[00:03] - Czas snu. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie w kolejnej audycji „Czas snu”. Jest lekki poślizg, ale zawsze po Sławkach audycjach są poślizgi, bo audycja Sławka lubi się troszkę przedłużyć. Z tej strony Juby. Jeszcze raz witam was bardzo gorąco i serdecznie. Dziś nie wiem jak u was, ale u mnie była przepiękna pogoda, więc pokusiłem się troszkę na spacer. Musiałem troszkę się przespać i za późno wstałem, ale tak się składa, że Sławek zawsze troszkę później kończy, więc mogłem sobie spokojnie kawkę dopić oczekując na audycję. Dzisiaj tematem audycji jest lusz lub też zwany jako lusz z angielskiego. Dziwna substancja, która oplata nasze ciało i powoduje to, że w jakiś sposób jesteśmy w stanie się tutaj zamanifestować. Ale zanim do tego jeszcze dojdę, to tak w skrócie.
Coś mi jakieś przybicia się zaczynają robić. Sekundkę. Przedmioty lubią się troszkę psuć. Widzę, że tu mi też już jeden z mikrofonów pada. Zresztą widzicie, że co jakiś czas w moich audycjach się dziwne akcje dzieją. Niestety dzisiaj taki sprzęt mamy, że po prostu się psuje. Parę lat, właściwie zaraz po gwarancji i już zaczynają się dziwne problemy. Także gdyby coś się działo, to piszcie mi tutaj na czatach i oczywiście zapraszam do czynnego udziału, zadawania pytania. Podkreślam oczywiście już na samym początku audycji, że dla mnie osobiście temat luszu jest ciężkim tematem. Od miesiąca czasu mi to po głowie chodziło, bo właściwie nie wiedziałem za bardzo, w jaki sposób mam to wam tutaj dzisiaj przedstawiać.
Musiałem sobie to jakoś w głowie poukładać. Generalnie nie ma ludzi, którzy by wiedzieli tak naprawdę, czym jest lusz. Są oczywiście teorie, ale tutaj jednym z głównych założycieli, osób, która mówiła o tym luszu, był Monroe. Pamiętam, że chyba Castaneda też coś wspominał, tylko że on to jakoś inaczej nazywał. Tak jak tutaj my wszyscy, którzy rozmawiamy o tych samych rzeczach, ale używamy innych pojęć, słów. Tak samo w tamtym przypadku było, więc będę się skupiał dzisiaj głównie na przekazach Monroe. Chciałem tę audycję pociągnąć z Robertem Noble'em, natomiast Robert ma jakieś inne sprawy, więc nie za bardzo to wypaliło. Oczywiście nie jestem tutaj absolutnie obrażony na Roberta ani nic, bo przecież każdy ma swoje prywatne życie i też rzezińska pora, więc poświęcanie czasu o tak rzezińskiej porze, kiedy się prowadzi na przykład działalność swoją, czy musi się iść rano do pracy, nie jest łatwym tematem. Chciałbym, żebyście wiedzieli, że będę starał się opowiedzieć raczej to, co ja z doświadczeń, z obserwacji moich zauważyłem. Oczywiście w późniejszej części audycji.
Natomiast na początku co nieco wam opowiem o tym luszu, jak do tego odnosił się Monroe. Później na koniec jakieś swoje własne refleksje. Jeżeli będziecie chcieli zadzwonić do radia na żywo, ze mną podyskutować, bo ja też tu nie jestem żadnym ekspertem, a raczej obserwatorem i analizatorem wyciągających swoje własne wnioski. Jednym słowem mający swoje własne zdanie. Więc bardzo serdecznie was zapraszam, ale dajcie mi informację, bo na razie nie podpinam, bo i tak mało kto dzwoni. To jest raz. Chociaż zawsze podpinam, prawie zawsze podpinam ten telefon pod audycję, natomiast jako tako nie włączam Skype'a z tego względu, że mnie to rozprasza, a właściwie i tak mało kto chce dzwonić, rozmawiać ze mną z tego względu, że chyba taka opinia na mój temat, już widzę, krąży, że do mnie nikt nie chce pisać albo mało ludzi pisze, bo się boją, bo banuje. Bądźmy rozsądni, zachowujmy się normalnie. Na pewno banów nikt nie dostaje po prostu od tego, że wstałem lewą nogą czy coś tego typu. Na banaczce trzeba sobie zasłużyć.
Jeszcze jedna sprawa. Jak już zauważyliście, audycji nie lecą na YouTubie z tego względu, że YouTube mocno mnie cenzuruje. Nawet nie mam właściwie możliwości streamowania na live. Dostałem bana, właściwie ostrzeżenie, pierwsze ostrzeżenie i miało być to zablokowane na tydzień czasu. Miesiąc czasu minął. Dalej jest to nieodblokowane. Ja już się kiedyś z YouTubem pałowałem, więc mi się nie chce tego po prostu robić, przerzucać mailami do nich z wyjaśnieniami. Dlatego też powolnienku wychodzę z YouTube'a. Będą audycje wrzucane na YouTube, ale tak troszkę z opóźnieniem. Natomiast przynajmniej ja jako Radio Dreamtime przechodzę na Bitchute i tam właśnie są audycje.
Powiem szczerze, że powoli oczywiście systematycznie uzupełniane, natomiast powiem szczerze, że mi zaczyna przypadać. Powiem nawet, że jest lepszy od YouTube'a, bo jest taki jakby lżejszy. Bo jest taki lżejszy. Co prawda trzeba troszkę odczekać później, nawet do 48 godzin, zanim się to wszystko ładnie tam pięknie załaduje. Ale działa. I przede wszystkim działa na sieci P2P, czyli peer-to-peer, więc nie tak łatwo będzie nas tutaj przyblokować. Jak już zauważyliście, jestem fanem muzyki elektronicznej oraz syntezatorów i taka też muzyka w moich audycjach już od dłuższego czasu leci. Ale z tego, co wiem, to nawet się co nieco ludziom podobają te utwory muzyczne, więc jakbyście chcieli odnaleźć któryś utwór, który gdzieś tam w podkładzie leci, to zawsze pod audycjami na stronie radiodreamtime.com będziecie mieli umieszczoną całą playlistę. No to co? Zaczynajmy w takim razie od tego LUS-u.
Jest to temat trudny także dla mnie osobiście, bo mogę powiedzieć oczywiście, jak to wygląda z tej strony, kiedy ja to widzę z innej perspektywy. I będę starał się zresztą też wam o tym dzisiaj opowiedzieć troszkę. Natomiast są to tylko teorie, hipotezy, właściwie ciężkie do udowodnienia. Chociaż można, bo gdzie jest ta granica? Gdzie jest ta granica, gdzie można przeobserwować właśnie tą substancję? Wszyscy o tej substancji mówią. Niektórzy mówią na to galareta, galaretowata i da się to wyczuć. Czy podkład nie jest czasami za głośny? Proszę, dajcie znać. Tak jak powiedziałem wcześniej, wiele osób zapewne słyszało z was o tej substancji, która jest zwana LUS-em, a tym bardziej też o teoriach, o hipotezach, które są z tym związane.
Do dnia dzisiejszego tak naprawdę próbuje się wytłumaczyć istnienie człowieka i istnienie tego człowieka tłumaczy się na podstawie wielu teorii. Niejedna z nich jest raptem wręcz jak z rodem z „Matrixa”. „Tak, panie Anderson, prowadzi pan podwójne życie.” Oczywiście na ten temat ewolucji powstania czy też pochodzenia rasy ludzkiej. LUS stał się tak naprawdę jedną z podstaw do napisania książek przez Roberta Monroe. Robert Monroee jest uważany za twórcę hipotezy o OOBE. Jest uważany za ojca. Właśnie ona została, ta teoria, pierwszy raz opisana przez niego w swoich książkach. Ja później oczywiście już w ostatniej części audycji wam przytoczę, co on tam właściwie wypisywał, bo też nie każdy dzisiaj ma czas siedzieć nad tymi książkami godzinami, więc czasami lepiej sobie posłuchać czy też jakiegoś audiobooka. Oczywiście też zachęcam, bo jest to forma odsłuchiwania czy czytania książek. Oczywiście jest to wiadome.
Nie ma to jak wziąć papier w rękę, ale jednak w jakiś sposób powoduje to, że nie cofamy się w rozwoju. Zapewne też ta teoria wzbudza wiele emocji. Tak samo jak pierwsze koncepcje, które są związane z jego podróżami, które opisywał w swoich książkach. Dziś tak naprawdę mogę się cieszyć tylko z tego, że jest coraz więcej ludzi, którzy próbują opisać te swoje podróże, swoje doświadczenia pozacielesne. I nie ma już tej schizy, jaka jeszcze nawet 15 czy 20 lat temu była, gdzie właściwie to wszystko się odbywało tylko w zaciszu własnej sypialni. Dziś ludzie są bardziej odważniejsi, bardziej otwarci i skłonni do mówienia o swoich własnych doświadczeniach. Nie ukrywam też, że na pewno dużą zasługę ma tutaj Radio Paranormalium oczywiście, jeszcze swego czasu Radio Na Fali, które promowało w wieczorowych porach opowiadanie właśnie snów. I tak naprawdę dzięki tamtym audycjom ja się pojawiłem w tej przestrzeni. I też moja skromna osoba, która próbuje tutaj wam co nieco rozjaśnić te wszystkie sytuacje. Jest też oczywiście dużo ludzi, którzy opowiadają zarówno w polsko, jak i ogólnoświatowym języku, tak nazwijmy to, czyli na YouTubie czy jeszcze w innych różnych miejscach.
Jest tego masa, jest tego dużo. Ludzie nie kryją się już tak jak kiedyś. Przede wszystkim internet stał się taką częścią, gdzie można spokojnie sobie o tym po prostu porozmawiać, kontaktować się z ludźmi, którzy mają też podobne doświadczenia. I tu nie chodzi tak naprawdę o to, żeby się pałować, kto ma rację, kto nie ma racji, bo właściwie wszyscy możemy i mamy rację, tylko oczywiście na swój własny indywidualny sposób. Dziś tak naprawdę wędrówki pozacielesne nikogo już właściwie nie dziwią. Zdarzają się oczywiście. Mamy tu też przykłady oddziaływania psychologicznego, czy też programowania ludzi w dobie tak zwanej infodemii. Gdzie bardzo ładnie widać ludzi, którzy są mocno zaprogramowani i sklejeni z tym właśnie systemem. Substancja lusz jest taką substancją, która powoduje naszą manifestację w tej rzeczywistości. O niej poopowiadam troszkę więcej później.
Zresztą ja kiedyś zrobiłem taką chyba audycję. Gdzieś opowiadałem o tym, w jaki sposób ta inteligentna energia łączy się z tą dziwną substancją. Nie wiem, czy to czasami nie było w audycji z dziewczynami, kiedy mieliśmy rozmowę ze świadomej nawigacji, czyli z Julią i Moniką. Tam chyba wspominałem co nieco o tym. Tak że odsyłam was. Oczywiście widzicie, że tutaj wszystko jest rozsiane w różnych miejscach. Nie da się tak naprawdę skupić swojej uwagi na jednym głównym temacie. Musi być to skakane po prostu, bo mówiąc w łatwy i prosty sposób nie da się tego tak naprawdę wszystkiego powiedzieć. Oczywiście, kiedy się siada już z osobą śniącą, mi dużo nie potrzeba, bo mi wystarczy dwa czy cztery zdania, zadać pytania i ja wiem, czy ta osoba rzeczywiście czegoś tam doświadcza, czy są to po prostu zwykłe halucynacje umysłu, tak to nazwijmy na potrzeby teraz audycji. No ale wiecie, tak to jest, tak to wygląda.
Parapsycholog, jakim był właśnie Monroe, twierdził, że historię oraz powód powstania naszej rasy ludzkiej usłyszał właśnie podczas swojej jednej z wypraw. Czym zatem jest ten lusz? Jest teorii kilka, więc w audycji będę przytaczał przynajmniej ze trzy. Lusz jest to hipotetyczna substancja, która ponoć jest produkowana przez każdą żywą istotę oraz roślinę znajdującą się tu, na tej planecie, na Ziemi lub tworzy się za sprawą ruchu wibracyjnego w systemie węglowotlenowym. Wibracje te odpowiadają za emocje. Czym intensywniejsze są, tym więcej substancji zostaje wyprodukowane przez każdą żywą istotę. Najczystszą formą tego surowca jest odczuwanie i okazywanie miłości. Dodatkowo w chwili śmierci organizmu lusz opuszcza ciało i uwalnia się jednorazowo w ogromnych ilościach. No i to jest właśnie już to pojęcie tego, czym ten lusz tak naprawdę jest. My mówimy cały czas o tym samym właściwie, bo luszem może być też dusza.
Bo to jest widoczne. To jest ta energia, która się unosi z naszego ciała. To widać i to bardzo. U mnie się to bardzo często kształtuje, kumuluje w formie takiej złocistej kuli. Coś takiego jak orb. Ale wiadomo, możemy sobie tutaj naszą świadomością manewrować, bo ona jest tak naprawdę tym kierowcą i możemy też rozdzielać się, być pomiędzy jednym a drugim, a jednocześnie w środkowym balansie. Ja zawsze tak staram się to rozumieć. To znaczy, że skrzydła motyla muszą być w idealnym balansie, tak aby powstał ten środek i powstała ta manifestacja tego ciała fizycznego. Powiązanie oczywiście z tą całą energią, która nasze ciała ludzkie tutaj oplata i powoduje tworzenie się przy użyciu tych substancji z naszej Mamy Ziemi. No i powoduje to, że jesteśmy w stanie się tutaj zamanifestować.
Troszkę tej teorii. Według tej teorii, o której właśnie wspominał Monroe, ten ktoś, czyli Bóg, wyższa jaźń lub jakaś tam niezidentyfikowana istota bądź istoty znajdują się w innym wymiarze, w systemie planetarnym bądź też świecie i bardzo potrzebują oraz cenią sobie posiadanie jak najlepszej jakości luszu. Tak że energia miłości jest najpotężniejszą energią miłości, przynajmniej dla mnie znaną, i tą energią staram się operować, poddawać się temu procesowi prowadzenia przez tą wszechinteligentną energię. Ale z drugiej strony trzeba też uważać, bo energia miłości jest bardzo pożądana, więc nie ma co się tak naprawdę dziwić, że jesteśmy atakowani w Polsce i tak dalej. Trzeba też zwrócić tutaj uwagę, że energia właśnie tego luszu, ten lusz cały... Generalnie chodzi o to, że w przestrzeni niefizycznej wszyscy jesteśmy świadomości, jesteśmy ... istotami bez ciała. Jesteśmy myślą oplątaną, połączoną i zlepioną z wielu części, które w jakiś sposób funkcjonują po tej drugiej stronie. Nikt nie wie jak i nie dajcie się nigdy wkręcić, że wam będą mówić, że jest tak, tak i tak. W Samadhi jest właśnie tak, że ono to bardzo ładnie opisuje, że moment, kiedy uświadamiamy sobie, że już coś wiemy, to tak naprawdę nic nie wiemy.
To jest właśnie nasze zagubienie i zatracenie, więc nie dawajcie sobie wkręcić, że ktoś wam powie, że jest tak i tak dalej. Ja też wam nigdy tego nie powiem. Ja wam tylko przedstawiam moje spostrzeżenia, które wyciągam z moich doświadczeń gdzieś tam doświadczających spoza, gdzie doświadczam tych wszystkich rzeczy. Natomiast mam swoje wnioski, analizy, które próbuję w jakiś sposób tutaj to wszystko opląść. Tą energią tak naprawdę my się poruszamy w poza. My jesteśmy częścią tak naprawdę tej energii całej i moment naszej manifestacji to właśnie widać. Bardzo często mamy zresztą też w swoich snach coś takiego, że jesteśmy na przykład otoczeni jakimś wirem, jakąś zasłoną dymną, jakimiś chmurami, gdzie z tych chmur nagle wychodzą istoty i tak dalej. To jest właśnie ten element przejściowy. Ja pamiętam też eksperymenty w Londynie, kiedy robiliśmy i właśnie na tych płach ciśnienia też pojawił mi się taki ekran i na tym ekranie pojawiały się dwie istoty. I to były istoty, które manifestowały się, pochodziły z czystej energii, a ten ekran był tylko elementem niezbędnym, potrzebnym do zagęszczenia tej energii, czyli przejścia pomiędzy wyższym stanem a niższym, tak aby było to zauważalne i widoczne.
Tak bym to określił naszym raczej niefizycznym okiem niż fizycznym, bo jesteśmy już w transie i w hipnozie, więc w tym momencie widzimy, postrzegamy już naszym trzecim okiem. I tutaj jest to uwarunkowane też oczywiście tym, że kwestia naszego doświadczenia, naszego wypracowania się. Jest bardzo ciężko utrzymać tam tą całą równowagę. Emocje nas rozdzielają. Niestety emocje są tym elementem, który nas łączy z pozostałymi elementami. Natomiast są one bardzo ciężkie do utrzymania i naprawdę trzeba praktyki albo jakichś predyspozycji do tego, aby móc bardzo dobrze operować tymi energiami i podtrzymać. To są energie już na wysokim stanie częstotliwości, zupełnie wyższa częstotliwość. Tutaj to też powoduje to, że jesteśmy odcinani. Jednym słowem odcinamy się od tej rzeczywistości, ale z drugiej strony możemy też kontrolować, być pomiędzy światami, czyli jedną nogą być w jednym świecie, drugą w drugim. Powstaje ten cały bilans taki, abyśmy mogli w miarę dobrze funkcjonować.
U mnie na przykład ostatnimi czasami mam bardzo intensywne sny. Tydzień temu miała być audycja, a nie była z tego względu, że po pierwsze miałem mnóstwo roboty, a po drugie też miałem takie przemyślenia, bo w życiu zdarzają się sny, które wręcz wyrywają nas z butów. Właściwie to już nie sny, to wizje. Miałem taką wizję półtora tygodnia temu gdzieś, która wyorała mnie tak mocno w pozytywnym oczywiście sensie tego znaczenia. Natomiast ostatnie trzy tygodnie próbowałem śnić i dowiedzieć się też spoza, czym ten cały luz jest, żeby mi to zostało też przekazane, pokazane w formie wizualnej bądź jakiejkolwiek innej formie, tak abym był w stanie zaakceptować, zrozumieć, załapać. Wydaje mi się, że łapię ten moment. Ale był taki jeden szczególny sen, który był bardzo mocno połączony z sytuacją, która się obecnie znajduje. Jeszcze raz przepraszam, musiałem sobie odkaszlnąć i tak przy okazji zauważyłem, że mi chyba serwer zaatakowali, więc na Radiu Dream Time audycja nie leci. Nie będę już teraz kombinował w trakcie audycji. Problemy mi się już tam zaczęły z serwerem przed audycją, także tam chłopaki ostro działają.
Widocznie za dużo mówię, skoro też YouTube nie chce mi odblokować. Ciągle mi jakieś tam pierdoły wysyłają. Dobra, wróćmy do tego snu. Ten sen był jakiś taki połączony właśnie z tą sytuacją, którą mamy obecnie. Póki ludzie się nie obudzą, to czeka nas chyba coś nieciekawego. Widziałem ludzi, którzy walczyli zbrojnie. Także teraz wam troszkę opowiem ten sen może. Generalnie chodziło o to, że ludzie zostawieni zostali jakby przed ścianą. Ja w swoim śnie oczywiście walczyłem za wolność naszą i waszą. Miałem tam sennych przyjaciół.
Mieliśmy technologię. Ona nie była skomplikowana, ale była bardzo skuteczna w unicestwianiu maszyn. Maszyny zostały użyte do zapanowania nad światem. Tak to powiem w skrócie. Ten sen mi się ciągnął przez chyba dwa dni z tego, co pamiętam. Sen, wizja. Tak że śniłem. Następnego dnia była kontynuacja tego. Zdarzają mi się takie sny czasami, że jest kilka wątków jednego snu. Później to się oczywiście wszystko składa w jedną większą logikę.
Są już tacy ludzie, którzy potrafią funkcjonować w jednych i innych rzeczywistościach, czyli być tu i jednocześnie w innych miejscach i mają tego świetną pamięć. Spotykam takich ludzi i też jest sporo relacji. Zresztą chyba Aaron Jasnowiec o tym dość dużo mówi. Tu są oczywiście różne zdania na temat tej osoby. Ja tam staram się nikogo nigdy nie oceniać, jeżeli nie muszę, bo wiem, że mnie później też będą oceniać. Po co mi to potrzebne? Sam się ocenię. Więc tak to wygląda. Poczekajcie, sprawdzę sobie. Nie wyłączy z Paranormalium, więc chyba nie zerwało.
Dziękuję bardzo. Super audycja, Konrad Stróż. Dzięki. Na razie się rozkręcam, bo muszę swoją paszczę rozruszać, ale myślę, że jak się rozkręcę, to będzie fajnie. Sen był dziwny. Były grupki ludzi i to sporo takich bojowników po trzy, cztery, pięć, sześć osób, które walczyły o przywrócenie porządku na świecie. Dostaję informację, że będzie jeszcze jeden strzał. Nie mówię tutaj o jesiennej scenerii, tylko mówię, że jeszcze w okresie wakacyjnym będzie jakiś strzał. Dość gruby, ale krótki. Takie przynajmniej dostaję informacje, co zresztą potwierdzają mi też inni znajomi.
Nie tylko akurat śniący. Na razie tyle. Może coś być ciekawego. Ja troszkę się dziwię ludziom, którzy są zdziwieni, że jest pandemia tak naprawdę, bo przecież od tylu lat się o tym gada, a ludzie teraz piszą, że nie są przygotowani, że to tak szybko się nagle stało. I jeszcze jedna sprawa. Nie wiem jak, bo nie oglądam telewizji, więc pewnie gafę teraz strzelę. Chociaż gdzieś widziałem kiedyś, że przedstawiali te wszystkie zwłoki palonych ludzi, ale wszyscy się skupiają na ilości ofiar tego wszystkiego i tak dalej. Ale jakoś nie widać, żeby tak masowo palili te groby czy coś, tych ciał. Jakoś tak nie widać za bardzo. Chyba, że się mylę.
Od 15 lat nie oglądam telewizji, a jedynie co znajdę gdzieś na YouTubie czy gdzieś w internecie. Być może są takie obrazy w telewizji. Ja niestety nie oglądam, więc nie jestem tego w stanie twierdzić. Ale to mnie zastanawia, że wszyscy podają te dane, wyniki i tak dalej, a nagle się okazuje, że gdzie są te wszystkie ciała, które rzekomo są palone? Nikt o tym nic nie mówi, nic w gazetach nie widuję. Staram się, może nie czytać, ale tak na szybkiego przeglądnąć. Ale tak na szybkiego przeglądam i jakoś nie za bardzo widzę. Jeszcze jedna sprawa. Mam znajomą w szpitalu u mnie pod Londynem, więc nie dziwcie się, że są takie ilości podanych danych. Dokładnie.
Bańka medialna. Że są takie ilości danych podanych śmiertelnych z tego względu, że na przykład w Wielkiej Brytanii wręcz jest nakaz rządowy. Taki cichy nakaz oczywiście od rządu dla szpitali, dla dyrektorów. Lekarze nie mogą o tym mówić, bo są zmuszani do tego, żeby nie mówić. Natomiast jest tak, że szpitale po prostu dostają większą kasę za pacjenta, który zmarł, a którego wpisało się jako coronavirus. Więc nic dziwnego, że wszystkich wpisują. Nieważne, na co byś umarł, to wpisują właśnie na koronę. Z tego względu, że mają z tego granty i dlatego bardzo chętnie wpisują wszystkich. Natomiast wszyscy wiedzą, że to jest ściema. Nie mówię o wirusie, mówię o pandemii.
Fajnie dzisiaj, bo byłem na klifach, więc widziałem już, że naprawdę się bardzo ciekawie robi. Ludzi mnóstwo co parę metrów. Gdzieś tam sobie na trawce siedzą, więc nie ma tutaj problemu. Zdarzają się jeszcze maskowcy, ale ludzie się sami przecież opętują i nakładają na siebie kajdany, więc Skoro chcą chodzić w takich maskach, to nie widzę problemu. Dobra, nie przedłużajmy tego wszystkiego. Lećmy dalej, bo zaczęliśmy od całego Monroe'a. Oczywiście się tu wkręciłem. Czyli według tej teorii, którą przedstawia Monroe, ktoś, czyli ten Bóg, ta wyższa jaźń lub też niezidentyfikowane istoty znajdujące się w innym wymiarze, systemie planetarnym, bądź też innym świecie niefizycznej rzeczywistości, bardzo potrzebują oraz cenią sobie posiadanie jak najlepszej jakości tego lushu. Powiem szczerze, że w swoich snach widywałem takie rzeczy. Wyglądało to dosłownie jak odkurzacze z szerokimi otworami.
Dosłownie jak ta łopatka, co się odkurza od odkurzacza, ta dolna część co do dywanu, dywanem się jeździ. Tylko takie wielkie, wciągające odróżnik istot. Tę całą substancję. Także widywałem takie rzeczy. W poza jest przede wszystkim to ułatwione, bo widać zarówno po momencie wibracji, jak też, jeżeli ktoś ma dość dobrze wypracowaną percepcję widzenia energii, to jest w stanie widzieć ubytki, zablokowane kanały nawet u innej istoty w tym postrzeganiu pozazmysłowym. Oczywiście na początku wykorzystywano też substancje naturalnego pochodzenia, jednak z czasem ilość jej malała, a jakość osłabiona była. Dlatego też z biegiem czasu ten ktoś zdecydował się produkować go sztucznie. W trakcie trwania produkcji zdecydowano się na szereg eksperymentów, które mogłyby zwiększyć wydajność oraz ilość tej substancji. Do tego celu powstały tak zwane ogrody i jednym z takich ogrodów stała się Ziemia, na której żyjemy my, tu i teraz. A więc my jako ludzie, którzy produkują jak najlepszej klasy i jakości ten lush.
Ogrody oraz plantacje. Osoba czy istota, która prowadziła eksperymenty związane z powstawaniem lushu, nazwana została Createore. To właśnie ona zaczęła tworzyć świat, w którym to powstawały organizmy zbudowane na podstawie węglowo-tlenowej, produkujące właśnie hipotetyczną substancję. Ponieważ my jako człowiek jesteśmy istotami, które składają się z każdego pierwiastka tej Ziemi i wierząc w teorię, a ja wierzę w tą teorię, zresztą to widać w postrzeganiu pozazmysłowym, że nasza Matka Ziemia jest żywą energią, a więc jest też żywą istotą i ona również produkuje lush. Tak jak powiedziałem, każda żywa istota produkuje i to jest też oczywiście według badań Monroe'a elementem, który powoduje scalenie nas z tą rzeczywistością, ale również jest w pewnym sensie naszą lekką zgubą, może bym tak powiedział. Ale to też wydaje mi się, że jest tutaj symbioza i korelacja pomiędzy istotami, czyli Ziemią a nami, ponieważ w jakiś sposób godzimy się na to i pozwalamy na to, aby ta część energii była od nas pobierana, ale dzięki temu mamy możliwość manifestacji się w tej niższej płaszczyźnie i dzięki temu możemy przeżywać i dotykać, dać całusa swojej dziewczynie, patrzeć na słońce, mieć dzieci, hodować sobie w ogródku, leżeć na hamaku, cokolwiek innego byśmy sobie nie zapragnęli. Mamy po prostu możliwość fizycznego dotknięcia. Czy to jest dobry deal? Ja myślę, że powinien sobie tutaj każdy sam odpowiedzieć, bo to każdy gdzieś tam na płaszczyźnie nieświadomej musiał wcześniej wyrazić taką zgodę. Natomiast uważam, że chyba dobra jest, bo mimo wszystko to jest też kolejna suma doświadczeń, która warunkuje nas później już w naszej indywidualnej ścieżce duchowej, naszego indywidualnego rozwoju świadomości, duszy i cokolwiek byśmy sobie tam nie zapragnęli.
Natomiast chodzi generalnie o to, że problem jest taki w poza, że jesteśmy w stanie wszystko sobie wyobrazić, stworzyć, wykreować swoje własne światy, bądź też wejść w te światy, które istnieją po drugiej stronie. Ale jesteśmy w stanie też, nie wiem, jak to określić. Po prostu powoduje to, że nasze ograniczenia są też w pewnym sensie naszą blokadą, bo z jednej strony wnosimy jakoś tam z naszej wspólnej platformy doświadczeń te wszystkie rzeczy i też w jakiś sposób wpływamy na cały system Funkcjonowania, ale z drugiej strony to jest takie błędne koło zamknięte, które powoduje, że cały czas jesteśmy w tym kręgu, tym chomikiem, który biega sobie w tym kołowrotku. Natomiast tutaj jeszcze wrócę do tej teorii Kreatora. Jest dalej taka teoria, że te pierwsze istoty, które właśnie tutaj schodziły, o nich troszkę opowiem później, bo one są nazywane zarówno jako aniołowie, jako demony i inne rzeczy, jeszcze inne byty. Kwestia religii, a więc kolejnych pojęć. Natomiast generalnie było tak, że te istoty, jedne z tych pierwszych istot, które zaczęły się pojawiać, były właśnie tymi istotami, które miały ten priorytet kreacji. Czyli miały te umiejętności, zdolności jeszcze na tym czystym kanale. One były w takim najbardziej czystym. To, co wcześniej wam powiedziałem odnośnie tych eksperymentów, kiedy to ten lusz powstawał najlepszej klasy jakości.
I to były takie istoty, które były kreatorami. Były to istoty, które były bardzo silne energetycznie, bardzo czyste, przede wszystkim bezpośrednio od źródła. One się też później zanieczyściły, ale niektóre oczywiście powróciły do macierzy i z tej innej strony jeszcze wspierają nas, bo podjęły inne decyzje od tych, które postanowiły, że jednak tu bardziej się zagłębią, zageszczą w tą przestrzeń. I za chwilkę wam opowiem o tej plantacji. Widzę, że już się chyba jakieś trolle pojawiły na czacie. No dobra, ale kontynuujmy dalej, bo niedługo będzie godzinka audycji, a ja właściwie mało powiedziałem o tym luszu. Przejdźmy może do tych plantacji, o których mówiłem wcześniej. Ta osoba, która prowadziła ten eksperyment, jak wspomniałem wcześniej, została ona nazwana Kreatorem. O Kreatorach myślę, że też zrobię audycję osobną. Ja sobie nawet zapiszę, bo to jest też dość ciekawy temat.
O Kreatorze. To by było też dobre. Pierwsza plantacja ograniczała się tylko do organizmów roślinnych jednokomórkowych bytujących w środowisku wodnym. Niestety wytwarzany przez nich lusz był miernej jakości. Było go niewiele, ponieważ uwalniał się tylko w chwili śmierci istot. Druga plantacja tej hodowli była plantacją, w której wprowadzano zmiany oraz rośliny, które zostały dostosowane do życia w środowisku gazowo-lądowym. Mimo iż produkowały one większą ilość tego luszu, to jednak w dalszym ciągu dawka ta nie była wystarczająca, aby zaspokajać potrzeby świata Kreatora. W trzeciej plantacji były rośliny, do których dodatkowo wprowadzono nowe istoty mobilne. Były one w stanie wytwarzać ogromne ilości tej substancji. Co więcej, żywiły się roślinami, które w chwili śmierci uwalniały ten cały lusz.
Mimo zadowalających jednak efektów produkcji istoty te zostały zniszczone. Były one za bardzo długowieczne i spustoszały zbyt szybko zielone rośliny. W czwartej generacji, w czwartej plantacji, dzięki doświadczeniom, które zdobył Kreator, zdecydował się stworzyć tą czwartą hodowlę. Wyprodukowana została wtedy nowa generacja istot oraz roślin. Stworzenia te były mniejsze, różnorodne, mniej żarłoczne i niszczycielskie, a świat roślinny stał się dzięki temu tak naprawdę bardziej bogatszy. Dodatkowo w tych bytach została umieszczona cząstka samego hodowcy. Wprowadzono w niej również zamknięty obiekt energii i materii. Plantacja tej czwartej generacji przynosiła zadowalające plony substancji i działała tak, jak chciał Kreator. Hodowla stała się zatem niezawodna, nie było więc potrzeby wprowadzania już jakichkolwiek zmian. Jednak Kreator po dłuższych obserwacjach zauważył, że istoty z tej właśnie czwartej, ostatniej generacji, tak zwanej czwartej plantacji, wytwarzają substancję o dużo lepszej jakości.
Okazało się, że jest to związane z niezaspokojeniem potrzeb i tworzącymi się emocjami, jakie towarzyszyły tym właśnie bytom. W trakcie badań tych Kreator doszedł do wniosku, że najlepszej jakości lusz powstaje w momencie, gdy istoty przeżywają nienawiść, strach, miłość, gniew lub innego rodzaju emocje, które są związane z prowadzonym życiem. Nie liczył się zatem sposób ani rodzaj okazywania uczuć. Liczyła się tylko i wyłącznie intensywność produkcji tego luszu. Dlatego też wprowadzono drobne zmiany i korekty w organizmach i rozdzielono jeden gatunek na dwie części. Posiadały one teraz odmienny sposób myślenia, odczuwania oraz przeżywania. Dzięki temu zabiegowi Kreator doprowadził do momentu zwiększenia stopnia samotności. Mamy to teraz. Miłości, gniewu oraz wielu innych emocji. Dlaczego powstało zło i dobro?
Zło i dobro powstało właśnie po to, aby mogło się uzupełniać wzajemnie. Dlatego też Kreator powołał istoty, które miały być nadzorcami tego całego systemu. Oczywiście niektórzy mogą tutaj mówić o aniołach czy też demonach lub też inaczej sobie je nazywać. Na przykład ja mówię na to kontrolerzy, bo są takie istoty spotykane na różnych poziomach. Na różnych poziomach pojawiają się istoty, które pilnują dostępu do innych, wyższych bądź też niższych światów, energii. Kontrolerzy ci zostali powołani do tego, aby pomagać utrzymywać harmonię uczuć na plantacji Kreatora. Rozwiązanie to zapewniało najbardziej korzystną produkcję Luszu. Dodatkowo nadzorcy mieli za zadanie zbierać oraz przesyłać tą całą powstałą już substancję. To jest oczywiście teoria. Także jeszcze raz przypominam — to są teorie zaczerpnięte z Internetu, opisywane przez wiele osób oraz też jakieś tam moje spostrzeżenia.
Za czuwaniem nad produkcją i gromadzeniem tego całego Luszu wydobywającego się z pozytywnych emocji odpowiadają anioły. Czy nazwijcie sobie to, jak chcecie. Natomiast demoniczne istoty odpowiadają za Lusz wytwarzany przez negatywne uczucia. Także tu i tu jest tak, jak z wszystkim. Dobro, zło, prawa, lewa, góra, dół. Wszystko jest korelacją i połączeniem wzajemności po to, aby osiągnąć jeden wspólny cel. Nieważne z jakiej strony, zawsze musi być ta pompka, strzykawka, która będzie zaciągała to. Domniemania związane z tą teorią Luszu być może kiedyś tam w przyszłości przestaną wzbudzać emocje oraz zadziwiać. Natomiast też nie jest zbyt optymistyczne tłumaczenie sensu istnienia istot na planecie. Bowiem dowiedziono, że koncepcja ta jest zlepkiem wielu teorii, tak zwanych newage'owskich teorii, zaczerpniętych z różnych nauk oraz religii, które mówią o powstaniu życia na naszej planecie.
Interesujące jest to wszystko. Inna teza jest na przykład taka, że Lusz jest to też substancja, która rzekomo jest produkowana przez wszystkie istoty na Ziemi. W sumie jest bardzo podobna do tamtej wcześniejszej. Oraz rośliny. Szczyt jej, tak jak wspomniałem wcześniej, następuje w momencie, kiedy umieramy i energia jest wysysana z nas. Tutaj najczystszą formą tego Luszu jest oczywiście miłość. I tak jak wspomniałem, właśnie te historie o Luszu są zlepkiem różnych teorii, które są zaczerpnięte z obszaru różnych religii, czy też nauk dotyczących ewolucji oraz powstania życia na Ziemi, na powierzchni ziemskiej. Niektóre części brzmią podobnie w Biblii. Tam też jest mowa o tej właśnie boskiej cząstce, która została dana każdemu człowiekowi. Na przykład biblijny Bóg również ma możliwość uśmiercania życia na Ziemi oraz kształtowania klimatu naszej planety.
Jednak też równocześnie troszczy się o swój naród i narzuca mu określone postawy oraz uczy miłości. Tutaj wykonawcami tych Bożych poleceń są aniołowie, a w przypadku Luszu są nimi nadzorcy. W aspekty biblijne sprytnie są również wplecione wątki naukowe, które pokazują w pewnym stopniu proces ewolucji na planecie. W tym też rozumieniu można wysnuć wniosek, że Monroe wymyślił całą tę historię, będąc w odmiennym stanie świadomości, łącząc wszelkie dostępne mu informacje w jedną całość. Oraz wymyślając nowe nazwy i bardzo ogólnie opisując niektóre miejsca, czy też na przykład osoby typu: ktoś, gdzieś, coś, ja. Dlatego, dlaczego i tak dalej. Samo pojęcie Lushu wydaje się być dość oryginalne, ponieważ jego pewne przesłanki można znaleźć co prawda w czci, jakiej oczekiwały różne bóstwa na przestrzeni historii wieków ludzi żyjących na planecie Ziemia, ale też wzbudzają w nich określone odczucia. Jednak sam cel związany z życiem organizmów żywych na planecie Ziemi jako producentów Lushu jest czymś zupełnie nowym. Z drugiej strony fakt połączenia, powiązania teorii Lushu z religią oraz nauką może nam sugerować, że jej autor, czyli Monroe, w rzeczywistości odsłonił część prawdy. W końcu nawet legendy zawierają jakąś część autentyczności.
Każda legenda, jest takie przysłowie, ma w sobie ziarnko prawdy. Pod tym względem teoria Lushu dałaby odpowiedzi na niektóre pytania typu: czemu dobry Bóg pozwala na tak liczne cierpienia i niecierpliwość, jaka dzieje się na przykład na świecie? Pytań tych może być naprawdę wiele i dużo i zawsze będziemy mieli pytania oraz wątpliwości. Tu na czacie jakaś zbulwersowana osoba jest, że jakie trolle. Nie, ja powiedziałem po prostu trolle, bo widzę, że tutaj zadziałało, więc przypuszczam, że coś tam było nie tak i z tego względu nazwałem trolle. Jak cię obraziłem, to przepraszam, nie o tym mi chodziło, żeby ciebie nazywać akuratnie, Marcin P. jako trolla. Chodziło mi bardziej o sytuację, która się tutaj zadziała jakaś na czacie. Początkowo syntetyczny Lusz powstawał właśnie jedynie w chwili śmierci organizmów węglowotlenowych. Dlatego też podstawą jego wytwarzania był łańcuch pokarmowy lub był zatem czerpany w chwili spożywania, czyli też na przykład w chwili śmierci jednego z przedstawicieli hodowli.
Później się okazało, już wspomniałem wam o tym wcześniej, że ten Lusz był już lepszej jakości. Dlatego też przedstawiciele, kreatorzy tej hodowli zaczęli między sobą walczyć o to pożywienie. To jest teoria. Jednak w trakcie eksperymentów w ogrodzie pojawiły się też inne, jeszcze lepsze sposoby czerpania tego Lushu, które przekroczyły oczekiwania kreatora. Były one bezpośrednio też związane z wykształceniem się uczuć oraz związanych z nimi emocjami wśród przedstawicieli tych hodowli. Wiecie co? Bardzo dobrym przedstawieniem tak naprawdę tej koncepcji jest też film „Matrix”. On tam też właśnie pokazuje w pewien sposób. Oczywiście koncepcja jest dobra, powiem wam szczerze, bo nawet też ostatnimi czasy miałem pewną ciekawą wizję. Właśnie coś pokazane na zasadzie „Matrixa”.
Koncepcja jest dobra, tylko że oczywiście tu jest przedstawione w taki sposób, że kto ma zrozumieć, ten zrozumie i załapie tą całą koncepcję. Natomiast jest to hollywoodzka, więc bajkowe przedstawienie życia ludzkości, planety naszej. Natomiast film „Matrix” dużo elementów prawdy mówi tak naprawdę, pokazuje nam. Jest to już stara koncepcja. Natomiast rzeczywiście polecam tutaj film „Avatar”. Jest też bardzo dobry. Wydaje mi się, że nawet „Avatar” jest dużo lepszy. Więcej prawdy tam jest, tak bym to powiedział. I tak jak powiedziałem o przedstawicielach tych hodowli przed chwileczką. Okazało się, że najlepszej jakości Lusz powstaje wtedy, kiedy te okazy hodowlane, czyli my, czy istoty żyjące tu na Ziemi, przeżywają miłość, nienawiść, strach oraz wszelkiego rodzaju inne emocje, o których wspomniałem wcześniej.
Liczy się tu też przede wszystkim intensywność tych uczuć, a nie ich rodzaj, czyli bez znaczenia jest to, czy są one pozytywne, czy negatywne. Jednym z najintensywniejszych emocji produkujących najczystszą jakość tego Lushu było właśnie uczucie samotności. Co się teraz dzieje po zamykaniu w domach? Odkrywszy to, kreator podzielił właśnie te istoty, wspomniałem wam wcześniej, parę minut temu, na dwie części, powodując w nich uczucie osamotnienia. Czyli kobieta, mężczyzna, samiec, samica i tak dalej. Ja myślę, że każdy ma takie momenty, elementy w swoim własnym życiu. To jest to. Żeby utrzymać równowagę w tym ogrodzie zło oraz dobro uzupełniało się nawzajem, co zapewniało najbardziej optymalną produkcję Lushu. Kreator więc ustanowił w ogrodzie takich jakby specjalnych nadzorców, których zadaniem było właśnie zbieranie oraz przesyłanie tego Lushu w miejsca przeznaczenia. I tak to działa do dnia dzisiejszego.
Do dnia dzisiejszego. Wspomniałem wam o aniołach oraz istotach demonicznych, czyli nad gromadzeniem tych pozytywnych, zbieraniem tego pozytywnego lushu z pozytywnych emocji czuwają nadzorcy, których możemy nazwać aniołami czy też istotami światła. Ja to tak bardziej nazywam. Natomiast nad gromadzeniem i wytwarzaniem lushu z negatywnych emocji, pieczę sprawują nadzorcy, którzy w świadomości powszechnej odbierani są jako istoty demoniczne. Obie te strony pełnią tę samą funkcję, rolę. Liczy się tutaj cel, czyli zebranie tego lushu. Metoda jest oczywiście inna. Co jest też bardzo istotne to to, że na wyższym poziomie kompletnie nie ma znaczenia, czy operuje się energiami miłości czy demonicznymi. Wiecie, jaki aspekt istoty demoniczne wykorzystują do tego, aby kontrolować nami tutaj? Wszystko jest oparte o fałsz i kłamstwo, ale z drugiej strony one sobie zdają sprawę z tego, że twórca jako kreator ma wywalone tak naprawdę na to, co się z nami na Ziemi dzieje, z tego względu, że dla niego ważny jest element zebrania tej całej energii.
Mają świadomość tego, że nie przejmują się tak naprawdę jednostkowo. Chodzi o to, że zdają sobie sprawę i wiedzą, że mogą działać, krzywdzić inne istoty z niższego poziomu z tego względu, że wiedzą, że tak czy inaczej kreator im wybaczy, więc oni na tej płaszczyźnie operują. Czyli jednym słowem hulaj dusza, piekła nie ma, ale na koniec i tak pochylimy się nad tatusiem, a tatuś i tak nas pogłaszcze. Na tej zasadzie to działa i to są przekazy, które ja akurat nie otrzymywałem. Właśnie przerażający jest ten moment, kiedy w swoich doświadczeniach człowiek dochodzi do tego momentu, że właściwie, jak to nazwać? Z jednej strony widzi się bezsens tego wszystkiego, czyli że żyje, że zaraz umrze, że przeżyjesz tu 50, 60, 70 lat, 40, 30, 20. Różnie to bywa, ale z drugiej strony masz świadomość tego, że jesteś elementem tej całej układanki. Dosłownie jak domek z klocków Lego, że jesteś tylko częścią tej całej machinerii. Jedną z zębatek w kole, która tworzy tą całość. Ostatnio miałem takie przemyślenia, kiedy sobie siedziałem u siebie na klifach, na ławeczce i tak się zastanawiałem i próbowałem z szerszej perspektywy popatrzeć na to wszystko.
Kiedyś słyszałem, Jarek Bzoma chyba o tym wspominał i Darek Zugier też, że w pewnym momencie można dojść do wniosku, że tak naprawdę nic nie ma sensu. Ale ja myślę, że to raczej nie o to chodzi, bo ważniejsza jest akceptacja i pojęcie, zrozumienie, a przede wszystkim poddanie się tym wszystkim procesom, które zachodzą, które powodują, że w jakiś sposób my się indywidualnie już oddzielamy. Być może też w planach wszech energii jesteśmy, będziemy może też kolejnymi kreatorami, bo przecież awansować na wyższy poziom można. To chyba cały czas o to chodzi, żeby jak najbliżej tego źródła być, najczystszej energii. Tak czy inaczej to jest element napędzający i motywujący nas jako świadomość, kiedy się zostawia całkowicie tę powłokę ziemską. Właściwie ciało jest nam zupełnie obojętne. Możemy wracać, a wcale nie musimy. Takie przynajmniej są odczucia, kiedy porusza się świadomością po światach zarówno swoich wewnętrznych czy zewnętrznych, bo też w swoich własnych bąblach iluzji. Tak to wygląda i można popaść w doły. Naprawdę można popaść w doły, jeżeli się nie jest odpowiednio przygotowany, zmotywowany i przede wszystkim, kiedy się nie widzi tej całości, tego całego oglądu współdziałania, współtworzenia, brania udziału w jednym wielkim przedstawieniu.
Oczywiście każdy ma swój własny, indywidualny film czy klatkę, którą sobie może przeglądnąć, oglądnąć, cofnąć do tyłu, do przodu, w przeszłość, przyszłość i tak dalej. Ale z drugiej strony jesteśmy elementem łączącym pozostałe. Istoty są na różnym poziomie. Tak naprawdę my też jako ludzie tutaj Jako ludzie, jako istoty świetliste w pewnym sensie, bo każdy z nas jest generatorem. Mamy tą świadomość, możliwość większą lub mniejszą. Wiele procesów przecież odbywa się bez naszej świadomości, nawet nie zdajemy sobie sprawy. Eksperyment prosty. Nie musimy myśleć o tym, żeby poruszyć na przykład małym palcem, a robimy to i dzieje się to w ułamku sekundy. Ile to milionów procesów informacji musi przez nasz system nerwowy przejść, a jeszcze wcześniej zostać przeanalizowanych w naszym umyśle. I my o tych rzeczach tak naprawdę nie myślimy, a to się dzieje.
Tutaj na czacie Janusz Dębowski napisał na czacie Radia Paranormalium na YouTube: „To znaczy, że ten wielki kreator, który zwie się miłością, mordowałby swoje dzieci, które stworzył? Czy da się z tym pogodzić?” Drogi słuchaczu, zapewniam cię, że ja też mam bardzo wiele wątpliwości i pytań. Im bardziej zagłębiam się w te swoje przestrzenie i próbuję badać, tym mam więcej wątpliwości. Osoba, która śni trochę więcej, postrzega, widzi, nie powinna mieć wątpliwości. Ale z drugiej strony to, co widzisz i doświadczasz, powoduje to, że widzisz ten bezsens tego wszystkiego. Ale tak jak wspomniałem wcześniej, chodzi tu tak naprawdę o to, żebyś po prostu zaakceptował. Są pewne rzeczy i procesy, które muszą się stać, które muszą się odbyć. Tak jak wspomniałem wcześniej, choćby o tym poruszeniu małym palcem u stopy, gdzie nie musimy na to zwracać uwagę, a jednak ten proces musi się odbyć tak, abyś tym palcem poruszył. I tak samo tutaj, kiedy weźmiesz szersze perspektywy i spróbujesz zobaczyć na wszystkie elementy z punktu widzenia całości, wtedy nabiera to jakiś sens. Ja wiem, że to jest trudne, bo ja też z tym mam problemy.
Jesteśmy tak zaprogramowani, przyzwyczajeni do tych wszystkich swoich nawyków, bo tak to właśnie wygląda. „Świetliste istoty to temat, który mnie bardzo frapuje.” — Marcin P. My też jesteśmy świetlistymi istotami. Pamiętajmy, że każdy ma to światełko. My jesteśmy generatorami energetycznymi. Wspomniałem o tym luszu, o koncepcji tego ogrodu. Osoby, które postrzegają, widzą właśnie poza. Ta jakość tego snu jest bardzo ciekawa, bo po energetyce ja na przykład jestem bardziej energetyczny, mam zdolności radiestezyjne i dla mnie to też jest bardziej wyczuwalne. Już z samej natury mojej konstrukcji świadomości jest to, że ja to widzę po prostu i po tym widzeniu wewnętrznym, własnym, zewnętrznym okiem jestem w stanie widzieć energię, a poprzez jakość tej energii jestem w stanie wyczuwać intencje innych osób. Dziś miałem na przykład dziwną sytuację, nawet na Facebooka wrzuciłem.
Przyszedłem sobie na klify. Byłem kompletnie sam. Po dwóch godzinach mnóstwo ludzi. Jasne, rozumiem to. Ładna, piękna pogoda i tak dalej. Tylko że w pewnym momencie, jak słuchałem sobie muzyczki i kompletowałem, układnąłem sobie jeszcze plan, scenerię mojej dzisiejszej audycji, zacząłem się rozglądać i nagle się okazało, że wokół mnie same kobiety. I to było dziwne w tym wieku. Tak że te obie koncepcje o aniołach i demonach pełnią tę samą rolę i wspomniałem wam o tym. Tak naprawdę one nie różnią się między sobą. Chodzi tutaj o zebranie tego luszu.
A jaka to będzie strona, czy dobra, czy zła, to dla kreatora jest to zupełnie już bez znaczenia. Dla nich wszystkich jesteśmy tak naprawdę tylko i wyłącznie okazami w hodowli produkującym potrzebny im lusz. Nikim mniej też, ani nikim więcej. Utrzymanie świata w ciągłym konflikcie, katastrofy naturalne i temu podobne rzeczy są sterowane odgórnie przez nadzorców, kontrolerów. Są również z tej płaszczyzny, oczywiście ziemskiej. Są również z góry one zaplanowane. Wojny, kataklizmy czy też epidemie, pandemie są określane mianem wielkich żniw, podczas których produkcja luszu jest największa, a sam lusz w ten sposób pozyskiwany ma najlepszą jakość. Swego czasu stworzyliśmy taką akcję jak Koronka Miłości, gdzie ludzie rozpoczęli wspólne medytacje. Sam brałem w tym udział i wspominałem nawet chyba u Sławka w audycji. Zadawałem mu pytanie, czy widział Widział, co się w ogóle dzieje w poza.
Było tam ogromne nasycenie energii. Było to widoczne bardzo mocno. Ziemia była wręcz otoczona dosłownie jak wirus pod mikroskopem, taką jakby ścianką mgły otaczającej Ziemię. Nad Ziemią, przynajmniej w moich wizjach było mi to pokazane, pewna istota mglista, która zbierała tę energię. Teoria luszu nie jest zbyt optymistycznym tłumaczeniem sensu naszego istnienia tu, na tej planecie. Jednak doskonale wpisuje się w ostatnio tak bardzo popularną genezę świata matrixowego jako plantacji ludzkiej energii. Jesteś tylko bateryjką. Istnieje wielu przeciwników tej teorii, ale nie sposób jest też nie zauważyć, że w jakiś sposób tłumaczy ona to, co we wszystkich innych teoriach jest dla nas niejasne. Logicznie rzecz patrząc, musiałaby być jakaś przyczyna, dzięki której tu jesteśmy. I trudno jest w to uwierzyć, że ktoś zadał sobie aż tyle trudu, żeby nas tworzyć tylko w imię bezinteresownej miłości.
Tym bardziej że świat, w którym żyjemy, wcale taką miłością nie jest wypełniony, a wręcz odwrotnie. Z punktu widzenia patrzenia kreatora nie ma to kompletnie żadnego znaczenia. Co mówił o luszu Robert Monroee? Przytoczę wam tu fragmenty. Będą to dość długie fragmenty, ale najlepiej chyba będzie, jak posłużę się jego słowami z jego książki. Są to fragmenty z książki „Dalekie podróże” wydawnictwa Limbus, Bydgoszcz 2000, w tłumaczeniu Mai Błaszczyk oraz Bogdana Krowickiego. Cytaty są zaczerpnięte ze stron 281-294. Sorki, ale musiałem się zagłębić w to, co piszecie na czacie. Ciekawe koncepcje tutaj słuchacze przedstawiają, ale przejdźmy w takim razie do tego, co mówił Monroe w swoich książkach odnośnie luszu. „Ktoś, gdzieś, a może jedno i drugie, potrzebuje, lubi, chce, ceni, zbiera, jada lub zażywa jako narkotyk w milionowych bądź niezliczonych dawkach substancję o identcie lusz.
A więc elektryczność, ropa naftowa, tlen, złoto, pszenica, woda, stare monety, uran. W miejscu zwanym Gdzieś lusz występuje bardzo rzadko, a ci, którzy go posiadają, uważają, iż jest niezbędny do tego, do czego się go używa”. Przypominam, są to cytaty, informacje zaczerpnięte z książek Monroe „Dalekie podróże”. „Kierując się prawem podaży oraz popytu, powszechne prawo w Gdzieś, czy też ktoś, zamiast poszukiwać naturalnych zasobów luszu, zdecydował się go produkować w sposób, powiedzmy, sztuczny. Postanowił on więc założyć jego hodowlę oraz uprawiać go w ogrodzie. Naturalny lusz odznaczał się różnym stopniem czystości. Stwierdzono, że powstał on w wyniku ruchów wibracyjnych podczas cyklu węglowotlenowego oraz wtórnie podczas procesu reakcji. Badacze w Gdzieś przemierzali duże odległości w poszukiwaniu nowych źródeł tej cennej substancji, a ich odkrycia witano z wielkim entuzjazmem i nagradzano. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy hen, gdzieś tam daleko, gdzieś w zapadłym kącie ten ktoś...”. Monroe używa słowa ktoś, ale wiadomo, że chodzi tutaj o kreatora czy też poszukiwacza tego luszu.
„Założył eksperymentalny ogród. Najpierw stworzył odpowiednie on środowisko, w którym to mógł powstać i rozwijać się cały cykl węglowotlenowy. Ustanowiona przez niego równowaga zapewniała rosnącym osobnikom właściwe oświetlenie i stałą dostawę odpowiedniego pożywienia. Potem ten ktoś próbował oszacować swoje plony. Rzeczywiście pierwsza hodowla dostarczyła luszu, ale w małych ilościach i w nie najlepszej pod tym względem gatunkowym jakości. Nie nadawał się on do zabrania w miejsce zwane tam gdzieś daleko do pierwotnej krainy innej rzeczywistości. Problem był tutaj podwójny. Okazy rodziły się zbyt drobne oraz żyły bardzo krótko. W efekcie tego powstawało niewiele marnej jakości luszu, gdyż w tak ograniczonych warunkach nie było czasu na jego wytwarzanie. Ponadto lusz można było zbierać tylko w momencie, gdy jednostki te traciły życie.
Ani chwili wcześniej”. Jak opisuje Monroe, druga hodowla, która okazała się nie lepsza, o ile nie gorsza od pierwszej, rozwijała się w innej części ogrodu i w odmiennym od poprzedniego środowisku. Tym razem nie było to środowisko płynne, lecz środowisko gazowe. Ze związków chemicznych o większej gęstości utworzone zostało podłoże, dzięki czemu związki te były stale dostępne. Ktoś zasadził nieliczne ilości znacznie dorodniejszych egzemplarzy nowych odmian. Niektóre z nich były wiele tysięcy razy większe i miały bardziej złożoną budowę od prostych jednokomórkowych okazów z pierwszej hodowli. Wprawdzie został odwrócony ten cały cykl węglowotlenowy, ale cały zasięg pozostał jednorodny. Podobnie jak w przypadku pierwszej uprawy, osobniki rozmnażały się regularnie i samoczynnie kończyły życie. Aby uniknąć nierównomiernego rozkładu odżywczych substancji chemicznych oraz oświetlenia, co miało miejsce w przypadku tego pierwszego ogrodu-eksperymentu, ten ktoś postanowił, że osobniki drugiej hodowli nie będą się poruszać po całym ogrodzie, lecz każdy z nich pozostanie w przydzielonej sobie jego części. W tym też celu wyposażył je w silne wyrostki sięgające w głąb twardego podłoża i unieruchamiające roślinę.
Z korzeni tych wyrastały łodygi lub pnie dźwigające wyższe partie roślin, tym samym umożliwiając im otrzymywanie koniecznej proporcji światła. Górne części roślin, te szerokie oraz cienkie i dość wiotkie pełniły rolę przekaźników energii. Wiecie już chyba, dlaczego dobrze się czujemy, kiedy obejmujemy drzewo. Przepływające przez nie w obydwu kierunkach związki węglowotlenowe zapewniały roślinom odżywianie i wymianę z otoczeniem. Poza tym każdy okaz zaopatrzono w kolorowe radiatory wraz z generatorami małych cząstek. Rozmieszczono je symetrycznie w pobliżu wierzchołka. Chcąc przyspieszyć rozmnażanie się roślin, ktoś wywołał gwałtowne ruchy wibracyjne w gazowej powłoce. Z czasem przekonał, że ten sam burzliwy proces pomaga on w zbieraniu lusz. Ja też system wibracyjny, te ruchy wibracyjne wykorzystuję też na przykład u siebie w dostrajaniu się. Uwielbiam to.
Jednym słowem manewrowanie energiami jeszcze przed wyjściem, w takim jakby pół zawieszeniu. Ja bym to tak nazwał. Bardzo ciekawe doświadczenia i uwielbiam ten stan. Jeśli zaburzenia były dostatecznie gwałtowne, kładły kres życiu roślin, które umierając wydzielały lusz. Miało to duże znaczenie, gdy istniała konieczność natychmiastowej dostawy tego surowca, gdyż nie trzeba było czekać na okres zbiorów. Pomimo to plon drugiej hodowli okazał się nader niezadowalający. Co prawda jednak osiągnięto tutaj znaczny przyrost ilościowy, ale zbyt długie życie roślin nie wpływało korzystnie na jakość wytwarzanego przez nie luszu. Zatem kreator zastanawiał się, co mógł przeoczyć. Do takich wniosków dochodził zbierając właśnie ten lusz. Okej, jestem z powrotem.
Widziałem, że tutaj była jakaś przerwa. Problemy techniczne utrudniają. Mi dzisiaj wysadzili radio, ale to też tam była jeszcze inna sprawa. No właśnie, tutaj na czacie Fanfarobeco: „Jeszcze jedno. Ostatnie czasy ludzkie ciała zmieniają się z budowy węglowej na krzemową, lżejszą energetycznie w związku ze wzrostem świadomości. Także kreator niebawem padnie. Osko mówił, że gdybyśmy wszyscy weszli w pole serca w jednym czasie, czyli wyszli z emocjonalności, to w tym momencie oczyściłyby się wszystkie wody na globie”. Co do tego pierwszego, powiem wam ciekawostkę, bo ostatnio, dwa dni temu przyglądałem się w lustrze i miałem wrażenie, że mi się kolor oczu zmienia. Pewnie to zabrzmi teraz dziwnie, ale jakieś takie bardziej świetliste się robią i zmienia się kolorystyka na bardziej jaśniejszą. Nie wiem, może ja sobie coś wkręcam, ale taką rzecz u siebie ostatnio zauważyłem.
Podobno można. Podobno ludzie zmieniają kolor oczu w trakcie swojego życia. No dobrze, ale w takim razie nie przedłużajmy. Idźmy dalej tropem Monroe'a oraz jego informacji z książki, o której wcześniej wspomniałem, czyli „Dalekie podróże”. Cytując zatem Monroe'a: Przed założeniem trzeciej hodowli ktoś długo prowadził badania, krążąc nad swoim ogrodem. Rzeczywiście zadanie, którego się podjął, nie było wcale łatwe. Wprawdzie osiągnął on sukces, ale tylko częściowy. Wyhodowany przez niego lusz był znacznie gorszy od dzikiej, występującej w tym stanie naturalnie odmiany. Jednakże też uporał się on z tym problemem, czego żywym dowodem była trzecia właśnie uprawa. Ten ktoś otworzył pierwotny cykl węglowotlenowy, a osobnikom przywrócił ruchliwość, bowiem doświadczenia wykazały, że oba te czynniki zapewniają wytwarzanie wysokiej jakości luszu.
Gdyby jeszcze udało się wyhodować większe okazy, sukces zapewne byłby zapewniony. Mając to wszystko na względzie, ten ktoś przeniósł na teren obecnej uprawy jednostki pierwszej hodowli, która nadal rozwijała się w części ogrodu, mając płynne środowisko. Zmodyfikował je tak, aby mogły one żyć i wzrastać w środowisku gazowym. Najpierw przystosował je do odżywiania się osobnikami drugiej hodowli, pozbawiając je życia tak, aby produkowały lusz. A więc teraz ilość tego luszu była znaczna, ale jego jakość, jego struktura wibracyjna wciąż pozostawiały wiele do życzenia. Przez czysty przypadek ten ktoś odkrył główny katalizator produkcji luszu. Długość bowiem życia monstrualnych i wolno poruszających się mobili, tak to nazwał Monroe, była nieproporcjonalna do ilości pobieranego przez nie pożywienia. Mobile zatem żyły tak długo, że wkrótce zdziesiątkowały jednostki drugiej hodowli. Wówczas to w całym ogrodzie została zachwiana równowaga ekologiczna i ustałaby wtedy produkcja tego całego luszu. Zarówno drugiej, jak i trzeciej hodowli groziła zatem zagłada.
Zaczęło brakować więc okazów z drugiej hodowli i wobec tego nie były zaspokajane zapotrzebowania energetyczne mobili. Często zdarzało się, że dwa mobile chciały zjeść tę samą jednostkę drugiej wyprawy i to rodziło konflikty oraz powodowało fizyczną walkę między dwoma niezgrabnymi mobilami. Czasami walczyło ich ze sobą nawet kilka. Początkowo ktoś był zdziwiony tymi zmaganiami, lecz później obserwował je z wielkim zainteresowaniem. Podczas walki mobile wydzielały lusz i to wcale nie w małych, a wręcz przeciwnie, w sporych ilościach i w dodatku znacznie mniej zanieczyszczony. Także przedstawiał on bardzo wysoką wartość użytkową. Ktoś szybko zatem sprawdził w praktyce dopiero, co zostało zrobione w tym odkryciu. A więc wyjął następne okazy z tej pierwszej hodowli z części ogrodu o płynnym środowisku. Przystosował je do życia w środowisku gazowym, ale też wprowadził pewną zasadniczą zmianę. Nowe bowiem mobile były mniejsze od poprzednich i miały żywić się innymi mobilami.
Rozwiązałoby to problem nadmiernej populacji mobili, a podczas każdego między nimi starcia powstawałoby więcej dobrego luszu. Nie mówiąc już o tym, który zostałby uwolniony w momencie, gdy nowe mobile zabijały egzemplarze innych gatunków. Wówczas ktoś mógłby przekazywać gdzieś znaczną ilość dobrego, czystego luszu. I w ten właśnie sposób powstała reguła głównego katalizatora. Konflikt między osobnikami cyklu węglowotlenowego powoduje stałe wytwarzanie tego właśnie luszu. I to było dla tego ktosia bardzo proste. Zadowolony z takiego wynalezienia formuły ten ktoś zaczął przygotowywać czwartą hodowlę. Wiedział już, że zbyt duże i za długo żyjące mobile z trzeciej hodowli nie mogły być użyteczne na większą skalę. A gdyby jeszcze wzrosła ilość tych mobili, należałoby powiększyć cały ogród, który z racji na to, że była mała przestrzeń, nie mógł pomieścić jednocześnie wielkich osobników trzeciej hodowli. Ponadto też doszedł on do słusznego wniosku, że jeżeli mobile będą poruszały się szybciej, łatwiej popadną w konflikty i tym samym zwiększy się ilość wydzielanego przez nich luszu.
Jednym aktem woli uśmiercił zatem on pozostałe dotąd przy życiu niezgrabne mobile z trzeciej hodowli. Jeśli zatem chodzi o osobniki uprawy pierwszej, nadal żyjące w wodnym środowisku, to zmienił ich wygląd, nadając im bogactwo kształtów oraz rozmiarów. Były teraz one wielokomórkowcami i odznaczały się dużą ruchliwością. Zaopatrzył je również w system równowagi. Powstały więc osobniki przeważnie nieporuszające się, które pochłaniały okazy węglowego cyklu drugiej hodowli służące im za źródło energii. Powstały też i inne, bardziej ruchliwe mobile, dla których źródło energii stanowiły poruszające się modyfikacje z pierwszej hodowli. Zamknięty obieg działał całkowicie zadowalająco. nieruchome osobniki drugiej hodowli rozwijały się znakomicie w płynnym środowisku. Żywiły się nim małe, bardzo ruchliwe mobile żyjące w wodzie. Z kolei większe oraz lub inne będące w ruchu mobile, chcąc zdobyć energię, konsumowały mniejszych zjadaczy roślin.
Kiedy jakiś na przykład mobil zanadto urósł i zrobił się zbyt powolny, stawał się on wtedy łatwym łupem dla mniejszych mobili, które zachłannie się na niego rzucały. Chemiczne pozostałości procesu trawienia osiadły na dnie płynnego środowiska i dostarczyły pokarmu nieruchomym modyfikacjom drugiej hodowli, zamykając w ten sposób cały obieg. Łańcuch pokarmowy przynosił w efekcie stały dopływ luszu, który powstał dzięki umierającym nieruchomym w wyniku emocji, jakie to wzbudzała sama walka oraz dzięki mobilom ginącym podczas tych całych potyczek, podczas tych wszystkich walk. Przeniósł się zatem on do innej części ogrodu środowiska gazowego otaczające stałe podłoże zbudowane z gęstej materii. Ktoś zastosował tę samą technikę, jeszcze bardziej ją ulepszając. Stworzył więcej odmian nieruchomych, czyli okazów z pierwszej i drugiej hodowli. Nieruchomych przepraszam, tak to nazwał mądrą, aby nowym mobilom dostarczyć dostatecznej ilości urozmaiconego pożywienia. Tak jak w pierwszej części ogrodu, tak i tu została zachowana równowaga między dwoma gatunkami mobili, a więc tymi, które odżywiały się nieruchomymi z drugiej hodowli oraz tymi, które potrzebowały innych mobili, aby utrzymać się przy życiu dzięki czerpanej właśnie z nich energii. Powstały więc tysiące rodzajów mobili różnej wielkości, osobniki zatem małe oraz duże, choć nie tak wielkie jak mobile z trzeciej hodowli. Wszystkie zostały wyposażone w pomysłowe akcesoria ułatwiające walkę.
Szybkość zatem poruszania się pozwalała na wymknięcie się wrogowi. Barwy ochronne miały na celu zmylenie przeciwnika. Ruchome narządy służące do wykrywania niebezpieczeństwa, a niezwykle twarde wyrostki do chwytania, przebijania i rozszarpywania wroga. Wszystko to ułatwiało walkę i przedłużało czas jej trwania, a w konsekwencji zwiększało wydzielanie luszu. W ramach dodatkowego eksperymentu ten ktoś zaprojektował i stworzył taką odmianę mobila, która w porównaniu z mobilami czwartej hodowli była słaba i niedołężna. Jednak mobile eksperymentalne miały dwie zasadnicze zalety. Mogły spożywać zarówno nieruchomych, jak inne mobile i czerpać z nich energię. Poza tym ktoś przekazał im cząstkę siebie, ponieważ nie było ani znane, ani dostępne inne źródło takiej substancji, by służyła jako główny czynnik wzmagający ruchliwość. Wiedział, że zgodnie z prawem przyciągania taka domieszka tej substancji całej, a więc też część jego dążąca do połączenia się z Niekończoną Całością, spowoduje u tego szczególnego gatunku mobila nieustającą ruchliwość. Tym samym dążenie do zaspokojenia potrzeb energetycznych poprzez pożywienie nie będzie jedyną siłą pobudzającą mobile do ustawicznej aktywności, a co najważniejsze poprzez potrzeb wynikających z wewnętrznego przymusu, jaki stwarza wszczepiona drobinka tego kogoś.
Nie będzie można też zaspokoić w ogrodzie. Tak więc zawsze będzie istniała potrzeba ruchu i konflikt pomiędzy tą potrzebą a koniecznością pobierania energii i o ile przetrwa, być może przyczyni się do stałej dostawy wysokogatunkowego luszu. Zatem czwarta hodowla przekroczyła wszelkie oczekiwania kogoś. Okazało się, że ogród zaczął dostarczać dobrego luszu. Równowaga życiowa działała zatem doskonale. Czynnik konfliktowy wpływał na wytwarzanie ogromnej ilości luszu, a dodatkową dostawę tego surowca zapewniała śmierć wszystkich rodzajów mobili oraz nieruchomych. Ktoś zatem wyznaczył specjalny nadzór kierujący produkcją i pomagający przy zbiorach. Utworzył on kanały, którymi transportowano nieoczyszczony luz z ogrodu do miejsca zwanego Gdzieś. To są oczywiście słowa Monroe'a, przypominam. Nazewnictwo właściwie Monroe'a.
Odtąd dzięki ogrodowi ten ktoś naturalne zasoby przestały być dla gdzieś jedynym źródłem luszu. Po sukcesie, jaki ogród kogoś odniósł w produkcji luszu, także inni zaczęli projektować i budować swoje ogrody. Było to zgodne z prawem podaży i popytu. Próżnia jest bowiem stanem niezapewniającym równowagi, ponieważ ogród kogoś tylko częściowo pokrywał zapotrzebowanie gdzieś na lusz. Nadzorcy innych ogrodów odwiedzali ogród kogoś, aby zbierać resztki luszu, które przeoczyli lub pozostawili jego zarządcy. Po zakończeniu pracy ktoś powrócił do gdzieś i zajął się innymi sprawami. Produkcja zatem luszu nadzorowana przez zarządców utrzymywała się na stałym poziomie, ale wszystkich zmian mógł dokonywać tylko sam ten ktoś. Zgodnie z jego zaleceniami nadzorcy co jakiś czas niszczyli część czwartej hodowli. Robili to, aby młodym, rodzącym się jednostkom zapewnić dostateczną ilość pierwiastków chemicznych, światła i innych środków odżywczych, a także po to, by zebrać dodatkowy lusz powstały na skutek właśnie takiego żniwa. W tym celu wywoływali zaburzenia zarówno w gazowej powłoce, jak i w stałym podłożu.
Zobaczcie, co się dzieje. Chemtrails i te wszystkie inne rzeczy wokół nas. Na skutek tych wstrząsów wiele okazów czwartej hodowli traciło życie miażdżone przez przetaczające się masy gruntu lub zalewane one przez wzburzone fale płynnego środowiska. Ze względu na specyfikę swej budowy osobniki czwartej hodowli nie mogły zachować życia po zanurzeniu w wodzie, gdyż przestawała w nich zachodzić przemiana węglowo-tlenowa. Życie ogrodu toczyło się przez całą wieczność według tego schematu, gdyby nie cierpliwość i spostrzegawczość kogoś. Od czasu do czasu badał on próbki luszu dostarczonego przez jego ogród. Nie miał ku temu właściwie żadnego innego powodu, poza tym, że zachował jeszcze resztki zainteresowania swoim planem. Dokonując analizy jednej z próbek, ktoś niedbale sprawdzał emanację tego luszu i już miał włożyć próbkę z powrotem do zbiornika, gdy nagle uświadomił sobie różnicę. Była wprawdzie bardzo niewielka, ale jednak była. Natychmiast się tym zainteresował.
Jeszcze raz sprawdził próbkę. Pośród emanacji zwykłego luszu wyczuwało się słabe promieniowanie luszu oczyszczonego, wydestylowanego. To było wprost niemożliwe. Przecież czysty lusz można było otrzymać dopiero po wielokrotnej obróbce jego naturalnych zasobów. Lusz pochodzący z ogrodu kogoś wymagał przed użyciem takiego właśnie potraktowania. Ale fakt pozostawał faktem. Próbka rafinowanego luszu wykazała tak czyste promieniowanie, że nie należało jej mieszać z substancją w stanie surowym, nieprzetworzoną. I ten ktoś powtórzył badanie. Rezultat był identyczny, a więc w jego ogrodzie działo się coś, czego wcześniej nie zauważył. Lećmy dalej z tym Monroe'm całym.
Ktoś szybko opuścił gdzieś i powrócił do ogrodu. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało tak samo, jak przedtem. Trwałe podłoże i gazowa powłoka ogrodu tworzyły bezkresny zielony dywan refleksów odbijających się od rosnących okazów drugiej hodowli. Modyfikacje pierwszej hodowli rozwijały się w płynnym środowisku, zgodnie z prawem akcji i reakcji, wychodzące się z zakresu prawa przyczyny oraz skutku. Ktoś nie zauważył źródła destylowanego luszu ani na terenie pierwszej, ani na terenie drugiej hodowli. Pierwsze wibracje rafinowanego luszu, już przetworzonego przez roślinność drugiej hodowli, dotarły do kogoś od jednego z okazów hodowli czwartej. Błysk promieniowania powstał podczas niezwykłego zachowania się tego osobnika. Walczył on bowiem na śmierć i życie z innymi osobnikami czwartej hodowli. Ktoś dobrze wiedział, że taka akcja nie mogłaby spowodować uwolnienia się destylowanego luszu i zaczął więc szukać przyczyny owego zjawiska. I w tym właśnie momencie odkrył różnicę.
Jednostka czwartej hodowli nie walczyła o resztki pokarmu, jakie pozostawały ze słabszej jednostki tej samej hodowli, ani o smakowity liść z drzewa hodowli drugiej. Nie walczyła też w obronie własnego życia z atakującą ją jednostką czwartej hodowli. Walczyła natomiast, by ocalić życie trzech swoich nowo narodzonych dzieci, które oczekiwały na rezultat walki skulone pod dużym okazem drugiej hodowli. Nie ulegało wątpliwości, że to było właśnie przyczyną powstania błysków destylowanego luszu. Podążając tym tropem ktoś posprawdzał, co robią w ogrodzie pozostałe osobniki czwartej hodowli i stwierdził powstawanie podobnych błysków w momencie, gdy inne stworzenia walczyły w obronie swoich młodych. Wciąż jednak coś tu się nie zgadzało. Gdyby wszystkie żyjące w tej chwili egzemplarze czwartej hodowli podjęły taką właśnie akcję, to suma powstała w jej efekcie rozbłysków destylowanego luszu nie dawałaby nawet połowy tego, co znajdowało się w próbce wyjętej ze zbiornika. A więc musiała istnieć jeszcze inna przyczyna powstawania rafinowanego luszu. Ktoś krążył nad ogrodem, systematycznie przeszukując każdy jego zakątek. W końcu zlokalizował źródło promieniowania wysokogatunkowego luszu.
Szybko więc udał się w tym kierunku. I rzeczywiście w pewnej części ogrodu pod dużym liściastym okazem drugiej uprawy stała samotnie jedna z ekstremalnych modyfikacji czwartej hodowli. Tych, które miały w sobie jego cząstkę. Nie była głodna, nie popadła w konflikt z inną jednostką czwartej uprawy, nie walczyła w obronie swoich młodych. To dlaczego w takim razie – zaczął się zastanawiać ten ktoś – wydzielała tak dużo destylowanego luszu? Ktoś zatem przesunął się jeszcze bliżej. Skoncentrował się intensywnie na tym stworzeniu i już wiedział, w czym rzecz. Było ono samotne. To właśnie stanowiło powód wydzielania przez nie czystego luszu. Gdy ktoś odsunął się znów, zauważył coś niezwykłego.
Zmodyfikowana jednostka czwartej hodowli nagle uświadomiła sobie jego obecność. Upadła na podłoże i zaczęła wić się w prawdziwych konwulsjach, wydzielając przezroczysty płyn z dwóch otworów służących do odbioru promieniowania. W tym momencie wytwarzała jeszcze więcej destylowanego luszu. Jaką mamy sytuację dzisiaj, jak jesteśmy pozamykani sami w domach? To właśnie wtedy ktoś stworzył swoją słynną formułę DLP, czyli Distilled Lush Production, Produkcja Destylowanego Luszu w tłumaczeniu, które stosuje się w ogrodzie po dziś dzień. Rezultat tej historii jest dobrze znany. Ktoś włączył do swej formuły taką bowiem zasadę, cytuję: „Wytwarzanie przez jednostki 4M czystego, destylowanego luszu jest wywołane przez niezaspokojenie, ale tylko wówczas, gdy niezaspokojenie to wypływa z potrzeb o wyższym poziomie wibracyjnym niż potrzeby zmysłowe. Im większe takie zaniepokojenie, tym większa produkcja destylowanego luszu”. Koniec cytatu. Wykorzystując zatem formułę w praktyce, ktoś wprowadził w swoim ogrodzie ogromne zmiany.
Są one dobrze znane każdemu historykowi. Wszystkie osobniki podzielił on na połowy, aby zrodziły się z nich uczucie samotności, które będą usiłowały ponownie się połączyć, chcąc uzyskać jedność. I zwiększył on też przewagę okazów 4M. To są dwie najistotniejsze innowacje. W chwili obecnej ogród jest fascynującym przykładem wydajnej produkcji luszu. Nadzorcy już dawno stali się mistrzami w sztuce stosowania formuły DLP. Jednakże typu 4M zmodyfikowały inne jednostki i rozprzestrzeniły się w całym ogrodzie, z wyjątkiem głębszej części wodnego środowiska. Są one głównymi producentami destylowanego luszu. W oparciu o doświadczenie nadzorcy wypracowali całą technologię zbierania luszu z osobników typu 4M, wykorzystując w tym celu pomocnicze narzędzia. Najbardziej powszechne z nich nazwano miłością, przyjaźnią, rodziną, chciwością, nienawiścią, bólem, winą, chorobą, zrozumieniem, ambicją, poczuciem własności, posiadaniem, poświęceniem, a na większą skalę narodowością, prowincjonalizmem, wojnami, głodem, religią, automatyzacją, wolnością, przemysłem, handlem i tak dalej.
Nigdy nie było tak naprawdę tak wysokiej produkcji tego luszu, gdyby właśnie nie te zabiegi, które zostały zastosowane. Także to było to, co miał do powiedzenia Monroe w swoich książkach odnośnie luszu. Jest to ciekawa koncepcja. Na pewno ja już się w swoim życiu nauczyłem tego, że nie ma co wszystkiego odrzucać. Trzeba mieć w miarę otwarty umysł. Problem jest taki, że ten zamknięty w pudełku umysł płata nam czasami figle i trzeba się nauczyć też odróżniać i wyciągać właściwe wnioski. Prawda jest jedna, ale prawdy też mamy wszyscy swoje, które w konsekwencji warunkują rzeczywistość. Co do tego luszu jeszcze z mojej strony, z moich doświadczeń. Jest to substancja, z pewnością, którą się Przynajmniej ja to tak odczuwam i widzę, że następuje pewne zagęszczenie energii, kiedy wychodzimy z ciała i próbujemy przejść w inną strukturę. Lusz też się świeci.
Przynajmniej ja tak widzę. Jest to energia. W pewnym sensie paliwo, tak jak wspomniane było wcześniej, dla funkcjonowania nie tylko nas, ale też kogoś tam jeszcze wyżej, z innego wyższego poziomu. Ja stosuję zasadę taką, że kontaktuję się zawsze ze swoim operatorem po tej drugiej stronie. Ja nazywam jego operatorem. Chodzi o ten bezpośredni kontakt, czy jest to dusza, czy operator. Nazwijmy sobie to, jak chcemy. To tak naprawdę nie ma znaczenia. Ważne, żeby rozumieć sens. I próbuję nawet czasami wpływać na moje fizyczne ciało, choćby nawet przez to, że gdy mam jakieś na przykład bóle czy coś, to ja próbuję współdziałać.
To znaczy, że nie wymagam czy nakazuję, chociaż silna wola też jest ważna. Natomiast chodzi generalnie o to, aby współpracować. Przede wszystkim nie chodzi na jakieś inne deale, które są sprzeczne, a tu się zawsze sercem kieruję. Mówi się, że serce też ma swój mózg i dużo ważniejszy niż ten mózg, który mamy w głowie. Który służy do zarządzania tu całych procesów fizycznych naszego ciała fizycznego. Także temat luszu jest dla mnie ciężkim tematem. Tak jak wam powiedziałem wcześniej, zastanawiałem się, jak to wszystko przekazać. Widzę, że tu jakieś treningi były na czatach. W ogóle przerwało audycję w pewnym momencie. Jakieś chyba ataki były czy coś.
Mi radio już dzisiaj wywalili, ale to też jest moja strona. Muszę do providera napisać, bo się skończyła po prostu licencja i zapomniałem przez ten cały weekend. Wolałem się dzisiaj zrelaksować. Polecam wam kochani siadanie sobie na trawce, na ławeczce, zastanawianie się nad tym, ale z drugiej strony też ta sentencja, to co wspomniałem wcześniej, że to samo odosobnienie, pozostawienie człowieka samemu sobie, to, co teraz mamy w tych naszych dziwnych, trudnych czasach, powoduje to, że człowiek jeszcze bardziej produkuje tej substancji, tej energii, która jest potrzebna tam komuś innemu po drugiej stronie. Pytanie komu? Nie chcę wchodzić głębiej w ten temat, bo ja mam tu swoje konkluzje, swoje refleksje, swoje doświadczenia. Kim jest ten ktoś? Natomiast bardzo ciekawe miałem ostatnio doświadczenia z próbą ogarnięcia poprzez postrzeganie pozazmysłowe. Bardzo ciekawe doświadczenia, refleksje. U mnie się w ogóle procesy jakieś takie dziwne dzieją.
Ja strasznie intensywne i bardzo szybkie dostrojenie mam ostatnimi czasami bardzo silne. Nawet czasami, kiedy położę się i leżę i intensywnie myślę nad jakąś rzeczą, to jestem w stanie się przyłapać, że przez dwie godziny nic innego nie robiłem, tylko się patrzyłem w sufit i się zastanawiałem, myślałem, analizowałem pewne rzeczy. Tak ten czas mi tutaj leci. Ale myślę, że to jest dobre, bo ja zawsze byłem za tą koncepcją, żeby człowiek usiadł na tej ławeczce i zaczął się zastanawiać, zadawać pytania, bo jest to jedna z pierwszych dróg służących nam do tego, abyśmy zaczęli postrzegać tę rzeczywistość troszkę inaczej. Jakoś tak zawsze miałem. Od najmłodszych lat lubiłem sobie przesiadywać na ławeczce i zawsze się zastanawiałem, gdzie ci ludzie tak wszyscy pędzą. Przecież życie powinno chyba trochę inaczej wyglądać. Dziś jest przestawienie całych tych systemów. Zaraz odpowiem na pytanie. Być może ma to związek z ogólnym przestawianiem się teraz całego systemu.
Człowiek z natury, my jesteśmy już tak dziś wyprasowani, że po prostu nie widzimy jakiejś innej drogi, alternatywy tego, co będzie dalej. Boimy się przyszłości. Ta epidemia, pandemia tak naprawdę, przynajmniej dla mnie, jest bardzo świetnym odbiciem społeczeństwa, społeczeństw mas, bo widzimy dokładnie, kto jest podatny na manipulacje oraz widzimy to, w jaki sposób można bardzo łatwo. To taki test, chyba mi się też wydaje przez elity tego świata, czy też nadzorców. Ja mówię nadzorców na nich. Po to, aby sprawdzić zachowania ludzi. Widzieliśmy też i brutalność i wszystkie te inne rzeczy. Ja pamiętam jeszcze swego czasu rozmowę z moim przyjacielem z dwa, trzy lata temu, kiedy mu mówiłem, że oznaką padającego systemu będzie niezrozumiałość czynów I to właśnie mamy. Najbardziej absurdalne procesy będą zachodziły właśnie wtedy, kiedy system będzie zaczął padać i to będzie sygnał taki, że nadchodzi zmiana. Ale ta cała pandemia, którą mamy dzisiaj i staram się tutaj wam, drodzy słuchacze, mówić w bardziej pozytywny sposób, nie strasząc was, bo komu to potrzebne.
Bardziej staram się, aby zrozumieć ten cały proces i pokazuje nam ta cała pandemia tą podatność na manipulacje, na chyba już wyłączenie procesów myśleniowych u większości jednak ludzi. Choć na przykład ja przez cały okres pandemii ani razu żadnej maski nie nałożyłem. Dwa bilety mi do Polski skasowano. Teraz muszę rok czasu czekać na zwrot pieniędzy. Chyba że wykorzystam vouchery, które mi tutaj zaproponowano, a raczej nie wykorzystam. Jeżeli chodzi o kupno biletu, trzeba od razu zapłacić, a o zwrot pieniędzy ot tak, trzeba poczekać 12 miesięcy. Musi się firma chyba w jakiś sposób odkuć. Ale zaplanowali, te firmy biorą udział w tym wszystkim całym procesie, więc są współwinne. Więc niech padają bez skrupułów. Skoro zdecydowały się na udział w takim dziadostwie, to niech padają.
To jest tak samo, jak teraz w tych czasach, gdzie mówi się o pedofilii i o tych wszystkich innych rzeczach. Że to sprawca zrobił, że on jest winny. Ja uważam, że nie do końca. Zawsze jest druga strona medalu i trzeba patrzeć na całość, a nie tylko na jego części, choć te części też w jakimś stopniu wpływają. Jesteśmy częścią wszystkiego, całości. Tutaj Fanfaro Beko na czacie YouTube'owym Radia Paranormalium napisał: „Komu jest to potrzebne? A może to ma związek z istotami pozaziemskimi, dokładnie UFO?” Domyślam się, drogi słuchaczu, że chodzi ci tutaj o ten cały luz, chyba tak? Bo nie sprecyzowałeś. Ja wiem, że jest opóźnienie radiowe trochę, więc może coś powiedziałem, a dlatego ty mi tutaj to pytanie dołączyłeś. Natomiast wydaje mi się właśnie, że UFO to jest w pewnym sensie, są bardzo świetne debaty ufologiczne na Radiu Paranormalium.
I tam właśnie też była kiedyś swego rodzaju chyba audycja. Jak dobrze pamiętam, nazywała się „Czy jesteśmy plantacją, czyjąś własnością?” Chyba coś takiego. Taka audycja była. Ona też była bardzo popularna. Chyba jedna z najlepiej słuchalnych audycji w Radiu Paranormalium, więc tam również panowie poruszali właśnie tę kwestię, czy jesteśmy czyjąś własnością. Wydaje mi się, że UFO jest właśnie taką jakby pewną częścią, odnogą kontroli. Sprawdzenia właśnie tej uprawy. Ja pamiętam kiedyś, swego czasu, kiedy robiłem eksperymenty w Londynie, gdzie to moje ja musiało umrzeć i rozbić się na części pierwotne. To był taki moment, kiedy zabrzmi to pewnie górnolotnie, ale podróżowałem pokojem swoim wręcz. Mój pokój był moim statkiem podróżniczym, kosmicznym, czy nazwijmy sobie to, jak chcemy.
I to właśnie był taki moment akuratnie w tamtych eksperymentach, gdzie spotykałem istoty właśnie szarawe. Właściwie jedną istotę szarawą. Była to istota, taki jakby szarak. Szaraków więcej w ogóle spotykam w swoich podróżach niż jakichś tam reptilian czy coś tego typu rzeczy. Wspomniałem kiedyś, że widziałem chyba tylko reptiliana, to widziałem może ze kilka razy. Niedużo. Natomiast tych szaraków więcej spotykałem. I w tym eksperymencie londyńskim właśnie było też takie coś, że taki szarak do mnie właśnie podleciał. Ale mi się wydaje, że to właśnie była ta ciekawość, ponieważ jeżeli bierzemy pod koncepcję to, że jesteśmy tą hodowlą i że mamy tych kontrolerów, dostrzegł po prostu jakby przebudzoną istotę emanującą światłem, energią, tą, która jest pożądana akuratnie dla tego gatunku istot niefizycznych. Więc wydaje mi się, że to zaciekawiło jego.
Natomiast ja tutaj oczywiście zareagowałem automatycznie i od razu podnosząc swoją wibrację serca, gdzie właściwie ta istota po prostu się rozpłynęła. Była i za chwilkę już jej nie było. Dobra, będziemy dobijać do brzegu. Tutaj jeszcze pojawiło się na czacie YouTube'owym Radia Paranormalium ciekawe pytanie, powiem szczerze. Fanfaro Beko: „Czyli jak się wypierdolić z tego ogrodu? Przestać być dostawcą tego luzu?” Wiesz co, Fanfaro Beko i wy, drodzy słuchacze. Trudne pytanie tak naprawdę. Problem jest wielojaki, bo tak naprawdę wszystko chyba jest uzależnione od tego, co my czujemy w sobie i jaką stanowimy cząstkę całości wszystkiego. Myślę, że tutaj dobrym wsparciem byłoby sprawdzenie naszych przeszłych milionów żyć i wyciągnięcie wniosków, w czym żeśmy się tak naprawdę dobrze wyspecjalizowali. Zresztą to wystarcza zwykła obserwacja naszych zainteresowań.
To, co lubimy robić, w jakie sfery, regiony nas ciągnie, miejsca, jakie lubimy odwiedzać i tak dalej. To by były pierwsze wskazówki, w czym jesteśmy specjalistami. Natomiast to jest oczywiście moje prywatne zdanie. Teraz na szybko mówię to, że wydaje mi się, że ja jestem za tym, że wszystko się i tak już dawno temu wydarzyło, więc odgrywamy scenariusz, film, możliwość zobaczenia tego na innej płaszczyźnie rzeczywistości, w innej sferze, w innej materii. Tak to bym określił. Natomiast my te wszystkie mechanizmy mamy. Powiem wam tak, że wydaje mi się, że jest wsparcie z tej drugiej strony. Ta druga strona też. Inne istoty, które przed nami wcześniej albo my też z innego poziomu postanowiliśmy tutaj się zagęścić, to mamy wsparcie też z drugiej istoty i to widać ogromnie. Jesteśmy wręcz prowadzeni jak po nitce w niektórych momentach.
Chodzi tu generalnie chyba o to, aby na nowo powrócić do swojego domu i na nowo stać się, ewoluować w poziomie duchowym w takich kreatorów. Każdy może ścieżkę wybrać sam. Mnie ciągnie w stronę światła i staram się w ten sposób w swoim życiu żyć, nie szkodząc nikomu, a jeżeli trzeba, to pomagając. Ale to jest tylko przekaz. To jest tylko informacja, która gdzieś tam warunkuje i ciągnie do przodu. Natomiast tak czy inaczej, to my będziemy musieli z tym wszystkim się uporać prędzej czy później. Naszą rolą jest tutaj kreacja już potem, chyba w późniejszym czasie, własnych prywatnych wszechświatów. Robimy to ciągle mniej, bardziej świadomie. Niektórzy może nie robią, może mniej świadomie albo w małych ilościach. Ja mam to szczęście, że mi jest jakoś łatwiej i mam możliwość przekraczania tych granic między rzeczywistościami właściwie bez żadnych problemów.
Tak naprawdę kwestia położenia, dostrojenia i wejścia. Jest też ciekawa rzecz, bo możemy też z drugiej strony sprawdzić to na własnej skórze, będąc tu jeszcze w tej rzeczywistości i odblokować, przypomnieć sobie swoje intencje takie, które podjęliśmy, schodząc tu na tą niższą płaszczyznę. Ja spotykam istoty, które to są spotkania nie do opisania. I tu nawet w ziemskiej sferze, mając swoich przyjaciół, znajomych, nigdy nie doświadczałem tej intensywności w taki sposób, jak doświadczam po drugiej stronie. To są istoty, które spotykam. To jest tak, jakbyś bardzo dawno nie widział starych przyjaciół. Czasami podróżuję po różnych miejscach, krainach z nimi. To są doświadczenia, które nie mają porównania tutaj. Nie mają tutaj tego przełożenia. Fanfaro Beko pisze: „Budda mówi o wewnętrznej, słabej emocji”.
Momencik, bo to tak napisane dziwnie. „Budda mówi o wewnętrznej, słabej, emocjonalnej, co nie równa się wcale zewnętrznej ambiwalentności, tak zwanego braku okazywania uczuć. Chodzi o bycie wewnątrz, w tym szczególnym miejscu. Może tej komnacie serca?” Wiesz co, tu emocje. Jasne, zrozumiałem pytanie. Wiem, o co ci chodzi. Nie raz było porównywanie, mówione to w audycjach zarówno w „Czas Nu” i innych, czy u Sławka też na przykład Bączkowskiego. Emocje mogą być też zgubne. I tutaj mówisz o tym odczuwaniu, o usuwaniu tych emocji. Jest to jakaś droga, ale wydaje mi się, że w dłuższej perspektywie i tak będziemy musieli powrócić do tych emocji.
Kwestia tylko, jaka energia tutaj przesiąknie, jaka przeważy ta ciemna czy ta jaśniejsza. Zresztą na wyższym poziomie nie ma czegoś takiego jak emocje. Emocje są oczywiście jeszcze w astrale. Jeżeli się wchodzi, to tam też się operuje na emocjach bardzo intensywnie, bo emocje nam dają praktycznie od razu odbicie nas samych, odbicie naszych myśli i intencji. Więc to jest bardzo szybko wyczuwalne w sposób telepatyczny przez inne choćby istoty, byty. Ale kiedy jeszcze wyjdziesz poza ten cały astral, to jest ten moment, kiedy to się nazywa fachowo nie archonci, tylko jeszcze inaczej. Ale jest taki moment, że można. Ja mówiłem o tym już w którejś audycji, o tych moich wizjach też. Tej istoty, postaci, siebie w sumie, tylko że już takiej jakby, kurde, jak to nazwać? W tej bąbli takiej całej, co już jest.
Nie potrafię tego teraz tak powiedzieć, ale mam to w głowie. Widzę to, przypominam sobie te moje wizje, natomiast nie jestem w stanie tego określić. Ale to jest ten moment, kiedy jest już rozwarstwienie na tę bąblę siebie wewnątrz, zewnątrz i patrzenie już na te swoje prywatne wszechświaty. Nie wiem, jak to powiedzieć, żebyście kochani to zrozumieli. Natomiast tak, tutaj jeszcze wspominasz o komnacie serca. Ja bardzo polecam to. Tutaj Robert Noble mówi też dużo o tym sercu. Polecam jego książki jak najbardziej. To są dobre książki. Uważam Roberta za jednego z najlepszych polskich OOBE'nautów.
Mamy tu stały kontakt, mniejszy bądź większy, ale mamy. Natomiast on tam dużo mówi też o komnacie. Ja tę komnatę serca stosuję bardzo. Teraz może mniej, ale ja sobie stworzyłem taki wewnętrzny świat w sobie, gdzie właśnie wchodziłem sobie do takiej komnaty, w której na środku stało. To też taki był mój pojazd do poruszania się w tych sennych przestrzeniach, gdzie sobie na tym siadałem. Byłem takim królem na tym tronie swoim. Jeszcze po prostu podróżowałem takim pokoikiem. Różnie to wyglądało. Czasami się unosiłem, gdzieś tam leciałem, ale czasami też pojawiały mi się, jak w Matrixie takie właśnie drzwi, gdzie sobie mogłem przejść. To było jakby takie rondo wszechświatów.
Tak to byśmy nazwali. Wyobraźcie sobie rondo. Na rondzie jest ustawione krzesło, na którym sobie siedzę i jakieś szklane szybki wokoło, także w takim pudełku szklanym jakby. Co jakiś czas się otwierają drzwi i mogę sobie różnymi drzwiami wyjść na przykład do swojego jakiegoś tam świata bądź istniejącego, bo to też kwestia różna była. Więc tak sobie robiłem. Ale to miejsce, jeżeli chodzi o komnatę serca, też tak sobie to nazwałem dokładnie, jak ty tu piszesz Fanfaro Beko. Stosowałem, dalej stosuję w mniejszym bądź większym stopniu, bo już teraz trochę inaczej operuję energiami. Stosowałem do samoleczenia się, do usuwania bólów, napięć w organizmie, uspokajania myśli, odczepienia po prostu świadomości od materii tutaj. Dobra, jeszcze popatrzę, co tam jest dalej. No dobra, to będziemy kończyć w takim razie audycję.
Tutaj jeszcze pytanie jest na czacie. Fanfaro Beko pisze: „Przyszła mi teraz myśl, że postawa obserwatora rzeczywistości to też może sposób na niezasilanie, czyli stan tu i teraz”. No właśnie. I dlatego ja próbuję w jakiś sposób uświadamiać też tutaj ludzi, aby patrzyli właśnie z tej płaszczyzny obserwatora. Aby patrzeć troszkę z szerszej, wyższej, większej perspektywy niż tylko to, co mam tu i teraz przy sobie, czyli mikrofon, laptop i tak dalej. Są jeszcze inne rzeczy, uczucia oraz jeszcze zupełnie inne rzeczy, które mogą wpływać na naszą transformację czy też przypomnienie, powrót do naszego wewnętrznego źródła. To jest taki chyba główny cel tych wszystkich moich audycji. „Czytałem kiedyś o człowieku, który był w obozie koncentracyjnym i przyjął postawę obserwatora tego piekła, jak pisał, żeby nie zwariować. Czyli patrzył na to jak na mechanizm”. No i tu masz odpowiedź.
Klucz taki jakby. No właśnie. Dobra, niezasilania tego. „Nie oceniał tego, co widział. Przyjął, że takie jest. Przetrwał obóz, jakby był niezauważalny przez hitlerowców”. Ja myślę, że coś w tym jest. Nie będę już tego rozszerzał, ale doskonale sobie zdaję z tego sprawę Fanfaro, co napisałeś. Będę kończył w takim razie audycję. Już jest rzezińska pora, trzy godziny audycji.
Kto tego będzie tyle słuchał? To tak jeszcze w skrócie. Audycja za dwa tygodnie będzie. Jeszcze raz was przepraszam, że tydzień temu nie było, ale po prostu wyszły takie, a nie inne okoliczności, więc nie za bardzo mogłem nadać. Następna audycja będzie za dwa tygodnie. Nie wiem jeszcze jaki temat. Muszę sobie przemyśleć, poukładać to w głowie, w jaki sposób to przedstawić, powiedzieć. Zapraszam was na stronę radiodreamtime.com. Tam macie archiwa, pełne archiwa oraz na kanał youtube'owy Yubi John. Co prawda kiedyś założyłem nawet kanał Radio Dreamtime i zacząłem wrzucać audycje na kanał Yubi John.
Po prostu później się już skapowałem, że już tak dużo tego wrzuciłem, że nie ma sensu przenosić na osobny kanał. Póki co live'ów nie mogę zrobić. YouTube mnie zablokował. Niestety cenzura działa, ale jest alternatywa: portal Bitchute i tam można spokojnie znaleźć audycje, które systematycznie, po troszku, w miarę możliwości wrzucam. Tam przynajmniej jest ciekawie, bo widzę, że nie ma zafałszowanych statystyk. Natomiast na YouTubie się różne dziwne akcje działy. A to mi dodawano jakoś słuchaczy, a to odejmowano, a różne jeszcze inne rzeczy były mieszaste. Nie chcę tutaj was zanudzać. Także w te miejsca was zapraszam. Oczywiście tu do Radia Paranormalium, którego też retransmituję.
Właściwie to do Radia Paranormalium i cenzura teraz, bo mi dzisiaj przyblokowali. Skończyła mi się licencja, więc muszę ją odnowić. Póki co do słuchania też oczywiście Radia Dreamtime wam zachęcam. Wszystko macie na YouTubie na kanale profilowym Radia Dreamtime. Myślę, że chyba tyle. Po audycji puszczę jeszcze jeden utwór muzyczny i po utworze muzycznym wam dzisiaj zaserwuję w częstotliwościach 432 Hz muzykę do spania, podnoszenie wibracji, relaks oraz podnoszenie dobrego samopoczucia i tego typu rzeczy, tak abyście na rano byli świeży i wypoczęci. To trwa dość długo, więc ja to na pewno skrócę, ten zapis, ale to już wiecie, po tym. Dobra, kończę. Żegnam się z wami. Do usłyszenia za dwa tygodnie.
Mam nadzieję, że wszystko będzie okej. Życzę wam dużo zdrowia, doświadczeń, analizowania, patrzenia z szerszej perspektywy, bo człowiek, który widzi trochę więcej, zna te procesy, nie da się tak łatwo oszukać. Tak mi się przynajmniej wydaje. Taka jest moja droga i tą drogą staram się iść, być, żyć w zgodzie z sobą, a efekty będą widoczne na zewnątrz. Życzę wam zdrowia, odporności, świadomych kolorowych snów, doświadczeń i dzielenia się tymi doświadczeniami. Na dysku na Radiu Dreamtime jest również folder „Dziennik Śpiocha”, więc jak macie jakieś swoje własne sny, przemyślenia to zapraszam was tam, żebyście wrzucali. Można wrzucać, a ja z chęcią na pewno wykorzystam. Brakuje mi tych audycji radiowych, gdzie słuchacze się dzielili swoimi informacjami. Ja też przecież byłem jedną z takich osób na samym początku w radiu, na fali. Także chciałbym do tej formuły wrócić, bo opowiadanie snów jest oznaką tego, że wszystko jest z nami okej.
Do następnego razu. Trzymajcie się, bądźcie zdrowi i odporności. Cześć. Projekt nie realizuje się .