proszę, żebym mógł spokojnie dokończyć, bo żebym też dla pozostałych słuchaczy było to zrozumiałe, żebym po prostu nie robić przerwy w tym. Dlatego dajcie mi kochani znać, czy mam ten temat pociągnąć dalej, czy nie. Właśnie już się wybiłem tą dygresją. Z tego, co chciałem wam powiedzieć. No a co chciałem powiedzieć? No dobra, być może przy okazji komentarzy będzie jeszcze okazja powrotu do tego tematu. Mam taką cichą nadzieję. Dlatego zróbmy malutką przerwę, bo widzę, że komentarzami chyba dzisiaj troszeczkę sypnęło. Od razu mówię, że będę odpowiadał na komentarze, które są albo w formie mojego pytania, albo w formie przywitania na początku, albo będą w temacie audycji.
[01:01:03] - Jeden słuchacz o wielce skomplikowanym nicku, którego nie jestem w stanie przeczytać, zapytuje, czy mam nowy mikrofon. To jest mikrofon, którego używam od roku bodajże. To jest taki mikrofon spotykany często w stacjach radiowych dużo większych, nadających na FM. To jest Shure SM7B. Polecam sobie zobaczyć, jeżeli kogoś interesują takie technikalia, co to za sprzętem ja tutaj dysponuję. A tymczasem zrobimy chyba już przerwę, panie Sławku, prawda?
[01:01:37] - Tak, bo ja już też się wybiłem. Mam nadzieję, że będę miał okazję wrócić z wątkiem. Także tak, panie Marku, róbmy przerwę. Sporo jest komentarzy, więc będę na bieżąco odpowiadał. I zaraz po przerwie też zapraszamy do dzwonienia, jeżeli ktoś ma takie zapotrzebowanie.
[01:02:04] - A my wracamy w Radiu Paranormalium za sześć minut z leciutkim haczykiem. A te sześć minut wypełni nam utwór zatytułowany „An Endless Fantasy” projektu muzycznego Cash. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami. Nigdzie nie odchodźcie. Za chwilę słyszymy się ponownie.
[01:06:52] - Let's suppose that you were able every night to dream any dream you wanted to dream. And that you could, for example, have the power within one night to dream 75 years of time or any length of time you wanted to have.
[01:08:48] - I już jesteśmy z powrotem. Wracamy do audycji „Świat oczami duszy”. Druga część audycji, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze z czatów i się do nich odnosił. I będziemy teraz właśnie w tym momencie odbierać telefony od państwa. Nasze numery telefonów tak jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy i do SMS-ów to 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można do nas także pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na komentarze na naszych fanpage'ach, na Facebooku, na fanpage'u Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:10:14] - Dziękuję panie Marku.
[01:10:16] - A więc teraz tego słuchacza, który się tak dobijał, zapraszamy do zadzwonienia. Tym razem na pewno odbierzemy.
[01:10:25] - Tak jest. Pozostałych słuchaczy również zapraszamy. A póki telefony się nie rozdzwoniły, to zacznę czytać pozdrowienia, bo widzę tutaj też nowe postacie, przynajmniej nowe nicki. Czeszka, Konkwistador73, Akt Wyobraźni, Radosław Radzikowski się wita, pisze: „Dla mnie bomba, fajny klimat”. A jakie tematy mają być poruszane?
[01:10:53] - Słuchaczka uruchomiła swój telefon. Halo, halo! Czy się słyszymy?
[01:10:58] - Tak.
[01:11:00] - Witamy bardzo serdecznie.
[01:11:01] - Dobry wieczór.
[01:11:02] - Dobry wieczór. Ja dzwonię w tej sprawie, czy to pan mówi, że ludzie mi na przykład nie wierzą, jak ja mówię o wcieleniach, o takich właśnie hipnozach. Ze mnie się wyśmiewają i oni nie wierzą w te następne życie i w ogóle. A wiem, że są dowody takie, że istnieją, że my się rodzimy, umieramy i mamy jakąś szkołę. Tylko teraz właśnie to, że dajemy tą miłość innym, to oni teraz stają się po prostu tacy egoistyczni. Przynajmniej mam takie wrażenie.
[01:11:47] - Moja droga, przede wszystkim bardzo miło cię witać. Jak możesz, to powiedz, jak masz na imię, bo nie wiem, jak się do ciebie zwracać.
[01:12:04] - Monika.
[01:12:05] - Monika. Droga Moniko, jedną ważną rzecz, którą tutaj powiedziałaś, o której zresztą ja też mówiłem dzisiaj w audycji, to to, że my często myślimy, że my miłość mamy dawać komukolwiek. Ja wiem, że to, co powiem, będzie takie na pierwszy rzut ucha dość brutalne. Natomiast my nie mamy nikomu dawać miłości. My nie jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby dawać komuś miłość. My możemy okazywać miłość. Miło jest okazywać miłość. Celem jest okazywanie miłości ludziom, ale tej miłości, którą my wytworzymy w sobie. Każdy człowiek ma tę samą możliwość, że tak jak może sobie wytworzyć dobre samopoczucie, dobry nastrój, to każdy człowiek jest odpowiedzialny za swoje życie. My nie jesteśmy odpowiedzialni za niczyje życie.
Jeżeli ktoś nie jest w stanie w sobie tej miłości wytworzyćTo jest trochę w myśl takiej zasady: co lepiej człowiekowi dać, dać mu rybę czy nauczyć go łowić? My nie mamy dawać miłości. Ludzie od nas oczekują, owszem, bo to jest przyjemne, bo to jest miłe, bo się można w tym ugrzać. To jest trochę tak, jak jest nam zimno i rozpalimy sobie ognisko, naniesiemy chrustu, włożymy w to jakąś pracę, to przy tym ognisku bardzo chętnie ogrzeje się większa ilość osób tylko dlatego, żeby nie chodzić po chrust, żeby nie wykonywać jakiejś pracy. Oni przyjdą, się ogrzeją, pogrzeją się, pogrzeją i pójdą, nie zostawiając nic w zamian. My się mamy nauczyć wytwarzać miłość w samych sobie i okazywać miłość. Nie dawać miłość. Okazywać miłość sobie, okazywać miłość innym, okazywać miłość zwierzętom, dzieciom, naturze i tak dalej. Okazywać, nie dawać. I nikt nie ma prawa od nas żądać, żebyśmy mu dali miłość.
Nie. Miłość to niech on sobie sam wytworzy w samym sobie takim samym wysiłkiem, jakim my to zrobiliśmy.
[01:14:33] - No właśnie. Tylko że ciastki mnie właśnie wychowali, dawali mi miłość. Właśnie ciastki mnie najbardziej ukochali, wierzą we mnie. Staram się okazywać innym miłość, ale oni po prostu nie wiem, tacy się zrobili egoiści. Może takie mam wrażenie, ale taka właśnie jest energetyka.
[01:15:06] - Nie. Ja powiem tak: jeżeli się otworzysz na to, że będziesz tą miłość rozdawać, to jest tak, jak z rozdawaniem dobrej energii. Będziesz ją rozdawać, to w końcu zbraknie dla ciebie. To nie na tym dowcip polega najlepszą. Dlatego prawdziwa miłość, to, co mówiłem w poprzedniej audycji, prawdziwa miłość wytworzona w nas nie wytworzy się do momentu, dopóki nie nauczymy się miłości do samego siebie. Bo miłość do samego siebie jest właśnie takim instrumentem obronnym. To nie jest żaden egoizm. To jest instrument obronny przed tym, żebyśmy właśnie nie byli dawcami.
[01:15:50] - A na przykład jak mówię o wcieleniach, o jakimś tam, to oni w to nie wierzą, bo oni zostali wychowani w takiej wierze, w takiej religii. My nic na to nie poradzimy.
[01:16:06] - Ale to nie musi. Oczywiście, że tak. To jest też taki temat, który się dość często pojawia u ludzi i dylemat, który się pojawia u ludzi, którzy zaczynają zajmować się tą duchowością, zaczynają chcieć o tym rozmawiać z innymi. I powstaje taka obawa, że my zmieniając swoje podejście, mówiąc o takich dość kontrowersyjnych w naszym przekonaniu rzeczach, że potracimy znajomych.
[01:16:40] - No właśnie.
[01:16:41] - I to jest taka obawa, ponieważ właśnie ludzie zaczynają na nas dziwnie patrzeć, dziwnie reagować i tak dalej.
[01:16:50] - Właśnie. Zobaczymy, Pan Bóg.
[01:16:55] - Dlatego my możemy mieć potrzebę rozmowy, ale znajdźmy taką osobę bądź takie osoby, takie grupy ludzi, które też są zainteresowane rozmową na ten temat. Nie szukajmy na siłę słuchaczy wśród ludzi, którzy nie są tym zainteresowani, bo to nie ma najmniejszego sensu. My nie mamy też obowiązku wpajać, przekonywać, zmuszać, namawiać innych ludzi. Każdy człowiek musi do tego momentu dojść samodzielnie, w którym zechce się tym zainteresować.
[01:17:32] - A ja właśnie. Ta osoba w ogóle nie będzie, tylko będzie myślała tak do końca swojego życia i już.
[01:17:45] - Ale nie mamy na to wpływu. My za to, za co my jesteśmy rozliczani, że tak brzydko powiem, to za swoje własne życie i za swoje własne czyny bądź brak czynów jesteśmy odpowiedzialni. Nie jesteśmy odpowiedzialni za oświecanie innych.
[01:18:07] - Przekonałam się, że nie warto mówić.
[01:18:11] - Warto mówić, tylko warto rozmawiać na ten temat z ludźmi, którzy są zainteresowani rozmową na ten temat. Ja wielokroć momentalnie wyczuwam, jeżeli ktoś mnie na przykład pyta: „Słyszałem, że napisałeś książkę”. „Napisałem książkę”. „A jaki tytuł?”. Podaję tytuł i widzę minę tego człowieka.
[01:18:31] - No właśnie.
[01:18:31] - Jeżeli podaję tytuł i ktoś mnie pyta: „A o czym to jest?”, to ja nie mówię: „Słuchaj, bo to jest o tym, wiesz, powinieneś przeczytać. Bo to taka mądra tego, bo to się w życiu przydaje”. Nie. Jeżeli człowiek nie jest zainteresowany tym tematem, to ja go w ogóle nie zmuszam do tego. Nie na siłę nie staram się, że tak powiem, go oświecić, bo to jest, moja droga, trochę tak, jakby ktoś na przykład ciebie czy mnie próbował zainteresować tematem uprawy zbóż jarych, cokolwiek by to nie znaczyło. Jeżeli nie jesteś rolnikiem, to cię to nie interesuje. Możesz posłuchać na chwilę jako ciekawostka, natomiast nie będziesz się wgryzała w temat: a kiedy, a jak, a tym, a czym to podsypywać, a jak to kopać, a jak to przeorać, a czym to nawozić, a kiedy zbierać. Nie pójdziesz tego tematu, bo ciebie to nie interesuje.
[01:19:29] - No właśnie. Oni patrzą na mnie tak dziwnie i dlatego nie warto w ogóle na takie tematy chodzić. Oni się muszą sami przekonać.
[01:19:40] - Muszą, nie muszą. To nie jest naprawdę nasza sprawa. Jeżeli ktoś chce, to będzie tego poszukiwał. Jeżeli nie jest tym zainteresowany, to nawet jak podasz mu to na tacy, to i tak tego nie weźmie.
[01:19:57] - Właśnie. Dobre. Dziękuję. Życzę miłego wieczoru i dużo miłości.
[01:20:08] - Dziękuję bardzo. Tobie również wszystkiego dobrego. Dziękuję za telefon.
[01:20:11] - Do widzenia. Dobranoc.
[01:20:13] - Dziękuję bardzo.
[01:20:14] - Do widzenia. Pozdrawiam. Trzymaj się cieplutko.
[01:20:17] - Na razie. Pa.
[01:20:19] - Jeszcze tylko pozwolę sobie skorzystać z okazji i przypomnieć numery telefonów do Radia Paranormalium: stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493 i oczywiście Skype radio.paranormalium.pl.
[01:20:48] - Dziękuję panie Marku. Zapraszamy oczywiście następnych. Jak słychać na załączonym przykładzie nie gryzę, więc nie wstydźcie się i dzwońcie, jeżeli macie jakieś tematy, z którymi chcielibyście się ze mną i z nami podzielić. A ja wracam tutaj do powitań, bo tutaj Astra się pojawiła. Pan Kazimierz, bonjour. Panie Kazimierzu, trzy razy musiałem to przeczytać. I Tasp się pojawił, sprawca naszej dzisiejszej audycji. „Pozdrawiam wszystkich”. My ciebie również. Dariusz, Matahari.
Zbyszek się też wita z nami. M8S . Dobrze. Nareszcie. Zibi: „Witam wszystkich paranormalmaniaków”. Ala Czarna: „Witam serdecznie i pozdrawiam”. I Mobilek też się pojawił z komentarzem: „Wyrażając miłość do kogoś lub czegoś otwieramy się na nowe pola energetyczno-informacyjne, poszerzając tym samym percepcję i odbierając myśli, które dzięki miłości powodują w nas inspirację oraz pasję”. Dokładnie. Ja staram się używać jak najmniej tych skomplikowanych określeń, które zmuszają człowieka do intensywnego myślenia bądź czytania trzy razy tego samego, zanim to zostanie we właściwy sposób zinterpretowane. Mobilek ubrał to w bardziej mądre słowa.
Natomiast oczywiście tak, to jest z pewnością na temat tego, co ja mówiłem, odpowiadając na pytanie, czy miłość spokój nas nie uśpi. Czy spokój nas nie uśpi. Przypomnijcie sobie jeszcze kochani przy tej okazji o tym, jak mówiłem o uruchamianiu następnych poziomów energetycznych. Że dopiero właśnie od czakry serca, czyli od poziomu miłości, zaczynają się uruchamiać następne centra energetyczne: czakra gardła, czakra trzeciego oka, czakra korony, które dają nam zupełnie nowe możliwości poznawcze, nowe narzędzia do poznawania siebie, świata i ludzi. Więc chociażby z tego powodu warto.
[01:23:27] - Dzwonił do nas pan Kazimierz. Dobry wieczór, panie Kazimierzu, czy się słyszymy?
[01:23:32] - Bonjour, panie Kazimierzu.
[01:23:34] - Halo, halo, panie Kazimierzu, czy się słyszymy?
[01:23:37] - Chyba się nie słyszymy.
[01:23:38] - Ja pana słyszę.
[01:23:43] - Spróbujemy zaraz do pana Kazimierza zadzwonić z numeru naszego stacjonarnego.
[01:23:49] - Może dzwonicie do siebie w klasie.
[01:23:52] - Raczej mało prawdopodobne. Panie Kazimierzu, wrzucam tutaj na czata link do dołączenia do Google Meet i może tą drogą spróbujmy się usłyszeć.
[01:24:08] - W oczekiwaniu na pana Kazimierza przeczytam dalszy ciąg. XY się pojawił. Astra pisze: „Uwielbiam was słuchać”. Emobil pisze: „Jesteśmy kreatorami rzeczywistości i rodzi się takie pytanie, dlaczego komplikujemy sobie i przy okazji innym życie? Gdyby ludzie zagłębili się w swoje wnętrza, bo tam jest źródło i cała prawda o nas”. Oczywiście tu też nic dodać, nic ująć. Natomiast „dlaczego” nie jest właściwym pytaniem, ponieważ tak jak powiedziałem w dzisiejszej audycji, podświadomość jest gwarantem doświadczania, a podświadomość to nie jest poznawanie samego siebie. Świadomość to jest próba poznania samego siebie. Podświadomość jest bezkrytyczna i dlatego pcha nas do doświadczeń, nie budząc żadnego sprzeciwu i zastanowienia po co, na co, dlaczego. Podświadomość mówi tak jest i to jest pewnik.
I my to jako pewnik też odbieramy i dlatego nie zastanawiamy się nad tym. Dlatego do pewnego momentu brniemy we wzorce podświadomościAż wyczerpiemy ileś tam wariantów szczęścia i zaczynamy się zastanawiać, o co tak naprawdę chodzi.
[01:25:41] - Dołączył do nas właśnie pan Kazimierz. Halo, halo! Tym razem już chyba powinniśmy się słyszeć.
[01:25:47] - Cześć. Halo, halo, słychać mnie?
[01:25:49] - Słychać świetnie.
[01:25:50] - Tak?
[01:25:52] - Okej, trochę teraz będę dziwnie.
[01:25:55] - Brzmi dziwnie? Bonjour brzmiało dziwnie.
[01:25:59] - Okej, jestem, bo teraz musiałem się na nowo rozegrać, ponieważ te dwie audycje, że słyszałem. Trochę dziwniej będzie mi się mówić, bo mam mikrofon przy laptopie. Mam nadzieję, że dobrze mnie słychać w tej chwili.
[01:26:17] - W miarę.
[01:26:18] - Coś z tym zrobić?
[01:26:20] - W miarę. Fajnie, Kazimierzu.
[01:26:21] - W miarę słychać. Jest lekki pogłos, ale brzmienie pokojowe bardzo.
[01:26:27] - Jest pokojowe. Dać głośniej może?
[01:26:30] - Nie, jest okej. Dobra, ja żartowałem, panie Kazimierzu, do rzeczy, bo to nie jest audycja o mikrofonach.
[01:26:36] - Dobra, spoko. Co prawda o miłości zbyt wiele powiedzieć nie mogę, bo nie mam zbytniej wiedzy na ten temat.
[01:26:47] - A doświadczeń?
[01:26:49] - Też niestety. Znaczy nie wiem, bo tak pomyślałem sobie, że w związku z tą miłością zadzwonię z dwoma pytaniami, takimi nurtującymi mnie osobiście. Bo skoro pan zapytał o osobiste doświadczenia, to czy my, aby na pewno musimy rozpoznać miłość? Czy to jest tak, jak człowiek się uderzy w nogę i wie, że się uderzył w nogę? Czy może to jest tak, że ten stan, bo ja nie mówię tutaj o miłości typu zakochanie, każdy wie, co można poza sferą duchową rozumieć pod pojęciem miłość. Tylko pytam się, czy my koniecznie musimy móc rozpoznać, że to nazywa się miłością? Bo we mnie ostatnio na przykład jest duży spokój od pewnego czasu. Spokój, fascynacja wręcz. Moje spacery się zmieniły. Jestem bardziej świadomy, nie w sensie poszerzania świadomości tak, jak się używa w sferze duchowości, tylko bardziej świadom tego, co w ogóle robię, czyli robię mniej na automacie.
Na takiej zasadzie.
[01:28:24] - Super. To jest spokój.
[01:28:28] - Tak. I widzę więcej rzeczy. W tej wiosnie, tej zimie w sumie zacząłem dostrzegać dosłownie różne elementy, fascynować się, cieszyć się tym, podziwiać kształty gałęzi drzew, to, że rozkwitają, to, że był śnieg, to, że było zimno, jak ten śnieg był rozłożony. Wszystko mnie w spokoju fascynowało. Lubię chodzić i obserwować. I to jest taki dziwny stan. Być może ja go nie rozpoznaję.
[01:29:07] - Panie Kazimierzu, mogę już? Bo powiedział pan bardzo fajnych parę rzeczy. Po pierwsze, jak możemy rozpoznać stan, którego nie znamy?
[01:29:21] - No.
[01:29:23] - Więc wie pan, ciężko jest rozpoznać coś, co jest dla nas obce. A stan miłości wewnętrznej, bo stan miłości zewnętrznej jest dla nas znany. Zakochania, fascynacje, zauroczenia i tak dalej. Różnego rodzaju miłości do przedmiotów, miłości do rzeczy, do stanów emocjonalnych. To znamy. Natomiast stan miłości wewnętrznej jest dla nas nieznany, dla większości ludzi, więc faktycznie rozpoznać go jest trudno. Więc jedynym symptomem, bo ja właśnie o takiej miłości, panie Kazimierzu, mówię. O takiej dającej spokój i radość. I spokój podejmowania świadomych decyzji. Bez tego automatyzmu.
Dokładnie o to chodzi, panie Kazimierzu. Ja nie mówię tu o wzniosłych stanach emocjonalnych, kiedy fruwamy nad ziemią. Fajnie, tak? Ale właśnie spokój jest tym wykładnikiem przynajmniej miłości do samego siebie. To jest symptom, to jest objaw. Po tym możemy rozpoznać, że zaczęliśmy kochać samego siebie, ponieważ osiągamy spokój. I jak się już pan oswoi z tym stanem, to zacznie się pan uśmiechać nie tylko do śniegu i do gałęzi, ale też do wszystkiego, również żywego człowieka, który pana będzie otaczał, którego będzie pan spotykał na swojej drodze. To jest właśnie to okazywanie miłości. Serdeczny uśmiech pozbawiony lęku, podtekstów, intencji. Uśmiech obdarowania, który darujemy drugiemu człowiekowi.
Pozytywną emocję, serdeczność, zrozumienie, uważność. To jest miłość właśnie. Także nie musimy go rozpoznać. Ważne, że się z tym dobrze czujemy. Jak się z tym dobrze czujemy, to znaczy, że to jest spokój i miłość.
[01:31:34] - Mhm. Okej. Tak myślałem nad tym właśnie, bo to dla mnie troszeczkę obce było. De facto jestem ogólnie osobą, uważam, że nawet bardzo życzliwą dla innych ludzi. Kiedy z nimi rozmawiam, rozmawiam właśnie z takiej perspektywy i uprzejmości, i serdeczności. Nie mam pojęcia, z czego ona wynikała, jakoś tak na zasadzie ze mnie. Natomiast rzeczywiście zaczynam bardziej się fascynować tym wszystkim. Też po części troszeczkę już ludźmi, inaczej na nich patrzeć. I z tym drugie pytanie też jest związane. Mianowicie mówi się tak, pan też zresztą o tym powiedział w którejś audycji wstecz, że jest coś takiego jak potrzeba, w cudzysłowie, już nieważne w tym momencie słowa, pewnego rodzaju pracy.
Pracy, którą trzeba po prostu włożyć w to, żeby coś w sobie zmienić, kiedy już widzimy, że te zmiany są konieczne. Już mówię, nieważne te szczegóły. Mniej więcej wiadomo, o co chodzi, że musimy coś sami zrobić, żeby było inaczej.
[01:33:09] - Jest potrzeba, chęć.
[01:33:11] - Tak. Natomiast ja się zastanawiam, czy to nie jest tak, że w pewnym sensie jesteśmy jak takie łódki na tafli wody, że tak czy siak, może nawet nie tyle, że tak czy siak my podążamy zawsze w tym kierunku, w którym trzeba, ale mam takie wrażenie, że u mnie to wszystko tak jakby samo przychodzi. W sensie jest moment, to ja się muszę dostosować, a nie przystosowywać poprzez zmianę siebie. To po prostu jakby coś zmieniało mnie. To teraz jest w ten sposób i to ja się dostosowuję do takiej nowej rzeczywistości. Pomimo że dużo czasu spędziłem na tym, żeby wiele rzeczy zmieniać i te zmiany były na zasadzie niby wydawało mi się, że coś się zmieniło, że coś zmieniłem. Były to pewnego rodzaju, jak by to powiedzieć, może nie złudzenia, tylko to jest mniej więcej tak, jakby człowiek powiedział, jakby się zachował w sytuacji, w której nigdy nie był. I to była taka pewność, że ja się na pewno zachowam w ten sposób, czyli jestem spokojny, jestem taki, jestem jakiś inny, pomimo że nie znałem kompletnie tych odczuć, tych stanów i one musiały dopiero przyjść, żeby zrozumieć, że to wcześniej, co mi się wydawało, że ta zmiana zaszła, ona w rzeczywistości nie zaszła i dopiero teraz zachodzi. I to jakby sama z siebie, a nie z mojej pracy.
[01:35:07] - Widzi pan, poruszył pan kolejny bardzo ważny temat, bardzo fajnie go ujmując, bo to jest właśnie po pierwsze na sam koniec tej wypowiedzi powiedział pan o tym mechanizmie tej samospełniającej się poniekąd przepowiedni. Ja to tak nazywam. Czyli my, wypowiadając pewne rzeczy, pewne słowa, dając na przykład rady innym ludziom, na przykład jak powinni się zachować, bądź analizując pewne sytuacje, jak powinno się zachować w takiej sytuacji, wyzwalamy mechanizm przyciągania do siebie doświadczenia, w którym będziemy mogli praktycznie się przekonać, czy jesteśmy już na tyle mądrzy, żeby tak się zachować, czy jesteśmy tylko teoretykami. Więc to całe dawanie rad, ja zawsze o tym mówię, to ocenianie, dawanie rad, mówienie, że ktoś źle zrobił, że ktoś jest głupi, że taki, śmaki, owaki powoduje, uruchamia ten proces taki karmiczny. Okej, to ja ci zafunduję doświadczenie, w którym będziesz się mógł sprawdzić. Więc tu z tym trzeba uważać, bo tak jak pan powiedział, dokładnie przychodziły te sytuacje po kolei, żeby mógł pan zweryfikować, czy jest pan teoretykiem, czy jest pan praktykiem, czy ta zmiana już nastąpiła. Natomiast powiedział pan o jednej bardzo ważnej rzeczy. O tym, że kolejność. Ludzie często wyznaczają sobie jakiś cel, że chcą coś zmienić, nie zdając sobie zupełnie świadomości z tego, że bez dokonania pewnych zmian w sobie ta zmiana nie ma prawa nastąpić. I w momencie, kiedy osiąga pan spokój, okazuje się, że to wszystko dzieje się samoczynnie, bez wysiłku, bo dokładnie tak to działa.
Dlatego spokój jest celem. Poprzez miłość do samego siebie, wytworzenie stanu spokoju wewnętrznego. I wtedy nie potrzebujemy w to wkładać żadnej pracy. Dlatego ja unikam tego słowa, ponieważ właśnie w ten sposób ludzie bardzo często próbują dokonywać zmian w swoim życiu, że chcą zmienić skutek, a nie przyczynę. Chcą się nauczyć reagować na coś inaczej niż do tej poryAle bez dokonania zmiany w samym sobie. Chcą tylko, żeby inaczej reagować. A to tak nie działa, bo skoro do tej pory miałem potrzebę reagowania w ten sposób, to jeżeli dalej będę pozwalał rządzić swojej podświadomości, to dalej będę reagował w ten sam sposób. Chyba że pracą będę się hamował, powstrzymywał w ostatniej chwili, na przykład przed wybuchem gniewu. To tak nie działa. To jest tuszowanie, to jest maskowanie.
Dopiero jak osiąga pan spokój, bo spokój to jest odebranie władzy podświadomości. Wewnętrzny spokój to jest odebranie władzy podświadomości, odebranie jej narzucania tego, jak mamy zareagować. To my wtedy zaczynamy decydować o tym, jak my chcemy zareagować. I doskonale pan ten finał, ten proces tutaj opisał. Naprawdę bardzo dziękuję, bo to jest naprawdę ważne. Kolejność ma naprawdę znaczenie.
[01:38:51] - No to może, żeby nie było tak optymistycznie na koniec.
[01:38:54] - Wiedziałem.
[01:38:56] - Nie, no jednak, bo ja nie wiem, czy to nie zabrzmiało jakoś na zasadzie, że wszystko się robi pięknie i ładnie. Wie pan, na zasadzie, że dochodzi się do pewnego etapu i człowiek zmienia się w jakiegoś świętego. Na takiej zasadzie.
[01:39:18] - Do tego nigdy nikogo nie namawiałem. Święci mieszkają w niebie, a tu jesteśmy w dalszym ciągu.
[01:39:26] - Tak, tylko że cały czas się czuję kompletnie nieprzygotowany. Na zasadzie takiej, że dzieją się rzeczy, które dla mnie są nowe, nie ma takiej gotowości, nie? Na przykład pojawiają się też często, jak to się mówi, nie współodczuwanie, tylko tak jakby zupełnie inaczej człowiek potrafił odebrać ludzi czy sytuacje. Dokładnie tak, jakby te emocje były w nim prawdziwe, emocje drugiego człowieka, jakby poznawał go od środka. Tak jakby działo się coś, co nie ma prawa się dziać. Ja nie mam prawa wiedzieć, co ta osoba-
[01:40:14] - Dlaczego?
[01:40:15] - Myśli i czuje z mojej perspektywy. Takie przykłady różne można byłoby dawać. Dam taki najprostszy dla wszystkich chyba, jeżeli jakoś z mojego doświadczenia. Przepraszam. Nie wiem. Na przykład spadające bomby. Tak, spadają bomby na kogoś tam. I ja przecież nie powinienem mieć na przykład możliwości wiedzieć, jak to jest być w tej sytuacji.
[01:40:53] - Czemu?
[01:40:54] - Co ta osoba czuje.
[01:40:57] - Czemu pan tak myśli?
[01:40:59] - Ja mam cały czas takie myślenie. Znaczy ja mówię w sensie punktu wejścia do pokoju, w którym coś się dzieje, nasz świat, nasz taki duchowy świat. Zanim się wchodzi do tego pokoju, to ma się przeświadczenie, że pewne rzeczy nie powinny być możliwe. Na takiej zasadzie. Nie wiem. Zanim się wejdzie w pewien etap, że pewne rzeczy się nie mogą wydarzać, czyli że nie można tak jakby nawet nie wczuć się, tak? Ja praktycznie, co mnie dziwi, zdarza mi się dosłownie jakby być kimś innym, żeby wyłapać te wszystkie uczucia, łącznie ze strachem, z lękiem, ze smutkiem, bólem. I tego nie potrafię pojąć, w jakim kierunku to prowadzi, tak? Po co to jest?
[01:41:58] - Panie Kazimierzu, po co to jest? Empatia i zrozumienie.
[01:42:05] - Ja przepraszam, właśnie empatią bym tego nie chciał nazwać, bo dla mnie empatia to mówię, to jest takie coś, że komuś coś się wydarzyło złego, dom mu spłonął, nie wiem, dziecko w szpitalu. No to nam jest przykro. To jest dla mnie empatia. Ciągle to jest dla mnie empatią.
[01:42:24] - Nie. Empatia to jest współodczuwanie. Natomiast tak my tak pojmujemy to, że odczuwamy, że współczujemy, tak? Natomiast to nie ma nic wspólnego z empatią, bo my rozumiemy, że komuś zdarzyła się przykrość i rozumiemy też, że powinniśmy mu współczuć. Rozumiemy. To się dzieje na poziomie mentalnym. To jest, wie pan, tak trochę: bardzo się cieszę, że cię widzę, nie? A jak bardzo się cieszysz, nie? Ponury banan na twarzy, przymglone oczy i ktoś mówi: bardzo się cieszę, że cię widzę. I tak samo jest ze współczuciem.
Współczuję ci. To znaczy co czujesz w tym momencie, nie? Nie, no nic nie czuję, ale ci współczuję. No bo powinienem ci współczuć, tak? Bo jest to naturalne, że tobie się dzieje coś złego, więc ja ci współczuję. To jest taki mentalny poziom od odczuwania emocji, rozumienia emocji. Nie odczuwania, rozumienia. To powiem to ja też na przykładzie, tak? Jeżeli spotykają się po śmierci dwie dusze, które były ze sobą w jakiejś relacji tutaj na ziemi.A jest to bardzo częste, zwłaszcza w przypadku ważnych sytuacji emocjonalnych. To one się spotykają ze sobą tak jakby.
Tylko że dusza nie używa słów. Natomiast na poziomie, nazwijmy to, telepatii, pozawerbalnie doskonale odczuwa, co ta druga dusza czuła w momencie, kiedy byli ze sobą w relacji. Czyli powiedzmy sobie szczerze: mąż i żona spotykają się po śmierci. Dwie dusze spotykają się po śmierci. Tutaj na ziemi mąż był przekonany, że to, co robi, jest słuszne i zupełnie nie rozumiał tego, że jego żona czuła strach, jakieś obawy. W momencie, kiedy się spotykają, mąż doskonale odczuwa emocje swojej żony w tych sytuacjach, w których byli. Więc ten odbiór emocjonalny jest odbiorem duchowym i to jest całkowicie naturalny proces, tylko my mamy go tutaj na ziemi bardzo często zablokowany.
[01:45:15] - Rozumiem, że mówimy o sytuacjach oczywiście niezbyt częstych, nie?
[01:45:26] - Nie. Dlaczego?
[01:45:28] - U mnie to super częste nie jest jeszcze.
[01:45:31] - Ale wie pan...
[01:45:32] - Przychodzi znienacka, nagle. Ja po prostu nie mam wpływu na to.
[01:45:37] - Tak, bo to jest pewnego rodzaju empatia i te umiejętności telepatyczne. Kiedyś mówiłem, nawet z Jasmine rozmawialiśmy, że ona też przechodziła taki etap współodczuwania cielesnego.
[01:45:53] - Tak można to nazwać.
[01:45:54] - Ja to już też przeżywałem, że czułem na ciele fizycznym emocje drugiego człowieka: cierpienie, emocje i tak dalej. Nie polecam i z tego się wyrasta. Natomiast w formie takiego doświadczenia, żeby zrozumieć, że coś takiego w ogóle jest możliwe. Bo my najczęściej przechodzimy przez jakieś doświadczenia. To jest, wie pan, tak jak z tymi podróżami astralnymi, z OOBE. Ludzie myślą, że coś tam znajdą, a tak naprawdę jedyną rzecz, którą znajdują, to wiarę w to, że ten świat duchowy w ogóle istnieje. W momencie, kiedy człowiek już nie potrzebuje argumentów na to, bo to już wie, po prostu całym sobą czuje, że tak jest, to te wszystkie doświadczenia nie są już do niczego potrzebne. Więc to współodczuwanie również. Pan jest na etapie, najprawdopodobniej, ja tak to odbieram, przekonywania samego siebie poprzez różne doświadczenia, dziwne dla pana, że to w ogóle jest możliwe, bo pan o tym wiedział, że to jest możliwe.
[01:47:05] - Coś w tym jest, tak.
[01:47:07] - Natomiast teraz przyszedł czas na to, żeby się przekonać o tym nie tylko na poziomie mentalnym, ale również na poziomie wiary i wewnętrznego przekonania. Natomiast w którymś momencie nie będzie pan już tego potrzebował.
[01:47:23] - To czekam na to, nie ukrywam.
[01:47:27] - Spokojnie. To dość ciekawe, dość fajne.
[01:47:31] - Czyli jeszcze droga przede mną jakaś jest, tak?
[01:47:35] - Nie, to przed każdym z nas, panie Kazimierzu.
[01:47:38] - Ja już myślałem, że może nie wiem, zmierzam do końca życia, że coś mi się uruchamia przed śmiercią.
[01:47:46] - Nie, raczej nie sądzę. Natomiast myślę, że to jest właśnie ten moment, na który większość ludzi czeka, żeby to życie było w końcu świadome, żeby zacząć je mieć przyjemne, radosne i pod jakąś tam tak zwaną, po ludzku mówiąc, kontrolą.
[01:48:05] - Czyli rozumiem, że na pytanie, które panu wysłałem mailem, jest szansa, że odpowiem sobie sam.
[01:48:11] - Nie wiem. Nie czytałem jeszcze maila. A kiedy? Przed emisją?
[01:48:15] - Nie, pan już odpisał mi na tego maila, że pan zna odpowiedź, ale nie może mi odpowiedzieć. Z dwa, trzy tygodnie temu.
[01:48:25] - No to widocznie tak było. Widocznie to odpowiedź jest w panu.
[01:48:33] - Napisał mi pan, że odpowiedź pańska na moje pytanie mi nic nie da, bo to trzeba poczuć.
[01:48:42] - Okej, dobra, już sobie przypominam. Czyli zgadzamy się z tym, prawda? Że to jednak trzeba poczuć.
[01:48:51] - Wie pan, nie wiem. Ja ciągle nie wiem.
[01:48:54] - Nie, ale zmiany są, więc czuje pan, że to odczuwanie jest zupełnie inne niż rozumienie, nie?
[01:49:02] - Im więcej się dzieje, tym więcej pytań. Już mam coraz więcej odpowiedzi, tak, to prawda.
[01:49:09] - Ale?
[01:49:10] - Ciągle pytania się pojawiają.
[01:49:12] - I tak będzie do końca życia. Tu akurat pana nie uspokoję, bo ja co sobie coś tam już rozkminię, poukładam, to mam jakąś następną rozkminkę. A może tak, a może tak. Więc pytania się nie kończą.
[01:49:26] - Tak, na pewno warto przez to przechodzić. Dobra, dziękuję bardzo. Życzę wszystkim słuchaczom, życzę panu, panu Markowi miłego wieczoru, dobrego tygodnia. Fajnie było znowu zadzwonić.
[01:49:46] - Przyznam się szczerze, że ja się też bardzo cieszę, bo poczułem różnicę.
[01:49:55] - To zobaczymy co będzie przy którymś telefonie następnym kiedyś. Może będzie jeszcze bardziej coś zauważalne albo regres niestety.
[01:50:06] - Nie. Jest taki pewien moment w tym, że nawet jak człowiek na chwilę się zatrzyma, to już poznając ten dobrostan bardzo szybko pragnie do niego wrócić.
[01:50:24] - Mam tylko taką obawę, że te rzeczy, które są fajne jakby znikną i nie wiem. To zobaczymy.
[01:50:37] - Niech pan nie kusi losu, panie Kazimierzu.
[01:50:40] - Tak, ale ciągle jestem na takim etapie rozwojowym. Dobrze, zobaczymy jak będzie.
[01:50:48] - Jak wszyscy, tylko w różnych miejscach.
[01:50:50] - Tak. Bardzo fajne rzeczy pan mi powiedział. Bardzo panu za to dziękuję.
[01:50:57] - Bardzo się cieszę.
[01:50:58] - Mam do przemyślenia sporo na dzisiejszym spacerze po audycyjnym w pięknych warunkach przyrody, bo jest pięknie na polu, jest cudowna wiosna, wspaniała pogoda. Przepraszam, tak z czapy pytanie na pożegnanie: czy mnie się wydaje, czy jakoś więcej ptaków jest w tym roku? Bo ćwierkają, biegają. Pierwszy raz widzę takie ptaki.
[01:51:26] - Nie, panie Kazimierzu, ptaków jest zdecydowanie moim zdaniem tyle samo. Uczestniczę w tym od ładnych kilku lat. Może w związku z moimi różnego rodzaju przeprowadzkami, ja też wylądowałem w miejscu, gdzie są nowe ptaki, których nie miałem okazji doświadczać w poprzednim miejscu. Natomiast po prostu zaczynamy to słyszeć.
[01:51:50] - Chyba że tak. To niech tak będzie. Dziękuję bardzo. Życzę miłego wieczoru, dobrego tygodnia i trwania i podążania do przodu. Dziękuję bardzo. Pozdrawiam.
[01:52:04] - Dziękuję, panie Kazimierzu. Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam również serdecznie.
[01:52:08] - Dziękujemy bardzo. Jeszcze przypomnę kontakty do Radia Paranormalium te głosowe. Nasze numery telefonów tak jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 53 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Jeżeli żaden z tych kontaktów nie zadziała, to można jeszcze także się połączyć z nami poprzez Google Meet.
[01:52:45] - Jak widać mamy pełen wachlarz. Znaczy pan Marek ma pełen wachlarz możliwości, więc nie damy się tutaj zaskoczyć. Także jeżeli ktoś jeszcze, dziękując panu Kazimierzowi i pani Monice za telefony, zapraszam do dzwonienia, a ja wrócę do czytania komentarzy, bo utknąłem na godzinie 20:50, więc jest lekkie opóźnienie. Mobilek tutaj swoje, że tak powiem, wersje wydarzeń przedstawia. Ja to przeczytam. „Lęki oraz fałszywe przekonania oraz stereotypy biorą się z tego, że ludzie boją się samodzielnie myśleć. Tym samym nie rozumieją, że wszystko jest doświadczeniem, które wznosi naszą mentalność”. Drogi Mobilku, ty jesteś troszeczkę jak mój nakręcony zegarek kiedyś od komunii, że jak się tam na coś już uprzesz, to już to będziesz powtarzał i powtarzał, i powtarzał. Ja ci zadam takie jedno pytanie, mój drogi przyjacielu: czy ty taki mądry też byłeś w poprzednim wcieleniu? Bo to fajnie jest mówić.
Ja ogólnie rzecz biorąc nie popieram takiej narracji, że ktoś doszedł do jakiegoś momentu w swoim życiu rozwojowym i raptem teraz fałszywe przekonania, stereotypy, ludzie boją się samodzielnie myśleć. Jak to się boją samodzielnie myśleć? Bardzo proszę, skupmy się. Zróbcie jak chcecie. Natomiast dla mnie narracja dotycząca oceniania innych ludzi nie jest narracją duchową. Jeżeli chcecie, kochani, uczestniczyć w rozmowie ze mną, to rozmawiajcie o sobie. Nie o innych, tylko o sobie. Ta audycja jest dla was i o was. Ja robię tą audycję dla was, a tylko wtedy będzie dla was, jeżeli będziemy rozmawiali o was, a nie o innych ludziach. Fałszywe lęki, przekonania, stereotypy.
Łatwiej jest mówić o innych, łatwiej jest oceniać innych, łatwiej jest coś tam z innymi niż o samym sobie. Mobilku, zacznij ze mną rozmawiać o sobie. Astra pisze: „Tak, to prawda, że wybieramy sobie rodzinę, w której się chcemy urodzić. Jednak rodzina taka, na jaką sobie zasłużyliśmy. Związki karmiczne także są ważne”. Cieszę się, że mówię prawdę. Związki karmiczne są ważne. Każdy związek jest w pewnym sensie karmiczny, ponieważ pozwala nam albo tą tak zwaną karmę budować, albo ją zakończyć.Natomiast to od nas zależy, którą wersję życia przyjmiemy. Czy przyjmiemy wersję podświadomościową i będziemy tą karmę budowali dalej, czy przerwiemy ten akurat proces karmiczny i wybierzemy tą drogę, którą ja nazywam drogą miłości i to doświadczenie zakończymy. Natomiast dla mnie każdy związek, każda relacja z drugim człowiekiem jest karmiczna.
I tutaj Mobilek, przeczytam to, ale przeczytam to po to, żebyście wiedzieli kochani, czego nie robić. Co do złych wydarzeń czy też zła dotykających ludzi, przyczyną tego jest nasza słaba mentalność, tak zwany prymityw, który wie tyle, co ma wiedzieć, a reszta go nie interesuje. Mobilku, znowu mówisz o innych. Bardzo cię proszę, nie oceniajcie innych. Nie wiecie, w którym miejscu swojego życia i swojej drogi oni są. Nie wiecie, przez co przeszli i nie wiecie, jakie jest ich doświadczenie. To nie jest narracja duchowa. Jeszcze raz proszę, nie brnijcie w to. To nie jest moja narracja. Ja nikogo, że tak powiem, nie oceniam i o to samo proszę was.
Więcej dystansu, bo być może w poprzednim wcieleniu ktoś siedział nad nami i nazywał nas baranem, stereotypem, kimś innym. Ktoś, kto był w innym etapie swojego rozwoju i patrzył na nas tak samo, jak ty Mobilku patrzysz teraz na innych. Więc być może to jest właśnie też takie twoje doświadczenie. Znamy się osobiście, w sensie facebookowo, więc wiem, że jesteś młodym człowiekiem. Może to jest właśnie takie twoje doświadczenie, żeby skupić się na tym, żeby wypracować miłość w sobie. Wypracować, nie lubię tego słowa, stworzyć miłość w sobie. Nie skupiać się na innych, co oni robią, czego oni nie robią. Może takie doświadczenie przechodziłeś w poprzednim wcieleniu i może teraz właśnie, chociaż wydaje ci się, że idziesz drogą duchową i drogą oświecenia innych, idziesz drogą podświadomości. Zastanów się nad tym. Natomiast więcej komentarzy oceniających innych nie będę czytał.
Dana się pojawiła. Witajcie. Witaj Dano. Astra pisze: dobrze pan mówi. Taki morderca urodzić się będzie musiał kaleką cierpiącym tak samo jak cierpiał i cierpienia zadał. Musi spłacić karmę. To jest sprawiedliwość. Ja to nazywam prawdą i miłością, oraz nazywam konsekwencją. Nazywam też doświadczeniem, rozwijaniem świadomości. Ja z tą sprawiedliwością to jestem ostrożny.
Mata Hari pisze: czy według pana wszystko jest moją wielką winą? I z tym SS to już słyszałam od pewnej wróżki, że byłam właśnie kobietą w SS i teraz odrabiam to w bardzo bolesny sposób. Powiem ci tak moja droga, z tym określeniem moja wina, moja bardzo wielka wina, mam złe skojarzenia. Ja nie odbieram tego w kategoriach pojęcia winy. Bo to jest takie wmawianie nam pewnych stanów emocjonalnych i pewnych poglądów. To nie jest w kategoriach winy, to jest bardziej w kategoriach konsekwencji. Natomiast w sumie tak jak sobie to, co przeczytałem, twój nick Mata Hari plus do tego wróżka powiedziała ci, że byłaś kobietą w SS, to się zaczyna składać w jedną całość. Natomiast cały czas powtarzam jedną rzecz, że wszelkie procesy przerywa wejście na jasną stronę mocy. Wszelkie procesy karmiczne przerywa. Jeżeli doświadczasz teraz trudnego życia, czyli przechodzisz przez jakieś ciężkie sytuacje, to zawsze możesz to odwrócić.
Bo jeżeli twoim celem było poznanie i zrozumienie, jak czuły się osoby, które skrzywdziłaś w poprzednim wcieleniu i teraz już doskonale wiesz, co one czuły. Ponieważ większość ludzi nie ma tego, o czym mówił pan Kazimierz, takiego telepatycznego odczuwania tutaj na ziemi. I dlatego musimy przechodzić przez te doświadczenia, żeby je zrozumieć. Na poziomie duszy doskonale to rozumiemy. Natomiast musimy tego doświadczyć też na poziomie ludzkim. I jeżeli już doskonale zdajesz sobie sprawę, że byłaś kimś złym w kategoriach ziemskich i teraz to zło dotyka ciebie, to jest tylko jeden sposób, żeby ten proces przerwać, żeby to doświadczenie przerwać. Tylko jeden sposób: zmiana twojego myślenia, postępowania, twojej emocjonalności. Tylko jeden sposób. I nie chodzi tutaj, często też powiem o tym, często ludzie myślą, że muszą coś odpokutować, że w związku z tym, że kiedyś wyrządzili ludziom krzywdęTo teraz muszą sami żyć w cierpieniu, żeby odpokutować. To nie jest ta metoda.
Metodą jest, żeby mimo swojego ciężkiego życia nauczyć się miłości. Nauczyć się kochać siebie, wybaczyć sobie, kochać siebie i okazywać dobro i miłość innym osobom. To jest tylko ten cel. Nie ma innego. Nie ma żadnej winy, nie ma żadnej kary, nie ma żadnej pokuty. Jest tylko jeden cel: nauczyć się życia miłością wobec siebie i wobec innych ludzi. Nie dawania miłości, tylko odczuwania miłości i okazywania miłości. Astra pisze: „Ludzie, którym jest dobrze i ogólnie są szczęśliwi, nie zadają sobie pytania dlaczego jest mi dobrze. Tylko ci, którzy cierpią, często obwiniają zły los, a nie własne obciążenia karmiczne”. Często ludzie, nawet ci, którzy mają źle, nie zadają sobie pytania, ponieważ obwiniają innych za swoje nieszczęścia.
Matahari pisze: „Nie ma ludzi bez problemów. Nawet Rockefeller i jego dzieci mają problemy”. Być może jak palnąłem coś takiego, że są ludzie bez problemów, to się z tego wycofuję. Oczywiście, że nie. Ponieważ Rockefeller i inni bogaci ludzie, aktualni czy poprzedni, bardzo bogaci, z bardzo dużą wiedzą, testują właśnie w tej chwili kolejny wariant ziemskiego szczęścia. Więc jest to ich doświadczenie na tą chwilę. Między innymi po to, żeby się dowiedzieć, że nawet olbrzymia fortuna, olbrzymie pieniądze i olbrzymia władza nie daje tak naprawdę pełni szczęścia. Fury pisze à propos złej matki: „Następne wcielenie to raczej ta matka odrodziłaby się jako dziecko, które krzywdziła”. Jeszcze raz. To znaczy, to jest przykład.
Sytuacje są różne, przeróżne. Często złe matki na przykład dostają chore dzieci, żeby się mogły nimi opiekować. Zawsze jest wybór, bo można takie niepełnosprawne czy chore dziecko oddać gdzieś tam i próbować można w niektórych przypadkach je porzucić albo nawet zabić, bo i takie przypadki znamy. Więc wybór jest. Natomiast to, co ja powiedziałem, jest tylko przykładem. Natomiast też należy pamiętać, że matka, która była złą matką, jak się urodzi, będzie dzieckiem, ale później znowu będzie matką. Nie jest się dzieckiem całe życie, więc ten proces się kontynuuje. Natomiast nie chcę wchodzić dokładnie w szczegóły, bo to był przykład, aczkolwiek mi osobiście znany z mojego otoczenia. Dana pisze: „Mobilizacja. Jesteśmy jak aktorzy odgrywający aktualnie taką rolę”.
Iwona pisze: „Zaprogramowanie. Można przeskakiwać wibracje, ale trzeba się z nimi scalić”. Dobrze, tutaj po raz kolejny jakieś propozycje technik. Ja czytam, ponieważ to nie jest do mnie pytanie, więc nie będę się do tego odnosił. Mobil pisze: „Od czego zacząć? Najlepiej zacząć od samego siebie, bo to, co mamy wgrane w umysłach powoduje, że rezonujemy w takich sytuacjach i spotykamy takich ludzi, którzy są kompatybilni z naszymi programami duszy”. I tutaj namieszałeś. „Najlepiej zacząć od samego siebie, bo to, co mamy wgrane w umysłach, powoduje, że rezonujemy w takich sytuacjach i spotykamy takich ludzi, którzy są kompatybilni z naszymi programami duszy”. Poniekąd tak, to jest logiczne. Jaon pisze: „Karma istnieje tylko jeśli w nią wierzysz”.
Tutaj jakieś dyskusje wewnątrz kuluarowe. Matahari pisze: „Tak, bardzo chętnie. Proszę jeszcze więcej o tym”. Ach, to dotyczyło podświadomości. Renatka Lewandowski też pisze: „Tak, poproszę”. Okej, dziękuję. Dobrze, dziękuję wam, miłe panie, za wskazówki. W takim razie pociągniemy ten temat dalej. Tas pisze: „Mamy wspaniały i wyjątkowy moment w naszej ewolucji, aby przepłynąć na brzeg, gdzie panuje miłość. Szczęśliwi ludzie, którzy słyszą te programy w języku ojczystym”.
Tak, tu się też całkowicie z tym zgadzam. Szczęśliwi, którzy słyszą. I też o tym, że jesteśmy w dość wyjątkowym momencie.Emobil pisze: „Każdy może się w każdej chwili przeprogramować, bo czas nie istnieje. Wystarczy silna wola oraz intencja oraz przepływ energetyczno-informacyjny”. Emobilku, będę już tutaj dość brutalny, natomiast bardzo proszę, nie forujcie tutaj swoich poglądów na ten temat. Zwłaszcza tych, które nie są zgodne z tym, co ja mówię w audycjach. Emobilku, czy ty, mój kochany, słuchasz, co ja do ciebie mówię? Czy ty jesteś tylko po to, żeby reprezentować swoje teorie? Przecież ja mówię zupełnie coś innego. Ty mówisz tutaj ludziom o silnej woli, o intencji, przepływie energetyczno-informacyjnym.
Czy to jest w ogóle coś związane z audycją, którą ja prowadzę? Czy to jest w temacie? Czy to jest coś zupełnie zaprzeczającego temu, co ja mówię? Więc bardzo proszę, powstrzymaj się od tego, bo przestanę to czytać albo będę musiał wdać się w niepotrzebną dyskusję z tobą na temat twoich poglądów, wciągając w to innych słuchaczy. A jeszcze, nie daj Bóg, ktoś ci uwierzy i powie później innym osobom, że usłyszał to w mojej audycji. Uważam, że to jest nie w porządku. Jeżeli chcecie, kochani, słuchać moich audycji i moich tak zwanych pseudorad, to okej. I za to, co mówię, biorę odpowiedzialność. Natomiast nie biorę odpowiedzialności za rady słuchaczy, którzy nie konsultowali tego ze mną i jeszcze mówią o czymś, co jest niezgodne z tym, co ja mówię. A Emobile tutaj niestety cały czas foruje swoje poglądy i ja nie będę tego czytał i w żaden sposób się pod tym nie podpisuję.
A jeżeli, Emobilku, chcesz ze mną podyskutować na ten temat, to zadzwoń do mnie. Zadzwoń, porozmawiajmy na antenie. Przekonaj mnie do swoich poglądów, podaj mi argumenty, a nie jakieś czyste teorie, że silnikiem napędowym w tym wszystkim to doświadczenie i wiedza. Jeżeli ja się z tym zgodzę, to w moich audycjach będziesz mógł ludziom na ten temat mówić. W przeciwnym wypadku bardzo cię proszę, powstrzymaj się, bo ja się pod tym nie podpisuję. Max Benson pisze: „Witajcie. Jaka jest różnica między dawaniem miłości a okazywaniem?” I tutaj mam dalszy ciąg pytania, co on bredzi. Przy takim założeniu nie wiem, czy jest sens odpowiadać ci, mój drogi, czy moja droga, na to pytanie. Jeżeli twoje założenie jest, że bredzę, to pytanie staje się zupełnie niepotrzebne. Natomiast faktycznie, jeżeli nie widzisz różnicy pomiędzy okazywaniem miłości a dawaniem miłości, to przykro mi.
Albo możesz posłuchać wypowiedzi Emobilka: „Okazywanie miłości to mentalne otwieranie się przed kimś, którego chcemy zrozumieć”. Także polecam, panowie, dyskusję na ten temat na jakimś prywatnym forum. A właśnie ta dyskusja trwa. Natomiast ponieważ ja swoje zdanie na ten temat wyraziłem, Kudłaty pisze: „Witam, Panie Sławku. Cześć wszystkim”. Witaj, Kudłaty. Pamela, dobry wieczór. Dołączyła do nas o godzinie 22. Emobile właśnie przed chwilą napisał: „Sławku, moim zdaniem nie jest ocenianie innych, bo sam idealny nie jestem i mam wiele do przepracowania, ale dzielenie się swoimi doświadczeniami może pomóc innym w zrozumieniu barier, jakie nas ograniczają najprawdopodobniej”. Mój drogi.
Dzielenie się swoimi doświadczeniami jak najbardziej. Więc dziel się swoimi doświadczeniami, opowiadaj o swoich doświadczeniach, o tym, jak pewne rzeczy zmieniałeś, w jaki sposób to robiłeś, jak do pewnych rzeczy doszedłeś, co ci się udało, co ci się nie udało. Okej, od tego jest ta audycja, bo ja też nic innego nie robię, tylko dzielę się swoimi przemyśleniami i doświadczeniami. Natomiast jeżeli to chcesz robić, to rób, jak najbardziej. Będziesz mile widzianym gościem w moich audycjach. Natomiast to, co zacytowałem w kilku twoich wypowiedziach, dla mnie osobiście nie jest narracją duchową. Jeżeli piszesz o ludziach, to już dokonujesz oceny. Jeżeli piszesz o sobie, to piszesz w ten sposób, że „ja”. A jeżeli podajesz jakiś przykład, to podawaj go w podobnej formie, jak ja to staram się robić. Z czym ludzie mają problem, ale nie w formie krytyki bądź nazywanie ich tępymi umysłami czy coś w tym stylu.Bo to już mi trochę nie pasuje.
I też chciałbym, żebyśmy byli w poglądach na temat dokonywania zmian sposobu, formy zgodni. Bo dwa różne warianty dokonywania zmian, troszeczkę czasami sprzeczne bądź zaprzeczające sobie, bądź nie biorące pod uwagę tego, co ja mówię, to powinny powstać na ten temat dwie oddzielne audycje. I chciałbym, żebyś też skupił się, skoro masz sporo do przepracowania na tym, co ja mówię, bo mówię również do ciebie. A ty się zachowujesz ze swoimi wypowiedziami trochę, jakbyś prowadził drugą równoległą audycję. I doprowadzamy do tego, że ja tutaj nadaję na antenie, a ty prowadzisz swoją audycję na czacie. Nie wiem, czy o to ci chodzi, ale myślę, że gospodarzem tej audycji jestem ja i jeżeli ktoś chce słuchać, to niech skupi się na tym, co ja mówię w tym czasie, a nie tak do końca na tym, co ty masz do powiedzenia. Takie są moje oczekiwania wobec tej audycji i mam nadzieję też, że ludzie tutaj między innymi chcą usłyszeć, co ja mam do powiedzenia. A momentami robimy sobie konkurencję. To znaczy nie robimy sobie konkurencji, tylko ty mi robisz konkurencję i w tych kategoriach troszeczkę to odbieram. Więc mów o sobie, o swoich doświadczeniach, o tym, do czego doszedłeś, jak doszedłeś i tak dalej.
Jak najbardziej. Zapraszam cię serdecznie do tego. Mata Hari pisze: „Panie Sławku, czy to prawda, że my ludzie spotykamy się w kolejnych życiach, ale różnych rolach? Na przykład raz się jest dzieckiem, a raz się jest rodzicem. Mam na myśli, że ludzie się spotykają w innych życiach, ale właśnie innych rolach. Pytanie dwa: słyszał pan o bliźniaczych płomieniach?” Tak, słyszałem o bliźniaczych płomieniach, natomiast nie mam na ten temat tak do końca zdania, bo nigdy w to nie wgryzałem. Bardzo często na swojej drodze, w odpowiednim momencie dla nas, wtedy, kiedy jesteśmy gotowi, spotykamy kogoś w rodzaju bliźniaczego płomienia czy bratniej duszy. Mówiłem o tym w momencie, kiedy mówiłem trochę o związkach, bo to w tych sytuacjach najczęściej się pojawia. Ale to musimy być gotowi na przyjęcie takiej osoby wtedy, kiedy kończy się ten etap doświadczania. Bo związki to jest najlepsza forma doświadczania, jaką życie może nam zafundować.
I przechodzimy na ten etap takiego partnerstwa, czyli porozumienia, to wtedy jest duża szansa na spotkanie tej bratniej duszy czy bliźniaczego płomienia. Natomiast z tymi rolami jest przeróżnie. Nieraz wchodzimy po raz kolejny w tą samą relację, czyli nadal jesteśmy mężem i nadal jesteśmy żoną, żeby coś tam dopracować. Natomiast możemy się też zamieniać rolami. Oczywiście w zależności od sytuacji, od tego, co w tym wcieleniu się wydarzyło, taka jest decyzja na następne wcielenie. Więc tu scenariuszy jest całe mnóstwo. Dana pisze: „Czy zawsze w reinkarnacji musimy poznać dwie strony medalu? Jak jest na przykład z dziećmi molestowanymi? Czy to wcielenia istoty, które kiedyś podobnie krzywdziły innych? Nie jest to chyba aż tak proste”.
Tak, moja kochana, nie jest to oczywiście aż tak proste. Oczywiście, że tak. To nie jest zero-jedynkowe, ponieważ to jest bardzo indywidualne. Natomiast ja pokazuję bardziej mechanizm. Natomiast poznanie sytuacji indywidualnej, ja nawet nie mam prawa bez czyjejś zgody wchodzić w jego sferę osobistą, intymną, w jego energię, w jego życie w żaden sposób. Więc mimo posiadanych pewnych umiejętności ja nie mam do tego prawa bez zgody człowieka, którego to dotyczy. Więc ja wiem tylko tyle, na ile mi pozwolili ludzie, z którymi rozmawiałem. Natomiast poznanie drugiej strony medalu jest jedyną formą nauki dla człowieka. Wiecie doskonale, że tłumaczenie komuś, że czegoś nie wolno, że nie powinien, że to jest złe, że to jest niewłaściwe i tak dalej, niczemu nie służy. Tworzenie przepisów prawa, które ograniczają możliwość dokonywania czynów złych, też nie jest wystarczającym hamulcem dla tych, którzy krzywdę innym chcą robić.
WięcTylko poprzez doświadczenie tego samego, krzywdy którą wyrządziliśmy innym, poszerzamy swoją świadomość. Natomiast niestety i jeżeli chodzi o te przypadki molestowania, to jest też bardzo często takie doświadczenie. Również to jest takie zbiorowe doświadczenie rodzinne często. To są sytuacje, które zbierały się na przykład przez ileś tam wcieleń. Albo ludzie czekali na siebie, żeby dokończyć jakieś tam doświadczenie, które się pojawiło dawno, dawno temu. Zwłaszcza że wiecie, że przypadki molestowania w tych czasach naszych są roztrąbione, tak bardzo napiętnowane. Natomiast przypadki molestowania były zawsze, a wiemy też dokładnie, że kiedyś, powiedzmy 2000 lat temu, wykorzystywanie młodych chłopców czy młodych dziewcząt do czynności seksualnych było normalne. Było nagminne. Zresztą też i wydawanie za mąż 12-latek też było normalne. To wszystko trwa.
Nie wszystko, co dzieje się w naszym życiu lub w życiu innych ludzi musi być wynikiem ostatniego wcielenia. Teraz tak już na koniec, bo Darek Skwarek pisze: „Szkoda, że o piątej muszę wstać”. Dziękuję za miły komentarz. O tym procesie jeszcze powiem tak na koniec, że żyjemy w takich czasach, kiedy dostaliśmy możliwość właśnie kończenia tego, czego nie nauczyliśmy się do tej pory, ponieważ w tej chwili są jeszcze warunki na przykład do tego, żeby być ofiarą. I ludzie, którzy na przykład krzywdzili innych, mają możliwość jeszcze doświadczenia bycia ofiarą. W momencie, kiedy życie na Ziemi będzie oparte na zasadach miłości, nie będzie ofiar, więc możliwości inkarnacji i zdobywania doświadczenia ofiary skończą się. I ci, którzy nie przejdą tego etapu, nie będą mieli możliwości inkarnowania się już na Ziemi. Dlatego ten proces czyszczenia w tej chwili jest taki bardzo intensywny, żeby jak najwięcej dusz, osób, świadomości mogło kontynuować pobyt na Ziemi, ale już na innych zasadach. W innych warunkach. Oczywiście nie mówimy tu o 10 latach czy 15.
Natomiast ja taką perspektywę widzę i taką perspektywę znam i taki cel znam i takie założenie i taką wizję tego, co będzie z nami, z Ziemią w najbliższych latach. No dobrze kochani, bo to się zrobiła już w tej chwili prawie godzina 23:00. Niektórzy muszą wstać o piątej rano. Ja na szczęście akurat jutro nie. Co nie zmienia faktu, że co poniektórzy być może tak. A poza tym zauważyłem, że krótsze audycje są lepiej przyjmowane, więc kończymy na dzisiaj. Ja tam żadnego podsumowania na dzisiaj nie będę robił, bo myślę, że podsumujemy to w takim razie w następnej audycji. Natomiast spróbujcie, jeżeli coś tam zostało przeze mnie zagmatwane i nie do końca wyjaśnione tak, żeby było jasne i czytelne, to zadawajcie mi oczywiście jak najbardziej pytania, ponieważ ten temat zależności naszej podświadomości, naszej świadomości i tego, co się z nami dzieje, jest bardzo ważny. Więc bardzo mi zależy na tym, żeby wszyscy, którzy mają ochotę ten mechanizm i tą zależność zrozumieć, żeby ją zrozumieli. Także kochani, dziękuję wam za dzisiaj.
Troszeczkę może z Emobilkiem się umówimy na jakieś prywatne pogaduchy, żebyśmy sobie mogli parę rzeczy wyjaśnić poza anteną. Zapraszam cię bardzo, bo być może coś zostało odebrane przez kogoś jako bardzo ostre z mojej strony, ale naprawdę bardzo was szanuję. Bardzo chciałbym jak najwięcej do was mówić, jak najwięcej rzeczy wam przekazywać. Ale też z drugiej strony niekoniecznie chcę was zmuszać do tego, żebyście słuchali czegoś, czym nie jesteście zainteresowani. Tylko z tego to wynika. Dobra kochani, Tasp pisze, Dana pisze: „Dziękuję państwu”. Wdzięczność. Dobranoc wszystkim. Tasp też dziękuje. Ja też wam kochani bardzo dziękuję.
Cieszę się, że w takimW takim gronie mam przyjemność prowadzić audycję, w gronie pana Marka i słuchaczy telefonicznych. Trzymajcie się cieplutko, bo podobno zapowiadają się chłodne dni znowu, więc cieplutko się trzymajcie, uważajcie na siebie i do usłyszenia za tydzień. Mam nadzieję, że znowu coś fajnego sobie powiemy.
[02:26:42] - Pamiętajcie, żeby się jutro ciepło ubrać, bo nie wiem jak u was, ale dzisiaj było u mnie 21 stopni, a jutro ma być 12 w dzień. Także dbajcie o to, żeby się ciepło ubrać. Nie pijcie zimnych napojów, pijcie coś ciepłego koniecznie przed wyjściem z domu, przed pójściiem do pracy, przed zrobieniem czegokolwiek poza domem. Dbajcie o siebie, ubierajcie się ciepło, dbajcie o ciepełko. My już dzisiaj kończymy powolutku audycję „Świat oczami duszy”, kolejny odcinek. Oczywiście zapraszamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube, pana Sławka Mączkowskiego. „Czy można oszukać przeznaczenie?” Ach, to już jest ta godzina. Pomyliły mi się tytuły.
[02:27:30] - Za długa audycja była.
[02:27:32] - Troszkę już jednak czuję, że jestem strasznym meteopatą i czuję, że ciśnienie jakoś tak przez ostatnie dwie godziny dramatycznie spadło, co się odbiło na moich zdolnościach, że tak to ujmę, intelektualnych. Ale już wracamy. Oczywiście zasubskrybujcie koniecznie kanał pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. Zachęcamy także do sięgnięcia po książkę pana Sławka, która jest dostępna w wersji drukowanej, elektronicznej oraz w wersji dźwiękowej. Książka zatytułowana „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Polajkujcie także profil pana Sławka na Facebooku. Śledźcie wszystkie profile na Facebooku i na YouTube. A my już dzisiaj powolutku kończymy audycję. Jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę, dobranoc i do usłyszenia oczywiście już za tydzień o 20:00 w poniedziałek na żywo na antenie Radia Paranormalium.
Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl