[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Poniedziałek, 27 kwietnia roku pańskiego 2020. Minęła przed chwilą godzina 20:00, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycję o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:44] - Witam panie Marku, witam wszystkich bardzo serdecznie.
[00:46] - Tradycyjnie, ponieważ audycja jest realizowana w całości na żywo, wypadałoby przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium. Jakby ktoś chciał zadzwonić, na co zresztą myślę tak ja, jak i pan Sławek bardzo gorąco liczymy, że dzisiaj się państwo uaktywnicie nie tylko tekstowo, ale również głosowo. Nasze numery telefonów to oczywiście stacjonarne 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Można nas także spotkać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube.
Od jakiegoś czasu uruchamiam czaty na obydwu transmisjach, także na naszym głównym kanale bez słowa „retransmisja” w nazwie. Kanał o nazwie Radio Paranormalium. Tam również podczas audycji na żywo można czatować jak najbardziej. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:27] - Dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie. Przyłączam się oczywiście do prośby pana Marka odnośnie dzwonienia i aktywności telefonicznej, bo jak sami o tym mówicie, te audycje są ciekawsze, bardziej energetyczne, czasami bardziej emocjonujące. Zresztą ja też osobiście bardzo lubię bezpośrednią wymianę zdań, bo to jest dla mnie sytuacja bliższa mojej natury niż takie, mam nadzieję, że nie do końca klepanie monologu przeze mnie. Tak że dzwońcie kochani. A ja, żeby nie przedłużać, wrócę oczywiście do tematu poprzedniej audycji, bo obiecałem wam, że rozmawialiśmy o tym, jak możemy sobie pomóc i obiecałem, że coś więcej na ten temat w dzisiejszej audycji powiem. I powiem. Ale najpierw w sumie pochwalę się, bo udało mi się wczoraj nagrać dwa następne filmiki, które wrzuciłem na swoją stronę i na swój kanał. Tak że zachęcam tych, którzy nie obejrzeli, bo wiem, że część słuchaczy już się z nimi zapoznała i nawet się ustosunkowała do tego. Natomiast zadałem wczoraj na Facebooku, bo to jest takie moje główne narzędzie i innego oprócz osobistej poczty nie posiadam i telefonu.
Zadałem takie pytanie, troszeczkę przewrotne oczywiście i troszeczkę w moim przekonaniu dające trochę do myślenia i zmuszające do przemyślenia. To pytanie polegało mniej więcej na tym, czy ktoś słyszał, aby jakaś instytucja rządowa, jakieś państwo, jakiś rząd podjął badania bądź działania w tym kierunku, żeby ustalić, dlaczego różni ludzie różnie reagują na zarażenie koronawirusem. Że jedni przechodzą to podobno bezobjawowo. Ktoś tam sobie liczył statystycznie w Szwecji. Szwecja to ciekawy i dziwny kraj, że w samym Sztokholmie żyje w tej chwili 600 000 ludzi, którzy są zarażeni, natomiast nie posiadają żadnych objawów. Tu jeden ze słuchaczy trafnie powiedział, że ciężko to udowodnić. I całkowicie się z nim zgadzam, bo jeżeli ktoś nie ma objawów, to nie ma robionych testów, więc są to rozważania trochę hipotetyczne. Natomiast faktem jest to, że jedni ludzie umierają, inni ludzie ciężko chorują, innych się udaje uleczyć, inni przechodzą to w sposób bardzo lekki, a inni w sposób na przykład dużo cięższy.Przechodzą to zarażenie. I teraz czy ktoś podjął na świecie taki trud, żeby zbadać naukowo, dlaczego tak się dzieje i podjąć działania, żeby jak największa grupa ludzi mogła w jak najlżejszy sposób to zarażenie przejść? Oczywiście zadałem takie przewrotne pytanie: czy maski i zamykanie ludzi w domach, i szczepionka to jest jedyna nadzieja i jedyny ratunek dla ludzkości?
Oczywiście w podtekście miałem to, że wszyscy dokładnie wiemy, że ten wirus nie jest ani pierwszym na świecie, ani też z pewnością ostatnim, który nam się przydarzy. Więc gdyby podjąć takie działania zmierzające do odkrycia, zrozumienia, dlaczego jedni ludzie chorują lżej, a drudzy chorują ciężej, to może udałoby się w następnych latach uniknąć takiej skali śmierci i bardzo ciężko chorych przypadków jak teraz. Oczywiście mówię czysto hipotetycznie. Jak się domyślacie, odpowiedź na to pytanie znamy. Wy znacie, ja znam, gros ludzi zna. Oczywiście zadałem to pytanie. Zresztą też temu poświęcony jest mój filmik, który udostępniłem też na kilku grupach, który się nazywa „Nie dajcie sobą manipulować”. Mówię, z pewnością znacie odpowiedź na to pytanie. Natomiast ja wczoraj zadając to pytanie, mówię: „Mam was”. Mam was.
I oczywiście odpowiedź będzie „nie”, bo nikt tego nie robi, bo nikt nie jest tym zainteresowany. Wiemy dokładnie, że musimy sobie z tym problemem poradzić sami. I patrzcie, co za niespodzianka. Dzisiaj rano, być może nawet nie wiecie, natomiast ja gwoli uczciwości i gwoli mówienia prawdy, dzisiaj rano dowiedziałem się, że Polska jest pierwszym krajem, w którym w tym tygodniu ma się pojawić wyprodukowany, wymyślony i już testowany odpornościowy test DNA, który badając kilka składników DNA będzie mówił o tym, jaką tendencję genetyczną będziemy mieli w przypadku zachorowania na koronawirusa. Czy objawy będą bardziej ostre, czy będą bardziej delikatne? Podczas rozmowy z tym panem profesorem z tego poznańskiego instytutu, jest to inicjatywa tego instytutu. Jeszcze jakbyście się pytali, to podobno w przyszłym tygodniu te testy mają się pojawić w sprzedaży. Mają kosztować około 200, 300 złotych i każdy człowiek będzie mógł sobie taki test kupić, zrobić wymaz i wysłać do nich do laboratorium na to, żeby oni to przebadali. Bardzo fajne pytanie redaktora padło: „No dobrze, okej, ale skoro już to ustalimy, to co w związku z tym? Czy to już jest wyrok?
Co to dla nas znaczy?” Bardzo mądrze pan profesor odpowiedział, że rzeczywiście dla osób, które będą miały genetyczną tendencję do ciężkiego przechodzenia zarażenia, może to być informacja, żeby nawet przy najlżejszych objawach już udawać się w stronę sanepidu czy w stronę szpitala, żeby podjąć jak najszybciej działania prewencyjne. A co z pozostałymi? Dla pozostałych to też jest jakaś informacja. Natomiast pada następne pytanie, które będzie również i to weźcie sobie kartki i długopisy i zapiszcie, bo to jest najważniejsza informacja dnia, a może najważniejsza informacja roku. Czy oprócz tych tendencji genetycznych możemy coś z tym zrobić? Czy możemy w jakikolwiek sposób się przed ciężkim zachorowaniem na koronawirusa uchronić, zabezpieczyć bądź w jakikolwiek sposób zapobiec? I ponieważ uradowała mnie ta odpowiedź pana profesora, nie podam jego nazwiska, bo nie pamiętam. To zbyt szybko się działo, żebym był w stanie to zapisać. A ponieważ ona jest bardzo zgodna, chociaż powinienem powiedzieć, że to ja mam zgodne przemyślenia z panem profesorem, ale ja chciałem wam to powiedzieć tydzień temu. On to powiedział dopiero dzisiaj.
Co można zrobić, żeby się uchronić przed ciężkim przechodzeniem zakażenia koronawirusem? Pan doktor wymienił trzy podstawowe czynniki i te trzy podstawowe czynniki ja wam teraz powiem. Jeżeli nie słyszeliście tego, to będzie odkrywcze. Moim zdaniem powinniśmy z profesorem dostać Nagrodę Nobla i podzielić się nią pewnie na pół. Może on dwie trzecie, bo jest mądrzejszy i ma tytuł profesora. Trzy czynniki. Jesteście gotowi? To piszcie. Pierwsze to jest odżywianie. W naszym organizmie, to nie jest już pana profesora, to jest moja informacja, którą usłyszałem od innego profesora.
Żyje w naszym żołądku od kilograma do półtora kilograma bakterii. W naszym żołądku, w naszym przewodzie pokarmowym. I to, jaki pokarm dostarczamy do organizmu, ma bardzo duże znaczenie dla rozwoju bądź zabijania tych bakterii, które wspomagają walkę z koronawirusem. Mało tego, niektórzy lekarze mówią o tym na głos, żeby w przypadku koronawirusa czy możliwości zarażenia dużo pić, ponieważ okazuje się, że nasze kwasy żołądkowe z tym wirusem sobie bardzo dobrze dają radę. Więc pierwsza rzecz bardzo ważna to jest nasze odżywianie. To, co dostarczamy do naszego organizmu. Druga rzecz, on to nazwał jakieś tam psycho coś tam. Natomiast generalnie chodzi o naszą psychikę, o nasz stan emocjonalny. Im więcej jest pozytywnego myślenia-A mniej strachu, tym te szanse są większe. I trzeci to jest nasza aktywność fizyczna.
Aktywność fizyczna, która wymusza to, o czym już mówiłem przy okazji robienia i mówienia wam o ćwiczeniach z oddychania. Wysiłek fizyczny, aktywność fizyczna wymusza właściwy proces oddychania, oddychania pełną piersią. Coś, czego ludzie cywilizowani, zwłaszcza otyli, nie są w stanie zrobić nawet w 30%. I otóż macie, kochani. Oczywiście czwartym czynnikiem, na który bezpośrednio nie mamy wpływu, to jest powietrze, bo ilość zanieczyszczeń znajdujących się w powietrzu osłabia naszą odporność. Natomiast jako ludzkość mamy na to wpływ, natomiast bezpośrednio jako jednostki nie mamy na to wpływu. I tak naprawdę wszystko to, kochani, wszystkie te trzy czynniki plus czwarty, powietrze, o którym wspomniałem, składa się na nic innego, jak na naszą odporność, jak na właściwą pracę naszego systemu immunologicznego. Prawda, że odkrywcze? Mam nadzieję, że tak. Mam nadzieję, że teraz siedzicie w domach, bijecie oklaski, ponieważ odkryliśmy niesamowitą tajemnicę.
Wspólnie odkryliśmy niesamowitą tajemnicę, jak uchronić się przed wirusem, który aktualnie panuje i wszelkimi następnymi wirusami, które pojawią się niebawem na naszej planecie, wszystkich odmianach, mutacjach i paru innych rzeczach. Mam nadzieję, że ta audycja w związku z tym, co żeśmy sobie właśnie tutaj odkryli, będzie odtwarzana w setkach tysięcy odsłon na YouTubie i wszelkich możliwych rzeczach, ponieważ tak naprawdę mówimy tu o epokowym odkryciu, o czymś, co może uchronić setki tysięcy ludzi przed śmiercią. Oczywiście zastanawiacie się, co ze mną się dzisiaj stało i skąd taka zmiana mojej narracji. Oczywiście wszyscy o tym dokładnie wiedzą. Więc tak naprawdę mówimy o rzeczach bardzo poważnych, o rzeczach bardzo ważnych, ale i tak się nic nie zmieni. Bo co? Bo jesteśmy leniwi i o tym też będzie w dalszej części audycji, o tym lenistwie. Ale ja mówię o tym co jakiś czas, więc tu też nie będzie żadnego odkrycia. Tak, jesteśmy leniwi i wolimy w sposób mentalny rozkminiać, niż coś zrobić. Pan profesor powiedział, ja powiedziałem i może gdybym za zdradzenie tej tajemnicy chciał od każdego z was po 1000 euro, to być może przywiązalibyście do tego większą wagę.
Natomiast dostaliście to za darmo. Wiecie o tym od dawna. I teraz jest pytanie: do kogo pretensje? Do kogo, kochani, pretensje, że jest mi źle, że jest mi niedobrze, że zachorowałem? Brutalnie rzecz nazywając, ten wirus pokazuje, kto o siebie nie dba, kto tak naprawdę nie dbał o swój świat emocjonalny i o swój świat fizyczny. I oczywiście możemy tu snuć miliony teorii spiskowych i dalej nic z tym nie robić. My jako jednostki, jako pojedynczy ludzie. Przecież nikomu bardziej niż nam nie powinno zależeć na naszym zdrowiu. Oczywiście my jesteśmy leniwi, więc wolimy oczekiwać od innych, że pozałatwiają za nas wszystkie sposoby, rozwiążą wszystkie problemy, dadzą rozwiązania, wsadzą szczepionkę i powiedzą: „Dobra, teraz już może pan być zdrowy, szczęśliwy aż do następnego koronawirusa”. Kochani, temat wirusa odkładamy, bo nagrałem też drugi filmik, który nazwałem „74 poziomy wtajemniczenia”.
Ponieważ dostaję od was sporo różnego rodzaju informacji, one się pojawiają też pod moimi filmikami, więc uczciwość nakazuje spojrzeć, zapoznać się z tym materiałem, zanim napisze się komentarz. Więc w miarę oczywiście możliwości moich czasowych dokładnie to robię. I stąd taki pomysł właśnie, żeby taki filmik nakręcić. „74 poziomy wtajemniczenia”. Dostałem ostatnio sporo takich linków, gdzie jest 9, 10, 12, 7, 24. Według różnej nomenklatury, według różnych ludzi jest to różnie zaznaczane, natomiast mówi się o kolejnych etapach wtajemniczenia. I mnie fascynuje to, powiem wam szczerze, fascynuje mnie to. To, jak bardzo lubimy te wszystkie magiczne zwroty. Niestety mam takie skojarzenia z wcześniejszymi etapami naszego rozwoju. Na różnych jego etapach różnym rzeczom nadawaliśmy różne magiczne znaczenia.
Ogniowi, drzewom, zwierzętom. Za każdym stało jakieś tam bóstwo, ponieważ nie byliśmy w stanie zrozumieć zwykłych dla nas już w tej chwili mechanizmów biologicznych, fizycznych, astrologicznych, astronomicznych, więc przypisywaliśmy im boską moc. Przyklejaliśmy do tego jakiegoś boga, bo skoro ktoś zarządza takim skomplikowanym procesem, to nie może być człowiek. To musi być jakiś bóg. I my dalej Dalej w tym kierunku brniemy. Oczywiście zrozumieliśmy dużo więcej rzeczy niż rozumieliśmy 5000 lat temu, a dalej ubieramy to wszystko w jakieś magiczne słowa, określenia i tak dalej. Dostałem też ostatnio nawet tutaj od naszego gościa w jednej z audycji, od pana Tomasza, fajny artykuł. W zasadzie fajny, bo mówi o tym, że z wzorca 3D przechodzimy na wzorzec 5D, o zmieniającej się częstotliwości i tak dalej. I znowu te magiczne określenia, obsadzenie w 2012 roku krystalicznej czy świetlistej matrycy. A ja się pytam: kuźwa, co to jest świetlista matryca?
Miałem kiedyś taką — bo pewnie ci, co wiedzą, to wiedzą, ci, co nie wiedzą, to się teraz dowiedzą — najdłużej w życiu zawodowo, w sensie zarabiania pieniędzy, zajmowałem się meblami. Zresztą nadal troszeczkę się jeszcze nimi zajmuję. I miałem taką jedną z pracownic. Pozdrawiam ją serdecznie, chociaż z pewnością nie słucha naszej audycji. Miała kilka mankamentów dziewczyna, więc długo nie popracowała. Natomiast jednym z takich mankamentów było to, że ona używała słów, których nie rozumiała. I ona opowiadała klientom o tym, że meble będą fornirowane z MDF-u, na który będzie nałożony lakier poliuretanowy, który to w połączeniu z czymś tam będzie dawał efekt ble, ble, ble. Ludzie, którzy nie rozumieli, co ona do nich mówi, przytakiwali głową. Ludzie, którzy rozumieli, patrzyli na nią jak na idiotę. I teraz cóż ja mogę wam powiedzieć na temat świetlistej matrycy czy krystalicznej matrycy?
Co to jest krystaliczna matryca? To jest jeden z przykładów. Artykuł jest bardzo fajny. Oczywiście na samym dole, przy tym całym procesie tej transformacji pojawia się informacja, że jestem w stanie wam pomóc przy konsultacjach, których cena wynosi tyle, albo przy takim, że tu wam zrobię, a tu wam odpowiem i właśnie tam za 150, 300 i 700 złotych będziecie już wszystko wiedzieli, co z tym zrobić. Natomiast artykuł jest dla osób, które chcą coś tam sobie poukładać czy coś się dowiedzieć. Jest bardzo ciekawy, interesujący. Oprócz tych krystalicznych świetlistych matryc z portalami w celu transformacji ciała świetlistego z powodów jakichś. Kochani, po co? Po co to wszystko? Ja nie wiem.
Mnie to fascynuje i powiem wam szczerze, że coraz jestem bliższy temu, żeby zacząć używać takich słów i brać pieniądze za ich tłumaczenie. To jest też temat. Teraz mi przyszedł do głowy, się pojawił, nie byłem na niego przygotowany. Poniekąd zaczynam rozumieć sens brania pieniędzy za tak zwane usługi duchowe, ezoteryczne czy tam jakieś inne, ponieważ pieniądze nadają pewną wartość. Wartość rzeczy, której stało się posiadaczem, bądź wartość informacji. Jak idziemy do zwykłego lekarza, płacimy 50 złotych za wizytę i coś nam powie, co nam nie bardzo pasuje, to natychmiast mamy ochotę sprawdzić to u innego lekarza za 50 złotych. Albo iść do docenta bądź doktora nauk i zapłacić 120 złotych za wizytę i wtedy na wyższym poziomie wiedzy zweryfikować tą informację. A najlepiej, jak już chcemy mieć pewność, to zapłacimy 300 złotych za wizytę u profesora, ponieważ pieniądze nadają wartość informacji, którą się uzyskuje. I tak samo jest z tymi magicznymi słowami. To są informacje, które są potrzebne naszej podświadomości, ponieważ to nasza podświadomość to wszystko szufladkuje.
Jeżeli coś jest tajemnicze, to znaczy, że ona nie musi się tym zajmować, ponieważ ma prawo nic nie wiedzieć, więc może to po prostu odrzucić. Nie musi reagować. I to jest dla mnie, oprócz oczywiście wartości materialnej pod tytułem: jestem taki mądry, że zapłaćcie mi 300 złotych, to wam powiem, o co mi chodzi. Czyli namówienia kogoś do tego, żeby skorzystał z moich usług w celu wyjaśnienia tego, co mu przed chwilą ktoś powiedział albo dał na kartce. Ponieważ zwykły człowiek nie będzie wiedział, co to jest świetlista matryca połączona z portalami międzywymiarowymi służącymi do transformacji świadomości na poziomie ciała krystalicznego. No żesz kuźwa, proszę o wytłumaczenie. I teraz człowiek nie wie, co ma z tym zrobić, ale jego podświadomość napierdziela, mówi: wow, ale gość. Więc to jest jedna rzecz. A poza tym, jeżeli ktoś mówi takie mądre rzeczy, to jemu można zapłacić 300 złotych, 500 złotych. A jak już w ogóle mówi takie rzeczy, że nie rozumiem ani słowa, to i 1000, bo musi być naprawdę bardzo mądry.
I jest to informacja dla naszej podświadomości. Fajna, bo z jednej strony można dojść do tego, że pojawia się coś nowego. Ta nasza podświadomość jakby zaczyna troszeczkę fiksować, otwiera się na inne możliwości, pod warunkiem, że robimy to świadomie. A nie po raz kolejny dajemy sobą w jakiś tam sposób manipulować. WięcTo jest jeden aspekt. 74 poziomy wtajemniczenia. Ja w filmiku powiedziałem, analizując to, że moje dzieci... Powiem inaczej. Ponieważ nie za specjalnie mnie to kręci. Nie wiem, jak użyć tutaj jakiego słowa.
Nie bardzo mnie kręci te całe umagicznianie tego wszystkiego. Jestem człowiekiem prostym i chciałbym też uzyskiwać proste informacje. Proste, zrozumiałe dla mnie informacje. I to całe gmatwanie, nie jest mi z nim po drodze. I zastanawiam się też z drugiej strony, czy to całe umagicznianie tych procesów wynika z tego, że ci ludzie, którzy o nich mówią, ich nie rozumieją. Czy robią to celowo, nie rozumieją i przyklepują jakieś tam informacje. Sami ich nie rozumieją, więc uważają, że ktoś, kto użył takich słów, będzie dla nich autorytetem i oni te informacje już będą mogli przeklepywać i podawać je dalej. Czy robią to na tyle świadomie, żeby czerpać z tego jakieś korzyści? Kiedyś mój znajomy pisał ustawy. Ja go pytałem, oczywiście w latach 90.: „Stary, nie można tego napisać w prosty sposób, żeby normalny człowiek mógł to zrozumieć?”.
On mówi: „Nie, bo po pierwsze ja nie miałbym roboty, a po drugie nie byłoby możliwości interpretacji. Nie można by było stworzyć dziur w przepisach i tak dalej. A poza tym ja biorę ciężkie pieniądze za interpretowanie tych przepisów, za tłumaczenie księgowym, jak mają te przepisy interpretować”. Więc świadoma robota po to, żeby wyciągnąć jakieś pieniądze, żeby osiągnąć jakieś korzyści albo stać się jakimś autorytetem. Bo to też jest jakaś nobilitacja naukowa, społeczna, polityczna. Takie działania rozumiem. Kochani, bo się oczywiście rozgadałem. Proces, w którym uczestniczymy, nie jest żaden magiczny, jest całkowicie naturalny. To jest tak jak z dzieckiem. W filmie też użyłem przykładu dziecka.
Dziecko osiąga pierwszy stopień wtajemniczenia czy pierwszy stopień oświecenia, bo zaczyna na przykład siadać. Wow! Pierwszy stopień oświecenia, pierwszy stopień wtajemniczenia. Później następny, bo zaczęło chodzić i później następny, bo zaczęło siadać na nocniku, nie walić w pampersa. Później mamy następny stopień wtajemniczenia, zaczęło mówić. I po kolei te etapy wtajemniczenia. Zaczęło samodzielnie składać zdania. Zaczęło zadawać pytania. Zaczęło odpowiadać logicznie na pytania. Zaczęło mieć swoją osobowość.
Zaczęło się całować. Zaczęło uprawiać seks. Zaczęło pracować. Założyło rodzinę. Zaczęło jeździć samochodem. Mnóstwo poziomów wtajemniczenia. Niesamowicie magiczna sprawa. My jako rodzice często sobie przypisujemy oczywiście to, że to my dziecko wtajemniczyliśmy w to życie. Tak jakby to dziecko bez naszego udziału nigdy nie zaczęło chodzić, bo to my podaliśmy mu paluszki, bo to my żeśmy chodzili, bo to my go namówiliśmy. Tak jakby dziecko nigdy nie nauczyło się mówić bez naszego udziału.
Tak jakby się dziecko nigdy nie nauczyło całować i uprawiać seksu. Na następnych etapach jest to prostsze, bo dziecko się samo rozwija. Ale na początku te etapy wtajemniczenia, a proces jest całkowicie naturalny, prosty, zwykły, naturalny proces i też moglibyśmy mu przypisać jakąś magiczną formułę do tego. Bo jak to jest, że dziecko zaczyna mówić, że tam się coś wytworzyło, że myśli, słowa zaczyna używać we właściwym momencie. Magia. Przecież my tego nie rozumiemy. Też moglibyśmy nadać temu jakąś magiczną i tajemniczą wagę. Kochani, proces rozwoju świadomości duchowej jest takim samym procesem jak proces zdobywania świadomości ziemskiej. Naturalny proces budowania świadomości. Proces budowania tej świadomości ziemskiej, tej, którą my pamiętamy, kończy się w momencie naszej śmierci.
Ale w następnym wcieleniu część z tych rzeczy, których nauczyliśmy się w poprzednim wcieleniu, też pamiętamy. I też na podstawie tych doświadczeń z poprzedniego wcielenia tworzymy następne. I cóż w tym jest tajemniczego? Jedyną formą, jedynym tajemniczym aspektem w tym wszystkim jest to, jak te informacje są przekazywane. Nauka tego nie ogarnia, chociaż już może trochę ogarnia, może nie ogarnia, więc to jest dla nas tajemnicze. To jest tajemniczy proces. Ale też z drugiej strony większość kierowców samochodowych nie wie, na jakiej zasadzie działa silnik w jego samochodzie. Jaka jest różnica pomiędzy hybrydą, samochodem elektrycznym, spalinowym a dieslem. Bo po co? Nikt się nie interesuje tym, jak działa przepompownia ścieków, chociaż ma czystą wodę albo na przykład po Wiśle nie pływają, wiecie co.
Nie musimy wiedzieć wszystkiego, nie musimy wszystkiego rozumieć. Tak jak nie rozumiemy, jak rośnie drzewo. Ono rośnie. Jest mnóstwo naturalnych procesów, które się dzieją, a których my nie rozumiemy i możemy z tym żyć. Więc budowanie świadomości jest naturalnym procesem. I każde dziecko, ja nie mówię, kochani, o dzieciach chorych czy z jakimiś wadami i tak dalej. Każde dziecko nauczy się chodzić, każde dziecko nauczy się siedzieć. Każde dziecko kiedyś nauczy się nie walić w pampersa, każde się nauczy mówić i tak dalej. My jako rodzice decydujemy o jakości prawd i zawartości prawd, które dziecku pokażemy, przekażemy. Wzorców i tak dalej.
Natomiast te procesy zwykłe budowania świadomości będą się w nim odbywały, czy my będziemy, czy my nie będziemy. Będąc na bezludnej wyspie dziecko też będzie budowało swoją świadomość. Będąc w innej rodzinie też będzie budowało swoją świadomość. Każde doświadczenie, każda sytuacja, każda reakcja buduje świadomość, ponieważ poszerza naszą wiedzę na temat nas, świata ludzi i tak dalej. Tak się buduje świadomość. WięcTak jak kiedyś powiedziałem, bodajże nawet na jednej z pierwszych audycji: rozwój duchowy odbywa się non stop. Czy nam się to podoba czy nie, czy chcemy w nim uczestniczyć czy nie, to rozwój duchowy odbywa się w każdym człowieku poprzez każde doświadczenie, przez które przechodzi. Nie ma wyjątków. Pytanie jest, czy on będzie szybszy, czy będzie krótszy. Pytanie, jakie te doświadczenia będą, czy będą bardziej świadome, czy mniej świadome.
Tu żadnej tajemnicy i żadnej magii nie ma, żadnych wyjątków od reguły i tak dalej. Tak to wygląda z mojego punktu widzenia. Żeby to bardziej uzmysłowić, chociaż dostałem zarzut za uziemianie, ale tak na spokojnie wam powiem, kochani, że z tym uziemianiem to nie do końca tak jest, bo ja nikogo nie chcę uziemiać. W komentarzu Ani napisałem, że my jesteśmy sami w sobie bardzo magiczni, więc tej magii dla każdego powinno wystarczyć. A poza tym i tak będziemy ubierali w magiczne słowa rzeczy, których nie rozumiemy, że na pewno jeszcze przez jakiś czas będzie się. Natomiast żeby bardziej uzmysłowić, że jest to całkowicie naturalny proces, to poznaliście na pewno ludzi starszych. Słyszeliście bądź czytaliście jakieś wywiady, opowieści o ludziach, którzy w którymś momencie swojego życia bądź wcześniej, bądź dopiero pod koniec swojego życia mówią, że gdyby dostali drugie życie, to przeżyliby je zupełnie inaczej. Że pod koniec życia rozumieją, co tak naprawdę w tym życiu było fajne, z czego zrezygnowali, chociaż nie powinni, co odrzucili, chociaż powinni to trzymać i tak dalej. Postrzeganie tego życia jest zupełnie inne. Mówią: „Gdybym dostał drugie życie, przeżyłbym je zupełnie inaczej”.
Tak często się dzieje właśnie z ludźmi, którzy przeżywają jakieś katastrofy, czyli dostają jakby drugą szansę. Katastrofy na różnym poziomie. Nie chodzi mi tylko o katastrofy fizyczne. Niektórzy mówią: „Nie, ja drugi raz nie popełnię tego samego błędu. Ja to życie przeżyję teraz już inaczej”. Często alkoholicy, często narkomani, ludzie po wypadkach, śmierciach klinicznych i tak dalej. Tak samo jest z ludźmi starymi. Wystarczy poczytać wywiady księży. Ostatnio czytałem o jakimś księdzu lekarzu, który w hospicjum przez 18 lat pracował. Większość ludzi czegoś żałuje, że czegoś nie zrobili bądź zrobili coś inaczej niż teraz wiedzą, żeby zrobić.
„Gdybym dostał drugie życie, to przeżyłbym je zupełnie inaczej”. Patrzcie, dostajemy drugie życie właśnie po to, żeby przeżyć je inaczej. Dokładnie tak to działa, żeby wyeliminować ze swojego następnego życia to, co nam się w poprzednim nie podobało. Oczywiście kryteria i punkt odniesienia jest nieco inny, niż podchodzilibyśmy do tego, koncentrując się tylko na zasadzie swojego własnego umysłu i naszej podświadomości. Natomiast dostajemy te drugie życie, trzecie życie, czwarte, piąte, tak jak tego pragniemy. Tu nie ma żadnej magii. Po to, żebyśmy mogli przeżyć je inaczej. To życie dostaliśmy po to, żeby przeżyć je inaczej niż to poprzednie. Mam tu jeszcze coś zapisane z ważnych rzeczy i wam o tym powiem, ponieważ w związku z moimi wypowiedziami na temat całej sytuacji tej epidemiologiczno-pandemicznej, jakiejś innej, chociaż jak to Jubi ostatnio napisał, że pandemia równa się plandemia. Tak, też widziałem, jak na puntach jest wieża 5G i korona i jakie są tutaj działania przeprowadzone i coś tam.
Całe mnóstwo tych przeróżnych teorii słyszałem. Oczywiście w jakimś tam skrócie, ponieważ jak mówiłem, często coś zaczynam czytać, ponieważ wysyłacie mi to. Więc przez grzeczność czytam, natomiast jeżeli mnie to nie wciągnie, jeżeli to dotyczy jakichś tam bardzo zagmatwanych teorii spiskowych, to się w to nie zagłębiam. Natomiast jakieś tam pojęcie o istnieniu tych teorii mam. I co w związku z tym? Miałem to zostawić na koniec audycji, ale wam powiem teraz. Mam takie momenty, kiedy mówię: „Sławek, daj sobie spokój z audycjami”, bo to nie ma najmniejszego sensu. Wiecie dlaczego nie ma najmniejszego sensu? Ponieważ tendencja jest taka, że jeżeli puszczę coś bądź powiem coś, z kim ktoś podobnie myśli i się zgadza, to on się ze mną zgodzi. Jak powiem coś, co jest zasadniczo sprzeczne z tym, w co ktoś już wierzy, i tak się ze mną nie zgodzi.
Więc cały proces mówienia nie ma najmniejszego sensu. Dzisiaj żeśmy tutaj z jedną ze słuchaczek, mam nadzieję, że napisała mi jeszcze wiadomość, ale nie zdążyłem jej odpisać, jak wejść na audycję. Zresztą ja tego nie wiem, więc mnie nie pytajcie, kochani. To są pytania do pana Marka. Jak wiecie, nie wchodzę na audycję na żywo, bo robię to ze swojego Skype’a, więc ciężko mi jest odpowiedzieć na takie pytanie. Natomiast dzisiaj właśnie rozmawialiśmy o wrzucaniu różnego rodzaju informacjiKtóre niby mają zmusić ludzi do myślenia. Ja też czasami tak robię. Zresztą mój sposób prowadzenia audycji jest właśnie taki, żeby zmusić was, kochani, do własnych przemyśleń. Tylko po co? Tylko kochani, po co?
Cóż przychodzi nam, że tak powiem, z myślenia? Oprócz bólu głowy, oprócz natłoku myśli, oprócz nie wiem jeszcze czego. No większej wiedzy, możliwości wypowiadania się na czatach, dyskutowania z ludźmi i tak dalej. Co ta wiedza zmienia w waszym życiu? Co wiedza o odżywianiu, oddychaniu, dobrym samopoczuciu i aktywności fizycznej wniesie do waszego życia? Co wiedza o tym, że krystaliczna matryca osadzona w 2012 roku, połączona z portalem do transformacji świadomości na poziomie ciała krystalicznego istnieje bądź nie istnieje. Co to zmieni? Co zmieni w was wiedza jakakolwiek? Powiem oczywiście po męsku, czyli oczywiście motoryzacyjny przykład. Czy wiedza na temat przepisów ruchu drogowego, budowy skrzyni biegów, kolejności zachowywania pewnych czynności za kierownicą podczas jazdy pozwoliła komukolwiek wsiąść za kierownicę i płynnie jeździć samochodem?
Nie. Czy wiedza o tym, że powinniśmy kierować się miłością coś zmienia w naszym życiu? Czy sama wiedza? Nie. Dlatego poniekąd, oczywiście ciężko mi określić jest, że tak powiem, zady i walory tego całego gadania o duchowości, o teoriach spiskowych, o jakichś tam innych rzeczach. O przebudzaniu, o wybudzaniu, o przekonywaniu ludzi do jakichś tam rzeczy, o straszeniu ich kolejnymi 2012, 2021, 2027 rokiem. O tym, że 600 000 gatunków zwierząt i różnego rodzaju roślin wyginęło w tym roku. O tym, że żyjemy na krawędzi, że tak powiem, katastrofy geologiczno-naturalno-przyrodniczej. O tym, że na każdego człowieka na świecie przypada tona śmieci foliowych, która lata, że tak powiem, w kosmosie. Czy to cokolwiek zmienia?
Czy jest potrzebne coś innego? Kochani, à propos teorii spiskowych, to zadam wam takie jedno pytanie i będę powolutku kończył, żebyśmy mogli przejść tutaj do komentarzy. Mam nadzieję, że w końcu ktoś też i zadzwoni. Patrzę, już wszedłem na Messengera. Troszeczkę tych komentarzy jest. Powiedzcie mi kochani taką rzecz, bo tam się mówi o tym, że tu 5G, że Gates szczepionkę, że tam będą mikrochipy, że to jest broń biologiczna, która coś tam, że tu jest w ogóle zakon masonów albo jakaś tam inna ekipa, która zarządza, że tak powiem, całym światem, że ma swoich ludzi w każdym rządzie. Możemy tutaj oczywiście podejrzewam, że to będzie najciekawszy wątek tutaj naszej dyskusji czatowej. Natomiast ja się od tego odcinam. Powiedzcie mi taką rzecz: czym da się zarządzać? Jeżeli ktoś będzie chciał nami sterować, to za pomocą którego ze stanów emocjonalnych będzie mógł to zrobić?
Czy za pomocą podświadomości, czy za pomocą świadomości, czyli naszej wiedzy? Jeżeli będzie chciał wymusić na nas jakieś działania, to na której płaszczyźnie będzie podejmował działania? Oczywiście na płaszczyźnie podświadomości, ponieważ my sami własną duszą nie potrafimy zarządzać. Często nie potrafimy się z nią, że tak powiem, skomunikować. To trudno, skoro źródło nie jest w stanie wpłynąć za pomocą naszej duszy na nasze działania, więc tylko zostaje podświadomość. Więc kochani, czym się przejmujecie? Skoro tutaj jesteśmy i rozmawiamy o świadomości i rozmawiamy o duszy, to po prostu ci, którzy jeszcze, że tak powiem, tego nie zrobili, przysiądźcie fałdów, żeby się z tą swoją, że tak powiem, duszyczką kochaną, z tą swoją świadomością skomunikować. I będą was mogli pocałować gdziekolwiek zechcecie, ponieważ nie będą mieli nad wami władzy. I teraz od was zależy, kochani, czy poświęcicie swój czas na to, aby kolejne teorie spiskowe odkrywać, analizować, dyskutować o nich i zaśmiecać sobie swój umysł rzeczami, których najprawdopodobniej nie jesteście w stanie na 100% potwierdzić bądź zanegować. Czy zechcecie ten czas poświęcić na dotarcie w głąb samego siebie, na poznanie samego siebie, na zgłębienie samego siebie, na nawiązanie kontaktu z samym sobą po to, żeby żadne 5G, 7G, 74 poziomów wtajemniczenia, piekło, manipulacja, szczepionki z chipamiMasoni zakapturzeni w białych czapkach Ku Klux Klanu, czyhający na nasze życie, próbujący zrobić z nas poddanych, niewolników.
Albo te jaszczury, które przybierają postać człowieka i karmią się naszą negatywną energią. Mogą nas pocałować. Proste pytanie, prosta odpowiedź. Powiedziałem, że jesteśmy leniwi. Tym razem użyłem słowa „jesteśmy”, ponieważ ja też czasami jestem. Mam takie chwile, kiedy wiem, że jestem leniwy. Wolimy, znaczy ja nie wolę. Wolicie czekać, aż ktoś pozamiata wasze życie. A dostaliście cztery punkty. Cztery punkty, które prowadzą do jednej rzeczy, do wolności, do wyzbycia się strachu.
Strach przed chorobami, strach przed następnym koronawirusem, strach przed przyjęciem szczepionek. Odżywianie, dostarczanie naszym bakteriom, które już w sobie mamy, wirusom i drobnoustrojom w ilości 57% masy naszego ciała, właściwego materiału do życia, do wegetacji, żeby spełniały swoją rolę i żeby nasz system immunologiczny funkcjonował tak, jak powinien. Dbanie o swoje emocje, wyzbywanie się strachu, wyzbywanie się jak największej ilości stresu poprzez odnajdywanie również samego siebie. Aktywność i rozwijanie jak najbardziej swojej świadomości. Cztery czynniki, które są tak naprawdę, kochani, naszą przyszłością. Prędzej czy później. Nie są żadnym etapem wtajemniczenia, nie są żadną magią. Są zwykłą konsekwencją, tak jak pójście do liceum. Są zwykłą konsekwencją. Te cztery etapy, te cztery rzeczy, o których mówimy.
Ponieważ w końcu, niestety, nie wytrzymamy następnych zakazów, następnego zamykania w domach, zmuszania do różnych rzeczy, pakowania w nas szczepionek, życia w strachu. W końcu tego nie wytrzymamy jako ludzkość i powiemy: „Kuźwa, dość”. Dlaczego przeznaczamy biliony dolarów na ratowanie gospodarki, zamiast zastosować zwykłą prewencję i zacząć ludzi uodparniać? Dbać o to, dofinansowywać zdrową żywność, zmuszać do wysiłku fizycznego, polikwidować windy w biurach i tak dalej. Mnóstwo różnych rzeczy po to, żeby ludzie byli odporni, żeby nie trzeba było ich później leczyć, żeby nie trzeba było zamykać gospodarki. I dojdziemy do tego jako ludzie. Dojdziemy do tego momentu, kiedy powiemy: „Dość”. Więc to nie jest coś, o czym ja mówię w kategoriach przypuszczeń. Jest to naturalny proces, jak pójście do gimnazjum, którego już nie ma, jak pójście do liceum, jak zawarcie związku małżeńskiego, pójście do pracy, jak nauka chodzenia, jak nauka mówienia czy nauka samodzielnego myślenia. Ile byśmy tego dziecka nie próbowali chronić i ile byśmy go nie próbowali chować pod kloszem.
Chociaż oczywiście są takie przypadki potwierdzające regułę. To w końcu kiedyś to dziecko zacznie myśleć samodzielnie. To jest naturalny proces, nie żadna magia. Więc kochani, jest prosta decyzja. Czy sobie poczekamy spokojnie i sobie poczekamy i sobie doczekamy i to w końcu przyjdzie. Jak nie w tym wcieleniu, to w tamtym wcieleniu, w następnym. Ktoś w końcu powie: „Dość”. Ileś tam jeszcze setek tysięcy na następne wirusy, na następne choroby. Miliony ludzi poumiera. My się będziemy obrzucać, będziemy się przepychać, będziemy ze sobą walczyć i tak dalej.
Albo zrobimy to w inny sposób. Tak czy inaczej, kochani, nie ma w tym żadnej magii. Tak to zrobimy. A myślenie, samo myślenie o tym nic nie zmienia. Chciałem oczywiście wam powiedzieć jeszcze, bo jestem na to przygotowany. Dużo się mówi o tym. Zresztą ja to cały czas twierdzę. Tak samo jak naturalnym, kochani, procesem czymś, co nas czeka. Rozwój świadomości jest naturalnym procesem rozwoju człowieka. W perspektywie tysięcy lat jest naturalnym procesem, tak jak rozwój dziecka.
Kiedyś to dziecko będzie świadome, będzie samodzielnie myśleć, będzie samodzielnie podejmować decyzje, będzie świadome odpowiedzialności, będzie świadome konsekwencji, jaki każdy czyn za sobą niesie. Prędzej czy później tak się stanie. Więc rozwój świadomości jest procesem nieodwracalnym tak naprawdę. Żeby świadomość mogła się rozwijać, żeby świadomość mogła zacząć w naszym życiu zagościć, musimy troszeczkę odebrać władzę podświadomości. Czyli tą podświadomość transformować, żeby zaczęła myśleć tak, jak byśmy myśleli cały czas duszą. Tak jest przy nauce języków, że najwyższy poziom podobno się osiąga wtedy, kiedy człowiek zaczyna myśleć w języku, którego się uczy. Więc dla nas takim poziomem wtajemniczenia, poziomem, do którego dążymy, jest myślenie duszą. Aby nasza podświadomość myślała duszą. I o tym wam chciałem powiedzieć. Ale o tym oraz o tym, jak tą naszą podświadomość skutecznie transformować, za pomocą jakich technik, postaram się powiedzieć w następnej audycji.
Jak się tam oczywiście nic ciekawego nie wydarzy, co mnie skłoni do poruszenia jakiegoś innego tematu. I oczywiście w związku z tym będzie temat podnoszenia tych wibracji. Co związane z tym jest rezonans Schumanna. Czyli spróbujemy przejść do takiej już może trochę praktyki, ponieważ samo myślenie nic w naszym życiu, jak się-Pewnie ze mną częściowo zgodzicie się, nie zmienia tak?
[49:09] - Słuchacie państwo audycji „Świat oczami duszy”. Mamy poniedziałek, 27 kwietnia 2020 roku i właśnie teraz przechodzimy do drugiej części naszej audycji, którą bardzo państwo, z tego, co wiem, lubicie. Części, w której będziemy odbierać oczywiście telefony i w której też będzie czytał pan Sławek komentarze z czata i będzie się do nich oczywiście jak najbardziej również odnosił. Będzie można teraz do nas dzwonić, właściwie już można dzwonić. Linia telefoniczna jest już otwarta. Nasze numery telefonów to oczywiście stacjonarny 32 746 0008, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[50:43] - Fajnie. Także kochani zapraszamy. Przyłączam się oczywiście do zachęcania do dzwonienia, a ja w międzyczasie, żeby was też nie przetrzymywać, przechodzę do czytania komentarzy. Jubi pisze: „Sławku, bo to broń biologiczna”. Jubi, być może tak. Tu za chwilę jest jeszcze pytanie Mobila, więc za chwilę się też do tego odniosę. Może i tak. Natomiast jeżeli nawet jest to broń biologiczna, nie wiem. Oczywiście zrobilibyśmy tutaj naprawdę oglądalność czy słuchalność pewnie jakąś tam rewelacyjną, jakbym zaprosił pewnie ze trzech gości, którzy by tam opowiadali, jak to tam w Austrii w 2005 roku albo gdzieś tam w Stanach, albo gdzieś tam w Strefie 41 ktoś gdzieś coś, jak to w jakiejś tam książce siedem lat temu ktoś już tego wirusa nazwał koronawirusem i tak dalej. Być może tak.
Tylko zwróćcie uwagę, czy to nie jest przypadkiem dokładnie to samo, co robią media? Coś, co nas denerwuje, tak? Wydarzy się jakaś tam sytuacja i wszyscy na ten temat bębnią, robią z tego jakąś tam olbrzymią sensację i jeszcze dodatkowo pogłębiają ten stan, powiedzmy, żalu, smutku, przerażenia, wściekłości, w zależności od tego, kto jak reaguje. Ja myślę, że jeżeli to jest nawet broń biologiczna, to ja się nawet z tego cieszę. W sensie takim świadomościowym się cieszę oczywiście, nie w sensie ludzkim, żebyście nie myśleli, że ja jestem bez serca całkowicie i jakby z sytuacji nie potrafię w sobie wykrzesać odrobiny współczucia. Nic z tych rzeczy. Natomiast w sensie świadomościowym, jeżeli jesteśmy tak kręceni, tak manipulowani i tak oszukiwani, to w końcu niech to pieprzy i tyle, bo i tak to pieprznie. Kochani, chcecie znać moje zdanie, to ja wam mówię: to i tak pieprznie. Pytanie jest tylko, jak wielka będzie skala, ponieważ nie ma innej możliwości zwiększenia świadomości ludzi niż doświadczenie. Te całe gadanie, te całe klepanie nic nie zmienia.
Tysiące, setki, miliony postów, maili, wiadomości, filmów, informacji przekazywanych, tak? Ci, co chcą wierzyć, to w to wierzą. Ci, co nie chcą wierzyć, nie wierzą. Natomiast jak przychodzi moment, kiedy zaczynamy się spotykać z konkretną sytuacją, wtedy jakby nasz poziom rozumienia tej sytuacji jest zupełnie inny, więc to i tak musi pieprznąć. Pytanie jest tylko, jak dużo ofiar będzie. To jest moje zdanie i tyle. I ja to wiem.Emobil pisze: „Właśnie, Sławku, odnośnie tej pandemii to nie do końca odsłuchałem ostatni zapis audycji. Jak myślisz, czy ten wirus to celowe działanie czy przypadek?” Jubi pisze, że jest to broń biologiczna. Kochani, ja mówiłem owszem w jednej audycji. Zwróćcie uwagę, kogo najbardziej ta cała sytuacja w sensie zdrowotnym i śmiertelnym dotyka.
Ja wam powiedziałem: jeżeli wyobrażam sobie koniec świata, to właśnie w ten sposób. I to też będzie bardzo brutalne, ponieważ to selekcjonuje ludzi, którzy o siebie tak naprawdę nie dbają z różnych powodów. I to też jest przed nami. Powiedziałem dzisiaj o czterech aspektach. My tutaj przykładamy największą wagę do tego aspektu duchowego, bo tutaj w tej płaszczyźnie się poruszamy. Spadek odporności jest ewidentnym skutkiem naszego bałaganu emocjonalnego. A wiara w to, że zachorujemy, wiara w to, że jakoś sytuacja się rozwinie, jest tylko samospełniającą się przepowiednią. Czy jest to celowe, czy nie jest to celowe, to moim zdaniem za każdym razem skupmy się na tym, co możemy wyciągnąć dla siebie. Bo nie pomożemy innym ludziom, natomiast możemy pomóc sobie. Możemy w pośredni sposób pomagać innym ludziom, zakładając maseczki, nie zarażając innych i tak dalej.
Jest tych sposobów trochę. Natomiast tak naprawdę to zadbajmy o siebie, bo jeżeli my będziemy zdrowi, jeżeli my będziemy odporni, będziemy w stanie przejść w sposób łagodny tego wirusa i każdego następnego, to jeżeli ktoś będzie chciał wypuścić jakąkolwiek następną broń biologiczną czy coś w tym stylu, to będzie musiał wymordować całą ludzkość. W tej chwili koronawirus selekcjonuje przede wszystkim ludzi z obniżoną odpornością. Z obniżoną odpornością z powodu chorób, które są w dużej mierze konsekwencją negatywnych emocji i tego wszystkiego, co dla nas, dla naszego ciała, dla naszego ducha, dla naszych emocji jest negatywne. Ja też o tym mówiłem. To nie jest przypadek, natomiast jest to test przed tym, co nas czeka. Jan Wege pisze: „Co do koronawirusa to dowiedziałem się dziś, ale jeszcze muszę to sprawdzić, że w Polsce wyzdrowiał 90-letni pacjent. Był partyzantem, potem strażakiem 200 lat”. Tego jeszcze nie słyszałem. Natomiast tak, już mamy 98-latka, już mamy jakąś panią w Austrii, mamy przypadki bardzo starych ludzi.
Natomiast zwróćcie uwagę, co oni cały czas mówią. Jeżeli posłuchacie wywiadów tych ludzi, to są ludzie bardzo pozytywnie nastawieni do życia, którzy powiedzieli: „Ja jeszcze wiedziałem, że to jeszcze nie jest mój czas. Ja jeszcze chcę żyć”. Z jakimś optymizmem, z jakąś świadomością. To jest następna wskazówka, co może nam w tej sytuacji pomóc. Oczywiście też życzę zdrówka, nie tylko zresztą jemu. Każdemu chorującemu, ale też z drugiej strony życzę zrozumienia, dlaczego zachorowało. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Każda choroba ma jakiś, że tak powiem... Mamy w tym swój udział, kochani.
Adam odpisał Jubiemu: „SARS-CoV-2 nie spełnia wymogów broni biologicznej. Za mała śmiertelność i nie neutralizuje się szybko jak fala, aby umożliwić atak wojskowy”. Bardzo rzeczowa informacja. Ja oczywiście takich rzeczy nie wiem. Dziękuję ci, Adamie. Oczywiście. I też mówię Jubiemu i powiem wam kochani wszyscy: oczywiście aspektów politycznych, finansowych, jakichś tam szpiegowskich, testowych, wojennych i tak dalej, pewnie jest całe mnóstwo. I też tak jak niektórzy na pewno bardzo mocno dostaną po tyłku na przykład finansowo na tej całej sytuacji, to też gwarantuję wam, jestem o tym głęboko przekonany, że gros ludzi, gros firm, gros polityków na tym zyska. I zróbmy i my dokładnie to samo. Nie analizujmy strat, które poniesiemy, tylko zacznijmy zastanawiać się nad tym, jakie my korzyści z tej całej sytuacji możemy wyciągnąć.
A te korzyści, ta podstawowa korzyść to jest: nie czekać. Ja to też powiedziałem w swoim filmiku. Kochani, mamy sytuację, w której mówi się, że trzy lata temu ktoś tam napisał, że taki wirus będzie i nikt z tym nic nie zrobił. A co mógł zrobić? Nie da się wymyślić szczepionki, nawet gdybyśmy poszli drogą medyczną. Nie da się wymyślić szczepionki na coś, czego jeszcze nie ma. Wiecie, jak jest z tą grypą. Jednego roku ludzie się szczepią, a w następnym roku powstaje nowy jakiś klon, odłam tej grypy i już ta szczepionka nie działa. Więc jedyną rzecz, którą możemy zrobić tak naprawdę, żeby skutecznie chronić się przed wirusami, to jest zwiększać swoją odporność i mieć to naprawdę w nosie. Zwiększać swoją odporność w maksymalny sposób, bo pojawi się następny.
I to już wszyscy mówią, że będzie następna fala tego, że za kilka lat pojawi się następny. Tak wygląda biologia. I za kilka lat będziemy mieli dokładnie tą samą sytuację, w której nie będzie szczepionki, bo trudno, żeby była. Nie będzie tego, nie będzie tamtego. Więc albo znowu damy się pozamykać w domach, albo zaczniemy pracować nad swoją własną odpornością z miłości do samego siebie. Zadbajmy o samych siebie. Adam pisze: „Emobil, choroby zoonotyczne to nic nowego. Od stuleci mamy takie przypadki, zanim ludzie nawet wiedzieli, co to są mikroby”. Dokładnie tak. Nie wiem, co tutaj Adam napisał.
Zaraz, może ja czegoś jeszcze tu nie doczytałem. Dobrze.Dokładnie tak. Nie wiem, o co chodzi z tymi chorobami, może jakaś literówka się Adamowi wkradła. Natomiast wszyscy mądrzy ludzie mówią, że my jesteśmy mikrokosmosem mikrobiologii jako ludzie. I chociaż nie było badań, nie było nauki, to ten cały system jakoś funkcjonował. I wróćmy do tego, by ten system, który przez tysiąclecia z różnym skutkiem, bo były też inne choroby wirusowe w naszej historii, ale z jakimś skutkiem działał. Wróćmy do tego. Jubi pisze: „Test DNA nic nie da. Wirus działa na wyższym poziomie”. Kochani, ja wam powiedziałem tylko pod tym kątem.
Nie namawiam, nie przekonuję, nie polecam. Tylko ponieważ wczoraj zadałem oficjalnie pytanie, dzisiaj dostałem odpowiedź, a poza tym, tak jak na samym końcu tamtej części powiedziałem, chcę zwrócić tylko uwagę na to, że to, co mówię, nie jest tylko i wyłącznie moim wyssanym z palca poglądem, tylko ma też podłoże medyczne, naukowe, że te trzy aspekty, o których mówił pan profesor i o których mówiłem ja, mają zdecydowane znaczenie, jeżeli chodzi o naszą odporność na różnego rodzaju choroby, nie tylko na wirusy. Więc powiedziałem o tym, żeby nie było, że tylko narzekam, że tylko krytykuję, że tylko zadaję pytania, ale też o tym, że faktycznie przynajmniej robi się jakieś poczynania, które mają sens, które mogą dać nam jakąś informację chociażby na temat naszego stanu zdrowia i czy warto nad nim w jakiś intensywniejszy sposób popracować. My niestety mamy też taką naturę, że póki się nic nie dzieje, zwłaszcza mężczyźni mają lekarzy w nosie. Po co chodzić, skoro czuję się dobrze? Więc może takie testy też będą dla nas wskazówką, że coś tam w tym organizmie się dzieje i warto nad tym systemem immunologicznym popracować, nawet nie pod kątem koronawirusa czy czegoś, co ma się wydarzyć za kilka lat, ale chociażby na dzień dzisiejszy. Tu toczy się dyskusja pomiędzy panami. Adam pisze... Raczej Jubi pisze Adamowi, że wystarczy aktywator i spełnia. Chodzi o te wymogi broni biologicznej.
Nie będę na ten temat dyskutował. Byłem w wojsku, ale nie rajcowało mnie to zbytnio, więc odbębnilem co moje i wróciłem do świata pokoju. Więc nie wiem, czy spełnia, czy nie spełnia. I też, tak jak wam mówiłem, na tą chwilę nie za specjalnie mnie to interesuje. Jubi pisze: „Władze na Białorusi zakazują koronawirusa. Grożą kary za noszenie maseczek”. To dziwny kraj jest. Oryginalny, że tak powiem. Grzegorz Binduga pisze: „A co z paleniem?” Nie bardzo rozumiem to pytanie.
[01:03:51] - Pewnie odnosi się do takiej nowinki naukowej, że koronawirus podobno bardzo nie lubi nikotyny.
[01:03:59] - Tak?
[01:03:59] - Palacze mają mniejsze ryzyko, że ten wirus się przyklei, kolokwialnie mówiąc, do ich komórek, bo coś tam nie styka. Widzicie państwo, nawet koronawirus wie, że papierosy po prostu są fuj.
[01:04:15] - W tym wypadku ostatnio też słyszałem à propos alkoholu, że w tej chwili picie alkoholu, używanie alkoholu jest wręcz w dobrym tonie, więc jak to się te kryteria z powodu koronawirusa zmieniają. Myślę, że tej informacji odnośnie palenia nie będą jakoś mocno propagować, chociaż pewnie koncerny tytoniowe zacierają ręce. Zresztą państwa też, bo z akcyzy mają swoje profity, więc pożyjemy, zobaczymy. Ciekawe jest. Nie słyszałem, także dziękuję za tą informację. Adam pisze: „Szkoda, że inne osoby wcześniej promujące taką brawurę jak prezydent Białorusi zdążyły się przebudzić w zaświatach”. Ja za prezydenta Białorusi nie będę mówił. Natomiast ciekawy też jestem rozwoju sytuacji w Szwecji, bo oni też dość specyficznie do tego podeszli. Nie wiem, jak to wygląda. Krzysztof Lenart pisze: „Jeszcze skutki hipokinezji są straszne i druzgocące dla odporności”.
Hipokinezja, rozumiem, że chodzi o sposób leczenia, czyli respiratora i pompowania powietrza. Tak, też o tym słyszałem, że raczej odwrotny skutek się osiąga, bo zamiast podciśnienia naturalnego wytwarza się ciśnienie, które potrafi wręcz, obrazowo mówiąc, rozerwać, mocno nadwyrężyć pęпки płuc. To prawda, też o tym słyszałem. Tutaj Grzegorz właśnie napisał: „Palacze ponoć lepiej przechodzą zakażenie”. Adam pisze: „Sławku, proszę przypomnieć o ćwiczeniu oddechowym. Zdecydowanie odrywa myśli od stresu na te kilka minut”. Dziękuję ci Adamie. Kochani, o tych ćwiczeniach mówiłem już wielokroć i troszeczkę ostatnio, wczoraj bodajże rozmawiałem zZe swoim przyjacielem na temat naszego wspólnego kolegi, który narobił sobie kłopotu. Oczywiście na własne życzenie. Ponieważ ten mój przyjaciel był z nim bardzo zżyty, był bardzo niepocieszony.
Powiedziałem mu starą mądrą prawdę: chcemy pomóc drugiemu człowiekowi, bo widzimy więcej od niego. Tak jak dziecku. Widzimy, że za chwilę wpakuje się w kłopoty i staramy się je chronić przed tymi kłopotami, chociaż ono sobie zupełnie nie zdaje sprawy z tego, że sobie zaraz narobi kłopotów i jest na nas wściekłe, że go ograniczamy, że mu coś zabraniamy. I powiedziałem temu przyjacielowi starą zasadę, że nie da się pomóc drugiemu człowiekowi do momentu, dopóki on nie przyjdzie i o tę pomoc nie poprosi. To dotyczy również oddychania. Ja nie mam nawet prawa was do tego namawiać. To jest trochę tak: jesteście dorośli. Brutalnie rzecz biorąc, ponieważ jak zauważyliście, troszeczkę mój sposób mówienia się zmienił. Ale sytuacja zaczyna się powolutku zmieniać, więc czas też może na szybsze i bardziej bezpośrednie mówienie. Kochani, każdy z was jest dorosły i każdy dokładnie ma prawo zrobić ze swoim życiem to, co tylko chce.
Cieszę się, Adamie, że ty też dostrzegasz walory i zalety oddychania, bo zwłaszcza zdejmuje duże ciężary. Jeżeli robimy to systematycznie, to często ludzie przeciążeni, czyli mający problemy z kręgosłupem czy przeciążeni obowiązkami, tak jakby dźwigali na sobie ciężary na ramionach. Ludzie, którzy potrafią oddychać, potrafią zdjąć na przykład ten ciężar. Oprócz stanu emocjonalnego i stanu wyciszenia powoduje również zejście takich napięć mięśniowych z ciała fizycznego. Oczywiście ja dostrzegam bardzo wiele zalet na wielu poziomach. Natomiast trudno mi jest przekonywać kogoś, komu nawet nie chce się spróbować. Więc jeżeli ktoś po tych kilku moich namowach, po nawet nagranym filmiku specjalnie dla was z ćwiczeniami podjął próbę i mu się nie spodobała. Szacunek za podjęcie próby. Jego wybór. Natomiast jeżeli ktoś po tych moich namowach dalej siedzi i zastanawia się, czy stać go na to, żeby poświęcić trzy minuty swojego życia na spróbowanie, czy to działa, to sorry, ale mamy wolną wolę.
I tu Adam pisze: „Sławku, ale na przykład bezpłatna konsultacja prawna jest już zachęcająca”. Tak, natomiast chodzi o branie pieniędzy, to, o czym wspomniałem. I to jest właśnie następna sprawa. Gadam do was, gadam, gadam, gadam. Mówię: „Słuchajcie, oddychajcie, oddychajcie, oddychajcie”. Gdybyście przyszli do mnie i zapłacili 150 złotych za wizytę, jak do lekarza i ja bym powiedział: „Słuchajcie, tutaj najlepszym rozwiązaniem na ból kręgosłupa jest takie ćwiczenie”, to byście wrócili do domu i czy by wam się podobało, czy by wam pomagało, czy nie, byście ćwiczyli. Natomiast jest następne moje przemyślenie: dlaczego w pewnym sensie to też nie przynosi takiego skutku, takiego efektu, jak ja bym chciał. Ale to oczywiście są tylko moje przemyślenia. Missistrihouse pisze: „Kiedyś trafiłam na panią i niestety nie zrozumiałam. Może potrzebuję rozświetlić matrycę czy coś”.
Ja bym tutaj proponował, chociaż nie znam pani , natomiast proponowałbym prędzej skorzystać z portalu w kierunku świetlistej jasności naszej
[01:10:50] - Ta próbowała kiedyś zabłysnąć w Radiu Paranormalium, a konkretnie na naszej stronie internetowej wciskała nam różne swoje kilka swoich artykułów chciała opublikować. Ale po przeczytaniu tych artykułów tak ja, jak i współprowadzący wtedy wiele audycji w Radiu Paranormalium Piotr Cielebiaś z Nieznanego Świata stwierdziliśmy po prostu, że to jeden wielki ezoteryczny bełkot.
[01:11:17] - Nie znam kobiety. Zresztą jak-
[01:11:19] - Ja tam pomiędzy tymi wiadomościami skopiowanymi z czata pozwoliłem sobie wkluczyć mały komentarz na temat tej pani. Także może pan to też na głos spokojnie przeczytać.
[01:11:33] - Właśnie przy tym jestem, panie Marku. Właśnie przy tym jestem. Małe wyjaśnienie, o co chodzi. Z tą mamy na YouTubie taką jedną walniętą, że tak ujmę, psychoantyfankę o nazwisku Aleksandra , która co jakiś czas budzi się jak mucha na wiosnę i wchodzi na radiowe czaty podczas audycji na żywo i obraża mnie, pana, Jubiego i innych prowadzących, jednocześnie pisząc plany pod adresem niejakiej Pauliny , w której jest najwyraźniej zakochana, chociaż równie dobrze może to robić sama . Kto to wie? to właśnie jedna z takich osób, które pan przed chwilą opisał. Opowiada o pierdyliardach jakichś poziomów tajemniczenia i rozwoju duchowego, erach Wodnika i innych rzeczach, których chyba sama nie rozumie. Plecie baba, co jej ślina na język przyniesie i robi karierę na YouTubie. Niestety ma spore grono zwolenników. W sumie to jej działalność strasznie śmierdzi sektą.To jest dla mnie takie troszeczkę, słuchajcie...
Dobra, nie będę tego komentował. Dzisiaj już się na ten temat tyle razy wypowiedziałem, więc dam sobie spokój. Missy Strayhouse pisze: „Tych poziomów tajemniczenia jest więcej niż u masonów. Tam tylko trzydzieści trzy. Coś jest na rzeczy”. My z Adamem dobiliśmy do siedemdziesiątego piątego. Chyba, Adamie, tak coś kojarzę. Masoni to pikuś, panowie pikuś. Adam odnosi się teraz prawdopodobnie do nowej Aleksandry Kickiej, która zdążyła dzisiaj w ciągu trzydziestu minut zarobić już cztery bany na YouTubie. Okej.
Podoba mi się poczucie humoru Adama, nieustająco. Dziecko ezoteryka wchodzi w dorosłe życie z zaległymi przez osiemnaście lat fakturami za oświecenie. Oświecanie, tak. Krzysztof Lenart pisze: „Magia jest dla mnie ważna, nieważne kim jestem i jakie wykształcenie zdobyłem”. Właśnie miałem o to zapytać, ale Missy Strayhouse mnie wyręczyła. Krzysztofie, na czym polega ta twoja magia? I tu jest wyjaśnienie. Nie czepiam się, tylko dopytuję. Ja też chciałbym zrozumieć. Krzysztof odpisuje: „Na poznawaniu świata”.
Czy to wystarczy? Missy Strayhouse pisze, że dla niej zbyt merytorycznie, znaczy metaforycznie, ale nie naciska. Ja też oczywiście nie będę naciskał. Chociaż faktycznie, gdybyśmy tak trochę poluzowali te określenia, to obserwowanie, zwłaszcza natury, może dawać takie poczucie magii, ponieważ to wszystko dzieje się w jakiś taki niewyjaśniony sposób. To wszystko ze sobą współpracuje, współgra, żyje w jakiejś symbiozie i tworzą się przecudne rzeczy. W tym kontekście faktycznie jesteśmy cały czas otoczeni magią. Krzysztof tutaj jeszcze pisze: „To w większości magia egipska”. Adamowi dzisiaj dopisuje zdecydowanie dobry nastrój, bo napisał: „Wakacje, koronacje”. Chyba o ten Egipt chodziło. „Illuminaci się w końcu zlitowali i dali ludowi trochę przerwy”.
Nawet faraonowie i cesarze rzymscy dawali ludowi odpocząć od czasu do czasu od igrzysk, więc każdemu się należy trochę odpoczynku. W produkcjach rajdowych to inżynier nie jest kierowcą. Słucha kierowcy i przebudowuje auto. Tak, drogi Adamie, ale tu już mówimy o profesjonalistach. Krzysztof pisze: „Trzeba się mocno zastanowić, nad jaką marką auta się pracuje. Najlepiej nad własną”. Uważam, że takie właśnie samoróbki, które my tworzymy, oczywiście auto jest tutaj tylko symbolem, są najbardziej trwałe. Jest taka zasada. Nie wiem, czy zasada. Natomiast ja się wielokroć przekonałem w życiu praktycznym, że jeżeli coś rozumiem, jak działa, to jestem w stanie to naprawić.
Ostatnio miałem taką przygodę z ogrodnikami. Mówię o ogrodnikach, ponieważ to jest przykład na zrozumienie pewnego rodzaju mechanizmu. Był sobie ogród, w którym rosły tuje. Ja w jakiś sposób nadzorowałem ten ogród i oczywiście tam była położona geowłóknina, położona linia skraplająca wodę, nałożona kora. To wszystko przez ileś tam lat funkcjonowało. Z tym że problem z korą polega na tym, że ona co jakiś czas zaczyna się kruszyć i powstaje świetne siedlisko już dla nowych chwastów. Te chwasty nie przechodzą przez geowłókninę, tylko na niej zaczynają rosnąć, mając jako podłoże korę. Była właśnie rozmowa. Przepraszam, nie było linii skraplającej. I chodziło właśnie o to, żeby ogrodnicy założyli do tych tuj system nawadniania, linię skraplającą.
I oni zaproponowali mojemu koledze, że owszem, zdejmą tą starą korę, położą nową i na tą geowłókninę starą. Nie, przepraszam, że oni na tą geowłókninę nałożą linię skraplającą, czyli wodę i przysypią to oczywiście korą, odświeżą i tak dalej. Mój znajomy na to przystał, bo cena była dość atrakcyjna i na to przystał. Gdybym się nie rozumiał mechanizmu, gdybym nie wiedział, od czego jest geowłóknina, jakie ma zadanie i tak dalej, to pewnie i ja bym się, że tak powiem, zgodził. W momencie, kiedy człowiek rozumie zasady, który z elementów za co odpowiada, natychmiast dostrzega, chociażby w takiej sytuacji, absurd. Oczywiście to jest przykład. Natomiast to dotyczy również nas. Jeżeli rozumiemy, jak działamy, jak funkcjonujemy, na jakich zasadach, to łatwiej jest nam korygować błędy, które popełniamy. Dlatego zrozumienie samego siebie ma takie znaczenie. Bo łatwo jest wtedy cofnąć się do sytuacji i zrozumieć, w którym momencie popełniło się błąd.
Oczywiście w przypadku tych tuj, tego podlewania i tak dalej, skutki błędu byłoby widać za rok. W tym wypadku to jest fizyczny świat, więc tutaj łatwo jest ustalić, gdzie jest błąd. Natomiast w świecie emocjonalnym, świecie duchowym czasami przyczyna jakiegoś błędu pojawia się dużo wcześniej. Moment, w którym popełniamy błąd, który skutkuje i rośnie, przesuwa się w czasie i dopiero po jakimś czasie widać skutki tego błędu. Cofnięcie się do tego momentu, w którym popełniło się błąd i zrozumienie, jaki błąd się popełniło, jest czasami bardzo trudne, jeżeli nie znamy samych siebie.Dlatego ten przykład z autem. Najlepsze są samoróby. Skoncentrujmy się na konstruowaniu swojego własnego samochodu. Adam pisze: „Krzysztofie, z polskiego YouTube'a wiem, że czasem człowiek za dużo się zastanawia, a za mało łapie za silikon i trytytki”. Tak. Jeszcze przeczytałem dalsze komentarze, żeby to jakoś ubrać w jedno.
Krzysztof napisał, że padłem. Ja sobie na ten komfort niestety nie mogę pozwolić. Ale tak, to jest też bardzo prosty przykład, że czasami zbytnio rozkminiamy. Nadmiar wiedzy czasami jest przeszkodą. Co prawda przed chwilą mówiłem, żeby tę wiedzę jednak posiadać, ale przede wszystkim na temat samego siebie. Natomiast są czasami sytuacje, zgadzam się z Adamem całkowicie, kiedy wystarczą proste działania i nie trzeba googlować i rozbierać tego na czynniki pierwsze. W zeszłym roku rozmawiałem z taką nastolatką i powiedziałem, że ja mam pomysł. Być może już mówiłem wam o tym, więc jeżeli ktoś ten film nagra, to się pogniewam. Ja mam pomysł na film, który niedługo będzie miał oglądalność parę miliardów odsłon. Tak, mam taki pomysł na film.
Ten film będzie bardzo podobny do tego filmu, który nagrałem ostatnio o ćwiczeniach oddechu. Kurde, właśnie, muszę go uruchomić. To będzie instrukcja oddychania, ponieważ ludzie czasami, dochodzimy już do takiego momentu, że googlują sobie wszystko i szukają porady na każdy temat. Ja już się śmiałem, że niedługo ludzie będą nosili słuchawki w uszach podłączone do telefonu bądź bezprzewodowe, gdzie będzie ktoś im podawał komendę: wdech, wydech, ponieważ nie będą w stanie samodzielnie funkcjonować. Krzysztof Lenart pisze: „Ważne, gdzie ci jest wygodnie. Reszta to zwykła magia zwyczajna i nie na chemicznych dopalaczach. Duchowo to gigantyczny dopalacz”. Całkowicie, Krzysztofie, się z tobą zgadzam. Po co nam jakieś inne używki? Już, kochani, musiałem zbliżyć gardło.
Iwona Grabowska pisze: „Już sam fakt, że ktoś dożył prawie 100 lat, świadczy o tym, że jest wyjątkowy, chociaż zaliczył po drodze różne ciężkie czasy. Nie dziwię się, że wyzdrowiał”. Słuchajcie, trochę w myśl zasady: co nas nie zabije, to nas wzmocni. I może tutaj taka sytuacja też miała miejsce. Sanchez pisze: „Dorastał w innych czasach, kiedy nie było nawozów sztucznych, GMO i w polu się pracowało ręcznie, więc kondycja była. Teraz to jesteśmy tym, co zjemy. Teraz to psio na tacy, a nie wiadomo, co ci podają”. Właśnie dlatego też trzeba uważać na to, co się w siebie pakuje. Kochani, całkowicie się z wami zgadzam. Oczywiście, że trzeba uważać.
Wiadomo, że nie jesteśmy w stanie na 100% ustalić źródła pochodzenia nawet kurczaka, marchewki, ziemniaka czy śledzia. Bo nie jesteśmy. Ale powiem wam tak: w pewnym sensie mam takie podejrzenie, że tak jak już w tej chwili jest pewnego rodzaju trend do kupowania produktów bezpośrednio od producenta, czyli takich drobnych rzemieślników. Moi znajomi produkują chleb, już w pewnym sensie jest taka produkcja, natomiast według tych starych receptur, na zakwasie i tak dalej. I mają coraz większe rynki zbytu i też ludzie jeżdżą po wędliny, warzywa, jajka na przykład. Ja mam też taką przemiłą starszą panią, którą od czasu do czasu zdążę się załapać u niej na jajka, jak tylko nie rozgrabią jej moi znajomi, bo tych kurek ma tam parę. Za stodołą sobie te kurki biegają. Więc jeżeli zacznie się mówić, że pożywienie ma takie zasadnicze znaczenie dla naszej odporności, to zobaczycie, jak bardzo pozmieniają się tendencje produkcyjne. I to też może być poniekąd zagrożeniem dla dużych koncernów, ponieważ ludzie zaczną szukać jedzenia tam, gdzie będą pewni, że zostało wyhodowane, wyprodukowane we właściwy sposób, we właściwych warunkach. Sanchez pisze: „Jeszcze nic z tym nie zrobisz.
Świat tak nastawili na konsumpcjonizm, że ludzie od lat 50. inaczej żyć już nie potrafią. Tylko zarabiać i wydawać, konsumować. Nieważne co, żeby jak najwięcej”. Słuchajcie, kochani, wartość pieniądzaI różnego rodzaju dóbr materialnych. To bodajże Fenicjanie wymyślili dawno temu, więc w tej energii gdzieś od wielu lat żyjemy. Natomiast szczęście w nieszczęściu, to co powtarzałem w jednej z ostatnich audycji, że doczekaliśmy czasów, kiedy pewne rzeczy trzeba przewartościować. I tak naprawdę nie mamy specjalnie wyjścia jako ludzie. Zwróćcie uwagę, stanęliśmy przed sytuacją i nawet jeżeli to jest broń biologiczna, to jest broń, która jest obosieczna, ponieważ ludzie już się buntują przed zamkniętymi granicami, przed zamykaniem ich w domach, przed absurdami związanymi z różnego rodzaju ograniczeniami. Więc na jakiś czas można ludzi wystraszyć, ale po jakimś czasie zaczynają zadawać pytania, zaczynają obserwować, co się dzieje, czy to jest lepsze, czy jest gorsze, czy to pomogło, czy nie pomogło.
Poza tym ludzi się nie da pozbawić wolności. Stłamsić ich to się nikomu jeszcze nie udało na dłuższą metę. Adam tutaj napisał: „Ja się nie muszę przejmować jak wyprodukowane były, wystarczy umyć”. Adamie, nie chcę szerzyć defetyzmu czy nastawiać cię negatywnie. Natomiast ostatnio czytałem wywiad z ludźmi na temat jedzenia i zawartości, jeżeli chodzi o składniki, o rzeczy, które w roślinach mają być. I teraz się okazuje, że każdy owoc, który zanim zostanie czy od drzewka do trafienia do konsumpcji podlega minimum 16 różnego rodzaju opryskom. Kiedyś był taki wskaźnik, że jak robak był w jabłku, to jabłko było dobre. W tej chwili nawet robaki nie chcą jeść jabłek. Kiedyś, dwa lata temu, jak jechałem do Chorwacji, wziąłem ze sobą zielone jabłuszko, takie świecące, fajne, takie w ogóle super, z książki. Przez dwa tygodnie, ponieważ tam były winogrona, arbuzy, więc przywiozłem ze sobą po dwóch tygodniach z powrotem z Chorwacji.
I nigdy więcej już takiego jabłka nie kupiłem. Pamiętam papierówki jeszcze u moich rodziców, to broń Boże, jak spadło jedno na drugie, to za chwilę robiła się plama. Jak za długo leżały ze sobą to się odgniatały. Jak truskawki zbieraliśmy, to trzeba je było przekładać gazetą i jak się nie sprzedało ich w ciągu 24 godzin, to się nadawały tylko na zrobienie ze śmietaną bądź z cukrem. Więc w tej chwili zawartość składników tych właściwych, które powinny być w niektórych owocach i warzywach spadła o 70%. Kiedyś była też taka teoria odnośnie pestkowców, że kiedyś się mówiło, że nie wolno jeść pestek z jabłek. Nie wiem dlaczego, ale ja zawsze uwielbiałem jeść jabłko całe. Zostawał mi tylko ogonek. Jabłko jak jem to jem całe, a pesteczki to wydłubywałem zawsze i wyrzucałem tylko tą skórkę. Natomiast ten środek zjadałem.
Nie wiem o co chodzi. Tak lubiłem i dalej tak jem. Kiedyś też czytałem, że w starych odmianach jabłek i ogólnie pestkowców, w pestkach była zawarta witamina B18, która była naturalnym składnikiem. Witamina, której organizm nie wytwarza, musi zostać podana z zewnątrz. Właśnie ona była w pestkowcach i była naturalnym składnikiem do walki z komórkami raka, z komórkami nowotworowymi. W tej chwili w tych nowych odmianach pestkowców już tej witaminy nie ma. To nie jest tak, drogi Adamie i drodzy kochani, że na przykład byłam ostatnio, taka starowinka babcia sprzedawała jabłka ze swojego sadu i podszedłem i pytam ją, mówię: „Proszę panią, a co pani za jabłka ma?” Już nie pamiętam, co ona miała. Ja mówię: „A może na jesieni po malinówki się do pani zgłoszę?” „O, malinówki. Wie pan, że jeszcze mam jedno drzewo z malinówkami, nie?” Ja mówię: „A to może kosztele pani ma?” „Ojejku, a skąd pan pamięta taką nazwę?” Mówi: „Nie, koszteli to już dawno nie ma”. Podobno są teraz jakaś nowa odmiana koszteli.
To jest takie słodziutkie, twarde jabłko, które miało posmak gruszkowy troszeczkę, jakbyście nie wiedzieli. Natomiast tych odmian starych jabłek już po prostu nie ma. Są owszem nowe produkowane. To jest też oczywiście temat na oddzielną audycję, pewnie z jakimiś fachowcami. Ja też takiej aż wielkiej wiedzy na ten temat nie mam. To są informacje pozbierane i poukładane w mojej mózgownicy przez wiele lat. Natomiast jak sami wiecie, wszystko się zmienia i niestety obawiam się, że nie tylko jakość mięsa, ale również jakość warzyw i owoców pozostawia... czasach wiele do życzenia. Dobrze, coś mi tutaj sypnęło komentarzami. Son of the Farm, nowy słuchacz na czacie: „Wrócą czasy, że ludzie z miasta zaczną wracać na wieś.
Doczekaliśmy czasów, że zaczynamy rozumieć, co jest wartościowe i prawdziwe. Pieniądze nie mają znaczenia. Zdrowe jedzenie”. Tak. Fakt faktem, że pieniądze w dalszym ciągu mają znaczenie, bo to zdrowe jedzenie nie jest wcale takie tanie. I tutaj Sanchez napisał: „Ale teraz mało kto wiąże choroby z zmodyfikowaną żywnością. To biznes”. Biznes, ale na ile świadomość producentów jabłek odnośnie ich zawartości jest, to nie wiem. Natomiast w tej chwili wszyscy już pryskają wszystko, nawet gdzieś w ogródkach mniejszych ludzie pryskają, bo robaki jedzą, bo jak coś ma robaka, plamkę, to nikt tego nie chce kupić. Nawet ta zdrowa żywność musi jakoś wyglądać.
Sami narzuciliśmy taki reżim producentom, że nie kupimy odbitego jabłka, że jak zobaczymy odgniecioną truskawkę, ostrą rzodkiewkę albo brzydkiego pomidora, to go po prostu nie chcemy. Poniekąd nie wińmy tylko producentów, ale sami do tego przyłożyliśmy rękę. Adam pisze: „Ale jabłek nikt nie faszeruje antybiotykami, nie są nasączone hormonami zwierzęcymi. Zresztą są pozbawione moralnych dylematów, chociażby zagrożenia pandemiami”. W dzisiejszych czasach oczywiście zgadzam się z tobą, natomiast też pozwolę sobie tutaj na żartobliwość. Jabłka czy warzywa wcale nie są pozbawione zagrożenia pandemiami, ponieważ jeżeli ktoś zarażony tą pandemią będzie nam tą żywność swoimi obkichanymi łapkami pakował, a my zanim to zjemy, weźmiemy to w ręce i podłubiemy w nosie, to niestety nie są pozbawione zagrożenia pandemiami. Sanchez pisze: „Jak nie spryskasz jabłonki, to jabłka masz robaczywe co do sztuki”. Słuchajcie, natura się nie da oszukać. Te robaki jak się dowiedzą, że w okolicach jest gdzieś jabłonka, która jest niespryskana, to pewnie się momentalnie mobilizują, zapierdzielają właśnie tam, żeby się najeść świeżych, niepryskanych jabłek. Żeby było więcej niepryskanych jabłonek, to tu by siadł jeden robaczek, tutaj trzy, tam pięć i by się te robaczki porozprzestrzeniały.
A tak się kumulują na jednej zdrowej jabłonce we wsi. Adam pisze: „Zdaje się, że w pestkach są śladowe ilości cyanku, ale nieszkodliwe, jeżeli się nie je ich nałogowo”. Tak, dokładnie. To chodziło o cyjanek w pestkach. Natomiast właśnie małe ilości cyanku też są zagrożeniem dla komórek rakowych. I faktycznie pod warunkiem, że nie jesz ich nałogowo. Kudłaty pisze: „Zgadzam się-
[01:34:41] - Właśnie przed momentem przeczytałem, że żeby się zatruć śmiertelnie tym cyjankiem z pestek, to trzeba było tych pestek zjeść jakieś 100 gram.
[01:34:49] - To sporo. Znaczy ja wiem, czy sporo? Nie wiem, czy mi się w życiu udało zjeść 100 gram pestek, ale kiedyś jabłka jadłem zawodowo, łącznie z pestkami, więc widocznie nie przekroczyłem tej ilości. Dobrze, że nie wiedziałem wtedy. Ale 100 gram pestek to dużo. 10 deko to już dużo. Będę uważał. Dzięki panie Marku. Kudłaty pisze: „Zgadzam się. To najlepsze, najpewniejsze.
My też jajka bierzemy prosto od producentek. Wiem, co jem”. Ma to też wizualny swój urok. Pamiętam, że jak babcia robiła jajecznicę z czterech jajek, to było dla mojego dziadka porządne danie. Teraz cztery jajka się na patelnię wrzuci, to tak na dobrą sprawę szału nie ma, bo coś tam się trąci. Son of Farm pisze: „Mój dziadek mieszka na wsi, ma papierówki i tak dalej. Wszystkie te stare jabłuszka uwielbiam. Pozdro, dobra audycja”. Pozdrawiamy również i jakby twój dziadek miał kosztelę, to daj mi znać. Bardzo cię proszę, bo ja bym sobie taką kosztelę albo malinówkę zasadził u siebie.Sanchez pisze: „Jak połkniesz pestkę, to ci drzewko w brzuchu wyrośnie.
Raczej nie zdąży, bo kwasy żołądkowe poradzą sobie nawet z tym cyjankiem.” Adam pisze: „Widzę tutaj uparcie. Cię poruszyłem, widzę przyjacielu, ale przez traktowanie ziemniaków nie przeskoczy jakaś epidemia odziemniakowa na gatunek ludzki. Pozwolę się w dalszym ciągu nie zgodzić.” Ale tu całkowicie się z tobą zgadzam. Tu nie rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach, tylko pokazujemy różne aspekty. Jestem zdecydowanie bardziej zwolennikiem warzyw różnego rodzaju i owoców i tyle. Także całkowicie się z tobą zgadzam i też bardzo lubię. Zresztą bardzo lubię sery. Przychodzi sezon, to ja na przykład rzodkiewki teraz zjadam w ilościach, można rzec, hurtowych. Po trzy pęczki tak po prostu na ten. Kiedyś to też moja mama, jeszcze żyjąca, może potwierdzić.
Ja na przykład jak robiliśmy kiszoną kapustę, to możecie mi wierzyć albo nie, ale głąby z tej kapusty były odkrawane i zostawiane dla mnie. Jak mama kupowała dwa kalafiory na obiad, takie gotowane, to była nas czwórka w domu, to jednego dzieliła na pół. I co? Ja swojego kalafiora, swoją połówkę, swój przydział zjadałem na surowo. Nie wiem, czy bawiliście się w takie rzeczy, ale ja na przykład jadłem kwiatki z akacji, także jestem bardzo proroślinny. Także Adamie, pragnę cię uspokoić. Sanchez pisze: „Dałbym radę. Chyba chodzi ci o to drzewko w brzuchu. Z pewnością dałbyś radę.” Dobrze. No dobrze, co tam mamy, panie...?
[01:38:17] - Właśnie sypnęło. Sypnęło.
[01:38:20] - Tak popatrzyłem. Adam pisze: „Dawaj, dawaj. Warto wymieniać się radami.” Sanchez pisze, że babcia tak mówiła. O, proszę bardzo, to wiadomość dla mnie. Sam pisze: „Malinówki ma i to bardzo okazyjne, duże i słodkie.” No bo malinóweczka taka właśnie jest. Ją się zbierało zawsze tak, już jak się robiło chłodniej. Kruczkie takie jabłuszko. Nie wiem kochani, czy widzieliście, czerwoniutkie, takie piękne, nasycone. I to zazwyczaj były duże jabłka o takim słodkawym smaku. A jeśli chodzi o odmianę jabłko-gruszka w smaku, muszę zapytać.
To się nazywa Kosztela. Także jakby coś, to odezwij się proszę do mnie gdzieś tam na jakimś Facebooku czy coś takiego, bo nie ukrywam, że byłbym bardzo zainteresowany poznaniem dziadka i może zakupieniem jakiegoś jabłuszka, które można będzie później wyhodować w jakieś piękne drzewo. Ale dziękuję ci za nadzieję na jesień odnośnie malinów. Sanchez pisze: „Słodkie są głąby.” Nie wiem, o co chodzi. Mi po prostu smakuje tak jak kalarepa na przykład, którą też swego czasu, jak jest sezon... Także ja mówię, ja jestem bardzo pro warzyw. „Tylko z karczochami trzeba uważać. Są dobre na wypowietrzenie.” To nie ma co uważać, Adamie. Jeżeli czegoś powinniśmy się pozbyć, to trzeba się pozbyć. A jeżeli coś w tym, że tak powiem, pomaga, to tylko się z tego trzeba cieszyć.
Nie wiem, czy podobnie jak fasolka, ale mam. Przepraszam, przeczytałem następny komentarz i się wybiłem. Sam od pary pisze: „Rozmawiacie na różne tematy czy tylko o jedzeniu?” No faktycznie kochani, jak sam, że tak powiem, czasami was strofowałem, żebyśmy się jednak trzymali w temacie audycji i nie biegali tam po tematach zupełnie z nią niezwiązanych. Tak, tutaj faktycznie końcówka audycji jest całkowicie poświęcona jedzeniu, ale zrobiło się tak smakowicie. No i poniekąd jesteśmy w temacie audycji, bo jednak zdrowe odżywianie ma bardzo duży wpływ na nasz mikrokosmos mikrobiologiczny, mikrobów, wirusów, bakterii, które w nas żyją. I odżywianie tychże kultur bakterii później decyduje i skutkuje naszą odpornością. Więc poniekąd jesteśmy w temacie audycji, ale jakby ktoś tak się właśnie włączył na samej końcówce, to mógłby pomyśleć, że to jest audycja z gatunku „Ewa gotuje”. Także kochani, ale ciężko się oderwać od tego tematu. Iwona pisze: „Mało szarobure, niepozorne jabłuszko, ale niepowtarzalny smak.” Rozumiem, że Iwonko mówisz o Koszteli. Kwiatki akacji też są słodziutkie.
Białe są nawet bardziej słodsze niż żółte. Nie będę wam opowiadał, jak to potrafiłem z gałęzią akacji iśćJakie były czasy radosne. Dobrze kochani, tutaj nie wiem jak sytuacja, bo faktycznie dobiliśmy chyba do końca komentarzy.
[01:42:11] - Jeszcze nie. Jeszcze tutaj mi się ładują. Tylko że YouTube coś takiego robi, że te komentarze, jak przechodzę na kartę z komentarzami z czata, to te komentarze się pokazują po jednym. Jeden, jeden, jeden, jeden. I to tak się przewija miliony razy i zanim to się przewinie, zanim wszystkie wpisy mi się pokażą, to czasem dłuższa chwila mija. Ale właśnie ta dłuższa chwila minęła. Tak zagadałem i ta chwila minęła i mamy kolejne wpisy. Oczywiście też o jedzeniu.
[01:42:44] - Widać, że temat-
[01:42:45] - Ale przynajmniej troszeczkę w temacie audycji się trzymają, bo piszą o świadomym jedzeniu.
[01:42:54] - Dlatego ja tutaj nic nie strofuję tym razem. Bardzo się cieszę, bo to też może wpłynie troszeczkę, kochani, na waszą wyobraźnię, żeby jednak na przykład nawet w jedzeniu, w warzywach, w owocach szukać właśnie tych odmian bardziej sprawdzonych. I też może właśnie poszukać. Może gdzieś tam u was na bazarku stoi taka babcia, jak kiedyś stała u mnie, która miała jabłuszka właśnie ze swojego sadu. Może nie takie piękne, ale fajne, smaczne i z pewnością bez żadnych modyfikacji genetycznych. Tutaj Sanchez pisze: „Znam”. Nie wiem, czy to chodzi o kosztele, czy o akacje. Christoph pisze: „Dobry wieczór wszystkim. Witam prowadzącego i całą ekipę. Pozdrawiam serdecznie, Krzysiek.” Pozdrawiamy Krzysztofie bardzo serdecznie.
Faktycznie zaraz pewnie się pojawi pytanie, czy tylko o jedzeniu. Sanchez pisze: „Kiedy kwitną akacje?” Niebawem. Maj czy na początku czerwca, w zależności od ilości deszczu i słońca, ale z pewnością jeszcze w roku szkolnym. Sanof Farm pisze: „Tak, i malinówki ładnie barwiły na czerwono środek.” Tak. Poleżała, faktycznie ten środeczek też się robił taki malinowy. Okej, odezwę się. Dziękuję ci bardzo. Nie ukrywam kochani, że poszukiwanie takich starych odmian tych jabłek może być pewnego rodzaju ratunkiem przed właśnie tymi wszystkimi zmodyfikowanymi odmianami. Może uratujemy jakiś kawałek naszej polskiej kultury ogrodniczej. Spartan pisze: „Witam wszystkich paranormalnych.
Kochani, nad czym debatujecie? Bo dopiero wszedłem.” Nad jedzeniem. Oczywiście nie. Rozmawialiśmy dzisiaj o nieustającym temacie koronawirusa, ale też rozmawialiśmy o tym, jak własnymi sposobami się przed różnego rodzaju zachorowaniami bronić. I też rozmawialiśmy o 74 poziomach tajemniczenia. To tak pokrótce. Natomiast jak chcesz coś więcej, to stety niestety zapraszam cię do odsłuchania naszej audycji w wolnej chwili. Sanchez pisze o roślinach. Adam pisze: „Łączenie złotej zasady z jedzeniem jest poniekąd tematem duchowym.” Oczywiście. Jak się wszyscy tutaj utwierdzamy w przekonaniu, kochani, to jest przezabawne i przesympatyczne, jak właśnie wszyscy sobie dodajemy otuchy, że jednak jesteśmy cały czas w tematach duchowych.
Jak najbardziej. Rośliny są ważne, oczywiście. Spartan pisze: „Dzięki.” Sanchez pisze: „Zwierzęta jedzą rośliny, rośliny gryzą glebę, my jemy zwierzęta, zwierzęta czasami jedzą nas i tak dalej.” O nieprzerwanym, że tak powiem, procesie biologicznym, naturalnym procesie oczywiście wszyscy dokładnie wiemy, że jest to cały łańcuch pokarmowy. I dopóki tym łańcuchem pokarmowym jest i wszystko jest w symbiozie, to jest okej. Oczywiście i Adam, i wielu ludzi, którzy negują pewne rzeczy związane ze zwierzętami, to chodzi przede wszystkim nie o hodowlę, tylko o produkcję. Ale to jest temat na jakąś kolejną audycję. Już raz żeśmy na ten temat delikatnie rozmawiali i tu też z pewnością będzie bardzo dużo emocji. Adam pisze: „Sanchez, a która roślina czy zwierzę produkuje sztucznie ludzi w hodowlach? Jaka jest różnica między naturą a cywilizacją?” Właśnie. Dokładnie.
To jest ta różnica. Przecież wiemy dobrze, że jeżeli darzy się coś szacunkiem... Kiedyś ludzie nie zabijali dla przyjemności, tylko po to na przykład, żeby przeżyć. Ale to jest szeroki temat i skoro jesteśmy przy roślinkach, to nie wchodźmy dzisiaj już na zwierzęta, bo co prawda to też będzie w kwestiach duchowych, natomiast moim zdaniem to jest temat na oddzielną audycję. Sanof Farm pisze: „Kosztele to bardzo stara polska odmiana jabłoni, od dawien dawna znana na terenie całego kraju. Historia tej odmiany sięga około 1590 roku.” Wow! To mój dziadek na 100% zna albo i ma znać. Na pewno zna. Natomiast mówię, ze względu na to, że to było takie mało atrakcyjne jabłko, to nie było tego dużo.Tutaj panowie zaczynają wchodzić w tematy, których ja nie chciałem poruszać, więc je pominę. Genetycznie modyfikowane jedzenie może z nas za kilka pokoleń zrobić małe szare istotki z wielkimi czarnymi gałami.
Nie jest wykluczone. Ja się nie chcę bawić w teorie spiskowe, na ile modyfikacja pewnych roślin, zwłaszcza pestkowców, po to, żeby pozbawić je witaminy B18, było celowym działaniem pozbawienia witaminy B18, a na ile udało się to zrobić przy okazji tego, że modyfikowano, żeby były bardziej odporne, podatne na transporty, przechowywanie i tak dalej. Tutaj ciężko jest odpowiadać, ale jeżeli to by było celowe, żeby pozbawić witaminy B18, to mielibyśmy pierwszy przykład na to, że ktoś działa na naszą niekorzyść po to, żeby osłabić naszą odporność i spowodować większą umieralność. Czyli mielibyśmy namiastkę tego, co Jubi nazwał plandemią, czyli celowych działań zmierzających do osłabienia naszej odporności. Myślę, że większość tych działań ma jednak zadanie ekonomiczne. Czyli na zasadzie: produkujmy szybko, produkujmy tanio, produkujmy tak, żeby dało się to przewozić, przechowywać, żeby było jak najmniej strat podczas produkcji, jak najmniej narażeń na mrozy, na zmiany klimatu i tak dalej. Myślę, że to leżało u podstaw. Ale oczywiście to są tylko moje domysły. Iwona pisze: „Widocznie natura traktuje nas jak pasożyta. Może powinniśmy się zacząć bać, bo też może się obudzić w jąkle”.
Zawsze twierdziłem, i przekonaliśmy się o tym w swoim, że tak powiem, pobycie tutaj na Ziemi, że natura, że Matka Ziemia, jeżeli jej tylko nie wysadzimy w powietrze, nie zrobimy z niej kawałków meteorytów błądzących po kosmosie, to ona sobie poradzi, tak jak radziła sobie już wielokrotnie. Co do gatunku ludzkiego, już nie jestem tego taki pewien. Zresztą już zaczyna dbać o swoje, że tak powiem, interesy. My możemy końca tego procesu nie doczekać, jeżeli nie zrobimy tego wcześniej świadomie. Adam pisze: „Tak, ale w obrębie cywilizacyjnym podwyższamy standardy etyczne. Natura tego nie robi. W naszym czasie mamy też problemy z cukrzycą typu 2 i chorobą wieńcową. Można się tego pozbyć na diecie roślinnej”. I tu całkowicie z Adamem się zgadzam. Na przykład tak jak czytałem, duża umieralność w Stanach wynika z tego, że dużo osób poprzez niewłaściwe odżywianie i duży poziom cukru, bo na przykład cukier powoduje świetne środowisko dla różnego rodzaju wirusów i negatywnych bakterii, między innymi dla koronawirusa.
Adam pisze o chorobie wieńcowej, o cukrzycy, która poprzez sposób odżywiania może przyczynić się do poprawy naszego zdrowia. Janusz Dąbrowski pisze: „Czy nasze piękne życie powinno się kręcić tylko wokół jedzenia, czy raczej są ważniejsze sprawy?”. Drogi Januszu, oczywiście nie tylko tak. Natomiast warto, i zwracam na to uwagę między innymi w tej audycji, że jedzenie jest jednym z elementów naszego życia. Rzekłbym nawet jednym z najważniejszych elementów naszego życia, ponieważ oprócz, tak jak dzisiaj powiedziałem o trzech aspektach, aktywny tryb życia bądź na przykład moje ćwiczenia oddechowe, czyli kondycja, aktywność fizyczna, czyli mięśnie, żeby się trochę ruszały, życie w jak największej kulturze emocjonalnej, czyli w jak najmniejszej ilości stresu, a w jak największej ilości pozytywnych doznań oraz jedzenie, to są trzy aspekty, które wpływają na naszą odporność. A nasza odporność, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, zwiększa komfort i zmniejsza ryzyko bolesnego, tragicznego, bądź nawet śmiertelnego przejścia choroby związanej z zarażeniem wirusem. My jesteśmy tutaj już, drogi Januszu, pod koniec trzeciej godziny audycji. Wcześniej były poruszane też inne aspekty. Natomiast jeżeli oczywiście nie dostrzegasz tego aspektu, to proponuję ci zapoznać się z całą audycją. Sanchez pisze do Iwony: „Iwono, już się budzi”.
Nie wiem, o co chodziło. Pewnie o nasze społeczeństwo. Adam pisze: „Okej, Sławku, szanuję potrzeby końca tematu i już nie kontynuuję na dziś”. Dziękuję ci, Adamie. Myślę, że na koniec audycji wprowadzanie tego wątku na pewno by spowodowało sporo emocji, ale nie wiem, czy stać nas wszystkich już w tej chwili na jakąś taką sensowną merytorykę.San pisze: „Dowiedziałem się od mamy, że mój dziadek ma wszystkie stare odmiany. Pozdrawiam. Wielkopolska Bielawa.” To dobrze, czekam na kontakt i z chęcią coś pokombinujemy. Może będziemy za czas jakiś mieli coś słuchaczom również fizycznego do zaoferowania. Sanchez pisze: „Adam dawaj nowy. Szaraki i modyfikowane jedzenie.” Wątpię.
„A czy istnieją?” To zapewniam, że istnieją i wszystko przed tobą. „Nie bardzo ogarniam.” San pisze. „Antonówka, Kośtela, Stara Reneta.” Proszę bardzo. Antonówka. Super, naprawdę super. Pozdrowienia dla dziadka. Adam pisze Kudłatym: „Dziękuję za zaproszenie, ale już coraz rzadziej mam paraliże senne.” Sanchez pisze: „Lubię tę audycję, bo można coś powiedzieć i usłyszeć do tego sensowny komentarz.” Cieszę się bardzo, chociaż dzisiejsze komentarze, tak sobie myślę, że nie wszystkim mogą się podobać, ale najważniejsze, że większości się podobają. Kristof pisze: „Zastanawiam się, czy ta szczepionka na koronawirusa, nad którą ponoć pracują, czy nie mogliby właśnie czerpać aspiracji z natury? Jest tyle roślin, które mają właściwości lecznicze. Może tu należy szukać?” Drogi Kristofie, myślę, że nie są tym zainteresowani i tu bym raczej już się dopatrywał, jeżeli już jakiejś teorii spiskowej, to właśnie tutaj.
Myślę, że nikt nie jest zainteresowany właśnie użyciem natury do tego. Zresztą gdyby ktoś był zainteresowany, to byśmy rozmawiali o poprawianiu odporności ludzi, a nie o szczepieniu. Sanchez pisze: „Taka trochę wazelina.” Ja uważam, zresztą starzy ludzie kiedyś tak mówili, że ludzi uczciwych należy szanować, ludzi pracowitych należy podziwiać, a wrogów należy lać w mordę. Więc ja myślę, że ważne jest to, aby negatywne rzeczy negować, a pozytywne jednak pochwalać. I to nie ma nic wspólnego z wazeliną. Przynajmniej ja tak tego nie odebrałem. Kudłaty pisze do Adama: „Nie widziałeś jeszcze szaraka? To mogę pokazać ci szakai z tych trzymetrowych, które ja spotkałem z dziewczyną kilkanaście lat temu. O ile link tu wejdzie wstawię, bo mam ich na blogu.” Okej Kudłaty, momento. Adam pisze: „No to mnie zaciekawiłeś.” Sanchez pisze: „Kudłaty, my tu o życiu, a nie o kosmitach.” Pożyjemy, zobaczymy co z tymi kosmitami.
Janusz Dąbrowski pisze: „Nasze zdrowie się poprawi, jeżeli będziemy stosowali kilkudniowe głodówki choć raz na miesiąc. Organizm się nam oczyści.” Drogi Januszu, dziękujemy ci za tą informację. Natomiast metod jest tak jak ze wszystkim różnych sporo. Wysiłek fizyczny jest też formą oczyszczania organizmu przynajmniej z toksyn, ponieważ podczas wysiłku fizycznego pocimy się i toksyny poprzez nasze pory skórne zostają wydalane z organizmu, więc jest to też jakaś forma naturalnego procesu oczyszczania organizmu. Nie trzeba się od razu katować. Wystarczy pić spore ilości płynów, najlepiej jakiś tam wód. Do tego trochę wysiłku fizycznego. Adam pisze: „Jeszcze z porad zdrowotnych należy pamiętać o dobrej jakości snu.” Sen oczywiście całkowicie się zgadzam, natomiast sen jest też pewnego rodzaju odzwierciedleniem naszego stanu emocjonalnego. Ja przynajmniej tak uważam, że ludzie, którzy zbytnio poddają się takiemu emocjonalnemu podejściu do życia i podświadomości i nie potrafią się wyciszyć, mają też problemy ze snem ze względu na to, że to wszystko jakby się dzieje natychmiast. Ale oczywiście całkowicie się z tobą zgadzam.
„Znaczy po prostu się wyspać.” Adam pisze. „Zdaje się, że olej z pestek dyni albo same nasiona dyni przed snem działają jak dobre zastępstwo melatoniny.” Nie wiem, ale w sumie dobrze wiedzieć, chociaż ja nie mam problemów ze snem. Zresztą ja usypiam w czasie przykładania głowy do poduszki, więc niektórzy twierdzą, że zaczynam chrapać jeszcze zanim tą głowę do poduszki przyłożę. Ja staram się kłaść spać wtedy, kiedy jestem zmęczony. Nie wtedy, kiedy jest 22:00 na zegarku, tylko wtedy, kiedy mój organizm da mi znać, ponieważ robię wszystko, żeby przydział energii, który dostałem na dany dzień jak najbardziej skutecznie wykorzystać, więc na koniec dnia po prostu jestem już bez energii. Przeproszę was, kochani, nie wiem jak tam z komentarzami, bo widzę, że się zrobiłaO, coś tutaj leci. Już jestem, za chwileczkę wracam. Mam nadzieję, że w międzyczasie będą komentarze.
[02:00:17] - To ja może w międzyczasie powtórzę kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to oczywiście 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 53 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na wparanormalium.pl oraz na czacie, na czatach, właściwie dwóch czatach towarzyszących naszym transmisjom na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Pączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata, a także można nam wysyłać wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. Tak więc dzwońcie, bo jeszcze jest szansa. Audycja ma się troszeczkę ku końcowi, ale można jeszcze zadzwonić. Telefon jest czynny, tak więc zachęcamy.
[02:01:31] - Tak jest. Jeszcze nie poszliśmy spać, więc jest okazja, żeby zadzwonić. Ja was niestety kochani musiałem na chwileczkę pożegnać, przeprosić, bo musiałem wpuścić swojego małego przyjaciela z nocnych wojaży. Ale już jesteśmy, więc wracam do komentarzy, a wy szukajcie telefonu. Spartan pisze: „A jak myślicie, idzie pogodzić typowe życie duchowe, bo jakby nie było duchowo jesteśmy związani z naturą. Ja zawsze uwielbiam chodzić do lasu. Ten spokój i cisza są nieocenione. A między coraz szybciej postępującą technologią?” Oczywiście, że tak. To jest też pewnego rodzaju proces, którego musimy się sami nauczyć. Wychodzenie, to, o którym ty mówisz, do lasu, do natury, to jest właśnie ten moment, kiedy możemy się wyciszyć.
To, co ja mówiłem o tym hormonie stresu, który jeżeli zbyt długo przebywa w naszym organizmie, powoduje to, że jesteśmy cały czas nakręceni. Jest do tego jeszcze rezonans Schumanna, fale mózgowe i tak dalej, ale mamy taką sytuację przejściową, jaką mamy. Natomiast właśnie ta umiejętność wyciszenia się, czyli zrobienia takiego stop, resetu, tego odcięcia się od pewnych historii, które się działy, to jest duża umiejętność i też z korzyścią dla naszego zdrowia. Więc ja jak najbardziej jestem przekonany, że właśnie w tym kierunku zmierzamy. Bo często ludzie popadają ze skrajności w skrajność. Czyli odcięcie się całkowicie od cywilizacji i natura albo całkowicie cywilizacja, brak natury. Prawda, jak zawsze leży pośrodku i należy to zrównoważyć. Tutaj Janusz napisał: „W filmie Sami swoi Pawlak powiedział, że mądrego warto posłuchać. Też tak uważam. Często też to cytuję.” Adam pisze do Spartana: „Dużo ludzi poleca też bose chodzenie.
Jak nie las, to chociażby działka albo ogródek, jak się ma dostęp.” Tak, to jest też jedna z technik tego łączenia się z ziemią, ponieważ my bardzo często izolujemy się poprzez podeszwy butów, poprzez samochody, poprzez chodniki, poprzez asfalty. Nie mamy tego bezpośredniego kontaktu. A poza tym też są w stopach receptory, które się aktywują w momencie, kiedy są dźgane przez te ździebełka trawy. Więc ja całkowicie też polecam chodzenie po piasku na plaży. Zwróćcie uwagę, to sprawia jaką przyjemność. Kiedyś po łąkach się biegało na bosaka, jak była świeżo skoszona trawa, jak te koleczki tam wbijały się w stopy tak delikatnie. Już nie mówię o rżysku tutaj, natomiast o trawie. Zdecydowanie polecam. Iwona pisze do Spartana: „Życie duchowe często zaczyna się w takich miejscach moim zdaniem.” Świadome życie duchowe, bo tu trzeba sprostować. Kochani, nie myślcie, że jeżeli nie myślimy o sprawach duchowych, to nie żyjemy duchowo.
To są właśnie te dwie rzeczy, kiedy ludzie zaczynają myśleć, że dusza się uruchamia wtedy tylko, kiedy my z nią próbujemy nawiązać kontakt. Nie, ona jest z nami cały czas i ona cały czas daje o sobie znać. Nie tylko wtedy, kiedy z nią próbujemy rozmawiać, medytować, zastanawiać się, wyciszyć i tak dalej. Wtedy decydujemy się na świadomy kontakt. Natomiast dusza cały czas, nasz poziom świadomości decyduje o naszej osobowości. Dusza jest aktywna cały czas, nawet w sytuacjach bardzo mocno cywilizacyjnych, więc nasze życie duchowe odbywa się 24 godziny na dobę. Pozwoliłem sobie to dodać, bo z pewnością o tym wiecie, ale ponieważ pojawił się ten wątek, więc należało się z mojej strony wyjaśnienie i sprostowanie. Samczes pisze: „Ogródek to nie to samo. Auta jeżdżą i zgiełk cały.” Powiem tak: owszem, odcięcie się od bodźców zewnętrznych nie prowokuje naszej podświadomościO tak. Bo jednak hałas powoduje też takie uczucie napięcia.
Ale równie dobrze można sobie w takim ogródeczku założyć słuchawki. Być bezpiecznym, wiedzieć, że nic nas nie rozjedzie. Nie zawsze ten las niektórym ludziom daje poczucie bezpieczeństwa i spokoju, bo jednak w lesie często jesteśmy sami. A skoro jesteśmy sami, to dla wielu ludzi, czujemy się zagrożeni. Niektórzy się lepiej czują jednak będąc bezpieczni. A tutaj zwierzęta, może jakiś złodziej, może bandyta, może gwałciciel. Więc ten las, zwłaszcza w takim osamotnieniu, nie każdemu daje poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Czasami właśnie taki ogródek, w którym jesteśmy sami, daje nam większe poczucie bezpieczeństwa, ponieważ wiemy, że jesteśmy w kręgu ludzi. Wiemy, że gdzieś obok ktoś jest, że nikt nam nic nie zrobi. Nawet jeżeli zamkniemy oczy i będziemy się chcieli wyciszyć, to żaden lisek ani niedźwiedź nas nie zaatakuje.
Także ogródek jak najbardziej, tylko jeżeli potrzebujemy wyciszenia, słuchaweczki, spokojna muzyka i też ma prawo być sympatycznie. Sanchez pisze: „Las musi być prawdziwy, nie udawany”. Kwestia, że tak powiem, jeżeli chcemy iść pooglądać piękne widoki, czyli bez ciągłych, zmieniających się obrazów, posłuchać szumu drzew, ptaków i tak dalej, jak najbardziej tak. Natomiast jeżeli chcemy poprzebywać sami ze sobą i na przykład pochodzić boso po trawie, to zdecydowanie ogródek jest lepszy, bo mniejsze ryzyko na przykład wejścia na korzeń, kamień, gałąź, szkło czy wężę. Spartan pisze: „Adam oczywiście, że tak. Nie każdy ma możliwość. Tym bardziej, że wejścia do lasu są teraz coraz bardziej restrykcyjne niż kiedyś było”. Spartan pisze: „Duncan, byłem kiedyś, jeszcze przed pandemią, to mnie pracownik Lasów Państwowych przegonił twierdząc, że mogę drzewa kraść. Akurat była wycinka lasu w obrębie, ale co ma jedno do drugiego? Nic”.
Sanchez pisze: „Przegonił cię, żebyś nie patrzył, jak oni kradną.” To jest właśnie nasza polska, ziemska natura, że musimy tutaj jednak czegoś dopatrzyć, jakiejś teorii spiskowej. Dzisiaj porozmawialiśmy sobie bardzo dużo o sposobach. Mimo że to może było trochę monotematyczne, że to niby o jedzeniu, ale z drugiej strony porozmawialiśmy sobie w bardzo fajny i prosty sposób o tym, w jaki sposób możemy poprawić chociażby swoją odporność poprzez poprawę naszej emocjonalności, poprzez świadomość duchową, poprzez zdrowe i właściwe odżywianie, bogate oczywiście w warzywa oraz owoce. Więc myślę, że tutaj też sporo oprócz teorii i tego mojego ględzenia przez godzinkę, sporo takich praktycznych aspektów również do wykorzystania w życiu codziennym się pojawi. Spartan odpisuje Duncanowi: „Możliwe, ha ha”. Janusz pisze: „Ci, co mieszkają w mieście wiele tracą, bo nie czują tego, jak życie przyrody tętni na wsi”. Kochani, ja też uważam, że wszystko jest dla ludzi i też każdy z tych aspektów i życia w mieście i życia na wsi ma swoje tak zwane zady i walety. Wszystko jest dla ludzi. Każdy musi dobrać to, co dla niego jest właściwe. A właściwe jest to doświadczenie, które powoduje w nim, że jego świadomość się rozwija.
I też są różne etapy. Ja też uważam, że na przykład działka jest fajna, jak ma się albo małe dzieci, albo już dzieci odchowane. Bo mieszkanie na przykład poza miastem w momencie, kiedy ma się dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym i jest się aktywnym zawodowo, przywożenie, odwożenie ze szkoły na zajęcia. Brak też kontaktów z rówieśnikami, bo dzieci na przykład mieszkające w miastach mają większą możliwość komunikacji ze sobą, nie tylko za pomocą tych piętnowanych przez nas często komunikatorów. Bo powiedzmy w małym miasteczku czy gdzieś tam na wsi, czy gdzieś tam na peryferiach miasta, wiadomo, przychodzi popołudnie, wieczór i żeby dziecko małe się mogło gdzieś dostać, to trzeba je zawieźć i później przywieźć. Nie wszyscy rodzice mają takie możliwości. Nie twierdzę, że tego się nie da. Natomiast twierdzę, że tych aspektów pozytywnych i mniej negatywnych, różnie z nimi jest. Mniej więcej zazwyczaj po połowie. Dzieci, które są już starsze, które samodzielnie mogą się przemieszczać, wsiadają sobie w samochód, rower, skuter czy cokolwiek innego i jadą.
No dobrze kochani, słuchajcie, będziemy powolutku zmierzali do końca naszego dzisiejszego spotkania. Tutaj dużo fajnych, ciekawych wątków. Mam nadzieję, że dla was również się pojawiło. Ja być może dzięki dzisiejszej audycji spełnię jedno ze swoich marzeń odnośnie jabłek. Trzymam mocno kciuki, żeby tak właśnie było. Wam oczywiście spełniania takich drobnych marzeń jak najbardziej również życzę. I też brutalnie nazywając rzeczy po imieniu w perspektywie tego, co się dzieje aktualnie i tego, co wiemy, że wydarzyć się raczej musi. Nie oglądajmy się na innych, nie czekajmy, co inni dla nas zrobią. Zacznijmy myśleć i działać. Działać, przede wszystkim działać.
Od tych nawet takich prostychdziałaniach działać dla siebie w kierunku tego, żebyśmy my dla siebie zrobili jak najwięcej, żeby przed takimi sytuacjami jak ta, na którą nie mamy wpływu aktualnie, może nie uchronić się, bo to jest pewnie niemożliwe, ale jak najlepiej się na nie przygotować. Sanchez mi tutaj jeszcze napisał: „Sławku, to nie to”. Ja domyślam się, że to chodzi o to, że kradli drzewo. Najprawdopodobniej masz rację, bo wszyscy znamy polskie realia i życie. Zresztą nie tylko polskie, ale polskie znam najlepiej, więc z pewnością takie sytuacje też mają miejsce, o których pisz. Janusz jeszcze pisze: „Ja mieszkam w Zabrzu już 36 lat. Teraz remontuję swój domek na wsi i super się czuję, bo całym sercem kocham przyrodę”. Januszu, bardzo ci gratuluję. Ja jestem też pronaturalny i od zawsze lubiłem przebywać z naturą, więc cieszę się, że spełniasz swoje marzenia. Jedynego, czego ci może nie do końca zazdroszczę, to tego remontu, bo wiem, o czym mówisz.
Jestem w podobnej sytuacji. Natomiast trzymam kciuki za to, żeby efekty, które osiągniesz, były satysfakcjonujące. I też tobie oraz wszystkim, kochani, kończąc już to dzisiejsze nasze spotkanie, życzę oczywiście jak najwięcej codziennej radości, bo pamiętajmy, że bez względu na to, czy wirus jest, czy go nie ma, czy był, czy będzie, naszym celem jest to, żebyśmy jak najwięcej się uśmiechali, jak najwięcej radości z tego naszego życia czerpali każdego dnia, nie tylko od święta. Także tego wam z całego serca życzę. Uważajcie na siebie. I do usłyszenia za tydzień. Mam nadzieję, że w równie radosnym nastroju i równie znamienitym gronie jak w dniu dzisiejszym. Wszystkiego dobrego, kochani, trzymajcie się. Do usłyszenia za tydzień. Pa, pa.
[02:15:14] - A mówił te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie zachęcamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. Zachęcamy także do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. I także do polajkowania fanpage'a na Facebooku o takiej nazwie jak książka dla odmiany. Dziękujemy już dzisiaj za to, że byliście z nami. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium — paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobronoc. I do usłyszenia oczywiście za tydzień w poniedziałek o 20.00, oczywiście na żywo na antenie Radia Paranormalium.
Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl