Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Pierwszy luty 2021 roku, poniedziałek. Krótko po 20:00 wypadałoby zacząć pierwszy w tym miesiącu odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycja o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:44] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich bardzo serdecznie.
[00:48] - Tradycyjnie zanim przekażę głos panu Sławkowi, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Dzwonić będzie można w drugiej części naszej audycji, ale numery telefonów i wszelkie inne kontakty warto zapisać sobie już teraz. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarne 32 746 00 08, komórkowy 53 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, tradycyjnie oddaję pana głos.
[02:01] - Dziękuję panie Marku. Kochani, witam was bardzo serdecznie i bardzo gorąco w ten mroźny, przynajmniej u mnie, wieczór. Otóż po pierwsze bardzo dziękuję za ciepłe informacje, za miłe informacje dotyczące poprzedniej audycji. Wiem, że tam był odzew i były też konkretne osoby, które się z naszym gościem, czyli z Sabiną kontaktowały już tak na zasadzie konkretów i jakichś takich konkretnych działań, więc to mnie bardzo cieszy. Cieszy mnie również to, że dostałem takie fajne, miłe informacje na temat ogólnie swojej działalności, zwłaszcza radiowej, bo większość z was z tej strony mnie zna najlepiej. Cieszę się też, że kilka osób z tego, co mi wiadomo, doceniło narzędzie jako narzędzie i też pomysł, który co jakiś czas się pojawia w naszych audycjach, dotyczący konkretnych rozwiązań, które możemy stosować, żeby troszeczkę modyfikować i polepszać przede wszystkim stan swoich emocji, a przez to też i jakość własnego życia. I teraz mamy kolejną audycję w nowym roku. Zaczęliśmy od jubileuszu, czyli od audycji numer 100, w którym dzieliłem się z wami swoimi przemyśleniami sprzed 20 lat, czyli rękopisem książki „Życie człowieka, czyli walka dobra ze złem”. Książki, która przynajmniej do tej pory nie została dokończona ani wydana. No i w zeszłym tygodniu mieliśmy audycję na temat hipnozy i regresingu, a w dzisiejszej audycji spróbujemy to razem ze sobą połączyć, ponieważ zwłaszcza po setnej audycji był taki dość duży oddźwięk, jak na wasze reakcje poaudycyjne, to dość duży oddźwięk na temat emocji, które z mojej strony się pojawiły w setnej audycji, kiedy gdzieś tam bardzo dobitnie powiedziałem, co sądzę na temat rozwoju duchowego.
Dzisiaj do tego tematu w pewnym sensie chciałbym wrócić. Kochani, nie wiem, czy zauważyliście i czy też do takich wniosków doszliście podczas ostatniej audycji, że dość wyraźnie zostało powiedziane, że my jako ludzie mamy taką naturę, że nie chcemy poprawiać swojego życia. Nie wiem, czy wyłapaliście ten wątek, czy to tylko ja tak gdzieś się czepnąłem tej informacji. Natomiast patrząc z moich doświadczeń, zresztą z tego też, co rozmawialiśmy z Sabiną, ludzie, którzy przychodzą do niej po tak zwaną pomoc, to właśnie przychodzą nie po to, żeby poznawać siebie, tylko po to, żeby gorzej już nie było. Wtedy, kiedy bardzo często jesteśmy przyparci do muru, kiedy wyczerpiemy wszelkie możliwe dostępne dla nas metody przeciwdziałania temu, co złego dzieje się w naszym życiu. I to jest bardzo istotne. Przeciwdziałania temu, co złego dzieje się w naszym życiu.To jest motywacja dla nas do działania, żeby nie było już gorzej. Większość ludzi nie rusza tyłka w momencie, kiedy jest im dobrze. Kiedy w miarę ogarniają sytuację, kiedy w miarę sobie radzą, to nie ruszają tyłka, żeby cokolwiek zrobić. W momencie, kiedy to, co niefajnego w naszym życiu się dzieje, zaczyna nam już bardzo mocno doskwierać, wtedy większość ludzi zaczyna wykonywać jakieś ruchy.
Nie dlatego, żeby było lepiej, tylko dlatego, żeby nie było gorzej. Dla mnie, który od dawien dawna szuka różnych metod, różnych sposobów, różnych pomysłów, jak poprawiać życie, jest to osobista tragedia. Ponieważ ludzi, którzy chcą poprawiać swoje życie jest mało. Ludzi, którzy tak sami z siebie chcą poprawiać swoje życie. To poprawianie takie samo z siebie sprowadza się do czytania książek, do oglądania filmów, do dyskusji, do jakiegoś dzielenia się wiedzą z innymi czy podpytywania, czy rozmawiania na ten temat. Jeżeli jest oczywiście z kim. Do tego sprowadza się nasze działanie, kiedy nie jest nam jeszcze tak źle. I dla mnie osobiście to jest pewnego rodzaju porażka, ponieważ po co komu mówić o tym, że jego życie może być lepsze? W jednej z audycji pojawił się taki argument, że jestem nieprzekonywujący. I to jest właśnie ciekawe, że żeby w pewnym sensie skłonić człowieka do poprawy swojego życia, trzeba go przekonać.
Natomiast żeby człowiek ratował resztki, namiastki jakiegoś normalnego życia, wtedy człowieka nie trzeba przekonywać. Wtedy on ma motywację do działania. Wtedy szuka sposobów, szuka rozwiązań, szuka ludzi, szuka środków. I jeżeli na przykład w kategoriach finansowych przekładając to tak: zapłać 100 złotych, a powiem ci, jak możesz poprawić swoje życie. To mi szkoda pieniędzy. Ale jeżeli jesteś już tak przyciśnięty do muru, już twoje życie jest tak podłe, takie nie do wytrzymania, to zapłacisz 1000 złotych, żeby nie było gorsze. Chociaż najprawdopodobniej dowiesz się dokładnie tego samego, co dowiedziałbyś się na tych warsztatach czy na tym spotkaniu za 100 złotych. Ponieważ tak naprawdę te informacje, które my sobie przekazujemy, które krążą w tej całej branży tak zwanej duchowej, w tym wszystkim, o czym się rozmawia w tematyce rozwoju duchowego, rozwoju osobistego, sprowadza się do kilku podstawowych informacji. Jedną podstawową informacją jest to, że nikt za ciebie nic nie zmieni. To jest pierwsza podstawowa informacja.
Nikt za ciebie nic nie zmieni. Mogę ci podpowiedzieć, ktoś może coś pokazać, ktoś może czegoś nauczyć, ale nikt za ciebie nic nie zmieni. Następna informacja podstawowa to jest taka, że wszystko, co jest w naszych myślach i w emocjach, staje się naszą rzeczywistością. Więc żeby cokolwiek zmienić na zewnątrz, trzeba zacząć zmiany w samym sobie. Jest jeszcze o porzucaniu przeszłości. Jest jeszcze o pozytywnych intencjach. W zależności od ułamu jest jeszcze o miłości, o wybaczaniu, ale to są już pochodne. Podstawowe informacje to jest takie, że żeby cokolwiek zmienić w swoim życiu, trzeba zmienić samego siebie. To powie psycholog, to powie psychiatra, to powiedzą na warsztatach o wybaczaniu, to powiedzą o odcinaniu od przeszłości, żeby nie ciągnąć tego wora za sobą. O nauce obrony siebie samego, o wyrażaniu swoich emocji i tak dalej.
To wszystko się kręci wokół kilku podstawowych informacji. Tylko na czym polega różnica? Że jak człowiekowi jest w miarę dobrze, to mówi: po co ja będę coś zmieniał? Poza tym słucha tego, ale tak na dobrą sprawę myśli sobie: może się przyda, może się nie przyda. Może w przyszłym tygodniu. Może jak wezmę trzynastkę czy dostanę premię, to pójdę sobie na jakieś warsztaty. Może tak, a może nie. W zasadzie to nie mam jakiegoś parcia, nigdzie mi się nie śpieszy. Natomiast w momencie, kiedy człowiek jest już zmęczony swoim dotychczasowym życiem, będzie chwytał się każdej metody, którą ktoś mu podsunie i każdego sposobu, który ktoś mu podsunie, żeby jednak to życie nie stawało się coraz gorsze, żeby gorzej już nie było. W pracy choćby podłej do momentu, dopóki jeszcze dajemy radę, będziemy w niej tkwić.
Ludzie przychodzili, mówili: ty zmień pracę, mordujesz się, jest źle. Przecież widzę, co się z tobą... Nie, wiesz, dobra. Daję radę. Dopiero kiedy nie przyjdzie pensja, dopóki ktoś kogoś oszuka na premii.Albo w momencie, kiedy atmosfera stanie się już nie do wytrzymania, wtedy przy parciu do muru rzucamy tą pracę bez względu na to, co się dzieje. Z nożem na gardle, w nerwowy sposób poszukujemy innej pracy, jakiejkolwiek, byle nie tej. Tak jest z relacjami, tak jest ze związkami, tak jest ze zdrowiem. I to z mojego punktu widzenia pokazuje bezsens tego, co robię. Ponieważ większość ludzi nie jest zainteresowana dokonywaniem zmian, jeżeli jeszcze dają radę. Dlaczego tak się dzieje?
Kochani, żebyśmy mieli jasność. To nie jest zarzut, bo ja równie dobrze mógłbym zacząć tworzyć audycję właśnie dla tych ludzi, którzy są już przy parciu do muru i zamiast nazwać audycję „Świat oczami duszy”, nazwałbym ją „Świat oczami czarnej dupy”. Skierowałbym to, co mówię do ludzi, którzy są w czarnej dupie, którzy szukają sposobu, żeby ich życie nie było jeszcze gorsze. Żebyśmy mieli jasność, to nie jest żaden zarzut. Ja wybrałem drogę tworzenia lepszego świata. Nie naprawiania tego, co zepsute, tylko tworzenia lepszego. Dla mnie to jest trochę taka różnica, jak bycie lekarzem na porodówce albo na OIOM-ie. Moja natura chce tworzyć rzeczy nowe, dobre, radosne. Rzeczy przyjemne, wesołe, szczęśliwe. Moja natura nie chce uczestniczyć w sytuacjach negatywnych, czyli mówienie o tym, że tego przypadku się już nie da odratować, tych strat się już nie da zniwelować, tej relacji nie da się już naprawić albo tego zdrowia się już nie da odzyskać.
To jest mój świadomy wybór, co ja chcę mówić i co ja chcę tworzyć. Natomiast dlaczego mamy taką naturę? W ostatniej audycji, nieważne, czy wiem, czy nie wiem. Bo nawet stwierdzenie, że nie wiem, nie spowoduje tego, że wiem, więc też się łapię czasami na tym. Pojawił się bardzo mocny aspekt związany z naszą podświadomością. Bo wszystkie sesje terapeutyczne, które robi Sabina, sprowadzają się do odkrycia i rozwikłania pewnych rzeczy, które tkwią w naszej podświadomości. Które zostały tam zapisane w jakimś okresie naszego życia, najczęściej w początkowym okresie naszego życia i na bazie tych przeżyć zostały wytworzone kolejne. I w ten sposób powstała nasza wizja rzeczywistości wszystkiego, co nas otacza. Na bazie na przykład wytworzonego w oczach dziecka, w emocjach dziecka przekonania, że świat jest zły, że nikt mnie nie kocha, nikt nie zwraca na mnie uwagi. Dziecko wybudowało swoje przekonanie, że jest do dupy i z tym przekonaniem weszło w życie.
Na podstawie najczęściej jednego bądź kilku doświadczeń, które teraz z perspektywy czasu oceniamy zupełnie inaczej. Wtedy jako dzieci, malutkie dzieci, nierozumiejące nic dzieci, oceniliśmy to inaczej. W tej chwili patrzymy na to zupełnie inaczej. Natomiast wytworzyliśmy osobowość, która ma o sobie przekonanie, że na nic nie zasługuje. I ten aspekt, jak powstaje podświadomość, jak bardzo czasem nieistotne już w tej chwili, z naszego punktu widzenia sytuacje potrafią wpłynąć na nasze życie. Jak bardzo determinują to, co myślimy o sobie, co myślimy o innych i w związku z tym, jak na to wszystko reagujemy. I to był bardzo silny aspekt poprzedniej audycji. Dlatego o tym mówię, bo my dużo w poprzedniej audycji rozmawialiśmy o technikach, o przypadkach, o samej metodzie, o zaletach tej metody i paru innych rzeczach. I z pewnością mało było właśnie podkreślenia tego, jak bardzo małe sytuacje z naszego dzieciństwa potrafią zmienić, ukształtować nasz charakter, naszą osobowość. I od razu mówię, że z punktu widzenia naszej duszy, naszej duchowości w tym też nie ma przypadku.
Jest to pewnego rodzaju celowe działanie naszej duszy, czyli nas samych w stworzeniu nam odpowiednich warunków do tego, żeby przeżyć konkretne historie. Więc przypadku nie ma i z duchowego punktu widzenia temat podświadomości można by było zostawić jako ważny aspekt naszego doświadczania. Ponieważ przechodząc przez konkretne historie, my doświadczamy i w ten sposób rozwijamy swoją świadomość. To tak na marginesie.Żeby nie było, że ja tę podświadomość też w jakiś sposób z duchowego punktu widzenia demonizuję. Ona nie jest przypadkowa. Wracając teraz do naszego wątku. Dlaczego my tacy jesteśmy, że nie chcemy, unikamy jakiegokolwiek ruchu, jeżeli jest nam jeszcze w miarę dobrze? Dlaczego sami z siebie nie chcemy poprawiać jakości naszego życia? Nie mówię tu o aspektach ziemskich typu lepszy samochód, lepszy telewizor, lepsze wakacje i tak dalej. Bo to mamy w naturze, tę rywalizację, to dążenie do coraz lepszych rzeczy.
To jest aspekt kulturowy, społeczny, może parę innych jeszcze aspektów w tym jest i to nam przychodzi z łatwością. Chcemy dzieci do jak najlepszej szkoły posłać, mieć lepsze ciuchy i tak dalej. Aspekt materialno-fizyczny jest całkowicie dobrze zaspokajany. Natomiast ten aspekt emocjonalny. Dlaczego tak mało wkładamy w to wysiłku, żeby poprawiać nasz aspekt emocjonalny? I tu, kochani, też bardzo ważna informacja. Cała duchowość to jest aspekt emocjonalny. To, o czym mówiłem w setnej audycji, to nie jest kwestia mentalna, umysłowa. Duchowość równa się emocjonalność. Zwróćcie uwagę, że patrząc na nurty filozoficzne, na różnego rodzaju religie, czy nawet na prawo, czego tak naprawdę one mają nas nauczyć?
Co nam pokazują? Jaki kierunek nam wskazują? Jest jeden kierunek i jeden cel. Bycia coraz to lepszym człowiekiem, a w założeniu bycie dobrym człowiekiem. I ten aspekt, ten cel na poziomie umysłowym jest nam przedstawiany od tysięcy lat i od tysięcy lat wiemy, co mamy zrobić, do czego mamy dążyć. Prawo, które karze złodziei. Bo złodziej to jest ten zły człowiek, który kradnie drugiemu człowiekowi coś, co jest jego, czyli go po prostu krzywdzi. Każda forma krzywdzenia drugiego człowieka jest przez prawo w jakiś sposób usankcjonowana i obarczona jakąś karą. Jeżeli sprzedawca sprzeda niepełnowartościowy towar, to jakaś federacja konsumentów czy jakiś sąd powie: „Proszę zwrócić pieniądze”. Jeżeli ktoś wykorzysta, oszuka drugą osobę, podlega karze.
Kierowca, który jedzie zbyt szybko przez miasto i stwarza zagrożenie dla innych ludzi, podlega karze. Kierowca pijany, który stwarza zagrożenie, podlega karze. Pracodawca, który nie przestrzega zasad BHP i nie dba o swoich pracowników, podlega karze. Pracodawca, który nie odprowadza podatku od wynagrodzenia i nie płaci ZUS-u, może pójść do więzienia. Każda forma krzywdzenia drugiego człowieka jest przez prawo karana. W religiach jest dokładnie to samo. Są pokazane wzorce, jak należy postępować. A przecież chodzi o to, żeby nie kraść, nie oszukiwać, nie wykorzystywać, nie złorzeczyć i tak dalej. Nie wykorzystywać cudzej żony do swoich własnych celów i swoich własnych przyjemności. To są wszystko rzeczy, to są wszystko informacje, które mówią nam, jak należy postępować, żeby nie krzywdzić drugiego człowieka.
Religie, prawo, nurty filozoficzne i tak dalej. Więc na poziomie mentalnym my doskonale od tysiącleci wiemy, jak należy postępować. I nic się nie zmienia, ponieważ duchowość to nie jest stan umysłowy. Więc właśnie, dlaczego tak trudno nam jest dokonywać zmian w życiu? Bo nawet może jesteśmy bardzo wierzącym człowiekiem i nawet być może trochę boimy się tego pójścia do piekła, ale jednak jak wyjdziemy z kościoła, to jak nam jakaś babcia wyjdzie przed samochód, to ją strąbimy i poślemy jej parę krótkich. A jak wrócimy do domu, to i tak, że tak powiem, opieprzymy swoją żonę, swoje dzieci czy kogokolwiek innego, kto nam wpadnie, czy na przykład psa, bo mamy zły nastrój. Mimo że wiemy, że dużo wypadków powstaje na drogach, jeżeli się jeździ z nadmierną prędkością, to i tak będziemy jechali szybciej, ponieważ nam się śpieszy. Dopiero jak zobaczymy radiowóz na drodze albo wypadek, wtedy zdejmujemy nogę z gazu, ponieważ pojawia się aspekt emocjonalny. Kochani, cały klucz tego, cały powód, dlaczego tak trudno nam dokonywać zmian, tkwi w naszej podświadomości. Ponieważ nasza podświadomość jest tak skonstruowanaŻe wszystko to, co nam podpowiada, chociaż podpowiedź to jest bardzo delikatne określenie dla tego, co ona robi, ponieważ ona nam narzuca reakcje, zachowania, poglądy.
Narzuca nam w zasadzie wszystko, łącznie z objawami psychosomatycznymi. Cały problem tkwi w naszej podświadomości. Problem nie problem. To jest mechanizm i tak jesteśmy skonstruowani. I tyle. Znaczy byłoby tyle, gdybym chciał was zostawić z problemem. Gdybym chciał was zostawić z problemem, to mógłbym powiedzieć koniec. Natomiast cały czas staram się rozmawiać o sposobach, o możliwościach i tak dalej. Jeszcze tak na chwilę o tej podświadomości, bo to bez wątpienia ważny temat. Mamy kiepską pracę.
Z jakiegoś powodu kiepską. Może nie finansowo, ale za to rozwojowo, perspektywicznie. Atmosfera do kitu. Mamy kiepską robotę, coś nam w niej nie odpowiada, nie realizujemy siebie, nie jesteśmy doceniani. Albo na przykład kiepsko zarabiamy. Na tyle mało, że nie stać nas na wiele rzeczy, na które chcielibyśmy sobie pozwolić. Ponieważ to my wybraliśmy tą pracę z naszego punktu widzenia świadomie, to nasza podświadomość mówi: „Zostaw. Bo przecież w zasadzie nie jest jeszcze tak źle. A może gdzieś będzie gorzej, a przecież nie wiesz. A tu się już przyzwyczaiłeś.” I ona cały czas nam podpowiada rzeczy, które nas w pewnym sensie zniechęcają do podejmowania jakichś działań, ponieważ w jej przekonaniu wszystko, co nam doradziła, jest jedynym słusznym rozwiązaniem.
I dlatego my tak długo tkwimy w niektórych sytuacjach. Dlatego tak trudno nawet z negatywnymi sytuacjami nam się rozstać. Dopiero jak dociera do nas bardzo mocny impuls emocjonalny. Bo te rozmowy z podświadomością toczymy trochę tak jakby na poziomie umysłowym, mentalnym. To wtedy są rozmowy, przekonywania, argumenty. Wtedy są rozważania i nic się nie zmienia. Dopiero bardzo silny albo silny przynajmniej impuls emocjonalny popycha nas do zmian. Rzadko jest to impuls pozytywny. Owszem, są takie. Urodziło mi się trzecie dziecko, muszę zmienić samochód, bo chcę móc zabierać wszystkie zabawki, pampersy, buzeczki, więc kupię sobie kombiaka, żeby moje dzieci na wakacjach czy w czasie podróży miały komfort i miały wszystko, co jest im i nam potrzebne, żeby być przynajmniej usatysfakcjonowanymi, zadowolonymi, szczęśliwymi.
Żeby mieć wszystko, co jest nam potrzebne. Zmienię sobie samochód. To jest aspekt, na przykład impuls pozytywny. Są też takie impulsy pozytywne, jak na przykład miłość. Kiedy z miłości dla drugiej osoby jesteśmy w stanie dokonywać zmian. Już nie będę rozrzucał ubrań na podłogę. Będę mył zawsze wieczorem zęby. Będę się golił. Zadbam o siebie. Pójdę na siłownię.
Schudnę. I tak dalej. Zmienię coś w swoim postępowaniu. Nie będę już jeździł do agencji. Nie będę już uprawiał hazardu. Rzucę palenie. Jesteśmy w stanie z miłości pewne rzeczy zmieniać. To jest kolejny bardzo silny aspekt emocjonalny, ale najczęściej tymi silnymi bodźcami emocjonalnymi, które zmuszają nas do dokonywania zmian, są sytuacje negatywne. Najczęściej wtedy, kiedy już nie dajemy rady sobie z czymś poradzić. Czwarty związek taki sam.
Znowu klapa, znowu rozpad. Kolejna praca. Znowu kopią mnie w tyłek. Znowu się nic nie zmienia. Kolejna przyjaźń. I znowu kłamstwo. Znowu oszustwo. Znowu wykorzystanie. Choroba. Strach przed utratą zdrowia.
Strach przed utratą bliskiej osoby. Jeżeli nie przestanę pić, to stracę rodzinę. Więc te silne aspekty emocjonalne potrafią nas popchnąć do dokonywania zmian w życiu. Inaczej nasza podświadomość mówi: „Dobra, stary, jeszcze dajesz radę, jeszcze sobie radzisz. Poradzisz sobie. Zobaczysz. Jesteś zajebisty. Jesteś super. Dasz sobie radę. Wytrzymasz jeszcze chociaż do urlopu.
Później to już tamtego. Jeszcze premię żebyś wziął, jeszcze coś tam. Jeszcze spłać samochód. Wtedy jak to pieprzniesz, jak coś tam. Albo słuchaj, wygrasz w końcu w totka, w końcu wygrasz. Tyle lat już grasz na te same cyfry. Musisz wygrać. Siedź dalej, biczuj się, niech cię kopią, niech cię poniżają. Ale jak wygrasz w totka, to ty im wtedy pokażesz. Bo wygrasz przecież.” I tu się właśnie kotłują, stykają się ze sobąDwa światy.
To, o czym mówiłem w audycji setnej, o pierwszym tytule pierwszej mojej książki, którą chciałem napisać, to była właśnie walka dobra ze złem. Życie człowieka, czyli walka dobra ze złem. Jeden aspekt to jest aspekt emocjonalny i drugi aspekt to jest aspekt podświadomościowy, umysłowy, świadomy, ludzki. Na tej płaszczyźnie dochodzi do bardzo wielu naszych wewnętrznych starć. Zwróćcie uwagę na jedną rzecz. Co jest największą potrzebą człowieka? Inaczej. Wyobraźcie sobie, że jesteście małymi, malutkimi dziećmi jeszcze w łonie swojej matki. Jakie uczucia, jakie emocje, jaki stan emocjonalny towarzyszy takiemu maleńkiemu, dopiero tworzącemu się życiu ludzkiemu? Po pierwsze to jest bliskość, ponieważ jest w matce, jest otoczony przez matkę.
Bardziej, bliżej być się nie da. Więc to poczucie bliskości. I drugie to jest też poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście mówimy tu o normalnych ciążach, o normalnych matkach i tak dalej. Więc bliskość i poczucie bezpieczeństwa to są dwa stany emocjonalne, które poznajemy na samym początku naszego życia. I te dwa stany emocjonalne zostają nam po dziewięciu miesiącach brutalnie odebrane. Po prostu jesteśmy wyrwani, wypchnięci, wyciśnięci z tego bezpiecznego miejsca i wyrzuceni na świat, który jest obcy, zimny i przerażający. I dlatego potrzeba bliskości i poczucia bezpieczeństwa jest tak silna w ludziach, ponieważ to jest pierwsza rzecz, którą tak naprawdę w swoim życiu poznajemy, a która później zostaje nam odebrana. Z jednej strony to poczucie bezpieczeństwa, miłości, bliskości jest naszym marzeniem, naszym pragnieniem, jest naszym dążeniem przez całe nasze życie. Tego, zwróćcie uwagę, poszukujemy.
Tylko najczęściej poszukujemy tego w innych osobach. Czekamy, że ten stan emocjonalny zapewnią nam inne osoby, tak jak kiedyś zapewniała nam matka. Ponieważ my nie byliśmy w stanie sobie tego zapewnić, zapewniała nam matka, nasza kochana mamusia, która z całą miłością dbała o nas, tworzyła pokarm i zapewniała nam poczucie bezpieczeństwa. Bijące serduszko mamusi, pyk, pyk, pyk, pyk, pyk, które cały czas słyszeliśmy non stop, 24 godziny na dobę. Więc my w innych osobach zaczynamy poszukiwać właśnie takiej matki, która zapewni nam poczucie bezpieczeństwa, bliskości. Nie szukamy tego w sobie, ponieważ w naszej podświadomości jest zapisane, że poczucie bezpieczeństwa i bliskości możemy dostać tylko od innej osoby. To jest znowu wpływ naszej podświadomości. Nasza dusza, nasza świadomość mówi nam troszeczkę coś innego. Mówi nam, żebyśmy szukali tego w sobie, żebyśmy to my sobie sami dali poczucie bezpieczeństwa, żebyśmy sobie samym dali poczucie bliskości. Bliskości ze wszystkimi płaszczyznami naszego życia i z duszą, i z naszą podświadomością.
Żeby te wszystkie cztery płaszczyzny naszego życia: umysł, emocje, ciało fizyczne i sfera duchowa żyły ze sobą w zgodzie. Żebyśmy dali sobie poczucie bezpieczeństwa i bliskości na wszystkich płaszczyznach naszego życia. Na przeciwwadze stoi nasza podświadomość, która mówi: „Nie, to nie ma znaczenia. Tu umysł, tu tylko to, tylko tamto, koniec”. I dlatego tak bardzo opieramy się zmianom, ponieważ większość zmian blokuje nasza podświadomość. Ona nie chce zmian. Ona jest przeciwna zmianom. Ona jest święcie przekonana, tak jak my jesteśmy święcie przekonani, że wszystkie decyzje, które podejmujemy, są jedynymi słusznymi decyzjami. I cała wojna nie toczy się na zewnątrz. Cała wojna toczy się w nas.
Ta walka, którą drogą pójść, którą wersję wybrać, która wersja jest prawdziwa, którą opcję zastosować w swoim życiu. To jest temat naszych odwiecznych wewnętrznych bojów, które nas po prostu od środka pozbawiają energii, chęci do życia, entuzjazmu, zapału, radości. Ponieważ my nie mamy już siły w pewnym momencie sami z sobą boksować. Niektórzy mówią: „Dobra, niech się dzieje, co ma się dziać. Trudno, ja już nie mam siły. Niech się dzieje, co ma się dziać. Nieważne, co to będzie. Ja już mam dosyć tej walki. Nie wiem, gonitwy, mordęgi, stresów, tego, śmego, owego. Niech się dzieje, co ma się dziać”.
Ale zawsze to się dzieje, albo przynajmniej prawie zawsze dzieje się to wtedy, kiedy właśnie już nie mamy sił.Zwróćcie uwagę kochani, tydzień temu rozmawialiśmy o regresingu. O naprawdę moim zdaniem świetnej metodzie zrobienia porządku z przeszłością. Dogrzebania się do pewnych rzeczy, które wpłynęły na naszą osobowość i spowodowały, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Natomiast tych metod poznawania samego siebie czy możliwości dokonywania zmian w samym sobie podczas tych ostatnich stu audycji było kilka, może kilkanaście. Może z propozycjami słuchaczy nawet kilkadziesiąt. Zresztą sami doskonale je znacie, bo więcej czytacie i patrzycie w internecie niż ja. Więc z pewnością było ich ileś tam. I już abstrahując od tego, kto i kiedy i czy w ogóle którąś z tych metod spróbował zastosować, wcielić w życie, spróbować, przetestować na sobie. Już abstrahując od tego, co też jest ciekawą wskazówką. Można dostać do ręki narzędzie i z niego nie skorzystać.
Można mieć w kieszeni wkrętarkę, a wkręcać śrubkę śrubokrętem. I wiele osób tak robi. Dopiero jak rozboli ręka, dopiero jak śrubokręt się złamie, to wtedy sięgamy po inne narzędzie, bo to już się nie nadaje. Trzeba szukać czegoś nowego. Natomiast chodzi mi o to, jaki jest wspólny mianownik wszystkich tych technik, a raczej jaki wróg jest wspólny dla tych wszystkich płaszczyzn. Zwróćcie uwagę, na czym polegają wizualizacje. Wizualizacja to jest wyobrażanie sobie czegoś fajnego. Fajne narzędzie, nie? I co? Więc dlaczego nie siadamy, zamiast oglądać telewizję i po przyjściu z pracy, pięć godzin przed snem nie wizualizujemy sobie fajnych rzeczy w swoim życiu?
No przecież przyjemna robota. Siedzimy, pijemy sobie kaweczkę, jakąś oranżadę albo co kto tam lubi. Zamykamy oczy, wchodzimy w inny świat. Jesteśmy spokojni. Właśnie. Czy jesteśmy spokojni? Bo gdybyśmy byli spokojni, to byśmy siedzieli i sobie wizualizowali. Kurde, czy jest coś fajniejszego, przyjemniejszego i prostszego na świecie niż wizualizować sobie swoje własne marzenia? No kochani, jest coś prostszego? Albo oddychanie.
Czy jest coś prostszego na stres, za co nie trzeba płacić, trwa bardzo krótko niż oddychanie? Czy jest coś przyjemniejszego niż wizualizowanie sobie swoich własnych marzeń i pragnień? Mam brzydką żonę, wizualizuję sobie seksbombę. Mam kiepski samochód, wizualizuję sobie świetny samochód. Mam kiepską rodzinę, wizualizuję sobie super rodzinę. Mam niegrzeczne dzieci, wizualizuję sobie grzeczne dzieci. Jeździłem na wakacje nad morze, gdzie albo padało, albo było zimno. Wizualizuję sobie wakacje na Bali. Mam kiepską pracę, wizualizuję sobie pracę, w której jestem kierownikiem i zarabiam 10 000 złotych miesięcznie. Ileż pięknych rzeczy można sobie wizualizować!
Więc w czym jest problem? Z ręką na sercu powiedzcie mi, dlaczego tego nie robicie albo robicie to tak rzadko. Nic prostszego na świecie nie ma. Ja przynajmniej nie słyszałem o niczym prostszym. To są wizualizacje, to są marzenia, medytacje. Czyli uciekam z tego świata pełnego stresu, pędu, pretensji i całego mnóstwa negatywnych aspektów emocjonalnych, które mi się nie podobają. Siadam sobie, oddycham i odlatuję. No kurde, cóż za przyjemny sposób spędzania czasu i też wydaje mi się lepszy niż oglądanie siedemnasty raz „Szklanej pułapki” numer 17 albo kolejnych informacji na temat koronawirusa. Mało tego, kochani, to jest lepsze wizualizowanie, marzenie, oddychanie. Medytacja to jest lepsze niż słuchanie mojej kolejnej audycji i setek innych audycji, które są na YouTubie.
To jest lepsze od najlepszej książki o duchowości. Wiecie dlaczego? Bo po pierwsze dotyczy was. Po drugie, jest szansa, że coś się w waszym życiu zmieni. Po trzecie nic nie kosztuje. Po czwarte sprawia przyjemność, a po piąte odbywa się w świecie emocjonalnym. Więc powiedzcie mi, dlaczego tego nie robimy. Bo w czym jest problem? Co jest wspólnym wrogiem tych wszystkich poczynań i największą przeszkodą? Nasz umysł i nasza podświadomość.
Bo najpierw musimy przekonać samych siebie, że to jest dla nas ważne, że to jest nam do czegoś potrzebne, że to jest słuszne, że to jest mądre. Zanim to zrobimy, musimy przekonać samych siebie, żeby to zrobić.Przynajmniej w większości wypadków. Jak chodzimy na siłownię, to poszliśmy na siłownię, ćwiczymy, ale jak w domu mamy poćwiczyć . I tak samo jest z większością rzeczy. Gdybyście dzisiaj zamiast audycji mieli tą godzinę, półtorej, dwie, trzy poświęcić na medytację, afirmacje, marzenia, wizualizacje, to nie wiem, ilu słuchaczy by to zrobiło. A skoro nie ma audycji, to. Więc najpierw trzeba przekonać samego siebie. To jest pierwszy problem, żeby w ogóle to zrobić. Drugim problemem jest przekonanie naszej podświadomości, że ta praca, ta żona, ta rodzina, ten dom, te wakacje, o których zaczynamy marzyć, wizualizować, mogą się w ogóle spełnić. Że to w ogóle ma jakiś sens.
Bo przecież to nie ma sensu. Przecież twoja żona nie wypięknieje. Bo nie, przecież nie kupisz sobie samochodu, bo z twoją pracą i z twoimi kredytami, to będziesz go spłacał trzysta lat. Twoje dzieci nie staną się grzeczne tylko dlatego, że sobie to wymarzyłeś. I tak dalej. Więc ciągle musimy samych siebie przekonywać. Przekonywać swój własny umysł i swoją własną podświadomość, że chcemy zrobić coś innego, niż robiliśmy do tej pory. A skoro jest to coś innego, to z pewnością nie jest to nic tak ważnego i potrzebnego. Bo skoro przeżyliśmy dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt czy sto lat bez robienia tego, to znaczy, że nie jest to nam nieodzowne do życia. A po co ma to życie być lepsze?
To też jest fajne. To jest znane, to już wiesz, to już rozumiesz, to umiesz. Kochani, tak powoli zbliżając się do podsumowania tej części oficjalnej, chciałem wam to jakoś podsumować. W naszej naturze nie leży dokonywanie zmian, dlatego że chcemy mieć lepiej. Przynajmniej na tej płaszczyźnie emocjonalnej. I żeby dokonywać jakichś zmian, musi pojawić się jakiś aspekt emocjonalny, który przełamie ten nasz mentalny i podświadomościowy upór. Spowoduje, że wszelkie dostępne dla naszej podświadomości metody zostaną wyczerpane. Wtedy zaczynamy szukać innych sposobów, innych pomysłów, często tracąc czas na bezsensowne, różnego rodzaju nerwowe podrygi, które i tak do tej pory w naszym życiu się nie sprawdziły. I kto jest naszym głównym przeciwnikiem, naszym głównym balastem w naszym dążeniu do dokonywania zmian? Ja wiem już od dawna.
Tym balastem jest nasza podświadomość. I żeby dokonywać zmian w naszej podświadomości, potrzebujemy wejść w świat emocji. Ponieważ w tym świecie emocji możemy wytwarzać impulsy, które zmobilizują nas, popchną nas do tego, byśmy chcieli nasze życie tworzyć lepszym. Wszystkie działania na poziomie mentalnym, na poziomie umysłowym nie dają efektu. Dlatego powtórzę to po raz kolejny: rozwój duchowy, rozwój osobisty to nie jest czytanie książek. To nie jest oglądanie filmów. To nie jest poszerzanie wiedzy. Rozwój osobisty, rozwój duchowy to jest dokonywanie zmian w swoich emocjach. Nie w swoim stanie wiedzy, w swoich emocjach. A jak powiedziałem na początku audycji, mówię to i wszyscy to mówią: wszelkie wytyczne do tego, jak mamy żyć i kim mamy być, dostaliśmy wiele tysięcy lat temu.
Tylko wiedzenie, a potrafienie to są dwie zupełnie różne rzeczy. Można coś wiedzieć i tego nie robić. Tak jak z jazdą w terenie zabudowanym. Wiemy, ale tego nie robimy. Tak jak z miłością, którą wiemy, że jest najcenniejszym darem, jaki mogliśmy dostać. Wiemy, tylko żądamy tej miłości od innych, a nie staramy się tą miłość wytwarzać samemu i dawać innym ludziom. Tak samo jest z dobrem i wieloma innymi rzeczami. Wiedza tego nie spowoduje naszej umiejętności tworzenia takich emocji. Wiedza, jakie emocje są wartościowe, ważne, potrzebne, fajne, miłe, przyjemne nie powoduje umiejętności wytworzenia takich emocji. Umiejętność wytworzenia takich emocji jest procesem, który odbywa się w świecie emocjonalnym, a nie w świecie mentalnym.
I powiem wam szczerze, coraz częściej obserwując różnego rodzaju ludzi zajmujących się tematami rozwoju osobistego, widzę właśnie tąTo odejście, odchodzenie od przerzucania się wiedzą, od dawania rad, od tak zwanego pomagania ludziom, a skupienie się właśnie na sobie i na swojej emocjonalności. I to mnie bardzo cieszy. Mnie, który wybrał sobie drogę tworzenia lepszego świata. Nie naprawiania złego, tylko tworzenia lepszego świata. Bardzo mnie to cieszy. Świat mentalny to jest świat mentalny. Świat duchowy i świat emocjonalny jest ze sobą w pewnym sensie bardzo mocno powiązany. I tam, w tym świecie wszystko się zaczyna i wszystko się psuje i wszystko się naprawia. Więc ja powiem teraz, kochani, w sposób dość otwarty, dość jasny: ja już nie będę ciągnął przeróżnego rodzaju wątków wygrzebanych, wyczytanych z jakichś innych książek, z jakichś innych filozofii i tak dalej. Jeżeli macie taką potrzebę, żeby o tym rozmawiać, analizować, dyskutować, bardzo proszę.
Tylko nie ze mną. Ja wiem, gdzie jest problem. Problem w sensie stricte problem. Miejsce, w którym należy dokonać porządków, remanentu i zmiany jest nasza podświadomość. Nasza duchowość nie wymaga zmiany. Nasza duchowość płynąca bezpośrednio ze źródła jest idealna, doskonała i pełna miłości. Ona nie wymaga modyfikacji. Jedynej modyfikacji wymaga nasza podświadomość. Ta nasza ludzka natura, ta nasza ziemska natura. To wymaga modyfikacji.
I tu trzeba skupić swoją uwagę, jeżeli chce się faktycznie dokonać jakichś zmian w swoim życiu. Ja jestem nastawiony na dokonywanie zmian, na szukanie sposobów, metod, pomysłów, aby to było jak najprzyjemniejsze, aby nam się chciało chcieć, a nie na rozkminianiu jakichś tam sytuacji hipotetycznych i tak dalej. Ja skupiam całą swoją uwagę na dokonywaniu zmian, na rozwoju, a nie na zdobywaniu wiedzy. Więc jeżeli kogoś ta moja deklaracja rozczaruje, to trudno. W pewnym sensie jest mi przykro, ale też mam taką nadzieję, że w którymś momencie kochani ci, którzy być może w jakiś sposób będą zawiedzeni tym, co powiedziałem, że w którymś momencie jeszcze będziemy mieli okazję się spotkać, ale już wtedy na tej drodze dokonywania zmian. Nie szukania powodów do dokonania zmiany, nie myślenia, czy chcę dokonać zmiany. I też mam nadzieję, że to nie będą żadne negatywne bodźce, które was popchną i w pewnym sensie zmuszą do dokonywania tych zmian. Ja z całego serca wszystkim, sobie również, życzę jak najwięcej pozytywnych bodźców, które będą nas popychały do tego, że będziemy chcieli nasze życie zmieniać na fajniejsze, na przyjemniejsze. Żebyśmy po prostu chcieli być. Nie musieli.
Chcieli być troszeczkę lepszymi ludźmi, fajniejszymi, weselszymi, radośniejszymi, cieszącymi się życiem. Tego sobie i wam, kochani, oczywiście z całego serca życzę. No i cóż, zapraszam was na chwilkę przerwy, bo z tego, co wiem, to pan Marek przygotował na dzisiaj fajny kawałeczek, więc za tą pierwszą część wam bardzo serdecznie dziękuję. I cóż, do usłyszenia niebawem.
[52:57] - A ten fajny kawałeczek bardzo zapewne się spodoba tym z państwa, którzy lubią głos Axla Rose z Guns N' Roses w takim trochę nietypowym dla niego repertuarze. Chociaż balladami rockowymi też Axl Rose nie gardzi, a przynajmniej w przeszłości nie gardził. Usłyszymy w bardzo dobrej jakości dźwięku nagranie, które krąży po internecie jako bootleg. Oczywiście bootleg w mono, źle zmiksowane, z usterkami dźwiękowymi. Ja całkiem przypadkiem odnalazłem to nagranie w bardzo dobrej jakości i w stereo. Więc dzisiaj nam zaśpiewają Tom Petty, nieżyjący już niestety i Axl Rose. A utwór nosi tytuł „Free Falling”. My w Radiu Paranormalium do audycji „Światłoczem Duszy” powracamy za jakieś cztery i pół minuty. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
Zaśpiewali dla nas Tom Petty i Axl Rose. Utwór zatytułowany "Free Fallin". Nagranie całkiem przyjemnej jakości wykonania tego utworu na żywo, wyemitowane kiedyś przez MTV. Jakiś dobry człowiek w takiej właśnie jakości wrzucił to ostatnio na YouTube. Ja to jakoś tak trafiłem zupełnym przypadkiem. Myślę, że warto w tej lepszej jakości troszkę to nagranie bardziej upowszechnić. A tak swoją drogą to ciekaw jestem, czy pandemia i wynikające z ograniczeń pandemicznych ograniczenie środków finansowych zmusi kiedyś pana Axla Rose do ruszenia wreszcie dupy do studia i nagrania z Guns N' Roses czegoś nowego. Mam taką cichą nadzieję. Bardzo cichą. Może kiedyś coś nowego jeszcze od Axla usłyszymy.
A tymczasem w Radiu Paranormalium wracamy do audycji Świat Oczami Duszy. Mamy dzisiaj 1 luty 2021 roku. Wracamy do drugiej części audycji, czyli do tej, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze z czata i się do nich odnosił. No i będziemy także odbierać wasze telefony. Już teraz linia telefoniczna jest otwarta. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 0008, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:00:42] - Dziękuję panie Marku. Zapraszam oczywiście, jeżeli ktośChciałby się swoimi przemyśleniami, ewentualnie zadać jakieś pytania telefonicznie i wziąć w bardziej żywy udział w naszej dyskusji, to oczywiście przyłączam się do pana Marka.
[01:01:03] - Ja tutaj tylko wspomnę, że warto przed zadzwonieniem zrobić sobie w głowie taki mały plan, o czym w ogóle chcemy rozmawiać.
[01:01:11] - Byłoby miło, ale jak coś to będziemy sobie dawać radę, panie Marku, jak zawsze. Tutaj jeszcze przed 20 pojawili się słuchacze, co mnie bardzo cieszy, tu bez dyskusji. Patryk się pojawił, Tomasz Mrozek, Magdalena też się pojawiła. Sylwia. I tutaj jakieś dziwne znaczki, których nie rozumiem. Michalinka, Łukasz Meilo też. Bardzo super, czyli ktoś będzie medytował podczas naszej audycji. Serdecznie go pozdrawiam. XY również się pojawił i Patryk tutaj pierwszy z komentarzy pisze: „Nikogo nie trzeba przekonywać, każdy sam powinien chcieć. Głowa głową muru nie przebije”.
Patryku, całkowicie się z tobą zgadzam, też z tego założenia wychodzę i też często pojawiający się taki aspekt w różnego rodzaju dyskusjach duchowych o pomaganiu ludziom. Ja się jak najbardziej od takiej wersji swojego działania odcinam, bo ja może i chciałbym mieć taką moc, żeby móc pomagać. Natomiast prawda jest taka, że jeżeli chcemy pomocy, to najlepszej pomocy możemy udzielić sami sobie. Ponieważ większość rzeczy, które dzieje się w naszym życiu, sami sobie gdzieś tam na głowę albo czasami na tyłek ściągnęliśmy, więc tylko sami możemy to zmienić. Więc tak, całkowicie się zgadzam, że tu przekonywanie, zresztą ja mówiłem, nie zamierzam nikogo przekonywać. Mogę przekonywać argumentami do słuszności tego, co mówię. Natomiast do dokonywania zmian w życiu, do tego, żeby komuś chciało się mieć lepsze życie, to już byłaby lekka przesada. Nina Dark pisze: „Dobry wieczór”. Zapowiada się naprawdę dobry. „Pozdrawiam autora programu, pozdrawiam również Ivelliosa.
Słuchamy”. Bardzo miło mi to czytać. Pan Tomek pisze, Mrozek: „Audycja jest mega, bo mało kto zdaje sobie z tego sprawę, a tylko szuka usprawiedliwienia na to w czym tkwi”. Panie Tomaszu, bardzo trafna uwaga. Przykra z punktu widzenia rozwojowego i z punktu widzenia tego, co ja mówię, bo chciałoby się z punktu widzenia autora czy prowadzącego audycji powiedzieć: słuchajcie, jest taki i taki sposób. Na przykład na 1000 odsłon na YouTubie 900 osób wykonuje telefon po takiej audycji jak poprzednio do Sabiny i mówi: ja chciałbym spróbować terapii. Jak ja mówię o marzeniach, to przy następnej audycji pytam, kto poświęcił trochę czasu, żeby sobie jakieś marzenie wymyślić i widzę 900 odpowiedzi: ja, ja, ja. Więc owszem, takie jest moje marzenie. Nie 90 000 odsłon, tylko 90% trafności tego, co mówię z chęcią wcielenia tego w życie. To dla mnie będzie sukces.
90% skuteczności. Nie ilość, tylko skuteczność. Zdzichosław pisze: „To mogłaby być ciekawa audycja, ale nie wiem jakiego tematu miałoby to dotyczyć”. Mata Harry pisze, Zdzisław, Zdzichosław: „Mogłaby być”. To jest ciekawa audycja. Bardzo się cieszę. Nina pisze też: „To prawda, że strach jest dobrym motywatorem. Tak było u mnie w pewnej sprawie. Pomogło”. Niestety mówię niestety, bo to jest przykra informacja o nas samych, że perspektywa, że będzie gorzej, jest w bardzo wielu przypadkach najlepszym motywatorem.
Brak siły jest bardzo dobrym motywatorem. Zmęczenie, bezsilność jest bardzo dobrym motywatorem do tego, żeby dokonać jakichś zmian. To jest przykre, bo mówię, ja chciałbym tworzyć świat, w którym nie musimy czekać, aż się coś negatywnego wydarzy, że wierzymy w to, że swoimi działaniami możemy zmienić swoje życie na lepsze. Taki świat chciałbym tworzyć. Nikita pisze: „Cudowna audycja. Dzisiaj jej potrzebowałam”. Bardzo się cieszę, że w zasadzie z każdą audycją albo prawie każdą jest tak, że dostaję po niej informację, że połączenie telepatyczne z jakimś słuchaczem, słuchaczką było takie, że temat audycji trafił, więc bardzo się cieszę. To jest dla mnie sukces.Nina Dark pisze: „Panie Sławku, ta wewnętrzna walka nigdy się nie kończy”. Ona się nie kończy w sensie takim, że póki nasza podświadomość będzie jeszcze przeładowana tym, co jest, to faktycznie te konflikty będą się pojawiały. Natomiast możemy swoją świadomością po pierwsze zmniejszyć skutki tej walki, bo to też jest ważne, żeby ona się nie toczyła bez naszej świadomości.
A po drugie możemy, jak na wojnie, trochę przejść z trybu otwartej wojny, jak było w średniowieczu, że wywalali parę tysięcy ludzi z jednej strony, parę tysięcy z drugiej i się nawalali czym popadło, aż powybijali wszystkich ze strony przeciwnej, do takiej wojny bardziej stacjonarnej, czyli od czasu do czasu ktoś rzuci granat i okej. Natomiast nie taka ciągła napierdzielanka, bo to nas wykańcza. Jak od czasu do czasu coś się pojawi, to jest to sytuacja do ogarnięcia. Wtedy ta skala zniszczeń jest dużo mniejsza. Zuza Paw pisze: „Idealny temat. Ja właśnie dziś mam już stan pod tytułem mam wszystkiego dosyć”. No właśnie. I to są te smutne dla mnie informacje. Że ktoś doszedł do tego momentu, że już ma dosyć. Kochani, uwierzcie mi, że jeżeli nie fundujemy sobie jakiejkolwiek przeciwwagi pozytywnych doznań, pozytywnych doświadczeń, pozytywnych emocji, to te stany „mam tego dosyć” będą się pojawiały w naszym życiu bardzo często.
Dlatego to wszystko, co ja mówię o marzeniach, o okazywaniu miłości, o okazywaniu ciepła, o mówieniu o bliskości, o okazywaniu wdzięczności, o wytwarzaniu pozytywnej energii, optymizmu, to wszystko jest świetną przeciwwagą nawet dla tych trudnych, negatywnych chwil, które się w naszym życiu pojawiają. To jest trochę tak, jak mówię, takie doszukiwanie się, bo czasami trzeba się doszukiwać, kiedy wszystko naokoło jest popaprane, do dupy. Więc to wymaga jakiegoś wysiłku, żeby znaleźć w tym jakieś superlatywy, jakieś pozytywy, coś optymistycznego. Natomiast uwierzcie mi kochani, że warto. To jest tak, jak audycję robiłem, kiedy miałem złamaną nogę, bo mi krąg betonowy spadł. Opowiadałem tę historię w jednej z audycji, jak bardzo prawo tak zwane przyciągania i nasza intuicja działa i funkcjonuje i nasza dusza nas ostrzega. O godzinie trzeciej w nocy wyszedłem od chirurga po badaniu. Już po ośmiu czy 11 godzinach na SOR-ze miałem całą sporą grupę znajomych i przyjaciół serdecznych prawie że. Oczywiście wyszedłem. „No i jak?” Ja taki: „Jest!” „Co?
Cała jest? Nie założą ci gipsu?” Ja mówię: „Nie, założą”. „To z czego się cieszysz?” Mówię: „Mistrzostwa świata sobie obejrzę spokojnie”. Dla mnie to jest proces dość naturalny. Jest kiepsko, ale jednak jest coś pozytywnego. I to przenosi naszą uważność, naszą koncentrację na rzeczy przyjemniejsze. Za chwilę się powie: „A może jeszcze to, a już jak będę siedział w domu, to może jeszcze zrobię tamto”. Więc przenosimy naszą uwagę ze szklanki do połowy pustej na szklankę do połowy pełną. Więc chociaż trochę. Jack pisze.
O, Jack się pojawił. Witaj Jack. Zuza: „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”. Miałem o tym powiedzieć. Dobrze, że nie powiedziałem, bo to jest następna rzecz, o której warto pamiętać. Ja o tym przypominam i pewnie będę przypominał, że my okazujemy nasze emocje na daną sytuację w momencie, kiedy ona następuje. Tak działa nasza podświadomość. Złamałem nogę, jestem zły, wściekły, obolały, taki-śmaki, nieszczęśliwy i w ogóle coś tam. I to jest normalna, naturalna reakcja naszej podświadomości, która tą sytuację ma zakwalifikowaną jako negatywną. Więc wszystko, co w naszej głowie jest negatywnego, jest przypisane do tej sytuacji.
Nasza świadomość, nasza dusza mówi: „Poczekaj, może coś dobrego z tego wyniknie. Daj sobie czas. Zobacz za dzień, za dwa, za tydzień. Oceń tą sytuację jeszcze raz”. Bo na przykład może się okazać, że podczas siedzenia w domu z nudów wziąłeś laptopa albo smartfona i wysłałeś kilka CV do różnych firm, chociaż tak naprawdęNigdy nie miałeś na to czasu i na skutek złamanej nogi może się okazać, że wrócisz już do całkiem nowej, fajniejszej pracy albo do całkiem innej, nowej, fajniejszej rzeczywistości. Nasza podświadomość każe nam reagować już. Dlatego w tym powiedzeniu, które powiedział Jack: „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”, jest mnóstwo duchowej prawdy. Poczekajmy, zobaczmy, dajmy sobie czas na ocenę tej sytuacji z innej perspektywy. Z perspektywy wydarzeń, które będą następstwem tego pseudonegatywnego, co nas spotkało w tej chwili. Tutaj się dziewczyny wspierają.
Albo dziewczyny, nie wiem po nicku. Nikita pisze do Zuzy, że ja również. Ma pewnie wszystkiego dosyć. Nina pisze: Zuza, nie jesteś sama w tym, ale to stan przejściowy. Pamiętaj, że nic nie jest na zawsze. Pozdrawiam. Bardzo mądre stwierdzenie. Nic nie jest wieczne. Jack pisze: Ja działam, nie mam czasu na narzekanie. I bardzo słusznie.
To jest też pewna forma terapii. Słuchajcie, jeżeli człowiek skupia się na celu, to chwilowe niedogodności nie mają znaczenia. Jest takie powiedzenie, że nadzieja umiera ostatnia. Wiecie co jest najgorsza rzecz, którą człowiekowi można odebrać? Nadzieję, czyli perspektywę na to, że będzie lepiej. Człowiek do momentu, dopóki wierzy, że może wydarzyć się coś, co poprawi jakość jego życia, że spotka w końcu miłość, że zmieni w końcu pracę, że wyzdrowieje. Gdyby ktoś przyszedł i powiedział: „Nie, nie spotkasz nikogo wartościowego do końca swojego życia” albo: „Nie, nigdy nie wyzdrowiejesz”, albo: „Do końca życia będziesz tyrał tutaj, w tej fabryce za gówniane pieniądze”. To w tym momencie życie traci sens. Tracimy cel, bo póki jest nadzieja, to jest nadzieja. To jest jakaś perspektywa na zmianę.
I dlatego działanie jest właśnie w dużej mierze wynikiem tej nadziei, że będę coś robił, będę działał, to coś się zmieni. Jak nic nie będę robił, to z pewnością się nic nie zmieni, bo nie ma takich praw, które by bez naszego udziału, jakiegokolwiek, czy to jest mentalny, czy emocjonalny, czy fizyczny udział, coś zmieniły. Nie ma takich sił we wszechświecie. Jack pisze: A intencje wysyłasz? Nina pisze: Oczywiście, to podstawa. Jak widzicie, kochani, są słuchacze, którzy znają techniki, znają metody, z nich korzystają. Mało tego, z tego, co ja tutaj wnioskuję z tych komentarzy, to mają się dobrze. Więc to jest kolejny argument, że warto. Że jednak warto działać, że jednak warto cokolwiek tworzyć w swoim życiu. Zuza pisze: Wiem, ludzie kochani to stan przejściowy i ja widzę w tym stanie piękne światełko na końcu tunelu i uśmieszek na twarzy.
Cieszę się bardzo. Zuzo, ja ci życzę, żeby ten tunel był jak najkrótszy. Nina pisze: Życie jest dużo prostsze, jeżeli nasze marzenia nie są materialne. Ja akurat nie dokonuję podziału na marzenia materialne i niematerialne, aczkolwiek marzenia materialne wymagają więcej czasu i więcej zachodu i też niosą ze sobą chyba najwięcej rozczarowań, bo dają taki namacalny dowód, że coś się nie udało. Przeczytałem zdanie Niny. Mateusz Siwek pisze: Wczoraj miałem bardzo realistyczny sen, w którym działo się wszystko. Byłem w tym śnie na weselu Polańskiego. I będzie: Od podcastów o świadomości i mojego pierwszego stanu świadomego, który wydarzył się przypadkiem, zapisuję każdy sen codziennie. Czasami mam kilka zapamiętanych w ciągu dnia. Czasem zastanawiam się, czy sny nie są rzeczywistością w naszym jestestwie w innym wymiarze.
Od kilku miesięcy pamiętam co najmniej jeden sen dziennie. Drogi Mateuszu, ja mam trochę za mało danych, żeby mieć jakieś zdanie na ten temat, bo to też w każdym przypadku jest trochę inaczej. Natomiast na pewno sny są głosem w dużej mierze naszej duszy i pewną formą komunikacji z samym sobą, z naszą sferą duchową. Natomiast znaczenie tych snów jest bardzo indywidualne. Czasami jest to forma przypomnienia, czasami jest to forma refleksji, czasami jest to forma ostrzeżenia, więc trudno mi powiedzieć, jak to w pana przypadku jest. Zresztą nie pyta pan, więc nie będę się silił o taką interpretację.Nina pisze: „Wiecie, że z tego, co słyszę, to dziwne rzeczy dzieją się z naszymi snami ostatnio. Ja nawet boję się pisać, co mnie się śni. Mam nadzieję, że to faktycznie sny, a nie co innego, bo zacznę się bać”. Nino, tak jak powiedziałem, dla każdego. Pewnie można by było to jakoś pogrupować, ale to są bardzo indywidualne odbiory.
Ja wiem, że intensywność doznań, tego dobijania się naszej duszy do nas, będzie się teraz już zwiększała. Myślę, że w takim trybie dość szybkim. Więc sny są jedną z form komunikacji naszej duszy z nami, chce z nami pogadać. Pozwólmy jej. Jack pisze: „Nina, ja ostatnio mało śnię. Nie pracuję ze snami, ale pracowałem, badałem je”. Patrzę dalszy ciąg tego, co Jack napisał, ale nie ma. Nina natomiast napisała: „Panie Sławku, ja czytanie skończyłam wiele lat temu, bo było już tego tyle, że mój umysł wariował. Ale też dzięki temu zrobiłam przesiew informacji. Dzisiaj wiem, że tego wtedy potrzebowałam”.
Droga Nino, ja jedną rzecz wyjaśnię, bo pewnie można to było z mojej rozmowy czy z mojej wypowiedzi wywnioskować, że jestem przeciwnikiem. Nie, nie jestem przeciwnikiem, broń Boże. Zawsze powtarzam, że jeżeli ktoś czuje taką wewnętrzną potrzebę, żeby coś zrobić, to znaczy, że ta potrzeba jest prawdziwa. Jeżeli ktoś ma potrzebę i etap, że potrzebuje pochłaniać wiedzę, to znaczy, że tak jest. Ja tego w żaden sposób nie oceniam i nie mówię, że to jest złe. Ja tylko wiem i ty, droga Nino, też wiesz, że to nie dokonuje zmian w życiu. Ja tylko o tym mówię, że w kontekście dokonywania zmian skupianie się na wiedzy jest nieskuteczne. Natomiast jeżeli ktoś chce zdobywać wiedzę, to niech ją zdobywa. Natomiast niech nie myśli, że zdobywanie tej wiedzy zmieni jakoś zasadniczo jego życie. I drugi aspekt tego jest taki, że ja skupiam się na dokonywaniu zmian.
Temu chcę poświęcać audycję, żebyśmy mieli jasność i żeby nie było zdziwienia, że ja na przykład pewnych wątków rozkminiania czegoś tam nie będę ciągnął. To tylko w tych kategoriach. Nie oceny, czy to jest złe, czy to jest dobre. Niech każdy robi to, co czuje, bo to jest informacja dla niego, że to mu jest w tej chwili potrzebne. I tyle. Zuza pisze: „Jeszcze Mateusz. Ja też mam podobne od kilku miesięcy. Prawie codziennie pamiętam sny”. Halo, halo?
[01:22:55] - Halo, halo, panie Arkadiuszu, czy się słyszymy?
[01:22:58] - Dobry wieczór, panie Arkadiuszu.
[01:23:00] - Tak, wieczór.
[01:23:01] - Tak znienacka mnie pan wziął w ogóle, aż się wystraszyłem, że coś pana Marka się stało.
[01:23:07] - No dobra.
[01:23:09] - Co tam, panie Arkadiuszu?
[01:23:10] - Takim krytycznym podejściem teraz przejdę. To nie jest prawda, że książki nie zmieniają życia, bo można zobaczyć choćby na Amazonie książki, komentarze ludzi do nich, niektórych, którzy napisali, że zmieniają życie. Ale jeszcze dodam to: aby dokonać zmian, należy zdobyć wiedzę lub inspirację. Taką wiedzę uzyskało na przykład miliony ludzi, którzy przeczytali na przykład jedną z książek „Rozmowy z Bogiem” Neala Donalda Walscha. Była to książka, która była bestsellerem przez 137 tygodni. Potem została przetłumaczona na 34 języki. Autor dostał ponad 100 000 listów od ludzi, którzy pisali, że materiał wpłynął na ich życie pozytywnie. Pisali mu, że perspektywy się poprawiły, postawy uległy zmianie, poczucie winy przeminęło, związki zostały spektakularnie wzmocnione, małżeństwa zostały ocalone. Stworzyli właściwe źródło utrzymania dla siebie. Wychowanie dzieci uległo znacznej poprawie.
Odzyskali poczucie własnej wartości, zdrowie duchowe, fizyczne i mentalne zostało ulepszone i wiara w Boga wzmocniona. Nie może pan temu zaprzeczyć, niestety.
[01:24:20] - Czemu? Ale ja temu nie zaprzeczam.
[01:24:23] - Przecież powiedział pan przed chwilą, że książki nie zmieniają życia ludzi.
[01:24:28] - Panie Arkadiuszu, wypadałoby jeszcze te 100 000 listów przeczytać i zadać tym 100 000 ludzi pytanie, czy samo przeczytanie książki zmieniło ich życie, czy zmiany, których dokonali po przeczytaniu tej książki, zmieniły ich życie?
[01:24:51] - Tak, ale oni musieli być zainspirowani, żeby zrobić te zmiany. Najpierw trzeba wiedzę mieć, żeby zrobić zmiany w życiu. Ja to widzę u innych ludzi to samo. Jak oni siedzą i nic nie zdobywają, żadnej wiedzy, nic nie robią, to siedzą w tym samym punkcie cały czas, całe życie. A jak sięgną po inspirację, to wtedy dostaną kopniaka i zobaczą, że coś jest nie tak w ich życiu, nie?
[01:25:17] - Ja się zastanawiam, czy pan nie neguje z zasady.Ja nawet przed chwilą powiedziałem, że ja nie mam nic przeciwko zdobywaniu wiedzy. Ja tylko mówię, że wiedza, której nie wciela się w życie, jest bezużyteczna. Panie Arkadiuszu, niech pan posłucha tego, co ja mówię. Wiedza sama w sobie jest bezużyteczna, natomiast wiedza, którą wcielamy w życie, ma sens. Ja, broń Boże, nie mam nic przeciwko czytaniu książek, zdobywaniu wiedzy, oglądaniu filmów. Ja tylko mówię, że z tą wiedzą należy coś w praktyczny sposób zrobić, czyli wcielić ją w życie.
[01:26:02] - Ale jak już ktoś czyta czy coś tu wie-
[01:26:05] - Ale momencik, proszę mi dać dokończyć.
[01:26:08] - Ja też nie skończyłem.
[01:26:09] - Mówię to tylko do ludzi, którzy myślą, że samo posiadanie wiedzy zmieni ich życie. Proszę to dokładnie zrozumieć i może nie będziemy mieli potrzeby się negować, panie Arkadiuszu.
[01:26:23] - Ale chodzi o to, że jak już ktoś czyta i jest ciekawy, to już jest zaczątek tego, że chce coś zmienić.
[01:26:32] - Może tak, może nie. Może pan to mówi ze swojego punktu widzenia, może z punktu widzenia kilku osób. Ja przedstawiam mechanizm. Wie pan, że są cztery etapy ewolucji. Pierwszym etapem ewolucji jest poznanie prawdy. Drugim etapem ewolucji jest zrozumienie tej prawdy. Trzecim etapem ewolucji jest zaakceptowanie tej prawdy, a ostatnim etapem ewolucji jest wcielenie tego w życie. Więc proces dokonywania zmian odbywa się w kilku krokach. I owszem, na początku trzeba wiedzieć, co ma się zrobić. I całkowicie się z tym zgadzam.
Można to odkryć w sobie, można to wyczytać z książki, ale sama ta wiedza nie powoduje zmian. Cały czas tylko i wyłącznie, panie Arkadiuszu, o tym mówię. To, że ja nie przeczytałem książek, że ja nie czytam książek, to po prostu nie chcę wydłużać swojego procesu dochodzenia do tego, co jest dla mnie dobre. Bo jakby ktoś napisał książkę „To, co jest dobre dla Sławomira Bączkowskiego. Kompendium” i tam by było wszystko napisane, to wolałbym przeczytać tą książkę w dwa dni, niż poświęcać temu, do czego doszedłem, 20, 30 lat. Natomiast nikt tej książki nie napisał i nikt jej nie napisze. Więc ja, zamiast wcielać różne scenariusze różnych osób, bo dla jednego jest dobra wiara w Boga, dla drugiego będzie ateizm i odrzucenie wszystkiego, dla innego będą aspekty buddyjskie, a jeszcze dla innego na przykład jakaś tam inna filozofia będzie przekonywująca i będzie właściwa dla jego rozwoju. Ktoś woli medytację, ktoś woli afirmacje, ktoś szuka podróży OOBE, a inny szuka podróży w głąb siebie. I teraz może pan przeczytać 30 książek o każdej z tych technik i próbować każdą z nich wcielić w życie i spróbować. To jest pana wybór.
Ja wybrałem taką metodę i po prostu jeżeli mówię, że problemy są w podświadomości, to jeżeli ktoś chce jeszcze przeczytać następnych 30 książek po to, żeby dojść właśnie do tego, że problemy są w podświadomości, to jego wybór. Ja nie mam nic przeciwko wiedzy. Ja mam tylko przeciwko siedzeniu i pieprzeniu o wiedzy, przekonywaniu się, argumentowaniu, spędzaniu godzin na wymądrzaniu się przed telefonem, przed laptopem, przed komputerem czy przed kolwiek jakim innym i kończenie tej rozmowy bez żadnego wniosku, który nic nie zmienia w moim życiu. To ja od takich rzeczy się odcinam. Mi jest po prostu szkoda na to czasu, panie Arkadiuszu. Jeżeli ktoś ten czas ma, to niech go poświęca, ale niech uszanuje to, że ja swojego czasu na rozkminki poświęcał nie będę, bo ja już wiem. Ja już wiem, czego chcę. Wiem, gdzie trzeba dokonywać zmian, wiem, jakich zmian trzeba dokonać i chcę iść już, nie chcę już się cofać. Do dyskusji-
[01:29:46] - Uważam, że należy oddzielić taką generalną wiedzę duchową od osobistych problemów i trudności.
[01:29:56] - To znaczy? Bo ja nie bardzo-
[01:29:58] - Jest generalna wiedza duchowa, którą każdy może znać, ale jak już ją pozna, to musi wcielić tą wiedzę w swoje życie, w swoje problemy i to już jest kwestia indywidualna, w jaki sposób to będzie wcielone.
[01:30:13] - Oczywiście, że tak. Całkowicie się z panem zgadzam.
[01:30:16] - I pan też na audycji raczej stara się taką generalną wiedzę dać dla wielu ludzi, żeby można było spełnić oczekiwania wielu osób.
[01:30:33] - Wie pan, żebym mógł jakby wejść w konkretną sytuację danej osoby, to musiałbym coś więcej się dowiedzieć, żeby po prostu nie palnąć babola. Nie walnąć jakimś tam sloganem, że tam ktoś się skup teraz na wybaczaniu. Jak ktoś mu właśnie przejechał traktorem przez środek nowo wybudowanego domu. Dlatego ciężko mi jest w takich ogólnych wystąpieniach mówić o konkretnych rzeczach. Mogę mówić o swoich konkretnych przypadkach, o swoich konkretnych emocjach, bądź mogę z kimś rozmawiać, jeżeli będzie chciał ze mną rozmawiać i coś więcej mi powiedzieć. Natomiast tak, bazuję na pewnego rodzaju ogólnych zasadach. Natomiast całkowicie się z panem zgadzam, żeTe ogólne zasady trzeba przystosować do swoich własnych potrzeb, możliwości też czasami, tak?
[01:31:34] - No bo znaleźliśmy porozumienie. Teraz to już jest porozumienie między nami.
[01:31:40] - Panie Arkadiuszu, ja ogólnie rzecz biorąc nie widziałem konfliktu, dlatego byłem trochę zdziwiony, bo wydaje mi się, że ja wiem, o co chodzi panu. Dlatego tak pomyślałem, że być może gdzieś tam w pana potrzebach jest ta potrzeba takiej negacji. Bo ja tego konfliktu jakoś tak specjalnie od samego początku nie widziałem.
[01:32:07] - No dobra, dobra.
[01:32:10] - Okej, dobra. To się cieszę. Jak dobra, to ja się cieszę. Powiem panu, że w audycjach wielokroć ta nomenklatura słowna stwarzała dużo problemów w komunikacjach, tak? Że musieliśmy z panem Kazimierzem nieraz i z pięć minut pogadać, żeby sobie wyjaśnić, że mówimy o tym samym i w bardzo podobny sposób. Mamy takie możliwości nazywania pewnych zjawisk, jakie mamy. I tylko z tego na tę chwilę możemy korzystać.
[01:32:51] - Ja jeszcze chcę coś dodać, bo napisałem wiele tekstów.
[01:32:56] - Aha.
[01:32:57] - Na przykład napisałem: „To, że papieros jest szkodliwy, wiemy dzięki naukowcom, ludziom, którzy zrobili coś za nas. Musimy korzystać z wiedzy i wniosków, do których dotarli inni ludzie. Robimy to niemalże non stop. Gdyby ktoś zdobywał wiedzę na własną rękę przez całe życie, byłby analfabetą. Języki już zostały opracowane i nie musimy wymyślać nowego, by się porozumieć”. I tak widzę też wiedzę duchową. Ona jest dostępna i można po nią sięgnąć po prostu.
[01:33:25] - Ale panie Arkadiuszu.
[01:33:26] - Nie trzeba szukać samemu.
[01:33:29] - Gdybym się z panem nie zgadzał, to nie robiłbym tych audycji. Gdybym powiedział, że się z panem nie zgadzam, zaprzeczyłbym temu, co robię. Oczywiście, że tak. Nie warto wyważać otwartych drzwi. I ja też dzielę się tym, do czego ja doszedłem po to, żeby innym było może troszeczkę prościej, troszeczkę łatwiej. Więc tu też nie widzę żadnej sprzeczności. Ja tylko mówię — zresztą sam pan powiedział — że tę ogólną wiedzę duchową trzeba przystosować do swojej własnej sytuacji.
[01:34:02] - Tu się zgadzamy.
[01:34:04] - Do swoich własnych potrzeb, możliwości. Ale żeby to zrobić, trzeba poznać samego siebie. I ja do tego namawiam, żeby poznawać samego siebie po to, żeby móc zastosować takie narzędzia, o których się dowiemy, zrozumiemy, poznamy, usłyszymy, przeczytamy, jak najskuteczniej do poprawy swojego własnego życia. Więc tu też nie widzę żadnej sprzeczności.
[01:34:31] - Napisałem też tak: „Każdy, kto nas nakierowuje, jest naszym mistrzem. W dodatku każdy z nas ma przewodnika duchowego. Byciem nauczycielem, pomocnikiem nie jest robieniem czegoś za kogoś. Do nas należą ćwiczenia i trening, i ogólnie zmiana życia oraz zdobywanie wiedzy, która tylko leży, by zostać odkryta”.
[01:34:48] - Panie Arkadiuszu, tutaj możemy polemizować, bo tak naprawdę to nie ja decyduję, czy ja jestem mistrzem dla kogoś, czy nie. Czy nauczycielem. Rozumie pan? To nie ja decyduję. Ja coś robię, coś mówię. I jeden człowiek powie: „Bączkowski pieprzy”, a drugi powie: „O, od niego się będę uczył. On będzie moim nauczycielem”. Jeszcze ktoś inny sobie pomyśli, że jestem dla niego mistrzem. Ja nie wymagam, nie oczekuję i nie namawiam nikogo, żeby mnie w jakikolwiek sposób tytułowali. To my sami nadajemy rangę słowom, osobom, osobistościom, wydarzeniom w naszym życiu.
To my im nadajemy rangę. Albo je uważamy za bezużyteczne, albo za bardzo wartościowe, albo mistrzowskie. Albo takie, albo śmakie. Więc ktoś coś takiego napisał i jest w tym sporo racji. Tylko trzeba pamiętać o tym, że ktoś może powiedzieć tak: „Ja jestem...”.
[01:35:55] - Ja to napisałem.
[01:35:57] - A, okej.
[01:35:59] - To są moje teksty.
[01:36:01] - Okej, to teraz też mam jasność. Inną sytuacją jest, kiedy ja mówię: „Słuchajcie, ja jestem mistrzem, ja jestem waszym nauczycielem, ja jestem waszym przewodnikiem i tak mnie traktujcie”. A innym jest to, jak pan czy ktokolwiek inny będzie o mnie myślał. To są dwie zupełnie różne sytuacje. Więc oczekiwanie, że ktoś będzie do mnie mówił „mistrzu”, dla mnie osobiście jest takie słabe. Natomiast jeżeli ktoś sobie potrzebuje mistrza i powie: „Bączkowski będzie moim mistrzem”, to ja nie mam na to żadnego wpływu.
[01:36:43] - Ja nazywam mistrzów każdego, kto mnie nakierowuje w jakiś sposób na lepszą ścieżkę czy daje jakąś wiedzę. To tak na marginesie.
[01:36:56] - Jeżeli to jest pana, to znaczy, że jest prawdą, a o prawdzie się nie dyskutuje. Jeżeli pan tak to czuje, tak uważa, to jest to realna emocja i realna potrzeba, więc ona nie jest wyimaginowana, bo jest w panu. Więc dyskusja na ten temat nie ma najmniejszego sensu. O prawdzie się nie dyskutuje. Taka jest pana prawda i okej.
[01:37:24] - Dobrze, to na razie tyle. Dziękuję.
[01:37:27] - Dzięki, panie Arkadiuszu. Mam nadzieję, że już inna troszeczkę atmosfera jest dzisiaj.
[01:37:33] - Inna, inna.
[01:37:34] - Okej. Dziękuję serdecznie. Pozdrawiam.
[01:37:38] - Dziękujemy panie Arkadiuszu. Ja jeszcze tylko przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to oczywiście jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Ktoś tu chyba dzwoni. Pan Wojtek z Wielkiej Brytanii. Halo, halo, panie Wojtku, czy się słyszymy?
[01:38:01] - Ooo, dobry wieczór.
[01:38:03] - Dobry wieczór. Jeszcze tylko przypomnę pozostałe kontakty głosowe, bo z tych tekstowych to państwo bardzo aktywnie korzystacie, szczególnie z czatów. Nasz numer telefonu komórkowego to jak zawsze 53 620 493. No i użyty właśnie przez pana Wojtka Skype: radio.paranormalium.pl.
[01:38:30] - Tak jest.
[01:38:32] - Dawno niesłyszany panie Wojtku, co u pana słychać?
[01:38:35] - W starym roku żeśmy się słyszeli, a teraz jest nowy rok, więc pomijając przyczynę, że chciałem tutaj zadzwonić i złożyć wszystkim słuchaczom i autorom audycji, czyli panu i panu Markowi, który stoi za sterami jak zwykle najlepsze życzenia w całym 2021 roku.
[01:38:59] - Bardzo dziękujemy.
[01:39:00] - Ostatnio, bodajże pod koniec października albo w listopadzie żeśmy się słyszeli, co nie znaczy, że ja nie słuchałem was, to znaczy pana.
[01:39:11] - Chciałem podziękować za życzenia i oczywiście odwzajemnić. Wszystkiego dobrego dla pana.
[01:39:16] - Dziękuję bardzo. Na początku powiem tak, że czytał pan tam jakiegoś posta słuchaczki chyba, która mówiła, że telepatycznie to dla niej była ta audycja. Ja dosłownie też tak samo to odczułem w sensie takim, że mam coś tutaj do powiedzenia. To nie jest nic może odkrywczego, ale to pasuje, powiedzmy ta audycja jak ulał do mnie. Myślę, że do wielu słuchaczy, bo ten syndrom taki właśnie nicnierobienia i braku zmian podpowiadanych przez podświadomość to jest dość powszechne, jak się tak patrzy naokoło, nie wyłączając własnej osoby. To taka pierwsza moja uwaga. Moim zdaniem to też wynika, być może pan powiedział to, że to wynika też z takiego właśnie poczucia bezpieczeństwa, nawet w takim, brzydko to zabrzmi, syfie, w którym człowiek czasami siedzi, dlatego że to jest taki syf bezpieczny.
[01:40:29] - Znajomy.
[01:40:30] - Tak, znajomy, nie potrzeba żadnego wysiłku. Jest, bo jest. Póki się to zupełnie coś tam nie zawali, to praktycznie z obserwacji moich, oczywiście takie subiektywne obserwacje, 90 parę procent, nie chcę powiedzieć, że 100%, ale 90 parę procent osób czy tam ogólnie populacji mało robi coś w tym kierunku, zanim się coś, tak jak mówię, nie ma tak zwanego noża na gardle. Więc tak to właśnie wygląda. No i teraz przeskakując do takiego pierwszego przykładu, bo zawsze mi się podobały te pana przykłady takie życiowe. Z góry muszę powiedzieć, że nie jestem pewien, czy ja o niektórych tych rzeczach, które chciałem teraz powiedzieć, czy ja już o tym nie mówiłem, bo już mam teraz déjà vu.
[01:41:26] - Jak dobre, to warto przypomnieć.
[01:41:29] - No właśnie, być może, bo to akurat w temacie. À propos czegoś, to jak ktoś by mi powiedział, że coś takiego działa kiedyś, jeszcze wcześniej, to ja bym po prostu najprawdopodobniej może nie wyśmiał tak wprost, bo raczej jestem powściągliwy z taką reakcją, ale bym sobie pomyślał, że ktoś opowiada pierdy głupoty po prostu. To była taka sytuacja w Polsce jeszcze, jak mieszkałem w Polsce, miałem taki epizod, który trwał może z półtorej roku. Pracowałem dla takiej firmy japońskiej, która miała siedzibę najpierw w Poznaniu, później w Warszawie. No i jak przystało na firmę japońską prezesem czy tam właściwie, bo to nie była zbyt duża firma, dyrektorem generalnym był sam pan Japończyk. I ten pan Japończyk, ja tam piastowałem stanowisko jakiegoś przedstawiciela w dziale handlowym generalnie. No i jak to pan Japończyk i firma japońska, jeśli ktoś nigdy nie pracował dla tej kultury, to zupełnie nie wie, z czym się spotyka. To jest zupełnie inny świat, inna bajka. Miałem porównanie, bo wcześniej pracowałem z kolei dla innej francuskiej firmy, jest to dużo bardziej bliskie takim naszym polskim przyzwyczajeniom czy europejskim, bo teraz mieszkam w Wielkiej Brytanii, to podobnie. Natomiast dla Japończyków to jest zupełnie.
Tam jest, jak to ktoś dobrze określił, coś takiego jak kapitalizm, ale w wydaniu takim feudalnym. Czyli jest po prostu pan, który jest w tym momencie prezesem i on po prostu traktuje tych wszystkich pracowników jako takich wyrobników po prostu, tylko takich kapitalistycznych, powiedzmy w siecie kapitalizmu. Pomimo że praca była terenowa, to bardzo często mieliśmy spotkania w Warszawie. Najpierw w Poznaniu, później w Warszawie, w tym biurze handlowym, samym centrum Warszawy, w jednym z biurowców.I na tych spotkaniach, które czasami nawet były tak jak mówię, raz w tygodniu, zwykle zawsze była tak zwana zjebka. To znaczy, czemu idzie tak źle i tak dalej.
[01:43:53] - To nienormalnie, to jest całkiem po polsku.
[01:43:57] - Tak jest. Z tym że oczywiście on polskiego nie znał, więc mówił po angielsku. Ale cały ten team też był anglojęzyczny, więc wyrażał swoje niezadowolenie z wyników sprzedaży i tak dalej. Za dużo osób nie było, ale zauważyłem, może nie po pierwszym miesiącu, bo to był jakiś taki okres powiedzmy próbny, ale po miesiącu, po dwóch, po trzech, że on najwięcej pretensji ma zawsze do mnie. Jakoś wszystko mu się nie podoba, po prostu wszystko mu się, co bym nie zrobił, jaki kontrakt bym tam nie podpisał z jakimś klientem, po prostu mu się nie podoba. Wtedy już, to trzeba dodać, wtedy już — i tutaj przejdę tak jakby równolegle, znaczy poserwuję do drugiego tematu — byłem po takim kursie rozwoju osobistego, który tutaj muszę dodać, niewykluczone, że on ma trochę wspólnego z tym, co tydzień temu słuchałem, gdzie pan gościł panią Sabinę.
[01:45:02] - Tak jest.
[01:45:02] - Dlatego że sam ten termin „regressing” i to, co słyszałem w antenie, wiadomo, że to było tylko, nie wiem, godzinę czy półtorej. To jest coś, co ja szlifowałem w tamtym czasie już wcześniej. Ja zresztą panu kiedyś tam tak bardzo ogólnikowo o tym mówiłem, że też się czymś takim zajmowałem, więc też znałem pewne jakieś tam techniki z tego właśnie kursu. I tak sobie pomyślałem, mówię: „Słuchaj, skoro ten Japończyk” — sam do siebie — „skoro ten Japończyk tak się ciebie czepia, pomimo że za bardzo nie ma podstaw, bo tam niczym nie odbiegasz i nawet robisz jakąś tam na tyle najlepszą robotę, na ile można, to słuchaj, zastosuj jedną z metod, jakąś tam wizualizację”. No i w tym momencie, ale tutaj jest jeden taki mały haczyk. Jeśli ktoś ma takie bardzo negatywne no raczej go nikt nie lubił za bardzo. W związku z tym, jeśli się człowiek nie przemoże i przynajmniej tej osoby nie sprowadzi do takiego poziomu neutralnego, to lepiej — to jest moje jakieś tam zdanie — lepiej czegoś takiego w ogóle nie robić, bo to po prostu się tylko krótko wysyła. W związku z tym ja to potraktowałem jakoś tak bardziej luźno i zabawowo. I mówię: „Dobra, to ja sobie się tutaj zrelaksuję i będę sobie wizualizował, że on jest dla mnie miły, fajny i w ogóle”. I przestaje się w ogóle mnie czepiać.
I słuchajcie, dosłownie po paru tygodniach, jak były te następne narady, to było zauważalne. On w stosunku do mnie nie miał żadnych pretensji ten gość. Nie to, że on był może jakiś tam miły specjalnie czy coś, ale to wszystko, co było wcześniej, po prostu ustało. Natomiast to też tak nie do końca zadziałało w sensie na innych, dlatego że do innych miał pretensje, ale do mnie nie miał. To jest po prostu nie do wiary i samemu, tak jak mówię, jakby mi ktoś to opowiedział, ja bym w to po prostu za bardzo nie uwierzył. Natomiast z racji tego stwierdziłem, że tutaj jest po prostu związek przyczynowo-skutkowy. To jest tak, jakbym wziął młotek, uderzył się w palec i wiedziałbym, że ten palec mi puchnie, bo przed chwilą się uderzyłem. Także to taka pierwsza historia na potwierdzenie, że warto pewne rzeczy stosować, pomimo że nie mają czasami jakby takiego logicznego uzasadnienia.
[01:47:39] - I to jest największy problem. Panie Wojtku, bo chce pan przejść do drugiej historii, tak?
[01:47:44] - Tak jest, też chcę przejść do drugiej.
[01:47:45] - To ja bym chciał dwa słowa.
[01:47:48] - Dobra, to niech pan powie.
[01:47:49] - To jest oczywiście rzecz niemożliwa, więc pewnie tych słów uzbiera się więcej. Bardzo dziękuję po pierwsze za to świadectwo. I to jest kolejny dowód, kochani, że dopóki czegoś sami nie zrobicie, to nie uwierzycie. To jest kolejny dowód i powód do tego, żeby pewne rzeczy, o których rozmawiamy w audycjach, próbować chociaż troszeczkę na sobie poeksperymentować. Najlepsza metoda, żeby zrozumieć, odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Bączkowski bredzi, czy to, co mówi, ma jakikolwiek sens. I tu też, panie Wojtku, jeszcze jeden ważny aspekt pan poruszył. Że nadal pan, mimo że przeżył pan to, nadal pan mówi o tym, że to było niemożliwe. To jest kolejny dowód na to, jak bardzo nasza podświadomość trzyma nas w swoich własnych przekonaniach, mimo że pan tego doświadczył.
[01:48:54] - Mało tego, ja powiem panu, że teraz ja specjalnie to mam akurat głęboko gdzieś w pamięci. Także to jakiś drugi mechanizm, który tak jakby mi ciągle wypycha na powierzchnię i przypomina. Ale ja czasami sam się łapię teraz już, pomimo że mam to doświadczenie już z przeszłości, że też czasami pewne rzeczy kwestionuję zupełnie niepotrzebnie, biorąc pod uwagę to. Ale jak sobie to przypominam, to jest też taki mechanizm, to się chyba nazywa jakoś tam, nie wiem, czy fachowo, ale w takim slangu chyba jako kotwica, czyli takie zdarzenie, które jakoś zapadło w pamięć i można się zawsze tego jakby chwycić i sobie to przywołać.W moim wypadku jest to akurat bardzo proste, bo pamiętam to bardzo przejrzyście i dzięki temu po prostu jestem w stanie podjąć wyzwanie, dlatego że sobie przypominam, że tam to po prostu zadziałało. To nawet mnie to śmieszyło. Ja mówię sam do siebie, zanim przystępowałem do tego eksperymentu, że się tak wyrażę: „Ty, weź sobie daj spokój, przecież to jest w ogóle bez sensu. Raz, że go nie lubisz. Gnój się czepia cały czas, ciągle ma pretensje jakieś nieuzasadnione. Jak ty w ogóle się chcesz przemóc w ogóle, żeby to zrobić? To jest w ogóle bez sensu”.
Ale później wziąłem to zupełnie na luzie. Mówię: „A właściwie co mam do stracenia? Tylko tyle, że w takiej relaksacji się z tym zmierzę”. To trwało tydzień, dwa. Robiłem to w miarę systematycznie, przynajmniej raz dziennie. Też nie jakoś tak, że godzinami leżałem, ale przy okazji, po parę minut i po prostu zadziałało. No zadziałało, bo naprawdę nic innego się więcej nie zdarzyło. Nie poprawiły się moje wyniki sprzedaży na tyle, żeby on był zadowolony ze mnie i tak dalej.
[01:50:59] - Panie Wojtku, mnie pan w żaden sposób nie musi przekonywać.
[01:51:02] - Ja mówię dla słuchaczy też.
[01:51:05] - Ja tu żadnego cienia negacji nie widzę. Natomiast pięknie pan cały czas opisuje ten mechanizm wypierania przez naszą podświadomość. Jaki to jest problem okazać odrobinę miłości, może serdeczności, bo miłości to dużo powiedziane, drugiemu człowiekowi. Jak ciężko naszą podświadomość przekonać do tego, że nie mam nic do stracenia, że w zasadzie nic nie ryzykuję, że dlaczegóż nie mam zrobić czegoś, co będzie dobre? Wysłać trochę pozytywnych emocji drugiemu człowiekowi. Jakie to jest trudne, jakie to jest dramatycznie niewykonalne.
[01:51:45] - Ale wie pan, czemu to moim zdaniem też jest trudne dla osób współcześnie żyjących, żeby to zrozumieć? Dlatego, że tutaj nie ma takiego bezpośredniego, naukowego, podkreślam, wytłumaczenia. Bo gdybyśmy mówili o falach elektromagnetycznych na przykład, o czymś takim bardziej naukowym i byłoby to wytłumaczenie potwierdzone jeszcze jakimś dowodem, to każdy, nawet jakby tego nie rozumiał, po prostu przyjąłby to za dobrą monetę. Jeśli jest to coś, co jest w sferze duchowej, emocjonalnej, nie do pomierzenia, to jest to dużo cięższe do zaakceptowania. Tutaj jest myślę też haczyk w tym, że człowiek tak jakby nie dowierza.
[01:52:31] - Dla naszej podświadomości, bo to trzeba dodać, że nasza podświadomość bazuje tylko na tym, co już jest sprawdzone, co już zna. Więc jak słyszy słowo „naukowy”, to przyjmuje to jako jakiś pewnik albo autorytet powiedział. Jakby pan znalazł taki autorytet-
[01:52:50] - Z drugiej strony niestety działa, to możemy na dzień dzisiejszy właśnie widzieć, ale to już jest osobna historia.
[01:52:59] - No dobra, co z tą drugą historią?
[01:53:01] - Chce pan coś jeszcze dodać? Bo jeszcze epilog tutaj powiem do tej historii.
[01:53:06] - Nie, ciekawy jestem, bo wpadłem panu trochę w słowo.
[01:53:12] - To nie szkodzi. W każdym razie tak jak mówiłem, ja tam za długo nie zagrzałem miejsca, ale to stało się z tego powodu, że po prostu ta firma, tak jak mówiłem, nie była duża w Polsce i z racji jakichś ograniczeń finansowych po prostu obcięli nam, jako teamowi sprzedaży jakieś pensje. Ja się po prostu na to nie zgodziłem. Ale co tutaj było ciekawe, zanim doszło do takiej ostatecznej decyzji, to ja zdecydowałem się, mówię: „A co mi tam szkodzi? Po prostu nie sprzedam tanio skóry. Jestem zdecydowany. Przy takich warunkach na pewno nie będę pracować”, bo to jest po prostu o połowę pensji tej stałej nam obcięli. Tak że to było nie do zaakceptowania dla mnie. Natomiast przy okazji jakiegoś spotkania czy nawet specjalnie jechałem do tej Warszawy, mówię: „Pojadę i spróbuję ponegocjować z tym”. I tam oczywiście koledzy, którzy byli też zainteresowani tym, żebym ja został, patrząc na ich interes, niekoniecznie na mój, ciągle się dopytywali: „No ale ty wiesz, przecież co jedziesz?
Zgodzisz się czy się nie zgodzisz?”. Ja mówię: „Słuchaj, zobaczymy, pojadę”. „Zgodzisz się? Bo na pewno on ci nic tam nie da i już wiesz, to już jest w ogóle”. No i dobra. Przyjechałem do tej Warszawy i miałem z nim rozmowę. Ta rozmowa z nim z pół godziny chyba trwała. Oczywiście po angielsku. To chyba była rozmowa tylko w cztery oczy, z tego, co pamiętam. On mi wyłożył swoje argumenty.
W tamtym momencie bardzo mnie chciał zatrzymać, dlatego że wiedział, że mimo tych wszystkich wcześniejszych zastrzeżeń ja byłem dobrym handlowcem. Na tyle dobrym, na ile mi pozwalała sytuacja generalnie cała ekonomiczna tego sektora, w którym pracowałem. I doświadczonym, bo jeszcze, tak jak mówię, miałem doświadczenie z innej francuskiej firmy, gdzie dużo dłużej pracowałem. Więc on nie chciał mnie puścić, ale z drugiej strony, z racji tego, że on był tak jakby tylko figurantem w tej firmie, dlatego, że on już był wiek prawie emerytalny, sam już tylko chciał doczekać, żeby go wysłali na tą emeryturę i w ogóle nawet nie walczył dla tego wydziału, żeby na przykład by się postawił: „Słuchajcie, dawajcie z Japonii tutaj kasę, bo tutaj mi ludzie odchodzą”. Nic takiego się po prostu nie mogło zdarzyć. I on mówi, że niestety, ale tutaj, słuchaj, jest taka premia czy coś. Ja mówię: „Słuchaj, mnie to nie interesuje, dlatego że wiem dobrze, jak to jest z premiami. Ty możesz tu napisać nawet, że ja milion dolarów zarobię na papierze, a i tak z tego figa z makiem będzie, bo realia rynkowe są takie, a nie inne”.Suma summarum, już nie będę tutaj przedłużał. Pół godziny trwały te nasze negocjacje. On mówi: „To co?
Jednak nie zostaniesz w tej firmie?”. Ja mówię: „Jednak nie zostanę. Na takich warunkach, jeśli tutaj tego nie zmienisz, to nie”. On mówi: „Słuchaj, bardzo mi jest przykro, ale muszę ci powiedzieć, że...” I on tak do mnie mówi, ten Japończyk, pomimo tego ich myślenia takiego feudalnego. On mówi: „Słuchaj, z taką osobą jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby ktoś tutaj tak potrafił negocjować tutaj. Jak jestem w Polsce. Mam naprawdę do ciebie wiele szacunku. Słuchaj, gdybyś zmienił zdanie, w każdej chwili możesz tutaj wrócić. Ja ci niestety nie jestem w stanie nic zaproponować, ale gdybyś jednak z jakiegoś powodu zmienił zdanie, możesz tutaj wrócić”. To ja wykorzystałem też tą sytuację, taką dobrą dla mnie w tym momencie.
Mówię: „Słuchaj Inaba, raczej nie zmienię. Natomiast czy możesz mi napisać po angielsku referencje?”. On mówi: „Tak, nie ma problemu”. I dostałem jeszcze od niego panie z łapku referencje po angielsku, które sobie notabene samemu zredagowałem. On mi to po prostu wydrukował, podpisał, przystawił pieczątki. Taki był epilog tej całej historii z panem Inabą. Śmieszna historia, jedno z drugim widać tutaj jakieś powiązanie. Fajnie się to wszystko złożyło. Jest pan tam?
[01:57:42] - Tak, oczywiście. Historia była. Nie chciałem wchodzić w trakcie, zwłaszcza że nie znam żadnych dodatkowych szczegółów tej przygody, więc cóż mogłem dodać? Ja cieszę się z każdych takich sytuacji, w których ktoś dostrzega korzyść, taką zwykłą korzyść, bo tu rozmawiamy w kategoriach korzyści biznesowych, prawda? Nie duchowych, nie emocjonalnych, bo nie poszliście razem, że tak powiem, na piwo i na jakieś inne atrakcje.
[01:58:20] - Aczkolwiek metody były emocjonalne. Znaczy moja metoda zastosowana była emocjonalna.
[01:58:27] - Była, rzekłbym nawet taka z płaszczyzny duchowo-emocjonalnej. Ale cieszę się, że właśnie mówi pan o tym, że to życie, właśnie te techniki duchowo-emocjonalne przynoszą korzyści nie tylko w świecie duchowo-emocjonalnym, ale również w świecie biznesowym. I to jest dla mnie istotne. To nie jest tylko takie bleblanie o jakichś pierdołach, coś tam gdzieś tam w jakimś wszechświecie, jakieś gwiazdy, jakieś energie, coś gdzieś krąży i nikt nie wie, o co chodzi. Tylko że pozytywne intencje przekładają się również na nasze życie biznesowe, przynoszą konkretne korzyści biznesowe.
[01:59:17] - Dokładnie.
[01:59:18] - I to jest fajne.
[01:59:20] - Jasne. Drugą historię, jaką chciałem powiedzieć, tu jestem w miarę pewien, że już chyba to opowiedziałem, ale to tak powiem krótko. Miałem kolegę, który był architektem, miał swoją prywatną firmę i grywałem z nim systematycznie w tenisa. Jeszcze to było w Polsce oczywiście. Któregoś razu podczas jednego z tych naszych pojedynków po prostu on sobie zerwał jakieś tam więzadło i to tak fatalnie to wyglądało, bo się wił po prostu z bólu nawet jak na faceta, jak mu już zaczęły łzy lecieć, więc to na pewno było bardzo bolesne. A jeszcze smaczku dodawało-
[02:00:05] - Jest to bolesne. Niech mi pan wierzy, jest to bardzo bolesne.
[02:00:08] - Ja nigdy całe szczęście nie miałem zerwanego, ale widziałem po nim, co się z nim dzieje. I w każdym razie smaczku jeszcze takiego negatywnego w tym momencie dodawało to, że jeśli ta noga miałaby pójść w gips w jakichś określonych warunkach, a ostatecznie poszła, co się za chwilę okazało, to on był po prostu uziemiony, czyli po prostu nie mógłby jeździć na te wszystkie czynności związane z tym, co samemu wykonywał. Z racji tego, że tak jak mówię, on zatrudniał może jedną, góra dwie osoby, ale dużo rzeczy samemu załatwiał w terenie, nie tylko siedząc w domu. Wiadomo, że takie uziemienie w domu to ten. Dodatkowo jeszcze miał kłopoty jakieś finansowe całe, jak to mała firma. Raz zlecenia są, raz nie ma i tak dalej. Tak mi go było żal. Wsadzili mu tą nogę w gips czy coś i samemu go gdzieś tam, gdzie mogłem, to go jeszcze odwoziłem. Ale tutaj właśnie to jest ten przykład, to, co pan dzisiaj mówił z tym, jak pan miał chyba nogę w gipsie, tak? Tak jak na tym SOR-ze, co pan opowiadał.
[02:01:24] - Zdarzyło się.
[02:01:25] - No właśnie, że można zawsze odnaleźć coś dobrego w tym wszystkim i za jakiś czas, ja oczywiście go tam odwiedzałem, po jakimś czasie mu to wszystko ściągnęli. On mówi: „Słuchaj, widzisz takie nieszczęście, ty nawet nie wiesz, jak mnie to w tamtym momencie uratowało”. Ja mówię: „W jaki sposób? Przecież tu nie mogłeś robić. Tu cię bolało. Tutaj musiałeś siedzieć w domu”. On mówi: „Słuchaj, z racji tego, że przecież płaciłem tam wszystkie ZUS-y i ten, ja dostałem jakieś tam pieniądze, które w tamtym momencie...”. Ja już teraz nie powiem, jakie pieniądze, bo to nie jest ważne, ale chodziło o to, że te pieniądze jego w tamtym momencie uratowały, które dostał z instytucji za tą swoją rozwaloną nogę. Więc nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, a czasami to po prostu widać dopiero po fakcie.Więc to taki przykład półśmieszny, że czasami, pomimo że coś wygląda bardzo źle, to niekoniecznie musi takie do końca być i też mogą być jakieś dobre plusy, niekoniecznie związane z oglądaniem mistrzostw świata.
[02:02:38] - To oczywiście był żart z mojej strony.
[02:02:42] - No jasne. Ale to mimo wszystko frajda.
[02:02:47] - Natomiast istotne jest to i też bardzo się cieszę, bo Jack o tym pisał, pan teraz o tym mówi, żeby dać sobie czas. Większość ludzi momentalnie wkręca się w te emocje, które podpowiada nam podświadomość. Momentalnie się w to wkręcamy i momentalnie coś, co jest przypisane, że ma być negatywne, momentalnie staje się dla nas negatywne i przestajemy to w ogóle kontrolować i nad tym panować. I później tymi emocjami żyjemy i to wszystko jest takie do dupy.
[02:03:26] - Tak, nakręcamy się po prostu.
[02:03:28] - Tak, wkręcamy się zupełnie bez naszej świadomości, zupełnie się nad tym nie zastanawiając i nie próbując doszukać czegoś pozytywnego. I to też, żeby była jasność, ja zawsze byłem optymistą, natomiast umiejętność takiego nabiegu wymyślania, dostrzegania pozytywów też w pewnym sensie wypracowałem, bo miałem swoje historie biznesowe, gdzie też momentalnie się wkręcałem w taki właśnie negatywizm i tak dalej. Więc to wymaga trochę kontroli, ale warto w sobie, jak widać też tutaj po historii pana Wojtka, warto w sobie taki mechanizm dostrzegania pozytywów, mechanizm nieoceniania czegoś od razu, na szybko, tylko poczekania chwilę, wypracować. Naprawdę, uwierzcie mi, mówię to na własnym przykładzie, fajnie się z tym żyje.
[02:04:28] - Tak jest, to jest prawda. I jeszcze taka historyjka, już bardzo prywatna, ale z racji tego, że to dotyczy mojej osoby, to tutaj mogę uchylić rąbka tajemnicy. Aczkolwiek to też historia, zresztą sami ocenicie. Trzeba się cofnąć dość dawno temu, to jeszcze wtedy był początek studiów. I pierwsza miłość. Słuchajcie, tutaj znowu, moim zdaniem, nie ma żadnego absolutnie przypadku. Sądzę oczywiście po sobie, ale u mnie to tak wyglądało, że ja sobie tą pierwszą dziewczynę po prostu wymarzyłem, mówiąc kolokwialnie. Czyli robiłem sobie jakieś wizualizacje, ale wtedy jeszcze nie będąc świadomy, że to są wizualizacje. Ale wiadomo, że nie trzeba być na kursie, żeby pewne rzeczy działały. I słuchajcie, dokładnie za jakiś czas, jak się złożyły różne elementy, taka dziewczyna stanęła przede mną.
Oczywiście nie było z góry wiadomo, że będziemy parą i tak dalej. Byliśmy parą. Na początku, nie muszę panu mówić i tutaj słuchaczom, bo myślę, że to każdy już przechodził coś takiego, stan totalnego zauroczenia. Natomiast ten związek nie przetrwał, mówiąc krótko, za długo, bo góra rok i może parę miesięcy.
[02:06:08] - Nie afirmował pan sobie wszystkiego.
[02:06:11] - Właśnie do tego zmierzam. Końcówka tego związku to były notoryczne awantury. Po prostu każda randka, która miała być przyjemnością, się kończyła po prostu karczemnymi awanturami. Też muszę powiedzieć, że teraz ja się z tego potrafię, tak jak pan słyszy, mówię to z humorem i się tutaj śmiejemy z tego. Natomiast wtedy to dla mnie absolutnie nie było do śmiechu. Wręcz byłem w ogóle, nie wiem, jakiego tutaj wyrazu użyć.
[02:06:42] - Zdruzgotany.
[02:06:43] - Zdruzgotany, wkurzony, rozczarowany. W ogóle nie rozumiałem, jak może inna osoba mieć zupełnie inne podejście do niektórych spraw, jakie ja miałem wtedy i tak dalej. I skończyło się to po prostu, mówiąc krótko, rozstaniem. Natomiast z racji tego, że to był pierwszy taki mega poważny, może nie mega, ale poważny związek, to po prostu ja to bardzo odczułem wtedy. Pamiętam, że grubo ponad rok czasu chodziłem na biegu wstecznym. Ciągle mi się włączały takie sentymentalne, ciągle słuchałem jakiejś muzyki, przy której spędzaliśmy czas. To po prostu było takie, nawet można powiedzieć, że ja się samemu w tym dręczyłem, ale wydaje mi się, że to chyba było potrzebne do tego, żeby po jakimś czasie z tego wyjść. Ale tak jak mówię, teraz ja się z tego śmieję, natomiast to nie było bezbolesne. I później już tak trochę na spokojnie, jak to mi wszystko minęło, zacząłem się zastanawiać, czemu to się wszystko tak potoczyło. I przyszła mi od razu taka myśl do głowy: „Słuchaj, chłopie, kogo sobie ty wizualizowałeś?
Kto to miał być? Laska ładna, taka, żeby się wszyscy za nią oglądali, najlepiej z całej dzielnicy i koniec. I to już były twoje kryteria. To czego ty chcesz?” I to dokładnie była taka osoba. Nic nie umniejszając tej osobie, bo do dzisiaj mam jakiś słaby kontakt.Także spełniło się. Właśnie do tego dążę. To pan tutaj zdążył wcześniej mnie ubiec i powiedzieć, że nie doprecyzowałem i to w wielu wypadkach się to zdarza z tym niedoprecyzowaniem. Dokładnie to była taka osoba, jaką wtedy chciałem poznać i mieć za swoją dziewczynę. No i się skończyło, jak się skończyło. Więc to taka historia.
Ale to też ma swoje pozytywne strony, pomimo tego bólu i cierpienia. Tutaj nie boję się użyć tych wyrazów, że później z racji tego, że ta osoba była bardzo cwana, mogę tutaj bez żadnej obrazy powiedzieć, dobrze wiedziała, jakimi walorami dysponuje, więc pewne rzeczy może nie na zasadzie szantażu, ale wykorzystywała. Natomiast po takiej szkole, jak to była pierwsza moja, to moje podejście później do związków, tych następnych, których doświadczyłem, było zupełnie inne. I to nie znaczy, że nagle zacząłem źle traktować, natomiast zacząłem bardziej dbać, patrzeć na swój interes. Więc to jest też plus z tego wszystkiego. Natomiast cena była dość wysoka na początku do zapłacenia. Jakiś komentarz, panie Sławku?
[02:10:02] - To tylko rok, panie Wojtku. Czy rok i całe życie na przykład.
[02:10:08] - No właśnie, bo tak jak widzę czasami, to rzeczywiście czasami to całe życie albo pół życia.
[02:10:14] - Natomiast bardzo fajnie, bardzo się cieszę z tego przykładu, bo tak od razu mi przyszło do głowy to niedoafirmowanie. Ja kiedyś też opowiadałem swoją historię afirmacji i jak rozmawialiśmy o tego typu narzędziach, ja kilkakroć powtarzałem, że właśnie z wizualizacjami, z afirmacjami trzeba być bardzo ostrożnym. I te wszystkie szczególiki trzeba sobie naprawdę bardzo mocno przemyśleć, łącznie z konsekwencjami. Tak że właśnie, jeżeli dziewczyna ma być seksowna, to najprawdopodobniej będzie to związane z jakimś aspektem jej zachowania. Tak więc ona nie będzie grzeczniutką domatorką i taką pyszką. Tylko będzie jednak ta seksowność wynika z jakiegoś zachowania. Więc dlatego cieszę się, że to mówię, padło dzisiaj, bo to jest bardzo ważne. Ja mówiłem o tych pułapkach i pan dzisiaj powiedział, że tak jak większość z nas w taką pułapkę dało się kiedyś złapać, czy to było odnośnie pracy, czy to było odnośnie związków, czy to było odnośnie jakichś tam innych sytuacji, ale żeśmy dali się złapać. Fajnie. I to jest właśnie mądrość, że potrafił pan zrozumieć sens tego doświadczenia.
Tak, to jest fajne, bo można brnąć w to dalej i mówić: „Bo to zła kobieta była” i afirmować sobie następną taką samą, nie? Więc to jest fajne. Fajne, że skończyło się-
[02:12:04] - Trochę minęło czasu, ale to było dobrze i też w sumie dobrze, bo to na początku takiego życia, gdzie człowiek w te związki jakoś tam wchodzi, a nie pod koniec życia, kiedy już jest musztarda po obiedzie powiedzmy.
[02:12:23] - Przede wszystkim nigdy nie jest musztarda po obiedzie, panie Wojtku.
[02:12:26] - Nigdy nie jest.
[02:12:28] - Póki człowiek żyje, jest nadzieja. Natomiast ja jeszcze o jednej rzeczy powiem, bo pan powiedział, że pan sobie afirmował, wizualizował, chociaż nie miał pan pojęcia, że coś takiego istnieje. Kochani, jedną ważną rzecz trzeba sobie powiedzieć-
[02:12:43] - To były takie zwykłe marzenia po prostu.
[02:12:46] - Właśnie, dokładnie, panie Wojtku, zanim ktoś nazwał afirmację afirmacją, a wizualizację wizualizacją, istniało przez wiele tysiącleci coś takiego jak marzenie, czyli wyobrażanie sobie i myślenie o tym, co fajnego mogłoby mi się w życiu wydarzyć. Więc afirmacje i wizualizacje są pewnego rodzaju techniką duchową, natomiast nie odkrytą teraz, tylko znaną pod innym zupełnie pojęciem od tysiącleci. Więc marzyliśmy od dawna jako małe dzieci. Nie wiedzieliśmy, że to jest jakaś wizualizacja czy coś. Marzyliśmy po prostu. Snuliśmy marzenia tak w ogóle nie mając zielonego pojęcia o duchowości.
[02:13:34] - Z tymi już tutaj nie będę kontynuować tego wątku miłosnego, ale akurat jeśli chodzi o związki, to mógłbym tutaj przynajmniej parę takich przykładów powiedzieć, gdzie to w jakimś stopniu mniej lub bardziej świadomie w sensie takim, że ja pewne rzeczy, które jakoś tam robiłem, się po prostu później realizowały. Także to też jest następny przykład tego, że pewne jakieś, nazwijmy to nawet marzeniami, nawet takie też to były, tak jak mówię, to dotyczy jakichś wątków miłosnych, ale to też były takie czasami w ogóle mało realistyczne. No bo ja mówię: „Chłopie, gdzie ty?” Nawet jeśli widzisz, że to jest konkretna jakaś tam dziewczyna, jakie ty masz w ogóle dojście? Ty w ogóle jej nie znasz.W ogóle nie ma żadnej na dzień dzisiejszy szansy. Co ty tutaj w ogóle zrobisz? Na pewno już ma jakiegoś faceta, więc sobie odpuść. A się później okazywało, że jednak niekoniecznie. I to w jakimś stopniu działało. Ale już nie będę tego wątku kontynuował. Tylko jeszcze dodam taką jedną rzecz z tą ostrożnością, co pan już to powiedział i ja też mówiłem, że tutaj sobie nie doprecyzowałem.
O tym przykładzie chyba już kiedyś wspomniałem. Miałem takiego starszego kolegę, dużo starszego kolegę, bo ten człowiek sześćdziesiąt parę lat miał i on mi mówił, że też na gruncie rozwoju duchowego taki trochę zaprawiony. I on mówi, że sobie wizualizował, że chciał mieć, żeby ciągle miał pracę. Chodziło też o finanse w tle, ale chodziło o pracę. I on sobie wizualizował, że ciągle będzie miał dużo pracy. I się wszystko, co do joty sprawdziło, tylko tyle, że sobie nie doprecyzował, że tej pracy będzie tak dużo, ale ona będzie stosunkowo mało płatna, ale już tego kryterium sobie nie zadał i miał rzeczywiście, pomimo swojego wieku, ale znał się na pewnych sprawach, dostał pracę. Znaczy dostał, cały czas kontynuował na uczelni i rzeczywiście wykonywał tą pracę, pomimo że już mógłby być na emeryturze, ale on cały czas chciał pracować, ale mówi, że już ma dosyć nawet tej pracy, bo tej pracy jest za dużo. Ale się cofnął i sam mi się przyznał, że: „Słuchaj, to jest wynik tego, że ja sobie po prostu nie doprecyzowałem warunków, na jakich bym chciał pracować”. Więc to dodatkowy przykład na to, że trzeba być bardzo ostrożnym i dopracować szczegóły.
[02:16:42] - To znaczy ja rozwinę ten wątek, korzystając z tego, że on się pojawił. Kochani, bo prawda jest taka, że to, co sobie wizualizujemy, co sobie marzymy, jest świadome. Jesteśmy świadomi tego, bo skupiamy na tym swoją uwagę i mówimy, że: „O, bo to się zrealizowało, bo to działa”. Natomiast i w tym jest mniejszy problem, ponieważ mamy świadomość, że musimy doprecyzować tą wizualizację następnym razem. Wiemy, jaki błąd popełniliśmy i to jest w porządku. Robimy korektę i mówimy: „Okej, ma być fajną blondynką, ale jeszcze do tego taką i taką”. Więc robimy korektę. Jest okej. Dostajemy produkt. Czy na przykład praca, ale za dobre pieniądze.
Czyli skupiam się, ile mam zarobić, a nie ile pracy mam wykonać. I to jest fajne, bo to jest świadome. Natomiast należy pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy, że ten mechanizm nie dotyczy tylko tego, co sobie świadomie wizualizujemy. Ten mechanizm produkowania rzeczy czy sytuacji w naszym życiu dotyczy również tych rzeczy, których nie jesteśmy świadomi. I na przykład często strach przed biedą, który towarzyszy nam, jest również naszą afirmacją, chociaż już tak się z nią oswoiliśmy, tak się do niej przyzwyczailiśmy, że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ten strach jest, niby traktujemy go jako taki normalny, bo wszyscy gdzieś tam jakieś obawy mamy, a później zastanawiamy się, dlaczego ciągle nie mamy pieniędzy. I jest mnóstwo-
[02:18:39] - Jakie jest tu panaceum w tym momencie na ten przypadek, który pan dokładnie teraz mówi?
[02:18:46] - Właśnie to jest powód do tego, żeby poznać swoje emocje, żeby poznać to, czego nie jesteśmy świadomi, a co w nas jest, bo to się też afirmuje. To jest też nasza afirmacja. To jest też nasze marzenie. To jest też nasze pragnienie, chociaż nie jesteśmy tego świadomi. Wszystko, co w naszym życiu się dzieje, jest skutkiem naszych pragnień. Tylko część z tych pragnień, tak jak wizualizacje, jak marzenia, jak afirmacje są świadome, a część jest nieświadomych. Ale i jedne, i drugie się realizują. Więc o tym-
[02:19:25] - Teraz zadam takie pytanie: to jak już poznamy, załóżmy, czy w jakiś sposób się dowiemy, że pomimo wszystko mamy ten strach właśnie przed tą biedą, to teraz co dalej możemy w tej konkretnej sprawie? Bo w sprawach tych świadomych, to już żeśmy sobie powiedzieli, ale w sprawach tych, gdzie dopiero żeśmy się dowiedzieli teraz, że mamy na przykład strach przed tą biedą, to co dalej możemy zrobić? Też zrobić tą samą metodą?
[02:19:54] - Potraktować go jak Japończyka.
[02:20:02] - No tak.
[02:20:03] - No tak, panie Wojtku, pojawił się dzisiaj bohater z zagranicy. Więc dokładnie tak. Jednym ze sposobów jest chociażby ta technika, o której rozmawialiśmy w poprzedniej audycji. Czyli dogrzebania się do tego momentu, w którym ten strach o przetrwanie się pojawił. To jest jedna z technik, aleRównie skuteczna jest ta technika, którą pan dzisiaj powiedział na przykładzie swojego japońskiego szefa. Wysłać w tamtym kierunku pozytywne emocje, pozytywne intencje.
[02:20:42] - Plus na przykład osobno można pisać też i afirmacje, na niektóre osoby takie słowo pisane też działa. Jeśli piszą po ileś razy jakieś afirmacyjne zdania na przykład.
[02:20:58] - Ja powiem tak: wizualizacja jest o tyle skuteczniejsza, że jednak mimo wszystko większość informacji-
[02:21:08] - Więcej emocji angażuje.
[02:21:09] - Po pierwsze więcej emocji angażuje, a poza tym nasza podświadomość jest budowana na podstawie obrazów, nie słów. My jako małe dzieci nie rozumiemy słów. My rozumiemy emocje. Na przykład jak rodzice się kłócą, to my wiemy, że to jest coś złego. Nie wiemy dlaczego, nie rozumiemy słów, które oni wypowiadają. Natomiast wiemy, że dzieje się coś złego, czyli odbieramy to emocjonalnie i odbieramy też obraz. I tak naprawdę 90% informacji, które dochodzi do naszego mózgu, pochodzi właśnie ze wzroku. Dlatego wizualizacja wymaga więcej wysiłku, ale tak jak pan powiedział, towarzyszy temu więcej emocji, bo też więcej przyjemności. Jeżeli sobie wyobrażamy przyjemne sytuacje, łączymy obraz z emocjami, czyli dla naszej podświadomości to jest dużo mocniejsza informacja niż same słowa. Owszem, można to połączyć też z afirmacją, czyli jeszcze z wypowiadaniem, powtarzaniem jakichś słów.
Więc mamy już wtedy komplet informacji: mamy emocje, mamy obraz i mamy słowa, coś wypowiadane na głos, coś, co dociera do naszego mózgu jako informacja.
[02:22:35] - Zgadza się. Więc z mojej strony to jest tylko takie przystępowanie, podsumowanie można powiedzieć. A właściwie to, co pan już dzisiaj też przed chwilą chyba przede mną jeden ze słuchaczy w sumie nie do końca, bo chyba się przekonał. Ja mogę potwierdzić tutaj z własnego podwórka, że wiedza sama jako wiedza, bez działania, bez zastosowania tego w życiu, rzeczywiście to jest stanowczo za mało. Też mam jakiś przykład, już teraz nie będę tutaj opowiadać, ale na wielu rzeczach się bardzo dobrze znam, ale w niektórych sprawach nie wdrożyłem tego w życie i po prostu nie ma żadnego zupełnie efektu. Więc co z tego, że ja mogę nawet, może przesadzam, wykładać gdzieś albo się z kimś dzielić. W moim prywatnym życiu po prostu nie ma żadnego póki co przełożenia z racji tego, że człowiek za mało środków, sił, energii włożył w to, żeby to zadziałało. Tu się podpisuję pod tym dwoma rękoma. Więc to takie moje podsumowanie tego.
[02:24:05] - Dziękuję, panie Wojtku.
[02:24:10] - Nie ma za co. Sama prawda. Dzisiaj wyjątkowa zgodność.
[02:24:19] - Takie rzeczy też się zdarzają.
[02:24:22] - Też się zdarzają. Dobra, ja właściwie już tyle, co miałem powiedzieć, to powiedziałem. Pozdrawiam jeszcze raz wszystkich. Wszystkim życzę wszystkiego dobrego w tym nowym 2021 roku. Będziemy na łączach i ja teraz przełączam się na odbiór wtedy.
[02:24:44] - Dobrze, dziękuję panie Wojtku za telefon. Pozdrawiam serdecznie, nieustająco wszystkiego dobrego.
[02:24:49] - Pozdrawiam, Sławku, pozdrawiam, Ivelliosie, pozdrawiam wszystkich słuchaczy. Na razie. Hej, cześć.
[02:24:53] - Na razie, cześć, hej. Taka zgodna audycja dzisiaj jest. Bardzo dziękuję panie Wojtku. Kochani, tutaj utknąłem z komentarzami na 21:13, a mamy 22:51. Był bardzo fajny wątek snów. Tutaj Mateusz, Jack i też Nina bardzo widzę mocno pociągnęli ten wątek, więc zapraszam was kochani do tego, żeby się z tym wątkiem zapoznać, bo tu jest i wątek o wyjściu z ciała. Może to jest temat w końcu na audycję z Jubim, bo już parę razy żeśmy się do tego przymierzali. Więc ten wątek sobie na tą chwilę odpuszczę i być może wrócę do niego w poprzedniej audycji jako temat audycji.
[02:26:05] - W następnej audycji oczywiście.
[02:26:09] - A co ja powiedziałem?
[02:26:10] - Wróci pan w poprzedniej audycji.
[02:26:13] - Okej, dobra, dzięki panie Marku za czujność. Tak, bo ja tutaj mówię, a już grzebię też w komentarzach, więc sorki za takie babole.
[02:26:24] - To by było coś, na co bardzo fizycy polują. Obserwacja zakrzywienia czasoprzestrzeni.
[02:26:32] - A może warto to zrobić, panie Marku? Może to jest właśnie powód, żeby wrócić do tego w poprzedniej audycji?
[02:26:39] - A co jeżeli od tego zakrzywienia czasoprzestrzeń się załamie?
[02:26:45] - Co będzie, to się przekonamy dopiero jak będzie. To tylko tydzień, panie Marku. Może tragedii nie będzie. Dobra, żartowałem, bo już mi się tutaj światełka zapaliły w głowie, lubię tego typu wyzwania. Wracając do naszych komentarzy, Aneta się pojawiła. Beata Szwasz pisze: „Nasze myśli są twórcze, możemy wpływać na rzeczywistość. Spragnienia tworzymy. Najpierw była myśl, a słowo ciałem się stało. Dzieci, marzcie, bo marzenia się spełniają. Jesteśmy jednym”.
Ja mam tutaj troszeczkę odmienną teorię na temat tego, czy najpierw jest emocja, czy najpierw jest myśl. Myśli są dla nas bardziej świadome. Natomiast z emocji często nie zdajemy sobie sprawy. Więc w moim przekonaniu bardzo często najpierw jest emocja, a dopiero później jest myśl i później dopiero jest słowo. Bo przeważnie najpierw jesteśmy wkurzeni, najpierw reagujemy emocjonalnie, a dopiero później mówimy: „Jestem wkurzony”. Działanie w tą stronę, że jestem wkurzony i zaczynam być wkurzony albo kiedy jestem wkurzony, mówię sobie: „Jestem spokojny”, nie powoduje, że jestem spokojny. To jest jednak proces emocjonalny. Ale to nieistotne jest w kontekście tego, co Beatka napisała, że nasze myśli są twórcze, że w ten sposób tworzymy naszą rzeczywistość. I całkowicie się z tym zgadzam. Tu jest cały czas wątek snów i Beatka jeszcze pisze, że Polacy są wyjątkowi.
W nas jest iskra, ukryta iskra wiary. Wiara to magnes. Wiara, kochani, to jest określenie sukcesu. Bo tak naprawdę sama intencja to jest jedno, natomiast wiara w spełnienie tej intencji nadaje większą moc sprawczą. Wątek ze snów. Aneta pisze: „W sumie to wolałabym nie pamiętać snów, bo często jestem niewyspana”. Czytam, żeby wyłapać te komentarze, które nie dotyczą snów, bo to jest wątek, który jest zbyt długi, żeby go jeszcze dzisiaj w audycji pociągnąć.
[02:29:36] - Właśnie jest świetne miejsce, w którym można ten wątek pociągnąć, nie wpływając na audycję. A jest tym miejscem forum Radia Paranormalium. Tam można sobie założyć konto. Tam jest nawet cały dział poświęcony snom, ogólnie tematyce związanej ze snami. Tam też można podyskutować. Kiedyś tam się dużo dyskutowało na tym forum. Potem pojawił się Facebook. Facebook zjadł większość internetu. Wszystkie formy życia klikające się przeniosły na Facebooka, na YouTube i na inne social media, a fora tematyczne jakoś tak wymarły. Może czas przy okazji tych różnych afer związanych z prywatnością zwrócić się z powrotem w stronę for internetowych.
Tak tylko proponuję.
[02:30:28] - Ja się przyłączam do tej delikatnej sugestii pana Marka. Mam coś tutaj odnośnie. Aneta pisze: „O rany, to co ten pan mówi teraz o randce to mój przypadek. Ja też zwizualizowałam”. Ciekawe, czy Anetko też dojdziesz do wniosku, że nie doprecyzowałaś swojej wizualizacji. Mateusz Siwek pisze: „Świetna opowieść, proszę pana”. Motroman się pojawił jeszcze. Renata się pojawiła. Renataniak: „Miło ciebie słyszeć Sławku. Po telefonie Mirosława takiego olśnienia dostałam, że właśnie gdyby nas ktoś nauczył, kiedy byliśmy dziećmi, że marzenia się spełniają, mielibyśmy nieograniczone możliwości”.
Renatko, chyba tutaj mówisz o telefonie od pana Wojtka, ale to prawda. To prawda, kochani, że to jest bardzo ważny wątek naszego rozwoju emocjonalnego, kiedy w dzieciach zabijamy właśnie umiejętność marzenia, rozwijania wyobraźni i pozbawiamy ich tak naprawdę tego niesamowitego narzędzia do tworzenia swojej rzeczywistości. To rodzice oduczyli dzieci wierzyć w to, że mają do dyspozycji narzędzie, które może wpływać na ich życie. Warto o tym pamiętać. Warto o tym pamiętać mając dzieci, obcując z dziećmi. Warto celebrować z dziećmi te marzenia. A co? A jak? A jak ty sobie to wyobrażasz? Ukierunkowywać ich marzenia.
Nie mówić: „To niemożliwe. Nie będziesz nigdy księżniczką”. Czemuż nie? Już lepiej być księżniczką niż strażakiem chyba.Dobrze. Astra pisze: „Właśnie przez takich szkodników źle się na świecie dzieje. Tylko że ten cały syf, który robią, wróci do nich boleśnie. A przecież tak łatwo i przyjemnie jest być miłym dla siebie wzajemnie”. Oczywiście, że łatwo i przyjemnie. Mateusz pisze: „Teraz pan mówi bardzo mądrze w audycji. W psychologii jest nawet termin zwany samospełniająca się przepowiednia”.
No właśnie. Nina pisze: „Kiedy polecono mi dawno temu Radio Paranormalium, zakochałam się w sekundzie. Przestałam oglądać telewizję, nie słucham innych audycji i wiem, że tutaj jestem wśród swoich. Dziękuję”. Wow, Nino, my też ci bardzo dziękujemy. Myślę, że też w imieniu pana Marka takie podziękowania tobie złożę. Anetka pisze, że musi się wreszcie zabrać, bo koszmary ją wykończą. Mateusz pisze: „Jeśli będziesz non stop podejrzewał partnera o zdradę, w końcu przestanie cię kochać i być może właśnie cię zdradzi. Afirmacja to potężne narzędzie”. Z tym podejrzewaniem o zdradę jest jeszcze jedna rzecz związana, z której często ludzie sobie nie zdają sprawy.
To często jest na przykład tkwiąca w ludziach potrzeba zdrady i strach przed zrobieniem, więc często podejrzewamy innych o robienie czegoś, na co mamy ochotę. Na to też warto zwrócić uwagę. I też strach. Strach przed zranieniem. Renatka pisze: „Bo teraz już się przekonałam, tak jak Mirosław, że nasz umysł ma wielką moc, ale wiele trzeba było przejść, żeby się o tym przekonać”. Dlatego są takie audycje jak ta moja, żeby właśnie nie musieć dzięki takim osobom jak pan Wojtek, jak pani Renata i całe mnóstwo tutaj osób, które bierze udział w dyskusjach, żeby nie trzeba było doświadczać tego na swojej własnej skórze, a czasami pupie. Mateusz pisze: „Ilekroć idąc na rozmowę kwalifikacyjną, byłem pełen swoich umiejętności, dostawałem pracę”. No właśnie. I Anetka pisze tutaj: „Gorzej z tym, co jest w podświadomości”. No właśnie.
O tym żeśmy na koniec rozmowy z panem Wojtkiem rozmawiali i warto to powtórzyć jeszcze raz. To moje namawianie was do tego, żebyście zajrzeli w głąb siebie, właśnie do własnej podświadomości, wynika z tego, że to wszystko, co w naszej podświadomości jest, też się realizuje. Tu nie ma lipy, że tylko to, co sobie wymarzymy, się realizuje. Nie. Realizuje się wszystko, co jest w nas. Tylko najczęściej z gro tych rzeczy nie zdajemy sobie sprawy, że to my odpychamy szczęście, że to my odpychamy dobro, że to my odpychamy miłość, że to my odpychamy pieniądze, że to my odpychamy jakiś dostatek, że to my odpychamy poczucie bezpieczeństwa, że to my odpychamy bliskość. Dlatego całkowicie się zgadzam. Podkreślę to. Gorzej, to co napisała Anetka, gorzej z tym, co jest w podświadomości. Tam jest siedlisko naszych problemów i przyczyna naszego takiego, a nie innego życia, jakie prowadzimy w tej chwili.
Nie w świecie zewnętrznym, tylko w naszej podświadomości. Mateusz pisze: „Nina, ja od 20 lat telewizji nie oglądam i dziwię się, czemu świadomie wybierając, co chcesz wiedzieć w niezależnych źródłach”. Anetka pisze: „Dziękuję ślicznie za wypowiedź tego pana, który teraz rozmawia. Bardzo mądrze mówi”. Anetka pisze: „Dzięki, panie Wojtku”. Jack pisze: „Aneta, czuj się dobrze, myśl pozytywnie, wybaczaj. Wtedy podświadomość w realu przejawi pozytywnie szczęśliwe życie”. Bardzo dobra recepta, drogi Jacku. Natomiast jak zwykle problem jest z wcieleniem tego w życie, ponieważ podświadomość, nasza podświadomość to też utarte już połączenia neuronowe w naszym mózgu, czyli coś bardzo fizycznego. I oczywiście jak najbardziej oboma łapkami podpisuję się pod tym, co Jack powiedział, że to da się zrobić.
Natomiast trzeba mieć świadomość tego, że to wymaga jakiegoś wysiłku. I Anetka pisze: „Oj, myślisz, że to takie proste, Jack?”. No właśnie. W zasadzie tak. Czasami nie musimy wiedzieć, co jest w naszej podświadomości. Wystarczy, że ukierunkujemy się na to, co pozytywne. Ale żeby skrócić proces transformacji i kontrolowania się z tym, żeby wysyłać pozytywne intencje, warto jest w tej naszej podświadomości zagrzebać i to, co tak naprawdę nam doskwiera, wyrzucić. Nina pisze: „Mateusz, możliwość decydowania o swoich wyborach jest największym przywilejem. Jesteśmy szczęściarzami”. Nina, całkowicie się z tobą zgadzam, pod warunkiem, że ten komfort decydowania o swoich wyborach mamy.Bo w bardzo wielu przypadkach nasza podświadomość nie daje nam wyboru.
Po prostu podsyła nam reakcję, koniec. Poza zupełnie naszym wyborem. Owszem, my z czasem myślimy, że to był nasz wybór, bo do takiej reakcji jesteśmy przyzwyczajeni, ponieważ zawsze tak reagowaliśmy. Natomiast jeżeli chcielibyśmy zmienić tą reakcję, to się okazuje, że to już jest trudniejsze. Mateusz pisze: „Parę dni temu ukradziono mi w firmie słuchawki Bluetooth. Stare, ale kupione za 300 złotych. W miejscu, w którym je skradziono zostawiłem list dla złodzieja, w którym podarowałem mu jeszcze ładowarkę. Nie czułem nienawiści, którą zgasiłem w sobie. Pogodziłem się ze stratą. Chłopcy z firmy bili brawo dla tego listu, a ja czuję zgodę z tym, co się stało”.
To skoro tak czujesz. Natomiast ja się w kradzieży nie doszukuję niczego pozytywnego. To ja tak mam. Mateusz pisze: „To zwykły przykład, że karma istnieje. Ja nie stracę tyle co człowiek, którego ten czyn może dręczyć dużo dłużej niż mnie”. W pewnym sensie jest to, drogi Mateuszu, bardzo duchowe, ale z drugiej strony, jeżeli ktoś ma fundować sobie cierpienie, to niekoniecznie musi to robić naszym kosztem. Do tego nawet w świecie duchowym nie za specjalnie jest przyzwolenie. Magdalena pisze: „To złodziej był zdziwiony. Oj Mateusz, a gdyby ci ukradli samochód, to co byś jeszcze zostawił?” Garaż, pytanie. Mateusz pisze: „Nie wiem, bo nie mam prawa jazdy”.
Dobrze kochani. Love było silniejsza. Marzenia się spełniają. Beata Szwarc pisze: „Duch ma się nad materią. Gdy wszyscy będziemy dobrze myśleć o Polsce, będziemy widzieć ją w sukcesie i miłości, to się tak stanie”. Dobrze, to takim optymistycznym akcentem kochani. Ogólnie rzecz biorąc, wszystko co w naszej głowie, to się tak stanie. I pojawia się znowu cały czas pytanie, czy jesteśmy świadomi tego, co jest w naszych głowach i sercach. I tak jak powiem, ja tego naszego wroga, przeciwnika w drodze do świadomego kreowania swojego życia znam, mówię wam o nim. Natomiast tylko od was, kochani, zależy, na ile będziecie chcieli tego naszego wroga, przeciwnika, rywala rozpoznać.
Na ile będziecie chcieli tam zagrzebać, na ile będziecie chcieli tam zrobić porządków. To zależy tylko i wyłącznie od każdego z nas. Ja bardzo się cieszę z dzisiejszej audycji. Fajne telefony, fajna też dyskusja. Znowu dość na temat, chociaż tamten wątek ze snami trochę odbiegał od tematu dyskusji. Ale przeczytam sobie te komentarze odnośnie snów, interpretacji snów, senników, śnienia świadomego i obiecuję w końcu do tej audycji najprawdopodobniej dojdzie na temat śnienia. No dobrze, tu jeszcze pan Marek podrzucił, Folimir, Astra jeszcze tutaj się pojawili w naszej rozmowie. Ale kochani, minęła trzecia godzina naszej audycji. Tak jak wam mówiłem, wydaje mi się, że te krótsze audycje lepiej słuchacze później odbierają i lepiej się im słucha, bo jednak niektórych ludzi trzy godziny czy cztery godziny może troszeczkę odstraszyć. Zresztą słyszymy się za tydzień, więc myślę, że kolejne wątki się z pewnością pojawią.
Kochani, jeszcze raz dziękuję wam serdecznie za dzisiaj. Niespodziewanie w telefonach było bardzo dużo zgodności dzisiaj, co mnie bardzo cieszy, a przede wszystkim to, że sobie, zwłaszcza z panem Arkiem, wyjaśniliśmy to, co z pozoru wydawało się jakimś problemem czy nieporozumieniem. Także dziękuję wam za te telefony. Dziękuję wam za tą dyskusję tutaj. Ściskam was bardzo mocno i jak zawsze i bardzo serdecznie, mimo że jest to zabronione, więc chociaż pościskam was tak troszeczkę wirtualnie. Pamiętajcie o tym, co dzisiaj było mówione. I cóż, słyszymy się już za tydzień. Życzę wam wszystkiego dobrego na ten nadchodzący czas. Trzymajcie się cieplutko. A do mnie właśnie przyszedł mój koteczek, więc ja też się trzymam cieplutko.
Jeszcze raz dobrej nocy, wszystkiego dobrego. Do usłyszenia za tydzień.
[02:45:02] - Mówił te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Mączkowski. Tradycyjnie, nieustająco zachęcamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy” na YouTube. Zachęcamy także do sięgnięcia po książkę „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. I do polajkowania fanpage'a pana Sławka na Facebooku. A dzisiaj już powolutku kończymy. Kto idzie spać, ten idzie spać. Jeszcze tutaj troszeczkę będę pracował przy obrabianiu dzisiejszej audycji. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk „Ivellios” Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie. Oczywiście już za tydzień na żywo, w poniedziałek krótko po 20:00 na antenie Radia Paranormalium.
Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl