[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Poniedziałek, 8 czerwca roku pańskiego 2020. Przed chwilą minęła godzina 20:00, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy” w Radiu Paranormalium. Audycja o świadomości w całości na żywo. Z góry przepraszamy, jeżeli będą się gdzieś w tle odzywać jakieś onomatopeje pochodzenia psiego. Niestety u pana Sławka u sąsiadów coś się dzieje i piesek pana Sławka Bączkowskiego bardzo intensywnie informuje, że koło sąsiada kręci się jakiś intruz. Mam nadzieję, że do tego chóru nie dołączy w pewnym momencie kogut mojego sąsiada, bo wtedy audycja będzie mogła zmienić tytuł na „Zwierzyniec Online”. Miejmy nadzieję, że uda się w miarę sprawnie tę audycję dzisiaj przeprowadzić.
Bez atrakcji ze strony zwierząt, bez atrakcji ze strony aury. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:30] - Dobry wieczór, panie Marku. Dobry wieczór, kochani.
[01:34] - Właśnie teraz sobie przypomniałem, że zapomniałem włączyć nasz smartfon radiowy. Objawi się to takim oto dźwiękiem. Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można dzwonić na pewno w tej drugiej części, w której pan Sławek odnosi się do komentarzy z czata. Będzie wtedy otwarta linia telefoniczna, ale numery telefonów do Radia Paranormalium warto zapisać sobie już teraz. Nasze numery stacjonarne: 32 746 0008. Komórkowy: 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube.
Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Niecennego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Panie Sławku i piesku pana Sławka, oddaję wam głos.
[03:14] - Dziękuję panie Marku. Kochani, mam nadzieję, że nie macie zakłóceń na linii. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i sprawnie. Natomiast sytuacja mnie troszeczkę uziemiła. Jak wspomniał pan Marek, z duchowego, bardzo fajnego, przyjemnego nastroju zostałem przywrócony do ziemskich realiów. Spróbujmy mimo wszystko pociągnąć tę audycję. Ja w poprzedniej audycji, zupełnie chyba niechcący, na pewno poza swoją premedytacją, poruszyłem temat pieniędzy, materii i pomagania innym. Z tego, co zrozumiałem, przez niektórych słuchaczy zostało to dość dobitnie i nawet w międzyczasie wytłumaczone, że przedstawiłem to w nieprzychylnym świetle. Nawet pojawił się taki komentarz już po audycji, że jak to jest, że chęć pomagania innym bardzo często obraca się przeciwko nam. Postaram się na ten temat szerzej powiedzieć pod koniec audycji, bo to też będzie wynikało z kontekstu całej dzisiejszej audycji.
Myślę, że będzie wtedy prostsze do zrozumienia. Natomiast chciałbym was przeprosić, jeżeli zostaliście wprowadzeni przeze mnie w błąd, że ja na temat pozytywnych cech, takich altruistycznych, dobrych, mam złe mniemanie i jakbym próbował odwieść od robienia rzeczy dobrych. Nic z tych rzeczy. Ja w poprzedniej audycji miałem na myśli, że jest to w dalszym ciągu w naszej aktualnej rzeczywistości, po pierwsze niezbyt — chociaż już coraz bardziej popularne — podejście do życia, ale też z pewnością mało użyteczne dla nas. Często robiąc rzeczy dobre, fajne, miłe dla innychDostajemy właśnie za to po łapach, spotykają nas różne dziwne historie i raczej nie mamy z tego, oprócz własnej satysfakcji, często również wdzięczności innych osób. Nie mamy z tego żadnych wymiernych korzyści, które w świecie, w którym aktualnie jeszcze żyjemy, mają bardzo duże znaczenie i dużą wartość w społecznym odbiorze. I mimo że często nie jest to fajne, mimo wszystko coś nam mówi, żebyśmy tak robili. Mimo że gros osób mówi: „dbaj o siebie, dbaj o swój własny interes. Jeżeli ty o niego nie zadbasz, to nikt o to nie zadba”. Mimo że zostajemy często przekonywani do takich postaw raczej twardych, raczej użytkowych, mimo wszystko coś w środku nas mówi nam: „Nie, bądź dobry.
Bądź dobrym człowiekiem, bądź uczynnym, bądź uprzejmym, bądź miłym, bądź pomocnym, bądź sympatycznym”. I to coś, co nam to mówi, dla mnie oczywiście jest objawem naszej rozwijającej się świadomości. Budzącej się świadomości, która jednak mimo wszystko — to jest złe pojęcie — cały czas pokazuje nam drogę bardziej opartą na miłości, na szacunku, na wzajemnym zrozumieniu, na empatii, na współczuciu, na pomocy. Na początku, chcąc może troszeczkę znowu chaotycznie, bo nie ukrywam, że zawsze przed audycją staram się wyciszyć, wejść na te tory bardziej spokojne. Natomiast sytuacja, która się wydarzyła w moich okolicach zaraz przed audycją, troszeczkę mnie wybiła z tego stanu. Pewnie było to może trochę chaotyczne, ale mam nadzieję, że podczas komentarzy będę miał okazję jeszcze ten temat szerzej rozwinąć, jeżeli coś znowu tutaj pokręciłem. Kochani, o czym będzie dzisiejsza audycja? Dzisiejsza audycja będzie o tym samym co poprzednia. To znaczy będzie dalej o poznawaniu samego siebie. Ponieważ kiedyś w audycjach mówiłem wam: „Podrzućcie mi jakiś temat na następną audycję”.
Teraz już, jak zauważyliście, od jakiegoś czasu w ogóle o tym nie wspominam, ponieważ wiem, że i tak się pojawi coś, co temat następnej audycji podsunie mi samo. Duża w tym zasługa was, bo podsyłacie mi różne linki, różne filmiki, różne informacje. Bardzo wam za to dziękuję. I tak też wydarzyło się tym razem. Wczoraj czy w sobotę dostałem linka do półgodzinnego filmiku od jednej z naszych słuchaczek. Oczywiście w sobotę nie miałem czasu. W niedzielę rano to obejrzałem i cóż się okazało? Jak rzadko komentuję, napisałem komentarz, ponieważ film nagrała kobieta, która prowadzi swój własny kanał. Zajmuje się tym, jak się później zorientowałem, zawodowo, w każdym razie profesjonalnie. Napisałem jej taki komentarz, że w pół godziny opowiedziała o tym, o czym ja próbuję powiedzieć od 70 audycji w Radiu Paranormalium.
Imienia i nazwiska jej na tą chwilę nie będę podawał, ponieważ napisałem jej też maila z zaproszeniem jej do udziału w audycji. Nie dostałem jeszcze odpowiedzi, więc będę grzecznie i cierpliwie czekał, co ona na ten temat powie. Pewnie gdybym podał nazwisko, to być może dla wielu z was by się okazało, że doskonale ją znacie, w przeciwieństwie do mnie. Rzecz, która mi się bardzo przyjemna rzuciła w oko, to to, że mówiąc rzeczy, z którymi ja się w bardzo dużej mierze zgadzam, ma na przykład 300 000 odsłon. Czyli 300 000 osób. Nie, nie można tak jeden do jednego, bo być może ja to odpalałem dwa razy, więc powiedzmy, że tam kilkaset tysięcy osób jest zainteresowanych takimi tematami. To jest dla mnie bardzo fajna informacja. I oczywiście druga fajna informacja jest taka, że tak naprawdę w większości przypadków, jak słucham tych, moim zdaniem oczywiście, w moim odczuciu mądrych, poukładanych i sensownych wypowiedzi ludzi, to tak naprawdę wszyscy mówimy o tym samym. I tutaj przemiła pani mówiła właśnie o poziomach świadomościI dziwnym zbiegiem okoliczności znowu pojawiła się czwórka. I ta czwórka nam tutaj towarzyszy.
Cztery typy ludzi według Human Design, cztery kolory w kalendarzu Majów i tutaj też cztery poziomy świadomości, które pani poopisywała sobie w swój własny, wymyślony sposób. Natomiast od razu się zapaliła taka kontrolka, że jeżeli rozmawiamy o poznawaniu siebie, to warto, fajnie by było też poznać siebie pod kątem swojej własnej świadomości. To, przynajmniej dla mnie w momencie, kiedy szukałem pewnych odpowiedzi na swój temat, okazało się bardzo przydatne, bardzo uspakajające i dające mi dużo zrozumienia, dlaczego w taki, a nie w inny sposób reaguję, podchodzę, postępuję, działam, zachowuję się, dlaczego podejmuję takie, a nie inne decyzje. Więc może kontynuując tę serię audycji o poznawaniu samego siebie, przypomnę, bo rozmawialiśmy na ten temat, było to już we wcześniejszych audycjach przeze mnie poruszane, natomiast pozwolę sobie w dzisiejszej audycji o tym jeszcze raz wspomnieć. Zwłaszcza że tu bardzo przemiły komentarz pod poprzednią audycją się pojawił od naszego słuchacza, za który bardzo mu dziękuję, który poszukuje linków do poprzednich audycji, z których jak sam się przyznał, wyśmiewał to, o czym mówiłem, o czym rozmawialiśmy. A w tej chwili dochodząc, poznając samego siebie, zaczyna inaczej podchodzić do tego, o czym rozmawialiśmy 30, 20, 50 audycji wstecz. Więc jak widać, jest wiele powodów, żeby w tych audycjach wracać do poprzednich tematów. Mnie się wydawało, że wystarczy powiedzieć coś raz i później każdy, kto będzie chciał, to sobie znajdzie odpowiedni odcinek, wyłapie z pięciu godzin te 13 sekund i posłucha tego, czego poszukuje i posłucha tego, co go interesuje. Okazuje się, że tak to nie działa, że znowu mój huraoptymizm tutaj został w jakiś sposób zweryfikowany. Więc kochani, dzisiaj będzie o poziomach świadomości.
Natomiast zanim przejdę do tych poziomów świadomości, chciałbym wam podzielić się kolejnym przypadkiem, który pojawił się w moim wczorajszym życiu. Usłyszałem piosenkę śpiewaną przez Leszka Poniedzielskiego. Nie wiem, czy kojarzycie takiego gościa. Dla mnie to jest człowiek, który jest nie do podrobienia w żaden sposób. Jest niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Ja akurat taki typ ludzi, takie poczucie humoru i taki poziom przekazywania informacji bardzo lubię. I wczoraj słuchałem jego piosenki, w której on w swój specyficzny sposób porusza temat tego, co znamy bardzo dobrze. Takie oklepane powiedzenie: jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. I my oczywiście to powtarzamy często właśnie w ten sposób, budząc w sobie akceptację do tego, co nas w życiu spotyka. Budząc bądź próbując pogodzić się z jakąś sytuacją.
Skoro jak się nie ma tego, co się lubi, to trzeba polubić to, co się ma. Zresztą jest to hasło, które bardzo często też pojawia się w różnego rodzaju sferach duchowych, żeby nauczyć się cieszyć tym, co się ma. Pan Leszek w swoim refrenie powiedział kolejną wielką prawdę o nas, że jeżeli tak naprawdę nie mamy tego, czego bardzo pragniemy, to nie potrafimy się również cieszyć z tego, co mamy. Pomyślcie sobie kochani o tym, bo być może warto mimo wszystko dążyć do tego, czego się pragnie, bo tylko to, czego tak naprawdę pragniemy, daje nam pełne poczucie radości.To, co się dzieje gdzieś po drodze, te na pół gwizdka są takimi w pewnym sensie trochę ochłapami, które pozwalają nam przeżyć, natomiast nie pozwalają nam cieszyć się pełnią życia, pełnią radości, pełnią szczęścia. Jeżeli chodzi o te poziomy świadomości, to tak jak w tym filmiku się dopatrzyłem tych czterech, bo faktycznie pozostałe są już trochę mniej popularne albo praktycznie nieistniejące w tej chwili na Ziemi, bądź istniejące w ilościach poza statystycznych. Jeżeli powiem, jak to zostało nazwane przez panią, to być może gros z was domyśli się, o kim tutaj mówię. Nie chcę mówić jej słowami, bo chciałbym, żeby miała możliwość powiedzenia tego w swój własny sposób, ponieważ jest to jej pomysł, jej wizja, jej wyobrażenie i też jej włożona praca w to, więc nie chciałbym tutaj jej niczego odejmować ani umniejszać. Kochani, dlaczego poziomy świadomości mają tak duże znaczenie dla nas? Dlaczego ten temat w ramówce „Poznaj samego siebie” jest dla nas taki istotny? Ponieważ poziom świadomości, tak jak wielokroć powtarzałem, determinuje nasze zachowania.
Określa tak naprawdę sposób postrzegania wszystkiego, co się wokół nas dzieje. Podświadomość, czyli te programy są jednym z filtrów, według których oglądamy świat i wartościujemy rzeczy, które się wkoło nas dzieją. Natomiast w jakiś sposób możemy na skutek czynników zewnętrznych zmieniać. Natomiast świadomość i to jest niestety trochę poniekąd zła wiadomość, najczęściej, przynajmniej tak do tej pory było, nie zmieniała się przynajmniej w znaczącym stopniu w przeciągu ludzkiego życia. Zbieraliśmy doświadczenia, zbieraliśmy, doświadczyliśmy po to, żeby mieć o czym rozmyślać, będąc w świecie duchowym po naszej śmierci, żebyśmy mieli materiał do analizowania, do zastanawiania się, do przemyśleń, do wyciągania wniosków. Więc w ciągu ludzkiego życia najczęściej poziom świadomości, tej duchowej świadomości się nie zmienia. Owszem, jeżeli jesteśmy na granicy przejścia z jednego poziomu na drugi, to tak. Natomiast jeżeli ktoś w moim przekonaniu jest na poziomie takim, a nie innym, to on na tym poziomie zostanie. Teraz mamy takie dość dziwne czasy, kiedy ten wybuch, ta kumulacja, czynniki zewnętrzne, podnoszenie wibracji Ziemi i wszystkiego, co nas otacza, wywiera bardzo duży wpływ również na nasze zachowania, na nasze odczucia, na nasze zrozumienie. Tu już ten powolny proces uległ przyspieszeniu, więc teraz różne rzeczy mogą się wydarzyć i ten przeskok świadomości może nastąpić w zupełnie przyspieszonym, ekstremistycznym tempie.
Jeszcze jedna rzecz. Przepraszam, tak skaczę z tematu na temat, ale myślę, że z każdą następną minutą będę coraz bardziej ułożony i usystematyzowany. Pierwszą rzecz, którą dostrzegłem w oglądanym przez siebie wczoraj filmiku, był taki tekst: „Nie chodzi o wiedzę, tylko o transformację”. I mówię: „Aha, jesteśmy w dobrym miejscu”. Tak sobie pomyślałem: „Sławek, jesteśmy w dobrym miejscu”. Dlatego powtórzę jeszcze raz: nie chodzi o wiedzę, chodzi o transformację. W rozwoju świadomości nie chodzi o zdobywanie wiedzy, tylko o transformowanie, o zmiany. I chciałbym, żebyście to też, kochani, wzięli sobie do serca. Poziom świadomości taki pierwszy, który będę omawiał, czyli ten według tej naszej skali ziemskiejPierwszy. Okej, tak zostawmy.
Nie mówmy najniższy, najwyższy. Pierwszy, przez który każdy z nas, kochani, musiał przejść. To jest etap, na którym przede wszystkim nasza świadomość jest bardzo niska. Świadomość na przykład tego, że powiązania naszych intencji, naszych emocji, naszych zachowań z tym, co mamy w życiu, jest w zasadzie znikoma. Nie łączymy tego, że to my jesteśmy przyczyną wszystkiego, co nas w życiu spotyka. I dlatego na tym etapie rozwój duchowy dzieje się poza naszą świadomością. Dlatego też na tym poziomie szukamy winnych naokoło. Jeszcze nie nauczyliśmy się wiązać skutków z przyczynami. Dlatego szukamy winnych gdzieś na zewnątrz. Obwiniamy innych za jakość naszego życia i też najczęściej czujemy się w związku z tym w jakiś sposób pokrzywdzeni.
To powoduje znowu to, że jesteśmy pozbawieni chęci jakiegokolwiek planowania, ponieważ nie wierzymy w to, że mamy wpływ na nasze życie i koncentrujemy się tylko na reagowaniu. Nie na planowaniu, nie na wpływaniu na życie, tylko na reagowaniu. Jeżeli coś się dzieje w naszym życiu, najpierw pojawia się w nas żal, pretensje i szukanie winnych. Ten etap nazywam, nie tylko ja, dziecienną świadomością. Dziecinną, dziecięcą świadomością. Zupełnie jakby jesteśmy pozbawieni, w naszym przekonaniu, kontroli nad naszym życiem. Dlatego towarzyszy nam stres, lęk, poczucie zagubienia. I na tym etapie potrzebujemy przewodników, czyli osób od nas mądrzejszych w naszym wewnętrznym przekonaniu, które będą nam mówiły, decydowały, rozwiązywały problemy i też brały na siebie odpowiedzialność za nasze życie. My nie chcemy na tym etapie odpowiadać za swoje życie, ponieważ nie mamy świadomości tego, że mamy na nie jakikolwiek wpływ. Czy teraz, kiedy o tym mówię, kojarzą wam się w waszym otoczeniu takie osoby?
To są osoby, których nie przekonacie do tego, żeby w jakikolwiek sposób zaczęły wpływać na swoje życie. Mało tego, to są osoby, których w dzisiejszych czasach, kiedy tyle się mówi o przebudzaniu, o budzeniu, o różnych rzeczach, nie przebudzicie. Warto takie osoby wyłowić, rozpoznać we własnym kręgu, ponieważ te osoby na swoim etapie rozwoju świadomości nie podlegają żadnej transformacji. I dajcie sobie z tym spokój. Często czytając komentarze, rzucane posty, jakieś linki do audycji i tak dalej, zaglądając od czasu do czasu na jakieś dyskusje, które dotyczą tego, co ludzkość powinna w dzisiejszych czasach zrobić. To są również dyskusje polityczne. Na przykład w Polsce dotyczą tego, w dzisiejszych czasach, kto zostanie prezydentem, a kto nie. I oczywiście mnóstwo narzekania, jacy to ludzie są głupi, jacy są tępi, dlaczego oni dają sobie tak manipulować, wmawiać, wierzą w te wszystkie kłamstwa i tak dalej. Że tych ludzi trzeba obudzić, że tym ludziom trzeba pokazać prawdę, że tych ludzi trzeba uświadamiać. A ja wam mówię, kochani, dajcie sobie spokój.
Tych ludzi w 99% nie da się transformować, ponieważ oni są na etapie, kiedy nie chcą przejąć odpowiedzialności za swoje życie i muszą mieć w swoim życiu przewodników, mistrzów, guru duchowych, religijnych, politycznych, moralnych, zawodowych i tak dalej. Dlatego warto takie osoby w swoim otoczeniu znaleźć. Warto znaleźć. Najprawdopodobniej one są. Warto je rozpoznać po to, żeby dać im święty spokój. To jest oczywiście moja rada. Natomiast jeżeli ktoś ma żywą ochotę, żeby walczyć z wiatrakami, to oprócz tego, że jest toniemożliwe do zrobienia i zabronione z duchowego punktu widzenia wpływanie i zmuszanie drugiego człowieka do dokonywania zmian tylko dlatego, że my je uważamy za słuszne i za dobre, to jest to rzecz, na którą stracicie bardzo dużo czasu. Może nie stracicie, bo na pewno na samym końcu tego doświadczenia przekonacie się o tym, że to jest niemożliwe. Świadomość takich osób, żeby uległa zmianie, wymaga czasu. To jest przypadek świadomości.
Ten pierwszy. Tych ludzi jest mimo wszystko jeszcze bardzo dużo na świecie. W prostych realiach, w prostych przykładach to są ludzie, którzy na przykład żyją dniem dzisiejszym. Ale nie dlatego żyją dniem dzisiejszym, że są tak mocno uduchowieni i wierzą w to, że jutrzejszy dzień przyniesie coś nowego i po cóż planować. Lepiej się poddać życiu, nie walczyć z nim, tylko płynąć po prostu na fali życia. To jest poziom wysokiej duchowości, wysokiej świadomości. Natomiast u tych ludzi jest po prostu: „Dziś mam pieniądze, dzisiaj się zabawię, dzisiaj je wydam, a jutro się zobaczy”. Tak jak w tej opowieści, którą wam opowiadałem o przygodzie mojego kolegi w Afryce. Dzisiaj już żeśmy jedli, a jutro się zobaczy. Więc dajcie tym ludziom po prostu święty spokój.
To jest taka moja rada, moja sugestia. Tych ludzi jest całe mnóstwo. Tak naprawdę, jeżeli przyjrzycie się, tych ludzi jest całe mnóstwo. Również tutaj. Ja nie mówię o krajach, powiedzmy afrykańskich, azjatyckich, Ameryka Południowa, tam, gdzie jest ogólnie rzecz biorąc jakaś bieda, niski poziom życia. To jest dobry moment do przebywania tych świadomości w takich warunkach. Ponieważ one to w jakiś sposób akceptują i też w ten sposób zdobywają swoje doświadczenia i budują swoją świadomość. Natomiast również w Polsce, również w Europie takich świadomości jest jeszcze dość dużo. I drugim, następnym poziomem świadomości, jak już człowiek zaczyna wychodzić z tego swojego „Nic nie mogę, wszyscy są winni, wszyscy decydują o moim życiu, a ja mam tylko wszystko pretensje”, jest następna postawa, zupełnie antagonistyczna, czyli: „Ja mogę wszystko”. Czyli wszystko mi się należy, wszystko jest dla mnie, wszystkie dobra tego świata, zwłaszcza dobra materialne, zwłaszcza dobra emocjonalne, są moją własnością.
I tutaj już, w przeciwieństwie do tego poziomu pierwszego, są wyznaczane konkretne cele. Samochody, materia, władza, sława, sukces, domy, wyspy, jachty, konta w banku. To wszystko jest moim celem. To jest cel, który ja chcę osiągnąć. Problem tylko polega na tym, że te cele najczęściej przez takie osoby są osiągane w sposób tak zwany wysiłkowy. I tutaj bardzo mocno pracuje już podświadomość. Ciężka praca, poświęcenie, wysiłek, zaangażowanie, 24 godziny na dobę dążenia. Adrenalina, zmęczenie, adrenalina, zmęczenie, pobudzanie się kolejnymi sukcesami i zaswanie do przodu, i do przodu, i do przodu, i do przodu. Najczęściej pojęcie: poprzez ciężką pracę ludzie się bogacą. Aczkolwiek mechanizmy cwaniactwa, mechanizmy wyzysku drugiego człowieka, wykorzystywanie drugiego człowieka, robienie czegoś jego kosztem na tym etapie jest bardzo dopuszczalne.
I to jest etap, w którym to nasze ziemskie tak zwane ego i etap, na którym nasza podświadomość po prostu odgrywa decydującą rolę. Na tym poziomie światy duchowe, światy energetyczne nie istnieją, chyba że są sposobem na przykład na zarobienie pieniędzy. Jeżeli dałoby się na duchowości osiągnąć sukces bądź dojść do dużych pieniędzy, to czemuż nie? Nauczę się również duchowości. To nie ma znaczenia. Tylko że duchowość nie jest celem, tylko staje się narzędziem. I to jest ten etap świadomości, który jest tak bardzoPowszechny i tak bardzo stawiany w dalszym ciągu na piedestałach, na pomnikach. To jest postawa, która budzi największe pożądanie. I na tym etapie, to jest etap, o którym marzą ludzie z poprzedniego poziomu rozwoju świadomości. Czyli wszyscy za mnie decydują, nic nie mam, reaguję, nic nie planuję, nie mam żadnych celów, tylko żeby przeżyć kolejny dzień.
I ich idolami są ludzie, którzy wow, którzy mogą wszystko, którzy osiągają sukcesy, którzy są przebojowi, którzy są waleczni, którzy są skuteczni, którzy pięknie manipulują różnymi rzeczami, faktami, potrafią się ustawić, potrafią się zakręcić, potrafią coś zorganizować i potrafią osiągnąć sukces. Sukces, który najbardziej jest widoczny w sferze materialnej i w sferze władzy. A ponieważ to ze sobą jest mocno związane już od bardzo dawna, z tym, że tak jak mówiłem kiedyś, władza dawała pieniądze, bo król miał podatki i coś. Teraz pieniądze dają władzę, a później wracają znowu w formie pieniędzy. Natomiast bardzo często władza jest celem samym w sobie. Władza, możliwość zarządzania innymi ludźmi, decydowania za nich, decydowania o nich, wpływania na ich życie jest celem dla takich osób, celem samym w sobie. Bo często ci, którzy mają duże pieniądze, nie pchają się do władzy, ponieważ dla nich celem są pieniądze i koncentrują się na zarabianiu pieniędzy, na osiąganiu majątków i wcale niekoniecznie zależy im na władzy. Często, zwłaszcza w krajach wyżej rozwiniętych, jest to związane z tym, że jeżeli dorwiesz się do władzy, to masz układy, kontakty i w związku z tym potrafisz się w życiu ustawić i mieć też lepszą sytuację materialną. Gro ludzi myśli, że to tak działa. Natomiast w bardzo wielu przypadkach władza jest celem samym w sobie.
Bycie kimś ponad innymi. To mnie wyróżnia. Jestem ponad innymi, wyróżniam się z tłumu. To jest zaspokojenie moich celów, pragnień i ideałów. I tak jak powiedziałem, idolami dla ludzi z pierwszego poziomu są ludzie z drugiego poziomu. I ten etap jest fajny, ponieważ jest związany bardzo często z różnego rodzaju atrakcjami, ze wszystkim tym, co życie na ziemi w sposób pozytywny nam się kojarzy. Z luksusami, z przyjemnościami, z korzyściami na wszelkich możliwych płaszczyznach. I to jest bardzo przyjemny ziemski etap naszego pobytu. A ten drugi etap ja nazywam etapem młodym. Młodym, walecznych bohaterów, którzy po prostu w imię swoich ideałów będą pracować po 27 godzin na dobę, jakby się dało, albo i po 36 po to, żeby osiągnąć założony przez siebie cel.
Czyli tym celem jest sukces bądź władza, w zależności od tego, na jakim doświadczeniu tym razem postanowił się w swoim życiu skoncentrować. Następnym etapem jest, kiedy już nam się to znudzi, kiedy już nam się to opatrzy, kiedy już nam się to przeje i kiedy dojdziemy do wniosku, że już to wszystko żeśmy mieli, spróbowali, posiadali i cały czas była jakaś pustka, zaczynamy poszukiwać innych wartości. Zaczynamy szukać tych brakujących puzzelków do tego obrazka szczęścia. Czyli byliśmy już na pierwszym etapie, żyliśmy z dnia na dzień, nie biorąc żadnej odpowiedzialności za swoje życie, tylko po prostu reagując, tocząc je i obwiniając wszystkich za swoje szczęścia bądź nieszczęścia, uzależniając swoje szczęścia od innych. Byliśmy już wszystkim, co na ziemi jest możliwe. Osiągnęliśmy już wszelkie możliwe zaszczyty, awanse, majątki, sławę, władzę i co tylko możliwe. I cały czas czegoś brakuje. Cały czas czegoś nam brakuje do tego, żeby ten obrazek szczęścia wyprodukować. I na tym etapie zaczynają się pojawiać zupełnie inne zapotrzebowania. Tu już się pojawia świadomość istnienia czegoś więcej niż tylko nasz umysł i ciało fizyczne i ewentualnie emocji.Tu już się zaczyna wyłaniać świadomość posiadania świadomości, czegoś więcej niż do tej pory myśleliśmy.
Tutaj się zaczyna pojawiać zrozumienie związku pomiędzy swoim działaniem a skutkami, jakie to działanie przynosi. Pomiędzy naszymi intencjami, programami, emocjami a tym, co nas w życiu spotyka. I tu też, na tym etapie, zaczyna się pojawiać myślenie o innych. Najprawdopodobniej wszyscy ci, którzy chcą budzić innych, są właśnie na tym etapie, kiedy mówią: „Słuchaj, to jest złe. Tu trzeba myśleć o sprawiedliwości. Tu trzeba tego, tu trzeba tamtego”. To są właśnie symptomy poziomu trzeciego. Tu zaczyna się też zrozumienie, że zmiana świata mojego wewnętrznego zmieni mój świat zewnętrzny. Na pierwszym etapie nie było w ogóle żadnej świadomości, żadnego powiązania, żadnego zrozumienia przyczynowo-skutkowego. Świat zewnętrzny wywierał na nas wpływ i kształtował naszą osobowość.
Na drugim etapie to my kształtowaliśmy świat zewnętrzny, ale w sposób wysiłkowy, umysłowy, fizyczny. Na trzecim etapie zaczyna się pojawiać coś takiego, że mój świat zewnętrzny jest obrazem mojego świata wewnętrznego. Jeżeli mam dokonać jakichś zmian, to muszę ich dokonać najpierw w sobie, żeby w jakiś sposób zmodyfikować mój świat, który mnie otacza. Żeby zmieniło się moje życie, muszę dokonać zmian w samym sobie. I tu zaczyna się praca, bo jeszcze na tym etapie jest to często praca. To słowo, którego ja nie lubię. To słowo, którego staram się nie używać. Praca z przekonaniami, poglądami, emocjami. Tu jeszcze nas trzyma nasze ziemskie ego, czyli przekonanie, że tylko pracą możemy dokonać jakichś zmian. Tu już mamy świadomość tego, natomiast to jest jeszcze świadomość niesformułowana, teoretyczna.
Warto o tym sobie wiedzieć, że wiemy, natomiast jeszcze nie dokonaliśmy transformacji i próbujemy to zrobić znanymi sobie metodami, czyli poprzez pracę, wysiłek, dążenie, narzędzia, z których korzystaliśmy do tej pory. Następnym etapem, do którego chciałbym was zachęcić, chociaż z pewnością być może część z was już właśnie na tym etapie zagościła, to jest etap, w którym nasza świadomość jest już narzędziem samym w sobie. Kiedy ten związek przyczynowo-skutkowy jest już nie tylko na poziomie mentalnym, ale również na poziomie emocjonalnym. Czyli przestajemy emocjonalnie reagować na rzeczy, które spotykają nas w życiu. Jesteśmy świadomi tego, że ludzie z poziomu pierwszego są i będą. Między innymi po to, żeby ludzie z poziomu trzeciego mogli się kimś opiekować, walczyć o ich prawa, służyć im pomocą, trenować swoją empatię i współodczuwanie, wsparcie i tak dalej. Uszlachetniać samych siebie, pomagając innym. Gdyby nie było innych, którym można pomóc, nie mielibyśmy komu pomagać, więc osoby z poziomu trzeciego nie miałyby na czym się uczyć. Ludzie z poziomu drugiego są potrzebni po to, żeby ludzie z poziomu pierwszego mieli swoich idoli, za którymi, jak za swoim mistrzem, guru, władcą, panem, królem, pasterzem, będą szli. To wszystko jest ze sobą powiązane i bardzo wyśmienicie, cudownie ze sobą współpracuje.
To jest poziom, w którym intuicja podpowiada nam, że jedynym ograniczeniem, które nas dotyczy, jesteśmy my sami. To jest też poziom, w którym rzeczy dzieją się tak naprawdę same.A my jesteśmy w pewnym sensie obserwatorami, ale też uczestnikami, którzy nie reagują w sposób emocjonalny na każdą rzecz, nawet przeciwność, która nas czasami z naszego punktu widzenia spotyka. Jest to bardzo fajny etap. Nie ukrywam, że jeszcze dość trudny do utrzymania w 100%. To mogę wam powiedzieć z własnego doświadczenia. Natomiast to jest bardzo fajny etap, kiedy coś, co was spotyka, mówicie: „Okej, poczekam. Zobaczymy, co z tego wyniknie”. Nie podchodzę emocjonalnie do tego, co się wydarzyło w danej chwili, tylko czekam, co z tego wyniknie dalej. To, o czym wam mówiłem. Czasami coś, co w pierwszej chwili wydaje nam się przykre, z czasem okazuje się dla nas bardzo pożyteczne.
Ponieważ w poprzedniej audycji pan Wojtek mówił o tym, że jednak te przykłady, które podaję z własnego życia, w jakiś sposób do was przemawiają. Więc ja sytuacji, w których robiłem rzeczy niemożliwe miałem w sumie kilka. Kilkanaście, może kilkadziesiąt, w mniejszym bądź większym stopniu. Kiedy ludzie później opowiadali mi, że zakładali, że nie ma szans się zakończyć jakimkolwiek powodzeniem. Wchodząc w swoje dorosłe życie, będąc już nawet nastolatkiem, robiłem różne dziwne rzeczy. Podejmowałem się rzeczy, których inni się nie chcieli podjąć, ponieważ oni kalkulowali swoje szanse. Ja mówiłem: „Okej, jeżeli jest tylko jakiś sposób, żeby to zrobić, to na pewno się znajdzie”. Zresztą tak samo było, pan Marek jest świadkiem, z audycjami w Radiu Paranormalium. Ja nie kalkulowałem. Pan Marek zaproponował dwa terminy.
Ja mówię: „Może poniedziałek, 20:00-20:00”. Nie zastanawiałem się zupełnie nad tym, o czym będę w tych audycjach mówił, o czym te audycje będą, jak to wszystko się rozwinie i tak dalej. Po prostu hurraoptymistycznie: „Okej, róbmy”. To była jedna z takich moich, że tak powiem, pierwszych dziwnych sukcesów, które zarejestrowałem w swoim życiu. Miałem pewnie z 16, 17 lat, kiedy przejąłem drużynę harcerską po swoim koledze i były takie turnieje drużyn z całego hufca. Tych drużyn tam było kilkanaście czy kilkadziesiąt. Myśmy, że tak powiem, nie mieli szans na to, żeby zająć jakieś czołowe miejsca, ponieważ byliśmy skazani na straty. I okazało się, że podjąłem się tego wyzwania. Nikt w to nie wierzył. Nikt, łącznie z moimi harcerzami.
I okazało się, że zajęliśmy drugie miejsce. Nikt nie wie do dzisiaj, jak się to stało. To był taki mój pierwszy wow. Wszyscy przychodzili, mi gratulowali i mówili: „Sławek, super! A jak ty to zrobiłeś?” Ja mówię: „Nie wiem”. Po prostu bardzo pragnąłem dać tym dzieciakom takiego kopa emocjonalnego, że jednak można osiągać sukcesy, mimo że wszyscy cię skazali na porażkę. I tych sytuacji, w których na przykład moja pani od matematyki, pani profesor od matematyki do dzisiaj najprawdopodobniej, gdyby mnie teraz słyszała, zastanawia się, jak ja zdałem maturę z matematyki. Sama mi oficjalnie powiedziała. Miałem taką przygodę w życiu, że chciałem być krytykiem filmowym, więc w czwartej klasie technikum postanowiłem obejrzeć wszystkie filmy, które w kinach w Warszawie się pojawiły. A że seanse niektóre zaczynały się już o godzinie 10:00 w tych kinach niszowych, więc domyślacie się, że to raczej kolidowało trochę z nauką.
Tak, miałem taką przygodę. Ponieważ chodziłem do takiego technikum, gdzie za każdą nieobecność na danym przedmiocie, takich przedmiotów było dwa, jeżeli się tylko nie było na lekcji, dostawało się dwóję. Więc ja miałem takie pół roku. Później pomysł bycia krytykiem filmowym został odrzucony i wróciłem do swojego wykonywanego. Postanowiłem dokończyć edukację w swoim zawodzie, który zapragnąłem wtedy mieć. Natomiast moja dziura w nauce była jużTak duża, że pani profesor w piątej klasie powiedziała: „Nie masz szans, żebyś to nadrobił do matury”. A jeszcze dodam wam, że chodzi o mnie. Z klasy zazwyczaj zdawało dwie, trzy osoby. Mocne aspiracje rywalizowania z dwoma takimi technikami z górnej półki, że tak sobie wymyślili. Ktoś tam miał jakiś plan na to.
Z naszej klasy maturę pisemną zdało pięć osób. Pisemną. Byliśmy w ogóle rocznikowo jakimś ewenementem i w tej piątce byłem ja. Pani profesor postawiła mi warunek: albo odpuścisz sobie podejście do matury, albo dostaniesz ode mnie dwóję, żeby mieć rok na przygotowanie się i nadrobienie tego materiału, który sobie odpuściłeś. Ja mówię: „Nie, takiej opcji nie ma. Ja chcę pisać maturę w tym roku i mieć przynajmniej trójkę, żeby do tej matury móc przystąpić”. Chodziłem za nią, mędziłem, upierałem się, pisałem jakieś egzaminy i w końcu ona się poddała. Powiedziała: „Okej, Sławek, ja cię dopuszczę do tej matury za ten twój głupi upór. Natomiast wiesz, że ja będę w komisji i zrobię wszystko, żeby ci udowodnić, że miałam rację”. Byłem skazany na pożarcie z automatu.
Ja powiedziałem, że nie. I słuchajcie, ja tę maturę z matematyki zdałem. Pani profesor po maturze przyszła do mnie i powiedziała: „Sławek, nie wiem, jak to zrobiłeś i uwierz mi, że bardzo chciałam znaleźć powód, żeby cię uwalić, ale nie było to czego? Nie było powodu”. Więc mówi: „Wiem, że nie ściągałeś. Nie wiem, co się wydarzyło, jaki cud, ale nie miałam jak cię na tej maturze uwalić”. To był następny etap robienia rzeczy, które były w zasadzie niemożliwe. Robienie jakichś wyjazdów dla stu paru osób, gdzie przyjeżdżali później ludzie, robili zdjęcia, bo będąc wcześniej w tym samym miejscu twierdzili, że tam nie ma prawa, nie ma jak zmieścić 20 namiotów czy czegoś takiego. Sytuacji, kiedy tworzyłem jakiś zespół bliskopolowy, kiedy tworzyłem programy do monitoringu wizyjnego i tak dalej. Tych sytuacji, kiedy podejmowałem się rzeczy niemożliwych, nic nie kalkulując, miałem w swoim życiu bardzo dużo.
I dlatego uważam, że ten etap, o którym wam mówię, jest bardzo przyjemny. Mówię o nim i też z jakimś tam lekkim troszeczkę pewnie zaangażowaniem emocjonalnym o tym wam opowiadam, ponieważ chciałbym was też przekonać do tego, że warto na ten etap zmierzać, że warto w tym kierunku iść i że warto do tego w pewnym sensie dążyć. Jeżeli spotykamy się tutaj na audycjach i rozmawiamy na te tematy, to znaczy, że jest, kochani, w was taka potrzeba, żeby tę świadomość rozwijać świadomie. To znaczy, że jest już czas na to, żeby na ten następny etap przechodzić. Siedzi w was w środku potrzeba, żeby na tym etapie się znaleźć. Dzisiaj rozmawiałem z kolegą i to jest właśnie ten moment, w którym powiem o tym, o czym obiecałem. Dlaczego często robiąc coś dla innych ludzi, dostajemy po łapach? Na czwartym etapie, zresztą na trzecim już też, połączenie, zrozumienie własnych intencji daje możliwość uniknięcia popełniania po raz kolejny tych samych błędów. Dzisiaj z kolegą rozmawiałem o sprawach zawodowych. On się zastanawiał nad jakimś nowym biznesem, nad jakimś czymś, żeby coś w swoim życiu zmienić.
I ja, znając go trochę, mówiłem: „Słuchaj, jeżeli chcesz coś w życiu zmienić, to zmień przynajmniej na to, co sprawi ci przyjemność. Zastanów się nad tym, co ci tak naprawdę w sercu gra, co da ci przyjemność, co sprawi ci radość. Ponieważ i tak dokonujesz zmian, więc czemu nie zmienić tego na coś, co będzie dla ciebie radośniejsze?” I zaczęliśmy rozmawiać na ten temat. Ja właśnie wspomniałem mu, być może dzisiaj nawet z nami jest, to go serdecznie pozdrawiam. Ja wspomniałem właśnie coś na temat intencji. Często to, czemu przypisujemy pozytywne cechy, jest wynikiem naszych negatywnych intencji. Umiejętność powiązania tych dwóch rzeczy pozwala nam zrozumieć motywy swojego własnego działania oraz przypisać do tego konkretne skutki, które w naszym życiu się dzieją.Często robimy coś, do czegoś dążymy, co nam się wydaje rzeczą bardzo pożyteczną. Często mówimy, że robimy coś dla rodziny, dla dzieci. Przypisujemy do tego bardzo pozytywne intencje, bardzo pozytywne cechy. Natomiast często przyczyna takiego działania jest taka, że próbujemy udowodnić samemu sobie, wykorzystując do tego ludzi.
Może nie wykorzystując, tylko na ich płaszczyźnie, pokazując, dbając o nich, zapewniając im coś, że jesteśmy coś warci. Często taka gonitwa wynika z naszej bardzo niskiej samooceny i z chęci udowodnienia, że jesteśmy coś warci. I teraz zaczyna wracać to, o czym rozmawialiśmy w audycjach o miłości: że jeżeli dostajemy klapsa po to, żeby pokazać, żeby zrozumieć, dostać informację, że nie tędy droga. Bo jeżeli mamy niską samoocenę i robimy coś, żeby sobie udowodnić, że jesteśmy coś warci, to znaczy, że nie kochamy samych siebie, więc w żaden sposób nie możemy szczerze pokochać innych. Więc nasze intencje wobec nich nie są takie szczere, jak my przypisujemy im wartości w naszym umyśle, w naszej świadomości. Poziom trzeci i czwarty już pozwala poprzez poziom świadomości, poprzez poznawanie samego siebie te dwie rzeczy ze sobą połączyć. Uwierzcie mi, że zrozumienie tego może wywrócić wasze życie do góry nogami. Oczywiście w sposób pozytywny. Dlatego między innymi poziom czwarty jest tak fajny i tak atrakcyjny. Ponieważ pewne rzeczy łączą się ze sobą same, ponieważ świadomość poprzez intuicję podpowiada nam bardzo szybko, potrafi połączyć ze sobą pewne rzeczy, które działy się na przestrzeni tygodni, miesięcy, czasami lat.
Jeżeli potrzebujemy coś zrozumieć, natychmiast nasza świadomość, nasza dusza poprzez naszą intuicję przypomina nam historię sprzed tygodnia, miesiąca, trzech, czterech lat, pięciu, siedmiu, dwunastu. Jeżeli tylko damy sobie czas, pozwolimy naszej intuicji spokojnie płynąć. Jeżeli nie będziemy angażowali w to naszych emocji i w sposób umysłowy, mentalny nie próbowali tego kontrolować. W tym momencie rzeczy łączą się same w jedną całość, ponieważ to wszystko, co przeżyliśmy, jest w nas zapisane, a tylko my sobie bardzo często nie pozwalamy na to, żeby sobie to przypomnieć. Mało tego, często ukrywamy, chowamy, przysypujemy innymi rzeczami, żeby tylko o tym nie pamiętać, ponieważ często są to rzeczy, które były bolesne i często nasza niska samoocena wynika z bzdetu, z pierdoły, z zdania wyrwanego często z kontekstu, które ktoś kiedyś w naszym dzieciństwie powiedział, a później staje się takim motorem napędowym do naszego działania. Później zaczynamy przypisywać do tego pozytywne aspekty, że my to z troski, z miłości, z opieki i tak dalej. Dlatego jeżeli pojawiają się w waszym życiu sytuacje, w których w waszym przekonaniu zrobiliście dobrze, chcieliście dobrze, a z jakiegoś powodu obróciło się to przeciwko wam, to spróbujcie zrozumieć swoje własne, prawdziwe intencje. Zostawcie to intuicji. Spróbujcie nie podchodzić do tego emocjonalnie. Pozwólcie intuicji zadziałać i zobaczcie, co wam podpowie.
Tylko nie brądźcie się. Problem z przejściem pomiędzy taką przepychanką pomiędzy trzecim a czwartym poziomem polega na tym, że bardzo często wracają do nas sprawy podświadomościowe. To nasze ego zaczyna się budzić. W momencie, kiedy zaczynamy się do czegoś dogrzebywać, to nas z powrotem cofa. Czwarty poziom charakteryzuje się tym, że nie mamy problemów z samooceną. To jest taki test. Nie wiem, czy opowiadałem wam tę historię. Pewnie opowiadałem. Opowiadam ją dość często swoim różnym znajomym, z którymi rozmawiam na temat samooceny. Będąc u swoich znajomych w Chorwacji, coś im tam robiącZazwyczaj robię tak, że jeżeli na coś się godzę, to staram się to doprowadzić do końca w sposób uzgodniony i w uzgodnionym czasie.
Z jakichś przyczyn rzeczy, którą obiecałem, miałem opóźnienie. Miało być wieczorem, zostało zrobione rano. I Jola, czyli żona mojego kolegi mówi: „To Sławek jednak też popełnia błędy” czy coś w tym stylu. Ja mówię: „Jolu, to, że ja nie jestem doskonały, to wiem już od dawna. Wystarcza mi to, że jestem zajebisty”. Jeżeli przyznajecie sobie prawo do popełniania błędów, jeżeli popełniane błędy przyjmujecie na zasadzie, jako coś, co jest czymś normalnym w życiu, to jest to znak, że po pierwsze wasza samoocena jest już na tyle w porządku, że nie powoduje to w was frustracji. I to też świadczy o tym, że wasza świadomość jest już na takim poziomie, żeby spokojnie móc wkroczyć sobie na poziom czwarty. Mówię o tym, ponieważ chciałbym, żebyście poznali samych siebie. Dlatego podaję wam takie tutaj sposoby, możliwości, jak można się o tym w miarę prosty i spokojny sposób przekonać. Oczywiście jak zwykle się rozgadałem, kochani.
Chociaż zastanawiałem się, czy nie zrobię tego w 15 minut. Nie mam takiego talentu jak pani, która mam nadzieję, że zagości w naszej audycji i opowie o tym samym w 10 minut. Taki mam urok. Wiem, że niektórzy by chcieli dostać informację w pigułce albo najlepiej w tabletce, którą można przyjąć wieczorem i rano obudzić się już, powiedzmy, na 17. poziomie rozwoju świadomości. Z tego, co mi wiadomo, do tej pory jeszcze takiego mechanizmu się nie udało stworzyć ani wyprodukować. Oczywiście ja mam jakieś swoje pomysły, które będę powolutku, w miarę swoich możliwości próbował testować i sprawdzać. Kochani, żeby już nie przedłużać tej części oficjalnej, pomyślcie sobie o sobie. Rozejrzyjcie się wkoło siebie. Popatrzcie w jakim otoczeniu, w jakich kręgach, wśród jakich ludzi przebywacie aktualnie.
Bo to też jest bardzo ważna informacja o tym, jakie są nasze prawdziwe intencje. Tylko robiąc tą analizę, nazwijmy to analizą. Nie nazywajmy tego w żaden sposób oceną. Analizując swoje otoczenie, pamiętajcie, że wszyscy jesteśmy częścią całości. Chociaż wydawałoby się, że to silnik ma większą władzę nad kołami, ponieważ to on wprawia koła w ruch i w związku z tym cały samochód, to sam silnik bez kół produkowałby zamiast ruchu jakąś tam ilość spalin i hałasu. Samochód bez kierowcy, kierowca bez samochodu. Jesteśmy, kochani, wszyscy jakimś wycinkiem jednej wielkiej całości, gdzie istnienie każdego z tych elementów jest ważne dla istnienia drugiego elementu. Jeżeli nie byłoby ludzi na poziomie pierwszym, ludzie z poziomu drugiego nie mieliby kogo wykorzystywać, w kim mieć swoich poddanych i w związku z tym nie rozwijaliby swojej władzy, doświadczania władzy, gdyby nie mieli poddanych, gdyby nie mieli kim władać. Ludzie z poziomu trzeciego nie mieliby możliwości trenowania swojej empatii, gdyby nie było osób pokrzywdzonych, nieszczęśliwych, wymagających pomocy. Ludzie z poziomu też drugiego nie mieliby możliwości dostania alternatywy, że można żyć inaczej.Ponieważ zagonieni, zagmatwani, pogubieni w tym całym pędzie życia, dążeniu do wiecznych sukcesów nie mieliby możliwości dowiedzenia się, że życie może wyglądać trochę inaczej.
Wszyscy jesteśmy sobie nawzajem potrzebni i wszyscy albo już przeszliśmy, albo kiedyś przejdziemy przez wszystkie z tych etapów. Inaczej się po prostu nie da. Można ciutkę szybciej, można trochę wolniej, ale każdy z tych etapów przynajmniej trzeba w jakiś sposób liznąć, zrozumieć, zaakceptować, żeby móc pójść dalej. Także to, co powiedziałem dzisiaj, niech będzie materiałem do analizy, a nie do oceniania. Tego wam, kochani, życzę. Z całego serca dziękuję za cierpliwość w wysłuchiwaniu mojego dzisiejszego, już przydługiego wywodu. Mam nadzieję, że w drugiej części audycji zadzwonicie do mnie podzielić się jakimiś spostrzeżeniami na temat tego, co powiedziałem. Za tą oficjalną część bardzo wam kochani dziękuję. Jestem przekonany, że pan Marek coś fajnego na dzisiejszy wieczór nam przygotował, więc poprosiłbym pana Marka o puszczenie jakiejś muzyczki, a my sobie zrobimy malutką przerwę na łyka napoju, na kawę, jak ktoś lubi na noc napój albo na przykład na coś innego. Jak tam, panie Marku?
Pan Marek właśnie chyba uprzedził to, o czym mówiłem. Chyba poszedł właśnie załatwić jedną z ważnych dla niego spraw. Także kochani, żeby jeszcze ten czas jakoś wam zająć, zapraszam do dzwonienia, bo jednak te telefony wprowadzają sporo ożywienia. Poza tym ja też się dowiaduję od was, co wy na ten temat myślicie. Wracając jeszcze do początku audycji, to, o czym mówiłem na temat tego niby niepopierania przeze mnie tych postaw pozytywnych, dobrych, fajnych, wynikających z miłości, takich szlachetnych, to już teraz mam nadzieję, że po tej audycji zrozumiecie bardziej, co miałem na myśli. Ponieważ bez zrozumienia swoich własnych intencji ciężko jest tak naprawdę obiektywnie określić, czy nasza postawa, ta, którą my nazywamy szlachetną, altruistyczną, pozytywną, faktycznie taką jest, bo być może wynika zupełnie z innych pobudek. Warto się nad tym zastanowić. Zwłaszcza, tak jak powiedziałem, jeżeli dostajemy od życia jakieś klapsy, to potraktujcie to, jak mówiłem: „Nie ma nieszczęścia, nie ma przypadku, jest tylko informacja zwrotna” w formie informacji zwrotnej. I zostawcie sobie czas, żeby się ta informacja w jakiś sposób bardziej skrystalizowała. Ponieważ pan Marek już jest, to ja bym poprosił, panie Marku o malutką chwilunię przerwy i za chwileczkę wrócimy do czytania komentarzy.
[01:17:19] - Robimy krótki przerywnik muzyczny. Coś tutaj ładnego wyszukałem w swoich zasobach muzycznych. Tak więc za jakieś pięć minut powracamy do audycji „Świat oczami duszy”, a państwa już teraz oczywiście zachęcamy do przygotowania sobie telefonów, bo liczymy, że ktoś zadzwoni w drugiej części audycji. I także zachęcamy do komentowania cały czas na naszych czatach na www.paranormalium.pl oraz na YouTube. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Do usłyszenia gdzieś tak za jakieś pięć minut.
[01:19:11] - You've got a warm heart. You've got a beautiful brain. But it's disintegrating from all the medicine. From all the medicine. From all the medicine in medicine. You can still be what you want to be. What you said you were when you met me. You can still be what you want to. What you said you were when I met you. When you met me.
When I met you. You. You. It's just medicine. You. It's just medicine. You. It's just medicine. La, la, la, la. La, la, la.
La, la, la, la, la. No, no. Whoa. Oh, no. No. You've got a warm heart. You've got a beautiful brain. But it's disintegrating. Oh. From all the medicine in.
From all the medicine. From all the medicine.
[01:21:55] - Archiwum Radia Paranormalium. Pełne archiwum audycji najbardziej paranormalnego radia w polskim internecie. Dziesiątki gigabajtów wciągających paranormalnych mp3 czekają na Ciebie. Słuchaj zawsze i wszędzie, o każdej porze dnia i nocy. Dziel się nagraniami ze swoimi znajomymi i pokaż im prawdę, o której boją się nawet pomyśleć. Archiwum audycji Radia Paranormalium. www.paranormalium.pl. Koniecznie również sprawdź naszą oficjalną aplikację na Androida i Windows Phone. Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo.
Zaprasza Sławomir Bączkowski. No i wracamy do audycji Świat oczami duszy. Mamy poniedziałek, 8 czerwca roku pańskiego 2020. Przechodzimy do drugiej części audycji, w której pan Sławek będzie się odnosił do komentarzy z czatów i w której będziemy także liczyć na to, że ktoś do nas zadzwoni i porozmawia z nami na antenie oczywiście. Zanim przypomnę kontakty, tylko tutaj odpowiem na pytania dotyczące tytułu utworu, który przed chwilą na naszej antenie poleciał. Otóż jest to utwór z repertuaru projektu Daughter. Utwór zatytułowany Medicine w wykonaniu Mike'a Blissa. Tutaj oczywiście na czacie też przekazałem dokładnie kto to wykonuje i co to jest za utwór. Widzę, że muzyka emitowana w przerywnikach się państwu podoba. Bardzo mnie to cieszy.
Myślę, że pana Sławka również. Podeślę też panu Sławkowi, bo pewnie pan jest ciekawy co to za kawałek? Co to takiego zachwyciło naszych słuchaczy? Co to ja miałem zrobić? Miałem kontakty podać. Nasze numery telefonów to oczywiście stacjonarne 32 746 00 08, 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można już teraz dzwonić. Linia telefoniczna jest otwarta. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02.
Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:25:17] - Dobrze. Dziękuję, panie Marku. Przyłączam się oczywiście do prośby i do zachęty do dzwonienia. A póki tutaj nikt nie dzwoni, to oczywiście biorę się za czytanie komentarzy. Na początku seria przywitań, co mnie bardzo cieszy, bo pojawiają się nowe osoby. Mam czas. Iwona Grabowska, Tomasz Lasek, Adam Czajewski, Mister Metal Detector, Bartłomiej Beres, Peter, Indicom XY. Także kochani, witam was bardzo serdecznie. Cieszę się, bo kilka postaci jest zupełnie nowych, co podwójnie mnie bardzo cieszy. I cóż tu się dalej dzieje?
Szymon pisze: „Pan Sławek król.” Oczywiście się uśmiałem i odbieram to w takim kontekście, że to, co robię, ma jakiś sens. Natomiast gwarantuję wam, że nie robię tego dlatego, by mieć jakąkolwiek władzę ani zostać kimkolwiek królem. Zwłaszcza że mam świadomość tego, że bardzo mnie cieszą komentarze takie, jak zacytowałem na początku dzisiaj audycji, kiedy dowiaduję się od was, że informacje, które staram się wam w jakiś sposób taki najprostszy dla mnie przekazać, coś, że tak powiem, zmieniają w waszym życiu. To jest dla mnie najcenniejsza informacja. Bo w zasadzie oprócz moich prywatnych aspektów, bo o to też czasami są pytania, moim podstawowym prywatnym aspektem i korzyścią i wartością dodaną jest to, że jak przychodzi poniedziałek i przychodzi niedziela przed poniedziałkiem, kiedy ja staram się nadrobić wszelkie zaległości związane z odpowiadaniem na komentarze, na maile, wykonywaniem różnego rodzaju telefonów, rozmów ze słuchaczami i wszystkimi osobami, z którymi dzięki audycjom i dzięki temu, czym się zajmuję, miałem przyjemność się poznać. To jest ten moment, kiedy powstaje taki naturalny dla mnie już hamulec bezpieczeństwa, kiedy zwalniam. Kiedy się nie daję wciągać w ten wir codzienności, pracy zawodowej i paru innych rzeczy. Więc dla mnie tą korzyścią osobistą jest właśnie to, że mam powód do tego, żeby troszeczkę przejść do troszeczkę innego świata. Aczkolwiek nie ukrywam i ci, którzy mnie znają, wiedzą, że ten świat i moja świadomość towarzyszy mi w zasadzie w każdym. Staram się, by towarzyszyła mi w każdym momencie mojego życia, również w pracach zawodowych, w kontaktach międzyludzkich, w relacjach i tak dalej.
Ale bardzo miło. Bardzo dziękuję. I tu jeszcze Katarzyna pisze: „Witajcie.” Peter pisze: „Dobrze jest siebie odkrywać. Pan Sławek wie, co mówi. Trafia celnie w temat świadomości.” Powiem tak, drogi Peterze, cieszę się, że to ty powiedziałeś, że nie jestem jedyny. Na pewno nie jestem jedyny w tej audycji. Natomiast gdybym tego nie przetestował, jak większość rzeczy, o których wam mówię, na sobie, to pewnie byłbym faktycznie tylko teoretykiem i być może nie miałbym też takiej determinacji, żeby tego, co Peter tutaj napisał, bronić. Poznanie samego siebie, pod warunkiem, że jest się w pewnym sensie gotowym na to, żeby się czegoś o sobie dowiedzieć, uwierzcie mi, kochani, dostarcza naprawdę mnóstwo radości. Chociaż nie ukrywam, że to jest proces czasami może nie tyle bolesny, natomiast jest związany z jakimiś rozczarowaniami, ponieważ pozbywamy się czegoś, co suma summarum nie jest nam do niczego potrzebne, ale jednocześnie towarzyszyło nam przez nasze dotychczasowe życie. Więc w pierwszej chwili uczucie straty jest, natomiast energia nie zna pojęcia pustki, więc to, co żeśmy niby stracili, zostanie wypełnione czymś nowym, czego już będziemy bardziej świadomi.
Natomiast dla mnie największą wartością dodaną z poznania siebie było to, że osiągnąłem spokój. Że zrozumiałem, kim jestem, dlaczego tak robię, dlaczego tak postępuję, dlaczego tak reaguję i tak dalej. Więc spokój to jest pierwsza rzecz, którą jaSobie przypominam z tego właśnie momentu, kiedy ten proces poznawania samego siebie do mnie dotarł. I tego wam kochani z całego serca życzę, ponieważ ten spokój i czas to są dwie sprawy, których w dzisiejszych czasach najbardziej ludziom brakuje. Katarzyna pisze: „Ja bardzo przepraszam, pan coś robi? Jakoś mi się wydaje i o czym pan mówi?” I tak nie bardzo wiem, co rozumieć pod pojęciem czy pan coś robi. Ale za chwilę jest drugi komentarz. Dostałem zielone światło tutaj od Katarzyny: „Niech pan dalej mówi, to jednak ciekawe”. Cieszę się bardzo, że to panią zaciekawiło. Natomiast prosiłbym o doprecyzowanie tego pojęcia czy pan coś robi.
Czy w sensie takim nie wiem, czy robię... No nie wiem, nie będę zgadywał. Poproszę o pytanie pomocnicze, informację czy cokolwiek innego. Peter pisze: „Jest pewna siła w tych audycjach. Duchowa świadomość moim zdaniem jest bardzo cenna. Nie wiem, czy nawet potrzebne są do tego pieniądze. Super, że możemy słuchać tego.” Drogi Peterze, oczywiście tak. Cieszę się, że tak to odbierasz. Duchowa świadomość jest moim zdaniem bardzo cenna. Nie wiem nawet, czy potrzebne są do tego pieniądze.
To znaczy, żebyśmy mieli jasność, to jedno drugiemu nie przeczy, tak? A i to może będzie też bardzo cenna informacja, taka użytkowa dla was. Ponieważ my często wyznaczamy sobie jakieś cele. Im niższy poziom świadomości, tym te cele są troszeczkę inne. Im bardziej zaczynamy być świadomi, ta nasza świadomość jest bardziej rozwinięta, tym te cele się zmieniają. Natomiast najczęstszym błędem, który popełniamy, jest stwierdzenie: ja chcę mieć, ja chcę być, taki śmaki owaki, ja chcę mieć to, to, to, tamto. Tak? To tak jakbyśmy... Nie wiem, jak wam to w prosty sposób powiedzieć. To powoduje taką dysharmonię, taki fałsz.
Czyli wiemy, że nie jesteśmy. Z jednej strony chcielibyśmy, ale z drugiej nie do końca w to wierzymy. I tu powstaje taka próżnia, że gdybyśmy stanęli z boku i tego posłuchali i mieli na przykład siłę, moc, władzę, możliwość, żeby drugiemu człowiekowi to dać, to czy byśmy byli przekonani o tym, że on tego faktycznie chce? Mało tego, czy on w to wierzy i czy będzie gotowy zrobić z tego właściwy dla siebie użytek? Dlatego tak jak Peter powiedział, duchowa świadomość, bo ona płynie ze strefy duchowej, tak, ale ona ma też bardzo mocne przełożenie na siłę sprawczą tutaj na Ziemi, na realizację prostych, podstawowych rzeczy. Również życiowych, również finansowych, bo pieniądze są bez wątpienia potrzebne. Przede wszystkim dlatego, że rzeczy na Ziemi mają określoną wartość. I gdybym był totalnie biednym człowiekiem, nie kupiłbym sobie mikrofonu, nie miałbym laptopa, nie miałbym pieniędzy na zapłacenie internetu albo nie miałbym też miejsca do prowadzenia dzisiejszej audycji. Więc te wszystkie, że tak powiem, wartości materialne muszą być w jakiś tam sposób podstawowy, przynajmniej odpowiedni. Może nie podstawowy, tylko odpowiedni, adekwatny do tego, czego pragniemy, zabezpieczony.
I tu nie powinniśmy odrywać duchowości od pieniędzy. To jedno z drugim nie stoi w konflikcie. Wprost przeciwnie — duchowość, świadomość pomaga osiągać jakiś poziom dobrobytu, komfortu, wolności tylko troszeczkę mniejszym wysiłkiem. Ponieważ na pewnym poziomie świadomości to my już decydujemy o tym, co ma dla nas wartość. Zwróćcie uwagę, żeDla wielu ludzi posiadanie iPhone'a, smartwatcha, określonej marki samochodu czy czegoś innego jest określeniem ich poziomu szczęścia. Nie oni zadecydowali tak naprawdę, w czym będą chodzić, czym będą jeździć, jak będą mieszkać. Ktoś zadecydował za nich, im to w pewnym sensie wmówił i to jest pozbawione świadomości. Moim zdaniem oczywiście. Katarzyna pisze: „Ja bardzo przepraszam”. Dobra, bo ja tu muszę sobie cofać troszeczkę.
Katarzyna pisze: „Urwało znowu”. Nie wiem, czy to tylko u ciebie, droga Kasiu.
[01:38:31] - To chyba tylko u niej.
[01:38:35] - Właśnie, bo nie miałem żadnych sygnałów ze studia, że coś się dzieje. Peter pisze jeszcze: „Łatwiej jest znaleźć winnych niż brać się za swoje życie i próbować go naprawiać. Ile razy spadam niżej, ale próbuję stawać na twardych nogach, dlatego słucham i chcę zmieniać życie na lepsze”. Peterze, pozwolę sobie, jeżeli nie masz nic przeciwko temu, ten komentarz przeczytać jeszcze raz, żeby pokazać wam, jak działa świadomość. Peter pisze: „Łatwiej jest znaleźć winnych niż brać się za swoje życie i próbować go naprawiać. Ile razy spadam niżej, ale próbuję stawać na twardych nogach, dlatego słucham i chcę zmieniać życie na lepsze”. Drogi Peterze, też zwróć uwagę. To jest fajny moment do tego, żeby zastanowić się nad powodami swojego działania i nad sposobem, w jaki postrzegamy swoje własne życie i to, co się w nim dzieje. Próbować go naprawiać. Życie.
Próbować naprawiać życie. Ileż w tym jest pozytywizmu, a ile jest pesymizmu? Naprawa jest związana z czymś, co w naszym przekonaniu jest zepsute. Niczyje życie nie jest zepsute, ponieważ każda chwila dostarcza nam nowych informacji i nowych doświadczeń, więc nic w naszym życiu nie jest złe. Może być niewygodne, może być nieprzyjemne, może być nie takie radosne, jakbym może jeszcze pragnął. Może przepełnione większą miłością. Może więcej śmiechu, może więcej luzu, może więcej wolności. Jakieś pragnienia są gdzieś w naszych sercach, w naszych duszach. Ale to nie znaczy, że ono jest złe. Jeżeli koncentrujemy swoją uwagę na tym, co jest negatywne, to nie naprawiamy swojego wewnętrznego świata, tylko poddajemy się iluzji, że to, co w naszym życiu się dzieje, jest złe i że trzeba to naprawiać.
Nie. Może trzeba to puścić wolno. Może niepotrzebnie koncentrujemy się na naprawianiu czegoś, co nam nie służy. Po co naprawiać zepsuty traktor, którym nigdy nie będziemy jeździć? Może lepiej skupić swoją uwagę na kupnie nowego. Wszystko to, co każdy z nas mówi o sobie, jest odzwierciedleniem jego poglądów, jego stanu emocjonalnego, jego intencji i pragnień. Każdy moment jest dobry na to, żeby czegoś o sobie się dowiedzieć. Przepraszam, Peterze, bo nie dostałem od ciebie informacji, czy mogę wykorzystać twój komentarz do tej rozkminki, ale mam nadzieję, że nie będziesz na mnie obrażony, urażony. Jeżeli tak, to przepraszam. Chciałem tutaj też może tobie coś podpowiedzieć.
Dziękuję ci za twoją aktywność i za twoje fajne komentarze. Indicom pisze: „Odnośnie osób, których nie da się przebudzić. Według mnie nie mamy prawa nikogo budzić na siłę, bo nie mamy pojęcia, co jest dla nich najlepsze. Być może tak ma wyglądać ich ścieżka”. Oczywiście całkowicie się zgadzam. Natomiast tutaj powstaje właśnie w pewnym sensie symbioza. Bo z jednej strony te osoby, które jeszcze nie są gotowe, żeby wziąć odpowiedzialność za swoje życie, potrzebują przewodników.A z drugiej strony ci, którzy już widzą dalej, szerzej, lepiej, mają większą świadomość, też widzą, że te osoby się mordują, a same przy okazji rozwijają w sobie poczucie współczucia, zrozumienia innych, empatii, sprawiedliwości. Oczywiście trzeba próbować. Ja tylko mówię o tym, że tego się nie da zrobić. Natomiast jest to świetlik dla osób, które rozwijają swoją szlachetność, swój altruizm, swoją empatię i tak dalej.
Ja tylko mówię wam kochani, żebyście nie byli rozczarowani, że to się nie uda. Natomiast wbrew czyjejś woli nie mamy prawa nikogo do niczego zmuszać. Peter pisze: „Nie jesteśmy w stanie patrzeć oczami drugiego. Ja wybieram coś, co jest dla mnie dobre i jak ktoś chce iść taką drogą, niech idzie. Mogę wybierać to, co moją świadomość rozwija. Na pewno nie sukcesy”. Oczywiście, że nie wejdziemy w skórę drugiego człowieka. Natomiast uczestniczenie w podobnych sytuacjach, jak na przykład obserwujemy to u drugiego człowieka, pozwala nam łatwiej zrozumieć. Nie odczuć. Współodczuwanie jest bardzo bolesną sprawą.
I tego też nikomu nie polecam. Tutaj jedna z naszych słuchaczek miała to przez pewien okres czasu. Ja swoje doświadczenia w tej dziedzinie też posiadam. Nie jest to fajne uczucie — współodczuwanie. Ale zrozumienie, co druga osoba może czuć, co druga osoba w takim momencie może myśleć i tak dalej, to poszerza nasze horyzonty, poszerza naszą świadomość. I dlatego jeżeli rozumiemy daną osobę, to znaczy, że najprawdopodobniej w którymś z naszych wcieleń w podobnej sytuacji byliśmy. Im więcej osób rozumiemy, tym możecie domniemywać, że więcej wcieleń, więcej doświadczeń tych ziemskich za sobą macie. To też jest podpowiedź odnośnie zrozumienia samego siebie i dowiedzenia się czegoś o sobie. Trzymam pisze: „Peter dzięki za komentarz. Dobrze, że są tacy ludzie jak ty”.
Ja też się bardzo cieszę, Peterze, że są tacy ludzie jak ty. Zresztą ja się z każdego z was kochani cieszę, bo każda osoba to jest nowa informacja, nowe spojrzenie. A im więcej tych spojrzeń jest, tym większe też i spektrum patrzenia na daną sytuację. Natomiast też oczywiście zgadzam się z Peterem, że ja wybieram jakąś drogę, coś pokazuję i jeżeli ktoś zwraca się do mnie z pytaniem, jak to zrobiłem, bo on też by chciał, to oczywiście moim zdaniem trzeba człowiekowi taką odpowiedź udzielić. Natomiast co z nią zrobi, nie mamy na to już żadnego wpływu. Peter pisze: „Warto robić, panie Sławku, to co się lubi. Będzie z tego owoc. Wierzę w to, że nas jest niewielu, bo już dużo, a może kiedyś będzie wiele. Bardzo życzliwa audycja i słuchacze. Dziękuję.
Dobrej nocy”. Dziękujemy. Ja też dziękuję, Peterze. Dobrej nocy również dla ciebie. Trzymaj się cieplutko, mam nadzieję, że za tydzień się znowu w tej formie bądź podobnej spotkamy. Kochani, ja przekonałem się też na swoim życiu, bo najłatwiej mi opowiadać to, co sam przeżyłem, co wiem, czego doświadczyłem. Więc ja też się przekonałem i to też podaję jako przykład w rozmowach swoich prywatnych ze znajomymi, kolegami, przyjaciółmi, jak to się kończy. Jest coś takiego, że jeżeli zajmujemy się czymś, co nam sprawia przyjemność, co lubimy, to samoistnie, niezupełnie poza jakimkolwiek wysiłkiem, zdobywamy wiedzę na ten temat. Czyli jeżeli coś nas interesuje, to wracamy sobie po pracy i w ramach relaksu, w ramach hobby czytamy o rzeczach, które nas interesują, odpoczywając przy tym. Co powoduje, że nasza wiedza na temat dany jest coraz większa, że chcemy ten temat zgłębiać, że chcemy go rozwijać, że chcemy poszerzać naszą wiedzę, nasze doświadczenia na ten temat.
Stajemy się mimowolnie, bez wysiłkuSkarbnicą wiedzy, autorytetem, osobą, która ma jakieś doświadczenie. Czyli stajemy się cennym bądź pracownikiem dla pracodawcy, bądź osobą, która sama będzie to robiła. Robienie czegoś, co się lubi powoduje, że osiągamy sukcesy, wkładając w to dużo mniej wysiłku niż w coś, co nam nie sprawia takiej przyjemności. Oczywiście robienie zawodowo tego, co się lubi zwiększa nasze szanse na długie i radosne życie w sposób wielokrotny. Dostałem linka z muzyką od pana Marka. Bardzo dziękuję. Amazing Mind: Witam, można pisać tytuł piosenki. Okej, dziękuję. Wymiana uprzejmości bardzo mile widziana podczas moich audycji. Katarzyna pisze: ładna bardzo pieśń, bardzo mi się podobało.
Dobrze, czyli znalazłem potwierdzenie tego, co pan Marek mówił. Krysia pisze: witam wszystkich słuchaczy. Witamy cię Krysiu również bardzo serdecznie. Sławomir Piotrowski się tutaj do nas odezwał. Kasia pisze: też cię pozdrawiamy mój imienniku. Ciekawe, czy jesteś też taką gadułą jak ja, bo wszystkie Sławki to gaduły. Katarzyna pisze: wydawało mi się, że nie może się pan skupić. Może się myliłam, ale tak czułam. Kasiu, tak jak powiedziałem na początku, pewne rzeczy, które się wydarzyły przed audycją troszeczkę odciągały moją uwagę, bo na początku się jeszcze tutaj po sąsiedzku działy, więc miałem trochę rozproszoną uwagę. Bardzo ładnie to wyłapałaś.
Gratuluję. Katarzyna pisze: zaczynam się bać. Może mnie podsłuchują. Wszystkich nas w jakiś sposób podsłuchują, a jeżeli nie podsłuchują, to na pewno nagrywają. Ale cóż, czy my robimy kochani coś złego? Panie Sławku — Iwona pisze jeszcze — czy miał pan kiedykolwiek uczucie, że rozwijanie świadomości powoduje pewien rodzaj osamotnienia w tłumie ludzi, który jednak nie przeszkadza, daje właśnie spokój i zrozumienie świata? Rozwijanie świadomości powoduje oczywiście ten spokój. Iwonko oczywiście, że tak. Bardzo cenne spostrzeżenie. Miałem taki moment, kiedy czułem się osamotniony, czułem się niezrozumiany.
Żarty na przykład na jakimś tam poziomie. Ludzie mnie w ogóle, że tak powiem, nie śmieszyły. Nie interesowały mnie rozmowy o przeszłości, nie interesowały mnie rozkminki na temat rzeczy, na które nie mam żadnego wpływu. Czułem się wtedy osamotniony. Chciałem porozmawiać o sprawach dla mnie ważnych, a nie miałem z kim. Wiadomo, że w takich sytuacjach będziemy się zastanawiali, czy to z nami jest coś nie tak, bo jednak wyraźnie odstajemy od naszego otoczenia. Jesteśmy jacyś inni od pozostałych. Oczywiście teraz mamy internet, wpisujemy grupę, forum, cokolwiek i znajdujemy mnóstwo osób, z którymi będziemy mogli bądź nie mogli na tematy, które nas interesują, podyskutować. Ja to uczucie osamotnienia miałem, kiedy internet był wynalazkiem reglamentowanym i ogólnie rzecz biorąc mało popularnym. Faktycznie coś takiego może się pojawić.
Natomiast właśnie w momencie, kiedy rozumiemy, że wszyscy jesteśmy częścią jednej wielkiej maszyny. Jak myślicie? Napisałem książkę. Jeżeli nie byłoby osób, które tej wiedzy nie potrzebują, nie pragną, nie poszukują i nie posiadają, to jaki sens byłby pisania tej książki? Jakby wszyscy wiedzieli dokładnie to samo nie byłoby rozmów, dyskusji, wzajemnego wspierania się, wyciągania, podciągania i tak dalej. Kiedyś jednej z pań powiedziałem, pani sprzątaczek, która codziennie przychodziła do pracy i narzekała na to, jak ludzie w firmie, w której ona sprząta, robią bałaganWięc ja mówię: „Pani Alicjo, ale gdyby ci ludzie nie bałaganili, sprzątali po sobie i byłby porządek, to pani nie miałaby co robić”. Czasami narzekamy na coś, nie zdając sobie z tego sprawy, że to, na co narzekamy, jest dla nas czymś bardzo korzystnym. Narzekamy i się nie zastanawiamy nad tym. Natomiast zrozumienie właśnie tego mechanizmu, tej wzajemnej symbiozy powoduje to, przynajmniej u mnie spowodowało to, że ja oprócz spokoju osiągnąłem ten komfort, że na przykład mam swoje poglądy, mam swoje pasje, mam swoje zainteresowania. Natomiast jeżeli pojawia się temat i nikt nie wykazuje zainteresowania kontynuowaniem tego tematu, to ja po prostu go nie kontynuuję.
Przechodzimy na tematy normalne, zwykłe, żartujemy, śmiejemy się i już. Czyli nie zawsze i nie wszędzie trzeba rozmawiać tylko o duchowości. Jest całe mnóstwo fajnych tematów, a duchowość jest czymś, co powinno w samym założeniu narzędzia powodować to, że my będziemy normalnie funkcjonowali w świecie ziemskim, na Ziemi, tutaj, bez rozmawiania o duchowości. To jest moim zdaniem cel, który jest przed nami, że nie będziemy musieli rozmawiać o duchowości, o świadomości, bo dla każdego będzie to już tak proste, oczywiste, że będziemy mogli się skupić na pracy, na relacjach, na spotkaniach towarzyskich i będziemy z tego czerpali przyjemność, czyli z wszystkiego tego, co jest ziemskie, zachowując tak zwane standardy duchowe. Tak ja to widzę, tak widzę naszą przyszłość. Ania napisała: „Witaj Aniu”. Trochę wywołałem cię tutaj do tablicy. Jak nie słuchałaś początku audycji, bo dołączyłaś do nas przed chwilą, to ją wysłuchaj, bo w zasadzie tobie słuchacze zawdzięczają poniekąd ten temat dzisiejszej audycji. Ania pisze: „Nie jesteśmy sami”, za co ja ci osobiście w swoim imieniu dziękuję. „Nie jesteśmy samotni, mamy przecież siebie”.
Oczywiście, że tak. Umiejętność spędzania czasu z samym sobą. Siebie mamy zawsze i też pogodzenie się i dogadanie z samym sobą daje nam mnóstwo fajnych możliwości, że jak na chwilę nikogo nie będzie, to nie będziemy sami. Bardzo cenna informacja, Aniu. Ja oczywiście na to już poniekąd nie zwracam uwagi, ponieważ lubię spędzać czas z samym sobą. Nigdy się nie nudzę. Zawsze coś tam fajnego się wydarzy, aczkolwiek bardzo lubię ludzi. Lubię, kocham, lubię z nimi przebywać. Uwielbiam przeróżnego rodzaju interakcje, obserwacje różnego rodzaju myśli, które się wtedy pojawiają. Więc pewnie taka totalna samotność i życie na bezludnej wyspie w końcu i mi by się opatrzyło.
Ale na pewno na czas jakiś ten kontakt i przebywanie z samym sobą jest również bardzo przydatne. Hagen pisze: „Cześć, pozdrawiam. Kasia Wiedźma”. Cześć, pozdrawiam. Kasia Wiedźma: „Korzystam z konta syna”. Okej, cokolwiek by to nie znaczyło, pozdrawiamy cię bardzo serdecznie. Pisze właśnie Wiedźma nasza: „Super, cieszę się, że trafiłam na żywo. Niech podsłuchują, byle tylko nie zniekształcali i nie przeszkadzali”. No tak, tego sobie i wszystkim kochani życzę. Widocznie nie mówimy tutaj aż takich strasznych i niepokojących rzeczy, żeby ktoś miał w to interweniować.
Bo słyszę oczywiście co jakiś czas, że coś tam zostało zablokowane, coś tam zostało usunięte, ktoś tam czuje się inwigilowany. Ja nie mam takiej manii wielkości o sobie, żebym miał się zastanawiać nad tym, czy ktoś mnie zechce, podsłuchiwać. Proszę uprzejmie. Uważam, że to, o czym rozmawiamy, co mówimy, może się odbyć tylko z pożytkiem tak naprawdę dla wszystkich. Hagen pisze: „Fajnie mieć kogoś obok, kto cię rozumie. Często też czułam osamotnienie, kiedy mąż zaciągnął mnie do psychiatry. Usłyszał od pani doktor, że jemu przydałby się dobry psycholog”.Powiem wam tak szczerze kochani, że to z tymi psychologami i psychiatrami, ja osobiście przynajmniej nie zawsze się zgadzam, chociażby z racji tego, że oni operują wiedzą medyczną i jakimiś statystykami. Operowanie czy przebywanie w świecie duchowym i zrozumienie, i wyciąganie z tego jakichś wniosków, nie zawsze mają na to chęć. Często też ich poglądy przeszkadzają w tym, więc musicie czasami sobie wewnętrznie rozważyć, czy się z tym zgadzacie, czy nie. Hagen pisze: „Mnie pani doktor pogratulowała świadomości.
Dzięki tej audycji czuję się mniej osamotniony w poglądach. Cieszę się, że jesteście”. Dziękuję panie Sławku, super robota. Cieszę się bardzo. W takim razie przyjemność również po mojej stronie. Jest to jeden z moich ulubionych tekstów, ponieważ wszystko to, co sprawia przyjemność drugiej osobie, sprawia przyjemność również mnie. Oczywiście nie warunkuję swojego szczęścia od szczęścia innych ludzi, natomiast jest to taka wartość dodana do tego, co staram się wykonywać. Tym bardziej się cieszę, że coś takiego ma miejsce. Powiem wam tak szczerze. Z tego, co widzę, nikt nie chce tutaj dzwonić.
Komentarze też widzę, że się powolutku wyczerpują, więc nie wiem, czy będziemy powolutku kończyć. To znaczy możemy powolutku kończyć.
[02:04:28] - Zaraz zobaczę na naszego maila. Może ktoś tu coś napisał, ale widzę, że chyba dzisiaj coś nie.
[02:04:37] - Może po prostu słuchacze wiedzą.
[02:04:38] - Proszę, pan Kazimierz właśnie napisał na czacie. Teraz kopiuję ten komentarz i właśnie w tym momencie wysyłam go do pana Sławka. A ja skorzystam z okazji i przypomnę może kontakty do Radia Paranormalium, przynajmniej te telefoniczne. Nasze numery telefonów to oczywiście 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493. I oczywiście Skype radio.paranormalium.pl.
[02:05:25] - Dziękuję panie Marku, chociaż nie ukrywam, że trochę krótko pan mówił, ponieważ pan Kazimierz napisał: „Jak pan, panie Sławku myśli, czy prosta krynacja jest po to, aby nas hamować, abyśmy doświadczyli według kolejności, czy wynika z chaosu umysłu?”
[02:05:41] - To chyba prokrastynacja z tego, co kojarzę. Pan Kazimierz napisał: „Ale byków narobiłem”.
[02:05:49] - Być może coś przekręciłem, bo nie ukrywam, że nie wiem, co to znaczy, panie Kazimierzu. Nie wiem, czy to wynika z kolejności, czy z chaosu, ponieważ nie znam tego słowa i zawsze zwracam się do słuchaczy z prośbą o to, aby używać jak najprostszych określeń, bo ja do tego zmierzam, kochani. Oczywiście mogę sobie to wygooglać, mogę używać tutaj mądrych słów. Natomiast tak jak wam powtarzałem, ja chcę i zmierzam do tego, aby te informacje, ta wiedza, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, była zrozumiała dla jak największej ilości ludzi. Coś, co mnie wkurzało, kiedy sięgałem do książki, którą chciałem przeczytać i drugą książkę, którą musiałem otworzyć, to był słownik wyrazów bliskoznacznych albo jakiś tam inny. To nie jest tędy droga. To jest metoda na zrobienie z siebie guru, mistrza, nauczyciela, przewodnika. To, co powtarzałem. Ależ on musi być mądry, skoro ja nie rozumiem, co on do mnie mówi. Tak powstają przepisy prawa, tak funkcjonuje medycyna, tak funkcjonują często politycy, którzy po prostu mówią o rzeczach, żeby inni ludzie tego nie zrozumieli.
Im mniej ludzie to rozumieją, tym mniej mają powodów do tego, żeby pokazać, że ktoś się pomylił, wyłapać błędy, kłamstwa, oszustwa i jakieś inne. Oczywiście tu, panie Kazimierzu, nie zakładam takiej manipulacji. Natomiast przy okazji tego słowa pozwoliłem sobie wyrazić moją gorącą prośbę o jak najbardziej prosty, bezpośredni i nienaukowy przekaz. Pan KazimierzPan Kazimierz chyba mi wyjaśnił słowo. Chcemy robić coś, ale mimo wszystko odkładamy na potem. Dziękuję ci Adamie. Widzę, że przybiegłeś mi z pomocą. Jeszcze do tego wszystkiego, kto nie ma z tym problemu, niech pierwszy rzuci kamieniem, ale niekoniecznie od razu. Tutaj akurat to zjawisko mogłoby się przydać. Odkładanie w czasie.
Tu jest kilka aspektów tego i kilka możliwości, ale wrócę w takim razie do tego pierwszego komentarza. Po to, aby nas hamować, abyśmy doświadczali według kolejności czy wynika z chaosu umysłu? No tak, najprawdopodobniej ten drugi aspekt jest bliższy prawdy. Chyba że wynika z naszej intuicji. Czyli jeżeli coś nam mówi: „Poczekaj, zostaw, daj sobie czas”, to najprawdopodobniej ma to dla nas jakieś znaczenie duchowe, najczęściej związane z uniknięciem jakiegoś doświadczenia, które już mamy za sobą, które już przeżyliśmy. Bo warto o tym wspomnieć, że nasza świadomość będzie nas przestrzegała przed dokonywaniem wyborów i przed doświadczaniem rzeczy, których już żeśmy doświadczyli, które już żeśmy zrozumieli. Możemy też odczuwać na przykład niechęć wewnętrzną do jakiejś rzeczy. To też może być i dlatego odkładamy pewne rzeczy, ponieważ z jakiegoś powodu czujemy do tego niechęć. To też może być potrzeb naszej intuicji. „Nie rób tego, już to robiłeś, już masz to za sobą.
Nie pchaj się drugi raz, trzeci, piąty, dziesiąty w to samo bagno, w to samo zjawisko, w to samo doświadczenie”. Tu dużo zależy od tego właśnie, na jakim poziomie jest nasza świadomość, gdzie jesteśmy w naszym rozwoju świadomości. Bo jeżeli potrzebujemy doświadczeń, to będziemy doświadczali, będziemy budowali swoją własną bazę danych. Natomiast jeżeli już te doświadczenia mamy za sobą, to jest nam to do niczego niepotrzebne. Chyba że jako test na zasadzie, czy już utrwaliliśmy daną wiedzę. Kiedyś ktoś mądry powiedział, najprawdopodobniej. Nie wiem czy mądry, ale powiedział mądrą rzecz, która pozwoliła mi usystematyzować w pewnym sensie moje życie. Żeby podzielić rzeczy, które ma się do zrobienia na cztery kategorie, żeby umieć je nazwać. Znowu czwórka. Pierwsze to są rzeczy ważne i pilne, żeby umieć ustawić sobie hierarchię działania.
Czyli któraś rzecz jest, przypisać jej wartość, jest ważna do zrobienia i pilna. W drugiej kolejności umieć ustawić sobie rzeczy, które są ważne, ale niepilne. W trzeciej kolejności ustawić sobie rzeczy jako nieważne i pilne i na samym końcu wyeliminować rzeczy, które są nieważne i niepilne. Jeżeli taki nawyk w sobie wypracujemy, to w pewnym sensie okiełznamy chaos swojego umysłu, czyli robienie rzeczy, które są nieważne i niepilne. Najczęściej te nieważne i niepilne są najłatwiejsze. Często zajmujemy się rzeczami po to tylko, żeby powiedzieć: „Nie mam czasu na załatwienie spraw ważnych i pilnych”. Więc tutaj, drogi panie Kazimierzu, takiej jednoznacznej i prostej odpowiedzi bez podania przez pana konkretów nie mogę dać, bo takiej odpowiedzi najprawdopodobniej nie ma. Powodów takiego działania może być bardzo dużo i mogą wypływać i ze sfery duchowej, i ze sfery takiej stricte ziemskiej, chaotycznej, podświadomościowej, umysłowej, mentalnej. Nie wiem, czy udzieliłem odpowiedzi na pytanie. Ale pan Kazimierz tutaj kontynuuje.
To ja muszę w takim razie wziąć laptopa bliżej, ponieważ mam małe literki na laptopie. I pan Kazimierz pisze: „Prokrastynacja”. Prokrastynacja. Dobrze. „Często wywołana wewnętrzną, niezrozumiałą niechęcią wobec czynności planowanej. Co dziwne, nawet wtedy, kiedy nas to fascynuje. Jest coś, co nas odciąga”. Tak jak powiedziałem, to zależy. Z tego, co ja pana poznałem, ma pan bardzo dużą świadomość już samego siebie. Tu się kłaniają cały czas intencjeBo nie zawsze fascynuje, jest czymś pozytywnym i czymś dla nas dobrym.
Fascynacja jest takim aktem niezrozumienia. Coś nas fascynuje, ale tak na dobrą sprawę nie wiemy, z jakiego powodu. To, że nie wiemy, nie znaczy, że ten powód nie istnieje. Najczęściej istnieje, tylko trzeba go w sobie odnaleźć. Tak jak podawałem przykład mojego kolegi, który miał starszego brata, który był zawsze przez ojca stawiany jako przykład. I chłopisko biedne od czterdziestu paru lat jest zagonione w różnego rodzaju biznesach po to tylko, żeby ojcu udowodnić, że również jest coś wart. Więc jest jakaś fascynacja, jest jakieś dążenie, są jakieś efekty, jakieś sukcesy i tak dalej. Nie ma z tego oczywiście radości, bo intencją tego człowieka jest udowadnianie cały czas swojej wartości w oczach swojego ojca. Więc zrozumienie tej intencji pozwala zrozumieć też naszą fascynację. Nie wiem, czy to jest temat na rozmowę telefoniczną.
Myślę, że byśmy byli w stanie więcej na ten temat podyskutować i więcej korzyści z tego osiągnąć. Taka moja propozycja, panie Kazimierzu, do rozważenia. Ben pisze: „Jak pokochać siebie? Ktoś pomoże?” Drogi Beniu, oczywiście, że tak. Jest wiele sposobów, wiele technik pokochania samego siebie. Natomiast to też się tak nie zrobi na pstryknięcie ręki. Oczywiście polecam te audycje, w których poruszałem różne aspekty miłości do samego siebie, różne aspekty miłości w ogóle. Nawet z tego, co kojarzę, pan Marek w tytule o tym wyraźnie napisał, więc odszukaj sobie. Dla mnie brak miłości do samego siebie jest związany z dwoma rzeczami. Najczęściej z niską samooceną, czyli czuciem się niegodnym miłości w jakiejkolwiek formie.
I tu są już wzorce podświadomościowe i z procesem wybaczania. I tu już wchodzi w grę aspekt stricte duchowy, bo nie chodzi mi o wybaczanie na poziomie: „To ja ci wybaczam”. Tylko tu już wchodzi proces odcinania się, oczyszczania przeszłości w sposób emocjonalny na płaszczyźnie duchowej. To są dwa sposoby, które w moim życiu zadziałały. Ja nigdy nie miałem problemów z samooceną i dlatego też to, o czym powiedziałem, trzeci, czwarty poziom świadomości to jest ten etap, kiedy przestajemy uzależniać swoje dobre samopoczucie od samopoczucia innych ludzi. Dlatego warto w tym kierunku zmierzać. A jeszcze jedną ważną rzecz wam powiem, bo powiedziałem, że najczęściej poziom świadomości jest przypisany do całego życia. I jak w pierwszym tym poziomie faktycznie tak jest, bo nie zrobi się z dziecka dorosłego. Na drugim poziomie też jest to dość trudne, chyba że już człowiek wyczerpał wszelkie satysfakcje i zadowolenia z ziemskiego życia i szuka czegoś już samodzielnie, sam. Przy trzecim i czwartym poziomie te przejścia są już dużo bardziej płynne, ponieważ tu już zaczyna funkcjonować świadomość duchowa, więc ten proces może być już dużo szybszy i nie aż taki bolesny jak na tych pierwszych etapach.
Dobrze i tutaj cóż my mamy? Hagen pisze: „Oj, czasem ciężko o mobilizację. Okna ostatnio myłam, jak pojawiła się mgła. To znaczy przy zamkniętych oknach”. Domyślam się, że sukces był połowiczny, ale rozumiem, o co chodzi z tą mobilizacją. Adam pisze: „Ben, taki szybki pomysł, który mi wpadł do głowy, to daj z siebie wszystko na przykład w pracy”. Panie Marku, w trakcie czytania komentarza... Zaraz kochani, bo muszę się przewinąć do góry. W połowie komentarza przewinęła mi się linijka. „Na przykład w pracy, w domu i doceń to, co potrafisz.
Zobacz, ile wnosisz tam, gdzie się pojawiasz. Może odczujesz satysfakcję”. Adamie, tak, satysfakcję. I to jest właściwe określenie tego, co się w takich sytuacjach dzieje, ponieważ mNie mówię, żeby tak nie spróbować. Natomiast oczywiście muszę swoje pięć groszy wcisnąć, bo później człowiek potrafi się od czegoś takiego uzależnić. Ponieważ chwilowo poprawi swoją samoocenę, jest mu dobrze, ma satysfakcję. Za chwilę, jeżeli jego samoocena nie jest wystarczająco wysoka, to zaczyna się uzależniać od kolejnych sukcesów po to, żeby poprawiać swoje samopoczucie. Nie powiem, na pewnych poziomach świadomości jest to metoda. Natomiast jeżeli rozmawiamy o tych wyższych poziomach świadomości, to miłość do samego siebie, poczucie własnej wartości musi być stanem, a nie chwilową emocją. Musi być utrzymany na pewnym stałym poziomie.
Powiem wam tak: w prosty, prozaiczny sposób to wygląda w ten sposób. Ktoś nam zwraca uwagę na coś, bądź coś krytykuje, bądź coś ocenia, bądź z czymś się nie zgadza, a my to przyjmujemy w sposób spokojny, bezemocjonalny. Ponieważ ja najczęściej odbieram to w ten sposób, że jeżeli ktoś, kto mnie nie zna, mówi coś na mój temat, to nie mówi o mnie, tylko mówi o sobie. Wyraża w ten sposób swój światopogląd. Ponieważ ciężko jest powiedzieć coś więcej na temat drugiego człowieka nie znając go. Chodzi mi oczywiście o opinie pod tytułem: jesteś głupi, jesteś do niczego, na niczym się nie znasz i tak dalej. Nie chodzi o ocenę tego, co ja na przykład mówię w danej chwili, czy ktoś się zgadza, czy nie, tylko o takich poważnych zarzutach typu: ty debilu. Wysnucie takiej teorii i takiej opinii na skutek jednego zdania, które ktoś powiedział, nie świadczy o tym, że ten człowiek, który to powiedział, jest debilem. Tylko debilem jest ten, kto właśnie to zdanie wypowiedział. Więc łatwo jest utrzymać ten poziom własnej samooceny, nie podchodząc do wszystkiego bardzo osobiście i bardzo emocjonalnie.
Coście się uparli na tą prokrastynację? Indicum pisze: ma często przyczynę w nałogowym unikaniu czegoś, co sprawia nam trudność. Niektórzy naukowcy twierdzą, że podejść jak do alkoholizmu. Ponieważ nie jestem naukowcem, nie będę się do tego odnosił. Natomiast alkoholizm jest uzależnieniem, ale też ma swoją przyczynę. Najczęściej związaną z brakiem radości życia i jakąś formą ucieczki w inny świat, niż człowiek znajduje się w danej chwili. Indicum pisze jeszcze, że alkohol pije, by uciec od problemów. A prokrastynator wymyśla inne zadanie, by uciec od trudnego zadania. Okej, teraz ta druga część mi wyjaśniła, co Indicum ma na myśli. I całkowicie się z tym zgadzam.
Z tym że to nie zmienia faktu, że nie rozwiązuje to problemu, który jest. Bo samo teoretyczne rozpatrzenie tego zjawiska nie transformuje przyczyny jego powstania. Ale tu też akurat to, o co pytał Ben, jak pokochać samego siebie, może być fajną formą transformacji. Ja, kochani, świeżo po ślubie, jakieś siedem lat po ślubie chyba, postanowiłem pierwszy raz pojechać na weekend do swojego kolegi. Może nie siedem, nieważne. Może z pięć. Na działkę. Zaprosił mnie na weekend wraz z rodziną na działkę, że posiedzimy, pogrillujemy, spędzimy czas luźno. Ja tak sobie myślę: piątek, po południu mamy jechać. W niedzielę po południu mamy wrócić.
W sumie dwa dni całe. Więc co ja będę robił przez dwa dni? Przecież nie da się siedzieć dwa dni. Więc opracowałem sobie jakąś strategię i mówię: aha, dobra, wezmę sobie klocki hamulcowe, to w samochodzie wymienię przynajmniej.Żeby jakiś cel nadać temu wyjazdowi, bo niemożliwe było dla mnie w mojej ówczesnej świadomości, że ja pojadę i dwa dni nie będę nic robił. Jak usiadłem na przykład, to natychmiast pojawiały się wyrzuty sumienia: „Sławek, rób coś, działaj. Za młody jesteś, nie możesz siedzieć, to trzeba czas wykorzystać”. Jakaś przyczyna takiego mojego myślenia na temat wykorzystania czasu była. Ja ją znalazłem. Tam się dogrzebałem, pogrzebałem w tych żwirze, w tych kamieniach, w tym mule i znalazłem ją. Natomiast często jesteśmy przemęczeni tym odkładaniem, odsuwaniem, bo tu też toczymy walkę wewnętrzną z samym sobą i w pewnym momencie to staje się taką samonapędzającą się lawiną.
Dlatego znalezienie przyczyny w swoich własnych prawdziwych intencjach może tę pępowinę odciąć. Bo możemy walczyć ze skutkami, zmuszać się, układać, segregować, nadawać hierarchię, natomiast w dalszym ciągu przyczyna pozostanie. A przyczyna jest w naszych intencjach, które też wynikają z naszej świadomości. Adam pisze: „Możliwe też, że prokrastynuje się, aby nie podjąć złej decyzji, jeśli ma się za dużo opcji do wyboru. Mam tak często”. Ja też tak kiedyś miałem i nawet sobie myślałem, dlaczego ja nie mogę być takim zwykłym, normalnym, ludzkim egoistą, żeby zamiast rozważać różne opcje: komu, co, jak, gdzie, kiedy będzie dobrze, niedobrze, komu mogę zrobić w ten sposób krzywdę, komu zrobić przykrość, co to może spowodować w życiu innych ludzi. Dlaczego nie mogę pomyśleć, jak mi będzie dobrze? Dlaczego nie mogę być takim zwykłym egoistą, tylko muszę zawsze tych aspektów brać milion pod uwagę? Tylko nie wiedziałem, że to się nazywa prokrastynacja czy coś tam innego. Ale to jest, drogi Adamie, drogi Kazimierzu, drodzy słuchacze, efekt budzącej się świadomości.
Kiedy przestajemy być tylko my, a zaczynamy mieć świadomość tego, że jesteśmy połączeni również z innymi. Że nasze życie, nasze decyzje, nasze działania nie dotyczą tylko nas, tylko wywołują jakieś konkretne skutki w życiu również innych ludzi. Dobrze, tutaj XY pisze: „Trafiają do mnie treści przekazywane treści mi. Nasuwa się refleksja, że im świadomie, bez emocji buzujących, zmierzam się z rzeczami dnia codziennego, wzrastam i poznaję sama siebie. Pozdrawiam”. Tego się właśnie uczę, takich krótkich podsumowań, ale cieszę się, że do takich wniosków doszłaś. Zachowanie dystansu i danie czasu jest zawsze dobrym rozwiązaniem. Ja sobie jeszcze na początku swoich treningów zadawałem takie pytanie: czy jest jeszcze inna opcja reakcji? Czy mogę zareagować inaczej? I to też daje taką chwilę dystansu i zmienia się nasze nastawienie do danej sytuacji.
Kazimierz pisze: „Dziękuję. Intencja to bardzo ciekawy trop. Podejmę”. Jak pana znam, panie Kazimierzu, nie wątpiłem w to i bardzo się cieszę i w zamian za to liczę, za podsunięcie ciekawego tropu, liczę, że podzieli się pan z nami, ze mną, ze słuchaczami swoimi przemyśleniami i doświadczeniami w tej dziedzinie. Hagen pisze: „Myślę, że podłoże może być bardzo różnorodne: od wygodnictwa, bo może ktoś nas wyręczy, poprzez depresję do traumy z dzieciństwa lub poprzednich wcieleń”. Całkowicie się zgadzam z tym. Ja też uważam, że tutaj powodów takich działań może być bardzo dużo. I tak jak mówiłem, ciężko jest w sposób jednoznaczny na to pytanie odpowiedzieć. Ben pisze: „Adam, dzięki, sprawdzę, ale już jestem zmęczony samym sobą i rozwojem duchowym. Oby przeszło jak najszybciej”.
Drogi Benie, ja też dziękuję Adamowi również w swoim imieniuNatomiast to nie przejdzie. To nie jest grypa, że przejdzie. Jeżeli tkwisz w jakimś stanie emocjonalnym, to sam na siebie go ściągnąłeś. To, co powiem, jest brutalne, ale prawdziwe. Sam siebie do takiej sytuacji doprowadziłeś. To jest trochę mniej więcej tak, jakbyś liczył na to, że sam sobie polazłeś w głębokie krzaki albo w głębokie góry i teraz czekasz, że helikopter przyleci i cię stamtąd zabierze. Nie. Skoro tam wlazłeś, to musisz stamtąd wyjść. I tu jakakolwiek forma przeczekania i liczenia na to, że ktoś coś w tej kwestii załatwi, jest tylko przedłużaniem, pozbawianiem siebie kolejnej dawki energii. Bo ta wewnętrzna walka, którą aktualnie toczysz, tylko pozbawia cię energii, nie rozwiązuje problemu.
Pokazuje ci, jak ja to mówię, granicę twojej wytrzymałości. Bo to jest też jeden z etapów samopoznawczych, czyli ile jesteśmy w stanie wytrzymać. Udowadniamy i przekonujemy się sami na sobie, ile jesteśmy w stanie wytrzymać. Efekt jest tego zawsze taki sam. Więc jeżeli zamierzasz czekać, to miej świadomość tego, że właśnie testujesz swoją wytrzymałość, również swojego organizmu, również wytrzymałość zdrowotną, a na pewno wytrzymałość psychiczną i emocjonalną. Kazimierz pisze: „Często siebie pytam, czego chcę, po co coś robię. Czy zrobienie czegoś zmieni coś w moim życiu? Zawsze odpowiadam: nie wiem. Dlatego uważam, że intencja może być kluczem”. Dziękuję, panie Kazimierzu.
Nie ukrywam, że jestem bardzo ciekawy pana wniosków. Myślę, że będą ciekawe też dla słuchaczy, ponieważ ludzie niechętnie sięgają do swoich intencji. Bo to nas z pewnych rzeczy obnaża, że w pierwszej chwili przestajemy być we własnych oczach tacy kryształowi, tacy cudowni, tacy wspaniali. To jest takie to ryzyko, którego się chyba boimy podjąć, że może dowiadując się czegoś o sobie, niekoniecznie będziemy z tego dumni. Natomiast innej drogi nie ma. Żeby się jakiegoś balastu pozbyć, trzeba go po prostu rozpoznać, znaleźć i wyrzucić za burtę. Natomiast później jest już fajnie. Przyznanie się przed samym sobą do błędu powoduje to, że zaczynamy szukać rozwiązania. Zwróćcie uwagę, ile czasu ludzie tracą w swoim życiu na szukaniu winnych. Ile energii poświęcamy temu, znaczy ludzie poświęcają, bo ja nie, żeby nie przyznać się do popełnionego błędu.
Ile to kosztuje ludzi energii. Kiedyś mój kolega, z którym współpracowałem, powiedział: „Z tobą się nawet nie można pokłócić”. Bo jak była jakaś rozmowa, coś się wydarzyło, coś się zepsuło, mówię: „Tak, to ja. Tak, nie zauważyłem tego, nie przemyślałem, pociągnąłem, nie wiem, spadło”. „Kurde, z tobą się nawet pokłócić nie można”. A szykowała się taka pasjonująca dyskusja i wymiana zdań. Ben pisze: „Mam wrażenie, że się rozpadam. Co zrobić?” Benie, to, co ja mogę ci doradzić, rozpadnij się. Bo coś z ciebie chce wyciec, wypłynąć, wylecieć, wyfrunąć, wypaść, a ty kurczowo to próbujesz zatrzymać. I póki to będziesz trzymał, to to w tobie będzie.
A skoro teraz jest ci z tym niedobrze, to po co to trzymać? Rozpadnij się. Niech to, co złe, niewygodne, ciężkie, nieprzyjemne sobie odejdzie. Wydaje mi się, że skoro teraz jest źle, to niewiele masz do stracenia. Adam pisze. O, coś dzwoni.
[02:37:48] - Mamy słuchacza telefonicznego na linii. Halo, halo, czy się słyszymy?
[02:37:53] - Tak, słyszymy się, jak najbardziej.
[02:37:56] - A pan słyszy? Dobry wieczór.
[02:37:58] - Troszkę słabo pana słyszę.
[02:38:00] - Dobry wieczór. Słucham właśnie waszej audycji i tak nie wiem, do kogo ona jest skierowana. Przez przypadek włączyłem. Byłem kiedyś słuchaczem Radia Paranormalium i teraz słucham tego pana, co tam wygłasza te swoje mądrości życiowe i tak nie wiem. Słuchając tego to trochę dziwnie wygląda, tak? Źle.
[02:38:28] - Może tak być. Natomiast ja zawsze jak słyszę takie stwierdzenie, ja nie wiem, do kogo jest skierowana ta audycja, to mam takie wrażenie, że nie zadał pan takiego pytania, jakie pan chciał zadać. Czyli zapytać wprost, do kogo jest skierowana ta audycja? Ja nie wiem, do kogo jest skierowana ta audycja. Bo ja dokładnie nie wiem, kto jej słucha. Nie wiem, czy ta odpowiedź pana satysfakcjonuje.
[02:39:07] - To są generalnie gorzkie żale desperata.
[02:39:14] - Gorzkie żale desperata? To jest pytanie do mnie, tak?
[02:39:20] - Bo takie pieprzenie o dupie Maryni, takie bezsensowne. Takie gnioty tam lecą, bzdura kompletna.
[02:39:31] - A my o tej samej audycji rozmawiamy? O tej samej audycji, pod którą słuchacze zostawiają tyle pozytywnych komentarzy czy o jakiejś innej? Bo ja nie wiem, o której audycji pan teraz mówi.
[02:39:42] - Tak, te linie depresyjne, naprawdę smutno tego słuchać. Poważnie. Tam nie ma niczego pozytywnego.
[02:39:52] - Bardzo mi przykro, że panu jest smutno.
[02:39:55] - Panie Sławku, może zróbmy inaczej. Może niech nasz słuchacz powie, jakiej audycji oczekiwał, jakich treści oczekiwał.
[02:40:06] - Przepraszam.
[02:40:07] - Ja nie wiem. Prosimy.
[02:40:15] - Pan prowadzi tych ludzi donikąd. Naprawdę. Pan nie prowadzi do niczego. Te pańskie dywagacje, uzewnętrznienia, że to, tamto. Halo? Ludzie, powstańcie, obudźcie się, przetrzecie oczy rano i idźcie normalnie do pracy. Zacznijcie żyć jak normalni ludzie. Proste. Otwórzcie oczy. Wystarczy.
To nie jest odkrycie, że działamy na wszystkich naokoło. Logiczne. Tak, działamy na wszystkich naokoło swoimi czynami, myślami, słowami. Logiczne. To od przedszkola, od dziecka. Proste jest. Powstańmy, bądźmy sobą i żyjmy normalnie według własnego sumienia. Proste. O czym wy dywagujecie? Jaki rozwój duszy, jaki to, jaki kosmos?
Weźcie się za siebie i normalnie żyjcie z innymi ludźmi. Tak czy nie? Weźcie się do roboty. No halo!
[02:41:30] - Bardzo słusznie pan rzekł. Myślę, że to jest właściwy kierunek i gros słuchaczy na pewno weźmie sobie to do serca.
[02:41:44] - powstańcie.
[02:41:46] - I jutro pewnie tak właśnie zrobią. Zresztą myślę, że od wielu lat tak robią, że wstają rano, otwierają oczy i idą do pracy. Nawiązują jakieś relacje i tak dalej, żyją w zgodzie z własnym sumieniem. Myślę, że tak właśnie jest.
[02:42:06] - Serio?
[02:42:09] - Ja mogę mówić za siebie. Nie mogę mówić tutaj za słuchaczy. Natomiast z tego, co mnie-
[02:42:19] - Wstajesz z rana, nie udajesz nikogo innego, kim nie jesteś, jesteś sobą i po prostu zmieniasz swoje życie. Realnie. Nie musisz zapadać w sen, marzyć o tym, śnić czy coś tam. Po prostu każdego dnia, wstając z rana, masz wpływ na swoje życie.
[02:42:41] - Dokładnie tak jest. Tylko że nie rozumiem, skąd pojawił się taki zarzut, że ja tego nie mówię. Bo ja dokładnie to samo mówię. Każdy ma wpływ na swoje życie.
[02:42:59] - Okej. To ja się na chwileczkę rozłączę, posłucham tego dalej. A później mam nadzieję, że odsłucham tego na nagraniu i się skontaktuję jeszcze raz. Zwracam honor.
[02:43:12] - Oczywiście, że tak. Jesteśmy na żywo.
[02:43:17] - Jak najbardziej zwracam honor. Może się pomyliłem. Będzie nagranie, przesłucham. Zmuszę się do tego, bo akurat tych odcinków o oczami duszy raczej nie. Zmuszę się do tego, przeanalizuję wszystko i zgłoszę się. Może porozmawiamy jeszcze później. Ale ludzie, tak nie jest. Życie jest piękne, wspaniałe i najważniejsze jest to, że jutro mogą się zdarzyć rzeczy, o których nawet nie myśleliśmy. Come on.
[02:43:51] - Super.
[02:43:52] - Na tym tu się rozmowa.
[02:43:53] - Bardzo fajne przesłanie.
[02:43:57] - W strugach deszczu brnę do przodu. Kłody pod nogi lecą, przeskakuję je. Takie jest życie. To jest normalna rzecz. Upadnę raz, upadnę drugi. Nieważne, ile razy upadnę, ważne jest, ile razy powstanę. To jest logiczna rzecz. Na tym polega życie. Chyba że jestem wilką fają i jakąś tam cipą spierdoloną. No to legnę i moje życie jest pojebane, nie wiem.
Nie wyszło mi to, nie wyszło mi tamto. No nie.
[02:44:24] - Ja bym proponował troszeczkę opanować swój język, proszę pana.
[02:44:28] - To nie jest rynsztok
[02:44:30] - Właśnie tak. To nie jest ten poziom audycji. Ja bardzo szanuję swoich słuchaczy i raczej operujemy tutaj językiem bardziej takim cywilizowanym.
[02:44:44] - Mniej rynsztokowym. Nie bardziej, tylko mniej rynsztokowym.
[02:44:48] - Nie, bardziej cywilizowanym. Ja będę się trzymał swojej wersji.
[02:44:52] - Bardziej cywilizowanym . Okej . Nie chciałoby mi się teraz opierać tutaj na cytatach z gazet. Nie ważne, mało istotne. Dosłucham do końca. Później mam nadzieję odsłuchać tego na nagraniu i na pewno skontaktujemy się jeszcze.
[02:45:15] - Zapraszam serdecznie. Jesteśmy na żywo, więc proszę dzwonić. Polecam odsłuchanie audycji jednak w całości.
[02:45:28] - Na pewno to zrobię.
[02:45:31] - Oczywiście decyzja należy do pana.
[02:45:34] - Na pewno się skontaktuję podczas którejś kolejnej z tego cyklu, bo to, co słuchałem przez ostatnie pół godziny, to troszeczkę poraziło moją psychikę.
[02:45:46] - Proszę tego nie słuchać. Jeżeli to razi pana psychikę i jest w niezgodzie z panem i z pana sumieniem, to proponuję posłuchać czegoś innego.
[02:45:57] - Mam nie słuchać tego? Ale dlaczego?
[02:46:00] - Przepraszam bardzo, że się tak śmieję.
[02:46:03] - Jeżeli pana to boli, to proszę się nie katować. Naprawdę. To nie taka jest intencja tych audycji, żeby pan się tutaj biczował w imię czegoś tam. Proszę się nie męczyć naprawdę.
[02:46:15] - Ale pan słuchał tylko pół godziny. Ostatnia audycja trwa od godziny 20:00.
[02:46:25] - Tak, jasne. Słuchałem tylko kawałeczka.
[02:46:32] - Proponuję poczekać, aż będzie nagranie rzeczywiście już przygotowane i udostępnione i żeby pan odsłuchał to, co pana ominęło, bo dużo pana ominęło. Wysłucha pan zaledwie fragmentu audycji, a całą ją- przepraszam, teraz ja mówię.
[02:46:49] - Chciałbym się wypowiedzieć. Okej, proszę.
[02:46:55] - Wysłucha pan fragmentu audycji, a właściwie ocenia pan całość. To tak jakby książkę oceniać po pierwszych paru stronach.
[02:47:07] - Panie Marku, przywołuje się to, co powiedziałem jakiś czas temu, że najczęściej ludzie, którzy mówią coś o nas bardzo dużo, też przy okazji mówią o samych sobie. Więc resztę pozostawiam do myślenia.
[02:47:29] - Generalnie główny powód, dla którego zadzwoniłem, bo przeżyłem naprawdę głęboką depresję, upadek, odcięcie skrzydeł pod poziom gruntu i to nie był metr, dwa, tylko poziom Kopalni Polskiej, Wujek czy coś. I tyle. Dlatego tak to odebrałem. Dobra, okej. Przesłucham, skontaktujemy się, nie ma problemu.
[02:48:01] - Zapraszam serdecznie. Mam też nadzieję, że nasza płaszczyzna porozumienia będzie na innym poziomie, czy tam dyskusji.
[02:48:12] - Jeszcze raz.
[02:48:13] - Mam nadzieję, że przy następnym kontakcie telefonicznym poziom tej rozmowy będzie troszeczkę inny. Przynajmniej mam taką nadzieję, że tej gry wstępnej sobie przeodprężymy.
[02:48:32] - Okej, przepraszam słuchaczy, jeśli naraziłem na coś. Mogę manifest do słuchaczy? Życie jest piękne. Słońce wstaje codziennie na wschodzie, zachodzi na zachodzie. I tak będzie, jak być nie będzie. I tyle. Dziękuję. Skontaktuję się z wami, odsłucham. Na razie.
[02:48:52] - Dziękujemy bardzo.
[02:48:53] - Dziękujemy. Dobrej nocy, wszystkiego dobrego. No dobrze, kochani, to mieliśmy upragniony telefon, więc spróbuję. Ach, kochani, zapomniałem wam powiedzieć, że dzisiaj o 23:00, czyli jakieś osiem minut temu wchodzi na antenę Jubi. Więc słuchajcie, spojrzę tutaj na te komentarze tak szybciutko i spróbuję jeszcze coś odpowiedzieć. Adam pisze tutaj do Bena. Tak szybciutko przelecę, żeby Jubiego zbyt długo nie trzymać, ale żeby zakończyć te komentarze, bo jak znam życie, to nie wrócimy do nich w następnej audycji, bo pojawią się nowe. Adam pisze do Bena: „Ben, długo trwa u ciebie ten stan. Czasami trzeba zrobić przerwę od duchowości, wziąć życie takie, jakie jest, uspokoić umysł, przypomnieć sobie o ciele, a potem spokojnie duchowość wróci”. Drogi Benie, znam Adama i jeżeli to posłuchaj jego rady, bo wie, co mówi.
Adam pisze też do Kazimierza: „Brak intencji to też powód prokrastynacji i to zapewne najprostszy i najbardziej klarowny”. Tu się, Adamie, z tobą nie zgodzę. Nigdy nie ma braku intencji.Zawsze jest jakaś intencja, tylko bardzo często jest przez nas nierozpoznana. Kazimierz pisze do Adama: „To ma serio sens. Cieszę się po raz kolejny”. Cośmy się uparli tak na ten temat. Kazimierz ma zawsze fajne tematy. Okej. Ben pisze: „Adam trochę już trwa. Czy to jest normalne, że im dalej się zachodzi duchowość, tym jest trudniej?
Mam wrażenie, że dochodzę do punktu czegoś, śmierci i narodzenia. Cholernie to trudne. Rozwojem zajmuję się poważnie z osiem lat”. Drogi Benie, czasami przerost informacji, przerost wiedzy działa zupełnie odwrotnie, ponieważ duchowość, tak jak powiedziałem, to nie jest wiedza, to jest transformacja. I samo zbieranie wiedzy może tylko i wyłącznie wprowadzać chaos. Ale oczywiście ciężko mi powiedzieć, jak to wyglądało u ciebie w życiu. Adam pisze: „Być może kilka pompek, przysiadów, podciągnięć, spacer lub nawet wyobrażenie sobie tego może przywrócić ci pewien balans, jeśli nie jest to coś, co robisz zbyt często”. Hagen pisze: „Ben, zasługujesz na miłość. Jesteś cudowną istotą. Jestem pewna, że kocha cię wiele osób.
Być może nie możesz tego dostrzec, bo ktoś właśnie zrobił ci krzywdę”. Z jednym się zgodzę, nie snując dalej dywagacji. Każdy z nas ma od urodzenia prawo do miłości. Zwłaszcza do miłości do samego siebie. Ben pisze: „Adam, dzięki za rady. Jedyne, co ja pragnę, to miłości do siebie. Ale to jest mega trudne”. Nie, to nie jest mega trudne, drogi Benie i mam nadzieję, że niedługo, tak jak kilku naszych słuchaczy, będziesz się z tego radośnie uśmiechał. Adam pisze: „Ben, przychodzi taki punkt duchowości, że miska jest po prostu zbyt pełna wiedzy. Pojawiają się same paradoksy, zapętlenia i wszystko przestaje być jasne.
Znaczy, że na jakiś czas lepiej oprzeć swoje życie na innym filarze, a potem nowe klocki same wpadną na swoje miejsce”. Dziękuję, Adamie, bo tym razem się zgadzamy. Właśnie o tym przed chwileczką wspominałem. Hagen pisze: „Był czas, kiedy samą siebie przytulałam i przez łzy mówiłam do siebie: kocham. Pomogło. Przynajmniej taki był początek tej pięknej drogi do pokochania siebie”. Tego ci, Ben, życzę. Posyłam światełko. Ja się do tych życzeń oczywiście przyłączam. Hagen: „Dzięki za te słowa.
Wiem, że żona mnie kocha, ale jedyne, co ja pragnę, to pokochać siebie, a wiem, jakie to trudne”. Znaczy coś tam, że tak powiem, masz za uszami, drogi mój, tak to czuję. Jednak spróbuj pomyśleć najpierw o wybaczaniu. „To jest trop. Zacznę się sam przytulać”. Adam, masz rację. Mogę czas odpocząć od rozwoju. Adam pisze: „Po prostu podejmij decyzje najbardziej dobre, jakie potrafisz. Wtedy zobaczysz, że możesz na sobie polegać i poprawisz samoocenę. Wątpię, że będziesz miał kiedykolwiek poczucie winy”.
Ben pisze: „Adam, staram się podejmować jak najlepsze decyzje, ale z efektami bywa, jak wiesz. Mam wrażenie, że rozwój prowadzi tylko do ciężkiego życia, ale pewnie to nieprawda”. Zdecydowanie nieprawda. Benie, polecam ci też tą ścieżkę, którą podpowiedziałem Kazimierzowi i który ją podchwycił, zrozumienia i poznania swoich prawdziwych intencji. Adam pisze: „I cięższe życie to wyzwanie. Większość ludzi lubi wyzwania, ale nie każdy. Czasem trzeba się nastawić na jakąś opcję. Ale rozwój to też olbrzymie korzyści. Dobre uczynki wracają i ułatwiają”. Hagen pisze do Bena: „Pamiętaj, że decyzje, jakie podejmujesz, są zawsze najlepsze na dany moment twojego życia.
Przecież nigdy nie podejmujesz decyzji po to, by kogoś krzywdzić. Wybacz sobie, jeśli efekt jest dla ciebie zły”. Ben pisze: „Hagen, dzięki za te słowa”. Hagen pisze: „Miłość to głębokie zrozumienie. Nie ma się co katować wczorajszym „nie”. Dziś jest czas na tworzenie, a jutro nigdy nie nadchodzi. Zawsze jest dzisiaj”. Iwona pisze: „Ben, czekam. Trzeba odpuścić, przestać skupiać się na intensywnym myśleniu o czymś. Nauczyłam się wyłączyć myślenie przed zaśnięciem”.
To możliwe. Wtedy przychodzą odpowiedzi. Iwonka pisze: „Co do słuchacza telefonicznego, to dla mnie potwierdzenie, że są ludzie, przed którymi nie warto się otwierać”. Kazimierz pisze: „Dla mnie telefon ważny. Mam przemyślenia”. Mam nadzieję, że ten telefon jednak zostanie na nagraniu. Będzie spadający widelec zamiast wypikania. Ben pisze: „Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia”. Dobrze, kochani, przeleciałem troszeczkę ekspresem przez te komentarze. Oczywiście zawsze mnie cieszy to, jak sobie nawzajem udzielacie informacji, jak się wzajemnie wspieracie.
Każdy z was ma jakieś swoje własne doświadczenia i te doświadczeniaI przejście przez te doświadczenia i bycie tym, kim się jest w danym momencie powoduje, że człowiek staje się wiarygodny, że człowiek przestaje być teoretykiem. Natomiast Beniu oczywiście po tym wszystkim wybierz to, co tobie gdzieś tam najbardziej w sercu zagra i najbardziej przypasuje. To jest twoje życie i też twoje konsekwencje tego, co się w tym życiu wydarzy, więc posłuchaj samego siebie. To jest dobry moment, żeby posłuchać samego siebie. Kochani, dziękuję wam za to dzisiejsze spotkanie. Fajnie. Znowu super komentarze, super dyskusja i znowu super w temacie. Nawet telefon słuchacza ukazuje się, że co po niektórym przyniósł pewne korzyści. Więc dziękuję również słuchaczowi za telefon, za dodzwonienie się do nas i żeby już jego dłużej nie trzymać serdecznie was pozdrawiam. Mam nadzieję, że coś tam znowu jakiś klocuszek, jakiś puzelek wpadł do waszej układanki.
I cóż, dziękuję panu Markowi za pomoc i dzisiaj bardzo aktywne wsparcie, zwłaszcza w pewnych momentach tej audycji. Za piękny kawałek, który zaraz po audycji postaram się odsłuchać, a jak nie to jutro z samego rana. Więc jeszcze raz wszystkiego dobrego kochani, trzymajcie się. Pozdrawiam Jubiego, życzę też przynajmniej tak udanej audycji jak ta nasza dzisiejsza. Dzięki serdeczne, dobrej nocy. Do usłyszenia za tydzień. Pa, pa.
[02:58:32] - A mówił do słuchot do państwa jak zawsze gospodarz audycji Świat Oczami Duszy pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie tych, którzy chcieliby zasięgnąć jakichś ciekawych spostrzeżeń na temat świadomości, zachęcamy do sięgnięcia do książki pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Książka jest też dostępna oczywiście w wersji nie tylko drukowanej, ale również elektronicznej. Można ją nabyć między innymi w sklepie Google Play i chyba też w sklepie Apple. Z tego, co się orientuję.
[02:59:09] - Proszę bardzo, dziękuję panie Marku za świetną wiadomość. Nie wiedziałem.
[02:59:14] - No ja tak właśnie ogłoszę też przy okazji, że zabrałem się za nagrywanie książki pana Sławka. Na razie jest nagrany pierwszy rozdział. Premiera będzie w odcinkach, jak już będzie tych odcinków troszkę więcej. No i tak szukałem. Między innymi trafiłem na tę książkę między innymi w sklepie Google Play, ale kupiłem też sobie PDF-a, żeby łatwiej było mi go jednak przeglądać, jakieś tam zakładki dodawać i tak dalej. Tak więc jeszcze raz: „Czy można oszukać przeznaczenie?, czyli po co człowiekowi dusza?” Zachęcamy także do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o tytule takim jak nasza audycja, czyli Świat Oczami Duszy. Można także pana Sławka śledzić na Facebooku na fanpage'u. No i cóż, my dzisiaj już kończymy powolutku. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios".
Dobranoc. Do usłyszenia oczywiście już za tydzień, oczywiście na żywo o dwudziestej na antenie Radia Paranormalium. Z nami te poniedziałkowe wieczory i w ogóle poniedziałki są jakieś takie piękniejsze. Także do usłyszenia ponownie już za sześć dni i parę godzin. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[03:01:02] - Nie jesteś moim wrogiem, choć patrzysz na mnie tak. Uwierzyć w to nie mogę. Czy nie wiesz tego sam? Spoglądasz na mnie wrogo, jak ktoś ci kazał stać. Sam już nie wiesz, po co mamy się tak bać. Zwariował świat. Ktoś lepszy jest, ktoś nie. Ktoś wierzy lepiej wie. Zwariował świat. Podzielił mnie i ciebie.
Stoimy obok siebie. Zobacz, co widzisz między nami. Jesteśmy tacy sami. Proszę, zobacz, co widzisz między nami. Jesteśmy tacy sami. Nie jesteś moim wrogiem. Nie musisz kryć już tak emocji swych pod maską. Chcę widzieć twoją twarz. Gdy patrzę w twoje oczy, to wiem, że też tak masz. Nie jesteś moim wrogiem.
Nie ma wroga w nas. Zwariował świat. Ktoś lepszy jest, ktoś nie. Ktoś wierzy lepiej wie. Zwariował świat. Podzielił mnie i ciebie. Stoimy obok siebie. Zobacz, co widzisz między nami. Jesteśmy tacy sami. Proszę, zobacz, co widzisz między nami.
Jesteśmy tacy sami. Nie jesteś moim wrogiem, choć patrzysz na mnie tak. Uwierzyć w to nie mogę. Nie wiesz tego sam. Wiem, że gdzieś głęboko przeraża cię ten świat, gdzie ktoś ci daje nakaz, gdzie brata bije brat. Zobacz, co widzisz między nami. Jesteśmy tacy sami. Proszę, zobacz, co widzisz między nami. Jesteśmy tacy sami. Proszę, zobacz, co widzisz między nami.
Jesteśmy tacy sami. Proszę, zobacz, co widzisz między nami. Jesteśmy tacy sami.