[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. 6 lipca roku pańskiego 2020. Pierwszy poniedziałek wakacji. Czas zacząć. Czas właściwie zakończyć najpiękniejszy dzień tygodnia audycją „Świat oczami duszy”. Audycją o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:44] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam was kochani bardzo serdecznie.
[00:47] - Tak poza anteną uradziliśmy, że dzisiaj ponownie otworzymy linię telefoniczną już od początku. Tak więc jeżeli ktoś złapał właśnie smartfona i chce do nas zadzwonić, to może to zrobić już teraz. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarne 32 746 0008, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, z czystym sumieniem myślę, że mogę teraz oddać już panu głos.
[02:09] - Dobrze, dziękuję panie Marku, nieustająco. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie. Już tam widziałem powiadomienia, więc jakaś grupka już się na czacie zameldowała. Cieszy mnie to niezmiernie, jak również nieustająco cieszą mnie komentarze pod kolejnymi audycjami. Bardzo fajnie. Ja sobie pozwoliłem tym razem na jeden. Na tyle, że tak powiem, pozwolił mi może trochę mój czas i praca zawodowa ostatnio. Dotyczył on oczywiście tego, o czym wspominałem w poprzedniej audycji, czyli tej mojej nieumiejętnej próby wkręcenia was, zrobienia wam jakiegoś żartu. Tak jak zakładałem, większość tych słuchaczy, którzy są z nami od dawna nie dała się złapać na to. Więc napisałem taki komentarz, który kiedyś, bardzo dawno temu powiedziała moja kochana mama.
Powiedziała mi: „Sławek, nie kłam, bo nie umiesz”. I akurat znalazło to mimo pięćdziesięciu paru lat prób, eksperymentów, próby nauczenia się, jak widzicie, nadal się tego nauczyłem, co zresztą mnie całkowicie cieszy i raduje. Kochani, o czym dzisiaj będziemy rozmawiali? Było o detoksie, było o obrzędach w zeszłej audycji, było o nieuciekaniu od samego siebie. Więc skoro było o nieuciekaniu od samego siebie, to czas pogrążyć się w tą sferę, która jest dla nas taka najmniej komfortowa. To jest najbardziej delikatne określenie, jakie przychodzi mi do głowy. A dlaczego akurat chcę was dzisiaj pozbawić troszeczkę komfortu? Ponieważ, jak wspominałem w poprzedniej audycji, zresztą w kilku wcześniejszych również, zależy mi na tym, żebyśmy wypracowali sobie wspólnie narzędzie, narzędzia, umiejętności, możliwości, które będą dla nas dostępne w każdej chwili naszego życia. Że nie będziemy musieli czekać dniami, tygodniami, miesiącami na to, żeby móc oczyścić się z tego, co jest dla nas negatywne, co nas gdzieś tam ogranicza, co nas wprawia w kiepski nastrój. Co powoduje, że nasze życie nie jest tak fajne, wesołe, radosne, jak byśmy chcieli.
Żebyśmy mieli dostęp do tego narzędzia w każdym momencie naszego życia. Ponieważ tak jak wielokroć powtarzałem, życie duchowe to nie jest życie od audycji do audycji, od filmu do filmu, od warsztatów do warsztatów czy od jakichś tam obrzędów, czy muzyki relaksacyjnej, medytacji, czy jakiejś podróży OOBE. Życie duchowe nie polega tylko i wyłącznie na tym. Życie duchowe to jest codzienność. To jest każda chwila naszego życia, każdy moment, każda decyzja. To jest nasze życie duchowe i nasza duchowość daje o sobie znać w każdym momencie naszego życiaI ja chciałbym, żebyśmy z tej duchowości świadomie mogli właśnie w każdej chwili swojego życia korzystać. Dlaczego tak mi zależy na tym? Może dlatego, że ja, przyznam wam się szczerze, nie w każdej chwili swojego życia ze swojej duchowości korzystałem. Tak jak większość z nas. Mamy te momenty, kiedy wszystko wydaje nam się, że jest okej.
A są te właśnie momenty słabości, w których podejmujemy jakieś decyzje, które później, jak się okazuje, jak się później nad tym zastanowimy, skutkują bardzo często czymś negatywnym. Może nie to, że negatywnym. Mało przyjemnym. Mało przyjemnym doświadczeniem, które trwa czasami dniami, tygodniami, miesiącami, a nawet latami. I dlatego chciałbym, żebyśmy dzisiaj weszli w tę sferę naszego życia, która jest dla nas z jednej strony najmniej przyjemna, najmniej komfortowa, ale z drugiej strony, jak pewnie zauważycie i ja postaram się wam to pokazać, jest dla nas bardzo cenna w sensie dostarczania nam informacji o nas samych. W zeszłej audycji powiedziałem, kiedy najbardziej potrzebne nam jest to narzędzie, o którym rozmawiamy. Kiedy ono jest nam najbardziej potrzebne? Kiedy najbardziej zaśmiecamy siebie samego negatywnymi emocjami, negatywnymi myślami, negatywnymi reakcjami, negatywnymi dla nas, a często również dla innych. Negatywnymi w sensie niekorzystnymi dla nas. Właśnie wtedy, kiedy jesteśmy słabi, kiedy jesteśmy zestresowani, kiedy jesteśmy zmęczeni, kiedy jesteśmy zdenerwowani, kiedy jesteśmy wkurzeni.
Wtedy też podejmujemy bardzo często niewłaściwe decyzje. Właśnie zastanawiałem się, jakiego słowa użyć. Niewłaściwe dla naszego szczęścia, niewłaściwe dla naszej radości, niewłaściwe dla naszego dobra. Bo oczywiście one są jak najbardziej właściwe w kontekście doświadczania. Natomiast w kontekście naszego dobra one już tak nie do końca są właściwe. Nie wiem, czy macie świadomość tego, czy zastanawialiście się nad tym, czy analizowaliście to kiedyś, jak bardzo dużo czasu w swoich myślach, w swoich emocjach, w swoim wewnętrznym świecie poświęcamy rzeczom negatywnym. Takim, które były dla nas przykre, takim, które nas zabolały, takim, które wywołały mnóstwo negatywnych emocji. Zwróćcie uwagę, wszelkiego rodzaju zawody, rozczarowania, oszustwa, o których się dowiadujemy, jakieś nieprawości, które ktoś wobec nas kiedyś uczynił bądź my uczyniliśmy względem kogoś. Jak bardzo to obciąża naszą psychikę, naszą emocjonalność. Ileż czasu wychodzimy na przykład z różnego rodzaju niepowodzeń, czy to zawodowych, czy życiowych, czy finansowych, czy rodzinnych, czy relacyjnych.
Jak długo przeżywamy w sobie te negatywne sytuacje? Gdybyśmy zastanowili się proporcjonalnie, ile czasu poświęcamy rzeczom negatywnym, a ile rzeczom radosnym i pozytywnym, to najczęściej w życiu większości ludzi jest to przepaść. Łapiemy te chwile takie fajne, radosne, przyjemne. Natomiast też one dość szybko gdzieś uciekają, zostają wyparte przez te rzeczy, które nas bolą. Ktoś nas oszuka, ktoś nas wykorzysta, ktoś nas poniży, sponiewiera, zawiedzie nasze zaufanie, naszą miłość, naszą troskę o niego. Kiedy próbujemy to serce w swoim przekonaniu dać i dostajemy za to po łapach. Rozmawialiśmy o tym, dlaczego tak się dzieje, więc ten aspekt zostawiamy. Natomiast skupmy się na tym, jak dużo czasu później potrzebujemy, by to, jak to się bardzo często mówi, przepracować. Kiedyś słyszałem taką teorię, że nieudany związek czy zakończony związek ludzie średnio przepracowują przez trzy lata. Czyli przez następne trzy lata nie potrafią wejść w zdrową relacjęz innym człowiekiem, ponieważ jeszcze cały czas przeżywają poprzedni związek.
Trzy lata. Tak to jacyś psychologowie uśrednili i tak to podsumowali. Dlaczego tak się dzieje? Powiem wam tak szczerze: kiedyś myślałem, że to jest efekt działania naszej podświadomości, że to ona nas kurczowo trzyma w świecie strachu, złości, programów, które siedzą w nas. Czyli jak należy reagować na to, jak ktoś nam wyrządzi krzywdę. Oczywiście w podświadomości mamy te wzorce, jak należy w takich sytuacjach postępować. Jedni powiedzą mścić się, drudzy odpuścić. Ktoś jeszcze powie nadstawić drugi policzek i tak dalej. To są programy podświadomościowe i oczywiście mają jakieś znaczenie. Natomiast zauważyłem również zależność z duszą i ta zależność jest nawet logiczna, ponieważ przeżywając różnego rodzaju niepowodzenia, dostajemy informację zwrotną, że popełniliśmy jakiś błąd.
Z punktu widzenia rozwoju świadomości jest to bardzo korzystne doświadczenie. Popełniliśmy jakiś błąd. Gdzieś, w którymś momencie, na którymś etapie trwania danej relacji czegoś nie zauważyliśmy, coś przeoczyliśmy, być może wyidealizowaliśmy. W każdym razie jakieś informacje do nas nie dotarły. Zbagatelizowaliśmy jakieś informacje i skutkiem tej naszej bezczynności, naszego braku reakcji był dalszy ciąg następnych zdarzeń, który w końcu doprowadził do czego? Do tego, że stwierdziliśmy, że na przykład ta relacja dalej nie ma sensu. Nie mówię tu tylko o relacjach partnerskich, małżeńskich. Mówię o jakichkolwiek relacjach z drugim człowiekiem. Często są to relacje rodzinne, które są oparte na jakimś systemie, mechanizmie, ale mechanizm jest zgoła dla nas krzywdzący. Ale w imię jakichś zasad, chociażby nawet właśnie tych podświadomościowych.
Na przykład zasad, które panowały w rodzinie, że rodzina jest najważniejsza, że ktoś tam, nie wiem, starszy brat, starsza siostra, wujek, ciotka, ktoś tam ma prawo tak postępować, a my się musimy z tym pogodzić. I ta reakcja podświadomości jest dla nas silniejsza niż zdrowy rozsądek chociażby. Doświadczamy jakichś negatywnych dla nas sytuacji. Brniemy w to aż do tego momentu, aż coś w nas pęknie, aż przeleje się tak zwana czara goryczy i wtedy nasze reakcje są często dużo bardziej nieadekwatne do konkretnej sytuacji, tylko nazbierane przez lata. Takich sytuacji negatywnych w naszym życiu, które przyniosły nam negatywne doświadczenia, efekty w sensie naszego samopoczucia, samooceny, która się przełożyła później na radość bądź jej brak w naszym życiu, to się później przekłada. Nie chcę tutaj rozmawiać o tych sytuacjach, bo po pierwsze iluś słuchaczy i tyle przypadków przemnożonych przez 10, 20, 100, 1000. Ponieważ tych sytuacji z jednej strony pewnie bardzo podobnych, ale z drugiej strony przez każdego z nas inaczej odbieranych, jest całe mnóstwo. Więc nie chcę się skupiać na wymyślaniu, podawaniu tych przykładów, tych sytuacji, bo każdy z nas musi. Znaczy znowu używam słowa, którego nie lubię i które staram się ze swojego słownika usunąć. Natomiast jeżeli chce do czegoś dojść, powinien tę sytuację we wnętrzu samego siebie przeanalizować.
Natomiast dla mnie ważne jest to, co my z tymi negatywnymi informacjami i emocjami staramy się zrobić. Jak wszystko, co niedobre, próbujemy je zepchnąć. Zepchnąć gdzieś w sferę, w której nie będziemy o nich myśleć. Staramy się je ukryć przed samym sobą. Po prostu ich nie chcemy i robimy intuicyjnie, tak jakbyNie wiem nawet jak. Zresztą to też nie ma w tej chwili znaczenia. Ale próbujemy je zepchnąć, żeby ich nie czuć, nie myśleć, nie pamiętać, nie doświadczać. Rzadko kiedy jakieś na przykład negatywne relacje kończymy w sposób świadomy. Świadomy to jest taki, że analizujemy tą relację, dochodzimy do jakichś wniosków. Poruszmy temat związków, bo związki są najbardziej znamienne w emocje.
Są emocjonalne bardzo. Najczęściej ludzie kończą jakiś związek w sposób bardzo emocjonalny. Czyli towarzyszą temu emocje. Często pada mnóstwo niepotrzebnych zupełnie słów i ludzie się rozstają. I nawet jeżeli utrzymują ze sobą jakiś kontakt, na przykład ze względu na dzieci, to zwłaszcza na początku te relacje są bardzo napięte i bardzo często one nigdy nie zostają w żaden sposób uzdrowione. Każdy z partnerów oczywiście wewnętrznie sam siebie przekonuje, że dokonał właściwej decyzji, bo skoro się rozstał, to na pewno miał ku temu milion powodów. I najczęściej, żeby przenieść odpowiedzialność zrzuca winę na drugą stronę. Rzadko kiedy ludzie zaczynają, doszukują się jakiegoś błędu po swojej stronie. I ta relacja jest zepchnięta później w jakąś taką dziwną nicość. Udaje się, że niby tutaj rozmawiamy, niby później nawet jest fajnie, niby te emocje już opadają, zaczynamy jakoś tam wzajemnie funkcjonować.
Natomiast ta relacja w większości przypadków nigdy nie zostanie oczyszczona. Nigdy nie zostanie świadomie zakończona. Świadomie zakończona, to jest ze świadomymi wnioskami, z uświadomieniem sobie swoich własnych relacji, intencji, działań, z jakąś obiektywną oceną tego związku i też wyjaśnieniem sobie, jak to tak naprawdę było. Ta relacja w większości przypadków pozostaje w sferze nieświadomości. Spychamy ją, staramy się o niej nie myśleć. Staramy się zastąpić tą relację i emocje, które temu towarzyszyły innymi emocjami, ale tamte cały czas w nas siedzą. One są niezałatwione. I teraz z punktu widzenia świadomości nie dokończyliśmy zadania, nie dokończyliśmy lekcji. Ona jest niedokończona, ponieważ nie było wniosku i nie było świadomego zakończenia jakiegoś tam etapu naszego życia. A świadome zakończenie to jest właśnie wyciągnięcie wniosków.
I tak się dzieje, kochani, z większością rzeczy nieprzyjemnych, które nas w życiu spotykają. To, co dotyczy naszego dzieciństwa, to, co dotyczy na przykład często szkoły, różnego rodzaju historii, sytuacji, które nam się w szkole wydarzyły, to, co dotyczy później naszej młodości, później naszego tego okresu, kiedy byliśmy już dorosłymi, ale jeszcze młodymi ludźmi, później naszych związków, później naszych relacji zawodowych i tak dalej. Wojska. To wszystko, co było negatywne, zostaje zepchnięte w przestrzeń naszej nieświadomości. Tak nam jest wygodniej. I to sobie tam siedzi, to sobie tam cały czas drzemie. Moja przygoda z wojskiem była oprócz tego, że z jednej strony dość radosna i dość taka fajna, natomiast były sytuacje, w których było dramatycznie. Po prostu dramatycznie. Natomiast spotykając się później ze swoimi kolegami z wojska wspominaliśmy te sytuacje, śmiejąc się, żartując, obracając je w żart, pamiętając tylko te fajne sytuacje. Natomiast wszystkie te negatywne zostały zepchnięte w sferę mojej również nieświadomości.
I czym to skutkuje? Tym, że lekcja jest niedokończona. Że zadanie, które sami sobie postawiliśmy zostało niedokończone, więc ciężko jest przejść do następnego etapu życia... i poprawiać w nim coś albo liczyć na to, że on będzie fajniejszy, lepszy, przyjemniejszy w momencie, kiedy nie wyciągnęliśmy wniosków z tego, co wydarzyło się trzy, pięć, siedem, 10, 15 lat temu. To niestety dla naszego szczęścia tak nie funkcjonuje. Kochani, dlaczego te negatywne sytuacje są dla nas takie ważne? Te negatywne sytuacje są dla nas takie ważne, ponieważ my na negatywnych sytuacjach się najbardziej uczymy. One nas, tak jak żeśmy wielokroć o tym rozmawiali, po prostu zmuszają do myślenia. Nad sytuacjami fajnymi się nie zastanawiamy. Czerpiemy po prostu pełnymi garściami.
Jest fajnie, jest super, po prostu mi się należy. Natomiast sytuacje negatywne zmuszają nas do myślenia. I tak powinno być. I to jest okej. Może okej to dużo powiedziane, bo pewnie większość z nas nie czuje się okej w tych negatywnych sytuacjach. Raczej pewnie się czujemy nie okej. Natomiast jak napisałem w swojej książce, nie ma niepowodzenia, jest tylko informacja zwrotna. I o tą informację zwrotną nam najbardziej w życiu chodzi, kochani. Gdybyśmy nie wiedzieli, czy robimy coś dobrze czy źle, w zasadzie nic byśmy się nie nauczyli. Jak wiecie, nawet chociażby na płaszczyźnie zawodowej, jeżeli wiemy, że robimy coś dobrze, to możemy to jeszcze udoskonalać.
Powiększać, poprawiać swoją efektywność, rozwijać się i osiągać jakieś sukcesy. Ponieważ wiemy, że robimy coś dobrze. Jeżeli robimy coś źle, to możemy ten błąd ze swojego działania wyeliminować. Ja jestem człowiekiem wielu zawodów i bardzo dobrze to było akurat widać w momencie, kiedy zajmowałem się elektroniką i naprawiałem sprzęty RTV w tak zwanym ZUR-cie, zakładzie usług radiowo-telewizyjnych, co dla wielu młodych słuchaczy może być jakimś dziwnym tworem, ale kiedyś coś takiego było. Ja tam pracowałem. I był taki moment już, w którymś momencie, że poszczególne sprzęty i tak dalej. Ja już wiedziałem, co jest zepsute, zanim to rozkręciłem na warsztacie. Więc poprzez kolejne doświadczenia i wyciąganie wniosków ja się rozwijałem. I tak samo jest z naszym życiem codziennym. Jeżeli potrafimy wyciągnąć wniosek i zrozumieć błąd, który popełniliśmy, jest szansa, że nie popełnimy go znowu.
Przepraszam, ale moje psy znowu się dorwały do głosu. Panie Marku, czy może pan wyłączyć na chwileczkę muzykę? Przepraszam was. Muszę zobaczyć, co tam się dzieje. Kochani, bardzo was przepraszam, ale tak jak słyszeliście, po prostu nie byłem w stanie prowadzić dalej audycji. Także przepraszam was za tą przerwę. Mam nadzieję, że już dotrwamy bez żadnych perypetii do końca. Wracając do poprzedniego wątku o tych negatywnych sytuacjach. Dlaczego one są dla nas takie ważne? Dlaczego nie warto ich spychać w tą sferę właśnie takiej nieświadomości?
Ponieważ jesteśmy tak skonstruowani, że zwróćcie uwagę w rozmowach z ludźmi albo nawet często w swoich przemyśleniach, co się dzieje w momencie, kiedy uświadamiacie sobie jakąś negatywną sytuację ze swojego życia. Bardzo często te zepchnięte w ten obszar nieświadomości sytuacje powodują w nas poczucie winy, poczucie krzywdy, obwinianie się, tak zwane wyrzuty sumienia. I nieraz nie zdajemy sobie zupełnie sprawy, z czego to wynika. To poczucie winyUjawnia się w sytuacjach zupełnie innych. Często bardzo trudno nam jest powiązać właściwą sytuację z tym, co aktualnie czujemy. I powstaje taki mechanizm, że zaczynamy siebie obwiniać, a później wręcz karać za sytuacje, z których nie zdajemy sobie zupełnie sprawy. Słuchajcie, to jest tak ryzykowna sytuacja, która bardzo często w naszym życiu kończy się różnego rodzaju katastrofami. Katastrofami emocjonalnymi, ale też katastrofami na płaszczyźnie związkowej, relacyjnej, zawodowej i materialnej. Bardzo często te sytuacje, które zepchnęliśmy w nieświadomość, tak mocno w nas żyją, że pchają nas w różnego rodzaju tak zwane nieszczęścia. I doskonale wiem, o czym mówię, kochani.
Ponieważ po raz kolejny to mówię na podstawie swoich własnych doświadczeń życiowych. Miałem kiedyś sytuację ze swoim przyjacielem. Przyjacielem takim naprawdę przyjacielem. Tak przynajmniej ja go odbierałem. Przez wiele lat żeśmy się trzymali i wspieraliśmy się. Później, to się zaczęło jeszcze w czasach harcerstwa, więc ideologia, wyidealizowane życie, to wszystko podlegające jakimś takim bardzo szlachetnym zasadom. Ja tym zasadom starałem się pozostać wierny. Natomiast on zaczął się troszeczkę odsuwać w stronę ciemnej strony mocy. Ja w ogóle ten moment przeoczyłem. On był niesamowicie ambitny.
Człowiek, który stawiał sobie naprawdę bardzo ambitne cele i zazwyczaj te cele realizował. I mieliśmy taką w dorosłości przerwę, kiedy się nie widzieliśmy i później znowu żeśmy się spotkali, a poprzednie nasze spotkanie zakończyło się pewnego rodzaju problemami dla mnie, ponieważ wciągnął mnie w coś, z czego później musiałem się troszeczkę wyplątywać, zupełnie nieświadom tego, w co się wpakowałem. I po jakiejś tam przerwie znowu pojawił się w moim życiu i wciągnął mnie na kilka miesięcy w historię, która obróciła w niwecz cały dorobek mojego życia. Ja nie byłem świadom tego, w co się pakuję. To chodziło oczywiście o jakieś tam biznesy. W momencie, kiedy się zorientowałem, że to jest po prostu gnój, smród i jedna wielka afera, oczywiście z tego wymiksowałem się. Natomiast skutki tego były takie, że w poczuciu winy, że zarobiłem pieniądze na jakichś nielegalnych interesach, zupełnie nieświadomie, nie wiedząc, że one są nielegalne. Dopiero jak sobie uświadomiłem, karając sam siebie, straciłem cały majątek, żeby nie móc sobie zarzucić, że coś w moim życiu pochodzi z nielegalnego źródła. Tak skończyła się jedna z przygód. Kiedy ja wytworzyłem mechanizm w sobie poczucia winy i sam siebie postanowiłem za to ukarać, spychając jednocześnie całą tą historię w sferę swojej nieświadomości, nie chcąc o tym myśleć, nie chcąc o tym rozmawiać, nie chcąc nad tym się pochylić.
Starałem się to po prostu wyprzeć ze swojego życia, nie zakańczając w żaden sposób tej historii. I to był okres, kiedy czego się nie tknąłem, wszystko rozsypywało się w pył, wszystko kończyło się fiaskiem, wszystko kończyło się niepowodzeniem. Ponieważ ja wewnętrznie miałem poczucie, że muszę sam siebie za tamtą historię ukarać. I ukarałem. Ukarałem przy okazji swoją rodzinę, swoją żonę, swoje dzieci. Tak się kończy bardzo często proces odsuwania w sferę niepamięci, w sferę nieświadomości jakichś historii negatywnych z naszego życia. To jest jeden z aspektów bardzo niebezpieczny. Dlaczego między innymi namawiam was do tego, żebyście poznawali samych siebie? Po to, żeby nie tylko wykrzesać z siebie swój potencjał, żeby iść tą drogą, która jest dla nas fajna, miła, przyjemna, radosna i świadoma. Ale żeby ona taka mogła być, najpierw trzebaPozbyć się tego wszystkiego, co my sami w sobie uznajemy za złe.
Nie będziemy w pełni w stanie czerpać radości z życia, jeżeli będziemy wewnętrznie się obwiniali za coś, co wydarzyło się kiedyś, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, że my tak naprawdę się za to obwiniamy. Obwiniamy się, ponieważ nasza dusza pragnie, abyśmy tę sytuację przeanalizowali, żebyśmy się jej przyjrzeli, spojrzeli na nią obiektywnie, żebyśmy zrozumieli, wyciągnęli wnioski i żebyśmy ją świadomie zakończyli. To jest ten aspekt, o którym mówiłem, że kiedyś myślałem, że to nasza podświadomość nas pcha. Ale te wyrzuty sumienia, często takie poczucie winy, to nie jest poczucie winy z tego powodu, że zrobiliśmy coś złego. Na pewno też mieliście sytuacje, w których nie zdawaliście sobie sprawy z tego, jak to faktycznie wygląda. Dowiadywaliście się o pewnych rzeczach po czasie. Nie wchodziliście na przykład w negatywne sytuacje świadomie, tak jak nikt nie wchodzi świadomie w negatywne związki. Nam się wydaje, że ten związek będzie fajny, korzystny, radosny, że będzie przyjemny dla obydwóch stron. A tymczasem później wychodzą rzeczy, które okazuje się, że zmieniają nasz sposób patrzenia na ten związek, też na partnera. Pewne spostrzeżenia przychodzą z czasem, więc nasze poczucie winy, które płynie z naszej duszy, z naszej świadomości, nie wynika z tego, że popełniliśmy zło.
Tylko wynika z tego, że się z tym nie rozprawiliśmy. Nasza dusza puka od środka i mówi: „Załatw to. Zakończ ten etap. Zamknij go świadomie. Pozbądź się tego, co jest ci już do niczego niepotrzebne. Przeszedłeś tą lekcję, więc wystarczy, żebyś zrozumiał i wyciągnął z tego wnioski. Zakończysz i będziesz mógł przejść bez poczucia winy do następnego etapu swojego życia, do kolejnych rzeczy, ale już mądrzejszy”. Do momentu, dopóki nie pozakańczamy pewnych procesów, póki one w nas tam sobie tykają, to są taką właśnie tykającą bombą, która w którymś momencie wybuchnie, wystrzeli, da o sobie znać. Dlatego warto oprócz takiego detoksu, kiedy sobie, że tak powiem, uwalniamy pewne rzeczy, pewne myśli, pozwalamy im odejść, warto jest też nad tymi rzeczami, których nie jesteśmy świadomi sobie uświadomić. Między innymi po to jest ten detoks, żeby to, co błahe, mniej istotne wypłynęło w pierwszej kolejności i zrobiło miejsce tym sprawom, tym sytuacjom, które zepchnęliśmy najgłębiej.
Bo te najważniejsze rzeczy zepchnęliśmy najgłębiej. Przerzuciliśmy je drobnymi kamyczkami, drobnymi pierdołami i one odchodzą szybciutko. Natomiast te ważne tak głęboko żeśmy zakopali, że potrzebują atmosfery, żeby wypłynąć, żeby się pojawić, żebyśmy sobie po raz kolejny zdali z nich sprawę. To jest bardzo ważne. Wiem, że obawiamy się zetknięcia z powrotem z tymi sprawami. Obawiamy się, dlatego spychamy to w nieświadomość, bo się boimy z tym zmierzyć. Jest to całkowicie normalne. Gdybyśmy się nie bali z tym zmierzyć, nie zepchnęlibyśmy tego w nieświadomość. Ponieważ bardzo często też trzeba zweryfikować w takiej sytuacji swoje intencje. Czyli to jest następna lekcja o nas.
Ale pamiętajcie, że przy drugim podejściu nasza świadomość jest już zupełnie inna. Podchodząc drugi raz do tego samego problemu jesteśmy już innymi ludźmi i nasza świadomość jest już dzięki temu doświadczeniu na zupełnie innym poziomie. Jesteśmy już przede wszystkim mądrzejsi. To jest trochę tak, jak pięcioletnie dziecko, dziewczynka nie dostanie swojej lalki Barbie, którą ma połowa koleżanek w przedszkoluTo jest dramat na skalę ogólnoświatową. Jest brak sensu życia, depresja i całe mnóstwo negatywnych emocji, które się w takim dziecku dzieje. To jest koniec świata. Panie premierze, jak tu żyć? To jest punkt widzenia pięciolatki. Natomiast siedmio-, ośmio-, dziesięciolatka na tą sytuację patrzy już zupełnie inaczej. Oczywiście zmieniają się potrzeby, bo to może być tablet, może być sukienka albo na przykład jakieś kosmetyki, które też powodują, że życie nie ma sensu.
Znaczy ich brak powoduje, że życie nie ma sensu, ale już ta lalka jest błahostką. Mówię wam o tym, ponieważ chcę wam dodać odwagi do tego, że to drugie spotkanie, to drugie podejście do spojrzenia na jakąś sytuację z naszej przeszłości odbywa się już z innej perspektywy. Dlatego warto jest się nad tym pochylić. To jest trochę tak, że jeżeli jesteśmy w pewnym sensie pełnym naczyniem, pełnym jakichś emocji, to nie zmieścimy w tym naczyniu nowych, fajnych emocji, jeżeli nie zrobimy im miejsca, pozbywając się jakichś innych emocji. Taki filmik widziałem kiedyś. Teraz sobie przypomniałem, on chyba będzie lepiej to pokazywał. To był taki filmik, kiedy było naczynie z czystą wodą. I do tego naczynia ktoś wlewał jakiś czarny barwnik. I my tymi właśnie czarnymi myślami, czarnymi emocjami, tą naszą duchową, krystaliczną, przejrzystą osobowość sobie zaśmiecamy. I teraz, żeby oczyścić tą wodę, żeby ona znowu stała się krystaliczna, tego czarnego barwnika trzeba się pozbyć.
W jakiś sposób go odfiltrować, odcedzić, odparować i tak dalej. Nie zrobimy z czarnej wody białej, dolewając do niej tylko białej wody. Trzeba pozbyć się tego barwnika, który tą wodę zabarwił na czarno i wtedy już pilnować swojego krystalicznego źródełka, żeby nie zaśmiecać go następnymi czarnymi barwnikami. Poprzednią audycję pan Marek nazwał „Nie uciekaj od samego siebie”. Bardzo fajny tytuł audycji. Dziękuję panu Markowi. Zresztą jak za każdym razem jest tytuł audycji, nie wiem, jak pan Marek to wymyśla, ale zawsze jak spojrzę następnego dnia na linka, którego mi podesłał, to mówię: „wow”. Poprzednia audycja była „Nie uciekaj od samego siebie”. Nie uciekanie od samego siebie jest również umiejętnością pozbycia się tego, co jest nam do niczego niepotrzebne. Z tym że nie pozbędziemy się tego, spychając to w sferę nieświadomości.
Tylko nie będziemy tego widzieć, ale to nie znaczy, że my się tego pozbędziemy. Często w rozmowach z ludźmi mam taką sytuację, kiedy opowiadam jakąś historię ze swojego życia, jakąś bolesną historię ze swojego życia, bo jak wiecie, wielokroć o tym mówiłem, to, o czym mówię, nie jest efektem przeczytanych książek, tylko efektem konkretnych przemyśleń zbudowanych na konkretnych, najczęściej moich własnych, osobistych doświadczeniach. Sytuacji bolesnych, przykrych, nieprzyjemnych miałem w swoim życiu całe mnóstwo. Tak sobie wymyśliłem to wcielenie, że postanowiłem na własnej skórze o pewnych rzeczach się przekonać. Może też po to, żeby móc wam o tym powiedzieć. Jak opowiadam jakąś historię ze swojego życia, dając jako przykład, to wielokroć już mi się zdarzyło, że ludzie drżącym głosem zaczynają opowiadać mi jakąś historię ze swojego życia, która im się właśnie w tej chwili przypomniała, którą ukrywali bardzo głęboko w sferze nieświadomości.I raptem tutaj na hasło, że można coś się odpala i to coś powoduje niesamowicie silne emocje. I później się podczas rozmowy dowiaduję, że od tamtego momentu dana osoba z nikim na ten temat nie rozmawiała, ale teraz poczuła jakby ulgę. Pozbyła się czegoś i pozwoliła temu wypłynąć na powierzchnię i sobie gdzieś tam odejść. To nie były rozmowy na zasadzie poczucia winy, że ktoś miał poczucie winy, że jakaś sytuacja się właśnie wydarzyła. Już nie.
Dlatego właśnie mówię o tym, że już patrzymy na tę sytuację z zupełnie innej perspektywy, z perspektywy innej świadomości. Natomiast te historie męczą ludzi. Męczą ludzi i powodują to, że sami sobie zaczynamy wymierzać karę, ponieważ często też jesteśmy zagubieni w ocenie tej sytuacji. Tak bardzo często jest na przykład z dziećmi, które były molestowane. One całymi latami próbują się pozbyć poczucia winy, bo ktoś to poczucie winy próbował im wmówić w tej sytuacji. I to nieprzeanalizowanie tej sytuacji, niepochylenie się nad tą sytuacją powoduje, że często właśnie sami sobie wymierzamy karę za to, co kiedyś się wydarzyło. Dlatego warto jest pogrzebać w tym, mimo że to czarne, śliskie i nieprzyjemne, czasami może nawet śmierdzące. Ale jednak bez załatwienia tego ciężko pójść dalej. Warto w tym pogrzebać. Powiem wam jeszcze jedną rzecz, która może zmienić troszeczkę wasze patrzenie na właśnie te poprzednie sytuacje z waszego życia, jak już zdecydujecie się nad tym pochylić.
Otóż często wchodzimy w relacje z innymi ludźmi z jakiegoś konkretnego powodu, z jakiegoś bardzo konkretnego powodu. Z powodu, z którego często nie zdajemy sobie sprawy. Zwróćcie uwagę, co was denerwuje u ludzi. Jakie postawy, jakie zachowania. Co was denerwuje u ludzi? Oczywiście nie czekam teraz, że będziecie dzwonić i mi mówić. Dałem wam chwilę, żebyście się nad tym zastanowili. Najczęściej to, co nas denerwuje u innych, co nam przeszkadza, co nas wkurza, jest naszą własną nieumiejętnością. Jeżeli irytują nas ludzie bezczelni, bardzo często brakuje nam w niektórych sytuacjach życiowych właśnie takiej bezczelności. Jeżeli irytują nas ludzie przebojowi, to często właśnie tej przebojowości tak jakby im zazdrościmy, bo sami w niektórych sytuacjach chcielibyśmy być właśnie tacy przebojowi.
W moim życiu pojawiał się cały czas jeden aspekt. Aspekt braku luzu, czyli takiego: ja jak sobie coś tam na łeb wziąłem, że ja to muszę zrobić, to ja to musiałem zrobić. Tak jakby następnego dnia miało nie być. Jakby dzisiaj świat się miał skończyć. W zasadzie jakby się dzisiaj skończył, to po co to robić? Ale tak jakby następnego dnia już nie było. I nie ukrywam, że cały czas ten aspekt do mnie wraca, że mam tyle planów, pomysłów, zadań, że ja muszę coś zrobić dzisiaj, ponieważ na jutro mam 27 godzin planów, a na pojutrze już 23, a na piątek jeszcze mam 20 minut wolnego. Jeżeli dzisiaj czegoś nie zrobię i przełożę na jutro, to już w piątek na pewno nie będę miał tych 20 minut wolnego, bo cały mój plan się posypie. To jest aspekt, który bardzo mocno pojawiał się zawsze w moich związkach. Im bardziej się opierałem temu, im bardziej uważałem to za coś właściwego, tym moje partnerki były bardziej ekstremalne w tym, żeby mnie nauczyć właśnie takiego podejścia.
Spokojnie, jutro też jest dzień. Świat się nie zawali, jeżeli zrobisz to na przykład jutro. I bardzo często właśnie w tym, co nasNajbardziej wkurza w ludziach jest największa informacja dla nas i największa lekcja tego, czego dla własnego dobra powinniśmy się nauczyć. Że ta nadmierna odpowiedzialność, ten brak przebojowości, ten brak czasami bezczelności w sytuacjach, kiedy spotykamy bezczelnych ludzi i uciekanie przed ich bezczelnością i dławienie w sobie emocji jest dla nas szkodliwe, jest dla nas złe. I tych aspektów, za które później często też się obwiniamy. Bo kiedyś w bardziej zagorzałych dyskusjach, które prowadziłem ze swoją siostrą, ona mi mówiła tak: „Jak rozmawiamy, to mi brakuje argumentów. Ale jak ty wyjdziesz i jak ja sobie później to analizuję, to mówię sobie: a, miałam ci powiedzieć to, chciałam ci powiedzieć tamto, powinnam ci powiedzieć coś tam”. I przy następnej rozmowie ona, ponieważ poprzednim razem tego nie powiedziała, podchodziła już do rozmowy ze złością na samego siebie, że znowu mi czegoś nie dopowie, że znowu mi czegoś nie odpowie, że znowu zasypię ją jakimiś tam argumentami i ona znowu nie będzie mogła mi powiedzieć tego, co myśli, co czuje. I często te właśnie ataki złości na innych ludzi wynikają z, prosto nazywając, zazdrości, że oni to potrafią zrobić, a my nie. I to jest też ważne w momencie, kiedy będziecie analizowali jakieś tam historie ze swojego życia.
Często złoszcząc się na swoich partnerów, złoszcząc się na swoich przyjaciół, na swoich bliskich obwiniamy ich, że są tacy, śmacy, owacy i to staje się powodem naszej złości na nich. To się staje często powodem na przykład rozstania albo negatywnych relacji z drugim człowiekiem. A tak naprawdę ci ludzie są dla nas nauczycielami, bo z jednej strony pokazują, jak to zrobić, ale z drugiej strony też pokazują, czy aby na pewno warto tak zrobić. To oni swoim życiem, swoim postępowaniem dają nam informację, czy faktycznie nam się to podoba i dlaczego nam się to podoba. Więc przy analizach jakichś tam sytuacji, jeżeli będziecie chcieli się za to wziąć, pamiętajcie o tym, że właśnie często tacy ludzie, którzy nas najbardziej irytują, którzy nas wkurzają, bardzo często po pierwsze dostarczają nam informacji o tym, czego nam w naszym przekonaniu brakuje, jacy chcielibyśmy być, a z drugiej strony pokazują nam, jak to zrobić. Są naszymi nauczycielami. Jeżeli świadomie podejdziecie do takiej lekcji, to te relacje z tymi ludźmi nabiorą zupełnie innego sensu. I na przykład ta bezczelność, która będzie nas irytować w drugim człowieku, już nie będzie tak wkurzająca, bo będziemy to traktowali jako informację. Będziemy świadomi tego, co ten człowiek do naszego życia wnosi i jednocześnie będziemy świadomi tego, jakich w naszym przekonaniu umiejętności jeszcze nie posiadamy. I będziemy mogli też zadecydować świadomie, czy aby na pewno chcemy takie umiejętności posiadać.
Może wystarczy nam taka umiejętność, że zamiast bycia bezczelnym wystarczy, że będziemy rzeczowi, spokojni i konkretni. Może nie będziemy musieli uciekać do bezczelności, żeby w jakichś tam strasznych negatywnych emocjach coś z siebie wyrzucić, tylko może będziemy chcieli to zrobić w sposób spokojny, rzeczowy i świadomy. Mnóstwo możliwości, kochani. Mnóstwo możliwości, mnóstwo fajnych rzeczy, które samemu ze sobą można zrobić po to, żeby najpierw zakończyć pewne stare etapy w naszym życiu. To są te tak zwane etapy karmiczne, ponieważ pewnymi postępkami, pewnymi decyzjami, pewnymi sytuacjami w naszym życiu niezamkniętymi obciążamy swoje przyszłe życie. A ponieważ teraz jest też świetny, astrologiczny moment na to, żeby takich analiz dokonać i żeby takie procesy zakończyć. Dlatego wam dzisiaj o tym powiedziałem. Ponieważ jeszcze do 15 lipca jest ten czas podobno takiego wypłukiwania starociOczyszczania staroci, uwalniania staroci po to, żeby jak najbardziej oczyszczonym, jak najbardziej pustym wejść w następny etap, który się w lipcu tego roku zaczyna. Zresztą 26 lipca jest początek roku według kalendarza Majów, więc ten lipiec jest takim fajnym miesiącem, żeby pozamykać. Lipiec 2020 roku, żeby pozamykać pewne stare tematy.
Oczywiście tego pozamykania starych tematów, kochani, z całego serca wam życzę. Ja też zamykam. To nie jest tak, że już jestem w ogóle czysty, kryształowy i moja butelka czy mój pojemnik z wodą świeci na złoto. Nie, tak nie jest. Zresztą nie byłbym tutaj dzisiaj z wami pewnie, gdybym nie miał tych wszystkich doświadczeń. Gdyby mnie życie nie zmusiło do pewnych przemyśleń, do pewnych analiz, to pewnie nie miałbym wam o czym opowiadać. Być może opowiadałbym wam też jakieś teorie, które bym może wyczytał, może nie, gdybym miał na to ochotę. Więc nie. Ja też cały czas, jeszcze jakiś paproch od czasu do czasu w tej mojej krystalicznej przyszłości w wodzie się pojawi. Także kochani, wykorzystajcie ten czas, ten lipiec jeszcze na to, żeby jak najwięcej tych starych procesów pozakańczać, poczyszczać się, zrobić to swoje naczynko krystaliczne, wypełnić je krystaliczną, czystą wodą, żeby móc się po prostu normalnie cieszyć życiem, tym, które niebawem, mam nadzieję, do nas wszystkich zapuka.
Tymi życzeniami kończę, kochani, część oficjalną. Nie wiem, jak tam z komentarzami, bo dzisiaj wyłączyłem Messengerka, żeby mi nie pikało, ale chyba niewiele-
[01:03:33] - Pika, to słychać nawet tutaj parę osób się do tego odniosło. Skomentowałem to tak, że w sumie można powiedzieć, że te powiadomienia dźwiękowe to taki słyszalny przejaw tego, że komentarze z czata rzeczywiście, drodzy państwo, trafiają do pana Sławka.
[01:03:50] - Tak. I że są na żywo. Właśnie mówię, wyłączyłem Messengerka, bo myślałem, że nie będzie tego pikania, bo jak przesłuchiwałem poprzednią audycję, to też mi to troszeczkę przeszkadzało. Ale obawiam się, że jak wyłączę głośnik czy mikrofon, znaczy nie, jak głośnik bym wyłączył, to może-
[01:04:14] - Powiadomienia, panie Sławku, to się wyłącza w Windowsie 10 w ustawieniach, trzeba troszkę pogrzebać.
[01:04:21] - Dobrze. Czyli będzie pikało, kochani. W takim razie chyba że laptop wyląduje na serwisie, to może kogoś poproszę o to, żeby to za mnie zrobił. Dobrze, kochani. Widzę, że trochę tego tutaj spłynęło. Ojej, nie wiem, gdzie ja jestem. Dobrze, już jestem, kochani, przy poprzedniej audycji tak się rozpędziłem, że chyba przejechałem do poprzedniej audycji i się wystraszyłem, że do 24:00 nie damy rady.
[01:05:03] - Że tak powiem cytatem z pewnej gry gangsterskiej z „GTA IV”: „Where am I? What is this place?”
[01:05:11] - Coś w tym stylu, panie Marku, ale w międzyczasie udało mi się dotrzeć do początku naszej dzisiejszej audycji. Też tego troszeczkę jest, ponieważ przerwa była, więc może już nie będę fundował następnej wam, kochani, żeby was też nie przytrzymywać, więc pojedziemy bez. Natomiast pan Marek oczywiście-
[01:05:38] - To ja może podam właśnie teraz numery telefonów. Chyba nadajemy na tych samych falach. Rzeczywiście, właśnie o tym pomyślałem. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. SMS-y oczywiście również można wysyłać pod ten numer. Skype radio.paranormalium.pl. Jeżeli ktoś chce dołączyć na Hangouta, to nie ma problemu. Mogę również zapodać gdzieś link do dołączenia. Właściwie może nawet teraz podam na czacie, może ktoś dołączy.
Na przykład pan Kazimierz, który wiem, że również tutaj z nami czatuje. Zobaczymy, może pan Kazimierz pokusi się o kliknięcie w ten link, który właśnie na czacie zapodałem. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02.Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Oczywiście jak już audycja będzie umieszczona na YouTube i w naszym archiwum, to będziemy bardzo wdzięczni również za feedback w postaci komentarzy pod audycją.
[01:07:33] - Dokładnie, panie Marku, całkowicie się jak zwykle zgadzam. Kochani, więc czy telefon, czy Skype, czy Hangout – wszystko jest do waszej dyspozycji. My z panem Markiem również, więc nie wstydźcie się. Prosimy.
[01:07:56] - Właśnie w tym momencie, przepraszam za ten szum, przed chwilą musiałem sobie wentylator włączyć, bo tu gorąco trochę się zrobiło. W tym właśnie momencie zadzwonił do nas pan Kazimierz. Halo, halo, panie Kazimierzu, czy się słyszymy?
[01:08:08] - Dzień dobry.
[01:08:10] - Witamy panie Kazimierzu.
[01:08:13] - Dzień dobry, ja tak w dwóch sprawach dzisiaj na wesoło, ale myślę, że mogę przypadkiem, za co z góry przepraszam, włożyć kij w mrowisko. Mam nadzieję, że nie będzie tak źle. Ale mam w sumie trzy fajne tematy.
[01:08:30] - Kijowi czy mrówkom?
[01:08:33] - Słucham?
[01:08:35] - Komu nie będzie tak źle? Kijowi czy mrówkom?
[01:08:38] - Nikomu nie będzie źle. Jestem w ogóle niesamowicie zdumiony, panie Sławku, że temat audycji jest bardzo zbliżony z tym, z czym chciałem do programu zadzwonić dzisiaj. Mam taką nadzieję, że to będzie coś bardzo fajnego dla wszystkich. Dobra, lecę może skokem. Muszę tutaj na sam początek odnieść się . Miałem bardzo ciekawy tydzień, mogę powiedzieć, i w tym tygodniu wydarzyło się coś, o czym nie chcę tutaj opowiadać wszystkim na zasadzie jakiegoś dziennika, żeby wszyscy wiedzieli, co się u mnie w życiu dzieje. Natomiast miałem bardzo ważne przemyślenie, które myślę, że też będzie istotnym kluczem. Może nie dla wszystkich, ale być może dla części odnośnie poznawania siebie.
[01:09:48] - O!
[01:09:50] - Mianowicie miałem takie wydarzenie, że troszeczkę byłem na początku przestraszony, że zbliżają się końca moich dni ze względu na to, że miałem dość niesympatyczne objawy i miałem wrażenie, że po prostu może to być oznaka jakiegoś raka czy czegoś takiego. Lekarz mnie uspokoił, że groźnie to wyglądało, ale to nie jest to. Natomiast bardzo istotne jest to, co się wydarzyło post factum. Bo kiedy jeszcze wiedziałem, że w zasadzie muszę siebie poobserwować, co się tam dzieje, błyskawicznie mi przeszło zmartwienie tym, co się tam dzieje. A zacząłem się zastanawiać, czy jestem gotów, żeby ewentualnie stąd odejść. Czy to jest taki moment, kiedy człowiek z czystym sumieniem odchodzi? Zdałem sobie wtedy sprawę, już te wszystkie myśli pozbierałem do kupy, bo byłem bardzo spokojny, że my rozwój duchowy i cele naszego rozwoju duchowego wyobrażamy sobie wręcz jako jakąś świętość. Tak troszeczkę w pewnym sensie po katolicku, że jest to takie biurokratyczne. Zrobiłeś coś złego, to nie unikniesz kary, jakiejkolwiek kary. Czy to mniej dokuczliwej, czy bardziej uciążliwej, ale ciebie jakaś kara czeka.
Zastanawiałem się właśnie nad sobą, co tak naprawdę tutaj się wydarzyło, takie podsumowanie. I uświadomiłem sobie właśnie pierwszą rzecz, że celujemy troszeczkę w zbyt dziwny sposób, zbyt wysoko. Szukamy na siłę dosłownie wad, czyli tego, co jest według nas wadliwe, żeby to zmienić, żeby odejść stąd lepszym, najlepiej spokojnym, pełnym miłości, pełnym wyrozumienia, idealnym, wręcz takim, który mógłby mieć po śmierci skrzydełka i rączki złożyć i być może aniołem zostać. Pomyślałem sobie, że w zasadzie jakby nie patrzeć, to niby wady też mam, ale okazało się, że te wady, które mam, nie są moimi wadami, tylko są pełnym dopełnieniem mojej osoby. I w ten sposób byłem w stanie zrozumieć siebie, jaki jestem naprawdę. Po raz pierwszy w życiu potrafiłem siebie pokochać i zrozumieć siebie, jaki jestem. I to mi się bardzo spodobało, bo uznałem, że jestem naprawdę fajny, że fajną drogę przeszedłem, fajnych rzeczy się nauczyłem. Zobaczyłem, z czym się zmierzam i zrozumiałem, że nie muszę odchodzić stąd idealny.Odchodzę z postępem, że ta idealność byłaby sztuczna, że ta idealność byłaby na siłę. Na siłę, czyli gdybym doprowadził do tego, że nawet gdybym poszedł do klasztoru i dzień w dzień się modlił, czy coś tam świętego robił, to nie byłbym ja. Zaprzeczyłbym sam sobie.
Przychodzę tutaj na tą ziemię jakiś i ważne jest, żeby odejść sobą, a nie kimś zupełnie innym, obcym mnie. To jest takie pierwsze przemyślenie odnośnie poznawania siebie. I teraz, zanim oddam głos panu, panie Sławku, w tej sprawie, bo miałem taką rozmowę dawno temu z pewnym filozofem z zawodu. Bo ja filozofuję z nawyku. To mi sprzedał pewną sztuczkę. On mi powiedział tak: „Słuchaj, nas w szkole nauczyli pewnej sztuczki. Mianowicie kiedy masz jakąś tezę i uważasz, że ta teza jest dobra, to znajdź sposób, aby tą tezę sprowadzić do kompletnego absurdu. Jeżeli ten absurd przetrwa, to masz tezę dobrą”. I teraz moja teza jest taka: żeby zaakceptować siebie, także to, że mamy jakieś wady, na przykład według nas, to zaakceptujmy po prostu te wady według nas. Jeżeli my tych wad nie zaakceptujemy, może się wydarzyć to, że będziemy przed nimi uciekać.
Nie będziemy się chcieli do nich przyznać, nie będziemy się chcieli z nimi skonfrontować. Zaakceptowanie jest przyznaniem się do tych wad i zobaczeniem tych wad. I być może się właśnie okaże, że te wady wcale nie są wadami, tylko dopełniają nasz całokształt, taką powiedzmy misję tutaj, jaką mamy. I żeby sprowadzić to do absurdu, bo wypada, to powiem: a co jeżeli ktoś ma taką wadę, że lubi krzywdzić innych ludzi i cieszyć się tym? Krzywdzić innych ludzi i cieszyć się tym w jakikolwiek sposób. Na przykład mordować, potem się cieszyć, patrzeć się i super sprawa. I tu jest takie troszkę kij w mrowisko, bo ja nie mówię, żeby akceptować to w sensie, jaki jestem, że akceptować zło, które mogę czynić. Ja mówię, żeby akceptować to, jaki jestem, ponieważ tylko poprzez poznanie siebie możemy skonfrontować się ze samym sobą. Mam nadzieję, że ta różnica jest zrozumiała. I dodam taką obawę w tym wątku, że może też być o tyle to istotne, że jeżeli na przykład w tym wcieleniu, całe szczęście takich złych w sobie rzeczy nie mam, ale jeżeli ktoś na przykład ma jakieś pewne negatywne rzeczy, może to być też wynikiem.
To samo poznanie siebie może pokazać, że na przykład dawniej w innych wcieleniach rozwiązywaliśmy problemy, konflikty właśnie w ten sposób. Mieliśmy siłę, żeby to rozwiązywać. Byliśmy w jakiejś grupie liderami, więc dzisiaj władza nad śmiercią, władza nad życiem cudzym może się w nas budzić jako prawda w wyniku niemocy pewnej sytuacji, w jakiej jesteśmy. Konfrontacja z tym, jacy jesteśmy, może nas zmienić. Tak zakładam. Bo jeżeli tego nie zrobimy, możemy się w tym wszystkim przez wiele wcieleń po prostu jeszcze męczyć. Może ta końcówka jest mniej zrozumiała, ale ważne jest to, żebyśmy zaakceptowali siebie.
[01:17:08] - Nie ukrywam, że ta końcówka troszeczkę zagmatwała obraz sytuacji. Ja dzisiaj, jak pan zauważył, panie Kazimierzu, celowo nie przerywałem. Z tym, że pan zawsze porusza tyle wątków, że ja bym musiał sobie tutaj notatki robić, żeby się do każdego z nich odnieść.
[01:17:30] - Myślałem, że był jeden.
[01:17:32] - Nie, dla mnie osobiście. Ja już tam mam 17 różnych wątków, które bym mógł przy okazji poruszyć. Natomiast moim zdaniem nie było kija w mrowisko, ponieważ w procesie budowania tej naszej świadomości przez etap bycia mordercą czy psychopatą, czy do jakichś innych takich wynaturzeń ludzkich każdy z nas się najprawdopodobniej kiedyś posunął. Więc oczywiście moralnie, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, taka postawa jest oczywiście nie do przyjęcia. Natomiast z punktu widzenia rozwoju świadomości mówię, większość z nas na 99% przez taką postawę również w swoim którymś wcieleniu zaprezentowała. Więc dla mnie to nie jest nic, co nigdy nie powinno się wydarzyć albo jest negatywne. W kategoriach poznawczych niestety
[01:18:58] - Dokładnie.
[01:19:00] - Więc to w tym wątku. Natomiast bardzo mi się podobało to, jak pan zaczął. Oczywiście współczuję tych emocji, które towarzyszyły.
[01:19:14] - Były piękne.
[01:19:16] - Na początku-
[01:19:17] - Dziękuję.
[01:19:17] - Nie do końca. Natomiast ja doskonale rozumiem ten stan emocjonalny, ponieważ ja co jakiś czas zadaję sobie takie pytanie: czy ja w tym momencie, z czym opuściłbym świat, ziemię? Z czym? I zawsze w takich momentach właśnie wyłażą sprawy, które chciałbym jeszcze dokończyć, coś załatwić, wyjaśnić, rozwiązać, zakończyć.
[01:19:52] - Mhm.
[01:19:54] - Żeby właśnie nie mordować się w następnym wcieleniu od rozwiązywania tych spraw, które mogę załatwić teraz, tutaj. I to jest dla mnie bardzo fajny wątek, który pan zwłaszcza w kontekście dzisiejszej audycji poruszył. Po co zabierać ze sobą niezałatwione sprawy, żeby zaczynać następne wcielenie od załatwiania tych spraw, które możemy, kochani, załatwić tutaj, teraz. Mamy je w zasięgu ręki. Mamy materiały, doświadczenia, emocje, przemyślenia. Więc załatwmy to teraz i zobaczmy-
[01:20:38] - Co mnie czeka teraz
[01:20:41] - Przyszłość. Pozamykajmy stare rzeczy.
[01:20:45] - Tak.
[01:20:46] - I za ten wątek, panie Kazimierzu, bardzo dziękuję. Tamta technika, o której pan mówił, jest bardzo pana osobista, więc tu w ogóle nie ma o czym mówić, ponieważ to jest pana sposób i fajnie, że pan w ogóle szuka sposobu, że pan potrzebuje tego sposobu, że pan do tego dąży. To zasługuje na szacunek i wdzięczność, że chce pan z nami o tym porozmawiać. Natomiast mówię, sam sposób, ja mam ciut inny, pan ma ciut inny.
[01:21:25] - Absurdu? Że mówimy o absurdzie?
[01:21:28] - Nie. Ogólnie poznawania samego siebie. Konfrontowania nawet ze swoimi tak zwanymi, jak pan mówi, negatywnymi cechami. Super. Oczywiście trzeba mieć świadomość tego, że nie jesteśmy idealni. To nasza podświadomość nam mówi, że wszystko, co robimy, jest jedyne słuszne. Nasza świadomość nam mówi: tak, nie jesteśmy idealni, popełniamy błędy, ale poprzez nie czegoś się uczymy. Więc w tej formie zaakceptowanie samego siebie, że się ma błąd, że się nie jest doskonałym to jest dopuszczenie w ogóle. To jest pierwszy krok do tego, żeby dopuścić naszą duszę do głosu, bo nasza podświadomość mówi: jesteśmy nieomylni. Wszystkie decyzje, których dokonujemy w swoim życiu, są jedyne słuszne.
Podejmujemy właściwe wybory. To jest działanie naszej podświadomości.
[01:22:26] - Myślę, że na pewnym poziomie, bo wiadomo, w ramach rozwoju to się zmienia i też do tego dążę, że samym moim poczuciem na przykład złość. Ja się na pewne rzeczy złoszczę. Ja zrozumiałem, że ja się na pewne rzeczy złoszczę, ale to, że ja się na nie złoszczę, jest częścią mnie i to wynika z pewnym brakiem niezgody wobec świata. Po prostu taki już jestem. Już nie ma sensu nic wokół tego robić. Po prostu się będę nie zgadzał. Nawet byłem przerażony o tyle tym wszystkim, że uświadomiłem sobie, że wszystkie te rzeczy, które sobie postawiłem, żeby zrobić w rozwoju duchowym, nagle się okazało, że się dokonały, więc mogę otworzyć nowy rozdział. Dosłownie. I to mnie przestraszyło. Czy przypadkiem nie będzie tak, że ten rozdział będzie kolejnym życiem moim?
Ale wychodzi na to, że będę mógł otwierać go tutaj. I dążę właśnie do tego, że wiele rzeczy, które wydają się, że nas oddalają od takiej doskonałości, bo nam się kojarzy ktoś rozwinięty duchowo jako osoba superspokojna, kompletnie zrównoważona, która ze zwierzątkami wręcz się kocha, może medytować całymi dniami, jest oazą spokoju. Taka świętość piękna. A ja w tym czasie zrozumiałem, że rozwój duchowy to przede wszystkim odnalezienie siebie, akceptacja siebie. Powrót tutaj i zamknięcie tego, po co tu przyszliśmy. I ja zrozumiałem, że to się dokonało po prostu przez ten czas i teraz otwieram nowy rozdział.
[01:24:11] - Super. Co do złoszczenia się, to ja powiem tak-
[01:24:19] - To może być nowy rozdział.
[01:24:22] - Może tak, może nie. Sam pan najlepiej wie. Natomiast ja uważam, że mądrość polega też na tym, żeby mówić językiem, który będzie zrozumiały dla rozmówcy. Czyli na zasadzie jeżeli pojedziemy do Afryki i będziemy chcieli porozmawiać z jakimś tubylcem, który mówi w języku swahili, to musimy posługiwać się tym językiem, żeby on nas zrozumiał. Jeżeli będziemy mówili do niego po polsku, na pewno się nie dogadamy. Więc czasami w życiu oczywiście są sytuacje, kiedy nasz rozmówca reprezentujący jakiś tam poziomInteligencji, kultury i czegoś tam innego nie zrozumie naszych argumentów, więc musimy użyć argumentów, które będą dla niego zrozumiałe. Więc czasami trzeba podnieść głos po to, żeby podnieść rangę tego, co się mówi. Bo jak się będzie mówiło spokojnym głosem, to ktoś będzie sobie myślał na przykład, że my żartujemy albo że się nie przejmujemy. Więc mądrość to jest umiejętność mówienia językiem, który będzie zrozumiały dla naszego rozmówcy. Pytanie, jakiego mamy rozmówcę.
[01:25:43] - Tak.
[01:25:44] - Się denerwujemy, jeżeli to zdenerwowanie jest świadome, że używamy go jako narzędzia do osiągnięcia jakiegoś celu, to nie ma w tym nic złego. Złość-
[01:26:01] - To się zgadza, to jest prawda
[01:26:03] - ... jest dla nas negatywna. Natomiast jeżeli staje się narzędziem, to nie widzę w tym nic złego.
[01:26:11] - Tak, tylko ja tutaj podkreślę, że nawet jeżeli ja się złoszczę sam sobie będąc sam, bo zdarza się, że coś mnie zezłości, coś z zewnątrz do mnie przyjdzie, wyprowadzi mnie to wewnętrznie z równowagi. Nawet nikt tego nie widzi. Ja nie mam obowiązku, żyjąc tutaj, na tej planecie, zmieniać się w taki sposób, aby być oazą spokoju. I ja bym chciał, żeby to właśnie było zrozumiane dla wszystkich, bo rozwój duchowy nie oznacza, że nagle stanę się święty. Mam pewne rzeczy, które mnie wyprowadzają z równowagi, ale ja wiem, dlaczego się złoszczę. Ja wiem, że to jest energetycznie dla mnie negatywne, ale jeszcze długa droga przede mną. Po to, po co przyszedłem przede wszystkim tutaj, widzę, że mocno zrozumiałem, mogę otworzyć nowy rozdział. Natomiast nie muszę stać się święty i likwidować każdej, jak to ktoś mówi, wady, bo ta wada mnie buduje i na tej podstawie idę dalej. To jest moja podstawa, od której kolejne rozdziały się zaczynają. Bo nie jest możliwe stać się nagle świętym teraz i od czego w następnym wcieleniu byśmy zaczynali?
Od czegoś znacznie gorszego, bo musielibyśmy odkłamać to, jak bardzo siebie oszukiwaliśmy, że święci jesteśmy.
[01:27:42] - Jeżeli się oszukujemy, że jesteśmy święci, to faktycznie pewnie ta następna lekcja byłaby-
[01:27:50] - Tutaj piję pewnych takich ludzi, którzy prowadzą kanały na YouTubie i zawsze błyszczą swoją nier Hännością w określony sposób.
[01:28:00] - Okej, na szczęście na nich nie trafiam. Chyba.
[01:28:05] - Dobra, drugi temat to troszeczkę inny, bo jeszcze dwa, ale to błyskawicznie przelecę. Panie Sławku, chciałbym panu teraz cofnąć się na sekundkę, powiedzieć wszystkim słuchaczom. Coś myślę, co może będzie w temacie audycji, jeżeli pan pozwoli.
[01:28:31] - Jasne.
[01:28:33] - Okej. Mianowicie kiedy czytał pan Marek moje wspomnienie z tamtego świata, to było w 58. audycji, to chciałbym dzisiaj powiedzieć wam, jak ja widzę ten świat. Jeżeli to pan Sławek chciał usłyszeć, jak ja to wszystko widzę, bo-
[01:28:56] - Z perspektywy tych 20 audycji coś tam się zmieniło? Mówi pan o tamtym świecie, naszym duchowym, takim stricte, czy o tym-
[01:29:09] - Tamtym, co tam byłem. Tak, w tamtym, co było to wspomnienie. Bo powiem szczerze, że ja jestem przekonany, że ten świat naprawdę, tak jak wiele osób mówi, naprawdę nie istnieje i w rzeczywistości my go tworzymy. Każdy z nas tworzy go w swojej głowie na podstawie wspólnego zbioru informacji. To jest niesamowicie moim zdaniem podobne do takiego Matrixa, że każdy z nas ma dostęp do pewnego źródła danych i my na podstawie tego źródła danych tworzymy świat. Czyli każdy tak naprawdę ma swój własny świat, który jest na wspólnych danych. I czemu to jest takie istotne dla mnie? Teraz może to jest ten mój drugi etap chyba.
[01:30:01] - Właśnie tak coś czuję, panie Kazimierzu, że przed panem ciekawe doświadczenia.
[01:30:08] - Tak, ale właśnie to jest myślę, że dość istotne, ponieważ to rozwiązuje tak naprawdę wiele problemów takich życiowych i także takich paranormalnych. Powiem to wprost. Moim zdaniem, bo jak powiedziałem, po tamtej stronie ja normalnie szedłem. Normalnie wszystko było fizyczne. Ludzie byli. Pamiętam świetnie oszklony dach, sufit. Dla mnie tam było materialnie. Ja uważam, że po tamtej stronie jesteśmy cywilizacją technologiczną w jakiejś tam mierze i to, co my tutaj tworzymy, to jest odzwierciedlenie tego, co jest tam. Nie wiem właśnie, w jakim dokładnie celu, ale to, co jest tam. To jest taka symulacja tak jakby na podstawie danych, że my schodzimy tutaj, tak jakby tworząc ten świat w naszej głowie iMówię, że to jest symulacja, nawet odkryłem dowody na to, że są błędy w tej symulacji, które widzimy na co dzień i przechodzimy koło tego jak coś całkowicie naturalnego.
Może pan iść z kolegą gdzieś i kiedy będziecie mówić o tej samej sytuacji, która się wydarzyła, każdy z was będzie opowiadał o zupełnie innych rzeczach. Widzieliście ten sam wypadek, ale on widział samochód czerwony, a pan zielony. Będą się różnić te szczegóły, które wtedy były kompletnie nieistotne, ale post factum stają się istotne. I to wszystko się musi połączyć w spójną całość. Tego typu sytuacji możemy zwalić na pamięć. Możemy zwalić na wiele innych czynników, ale równie dobrze może być błędem. Ale zmierzam do tego po to, ponieważ to jest dokładnie tym samym co sen, że kiedy zasypiamy, to jest dokładnie tak samo, my kreujemy ten świat. Nasz umysł automatycznie ma zdolność kreowania na podstawie informacji świata, więc jak my zasypiamy, to na podstawie tych zebranych przez nas informacji próbuje kreować świat. Durny, czasami niespójny, ale dokładnie robi to samo z innego zbioru informacji. Jak się budzimy, wraca do poprzedniego.
Mówię o tym dlatego, ponieważ to pokazuje wiele możliwości, jakie mamy, że faktycznie możemy się uleczać, że możemy moim zdaniem się uzdrawiać, że możemy nawet się przenosić, być może między wymiarami, czyli do innego świata. Wystarczy, że się zalogujemy do innego w cudzysłowie serwera, żeby pogenerować świat. Jako ciekawostka do przemyślenia dla kogoś: dlaczego jedni ludzie chorują na raka i nagle potrafią wyzdrowieć, inni nie? Dlaczego jedni mówią, że nagle się znaleźli w innym wymiarze, gdzie zamiast pustyni była dżungla? A tak nie powinno być. Moim zdaniem to wiele rzeczy wyjaśnia. I po drugiej stronie nie ma duchowości w moim przekonaniu takiej, że są takie dusze wielowymiarowe, tylko żyjemy tam normalnie, tak jak tutaj. I dlatego ten świat tak wygląda, bo jest taki sam jak tam.
[01:33:40] - Powiem tak, panie Kazimierzu, ja oczywiście w dzisiejszej audycji nie będę tego wątku ciągnął. Jak pan zna przecież moje zdanie, to ja się z tym w dużej mierze nie zgadzam. Aczkolwiek są pewne aspekty, o których moglibyśmy pewnie szerzej podyskutować i pewnie znaleźlibyśmy wspólną płaszczyznę tutaj, jakiś wspólny mianownik.
[01:34:12] - Może kiedyś rozmawiamy sobie.
[01:34:17] - Czemu nie? Ja ogólnie jak słuchacze i pan wiecie, unikam tych tematów co tam. Bo ja to tak jak napisałem w książce, jak będę tam, to się zajmę tym, co jest tam. Jestem tu, więc zajmuję się tym, co jest tu, bo skoro tu jestem, to po to, żeby się tym zająć i koncentruję się na tym w tej chwili, co ziemskie i jak tą całą naszą duchowość i świadomość na ziemskie życie przełożyć, żeby to ziemskie życie było przyjemniejsze. A tamtym mówię, będę się zajmował po tamtej stronie. Natomiast oczywiście możemy na życzenie słuchaczy taki temat hipotez sobie zrobić w jakiejś tam audycji. Jak to tam po tamtej stronie jest.
[01:35:09] - Spoko. Ostatnia rzecz, szybki strzał, ale to mi, panie Sławku, myślę, że to będzie ten kij w mrowisko.
[01:35:17] - A jednak.
[01:35:19] - Zostawię właśnie pana z pewną miną.
[01:35:22] - Dobrze.
[01:35:22] - Bo chciałbym się odnieść na szybkiego do jednego komentarza na czacie. Ważnego według mnie. Niejaki Piter napisał do pana: „Może kiedyś zrobi pan audycję o świadomości, a nie pamięci naszych zranień. Jak odnaleźć w sobie te rany?” Powiem jak odebrałem to pytanie od razu, bo odebrałem to pytanie w sposób, w którym nie zarzucam panu Piterowi kompletnie niczego, tylko właśnie chciałem zostawić po sobie pewną istotną rzecz. Odebrałem to pytanie na takiej zasadzie, że ktoś może być w przeszłości, w dzieciństwie w jakiś sposób zraniony i ma w związku z tym problemy w życiu, kiedy już ma 30, 40 lat i chce odnaleźć ten punkt, kiedy coś gdzieś poszło nie tak. I wiem, że pan w niektórych audycjach o tym mówił, ale co jest dla mnie niesamowicie ważne tutaj, bo strasznie się nie zgadzam z podejściem psychologów i chciałbym tutaj właśnie to zaznaczyć. Bo jest takie w psychologii podejście, metodyka, która polega na tym, że się z ludzi robi ofiary. PrzepraszamI nie zauważyłem jeszcze, żeby to miało jakąkolwiek skuteczność, ponieważ ludziom się wmawia, że kiedyś pamiętam, że poszedłem, bo miałem pewne problemy, bo mi się robiło szybko słabo i tam w związku z nerwami pierwsze co mnie zapytano, jakie były moje relacje z rodzicami w dzieciństwie. Tak, to było pierwsze pytanie. Wkurza mnie to, ponieważ akurat tak się składa, że miałem związek z ludźmi, którzy potrzebowali pomocy w swoim życiu i niestety kończyło się próbami samobójczymi.
I zwykle się kończyło po tym, jak dostali się do psychologa, ponieważ robiono z nich ofiary i uświadamiano im, że są ofiarami. I oni zaczęli w tej świadomości żyć. I ich życie polegało na tym, że jestem ofiarą. I dlatego chciałbym ten pierwszy mój wątek temu zadedykować. Pan oczywiście, z tym muszę oczywiście zostawić, z tą psychologią, z tym robieniem z siebie ofiary, żeby pan jakoś sobie z tym poradził. Natomiast z mojej strony to jest właśnie ta potrzeba poznania siebie. I przepraszam, może to jest to, że właśnie część z tych ludzi, z którymi miałem możliwość się zetknąć, poznać różne problemy mieli. Byli z różnych domów przemocowych, na przykład była przemoc seksualna u niektórych, u niektórych był alkohol i niestety bicie, przemoc fizyczna i zrobienie z nich ofiary powodowało, że oni pękali i życie było jeszcze gorsze. Dlatego chciałbym zadedykować pierwszy wątek, aby ludzie poznali siebie, zrozumieli siebie, zaakceptowali siebie i pokochali siebie. To jest trudne, ok, jeżeli będziemy próbowali robić to na siłę, ale innej drogi nie ma.
I z tym, z tą miną pana zostawię, bo ja nie chcę pokręcić więcej, a być może mam nadzieję, że nie będzie pan miał mi tego za złe.
[01:39:30] - Nie, nie mam panie Kazimierzu za złe. Natomiast oczywiście do tego komentarza Pitera się odniosę w momencie, kiedy do niego tam już dotrę. No i pewnie przy okazji tego powiem, jakie jest moje zdanie na ten temat. Tak, żeby to jakby tam było w jakimś tam ciągu też, bo tu słuchacze pewnie też czekają na swoje-
[01:39:57] - No właśnie.
[01:39:58] - Odniesienie się do swoich, do ich komentarzy. Więc nie, nie mam oczywiście, panie Kazimierzu, za złe tego, co pan mówi i też nie uważam tego za jakieś tam kibadowisko, bo psychologię też traktuję jako jedną z nauk, która jest nauką poniekąd ścisłą i nauką medyczną, więc nie porusza tych aspektów duchowych, o których my mówimy. Więc jest nauką niekompletną, więc trudno, żeby wyczerpywała temat, jeżeli porusza tylko jakby pewien fragment, że tak powiem, naszego życia. Więc tak. Natomiast no to jest tak jak ze wszystkim, części ludzi psychologia na pewno pomoże, chociażby dlatego, że nie sięgną nigdy w życiu po inne narzędzia. Więc gdyby nie było psychologii, to gros ludzi zostałaby w ogóle bez żadnej pomocy. Tak. Natomiast tak-
[01:40:59] - Tak, czasami płytko wystarczy, to fakt.
[01:41:03] - Natomiast oczywiście uważam, że psychologia nie wyczerpuje całości tematu, nie jest holistyczna, więc w samym założeniu może być niekompletna.
[01:41:14] - Zgadza się. Dobrze, to ja dziękuję bardzo.
[01:41:18] - Dziękuję panie Kazimierzu.
[01:41:19] - Życzę miłego dalszego programu. Pozdrawiam słuchaczy. Dziękuję panu Markowi. Dziękuję panu, panie Sławku i może do usłyszenia następnym razem. Kiedyś tam zobaczymy. Dzięki wielkie.
[01:41:32] - Dobra, trzymam kciuki za nowy etap panie Kazimierzu.
[01:41:36] - Dzięki wielkie dzięki. Pa, pa.
[01:41:40] - Będzie o czym porozmawiać. Dobranoc. Dobrej nocy.
[01:41:43] - Dobranoc.
[01:41:45] - To ja może skorzystam z okazji i powtórzę, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to oczywiście stacjonarne 32 746 0008, 32 746 0008. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej emisji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:42:56] - Dziękuję panie Marku. Dziękuję panu Kazimierzowi za telefon. Fajnie. Ja bardzo lubię telefony i rozmowy na żywo, a żeby, że tak powiemŻeby was już dalej nie przetrzymywać, zacznę w końcu czytać dzisiejsze komentarze. Kochani, ostatnio dziękowałem, że zatoczyliśmy, że mamy zasięg, bo są słuchacze na Skandynawii, ktoś z Japonii. Oczywiście Stany, Anglia, Europa to jak najbardziej. Natomiast progres jest i to znaczny, ponieważ dzisiaj pierwszy komentarz jest nie z tego świata, bo zagościł tutaj z nami Lucyfer. Więc pozwolę sobie powiedzieć, że dotarliśmy nawet do piekła z naszymi audycjami, więc jest fajnie. Komentarz Lucyfera: „Jeden z niewielu radiów, które da się słuchać, trzymać i tak dalej. Pozdrawiam i życzę wszystkim miłego wieczoru”.
Bardzo dziękuję. Wzajemnie oczywiście. O, proszę, Marcin pisze: „Najlepsze radio w naszym wszechświecie”. Więc potwierdza się to, co ja mówię. Adam Iwpisze: „Przywitanko”. I właśnie mamy Pitera: „Witajcie, super tak pisać i wiedzieć, że łączy nas radio i oczywiście audycja prowadzona przez pana Sławka”. Bardzo słodko się dzisiaj zaczęły komentarze. Dziękuję wam, kochani. Piter pisze jeszcze: „Odnoszę wrażenie, że coraz więcej nas jest. Tworzymy świadomą ekipę”.
To mnie cieszy najbardziej. Powtarzałem to i pewnie z przyjemnością będę to powtarzał cały czas, że poziom tych komentarzy, tych rozmów jest naprawdę z mojego punktu widzenia na bardzo wysokim poziomie. Więc jest to też dla mnie jako doprowadzącego miód na moje serce. Piter pisze: „Jak przebić mur, aby na co dzień był szczęśliwy? Zawsze jest jakaś przeszkoda”. Drogi Piterze, o tym właśnie była dzisiejsza, kochani, audycja, że nie pójdziemy dalej, jeżeli czegoś nie pozamykamy, nie pozałatwiamy. Zresztą tak wygląda cały nasz proces budowania świadomości, że czasami w następnych życiach kontynuujemy jakąś lekcję, której nie udało się dokończyć w poprzednim wcieleniu. Więc jest to kolejny dowód na to, że warto te sprawy na bieżąco usuwać, żeby się nie mordować, żeby nie ciągnąć tego latami, dziesięcioleciami, bo to nic dobrego z tego dla nas nie płynie. Wydłużamy tylko czas i cały czas tworzymy sami sobie przeszkody. Rufi pisze: „A co pan Sławek powie o tym, że negatywne relacje i emocje najlepiej się sprzedają?
Że to nas kręci? Że lubimy oglądać nawet te paradokumentalne seriale, w których innym dzieje się krzywda, że inni mają gorzej od nas?” Niestety tak. Nie mam nic mądrego do powiedzenia, nic nowego nie powiem. Taki jest fakt, że jest gro ludzi i tu dużo zależy od poziomu świadomości. My spotykamy się tutaj w naszych audycjach, zresztą nie tylko my, bo takich audycji jest sporo, filmów, gdzie ludzie oglądają je i słuchają po to, żeby poznać samego siebie. Natomiast na tych wcześniejszych poziomach rozwoju świadomości nasza uważność jest skierowana na innych. Nie na nas, tylko na innych. I innych obwiniamy za to, jak wygląda nasze życie, nie łączymy tego, co się dzieje w naszym życiu z naszym postępowaniem, tylko zawsze wydaje nam się, że to inni coś zrobili źle i dlatego nasze życie jest złe. I to jest też właśnie etap, kiedy koncentrujemy swoją uwagę na życiu innych ludzi. Nie na swoim.
Ponieważ nie widzimy w naszym działaniu ani przyczyny, ani skutku. Więc fascynujemy się tym, że komuś jest gorzej. To jest jeszcze ten etap, kiedy nie wytworzyła się empatia, kiedy człowiek nie wytworzył, nie potrafi myśleć empatycznie. I myśląc o takich właśnie historiach, słuchając, oglądając takie historie, czerpie satysfakcję z tego, że komuś też jest źle. To jest sytuacja, kiedy trzeba to zaakceptować. Jedyne, co można zrobić, to tylko współczuć. Oczywiście bazują na tym telewizje, ponieważ to jest sprzedawalność, zainteresowanie, oglądalność, reklamy i parę jeszcze innych rzeczy. To tylko świadczy o różnorodności ludzi na świecie. Indiko: „Najśmieszniejsze jest to, że właśnie w momencie niepowodzeń najtrudniej zachować świadomy, jasny umysł. Trudne chwile zwykle ściągają nas w dół do egoistycznych, ślepych, automatycznych relacji”.
Tak! Będąc w centrum takiej sytuacji-Tak, wychodzi wszystko, cały automatyzm, cała podświadomość. Wtedy nie mamy czasu na świadome analizowanie. Tu przede wszystkim rządzi podświadomość. I to jest to, o czym mówiłem w poprzedniej audycji, że dlatego potrzebne nam jest narzędzie, po które będziemy mogli sięgnąć właśnie w takim momencie. Nie po, nie, tak jak mówiłem, uciekać do menhira i odprawiać modły i wracać i mówić: „Dobra, teraz już wam powiem”, tylko żeby w tym momencie, kiedy jesteśmy w takiej sytuacji, móc z tego narzędzia skorzystać. I też mówiłem o tym, że właśnie w takich sytuacjach, kiedy jesteśmy zestresowani, kiedy jesteśmy przybici, kiedy jest nam źle, jesteśmy najbardziej podatni na to, żeby te wszystkie śmieci do siebie przyjmować i też samemu te śmieci tworzyć. One się wytworzą, natomiast po chwili czasu zaczyna się intensywne przeżywanie tego, intensywne myślenie, analizowanie na miliony różnych sposobów. I to jest ten etap, który warto wykorzystać, bo też rozumiemy, dlaczego nas to zdenerwowało, dlaczego daliśmy się doprowadzić do takiej sytuacji, dlaczego nie widzieliśmy pewnych rzeczy wcześniej, co umknęło naszej uwadze, jaki błąd popełniliśmy. To jest właśnie w tym procesie myślowym, który tworzy się po takiej sytuacji, bardzo istotne.
I dlatego warto te sytuacje do tego wykorzystywać. Rufi pisze tak: „U mnie w pracy była negatywna relacja pomiędzy grupą ludzi, z którymi pracuję, a naszą przełożoną. Grupa doprowadziła do tego, że ta osoba już nie pracuje, a atmosfera się oczyściła”. Oczywiście jest to jeden ze sposobów. Natomiast żeby dokonać takiej analizy, kogo należy z grona usunąć, trzeba tę analizę najpierw wykonać jak najbardziej obiektywnie. Piter pisze: „Czasem trzeba uciąć relacje dla naszego dobra. Najgorszy jest ten, co się narzuca, ale jest sposób na takiego człowieka. Powiedzieć mu, że szkoda mojej, ale też jego pozytywnej energii”. Po raz kolejny fajny pomysł, jeden z wielu. Tylko też należy pamiętać o tym, że nie wszyscy karmią się pozytywną energią.
Niektórzy karmią się negatywną energią i pozytywna energia będzie ich doprowadzać tylko do wzmocnienia jego złości i nienawiści. Oczywiście są to jednostkowe przypadki, mam nadzieję, ale jednak trzeba też o tym w pewnym sensie pamiętać i mieć na uwadze. Rufi pisze: „Zrobiliśmy to agresywnie i bezwzględnie, jasno mówiąc, że jej charakter jest nie do przyjęcia. Trwało to cztery lata, ale ta siła grupy była tak mocna, że została zmieszana z błotem. Sama sobie zasłużyła”. To też być może będzie niepoprawne duchowo to, co powiem, ale zgodzę się z jednym. My często w duchowości, tu też pan Kazimierz mówił, że pewne rzeczy idealizujemy i dążymy do jakiegoś ideału, że jakieś tam zachowania powinny nam przyświecać. Natomiast tu jest bardzo trafna uwaga: sama sobie zasłużyła. My często w duchowości próbujemy przejąć odpowiedzialność albo konsekwencje postępowania innych osób. A to jest błąd, ponieważ faktycznie każdy swoim postępowaniem pracuje na jakąś opinię, na szacunek, na zaufanie czy coś.
To ma możliwość i w sumie obowiązek wypracować każdy człowiek osobiście. To jest właśnie to, co czasami nas gubi w analizie relacji. To później często kończy się dla nas negatywnie, bo próbujemy drugiego człowieka idealizować. Nie dostrzegamy tego, że sam sobie zasługuje na takie, a nie inne nasze reakcje, że my od siebie oczekujemy reakcji duchowych, idealistycznych. A nasze reakcje, to, co powiedziałem wcześniej, powinny być tak naprawdę adekwatne do zachowania drugiego człowieka. Bo my nie możemy decydować albo brać odpowiedzialności na przykład za bucowatość jakiejś osoby. Pamiętacie tę audycję o miłości do samego siebie? Miłość do samego siebie to jest również niewyrażanie zgody na krzywdzenie nas przez inne osoby.I to określenie, że sama sobie na to zasłużyła, jest pojęciem bardzo mądrym. Nie bierzmy odpowiedzialności na siebie za zachowanie innych ludzi. Pracujmy.
Znowu się wyrwało. Myślmy o sobie, o swoim zachowaniu, o swoim postępowaniu, żeby ono było jak najbardziej pozytywne. A inni ludzie niech robią dokładnie to samo. Mają do tego takie samo prawo jak my. Do zastanawiania się, do myślenia, do poszukiwania samego siebie, do zrozumienia samego siebie, do świadomego rozwoju. Każdy człowiek ma do tego prawo. Nikt nikomu tego prawa nie zabrał. Dobrze. I Rufi pisze jeszcze tak: „Jestem osobą, która nie lubi się spoufalać z nowo poznanymi osobami, bo ludzie są źli. A może ja na takich trafiam?
Nie wiem”. Tu jest, Rufi, otwarta ścieżka do tego, żeby samego siebie zrozumieć. Twoje przekonanie, że ludzie są źli, obawa przed spoufalaniem, czyli najprawdopodobniej jakieś krzywdy, które zostały wyrządzone tobie w jakimś momencie twojego życia. To trafianie na ludzi złych to jest właśnie powód do tego, żeby zrozumieć twój własny błąd, który popełniłeś. Być może to jest brak czujności, być może to jest idealizowanie, być może jest to nadmierna chęć pomagania innym. Być może jest to zarozumialstwo, że ja sobie na przykład poradzę. Tych powodów może być mnóstwo i z jednego komentarza trudno jest to wyczytać. Ale to jest dobry moment. Jeżeli nie jesteś zadowolony ze swojego życia, z tego, co się w nim dzieje, to jest dobry moment, żeby zrozumieć i zastanowić się nad błędem, jaki popełniasz. To jest właśnie powód do tego, żeby to zrobić.
Poznać samego siebie. Piter pisze: „Po co się męczyć z taką i zabijać w sobie radość? Rozmowa z taką osobą zabiera chęć życia”. Pozbawia nas w dużej mierze energii, którą sobie sami wypracowaliśmy. Natomiast faktycznie nie zawsze mamy możliwość niewchodzenia w taką relację. Zwłaszcza w sprawach zawodowych jest to czasami trudne, ale też rozwijając w sobie narzędzia przeciwdziałania czy nieprzyjmowania do siebie takich emocji, takich sytuacji, daje nam ochronę antywirusową. Rufi pisze: „Ja myślę, że te negatywne sytuacje przede wszystkim powinny nas popychać do konkretnych czynów i działać, aby oczyścić wokół siebie atmosferę”. Właśnie. I tu już się zaczynają schody, bo Rufi tu pisze o oczyszczaniu atmosfery wokół siebie. A to tak nie działa.
Kochani i drogi Rufi, to tak nie działa, bo jeżeli znaleźliśmy się w określonym otoczeniu ludzi, to nikt nas w otoczenie tych ludzi nie wepchał na siłę. Coś spowodowało w nas. Chęć zarobku, chęć zrobienia kariery, lenistwo, wygodnictwo, zarozumialstwo. Jakaś cecha, niska samoocena, brak wiary we własne siły. Coś nas w to towarzystwo wsadziło. Jakaś cecha naszej osobowości, jakaś nasza wewnętrzna potrzeba spowodowała, że znaleźliśmy się w tym towarzystwie. Nikt nas tam koniami nie zaciągnął. Więc zmiana, oczyszczenie tego środowiska na dłuższą metę nic nie zmienia, bo zmieniając ludzi naokoło siebie, a nie zmieniając samego siebie, jest bardzo prawdopodobne, że za chwilę znowu tacy ludzie pojawią się w naszym życiu. Zmiana na zewnątrz bez zmiany w sobie nie jest zmianą skuteczną i na pewno nie jest zmianą długotrwałą. Więc tu już, Rufi, nie zgadzam się z tym, co zostało tutaj napisane.
Piter pisze: „Państwawku, co zrobić z taką relacją, gdzie mamy być właśnie chociażby w pracy z przełożonym i słuchać jego wymysłów, a przez to tracić swoje siły?” To jest po raz kolejny to, co powiedziałem przed chwilą. Z jakiegoś powodu trafiliśmy na tego przełożonego. To jest jakaś nauka, to jest jakaś informacja o nas samych, o naszych priorytetach, o naszych przekonaniach, o naszych potrzebach, o naszych słabościach, o naszych niedoskonałościach.Z jakiegoś powodu. Trzeba ten powód znaleźć w nas samych. Często mówię tak, że wybieramy sobie za nauczycieli ludzi, którzy posiadają cechy, których my pragniemy, a ich nie posiadamy. I czasami nasz szef ma cechę, którą my chcielibyśmy posiadać. Wkurza nas dlatego, że mu zazdrościmy posiadania takiej umiejętności, której my często nie posiadamy, a byśmy z jakiegoś powodu chcieli. Więc warto jest tą relację sobie przebadać. Z jakiego powodu na takiego właśnie człowieka trafiliśmy? Po to, żeby nie popełnić drugi raz tego samego błędu.
Bo jak odkrywamy, o co chodzi, to później, w momencie, kiedy trafiamy drugi raz na takiego człowieka, zapala się taka kontrolka ostrzegawcza: coś tu jest nie halo albo stary, znowu idziesz tą samą drogą. Bo już zaczynamy dostrzegać rzeczy, których nie widzieliśmy wcześniej. Nawet chociażby cechy charakteru, których wcześniej nie dostrzegaliśmy w drugim człowieku. Rufi pisze: „Peter, dałem na to odpowiedź powyżej. Trzeba się pozbyć takiej osoby. Grupa ma siłę. Uwierz mi”. To znaczy Rufi, grupa ma na pewno siłę, natomiast pamiętajcie, że tu chodzi o wasze życie, a nie o życie grupy. Oczywiście są sytuacje, w których takie działania mają sens, ale zawsze warto się zastanowić, dlaczego my się w tej grupie znaleźliśmy. Dlaczego znaleźliśmy się w tym miejscu?
Miłość pisze: „Ale piękne pieski”. Bez wątpienia. Marcin pisze: „Pozdrowienia dla sympatycznych piesków”. Przekażę po audycji. Bardzo dziękuję. Aneta pisze: „Ha, ha, właśnie relacja w związku ma miejsce pieski”. Nie bardzo zrozumiałem. Miłość pisze: „Kurka wodna, ale łapek w dół. Czat dajcie łapki w górę”. Nie wiem, o co chodzi, ale nie jestem na czacie.
Peter pisze: „Rufi Master grupa ma siłę, ale to musi być grupa ludzi świadomych i chcących takich zmian”. Słuchajcie kochani, skomplikowany proces. Ja nie chcę w niego wchodzić i wypowiadać takich opinii, bo czasami grupa potrafi nas wyciągnąć w górę, a czasami ściągnąć w dół. Bez świadomości samego siebie, to są sytuacje, w których naprawdę można popełnić mnóstwo błędów, decyzji, które później będą rzutowały na naszym dalszym życiu. Dlatego zwłaszcza w takich sytuacjach, które nas gdzieś tam denerwują, a jeszcze ich nie zepchnęliśmy w naszą nieświadomość, bo z czasem tak będzie. Jeżeli pogodzimy się z taką sytuacją, nie zrozumiemy jej, to te relacje ze swoimi szefami zepchniemy w nieświadomość i będziemy kontynuować tą lekcję, aż coś w nas pęknie. Przed tym chciałbym was może nie uchronić, bo nie jestem w stanie, ale po prostu uprzedzić, że tak może być. Miłość pisze: „Ciekawe co tam te pieski tak szczekają. Zapewne chciałyby być w radiu”. Bardzo prawdopodobne, że tak.
Natomiast jedynym zwierzakiem, którego dopuszczam tutaj czasami do głosu podczas audycji jest mój młody kot i niech tak pozostanie.
[02:05:59] - Mówiąc to, co słyszeliśmy dzisiaj w pierwszej części audycji, to taki słyszalny przejaw braku czyjejś odpowiedzialności. Jakby nie patrzeć. Bo jak można się spić, wypuścić zwierzęta na dwór i kompletnie się nie przejmować tym, co te zwierzęta robią? Czy komuś może będą przeszkadzać? Może kogoś pogryzą, może im się coś stanie.
[02:06:29] - Tu bardziej jest niestety ryzyko, że im się coś stanie, bo to są młode psiaki. Tutaj słuchacze z pewnością chyba nie słyszeli, o co chodzi, ale ja mam jedną sunię, natomiast sąsiedzi mają dwa, trzy w zasadzie pieski małe, które właśnie akurat dzisiaj zostały wypuszczone na drogę i dały popis przy naszej furtce. A moja sunia jest nieustępliwa, jest wierną strażniczką tych okolic od kilku lat, więc sobie nie pozwoli na takie rzeczy. Dlatego taki powstał harmider. Natomiast à propos ilości piesków, to sytuacja akurat u mnie może się niebawem zmienić, ponieważ najprawdopodobniej moja sunia jest w ciąży. Powiem wam takCo z takich wiadomości? Nie podam wam cyfry, bo ciężko mi jest powiedzieć, co tam się w środku dzieje. Ale niedługo będzie wiadomo. Tutaj właśnie pan Marek pozwolił sobie na komentarz. Tak, jest dokładnie tak.
Tak to wygląda, niestety. Widzę, że komentarze też się pozmieniały. Kurczę, to niedobrze. Biedne psiaki. Ja je tam czasami dokarmiam, bo zwłaszcza ten jeden piszczy aż czasami przez płot. Widać, że one nie do końca są zawsze nakarmione. Indicum pisze do pana Marka: „Może warto by panu Sławkowi pomóc wyłączyć dźwięki Windows, bo praktycznie w każdej audycji coś tam brzdąka”. Tak jak żeśmy właśnie rozmawiali, ja tego zrobić nie umiem i też mi to momentami troszeczkę przeszkadza. Peter pisze: „Ile ja miałem okazji na lepsze życie, ale zawsze to poczucie winy mi to zabierało. Ale od jakiegoś czasu i dzięki tym audycjom składam puzzle swojej przeszłości”.
Dzięki wielkie panie Sławku. Ucieszył mnie ten komentarz, drogi Peterze, bo to nadaje sens temu, co robię. Tak jak mówiłem, nie gadam dla samego gadania. Jestem człowiekiem praktycznym i wierzę w to, że w jakikolwiek sposób te informacje, które wam przekazuję, kochani, wpływają na poprawę jakości waszego życia. Na taką praktyczną poprawę jakości waszego życia. Na radość, na szczęście, na poznanie samego siebie, na fajne relacje, na wszystko to, co w życiu jest przyjemne. Tak że bardzo ci dziękuję, Peterze, za ten komentarz. May S. pisze: „Witam, proszę o poradę, gdzie mogę kierować pieniążki”. O poradę, gdzie mogę kierować pieniążki.
Kochani, ja taki nie jestem, żebym pieniążków nie przyjmował. Więc jeżeli ktoś ma ochotę mi jakieś pieniążki przesłać, to ja z przyjemnością je przyjmę. Natomiast nie bardzo rozumiem to pytanie i poproszę o więcej wyjaśnień. Jeśli chcesz wesprzeć pana Sławka, to możesz na przykład kupić jego książkę bądź to w wersji papierowej, bądź elektronicznej. Na tę chwilę to jest jedyna forma. Natomiast oczywiście, tak na marginesie, rozmawiałem w przerwie z panem Markiem, że marzy mi się taka duża działka, na której stanie na środku mój dom i sytuacje z sąsiadami nie będą miały miejsca. Więc zbieram na działkę teraz. Jakby co, to też w tej kwestii mogę się polecić. Peter pisze: „Może kiedyś zrobi pan audycję o świadomości, a nie pamięci naszych zranień. Jak odnaleźć w sobie te rany?” To jest właśnie to, o czym mówił pan Kazimierz.
Dotarłem do tego komentarza. Jak odnaleźć? Ich nie trzeba odnajdywać. Drogi Peterze i kochani, one cały czas w nas są. My je po prostu zepchnęliśmy gdzieś. My je po prostu zepchnęliśmy po to, żeby nie ranić się rzeczami, które wydają się z naszej perspektywy dla nas niekorzystne. Ale jednocześnie, jeżeli zrozumiemy sens tego doświadczenia, sens tego, przez co przechodzimy, to te niekorzystne sytuacje, zwłaszcza w niektórych przypadkach, mogą się okazać dla nas bardzo cenne i bardzo przydatne. I na tym polega skuteczna transformacja. Między innymi, żeby te rzeczy, które traktujemy jako coś przykrego i negatywnego, potrafić nauczyć się obracać na korzyść dla samego siebie. I faktycznie warto na ten temat zrobić audycję.
Jeżeli nic tutaj nie ulegnie zmianie, to zapiszę sobie za chwilę notatkę, żeby właśnie taką audycję być może zrobić na przykład już za tydzień. Jak wykorzystać negatywne sytuacje w naszym życiu z korzyścią dla samego siebie? Te, które my traktujemy jako negatywne. Tak że dziękuję ci za ten komentarz i też dziękuję panu Kazimierzowi, że o tym wspomniał. Jack pisze: „Wszystko jest po coś. Ludzie powinni wznosić wibracje, wtedy bliżej są Boga, bliżej siebie w środku. Tylko praca z wnętrzem ma sens dla mnie. Tylko miłość maMa sens. Pięknie napisane i oczywiście zgadzam się, bo miłość jest energią, która dodaje nam skrzydeł, dodaje nam energii, dodaje nam chęci do działania, dodaje nam wiary w to, że coś zakończy się sukcesem, bo daje nam pozytywne podwaliny. Bo jeżeli robimy coś w szczytnym i słusznym celu, to dlaczego miałoby się nie udać?
Zresztą Jack tutaj o tym też wspomina. Często wtedy wydaje nam się, że mamy wsparcie Boga, ponieważ robimy coś pozytywnego. Ja dodam tylko, że tego naszego umownego Boga po swojej własnej stronie mamy zawsze, bez względu na to, co robimy. To od nas zależy, co my będziemy robić. Pan Marek napisał: „Indigom, w sumie to można powiedzieć, że opowie...” Dobrze, to już było. Pan Kazimierz: „Ale tylko te wybrane”. Chodziło o komentarze. I bardzo dobrze, bo przynajmniej mogę się skupić na tym, co dla nas tutaj, kochani, jest ważne. Peter pisze: „Może dobrze jest już nie patrzeć na nikogo, ale zawsze się u kogoś znajdzie ta nasza słabość, na przykład rodzic, który nam zrobił krzywdę, konkurent w pracy i tak dalej”. Ci ludzie oprócz tego, że są nauczycielami, to są też testerami, bo czasami już nam się wydaje, że coś mamy załatwione, że coś mamy już ogarnięte, że coś już żeśmy zmienili i w tym momencie pojawia się właśnie taki tester, żeby nam pomóc zrozumieć, czy faktycznie tak jest.
Czy my już ten etap mamy zamknięty, czy jeszcze coś jest do korekty. Jeżeli ludzi zaczniemy traktować z przyjaźnią, nawet polecałbym z miłością, to przestajemy ich traktować jak wrogów, jak konkurentów, jak kogoś innego. To jest tak, że jeżeli ktoś w pracy jest bardzo dobry, to jeżeli się uczyć czegoś od kogoś, to właśnie od ludzi bardzo dobrych. Po co się uczyć od papraków? Gdyby nas paprak uczył jazdy samochodem, to być może byśmy nie dożyli dzisiejszego dnia, a na pewno nigdy byśmy nie zarobili na zniżkę w ubezpieczeniu. Każdy chciałby — młody chłopak — chciałby się uczyć jazdy samochodem od Roberta Kubicy. Więc jeżeli ktoś jest naprawdę dobry, jest naszym konkurentem, ale jest dobry, to uczmy się od niego. Wykorzystajmy to, że mamy dostęp do takiego człowieka, który jest w czymś dobry. Nie traktujmy go jak wroga, jak konkurenta, tylko jak dostawcę informacji, wiedzy, umiejętności. Jack pisze: „Wszystko jest genialne.
Bóg to geniusz. To ty w pewnym sensie”. W pewnym sensie tak. Aczkolwiek ostatnio czytałem jakieś wpisy jednego z moich znajomych i troszeczkę się pogubiłem, bo ten Bóg był wszędzie i czasami w negatywnym aspekcie duchowym zaczyna się to obwinianie Boga również nie tylko za nasze sukcesy, ale również za nasze porażki. I tu już się zaczynają delikatne schody. Indigom pisze: „Hehe Ivellios no w sumie jak działa to nie jest głupie”. Jack pisze: „Każdy coś do nas wnosi. Można świadomie obserwować inną osobę, wchodzić w interakcje, ale warto najpierw studiować energię, psychologię i tym podobne. Ja widzę wszystkich jednakowo w pewnym sensie”. Jeżeli przechodzimy właśnie na tryb obserwacji bez angażowania się emocjonalnego, to mnóstwo informacji można z tego wyciągnąć również o sobie.
A może zwłaszcza o sobie, bo ja cały czas namawiam was do tego, żeby swoją uważność koncentrować na sobie, nie na ludziach, bo tak naprawdę to, co w jednej z audycji powiedziałem: czy macie czas na to i ochotę, żeby w swoim życiu, na swojej własnej skórze testować czyjeś scenariusze? Czy macie czas na to, żeby zajmować się życiem innych ludzi, zamiast zająć się swoim? To oczywiście jest wybór każdego z nas. Ja na przykład przez całe swoje życie nigdy nie interesowałem się życiem innych ludziOczywiście nigdy nie dociekałem, nigdy nie dopytywałem, nigdy nie szukałem plotek. Słuchałem tylko tyle, ile ktoś chciał mi powiedzieć bądź to, co było istotne w kontekście tego, co miał mi do powiedzenia. Pytania z zainteresowania, nie z ciekawości, bo to są dwie różne rzeczy. Dlatego tak traktujmy ludzi wszystkich na równi, bez emocjonalności nadmiernej. Wtedy dużo się dowiadujemy, dużo możemy zrozumieć też o samych sobie. Jack pisze: „Panie Sławku, wyjątkowy tydzień”. Bez przesady.
Ale dziękuję. To w dalszym ciągu jest miłe. „Posłuchać ciebie” — Jack pisze jeszcze. A, „pokochać siebie”. To ja już sobie dośpiewałem tutaj. Pokochać siebie. Tak, oczywiście. W tej kwestii, jeżeli ktoś pisze i namawia do tego, żeby pokochać siebie, to ja się zawsze pod tym podpiszę. Arkadiusz Trzaska pisze. Tu coś jakimś dziwnym językiem jest napisane.
Sami faceci. Dzisiaj akurat tak. Ale pozdrawiamy. Jack pisze: „Pracować z wadami toż to podstawa. Wady też są drogą poznania i nie ma co się wstydzić, żałować. Było, minęło, iść do przodu i głupot nie robić tych samych”. Krótko i treściwie. Aczkolwiek trzeba jeszcze byłoby doprecyzować słowo wada, bo to, co my często nazywamy wadami i później się za to obwiniamy, wadą jest to, co robimy wbrew sobie i z krzywdą dla samego siebie. To jest wadą. Natomiast pewna nieumiejętność zrobienia czegoś nie jest wadą.
Jest tylko nieumiejętnością, którą, jeżeli zależy nam na tym, będziemy w stanie się nauczyć. Więc nie jest niczym negatywnym, nie jest wadą. Wadą jest to, co przynosi nam przykrość, niekorzyść, pozbawia nas radości, przyjemności. To jest wadą. Jack odpisuje do Arkadiusza: „Faceci mają początek czakramu na plus, ostatnie korony na plus, ciało perfect do medytacji i tym podobne. Wielcy oświeceni to mężczyźni”. Dobra, nie wchodźmy, kochani, w tematy męsko-damskie, bo dusza płci nie posiada i żeby mieć pełen obraz sytuacji, musimy poznać i aspekt męski, i aspekt żeński. A to, co tutaj Jack pisze, to jest pewnego rodzaju bardziej wymogiem kulturowym czy czasowym. Przez wiele lat w naszej świadomości kobiety, nawet jeżeli były bardzo mądre, a często były, nie miały wiele do powiedzenia. Więc poczekajmy, dajmy czas kobietom i nie bazujmy.
Może nawet nie to, że kobietom dajmy czas, tylko dajmy sobie jako mężczyźni czas na to, żeby kobiet posłuchać i też posłuchać o ich mądrości, o ich oświeceniu, o ich świadomości, bo to my często nie chcemy dopuścić tego głosu do głosu. Jack pisze jeszcze: „W parze fajnie żyć, bo czakramy się uzupełniają, zazębiają”. Jeszcze z innego powodu warto jest żyć w parze, bo oprócz energetyki jeszcze w związkach świetnie pokazują się różnice w podświadomości i to jest świetny dla nas trening do tego, żeby nad pewnymi wzorcami się chociażby zastanowić. Nawet jeżeli ich nie zmieniać, nie transformować, to przynajmniej się nad nimi zastanowić. Jack pisze jeszcze: „Święta była Sabina, nastoletnia czarownica”. Tu Mik pisze: „Nie była”. Nie wiem. Nie znam kobiety. Jack pisze: „Dla duszy, która pochodzi z nieba duchowego, ten świat materialny w pewnym sensie jest symulacją”. Ja bym tego tak nie nazwał, ale szanuję wypowiedź.
Tu proszę bardzo, stricte ziemskie podejście. Mik pisze: „Ciekawe, czy można fajki palić tam po drugiej stronie i tak w ogóle inne rzeczy”. Dobrze, wrócimy do tego w którejś audycji, tak jak obiecałem panu Kazimierzowi. Jack tutaj pisze jakieś wyjaśnienia: „W niebie jest bosko, ale też zapewne wykonuje się obowiązki jakieś anielskie na przykład. Ciekawy temat. Krąży teoria ezoteryczna, że nie ma nieba. Człowiek ciągle się wciela i nabiera doświadczeń”.Właśnie. Pan Kazimierz zaczął ten temat. Ja specjalnie go w dzisiejszej audycji nie ciągnę z tego powodu, że mówię w związku z tym lipcem i tym pewnym domykaniem się okresu ważniejsze dla mnie, dla was jest to, żeby pewne procesy tak zwane karmiczne.
[02:26:26] - Mamy kolejnego słuchacza. Halo, halo, czy się słyszymy?
[02:26:33] - Dobry wieczór. Słyszymy się.
[02:26:35] - Dobry wieczór.
[02:26:37] - Z kim mamy przyjemność?
[02:26:40] - Wojtek z Wielkiej Brytanii. To już rozmawialiśmy parokrotnie.
[02:26:45] - Dobrze. Bardzo się cieszę, panie Wojtku, że rozmawialiśmy. Witam serdecznie.
[02:26:50] - Kojarzy pan, mam nadzieję.
[02:26:52] - Oczywiście. Już teraz tak. Trochę mi się te głosy czasami mylą, dlatego wolę się dopytać, żeby jakiejś babole nie palnąć. Wie pan, to międzynarodowy w tej chwili.
[02:27:07] - Jak zwykle postanowiłem sobie zadzwonić tutaj lekko sprowokowany. Może za dużo powiedziane, że sprowokowany, ale chciałem się odnieść do tego, co pan mówił na początku i do telefonu pana Kazimierza. Dobrze pamiętam?
[02:27:24] - Tak jest. Jeżeli o dzisiejszym, to pana Kazimierza.
[02:27:28] - O dzisiejszym, ale też już dzwonił parokrotnie. Ciągle ten sam pan Kazimierz.
[02:27:35] - Tak.
[02:27:38] - Okej, dobra. Nie będę używać tych samych sformułowań co pan Kazimierz, który jak dzwoni, to mówi często o wkładaniu kija w mrowisko.
[02:27:54] - Oneironautyczny.
[02:27:57] - No tak. Dzwonię, żeby powiedzieć, że się nie do końca zgadzam z tym, co pan powiedział à propos tych cech, właściwie wad, które widzimy i które nas tak denerwują i że to najczęściej są to nasze wady. Najczęściej albo w domyśle, że to w ogóle zawsze są nasze wady. Ja mówię oczywiście z własnego podwórka i z własnego doświadczenia. I powiem panu, że bardzo często się zdarzają sytuacje takie, gdzie jakieś cechy ludzi mnie denerwują i w większości wypadków, w moim wypadku to jest tak, że przy naprawdę bardzo dobrych chęciach nie potrafię tych akurat cech odnaleźć u siebie. Może jest to jakiś wyjątek potwierdzający regułę, ale wydaje mi się, że niekoniecznie. Po prostu to są takie cechy czasami, które zawsze można, panie Sławku, zwalić na to, że w którymś wcieleniu się takie cechy tam miało, ale nie objawia.
[02:29:16] - Ja się nie doszukuję aż tak głęboko, bo to byśmy weszli tutaj w jakieś-
[02:29:20] - Tak, bo to jest wtedy bardzo płynne i można wtedy już absolutnie wszystko mówić i wytłumaczyć, prawda? Jeśli byśmy to tak szeroko rozciągali, to praktycznie każdy wszystkim był, wszystko wcześniej miał albo prawie wszystko i wtedy do niczego by nas nie było.
[02:29:41] - Ja tu widzę tylko pewne chyba niezrozumienie nas, bo ja nie powiedziałem, że te wady, które przeszkadzają i denerwują nas u innych, są naszymi wadami. Powiedziałem o tym, że często są naszym pragnieniem posiadania takiej cechy.
[02:30:01] - A to też nie. Inaczej. Tutaj to uważam, że jest część przypadków takich, gdzie rzeczywiście coś nam brakuje, mamy jakiś deficyt, komuś lepiej wychodzi i mówiąc bardzo prosto, z takiej zazdrości posiadania tej cechy, to nas denerwuje, dlatego że sami jeszcze tego nie mamy, a byśmy to chcieli. Rzeczywiście to tak może być, ale chyba nie za każdym razem.
[02:30:33] - Nie, ja ogólnie w żadnej audycji nie generalizuję mówiąc, że to jest 100%, tak? Żebyśmy też mieli jasność.
[02:30:41] - Mnie to się wydaje, że tutaj to jakoś pokusiłbym się z mojego punktu widzenia o jakąś statystykę, to bym powiedział, że może nawet mniej niż 50%. To są takie cechy, których bym pożądał, a ich jeszcze nie mam i dlatego mnie to denerwuje. Na przykład ciężko mi sobie wyobrazić, jeśli mnie czyjaś bezczelność denerwuje, to tutaj raczej nie dążę do tego, żeby być bezczelnym. Chociaż czasami w niektórych sytuacjach taka cecha się, nie ukrywam, może przydać w jakichś takich skrajnych sytuacjach. Tutaj warto, nawet jeśli ktoś posiada takie zdolności do bycia takim bezczelnym, to też trzeba nie na oślep, tylko używać rzeczywiście wtedy, kiedy sytuacja tego wymaga. Czyli na przykład jeśli ktoś chce swoją bezczelnością spowodować to, żeby ta druga osoba była nagle uległa przez to, że po prostu jest tak bezczelny i się tak zachowuje, to ta druga osoba, która zareaguje w ten sposób, że będzie też bezczelna, w wielu wypadkach zniechęci tą drugą osobę do takiego zachowania albo przynajmniej pokaże tej drugiej osobie, żeŻe to trafiła kosa na kamień, tak?
[02:32:08] - Ano czyli widzisz. Czyli tak już powolutku dochodzimy do tego, że często w sytuacjach, w których spotykamy osoby bezczelne i nasze sposoby działania są bezskuteczne-
[02:32:22] - Są za słabe.
[02:32:23] - Tak, bezskuteczne w obcowaniu z taką osobą. Czasami myślimy sobie, albo może nie myślimy, ale czujemy, że gdybyśmy byli tak samo bezczelni jak ona, to może byśmy sobie łatwiej z taką sytuacją poradzili. Czyli jest poniekąd, ja nie mówię, że to ma być cecha, umiejętność, którą posiadamy na stałe, ale jeżeli jej nie posiadamy w ogóle i sobie z pewną sytuacją w relacjach z drugim człowiekiem nie radzimy, to fajnie by było mieć takie narzędzie, które potrafilibyśmy w takiej sytuacji wykorzystać, a my go po prostu nie posiadamy.
[02:33:06] - No tak, może też tutaj się trochę nieprecyzyjnie wyraziłem, dlatego że akurat z tym nie mam problemu i to już parokrotnie testowałem. Ale to tak jak mówię z głową, czyli tylko w takich sytuacjach, gdzie uznałem, że jest to po prostu-
[02:33:28] - Niezbędne.
[02:33:31] - Pomocne. Tak jest, pomocne.
[02:33:32] - Niezbędne i skuteczne.
[02:33:34] - Niezbędne.
[02:33:35] - To jest właśnie mądrość, o której ja mówiłem. Żeby umieć mówić takim językiem, który będzie zrozumiały dla drugiej strony. Czyli jeżeli ktoś jest bezczelny, to trzeba mu pokazać, że my też potrafimy być bezczelni i nie damy sobie gdzieś tam na głowę wejść. Pan tą umiejętność posiada, natomiast jest gros ludzi, którzy-
[02:34:00] - Tak mi się wydaje przynajmniej. To ciężko być czasami sędzią we własnej sprawie, ale patrząc na skutki, na efekty, to w 80, 90% to po prostu działało.
[02:34:16] - Czyli pan nie ma niedoboru tej umiejętności, tej cechy?
[02:34:19] - Nie, tej cechy akurat nie. Natomiast na pewno nie pożądałbym jej tak, żeby ją na co dzień i jako takiego uniwersalnego narzędzia stosować na oślep w stosunku do wszystkich, którzy się napatoczą akurat.
[02:34:41] - Wie pan, posiadanie młotka nie znaczy, że będę biegał z tym młotkiem po ulicy i walił ludzi w łeb.
[02:34:51] - Chyba że się nazywam Paweł Tuchlin.
[02:34:54] - Chyba że się nazywam pan Młotek. Natomiast przydatność młotka w sytuacji, kiedy go potrzebuję do wbicia gwoździa, jest niepodważalna. Wie pan, to, że coś posiadamy, kiedyś był taki dowcip o tym, żeby kogoś za gwałt zamknęli, ponieważ posiada narzędzie.
[02:35:18] - No tak.
[02:35:18] - Więc wie pan, to, że posiadamy jakieś narzędzie, nie znaczy, że musimy go bez opamiętania i bez użycia rozumu używać. Ale gros ludzi w zetknięciu z osobami właśnie bezczelnymi irytują się, ponieważ nie potrafią zareagować adekwatnie do sytuacji i nie potrafią sobie z taką osobą emocjonalnie poradzić. Więc irytacja-
[02:35:45] - Recepta jest stosunkowo prosta, aczkolwiek przepraszam, że panu wejdę w słowo, ale też patrząc na to jeszcze bardziej ogólnie z kolejnej strony, to na pewno zna pan takie, nie wiem, czy to było chińskie przysłowie, czy jakieś powiedzonko tego typu. Nie powtórzę tego słowo w słowo, ale chodziło o to, że jeśli się zaczyna używać broni, którą przeciwnik mnie atakuje, to często się po prostu przegrywa. Morał był z tego przysłowia czy z tego powiedzonka taki, że lepiej zostać przy swoim narzędziu, przy swojej broni, a nie przejmować taktyki tego wroga. Kojarzy pan, mam nadzieję.
[02:36:34] - Nie wiem, czy to jest dokładnie to samo. Natomiast jest też taka teoria, że jeżeli wyjmujesz pistolet z kabury, to musisz mieć odwagę, żeby go użyć. Jeżeli nie masz umiejętności używania go, to go w ogóle nie wyjmuj, bo faktycznie może się to skończyć dla ciebie źle, ponieważ druga osoba może mieć tą umiejętność. Ja w kontekście gdzieś tam tak pewnie się z tym zetknąłem. Ale rozumiem, o czym pan mówi. Że żeby jednak używać tego, czym się człowiek potrafi posługiwać, niż dawać się wciągnąć w grę na cudzych zasadach, nie mając pewnych umiejętności.
[02:37:26] - Chociaż ciężko, to takie trochę śmieszne, ale ta cecha posługiwania się tą... Może i właśnie to dobry taki przykład, bo to jest dość kontrowersyjny. Taka bezczelność generalnie nie uchodzi za taką cechę, którą warto by było się chwalić i za taką cnotę, że tak powiem. Ale w tej konkretnej akurat sytuacji to rzeczywiście jest to jakieś narzędzie.
[02:37:58] - Narzędzie. Oczywiście ja nie mówię o sposobie bycia, o sposobie życia.Że bezczelność jest dobrym sposobem bycia i popieram taki sposób hałaśliwy, krzykliwy, narzucający innym swoją wolę. To jestem od tego daleki. Natomiast umiejętność radzenia sobie z takimi ludźmi jest cechą bardzo przydatną w życiu, bo w takim środowisku też czasami się znajdujemy. Też takich ludzi na swojej drodze spotykamy i nie mając narzędzia, nie mając umiejętności, po prostu skazujemy się w pewnym sensie na jakąś negatywną i niefajną dla nas relację.
[02:38:46] - To też jest odpowiedź i wytłumaczenie tego, czemu zdarzają się osoby — i to wcale takich osób nie ma aż tak mało, aczkolwiek myślę, że całe szczęście są w mniejszości — które właśnie tą bezczelnością posługują się na co dzień. Ale z jakiego powodu? Wydaje mi się, że z bardzo prostego. Dlatego, że jest to taki najbardziej prosty i w cudzysłowie chamski sposób wymuszenia i podporządkowania tego otoczenia swojej woli poprzez, nie chcę powiedzieć zastraszenie, ale czasami to być może nawet i zastraszenie. Przez to, że liczą na to, opierając to na swoim wcześniejszym doświadczeniu, zastosowaniu tej broni, że otoczenie się po prostu jakoś tam dostosowuje. I jeśli sobie taka osoba się zastanowi, że na 10 przypadków w 9 się to powiodło, to warto zaryzykować może ten jeden raz.
[02:39:58] - Znaczy to już nawet nie jest ryzyko.
[02:40:02] - No w krew.
[02:40:04] - Tak, u takich osób to jest często styl bycia, styl życia. Wie pan, tu dużo zależy.
[02:40:09] - Ale z tego powodu właśnie, jak ja mówię, że to jest w ich oczach po prostu skuteczne, niezależnie od skutków, jakie to rodzi, prawda?
[02:40:18] - Wie pan, jeżeli ktoś jest bezczelny, to z założenia nie zastanawia się nad innym skutkiem, jak tylko takim, jaką to przyniesie korzyść. To wie pan, to nie są ludzie, którzy mają rozwiniętą w sobie empatię i zastanawianie się, co inni powiedzą, jak oni się będą z tym czuli. Wie pan, to nie ta grupa świadomości.
[02:40:46] - No właśnie, pewnie miał pan jakieś takie, dzisiaj chyba nie było, nie opowiadał pan żadnego przykładu z tej akurat dziedziny, o tej cesze, prawda?
[02:41:01] - Nie, wie pan, zazwyczaj audycje się tworzą same w trakcie. Jest jakiś pomysł na początku.
[02:41:10] - Ale czasami sypie pan tymi przykładami jak z rękawa.
[02:41:15] - Czasami.
[02:41:18] - Ale to fajne, akurat mówię, że zawsze mi się to podobało. Zresztą to już parokrotnie wcześniej mówiłem, dlatego że to są takie przykłady życiowe, nie takie hipotetyczne, że my sobie tutaj przy kawce czy herbatce na antenie pogadamy, tylko coś, co się już zdarzyło i często wiemy, jak się skończyło.
[02:41:41] - Znaczy ja w swoim przypadku za każdym razem wiem, jak się skończyło.
[02:41:46] - No tak.
[02:41:48] - Tak że to, co powiedziałem dzisiaj w audycji, większość historii, większość rzeczy, o których mówię, przetestowałem na samym sobie. Więc to nie jest teoria wyczytana z książek, tylko obserwacje mojego życia, tego, co się dzieje wkoło mnie przez ostatnie ileś tam lat. Nie będę się aż tak bardzo obnażał na antenie.
[02:42:22] - No to już i tak tyle pan rzeczy różnych poopowiadał.
[02:42:27] - To, ile mam lat, to już nic nie zmieni, prawda?
[02:42:32] - Ale to nawet nie chodzi, wie pan, o wiek, bo wiek nie jest tutaj najbardziej istotny. Na przykład dzisiaj się dowiedziałem, pomimo że jestem w miarę, to nie znaczy, że w stu procentach wszystkie audycje znam, jakoś obeznany i znam pana różne pierepałki, bo ta audycja jednak dość długo już leci, ale dzisiaj się na przykład pan ujawnił, jeśli chodzi o wprowadzenie siebie w jakieś tam kłopoty finansowe jako skutek tego, że chciał się pan ukarać. Tak, dobrze powiedziałem?
[02:43:19] - Tak, doskonale. Poznałem dokładnie właśnie ten mechanizm karania samego siebie, nieświadomego karania samego siebie, bardzo dosłownie na swoim przykładzie.
[02:43:37] - Ale to jakieś takie, przepraszam, że drobnice. Ale to rzeczywiście były jakieś takie, teraz z perspektywy czasu, to były jakieś takie bardzo poważne rzeczy, że to pana tak gryzło w cudzysłowie sumienie?
[02:43:51] - Bardzo poważne rzeczy. Ktoś mnie pograł w bardzo poważne rzeczy.
[02:44:00] - Okej. Dzisiaj to już Jubi pewnie, bo o tej 11:00 będzie. Czy o 11:00, czy o 12:00?
[02:44:09] - Nie, dzisiaj Jubiego nie ma.Dzisiaj już jego nie mamy.
[02:44:14] - To możemy chwilę pogadać w takim razie.
[02:44:16] - Jasne.
[02:44:19] - Dobra, to już ten temat, powiedzmy, tutaj odfajkowałem. Druga rzecz, która mi przyszła, a może jeszcze coś mi się przypomni, to à propos chciałem się odnieść do tego, co pan Kazimierz mówił à propos tej akceptacji wad u siebie samego. W sensie, że rozpoznaje: jest to moja wada, generalnie jest to cząstka mnie i się dobrze z tym czuję i tak dalej. Ale jest tutaj mała pułapka. Moim zdaniem, co prawda to jest przynajmniej dla mnie oczywiste, ale warto by było postawić taką gwiazdeczkę i takie wyjaśnienie zrobić. Tak ja przynajmniej to rozumiem, żeby tego opatrznie nie zrozumieć. Akceptacja wad. Z mojego punktu widzenia, jeśli ktoś ma jakieś wady i on to akceptuje i mało tego, pójdźmy dalej, on dalej z tym nic nie robi, jest mu dobrze i tak dalej.
[02:45:29] - Pomyślałem, że w tym kierunku będzie pan zmierzał, myślę, że się tutaj akurat z panem zgodzę, ale proszę kontynuować.
[02:45:40] - Są dwa przypadki. Jeśli ta wada to jest tylko i wyłącznie wewnętrzna sprawa i ma największy impact na osobę, która ma tą wadę, to jest okej, w porządku. Ale teraz drugi przypadek jest gorszy. Jeśli wada, którą ta osoba zaakceptowała i dalej z tym nic nie robi, ma wpływ negatywny na otoczenie. Ze swojego życia miałem kilka przykładów i spotkałem się z taką właśnie, jeśli komuś zwracałem na coś uwagę, coś, co mi nie pasowało, ale nie pasowało nie dlatego, że to mnie denerwowało i ktoś był odmienny ode mnie, tylko dlatego, że to miało bezpośredni wpływ na moje życie. Negatywny. Na przykład ktoś hałasował albo się nie tak zachowywał, albo podkradał moje rzeczy bez mojej wiedzy. Oczywiście, bo inaczej ciężko by było to nazwać podkradaniem. Jeśli ja zwracam takiej osobie uwagę i słyszę w odpowiedzi: „Słuchaj, ja już taki jestem. Jestem ten, nic na to nie poradzę”.
Tego typu tłumaczenie. To wie pan, w tym momencie jest coś nie tak. Bo to jest tak, jakby ta druga osoba w tym momencie wymuszała akceptację tej wady, łącznie ze wszystkimi skutkami. W tym momencie ta osoba wchodzi na moje terytorium, czego ja absolutnie nie akceptuję i mnie w tym momencie, za przeproszeniem, mało interesuje, jakie ta osoba ma podejście do tego. Może sobie mówić, czy akceptuje, czy nie akceptuje, że on taki jest. Guzik mnie to, chłopie, interesuje. Chłopie czy do dziewczyny jakoś odpowiednio do płci. Nie wiem, czy się pan ze mną zgodzi.
[02:47:45] - Oczywiście, że się zgodzę. Ja też kiedyś o tym mówiłem, że akceptacja to jest dopiero pierwszy krok. Jeżeli na tym kroku poprzestaniemy, to faktycznie ta akceptacja nabiera negatywnych skutków. Ja to mówię, jeżeli ktoś na przykład jest otyły albo gruby wręcz przepraszam i mówi: „Ja akceptuję siebie samego w tym, jaki jestem”, to okej, bo to jest fajnie. Lepiej zaakceptować, niż gryźć się z tym, że się jest grubym. Ale to jest też tak, jakby alkoholik: „Ja akceptuję to, że jestem alkoholikiem”. To jest dopiero początek tego, żeby coś zacząć w kierunku zmieniać. Bo dla mnie akceptacja to jest taki pierwszy krok, pierwsza informacja dla naszej podświadomości: „Nie jestem doskonały”. To, co próbuje zrobić podświadomość. „Wszystko, co robię, jest dobre, jest słuszne, jedyne” i tak dalej.
To jest pierwszy krok świadomości, że nie jestem doskonały. Akceptuję to, że nie jestem doskonały. Okej, ale faktycznie to po pierwsze powinno powodować chęć dokonania jakiejś zmiany, transformacji, dążenia do tego, żeby to poprawić. I w ogóle poza wszelką dyskusją jest to, żeby zaakceptowanie siebie samego obracało się przeciwko innym ludziom, bo możemy powiedzieć okej, ktoś zaakceptował to, że jest mordercą.
[02:49:37] - Albo złodziejem.
[02:49:39] - Albo złodziejem. Teraz dajcie mi święty spokój. Ja to zaakceptowałem. Jestem niedoszłym-
[02:49:45] - Jestem nikim.
[02:49:47] - Mam ochotę zabijać ludzi, nie? Całkowicie się z panem zgadzam, że to też trzeba wyważyć. Akceptacja nie zwalnia z odpowiedzialności.
[02:50:00] - Bo sama praca już nad jakąś cechą, zwłaszcza taką, która nie jest uprzykrzająca życie innym, to już jest wyłącznie, wydaje mi się, sprawa danej osoby. Tu ciężko ingerować w czyjąś wolę, że ty musisz zrobić to i to. Nic nie musisz. Jeśli nie chcesz, to akurat w tej kwestii pewnie nic nie rób.
[02:50:22] - Ale to jest też to, co tutaj pojawiło się w komentarzach. Ale jednocześnie sam, sama na coś w związku z tym zasługujesz. Mówię: zaakceptowanie siebie samego nie zwalnia nas z odpowiedzialności i konsekwencji tego, że tacy jesteśmy. Bo to i tak, jeżeli zostaje to tylko w naszej sferze emocjonalnej, to jest okej. Ale jeżeli ktoś akceptuje, że jest gruby, to akceptuje również to, że ma otłuszczone serce, nadciśnienie, cukrzycę, jakieś inne rzeczy. To też o tym trzeba mówić. Że z akceptacją są związane konsekwencje. Mogę zaakceptować to, że jestem złodziejem, że jestem niedoskonały, że mam taką przypadłość, ale jednocześnie muszę zaakceptować to, że mogę pójść za to do więzienia.
[02:51:17] - Tutaj może tego nie jestem na 100% pewny albo może, bo akurat byłem w trakcie przygotowywania sobie posiłku i tylko jednym uchem słuchałem. Być może źle trochę zrozumiałem intencje w momencie, kiedy pan Kazimierz mówił o tym. Ale takie wrażenie odniosłem, że to tak jakby tylko na tej akceptacji miałoby się to-
[02:51:45] - Nie.
[02:51:47] - Nie? To w takim razie to błędnie.
[02:51:49] - Nie. To było w kategoriach poznawania samego siebie i też w kategoriach takiego, że my często właśnie te nasze działania duchowe próbujemy idealizować. Biczujemy się za to, że nie jesteśmy idealni. Dążymy do czegoś i chcemy mieć to już. Chcemy być idealni, chcemy być tymi aniołkami już, teraz, natychmiast. Natomiast zaakceptowanie tych swoich własnych niedoskonałości, ja to bym wolał tak nazwać niż wady, jest takim właśnie krokiem do samopoznania i też do przestania siebie samego biczowania za to, że nie jesteśmy idealni.
[02:52:38] - No tak. Dobrze, to byłoby na tyle. Tutaj jeszcze też chcę powiedzieć, taki wątek powiedzmy poboczny, który częściowo pan poruszył, do tej koncepcji świata pana Kazimierza, że to może symulacja. Znaczy nie może, tylko on praktycznie prawie że, tak jak zrozumiałem, jest przekonany, że to jest taki matrix. On zresztą użył takiego sformułowania, że to nasze życie to jest taki matrix. Ale chciałem tutaj powiedzieć taką jedną rzecz, że to co prawda nie jest tożsame z tym, że ja uważam, że to matrix, ale jest na rzeczy. Dlatego, że pana zdanie, jeśli tutaj dobrze pamiętam, bo to już od pierwszej chyba audycji się przewijało. Tam na początku jakaś taka zagorzała dyskusja. Pan ma bardziej takie widzenie rzeczywiste, w którym my tutaj żyjemy i takie podejście, że żeby się zajmować teraz tym, a nie tym, co tam gdzieś w zaświatach i tak dalej. Ale to, co chcę powiedzieć, że to zdanie, że tutaj wcale nie trzeba być jakimś specjalistą, fizykiem, a już tym bardziej znać się na fizyce kwantowej.
Wystarczy jakaś podstawowa znajomość fizyki i chemii. To jest taka, że jakbyśmy jakąkolwiek materię w tym naszym tak zwanym rzeczywistym świecie zaczęli ją rozkminiać po kolei. Załóżmy, że bierzemy najpierw mikroskop, później jeszcze mocniejszy. Doszlibyśmy, używając na samym końcu być może bardzo specjalistycznego, nie wiem nawet, czy nie ma jeszcze jakichś lepszych mikroskopów, jeśli chodzi o nazwę niż elektronowe, które mają bardzo duże powiększenie. Dochodzimy do czego? Że praktycznie to, co my nazywamy materią, to ta materia to jest rzeczywiście w pewnym sensie ułuda. My możemy to naszymi bardzo ograniczonymi zmysłami, dlatego, że nasze zmysły to są mimo wszystko ograniczone zmysły. My tylko jakieś fragmenty na przykład pasma widzialnego jesteśmy w stanie naszymi oczami rejestrować. I tak dalej. To samo dotyczy słuchu, dotyku i wszystkich innych zmysłów.
Dojdziemy w pewnym momencie do czegoś takiego, że po prostu tam nie ma dalej nic. Dlatego, że nawet te cząstki elementarne, które już nawet elektrony można dalej dzielić jeszcze na inne cząstki. Teraz z nazwy nie wymienię, bo to już wymagałoby jakiegoś takiego przygotowania. Tutaj nie miałem czasu, żeby sobie to przypomnieć. Dochodzimy do czegoś takiego, że rzeczywiście to jest tylko w pewnym sensie jakieś zagęszczenie materii, takie, które my jesteśmy w stanie uchwycić tymi naszymi zmysłami, które są z definicji upośledzone. To znaczy upośledzone w tym sensie, że w bardzo ograniczonym zakresie działają. Ale tak na dobrą sprawę to jest jakieś przyciąganie się tych cząstek i to, co my rejestrujemy. Bo jeśli nawet weźmie pan sweter gruby, który z odległości metra wygląda na całośćPodejdzie pan bliżej, to zobaczy pan, że on jednak nie jest taki jednolity. Jak zacznie go pan przed swoimi oczami, nawet bez użycia jakiegoś sprzętu optycznego, rozkminiać czy zaglądać w te nitki, z którego jest zrobiony, czy w tą włókninę, to szczerze panu tam jest po prostu pusto pomiędzy dziurami. Właśnie są te dziury pomiędzy tym.
I tak dalej. Nie wiem, czy pan dobrze zrozumiał moją intencję.
[02:56:58] - Zrozumiałem, tylko ja mówię, kochani, pan też zna moje zdanie na ten-
[02:57:09] - To nie zmienia naszego podejścia do tego. To absolutnie nie przekreśla tego, co pan mówi. To jest tylko kwestia nazwania czegoś bardziej po imieniu. Ale i tak podejście dalej jest takie, jak tutaj rozmawiamy. Tutaj się raczej, tak jak mówię, w 80, 90% zgadzam z tym wszystkim, co słyszałem do tej pory.
[02:57:37] - Ja się tylko zastanawiam, czy ta wiedza, którą na przykład byśmy w tej chwili odkryli, czy tam jest jeszcze jakaś mniejsza cząsteczeczka.
[02:57:47] - Tu mam coś dla mnie.
[02:57:50] - Czy to zmienia nasze życie?
[02:57:54] - Może i zmienia. Wie pan co? Może i zmienia, ale to też w kontekście naszej rozmowy. Dlatego, że właśnie może się okazać, że przez to, że to jest wszystko takie z niczego utkane, to te mechanizmy, o których pan mówi, a tak na dobrą sprawę, wie pan, tutaj pomimo że słucham różnych rzeczy, różnych wykładów mądrych osób, które są doświadczone i czytamy jakieś różne książki, to tak do końca to nie jest wytłumaczone od A do Z. To jest bardziej na wiarę wzięcie jakiejś rzeczy. Tej, że my tą swoją intencją jesteśmy w stanie kierować rozwojem wypadków, przynajmniej w jakimś zakresie. Bo tutaj też jestem daleki od tego, że po prostu mamy już taką moc, że możemy swoją siłą podświadomości, intencji czy czymkolwiek po prostu zmieniać wszystko. Absolutnie nie. Może jakiś mnich z Shaolin albo jakiś mnich z Tybetu może ma dużo większe i pewnie ma takie możliwości, ale właśnie do tego. Może ta wiedza właśnie jest tak, jakby to by było takie bardziej namacalne wytłumaczenie.
Wie pan, ja mam techniczne wykształcenie, więc po prostu lubię czasami podrążyć temat i wiedzieć. Nie kupować czegoś tak zupełnie na wiarę, że ktoś mi powie i na zasadzie tylko zaobserwowanych doświadczeń ktoś powie: „Słuchaj, zrobisz tak i tak. Zobacz, tu było tyle przypadków. Ktoś sobie zmienił to, zmienił, to zmienił. To mu się tak wszystko ładnie poukładało, bo to było zgodnie z intencją i w ogóle sobie jeszcze wyczyścił tą podświadomość i to wszystko”. Ale to jest takie, wie pan.
[02:59:46] - Właśnie. Fajnie, że pan to powiedział, bo ja powiem taką rzecz.
[02:59:53] - To się cieszę, że się panu spodobało.
[02:59:55] - Powiem, kochani, wam wszystkim taką rzecz jedną. Ja te rzeczy, o których wam mówię, w sensie intencji, w sensie innych rzeczy, testuję i proponuję wam zrobić to samo. Zamiast uruchamiać mikroskop, zamiast rozkminiać jakieś tam cząsteczki, słuchać jakichś tam audycji, to poświęćcie ten czas na to, żeby stworzyć swoją własną intencję i nad nią popracować, skupić. Zamiast szukać dowodów naukowych, to zróbcie dowód praktyczny.
[03:00:36] - Myślę, że wielu, panie Sławku, nie chcę mówić za wszystkie osoby, które słuchają tej audycji i są tam na czacie czy ogólnie słuchają, ale myślę, że mówię znowu przede wszystkim ze swojego punktu widzenia, to myślę, że to każdy z nas już niejednokrotnie taką okazję miał, żeby się przekonać, że to działa. Ale z drugiej z kolei, tak jakby w kontrze też jestem w stanie powiedzieć, że w swoim życiu oczywiście można zaraz powiedzieć, że jakiś tam błąd zrobiłem, ale też była kupa różnych sytuacji, których po prostu to w taki bardzo prosty sposób, w jaki każdy z nas by sobie oczekiwał, bo to by oznaczało spełnianie naszych takich nawet najwspanialszych marzeń, po prostu czasami nie wychodziło. Panie Sławku, sorry, że tutaj. Po prostu czasami to nie jest takie proste, że wychodzi i nie wychodzi. I teraz porównując te sytuacje, w których wychodziło i nie wychodziło, to czasami też nie jestem w stanie, bo to są czasami bardzo podobne z mojego punktu widzenia sytuacje. Więc jak raz zadziałało, to drugi raz w podobnej sprawie też powinno zadziałać, a mimo wszystko nie zadziałało. Rozumie pan? Bo jeśli dotykamy jakiegoś innego problemu, to można powiedzieć: „A, bo wiesz, to miałeś”, to się tak ładnie mówi, „przepracowane, a tamtego jeszcze nie miałeś przepracowanego”. Więc jest odpowiedź raz, dwa, trzy. Przepracowane działa, nieprzepracowane nie działa.
I do roboty. Tego pan nie lubi wyrazu. Ja też zresztą nie lubię tego wyrazu. Pracować, przepracować.
[03:02:22] - Wyraz lubię, natomiast nie lubię go używać.
[03:02:25] - Ja nie lubię wyrazu „przepracować” czy „pracować”. Złą konotację, jakoś mi się to źle. Wolę innym wyrazem to po prostu jakoś zastępować. Ale to tak na marginesie.Więc tak to wygląda z tymi intencjami. Także z tym zachęceniem to jak najbardziej, ale mówię-
[03:02:51] - Z tymi intencjami. I tu jest w dużej mierze odpowiedź na pytanie, dlaczego raz działa, a raz nie działa. To są intencje. My często mamy jakieś pragnienia, mamy jakieś marzenia, w których spełnienie ich jest na przykład uzależnione od innych ludzi. I w tym momencie to nie ma prawa się spełnić, ponieważ nasze intencje nie dotyczą nas, tylko dotyczą innych ludzi.
[03:03:29] - Mogą być sprzeczne.
[03:03:30] - I wpływu na ich życie. Jeżeli to nie jest zgodne z ich potrzebami, z ich czymś tam, to nie ma prawa się spełnić, bo w tym momencie zaczelibyśmy wchodzić w zakres wpływania na życie innych ludzi, a do tego nie mamy prawa. Dlatego intencje, zrozumienie intencji. Jedna audycja była poświęcona właśnie intencjom. Zrozumienie własnych intencji bardzo często daje odpowiedź, dlaczego coś się spełnia, a coś się nie spełnia. Albo dlaczego coś się wydarzyło, tak naprawdę się wydarzyło, chociaż nam się wydawało, że my chcemy czegoś innego, a wydarzyło się coś zupełnie innego. Często nie zdajemy sprawy z własnych, ale takich naprawdę szczerych i prawdziwych intencji i motywów, powodów naszego działania czy tworzenia jakichś marzeń, czy tworzenia jakichś pragnień. Więc ja polecam tutaj rozkminkę własnych intencji i wtedy może by się okazało, że wszystko, czego pragniemy, nam się spełnia. Tylko często nie zdajemy sobie sprawy z tego, czego pragniemy tak naprawdę.
[03:04:49] - Dość odważna teza. To zresztą właśnie taki temat, z którym nie do końca się zgadzam. Mówię nie do końca, dlatego, że wiele jest w tym prawdy, ale wydaje mi się, że pan ma taki model. Sorry, to jest mój wniosek tylko, także mogę się mylić, ale wydaje mi się, panie Sławku, że pan prezentuje taki model bardzo uproszczony, czyli typu intencja. I teraz tak: jeśli nie jest sprzeczna, właśnie jak pan powiedział wcześniej, z intencjami innych ludzi, to się realizuje, jest szczera i tak dalej. Jeśli nie, to ten. A wydaje mi się, że tutaj jest dużo więcej parametrów niż tylko ta nasza intencja i to, czy jest czyjąś inną intencją zgodna czy przeciwna. Jeśli przeciwna, to wtedy w tym momencie się to znosi i nic z tego wszystkiego nie wychodzi. Wydaje mi się, że to jest bardzo uproszczony model, który pan tutaj prezentuje.
[03:05:55] - A może to jest prosty model?
[03:05:58] - Może jest prosty, ale wie pan, to są przykłady.
[03:06:03] - Panie Wojtku, to zacznijmy od prostych. Jeżeli proste nie będą działały, to zacznijmy to komplikować. Po co to komplikować z założenia, doszukiwać się dziury w całym, komplikować wszystko z założenia, że to musi być skomplikowane, zamiast zacząć od spraw prostych?
[03:06:24] - Dobra, to taki przykład.
[03:06:26] - Powiem w naszej naturze po co. Po co to nie wiem. Ale proszę zwrócić uwagę, że w naszej naturze jest właśnie komplikowanie tego wszystkiego.
[03:06:37] - Trochę jest, ale-
[03:06:39] - Właśnie to nie może być dobre, to nie może być skuteczne.
[03:06:44] - Ale to też wynika z tego, że wie pan, jak się obserwuje, każdy już jest trochę na tej ziemi i obserwuje ten świat dookoła, to na pierwszy rzut oka on wygląda tak prościutko. Natomiast jak człowiek rośnie, to jednak widzi, że aha, to jednak to nie jest tylko jedna rzecz, tylko to jest związane z tym, a tamto z tamtym, a tamto jeszcze z czymś innym i jest to bardziej skomplikowane. Więc tutaj to działa na zasadzie analogii. Nawet nie tego, żeby sobie pokomplikować dla pokomplikowania, tylko na zasadzie analogii człowiek się dopatruje. Ale podam panu przykład taki, który jest niezwiązany moim zdaniem zupełnie. To znaczy ten przypadek niezgodności tego, że moja intencja, zakładając, że jest szczera, jest w sprzeczności albo nie jest tylko moją intencją, tylko koliduje z intencjami innych osób. Na przykład ja chcę sobie kupić nowy zupełnie samochód. Nowy, bardzo drogi, fajny, który by mi sprawiał frajdę. Nieważne jaki, ale jakiś taki. Co mają w tym momencie intencje innych ludzi?
Oczywiście można powiedzieć tak, bo ci sąsiad albo ktoś ci źle życzy. Ale dobra, w tym momencie to co ja mam zamordować tego sąsiada, że on mi źle życzy? Jeśli by rzeczywiście źle życzył i to by mi kolidowało z spełnieniem tego mojego marzenia. I teraz dobra, zakładam, że ci ludzie nie kolidują.
[03:08:24] - Nie. To nie zrozumiał mnie pan. Pana intencją jest mieć nowiutki samochód, tak?
[03:08:36] - Tak. Drogi, czyli to nie taka prosta sprawa, wie pan, z dnia na dzień sobie pójść i za sto złotych, tysiąc.
[03:08:44] - I chce pan kupić ten samochód. To jest pana intencja. Nie musi się pan zastanawiać, bo gdyby pan chciał miećTen samochód, który ma sąsiad. Czy nie chciałby pan, żeby wymagał, żeby w pana intencji czy w pana marzeniu on panu ten samochód oddał? Wtedy pan wchodzi w zakres jego życia.
[03:09:04] - Oczywiście, ale to nie ten przypadek.
[03:09:05] - Natomiast jeżeli pan czegoś chce, nie krzywdząc w ten sposób, nie wykorzystując innych ludzi. Czyli nie chce pan, żeby żona panu kupiła samochód, córka żeby panu kupiła samochód albo sąsiad. Tylko pan chce.
[03:09:19] - Ale takie przypadki też się zdarzają, wie pan.
[03:09:22] - Wie pan, nie będziemy analizowali wszystkich przypadków na świecie, bo nie mamy na to czasu. Pan chce kupić samochód, tak? Nowiuśki samochód jakiś pan sobie wymarzył. Fajna intencja. Proszę uprzejmie, proszę go sobie kupić. W czym jest problem?
[03:09:42] - W zdobyciu środków, wie pan, w tym momencie na ten samochód. Czyli robię wszystko i działam na innym punkcie.
[03:09:50] - Dobrze. I tu wchodzimy w to, skąd wziąć na to pieniądze, tak?
[03:09:57] - No tak, podejmujemy jakieś tam działania.
[03:10:00] - Właśnie. Czy jest pan w stanie?
[03:10:06] - Ale w zgodzie, spełniając to założenie, co pan powiedział, czyli takie, że tam nikogo nie okradam, nie oszukuję i tak dalej.
[03:10:14] - Ma pan prawo, to jest pana szczera, prosta intencja, żeby kupić sobie taki samochód. I teraz tu nie ma w tym nic złego. Proszę uprzejmie.
[03:10:23] - Oczywiście to wszystko to jest przykład, bardziej chodzi o to, żeby to było obrazowe.
[03:10:29] - I teraz jest pytanie. Nie ma pan pieniędzy na ten samochód. Czy pan coś zakłada? Czy pan coś domniemuje? Czy czegoś pan oczekuje? Czego pan oczekuje? Tego, że chce pan kupić ten samochód szybko, nie?
[03:10:44] - No tak, jak najszybciej.
[03:10:47] - Czyli tak. Czyli już ma pan oczekiwania. Czyli nie dość, że chce pan kupić ten samochód, to chce pan go kupić szybko.
[03:10:57] - No powiedzmy.
[03:10:59] - Czyli tu już to nie jest tylko intencja. Tu już się zaczynają pojawiać oczekiwania. Czyli już wymyśla pan również sposób, w jaki ma pan te pieniądze zdobyć, wygrać, dostać w spadku, znaleźć i tak dalej. To już nie jest intencja. Tu już zaczyna się pojawiać plan.
[03:11:23] - A ja bym to nazwał intencją, ale bardzo sprecyzowaną, rozumie pan? Taką, że ma termin wykonania, a nie taki, że za 50 lat.
[03:11:34] - Ubierać w konkretny plan, w konkretne pana oczekiwania. A teraz z intencją to jest tak: jeżeli jest nawet szczera, to zawsze się pojawia pytanie, czy człowiek, który zgłasza tą intencję, jest w stanie podjąć działania, żeby tą intencję wcielić w życie. Bo często my mamy intencje, ale zapominamy o tym, że na przykład los podeśle nam okoliczności, które spowodują, że ta intencja zostanie zrealizowana w jakimś czasie innym niż pan zakłada, ale będzie wymagała z pana strony działań, dokonania zmian, na przykład zmiany pracy. Dostanie pan informację, ktoś zadzwoni do pana za trzy dni i powie: „Słuchaj, wiesz co? Bo tam się zwalnia jakiś tam etat pracy, gdzieś tam, wiesz, rozumiesz, na drugim końcu Londynu czy tam na drugim końcu Anglii. Super płatna, ale związana z przeprowadzką, z jakąś tam rewolucją w życiu”. Ale to jest okazja, która umożliwiłaby panu zarobienie więcej pieniędzy albo na przykład wzięcie kredytu na ten samochód, ale wymaga z pana strony działania. I pan mówi: „Nie, ja nie podejmę ryzyka”. A to była właśnie okazja do tego, żeby pana intencja się zrealizowała. Ale pan nie podjął działania.
I często ludzie chcą, żeby cała intencja spełniła się bez ich udziału i później mówią: „O Jezu, bo mi się nie sprawdziło. Ja chciałem samochód, a go nie dostałem”.
[03:13:13] - Dobra, to wejdę panu w słowo. A jak pan wytłumaczy, panie Sławku, takie sytuacje, jak ludzie zupełnie się jakby nie spodziewają, grając tak jak większość osób gra. Znowu taki przykład, żeby był prosty do zrozumienia. Na loterii, w lotto. Grają w lotto i nagle spada na nich. Nie podejmują, poza pójściem do budki i wysłaniem tam kuponu za ileś tam złotych, nie podejmują żadnych działań na polu, rozumie pan, życiowym. Jaką pan ma teorię tutaj i co tutaj działa? Taka osoba, wie pan. Często jeszcze zdarza się statystycznie, panie Sławku, tylko dokończę jeszcze, bo to jest też ważne. Często też się zdarza, bo tak statystyka mówi i to tam gdzieś można nawet na stronach lotto i tam kiedyś, jak pan jeszcze ten Rembiszewski bodajże robił te pierwsze losowania, słyszałem jakieś wywiady radiowe, że statystycznie, to zresztą pan potwierdzi, większość tych osób później traci te pieniądze.
Rozumie pan? Traci. W sensie rozchodzą się tam, w głupoty się rozchodzą i tak dalej. Ale to też jest moim zdaniem w tym momencie ważne. Jakby pan to swoją metodą tutaj rozpisał albo wytłumaczył to, czemu to się tak dzieje?
[03:14:43] - Wszystko jest doświadczeniem, bogactwo również. Bogactwo jest doświadczeniem, które buduje naszą świadomość pod kątem tego, czy pieniądze są na pewno przyczyną szczęścia, radości i tak dalej.Więc każdy z nas przez-
[03:14:58] - Ale ma to związek z intencją, czy nie ma to związku z intencją pana zdaniem?
[03:15:04] - Z intencją? Nie.
[03:15:06] - Ta sytuacja.
[03:15:09] - Nie. To ma związek z doświadczeniem, które zaplanowaliśmy sobie na obecne wcielenie, czyli z tak zwanym przeznaczeniem.
[03:15:18] - To na następną dyskusję, bo tutaj też mam, zdaje się trochę odmienne zdanie z tym planowaniem i z tą świadomością, że tam sobie wszystko planujemy i tak dalej, i to się później wszystko tak dzieje. Ale to już dzisiaj-
[03:15:30] - Powinny wydarzyć w życiu. Oczywiście to nie jest... Faktycznie to może na następną audycję, bo żeśmy tutaj już parę różnych wątków przelecieli, panie Wojtku.
[03:15:43] - Na następną, jak będzie okazja, jasne. No dobra, znam pana punkt widzenia. Są pewne jakieś takie rozbieżności, pod które tutaj się nie podpisuję. Po prostu ja wychodzę też często z założenia, że mam też taki sposób weryfikacji czasami. Do czego zresztą notabene pan nakłania, żeby po prostu pewne rzeczy nie wierzyć na słowo, tylko po prostu sprawdzać.
[03:16:17] - Oczywiście.
[03:16:18] - Najlepiej na własnej skórze.
[03:16:20] - Cały czas.
[03:16:21] - Dlatego to też sobie ośmielę się tutaj czasami zachować swój punkt widzenia, który jest oparty nie na zasadzie, wie pan, podroczenia się z kimś i kontrolowania, tylko na zasadzie po prostu jakichś tam odrębnych doświadczeń może tak? Czy może jakichś wniosków, które są wyciągnięte też na podstawie własnych przeżytych rzeczy. Ale te puzzle czasami się układają trochę w inne rzeczy niż te.
[03:17:05] - Różnica zdań powoduje dyskusję.
[03:17:10] - No właśnie, od tego tutaj chyba właśnie jesteśmy. Nie tylko po to, żeby ktoś zadzwonił i się tak, no nie wiem, pogłaskalibyśmy się po główce, że to tak-
[03:17:21] - Nikomu się z tego powodu krzywda nie stała, wie pan to.
[03:17:26] - No tak, jasne.
[03:17:28] - Oczywiście zmiana poglądów jest jak najbardziej słuszna.
[03:17:35] - Jak zwykle chcę podziękować. Bardzo miło się tutaj rozmawiało. Dzisiejsza dyskusja też była taka bardziej, można powiedzieć może żwawa, ale cały czas jest sprawa z niektórymi rzeczami jeszcze otwarta i do przedyskutowania na przyszłość. Mam nadzieję, że będzie okazja.
[03:17:59] - Zapraszam.
[03:18:00] - I się jeszcze nie raz spotkamy. Takie pytanie mam. Kiedyś pan, ale to już było dość dawno temu, pan robił taki projekt, nazwijmy to projekt taki, który gdzieś tam w Polsce mówił pan, pewnie w pana czy blisko pana miejsca zamieszkania, że jakimś tam swoim znajomym albo wręcz nawet słuchaczy pan zachęcał do jakiegoś takiego nieformalnego spotkania, żeby przetestować jakąś reakcję na, nie wiem, na tą virtual reality, takie gogle. Jak można oszukać tam zmysły.
[03:18:45] - Tak, tak jest cały czas to jest, że tak powiem, z mniejszą bądź większą skutecznością przeze mnie testowane i czekam tutaj na jakieś spektakularne sukcesy. Natomiast tak, faktycznie zapraszałem ludzi po to, żeby się też podzielić.
[03:19:03] - A skorzystał ktoś z tego?
[03:19:06] - To znaczy tutaj-
[03:19:06] - Poza pana znajomymi.
[03:19:08] - No nie, ze słuchaczy nie, no bo jednak dzielą nas przestrzenie, które jakby uniemożliwiają. Natomiast jeden z naszych słuchaczy poszedł tą drogą i też nabył sprzęt i testuje go na sobie. Znaczy teraz żeśmy tam odpuścili trochę dyskusję na ten temat na rzecz innych, ale to cały czas mam na uwadze i na pewno do tego tematu wrócę.
[03:19:38] - No dobrze, fajnie, to trzymam kciuki i przechodzę na nasłuch i czekam na następną audycję w przyszłym tygodniu zapewne.
[03:19:53] - Okej, panie Wojtku.
[03:19:55] - Fajnie. To dobranoc wszystkim. Dobranoc panie Sławku. Dobranoc.
[03:20:00] - Dzięki panie Wojtku.
[03:20:00] - Panie Ivelliosie.
[03:20:01] - Dobranoc.
[03:20:03] - Dzięki bardzo.
[03:20:04] - Dobrej nocy.
[03:20:04] - Dobranoc.
[03:20:05] - Wszystkiego dobrego. Dzięki za telefon.
[03:20:07] - Dobranoc. Dzięki.
[03:20:12] - No to kochani zrobiło się energetycznie, co jest fajne, bo mam nadzieję, że nie pospaliście się tutaj. Dzięki panie Wojtku.
[03:20:22] - Zrobiło się też dosyć późno.
[03:20:26] - No tak, faktycznie Yobi by nas tutaj trochę, że tak powiem, zemścił, więc ja przelecę jeszcze tutaj, bo jeszcze parę komentarzy widzę, więc spróbuję jeszcze przez te dwadzieścia minut, żeby was za długo nie trzymać te ciekawsze i ważniejsze dla naszej audycji przeczytać. Tu pani Aneta pisze: „Pan Kazimierz o psychologii super. Ludzie latami chodzą na terapię i im się nie polepsza. Rozdrapują rany bez sugerowania wniosków przez prowadzącego terapeutę. Najczęściej brak informacji zwrotnych”. Moje zdanie na ten temat już znacie. Przykro mi to czytać, ale tak bardzo często jest.Mic pisze: „Żeby być lepszym. Pobyt tu na Ziemi to w pewnej formie czyściec.” Coś takiego. Tak, zgadzam się z tym, że tu, gdzie narozrabialiśmy, dostajemy okazję do tego, żeby to naprawić, nauczyć się. Ale to zmierza do tego, że jesteśmy bardziej świadomi, w pewnym sensie świadomi tego, że nasze działania mogą krzywdzić innych.
To już stawia nas w pozycji bycia troszeczkę lepszymi ludźmi. Ania pisze: „Witam”. Witaj Aniu. „Dołączyłam przed chwilą. Jak zwykle ciekawie, ale tym razem chciałam się dowiedzieć, gdzie szukać pana Kazimierza. Jakiś priv i tutaj chętnie porozmawiam o tej teorii świata wirtualnego.” Tu się pani Ania z panem Kazimierzem wymienili kontaktami, więc to już jest okej. Jack pisze: „Mita planeta środka, wszystkie czyściec swoisty możliwe.” No właśnie. „Tak, ale aby być lepszym i lepszym w końcu transcendentalnym.” Zobaczymy. Pożyjemy, zobaczymy. Mic pisze: „A jeśli ktoś nie stanie się lepszy i nie poprawi czegoś, to co miał, wraca tutaj ponownie.
A jeśli wyjdzie mu gorzej niż poprzednio, co wtedy? A jeśli się na przykład polepszy, co wtedy z duszą? Co stanie się, co z nią się dzieje? Już tu nie wraca?” Nie, do tego, do czego dążymy, to jeszcze przed nami, kochani, daleka droga. Natomiast te procesy cofania i powracania oczywiście jak najbardziej. Mamy tyle czasu, ile potrzebujemy. Tak to właśnie wygląda, że to się cały czas miele, w zależności od naszych postępów, nazywając rzeczy brutalnie. Gatek pisze: „Uzależnienie, choroba ciała czy choroba duszy? Chciałbym, panie Sławku, poznać pana zdanie na ten temat. Pozdrawiam.” Dobrze, ale to na pewno w jednym komentarzu się nie da tego zrobić.
Kochani, mam prośbę. Macie do mnie namiary. Wyślijcie mi tutaj, Gatek, Piter, te tematy, które obiecałem poruszyć. Wyślijcie mi to, proszę, bo ja już notatek nie zrobiłem. Zaraz przejdę do następnych komentarzy i z pewnością gdzieś to w tym ferworze uleci, a nie chcę was dłużej przed laptopami i przed telefonami trzymać. Poproszę o informację albo za pomocą radia, albo bezpośrednio do mnie na Facebooka czy na maila. Mic pisze: „Czy możliwe, że na przykład będę kotem czy drzewem, żabą, żeby mieć trudniej swoista kara? Może tak być?” To znaczy aż do takich powrotów raczej nie. Natomiast powiem tak: cofnąć się z pewnego poziomu świadomości już się nie da. Więc jeżeli są jakieś tam perypetie, to one są najczęściej krótkotrwałe i też te doświadczenia są dostosowane do poziomu świadomości.
Mogą być nieco trudniejsze, mogą być trudniejsze z ludzkiego punktu widzenia, ale jednocześnie są dopasowane do poziomu świadomości, więc aż takich cofnięć raczej ja o tym nie słyszałem. „Eh, żeby dobrze. Często osoba dobra ma w życiu i cierpi bez jakichkolwiek powodów.” To znaczy powody zawsze są i też rozmawialiśmy o tym bodajże dwie audycje wcześniej. Krzysztof pisze: „Najgorsze, co może się przytrafić to duchowa lobotomia i ignorancja.” Nie wiem, czy to pan Krzysztof pisze w swoim imieniu i o swoim życiu, czy o otaczającym go życiu. Ciężko mi powiedzieć. Rufi Master pisze: „W zdrowym ciele zdrowy duch. Samopoczucie fizyczne ma ogromny wpływ na stan psychiczny.” Oczywiście, że tak. Jack pisze: „Tak, bo sport to wysokie wibracje.” Tu też przy wysiłku powstają te tak zwane endorfiny, więc poprawia się spirometria, oddech, przepływ energetyczny. To wszystko się reguluje, więc oczywiście jak najbardziej tak. Iwona pisze: „Wszystko słyszałam, ale dopiero o 21:30.
Pozdrawiam facetów.” Nie wiem, czy to było do tego komentarza odnośnie oświecenia mężczyzn, ale witamy cię, Iwonko. Arkadiusz Jan pisze: „Jak ktoś jest bezczelny, to się zrywa z nim kontakt. Ja tak robię.” Tu każdy ma swoją metodę. Natomiast często mamy do czynienia też z bezczelnością nie tylko w swoim własnym otoczeniu, ale również w przypadku osób nam obcych, sporadycznych, spotkanych gdzieś tam przez przypadek.Także lepiej takie mówię. Ja uważam, że lepiej mieć narzędzie, jak go nie mieć. XYZ pisze: „Panie Sławku, czy może rozwinąć pan temat kalendarza Majów odnośnie domykania starych spraw w lipcu? Dziękuję”. To znaczy, to się akurat tak złożyło, ponieważ 26 lipca kończy się kolejny rok. Mało tego, to jest po 2012 roku, kiedy pewien cykl został zamknięty. Drugi czteroletni cykl w tym roku się, że tak powiem, domyka.
A pierwsze dwa etapy tych okresów fali to są te momenty, kiedy kształtujemy to, co będzie przez następnych 11 cykli się działo, czyli przez następne 44 lata naszego życia. Oczywiście tak bardzo ogólnie. Więc to jest ten ważny moment budowania czegoś nowego. Żeby wybudować coś nowego, trzeba pozbyć się starego. I teraz mamy właśnie ten moment, kiedy to się dzieje. Ale oczywiście szerzej, to musiałbym poświęcić temu przynajmniej pół audycji. Tutaj mamy naszą antyfankę, widzę. Tutaj pan Marek mi wrzucił, przeczytam, żeby nie było, że jest tylko tak słodko. „Ten cały Bączkowski manipuluje, nie umie gadać, zaorzecza tematy zaciągnięte. Mówi, że nie manipuluje, a tak naprawdę manipuluje słownictwem i sytuacją”.
I tutaj mamy dalszy ciąg. Miało być coś tam.
[03:29:55] - I nie będzie. Nie będzie. Przepraszam bardzo, że się wcinam, ale do Aleksandry, bo to nasza antyfanka Aleksandra gdzieś z Dolnego Śląska. Kobieta o aparycji i intelekcie jaszczurki. Jak już coś piszesz, jak już jakieś hejty sadzisz na czacie, to przynajmniej postaraj się, żeby to było w miarę czytelne. Tak na przyszłość.
[03:30:19] - Trudno się to czyta, natomiast spróbowałem to jakoś wydukać tak mniej więcej, jak jest napisane. Ale wy, kochani, też macie na to podgląd na czacie, więc możecie spróbować to sobie odliterować. Ja oczywiście zapraszam cię, moja droga, do zadzwonienia, bo sporo jakichś tam informacji na mój temat się ostatnio pojawiło w twoim wykonaniu, więc chciałbym to móc zweryfikować. I tyle. A poza tym wydaje mi się, że to też kwestia jakiejś tam odwagi, żeby podyskutować.
[03:31:02] - Ja tylko jeszcze powiem, że wszystkie popisy tej pani, choćby na Facebooku pod adresem głównie moim, ale też pana i Jubiego, ja to wszystko screenuję, zapisuję i jeżeli będzie taka konieczność, to nie zawaham się zgłosić tego na policję, bo to już po prostu zakrawało o stalking. Baba chyba ze 100 banów dostała na naszym czacie, czy nawet więcej. Dużo więcej na pewno. Ode mnie, od Jubiego i nie tylko. No i wraca. Regularnie, jak jest jakaś audycja na żywo, to wraca i sra, i sra, i sra dalej, za przeproszeniem. Non stop jedno i to samo.
[03:31:44] - Powiedzmy sobie, to jest to, o czym rozmawialiśmy, że nie wszyscy się karmią pozytywną energią. Niektórzy karmią się negatywną energią. I ja ze swojej strony do momentu, dopóki ktoś wypowiada tylko swoją opinię i na swój temat bądź na mój, tego, co mówię, odnosi się do tego, czy mu się to podoba, czy mu się nie podoba, czy zgadza się, czy się nie zgadza, ma szczere do tego prawo. Natomiast faktycznie pewne zagrania przechodzą już tylko granicę wydawania swoich własnych opinii. Więc tak, zostawmy ten temat.
[03:32:32] - Ja jeszcze tylko dodam, że to właściwie wypełnia znamiona stalkingu, bo dając komuś bana na czacie, przecież wyraźnie daje się tej osobie do zrozumienia, że nie życzymy sobie, żeby ona do nas pisała. A jeżeli ktoś ponawia setny ponad raz próbę kontaktu jeszcze w taki sposób, to się właściwie kwalifikuje do natychmiastowego zgłoszenia na policję. I taka osoba będzie się musiała prędzej czy później tak wytłumaczyć. Nie przed obliczem moim czy pana, tylko przed obliczem czy to policjanta, czy to sądu nawet.
[03:33:10] - To znaczy ja powiem tak, to co kochani też wam parę razy mówiłem. Ja występuję pod swoim imieniem, pod swoim nazwiskiem. Moje zdjęcie możecie sobie obejrzeć, czy moje filmy możecie sobie z moją twarzą obejrzeć.W internecie, na YouTubie, na Facebooku i robię to w sposób oficjalny, więc chciałbym, jeżeli ktoś stawia mi osobiście jakieś zarzuty, żeby miał trochę odwagi i wystąpił również pod swoim imieniem i nazwiskiem. Do tej pory mnie to nie ruszało, natomiast ostatnio pojawił się zarzut i to już nie jest opinia, tylko to jest zarzut, że kłamię i że zarabiam na audycjach ciężkie pieniądze. To już jest oszczerstwo, które jest zupełnie niezgodne z prawdą. Jestem w stanie to udowodnić i dlatego tu się akurat z panem Markiem zgadzam, że to już przestaje być tylko głupim gadaniem, ale zaczyna być zwykłym obrażaniem i publicznym wydawaniem nawet nie opinii, tylko osądów na mój temat, a na to już nie wyrażam zgody. Więc ja się podpisuję pod tym. Jeżeli jesteś tutaj z nami, moja droga, to jeżeli chcesz tylko wyrażać swoją opinię, to proszę bardzo. Natomiast na oszczerstwa, na kłamstwa pod moim adresem nie wyrażam zgody i faktycznie nie zawaham się użyć mechanizmów prawnych do tego, żeby to zakończyć. I tyle w temacie.
Reasumując, bo mamy zaraz godzinę 24, jeszcze tutaj Arkadiusz napisał: „Pragnąć tylko więcej, więcej jest ohydne. Te marzenia to niskie wibracje ego”. Nie dokończyliśmy, rozumiem, że to dotyczy wątku, który poruszyliśmy z panem Wojtkiem, tych intencji. I pozwolę sobie tutaj powiedzieć, że warto pod tym kątem te intencje poznać, na ile one płyną z naszej naprawdę wewnętrznej potrzeby, a na ile płyną z naszego ego, z ziemskich potrzeb, z opowiadanych nam czy wmawianych nam, że pewne rzeczy mają na przykład wartość. Także tu się w dużej mierze z panem Arkadiuszem zgodzę. Pan Krzysztof jeszcze pisze: „Co do intencji, to zawsze wymaga atencji, a wypowiedź dotyczy otwartości umysłu”. Okej, dziękuję bardzo za ten komentarz. XY pisze: „Fajna robota, róbcie chłopaki. Szkoda, że są takie trole”. Jest pewnego rodzaju różnorodność, ale dziękuję w swoim imieniu oraz pana Marka za docenienie tego, co robimy.
Kochani, dobiła się za chwileczkę godzina 24, czyli za chwileczkę będziemy mieli już wtorek. Reasumując, moim zdaniem kolejna fajna audycja. Mam nadzieję, że też wy tak to sobie poukładacie w swoich emocjach i w swoich przemyśleniach. Ja nieustająco dziękuję za te komentarze, za telefony, za dyskusje, za udział w audycjach. Cóż, wszystkiego dobrego wam, kochani, życzę na najbliższy tydzień. Za tydzień się, mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i że znowu się usłyszymy. Poproszę o to, o co prosiłem, o podrzucenie mi tych tematów, żebym mógł sobie to na spokojnie zanotować i odpowiedzieć wam szerzej na te pytania, które zadaliście mi podczas dzisiejszej audycji. A póki co dziękuję jeszcze raz panu Markowi. Dziękuję wam, kochani. Wszystkiego dobrego życzę.
Ściskam, całuję, serdecznie pozdrawiam i do usłyszenia już za tydzień. Trzymajcie się!
[03:37:56] - Mówił do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Mączkowski. Nieustannie zachęcamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o tytule takim samym jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. I do sięgnięcia oczywiście po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. Zachęcamy także do polubienia fanpage'a pana Sławka na Facebooku oczywiście. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień na żywo w poniedziałek o 20 na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.