[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium w poniedziałek, 22 czerwca roku pańskiego 2020. Rozpoczynamy kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy” poświęconej świadomości, w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku. Mamy nadzieję, że dzisiaj pogoda nam w żaden sposób nie utrudni nadawania dzisiejszego odcinka. W razie gdyby tak się wydarzyło, to oczywiście jest jeszcze możliwość, że przejdziemy na połączenie telefoniczne. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli tego robić, ale mamy też nadzieję, że z połączenia telefonicznego skorzystają również nasi słuchacze.
Może przede wszystkim nasi słuchacze, bowiem dzisiaj linię telefoniczną otwieramy już teraz. Już od początku audycji można dzwonić i podyskutować z panem Sławkiem oraz innymi słuchaczami. A nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to można nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, skoro już podaliśmy kontakty i skoro otworzyliśmy linię telefoniczną, to myślę, że z czystym sumieniem mogę oddać panu głos.
[02:43] - Dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie. Prośba o dzwonienie. Linia otwarta jest ze względu między innymi na to, że o 23:00 wchodzi po nas na antenę Yubi, więc żeby go tam nie blokować, nie wstrzymywać jego oraz jego słuchaczy, którzy też z pewnością czekają na audycję. Dlatego zdecydowaliśmy się, że linie telefoniczne będą otwarte od samego początku, więc jeżeli macie ochotę zadzwonić, to dzwońcie. Nie czekajcie tak, żebyśmy do tej godziny 23:00 mogli nasze przemiłe i przefajne rozważania zakończyć. Kochani, na początku przeprosiny, bo jak ostatnio narzekałem, że mało komentarzy, to akurat pod ostatnią audycją tych komentarzy sypnęło. Może dlatego, że zupełnie nie to, że nie liczyłem na to. Troszeczkę liczyłem, że Ghost jednak nas tam słucha. No i okazało się, że faktycznie i nam się, że tak powiem, Ghost zrewizował w swoim stylu.
Bardzo dziękuję. Oczywiście mnóstwo czytania, mnóstwo zastanawiania. Zresztą nie tylko on, bo tam i Adam, i Jacek i parę osób, które uczestniczyło w tej dyskusji. Natomiast powiem wam tak: nie zdążyłem nic odpisać. Bardzo was serdecznie za to przepraszam. Wynika to troszeczkę z tego, że moja intensywność zawodowa ostatnio, ziemska zawodowa uległa dużej intensyfikacji i przeszedłem ostatnio na taki tryb, że niedzielę poświęcam sobie, poświęcam odpisywaniu na komentarze. Poświęcam też odpisywaniu na wasze maile, które do mnie wysyłacie z zapytaniami, z propozycjami. Zwłaszcza te dłuższe, które wymagają chwilki czasu i przemyślenia. To wszystko staram się robić właśnie w niedzielę. To jest ten czas dla mnie i dla was.
Tym razem zachowałem się troszeczkę egoistycznie, bo tą ostatnią niedzielę poświęciłem tylko i wyłącznie dla siebie. Bo tak jak wam powiedziałem, dużo takich zdarzeń zawodowych, duża intensywność, dużo różnych takich zwykłych ziemskich spraw. I postanowiłem sobie zrobić detoks. Od czasu do czasu robię sobie taki detoks emocjonalno-energetyczno-duchowo-fizyczny. No i wczorajszy dzień właśnie tak sobie postanowiłem spędzić, co notabene okazało się na tyle, że tak powiem, trafne i skuteczne, że bardzo mi się ten detoks dzisiaj przydał.Ponieważ właśnie o tym będę chciał z wami dzisiaj porozmawiać. Znowu żeśmy się troszeczkę wbili w jakieś teorie. Zresztą bardzo fajne. Jak zawsze fajne, trafne, mądre komentarze z waszej strony, uwagi. Pozdrawiam wszystkich, ale tych, którzy wzięli czynny udział w tych dyskusjach i w tych komentarzach, specjalnie wam, kochani, serdecznie dziękuję. Dzisiaj jak zwykle podczas jazdy z moim serdecznym kolegą, który mnie mobilizuje do różnych rzeczy swoimi pytaniami, swoimi sugestiami, swoimi uwagami.
Dzisiaj podczas jazdy padło pytanie o stronę praktyczną. Czyli o to, jak ja sobie z pewnymi rzeczami radzę, jak ja to robię. Zresztą też w mailu, na którego nie zdążyłem Adamowi odpisać, też takie pytanie padło. Więc jak widzicie, temat dzisiejszej audycji, jak zwykle sam się pojawił. Nie ukrywam, że miałem taką chwilę zastanowienia, czy ten temat ruszać już teraz, czy jeszcze troszeczkę pójść w stronę taką teoretyczną. Ale z drugiej strony mówię: jest pytanie, jest propozycja, trzeba kuć żelazo, póki gorące. Zwłaszcza, że ja bardzo lubię tematy podświadomościowe. Jak wiecie, nękam was od czasu do czasu przypominaniem i mówieniem o tym, jak wielka siła tkwi w podświadomości. Jak wielka decyzyjność wynika z tego, jak nasza podświadomość jest ukształtowana. Że tak naprawdę większość naszych decyzji to są właśnie podpowiedzi, sugestie.
Może sugestie to za delikatnie powiedziane. To jest nasza podświadomość. Oczywiście nie jestem w stanie nikomu bardzo praktycznie udowodnić, jak to jest. Dopóki ktoś samodzielnie nie postanowi tego sprawdzić, to w zasadzie nie będzie miał świadomości tego, jak to wygląda. Do tego to jest akurat jedna z rzeczy, których teoretycznie w 100% nie da się wyjaśnić. Opowiadałem wam o moich przygodach z wirtualną rzeczywistością, o tym, jak bardzo z moich obserwacji podświadomość zawiaduje naszymi reakcjami, naszymi odruchami. Opowiadałem też wam o tym, jak ta podświadomość jest tworzona, jak ona w ogóle powstaje, jakie sytuacje, których my już później nie pamiętamy, zupełnie nie znamy korzeni i przyczyn powstania takiej reakcji. Zapominamy to wszystko, jak to wszystko wygląda i jak to wszystko jest skonstruowane. Napisano o tym wiele książek, powstały na Facebooku grupy mówiące o podświadomości, filmy i tak dalej. Ja akurat z tego się bardzo cieszę, ponieważ zrozumienie tego mechanizmu pozwala nam w miarę skutecznie i w miarę świadomie ten mechanizm najpierw zrozumieć, później go poznać, a później już modyfikować.
Jak wiecie, ja jestem wyznawcą takiej teorii, że celem naszym jest to, aby nasza podświadomość reagowała tak, jakbyśmy reagowali naszą duszą. Żeby to wszystko, co jest w nas dobrego, wszystko to, co płynie z duszy, było naszym odruchem. Nie wysiłkiem, nie wynikiem naszej kontroli, nie wynikiem jakichś tam wyborów, tylko było po prostu naszym odruchem. Żebyśmy nie zastanawiali się nad tym, czy coś jest słuszne, czy jest niesłuszne, tylko żebyśmy tą słuszność mieli jako odruch. Ponieważ wiecie dobrze, że ja twierdzę, że nasza podświadomość jest zawsze na pierwszym miejscu. Zawsze. Taka jest nasza ziemska konstrukcja. Taka jest zresztą bardzo słuszna. Tam są te wszystkie to, co ludzie nazywają programami, tam jest to wszystko skonfigurowane, zapisane i stamtąd się to bierze. WięcI mówię: zwalnia nas to z obowiązku pamiętania, uczenia się codziennie tego samego.
Więc jest to urządzenie, że tak powiem, jest to ta nasza część, która jest bardzo przydatna. Kwestia jest tego, co tam w tej podświadomości jest. I to raczej w dużej mierze często pozostawia sporo do życzenia. Do naszego życzenia. Ponieważ zwłaszcza już na poziomie wtedy, kiedy budzi się w nas świadomość, kiedy zaczynamy szukać takiej prawdy, ale bardziej uniwersalnej, kiedy w nas zaczyna się coś kłócić. Czyli to, co nam podpowiada podświadomość, nie do końca jest w zgodzie z tym, co my czujemy wewnętrznie. Wtedy powstaje mnóstwo dylematów i wtedy ta podświadomość staje się pewnego rodzaju ciężarem i wprowadza mnóstwo chaosu w nasze życie. Więc dla ludzi, którzy dążą do takiej pełnej świadomości, pełnej kontroli nad swoim życiem, ta podświadomość i to, co w niej jest zapisane, staje się niemałym wyzwaniem, z którym często walczymy. Często to, co z tej podświadomości płynie, próbujemy tłumić, ponieważ coś nam mówi, że takie zachowanie jest na przykład złe, że w ten sposób na przykład krzywdzimy ludzi, że w ten sposób robimy komuś przykrość, że w ten sposób postępujemy niegodnie, nieuczciwie, niesprawiedliwie, niefajnie. I zaczynamy to w sobie dusić.
Próbujemy to w sobie skryć. Próbujemy to kontrolować tak, żeby to nie wypływało na zewnątrz, żebyśmy byli na zewnątrz takimi ludźmi, jakimi chcemy być, jak wewnętrznie czujemy, że chcemy być. Jest to bardzo często związane z wysiłkiem. Jest to bardzo często związane z kontrolą. Jest to bardzo często związane z pracą, którą musimy, chcąc to zmienić, musimy w to włożyć. I pewnie większość z was się ze mną zgodzi, że te próby stłumienia w nas tego, co uważamy za negatywne, za niewłaściwe nawet z punktu widzenia duchowego, bo dusza mówi: „Słuchaj, nie rób tego”. A ten, taki nazwijmy go, diabełek, który siedzi w podświadomości, który już ma wypracowane te wzorce, one się powtarzały już setki razy, mówi: „Nie, zrób tak”. To często na przykład dotyczy różnego rodzaju walki z nałogami. Często też z nałogiem jedzenia, z nałogiem lenistwa, z nałogiem wygodnictwa. My wewnętrznie wiemy, że to jest dla nas złe, ale jednocześnie staramy się nad tym gdzieś kontrolować, pracować.
Spychamy to gdzieś w taką nieświadomość. Ale przychodzi taki moment, kiedy jakaś czara goryczy, kropelka, która przepełnia kielich, się pojawi i pojawi się sytuacja, w której pękamy, w której się łamiemy i wszystkie te nawyki z powrotem do nas wracają. Tak często jest z dietami, tak często jest z różnego rodzaju nałogami. Tak często jest też ze zmuszaniem się do jakiegoś, nie wiem, do systematyczności, do jakichś tam rzeczy, które uważamy, że powinny nam służyć. Do zdrowego odżywiania, do przeróżnych rzeczy, które wiemy, że robiąc je, będą dla nas dobre albo nie robiąc ich, też będziemy robili sobie dobrze. I pojawia się non stop problem. I czytając, rozmawiając z ludźmi, z wami kochani, bo bardzo często są to właśnie słuchacze, których poznałem dzięki audycjom w Radio Paranormalium. To są często czytelnicy mojej książki. To są często osoby, które właśnie poprzez audycje, poprzez książkę, poprzez mój kanał nawiązały ze mną jakiś kontakt. I ja na przykład bardzo często widzę, jak na początku rozmowa jest taka właśnie, jak powinna być, że my się troszeczkę obwąchujemy.
Czyli staramy się zachować takie uduchowione postawy, a z czasem to wszystko gdzieś tam wraca do normy takiej normalnej, koleżeńskiej rozmowy, gdzie już te pewne aspekty duchowe schodzą troszeczkę bardziej na bok. Te postawy, takie stricte wyidealizowane, duchowe schodzą na bok i zaczynamy rozmawiać normalnie jak kumple, jak z koleżanką, jak z kolegą, jak z przyjacielem. Nie ma w tym nic złego. Natomiast pokazuje właśnie tą sytuację, że my starając się być tacy, jak byśmy chcieli, tak naprawdę się z tym mordujemy.I jeżeli tylko pojawia się podatny grunt, pojawia się podatna sytuacja, to z chęcią z tej całej otoczki rezygnujemy. Dlaczego? Łatwiej nam jest wrócić do tych starych nawyków, tych, które chcemy zmienić, niż podtrzymać te, które uważamy za dobre, słuszne, fajne, miłe, przyjemne i tak dalej. Dlaczego tak się dzieje? Oczywiście tak się dzieje, ponieważ podświadomość się nigdy nie poddaje. Kiedyś toczyłem taką dyskusję, czym jest podświadomość. Ponieważ ona podpowiada nam rozwiązania, więc powinniśmy to traktować albo założyć, że jest to nasza część rozumu, która wybiera jakieś rozwiązania, które powinny być dla nas dobre.
Otóż nie. Podświadomość nie ma nic wspólnego, kochani, z żadnym organem doradczym, z którym byśmy sobie to chcieli skojarzyć. Podświadomość jest ślepa, głucha i w dodatku bez rozumu. Podświadomość niczego nie analizuje. Podświadomość nad niczym się nie zastanawia. Podświadomość nie wie, czy to, co nam podsuwa, będzie dla nas dobre, czy będzie dla nas złe. Podświadomość tego w żaden sposób nie analizuje. Podświadomość jest głupia. Nazywając rzeczy po imieniu. Podświadomość podsyła nam tylko takie rozwiązanie, które kiedyś nam podsunęła, a my je zrobiliśmy.
I skoro raz tak zrobiliśmy, to znaczy, że to jest sprawdzone i w takim razie można to wykorzystywać dalej. Podświadomość nie analizuje sytuacji, czy to, w jakiej my żeśmy dokonali niby wyboru, czy innego, skończyło się dla nas czymś miłym, przyjemnym czy nie. Nie. Podświadomości aspekt dobra i zła zupełnie nie interesuje. Mało tego, podświadomości nie interesuje, czy na przykład my takim postępowaniem doprowadzimy się do śmierci, do wypadku czy do czegoś innego. To jest poza rolą podświadomości. Podświadomość nie rozumuje, nic nie rozkminia, nad niczym się nie zastanawia, nie dokonuje żadnych wyborów. Podświadomość podsyła nam rozwiązanie, które już w naszym życiu zaistniało, które się sprawdziło. Jeżeli pojawiają się nowe sytuacje, to bardzo często podświadomość podsyła nam strach. Podświadomość podsyła nam ucieczkę, ponieważ nie ma jakiegoś wzorca, który może dopasować.
Nie ma reakcji, która wynika z jakiegoś wzorca. Dlatego bardzo często ludzie na przykład reagują krzykiem, agresją, złością, ucieczką, milczeniem, płaczem, ponieważ nie mają na taką okoliczność gotowego wzorca zapisanego w podświadomości. Więc tak działa podświadomość. Oczywiście mógłbym wam o tym opowiadać jeszcze, ponieważ temat podświadomości jest lubiany przeze mnie i bardzo ważny w tym całym aspekcie naszego funkcjonowania tutaj na ziemi. Natomiast obiecałem, że wspomnę coś o praktyce. Podświadomości nie da się oszukać. My żeśmy rozmawiali, Adam podsuwał fajne informacje, fajne pomysły. Już nie pamiętam, kilku słuchaczy też podpowiadało, jak można by było podświadomość oszukać. Nazywając na przykład rzeczy słowami, które są dla nas zupełnie niezrozumiałe. Nadawać sytuacjom, rzeczom zupełnie inne słowa, które są dla nas nieznane, tak?
Żeby podświadomość nie wiedziała, z czym ma to skojarzyć. I to jest świetny trop. Moim zdaniem jest to naprawdę świetny trop. Można się tym pobawić. Natomiast to może bardziej do rozpoznania mechanizmu, jak to działa. To może być bardzo przydatne, fajne doświadczenie. Natomiast nam bardziej zależałoby na tym, żeby ta zmiana była trwała, żebyśmy nie musieli tego gdzieś kontrolować, żebyśmy nie musieli tego codziennie weryfikować i nad tym czuwać. Żeby to jednak było zapisane w taki sposób, że jest koniec, dziękuję, jest zapisane na dysku twardym i tyle. I teraz tak, kochani, o co chodzi z tym moim detoksem?I dlaczego akurat dzisiaj przy okazji tego detoksu wracamy do tematu podświadomości? Bardzo często rzeczy, które siedzą bardzo głęboko w nas, są zupełnie przez nas pomijane, zapominane i wydaje nam się, że nas nie dotyczą.
Tymczasem one sobie tam cały czas wtykają, jak taka bomba z opóźnionym zapłonem. I bardzo często im bardziej je skrywamy, tym bardziej narażamy się na to, że wybuchną ze zdwojoną, zestrojoną, pięciokrotnie większą siłą. Ponieważ to jest troszeczkę tak jak gaz, który się zbiera w zamkniętym pomieszczeniu. W pewnym momencie ciśnienie robi się tak duże, że ten gaz po prostu rozwala wszystko, co wokół jest, bo to ciśnienie staje się zbyt duże i nawet ściany budynku nie są w stanie go zatrzymać. I tak samo jest z rzeczami, które my próbujemy kontrolować. A jeżeli są niewygodne, spychać w część, która jest niby tam niedostępępna, która jest gdzieś tam schowana. Do jakiegoś sejfu, skrzyneczki, woreczka. Dzisiaj właśnie z kolegą, który mam nadzieję jest z nami, rozmawialiśmy na ten temat. Jak sobie z tym wszystkim samemu poradzić? Czy zastanawialiście się kiedyś nad procesem myślowym własnym?
Czy zastanawialiście się, jak on wygląda? Jaka jest kolejność powstawania rzeczy? Co jest pierwsze? Czy najpierw jest myśl, czy najpierw jest emocja? Jak to wszystko funkcjonuje? Na co my tak naprawdę reagujemy? Zwróćcie uwagę, że większość informacji, które do nas dociera, pochodzi ze zmysłów. I na te informacje, które docierają do naszego mózgu za pomocą zmysłów, reaguje nasza podświadomość, ponieważ tak jesteśmy skonstruowani i ona też jest do tego przygotowana, żeby tak właśnie działać. Na to, co dociera do naszych zmysłów. Często widząc coś, natychmiast pojawia się myśl z nazwą.
Potrafimy to nazwać. A z nazwą znowu są związane konkretne emocje. A konkretne emocje to jest konkretna nasza reakcja. I tak wygląda nasz proces myślowy. I zwróćcie uwagę, co nam przeszkadza tak naprawdę najbardziej się skupić. Najbardziej przeszkadzają nam się skupić nasze myśli. Zwróćcie uwagę, zresztą zastanówcie się też nad sobą samymi. Jak to wygląda u was? Ja przerabiałem różne okresy w swoim życiu, mniej bądź bardziej intensywne na różnych płaszczyznach, czy związkowych, czy zdrowotnych, czy emocjonalnych, czy zawodowych, czy finansowych i tak dalej. I w tych najtrudniejszych momentach, co jest najtrudniejsze do zniesienia?
Najtrudniejsze do zniesienia są myśli. Dziesiątki, setki myśli, które w ciągu minuty, godziny, całego dnia docierają do nas. Tłuką się w naszym umyśle, które nas po prostu zamęczają. I to są myśli, do których nasza podświadomość stara się dopisać jakąś reakcję. Ponieważ my staramy się wszystkie te myśli zrozumieć, nazwać, skontrolować, zidentyfikować, sklasyfikować, ocenić i tak dalej. Te wszystkie informacje, które do nas docierają za pomocą naszego zmysłu wzroku oraz często słuchu, kotłują się w naszej głowie. A my musimy wszystkie te myśli zrozumieć. Inna sprawa, że na własne życzenie bombardujemy siebie samych całym mnóstwem informacji, które są nam do niczego niepotrzebne. Żyjemy w świecie, gdzie informacje napływają do nas non stop w ilości, której nasz mózg nie jest w stanie obrobić.I są to w większości informacje, które zupełnie nie dotyczą nas. 70 albo 80% informacji, które dociera do nas w ciągu dnia, nie dotyczy nas.
Ale mimo wszystko my i nasza podświadomość staramy się te myśli przeanalizować, przypisać do nich jakieś wartości i jakieś emocje. Ludzie często mówią: „Żyjemy w takich czasach, że to wszystko pędzi, biegnie” i tak dalej. Słuchajcie, ja pamiętam jako młody człowiek niemający jeszcze samochodu, jechałem do Warszawy załatwić sprawę. Z mojego miasta rodzinnego, umiejscowionego 25 kilometrów od centrum stolicy, wybierałem się pociągiem. Nie miałem ze sobą telefonu komórkowego, nie miałem ze sobą tabletu, nie miałem ze sobą nic. I ponieważ tramwaje chodziły różnie, autobusy przyjeżdżały różnie, jadąc załatwić sprawę do Warszawy rezerwowałem sobie na to jeden dzień, ponieważ nigdy nie wiadomo było, ile się zejdzie. Czy przyjedzie tramwaj, czy przyjedzie autobus, czy coś tam się wydarzy. Najczęściej sprawę udawało się załatwić i jeszcze zostawał czas na zakupy albo na kino. Wracałem szczęśliwy, zadowolony, uśmiechnięty. Jak wyglądała moja podróż?
Wsiadając do pociągu, jeżeli miałem ochotę poczytać książkę, to czytałem książkę. Czyli dostarczałem do swojego mózgu informacje, które ja wybrałem, żeby do mnie dotarły. Ponieważ wybierałem książkę, którą byłem zainteresowany. Ale ponieważ droga pociągiem z mojej miejscowości do Warszawy przebiega w dużej mierze bardzo pięknymi lasami, wolałem podziwiać uroki przyrody, biegające od czasu do czasu sarenki czy jakichś grzybiarzy, czy coś tam innego. Więc spędzałem ten czas na obserwacji. Jakież informacje docierały do mojego mózgu, do mojej podświadomości? Na przykład patrzę, budują nowy, remontują budynek FSO. Taka informacja. Super. Następnie mogłem obserwować ludzi.
Co oni robią, jak się zachowują, o czym rozmawiają i tak dalej. Zakres informacji, które dopływały do mojego mózgu, były dostarczane do mojego mózgu, więc również zakres myśli i zakres emocji i reakcji, które podświadomość musiała do tej sytuacji dopasować, był minimalny. Chyba że wydarzało się coś spektakularnego, coś innego, coś dziwnego. Konduktor, ja nie miałem biletu, ktoś uciekał. Takie sytuacje się zdarzały, natomiast były to sytuacje sporadyczne. Cała reszta drogi do momentu załatwienia sprawy polegała na tym, że jechałem tramwajem, jechałem autobusem, obserwowałem ludzi, zajmowałem się czymś, podziwianiem widoków. To wszystko było z ograniczoną ilością dostarczanych do mojego mózgu informacji. Mój mózg nie pracował na 180% swojej wydajności, ponieważ ilość informacji, którą obrabiał, była po pierwsze trasa była znajoma, więc nie było takich aspektów pod tytułem nowe miejsca, zapamiętywanie trasy i tak dalej. Wyobrażacie sobie to. Proces, w którym mój mózg uczestniczył, był sprowadzany do absolutnego minimum i przede wszystkim dotyczył mnie.
Teraz jadąc samochodem do Warszawy, nie rezerwuję sobie dnia na załatwienie sprawy, tylko chcę załatwić pięć spraw za jednym zamachem, bo samochodem będzie szybciej. Jak to wygląda? Znacie to. Natomiast zwróćcie uwagę, że my w tej chwili z roku na rok żyjemy w czasach, kiedy do naszego mózgu zaczyna docierać całe mnóstwo informacji, którymi nasz mózg i nasza podświadomość muszą się zająć. Telefony, smartfony. Nawet pamiętacie, kiedyś jak ludzie nie siedzieli we własnych smartfonach, to jak wsiadali do autobusu czy do pociągu, to kobiety w tym dominowały. To był czas na pozałatwianie przeróżnego rodzaju spraw. „Cześć, a co tam u ciebie? Ciasto upiekłam, a byłem. A jak tam wczoraj po imprezie?” Już zaczynaliśmy dostarczać sobie całe mnóstwo informacji.W tej chwili telefony, smartfony, tablety, telewizory w pociągach, telewizory w tramwajach, telewizory w metrach.
Jesteśmy non stop bombardowani informacjami, z którymi nasz mózg musi sobie poradzić. Mało tego, kiedyś nie mając telefonu — żeby nie było, że ja gloryfikuję tamte czasy, w których nie było telefonów. Nic w tym stylu. Mówię tylko o różnicach i wyjaśniam, dlaczego jesteśmy bardzo często tak przemęczeni. Ponieważ ja wyjeżdżając z domu, nie zajmowałem się tym, co w domu się będzie działo, ponieważ nie miałem na to żadnego wpływu. Nie byłem w stanie z tym nic zrobić. Gdyby się działo nawet jakieś nieszczęście, nie mogłem z tym nic zrobić, ponieważ nikt by mnie o tym nie poinformował aż do momentu, dopóki nie wrócę do domu i będę się mógł tym zająć. Więc nawet nie próbowałem o tym rozmyślać. W tej chwili dostajemy SMS-y z pracy, od znajomych, z firmy, od przyjaciół, od kochanki, od żony, od dzieci.
[37:54] - Od rządu.
[37:57] - Od żondu? Tak, od rządu również, na przykład, że będzie zawierucha jakaś. Więc cały czas żyjemy w świecie, sprawdzamy pocztę, sprawdzamy wiadomości na portalach i tak dalej. Cały czas bombardujemy siebie informacjami, z którymi nasz mózg i nasza podświadomość musi sobie poradzić, wytwarzając do tego odpowiednie reakcje. Nie namawiam nikogo do tego, żeby zrezygnował z telefonu, żeby zaszył się w lesie, żeby nie jeździł pociągiem i tak dalej. Nie. Żeby nie było, że ja jestem jakimś wywrotowcem, który próbuje cywilizację zerknąć z powrotem do epoki kamienia łupanego i będzie walczył teraz z maszynami parowymi, bo odbierają ludziom pracę. Nic z tych rzeczy, kochani. Chcę tylko, żebyście wiedzieli, skąd to się wzięło i żebyście sami sobie podjęli decyzję, co z tym chcecie zrobić. Bo można oczywiście narzekać, że czasy są zwariowane, że szybko się żyje i tak dalej.
Ale można też coś z tym spróbować zrobić. Co można zrobić? Co chcecie. Można na przykład schować telefon do kieszeni i podziwiać widoki za oknem, jadąc pociągiem. Zamiast siedzieć i bombardować siebie samego i swój własny mózg informacjami o tym, że Javier Pérez Juan Mario Antonio w Brazylii zachorował na koronawirusa. Who is Fernandez Mario Antonio Banderas? Nie wiem. Jeżeli was to interesuje i chcecie śledzić-
[39:59] - Albo Adam Małysz.
[40:02] - Albo. Też w Brazylii?
[40:05] - Nie w Brazylii. Dużo bliżej, w Polsce. Jednak też potwierdził, że ma koronawirusa. To jest sensacja na skalę ogólnokrajową. Adam Małysz ma koronawirusa. Musicie o tym wiedzieć i musicie koniecznie zaprzątać sobie nim głowy, bo tak chcą media.
[40:24] - Myślę, że jutro powinniście też obejrzeć wiadomości, bo na pewno mądrzy z sanepidu lekarze medycy będą tą sytuację badali. Więc myślę, że warto być na bieżąco i posłuchać opinii wszystkich tych mądrych ludzi. Co oni sądzą o koronawirusie u Adama Małysza. Jak zauważyliście, z panem Markiem byliśmy troszeczkę sarkastyczni, ale tak właśnie wygląda proces bombardowania siebie samego informacjami, które nam są do niczego niepotrzebne. I zmuszanie naszego mózgu, naszej podświadomości, naszych emocji do ciągłej pracy na podwyższonych obrotach. Jeżeli ktoś ma pasję samounicestwienia się albo życia w takim amoku, to oczywiście każdy jest dorosły i każdy może zrobić z tym, co zechce. Ja tylko mówię o tym, jaki jest mechanizm. I tyle. Dodam jeszcze, że ponieważ nasz mózg, mimo zmuszania go do jakiegoś tam totalnego wysiłku, ma jednak ograniczoną zdolność przerabiania tych informacji, to te informacje, które nie zostaną przerobione, on sobie zapisuje i ustala sobie kolejkę gdzieś tam do nadrobienia. Jak sobie siadacie tacy niby zrelaksowani i mówicie: „Okej, to ja sobie teraz spokojnie pomyślę.
Nie spokojnie. To ja sobie odpocznę”. To w tym momencie, kiedy postanawiacie odpocząć, mózg zaczyna przerabiać te informacje, których nie zdążył przerobić wcześniej, ponieważ ma właśnie chwilę wolnego, bo nie dostarczacie mu nowych bodźców.Nie dostarczacie mu nowych informacji do obróbki, to zajmie się obróbką tych starych. Tych, do których przywiązaliście emocje, które nie zostały przerobione wcześniej. I co się okazuje? Że jest dupa z odpoczynku. Mało tego, bardzo często ten odpoczynek ludzie przerywają i czymś się zajmują. Próbują skupić swoją uwagę na czymś, żeby nie myśleć, żeby nie przerabiać całego natłoku myśli, który zaczyna się pojawiać. Chociaż my chcemy odpocząć, chcielibyśmy nie myśleć. A tu się okazuje, że sorry, tam napierdziela ten kołowrotek cały czas.
Zamykamy oczy, a tam po prostu jest burza. Walka, tajfun, wulkan. Nie wiem, czy tak macie. Może ja oczywiście przesadzam trochę z tymi wulkanami i tajfunami, ale bardzo często tak jest. Włączamy wtedy telewizor, włączamy muzykę, czymś się zajmujemy, ponieważ nie jesteśmy w stanie poradzić sobie z tymi myślami. To tak, jakbyśmy rozmawiali o tym w kategoriach, z czym my sobie nie możemy poradzić. Brakuje mi przykładu. Na przykład z mrówkami w ogrodzie. Taka dramatyczna sytuacja, że my sobie musimy radzić z własnymi myślami i uciekamy w coś, żeby nie myśleć. Jeżeli tak macie, to do zrobienia są dwie rzeczy.
Higiena. Słuchajcie, jesteśmy na czasie, bo to koronawirus, bakterie, pierdoły. Higiena informacji, które dostarczamy do swojego własnego umysłu. Czas zainwestować w program antywirusowy, który będzie nas chronił przed informacjami zbędnymi dla nas. Ktoś się będzie ze mnie śmiał. Znaczy na pewno parę osób się będzie ze mnie śmiało, bo żyjemy w czasach, kiedy smartfon, internet, Google forever. Mamy taką manierę, że jeżeli czegoś potrzebujemy, to szukamy tego w internecie. Fajne, wygodne. Mamy internet. Normalnie mamy w kieszeni internet.
Mamy w kieszeni okno na świat. Przyglądam się temu, obserwuję z wielką podziwem. Bo innego słowa nie użyję. Jak ludzie bombardują swój mózg setkami informacji, które nie są im do niczego potrzebne i robią to przez pięć minut, przez 10 minut, przez pół godziny, przewalając kolejne strony w internecie, czytając o rzeczach. „A bo to jeszcze o tym przeczytam, a bo to jeszcze o tym przeczytam. A tu coś ciekawego”. Bombardują siebie sami informacjami, które nie są im do niczego potrzebne. Ze mnie się czasami śmieją. Mówią: „Weź sobie wygoogluj”. Dzwonię tam na przykład: „Weź sobie wygoogluj”.
Ja mówię: „Nie”. Ja szanuję swój czas, mam go zawsze za mało i zamiast siedzieć pół godziny i grzebać w informacjach, które mi się do niczego nie przydadzą, wolę poświęcić trzy minuty na rozmowę telefoniczną, czasami 30 sekund po to, żeby dowiedzieć się konkretnie tego, co mnie interesuje. Czy da się zrobić na przykład to, to i tamto. Albo w mojej branży: „Czy macie tą i tą płytę?” „Mamy”. „Dobra, dziękuję”. A ludzie siedzą w internecie, wchodzą na strony, produkty. Dostępność. Może nie będzie, może są, ale niby jest, to zamawiam, ale nie mogę zamówić, bo coś. A kończy się na tym, że biorą telefon: „No niestety, strona nie została zaktualizowana, nie ma tego na stanie” bardzo często. Przy okazji przejrzą tam mnóstwo jeszcze innych zakładek, mapy dojazdu, jakieś tam inne rzeczy, a później się okaże, że wcale tam nie pojadą na zakupy, bo tam nie ma tego, co oni potrzebują.
Kochani, to wszystko, każda informacja, która dociera do naszego mózgu, jest przez niego obrabiana. Nasz mózg owszem, ustala jakąś tam hierarchię ważności według niego. Natomiast każda informacja jest przez niego obrabiana, a nasza podświadomość przypisuje do tego konkretne słowa i konkretne emocje. To jest trochę tak: oglądamy coś w internecie. „O kurde, jakie fajne”, „O Jezu, co to za shit?”, „O kuźwa, kto to nosi?” Rozumiecie? Każda informacja jest sklasyfikowana i każdej informacji jest przypisane słowo i reakcja. Więc jeżeli teraz usiądziecie któregoś dnia wieczorem i powiecie: „Niby nic nie robiłem, a jaki jestem zmęczony”To zadajcie sobie takie pytanie: Ile czasu zmuszałem swój mózg i swoją podświadomość do obrabiania informacji, które nie są mi do niczego potrzebne? Ile czasu poświęcałem na dostarczenie swojemu mózgowi informacji, które nie są mi do niczego potrzebne? Jeżeli ktoś mnie zapyta, jak mam się skomunikować z własną duszą, to ja mu zadam takie pytanie: a ile czasu zostawiasz swojej duszy na to, żeby mogła do ciebie przemówić? Jeżeli ważniejsze jest dla ciebie przeglądanie siedmiu sklepów z trzema tysiącami telewizorów, których i tak nie kupisz, to nie dziw się, że twój mózg i twoja podświadomość jest tak zajęta, że ta dusza choćby tam nawet napierdzielała młotem od środka, to i tak się nie doprze, ponieważ nie dajesz jej nawet sekundy czasu na to, żeby mogła do ciebie przemówić.
Więc jeżeli chcecie usłyszeć głos samego siebie, to dajcie sobie czas. Dajcie trochę wolnego swojemu mózgowi, żeby mógł odpocząć, żeby ta podświadomość mogła się na chwileczkę wyciszyć, wyłączyć. Że nawet jak zamkniecie oczy, czyli przestaniecie dostarczać bodźce ze zmysłu wzroku, to żeby powstała pewnego rodzaju pustka. Żeby nie było znowu worka informacji, które dostarczyliście sobie w ciągu ostatniego tygodnia, miesiąca, może nawet lat, nad którymi wasz mózg cały czas musi pracować. Kochani, żeby nie było, że tylko jest teoretycznie znowu, to właśnie dzisiaj mój serdeczny kolega, zresztą w mailu pojawiło się bardzo podobne pytanie, jak ja sobie z pewnymi rzeczami radzę. Ja próbując to opisać dzisiaj, ponieważ czy jesteście w stanie na przykład podać mi teraz z pamięci kod do swojego domofonu? Najczęściej to jest tak, że pewnych rzeczy, które robimy cyklicznie, to się nawet nad nimi nie zastanawiamy. Gdybyście zaczęli się zastanawiać, czy najpierw włączacie kierunkowskaz, to też musicie się zastanowić nad tym. Ponieważ weszło wam to w krew i nawet nie jesteście w stanie tego opisać. To tak jak kucharki.
Jak ma napisać przepis, jak, gdzie, w którym momencie i ile czego dosypuje, to durnieje. Bo właśnie teraz trzeba dosypać tyle, a nie więcej, a nie mniej. Na przykład soli, przyprawy takiej, owakiej. Teraz trzeba zamieszać. A teraz właśnie słowo teraz. Kucharka widzi, bo teraz bulgocze, bo jest siedem bąbelków więcej niż przed chwilą. To właśnie teraz trzeba dodać coś tam. Ale jak ma scharakteryzować to teraz, to ja nie wiem kiedy. Teraz. Znacie to.
Więc mówię, z tymi właśnie kodami do domofonu. Stajecie przed klatką i po prostu pi, pi, pi i wchodzicie. Później mówi: „A zaraz, jaki tam był?” Taki. Mówię wam o tym, ponieważ tutaj też jest aspekt taki właśnie podświadomościowy, że możemy już o tym świadomie nie myśleć, a i tak to gdzieś jest zapisane. Tak właśnie działa podświadomość. Więc ja też próbując opisać ten proces, musiałem się chwilę nad tym zastanowić. Bo oczywiście kwestia muzyki, każdy ma swoją. Słuchawki to po to, żeby bodźce zewnętrzne do nas nie docierały, żebyśmy się poczuli spokojni, żeby spadająca łyżka czy szczeknięcie psa, czy coś tam innego nas nie wybijało z tej miłej, fajnej atmosfery. Natomiast co jest ważne i o czym warto pamiętać. Nasza podświadomość próbuje przypisać jakąś wartość do każdej naszej myśli, jakąś emocję, jakieś słowo, jakąś reakcję.
Mało tego, stara się określić to według swojej klasyfikacji: dobre, złe, właściwe, niewłaściwe i tak dalej. Czyli nadać temu jakiś numerek jak w szatni. Sklasyfikować. I teraz jest takie pytanie, czy nam ta klasyfikacja jest do czegoś potrzebna? Więc ja opisując dzisiaj z kolegą, rozmawiając o tym procesie, przypomniałem sobie takie fajne określenie, które ktoś kiedyś podrzucił, żeby popatrzeć na swoje myśli jak na chmurę. Tak jak siedzimy sobiePrzed leżaczków, piękny dzień, fajny i obserwujemy niebo pod warunkiem, że nie grzebiemy w tym czasie w smartfonie, by dowiedzieć się, czy Juan Mario Fernandez już został wyleczony z koronawirusa. Ale że mamy taki kaprys i siedzimy, obserwujemy niebo i patrzymy na chmury i one sobie płyną. Ci z bardziej wybujałą wyobraźnią, tu też działa podświadomość, próbują im przypisywać jakieś kształty. „O, zobacz, ten podobny do konika, ten do balonika, ten do koziorożca, ten taki smok wielki”. To tak jakby typowy przykład działania podświadomości.
Ale jeżeli nie mamy tego, to po prostu patrzymy na chmury i one sobie płyną. Nie próbujemy ich kontrolować, nie próbujemy przypisywać im żadnych wartości. Nie próbujemy na nie wpływać, tylko je obserwujemy i tyle. I one sobie płyną. Ja robię tak samo z myślami. Siadam sobie i pozwalam tym myślom płynąć. Oczywiście ten detoks polega na tym, że co jakiś czas pozwalam sobie, żeby te wszystkie myśli, które nie zostały wcześniej obrobione, żeby one sobie wypłynęły, żeby one tam nie siedziały w środku. Myśli, emocje, czasami złość na kogoś, czasami może żal, może jakaś pretensja, czasami czegoś nie powiedziałem, może zapomniałem powiedzieć, może nie zdążyłem powiedzieć „dziękuję”, może nie zdążyłem powiedzieć „przepraszam”. Różne sytuacje. Wszystko to, co nie zostało w tych niby najważniejszych sprawach omówione, pozwalam temu wypłynąć.
Mówię: „Okej, chmurki na niebo i płyńcie”. Obserwuję je, nie próbując na nie w żaden sposób wpływać. Pozwalam im płynąć, nie przypisując im żadnej wartości. Oczywiście moja podświadomość stara się zrobić coś innego. Na początku mamy trochę perypetii, ale z czasem dojdziecie do takiej wprawy, że po prostu pozwolicie tym myślom płynąć. Nie klasyfikować, nie kontrolować, nie przypisywać im żadnej wartości, tylko obserwować jak chmury na niebie. Jak zaczynałem swoją przygodę z chmurkami, to włączałem sobie taką muzyczkę. Kiedyś były takie płyty z muzyką relaksacyjną i to był szum wody, łąka jakaś, las czy coś takiego. I to mi się świetnie komponowało. Te chmurki i że tutaj niby leżę sobie na łące albo w lesie, obserwuję chmurki i to się wszystko jakoś samodziało.
Podświadomość też mówi: „A faktycznie, kuźwa, może my jesteśmy na łące? Oczy zamknięte, to może jest i ta łąka”. Więc to takie delikatne oszustwa, takie manipulacje moją podświadomością, ale z czasem żeśmy się nauczyli współpracować i jest okej. Dlatego nie próbujcie kontrolować, nazywać i klasyfikować swoich myśli, bo wtedy będzie wchodziła, załączała się wasza podświadomość. Wtedy będzie starała się przypisać temu reakcje, emocje i jakieś znaczenia. Pozwólcie tym myślom, tym emocjom, temu wszystkiemu po prostu płynąć. Czasami pojawia się coś takiego, że jednak musimy podjąć jakąś decyzję, że pojawi się coś. Zwłaszcza jak już zaczniemy się wyciszać i to zacznie się samo sobie płynąć, to wyłażą rzeczy, które mieliśmy załatwić, a które mniej bądź bardziej świadomie zepchnęliśmy gdzieś na margines rzeczy mniej ważnych i one wyłażą. Oczywiście wtedy nasza podświadomość przypisuje temu starą, wypróbowaną reakcję, na przykład wkurzenie. Bo przypomnieliśmy sobie sytuację, gdzie ktoś nam powiedział coś.
Uwielbiamy takie sytuacje, bo zawsze gdzieś ktoś nam powie coś i to coś dla naszej podświadomości brzmi jako belga, obraza, coś nieprzyjemnego i tak dalej. Więc oczywiście podsyła emocje pod tytułem wściekłość, wkurzenie, złość, chęć zemsty i tak dalej. I to jest świetny moment, żeby pewne rzeczy móc delikatnie przetransformować. Bo jeżeli będziecie już w tych chmurkach sobie, to ta podświadomość jest taka mniej czujna. Ona też tam taką drzemkę ucina, bo mówi: „Kurde, fajnie, mam chwilę wolnego. Skupił się na czymś innym. Mogę odsapnąć”. Oczywiście żartuję, nie ma takiego procesu myślowego, ale może trochę bardziej, żeby wam to unaocznić. Ona jest mniej taka czujna.I wtedy możemy jej coś spróbować podsunąć. Jak ona się budzi, mówi: „Dobra, to weź mu tam, jak się jutro z nim spotkasz, to weź mu powiedz ty ciulu jeden, ja ci dam”.
I my oczywiście zaczynamy się powoli w to wkręcać, ale to jest właśnie dobry moment, żeby zadać sobie takie pytanie: jaki jest inny scenariusz? Jaka jest inna możliwość? Jaki jest inny wariant reakcji? Poproszę o pytanie pomocnicze. Poproszę o podpowiedź, poproszę o inny wariant. Ja już wam mówiłem o tym, że nawet w takich sytuacjach codziennych, kiedy się gdzieś tam zapętlamy w różnych sytuacjach, to warto sobie takie pytanie zadawać. Bo wtedy się pojawiają nowe możliwości i nasza podświadomość troszeczkę głupieje. Tu się też robi taka furteczka delikatna do tego, żeby nasza dusza coś podpowiedziała, żeby wtrąciła swoje trzy grosze. I wtedy możemy dokonać tego wyboru bardziej świadomie. Rozważnie, czyli rozważyć wariant podświadomości, wariant naszej duszy, naszej świadomości, naszej mądrości duchowej.
I możemy powiedzieć: „Okej, ty tutaj diabełku mówisz tak, a tutaj ty aniołku mówisz tak. To może zróbmy tak”. Oczywiście przekoloryzowuję ten proces, chociaż z drugiej strony to może nie aż tak bardzo, bo ja takie rozmowy ze sobą prowadzę. Takie wewnątrz siebie, czasami na głos, jak nikt nie słyszy. Ja takie rozmowy ze sobą prowadzę. „Weź Sławek”, coś tam. Jak z wami rozmawiam, to wy też rozmawiacie. Ja dosłownie mówię: „Ty podświadomość, weź wrzuć na luz, bo my mamy tutaj rozkminkę”. Ja nie wiem, czy to działa. Natomiast mi daje ten komfort, że pozwalam sobie spojrzeć na pewne sprawy z trochę innej perspektywy.
Dać sobie troszeczkę czasu do zastanowienia, zanim podejmę decyzję, zanim zareaguję. Także kochani, bo ja prosiłem, żebyśmy się do 23:00 wyrobili, a ja sam tutaj się rozgadałem. Nie wiem, na ile wyczerpałem temat pytania Adama i nie wiem, na ile wyczerpałem wasze zainteresowanie tym tematem. Natomiast spróbuję to zreasumować. Zróbcie sobie od czasu do czasu detoks. Taki detoks, który właśnie ja co jakiś czas również sobie robię. Ponieważ każda informacja, która dotarła do nas, gdzieś jest. Jeżeli nie pozwolimy jej wypłynąć, to ona będzie sobie tam siedziała i czekała na moment, w którym będzie to możliwe. A właśnie, jeszcze jedna podpowiedź. Ja na przykład mówię sobie, że pozwalam tym myślom czy tym emocjom, czy tym sytuacjom opuścić moją przestrzeń życiową.
Albo na przykład, jeżeli na coś się zdecyduję, to pozwalam sobie na przyjęcie czegoś w swoją przestrzeń życiową. To jest mój sposób taki, że świadomie dokonuję wyboru, którą emocję chcę przyjąć, czy reakcję, czy myśl, czy coś chcę przyjąć jako swoją, którą świadomie akceptuję, a której świadomie pozwalam sam sobie się w bezpieczny sposób pozbyć. Nie wiem. Spróbujcie. Mnie to trochę sprawia taką radochę, jak żonglowanie wieloma kulkami. Sam decyduję, które z tych kulek zostawię, a które wrzucę do kapelusza. Może to powoduje to, że z czasem te pewne emocje, pewne reakcje do mnie nie wracają. Powiedziałem wam o swoim pomyśle na radzenie sobie, na podejmowanie decyzji. Powiedziałem wam, jak ja pozwalam sobie podejmować decyzje. Staram się, żeby były jak najbardziej świadome, jak najmniej odruchowe.
Ja też decyduję o swoich reakcjach emocjonalnych. Czyli to ja decyduję, czy ktoś mnie zdenerwował, czy nie. To fajne uczucie jest móc zadecydować, czy za chwilę się zdenerwuję, czy nie. Czy uśmiechnę się, czy odpowiem spokojnie, czy odpowiem podniesionym głosem. Ja często mówiąc na przykład podniesionym głosem, mówię: „To nie chodzi o to, że ja jestem zdenerwowany, tylko ja podnoszę rangę tego, co mówię”. I kończyłem na przykład zdanie i zaczynałem mówić spokojnym głosem. Ludzie patrzyli na mnie trochę dziwnie. Ale to pozwalapodejmować samodzielnie i świadomie decyzje o swoich reakcjach. Ja nie mówię, że ja nad tym jeszcze cały czas nie mam nic do zrobienia. Mam jeszcze.
Zwłaszcza jak wpadnę w ten wir takiej pracy zawodowej, czyli ten stricte podświadomościowy proces, to później muszę robić detoks. Znaczy nie muszę. Chcę zrobić detoks, bo się po nim lepiej czuję. Dobra, jeszcze o jednej rzeczy wam powiedziałem. Teraz reasumując, kochani, jeżeli świadomie zechcecie po dzisiejszej audycji sami siebie bombardować dzień cały Boży oraz pół nocy informacjami, które was zupełnie nie dotyczą, to tak róbcie. Tylko nie bądźcie zdziwieni, że po pierwsze nie możecie spać, że nie możecie wypocząć, ponieważ jak tylko próbujecie wypocząć, to zaczynają do was przypływać przeróżne myśli, których zupełnie sobie nie życzycie i zupełnie nie wiecie, skąd się wzięły. Jeżeli chcecie, to zmuszajcie swoją podświadomość do intensywnej pracy, natomiast później nie miejcie pretensji do tego, że nie możecie się skomunikować z własną duszą. Jeżeli chcecie bardziej świadomie kierować swoim i zarządzać swoim życiem, zastosujcie higienę informacji, które do was docierają. Wybierajcie informacje, które chcecie przyjąć, a których nie chcecie przyjąć. Nie katujcie się informacjami negatywnymi, z którymi będziecie musieli energetycznie i emocjonalnie sobie poradzić, a które w żaden sposób nie dotyczą was ani nikogo z waszych bliskich ani nikogo z waszych znajomych.
To są piękne rozmowy, jak to Antka żony brat rodzony, człowiek, którego nigdy w życiu nie widzieliście na oczy. Ktoś wam opowiada, jakie on ma przesrane życie, a później się dziwicie, że macie złe samopoczucie. Higiena, program antywirusowy, blokady, zapory, jakkolwiek by tego nie nazywał. Filtrujcie informacje, które dostarczacie do swojej przestrzeni życiowej, czyli do swojego mózgu, do swojej podświadomości. Każda z tych informacji zostanie przez was obrobiona i zakończy się zużyciem waszych baterii, zużyciem waszej energii. Jeżeli chcecie w tym uczestniczyć, to uczestniczcie, ale miejcie świadomość, że to was, każdego z nas kosztuje mnóstwo energii, czasu i myśli, które wasz mózg musi wyprodukować, żeby z sytuacją sobie w jakiś sposób poradzić. Pierwszy krok: higiena informacji, które dostarczacie do swojej przestrzeni życiowej. A druga, jak już się tak zbombardujecie, to od czasu do czasu zafundujcie sobie detoks, w którym pozwolicie tym myślom, emocjom, słowom, wydarzeniom opuścić waszą przestrzeń życiową. Bez klasyfikacji, bez nazywania, bez wartościowania. Po prostu pozwólcie, aby jak chmurki na niebie pofrunęły sobie, gdzie tylko chcecie.
Oczyśćcie samych siebie z informacji, myśli, reakcji, emocji, które nie dotyczą zupełnie was. Kochani, tyle by było w sprawie tak zwanej praktyki. Oczywiście jak najmniejszej potrzeby detoksu i jak największej higieny myśli i informacji, które do siebie dopuszczacie, wam z całego serca życzę. Korzystając z tego, że część oficjalną uważam za zamkniętą, zróbmy małą przerwę. Chyba że nie ma potrzeby robienia przerwy. Panie Marku, nie wiem, jak tam sytuacja z komentarzami wygląda.
[01:12:18] - Chyba jednak będzie taka potrzeba, bo tych komentarzy troszkę tutaj sypnęło.
[01:12:23] - Tak? To dobrze. Proponuję taką malutką przerwę, szybciutką. Faktycznie tak. Dobra, ciafam. Ojej, troszeczkę. Dobrze, już jestem. Poproszę, panie Marku, o jakąś fajną muzyczkę. A ja łyka wody i za chwileczkę wracamy do komentarzy.
[01:12:52] - Teraz robimy na antenie Radia Paranormalium krótką przerwę muzyczną. W przerwie wyemitujemy stary, mało znany kawałek. Dzięki Radiu Paranormalium już nie taki znowu mało znany. Zaśpiewa nam Jolanta Kaczmarek utwór „Ręce precz od snów”.A my w Radiu Paranormalium powracamy do państwa już za niecałe pięć minut. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[01:13:54] - Twoje słońce już z drugiej strony dni. Świetlny zajączek, srebrny pył. Oto cały ty. Zostawcie go, on śni, znowu śni. Wkraczałeś o porze pod siódmych nieba bram. Zwykłe życie jak szponie, żeby znów wyplunąć nam. Zostawcie go, on śni, znowu śni. Z tamtej strony powiek wchodzi w życia nurt. Kruchy człowiek, więc ręce precz od snu. Z tamtej strony powiek wchodzi w życia nurt.
Kruchy człowiek, więc ręce precz od snu. Ponad błonias w asyście ciężkich chmur. Odsunął ach w dłoniach ten pęk, pęk czarnych piór. Zostawcie go, on śpi, tylko śpi. Z tamtej strony powiek wchodzi w życia nurt. Kruchy człowiek, więc ręce precz od snu. Z tamtej strony powiek wchodzi w życia nurt. Kruchy człowiek, więc ręce precz od snu. Z tamtej strony powiek wchodzi w życia nurt. Kruchy człowiek, więc ręce precz od snu.
Z tamtej strony powiek wchodzi w życia nurt. Kruchy człowiek, więc ręce precz od snu. Z tamtej strony powiek wchodzi w życia nurt. Kruchy człowiek, więc ręce precz od snu. Z tamtej strony powiek wchodzi w życia nurt. Kruchy człowiek, więc ręce precz od snu.
[01:17:19] - I tak oto śpiewała Jolanta Kaczmarek. Utwór zatytułowany „Ręce precz od snów”. Jeżeli ktoś lubi takie klimaty, taką poezję śpiewaną, to zachęcam do zainteresowania się całą twórczością Joli Kaczmarek. Kilka albumów w trakcie swojej kariery wydała. Laureatka wielu konkursów recytatorskich, wielu konkursów również związanych z poezją śpiewaną. W latach 80. odnosiła sukcesy, w latach 90. również. W połowie lat 90. postanowiła oddać się jakimś innym aktywnościom pozaartystycznym.
Przechodzimy w Radiu Paranormalium do drugiej części audycji „Świat oczami duszy”. Mamy dzisiaj 22 czerwca roku pańskiego 2020. Przechodzimy do tej części, w której pan Sławek będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Trochę tych komentarzy na naszym czacie youtube'owym się pojawiło. Zerknie jeszcze na dwa pozostałe czaty, może tam też coś ciekawego czeka. Widzę, że formy życia klikające humanoidalne skupiły się na jednym czacie na naszym głównym kanale na YouTube. Można oczywiście także dzwonić. Od początku audycji jest dzisiaj czynna nasza linia telefoniczna. Można do nas dzwonić na nasze numery telefonów 32 746 0008.Komórkowy 530 620 493. 530 620 493.
Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może do nas także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:20:06] - Dziękuję panie Marku. Oczywiście przyłączam się, kochani, do prośby i do zaproszenia was do dzwonienia. Jeżeli ktoś ma ochotę, to prosiłbym, aby w miarę sprawnie, ponieważ o 23 wchodzi Yubi. Biorę się do czytania komentarzy. Nie ukrywam, że moje serce od razu na początku się uradowało, bo widzę sporo nowych nicków: Szimi, Marek, Piotr, Ladislav, Człowiek Śniegu — człowieka to już Peter — Przemek, Aneta. Widzę, że tutaj, kochani, też nowe rejony świata nam się pojawiły, bo widzę Danię, Szkocję, Anglię, więc super. Naprawdę bardzo się cieszę. Pozdrawiam was bardzo serdecznie. Tych, których nie wymieniłem, być może pojawią się jeszcze w trakcie dalszych komentarzy następne postacie. Także wszystkich was bardzo pozdrawiam.
Dziękuję, że jesteście i że chcecie tutaj się z nami swoimi przemyśleniami podzielić. Tutaj się jakiś wątek depresji pojawił. Trudno mi będzie się do tego odnieść. Mam nadzieję, że to tylko chwilowe gorsze samopoczucie. Tutaj jest też pytanie odnośnie tego, że koniec świata się zbliża. Myślę, że to też jest w kategoriach żartu. Znacie moje zdanie — coś tam przed nami jest. Na pewno zmiany. Natomiast mam nadzieję, że to z końcem świata, przynajmniej dla większości ludzi, nie będzie miało nic wspólnego. Właśnie Ladislav pisze: „Jak już to nie koniec świata, bo świat tu jeszcze będzie kilka miliardów lat, tylko koniec pasożytów.
Pasożyta, który wykańcza swojego nosiciela”. Tutaj Człowiek Śniegu odpowiada Anecie: „Depresja to skomplikowana, indywidualna sytuacja, że takie porady nie pomogą. Dlatego zapytałem o konkret”. Oczywiście, że jeżeli mówimy tutaj o prawdziwej depresji, to faktycznie jest to sprawa bardzo indywidualna. Natomiast dzisiejsza audycja mam nadzieję, że też wam powie, czy może podpowie, jak depresje właśnie powstają. Depresje właśnie powstają na skutek tego, że nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć albo obrobić wszelkich informacji, które do nas dopływają. One najczęściej związane są z oczekiwaniami innych ludzi bądź pewnymi postawami, które oni reprezentują, które są na przykład w antagonizmie z naszymi postawami. U ludzi świadomych pojawia się taki dylemat, która w takim razie postawa jest słuszna: czy moja, czy tamtej osoby? Tu się zaczyna właśnie to klasyfikowanie, zaczyna się ocenianie. Jeżeli na przykład, tak jak młodzi ludzie wchodzą często na czat czy na jakąś grupę, gdzie zbierają się na przykład fani Bielinka Kapustnika, a tej osobie oczywiście wszyscy wychwalają Bielinka Kapustnika, jaki jest cudowny, wspaniały i piękny, a dana osoba ma troszeczkę słabszą psychikę i na przykład nie lubi Bielinka Kapustnika, to może odnieść takie wrażenie, że jest w zdecydowanej mniejszości, więc jej poglądy są złe i w związku z tym jej samoocena jest kiepska, ponieważ wszyscy lubią Bielinka Kapustnika, a ona nie.
Tak powstają na przykład problemy z samooceną, bo próbujemy sklasyfikować informacje, które tak naprawdę nie dotyczą nas, a dotyczą Bielinka Kapustnika. A my i nasza podświadomość próbujemy to w jakiś sposób sklasyfikować i w jakiś sposób się do tego odnieść. I oczywiście prostym jest to, że jesteśmy w mniejszości, bo weszliśmy na grupę fanów Bielinka Kapustnika. To tak, jakby bardzo mądry, uczony filozof o bardzo pięknym sercu i szlachetnych poglądach trafił na imprezę przysłowiowej mafii wołomińskiejNic nikomu nie ujmując, na pewno podczas tego spotkania zwątpiłby we wszystkie swoje poglądy i ideały. Tak między innymi powstaje depresja. Jeżeli dostarczamy do swojego umysłu zbyt dużo informacji i nie jesteśmy w stanie się od nich uwolnić. Aneta pisze: „Człowiek Śniegu, masz rację, ale tu można pisać tylko sentencje”. Można pisać więcej, można też zadzwonić, natomiast wiadomo, że indywidualnych problemów na podstawie tylko kilku komentarzy nie da się ani rozwiązać, ani nawet sensownie rozkminić. Dlatego ja też kieruję się tutaj i opisuję mechanizmy, a już samo dopasowanie ich do konkretnej sytuacji należy do konkretnej osoby. Ja podaję rozwiązania i pomysły, natomiast personalizacja tego już jest w rękach każdego z osobna.
Ania się pojawiła. Witam wszystkich serdecznie. Człowiek Śniegu pisze: „Można podzielić tekst na kilka postów, ale autor się nie odezwał”. No tak. Jack się pojawił. Adam pisze: „Wczoraj znowu był jakiś kolejny koniec świata związany z kalendarzem Majów”. Nic mi nie wiadomo, drogi Adamie, na ten temat. Poza tym koniec roku jest w lipcu według kalendarza Majów, więc powiem szczerze: zaabsorbowałeś mnie. Będę chciał sobie to sprawdzić, bo tak na szybko nie odpowiem. Nie ma z nami Karolinki, którą serdecznie pozdrawiam, bo być może ona będąc bardziej na bieżąco, byłaby nam w stanie coś powiedzieć.
Ewentualnie, chyba że ty coś więcej wiesz, to bardzo cię poproszę i wzywam wręcz do tablicy. Peter pisze: „Panie Sławku, dobrze jest odpocząć. Wszystkiego nie da się zrobić”. Oczywiście, że tak. Co prawda to jest też kwestia naszej osobowości i chęci wykorzystania czasu. Ja zawsze twierdzę, że mam więcej planów i więcej pomysłów niż wolnego czasu, ale odpoczywać też potrafię. Co prawda opowiadam też taką historię mojej ewolucji umiejętności odpoczynku. Pamiętam, jak przy sześciu latach chyba małżeństwa wybraliśmy się na działkę do mojego serdecznego kolegi. Ja tak jadąc w piątek, mówię: „Kurde, co można robić w piątek wieczór, sobotę cały dzień i trzy czwarte niedzieli? Przecież to nie jest możliwe, żeby siedzieć i nic nie robić.
Jeszcze rozumiem piątek, zrobimy grilla, ognisko, tam się posiedzi, pogada. Ale co robić przez całą sobotę?” Więc oczywiście ja we ferworze swojego zarządzania czasem mówię: „A, wezmę chociaż klocki hamulcowe, to sobie w samochodzie wymienię”. Taka była moja umiejętność odpoczynku i spędzania wolnego czasu. Oczywiście to uległo bardzo dużej transformacji, z pożytkiem dla samochodu również. Przemek Sulma pisze: „Ja zacząłem słuchać swojej podświadomości. Nadchodzą mnie momentami takie myśli gdzieś w głowie, że na przykład nie idź po klucze, szatnia w pracy jest otwarta. Czy to podświadomość?” Nie, to nie jest podświadomość. Nasza podświadomość ogranicza się tylko do informacji z naszego świata. Wiedza o czymś spoza naszego świata to już jest wiedza duchowa. To już jest wiedza, która płynie z naszej duszy.
Więc tutaj to jest to, co my nazywamy potocznie intuicją, czyli te podpowiedzi, takie sugestie, które płyną właśnie ze świata duchowego. Także drogi Przemku, to znaczy, że dajesz swojej duszy szansę na kontakt z własną duszą i tego ci bardzo gratuluję. Dobrze, i cóż my tutaj dalej mamy? Peter: „Jak dobrze zastosować i wiedzieć, co na dany moment w życiu jest najlepsze? Bo czasami w naszym widzeniu coś jest najlepsze, a u drugich ten sam punkt widzenia jest nie do przyjęcia”. Jak zaczynamy mówić, co jest najlepsze, to możemy tylko powiedzieć, co jest najlepsze dla nas. To jest pierwsza sprawa. Jeżeli ktoś twierdzi, że dla niego to nie jest najlepsze, to znaczy, że dla niego to nie jest najlepsze. Tu nie ma w ogóle o czym dyskutować.Jak zaczynamy wchodzić w przekonywanie innych ludzi, że dla nich to będzie najlepsze, co jest najlepsze dla nas, to już z duchowością i ze świadomością nie ma nic wspólnego. Więc te dwie dziedziny trzeba ze sobą wyraźnie oddzielić.
Natomiast ocena tego, co dla nas jest najlepsze na dany moment polega na tym, że na dany moment to, co się dzieje w naszym życiu, jest dla nas najlepsze. I tak do tego trzeba podejść. Nie zastanawiać się, co jest najlepsze na dany moment, bo to, co się właśnie dzieje w danym momencie, jest dla nas najlepsze na ten moment i na tą sytuację już nie mamy wpływu. Umiejętność rozpoznania, czy faktycznie jest to dla nas najlepsze, jak się z tym czujemy, jak się w tym odnajdujemy, to jest pytanie. I tu użyję słowa, które w zasadzie jako jedyne mi pasuje: czy my z tym pozytywnie rezonujemy? Czy jesteśmy z tym zestrojeni? Jeżeli tak, to należy to doświadczenie kontynuować. Jeżeli coś nie gra, jest jakiś fałsz, jest jakieś rozstrojenie, to warto się nad tym zastanowić. Natomiast w naszym życiu, w danym momencie zawsze się dzieje to, co jest najlepsze dla nas. Miłość, nienawiść się pojawił.
Mądrego to aż warto posłuchać. Zupełnie się z tobą zgadzam. Też lubię posłuchać mądrych ludzi i dlatego między innymi wprowadziliśmy tą opcję z komentarzami, ponieważ ja też lubię słuchać mądrych i dyskutować z mądrymi ludźmi. Jack pisze: „Dla mnie podświadomość to biblioteka swoista, zbiór doświadczeń.” No widzicie, już myślałem, że was zanudziłem tą podświadomością, ale widzę, że w dalszym ciągu są pewne niejasności. Chociaż tu pewnie znowu będzie kwestia nomenklatury słownej. Natomiast podświadomość jest wynikiem doświadczeń. Owszem. Tyle tylko, że podstawy podświadomości budujemy we wczesnych latach swojego dzieciństwa, wtedy, kiedy zupełnie nie jesteśmy świadomi tego, co przyswajamy. Jeżeli przyjmujemy od rodziców taki wzorzec, że każdy pijak to złodziej, to my mając na przykład dwa lata, nie mamy pojęcia, kto to jest pijak, a kto to jest złodziej. Przyjmujemy to jako pewnik, ponieważ kochamy swoich rodziców, są dla nas autorytetem i tyle.
I my nie mamy wiedzy, żeby to zweryfikować. To jest ta gorsza strona podświadomości, że my przyjmując pewne pewniki, nie mamy jeszcze wtedy na tyle wiedzy, żeby to zweryfikować. My to możemy zweryfikować dopiero później w swoim dorosłym życiu. Tylko najczęściej wtedy nie chcemy tego weryfikować, ponieważ my już wierzymy w to, że każdy pijak to złodziej. Mało tego, jesteśmy przekonani, że doszliśmy do tego na skutek swoich własnych przemyśleń, doświadczeń, analiz, procesów umysłowych i nie zmieniamy swojego poglądu, ponieważ uważamy, że jest słuszny. To jest właśnie pułapka podświadomości, że my nie wiemy, w którym momencie dany wzorzec powstaje, ale i tak przyjmujemy go jako własny. Zwróćcie uwagę, to pięknie pokazuje przykład wychowywania dzieci. Kiedy dwójka rodziców spiera się o sposób wychowywania dziecka. Dyskutują, kłócą się, spierają, przekonują, jak należy wychować dziecko. Mało tego, obydwoje rodziców mają przekonanie, że ich sposób jest najlepszy.
Z czego to przekonanie wynika? Czy z tego, że przeanalizowali to? Nie. Dlatego, że twierdzą: „Bo ja tak byłem wychowany”. Nie. Nieprawda. Nie wiesz, jak byłeś wychowany. Czy większość ludzi pamięta swoje lata dzieciństwa? Czy pamięta swoje emocje związane z sytuacjami, które przechodziło z rodzicami? Czy pamięta?
Czy jest świadomy rozpaczy, jaka towarzyszyła mu w momencie, kiedy tatuś czy mamusia nie chcieli mu kupić samochodzika czy lalki? Pamiętamy jakieś tam wybiórcze sytuacje, natomiast nie pamiętamy, co żeśmy wtedy myśleli i co żeśmy wtedy czuli. My pamiętamy pewne zasady, które panowały w naszym domu.Ale nie pamiętamy procesu wychowawczego. Nie pamiętamy swoich myśli, swoich emocji w momencie, kiedy w tych sytuacjach, które kształtowały naszą podświadomość, które nam towarzyszyły. Ale jednocześnie mając 20, 18, 20 parę lat, a z każdym następnym rokiem jeszcze bardziej, stoimy święcie na straży tych zasad. Zwróćcie uwagę, to jest właśnie podświadomość. Gdybyśmy pamiętali dokładnie, w jakiej sytuacji nastąpił dany wzorzec, jestem przekonany, że wielu z nas złapałoby się za głowę, wielu by się rozpłakało, a jeszcze więcej osób powiedziało: „Nie, ja tego nie chcę”. To jest do kitu. To nie ma nic wspólnego z mądrością, ze świadomością, z rozumem, z rozsądkiem. Z niczym to nie ma nic wspólnego.
To jest abstrakcyjne, to nonsens. Tak to właśnie, słuchajcie kochani, z tą podświadomością jest. Dlatego się nazywa podświadomość. Nie sama świadomość, tylko podświadomość. Coś tak jakby podprogowego, coś poza naszą kontrolą. Iwona pisze: najtrudniej jest z tym. Dars, tu mnie pan Marek podrzucił następne. Najtrudniej jest z tymi rzeczami, których wystarczyłoby nie robić, żeby było lepiej. Na przykład z paleniem papierosów. Taki paradoks.
Najtrudniej jest z tymi rzeczami, których wystarczyłoby nie robić, żeby nam było lepiej. Słuchajcie, jeżeli chodzi o różnego rodzaju nałogi, ogólnie mam bardzo duży dystans do tego. Bo jednak w dużej mierze o szkodliwości bądź skuteczności działają emocje. Decydują emocje, jakie temu towarzyszą. I czasami stres związany z odmawianiem sobie czegoś może być dużo gorszy stęsknieniem, pragnieniem, z blokowaniem się. Może być dużo bardziej szkodliwy dla nas niż samo używanie czegoś. W sposób oczywiście rozsądny. Mówię tu o używkach, o alkoholach, o jedzeniu, o słodyczach, o różnego rodzaju przyjemnościach, które sobie fundujemy, a później wmawiamy sobie, że to jest złe. Więc ja tutaj mam taki dystans do tego. Indikom: wracamy do dawnych nawyków, bo w mózgu mamy wydeptane ścieżki neuronów, po których idą nasze decyzje.
Nawet jeśli zejdziemy z wydeptanej ścieżki i zaczniemy wydeptywać inną, zmiana zachowań, to ta stara ścieżka sobie spokojnie czeka na nasz słaby dzień. Wtedy znów skręcamy w stronę starej. Tak, ja nie chciałem wchodzić tutaj w te biologiczne, fizyczne, fizjologiczne rzeczy, ale dokładnie tak jest, że większość rzeczy, które wykonujemy w życiu, jest związana z połączeniami neuronowymi. I po prostu ta informacja tą linią telefoniczną czy tym kablem po prostu zostaje przekazywana. Tak, wymaga to również transformacji czy zmiany tych połączeń neuronowych, ale da się to zrobić. Piter pisze: w moim odczuciu podświadomość to decyzja nieplanowana. To tak jak odruch obronny, jak mówienie słów wypowiedzianych w rozmowie. Czasem podświadomość rani nas od środka, a czasem pomaga. Ja cały czas powtarzam: podświadomość to jest odruch. Ja czasami w niektórych ekstremalnych wypadkach nazywam to nawet instynktem.
Jeżeli jesteśmy ludźmi w jakimś tam przynajmniej stopniu świadomymi i wiemy, jak działa podświadomość, to łatwiej nam jest zastanowić się, przyjąć, przynajmniej zastanowić się nad argumentami drugiej osoby, u której widzimy symptomy, że to, co do nas mówi, argumenty, których używa, płyną też z rozumu, z rozsądku, z jakiejś wiedzy, z jakiejś inteligencji. Jeżeli jest to rozmowa na takim poziomie, to wtedy jesteśmy podatni na to, żeby przynajmniej to przemyśleć. Najciekawsza jest rozmowa dwóch podświadomości. To jest po prostu rozmowa, kiedy żadne argumenty nie są w stanie przekonać żadnej ze stron i najczęściej kończy się to tak zwanym fochem, kłótnią, awanturą, wyzwiskami i argumentami: nie, bo nie albo tak, bo tak. I to jest wtedy bardzo pasjonująca rozmowa, w której dwie strony wywalają swoje argumenty, ale druga strona i tak ich nie słucha. Ja to zaobserwowałem na przykład w momencie, kiedy zaczynałem konstruować jakąś swoją wypowiedź i widziałem w oczach człowieka, jak on już na podstawie trzech pierwszych moich słów buduje odpowiedź.Gdzie wiadomo jest jeszcze, że ja jeszcze ileś czasu tą swoją teorię będę budował, będę ją opisywał, a on już po trzech słowach układał odpowiedź. Więc jak widzę coś takiego, to też wiem dokładnie, z kim będę za chwilę rozmawiał, bo za chwilę tą rozmowę trzeba będzie z korzyścią dla obydwóch stron zakończyć. Ponieważ tu porozumienia nie ma żadnego, a jak dwie takie osoby się spotkają, to bywa ciekawie. Jack pisze: „A czy 0-10 lat dziecka są bardzo w procesie zapisywania w podświadomości?” To znaczy tutaj różnie, że tak powiem, procesy są dzielone, ale tak w zasadzie od szóstego, siódmego roku życia dziecko już te procesy myślowe zaczyna testować i zaczyna utrwalać. Tu bardzo przydatna jest szkoła w tworzeniu podświadomości, ponieważ ona jeszcze bardziej zamyka proces samodzielnego myślenia.
Ponieważ dzieci są przymuszane do tego, żeby przyjmować kolejne aksjomaty, których nie rozumieją. Więc w tym momencie już ta podświadomość zaczyna się tylko utrwalać. Ten czas od zero do 10 lat, w zasadzie te pierwsze podwaliny to jest do trzeciego, czwartego roku życia, kiedy się tworzy ta baza. Później przez następne cztery lata można to jeszcze w miarę spokojnie transformować i zmieniać. Później jest to już coraz trudniejsze, a pierwsze efekty podświadomości zaczyna być widać u nastolatków. Właściwie po 12. roku życia. Jack pisze: „Pytanie do pana Sławka, czy istnieje podświadomość wcieleniowa? Czy dusza, świadomość to przenosi?” Według mnie nie. Ja bardziej to przypisuję temu, że jeżeli nasza dusza chce jakąś tam naukę weryfikować, kontynuować czy doświadczeń jeszcze nam dostarczać, to po prostu wybiera rodzinę, czy okoliczności, środowisko, w którym pewne aspekty podświadomościowe znowu się pojawią.
Powiem wam na przykładzie jednej z moich koleżanek, jak to może wyglądać. Wiecie o tym moim projekcie „Świat oczami dziecka”, który tak naprawdę w tej chwili został bardzo mocno przeze mnie zaniedbany. Natomiast tam miałem właśnie kontakt z takimi dość ciekawymi dziećmi, które dużo pamiętały i również z rodzicami. Jedna z miłych pań opowiadała mi historię swojego pięcioletniego synka, który jak ona się skapnęła, że on wie więcej niż czysto teoretycznie powinien wiedzieć. Kiedy ona mówiła: „Jasiu, uważaj, jak będziesz chodził po tych drzewach, bo ja jak byłam mała, to spadłam z takiego drzewa i złamałam sobie nogę.” A na to Jasio mówi: „Wiem.” I nie wiadomo było do czego na początku przypisać to stwierdzenie „wiem”. Czy wiem, że jak spadnę, to mogę sobie złamać nogę? Czy wiem, że złamałaś sobie nogę? I na początku oczywiście to może nie było zbyt mocno przez nią zweryfikowane, ale te historie się gdzieś tam powtórzyły. I kiedy Jasio powiedział: „Widziałem cię jak tam na przykład skakałaś po drzewach.” I zaczęło się przypominanie, a skąd, a jak, a po co, skąd on może to wiedzieć? Czy z historii rodzinnych?
Ale nikogo tam przy mnie wtedy nie było. Taka analiza, pani dociekliwa, więc zaczęła temat zgłębiać. Okazało się, że najprawdopodobniej jej syn zanim wybrał sobie ją jako swoją matkę na następne wcielenie, był jej w pewnym sensie opiekunem takim duchowym, który przyglądał się jej życiu właśnie w roli opiekuna duchowego, żeby przyjrzeć się jej rodzinie, żeby przyjrzeć się jej, żeby przyjrzeć się jak powstaje jej podświadomość. Bo wtedy mamy duże prawdopodobieństwo, że jako dorośli ludzie właśnie takie wzorce będziemy przekazywać swoim dzieciom. Więc tu może pojawiać się ten aspekt tej podświadomości wcieleniowej, czyli kontynuowania naukiW bardzo podobnych warunkach i z bardzo podobną podświadomością, jak na przykład w poprzednim wcieleniu. Tak wyjaśniłem w miarę możliwości. Mam nadzieję, że za mocno nie namieszałem. Indicom pisze: „Jack, wczesne lata dzieciństwa są bardzo ważne, ale nie oznacza to, że nie warto wydeptywać nowych. Po prostu trzeba nad tym dużo pracować”. Po prostu trzeba nad tym dużo pracować.
Znacie moje podejście na temat pracowania, a już dużego pracowania tym bardziej. Ale jeżeli w czyimś przekonaniu jest to pomysł, to niech będzie. Trzeba nad tym pracować. Ja wolę transformować, wolę zmieniać, wolę uzdrawiać niż pracować. Ale też, żeby ta zmiana, ta transformacja czy ta praca była świadoma, to trzeba dobrze po pierwsze poznać samego siebie, a poza tym dobrze poznać też i mechanizmy. Bo jeżeli gdzieś tam nie zrozumiemy roli podświadomości we własnym życiu, to trudno zmieniać coś, o czym nie bardzo wiemy, co z tym zrobić. Warto te mechanizmy na samym sobie najlepiej sprawdzać. Jack pisze: „Haha, nie wiem, czy to pytanie ma sens”. Każde pytanie ma sens. Nie zawsze odpowiedź, którą uzyskamy, jest dla nas miła, przyjemna i taka, którą chcielibyśmy usłyszeć.
To w myśl takiej zasady: jeżeli nie chcesz czegoś usłyszeć, to po prostu o to nie pytaj. Ale każde pytanie ma jakiś sens. Peter pisze: „Ciekawi mnie jedna sprawa. Czy podświadomość można sobie uporządkować do swojego charakteru, do tego wszystkiego, co wiemy o sobie? Bo wiele o sobie nie wiemy i odkrywamy to w różnych sytuacjach”. Kochani, tak naprawdę podświadomość to my. Podświadomość to też nasz charakter. Ja uważam, że na to, kim jesteśmy, składają się dwie zasadnicze rzeczy. W zasadzie trzy. To, co nazywamy potencjałem urodzeniowym, czyli to, co mówi astrologia, astronomia, kalendarz Majów, human design.
To, co mówi o nas. To, jaka jest nasza konstrukcja, jakie są nasze predyspozycje, cele. To jest jeden z aspektów, czyli to, co dostajemy na starcie. Drugim aspektem, który też dostajemy na starcie, jest nasza świadomość, która wynika z naszej duszy, czyli z ilości przeżytych wcieleń, z ilości lat przeżytych na ziemi, z ilości doświadczeń i wiedzy, którą przez ten czas zdobyliśmy i po naszej kolejnej śmierci przeanalizowaliśmy w świecie duchowym, budując w ten sposób swoją wiedzę na temat tego, co jest dobre, co jest złe. I tym trzecim aspektem, który wpływa na naszą osobowość, jest wychowanie, otoczenie, czyli to, co później wnosimy w dorosłość jako wzorce podświadomości. I te trzy czynniki, w zależności od stopnia zaawansowania naszego rozwoju duchowego, tak to powiem wprost, mają mniejszy bądź większy udział w naszym życiu. Czyli im mniejszy poziom naszego rozwoju duchowego, tym więcej doświadczeń zbieramy na podstawie naszej podświadomości. Im wyższy poziom naszego rozwoju duchowego, tym więcej decyzji i tym więcej doświadczeń zbieramy, kierując się naszą duszą i naszą świadomością. Więc to jest to, co decyduje, jacy jesteśmy. Natomiast czy podświadomość można sobie uporządkować?
Oczywiście, że tak. I powiem wam szczerze, taki jest przede wszystkim cel tych audycji. Żeby pokazać wam, kochani, nauczyć, pozwolić zrozumieć mechanizm podświadomości i wypracować razem z wami sposoby skutecznej, świadomej, mądrej i nieszkodliwej dla nas transformacji tej podświadomości. To jest mój główny cel tutaj na ziemi. Znaleźć kolejny sposób na to, aby tą podświadomość móc sobie uporządkować. Ja oczywiście wiem, że można, natomiast w dalszym ciągu mam niedosyt i szukam sposobu, narzędzia, któreKtóre będzie jeszcze bardziej skuteczne, jeszcze bardziej szybkie, jeszcze bardziej przyjemne i tak dalej. Najlepszym sposobem, dotąd mi znanych, uporządkowywania podświadomości jest rozbudowywanie swojej świadomości. I tak ten proces wygląda od tysiącleci i jest całkowicie naturalny. Natomiast ponieważ ta metoda zajmuje tysiąclecia, to mnie nie do końca satysfakcjonuje. Ja bym jeszcze może w tym życiu coś chciał w tej kwestii namieszać.
Peter pisze: „Gdzie jest już za późno na podświadomość?” Bardzo rozumiem ten komentarz. Ciekawi mnie jedna sprawa: czy podświadomość można sobie uporządkować do swojego charakteru, do tego wszystkiego, co wiemy o sobie? Bo wiele rzeczy o sobie nie wiemy i odkrywamy to w różnych sytuacjach, gdzie już jest za późno na podświadomość. Tak brzmiał cały komentarz. Teraz go w końcu zrozumiałem. Na podświadomość nie jest nigdy za późno, bo podświadomość zawsze jest pierwsza. Jack pisze: „Indikom, często praca polega na leczeniu traum, bo w dzieciństwie było różnie”. No tak. Niestety tak. Na szczęście tak.
Ogólnie tak. Różnie w różnym życiu dzieci bywa. Tu muszę to stwierdzić bez jakiejś większej radości. Natomiast należy pamiętać też o tym, że dusza te okoliczności swojego przyjścia i zdobywania kolejnych doświadczeń, oczywiście z korzyścią dla nas, sama wybiera. Więc jest poniekąd świadoma tego, że te traumy na przykład będzie miała w jakiś sposób wpisane w swoją rzeczywistość, w swoje życie. Pytanie jest, co później jako dorosły człowiek z tym zrobi? Bo wtedy to już my mamy prawo decydowania o tym, co z tymi doświadczeniami zrobimy. Ja często opowiadam historię swojego serdecznego kolegi, który miał ojca alkoholika, na którego napatrzył się w dzieciństwie. Później sam, wchodząc w dorosłość, powiedział — rozmawialiśmy, ja mówię: „Ale tak nic?” On mówi: „Nic”. Mówi: „Słuchaj, mam fajną żonę, mam fajne dzieciaki, mam swoją własną firmę, mam fajne życie”.
Mówi: „I czy teraz ja chcę zaryzykować stracenie tego, bo na przykład być może wypiję kieliszek wódki i w moich genach jest coś, co mnie pociągnie i wciągnie w ten wir jak mojego ojca?” Mówi: „Ja tego ryzyka nie chcę. Mam zbyt fajne życie, żeby dla kieliszka wódki go zaryzykować”. I teraz, jak widzicie kochani, to jest bardzo kluczowa sprawa, bo my właśnie po to przeżywamy pewne doświadczenia jako dzieci, żeby wchodząc w dorosłość zadecydować, podjąć decyzję, czy będziemy ten sposób wychowywania kopiować, czy zrobimy coś o 180 stopni odwrotnego. Ja to obserwuję na przykładach pokoleniowych. Kiedy ktoś był złą matką na przykład w poprzednim wcieleniu i w tym wcieleniu pojawia się w rodzinie, gdzie jest zła matka. Załatwia w ten sposób dwie rzeczy. Raz: był złą matką. Teraz rozumie, jak to być wychowywanym przez złą matkę i w momencie, kiedy wchodzi w dorosłość, ma już dwa doświadczenia za sobą. W sferze duchowej ma zapisane doświadczenie, jak było być złą matką, a w sferze mentalnej, fizycznej, podświadomościowej ma zapisane, jak to być wychowywanym przez złą matkę. I teraz na początku swojej dorosłości, jeżeli pokieruje się podświadomością, to swoje dzieci będzie wychowywał tak, jak wychowywała ją matka.
Dobrze, namieszałem, płcie pomyliłem. Natomiast jeżeli pokieruje się sferą duchową, to pamiętając, że już złą matką była, zrobi wszystko, żeby być dobrą matką. Tak to wygląda na przykładzie. Jack pisze: „Pytanie, czy Budda kontrolował na 100% podświadomość?” Nie wiem. Nie wiem, czy Budda kontrolował. Natomiast to jest też dobre pytanie i całkowite zaprzeczenie tego, co mówiłem w audycji. Właśnie o to chodzi, żeby nic nie kontrolować.Kontrola jest potrzebą naszego umysłu, naszej fizyczności, naszej podświadomości. Kontrolowanie. Nie, właśnie chodzi o to, żeby być dobrym człowiekiem bez potrzeby kontrolowania tego. Żeby bycie tak zwanym dobrym człowiekiem było odruchem.
Ja obserwując, ucząc się, poznając ludzi, widzę, że jak właśnie duchowość potrafi zdominować podświadomość. Więc jestem przekonany, że ci, których nazywamy wielkimi prorokami, byli na takim poziomie swojego uduchowienia, że oni nie musieli kontrolować swojej podświadomości, ponieważ ta ich bardzo wysoka duchowość była po prostu dominująca w ich osobowości. Dobrze. Coż my tutaj mamy? Bo się znowu przewinęło. Piter pisze: „Informacje nam robią zanik podświadomości. Wiele pięknych chwili życia jest zaśmiecana, a podświadomość nie ma szans na rozwój”. Drogi Piterze, tutaj w moim przekonaniu mylisz pojęcia. Podświadomość to nie jest twór, który się rozwija. Zwróćcie uwagę, że po tym 21.
roku życia dużo trudniej przychodzi nam uczenie się, ponieważ rozwój sieci neuronów jest już dużo wolniejszy i dużo trudniej po 21. roku życia jest nam zmieniać swoje nawyki. Dlatego podświadomość już zmienia się w bardzo nieznacznym stopniu i ona też raczej w małym stopniu się rozwija, a raczej bazuje już na tym, co zostało już utrwalone. I tylko to dalej kopiuje. Myślę, że jeżeli tutaj rozmawiamy o tym, że o wiele pięknych chwil życie jest zaśmiecane, to nie, tutaj się Piter z tobą niestety nie zgodzę. Jack pisze: „Wpiszę sobie na Google później, jak pracować z podświadomością. Mało badałem temat ogólnie. Ostatni rok dużo psychologii studiuję. Ego, superego, traumy, psychopatologia i tak dalej”. Drogi — nie wiem, czy mam cię czytać po polsku Jacku, czy Jacku?
Powiem tak: kontynuujesz zaśmiecanie swojego umysłu. Jeżeli jestem alkoholikiem i czy czytanie o alkoholizmie jest dla mnie w jakiś sposób uzdrawiające, czy to wpływa na to, że ja mam pomysł, jak to zmienić? Oczywiście nie mam pojęcia, jakie masz doświadczenia życiowe i skąd potrzeba zgłębiania tego tematu, ale to jest następna baza informacji, z którymi będziesz musiał się w swoich myślach zmierzyć. Mało tego, będziesz się musiał porównać do tych informacji, które sam wprowadzisz do swojego umysłu. Jeżeli przeżywałeś traumy, miałeś jakieś problemy, to teraz będziesz musiał się określić: albo taki jestem, albo taki nie jestem. A to zupełnie nie ma nic wspólnego z tym, jaki chcesz być. Więc zastanów się, czy to jest właściwa droga. Oczywiście sam wiesz najlepiej. Sam wiesz, na ile z tym rezonujesz i na ile te informacje są ci do czegoś potrzebne. Piter pisze: „A po drugie system nam usypia rozwój myśli.
Mamy często coraz więcej gotowców, zaczynając od map do aplikacji, liczenia jeszcze trochę i przestaniemy myśleć. Więc po co rozwijać świadomość?” To znaczy, po co rozwijać świadomość? Świadomość sama się rozwija. Każde doświadczenie zwiększa naszą świadomość, czy tego chcemy, czy nie. Nawet świadomość tego, że potrzebujemy gotowca, że nie jesteśmy w stanie samodzielnie kreatywnie myśleć i potrzebujemy informacji, co mamy zrobić, jak mamy zrobić, kiedy mamy zrobić. To jest też rozwój naszej świadomości.Że jest nam to w jakiś sposób z jakiegoś powodu wygodne, potrzebne i tak dalej. Natomiast system. Ja zawsze mówię: czy to czasy tworzą ludzi, czy ludzie tworzą czasy? Jak słyszę coś takiego: „Bo takie są czasy, bo tacy są ludzie, bo takie jest coś. Bo świat wkoło mnie jest taki, a nie inny”, to twórz inny świat.
Zacznij od swojego wewnętrznego świata. Zacznij go tworzyć, modyfikować i robić po swojemu, lepić po swojemu, a później zacznij zmieniać świat koło siebie. Bo w ten sposób myśląc, że system, że ludzie, że czasy, to tak na dobrą sprawę możemy nie robić nic. Co nie zmieni faktu, że i tak naszą świadomość będziemy rozwijali o to, czym skutkuje lenistwo i nicnierobienie. I tak się w swoim życiu przekonamy, czy to był właściwy wybór dla nas i czym on się zakończył. Czy tym, czego chcieliśmy i czy jesteśmy z tego powodu szczęśliwsi, bo na pewno będziemy mądrzejsi. Jack pisze: „Czym bardziej pod górkę, tym piękniejsze widoki. Takie życie przerabiamy i doświadczamy. Przerabiamy na planecie, gdzie doszło do manipulacji, bo życie tu mogło być dla ogółu przepiękne”. Dwa wątki tutaj Jack poruszył.
Natomiast widziałem kiedyś taki wpis na Facebooku: „Przestań narzekać, że masz pod górkę, skoro idziesz na szczyt”. To też jest właśnie takie fajne pokazanie. Skoro chcesz być na samym szczycie, to szczyt z samego założenia jest najwyższym punktem w danej okolicy. Czyli kuźwa wiadomo, że żeby do niego wejść, trzeba iść pod górkę. Jak w przypadku pójścia w góry sprawia nam to przyjemność, tak w przypadku sytuacji życiowych już nam to nie sprawia przyjemności. Już zaczynamy narzekać, dlaczego mamy gdzieś pod górkę. Bo idziemy na szczyt, bo zmierzamy na szczyt, zmierzamy na wyżyny, wzbijamy się na wyżyny. I faktycznie im wyżej, tym piękniejsze widoki, tym więcej widać. W temat przerabiamy na planecie, gdzie doszło do manipulacji, bo życie tu mogło być dla ogółu piękne. Ja się nie będę wypowiadał, bo w procesie budowania świadomości, jeżeli człowiek sam nie dojdzie do pewnych decyzji, to i tak będzie niezadowolony.
Weźcie dowolnego człowieka i na siłę umieśćcie go w pałacu, gdzie będzie miał wszystko. Tylko zróbcie to bez jego woli i zobaczcie, czym się to kończy. Jeżeli człowiek samodzielnie nie podejmie takiej decyzji, to choćby był w pałacu, to i tak znajdzie powód do narzekania. Więc nasza natura zmusza nas do tego, że żebyśmy byli szczęśliwi, żebyśmy potrafili się z czegoś cieszyć, to musimy sami do tego dojść. To nie może być nam dane, a już na pewno nie wbrew naszej woli. Jack pisze: „Na 100% pan Sławek ma wcielenia duchowe nauczyciela, na przykład mówcy”. Nie potwierdzę ci tego, ani nie zaprzeczę. Natomiast na pewno to nie są moje ostatnie wcielenia związane z byciem nauczycielem i mówcą. Jestem przekonany, że to z czegoś zupełnie innego moje stawiennictwo na Ziemi wynika. Ale może kiedyś jeszcze na ten temat porozmawiamy.
Piter: „Ale my nie musimy iść tą drogą. Budźmy się, nie musimy wszystkiego przyjmować, co nam globalni ludzie dają niby za darmo, jak na przykład Android, a pod darmowym wiele naszych zgód, aby nam brać wolność”. Słuchajcie kochani, są takie sytuacje, w których może nie to, że się irytuję, tylko jak słyszę taki ton wypowiedzi, że ktoś nam coś chce zabrać. Całe życie na Ziemi polega na tym, że ktoś komuś coś chce zabrać. Nawet jeżeli ktoś jest królem czy był królem, to i tak zawsze był ktoś, kto mu to królestwo chciał zabrać albo chciał go wykopsać z tego stanowiska, zająć jego miejsce, albo ogólnie pozbawić go tronu. Całe życie tutaj na Ziemi polega na tym, że ktoś komuś coś chce zabrać. Nie wiem, czy się ze mną zgodzicie, czy nie. I na co tu narzekać? Tak po prostu jest.Całe życie ktoś nam coś chce zabrać. Natomiast jest pytanie: czy my pozwolimy sobie to odebrać?
Bo to, czego chce ktoś, jest bardzo często zupełnie inne od tego, czego chcemy my. I do momentu, dopóki przenosimy nasze zainteresowania, naszą uważność, nasze emocje na to, czego chcą inni, tak długo uczestniczymy w grze, czy serialu, w którym nie gramy głównej roli, w którym życie i to wszystko, co dzieje się wokół, nie obraca się wokół nas. Więc jeżeli chcemy przyjąć taką rolę, że mamy rolę drugoplanową, to okej. Natomiast ja cały czas mówię: zróbcie to świadomie i powiedzcie sobie: tak, będę się interesował cudzym życiem. Robię to świadomie i niech inni podejmują decyzje za to, co się w moim życiu wydarzy. I gitara. Tylko zróbcie to świadomie. I później nie narzekajcie, że w waszym życiu dzieje się to czy tamto. I w zasadzie tyle mogę powiedzieć w tej kwestii, co ktoś nam próbuje zabrać. Grzesław pisze.
Witamy Grzesława. Witam. Moim zdaniem możemy panować nad myślami, ale trzeba mieć świadomość, że większość z nich jest wynikiem odbierania przez nas różnych fal z zewnątrz. To znaczy, ja powiem tak: oczywiście, że można panować nad myślami. Tylko moje pytanie jest po co? Zwłaszcza nad tymi myślami, które nie dotyczą zupełnie nas. Po co obrabiamy informacje dotyczące innych ludzi? Po co nam jest to potrzebne do szczęścia? Jeżeli komuś jest potrzebne, jeżeli tworzą seriale pod tytułem: Dlaczego ja? czy tam jakieś inne, to znaczy, że ludzie są zainteresowani życiem innych osób, a nie swoim.
Więc jeżeli ktoś chce żyć życiem innych ludzi, to okej. Natomiast ja cały czas powtarzam jedną rzecz: róbmy to świadomie. Wiedzmy, na co się piszemy. Jack pisze: Grzesław, trzeba medytować. Oto klucz. Ja całkowicie tu się z tym zgadzam. Może nie twierdzę, że to jest klucz. Natomiast samo medytowanie, każda forma wyciszania czy sprawdzania, czy mamy mętlik w głowie, czy nie mamy, jest fajna, bo daje nam mnóstwo korzyści na wszelkich płaszczyznach energetycznych, mentalnych, emocjonalnych, związkowych. Więc całkowicie polecam medytację, oczywiście medytację świadomą, mądrą i tak dalej. Zresztą tak samo, jak każdą formę tego, co ja nazwałem detoksem.
Iwona Grabowska pisze: 10 lat temu przeżyłam prawdziwą sytuację zagrożenia życia. Nikomu tego nie życzę, ale mnie przewartościowało to całe życie. Sprawdziłam się w tej sytuacji i odrobiłam lekcję priorytetów. Inaczej myślę. Iwonko, powiem tak: bo to jest właśnie jedna z form, ze sposobów skutecznej, szybkiej transformacji wzorców podświadomości. Ja o tym też parę razy wspominałem, że szybka transformacja następuje na skutek silnych, bardzo silnych emocji, ponieważ wszystkie nasze pierwsze zapisy w podświadomości są zazwyczaj związane z silnymi emocjami, a później są utrwalane, utrwalane, utrwalane. Czyli na zasadzie kłamstwo powiedziane 100 razy staje się prawdą. Więc tak, bardzo skuteczną metodą zmiany transformacji są silne emocje. Więc ja też nikomu nie życzę tego i dlatego skupiam swoje działania, myśli, plany, pomysły na tym, żeby móc w tak sam skuteczny sposób transformować tą podświadomość, ale nie musieć przechodzić przez tak traumatyczne, ryzykowne sytuacje życiowe.Ale domyślam się i wierzę w to, i jestem przekonany, że właśnie na skutek takich doświadczeń ta transformacja jest dużo szybsza i dużo skuteczniejsza. Grzesław pisze: „Jack, cześć, każdy medytuje, choćby podczas snu”.
No tak, natomiast fajnie jest też pomedytować sobie świadomie. Jack pisze: „Sęk w tym, że Illuminaci zmanipulowali ludzi, aby nie medytowali, tylko byli ciągle w ego, myśleniu, zabawie głupkowatej i cierpieniu, tak jak to uwielbiają dla swoich bożków z niskich wymiarów”. Drogi Jacku, polecam ci wcześniejsze audycje. Oczywiście etap jaszczurów i jakichś innych rzeczy, ja już dość wyraźnie się na ten temat odniosłem. I też powiem tobie i powiem każdemu: do momentu, dopóki szukacie winnych tego, co się dzieje w waszym życiu, tak długo nie zajmujecie się swoim życiem. I to jest oczywiście decyzja każdego człowieka. Tak długo, dopóki szukacie winnych na zewnątrz, tak długo nie zajmujecie się transformacją tego, co w was. A nawet jeżeli ktokolwiek podejrzewa siły obce i czynniki zewnętrzne o próby manipulowania sobą, to najskuteczniejszą metodą przeciwdziałania takim próbom jest uodpornienie się na takie działania, czyli stworzenie w samym sobie zapory, która te manipulacje uniemożliwi. Tak czy inaczej, najlepszą metodą jest powrót do samego siebie i działania wewnątrz samego siebie, nie na zewnątrz. Peter pisze: „Media wprowadzają chaos.
One mają cel kłócić i zamulać społeczeństwo, ale możemy wybierać albo takie radio jak to, albo kablówkę globalistów”. Kochani, oczywiście ja się bardzo cieszę, jeżeli wybór pada na źródła tego typu jak Radio Paranormalium, a jeszcze tym bardziej, jeżeli wybór pada na audycję, którą ja prowadzę. Natomiast też mówię: nie dajmy się zwariować. Nie wyprowadzajmy się do lasu i nie wyłączajmy wszystkiego, żeby się odciąć, bo odcięcie też nie daje nam informacji, czy jesteśmy już na to odporni. Fajnie jest właśnie włączyć telewizor. Fajnie jest usiąść, poprzebywać z samym sobą, ze swoimi myślami i sprawdzić samego siebie, czy już jestem na to odporny. Bo odcięcie się od bodźców zewnętrznych nie daje nam gwarancji, że jeżeli te bodźce zewnętrzne się pojawią, to czy będziemy w stanie się im w jakiś sposób przeciwstawić. Więc żeby mieć pewność, czy umiem grać w piłkę, nie mogę przyglądać się meczowi z trybun, tylko muszę wyjść na boisko i zagrać. Żeby sprawdzić, czy jestem odporny na manipulacje, na fałsz, na kłamstwa, na chęć wykorzystania, muszę znaleźć się w takiej sytuacji, w której będę mógł się przekonać, że faktycznie już jestem odporny na to. Żeby nabrać czego?
Pewności siebie. Żeby wiedzieć i nie żyć w strachu co będzie, jeżeli w takiej sytuacji się znajdę. To nie jest rozwój świadomości. To jest unikanie sytuacji, w których coś tam. Właśnie testem jest włączenie telewizora, słuchanie gadania ludzi, którzy chcą mną manipulować i umiejętność wyłapywania tego, co jest manipulacją, a co nie. Co jest faktem, a co jest próbą zmanipulowania mnie. Czy pani, która podaje wiadomości, przekazuje wiadomości, przekazuje informacje, czy próbuje tą informacją wpływać na mnie i mnie w jakiś sposób manipulować? To jest test. To jest odpowiedź na to, czy ja już potrafię. Grzesław.
Jack opisuje: „Sen to sen. Może być świadomy, czyli znaki z góry albo wyrzucane śmieci, oczyszczenie. Nic znaczącego, bo organizm się generuje śpiąc”. Chyba coś takiego miało byćDla mnie sen to nie medytacja. Poznaliśmy zdanie. Jack jeszcze pisze: albo podróż astralna i to też może być świadoma lub jakiś spontan. To prawda, tu akurat nic dodać, nic ująć. Grzesław pisze: Jack, zarówno podczas snu, jak i medytacji mózg operuje na tych samych częstotliwościach podobno. Masz rację, bo tutaj fale głębokiego snu, czyli te niskie częstotliwości pojawiają się zarówno przy medytacji, przy wyciszeniu, jak i podczas snu. To wszystko sprowadza się do tego, żeby w jednym i w drugim wypadku wyłączyć podświadomość.
Podczas medytacji próbujemy wyłączyć podświadomość i podczas snu podświadomość jest wyłączona i skupia się tylko na dbaniu o procesy życiowe, ponieważ nie ma dostarczanych do naszego mózgu bodźców zewnętrznych, które płyną z naszych zmysłów, ze wzroku, słuchu, dotyku i tak dalej. Ze wzroku płynie zdecydowanie największa ilość bodźców, które docierają do naszego mózgu, informacji. Podczas snu i podczas medytacji staramy się ograniczyć docierające do nas bodźce po to, żeby dopuścić inne źródła informacji do siebie. Jack pyta Grzesława, czy medytuje. Hare Kryszna, medytacja, mantra jest fajna, mi odpowiada. Fajnie. Bardzo się cieszę, bo to też są dość klasyczne i takie nieinwazyjne sposoby. To niesamowite, ile gigabajtów informacji ma do przekazania pan Sławomi. Nigdy nie mierzyłem tego w takich parametrach. Bardzo się cieszę, że jest to porównywalne do gigabajtów.
Iwona Grabowska pisze: kiedyś w medytacji miałam taki przekaz. Mały chłopiec powiedział: w życiu najważniejsze jest samo życie. Potem osoba o twarzy ani męskiej, ani kobiecej powiedziała: zaufaj mi, może to moja dusza. Dużo by na to wskazywało. Ten wątek tej twarzy. Ale mówię, z tymi wizjami jest o tyle trudno, że nawet w medytacji nasza podświadomość działa tak, że ona jednak cały czas próbuje temu przypisać znane sobie jakieś znaczenia i wartości. Natomiast zaufaj mi, to może być informacja płynąca z duszy. A to, że w życiu najważniejsze jest życie, dokładnie tak. Dlatego też sama informacja, którą moja droga dostałaś, wskazuje na to, że jest to coś, co płynie z twojej świadomości. Bo w życiu najważniejsze jest życie.
My doszukujemy się nadawania mu wartości. A to, co ja powtarzam w zasadzie od pierwszej audycji, w swoich filmach też wracałem do tego tematu, że nasz rozwój duchowy, nasz rozwój świadomości odbywa się cały czas. Każda informacja, każde doświadczenie, w którym musimy się określić emocjonalnie, zareagować emocjonalnie, jest dla nas informacją o nas samych, jest dla nas doświadczeniem i buduje naszą świadomość. Każdy człowiek na świecie ma duszę i każdy człowiek na świecie w każdej sekundzie rozwija się duchowo. Pytanie jest, czy chcemy to robić świadomie i w jakiś sposób mieć wpływ na te doświadczenia, przez które będziemy przechodzić, czy poddamy się życiu i będzie się to działo samo. I tak się będzie działo i tak. Kudłaty. Cześć, panie Sławku. Cześć, Kudłaty. Cześć, witam wszystkich.
Miło cię widzieć. Z pewnością zaraz się doczytam jakiegoś komentarza od ciebie, bo nie wierzę, że tylko na przywitaniu się zakończy. Jack pisze: nauki Buddy zawsze jest kompromis. Mniejsze przyjemności poświęca się, odsuwa się na bok, aby zdobyć, ugrać coś wznioślejszego. Nie jestem znawcą Buddy. Zresztą jak wiecie, nie jestem znawcą wielu innych rzeczy i teorii. Natomiast nawet jeżeli tak ktoś to zinterpretował, to nie sądzę, żeby w świecie duchowym chodziło o to, żeby cokolwiek ugrać.Poświęca się, odsuwa na bok, aby zdobyć coś wznioślejszego. I znowu bawimy się w to wartościowanie: co jest bardziej wzniosłe, a co jest mniej wzniosłe? Może bardziej wzniosłe jest życie na wsi z kochającą żoną, dziećmi, w otoczeniu natury i jeżdżenie 17-letnim Oplem Astrą niż siedzenie na 30. piętrze w wieżowcu otoczonym pięknymi wnętrzami i jeżdżenie Mercedesem.
I cały czas życie w strachu, że jednak ten na 31. piętrze ma więcej ode mnie. Nie sądzę, chociaż nie jestem znawcą, nie sądzę, żeby Budda zachęcał do takiego wartościowania. Oczywiście mogę się mylić. Dobrze, kochani. Jack pisze, Iwona: „Wow, w medytacji niemyślenie”. Tak, dokładnie. Tak uważam. Kiedyś odpocznę pisze: „Jaki temat dzisiaj?”. Jack odpowiedział, że temat podświadomość, a pan Marek podsunął dzisiaj o detoksie energetycznym.
W zasadzie obydwaj panowie powiedzieli dokładnie, o co chodzi. Jack pisze: „Aby nie zaśmiecać śmieciami podświadomości”. Podświadomość jest i tak zaśmiecona przeróżnego rodzaju rzeczami. Bardziej chodzi o to, żeby umyć się tych śmieci ze swojego pola energetycznego, ze swojej przestrzeni życiowej w sposób bezpieczny i spokojny się pozbyć. Indicum: „W dzisiejszej audycji są zaawansowane sprawy. Uważność, bycie tu i teraz, bycie obserwatorem swoich myśli to chyba jedna z najważniejszych umiejętności w kontekście rozwoju duchowego”. To nie jest w kontekście rozwoju duchowego. My często cały czas przypisujemy do tego jakieś wartości, jakiś rozwój duchowy, że to jest ważniejsze niż rozwój inny. Nie, kochani, to, o czym mówię, o tym detoksie, o tym pozbywaniu się rzeczy, o niezaśmiecaniu sobie swojego własnego życia rzeczami, które zupełnie nas nie dotyczą, na które nie mamy wpływu, które tylko obarczają nas i pożerają naszą cenną energię, którą moglibyśmy wykorzystać na coś innego. To nie jest nic innego jak zafundowanie sobie spokojniejszego i radośniejszego życia.
Umiejętność wyciszenia się i niewartościowania tego, co nas otacza. Pozbycie się tej maniery wartościowania, co jest lepsze, co jest gorsze, co jest słuszniejsze, co jest wartościowsze, co jest złe, co jest dobre. Umiejętność obserwacji bez wartościowania, bez nazywania. To daje spokój. To daje zwykły spokój. W związku z tym jesteśmy mniej zestresowani, spokojniejsi, bardziej świadomi. Mniej dajemy się wkręcać w jakieś cudze manipulacje, w cudze gierki. Ogólnie rzecz biorąc, więcej się uśmiechamy i nasze życie jest bardziej pogodne. Ja patrzę na to w tym kontekście: co zrobić, żeby wykorzystać duchowość, wiedzę o podświadomości, wiedzę o duszy, wiedzę o czymkolwiek, żeby moje życie było przyjemniejsze i jednocześnie, abym nie wyrządzał krzywdy innym ludziom. Ja taki jestem prosty chłopak.
Jack, Indicum: „Bycie obserwatorem swoich emocji. Czy nie są to szybkie emocje, na przykład na ile kontrolujemy popędy atawistyczne?”. To wszystko zależy kto, że tak powiem, chce z tym zrobić. Jeżeli ktoś chce kontrolować, cały czas się pojawia ten wątek kontroli, klasyfikacji. Jak trudno się jest tego pozbyć. Wszystko musi być albo czarne, albo białe. Wszystko musi być albo dobre, albo złe. Wszystko musi być nazwane, sklasyfikowane, zaszufladkowane. A chmury na niebie mogą sobie płynąć i nic się nie dzieje. Od miliardów lat one sobie płyną.
Nie są ani dobre, ani złe, ani ładne, ani brzydkie, ani ważne, ani mniej ważne. Są. Zacznijcie od tego, kochani, zacznijcie od tego, że wasze myśli, wasze emocje są i tyle. Tak jak drzewa są, tak jak chmury są, tak jak planety są, tak jak powietrze jest, wszystko jest. I wasze myśli i wasze emocje też są. Zacznijcie od tego. Adam. Witaj, Adamie. „W pracy pewna osoba pytała się mnie trzy dni pod rząd o moje imię i czwartego dnia chciałem powiedzieć Juan Mario Antonio del Dolores, ale niestety rozmówczyni już zapamiętała”. Drogi Adamie, nie pierwszy razSię ze sobą zgadzamy, w poczuciu humoru również.
Kudłaty: Słucham tej audycji dzisiaj na telefonie. Muszę powiedzieć, że dzisiaj bardzo ciekawa audycja. Bardzo się cieszę, drogi Kudłaty. Nie dobra, żartowałem. Chociaż z tobą już mógłbym sobie pewnie pożartować, bo my już tutaj jesteśmy dłużej. Chciałem powiedzieć, że skoro dzisiejsza audycja jest ciekawsza, to może od dzisiaj słuchaj wszystkich audycji na telefonie. Aż praktycznie jak mało kiedy miałem zamknięte, zagminę przemyślenia nad prawie każdym zdaniem, jakie pan Sławek dzisiaj przekazywał. Takie mądre wskazówki cały czas. I magia telefonu. Narzekałem na telefony, a tu się okazuje, że odkryliśmy właśnie z Kudłatym ich bardzo ciekawą i przydatną cechę.
Adam pisze: Koniec świata miał wynikać z jakiejś hipotezy, że zmiana kalendarza z juliańskiego na gregoriański zaowocowała stratę ośmiu lat na przestrzeni kilku stuleci, więc wczoraj był ten 21 grudnia 2012 roku. No co ty gadasz? Taka okazja mnie ominęła? Ale widzisz, coś mogło w tym być, bo ja wczoraj robiłem detoks. Tak na wszelki wypadek, jakby to miała być prawda. Coś, widzisz, jednak moja duszyczka mi podpowiadała: Sławojuś, weź się wyspowiadaj, bo to nigdy nie wiadomo, kto tutaj ma rację. Oczywiście żartuję i bardzo się cieszę, że mi o tym powiedziałeś. Ale nie sądzę, żeby to była teoria majańska. Raczej oni byli bardzo precyzyjni w liczeniu czasu. Inka: Witam wszystkich.
Witaj, Inko. Adam: Ma być podobno reset 2024.38, bo boi się taka teoria na YouTubie. My przerabialiśmy już 2027, więc taka teoria też już była. Słuchajcie, to wszystko niedaleko, tak? Więc najprawdopodobniej przyjdzie nam się przekonać. Adam pisze: Jack, za dużo przeżyłem resetów i końca świata, żeby traktować te wieszczenie inaczej jak bzykanie, bzyczenie. Widzisz, proszę mnie nie posądzać o jakieś celowe przekręty. To potrafi wkurzać. Inka pisze: Sławku, są ludzie, którzy stanowczo za dużo myślą, przemyśliwują dosłownie wszystko, każde słowo, każdą myśl, każdy krok, każde zdanie usłyszane, napisane gdzieś w necie. I ile ten nasz mózg może przyjąć?
Nic więc dziwnego, że depresje ich dopadają. Dokładnie, droga Inko, całkowicie się zgadzam. Cieszę się, że podobnie myślimy. Bo my straciliśmy już kontrolę nad tym, jak dużo tych informacji przyjmujemy. A ten nasz mózg, ta nasza podświadomość tam cały czas, kochani, napierdziela. Zróbcie sobie dzień takiej przerwy i zobaczcie. Może dzień to będzie mało, ponieważ te wszystkie informacje gdzieś tam zebrane, one będą jeszcze do was bębniły. Bo na pewno każdy z nas, nie robiąc takiego detoksu, nie pozwalając sobie na uwolnienia różnych rzeczy, nazbierał tych śmieci, że to pewnie będzie wymagało troszeczkę więcej czasu niż jednego podejścia. Chociaż nie wiem, to w zależności od przypadku. Może ktoś zrobi po prostu mega szybkim odkurzaczem porządek i będzie w porzo, czego oczywiście wam z całego serca życzę, żeby tak właśnie było.
Ale gdyby tak nie poszło, to się nie zniechęcajcie, bo komfort i spokój, jaki się ma w momencie, kiedy się ma pustkę w głowie jest warty zachodu. Warto nawet chociażby po to, żeby móc poobserwować chmurki, żeby dać sobie minutę, dwie bez myślenia, bez tego, że pojawiają się myśli, emocje i tak dalej. To są naprawdę bardzo fajne, przyjemne chwile, zwłaszcza wtedy, kiedy chcecie odpocząć. Dla mnie to jest tak, jak trzy godziny snu albo czasami pięć godzin snu. Ale spróbujcie sami. Przemek pisze: Jestem bardzo świadomą osobą, a wszystko zaczęło się od śmierci klinicznej w wieku 15 lat. A teraz się dowiaduję, że swoją świadomość otrzymałem już od rodziców. Całe życie się uczę czegoś nowego. Super! Przemku, myślę, że po tym twoim doświadczeniu miałbyś nam tutaj sporo do powiedzenia i chciałbym cię zachęcić na przykład, gdybyś miał ochotę do zadzwonienia, bo te ekstremalne przypadki dają bardzo dużo ludziom do myślenia.
To jest też takie świadectwo, że to się dzieje naprawdę. Iwona pisze: Jack, tak, umiem wyłączyć myślenie. Nie czuję wtedy zupełnie swojego ciała.To uczucie umiem nazwać tylko błogostanem. No właśnie. Cieszę się, Iwonko, że o tym napisałaś, bo na potwierdzenie moich słów siła trzy uderzy pięścią w stół. Na potwierdzenie tego, że ja faktycznie też to odbieram jako takie bardzo przyjemne, regenerujące uczucie, Iwonka potwierdziła to za sekund kilka. Jack pisze: Dzięki śliczne za odpowiedzi. Bardzo mi miło. Mi również, bo w sumie bardzo się cieszę, że mogę to też dla was poniekąd zrobić i kiedyś jak zrobimy takie spotkanie, tak się spotkamy w kilkaset osób takich samych, świadomych, mądrych, spokojnych, wesołych, radosnych, to normalnie nie będziemy musieli kupować fajerwerków, żeby po prostu energia tryskała w powietrze. Czekam bardzo na takie spotkanie i wierzę, że kiedyś do niego dojdzie.
Przemek pisze: Ja najwięcej doświadczeń miałem właśnie słuchając podświadomości, mimo że czasami było to wbrew mojemu ja, ale przekonałem się, że warto posłuchać jej. Zawsze na plus wychodzę. Tutaj kochani, drogi Przemku, też właśnie pojawia się sprzeczność w tym, co ja nazywam podświadomość, więc nie będę tego po raz kolejny dementował, zwłaszcza że mamy już godzinę 23:05. Ale pewnie poproszę cię, żebyś albo wrócił do kilku audycji wcześniej, gdzie ten temat wałkowałem, albo po prostu przy okazji sobie na ten temat pogadamy. Jack pisze: Doświadczeń wcieleniowych też na innych planetach. Niesamowite. Inka: Często alkoholicy mają predyspozycje do alkoholu po ojcu lub matce, a nawet dalszej rodziny. Może to jest DNA? Ja bym DNA do tego tak bardzo nie mieszał. Jack pisze: Dokładnie Inka.
Brat Trumpa był alkoholikiem. Trump i jego dzieci nie piją nawet grama alkoholu. Może właśnie dlatego. Przemek pisze: Lecz nie zawsze mają predyspozycje do alkoholu. Jak patrzy się, jak rodzice się zatruli przez alkohol, to oni zazwyczaj są wrogami alkoholu. Raczej w DNA może być w małym stopniu. Ja też bardziej obstawiam wzorce podświadomości. Inka pisze do Przemka: Mi się wydaje, że coś tak patrzyli jako dzieci, obiecują sobie, że nigdy nie będą pić, a potem dorastają i robią dokładnie to samo. Tylko wyjątki nie piją, a na pewno mniejszość. Tu Inko niestety się z tobą zgodzę, bo właśnie podświadomość karze, wręcz nakazuje nam robienie dokładnie tego, czego zostaliśmy nauczeni, czyli rozwiązywania sytuacji, problemów poprzez alkohol.
To są pierwsze próby i tak dalej. Ale mówię, ponieważ mamy już po godzinie 23:00, to przelecę jeszcze przez te komentarze kochani. Może być, że ciemna siła łapała duszę i zmieniali rodziców. Manipulacje, więc nie do końca dusza wybiera. No chyba że są jeszcze z wyższego poziomu. No dobrze, zaczynasz tutaj te swoje teorie spiskowe. Ja oczywiście tego nie będę komentował. Zdania są podzielone. Raczej mógłbym podać też kilka takich osób, co napisałem, ale może większość sięga po alkohol. Też ciężko powiedzieć.
To raczej temat na grubszą rozmowę. Też zdecydowanie się z tobą, Przemku, zgadzam. Jack pisze: Ja moich rodziców nie czuję. Nie byłem planowany przez nich, a przecież jestem starsza dusza. To, że twoi rodzice ciebie nie planowali, to nie znaczy, że ty nie zaplanowałeś im. Zwłaszcza jeżeli jesteś starszą duszą, to powinieneś to doskonale chwytać, rozumieć. Jack pisze: Wow, czyli płynięcie na fali miłości bez pokus ego. Głębokie to. Ale przyjemne. Dodam, że czuję, że jestem doświadczoną duszą bez napinki, bo każdy jest równy.
Każdy to światło miłości ma. Inka pisze do Przemka: Nie każdy pijący jest alkoholikiem. Jest po prostu pijakiem. Tak jak nie każdy palacz papierosów jest nałogowym palaczem. Takim jest łatwo rzucić i picie i palenie. Przemek pisze: Temat rzeka. Ja tylko piszę, co obserwowałem dookoła siebie. Jack pisze: Miałem 15 lat depresji. Bardzo współczuję. Przemek pisze do Inki: Inka, ja nie chcę podważać twoich obserwacji.
I tak właśnie jak piszesz temat rzeka i myślę, że ludzie tacy długo nie osiągną bynajmniej w tym wcieleniu świadomości takiej jak większość ludzi. To też jest temat rzeka, bo być może jest to też cząstkowe doświadczenie. To nie na dzisiaj. Jack pisze: Ja szukam prawdy. Manipulacji eterycznych już praktycznie nie ma, bo za wysokie wibracje je wypalili pozostali iluminaci, ale już słabną. Bardzo się cieszę i zastanawiam, skąd ta wiedza płynie.Przemek pisze: „Raczej nie do końca. Iluminaci słyną w miejscowości w Danii, gdzie mieszkam, mają swoją siedzibę i zawsze cała masa ich przybywa na spotkania. Wiem z moich obserwacji i dużo kamienic ma ślady iluminatów. Moim zdaniem dobrze się kryją, aby później ze zdwojoną siłą uderzyć. Pożyjemy, zobaczymy”.
Jack pisze: „Niesamowita audycja”. I tutaj akurat te nauki są z kanału Sesana, buddyjski kanał. Panie Sławku, wow, wow, świetlisty, ty naprawdę mega. Dziękuję bardzo. Adam pisze: „Jack, polecam posłuchać opowiastek Michała Buddyjskiego, a Jan Brach, popularny w polskim YouTubie. Dużo tłumaczeń i nawet z lektorem”. Dobrze kochani. Faktycznie usłyszałem tutaj parę razy „wow” na swój temat, ale muszę wam powiedzieć teraz wow, wow, wow na wasz temat. Przeleciałem z pewną niechęcią na szybko te komentarze, ale wierzę, że za tydzień będziemy mieli okazję kontynuować to przy okazji jakiegoś innego tematu. Super!
Naprawdę jak zwykle w temacie, jestem pod wielkim wrażeniem słuchaczy, przede wszystkim jakości tych komentarzy. Oczywiście nie ze wszystkim się zgadzamy, ale to też może fajnie, bo tworzy to jakąś tam dyskusję. Kochani, dziękuję wam serdecznie za te komentarze, za udział. Jeszcze raz przepraszam za brak komentarzy pod ostatnią audycją. Postaram się to nadrobić, ale też nie obiecuję, czy to zrobię w tym tygodniu. Ale zachęcam do pisania tych komentarzy jak najwięcej, bo niech inni też korzystają. Bo to przecież nie chodzi tylko o mnie i o was, ale również o innych. Robimy to też dla innych. Niech i oni z tego coś dla siebie uszczkną. Kochani, jak najwięcej detoksu, jak najwięcej zapory przed informacjami, które są wam do niczego niepotrzebne.
Nauczcie się przed tym troszeczkę sami siebie chronić. Nie wchodźcie w to, jeżeli nie jest to waszą wolą, żeby uczestniczyć w roli drugoplanowych postaci w cudzym filmie i to jeszcze w dodatku za darmo. A jak już wam się taka sytuacja przydarzy, to pamiętajcie o detoksie w jakiejkolwiek formie i starajcie się pamiętać o tym, że chmury były, są i będą. Wasze myśli i emocje były, są i będą. Dziękuję wam za dzisiejsze spotkanie. Takie radiowe spotkanie. Trzymam kciuki, uważajcie jak zwykle na siebie. I cóż, usłyszymy się za tydzień. Pozdrawiam już w tej chwili prawie cały okrągły świat. Dziękuję panu Markowi nieustająco za to wszystko, co dla nas tutaj robi, dzięki któremu możemy prowadzić tak piękne dyskusje i tak fajne i mam nadzieję mądre i twórcze audycje.
Trzymajcie się cieplutko. Do usłyszenia za tydzień. Dobrej nocy bądź miłego dnia, w zależności kto gdzie właśnie dzisiaj przebywa.
[02:54:47] - A mówił te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie tych, którzy pragną zasięgnąć jakichś ciekawych spostrzeżeń na temat świadomości, zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. No i do polubienia fanpage'a pana Sławka na Facebooku. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia oczywiście ponownie już za tydzień w poniedziałek o 20:00 na żywo na antenie Radia Paranormalium.
[02:55:43] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl