Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Mamy ostatni poniedziałek czerwca roku pańskiego 2020. 29 czerwca. Na naszym zegarze przed paroma minutami minęła już godzina 20.00, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”, audycję o świadomości w całości na żywo i z linią telefoniczną otwartą już od początku dzisiejszego odcinka. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:02] - Dobry wieczór, panie Marku. Kochani, witam was bardzo serdecznie.
[01:06] - Trzymamy dzisiaj oczywiście kciuki za Jobiego. Tydzień temu miał być „Czas snu” na żywo. Niestety Jobiemu coś ekstremalnie ważnego wyskoczyło dosłownie w ostatniej chwili i musiał odwołać audycję. Trochę czekaliśmy, ale niestety się okazało, że jakiś pilny wyjazd się pojawił. Także trzymamy kciuki za Jobiego, który wejdzie planowo około godziny 23.00 na antenę. Dzisiaj audycja „Czas snu” dojdzie do skutku, a my tymczasem rozpoczynamy „Świat oczami duszy”. Tak jak mówiłem przed momentem, dzisiaj linia telefoniczna jest otwarta już teraz, już od początku audycji. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów oczywiście również to 530 620 493. Można także pisać do nas na GG pod numerem 36 08 80 02.
Można także pisać i dzwonić jak najbardziej na Skypie radio.paranormalium.pl. Czekamy także na państwa komentarze na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, z czystym sumieniem myślę, że mogę oddać panu głos.
[03:03] - Dziękuję panie Marku. Bardzo się cieszę, że z czystym sumieniem, bo sumienie to ważna rzecz. Kochani, jesteśmy po tak zwanych wyborach, więc ja się bardzo cieszę z tego wyboru, jakiego wy dokonaliście w dniu dzisiejszym.
[03:25] - Przepraszam bardzo, jeszcze wejdę panu w słowo. Tak tylko uprzedzam, że ewentualne wtrącanie wątków politycznych na czacie będzie skutkowało niestety wyciszeniem co najmniej pięciominutowym. Także miejcie się na baczności. Nie chcemy na naszych czatach tej wojenki polsko-polskiej.
[03:44] - Cisza wyborcza się już skończyła, a my utrzymujemy ciszę wyborczą.
[03:48] - Tak jest.
[03:50] - Dobra, taka umowa. Natomiast ja najwyżej zostanę wyciszony. Dobra, bo ja chciałem poruszyć wątek, że tak powiem, polityczny w dzisiejszej audycji, ale po tym, co pan powiedział, to w takim razie poruszę go przed przerwą, żeby mógł mnie pan wyciszyć i puścić muzykę, dobra?
[04:10] - Jeżeli pan chce, to jak najbardziej. Tylko żeby na czacie nie było jakiejś dyskusji pod tytułem faszyści kontra lewacy kontra jacyś tam.
[04:20] - Nie, ja żartuję oczywiście. Panie Marku, żartuję. Kochani, nie będę poruszał wątków politycznych, bo znacie moje zdanie. Natomiast wątek świadomościowy w kontekście tego, co się wydarzyło. Oczywiście pozwolę sobie swoje stanowisko wam przedstawić. Natomiast przejdźmy teraz do przyjemniejszych rzeczy. Na przykład jedną z takich przyjemnych rzeczy, która mi się wydarzyła ostatnio. Dostałem od swojego serdecznego kolegi, z którym mamy wielokrotne rozkminki na tematy różne, taką małą książeczkę, bardzo fajną zresztą, w bardzo ładnej złotej opraweczce, w małym formaciku. Książka się nazywa „Nie uciekaj przed sobą” i zawiera mnóstwo różnych cytatów, sentencji i jakichś tam innych rzeczy. Oczywiście, jak się domyślacie, całej nie przejrzałem.
Natomiast otworzyłem sobie dzisiaj na jednej ze stron i w związku z tym, że mam, pozwolę się z wami przywitać i podzielić radością posiadania i przeczytam wam dzisiaj taki cytat, który mi się dzisiaj przed audycją otworzył. „Zapal świecę i nalej sobie do kieliszka czerwonego wina. Zanim zjesz, wznieś toast za swoją cześć. Jesteś dla siebie najlepszym towarzystwem, jakie możesz mieć”. To taki, kochani, miły akcent z miłej książeczki. Zdążyłem jeszcze przed audycją podziękować wam za komentarze pod ostatnią audycją i też przeprosić po raz kolejny za to, że nie biorę tak czynnego udziału w tych dyskusjach, jak lubię.Oczywiście będę się tłumaczył brakiem czasu. Oczywiście jest to mętne tłumaczenie, natomiast jest to kwestia mojego świadomego wyboru, że ten czas chcę poświęcić na bardzo przyziemne rzeczy. Aczkolwiek sporo aspektów duchowych i karmicznych w moim życiu też dobiega końca, ale o tym opowiem wam w którejś audycji, jak ten proces już się przewałkuje i zakończy. Natomiast mówię o tym, że warto jest o sobie pewne rzeczy wiedzieć, żeby w takich kluczowych dla siebie momentach, kiedy coś się w naszym życiu kończy, a coś zaczyna, na przykład nie popełnić błędu i nie zrobić czegoś takiego, że zakończymy jedno doświadczenie. Czasami trudne, czasami bolesne, czasami długotrwałe, bo te procesy potrafią trwać kilka, kilkanaście lat w naszym życiu.
I podejmując, nie znając siebie samego, możemy popełnić, chociaż trudno to nazwać błędem, możemy podjąć decyzję, która będzie skutkowała tym, że następny etap będzie wyglądał dokładnie tak samo jak ten poprzedni. Więc warto chociażby z tego powodu poznawać samego siebie, poznawać swoje życie, poznawać procesy, które się w nim dzieją, żeby w tych momentach, kiedy potrzebujemy podjąć decyzję, żeby ta decyzja była decyzją, która nas popchnie w innym kierunku niż w tym, w którym byliśmy do tej pory. Ja nie mam żadnej gwarancji. Oczywiście ja wam jej nie dam. Nie oczekujcie tego, że ten czas będzie lepszy. Natomiast jeżeli dokonujecie świadomego wyboru, to przynajmniej będziecie świadomi tego, co się może wydarzyć i na pewno będą to już następne doświadczenia, a nie wciąż powtarzające się te same. To jest trochę tak, jak chodzenie na spacer w to samo miejsce. Fajnie, ale w końcu kiedyś może się znudzić. Fajnie jest jednak oglądać jakieś nowe miejsca, nowe rzeczy, doświadczać nowych rzeczy. Kochani, w poprzedniej audycji wciągnąłem was w dyskusję i rozmowę na temat, jak to ładnie pan Marek ujął w opisie audycji, w tak zwany energetyczny detoks.
I nie ukrywam, że ucieszył mnie jeden czy dwa komentarze, w których ktoś, ja wiem kto nawet i serdecznie go w tym momencie pozdrawiam, napisał, że w wolnej chwili sobie taki eksperyment, takie doświadczenie zrobi. Super! Cieszę się bardzo, że ktoś poczuł wewnętrzną potrzebę sprawdzenia mnie, ile w tym, co mówię, jest prawdy, racji i korzyści. Bo przecież prawda sama w sobie, która nie niesie korzyści dla naszego życia, pozostaje tylko prawdą teoretyczną. Ważne są korzyści, które z tego możemy wyciągnąć, a nie sama wiedza i poznanie prawdy. Więc cieszę się z pozostałych komentarzy też, bo fajnie tutaj kilku słuchaczy odniosło się do tego, co mówię, że gdzieś tam wstrzelam się w jakieś punkty, które są dla nich też ważne i w podobny sposób myślą. Więc dziękuję wam za te komentarze. Piszcie jak najwięcej i znowu powiem, proszę o tak zwane wybaczenie, że nie biorę tak czynnego udziału, jakbym sobie życzył, ale wierzę w to, że ten okres już dobiega końca i będę mógł z wami spokojnie za czas niedługi prowadzić bardzo interesujące dyskusje również w tej formie. Natomiast należy wam się jedno wyjaśnienie, a może raczej dopowiedzenie. Napisałem wam o chmurkach, powiedziałem wam o chmurkach, o jakichś tam innych rzeczach.
Notabene to ciekawy jestem, czy ktoś podjął próbę, żeby sobie taki detoksik zrobić. Natomiast jest jeszcze coś. Jest jeszcze coś, o czym wam nie powiedziałem i dopowiem to w dzisiejszej audycji. Teraz, od razu, na samym początku. Wymyśliłem sobie swój własny obrzęd. Nie wiem, na ile będzie dla was skuteczny, bo z tego, co ja zaobserwowałem, jest on jednak bardzo mocno uzależniony od rozwoju poziomu duchowego. Tak więc być może nie każdy będzie mógł to doświadczenie przeżyć. Natomiast ja sobie połączyłem troszeczkę kilka rzeczy, bo ja uważam, że prawda jest rozrzucona po świecie, w różnych przekazach, w różnych kulturach, w różnych religiach i trzeba ją tylko umiejętnie w tych źródeł po prostu poszukać i połączyć w jakąś tam całość. Więc ja sobie pozwoliłem, tutaj mi akurat najbardziej odpowiadała tradycja i kult Celtów. Połączyłem ją zZ egipskim bogiem Ra, który jest opiekunem wszechświata, pilnuje wszechświata, czuwa nad wszechświatem i jest opiekunem ludzi.
Oczywiście kilka aspektów, o których wam powiem, połączyłem i takie obrzędy sam dla siebie wspomagająco również robię. Jak pewnie wiecie, bo wiecie zdecydowanie więcej ode mnie z tego, co ja widzę o pewnych sprawach. Bardzo ważnym elementem kultu Celtów stanowiły głazy, czyli tak zwane menhiry, wokół których tych głazów według przekonań Celtów zbierają się dusze. Dusze umarłych, jak również dusze osób jeszcze nienarodzonych, czekających na przyjście na świat. Ważnym elementem kultury Celtów jest natura. Kult matki natury i ogólnie kult matki jako matki, jako tej istoty nadrzędnej w hierarchii ziemskiej, jak również hierarchii duchowej. Do tego stopnia on się przekładał na praktykę, że królowie dziedziczyli tron po matce, a nie po ojcu. Na przykład dzieci były oddawane do tak zwanych rodzin, może nie tyle zastępczych, co na okres pierwszych siedmiu lat były oddawane do wychowania rodzinie, a nie wychowywali ich rodzice, tylko byli oddawani do innych rodzin i najczęściej były to rodziny z gałęzi matki. Więc natura jako ziemia, jako matka była bardzo mocno zakorzeniona w kulturze celtyckiej i dlatego bardzo ważnym elementem w ich wierzeniach były drzewa jabłoni. Często na ich rzeźbach, różnego rodzaju malowidłach pojawiała się głowa konia.
A ja znowu według chińskiego kalendarza jestem urodzony w roku ognistego konia, więc to wszystko bardzo mi przypasowało. Pod taką jabłonką swoją mam takiego swojego menhira postawionego. Tam jest też zrobiony krzyż celtycki, który wygląda w ten sposób, że jest to krzyż, który jest opleciony dookoła kołem i linia pionowa oznacza świat materialny. Linia pozioma oznacza świat duchowy albo odwrotnie. Ale to sobie sprawdzicie, bo nie chcę was tutaj oszukiwać. Natomiast koło pokazuje zamknięty krąg, w którym te wszystkie aspekty się ze sobą splatają, przeplatają i są w nieustannym ruchu. Bardzo ważnym elementem w kulturze i w religii Celtów byli kapłani, czyli tak zwani druidzi. Oni się tam cieszyli bardzo wielkim szacunkiem i powagą. Oni się dzielili na trzy grupy. Były trzy grupy kapłanów.
Pierwszą stanowili bardzi, których zadaniem było śpiewanie podczas różnego rodzaju obrzędów, ale również przekazywanie ustnie za pomocą pieśni wyczynów chwalebnych i bohaterskich przeróżnych postaci z ich kultury. Śpiew był również ważnym elementem ich kultury. To byli bardzi. Drugim odłamem tych kapłanów byli filidowie, czyli osoby, które zajmowały się magią i wróżbami, czyli całą tą sferą duchową niedostępną dla większości ludzi. Natomiast ostatnią byli właśnie sami druidzi, którzy po pierwsze byli na najwyższym szczeblu tej hierarchii społecznej. Oczywiście ich słynne przyprawy zielarskie, zioła wykorzystywane do różnego rodzaju obrzędów, do różnego rodzaju leczeń i też wpływania właśnie na życie ludzi. Według Celtów druidzi mieli możliwość panowania również nad porami roku, nad naturą i tak dalej. Tak to sobie wszystko razem połączyłem do kupy.Teraz jeszcze próbuję sobie... Tak, ramię pionowe krzyża celtyckiego ma oznaczać świat materialny, a poziome świat duchowy. Żebyście nie musieli sprawdzać.
Teraz cóż ja robię? O zielarstwie wam nie opowiem. Natomiast ponieważ w okolicach tych menhirów najczęściej jest bardzo duże nasilenie dusz, innych świadomości, z którymi można w tamtych konkretnych miejscach nawiązywać łatwiejszy dostęp. Więc wymyśliłem sobie kilka obrzędów, do których wykorzystuję muzykę, wykorzystuję również jakieś elementy obrzędów, które wykonywali druidzi. To się też dzieje w odpowiednich układach astrologicznych słońca, w którym ono jest dokładnie miejscu. Robię tam swoje obrzędy, za pomocą których mam możliwość dodatkowego stymulowania siebie i czerpania wiedzy oraz dokonywania tego, o czym wam powiedziałem w poprzednim odcinku, czyli swojego energetycznego detoksu. Widzicie kochani, w ten sposób dowiedzieliście się czegoś o mnie, co jest całkowitą nieprawdą. Wszystko to, co powiedziałem przez ostatnie pięć, dziesięć minut jest nieprawdą. Nic takiego nie robię.
[20:20] - Przepraszam bardzo panie Sławku, ja muszę na sekundkę dosłownie przerwać, bo mieliśmy mały problem techniczny. Było nas słychać tylko na YouTube, a na naszym serwerze radiowym nie. Tylko przypomnę, że dzisiaj linia telefoniczna jest otwarta od początku audycji, tak więc jeżeli macie państwo coś do powiedzenia na antenie, chcecie podyskutować z panem Sławkiem głosowo, to zachęcam gorąco do sięgnięcia już teraz po telefony i do dzwonienia, dzwonienia, dzwonienia. Numery telefonów podałem właśnie przed momentem na czatach Radia Paranormalium, więc zróbcie z nich państwo użytek.
[20:58] - Przyłączam się oczywiście do prośby pana Marka. Natomiast kochani, to co powiedziałem przed chwilą z premedytacją. Skierowałem wasze myśli na bardzo magiczną sferę. Natomiast powtarzam jeszcze raz: to, co powiedziałem przed chwilą jest nieprawdą. Ja tego nie robię. Natomiast zastanówcie się sami w momencie, kiedy słuchaliście tego, co ja do was mówię, na ile wasza podświadomość była tym zainteresowana. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ podsyłacie mi całe mnóstwo różnych fajnych rzeczy, mniej bądź bardziej dla mnie wartościowych, nieznanych bądź znanych. Natomiast zaobserwowałem takie zjawisko, że jeżeli mówię o sprawach prostych typu usiądźcie, uwolnijcie myśli, zróbcie najprostszą rzecz na świecie niewymagającą żadnej magii, żadnej wiedzy dodatkowej, żadnych stopni wtajemniczeń. Mówię o zwykłym mózgu, który w jakiś sposób pracuje, czyli o czymś, co jest całkowicie normalne i naturalne.
To mówicie: „Dobra, może ja tam zrobię sobie kiedyś”. Natomiast gdybym pociągnął ten wątek dalej i zaczął wam opowiadać o, na przykład ziołach, jakich ja teoretycznie używałbym do swoich obrzędów albo jakich tajemniczych i magicznych mechanizmów, talizmanów, obrzędów używałbym podczas swoich domniemanych obrzędów. Wasze zainteresowanie tym problemem, jestem głęboko przekonany, może nie wasze, ale gdybym to na przykład wrzucił na YouTube'a i zaczął ze szczegółami opisywać o moich odmiennych stanach świadomości podczas używania mieszanki pokrzywy z tymiankiem, miętą oraz jakąś tam magiczną roślinką rosnącą o wschodzie słońca na skraju stumilowego lasu, to na pewno byłoby sto pytań jak stworzyć taką miksturę, jakie zachować proporcje, jakich obrzędów stosować i w jakich warunkach, o jakiej porze księżyca, nocy. Albo na przykład jak ma wyglądać ta jabłonka albo jak duży ma być ten menhir. Jestem o tym przekonany, bo patrzę co się dzieje w internecie w momencie, kiedy pojawiają się takie przeróżnego rodzaju rzeczy. Natychmiast jest wywoływana dyskusja, natychmiast są pytania, natychmiast jest zainteresowanie. To tylko świadczy o tym, że w naszej naturze ludzkiej, ziemskiej jest coś takiego, że jeżeli coś jest zbyt proste, to nie może działać. Jeżeli rozmawiamy o sprawach duchowych, to musi być tajemnicze, musi być skomplikowane. Mało tego, ja na samym początku powiedziałem: „Ja nie wiem”Bo to zależy od poziomu rozwoju duchowego. Jeżeli jesteście oświeceni, to być może dostąpicie łaski doświadczenia tego.
Te procesy w jakiś sposób się gloryfikuje, w jakiś sposób nadaje im się dodatkową rangę po to, żeby dla naszej podświadomości i dla nas samych było to wyzwaniem, celem samym w sobie. A jeżeli ja mówię: „Słuchajcie, każdy człowiek to może zrobić”, a jak każdy, to mnie to nie interesuje. Bo skoro to może zrobić każdy człowiek, to nie ma w tym żadnej magii, nie ma w tym żadnej tajemniczości. To nie może działać. Dlatego pozwoliłem sobie na taki malutki eksperyment. Pewnie odpowiecie mi albo nie odpowiecie. To już dużo zależy od was. Co w takim momencie, kiedy o tym mówiłem, kiedy czuliście, co sobie myśleliście, jak zareagowaliście? Nawet jak nie odpowiecie, to spróbujcie sobie tą chwilę uświadomić. Pewnie część słuchaczy, którzy zna mnie dłużej, pewnie się drapała w głowę i zastanawiała się, czy Sławek dzisiaj jest trzeźwy albo o co w tym wszystkim chodzi, bo część z was zna mnie już na tyle, że ja nie szukam takich rozwiązań.
Nie szukam takich wspomagaczy, nie szukam takich dodatkowych okoliczności. Bo dla mnie sztuką i też przyjemnością, radością jest zareagować w odpowiedni sposób w każdym momencie swojego dnia codziennego. Mieć tą umiejętność reakcji w każdym momencie, czy jestem w samochodzie, czy jestem w pracy, czy jestem na relaksie, czy na spotkaniu ze znajomymi i nie muszę biec do swojego menhira pod jabłonkiem, na którym jest zrobiony celtycki krzyż i nie muszę się napawać ziołami, żeby za chwilę wrócić i powiedzieć: „Nie, słuchajcie, ja się z wami nie zgadzam”. Ja szukam narzędzi, szukam sposobów, w których w każdym momencie będziecie mogli z nich skorzystać, żebyście nie musieli zbierać całego bagażu śmiecia przez kilka dni, kilka tygodni, kilka miesięcy albo kilka lat po to, żeby w końcu przytaszczyć z pola jakiś głaz, zrobić tam sobie kapliczkę i przy nim wykonywać obrzędy, żeby się tego pozbyć. Sztuką jest nie przyjmować tego do siebie w każdym momencie swojego życia. Móc zbudować zaporę, która pozwoli nam czegoś nie przyjąć, czegoś, co jest dla nas negatywne. Negatywnej myśli, negatywnej emocji, negatywnego towarzystwa. Żeby w każdej chwili swojego życia, zwłaszcza w tych sytuacjach, kiedy jesteśmy najbardziej podatni na ataki wirusów. A w których sytuacjach jesteśmy najbardziej podatni? Wtedy, kiedy jesteśmy zestresowani i wtedy, kiedy jesteśmy spięci.
Wtedy, kiedy jesteśmy pod presją. Wtedy, kiedy jesteśmy wkurzeni, źli, zmęczeni. Wtedy jesteśmy najbardziej podatni na to, żeby te śmieci do siebie przyjmować. Wtedy potrzebujemy ochrony, a nie wtedy, kiedy na jabłonce śpiewa ptaszek, kiedy świeci słoneczko, kiedy jesteśmy spokojni, zrelaksowani, ujarani jeszcze do tego wszystkiego. Nikogo wokół nas nie ma, nie ma żadnych bodźców zewnętrznych, nie ma żadnych czynników zewnętrznych. I wtedy mówimy tak: „To jest nasz świat, to jest mój świat. Tu się dobrze czuję, tu jest super. Jak to wszystko pięknie działa. To na pewno jest wpływ tej jabłonki, tego kamienia, tych dusz, które tutaj obok mnie siedzą, tego krzyża, tego zioła, tego czegoś innego. To na pewno wpływ tego wszystkiego, że ja się świetnie czuję”.
Nie, świetnie się czujesz, bo nikt nie dostarcza do twojego mózgu, do twojej przestrzeni życiowej negatywnych bodźców. Tylko wszystkie bodźce, które do ciebie dopływają, są pozytywne. Słońce, obrządek, zioło, ptaszek, drzewko, trawka, natura, cisza, spokój, relaks, muzyka. Sztuką jest nauczyć się funkcjonować właśnie w taki sposób, nie siedząc zamkniętym w klasztorze w Tybecie. To o to tutaj chodzi. To o to chodzi, żeby transformować swoje myśli, swoje emocje, swoją podświadomość, żeby móc radośnie, spokojnie, na poziomie wolności funkcjonować w świecie chaosu, krzyku, nienawiści, złości, presji i stresu. Ja zmierzam do tego, żeby wam tę wiedzę przekazać po to, żebyście mogli z niej korzystać codziennie. Taki jest cel. Taka jest moja idea. Ja nie chcę tworzyć obrzędów, sytuacji, przepisów, pomysłów, których realizacja będzie wymagała czasu, przedsięwzięcia, okoliczności, warunków i tak dalej.
Bo nam spokójŚwiadomość jest potrzebna wtedy, kiedy jest największy natłok, kiedy jest największy nacisk, kiedy jest największy bałagan, kiedy najwięcej tych negatywów nas atakuje. Wtedy nam jest potrzebna świadomość, żebyśmy wiedzieli, co z tego mamy przyjąć, a co odrzucić. Co nam nie służy, co nam nie sprzyja, co nas nie cieszy, nie daje nam radości, nie daje nam przyjemności, nie daje nam satysfakcji. Co nie jest dla nas ani dobre, ani mądre. W tych sytuacjach musimy mieć narzędzie, z którego będziemy mogli skorzystać. To jest trochę tak, jak wyjeżdża się na wakacje. Zwróćcie uwagę, w kurortach jadą ci sami ludzie, którzy trzy dni temu siedzieli i zabijali się emocjonalnie w korporacji. Walczyli ze sobą, naciskali, okłamywali, manipulowali. I oni jadą na wakacje. Ludzie są uśmiechnięci, fajni, przyjaźni, pomocni.
Uśmiechają się często do siebie. Dużo częściej niż trzy dni temu. Ci sami ludzie. Najwięcej naszych negatywnych, czyli szkodliwych dla nas emocji, myśli, sytuacji powstaje wtedy, kiedy jesteśmy w negatywnym świecie, w negatywnej rzeczywistości. Wtedy to wszystko z nas wyłazi. Nie wtedy, kiedy jesteśmy zrelaksowani, wypoczęci i nastawieni na relaks. I wtedy potrzebne nam jest narzędzie, umiejętność, która pozwoli nam temu wszystkiemu się troszeczkę oprzeć, przeciwdziałać, zablokować dostęp tego wszystkiego i wpływ na nasze samopoczucie. To, o czym powiedziałem, jest kolejnym dowodem na to, z czym się spotykam w różnego rodzaju filmikach. Kiedy dodaje się dodatkowych wartości do tego, o czym się mówi po to, żeby podnieść tego wartość, rangę. Ale nawet nie to jest najgorsze.
Dla mnie jest to też forma manipulacji. Dostałem ostatnio od jednej z naszych sympatycznych słuchaczek jakiś bardzo świeży filmik z panem, który się nazywa Pisze się Braco, nie wiem, jak się czyta. To jest Indianin, który bardzo pięknie wygląda i który przesyła energię za pomocą swoich oczu. Bardzo przyjemne odczucie. Obejrzałem. Zacząłem oglądać ten cały wstęp i czułem, jak jestem przygotowywany na to, żebym wiedział dokładnie, co mam poczuć w momencie, kiedy pojawi się właściwy pan. Dla mnie jest to pewnego rodzaju forma manipulacji. Ktoś mnie przygotowuje, podpowiada mi, sugeruje, co ja powinienem za chwilę odczuć. Oczywiście obejrzałem kawałeczek, żeby zobaczyć w ogóle, z czym to się je i przeszedłem od razu do samego przekazu, ponieważ chciałem to odczuć bez sugestii, co powinienem odczuć. Chciałem, żeby to było moje.
I spojrzałem, cztery dni, 20, 30 tysięcy wyświetleń. I od razu przypomniał mi się, nawet w komentarzach ktoś powiedział, porównał do pana Kaszpirowskiego. Ja sobie przypomniałem naszego słynnego Jana Nowaka, „Ręce, które leczą”. Myślę sobie, że my cały czas szukamy sposobu, żeby ktoś za nas odwalił robotę, wyręczył nas z tego wszystkiego, żeby ktoś zrobił coś, co spowoduje to, że będziemy lepsi, zdrowsi, mądrzejsi, szczęśliwsi, wolniejsi, bardziej pogodni i tak dalej. Żeby ktoś za nas to zrobił. I ilekroć z kimś nie rozmawiam, kto właśnie takiej pomocy czy czegoś ode mnie oczekuje, mówię: „Nie da się”. Proces ewolucji oprócz procesu zbiorowego jest procesem indywidualnym. Po to indywidualnie przechodzimy przez doświadczenia, żebyśmy indywidualnie wyciągali z nich wnioski i indywidualnie dokonywali innych decyzji. Indywidualnie. I tylko wtedy, kiedy my dokonamy tej decyzji, podejmiemy tą decyzję, wtedy dopiero proces ewolucji jest posuwany do przodu.
Do momentu, dopóki powstrzymujemy się przed podjęciem takiej decyzji, przed daną reakcją, przed danym zachowaniem, to do tego momentu uczestniczymy w lekcji.O zakończeniu lekcji decyduje klasówka, czyli to, co w danej sytuacji zrobimy, co napiszemy, jak się zachowamy, jak zareagujemy, jakie emocje w nas się pojawią. Wtedy to doświadczenie się kończy. Wtedy przechodzimy do rozwiązywania następnego zadania. A my mamy taki syndrom ściągania jak w szkole. Ja to widziałem, wy też. Jak człowiek jest nieprzyzwyczajony do samodzielnego rozwiązywania problemów, do samodzielnego posiadania wiedzy czy umiejętności, to powiem to na przykładzie. Miałem przeróżnych kolegów w szkole, jak każdy z nas. I pani wywoływała do tablicy. „No to chodź tam Darek, rozwiążesz to zadanie na tablicy”. Znacie tą traumę, nie?
Cała klasa się gapiła, a my szliśmy do tablicy, żeby rozwiązać jakieś tam zadanie, o którym nie mieliśmy zielonego pojęcia, bo jeszcze chwilę temu graliśmy w kółko i krzyżyk z kolegą w ostatniej ławce. Więc w ogóle o co chodzi? Jakie zadanie? Na jakiej ja jestem lekcji? Co to za przedmiot? Więc rozwiązywanie zadania to już w ogóle była jakaś magia. I ci, którzy posiadali umiejętność i wiedzę, szli do tej tablicy, patrząc się na tablicę i szukając w niej rozwiązania. Ci, którzy z założenia potraktowali się, że nie wiedzą, szli wolnym krokiem przez klasę, słuchając podpowiedzi. I oni dochodzili do tablicy i zamiast odwrócić się w stronę tablicy i tam szukać rozwiązania, odwracali się w stronę klasy, szukając tam podpowiedzi i rozwiązania. Czyli tego, żeby ktoś za nich rozwiązał to zadanie.
Oni nawet nie próbowali, nie podejmowali próby samodzielnego rozwiązania tego zadania. Jest to jeden z objawów działania podświadomości. Jeżeli mamy taki wypracowany od dzieciństwa system, że czekamy, że ktoś będzie za nas rozwiązywał problemy, że ktoś będzie nas wyręczał, że ktoś będzie nam pomagał, że ktoś za nas będzie załatwiał sprawy, to przed każdym zadaniem nie będziemy próbowali samodzielnie podjąć próby, tylko będziemy rozglądali się za podpowiedzią. Za kimś, kto za nas ten problem rozwiąże. I to jest fenomen wszelkiego rodzaju poradników, wszelkiego rodzaju książek, które mówią, co robić, jak robić, filmów i tak dalej. I jakkolwiek nie mam nic przeciwko narzędziom pomocniczym, bo faktycznie można z nich wiele skorzystać. Do momentu, dopóki ma być to narzędzie pomocne, które nam pomoże rozwiązać jakiś tam problem, to jest okej. Natomiast w momencie, kiedy my całkowicie wyłączamy siebie, swój udział w tym wszystkim, to już zaczyna to być trochę niebezpieczne. Ponieważ jak w świecie praktycznym możemy zatrudnić fachowca, notabene to samo robimy. W świecie duchowym robimy to samo.
Zatrudniamy fachowców, żeby za nas rozwiązali nasze problemy. Natomiast nikt takiej umowy z nami nie podpisywał. Ja nie mówię o tych, których wynajmujemy. Ja mówię o źródle, o Bogu, o ewolucji, o reinkarnacji. Nie ma tam zapisu, że ktoś za nas coś zrobi. Osoby, które uczestniczą w naszym życiu, mają nam dostarczać informacji odnośnie tego, jak wyglądają nasze działania na przestrzeni społecznej. Czym one skutkują? Po to są nam potrzebni ludzie. Są dla nas dostawcami informacji o tym, co robimy dobrze, źle, jak to działa, jak to wychodzi, jakie są interakcje. Biedni ludzie są po to, żeby nas uczyć empatii, pomagania.
Bogaci ludzie są po to, żeby nam pokazywać, że problem bogactwa nie jest problemem pieniędzy, tylko problemem naszej głowy. Ja dostałem taką książkę „Umysł biedny, umysł bogaty”. Nie wiem, czy wam o niej mówiłem. To było dawno, dawno temu. Zdecydowanie nie musicie mi zadawać pytania, żeby zapytać, czy ją przeczytałem. Nie, nie przeczytałem jej, natomiast mam, posiadam i sam tytuł mówi bardzo dużo. „Umysł biedny, umysł bogaty”. I wystarczy spojrzeć na naszych znajomych, którzy wychowali się w rodzinach bogatych, majętnych, że oni nie mają problemów na przykład z zarabianiem pieniędzy czy z posiadaniem pieniędzy, ponieważ pieniądze są dla nich tylko narzędziem, które jest w każdym domu.Nie są źródłem problemów, nie są źródłem stresów, tylko są. Tylko są jak drzewa, jak chmurki, jak samochodziki na ulicach. Są.
Są po to, żeby z nich korzystać. I nikt w tym domu się nie zastanawiał, czy pieniądze będą. Bo pieniądze mają być. Nikt tego nie stawia pod wątpliwość. Jest zawsze pytanie: ile ich będzie? Czy będzie ich wystarczająco dużo, żeby kupić obraz Mona Lizy? Obraz z Mona Lizą, a nie obraz Mona Lizy. Z tego, co słyszałem, Mona Liza nie malowała. Pytanie jest, jak dużo ich będzie. Natomiast nie ma pytania, czy one będą.
Ludzie bogaci są po to, żeby nam pokazywać, że to problem gdzieś powstaje w naszej głowie z tym, co możemy, czego nie możemy, na co zasługujemy i tak dalej. Ludzie ze wszechmiar są dla nas dostarczycielami informacji. Dostarczycielami informacji. Natomiast całą resztę roboty musimy zrobić sami. Musimy. Nie musimy. Możemy oczywiście się temu przeciwstawiać. Możemy się temu przeciwstawiać. Możemy mówić: „Nie, mam to w dupie. Będę zatrudniał fachowców i niech oni rozwalają, że tak powiem, moje schematy rodzinne, podświadomościowe, karmiczne, takie, śmakie, wcieleniowe.
Niech oni to rozwalają. Ja będę płacił, a niech oni robią z tym porządek”. Egzorcystów, mnichów, druidów, szamanów i tak dalej. Niech oni tam tańczą, śpiewają, robią, co chcą, ale mają zrobić porządek z moim życiem. Ja chcę, żeby moje życie było fajne. Koniec, koniec, kropka. Ja tego chcę. Ty to zrób. I tu się okazuje, że tak to nie działa, że jednak bez zagłębienia się w swoje własne wnętrze tych problemów nie rozwiążemy. Problemów.
To nie są problemy. To są sytuacje, które my tworzymy. To nie są problemy, kochani. Każda sytuacja, w której w życiu uczestniczymy, jest wytworem naszego działania, naszych myśli, naszych emocji. Ona się nie bierze znikąd. Ona nie przyleciała z kosmosu. Ona została przez nas wytworzona. Owszem, są sytuacje, w których na pewne rzeczy nie mamy wpływu. I one faktycznie są odgórnie gdzieś zaplanowane i mają się jako doświadczenie w naszym życiu pojawić. Od nas zależy, co z tym doświadczeniem dalej zrobimy.
Tu jest egzamin, tu jest lekcja. Jak my się w tej sytuacji zachowamy? To jest odpowiedź o nas samych. I to jest też odpowiedź, co będzie dalej z naszym życiem. Od tej decyzji zależy, jak będzie wyglądało nasze życie za 10 minut, jutro, pojutrze, za trzy dni, może za miesiąc, czasami nawet za kilka lat. I tu są potrzebne nam narzędzia, żebyśmy w każdym momencie podejmowania takiej decyzji byli świadomi, czym ta decyzja może skutkować i w co się na przykład w tej sekundzie naszego życia pakujemy. Takie narzędzia są nam potrzebne, a my cały czas szukamy tych narzędzi, które zatrudnią ludzi do rozwiązania problemów, które już się pojawiły. I super. Są takie sytuacje, w których sami sobie nie poradzimy. Potrzebujemy pomocy.
Tylko jest pytanie: co będzie dalej? Nie wiem, czy mówiłem. Chyba mówiłem. Ja jestem duchowym uzdrowicielem. Tak, jestem duchowym uzdrowicielem. Skończyłem kurs duchowego uzdrawiania, ten trzy-, czterostopniowy. To było pewnie prawie 20 lat temu. Oczywiście robiłem to w pierwszym zamyśle pod kątem tego, żeby uzdrowić swojego syna. Pewnie się domyślacie, że taka była główna intencja mojego działania, ponieważ pozostałe metody jakby się wyczerpały, więc postanowiłem ja coś też zrobić. Wtedy w bardzo wyraźny sposób zrozumiałem, czym jest przeznaczenie.
Ja nie pojechałem na egzaminy do Anglii, bo to jeszcze wtedy trzeba było jechać na egzaminy do Anglii, ponieważ ja po skończeniu tego kursu wiedziałem, że tego nie będę robił. Wiedziałem, że jeżeli podejmę próbę, to podejmę próbę w stosunku do swojego syna i tyle. Oczywiście podjąłem tą próbę. Podjąłem tą próbę i wtedy zrozumiałem, że czasami, chcąc komuś pomóc, po pierwsze nie jesteśmy w stanie, ponieważ jego decyzja o przeżyciu danego życia w taki czy w inny sposób jest jego decyzją. Ja nie mam prawa na jego decyzję wpływać tylko dlatego, że mi będzie z tego powodu lepiej, bo ja się będę czuł spełniony na przykład. Może będę się czuł ważny, może będę się czuł też szczęśliwszy. Może będzie mi lżej z tego powodu. Może moje życie będzie przyjemniejsze, łatwiejsze. Jeżeli ja zrobię coś dla drugiego człowiekaJemu to w jakiś sposób pomoże, ale tak naprawdę najbardziej pomoże mi, bo najbardziej poprawi moje samopoczucie, ponieważ ja bym chciał, żeby on był taki, śmaki owaki, bo ja takich ludzi lubię, więc ja mu pomogę. Ja go zmienię, żeby on był lepszy, bo wtedy mi będzie lepiej.
To jest często taki proces działania. To jest to, o czym mówiłem z intencjami. Kończąc kurs duchowego uzdrawiania, rozmawiając wtedy z ludźmi, mówiłem taką rzecz: słuchajcie, coś się w życiu, w tym ciele energetycznym człowieka pojawiło. Coś się pojawiło, jakieś emocje, energie. Coś spowodowało, że ten człowiek jest w takim, a nie w innym stanie emocjonalno-fizyczno-duchowym w tej chwili. Coś. Ja nie wiem co. Wiem co. Jego myśli, przekonania, podświadomość, przeznaczenie, proces rozwoju świadomości. To wszystko się w jego życiu pojawiło.
Czy ja mam prawo mu to zabrać? Czy ja mam prawo pozbawić tego człowieka czegoś, co ma służyć jemu do zrozumienia? Do zrozumienia, do wypracowania swojej własnej świadomości. Czy ja mam prawo go tego pozbawić? A poza tym, co będzie dalej? Jeżeli ja nawet go tego w tej chwili pozbawię, zabiorę mu to, co go obciąża, to czy on, nie zmieniając swoich wzorców myślenia, za chwilę nie znajdzie się znowu w takiej samej sytuacji? Jeżeli nie usunie przyczyny, która go do tego miejsca zaprowadziła. To jest jak z dzieckiem. Jeżeli mówi mu się: „Nie rusz, bo to jest gorące, nie rób tego, bo zrobisz sobie krzywdę. Nie dotykaj tej świeczki, bo się sparzysz”.
To dziecko cały czas będzie myślało o tym: może tak, a może nie. Może oni mnie oszukują. Może mi zabraniają, bo sami tej świeczki dotykają. Jeżeli na tą chwilę pozbawi się dziecko świeczki, to czy to daje nam gwarancję, że w momencie, kiedy my odwrócimy wzrok albo dziecko pojawi się w okolicach innej świeczki, to czy tej świeczki nie dotknie? Czy samo mówienie mu: „Nie ruszaj” jest już gwarantem tego, że on się nie sparzy? Nie. Gwarantem tego, że on się nie sparzy jest to, jak dotknie i się sparzy. To jest doświadczenie. To nam mówi dokładnie, czy tak można, czy tak nie można. Dopiero doświadczenie nam o tym mówi.
Oczywiście tu mówimy o dziecku. Tu mówimy o zupełnie innej świadomości. Wy, kochani, jesteście też w innej grupie świadomościowej, bo szukacie. Bo próbujecie prowadzić świadome życie. Wy już wiecie, że chcecie czegoś innego. To jest inna bajka tak naprawdę, ale z drugiej strony ten proces zostaje cały czas niezmienny, że poprzez doświadczanie dowiadujemy się, co można, czego nie można, co jest złe, co jest dobre, co jest fajne, co jest niefajne. Pozbawianie człowieka tych doświadczeń nie powoduje tego, że jego świadomość wzrasta. Mało tego, u niektórych ludzi spowoduje taką sytuację i takie przekonanie, że ok, raz mi się udało, to po co ja będę cokolwiek zmieniał w swoim życiu? Jeżeli coś się wydarzy, to cóż, ja pójdę do takiego duchowego uzdrawiacza czy jakiegoś tam innego i niech on zrobi z tym porządek. Zapłacę mu 100, 200, 300, 500, 1000, 3000 i niech on zrobi z tym porządek.
Ja nie muszę nic w życiu zmieniać. Jedynym wnioskiem z takiego doświadczenia jest to, że znowu mi się udało, że znowu ktoś za mnie odwalił robotę. Więc kochani, dlatego nie zajmuję się duchowym uzdrawianiem. Pewnie trzepałbym kapuchę, bo ja mam ręce, które leczą. Pewnie trzepałbym kapuchę. Natomiast czy w ten sposób rozwijałbym świadomość innych ludzi? Ja nie jestem od rozwijania świadomości innych ludzi. To też, żebyśmy tutaj mieli jasność. Ja nie jestem od rozwijania niczyjej świadomości. Wasza świadomość, każdego z nas się rozwija.
Czy chcecie, czy nie chcecie, ona się rozwija. Poprzez każde drobne doświadczenie ona się rozwija. Więc ja nie mam wpływu na rozwój waszej świadomości. Ja mogę tylko spróbować powiedzieć wam, jak to działa, żebyście mogli sami rozwojem swojej świadomości kierować i poniekąd wybierać w jakimś zakresie doświadczeniaNa bazie jakich będziecie swoją świadomość budowali. To tyle ja mogę dla was zrobić. Ja nic więcej nie robię i nic więcej nie jestem w stanie zrobić. Mogę wam pomóc zinterpretować pewne doświadczenie, które was w życiu spotkało i spróbować zrozumieć, co ono może dla was znaczyć, bądź jaką decyzję pasowałoby teraz podjąć, żeby się nie zapakować po raz kolejny w jakieś kłopoty. Mogę spróbować wam podpowiedzieć i to niniejszym czynię. Co zrobić, jak już się tego bałaganu narobi za dużo? Jak się z tego oczyścić?
Natomiast to, co chciałbym dla was zrobić, to to, żebyście w każdej chwili swojego życia dysponowali narzędziem, które będzie pozwalało wam podejmować słuszne decyzje, rozsądne i dobre dla was. Natomiast tak się może wydarzyć tylko wtedy, jeżeli skoncentrujecie swoją uważność na samych sobie. Ponieważ tylko sami w sobie możecie dokonać zmian. I koniec. Wspomagacze i wyręczanie się innymi ludźmi nie zmienia waszej świadomości, samej świadomości siebie. Owszem, pozwala poznać mechanizm. Często na przykład poprzez uzdrawianie duchowe daje człowiekowi wytchnienie. Zresztą bioenergoterapeuci, różnego rodzaju terapie, psychoterapie i tak dalej pozwalają człowiekowi złapać oddech w tej sytuacji, kiedy człowiek jest już tak przytłoczony, tak przywalony tym wszystkim, tak zniechęcony, tak zdeterminowany, tak słaby. Pozwalają mu złapać trochę oddechu, nabrać wiary, siły, chęci do działania. Natomiast zawsze z takim działaniem musi być związana świadomość po to właśnie, żeby za chwilę nie zapakować się w te same kłopoty.
A uwierzcie mi, że każdym następnym razem to doświadczenie jest silniejsze i bardziej bolesne. Mało tego, za każdym następnym razem nasza wiara w możliwość rozwiązania tych problemów jest coraz mniejsza. Więc ważne, żeby zaliczać w pierwszym terminie, jak mawiają studenci. Wtedy te wakacje są dłuższe. Doświadczenia spiętrzają się, jak na studiach. Jak zaliczamy po kolei przedmioty, to zaliczamy, jakoś to idzie. Jak zaczynamy nie zaliczać przedmiotów, to wtedy nam się wszystko kumuluje. I raptem w ciągu tygodnia, dwóch musimy ogarnąć wszystko. I wtedy mamy kumulację. W życiu jest tak samo.
Jak podejmiemy właściwą decyzję, właściwą dla nas, w sensie świadomą decyzję zakończającą pewne doświadczenie, to mamy chwilę przerwy. To wtedy nasza dusza daje nam chwilę przerwy. „Odsapnij człowieczku, jest okej. To jest zaliczone. Zbieraj siły przed następnym”. I pojawia się za jakiś czas następne doświadczenie. Później znowu jakieś tam. Bo to nie jest tak, że my sobie tu już usiądziemy i będziemy kupony odcinali i nic się nie wydarzy. Nie, tu się ciągle coś wydarza. Ciągle jesteśmy poddawani jakimś próbom.
Ciągle jesteśmy testowani przez otoczenie, przez społeczeństwo, przez media, przez samych siebie. Rzucamy sobie różnego rodzaju wyzwania. Czy już aby na pewno jesteś taki kozak i czy na pewno już wiesz, jak należy tę sytuację załatwić? To cały czas się będzie działo. Natomiast będzie się działo w sposób świadomy i niekumulacyjny. Dlatego kochani, po raz kolejny to, co wam przeczytałem na początku audycji. Zrób sobie kolację, wlej sobie lampkę wina i wznieś toast za samego siebie, bo jesteś najlepszym towarzystwem dla samego siebie. Tego wam oczywiście życzę z całego serca. Jak najwięcej toastów za samych siebie, bo tu są tak naprawdę prawdziwe odpowiedzi o tym, co jest ważne, co jest nieważne dla nas w naszym świecie, w naszej przestrzeni życiowej. Bo ta przestrzeń jest dla nas po pierwsze najważniejsza, jest najcenniejsza i w tej przestrzeni bierze się wszystko.
W tej przestrzeni tworzy się całe nasze życie. I na naszym życiu, kochani, musimy się skupić. Nie na życiu innych ludzi, na naszym życiu. W następnej audycji spróbujemy porozmawiać być może, jak się nic nie wydarzy, o cykliczności pewnych wydarzeń w naszym życiu, o powracających historiach, o przeżywaniu po raz kolejny tego samego doświadczenia. Dlaczego to się bierze? Dlaczego ludzie nas denerwują? Dlaczego się wkurzamy na innych ludzi? Dlaczego właśnie chcemy i próbujemy ich zmieniać? Dlaczego reagujemy na przykład złością, frustracją?Na zachowania innych ludzi. Z czego to wynika i co w takiej sytuacji najlepiej by było dla nas gdybyśmy zrobili?
Kochani, jeszcze oczywiście wątek polityczny, o którym miałem wspomnieć, czyli wątek pod tytułem: wczoraj mieliśmy wybory, dokonaliśmy jakichś wyborów. Powiem wam tak: znam frekwencję, mniej więcej wiem, kto tam, co tam, bo sobie przeczytałem w internecie. I cóż to dla nas oznacza? Kochani, jaką informację my dostaliśmy po wczorajszym dniu? Nie chodzi mi o informację polityczną, o to, który kandydat jest lepszy albo który jest gorszy i tak dalej. Jaką informację my na temat świadomości otrzymaliśmy wczoraj i teraz przez najbliższe dwa tygodnie najprawdopodobniej będziemy po raz kolejny testowani na okoliczność wyborów. Dostaliśmy informację, na jakim poziomie świadomości są w Polsce ludzie i tylko to. I chciałbym, żebyście spojrzeli na to pod tym kątem. Bo cała złość, pretensja, nienawiść, która bardzo często przy różnego rodzaju akcjach politycznych zwłaszcza zostaje pobudzona, wyciągnięta na wierzch, na światło dzienne, nie jest niczym innym jak informacją o świadomości innych ludzi. Ja nie mówię tylko o tych 43%, czy tam o 30, 14 czy o 2.
Mówię ogólnie o świadomości ludzi. Bardzo często słyszę głosy, które mówią o tym, że to wszystko za chwilę pieprznie, że to wszystko się wywali, że to wszystko się rozsypie. Za każdym razem, przy okazji każdych wyborów jesteśmy mamieni różnego rodzaju obietnicami, z których, nazywając rzeczy po imieniu, politycy mają mniejszą bądź większą chęć się później wywiązać. Nasza podatność na słuchanie obietnic, na snucie marzeń i na czekanie, że ktoś za nas coś znowu załatwi, że ktoś nam coś zrobi, ktoś nam coś da bez naszego udziału, jest też pokazaniem naszej ziemskiej natury i poziomu świadomości. Natomiast pierwszym krokiem do kroku ewolucyjnego jest poznanie prawdy. I teraz ważne jest to, aby na tą prawdę zwrócić uwagę. To jest tak jak w życiu: jeżeli przez długi okres czasu dajemy się poniżać, dajemy się oszukiwać albo żyjemy, jak często w przypadku zdrady jest tak, że żyjemy w związku, w którym uświadamiamy sobie, że ktoś mówił nam przez ostatnie trzy miesiące, trzy lata albo 13 lat nieprawdę, to nasza frustracja jest po prostu spotęgowana. Wtedy wszystko w nas chce wybuchnąć. Wtedy pojawiają się wszystkie te najgorsze emocje, jakie mogą tylko nam towarzyszyć. W momencie, kiedy dowiadujemy się prawdy i mamy świadomość tego, że byliśmy oszukiwani, to im dłużej byliśmy oszukiwani, poniżani, tłamszeni, manipulowani, tym wybuch naszej frustracji, złości, nienawiści i środki, których używamy, są adekwatnie większe.
Jeżeli ktoś nam powie: „Słuchaj, wiesz co? Zamierzam cię oszukać”, a ty mówisz: „Nie, nie oszukuj mnie”. On mówi: „Dobra, okej, to cię nie oszukam”. Nasz poziom frustracji jest zerowy. Mało tego, jest satysfakcja. „Wow, nie dałem się oszukać. Obyło się bez kłótni, awantur, jakichś innych rzeczy. Wow, jest sukces”. Natomiast jeżeli proces trwa długo, to zakres i poziom złości, frustracji i nienawiści jest większy. Więc zwróćcie, kochani, uwagę na prawdę.
Starajcie się ją najbardziej weryfikować po to, żeby nie fundować sobie oraz innym zbyt dużego poziomu frustracji. Nazywając rzecz po imieniu: im szybciej dowiemy się, co jest prawdą, a co jest nieprawdą, tym mniejsze ryzyko jest, że poziom frustracji w społeczeństwie, narodach, ludzkości będzie taki, że faktycznie to wszystko pieprzy. Bo nienawiści, która się już rozpęta, nie da się tak szybko powstrzymać. I to jest jedyne ryzyko, które ja na tą chwilę tutaj dla nas widzę, że po prostu w którymś momencie poziomu nienawiści i frustracji po odkryciu prawdy nie da sięW ludziach powstrzymać. Dlatego koncentrujcie się na prawdzie, weryfikujcie ją, analizujcie, sprawdzajcie, zastanawiajcie, szukajcie. Nie budujcie w sobie sami podłoża do kolejnych frustracji. No dobrze kochani, to w związku z tym, że dzisiaj o 23:00 wchodzi jubi, to ja tą część oficjalną pozwoliłbym sobie uważać za zamkniętą. Nie wiem, jak wygląda sytuacja z komentarzami. Czy jesteście kochani dzisiaj tutaj z nami? Troszeczkę sypnęło.
W związku z tym, że pan Marek po wypowiedziach politycznych obiecywał pięć minut zablokowania, to ja się czuję zablokowany, a pana Marka bym poprosił o jakąś łagodzącą nastroje muzyczkę i po chwili przerwy ja bym przeszedł do czytania komentarzy, a wy w tym czasie byście podładowali telefony i zajęli się, że tak powiem, niech każdy zajmie się swoimi przywilejami i obowiązkami.
[01:08:22] - A więc tak jak mówił pan Sławek Bączkowski, robimy teraz kilka minut przerwy. Tak gdzieś cztery minutki powiedzmy i już za minut cztery wchodzimy z powrotem do drugiej części audycji „Świat oczami duszy”, w której pan Sławek będzie komentował, będzie czytał komentarze z czata i się do nich odnosił. No i będziemy również czekać na wasze telefony. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami. Słuchacie państwo audycji „Świat oczami duszy”. Przed chwilą na antenie Radia Paranormalium wybrzmiał znany już wam kawałek, na pewno znany słuchaczom nieistniejącego już Radia Nafani, z którym Radio Paranormalium onegdaj współpracowało. Nawiasem mówiąc, kapitan Tomek, założyciel Radia Nafani, czasami się pojawia w audycji „Trójka bez sternika”. W środy na żywo audycję nadawana wspólnie przez Radio Paranormalium, Radio Cenzura i Radio Dream Time. Utwór, który zapewne wzbudził u niektórych z państwa wspomnienia związane z Radiem Nafani to oczywiście „Love” wykonywany przez projekt DNA Has Changed in a Mechanical Network, a projekt założony przez również czasami słyszanego w Radiu Paranormalium Kumbę Babickiego.
A więc przechodzimy teraz do drugiej części audycji „Świat oczami duszy”. Przypomnę, że dzisiaj mamy poniedziałek, 29 czerwca 2020 rokuI od początku audycji dzisiaj otwarta jest linia telefoniczna. Czekamy z panem Sławkiem. Może ktoś wreszcie za telefon chwyci i zadzwoni i podyskutuje z nami na antenie. Głównie z panem Sławkiem, ale również z innymi słuchaczami jak najbardziej. Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Można także do nas pisać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube.
Można także nas spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:14:21] - Przyłączam się do prośby pana Marka. Kochani, jak ktoś ma ochotę to zapraszam do dzwonienia. Ja tutaj mam komentarz o 8:15. Już 20:15. Peter pisze: „Chodzę po górach. Ja zamiast chmurek zastosowałem na drzewach. Wczoraj był taki detoks. Ogólnie natura, w szczególności drzewa mnie przyciągają. Każde drzewo ma swoją historię, jak chmury. Od czucia spokoju duszy najbardziej odpoczywam”.
Super, zawsze się cieszę, jak podejmujecie, kochani, jakąś próbę sprawdzenia mnie. Czy to, co mówię, ma jakikolwiek sens i przekłada się na praktykę, bo dla mnie ten aspekt praktyczny jest w moim przekazie najważniejszy. Nie sama teoria, nie samo mówienie, tylko przełożenie tego właśnie na codzienne życie. Bo rozwój duchowy, wbrew temu, co sobie myślimy o tym, to jest transformacja. To nie jest wiedza. Rozwój duchowy to jest transformacja, to jest nauczenie się postępowania. Nie dowiedzenie się, tylko nauczenie się postępowania. Cały rozwój duchowy, cała idea reinkarnacji, rozwoju świadomości ma sprowadzać nas, ludzi, do nauczenia się postępowania. Nie mówienia, nie rozmawiania, nie dyskutowania, nie zastanawiania, nie analizowania, tylko postępowania w codziennych, praktycznych sytuacjach życiowych. Duchowość to nie tylko aspekt energetyczny, niewymierny, niewidoczny.
Duchowość to jest praktyka. Tak że bardzo ci dziękuję za ten komentarz, za to, co napisałeś, Peterze. Artur76 pisze: „To po co te fake newsy?” Najprawdopodobniej chodziło o to, co powiedziałem, a później powiedziałem, że to jest nieprawda. Po co? Arturze, to taki mój pomysł. Oczywiście mogłem to zostawić w eterze i dementować to na przykład za tydzień dopiero, pozwolić wam się nakręcić zadawaniem pytań, jakich ziół używam i z czego zrobiony jest krzyż celtycki i tak dalej. Natomiast to nie o to mi chodzi. Nazwałeś to fake newsem. Na tyle, na ile mnie znacie, wiecie, że ja daleki jestem od chęci czy próby manipulowania wami i wsadzania kija w mrowisko. Bardziej mi chodzi o to, żebyście poczuli, co w takich momentach sami wewnętrznie czujecie.
Na ile jest wam ta cała otoczka potrzebna, na ile wasza podświadomość tego potrzebuje, żeby uznać coś za wartościowe, za ważne, za ciekawe, za interesujące, a na ile już jesteście na tyle blisko ze sobą, że nie potrzebujecie żadnych dodatkowych bodźców, żeby samego siebie gdzieś poznawać. Malwina pisze: „Dziękuję za odpowiedź. Odczucia chyba każdy ma podobne. Najpiękniejszy jest ten błogi spokój. Coś cudownego”. Ja powiem tak: największy deficyt na to, na co w 2020 roku mamy, to jest czas i spokój. To są rzeczy najbardziej chyba przez nas pożądane, ponieważ jeszcze nie nauczyliśmy się we właściwy sposób reagować na te wszystkie informacje, które do nas docierają. Jeszcze nie nauczyliśmy się ich filtrować. Jeszcze po prostu wszystko kupujemy jako prawdę. Wszystko bierzemy do siebie, wszystko próbujemy przez siebie przepuścić i dlatego tego spokoju nam w dużej mierze brakuje.Ale ja oczywiście jak najwięcej spokoju każdemu, kochani, z całego serca życzę i też po to, żeby w jakiś sposób do tego spokoju nauczyć się dochodzić.
Nie tylko wtedy, kiedy tak jak Peter jesteśmy w górach czy jak jesteśmy na spacerze, jak jesteśmy na urlopie. Żebyśmy potrafili ten spokój osiągać również w sytuacjach, w których ktoś próbuje nas wciągnąć w jakiś chaos, w jakąś gonitwę, w jakąś presję. To poczucie tego spokoju jest wtedy nam najbardziej potrzebne i najbardziej chyba właśnie wtedy brak tego spokoju nas w jakiś sposób boli. Peter pisze: „Ja miałem mieszane uczucia. Znam pana innego. Pan lubi prostotę serca, dlatego najlepiej panu wychodzą audycje o prostej konstrukcji, a nie z tysiącem pomysłów”. Rozumiem, że chodziło właśnie o to, o czym mówiłem. Czyżbym słyszał telefon?
[01:20:32] - Słyszy pan telefon. Słyszy pan pana Kazimierza. Panie Kazimierzu, witamy. Czy się słyszymy?
[01:20:37] - Dzień dobry.
[01:20:39] - Pan Kazimierz?
[01:20:41] - Tak, pan Kazimierz.
[01:20:42] - Witam panie Kazimierzu, parę dni się nie słyszeliśmy. Co tam słychać z dobrych rzeczy? Jakieś tam newsy.
[01:20:49] - Panu dzwonię, bo parę audycji temu wezwał mnie pan, zobowiązał mnie pan wręcz do zadzwonienia z przemyśleniami odnośnie prokrastynacji. Jakie tam moje w związku z tym by były. I pomyślałem sobie, że dzisiaj może być dobry temat, bo też takie przemyślenia mogą być w dzisiejszym wątku audycji, więc chciałem po prostu tak na chwilkę zadzwonić i się podzielić.
[01:21:26] - Super, super. Tęskniłem.
[01:21:31] - Ja słuchałem. Byłem cały czas obecny. Słuchałem. Wie pan, panie Sławku, chcę powiedzieć coś, nie jestem pewien, czy potrafił to w ogóle wytłumaczyć, ale powiem w takiej przenośni. Mnie się wydaje, że zarówno rozwój duchowy, o którym jest rozmowa w każdej audycji, jak i ten właśnie aspekt prokrastynacji, czyli odkładania na później pewnych rzeczy, też aspekt chaosu w głowie, kiedy mamy miliony myśli i nie wiemy, co się w tej głowie dzieje. Myślę, że jest związany z czymś, co zacząłem nazywać takim w zasadzie snem na jawie. Bo mam takie wrażenie, że my na co dzień, tak zauważyłem, kiedy zacząłem zgłębiać to, jak ja się zachowuję, w zasadzie nie jesteśmy obecni tutaj tak na co dzień. Cały czas o czymś myślimy. Cały czas coś zaprząta naszą głowę. Praktycznie nie mamy świadomości, że stąpamy po podłodze często.
Czasami nie wiemy, gdzie leżały klucze, które mamy w ręku. Nie jesteśmy pewni, czy zamknęliśmy drzwi. Nie jesteśmy pewni, czy zgasiliśmy gaz. Nie wiemy, jaką drogą przeszliśmy do sklepu, kogo mijaliśmy, co mijaliśmy i tak dalej. Robimy rzeczy na automacie, żyjąc w takim półśnie wewnątrz naszej głowy. I uzależnienie, moim zdaniem, od tego powoduje, że nie jesteśmy w stanie żyć w realu. Jest coś, co mnie skłoniło do tego przemyślenia. Mianowicie kiedy dzieje się z nami coś złego, na przykład jakaś choroba albo ktoś sobie złamie nogę, czy być może coś go zakłuje w sercu, nagle się budzi. Nagle jest w danym momencie, w danej chwili, nagle się zastanawia, jest tu i teraz. Czyli nagle zaczyna być obecny w danej chwili.
Wraca z myśli, ponieważ wszystko przestaje być istotne oprócz tego, co jest tu i teraz, co się właśnie w tej chwili dzieje. I paradoks polega na tym, że ten cały rozwój duchowy jest moim zdaniem niemożliwy bez obecności tu i teraz, czyli też bez tego, z czym mamy problemy w trakcie samej medytacji. Nie wiem, czy dobrze się wyraziłem w miarę zrozumiale.
[01:24:31] - Panie Kaziu, w tym sensie zawsze się pan dobrze wyraża, a ja mam taki zwyczaj, że jak czegoś może nie to, że nie zrozumiem, ale mam obawy, czy zrozumiałem właściwie, to zawsze się gdzieś dopytam. Tym razem, jak pan zauważył, nie przerywałem, bo widziałem, że ten wątek, ta myśl jest tak bardzo fajnie poukładana i nie chciałem jej rozbijać na kawałki. To znaczy jednym z dążeń i z takich założeń, z którymi ja się spotykam w różnego rodzaju naukach tak zwanych duchowych, jest właśnie nauczenie się życia tu i teraz.Czyli ja to nazywam świadomością chwili.
[01:25:27] - Dokładnie.
[01:25:28] - Czyli wszystko to, co nas w danej chwili dotyka, żeby było dla nas istotne, żebyśmy potrafili poświęcić temu swoją uważność. Bo tak naprawdę to jest dla nas najistotniejsze. Ponieważ przyszłość tworzymy właśnie w tym momencie, więc wszystko to, co się w tym momencie wydarza, będzie w pewnym sensie decydowało o naszej przyszłości. A my często, to co pan słusznie zauważył, jesteśmy tu, ale myślimy o przyszłości. Nie tworzymy przyszłości.
[01:26:04] - Przeszłości, przyszłości.
[01:26:07] - Tylko myślimy o niej. Planujemy, zamiast ją tworzyć. Zastanawiamy się nad przyszłością, boimy się przyszłości, marzymy o przyszłości, ale jej nie tworzymy. Bo przyszłość tworzymy właśnie dokładnie w tej sekundzie, w której tutaj jesteśmy. I ja się całkowicie z panem zgadzam, że jest to umiejętność, która jest jeszcze piętą achillesową wśród bardzo wielu ludzi. To widać bardzo dokładnie podczas rozmów, kiedy rozmawiamy. Ludzie nie potrafią rozmawiać o tym, co dzieje się w tej chwili. Bardzo często też nie potrafią uczestniczyć w tym, co dzieje się w tej chwili, tylko na przykład będąc na spotkaniu towarzyskim budują opinię na temat ludzi na podstawie przeszłości i ta przeszłość bardzo często decyduje o odbiorze tego, co się dzieje w tej chwili. Czyli z założenia wiemy, że ktoś jest kanalią, to nie damy mu szansy na to, żeby go wysłuchać tu i teraz, tylko już na podstawie przeszłości tworzymy z niego kanalię i wszystko, co on mówi, jest odbierane jak słowa od kanalii, cokolwiek by nie powiedział. To oczywiście taki jeden z wielu przykładów.
Natomiast całkowicie się z panem zgadzam, że tak to fajnie by było. Ludzie spotykają się różnego rodzaju, przede wszystkim tam, gdzie szukamy spokoju, gdzie szukamy relaksu, gdzie szukamy rozrywki, to nie potrafimy się na tej rozrywce, na tej przyjemności, na tej radości wspólnego przebywania skupić, tylko cały czas gdzieś biegamy po różnych czasoprzestrzeniach, nie będąc tu i teraz. Nie słysząc na przykład, że siedzimy w lesie, że ptaki śpiewają, że słońce świeci, tylko koncentrujemy się na czymś zupełnie innym. Bardzo trafne jak zwykle stwierdzenie. Bez kija w mrowisko tym razem.
[01:28:25] - Tak. Tylko że coś jeszcze z tego wynika, bo pan powiedział, że ważna jest intencja, nie?
[01:28:33] - No.
[01:28:33] - Wtedy pan wspominał o intencji, że poznaj swoje intencje, to dowiesz się, dlaczego coś ci nie wychodzi albo dlaczego coś odkładasz na przykład na później, bo to może być mniej więcej klucz. Jeszcze głębiej w ten temat pójdę. Mianowicie jeżeli sobie zadamy pytanie kim ja jestem i jaki jestem, albo zadamy sobie pytanie o nasze intencje, to oba te pytania mogą być niemożliwe do odpowiedzi, ponieważ my po prostu myślimy. Wstajemy, idziemy do kuchni i nawet nie wiemy, co robiliśmy w kuchni, kiedy gotowaliśmy herbatę. Więc jak powiedzieć, kim ja jestem, jak nie, że jestem osobą, która ciągle zasypia w swoich myślach? Jak ocenić swoje intencje, skoro nie jestem tu i teraz i nie zastanawiam się nad moją intencją tu i teraz i nie rozważam świata z perspektywy teraz, tylko jestem w zasobnym śnie, bo akurat rozważam coś pod kątem przeszłości, rozważam coś pod kątem przyszłości i to w zasadzie, jaki mam nastrój. To w zależności od nastroju. Jest coś takiego, jak ktoś próbował na przykład medytować przed snem i świadomie próbować albo nie zasnąć, albo recytować jakąś formułkę w kółko. Człowiek dosłownie w sposób niesamowity zaczyna się wieszać nad tą samą formułką i albo zaczyna wygadywać głupoty, albo zaczyna się zacinać na formułce. Dosłownie my tak samo funkcjonujemy.
My tego nie zauważamy, że przez chwilę jesteśmy świadomi rzeczywistości, po chwili już jesteśmy gdzieś daleko w myślach i w ten sposób nie da się ocenić, kim my jesteśmy, ponieważ nie oceniamy naszej rzeczywistości, tylko nasz surrealizm codzienny i nie jesteśmy w stanie ocenić naszych intencji, ponieważ żyjemy w emocjach, które nas kierują właśnie w myśli. Dlatego to był ten taki problem, że nawet jak już byłem w stanie ocenić w miarę swoje intencje, to dalej mi nic nie wychodziło.
[01:31:10] - Ja myślę, panie Kazimierzu, że troszeczkę pan to zbytnio skomplikował. A może za dużo tu wątków jest? Bo jak próbujemy naprawiać samochód i rozgrzebiemy w nim wszystkoTo później jest faktycznie problem, żeby to poskładać do kupy. Więc może warto to zrobić jakoś tak po kolei. Czyli zacząć od tych rzeczy, które się pierwsze nasuwają i dopiero później brnąć dalej. Czyli naprawiać to sukcesywnie, po kawałeczku. Jeszcze jedną rzecz, panie Kazimierzu, bo pan mówi o tym, że my nie pamiętamy, co robimy w kuchni, co robimy tu, co robimy tam. Natomiast akurat w tej kwestii proszę się tym zupełnie nie przejmować, bo to jest ta dobra strona naszej podświadomości. Ona właśnie nie zmusza nas do codziennego myślenia o tych samych czynnościach, tylko potrafimy je robić z automatu. I to jest fajne, ponieważ w tym czasie, kiedy nie rozmyślamy o tym, gdzie jest herbata, gdzie jest czajnik, żeby się nie sparzyć i tak dalej, żeby nas prąd nie kopnął, to mamy właśnie czas, żeby skupić się na czymś innym.
Gdybyśmy musieli jeszcze dodatkowo wszystkie te czynności codzienne analizować, to już naprawdę nie mielibyśmy czasu na nic.
[01:32:37] - Basiu, tutaj się do końca nie mogę zgodzić z tym z jednego powodu. Ponieważ to jest podejście generyczne do takiej automatyzacji naszej podświadomości, że jadę samochodem, nie myślę, jak zmieniam biegi, nie myślę, jak wciskam pedał sprzęgła. To się samo dzieje, bo się nauczyłem. Czy wsiadam na rower i to po prostu umiem. Natomiast rzecz jest w czymś innym. Rzecz jest w tym, że my nie zauważamy tego, że powodem tego, że nie pamiętamy, co robiliśmy przed chwilą, nie jest automatyzacja sama w sobie, tylko to, że zaczęliśmy myśleć o czymś, co jest związane z tym, co jest tu i teraz. To jest podstawa moim zdaniem. Rzeczywiście ważna jest taka automatyzacja, że coś potrafimy robić automatycznie, ale nie może nam to przysłaniać tego problemu, że nie żyjemy tu i teraz jako ludzie. Ja to porównam w ten sposób, że gdyby to przyrównać do takiej gry komputerowej, w pewnym sensie, to szybko się okazuje, że zamiast grać w grę komputerową, czyli zamiast żyć, to sobie automatyzowaliśmy wszystko, czyli pomijaliśmy grę. Pomijaliśmy życie, bo jeżeli wszystko dookoła jest zautomatyzowane, a ja nie pamiętam, o czym myślałem tak naprawdę nawet godzinę temu, robiłem sobie kawę automatycznie, o czymś wtedy też myślałem.
Ja nawet nie pamiętam, o czym myślałem godzinę temu. Czyli to było kompletnie nieistotne z perspektywy tu i teraz. Natomiast straciłem możliwość życia. Spałem. W tym sensie ja myślę, że to jest to, czego w rozwoju duchowym się musimy nauczyć, czyli nie odpływać najzwyczajniej w myśli, które zachęcają do rozważania czegoś z przeszłości czy do rozważania przyszłości, do strachu, lęku, do planowania. Planowania tak, tylko że właśnie z perspektywy tu i teraz działać. To jest cholernie trudne.
[01:35:16] - Ja powiem tak: już teraz zrozumiałem, do czego pan zmierza. I tak, ma pan rację. Chodzi mi o skalę automatyzmu, bo ja rozumiem, że pan mówi, że ten automatyzm jest za daleko posunięty. Że gdybyśmy tylko faktycznie ten automatyzm sprowadzili do czynności fizycznych, czyli tego, że nie musimy myśleć właśnie o tym, że podnosimy rękę, że bierzemy czajnik, że odkręcamy wodę i tak dalej. Gdyby ten automatyzm był sprowadzony tylko do czynności czysto fizycznych, to byłby bardzo przydatny. Natomiast faktycznie ten automatyzm podświadomości, ta podświadomość zawłaszcza również nasze emocje, nasze myśli. Tak, faktycznie to jest zły kierunek. Czyli nasza podświadomość zawłaszcza 99% naszego życia, również naszych myśli, emocji, nawyków, reakcji emocjonalnych, słów, których używamy i tak dalej. Tak, tu się z panem zgodzę, że jesteśmy pozbawieni przez 99% życia, niektórzy nawet przez 100, możliwości dokonania świadomego wyboru, czyli na przykład: chcę się teraz cieszyć tym, że robię sobie kawę. Nie, ja robię sobie kawę, a jeżeli idę do pracy, to jestem już emocjonalnie w jakimś stanie, który nie pozwala mi się cieszyć tą kawą, ponieważ moja podświadomość zawładnęła tą emocją i ja już nie mam na nią wpływu.
Nie wiem, czy dobrze teraz już pana zrozumiałem. Czy o to właśnie chodzi?
[01:37:12] - Tak, dokładnie o to chodzi.
[01:37:16] - Tak.
[01:37:16] - Dokładnie to.
[01:37:17] - Panie Kazimierzu, doskonale. Cieszę się, że po raz kolejny, jak zwykle zajęło nam to chwilkę, ale po raz kolejny, że tak powiem, znaleźliśmy tą płaszczyznę porozumienia, zrozumienia. I ja się tu w 150% z panem zgadzam.
[01:37:35] - To mnie cieszy.
[01:37:38] - Mnie również po raz kolejny, ale to jest właśnie toCzego chciałbym, żebyśmy się oduczyli. Żeby więcej świadomości w tym wszystkim, co się w naszym codziennym życiu dzieje, żebyśmy mieli więcej świadomości, więcej udziału. Bo faktycznie nie rejestrując emocji, które się w danej chwili pojawiają, nie mamy świadomości tego, jaką przyszłość sobie tworzymy.
[01:38:09] - Tak. I co jest ważne, nie będziemy mogli odpowiedzieć na pytanie, jacy my jesteśmy naprawdę. Ponieważ to wszystko jest automat, to wszystko się dzieje poza nami. Na przykład jak ja naprawdę na pewne rzeczy reaguję, jaki ja jestem, kim ja dokładnie jestem. Skoro to wszystko jest zautomatyzowane poprzez większość czasu mnie nie ma, więc ciężko jest mnie samemu siebie zdefiniować. Swoje cele w życiu, swoje plany. To, czy robię coś dobrze, bo skoro jest to zautomatyzowane, to skąd mam mieć pewność, że moje postępowanie i plany życiowe są zgodne z tym, co nam w duszy? A może po prostu jest wynikiem przyzwyczajeń, nawyków i tak dalej. Pod tym kątem chciałem, ponieważ ten chaos, który jest w głowie, wynika stricte tylko i wyłącznie z tego, że jesteśmy poddani tym myślom nie swoim, nie jesteśmy sobą. Dopóki nie nauczymy się być tu i teraz, nie będziemy tego ćwiczyć dobrze, to będzie problem.
Tyle chciałem powiedzieć.
[01:39:29] - Jesteśmy sobą, bo oczywiście to poniekąd są, może nie do końca świadome-
[01:39:35] - Ale i my też jesteśmy sobą, to tak.
[01:39:38] - Natomiast w dalszym ciągu są to jednak nasze emocje i nasze myśli. Tu z jedną rzeczą się nie zgodzę, że trudno nam jest ocenić. Jestem daleki od jakiejkolwiek oceny. Bardziej bym nazwał to zrozumieć samych siebie, będąc w tym takim, jak to niektórzy nazywają matrixie, w tym takim automatyzmie. Natomiast trudniej nam jest samemu siebie zrozumieć, zwłaszcza jeżeli nie mamy umiejętności analizowania. Bo my często uciekamy od analizy i nie potrafimy pewnych rzeczy, pewnych sytuacji z naszego życia zebrać w jedną całość. Bo te sytuacje są jak słupki na drodze. Pokazują nam, w jakim kierunku zmierzamy i jak dojdziemy do tego miejsca, do którego sami siebie może bardziej automatycznie niż świadomie wepchnęliśmy, to w tym momencie możemy sobie przeanalizować, jakie te słupki po drodze były, co się działo, jakie decyzje podejmowaliśmy i po skutkach możemy dokonywać oceny, czyli zrozumienia samego siebie. Jakie myśli nas popchnęły, jakie emocje w nas są, że znaleźliśmy się w takim miejscu, a nie w innym. To jest właśnie moment, w którym możemy pewnej analizy dokonać i też możemy wtedy dokonać korekty pod warunkiem, że tak jak pan wspomniał bardzo słusznie, nauczymy się tu i teraz, czyli świadomie dokonywać decyzji.
Czy ta sytuacja mnie denerwuje, czy mnie śmieszy? Zacznijmy od takich prostych rzeczy. Jest sytuacja i zamiast reagować, zastanówmy się. Powiedzmy: „A zaraz, a może ja się chcę ucieszyć?” Na przykład może ja chcę zareagować nie złością, tylko na przykład uśmiechem. Okej, ja mówię: „Sławek, a weź sobie zareaguj uśmiechem”. Ja to testowałem na przykład w korkach. Niestety na ludziach bez ich zgody, bo nie było możliwości zapytania się, czy oni mają na to ochotę. Natomiast to budziło przeróżne emocje. W momencie, kiedy większość ludzi w korkach na ulicach jest zestresowanych, ja nie wiem, włączałem radio i śpiewałem i się uśmiechałem na przykład do ludzi, pozdrawiając ich. Mówię: „Nie, to jest moja decyzja, co ja z tym korkiem zrobię.
I ja zrobię z nim tak, że będę słuchał muzyki, będę śpiewał i będę się uśmiechał do ludzi i ich pozdrawiał”. I to jest taka w moim przekonaniu najprostsza metoda do tego, żeby zmusić naszą podświadomość do dania nam wyboru. Czyli jak jest pierwsza reakcja, to zróbmy coś o 180 stopni odwrotnego. Teraz się zdenerwowałem. Okej, to ja ci pokażę moja podświadomości kochana, że ja się mogę uśmiechnąć. Weź pod uwagę również to, że może być taka reakcja. I zamiast mówię: „Tu się zdenerwowałem, bo para z czajnika mnie gdzieś tam sparzyła. Bo się śpieszę, bo to, bo tamto, bo jeszcze jestem zaspany, bo już jestem spóźniony i tak dalej”. I pierwsza reakcja to jest złość, to jest jakaś tam frustracja. To okej.
Pierwsza niech będzie taka, ale druga niech będzie już inna. Najpierw się zdenerwowałem, a teraz się uśmiechnąłem. Daję sobie możliwość wyboru w każdej sytuacji i to nam pozwala być tu i teraz. Samodzielnie decydować o tym, jaką decyzję chcemy podjąć, jaką reakcję chcemy wykonać, że tak powiem.
[01:43:38] - Dokładnie. Dobra, nie będę trzymał dalej.W sumie zadzwoniłem, bo zostałem wywołany do tablicy.
[01:43:50] - To się nazywa, panie Kazimierzu, przeniesienie odpowiedzialności. Ja bym chciał, żeby nasze rozmowy płynęły z obopólnej przyjemności i potrzeby. Takie moje marzenie. Mam nadzieję, że chociaż troszeczkę miał pan ochotę zadzwonić. Będzie mi przyjemność.
[01:44:07] - No ale zwalić trzeba, no nie?
[01:44:10] - Dobrze, jak pan widzi. Nie daje się tego łatwo ubrać.
[01:44:14] - Mam nadzieję, że jakiś fajny wątek się tak wprowadziło. Jeszcze nowy, kolejny. Więc zobaczymy.
[01:44:26] - Bardzo dziękuję, panie Kazimierzu. To był nie tylko fajny, ale bardzo ważny wątek. Tak że bardzo dziękuję.
[01:44:35] - Ja również dziękuję. Życzę spokojnego wieczoru, miłej audycji. Jeszcze widzę, że godzinka została. Dobra, dziękuję bardzo. Do usłyszenia.
[01:44:46] - Dzięki panie Kazimierzu, wszystkiego dobrego. Pozdrawiam serdecznie.
[01:44:51] - Dziękuję bardzo. Ja skorzystam z okazji, żeby przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Przypomnę tylko, że dzisiaj w czasie całej audycji, już od początku, mamy otwartą linię telefoniczną i właśnie przed momentem skorzystał z tej okazji pan Kazimierz.
[01:45:09] - Kazimierz.
[01:45:12] - Żeby ktoś jeszcze inny skorzystał. Może ktoś właśnie teraz trzyma smartfona w ręku i się zastanawia, czy zadzwonić. Podpowiadam: jak najbardziej zadzwonić, bo warto. Nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:46:25] - Dziękujemy panie Marku. W oczekiwaniu na następny telefon, kochani, za chwilę wrócę do czytania komentarzy. Natomiast jeszcze wrócę na chwilę do telefonu pana Kazimierza, bo faktycznie wątek, który poruszył, jest taki, jak wiecie, mój ulubiony, bo kwestia podświadomości moim zdaniem jest w dalszym ciągu bardzo mocno niedoceniana. My wiemy, że ta podświadomość jest. Zresztą tak samo wiemy, że jest dusza i sobie balansujemy tutaj z tą wiedzą i żyjemy sobie z tą wiedzą. Natomiast być może zbyt mało, może niepoważnie, może bardziej powinniśmy, żeby lepiej zrozumieć cały ten mechanizm, bardziej się temu przyjrzeć i podejść naprawdę bardzo poważnie do zagadnienia podświadomości. Pamiętacie, kilka, kilkanaście audycji temu, jak mówiłem wam o swoim doświadczeniu z wirtualną rzeczywistością i mówiłem to pod tym kątem, jak bardzo nasza podświadomość zawładnęła naszym życiem. I opowiadałem wtedy wam o tym, że oprócz emocji, oprócz reakcji, oprócz myśli, tego wszystkiego, o czym pan Kazimierz mówił, że dzieje się automatycznie, dzieje się poza naszym udziałem, poza naszą świadomością. Opowiadałem wam o tym, że nasza podświadomość też odpowiada za objawy tak zwane psychosomatyczne, czyli nie tylko za myśli i za emocje, ale również za fizyczne odczucia, które przypisuje do jakichś sytuacji, które uzna za prawdziwe. I opowiadałem wam tą moją przygodę z deskorolką, gdzie wylatywałem w powietrze.
Moja podświadomość za pomocą wzroku dostawała informację, że to, co się dzieje, jest prawdą. A ja zwróciłem uwagę na to, że podczas tych hopek miałem ścisk w żołądku. Chociaż czysto teoretycznie wydawałoby się, że za takie reakcje powinien odpowiadać błędnik, że to on powinien wysyłać informację do mózgu, że zmienia się nasza pozycja i w związku z tym powinniśmy jakoś reagować. A mój błędnik był dokładnie w tym samym miejscu, a ja miałem ściski w żołądku tak, jakbym faktycznie na tej desce tam leżał tylko dlatego, że mój wzrok przekazał informację do mózgu, że to jest prawda, że to się faktycznie rzeczywiście dzieje. Więc ta podświadomość w dużo szerszej skali niż nam się wydaje zawładnęła naszym życiem. Łącznie z objawami psychosomatycznymi, łącznie z tym, że ludzie często czują przeróżne choroby, złe samopoczucia na ciele fizycznym, na przykład mając niechęć do czegoś albo wierząc, że ich życie jest złe, będą mieli bóle głowy, zawroty, będą chorować i tak dalej. Więc temat podświadomości jest naprawdę bardzo ważnym i wartym zgłębienia i zrozumienia.Wracając do komentarzy, mieliśmy wymianę zdań z Peterem i z Malwiną. Peter pisze: „Każdy człowiek zasługuje na spokój. Może jeszcze nie umiemy z tego korzystać.” Znaczy nie umiemy tego spokoju w sobie wytworzyć. To jest problem, bo korzystać...
Czy ktoś nie chciałby być spokojny? Pewnie większość osób chciałaby mieć spokój. Może nie być spokojnym, mieć spokój. Natomiast umiejętność wytworzenia tego spokoju w sobie jest również problemem naszej podświadomości. Dążmy do tego, żeby nauczyć się ten spokój wytwarzać. Malwina pisze: „Wtedy jesteś tylko ty sam ze sobą i się pojawia piękne serduszko.” Tak, to są te sytuacje, w których dzieją się naprawdę fajne i przyjemne rzeczy. Dobrze, przewinę sobie w dół te komentarzyki. Peter pisze dokładnie tak: „Największym skarbem jest kochać pierwsze siebie. Uczę się tej miłości.” Tu nic dodać, nic ująć. Oczywiście całkowicie się z tym zgadzam i całym sercem was do tego, kochani, namawiam, żeby właśnie w tym kierunku iść.
Wiecie o tym dobrze. Bębnię o tym od wielu audycji. Malwina: „Zaczynając kochać siebie i wszystkie istoty żyjące miłością bezwarunkową, stajemy się największym potencjałem świata, w którym żyjemy.” O tej miłości bezwarunkowej tak się zawiesiłem. O tej miłości bezwarunkowej rozmawialiśmy, ale oczywiście jak najbardziej uważam, że warto do tego dążyć. Myślę, że nie warto się podporządkowywać i rozczarowywać z tego powodu, że nasza miłość do siebie bądź do innych nie jest jeszcze bezwarunkowa. Warto do tego dążyć, pod warunkiem, że to nie wpływa negatywnie na nasze samopoczucie, że jesteśmy jeszcze tacy niedoskonali, że tej miłości bezwarunkowej nie potrafimy sobie okazać i innym. Dążmy, ale nie obwiniajmy się, że to jeszcze nie jest miłość bezwarunkowa. Niech to będzie fajna, szczera, radosna miłość. Myślę, że to i tak już rozwiąże dużo trudnych i niefajnych sytuacji w naszym życiu. Peter pisze: „Panie Sławku, pięknie pan parę odcinków temu powiedział o swojej maturze.
Dla mnie to było świadectwo pana odwagi i kochania siebie.” Dziękuję ci bardzo. Nie myślałem o tym w ten sposób, ale cieszę się, że tak zostało to odebrane. Indicum pisze: „W psychologii jest pojęcie wyuczonej bezradności. Ludzie, którzy odnoszą porażkę za porażką, przestają próbować. Tracą wiarę, że są w stanie rozwiązać swoje problemy i całkowicie odpuszczają.” Najprawdopodobniej, skoro tak piszesz, to tak jest. Ja tego nie potwierdzę ani nie zaprzeczę z punktu widzenia psychologii. Natomiast z punktu widzenia podświadomości wiem, że dokładnie się z tobą zgadzam. Jeżeli tak będziemy o sobie myśleli, to tak będzie. Tu żadna siła zewnętrzna nas nie przekona, że jest inaczej. Niestety dla leniuchów problem z samooceną polega na tym, że samoocenę możemy podnosić tylko i wyłącznie poprzez czyny.
Wiedza mentalna jest tylko jednym z poziomów i moim zdaniem takim niskoprocentowym poziomem podnoszenia swojej samooceny. Owszem, posiadanie dużej wiedzy daje nam pewnego rodzaju pewność siebie. Natomiast jeżeli czegoś nie potrafimy, to jedynym sposobem, żeby się przekonać, że potrafimy, jest zrobienie tego. Jeżeli jest to dla nas jakiegoś rodzaju ciężarem, obciążeniem albo powodem do niskiej samooceny. Ludzie, którzy całkowicie odpuszczają, niestety będą przez życie najczęściej zmuszani do tego, żeby jednak z tymi problemami się zmierzyć, z tymi sytuacjami, ponieważ inaczej nie będzie doświadczenia i tyle. Peter pisze: „Dokładnie powiedziane. Ludzie mają być tylko narzędziem naszego rozwoju, a jak się damy ludziom manipulować, to będziemy ich sługami.” Mocno powiedziane. Natomiast w brutalny sposób do tego się to sprowadza, bo przestajemy żyć swoim własnym życiem, tylko zaczynamy żyć życiem innych ludzi. Zaczynamy w swoje życie wprowadzać scenariusze, które niekoniecznie muszą nam się podobać. Niekoniecznie musimy być zainteresowani rolą Królewny Śnieżki.
Może chcielibyśmy być rycerzem w tej bajce albo na przykład koniem, który po odegraniu swojej roli pójdzie się na jej położy spać. Mówię, dość brutalnie napisane, natomiast w dużej mierze całkowicie się merytorycznie z tym zgadzam.Iwonka Grabowska pisze: „Niedawno w mojej rodzinie zmarł starszy człowiek. Nie pozwolił swojej córce, żeby go ratowała. Jego główny argument brzmiał: nie bądź egoistką. Ona wciąż ma wyrzuty sumienia”. Zupełnie niepotrzebnie, kochani. Często właśnie, to też jest brutalne dosyć, ale często może nie to, że popełniamy błąd. Robimy to, co nam coś tam podpowiada. W naszym przekonaniu robimy słusznie. Natomiast, żeby w takich sytuacjach się gdzieś tam zachowywać w sposób właściwy, trzeba obudzić w sobie dość duży poziom empatii i zrozumienia, co osoba chora, cierpiąca, męcząca się w tym momencie czuje i czy ona jest zainteresowana tym, żeby dłużej i dalej na tym świecie przebywać na przykład w formie rośliny, w formie tak zwanego warzywka.
Ludzie, którzy są świadomi umysłowo, a są na przykład przykuci do łóżek, pozbawieni możliwości samodzielnego funkcjonowania, zdani na inne osoby, czują się po prostu koszmarnie. Psychicznie czują się koszmarnie. Wiedzą, że chcieliby sami na przykład realizować swoje potrzeby, a nie są w stanie. Są skazani na opiekę innych ludzi, a do tego bardzo często zdają sobie sprawę z tego, że są dla nich ciężarem, że komplikują im życie, że utrudniają im życie. Jeżeli pojawia się jeszcze do tego aspekt taki, że na przykład choroba jest już nieuleczalna, ponieważ człowiek, który jest chory, poddał się i nie szuka sposobu wyleczenia, więc wiadomo, jak ta historia się zakończy. Przedłużanie na własne życzenie jego życia jest pewnego rodzaju formą egoizmu.
[01:58:33] - Tutaj też się pojawia kontrowersyjny temat pod tytułem eutanazja. Czy powinno być prawo do eutanazji, czy może nie? „Mam dość, jestem warzywkiem, mam dość takiego życia. Zabijcie mnie”. Nie, życia trzeba chronić.
[01:58:51] - Ja powiem tak: jeżeli chodzi o eutanazję, to jest taki szeroki aspekt, bo to też dużo zależy od tego, w jakim właśnie stanie znajduje się człowiek. Natomiast to jest też troszeczkę dla mnie, jeżeli chodzi o eutanazję, być może wsadzę kij w mrowisko. To jest trochę tak, że choroba i aktualny stan człowieka jest skutkiem jego poprzednich decyzji. Choroba w ciele fizycznym też objawia się na skutek emocji, na skutek myśli, na skutek sposobu prowadzenia życia, więc poniekąd jest albo nagrodą, albo karą za nasze dotychczasowe życie. Nasze ciało fizyczne w jakiś sposób odwzajemnia się tym, co dla niego robimy. Jeżeli my go przez całe życie nie szanujemy, to później jakby też poprzez chorobę, poprzez cierpienie, pod warunkiem, że mamy świadomość tego, dostajemy informację, jak się takie działania kończą i jest to też doświadczenie z poziomu świadomościowego. Poniekąd to jest trochę tak, że ja będę robił, co będę chciał, będę postępował, jak będę chciał, a jak mi się znudzi albo jak mi będzie niedobrze, to po prostu poproszę o zastrzyk i nie będę się męczył. Ta męczarnia często jest też dla ludzi możliwością dokonania świadomościowej zmiany w swoim życiu. Inną sprawą jest dla mnie to, że to w ogóle nie powinno być przedmiotem badaczy prawa, polityków ani innych osób. W żaden sposób.
Ta polityka i to prawo zbyt mocno ingeruje we wszystkie dziedziny życia, o czym się dowiedzieliśmy nawet chociażby przy okazji koronawirusa, a my pozwalamy sobą manipulować i decydować. Równie dobrze taki człowiek mógłby skoczyć z okna, podpalić butlę z gazem albo nażreć się na przykład jakichś tam proszków. W każdym momencie tak naprawdę może tą decyzję podjąć. Natomiast mówię, dla mnie to nie jest przedmiot debat politycznych ani prawnych, tak przy okazji. Piter pisze: „Prawdziwa miłość do człowieka pozwoli mu odejść, aby on wiedział, że może spokojnie opuścić ten świat”. Ja nie chcę tu wystawiać żadnej regułki. Ja nie chcę tu wystawiać jednoznacznej opinii na ten temat. To są sytuacje, w których dotyczy życia i śmierci. To są sytuacje bardzo indywidualne i to, co powiedziałem przed chwilą, podciąganie tego pod wspólny mianownik nigdy moim zdaniem nie będzie do końca sprawiedliwe.Sławomir Wardach pisze: „Najpierw jest umysł, a potem czyn, a i tak żyje się tu i teraz. Tylko trzeba to zrozumieć i nie tworzyć dodatkowych problemów”.
Drogi Sławomirze, ja też o tym w którymś momencie panu Kazimierzowi wspomniałem, natomiast później zrozumiałem, do czego on tak naprawdę zmierza. I faktycznie, jeżeli chodzi o zawłaszczanie naszego życia przez naszą podświadomość, całkowicie się z nim zgadzam. Zresztą każdy ma swój sposób na to. Ponieważ ja lubię podejmować świadome decyzje, w żadnej sytuacji nie lubię, jak ktoś nie pozostawia mi prawa wyboru. Uważam, że to jest podstawowy warunek wolności — dać człowiekowi możliwość dokonania wyboru i podjęcia świadomej decyzji. To jest dla mnie synonim wolności. W każdej sytuacji chciałbym móc zadecydować samodzielnie o tym, co z daną sytuacją zrobię, jak się zachowam, jak zareaguję, jaką decyzję podejmę.
[02:03:36] - Mamy kolejnego słuchacza telefonicznego. Halo, halo! Tym razem ktoś zza granicy. Bodajże chyba z Wielkiej Brytanii, jeżeli dobrze kojarzę. Halo, halo.
[02:03:47] - Doskonale. Dobry wieczór. Aneta.
[02:03:50] - Dobry wieczór, pani Aneto. Czy my mieliśmy już przyjemność rozmawiać ze sobą?
[02:03:57] - Tak, tak. Dwa, trzy tygodnie temu bodajże.
[02:04:01] - Tak. Coś głos mi, że tak powiem, znajomo zabrzmiał. Tym bardziej miło witam, bo z tego, co pamiętam, nasza poprzednia rozmowa telefoniczna z pani był przesłuchaczka.
[02:04:15] - Monolog.
[02:04:17] - Bardzo fajnie odebrana, bardzo sympatycznie, bardzo ciepło. Więc tym bardziej cieszę się słysząc panią. Już zamieniam się w słuch.
[02:04:29] - Ale ja już nie chcę monologu, bo wtedy bardzo słabo słyszałam.
[02:04:34] - A dzisiaj jest lepiej troszeczkę?
[02:04:35] - Inny temat dzisiaj jest. Słucham?
[02:04:38] - Dzisiaj jest lepiej?
[02:04:40] - Tak, zdecydowanie. Już nie słyszę was jak z zaświatów. Zdecydowanie lepiej słyszę. Nie wiem, łącza czy tutaj mój wiatr w UK pomaga falom się przemieszczać.
[02:04:54] - W stronę Polski może wieje.
[02:04:58] - Tak, tak, dokładnie. Bo ja mieszkam tuż przy Morzu Celtyckim. Sto metrów mam do Morza Celtyckiego.
[02:05:06] - Cóż za zbieg okoliczności. Dobrze, pani Aneto, cóż tam za ciekawy dzisiaj temat?
[02:05:12] - Pan podjął ciekawy temat — rzeka podświadomość. Nieodłączny temat.
[02:05:23] - Mógłbym zamęczyć, że tak powiem, słuchaczy tym tematem podświadomości, bo jest dla mnie bardzo ważny, ale staram się robić jakieś przerwy, żeby słuchacze nie pouciekali. I cóż za spostrzeżenia, pani Aneto?
[02:05:40] - Dla mnie był zawsze ważny temat podświadomości i po latach treningów ze swoim życiem duchowo-psychicznym i intelektualnym, z tej podświadomości czerpię więcej wiedzy, więcej zrozumienia. Zrobiłam sobie credo. Zawsze pytałam się sama siebie, jeszcze moja babcia żyła, kim ja jestem. Dobrze, mam imię, nazwisko, postać fizyczną. Kim ja jestem? Po co ja się tu urodziłam? Co, jasną ciasną, ja tu mam robić? Nie znałam swojego celu życia i założyłam rodzinę, która się na papierze rozpadła po 10 latach. Ja się źle czuję w związkach i męczą mnie ludzie. W liceum miałam dużo koleżanek.
Była szkoła, dyskoteki, biwaki, ale musiałam mieć swój azyl. I bardzo lubiłam być sama. Kochałam momenty i do tej pory lubię, kiedy wszyscy wychodzą z domu i ja jestem sama ze sobą i jest cisza. Nie ma żadnej telewizji, muzyki. Kocham ciszę. Wtedy mogłam przemyśleć różne zdarzenia, moje reakcje na nie i postępując w latach do przodu, coraz więcej się dowiadywałam o sobie i coraz więcej byłam w stanie zmienić. Ufałam komuś i tej opinii. Liczyłam się bardzo ze zdaniem tej osoby, bo wydawało mi się, że to jest mój obowiązek i prawo etc. Głupie myśli. I ja się z tym źle czułam i zaczęłam siebie samej pytać: dlaczego?
Zadawałam sobie pytania. Jak była odpowiedź, to dlaczego to i to w tej odpowiedzi. I ten azyl w ciszy na to mi pozwalał, że ja dochodziłam do pewnych wniosków. Zwróciłam uwagę na swoje zachowania, na reakcje moich myśli, że pomyślałam-Na przykład kolor czerwony. Zobaczyłam krwawicy coś w oczach. Jak ktoś coś mówi, to ja od razu to widzę. Czerwony i to na przykład reakcja, skurcz żołądka. Dlaczego? Żołądek mnie nie boli. Dlaczego ten skurcz się pojawił?
Czy to dusza, psychika, intelekt? I dochodziłam do różnych wniosków. Podświadomość to jest po prostu jeden wielki ocean. Także praca do końca życia dla każdego z nas. Tutaj pan mówił coś takiego o uzdrowieniu duchowym swojego syna, innych ludzi, że mamy jakiś problem, to rozwiązujemy go, zlecając to komuś. Płacimy finansowo lub inaczej, żeby się pozbyć problemu. Był taki aspekt wcześniej.
[02:09:13] - Tak jest.
[02:09:17] - Robimy to. Ja na przykład mam takiego zaprzyjaźnionego jasnowidza. Ja nie chodzę do niego, nie jeżdżę po wizje. Nie widzieliśmy się kilkanaście lat. Ja go po prostu lubię. I on czasem powie mi jedno krótkie, proste zdanie i mi się zapala lampka. Po prostu tak, jakby ktoś na to palcem mi pokazał i mi się zapala lampka i już ten mój dylemat wewnętrzny, cała układanka, rebus się ułoży i ja już wiem. Znalazłam odpowiedź na pytanie, której szukałam przez kilka lat. Ja bardzo cenię sobie tego człowieka i zresztą nie jest Polakiem, ale myśląc o nim, to już mi się ciepło na sercu robi. Nauczyłam się w życiu samodzielności, że sama rozwiązuję problemy.
Mam tych książek duchowych, psychologię. Jestem samoukiem. Nauczyłam się sama astrologii. Partner, z którym spróbowałam być, okazało się, że mi jest za ciasno w związkach. On mnie wysłał na kursy bioterapii, bo ja miałam córkę kilka lat wcześniej bardzo chorą, jedną nogą na tamtym świecie. Po prostu się uparłam, że ją z tego wyciągnę i bioterapię stosowałam. Plus lekarze. I nauczyłam się samodzielności, samowystarczalności. Sama siebie pytam, czy nie mam problemu do rozwiązania. Ja nie patrzę na to, czy ja potrafię to zrobić, jak ja sobie z tym poradzę.
To kiedyś było w latach paniki. Nie. Ja mam zamiar to zrobić. Ja znajdę rozwiązanie. Ja wiem, że ja to zrobię. Mam takie silne przekonanie. Jeżeli mi się to nie uda, to poproszę kogoś o radę, o pomoc albo znajdę w internecie. Tak jak dzisiaj taki problem rozwiązałam ze spłuczką klozetową. Bo teraz są takie, kiedyś zwykły syfon, dwie, trzy części i po kłopocie, można było naprawić, że teraz jakieś dwa słupki, cuda-niewidy, 50 małych części i bądź tu mądrym. Więc trzeba było się pouczyć schematów.
[02:11:46] - Powiem tak, pani Aneto, ja dzielę ludzi na dwie grupy. To znaczy dzielę, śmieję się, to nie jest kwestia podziału.
[02:11:53] - Umownie.
[02:11:54] - Tak umownie. Na ludzi, którzy chcą albo którzy nie chcą. I ja wyznaję zasadę, że jak jest chęć, to znajdzie się i sposób. Więc tutaj całkowicie się z panią zgadzam, że jeżeli mamy chęci do tego, żeby coś zrobić, to znajdziemy ludzi, znajdziemy możliwości, znajdziemy sposoby, znajdziemy pomoc. I to zazwyczaj tak w moim życiu również działa. Natomiast to, że jak cię już dopuściłem do głosu, to pozwolę sobie wspomnieć o tym człowieku, który gdzieś tam służy pani radą i podpowiedziami różnego rodzaju. I ja, broń Boże, nie mam nic przeciwko takiej pomocy. Jeżeli szuka pani, zresztą tak jak każdy z nas szuka jakichś tam odpowiedzi o samym sobie, o tym, co się w jego życiu dzieje i chce to zrobić sam, ale nie bardzo wie jak. Nie bardzo wie, czy dobrze robi, nie bardzo wie, jak się za to zabrać i tu szuka pomocy, wsparcia, to jak najbardziej jest to właściwa droga. Ja mówię tylko o tym, że szukanie przyczyny, tylko nie znam przyczyny, nie chcę znać przyczyny, nie wiem, co zrobiłem źle, ale chcę, żeby ktoś to naprawił.
To jest dla mnie niewłaściwa droga.
[02:13:21] - Dla mnie również, bo to nas niczego nie uczy. Ubezwłasnowalnia nas.
[02:13:27] - No i też na dłuższą metę nie działa, tak?
[02:13:30] - Nie, nie działa. Bo stajemy się niewolnikami cudzych opinii, sądów i cudzej pomocy.
[02:13:39] - I później testujemy na swoim własnym życiu cudze scenariusze. To jest takie właśnie.
[02:13:46] - Dokładnie. Ja od dziecka kocham wolność. Dla mnie najcenniejszą rzeczą, jaką mam oprócz zdrowia, mam je bardzo dobre, jest wolność. I to, co się obecnie dzieje, cała ta plandemia i ten cyrk światowy, to wtedy, jak wchodzę w ten temat, to włącza się we mnie i ja jestem świadoma w tym momencie, włącza się we mnie wewnętrzna suka.I co się dzieje? I wtedy ta wewnętrzna suka, puszczam świadomie myśli, że to jest ta część mnie, ta ciemna strona i mówi: „No, lubi". Ona psioczy na tą całą sytuację, wyśmiewa tych ludzi, a ja jako świadoma osoba mówię: „No tak, lubisz to. Lubisz psioczyć. I tak cię kocham, suko moja wewnętrzna. A gadaj sobie głupoty". I się sama do siebie śmieję i automatycznie to się ucina.
Ta wewnętrzna suka idzie spać. Ona się pojawia, ja wiem, że jest i czasem muszę świadomie dać upust, bo by mnie przerosła frustracja. Bo wiem, co się dzieje i do czego to prowadzi, jakie mogą być dla nas konsekwencje, a przede wszystkim dla mojej wolności. Parę lat temu wyrwało mi się w poprzedniej pracy do młodej dziewczyny, o coś się mnie pytała i ja mówię do niej, powiedzmy ma Ania na imię, choć nie tak, mówię: „A wiesz co? Jak patrzę na ten świat, co ja tu robię? Tu się żyć nie da. Ludzie nie chcą się dowiadywać nic o sobie, o otaczającym świecie. Nie znają mechanizmów. To nie rokuje dobrze, że ja stare lata przeżyję w harmonii wśród tych ludzi, bo będzie ciągle coś w ich opinii ze mną nie tak. Albo będę siaka owaka, a przecież nie ma rywalizacji.
Powinna być współpraca. Co ja tu robię? Wiesz co? Ja nie chcę tu żyć na tej ziemi". I ja wtedy stałam z boku siebie i patrzyłam, co ja mówię. Taka podwójna świadomość, bo to było dla mnie szokiem, że jak umrę, to ja wtedy dopiero zadecyduję, czy ja muszę tu i powinnam wrócić na ziemię, bo coś będę musiała zrobić, czy po prostu pójdę wyżej w inny świat, jak będę mogła. Bo ja tu nie chcę być. Jest to więzienie i cierpienia. I my ludzie nic nie robimy z tym, żeby było wszystkim dobrze, tylko jednostkom. I tak później będzie inna percepcja, będę miała dużo większą wiedzę i wtedy zadecyduję, gdzie się będę rodzić.
Cały czas to mam w głowie, ale w międzyczasie odkryłam cel, dlaczego ja tu jestem, jaki ma być cel na resztę mojego życia. Jestem gotowa na to, że może się skończyć w każdej chwili. Cegła na głowę spadnie albo jakaś kometa, nieważne. Ale wewnętrzna harmonia. To było pięć lat temu, od tamtego momentu, bo ja sobie o tym myślałam przez kilka tygodni, że ta wewnętrzna harmonia wewnątrz, że sytuacje, które dzieją się na zewnątrz, no to się dzieją i mój stosunek do tego ma być spokojny. Intelekt pracuje nad rozwiązaniem problemu. Wiedza o tym, że ja sobie poradzę z jakimś problemem i pewność tego daje mi przewagę nad tym problemem, czyli on się rozwiąże. Prześpię się i jutro będzie odpowiedź. Dam sobie radę. I ta wewnętrzna harmonia, nieocenianie innych ludzi da mi przewagę, że ten świat, który jest teraz we mnie wewnątrz, będzie jutro oddziaływał na moją przyszłość.
I muszę tu stwierdzić dla wszystkich słuchaczy, sprawdzone na mnie, jak nie wierzycie w książki do końca i sami w sobie, a macie to w sobie, to działa. Spokój wypracujemy poprzez zmianę percepcji myślenia na dany temat. Mnie się udaje czasem, coraz częściej dochodzić do wniosków z różnej perspektywy. To tak, jakby patrzeć na kartkę papieru z każdej strony. A może tak? A może siak? Jak to wygląda? To tak, jak się uczy lotników, bo tata mnie tak uczył myśleć. Jak byłam mała, taka zabawa była. Przewracanie sześciokąta w umyśle.
Oznaczony bok A, B, C, D. Gdzie teraz przekręcam w prawo, jeszcze raz przekręcam, bok, który jest A czy C jest z przodu? A potem już nie który, tylko jaki konkretnie. Fajne ćwiczenie, daje rozwój przestrzeni w umyśle i myślenia abstrakcyjnego. Bardzo fajne. Ja to potem na dzieciach swoich stosowałam.
[02:19:41] - Super, nie słyszałem o tym ćwiczeniu, ale bardzo fajne jest, już mi się podoba.
[02:19:49] - Zawsze polecam takie rzeczy, szczególnie dla tych, którzy mają małe dzieci, bo to rozwija ich umysł. W medycynie chińskiej, przepraszam, nie, w zen tybetańskim są takie ćwiczenia też i tam dużo wiedzy na ten temat można znaleźć, także polecam. A jeszcze jest taka rzeczLudzie są, ja też byłam oczywiście, uzależniamy się od innych osób, że co to będzie, jak ona odejdzie od nas, nas zostawi, będziemy sami. Wpadamy w taką trwogę, strach, histerię. Musimy sobie uświadomić w sytuacjach najlepiej, kiedy jesteście z najbardziej ukochaną przez was osobą, że tak naprawdę w tej sytuacji, w każdej innej, nawet w tłumie, to jesteśmy sami ze sobą, bo ta osoba nam towarzyszy w życiu. Nie mamy żadnej gwarancji, że spędzi z nami resztę życia. My musimy wytrzymać sami ze sobą i zawsze jesteśmy sami. I co może być naszym przyjacielem, jak ktoś się boi być sam? Ja zaczynałam od tego, że kładłam, ponieważ wiem, że jest w nas pierwiastek boski, ta maleńka cząstka. Kładłam rękę na sercu, nie tym mięśniu, tylko pośrodku i starałam się połączyć z tą cząstką.
Nie intelektualnie, tylko uczuciem, emocją. I wchodzi wtedy taki spokój, równowaga i to można znaleźć wcześniej czy później. Nie jesteśmy sami i tutaj ludzie są bardzo oczytani, z dużą wiedzą i praktyką, więc oni doskonale wiedzą, że to można zrobić i że nie są sami, bo wyżej jesteśmy jednym, prawda? A tu mamy coś do zrobienia. Ja wiem, że moim celem jest odkrycie, nauczenie się i życie w wewnętrznej harmonii. I to staram się robić. Chyba się udaje. Nie wiem. Zrobiłam jakiś postęp. Także to jest też odpowiedź na tu i teraz, że wiecie jak wy trenujecie to w sobie, tę harmonię, bo to jest spokój.
Nie mamy się czego bać, żadnego lęku, bo uczucia generalnie dzielimy. W mojej opinii tak jest. Dzielimy na dwa wielkie uczucia: strach, w którym się mieści lęk, frustracja, obawa, histeria i miłość, przyjaźń. W tym jest przyjaźń, sympatia, spokój, harmonia, akceptacja, przyjaźń, lubienie kogoś, czegoś. Także dwa generalne bieguny, takie psychologiczne yin i yang. Trzeba to wypośrodkować. Mnie dopada uczucie, dzisiaj miałam takie uczucie niepokoju wewnętrznego i sobie zadawałam pytanie rano, skąd to jest? Znalazłam odpowiedź i powiedziałam sobie: musiałam jechać do warsztatu, do tutejszej osoby, nie-Polak i do samochodowego warsztatu. I przecież ja sobie dam radę, nie wykpiwa mnie, a zresztą jak mnie wykpiwa, to jest jeszcze inny. Inne są.
Co ty się martwisz, dziewczyno? Dasz sobie radę, będzie dobrze. Będzie. No jest dobrze. Przecież wyjdziesz z tego. Nie ma się czego bać. Ale też zadawałam inne pytania z przeszłości. Czy to jest przeszłość, czy teraźniejszość? I wiecie co? Nie wiem, czy mi starczy tego ziemskiego życia, żeby opanować siebie, wyczyścić jak najwięcej z podświadomości, zdobyć mądrość życiową.
To jest taki mój cel też, że tę harmonię wewnętrzną mam dwadzieścia trzy i pół godziny dziennie, bo się też włącza wewnętrzna suka. Ja jej na to pozwalam też i mój własny archetyp cienia. Też jestem świadoma, że to właśnie on, więc też staram się z nim pracować. I poustawiałam sobie tak to życie, że nie interesuje mnie praca zawodowa, znowu umysłowa, żebym swoją energię pochłaniała na cudzy biznes, bo ja jestem beztalencie biznesowe, ale organizacyjnym świetnie sobie daję radę. Tylko ja wykonuję pracę dla kogoś. Idę na te godziny w wynajem, wynajmuję się, dostaję za to pieniądze, ale w tej pracy mam czas na obserwację siebie, na odpuszczanie sobie pewnych rzeczy, na przemyślenia, na chwilę porozmawiania z ludźmi, bo tam jest towarzystwo międzynarodowe. I tak jakoś tak to sobie idzie to życie. Nie wiem. Na razie jest cisza, spokój, są jakieś tam problemy typu spłuczka i mój samochód obecnie taki problem. Już po problemie.
I tak robię coś automatycznie. Wiecie co? Jak mam dni wolne, to ja po prostu. A jeszcze jest trochę słońca, ten kraj po słońcem nie grzeszy, to jestem tak przeszczęśliwa. Ja po prostu lewituję i mam taki radosny spokój, szczęście.Harmonia. Nie obchodzi mnie jakaś tam plandemia, demony i inne rzeczy. Polityką interesuję się tyle, ile muszę, dokąd mnie oni prowadzą, bo od ich decyzji będzie po części zależeć moje życie. W tej chwili na to, co się dzieje, to się zastanawiam od początku tej pandemii, gdzie uciec, żeby żyć w swoim rytmie. Czy jest jeszcze jakiś kraj w ogóle? Czy będzie jakieś miejsce na Ziemi, żebym mogła się tam wynieść i żyć swoim życiem bez angażowania się w jakieś histerie, w jakieś głupoty i bez kontaktu z ludźmi, którzy nie myślą, nie wyciągają wniosków z tego, co się wokół dzieje.
[02:27:14] - Niestety muszę wejść w słowo. Poniekąd tak, jesteśmy tutaj między innymi po to w takiej dużej grupie ludzi, żeby ten świat skierować na takie tory, żeby nie trzeba było uciekać na bezludne wyspy.
[02:27:37] - Tak, ale ja czuję się bezradna.
[02:27:40] - Powiem tak: pojedynczo czujemy się bezradni. Ale z drugiej strony, jeżeli jest nas 10, 20, 30, 50 osób, 100 podczas takiej audycji, to jest też szansa, że będzie 300, 500. Takich audycji jest więcej, więc tych ludzi, którzy mają świadomość i ją rozbudowują, jest coraz więcej. Nie jesteśmy tu przez przypadek, więc nie możemy z racji wyboru, którego dokonaliśmy, się wypiąć na to i zostawić to wszystko swojemu biegowi.
[02:28:18] - Nie, tego nie robię.
[02:28:21] - Zwłaszcza z takim poziomem świadomości, który pani reprezentuje. Niestety, poniekąd najprawdopodobniej zdecydowała się pani na to, żeby coś z siebie tutaj zostawić na tej ziemi. Jakiś cel tego wszystkiego jest. Nie chciała pani monologu, ale naprawdę nie mam żadnego powodu, dla którego miałbym pani przerywać. Zwłaszcza, że mnie słuchacze słuchają od dość dawna, więc fajnie, jak jeszcze inne osoby biorą udział i mówią. Zwłaszcza, że my tu się w dużej mierze ze sobą zgadzamy, prawda?
[02:29:11] - Tak.
[02:29:13] - Nie widzę powodów, dla których miałbym pani przerywać. Natomiast ta umiejętność. Ja jestem pod wielkim wrażeniem tej umiejętności obserwacji sytuacji z różnych stron. Ćwiczenie z sześcianem jest super, natomiast ta umiejętność patrzenia na sytuację z kilku różnych aspektów pojawia się tylko wtedy. I to też, kochani, wam to powiem, to jest powód, dla którego warto poświęcać swój czas na rozwój świadomości, bo to się pojawia tylko wtedy, kiedy świadomość jest już na tyle rozbudzona, a podświadomość daje nam możliwość, żebyśmy nie tylko reagowali, nie reagowali instynktami, ale dali sobie czas na obejrzenie sytuacji z kilku różnych aspektów. Ja to robię. Uwielbiam to uczucie. Ono jest oczywiście na pewno w pani życiu też wkurzające, jak porusza pani, a to jeszcze z tej strony, a to jeszcze z tej. A czy pomyślałeś o tym, a czy pomyślałeś o tamtym? I kiedy ludzie przyznają się do tego, że nawet o tym nie pomyśleli i się na panią trochę tam wkurzają, nie?
[02:30:34] - Ja już dawno zwróciłam uwagę na to, że tutaj w środowisku, w którym byłam, w poprzedniej pracy mieliśmy dużo czasu na takie rozmowy i oni nie chcą słuchać. Czasem traktowali mnie jak głupią i jeszcze trochę zacznę śpiewać teorie spiskowe. Liczyli się z moim zdaniem bardzo. Mnie to wszystko męczyło, bo mi tylko dokładano pracy, a pieniędzy z tego nie miałam. Ale nie słuchają, nie są gotowi. Nie mam tutaj takiej osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Dlatego chyba do was dzwonię i od was się dowiaduję dużo ciekawych rzeczy, aspektów, na które ja też muszę zwrócić uwagę. Jedna rzecz: ja sobie na to myślenie takie wielowymiarowe, nazwijmy to umownie, mogę pozwolić, bo ja mam czas. A wśród naszej grupy, mogę tak się wyrazić, jest dużo osób, które mają rodziny. Moje dzieci są dorosłe, mieszkają same.
Ja mam czas dla siebie od kilku lat. A wśród nas są ludzie młodzi, którzy mają dzieci, pracę, nieraz dwie, żeby się utrzymać. Ale znajdźcie sobie chociaż dwie godziny w tygodniu, żeby sobie pomyśleć o sobie, bo to dla waszego dobra jest, żeby się po prostu rozwijać. To jest dbanie o siebie. Chyba was wszystkich na to stać, żeby zadbać o siebie. Do was o to apeluję, do waszych własnych sumień. Pokochaj siebie, zadbaj o siebie, zatroszcz się. Ja wstaję rano przed lustremJak mam iść do pracy, to taka na wpół przytomna i pijana. Wypiję kawę, idę na górę do łazienki, patrzę w to lustro już takim wzrokiem przytomniejszym. O Boże, jaki ty jesteś szalony!
Kogo ty stworzyłeś? Boże, jaka ja jestem piękna. I głowa w prawo, w lewo, ręka we włosy. Napierdzielę. Arcydzieło. Buziaczka sobie puszczę i myję zęby. Naprawdę tak robię.
[02:33:12] - Ja się uśmiechnąłem, ale tylko i wyłącznie z sympatii. To są te prostsze narzędzia, o których my zapominamy. To są najprostsze sposoby. Nie ukrywam, że w swoich audycjach często walczę. Walczę to dużo powiedziane, ale często tak myślę sobie, a może by zrobić właśnie taki festyn, jak niektórzy robią, ubrać to w jakieś magiczne obrzędy i tak dalej. Może to ludzi zmobilizuje, bo my nie korzystamy z najprostszych narzędzi, a szukamy często nie wiadomo czego, nie wiadomo jakich rozwiązań.
[02:33:53] - Rafinowanych.
[02:33:54] - Tak.
[02:33:55] - A prostota działa.
[02:33:57] - Tak. A w tych najprostszych rzeczach właśnie jest cała ta magia i cała ta skuteczność oparta.
[02:34:10] - Kupiłam rok temu samochód i jechałam. Dentystę mam w sąsiednim mieście. Nie mogłam trafić. Dwa razy zabłądziłam. Jakaś nerwowa robiłam się w tym samochodzie. Coś mi przeszkadzało. Po prostu jedna trzęsąca się galareta. I patrzę na siebie, i w końcu mówię. Złapałam się w domu na myśli. Usiadłam, mówię: „Co jest?
Przecież ja takiego czegoś dawno nie miałam. Nie mam powodu do niepokoju, do stresu, do frustracji. O co chodzi?”. Skojarzyłam to z tym autem. Wkurzyłam się. Ja mówię: „Do cholery, tam chyba ktoś umarł. Albo ktoś umarł, kto kochał to auto i mi nie pozwala jeździć”. To były pierwsze dwa tygodnie posiadania tego auta i zdałam sobie sprawę, że we mnie jest moc, ale że mam podświadomość, która też była kodowana przez Kościół i wierzenia. Interesowałam się filozofiami, stosowałam medycynę tybetańską. Ja mówię: „Do cholery, dobra, ja znajdę sposób”.
Wiecie co? Znalazłam medalik jakiś, jeden jedyny. Powiesiłam na czerwonej wstążeczce, czyli na ślepo wyjęłam pierwszą wstążkę. Akurat była czerwona i zawiesiłam to w samochodzie tuż koło mojej głowy. Na drugi dzień jechałam do stolicy mojego kraju. Mojego w nawiasie. Cztery i pół godziny samochodem i nie było nic. I z powrotem to samo. I śmiałam się do siebie, że w ten sposób może, być może oszukałam własną podświadomość. We mnie nastał spokój tym małym medalikiem.
Nieważne co, placebo nie placebo, ale pomogło. I to był ten cel.
[02:36:16] - Ja się całkowicie zgadzam z tym, że obrzędy są potrzebne naszej podświadomości.
[02:36:25] - Dokładnie.
[02:36:25] - Zresztą te obrzędy, które były wykonywane przez tysiącleci, służyły właśnie temu, żeby ludzkiej podświadomości dać sygnał, że coś się zmienia w życiu, że przechodzi na następny etap, żeby uruchamiała następne procesy. Przecież te wszystkie obrzędy inicjacyjne. W tej chwili mamy dokładnie to samo, chociaż my to nazywamy osiemnastka. Nie jest niczym innym jak właśnie takim obrzędem, że okres dzieciństwa się skończył, a zaczyna się okres dorosłości, okres ślubu. Te wszystkie obrzędy, w których bierzemy udział, nazywając je przeróżnie, są właśnie dla nas informacją, dla naszej podświadomości, że coś się zmienia. To jest zawsze związane z silnymi emocjami, właśnie po to, żeby pewne etapy w swoim życiu kończyć i zaczynać następne. Natomiast obrzędy są potrzebne naszej podświadomości. Człowiek świadomy nie potrzebuje już obrzędów, ponieważ ma świadomość, że jest to tylko obrzęd. Ale on ma swoje znaczenie i człowiek świadomy wie, w jakim zakresie i na jakich płaszczyznach on funkcjonuje i działa.
[02:37:43] - Wieszając ten medalik, ja byłam świadoma, że robię to dla własnej podświadomości, że ona ma na mnie wpływ zawsze, wszędzie. Zawsze się koduje, prawda? I nie robię tego w 100% dla mojego ego, ja czy duszy, tylko dla tej podświadomości, której ja nie znam tak, jakbym chciała poznać i wyczyścić. Więc to zadziałało. Kiedyś się zajmowałam kartami tarota. Uczyłam się tak z ciekawości, patrzyłam, nie miałam kart. Ten mój znajomy kiedyś uczył się tarota na studiach, więc mi talię kupił, sprezentował, bo tarota trzeba dostać. I mnie po prostu irytowało, bo za każdym razem, kiedy rozkładałam tarota, on odpowiadał mi na pytania. Ten kolega często był ze mną wtedy, bo ja chciałam, żeby ktoś mnie ocenił, czy ja czasem sobie czegoś nie wymyślam.Odpowiadał mi na przyszłe zdarzenia czy na pytanie tak, jak ja bym chciała to usłyszeć. Manipulował mną albo był pierwszy krok do manipulacji.
Ja tak się zastanowiłam: ja tak nie chcę. Właściwie to mi nie są te karty do niczego potrzebne, skoro ja wiem, po co mi jakieś karty? I schowałam je głęboko. Kiedy wyprowadzałam się z Polski już tak na stałe tutaj, to ja je spaliłam. Nie są mi potrzebne żadne atrybuty, żeby wiedzieć, bo ja muszę uwierzyć, że coś mogę. Potem to się przeradza, że wiem, że mogę to zrobić i że to zrobię. Mam zamiar. I tak to działa. A że teraz nie mam dużych ambicji oprócz jednej — do jednej pracy, którą bym chciała zacząć, ale jeszcze nie czuję się na siłach. Może w tym roku, może w ogóle.
Na ten moment nie. Więc atrybuty nie są potrzebne. Mogę coś, a nie muszę. Ja to się rozgadałam. Ja was bardzo przepraszam.
[02:40:08] - Ależ nie ma za co.
[02:40:11] - Nie no, kończmy, bo mi się buzia nie zamyka, a ludzie by chcieli posłuchać pana, panie Sławku i innych też, żeby mogli zadzwonić.
[02:40:22] - Pani Aneto, niech mi pani wierzy, że jak sobie popatrzyłem na komentarze, które mi pan Marek podsyła, to ludzie chcą słuchać również i pani. Ale może faktycznie, jeżeli nie ma pani nic przeciwko temu, to może na dzisiaj byśmy skończyli, bo też patrzę na zegarek. Mamy prawie 23:00, więc ja bym chciał jeszcze coś tam się odnieść do naszej rozmowy i do komentarzy i też Jubiego wpuścić niedługo na antenę. Natomiast-
[02:40:52] - Ja mówię dobranoc. Bardzo wszystkich pozdrawiam i do usłyszenia.
[02:40:57] - Dziękujemy bardzo, serdecznie pozdrawiamy i mam nadzieję, że do następnego razu proszę dzwonić. Z wielką przyjemnością słucham słów, które pani wypowiada.
[02:41:08] - Dziękuję. Pozdrawiam.
[02:41:10] - Pozdrawiam. Wszystkiego dobrego.
[02:41:12] - Dobranoc. Wszystkiego dobrego.
[02:41:18] - Dobranoc. Kochani, dziękuję w waszym pewnie również imieniu pani Anecie. Mówię, nie wbijałem się w tą rozmowę, ponieważ w większości jest tym, co również ja myślę. A pani Aneta ma jeszcze taki fajny głos, zdecydowanie cieplejszy od mojego, więc myślę, że ten przekaz był też na innych również poziomach dla was wartościowy. Także mam nadzieję, że jeszcze pani Aneta tutaj nas nie raz, nie dwa, że tak powiem, odwiedzi na antenie radia. Natomiast ja, żeby też być odpowiedzialnym człowiekiem i nie trzymać Jubiego, który z tego, co widzę dzisiaj będzie nadawał, to przejdę do komentarzy. Co prawda nie będę tutaj tego, co pan Marek wrzucił od naszej pseudoantyfanki czy tam antyfanki, czy fanki, bo to nie jest w żaden sposób w temacie naszej audycji, więc pozwolę sobie tego nie czytać, bo tematy połączeń internetowych chyba nie są dla nas najistotniejsze w tej audycji. Więc jeszcze tak kilka komentarzy, które się pojawiło. Iwona Grabowska pisze co do eutanazji jedno: „Ale czy ktokolwiek może wymagać od drugiego człowieka, żeby go uśmiercił? To przecież trauma dla drugiego człowieka”.
Iwonko, całkowicie się z tobą zgadzam. Nie poruszyłem o tym, umknęło to, ale tak, to jest bez wątpienia bardzo ważny aspekt, bo poniekąd bierzemy na swoje barki świadome uśmiercenie drugiego człowieka. Więc tak, bardzo ci dziękuję za ten wpis, bardzo trafny. Indico pisze: „Panie Sławku, szukanie przyczyny każdej choroby w nas samych jest bardzo, bardzo dyskusyjne. Weźmy na przykład koronawirusa. We Włoszech zginęło ponad 34 tysiące ludzi, a w Stanach 125 tysięcy. Czym zawinili?” To znaczy ja mówiłem o tym, a ponieważ jest mało czasu, więc się już nie będę rozgadywał. Powiem tylko tak: tak, faktycznie są to cyfry, które w jakiś sposób budzą refleks i też współczucie, bo każda śmierć jest związana z jakimiś bardzo silnymi emocjami osób oraz osób im bliskich. I to jest bez wątpienia strata dla rodzin, dla bliskich i tego nie można w żaden sposób umniejszać. Natomiast na ile to ma związek z naszym postępowaniem, biorąc pod uwagę, że ileś tam milionów osób zachorowało na tą chorobę, ileś tam jeszcze milionów, dziesiątków milionów zachorowało zupełnie bezobjawowo.
Więc można snuć takie domniemanie, że koronawirus nie jest zabójczy. To nie jest kulka z pistoletu, która zabije każdego. To jest choroba, która jednego człowieka zabije, drugiego człowieka położy do szpitala i na tydzień, na dwa będzie go, że tak powiem, mordowała. A jeszcze inną grupę ludzi po prostu zachorują i nawet nie będą o tym wiedzieli. Więc to daje do myślenia, dlaczego jedne osoby chorują ciężko, inne umierają, a drugie przechodzą bezobjawowo. Na ile nasz udział w tym wszystkim jest i czy-Biorąc pod uwagę to, że jednak większość ludzi to byli ludzie chorzy i z innymi również chorobami współtowarzyszącymi. Wysuwam taką teorię, że w dużej mierze zależało to od naszej odporności, jak tę chorobę zniesiemy, przyjmiemy to zarażenie i w związku z tym nasza odporność jest w dużej mierze zależna od nas. Czy mamy wpływ, czy nie mamy? Pozostawiam już, kochani, wam do decyzji. Mam wpis Jubiego, że będzie.
Indiką pisze: „Pani dzwoniąca mówi bardzo dużo mądrych słów”. Oczywiście cieszę się, że nie tylko ja to zauważyłem. Dana Grześków pisze: „Dobrze pani prawi. Przyjaciel jest w nas samych tu i teraz. Zbieramy doświadczenie i po przejściu na tamten świat przenosimy do naszego”. Kolejne potwierdzenie, pani Aneto, że nie tylko ja doceniam to, co pani nam przekazała. MiłośćNienawiść: „Dobry wieczór. Najlepsze radio. Uwielbiam to radio, a i słuchacze są mądrzy”. Bardzo się cieszymy z takiego komentarza w imieniu swoim oraz słuchaczy.
„Choć są różnice w wiedzy, ale szanuję wszystkich”. Taki właśnie poziom dyskusji bardzo wszyscy tutaj lubimy i też wielokroć doceniałem, że tak właśnie jest w naszych audycjach i za co wam bardzo kochani dziękuję. Dana pisze jeszcze: „Po prostu nie może pani zasilać pola strachu i bezradności. Moc jest w pani”. Pani Aneta już doskonale o tym kochani wie. Dobrze, pan Marek coś jeszcze podesłał. Radio Dream Time napisało, czyli Jubi napisał: „Cześć wszyscy. Chyba szukamy tego azylu dzisiaj”. Ja cały czas jestem zwolennikiem tworzenia tego azylu, bo jak sami tego nie zrobimy, to raczej historia pokazuje, że nikt za nas tego nie zrobi. Dana pisze: „Tworzymy inną, pozytywną linię czasową wirtualnego świata.
Jest zawsze silniejsza od ciemności”. I MiłośćInaNienawiść odpisuje: „Tak Dana, lecz to zależy od świadomości” i tu się całkowicie zgadzam. MiłośćNienawiść pisze: „Zostawicie po sobie ślad”. Zdecydowanie tak. Każde nasze działanie zostawia ślad tutaj, nie tylko w nas samych, ale w otaczającej nas przestrzeni. Adam pisze: „Mi się bardzo podoba wątek o dopuszczaniu wewnętrznej suki do wyszczekania się, ale jednocześnie niebrania jej serio”. Tak, drogi Adamie. Zresztą ty jesteś mądrym facetem, więc z pewnością też wiesz, jak to działa, ale właśnie dopuszczanie takiej wewnętrznej suki do głosu to jest taki nasz energetyczny detoks. Uwolnić się, pozwolić się, jak to Adam ładnie napisał, wyszczekać. Dana pisze: „Dlatego symbole mają taką moc”.
Tak, dla naszej podświadomości, tak jak żeśmy powiedzieli. Adam Piotr pisze: „Czy mogę być zły?” Oczywiście, że możesz być zły i wprost przeciwnie. Nie tylko możesz, ale powinieneś być zły, bo skoro są w nas jakieś negatywne emocje, to one też muszą znaleźć ujście. Ważne jest, żeby te negatywne emocje wypływały z nas nie krzywdząc innych ludzi, żeby nie były skierowane personalnie na innych, tylko żebyśmy pozwolili im naszą przestrzeń życiową opuścić w bezpieczny sposób, bez krzywdzenia innych osób. I wtedy okej, jesteś zły. Wal pięścią w ścianę, worek treningowy, matę, krzycz i tak dalej. Niech te emocje opuszczą cię, bo one i tak będą cię musiały kiedyś opuścić. Tylko najczęściej my te negatywne emocje, tą złość kierujemy na innych ludzi. A to jest nasza złość, więc my musimy się tej złości pozbyć. MiłośćNienawiść pisze: „Jesteś zły pytając o to”.
Nie, nie jesteś zły. To było bardzo dobre pytanie. Iwona pisze jeszcze tak: „Oglądanie sytuacji z różnych stron to na przykład zamiana pytania, dlaczego ktoś stanął na naszej drodze na pytanie, dlaczego my znaleźliśmy się na jego drodze. Nie zawsze jesteśmy głównymi bohaterami wydarzeń”. Bardzo trafne spostrzeżenie. Czasami jesteśmy też dla innych po to, żeby wnieść coś do życia innych osób. Dana pisze: „Tarot to nie jest taka energetyka, co prawdziwy rozwój duchowy z poziomu serca. Natomiast pozwala zrozumieć swoją własną intuicję i też zrozumieć swoje własne intencje”. Adam pisze: „Dziękujemy”. MiłośćNienawiść pisze: „Ciekawa rozmowa.
Pani Aneta przyjemna babka”. Zgadzam się i dziękuję pani Anecie. Fajna kobitka.Mam nadzieję, że pani Aneta słucha, dlatego z przyjemnością przeczytałem te komentarze. MiłośćNienawiść pisze: „Panie Sławku, nie ma żadnego koronawirusa. To podstęp satanistów czy jak ich tam nazwać”. Nie będę się odnosił do tego, czy jest, czy nie. Nie na tą chwilę. Jest to temat moich zastanawiań i dywagacji. Ja tylko mówię, że bez względu na to, co się wokół nas dzieje, możemy albo się temu bezwiednie poddać i mówić: „Jest bądź nie ma. Ktoś to uknuł, inni to uknuli.
Spisek” i tak dalej. Możemy w ten sposób do tego podchodzić albo zrobić to, do czego ja was namawiam: we własnym świecie wewnętrznym uodpornić się na takie sytuacje. To, że ktoś nas próbuje wciągnąć w jakąś grę, to on próbuje. To jest jego gra, to są jego zamiary. Naszą decyzją jest to, czy się w tą grę dajemy wciągać, czy nie. Jeżeli ktoś jakimiś zachowaniami chce nas wyprowadzić z równowagi i udaje mu się to zrobić, to bierzemy udział w jego grze. Jeżeli my nie chcemy się dać w tą grę wprowadzić i mówimy: „Stop”, to nie bierzemy udziału w tej grze. To od nas zależy. A to, co robią inni, to ich działanie. My się skupmy na naszym działaniu.
Adam pisze jeszcze: „Żaba wraca z powrotem. Się decydować nie może bidulka”. Nie wiem, o co chodzi. MiłośćNienawiść pisze: „O to chodzi. Nie krzywdzi innych”. Kochani, patrzcie, jak się pięknie udało. Mamy godzinę 23:04. Fakt, że ostatnie komentarze, jak zauważyliście, przeleciałem troszeczkę na lekkim speedzie, ale w zasadzie większość z tych tematów poruszyliśmy w audycji. Pani Aneta poruszyła temat radzenia sobie z pewnymi rzeczami. Pokazała też fajną zabawę z sześcianem i polecam.
Ja tego nigdy nie sprawdzałem, nie testowałem, nie praktykowałem. Może dlatego, że umiejętność patrzenia z różnych perspektyw miałem w standardzie od zawsze. O tym, jak sobie z pewnymi sytuacjami w sposób praktyczny radzić, po raz kolejny podejmę próbę poruszenia tego tematu. Postaram się to zrobić w następnej audycji. Chyba że podrzucić jakiś temat bądź pojawi się temat, który będzie ważniejszy. Kochani, bardzo wam dziękuję, panu Kazimierzowi i pani Anecie za telefony do audycji, które jak zawsze wnoszą sporo ożywienia, nowej energii, sporo nowych informacji, nie tylko płynących ode mnie. Dziękuję wam za udział w dyskusji czatowej. Trzymajcie się cieplutko, jak zawsze. Uważajcie na siebie. Nie dawajcie się wciągać w nie wasze gry.
Jak najwięcej miłości do samego siebie i w związku tym też do innych współbratyńców naszej ziemskiej podróży. Wam z całego serca nieustająco życzę. Do usłyszenia za tydzień. Do pogadania znowu na fajne, miłe i sympatyczne, mam nadzieję, i ciekawe tematy. Trzymajcie się cieplutko. Wszystkiego dobrego. Pozdrawiam was serdecznie.
[02:55:18] - Mówił te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie tych z państwa, którzy pragną zasięgnąć ciekawych spostrzeżeń na tematy świadomościowe, zachęcamy do sięgnięcia do książki pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, „Świat oczami duszy”. Można także polajkować fanpage pana Sławka na Facebooku. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień na żywo o 20:00 na antenie Radia Paranormalium.
[02:56:12] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl