[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w Radiu Paranormalium. Mamy poniedziałek, 20 lipca 2020 roku. Minęła przed chwilą godzina 20:00, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”, audycję o świadomości w całości na żywo. Tak troszeczkę z drżącą ręką dzisiaj uruchamiałem tą transmisję, bo niestety nad Polską przewalają się kolejne w tym roku nawałnice. Miejmy nadzieję, że dzisiaj żaden zapłonkany piorun nie przerwie nam nadawania. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:07] - Dobry wieczór, panie Marku. Kochani, witam was bardzo gorąco i serdecznie.
[01:12] - Właśnie przed momentem walczyliśmy jeszcze chyba z ostatnimi poulewnymi usterkami w postaci opóźnienia na liniach, ale widzę, że chyba to opóźnienie już się wyeliminowało samoczynnie. Miejmy nadzieję, że taką dobrą jakość połączenia będziemy mieli już dzisiaj do końca. Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to jak zawsze 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jakby ktoś chciał dołączyć na Hangouta, to bardzo bym prosił o jakiś sygnał, najlepiej mailowo albo przez GG. A właśnie nasze GG to oczywiście 36 08 80 02. Postaram się dać jakiś link do widgetu Gadu-Gadu, przez który będzie można napisać chociażby z poziomu naszej transmisji na YouTube, bo też jest taka możliwość. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube.
Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[03:03] - Dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo gorąco. Miejmy nadzieję, przyłączam się do życzeń pana Marka, że żadna zawierucha nam nie zakłóci dzisiaj audycji. Zwłaszcza że kilka audycji wcześniej parę osób wspominało, że nie może się doczekać audycji z dnia 20 lipca. Więc oto mamy dzisiaj 20 lipca. Mamy też audycję numer 80. A ja sobie na początek tej audycji pozwolę zarzucić jakiś temat, który przypadkowo otworzył mi się w książeczce od mojego serdecznego kolegi „Nie uciekaj przed sobą” i zobaczymy, czy nam się wpisze w dzisiejszy temat audycji. Tak więc posłuchajcie. „Nie musisz wychodzić ze swojego pokoju. Pozostań przy stole i słuchaj.
Nawet nie tyle słuchaj, ile po prostu czekaj. Nawet nie tyle czekaj, ile pomilcz nieco w samotności. Świat sam dobrowolnie odda się tobie, abyś ściągnął z nich łup”. To tak à propos cytatów będzie dzisiaj więcej, bo kilka fajnych wpadło mi w ostatnim czasie w ręce. Natomiast zaczynając temat naszej audycji, pod ostatnią pojawiło się parę fajnych komentarzy. Ze dwa chyba nawet takie były, że audycja poprzednia była dość mocna. Nie wiem, co kochani macie na myśli, ale sobie tak pomyślałem, że tak powolutku próbuję zmienić tą formułę naszych spotkań z takich, gdzie na początku was bardzo próbowałem naprowadzać, zostawiając wiele rzeczy w tak zwanym niedomówieniu, dając wam czas i miejsce na swoje własne interpretacje. Natomiast teraz powolutku zaczynam przechodzić do takiego stylu bardziej bezpośrednich przekazywania informacji. Przypadnie do gustu czy nie? Więc może też w związku z tą delikatną zmianą formuły były te stwierdzenia, że poprzednia audycja była dość mocna.
Komentarze związane. I bardzo mnie to cieszy, bo dzisiejsza audycja też będzie o intencjach. Może nie dokładnie o intencjach, a raczej spróbuję wam powiedzieć, dlaczego tak wałkowałem ten temat intencji, dlaczego tam wracałem do niego i próbowałem go jak najbardziej rozkminić. Między innymi po to, żeby móc przeprowadzić dzisiejszą audycję w poczuciu, żeŻe temat intencji jest jasny, prosty i dla wszystkich już zrozumiały. Kochani, zadam wam na początek pytanie: po co przez setki, tysiące lat były wymyślane przeróżne prawa, przepisy różnego rodzaju zachowań społecznych, prawnych, cywilnych, domowych, kościelnych, religijnych? Po co i dla kogo były wymyślane te przeróżnego rodzaju zapiski, co wolno, a co nie wolno? Tu jeszcze nie odpowiem wam wprost, ale myślę, że daję wam tu już troszeczkę do myślenia, co się wydarzy w tej audycji dalej. Kochani, większość z was albo ma dzieci, albo ma już zamiast dzieci. A jak nie, to każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu pamięta, jak był dzieckiem, a na pewno też w swoim otoczeniu ma jakieś dzieci. I o cóż chodzi z tymi dziećmi?
Oprócz tego, że jest to bardzo wdzięczny temat do moich przemyśleń i do moich przykładów, to przypomnijcie sobie, jakie są dzieci. Co by zrobiły dzieci, jakbyśmy nie określili im pewnych zasad, norm postępowania? Wychowywanie dzieci najczęściej sprowadza się właśnie do tego, że stwarzamy dzieciom różnego rodzaju ograniczenia i jednocześnie mówimy, co jest dobre, a co złe, ponieważ dziecko samo z siebie jeszcze tego nie wie. Więc musimy dziecko nauczyć tego, co jest dobre, a co złe. Po to, żeby później wchodząc, że tak powiem, w dorosłość, wiedziało, co jest dobre, a co złe. Przynajmniej oczywiście w naszym przekonaniu. Jak się to nazywa? Jak się nazywa ten proces? Przerabialiśmy to, mówiliśmy to. W tym odcinku nie o to chodzi.
Natomiast przyjrzyjmy się dzieciom dalej. Czy dziecko myśli o rodzicach? To znaczy, oczywiście kocha je. Każde dziecko kocha swoich rodziców, bez względu na to, jacy ci rodzice by nie byli. Natomiast czy myśli o rodzicach? Czy zastanawia się, że rodzice są zmęczeni, że rodzice są zestresowani, że rodzice są zapracowani? Czy dziecko zastanawia się, skąd rodzice biorą pieniądze? Czy dziecko zastanawia się, pieniądze na to, żeby zaspokoić ich w ich przekonaniu niezbyt wygórowane potrzeby i oczekiwania? Nie, oczywiście, że nie. Dziecko nie zna wartości pieniądza.
W którymś momencie się to pojawia, że zaczyna już umieć wartościować pewne rzeczy na podstawie ich ceny. Nie, dziecko nie myśli o swoich rodzicach, nie zastanawia się nad tym, jak im jest w życiu. Owszem, może współczuć, widząc, jak mama jest smutna. Przyjdzie, tam się przytuli. „Mamusiu, a dlaczego płaczesz? Tatusiu, a dlaczego jesteś smutny?” To płynie z miłości, natomiast nic więcej. I żeby nie było, że ja tu teraz zmieniłem swoje podejście i nastawienie do dzieci. Nie ma w tym nic złego. W takim postępowaniu dziecka nie ma nic złego. Po prostu tak wygląda proces rozwoju emocjonalnego.
Tak wygląda proces budowania w dziecku świadomości i jest to proces całkowicie naturalny. Nigdy się nad tym nie zastanawiamy, natomiast wiemy dokładnie, że tak jest. Tak wygląda proces budowania świadomości. Tak się dzieje przez okres dziecięcy. Z tym że dzieci są jeszcze takie dość miłe w egzekwowaniu tego, co chcą. Później się zaczyna okres nastolatkowy, kiedy dzieci już przestają być miłe, a stają się najczęściej bardzo roszczeniowe i jeszcze w dodatku potrafią nas bardzo pięknie szantażować swoimi zachowaniami bądź brakiem jakichś tam zachowań. W dorosłości, w tym pierwszym etapie dorosłości czy my zastanawiamy się nad innymi ludźmi? Czy my myślimy o innych ludziach? Nie. Myślimy o realizacji swoich marzeń.
Praca, samochód, rodzina, dzieci, status społeczny, status majątkowy, status jeszcze jakiś tam inny. Myślimy o swojej rodzinie. Mówimy, że robimy wszystko dla dobra swojej rodziny. Kiedy i w którym momencie naszego życia zaczynamy cokolwiek myśleć o innych ludziach? Oczywiście ten pierwszy moment pojawia się w momencie, kiedy pojawia się nasz partner, nasza ukochana, wymarzona, wyśniona druga połówka. Wtedy coś tam zaczyna do nas docierać, że jest jeszcze ktoś inny, kto może chcieć czegoś innego, kto może inaczej myśleć, kto może do czego innego dążyć. Aczkolwiek i tak na początku zawsze próbujemy tą osobę ułożyć jakby do siebie. Następnym etapem to są dzieci, kiedy próbujemy realizować ich marzenia, ale oczywiście przez pryzmat tego, co my uznajemy za słuszne i właściwe i dobre. I zastanawiać się, co oni w ogóle czują, pojawia się już w okresie takiej naszej bardzo dojrzałej emocjonalności, czyli w tym tak zwanym wieku pośrednim, kiedy już te najwa-Ważniejsze ambicje zaspokoiliśmy: bycia ojcem, matką, mężem, żoną, rodzicem, szefem i tak dalej. Wtedy dopiero gdzieś zaczyna do nas coś docierać, że są na świecie również inni ludzie.
Dlaczego o tym mówię? Dlaczego mówię o tym, co jest tak jasne, proste i oczywiste? Zadam wam jeszcze jedno pytanie: czy potraficie w sposób obiektywny ocenić swoje postępowanie? Czy potraficie w sposób obiektywny ocenić swoje własne postępowanie? Pytam i proszę, żebyście odpowiedzieli sobie z ręką na sercu na to pytanie. Zadam je po raz trzeci: czy potraficie obiektywnie ocenić swoje własne postępowanie? Kochani, bez względu na to, co sobie właśnie w tym momencie odpowiedzieliście, ja twierdzę, że ludzie w 99% swoich działań, postępowań i decyzji nie są w stanie obiektywnie ocenić swojego postępowania. Większość życia tak naprawdę spędzamy na koncentrowaniu się na samym sobie, na zaspokajaniu swoich potrzeb, na swoich własnych emocjach, pragnieniach, na rozmyślaniu o swojej własnej sytuacji. Na tym spędzamy większość swojego życia. I nie chcę powiedzieć, czy to jest dobre czy złe z mojego punktu widzenia, bo to nie ma najmniejszego znaczenia.
Po pierwsze o faktach się nie dyskutuje, a po drugie sam was do tego namawiałem. Więc pewnie zastanawiacie się, do czego zmierzam. Otóż zmierzam właśnie do tego, że przepisy, prawo, jakieś moralne prawa moralne są wymyślane po to, żeby móc do czegoś odnieść nasze postępowanie. Ponieważ my nie potrafimy w obiektywny sposób oceniać swojego własnego postępowania, więc musimy mieć jakiś odnośnik, żeby wiedzieć, czy coś jest dobre, czy coś jest złe. A ponieważ większość czasu spędzamy na rozmyślaniu o sobie, to też nie za specjalnie mamy ani czasu, ani ochoty, żeby zastanawiać się nad innymi. Owszem, jest bardzo duża grupa ludzi, którzy więcej czasu poświęcają na ocenianiu innych, na dawaniu im rad, na mówieniu jak mają postąpić, niż na zastanawianiu się nad samym sobą. Ale nie o takich przypadkach tutaj mówimy. Mówimy o obiektywnej ocenie własnego postępowania. Czy możecie powiedzieć z ręką na sercu, że potraficie obiektywnie ocenić swoje własne postępowanie? Ja twierdzę, że nie.
Oczywiście część z was się ze mną nie zgodzi. Być może nawet ktoś się na mnie, obrazi, że nie znając was tak bardzo bezpośrednio i blisko jestem w stanie takie opinie na wasz temat wypowiadać. Tylko że to nie jest opinia na temat pojedynczego człowieka. To jest moja opinia i wiedza na temat mechanizmów, w jakie zostaliśmy jako ludzie wmontowani. Zwróćcie uwagę, że tak jak kiedyś mówiłem, do wszystkiego, co robimy, przypisujemy albo jakieś wytłumaczenie, albo jakąś pozytywną cechę. Bez względu na to, co robimy. Nawet jeżeli komuś damy, za przeproszeniem, w twarz, to i tak zawsze powiemy, że to on zaczął albo że on nas sprowokował, albo że on zasłużył. Bez względu na to, co robimy, jesteśmy przekonani, że w tej konkretnej sytuacji zrobiliśmy słusznie. Tak działa podświadomość, że zrobiliśmy słusznie. Dopiero jakieś czynniki zewnętrzne zwracają naszą uwagę, że może jednak popełniliśmy błąd.
Ja nie mówię tu oczywiście o sprawach zawodowych, w których przyjdzie szef i powie: „Tutaj jest błąd”, albo w szkole, że tutaj jest błąd ortograficzny, a tu jest źle wyliczone zadanie. Ja nie mówię o takich sytuacjach. Ja mówię o sytuacjach życiowych, o sytuacjach bardziej moralnych. Kiedy dokonujemy jakiejś decyzji, podejmujemy decyzję i jesteśmy święcie przekonani, że dokonaliśmy jedynego słusznego wyboru, choćbyśmy nawet dwa dni temu kogoś, albo dwie godziny wcześniej za tą samą sytuację ocenili w sposób krytyczny. Jak ktoś zaparkuje na dwóch miejscach na parkingu, to jest ciul albo tam jeszcze gorzej. Natomiast jak my zaparkujemy na dwóch miejscach, to my tylko na chwilę. Jak my widzimy, że ktoś nie przepuścił pieszego na przejściu, to mówimy, że to jest morderca, bo chciał kogoś zabić, pieszego. Jak my to zrobimy, to my się spieszyliśmy, to my nie zauważyliśmy i tak dalej. Za każdym razem, nawet jeżeli wiemy, że coś może nie do końca było w porządku, natychmiast nasza podświadomość przypisuje do tego jakieś wytłumaczenie. Dlatego nie jesteśmy w stanie obiektywnie ocenić naszego postępowania.Jak mówię, nie traktujcie tego w kategoriach zarzutu czy w kategoriach oceny, czy mówienia, że coś jest złe czy coś jest dobre.
Tak po prostu działa ludzka podświadomość i dlatego tak trudno nam jest obiektywnie oceniać swoje własne postępowanie. Rzekłbym nawet, w niektórych sytuacjach jest to wręcz niemożliwe. Zwłaszcza w sytuacjach, kiedy są nerwy, kiedy są emocje, kiedy jest dużo negatywizmu, kiedy podświadomość w nas działa jak karabin maszynowy i wystrzeliwuje kolejne słowa, kolejne zdania. My nie zastanawiamy się w tym momencie zupełnie nad znaczeniem tych słów, nad wartością tych słów i po prostu je wystrzeliwujemy jak z karabinu maszynowego. Dlatego, kochani, są wymyślane prawa. Dlatego, żebyśmy wiedzieli, co jest dobre, a co jest złe. Ponieważ nie jesteśmy obiektywni. Dlaczegóż nie jesteśmy obiektywni wobec siebie? Podświadomość jest jednym z czynników. Drugim czynnikiem jest nieznajomość samego siebie.
Ponieważ my przypisujemy również mylne znaczenie naszym intencjom i dlatego w żaden sposób nie potrafimy być obiektywni wobec siebie. Nie wiem, czy się ze mną zgadzacie, czy nie. Na podstawie obserwacji tak to właśnie wygląda, że nie jesteśmy w stanie być wobec siebie obiektywnymi. Mało tego, nie potrafimy też być obiektywnymi wobec innych ludzi, ponieważ zazwyczaj większość ocen, analiz dokonujemy przez pryzmat samego siebie, przez pryzmat naszych prawd, naszych wartości, naszych wpojonych bądź mniej lub bardziej zaakceptowanych zasad i norm postępowania. Ogólnie rzecz biorąc, na ziemi jest jeden wielki mętlik. To, że ten mętlik się z każdym rokiem od jakiegoś czasu tylko pogłębia, to chyba sami macie tego świadomość. W tej chwili nie ma już nic, co byłoby w moim przekonaniu pewnikiem, że jest dobre albo złe. W tej chwili odzieramy się już jako ludzkość ze wszelkich tak zwanych świętości. Kiedyś praca była jakąś wartością. Jakaś pozycja społeczna, jakiś zawód, lekarz, prawnik.
Osoby starsze były darzone szacunkiem. Osoby uczciwe były stawiane, patrioci mieli swoje pomniki. Artyści, słynni artyści mieli nobilitację społeczną. W tej chwili odzieramy się jako ludzkość ze wszystkiego, co można by było uważać za jakikolwiek wzór. Mało tego, odzieramy się też ze wszelkiego rodzaju autorytetów, które mogłyby w jakikolwiek sposób powiedzieć, że to jest dobre, a to jest złe. Siejemy pustkę wokół siebie i za chwilę nie zostanie nam już nic. Nic, według czego można by było powiedzieć, czy coś jest dobre albo złe. Być może dojdziemy do takiej sytuacji, że każdy będzie mógł wyjść na ulicę, powiedzieć co tylko ma ochotę i nikt nie będzie miał prawa zwrócić mu uwagę, że się z tym nie zgadza. Jesteśmy na etapie odzierania się ze wszelkich wartości, ze wszelkich autorytetów, ze wszelkich świętości. I okej.
I za chwilę powstanie pustka. Staniemy, tak jak już się dzieje to w tej chwili. My nie wiemy, ludzie nie wiedzą, co jest dobre, a co jest złe. I teraz jest pytanie, czy my zmierzamy w dobrym kierunku? W bardzo dobrym kierunku. Ponieważ jak już obedrzemy się ze wszystkiego, zostanie nam tylko jedno: my sami. Powiedziałem o tych prawach. Więc teraz, żeby ten proces bardziej obrazowo wyjaśnić, spróbujmy się cofnąć o kilkaset lat wstecz. Co by było 500 lat temu w Polsce, gdyby nie było żadnego prawa? Albo w ogóle w Europie nie byłoby żadnego prawa, nie byłoby żadnych praw.
Można by było robić, co się chce. Moje podejrzenie jest takie, że dzisiaj byśmy nie rozmawiali. No ale dobra, powiedzmy 500 lat temu. Niekoniecznie musimy pamiętać, nie wszyscy może mają ochotę sięgać aż tak daleko wstecz, ale przyjrzyjmy się teraz światu. Co się dzieje? Likwidujemy prawo. Popatrzcie, albo nie. Jeszcze spróbujmy spojrzeć na świat. Znamy miejsca na ziemi, w których gdyby nie strach przed czymś tam, chociaż i strach nie powstrzymuje. Być może doszłoby do jakichś naprawdę bardzo wielkich kataklizmów, do jeszcze większych wynaturzeń, do jeszcze większych wojen, do jeszcze większych problemów zbrojno-militarno-jakichś tam innych.
Ale popatrzmy teraz na nasze najbliższe otoczenie. Postawcie siebie w sytuacji, kiedy nie ma prawa, kiedy nikt wam nic nie zabrania.Przyjrzyjcie się swojemu otoczeniu i zastanówcie się, czy gdybyście mogli na przykład iść przywalić swojemu wkurzającemu sąsiadowi bezkarnie w pysk, to czy byście to zrobili? Wiedząc, że wam nie odda i że nie pójdziecie za to do więzienia i że nie spotka was z tego powodu żadna krzywda. To jest moment warty zastanowienia się, bo część ludzi z pewnością by tak zrobiła. Być może nawet wzięliby kija albo pistolet i go po prostu zastrzeliliby. Natomiast jest już na Ziemi bardzo dużo osób, które nie potrzebują zakazów prawnych, żeby nie robić rzeczy złych, żeby nie robić rzeczy krzywdzących innych. Dlaczego? Jaka jest różnica? Co różni tych ludzi między sobą? Co różni człowieka, który widząc, tak jak kiedyś było, zabieganą na ulicy mamę kaczki z pięcioma kaczątkami, zatrzymuje samochód i przeprowadza je przez ulicę od osoby, która wyrzuca swoje dziecko do śmietnika.
Tygodniowe, miesięczne, dwumiesięczne. Co różni te osoby? Jaka jest różnica pomiędzy tymi osobami? Jaka jest różnica pomiędzy człowiekiem obłożonym ładunkami wybuchowymi wsiadającego do samolotu, wiedzącego, że wysadzi 100, 200, 300 osób w powietrze, a osobą, która widzi dziecko, które się topi w rzece i wskakuje do zimnej wody, ryzykując swoje życie po to, żeby je uratować? Jaka jest różnica pomiędzy ojcem, który pracuje godzinami, nie śpi, pilnuje, klęczy czy siedzi przy łóżku swojego własnego dziecka od ojca, który swoje własne dziecko potrafi zakatować na śmierć. Co tych ludzi między sobą różni? Żyjemy w tym samym kraju. Żyjemy mniej więcej w tej samej moralności. Żyjemy mniej więcej w tych samych przepisach prawa. Co tych ludzi między sobą różni?
Jak myślicie? Możemy oczywiście mówić o podświadomości, możemy mówić o wychowaniu, możemy mówić o kryteriach moralnych. Natomiast jest jedna rzecz, która w bardzo wyraźny sposób różni tych ludzi. To jest właśnie poziom świadomości. Ponieważ sami doskonale wiecie o sobie, ja wiem o sobie, że już nie potrzebujemy przepisów prawa. Już nie potrzebujemy, przynajmniej bardzo dużo ludzi już nie potrzebuje nakazów, przykazów ani zakazów, żeby powstrzymać się od robienia rzeczy krzywdzących inne osoby. I teraz kochani, na chwilkę przenieśmy się w inny wymiar. Dzisiaj specjalnie na potrzeby tej audycji na chwilkę oddalimy się z Ziemi. Dusza ma po śmierci możliwość zrozumienia emocji osób, z którymi podczas swojego ostatniego wcielenia wchodziliśmy w jakiekolwiek relacje. Zrozumienia, odczucia zrozumienia.
To jest bardzo ważna rzecz. Możliwość zrozumienia, co w momencie, kiedy wchodziliśmy w relację z drugim człowiekiem, ta osoba czuła. Nie co nam się wydawało. Nie co my myśleliśmy, tylko co czuła druga osoba. Zrozumienie, co działo się w emocjach osoby, na którą na przykład krzyczeliśmy. Nie przez pryzmat nas, bo ona zasłużyła, bo ona sobie sama na to zasłużyła. Bo ona zaczęła. Bo ona sprowokowała. To nie ma znaczenia. W momencie, kiedy nie działa podświadomość, która tłumaczy każde nasze zachowanie i przypisuje do tego jakieś wytłumaczenie, doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, co czuła druga osoba.
Mało tego, wtedy również doskonale zdajemy sobie sprawę z naszych własnych intencji, tych prawdziwych. Czy my krzyczeliśmy na tą osobę dlatego, że chcieliśmy jej przekazać jakąś bardzo ważną informację? Czy byliśmy na nią wściekli? Czy chcieliśmy ją poniżyć? Czy chcieliśmy ją zniszczyć? Czy chcieliśmy wyrzucić swoje negatywne emocje? Czy chcieliśmy pozbyć się własnego strachu przed tą osobą? My wtedy doskonale zdajemy sobie sprawę. Widzimy każdą sytuację bez udziału podświadomości. Rozumiemy emocje drugiej osoby, ale też rozumiemy swoje własne intencje, które nami wtedy kierowały.
To jest kluczowy moment do zrozumienia relacji między ludźmi. To jest kluczowy moment do zrozumienia samego siebie. To jest kluczowy moment do zrozumienia drugiego człowieka. Wiecie, jak się to nazywa? To, czego nie mają dzieci, to, czego nie mają nastolatkowie.To, czego nie mają osoby młode, a to coś pojawia się dopiero wtedy, kiedy już swoje w życiu przeżyliśmy i zaczynamy dostrzegać również innych ludzi wokół nas. To się nazywa empatia. Dusza, nasza świadomość, umiejętność empatii ma w standardzie, na wyposażeniu bez dodatkowych dopłat. Ponieważ ta łączność poza werbalna, poza udziałem naszego umysłu, poza udziałem naszej podświadomości, pozwala skupić się na tym, co czuje druga osoba. Nie na nas samych, tylko na tym, co czuje druga osoba. I kochani, my tą możliwość zrozumienia emocji innych ludzi bez udziału podświadomości, bez udziału naszego umysłu dostajemy dopiero po śmierci.
Tak to wygląda. A teraz wracając z powrotem na ziemię. Wyobraźcie sobie, kiedy podchodzicie do swojego własnego dziecka i próbujecie podnieść na nie rękę i w tym momencie odczuwacie jego przerażenie, jego strach, jego lęk, jego obawę. Odczuwacie jego przerażenie. Czy jesteście w stanie coś takiego zrobić? Czy bylibyście w stanie dać chociażby klapsa swojemu własnemu dziecku, rozumiejąc, co dzieje się w jego emocjach w danym momencie? Czy wyzywając drugiego człowieka, gdybyście mieli świadomość i odczucie tego, co się dzieje w jego emocjach, być może niezrozumienie, być może doszło do jakiejś pomyłki, być może ktoś coś gdzieś przekręcił, a być może w tym wszystkim jest tak naprawdę przede wszystkim nasza własna osobista frustracja skumulowana przez tygodnie, miesiące życia w stresie i wyładowywana pod pretekstem zajechania nam drogi przez człowieka na ulicy, przypadkowego być może, ale wyładowywania naszej własnej frustracji na drugim człowieku. Czy gdybyśmy mieli świadomość i odczuwanie emocji, które towarzyszą temu człowiekowi, czy bylibyśmy w stanie coś takiego zrobić? Czy widząc biedne, przerażone zwierzę, które po prostu znalazło się gdzieś poza swoim miejscem, poza swoją strefą komfortu, czy wzięlibyśmy kija i byśmy go bili? Czy widząc nieszczęśliwego, niepełnosprawnego człowieka, niewidomego, który idzie cały przerażony i zastanawia się, czy się o coś potknie, czy się przewróci, czy dojdzie do tego miejsca, czy dojdzie bezpiecznie, czy bylibyśmy w stanie obojętnie przejść obok takiego człowieka?
Albo robić sobie z niego żarty albo coś. Czy matka czująca emocje swojego dwutygodniowego dziecka byłaby w stanie płaczące zostawić je na śmietniku? Kochani, ten proces, który odbywa się po naszej śmierci, w którym uczestniczymy jako nasza część duchowa, kiedy doskonale rozumiemy te wszystkie emocje, z których tutaj na ziemi nie zdajemy sobie sprawy. Mało tego, my się nad nimi nie zastanawiamy. My nie mamy czasu się nad nimi zastanowić. Tam po śmierci uczestniczymy w nim i doskonale rozumiemy wtedy swoje intencje i emocje ludzi, z którymi wchodziliśmy w jakiekolwiek relacje tutaj na Ziemi podczas ostatniego wcielenia. I teraz znowu spróbujemy się przenieść troszeczkę w inny wymiar. Powiedzcie mi, spróbujcie się wcielić w rolę Boga albo rodzica. Gdybyście wiedzieli, że tylko na Ziemi możecie poznać czyjeś emocje, wchodząc dokładnie w jego sytuację, w jego skórę. Tylko w ten sposób możemy poznać emocje drugiego człowieka.
Jeżeli kogoś krzywdzimy, to żeby poznać to, co on w tym momencie czuje, musimy wejść w jego skórę, wejść w jego sytuację. Inaczej nie jesteśmy w stanie tej emocji zrozumieć. Gdybyście byli Bogiem, to co byście wymyślili? Jaką możliwość zrozumienia tych wszystkich emocji dalibyście człowiekowi? Jaki mechanizm byście stworzyli, żeby człowiek mógł tych wszystkich emocji doświadczyć? Ponieważ my nie chcemy się nad nimi zastanawiać. My mamy obok siebie ludzi cierpiących, takich, śmakich, biednych, pokrzywdzonych. Nie chcemy się tym zajmować. My jesteśmy skupieni na sobie, a nasza podświadomość mówi nam, że jesteśmy najekstrzejsi. Jak ten proces przełamać?
Co stworzyć, co zrobić, jak to skonstruować, jak to wymyśleć, żeby każdy człowiek mógł doświadczyć, zrozumieć te wszystkie emocje? Mam nadzieję, żeŻe teraz ten cały proces reinkarnacji, ten cały proces związany z tym, co próbowałem wam powiedzieć o intencjach, ten cały proces doświadczania stał się jeszcze bardziej zrozumiały i czytelny. Gdybyśmy potrafili zrozumieć emocje drugiego człowieka w momencie, kiedy wchodzimy z nim w relację, świat byłby dużo bardziej przyjazny, dużo bardziej radosny. Z pewnością byłoby dużo mniej krzywdy na świecie. Ja jestem przynajmniej o tym głęboko przekonany. I teraz zbierając te wszystkie informacje zusammen. Jeżeli po śmierci naszej śmierci uświadamiamy sobie to wszystko, co wydarzyło się w naszym życiu, jak bardzo byliśmy głusi i jak bardzo nie rozumieliśmy emocji ludzi, z którymi wchodziliśmy w reakcje, którym wyrządzaliśmy krzywdę, to z punktu widzenia duszy mamy jedno pragnienie: chcieć tą emocję poznać, utrwalić. Czyli wejść w sytuację, w której doznamy takich samych emocji jak ta osoba, którą żeśmy skrzywdzili. I tu nie ma takiego rozkminiania ziemskiego, czy to jest dla nas dobre, czy to jest złe, musimy te emocje poznać z jednej strony i z drugiej strony, nie zastanawiając się nad tym, że z ziemskiego punktu widzenia będziemy cierpieli. Chcemy te emocje utrwalić.
Wiecie po co? Po to, żeby budować tą empatię, umiejętność empatii już tutaj na Ziemi, żebyśmy byli jako jednostki coraz bardziej świadomi, co wolno, a czego nie wolno, co może krzywdzić drugą osobę, a co może krzywdzić również nas. Po to, aby tą empatię, którą dusza ma w standardzie, żebyśmy my jako ludzie tutaj na Ziemi się tej empatii nauczyli, żebyśmy potrafili z tej empatii korzystać. I zwróćcie uwagę, że właśnie w ten etap teraz jako ludzkość wchodzimy. Te wszystkie zmiany, które przez ostatnie kilkadziesiąt lat na Ziemi następują w podejściu do ludzi, w podejściu do zwierząt, w podejściu do natury, w podejściu do siebie nawzajem, w tolerancji i tak dalej, to wszystko pokazuje, jak bardzo ten proces empatii wśród ludzi się rozwija. A jest to o tyle ważne, że w momencie, kiedy obedrzemy się już ze wszystkich autorytetów, ze wszelkich praw moralnych, ze wszelkich świętości, żebyśmy wiedzieli, co jest dobre, a co jest złe, żebyśmy już byli świadomi tego, co jest dobre, a co jest złe. Na tym ten cały proces polega i do tego zmierza. I cała nadzieja w tym, że zakończy się sukcesem. Ponieważ bardzo doceniam znajomość z wami i wiele mądrych rzeczy, których od was się dowiaduję, korzystam oczywiście z waszej pomocy bardzo często i jakichś tam sugestii. Właśnie dzięki jednej z koleżanek wpadłem w oko taki bardzo fajny cytat, który być może w dość fajny sposób podsumuje dzisiejszą audycję: „Jeżeli robisz coś dla innych, nie rób tego kosztem samego siebie.
A jeżeli robisz coś dla siebie, nie rób tego nigdy kosztem innych”. I myślę, że to będzie taka mądrość, która może być podsumowaniem tej dzisiejszej audycji. Ja jeszcze tylko na koniec tej części oficjalnej, bo już tym razem nie chcę za długo przeciągać, żeby tych informacji nie było za dużo. Zresztą widzę, że komentarzy trochę się uzbierało, więc mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja wrócić do paru wątków. Obiecałem, że powiem coś o tym procesie zamykania pewnych okresów, że w związku z tym, że koniec roku majowskiego i tak dalej, że pewien proces, też taki astrologiczny teraz nam się domyka, że powiem o tym. Proces zamykania okresów polega na świadomym i obiektywnym może nie ocenieniu, zrozumieniu swojego postępowania zakończonym wnioskami. Wnioskami co jest dobre, co jest złe, co mogę robić nie krzywdząc innych, co mogę robić nie krzywdząc samego siebie. Obiektywny — słowo klucz. Tego obiektywizmu nam jako ludziom brakuje. Obiektywnej oceny swojego własnego postępowania.
Żeby coś ocenić obiektywnieTrzeba wziąć pod uwagę drugą stronę. Jeżeli te strony są dwie, to trzeba wziąć pod uwagę racje drugiej strony. Wtedy ta ocena może być w jakikolwiek sposób bliska obiektywizmowi. Żeby móc wziąć pod uwagę jakiekolwiek racje drugiej strony, potrzebna jest empatia i chęć zrozumienia, chociaż zastanowienia się, co druga osoba w takiej sytuacji czuje. To jest nauka, kochani, to jest cel, to jest wyzwanie. I to jest też proces, w którym uczestniczymy od tysiącleci. Oczywiście każdy może dorobić sobie do tego jakąś tam ideologię, cokolwiek, teorię spiskową czy szukać cały czas winy gdziekolwiek indziej. Można komplikować to wszystko. Można to ubierać w jakieś 7000 różnych płaszczyzn i aspektów. Natomiast bez empatii nie ma obiektywizmu, bez obiektywizmu nie ma sprawiedliwości, a bez sprawiedliwości nie ma świadomości.
Takie jest moje zdanie, kochani, na ten temat. Czy jesteśmy obiektywni, czy nie jesteśmy obiektywni? Każdy niech sobie sam odpowie na to pytanie, jeżeli będzie miał ochotę poświęcić temu chwilę czasu. Jeżeli nauczymy się empatii, jeżeli nauczymy się obiektywizmu, co już na Ziemi ma miejsce, to przepisy prawa, jakiegokolwiek prawa, nie będą nam do niczego potrzebne. Zresztą dobra, mam nadzieję, że przy komentarzach będzie okazja jeszcze do tego wątku wrócić. Przynajmniej taką mam nadzieję, że jesteśmy w temacie. Kochani, ostatnią audycję przeciągnąłem i były tam głosy, że tylko pierwsza godzina była fajna, więc dzisiaj postanowiłem zamknąć się w godzinie i patrzcie, akurat dzisiaj mi się bardzo pięknie udało. Panie Marku, jakąś malutką przerwę. Nazbierało się troszeczkę, więc sugeruję jakąś malutką przerwę.
[45:07] - Ja tu już wybrałem przed chwilą utwór, który w przerwie poleci. Trwający równo pięć minut.
[45:15] - Dobrze, kochani, dziękuję wam za część tak zwaną oficjalną. Ja łyka wody, zamknę drzwi, bo mi po piętach wieje i za pięć minut wracamy. Dzwonimy, rozmawiamy i jedziemy z tematem dalej.
[45:31] - A więc na antenie Radia Paranormalium robimy teraz kilkuminutową przerwę i już za pięć minut z paroma sekundami wrócimy do audycji „Świat oczami duszy”. Do tej części, w której pan Sławek będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Będziemy również czekać na wasze telefony, jak najbardziej. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[46:19] - Utwórz w sobie nowe coś. Spraw, bym ja mógł to wziąć. Odrzucenie odrzuć w kąt. Nie pomaga mi twój wzrok. Czemu twe oczy patrzą tak? One wcale nie pomagają nam. Są niby blisko, lecz daleko. Po drugiej stronie muru getta. Idę, szukam, myślę gdzie. Może za tym murem znajdę cię.
Nie wiem tylko jak stąd wyjść, bo zaraz strażnik krzyknie: „Czyść!” Czemu twe oczy patrzą tak? One wcale nie pomagają nam. Są niby blisko, lecz daleko. Po drugiej stronie muru getta. Czemu twe oczy patrzą tak? One wcale nie pomagają nam. Są niby blisko, lecz daleko. Po drugiej stronie muru getta, getta. Po drugiej stronie muru getta. Czemu twe oczy patrzą tak?
One wcale nie pomagają nam. Są niby blisko, lecz daleko. Po drugiej stronie muru getta. Czemu twe oczy patrzą tak? One wcale nie pomagają nam. Są niby blisko, lecz daleko. Po drugiej stronie muru getta.
[51:02] - Widzę, że ten utwór, który przed chwilą poleciał na naszej antenie, bardzo się spodobał na czacie. To był zespół Banał z Grudziądza. Utwór zatytułowany „Getto”, bardzo tematycznie wpasowany w to, co mówił przed kilkoma minutami pan Sławek Bączkowski. Jeżeli komuś się ten utwór spodobał, to dobra wiadomość: można go ściągnąć całkowicie za darmo. Wystarczy zarejestrować się na stronie jamendo.com. Tam można wyszukać zespół Banał przez “u” na końcu i znajdziemy dwa albumy opublikowane przez ten zespół. Będzie to demówka studyjna, z której pochodzi nagranie, które przed chwilą wysłuchaliśmy. No i nagranie koncertowe w Polskim Radiu PIK, Polskie Radio Pomorze i Kujaw, gdzie mniej więcej ten utwór również zabrzmiał w wersji koncertowej. Słuchacie państwo audycji „Świat oczami duszy”. Mamy dzisiaj poniedziałek, 20 lipca 2020 roku i przechodzimy do drugiej części audycji, w której pan Sławek Bączkowski będzie się odnosił do komentarzy z czatów.
No i w tej właśnie części będziemy także czekać na państwa telefony. A więc chwytajcie za telefony, chwytajcie za smartfony czy przez co tam do nas dzwonicie i wykręcajcie numery stacjonarne 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493. Jeżeli jesteście przy komputerze, to zachęcamy do uruchomienia Skype'a. Nasz Skype to radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Jakby ktoś chciał dołączyć do nas do dyskusji na Hangoutcie, to bardzo bym prosił o jakiś sygnał, najlepiej poprzez Gadu-Gadu. Można także w naszej transmisji na YouTube wejść w link do widgetu GG, który podałem w opisie transmisji. Jesteśmy także na Facebooku na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[53:41] - Dziękuję panie Marku. Oczywiście przyłączam się jak zawsze do prośby odnośnie dzwonienia, bo to zawsze jest inna troszeczkę rozmowa jak można sobie na bieżąco swoje poglądy wymienić. No a ja biorę się do czytania komentarzy, bo widzę, że troszeczkę ich się dzisiaj uzbierało, co oczywiście bardzo mnie cieszy. Moje pytanie: po co wymyślane są przepisy, różnego rodzaju prawa i jakieś tam inne? Artur pisze: do sterowania ludźmi. Po to właśnie indikom, by zapanować nad społeczeństwem. Artur pisze: czyli dziś o programowaniu ludzi. Peter pisze: przepisy wymyślił system. Dzieci od młodych lat są programowane w religii, w nauce, w doświadczeniach. Adam pisze: do siódmego roku to czysta hipnoza.
Jakie jest wasze zdanie, kochani, na ten temat? Moje zdanie już znacie. Oczywiście każdy system, każda religia robi coś, żeby sobie ludzi, władza, w pewnym sensie podporządkować, czerpać z tego jakieś korzyści. Zresztą nie tylko władza, nie tylko religia. To dzieje się w firmach, dzieje się w przeróżnych miejscach, w związkach. Też się pewne rzeczy wymyśla, żeby mieć władzę nad drugim człowiekiem. I to jest prawda. Natomiast pamiętajcie, że cały czas na świecie istnieje grupa ludzi. Zresztą po dzisiejszej audycji powinniście to chyba doskonale zrozumieć, że nam jako ludziom ciężko jest obiektywnie oceniać swoje własne postępowanie, więc bez jakichś odnośników na Ziemi zapanowałby chaos. I tak jak powiedziałem, dzieci, nastolatkowie, ludzie młodzi wymagają tego, żeby ich ograniczać pewnymi prawami, ponieważ same z siebie nie są w stanie wiedzieć, co jest dobre, a co jest złe.
Ale o tym była audycja, więc nie będę się jeszcze raz w ten temat zagłębiał. Mam nadzieję, że w trakcie audycji zrozumieliście. Z pewnością zrozumieliście, jeżeli mi udało się w sposób jasny i czytelny to, co chciałem wam przekazać. Adam pisze. Odpisuję drugiemu Adamowi: „Ano już niejeden reżim przewałkował społeczeństwa na swoją modłę. Wydaje mi się, że dziś na Zachodzie zaprzestało się tej praktyki, ale ostatnio są doniesienia o gender w przedszkolach”. Tego nie wiem, ale Adam jak zawsze ma dobre i sprawdzone informacje, więc trochę mnie to poniekąd może nie tyle martwi. Kochani, jakby nie kombinować, to żyjemy w bardzo burzliwych czasach przełomu, więc żeby mogło powstać coś nowego, coś się musi skończyć. To, co mówiłem, ten cały proces odzierania siebie nawzajem ze wszelkiego rodzaju świętości, zasad, norm prowadzi właśnie do tego, że musi na to miejsce powstać coś nowego. Musi pojawić się coś, co te wszystkie przepisy zastąpi.
Tym czymś w moim przekonaniu ma być właśnie nasza świadomość i nasza empatia, nasza umiejętność obiektywnej oceny swojego własnego postępowania. Piter pisze: „A potem my mamy po kilkadziesiąt lat i to, co nam programowali rodzice, teraz zmieniamy, a nie mówię już o wiedzy szkolnej. 90% mamy śmieci w głowie, które nawet nie są teraz potrzebne”. Nie wiem. Ja się nie do końca z tym zgadzam, że ta wiedza jest nam do niczego niepotrzebna. Ale to każdy oczywiście ocenia według samego siebie. Adam pisze: „Oceń swoje postępowanie. Ciągle do tego dociekam”. Bo to jest, kochani, tak naprawdę jedno z największych wyzwań przed nami, żeby umieć ocenić obiektywnie swoje postępowanie względem siebie, ale też względem innych ludzi. Piter pisze: „Co jest powodem, że tego nie możemy ocenić?”.
Ja już kiedyś mówiłem o tym, że między innymi jednym z powodów jest to, że na Ziemi nie ma jednego uniwersalnego wzorca czy jednego autorytetu, który by powiedział: „To jest dobre, to jest złe”. W różnych społeczeństwach, w różnych kulturach, w różnych religiach wygląda to troszeczkę inaczej. I to, co na przykład dla nas będzie czymś negatywnym, w innym końcu świata na przykład będzie czymś całkowicie naturalnym, zwykłym i prostym. Ponieważ audycja jest dość mocna, to też powiem: w krajach europejskich, w Ameryce do zwierząt podchodzi się zupełnie inaczej. Już w dzisiejszych czasach te wszystkie negatywne zachowania są mocno piętnowane, a w krajach azjatyckich — nie wiem, jak to wygląda teraz — ale jeszcze niedawno można było wyjść na zaplecze kuchni i wybrać sobie żywego psa, którego za chwilę się będzie jadło. Więc jak widać, nie ma na Ziemi jednego pewnego punktu odniesienia. Dlatego też my jako ludzie jesteśmy poddawani różnego rodzaju próbom. Dlatego ludzie świadomi swojej świadomości bardzo często ulegają różnego rodzaju dylematom. Nawet ostatnio ze swoim serdecznym kolegą rozmawialiśmy, że życie osoby nieświadomejJest z pewnego punktu widzenia prostsze. Życie egoisty wydaje się życiem dość prostym i komfortowym, ponieważ on nie musi brać pod uwagę tego, co czują inni, tego, co myślą inni, tego, czego inni pragną.
On myśli tylko i wyłącznie o sobie i cała jego uwaga jest skoncentrowana na tym, żeby zrobić sobie dobrze, nie zastanawiając się w ogóle nad tym, czy kogoś w ten sposób krzywdzi, wykorzysta, oszuka i tak dalej. To jest poza jego procesem myślowym, poza jego procesem emocjonalnym. Człowiek, który już ma w sobie chociaż odrobinę empatii, już tak prostych i oczywistych wyborów nie podejmuje, ponieważ oprócz swojego dobra zaczyna brać pod uwagę też, czy komuś nie zrobi w ten sposób przykrości, czy kogoś nie skrzywdzi, czy to nie odbędzie się kosztem drugiego człowieka i tak dalej. I powstaje całe mnóstwo procesów myślowych, zanim podejmie się czasami nawet zwykłą, prostą decyzję. Ja to doskonale rozumiem. W pewnym sensie to nie jest prostsze, łatwiejsze, ale wydaje mi się, że lepiej się z tym czujemy, jeżeli nawet na skutek takiego procesu myślowego dojdziemy do wniosku, że jednak swoim postępowaniem nikomu nie wyrządziliśmy przynajmniej krzywdy. Elżbieta Jechura. Tu widzę panią, która się chyba pierwszy raz pojawiła na naszym czacie. Witam pani Elu. Pani Ela pisze: ja się też staram, ale potem muszę się weryfikować.
Nie do końca wiem, co pani Ela ma na myśli, natomiast ja ze swojego punktu widzenia rozumiem to, ponieważ to też jest właśnie taka sytuacja, w której każdy aspekt, każda rzecz powiedziana przez inną osobę na początku, jak się tego procesu uczymy, jest brana pod uwagę i już nam się wydaje, że już wiemy, że podjęliśmy słuszną decyzję. A przychodzi ktoś, mówi: słuchaj, a czy zastanowiłeś się nad tym i nad tym? I cały proces myślowy, cały proces emocjonalny wraca z powrotem. I znowu zaczynamy tą rozkminkę. I ta weryfikacja następuje czasami po wielokroć nad tą samą sytuacją, nad tym samym zagadnieniem, aż do momentu, w którym zaczniemy też rozumieć intencje innych ludzi. Bo to jest też bardzo istotne, żeby te informacje, które płyną do nas, nie były tylko informacją na zasadzie: a, bo ja też chciałem mieć coś do powiedzenia, to coś sobie chlapnę. A później taki człowiek siedzi sobie, drapie się w głowę i się zastanawia nad czymś, czego druga osoba zupełnie nie pomyślała. To jest też taka pułapka, że my często traktując ludzi tak samo jak siebie samych, myślimy, że ci ludzie mają takie same intencje jak my, albo taką samą wiedzę, albo takie same chęci i tak dalej. I traktujemy ich na zasadzie takiego pełnego partnerstwa, a częstokroć jest to sprowadzone do: coś tam mi przyszło do głowy, to ja se chlapnę, a ty kombinuj. Więc to też warto jest, aby nauczyć się weryfikować, ale również dostawcę tej informacji.
Jak w internecie. Czy dostawca usługi jest bezpieczny dla nas? Peter pisze: może mamy taki program w swojej świadomości. Do pewnego momentu widzimy, a potem brakuje wyjścia z danej sytuacji. Nie bardzo to rozumiem. Program świadomości, do pewnego momentu widzimy. Nie wiem, ciężko mi się do tego odnieść, bo nie rozumiem tego wątku. Elżbieta pisze: czy jeszcze u kogoś lepiej widać? Zdecydowanie tak. Dużo łatwiej nam oceniać innych, obserwować, analizować, wyciągać wnioski na podstawie działania innych, ponieważ tutaj nasza podświadomość aż tak mocno nie działa, bo to nie dotyczy nas, nie dotyczy naszych decyzji, więc mamy też możliwość świadomego, racjonalnego, umysłowego potraktowania przypadku.
Natomiast jeżeli chodzi o analizowanie samego siebie, zawsze podświadomość będzie broniła tej opcji, którą nam podsunęła. I tyle. I to jest kłopot, bo podświadomość, skoro już raz zaproponowała nam takie rozwiązanie, oczywiście to nie jest proces myślowy, bo to jest instynktowne, ale będzie się dalej upierała przy tym, że to było słuszne. Nasza podświadomość nie potrafi przyznać się do błędu. Dlatego my nie potrafimy się przyznać do błędu. Zwróćcie uwagę, że większość błędów ludziom trzeba wydrapać najlepiej razem z oczami, z włosami. Są ludzie, którzy nawet jak ich złapiemy za rękę, to będą twierdzili, że to nie ich ręka. Tak właśnie działa nasza podświadomość. Dlatego nie jesteśmy względem siebie obiektywni.Coś mi się przewinęło. Adam pisze: „I w ostatnich medytacjach da się rozgraniczyć strefę intelektualną od sfery bycia.
Ja dostrzegam jeszcze trzecią dziwną nakładkę, która non stop gada i rozprasza. Miło jest ją stanowczo uciszyć”. Jakbyś się mógł z nami podzielić tą trzecią nakładką, bo jestem bardzo ciekawy, co masz na myśli, drogi Adamie. Peter pisze: „A może mamy tylko mały procent naszej osobowości? Może mamy tysiące jeszcze ukrytych cech naszej osoby. A może znamy tylko mały procent naszej osobowości? Może mamy jeszcze tysiąc ukrytych cech naszej osoby”. Znamy. Trzeba by było tutaj doprecyzować słowo „znamy”. Bo w naszej świadomości jest zapisane wszystko, co do tej pory we wszystkich naszych wcieleniach nam się przydarzyło.
Więc poniekąd znamy to wszystko. Wszystkie te historie, wszystkie sytuacje, one też zostały przeanalizowane z dwóch różnych stron i tak dalej. Więc my je w pewnym sensie znamy. Natomiast nasz umysł nie jest w stanie tego jeszcze w takim tempie obrabiać. Więc zobaczymy. Może rezonans Schumanna sprawi, że przy 40 hercach będziemy pracować jak najwydajniejszy komputer zbudowany przez człowieka. Pożyjemy, zobaczymy. Leszek Ostachowski pisze: „Twórcy prawa nie podlegają tym samym prawom dotyczącym obiektywizmu”. To zależy, bo czysto teoretycznie powinni podlegać. Natomiast jak to jest w praktyce, to sami doskonale wiemy.
Często twórcy prawa nie podlegają żadnemu prawu. Ja już dawno mówiłem, że dopóki przestępcy będą tworzyli prawo, to prawo zawsze będzie traktowało ludzi jak przestępców. Na tym polega też brak obiektywizmu. Kwestia jest taka, z jakim nastawieniem ktoś bierze się do pisania prawa. I tu można by było książkę napisać, dla kogo jest pisane prawo, przez kogo jest pisane prawo, kto na tym prawie czerpie jakie korzyści i tak dalej. To jest kwestia już bardzo polityczna i pewnie to nie jest miejsce, żeby w te tematy wchodzić. Natomiast jeżeli zacznie się tworzyć prawo, które będzie miało upraszczać życie ludziom i będzie interpretowane przez osoby mądre i świadome, które posiadają już w dużej mierze rozbudowaną empatię i świadomość na wysokim poziomie, to możemy przejść na następny level, jeżeli chodzi o wykorzystanie prawa dla dobra ludzi. Na tą chwilę jest, jak jest. Więc lepiej, kochani, koncentrujmy się na tym, co jest w nas, co jest naszą suwerenną częścią nas samych, bo na to mamy jakiś wpływ. I skupmy się na tym, co sami o sobie wiemy, a resztę to czas przyniesie.
Peter pisze: „Może idzie nowa era człowieka z nowymi prawami”. Z pewnością idzie nowa era, bo tego nie da nie zauważyć. Nie da się nie zauważyć chociażby na przestrzeni kilkudziesięciu czy stu lat, co się wydarzyło od 1920 roku, przez ostatnie 100 lat do dnia dzisiejszego. Ja nie mówię tu o rozwoju cywilizacyjnym, o rozwoju technologicznym, o rozwoju gospodarczym, tylko o zwykłym rozwoju świadomościowym. Gdzie byliśmy, jakie były relacje między mężczyzną a kobietą, jakie były relacje między pracownikiem a pracodawcą, jakie były relacje pomiędzy właścicielem rolnym a rolnikiem, jakie były relacje pomiędzy mężem, żoną, rodzicami a dzieckiem, jakie były relacje pomiędzy księdzem a jego podwładnym. Jaką rolę odgrywał papież, jaką rolę odgrywał doktor, jaką rolę odgrywał sklepikarz, ksiądz i tak dalej. Więc to wszystkoJuż nie mówię o tym, co można było robić na ulicach, czego nie można było robić, jak się ludzie bawili i tak dalej. To jest po prostu, kochani, w ciągu stu lat kosmos, jeżeli chodzi o świadomość i o to wszystko. Snując jakieś analizy czy szukając dowodów za lub przeciw, warto cofnąć się chociażby 20, 30, 40 lat. Nawet jeżeli nie jesteście historykami, to ze zwykłych filmów, rycin, wierszy, książek można się zorientować, jaka przepaść została zasypana między ludźmi w ciągu ostatnich stu lat.
Adam pisze: „Leszek, na pewno podlegają, ale prawo podlega nadzorowi grupy, a nie jednej osoby. Na szczęście. Jednak to nie pomaga w tym, że grupy interesów też mogą tworzyć prawa drapieżne zamiast pożytecznych”. Nie chcę wchodzić w ten temat. Może dlatego, że za dużo wiem i to jest bardzo śliski temat. Poza tym to jest temat na kolejne teorie spiskowe, a tego bym chciał uniknąć. Adam pisze jeszcze: „Jakby nie było prawa, to by było lewo”. Na przykład. Kiedyś w Polsce było takie powiedzenie: „To, co sąd przyznał tobie prawem, odbierz sobie lewem”. Nie słyszałem, ale dobrze wiedzieć.
Jędrzej Zawadzki, nowa postać w naszym towarzystwie. Witam cię, Jędrzeju. Pisze: „Raczej nie. Przemoc jako narzędzie tak, ale tak, żeby nawalać? Lepiej na kawę do sąsiadki”. Dobra, już wiem, czego to dotyczyło. Jak ty pójdziesz na kawę do sąsiadki, to wtedy sąsiad będzie miał pretekst, żeby wyrównywać jakieś tam rachunki. Ale oczywiście cieszę się, że wątek satyryczny się również pojawił. Ja też uznaję takie rozwiązania za lepsze. Peter pisze: „Panie Sławku, w każdym z nas jest jakaś hierarchia wartości, ale zależy, jak to porządkujemy.
Ale z jakich źródeł ludzie mają czerpać te wartości?”. Właśnie weszliśmy tutaj na bardzo ważny temat. Z jakich źródeł mamy czerpać te wartości? Tak naprawdę po raz kolejny wracamy do jednego źródła: do swoich własnych doświadczeń. Inaczej jako ludzie nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Może tak, tylko co innego jest zrozumieć, że nie wolno bić dziecka, a co innego jest się powstrzymać w momencie, kiedy jesteśmy na nie wkurzeni. W takim momencie zazwyczaj ludzie myślą tylko o sobie. Ja jestem wkurzony. Dziecko mnie zdenerwowało. Dziecko zasługuje na karę.
W moim domu takie zachowania były potępiane i karane na przykład tym. Koniec, kropka. Tu nie ma żadnego procesu empatii na zasadzie: co dziecko może w takim momencie czuć? Co się dzieje w emocjach tego dziecka? Czy ono jest przerażone? Czy ono jest przestraszone? Czy ono w ogóle coś z tego zrozumie? Jest proces podświadomościowy. Takie zachowanie powinno być ukarane tym, tym, tym. Coś tam, coś tam.
W zależności od tego, jaki dom, jakie zasady. Albo klapsem, albo czymś. Do momentu, dopóki nie będziemy potrafili na ten moment zastąpić naszej podświadomości empatią, to nic się nie zmieni. Właśnie o to chodzi, żeby dać sobie czas na odrobinę empatii. Co w tym momencie czuje moje dziecko? Co w tym momencie czuje moja żona? Co w tym momencie czuje mój pies? Co w tym momencie czuje moja matka, siostra, kolega czy ktokolwiek inny? Ja kiedyś, prowadząc jedną z wielu swoich firm, jak przyjmowałem ludzi na przykład do obsługi klienta, mówiłem im taką rzecz, jak mnie pytali o jakieś tam zasady, o jakieś tam inne rzeczy. Jedną z wielu rzeczy im mówiłem, ale jedną rzecz taką mówiłem im zawsze: jeżeli chcesz obsłużyć dobrze klienta, to obsłuż go tak, jak ty byś chciał być obsłużony.
Jeżeli, kochani, chcecie czerpać te wartości, to dajcie sobie czas na odwrócenie sytuacji. Co by było, gdyby ktoś postąpił tak względem mnie? To jest właśnie sztuka i nauka empatii. Stąd najlepiej czerpać jest te wartości. Zastanowić się, jak ja bym chciał być w takiej sytuacji potraktowany. To nie do końca pokazuje pełen obraz sytuacji, ale już daje możliwość wzięcia pod uwagę drugiego człowieka. I nie chodzi o to-... żeby mu, tak jak niektórzy być może pomyślą, nadskakiwać, spełniać jego marzenia, życzenia, pragnienia, robić mu dobrze. Tylko przede wszystkim nie robić czegoś, co będzie dla niego krzywdzące. Bo to jest też cienka linia.
Możemy popaść w taką skrajność, że drugi człowiek będzie ważniejszy niż my. Pamiętajcie o tym, co powiedziałem na końcu audycji. Jeżeli robicie coś dla innych, to nigdy nie róbcie tego kosztem siebie. A jeżeli robicie coś dla siebie, nie róbcie tego kosztem innych. To powinna być pierwsza najważniejsza zasada. Leszek pisze: „Mamy różne prawa, nawet takie, które regulują sposoby krzywdzenia”. To prawda, ale też nie chciałbym popadać i koncentrować się tylko i wyłącznie na prawie, na tym, co jest w nim negatywnego, bo to jest tak jak ze wszystkim. Człowiek świadomy, człowiek dorosły nie potrzebuje już prawa, żeby nie robić rzeczy złych, bo po prostu wie, że ich nie można robić. Natomiast część ludzi potrzebuje w dalszym ciągu tego prawa, ponieważ bez prawa nie będzie wiedziało, co może zrobić, a czego nie. Więc prawo odnoście akurat w tej audycji do świadomości, a nie do samego meritum.
Nie chciałbym tutaj w jakieś wątki prawne wchodzić, bo to przecież nie o to chodzi. Przynajmniej mi. Ja On pisze: „Jakby ludzie wiedzieli, że żyjemy w świecie przyczyny i skutku, to prawo byłoby niepotrzebne. To my sami tworzymy swoją karmę w każdej chwili”. Tak! Oczywiście, że tak. I na tym też właśnie polega świadomość, żeby ten mechanizm rozumieć. Też po to siedzimy sobie dzisiaj i po raz kolejny na ten temat rozmawiamy. Natomiast jest jeszcze całe mnóstwo ludzi, którzy nie są w stanie połączyć swoich myśli, emocji, działań ze skutkami, które w ich życiu się dzieją. I oni potrzebują czasu i jakichś doświadczeń, żeby to nauczyć się ze sobą łączyć.
Piter pisze: „Jak wszędzie jest pełno manipulacji, zawiści, zła, braku czasu, nieprawdziwej treści w telewizji, w gazetach”. Tak, ale o tym też rozmawialiśmy, żeby umieć się od tego dystansować. Chyba że ktoś chce dawać się wciągać w te niewłasne gry. Jeżeli ktoś ma na tyle wolnego czasu, że chce temu poświęcać swoją uważność, to ja nic na to nie poradzę. Można wyłączyć telewizor, można nie czytać danego artykułu, można się nie dawać w tą manipulację, po prostu wciągać i żyć swoim życiem, skoncentrować się na samym sobie, na swoim najbliższym otoczeniu, na swoim własnym życiu. I tyle. Ja On pisze: „Świadomość”. Świadomość. Zgadzam się, aczkolwiek nie wiem, czego to dotyczy. Leszek Ostachowski pisze: „Prawo.
Coś, co nam wolno. Wolność. Kiks. Sam niechut”. Tego też nie rozumiem. A, Ja On pisze: „To jest kwestia świadomości”. Tak, całkowicie się zgadzam, że to jest kwestia świadomości. Natomiast też kochani, pamiętajcie, że świadomość powstaje poprzez doświadczanie, poprzez wchodzenie w kolejne sytuacje, w których mamy okazję właśnie poznać, uczyć się empatii. Uczyć się empatii w sposób praktyczny. Ja cały czas o tym bębnię, cały czas o tym powtarzam.
Jeżeli byliśmy w jakiejś roli, to teraz wchodzimy w przeciwną rolę po to, że skoro nie chcemy się nauczyć, nie chcemy poświęcić, nie chcemy skupić się na odwróceniu sytuacji, to zostanie nam dana możliwość doświadczenia tego. To jest też w pewnym sensie taki proces tworzenia tej tak zwanej karmy. Bo jeżeli poświęcimy chwilę czasu i powiemy sobie tak: „Aha, dobra, okej, to mogę zrobić tak, tak i tak, ale z drugiej strony to może tak nie. A jak ja bym chciał, żeby mnie w takiej sytuacji potraktowano? Okej, to zrobię tak, jak ja bym chciał, żeby mnie potraktowano”. I w tym momencie nie tworzymy tej potrzeby doświadczania, ponieważ już jakąś uważność tej sytuacji poświęciliśmy, już próbowaliśmy ją zrozumieć z drugiej strony. Już nie ma potrzeby takiego mocnego doświadczania, bo już jakaś kontrolka się zapaliła, że może jednak tak nie trzeba robić. Leszek Ostachowski pisze: „Prawo to kierunek, a to, co nazywanie tak zwanym prawem to regulacja, nakazy, zakazy. Tak należy to pojmować. Wtedy bardziej krytycznie patrzylibyście na ich kreatorów”.
Ja i tak krytycznie patrzę na kreatorów prawa, więc więcej krytycyzmu mi już osobiście nie potrzeba. Adam pisze: „Podoba mi się ta opcja. Zobaczenie, co czuła druga osoba. Szkoda, że wymaga to innego wymiaru. Dlatego czasem mam wrażenie, że nasz świat jest mało wydajny do szybkiego rozwoju”.Widzisz Adamie, jestem w komentarzach jakąś godzinę do tyłu. Natomiast mam nadzieję, że już po tym dalszym ciągu audycji zrozumiałeś, że niekoniecznie jest mało wydajny, bo takich możliwości szybkiego rozwoju mamy na każdym kroku całe mnóstwo, bo tej empatii możemy uczyć się poprzez zrozumienie drugiego człowieka tutaj na Ziemi. Może to nie będzie tak współodczuwalne, jak ma do tego dostęp nasza świadomość, takiego bezpośredniego kontaktu, ale jednak mimo wszystko daje to bardzo dużo do myślenia. Ja się przekonałem o tym kochani wielokroć w życiu. To nie jest tak, że ja mówię wam tylko takie teorie. Ja je przetestowałem setki, może tysiące razy w życiu.
Kiedy podchodząc do drugiego człowieka, wchodząc z nim w jakąś relację, jakąkolwiek, czy to zawodową, czy prywatną, czy towarzyską, podchodzę w taki sposób, jak ja chciałbym być traktowany i to z czasem robi się automatem. Już nawet nie musimy. Ja już się nie zastanawiam nad tym, tylko to po prostu dzieje się z automatu. Więc są możliwości. Tyle tylko, że my skupieni na sobie i pędzeni przez życie, przez naszą podświadomość, nie przyjmujemy do wiadomości jakiejkolwiek innej opcji. Natomiast jeżeli pozwolimy sobie na inną opcję, to tą inną opcję dostaniemy. Peter pisze: „Moim zdaniem miłość płynąca z nas samych powinna być połączona z intencją. Powinno nas to spajać razem”. Miłość płynąca z nas samych powinna być połączona z intencją. Tak, zdecydowanie jest to wzór godny naśladowania i tak to powinno wyglądać.
Oczywiście, że tak. Z tym że jak sami wiecie doskonale, miłość do samego siebie też jest ciężko wykrzesać. To nie jest aż takie proste. Zwłaszcza jeżeli cały czas ta podświadomość ma nad nami władzę. Ale oczywiście zgadzam się z tobą. Peter pisze: „Zazwyczaj krzyki i agresja na drugiego człowieka to nasz lęk. Potem już jest za późno, aby naprawić. Zobaczymy, jak jest coraz więcej tej agresji w każdym kroku. Co jest tego powodem?” Sam sobie odpowiedziałeś mój drogi. Najczęściej nasz lęk, nieradzenie sobie z jakimiś emocjami, nieradzenie sobie z jakimiś sytuacjami.
Często krzykiem próbujemy zagłuszyć nasz lęk. Najlepszą obroną jest atak. Więc jeżeli nie potrafimy spokojnie mówić ludziom „nie”, to często doprowadzamy się sami do takiej sytuacji, w której musimy to wykrzyczeć. Kiedy coś w nas w końcu pęka, kiedy przekraczamy już ostatnią granicę i wtedy wybuchamy. To wtedy tak jest. Aczkolwiek sytuacja jest dużo bardziej skomplikowana i tych powodów jest zdecydowanie więcej i tu trzeba by było z każdym człowiekiem oddzielnie ten temat poruszać. Leszek pisze: „Empatia może się pojawić w długodystansowym przewidywaniu skutków swojego egoizmu”. Pod warunkiem, że egoista ma ochotę w ogóle się nad tym zastanowić. To wtedy tak. Rzekłbym nawet, że w przypadku egoizmu najlepiej to widać.
Skutki są bardziej widoczne. Ale mówię, egoista musiałby się nad tym chcieć zastanowić. Natomiast najczęściej tak się nie dzieje. Jaon pisze: „Karma”. Peter pisze: „To dlaczego wielcy tego świata taką krzywdę robią ludziom z niższych sfer? Oni powinni nam dawać przykład dobra. Nie wierzę, że nie wiedzą, co robią i jakie decyzje podejmują”. Drogi czytelniku, poruszyłeś tutaj temat rzeka. Mi się ciężko wypowiadać o pobudkach działania każdego człowieka. Natomiast różne etapy świadomości, tak jak kiedyś o tym wspominałem, rządzą się swoimi prawami i też pewnymi zasadami.
Na tym poziomie najniższym, kiedy jest przerażenie, lęk o przetrwanie, nic się nie liczy, tylko chęć przeżycia. To jest trochę jak zwierzę zagonione gdzieś do ciemnego zaułka, będzie za wszelką cenę walczyło o swoje przeżycie, nie zastanawiając się w ogóle nad tym, czy zrobi komuś krzywdę, czy nie. Na tym następnym dziecięcym etapie ten egoista jest taki jeszcze dość sympatyczny, bo jest zupełnie nieświadomy. Czyli dziecko coś chce, ale nie robi tego z chęci zrobienia czy wykorzystania rodziców, tylko po prostu chce.I to jest egoistnie świadomy. Na poziomie młodym ten egoizm jest oczywiście bardzo świadomy i ma ogólnie w nosie potrzeby innych ludzi. Liczę się tylko ja. Najczęściej tacy właśnie ludzie rwą się do władzy, do rządzenia, ponieważ mają potrzebę poczucia wyższości nad innymi, bycia kimś wyjątkowym, wybitnym i predysponowanym do tego, żeby rządzić innymi ludźmi. Więc trudno, żeby dopatrywać się u nich szlachetnych pobudek, skoro oni z samego założenia rwali się do rządzenia, żeby rządzić. Nie służyć, tylko rządzić. Coraz częściej w mediach nawet zauważam taką opcję, że o politykach coraz częściej się mówi, że to jednak oni są dla społeczeństwa, a nie społeczeństwo dla nich.
W momencie, kiedy zaczniemy to jako społeczeństwo egzekwować od swoich pracowników, ta relacja się zmieni. W tej chwili trudno się spodziewać takich szlachetnych pobudek. Kasia pisze: „Jeżeli mogę się wtrącić, to alkohol to robi dla osoby, które piją, tak się zachowują.” Jeszcze raz: „Jeśli mogę się wtrącić, to alkohol to robi. To osoby, które piją, tak się zachowują.” Nie wiem, moja droga, co masz na myśli. Często alkohol jest katalizatorem do wypłukiwania różnego rodzaju lęków i frustracji. Po alkoholu ludziom jest po prostu łatwiej, ale nie wiem tak do końca, co masz na myśli i nie będę się tutaj główkował, żeby nie palnąć jakiejś gafy. Ja On pisze: „Co siejesz, to zbierasz.” Taka jest prawda, ale jeszcze mało ludzi bierze ją tak naprawdę na serio. I tutaj piszę jeszcze ja On: „Trzeba doświadczyć tego samego.” Dokładnie tak. W procesie świadomości dokładnie tak to wygląda. Andrzej B pisze: „Siemano.” Siemano, Andrzeju.
Ja On pisze: „Bóg byłby głupi, jakby miał każdego rozliczać. Sami musimy rozliczyć siebie automatycznie.” Coraz częściej przychylam się do tego typu sformułowań, bardziej konkretnych. Oczywiście zgadzam się z tobą, że ten proces nie wygląda tak, jak nam to często było przedstawiane. Natomiast czy byłby głupi? Z pewnością nierozsądny i wziąłby sobie sporo roboty na głowę. Elżbieta pisze jeszcze: „Empatię wypracowujemy poprzez własne doświadczenia.” Tak, dokładnie tak wygląda ten proces. Całkowicie się zgadzam. Cieszę się, że jest nas więcej, którzy dokładnie w ten sam sposób rozumieją ten proces. Empatię tworzy się, skoro nie chcemy się uczyć empatii w sposób teoretyczny, czyli taki: „A, zastanowię się. Może tego nie zrobię, a może to zrobię inaczej, bo może ta druga osoba tego sobie nie życzy.” Skoro nie chcemy poświęcić empatii, nauczyć się empatii, zaczynając od takich teoretycznych prób, to jesteśmy pakowani w kolejne sytuacje, kolejne doświadczenia, w których możemy w sposób bardzo namacalny, na własnej skórze tej empatii się nauczyć i dosłownie zrozumieć każdą emocję, którą dostarczyliśmy innym ludziom.
Brutalnie tak to wygląda. Każdą emocję, każdą przykrość, którą dostarczyliśmy innym ludziom, mamy możliwość sprawdzić na własnej skórze. Poprzez własne doświadczenia uczymy się empatii. Leszek pisze: „Z empatią kastową nie wiem, o co chodzi.” Ja On pisze: „Bardzo pouczający wykład. Tego powinni uczyć już dzieci w szkołach.” Powiem tak: gdyby taki przedmiot powstał, to ja pewnie bym się najął do takiej roboty.
[01:36:42] - A tymczasem do szkół zamiast tego przedmiotu wprowadza się łacinę.
[01:36:47] - Do tego to już się nie nadaję, więc póki co pozostanę dalej bezrobotny i skupię się, że tak powiem poważnie, jednak na tym, żeby może to rodzice trochę przekazali takiej wiedzy swoim własnym dzieciom. Myślę, że póki szkoły się za to nie wezmą, to rodzice, dziadkowie mogą to zrobić w każdym dowolnym momencie swojego życia, nie oglądając się znowu na innych.Leszek pisze: "Jaką interpretacją emocji posłuży się masochista?" Nie mam zielonego pojęcia. Mogę się domyślać. Natomiast czy jesteśmy w stanie pomóc masochiście? Ja się czegoś takiego nie podejmuję, ponieważ zawsze twierdzę, że pomóc można człowiekowi, który tej pomocy potrzebuje. To trochę tak jakbyśmy mieli do wyboru na jeziorze dwóch tonących. Jednego, który wpadł do wody przez przypadek i próbuje się z tej wody wydostać, a drugiego, który poszedł się utopić. Ja chyba jednak zdecydowanie będę próbował ratować tego, który chce z tej wody się wydostać. Katarzyna pisze: "Normalnych przedmiotów nie uczą." Oczywiście dotyczyło to szkoły, ale uczą łaciny, pani Kasiu, jak się dowiedzieliśmy od pana Marka. Przynajmniej będą uczyć.
Piter: "Każdego dnia mamy szansę na lepsze życie." Racja, powinni uczyć w szkole, ale system nie chce takiego dobra ludzi uczyć. My musimy uczyć, w nas siła. Myślę, że fajnie jest zacząć od swojego własnego podwórka i przynajmniej swoim postępowaniem, swoim podejściem, swoim przykładem może troszeczkę zarażać, trochę pokazać, zainteresować innych. Wtedy w jakiś sposób ta wiedza stanie się bardziej popularna. Leszek pisze: "System odziera was z dostępu do realnej wiedzy na rzecz jej kompilacji. Potem można wam wytykać błędy z błędów przy przyswajaniu bazy danych głupot." Tutaj pan Leszek widzę zaczyna ewoluować w swoich przekazach. Niestety takich dość negatywnych i dlatego nie do końca się z nimi zgodzę. Zawsze mamy do wyboru przynajmniej dwie postawy. Możemy siedzieć i narzekać, krytykować innych, oceniać i udowadniać im, że są tacy, śmacy, owacy. Albo możemy się skupić na samych sobie i zrobić dla siebie to, co możemy dla siebie zrobić.
Jak znacie mnie, ja jestem zwolennikiem: zrób to, co możesz sam dla siebie i nie czekaj, że inni to zrobią dla ciebie albo za ciebie, bo stwierdzenie problemu w żaden sposób nie rozwiązuje problemu. A ja jestem taką osobą dość praktyczną. Jeżeli widzę problem, to raczej koncentruję swoją uwagę na tym, co mogę z nim zrobić, żeby transformować, zmienić, poprawić, naprawić, ulepszyć, wyciągnąć wnioski. Samo siedzenie i płakanie nad rozlanym mlekiem w moim wypadku, w moim przekonaniu nic nie zmienia. Ale oczywiście wybór należy się do każdego z nas. Leszek pisze jeszcze: "Każde pojęcie ma skrajności będące odwrotnością. Rysują się one od środka." Dobrze, Leszku, a cóż to w praktyce wnosi do naszego życia? Andrzej pisze: "Będzie jakiś podcast jeszcze?" Nie wiem, panie Marku, będzie jakiś podcast jeszcze?
[01:41:40] - Wynik tego, że nie wszyscy słuchający na YouTubie patrzą, co jest tam wyświetlone na transmisji, na wideo. Ja zawsze wyświetlam komunikaty, że kiedy jest przerwa, to wrzucam obrazek z informacją, że jest przerwa. Kiedy będzie wyświetlany program na dany dzień, to wyświetlam: za chwilę podamy program. Niestety nie wszyscy to czytają, nie wszyscy w ogóle patrzą, co tam jest pokazywane. Niektórzy pytają, czy ta audycja jest na żywo.
[01:42:10] - O, dobre pytanie.
[01:42:13] - Jeżeli, drodzy słuchacze, w kalendarzu macie 20 lipca 2020 roku, a na zegarkach macie gdzieś tak okolice godziny 22.06, to znaczy, że tak, jest na żywo. A jeżeli jest coś innego, to jest z taśmy.
[01:42:31] - Nie na żywo. A ci, którzy chcieliby się przekonać, że jest to na żywo, mogą wziąć na przykład telefon i zadzwonić i stwierdzić organoleptycznie, że audycja jest na żywo. Do czego oczywiście, kochani, was cały czas serdecznie zapraszamy z panem Markiem.
[01:42:50] - A ja może przypomnę numery stacjonarne 32 746 00 08. Komórkowy służy także między innymi do SMS-ów. Również panu Sławkowi tutaj przesyłam to 530 620 493. No i oczywiście Skype radio.paranormalium.pl.
[01:43:19] - Tak jest. Adam pisze: "Zastanawia mnie, czy da się audycję przez Discord prowadzić."Dobre pytanie, ale nie do mnie. Armor Cage proszę. Armor Cage odpowiada: „Elżbieta, od tego jest katolicyzm”. Nie wiem, o co chodzi. Pan Marek odpisał: „Discord pewnie by się dało, tylko znowu przyłączanie się i przyzwyczajanie do nowego komunikatora”. No tak, tandem Hangouts plus Skype póki co nam wystarczy. Dajemy radę. Tak jest. Armor Cage pisze: „I tak sporo, Velios, ogarniasz.
Muszę przyznać, że podziwiam”. Proszę bardzo, panie Marku, są komplementy i do pana. Widzę, że jest trochę dyskusji w pana branży. To pewnie już pan czytał. Pan Kazimierz pisze: „Pan Marek ogarnąłby i Discorda i coś tam jeszcze, ale i tak nie dzwonicie”. Tak właśnie, panie Kazimierzu.
[01:44:33] - Może pan Kazimierz by zadzwonił?
[01:44:35] - Właśnie. Miło pana widzieć na czacie. Gorzej, że pana nie słyszymy w telefonie. Leszek pisze jeszcze: „Każdy rolnik zbierać myśliwy wybierał sobie kurkę i owieczki dziś na talerz. No tak, nie machają tak ślicznie ogonami”. Nie rozumiem, czego dotyczył ten komentarz. „Na pustyni w wielu miejscach w ciągu roku nie ma możliwości przejść na trawę”. To prawda. Adam pisze: „Trzecia nakładka typu małpi umysł. Ty mówiłeś o tym, aby myślom się przyglądać biernie jak chmurkom na niebie, ale można też je przepędzić.
Nie wiem, czy są one napalczywą podświadomością i intelektem”. Adamie, dziękuję ci bardzo, że wyjaśniłeś. Ja myślę, że tutaj każdy powinien znaleźć swoją technikę. Ja przekonałem się o tym na własnej skórze. Może nie skórze, ale na własnych emocjach, że jak coś przepędzam, to niekoniecznie się tego pozbywam. A mi raczej bardziej zależy na tym, że jeżeli coś już straciło datę ważności, to nie muszę tego ze sobą taszczyć. Bardziej mi zależy na tym, żeby jeżeli już czegoś nie potrzebuję, to żeby się tego pozbyć, żeby to w jakimś nieprzewidzianym dla mnie momencie nie wróciło. Jeżeli na kogoś oczywiście zadziała przepędzanie, to tylko sukces. Natomiast jak się przekonać o tym, czy się już to przepędziło, czy nie? Nie wiem.
Myślę, że jeżeli ty, a wiem z tego, co się dowiedziałem, jesteś na etapie badania i testowania, to mam nadzieję, że będziesz miał nam więcej do powiedzenia. Natomiast czy jest to podświadomość, czy jest to intelekt, to są akurat płaszczyzny, które bardzo mocno się ze sobą mieszają. Ponieważ podświadomość lubi nazywać pewne rzeczy, więc jest to związane z intelektem. Natomiast w tym oczyszczaniu, w tym detoksie, który ja nazwałem, fajne jest to, żeby tego, co się zmagazynowało w naszym umyśle, co nie zostało przerobione, nie zostało nazwane, nie zostało odreagowane, żeby się tego pozbywać. Zwłaszcza tych cudzych emocji, które my przyjęliśmy, z którymi sobie w żaden sposób jeszcze nie zdążyliśmy tego przeanalizować, nazwać, określić, odnieść się do tego, żeby tego się pozbyć. Nie tego, co jest nasze. Nie tego, co jest w nas, tylko tego, co przyjęliśmy z zewnątrz, co nie dotyczy w żaden sposób nas, a jednocześnie zaprząta naszą energię, zaprząta naszą przestrzeń życiową i tak dalej. Adam pisze: „Czy brakowi skupienia, ale warto obserwować ten proces natłoku śmieciowych myśli”. No właśnie. Obserwować.
Dobrze jest wiedzieć, co tam jest. Natomiast podoba mi się to określenie „ten proces natłoku śmieciowych myśli”. Dokładnie lepiej bym tego nie określił.
[01:48:47] - I właśnie w tym momencie postanowił do nas zadzwonić pan Kazimierz. Halo, halo, panie Kazimierzu, czy się słyszymy?
[01:48:53] - Halo, halo. Czy jesteśmy na żywo?
[01:48:56] - Jesteśmy jak najbardziej.
[01:48:58] - Jesteśmy na żywo. Tak. Kazimierzu, wyczułem sarkazm.
[01:49:04] - Nie, skądże znowu. Myślę, że nic specjalnego nie powiem dzisiaj. Dzwonię po prostu dlatego, ponieważ była cisza. Nikt nie dzwonił, więc chciałbym tak jedną rzecz powiedzieć, rozłączyć się i zachęcić tym. Niech inni dzwonią, bo ja chciałbym posłuchać też, co inni mogą wprowadzić do audycji i w którym kierunku mogą tą audycję pociągnąć. Ja natomiast dzisiaj chciałem odnieść się do tematu takim moim przemyśleniemNie mówię, że jest jakoś specjalnie wartościowe, ale myślę, że warto po prostu zaznaczyć swoją obecność, do czego zachęcam każdego, nawet z czymś takim. Dowiemy się za moment, czy też zachęca pan Marek i pan Sławek. Chciałbym troszeczkę przejść tak lekko z duchowości na temat pryszczy. Oczywiście będziemy ciągle mówić o duchowości, ale dlaczego o pryszczach? Czasami pryszcz czy coś wyskoczy gdzieś, na przykład na twarzy.
Są tacy ludzie, którzy te pryszcze na przykład często miewają w dużych ilościach czy cokolwiek, co pojawia się, a tego nie chcemy. To jest ważne, to już takie duchowe. Będę dzisiaj takim kaznodzieją jak na ambonie. W prosty sposób będę próbował coś powiedzieć. Co możemy zrobić, kiedy coś takiego się pojawia? Możemy oczywiście wziąć puder i zapudrować, ale możemy sobie zadać pytanie, dlaczego to coś wyskakuje. Są tacy, którym wyskakuje po ostrym jedzeniu. Są tacy, którym wyskakuje po słodkim. Natomiast gdzie tu jest dla mnie duchowa prawda? Czuję się jak kaznodzieja.
W tym duchowa prawda jest taka, że-
[01:51:03] - Dlatego nie przerywam.
[01:51:04] - Słucham?
[01:51:05] - Dlatego nie przerywam.
[01:51:08] - Dziękuję. Kiedy pudrujemy sobie takiego wyskoczonego syfa, to jest dokładnie tak, jakby udawać, że jest się zupełnie kimś innym, jakby chować problem i go nie było. W rozwoju duchowym mamy pewne błędy i możemy na przykład za wszelką cenę próbować być miłymi i siebie karcić. Takie przypudrowywanie się. Mamy na końcu języka, że chcemy kogoś skrzyczeć. Chcemy coś komuś dopowiedzieć. Coś nas wkurza wewnętrznie, ale jesteśmy tak uparci, tak pudrujemy tego pryszcza, że gryziemy się w język. Nie powiemy. To jest ukrywanie problemu. Natomiast warto zwrócić uwagę, że rzeczywiście drogą może być to, żeby przejść na zdrowy tryb życia, zacząć biegać.
Rzeczywiście nie oszukiwać siebie, tylko rzeczywiście żyć zdrowo, zdrowo się odżywiać, mieć higienę fizyczną, higienę psychiczną i higienę duchową po całokształcie. Wtedy może się okazać, że już pudru nie potrzebujemy i jesteśmy po prostu autentyczni. Taka głupia, prosta myśl i chciałbym zachęcić, tak jak powiedziałem, wszystkich do dzwonienia, chociaż z małą głupotką, żeby też troszeczkę dać powera panu Sławkowi, że nie tylko gada, ale też uczestniczymy. Dziękuję.
[01:52:41] - Fajnie, panie Kazimierzu, dobrze chociaż, że na chwilę mogłem się wyłączyć. W sensie ruszania szczęką, bo cały czas pana słuchałem i tak się zastanawiałem, czy to już jest właściwy moment, żeby zebrać na tacę, czy jeszcze poczekać z parę minut. Bo już jak pan z ambony dzisiaj wali, to ja może na tacę zbiorę.
[01:53:09] - To niech będzie zbieranie na tacę poprzez dzwonienie. Każdy, kto dzwoni, to symboliczny grosik.
[01:53:18] - Oczywiście żartuję. Już ten wątek był tutaj poruszany, nawet się tam pojawiły jakieś komentarze do tego. Natomiast oczywiście powiem tak: dzisiaj szybciej się z panem zgodzę niż zazwyczaj, bo my zazwyczaj ten proces dochodzenia do tego, że mówimy o tym samym, mamy dłuższy. Dzisiaj całkowicie się z panem zgadzam, że faktycznie możemy pudrować, udawać, że tego nie ma i nie zastanawiać się nad przyczyną. Natomiast znalezienie przyczyny daje dużo szybsze efekty i dużo bardziej długotrwałe. Ja wiem, czego ludzie się boją w takich sytuacjach. Tego, że jak już ruszymy ten temat, to przychodzi taki moment, kiedy tych pryszczy wysypuje się po prostu natychmiast bardzo dużo. Bo jak tylko damy im przyzwolenie na to, żeby jeden wyskoczył, to zaraz wszystkie pozostałe jakby się dowiedziały, że też mogą i w pewnym momencie może się zrobić natłok. I ludzie często nie są przygotowani na to, że tych pryszczy się pojawi 10. Był jeden, miało być lepiej, a się zrobiło 10 czy 15.
I często wpadają w panikę i wtedy te tony pudru, żeby jednak to zamaskować i ten proces przerwać. Więc tu doskonale rozumiem, że taka obawa może być. Natomiast oczywiście całkowicie się zgadzam. Nie pudrujmy sobie nosków.
[01:54:55] - Dziękuję. Fajnie było. Może częściej będę dzwonił z kazaniami. Może jakaś ksywa do mnie przylgnie.
[01:55:02] - Zapraszam. Wie pan, jak tylko pan powie słówko, to na pewno słuchaczy mamy tak kreatywnych, że z pewnością coś wspólnie wymyślimy.
[01:55:13] - Na pewno. Dobra, to ja może jeszcze raz. Zbieramy na tacę, czyli dzwonimy do radia. Dobra, dzięki wielkie.
[01:55:20] - Dzięki, pozdrowienia.
[01:55:22] - Do usłyszenia, do następnego. Pozdrawiam wszystkich. Pa pa.
[01:55:26] - Pozdrawiam, panie Kazimierzu, wszystkiego dobrego.
[01:55:30] - Dziękujemy bardzo. Pan Kazimierz skorzystał z naszego numeru stacjonarnego 32 746 00 08.32 746 00 08. Oczywiście dla osób dzwoniących z zagranicy dodajmy jeszcze numer komórkowy. Numer kierunkowy oczywiście +48, a nasz numer na komórkę to 530 620 493. Oczywiście można też dzwonić na Skype'a radio.paranormalium.pl. A ja może w ramach eksperymentu podam link do naszego hangouta na czacie Radia Paranormalium. Może ktoś postanowi się dołączyć.
[01:56:27] - Ja skorzystałem i polecam. O, a to nie. Coś mi się tutaj przewinęło. Tutaj pan Leszek pisze: „Szybka selekcja z bazy danych doświadczeń.” Przepraszam, nie wiem, o co chodzi. Pan Krzysztof pisze: „Najlepiej pofilozofować z berbeciem, gdy ten sięga po wystający przewód.” Może to nie jest właściwy moment na filozofowanie, ale na pewno zakończy się to jakimś doświadczeniem. Jaon pisze: „Nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe.” Tak, ja tutaj od czasu do czasu też powołuję się na te wypróbowane wzorce, natomiast nie chcę ich nadużywać, żeby się nie załączyła podświadomość co poniektórych, że jestem jakiś taki pro czy anty, czy coś takiego. Natomiast sama mądrość jest oczywiście bardzo słuszna. Leszek pisze jeszcze: „Klient lubi, aby mu robić krzywdę. Ma swoje wyobrażenia. Zrobić mu naprawdę dobrze jest trudno, ponieważ często polega na zdjęciu ich z piedestału prawd przez niego wyznawanych.” Nie zgodzę się z tym, ponieważ z ludźmi obcuję przez całe swoje życie, również z klientami i z tym robieniem krzywdy się nie zgadzam.
Natomiast tak, owszem, czasami wymaga to zdjęcia z piedestału, czyli ustalenia zasad współpracy. Nie zawsze klient musi być z tego powodu w pierwszej chwili zadowolony. Natomiast jeżeli to się przekłada na solidną usługę, na prawdę, na rzetelność, na profesjonalizm, to myślę, że pewne aspekty piedestałowe są, przynajmniej dla większości, do przełknięcia. Iwonka pisze, nas odwiedziła dzisiaj: „Dobry wieczór, znowu się spóźniłam. Z klientami to łatwiej o uprzejmość niż empatię. Może przeszkadzać konflikt interesów. Zależy, co się oferuje. Niektórzy sprzedawcy mają limity do wykonania.” Kochani, ja też nie chcę rozmawiać tu o klientach. Tu mi chodziło bardziej o wypracowanie sobie takiej zasady ćwiczenia empatii w sposób może troszeczkę teoretyczny. Nie zmuszający nas wchodzenia w skórę danego człowieka.
Czyli nie musimy doświadczyć dokładnie tego, co on. Po prostu zwykły ludzki nawyk zastanowienia się, co zrobić, żeby drugiej osoby na przykład nie skrzywdzić chociażby. Bo mówię, tu pomiędzy wchodzeniem po paluszkach w tak zwaną pupę a wykonanie rzetelnie, dobrze i fachowo swojej roboty jest jeszcze cały wachlarz innych możliwości. Mi chodzi tylko i wyłącznie o wypracowanie pewnego nawyku myślenia o innych i tylko. Natomiast biznesami też się nie będę zajmował. „O kurczę, znaczy łacina” – tutaj Adam napisał. Iwonka jeszcze pisze: „W dzisiejszych czasach promuje się asertywność. Empatia jest trochę mniej popularna niestety.” To znaczy, ja powiem tak: w dzisiejszych czasach jest promowanych mnóstwo przeróżnych postaw, wystaw, zastaw i ja nie będę ze światem walczył. To nie o to chodzi. Ja tylko obserwuję to, co się dzieje.
Próbuję dostrzec, do czego my jako ludzie zmierzamy i w moim przekonaniu zmierzamy do tego, żeby się nauczyć empatii. Co dalej z tą empatią zrobimy, to już jest insza inszość, bo zrozumienie nie oznacza czynienia, żebyśmy mieli jasność. Bo empatia to jest zrozumienie, czego ten człowiek ode mnie oczekuje, ale ja niekoniecznie muszę mu to dać. Weszliśmy w świadomą relację. On tego chce, ja tego nie mam ochoty dać.Empatia bardziej przydatna jest wtedy, kiedy nieświadomie albo podświadomie zaczynamy krzywdzić innych ludzi. Empatia w takich sytuacjach chroni nas przed pakowaniem się w kłopoty, czyli w doświadczanie krzywdy, jaką za chwilę być może wyrządzimy drugiemu człowiekowi. Oczywiście możemy nie korzystać z empatii, możemy jej nie używać, możemy uznać ją za niepopularną albo niewartościową. Natomiast używanie empatii w sytuacjach, kiedy za chwilę skrzywdzimy drugą osobę, może nas ustrzec przed takimi samymi doświadczeniami, jakie fundujemy w tej chwili drugiemu człowiekowi. Pytanie jest: chcecie skorzystać z empatii? Proszę uprzejmie.
Nie chcecie? Też każdy ma wybór. Ja mówię tylko o skutkach. Uświadamiam, jakie są skutki używania empatii bądź nieużywania. Widzę, że tutaj u części się załączyło takie przekonanie, że ja was namawiam do tego, żeby spełniać wszystkie marzenia, prośby, życzenia, najskrytsze myśli drugiego człowieka. Nie. Ja mówię o empatii jako zrozumieniu, co druga osoba czuje, myśli. Zrozumieniu. Od zrozumienia do działania jest daleka droga, ale przynajmniej spróbujmy zrozumieć, co druga osoba w danym momencie czuje. Co z tym dalej zrobimy?
Niech każdy decyduje sam. Ja On: „Bądź jak woda, dostosuj się do każdej sytuacji.” Bruce Lee: „Nie wpadaj w depresję.” Lubię Bruce'a Lee, więc czemu miałbym się nie zgodzić? Ja On z uśmieszkiem na żywo. Andrzej pisze: „Dobra, bo pytałem, jaka muzyka leciała.” Sam się odzywasz po godzinie. Tutaj jakaś dyskusja na temat naszych audycji na żywo. Leszek pisze: „Sorry, musiałem w komentarzach przeczytać i nawiązać do poruszanej bieżąco kwestii. Później może być niejasne.” Słusznie. Mamy kolejnego słuchacza, tym razem z Skype'owego. Halo, halo, Radio Paranormalium, czy się słyszymy?
[02:04:22] - Dobry wieczór. Ja słyszę bardzo dobrze.
[02:04:25] - Dobry wieczór. Z kim mamy przyjemność?
[02:04:30] - Wojtek dzwoni z Wielkiej Brytanii.
[02:04:33] - Tak czytałem. Witamy panie Wojtku. Cóż tam słychać w Wielkiej Brytanii?
[02:04:38] - Ja dzwonię w związku z apelem tutaj księdza Kazimierza, który prosił-
[02:04:44] - Księdza Kazimierza, okej
[02:04:46] - ... który prosił, żeby dorzucić się na tacę. Ale pytanie podstawowe czy funty też akceptujecie?
[02:04:55] - Funty akceptujemy. Panie Wojtku, wszystkie waluty świata.
[02:05:00] - Okej. Dobrze. Od razu powiem, że słuchałem prawie od początku, ale później miałem taką przerwę przynajmniej z pół godziny, dosłownie tak przed tym, zanim pan Ivellios ogłosił, że można dzwonić i podał numery. To tak dla orientacji. W związku z tym w tym momencie przynajmniej nie znam całego pana przekazu, ale powiedzmy ten początek, jak zwykle się chciałem trochę odnieść. Pierwsze pytanie, jakie mi przyszło do głowy, to co dzisiaj pana złego spotkało, panie Sławku, że pan z tym parkingiem tak wyjechał? Jako przykład, że jak ktoś tam stanie na dwóch miejscach, to jest głupi i w ogóle, a jak my staniemy, to okej, bo tylko na chwilkę. Pamięta pan, to, co pan mówił?
[02:05:58] - Tak, już kilka razy używałem tego przykładu.
[02:06:00] - Właśnie. Mówił to pan z taką ekspresją, że przyszło mi do głowy, że dzisiaj być może miał pan jakiś taki trochę bardziej gorący dzień.
[02:06:12] - Gorący to był, ale tylko ze względu na temperaturę.
[02:06:16] - Bardziej myślałem w przenośni, w sensie, że spotkały pana jakieś takie rzeczy i to zmusiło to.
[02:06:26] - Bardzo dziękuję za troskę. Na szczęście nic takiego się, że tak powiem, tutaj nie wydarzyło. Natomiast ja, tak jak czasami mówię, nadaję ekspresji pewnym słowom, pewnym wyrażeniom, zdaniom po to, żeby podkreślić ich wartość czy rangę, czy coś takiego. Ale fajnie, miło, że pan pyta.
[02:06:51] - To rzeczywiście się wcześniej pojawiało, takie usprawiedliwienie się. Można by było też podciągnąć to pod to, jak pan to nazwał i tak się zresztą używa takiej nazwy jak prawo Kalego trochę. Czyli że mnie wolno, ale jak ktoś mnie zrobi krzywdę, to już niekoniecznie.
[02:07:15] - Dokładnie tak. Zresztą nie wiem, skąd mi się to prawo Kalego wzięło.
[02:07:21] - Ale to tak się mówi wcześniej, to słyszałem z wielu już źródeł. Może nie takich książkowych czy naukowych, ale takich bardziej w mowie potocznej, bo to się mówiło o tym, że tam Kali coś tam. I z racji tego, że ten Kali mówił w bezokolicznikach, bo to chyba postać z pustyni i puszczy z tego, co pamiętamDobrze, ale teraz tak. Zgadzam się, dzisiaj będzie w miarę zgodnie z tym, co pan mówił. Tak przypuszczam, że takie jest pana stanowisko. Czy potrzebne jest w ogóle takie prawo stanowione, które obowiązuje? Moim zdaniem oczywiście, że jest potrzebne, dlatego że gdyby to nie było potrzebne, to byśmy musieli założyć, że wszyscy są na wyrównanym stopniu świadomości i na dodatek stosunkowo wysokim, czyli takim, że bez takiego prawa byśmy sobie dali radę. A tutaj niestety życie pokazuje dotychczasowo, że pomimo nawet czasami prawa, ludzie dopuszczają się bardzo wielu niecnych czynów, więc sobie można wyobrazić, co by było, gdyby takiego prawa w ogóle nie było. Później pojawiły się komentarze, że to też jest element kontroli, manipulacji przez tych, którzy stanowią takie prawo. Ciężko byłoby się nie zgodzić z tym stwierdzeniem, bo rzeczywiście tak jest, ale to jest niestety efekt uboczny.
Chociaż czasami rzeczywiście to jest bardzo dolegliwe z racji tego, że robi to człowiek i jakieś grupy interesów, to bardzo często są po prostu głupie. Mówiąc krótko, bardzo kolokwialnie, bardzo głupie zapisy, które nie uwzględniają bardzo wielu innych rzeczy i nawet nie mają odzwierciedlenia w prawie stanowionym na przykład w innych krajach, które są też uważane za cywilizowane.
[02:09:49] - Tutaj powiem panu szczerze, ja nie chcę wchodzić za głęboko w ten temat, bo mówię, w swoim życiu miałem-
[02:10:03] - Boi się pan, panie Sławku.
[02:10:06] - Nie, powiem tak, boję się, bo po pierwsze to nie jest temat, który poruszamy tutaj w audycjach, bo to już jest taki bardzo ziemski. Natomiast wie pan, mi trudno było uwierzyć przez wiele lat w to, że ludzie, którzy wymyślają prawo, są idiotami. Coś, co z pozoru gdzieś się wymyka, gdzieś poza, wydawałoby się, spod kontroli, albo że jest głupie, albo sztaby ludzi siedzą, debatują i tu raptem się okazuje, że to prawo jest niedoskonałe, że tutaj powstają jakieś takie dziwne przepisy. I mówię: „Przecież to niemożliwe, żebym ja, niewykształcony w żaden sposób w prawie, to widział, żeby to widzieli ludzie, ale żeby nie widzieli tego ludzie, którzy to prawo tworzą”. Więc trudno mi się było pogodzić z tym, że to są idioci.
[02:11:10] - No ale czasami
[02:11:12] - To byłoby najprostszym skojarzeniem, że to jakiś idiota to napisał. Okazuje się, że nie, że to właśnie nie są idioci, to są bardzo mądrzy ludzie, którzy wypuszczają-
[02:11:26] - Potrafią przemyśleć pewne idee.
[02:11:28] - Wypuszczają jakiś przepis, który jest pewnego rodzaju furtką, o której wiedzą ludzie, zanim ten przepis się pojawi. Wykorzystują tą dziurę w przepisach po to, żeby swoje interesy pozałatwiać, a następnie robi się burza i robi się poprawkę do tego, ale ci, którzy mieli już na tym wyciągnąć jakieś korzyści, zarobić pieniądze, to już zarobili. Bo oni wiedzieli, że ten przepis powstanie, zanim on się pojawił. Więc to są takie bardzo brudne mechanizmy, bardzo słabe, nie chciałbym dlatego się w to zbytnio-
[02:12:11] - Nie, to tylko taki komentarz, że mimo wszystko prawo generalnie powinno być, na tą chwilę przynajmniej, takie stanowione, natomiast drugą stroną medalu jest to, że jest też narażone na takie kwiatki, o których żeśmy przed chwileczką rozmawiali. Ale takie podstawowe rzeczy, bardzo podstawowe, bezdyskusyjne typu penalizowanie złodziejstwa, zabójstwa i tak dalej, jak najbardziej tutaj chyba nie ma wątpliwości, że to powinno być. Oczywiście pozostaje kwestia wymiaru kary, bo to jest znowu jakaś dyskusja, ale to niekoniecznie chyba na teraz.
[02:13:00] - Była i jeszcze przez jakiś czas będzie. Ja oczywiście zgodzę się i z komentarzami, i zgodzę się z panem, że to prawo jeszcze, to, co pan pięknie powiedział na samym początku, musielibyśmy założyć, że wszyscy ludzie są bardzo rozwiniętą świadomością na dość wysokim poziomie i wtedy to prawo nie byłoby aż tak bardzo potrzebne albo by zostało ograniczone tylko do kilku zasadniczych rzeczy, na przykład do dziesięciu przykazań i wszyscy by i tak wiedzieli, co mają z nimi zrobić. Natomiast oczywiście, kiedyś prowadziliśmy taką rozmowę parę lat temu z takim muzułmaninemKolegą mojego serdecznego kolegi.
[02:13:54] - Polskiej narodowości ten muzułmanin był?
[02:13:57] - Nie. Przebywający w Polsce od jakiegoś czasu, mówiący po polsku w miarę dobrze. Natomiast nie. Mój kolega zadał mu pytanie: co tam się u was dzieje? Chodziło mu oczywiście o akty terroru i tak dalej. I on powiedział: „U nas? Znieście w Polsce przepis, który będzie mówił o karaniu za akty przemocy wynikające z przekonań religijnych. Wprowadźcie powszechne użycie broni” i jeszcze coś powiedział. „I zobaczcie, co się wydarzy w Polsce”. Więc to pokazuje, że to prawo jednak w dużej mierze, nawet w krajach cywilizowanych, powstrzymuje przed bardzo spektakularnymi aktami przemocy, terroryzmu, zabójstw i tak dalej.
Bo część ludzi, nie mając nad sobą bata, zrobiłoby bardzo przykre i nieprzyjemne rzeczy.
[02:15:22] - Dobra. I co jeszcze zdążyłem usłyszeć, to takie pytanie padło z pana ust na samym początku: czy jesteśmy w stanie jako ludzie ocenić obiektywnie swoje postępowanie? Dobrze pamiętam? Czegoś nie przekręciłem?
[02:15:41] - Bardzo dobrze, panie Wojtku.
[02:15:44] - Więc tutaj wydaje mi się, że odpowiedź nie jest jednoznaczna. Ja bym to ujął w ten sposób, że tym bardziej jesteśmy w stanie — znaczy ja to mówię może ze swojego punktu widzenia, bo w sumie z jakiego miałbym mówić?
[02:15:59] - No więc właśnie.
[02:16:01] - Z mojego punktu widzenia to wygląda tak: czym ktoś ma wyższy poziom świadomości, oczywiście to jest też bardzo względne, tym bardziej jest w stanie się zdystansować i spojrzeć na to obiektywnie, a nie przez pryzmat swojego ego czy bieżącego interesu i tak dalej. Drugi czynnik jest taki, że w moim wypadku nawet w takich sytuacjach, gdzie coś mnie bardzo denerwuje albo zdenerwuje, albo zirytuje, a takie sytuacje mimo wszystko cały czas się zdarzają, dużo łatwiej ocenić moją reakcję i czy dobrze zrobiłem, czy nie, albo nawet jak zareagowałem i co się w środku we mnie działo, po upływie jakiegoś czasu. Nie bezpośrednio. Bo jeśli jestem w danej chwili, coś mnie zdenerwuje, to możliwość oceny jest bardzo zaburzona. Dopiero po jakimś czasie. Tutaj mam taki przykład nawet ze swojego podwórka. To chyba było w sobotę czy w niedzielę. Chyba w sobotę rano. Od rana sąsiedzi, bo mieszkam w takim domku, jakich w Anglii jest pełno i to jest taki bliźniak, tak jak wy, czyli to jest jeden dom i jedna połowa to jest jedna rodzina, drugi dom to jest druga rodzina. Sąsiedzi zza ściany zaczęli robić remont.
Oczywiście w takich godzinach, gdzie mogli, ale to był taki hałas, że nawet nie śpiąc o tej godzinie, bo normalnie w godzinach południowych się nie śpi, po prostu nie szło wytrzymać. Byłem taki zły, tak wkurzony i dopiero mi przeszło, jak już nastało popołudnie i wieczór. Oni się uspokoili, powywalali. Naprawdę przez cały ileś tam godzin był totalny hałas. Z przerwami, może pięciominutowymi, nie wiem, ktoś sobie poszedł do toalety w tym czasie, czy wypił herbatę, kawę, obojętnie co. Ale dopiero później sobie uświadomiłem, że w sumie kiedy oni mieliby to robić, jak pracują? To jest jedyny moment. To znaczy obojętnie kiedy by to było, chyba że akurat trafiłoby to na taki moment, że ja byłbym poza okolicą. Gdzieś akurat bym wyjechał, więc to być może wtedy, ale to ciężko wymagać. Trochę mi przeszło, natomiast zdenerwowanie i wkurzenie z racji tego, że poczułem się jak niewolnik w tym mieszkaniu, w którym przecież normalnie, legalnie mieszkam, mam takie same prawa.
Po prostu hałas był tak nie do wytrzymania. A poza tym w wypadku na przykład muzyki, co też się kiedyś zdarzało, jest jeszcze coś takiego, że można wymagać, że wolność czyjaś się kończy w tym momencie, jeśli się komuś zakłóca, oczywiście w sposób znaczny, ten spokój. Natomiast w wypadku remontu to jest trochę gorsza sprawa, dlatego, że to nie jest jakieś widzi mi się, tylko jakaś mniejsza lub większa konieczność, prawda?
[02:19:34] - Trudno wyburzać ściany po cichu, nie?
[02:19:38] - Właśnie o to chodzi.
[02:19:39] - Muzykę można ściszyć, natomiast ciężko mieć cichy młot udarowy albo łapać wszystkie spadające cegły, które uderzają o podłogę.
[02:19:52] - Tak, ale z kolei patrząc z drugiej strony na tą sytuację, z punktu widzenia takiej osoby jak ja, to idę o zakład, że 95 czy 99% osób, będąc dokładnie w takiej sytuacji i będąc narażonym na takie same czynniki zewnętrzne i nie będąc głuchymiCzyli jakby ktoś był głuchy, to być może by nie słyszał tego, to po prostu tak samo by reagowali, bo to jest mega dyskomfort. Jedyne co można zrobić, to po prostu wyjść na całodzienny spacer. Albo wynieść się gdzieś, pojechać gdzieś i tak dalej, bo innej możliwości po prostu nie było.
[02:20:42] - Proszę skończyć, bo ja opowiem też taką historię z własnego doświadczenia, ale jak pan skończy.
[02:20:53] - Z muzyką, to już tutaj pomiędzy wierszami powiedziałem, jak to wygląda. Ta historia jest zakończona, ale też chcę przywołać taki film, który być może tutaj słuchacze, a może i pan też oglądał. To był właśnie taki film trochę ukazujący, co się może dziać, co by się działo, gdyby nie było żadnych konsekwencji związanych z przestrzeganiem prawa. Ten film jest amerykański. Parę części było tego, chyba trzy albo nawet może cztery i trzy przynajmniej ja oglądałem. Z tym że pozostałe to jest powielanie tego samego schematu. Ten pierwszy był taki dość mocny, oryginalny w swojej wymowie i ten film się nazywał „Purge” po angielsku, czyli „Oczyszczenie”. To chodziło o to, że jeden dzień w roku w Stanach było ustanowione prawo, gdzie ogłaszał to parlament, rząd akurat, który umożliwiał, że wszyscy mieszkańcy całych Stanów Zjednoczonych mają jedną pełną dobę od godziny dokładnie takiej do godziny takiej, gdzie nie obowiązuje żadne prawo i mogą robić i rozliczać się ze wszystkimi jak leci. Czyli sąsiad cię wkurza? Możesz go zbić, zabić, powyzywać, wszystko zrobić.
Wszystkim naprawdę polecam, jeśli ktoś nie oglądał tego filmu, żeby sobie obejrzał. Naprawdę daje do myślenia co się dzieje. Oglądał pan, panie Sławku, ten film?
[02:22:36] - Nie oglądałem, ale ciekawa koncepcja.
[02:22:39] - Ciekawa koncepcja i naprawdę bardzo realistycznie zrobiony i pokazujący, jakie mogą być pomysły. Ja teraz nie mówię, czy ja się tam utożsamiam z kimś, czy się nie utożsamiam, ale to dokładnie wydaje mi się, że w jakimś tam stopniu oczywiście było to bardzo przesadzone, dlatego że gdyby takie prawo na przykład w ogóle miało nie obowiązywać, to byłoby to dużo bardziej pewnie łagodnie i rozłożone w czasie. Ale tutaj był tylko jeden dzień w roku, czyli wszystkie złości, cała nienawiść, wszystko, co się gromadziło przez roky, związane było z jakimiś tam osobami czy grupą osób, mogło od razu pójść jako wentyl bezpieczeństwa, ale tylko tej jednej doby.
[02:23:26] - Patrząc na to z drugiej strony, bo my patrzymy teraz w taki negatywny na to, ale teraz spójrzmy na to na przykład z pozytywnej strony. Wiedząc, że za rok będzie taki dzień.
[02:23:44] - To będę spokojny przez rok.
[02:23:48] - W jakiś sposób to może, bo to, że ja mogę załatwić jakieś swoje porachunki, to ja mogę. Ale z drugiej strony wszyscy inni mogą też załatwić porachunki ze mną. Więc może warto przez ten rok nikomu nie podpaść, żeby nie trzeba było się-
[02:24:07] - Panie Sławku, ja tu panu wejdę w słowo. Ja bym na to nie liczył, bo ja myślę, że tutaj zadziałałaby u większości, u znacznej większości prosta, taka bardzo prosta zasada: ja będę cwańszy i tego kogoś i tak uprzedzę. Rozumie pan? Czyli nawet że ja mam coś tam za uszami, to po pierwsze raczej mnie to nie spotka, bo będę cwańszy, a po drugie być może ja uprzedzę i tamtą drugą osobę załatwię i jeszcze 10 innych, z których te osoby z drugiej strony niekoniecznie muszą się na mnie zasadzić. Więc tutaj na to bym nie liczył.
[02:24:49] - Wie pan co?
[02:24:50] - To jest moje zdanie, panie Sławku.
[02:24:53] - W technikum miałem bardzo mądrego, fajnego profesora od historii i od geografii. To były lata 80., to jeszcze jakieś tam pokłosie zimnej wojny i tak dalej. Te konflikty pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi. I on użył takiego jednego fajnego określenia: równowaga strachu. Że to, że dwa mocarstwa czy tam więcej mocarstw ma broń jądrową, powoduje sytuację, że my tej broni nie możemy użyć, ponieważ oni też ją mają. Więc my-
[02:25:35] - Tu się zgadzam
[02:25:36] - ... trzymamy się w strachu. Oczywiście nikt nie zamierza użyć tej broni, ponieważ wie, jak się to skończy. Więc wie pan, może na takim-
[02:25:47] - Tu się zgadzam, panie Sławku
[02:25:49] - ... ulicznym takim grajdołku może ten mechanizm cwaniactwa u niektórych być może zadziałał, a może zadziałałaby właśnie równowaga strachu. Skoro ja mogę, to ktoś może też wziąć karabin i przyjść mnie zastrzelić.
[02:26:07] - Myślę, że tutaj tylko dokończę jeszcze mój punkt widzenia na to, co pan powiedział. Jeśli chodzi o mocarstwa, jak najbardziej, dlatego że proszę zwrócić uwagę, panie Sławku, że za mocarstwami zwykleStoją nie jedna osoba, tylko raczej grupa osób. Nawet jeśli mówimy o wypadku rządów totalitarnych, jak w Korei Północnej, to mimo wszystko nie rządzi, albo przynajmniej, nawet jak ma decydujący głos, to ma cały sztab doradców sprzyjających i rozważają pewnie różne warianty i są to osoby zwykle wykształcone. Ja nie twierdzę, że jak ktoś jest wykształcony, to ma wysokie morale, ale choćby nawet od strony bardzo praktycznej rozpatrują takie rzeczy. A tym bardziej jeśli chodzi o inne kraje, jeszcze bardziej cywilizowane. Natomiast w wypadku jednostek, bo tutaj mówimy o jednostkach albo nawet o tłumie, ale wiadomo, że taki tłum generalnie ma nawet mniejszy rozum niż suma tych jednostek, bo po prostu działają jakieś mechanizmy socjologiczne. To, co w niejednej książce socjologicznej było udowodnione, to niestety tutaj myślę, że by zupełnie nie zadziałało na takim etapie, na jakim jesteśmy teraz. Ja nie mówię, że później, bo być może kiedyś byłoby inaczej, ale to też z drugiej strony być może wtedy w ogóle nie byłoby coś takiego potrzeby, bo po prostu ludzie by bardziej byli wyrozumiali, mówiąc-
[02:27:46] - Czyli znowu zadecydowałby tutaj poziom świadomości.
[02:27:50] - Tak. Ale na dzień dzisiejszy myślę, że gdyby było coś takiego ogłoszone, to niestety by tak wyglądało bardzo blisko jak to zostało ujęte w tym filmie amerykańskim. Ale polecam, panie Sławku, jak pan ma możliwość, to na pewno, bo to jest taki tytuł, że jest dostępny, myślę, w wielu formach.
[02:28:12] - Adam już w komentarzach widzę, że podał tutaj pełen tytuł filmu, więc już się nawet pochwalił, że widział pierwszą część. Być może się kiedyś skuszę.
[02:28:27] - Ciekawa obserwacja. Mówię panu, że skoro pan się interesuje i tu prowadzi taką audycję, to nawet żeby zobaczyć. Tam nie ma też tak super czegoś zaskakującego, natomiast pokazuje skalę tej agresji, która może się po prostu ujawnić, a ona jest cały czas tak jakby zamieciona pod dywan. I tyle. A teraz tak, zapytam pana wprost, czy miał pan w życiu swoim, niekoniecznie teraz i dzisiaj, tak jak pytałem, czy miał pan takie sytuacje, w których był pan tak zły albo tak zirytowany na kogoś? Już nie mówię tak lekko, bo rozczarowany to jest jakiś taki bardzo lekki przymiotnik opisujący stan ducha, że w danej chwili po prostu się w panu coś gotowało i obmyślał pan jakąś zemstę czy nie wiem, jakąś formę ukarania tej drugiej strony, czy jakiejś osoby za coś, czy nie? Czy jest to panu zupełnie obce?
[02:29:42] - Oczywiście, że nie jest mi obce. Oczywiście, że nie jest mi obce i jak zawsze przez całe swoje życie szukałem rozwiązań intelektualnych, a nie siłowych, to miałem takie sytuacje w życiu, kiedy żadne rozwiązania intelektualne czy dyplomatyczne nie wchodziły w grę.
[02:30:06] - Nie działały.
[02:30:07] - Tak.
[02:30:07] - Nie działały.
[02:30:08] - Ale to ja zawsze twierdzę, że czasami-
[02:30:13] - To jest przykre.
[02:30:15] - Czasami po prostu trzeba rozmawiać językiem osoby, która ma zrozumieć, co mamy jej do przekazania. Jeżeli nic innego nie dociera, to po prostu trzeba użyć takich argumentów. Pamiętam, jak miałem sytuację biznesową taką, kiedy mój przełożony, zresztą mój kolega, już tak się gdzieś tam zapętlał w swoich emocjach, że musiałem postawić, że tak powiem, pewnego rodzaju granicę. I pamiętam, jak u niego w domu jego żona była, ekipa remontowa i tak dalej. Wyskoczył właśnie z bardzo dużo słów tych, które potocznie uważamy za obraźliwe i wulgarne, pojawiło się w jego wypowiedzi. Więc ja wszedłem dosłownie na ten sam poziom rozmowy i przez dwie minuty mówiłem językiem, w którym co drugie słowo pojawiało się przekleństwo. Wszyscy pouciekali. Jego żona zresztą też. On przez te dwie minuty stał wryty i ja skończyłem ten swój wywód i mu powiedziałem: „Słuchaj Piotr, ja też znam ten język, też umiem się nim posługiwać. Tylko jest pytanie, czy my chcemy przejść na taki poziom komunikacji, czy wrócimy do tego, który był poprzednio?
Wybór należy do ciebie”.
[02:32:02] - Tak.
[02:32:03] - Więc wróciliśmy do tego poziomu rozmowy. Natomiast były te dwie minuty, kiedy jakby patrząc ktoś z boku, to oczywiście było pozbawione jakiejkolwiek agresji, złości, czegoś takiego, tylko po prostu dałem mu do zrozumienia, że możemy również rozmawiać w takiej formie. Tylko czy obaj tego chcemy? Żeby nie było, że tylko on.Potrafi, a ja nie. Tylko że możemy to robić obydwaj. Czy to jest dla nas satysfakcjonujące? To było ciekawe doświadczenie, wszyscy tam nie wiedzieli, co się dzieje, znając mnie. I raptem taki wybuch. Oczywiście, że tak, miałem takie sytuacje, tylko kieruję tymi sytuacjami bardziej świadomie. Nie czekam, kiedy zbiorą się negatywne emocje, żeby coś pękło, tylko raczej reaguję wcześniej, kiedy te emocje są jeszcze w jakiś sposób do okiełznania.
[02:33:13] - Fajny przykład, jak zwykle. Ja jeszcze tutaj też przykład taki niejednoznaczny. Uważam, że w niektórych sytuacjach jest to rzeczywiście, to, co pan mówił, koniecznością. Mała trudność się czasami pojawia, bo jeśli chodzi na przykład o jakąś grupę osób. Może cofnijmy się do wieków szkolnych, czy akademickich, gdzie jest klasa, zbiorowość taka, która prawie na co dzień się ze sobą widzi. Teraz wiadomo, że każdy ma taką niewidzialną metkę. Ten jest agresywny, ten jajcarz, ten taki, ten śmaki. I załóżmy, jest osoba, która ma metkę jest już po 22.00, mogę powiedzieć, bo to nie jest zbytnio wulgarne, jest pipą po prostu, czyli kimś takim, kto jest uważany za innych, że można tej osobie wszystko zrobić, robić jaja i ta osoba i tak nic nie zrobi, nie zareaguje. I teraz takie osoby, z moich obserwacji, mają wielki problem, dlatego że nawet gdy one się w pewnym momencie swojego życia przebudzą i powiedzą w pewnym momencie: „Stop, ja już na to dalej się nie zgadzam i będę reagować”, to i tak ta metka nagle nie znika. Przynajmniej w ramach tej grupy, w której ta osoba się dalej porusza.
To nie jest takie łatwe. Oczywiście warto próbować i to zrobić, mimo wszystko, takie jest moje zdanie, ale cały czas ta grupa będzie testowała do momentu, ciężko powiedzieć, do jakiego momentu, ale do takiego momentu, kiedy albo im się znudzi, albo zobaczą, że rzeczywiście ta osoba się jakoś zmieniła i sobie już nie daje nawrzucać. Nie wiem, czy się pan ze mną zgodzi. Czy pan wie w ogóle?
[02:35:23] - Oczywiście, że tak. Nazwał pan to metką, ja to nazywam statusem w danej grupie. Każdy ma jakąś swoją rolę. I faktycznie w ramach tej grupy jest bardzo ciężko zmienić rolę.
[02:35:40] - Ten swój status.
[02:35:42] - Ponieważ siłą rzeczy zostaliśmy przyjęci do tej grupy z racji wykonywania danej roli. W momencie, kiedy przestajemy tą rolę odgrywać, przestajemy być grupie potrzebni. I dlatego ludzie dość często, żeby nie stracić grupy, godzą się na odgrywanie tej roli, bo faktycznie najczęściej jest to związane ze zmianą środowiska, ze zmianą towarzystwa, ze zmianą otoczenia. Można oczywiście przyjmować jakieś inne role i prowadzić w pewnym sensie, bo to już sprowadza się często do prowadzenia walki z innymi uczestnikami tej grupy, żeby zająć ich pozycję. Natomiast status błazna, komuś ten status błazna trzeba przekazać. I to zaczyna być problematyczne. To jest związane często z utarczkami, jakimiś perypetiami i tak dalej. Trzeba mieć świadomość tego, że tak to będzie. Łatwiej jest czasami zmienić grupę niż w ramach tej samej grupy coś tam. Aczkolwiek ja znam takie sytuacje, w których to się oczywiście udawało, ale tu też dużo jak zwykle zależy od tego, kim ta grupa jest, co ona sobą prezentuje.
Umówmy się, że jeżeli to będzie grupa kibiców jakiegoś klubu sportowego, która chodzi na ustawki, to może być naprawdę bardzo trudne. Natomiast jeżeli jest to grupa osób na jakimś poziomie świadomości, empatii, inteligencji, wykształcenia, to często ludzie sami pomagają danej osobie tę rolę zmienić. My mówimy o czasach takich szkolno-akademickich, to faktycznie tam takie role w grupie były, zwłaszcza w szkołach niższych, to było dość mocno zaznaczone. Natomiast później z wiekiem jest to już moim zdaniem łatwiejsze do zmiany.
[02:38:12] - Tak, tu się zgadzam. I tak samo można, w prostej linii widzę, że ten mechanizm, o którym mówię, jest bardzo aktualny, jeśli chodzi o na przykład małżeństwa, czyli takie grupy już bardzo bliskie i dwuosobowe.Jeśli jedna strona bierze sobie jakąś drugą i od początku obserwuje jakieś cechy i później ta osoba, na przykład kobieta była jakaś taka uległa, ciągle się poddawała i tak dalej. W ogóle ten mąż albo wcześniejszy chłopak nie liczył się z jej zdaniem, ale cały czas to bazowało na jakimś tam porozumieniu, nie nazwijmy tego miłości, to później, jeśli tej osobie zaczyna to przeszkadzać i zaczyna się dopominać o swoje, to też jest problem. To też jest problem dlatego, że ta druga-
[02:39:08] - Psychologowie dość mocno podkreślają na przykład sytuację, w której mąż jest alkoholikiem i bardzo często w sytuacjach, kiedy on się leczy z alkoholizmu, małżeństwo przestaje istnieć, ponieważ ludzie przestają odgrywać te wcześniej wyznaczone sobie role. Czyli ona była tą opiekunką, tą matką Teresą, która miała za zadanie grać rolę ofiary i raptem przestaje mieć powód do grania ofiary, ponieważ jej mąż już nie jest alkoholikiem. Czyli on już jest zdrowy, więc ona już nie może robić z siebie ofiary. I często takie małżeństwa się właśnie rozpadają. Wyglądałoby to z pozoru, że przecież o to właśnie chodziło, żeby ludzie byli szczęśliwi, a tu raptem małżeństwo się rozpada. Także w związkach widać to bardzo mocno.
[02:40:19] - No dobra, i jeszcze na sam koniec z racji tego, że już dalej nie wiem, co tam było powiedziane, ale tu jeszcze sypnę jednym przykładem. Takim, który z kolei jest pozornie w kontrze, dlatego, że to jest właśnie przykład tego, że to zależy od sytuacji, jaki wariant reakcji wybrać. Znowu ze swojego podwórka dosłownie dam taki przykład właśnie już nie z remontem, ale z głośną muzyką. Chodzi dokładnie o tych samych sąsiadów. To są Anglicy i był taki okres czasu, że oni regularnie, czasami nawet codziennie, często w ciągu dnia, ale to było codziennie. Jeśli ktoś przebywał w domu, puszczali głośno muzykę, ale to nie było głośno, tylko to było bardzo głośno. Do tego stopnia, że ta ściana wspólna, która jest, jak to w bliźniaku, jedną ze ścian, po prostu cała wręcz drgała na skutek basów przenoszonych. Plus do tego cała gama innych dźwięków. Wie pan, tutaj dochodzimy do czegoś takiego, że nawet gdyby się to rozgrywało w Polsce, to idę o zakład, że bardzo niewiele osób jest w stanie poza zdenerwowaniem się i irytacją pójść ze spokojem, starać się w pierwszej kolejności — jeśli ta druga strona oczywiście sama się nie domyśli, ale z tego wynika, że się nie domyśla — porozmawiać z tą stroną, zanim się podejmie jakiekolwiek dalsze inne środki typu powiadomienie policji i tak dalej. Po pierwsze to nie jest od strony prawnej bardzo klarowna sprawa, bo gdyby się to odbywało w nocy, w ramach tych godzin nocnych, to jest to dużo bardziej proste.
Natomiast w ciągu dnia nie jest to takie proste, ale cały czas możliwe, dlatego, że jest to zakłócanie miru bodajże domowego. Chociaż nie jestem prawnikiem, ale wiem, że coś takiego jest i to samo zresztą w Polsce obowiązuje. Ale tutaj jeszcze dodatkowo dochodził element komunikacji językowej. Rozumie pan? Dlatego, że tutaj z jakimiś pretensjami czy prośbą muszę się zwrócić, nie będę oczekiwał, że będę rozmawiał po polsku z nimi, tylko muszę to wysupłać i powiedzieć po angielsku. Do tego dochodzą jakieś tam emocje, które są negatywne w tym momencie, bo mnie to wkurza. I proszę mi wierzyć, ja parokrotnie, to znaczy nie przy tej samej okazji, ale jak to się powtarzało, ja to ilośkrotnie tak musiałem interweniować. I zacząłem się za którymś razem zastanawiać, czy te osoby są tak głupie i tępe, że tak się wyrażę tutaj, bo nic mi innego nie przychodzi do głowy, że one po prostu nie są świadome albo nie mają pamięci, że nie przychodzi im do tych pustych głów, że mogą po prostu po raz kolejny przeszkadzać, dlatego, że poziom natężenia dźwięku i pora i tak dalej, wszystko było identyczne, jak za każdym poprzednim razem. Oczywiście to nie było być może tak, że codziennie, ale te same osoby powtarzały to co jakiś czas. Dodam jeszcze, że to nie są osoby takie bardzo młode typu 18, 20, 25 lat, tylko raczej trochę starsze, typu trzydzieści parę, być może 40 lat.
Tak więc można by było większej trochę świadomości oczekiwać. I przychodziło mi to do głowy-
[02:44:08] - Oczekiwać można zawsze. Natomiast jak się pan z pewnością domyśli w temacie naszej audycji, ci ludzie są pozbawieni przede wszystkim empatii.
[02:44:19] - Tak, patrzą przez ten. Ale teraz proszę posłuchać. Ja sobie rozważyłem dwa warianty. Zwrócę im uwagę, nie zareagują po raz kolejny. Po prostu zorientowałem się, bo z angielskim sobie całkiem dobrze radzę i podejmę jakieś dalsze kroki. To był pierwszy wariant, a drugi wariant to był taki bardzo prosty: użyć pana metody, czyli zacząć z racji tego, że też mam tutaj na czym posłuchać głośno muzyki w swoim mieszkaniu, aczkolwiek bardzo sporadycznie to się zdarzało i zwykle wtedy, bo wiedziałem, kiedy ich nie ma, bo mają samochód, to wtedy sobie słuchałem. W związku z tym to nie zakłócało ich spokoju. Mogłem pójść tą drugą drogą, która jest dużo łatwiejsza, prostsza i tak dalej. Ale przyszło mi do głowy coś takiego: jeśli oni mają taki poziom świadomości, to być może to spowoduje to, że owszem, ja wtedy, kiedy sobie będę słuchać tutaj tej swojej muzyki bardzo głośno, nawet mogę zrobić taki numer, że nastawię i sobie wyjdę na dwie godziny i będzie ryło na cały gaz, na zasadzie nauczki. Ale się zastanowiłem, że to tylko nakręci najprawdopodobniej spiralę, dlatego, że oni następnego dnia, wtedy, kiedy na pewno nie będzie pasowało, oni będą robili to samo.
I wtedy będzie po prostu wojna, być może dzień w dzień. I czym mi na tym zależy? Powiem panu, że wybrałem wariant taki, że po raz kolejny poprosiłem ich, nie wiem, ile to było razy, bo to parokrotnie. Ja się w międzyczasie też poza tym przygotowywałem, bo nagrywałem tą muzykę na zewnątrz domu, jak to słychać na zewnątrz nawet w domu. Już nie mówiąc w samym mieszkaniu. Także miałem ileś tych nagrań, ale się okazało, nie chcę mówić, bo to też jest jakiś następny mechanizm, taki trochę niewyjaśniony, ale po którymś tam razie na pewno to się uspokoiło. Być może coś tam do nich trafiło. Także teraz zdarza się to stosunkowo rzadko i przez krótki okres czasu typu na przykład nie parę godzin, tylko 10 minut, 15 minut, pół godziny i z dużo mniejszym natężeniem dźwięku, czyli takim, który jest powiedzmy akceptowalny. Więc to jest taki przykład. Nie mów hop, póki nie przeskoczysz.
Albo nie chwal słonka przed zachodem. To jest w miarę bieżąca sprawa i na dzień dzisiejszy tak wygląda sprawa z tą muzyką, pomimo że tak jak mówię, miałem tutaj wachlarz jakichś takich rozwiązań i użyłem tego takiego najbardziej łagodnego, co prawda wymagało to cierpliwości, ale przyniósł efekt.
[02:47:20] - Wie pan, najważniejsze, że przyniósł efekt. Dużo zależy od drugiej strony, bo ja mówię, nie znam ludzi, natomiast przy samym założeniu, że oni słuchają tej muzyki, to już widać, że poniekąd nie za specjalnie mają ochotę zastanawiać się, jak to inni odbiorą. Więc tu już pokazuje się pewnego rodzaju problem.
[02:47:47] - Oczywiście zmienili swoje zwyczaje. Patrząc na to perspektywicznie, bo ja nie mówię to z punktu widzenia teraz jednego dnia czy tygodnia, tylko to był proces jakiś taki, który tutaj można powiedzieć nawet latami się jakoś tam przewijał, miesiącami.
[02:48:11] - Ja zawsze uważam, że zanim się wyciągnie armatę, to warto spróbować rozmowy. Jak nie pomoże, to wtedy dostosowywać dalsze działania w zależności od rozwoju sytuacji. Ale wie pan, my bardzo często się nastawiamy, budząc w sobie jakieś wewnętrzne przekonania, złość, pretensje. Nastawiamy się. Kiedyś był taki dowcip, który opisywał właśnie takie podejście ludzi do takich sytuacji. Tam było dwóch sąsiadów. Mieszkali ze sobą przez płot. Jeden był Kowalski, a drugi Nowak. Nowak nie lubił Kowalskiego, bo Kowalski był bogaty i on tam wszystko miał, wszystkie miał narzędzia. A Nowak był raczej z tych biedniejszych, więc to też budziło jego frustrację.
I kiedyś Nowak mówi: „Wezmę się za strzyżenie żywopłotu, ale kurczę, nie mam sekatora”. Mówi: „Może bym poszedł tam, pożyczył od Kowalskiego ten sekator”. Ale tak sobie myśli: „Nie, ale Kowalski to jest sknera, to mi nie pożyczy na pewno. Ale z drugiej strony może jakby pożyczył, to by poszło szybciej”. I tak założył kapcie, idzie do tego Kowalskiego i tak sobie cały czas rozmyśla i mówi: „Nie, ale poproszę go. Nie, ale on przecież ostatnio mi kosiarki nie pożyczył”. Ale idzie tak cały czas. I tak idzie, rozmyśla. „Nie, nie pożyczy. Nie, on to dziad jest.
Nie, na pewno mi nie pożyczy”. I doszedł, zadzwonił dzwonkiem. Kowalski wyszedł, podchodzi do płotu. Nowak: „Wiesz co, Kowalski? Wsadź sobie ten sekator w dupę”.
[02:50:06] - Słyszałem trochę w innej wersji ten kawał.
[02:50:10] - To tam krążyło. Natomiast bardzo często nasze nastawienie przekreśla jakiekolwiek szanse na uzyskanie jakiegokolwiek porozumienia. Czasami nie korzystamy z najprostszych rozwiązań pod tytułem iść zapytać.I zobaczyć co się wydarzy. Tylko już z góry zakładamy rozwiązania, a później już tylko podświadomie dążymy do tego, żeby się okazało, że mamy rację.
[02:50:42] - Tak, potwierdzam. Natomiast mówię, zawsze warto to zważyć. Przede wszystkim zastosować to, jak pan powiedział, żeby nie wyciągać armaty, jak można coś załatwić dużo prościej albo dużo łagodniejszą bronią.
[02:51:08] - Ja zawsze uważam, że trzeba korzystać z najprostszych rozwiązań. Po co od razu komplikować życie i nadawać temu nie wiadomo jaką rangę? Jeżeli nie działa, to próbować dalej. Nie zawsze się to uda, bo dużo zależy w takich sytuacjach też od drugiej strony, ale ja uważam, że to my powinniśmy być przede wszystkim w porządku względem siebie. Jeżeli nie dadzą nam szansy na to, żebyśmy byli również w porządku wobec nich, to już musi być ich wybór. Natomiast ten pierwszy ruch, my musimy być w zgodzie z samym sobą i spróbować tego, co my uważamy za słuszne, za stosowne.
[02:51:56] - Dobra, na dzisiaj to chyba by było tyle. Jeszcze być może ktoś zadzwoni poza panem Kazimierzem, którego serdecznie pozdrawiam. Pewnie do następnego razu. A ja przechodzę wtedy na odsłuch, a pan pewnie poczyta jeszcze jakieś komentarze.
[02:52:16] - Jeszcze pojawiło w trakcie naszej rozmowy, więc z chęcią dowiem się, co słuchacze sądzą na temat naszej miłej pogawędki.
[02:52:26] - Okej, to pozdrawiam wszystkich w takim razie, panie Sławku, Ivelliosie i wszystkich słuchaczy i życzę wszystkim dobrej nocy.
[02:52:35] - Dzięki panie Wojtku, wszystkiego dobrego. Dzięki za telefon.
[02:52:38] - Dziękuję bardzo.
[02:52:40] - Dziękujemy bardzo. Ja tylko jeszcze przywołam kontakty do Radia Paranormalium. Oczywiście cały czas są czynne nasze numery telefonów. Nasze numery to oczywiście stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Tutaj nam wysypało na czacie skargami na sąsiadów upierdliwych. Muszę wam powiedzieć, że też mam takiego sąsiada, który w lato codziennie, ale to codziennie kosi.
Nawet to, co już było wcześniej skoszone, następnego dnia przychodzi i kosi jeszcze raz.
[02:54:09] - On się po prostu relaksuje może przy koszeniu.
[02:54:13] - Może ten trawnik to jest jego największe osiągnięcie w życiu. Jest z niego taki dumny, że musi mieć przykoszone co do mikrometra.
[02:54:23] - Myślę, że warto by było zbadać tą sytuację.
[02:54:28] - A żeby było jeszcze zabawniej, jest taki skrawek trawnika, który znajduje się poza płotem sąsiada. Sąsiad w ogóle nic nie pozwala tam stawiać, żadnych samochodów nie pozwala parkować nic. Nawet jak ktoś do niego przyjeżdża, to sąsiad każe parkować na naszej posesji, bo u nas jest miejsce, a u niego jest trawnik nienaruszalny. Kiedyś tam narobił syfu, kolokwialnie mówiąc, jeden z piesków od innych sąsiadów i żeby tego pieska poinformować, że tu się nie sra, to sąsiad przykleił tam naklejkę z takim pieskiem „Zakaz wprowadzania psów”. Oczywiście psy nic sobie z tego nie robią.
[02:55:12] - Pewnie nie znają się na obrazkach.
[02:55:15] - Zapewne.
[02:55:16] - Na szczęście. To są przezabawne sytuacje.
[02:55:21] - A może się znają, tylko to są takie małe trolle i specjalnie tam przychodzą, żeby go wkurzyć, żeby się pośmiać.
[02:55:30] - Powiem, mój już nieżyjący kolega, dawno temu miał takich sąsiadów, że nawet jak on wychodził na ulicę grabić liście, to oni też wychodzili grabić liście. Naśladowali go we wszystkim, co tylko było możliwe. Żeby jakoś zakończyć ten proces naśladownictwa, to były lata 80. Zastanawiał się, jak ich zniechęcić do tego naśladownictwa. Pamiętam, on był elektronikiem, zresztą tak samo jak ja. I proboszcz w jego parafii miał antenę satelitarną pierwszą chyba w dzielnicy, więc pożyczył od niego tą antenę satelitarną i zamontował sobie na dachu. Więc jego sąsiad, żeby nie być w tyle, się zadłużyli, kredytów nabrali, też sobie kupili antenę satelitarną, a wtedy on zdjął swoją antenę i oddał proboszczowi.I tak się skończyły wyścigi w okolicach. Sąsiedzi są z pewnością dostarczycielami wielu ciekawych sytuacji w życiu, również tych wesołych i pozytywnych. Taka czysta radość.
[02:56:55] - Na naszym czacie na YouTube XY napisał: „Ja mam dobrych sąsiadów, jak na razie”. To jest dobre słowo — jak na razie.
[02:57:08] - W myśl zasady dnia przed zachodem się nie chwali, ale tego ci z całego serca życzymy.
[02:57:14] - Jeszcze Adam I. teraz dopisał: „W dniu świra była taka metoda zrobienia na to, co piesek już zrobił”. Nie zalecam stosowania tego sposobu w praktyce, bo mogą się animali śnowalić.
[02:57:30] - A ja nie pamiętam, o co chodziło w dniu świra, chociaż oglądałem ten film. Ale skoro Adam nie poleca, to nie będę sobie przypominał. Kochani, zostało nam jeszcze parę komentarzy.
[02:57:43] - Rzeczywiście, pomyliło mi się. Adaś Miałczyński zrobił to samo pod krzakiem sąsiadki.
[02:57:51] - Okej. No właśnie.
[02:57:54] - Sorry, sceny mi się pomyliły. To już jest ta godzina.
[02:57:58] - Jest to też jakieś rozwiązanie. Kochani, mamy godzinę opóźnienia z komentarzami, więc spróbuję jeszcze przed północą je dokończyć. Iwonka napisała: „Bycie autentycznym nazywam byciem prawdziwym. Własne dzieci wkurzają dorosłych tym, że potrafią jeszcze być prawdziwe, szczere, a dorośli niepotrzebnie w nich to tłamszą”. Z dziećmi, zwłaszcza z nastolatkami, jest jeszcze jeden taki aspekt wkurzający, z czego też przy braku obiektywizmu w ocenie naszego postępowania często nie zdajemy sobie sprawy, że dzieci po prostu zaczynają się zachowywać dokładnie tak samo jak my. I to nas bardzo wkurza, ponieważ sobie często dajemy przyzwolenie na takie zachowania. Natomiast u dzieci widać to w sposób zdecydowanie wysilony, więc to też warto wziąć pod uwagę przy zastanawianiu się, dlaczego moje dziecko nastoletnie mnie tak wkurza. Pan Kazimierz napisał: „Udało się z uśmiechem na ustach”. Cieszymy się również z panem Kazimierzem, że się udało. Wiemy, co ma na myśli.
Miłość Nienawiść: „Leżę słaby i słucham audycji podczas gorączki. Działa jak antybiotyk, choć ledwo piszę ten komentarz”. W takim razie, jeżeli tak to działa, to słuchaj nas nieustająco, a ja ze swojej strony życzę ci zdrówka. Adam pisze: „Oj, to wysyłam słowa wsparcia. Trzymaj się. Polecam też herbatkę z kwiatu bzu, zwłaszcza na płuca”. I tutaj The Project, czyli tytuł filmu, o którym mówił pan Wojtek. I tu komentarz Adama do mojej wypowiedzi: „Co drugie słowo przecinek. Skrajna wręcz patologia”. Nie zaprzeczę, drogi Adamie.
Miłość Nienawiść pisze jeszcze: „O, to też będzie o mnie, ale już bardziej miło. Panie Sławku, jest pan mega inteligentny gość”. Miło mi to słyszeć. Dziękuję za miłe słowa. Adam pisze: „I tak Anglicy poznali przez twe oczy zielone”. Bardzo możliwe. Chociaż pan Wojtek o tym nie wspominał. „Mi jest smutno, bo moi sąsiedzi zaczęli co tydzień robić fiesty wieczorne z bardzo głośną muzyką latynoską, ale od interwencji sąsiadów zaczęli to wyciszać. Szkoda, to była taka fajna atmosfera”. Kiedyś miałem taką sytuację z sąsiadami, jeszcze jak mieszkałem w bloku.
Na czwartym piętrze zrobili parapetówę, a ja siedziałem cały wieczór na balkonie i słuchałem muzyki, bardzo fajnej składanki. Następnego dnia spotykam sąsiada, takiego lekko zmęczonego poprzednią imprezą i tak mówię: „Sąsiad, sąsiad, musimy pogadać”. Mówi: „Ale o co chodzi?”. Ja mówię: „O tą wczorajszą imprezę”. Mówi: „Jezu, co za głośno było?”. „Ja przepraszam”. Mówi: „Nie, tutaj masz pendrive'a. Weź mnie to zrzuć, bo fajna muzyka była”. Jego zdziwione oczy były niezapomnianym wrażeniem. Tak że rozumiem cię, drogi Adamie.
Tutaj pan Marek napisał o swoim sąsiedzie, o którym opowiedział nam na antenie. Wyrazy współczucia od Adama. „Mnie niesamowicie denerwuje, jak sąsiedzi palą liście, zamiast ich po prostu kompostować albo zwyczajnie kosić z trawą”. U nas to już podlega pod paragraf. „Smród na całą okolicę, jak tylko zaczyna się jesień”. XY: „Ja mam dobrych sąsiadów, póki co”. I tutaj Grzesław G. pisze: „Witam. Wielu ludzi nie jest sobą z obawy, co ludzie powiedzą”. To prawda, ale to też jest pewnego rodzaju proces.
Inaczej, świadomość pozwala na bezpieczne bycie sobą bez wchodzenia w większy konflikt. Tak że polecam wam, kochani, audycję o świadomości, jeżeli chcecie być sobą i troszeczkę mniej przejmować się tym, co ludzie o was powiedzą. Ważne jest przede wszystkim to, co wy o sobie myślicie.Jeżeli wy myślicie o sobie dobrze, to nie potrzebujecie już szukać aż takiego wielkiego poklasku wśród innych i zastanawiać się, co inni powiedzą. Kochani, udało się przed 24:00. Mam nadzieję, że to była kolejna ciekawa audycja, która włożyła wam puzzelka do układanki, którą skromnie nazywamy życiem. Dziękuję wam za telefony. Dziękuję za komentarze. Mam nadzieję też na komentarze pod audycją, żebym miał się do czego odnieść, a może też żebym miał następny fajny temat na następną fajną audycję. Za dzisiaj, kochani, wam bardzo, bardzo, bardzo jeszcze nie dziękuję, bo widzę nowe komentarze. Adam pisze: „Audycja pewnie się zaraz skończy, więc pozdrowionka dla Ghosta, Inki i Kudłatego”.
Nie widzieliśmy ich dawno. Ghosta widujemy na komentarzach pod audycją. Natomiast faktycznie Inki i Kudłatego czas jakiś nie było, ale może jak zostaną wezwani do tablicy, to się nam tutaj ujawnią.
[03:04:22] - Ghost ma taką tendencję do rozpisywania się, że ten limit znaków na czacie w pojedynczej wiadomości pewnie by mu utrudnił dyskusję , wysłowienie się.
[03:04:36] - Kiedyś obiecał, że zadzwoni, więc trzymam za słowo. Ale faktycznie jego komentarze wymagają i skupienia, i dogłębnej analizy. To prawda. Milem opisa: „Ja pamiętam zapach ognisk spalonych liści jesienią. Wcale nie śmierdziało”. Miłość : „Super audycja. Dziękujemy”. Renata pisze: „Miło było. Pa”. Kochani, w takim razie nie przedłużając już, ja też bardzo wam dziękuję.
Dziękuję za serdeczne, miłe słowa. Chociaż nie zawsze się musimy ze sobą zgadzać, ale ten poziom dyskusji jest dla mnie naprawdę bardzo pozytywnym i fajnym, więc nie zgadzajmy się, ale dyskutujmy dalej. Mam nadzieję, że z korzyścią dla wszystkich. Dziękuję, panie Marku, za jak zwykle opiekę, pomoc i też udział w naszych rozmowach. Kochani, trzymajcie się cieplutko do następnego razu. Uważajcie na siebie. Są wakacje, więc odpoczywajcie, ale mądrze i z głową. Za tydzień wszystko wskazuje na to, że spotkamy się w Nowym Roku Majowym i może coś na ten temat uda mi się do naszej audycji wtrącić. Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam was serdecznie.
Dobrej nocy.
[03:06:17] - Mówił do słuchot państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Mączkowski. Tradycyjnie jak zawsze zachęcamy gorąco do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja: „Świat oczami duszy”. Zachęcamy także do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” i do zalajkowania fanpage'a pana Sławka na Facebooku. Po prostu Sławek Mączkowski o takiej właśnie nazwie. Audycję jak zawsze technicznie obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już za tydzień w poniedziałek. Oczywiście o 20:00 na żywo w Radiu Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl