Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” o książkach do czytania i do rozmawiania. Jeszcze kiedyś będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. A na razie siądźmy sobie spokojnie przy głośnikach i posłuchajmy kolejnego wydania „Bibliotekarium” na żywo na antenie Radia Paranormalium. Dzisiaj książką, wokół której będzie się toczyła dyskusja, będzie powieść Jeana Raspaila „Obóz świętych”. Powieść, którą jedni uznali za proroczą, inni zaś za taką sobie. Przez publikę i znawców totalnie zignorowana, a powieść, która z jakiegoś powodu powróciła i została ogłoszona jako objawienie. Dlaczego? Tego dzisiaj będą dociekali wraz z państwem prowadzący „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Ja nazywam się Marek Sęk „Ivellios”. Będę tutaj kręcił gałeczkami, będę odbierał wasze telefony, przekazywał komentarze z czatów.
Będzie można dzwonić i pisać. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarne 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na naszym Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc czas na magiczne halo, halo Bydgoszcz. I czas na magiczną odpowiedź halo, halo tu Bydgoszcz.
Dobry wieczór wszystkim państwu.
[02:29] - Dobry wieczór.
[02:31] - Wiktorze, dzisiaj jest powieść, która sprawia pewne kłopoty, bo aż by się chciało potraktować ją tak na bieżąco, czyli przyporządkować to, co nas spotyka czy spotykało, czy będzie spotykać, wrzucić tak zwaną bieżączkę i powiedzieć sobie: „O! Przewidział to”. I taka pokusa oczywiście jest. Pewno jej nie unikniemy w toku dzisiejszej audycji. Ja jednak proponuję na początek skupić się na innych aspektach tej książki. Książki, tak jak zaczął mówić Ivellios, dosyć niezwykłej, bo książki, która ukazała się w roku 1973, a autor nad nią długo pracował. Poświęcił jej sporo czasu, ale i emocji. I ona została, tak jak Ivellios to powiedział, totalnie zignorowana. Oczywiście sam autor, Jean Raspail, miał wierną rzeszę czytelników. Niemniej jednak ta książka nie przebiła się do mainstreamu, nie była jakoś szerzej komentowana.
I co zabawne, o czym też Ivellios wspomniał, ona po niemal 40 latach pojawiła się po raz kolejny. To był rok 2011. Tak naprawdę ten kryzys migracyjny się tlił, ale miał dopiero tak na serio wybuchnąć. I nagle wiele środowisk na początku drugiej dziesiątki XXI wieku doszło do wniosku, że to jest powieść prorocza, absolutnie prorocza. Ja powiem tak: nie wiem, czy jest prorocza, ale udało się autorowi pewne rzeczy przewidzieć, o pewnych rzeczach bardzo ciekawie napisać, bardzo ciekawe wnioski wyciągnąć. Niemniej jednak wydaje mi się, że to jest przede wszystkim powieść, która jest nieźle napisana, ale też nieźle pewne zjawiska społeczne analizuje. I to jest chyba jej największa zaleta, a nie to, że akurat udało jej się wpisać w coś, co nas w tej chwili dotyka. Nie mówię, że to jest bez znaczenia, ale autor Jean Raspail jest po prostu dobrym obserwatorem. Nie wiem, czy jest dobrym filozofem, ale jest człowiekiem, u którego w tej książce znalazłem szereg bardzo intrygujących myśli, bardzo intrygujących spostrzeżeń. I dlatego jestem mu wdzięczny za tę książkę.
A teraz ty, Wiktorze.
[05:34] - Co mogę powiedzieć? Są takie nagrody, bo to taka jest powieść z pogranicza. Według mnie to nie jest science fiction, jest to powieść-
[05:42] - Nie, absolutnie.
[05:43] - Teologiczna. Zupełnie nie tego. Jest powieść w pewnym sensie sensacyjna, ale w każdym razie są powieści takie, które mają bliski zasięg rażenia Spróbują sięgnąć w to, co nas dotyka już prawie, ale jeszcze nie, za dzień, za dwa może się pojawić. Ta książka rzeczywiście można powiedzieć, była wizjonerska, ale to, co Marek już powiedział, to nie jest wizja w stylu pisarzy science fiction czy Żagla, Lema czy Philipa Dicka. To jest dokładnie odzwierciedlenie wnikliwej obserwacji stanu aktualnego społeczeństwa naszej cywilizacji anno Domini te lata 70. Ale okazuje się, że te obserwacje, które wtedy były jeszcze, że tak powiem, może nie tak drastycznie rzucały się w oczy i potrzebna była-- może akurat trafiło w jednego autora. Dzisiaj nagle otwierają oczy ogromnej rzeszy czytelników i proszę uważać, że to jest piekielnie ważna rzecz. Wszyscy nasi pisarze, ci, którzy piszą dobrze, i to bardzo dobrze, zwykle odnoszą się w jakikolwiek sposób, nawet w projekcji przyszłościowej czy przeszłościowej do własnych obserwacji naszej rzeczywistości. A cóż innego robił największy guru współczesnej biologii, ale i socjologii, wszystkiego właściwie, czyli sławny Darwin. Darwin nie koncypował, nie wymyślał, nie mnożył teorii.
Obserwował. Obserwował, porównywał i z porównań, z obserwacji wyciągał konkretne, udokumentowane wnioski. To, czy w pełni, to jest inna sprawa. Nikt nie jest absolutnie geniuszem w żadnej dziedzinie do końca. Natomiast ogromną rzecz, którą Darwin zrobił, ona się pojawiła po prostu z ciężkiej pracy obserwatorskiej. To samo dotyczy tej książki, o której dzisiaj mówimy. To była obserwacja tamtego czasu, tamtej epoki, tamtych ludzi. To znaczy również mnie, bo ja już żyłem i to całkiem nieźle. Chwała Bogu, że troszeczkę bardziej na wschód, a trochę dalej od tego, co autor nam pokazuje, do czego zmierzała po cichutku jeszcze Europa i cały świat. A że to jest pewną alegorią, że to jest powieść z pewną być może przenośnią, to jest inna sprawa.
[09:29] - Wiesz co, tak ci powiem. Fajnie nakreślił pewien obraz społeczny, ale też nie miejmy złudzeń, autor nie zrobił tego w sposób obiektywny. Zresztą mamy do czynienia z literaturą. Literatura, ja nawet nie wiem, czy powinna być obiektywna. Rozpaila miał oczywiście swoje poglądy. Był z przekonania monarchistą, a nie znosił demokracji. Uważał, że to w ogóle jest jakieś-
[10:07] - O Boże, brat! Cóż za miła wiadomość, Marku. Kocham tego człowieka po prostu. To moja krew.
[10:16] - Uważał, że monarchia to jest coś, co jest w stanie państwu współczesnej Francji przynieść coś dobrego, a demokracja tak naprawdę ją rozwala. I książka, o której dzisiaj rozmawiamy, po części udowadnia tę tezę. To znaczy udowadnia, usiłuje udowodnić tę tezę. Cóż jeszcze o pisarzu? Przede wszystkim on rzeczywiście był obarczony taką pewną manią tego, że może kiedyś uda się przywrócić we Francji ustrój, monarchię. Nawet taką powieść popełnił. To się nazywało „Król z zamorza”. Kiedy to gdzieś na początku XXI wieku chyba wybucha we Francji powstanie, które tego króla wynosi na tron. Ale Raspail poza tym nie brał udziału w głosowaniach wszelkiego rodzaju. Był zdecydowanie temu przeciwny.
Z takich ciekawostek to jeszcze powiem, że Raspail organizował uroczystości żałobne ku czci Ludwika XVI, który został zgilotynowany przez rewolucjonistów. Powiem krótko: to był pisarz, który miał swoje, jedni powiedzą dziwactwa, drudzy powiedzą, że po prostu miał swoje przekonania. Powiem tak: ja nie wiem, czy to go czyni bardziej obiektywnym. Zapewne nie. Ale obraz, który zakreślił w książce „Obóz świętych” Jest obrazem rozpadu. O co chodzi z tym rozpadem, to za chwilę powiemy, ale to jest obraz wstrząsający. Obraz, który nam, ludziom, którzy w tej chwili żyją w demokracji, pokazuje pewne mechanizmy. My jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że demokracja to jest coś fajnego. To jest coś, co działa, co pozwala nam uczestniczyć w życiu politycznym czy w życiu społecznym i w ogóle to jest fajne. Natomiast Raspail pokazuje taki aspekt demokracji, który czyni ją groźną, który czyni ją słabą w działaniu albo wręcz zafałszowaną w działaniu.
Może krótko o tym tytule „Obóz świętych”. Cóż to takiego jest? Mianowicie tu autor nawiązuje do Apokalipsy. Zresztą w samej książce cytuje ten fragment. Fragment, który pozwolę sobie zacytować: „A gdy się skończy tysiąc lat z więzienia swego szatan zostanie zwolniony i wyjdzie, by omamić narody z czterech narożników ziemi: Goga i Magoga, by ich zgromadzić na bój, a liczba ich jak piasek morski. Wyszli oni na powierzchnię ziemi i otoczyli obóz świętych i miasto umiłowane”. Z tego fragmentu wyciągnął Raspail swój tytuł. I co, Wiktorze, teraz by trzeba właściwie chociaż troszeczkę powiedzieć o treści tej książki, prawda?
[14:00] - Słusznie.
[14:02] - Tak. To jest jedna z tych książek, przy której nie obawiamy się z Wiktorem powiedzieć dużo o jej treści, ponieważ tak naprawdę ta treść ma znaczenie drugorzędne. Jest tylko takim szkieletem do pokazania, do snucia pewnych refleksji. No to cóż, zaczynamy. Pewnego razu, tak bajkowo zacząłem, ale pewnego razu gdzieś w odległych Indiach, w Kalkucie, w porcie pojawia się tłum biednych ludzi, żebraków, takich wyrzutków społecznych. W Indiach podobno o to nietrudno. Nie wiem, nie byłem, ale opieram się na tym, co obserwuję na ekranie telewizora czy czytam w różnych publikacjach. Podobno Indie to wielki, wspaniały i pełen możliwości kraj, ale jednak z biedą ma wiele do czynienia. Zapewne w latach 70. czy na przełomie lat 60.
i 70. to było jeszcze bardziej dojmujące. Tłum, ale gigantyczny tłum takich wyrzutków społecznych zjawia się w okolicach portu. I żeby nie przedłużać, nie opowiadać szczegółów, zajmuje jeden ze statków. Starych statków napędzanych węglem. W każdym razie jakieś parowce pasażerskie. Jeden, drugi. Pakują się wszyscy ci biedacy. Nie wszyscy, spora część, taki spory tłum się tam pakuje i ten statek wyrusza. Zresztą nie sam.
W rezultacie sformowana jest pewna grupa. Pojawia się pewien twór, który nazwano armadą, który liczy sobie na początku 100 statków. Później jeden z nich tonie w dosyć dramatycznych okolicznościach. Właściwie statek, holownik bardziej. I te 99 statków płynie w kierunku, właśnie nie wiadomo jeszcze w jakim kierunku, ale na swoich pokładach unosi blisko milion uciekinierów z Indii. Co ciekawe, taką osobą, takim niepisanym przywódcą tej wyprawy w nieznane, na razie w nieznane, jest niedotykalny. Jeden z tej indyjskiej kasty niedotykalnych, zajmujący się tymi nieczystościami pochodzącymi od ludzi, który zresztą na swoich ramionach dźwiga dziecko. Niepełnosprawne dziecko, bardziej takie upośledzone zarówno fizycznie, jak i zapewne psychicznie, ale ono zaczyna w pewnym momencie tej powieści pełnić rolę swoistej wyroczni dla wszystkich tych, którzy wyruszyli z Indii. Przerwę tutaj moją opowieść, gdyż pojawia się, Wiktorze, do ciebie pytanie. O 35 zadaję pytanie.
Właściwie piszę w ten sposób: nie rozumiem zachwytu pana Wiktora nad monarchią. To się teraz, Wiktorze, tłumacz.
[17:37] - Bardzo prymitywny zachwyt. Ja po prostu uważam, że monarchę można zrzucić z tronu, natomiast demokracji z tronu nie można zrzucić, bo to jest hydra wielogłowa. A monarchia jest po prostu wygodna do tego, żeby zamienić monarchę na monarchę. Natomiast demokracji na inną demokrację zamienić niespecjalnie można. Czyli jesteśmy do niej przyciskani właściwie. Nie ma wyjścia po prostu.
[18:07] - Jeszcze tylko dodam, że w monarchii wiadomo, kto jest osobą decyzyjną i kto odpowiada za stan spraw w kraju rządzonym przez króla. A w demokracji ta odpowiedzialność jest bardzo mocno rozmyta. Ale to pozwólcie panowie, że ja jednak nie przyłączę się do tego chóru zachwytu nad monarchią. Jakoś tak mnie to zupełnie nie kręci. Raspay do tego mnie także, do takich refleksji mnie przywiódł. Mogę mieć oczywiście różne wątpliwości dotyczące demokracji, a nawet głębokie przekonanie, że demokracja w tym wydaniu, w jakim jest praktykowana w Europie, właściwie w Stanach też, jest pewna. Nie jestem politologiem tak na bieżąco. W związku z tym moja refleksja będzie taka: wydaje mi się, że w niektórych miejscach współczesna demokracja w krajach zachodnich poszła w zupełnie dziwnych kierunkach. Może tak najdelikatniej, bo ja w ogóle chciałem powiedzieć, zacząłem zresztą o tym mówić na początku, jest taka naturalna pokusa, żeby przy książce Raspaya pastwić się na tym, co nas otacza. A ja jednak namawiam sam siebie oraz Wiktora, w ogóle wszystkich naszych słuchaczy do tego, żeby książką „Obóz świętych” zająć się jednak jako pewną szerszą refleksją.
Nie odnosić do tej bieżączki, bo to nam mimo wszystko wykrzywia ten odbiór. Takie mam wrażenie.
[20:03] - Jeszcze wracając do kwestii demokracji, powiem takiego minusa, który składa się z trzech minusów, więc to jest taki minus potrójny. Otóż żeby w demokracji cokolwiek osiągnąć, żeby przejąć władzę, wystarczy mieć trzy rzeczy: dużo pieniędzy to po pierwsze, dostęp do dużych mediów to po drugie. No i nośne hasła, na które ludzie, kolokwialnie mówiąc, dadzą się nabrać, po trzecie. Sukces murowany, czego przykład mamy w Polsce jeszcze.
[20:35] - A ja zacytuję znowu czata. Piotr P.: „Monarchia sprawdza się tylko wtedy, gdy zdarzy się król, który dba o państwo i jego przyszłość. A jak historia pokazuje, bardzo niewielu takich królów było”. No i cóż, jak się nie zgodzić? O 35: „W monarchii odpowiedzialności również nie ma”. Dalej: „Król podejmuje decyzje i ma wszystko w d”. Tak, też tak może być. Oczywiście.
[21:06] - Monarchii przecież nie ma.
[21:09] - Wiesz co, Wiktorze? Powiem tak: my dzisiaj tego, nazwijmy to politologicznego sporu nie rozstrzygniemy. Ja proponuję nie iść tą drogą, żeby rozstrzygać, co jest lepsze.
[21:23] - Tak.
[21:24] - Demokracja czy monarchia. To nas zaprowadzi w jakieś dziwne obszary. Jakoś nie podzielam zachwytu nad monarchią mimo wszystko, ale to wcale nie oznacza i nawet logicznie tak nie należy do tego podchodzić, że to, że mi się monarchia nie podoba, to znaczy, że podoba mi się demokracja. Być może nie podoba mi się ta demokracja w tym wykonaniu, jakie obecnie obserwuję. Absolutnie to dopuszczam. I jeszcze rzut oka na czat. Piotr P.: „Król zwykle dba o swoje przyjemności, wygodę i żeby być królem”. Absolutnie się zgadzam. Julian: „Lepiej, żeby demokracja krążyła w różnych kierunkach, niż się kończyła”. Absolutnie się podpisuję pod tym.
Natomiast jak demokracja zaczyna się tak przepoczwarzać, że ona zaczyna być swoją antytezą, to też zaczyna być dziwnie. O 35: „W monarchii zmiana władzy następuje zazwyczaj przez obalenie władzy i jest krwawa. Natomiast w demokracji odbywa się bezkrwawo.” Kator 42: „Monarchia ma taką zaletę, że w razie kryzysu wiadomo, kogo zaprowadzić na gilotynę.” To dokładnie. Dalej Paul Łukas Łucas: „Zazwyczaj nie wszystkie monarchie to wojny domowe. Często były tylko dziedziczone bez rozlewu krwi.” Idziemy w złym kierunku, proszę państwa. Tak jak powiedziałem, nie rozstrzygniemy, co jest lepsze. Każdy pozostanie przy swoim zdaniu. Jak widać świat i ludzie, tak jak Raspay, mogli być monarchistami i dobrze im z tym było. Wiktor też zdaje się jest monarchistą i też mu dobrze. Ja jestem nie do końca przekonanym demokratą i pewno będę musiał z tym żyć.
Proponuję nie rozpoczynać naprawdę studiów politologicznych. Raczej skupmy się na-
[23:44] - Tym bardziej Marku, ja muszę się niestety wtrącić, bo my tutaj mówimy monarchia czy autorytaryzm jakiś oraz demokracja, a zapomnieliśmy, bardzo cicho jest o pewnym słowie, które zupełnie zniknęło. Tak jakby go nie było. Jakby to pierdnięcie, że tak powiem, w historii należało przemilczeć, zamilczeć i tak dalej. Komunizm, kochani. Komunizm kwitnie pełną gębą we współczesnej demokracji, przynajmniej europejskiej.
[24:24] - Okej, jedźmy dalej. Co jest ważne, ta armada wyruszyła, tak jak powiedziałem, jak zacząłem streszczać książkę, wyruszyła. I ten fakt został odnotowany w Europie. Wszyscy oczywiście bardzo się przejęli, ale też bardzo to poparli, że rzeczywiście ci biedni ludzie z dalekich Indii szukają sprawiedliwości, bogactwa. Może nie bogactwa, w każdym razie normalnego życia. I z taką sympatią Europa podeszła do tego. Okej, armada sobie płynie. Zadziwiające jest natomiast, jeśli chodzi o powieść, nie wiem, czy zadziwiające, ale charakterystyczne to, że wszystkie kompanie żeglugowe dostały ostrzeżenie, żeby absolutnie na jakąś tam poważną odległość nie zbliżać się do tej armady, która liczy sobie, przypomnę, 100 różnych jednostek pływających. Omijać za wszelką cenę i to bardzo z daleka. To też dosyć charakterystyczne.
W Europie pojawia się pewne sympatyzowanie społeczeństwa, zresztą podkręcane dosyć umiejętnie przez różne środowiska, a z drugiej strony tak zwany twardy biznes wie swoje: absolutnie nie zbliżać się. A statki sobie płyną. Trochę Raspail poświęca czasu temu, jak się tam żyje. Te opisy są dosyć takie, nie wiem, czy wstrząsające. Nie nadużywajmy słowa wstrząsające, ale takie mocne. Oczywiście na tych statkach ludzie umierają. Indyjskim zwyczajem jest palenie zwłok. W związku z tym zużywa się meble, zużywa się boazerię statkową do tego, żeby te zwłoki palić, siłą rzeczy. Ale też używa się tego drewna między innymi do tego, żeby przygotowywać posiłki. Ale w pewnym momencie, i to dosyć szybko, drewna zaczyna brakować.
Sposób, który wymyślili lokatorzy statków jest zapewne skuteczny, ale dosyć obrzydliwy. To znaczy oni zaczęli palić własnym łajnem, które było pracowicie zbierane przez pewne zespoły dzieci, które szybciutko zbierały, właściwie praktycznie w momencie wypróżniania się i szybciutko zanosiły na blachę, gdzie było suszone i później służyło do palenia. Tych wszystkich państwa, którzy jedzą akurat kolację, bardzo przepraszam. Postaram się aż tak drastycznych szczegółów nie przybliżać.
[27:20] - Marku, ale przecież to bardzo racjonalne, skoro do palenia w ognisku bardzo dobrze nadają się odchody wielbłąda albo innych stworów, że tak powiem, stworonogich, to dlaczego nie nasze?
[27:38] - Ja tego broń Boże nie kwestionuję, że to racjonalne, natomiast w jakiś sposób jednak obrzydliwe. O 35:00 idziemy w złym kierunku, owszem, ale uwaga pana Wiktora: „Niech spojrzy na monarchię w Arabii Saudyjskiej. Zaiste wspaniała”. Tak, Wiktorze, trudno wytrącić ten argument. Mister Ark01: „Wbrew pozorom w Europie najdostatniej żyje się w państwach o ustroju monarchicznym. Zabawne”. Tak, ale to taka monarchia konstytucyjna typu Anglia i tak dalej. PW: „Fakt.” O 35:00: „Tak, oczywiście tylko dlatego, że otoczenie ich stanowią kraje demokratyczne.” Julian: „Gdyby wszyscy ludzie mieli IQ powyżej 120, niepotrzebne byłyby jakiekolwiek systemy polityczno-społeczne. Systemy oczywiście to skrót myślowy.” Tak, coś w tym jest. Kiedyś myślałem o tym, że wysokie IQ społeczeństwa mogłoby wiele spraw ułatwić, ale niestety jakoś nie chce się podnosić, przynajmniej w niektórych grupach.
No cóż, jest jak jest. Belgia, Dania-
[28:54] - Marku kochany, gdyby przeciętna inteligencji była 120 IQ, to byłaby po prostu przeciętna, a przeciętność znowuż nigdy nie była-
[29:13] - Nie, Wiktorze, ale przeciętność na wysokim poziomie to jest lepsza przeciętność niż przeciętność troglodyty, że tak sobie pozwolę.
[29:23] - Tak się wydaje.
[29:24] - Być może, ale ja mam cały czas wrażenie, że my cały czas schodzimy z kursu, a ja cały czas będę wracał na ten kurs.
[29:31] - Marku, gdyby wszyscy mieli tak samo wysokie IQ, to by wszyscy się uważali za przeciętnych i wszyscy uważaliby wszystkich za troglodytów.
[29:42] - Nie, bo trudno uważać współziomka, który też ma 120 IQ za troglodytę. Można zawsze, żeby kogoś obrazić, to zawsze można, ale generalnie to raczej nie. Dobrze, panowie, ja się już sam śmieję do mikrofonu, bo robicie wszystko, żeby wciągnąć mnie w dyskusję o monarchii. Przecież ja wspomniałem o tym Raspailu, że monarchistą był. Ja nie wiem, coś mnie podkusiło i teraz ponoszę tego konsekwencje. A armada płynie, w książce przynajmniej. W Europie narasta ruch, który mówi sobie: no tak, trzeba pomóc tym biednym ludziom, bo armada jest jeszcze bardzo daleko, jeszcze jest na Oceanie Indyjskim. Ona sobie początkowo zaczęła płynąć w kierunku Morza Czerwonego, żeby pokonać kanał Sueski i wypłynąć na Morze Śródziemne, a później hajda do Europy. Ale Egipt miał do tego nieco inne podejście. Wysłał tam swoją kanonierkę.
Tu cudzysłów, nie wiem dokładnie, jaki to statek był, w każdym razie okręt wojskowy, którego dowódca w prostych, żołnierskich słowach zakrzyknął przez megafon do tej armady, że nie zia, nie tędy, żeby zawracali. I tutaj objawił się po raz kolejny to zdeformowane dziecko na ramionach koprofaga, czyli tego nieczystego, które dało do zrozumienia, że płyniemy w innym kierunku. Armada zawróciła, zaczęła płynąć w kierunku RPA. To znaczy trzeba opłynąć Afrykę. Raspail snuje pewne refleksje, że może gdyby jednak ta armada popłynęła Morzem Czerwonym i później Kanałem Sueskim, to być może uratowałoby to Europę, bo wszyscy na żywo, z bliska zobaczyliby tę przeraźliwą, straszliwą biedę, która płynie tymi statkami i poczuliby zagrożenie. A tak go nie czuli, bo nie było serwisu foto. Owszem, pojawiło się jakieś zdjęcie właśnie tego upośledzonego dziecka, ale ono zostało wydrukowane w kilku małonakładowych gazetkach i zniknęło. Owszem, było gdzieś tam u prezydenta Francji, gdzie się tam przechowywał, ale tak zwany lud, szersze społeczeństwo raczej nie miało do tych zdjęć dostępu. A ta armada sobie płynie w kierunku RPA. RPA jeszcze wtedy było państwem rasistowskim, gdzie biali rządzili czarnymi.
Oczywiście cały świat zastanawiał się, co to rasistowskie państwo, to paskudne RPA zrobi z tymi biedakami. A już nie daj Boże, jakby próbowali wylądować w tym RPA, to będzie jakaś masakra. Zresztą rząd RPA taką masakrę zapowiedział, że jeśli tylko spróbują lądować ci przybysze z Indii na terytorium RPA, to odpowiednie służby zajmą się odpowiednią działalnością. Ale okazało się, że armada wcale nie ma zamiaru lądować w RPA. Ominęła Przylądek Dobrej Nadziei i wypłynęła na Atlantyk i sobie płynęła, płynęła, płynęła. I co zrobił rząd RPA? Odetchnąwszy, że jednak kryzys został zażegnany, popędziły za tą armadą okręty czy też statki. Chciały dostarczyć im żywność. Nawet udało się te worki z ryżem i z różnymi innymi produktami wrzucić na pokłady statków armady. Ale co cały świat zaobserwował?
Bardzo szybciutko wszystkie produkty żywnościowe zostały przez płynącą biedę wyrzucone za burtę. I wtedy świat się zachłysnął i powiedział: „No tak, bo oni się zorientowali, że to złe RPA chce im dać żarcie. Zapewne chcieli ich otruć i to bardzo dobrze, że się pozbyli tej żywności, bo mogła być zatruta”. To niezrozumiałe poczucie wyższości, które opisuje Raspail, takie wzmożenie, że ci źli są tak źli do końca z tego RPA, że już nawet żywność jak dają, to na pewno jest zatruta albo na pewno jest w jakiś sposób szkodliwa. Chciałbym powiedzieć, że przyszło opamiętanie. Nie, opamiętanie nie przyszło, ale pewna gorzka pigułka została przełknięta również przez Europę. Bo Europa w swej nie wiem, czy naiwności, czy braku pomyślunku, czy też po prostu głupocie najzwyklejszej doszła do wniosku, że jednak tych ludzi z armady trzeba by wyżywić. I sami ludzie w Europie zorganizowali różne akcje, takie jak zbiórka żywności, jakieś konkursy i tak dalej. Papież się w to włączył, wysprzedał pół Watykanu, żeby tylko żywność zapewnić. I ta żywność została na pewną wyspę wyekspediowana i stamtąd próbowano tę żywność dostarczyć na statki armady.
Robię pewne skróty, ale to nie o to chodzi. O czym się przekonała Europa? Że tak samo jak w pierwszym przypadku cała ta żywność, która została dostarczona, zaraz potem została wyrzucona za burtę. I tu Europa nabrała wody w usta, bo właściwie nie wiedziała do końca, jak to skomentować. Jasna sprawa, że nie brali żywności od wrażego RPA, ale dlaczego nie wzięli od Europy? Bo Europa bardzo się w tym czasie starała. Organizowała konkursy rysunkowe dla dzieci, które rysowały, jak to przybywają mieszkańcy Indii do Europy i gościmy ich w swoich domach. Co to państwu przypomina? Albo były konkursy na wypracowanie, które miały takie tematy, jak to gościmy tych biednych mieszkańców Indii u siebie w domu i wszyscy się tym zachwycali. I to wszystko było takie correct, takie poprawne politycznie.
Wszyscy czekali, że oni tu przypłyną. I tylko jedno pismo w małym nakładzie dziesięciotysięcznym. To pismo nazywało się Myśl Narodowa, więc bardzo niebezpiecznie się nazywało. Zadawało pytanie. No tak, ale przecież oni są coraz bliżej. To już jest tyle tysięcy kilometrów, a następnego dnia jest tyle mniej. Będą tu za tyle, za tyle, za tyle dni. Dosyć to precyzyjnie relacjonowano. Ludzie, zastanówcie się, do czego to prowadzi, do czego to doprowadzi? A co więcej, to pismo chciało w całym tym oceanie zachwytu, jak to fajnie się stało, że przypłyną do nas goście z Indii do Europy.
Chciało zwrócić tylko uwagę, że może to nie jest tak fajnie. No i spróbowało zwiększyć swój nakład. Miało pewien przekaz do wyłuszczenia. Spróbowało zwiększyć nakład z 10 000 do 100 000. Gdzieś tam wysupłano pieniądze, próbowano zwiększyć nakład i co się okazało? Że po wydrukowaniu 10 000 nakładu związki zawodowe w drukarni podejmowały strajk. Czyli Myśl Narodowa mogła się ukazywać w 10 000, ale już w 100 000 nie. Nie chodzi o to, że ta Myśl Narodowa akurat. Chodzi o to, że to jest między innymi jeden z aspektów demokracji. Jeśli większość uzna coś za słuszne, to jeśli nawet jest to niebezpieczne, to jest słuszne i należy tak robić.
To oczywiście jeden tylko z przykładów, bo historia, którą będę za chwilę opowiadał, jeszcze ciągnął, ona jest tak naprawdę powiedziałem w pewnym momencie pewnym rusztowaniem do pokazania, że źle się dzieje, że coś nie działa w Europie. I to nie dlatego, że rządzą tutaj tacy czy inni, czy zieloni, czy czerwoni, czy niebiescy, czy fioletowi. Nie o to chodzi. Chodzi o pewną bezwładność. Wielkie słowa umysłu Europy, który podąża za pewnymi hasłami. Coś jest dobre, coś jest sprawiedliwe i nie zastanawiamy się, jakie to rodzi konsekwencje. I to, że ja się tak nadaję jak karabin maszynowy, to ja cię chyba jednak dopuszczę do głosu, zanim zacznę nadawać po raz kolejny.
[39:03] - To znaczy przy tym obrazku, przy tej płynącej armadzie bezwzględnie naszym chyba wszystkim obraz łodzi przepływających z uchodźcami, przepływających Morze Śródziemne z Afryki do Europy, żeby się dostać. Tam ludzie też tonęli, umierali. To była bieda czy sterowana, czy w jakikolwiek sposób. Morze Charonu. Tam było wielu chętnych do przewożenia, ale obraz był bardzo podobny. Był i jest. I cóż potem? Coś z nimi trzeba zrobić. No przede wszystkim odosobnić. Nie można ich pozamykać w obozach.
Zweryfikować, wynyć, zaszczepić. No jakoś tak, że tak powiem, cała Europa, chociaż bardzo popiera uchodźców, to takimi otwartymi rękami ich od razu nie przyjmuje. Dobrze, jeśli najpierw, że tak powiem, przejdą przez jakieś sitko, ale to sitko... No nieważne, będę komentował później.
[40:25] - Ja przeczytam kilka jeszcze z czata zdań. Otóż: „RPA jest ciągle rasistowskie, nastąpiła tylko zmiana kolorów” — pisze PW. To dokładnie. Kolorów na sztandarach. Julian: „Bóg, honor, ojczyzna. Trzy najbardziej krwawe słowa w historii świata”. Powiem tak: na pewno trudno zaprzeczyć, że one niosą ze sobą sporo krwi, ale w ogóle hasła mają to do siebie, że one w historii świata są dosyć krwawe. Równie krwawe są hasła pod tytułem: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!” Cała masa krwi za tym stoi.
[41:11] - Jest jeszcze jedno moje ulubione słowo, które krwi puściło chyba nawet więcej niż Bóg, król, ojczyzna. Słowo „wolność”. Wolność była to hasło, nie wolność, ale hasło, bo jako wolność było używane przez wszystkich w sposób piekielnie brutalny dla wolności. Rewolucja francuska jest najpiękniejszym przykładem tego, że tak powiem, akurat nie Bóg, honor i ojczyzna wymyśliły gilotynę na 32 głowy, tylko dokładnie w imię wolności.
[42:00] - Tak. Hasła były piękne rewolucji francuskiej. Ale Julian zwrócił uwagę na bardzo ważną sprawę, że w historii świata, w imię różnych haseł, czasami krótkich, czasami długich wytaczano morza krwi. I dlatego ja się do końca nie zgadzam, że to są najbardziej krwawe, ale krwawe jak najbardziej. Tylko że takich haseł w historii świata da się znaleźć sporo. Niektóre są związane z Bogiem, niektóre są związane z innymi aspektami, takimi jak powiedział Wiktor, czyli z wolnością na przykład. Więc bardziej niepokojące są hasła Zresztą u Raspailla pewne takie rzeczy się pojawiają. Na przykład hasło rasizm, bo jedni w to wierzą, drudzy nie. Nam w pewnym momencie powiedziano, że to, że Europa podbijała inne kontynenty, to był rasizm. Nie chcę z tym dyskutować.
Jeśli ktoś jest o tym przekonany, to proszę bardzo. Ja się natomiast zgadzam z tym, co napisał Paul Lucas, że niewiele jest plemion czysto pacyfistycznych, o ile w ogóle są. I to jest prawda. Nie wiem, czy kilkaset lat temu podbój świata przez Europę, przez białych ludzi był prowadzony w imię tego, że byli biali. Raczej był prowadzony w imię tego, że chcieli zdobywać nowe tereny, chcieli zdobywać bogactwa, chcieli mieć złoto, klejnoty i tak dalej. Czy aby na pewno kierował nimi rasizm? Nie wiem. Pewno rzecz do dyskusji. Nie przekreślam tego zupełnie, ale zastanawiam się, głośno na ten temat myślę. Raspail też się nad tym zastanawia.
[43:51] - Gdybym mógł poprzeć twoją tezę, to zwróćcie uwagę, że Amerykanie, kiedy wyrżnęli cały kontynent tubylców, którzy tam mieszkali, nie kierowali się absolutnie rasizmem, gdyż rasizm wymaga jednak partnera, to znaczy człowieka po drugiej stronie, który jest bardziej pogardzaną czy nieakceptowaną rasą. Natomiast ci czerwoni w Ameryce Północnej nie byli w ogóle ludźmi. To była tkanka biologiczna, która przeszkadzała ekonomicznie. Oni w ogóle byli nieważni. W ogóle mogliby nie istnieć. To po prostu było tylko: „ziemia dla nas, nie dla białych, tylko dla nas. Ich ziemia, bo oni są zupełnie zbędni, zupełnie niepotrzebni, jak mokryki czy śmy”. I tak to zostało zrobione.
[45:06] - Lucas pisze: „Jahwe to Bóg wojny jak Ares. Właściwie wiara bardzo często prowokuje do takich zachowań wojowniczych.
[45:18] - Panowie, mamy słuchacza telefonicznego. Halo, halo, czy się słyszymy?
[45:22] - Tak, słyszymy się. Wojtek Terlecki z tej strony. Chciałbym się przyłączyć do dyskusji, jeżeli można, ponieważ jest to jedna z moich ulubionych powieści. Może nie z racji jej walorów literackich, natomiast z tego, co kiedyś Wiktor powiedział o tym, że autor science fiction jest człowiekiem, który grzebie w przyszłości i czasami czegoś dotknie i mu się uda to trafić. I właśnie ta powieść jest takim dowodem na to, że czasami się udaje trafić. O ile, jeżeli chodzi o przywrócenie monarchii w 2000 roku, Raspailowi się nie udało tego przewidzieć, natomiast ta powieść wypłynęła w momencie, kiedy do Europy zaczęli przybywać uchodźcy na zaproszenie willkommen od Angeli Merkel. I wtedy bardzo dużo osób zetknęło się z Raspaillem i z jego twórczością. Nie wiem, czy zauważyliście, że ten temat właśnie pojawił się z racji uchodźców z Afryki, ale Raspail opowiada o Indiach. Dlaczego? Dlatego, że on po prostu był znawcą tego tematu.
Jego główne osiągnięcia to były osiągnięcia podróżnicze i za to dostawał nagrody. Nie za literaturę, tylko za swoją działalność jako podróżnika. Także on Indie znał dosyć dobrze. I jest taka scena właśnie w „Obozie świętych”, w której do radia dzwoni słuchacz i odnosi się do tych wydarzeń i zaczyna opowiadać coś takiego, że to społeczeństwo indyjskie, ci ludzie, którzy przybywają do Europy, to są zabobonni, prymitywni, głupi i daje takie świadectwo. Na co oczywiście zbulwersowany prowadzący mówi coś takiego: „Ale kim pan jest, żeby takie rzeczy mówić?” On mówi: „Ja się tam wychowałem” i powinien w tym momencie zamknąć się. I że on jest czarny, się tam wychował i powinien zamknąć usta prowadzącemu. Prowadzący nie daje się oczywiście zamknąć, tylko po prostu rozłącza rozmowę, żeby nie kontynuować tego tematu. Także taki był właśnie obraz społeczeństwa indyjskiego w oczach Raspaila. I to, że tak powiem, jest obraz trafny. Jeszcze może później opowiem wam Raspail, India, sprawa polska, taką historię.
[48:19] - Prosimy bardzo.
[48:22] - Dobra, momencik. Słuchajcie, bo w 2014 pojawił się w Polsce pewien pan, który był racjonalistą indyjskim i on uciekł właśnie przed aresztowaniem. Ten pan się nazywał Senal Edamaruku i miał taki problem, że jeździł sobie tak jak Randi, który niedawno umarł, po Indiach i pokazywał tym biednym wszystkim chłopom, tym niedotykalnym i tym wszystkim ludziom żyjącym w skrajnej biedzie, że na przykład przyjeżdża do nich pewien uzdrowiciel i on tam wrzuca do ognia jakieś różne proszki i te proszki na różne kolory się zabarwiają. To nie znaczy wcale, że ci ludzie od tego będą uzdrowieni i im jakiś koronawirus minie. Tylko że po prostu jest to zwykły trik. I on taką działalność jako racjonalista prowadził w Indiach. Musiał uciekać do Polski z tego powodu, że w pewnym momencie naraził się Kościołowi katolickiemu. Ponieważ w stolicy kraju była taka figura Jezusa Chrystusa, który płakała. No i on przyjechał i powiedział, że to lipa z tym płakaniem jest i generalnie to jest zwykła fizyczna rzecz, że ta figura z zimnego do ciepłego jest przenoszona i tam się skrapla woda. Teraz katolicy miejscowi, którzy go znali, bo to była dosyć poważana postać, złożyli na niego doniesienie na komisariaty, że on im uczucia religijne narusza.
Tylko że ci sprytni katolicy zrobili to w ten sposób, że jednego dnia do iluś tam komisariatów złożyli, skutkiem czego ten pan musiałby na wezwanie jednego dnia stawić się w iluś tam miejscach. Nie mógł tego zrobić fizycznie, by lokacji nie miał tutaj zaimplementowanej. W związku z tym musiał uciekać z kraju. Na szczęście akurat Polskie Stowarzyszenie Racjonalistów go zaprosiło do Polski i on mógł zwiedzić, zanim sprawa nie przyschnie, nasz kraj przez ten czas. Natomiast jeszcze podsumowując, zanim skończę i już wam oddam głos, zwróć uwagę na jedną rzecz, która jest właśnie w „Obozie świętym”, za którą lewica nienawidzi tej powieści i jej autora. Bo on w pewnym momencie mówi w powieści coś takiego, że bycie białym to stan umysłu. I czytelnika zostawia z taką tezą, że nieważne jaki masz kolor skóry, ale jak masz pewien zestaw zachowań kulturowych, backgroundu kulturowego, to jesteś wtedy człowiekiem białym. Dobra, to ja nie przeszkadzam, przechodzę na nasłuch i dziękuję za to, że mogłem sobie z wami pogadać chwilkę.
[51:51] - Dziękujemy bardzo. To my dziękujemy. Ja tylko powiem, że Raspail-
[51:56] - Tutaj nasz-
[51:57] - Mów, Wiktorze, mów.
[51:58] - Marku, ja tylko skomentuję naszą rozmowę, bo bardzo sensowny oczywiście ten wywód. Kolor skóry, czyli świadomość. Przypomnę wszystkim, że rasizm współczesny nie pojawił się w kulturze Europy śródziemnomorskiej. Wśród patrycjuszy rzymskich byli ludzie o czarnej skórze, bo to nie miało najmniejszego znaczenia. Tacy sami byli w Egipcie. To była kultura śródziemnomorska i to było tak samo jak z Rzymianinem. Jesteś Rzymianinem umysłem, a nie kolorem skóry, nie rodowodem i tak dalej. Rzymianami stawiali się Goci, Wandale, wszyscy inni.
[53:00] - Ale to już pod koniec imperium niestety.
[53:05] - Pod koniec imperium. Dobrze, to później jeszcze będę miał na ten temat.
[53:14] - Ja powiem tak, że Raspail poza tym, że bycie białym to stan umysłu, stwierdza też w wielu miejscach, że bycie lewicowcem, bycie prawicowcem, bycie kimkolwiek to tak naprawdę jest stan umysłu za każdym razem i bardzo dobitnie to pokazuje, że to, jacy jesteśmy, jak podchodzimy do różnych problemów, wcale nie ma nic wspólnego z tym, jak jest naprawdę, tylko częściej, o wiele częściej, jak chcemy, żeby było. To nie jest budująca refleksja. Ona tam nie pada wprost, ale da się to wysnuć z różnych obserwacji Raspaila. Natomiast tuż przed telefonem mówiłem o tym, cytowałem Juriana, no w każdym razie któregoś ze słuchaczy, który mówił o tym, że Jahwe to podobnie jak Ares, bóg wojny. Ja tylko zwracam uwagę na coś takiego: jest niewiele wyznań religijnych, które w jakiś sposób mniej lub bardziej pośredni nie nakłaniają jednak do walki za wiarę. Naprawdę dałoby się pewno pojedyncze znaleźć takie, które nie są agresywne. Na pewno dałoby się przede wszystkim. Ale tak jak w swoim czasie wojownicze było chrześcijaństwo, tak mamy, co do tego nie muszę nikogo przekonywać, wojowniczy islam obecnie. Czy- W historii spojrzyjcie państwo, właściwie wojny religijne to pewna nasza tradycja i powszedniość. Jeśli weźmiemy pod uwagę ostatnie wieki, czy nawet nie tylko ostatnie.
Jak sięgniemy dalej, to również się ten aspekt religijny pojawia. Ale ja będę brnął dalej. Będę brnął dalej, bo ta armada płynie cały czas ku Europie. To sobie musimy o tym powiedzieć. W pewnym momencie dochodzi do takiego incydentu, który jest bardzo znaczący, który powinien być dla Europy ostrzeżeniem, który powinien dać materiał do przemyślenia, tak jak Sztyrcowi. A jednak on nie powoduje tej refleksji, którą można by się było spodziewać. O jakim incydencie mówię? Otóż w pewnym momencie do tej armady, która płynie — ja właśnie tu zapominam, czy ona płynęła z prędkością dziesięciu węzłów. Chyba z prędkością dziesięciu węzłów płynęła ta armada z Indii — podpływa okręt wojenny, francuski okręt wojenny, który sobie pomyka po falach z prędkością dwudziestu pięciu węzłów. Otacza kilka razy, okrąża armadę.
Przy okazji dowiadujemy się, że armada cuchnie na całe kilometry, ponieważ tam z higieną jest dosyć marnie. Armada cuchnie i w związku z tym jest nieprzyjemnie, ale zaraz się zrobi jeszcze bardziej nieprzyjemnie, ponieważ z okrętu wojennego zostają wysłani komandosi. Próbują dostać się na statek, przejąć być może dowodzenie, być może sterowanie armadą, może skierować ją w innym kierunku. Rzeczywiście komandosi się dostają na okręt, na statek. Ale co się okazuje? Że ten lud, który tam jest zgromadzony, wcale nawet nie jest wrogi. On ich po prostu spycha masą, zadeptuje. Dwóch komandosów bodajże ginie, reszta się wycofuje. Uciekają na okręt. Dowódca postanawia sięgnąć po tak zwany argument ostateczny, czyli przygotowuje się do ostrzału armady.
Doskonale wie, że chce doprowadzić do ostatniego momentu tuż przed strzałem, że strzału nie będzie, ale jego załoga o tym nie wie. Wydaje dyspozycje. No i szykują się wszyscy do ostrzału. Ale wcześniej przecież ci żołnierze z okrętu widzieli tę przeraźliwą biedę. Thor Heyerdahl często o tym pisze. Bieda tak przeraźliwa, tak dojmująca, że później, kiedy pada rozkaz do przygotowania się do ostrzału, wszystkie stanowiska z okrętu po kolei meldują, że nie wykonają rozkazu. Cóż ma zrobić dowódca, którego ludzie odmawiają wykonania rozkazu? Po prostu rezygnuje. Okręt odpływa, a załoga zostaje na statku na redzie któregoś z portów francuskich, a dowódca okrętu, kapitan spotyka się z prezydentem i zdaje mu relację z tego wydarzenia. W tym czasie w Europie, a konkretnie we Francji, dalej trwa festiwal taki, o którym mówił między innymi Wojtek Terlecki.
Czyli ludzie wzajemnie kwestionują swoje informacje, chociaż jedni i drudzy mają skąpe te informacje, ale każdy z nich przekuwa to, co wie, w pewną ideologiczną formację. To znaczy my wierzymy, że to sprawiedliwość dziejowa, że ci biedni z Indii przypływają do Europy. To mówią jedni, że tak powinno być, że to się nareszcie coś wyrówna. Drudzy mówią: „Nie, to jest niebezpieczeństwo na miarę kataklizmu. Powinniśmy się tego wystrzegać” — mówią drudzy. Jedni i drudzy, tak jak Thor Heyerdahl pokazuje, nie do końca wiedzą, o czym mówią. Tak jakby sięgnąć do faktów, do tego, co naprawdę wiedzą, to bardziej to jest chciejstwo i ideologia niż to, co wiedzą. Ale dyskusja trwa na całego. Jedni się litują, drudzy mówią, że absolutnie nie. I tak to wszystko sobie dojrzewa, a armada płynie.
Wiktorze.
[59:31] - Kiedy podróżuję czasami po Polsce z moimi przyjaciółmi, używam tego przysłowia, tego sloganu, że tak powiem z pełną świadomością. Z profesorami filozofii bardzo często obserwuję i przysłuchuję się ich dyskusjom. To jest normalnie takie otwarte serca, taka miłość dla wszystkich na świecie w ogóle. Same szczytne ideały. Tylko że jak do któregoś z nich podejdzie jakiś menel, jakiś bezdomny, ścerbaty lub garbaty, to poprosi o pięć złotych na bułkę. Wiadomo, że na piwo. No ale prosi o bułkę, to wszyscy natychmiast odsuwają się ze wstrętem. Tak, bo on śmierdzi. On cuchnie. Dzisiaj to się jeszcze można zarazić wirusem.
To jest fatalne. Tylko ideały są piękne. Ideały są czyste, życie jest brudne. Proste.
[01:00:43] - Tak, to prawda. Natomiast u Thor Heyerdahla to powiem tak: zostawmy na chwilę armadę, jeszcze do niej wrócimy, bo- Warto prześledzić. Ja oczywiście nie będę tego relacjonował jeden do jednego, nawet nie podejdę do tego zadania, ale to, co opisuje Raspail, co dzieje się w Europie, jest przerażające, bo w imię wartości zaprzecza się prawdzie. Prawda, że to paradoks? W imię dobrych zachowań, pewnego poczucia sprawiedliwości zaprzecza się ewidentnym faktom. Europa, a konkretnie Francja, zaczyna żyć w jakiejś ułudzie. Rysuje sobie obraz zbliżającej się armady tych gości z Indii. Absolutnie nieprawdziwy obraz. Według niektórych to w ogóle sprawiedliwość dziejowa właśnie przypływa. Natomiast świetnie pokazuje to w pewnym momencie Raspail, kiedy ta armada już jest naprawdę bardzo blisko, że nagle na ludzi spływa otrzeźwienie.
Zdrowy rozsądek po prostu się pojawia, kiedy dowiadują się Francuzi, że flota z Indii najprawdopodobniej wyląduje na Lazurowym Wybrzeżu. Co robią Francuzi? Co robią przeciętni Francuzi? Pakują się i zmykają na północ. Pomimo wszelkich ideałów, pomimo pisanych wypracowań o tym, jak to fajnie, że przyjadą do nas goście z Indii, pomimo wystaw ocenianych przez czołowych artystów, wystaw rysunków dziecięcych i tak dalej, i tak dalej, pieniędzy utopionych w tego rodzaju projekty. Przypomina mi się rysowanie kredą na asfalcie w akcie protestu przeciwko zamachom na przykład. Przecież to nie jest tak dalekie od nas. Nagle przychodzi do ludzi zdrowy rozsądek i on im podpowiada: „Zwiewajcie stąd i to szybko”. To jeden aspekt. Jest ciekawa obserwacja, bo kiedy flota zbliża się do Hiszpanii, bo nie wiadomo, gdzie ta flota ma tak naprawdę wylądować.
Jedni mówią, że może popłynie aż do kanału La Manche, być może wyląduje w Wielkiej Brytanii, bo w końcu to kolonia brytyjska, te Indie. Przynajmniej była kolonia. Być może wyląduje właśnie w Wielkiej Brytanii, być może właśnie we Francji, ale właśnie w okolicach kanału La Manche. Później się ktoś zastanawia, może w Portugalii, może w Hiszpanii. I co się wówczas dzieje? Kiedy flota zbliża się do Hiszpanii, dzieje się rzecz bardzo podobna. Hiszpanie oczywiście w pełni wzniosłych haseł i pełni przekonania, że to sprawiedliwość dziejowa się dzieje, to na wszelki wypadek jednak pryskają w kierunku centrum kraju. A później, kiedy okazuje się, że flota mija Gibraltar i płynie dalej, to im dalej jest od tego Gibraltaru, im dalej od wybrzeży Hiszpanii, tym powraca pewne zrozumienie ze strony Hiszpanii i Hiszpanów, że to dobrze, że w ogóle należy się sprawiedliwość, bo ta sprawiedliwość tym czarnym, tym ludziom na tych statkach należy się pod warunkiem, przynajmniej tak o tym chyba kombinują Hiszpanie, pod warunkiem, że oni do nas nie przypłyną, tylko do tych naszych innych sąsiadów, na przykład do Francuzów. To bardzo charakterystyczne i smutne, bo pokazuje, że w gruncie rzeczy my, Europejczycy, jesteśmy bardzo często więźniami swoich własnych przekonań, swoich własnych obrazów, które sobie tworzymy na podstawie jakichś tam śladowych informacji i jesteśmy przekonani, że taka jest prawda. Bo to Raspail też bardzo dobrze pokazuje manipulacje, jakich dokonują środki masowego przekazu, masowej informacji, a właściwie dezinformacji.
One tak to pokazują, żebyśmy za dużo nie wiedzieli albo żebyśmy nie wiedzieli, jakie są te rzeczy, nie znali faktów, nie odczytywali ich takimi, jakimi są, tylko widzieli je takimi, te fakty, jakimi chcą, żebyśmy je widzieli. Raspail często pisze o bestii. To nie jest sprecyzowane. Bestia chciała tego, bestia chciała tamtego. On tego nie precyzuje, nie dopowiada do końca, ale możemy się domyślać pewnego spisku, bo na tej podstawie, kiedy ludy z różnych części tego biednego świata dowiedziały się, że flota zbliża się, armada zbliża się do wybrzeży Europy, nagle w różnych miejscach świata zaczęły dziać się podobne rzeczy. Były zajmowane statki, niektóre płynęły w kierunku Australii, niektóre płynęły w kierunku RPA, z różnych biednych miejsc w różne bogate miejsca zaczęły płynąć statki z kolejnymi biedakami, z kolejnymi ludźmi, którzy nie zaznali w życiu, już nawet nie mówię szczęścia, ale elementarnego, takiego prostego, dobrego życia. Zawsze żyli w biedzie, zawsze żyli w upodleniu, często nie zdając sobie nawet sprawy, że są upodleni, tylko im się ciężko żyło po prostu. To raczej tak to odbierali, a chcieli żyć lepiej. I tam gdzieś za wielką wodą były miejsca, w których żyło się lepiej i tylko tyle widzieli. I to im wystarczyło, żeby podjąć śmiertelny wysiłek, bo dla wielu z nich ten wysiłek okazał się śmiertelny.
Według tego, co pisze Raspail, z tej początkowej liczby miliona Miliona płynących w kierunku Europy ostało się jakieś 800 000. Zwróćcie państwo uwagę — wymarło miasto wielkości 200 000 ludzi podczas drogi z Indii do Europy. To robi wrażenie, to jest wstrząsające. A jednocześnie mamy przykład Europy, która zanim ta armada — o czym zresztą powiem — dopłynęła, zaczyna się rozpadać. Rozpadać społecznie. Nic nie funkcjonuje na gruncie społecznym. Właściwie obserwujemy upadek zachodniej cywilizacji. W tym wypadku na przykładzie francuskim, to rzecz oczywista, ale nagle widzimy coś, co nami wstrząsa, bo uświadamiamy sobie, że to jest tak blisko nas. I pewno dlatego ta książka wróciła w 2011 roku, bo uświadomiliśmy sobie, że historia napisana w książce zaczyna się ucieleśniać na naszych oczach. I to chyba tak wielu ludzi przeraziło po prostu.
Tak mi się wydaje. Wiktorze, może cię teraz dopuszczę do głosu?
[01:08:30] - Sama książka zwraca uwagę na pewne problemy. Natomiast ja, kiedy śledziłem ją, to nie mogłem się pozbyć refleksji związanych z naszym światem, z naszą rzeczywistością. I pamiętam, przypomniało mi się, jak kiedyś prezydent Clinton, kiedy został prezydentem Stanów Zjednoczonych, strasznie było głośno, że nad swoim biurkiem powiesił hasło jakiegoś znanego ekonomisty: „Gospodarka, głupcze”. Bardzo mądre, prawda? Ja dzisiaj bardzo chętnie bym całej Europie powiesił inne hasło w każdym parlamencie: „Demografia, głupcy”. Demografia jest o wiele ważniejsza od gospodarki, bo gospodarka może być bez uwzględniania ruchów demograficznych, bez uwzględniania tego, co stanowi komórkę społeczną, albo jej brak i tak dalej. Demografia jest potwornie ważna i wydawałoby się, że to już dawno minęło, przeszło i tak dalej. Nie, nie minęło i nigdy nie minie. Natomiast chcę wam zwrócić uwagę, że są trzy właściwe metody przesiedleń czy pewnej, w cudzysłowie, „agresji”, czyli przejmowania terenów przez inną populację. Jedna, ta najbardziej, można powiedzieć, pokojowa, którą w najsłynniejszych czasach reprezentował na przykład naród żydowski, który, że tak powiem, żył w diasporach.
Prawda? Też żył w straszliwej nędzy i straszliwej biedzie, ale nigdy państwu, w którym mieszkał, nie narzucał swojej religii, swojej filozofii. Oni się trzymali sami. Diaspora funkcjonowała tak. W konsekwencji były getta, była bieda, była nędza. Podobnie żyli w gettach Chińczycy w Stanach Zjednoczonych i tak dalej. To jest takie bardzo pokojowe, czyli my przybywamy do was i przyjmujemy wasze prawa, przestrzegamy ich, jeśli wy w zamian, że tak powiem, pozwolicie nam pielęgnować nasze obyczaje, naszą kulturę, której nie będziemy wam narzucać. Bywały również ruchy takie, powiem, wojny były bardzo często ruchami demograficznymi, ale również bardzo pokojowymi. Wydawałoby się, że w naszej świadomości historycznej Mongołowie funkcjonują jako straszliwe monstrum, które zalewało, że tak powiem, całą . Otóż nie!
Mongołowie wychodzili ze swojej Mongolii bez... Coś tam drobne szamaństwo plemienne, co się szybko rozmywało. Mongołowie po kilku latach wystarczyło, po kilku latach stawali się Chińczykami. Po zdobyciu Buchary i Samarkandy stawali się obywatelami Buchary i Samarkandy, przejmowali ich modę, obyczaje, język, potrawy, wszystko zupełnie. Czyli przy mnie Mongołowie, przynajmniej w tych wersjach chińskich i południowoazjatyckich, północnoazjatyckich nie byli straszną rzeczą. W wypadku akurat niewoli, że tak powiem, mongolskiej w Rosji, to już była zupełnie inna bajka. Rosję spotykało Po prostu bezlitosne upodlenie, pokazanie Rosjanom, bojarom czym jest niewolnictwo. Bo tak to wygląda w wersji mongolskiej. Ale zwróćcie uwagę, że to jest jedna. Jedna to jest ta pokojowa, tak jak dałem przykład żydowskiej.
Druga to jest mongolska, w tapianiu się w naród, który jest gospodarzem naszym. I trzecia, najbardziej groźna, przynajmniej dla gospodarzy, to jest ta, w której my zasiedlając jakiś teren, postanawiamy go przerobić na własną modłę. To, co zrobili Anglicy w Stanach Zjednoczonych, to, co próbowali zrobić Niemcy w Europie wtedy, kiedy już ta mikra Europa przestała być modna i pojawił się, nie wiem dlaczego wszyscy kojarzą Niemców jako autorów, że tak powiem, prawie rasizmu. Niemcy po prostu byli zwykle bardzo gorliwymi uczniami. Oni się rasizmu nauczyli od Anglików. Anglicy od Anglików nauczyli się pychy narodowej, buty straszliwej wobec wszystkiego, co jest na zewnątrz, bo Anglia nigdy się nie musiała, Bogiem a prawdą, w Europie liczyć z jakimkolwiek innym państwem. Jeśli raz się musiała liczyć z Hiszpanią na morzach, to mściła się straszliwie, gdyż przekaz historii pozostawiła taki, że Hiszpania to chyba najbardziej makabryczny naród w historii Europy. Ale to jest historia Anglików, ich największych wrogów. Ale to jest inna historia. Zagadałem się, przepraszam.
[01:15:32] - Przeczytam coś z czata. Julian napisał: „Nazywamy i dzielimy, a tak naprawdę urodziliśmy się na jednej ziemi, a cała reszta to nasze historyczne i chore postrzeganie. Za tysiąc lat będziemy mieć paszporty ziemskie, a nie narodowe”. I powiem tak. Ja się z tym-
[01:15:54] - Przepraszam bardzo Marku, ale to, co napisał Julian, to jest idiotyzm.
[01:16:03] - A ja powiem tak-
[01:16:04] - Totalny komunizm.
[01:16:06] - A to jest moim zdaniem piękne marzenie. Widzisz, tym się-
[01:16:11] - No właśnie, tak samo jak każdy komunizm był pięknym marzeniem.
[01:16:16] - Ale Wiktor, to, co napisał Julian, jest prawdziwe. Chyba nie zaprzeczysz temu?
[01:16:22] - Nie.
[01:16:24] - Poczekaj. Jest prawdziwe, tylko nie uwzględnia jednej prostej rzeczy: rzeczywistości. Nie uwzględnia tego, że owszem, możemy podnieść ręce i dać sobie narzucić wszystko, co ktoś inny zechce i w imię tego będzie pokój i będzie zjednoczenie i będziemy jedną ludzkością, ale będziemy tą ludzkością jedną na czyichś warunkach. Jeśli ma nastąpić to, o czym marzy Julian i w gruncie rzeczy gdzieś tam w sercu ja także, żeby była jedna ziemia i jedna ludzkość, to się musi zupełnie inaczej odbyć. A to, co napisał-
[01:17:00] - Nie ma żadnej ziemi, żadnej ludzkości. Ja mieszkam w Bydgoszczy, a Ivellios mieszka w Katowicach. Ja go szanuję, on mnie mam nadzieję, że też i tak dalej. Myśmy się urodzili, ja tu, on tam, ale żyjemy sobie we wspólnym świecie. Ale zawsze pamiętajmy o tym, gdzie my stoimy.
[01:17:25] - Ale pamiętanie o małych ojczyznach nie jest sprzeczne z tym, że możemy być pewną jednością. Natomiast bycie jednością polega na tym, że się nawzajem szanujemy. A proszę mi pokazać, gdzie we współczesnym świecie jest wzajemny szacunek do siebie. My nie szanujemy ich, oni nie szanują nas, a jeszcze jacyś tam nie szanują nas gremialnie. Także to, co napisał Julian, to są marzenia, piękne marzenia. Za tysiąc lat może, ale na razie ja nie widzę szans. A jeśli to się ma odbywać na tej zasadzie, że po prostu przyjmiemy czyjś najazd, to ja nie piszę się na to po prostu. I o czymś takim Raspie pisze, bo bardzo podobne tezy wygłaszają bohaterowie „Obozu Świętych”, że tak powinniśmy być jednym i tak dalej. No tak, ale pytanie jest takie: na czyich warunkach? Bo się okazuje nagle, że zawsze ktoś w którymś miejscu stawia warunki.
I to jest w gruncie rzeczy mało budujące.
[01:18:41] - Ja pozwolę się wtrącić z odczytanym komentarzem Juliana na czacie Radia Paranormalium. Julian odpisał: „Oczywiście Wiktorze, bo Julian to idiota. Dobranoc”.
[01:18:58] - No i widzisz, żyjemy na tym samym świecie. Nie, nie żyjemy na tym świecie, jak widać.
[01:19:06] - Okej, to teraz, żeby uspokoić troszeczkę nastroje oraz emocje, proponuję felieton Tomka Fąsa.
[01:19:18] - „Przekleństwo ciekawych czasów”. Dzisiejsze Bibliotekarium było zapowiadane jako audycja poświęcona książce o tematyce makrospołecznej, związanej z tematami uchodźców. Książki nie znam, więc wiem jedynie tyle, co powiedzieli. W każdym razie trudno makrospołecznej analizy sytuacji nie odnieść do czasów obecnych, do pewnego wzburzenia społecznego, jednocześnie zanurzonego też w wszelkich zjawiskach ekonomicznych, epidemiologicznych i tym podobnych. Wiecie państwo, o czym mówię. I państwo, przynajmniej ta część z państwa, która bierze udział na przykład w ABW albo wypowiada się w mediach społecznościowych, się do tego odnosicie. Macie swoje punkty widzenia. Tak to, proszę państwa, czasem jest, że pisarze próbują być komentatorami społecznymi, czasem bardziej jako publicyści, czasem tworząc swoją literaturę piękną jakoś się czy to do sytuacji społecznej, czy to do pewnych swoich przewidywań na ten temat odnoszą. To, na co ja chciałbym zwrócić państwa uwagę, to jest to, że komentator jest tym bardziej wartościowy, im bardziej będzie w stanie wznieść się ponad zjawisko, do którego się odnosi. Ot, proste ćwiczenie intelektualne, emocjonalne.
Spróbujcie państwo wziąć jakąkolwiek sytuację z obecnych sporów, czy to okołoaborcyjną, czy okołopandemiczną, czy lockdownową. Czy znajdźcie sobie cokolwiek mniej popularnego, teraz nie mam pomysłu. Spójrzcie na media społecznościowe, na jakiś portal informacyjny. Wybierzcie jakąś sytuację i zróbcie sobie ten rodzaj doświadczenia, że postawicie się na zmianę po obu stronach ewentualnego sporu. Niech to będzie sytuacja konfliktowa. To jest, proszę państwa, ten moment, który powinien być moim zdaniem punktem startowym, wyjściowym do umiejętności komentowania jakiejś sytuacji, żeby zobaczyć ją co najmniej z dwóch stron. Wznieść się ponad swój punkt widzenia, ponad tę emocjonalność, to nasze zawsze subiektywne przeżycie. To jest rzecz trudna i niezwykle rzadko niestety dzisiaj spotykana. My już przyzwyczailiśmy się do mediów zaangażowanych, do mediów o jakiejś orientacji światopoglądowej, politycznej, często wręcz bezpośrednio związanej z określonymi osobami czy środowiskami, także finansowo. I w tych mediach najczęściej widzimy dziennikarzy, którzy mają poglądy i bardzo lubią te poglądy eksponować, pokazywać, ścierać się, wręcz wykłócać z gośćmi, którzy mają poglądy inne i jakoś je starają się wygłosić, zamanifestować.
Zadanie, które wydaje mi się powinno przyświecać komentatorowi, pisarzowi, intelektualiście, to jest wzniesienie się myślą ponad schemat, choćby najbardziej oczywisty, choćby głęboko w jego odczuciu moralnie uzasadniony, potrzebny i jedynie możliwy. Artysta, intelektualista, komentator zawsze jest wrogiem tłumu w momencie, kiedy reprezentuje namysł, bo zjawiska społeczne przeważnie ze swej definicji pozbawione są namysłu. Bo jak się zaczynamy zastanawiać, rozumieć złożoność rzeczywistości, to już pewien prąd gnający nas na barykady przeważnie jednak słabnie. I być może ten prąd jest potrzebny. „Prędko zanim dotrze do nas, że to jest bez sensu” mówił Kruk Julian w filmie „Madagaskar”. Z drugiej strony możemy tu przywołać myśl Lema, że im większy poziom rozbudowy organizmu, tym prostsza zasada działania, że życie jest genialne na poziomie komórkowym, a już prymitywne na poziomie złożonych organizmów, gdzie jedną żyłkę starczy zatkać i już ów tamtam z układów scalonych przestaje działać. A społeczność jako coś jeszcze bardziej rozbudowanego musi być jeszcze prostsza w swoich zasadach działania niż pojedynczy organizm. Tak z tymi ruchami społecznymi jest. Swoją drogą ja miałem ostatnio taką myśl, refleksję, że bunty społeczne mają w sobie coś ze zjawisk kwantowych. To znaczy im są bardziej nieokreślone, tym są większe, a stopniowo zaczynają się coraz bardziej dookreślać, prezentować poglądy, postawy i to pewną siłę, pewną rozległość tego ruchu przeważnie osłabia, bo na poziomie „jest mi źle, jestem przeciw”, to właściwie każdy jest w stanie coś takiego poprzeć.
A kiedy już określamy, przeciw czemu dokładnie jesteśmy, co nam dokładnie przeszkadza, czego byśmy chcieli, pojawiają się jakieś osoby, przywódcy, postaci, które stają na czele, to jednak stopniowo coraz więcej jest osób, którym jednak te postulaty i te osoby przestają odpowiadać. I to tak się przeważnie dzieje. Taka znów myśl ogólna mi się pojawia. A zatem, proszę państwa, krok do tyłu, kilka oddechów, jakiejś refleksji. Zachęcam do tego serdecznie. A wtedy dopiero szukajmy interpretacji pomysłów nieoczywistych, punktów widzenia naszych, niebanalnych, niebędących wtórnymi wobec tego, co spotyka się w szerokim dyskursie społecznym. Rzucajmy tych punktów wiele, to niczym nie szkodzi. Większość będzie błędna, ale czasem pojawi się ten jeden jedyny, który być może za jakiś czas okaże się trafny i być może zostanie nawet zauważony z tego powodu. Proszę państwa, głupot, których żeście nagadali, napisali, nikt nie będzie pamiętał. A tę jedną rzecz, która gdzieś tam coś trafi, być może ktoś kiedyś odnajdzie.
Być może ktoś zwróci uwagę i być może pomyśli, że jesteście mądrzy, że przewidzieliście, że coś tam wam się udało. Może nawet kupi książkę, da zarobić i pomyśli sobie: „Jakiż to ten autor był przewidujący, głęboko analityczny, refleksyjny”, czego sobie i państwu życzę. Trzymajmy się.
[01:24:47] - Jeszcze nawiązując do tego, co w ostatniej części felietonu powiedział Tomek Fąs, to na scenie politycznej mamy całkiem sporo takich osobistości, które spotkał zupełnie odwrotny los. Czasem coś powiedzą mądrego, ale najbardziej do świadomości społecznej przebijają się wypowiedzi, delikatnie mówiąc, mało przemyślane. To był Tomasz Fąs i jego felieton. Ja jeszcze tylko przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Z naszego telefonu komórkowego skorzystał już dzisiaj Wojciech Terlecki. Zachęcamy oczywiście, jeżeli masz Wojciechu jeszcze coś do dodania w audycji, to zachęcamy do zadzwonienia jeszcze raz. Nasze numery telefonów to oczywiście jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i oczywiście różne inne wiadomości, włącznie z propozycjami kolejnych lektur do przeczytania dla panów Ż i Ż na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
Oczywiście będziemy także bardzo wdzięczni za komentarze pod audycją, gdy już zapis dzisiejszej audycji trafi do naszego archiwum i na YouTube.
[01:26:44] - Zacytuję z czata Craig Hack: „Rospail trafnie przewidział kapitulację moralną Francuzów i poprawność polityczną”. Jak najbardziej. Mister Ark01: „Co nas może wygonić z Ziemi? Strach przed śmiercią w chorobie? Bo co wygnało ludzi do Nowego Świata? Brak perspektyw w ojczyznach?” I dalej: „A przypomina mi się film promocyjny Forda, gdzie wchodzili ludzie ubrani w narodowe stroje, wychodzili ubrani w garnitury. Tak też będzie. Nie ma małych ojczyzn, jest lepsze życie gdzieś tam, a przywożenie ojczyzny ze sobą kończy dobrobyt w państwach docelowych i rozpad imperiów”. Tak, coś w tym jest. Piotr P.: „A jeśli ktoś ucieka z miejsca, w którym kiepsko mu się żyje, to powinien zastanowić się, czy warto przenosić swoje zwyczaje i kulturę w nowe miejsce.
Może to właśnie te zwyczaje przyczyniają się do tego, że jest tam aż tak źle, że aż trzeba szukać nowego miejsca?”. To szereg takich refleksji, które się-
[01:28:13] - Marku, ja muszę tutaj niestety się wtrącić, bo przypomnę wszystkim losy polskiej biedoty. Takiej samej nędzy, która kiedyś z takimi samymi statkami, prawie jak ci z tej armady, Marku, płynęli do Ameryki Południowej. To byli biedacy z Podhala, biedacy z Mazowsza. Największa polska nędza, która załadowała, brała swoje krowy, parę owiec, co posiadała i tak dalej. Co można było na statku przewieźć i płynęła, żeby wysiąść na brzegu Parany. To jest kraina w Ameryce Południowej. Na brzegu Parany, gdzie nie było nic, nie było nawet ziemi do uprawiania, trzeba było wszystko karczować. Oni sobie nie zdawali sprawy. Te lepsze miejsca zostały już dawno zajęte. Parana była dzikim wybrzeżem, które należało wykarczować, posadzić i tak dalej.
I cóż, jaką kulturę mogli przyjąć stamtąd? Tam nie było żadnej kultury. Tam była po prostu dżungla. Ci ludzie przeżyli. Już tych Polaków tam prawie nie ma. Ale miasta pozostały, czy miasteczka mają dalej polskie nazwy. Polskie nazwy mają ulice. Ci Polacy pielęgnowali może nie swoją ojczyznę, ale swój język, swoje obyczaje, swoją kuchnię i tak dalej. To im pozwalało jakoś przeżyć. A wysiłek, który włożyli w dotarcie, za przeproszeniem, do tej Parany, ja naprawdę uważam za o wiele bardziej karkołomny, o wiele większy od tego, jaki poświęcili Amerykanie, żeby dotrzeć na Księżyc w naszych czasach.
Tamto to było naprawdę... Zresztą to nie tylko Polaków dotyczy. Dotyczy to również Czechów, Hiszpanów i wszystkich innych, za wyjątkiem oczywiście Anglików, którzy nie przewozili tam swojej biedy. Ale tak, szli biedni, bo byli najbiedniejszym krajem w Europie, natomiast natychmiast wyrywali z gardeł tubylczym wszystko, co im tam było. Różnie to było.
[01:30:46] - Cytuję Craig Hack: „Teraz lata 90. jawią się jako ostoja normalności w stosunku do tego, co się dzieje za oknem. Upada kultura, muzyka i chyba nasza zachodnia cywilizacja. A te lata 90. zmieniły świat w globalną wioskę. Rozwój komunikacji przede wszystkim” – pisze Piotr P. O 35:00. „Dla nas globalna wioska w praktyce zaistniała dopiero po wejściu do Unii Europejskiej”. Nie chcę o tym dyskutować, kiedy to nastąpiło, ale fakt jest faktem, że przez wiele lat mieliśmy takie poczucie, że rzeczywiście świat się bardzo skurczył. Świat stał się dostępny.
Nie było właściwie żadnych granic. Zauważcie państwo że teraz granice pojawiają się na nowo. Mówi się pandemia, pandemia, a pomyślcie sobie, kiedyś podróż do Nowego Jorku to była kwestia kupienia biletu na samolot. Dzisiaj podróż do sąsiedniego miasteczka to jest decyzja, przynajmniej dla niektórych, to jest decyzja zaryzykować czy nie zaryzykować. I znowu nie chcę wchodzić w dyskusję o pandemii, tylko o tym, jak świat potrafi się bardzo szybko zmienić. Gdyby wam, szanowni państwo, rok temu ktoś powiedział, jak będzie wyglądał świat dzisiaj, jakich obostrzeń będziemy doznawać, że nie pójdziecie na groby 1 listopada, że Wielkanoc będzie wyglądała w 2020 roku dziwnie i tak dalej, to byście powiedzieli: „Science fiction i to takie mroczne dosyć”. No to macie. Science fiction realizuje się na naszych oczach. Zobaczcie, jak szybko poszło. To chodzi po prostu o to, że my skłonni jesteśmy doszukiwać się pewnej logiki dziejów albo braku tej logiki, w zależności od tego, co nam w duszy gra.
Ale tak naprawdę rzadko kiedy chcemy, dopuszczamy, decydujemy się na to, żeby powiedzieć sobie: „Kurczę, po prostu życie płynie obok mnie i nie przestanie mnie zaskakiwać”. Ja wiem, to taki truizm jest. To takie gadanie. Powiedział, co wiedział. Ale zniżcie się państwo do tego, zobaczcie. Znajdziecie podobne myśli u Raspaila. Proszę, jeszcze ileś tam miesięcy wcześniej Europa była normalna, a nagle pod wpływem pewnego impulsu, pewnego wydarzenia punktowego kompletnie zwariowała. Bo to szaleństwo, które ja wstępnie zacząłem opisywać, sukcesywnie się pogłębiało. Otóż kiedy Francuzi doszli do wniosku, że ta armada wyląduje na południowym wybrzeżu Francji, to tak jak powiedziałem wcześniej, spakowali się i zaczęli uciekać. Autostrady się zakorkowały.
W kierunku południowym poruszało się natomiast wojsko. Problem polegał na tym, że to wojsko im bliżej było wybrzeża, tym go było mniej, bo liczba dezercji rosła. Raspail o tym nie pisze, ale można by zaryzykować, że w postępie chwilami geometrycznym. Na samo wybrzeże docierało bardzo niewiele jednostek. Co więcej, na tych terenach, które opuszczali ludzie, następowało rozprzężenie polegające chociażby na tym, że różne męty społeczne, lokatorzy więzień stwierdzili, że fajnie jest w takim miejscu, gdzie prawo już nie działa, bo policja też się ewakuowała, a wojska było mało. Ludzie sobie poszli w cholerę, właściwie odjechali w cholerę. Hulaj dusza, piekła nie ma. I nagle postanowili to wykorzystać, bo mieli dużą fantazję. Jak się siedzi w więzieniu, to człowiek różne fantazje zapewne ma. W związku z tym różne pomysły wpadły im do głowy.
Ale co piękne, co pokazuje Raspail, że kiedy ta flota już była naprawdę blisko, pewien znany dziennikarz, publicysta, intelektualista czy jakiś inny ista zapakował do swojego pięknego czerwonego samochodu swoją piękną żonę i pojechał gdzie? Na południe, żeby się bratać z tymi przybyszami, ale i z tym ludem prostym. I nie spotkało go nic dobrego, bo się nagle okazało, że można mieć usta pełne frazesów, pełne mówienia o tym, jak powinno być w życiu sprawiedliwie i że w ogóle powinno być sprawiedliwie. I dojeżdżamy do pewnego miasteczka, a tam rządzi grupa, która wyszła świeżo z więzienia. Na widok tego dziennikarza i jego żony bardzo się cieszą, bo rozpoznają w nim człowieka, który kiedyś bronił ich praw. Napisał, że w więzieniach bywa ciężko i są niesłusznie skazani i w ogóle są prześladowani i tak dalej. W związku z tym ten dziennikarz budził sympatię tychże uwięzionych. Dalej było tak, że oni co prawda zaprosili ich na wspólną biesiadę, ale bardzo szybko się popili i wtedy już zmienili zdanie. Już dziennikarz nie jawił się jako obrońca ich praw, tylko jako burżuj i człowiek, który koniunkturalnie ich broni. A najbardziej interesowała go w tym publicyście jego żona, więc jego odprawili w cholerę, a żonę iluś tam krotnie zgwałcili i w ogóle zrobili rzeczy straszne, które zaowocowały tym, że kobieta nie chciała żyć i popełniła samobójstwo.
Los tego publicysty, niezwykle oświeconego i bardzo postępowego również nie był wesoły, a flota jeszcze, ta armada jeszcze nie wylądowała. A zatem to jest coś takiego, proszę państwa, że my na naszych oczach w tej książce Jest taki rozpad, absolutna destrukcja świata. Tego małego świata francuskiego, ale jednak. Destrukcja świata. On się po prostu rozpada. Rozpadają się jego podstawy. Przestaje istnieć. Coś tam jest. Nie nastąpiła anihilacja, ale jednak to, co zostało, nie przypomina już stanu wyjściowego. To jest jakaś, chciałem powiedzieć parodia, ale to nawet nie jest parodia.
To jest jakiś ponury spektakl, który się toczy, który Raspail nam przytacza, opisuje i to wieje grozą. Po prostu wieje grozą. A wszystko przecież, przypomnę, gdzieś na początku tej powieści, tego całego utworu była mowa o tym, że oto dzieje się sprawiedliwość. Sprawiedliwość dziejowa, że tak powinno być, że wreszcie ci biedacy z Indii doczekają się sprawiedliwości i to my, Europejczycy zapewnimy im sprawiedliwość. Raspail chyba nie był przekonany, że tak właśnie jest, ale dosyć udatnie przytacza różnych publicystów spod takiej flagi, która twierdziła, że musi być sprawiedliwie i sprawiedliwie będzie. Tylko jakoś ta ludność wiedziona prostym ludzkim instynktem spierdzielała z tego południowego wybrzeża Francji, aż się kurzyło. Wiktorze.
[01:39:15] - Ja może gwoli sprawiedliwości wsadzę pałkę między szprychy. Otóż wszystko jest bardzo pięknie, bo ta powieść i ten punkt widzenia bardzo mi odpowiada. Natomiast w sumie jest to pewien zabieg literacki. Można się posłużyć innym. Jak w każdym dziele ważne jest ustawienie kamery. Zwróć uwagę, że Raspail ustawia kamerę wobec poglądów, wobec świata, który sam zna, który akceptuje, porównuje i te wszystkie wartościowania są z tego punktu widzenia. Ale załóżmy, że ta powieść jest z punktu widzenia prowadzona kamerą, która obserwuje wyłącznie tą nędzę płynącą na tych rozsypujących się statkach. Dla tej nędzy ten świat, który Raspail opisuje, to w ogóle nie istnieje. To w ogóle nie ma znaczenia. To jest tylko mistyczny świat, w którym prawdopodobnie jest dobrze i tak dalej.
I wszystkie problemy, które nurtują ten cały świat nie mają żadnego znaczenia dla tych ludzi, którzy płyną na tych statkach. Oni mają swoje problemy, inne problemy. Jakie? To trzeba napisać taką powieść. Emile Zola by chyba dał radę. Ale w każdym razie trzeba również na tą względność punktu widzenia zwrócić uwagę, bo to, że my postrzegamy tych syryjskich czy innych uchodźców w taki czy inny sposób i opisujemy cały świat z punktu naszego widzenia, to z ich punktu widzenia ten świat jest absurdalnie inny. Jest w ogóle czym innym. Dla anegdoty, gdzieś tutaj leży u mnie Geographic z ubiegłego roku, nie wiem gdzie on jest, bo podałbym wam numer. À propos uchodźców innej kultury, która przekoczowuje z barbarzyńskich części świata do naszej cywilizacji, to kiedyś w Geographic pojawił się kapitalny absolutnie artykuł, ilustrowany ogromną ilością fotografii różnych uchodźców, różnych emigrantów po prostu z wszystkich narodowości, którzy docierali do Anglii, do Francji, do Niemiec, do Skandynawii. No i ilustracja na okładce tego Geographica przedstawia syryjską rodzinę aktualnie, która właśnie w tej chwili przybyła do Niemiec.
Nie wiem, może to jest żart fotografa, ale jak się patrzy na tą rodzinę seniora, ojca, matki, dzieci i tak dalej, widać po pierwsze elegancję. Mają narodowe ubrania, coś takiego. Mają szlachetny wyraz twarzy i to jest moje widzi mi się, ale to jest naprawdę cudowna, przepiękna, taka arystokratyczna rodzina. Chociaż to są zwykli tubylcy, którzy akurat tego fotografa latał i robił im zdjęcia tym wszystkim, którzy są. To jest na okładce. W środku, w artykule jest przedstawiona Mniej więcej taka sama liczbowo rodzina, również syryjska. Po 20 latach mieszkania w Niemczech, w tym europejskim domu pełnym dobrobytu. Jest to zdjęcie przerażające. Oni są brzydcy, poubierani jak małpy w ogrodzie zoologicznym. Jakieś fatałaszki, coś kupione w byle czym.
Żadnego gustu, żadnej elegancji. Straszliwe. Takie typowo menelska rodzina. Może to przypadek, a może to nie był przypadek, że te dwa zdjęcia się tak dziwnie między sobą różnią. Bardzo często ci ludzie stamtąd przywożą swoją kulturę, mają jednak jakąś kulturę, a po 20, 30 latach przebywania u nas naszej nie akceptują. Swoją tracą, pozostają bez niczego. Mają co jeść, to fakt. To wszystko. Dziękuję.
[01:44:52] - Wiesz, Wiktorze, O35 na czacie twierdzi, że te zdjęcia to rodzaj ustawki. Nie wiem, jak jest. Natomiast chciałbym jeszcze powiedzieć o czymś takim, że oczywiście Raspail pisze swoją powieść z pewnych, jak się mówi dzisiaj modnie, pozycji. I on oczywiście nie kryje, a w każdym razie nie stara się ukryć swoich poglądów. Natomiast czasami pisze rzeczy bardzo brutalne, czy też takie, które nie do końca się spodobają wszystkim odbiorcom. Otóż on na przykład twierdzi, że wirusem, który rozkłada Europę od wewnątrz poprzez taką dozę hipokryzji, a właściwie gorzej, przez terror intelektualny, takim wirusem jest lewicowość. Ja od razu mówię o tym, że ja się nie ustosunkowuję do tego twierdzenia, tylko bardziej je przytaczam. Ta lewicowość według Raspaila bywa odpowiedzialna za nadużywanie pewnych haseł, takich jak na przykład pokój, ekologia, prawa człowieka, pomoc humanitarna, powszechna równość, rasizm, prawa mniejszości. Ona jest również, ta lewicowość, odpowiedzialna za podporządkowanie dyktatowi, pewnemu dyktatowi tejże lewicowości. Dyktatowi odnośnie pewnych działań, które podejmowane są w Europie.
Czy tak jest, to oceńcie państwo sami. W każdym razie, kiedy Raspail to pisał, pisał w „Obozie świętym” o takiej ogłupiałej, sparaliżowanej na własne życzenie, osłabionej i żałośnie bezbronnej Europie. Tam nawet w pewnym momencie jest w powieści taki dylemat: a może zatopić tę armadę? Może zacząć do nich strzelać po prostu w imię obrony własnych interesów? I ta scena, którą przytaczałem państwu z okrętu wojennego francuskiego, kiedy żołnierze odmawiają, jest też wiele znacząca. Oni wiedzą, że nic dobrego nie wyniknie dla Europy z tego najazdu. Ale to nie jest najazd agresywny. Ja bardzo chcę to podkreślić, że Raspail to także podkreśla. To nie są najeźdźcy w takim rozumieniu, że wyskoczą z tych statków z dzidami czy też z karabinami maszynowymi i wszystkich zamordują. Ta scena, którą przytaczałem z komandosami.
Oni ich nie atakowali. Oni ich po prostu rozgnietli samą swoją obecnością, tym, że po prostu byli, że się po prostu poruszali. Nie wykonywali agresywnych gestów. I podobnie jest z Europą. Oni w przypadku sytuacji opisywanych przez Raspaila nie płyną tutaj po to, żeby Europę podbić w takim militarnym znaczeniu tego słowa. Oni po prostu płyną po swoją lepszą przyszłość.
[01:48:41] - Żeby ją zasiedlić.
[01:48:43] - Żeby ją zasiedlić, żeby było im dobrze. Nie ma pobudek czysto takich militarnych. Są pobudki najprostsze, które są bliskie każdemu człowiekowi. Chcę, żeby było mi dobrze. Chcę, żebym miał co jeść. Chcę, żebym miał ciepło, żebym był szczęśliwy. To może na końcu, ale to też ważne. I oni tylko po to tutaj płyną. I to jest wszystko prawda. Tylko musimy też zwrócić uwagę na to, że dla Europy oznacza to, a w tym przypadku konkretnie dla Francji, oznacza to śmierć.
Taką społeczną śmierć. Już- Ta Francja nie będzie nigdy taka sama. Ona będzie może wspaniała, może będzie tolerancyjna, może będzie taka, śmaka czy owaka, ale na pewno nie będzie taka, jak była wcześniej. O tym Raspail pisze, bo to dzikie przedstawienie, które opisałem wcześniej bardzo oględnie, a tamci więźniowie szaleją. Dzieją się rzeczy dziwne i straszne. W końcu ci ludzie dobijają. Te statki ryją nosami na plaży czy w pobliżu plaży i się zatrzymują. Pierwsze, co wylatuje z tych statków, to ciała zmarłych. Co robi francuskie wojsko? Układa na plażach stosy ciał i pali je, żeby uniknąć zarazy.
I znowu Raspail pisze o tym, że na początku jeszcze zachowywano pewną godność śmierci. Ułożono stosy, podpalono, a później tylko dorzucano kolejne ciała, kiedy te pierwsze stosy rozsypały. I posługiwano się już buldożerami. A nad ranem pewnego dnia, właściwie następnego dnia po wylądowaniu, po tym zaryciu w plażach, ci, którzy przybyli z Indii, zaczynają opuszczać statki, zaczynają lądować na plażach. I znowu nie agresywnie, nie po to, żeby je zdobywać, chociaż de facto je zdobywają. Mówię o ziemi. Ją zdobywają, a oni po prostu chcą wreszcie wysiąść z tych statków po tygodniach podróży i posuwają się w głąb lądu. Tam dochodzi nawet do pewnych militarnych konfrontacji. To wszystko nieważne. Wiecie państwo, nie będę aż tak szczegółowo opowiadał.
Tym bardziej że świadomie pewne rzeczy pominąłem w swojej opowieści. Ale oni już są i są we Francji i to się posuwa dalej. Dlaczego z taką swobodą dzisiaj, łamiąc pewną tradycję, opowiedziałem w zarysie książkę? Dlatego, że ta akcja jest drugorzędna. Tak jak zacząłem na początku audycji, to jest szkielet, na którym Raspail zbudował pewien ciąg przemyśleń, pewien ciąg refleksji dotyczących nas, w tym wypadku Francuzów, ale ponieważ czujemy się Europejczykami, więc nas, również nas. Coraz bardziej zresztą nas to dotyczy. Naszych poglądów, naszych wyobrażeń, naszych chorych czasami koncepcji dotyczących równości, sprawiedliwości. Nagle się okazuje, że można mieć bardzo szczytne ideały. Można to wszystko sobie bardzo fajnie w głowie poukładać, ale to się z rzeczywistością po prostu nie zgadza. I wtedy następuje coś, co najprościej można by nazwać, najbardziej adekwatnie, dysonansem poznawczym.
Bo z jednej strony przecież powinna być sprawiedliwość, powinniśmy tym ludziom dać szansę, ale z drugiej strony ci ludzie nie ze swojej winy nam nie dają szansy. Paradoks, który opisuje Raspail. To, że on jest, ten paradoks, nie zmienia nic, bo jeśli to nawet nazwiemy paradoksem, to on nas bezpośrednio dotyczy. My w tym paradoksie coraz bardziej się zanurzamy. Z jednej strony pewne poczucie sprawiedliwości, że tam po drugiej stronie jest człowiek, ale z drugiej strony ten człowiek, nie ze swojej winy nawet, zagraża nam. To są wnioski Raspaila, że to wcale nie musi być tak, że przybędą do Europy najeźdźcy tacy, jak sobie to wyobrażamy, z kałachami i będą do nas strzelać i będą ustanawiać nowe prawa. Nie, oni po prostu tu przybędą. Nie trzeba wiele więcej, Wiktorze.
[01:53:50] - Marku, jak mówisz o agresji czy o pokojowym, że tak powiem, ścieraniu się dwóch różnych systemów czy dwóch różnych nacji, to chcę zwrócić uwagę, że wszystkim się wydaje bardzo często, że żyjemy na przykład w pokoju w tej chwili. Ale jeżeli na przykład wielki koncern handlowy, powiem prawdę, nie żadnymi hasłami, tylko swoją polityką, polityką bardzo sensowną z punktu widzenia konsorcjum handlowego jakiegoś, mówi nam, chociaż nam tego nie mówi: „Nie produkujcie, nie róbcie sami, my wam dostarczymy”. To wypowiedzenie wojny to jest jeden z przejawów wojny, która jest prowadzona przeciwko tobie. Wojny handlowej, która to jest straszliwa wojna. Tylko że nikt jakoś na to nie patrzy, bo nikt tej wojny nie wypowiedział, żadnych czołgów nie ma, bomby nie lecą, nic nie ma. A właściwie jest fajnie, bo nic nie musimy robić, a wszystko nam dostarczą. My musimy tylko zapłacić. Ale zawsze pieniądze się znajdą, można je wydrukować czy tam oni sami dadzą nam pieniądze, żebyśmy kupili ich towar. To są takie zabawne rzeczy, że wojna, agresja różnymi torami się toczy. Przekracza te granice pokojowości.
Taką uwagę miałem.
[01:55:45] - Ja powiem jeszcze tak, komentując tę książkę Rafał Ziemkiewicz napisał w ten sposób, że jest to szokująca powieść o końcu białej cywilizacji. Chyba tak, ale pomińmy, bo to takie proste podsumowanie. Natomiast ciekawe słowa zawarł w przedmowie do trzeciego wydania autor. Jean Raspail napisał tak w '85 roku: „Jestem pisarzem. Nie proponuję ani nie bronię tu żadnej teorii, systemu czy ideologii. Wydaje mi się tylko, że jedyna alternatywa, która staje przed nami, jest taka: musimy albo nauczyć się tej zrezygnowanej odwagi bycia biednym, albo znów odnaleźć w sobie tę nieugiętą odwagę bycia bogatym. W obydwu przypadkach miłosierdzie zwane chrześcijańskim okaże się bezsilne. Nadchodzą okrutne czasy”. To mówiąc szczerze, mocno mnie kopnęło, że tak sobie zastosuję taką mało oryginalną przenośnię, ale mocno wali ten tekst po głowie po prostu.
[01:57:17] - Dzisiejszą audycję Ivellios rozpoczął od tego, że być może kiedyś będzie czas przyjemniejszy niż dzisiaj. Ja idąc tropem Raspaila twierdzę, że za 50 lat to wszyscy będą patrzyli na ten nasz czas tego wirusa krążącego w powietrzu i tą biedotę, która przypływa z Afryki i skądinąd do Europy, jako na czas: wtedy było szczęśliwie, jak wtedy było szczęśliwie i pięknie, i dobrze. Bo czas przyszły, tak jak Raspail mówi, może być dużo okrutniejszy niż to, co w tej chwili. To może być jeszcze piękne nawet.
[01:58:07] - Tak. Wiktorze, ja cię chcę nakłonić do-
[01:58:11] - Marku! Już tak zupełnie zabawowo, bo to mi tak przyszło do głowy. Dzisiaj musimy chodzić w maseczkach. Za 50 lat być może będziemy nosili kagańce. No i co? To piękne. Maseczki to cudowna rzecz. Ile wolności w tej maseczce! Można ją podnieść, napić komuś twarz, a w kagańce już tego nie da rady.
[01:58:38] - Wiesz co? Nie wiem, czy chcę wchodzić aż tak daleko. Natomiast kiedy rozmawialiśmy przed audycją, powiedziałeś jedną rzecz, która wydała mi się naprawdę bardzo mocna, bo u Raspaila tego tak mocno nie widać. Natomiast jest taka książka, która jest porównywalna z książką Raspaila i też mówi o końcu cywilizacji. Pamiętasz naszą rozmowę?
[01:59:07] - Faktycznie, że mało kto chyba skojarzy książkę Raspaila z „Ostatnim brzegiem”. A gdzie właściwie-
[01:59:20] - Przerwę. „Ostatni brzeg” to jest taka książka Nevila Shuta. Nevil Shute to jest pseudonim, nie do końca, bo pełne nazwisko tego autora to jest Nevil Shute Norway. Autor, który napisał książkę o świecie po trzeciej wojnie światowej, wojnie nuklearnej. Dwa razy sfilmowana powieść. I teraz ty, Wiktorze, mówisz.
[01:59:47] - Bardzo taka zrównoważona. Nie taka jak Raspaila książka. Jest bardzo zrównoważona. Tam nie ma takich poglądów, stawiania wszystkiego na ostrzu noża czy coś takiego. Jest łagodna czy nie powieść o bardzo ciężkiej wymowie. Ja wszystkim polecam tę książkę i polecam wszystkim to skojarzenie z tą książką Raspaila, bo faktycznie tam jest o schyłku świata spowodowanym przez bombę atomową. Tu jest mowa o schyłku świata w tej formie demograficznej po prostu, o której wspomniałem na początku audycji, czyli o porządku, który zostanie zakłócony przez kolejną wielką wędrówkę ludów, która według mnie dopiero się zaczyna. A dlaczego się zaczyna? Dlatego, gdyż to, co powiedziałem — demografia, głupcze. Jeśli nasza ziemia będzie pusta, to tu musi ktoś przyjść.
Ziemia nie leży nigdy odłogiem. Ziemia potrzebuje gospodarza. Jeśli nie będzie nas, to przyjdzie kto inny. Ale on przyjdzie na pewno, oczywiście. Może przyjść. Ja nie mam nic przeciwko temu. Lepiej, żeby przyszedł i zagospodarował tą ziemię, jeśli my już jej nie uprawiamy, nie? Dlatego ta demografia uważam, że jest najważniejsza. Była zawsze, 1000 lat przed naszą erą, 2000 lat temu i również we współczesnym świecie. O tym się wszyscy jeszcze przekonają.
[02:02:04] - To ja znowu zajrzę na czata. Mister Ark01: „Oglądałem film. Mowa o tym filmie «Ostatni brzeg»”. Rzeczywiście Australia się tam pojawia. Tak, świat się kończy, bo Putin opuszcza Kreml ze względów zdrowotnych i rodzinnych. To bieżąca sprawa. Kryhek: „Niedługo cała literatura post-apo będzie literaturą faktu”. Tak, czasami się tego boję. Jeśli już mówimy o skojarzeniach literackich, to Wiktor miał skojarzenie z „Ostatnim brzegiem” Nevila Shuta. Natomiast ja miałem odległe skojarzenie, ale myślę, że w jakiś sposób trafne.
Mam przynajmniej nadzieję. Był taki pisarz niezwykle z jednej strony płodny, a z drugiej strony bardzo oryginalny i bardzo literacki. To był Gilbert Keith Chesterton i on w swoim czasie popełnił taką książkę, która się nazywa „Latająca gospoda”. Tam jest treść dosyć frywolna, powiedziałbym, niepasująca do powagi rzeczy, o których dzisiaj mówimy. Ale ta książka, przynajmniej częściowo, może nie wprost, tak lekko dotyka sytuacji islamu, który wlewa się do Europy. Nie traktuje tego agresywnie. To nie jest tak, że jakaś wojna się toczy, ale po prostu Chesterton pokazuje również, że pewne cywilizacje, pewne kultury nie mogą się zlać ze sobą i trwać w pokoju i pewnej fajności, że jesteśmy razem. Jedna drugą praktycznie musi, to jest pewna determinacja, zdominować. I coś takiego u Chestertona w „Latającej gospodzie” znajdujemy. Nie chcę wchodzić w szczegóły.
Powiem tylko, że autor był trunkowy i jak to omawiali w pewnych skeczach, lubiał wypić. Ta powieść do tego nawiązuje. „Latająca gospoda” do tego nawiązuje oraz do pewnych przyzwyczajeń muzułmańskich, w których alkohol nie jest trendy, powiedzmy sobie tak najogólniej. Wiktorze, ty znasz powieść Chestertona?
[02:04:46] - Nie, kochany, niestety. Chestertona znam, bo czytałem jego „Czwartaków” czy inne rzeczy, natomiast tego nie.
[02:04:55] - Właśnie, polecam, proszę państwa. Ktoś powie, że to ramotka, bo to dosyć dawno zostało wydane. Ale zobaczcie państwo, ktoś powie, że to wielkość pisarza tak się określa. Ja nie wiem, czy wielkość, ale pewną przenikliwość, pewną czułość na sygnały. Otóż Chesterton napisał powieść o tym, że gdzieś tam coś się wlewa do Europy i niekoniecznie to będzie fajne. Ta powieść wyszła bodajże przed I wojną albo w roku wybuchu I wojny światowej. Zobaczcie państwo, ponad 100 lat temu autor napisał powieść, w której przewiduje, że w starciu cywilizacji polegniemy.
[02:05:50] - Mareczku, chciałbym ci przypomnieć autora sprzed 2000 lat, który napisał o tym, jak to Trojańczycy otwierają bramy swojego miasta, żeby wprowadzić pięknego drewnianego konia do swojego miasta. I wprowadzają tego trojańskiego konia do swojego miasta, po czym z brzucha konia wychodzą Grecy, otwierają drzwi i wpuszczają resztę armii. Prawda? On to napisał 2000 lat temu. I dlaczego nikt tego nie cytuje?
[02:06:34] - Myślę, że nawet 2000 lat.
[02:06:38] - 2000 lat z hakiem. 2800 co najmniej.
[02:06:42] - Dokładnie.
[02:06:42] - I nie napisał tylko ktoś spisał.
[02:06:46] - On to wydeklamował. Tak, de facto tak to właśnie wygląda. I w związku z tym warto takich haczyków, różnych powiązań szukać. Tak jak mówię, Wiktor powiedział o „Iliadzie”. Ja mówię o Chestertonie i „Latającej gospodzie”. Pojawiła się książka „Ostatni brzeg”. Warto o tym pamiętać, bo książka Raspail wpisuje się w ciąg książek o tym, jak upada cywilizacja. Aż by się chciało tutaj zacytować, chociaż nie do końca to pasuje. Jest takie powiedzenie: „Cicho przemija chwała świata”. Dokładnie.
Cicho przemija chwała świata. Tu u Raspail troszeczkę głośniej, ale wbrew pozorom tu nie ma huku eksplozji, nie ma strzałów karabinowych. Oni po prostu tu przybywają, biorą sobie to. Tu nawet nie ma ideologii. Tu nie ma czegoś takiego, że im się to po prostu należy, jak mawiają niektórzy przybysze współcześni, że oni tu są, bo im się to należy. Nie. Oni tu po prostu przybywają, w książce Raspaila, żeby nie być biednymi, żeby nie umierać z głodu, żeby mieć co jeść i żyć. Po prostu żyć. Ale dla nas, dla Europejczyków, a w tym wypadku dla Francuzów, stanowi to śmiertelne zagrożenie. I dlatego ja, kiedy mówiliśmy o tym, że cała ludzkość powinna być zjednoczona i w ogóle wszyscy powinni być braćmi, byłem taki rozdarty, bo z jednej strony mówiłem sobie: „Fajnie by było”.
Właściwie dlaczego nie?
[02:08:44] - Byłoby strasznie.
[02:08:46] - Dobrze. Pozostaniemy przy swoich zdaniach. Ja jednak zostanę przy tym swoim pięknoduchostwie, nawet tak to nazwij. Byłoby fajnie, ale ja nie widzę szans na realizację czegoś takiego, bo żeby było fajnie nie może być presji. Nie może być narzucenia tego. Jeśli ma być fajnie dlatego, że ktoś nam to narzuci, to nie będzie fajnie. Nie będzie fajnie i zapomnijmy o tym. I może rzeczywiście za tysiąc lat będziemy mieli paszporty z napisem „Ziemianin”, ale zanim to się stanie, to tą planetą będą wstrząsały tak nieprawdopodobne konflikty, że aż się boję o tym pomyśleć.
[02:09:39] - Chciałbym przypomnieć wam wszystkim, że my Ziemianie jesteśmy przede wszystkim nie ludźmi, ale zwierzętami. Otóż jeśli się będziemy troszczyć o wszystkie zwierzęta, to dobrze by było, żeby wszystkie zwierzęta tego świata były takie same, miały takie same prawa, czyli wszystkie zwierzęta powinny mieć dwie nogi, chodzić w pozycji pionowej tak jak człowiek. To również koń, świnia powinna tak chodzić i zajączek powinien tak chodzić, mieć głowę i kuna poziomie 120 itd. Wtedy to będzie planeta zwierząt szczęśliwych. Wszystkie będą takie same, będą żyły w pokoju, nie będą się nawzajem zjadały i tak dalej. Pięknie. To jest wizja. My jesteśmy, Marku, również zwierzętami.
[02:10:39] - Ale Wiktor, poczekaj. To jest wizja, ale takie czasy, jeśli wierzyć przekazowi biblijnemu kiedyś były, że lew w pobliżu koźlęcia czy antylopy był i jej nie zjadał. To były czasy biblijnej szczęśliwości. W związku z tym zobacz, ta tęsknota za pewną harmonią, za pewnym współistnieniem, ona w nas jest, bo to jest obraz, którego ja sobie nie wymyśliłem, który nie wprost pokazałem, zacytowałem. Czyli to w nas głęboko siedzi. Niemniej, tak jak w pewnym momencie powiedziałem, ja nie widzę w tej chwili możliwości realizacji tego pięknego postulatu. Co ty na to? Poczekaj chwileczkę. Kator zacytował po łacinie „Sic transit gloria mundi”. To jest to „Cicho przemija chwała świata”.
O35, poczekaj. Jak upada cywilizacja pisał świetnie Kapuściński. Właśnie, brawo! 100 punktów O35. Kapuściński, „Szach inszach”, „Cesarz”, „Heban”, czy też „Imperium”. Dokładnie. To, że zapomnieliśmy o Kapuścińskim, to jest minus dla nas, wielki plus dla O35. Kator42: o upadku cywilizacji pisał też Benson w „Władcy świata”. No właśnie, proszę, ile się pojawia lektur takich towarzyszących, współtowarzyszących, które korespondują z tym, o czym dzisiaj mówimy. I O35 jeszcze do ciebie, Wiktorze.
No tak, a pan, panie Wiktorze, jest weganinem i nie je mięsa.
[02:12:48] - To science fiction.
[02:12:51] - To science fiction zdecydowanie, w przypadku Wiktora przynajmniej. Przerwałem ci, więc zapodawaj.
[02:13:01] - Nie, mi się tylko tak skojarzyło. Ale co mi się skojarzyło? Bo miałem skojarzenia, ale skojarzenia to rzecz ulotna i widocznie przyszło. Mów dalej, Marku.
[02:13:13] - Powiem tak, że ja od początku bałem się, że dzisiejsza audycja przekształci się w jakieś takie pogwarki ideologiczne typu: „A, bo nam zagrażają, zniszczą nas” i tak dalej. Nie da się tego oczywiście wykluczyć, ale książka Raspaila „Obóz świętych” poza tymi czysto takimi, nazwijmy to obserwacjami praktycznymi, ma jednak szereg zalet literackich. Wiem, że w tej chwili kilka osób spadło z krzeseł, bo Jakbym miał powiedzieć, czy to jest wielka literatura napisana subtelnym, pięknym i oczarowującym językiem, to nie jest. Ale jest to literatura napisana w sposób niezwykle pieczołowity, niezwykle dobrze pokazujący, jakie są niebezpieczeństwa. Ale to średnio zaawansowany pisarz potrafi zrobić. Natomiast Raspail ma tę wielką zaletę, że on jest człowiekiem oczytanym, to zabrzmi prymitywnie. Jest intelektualistą. Był intelektualistą, bo zmarł w tym roku, bodajże w czerwcu. Był intelektualistą i potrafił z tej swojej intelektualnej bazy wyciągnąć rzeczy niezwykłe, porównywać rzeczy niezwykłe. To jest między innymi ten stary dylemat, dlaczego ja nie wierzę w to, że dzieci, które wszystko znajdują w internecie, będą ludźmi mądrymi.
To oczywiście nie wykluczam, mogą być, ale jeśli nie będą miały te dzieci wiedzy w głowie, to nic mądrego nie wymyślą. Ponieważ myśleć możemy tylko o rzeczach, o których wiemy. Jeśli nasza wiedza jest hen tam w internecie, to my nie przetwarzamy tych informacji, w związku z czym nie pojawia się w nas refleksja. W związku z tym uczcie się państwo, szczególnie bardzo młodzi, wchłaniajcie wiedzę jak gąbka, wchłaniajcie fakty, wchłaniajcie wydarzenia, wchłaniajcie wszystko, co możecie, bo tylko na tej podbudowie jesteście w stanie stworzyć coś nowego. Jak mawiał Gomułka, a wcześniej kilka innych osób: „Z próżnego i Salamon nie naleje”. On mówił właśnie Salamon, nie Salomon. W związku z tym nie naleje i albo będziemy mieli w głowie i będziemy mieli co przetwarzać, albo dupa, szanowni panie i panowie, bo jeśli tego nie będzie, to nie będzie o czym myśleć. Raspail jest zaprzeczeniem tej pewnej miałkości. On w głowie miał bardzo wiele rzeczy i potrafił to w sposób prosty i dobitny przekazywać. Potrafił powiedzieć: „Jest tak, tak i tak”.
I może nawet nie miał racji, bo ja się wcale nie upieram. Może nawet nie miał racji, ale to, co przekazywał, to jest pewien obraz świata, którego nie możemy, mówiąc brutalnie, olać. „Nie, tak nie jest w ogóle. Wyrzućmy to na śmietnik, to w ogóle bzdury są.” Nie, właśnie nie. To jest rzecz, której żeby temu, co powiedział Raspail, zaprzeczyć, to nie wystarczy tupnąć nogą i obrazić się na wszystkich i powiedzieć: „Dobranoc.” Trzeba to dogłębnie przemyśleć. Trzeba użyć argumentów z wyższej półki. Tylko wtedy można z Raspailem polemizować. Bo jeśli się na niego natupie, powie, że jest rasistą, idiotą, prawicowcem, gburem, chamem i tak dalej, no to co? Dobrze, powiedzieliśmy i co z tego? Nic.
Raspail domaga się tego, żeby wejść z nim w polemikę. Uargumentować, powiedzieć: „Jeśli nie zgadzam się z tym obrazem świata, to nie zgadzam się z nim dlatego, ponieważ…” I tu przytaczamy argumenty. Czyste takie stwierdzenie: „Nie, bo nie” przy Raspailu wysiada, obnaża swoją nędzę, obnaża swoją miałkość. Dlatego Raspail to jest człowiek, którego przede wszystkim należy czytać. Nie obrażać się na niego, że jest monarchistą, prawicowcem i w ogóle, tylko go przeczytać. Jeśli się jest człowiekiem lewicy, to bardzo dobrze. Tylko w takim razie trzeba z punktu lewicowego obalić to, co on pisze. A to nie jest łatwe, ale zapewne możliwe. Wiktorze.
[02:18:33] - Nie trzeba, Marku, obalać. Jeżeli potrafimy zrozumieć punkt widzenia naszego przeciwnika, to, że rozumiemy, nie znaczy koniecznie, że akceptujemy. My mamy własny punkt widzenia. My jesteśmy Europą, on jest Azją.
[02:19:01] - Ale oczywiście.
[02:19:02] - I tak dalej.
[02:19:03] - Tak, oczywiście.
[02:19:05] - Azja się nie zamieni w Europę, a Europa w Azję, przynajmniej w ciągu najbliższych pokoleń.
[02:19:13] - Ale teraz ci przeczytam, Wiktorze, coś, co nas podtopi, intelektualnie nas podtopi. O 35 napisał: „W zasadzie proszę panów móc wspomnieć o Biblii. Jest to księga, która wielokrotnie opisuje upadek cywilizacji i imperiów. I co dla wielu jest zaskoczeniem, dzięki niej odkryliśmy po tysiącach lat wiele nieistniejących cywilizacji.” Prawda?
[02:19:46] - Zgadza się.
[02:19:47] - Prawda? Oczywiście, że prawda.
[02:19:51] - Przypowieść o wieży Babel i sypaniu się języków, że tak powiem, totalnym rozkolaniu, rozszerzeniu. Przecież to jest cudowna przypowieść.
[02:20:05] - Tak, to prawda. Proszę państwa, tych wszystkich, których przekonaliśmy do przeczytania, do sięgnięcia po książkę Raspaila „Obóz świętych” — bardzo się cieszymy, jeśli takie osoby się znajdą. Tych wszystkich, których zniechęciliśmy — boleję nad tym. Mam też wrażenie, że jest pewna grupa, która po tę książkę nigdy nie sięgnie, bo ją napisał facet z określonych pozycji. To nie jest takie proste wbrew pozorom. Raspail chyba nie pisał z określonych pozycji. Pisał z serca. Pisał trochę z serca, trochę z rozumu. I to jest pewne niebezpieczeństwo tej książki, bo chwilami to jest książka absolutnie napisana sercem, a chwilami chłodnym, analitycznym i dużo wiedzącym rozumem. To dobre połączenie.
To dobry miks wyszedł z tej książki. Ja oczywiście nie potrafię, jestem za małym misiaczkiem, żeby ocenić, czy to jest wielka, czy mała literatura. Nie wiem tego, nie potrafię w ten sposób tego oceniać, ale jest to na pewno literatura, która powoduje, że nam się te zwoje mózgowe, jeśli nie gotują, to przynajmniej mocno aktywizują. I to też może być pewien pozytywny aspekt literatury. W tym wypadku ewidentnie tak jest. Raspail i jego „Obóz świętych” to jest książka, tak jak zaczęliśmy audycję, dla jednych prorocza, wizjonerska, dla innych książka, która coś tam usiłuje mówić o przyszłości, ale udało się gościowi. Jeszcze inni: „To stek bzdur i jakieś prawackie bredzenie” i tak dalej. Wszystkie te określenia, wszystkie te stwierdzenia być może są prawdziwe, ale o jednej rzeczy warto jeszcze powiedzieć, bo w pewnym momencie Wiktor powiedział o tym, że to nie jest takie science fiction do końca. Raspail zadbał też o to, żeby nie do końca móc określić, jaki to właściwie jest gatunek, bo na chwilę, na pół strony pojawia się tam taki fragmencik, w którym mowa jest o wyprawie statku kosmicznego na inną planetę. Bo rzecz oczywiście dzieje się w przyszłości.
Te wszystkie wydarzenia w Europie, ta cała migracja z Indii dzieje się gdzieś w przyszłości nieokreślonej do końca. Ale pojawia się też wątek, gdzie jest wyprawa na inną planetę. Dramatyczna, bo statek, którym kosmonauci, astronauci przybyli na tę planetę, ona chyba nawet nie jest określona. Tu wybaczcie państwo, ale nie pamiętam. Ten statek ulega uszkodzeniu czy nawet eksploduje i ci kosmonauci zostają, ale zostają z taką świadomością, że już nie wrócą. I właściwie pora umierać, bo w skafandrze kosmicznym człowiek długo nie pożyje. To jest ułamek, pół strony może na ten temat, a może jedna trzecia. Ale to pokazuje, że Raspail, kiedy pisał tę książkę, zadbał o pewne szczegóły, o pewne umieszczenie jej w przyszłości bliżej nieokreślonej, ale jednak, żebyśmy dokładnie wiedzieli, że to przyszłość, że to nie jest teraz.
[02:23:51] - Czyli 2021 rok.
[02:23:55] - Nie wiem, czy 2021. Takich ciekawostek jest jeszcze sporo, bo na przykład ciekawe jest to, że ten papież, o którym wspomniałem, który wówczas urzęduje w Watykanie, w tej odległej przyszłości, który wysprzedał cały Watykan, przybrał imię Benedykt. A przypomnę, że papież Benedykt XVI jeszcze w dalszym ciągu żyje. Więc te zbieżności, może niedokładne, ale jednak są. Tam oczywiście jest taka teoria, że papież zginął w wypadku samolotowym, bo przybył powitać tych przybyłych na francuską ziemię uchodźców i tak dalej. Raspail ma taki dar pisania. Nie stawia kropki, nie akcentuje pewnych rzeczy, pozostawia wiele naszej wyobraźni. To też jest pewna zaleta tej książki, bo my mamy taką cudowną zdolność dopowiadania rzeczy, których autor nie napisał. Dlatego łapiemy się bardzo często na tym, że kiedy wspominamy jakąś książkę przeczytaną 30 lat temu, to wiemy, że tam są rzeczy cudowne. Po czym sięgamy po tę książkę i ona dalej jest cudowna.
Tylko tych rzeczy tam nie ma. Są inne, które zbliżają nas do tego, co pamiętamy, ale tego, co pamiętamy, tam nie ma. To wielokrotnie przerabiane przeze mnie uczucie, odczucie, kiedy sięgam po książki, które czytałem jako nastolatek. To jest bardzo często wielkie zaskoczenie. No i już. I po prostu, Wiktorze, jak tam?
[02:26:06] - Ja już na dobranoc to bym tylko powiedział może anegdotkę na zabawny temat. Otóż nie wiem, czy wiecie, że pisarze rozmnażają się na dwa sposoby. Pierwszy to normalnie, po bożemu, a drugie to ja jak dziecko miałem coś takiego, że jak czytałem książkę jakiegoś autora, to uważałem, że na tą chwilę, kiedy ją czytam, to jestem jego dzieckiem. Czyli pisarze mogą się mnożyć również poprzez swoje dzieła, przynajmniej na chwilę. Ja, zachęcając wszystkich do przeczytania książki Raspaya, po prostu zachęcam. Pobądźmy również jego dzieckiem, bo nie wiem, czy on się po bożemu rozmnożył, a tak to bożemu pomożemy.
[02:27:07] - A ja powiem jeszcze tak, żeby oczywiście być w kontrze do ciebie, bo tak wypada. Powiem: ja nie jestem przekonany, że musimy być dziećmi Raspaya. Ale jedno wiem na pewno dla siebie prywatnie, że warto tę książkę znać. Obojętnie jakie się ma poglądy, na prawo, na lewo, na centrum, na cholera wie gdzie. Warto tę książkę znać. Chociażby po to, żeby ją krytykować, żeby powiedzieć, że autor się myli i w ogóle nie ma racji. Natomiast jeśli się ją krytykuje dlatego, że autor ma takie, a nie inne poglądy, napisał o tym, że ciemni przybywają do Europy i tutaj nam zrobią piekło na ziemi i w związku z tym to jest politycznie niepoprawne i w ogóle nie będziemy tego czytać, bo w ogóle nie wolno tego czytać, takich rzeczy w ogóle się nie należy. Co jest słabe. To jest po prostu słabe. To jest to, czego się boję w nadchodzących czasach, że w pewnym momencie nadejdzie to, co już znam.
Wiecie państwo, co mnie doprowadzało najbardziej do szału w latach 80., kiedy panowała komuna? Że wychodził gostek w telewizji i mówił coś do mnie. Wiedziałem, że facet kłamie. Wiedziałem, że nie rozumie, o czym mówi. Wiedziałem, że bredzi, ale mogłem mu nadskoczyć, bo nie było żadnej platformy polemizowania z nim. Nam się dzisiaj wydaje, że każdy z każdym może polemizować i w ogóle to jest nasze naturalne prawo. Wydaje nam się, że to jest nasze naturalne prawo. To prawo może zniknąć tak szybko, że aż się zdziwimy. I znowu będzie jakiś gostek wychodził i mówił nam jedyną objawioną prawdę. My sobie będziemy mogli myśleć, że jest idiotą, ale powiedzieć to do kolegi albo do żony, będziemy mogli powiedzieć, że jest idiotą, ale tak na forum to się nie przejdzie.
I znowu ludzie bredzący i gadający bzdury będą naszymi idolami, przynajmniej w takim wymiarze społecznym.
[02:29:15] - Zobacz Marku, przecież w internecie jest już tak: możesz każdą myśl sformułować, można sprzedać każdy pogląd, ale przynajmniej już powoli każdy zostanie sformatowany.
[02:29:32] - Niestety jest jeszcze gorzej. W internecie jest tak, że przynajmniej w niektórych social mediach jest tak, że jak powiesz coś, co się nie spodoba algorytmowi albo nie spodoba się twoim rozmówcom, to cię zakopują. Tak, dokładnie tak to nazwijmy. To cię zakopują, że coś takiego powiedziałeś i dostaniesz bana albo na tydzień, albo na miesiąc, albo na wieczność i już cię nie ma. Po prostu możesz sobie gadać, krzyczeć w kąty swojego pokoju i to jest wszystko, co możesz, bo cała reszta jest ci zabrana. Dlaczego o tym mówimy? Bo to tak się nagle od czapy pojawiło pod koniec audycji. Bo zastanówcie się państwo, a myślę, że już wiecie, o czym mówię, że tak zwane nowe czasy, nowa poprawność, nowe idee, nowa sprawiedliwość i wszystko, co określane jest tym przydomkiem „nowe”. Ja się boję tego przydomka „nowe”. Od pewnego momentu zacząłem się bać słówka „nowe”.
Dziwne, bo kiedyś się nie bałem. A teraz jak słyszę „nowe”, to czuję się zagrożony w jakimś stopniu i to nawet w takim poważnym stopniu zagrożony. Bo ta nowa rzeczywistość, czy ona będzie popandemiczna, czy będzie w jakimś innym wymiarze nowa, ona jednak jawi się jako coś mało fajnego. Jako coś, co sprawia, że my wszyscy, którzy słyszymy, że demokracja jest taka ważna. Tu nawiązuję do początku audycji, że demokracja jest taka ważna, że każdy ma prawo głosu. Naprawdę? Naprawdę tak jest, że każdy ma teraz prawo głosu? Śmiem wątpić. Po prostu śmiem wątpić.
[02:31:34] - Marku, ty tak mówisz, że ta nowość, nowe, że tak powiem, napawa cię przerażeniem albo wątpliwością, a mnie wprawiło w ubiegłym roku w zachwyt. Ja się nie poruszam po żadnych supermarketach, bo jestem domatorem. Natomiast akurat tak się złożyło, że musiałem wyjść, zajrzeć do supermarketu i tak sobie wędrowałem od półki do półki i nagle na półce jednej zobaczyłem takie opakowanie. Wysokość
[02:32:11] - Może 15 centymetrów, szerokość pięć centymetrów. Na tym wielki napis na czerwonej gwieździe rozsypujący się: „Nowość”. A pod spodem: „kasza jęczmienna”. Byłem zachwycony tą nowością. Z czerwoną gwiazdą? Rzeczywiście. Zacytuję ci coś jeszcze z czata o 35: „Muszę to napisać, a dotyczy tego paszportu ziemskiego dla wszystkich za tysiąc lat. Od razu skojarzyła mi się pierwsza powieść Lema. Czytałem bardzo dawno temu, ale coś mi po głowie chodzi”. Nie wiem, czy pierwsza, bo pierwsza tak naprawdę powieść to był „Człowiek z Marsa”.
Tam jest mniej tego. Mnie się wydaje, że bardziej chodzi o którąś z tych typu „Astronauci” albo „Magellana”. Nieważne. W każdym razie rzeczywiście Lem miał takie ukąszenie heglowskie, komunistyczne ukąszenie. Takie rzeczy pisał. O 35 dalej pisze, że było coś takiego, że nastały czasy, że panował jedyny system sprawiedliwy na ziemi, czyli komunizm. Przypuszczam, że to jednak „Astronauci”. Może wtedy za tysiąc lat będą te paszporty. Ale żeby Lema troszeczkę usprawiedliwić czy zrehabilitować, to kiedy już porzucił te swoje komunistyczne mrzonki, napisał powieść równie wstrząsającą, a właściwie bardziej wstrząsającą, czyli „Powrót z gwiazd”. Ludzie też byli tacy fajni na tej Ziemi, tacy cool, tacy przyjaźni.
Tylko oni byli nijacy. Właśnie w tym „Powrocie z gwiazd” oni byli nijacy, byli żadni. Nie mieli w sobie agresji, ale chyba nie mieli też miłości. Tak już mówiąc brutalnie, nic w nich nie było. Nie, brutalnie mówiąc, Marku, po prostu mieli jaja obcięte. Wiedziałem, że coś takiego mnie spotka. Nie mieli obciętych. Proszę panią, proszę mi wierzyć, to są plotki. Natomiast byli zbetryzowani i rzeczywiście byli nijacy. Nie wiem, czy moim marzeniem jest bycie nijakim.
O 35 pisze dalej: „A ja boję się zmiany dobrego na lepsze. Jakoś dziwnie się składa, że zawsze mi odpowiada dobre i po cholerę mi lepsze”. Ja cię tu w pełni solidaryzuję. I Katarzyna Stefańczyk, ostatni wpis: „Ja tam myślę, że u Boga wszystko jest możliwe, więc bądźmy dobrej myśli”. Wiesz co, Wiktor, ja proponuję skończyć w tym momencie audycję, bo to jest coś optymistycznego wreszcie. Przy tym całym naszym smędzeniu o tym, jak będzie źle i co nas złego spotka, to ten wpis pani Katarzyny jest wreszcie czymś optymistycznym w tej audycji. I to jest dobre. Jeśli nawet nie puenta, to dobre zakończenie na dzisiaj. Ja dawno zauważyłem, że kobiety mają rację. Marku, ja ci zaraz coś na Messengera podeślę.
Na zakończenie dzisiejszej audycji gwoli puenty wizualnej. Coś bardzo wymownego. Tylko czy ja to mam opisywać? Jak chcesz, możesz opisać. Bardzo ciekawa liczba dzisiaj nam się trafiła osób, które zainteresowały się tym, co Radio Paranormalium nadaje aktualnie na kanale: 666. 666 osób odtworzyło przynajmniej fragment audycji. Powiem w ten sposób. Takie modne wyrażenie: przypadek? Nie sądzę. To ja odpowiem jak taka ezo-Grażyna względnie ezo-Janusz: nie wydaje mi się.
I Marek zaniemówił. Tak jest. Towarzysze, zbudujemy komunizm. Tym razem... Dlaczego zaniemówiłem? Czy mnie nie słychać? Halo, halo? Przez chwilę cię nie było słychać. Taka jakaś cisza. Tylko się Wiktor zaśmiał i z twojej strony była cisza.
To coś mnie, widać, rozłączyło, a ja zacząłem już cytować Krahega. To też nie przypadek, Marku. Ktoś nas celowo zagłusza. Tak. I tak popadniemy w głębokie teorie spiskowe, ale cytuję Krahega: „Jak w polu trzcin pili piłka, towarzysze, zbudujemy komunizm. Tym razem mamy na to całą wieczność”. Chyba tak to leciało o 35. Szanowni państwo, to już jest na dzisiaj wszystko, jeśli chodzi o „Obóz świętych”. Naprawdę polecam szczerze tę książkę. To nie jest książka, która państwa rozerwie jak ten przysłowiowy granat, ale to jest książka, która z państwem zostanie.
Jedni będą nienawidzili tę książkę, drudzy będą ją kochali, ale na pewno z państwem zostanie. To cóż, to chyba koniec dzisiejszej audycji. Dziękujemy państwu bardzo, ale oczywiście jeszcze nie ma końca audycji bez zapowiedzi następnej audycji. Za dwa tygodnie spotkamy się, aby porozmawiać o książce napisanej przez Jamesa Ballarda. James Ballard to autor, który jest bardziej kojarzony z fantastyką Z różnymi jej odmianami, a szczególnie z taką odmianą, która nazywa się inner space i mocno weszła w człowieka, szczególnie jego mózg i to, co on odczuwa. Nie, my sięgniemy po literaturę głównonurtową, a konkretnie po książkę „Imperium słońca” Ballarda. To jest książka, nie można powiedzieć, że autobiograficzna, ale oparta bardzo mocno na jego przeżyciach z dzieciństwa. Została przetłumaczona przez Lecha Jęczmyka. Znowu przypadek? Nie sądzę.
To też nazwisko ważne, o którym często rozmawialiśmy. Porozmawiamy właśnie o książce „Imperium słońca” Jamesa Ballarda. To za dwa tygodnie, a za miesiąc, co prawda jeszcze nie rozmawialiśmy o szczegółach z autorką, ale za miesiąc będziemy rozmawiać o książce i będziemy rozmawiać z autorką książki „Przez zwykłe przygody nieboszczki Marysi”. Autorką jest Kamila Ciołko-Borkowska. Musimy jeszcze tylko dograć szczegóły, ale to audycja za około miesiąc. Wtedy porozmawiamy o książce, która chociaż mówi o tym, że ktoś umarł i znalazł się w zaświatach, to jednak jest radosna? Nie wiem, ale taka optymistyczna, ciepła i pełna takich dobrych oddziaływań, takich dobrych fluidów. Bardzo dobrze wspominam lekturę tej książki, więc już za miesiąc zapraszam na spotkanie z Kamilą Ciołko-Borkowską, a za dwa tygodnie, tak jak powiedziałem, „Imperium słońca” Jamesa Ballarda. Za tydzień oczywiście ABW i kolejna porcja opowiadań, których będziemy słuchać, które będziemy komentować. I troszeczkę takich rad warsztatowych.
I pewna refleksja mnie naszła, ale o tej refleksji to za tydzień w ABW. Dziękujemy zatem państwu bardzo serdecznie, że z nami wytrzymaliście. Dziękujemy za to, że słuchaliście naszych dziwnych, różnych teorii. Nie wszyscy, bo niektórzy poszli spać, ale to tak się zdarza. W każdym razie wszystkim, którzy wytrwali, dziękujemy. I cóż, dobrej nocy.
[02:40:58] - Ja mam nadzieję, Marku, że nasi autorzy, którzy w ABW, że tak powiem, zaprezentują opowiadania, że ich jeszcze nie dopadnie ta globalno-ziemska równość i zwyczajnie napiszą opowiadania każde inne.
[02:41:19] - Tak. I dobrym zakończeniem naszej audycji, już takim ostatecznym zakończeniem jest wpis Redoxa: „Mówią, że radio jest włączyć prosto. Tylko z wyłączeniem jest już troszeczkę gorzej”. My to państwu ułatwimy. Dziękujemy państwu bardzo serdecznie za dzisiejsze spotkanie. Wszystkim czytającym – świetnych lektur. Wszystkim piszącym – dużo weny. Dobrej nocy. Do usłyszenia.
[02:41:52] - Dobranoc.
[02:41:54] - Mówili do państwa jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" z Radia Paranormalium – paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia tym razem w ABW już za tydzień. I w tym normalnym „Bibliotekarium” ponownie już za dwa tygodnie. Radio Paranormalium – paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc. Do usłyszenia. I pamiętajcie: kiedyś jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie.
Kiedyś. Może. Oby. Dobranoc i do usłyszenia. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:43:05] - Widziałem domy o milionach okien, a w każdym oknie czaił się ból. Widziałem twarze, miliony twarzy. Miliony masek do milionów ról. Ciemny tłum kłębił się i wyciągał ręce i wciąż było mało i ciągle chciał więcej i wciąż nie starczało, ciągle było brak. Ciągle bolało, że ciągle jest tak. Strach nie pozwalał głośno o tym mówić. Strach nie pozwalał kochać się i śmiać. Strach nakazywał opuścić w dół oczy. Strach nakazywał: cały czas się bać. Mieszkańcy miasta i przyjeżdżający, tacy zmęczeni i tacy cierpiący, przeklinający swój codzienny los.
Słyszałem także takich głos. Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. Jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie. Jeszcze będzie przepięknie. Ciemny tłum kłębił się i wyciągał ręce i wciąż było mało i ciągle chciał więcej i wciąż nie starczało, ciągle było brak. Ciągle bolało, że ciągle jest tak.