[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witają cię bardzo gorąco i serdecznie. W kalendarzu poniedziałek, 15 czerwca roku 2020. Na zegarze minęła już godzina 20, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy” na żywo na antenie Radia Paranormalium. Audycja w całości poświęcona meandrom świadomości. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:56] - Dobry wieczór, panie Marku. Kochani, witam was bardzo serdecznie.
[00:59] - Tradycyjnie, zanim przekażę głos panu Sławkowi, przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Nadajemy oczywiście na żywo, pod warunkiem wszakże, że macie w kalendarzu 15 czerwca. Jeżeli macie inną datę i inną godzinę, to znaczy, że słuchacie powtórki bądź zapis audycji na YouTube albo w formie MP3. Jeżeli słuchacie na żywo, to możecie zanotować sobie numery telefonów do Radia Paranormalium. Nasze numery to oczywiście stacjonarne 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Panie Sławku, teraz z czystym sumieniem tradycyjnie mogę oddać panu głos.
[02:33] - Dziękuję panie Marku.
[02:35] - Właściwie to powinienem powiedzieć: „Oddać głos panu i wszelkim możliwym żyjątkom, które mogą się też odzywać w tle”.
[02:45] - Właśnie wspomniał pan o kalendarzu i ja mam taki pomysł, żeby poniedziałek, godzinę 20, oprócz audycji w Radiu Paranormalium zrobić sobie taką małą zapiskę: „Godzinę szczekania psów”. Jeżeli to się będzie powtarzać, zrobię. Mam nadzieję, kochani, że to się za chwileczkę uspokoi. Jeszcze raz witam was bardzo serdecznie. Mam nadzieję, że wszyscy jesteście cali, zdrowi i zadowoleni, szczęśliwi i chętni wiedzy i tego, co dzisiaj się będzie w audycji działo. Mam nadzieję, że się będzie działo, bo z tego, co słyszałem i czytałem w komentarzach, telefon naszego słuchacza z poprzedniej audycji zelektryzował troszeczkę was. Jeżeli jesteś z nami, drogi słuchaczu, to oczywiście zapraszam cię po części oficjalnej do zadzwonienia. Mieliśmy trochę mało czasu ostatnio, więc dzisiaj proszę o telefony wcześniej, żebyśmy spokojnie zdążyli tę interesującą dla wszystkich skądinąd dyskusję dokończyć. Jak zwykle, kochani, podrzucacie mi tematy do audycji i w komentarzach pod ostatnią pojawił się bardzo fajny wątek, który będę chciał dzisiaj rozwinąć. To komentarz pana Jacka, któremu zbrakło w moich wypowiedziach odnośnie pomaganiu innym słowa „bezinteresowność”, więc trochę ten wątek spróbuję rozwinąć w dalszej części audycji.
Zwłaszcza że — i to pewnie co poniektórych zaskoczy — ja w bezinteresowność na Ziemi nie wierzę. Więc szykujcie sobie komentarze, telefony, żebyście mogli się ze mną oraz z resztą słuchaczy swoją opinią na ten temat podzielić. Natomiast nawiążę jeszcze do tego, co się dzieje aktualnie w różnych miejscach naszego kontynentu. Nie chodzi mi o koronawirusa, chociaż temat wrócił z tego, co tam widziałem, ale w zupełnie innej wersji, innej opcji, zupełnie innych przekazach w tej chwili. Natomiast moim zdaniem to, co się dzieje aktualnie, jest poniekąd pewnego rodzaju rykoszetem pokoronawirusowym, po tych wszystkich zakazach, nakazach, kwarantannach, trzymaniu ludzi w domach i takim troszeczkę ogłupianiu ich. Myślę, że ta cała fala nienawiści, która się w tej chwili rozlała po Stanach, po Europie też, z tego, co słyszałem. Już o naszym kochanym kraju w ogóle nie wspominam, bo my też mamy swój cyrk osobisty, prywatny, narodowy.W którym również nie brakuje tej nienawiści, złości, pretensji, frustracji.
[06:16] - Taki cyrk też nieświadomie, jakby niechcący rozpętałem również na swoim profilu i podejrzewam nie tylko ja, dzieląc się swoimi spostrzeżeniami na temat choćby sprawy George'a Floyda i tego pogrzebu ze złotą trumną, co ostatnio miało miejsce.
[06:34] - Czytałem, panie Marku. To jest trochę tak na zasadzie wsadzić kij w mrowisko. Oczywiście wszystkie rzeczy, które są emocjonujące, budzą skrajne emocje. Zresztą widziałem też inne wątki, które pan poruszył, panie Marku. Kibicuję panu bardzo mocno i też gratuluję takiej bezpośredniości w przekazie, bo to jest też odwaga i to jest też umiejętność wypowiadania wprost swojego zdania na ten temat. I nie ukrywam, że w większości przypadków zgadzam się z tym, że oglądamy tylko szczyt góry lodowej, nie doszukując się niczego więcej w tym wszystkim. I oceniamy to też poprzez pryzmat bębnienia przez media i robienia jakichś takich dziwnych akcji. Kiedyś, jak miałem przygodę związaną z taksówką. Jak jeździłem na taksówce w Warszawie, byłem taksówkarzem, to klienci mnie się pytali, czy praca taksówkarza jest niebezpieczna. Ja mówię: jak każda, wydaje mi się, inna.
No ale jak to? Ja mówię: weźmy pod uwagę jakieś tam statystyki. Jeżeli nas w korporacji jest 300 czy 400, tych korporacji jest większych, mniejszych w Warszawie dziesięć. Czyli biorąc pod uwagę, że wykonujemy po 10 kursów dziennie, a tych taksówkarzy na przykład aktywnych jest kilka tysięcy, to kilkadziesiąt tysięcy kursów dziennie robi się w ciągu samego jednego dnia. W ciągu tygodnia, miesiąca robi się tego dziesiątki tysięcy, a w ciągu roku miliony albo może nawet dziesiątki milionów kursów. I jeżeli wydarzy się tylko coś jednemu taksówkarzowi, to natychmiast robi się z tego wszystkie media na ten temat trąbią, bębnią i wszystkim się wydaje, że napady na taksówkarzy są rzeczą nagminną. Natomiast prawdopodobieństwo, że spotka to mnie jest rzędu jeden na kilka milionów, kilkadziesiąt milionów czy nawet kilka miliardów kursów pomiędzy jednym wypadkiem a drugim, więc podejrzewam, że prawdopodobieństwo wygrania w totka jest porównywalne. Więc tak jest też tutaj z takimi medialnymi rzeczami. Jeżeli tylko jest o czym pobębnić, jest o czym zrobić aferę, to natychmiast wszystkie media to wykorzystują, ponieważ to się dobrze sprzedaje. Ale to nie o mediach.
Bardziej chodzi mi o syndrom taki, który obserwuję wśród ludzi, czyli syndrom wylewania resztek nienawiści z siebie. I powiem wam szczerze, że w tym całym przykrym zjawisku dostrzegam bardzo dużo pozytywów. Jednym z nich jest to, że ludzie po prostu mają dość. Dość tego, co istnieje, dość tego, co funkcjonuje. Czyli wiadomo, że jak czegoś jest dość, robi się chaos. Po chaosie robi się pustka, a po pustce buduje się coś na troszeczkę innych zasadach. Więc to jest kolejny dowód taki namacalny na to, w jakim kierunku jako ludzie, jako ludzkość, jako cywilizacja zmierzamy. Nie oceniając poszczególnych postaw, bo byśmy mogli temu poświęcić nie dzisiejszą audycję, ale pewnie i 10 następnych i też pewnie byśmy nie wyczerpali tematu. Także popatrzcie kochani na to z perspektywy kierunku, w którym my jako ludzie, jako ludzkość zmierzamy. I dla mnie to jest kolejny dowód na to, że jesteśmy bardzo blisko jakichś zasadniczych zmian, w których przyjdzie nam brać najprawdopodobniej w większości udział.
Natomiast w kwestii bezinteresowności. Bardzo fajne słowo. W sumie fajnie, że się to pojawiło. Zawsze często powtarzam to, że mam przyjemność robienia audycji dla ludzi dociekliwych i analitycznych, mądrych i na bardzo wysokim poziomie, ponieważ tutaj żaden błąd, żadne niedomówienie, żadne niedoprecyzowanie nie zostanie. Coś, co ja ominę bądź przeinaczę, natychmiast zostaje wyłapane. Tak jak przykład z poprzedniej audycji odnośnie Andrzeja PoniedzielskiegoTeż zostało to wychwycone, więc postanowiłem, jak to mam w zwyczaju, tej bezinteresowności poświęcić trochę więcej czasu. Ale żeby znaleźć jakiś punkt odniesienia, postanowiłem powołać się na źródła bardziej naukowe. Zagrzebałem sobie w jakimś słowniku, w Wikipedii, żeby przeczytać wam, co znaczy słowo bezinteresowność, żebyśmy od czegoś mogli sobie tutaj wyjść. Otóż bezinteresowność pochodzi od łacińskiego słowa „interesse”, czyli korzyść, interes, dochód. W etyce taka cecha działania podmiotu, przy której celem działania nie jest korzyść podmiotu, ale dobro innej osoby.
Bezinteresowność jako cecha działania podmiotu łączy się z altruizmem jako postawą etyczną, przy której człowiek działa dla dobra innych, nawet za cenę poświęcenia dobra własnego. To jest takie ogólne i gdybym tylko na tym bazował, to pewnie tej audycji by nie było. Natomiast pewnego rodzaju doprecyzowanie pojęcia bezinteresowność zrobił Immanuel Kant, który napisał o bezinteresowności jeszcze jedno zdanie: „Bezinteresowność stanowi niezbędny element postawy etycznej, gdzie upodobanie nie wypływa z motywów osobistych i nie wiąże się z motywacjami praktycznymi ani poznawczymi”. Przeczytam to jeszcze raz, ponieważ pewnie z tym sformułowaniem, z tym rozwinięciem słowa, określenia bezinteresowność większość z was się nie spotkała. „Bezinteresowność stanowi niezbędny element postawy etycznej, gdzie upodobanie nie wypływa z motywów osobistych i nie wiąże się z motywacjami praktycznymi ani poznawczymi”. Nie wiem, czy kochani już wiecie, do czego zmierzam. Natomiast przypomnę wam, że rozmawiamy sobie tutaj tak naprawdę o czymś takim, co się nazywa świadomością. Świadomością ziemską, ale też świadomością oglądaną oczami duszy, czyli naszej świadomości duchowej, budowanej przez wszystkie nasze kolejne wcielenia. Czy to rozwinięcie myśli podsunęło wam jakiś pomysł w związku z tym? Kochani, rozpatrujemy bezinteresowność jako właśnie takie dobre działania, które mają być przydatne dla innych ludzi, a nam nie przynoszą żadnych korzyści.
Bez interesu, bez korzyści, bez dochodu, bez konkretnych korzyści dla nas. Więc właśnie, czy robienie dobra dla innych nie przynosi nam żadnych korzyści? Rzuciłem to pytanie troszeczkę w eter i zrobiłem taką małą pauzę, żebyście sami mogli się spokojnie nad tym zastanowić. Prowadzę audycję w Radiu Paranormalium od października bodajże 2018 roku. Czyli już będzie jakieś półtorej roku. Tak jak wam wspominałem, nie czerpię z tego powodu żadnych dochodów, czyli robię to bezpłatnie. Poświęcam swój czas, swoje zaangażowanie po to, żeby dzielić się z wami swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, jakąś tam wiedzą, bardziej chyba przyniesioną niż wyczytaną. I teraz: jak możecie zakwalifikować moje działanie? Czy moje działanie jest bezinteresowne? W myśl tego, że nie czerpię z tego żadnych korzyści materialno-fizycznych, wydawałoby się, że tak.
Można powiedzieć, że w robieniu audycji jestem bezinteresowny. Nie mam w tym żadnego interesu. Nie robię tego dla swojego własnego ego, nie robię tego dla sławy, nie robię tego dla pieniędzy. Więc można by było rzec, że jestem bezinteresowny w swoim działaniu. Czy z waszego punktu widzenia też to tak wygląda? Bo ja wiem, jak to wygląda z mojego punktu widzenia. Ciekawy jestem waszej opinii. Zanim ja powiem o swojej, mam nadzieję, że tutaj w komentarzach coś ciekawego na ten temat z waszej strony również się pojawi. Kochani, kiedy możemy pomóc drugiemu człowiekowi?Możemy mu pomóc, z mojego punktu widzenia tylko wtedy, jeżeli on nas o tą pomoc poprosi. Tylko wtedy, kiedy wyraźnie powie, o co mu chodzi i czego potrzebuje.
Czy my możemy wiedzieć, czego potrzebuje drugi człowiek, jeżeli on nam tego nie powie? Owszem, bardzo wiele osób wie lepiej nawet od nas samych, co będzie dla nas dobre, prawda? Znacie to z własnego doświadczenia. Ja jak słucham na przykład tych wszystkich ludzi, którzy nawołują do przebudzenia, do wybudzenia, do dążenia do rozwoju osobistego, ci ludzie wiedzą lepiej, co dla innych jest lepsze. A czy to jest prawda? Czy to jest prawda, że my wiemy lepiej, co jest dla innych lepsze? W zeszłej audycji mówiłem o różnych poziomach świadomości, prawda? Rozmawialiśmy, pokazywałem wam jak to wygląda i wiecie dokładnie, mam nadzieję, że po ostatniej audycji wiecie to jeszcze lepiej, że jak świadomość ziemską możemy sobie modyfikować, zmieniać i ona cały czas gdzieś jest korygowana na bieżąco, tak ze świadomością duchową, wyższą świadomością jest pewien problem. Jest pewien problem, z którym żeśmy nawet przed audycją chwilę z panem Markiem rozmawiali. Problem polega na tym, że żeby ocenić coś jako dobre albo złe, albo właściwe, albo niewłaściwe, potrzebny jest jakiś punkt odniesienia.
Czyli jakiś wzorzec, według którego będziemy mogli porównać, czy to jest dobre, czy to jest złe. Żeby ustalić, że coś waży kilogram, kładziemy to na wagę, a na drugiej szali kładziemy odważnik kilogramowy i wtedy wiemy, czy to waży kilogram, czy nie. Jeżeli chcemy ustalić pojemność, że to jest litr, to bierzemy butelkę litrową, wlewamy tam ciecz i wiemy, że to jest litr. Natomiast na Ziemi nie ma wzorca jednego dla wszystkich ludzi, według którego można by było ocenić, co jest dobre, a co jest złe. Taka weryfikacja może nastąpić dopiero po naszej śmierci. Dlatego gros ludzi nie jest w stanie zweryfikować swojej świadomości duchowej, zmienić podczas swojego życia. Tę ziemską świadomość tak, ponieważ robimy coś, przekonujemy się o tym, czy to działa, czy to nie działa, czy to jest skuteczne, czy to jest nieskuteczne. Dostajemy jakieś informacje. Spotykamy autorytety nauczycieli, naukowców, profesorów, inżynierów, którzy nam mówią, że to jest złe. W dziedzinach emocjonalnych spotykamy psychologów, coachów bądź różnego rodzaju inne autorytety, które nam mówią, czy to jest dobre, czy to jest złe.
W dziedzinie duchowej, w dziedzinie świadomościowej takiej informacji tutaj na Ziemi, jeżeli oczywiście nie skierujemy się do samego siebie, to takiej informacji nie uzyskamy. Dlatego tak trudno jest zmienić świadomość w trakcie życia. Chyba że jest się już na takim poziomie samoświadomości, już wie się, do czego się zmierza, co jest celem i chce się go osiągnąć. Wtedy tak. Natomiast gros ludzi takiej wiedzy, nawet takiej chęci nie posiada. I tyle. I co byśmy z nimi nie zrobili, tego nie zmienimy. Kochani, à propos różnych poziomów świadomości opowiem wam historię, której kilkakrotnie w swoim życiu doświadczyłem. Nawet kiedyś się zastanawiałem dlaczego. Później tą prawidłowość w pewnym sensie zrozumiałem.
I to dotyczy kobiet, które w różnych etapach mojego życia, w moim życiu się pojawiały i pewnej prawidłowości związanej z ich osobowością. Macie na pewno też takich ludzi wokół siebie, którym jakiekolwiek argumenty nic nie zmieniają w ich życiu. Czyli będąc mądrzejszymi, bardziej świadomymi osobami wiecie, że takie działanie, które reprezentuje druga osoba, w jakiś sposób, z którą jesteście emocjonalnie związani, wyrządzi jej krzywdę.I wiecie o tym doskonale, że brak odpowiedzialności w wydawaniu pieniędzy doprowadzi ją do trudnych sytuacji materialnych. Brak pracy na przykład, życie ponad stan, obracanie się w niewłaściwym towarzystwie i wiecie to doskonale. I teraz co? Próbujecie tą osobę przed tym doświadczeniem ustrzec, prawda? Ponieważ jest wam bliska, jesteście z nią związani emocjonalnie, próbujecie ją przed tym doświadczeniem ustrzec. Namawiacie, przekonujecie, tłumaczycie. Na jakimś etapie, być może znajomości pojawiają się groźby rozstania. „Jeżeli coś się nie zmieni, to się rozstaniemy” i tak dalej.
Próbujecie robić wszystko, żeby ta osoba zmieniła swoje postępowanie, ponieważ doskonale wiecie, że wyrządzi sobie w którymś momencie krzywdę, a przy okazji wyrządzi tą krzywdę wam. Ponieważ będąc w związku z taką osobą, jakimś rykoszetem mniejszym bądź większym dostaniecie, czy to finansowym, czy emocjonalnym, czy odbije się to na dzieciach, czy na zdrowiu. Jakieś konsekwencje działania drugiej osoby dosięgną również was. Chcecie zrobić dobrze. Czasami nawet zakrawa to o altruizm, bo poświęcacie swoje dobro, żeby coś ratować, bądź zmienić, a to i tak nie przynosi efektu, ponieważ żadne argumenty nie powodują zmiany zachowania drugiej osoby. Tak się dzieje najczęściej na niższych poziomach świadomości z ludźmi. Jaki jest z tego wniosek? Ja badając zasadność i słuszność kalendarza Majów, tak jak wam mówiłem, czochrałem wszystkie osoby w swoim otoczeniu, bliskich, przyjaciołach, rodzinie, znajomych. O, telefon?
[26:55] - Mamy właśnie telefon. Mamy słuchacza telefonicznego na linii. Halo, halo, Radio Paranormalium, czy się słyszymy?
[27:02] - Dzień dobry Marku. Dzień dobry panie Sławku.
[27:06] - Dzień dobry, witam serdecznie. Z kim mamy przyjemność? Bo głos wydaje mi się znajomy.
[27:12] - Nie, nieznajomy. Pierwszy raz dzwonię.
[27:15] - Tak? To tym bardziej się cieszę. Jakieś imię może? Coś, gdzieś, żebyśmy wiedzieli. Witamy cię Adamie.
[27:27] - Panie Sławku, pan powiedział, że prowadzi tą audycję dosyć długo i mówi, że prowadzi ją bezinteresownie. Ja myślę, że to nie jest tak do końca, ponieważ na pewno odczuwa pan satysfakcję z tego, że komuś pomoże. Więc to nie jest tak do końca bezinteresownie, tak? Nawet jeżeli odda się komuś-
[27:49] - Jest pan blisko, drogi panie Adamie, ale proszę mówić dalej.
[27:54] - Nawet jeżeli się komuś odda część siebie, czy to w postaci krwi, czy nerki, czy jakiegoś innego potrzebnego organu, to też się nie robi tego bezinteresownie. Zawsze musi być jakaś motywacja ku temu, aby się zmotywować do tego, aby oddać część siebie, czy to w postaci krwi, czy jakiegoś organu, czy to za życia, czy po śmierci. Niby to jest altruistyczne, ale jednak jakieś fundamenty kładzie dla człowieka, że jednak jest dobro w tym życiu i liczy na jakąś nagrodę zaświaty.
[28:42] - Panie Adamie, powiem tak, ja jeszcze nie przedstawiłem swojego zdania. Przedstawię je teraz w takim razie. Ja się z panem zgadzam. Tak jak powiedziałem, ja też nie wierzę w taką bezinteresowność i dlatego bardzo się cieszę, że pan to mówi i z chęcią poznam pana poglądy na ten temat, tak szerzej jak można.
[29:11] - Dużo bym nie chciał mówić, jeżeli chodzi o-
[29:15] - Okej. Mamy tylko zasadę.
[29:18] - To znaczy panie Sławku, niech pan posłucha. Jak można być, jakby to powiedzieć, taką osobą, która wszystkim dookoła pomaga? Można pomóc raz. Jeżeli ten człowiek nieodwdzięczy, to człowiek, który pomagał odczuwa, jakby to powiedzieć, jakiś zawód. Przynajmniej okej, nie musiał się jakoś tam rewanżować, ale przynajmniej mógł nie robić mi pod górkę. Im więcej takich sytuacji będzie, ten człowiek będzie miał mniejszą ochotę i motywację do tego, żeby komuś pomóc, czy to za pieniądze, czy to bezinteresownie. Znaczy bezinteresownie, ciężko to nazywać bezinteresownością, gdyż nasz mózg nie działa tak, że robi coś po prostu bo się nudzi. Poza śnieniem, chyba. Poza snami.
[30:21] - Powiem tak, ja się z panem zgadzam. Oczywiście, że się zgadzam, bo powiedziałem o tym na początku audycji i mmmAle to jeszcze nie. Powiem to pod koniec audycji. Jeszcze damy szansę słuchaczom, żeby samodzielnie do tego spróbowali dojść bądź zadzwonić, bądź podyskutować na ten na antenie. Także nie będę dawał gotowców. Ponieważ ja mam taką swoją jakąś... Nie lubię nikogo do niczego przymuszać ani wywierać nacisku, więc nie będę tutaj pana stresował swoimi oczekiwaniami, bo takowych nie mam. Więc w dowolnym momencie, w którym pan zechce zakończyć naszą rozmowę, proszę się w ogóle niczym nie przejmować. I tak jestem wdzięczny, że pan zadzwonił.
[31:21] - Już raz mnie pan namawiał na czacie, żeby zadzwonić, ale jeszcze wtedy nie byłem gotowy. A dzisiaj i okoliczności, i miejsce, i stan.
[31:31] - Wtedy wydał mi się pan znajomy. Ja tą łączność wyczułem. Już wiedziałem, że coś jest na rzeczy.
[31:38] - Niestety nie da się zadzwonić do pana, do radia, jak się przesłuchało tylko jeden odcinek. Trzeba tych odcinków troszeczkę posłuchać. Da się, oczywiście, wszystko się da, tylko też trzeba patrzeć na to, jaki będzie efekt. Być może pan Marek będzie kojarzył numer. Też się tam umawiałem na zupełnie inne rzeczy. Panie Marku, spokojnie, do tego jeszcze muszę sobie spokojnie podejść, pomyśleć i wtedy będziemy temat rozwijać.
[32:22] - Spokojnie, bez ciśnienia.
[32:25] - Zresztą sam pan wie, jak to jest w tych tematach.
[32:32] - Dokładnie. Musi przyjść właściwy moment. Musi przyjść taki moment, który człowiek sam odczuje, że jest to właśnie ten dobry moment. Siłowanie się z samym sobą nie ma najmniejszego sensu, bo to się nigdy nie kończy niczym dobrym.
[32:52] - Muszę panu przerwać i powiedzieć, że siłowanie się z samym sobą ma naprawdę bardzo duży sens.
[33:02] - Troszeczkę coś tam było, jakieś zniekształcenia, nie do końca zrozumiałem, co pan powiedział.
[33:08] - Chodziło mi o to, że siłowanie się z sobą ma sens, bo w ten sposób możemy rzeźbić swój charakter, swoją charyzmę.
[33:22] - Ja się z tym nie zgadzam. Znam inne sposoby, bardziej przyjazne. Ja szukam raczej takich przyjaznych sposobów. Wszystko, co jest związane z jakąś walką, siłowaniem się i tak dalej, jest czymś takim dla mnie... Jest to technika, oczywiście, że tak. Bohaterowie powstają na wojnie, w bardzo ekstremalnych warunkach. Zresztą tak samo jak najlepszą stal siekuje w wysokich temperaturach. Więc oczywiście jest to technika, jest to sposób. Może ja szukam innego. Każdy musi sobie dobrać technikę do samego siebie, przekonać się sam, co na niego najlepiej działa.
Na jednych działa na przykład stres bardzo dobrze bądź na przykład groźba, że jutro już zdaję egzamin, więc dzisiaj się muszę nauczyć. A inni wolą to zrobić w sposób bardziej subtelny, delikatnie.
[34:22] - Panie Sławku, ja muszę jeszcze powiedzieć, bo pan powiedział, że są o wiele lepsze sposoby na to, żeby tą siłę woli w sobie wyhodować. Zgodzę się z panem w tym momencie, ale moje podejście do tego tematu było takie, że siłowanie się z samym sobą może nie tyle, co nie jest potrzebne, tylko jeżeli z tego zupełnie zrezygnujemy, powiemy sobie: „Muszę iść do pracy”, ale w opozycji mam na przykład leniuchowanie cały dzień. Jeżeli byśmy nie mieli tego obowiązku, przymusu czy motywatora, który by nas popchnął do tego, żeby jednak wyjść z tego łóżka, to naprawdę nasz świat by wyglądał zupełnie inaczej.
[35:16] - Zgodzę się z tym ostatnim określeniem, którego pan użył, bo użył pan przymusu, obowiązku i motywatora. Motywator jest właśnie tą opcją, którą ja najbardziej lubię, czyli działanie na skutek czynników wewnętrznych, a nie zewnętrznych.
[35:39] - W tym momencie możemy bardzo dobrze przejść do tematu audycji, ponieważ pan mówi o bezinteresowności. Tutaj można przejść w taki sposób, że oczywiście można coś zrobić bezinteresownie, ale w odczuciu tego człowieka, który daje coś z siebie, to nigdy nie jest bezinteresownie. Zawsze ten człowiek, bo przecież mamy takie powiedzenie, że dobro wraca. Wystarczy się tym dobrem podzielić. W przypadku matematyki jedyna zasada matematyki nie działa wtedy, kiedy człowiek dzieli się z drugim człowiekiem, bo wtedy to dobro wraca do niego. To znaczy miałem jedną całość, oddałem połowę, a po jakimś czasie do mnie to wróciło.
[36:29] - Tu się bardziej mnożenie się już skłania niż dzielenie.Najpierw się dzieli, a później się mnoży.
[36:39] - Być może. Dobrze, panie Sławku, to ja przechodzę na odbiór. Może dam szansę innym osobom, które też są aktywne, a może się troszeczkę boją czy wstydzą. To śmiało. Ja ze swojej strony mogę tylko zwrócić dzięki.
[37:00] - Dziękuję. Jest pan żywym świadkiem, że nie gryzę.
[37:06] - Tak. Zacząłem słuchać długo po tym, jak pan zaczął. Szczerze powiedziawszy, może niecałe cztery, pięć miesięcy pana słucham na Radiu Paranormalium, ale jest motywacja do tego, żeby zadzwonić. Już nie raz łapałem za telefon, ale mówię: „Nie, chyba jeszcze nie ten czas”. Także ja przechodzę na odbiór, jak to na Radiu Maryja zwykli mówić i do usłyszenia.
[37:39] - Dziękuję bardzo za to, że ten moment właśnie dzisiaj nastąpił. Oczywiście polecam się na przyszłość i zachęcam w związku z tym, że tutaj, tak jak pan Adam powiedział, nic się spektakularnego w jego emocjach nie wydarzyło. Można dzwonić śmiało, damy sobie radę.
[38:01] - Dokładnie. To pozdrawiam serdecznie. Do usłyszenia.
[38:04] - Pozdrawiam serdecznie. Wszystkiego dobrego.
[38:07] - Pozdrawiamy serdecznie. Ja pozwolę sobie przypomnieć telefony do Radia Paranormalium dla tych, którzy chcieliby właśnie teraz z nich skorzystać. Tak jak mówił pan Sławek, ani pan Sławek nie gryzie, ani ja nie gryzę. Także warto dzwonić pod następujące numery i wziąć udział w dyskusji na antenie. Numer stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. I oczywiście Skype radio.paranormalium.pl.
[38:54] - Super. W oczekiwaniu na następny telefon od następnego słuchacza bądź słuchaczki w takim razie skrócę, kochani, ten temat i przejdę już po telefonie od pana Adama do tego, co chciałem wam powiedzieć. Spójrzmy teraz na bezinteresowność z perspektywy innych aspektów. Ja jeszcze przypomnę tylko to, czego ja się tak uczepiłem. Czym jest bezinteresowność? Stanowi niezbędny element postawy etycznej, gdzie upodobanie nie wypływa z motywów osobistych i nie wiąże się z motywacjami praktycznymi i poznawczymi. Teraz popatrzmy na bezinteresowność na przykład pod kątem wyrzutów sumienia. Czy czasami nasze działania pozytywne nie wynikają z obawy przed wyrzutami sumienia? Czy nie są wyrzutami sumienia etycznymi bądź też duchowymi? Etycznymi mówię społecznymi, moralnymi.
Czyli co będzie, jeżeli ja na przykład nie zrobię dobrze? Co się wydarzy? Jak zostanę oceniony przez innych bądź jak zostanę oceniony przez samego siebie? Czy chęć pomagania innym nie wynika na przykład z tego, że jeżeli ja pomogę innym, to mogę liczyć na to, że inni pomogą mi? Niby pomagam bezinteresownie, niby nic za to nie chcę, ale za uszami gdzieś jest to, że gdyby coś mi się działo, to w związku z tym najprawdopodobniej będę mógł liczyć na pomoc innych. I tu się pojawia pobudka takiego wewnętrznego strachu: co będzie, jeżeli ja nie pomogę innym? I co będzie, jak mi się wydarzy coś złego, to wtedy nikt nie pomoże mi. Czy na przykład pomaganie innym bezinteresowne, czyli za darmo, bez czerpania z tego korzyści wymiernych, nie wynika czasami z tego, że lubimy tą taką adrenalinkę, takie wewnętrzne samopoczucie, że zrobiliśmy coś fajnego, coś dobrego. Mamy ten taki dreszczyk fajnych emocji, kiedy zrobiliśmy coś za free, zupełnie bez proszenia, bez naciskania na nas i wtedy my czujemy takie poczucie dobra, takie poczucie radości, takie poczucie spełnienia. Czyli w pewnym sensie poprzez pomaganie innym, poprzez taką bezinteresowność poprawiamy swoje własne samopoczucie.
Innym aspektem jest pomaganie innym a tak zwana karma i przeznaczenie. Jeżeli jesteśmy w audycji o świadomości, to być może należy też wziąć pod uwagę takie coś, że naszym doświadczeniem na to wcielenie jest pomaganie innym. Czyli w pewien sposób niwelujemy to, co potocznie nazywa się karmą.Przechodzimy przez doświadczenie, w którym byliśmy w poprzednim wcieleniu na przykład biorcami. Czerpaliśmy tylko i wyłącznie korzyści z innych ludzi, z tego, co oni nam dawali, a w tej chwili poznajemy sytuację z drugiej strony jako osoby, które teraz dają coś z siebie innym. Jak widzicie, tych aspektów, w których ta bezinteresowność nabiera troszeczkę innego znaczenia, jest wiele. Z pewnością nie poruszyłem wszystkich. Daję wam jak zwykle pole do swojego własnego działania, myślenia, wniosków i przemyśleń. Natomiast zwróćcie uwagę na to, co przeczytałem. Niezbędny element postawy etycznej, gdzie upodobanie nie wypływa z motywów osobistych. A tym motywem osobistym może być całe mnóstwo rzeczy, o których wspomniałem przedtem.
Nie wiąże się z motywacjami praktycznymi, czyli na przykład: dzisiaj ja pomogę tobie, ale później będę miał śmiałe oko przyjść, poprosić o pomoc ciebie. Ani poznawczymi, czyli aspekt budowania swojej własnej świadomości bądź budowania jakiejś wiedzy na przykład o ludziach. Kiedyś spotkałem się z taką opowieścią, którą oczywiście opowiem w skrócie. Dotyczyła ona sytuacji, w której człowiek ląduje w tak zwanym umownym niebie. Spotyka oczywiście gościa z brodą i z wielką księgą, który go wita, który siedzi przed nim. Podchodzi do niego, nazwijmy go umownie świętym Piotrem. Podchodzi do niego, mówi: „Umarłem”. „No tak, umarłeś”. „No dobra, to teraz co mam zrobić?” — pyta tego brodatego mężczyznę. A ten brodaty mężczyzna mówi: „Wybierz sobie.
Tu masz dwoje drzwi, to wybierz sobie, do których chcesz pójść”. „Ale jak, to tak sam mam wybrać?” „No a co ja mam za ciebie zrobić? Wybierz sobie”. „Ale zaraz, to jak to? Nie będziesz tutaj, gościu, oceniał mojego życia, moich uczynków i tak dalej, które były dobre, które złe i wtedy powiesz mi, za którymi drzwiami jest niebo, a za którymi jest piekło?” Ten brodaty oczywiście podrapał się w głowę, mówi: „No dobra, następny”. „Jak chcesz”. Otworzył książkę i mówi: „No dobra, miałeś 11 lat. Pamiętasz taką sytuację, jak przeprowadziłeś babcię przez przejście dla pieszych?” On mówi: „Tak, to pamiętam”. „I to był dobry uczynek?” „Dobry uczynek, tak. Oczywiście, że dobry uczynek”.
„Słuchaj, ona za zakrętem szła do tramwaju, śpieszyła się, wpadła pod tramwaj i zginęła”. Zatkało go. Mówi: „I co dalej twierdzisz? Gdybyś jej nie przeprowadził, to ona by nie zdążyła na ten tramwaj, nie wpadłaby pod niego i by nie zginęła. Jak ten uczynek oceniasz? Dobry czy zły?” Cisza. „Dobra, widzę, że masz kłopot. To ci podpowiem jakąś sytuację jeszcze inną”. Mówi: „27 lat. Pamiętasz, miałeś taki wypadek samochodowy”.
„Miałem taki wypadek”. „I w tym wypadku samochodowym zginęła kobieta”. „Zginęła kobieta”. „To był dobry uczynek czy zły?” Mówi: „Oczywiście, że to był zły. Ale ja tam nie chciałem tego”. „Dobra, nieważne. W tej chwili to już nie jest istotne. Był wypadek, zginęła kobieta i ty uważasz, że to jest zły uczynek”. Mówi tak: „Wyobraź sobie, że ta kobieta była w ciąży z synem, który jeżeli by się urodził, miał zostać mordercą, który wymorduje 30, 50 osób, bo będzie psychopatą. Uratowałeś życie 30 czy 50 osób, więc dalej uważasz ten czyn za zły?” Kochani, do czego ja zmierzam?
Z pewnością wiecie, do czego zmierzam. Co decyduje o tym, czy czyn, którego dokonaliśmy, jest dobry bądź zły? Co tak naprawdę decyduje? Nie wiem, czy już wam mówić, czy jeszcze wam coś tutaj podpowiadać. Zobaczcie, mamy w życiu mnóstwo różnych sytuacji, w których dokonujemy jakichś wyborów. Na przykład sytuacja, którą przed telefonem zacząłem opowiadać. Kiedy mamy do czynienia z osobą z naszego punktu widzenia totalnie nieodpowiedzialną, na przykład naszego partnera, który jest totalnie nieodpowiedzialny i próbujemy go cały czas chronić przed odpowiedzialnością za swoje czyny. Oczywiście robiąc awantury, próbując wytłumaczyć, przekonując, strasząc, tłumacząc, namawiając, wykonując całe mnóstwo różnych rzeczy. Czy my robimy dobrze? Czy my mu pomagamy w ten sposób?Oczywiście nic za to nie chcemy.
Z punktu widzenia naszego interesu nic za to nie chcemy. Robimy to, często mówimy o tym, robimy to z miłości. Czy to jest dobry uczynek? Opowiem wam jeszcze jedną historię. Historię, w której dwójka rodziców miała syna. Logicznie brzmi nawet: dwójka rodziców miała syna. Teraz się na tym złapałem. Mieli dziecko, syna. I ten syn sobie tam dorastał. Był oczywiście rozpieszczany przez mamusię, a ojciec siedział pod pantoflem swojej żony i nie miał nic do powiedzenia.
Czyli nie miał żadnego wpływu na wychowanie swojego własnego syna. Oczywiście mówił: „Ja to bym mu tam wlał. Ja to bym mu tam zrobił zakaz. Ja to bym mu zrobił coś tam”. Natomiast oczywiście matka: „Nie krzycz na niego, on jest biedny, on jest pokrzywdzony. On jest nieszczęśliwy, bo pamiętasz, jak miał dwa lata, to on miał bardzo wysoką gorączkę, leżał w szpitalu i to wszystko przez to”. I od tamtego momentu w matce zrodził się strach o tego syna i roztoczyła nad nim parasol bezpieczeństwa. Miałem taką przygodę ze swoją przyjaciółką. Nie będę opowiadał o innych szczegółach niż tylko o tej historii, której syn, bardzo fajny, sympatyczny, mój serdeczny młody kolega, był postacią taką... Po pierwsze, chodził do klasy, w której było tylko chyba pięciu chłopców, reszta była dziewczynek.
On do tego wszystkiego był malutki jak na swój wiek, chudziutki, taki typ troszeczkę samotnika. Więcej czasu spędzał przed komputerem niż na placu. W okularach jeszcze do tego wszystkiego. Taki skryty, cichutki chłopaczek. W gimnazjum się tam pojawiła historia, że on tam najpierw miał jakiegoś kolegę. Ale rozumiecie, wszyscy byli o niego o głowę wyżsi, więc dzieci są bezlitosne pod tym względem. Ale jakoś sobie chłopak dawał radę. Bodajże w drugiej czy w trzeciej klasie gimnazjum, w trzeciej klasie to już chyba było. Zaczęły się już takie samcze rozgrywki. Jeden właśnie taki rozpieszczany przez mamusię chłopiec, wielki ogr, było pół metra wyższy od tego mojego serdecznego młodego przyjaciela.
Zmontował z pięciu chłopaków bandę trojga, czyli jeszcze dobrał sobie dwóch kolegów, którym imponował siłą. I się tam pastwili nad tym biednym moim, powiedzmy, Maciusiem. To go tam szturchali, poniżali. On oczywiście wszystko przyjmował na klatę, aż przyszła sytuacja, w której złapali go w szatni męskiej po WF-ie czy coś takiego. Dwóch go trzymało, a ten jeden zwiniętym ręcznikiem po prostu biednego chłopaka napierdzielał. Więc oprócz fizycznej strony był jeszcze ten aspekt psychiczny. I tu już ten Maciuś Pęk przyszedł do domu, opowiedział wszystko matce. Ta oczywiście chciała na policję i tak dalej. Ale na szczęście zadzwoniła do mnie i zapytała, co ma robić. Umówiliśmy się na rozmowę.
Ja porozmawiałem z tym Maćkiem, jak tam sytuacja wyglądała. I mówię: „Słuchaj, nie. Bo w gimnazjum, jeżeli ludzie się dowiedzą, że on doniósł na policję, to jeszcze nawet ci, których miał za przyjaciół, to go będą uznawali za kabla. Po prostu zniszczysz chłopakowi życie w szkole. Już do tej pory niezbyt łatwe”. Na życzenie tam zostało zrobione zebranie. Przyszli rodzice, pedagog, psycholog, wicedyrektor, wychowawczyni i tak dalej. I ja tam zrobiłem taką pogadankę. Przyszli sami ojcowie tych chłopaków, dwóch ojców. Jeden zwłaszcza, jak się dowiedział, mówił: „W ogóle przepraszam, w ogóle nie znałem sytuacji”.
Mówi: „Ja sobie z nim porozmawiam. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy”. Drugi też przyszedł, przeprosił, może mniej wylewnie. Natomiast trzeci ojciec tego wielkiego ogra w ogóle udawał, jakby go tam nie było. Chłop nie miał nic w domu do powiedzenia. Oczywiście była rozmowa. Ja mówię: „Słuchajcie panowie, wchodzicie w dorosłość. Po co wam jakieś tam perypetie? Chodzi o to, z mojej strony, żeby zapewnić Maćkowi bezpieczeństwo, a od was zależy, jaką decyzję podejmiecie”. Pogadałem tam po swojemu, znacie mnie już na tyle.
Chłopaki przyszli, zwłaszcza tych dwóch, przeprosiło go, obiecali, że to się więcej nie powtórzy. Ten ogr przyszedł też, niby przybił piątkę, ale był strasznie niepocieszony. Sytuacja się wyciszyła. Chłopak miał święty spokój. Tamtych dwóch dało mu zupełnie spokój. Natomiast ten ogr, nosiło go za trzy miesiące z miesiąc. A matka tego Maciusia powiedziała, zresztą pani dyrektor też powiedziała: „Jeżeli pojawi się następna sytuacja, to co?To oni już z urzędu zawiadomią policję. Tamtych dwóch dało spokój. Ten jeden bidulek, trzy tygodnie go nosiło czy miesiąc. W końcu dopadł tego Maciusia gdzieś w jakimś ciemnym zaułku i zaczął go tam naparzać, żeby wyładować swoje emocje.
Oczywiście dyrektorka zgłosiła to na policję. I w tym momencie co się dzieje? Odzywa się mamusia tego chłopca. Ona prosi moją przyjaciółkę na rozmowę, bo ona chciała porozmawiać. Zaangażowała się w proces wychowawczy swojego własnego syna. Moja przyjaciółka poprosiła mnie, żebym z nią tam poszedł do nich. Poszliśmy. Oczywiście mamusia pierwsza rzecz to: „Piotruś jest biedny”. Znaczy ten ogr jest biedny, bo z niego się wyśmiewają i tak dalej. I w ogóle to, żeby wycofać sprawę z policji.
I tylko o to chodziło. Żeby wycofać sprawę z policji. Nie chodziło o proces wychowawczy, nie chodziło o nauczenie czegoś. Jeszcze mieliśmy taką sytuację: „Bo to wszystko jest nieprawda. To są wszystko pomówienia. On jest nielubiany, wszyscy go wrabiają”. Ja mówię: „Piotr, powiedz, co robiłeś tego i tego dnia o godzinie 11:30 na długiej przerwie pod salą historyczną?”. I chłopak już chciał powiedzieć, a matka w tym momencie mówi: „On nie pamięta”. Więc Piotruś powiedział, że on nie pamięta. I do czego zmierzam?
Matka roztoczyła nad chłopcem parasol bezpieczeństwa. Załatwiała za niego wszystkie sprawy. Broniła go, tłumaczyła, nie dopuszczała do swojej głowy, że on może zrobić coś złego. To był chłopak w gimnazjum. Notabene w tej chwili jest już studentem i ma za sobą już sprawę prokuratorską, taką już dorosłą, o agresję, o jakieś takie rzeczy. Ja takich przypadków, kochani, kiedy chroniąc ludzi, zwłaszcza młodych, przed odpowiedzialnością, zwłaszcza przy braku ich świadomości, dajemy im takie przyzwolenie i pokazujemy im, że im się uda. Jeszcze raz się uda. Matka z miłości chroniła swojego własnego syna. Bezinteresownie. Być może nie chciała jakiegoś obciachu, bo to jakaś tam pani dyrektor czy gdzieś tam coś, businesswoman i tak dalej.
Więc może jakiś interes moralny w tym wszystkim miała. Natomiast w jej przekonaniu robiła to wszystko z miłości, z troski o syna. I teraz moje pytanie jest takie: czy chroniąc ludzi przed doświadczeniami, robimy im dobrze? Czy to jest z korzyścią dla nich samych? Gdyby ten Piotruś, być może w tym gimnazjum, dostał możliwość poniesienia konsekwencji swoich własnych czynów, nie żył w przekonaniu, że matka wszystko załatwi, nie zostałby zwykłym przestępcą już w życiu dorosłym. Być może tak jak inni, których również znam, nie zostaliby dilerami narkotykowymi, nie zostaliby jakimiś innymi łobuzami, gdyby mogli wcześniej pewnych rzeczy doświadczyć. Czy działania, które mają na celu uchronienie drugiego człowieka przed konsekwencjami jego własnych działań, są dla niego dobre? I jeszcze jeden, kochani, aspekt. To jest aspekt oczywiście czysto ziemski, czyli tak zwanej odpowiedzialności przyczyny i skutku, konsekwencji i tak dalej. Ale w świecie duchowym jest dokładnie tak samo.
Żeby kogoś ustrzec przed jakimś doświadczeniem w świecie duchowym, musielibyśmy wiedzieć, że to doświadczenie nie jest mu potrzebne. A czy my taką wiedzę posiadamy? Jeżeli nie posiadamy takiej wiedzy o samym sobie, czy my możemy w ogóle podejmować takie działania pomagania innym? Czy my możemy ludzi chronić przed konsekwencjami ich własnych czynów? Warto się nad tym zastanowić, kochani. Dlatego to, co powiedziałem na początku: pomóc możemy drugiemu człowiekowi tylko wtedy, jeżeli on nas o tą pomoc wyraźnie poprosi i pod warunkiem, że będzie dokładnie wiedział, czego pragnie. Tylko wtedy ta pomoc jest w jakikolwiek sposób celowa i tylko wtedy swoimi działaniami nie wyrządzamy być może mu nawet krzywdy. Krzywdy, która przyjdzie dopiero z czasem. A że każde doświadczenie ma tak zwany efekt kuli śnieżnej, czyli na początku jest wielkości małej kuleczki, która nabije siniaka, ale z czasem, jak przybiera na masie, jak się toczy, zbiera coraz więcej tego śniegu, staje się coraz większa, coraz potężniejsza.Po pierwsze bardzo trudno ją zatrzymać, a poza tym skutki zderzenia się z taką kulą śnieżną są już zdecydowanie inne niż z taką małą kuleczką, więc każde doświadczenie, które cyklicznie do nas powraca, z każdym następnym razem jest coraz bardziej bolesne. Warto kochani na to zwrócić uwagę.
I jeszcze na jedną rzecz warto zwrócić uwagę w przypadku nawet bezinteresowności, nawet bezinteresownym pomaganiu innym. Czy my mamy prawo brać odpowiedzialność za cudze życie? Czy my mamy takie prawo? Ja już nie mówię o obowiązku, bo mamy obowiązek względem swoich własnych dzieci. Mamy obowiązek względem swoich własnych partnerów bądź wobec własnych rodziców, którym trzeba udzielić pomocy w momencie, kiedy tej pomocy gdzieś tam potrzebujemy. Mamy takie moralne prawo. Natomiast czy my możemy brać odpowiedzialność? Moralny obowiązek, nie moralne prawo. Czy my mamy prawo brać odpowiedzialność za życie innych ludzi? Ja mówię, że nie, ponieważ każdy z nas ma jakieś doświadczenie do przeżycia po to, żeby je przeżyć i wyciągnąć z tego wnioski, żeby budować swoją własną świadomość.
My nie wiemy, w jakim kierunku, w kierunku jakich doświadczeń czyjaś świadomość zmierza, jakie doświadczenia są jemu potrzebne do tego, żeby tą świadomość mógł poszerzyć, żeby mógł ją rozbudować, żeby mógł ją powiększać, żeby mógł przechodzić gdzieś tam do następnej klasy, żeby zaliczać kolejne etapy. I teraz jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, która pewnie w perspektywie tej bezinteresownej pomocy bardzo wam się nie spodoba. Powiem jeszcze tutaj właśnie o tych związkach, o tym, jak ludzie właśnie budują swoje doświadczenia. Ja miałem przygodę podczas analizowania i poznawania kalendarza Majów, szukania jakichś tam analogii pomiędzy poszczególnymi pieczęciami i miałem też przyjemność bycia w związku z tak zwanym Niebieskim Wichrem. I ten kin uświadomił mi, jak bardzo bolesne może być trwanie i trzymanie się kurczowo swoich poglądów i nie zbierania żadnych, nie korygowania swoich własnych działań na skutek tego, co się dzieje w naszym życiu. Niebieski Wicher to jest taka pieczęć, która mówi o tym, że jeżeli właśnie kurczowo trzymamy się tego, to przyjdzie taki właśnie kosmiczny wicher, który zmiecie w naszym życiu wszystko po to, żebyśmy na tych zgliszczach mogli zacząć budować coś nowego. Jeżeli nie będziemy tego korygować, jeżeli nie będziemy tego w jakiś sposób modyfikować, to po prostu przyjdzie i zmiecie wszystko. Pozbawi nas w życiu wszystkiego, żebyśmy mogli zacząć budować coś od nowa. I to pokazało mi jeszcze jedną rzecz, analizując między innymi właśnie kalendarz Majów. Zwróćcie kochani uwagę na to, z jakich doświadczeń ludzie najczęściej wyciągają wnioski.
Na skutek jakich doświadczeń życiowych ludzie korygują swoje postępowanie bądź w ogóle się nad nim zaczynają zastanawiać. Jak wiecie, Majowie uznają dwa bieguny mądrości: biegun światła i biegun cienia, czyli to, co pozytywne w naszym życiu, tak jakby i to, co negatywne. Jeżeli popatrzycie na różne poziomy świadomości i nałożycie na to szablon z kalendarza Majów i tą wiedzę o mądrości światła i mądrości cienia, popatrzycie wokół siebie, popatrzycie na swoje życie, na życie swoich znajomych, swoich bliskich i to wszystko złożycie do kupy, to okazuje się, że najwięcej uczymy się jako ludzie na mądrości cienia, na wszystkim tym, co jest złe, co jest negatywne w naszym życiu, co jest związane z negatywnymi emocjami, z negatywnymi energiami. Popatrzcie sobie na ludzkość. Popatrzcie sobie na naszą historię. My wybudowaliśmy swoją dzisiejszą mądrość na wszystkim tym, co w naszej ziemskiej naturze jest złe, negatywne, brzydkie, niefajne. Na wyzysku, na oszustwie, na kłamstwie, na morderstwie, na wykorzystywaniu drugiego człowieka, na oszukiwaniu, na manipulowaniu, na mordowaniu.Cała nasza dotychczasowa wiedza o nas samych była oparta na mądrości cienia. I tak samo jak ludzkość przechodziła poszczególne etapy budowania świadomości, tak my jako ludzie przechodzimy przez te etapy dokładnie w ten sam sposób. Na początku budujemy, zbieramy te wszystkie negatywne doświadczenia. Musimy doświadczyć wszystkiego, co jest negatywne, chociaż w pewnych aspektach jest pozytywne.
Bo władza, pieniądze, sława to wszystko jest w pewnym sensie pozytywne, ale niestety jest związane najczęściej z przeróżnego rodzaju szwindlami, kłamstwami, niskimi emocjami, z ego, z podświadomością. Na początku na tym budujemy swoją świadomość. Poznajemy wszystko, co złe, żeby móc to po kolei ze swojego życia eliminować. I z punktu widzenia świadomości nie możemy człowiekowi zabronić doświadczenia czegoś, co jest złe, ponieważ on nigdy nie będzie dobry. Będziemy odwlekali w czasie możliwość wyciągnięcia przez niego wniosków i zrozumienia, że to, co robi, jest złe. Więc tak to, kochani, jest troszeczkę z tym pomaganiem. Mniej więcej tak jak z afirmacjami. Fajne, ale trzeba naprawdę bardzo dużo wiedzieć o drugim człowieku. Też bardzo dużo wiedzieć o pewnych mechanizmach. Bardzo dużo trzeba wiedzieć o samym sobie.
I dlatego to, do czego dochodzimy sami, jest dla nas najbardziej bezpieczne. Wszystkie wnioski, wszystkie przemyślenia, wszystkie rzeczy, które zmieniamy w samym sobie, jeżeli zmieniamy sami, jest dla nas najbardziej bezpieczne. I teraz odpowiem panu Adamowi i odpowiem wam o mojej bezinteresowności, jeżeli chodzi o prowadzenie audycji w Radio Paranormalium. Ja już kiedyś na ten temat mówiłem. Uwielbiam ludzi świadomych. Uwielbiam ludzi świadomych i po to prowadzę tę audycję, żeby wokół mnie tych ludzi świadomych było jak najwięcej. Więc moja bezinteresowność kończy się w tym momencie, ponieważ moją korzyścią będzie to, że będę mógł obcować z ludźmi mądrymi, świadomymi. Więc czy ja jestem bezinteresowny, czy jednak jakąś korzyść z tego czerpię? Chociażby korzyść poznawczą. Więc kochani, tak troszeczkę reasumując, owszem, tutaj był telefonik, więc ta część oficjalna nam się może troszeczkę przeciągnąć.
Co decyduje o tym, czy dany uczynek, czy dana czynność, dana rzecz jest dobra czy zła? Nie wiemy o drugim człowieku, jakie jest jego przeznaczenie, jaka jest karma, jakie jest jego doświadczenie, czego on tak naprawdę pragnie. On sam czasami nie wie, czego pragnie. Więc co jest decydujące, żeby zakwalifikować dany czyn, dany uczynek jako dobry? Jedna rzecz: intencja. To, o czym wspominałem wcześniej, o czym wspominałem w poprzedniej audycji, o czym mówię dzisiaj po raz kolejny. Poznanie swoich własnych intencji. Znając swoje intencje odnośnie audycji, oczywiście nie jestem z tego powodu rozczarowany, że nie jestem bezinteresowny, ale przynajmniej w pewnym sensie żyję w zgodzie z samym sobą. Jestem świadom samego siebie i też jestem świadom tego, po co to robię. Dlatego to intencje decydują o tym.
Nasze intencje decydują o tym, czy dany czyn można zakwalifikować jako dobry czy jako zły. Dlatego poznawanie tych intencji jest tak ważne. Uwierzcie mi, że gdybyśmy zrobili analizę, tak jak poniekąd dzisiaj zrobiliśmy troszeczkę analizy. Gdybyśmy zrobili analizę każdego działania, które podejmujemy w naszym życiu, to mogłoby się okazać, że to, czemu my przypisujemy właśnie te bardzo takie bezinteresowne cechy, takie bardzo szlachetne, bardzo dobre, mają swoje umiejscowienie, swoje usytuowanie i swoją przyczynę zupełnie gdzie indziej niż w tym, co nam się do tej pory wydawało. Nie dowiecie się o swoich własnych intencjach z żadnego źródła.Z żadnego źródła. Żadne źródło nie powie wam o waszych intencjach. Ja powiem tak: w pewnym sensie, w dużej mierze jestem w stanie intencje drugiego człowieka rozczytać. W dużej mierze jestem w stanie, ponieważ dla mnie intencje drugiego człowieka są bardzo ważne względem mnie, ale również moje intencje względem innych i względem różnych sytuacji są też dla mnie bardzo ważne. Na poziomie świadomościowym i na poziomie intencji rozpoznaję ludzi. Poznanie swoich własnych intencji pozwala też bardziej bacznie przyjrzeć się intencjom innych ludzi wobec nas.
To jest bardzo fajny życiowy kompas, w którym możemy ustrzec się przed różnego rodzaju kłopotami. Dlatego kochani, polecam. Jeszcze raz polecam i będę polecał. Tak jak kiedyś wałkowałem temat podświadomości jako bardzo ważnego źródła, które determinuje nasze zachowania, nasze reakcje, w ogóle nasze życie, nasze myśli, to co o nim myślimy, co o nim sądzimy. Teraz pewnie poświęcę trochę czasu intencjom, ponieważ to one w dużej mierze określają prawdziwe motywy naszego działania. I tak jak pan Adam wymienił kilka aspektów, które powodują, że on wstaje do pracy, tak rozpoznanie tego właściwego może pozwolić nam zrozumieć, dlaczego my tak naprawdę pewne rzeczy robimy. Ile z tego jest bodźców zewnętrznych, a ile z naszego działania jest naszej wewnętrznej potrzeby czy emocjonalnej, czy duchowej, czy podświadomościowej? To jest bardzo cenna informacja o nas samych i w zasadzie to ona jest podstawowa. Do zrozumienia samego siebie to jest chyba podstawowa rzecz, którą powinniśmy o sobie wiedzieć. No dobrze kochani, bo tu się zaraz zrobiło w pół do dziesiątej.
Mam nadzieję, że coś tam wam znowu gdzieś do waszego życia wniosłem. A jeszcze tak à propos bezinteresowności, tego pomagania i tej całej otoczki, którą uznajemy za bardzo szlachetną i za bardzo fajną i za bardzo przydatną. Wyobraźcie sobie sytuację, w której wszyscy ludzie kochają samych siebie i dbają o swoje potrzeby w sposób wolny, swobodny. Mówią o swoich własnych potrzebach, kierują się własnymi potrzebami i szanują innych ludzi, szanują ich wolność. I tak wygląda świat. Wszyscy ludzie potrafią zadbać o swoje własne potrzeby. Kierują się tym, co dla nich jest dobre, szanując wolność i możliwość dbania o własne interesy innych ludzi oraz wszystkiego, co na ziemi żyje. Wyobraźcie sobie taką sytuację i pomyślcie, czy pomaganie komukolwiek byłoby w ogóle potrzebne. Taką wizję świata mam. Jak to mawiał mój serdeczny kolega: w moim wyidealizowanym świecie takie rzeczy mogą się zdarzyć i mam nadzieję, że się zdarzą i być może już zaczną się darzyć za niedługo.
Czego oczywiście sobie oraz wam kochani, jak zawsze z całego mojego serca życzę. I cóż, jeżeli jest taka możliwość, poprosiłbym pana Marka o jak zwykle piękny kawałek. Muzyka pana Marka budzi większe zainteresowanie w niektórych fragmentach niż moja audycja. Za co panu Markowi bardzo dziękuję. A wam kochani życzę miłej chwili przerwy. Chyba że pan Marek zrobił sobie sam przerwę.
[01:18:28] - Nie zrobiłem sobie przerwy. Cały czas jestem. Właśnie przygotowuję do emisji w przerwie coś, co na pewno u niektórych słuchaczy wzbudzi pewne wspomnienia. Bowiem wiem, że wśród naszych słuchaczy jest dużo osób, które pamiętają takie radio, z którym Radio Paranormalium kiedyś współpracowało, a które niestety przestało istnieć. Radio Na Fali. To będzie takie muzyczne wspomnienie z tego, co kapitan Tomek puszczał w Radiu Na Fali w ramach przerywników muzycznych między audycjami. No i taki właśnie ciekawy przerywnik dzisiaj troszkę wspominkowy, że tak powiem, zabrzmi już za chwilę. A my wracamy do audycji „Świat oczami duszy” już za niecałe cztery minutki. Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.No i niektórzy pewnie już rozpoznali, co to za projekt, co to za zespół, jaka to muzyka zabrzmiała na antenie Radia Paranormalium.
To był oczywiście Kumba Babicki, częsty gość audycji w Radiu Nafali, również pojawiający się sporadycznie w Radiu Paranormalium. Utwór zatytułowany „Love” w wykonaniu jego projektu muzycznego DNA Has Changed i Mechanical Network. Słuchacie państwo audycji „Świat oczami duszy”. Mamy dzisiaj poniedziałek, 15 czerwca roku pańskiego 2020. Przechodzimy do drugiej części audycji, w której pan Sławek będzie czytał komentarze z czata i się do nich odnosił. To jest też ta część audycji, w której zawsze można zadzwonić i wdać się w dyskusję na antenie. Może zachęcić też innych słuchaczy, żeby również skorzystali z telefonu i zadzwonili, bowiem dyskusje bywają bardzo gorące w niektórych odcinkach. Nasze numery telefonów-
[01:23:37] - I długie.
[01:23:37] - O tak, zdecydowanie. Pamiętają pewnie niektórzy do dzisiaj najdłuższy odcinek, który przecież wyemitowaliśmy nie tak dawno. Odcinek, który trwał ponad pięć godzin. Także warto zadzwonić, warto wziąć udział w dyskusji na antenie. Nasze numery telefon-- właśnie, chyba ktoś tam u pana Sławka postanowił wziąć udział.
[01:24:04] - Boję się mruczeć do mikrofonu.
[01:24:06] - Tak jest. Ciekawe spostrzeżenia, niewątpliwie. Ciekawe spostrzeżenia pani Suczka. Rzeczywiście interesujące. Bardzo dziękujemy.
[01:24:22] - Interesujące. Co tydzień to samo.
[01:24:26] - Nasze numery telefonów to jak zawsze stacjonarne 32 746 00 08. Komórkowy i do SMS-ów również oczywiście to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można także spotkać nas na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Jeżeli słuchacie tej audycji z archiwum, to zachęcamy oczywiście do zostawienia komentarzy. Jak najbardziej. Komentarze pan Sławek również czyta.
Odnosi się do nich z lekkim poślizgiem czasowym, najczęściej w poniedziałki wieczorem, ale jednak również
[01:25:53] - Różnie. Ostatnio tak to bywa. Niedzielę jeszcze staram się wygospodarować na ten. Dobrze kochani, dzwońcie. Ja w oczekiwaniu na telefony od was biorę się do czytania komentarzy. Mamy godzinę dwudziestą dziewięć. W komentarzach Piter pisze: „Ja też nie wierzę w bezinteresowność, bo w każdej pomocy drugiemu jest interes. Albo uszczęśliwiamy siebie, albo są jakieś inne korzyści.” Ten wątek żeśmy tutaj poruszyli, więc się nie będę do niego w tej chwili odnosił. Adam pisze: „Witaj Sławku”. To była kwestia numeru telefonu, ale udało się znaleźć.
Pan Adam gościł tutaj jako słuchacz w pierwszej części naszej audycji. Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam. Adam jeszcze wrzucił taki komentarz: „Ja widzę, jak w Polsce ludzie bezinteresownie pomagają. Pomagali w WW2, a teraz 447 i nie wiem, o co chodzi, ale ta druga lepiej brzmi.” Nie wiem, o co chodzi, nie znam tematu. Artur pisze: „Ten pies w tle irytuje.” Arturze, wiem. Nie ukrywam, że mnie to rozprasza, ale niestety nie jestem w stanie go zakneblować. A tak jak w poprzedniej audycji, niestety sąsiedztwo mi się bardzo mocno zaktywizowało i ono po prostu- No i ponownie mamy pana Adama na linii. O, witam panie Adamie.
[01:27:36] - Dobry wieczór.
[01:27:38] - Dobry wieczór.
[01:27:39] - Dobry wieczór jeszcze.
[01:27:39] - Super.
[01:27:39] - Chciałem się tylko dołączyć tutaj do audycji, ponieważ bardzo dobrze pan mówi na temat tej bezinteresowności. Ponieważ mówi pan, że zawsze jest jakiś haczyk, w którym ktoś robi coś, żeby odnieść jakąś korzyść. Niekoniecznie materialną. Może to być na przykład, nie wiem, splenda albo coś takiego, że pomogłem. Chyba z pół godziny temu mówił pan o tym właśnie po moim telefonie, że trzeba po prostu robić coś takiego, że jak się... Przepraszam bardzo. Chciałem tylko tak powiedzieć, że jak pan mówił, że jak się pomaga, to zawsze jest jakiś taki haczyk. A ja bym chciał dodać do tego, żeby pomagać, bo mówił pan o tym, że czasami niektórzy nie chcą tej pomocy, źle reagują na tą pomoc. Ja bym chciał tylko dodać, że pomagać trzeba umieć, bo na własnej skórze doświadczyłem tego, że pomagać trzeba umieć. Jeżeli się źle komuś pomoże, na siłę, można wyrządzić bardzo dużo krzywdy.
I tak dla przestrogi to chciałbym zaznaczyć, że lepiej się powstrzymać i zostawić sprawy takie, jakie są aniżeli pomóc komuś wbrew jego woli, wbrew wszystkim zasadom, prawda?
[01:29:41] - Ja takiej opcji, kiedy coś robimy wbrew woli drugiego człowieka, w ogóle nie dopuszczam jako opcji, jako możliwości, bo to jest w moim przekonaniu po prostu zabronione. Ale często staramy się wywierać naciski na osoby, żeby coś tam zmieniły, czegoś nie zrobiły, coś zrobiły, będąc w przekonaniu, że chcemy dla tego człowieka dobrze. To już jest dla mnie takie stąpanie po cienkim lodzie. Robienie czegoś wbrew jego woli powinno być w ogóle usunąć z naszego myślenia, z naszych zamiarów w ogóle. W moim przekonaniu oczywiście. Natomiast zgadzam się, że tych haczyków w tej naszej bezinteresowności jest bardzo dużo i trzeba je umieć potrafić rozpoznawać.
[01:30:55] - Panie Sławku, chciałbym zadać takie pytanie w odniesieniu do tego, co pan powiedział. Co jeżeli na przykład bliska osoba nie chce pomocy, a człowiek z racji tej bliskości nie jest w stanie na przykład odpuścić? Po prostu nie może. Jakieś tam uwarunkowania mówią mu, że on jest osobą, która powinna w tym momencie właśnie stanąć i powiedzieć: „Źle robisz” albo: „Zrób tak” albo: „Zrób inaczej”. Jak w takiej sytuacji po prostu się zachować? Bo to też nie o to chodzi, żeby komuś robić ciągle pod górkę, tylko żeby wypracować jakiś taki kompromis pomiędzy tymJak ja widzę swoją pomoc, a pomiędzy tym, jak ktoś tą pomoc odbiera. Bo jeżeli będziemy niedokładni w tym, to może się okazać, że sponsorujemy kogoś, dając mu chociażby pieniądze na to, czego on potrzebuje, a niekoniecznie te pieniądze zostaną dobrze wykorzystane. Jak w takim przypadku można postąpić? Przykładowo mam 100 złotych i chcę komuś dać te 100 złotych na jedzenie. Ale jest duże prawdopodobieństwo, że ten ktoś tą stówę przepije.
Jak w takiej sytuacji takiej osobie pomóc? Bo kupowanie jedzenia może okazać się po prostu bardzo nieefektywne, gdyż taka osoba, jak nie będzie głodna, to po prostu wyrzuci to jedzenie do śmietnika.
[01:33:04] - Panie Adamie, poruszył pan bardzo ważny i w sumie bardzo trudny temat.
[01:33:12] - On jest trudny.
[01:33:16] - Zasada jest prosta. Ja opowiem taką historię. Mam dwóch takich przyjaciół. Znamy się bardzo długo. Jeden jest cholernym egoistą, drugi jest znowu takim człowiekiem, do którego wszyscy zwracali się o pomoc, bo on nigdy nie odmawiał. On tak kochał pomagać ludziom, że jak ktoś go poprosił, żeby przyjechał do niego w środę rano do Gdańska, a za chwilę ktoś go poprosił, żeby przyjechał w środę rano po niego do Krakowa, to on obydwóm tym osobom mówił, że im pomoże, nie wiedząc jeszcze, w jaki sposób to zrobi. Później kombinując, lawirując. Był bardzo chętny do pomocy. I teraz tak: jak zadzwoniło się do tego naszego serdecznego egoisty i ktoś go nieopacznie o coś poprosił, to jak mu odmówił, to nie był zdziwiony. „A, no dobra, okej”.
Natomiast jak ten drugi, serdeczny odmawiał, to wszyscy mieli do niego pretensje. „Zaraz, dlaczego ty odmawiasz?”. Skutek taki sam. Ani ten nie pomógł, ani ten nie pomógł, tylko tego już wiadomo było, że on i tak nie pomoże. A ten, który był przez 99% swojego życia właśnie takim niby bezinteresownym, dobrym człowiekiem, teraz go się oczernia, obrzuca się błotem, bo on nie pomógł i jest kawał chama i egoisty. Zasada jest prosta: jeżeli chcemy pomagać, to zawsze znajdą się ludzie, którzy od nas tą pomoc wezmą. Więc to nie jest problem w tym, że ludzie potrzebują pomocy, bo ludzi, którzy potrzebują pomocy, jest mnóstwo. Ludzi, którzy mogą tej pomocy udzielić, jest drugie mnóstwo. Pytanie jest tylko, czy ci, którzy mogą, chcą tą pomoc udzielać. Jeżeli my się znajdujemy w grupie ludzi, którzy rwą się z pomocą, to gwarantuję panu, że znajdą się ludzie w pana otoczeniu, którzy będą tej pomocy od pana oczekiwali i przyjmą ją w każdej ilości.
Nie jest problem w tych, którzy chcą pomocy. Problem jest, jak zawsze, w nas. Na ile my jesteśmy wyrywni, na ile sobie przykleiliśmy na czole karteczkę „pomagam” i będziemy z tą pomocą do tych ludzi się rwali. Jeżeli przestaniemy pomagać, to ci ludzie, którzy nas wykorzystywali, bo najczęściej jeżeli my mamy potrzebę pomagania, to trafiamy na ludzi, którzy tą pomoc będą wykorzystywali. Bo tutaj nie ma relacji partnerskiej. Tu się nigdy nie stworzy relacja partnerska.
[01:36:38] - Panie Sławku, ja rozumiem, do czego pan zmierza, ale akurat moja sytuacja była bardzo specyficzna, ponieważ próbowałem pomóc komuś, z kim jestem bardzo blisko, z kim byłem bardzo blisko i niestety ta pomoc się nie udała. Jedyne, co mi pozostało, wspomnienia, to to, żeby pomagać umiejętnie, pomagać w taki sposób, który jest akceptowalny dla drugiego człowieka. Nie w taki sposób, jaki nam jest wygodnie. Ponieważ ten pana znajomy, który miał jechać do Gdańska, gdybym powiedział: „Nie ma problemu, ja mogę rano być gdzieś też, ale w okolicy na przykład Krakowa”. Chodzi o to po prostu, że przez swoją nieumiejętną pomoc odczuwam to, że mogłem komuś zaszkodzić i tak troszeczkę nie umiem sobie z tym poradzić. Jest to troszeczkę dołujące, ponieważ, panie Sławku, próbuje pan komuś pomóc.Jakby to powiedzieć? Może nie ze wszystkich sił, bo tak się nie da, ale próbuje pan pomóc na tyle, na ile się da. Ta pomoc jest odrzucana, w efekcie czego ktoś traci życie, tak?
[01:38:20] - Panie Adamie, to jest, widzi pan.
[01:38:24] - I to bardzo demotywuje.
[01:38:28] - Gdyby pan rozpoznał swoje intencje, gdyby pan poznał samego siebie na tyle, żeby wiedzieć, dlaczego pan chce komuś pomóc. Ja zadaję takie pytanie. Bardzo dobrym dla mnie przykładem jest przykład wygranej w lotto. Ludzie, którzy mówią o tym: jakbym wygrał w lotto, to bym pomógł temu, tamtemu, tu pieniądze bym rozdawał i tak dalej. A ja zadaję takie pytanie: a jaki jest problem w tym, żeby ta osoba, której ja chcę pomóc, czy uważam, że powinienem pomóc, żeby puściła kupon i żeby wygrała? Jeżeli chce posiadać dużo pieniędzy, niech gra, niech zaryzykuje, niech zainwestuje, niech wierzy, niech się modli, robi cokolwiek innego i niech te pieniądze posiądzie. Ja mu tego z całego serca życzę. To, co ja powiedziałem, my mamy taką manię brania odpowiedzialności za cudze życie i dlatego później próbujemy w jakiś sposób spieszyć z pomocą. A przecież tak naprawdę dorosły człowiek ma obowiązek sam zadbać o swoje własne życie. To, w czym możemy mu pomóc, to tak jak było w tej chińskiej przypowieści: czy dać głodnemu rybę, czy nauczyć go łowić?
My najczęściej najprościej dajemy komuś rybę.
[01:40:06] - Bo jest najłatwiej.
[01:40:07] - Natomiast jeżeli tak, bo to jest szybkie, bo to jest szybka piłka. Ja mówię, to nie jest problem w człowieku, że on jest alkoholikiem, ma jakieś problemy emocjonalne, jest na bardzo niskim poziomie świadomości. Jego doświadczeniem jest na przykład cierpieć biedę i alkoholizm, patologię. I to jest jego doświadczenie. On z jakiegoś powodu to doświadczenie sobie wybrał. I jeżeli on nie postanowi tego doświadczenia zamienić na swoją korzyść, to, jak to się mówi, choćby skały, to my za niego tego nie zrobimy. A my sobie przypisujemy jakieś tutaj boskie umiejętności, że my zmienimy jego przeznaczenie, że my zmienimy jego świadomość, że my go przed czymś uchronimy. To nie jest tak. Ja znam przypadki alkoholików, kiedy na siłę straszony człowiek, że tak powiem: jeżeli nie przestaniesz pić, to ja się z tobą rozstanę. Nie będziesz miał kontaktu z córką, wydziedziczę cię, stracisz majątek.
I ci ludzie już przyparci gdzieś tam do muru, żona wychodziła z domu, a on wykopywał z ogródka butelkę wódki i utopił się w alkoholu. Zachłysnął się alkoholem, zadławił się i zmarł. Więc wie pan, my próbujemy z racji naszej świadomości. Ja wiem, że to jest trudne. To nie jest prosta sprawa, jeżeli jesteśmy zwłaszcza emocjonalnie związani: przyjaciel, koleżanka, mąż, żona, matka i tak dalej. Jeżeli jesteśmy emocjonalnie związani, to przejść do porządku dziennego nad tym, że ktoś sobie wyrządza krzywdę. Ale świadomość to jest również to, że rozumiemy, że my jego życia bez jego udziału nie zmienimy. To jest tak, że jeżeli alkoholik ma jakiś tam problem i żyje w jakichś kiepskich warunkach, to wcale nie znaczy, że jeżeli go przeniesiemy do lepszych warunków, to on nie będzie pił. To wcale nie znaczy, że bezdomny, którego zawieziemy do hotelu trzygwiazdkowego czy pięciogwiazdkowego, wykąpiemy, kupimy nowe ciuchy, że on się tam będzie bardzo dobrze czuł. Wie pan, kolejny przykład właśnie z totkiem jest taki, że 60 czy 70% ludzi, którzy wygrywają duże pieniądze w różnego rodzaju grach liczbowych, po pewnym czasie ląduje dokładnie w takiej samej sytuacji, w jakiej było przed wygraną, a często dużo gorszej.
Więc nie próbujmy zmieniać życia drugiego człowieka, jeżeli on sobie tego nie życzy. Bo jeżeli człowiek przychodzi i mówi: nie, daj mi 100 złotych, daj mi 1000 złotych czy 5000 złotych na spłatę moich długów, na zapłacenie rachunków czy na coś innego, to taką pomoc możemy, jeżeli ktoś jest dla nas bliski, możemy wykonać raz. Natomiast jeżeli sytuacja się powtarza, a najczęściej ta sytuacja się powtórzy, to jest tak jak z tym Piotrusiem Ogrem. Raz mu się udało, drugi raz mu się udało, trzeci raz mu się udało. Dlaczego ma mu się nie udać czwarty raz? I właśnie na ludziach świadomych, na ludziach takich rozwiniętych już emocjonalnie, duchowo, tych, którzy już dostrzegają coś więcej niż tylko same pieniądze i niż same dobra materialne, najłatwiej jest wegetować i żerować osobom z bardzo niskim poziomem świadomości.Ponieważ oni często szantażem emocjonalnym, narzekaniem, użalaniem się nad sobą, straszeniem wywierają presję na takich osobach, żeby osiągnąć konkretne korzyści. I to wtedy nie jest żadna pomoc. To my sobie przypisujemy do tego znamiona pomocy, a dla tych osób jest to bardzo często cwaniactwo i zacieranie rąk: „Kolejny raz kogoś, coś tam gdzieś”. Więc warto jest oprócz własnych intencji poznać intencje drugiej osoby. Czy on naprawdę potrzebuje pomocy, czyli chce wyjść z sytuacji, w której się znalazł, czy on tylko chce na chwilę zażegnać niebezpieczeństwo i dalej w tym tkwić?
Pomocą nie jest doraźne załatwienie. Czasami jest doraźne rozwiązanie problemu. To jest trochę tak, jak z Ibupromem czy z jakimś innym Ketonalem. Boli nas ząb, boli nas noga, boli nas kręgosłup, bierzemy proszek, ale następnego dnia podejmujemy proces leczenia. Natomiast jeżeli chcemy na tym Ketonalu jechać do końca życia, to długo to nie potrwa. I to jest właśnie różnica pomiędzy świadomym pomaganiem a po prostu dawaniem się naciągać, wykorzystywać. Jeszcze jeden aspekt, bardzo ważny, który trzeba przy pomaganiu wziąć pod uwagę, to jest to, co tutaj się pojawiło przy okazji bezinteresowności — altruizm, czyli robienie czegoś kosztem samego siebie. Jeżeli nie kochamy siebie na tyle mocno i tego poczucia miłości własnej nie mamy rozwiniętego, to będziemy kopani w tyłek, ponieważ nie będziemy wiedzieli, gdzie jest granica pomiędzy dobrem drugiego człowieka a naszym dobrem. A my przede wszystkim jesteśmy tutaj na ziemi po to, żeby pomóc samemu sobie, żeby swoje problemy rozwiązać, żeby swoją edukację rozwijać, żeby swoje doświadczenia wykorzystywać we właściwy sposób. Owszem, pomaganie innym jest na pewnym etapie rozwoju świadomości bardzo ważnym czynnikiem budowania i uczenia się empatii, ale to jest tylko okres przejściowy, bo my ucząc się empatii, dochodzimy do wniosku, że nie zmienimy świata swoją własną empatią, że to każdy człowiek musi dokonać zmian we własnym życiu, a my swoim postępowaniem nie zmienimy jego życia.
[01:46:59] - I chyba najtrudniejsze jest zaakceptowanie tego stanu rzeczy, że bez drugiego człowieka nie da się drugiemu człowiekowi pomóc.
[01:47:12] - Powiem tak: ja wiem, że to jest trudne. Zwłaszcza w przypadku dzieci to sobie ćwiczymy bardzo mocno. Ile my byśmy nie dali, żeby uchronić nasze dzieci przed jakimiś tam skutkami? I staramy się je chronić do momentu, dopóki jest to tylko możliwe. Natomiast to są dzieci. W którymś momencie te dzieci kończą 18 lat, kończą szkoły, studia, biorą śluby, biorą partnerów, wyprowadzają się z domu i w tym momencie zaczynają już prowadzić życie na własny rachunek. Jeżeli do tego momentu nie nauczymy ich odpowiedzialności, konsekwencji, zasad przyczyny i skutku, to będą się uczyć na własnych błędach. Jeżeli nauczymy ich wcześniej, to będą przygotowane i będą już to wiedziały. I człowiek, któremu chce pan pomóc, też to prawo przyczyny i skutku musi znać. Bo jeżeli on będzie tylko bazował na tym, co dostanie od innych, nie wkładając w to swojego własnego działania, udziału, nic w swoim życiu nie zmieniając, to będzie pan mu pomagał do końca życia.
Ja miałem takiego serdecznego przyjaciela, nieżyjącego już w tej chwili, młody chłopak, czterdzieści parę lat, zamarzł po prostu w przejściu podziemnym naszego dworca. Opowiadałem tą historię. Wiele osób pragnęło mu pomóc. Ja między innymi też. Tylko że jak spotykaliśmy się, to ja się go pytałem: „Tomeczku, czy ty już jesteś na takim etapie, że rola męczennika przestała ci odpowiadać? Jeżeli chcesz być już teraz bohaterem, a nie męczennikiem, to róbmy, działajmy, ja ci pomogę. Natomiast jeżeli chcesz być dalej męczennikiem, to nie jestem ci w stanie pomóc”. Więc ja rozumiem pana dylematy. Halo?
[01:49:25] - No niestety pan Adam się rozłączył przed momentem, ale może jeszcze zadzwoni.
[01:49:31] - Być może za mocno się rozgadałem.
[01:49:35] - Kto tam wie. Może odpowie jakoś na czacie. Ja może przypomnę w ogóle telefony do Radia Paranormalium: stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493. No i oczywiście Skype radio.paranormalium.pl.
[01:50:05] - Super, może pan Adam jeszcze do nas zadzwoni. Ja wrócę do czytania, kochani, komentarzy. Piter pisze: „A czy pomagając bezinteresownie otwieramy świat dla siebie?”Przed chwilą o tym wspomniałem, ale to było tak rzucone gdzieś bardzo w natłoku innych słów, zdań, więc może nie zostało to wychwycone. Kochani, wchodzimy w naszym rozwoju, naszej świadomości, naszej osobowości, wchodzimy w taki etap, w którym zaczynamy się uczyć dostrzegać inne wartości niż tylko te ziemskie, materialne, fizyczne i tak dalej. Zaczynamy wchodzić w to i pierwszym takim objawem wchodzenia w ten etap jest uczenie się empatii, uczenie się współczucia, uczenie się myślenia o innych. I na tym etapie pomaganie innym jest naszym doświadczeniem. Jest bardzo ważnym doświadczeniem, które pomaga właśnie tę empatię, to współczucie, to poczucie sprawiedliwości w nas pielęgnować, rozbudowywać i tego doświadczać. I wtedy tak, wtedy otwieramy świat dla siebie, ponieważ czyniąc dobro, to dobro do nas później wraca i zaczynamy dostrzegać pewne zależności pomiędzy tym, co robimy, a tym, co się dzieje w naszym życiu. Więc w sensie takim bardzo poznawczym jest to niesamowicie fajne doświadczenie. Natomiast kolejnym doświadczeniem jest to, że wypruwamy sobie flaki za przeproszeniem, a i tak ludzie wokół nas się nie zmieniają.
I zaczynamy dostrzegać prawidłowość, że właśnie nie da się pomóc drugiemu człowiekowi, jeżeli on tej pomocy nie potrzebuje. Więc warto o tym gdzieś pamiętać.
[01:52:22] - Niestety gdzieś w tym momencie popsuło się panu Sławkowi połączenie z internetem, także musieliśmy troszeczkę kombinować tak, żeby znowu było nas słychać tak, jak trzeba. A więc pozwólcie państwo, że teraz przeskoczymy zgrabnie te momenty ciszy, jakie nastąpiły podczas audycji na żywo i przejdziemy do momentu, w którym połączyliśmy się z panem Sławkiem Bączkowskim ponownie chwilowo telefonicznie, a potem wróciliśmy na Hangouta.
[01:52:50] - No dobra, to wracam do czytania komentarzy. Kochani, więc tutaj mamy komentarz od Artura: „Więc dlaczego to robisz bezinteresownie?” To jest komentarz z godziny 20:20. Mam nadzieję, że już odpowiedziałem na to pytanie. A i tutaj jest wyjaśnienie od pana Marka, dlaczego pies nie szczekał. Tak, dziękuję panie Marku. Ja mam też od pana Marka: „Ja mam od niedawna podobny problem z kogutem”. No właśnie, każdy ma, że tak powiem, jakąś swoją bolączkę. Jesteśmy panie Marku?
[01:53:37] - Jesteśmy cały czas. Cały czas się słyszymy.
[01:53:39] - Jesteśmy, dobra, bo jednak tutaj na połączeniu internetowym jakoś takie miałem większe poczucie, że rozmawiamy. Adam pisze: „Wydaje mi się, że robisz audycję, bo chcesz. Chcesz ją robić i tyle. Nieważne, czy płacą, czy nie. Chcesz audycji jak ja telefonu”. No to akurat dzisiaj obydwaj swoje marzenia, że tak powiem, spełniliśmy. Beata jeszcze pisze tutaj do nas, że się dołączyła. Piotr Nikt też do nas dołączył na czacie. Bardzo mi miło. Piter wita również wszystkich słuchaczy.
I speak jeszcze wita milutko. Piter pisze: „Ja też nie wierzę w bezinteresowność”. A to już, że tak powiem, mieliśmy. Adam pisze: „Witaj Sławku”. A zaraz, bo to już było. Grześ jeszcze tutaj, Grzesław dołączył. Dobrze, tu była jeszcze opcja o kogutach. Adam pisze: „Brak tego wzorca dla ludzi wychodzi na to, że to celowe”. No nie, to nie jest celowe. To jest po prostu kwestia, że tak powiem, naszej wolnej woli przede wszystkim, tak?
Żebyśmy mogli dokonać i na własnej skórze przekonać się, co jest dobre, a co złe. Także w tych kategoriach to tak, jest to celowe. Artur pisze: „Wszystko zależy, na jakim poziomie rozwoju duchowego w tej inkarnacji się znajdujesz”. Tak, ogólnie rzecz biorąc, od tego zależy bardzo dużo. Zresztą ja nie po to prowadzę gdzieś audycję o świadomości, żeby tego zjawiska świadomości i wpływu na nasze życie takie codzienne, żeby nie dostrzegać. Uważam nawet, że zbyt mało wagi przywiązujemy do tego, jak bardzo nasza duchowość, nasz rozwój właśnie duchowy, czyli to, co ja nazywam świadomością, wpływa na nasze codzienne życie. Myślę, że to też jest taki temat, który już był, a który z pewnością jeszcze się w naszych audycjach pojawi.
[01:56:26] - Wiesław pisze i Grzesław pisze jeszcze: „Witam wszystkich. Mądrze powiedziane. Żeby określić dobro, trzeba poznać zło”. Jest to jakiś pomysł, aczkolwiek ja wolę się koncentrować na dobrze, na tym, co dobre. Ale mówię, każdy musi znaleźć sobie swoją własną metodę, chociażby nawet porównawczą. Adam pisze: „Artur, skoro jestem na samym dole, to nie obawiam się, że upadnę niżej, niż jestem”. Adamie, troszeczkę chyba musisz też pomyśleć o tym, żeby miłość do samego siebie trochę rozwijać, bo już któryś kolejny raz tak mnie to bije w oczy, że jednak trochę próbujesz z jakiegoś powodu umniejszać swoją własną wartość. Nie wiem, z jakiego powodu to robisz. Tu już odpowiedź jest w twoich intencjach albo w twojej podświadomości. Natomiast na każdym poziomie nigdy nie jesteśmy na samym dole.
Zawsze może być lepiej, ale zawsze może być też i gorzej. Artur pisze: „Również należy wziąć pod uwagę, czy dobro lub zło z nami rezonuje w danym momencie”.
[01:57:59] - Panie Sławku, mamy słuchacza na Skypie. Próbuję właśnie go dołączyć do rozmowy z panem. Może się uda.
[01:58:11] - Dobra.
[01:58:12] - A właśnie ktoś tu jeszcze dzwoni na nasz telefon stacjonarny. To mamy rozmowę w składzie trzech tenorów. Halo, halo, panowie i panie, czy się słyszymy? Numer zastrzeżony to nie odbieramy. Nie odbieramy rozmów z numerów zastrzeżonych. Przykro mi bardzo.
[01:58:33] - Odbierzmy. Odbierzmy, panie Marku.
[01:58:36] - Nie no, taką mamy zasadę w Radiu Paranormalium, że nie odbieramy takich.
[01:58:43] - Okej. Zawsze jakiś efekt niespodzianki mógłby się pojawić. Może to nasz słuchacz z poprzedniej audycji dzwoni.
[01:58:53] - Słuchacz na Skypie dostał też dziwny komunikat, że radio jest niedostępne. Nie wiem, czemu tak się dzieje, ale cóż.
[01:59:03] - Mamy dzisiaj w takim razie wieczór niespodzianek nie tylko zwierzęcych, ale również technologicznych. Panie Marku, ja zostawię pana z tymi problemami technicznymi, bo nie jestem w stanie pomóc. A jak się uda, to trzymam kciuki. A ja jeszcze tutaj coś odpowiem. Wrócę do komentarzy po prostu. Peter pisze: „Ale jak nie będziemy pomagać drugiemu, to świat upadnie. Każdy będzie żył dla siebie”. Powiem szczerze, ja nie widzę w tym nic złego, żeby każdy żył dla siebie.
[01:59:42] - I powinniśmy się już słyszeć z naszym słuchaczem dzwoniącym z zagranicy. Halo, halo, Radio Paranormalium. Czy się słyszymy?
[01:59:50] - Halo?
[01:59:51] - Słuchaczka.
[01:59:52] - Słyszymy się? Dobry wieczór.
[01:59:56] - Dobry wieczór.
[01:59:58] - Ja was bardzo słabo słyszę. Pozdrawiam. Dobry wieczór. Dzwonię z Wielkiej Brytanii. Mam na imię Aneta. Przekroczyłam pięćdziesiątkę.
[02:00:07] - Witamy bardzo serdecznie.
[02:00:10] - Słyszę, że są kłopoty z połączeniem, więc mogę was bardzo słabo słyszeć. Trzeba do mnie krzyczeć, żebym się zamknęła, dobrze?
[02:00:22] - Postaramy się tego nie robić.
[02:00:27] - Mówicie o światłoczami duszy poprzez pomoc drugiemu człowiekowi. Ja nie będę się skupiać na ludziach, na doświadczeniach innych znanych mi ludzi, mądrościach ogólnie przyjętych, tylko będę opowiadać z mojego doświadczenia i moich obserwacji. Byłam osobą-
[02:00:49] - Super, tak jest zawsze najlepiej
[02:00:50] - ... bardzo egoistyczną, wykorzystywaną. Czułam, że miałam obowiązek pomagać oczach innych. Stosowano też w stosunku do mnie metodę kija i marchewki i zanim obudziłam się z takiego stanu, z tych różnych innych doświadczeń, był czas, że nie mogłam patrzeć na siebie, bo robiłam to wbrew sobie, bo ja byłam osobą dającą. W zamian nie otrzymywałam tego, co potrzebowałam. Takie wywieranie posłuszeństwa poprzez pomaganie mi. Miałam być posłuszna w pewnych kwestiach życia, podejmowania decyzji. Wyjechałam za granicę, ale to zadziało się trzy lata wcześniej, przed tym wyjazdem, że postępuję wbrew sobie, że lubię pomagać, bo tak należy. Tak wtedy myślałam. Teraz myślę inaczej, bo uważam, że każdy z nas ma swoją drogę życia, swój bagaż doświadczeń i bez własnej introspekcji, skąd jest w nas na przykład: „dzisiaj byłam zła” albo „dzisiaj komuś pomogłam, bo chciałam”.
Skąd biorą się te czynniki? Ta wolna wola, ta intencja. Bez introspekcji daleko nikt nie zajdzie. Generalnie ludzie wokół mnie, których ja doświadczyłamOczekują, że zamiast za okazaną pomoc drugiemu człowiekowi im się coś należy. Ich ego oczywiście rośnie. To jest bardzo dobre, bo bez ego to my daleko też byśmy nie zajechali. Ale z drugiej strony są to właśnie intencje. Dlaczego? W tej chwili jako osoba 54-letnia ja pomagam, bo chcę. Ale ja z tą pomocą nie wychodzę.
Jeżeli ktoś sam oczekuje ode mnie pomocy, czyli uważa, że jestem w stanie mu w czymś pomóc, pożyczyć pieniądze, podwieźć, wyjaśnić sytuację psychologiczną, dla mnie niepojętą na dany moment, ja jestem do dyspozycji, ale wtedy, kiedy ja to będę chciała. Pan Sławek wcześniej mówił, jak by wyglądał świat, gdyby każdy postępował w sposób egoistyczny z własnych egoistycznych pobudek, w jakimś tam etapie życia, w działaniach różnych. Ja powiem tak: ja postępowałam i postępuję w ten sposób od jakiegoś dłuższego czasu, że pomagam świadomie z własnych pobudek egoistycznych. Doszłam do wniosku albo robiłam, podejmowałam w pracy jakąś decyzję, jak ja to zrobię, jak mi będzie dobrze, tak ja zrobię, a nie jak szef chce. I muszę wam stwierdzić, że zauważyłam, że za każdym razem, kiedy świadoma swoich intencji, świadoma swojego działania i własnej woli, dlaczego ja tak zrobię i tak zrobiłam. Zrobiłam dokładnie w sposób czysto egoistyczny, to się potem okazywało, że to moje działanie doprowadziło, że właściwie to wielu osobom dobrze zrobiłam. Takie wychodziły rezultaty mojego egoizmu. I mam taką przyjaciółkę, jedną jedyną koleżankę, z którą tutaj w Wielkiej Brytanii utrzymuję kontakt typu, że się odwiedzamy w domu, bo innych osób nie zapraszam, więc ona też to zauważyła. Kiedyś rozmawiałyśmy i ona mówi, że w pracy dokładnie zrobiła tak samo. Sama do tego doszła.
Ona jest ode mnie młodsza o 12 lat i w domu, w życiu swojej rodziny też tak zrobiła. I mówi, że: „wiesz co, ja zrobiłam z egoizmu, czystego, że się nie poddam, nie załamię, nie zrobię tak, jak oni chcą. Pomóc, nie pomóc w ten albo w inny sposób. Zrobiłam tak, jak ja uważałam za stosowne. I się okazywało, że nie tylko ta osoba, do której była skierowana ta pomoc, uzyskała to, co chciała, ale te troje pozostałych domowników też na tym skorzystało. I myślę, że to, co pan Sławek mówił, że pomagając z własnych pobudek, ale introspekcja, dlaczego ja to robię i co to przyniesie, to jest podstawa. Daje owoce, że to się rozszerza. Jeżeli pomagam, to robię tylko dlatego, że ja to chcę, że mi w tym dniu jest tak wygodnie, że jestem w stanie to zrobić skutecznie. To jest główne, żebym się ja nie rozczarowała, nie traciła swojej energii. I ta osoba może później chodzić i powiedzieć, jaka ja to jestem siaka i owaka, bo ona nie jest taka w danej nerwowej dla niej sytuacji tak świadoma.
Mamy przecież wtedy tunelowe myślenie, prawda? Jak jesteśmy pod ogromnym stresem, nie widzimy tak dobrze. A potem jest coś takiego, bo ja się często z takim czymś spotykałam i panowie i ludzie tutaj, którzy razem jesteśmy na antenie z wami, mają takie doświadczenia, że mogą powiedzieć słynne żydowskie porzekadło: „człowieku, co ja ci takiego dobrego zrobiłem, że ty mnie tak teraz nienawidzisz?” Więc reasumując moją wypowiedź, monolog i kończąc, bo ja panów w ogóle nie słyszę. Reasumując, jeżeli pomagam-
[02:07:08] - Bo my nic nie mówimy.
[02:07:09] - To dlaczego to robię? Z introspekcją i z egoizmem. Ale nie oczekujmy od ludzi wdzięczności, oddania i czegoś w zamian, bo to nie jest pomoc, to jest manipulacja. A ja pomagam, bo ja tak chcę i jest mi przyjemnie, że ktoś wybił się. I jeżeli alkoholik, bo miałam takich znajomych, którzy przychodzili pożyczać pieniądze, mnie nie interesowało, co on za to kupił. Przyszedł pożyczyć 20 zł czy 30. Ja wiedziałam, że on pójdzie pić, ale on musiał się napić, bo ma taką drogę. Bo jest na tym etapie, na jakim jest. A ja nie jestem od umoralniania go. To on musi sam dojrzeć, że on w tej sytuacji nie jest w stanie dalej wytrzymać i on sam musi sobie zrobić dobrze, czyli odbić się.
Ale to nikt temu człowiekowi nie wytłumaczy. On musi to dojść sam. I ja nie jestem Bogiem, żeby schodzić w tego człowieka amogę i zobaczyć, dokąd on prowadzi ta jego droga. Jakie wybory. Nie. To jest jego indywidualne życie.
[02:08:30] - Odda 20 zł, to dobrze. Nie odda, to moja strata. Świadomie dałam, a co robi z tą pomocą, to jest jego sprawa. Przyszedł prosić o pomoc. Pomogłam czy pożyczką, czy darowizną. Nie patrzę na to, co on dalej z tym zrobi. Ludzie za dużo oczekują od osób, że im pomoże, to mi się coś w zamian należy. Broń Boże, nie róbcie tego, bo krzywdzicie tych ludzi, a nie pomagacie. To jest nieszczere po prostu. Ja wam dziękuję, bo ja was kompletnie nie słyszę i posłucham sobie na antenie dalszego jakiegoś programu.
Wszystkich pozdrawiam.
[02:09:14] - Pani Aneto, słyszy mnie pani teraz?
[02:09:17] - Halo?
[02:09:18] - Halo?
[02:09:18] - Słucham?
[02:09:19] - Słyszy mnie pani teraz?
[02:09:20] - Słabiutko.
[02:09:22] - Pani Aneto, słabiutko? Bo pani Aneto, nie słyszała mnie pani wcześniej.
[02:09:28] - Słabiutko, nie przyzwyczajona jestem na antenę.
[02:09:29] - Dobra, to ja na antenie pani odpowiem.
[02:09:34] - Dobrze. Ja odłożę słuchawkę, włączę głośnik, żeby mi nic nie umknęło. Proszę policzyć do trzech, dobrze? Pozdrawiam was i się przełączam już na głośnik. Dziękuję. Dobranoc.
[02:09:47] - Dziękuję pani Aneto. Dobranoc. No więc raz, dwa i trzy. Mam nadzieję, że pani Aneta jest już z nami na odsłuchu. Bardzo dziękuję za ten telefon. Chciałem panią uspokoić, że nie słyszała mnie pani, ponieważ ja nic nie mówiłem, bo też kiepsko słyszałem. A poza tym wypowiedź była tak fajna, tak płynna, że w zasadzie prawie nic dodać, nic ująć. Muszę się tego nauczyć. Jedyne co, to chciałbym tutaj wyjaśnić słowo, które zostało zinterpretowane jako egoizm. Ja wiem, że często jest mówione o takim zdrowym egoizmie i tak dalej.
Natomiast ja zdecydowanie nie namawiam do używania takich słów, ponieważ one mają dość negatywną energię. A poza tym egoista to jest jednak robienie czegoś kosztem drugiego, wybieranie własnego dobra w zamian za dobro innego człowieka. Bo to jest taki antagonistyczny egoizm, w tym momencie istnieje. Ja zawsze mówię o tym, żeby kierować się miłością do samego siebie, szacunkiem, miłością, swoim dobrem, natomiast nie egoizmem. I tylko to chciałem wyjaśnić, bo cały telefon, cała rozmowa telefoniczna była naprawdę bardzo fajna i nie mam tutaj specjalnie nic do dodania oprócz tego, że bardzo za ten telefon dziękuję. I cieszę się, że pani Aneta, bo pani Aneta chyba się tutaj pojawiała nam od czasu do czasu w komentarzach. Mam nadzieję, że to ta sama pani Aneta, którą mam na myśli. I mam nadzieję, że to nie będzie ostatni nasz kontakt telefoniczny. Mam nadzieję, że jak przywrócimy te normalne połączenia, to będzie dużo fajniej. A może spróbujemy, panie Marku, zobaczyć co z Hangoutem?
[02:12:11] - Spróbować zawsze możemy. Ja panu wyślę zaraz tutaj jeszcze raz link do dołączenia i zobaczymy, czy tym razem połączenie internetowe na tyle się poprawiło, że Hangout nam zadziała, czy może nie, bo z tego, co słyszałem tam w tle, to Messenger chodzi normalnie.
[02:12:31] - Tak, właśnie dlatego przestały mi się pojawiać tutaj czerwone komunikaciki, więc może i połączenie będzie już tutaj normalne, bo nie ukrywam, że przesuwanie paska z komentarzami i trzymanie ramieniem telefonu troszeczkę mi tutaj utrudnia funkcjonowanie i skupienie się na tym, co fajne. Jesteśmy chyba, panie Marku.
[02:13:06] - Jesteśmy. Na to wygląda, że jesteśmy.
[02:13:09] - Spróbujmy. Wierzę, że już będzie okej.
[02:13:15] - To powinniśmy się już normalnie słyszeć. To może spróbujemy dołączyć słuchacza, który tutaj próbował w międzyczasie na Skypie do nas zadzwonić. Może już teraz Skype przestanie robić cyrki. Panie Sławku, czy się słyszymy?
[02:13:28] - Tak. Ja jestem cały czas.
[02:13:30] - No to dzwonimy do naszego słuchacza, zobaczymy czy odbierze. Czekamy. Halo? W końcu się udało.
[02:13:50] - Halo, halo! Dobry wieczór.
[02:13:52] - Dobry wieczór panie Sławku, dobry wieczór Ivelliosie. Witam wszystkich słuchaczy. Po problemach technicznych udało się dodzwonić i cieszę się przede wszystkim.
[02:14:11] - My też się cieszymy. A jeszcze jakbyś się nam przedstawił, bo ja nie wiem, już się trochę gubię.
[02:14:18] - Ja jestem Wojtek i rozmawialiśmy. Miałem raz okazję.
[02:14:22] - Dobra, okej. Witaj Wojtku.
[02:14:26] - Przepraszam, że się nie przedstawiłem z tego wszystkiego.
[02:14:29] - Nic się nie stało. Jak widzisz dopytałem. Zaspokoiłem swoją ciekawość, a teraz już oddaję ci głos, żebyś mógł tutaj się z nami podzielić swoimi myślami.
[02:14:44] - Dzisiaj to tak dość szybko. Poza tym nie słuchałem audycji od samego początku i zacząłem słuchać od momentu, jak opowiadał pan historię. Początku nie słyszałem, nawet tej historii, ale domyśliłem się, że to chodziło o jakąś sytuację, że ktoś się znajduje w niebie i tam są mu pokazane jego uczynki. Chyba tak zrozumiałem.
[02:15:12] - Tak, taka historyjka.
[02:15:16] - A początek był jakiś taki: ja się mogę domyślić, czy tam coś innego było?
[02:15:22] - Było takie, że człowiek, który znalazł się w tej sytuacji, był zdziwiony, że ten umowny święty Piotr kazał mu samodzielnie wybrać drzwi, w które chce wejść. I był zdziwiony, że nie będzie analizy jego uczynków dobrych i złych i tego wszystkiego, co w naszym przekonaniu się po naszej śmierci dzieje. Więc na tą jego wyraźną prośbę umowny, symboliczny święty Piotr sięgnął do księgi i właśnie przytoczył mu dwie historie z jego życia, pytając, czy w jego przekonaniu one były dobrymi czy złymi uczynkami. Taki był początek.
[02:15:58] - Okej, a to było przedstawione jako jakaś legenda, jako jakaś anegdota, jako jakaś mądrość wypisana w książce? Ta historia, którą pan opowiedział.
[02:16:09] - Historia, którą gdzieś tam słyszałem. Oczywiście to nie jest wynik żadnych moich osobistych doświadczeń, tylko po prostu taką historyjkę przytoczyłem. Na przykład jak trudno jest ocenić to, co w naszym przekonaniu wydaje się czasami dobre, później może się okazać złe, a nawet możemy nie mieć o tym świadomości. A to, co z naszej perspektywy w naszym działaniu wydaje się złe, może mieć zupełnie pozytywne skutki w życiu innych ludzi. Więc ta ocena dobrych i złych uczynków jest naprawdę bardzo trudną sytuacją. W tym kontekście było to przeze mnie przedstawione, żeby nie przywiązywać aż takiej uważności do tego i nie próbować wszystkiego oceniać właśnie przez ten pryzmat dobra i zła.
[02:17:07] - No tak. Rzeczywiście bardzo podobną historię, jakieś przysłowie chińskie, takie dość dłuższe, gdzieś czytałem. Taka mądrość chińska, ale to dokładnie w tym samym. Tylko to dotyczyło sytuacji na Ziemi, takiej, że komuś, co się wydawało w danym momencie, że jest dla niego złe, się okazywało dobre i na odwrót. Nie wiem, czy pan słyszał taką historię o jakimś wieśniaku, który gdzieś złamał nogę i ktoś mu powiedział: „No to bardzo źle”. Ale później był pobór do wojska, więc wszystkich wzięli z wioski, ale jego z tą złamaną nogą nie. Więc on się cieszył , że jednak to było dobre. I tak dalej. Tam były ze trzy takie zwroty.
[02:18:00] - Jasne.
[02:18:01] - Przesłanie było takie same, że bardzo ciężko, i to tutaj na Ziemi już, czasami ocenić sytuację, czy ona ma dla nas skutki dobre czy złe. Właściwie dopiero po śmierci można by było spojrzeć na to z góry i w ramach tego jednego życia przynajmniej jakoś to rozstrzygnąć.
[02:18:26] - I tak się właśnie, panie Wojtku, dzieje. Tak właśnie wygląda proces budowania naszej świadomości. My bardzo często reagujemy, bo to jest taka fajna nauczka na to, żeby nie reagować, nie oceniać danej sytuacji już natychmiast, w tej chwili, żeby nie angażować swoich emocji w to, co się dzieje w danej chwili, tylko dać sobie chociaż trochę czasu na to, żeby tą sytuację ocenić właśnie z perspektywy czasu. To jest dla mnie najważniejsze.
[02:18:54] - Wie pan, to jest dość ciężkie. Dlatego, że jeśli cena już w danej chwili jest dość słona do zapłacenia i naraża tą daną osobę zainteresowaną na jakieś, delikatnie mówiąc, niedogodności, albo czasami są to dużo bardziej poważne rzeczy, to ciężko. Dałbym medal temu, który zachowa kamienną twarz i podejdzie do tego filozoficznie.
[02:19:24] - To ja poproszę o ten medal. Mogę panu powiedzieć.
[02:19:30] - No dobrze, wierzę panu na słowo.
[02:19:33] - Nie powiem, że tak było zawsze. Natomiast angażowałem się w rzeczy emocjonalnie, natomiast już od wielu lat zachowuję dystans. I moja historia na przykład, jak spadła mi płyta betonowa na stopę kilka lat temu i siedziałem z ludźmi na SOR-ze i zawiązywałem przyjaźnie i też rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Jak wyszedłem o godzinie trzeciej w nocy z gabinetu lekarza i ci moi przyjaciele już wtedy czekali pod gabinetem na swoją kolejkę, to z taką radością mówi: „Jest, jest. Co, bez gipsu?” Ja mówię: „Nie, no jest gips”. „To z czego się cieszysz?” Mówię: „Bo będę mógł Mistrzostwa Świata spokojnie obejrzeć”.
[02:20:29] - Myślałem, że z oprikładowania.
[02:20:32] - Nie, to akurat nie wchodziło w grę. Natomiast takie dostrzeganie pozytywów i też patrzenie na pewne rzeczy, danie sobie tego czasu stało się moim nawykiem i nie ukrywam, że dość dobrze mi się z tym żyje. To, co mówię też swoim przyjaciołom, kolegom, tak jest ważne, żeby te rzeczy negatywne z punktu widzenia... naszego w danej chwili czy nawet z punktu widzenia kilku lat obrócić później na swoją korzyść. Jeżeli to nam się uda, to w zasadzie całe to umowne zło, które nas spotkało, nabiera zupełnie innego sensu. I do tego trzeba, w moim przekonaniu dążyć, żeby wyciągać z tego wnioski.
[02:21:26] - Ja staram się mieć takie podejście, aczkolwiek różnie to wychodzi i czasami w bardziej krytycznych sytuacjach, zwłaszcza jak parę różnych rzeczy niekorzystnych w danej chwili się zdarzy, to zdarza mi się czasami w nieparlamentarnych słowach trochę poprzeklinać.
[02:21:50] - To jeszcze nie jest jakaś tragedia. Ważne jest, w jaki sposób to wpływa na nasze działanie.
[02:21:57] - Destrukcyjnie to na mnie nie wpływa, bo wcześniej miałem różne sytuacje i zawsze próbowałem znaleźć w tym jakieś plusy albo czasami to były kluczowe odwrócenie sytuacji w życiu, które się zdarzyły. Ten fakt powodował po prostu odwrócenie i to jest kwestia wtedy, czy się to w jakiś sposób wykorzysta, czy nie. Przychodzi mi tutaj na myśl à propos tej płyty, co panu spadła na nogę. Sam miałem taką historię. To znaczy sam byłem świadkiem, bo to bezpośrednio mój dobry kolega, z którym graliśmy w tenisa, na korcie po prostu dochodząc do piłki, zerwał ścięgno. Zerwał ścięgno i był zły, wkurzony, bo to ból po prostu niesamowity. Poza tym on miał pracę architekta i czasami ta praca wymagała nie siedzenia tylko przy komputerze, przy jakimś AutoCAD-zie i projektowaniu, tylko po prostu fizycznie musiał być obecny, robić jakąś tam — teraz nie będę tu używać słów, bo to nie jest zupełnie moja branża i mogę pomylić — ale chodziło o to, że gdzieś w terenie musiał te budynki czy jakieś różne rzeczy, czy nawet pozwolenia, jeździć do urzędów i załatwiać. A tutaj taka kontuzja, bo nogę mu unieruchomili, totalnie sparaliżowała go na jakiś okres czasu.
[02:23:41] - Zawodowo.
[02:23:44] - Tak. Natomiast po tygodniu czy po iluś dniach odwiedziłem go oczywiście, pytając, jak się czuje i tak dalej. Takie spotkanie w domu. Oczywiście pracował, ale był pozbawiony możliwości wyjścia. Był taki zadowolony. Ja mówię: „Słuchaj, czemu się tak cieszysz? Przecież pamiętasz, taki byłeś zły”. On mówi: „Słuchaj, ale ja tak źle finansowo wtedy stałem w tamtym momencie, miałem taką czkawkę”. A tutaj on prowadził działalność gospodarczą, dostał z ZUS-u jakieś odszkodowanie i to całkiem takie, na jego warunki przynajmniej, na miarę jego problemów finansowych w tamtej chwili, całkiem znaczące. Czyli po prostu pozwoliło mu to się wykaraskać.
Co prawda kosztem swojego zdrowia w tym momencie. Niemniej jednak to jest malutki przykład potwierdzający to, o czym żeśmy mówili.
[02:24:51] - Wie pan, takich przykładów jest całe mnóstwo. Myślę, że każdy człowiek, gdyby tak pochylił się nad swoim własnym życiem i się nad tym zastanowił, to w swoim życiu każdy by znalazł kilka takich przykładów, kiedy sytuacje, które wydawały nam się złe, za chwilę się okazuje, że skończyły się dla nas całkiem przyzwoicie i całkiem fajnie.
[02:25:22] - Ale też nie wiem, czy pan zauważył, że część osób, może i nawet większość, ma taką tendencję, nawet po jakimś czasie rozpamiętywania tych właśnie złych z przeszłości sytuacji, czasami zawinionych, czasami niezawinionych. Bo tak jak mówię tutaj, nie podejrzewam go o jakieś intencjonalne, w tamtym momencie przynajmniej, zerwanie sobie tego ścięgna i rozpamiętywanie, co by było, gdyby coś tam się nie wydarzyło i po prostu ktoś już w ogóle w tym momencie traci kontakt z teraźniejszością i z tą rzeczywistością w tym momencie, tylko cały czas gdzieś jest myślami i snuje równoległe życie, jak by się mogło jego potoczyć, gdyby nie ten pech. I to trwa i trwa. Wie pan, czasami latami potrafią ludzie to wywlekać ciągle i narzekać na tego pecha, który kiedyś nastąpił.
[02:26:30] - Wie pan, bo to bardzo dużo zależy właśnie od poziomu świadomości. Ludzie, powiedzmy, na tych tak zwanych niższych poziomach rozwoju świadomości nie łączą ze sobą, nie potrafią ze sobą połączyć wydarzeń, skutków i tak dalej. Czyli oni reagują. Nie wyciągają wniosków, tylko reagują na nadchodzące wydarzenia. I w związku z tym też bardzo często nie potrafiąc powiązać ze sobąPrzyczyny powstania danej sytuacji ze swoim działaniem po prostu szukają winnych w innych.
[02:27:16] - Winnych w innych.
[02:27:18] - Tak i tego jakby nie zmienimy, bo to dopiero z czasem zaczyna się pewne rzeczy ze sobą łączyć, widać powiązanie. Pan powiedział o pechu. Pan powiedział, że nie zakładał pan złych intencji w działaniach swojego serdecznego przyjaciela, który zerwał to ścięgno, prawda? A ja powiedziałem, że ja się doszukuję i na pewno taka przyczyna była. Ja tą historię z płytą betonową opowiadałem już na antenie, więc ją powiem tylko w skrócie. Ja miałem dość tamtej pracy.
[02:28:01] - No tak. Czyli się pan zaprogramował, mówiąc krótko.
[02:28:04] - Tak. Mało tego, ja wtedy przed tą sytuacją wziąłem ketonal. Ja byłem na środkach przeciwbólowych. Ja 10 sekund wcześniej powiedziałem swojemu koledze, który poprosił mnie o pomoc, bezinteresowną jeszcze dodam, ponieważ to była jego robota, ja mu poszedłem tylko pomóc zrobić jego robotę. Powiedziałem chwilę wcześniej, że zamierzam ten dzień przeżyć dzisiaj w jednym kawałku. Czyli analizując cały splot tych wydarzeń, ja wiedziałem, że to nastąpi. Bo co? Bo ja chciałem już, miałem dosyć tamtej roboty, tego zajęcia. Ja to wypowiedziałem w sposób bardzo wyraźny, nie doprecyzowałem-
[02:28:57] - Ale mówił pan zupełnie co innego, tak? To nie było związane z tym. Ta praca pana stała nie była związana wtedy z tym dźwiganiem płyt. Czy to było właśnie związane?
[02:29:08] - Znaczy tam ogólnie chodziło o relacje międzyludzkie, które zaczęły się pojawiać w tej całej, że tak powiem-
[02:29:18] - W ramach tego jednego miejsca pracy. Czy to były dwa właśnie osobne-
[02:29:21] - Nie, to jedno miejsce pracy, to jakby dla jednego człowieka żeśmy wtedy wszyscy pracowali, ja tam na trochę innym stanowisku. Natomiast już tych relacji, tej atmosfery, tego wszystkiego miałem dosyć i siedziałem tam tylko ze względu na to, że obiecałem, że doprowadzę ten projekt do końca. I chciałem go doprowadzić do końca, ale już miałem po prostu tego serdecznie dosyć. Owszem, można tu mówić o pechu, można tu mówić o zrządzeniu losu, można tu mówić o wielu rzeczach i gro osób wyciągnęłoby z tego jakieś tam wnioski różne. Natomiast jak zaczyna się rozumieć te mechanizmy, widzieć, jak to działa, jak to wszystko jest, nasze intencje, nasze emocje, nasze myśli, nasze pragnienia są powiązane z tym, co się dzieje w naszym życiu, to dla człowieka jest już oczywiste, że jeżeli już wypowiadasz życzenie, to bądź przygotowany na to, że ono się spełni.
[02:30:29] - Wie pan, szkoda tylko, tak mi teraz przychodzi na myśl, że czasami takie życzenia... Dawno dawał pan przykład z tym totolotkiem. Teraz niezależnie, jakby się to dla danej osoby miało skończyć, czy podzieliłby los tej większości statystycznej, która po prostu traci te pieniądze, czy jest w tej mniejszości i załóżmy, wykorzystałby to, co los dał, czyli w tym momencie te pieniądze i zbudowałby na tym na przykład swoją niezależność finansową. Ale do czego zmierzam? Że niestety tego typu życzenia, mimo że wiem, że ludzie... Wie pan, tu ciężko też odróżnić, bo załóżmy, że ktoś... Ja wiem dobrze, co od razu pan odpowie, że sama deklaracja czyjaś tam, czy ludzi deklaracja niekoniecznie jest równoznaczna z intencją. Czyli ktoś jedno może deklarować, a intencja może być zupełnie gdzieś indziej. No ale wie pan, czegoś się trzeba chwycić. I tutaj niestety część tych życzeń się po prostu nie spełnia.
To tak nie jest. To nie jest tak niestety jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, że wszystko, co sobie wymyślę, nawet takie najbardziej przyjemne, które budzą naprawdę bardzo pozytywne i przyjemne emocje, że te rzeczy się po prostu spełniają. No tak niestety, tak dobrze to niestety, panie Sławku, nie ma. No przynajmniej w moim życiu.
[02:32:08] - To znaczy tak jest tylko-
[02:32:10] - To znaczy ma pan inne życie. No to już wiem.
[02:32:13] - Nie, bo to jest problem-
[02:32:15] - Każdy swoje.
[02:32:16] - Problem w realizacji marzeń i pragnień polega na tym, że realizują się w pierwszej kolejności te, które są związane z najwyższym potencjałem emocjonalnym, z największą zawartością energii. I kolejnym problemem jest to, że negatywne emocje mają ten potencjał bardzo duży, ponieważ są bardzo szczere. I nienawiść, złość, pretensja, wkurzenie-
[02:32:51] - Ma większy potencjał
[02:32:52] - ... ma większy potencjał i jest szczere, bo my bardziej w to jakby wierzymy niż w szczęście, radość, miłość, ble, ble, ble i całe te mnóstwo pozytywnych rzeczy. Jak mówimy sobie tak, jeżeli ktoś jest na przykład pesymistą i mówi: „A! Znowu mnie spotka jakieś nieszczęście”, to on w to głęboko wierzy.Natomiast gdyby powiedział: „O, będę szczęśliwy”, to z założenia w to nie wierzy. Zawartość emocjonalna tego jest-
[02:33:22] - Czyli i tak nie ma sensu mówić, że będę szczęśliwy, bo zawsze można zwalić na to, że i tak siedzi u niego gdzieś głęboko poczucie pecha czy czegoś, co go wepcha na lewe tory i tak, i tak w tym momencie. Taki można by było wniosek odnieść.
[02:33:45] - Wniosek jest taki, że to, w co on tak naprawdę wierzy i o czym często myśli, bo to też kwestia jest. To może być coś małego, ale na przykład powtarzanego bardzo często.
[02:34:01] - Ale dobrego czy złego?
[02:34:05] - Wszystko jedno, bo te emocje się sumują. Jeżeli powtarzamy coś bardzo często, nawet z małym zaangażowaniem, to te emocje się w końcu zsumują i to stanie się dla nas pewnego rodzaju prawdą i pragnieniem. I to nie ma znaczenia, czy to jest coś tak zwanego dobrego, czy coś złego. Chodzi o to, żeby mieć świadomość tego, o czym się myśli. I te marzenia doprecyzowywać.
[02:34:38] - Tu się z panem zgodzę, żeby doprecyzowywać marzenia.
[02:34:45] - Nie chcę tutaj pracować nie znaczy, że chcę pracować w lepszej pracy. Rozumie pan?
[02:34:52] - Znam taką, tutaj wejdę panu w słowo, jeśli mogę. Znam taką historię, bezpośrednio, bo to mój dobry znajomy. Starsza co prawda osoba, ale która miała takie intencje czy sobie powtarzała afirmacje, że chciałaby mieć ciągle pracę, żeby ciągle mogła pracować i pracować, żeby miała dużo pracy, bo w pewnym okresie życia miała kłopot z dostaniem pracy. I to się spełniło. Tylko że tak, że rzeczywiście miała kupę roboty. Ciągle była zajęta w tej pracy, którą w końcu dostała. Ale intencja nie była zbyt sprecyzowana, co zresztą sama ta osoba przyznała, że jak sobie afirmowała, to zapomniała jeszcze dodać albo zwizualizować, że to miała być też praca, która przynosi dość spory dochód, a nie tylko tak, że po prostu muszę dużo pracować i zapłatą za to będzie to, że ja po prostu będę tylko mógł ledwo związać koniec z końcem suma summarum, ale pracy będzie ciągle dużo. Rozumie pan.
[02:36:09] - Dlatego właśnie mówię: ludzie, którzy znają mechanizm i potrafią przeprowadzić jakąś analizę tego, co się w ich życiu wydarzyło w ciągu ostatniego okresu czasu, najczęściej znajdą przyczynę tego stanu rzeczy w swoich myślach, emocjach, pragnieniach, niechęciach. I z czasem to, co czasami może niektórych wkurzać, jak na przykład mówię o nieużywaniu, o tak zwanej higienie emocjonalnej, higienie słownej, czyli nieużywaniu słów z negatywnym podkładem energetycznym. Tak jak tutaj dzisiaj pani Anecie powiedziałem, że ja nie mówię o egoizmie, tylko mówię o miłości. Niby skutek jest ten sam. Rozumiemy znaczenie, że chodzi o to, żeby robić coś dobrego dla nas, coś, co płynie z nas, co jest dobre dla nas. Ale wyeliminowanie tych słów z naszego słownictwa powoduje, że nie pojawiają się w związku z tym myśli z tym związane, bo słowo wywołuje myśl i nie pojawiają się też negatywne emocje. Coraz mniej takich negatywnych emocji. I ten proces takiego oczyszczania jest samoczynny. I wtedy dochodzimy do tego momentu, kiedy te afirmacje jesteśmy w stanie na tyle doprecyzować, żebyśmy nie byli później zaskoczeni tym, co dostaniemy.
[02:37:54] - Tutaj jeszcze à propos tej historyjki z niebem, co pan opowiadał. Tutaj jest jedno takie zagrożenie, które ktoś, bardzo powierzchownie podchodząc do tego przykładu, mógłby wysnuć wniosek. Mnie w każdym razie przyszło to do głowy. Ja tak nie myślę, ale można by było to przenieść na ten grunt ziemski z tymi uczynkami. Byłaby taka pokusa po prostu, że widzę na przykład staruszkę, nie znając tej historii. Jeśli jestem dobrym człowiekiem i pomocnym, to i się przewróciła ta staruszka, to jej pomogę. A teraz ktoś może po wysłuchaniu tej historii sobie podejść przewrotnie: „Przewróciła się babcia? A po co jej właściwie pomagać? Może za rogiem ją coś zabije i jej uratuje życie”. Rozumie pan?
W tym sensie.
[02:39:00] - Rozumiem. Wie pan, zgadzam się z panem i wielokroć już-
[02:39:04] - Bo tam się taki wątek pojawił. Faktem, że to po czasie, ale tutaj daleki byłbym od takiego relatywizmu, dlatego, że żaden z nas, przynajmniej na pewno nie ja, nie wiem, jak pan, panie Sławku, ja nie mam szklanej kuli i pomimo żeCoś, co będzie w moim przekonaniu dobrym uczynkiem. Ja to zrobię. Sorry Gregory, ale ja nie mogę brać odpowiedzialności za to, że w tym momencie ze mną nie jest to tak jakby związane, poza tym, że załóżmy tej osobie pomogłem, przez to jako następstwo powiedzmy, spadnie pod samochód, spotka ją jakiś wypadek i tak dalej. Rozumie pan? Gdzieś jest granica odpowiedzialności, do diabła ciężkiego. Dlatego, że jeśli byśmy się z tym nie zgodzili, to po prostu nikt nikomu nie będzie w ogóle pomagał, bo wtedy w tym momencie rzeczywiście każdy będzie na swoim i nawet takie osoby, które wymagałyby pomocy. Ten przykład z tą babcią to jest taki powiedzmy sztandarowy, każdy sobie rzepkę skrobie. Ale w tym momencie mogę powiedzieć: „Proszę bardzo, mam czyste rączki. Dziękuję bardzo”.
[02:40:25] - Ja się całkowicie z panem zgadzam. Oczywiście, że tak. Ten przykład był raczej podany w kontekście oceny.
[02:40:33] - Skutki są czasami relatywne do oceny.
[02:40:36] - Ocena jest bardzo trudna. Co jest dobre, co jest złe tak naprawdę.
[02:40:41] - Ale kierować się trzeba w danym momencie tym stanem wiedzy, który posiadamy w danej chwili.
[02:40:47] - Ja powiedziałem, że najważniejsze do oceny tego, czy coś jest dobre, czy jest złe, są nasze intencje. One są podstawą. Jeżeli robimy coś w przekonaniu, oczywiście nie wchodząc w zakres wolnej woli drugiego człowieka, jeżeli my robimy w naszym przekonaniu świadomie, naszą intencją jest coś dobrego, to znaczy, że robimy dobry uczynek. Tak uproszczając strasznie. Natomiast całkowicie się z panem zgadzam, że nie możemy brać odpowiedzialności za to, co z tą sytuacją i z tym uczynkiem zrobi druga osoba, pod warunkiem, że jej w żaden sposób nie przymuszamy do czegoś. Czyli babcia sobie idzie w lewą stronę, a my ją ciągniemy w prawą stronę, bo się zapaliło zielone światło. Więc: „Chodź babciu, ja cię na siłę przeprowadzę na drugą stronę, bo możesz nie zauważyć, że za chwilę znowu będzie czerwone”. Ja to tak widzę. Jeżeli naszym działaniom przyświecają dobre intencje i nie zakłócają wolnej woli drugiego człowieka, wtedy ten uczynek można nazwać dobrym uczynkiem.
[02:42:07] - Czasami powiem panu, dam teraz też taki przykład z mojego życia. To dotyczy moich dobrych znajomych. Mam nadzieję, że nie słuchają tej audycji.
[02:42:21] - Ja mam nadzieję, że słuchają.
[02:42:24] - Może nie, bo może bym nie chciał, ale to będzie anonimowy przykład. Nikt tutaj nikogo personalnie nie zna, ale to jest przykład odnośnie odpowiedzialności partnerów. Czy nawet w związku, załóżmy, jeśli osoba jest jedna mniej odpowiedzialna albo powiedzmy nieodpowiedzialna, a druga jest odpowiedzialna, załóżmy w kwestiach finansowych, bo teraz ten dylemat taki czy pomagać, czy nie pomagać? Tutaj chcę coś pokazać tym przykładem. Tak mi się wydaje przynajmniej. Pokazać, że czasami taka sytuacja jest dość ciężka do rozsądzenia, bo ta moja dobra znajoma, zresztą ja znam ogólnie sytuację, nie raz się skarżyła, że jej mąż, bo to jest mąż i mają jeszcze dwójkę dzieci, ten jej mąż obchodzi się z pieniędzmi czasami bardzo nierozsądnie i nieroztropnie i w ogóle robi jeszcze takie głupie błędy. Jak ktoś przekracza prędkość i ciągle dostaje mandat albo parkuje tam, gdzie nie trzeba i to też kosztuje. Albo jakieś urzędowe sprawy zaniedbuje, z czegoś się nie wywiązuje i później przychodzi kara do zapłacenia, co oczywiście pogrąża finanse. Ale właśnie nie tylko jego w tym momencie, tylko całej rodziny, bo on nie żyje sobie sam, nie jest w stanu kawalerskiego, tylko skutki dotykają ją też i dzieci. Dzieci pośrednio, niekoniecznie muszą być czasami świadome tego, ale też, bo jest po prostu mniej kasy w budżecie.
I teraz jest taka sytuacja, że tam po raz kolejny jakiś debet, który jest notorycznie wykorzystany w 100%, bardzo wysoko oprocentowany, bo debet nie jest po to, żeby służył do długoterminowego zadłużania się rzędu w skali roku 50% załóżmy i to bankowy debet. Czyli te odsetki, bo kwota też jest jakaś taka, powiedzmy może nie jakaś kosmiczna, ale też niemała. Na pewno tam nie 100 funtów, tylko trochę więcej. I po raz kolejny wchodzi w ten debet. Oni mają osobne rachunki. Ona dysponuje też jakimiś tam środkami na zupełnie osobnym rachunku. I to już któryś raz się zdarza sytuacja, że ona go w tym momencie może uratować, w tym sensie, że po prostu zasypie ten debet i po prostu nawet może zlikwidować. Można z powrotem jakby cofnąć w banku. Ale ja jej dałem, ja mówię: „Posłuchaj, zastanów się, bo to już się nie raz zdarzyło, że jeśli zrobisz to po raz kolejny, to czy nie będzie takiej sytuacji, żeJak to zrobisz, to za pół roku, za rok sytuacja się po raz kolejny powtórzy. I tu jest moim zdaniem...
I ona: „Rzeczywiście, może masz rację. Muszę pomyśleć, bo on się nigdy nie nauczy. Jak ja mu będę pomagać, to on się nigdy nie nauczy”. Z jednej strony to podtrzymywałoby to, o czym dzisiaj mówiliśmy, ale z drugiej strony ten debet całą rodzinę, gdy ona tego nie zrobi, kosztuje pieniądze. Dość spore. Ten brakujący pieniądz, który ciągle im brakuje. I teraz wie pan, co tu zrobić w takiej sytuacji?
[02:46:18] - Wie pan, ja nie jestem doradcą finansowym, więc w tych kwestiach raczej rad nie udzielam.
[02:46:29] - Tutaj to raczej prosta sprawa. Uprośćmy ten przypadek. Tam oczywiście wchodzi w rachubę opcja rolowania, to znaczy zaciągnięcia pożyczki, która by była niżej oprocentowana i która by była spłacana, zasypanie tego debetu i tak dalej. Ale uprośćmy ten przykład do takiego szkolnego typu: pomagam, zasypujemy debet, ryzykując, że się powtórzy, czy nie pomagam, ale cała rodzina, czyli on, ja jako ta dziewczyna i ta dwójka dzieci w tym momencie będzie w jakiś sposób cierpiała. Może nie jakiś super dramatyczny, ale wie pan.
[02:47:15] - Ja zapytam trochę przewrotnie. Co jest w życiu najważniejsze? Jedną z ważnych rzeczy w życiu jest nadzieja. Jeżeli jesteśmy w danej chwili w trudnej sytuacji, to jeżeli mamy nadzieję, że ta sytuacja ulegnie poprawie, to nas trzyma przy życiu i pozwala nam przetrwać ten trudny okres, prawda? To jest ważne. A co jest w życiu najbardziej obciążające? Najbardziej obciążający jest strach i związany z tym stres.
[02:47:57] - Albo wizja sytuacji bez wyjścia, że ściana i nie wiem.
[02:48:01] - Brak nadziei. Natomiast ja tu te dwie rzeczy położyłem na szali do rozważenia. Czy lepiej tą sytuację teraz przeżyć, trudną sytuację z nadzieją, że jak wyjdziemy z tej sytuacji, to już więcej ona się nie powtórzy? Czy lepiej na tą chwilę rozwiązać problem i żyć w ciągłym strachu, że ta sytuacja znowu się powtórzy? To już jest odpowiedź dla pana koleżanki. To ona musi sobie odpowiedzieć, co jest dla niej ważne, co jest dla niej bardziej cenne. Czy przemordowanie się teraz i w jakiś sposób rozwiązanie finansowego problemu i pokazanie, że granica została przekroczona i następnej pomocy już nie będzie? Czy rozwiązanie tego problemu na chwilę i życie w stresie, kiedy-
[02:49:02] - Że się powtórzy.
[02:49:03] - Kiedy, nie czy się powtórzy, tylko kiedy ta sytuacja się powtórzy.
[02:49:08] - No tak.
[02:49:09] - Dla mnie odpowiedź jest-
[02:49:10] - Duża szansa, bo też nie mamy szklanej kuli, ale jak życie pokazuje, to praktycznie statystycznie, jakby szacować prawdopodobieństwo, jest to prawie pewne, że się powtórzy.
[02:49:22] - To znaczy tak, musiałby być spełniony jeden warunek ze strony jej męża. On musiałby-
[02:49:33] - Spirograf.
[02:49:35] - Nie, spirograf, wie pan, to tak jak alkoholicy zaszywają sobie różne rzeczy i tak dalej. To nie jest gwarancją poprawy. Gwarancją poprawy i zmiany sytuacji jest zrozumienie, że to, co się robi, jest złe. To jest to, co opowiadałem kiedyś o warunkach spowiedzi. Czyli rachunek sumienia, czyli zrozumienie, że to, co robię, jest złe nie tylko dla mnie, ale również dla moich bliskich. Rozmowa z nimi na ten temat, czyli ta symboliczna spowiedź i mocne postanowienie poprawy, czyli obietnica ze świadomością, że wiem, że to jest złe i chcę to zmienić. Mocne postanowienie poprawy, czyli obietnica, że ja już więcej tego nie zrobię. To daje nadzieję na to, że sytuacja się nie powtórzy. Nie daje gwarancji, ale daje nadzieję, że ten człowiek zrozumiał swój błąd i w imię miłości do rodziny, jakichś zasad, wspólnego szacunku i tak dalej, czy tam jakichś innych pobudek, on postanawia to zmienić. To daje nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy.
Jeżeli człowiek nie widzi w swoim działaniu nic złego, to ta sytuacja się powtórzy na 100%, ponieważ on nie zrobi nic, żeby... Wie pan, jeżeli ktoś nie widzi nic złego w tym, co robi, to dlaczego ma to zmieniać? On to na pewno zrobi po raz kolejny.
[02:51:09] - Myślę, że w tej kwestii już więcej nic nie wymyślimy i nie poradzimy. Specjalnie dałem taki przykład, który nie jest taki prościusieńki, tylko właśnie wymaga głębszej analizy, ale też i poniesienia konsekwencji, wybierając jeden i drugi wariant. Bo jeden i drugi wariant pociąga za sobą określone konsekwencje. To nie jest tak, żeŻe spada manna z nieba i w ogóle nie było problemu, nie ma i nie będzie. Niestety takiej opcji tutaj, w tym wypadku-
[02:51:55] - Najlepszym rozwiązaniem jest takie, w którym ten, który zawinił, ponosi konsekwencje. Tylko wtedy jest to dla niego nauką. Bo tylko my poprzez własne doświadczanie zmieniamy swoją świadomość. Obserwując innych ludzi i widząc, jak oni się pogrążają. Na przykład alkoholik. Oni razem piją. Ten już jest bezdomny, ale ten jeszcze ma żonę i dzieci i on jest przekonany, że jego-
[02:52:30] - To nie spotka
[02:52:31] - ... nie spotka. Więc on się nie nauczy na doświadczeniu swojego kolegi od kieliszka, ponieważ-
[02:52:40] - No jasne
[02:52:41] - ... jego to bezpośrednio nie dotyka. Jeżeli coś ma nas zmusić do wyciągnięcia wniosków, to tylko nasze własne doświadczenie. Więc trzeba ludziom pozwalać doświadczać, żeby mogli wyciągać wnioski i zbierać, żeby mogli zbierać konsekwencje swoich czynów, bo tylko wtedy te wnioski są jako tako przemyślane.
[02:53:08] - Na własnej pupie jak to się mówi, najlepiej to smakuje. Mówię to oczywiście w przenośni, że jeśli się dostanie baty samemu, no to-
[02:53:21] - Tak, te najszybciej skutkują.
[02:53:23] - Te najszybciej skutkują, chociaż czasami-
[02:53:27] - Przeganie, upominanie, przekonywanie nie działa tak jak właśnie klaps na własnym tyłku.
[02:53:37] - Tak, tutaj jesteśmy zgodni. Dobra, trochę rozmawiamy. Zakończyłbym rozmowę dzisiaj. Bardzo miło się gada, można by było pewnie jeszcze długo gadać, ale już jest, przynajmniej w Polsce, po 23:00. Słucham?
[02:53:58] - Mnie również pan miło rozmawia.
[02:54:00] - Tak, fajnie. Trochę z innej beczki, ale myślę, że nadaje się ta historia do opowiedzenia. Taka trochę poprawiająca humor. Humorystyczna powiedzmy bardziej. Od razu zadam pytanie, czy pan się z czymś takim już wcześniej w swoim życiu spotkał albo z czymś podobnym? Ja się nie spotkałem do momentu, kiedy sam to usłyszałem. Kiedyś chodziłem na takie zajęcia, też związane z duchowością i ten coach, który prowadził te zajęcia, bardzo fajna grupa, z 20 osób może chodziło cyklicznie. Opowiedział to z własnego doświadczenia. Czyli dla mnie jest historia wiarygodna. Tego typu bardzo banalna sprawa, sytuacja: zwraca się do niego jakiś znajomy, kolega, może nawet przyjaciel o pożyczkę pieniędzy.
Ten oczywiście w danym momencie, wtedy przynajmniej, dysponuje tą kwotą. Kwota nie jest, ciężko mi teraz powiedzieć, bo to już było z 10 lat temu może. Nie chcę tutaj koloryzować. To jest powiedzmy drugorzędna sprawa, ale to nie jest kwota bardzo mała, ale też nie taka, żeby tę osobę, która prowadziła te zajęcia, rozłożyła na łopatki i spowodowała jego ruinę. Czyli powiedzmy jakaś średnia kwota, na którą trzeba pracować przez dłuższy okres czasu, wykonując to, co załóżmy tam robi. I pożycza te pieniądze na jakiś tam okres czasu. Przychodzi ten okres czasu, na który się umówili. Aha, żadnych tutaj od strony, z racji tego, że to jest bliski jego przyjaciel, żadne formalne pisma, umowa, notariusz, nic takiego nie wchodziło w rachubę. Czyli taki typowy gentleman agreement. Umowa dżentelmeńska, pożyczka przyjacielska i tak dalej.
Tamta osoba też jest, tak jak pan czasami wspomina, że ma pan takich znajomych, którzy są pana zdaniem stosunkowo świadomi i jakiś poziom rozwoju reprezentują. Ale są też takie osoby, które bardziej przyziemnie żyją i raczej ich takie tematy nie interesują. Dlatego to mówię, bo to jest ta osoba też z takiego kręgu uważanego, że można by było ją nazwać świadoma i rozwijająca się duchowo. Ten, który pożycza pieniądze, czyli dwie osoby, które reprezentują, powiedzmy, podobny poziom. I teraz do czego dochodzi? Znowu nie będę tutaj mówić, jaka była tam bezpośrednia przyczyna czy inaczej pretekst do tego nieoddania. W każdym razie czy się pokłócili trochę, czy nie, ale mimo wszystko przecież pożyczka zostaje pożyczką. W każdym razie ta osoba się upomina delikatnie o te swoje pieniądze, na które się umówili na zwrot w określonym terminie. Natomiast ta druga osoba, ten pożyczający używa takiego argumentuI teraz uwaga, że: „Słuchaj, ja ci nie oddam tych pieniędzy”. Już mówi wprost w tym momencie.
„A wiesz dlaczego, Wojtek?” Bo też ta osoba ma Wojtek na imię. „A dlatego, słuchaj, że ja sobie przypomniałem. Mam świadomość, że w poprzednim wcieleniu ty ode mnie pożyczałeś pieniądze i ty mi tych pieniędzy w poprzednim wcieleniu nie oddałeś. I myślę, że to będzie kwita, jak ja ci teraz w tym życiu też nie oddam”. Co pan na to?
[02:58:15] - Powiem tak: bardzo ładnie pokazuje mechanizm doświadczania i nie ukrywam, że taka historia może być-
[02:58:25] - Spotkał się pan z takim argumentem?
[02:58:28] - Z takim argumentem się jeszcze nie spotkałem.
[02:58:32] - A cała grupa, jeśli to zostało powiedziane, to tylko dokończę, to po prostu parsknęła i przez piętnaście, pół godziny wszyscy mieli bardzo dobre humory, pomimo że tamtej osoby — co prawda to było po czasie pewnie opowiedziane — ale tamtej osobie w danym momencie przynajmniej nie było do śmiechu. Ale tutaj ręce opadły tej osobie. Jak tu dalej dyskutować? Wie pan. Dobry pretekst.
[02:59:03] - Powiem szczerze tak: jest mały kłopocik z kontynuowaniem dyskusji.
[02:59:09] - Dowodów nie można przedstawić na życie. To twój problem. Jeśli ty nie masz pamięci na przykład poprzedniego wcielenia, a ja mam i ja ci tutaj mówię to wprost, to jak ty mi udowodnisz, że tak nie było? Tak było i koniec. Ty mi nie oddałeś wtedy, ja ci teraz nie oddam. I co? Po problemie.
[02:59:26] - Znaczy nie. To jest czysto takiego-
[02:59:30] - Specjalnie prowokacyjnie, ale to była autentyczna historia, panie Sławku. To była autentyczna historia, którą usłyszałem.
[02:59:39] - Powiem tak: muszę przemyśleć, czy tego nie wykorzystać.
[02:59:43] - Widzi pan, jakieś źródło inspiracji na koniec.
[02:59:47] - No jest ciekawy pomysł na rozwiązywanie jakichś tam problemów finansowych. Mam nadzieję, że nie poddaliśmy-
[02:59:59] - Rozumiem, że jest pan komuś winny pieniądze, panie Sławku.
[03:00:03] - Nie, ale wie pan, pożycie.
[03:00:08] - No tak. To tak, żeby mieć lepszy humor na noc.
[03:00:15] - Tak, traktujemy to żartobliwie, dlatego już nie będę tego wątku kontynuował, żeby nie było, że my tu ludzi namawiamy i podpowiadamy im jakieś tam sposoby manipulacji. Także kochani, potraktujcie to jako historyjkę wesołą i już.
[03:00:32] - Aczkolwiek autentyczną.
[03:00:34] - Aczkolwiek autentyczną i niech to na tym poziomie i na tym etapie zostanie.
[03:00:42] - No dobra, 22:24 u mnie na zegarze. Myślę, że to już taka godzina, że możemy — znaczy ja przynajmniej tutaj pożegnam się z panem, z Ivelliosem i ze słuchaczami. Pozostanę ewentualnie na słuchu jeszcze. Może jakieś tam komentarze.
[03:01:10] - Komentarze tak.
[03:01:12] - Jeszcze pan dokończy i ewentualnie do następnego razu. Miejmy nadzieję, że bez problemów jakichś technicznych, jak dzisiaj były.
[03:01:22] - Techniczne jak zwykle.
[03:01:25] - Fajnie. Pozdrawiam bardzo wszystkich i do usłyszenia.
[03:01:31] - I taką radosną, co też ma bez żadnych wątpliwości wartość dodaną tej audycji.
[03:01:41] - Fajnie. Dziękuję bardzo jeszcze raz. Do usłyszenia.
[03:01:44] - Dziękujemy bardzo. Do usłyszenia.
[03:01:47] - Dziękuję.
[03:01:49] - Jakby ktoś jeszcze chciał zadzwonić, to przypomnę tylko szybko kontakty głosowe. Nasze numery telefonów stacjonarne: 32 746 00 08. Komórkowy: 53 620 493. No i oczywiście Skype: radio.paranormalium.pl.
[03:02:17] - Dziękuję panie Marku. Kochani, ja jestem przy komentarzach z 20:27, więc jeszcze uzbrójcie się w troszeczkę cierpliwości. Postaram się przelecieć te istotniejsze dla naszej audycji. Więc jak coś pominę, to się tam nie obrażajcie na mnie. Artur pisze: „Pomoc jak najbardziej, ale zmiana na siłę niekoniecznie”. To ja rozwinę tą myśl, doprecyzuję. Pomoc jak najbardziej, ale zmiana na siłę nie tylko niekoniecznie, ale wręcz jest zabroniona. O tak. Grzesław pisze do Artura: „To zależy od każdego z osobna. Jak jesteś złym człowiekiem, to i twoje otoczenie będzie złe”.
Jak wiecie, będę się czepiał oczywiście słówek. Nie ma zasadniczo złych ludzi. Jak ja twierdzę, są ludzie, którzy nie kochają samych siebie. Ale to prawda, że to, co jest w nas, najczęściej jest również wokół nas. A często też rzeczy, które w naszym otoczeniu są dla nas tak zwane denerwujące, niekorzystne, są pewną informacją właśnieOd nas bardzo często testem jakimś, a jeszcze częściej jakąś nauką. Jeżeli rozmawiamy dzisiaj w audycji po raz kolejny o pomaganiu, to jeżeli nasza pomoc dla innych ludzi obraca się bardzo często wobec nas na niekorzyść, to jest to dla nas informacja, że przekraczamy granice miłości i szacunku do samego siebie, a naszym nauczycielem jest osoba, która wykorzystuje naszą dobroć dla swoich własnych potrzeb i korzyści. I to jest dla nas nauka, że powinniśmy się uczyć podobnych zachowań, czyli dbania o swoje własne interesy. Oczywiście nie w takiej skali jak nasz nauczyciel, bo zawsze prawda leży pośrodku, ale jest to bardzo cenna informacja o nas, że powinniśmy bardziej zadbać o swoje własne interesy. Nie kosztem innych, ale o swoje własne interesy. Adam pisze: „Grzesław, niekoniecznie.
Na otoczenie nie ma wpływu się”. Właśnie ma się. Oczywiście nie w sensie zmieniania go. To jest trochę jak w takim dowcipie mówionym przez kolejnego z moich ulubieńców, Piotra Bałtroczyka, że kobiety nie da się zmienić, ale można zmienić kobietę, ale to i tak nic nie zmienia. I w przypadku otoczenia nie możemy zmienić naszego otoczenia, w sensie zmusić ludzi do tego, żeby się zmienili, ale możemy zmienić otoczenie. Natomiast jeżeli nie zmienimy samych siebie, to i tak nic nie zmieni, bo następne otoczenie będzie znowu takie same jak poprzednie. Dlatego Grzesław pisze do Adama: „Moim zdaniem wpływ się ma”. Tak jak właśnie powiedziałem. I tu jeszcze było pytanie Adama: „Co to znaczy rezonuje?” i odpowiedzi: „Rezonuje to chyba współdziała”. I Artur pisze: „Rezonuje, czyli wewnętrznie czujesz, że tak chcesz postępować.
Czyli jest to w zgodzie z tobą”. Grzesław pisze: „Według mnie rezonować to znaczy dostosować się do danej częstotliwości”. Właśnie nie. Rezonowanie to nie jest dostrajanie się, tylko to, co było powiedziane wcześniej, czyli czy to z nami gra, czy nie. Peter pisze: „Każda pomoc przynosi dwóm stronom odrobinę radości. Nawet szklanka wody drugiemu przynosi radość. Słowo dziękuję”. Tak, oczywiście, tu całkowicie się z tobą zgadzam, że pomaganie jest formą przyjemności i radości dla dwóch stron. Kochani, bo miałem o tym powiedzieć, bo to znowu będzie, żeby nie wyszedł taki wydźwięk tej audycji, że ja was namawiam do niepomagania innym. Tu już żeśmy na ten temat kiedyś rozmawiali.
Broń Boże, to nie jest taki apel, żeby nie pomagać. Ja tylko mówię o tym, żeby robić to mądrze i robić to świadomie. Tylko i wyłącznie o to. Pomaganie jest bardzo fajną formą wymiany energii. To właśnie, co Peter napisał, w przeciwieństwie do kompromisu, jest to radość dla obydwu stron. Obydwie strony coś zyskują. Tylko pamiętajcie, żeby robić to mądrze i świadomie. Artur pisze: „Powiedzenie mówi, że masz miękkie serce, musisz mieć twardą... À propos pomocy drugiemu człowiekowi, ponieważ często jesteśmy wykorzystywani”. I Grzesław pisze: „Umiesz liczyć, licz na siebie”.
Ja powiem tak: dla mnie świat byłby fajniejszy, gdyby każda osoba na świecie potrafiła sobie samemu zapewnić to, co jest mu potrzebne, co mu sprawia przyjemność, radość, daje poczucie szczęścia i tak dalej. Gdyby każda osoba na świecie była w stanie to zrobić, nie wykorzystując drugiego człowieka do swoich własnych jakichś celów. Uwierzcie mi, że świat byłby lepszy, gdyby na świecie nie było ludzi, którym trzeba pomagać bądź powinno się pomagać, bądź takim, którzy tej pomocy oczekują, żądają, wymagają. Peter pisze: „Czasem chcemy pomagać, bo sami mamy niską ocenę o sobie i coś sobie chcemy udowodnić”. Tak, dokładnie. Czasami. I dlatego czasami te intencje, to mówiłem w poprzedniej audycji, również dzisiaj, że warto jest znać swoje intencje w momencie, kiedy chcemy komuś pomóc. Artur pisze: „To wynika z naszej natury. Z tyłu głowy zostaje satysfakcja. Nic w tym złego”.
Oczywiście, jeżeli później czegoś w zamian nie oczekujemy bądź sami nie dostajemy po tyłku. I Artur też pisze: „Całkowita bezinteresowność to stan umysłu, ideału, świętość”.Dlatego ciężko jest o taką totalną bezinteresowność na Ziemi. Grzesław pisze: „To tylko opis”. Adam pisze: „Umiesz liczyć? Liczę na to, że jestem tu po coś”. Zdecydowanie, tak jak każdy z nas. Grzesław pisze: „Wszystko jest po coś”. Andrzej napisał: „Idioci odkrywają etykę”. Nie wiem, czego ten komentarz dotyczy. Nie chcę się domyślać.
Peter pisze: „Pomagamy, ale nie do końca wiemy, ile to daje drugiemu człowiekowi, bo czasem może go to jeszcze bardziej pogrążyć, ale też pomóc”. Po raz kolejny wracamy do tego samego wątku, żeby pomagać z tak zwaną głową. Ania się pojawiła tutaj. Witaj Aniu! Ania pisze: „Bezinteresowność czyni człowieka wolnym i odpowiedzialnym. Trudne do osiągnięcia, ale możliwe”. Bardzo mi się podoba to stwierdzenie, że bezinteresowność czyni człowieka wolnym. Bardzo mądre, bardzo trafne i bardzo polecam. To jest aspekt, którego nie poruszyłem. Bezinteresowność czyni człowieka wolnym.
Warto do tego dążyć. Grzesław pisze: „Ani, bezinteresowność jest wynikiem wolności i rozumienia”. Powiem wam szczerze, z tym wolnością tak. Natomiast z tym rozumieniem to bym poczekał do tego momentu, aż każdy człowiek zrozumie samego siebie, zanim zaczniemy rozumieć innych. To jest też bardzo fajne przeniesienie uwagi, uważności na drugiego człowieka. Jestem zajęty pomaganiem innym i odciągam swoją uwagę od samego siebie, a to już z wolnością nie ma nic wspólnego. Andrzej pisze: „Typie, jesteś dorosły i o małym dziecku mówisz per ogr. Sam się ogarnij, zanim zaczniesz ludzi ustawiać”. Faktycznie może przesadziłem z tym ogrem, ale to tylko w celu zobrazowania. Natomiast jeżeli kogoś to uraziło, to przepraszam.
Natomiast nie sądzę, żebym obraził pana Andrzeja, ponieważ odpowiada tym samym tonem. Do tego komentarza nie będę czytał. Grzesław pisze: „Każdy odpowiada sam za siebie”. To bez wątpienia szczera prawda. Ania też napisała, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Jest to takie określenie, często używamy go w różnego rodzaju dyskusjach. Natomiast brak dobrych chęci jest już w ogóle początkiem nierobienia nic. Indiką pisze: „Ta matka pewnie popełniła mnóstwo błędów wychowawczych, ale fakt, że za wszelką cenę broniła swojego syna jest świętym prawem każdej matki. W domu oczywiście powinna rozmawiać z nim inaczej”. Kochani, już wiem, czego to dotyczy, którego momentu mojej wypowiedzi.
Ja nie oceniam nikogo, czy popełnił błędy, czy nie. Ciężko mi o tym mówić, bo poznałem tą historię w jakiś sposób. Później miałem jakieś informacje dotyczące życia tego człowieka i patrzyłem, jakie skutki przyniosło to, że w momencie, kiedy już zaczynał budować swoją świadomość ziemską, nie pozwolono mu zebrać konsekwencji swoich własnych czynów, czyli ponieść tak zwanej odpowiedzialności i zrozumieć, że każde działanie niesie ze sobą jakieś skutki. Mówiłem o tym w tym kontekście, broń Boże nie oceniając niczyjego procesu wychowawczego, biorąc zwłaszcza pod uwagę to, że wierzymy w to, że dusza sama wybiera sobie środowisko, w którym przychodzi na świat. Więc jest to praca poniekąd zespołowa. Jednemu i drugiemu to doświadczenie w jakiś sposób było potrzebne. Mi chodzi tylko o to, żeby z tym pomaganiem cały czas nieustająco być ostrożnym. Ania pisze: „Oczekiwania grają tu ogromną rolę”. Grzesław pisze: „A może tylko tak nam się przedstawia historię”. Nie wiem, czego to dotyczy.
Inka się pojawiła. Witaj Inko. „Chyba zawsze czerpie się jakąś korzyść z dawania czegoś komuś. Choćby nawet przyjemność z dawania to też jest korzyść dla dającego”. Tak, dokładnie. Tu się Inko i słuchacze telefoniczni i ja z tym całkowicie zgadzam.O! I właśnie tu się pojawił komentarz po przerwie Inki: „O tym właśnie myślałam. Pomagać trzeba umieć.” Malwina pisze: „To prawda, a w słowie umieć jest również wyczucie. Trzeba wiedzieć kiedy i jak pomagać, a także komu.” Tak, ja to nazywam właśnie, droga Inko, tą mądrością. Anna pisze: „Czystą bezinteresowność można zaobserwować w zdrowej relacji rodzic-dziecko, bo jest to podyktowane czystą miłością.” O, dokładnie Aniu, całkowicie się z tobą zgadzam.
Ja tego wątku tym razem nie poruszyłem, ale właśnie w przypadku tych relacji rodzic-dziecko, zwłaszcza w tym wstępnym etapie, że tak powiem, opiekowania się, jeszcze nie wychowywania, ta bezinteresowność występuje. Ale też w tych zdrowych relacjach występuje ta bezinteresowna miłość. Później już wobec dziecka zaczynamy mieć jakieś oczekiwania, zaczynamy go kształtować, zaczynamy go upodabniać do samego siebie, zaczynamy go troszeczkę tresować, ograniczać i tak dalej. Później już przestaje to być bezinteresowne, ponieważ dziecko reprezentuje nas jako rodziców na zewnątrz, opowiada również o nas, więc to już przestaje być bezinteresowne. Ale faktycznie na samym początku to są dla mnie jedyne sytuacje, kiedy bezinteresowność i bezwarunkowa miłość na ziemi istnieje. Malwina pisze: „Bezinteresowna miłość do swojego dziecka jest bezcenna. Przekonałam się o tym niedawno i jestem inna istota.” Super, bardzo ci gratulujemy. Ja się bardzo cieszę, że się przekonałaś o tym i to serduszko na końcu dostarczyło mi również bardzo dużo radości. Cieszę się, że również młodzi ludzie tutaj z nami się dzielą swoimi przemyśleniami. Właśnie dawno nie było tutaj między nami Ghosta, który jest na podobnym etapie.
Pewnie cieszy się bezwarunkową miłością i bezinteresowną pomocą i troską o własne dziecko. Pozdrawiam go bardzo serdecznie. Inka pisze: „Z pieniędzmi trzeba uważać. Jeśli chce się pomagać dając pieniądze, to nie wolno oczekiwać zwrotu. To nie jest pożyczka, to jest dar.” Tak jak powiedziałem panu Wojtkowi, specjalistą od finansów nie jestem i tym bardziej nie będę wam dawał rad, co należy robić z własnymi pieniędzmi. To już każdy musi rozważyć to w samym sobie. Ja wiem tylko jedno: pomaganie nie może się nigdy odbywać kosztem samego siebie. Lucyna się pojawiła też między nami. „Ja zawsze pomagam. Ostatnio stwierdziłam, że lubię to robić.
Moje ostatnie 30 lat pomagałam ludziom finansowo.” Czyli jak widać można i tak. Jestem pełen podziwu, że 30 lat to robisz i jeszcze na koniec pojawia się uśmieszek, więc super. Naprawdę moje gratulacje. Malwina pisze: „Niekiedy nie mamy wpływu na takie sytuacje, niestety.” Nie wiem na jakie, ale okej. Lucyna pisze: „Właśnie ostatnio mnie zarżnięto i jestem do tej pory w szoku. Osoba mi bardzo bliska mnie wykorzystała. Morał z baśni pomagania: to już ostatnia osoba, która mnie wykorzystała finansowo. A jednak. Myślałem, że ta historia 30 lat pomagania finansowo ma happy end, a jednak nie. Jestem pod wrażeniem, jaka jestem wspaniała.” Cieszę się bardzo.
Zwłaszcza ten uśmiech mnie raduje i mam nadzieję, że on już teraz na zawsze zostanie na twojej twarzy, czego oczywiście ci życzę. Malwina pisze: „Niekiedy ludzie bardzo nam bliscy są bardziej od nas oddaleni, niż nam się wydaje.” Niestety tak to w bliskich relacjach bywa, ale o tej bliskości mam nadzieję, że będziemy mieli okazję jeszcze porozmawiać. Janusz pisze: „Empatia jest wspaniała, bo więcej jest radości z dawania niż z brania na całe życie. Ja całe życie pomagam i dobro do mnie wraca i jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem.” Super.Z jednym się całkowicie zgadzam: dawanie daje dużo więcej radości osobie dającej niż branie. W jednym z początków audycji na ten temat opowiadałem historię ze swojego życia. Zresztą opisuję je też w książce. Dawanie pozostaje na zawsze w naszym magazynie emocjonalnym do końca naszego życia. Będziemy to wspominać, będziemy się tym radować w chwilach słabości, kryzysów. Będziemy mieli fajną bateryjkę, którą będziemy się mogli podładować. Pod tym względem bez wątpienia wartość dodana.
Natomiast cały czas powtarzam: mądrze, z głową, z wyczuciem. Ben pisze: „Pomaganie, misjonarstwo. Od ośmiu lat się z tego leczę. Wszystkie emocje życia od pierwszego na ziemi polegały na pomaganiu. Z tego, co widzę, pomaganie w dłuższej perspektywie szkodzi pomagającemu. A wampiry energetyczne udają ofiary i czerpią energię od pomagających. Przyszedłem tu na ziemię ratować inne upadłe anioły. Dobrze, że już się pozbyłem tej misji”. Cieszę się, że to zrozumiałeś, że wmówiłeś sobie taką misję. Cieszę się, że masz to już za sobą, chociaż chciałbym — zresztą myślę, że nie tylko ja — poznać więcej szczegółów tej historii.
Adam pisze: „Wymiatasz w tej audycji”. Nie wiem, do kogo to było, ale się cieszę. Kudłaty pisze: „Bardzo mądrze mówi ta pani. Bardzo mi się podoba takie podejście. Brawo”. Mi się też bardzo podobało i cieszę się, że nie jestem sam. Adam pisze: „Ta audycja skończy się jutro”. Może nie, drogi Adamie, bo mamy jeszcze dzisiaj. Z tego, co widzę, komentarze się skończyły. Inka pisze: „Może można mieć dobry wpływ na innych, na otoczenie”.
Najczęściej dobry wpływ na otoczenie, na innych mamy, dając przykład. Nie mówiąc, nie gadając, nie napominając, nie przekonując, nie zmuszając, tylko dając przykład. W ten sposób faktycznie mamy dobry wpływ na otoczenie. Dobrze, kochani.
[03:25:32] - Są tutaj jeszcze komentarze, natomiast parę narzekań się pojawiło, że komentarze są czytane z opóźnieniem. Słuchajcie ludzie, tak jest we wszystkich radiach organizujących audycje połączone z czatem. Zawsze komentarze są prezentowane na antenie i komentowane z pewnym poślizgiem czasowym. Zawsze i wszędzie.
[03:25:58] - Nie za specjalnie widzę rozwiązanie z tej sytuacji. Możemy zrobić kiedyś taką audycję — nie mam nic przeciwko temu — wychodząc naprzeciw waszym oczekiwaniom, że zaczniemy audycję bez mojego wykładu. Zarzucę temat i będę na bieżąco czytał odpowiedzi, tylko poprosiłbym o mobilizację, żeby tych osób, które komentują, było więcej. Czy zadają pytania, czy coś mówią, żeby to się nie skończyło po 10 minutach. Bo jak widzicie, zacząłem czytać komentarze 20 minut temu. Fakt, że większość była w kontekście audycji i w zgodzie z tym, o czym mówiliśmy w audycji, więc nie za specjalnie było co nowego do dodania. Powtarzać się już nie chciałem, mordować, męczyć i powtarzać tego samego. Natomiast komentarze z dwóch czy dwóch i pół godziny przeleciałem w 20 minut, więc coś za coś. Poza tym audycja jest, kochani, na żywo, więc siłą rzeczy, jeżeli ktoś dzwoni, to czytanie komentarzy trzeba przerwać. Natomiast jeżeli chcielibyście, żebyśmy zrobili audycję z komentarzami czytanymi online, to nie ma problemu.
[03:27:46] - Będzie tak, że pan zacznie czytać komentarze i się do nich odnosić, a tu już na początku ktoś zadzwoni i zajmie czas antenowy godzinę albo dwie.
[03:27:59] - Dokładnie. To jest urok audycji na żywo. Nie ukrywam, że też wolałbym mieć więcej czasu na czytanie tych komentarzy, na śledzenie.I na przygotowywanie odpowiedzi. Nie jest to, powiem szczerze wam, proste zadanie. Jeżeli jest takie zapotrzebowanie, żeby zrobić taką audycję, dajcie znać. Zaczniemy o godzinie 20:00 od pierwszych komentarzy i poświęcę ją tylko na komentarze. Możemy zrobić taki eksperyment. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Dobra kochani, lasu komentarzy nie widzę, więc mamy godzinę 23:54. Podrzućcie jakiś temat.
Mam nadzieję, że jak zawsze coś się pojawi. Mam nadzieję też, że temat tego pomagania i bezinteresowności, odpowiedzialności za innych i tych wszystkich aspektów, które z tego wynikają, żeśmy dzisiaj tak dość szczegółowo rozebrali. Dziękuję wam i za komentarze, i za telefony. Dzisiaj było fajnie, dużo i nowa słuchaczka się pojawiła na antenie telefonicznej, więc mnie każda nowa postać cieszy podwójnie albo nawet potrójnie. Dobra, słuchajcie, dziękuję. Było bardzo fajnie, było bardzo miło. Czekam na wasze komentarze pod audycjami jeszcze tutaj z odsłuchu na YouTubie i na radio. No i cóż, trzymajcie się cieplutko, uważajcie na siebie cały czas, bo trochę taki mamy okres, że zaczynamy się zachowywać jak psy spuszczone ze smyczy. Przynajmniej niektórzy. Więc uważajcie z tą wolnością.
No i co? I do usłyszenia. Dziękuję panie Marku, że mimo kłopotów jak zwykle ogarnął pan sytuację.
[03:30:21] - Już nie takie sytuacje w Radiu Paranormalium tutaj ogarniałem. Bywało już jeszcze gorzej. Jak jednemu ze współprowadzących audycję niedzielną o UFO kiedyś 5 minut przed rozpoczęciem audycji prąd wyłączyli w mieszkaniu i też trochę było ambarasu z tego powodu. Ale podłączyliśmy się telefonicznie i też jakoś tak poszło.
[03:30:47] - Ja w to nie wątpiłem, że jeżeli pan nie znajdzie sposobu na rozwiązanie sytuacji, to znaczy, że najprawdopodobniej jest już koniec świata.
[03:31:00] - Raczej na koniec świata się nie zanosi, także no.
[03:31:04] - Także damy radę.
[03:31:06] - Damy radę.
[03:31:11] - Dobrze panie Marku, kończmy w takim razie. Życzę wszystkim dobrej nocy. Panu jeszcze raz bardzo dziękuję. I cóż, usłyszymy się za tydzień. Bo za chwileczkę będzie, że słyszymy się za sześć dni.
[03:31:29] - Właściwie to już się słyszymy za sześć dni. Dokładnie za sześć dni, 20 godzin i 3 minuty. Bo tyle zostało do kolejnego poniedziałku do godziny 20:00 na antenie Radia Paranormalium.
[03:31:43] - Spędźcie dobrze i miło czas na rozszyfrowaniu swoich intencji. A ja spróbuję coś wymyślić, na pewno coś wymyślę na następny tydzień, żebyście mieli znowu o czym kochani pomyśleć.
[03:32:05] - Mówił do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie jak zawsze zachęcamy gorąco do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. No i jak najbardziej zachęcamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja „Świat oczami duszy”. Śledźcie także profil pana Sławka na Facebooku. No i cóż. Dobranoc. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc. Do usłyszenia oczywiście za tydzień. Oczywiście na antenie Radia Paranormalium.
Oczywiście na żywo. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[03:33:19] - Pick it up, pick it up. Start again. You've got a second chance. You could go home, escape it all. It's just irrelevant. It's just medicine. It's just medicine. You could still be what you want to. What you said you were. When I met youYou've got a warm heart, you've got a beautiful brain But it's disintegrating from all the medicine From all the medicine From all the medicine, medicine You could still be what you want to be What you said you were When you met me You could still be what you want to What you said you were When I met you When you met me When I met you You It's just medicine You It's just medicine You It's just medicine La-da, la-da La-da-da La-da, la-da No, no Whoa Oh, no No You've got a warm heart, you've got a beautiful brain But it's disintegrating, oh From all the medicine From all the medicine From all the medicine