[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witamy wszystkich bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Mamy poniedziałek, 5 października 2020 roku, równo godzina 20:00 u mnie na zegarze. To oznacza, że czas najwyższy rozpocząć po krótkiej przerwie kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”, audycję o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i przy pokrętłach radiowych Marek Sęk "Ivellios". Po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:43] - Dobry wieczór, panie Marku. Kochani, witam was bardzo serdecznie.
[00:47] - Tradycyjnie zanim oddam głos panu Sławkowi, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, bowiem w drugiej części audycji będzie można do nas dzwonić, a w tej pierwszej można już do nas pisać. Nasze kontakty to oczywiście jak zawsze numer stacjonarny telefonu 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Czekamy także na państwa komentarze na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. Czekamy także oczywiście na komentarze pod naszym adresem e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[01:58] - Dziękuję panie Marku. Jeszcze raz kochani, witam was bardzo serdecznie, bardzo gorąco. Dziękuję za cierpliwość, bo znowu mieliśmy krótką przerwę spowodowaną moją przede wszystkim sytuacją. Mam nadzieję, że to się wszystko już powoli normuje. Zwłaszcza że ja też zauważyłem, że dwutygodniowe przerwy jakoś tak powodują we mnie tremę, jakbym prowadził pierwszą audycję. Więc postaram się dla samego siebie chociażby wrócić do tego cyklu cotygodniowego. Przede wszystkim przyznam wam się do czegoś. Dzisiaj jestem rozbity emocjonalnie, ponieważ psiaczki skończyły osiem tygodni w sobotę i zaczęły już trafiać do swoich docelowych domków. Właśnie przed chwilą w dniu dzisiejszym pożegnałem trzy psiątka swoje. Nie ukrywam, że nie spodziewałem się, że takie te małe dziamdziaki mogą przez dwa miesiące zdeterminować moje życie.
Zdeterminować w sposób bardzo pozytywny. Natomiast też emocjonalnie spowodować tak olbrzymią więź, że będę za nimi tęsknił. Ale oczywiście każdemu jak najbardziej polecam to doświadczenie, może bardziej planowane niż to było w moim przypadku. Gwarantuję wam, że to jest dla ludzi wrażliwych, dla ludzi lubiących, kochających zwierzęta, kochających też ludzi innych, niezapomniane wrażenie i doświadczenie. Jeszcze na początek jedna sprawa, taka bardzo techniczna, ponieważ pan Kazimierz podzielił się ze mną takim swoim spostrzeżeniem mailowo, że odsłuchując audycję na żywo, nie zawsze jest w stanie w tym moim słowotoku wyłapać wszystkie aspekty i dopiero przy powiedzmy drugim czy trzecim odsłuchiwaniu audycji wyłapuje też jakieś niuanse, jakieś dodatkowe informacje. Z jednej strony bardzo mnie to cieszy, ponieważ świadczy to o tym, że audycja nie jest jednorazowa i można do niej też wracać. Zresztą nie ukrywam, że polecam wam wracanie również do tych starszych audycji, ponieważ ja sam wielokrotnie przekonałem się o tym, że wraz ze wzrostem wiedzy, ze wzrostem też pewnego rodzaju świadomości, pewne rzeczy, które kiedyś wiedziałem, z czasem nabierają albo większego zrozumienia, albo też nabierają innego sensu i są łatwiej przyswajalne. Więc polecam oczywiście jak najbardziej. Natomiast też pojawiła się taka propozycja techniczna, że może tę audycję podzielić, pod warunkiem, że się da, bo nie każdą się da, na takie bloki, powiedzmy po 15, 20 minut, dwa, trzy czy cztery bloki. Później przejście do komentarzy.
Z tym że już w tym wypadku te komentarze musiałyby dotyczyć bezpośrednio tematu audycji. I później dalsze kontynuowanie mojej wypowiedzi. Pomyślcie, zastanówcie się. Ja ogólnie rzecz biorąc, nie mam nic przeciwko temuŻeby tak właśnie było, pod warunkiem, że temat nie będzie na tyle zbity, że będzie wymagał opowiedzenia go w jednym ciągu. Podrzucam pod rozwagę. Obiecałem. Dajcie znać, co na ten temat sądzicie. Akurat wpadł mi komentarz, który się pojawił. Zresztą odpowiem na niego od razu, ponieważ jest fajny. Jubi napisał, że powrócił instynkt rodzicielski.
Najgorsza wiadomość chyba, jaka jest dla moich dzieci jest taka, że ten instynkt rodzicielski we mnie nigdy nie zaginął i on cały czas jest i mam nadzieję też, że cały czas będzie. Natomiast ten płomień się ostatnimi czasy rozpalił dość mocno do tego stopnia, że do swoich psiaków psiaki nazywałem dzieciakami. Więc coś w tym jest. Natomiast wracając do naszej audycji, to wszystko, co się dzieje też w moim życiu, bo dużo zmian w życiu prywatnym, dużo też rzeczy w życiu zawodowym, w życiu osobistym, emocjonalnym. Mnóstwo tego przez ostatnie dwa miesiące się przewaliło, ale też z tego, co słyszę, to nie tylko w moim, że mamy taki okres, powiedzmy sobie szczerze, czy w astrologii, w astronomii, czy tak jak też znawcy tematów astrologicznych mówią: układy planet powodują to, rezonans Schumanna, że to wszystko stało się bardziej intensywne, że te czyszczenie, pranie i wywalanie na wierzch różnych rzeczy stało się bardziej szybkie i bardziej drastyczne. Więc nie ominęło to również mnie i też na kanwie tych wszystkich doświadczeń pojawiły się nowe myśli, nowe spostrzeżenia, nowe obserwacje, którymi dzisiaj postaram się z wami, kochani, podzielić. O, właśnie mam burzę, więc chwaliliśmy się z panem Markiem, że mamy bardzo dobry internet, więc zaraz będzie okazja go przetestować na polu walki. Zobaczymy, jak to się sprawdzi w nowym miejscu. Mam nadzieję, że nie będzie żadnych problemów.
[08:59] - Właśnie tak leciutko, tak minimalnie chyba ta burza pana zagłusza, bo tak czasami pan znika na sekundkę dosłownie, ale zaraz potem wraca. Ale jakby coś, to mam jeszcze telefon przecież.
[09:11] - Właśnie, w razie czego będziemy. Zaś na telefon w tym miejscu też mam, więc coś może, gdyby był problem zadziała. Ale bądźmy dobrej myśli. Odrobina optymizmu, jak to się mawia, nikomu nie zaszkodziła. Więc to, o czym mówiłem na początku audycji, o tym, że namawiam was do wracania do starych tematów. Wydawałoby się, że już wszystko wiemy, że to już żeśmy gdzieś usłyszeli, dowiedzieli się i już to przeanalizowaliśmy. A ja właśnie na kanwie tych doświadczeń, które się gdzieś pojawiły w moim życiu, postanowiłem dzisiaj wrócić do tematu, który już kiedyś w audycji przerabialiśmy, ale zmieniłem troszeczkę zdanie na ten temat. Właśnie patrząc na to z innej perspektywy i też będąc bardziej w środku tego, przypominając sobie, jak to jest w środku. Temat dotyczy pomagania innym oraz tego, czy inni ludzie są w stanie wpływać na nasze emocje. Ja oczywiście wtedy mówiłem, że my jako my jesteśmy odpowiedzialni za swoje własne reakcje, że ludzie owszem, mogą próbować pewne rzeczy od nas, że tak powiem, wyegzekwować bądź sprowokować nas do pewnych reakcji, bądź próbować je wymusić.
Natomiast zawsze na samym końcu to my decydujemy o naszych reakcjach. I poniekąd podtrzymuję to. Natomiast też zauważyłem, oczywiście po sobie i myślę, że to też dotyczy bardzo wielu osób, które tkwią w jakiejś sytuacji, często niezbyt korzystnej dla siebie, jakiejś takiej omamiającej nas bądź nawet czasami toksycznej, tak jak ludzie tkwią nieraz w toksycznych związkach, to przede wszystkim dotyczy relacji związkowych i relacji zawodowych. Bo te toksyczne związki funkcjonują również w relacjach zawodowych. Oczywiście też w relacjach na przykład koleżeńskich, towarzyskich. Ta toksyczność może się pojawić również w tych ciut dalszych, mniej emocjonalnych związkach. I mimo całej naszej wiedzy, często mimo całej naszej świadomości, jaką posiadamyCzyli coś, co jest niezmienne, bo tak naprawdę nasza świadomość może się tylko rozwijać. To też było tematem naszych rozważań. Czy można się cofnąć ze swoją świadomością? Nie.
Świadomości nie da się cofnąć. Tego, co już wiemy, nikt nam nigdy nie zabierze. Tego, co doświadczyliśmy, nikt nam nigdy nie zabierze. Problemem jest to w takich sytuacjach, że jeżeli tkwimy zbyt długo w takich negatywnych dla nas sytuacjach, to nasza świadomość może tracić na sile, na mocy, na skuteczności na rzecz podświadomości, która ma większą moc reagowania niż nasza świadomość. I to jest kłopotem. My tego najczęściej nie dostrzegamy, ponieważ to jest trochę tak, że jeżeli długo siedzimy w jakimś miejscu, to miejsce staje się dla nas czymś zupełnie naturalnym. Człowiek ma olbrzymią umiejętność przystosowywania się i dlatego w takich momentach zaczynamy się dostosowywać do tej patologicznej, toksycznej, nieciekawej, niefajnej, nieprzyjemnej sytuacji otoczenia. Degradujemy się powolutku, systematycznie, nie zauważając tego, jak nasza podświadomość zaczyna w swoich reakcjach wypierać naszą świadomość. Często rozmawiam ze związkami, z małżeństwami, z parami, w których żony przyjmując rolę na przykład opiekunki, matki dzieci, robią sobie przerwy zawodowe i siedzą w domu. Teraz w związku z całą sytuacją epidemiologiczną, nie chcę wchodzić w ten temat zbyt głęboko, ta sytuacja dotknęła też bardzo dużo ludzi, kiedy ludzie zostali zmuszeni do spędzania większości czasu w domach, nawet pracując zdalnie, pozbawieni kontaktu bezpośredniego z ludźmi.
Bo jednak mimo wszystko kontakt, tak jak my mamy ten kontakt, czy kontakt nawet za pomocą wideokonferencji, innych rzeczy, nie jest kontaktem prawdziwym. Mimo że on bardzo podobny jest do normalnego kontaktu, to jest pozbawiony czynnika energetycznego. Zwróćcie uwagę, że na przykład często trudne sprawy wolimy załatwiać przez telefon, gdzie padają te same słowa, mamy ten sam ton głosu często, ale jednak nie mamy bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem. To są te subtelne bodźce energetyczne, które przy bliższym kontakcie są odczuwalne w naszym ciele energetycznym i w ciele energetycznym drugiego człowieka, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Kiedyś był taki test na to, jak na przykład sprawdzić, jak dużą mamy aurę i na przykład w których miejscach ona jest bardziej intensywna, a w których mniej. I jednym z takich testów było właśnie zadanie pytania człowiekowi, jak się czuje w tłumie ludzi, którzy są bardzo blisko niego. W którym momencie on zaczyna odczuwać dyskomfort? W jakiej odległości ludzie znajdujący się obok niego zaczynają na niego wpływać w niezrozumiały dla niego sposób? Im większa nasza aura, im bardziej rozbudowana, tym bliskość tych osób, często negatywnych, może na nas wpływać właśnie w sposób zły. I teraz na przykład weźmy pod uwagę to, że nam każą zachowywać bezpieczny odstęp półtorej, dwa metry, żeby jednak nie zbliżać się do ludzi.
Jesteśmy też pozbawieni właśnie tej wymiany energii pomiędzy sobą, bo my się tą energią wymieniamy. Tą energią bezpośrednią, nie tylko energią słowną, nie tylko energią wzrokową, ale również tą bezpośrednią energią. I do czego zmierzam? Ludzie pozbawieni tego kontaktu przestają się tą energią wymieniać i zaczynają przenikać tą energią, która jest w ich najbliższym otoczeniu. I na skutek braku dopływu energii z innych źródeł, często bardzo pozytywnych, dobrych ludzi, pozytywnych, fajnych, miłych, energetycznych i tak dalej, my otaczając się na przykład ludźmi negatywnymi, opadamy z tych sił witalnych. I my tego zupełnie nie zauważamy. I w tym momencie nasza podświadomość zaczyna bardzo mocno dostawać hasło do działania. Ponieważ przestajemy się świadomościowo, duchowo opierać temu i ona zaczyna znowu rządzić. Często rozmawiam, że tak powiem, w związkach, czy żona powinna zostać jeszcze, wychowywać dzieci, czy powinna pójść już do pracy. Często rozmawiamyWśród znajomych, zresztą nie tylko znajomych.
Jak to powinno wyglądać? Do którego momentu ta sytuacja powinna trwać, kiedy żona jest w domu? Ja zawsze powtarzam: im krócej. Oczywiście biorąc pod uwagę dobro dziecka, im krócej, tym lepiej. Ponieważ oprócz tych aspektów stricte ludzkich, że człowiek wychodzący z domu musi chociażby o siebie zadbać. Idąc do pracy, trzeba się ogolić, przebrać, trochę zadbać o siebie, doprowadzić się do jakiegoś stanu. Te wątki emocjonalne pod tytułem, kiedy mając czas wolny, nie muszę tego robić dzisiaj, ponieważ mogę to zrobić jutro albo nawet pojutrze, bo przecież nie mam deadline'ów, a poza tym jutro znowu mam wolne, więc chęć do działania też w nas samych podupada. I to bardzo dobrze właśnie widać na przykładzie matek, które siedzą w domu. Ostatnio rozmawiałem z żoną swojego przyjaciela. Zresztą z obydwojgiem rozmawiałem o powrocie do pracy jej i do któregoś momentu wydawało się, że wszystko z nią jest normalnie, że nic się nie zmieniło.
I mówi, że poszła kiedyś na spotkanie ze swoją przyjaciółką z pracy, a tamta, będąca jeszcze aktywna zawodowo, miała wcześniej spotkanie ze swoimi znajomymi z pracy i mówi: „Przyjedziesz, to ja się od nich odłączę. Oni sobie będą siedzieli, a my sobie pogadamy, poplotkujemy i tak dalej”. Ale ponieważ ona też część tych ludzi znała, więc jak ją zobaczyli, mówią: „A, to chodź”. No i przysiadła się na jakiś czas do nich. I jak mi opowiadała, mówi: „Ja czułam się nieswojo. Nie wiedziałam, o czym mam z nimi rozmawiać. Czułam się tak wyalienowana, tak wyobcowana, chociaż wcześniej czułam się w tym towarzystwie jak ryba w wodzie. Nie miałam żadnych problemów, żadnych blokad”. Ta zmiana następuje w każdym człowieku, który zbyt długo przebywa w jednym otoczeniu bez możliwości kontaktu z innymi ludźmi. Albo te kontakty są sporadyczne, ograniczone.
Bardzo często to dotyczy właśnie kobiet. Chociaż to też dotyczy na przykład mężczyzn, którzy zostają bezrobotnymi i nie mając pomysłu na życie, spędzają dużo czasu w domu bez kontaktu z innymi ludźmi. Brak wymiany energii powoduje, że my się zmieniamy, chociaż tak naprawdę nie jesteśmy tego do końca świadomi i ten proces wypierania podświadomości staje się taki powolny. Znaczy wypierania przez podświadomość naszej świadomości staje się powolny, systematyczny i niezauważalny. I często wchodzimy w tą toksyczną sytuację i zaczynamy funkcjonować w sposób toksyczny. I w pewnym momencie przestajemy zauważać, że coś jest nie tak. Ponieważ to jest trochę tak, jak będąc na linii frontu, gdzie naokoło napieprzają kule, granaty i cały czas istnieje ryzyko utraty życia. Kiedy nasza podświadomość mówi: „Uciekaj albo walcz”, ciężko jest wtedy wykrzesać w sobie te aspekty duchowe, świadomościowe. I do czego ja zmierzam? Zmierzam do tego, kochani, że często siedzimy w jakichś sytuacjach, tracąc rozeznanie i orientację w tym, że one są dla nas złe.
Oswajamy się z nimi i zaczynamy funkcjonować na zasadzie toksycznych ludzi, którzy nas otaczają — złych, negatywnych. I wtedy faktycznie ci ludzie zaczynają decydować o naszych emocjach, ponieważ my przerzucamy ciężar reakcji na naszą podświadomość, a nasza duchowość i nasza świadomość zostaje bardzo często z tego procesu reakcji wyłączona. I dlatego ważne jest, żeby potrafić w takich sytuacjach dać sobie od tego odpocząć, żeby nie tkwić w tym w nieskończoność, ponieważ nie zawsze możemy sobie pozwolić na jakieś drastyczne decyzje typu rozstanie, zmiana pracy, zmiana otoczenia, zmiana towarzystwa i tak dalej. Ale dobrze jest dać sobie od tego odpocząć, zmienić perspektywę, zmienić troszeczkę na kilka dni, na tydzień, na dwa, na trzy na przykład otoczenie, zrobić sobie to, co ja nazwałem w jednej audycji detoksem. Zrobić sobie odtruwanie od tych negatywnych: negatywnego otoczenia, negatywnych emocji, negatywnych zachowań. Tych, z którymi my z jakiegoś powodu się wewnętrznie nie zgadzamy. Niech to będzie urlop, niech to będzie wyjazd, niech to będzie jakaś podróż gdzieś zupełnie w inneW inne miejsce. Cokolwiek. Ale dajmy sobie dystans. Nie siedźmy na tym froncie, ponieważ tam, gdzie leje się krew, gdzie padają kule, granaty i nasze życie i nasza osobowość jest nastawiona na obronę, ciężko jest zachować i wykrzesać z siebie pozytywną energię, która do tej pory była dla nas siłą napędową.
To jest taka z mojej strony autorefleksja. Ponieważ tak jak wam mówiłem, w ten proces przez jakiś czas dałem się wciągnąć i też nie zauważyłem tego, kiedy to się stało. Natomiast wychodząc z tego procesu, w tej chwili mam bardzo duże porównanie, jak mój stan emocjonalny gdzieś tam wygląda. Dlatego dzielę się z wami swoją autorefleksją, bo być może jesteście w takiej sytuacji, być może też tkwicie w czymś, co jest dla was bardzo niekorzystne, a nawet nie zauważacie tego, że to stało się dla was pewnego rodzaju normą. Dlatego wam dzisiaj o tym mówię i dlatego mówię o tym, że bardzo mocno naciskałem, że to my jesteśmy odpowiedzialni za nasze reakcje, że ludzie nie są w stanie, jeżeli my na to nie wyrazimy zgody, na nasze reakcje wpływać. Tak, podtrzymuję to. Natomiast jeżeli zbyt długo siedzimy w takim otoczeniu, w myśl zasady: jeśli wpadłeś między wrony, musisz krakać tak jak one, zaczynamy uruchamiać podświadomościowe wzorce obrony. A nasza podświadomość nie zna wzorców obrony poprzez miłość, wybaczenie, szacunek, pozytywną energię. Nasza podświadomość najczęściej zna negatywne instynkty obronne i w takich sytuacjach, kiedy nie mamy już siły duchowo, świadomościowo się przed pewnymi rzeczami bronić, dostaje pełne prawo do działania i przejmuje wtedy kontrolę nad naszymi reakcjami, co oczywiście dla nas nie jest w żaden sposób korzystne. W związku z tym połączyłem to z drugim tematem, który dotyczy pomocy, o której też kiedyś żeśmy rozmawiali.
To akurat na skutek innych rozmów z ludźmi. Natomiast fajnie mi się to wpisało właśnie w to, żeby te dwa tematy połączyć. Często mylimy pomoc z zachowaniami, których nawet trudno mi nazwać. Często naszym działaniom przypisujemy intencje pomocy drugiemu człowiekowi, ale tak naprawdę nie do końca zdajemy sobie sprawę, że nasze działania wcale nie pomagają tej osobie. Właśnie w tych sytuacjach, kiedy często tkwimy w jakichś relacjach różnych, czy związkowych, czy zawodowych, czy towarzyskich, często zaczynamy przypisywać jedyną pozytywną rzecz, cechę, jaką może nam podsunąć nasza podświadomość. To jest pomoc, że my jesteśmy w tym, ponieważ chcemy komuś pomóc. Oczywiście te wszystkie formy boksowania, przekonywania, tłumaczenia, mówienia, namawiania, z których często korzystamy w dyskusjach z innymi ludźmi, są w naszym wewnętrznym przekonaniu formą pomocy dla drugiej osoby. Bo przecież my w naszym przekonaniu chcemy dobrze. Chcemy, aby ta osoba była lepsza. Oczywiście zapominamy często o tym, że ona ma być lepsza dla nas, że to my chcemy stworzyć jakąś osobę, która nam z jakiegoś powodu będzie pasowała, że my ją zaczynamy w tym procesie podświadomościowym lepić, przypisując do tego pomoc, bo w naszym wewnętrznym przekonaniu takie postępowanie będzie lepsze dla tej osoby niż to, które robi do tej pory.
Oczywiście bardzo często tak jest, że faktycznie byłoby lepsze. Natomiast w dużej mierze to często dotyczy nas samych, żeby to nam było z tą osobą lepiej. Chociaż nie mówię, że pewne rady, których udzielamy innym ludziom, czysto obiektywnie mogłyby być dla tych osób lepsze, bo na przykład ktoś jest totalnie nieodpowiedzialny. Robi rzeczy, które później musi odkręcać albo nie da się ich odkręcić, albo ma z tego tytułu problemy, albo traci na zaufaniu innych osób w pracy, w związku, u dzieci i tak dalej.I faktycznie, gdyby zachowywała się ta osoba bardziej odpowiedzialnie, zyskałaby jakieś korzyści. Na przykład zaufanie swoich dzieci, które nie wierzą swojemu ojcu czy nie wierzą swojej matce, która mówi: „Jeżeli dostaniesz piątkę na koniec roku, to pojadę z tobą na Hel, żebyś popływał sobie na desce surfingowej”. I dziecko, które nie ma zaufania do swoich rodziców, że potrafią dotrzymać słowa, powie: „Nie, po co będę się uczył? I tak na pewno znajdą jakiś pretekst, żeby tego nie zrobić”. Więc szacunek i zaufanie do swoich rodziców zaczynają tracić. Więc te relacje, na przykład rodzic-dziecko, zaczynają się opierać na braku zaufania. Później rodzice się wkurzają i tak dalej.
To się przekłada później, jest dalszy ciąg tych negatywnych relacji. Więc faktycznie w takiej sytuacji zmiana postępowania przez daną osobę byłaby lepsza dla niej, dla jej otoczenia. Czysto obiektywnie, nawet nie biorąc pod uwagę tego, że my byśmy chcieli, żeby wobec nas na przykład dotrzymywała słowa albo żeby się inaczej odzywała, albo żeby się inaczej zachowywała, żeby okazywała wdzięczność, żeby była mniej negatywnie nastawiona do życia, do ludzi i tak dalej. To dotyczy bezpośrednio nas, bo nas to w tej relacji spotyka, ale też dla niej samej, dla tej osoby byłoby fajniej, gdyby na przykład umiała widzieć, że szklanka jest do połowy pełna, a nie jest do połowy pusta. I wszystkie te działania oczywiście mają sens, ale z naszego ziemskiego punktu widzenia, z naszego mentalnego punktu widzenia i z naszego emocjonalnego punktu widzenia. Z duchowego punktu widzenia takie działania poniekąd powinny być zabronione, ponieważ mamy wolną wolę. Jest to jeden z aspektów. Wolna wola pozwala nam na to, abyśmy popełniali tyle błędów, doświadczali tego, czego chcemy, aby budować swoją świadomość. Więc my tak na dobrą sprawę nie wiemy, jakie doświadczenie wybrał sobie drugi człowiek na to wcielenie, na to życie. Nie wiemy tego.
Często nie wiemy, jakie my sobie wybraliśmy doświadczenie, a tym bardziej już nie wiemy i nie mamy prawa wpływać na zmianę bądź zamianę doświadczenia drugiego człowieka. Z duchowego punktu widzenia, z punktu widzenia świadomości tylko doświadczenie czegoś, a przynajmniej w 90% doświadczenie czegoś, daje nam, dostarcza nam właściwych informacji i tylko na skutek doświadczenia, znaczy nie tylko, najczęściej na skutek doświadczenia dokonujemy zmian w swoim życiu. I my nie mamy prawa ingerować w doświadczenia innych ludzi. Owszem, jesteśmy dostawcą tych doświadczeń bardzo często, ponieważ oni doświadczają dzięki nam. Często źli mężczyźni doświadczają towarzystwa złych kobiet po to, żeby zrozumieć, że bycie złym jest złe. Często dobrzy mężczyźni doświadczają towarzystwa złych kobiet po to, żeby na przykład spełnić misję ratownika albo na przykład żeby nauczyć się miłości do samego siebie. Często dobre kobiety doświadczają kontaktu czy życia ze złym mężczyzną po to, żeby zrozumieć, że nie mamy wpływu na drugiego człowieka, że nie możemy go lepić tak, jak nam się podoba, że musimy uszanować jego wolną wolę i pozwolić mu doświadczyć tego, po co tu przyszedł. Więc z tą pomocą ludziom trzeba bardzo uważać. Ja powiedziałem taką sentencję na którejś audycji, że pomoc drugiemu człowiekowi jest tylko wtedy, kiedy po pierwsze on o tą pomoc poprosi, a po drugie dostanie to, czego sam nie jest w stanie zrobić bądź nie jest w stanie zapłacić komuś, aby to dla niego zrobił. Wtedy to ma znamiona pomocy.
Pierwszy czynnik jest najważniejszy, że to człowiek, druga osoba musi nas o tą pomoc poprosić, bo to świadczy o tym, że chce coś zmienić. Jeżeli my przekonujemy drugiego człowieka, żeby coś zmienił i mówimy mu: „Bo tak będzie dla ciebie lepiej”. Ale on mówi: „Mi jest lepiej tak, jak jest teraz. Ja robię wszystko dobrze. Nie mam sobie nic do zarzucenia. To, że chodzę nieszczęśliwy, niezadowolony, nie uśmiecham się i tak dalej, mi to pasuje. To świat jest zły, to ludzie są źli. To nie ja jestem zły. Ja wierzę w to, że to okoliczności są dla mnie złe. Nie ja jestem zły.
Więc dlaczego ja mam coś zmieniać, skoro ja uważam, że robię wszystko tak, jak powinienem?” I w jaki sposób możecie przekonać tego człowieka, żeby coś w swoim życiu zmienił? Tylko dlatego, żeŻe co? Że wy tak uważacie, że coś będzie dla niego lepsze? W takich sytuacjach warto odwrócić sobie sytuację i zastanowić się, co każdy z nas by powiedział w momencie, gdyby druga osoba powiedziała mu: „Słuchaj, zacznij robić to tak, tego nie rób, to rób o tej, to rób w taki sposób, bo tak będzie lepiej”. Zasada obracania czegoś o 180 stopni jest najlepszą formą, według mnie oczywiście, treningu empatii. Jeżeli krytykujesz czyjąś postawę, to po pierwsze zastanów się, czy ty tak nie robisz. A po drugie, jeżeli robisz coś względem drugiego człowieka, to zastanów się, jak ty byś się czuł, gdyby ktoś zrobił tak wobec ciebie. To jest właśnie empatia. Umiejętność chociaż mentalnego zrozumienia, co dana osoba w takiej sytuacji może myśleć, sądzić, jak może to odbierać, chociażby mentalnie. Ja już nie mówię, że emocjonalnie, bo to jest bolesne najczęściej, ale chociażby mentalnie.
Często w sytuacjach w dużej mierze toksycznych dla nas ludzie mądrzy, świadomi, inteligentni wychodzą z takiego założenia, że jeżeli ktoś do nas coś mówi, to ma świadomość tego, co mówi, tak jak my mamy świadomość tego, co mówimy. Dobieramy słowa po to, żeby jak najprecyzyjniej wyrazić to, co myślimy, co czujemy, co chcemy powiedzieć. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę z wagi i znaczenia słów, których używamy. I bardzo często, zwłaszcza ludzie świadomi popełniają ten błąd, myśląc, że wszyscy ludzie tak mają. I to nas oczywiście, słowa innych osób bardzo często drażnią, denerwują, ranią, wkurzają, wywołują jakieś negatywne reakcje. Ponieważ my jesteśmy głęboko przekonani, że to, co powiedział ten człowiek, jest przez niego bardzo mocno przemyślane i że on jest świadom tego, co do nas mówi. I to jest kolejna rzecz, na którą właśnie, będąc w sytuacjach niewygodnych dla nas, należy zwrócić uwagę. Wiecie już tyle na temat świadomości. Wiecie już tyle, że ludzie różnią się między sobą poziomami świadomości. A tak naprawdę, i też o tym wam wielokroć mówiłem, to właśnie poziom świadomości decyduje o naszej emocjonalności.
Ponieważ świadomość to nie jest stan mentalny, to nie jest stan umysłowy. Świadomość, może ta ziemska, jest pewnego rodzaju stanem umysłowym. Często ludzie mylą świadomość z wiedzą, że jeżeli ja już coś się dowiedziałem, to ja jestem świadomy. Nie. Świadomość to jest stan emocjonalny. Człowiek świadomy nie zastanawia się, nie analizuje, dlaczego nie zrobi krzywdy drugiemu człowiekowi. Jak się zaczyna zastanawiać, to już zaczyna być procesem emocjonalnym, znaczy mentalnym. „Nie przyłożę mu, bo jest duży, może oddać”. Natomiast człowiek, to już się zaczyna taka rozkminka stricte ludzka: „Z chęcią bym mu przyłożył, ale się boję, że mi odda i może zaboleć, bo nie wiem, co on zrobi, ale bym mu przyłożył”. Natomiast człowiek świadomy, nieważne, czy jest to malutki człowieczek, czy wielki King Kong, nawet nie ma myśli, żeby komuś przyłożyć, ponieważ jest to stan emocjonalny.
Dlatego świadomość w bardzo dużej mierze, zwłaszcza rozwinięta świadomość, decyduje o naszej emocjonalności, czyli o naszej osobowości. Mocno rozwinięta świadomość, nawet w sytuacjach ekstremalnych, kiedy podświadomość mówi: „Przyłóż mu, przyłóż, przyłóż, przywal mu, zrób to samo, co on ci zrobił”, mówi: „Nie, nie jestem w stanie. Nie jestem w stanie wyrządzić krzywdy drugiemu człowiekowi”. Dlatego w takich sytuacjach, w których tkwimy w jakichś negatywnych relacjach, jakichkolwiek i coś w wykonaniu innych osób uruchamia nasze najczarniejsze instynkty, ciemną stronę mocy, kiedy uruchamia się nasza podświadomość, dobrze jest zrozumieć jedną rzecz: z kim mamy do czynienia. Warto jest rozkminić i spróbować zrozumieć, jaką świadomością dysponuje druga osoba, ponieważ to ta świadomość decyduje o tym, czy to, co on mówi, płynie z jego, czy jest świadomy tego, co mówi, czy po prostu na przykład klepie to, co mu podświadomość każe mówić. I bardzo często ludzie kierujący się tylko i wyłącznie podświadomością, często wypowiadając różnego rodzaju słowa, zdania, które są dla nas przykre, bolesne, po pierwsze w ogóle nad tym nie myślą. Po drugie bardzo często nie znają znaczenia słów, których używają. Po trzecie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji, jakie te słowa mogą przynieść w momencie, kiedy obrócimy je w czyn albo zaczniemy teSłowa, które są na przykład życzeniem, wynoś się, nie chcę cię znać, nie mamy o czym rozmawiać. Jesteś głupi, jesteś coś tam. Jakie konsekwencje przyniosą czyny, które my na podstawie tych słów zaczniemy realizować?
I my często dajemy się wkręcić emocjonalnie w dyskusje. Najczęściej tak jest, że takimi argumentami operują albo dusze o niemowlęcych nie mówię, albo takie właśnie te dziecięce dusze. To w ich wykonaniu wygląda mniej więcej tak: nienawidzę cię, mamo. Dziecko mówi: nienawidzę cię, mamo, nie kupiłaś mi tej lalki albo tej sukienki, albo tego samochodzika. Dziecko nienawidzi mamy. Oczywiście ono nie zdaje sobie sprawy z tego, co znaczy słowo nienawidzę. Ono usłyszało to słowo gdzieś w jakimś kontekście, jak się rodzice kłócili, albo dorośli się kłócili, albo w filmie, albo w internecie. I próbuje je przypasować do sytuacji. Natomiast ono nie rozumie znaczenia, wagi, powagi tego słowa, bo to w jego przekonaniu znaczy: jestem zły, jestem wściekły, jestem niezadowolony z tego powodu, że nie dostałem tego, co chciałem. Do nienawiści to jeszcze jest hohohohoho daleka droga.
I jeżeli poznajemy, zaczynamy rozpoznawać świadomość drugiego człowieka, możemy też łatwiej zrozumieć wagę słów, które ta osoba wypowiada. Dusze dziecięce będą klepały jak dzieci, często nie zdając sobie sprawy ze słów, z wagi, z powagi, ze skutków, jakie te słowa mogą wywołać, z naszych reakcji. W ogóle nie mają o tym pojęcia, w ogóle się nad tym nie zastanawiają. Jeżeli są złe, wkurzone, zrobią wszystko, żeby okazać swoją złość i niezadowolenie. I najlepiej jeszcze niech to zaboli drugą osobę, żeby przelać tą swoją złość i niezadowolenie na drugą osobę. Bo ja jestem zły, więc świat musi też cierpieć razem ze mną. I wtedy przejmowanie się takimi słowami dla osoby świadomej po prostu nie ma większego sensu i znaczenia, ponieważ wiemy, że to są słowa wypaplane po prostu. Natomiast jeżeli dziecko powie nam: wynoś się z mojego pokoju, to ono nie chce, żebyśmy się wynieśli z jego życia, tylko żebyśmy mu w danej chwili dali spokój. Natomiast jutro mamy mu zrobić śniadanie do szkoły, zawieźć do tej szkoły i dziecko rano będzie się do nas uśmiechać i mówić: o, cześć tato, cześć mamo, jak minęła wam noc? I my to doskonale wiemy i nie przywiązujemy emocjonalnej wagi.
Dobra, strzeliło focha. Jutro mu przejdzie, może zrozumie, może będzie jakaś rozmowa, może mu to jeszcze wytłumaczę. Więc słowo wynoś się słyszane z ust dziecka nie ma takiego samego znaczenia jak słowo wypowiedziane przez osobę świadomą. I teraz, jeżeli mamy do czynienia nawet z osobą dorosłą, która ma świadomość dziecka i powie nam wynoś się, to my to już odbieramy przez pryzmat jej wieku i oczekujemy i jesteśmy przekonani, że skoro ktoś ma tyle lat, to powinien być już świadomy tego, co mówi. Nieprawdą to jest, bo o jego osobowości, o jego emocjonalności decyduje jego świadomość. I on, mimo że jest 30 lat starszy od tego dziecka, ma taką samą wiedzę na temat tego słowa, znaczenia tych słów. Ciut większą, bez przesady. Bo jednak już doświadczenie życiowe, ta świadomość ziemska coś tam zmienia. Natomiast jego emocjonalność jest na bardzo podobnym poziomie co dziecko i tam funkcjonuje tylko podświadomość. Wystrzelać jak najwięcej, któryś trafi.
Ważne jest, żeby tej drugiej osobie było przykro. Natomiast często to nie znaczy wynoś się z mojego życia. To świadczy o tym: zostaw mnie w spokoju, bo jestem na ciebie obrażony. A następnego dnia ta osoba wstaje. Cześć, co słychać? Dlatego ważne jest w sytuacjach tych negatywnych, również w sytuacjach pomocy, kiedy widzimy jakąś negatywną sytuację w naszym otoczeniu i chcielibyśmy pomóc. Jesteśmy dobrymi ludźmi z otwartym sercem. Widzimy, że dzieje się coś złego i chcemy pomóc. To również istotne jest to, żeby uzmysłowić sobie, z kim, z jakim poziomem świadomości mamy do czynienia. Ponieważ na każdym poziomie świadomości są potrzebne inne doświadczenia, są zbierane inne doświadczenia.
I tak jak na przykład dzieci są pozbawione empatii, cały świat się kręci wokół nich. Zresztą robimy wszystko, żeby one w to wierzyły. Dobrzy rodzice, normalni rodzice robią wszystko, żeby dziecko zawsze było w centrum uwagi. Zawsze był czas dla niego, zawsze było zainteresowanie, żeby jego problemy były równie ważne jak nasze problemy. Więc my to sami taką sytuację tworzymy. Cały świat człowieka, również dorosłego, którego świadomość jest na poziomie dziecka, ma kręcić się wokół niego.Tacy ludzie są pozbawieni empatii. Nie zastanawiają się, co inni ludzie. Myślą tylko jak dzieci o sobie. Ja chcę cukierek i proszę mi ten cukierek dać. Świat jest od tego, żeby dał mi cukierek.
Więc też w relacjach, czy związkowych, czy zawodowych, czy towarzyskich nie oczekujmy od tej osoby empatii. Nie próbujmy mówić: „Słuchaj, ale powinieneś wziąć pod uwagę to, że inni ludzie też”. Bo taki człowiek nie ma zielonego pojęcia, co to jest empatia, a już na pewno nie jest zainteresowany tym, żeby zastanawiać się, co inni ludzie. Ja jestem w centrum uwagi, ja i moje potrzeby. Podobna sytuacja ma zastosowanie w przypadku ludzi ze świadomością dusz młodych. Z tym że one już znają wartość i znaczenie słów, których używają i robią to celowo. Ale z tymi ludźmi można już dyskutować. Może nie na poziomie empatii, ale na poziomie argumentów. Już informacje od takiej osoby trzeba brać bardziej poważnie, bo one niosą ze sobą zawsze informację, że ten człowiek zrobił to z jakiegoś powodu. Powiedział nam to z jakiegoś powodu.
Odkrycie tego powodu może być czasami łatwiejsze, czasami trudniejsze, natomiast zawsze jest jakiś powód. To nie jest wystrzelone na zasadzie: bo to mi ślina przyniosła na język. Nie. Więc jeżeli toksyczna sytuacja, negatywna sytuacja dotyczy takiej osoby, trzeba ją już traktować bardziej po partnersku w tych kłótniach, w tych dyskusjach, w tym wszystkim. Ponieważ słowa wypowiadane przez niego już są wypowiadane świadomie. I tak dalej. Człowiek dojrzały już samoczynnie się powstrzymuje przed wypowiadaniem pewnych słów, a jeżeli je wypowiada, to znaczy, że na pewno ma nam do przekazania jakąś bardzo ważną informację. Z tym że jego intencje są zdecydowanie inne niż małego człowieka o świadomości dziecinnej. Powiem wam tak: umiejętność zrozumienia, z kim mamy do czynienia, upraszcza w życiu bardzo wiele. W sytuacjach negatywnych pozwala nam zrozumieć, czy słowa, które do nas trafiają, są przemyślane, świadome, celowe, czy trzeba je, tak jak w przypadku dziecka, dzielić na pół, na cztery, na sześć, na dziesięć.
Natomiast w sytuacjach pozytywnych, dobrych warto jest poznać poziom świadomości drugiego człowieka, bo też wiemy, czy on reprezentuje sobą jakiś poziom odpowiedzialności i jakie mogą być intencje jego względem nas. Dlatego polecam ten trening. Jakbyście chcieli się dowiedzieć, jak w praktycznym wykonaniu, po jakich zachowaniach, po jakich cechach można te poziomy świadomości poznać u innych osób, to oczywiście z chęcią swoimi przemyśleniami się z wami podzielę. Powolutku reasumując: kochani, jeżeli wchodzimy w jakąś negatywną sytuację, relację, bez względu na to, co to jest, czego ona dotyczy, przyjaźni, koleżeństwa, związku, pracy, pamiętajmy o tym, że zbyt długie przebywanie tam bez dawania sobie oddechu będzie nas wciągać i uruchamiać te wszystkie procesy, reakcje, za które odpowiada podświadomość. Ponieważ nasza podświadomość ma bardzo mało w większości wypadków umiejętności szukania pozytywnych rozwiązań, więc najczęściej wypłukuje z nas wszystkie te rozwiązania, które poznaliśmy do tej pory. Te, których nas nauczyli nasi bliscy, nasze otoczenie, nasze rodziny i tak dalej. I najczęściej są to negatywne rozwiązania. Pamiętajcie o tym, że tkwiąc w takiej relacji, zaczynamy się do niej przystosowywać. I to, co często ludzie nazywają cofaniem się, wynika z tego, że wypieramy naszą świadomość jako organ doradczy, a zaczynamy bardziej intensywnie wierzyć, ufać i reagować podświadomością. Natomiast nie straciliśmy naszej świadomości.
Nie zatraciliśmy tego. Tego się nie da zatracić. Po prostu znowu uruchomiliśmy podświadomość do działania. Więc warto robić sobie dystanse, robić sobie przerwy, robić sobie odskoki, żeby nabrać oddechu, żeby wyjść z tego frontu na chwilę i spojrzeć na to troszeczkę z boku, żeby móc tą naszą duchowość, naszą duszę znowu zaktywizować, żeby odebrać tą siłę sprawczą i wykonawczą naszej podświadomości i spojrzeć na to z boku, nabrać też energii.I dobrze jest na takie sytuacje otaczać się ludźmi odmiennymi, ponieważ wymieniamy się między sobą energią. Bliskie kontakty z innymi ludźmi dostarczają nam różnych rodzajów energii. Siedząc w jednym otoczeniu, w jednym towarzystwie, w jednej sytuacji, dostarczamy sobie cały czas tylko jednego rodzaju energii. Więc warto te relacje bezpośrednie ze sobą utrzymywać. Nie uciekać przed nimi, nie załatwiać wszystkiego w sposób zdalny. Ponieważ pozbawiamy się możliwości wymiany energii. I zrozummy swoje intencje w sytuacjach, w których wydaje nam się, że będziemy pomagać komuś.
Pamiętajcie, że z punktu widzenia duchowego nie potrzebujemy żadnej pomocy, ponieważ każde doświadczenie, które przeżywamy, buduje naszą świadomość. Więc tak naprawdę nie ma złych doświadczeń ani dobrych doświadczeń. Każde buduje naszą świadomość i nigdy nie wiemy, jakiego doświadczenia oczekuje czy potrzebuje drugi człowiek. Nie możemy mu go zabrać, ponieważ najczęściej to doświadczenie, przejście przez jakąś sytuację mobilizuje ludzi do dokonania zmian. Ponieważ świadomość to nie jest stan umysłowy. Świadomość to nie jest stan wiedzy. Świadomość to jest stan emocjonalny. Więc żeby zmienić świadomość, musimy podejść do tego emocjonalnie. Nie teoretycznie, tylko emocjonalnie. A to doświadczenia weryfikują nasze emocje.
Doświadczenia pokazują, jakie są nasze emocje i doświadczenia wymuszają w pewien sposób na nas — jeżeli oczywiście wyciągniemy wnioski — chęć dokonania zmian, zmobilizowania się do tego, co nazywamy pracą nad sobą po to, żeby drugi raz w to doświadczenie już nie wejść, żeby uniknąć tego negatywnego doświadczenia. I trzecia rzecz, o której dzisiaj mówiłem też w kontekście tego wszystkiego, dotyczyła tego, że warto, zwłaszcza w sytuacjach negatywnych dla nas, kiedy spotykają nas ze strony innych ludzi negatywne informacje dotyczące nas, naszego życia, naszego zachowania, tego, co mamy zrobić bądź tego, co mamy nie zrobić, żeby zastanowić się i spróbować zrozumieć poziom świadomości tego człowieka, który przekazuje nam te informacje. Ponieważ na każdym poziomie rozwoju świadomości wartość tej informacji będzie miała inne znaczenie, inną wagę i co innego dla nas będzie znaczyła. Jeżeli dostaniemy informację od osoby bardzo świadomej czy dojrzałej świadomie, żebyśmy coś skorygowali, zastanowili się nad tym, to najczęściej będzie to informacja wartościowa dla nas. Będzie to spostrzeżenie bardziej empatyczne i dotyczące nas samych niż oczekiwań drugiej osoby wobec nas. Natomiast jeżeli dostaniemy informację od duszy młodej, od duszy dziecięcej, to najczęściej służy ona temu, abyśmy my się zmienili bądź zachowywali się tak, jak tamtej osobie będzie pasowało. Nie chodzi tu w takich informacjach o nasze dobro, tylko o dobro tej osoby, która od nas oczekuje konkretnych zachowań czy reakcji po to, żeby jej było wygodniej, lepiej, milej, przyjemniej i tak dalej. Tak że mimo, kochani, tremy, którą miałem przed tą audycją... A! Jeszcze jedna bardzo ważna rzecz.
Mam nadzieję, że już za dwa tygodnie wrócę, zacznę z inną świadomością, z inną wiedzą. Wrócę do testów, doświadczeń związanych z moim pomysłem odnośnie transformowania, a raczej dostarczania do naszej podświadomości dobrych, fajnych, miłych, kochających, radosnych, szczęśliwych wzorców podświadomości. Znowu gdzieś zaniedbałem to. Może nie zaniedbałem. Po prostu nie było ku temu możliwości, okazji ani czasu, ani atmosfery. Natomiast za dwa tygodnie wracam, biorę się ostro do roboty tak zwanej i będę was, mam nadzieję, już na bieżąco mógł informować o postępach, o sukcesach.
[01:00:52] - Właśnie w kwestii tego, co za dwa tygodnie Sinus Poland napisał: „Ej, czemu za dwa tygodnie, a nie za tydzień?”
[01:00:59] - Nie, ja za dwa tygodnie zacznę testy. Co nie znaczy, że za tydzień nie robimy audycji. Tak że nie. Kochani, bardzo bym chciał wrócić doDacie wrócić. Bardzo bym chciał. Zrobię, co w mojej mocy. Mam nadzieję, że już nic się tutaj nie będzie działo i wrócimy do tygodniowych audycji. Dla mnie te przerwy, kochani, są zbyt długie. Także okej. Przyjęliśmy, znaczy ja przyjąłem to upomnienie i za tydzień się oczywiście słyszymy.
A teraz się słyszymy z dobrą muzyką od pana Marka i robimy. Czy sporo komentarzy jest? Bo może nie jest sporo, to byśmy polecieli.
[01:01:49] - Bardzo dużo komentarzy. Tutaj się ludzie strasznie rozpisali, a jeszcze przed audycją Jubi napisał, że jeżeli mu bateria nie padnie, to zadzwoni.
[01:02:00] - Proszę bardzo. Faktycznie. Robimy przerwę, panie Marku, bo jednak na jednym oddechu wszystkich nie przeczytam. Także króciutka przerwa. Jak zwykle z dobrą muzyką od pana Marka i za chwileczkę się spotykamy.
[01:02:19] - Spotkamy się już za jakieś trzy i pół minuty. Może troszkę dłużej, trzy minuty 40 sekund. A te trzy i pół minuty spędzimy z utworem zespołu Chaku zatytułowanym „Jak człowiek, jak maszyna”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[01:02:55] - Stoi zmieszany u brzegu. Obok niego nauka i wiedza. Miał uczucie, że wiele rozumie, lecz ostatnio go rzadko odwiedza. Im więcej szczytów zdobywa, tym ma dalszą drogę do domu. Coraz trudniej mu mówić, co czuje. Tych słów nie mówił jeszcze nikomu. Zabiłem w sobie człowieka. Mam niewiele i na nic nie czekam. Przyzwyczajony mijam ulice i wielu ludzi, których nie widzę. Zmieniają się szybko pojęcia sukcesu i sensu istnienia.
Czekała na niego z kolacją przez lata, aż do znudzenia. I gdy może prawie wszystko, ona odpływa łódką od brzegu. On stoi w cyfrach i w obliczeniach i w uczuciu osamotnienia. Zabiłem w sobie człowieka. Zapomniałem, dlaczego narzekam. Coraz rzadziej zaczynam wybaczać. Miałem marzenia, lecz do nich nie wracam. Zabiłem w sobie człowieka, więc nie pytaj, dlaczego uciekam. Czemu tak mało wiemy o sobie? Poczucie winy spędza sen z powiek.
Zabiłem w sobie człowieka. Nie pytaj, dlaczego uciekam. Zabiłem w sobie człowieka. Poczucie winy spędza sen z powiek.
[01:06:11] - To był zespół Chaku w utworze „Jak człowiek, jak maszyna”. Utwór, który ukazał się na albumie „Pachnie powietrze” w roku 2009. Fanów polskiego rocka i w ogóle polskiej muzyki zachęcam gorąco do zapoznania się z twórczością zespołu Chaku, pisane przez Q i U na końcu, Chaku. Ciekawe teksty, ciekawa muzyka. Na pewno coś dużo bardziej wartościowego i ciekawszego od tego, co można usłyszeć w mediach tak zwanych mainstreamowych. Na jamendo.com można również znaleźć koncertówkę w Polskim Radiu. Nie pamiętam, w którym studiu Polskiego Radia, ale jest nagrana całkiem fajna koncertówka zespołu Chaku, także można tam również zapoznać się z tym, jak oni brzmią na żywo w wersji koncertowej. A my w Radiu Paranormalium przechodzimy do drugiej części audycji „Świat oczami duszy”. Mamy dzisiaj 5 października Roku Pańskiego 2020.Przechodzimy do tej części audycji, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Będziemy także czekać na wasze telefony.
Linia telefoniczna jest otwarta już teraz. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać oczywiście na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to można także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:08:28] - Dziękuję panie Marku, jak zawsze nieustająco za muzyczkę również. Kochani, tutaj oczywiście seria przywitań. Widzę też Iwonkę Sinuspoland, Radio Dreamtime, Jubiego widzę. Nowe postacie Edit Karwacki, Lucyna. Super, pan Kazimierz też się pojawił. Także kochani, witam was.
[01:08:53] - Właśnie pan Kazimierz do nas dzwoni na nasz numer stacjonarny. Panie Kazimierzu, czy się słyszymy?
[01:09:00] - Dzień dobry, kłaniam się.
[01:09:02] - Co taki smutny?
[01:09:03] - Nie, jest w porządku. Tylko tak 12:00.
[01:09:10] - Powiało.
[01:09:11] - Nie, trochę zmęczony.
[01:09:14] - No to cieszę się, że tylko zmęczony.
[01:09:20] - Tak na marginesie chciałbym zaznaczyć, że jak Jubi by chciał dzwonić to ja zamilknę na chwilę, żeby mu tam bateria nie padła. Więc Jubi jak słyszysz dzwoń. Nie, czekaj, ja skończę. Dzwonię. Ten temat, który pan w ogóle dzisiaj poruszył, jest mi bardzo bliski, bliski mojemu sercu, więc bardzo za niego chcę podziękować. Jednocześnie pomyślałem sobie tak słuchając, ułożyłem sobie myślę, że taką fajną w cudzysłowie historyjkę, żeby pokazać wam, jak ja widzę coś takiego jak miłość. Jak ja widzę miłość w rozumieniu ludzi, którzy często mówią o tej miłości, jaka to jest fantastyczna i jaka to jest ważna i powinniśmy siebie kochać, kiedy dla mnie jest to olbrzymim błędem w tym ich rozumowaniu. Chciałbym wam tą krótką historyjką przedstawić jak ja widzę ten błąd w pojmowaniu miłości i czym moim zdaniem ta miłość jest. Pozwoli pan, panie Sławku?
[01:10:30] - No jasne.
[01:10:31] - Okej, więc zapraszam, abyśmy użyli takiej wyobraźni na chwilę, mianowicie abyśmy przenieśli się na zupełnie inną planetę. W zasadzie planeta całkowicie ciemna. Lasy, góry, jeziora, różny tam wszelaki teren, co kto lubi. I na tej planecie żyją dokładnie takie same osoby jak my. Nie mają zmysłu wzroku. To prawda, ale mają coś, czego my nie mamy. Z czoła wystaje im taka antenka i na końcu tej antenki jest kuleczka. I ta kuleczka w zależności od tego, jak bardzo są rozwinięci duchowo świeci mocniej albo słabiej. Tą kuleczką właśnie, pomimo że nie mają zmysłu wzroku, oświetlają sobie drogę i to, co ich otacza. Im bardziej ktoś rozwinięty, tym lepiej widzi, gdzie idzie, co robi.
Im mniej ktoś rozwinięty, tym widzi słabiej. Jednak mimo wszystko ci, którzy świecą się bardziej, nie biegają za tymi, którzy świecą się słabiej, żeby na siłę oświetlać im drogę. Bo też w pewnym sensie ci, którzy widzą słabiej, bo świecą sobie słabiej, niekoniecznie tego chcą. I czasami takie dwa światełka idą koło siebie jedno wyżej, drugie niżej. I to jest rodzic i dziecko. Rodzic świeci sobie i świeci dziecku i uczy dziecko rozwoju swojego własnego światełka. I uczy też, że nie należy biegać za innymi i nie próbować im na siłę czegokolwiek oświetlać. Dlaczego to jest dla mnie takie ważne? Bo ludzie, którzy myślą o miłości, pomyślą sobie często tak, że to światełko na końcu antenki oni chcą mieć tak mocne, żeby wszystkich dookoła obejmować i wszystkim wszystko oświetlać. Chodzi o to, żeby to światełko jednak było skromne, nie ingerowało w innych.
Dla mnie czymś zupełnie odmiennym jest to pojęcie tej miłości. Niebycie inwazyjnym, uszanowanie innych. Jak ktoś poprosi: "Podejdź, proszę, poświęć mi", to możemy wtedy podejść. I też warto zwrócić uwagę, że w pewnym sensie jest tak, że my nie jesteśmy w stanie pomagać wszystkim. W tej historyjce mógłbym założyć to, że ktoś uwielbia na przykład życie w lesie, ktoś na łąkach. To nawet gdybyśmy chcieli pomóc komuś i by nas prosił o poświęcenie na łąkach, to nas tam nie będzie. To nie jest nasza przestrzeń. I tutaj też czasami tak jest, że pomimo że mieszkamy koło siebie częstoTo czasami żyjemy w tak odmiennych światach, że nie jesteśmy sobie w stanie pomóc. Nie jesteśmy w stanie siebie zrozumieć, a to zrozumienie jest potrzebne, żeby siebie oświetlać. Czasami się rzeczywiście zdarza, że jesteśmy bezsilni, bo to nie jest nasz świat.
Nie rozumiemy siebie. Najważniejsze jest to, że w tych światełkach — warto tutaj dodać taką wizualizację sobie — za każdym razem na tej antenie światełko nie świeci z tą samą mocą. Gdy ktoś inny podejdzie, będzie agresywny, zły, to pytanie, jak zareaguje druga osoba. Jeżeli da się zaburzyć, to może to światełko przygasnąć. I tak też jest z naszą miłością, bo miłość to nie jest emocja. Dla mnie miłość nie jest emocją, bo emocja to jest stricte coś fizycznego. Tam jest chemia. To jest coś, co pojawia się, znika i często też nie jest to trwałe. Natomiast miłość dla mnie to jest światło duszy, które powinno być personalne i tą personalnością możemy się dopiero dzielić. Kreseczka, finita.
Wątku.
[01:14:44] - Panie Kazimierzu, powiem tak: broń Boże, ja się wciągnąłem w tą historię. Ja w żaden sposób nie będę jej oceniał, ani analizował, ani się na temat tej historii tutaj wypowiadał. Chociażby z tego powodu, że jest to pana sposób postrzegania, rozumienia, patrzenia i całkowicie tutaj nie ma nic do dodania, nic do ujęcia. Fajnie pan to przedstawił. Bardzo dziękuję, bo mówię, ja się w tę historię wciągnąłem. Ja może ostatnio stałem się taki bardziej brutalny. Pana historia jest taka fajna, ciepła. Ja ostatnio à propos tej pomocy innym ludziom mówię, że miłość do drugiego człowieka, pomoc dla drugiego człowieka sprowadza się też do tego, że im większa świadomość, tym większe zrozumienie tego, że na przykład dziecka nie da się nauczyć teoretycznie. Natomiast dziecku trzeba pozwolić doświadczać. Trzeba to w pewnym sensie mieć pod kontrolą, by te doświadczenia były bezpieczne.
Bo one nie muszą być niebolesne. Wprost przeciwnie, czasami musimy pozwolić drugiemu człowiekowi, żeby mu pomóc doświadczyć czegoś negatywnego. I tak jak te pana stworki, ludziki, być może one też muszą doświadczyć tego, że mając źle oświetloną drogę, muszą się potknąć, przewrócić. Muszą zrozumieć, że ziemia, po której stąpają, nie jest równa, prosta i gładka. I czasami trzeba się przewrócić, stłuc sobie kolano, rozetrzeć się, wstać i wiedzieć już, że na ziemi leżą kamienie, o które można się wywalić. I to jest taka wersja bardzo budowana, bardziej pasująca do atmosfery pana opowieści. Natomiast ja czasami też używam bardzo brutalnych słów i w kategoriach pomocy mówię jedną prostą rzecz: jeżeli jesteś worem pozbawionym energii, siły, chęci do czegokolwiek, to czy oczekujesz ode mnie, żebym ja ten wór wziął na plecy, przeniósł 100 metrów, 200 metrów, kilometr, trzy kilometry? Czy tak ma wyglądać pomoc? Za te trzy kilometry ty nadal będziesz worem, więc ja tobie nie pomogę. Ja zmienię tylko twoje miejsce przebywania.
Pomoc w moim przekonaniu to jest pomóc człowiekowi z tego wora wyjść, przestać być tym worem. Natomiast pierwszy ten zaczyn musi płynąć od człowieka, czyli on musi sam chcieć z tego wora wyjść, a nie czekać na to, że inni będą go całe życie za sobą taszczyć, a on ich będzie tylko swoimi problemami obarczał i pokazywał, jak mu jest źle tylko po to, żeby inni go przez całe życie na swoich plecach nosili. Także troszeczkę być może pana fajną, ciepłą opowieść troszeczkę zbydl Iłem, ale myślę, że też dla całej sytuacji warto wiedzieć, że są też i tacy ludzie. Czasami są ludzie, którym wystarczy troszeczkę oświetlić drogę albo przynajmniej pokazać kierunek: chodź za mną. A czasami są ludzie, którzy chcą być worem niesionym przez innych przez całe życie. Trzeba po prostu zostawić i pozwolić mu samemu podjąć decyzję, kiedy on z tego wora będzie chciał wyjść i będzie chciał przejść to życie samodzielnie, swoją drogą i na swoich zasadach.
[01:19:05] - Tak. Ja uważam, że nie wolno niczego za nikogo robić. Nie ma takiej opcji.
[01:19:13] - Ekstremalne. Ale często spotykamy na swojej drodze takich ludzi. Panie Kazimierzu, myślę, że pan też spotkał takich ludzi, którzy oczekują, żeby coś za nichWłaśnie zrobić. Oni wolą tylko narzekać, mówić jak jest źle, oczekując, że ktoś inny świat wokół nich poprawi, polepszy bez ich udziału.
[01:19:37] - Tutaj takie jedno pytanie, co my rozumiemy przez robić cokolwiek? Bo ja jednak cały czas poruszam się w przestrzeni psychologiczno-mentalno-duchowej. Tutaj my nic nie możemy robić za nikogo. Rzeczy fizyczne, pomóż mi coś tam wnieść, to inna bajka. Natomiast właśnie w tej przestrzeni, kiedy to jest kwestia rozwoju, to nic nie możemy nikomu. Dam troszeczkę inny przykład. Spodobał mi się przykład koparki i kierowcy. Koparka to ciało, kierowca, operator tej koparki to dusza, która wsiada do koparki. I chodzi o to, że nawet kiedy ja jako operator tej koparki chcę pomóc, bo mnie prosi inny operator koparki o coś, to ja podjeżdżam i mogę mu pomóc coś wykopać. Ale nie mogę ze swojej koparki sięgnąć do jego koparki i mu te wajchly sam przestawiać.
Są dwie różne sfery pomagania.
[01:20:43] - Okej, natomiast pan powiedział, że pan się porusza w sferze emocjonalno-mentalnej.
[01:20:51] - W tych przykładach.
[01:20:52] - Tak. Ja się zgodzę i to jest moim zdaniem całkowicie rozsądne. Natomiast ludzie również w tej sferze oczekują często od nas załatwienia za nich sprawy. Często na przykład mówią: „A, bo mi jest źle” i oczekują od nas również w sferze mentalnej na przykład pocieszania. „O, faktycznie ci jest źle. O twoje problemy. Faktycznie, masz przerąbane”. Albo: „Nie wiesz, w ogóle się nie przejmuj, poradzisz sobie” i tak dalej. Również w tej sferze oczekują od nas, żebyśmy im dostarczali pozytywnej energii, pozytywnych emocji. Więc to nie dotyczy tylko sfery fizycznej, żebyśmy coś za nich zrobili, ale również w sferze właśnie tej emocjonalno-mentalnej.
[01:21:51] - Od tej strony pan bije w worek.
[01:21:57] - Nie, takie luźne spostrzeżenie na kanwie naszej dyskusji.
[01:22:03] - Też ciekawe spostrzeżenie. Rzeczywiście są ludzie, którzy w tym użalaniu się nad sobą wręcz potrzebują być ofiarą, żeby ludzie jej współczuli, bo to jest też choroba. Warto wskazać moim zdaniem na to, że przekleństwem jest... właściwego słowa na to nie znajdę. Chodzi o współodczuwanie, że my w sposób nie perwersyjny, tylko taki nieprawidłowy współodczuwamy. Czyli dzięki temu ktoś może na przykład udawać, że mu jest smutno, że płacze, żeby nam się zrobiło mu żal na przykład. Takie wykorzystywanie.
[01:22:53] - W związku z tym na przykład, żebyśmy wykonali jakieś tam czynności, których on nie ma ochoty zrobić.
[01:22:59] - Być może to jest mój plus, że akurat jestem w tej przestrzeni zimny jak skała, bo ja widzę, że to nie ma sensu i się po prostu w to nie angażuję. I troszeczkę można by powiedzieć socjopatyczny w tym jestem. To jest ten problem, że nie potrafię teraz za bardzo dodać czegoś do mojego opowiadania, bo ja mam tak, że jak ja czegoś nie rozumiem, czyli nie rozumiem cudzego postępowania na przykład takiego, to ja nawet nie potrafię takiej osobie współczuć. Ja muszę rozumieć, co ta osoba czuje, żeby móc jej ewentualnie współczuć. Czyli potrafię w tym przypadku być zimnym draniem, więc może tutaj nie będę się układał w tym kierunku, bo nie jestem kompetentny. Nie wiem, czy to moja wada jakaś, wada w sensie mentalna, nie wiem, jak się mówi, skaza psychiczna czy co, ale nie wiem.
[01:23:57] - Nie, ja tego tak nie odbieram. Ja też uważam, że osoby świadome są często odbierane za osoby właśnie takie bezduszne. Takie właśnie jakby oziębłe emocjonalnie, ale też mówię, świadomość tego, że nie uchronimy człowieka przed doświadczeniem, jeżeli on sam nie będzie chciał przed tym doświadczeniem się uchronić. I co byśmy nie zrobili, ile parasoli byśmy nad nim nie rozłożyli, to jeżeli on sam się przed tym doświadczeniem nie postanowi uchronić, to my ten parasol zdejmiemy tylko na chwilkę, odwrócimy się do tyłu i on zaraz wsadzi łapę w ognisko. Więc odwlekamy to tylko w czasie. I czasami jest to wręcz zgubne dla drugiego człowieka. Bo często jest to na przykład z dziećmi, teraz na przykład podobno z chłopcami, z mężczyznami jest tak, że oni bardzo długo chcą być pod opieką rodziców. I w pewnym momencie rodzice przyciągają to, chronią, załatwiają, organizują, odkręcają, zbierają też często konsekwencje jego negatywnych zachowań czy działań, aż do takiego momentu, na przykład do 40. roku życia, w którym ten człowiek już nie jest w stanie, tak naprawdę, jeżeli byśmy go zostawili samego, to on może zginąć na tym świecie. Albo te doświadczenia, przez które przejdzie, będą bardzo bolesne bądź niebezpieczne, bo na przykład zacznie pić albo zacznie uprawiać hazard albo jakieś tam inne rzeczy.
I już powstaje lęk, co z tym człowiekiem zrobić. Więc mówię, czasamiPoprzez taką chęć pomocy, opieki możemy wyrządzić drugiemu człowiekowi czasami nawet i krzywdę.
[01:25:54] - To może tutaj wpadłem na pomysł. Co mogę dodać do tej historyjki. To może wyjdę panu naprzeciw, że jeżeli ten, który słabiej świeci, prosi w jakikolwiek sposób o pomoc, to te istoty, które świecą mocniej, nigdy nie podchodzą do tej osoby, żeby tej osobie świecić, żeby miała super jasno. Tylko stają w pewnej odległości i mówią: ty musisz się wysilić, żeby wkroczyć do mojego świata trochę, wtedy będzie ci świeciło jaśniej, bo póki ty nie zrobisz tego wysiłku, będziesz mieć tyle światła, ile do ciebie dojdzie. Na ile ty pozwolisz, żeby doszło.
[01:26:35] - Albo ile jesteś sam z siebie w stanie tego światła wykrzesać, dać. Tak?
[01:26:41] - Dokładnie. Czyli postawić pewne takie nie warunki, bo to nie są warunki w sensie, że ja pod pewnym warunkiem ci pomagam, tylko takie są reguły tego świata. Ja nie mogę do ciebie podejść w ten sposób. Ja muszę stać w tej odległości, bo jesteśmy z innych światów. Mimo wszystko jesteśmy z innych poziomów i to ty musisz do mnie wyjść. Ja jestem, między nami jest pewna odległość. Im bliżej będziesz podchodził, tym będzie ci jaśniej świecić i więcej będziesz widział. I wtedy pójdziemy razem. Tak? Ale najpierw musisz ty podjąć te kroki, żeby do mnie się zbliżyć.
Czyli nie na siłę wchodzić w tyłek, tylko niech ktoś wyjdzie do nas, niech on stawia te kroki w naszym kierunku.
[01:27:29] - To znaczy to ma też taki aspekt.
[01:27:31] - Ja zgubiłem.
[01:27:33] - Dla mnie to też ma taki jeszcze jeden aspekt. Tak? Z tym wchodzeniem w tyłek i załatwianiem za kogoś czegoś. Tak? Bo w pewnym momencie zaczynamy tego człowieka, zamiast go usamodzielniać, czyli uczyć go samodzielnego oświetlania sobie drogi, samodzielnego podróżowania, samodzielnego radzenia sobie w życiu. Zaczynamy go od siebie uzależniać. Tak? Bo jeżeli on wejdzie w to nasze światło, to już nie będzie miał potrzeby tworzenia swojego światła, bo będzie wszystko widział. I w tym momencie to światło w nim zaniknie, jakby operując pana nomenklaturą i jeżeli wyjdzie z naszego światła, to zostanie w ciemności.
[01:28:18] - Dokładnie.
[01:28:19] - I zostanie.
[01:28:21] - Nieużywany organ zanika. Tak?
[01:28:23] - I zostanie skazany na nasze towarzystwo do końca na przykład tego swojego życia, ponieważ nie będzie samodzielnie w stanie funkcjonować. Uzależnimy go od siebie i od naszego światła. Często też jest tak z energią, że zbyt dużo dając, pozbawiamy ludzi motywacji do tego, żeby sami to tworzyli i oni się od nas uzależniają. W pewnym momencie do któregoś momentu jest to fajne. Jest to przyjemne. Tak? Ponieważ ta osoba jakby się z tego cieszy, a później czasami nawet okazuje wdzięczność, a później staje się to jakby nawykiem, potrzebą i wręcz naszym obowiązkiem, ponieważ ta osoba już zatraciła w naszym świetle umiejętność wytwarzania swojej energii.
[01:29:15] - Zgadza się.
[01:29:17] - Także tak żeśmy sobie dzisiaj tutaj nie pofilozofowali, tylko tak poetycko.
[01:29:26] - Pobajczyli.
[01:29:27] - Pobajczyli i poautorzyli panie Kazimierzu i pomarzyliśmy o jakichś takich fajnych światach. Znaczy dla mnie mówię ja ten przekaz kupuję. Tak?
[01:29:42] - Pozwolę sobie tylko jeszcze jedną taką ważną rzecz dodać i kończę. Mianowicie powiedziałem to z tego powodu, bo kiedy my tak szukamy tego rozwoju osobistego, ciągle wszędzie słyszymy, że jaka to ważna jest miłość i takie różne osoby, które to mówią, są zawsze takie uśmiechnięte, takie spokojne, bo się to wszystko nagrywa, więc można być spokojnym, nawet na żywo da się przez pewien czas tak się zachowywać. Dla mnie to jest strasznie sztuczne, bo dla mnie podchodzenie do miłości tego typu jest cholernie inwazyjne, że my właśnie próbujemy tym światłem, tymi czułkami ogarnąć wszystkich dookoła, żeby wszystkim oślepiać. Tacy my dobrzy jesteśmy, że wy ślepcy teraz bądźcie zdolni widzieć. A dla mnie ważne jednak jest to, żeby w tej ciemności.
[01:30:44] - Dać drugiemu człowiekowi latarkę.
[01:30:46] - Nie, nie, że miłość nie polega na tym, aby na siłę oświetlać, tylko żeby to światełko po prostu w tej ciemności było. Ono jest z daleka widoczne. Być z daleka widocznym, bo w tym przykładzie im mocniej światełko świeci, tym ta osoba jest bardziej doświadczona, bardziej taka uduchowiona, a to z kolei oznacza, że tym bardziej jest przykładem. Więc ta miłość jest w przykładzie własnego postępowania w naszym własnym życiu względem nas samych, po to, żeby wszyscy to światełko mogli obserwować, za nim zatęsknić, chcieć takiego światełka, nie być oślepianym przez nie, nie być inwazyjnie. Prawda? Żeby to światełko nie wkraczało na nasz teren, tylko abyśmy je mogli podziwiać z daleka i w razie czego poprosić o użyczenie troszeczkę światła.W razie czego. Nic na siłę.
[01:31:48] - Trochę tu się aspektów takich już z naszej planety wkradło, panie Kazimierzu. Natomiast zasadniczo jest w tym sporo racji. Zresztą ja się z tym zgadzam. Stare chińskie przysłowie mówi: „Czy lepiej dać człowiekowi rybę, czy nauczyć go łowić?” Myślę, że to też pokazuje i ma swoje przełożenie odnośnie miłości. Ja też o tym mówiłem, że po pierwsze nie jesteśmy w stanie dać nikomu czegoś, czego sami nie posiadamy. Jeżeli nie mamy pieniędzy, to nie możemy pomóc finansowo drugiej osobie. Jeżeli nie mamy w sobie miłości, to nie możemy jej nikomu dać. Fajnie jest nauczyć ludzi, by sobie tą miłość wytwarzali sami, wtedy nic nie będą chcieli od nas. Dzisiaj wracając z Kielc z kolegą, rzucił taki temat odnośnie ludzi jeżdżących po drogach, bo tam akurat był wypadek czy coś takiego i padło takie życzenie z jego ust, żeby ludzie nie chcieli nam zrobić krzywdy na drodze, żeby tak się zachowywali, by nie robić nam krzywdy. Ja mówię: „Wiesz co?
Mi wystarczy, żeby ludzie nie chcieli robić sobie krzywdy. Żeby tak myśleli, by nie zrobić sobie krzywdy, bo jak nie zrobią sobie krzywdy, to nie zrobią krzywdy również nam. Niech zadbają tylko o siebie i będzie dobrze.”
[01:33:37] - Dokładnie.
[01:33:38] - No i co?
[01:33:40] - Dziękuję bardzo.
[01:33:41] - Dzisiaj się znowu zgadzamy, panie Kazimierzu. Pan zawsze tutaj szuka jakiegoś tematu.
[01:33:46] - Coraz lepiej nam idzie przecież.
[01:33:48] - Żebyśmy się nie zgadzali, a tu lipa znowu.
[01:33:52] - Nie, pan takie tematy przyjemne daje, że aż nie mam serca.
[01:34:00] - Aż serce pija w drobinki. Okej.
[01:34:04] - Dokładnie.
[01:34:05] - Dobra.
[01:34:06] - Dziękuję panu bardzo. Życzę przyjemnej audycji, spokojnego tygodnia. W ogóle tak spokojnie, bo coś tam u pana się dziwnego robi, słyszę.
[01:34:16] - Doświadczenia. Ja też buduję cały czas swoją świadomość, panie Kazimierzu.
[01:34:23] - Oczywiście.
[01:34:24] - Nie jesteście, kochani, odosobnieni. Ja tu też jestem na ziemi. Ja nie nadaję z innej planety.
[01:34:31] - Ja bym tak chciał. Ja już prawie tak. Ja już prawie jestem na innej.
[01:34:36] - Nie, ja jeszcze jestem tu, jest fajnie, cały czas coś się dzieje, są tematy do audycji, więc jest okej. Ale bardzo dziękuję za troskę.
[01:34:47] - Dziękuję również. Pozdrawiam wszystkich. Pozdrawiam pana, panie Sławku, panie Marku. Pozdrawiam słuchaczy. Do usłyszenia.
[01:34:53] - Dzięki panie Kazimierzu, wszystkiego dobrego. Nieustająco życzę.
[01:34:57] - Pa, pa.
[01:34:59] - Pa.
[01:35:00] - To był pan Kazimierz. Ja przypominam kontakty do Radia Paranormalium. Numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493. No i oczywiście Skype radio.paranormalium.pl.
[01:35:28] - Dziękujemy panie Marku, a ja wrócę do powitań, bo tak jak mówię, parę osób się pojawiło tutaj. O panu Kazimierzu już mówiłem. Adrianna się pojawiła, Adam się nam pojawił i Iw. Tutaj mam prośbę. 20:03. Mam prośbę do słuchacza. Mój drogi, moja droga. Jeżeli piszesz nick, to daj mi chociaż szansę go przeczytać. Proszę o jakieś prostsze nicki, bo ten GRUBYSUM jest trudny do wypowiedzenia. Ale witam cię serdecznie.
Adam J się pojawił. Tutaj Jubi pisze, że to był żart. Oczywiście wiem, że to był żart. Znamy się już troszeczkę, więc ja też sobie pozwoliłem na żart. Adam Zieliński znowu. I tutaj już zaczynamy temat audycji. Sinuspoland pisze: „Świadomość może tracić na mocy poprzez pozostawanie w niezdrowych relacjach, ale według mnie przewrotnie to też ją poszerza. Patrzymy na tę sytuację z innej perspektywy.” Oczywiście, że tak. Zresztą nawet pan Kazimierz powiedział na koniec telefonu, nie zdążyłem się do tego odnieść podczas jego wizyty na antenie, że szukamy rozwoju osobistego. I z rozwojem osobistym i ze świadomością, powtarzam to po raz kolejny, jest tak, że my nic nie musimy szukać, ponieważ w każdej sytuacji, w której uczestniczymy, w jakimś doświadczeniu, w które angażujemy się emocjonalnie, poszerzamy swoją świadomość i w ten sposób rozwijamy samych siebie.
To jest proces, który dotyczy każdego człowieka na Ziemi, bez względu na to, czy w ogóle wie coś o rozwoju osobistym i o duchowości, czy nie. My jako, powiedzmy już wytrawni tutaj słuchacze, czytacze i oglądacze różnych rzeczy, mamy już po prostu większą świadomość tego procesu. Więc ten rozwój odbywa się w sposób bardziej kontrolowany, bardziej świadomy.Bardziej taki, że mamy jakiś na to wpływ. Natomiast gro ludzi robi dokładnie to samo co my, tylko w sposób nieświadomy. Oczywiście zgadzam się z tobą, mój drogi, że negatywne sytuacje czy pozostawanie w negatywnej sytuacji czy relacji powoduje, że swoją świadomość poszerzamy. Nawet chociażby o to, czy dla nas jest to dobre czy złe, czy nam się to podoba, czy nie, czy chcemy w tym uczestniczyć, czy nie. I tutaj dalszy ciąg tej wypowiedzi: to też się mocno wpisuje w koło hermeneutyczne, o którym była mowa zakulisowo od początku audycji. A skoro zakulisowo, to ja w niej nie uczestniczyłem. Adrianna pisze Sinus Poland: „Też tak sądzę. Każda sytuacja pozytywna lub negatywna nas rozwija”.
Sinus Poland pisze: „Jesteśmy w toksycznym związku, który realizujemy. Trwamy w nim i degradacja, o której mówimy, w pewnym momencie posuwa nas do zmiany, pozwala zrzucić kurtynę”. Czasami pamiętajmy, ogólnie rzecz biorąc o tym, że związek wskazuje na istnienie przynajmniej dwóch osób w tej relacji. Powinniśmy pamiętać, że czasami wchodzimy w relację z drugą osobą, ale też trochę na jej potrzeby, na potrzeby jej doświadczenia. I my się na to jako dusze, jako świadomości godzimy często. Warto też o tym pamiętać, żeby w takiej sytuacji przyjrzeć się również tej drugiej osobie. Tym, co ona w tej sytuacji, jakie korzyści może z tego wynieść. Piotr C. pisze: „Po śmierci wiedza zastępuje postrzeganie. W ogóle nie ma postrzegania po śmierci.
Doświadczenia zostają jako odczucia”. Jeszcze raz przeczytam, bo nie bardzo zrozumiałem. „Wiedza zastępuje postrzeganie. W ogóle nie ma postrzegania po śmierci. Doświadczenia zostają jako odczucia”. To pewnie troszeczkę inaczej niż ja to nazywałem. Natomiast zasadniczo mniej więcej tak to wygląda. Może innych słów bym użył, natomiast na pewno w procesie analizy i odczuwania tego wszystkiego nie bierze udziału nasza podświadomość. Ta analiza jest z troszeczkę innej płaszczyzny robiona. Adrianna pisze: „Negatywy też uczą”.
To interesujące. „Na skutek braku kontaktu z aurami innych ludzi opadamy z sił witalnych”. Nie zawsze tak jest. Żeby nie było, że to zawsze tak jest. Jeżeli jesteśmy w stanie sami wytwarzać pozytywną energię, to najczęściej nie ma z tym jakiegoś problemu. Natomiast gros ludzi tego nie potrafi, wytworzyć dla siebie tyle energii. Poza tym kobiety wytwarzają troszeczkę inny rodzaj energii, mężczyźni wytwarzają trochę inny. Kobieca jest bardziej napędzająca, więc potrzebujemy wymiany tych energii pomiędzy płciami, bo mężczyźni nie są w stanie w tym wcieleniu wytworzyć energii, którą mogą wytworzyć kobiety. I dlatego jest to przyciąganie. Oprócz bodźców biologicznych jest ta potrzeba bliskości pomiędzy dwoma płciami ze względu na to, że dostarczamy sobie nawzajem energii, których nie jesteśmy w stanie wytworzyć.
Sinus Poland pisze: „Ale właśnie, ten stan też mobilizuje do zmiany, otrząśnięcia się”. Oczywiście, że tak, ale tylko w przypadku kiedy — bo to też jest jeden z ważnych warunków — w momencie, kiedy rozumiemy już, że my odpowiadamy za nasze życie czy za to, co się dzieje mniej więcej w tym życiu. Często ludzie na skutek takich informacji zaczynają obwiniać innych i takie doświadczenie negatywne będzie wpływało na nich w odwrotny sposób. Nie zmienią siebie, natomiast nieustannie będą zmieniali wszystko naokoło, co też jest doświadczeniem. „Czujesz podświadomie, że czegoś brakuje i tak niedobór jest kopniakiem...”. To jest dalszy ciąg: „Ten stan mobilizuje do zmiany, otrząśnięcia się. Czujesz podświadomie”. Podświadomie to może nie, ale to też jest w cudzysłowie napisane, więc myślę, że się rozumiemy pod tym względem, że czegoś brakuje i ten niedobór jest kopniakiem do poruszenia się. Jack pisze: „Dajcie lajka, jeśli się podoba audycja”. Witamy cię Jacku, dziękuję.
Tak, zachęcam kochani.Bo te siedemdziesiąt parę pod poprzednią audycją, kiedy was prosiłem, zrobiło na mnie bardzo fajne wrażenie. Więc tak, nie żałujcie sobie. Nie ograniczajcie się tylko do jednej audycji. Bardzo chętnie zobaczę tyle waszych opinii pod każdą audycją. Jubi pisze Radio Dream Time. Nie wiem co pisze, bo pan Marek mi coś wrzucił i właśnie mi się przewinęło. Dobrze, pisze tak: „Czucie podświadome to podszepty duszy”. Coś, co już jest nam dobrze znane, wiadomo czemu. Oczywiście ja rozumiem też Jubiego intencje, tak jak Sinus Poland też rozumiem sens wypowiedzi. Natomiast dla poczciwości prowadzącego nie czepiam się słówek, tylko chciałbym, żebyśmy też się dobrze rozumieli.
Bo podświadome, czyli to, co my nazywamy podświadomością, jest troszeczkę odrębne od duszy. Więc ja bym to raczej starał się nazywać czuciem intuicyjnym, bo za intuicję odpowiada nasza dusza, nasza duchowa świadomość. To ona się komunikuje z nami za pomocą intuicji. Natomiast nasza podświadomość komunikuje się z nami za pomocą reakcji, emocji, słów, myśli bądź objawów na przykład psychosomatycznych, stricte fizycznych. I Piter się pojawił. Ada pisze: „To prawda, ponieważ kiedy nie jesteśmy aktywni, nie mamy chęci do działania”. Tak, mówię, tu tych, kochani, aspektów jest oczywiście więcej, bo też różnego rodzaju hormony i nasze nastawienie emocjonalne, i tak dalej. Ja poruszyłem tylko aspekt energetyczny. Natomiast oczywiście rozumiem, że cała reszta pozostałych aspektów, emocjonalno-fizycznych jest też dla was jasna i oczywista. Dżek pisze: „Haha, magia klucza.
Dzięki za moda.” Okej. Sinus Poland pisze: „No tak, ale czy...” I tu się cofnę. „Ale czy to świadczy o opadaniu świadomości? W moim odczuciu to są jej świadomości szarpania. Rusz się.” I tutaj nie wiem, czego to tak dokładnie dotyczy. Ja cały czas twierdzę, że świadomości nie da się cofnąć. Możemy przestać jej słuchać. Możemy zacząć kierować się znowu podświadomością. Mogą się uruchomić bardziej aktywnie wzorce podświadomości. Natomiast to nie znaczy, że my zapominamy wszystko, o czym wiedzieliśmy do tej pory.
Między innymi dlatego też są tak zwane chyba wyrzuty sumienia. Teraz mi przyszło do głowy, że damy się ponieść reakcją, podpowiedziom podświadomości, zareagować, ale później na przykład czujemy się z tym nieswojo i wraca do nas informacja, kiedy opadną emocje, na przykład w jakiejś negatywnej dla nas, stresującej czy emocjonalnej sytuacji. I wraca taka myśl: „Kurde, jednak może nie powinienem tego robić. Może nie powinienem tego powiedzieć. Może nie powinienem się tak zachować.” Może coś. Więc ta świadomość, dusza cały czas gdzieś tam jeszcze mimo wszystko do nas próbuje się przemówić. Piter pisze: „Bóg stworzył nam drugiego człowieka do rozwoju nas samych. Najlepszym rozwojem nas samych jest osoba, którą kochamy, ale też nienawidzimy, jak i ta pierwsza i też druga nas uczy.” Oczywiście zgadzam się z tym, jak najbardziej. Jest to też zgodne z tym, co ja mówię. I też pewnie przy którejś audycji wspominałem, a może nawet przy kilku, że właśnie najlepszym poligonem do zrozumienia zasad działania podświadomości i do zmiany wzorców podświadomości są bliskie relacje dwójki ludzi połączonych miłością taką, śmaką czy inną.
Bo wtedy dla tej osoby, na której nam zależy, jesteśmy w stanie coś w swoim życiu zmieniać. Niekoniecznie tylko na skutek negatywnych bodźców. Dla osoby, na której nam zależy, którą kochamy, zmieniamy pewne rzeczy właśnie z powodu miłości. Jubi pisze: „Orientację tracimy, Sławku, bo zbyt mocno się angażujemy. Jesteśmy wtedy bateriami dla innych.” No tak, oczywiście. „Takimi pijawkami” — Jubi pisze.Tak. Natomiast tracąc to przewodnictwo nasze własne, duchowe, zaczynamy też tracić wiedzę i przekonanie, co dla nas jest ważne. Zaczynamy wchodzić w tę grę i zaczynamy się dostosowywać do ich reguł. Sinus Poland pisze: „Po przemyśleniu zgadzam się. Faktycznie trwanie w toksycznym związku może uśpić.
Nie każdy od razu się otrząśnie”. Pytanie, na ile możemy tę sytuację zmienić? Powiem tak: najczęściej pakujemy się w chore sytuacje z prostych powodów. To jest ta, ja to nazywam karą dla dusz dojrzałych i dla dusz starych: chęć pomocy, empatia, altruizm, poczucie sprawiedliwości. To wszystko nas, ludzi świadomych, pcha do tych toksycznych sytuacji. Często brak miłości do samego siebie, zbytnio ukierunkowana miłość do innych ludzi, chęć pomagania, chęć niesienia światła, tak jak dzisiaj pan Kazimierz mówił, oświecania drogi innym, pokazywania im i tak dalej. To jest taka pułapka dla ludzi dobrych, bo to nie jest tak, że ktoś nas tam zapakował. My bardzo często jesteśmy pozbawieni tych hamulców i tej czujności, że nie wszyscy ludzie muszą mieć wobec nas takie intencje, jak my mamy wobec nich. I po prostu dajemy się wciągnąć w coś, a później tak. Myślę, że też pytanie brzmi, czy możemy tę sytuację zmienić?
Sytuację zmienić możemy najprawdopodobniej w każdym momencie. Nie zawsze mamy rozeznanie, że ta sytuacja dla nas jest niekorzystna. Czasami jeszcze dopisujemy do tego jakieś pozytywne scenariusze, będąc przekonani, że ta druga osoba jest na podobnym poziomie empatii i świadomości jak my. To jest ta pułapka jedna, o której mówiłem dzisiaj. Natomiast przede wszystkim to, co ja mówiłem: rozwijanie miłości do samego siebie, ponieważ ta miłość do samego siebie nie jest krzywdząca dla innych. Wprost przeciwnie. Ale jednocześnie pozwala nam nie dać skrzywdzić siebie. Więc myślę, że to jest najlepsza obrona przed pakowaniem się w takie sytuacje. Sinus Poland pisze: „Myślę tu o sytuacjach karmicznych, potrzeby doświadczenia konkretnych sytuacji. Może mam to właśnie przerobić, takie upodlenie w związku toksycznym?” Czasami może być taka sytuacja, natomiast też z sytuacji karmicznych miłość jest świetną metodą kończenia tych procesów karmicznych.
Poprzez zrozumienie tego, że — to jest też kolejna brutalność, którą powiem — każdy człowiek ma obowiązek, ma prawo dbania o samego siebie. Każdy człowiek ma prawo kochać samego siebie. Każdy człowiek ma prawo o siebie dbać. Każdy człowiek ma prawo być szczęśliwy. Każdy człowiek ma prawo być dobry. My nikomu tego prawa nie odbieramy. Więc miłość do samego siebie jest taką fajną receptą na rozpoczęcie zakończenia pewnych procesów. Peter pisze: „Panie Sławku, czy kocha pan swoich wrogów i nieprzyjaciół? Dlaczego się męczymy z takimi osobami?” Czy ja kocham? Nie.
Jeżeli ktoś jest moim wrogiem, czyli chce mi zrobić jakąś krzywdę, to ja nie za specjalnie widzę chociaż jeden powód, dla którego miałbym go kochać. Moja miłość może się przejawiać tym, że ja pozwolę mu żyć jego własnym życiem, ale nie pozwolę mu ingerować w moje życie. Miłość do bliźniego. Rób, co chcesz, pod warunkiem, że nie robisz tego kosztem mnie. Więc jeżeli tak postrzegamy miłość i świadomość, to tak, kocham. Nie będę ich karał, nie będę ich naprawiał, nie będę wobec nich taki, jacy oni są wobec mnie. Po prostu nie pozwolę im niszczyć mojego życia. Natomiast niech robią to, co uważają za słuszne. To jest moja forma miłości do drugiego człowieka. Adrianna pisze: „Trwanie w rutynie nas zabija”.
Zależy, co rozumiemy pod pojęciem rutyny. Tutaj Tobiasz pisze na przykład: „Trwanie w związku”. Nie. Często właśnie takie rzeczy się pojawiają, że coś się z czasem trzeba zmienić, bo rutyna nas zabija. Rutyna może być czymś bardzo przyjemnym. Dla mnie na przykład rutyna podczas prowadzenia samochodu jest o tyle fajna i przyjemna, że mogę się skupić na czymś innym, że mogę ten czas poświęcić na coś innego. Niekoniecznie myśleć o tym, czy mam zmienić biegi, czy nie. Więc rutyna może być przyjemna.W moich pracach zawodowych objawia się tym, że mogę na przykład sobie śpiewać podczas pracy piosenki bez pełnej koncentracji na tym, co robię. Rutyna. Mogę rozmawiać na przykład z kimś podczas pracy.
Rutyna. Rutyna czasami w związkach, dobrych związkach, wspierających się związkach, nakręcających się związkach może być czymś bardzo przyjemnym. Ja bym tej rutyny nie negował, oczywiście pod warunkiem, że rozumiemy to słowo w podobny sposób. Peter pisze: „Wszystkie toksyczne sytuacje i relacje tworzymy sobie sami w naszej rzeczywistości, ale wystarczy zmienić myślenie”. Tak, drogi Peterze. Uważam, że toksyczne sytuacje warto kończyć z wyciągnięciem, czy po wyciągnięciu właściwych wniosków, bo tylko wtedy jest szansa, że drugi raz się w to nie zapakujemy. Jeżeli zrozumiemy, co nas do tej osoby przyciągnęło, co spowodowało, że postanowiliśmy osobie, sytuacji czy relacji poświęcić swoją uważność, to też będziemy wiedzieli, co ze swojego myślenia, postępowania i emocji trzeba wyrzucić, czego się pozbyć, co zmienić, co transformować, żeby drugi raz nie dokonać tego samego wyboru. Tobiasz pisze: „To zmień, o ile potrafisz”. Tak, Tobiaszu, oczywiście całkowicie się z tobą zgadzam, że w pewnych sytuacjach nie jest to aż takie proste, zwłaszcza jeżeli chodzi o sytuacje związkowe. Ale da się.
Tobiasz pisze: „Każdy może powiedzieć o pozytywnej energii, jednak w życiu to się nie sprawdza”. Nie wiem, drogi Tobiaszu, co masz na myśli, że się nie sprawdza. Natomiast ja też wiem... Znaczy nie, dobra, nie będę się wypowiadał, bo nie do końca rozumiem, co się nie sprawdza. Jeżeli możesz, to proszę cię o rozwinięcie tej myśli. Piotr pisze: „Jeśli odczuwacie jakieś braki, to znaczy, że sami je wnosicie do danego związku z osobą, rzeczą, miejscem czy sytuacją”. Nie, to nie do końca tak jest. Ja rozumiem chyba, co, Piotrze, chciałeś przekazać, co powiedzieć. Natomiast każda osoba w związku coś do niego wnosi. My dokonujemy wyboru danej osoby na swojego znajomego, kolegę, przyjaciela, żonę, męża, partnera na podstawie jakichś swoich preferencji.
I faktycznie w tym kontekście wybieramy tę osobę, ponieważ posiada coś, co jest dla nas wartościowe i ważne. To może być coś negatywnego, może być na przykład pierdołą losu, a my mamy syndrom ratownika i będziemy tę pierdołę losu ratować, uczyć, pouczać, nauczać, przekonywać, pokazywać jej drogę, oświetlać, opiekować się i tak dalej. Poniekąd tak, wnosimy to. Natomiast do związku, do relacji wnoszą coś dwie osoby. Ada pisze: „Najgorzej jest właśnie zmienić myślenie, jeśli tki się w czymś negatywnym. Trudno bardzo odwrócić tok”. Tak, droga Ado, dlatego mówiłem o tych detoksach. Mówiłem o tym, żeby zrobić sobie przestrzeń na dystans, na regenerację, na spojrzenie na to z pewnej perspektywy. Natomiast jak się siedzi w okopie, to naprawdę ciężko myśleć o miłości. Piotr pisze: „Polecam książkę Davida Hawkinsa „Siła czy moc”.
Oczywiście znacie moją odpowiedź: nie czytałem. Jeżeli zapamiętam, to być może po nią sięgnę, ale was oczywiście zachęcam, jeżeli waszym celem jest rozwijanie kolejnej wiedzy. Sinus Poland pisze: „Plus wchodzi to podświadomość. Usprawiedliwienie, branie odpowiedzialności za nie swoje rzeczy”. Ja powiem tak: to jest jedno z pewnością, branie odpowiedzialności za nie swoje rzeczy. Natomiast ludziom świadomym bardzo łatwo jest wmówić, przynajmniej przez jakiś czas, poczucie winy, bo ludzie świadomi, którzy już znają te mechanizmy, mają uruchomiony proces zastanawiania się nad samym sobą. I teraz jeżeli ktoś o tym wie albo nie wie, ale ma ochotę zrobić takiej osobie jakąś tam przykrość, to powie: „Bo ty jesteś taki, taki i taki. Gdybyś był inny, to na przykład nasza relacja byłaby inna”. I teraz osoba świadoma nie przepuści tego mimo uszu i powie: „A co mnie to obchodzi, co ty na ten temat sądzisz?”Tylko będzie musiała poświęcić chociaż chwilę na to, żeby się nad tym zastanowić, żeby to przeanalizować. Czasami jest to chwila, a czasami tego czasu potrzeba więcej.
I czasami dajemy sobie wmówić coś, co jest działaniem albo zachowaniem drugiej osoby, a ktoś próbuje to przerzucić na nas i my często dajemy to sobie wmówić, tak jak tutaj Simus Poland napisał. To jest też następna taka rzecz, z którą się borykają ludzie świadomi i bardzo często słyszę: „Jezu, jak ja chciałbym tej świadomości nie mieć. Być zwykłym, normalnym, prostym, tępym egoistą, który myśli tylko o sobie”. Ale jak już ustaliliśmy, świadomości nie da się cofnąć. Tobiasz pisze: „Znamy tylko to, czego się nauczyliśmy, czego doświadczyliśmy”. Znamy. To decyduje o naszej świadomości, bo znamy też mnóstwo różnych rzeczy, natomiast one już tak mocno nie oddziaływują na naszą emocjonalność. Są na poziomie mentalnym, bo wiemy, ale one już nie determinują tak naszych reakcji. Dobrze, gdzie my jesteśmy? Peter pisze: „Negatywne myślenie moim zdaniem ma większą siłę niż pozytywne.
Trudniej się przebić na pozytywne, dlatego jest tylu ludzi nieszczęśliwych”. Drogi Peterze, zgodzę się z tobą, bo tak jak kiedyś mówiłem: strach, wściekłość, złość. Te uczucia przychodzą nam w sposób bardzo naturalny. One przychodzą same i są zawsze szczere. Jeżeli jesteśmy naprawdę na coś wściekli, to jesteśmy wściekli. To jest uczucie prawdziwe, z dużym ładunkiem emocjonalnym. Jeżeli czegoś się boimy, to potrafi nas to sparaliżować. Natomiast dobro, miłość, szlachetność to są oczywiście stany miłości, zakochania. Na pewno każdy pamięta przynajmniej jeden taki stan w życiu, kiedy był w stanie wywrócić świat do góry nogami i nic nie miało znaczenia. Ale to są sporadyczne przypadki.
Natomiast z wściekłości ludzie potrafią zrobić straszne rzeczy. Z nienawiści, z wściekłości. Więc tak, zgodzę się, że negatywne emocje są bardziej prawdziwe, bardziej dla nas naturalne i też niosą ze sobą dużo większy ładunek emocjonalny. Dlatego też te negatywne myśli mają większą siłę sprawczą w naszym życiu. No i dobrze. Tobiasz pisze: „Szczęśliwy człowiek niczym się nie przejmuje. Przemija niczym polny kwiat”. Bardzo ładnie napisane, natomiast trudno ten stan jest, przynajmniej w moim przekonaniu, utrwalić, by był stałym. To trochę jest tak, że im więcej szczęścia okazujemy, zadowolenia, tym więcej osób ma ochotę to albo zniszczyć, albo ośmieszyć, albo się pod to podczepić. Ada pisze: „Nie zawsze jest tak, że to, co nam się podoba, jest dobre dla tej osoby, bo każdy jest indywidualistą”.
Dokładnie, droga Ado. Dokładnie tak to właśnie wygląda. Tobiasz pisze: „Zasada jest prosta: czyń innym tak, jakbyś chciał, by inni ci czynili”. Tutaj zasada jest fajna, ale w przypadku pomagania nie do końca się z nią zgodzę, bo domyślam się, patrząc po godzinie, że to jest ten kontekst. Nie do końca się z tym zgodzę. Właśnie my staramy się, pomagając innym ludziom przekonać ich do robienia tak, jak my uważamy, że jest dobrze, słusznie, właściwie, prawidłowo, szlachetnie i tak dalej. A nie zawsze to jest potrzebą drugiej osoby, bo być może właśnie jest na etapie, kiedy musi się wypieprzyć twarzą w błoto, żeby zrozumieć, że ta droga, którą idzie, jest niewłaściwa. Więc ogólnie zasada jest fajna, natomiast w przypadku pomagania drugiej osobie byłbym tutaj troszeczkę bardziej ostrożny. Piotr pisze: „To są pola atraktorowe”. No i dobrze.
Do których się dostrajamy. Jak widzicie, moje nazewnictwo jest też dość ślubowe i jeżeli chodzi o pojęcia przeróżnych zjawisk, o których nie słyszałem, po prostu się nie wypowiem. Simus Poland pisze: „No tak, ale takie pomaganie to właśnie branie na siebie odpowiedzialności za nie swoje sprawy, za samopoczucie kogoś innego, jego szczęście. To jest niszczące”. Niszczące na pewno dla nas i też z pewnością uzależniające. To, o czym mówiłem w rozmowie z panem Kazimierzem. Uzależniające.tą osobę od nas. Jeżeli kogoś czymś karmimy, czymkolwiek, czy to będzie energia, czy to będzie pokarm, czy to będzie napój, nie pokazując mu, jak on sobie ma to sam zorganizować, będziemy cały czas go mieli przy swoim boku, bo co zgłodnieje, co mu będzie coś potrzeba, to będzie wyciągał rękę, żebyśmy mu to dali. Więc to nie jest pomoc. Taka pomoc może być doraźna.
Ktoś jest padający, wyniszczony energetycznie, zniszczony przez życie, przez doświadczenia. Trzeba takiego człowieka doładować, ale nie można tego robić do końca jego życia. Tobiasz pisze: „Więc ktoś inny nie będzie się przejmował tobą”. Nie do końca tak to jest, bo pomiędzy bezdusznością a świadomością jest cały wachlarz innych możliwości. Żebyśmy mieli jasno, się nie namawiam do bezduszności. Leży człowiek na ulicy. Widocznie taki był jego wybór. Nie, oczywiście trzeba się zainteresować, trzeba się dopytać. Może potrzebuje jakiejś pomocy, ponieważ nie jest w stanie sam o tą pomoc poprosić, ponieważ jest na przykład nieprzytomny. Może być pijany, może się potknął, może mu skoczył cukier, może ma jakieś inne problemy zdrowotne, może serce, może go ktoś napadł.
Więc oczywiście, że tak. Bez czekania, aż on poprosi trzeba tą pomoc i zainteresowanie okazać. Natomiast pytanie jest, co nastąpi za chwilę? Bo jeżeli on poprosi: „Szefuś, miłość widzisz, daj pięćzeta”, to już wiemy, na czym ta pomoc ma polegać. Więc upraszcza sprawę, jeżeli poczekamy, aż osoba wyartykułuje to, o co mu chodzi. Wtedy my możemy zadecydować, czy jesteśmy w stanie takiej pomocy udzielić, czy nie. Bo ta pomoc może polegać na tym: „Słuchaj, brakuje mi 30 tysięcy. Weź mi pożycz, bo masz”. Okej, to też jest pomoc. Więc trzeba pozwolić człowiekowi wyartykułować, wypowiedzieć to, czego on potrzebuje, czego on pragnie i jakiej pomocy potrzebuje.
Ale to nie oznacza bezduszności. Peter pisze: „Człowiek posiada neutralny mechanizm dostrajania się, dlatego oferowane są ludziom takie, a nie inne treści”. Nie wiem, co masz pod pojęciem takie, a nie inne treści. Natomiast tak, mamy mechanizm dostrajania się. Raf Nots pisze: „Unikać otoczenia, w którym odczuwam negatywne emocje”. Jest to bardzo fajne rozwiązanie, natomiast też warto jest zrozumieć, dlaczego te negatywne emocje się pojawiają w nas. Bo nie zawsze te negatywne emocje są emocjami obiektywnymi. One mogą nie być związane z otoczeniem, a mogą być związane z nami samymi, budzić jakąś reakcję naszej podświadomości. Więc warto jest zrozumieć, z czego te negatywne emocje płyną. To jest pierwszy krok.
Natomiast jeżeli jesteśmy świadomi, że jest to sytuacja, w której my, jako my, żylibyśmy niezgodnie z samym sobą, to tak, zdecydowanie unikać. Peter pisze: „To jest tak jak z biedą. Ludzie biedni myślą tylko o przetrwaniu, a nie o bogactwie, bo od razu w ich myślach pojawia się pytanie: może nie zasługuję na to, aby być bogatym, więc pozostaję w biedzie?” Ten aspekt jest jak zwykle bardziej skomplikowany niż możemy to w jednym komentarzu zawrzeć. Ale tak, bardzo często z naszych przekonań wynika nasza sytuacja. Tobiasz pisze: „Nawet nie wiem, że gdyby był bogaty, szybko by zniszczył sam siebie”. Bieda i bogactwo są doświadczeniem. Przez obydwa te stany my, budując swoją świadomość, musieliśmy bądź będziemy musieli przejść. Ja natomiast nie zgodzę się z tym, że bogactwo szybko niszczy człowieka. Peter pisze: „I tak w kółko przez całe życie. Ale są też wyjątki.
Ludzie, którzy mocno wierzą w takie życie i wychodzą z biedy”. Oczywiście, że tak. Jest bardzo wielu milionerów, bardzo bogatych ludzi, którzy mieszkali na ulicy, którzy byli bezdomnymi, którzy przeżyli kilka katastrof, na przykład finansowych, a w tej chwili są bardzo bogatymi ludźmi. Więc oczywiście, że tak. Jack pisze: „Peter, negatywne myślenie czy też emocje, tkwienie w nich to niskie wibracje, a związane to z wieloma czynnikami. Na przykład ilość minerałów, witamin w organizmie, ilość energii, chi witalnej i tak dalej. Jak tego jest mało w organizmie, to więcej wtedy negatywnych myśli”. Oczywiście, że tak. Tu też się zgodzę z Jackiem, że tych czynników, które wpływają na nasze zachowanie, myślenie, na poziom chęci do życia, do działania, jest całe mnóstwo. JaWspomniałem o tym, łącznie z naszym odżywianiem, piciem, snem, wypoczynkiem i paroma innymi rzeczami.
Wspomniałem tylko o tym w kontekście negatywnych, toksycznych, trudnych relacji międzyludzkich. Tobiasz pisze: „Oglądają telewizję i codziennie wierzą w bogate życie. Telewizja rzadko pokazuje biedę”. Różnie z tym jest. Natomiast muszę cofnąć. Muszę coś cofnąć. O, dobra. Peter pisze: „Ale telewizja ma złe wibracje. To bogactwo, złudzenie nieprawdziwe. Można oglądać całe życie bogactwo, ale w to mało wierzyć”.
Tu się zgodzę z Peterem. Tutaj się kłania audycja, w której mówiłem o sposobach, za pomocą których możemy przenieść pewne rzeczy z naszej nieświadomej niekompetencji do naszej świadomej kompetencji. Do nieświadomej kompetencji. Czyli zamiast negatywów stworzyć w naszej podświadomości pozytywy. I oglądanie, przebywanie, jednym z czynników było właśnie wyobrażanie sobie, wizualizowanie, oglądanie, obcowanie z rzeczami bądź stanami, o których marzymy. Więc jeżeli chcemy być bogaci, to fajnie jest dostarczać sobie za pomocą wzroku różnego rodzaju informacji, za pomocą których przekonamy naszą podświadomość, że to bogactwo może być naszym udziałem. Więc tu się nie do końca zgadzam z tym, że to jest złe. Zależy, co chcemy osiągnąć. Dużo zależy od naszej świadomości, od tego, czego tak naprawdę pragniemy. Mówię: bogactwo, nawet obrzydliwe bogactwo, tak zwane obrzydliwe bogactwo jest doświadczeniem.
Sinus Poland pisze... mówimy tu o próbach wchodzenia w karmę jakiejś osoby, że nie mamy prawa zmieniać doświadczenia żadnej osoby. Jesteśmy jej doświadczeniem, ale nie możemy zmieniać. A co z moją własną karmą? Jeśli tkwię na przykład w biedzie i robię wszystko, co możliwe, żeby zmienić ten los, a wiem, że nie jest mi to pisane, mam doświadczyć biedy w tym życiu? Albo mam tkwić w toksycznym związku? Mimo wysiłków i zmian będę wracał do takiej sytuacji, bo to moje zadanie domowe na to życie. Muszę to przerobić? Piękne pytanie. Po prostu piękne pytanie.
Super. Bardzo ci dziękuję, bo w zasadzie to jest najważniejsze pytanie. Bo to jest często właśnie przekonanie ludzi, że jeżeli przeżywamy coś negatywnego, to to jest nasza karma i to jest nasze zadanie i w zasadzie nic z tym nie powinniśmy robić. Nieprawdą to jest oczywiście. Jest to błędne myślenie. Owszem, dostajemy często trudne zadania. Jak wiecie, ja swoją trudną lekcję, zresztą nie tylko ja, moi bliscy, mój syn, żeśmy trudną lekcję w tym życiu odrobili i wiele ludzi przechodzi trudne lekcje. Natomiast od nas zależy, co my z tymi trudnymi lekcjami zrobimy, jak się w tym zachowamy. I tutaj to jest trochę tak, jak tłumaczyłem jednej z pań kiedyś, ostatnio, że na przykład w tym procesie karmicznym ktoś był złą matką. Powiedzmy, że 60, 70, 80 lat temu nie było to takie trudne być złą matką.
Był głód, była bieda, była wojna i tak dalej. I ktoś był złą matką. Przychodząc tutaj do następnej lekcji, najprawdopodobniej, żeby poznać tą sytuację z drugiej strony, urodzi się w rodzinie, w której matka będzie zła. I teraz, mając zapisane w swojej duszy, w swojej świadomości doświadczenie, co czuje kobieta będąca złą matką i poznając teraz, co czuje dziecko, które ma złą matkę, może dokonać wyboru, jaką matką będzie dla swoich dzieci. I oczywiście podświadomość będzie podsuwała jej wzorce, aby być złą matką, ponieważ tak została nauczona, tak zostało jej pokazane życie i podświadomość będzie jej mówiła: „Bądź złą matką”. Dusza będzie jej mówiła: „Słuchaj, ty już złą matką byłaś. Właśnie przez to doświadczenie, kiedy poznałaś, jak to jest, jak się czuje dziecko, które ma złą matkę, zrób wszystko, żeby twoje dziecko miało szczęśliwą rodzinę, miało dobrą matkę”.I to jest ten wybór. To jest nasza wolna wola. Czy pójdziemy wzorcem podświadomości i po raz kolejny będziemy ten proces karmiczny wykonywali, budowali dalej i znowu będziemy przeżywali to samo? Czy wyciągniemy, posłuchamy swojej własnej duszy, swojej własnej świadomości i powiemy: „O nie!
Mimo że pokazano mi, jak być złą matką, to ja tą drogą nie pójdę. Zrobię wszystko, żeby moje dziecko miało szczęśliwą rodzinę i dobrą matkę. Będę najlepszą matką na świecie, ponieważ wiem, jak się czuje dziecko, które ma złą matkę”. I w ten sposób ten proces karmiczny zostaje zakończony. Ten cykl karmiczny zostaje zakończony zdanym egzaminem. Oczywiście na początku, wchodząc w życie, kierujemy się wzorcami podświadomości najczęściej. I wtedy ta zła matka będąca złą matką dostaje negatywne informacje. Dziecko zaczyna chorować, dziecko jest krnąbrne, dziecko zaczyna być nieznośne, dziecko zaczyna się buntować, dziecko zaczyna być złe, dziecko zaczyna robić złe rzeczy. I to są informacje, które mają tej złej matce zwrócić uwagę: „Zaraz, może ja coś robię nie tak? Może coś powinnam zmienić?
Może powinnam zmienić swoje nastawienie?”. I dusza tam puka, mówi: „Zmień”. O to właśnie w tym doświadczeniu chodzi. Jeżeli dokonamy tej zmiany swojego własnego postępowania poprzez zrozumienie, że to, że ja miałam źle w życiu, to nie znaczy, że moje dzieci mają mieć źle w życiu. Zrobię wszystko, żeby one miały dobrze. Wtedy przerywamy to doświadczenie, kończymy to doświadczenie i możemy już stworzyć swoim własnym dzieciom zdrowe, fajne relacje i zdrową, fajną rodzinę. Mam nadzieję i tu cię bardzo proszę Sinus Poland o odpowiedź, o dostarczenie mi tej informacji, czy to, co teraz powiedziałem, było wyczerpujące i zrozumiale przeze mnie wyjaśnione. Tobiasz pisze: „Nie istnieje nic takiego jak karma. Nic nie dzieje się przypadkiem”. Właśnie przez to, że tak zwana karma, czyli ciągłość pewnych procesów istnieje, to nic nie dzieje się przypadkiem.
Jubi pisze, że też się z tym zgadza. Tu jest kwestia podejrzewam nazewnictwa. To jest inkarnacja, żeby był proces, żeby była ciągłość procesu. Natomiast czy nazwiemy to karmą, czy zbieraniem doświadczeń, czy lekcjami, czy czymkolwiek innym, to już jest insza inszość. Natomiast proces istnieje. Sinus Poland pisze: „Karma właśnie mówi o tym, że nic nie dzieje się przypadkiem”, czyli tu się zgadzamy. Tobiasz pisze: „Jeśli ktoś, kto tym jest, ktoś, kto tym wszystkim kieruje”. Tu wchodzimy na dość cienki lód i ja oczywiście nie będę tutaj się z nikim boksował, natomiast do końca nie wierzę w ręczne sterowanie. Sinus Poland pisze: „Co posiejesz, to zbierzesz. Sam tym kierujesz”.
Piter pisze: „Nie zmienimy drugiego człowieka. Nie zmieniajmy drugiego człowieka swoją miarą. Nie mamy prawa do drugiej osoby. Każdy człowiek tworzy sobie swoją własną rzeczywistość i swoje własne doświadczenia”. Tak, nie mamy prawa. Tu się całkowicie zgadzam. Tobiasz pisze: „Ty nazywasz to karmą, ja nazywam go Bogiem”. Właśnie tak myślałem, że tutaj w tym kierunku pójdziemy. Natomiast tego wątku akurat teraz, dzisiaj nie będę poruszał. Jubi pisze: „Sinus Poland, zgadzam się”.
I tu jest dalszy ciąg wypowiedzi: „Tu i teraz z perspektywy ostatnich uczynków oraz tam z perspektywy uczynków w poprzednich wcieleniach. Tobiasz: Są różne drogi do tego samego źródła. Możemy nazywać to, jak chcemy”. I tu się też cieszę, że ten komentarz się pojawił. Jack pisze: „Ostatnio słyszałem parę ciekawych zdań na temat budzenia ludzi w matriksie, tkwiących na przykład w pracy, na ulicy, sklepie. Jeśli oni się pierwsi nie zapytają, to raczej nie mówić o tym, bo można mieć nawet kłopoty. Jeśli oni będą gotowi, to sami do nas przyjdą, zgłoszą się. Niestety ogrom społeczeństwa mocno tkwi w iluzji codzienności, tkwi on na poziomie pierwszych czakramów”. Ogólnie zgadzam się z tym, bo kiedyś często mi zadawano pytanie, jak ja z tą wiedzą, z tym wszystkim, że tak powiem-Inaczej: często od osób świadomych, posługujących się inną wiedzą niż większość ludzi i troszeczkę innymi zasadami była taka obawa, że zostaną odrzuceni. Ja też ten etap przechodziłem.
I mówiłem wam o tym, że zostanę odrzucony. Jeżeli powiem, co myślę, to zostanę pozbawiony znajomych, przyjaciół, rodziny w dużej części albo spalony na stosie, bo też takie kiedyś obawy miałem czterdzieści czy trzydzieści parę lat temu. Natomiast ja się właśnie nauczyłem nie poruszać tych tematów, nie nawracać ludzi. Jeżeli powiem komuś, że napisałem książkę, on mnie zapyta o tytuł, a ja powiem: „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” I on powie: „Aha, okej”, to ja tej rozmowy nie kontynuuję i nie mówię: „Słuchaj, wiesz co? Ja ci opowiem, bo to fajna książka, powinieneś ją przeczytać” i tak dalej. Nie. Natomiast jeżeli zada pytanie: „Ciekawy tytuł. A o czym jest?”, to wtedy, jeżeli widzę zainteresowanie ze strony drugiego człowieka, mogę z nim do tego momentu, dopóki on jest zainteresowany, mogę rozmowę na ten temat prowadzić. Nie zmuszajmy nikogo na siłę, nie uświadamiajmy nikogo na siłę i będzie okej. Każdy ma swój czas, swoje miejsce, swój tryb, swoją drogę.
I faktycznie, jeżeli będzie zainteresowany, to włączy sobie internet, wpisze w Google „dusza” i być może trafi na dzisiejszą audycję. Nie chodźmy z tą audycją po domach i mówmy: „Posłuchaj tego, to jest ważne, powinieneś to wiedzieć”. Nie, nie tędy droga. Tobiasz pisze: „Czy to karma sprawia, że samica żółwia widząc swojego rodzica, wie, że należy iść do morza, opływa pół świata i wie, gdzie wrócić, by złożyć jaja?” No dobra. Tu już widzę, że dyskusja zaczyna przechodzić w jakieś dziwne tereny. Sinuspoland pisze... No dobrze, kochani, wasza dyskusja filozoficzna, być może jakaś inna, nie do końca jest w temacie dzisiejszej audycji, więc ja pozwolę sobie ten wątek przemilczeć. Natomiast jeżeli ktoś jest zainteresowany rozwojem tej dyskusji, to zapraszam do czytania czata. Jubi pisze: „Jack Barreja. Lepiej dociera.
Im głupszy, tym lepszy w dzisiejszych czasach. Tym sposobem najlepiej dotrzeć”. Tutaj też panowie chyba sobie jakąś pogawędkę na jakiś temat ucięli. Dobrze. Piter pisze: „Słowa innych osób nie mogą nami kierować. Tym, co mówią o nas, nie musimy brać do siebie. To tak jak z manipulacją mediów. Otacza mnie, ale nie biorę tego do siebie”. Drogi Piterze, jest też taka kiedyś zasłyszana przeze mnie zasada, że jeżeli jedna osoba powie ci, że jesteś osłem, to się nie przejmuj. Jeżeli pięć osób powie ci, że jesteś osłem, kup sobie siodło.
Więc też nie możemy w ogóle nie brać pod uwagę zdania innych ludzi. Tu bardzo cenną taką podpowiedzią, o której wspominałem, jest to, aby zastanowić się, czy zrozumieć źródło tej informacji. Czyli poznanie czy spróbowanie poznania poziomu świadomości drugiej osoby może poniekąd zdradzić jej intencje względem nas, bo często ludzie mówią do nas rzeczy dla nas przydatne. Na przykład przyjaciele są po to, żeby podejść do nas, czasami trząchnąć nami i powiedzieć: „Stary, co ty odpieprzasz? Weź się opamiętaj. Za chwilę narobisz sobie kłopotu. Stracisz rodzinę, żonę, firmę, cokolwiek innego”. Chociaż to są informacje, które nie zawsze są dla nas miłe, więc warto jest znać źródło. Natomiast co do mediów się zgadzam. Dobrze, tu cały czas trwa dyskusja na temat Boga, ale pojawiło się takie sformułowanie ze strony Jacka: „Dla mnie podświadomość to dusza”.
No właśnie, tu często mogą wynikać nieporozumienia w zrozumieniu tego, co ja mówię, bądź innym od tego, jakie było przeze mnie zamierzone. Bo dla mnie podświadomość i dusza to są dwa zupełnie różne aspekty. I tu, drogi Jacku, chciałbym, żebyś wiedział, że jeżeli mówię „podświadomość”, to mam na myśli tą naszą mózgową, ziemską część naszego istnienia. A dusza to dusza. Dusza to nasza świadomość duchowa.I Malwina pisze, że też się tutaj z Jackiem zgadza. Więc właśnie ja nie. Tutaj panowie: „Karma jest wypadkową wolnej woli, którą dostaliśmy na poziomie duszy”. Dobrze, tu mamy cały czas wątek Boga, Stwórcy, Architekta i coś tam jeszcze. Pojawił się Grzesław. Bardzo witamy.
Piter pisze: „Nienawiść do drugiego człowieka to nasze rany ukryte w podświadomości”. Rany, a często też wzorzec. Wzorzec pokazany nam przez naszych bliskich, że tak należy reagować na takie konkretne zachowania, na przykład nienawiścią. Jeżeli ktoś nam powie coś, to my musimy mu powiedzieć, że go nienawidzimy. Natomiast całkowicie zgadzam się z tym, że one są gdzieś ukryte, zapisane, schomikowane w naszej podświadomości. Iwonka pisze: „To, co ktoś mówi, nawet jeśli mówi o nas, świadczy przede wszystkim o nim samym, o jego sposobie myślenia. Dlatego nie przejmuję się takimi rzeczami, na przykład plotkami. Jestem ponad to, jakkolwiek to brzmi”. Tu się też, Iwonko, wielokroć mówiłem, że często to, co ludzie mówią o nas, jest informacją o nich samych, więc całkowicie podpisuję się pod tym, co tutaj napisałaś. Natomiast cały czas upieram się przy tym, żeby jednak poznać źródło tych informacji.
Jubi tutaj napisał jedno fajne zdanie. Gdzie to było? Dobra, bo się tutaj przewinęło mi troszeczkę, kochanie. Już wracam. Próbuję przynajmniej. A tu jest Potęga Podświadomości. Grzesław, witamy. Grzesław napisał do Jacka właśnie: „Witam. Pisałeś, że dla mnie podświadomość to dusza. Co z nadświadomością?” Jack pisze, że nie badał tego terminu.
Anna pisze: „Dlatego świadomie czasami wybieram milczenie”. I tu gdzieś mi uciekł ten wątek. Tutaj Jubi pisze: „Nadświadomość jest tym samym, co świadomość na niższym poziomie”. Zamknięty obiekt Mandala. I wyczerpany temat. Piter pisze tutaj: „A nikt tak się nie męczy, jak my sami w swojej nienawiści do drugiego. Ten człowiek nawet nie może wiedzieć o naszych zamiarach”. Oczywiście, że tak. Wszystkie negatywne emocje skierowane do drugiego człowieka najbardziej obarczają nas samych. Więc oprócz tego wszystkiego, że tworzą pewne procesy tak zwane karmiczne, to jeszcze do tego wszystkiego pozbawiają nas energii.
Dla mnie wszelkie okazywanie nienawiści nie ma żadnego logicznego uzasadnienia ani też praktycznego, bo wyrządzamy krzywdę samym sobie. Nie wyrządzamy nienawiścią krzywdy drugiemu człowiekowi, bo my wypowiadamy słowa, które albo go zabolą, albo nie, albo coś z nimi zrobi, albo nie. Natomiast my wydobywamy z siebie energię, która nas, że tak powiem, obarcza, osłabia i obciąża. Tutaj mamy wątek duszy cały czas. Jack pisze: „Malwina, to super. Rozumiem, że radośnie działasz codziennie w wysokich wibracjach”. Tutaj tych wątków przeplatających się, kochanie, jest kilka. Ciężko mi to jest tak ładnie poskładać, żeby tworzyły jeden wątek, bo tu się kilka takich wątków pojawiło różnych. Piter pisze: „I tak jest z wieloma rzeczami w życiu. Sami sobie kreujemy nasze życie.
Radość, spokój, dostatek, pełnia miłości jest w naszych rękach”. Jest. Natomiast jak też doskonale wiemy, te stany są trudne przez nas do utrzymania. Nawet jeżeli wchodzimy gdzieś tam na jakieś właśnie fajne, wysokie wibracje, to różnie jest z tym utrzymaniem ich przez dłuższy okres czasu. Radio pisze, Jubi pisze: „Sławku, czy uważasz, że dziecko jest pozbawione emocji, empatii? Ja uważam, że właśnie dziecko jest najbliżej Stwórcy”. I tu jest fajne pytanie. Tu musimy sobie odpowiedzieć, bo ja faktycznie tego nie doprecyzowałem i mogło to tak zabrzmieć. Także dziękuję ci bardzo, że zwróciłeś na to uwagę.Ja mam na myśli dziecko, które ma wypracowaną, uruchomioną już w pewnym sensie podświadomość. Natomiast tak, faktycznie dzieci, które jeszcze nie mają skrystalizowanej podświadomości, tak jak kiedyś nawet wielokroć mówiłem o tym, żyją na krawędzi dwóch światów.
Świata duchowego, z którym przychodzą tutaj. W momencie, kiedy nie mają podświadomości, żyją w świecie duchowym, żyją w świecie duszy, w świecie świadomości, w świecie miłości. Natomiast w momencie, kiedy zaczyna tworzyć się podświadomość, dzieci tracą ten kontakt, te umiejętności. Zostaje on wyparty poprzez ich podświadomość. I w tym momencie są pozbawione empatii. Peter pisze: „Stańmy się jak dzieci, a będziemy bliżej Stwórcy”. Stańmy się jak dzieci, a będziemy na pewno bliżej siebie. Malwina odpowiada Jackowi: „Jestem szczęśliwa i wdzięczna za każdy dzień przeżyty na tym świecie”. Chyba tak. Super!
Ada pisze: „Panie Sławku, ma pan rację”. Bardzo dziękuję. Ale to była godzina 21:06, więc nie bardzo wiem, czego to dotyczyło, ale cieszę się. Malwina pisze – o, to miłe będzie chyba: „Kocham ten kanał i ludzi, którzy tu piszą, bo za każdym razem czegoś nowego się dowiaduję”. Super, bardzo się cieszymy, że wspólnie możemy coś również do twojego radosnego i fajnego życia wnieść. Tobiasz pisze tak: „Sprawiedliwi mają piekło na tym świecie. Za to bezprawi mają raj. To jest jedyny raj, jaki zobaczą czyniący bezprawość”. Nie jest tak do końca, bo może z tym piekłem bym nie przesadzał i tym rajem też. Natomiast fakt, że część postaw, które dla ludzi świadomych są nie do przyjęcia w praktycznym, ziemskim życiu ułatwia pewne sprawy.
Grzesław pisze do Jacka: „Zgadzam się. Ktoś, kto ma świadomość posiadania duszy, ten ma tę duszę”. Dusza pojawiła się w cudzysłowie, więc domyślam się, że chodzi o to, że jeżeli posiadamy świadomość, to możemy korzystać z jej dobroci w sposób bardziej pełny, bo duszę ma każdy. Malwina pisze: „Wszyscy jesteśmy miłością”. To jest podstawa, kochani. Wszyscy mamy miłość. Naturalnym środowiskiem duszy jest miłość, więc wszyscy tę miłość w sobie mamy. Pytanie jest, jak bardzo potrafimy ją wykorzystać przede wszystkim dla siebie samych. Tobiasz pisze: „Czy wspierasz biednych? Czy obojętnie przechodzisz obok nich?” To bieda, a bieda.
To jest też bardzo szeroki temat, bo Bibok pisze: „Tobiasz, czyli co? Dawać na alko im pod sklepem?”. Ja czasami daję. Sims Poland pisze: „Ja przechodzę obojętnie. To ich karma”. To jest sprawa każdego człowieka, jego świadomości, jego tak zwanego sumienia, jego doświadczenia. Oczywiście nie da się pomóc wszystkim, ale pozostawiam to decyzji. Tu nie ma złotego środka, bo bieda jest przeróżna, z różnych powodów i tak dalej. Natomiast z pewnością jest doświadczenie. Tobiasz pisze: „Żałujesz im tego, co daje im jedyną szansę poczuć się szczęśliwym?”.
Z tym szczęściem też bym mocno nie przesadzał. Czy oni, dostając od nas to, na czym im zależy, poczują się szczęśliwymi? Jack z Malwiną tutaj prowadzą ciekawą dyskusję. Jack pisze Malwinie: „Tak. Miłość, wybaczenie, zrozumienie. Pokochać siebie i innych to podstawa, a później wyjść do ludzi” – bym dodał. Tak fajnie to jest napisane i fajnie to brzmi, ale pomyślcie sobie taką sytuację, kiedy wszyscy ludzie zrobiliby dokładnie to samo. Nie byłoby do kogo wychodzić. Moglibyśmy żyć sobie obok siebie bez tych wszystkich aspektów, o których my często tu w audycji rozmawiamy. Ale ja całkowicie się z tym zgadzam, że ten proces miłości, wybaczania, zrozumienia i pokochania siebie to jest jedna z ważniejszych rzeczy, jakie możemy zrobić dla siebie.
Dobrze. Znowu się pojawił wątek Boga. Bibok pisze, bo to ciekawe może być: „Mnie uszczęśliwić może czyn zabroniony prawem. Żałujesz mi jedynej rzeczy, która mnie uszczęśliwia, nawet jeśli jest to gwałt twojej mamy”.Tutaj dość brutalnie to jest napisane. Natomiast my bardzo często mówimy właśnie o wybaczaniu, o takich rzeczach, nie zakładając, że ta sytuacja może dotknąć nas. I po to właśnie jest proces doświadczania. Po to jest potrzebna ta świadomość. Żebyśmy przestali być teoretykami, tylko żebyśmy mogli doskonale na własnej skórze odczuć, jakie są emocje takiej osoby. No i tutaj jest wątek bardziej ogólny. I tak się zastanę.
No dobrze, słuchajcie kochani, Iwonka ciekawą rzecz napisała: „Dla mnie najważniejsza zasada miłości to pamiętaj, że to, że kogoś kochasz, nie oznacza, że jest on twoją własnością”. To odnośnie tego, co powiedział pan Kazimierz. My tu rozmawiamy chyba o aspekcie stricte ziemskim, tym, który się bardzo często pojawia w związkach. Że podpisując akt małżeński, podpisujemy akt notarialny nabycia drugiej osoby i zwalniamy się w ten sposób z odpowiedzialności. Albo wręcz mamy oczekiwania i tak dalej. Natomiast z punktu widzenia duchowego to oczywiście taka miłość nie istnieje, bo nie jest miłością. Tutaj Andrzej Michalski się pojawił. Witam wszystkich serdecznie. Dobrze, tu jakieś tematy stricte boskie. Dobrze kochani, przeglądam te.
Grzesław pisze: „30. like mój”. Super. Jack pisze: „Odczułem energię z pola kobiety w studiu tatuażu. Wow, taka przyjemna, delikatna, ale z mocą. Ciekawe doświadczenie. Osoba ta jest artystką. Lwica zodiakalna, pozytywna osoba”. O, proszę bardzo. Pan Kazimierz pisze: „Czy Jubi nie dzwoni?” Pan Marek odpisał, że może bateria mu już padła.
Tutaj kochani sobie świetnie sami radzicie beze mnie. Widzę, że sobie wyjaśniacie wszystkie aspekty. Tutaj dyskusja toczy się wielotorowo. Pan Kazimierz pisze: „Świetne pytanie, czy kochasz swoich wrogów? Tutaj właśnie według mnie jest błędne postrzeganie kochania. Kochać to wskrzeszać światło w ciemności, którego źródłem jest zrozumienie wynikające z doświadczenia. Dlatego nie ma znaczenia wróg czy przyjaciel. Nie są podmiotem”. Widzi pan, panie Kazimierzu, tutaj się nie do końca ze sobą zgodziliśmy, chociaż podejrzewam, że gdybyśmy zabrnęli bardziej w ten temat, to pewnie byśmy znaleźli jak zwykle wspólną płaszczyznę. Ja troszeczkę mówię o tym, że dla mnie też mniejsze znaczenie ma, kogo ja kocham, kogo ja nie kocham.
Bo przede wszystkim, jeżeli ktoś okazuje wrogość wobec mnie bez dawania mu do tego powodów, to najprawdopodobniej nie kocha samego siebie. Więc moja miłość nie rozwiązuje tutaj żadnego problemu. I tak jak opowiadałem o tej drodze, fajnie by było, gdyby ludzie nie chcieli zrobić krzywdy samym sobie. Tak samo jest z miłością. Gdyby wszyscy ludzie nauczyli się kochać samych siebie, nie mówilibyśmy o miłości do innych ludzi, bo nikt by tej miłości od nas nie potrzebował. Nie potrzebowalibyśmy okazywać komukolwiek miłości. Wystarczyłby szacunek. Pan Kazimierz porównuje miłość do słońca, że świeci dla każdego i że będzie świecić również bez nas. Malwina pisze: „Miłość jest wszędzie, każdy ma w sobie miłość”. Oczywiście, że tak.
Obibok pisze: „Nie każdy”. Każdy. Każdy ma duszę, a dusza jest źródłem miłości. Natomiast fakt, że proporcje korzystania z miłości płynącej z duszy w porównaniu z podświadomością są różne u ludzi. Jack pisze: „Malwina, tak, miłość to dusza, a dusza jest z nieba duchowego”. Więc właśnie, tu się akurat zgadzamy. Jack pisze: „Malwina, dusza to iskierka boska, czysta miłość. Podobnie myślisz?” No właśnie. Oczywiście, naturalnie Jack. A pan Kazimierz pisze: „To właśnie według mnie błędne postrzeganie.
Miłość jest naszym światłem. Mamy świecić, gdyż to winno być naszą emanacją, biciem serca naszej duszy. Nie kochać coś lub bo. Po prostu być tą miłością”.No właśnie. Tutaj wypadałoby dla tej miłości duchowej znaleźć jakieś inne określenie, bo my często mówimy o tym samym, tylko używamy słowa, które w zależności od kontekstu kojarzy nam się właśnie z taką miłością stricte ziemską. Kochamy kogoś, kochamy coś, kochamy siebie. I to troszeczkę w moim przekonaniu ten obraz sytuacji nam rozmydla. A najprawdopodobniej, tak wnioskuję patrząc na część tych komentarzy, na tyle, na ile udaje mi się je prześledzić przewijając ekran, że w zasadzie większość z nas mówi o tym samym. Tutaj miłości został poświęcony dość spory fragment tej dyskusji. Miłość to zdobyć, bo jest wynikiem poznania braków, tęsknot, smutków, łez radości czy szczęścia.
Miłość to pragnienie zrodzające się z bezsilności, zdobyć z szarży przez kolejne życia. Powiem wam, że ciekawa dyskusja. Tu trochę o znakach zodiaku. Tutaj Grzesław pisze do Biboka: „Rozwijamy się w środowisku, które nas kształtuje, daje nam możliwość zrozumienia”. To jest też fajnie napisane, bo w dużej mierze tak właśnie jest, że nasze odbicia w zachowaniach, reakcjach innych ludzi mówią nam bardzo dużo o sobie. Dobrze, tutaj sobie patrzę. Wioletta jeszcze się pojawiła, co mnie bardzo cieszy, że coraz więcej osób uczestniczy w tych dyskusjach. Tu jest troszeczkę, kochani, o duszach. Faktycznie dzisiaj bardzo dużo komentarzy się zrobiło. Czarodziej Nocy: „Każdy ma inną duszę, raz lepszą, raz złą”.
Ja myślę, że to jest kwestia doświadczeń. Kochani, powiem wam tak. Przeleciałem te komentarze, aczkolwiek pewnie nie na antenie. Zrobiło się troszeczkę ciszy, bo próbowałem je na tyle prześledzić, żeby coś istotnego tutaj jeszcze wygrzebać. W związku z tym, że jest tego dużo, to ja mam taką propozycję. Ja sobie znowu powybieram to, co istotne. Bardzo się cieszę, bo mówię, tu kilka wątków różnych się pojawiło. Dyskusja w kuluarach kwitła. Zapraszam was, kochani, tych zainteresowanych do tego, aby popatrzyli na tą dyskusję, bo parę fajnych, mądrych sformułowań tutaj jest. W związku z tym, że ja jutro muszę bardzo rano wstać, będę powolutku kończył tą dzisiejszą audycję.
Obiecuję, że przed następną przeczytam sobie te komentarze, które się nie pojawiły dzisiaj na antenie i jakieś tam odniesienia do tych zrobię, a być może wyjdzie z tego całkiem nowa, fajna audycja na jakiś interesujący was temat. Poczekajcie, bo jeszcze się coś pojawiło. Ada pisze: „Pańsławku, czy uzależnienie od człowieka nie jest także wykorzystaniem tej drugiej osoby?”. Czy uzależnienie... Tak, jest formą wykorzystania drugiej osoby pod względem emocjonalnym, często mentalnym, czasami również fizycznym, nieraz materialnym, ale również energetycznym. Więc jak najbardziej jest to wykorzystanie i na to też należy zwrócić uwagę. Jest ta piękna zasada miłości, pomagania innym, o której wspominałem. Już od kilku audycji wspominam, że jeżeli robimy coś dla siebie, to nie róbmy tego kosztem innych ludzi. A jeżeli robimy coś dla innych ludzi, to nie róbmy tego kosztem samego siebie. Więc tak, wszelkie formy wykorzystania drugiego człowieka do swoich własnych celów są złe, karygodne, niewłaściwe i niedopuszczalne.
Włączę się też w dyskusję pozatematyczną. Malwina pisze: „Ja lubię niebieski”. Więc ja się z tobą zgodzę. Ja też lubię niebieski. Kochani, fajna dyskusja, w większości na temat. Natomiast mówię, w związku z tym, że tu zdrowy rozsądek nakazuje mi kłaść się powoli spać, żeby jutro za kierownicą być sprawnym i odpowiedzialnym. Także trzymajcie się cieplutko. Tak jak powiedziałem, przejrzę sobie te komentarze i postaram się jeszcze do części z nich wrócić. Dziękuję wam. Tu teraz miłe pozdrowienia.
Ja też was pozdrawiam. Tęskniłem za wami. Nie ukrywam, że tęskniłem za wami, za spotkaniem z wami.Więc uważajcie na siebie. Jedna ważna rzecz: zaczął nam się październik i według moich doniesień, informacji od osób, które się tym zajmują, ten październik zapowiada się bardzo ekspresyjnie i będzie polem przeróżnego rodzaju napięć, dość pewnie mocnych, drastycznych. Więc uważajcie na siebie, nie dawajcie się w to wciągnąć. A jeżeli już, to tylko na zasadzie poznawczej samego siebie. Trzymajcie się cieplutko. Za tydzień się słyszymy i z przyjemnością wrócę i znowu spotkam się z wami, żeby coś, mam nadzieję, fajnego, istotnego i ciekawego wam przekazać.
[02:58:28] - Już kończymy powolutku.
[02:58:30] - Iwona pisze.
[02:58:31] - Właśnie Iwona tutaj.
[02:58:33] - Panie Marku, przepraszam jeszcze. Jaki będzie temat następnej audycji? Gdyby pan Sławek podał, to byśmy się lepiej przygotowali. Powiem wam kochani, ja tematu audycji nie znam aż do następnej audycji, więc będziemy mieli przynajmniej równe szanse. Chyba że coś podrzucicie, to będzie audycja na żądanie.
[02:59:00] - A jak nie podrzucie, to przygotujcie się na wszystko.
[02:59:04] - Tak jest. To się okaże dopiero w następny poniedziałek.
[02:59:10] - Tutaj jeszcze parę komentarzy, takich już bardzo dziękcznnych, dobranocnych się pojawiło. Słuchacze chyba też już powolutku znikają nam sprzed komputerów, wyłączają smartfony i idą powolutku spać. Nawet licznik słuchaczy z YouTube'a poszedł spać, bo pokazuje zero. Coś tu się popsuło, także czas chyba powolutku kończyć.
[02:59:37] - No słyszał dobranoc i poszedł spać.
[02:59:40] - Dokładnie.
[02:59:41] - Także mamy moc sprawczą panie Marku. Nawet na YouTube mamy moc sprawczą.
[02:59:45] - Dokładnie.
[02:59:47] - Odpoczywajcie kochani, bo wy też pewnie jutro musicie wstać. Też pewnie macie jakieś swoje zajęcia, obowiązki. Dobrej nocy wszystkim.
[02:59:58] - A mówił do słuchot do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Ja tu jeszcze wkleję parę komentarzy na koniec, takich też już dobranocnych, jak to ująłem. Tradycyjnie tych z państwa, którzy pragną jakichś ciekawych spostrzeżeń na tematy świadomościowe, na tematy duszy, zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Można także zasubskrybować kanał pana Sławka o tytule takim samym jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. Zachęcam także do polajkowania fanpage'a pana Sławka Bączkowskiego na Facebooku. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień, w poniedziałek na żywo o 20:00 na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl