Autentyczne historie osób, które przeżyły spotkanie z nieznanym. Zacząłem widzieć różne światła, różne kolorowe, w grupach po dwa, trzy i cztery. W sporej odległości wydawały się być ode mnie. Zagadkowe obiekty.
Strasznie intensywne, potężne, niebieskie światło. To się wydawało tak, jakby to było... Nad chmurami było jakieś ognisko tego światła, które przebijało się przez. No, no ja do tej pory jestem w szoku, bo to się nie zdarza często, nie? Takie coś zobaczyć. Tajemnicze istoty.
Przyszedł do naszego mieszkania taki obrzydliwy, brązowy szarak. Obleśny. Jezus Chrystus, aż mnie na wymioty zbiera, jak o tym myślę. Ja w tym śnie się schowałam tak jakby pod stół. Niby byłam pod stołem, a nagle byłam na jakimś stole i ktoś mi wbijał igłę w plecy.
Mrożące krew w żyłach przeżycia na granicy światów. Budzi mnie skrzypienie drzwi. Znów widzę to światło. Wstaję z łóżka, idę uchylić mocniej te drzwi, zobaczyć, co tam jest. I widzę postacie, ale czuję jakąś grozę sytuacji. Jestem przerażona po prostu.
Biegnę i krzyczę do męża: Strzelaj! "Mówią świadkowie" w Radiu Paranormalium. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, rok 2021 w Radiu Paranormalium rozpoczynamy od czegoś ciekawego, mając zarazem nadzieję, że dzisiejszy, dwudziesty szósty już odcinek podcastu "Mówią świadkowie" nie będzie jedynym ciekawym elementem najbliższych trzystu sześćdziesięciu pięciu dni, zarówno w radiu, jak i poza nim. Przy mikrofonie Marek Sęk "Ivellios". Dobry wieczór państwu. Dzisiejszy odcinek będzie, że tak to ujmę, mocno zaświatowy, jednakowoż z pewnym ciekawym wątkiem ufologicznym.
Najpierw jednak tradycyjnie pozwolicie Państwo, że przypomnę kontakty do Radia Paranormalium dla tych z Państwa, którzy chcieliby podzielić się swoją historią o spotkaniu z nieznanym. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu.
Nasze numery telefonów to stacjonarny: Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset trzy. Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość. A więc piszcie i dzwońcie. Dzielcie się swoimi historiami, bowiem każda relacja jest na wagę złota. Dzisiejszy odcinek wypełni w całości zapis rozmowy z naszą słuchaczką, która podzieliła się licznymi przeżyciami zahaczającymi o kontakt z tamtą stroną.
Usłyszymy między innymi opisy dwóch spotkań z postaciami nieznanych osób w mieszkaniu naszej słuchaczki. Będzie też wstrząsająca relacja z kontaktu z jej nieżyjącym mężem za pośrednictwem medium. Wątkiem ufologicznym zaś będzie pewne wspomnienie wyciągnięte z głębokich czeluści pamięci naszej słuchaczki podczas sesji regresji hipnotycznej dotyczące spotkania z szarakami.
Przejdźmy zatem do słuchania. Próbowałam zadzwonić, bo właśnie Was wysłuchałam. Ja już zapomniałam w ogóle o Was, że macie właśnie też takie programy, bo w tej chwili to jest taki czas, że się te informacje w ogóle nasuwają, że już nawet nie wiadomo czasami, co wysłuchać. Ale tak mi się nasunęło, że miałam takie właśnie dwa, powiedzmy, spotkania u mnie w domu, w mieszkaniu. Ja mieszkam sama i- To było coś, pani słuchała... Podejrzewam, pani słuchała dwudziestego czwartego odcinka podcastu "Mówią świadkowie", tak? Z tego, co kojarzę.
Tak, tak, tak. I tak sobie pomyślałam, że no może też się podzielę i może pan mi będzie potrafił więcej wytłumaczyć. Bo powiem panu, co mi tam na przykład znajoma mówiła, nie? Że to może rozdzielenie mojej duszy, może coś tam, wie pan.
No, po prostu zacznę od początku. To było dwudziestego lutego tego roku. Obudziłam się tak około szóstej, a ja si... Ja bardzo śpię. To znaczy, jak już zasnę, to śpię mocno, ale w zasadzie to tak, jakby ktoś wszedł czy coś, to ja tak bardzo czujnie śpię. W każdym razie obudziłam się, otworzyłam oczy, wyspana i sobie myślę: ach, wstanę, zrobię kawę. Ale jeszcze nie wiedziałam, która godzina, tylko później spojrzałam.
No i dobra. No i teraz te myśli moje takie były. Oczy miałam otwarte i skierowały się na przeciwną ścianę, ponieważ śpię w pokoiku, gdzie on nie jest duży. I co teraz ja widzę? Ja widzę osobę, blondynkę, naturalną blondynkę. To była kobieta. Włosy przedzielone tutaj, tak ze środek. I tak na nią sobie patrzę i sobie tak w tej głowie, tak wie pan, myślę: no kurczę, Felek, no kto to jest? No a jak, a jak ona się tu wzięła? Przecież ja mam tak: okna zamknięte. Od razu wyliczam sobie w głowie. Okna mam zamknięte, balkon zamknięty, drzwi na pewno zamknięte. Więc jak tu się ona dostała? To była-...
Taka postać po prostu tak, jakbym może przyszła do mnie koleżanka odwiedzić mnie i stała yy przy ścianie, odwiedzając mnie. O! Powiedzmy jak żywy człowiek. Nic tam żadnego z duszy, nic, nic nie ma, było wspólnego. Więc tak ją sobie tastowałam i sobie myślę: no jak ona jest ubrana? No, miała taką kremową bluzeczkę pod szyję.
Miała też sweterek, taki mniej więcej też my w dzisiejszych czasach to nosimy, bo ręce trzymała w kieszonkach. Ten blezer to był taki trochę dłuższy, też beżowy. Spodnie były ciemniejsze troszeczkę. I tak sobie myślę: aha, tutaj. Oczy miała ciemne, piwne, włosy, tak jak mówiłam, do ramion spadające blond. I tak sobie ją tastuję. Podniosłam i ona na mnie też patrzy. Po prostu patrzy tak na mnie i tak zaobserwowałam, jakby też mnie po prostu tak sobie chyba chciała zapamiętać, tak jak ja ją. Nie wiem. W każdym razie chyba złych zamiarów nie miała. Normalnie, spokojnie stała sobie i ręce miała w tych kieszonkach.
I ja wtedy głowę podniosłam i zapytałam się jej: a, a co ty tutaj robisz? Bo po prostu no moje to było straszne zdziwienie, prawda? Więc w tym momencie, kiedy się zapytałam, to ona po prostu tak się wtopiła w ścianę jak gąbka.
Po prostu no, wchłonęła ją ściana. Ta ściana tak, jakby była z jakichś obłoczków, no, nie wiem. No, z gąbki mnie się przedstawia to gąbka. Więc ja no, zszokowana trochę wzięłam, wstałam szybko z łóżka i se myślę: a gdzie ona się tam dostała? No, mam obok pokoik, to jest mój taki... Ja mieszkam w Niemczech. Pokój do malowania.
Mam moje hobby. Se myślę, może coś tam się przewróciło, bo tam stoi właśnie sterta tych do malowania rzeczy, ale nic. Cichutko, zupełnie ja nie słyszałam jakiegoś uderzenia czy przewrócenia, więc no, byłam zdenerwowana. Ja pół dnia to nie mogłam dojść do siebie. Gdzieś byłam półprzytomna, w głowę się uderzyłam. Po prostu nie mogłam się skoncentrować, bo nie mogłam sobie dać odpowiedzi, co to było. Zadzwoniłam później do syna.
Oczywiście później, przecież nie będę po szóstej godzinie dzwoniła. No, on się śmiał. Mówi: mama, ja ci wierzę- mówi. -Ale mówi: to trzeba było na kawę zaprosić. Ja mówię: takiś mądry, prawda? I się tak jakoś na tym skończyło. Do, starałam się dociekać, co to mogło być, skąd ta się postać wzięła, ani wie pan co. No, mówię, może tak, może nieraz mam medytacje, może te moje wibracje podnoszę, może to z tego. No, no jakiegoś tam powodu się szuka. Jakby nie było, prawda?
Jeżeli się człowiek troszeczkę orientuje i, i trochę jest w tych tematach, to no to szukasz przyczyny, dlaczego akurat mnie się tak wydarzyło. No i teraz bałam się kilka nocy, bo i sobie tak myślę. W moich myślach powtarzam: ja sobie nie życzę żadnych wizyt. Ja po prostu jestem tutaj sama. Mnie jest tutaj dobrze, to jest moje mieszkanie i proszę nie, nie odwiedzać. Nikogo sobie nie życzę. To jest moja wola i koniec. I tak sobie powtarzałam. Tam kilka dni spałam ze światłem. No, miałam po prostu jakiś taki lęk mi został, ale już zapomniałam. Myślę: ach, tam raz się zdarzyło. No, może coś tam się zdarzyło i przeszłam do porządku dziennego. Teraz nawet chyba se w kalendarzu zapisałam. To było dobry tydzień temu. Spałam. Już zapomniałam o tych wizytach i po prostu spałam na prawym boku.
I co teraz? Budzę się, ale to było wcześnie. Się obudziłam. Ja chciałam po prostu iść do toalety. I patrzę. To było z innej strony. Też była osoba, dzięki Bogu. Może, że kobieta, bo chyba jakby facet, to bym nie wiem, wyskoczyła z tego łóżka natychmiast. Stała kobieta twarzą do szafy, bo ja mam takie, taką jakby meblościankę i z tej meblościanki wysuwa się moje łóżko. Więc i twarzą byłam odwrócona do okna i przy tej, przy tym oknie jest szafa. Więc ta osoba to miała ciemne włosy, takie falowane, też do ramion. Dobrze twarzy nie widziałam, tylko lekki zarys, ale widziałam ją, obserwowałam. Mówię: Boże, znowuż jakaś wizyta. Jakby sobie z ręki, tej drugiej ręki nie widziałam. Tylko ja sobie tak wyobraziłam, że ona jakby coś swoimi paluszkami, tą jej prawą ręką brała i wkładała do buzi i tak sobie jakby jadła. A głowę miała odwróconą do drzwi szafy, tak? Także ja ją widziałam bokiem. Ciemne ubranie, no bo to przed czwartą to było gdzieś za piętnaście, czwarta za dziesięć. Jak później wstałam, zapaliłam światło, to se myślę: no, jest ciemne, to tam taki granat z zielonym. Nie wiem, czy to też miała blezer, czy miała chustę. Tego tutaj już właśnie nie mogłam określić, ale się tak jakoś zajęłam ją. Po prostu patrzę się na nią i se myślę tak: no, nie wolno mi się odwrócić, bo mi zniknie. Więc lewą moją ręką szukałam mojej nocnej lampki, bo po tej stronie stoi stoliczek i mówię zapalę, to ją lepiej zobaczę. Ale z chwilą, kiedy zapaliłam światło, ona znikła. Nie widziałam jej. I to była jakoś tak.
To, co ją widziałam, to było krótkie, bo poprzednią tą wizytę, no to długo to. Znaczy mnie się tak może wydawało, że to długo, bo tak z góry do dołu, z dołu do góry ją tastowałam i te myśli mi się nasuwały. To dla mnie to było o wiele dłużej. Tutaj po prostu zobaczyłam tą osobę i se myślę: o Boże, znowuż jakieś tam wizyty. Przestraszyłam się i po prostu no, zapaliłam światło. Nie to, że ona gdzieś tam się wtopiła, tylko znikła mi. Więc nie wiem, co to, co to jest. Tak samo no wzbudził się we mnie troszeczkę taki strach.... Ale pomyślałam sobie: jedną noc spałam ze światłem, a później se myślę: Boże kochany, niech się dzieje, co chce.
Czego ja się mam bać? W końcu ja jestem światłem, miłością. W końcu niech spróbują tu mnie nawet dotykać, nie? To chyba będę wrzeszczała i ich powyzywam. No tak sobie, tak sobie taką, taką jakąś linię obrony wzięłam, prawda? Więc, ale ponieważ was tutaj słuchałam i wiem, że słuchacze dzwonią i też się zastanawiają, może ktoś też miał takie widzenia czy coś, no bo mnie to interesowało. No jak można wszystko zamknięte i, i przedostać się do mieszkania, prawda? No, słyszę, że te osoby, te postacie mogą wejść przez ścianę czy coś. No, to jest troszeczkę, jakby powiedzieć, po trzy te strachę.
No, bo my jako tutaj ludzie mieszkający na ziemi, czujemy się pewnie. Idzie pan do mieszkania, zamyka pan drzwi i pan sobie myśli: a nikt tutaj już nie wejdzie. Jestem bezpieczna u siebie, ale okazuje się, że się nie jest bezpiecznym. Co w takiej sytuacji mam robić? Co? Czy coś można powiedzieć? Czy... No, wie pan, ja się za dużo na przykład modlić nie modlę.
Ja się zwracam do źródła. Wiem, że jest Bóg, nasz Ojciec, te źródło nasze. Oczywiście wiemy, że tam do źródła każdy chciałby przejść dalsze życie. W to wszystko wierzę, ale to mnie tutaj zastanawia i nie dostaję odpowiedzi, jak, jak się zachować czy po prostu co to może być.
Ja mam właśnie takie kilka takich pytań sobie tutaj zapisałem. Czy ta postać sprawiała wrażenie fizycznie? To znaczy, czy była nieprzezroczysta? Tak! Tak. Nie, nie. Właśnie o to chodzi, że o to była osoba, tak jak mówię, jakby przyszła do mnie koleżanka. Po prostu jakby przyszła do mnie osoba, którą na przykład, jak to powiedzieć? Ciała, że ciało ludzkie, normalnie ubrana. No, wie pan co?
Żeby to było w dzień jeszcze, no to, no nie wiem, no, chyba bym się zapytała: no a co ty tutaj robisz? Tak samo, jak tą się osobę zapytałam, tylko czy, czy coś potrzebujesz może? No nie wiem, nie. A czy postać się, postać rozumiem, nie przypominała żadnej osobie, którą pani zna z, z rzeczywistości?
Żadnej znajomej mi nie, nie, nie. Była podobna do takiej, z którą utrzymuję kontakt. To my się znamy już... No, nie wiem, trudno mi powiedzieć, ale z czterdzieści pięć lat się znamy, także. Ale ona ma niebieskie oczy, ma troszeczkę inny kształt buzi. No ale taka szczupła.
Mi chodzi o fizjonomię, nie? No to tak podobna by była do tej, przypuśćmy, koleżanki, ale ona tak włosów w ogóle nie nosi, bo ta to miała tak działek, przedziałek przez środek głowy tu i tu. Włosy takie lekko falujące. Nie zupełnie tam jakieś loki, tylko falujące i taka naturalna blondynka. Nie, nie tleniona po prostu, nie? Że też zdarzały się gdzieniegdzie ciemniejsze. Także ona i tak właśnie mówię, ubrana tak jak my się nosimy. W zasadzie, no, nie każdy tam teraz to może ten kołnierzyk pod szyję czy jak, no ale na pewno są osoby, że takie rzeczy też jeszcze noszą. Czy ten sweter.
Ten sweter to był taki jakby dziurkowany lekko, ale to tak, jakby był przez maszynę robiony. To nie to, że tam na przykład ktoś na drutach to zrobił, tylko to był taki jakby wybicie takiego maszynowo, bo to tak się pozna, nie? Że to jest kupne, maszynowe. To nie jest taki, taka praca, że ktoś tam dziergał to. No i ciemniejsze właśnie spodnie. Z tym że ja tak nóg do końca nie widziałam, ponieważ to moje łóżko między, już później między ścianą a tym łóżkiem to jest jakieś czterdzieści centymetrów. Ja tam tak bokiem sobie przechodzę. Mówię, mogłabym się przenieść tam do innego pokoju, ale mówię nie chce mi się. Sama to za dużo kłopotu. Dobrze tam się wysypiam, dobrze mi jest.
No, ale dobrze mi było do tej pory, do dwudziestego lutego. No, skąd to się wzięło? Nie wiem. Ale właśnie, czy w wyglądzie tej istoty dostrzegła pani coś takiego uderzającego? Może jakieś takie dziwne odczucie, że ta osoba nie pochodziła z naszych czasów? Coś podobnego.
Tak, sobie właśnie tak. Tak moje myśli krążyły. To zapomniałam panu powiedzieć. Ja sobie tak właśnie myślałam: no, skąd ona się tu wzięła? Co ona tu ode mnie chce? A może ona jest z jakiejś paralel- mówię - strefy? Nie, bo jednak słyszymy, że te paralel też. Wie pan, ja dużo też rozmawiam z moimi synami i kiedyś tam mi syn mówił, że: mama, no, idą światy tutaj przez nasz świat, my nawet nie widzimy. Mogą stać domy czy pociągi jechać. Ja sobie myślę: Boże, co on opowiada? No ale, ale ja to przyjmuję, że może coś takiego być, ponieważ ja wyrosłam z domu, gdzie na przykład babcia czy mama, mama to już w ogóle, mówiły mi o tych właśnie innych światach, o, o spotkaniach. Na przykład przychodziła do mojej mamy przyjaciółka i też tam jej, ostrzegała ją przed różnymi chorobami. Ale to nie jest to, że to jest jakiś duch. No, ja się zastanawiam, może duchy też są tak ubrane, bo ja nigdy ducha nie widziałam i bym nie chciała nawet zobaczyć. Ale sobie myślę: no to, co teraz jest u mnie?
No, mogę powiedzieć, że moja mama też miała coś takiego. Jakaś postać przy- przychodziła- Tak. ... i ostrzegała na przykład: uważaj na kieszonkowców. I się okazało, że okazywała się- Tak, a, a- w tym właśnie momencie, że ktoś robi jakieś zakusy, żeby sięgnąć do kieszeni płaszcza na przykład. Do kieszeni.
Aha, aha. No, może ostrzegają, tak samo. No tak. Wie pan co? Ja to troszeczkę, tak jak mówię, wychowałam się. Poza tym wie pan co? Ja miałam chorego męża na raka i już ostatnie dni ja chciałam jakiś taki kontakt z nim mieć, na tyle go przygotować, ponieważ to był oficer wojskowy. Wie pan, to w ogóle ciężko, to tam pan ściany nie przebijesz. A ja sobie też przeczytałam taką książkę ''Czterdzieści lat'' po niemiecku, ''Wśród umarłych''. To był taki lekarz, gdzie robił obdukcje i tam właśnie opisywane było i też jak tam ktoś się-... z rodziny czy z przyjaciół chyba miał umierać, to ich znajoma właśnie taki kod podała, żeby wiedzieć, jakby chciała się skontaktować z mężem, to, no to będzie wiedziała, nie? No to ja tak z mężem se myślę: "No słuchaj." Delikatnie, tak do niego, no bo to są takie delikatne sprawy. Mówię: "Słuchaj, no, nie powiedziane, że ty będziesz umierał." Chociaż mu powiedzia...
Wysłali go, bo on chciał w domu umierać. Mówię: "Nie powiedziane, że ty wcześniej umrzesz jak ja. Ja mogę umrzeć. Wyjdę na ulicę, nie wrócę." Nie wiadomo, co się z nami dzieje, prawda? Ale mówię: "Chciałabym, żebyś ty jakiś- mówię - dał mi znak. Może jakiś kod? Wiesz, że gdybyśmy chcieli się z tobą skontaktować czy co, to żebym wiedziała, że, że ty jesteś, tak? Że to ty w zasadzie." On nic.
On się nie odzywał. On sobie tam grał, proszę pana, w tego lep... laptopa małego. Siedział, no, on się mało co już poruszał. Był bardzo, bardzo chory. No se myślę: "No, nie chce. No przecież no co mam z nim zrobić? No nie chce, no to nie chce. No to niech odchodzi. Ja zostanę w jakiejś takiej wątpliwościach." Ale tak się właśnie złożyło, że mm dla mnie... Wie pan co? Jak mi mąż umarł, to zostało u mnie tyle problemów, tyle do rozwiązania. Bo mało tego, że załatwianie sprawy tu w Niemczech, musiałam terminy robić jeszcze w Polsce i to było dla mnie takie bardzo, bardzo... No za dużo tego. Więc pewnej nocy śniłam i, i tak się do niego żaliłam. Śniąc, wiem, że coś spałam, że się do niego żaliłam i mówię, że ty sobie poszłeś, a ja teraz muszę tu terminy, tu muszę pojechać do Polski, że jest mi tak ciężko, że zostawiłeś mnie z tym wszystkimi kłopotami i tak sobie. Ale się obudziłam i se myślę: "Boże kochany, przecież ja z moim mężem rozmawiałam. A dlaczego ja się do niego tak żaliłam?"
I tak, jak to ta myśl ta mi przeszła, to tak poczułam w ręku, jakby powiew, jakby takie smagnięcie zimnego wia... wiatru. Wietrzyk w zasadzie, bo to tam za duży wiatr nie był i to o tym zapomniałam. Ja po prostu, no, przeszłam do spraw codziennych. Miałam taką nawigację i ona mi się włączała, więc w końcu zdenerwowałam się, bo mówię: no raz może źle nacisnęłam.
Wyłączyłam. Znowuż siedzę przy komputerze w pokoju, tam, gdzie śpię, bo tam miałam to. To była stara nawigacja, już mało była potrzebna mi, więc znowuż się włączyła, więc wzięłam ją na śmieci i wyrzuciłam. Mówię: spokój.
Dzwoni do mnie syn i mówi tak: "Mamo — mówi — czy byś chciała spotkać się w rozmowie z ojcem?" Ja mówię: No dlaczego nie? No mogę się spotkać. Ponieważ mój syn mieszka w Szwajcarii, drugi mieszka w Norwegii, więc on ustalił z takim medium, że się spotkamy na rozmowie. No dobra, se myślę, no zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Nigdy takiego czegoś nie, nie przeżywałam. No i proszę sobie wyobrazić, medium się zjawiło przez telefon oczywiście, my na Skypie byliśmy. Już są wszyscy. Zapytał się, jak się tam mąż miał na imię, no bo nazwisko to musiał chyba syn, tam z nim rozmawiać, to podał. No i dobrze. I teraz proszę sobie wyobrazić, proszę mi dać tam kilka minut czy tam. To były sekundy, w zasadzie nie minuty. Chwilę poczekaliśmy i to medium się w ten sposób odzywa.
Mąż mówi: "Proszę powiedzieć mojej żonie, że ja jej nigdy nie zdradziłem." Wie pan co? I to dwa razy powtórzył. A mnie włosy stanęły. Se myślę: Boże, tu synowie słuchają, a ja jak chciałam mężowi dokuczyć, to mówię, się mówię: I tak wiem, żeś mnie zdradził. I tak, bo to poligony, wie pan, delegacje, różne rzeczy. Więc jak to kobieta — mówię — ma przeczucie i ty mnie nie przekonasz i w ogóle. No, w te słowa uderzył.
Oczywiście synowie o tym nie wiedzieli. Oczywiście synowie o tych żartach nie wiedzieli. Nie! Mhm. Absolutnie, absolutnie. Wie pan, ja się wstydziłam po prostu, że on takie coś powiedział w ogóle, nie? Bo o tym to w ogóle nie było mowy. No i teraz takie coś wyszło. Teraz drugie mówi tak, że on bardzo żałuje, że on nie powiedział swoim synom, że ich kocha.
I sobie uświadomiłam, że on ma rację. Faktycznie nigdy nie słyszałam. On pokazywał swoimi uczynkami, że ich bardzo kocha, nie? Jak wracał, to i prezenty, i doradzał, i się martwił. On potrafił do mnie zadzwonić rano: "Jest zima, a dzwoniłaś?" A ja mówię: A gdzie ja miałam dzwonić? No przecież mówi: "Słuchaj, jest taka jak takie ślizgawica, że uprzeć tego starszego syna, żeby uważnie jechał do pracy." Ja mówię: No, zgłupiał. No, zgłupiał normalnie. No ale był taki. On się troszczył, on, on był bardzo, wie pan, pomocny wszystkim. Ja mówię, ja się zawsze śmieję, że on do Polski to by jechał przez Paryż, żeby komuś mógł coś pomóc. To był naprawdę pomocny facet.
No i dobra, no to, to powiedział. Teraz powiedział mi, że: "Proszę powiedzieć mojej żonie, ja wiem, że ona się do mnie żaliła i proszę powiedzieć, że ona nawet może mnie wyzywać, jeżeli jej to ulży." No, se myślę, no ładnie. Później powiedział, że on się cieszy, że nie zostawił nas z długami, że sobie możemy radzić. A w tym momencie, aha, i że on mnie bardzo kocha, ale jemu męska ambicja nie pozwalała jemu to często mówić. On w ogóle to by mnie nosił na rękach. No ale ze względu właśnie, ja mówię, to był facet wojskowy, no to wie pan, jak to jest nieraz. No wiadomo.
No i teraz tak syn się odzywa, ten młodszy. On taki więcej, bo tamten starszy, to też był jak zamurowany. Ale ten młodszy się pyta: "Tato — mówi — a co ty tam robisz?" A mąż odpowiedział jemu tak, mówi: "Ja tutaj będę zajmował się organizacją, bo w tym byłem dobry."
I to jest prawda.... mm, także, yy, no tak to mniej więcej wyglądało. Oczywiście ten starszy syn troszeczkę miał żalu, że, yy, tata mniej o nich mówił, tylko się do mnie zwracał. No ale widocznie tak, tak było, prawda? Tak musiało być. Nie wiem.
Także wie pan, ja, yy, mam jakieś tam takie doznania czy, czy, no nie wiem, czy doświadczenia w, w małej tam pigułeczce, że coś ten świat jakiś istnieje i to wszystko. I jak? Aha, i jak on powiedział, że on będzie zawsze przy mnie i będzie czekał na mnie, to się trochę zdenerwowałam, wie pan? Bo se myślę tak: ja jestem taką osobą, że ja nie wracam gdzieś tam, co ja zostawiłam, co ja zbudowałam. Wie pan, nie żałuję niczego. Ja idę śmiało, bez odwagi naprzód, tak jak to się mówi, nie? I, i chciałabym tą sprawę zakończyć. I se myślę tak. I powiedziałam tak: proszę powiedzieć, że niech tam mąż zajmie się swoimi rzeczami, niech się uczy jak najwięcej, bo tak jak wiem, że oni też się tam muszą uczyć, czy tam powinni. Może nie muszą, ale powinni. Także, żeby nie, nie zawracał sobie tutaj głowy mną, bo ja sobie jakoś radzę, prawda? A to, to mnie tak zaskoczyło, że on będzie przy mnie i on tam czeka, będzie czekał na mnie. To było właśnie tak już na koniec powiedziane. To i, i to, ale to było przez medium. Yy, w Szwajcarii, nie, ten pan mieszka. Także tak panu powiem, że takie doświadczenia. Ja tutaj mam jeszcze pytanie odnośnie tej, tych postaci, które pani opisywała, yy, z lutego dwa tysiące- Tak.
dwudziestego roku. Em, czy na pytanie... Chodzi tutaj o tą postać, która wtopiła się w ścianę. Czy przed tym wtopieniem się w ścianę- Tak. zauważyła pani jakąś reakcję tej postaci na pani pytanie? Nie, właśnie. Nie, nie. To znaczy nie. W tym momencie wie pan co? Ja chyba nie wiem. Teraz nie mogę specjalnie tego sobie uporządkować, bo ja nie wiem, czy ja patrzałam, yy, na jej twarz, chyba na jej całą postać, bo w tym momencie, jak ja to pytanie zadałam, to ona zaczęła mi się wtapiać, więc ja nie miałam czasu po prostu- Dokładnie w tym momencie.
Jej reakcji. Wie pan, to by było chyba z mojej strony bardzo jakieś mocno świadome, prawda? Jakieś może jakby było następne takie przeżycie, to może bym wtedy patrzała, ale ona spokojnie na mnie patrzała. Ona patrzała na mnie tak, yy, można powiedzieć, w jakiś przyjacielski sposób, że ona nie miała, przynajmniej nie odczułam, żeby miała złe, żeby miała złe zamiary.
Tak jakby, tak jakby przyszła się po prostu pokazać, że jest. I, i- Tak. po zauważeniu, że pani, pani ją zauważyła, się ulotniła. Tak, tak, bo, yy, bo sobie pomyślałam: wie pan co? Jak ktoś ma jakieś złe zamiary, to może by tam rękę wysunęła, może by jakiś grymas zrobiła. No nie wiem. A ona tak spokojnie na mnie się przyglądała. No to teraz tak, jak mi ktoś tam powiedział, że to może być, przypuśćmy, jakaś część mojej duszy, gdzie indziej, przypuśćmy, tam gdzieś żyje, prawda? Czy to nawet na ziemi, w innym jakimś tam części naszej ziemi, albo po prostu gdzieś, yy, yy, na innej planecie. Też może tak być, prawda?
Więc, yy, więc to dla mnie takie jest troszeczkę zagadkowe i se myślę: no może to jest moja część duszy, a może to mówię moje, moje jakieś dziecko? Bo wie pan co? Yy, może przyszła zobaczyć, jak ja wyglądam. Ja nie wiem. Ja nie wiem. To są takie, wie pan, myśli, że się natłaczają, że w końcu doprowadzają troszeczkę do nonsensu. No, to jest jedno z możliwych, możliwych, takich bardziej paranormalnych, powiedzmy, wyjaśnień, że mo- mogła pani za- zobaczyć w ten sposób jeden z aspektów jakby swojej osobowości też. Tak, tak. Nie, takie to chyba by było najprędzej, nie? Także, no mówię, yy, miałam kiedyś przeżycie, ale to dawno, dawno temu. No, nie wiem, może wtedy miałam z pięćdziesiąt lat. Może albo czterdzieści osiem. Wtedy tutaj szkołę robiłam jeszcze. Wiem, że wie pan co? To było dla mnie zastanawiające i to też tak zrobiłam jak w tej chwili. Na przykład odczekałam, gdzieś tam się dowiedziałam, usłyszałam i se myślę: aha, to może u mnie też to samo, bo człowiek sobie nie zdaje w ogóle sprawy. Więc to była też taka sytuacja, że na przykład mąż spał, yy, bo musiał wcześnie wstać do pracy, gdzieś chyba o trzeciej czy coś. Także on się wcześnie położył, a ja gdzieś poszłam dwudziesta trzecia spać i wtedy, w tym czasie to jeszcze się modliłam. Więc pomodliłam się i chciałam się przewrócić na prawy bok, bo zasypiam na prawym boku, a ja się nie mogę poruszyć. Po prostu, yy, nic. Yy, nawet nie mogłam drgnąć palcem, tylko moje oczy mogły się, yy, poruszać, że patrzałam to, a to w sufit, a to w prawo, a to w lewo, ale ani nogą, ani ręką. Tak jakby mnie ktoś po prostu zaczarował, nie? I sobie myślę: Boże, co to jest? No może to serce jest, nie? Może coś mam z sercem. Kurde, se myślę. No a tu mąż śpi obok, a ja nie mogę go powiadomić. I to też jakiś czas trwało. Wie pan, jak tak człowiek czeka, to nawet, no, nie jest, yy, kompletnie, yy, świadomy, ile to mogło trwać, bo to mogło trwać minutę, a może pięć minut.
Nie wiem. Tego nie powiem panu. W każdym razie, yy, po jakimś czasie to mi jakoś od, yy, jak to odwilż przyszła, tak jakby śniegiem, że mogłam się poruszyć. Odwróciłam się na bok, ale se myślę: no to muszę pójść do lekarza i zobaczyć może EKG czy coś, bo coś chyba z sercem, bo to jest niemożliwe. Pierwszy raz mi się takie coś, yy, przydarzyło.
Czy to było coś w rodzaju paraliżu sennego, tak? Jeżeli dobrze kojarzę. Taki... Nie, to nawet nie senny. To nawet nie paraliż senny, bo- Taki po prostu paraliż, że nie możemy się ruszyć. Paraliż. Mhm. Tak, tak. Taki paraliż. Tak. Dlatego ja, yy, bo ja, ja zbierałam się do spania, zmówiłam pacierz i chciałam się odwrócić na bok i już nie mogłam. Po prostu.... I poleciałam do lekarza. No, zbadał te EKG, zrobił. Mówi: Nie, on tutaj nic nie widzi.
No to tak samo po prostu wzięłam to yy w niepamięć, bo mówię: no, to tam się zdarzyło. No, może coś tam w ciele się tam przewróciło, nie wiem co. No niezbadane, no co ja mam dociekać? I nie Jestem taka znowuż mądra. Lekarz nie wiedział, to ja tym bardziej, nie? I tak właśnie jak tutaj z panem rozmawiam, yy to mnie dosyć nurtowało i wiedziałam, że robią regresję. Yy i se myślę: a może ja bym poszła na taką regresję? Chociaż to już po piętnastu latach tego, wie pan, zdarzenia, nie? Yy i tego. No i w tej regresji okazało się, że prawdopodobnie były to szaraki. Tam miały trzy palce, ale one mnie na przykład nie dotykały, tylko one stały yy z boku łóżka i miały ręce wyciągnięte jakby przy mojej tutaj bocznej części. I jest mi powiedziane, że one zbierały ze mnie jajeczka. Nie wiem, czy to jest możliwe, czy nie. Przynajmniej taką odpowiedź otrzymałam. Także o tyle bym chciała, tak... Takie moje przeżycia dotychczasowe to są takie, no, tutaj umarłych- No to z tymi szarakami, to tak przy, jakby można to nazwać bedroom visitors.
Sypialniani goście. Tak, tak. Tak, chyba tak. Tak, ma pan Tak. rację, nie? Ale bym sobie nie życzyła na przykład, nie? Dlatego ja mówię, ja już tak wiem, że my mamy własną wolę, silną wolę, że my mamy tyle siły i tak. Yy no, w pewnym momencie to też to wszystko stężeje, bo wie pan, po takich wizytach, no to, to człowiek myśli i se myśli: ja tutaj sobie nikogo... Nawet wzięłam kadzidełko. Mówię: wezmę, tu se odkadzę ten pokój. Ja tutaj, jest takie, nie pamiętam, jak się nazywa. Dostałam takie właśnie drewienko. Gdzie to się odka-odkadza. Czy to pomaga, czy nie? Ale mówię może dla psychiki mi pomoże, że no wie pan co? No, mieszkam sama, no trochę, trochę mam takie jakieś yy zahamowania, nie? Żeby mnie yy raczej nie odwiedzali.
Ja sobie tego nie życzę, bo naczytałam się. Yy w tej chwili nie, ale to jeszcze dziesięć lat temu, wcześniej dużo czytałam, no dużo książek i po niemiecku, i po polsku. Także yy bym nie chciała, żeby po prostu mnie jakaś nieprzyjemność spotkała. No, chyba naj-najważniejsze to będzie, najważniejsze właśnie to jest wyeliminowanie jakby tego lęku, tej niepewności, bo to jednak generuje jakieś tam- Tak, tak.
-energetyczne sprawy i przyciąga. Podobne przyciąga podobne. Właśnie! Tak, tak, tak, tak. Właśnie ja to staram się, nie? Ja mówię: nie, to tu już mi się tam tego nie zdarzy. Ja sobie nie życzę, nie będzie tego i tego. A najwyżej tak sobie myślę: no, jak przyjdzie, to po prostu usiądę na to łóżko i ochrzanię.
No! Niech się wynosi, to, bo nie, niepotrzebne mi te wizyty. Ja ich nie pragnę na przykład, nie? Nie jestem ciekawa. Wie pan co? Nawet jak o UFO jakieś tam są wiadomości, to ja se myślę: ja tam wcale nawet nie chcę to UFO oglądać. Jest. Ja wiem, że są i to mi wystarczy. I to jest wszystko. Nie chcę żadnych doznań. Odrzucam to. Ale czy, czy dobrze robię teraz? Tak jak pan mówi.
No ale to nie jest strach, tylko po prostu nie chcę jakiejś takiej konfrontacji, żeby później yy były jakieś takie... No, raczej myślę, że to nie byłyby przyjemne. No, niektórzy tam opowiadają, jakieś tam nauki mają, jakieś tego, no ale ja raczej mówię: mam tutaj swoje hobby. Ja sobie siedzę, maluję, szkicuję. Proszę pana, ja tu jestem zajęta, ja nie mam czasu na takie rzeczy i niech dadzą mi święty spokój. Po prostu. A mam jeszcze takie pytanie odnośnie tych obserwacji, tych istot z lotnego. Czy pani jest yy, czy mogę zapytać, czy pani jest pierwszym właścicielem tego mieszkania?
Co, co wiadomo na temat jego historii? Tak, tak. Nie, właśnie, właśnie o to chodzi, że yy mam takie szczęście w życiu. Szczęście? No nie wiem, ale chyba szczęście, że w zasadzie gdzie mam mieszkanie, że mam zamieszkać, to jest wszystko zawsze nowe i to mieszkanie też nowe. Ja, ja mieszkam tutaj w tym mieszkaniu. To jest kupione mieszkanie.
Budowane było od podstaw w dwa, yy w dziewięćdziesiątym drugim roku. Czyli możemy zatem- Więc to jest dwadzieścia osiem- Możemy zatem wyeliminować kolejne paranormalne wytłumaczenie pod tytułem: coś tam się stało i się jakoś nagrało na jakimś innym planie. Tak, tak, tak. Ja, ja o tym myślałam.
Niech pan mi wierzy. Mówię: to już odrzuciłam. To mówię: to jest niemożliwe, bo to jest nowe mieszkanie. Bo żeby było, że ja się wprowadziłam, to bym miała różne myśli. A to, to nie. To od razu odrzuciłam. Mówię: nie, to jest nowe mieszkanie. Nie może być tego. Nie może.
Absolutnie. Nie dopuszczam do tego, bo jakim cudem? Wie pan co? No, nie wiem, to by mu się, ale to też na ten temat nikt nie będzie ze mną rozmawiał, bo wie pan, jak to jest tutaj. Yy w każdym razie mogło być tak, że może w czasie wojny czy ludzie tu poginęli, czy co? Bo wiem, że tutaj, na tych terenach jakieś tam, ale to było yy. Tak, kiedyś usłyszałam, że zły taki ruch miało. To znaczy tak, jak to się mówi yy złe, mm że yy, że się źle myślało o tej okolicy. Nie umiem tak od razu przetłumaczyć sobie, że się źle mówiło o tej tutaj, o tej okolicy, bo tu była pustka, yy trawa, coś takiego.
No, już jak tutaj ten mój dom budowali, to po prostu już tam bloki stały, to nie ma tego. Ale wcześniej, że się spotkali, spotykali żołnierze tam z takimi panienkami, przypuśćmy, nie? I dlatego to tak było niemiło zbytnio widziane tutaj ten obszar, taki nie. Że źle ludzie mówili o tym, o! Ale czy tutaj na przykład też w czasie wojny może ktoś yy więcej osób poległo czy coś, to tego nie wiem. No bo gdzie mam się dowiedzieć? Nie będę tam- Wcześniej, wcześniej żaden budynek, żaden budynek mieszkalny tutaj nie stał w tym miejscu. To jest jakby świeże, tak?
Nie. Tak, tak. To znaczy, ale to jest dużo, dużo lat temu, bo kiedy tutaj ten budynek budowali, co ja mieszkam, to już po yy lewej stronie ulicy już stały, to są chyba cztery chyba bloki, nawet dziesięciopiętrowe. Nasze są czteropiętrowe.... I były trzy chyba już bloki, były szeregowe z tyłu gdzieś tam. Także tu był dużo wolny plac i zaczęli między tymi wolnymi placami budować yy nasze budynki, nie? To powstały chyba dwa, a później trzeci mój i czwarty tutaj za mną, bo jeszcze myśleliśmy, że będzie wolna przestrzeń. Fajnie, a tu ciach!
Przyszedł moment, budowa, nie? Budują nieduży, ale zawsze, nie? Już zajęty także. Zresztą pewnie szukają też placu, bo ludzie chcą gdzieś tam mieszkać. Także nie to, to, to, to odchodzi już zupełnie w zapomnienie, że, że to właśnie ktoś tam czy umarł, czy został, czy jak. No, mąż na pewno mnie nie będzie tutaj molestował, czy tego. Zresztą go odprawiłam.
Powiedziałam, że po prostu sobie nie życzę. Niech sobie tam się uczy i pracuje. Może tam się spotkamy gdzieś yy w tych obszarach, gdzie może się znajdziemy kiedyś, gdzie się je znajdę. Nie wiem, jak to tam wygląda. Yy w każdym razie yy za daleko nie będę tam myślała. W każdym razie wiem, że na przykład jak ja z mężem już później go tak trochę uświadamiałam i był w szpitalu czy coś.
Któregoś razu przychodzę, a on mówi do mnie: "Wiesz co?" Mówi: "Jednak coś istnieje. Jednak dusza istnieje." Ja się tak na niego patrzę, a on mówi tak: "Wiesz, to był program" i, i mówi: "Lekarze badali- mówi - człowieka, który miał umrzeć, bo wiedzieli, że będzie odchodził. Mówi: I jak odszedł, to podobno tam... Nie wiem, jak on mi powiedział dwadzieścia jeden albo dwadzieścia, tak między tym dwadzieścia jeden albo dwadzieścia cztery gramy, że, że ważył mniej." Ale no- No zrobiono badania, robiono kiedyś badania pacjentom, yy jakoś tam ich ważono i wychodziło, że w momencie śmierci ubywało tamte yy słynne dwadzieścia jeden gramów. Zresztą od tego motywu też się wziął tytuł filmu Dwadzieścia jeden gramów. Aha, aha, aha, to ja nawet tego nie oglądałam.
Podobno, podobno. To znaczy ja też nie oglądałem tego filmu, bo to jest film fabularny, ponoć dosyć mocny, psychologiczny, ale kojarzę, że coś takiego jest i że coś takiego rzeczywiście było. Tylko właśnie są te dociekania, czy to powietrze tyle waży, czy to może waży dusza tego pacjenta.
Właśnie. Albo może, albo ubytek trochę wody, czy nawet z drugiej strony nie chcę w tej chwili mówić, nie? W każdym razie ja z zawodu z Polski to jestem po prostu nauczyciel klas młodszych, a tutaj przyjechałam ze względu na język. Nie mogłam ani w przedszkolu, no bo sobie zdawałam sprawę wierszyki, piosenki, no gdzie? Więc poszłam, zrobiłam inny zawód.
Pracowałam jako pielęgniarka. Skończyłam tutaj trzyletnią szkołę pielęgniarską i pracowałam na nockach. I powiem panu, że te moje zainteresowania bardzo mi pomogły yy w tym, że bardzo mogłam pomóc ludziom.
Bardzo, bardzo. Przepraszam bardzo. W każdym razie pomagałam ludziom w odejściu, ale i pomagałam rodzinom. Dużo się nauczyłam, ee bo po prostu na ten temat się mało mówi. Mało jest, może nawet nie przekazów, tylko chyba w szkole czy, czy może nawet już w średnich szkołach, prawda? Że jednak trzeba umieć się zachować. Dlaczego ten człowiek odchodzi? Bo przychodzi córka i płacze, a ta matka nie może odejść. Więc też brałam na korytarz, tłumaczyłam, rozmawiałam.
Także no, no, były piękne pożegnania, bo trzeba powiedzieć, niektórzy są bardzo świadomi. Też niektórzy czytają Biblię. Róże kładą na łóżko i yy tak w ten sposób chyba matkę odprawiają. Byli też wnuc-wnukowie, gdzie rozmawiali z babcią, że dziękują, że tak mogli pięknie u tej babci przeżyć wakacje. No, to mi się bardzo podobało. Ja tam od czasu do czasu zaglądałam, bo wiadomo, musiałam czy zwilżyć usta, czy jak daleko jest.
Już tak, zresztą dwadzieścia pięć lat ja pracowałam. Także ja już później miałam w sobie to, że ja tylko spojrzałam i wiedziałam, wie pan, że ta osoba yy zaraz będzie odchodziła i iż wychodziłam z pokoju. Szłam tam po ręczniki, po prześcieradło, żeby móc ją tam później przetransportować. I to samo jak mnie lekarz zawołał do kliniki w sprawie mojego męża i z nim rozmawiając, to tak mi się myśl przesunęła, że no, chyba w nocy będzie dzisiaj umierał, że dzisiaj będzie umierał. No i tak się też stało, nie? Także ja byłam przy mężu.
Z mężem rozmawiałam, ładnie się z nim pożegnałam. Także ja sobie nie mam nic do zarzucenia. Ja, wie pan co? Żyję w spokoju. Naprawdę. Ja jestem tak pozytywnie nastawiona, tylko mnie po prostu tak zaczyna to w pewnym sensie denerwować. A po licho mi te wizyty? Czy może tu się może zrobił jakiś tunel, się otworzył, jak oni to mówią. Teraz mi wyszło z głowy, nie? Że można po prostu przechodzić.
Miałem kiedyś rozmowę ze słuchaczką z Tychów, z województwa śląskiego, która opisywała właśnie też podobne zdarzenia, zresztą z udziałem jednej z pań tutaj robiących, yy współtworzących audycję w Radiu Paranormalium. Byłam mianowicie u niej Beata Kampaa Adelmann. Nie wiem, czy pani kojarzy z debat niekontrolowanych- Nie.
-na antenie Radia Paranormalium. I właśnie ta słuchaczka opisywała mi takie sytuacje, które, których właśnie doświadczała między innymi w swoim mieszkaniu w Tychach, że tam jakieś dziwne rzeczy się działy, jakieś przedmioty, z których w mieszkaniu w ogóle nie było, się pojawiały. Ee jakieś dziwne postacie, jakieś takie coś, coś tak.
Coś takiego, jakby na przykład odtworzyło się wydarzenie, które miało się yy dopiero za chwilę jakby wydarzyć. Czasem. I słuchaczka właśnie opisywała też yy tak, tak jakby, tak, jakby taki portal się w tym miejscu, w tych miejscach otworzył. O! Właśnie myślałam o tym portalu. Tak.
Nie umiałam nazwać, nie, bo nieraz, wie pan, mi słów brakuje.... Ale właśnie czy się jakiś portal może nie, yy, tutaj u mnie otworzył? Nie wiadomo. Zobaczymy. No, być może coś takiego się tam pojawiło, że te postaci po prostu sobie tam całkiem, nawet za pewnym przypadkiem przeszły. Nie musiały tego robić celowo, tylko jakoś tak- Tak, bo, bo ta druga osoba, ona w zasadzie to tak odczułam, że ona nie była mną zainteresowana. Ja się zastanawiałam, że ta jej szafa nie przeszkadza, że ona tak w zasadzie czołem prawie do tej szafy, nie?
To znaczy co? Zagubiła się? Przypadkowo się zjawiła? Takie pytania u mnie były, prawda? Bo, bo tamta, no to mi prosto patrzała. Ona mnie tak lustrowała, jak ja ją lustrowałam. Ale tutaj ta, to ona nie miała żadnego interesu, żeby się pokazać, żeby odwrócić tą głowę. Po prostu ona sobie coś tam jadła drobnego. Nie wiem, co. Także to jest u mnie to pytanie, nie?
Że, że dlaczego akurat ta osoba tam się tu pojawiła i to w tym małym pokoiku, gdzie ja śpię. Mam jeszcze takie pytania: czy w momencie ukazania się tych osób, yy, doznała pani czegoś może, jakichś odczuć fizycznych?
Na przykład zmianę temperatury, jakiegoś dotyku czy coś? Nie! Nic? Nic takiego nie odczułam. Mm, mm. Tutaj przy tej pierwszej to normalnie otworzyłam oczy jak cebulę. Byłam wy-wyspana, totalnie wyspana i zresztą ja nigdy nie jestem jakaś taka za-zaspana, rozmazana, żebym jeszcze pospała. Nie. Jak ja już się budzę, to się budzę. No, chyba że widzę, że wcześniej, to jeszcze przewrócę się na drugą stronę.
Ale po prostu, yy, otworzyłam i se myślę: „Dobra, wyspana jestem.” To chciałam pójść właśnie dalej do mojego hobby. I se myślę: „No dobra, zrobię sobie kawę.” A tutaj patrzę, ktoś stoi. No to wie pan, to tak, jakby pan, pana ktoś oblał, oblał zimną wodą, bo tak jak mnie się pan pytał, to była osoba normalnie, jakby przyszedł normalny do mnie człowiek, kobieta, człowiek. I mnie się tak przyglądała, nie? Także... No nie wiem, bo mówiłam do kole: „A może ci się śniło?” To ja mówię: „Słuchaj, śnić, a śnić to ja wiem. Śniłam, to śniłam, jak śniłam z mężem, że gadałam i się przestraszyłam, że do niego tak się żaliłam.” No ale mówię: „Tutaj-”, mówię, „— wyspana jestem i chcę wstać, żeby kawę robić i widzę kogoś przed sobą. No, przepraszam cię bardzo, no to jest niecałe dwa metry, no, może dwa metry niech będzie.” I to mnie zaciekawiło, bo głowa to miała, głową swoją zasłaniała portret ślubny nasz, yy, który jeszcze wisi. I teraz to mnie właśnie zastanowiło, bo mówię: „No, ściana normalna to normalna, no ale ta głowa na tym obrazie...”. Przecież ten obraz ma szybę, a ona tak się wtopiła w to wszystko. Ten obraz kompletnie tak, jakby go nie było. A mówi pani, że była pani- To mnie, wie pan, tak- w pełni wyspana, czyli jakby w pełni świadoma, więc- W pełni wyspana, tak! ...
można wyeliminować tutaj wy-wyjaśnienie, że mózg mógł wygenerować taki obraz w warunkach na przykład słabego oświetlenia z powodu zmęczenia. Nie, nie, nie, nie, nie. Absolutnie nie. Mm, mm. Wtedy nie wiem, widocznie nie miałam żaluzji nawet spuszczonych, bo światło padało już, chociaż to była szósta godzina i to luty, ale jakoś wcale tak ciemno nie było. Powiem panu, że ja ją widziała. No to już o tej porze roku jest dosyć jasno.
Tak, tak właśnie, bo teraz to było ciemno, nie? Yy, ale nie mam tak zasłony z boku, także wiem, że jest pusta ściana. A tutaj ta po, ta postać normalnie stała, a tą to normalnie oglądałam i dł- i długo ją tak lustrowałam, a ona mnie. Także to jakiś czas trwało. To nie to, że się przypuśćmy, coś tam objawiło i znikło. Nie! Tutaj, przy tej osobie zapaliłam światło i znikła. Prysła mi. Ale ta to tak mówię panu, można by było wziąć i kroić, by pan wiedział, że to jest postać. No, tak już bardzo skrajnie mówię, prawda? Żeby uwierzyć mi, że to tak, jak ja bym nawet stanęła na tym miejscu, czy inna osoba, która by chciała mnie odwiedzić i stoi i patrzy na mnie, to nie, to, to, to dla mnie to nie było, wie pan, yy: „A może mi się myli? A może to...”. Nie, nie, to nic z tych, nic z tych rzeczy. Ja jestem dosyć, wie pan, realistką i ja stoję mocno na, yy, nogami na ziemi. A że to się przydarzy, no to się przydarza, nie? No, to chyba du-du-dużo osobom się przydarza pewne sprawy, nie?
Mam jeszcze, mam tu jeszcze takie możliwe wyjaśnienie. Właściwie można pospekulować, yy, bo właściwie tutaj jesteśmy jakby w obszarze czysto spekulacji, że mógł to być także tak zwany doppelganger, czyli taki duch bliźniak jakiejś innej osoby, która, która mogła, nie wiem, żyć, gdzieś mieszkać w pobliżu. No tylko że jest jakieś tak... Czasami coś takiego się zdarza. Bardzo rzadko, ale jednak, że, yy, pokazuje się w pobliżu żyjącej osoby jakby jej kopia, która zachowuje się w sposób taki, no, yy, zupełnie, zupełnie niezależny od oryginału, że tak powiem. Była taka historia- Mhm.
dosyć stara, bo z czternastego po-bodajże wieku. Ee, na dawnych Inflantach taka pani o nazwisku Emily Sarze była nauczycielką w jednej z tam szkół, yy, tam położonych na obszarze bodajże dzisiejszej Estonii czy tam w tych okolicach. I zachowała się historia o, o jakby duchu, który pojawił się w momencie, gdy ta pani coś tam robiła, jakieś, yy, w ogrodzie przy szkole czy coś z tego, jeżeli dobrze pamiętam. I ten duch coś tam pisał podobno, próbował pisać po tablicy.
Zachowały się relacje uczniów i innych osób i sama oryginalna Emily Sarż podobno nic o tym nie wiedziała. Dopiero się dowiedziała od swoich tam współpracowników, uczniów i tak dalej, że jakiś, jakby jakaś kopia się jej pokazała. Także też możliwe. Mhm.
Możliwe, że też coś takiego tutaj miało miejsce. ... Wie pan, no być, być może nie wiem, no do mnie nie była podobna, bo nawet mówię: no, w młodych latach. Wie pan, ja mam takie, zdarzenia mi się zdarzają na przykład, że idę ulicą czy idę do centrum coś tam kupować. Nawet jak byłam młoda, to byłam na plaży i mnie koleżanka przedstawia koledze. Oni byli chyba z Łodzi. Przedstawia, nie wiem tam, czy Zosia, czy Małgosia. Już teraz nie pamiętam imienia, a on nie chciał uwierzyć. Mówi: „Nie, co ty za głupoty? A nie Irena mówi. Przecież to jest Irena".
Mówi: „Nie, no coś ty mówi, co mówi tutaj Renata mówi...". No mówi. Doszło do tego, że on się pytał jej ojca. Mówi, że ona ma ten sam głos. Wie pan co? Gdziekolwiek byłam, czy pojechałam do Wrocławia, do męża, tam w odwiedziny. On kończył wtedy tam tą oficerską szkołę. No to idziemy i też tam patrzą na mnie, a mąż się pyta: „Znasz? - mówi - tą osobę". Ja mówię: „Nie znam. Jestem pierwszy raz we Wrocławiu". I tak się tutaj, jak poszłam do centrum, to taki chłopak młody, no, może dwadzieścia pięć lat miał. No, nie, nie więcej chyba i z trzema osobami. Jak on mnie zobaczył, to był bardzo zdziwiony. Przypuśćmy tak.
Takie odebrałam uczucie, że zdziwiony. Byłam w Gdańsku, idę z koleżanką, to widzę facet tak we mnie patrzy i sobie myślę: a ten co? Przecież ja już mam, proszę pana, przeszło siedemdziesiąt. To nie jest tam młódka, żeby tam się za mną oglądać, ale jego głowa to się kręciła. Ja czułam i bokiem patrzałam, że on siedział. Nie wiem, chyba coś tam pił, czy piwo, czy co. Tam siedzieli przy stoliczkach, więc ja nad Motławą to poszłam z koleżanką do brzegu, tam do, do takich tych płotków, a on po prostu aż się odkręcił i patrzał na mnie.
Więc ja nie wiem, co ja w sobie mam. Jakiś, jakiś może doppelganga, jak to mówią, że jakieś tam podwójne te postacie, może jakieś we mnie są czy co? Nie wiem, dlaczego takie zdziwienie wprowadzam u kogoś, prawda? Bo no ktoś może się komuś podobać czy jak? No dobra, no to, ale to, to już nie odgrywa roli, bo przecież ja jestem już, jak to się powiedzieć, wyjęta spod kontroli. Pociąg odjechał dawno, nie? Także- Równie dobrze może być po prostu tak, że pani po prostu przypomina wyglądem kogoś, kogo te osoby znały w jakiś sposób. Znają, prawda?
Tak. Chyba tak. Tak sobie też właśnie pomyślałam. Mówię: no, to jest ciekawe, nie? Że po prostu mówię, muszę być do kogoś podobna, bo chociaż się człowiek zmienia, że nie jest ten sam. Jak byłam, dwadzieścia lat miałam, a później trzydzieści czy czterdzieści. Przecież ciągle się zmieniamy, prawda? No, no dobra, no to tak mniej więcej. No fajnie, że z panem sobie porozmawiałam i chyba stanie na tym, tak myślę. Nie wiem, jak pan to uważa, że to może być z paralelnych światów, z innych światów, tych takich, które przez nas tutaj przechodzą, przez nasze wibracje czy nie? Czy to jeszcze coś innego mogłoby być?
No, ciężko tutaj jakby jedną taką, jedno, jedno wyjaśnienie definitywnie przyjąć, bo tutaj poruszamy się właściwie cały czas w obszarze takich spekulacji, bo to, to były istoty, to, co pani widziała, to były istoty takie całkowicie ludzkie, tak?
Tak, tak, tak. Zresztą ja nie wiem, jak duchy wyglądają, bo wie pan, ja tylko wiem, że są, ale jak wyglądają, to nie wiem. Musiałam, może się, moja mama już ma dziewięćdziesiąt, się mamy zapytać, czy jak ta Krysia, ta jej przyjaciółka, przychodziła, ją uprzedzała od wszystkie, od wszystkich tam wie pan, wie pan, chorób czy coś, bo ona umarła na, na płuca, nie? Ona miała te, jak to się mówi, galo, galopujące, te nie, te dziury już chyba w płucach miała. W każdym razie młoda dziewczyna, szesnaście lat i tak się tam piętnaście, szesnaście nawet umawiały, że jak coś tam będzie, to ona ją będzie uprzedzała. Też były jakieś takie świadome dziewczyny w tamtych czasach przecież. No i teraz właśnie mama mi też opowiadała, jak uprzedziła ją, że: „Słuchaj, no niech - mówi - twój mąż idzie do lekarza - mówi - bo on będzie miał to samo, co ja". No więc mama też uprzedziła go. A to był też taki facet, niewiarek. Więc mnie tam obuchem nie dobijesz i tam się walił w piersi. Ty mówi: „Już chyba postradałaś zmysły". Tam ta Krysia akurat widziała i co jej tam powiedziała. Mama wtedy miała dwoje dzieci, mnie i mojego brata.
Chyba miał brat może półtora roczku. Ja tam miałam niecałe cztery, więc mówi, że niedługo trzeba było czekać, jak właśnie zaczął kaszleć, jak zaczął pluć krwią, że się znalazł w szpitalu i lekarz nawet trochę tam tą moją matkę skrzyczał, że mówi: dlaczego tak w późnym czasie, że dopiero teraz się mąż zgłasza, nie? Mama, mama poprosiła lekarza, żeby poszli tam na salę i mówi: „Powiedz - mówi - tutaj, czy ja cię nie uprzedzałam i ci, cię prosiłam, żebyś szedł do lekarza". „Nie, nie, nie. Tak, tak, moja, moja żona uprzedzała, żebym, żebym poszedł, ale mówi: to moja wina jest". Także to, to prawda. Czy tam się brat dusił, bo dostał koklusz. Tam był na, na oknie, szukał powietrza, więc też matkę zbudziła, nie? I matka moja wstała i patrzy, a mój brat właśnie tam szuka, że nie mógł oddychać.
Także takie rzeczy dużo było, które ona przychodziła do niej i po prostu ją uprzedzała. Ostatnie, co tam było, to wiem, że chciała, żeby mama przyszła do niej na cmentarz, na, na grób, żeby ona ją odwiedziła. Ale mama mówi: w tamtych czasach mówi: słuchaj, to tam ani taksówek, ani co mówi. Zresztą oni byli, żeby z Bydgoszczy do Elbląga się przeprowadzać. Nie miała czasu. Dwójka małych dzieci. Nie poszła i od tej pory się już ta Krysia nie pokazuje mojej mamie. Kiedyś, przepraszam, kiedyś jej się pokazała. Ostatnio może, jak ona powiedziała, no to-... że yy wtedy miała piętnaście, to musiała mieć no, osiemdziesiąt chyba lat moja mama, bo teraz ma dziewięćdziesiąt. Więc powiedziała jej tak, mówi: „Ja na ciebie czekam już sześćdziesiąt pięć lat". Tak, tak powiedziała ta jej przyjaciółka. Mówi: ty słuchaj- A próbowała pani może opisać jakoś z wyglądu tę postać w rozmowie z mamą?
Yy, nie, bo się nigdy nie pytałam. Właśnie, teraz z panem, jak rozmawiam, tak mi się nasunęło, że ja po prostu muszę się mamy zapytać, jak ona tą Krysię widziała. Ale ja myślę, że ją widziała też jako, jako osobę, bo ona któregoś razu mi też opowiadała. To mnie zdziwiło, ale ja wtedy byłam za młoda. Wie pan, ja się tymi rzeczami tak nie zajmowałem. Co mama mi mówiła, to ja wierzyłam, bo sobie myślę, przecież moja matka wtedy miała trzydzieści lat. Trzydzieści, może niecałe pięć, no ale na pewno przeszło trzydzieści tak między tą, tą. I sobie myślę, ona nie ma potrzeby mnie kłamać czy mnie straszyć, czy coś. Zresztą nie była w zamiarze, bo ja się nawet nie bałam.
I to mnie zastanowiło. Teraz mi się tak nasunęło, że ona mi mówiła, że ona gdzieś tam szła na jakąś zabawę i mówi: „Na rogu — mówi — stała Krysia". I mówi: „Mm, yy, była zaskoczona". I to, i to musiało być to wieczorem. No bo jak szły, szły na zabawę... No, muszę to się jej wypytać. I po prostu ona mówi, yy, mama się odzywa do Krysi i mówi: „Krysia, a co ty tutaj robisz?" No, jak ją widziała, to się odezwała. A ona mówi: „No nic, tak sobie stoję i patrzę czy czekam? Nie wiem".
A mama mówi do niej, bo chyba nie, nie skojarzyła może, że, że przecież to jest nienormalne, co ona jej proponowała, bo ona mówi: „A chodź z nami na zabawę". Ona mówi: „Coś ty? Mnie tutaj tak dobrze" i znikła. Także właśnie jestem ciekawa. Yy, muszę się zapytać, póki mama jeszcze żyje, yy, jak, jak ona wyglądała czy tak, jak ją pamięta? Bo to też była taka jedenastka rozpuszczona. Chyba miała czwórkę braci, ale ona wiedziała, że będzie umierać, także rodzice wszystko jej kupili.
Ona musiała wiedzieć, jak ona będzie wyglądała. Ubrała tą sukienkę, także wszystko na życzenie i, i wiedziała, że chce się z braćmi pożegnać. Jeden brat tam gdzieś chyba czy poszedł na polowanie, czy coś takiego. Długo na niego czekała, ale ona czuła, mówi: „No, w końcu będę mogła się z nim pożegnać". Że ona, ona czuła, że on już idzie. Ona wiedziała, nie? Także jakieś takie też przewidzenia czy przeczucia. Przeczucia może raczej prędzej ta Krysia miała i pożegnała. Kiedy mogła się pożegnać z bratem, to odeszła.
No, oczywiście tragedia w rodzinie. Same chłopaki. Dziewczyna umiera, także pan może wiedzieć. Jedenastka, nie? No, tak mniej więcej to wyglądało. Także to są takie przeżycia ludzi. Ale teraz się mamy zapytam, jakby- No warto, warto na pewno z mamą ten temat, temat tych istot poruszyć, póki jeszcze jest okazja. Ja mam...
Tak, tak, tak. Ja mam tak jakoś nie dr..., nie. Ja nie wiem, dlaczego. Ja nie, ja właśnie dlaczego się do mamy nie zwróciłam? Bo tak mnie zastanawiałam. Mówię: może ktoś wie, jak się duchy pokazują, jak wyglądają? Bo ja tam tyle, że słyszę, że, że przychodzą, że niepokoją. Ale, ale czy to jest, czy to jest prawda? Wie pan co? Jak ja tą książkę czytałam czterdzieści lat, to jest tak po niemiecku Vierzig Jahre unter Toten, nie?
To właśnie tam jest poruszone, że z tym lekarzem, yy, jedna z tych wszechświatów, tam, yy, prosiła go, że tyle, tyle tam jest umarłych, tych, tych istot i potrzebują pomocy. Czy jego żona nie mogłaby być medium? Że oni by chcieli, żeby ta jego żona była medium. I on, jak przyszedł z tego prosektorium, ten profesor, to, yy, porozmawiał z żoną i ona się zgodziła. I dlatego ta książka jest czterdzieści lat, yy, no, nie wiem, jak to po polsku. Przy zmarłych, bo to po niemiecku jest unta — pod spodem, nie? Tych zmarłych. Unta- No właśnie szukam tej książki w Google, to chyba jest trzydzieści lat z tego, co tutaj widzę. Dreißig Jahre unter den Toten. Cztery... Dreißig? Dreißig.
Może się mylę, może dreißig. No to może być. To może być, nie? Bo mnie się jakoś tak utrwaliło czterdzieści lat unter Toten, ale może to być trzydzieści, bo to wie pan, jak ja tą książkę czytałam- To chyba dosyć znany autor nawet.
Dwadzieścia pięć lat temu czy ile, tak? Tak. Nawet nie wiem. To właśnie tą książkę miałam. I bardzo ciekawa książka, wie pan, taka w zasadzie życiowa, realna, bo tam też miał przyjaciół właśnie ta żona z tym mężem, też jacyś tam, yy, wykształceni ludzie. I właśnie ten mąż miał raka i miał umierać. I oni sobie jakoś przyrzekli kod, ale to był kod składający się z dwóch części, że jak ona poszła do medium i tam pierwszy raz, że tam podała, to ona mówi: „Nie, nie, to nie, to nie mój mąż". Ale później, po jakimś czasie znowuż dowiedziała się, ale już całe, całej, wie pan, tej całości, tego kodu. I wtedy powiedziała: „Tak, to jest mój mąż", a mój mąż tego nie chciał. No.
No tak właśnie patrzę, że to jest książka dosyć taka znana chyba w środowisku, głównie spirytystów, a może przede wszystkim spirytystów. Tutaj portal spirytyzm.pl- Być może. Doktor Carl Wickland. Jeżeli dobrze czytam nazwisko autora.
Ja tego nie pamiętam. Wie pan, ja to jestem taka trochę chaotyczna, że ja tak albo tytułu nie pamiętam, albo, albo autora. Nie, nie, nie, nie, nie, nie zwracam uwagi. Przeczytam. Zadowolona jestem. Odkładam, nie?
Jakby, jak to już panu mówiłam, u mnie są pewne rzeczy załatwione, odhaczone i do widzenia pani. Nie, jakoś tak nie rozkładam. No, powinnam, może sobie nawet zapisać. No ale to jak pan to znalazł, to już nie jest tak- No bo wie pan, tak mnie zaświtało.
Ja tutaj dużo, dużo, już przez okres prowadzenia radia Paranormalium miałem też kontakty ze spirytys, spirytystami i coś mi tam zaświtało. Tak. Właśnie, że taka jakaś, tak, o takiej książce już coś gdzieś słyszałem.
... Coś pan słyszał? No i bardzo dobrze. Pan się tym więcej zajmuje, a ja wie pan, z ciekawości przeczytam książkę i jakąś następną biorę. No, teraz może nawet mniej czytam, bo jest tyle informacji w tym internecie, że już zaczynam też odrzucać.
Już, już, już mało. Wie pan, nawet o tej wojnie, o tym, o tamtym. Ja już nie chcę. Ja, ja chcę myśleć pozytywnie. Ja, chociaż dla mnie ten świat równoległy, powiedzmy, to jest pozytywne, no bo wiadomo, my nie umieramy, tylko przechodzimy w inne sfery i to wszystko w inną wibrację, tak? Także to jest dla mnie to jest normalne i, i, i nie do, nie do skreślenia. Ale tak, żebym ja na przykład żyła w lęku, że trzeba jakieś robić zapasy, że to, że tamto. No trudno, no, stanie się to najwyżej, no, no, najwyżej.
No, nie będę przeżywała. Wie pan co? Pójdę w inne otchłanie, powiedzmy wibracje. I może tak jest. No bo przychodzimy sami, odchodzimy sami i o czym tutaj mówić? Jeden szybciej, drugi wolne, wolniej. Znaczy jest mu dane dłużej żyć, dłużej doświadczenia zbierać, prawda? No i to uważam, ja to biorę to za to za normalne, że tak jest, żeby nasza świadomość rosła, prawda? Tylko właśnie to mnie tak zdołowało te wizyty. No po co mi te wizyty? No nie wiem, może jeszcze się dowiem, po co mi te wizyty. No, wie pani, wszystko jest po coś.
Wszystko jest po coś. Nic nie- Tak. Nic się nie dzieje bez przyczyny. Może to jest jakieś część pani tutaj doświadczenia na tym, na tym świecie. Może. Nie wiem. Wie pan, nawet teraz to też sobie zaczęłam takie medytacje robić uzdrawiające same.
Jeżeli my mamy tyle siły, tyle światła w sobie, prawda? Tyle miłości. Więc ja swoje ciało uzdrawiam. Mam tam problem z nogą, więc powiedziałam sobie, bo najwyżej może mi pomóc operacja. Więc teraz sobie pomyślałam tak: no to dobra, to ja teraz będę sobie robiła takie wizje. Uzdrawiam tą moją nogę i zobaczę, jak to będzie.
Wiadomo, że to nie będzie za miesiąc, dwa, ale staram sukcesywnie i właśnie wierzę w to, że sobie pomogę, bo w tej chwili już bóli nie mam na przykład, nie? No, tutaj wchodzi uzdrawiająca moc umysłu. Chyba tak. Chyba tak. No tak, tak jak się naczytałam czy się dowiedziałam, bo tak mniej więcej to wygląda, nie? Nawet byłam na, na takim kursie, wie pan, ThetaHealing w Szczecinie, ale nie chciałabym nikogo uzdrawiać po prostu. Chociaż mi tutaj taka astrolożka powiedziała, że ja mam tą moc uzdrawiania. A ja mówię: wie pani co?
Ja myślałam, że moja mama tak chce mnie zatrzymać dłużej. To mówi, to ją głowa boli. A przyłóż mi ręce, a ty masz takie ciepłe. A to mówię, ona tam coś fiksuje, nie? Ale jak to już mi ona powiedziała, to znaczy, że coś może w tym jest, bo na moim znakiem może takie tam mam właściwości, ale to ja bym wykorzystała dla siebie, bo bym nie chciała, bo to też jest niebezpiecznie.
No, to też jest pewna odpowiedzialność. Dla innych ludzi. No, chyba że to by było może jaka... Tak, bardzo duża odpowiedzialność. Chyba że to by było moje przeznaczenie jakieś, że byłoby mi dane, żeby tym ludziom pomóc. No, to jest już inna sprawa. Bym musiała się jakoś ochronić, ale w tej chwili myślę tylko o sobie, w tej chwili. I, i właśnie jestem ciekawa, jak to dalej będzie, czy, czy to faktycznie ma. Znaczy ja wierzę w to. Nie to, że a spróbuję, zobaczę. Tylko ja wiem, że to jest tylko, wie pan co?
Jak daleko? O, o, tak bym powiedziała, jak daleko. Ponieważ przez tą moją pracę, przez to dźwiganie, przez to bieganie dużo, to ja po prostu mam platfus, szprajtfus i po prostu jakby ta stopa jakby się rozszerzyła. Płaskostopie.
Jakby się, tak, jakby się obsunęły, tak? No to teraz no weź się uzdrów. Lekarz mi mówi, że no, jedyne wyjście, jakbym miała bóle mocniejsze, to operacja. No, to jest ostateczność. Dlatego mówię, zanim ja bym się zdecydowała na jakąś operację, to najpierw muszę popracować nad sobą. I dałam sobie rok czasu, żeby te kości jakoś się wie pan, więcej, powiedzmy tak po naszemu zorganizowały, żeby po prostu tak się nie rozjeżdżały, żeby te palce moje u tej lewej nogi, żeby po prostu mogły, miały miejsce wszystkie dla siebie, nie? Ja tam trochę ochronkę mam i zobaczę. No wierzę w to, że jeżeli się ludzie uzdrawiają, nawet organy się odbudowują, to dlaczego akurat u mnie przy nodze ma coś nie zadziałać? No też gdzieś czytałem, też czytałem gdzieś, że tutaj zachodzi jakaś taka forma hipnozy, że po prostu wmawia się pacjentowi albo pacjent sobie mówi sam, że coś mu się dzieje i to mu się rzeczywiście dzieje zdrowotnie.
On mówi sobie, że się dzieje, ale to jeszcze mało tego, że mówi, tylko to trzeba mieć wizję. Tak, to trzeba zwizualizować. Widzieć, widzieć tak, że, że te kości albo schodzą się razem, no albo po prostu jak tam się uzdrawia inną część, jakaś uszkodzona wątroba, że pan widzi tą wątrobę, że ona jest w całości. Ja, ja próbuję w ogóle zbierać tą energię i próbuję tam od źródła. Też jako pomoc proszę, proszę od ziemi, że dla odbudowy moich komórek i przechodzę przez całe ciało. No to jest też inne i ja się czuję bardzo dobrze, jak na mój wiek, na mój wie pan czas, to wszyscy patrzą, mówi: Jezu, jak ty dobrze wyglądasz, nie? No ale to mówię tak każdy pracuje, na każdą chorobę się zapracowuje, nie? No tak, dokładnie.
Trzeba zapracować. No, no ale zobaczymy. Dobrze, tutaj- No opowiadałam. Ja już tutaj wyczerpałem, że tak powiem, listę pytań w związku z przekazanymi przez panią historiami. ...Jeżeli nie ma pani nic przeciwko, to tutaj przekażę zapis rozmowy w, ja wiem, komu to przekażę. Wspomnianej Beacie Kampie, bo ona też- Tak, tak.
- zajmuje się tego typu historiami. I mam takie jeszcze pytanie, czy ewentualnie wyraża Pani zgodę na wykorzystanie tych historii i zapisu tej rozmowy, w którejś z audycji? Oczywiście całkowicie anonimowo.
No oczywiście, że tak! Wie pan co? Ja nawet się zgłosiłam, bo kupowałam książkę Romana Nakta też, nie? Pan na pewno zna to Nazwisko. Mi chodzi o to, że pan nazwisko No znać, znać nie znam, ale kojarzę, kojarzę, kojarzę, że ktoś taki rzeczywiście jest.
zna, nie? Tak. Bo wiadomo, ale właśnie się jego pytałam, ponieważ on też tam różne wywiady robił. Czy on słyszał o takiej sytuacji? Ale mówiłam, pisałam mu o tej pierwszej, nie? Więc on mi powiedział, że o takiej jednej sytuacji słyszał, bo tak za dużo nie wie, ale gdzieś tam w górach chyba góralka, że w ciągu dnia jakiś chłopak stanął na podwórku. Ona nie wiem, czy bieliznie, bieliznę wieszała czy coś. Że się jej pokazał chłopak. Nic, wziął się z powietrza tak? Patrzy, postać stoi. No to ona miała też takie zjawisko, ale później jej zniknął. Więc to mówię albo po prostu, jak pan mówił, że z paralelny światów, że jakieś zagubione istoty czy, czy otworzył się portal i one tu przychodzą. No, tak można by było chyba sobie tłumaczyć, ale by było ładnie, gdyby pan się zapytał właśnie tej pani Beaty, czy ona coś na ten temat mogłaby więcej powiedzieć? Czy może ma takie doświadczenia gdzieś tam z kimś? No, nie wiem, nie. W każdym razie no, jest ciekawe, bo to człowieka nurtuje. Czy to jest jakaś część mojej duszy? Gdzieś tam indziej żyje sobie, czy jak pan mówi, no, bo są też i bliźniacze dusze. No, różnie nazywają, prawda? Nie, nie jestem aż tak biegła w tych sprawach, ale można by było po prostu się zapytać i jakieś wiadomości więcej uzyskać. Ja jestem oczywiście otwartym człowiekiem i może pan pytać się, czy przekazać. Może ktoś ze słuchaczy coś takiego przeżył, prawda?
No, już nawet w historiach opowiadanych w tym podcaście mówią świadkowie. Kiedyś zdarzyło się coś takiego, że na przykład słuchaczka, właściwie syn słuchaczki zobaczył sąsiada, próbował się z nim przywitać i się okazało, że sąsiad już od paru dni nie żył, o czym syn nie wiedział. Od paru dni czy, czy od jakiegoś tam krótszego czasu. W każdym razie syn się wielce zdziwiony stwierdził, że tego sąsiada widział żywego.
Aha, no widzi pan. No to znaczy się, że w takiej postaci, jak my jesteśmy, to też mogą być umarli. Z tego wynika. Dokładnie. A jeszcze mam taką, mam jeszcze taką historię. Ona co prawda nie ukazała się. Nie wiem, czy się w ogóle ukaże, w którymś z odcinków, ale od jednej słuchaczki słyszałem kiedyś coś takiego, że wychowywała się na wsi, gdzieś tam bodajże we wschodniej Polsce. Poszła sobie do wychodka i wychodzi z tego wychodka i nagle widzi chłop... takiego chłopczyka, jakby żywcem wyjętego z czasów przed chyba drugą wojną światową. Takiego małego wieśniaczka. Tak się po prostu pokazał i jakoś znikł. Też znikł.
Mhm. To znaczy się, że może te osoby są zawieszeni, zawieszeni w jakiejś przestrzeni. No, być może. Może tak być, co? Być może coś. Może są zawieszone, a może po prostu coś tam się nagrało. Jakieś, że tak powiem, w jakiś sposób zarejestrowało się w tym miejscu jakieś zdarzenie, które spowodowało pojawienie się tej istoty.
Nigdy nie wiadomo. Też może być. Nie, tego nie zbadamy. Chyba, co? No zobaczymy. Dopiero jak tam się znajdziemy, to będziemy wiedzieli. Dokładnie. No, zobaczymy. Ciekawy jest ten świat, prawda? Tak. To nasze życie.
Zdecydowanie. I tak oto mocnym, ciekawym i momentami wstrząsającym akcentem w Radiu Paranormalium rozpoczęliśmy rok 2021. Można powiedzieć, że ten odcinek to był taki prezent urodzinowy. Mimo iż Radio Paranormalium nadaje w Internecie dopiero od sierpnia 2011 roku, to jednak strona Radia Paranormalium, czyli portal paranormalium.pl, jest dużo starsza.
Pierwsza jej wersja zadebiutowała w sieci na początku stycznia 2004 roku, a więc równe siedemnaście lat temu. Gwoli zapowiedzi pozwolę sobie jeszcze zakomunikować, że w kolejnych odcinkach podcastu „Mówią świadkowie” mocno swoją obecność zaznaczy zjawisko UFO i powiązane z nim fenomeny. A tymczasem dziękuję za uwagę. Mówił do Państwa Marek Sęk „Ivellios”. Radio Paranormalium paranormalny głos w Twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia w kolejnych naszych audycjach. Śledźcie zapowiedzi na www.paranormalium.pl oraz na naszych profilach społecznościowych. A jeśli macie do przekazania jakieś ciekawe historie o spotkaniach z nieznanym, koniecznie zróbcie użytek z tych oto kontaktów do Radia Paranormalium. Tych z Państwa, którzy przeżyli coś nietypowego i chcieliby nam o tym opowiedzieć, zapraszamy do kontaktu. Nasze numery telefonów to stacjonarny: trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Trzydzieści dwa, siedemset czterdzieści sześć, zero, zero, zero, osiem. Komórkowy: pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy. Pięćset trzydzieści, sześćset dwadzieścia, czterysta dziewięćdziesiąt trzy.
Skype: radio.paranormalium.pl, radio.paranormalium.pl. Numer Gadu-Gadu: trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Trzydzieści sześć, zero osiem, osiemdziesiąt, zero dwa. Można również kontaktować się za pośrednictwem naszego fanpage'a na Facebooku pod adresem facebook.com/radioparanormalium. Czekamy także na Państwa e-maile pod adresem radio@paranormalium.pl, radio@paranormalium.pl. W razie gdyby pod naszymi telefonami nikt nie dyżurował, istnieje możliwość nagrania wiadomości głosowej. Bardzo serdecznie prosimy sprecyzować, w jakiej sprawie chcą się Państwo z nami skontaktować. Słuchaczy dzwoniących z numerów zastrzeżonych prosimy ponadto o podanie numeru, na który mamy oddzwonić. Wszystkim świadkom gwarantujemy pełną anonimowość.