[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Pierwszy poniedziałek marca roku 2019, 2 marca, godzina 20:01 na moim zegarze, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć pierwszy w tym miesiącu odcinek audycji „Świat oczami duszy” na żywo oczywiście. Audycja w całości poświęcona meandrom świadomości. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:46] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[00:49] - Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, mając nadzieję, że szczególnie z tych głosowych kontaktów będziecie państwo aktywnie korzystać, jak zresztą zrobiliście tydzień temu, co nas bardzo cieszy. Liczymy, że również i dziś z wieloma z was nie tylko popiszemy, ale także się usłyszymy. Nasze numery telefonów to oczywiście stacjonarne 32 746 0008, 32 746 0008, komórkowy 530 620 493, 530 620 493, skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy również na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości na nasz e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:12] - Dziękuję panie Marku. Jeszcze raz kochani, witam was bardzo serdecznie. Słuchajcie, mamy dzisiaj mało czasu. To znaczy mało czasu jak na moje gadulstwo, ponieważ po naszej audycji wchodzi Yubi ze swoimi gośćmi, tak gdzieś koło godziny 23:00. Więc ja postaram się być konkretny i też taką samą prośbę mam do was. Więc jak ktoś tam chciałby coś zadzwonić na przykład, to zbierajcie się, żebyśmy też podeszli z szacunkiem do innych ludzi i dali im czas, nie przeciągali ich zbytnio w oczekiwaniu, tak? Kochani, na koniec poprzedniej audycji była rozmowa, że może byśmy tak porozmawiali sobie o depresji. Pojawiło się kilka takich głosów dlaczego, po co, na co, skąd to zjawisko się wzięło i dlaczego takie szerokie kręgi zatacza wśród ludzi, zwłaszcza w świecie tak zwanym cywilizowanym. I powiem wam tak bezpośrednio nie, ponieważ nie będziemy o tym dzisiaj rozmawiali tak bezpośrednio, aczkolwiek z pewnością o ten temat zahaczymy. Dlaczego mówię nie?
Ponieważ proszę was o to, żebyście podrzucali pomysły i jak najbardziej dziękuję, doceniam, szanuję. Natomiast z drugiej strony, jak zastanawiam się, o czym zrobić następną audycję, to przeważnie gdzieś przypływa jakaś informacja, jakiś impuls i te tematy pojawiają się same. Tak zresztą było tym razem, ponieważ postanowiłem po w zasadzie prawie miesięcznej przerwie opublikować kolejne filmiki z naszym Olusiem, czyli dzieckiem indygo i dzieckiem kryształowym, dzieckiem nowej generacji jak to się mówi, tak? Czyli chłopcem o, jak to się też, ponieważ nie ma innych określeń, o nadprzyrodzonych umiejętnościach. Ponieważ zwlekałem, tak? Odwlekałem ten moment publikacji tych nowych filmików. Miałem w tym swój jakiś taki cel. Coś mi tam wewnętrznie mówiło, żeby jednak poczekać, aż się burza wokół niego, że tak powiem, przewali. No i publikując, odpowiadając na komentarze, sugestie, pytania ludzi, którzy ten filmik obejrzeli, wpadłem też na jedną dyskusję w grupie. W grupie, która się nazywa Twoja Podświadomość Rządzi.
I jeden właśnie z uczestników tej grupy zadał, wrzucił taki post, że mnóstwo, ostatnimi czasy mnóstwo rozmawia się o tym, co powinniśmy zrobić. Czyli coś, czego ja też w zasadzie nie jestem takim wielkim fanem stwierdzenia pod tytułem jak się przewrócisz, to musisz powstać. Co nas nie zabije, to nas wzmocni i cała seria dobrych rad, co w takich sytuacjach powinniśmy zrobić. I poniekąd okej, tak? Tylko że tak naprawdę to my sami wiemy bez żadnych cudzych rad, że jak się przewrócimy, to żeby iść dalej trzeba powstać. Wiemy też, że po każdym doświadczeniu jesteśmy, że tak powiem, silniejsi i czegoś tam się dowiadujemy albo o świecie, albo o innych, albo o sobie, albo razem wszystko do kupy wzięte, tak? Natomiast pan zadał jedno pytanie. Okej, skoro już wszyscy mówią, co trzeba zrobić, to ja zadam pytanie jak to zrobić?I to pytanie, które odpowiedzi ja poszukuję od bardzo dawna. To znaczy nawet nie to jak, bo większość ludzi wie. Jest mnóstwo technik, jest mnóstwo sposobów, jest mnóstwo pomysłów, jak to zrobić.
Natomiast oprócz tych pomysłów, w których ktoś ma za nas to zrobić, czyli gdzieś mamy pójść, wziąć w czymś udział, ktoś zrobi jakieś czary-mary i raptem wstajemy następnego dnia, nasze życie się już całkowicie odmieniło. Jest fajne, szczęśliwe, super. Zapłaciliśmy 100, 150, 200, 300, 500, 1000, 2, 5 tysięcy złotych i wszystko w naszym życiu już teraz będzie super. To jest taka najbardziej ulubiona technika przez gros ludzi. Natomiast te techniki, które działają, wymagają najczęściej od nas jakiegoś wysiłku, zaangażowania, pracy nad sobą. Czyli te wszystkie rzeczy, które mi osobiście kojarzą się troszeczkę mało przyjemnie. Więc ja od wielu lat zastanawiam się, jak to zrobić, żeby ta zmiana była szybka, skuteczna, łatwa i przyjemna. Takie mam marzenie, żeby znaleźć sposób, jak to zrobić. Cały czas różne pomysły testuję na sobie. Jak ktoś jest chętny, akurat wpadnie mi gdzieś tam w moje łapki, to z chęcią na nim to przetestuję, jeżeli się oczywiście zgodzi.
I szukam właśnie odpowiedzi na pytanie, jak to zrobić. Natomiast okazuje się, że ludzi, którzy takie pytanie sobie zadają, jest mało. Ja też odkryłem w ten sposób odpowiedź. Znalazłem odpowiedź na pytanie, dlaczego moje audycje są nudne, mają, że tak powiem, tak mały zasięg i tak mało słuchaczy. Wiecie dlaczego? Bo ja mówię nie do tej grupy ludzi. Najprawdopodobniej mój sposób przekazywania informacji jest skierowany nie do tej grupy ludzi, do których chciałbym mówić. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie czujcie się tutaj obrażeni, urażeni. Ja daleki jestem od tego, bo to jest trochę mojej winy.
Nie lubię tego słowa, ale póki co nie znajduję innego. Taki mój trochę błąd w założeniu, że ja nie sprecyzowałem, co ja chcę tak naprawdę i do kogo ja chcę dotrzeć. I to jest odkrycie ostatnich kilku dni. Kiedyś, nie wiem, czy pamiętacie, czy uczestniczyliście akurat w tej audycji, kiedy ja etapy rozwoju ewolucji podzieliłem na cztery części. Pierwszą to jest poznanie prawdy. To jest bardzo szerokie pojęcie, więc nazywając rzecz po imieniu, to jest zrozumienie, a może nawet nie zrozumienie, dowiedzenie się, co ja mam zmienić. Nie w innych, tylko podstawowa rzecz. Jeżeli ja mam ewoluować, to ja muszę zmienić. Prosta zależność. Jeżeli chcę wyewoluować innych, to będę im mówił, co oni mają zmienić.
Jeżeli ja chcę ewoluować, ja chcę zmienić. I to jest pierwszy krok ku temu, żeby ta ewolucja w ogóle nastąpiła. Bo jeżeli nie ma tej informacji, jakich zmian należy dokonać, to kręcimy się w kółko. Czyli jeżeli nie zdajemy sobie sprawy, że popełniamy błąd, to niby jakim prawem moglibyśmy cokolwiek chcieć zmienić? Jesteśmy przekonani, że wszystko robimy dobrze. To po kiego grzyba cokolwiek zmieniać? Więc pierwszy etap to jest takie uzmysłowienie sobie, że należy dokonać jakichś korekt. Pierwszy etap, pierwszy krok. Drugim jest zrozumienie tego, co trzeba zmienić, czyli zrozumienie tego, jaki błąd się popełnia, co w moim postępowaniu powoduje takie, a nie inne sytuacje. To jest następny krok i bez zrozumienia tego nie mamy szans na to, żeby cokolwiek wyeliminować ze swojego postępowania.
Pierwsze to musimy zrozumieć, że w ogóle popełniamy jakiś błąd, a drugie to zrozumieć, jaki ten błąd popełniamy i jakich zmian musimy dokonać. Trzecim etapem jest zaakceptowanie tego, czyli dokonałem już jakiegoś bilansu, jakiejś analizy swojego własnego życia, swojego własnego postępowania. Wiem już, gdzie popełniam błędy. Wiem, na jakie zachowania chcę je zamienić, na jakie wzorce chcę je zamienić i akceptuję to, że tak jest i że to wszystko leży po mojej stronie. Zaakceptowanie oznacza gotowość na zmianę, bo mówię często, nawet dochodząc do tego, że już wiemy, co w naszym życiu jest nie halo, szukamy wytłumaczenia dla siebie, szukamy współwinnych, czasami tylko winnych. Szukamy uwarunkowań, dlaczego nie możemy zrobić. Czyli generalnie rzecz biorąc bronimy się przed zmianami, bo boimy się zmian. Zmiany to jest zawsze coś niewiadomego. Coś, co mamy, jest już nam znane, już się z tym oswoiliśmy. Nawet w najgorszych warunkach człowiek jest w stanie się zaklimatyzować.
Nie mówię, że będzie szczęśliwy, natomiast jest w stanie się jakoś zaklimatyzować i przeżyć. I nawet w miarę najgorsze warunki dają nam takie przekonanie, że sobie z tym radzimy, że jesteśmy w stanie nad tą sytuacją w jakiś sposób zapanować, kontrolować i dają nam nadzieję, że przeżyjemy.Zmiany tej gwarancji nam nie dają, ponieważ nie wiemy, co nas spotka. Nie wiemy, co się wydarzy, nie wiemy, czy będziemy w stanie w tamtych warunkach, w nowej sytuacji się odnaleźć, czy będziemy w stanie podźwignąć tę sytuację, czy będziemy w stanie przeżyć. Dlatego nieznane budzi w nas taki wielki niepokój, bo nie wiemy, co się wydarzy. Oczywiście snujemy miliardy scenariuszy, mamy jakieś pragnienia, ale w zasadzie mamy więcej obaw niż dostrzeganych przez nas korzyści. Dlatego często na tym etapie tkwimy przez bardzo długi okres czasu, ponieważ boimy się zmian, boimy się niepewności, boimy się, że sobie nie poradzimy. Brakuje nam wiary — przede wszystkim w nas samych. Ludzie, którzy mają do siebie zaufanie, nie boją się zmian, ponieważ mówią: „Okej, jakoś sobie poradzę. Znam siebie. W tylu sytuacjach sobie radziłem, poradzę sobie jeszcze w następnych”.
To nie zmniejsza poczucia lęku, natomiast daje takie poczucie rekompensaty. Owszem, jest lęk, ale jest też jakieś wewnętrzne przekonanie, że sobie poradzę. W taki czy w inny sposób poradzę. Tak jak mówię, dlatego na tym etapie bardzo często tkwimy, czekając na jakiś impuls. Niestety najczęściej ten impuls jest negatywny, ponieważ dochodzimy do takiej sytuacji, kurczowo trzymając się swoich starych nawyków i starej sytuacji, chociaż mentalnie wiemy, że powinniśmy to zmienić. Tkwimy w związku, w którym wiemy, że się mordujemy. Nie mówię tu o zabójstwie. Męczymy się, męczymy drugą osobę, męczymy własne dzieci tymi relacjami, pokazujemy negatywne wzorce, a jednak z niego nie rezygnujemy. Wtedy szukamy wytłumaczenia, aż następuje moment, w którym kropelka goryczy przepełnia ten kielich. Kiedy już nie jesteśmy w stanie dłużej tego znieść, wtedy mówimy „dość”, ponieważ gorzej już być nie może albo już dotknęliśmy dna.
Tak samo jest z pracą, z relacjami międzyludzkimi. Tak samo jest często ze zdrowiem, że ciągniemy to wszystko aż do tego momentu, kiedy nie dajemy już rady. Dlatego ten etap zaakceptowania jest dla nas taki ciężki, ponieważ wymusza na nas ruch, zmusza nas. Czujemy wewnętrznie, że musimy dokonać zmiany, że musimy dokonać jakiegoś wyboru, że musimy wykonać jakiś ruch. Często nawet w rozmowach, różnego rodzaju wypowiedziach osób nierozwiniętych duchowo. Przepraszam, będę dzisiaj bezczelny i może tak właśnie trzeba. Nie rozwiniętych duchowo, oczytanych duchowo. Słyszę stwierdzenia, takie jakby przyzwolenie, że sami sobie wybraliśmy doświadczenia. Więc skoro wybraliśmy sobie doświadczenia, to tak naprawdę nie musimy z tym nic robić. Bo skoro sobie wybraliśmy doświadczenie, żeby być ofiarą, to bądźmy tą ofiarą, bo przecież nasza dusza przed narodzeniem wybrała sobie bycie ofiarą.
Wow. Czyli już w świecie duchowym również znaleźliśmy dla siebie wytłumaczenie, żeby nic nie robić, ponieważ wybraliśmy takie doświadczenie. To są właśnie te frazesy, które przez całą tą wiedzę duchową się przewalają. One zamiast spowodować chęć do zmiany, zamiast nas napchnąć odwagą, wiarą, przekonaniem, że powinniśmy tych zmian dokonać, powodują, że znajdujemy w świecie duchowym świetne wytłumaczenie. Wybraliśmy dla siebie takie doświadczenie. Co jest tak naprawdę totalną bzdurą, bo po co wybraliśmy to doświadczenie? Czy samo doświadczenie w sobie jest ważne? Czy nasza reakcja na skutek tego doświadczenia jest ważna? Co kończy doświadczenie? Doświadczenie kończy właściwe zachowanie, właściwa reakcja.
Doświadczenie jest po to, żebyśmy się sami przekonali, czy wiedza teoretyczna jest również dla nas wiedzą praktyczną. Tu nie chodzi o samo doświadczanie. Owszem, doświadczanie buduje świadomość, ale po to, abyśmy dokonywali właściwych wyborów. Nie żebyśmy się dali biczować, piętnować, krzywdzić, wieszać na krzyżu. Jest to poniekąd przerażające, że zamiast w świecie duchowym, w tej wiedzy duchowej szukać motywacji, wsparcia do działania, to często ludzie znajdują tam kolejne wymówki do braku działań. Dlatego ten trzeci etap najczęściej wymaga impulsu. A nazywając rzecz po imieniu — kopa w tyłek, który z tego stanu, kiedy już wiemy, że powinniśmy dokonać jakiegoś ruchu, wiemy, jak ten ruch ma wyglądać, w którą stronę te zmiany mają postępować, co mamy ze swojego zachowania i postępowania wyrzucić, a na ich miejsce co mamy wprowadzić. Siedzimy kurczowo i trzymamy się tego, co było. Wtedy najczęściej przychodzi właśnie ten impuls, żebyśmy jednak tych zmian dokonali.I to są te tak zwane nieszczęśliwe zbiegi okoliczności, które tak naprawdę z punktu widzenia świadomości musiały nastąpić, ponieważ poniekąd sami żeśmy je na siebie ściągnęli. Ściągnęli po to, żeby zmusić samych siebie w końcu do podjęcia decyzji.
Jeżeli siedzimy w pracy, wewnętrznie wiemy, znaczy pracujemy w firmie, miejscu, zawodzie i wewnętrznie wiemy, że to nas męczy, morduje, wypala, niszczy, w żaden sposób nie popycha nas do przodu. Skoro wiemy już, czego tak naprawdę chcemy, czyli przeszliśmy przez te pierwsze dwa etapy poznania i zrozumienia, jakich zmian mamy dokonać, mordujemy się dwa razy więcej. I wiemy, że ten ruch należy do nas, że nikt za nas tej decyzji i tej zmiany nie dokona. Czekamy. Mimo wszystko czekamy, aż na przykład odpadniemy w pracy, aż wydarzy się coś, że szef nas na przykład zwolni, tak? Albo dojdzie do jakiejś sytuacji, w której już nie będziemy w stanie dłużej tego akceptować. Wybuchniemy i powiedzmy z dnia na dzień, nie wiem, rzucimy pracę, tak? I tej zmiany dokonamy w sferze, że tak powiem, burzy nerw i jakichś tam innych negatywnych dla nas też konsekwencji często, tak? Sami na siebie, jakby to doświadczenie, nie doświadczenie, ten impuls. Pragniemy go tak naprawdę.
Wiecie, to jest tak, jak z ludźmi na przykład, którzy mają romanse. I to tak samo dotyczy kobiet, jak i mężczyzn, tak? Kiedy są w związku, w którym są niezadowoleni, znajdują sobie kochanka, kochankę, spędzają tam miłe chwile i zastanawiają się, co mają zrobić. Do momentu, dopóki się zastanawiają, ukrywają to w tajemnicy, ponieważ nie wiedzą, tak? Jakiej zmiany i w jakim kierunku ta zmiana ma być dokonana. W momencie, kiedy już wiedzą, że na przykład chcą być z tą kochanką, ale nie są w stanie przeprowadzić rozmowy ze swoim obecnym partnerem, mężem, żoną, przestają na przykład ukrywać telefon. Prowadzą na przykład rozmowy w domu, licząc na to, że pewne rzeczy się wydarzą, tak? Nie zmywają już na przykład szminki z marynarki czy zapachu perfum. Nie jedzą gumy i nie chowają, nie wyrzucają na przykład liścików, które mają w marynarce czy spodniach. Prowokują sytuację, żeby ktoś za nich tą decyzję podjął.
I to jest ten trzeci etap. Czwartym etapem jest szukanie sposobu, czyli zadawanie sobie pytania, jak tych zmian mam dokonać, tak? I jeżeli trzeci etap pokonujemy w sposób przemyślany i nie czekamy na ten impuls, to ten czwarty etap jest takim już w miarę spokojnym etapem, kiedy mamy czas, dajemy sobie czas na to, żeby te zmiany przeprowadzić w sposób może nie mądry, ale mając go w jakiś sposób pod kontrolą, czyli coś tam sobie planując, tak? Nie wiem. Rozstanie, szukanie pracy, tak? Następnej pracy, zanim się porzuci poprzednią, tak? Przygotowywanie się, nie wiem. Jeżdżenie na szkolenia, rozmawianie z ludźmi, z czym na przykład ta zmiana zawodu czy ten nowy zawód jest związany, tak? Czy nawet chociażby jakiś tam podział majątku, czy zabezpieczenie pewnych tam, nie wiem, środków materialnych na następny etap życia w przypadku na przykład rozstania się z partnerem, tak? Ten czwarty etap, czyli poszukiwania, jak należy to zrobić, jest wtedy taki bardziej, bardziej przemyślany.
I na czym polegał mój błąd? Że ja, moje założenie tak, że ja tak naprawdę chyba staram się kierować swoje przemyślenia do ludzi, którzy zastanawiają się, jak dokonać zmian. Jak? Czyli już ten etap poznawania prawdy, już ten etap zastanawiania się nad tym, czy to jest ich wina, czy to oni powinni dokonać zmian, czy świat się powinien zmienić. Szukania winnych naokoło, powodów do tłumaczenia się, dlaczego pewnych zmian nie dokonują, mają już za sobą. Ja swoje, tak jak swoje życie, jakby kieruję ku temu, żeby znaleźć sposób jak. Tak też tą wiedzą jak staram się, staram się dzielić z ludźmi. Bo jak dokonać zmian w swoim własnym życiu, nie będzie zainteresowany człowiek taką informacją, który zastanawia się, czy w ogóle warto, czy w ogóle jest taka konieczność, czy w ogóle to on powinien dokonywać zmian. Kochani, mała taka, że tak powiem, mały skok w bok, chociaż nie do końca w bok. Ile czasu ludzkość, ludzkość.
Spojrzyjmy na to teraz nie przez pryzmat samych siebie, tylko przez pryzmat ludzkości. Ile czasu ludzkość zastanawia się, ile czasu temu dowiedzieliśmy się jako ludzie, jak powinniśmy, jak powinniśmy żyć? Ostatnie takie, że tak powiem, informacje dotarły do nas dwa tysiące lat temu. Dostaliśmy wskazówki, jak powinniśmy żyć. Czyli dostaliśmy informację, że o miłości do samego siebie, o tym, że istnieje reinkarnacja, że to jest cały proces, że kochaj bliźniego swego jak siebie samego, że tylko jeżeli pokochamy siebie, to będziemy potrafili pokochać innych. Że jakby miłość jest czymś, jest lekarstwem na nasze ziemskie przywary. Dostaliśmy kilka bardzo cennych informacji dwa tysiące lat temu. Więc jak widzicie ten etap, kiedy poznaliśmy jako ludzie pewną prawdę, trwa u niektórych do dnia dzisiejszego. O zrozumieniu tej prawdy jeszcze na razie nie wspominam. Zaakceptowało tą prawdę jakaś tam garstka ludzi.A jeszcze mniejsza garstka ludzi szuka sposobu.
Więc powiem, kochani, wprost: zastanówcie się sami nad sobą, w której grupie, czy na jakim etapie dokonywania zmian ewolucji jesteście. Każdy z was. Bo to jest ważne dla każdego z nas. Chociażby po to, żeby wiedzieć, jakie pytanie sobie zadawać. Ponieważ na każdym z tych etapów odpowiedź na inne pytanie jest ważne. Bo na pierwszym etapie szukamy dowodów. Szukamy dowodów, że się mylimy albo szukamy dowodów na to, że to, co czujemy, jest prawdą, że to, co nam się wydaje, wydaje się również innym ludziom. Czyli na pierwszym etapie cały czas szukamy prawdy. Prawdy, czyli jak to jest. Jak to tak naprawdę jest z tym światem, z tym Bogiem, z tym wszechświatem.
Jak to jest? I to jest ten etap zrozumienia, który jest też kontynuacją szukania dowodów. Czyli to, co nazywamy przebudzeniem, to jest ten pierwszy etap, kiedy my w ogóle zaczynamy się zastanawiać, czy to jest prawda, czy to jest nieprawda, czy Bóg istnieje, czy źródło istnieje, czy reinkarnacja istnieje, czy to jest na pewno prawda, czy to się trzyma kupy. Potrzebujemy dowodów, potrzebujemy świadków, potrzebujemy informacji. Gromadzimy to w sobie i wtedy najczęściej zadawanym pytaniem i najbardziej potrzebną dla nas odpowiedzią jest: jak to jest? I warto, żeby uzyskać odpowiedź, zadać sobie właściwe pytanie. Dlatego warto zrozumieć, w którym miejscu swojego procesu przebudzania jesteśmy i nie zawracać sobie głowy słuchaniem o technikach, o sposobach, o metodach, o doświadczeniach i obwinianiu się za to, że „ja to bym może spróbował regresingu, ale ja nie wiem, czy to...”. Nie. Dajcie sobie spokój. Jeżeli najważniejszym pytaniem dla was jest: jak to jest?, to szukajcie odpowiedzi na to pytanie ze świadomością tego, że potrzebujecie tej wiedzy po to, żeby poznać prawdę.
I tyle. I nie ma sensu się silić na coś więcej. Jeżeli jesteście na następnym już kroku, na następnym etapie rozwoju tej ewolucji, już po momencie przebudzenia i zadajecie sobie pytanie, czy to dotyczy was. Bo żeby zrozumieć, to trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy ja w tym wszystkim uczestniczę. Czy to wszystko, o czym się dowiedziałem, dotyczy również mnie? I skoro już wiem, jaka jest konstrukcja tego wszystkiego, teraz, żeby to zrozumieć, warto odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to ja mam się zmienić, czy świat ma się zmienić. Czy to ja popełniam błąd, czy to Bóg popełnił błąd? Bóg, źródło, Stwórca, nie pozwalając mi pamiętać swoich poprzednich wcieleń. To jest bardzo częsty zarzut, żal, pretensja do Boga o to, że zabrał mi pamięć moich poprzednich wcieleń. Gdybym ja pamiętał swoje poprzednie wcielenia, to ja wtedy wiedziałbym, co ja mam zrobić.
A tak to ja nie wiem, ponieważ uczestniczę w jakimś matriksie, gdzie ktoś za mnie coś wymyśla, manipuluje i tak dalej. Więc tu jest ważne pytanie, czy to dotyczy mnie. Jeżeli na trzecim etapie głównym pytaniem, które chodzi człowiekowi po głowie, jest: po co? Po co to wszystko jest i po co ja mam to wszystko zmieniać? Słowo „po co” jest wyrazem naszej niepewności, wyrazem naszej obawy. Po co to zmieniać, skoro w sumie to w jakiś sposób mimo wszystko w tym życiu funkcjonuje? I tym ostatnim pytaniem, bo jeżeli sobie odpowiemy, po co, i odpowiedzią na to pytanie będzie, że aby żyć świadomie, aby żyć szczęśliwiej, aby moje życie było bardziej radosne, aby ludzie wokół mnie byli również bardziej radośni, aby nie pakować się na przykład w następne tak zwane procesy karmiczne, aby doznać uczucia wolności. Jeżeli takie odpowiedzi na pytanie „po co” pojawiają się w waszej głowie, w waszych emocjach, to znaczy, że te zmiany, które mają nastąpić, już nie napawają was lękiem, tylko dają wam nadzieję, że po dokonaniu tych zmian wasze życie będzie lepsze. I wtedy pojawia się pytanie: jak? Okej, jestem tu w blokach startowych pełen werwy, pełen energii, pełen chęci, pełen wiary i pełen nadziei, że jutro, pojutrze, za tydzień, za dwa tygodnie, za miesiąc, za rok moje życie będzie lepsze, fajniejsze, przyjemniejsze dla mnie.
Więc teraz wszechświecie powiedz mi, jak mam to zrobić. I wtedy raptem pojawiają się odpowiedzi. Kochani, może w moich wypowiedziach nie było tabunu czy milionów sposobów, jak pewnych rzeczy dokonać, jak pewne rzeczy zmienić, jak poprawić swoje życie. Natomiast te informacje były. Takie troszeczkę przeze mnie jakbyJakby naprowadzane, podsuwane, ale nie w sposób bezpośredni. Ponieważ to jest tak, że jeżeli szukamy odpowiedzi na jakieś pytanie, odpowiedzi, której pragniemy, której potrzebujemy, to siedząc, pisząc coś na laptopie przy włączonym radiu czy telewizorze, usłyszymy jedno zdanie i to zdanie będzie dla nas wystarczającym impulsem, iskrą do tego, żeby coś w naszej głowie się poukładało i żebyśmy tę informację dalej przerabiali i szukali następnych. Układali sobie tę naszą układankę w całość. Jeżeli człowiek chce, jest wewnętrznie przekonany do dokonywania zmian, wie, jakich zmian ma dokonywać i nie boi się tych zmian, widzi w nich nadzieję, przyjemność, radość to każda taka informacja spowoduje przynajmniej chęć spróbowania. „Okej, spróbuję”. Tutaj nasz drogi słuchacz, zresztą wielu słuchaczy podsyłało mi różne swoje własne pomysły, przemyślenia.
Nigdy nie było tak, żebym ja nie spróbował, żebym ja nie podjął jakiejś próby przepuszczenia tego przez samego siebie, zobaczenia jak to działa, jak to funkcjonuje, czy to się sprawdza, czy to gra we mnie, czy nie gra we mnie. Zawsze była chęć spróbowania, ale to tylko wtedy, kiedy zaczynamy się zastanawiać nad tym jak. Jak tych zmian dokonać. Jeżeli zastanawiamy się jak to działa albo zastanawiamy się po co, albo zastanawiamy się czy warto, albo zastanawiamy się, czy to aby pewno dotyczy nas, to te informacje będą dla nas zbędne. Będziemy szukali w dalszym ciągu tabletki. Będziemy szukali ludzi, którzy za nas te sprawy załatwią, dokonają zmian. Będziemy oczekiwali i wymagali od innych, żeby się pozmieniali. Będziemy przebudzać innych, zmuszać do dokonywania zmian. Będziemy im wskazywać drogę i mówić: „Zrób tak, jak ja ci mówię”, ponieważ tak jest prościej, tak jest wygodniej. To nie wymaga z naszej strony podjęcia ryzyka, ponieważ niepewność związaną ze zmianami będzie przeżywał ktoś inny.
Zrób tak i tak. Czyli zmień w swoim życiu to, to i tamto, ale to ty musisz pokonać w sobie lęk, obawę, znaleźć w sobie siłę, znaleźć w sobie wiarę, znaleźć w sobie nadzieję i sens dokonywania tych zmian. Ty, dobry człowieku, nie ja. Dlatego warto się jest zastanowić, czego każdy z nas i odpowiedzi na jakie pytanie oczekuje. Jaka odpowiedź jest dla niego w tej chwili najważniejsza. To też pozwala, kochani, zrozumieć to, co się dzieje w życiu każdego z nas. Bo jeżeli już wejdziemy sobie na ten etap, że zaczynamy się zastanawiać jak, to jesteśmy przygotowani na to, że skoro potrzebujemy tych zmian, to one nastąpią. Czyli wiemy, że wypływamy tą swoją małą łódeczką na może troszeczkę zafalowane i wietrzne jezioro, którego nie znamy, więc nie będziemy zaskoczeni, że czasami tą łódką szarpnie albo naleje się do niej wody. Czasami też ta łódeczka może się nam wywrócić. Ponieważ jest to niepewny teren, to też nie wiemy, co się tam wydarzy.
Ale wiemy, że sobie płyniemy we właściwym kierunku, że skoro już tam przepłyniemy sobie to jeziorko, to tam na drugim brzegu jest bezludna wyspa albo wyspa pełna ludzi, wśród których będziemy na przykład się czuli szczęśliwi, wśród których będzie nam dobrze. Największą porażką według mnie w świecie duchowym jest szukanie winy. To jest chyba ten etap jeszcze wcześniejszy. Jeżeli szukamy winnych, to jeszcze chyba nawet nie zaczęliśmy sobie zadawać, kochani, pytania po co, dlaczego? A już nie wspomnę o tym jak. Ja tylko zadam wam takie pytanie: czy wiecie, czego tak naprawdę chcecie w życiu? Czy wiecie, czego pragniecie, ale tak naprawdę czego pragniecie? Bardzo często rozmawiam z ludźmi na temat ich życia, ponieważ to jest coś, co nas tak naprawdę najbardziej interesuje – nasze własne życie. I nie ma w tym nic złego, bo tylko za nie odpowiemy. W sensie odpowiemy tylko poprzez własne doświadczenia, poprzez własne reakcje budujemy swoją własną świadomość, więc nasze następne wcielenia będą konsekwencją tego, więc odpowiemy tylko i wyłącznie za swoje własne życie, za swoje własne czyny, postępowania, emocje, decyzje, reakcje.
Więc naturalnym jest to, że to nas powinno najbardziej interesować: nasze własne życie. I często rozmawiam właśnie z ludźmi na temat ich własnego życia i ciągle, notorycznie, nagminnie dyskutujemyMoże nie dyskutujemy, ponieważ ja te dyskusje staram się raczej ucinać i nie pozwalać rozwinąć się tym tematom dotyczącym innych ludzi. To nie chodzi o to, że oni bez własnych myśleń często fascynują się życiem innych. Na przykład taki fenomen tych wszystkich programów, dlaczego ja, jakieś tam sekrety sąsiadów, tego typu akcji. Ponieważ ludzie jeszcze na tych wcześniejszych etapach rozwoju świadomości fascynują się życiem innych ludzi. Bo to jest łatwiejsze. Ocenianie, opowiadanie, dawanie rad, krytykowanie jest fajne, wygodne, bo to się robi w fotelu, na kanapie z kawką, z piwkiem albo z czymś innym, z paluszkami słonymi w ręku. Zupełnie komfortowa sytuacja. Natomiast bardziej mi chodzi o to, jak zachowania innych ludzi, decyzje, reakcje wpływają na nasze życie. I kochani, ja zazwyczaj odpowiadam w jeden sposób: jeżeli życie jest sztuką, jakimś filmem, to ktoś pisze do tej sztuki scenariusz czy do tego filmu.
I teraz moje pytanie brzmi: czy chcesz grać w cudzym filmie, czy chcesz grać w swoim filmie? Czy ty chcesz pisać scenariusz swojego własnego życia, czy chcesz odgrywać role, które ktoś wymyślił dla ciebie? Zgadnijcie, jaka jest odpowiedź na takie pytanie. 99% ludzi odpowiada: ja chcę sam pisać scenariusz swojego własnego życia. Ja chcę grać w filmie, który sam wymyśliłem. Proste, prawda? Więc moje drugie pytanie ludziom się już nie podoba. To czemu ciągle występujesz w różnego rodzaju epizodach, a czasami w rolach głównych cudzych scenariuszy? Czy wiecie, na czym odgrywanie tych ról polega? Na tym, że zachowujemy się, reagujemy, postępujemy tak, jak tego chcą inni.
Ci, którzy nas znają, są w stanie bardzo łatwo to przewidzieć, co wywoła w nas jaką reakcję. I ciągle inni narzucają nam jakieś role do odegrania. I następne pytanie, nad którym warto się zastanowić. Pierwszym było to, czy wiecie, czego tak naprawdę chcecie. Czy wiecie, jak w ogóle ten film, który chcecie nakręcić ze sobą w roli głównej, ma wyglądać? Jeżeli wiecie, to teraz zastanówcie się, kochani, ile czasu w swoim życiu poświęcacie na odgrywanie różnego rodzaju ról w życiu innych ludzi i czy odgrywanie tych ról przynosi wam satysfakcję, korzyści, pieniądze, Oscara? Ponieważ prosiłem was o to, abyśmy się dzisiaj nie rozgadywali, będę tego również wymagał od siebie. Więc kochani, mamy godzinę 21:00. Tym wątkiem, tym pytaniem w zasadzie tą część oficjalną chciałbym zakończyć. Jeżeli jesteście zainteresowani, dlaczego odgrywamy role w życiu w filmach innych ludzi, to odpowiem wam podświadomie i w zależności od tego, w którym momencie swojego procesu przebudzania jesteście, zadacie sobie następne pytanie.
Jakie ono będzie, zależy od tego, w którym miejscu właśnie, kochani, się znajdujecie. Na temat jak, po co, znaczy jak było najmniej rozmowy, chociaż była. Natomiast po co? Czy to dotyczy mnie, czy nie dotyczy mnie i tak dalej. Dlaczego? Jeżeli chodzi o kwestie podświadomości, poświęciłem temu tematowi bardzo dużo czasu. Natomiast jak? Być może wrócimy do tego w następnej audycji, jeżeli będzie takie z waszej strony zapotrzebowanie. Na dzisiaj, kochani, część oficjalną uważam za zakończoną. Poproszę dzisiaj, panie Marku, o krótką przerwę, ponieważ brak przerwy w poprzednim odcinku spowodował to, że nie dorzuciłem do kozy i trochę zmarzłem, więc dzisiaj chciałbym to zrobić już nie na antenie.
No i co, kochani, jeżeli są tam jakieś komentarze, to ja za chwileczkę do nich wrócę. Jeżeli ktoś oczywiście ma ochotę zadzwonić i podzielić się z nami wszystkimi swoimi jakimiś pomysłami, przemyśleniami, rozwiązaniami, to bardzo serdecznie zapraszam. A za ten etap naszej audycji na tę chwilę bardzo wam dziękuję.
[40:47] - Słuchacie państwo audycji „Świat oczami duszy” w Radiu Paranormalium. Mamy poniedziałek, 2 marca 2020 roku i zaczynamy drugą część audycji, w której pan Sławek czyta komentarze, odpowiada na nie, no i w której, mamy nadzieję, ktoś do nas zadzwoni dzisiaj. Właśnie teraz otwarta zostaje oficjalnie nasza linia telefoniczna. Można do nas dzwonić pod numery telefonów stacjonarny 32 746 00 08, komórkowy 530 620 493. Można oczywiście również wysyłać SMS-y. Również będziemy je czytać. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na katogatu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Właśnie tutaj na czacie Wiktor Josuan zapytał, czy pytania można zadawać tu.
Oczywiście można między innymi tu. Tak jak mówiłem, jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i fanpage'u prowadzonym przez pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.Ale oczywiście najbardziej czekamy na wasze telefony pod naszymi numerami 32 746 00 08 lub komórkowym 530 620 493 albo też na Skypie radio.paranormalium.pl. Dzwońcie, dzwońcie, śmiało dzwońcie.
[42:51] - Tak jest kochani. Paru słuchaczy ostatnio się przekonało, że nie gryzę, więc odłóżcie stresy.
[42:59] - Ja też nie gryzę. Ja też jestem z niegryzących ssaków.
[43:01] - Więc sytuacja bardzo komfortowa. Jeżeli ktoś ma jeszcze jakieś wewnętrzne opory, to serdecznie zapraszamy. Zresztą ja też przy telefonach, jak pewnie zauważyliście, troszeczkę się ożywiam, więc ożywcie mnie dzisiaj, bardzo proszę. A póki nie ma telefonów, jedziemy z komentarzami. Sanchez pisze: „Jakbyś pan mówił o mnie”. Bardzo się cieszę, drogi Sanchez, że mówię o tobie, ale myślę, że mówię też o wielu słuchaczach. Cieszę się, że odebrałeś to tak osobiście, bo też o to mi chodzi. Ania pisze: „Zmiany są super. Nieważne jak, ważne, że inaczej”. Aniu, mam do ciebie taką prośbę, bo zupełnie nie wiem, jak mam ten komentarz przeczytać, a już tym bardziej zrozumieć.
Więc gdybyś mi to jakoś szerzej wytłumaczyła, to ja bym z chęcią się do tego odniósł. Na razie skoncentruję się tylko na pierwszej części twojego komentarza. „Zmiany są super”. Tu się całkowicie z tobą zgadzam. Bez zmian tkwilibyśmy w jednym miejscu, kopiowalibyśmy. To jest troszeczkę tak jak wjechanie na rondo. Będziemy sobie jeździć w kółko, nic się nie zmienia. Widoki, może samochody obok troszeczkę, ale czy na pewno o to nam chodzi? Więc tak, zmiany są super. Sanchez pisze: „Niekoniecznie”, Ania pisze: „Koniecznie”.
Widocznie znaleźliście jakąś nić porozumienia i Sanchez zrozumiał z tej wypowiedzi więcej niż ja. Sanchez pisze: „Jak się ktoś w czymś zafiksuje, to ciężko go wyciągnąć”. To jest prawda, że mamy ziemską domenę tkwienia w czymś, co jest znane. Ale to, jak słuchaliście, a na pewno słuchaliście, przynajmniej większość z was, audycję podświadomości, to wiecie, że tak to działa. To nasze, jak to niektórzy nazywają, ziemskie ego tak właśnie chce. Ania pyta: „Po co go wyciągać? Niech się fiksuje jak lubi”. Zgodzę się tutaj, Aniu, całkowicie z tobą, że po co go wyciągać? Natomiast jeżeli to zafiksowanie dotyczy nas, to już sami sobie musicie odpowiedzieć na pytanie, czy warto się z tego wyciągać, czy nie. Ja oczywiście jestem zwolennikiem wyciągania samego siebie.
Natomiast, jak wiecie, wyciąganie innych zostawmy innym. Czyli niech inni wyciągają samych siebie. To jest bardzo ciężki temat, bo on brzmi tak bardzo, rzekłoby się, niehumanitarnie. Kiedyś rozmawiałem z kimś na temat wygranej w lotto czy w jakiejś innej loterii. Z wieloma osobami na ten temat rozmawiałem. Natomiast cały czas powtarzam jedną rzecz: dla większości ludzi wygrana w lotto rozpoczyna serię niefortunnych zdarzeń. Były takie książki, seria książek, był też film „Seria niefortunnych zdarzeń”. Wiem, moje córki to czytały. To, co w domniemaniu ma być naszym szczęściem, dla części ludzi staje się olbrzymim nieszczęściem, ponieważ natychmiast pojawia się w nas odpowiedzialność za innych ludzi, nasze zobowiązania względem innych ludzi. A tak naprawdę z świadomościowego punktu widzenia każdy ma takie samo prawo wysłać kupon, skreślić cyfry i wygrać w lotto czy tak pokierować swoim życiem, żeby było takie, jak on chce.
Każdy z nas ma do tego prawo. Nikt nikomu tego prawa nie odebrał. A życie innych ludzi, w większości przypadków oczywiście... Ja wiem, że to brzmi brutalnie. Przecież wiecie dobrze, że ja sam znam historie, kiedy na pewne rzeczy sam nie miałem wpływu, a jednak bolały mnie dość mocno. Tak więc nie mówię, że to jest 100%. Natomiast w większości wypadków sami mamy wpływ na to, jak to życie się potoczy. Sanchez pisze: „Bo teraz tak świat skonstruowany. Terapeutów masz do wyboru. Wynajdą w tobie chorobę”.
Oczywiście, że tak. Ja też twierdzę, że medycyna jest już tak bardzo wysoce zaawansowana, że dla każdego człowieka na świecie wymyślono przynajmniej jedną chorobę. Jeżeli chcemy tych chorób szukać, szukać terapeutów, którzy wynajdą w nas chorobęJakąś chorobę to tak, oczywiście mamy do wyboru całe mnóstwo możliwości. I to nie jest kwestia, że świat jest tak skonstruowany. Drogi Sanchezie, ja cały czas zadaję takie pytanie: czy ludzie tworzą czasy, czy czasy tworzą ludzi? Więc warto sobie też w ten sposób zadać to pytanie, bo to jest też taka świetna wymówka. To jest też świetne wytłumaczenie dla nas samych: bo takie są czasy, bo świat jest tak skonstruowany, bo wkoło siebie mam ludzi, którzy są tacy, a nie inni. Tylko to jest właśnie ten trzeci etap, kiedy wiemy, że otoczenie, w którym przebywamy, nam się nie podoba. Ja nie mówię, że świat mamy zmienić czy wyprowadzić się na Księżyc.
[49:04] - I stało się, panie Sławku, ktoś właśnie teraz się do nas dodzwania.
[49:09] - O, superowo.
[49:10] - Halo, halo, Radio Paranormalium. Powinniśmy się już słyszeć. Czy się słyszymy?
[49:15] - Dzień dobry, kłaniam się serdecznie. Tutaj Kazimierz z tej strony.
[49:19] - Witamy.
[49:21] - Dzwonię, dzwonię. Nareszcie uśmiech się pojawił. Dobrze, bo już się zaczynałem martwić.
[49:26] - W zeszłej audycji nie dzwoniłem, ponieważ spałem, smacznie sobie spałem, a dzisiaj postanowiłem, że odrobię, żeby zachęcać innych dalej. Tylko że temat jest niebywale trudny. Pan Sławomir podniósł tak poprzeczkę w tym temacie, że w zasadzie zastanawiałem się, czy w ogóle dzwonić. Przede wszystkim na samym początku chcę powiedzieć, że bardzo mnie cieszy ostatni odzew słuchaczy na antenie radia. Nawet miałem takie odczucie, że jakbym słuchał na żywo, to bym nawet nie dzwonił. Natomiast czemu tak szybko?
[50:06] - Przynajmniej się pan wyspał, panie Kazimierzu.
[50:09] - Tak, wyspałem się. O 4:00 odsłuchiwałem jeszcze w wersji nieprzerobionej przez pana Marka, więc oryginalnej, czterogodzinnej. To było niesamowite. Tak na marginesie chciałbym o jedną rzecz zapytać. Może to się też innym słuchaczom przyda, ponieważ widzę, że nie ma czatu na YouTubie włączonego. Jest czat na Radiu Paranormalium. I mam takie małe pytanie, ponieważ czy tam trzeba być zarejestrowanym?
[50:40] - Żeby czatować na Radiu Paranormalium trzeba być zarejestrowanym. Natomiast tutaj, jak pan wchodzi na stronę Radia Paranormalium, to tam jak się wchodzi, jak się najeżdża myszką na czat, to wyskakują dwie opcje. Żeby mieć tego czata na YouTubie trzeba po prostu kliknąć w tą opcję z dwoma czatami. I po lewej stronie będzie wtedy wyświetlony czat z YouTube, a po drugiej opcjonalnie czat ze strony.
[51:09] - To tego z YouTube w ogóle nie ma właśnie w dzisiejszej audycji wyjątkowo.
[51:13] - Zobaczę zaraz, co tu się stało. Może YouTube jakieś tam cyrki nam porobił.
[51:16] - Od samego początku, bo wiem, że przerwało w międzyczasie jeszcze audycję. Wzmawiana została, ale od samego początku czatu nie było tego z YouTube. A akurat się zastanawiałem, czy ten w Paranormalium wymaga rejestracji, ponieważ gwiazdka jest tylko przy haśle. Myślałem, żeby hasło się wejdzie jako gość.
[51:35] - Na YouTubie nadajemy audycję na żywo na dwóch kanałach. I właśnie żeby nie robić bałaganu, to na tym głównym kanale czat jest wyłączony i w opisie jest dodany, powinien być przynajmniej dodany link do czatu tego, z którego czytamy komentarze.
[51:49] - Okej, to nie ma w takim razie.
[51:51] - To są, że ja, że tak powiem, ja jestem.
[51:53] - A jest! Przepraszam. Dobra, jest. W ukrytym oknie przeszło. Dobra, okej. Przepraszam. Jest. Okej, to do tematu.
[52:01] - Ja muszę, panie Kazimierzu, bo później to nie będzie miało sensu albo zostanie źle odebrane. To są te momenty, kiedy chce mi się powiedzieć: kocham pana, panie Marku bardzo. Ja tych czatów nie ogarniam, bo jak się domyślacie nie korzystam. Ale dziękuję, panie Marku. Panie Kazimierzu, oddaję głos.
[52:23] - Tak. Okej. Chciałbym powiedzieć jedną moją tezę. Czy się pan, panie Sławku, z tym zgodzi? Ponieważ temat jest trudny, więc będę chciał tylko przez chwilę zahaczyć i się zmyć. Taką jedną tezę chciałbym sobie rzucić, co pan na to? I nawiązać drugi może nie temat, ale od innej strony temat tych zmian. Pierwsza rzecz, tak ja uważam, przynajmniej z moich obserwacji, że pierwszym takim fundamentalnym elementem umożliwiającym zmiany jest gotowość do odrzucenia wszelkich świętych prawd, które do tej pory prowadziły nas przez życie, czyli gotowość do przyznania się do wszelkich błędów, złego rozumowania. W zasadzie do przeformatowania swoich wartości nawet. Bo jeżeli mówimy o chęci zmiany, to ciężko zmieniać na tej samej podstawie, bo to byłoby jak robienie w kółko tych samych rzeczy i doszukiwanie się i oczekiwanie innych efektów.Co pan, panie Sławku, na to?
[53:48] - Z drugą częścią wypowiedzi całkowicie się z panem zgadzam. Ciężko, nie dokonując zmian, spodziewać się innego efektu. Jeżeli pewne sytuacje w naszym życiu się powtarzają, to znaczy, że ciągle powtarzamy ten sam błąd. Logicznie.
[54:05] - Który może wynika ze sposobu myślenia.
[54:07] - Tak. Dokonujemy tych samych wyborów, w ten sam sposób myślimy, w ten sam sposób reagujemy, w ten sam sposób postępujemy, wyciągamy te same wnioski. Trudno, żeby cokolwiek się zmieniło. Natomiast z pierwszą częścią, myślę, że tutaj słowo „świętych” było takim-
[54:28] - Przekąsem.
[54:29] - Takim trochę właśnie przekąsem. Ponieważ się pojawiło, odniosę się do nich. Bardzo często ludzie zaczynają coś zmieniać, negując wszystko, co było przedtem. Odrzucam wszystko i w tym momencie bardzo często w życiu ludzi powstaje pustka, bo nie mam jeszcze nic nowego, ale w stare już nie wierzę. To jest taki moment, kiedy sami stawiamy się w bardzo trudnej sytuacji. I często ludzie zaczynają od odrzucenia tych świętych, czyli tych wszystkich, które wynikają na przykład z religii. Tak jakby religia sama w sobie czy nauki, które z tej religii wynikają, były czymś negatywnym. A tu się okazuje, parę razy na ten temat mówiłem, że z tych nauk, które są bardziej ponadczasowe, na przykład stwierdzenie „kochaj bliźniego jak siebie samego”. „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. Prawda, która wynika stricte z Kościoła, jest filozoficzną prawdą mówiącą o tym, że jeżeli nie pokochasz samego siebie, nie będziesz potrafił kochać innych.
Więc jeżeli odrzucimy tą prawdę, to też odetniemy się albo dojdziemy do tego za jakiś czas, że tak naprawdę była tam zawarta bardzo głęboka myśl, tylko ktoś nią zmanipulował, ktoś ją niewłaściwie nam przedstawił, a my żeśmy ją wyrzucili do kosza, nie robiąc żadnej segregacji. Nie zastanawiając się nad tym. Myślę, że właściwe jest nie odrzucanie, tylko najpierw weryfikacja, czyli zrobienie porządku. Zastanowienie się, co z tego, czego do tej pory się dowiedziałem, czego się nauczyłem, jest dla mnie wartościowe, jest dla mnie przydatne, jest korzystne dla mnie. Co należy zostawić, a co należy wyrzucić? Myślę, że to jest mądrzejsza metoda. Odrzucenie tych wszelkich świętych prawd powoduje, że ludzie popadają w olbrzymią ortodoksję, ale odwrotną. Ja nawet tutaj z jedną z naszych słuchaczek ostatnio mówiłem o wybaczaniu i o sposobie wybaczania i tak jak w którejś z poprzednich audycji przypominałem jej zasady spowiedzi. Ja o tym wspominałem, być może będzie okazja jeszcze o tym powiedzieć, które niosą ze sobą niesamowitą mądrość, jak należy wybaczać sobie, wybaczać innym i w jaki sposób utrzymywać relacje z ludźmi. To jest niesamowicie mądre przesłanie, które przez Kościół zostało wykorzystane i niewłaściwie ludziom wytłumaczone.
I jej reakcja też była: „Bo ja nie lubię Kościoła”. Nasz umysł, nasza podświadomość blokuje realną ocenę wartości, merytoryczną zawartość tego przesłania. Dla nas nie jest dobre.
[57:52] - Tak. Bardzo mi się podoba rozmowa przez telefon, ponieważ tutaj wyszliśmy z jednego stwierdzenia w fajny moment, kiedy możemy rozgałęzić się na dwie strony. Przyjęcie, tak jak pan odebrał moje stwierdzenie, że odrzucenie świętych prawd to jest odrzucenie wszystkiego, w co do tej pory wierzyłem, należy stwierdzić, że byłoby to też podszyte swego rodzaju gniewem. Zaczynam nienawidzić na przykład Kościół, ponieważ nie wychodzi mi, ten Kościół jest zły, przestaję w to wierzyć, to są bzdury. Zaczyna się taka wrogość nawet, wrogie nastawienie. To jest dość sprzeczny kierunek co do naszego rozwoju. Niewłaściwy.
[58:45] - Poszukiwanie miłości — ślepa uliczka.
[58:49] - Dokładnie. A z drugiej strony wychodzimy naprzeciw pewnej potrzebie, mianowicie słuchania, co inni mają do powiedzenia. Nawet właśnie ci, z którymi do tej pory z założenia samego doktrynalnego się nie zgadzaliśmy. Bycie otwartym na to, co ktoś inny ma do powiedzenia. Dla przykładu wierzyłem, jak jesteśmy przy Kościele katolickim, że nie ma reinkarnacji. Ktoś mi mówi o reinkarnacji. Otwierając się na ten temat, na przykład wchodząc w tą audycję, dowiadujemy się o kilku ciekawych, chociażby wstępnie, kwestiach rozwoju duchowego. Otwieramy się na nowe możliwości otrzymywania pewnych informacji, które mogą być dla nas przydatne w naszym własnym rozwoju. Tylko dlatego, ponieważ wyszliśmy z tej zamkniętej strefy, jesteśmy gotowi odrzucić to, co nazywałem przekąsem „święte prawdy”. Słuchać innych, którzy myślą inaczej.
Być może mają też coś ciekawego do powiedzenia. Być może ja jestem w błędzie. Być może ja byłem w błędzie.Nie złościć się, nie gniewać się. Oddaje-
[01:00:02] - To się nazywa rozsądzić. Bo to jest dla mnie bardzo ważny aspekt. Ponieważ rozsądek to jest rozsądzenie. Czyli rozsądzenie pomiędzy tym, co ja wiem, co mi podpowiada umysł, podpowiada serce i co mówi do mnie drugi człowiek.
[01:00:26] - Przepraszam, że się wcinam, ale wart odnotowania jest pewien fakt. Mianowicie zaraz dołączy do nas słuchaczka JustMe.
[01:00:34] - Fajnie, super.
[01:00:37] - Bardzo się cieszymy. Zanim JustMe się tutaj z nami pojawi, to ja spróbuję dokończyć właśnie ten wątek. Zachowanie rozsądku, czyli ta umiejętność najpierw zastanowienia się, co ktoś mówi, przepuszczenia tego przez siebie, poznania swoich reakcji. Nie tych takich podświadomościowych, bo często właśnie na słowo Kościół, religia ludzie reagują podświadomościowo. Czyli nie, bo nie, bo to jest wszystko złe. Zachowanie rozsądku jest też oznaką dla mnie mądrości i świadomości.
[01:01:22] - Zachowanie rozsądku też jest wynikiem tego, że jesteśmy świadomi, że w zasadzie wychodzimy od początku z założeniem, że jednak nie posiadamy wiedzy. Czyli że nawet rozstrzyganie tego, co ktoś inny mówi, może być błędne z tego względu, że nie mamy wystarczających pokładów wiedzy do prawidłowego rozstrzygania. Więc warto sobie odnotować, odłożyć pewne rzeczy, co ciekawsze na półkę, aby później w przyszłości móc do tego wracać.
[01:01:57] - Bardzo mi się to podoba, panie Kazimierzu. To jest też oznaka dla mnie osobiście dużej mądrości, ponieważ często w czasie audycji słuchacze zadają mi pytania w komentarzach o jakieś rzeczy. Ja mówię: „Nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem”. Nie mam do tego stosunku, a nie chcę pod jakąś presją czy wywierając na siebie nacisk mówić cokolwiek, bo nie wiem. Umiejętność mówienia „nie wiem” też jest dla mnie oznaką właśnie dużej świadomości. Ja mówię: „Zostawmy to, to do nas wróci”. Padło pytanie, to na pewno w którymś momencie ta informacja do nas wróci. Odpowiedź się zawsze pojawi.
[01:02:47] - Tak. Dobra, okej. To teraz druga rzecz, do duchowości troszeczkę. Ponieważ pytanie brzmi, o jakich zmianach mówimy? Może być też dość istotne, ponieważ zmiany mogą być stricte typu zmiana pracy, zmiana podejścia do życia. Tutaj w jaki sposób? Zmiana religii, zmiana dogmatów. Zmiany prowadzące ku czemu? Ku wzbogaceniu się, znalezieniu miłości, doświadczeniu szczęścia i tak dalej. Myślę, że tutaj wypadałoby też mieć tą świadomość, że są różne poziomy tych zmian.
I kiedy takie typowo coachowe podejście zmieniam się, żeby osiągać sukces tutaj, w sferze takiej ziemskiej, to jest jedna rzecz. Ale dochodzimy do pewnego istotnego pytania w kwestii duchowości. To pytanie mnie zresztą mocno zastanawia, ponieważ zakładając, że przychodzimy tutaj i mamy z góry wybrane, ustalone doświadczenia czy pewne problemy, z którymi musimy się zmierzyć. Zmierzyć, to znaczy skonfrontować w jakiś sposób. To by mniej więcej oznaczało, że w zasadzie bez względu na to, jakiej decyzji byśmy nie podjęli, jak byśmy sobie nie próbowali tego życia układać, to zawsze ta oliwa będzie wypływała na wierzch. Czy to będziemy chcieli sobie ułożyć życie rodzinne, życie zawodowe, czy cokolwiek innego, zawsze pewne problemy będą mogły nam wszystko komplikować. I teraz istotnym pytaniem jest, jak chęć rozwoju ku lepszemu pogodzić ze świadomością, że jednak bez względu na to, co będziemy robić, mamy pewne rzeczy pisane. Ale z drugiej strony mając świadomość, że istotą rzeczy jest, tak jak zresztą sporo religii uczy, nie gromadzić tutaj. Bo to jest też drugi aspekt, nie gromadzić tutaj, a gromadzić w sobie wewnątrz swoją mądrość, aby z tą mądrością później móc następny raz wrócić. To jak podchodzić do życia?
Jak szukać szczęścia? Czy rzeczywiście sam aspekt bogacenia się jest zły? Czy sam aspekt szukania szczęścia, cieszenia się z życia na przykład jest zły? Bo czasami to może być takie mylące i problematyczne, że z jednej strony ktoś chce się rozwijać. I teraz widać w samym Kościele katolickim, że są różne takie nurty, że jedni chcą się zamartwiać, bo w ten sposób chcą się uduchawiać, inni chcą wręcz się cieszyć, klaskać, śpiewać, bo w ten sposób chcą się uduchawiać. Nie wiem, czy ja to dobrze potrafię teraz wytłumaczyć. Jak się rozwijać, żeby nie popaść w jakąś skrajność w tym wszystkim? Chyba to kompletnie pomieszałem mi się wydaje w tym pytaniu.
[01:06:07] - Powiem tak, na pewno nie ułatwił pan, panie Kazimierzu.Bo tu się tych wątków pojawiło kilka. Pierwszy podstawowy problem. Inaczej: co jest najczęstszą przyczyną naszych rozczarowań?
[01:06:26] - Oczekiwania.
[01:06:27] - Przyczyną naszych rozczarowań są nasze oczekiwania. Więc jeżeli oczekujemy konkretnych efektów z naszych doświadczeń, to każdy inny efekt będzie dla nas niezadowalający, choćby był nawet lepszy. Bo mówiąc po chłopsku, jeżeli ktoś sobie wymarzył, że będzie miał Skodę Fabię, a dostanie Mercedesa, to będzie niezadowolony. Niby fajnie, ale niesmak pozostaje. Więc zmniejszenie tych oczekiwań to jest pierwsza rzecz. Nie snucie konkretnych planów przy dokonywaniu zmian, że ta zmiana musi skutkować tym, tym, tym i tamtym. To jest poniekąd taka nasza ziemska chęć trzymania kontroli nad wszystkim. Więc jeżeli z tego troszeczkę chociaż zrezygnujemy, to te zmiany będą dla nas przyjemniejsze, łagodniejsze. Następna rzecz, która jest z tym związana, to danie sobie czasu na ocenę wyniku tego doświadczenia. Czyli my często chcemy to doświadczanie oceniać już.
Mówimy: „Nie, to mi nie o to chodziło” i tak dalej. Natomiast później często okazuje się z perspektywy czasu, że summa summarum, jak to się mawia, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Więc tutaj to nasze ziemskie raptusowanie, że już, natychmiast i tak konkretnie, jak ja sobie wymyśliłem. To jest to, że my się tych doświadczeń właśnie też obawiamy, bo boimy się, że ten efekt nie będzie do końca taki, jak chcemy. Natomiast żeby ten efekt był taki, jak chcemy, musimy mieć świadomość jeszcze jednej rzeczy: że ten efekt zawsze jest taki, jak nasze intencje. A z tym ludzie w większości przypadków mają największy problem, że niby sobie coś tam wymyślą, niby sobie coś tam gdzieś afirmują, nie przewidując wszystkich aspektów tego całego wydarzenia, nie mając świadomości do końca swoich intencji, tych prawdziwych, zakopanych gdzieś w głębi. Bo nieraz potrzeba bycia bogatym wynika z naszej intencji strachu przed biedą, że chcemy być bogaci, ponieważ boimy się biedy. Nie chcemy mieć tyle pieniędzy, żeby nam wystarczyło na to, co jest tak naprawdę naszym pragnieniem. Nie chcemy mieć pieniędzy, które pozwolą nam prowadzić spokojne życie na takim poziomie, jak chcemy, tylko chcemy mieć tych pieniędzy na zapas, ponieważ boimy się, że jak coś się wydarzy, czyli już zakładamy jakiś negatywny scenariusz, już jesteśmy podszyci strachem, już boimy się biedy i później ludzie często dziwią się, że efekt tego doświadczenia, tego scenariusza, który dla siebie napisali, jest inny, niż zakładali. Ponieważ nie byli do końca świadomi swoich własnych intencji.
Że ta potrzeba bycia bogatym nie wynikała z potrzeby bycia bogatym, tylko ze strachu przed biedą.
[01:09:45] - To jest taki problem typowy dżina, że prośba złożona dżinowi, poproszenie dżina o coś, tak jak w bajkach się pokazuje, może niekoniecznie dać taki efekt, jak byśmy chcieli.
[01:10:00] - Najczęściej, jeżeli nie jesteśmy świadomi naszych intencji, to najczęściej ten efekt jest inny, niż byśmy chcieli.
[01:10:09] - Intencji, może nawet powodów czy źródła. Bo intencja to taka świadoma jest bardziej.
[01:10:16] - Intencja, może tak. Natomiast świadomość tych intencji. Brakuje mi takiego precyzyjnego określenia.
[01:10:26] - A na przykład właśnie tutaj kwestia pogodzenia, bo tu jest taki ciekawy, tak buddyjsko troszeczkę teraz. Odniosę się do pewnej przypowieści buddyjskiej, która mi się bardzo spodobała i próbuję ją skonfrontować właśnie z drugą, przeciwległą cechą czy aspektem. Muszę tak troszeczkę napomknąć o tej przypowieści, bo jest bardzo fajna. Mianowicie Budda nauczał swoich uczniów. Uczniowie byli w kompletnie różnym wieku, a dokładnie może nawet nie tyle nauczał, co medytowali i w pewnym momencie po medytacji jeden z uczniów, taki młody, zapytał się, jaki jest cel życia i w jaki sposób żyć. Na to Budda zerwał kwiatka, puścił go i ten kwiatek poleciał na wietrze. I w tej przypowieści chodzi o to, że tylko jeden uczeń, mianowicie ten najstarszy już dziadek, zaśmiał się i jako jedyny zrozumiał, co miał na myśli Budda. Mniej więcej dążę do tego, że tak jak powiedziałem, pewne rzeczy, które są pisane, muszą się wydarzyć. Czyli jest jakiś taki, powiedzmy w cudzysłowie, mechanizm, pewna fala, na której tak czy siak będziemy przemierzać ten ocean życia. I teraz jak pogodzić, bo rozwój duchowy też polega na tym, że my jesteśmy jednak świadomi tej fali, że jednak dajemy się z jednej strony ponieść świadomie, świadomi kierunku i świadomi tej potęgi oceanu, ale z drugiej strony chcielibyśmy też w jakiejś mierze kształtowaćTo, w jaki sposób my płyniemy na przykład jak surferzy, tak?
Czyli wskoczyć na deskę i wykorzystać tę falę. Jak pogodzić te dwa aspekty, kiedy z jednej strony chcemy coś osiągnąć, a z drugiej strony jednak jest ta potrzeba poddania się tej fali?
[01:12:38] - Ja powiem tak: im dalej w las, tym więcej grzybków. I też mamy świadomość tego, że te wybory, które towarzyszą nam w obecnym wcieleniu, są najczęściej konsekwencją tego, co wydarzyło się wcześniej. Trzeba mieć świadomość tego, że nasze życie nie sprowadza się tylko do tego obecnego. To jest pierwsza rzecz, którą trzeba zaakceptować, że tu nic nie dzieje się przez przypadek. To, co jest nam gdzieś, jakieś doświadczenia, które są zapisane, są wynikiem czegoś. Naszych poprzednich działań, decyzji, wyborów. Czyli tu nie ma żadnej zemsty, kary, złośliwości Pana Boga czy kogokolwiek innego względem nas. Ja wiem, że to jest trudne, bo sam przeżywałem to i wiecie kochani dobrze, że to nie były łatwe sytuacje, kiedy człowiek rozkłada ręce i nie jest w stanie pomóc swojemu własnemu dziecku. I zaakceptowanie tego w taki pełny sposób wymaga... Nie wiem, czego wymaga.
Wiem, czego wymagało ode mnie i jak to się wszystko potoczyło. Każdy z nas jest inny. Natomiast jest też kwestią tego, jaką my decyzję podejmiemy w takiej sytuacji, w takim doświadczeniu. Bo tak jak dzisiaj mówiłem, samo doświadczenie jest jakimś czynnikiem. Ważna jest nasza reakcja i nasze decyzje na skutek takiego doświadczenia. Ja to też mówiłem przy którejś z poprzednich audycji, że dokonujemy właśnie wyboru. W momencie, kiedy uświadomiliśmy sobie z żoną, że syn nie będzie zdrowy, że w zasadzie medycyna rozłożyła ręce. Mało tego, paramedycyna też rozłożyła ręce. Mało tego, okazało się, że taki był jego właśnie wybór, żeby w taki sposób to życie spędzić. I mieliśmy do wyboru, czy przeżyjemy to życie cierpiąc razem z nim, czy przeżyjemy to życie dostarczając mu w jego otoczeniu jak najwięcej radości i miłości, dając pozostałej dwójce dzieci, czyli moim córkom.
Czy poświęcimy swoje życie na to, aby na przykład zniszczyć życie lekarza, który dokonał tych wyborów, które spowodowały chorobę syna i poświęcić swoje życie negatywnym emocjom, zemście, odgrywaniu się, szukaniu tak zwanej sprawiedliwości, czyli rujnując życie emocjonalne całej swojej rodziny, czy spróbować w tej całej sytuacji okazać jak najwięcej miłości jemu i pozostałym córkom. Czyli ta decyzja była decydująca. Takie doświadczenie spotkało wiele osób i spotyka nadal. I pytanie, jak my się w takim momencie zachowamy? Czy będziemy z tym oceanem walczyć i próbować stawiać żagle przeciwko kierunkowi wiatru, czy jednak z tego doświadczenia spróbujemy wykrzesać maksimum nie radości, bo chwile bezsilności, zwątpienia, złości pojawiały się wielokroć. Natomiast czy pozwolimy tym chwilom zdominować resztę swojego życia? Czy mimo całej sytuacji skupimy się na miłości, na radości na tyle, na ile ona jest możliwa? Ja mogę to powiedzieć na swoim przykładzie.
[01:17:03] - Ja też.
[01:17:04] - Wiem, że jakby-
[01:17:06] - Panowie, ja bym tutaj prosił jednak, żeby pomyśleć też o JustMe, bo słychać, jak się wierci momentami.
[01:17:13] - A już jest z nami?
[01:17:14] - Jest już z nami. Bo my nie wiedzieliśmy, że jest. Miała się dopiero połączyć.
[01:17:20] - Witaj, witaj. Ja już właśnie miałem za chwilę kończąc wywód, zapytać się, czy się tutaj-
[01:17:25] - To samo.
[01:17:26] - Czy tu się wystraszyła.
[01:17:29] - Dobry wieczór.
[01:17:31] - Witaj.
[01:17:31] - Dobry wieczór.
[01:17:32] - Dobry wieczór, panie Kazimierzu. Dobrze zapamiętałam imię? Cześć Sławku, witaj Marku, witam wszystkich. Ja się przysłuchuję cały czas tej dyskusji. Wcale się nie wiercę. Może ja mam jakieś ADHD albo zbyt czujny zwyczajnie mikrofon. Ja się przysłuchuję cały czas tej dyskusji. Ona mnie fascynuje. Chociaż cały czas mam takie wrażenie, że te wszystkie pytania, które tutaj padają i te rozkminki mają tylko jedną odpowiedź. Wszystkie doświadczenia, jakie nas spotykają, to jest oczywiście w moim mniemaniu-Prowadzą nas do tego, żeby być lepszym człowiekiem.
Nie ma przed nimi ucieczki. Oczywiście ja nie wierzę w takie typowe afirmacje, że chcę mercedesa i ten mercedes mi spadnie z nieba. Żeby mieć mercedesa, trzeba też jakieś warunki ku temu samemu stworzyć. Natomiast czy ja go dostanę, czy nie, i tak jest doświadczeniem, które musi sprawić, że ja stanę się lepszym człowiekiem, bo taki jest nasz cel tutaj.
[01:18:52] - Natomiast zmartwiłaś, wiesz?
[01:18:54] - Tak. Dlaczego?
[01:18:55] - Bo strasznie mnie zmartwiłaś, ponieważ prosiłem o to na początku audycji, żebyśmy skończyli przed 23:00, tak?
[01:19:05] - No tak, a która jest godzina?
[01:19:07] - 22:00.
[01:19:08] - No to mamy jeszcze czas.
[01:19:10] - Nie, właśnie o to chodzi, że nie. Bo ty już właśnie powiedziałaś wszystko to, co najważniejsze i możemy audycję zakończyć. Nie o to mi chodziło, moja droga.
[01:19:21] - No to przepraszam, ale jeszcze chciałam dodać, Sławku, że ja się z tobą nie do końca zgadzam. Ja myślę, że ty po prostu nie dopowiedziałeś jednej rzeczy, dlatego ja muszę jakoś to nadmienić.
[01:19:37] - Już się cieszę, że jesteś.
[01:19:39] - Kościół katolicki, bo ja się stricte na tym skupię, że niesie jakieś głębsze przesłania. No właśnie, Kościół katolicki wszystkie te głębsze przesłania zabił. Idąc do kościoła na mszę, ty musisz leżeć, klęczeć na kolanach, walić się po piersiach. Moja wina, moja wina, jakby to była moja wina, że tego Jezusa ukrzyżowali. To nie jest moja wina. Chociaż tutaj też oczywiście może zaraz wejść temat, że: „A skąd ty wiesz? Może tam stałaś i tam darłaś mordę w poprzednim życiu, ukrzyżować go, ukrzyżować go”. Natomiast ja się za jego śmierć nie czuję winna. I Kościół katolicki generalnie sprawia coś takiego, że ty się czujesz cały czas winny i masz cierpieć. Nie na tym to polega.
Nie rozwiniesz się duchowo, cierpiąc.
[01:20:30] - To znaczy ja powiem tak: ja miałem świadomość tego, że poruszenie tematu Kościoła katolickiego wywoła jakieś tam emocje, bo to jest naturalne. Bo tak jest. Jest kilka tematów w Polsce, zresztą nie tylko w Polsce, bo i na świecie, zwłaszcza tematy religijne, które są w stanie doprowadzić w dalszym ciągu do wojen, do morderstw, do różnego rodzaju prześladowań i tak dalej. I żebyśmy tutaj, moja droga, mieli jasność: ja nie mówię o Kościele katolickim. Ja mówię o pewnych aspektach, które wynikają z religii. Kościół katolicki to jest instytucja. Religia to jest zbiór pewnych praw, pewnych wskazówek, według których powinniśmy postępować. Ja mówię o religii, nie o Kościele katolickim.
[01:21:34] - Ja bym może tak tutaj sprecyzował na mój sposób rozumowania, że bardziej chodzi ci o takie, jak ja to mówię, neochrześcijaństwo. Takie jak na przykład ojciec Szusta, który w sposób bardzo interesujący i fascynujący ubarwia, w znacznym stopniu jednak modyfikuje troszeczkę taki skostniały katolicyzm doktrynalny. W jakiś sposób myślę, że ciekawe tezy stawia, mocno gimnastykując się z potrzeby duchowej. I rzeczywiście z tego neokatolicyzmu wychodzi bardzo sporo fajnych praw, którym warto się przyjrzeć i przy których warto stanąć, ponieważ one niekoniecznie wyłącznie należą do tej konkretnej religii, tylko one wynikają jednak z pewnego głębszego poczucia, nie wiem, prawdy czy potrzeb tej prawdy, że pomimo takich, a nie innych doktryn jednak to wychodzi na wierzch. Przepraszam, jak kogoś uraziłem czy jakoś coś poprzekręcałem, używając określenia neokatolicyzm. W razie czego.
[01:22:58] - Znaczy ja powiem tak, bo wyjaśniłem to faktycznie, co może nie zostało precyzyjnie dopowiedziane, jak słusznie zauważyłaś, ale też stanę troszeczkę, kierując się głosem rozsądku, broniąc troszeczkę też i Kościoła katolickiego. Chociaż przyznam się szczerze, że dla mnie jest to taki fenomen. Ja uważam, że Kościół katolicki sam sobie już dawno strzelił w kolano, ponieważ nie wiem, czy pamiętacie, jak mówiłem o tym, jaki jest pierwszy taki historyczny dowód na istnienie reinkarnacji.To jest zmartwychwstanie Chrystusa. Kościół katolicki wyrzucił reinkarnację jako jakieś kłamstwo. Natomiast cały czas powołuje się na zmartwychwstanie Chrystusa, które jest pierwszym dowodem reinkarnacji. Ponieważ Chrystus umarł, a następnie co zrobił? Wcielił się z powrotem w to samo ciało. Więc mamy dowód-
[01:24:08] - Znaczy w inne. Ponoć w inne, bo ponoć go nikt nie rozpoznał.
[01:24:14] - Tak jest w Ewangeliach, że trzy dni go nie widzieli. Potem idzie Maria Magdalena i ona nie rozpoznaje Jezusa w ogóle i myśli, że to jest jakiś ogrodnik.
[01:24:29] - Okej, nie znałem faktów historycznych, natomiast bardziej mi chodzi o to, że to jest dowód na reinkarnację. A jednocześnie zostało to wyrzucone z Kościoła, a z drugiej strony jest podwaliną całej filozofii Kościoła katolickiego. Natomiast broniąc troszeczkę, bo ja nie ukrywam, że od czasu do czasu bywam w kościołach. Ja nie odrzuciłem tego całkowicie. Z różnych powodów natomiast bywam. I coraz częściej słyszę na przykład ze strony księży, zwłaszcza młodych, takie nawoływanie, które oczywiście do 90% ludzi będących w kościele zupełnie nie dociera. Ponieważ to, na czym się ludzie najbardziej w kościele nudzą, to są kazania. Czyli to jest jedyny taki element, w którym ksiądz próbuje przekazać jakąś mądrość. Natomiast większość ludzi ogląda wtedy lampy, witraże, ludzi naokoło, dłubie w nosie, ziewa, zupełnie nie jest zainteresowana tym. Natomiast coraz więcej księży mówi o tym, że właśnie Chrystus po to umarł, żebyśmy my mogli się radować życiem.
Więc też pewne takie objawy, tak jak tutaj pan Kazimierz powiedział, tego neokatolicyzmu, czyli zmiany kierunku tego, co mówią księża, ja osobiście zaobserwowałem.
[01:26:05] - To interesujące. W kościele nie byłam od bardzo dawna nie dlatego, że go nienawidzę czy coś takiego, a po prostu nie znajduję tam kompletnie niczego dla siebie. Chociaż uwielbiam zapach kościoła, naprawdę. Ja bardzo często wchodzę do budynków kościelnych, bo ja uwielbiam ten piwniczny, taki specyficzny, czy te kadzidła. To mi sprawia wielką przyjemność, więc jak się nie odbywa nic w kościołach, to ja bardzo często sobie tam wchodzę i sobie tam siedzę, a to sobie zamedytuję, a to sobie popatrzę na witraże. Natomiast ja z kościoła pamiętam, że Jezus umarł za moje grzechy.
[01:26:57] - To nawoływanie do tego, że weź krzyż na swe ramiona i się umartwiaj było czymś jeszcze kilkadziesiąt lat temu całkowicie normalnym. Że powinieneś się umartwiać, że nie powinieneś mieć dóbr, nie powinieneś korzystać z życia. Tak, to nawoływanie Kościoła jeszcze kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu było całkowicie tak. Zgadzam się z tobą. Natomiast ja między innymi dlatego od czasu do czasu zaglądam, żeby zobaczyć, czy coś się zmienia, czy się nie zmienia, czy stoimy w miejscu, czy są jakieś tam symptomy.
[01:27:36] - I może tutaj właśnie wrócić do tego mojego pierwszego stwierdzenia, że ważna jest gotowość słuchania innych. Pomimo że w Jezusa kompletnie nie wierzę, dla mnie jest to postać zupełnie fikcyjna. Ciekawa, ale fikcyjna. Ale lubię posłuchać sobie księży, na przykład tego wspomnianego Szustaka lubię sobie posłuchać i czasem naprawdę bardzo fajne rzeczy mówi, które pozwalają później mnie o czymś pomyśleć. Chociażby, że jest nie motywacją, tylko jak to się mówi, używają często tutaj na antenie tego słowa, prowokuje do zastanowienia się nad jakimś problemem. Więc lubię sięgać do buddyzmu, do chrześcijaństwa. Także czasami lubię słuchać ludzi, którzy mają kompletnie odmienne zdanie. Natomiast na pewno nie chcę demonizować Kościoła katolickiego ani tutaj po kimkolwiek jechać. Bo jednak też zauważyłem, że tych nurtów w samym Kościele jest naprawdę bardzo dużo. Chociażby niedawno byłem w kościele, w którym 90% mszy polegało na tym, żeby błagać o wybaczenie, przepraszać za grzechy, klęczeć i tak dalej.
I to mnie bardzo zaskoczyło, że jednak to jest kwestia nurtu. Pewien zakon ma taki nurt i każdy, kto do tego zakonu idzie, zapomniałem nazwy, dokładnie się musi tego spodziewać. Dominikanie mają inny sposób, franciszkanie mają inny sposób. Miliony jest tego i uważam, że każde jest godne zainteresowania, jeżeli chcemy się zmienić. Być może do kogoś akurat, i to jest istotne w tym, co mówimy, przemówi poczucie winy, czyli coś, co my kompletnie odrzucamy, ale być może ten człowiek w tym momencie swojego rozwoju będzie tego potrzebował, ponieważ to go doprowadziDo ślepej uliczki, ale musi się tą drogą przejść. To, że my to odrzucamy, to też, żeby słuchacze nie brali tego moim zdaniem na zasadzie, że tutaj jakieś święte prawdy się rzuca i warto odrzucić, bo zwykły Kościół.
[01:30:06] - Ja powiem tak: jeżeli przyjmiemy założenie, że chcemy posłuchać czyjejś opinii czy chcemy posłuchać czyjejś interpretacji czegoś, to Kościół coś tam zawsze wniesie. Ja nie mówię, że każdy ksiądz, że każdy zakonnik. Nieraz padnie jedno zdanie. Ja kiedyś miałem taki zwyczaj, że jeżeli szukałem odpowiedzi na przykład, to otwierałem sobie Biblię w dowolnym momencie, czyli na zasadzie „książko, powiedz mi” i na podstawie jednego wersu czy jednego fragmentu czegoś próbowałem zrozumieć, jaka informacja do mnie płynie. Jeżeli ktoś chce coś zrozumieć dla siebie, to nawet w Kościele coś tam znajdzie. Natomiast jeżeli ludzie idą odklepać jakieś formułki albo ich pobudki są takie, że trzeba, bo wypada, bo zawsze tak było i tak dalej, nie zastanawiając się, jakie informacje do nich płyną, bo często ludzie nie słyszą, że ksiądz mówi: „Zmień się, człowieku”. Tylko mówią: „A widzisz, Kowalski? Widzisz, Kowalski? Ksiądz do ciebie mówił, żebyś przestał mi obszywać tuje. Do ciebie ksiądz mówił, słyszysz?
A ty w ogóle chodzisz do kościoła i go nie słuchasz”. Więc jeżeli taką wersję człowiek przyjmie, to faktycznie ten Kościół zrobi więcej złego niż dobra.
[01:31:44] - Myślę, że błądzimy w dwóch kwestiach, w dwóch aspektach. Pierwszy jest taki, że wspominasz o ludziach, którzy nic i tak nie wyniosą z czegokolwiek, nawet gdyby ktoś się znalazł, kto prawdziwą, najprawdziwszą prawdę im poda, to i tak nie przyjmą, jakakolwiek by ona nie była. Natomiast druga rzecz to jednak też sam mówiłeś o tym, przypominam, że ludzie są na różnym poziomie rozwoju i być może niektórzy potrzebują najprostszych rozwiązań. I to jest proste przyjść do kościoła i dostać: odmów modlitwę, tutaj się wyspowiadaj, zrób to. I być może jeszcze w tym konkretnym życiu nastąpi pewna zmiana. Być może właśnie na tej całej drodze trzeba przez te etapy przejść, żeby później na zasadzie retrospekcji zobaczyć, jaki byłem kiedyś i jakimi drogami szedłem. Nie demonizujmy.
[01:32:43] - Jeżeli ja tego nie dopowiedziałem, to całkowicie się z tobą zgadzam. Oczywiście.
[01:32:49] - To mi tylko chodzi o słuchaczy, bo nie chcę, żeby tutaj było jakieś hejterstwo na antenie. O to, żeby ktoś, kto pierwszy raz słucha, żeby sobie pomyślał, że tutaj hejtimy coś.
[01:33:00] - Nie, całkowicie się z tobą zgadzam. Masz zupełną rację. Ja być może też troszeczkę emocjonalnie prowadzę tą rozmowę. Natomiast może dlatego, że ja wiele razy mówiłem, że na pewnym etapie rozwoju, pozbawienie ludzi rozwoju świadomości, pozbawienie ludzi dostępu do religii, do Kościoła katolickiego pozbawi ich jakiejkolwiek duchowości. Stanie się w ich życiu pustka. Też tak uważam, że gdyby nie Kościół czy pewne przesłania idące gdzieś tam z wiary, to pewnie nasza duchowość jako ludzkości byłaby na zupełnie innym poziomie.
[01:33:48] - Absolutnie. Ja też się z tym zgadzam z tego względu, że chrześcijaństwo, w ogóle Kościół katolicki wypromował te 10 przykazań. Chociaż ja bym je skróciła do jednego przykazania „Nie bądź próżny”, bo w próżności są te wszystkie grzechy, które są w 10 przykazaniach. Natomiast faktycznie jest to taki fundament moralności życiowej. Ja bym chciała do pana Kazimierza jedno słowo. To nie ma znaczenia, czy Jezus istniał, czy Jezus nie istniał. Jezus jest cholernym fenomenem na tym świecie. Są ludzie, którzy porobili okropne rzeczy i w pewnym momencie, i tutaj też się kłania Kościół katolicki, siedzą w więzieniu, przychodzi jakiś ksiądz i zaczyna im nadawać o Jezusie. I bardzo dużo tych ludzi pod wpływem postaci Jezusa naprawdę się zmienia. To jest fenomen i to jest fakt, i temu nie można zaprzeczać.
Mi kiedyś mąż powiedział bardzo fajną rzecz, że Jezus nadaje na częstotliwościach miłości i ja to zrozumiałam w taki sposób, że to nie jest istotne, czy on był, czy go nie było. Jest po prostu symbolem czystej, nieskażonej miłości i dlatego ludzie zwracają się do niego. Ja panu powiem taką historię bardzo szybko. Sławek ją zna. Moja mama umierała na raka i jej agonia trwała 48 godzin. Umierała w domu. Ja przy niej te 48 godzin bez snu cały czas siedziałam. To były straszne momenty naprawdę, kiedy już straciła przytomność, miała sparaliżowane pół twarzy, podrzucało ją z bólu naprawdę na metr do góry, wykrzywiało ją w każdą stronę. W pewnych momentach wyglądała jak Quasimodo. To były naprawdę straszne chwile dla mnie.I powiem panu tak, że w pewnym momencie ona otworzyła oczy zupełnie świadomie, a przecież miała pół sparaliżowanej twarzy i twarz się po prostu zmieniła.
Otworzyła oczy, jej twarz rozjaśniała i ona wyraźnie powiedziała: „Widzę Jezusa, umieram” i umarła. Ja nie wiem, czy ona zobaczyła Jezusa. Prawdopodobnie zobaczyła coś, co sobie nazwała, ponieważ była wychowana właśnie w tej religii. Natomiast to było naprawdę bardzo przejmujące doświadczenie. Nie wiem, czy to Jezus po nią przyszedł. Przyszło po nią na pewno coś pięknego, ponieważ jej twarz się zmieniła momentalnie i ona naprawdę po śmierci wyglądała pięknie, jakby w życiu tej 48-godzinnej agonii pełnej bólu w ogóle nie było. Więc coś z tym Jezusem jest. To jest coś na rzeczy.
[01:36:51] - Ja wcale temu nie przeczę, bo ja praktycznie rzecz biorąc, tak jak powiedziałem, nie wierzę. Nie wierzę, to znaczy nie mam wiary. Ja nie mówię, że go nie było czy był. Ja po prostu nie wierzę, więc na przykład prędzej wierzę w kosmitów, bo są dla mnie bardziej prawdopodobni. To jest raz. A dwa, pomimo tego, zresztą to było dwa odcinki temu, po odprawieniu nabożeństwa, takie specjalne nabożeństwo w kościele o uzdrowienie, moja mama wróciła do życia. Praktycznie miała tylko 1% szans na przeżycie i miała tak plus minus dwa dni na to, żeby cudem się obudzić. I się obudziła dosłownie z osoby praktycznie prawie że zmarłej w ciągu dwóch dni była na zwykłym oddziale, czyli wszystkie organy ruszyły i nagle nie musi być pod specjalną troską.
[01:37:48] - Intencja.
[01:37:48] - Cud ewidentny. I to był Kościół katolicki.
[01:37:52] - A bądź intencje. Intencje się liczą.
[01:37:55] - Dokładnie. To, że ja w coś nie wierzę, ja nie odbieram duchowości. Mało tego, ja powiem coś jeszcze bardziej zaskakującego. Ja nie wierzę w Boga, ale ja nie mówię, że go nie ma. Ja nie wierzę. Ja nie czuję potrzeby wierzyć, ponieważ ja zakładam, że jak na pewnym etapie mi to będzie potrzebne, to ja będę miał sposobność uwierzyć albo nawet się tego dowiem. Na razie widzę mechanizmy, jakie działają i doszukuję się, nie wiem, dobra w tym wszystkim. Dobra oczywiście to jest coś subiektywnego, tak? Jednak pomimo tego, że mógłbym wierzyć w Boga, również bym dobro postrzegał subiektywnie, ponieważ ile religii, tyle postrzegania dobra. Dla jednych dobrze jest podcinać gardła niewiernym na przykład, tak?
[01:38:45] - No tak.
[01:38:46] - Tak czy siak, to pojęcie dobra jest subiektywne, więc ja mam takie doszukiwanie się własnego i nie mam jakiejś obawy. Po prostu jeżeli Bóg jest, to się wcześniej czy później o tym przekonam. Być może za tysiąc, za dwa tysiące, za trzy tysiące lat. To jest dla mnie w tym momencie zbyt duży abstrakt. Zajmuję się własnym rozwojem. Dojdę do tego etapu, to dojdę. Za wczasu jest mi to zbędne. Ja tak uważam.
[01:39:11] - Znaczy moim zdaniem tu został poruszony, że tak powiem, bardzo fajny wątek.
[01:39:17] - Ja mam same fajne wątki, więc no.
[01:39:21] - No nareszcie, nareszcie rozmawiamy normalnie. Ale całkowicie się zgadzam, tak. Te wątki, które się dzisiaj przewijają i nie tylko dzisiaj, są oczywiście fajne. Myślę też, że słuchacze też tak odbierają. Natomiast chodzi mi o taką kwestię, że są ludzie, w zależności od też chyba najprawdopodobniej poziomu tego właśnie rozwoju świadomości, którzy potrzebują jakiegoś celu, jakiegoś motywatora, jakiegoś wzorca. Czyli potrzebny im jest właśnie taki wizerunek Boga, żeby byli lepsi. A są ludzie, którzy po prostu czują wewnętrzną potrzebę bycia lepszymi bez doszukiwania się jakichś tam dodatkowych aspektów. Ja to tak przynajmniej odbieram, bo gro ludzi, żeby być lepszymi, właśnie albo z obawy przed Bogiem, albo z chęci upodobnienia się do Boga, stara się być lepszymi. A są ludzie tak jak na przykład my, którzy chcemy być lepsi, bo chcemy być lepsi. Nie robimy tego dla innych, tylko robimy to tak jakby z własnej, że tak powiem, potrzeby.
Więc faktycznie w takim wypadku to, czy ten Bóg istnieje, czy nie istnieje, nie ma większego znaczenia, ponieważ my i tak wiemy, że chcemy być lepsi.
[01:40:48] - Tak, dokładnie.
[01:40:49] - Tak? O kurde, zgadza.
[01:40:52] - I tutaj też błądzimy, bo często to bycie lepszym, tak jak powiedziałem, subiektywność jednak jest.
[01:41:02] - Proszę pana Kazimierzu, nie ma żadnej subiektywności.
[01:41:08] - Jest.
[01:41:09] - Nie ma. Jeżeli odwołamy to do miłości do samego siebie i wiemy, czego chcemy, to wiemy, co znaczy być lepszym. Jeżeli dopuścimy do tego czynniki zewnętrzne, czyli zaczniemy zastanawiać się, jacy lepsi mamy być według widzenia innych ludzi, to faktycznie pojawiają się dylematy, tak? Natomiast jeżeli my kierujemy się miłością do samego siebie, nie egoizmem, miłością do samego siebie i wiemy, jacy chcemy być, do czego chcemy dążyć, co chcemy osiągnąć, jak ma wyglądać nasze życie, to tu nie ma żadnych dylematów, tak?
[01:41:46] - Przy takim idealnym spojrzeniu tak, ale przy nieidealnym, bo my jednak jesteśmy dalecy od idealności, ten ciągły rozwój polega na tym, że dowiadujemy się coraz to nowszych rzeczy, coraz to inaczej spoglądamy na różne kwestie. PrzykładowoChcąc pouczać innych, mogę twierdzić, że to jest dobre, a później mogę dojść do tego, że zamiast pouczać lepiej dawać przykład. Czyli dobro niby też jest dobrem, ale ma inny kształt. A inna rzecz, jeszcze wrócę do tego, co pan, panie Sławku opowiadał odnośnie mojego pytania, co pan przytoczył w kwestii swojego syna, to też jest dobre miejsce na doszukiwanie się tego pojęcia dobra. Bo możemy mieć pytanie, czy powinienem zamartwiać się, tak jak to pan powiedział, tą kwestią, tym problemem, czy może mimo wszystko jeszcze jest ta przestrzeń na przykład do tego, żeby pomyśleć o nowym domu, o nowym samochodzie, o nowych znajomych, czyli coś zupełnie przyziemnego, ale w kwestii rozwoju może się okazać, że to jest też dobro. Czyli to nie jest taka płytka sprawa. To ciągle coś wypływa.
[01:43:12] - Nie.
[01:43:12] - Nie.
[01:43:13] - Ja się, panie Kazimierzu, nie zgodzę.
[01:43:15] - Też nie.
[01:43:16] - Chyba też się ze mną nie zgadza. To jest płytka sprawa. Naprawdę. To jest płytka sprawa. My za bardzo staramy się brać pod uwagę potrzeby innych ludzi. I tutaj właśnie zaczynają się wszystkie dylematy człowieka. Wyobraźmy sobie, gdybyśmy mieli taką sytuację, że jest pan sam na świecie. I wtedy to, o której pan chce wstać, czym się pan chce zajmować, co pan chce robić, jak pan się chce ubrać, jak się zachować, co zjeść byłaby rzeczą prostą, jasną i oczywistą. Albo gdyby pan był na bezludnej wyspie, bo ja już nie mówię, że byłby pan sam na świecie. Gdybyśmy byli na bezludnej wyspie, to co jest dobre, byłoby dla nas oczywiste i nie byłoby żadnych dylematów.
[01:44:12] - Tak, tylko ja właśnie mówiłem o tym, że to jest takie idealistyczne podejście w sensie takim, bo my mówimy do wszystkich słuchaczy na różnym poziomie. Ja na przykład często mam taką sytuację, że rozważam, co jest dobre, bo na przykład muszę wejść w siebie i być może ja dziś popełnię błąd. Na różnym etapie rozwoju de facto każdy z nas jest i na pewnych etapach będziemy popełniać błędy. No przepraszam, chociażby to, że ktoś z miłości potrafi zabić swoją ukochaną, ponieważ go odrzuciła.
[01:44:49] - To nie jest miłość.
[01:44:51] - To nie jest miłość.
[01:44:51] - Ale dla niego jest. O tym mówię. Dla niego jest, a to on się rozwija. To jest jego pojęcie dobra, a nie mówimy o tym prawdziwym dobrze. Mówiąc, że dobro jest subiektywne, nie mam na myśli tego definitywnego dobra, tylko to moje dobra na tym etapie, na którym w tym momencie jestem, co ja postrzegam.
[01:45:19] - Pan Kazimierz fajnie mówi. W zasadzie mówi pan za mnie teraz, panie Kazimierzu. Tak prawdę powiedziawszy, bo to ja powinienem. Pan mówi z punktu widzenia świadomości, czyli świat świadomości, świat oczami duszy.
[01:45:31] - A my gdzie jesteśmy? W jakim radiu? Jaka audycja?
[01:45:36] - Wyręczył mnie pan, bo troszeczkę jakby będąc dla pana oponentem, zamieniliśmy się rolami. Ma pan całkowitą rację, że z punktu widzenia szerszego to pojęcie dobra jest oczywiście kwestią bardzo indywidualną. Natomiast ja bardziej tutaj staram się pokazać cel. Czyli ma pan rację, że na tych różnych etapach dla różnych ludzi będzie to kwestia bardzo osobista, bardzo prywatna, bardzo subiektywna. Natomiast w tym celu, do którego zmierzamy, zostawmy wszystkich ludzi. Każdy ma takie samo prawo kreowania swojego życia. Każdy ma takie samo prawo sięgania po szczęście. Każdy ma takie samo prawo do życia tak jak chce, nie ingerując w życie drugiego człowieka. I ja mówię o tym, mówiąc o celu.
[01:46:34] - Znaczy ja wiem. Ja to rozumiem. Dlatego wiedziałem, że się nie rozumiemy, że się mijamy.
[01:46:40] - Znaczy rozumiemy się. Jak widać się rozumiemy.
[01:46:43] - Znaczy wtedy po prostu było takie rozwinięcie. Ja miałem coś innego na myśli i mówiliśmy o dwóch lekko innych rzeczach, tak?
[01:46:52] - Dokładnie tak, ale już żeśmy sobie, że tak powiem, wyjaśnili. Ja zapytam się teraz Justin, czy się z tym zgadza.
[01:46:58] - Znaczy ja chciałam nadmienić jedną rzecz, że pan Kazimierz mówi o dwóch różnych pragnieniach. Są pragnienia właśnie te przyziemne, które nigdy nie dają spełnienia. Nigdy. Nawet jeżeli się dostanie wymarzony dom, wymarzony samochód, to i tak jest ciągle czegoś mało. Ja wiem sama po sobie. To są takie fanaberie, po prostu jakieś takie egoistyczne, ludzkie jakieś fanaberie, życzenia, jakieś pragnienia, że coś tam chciałam mieć. Tak strasznie tego chciałam mieć, że w ogóle ja bez tego żyć nie mogę, nie będę mogła. Ja to dostałam i po tygodniu stwierdziłam, że ja tego nie potrzebuję tak naprawdę i nie widziałam w ogóle. Aha, bo ja po prostu miałam fanaberię, żeby to mieć. Natomiast to prawdziwe pragnienie to jest odpowiedź do twojego pytania na audycji, SławkuCzego ja osobiście naprawdę pragnę?
Ja pragnę być lepszym człowiekiem, coraz lepszym. Ja chcę się stać człowiekiem przez wielkie C. To jest to, czego ja pragnę. Natomiast podczas całego tego rozwoju duchowego to nie jest tak, że my w pewnym momencie nie będziemy niczego innego zauważać oprócz tego, co jest w nas i co jeszcze można w sobie zmienić, żeby stać się lepszym. To jest tak zadziwiające, bo ja osobiście codziennie coś nowego w sobie odkrywam, co jeszcze chciałabym zmienić. Chociaż mi się wydawało, że już nic nie mogę w sobie zmienić, to wydarzają się przeróżne sytuacje i ja patrzę na swoje reakcje, na swoją pierwszą myśl, jaka mi przychodzi i bardzo często łapię się na tym, że mi się to nie podoba, jak ja reaguję na to. I właśnie wtedy staram się to jakoś przetransformować i staram się nad tym pracować. Dlatego wydaje mi się-
[01:49:17] - Mogę ci przerwać?
[01:49:17] - Tak.
[01:49:17] - Mogę ci przerwać? Nie idź dalej w tym kierunku.
[01:49:21] - Dlaczego?
[01:49:21] - Bardzo cię proszę. Zmień swoje pragnienie.
[01:49:23] - To ja nie powinnam być lepszym człowiekiem?
[01:49:26] - Nie, moja droga. Właśnie poprzez to, że chcesz być coraz lepszym człowiekiem, dostajesz cały czas wyzwania. Spróbuj być szczęśliwym człowiekiem z tym, co już masz.
[01:49:38] - Ale ja jestem szczęśliwym człowiekiem z tym, co już mam. Natomiast wydaje mi się, że niektóre moje reakcje same mi się nie podobają, więc staram się zrobić taki upgrade sobie. Po prostu chcę, żeby tych reakcji już nie było, żeby nastąpiła zupełnie inna reakcja na dane zdarzenie.
[01:50:01] - Wiesz, w co się pakujesz.
[01:50:03] - W co się pakuję? Że będę miała ciągle wyzwania. Dobrze, bo to są doświadczenia, a te doświadczenia mnie rozwijają.
[01:50:11] - No dobrze.
[01:50:12] - A ja bym troszeczkę połączył te dwie kwestie, jeżeli mogę. Ponieważ tutaj Jasmin świetnie poruszyła pewien wątek, do którego próbowałem nawiązać, może niezbyt umiejętnie. Jasmin powiedziała, że ona chce być lepszym człowiekiem. Jednocześnie, jak dobrze zrozumiałem, skoryguj w razie czego, stwierdziłaś, że są pewne fanaberie typowo przyziemskie, które nie są dobre, bo mnie się wydaje tak, że właśnie chodzi o to-
[01:50:53] - Nie, przepraszam. Nie, że nie są dobre. Dostajesz je i po pewnym czasie się po prostu tym nudzisz. To nie daje ci takiego szczęścia, poczucia, że „no dobra, już to mam, to może teraz coś innego”.
[01:51:11] - Tak, dokładnie. Ale to jest to, co właśnie mówi Sławek, że z jednej strony jest taka gotowość na te większe fale, że poddajemy się tym falom, płyniemy, chcemy być coraz lepsi, a z drugiej strony powinniśmy się jednak uczyć cieszyć z tego, co tutaj mamy i dążyć do pewnych rzeczy. Chociażby mieć frajdę z tego, że wsiadam za kółkiem samochodu, otwieram szybę i mi wiatr wieje na twarz i mnie to cieszy. Fizyczne, tutejsze, ziemskie. Ale jak mnie to cieszy. Czy jazda na motorze, to kupuję motor i jeżdżę. I pomimo, że to jest przyziemskie, to pozwala mi to spokojniej rozwijać się i być lepszym człowiekiem. To jest coś takiego jak ci Azteci, że albo chowamy się w lesie i ciągle medytujemy, zero kontaktu ze światem, albo umiemy pogodzić rozwój duchowy z czerpaniem przyjemności z tego, co już tutaj mamy. Druga rzecz, którą powiedziałaś, to jest bardzo ważne, że miałaś pewne oczekiwania. Oczekiwania, które ci się ziściły i potem się okazało, że to nie to.
Ja właśnie tutaj też mówiłem to odcinek temu czy dwa o moim marzeniu domu. Że miałem pewne marzenie, chciałem, żeby mi się ono spełniło, ale nie byłem świadom tego, że nawet jak mi się spełni, to nic się w moim życiu nie zmieni. Nie będzie lepiej. Po prostu mi się spełni. Będę przez chwilę się cieszył z tym, co się wydarzyło, ponieważ nie to było prawdziwym moim celem. Ten prawdziwy cel, to moje prawdziwe pragnienie było inne. Nie dom, a to, co mi się przez pomyłkę z tym domem kojarzyło, czyli ciepło rodzinne, ognisko w domu piękne, coś w tym stylu. Takie pomieszanie powstało w mojej głowie, poplątanie. I czasami możemy mieć jakieś marzenie, że coś będziemy mieć, ale jednocześnie za tym, że chcemy mieć, stoi coś innego, inne poczucie, inna potrzeba, którą sobie tylko i wyłącznie w najprostszy sposób transformujemy do postaci „chcę mieć samochód”.
[01:53:36] - Kojarzymy sobie, bo to żeśmy rozmawiali, dlatego ja znam to słowo, że kojarzymy sobie emocje z jakąś materialną rzeczą. Potrzeby emocjonalne ubieramy w jakąś rzecz, tak?
[01:53:48] - Dokładnie.
[01:53:48] - Nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę szukamy emocji, a nie szukamy rzeczy materialnych.
[01:53:56] - Zgadzam się. I teraz powiem jedną rzecz, panie Kazimierzu, mnie się to bardzo podobało, bo pan to rozwinął. Ja na początku myślałam, że to jest jakieś takie poplątanie, że te rzeczy materialne mają nas wspomagać w jakimś rozwoju duchowym.Bardzo fajnie pan to rozwinął, dlatego że ja przez całe życie miałam tylko trzy marzenia. Dokładnie wyobrażałam sobie całe życie: jaki mój mąż powinien mieć charakter. Nigdy nie wyobrażałam sobie, jak ma wyglądać, tylko jaki ma konkretnie mieć charakter. Ja takiego męża dostałam. Drugim marzeniem było właśnie, żeby mieć swój własny dom. Malutki domek gdzieś na wsi, z dala od zgiełku, żebym mogła słuchać rechotu żab, tych wszystkich ptaszków i tak dalej. Żebym miała swój ogródek, żebym mogła sobie tam w nim usiąść pod drzewem i po prostu nie słyszeć ani samolotów, ani samochodów, ani niczego. Bo ja wiedziałam, że przez to w jakiś sposób coś dostanę, co mnie popchnie do przodu, że się będę mogła skupić na sobie, że nie będę musiała ciągle w tych nerwach, gdzie właśnie ten cały zgiełk taki, gdzie ludzie tak wydaje mi się, że bardzo szybko wszystko się dzieje, tak nagle, nie ma takiej opoki.
I ja to dostałam. Ja dostałam ten dom i naprawdę od tamtej pory wszystko się zmieniło, bo i mój rozwój duchowy poszedł naprawdę szybciej. Mam jeszcze jedno takie pragnienie, bo bardzo chciałabym pływać z delfinami, ale to się niestety nie spełni, ponieważ ja nie chcę pływać w basenie z delfinami, które są niewolnikami, tylko chciałabym pływać z delfinami, które są wolnymi zwierzętami. Natomiast to się raczej nie spełni.
[01:55:56] - Oby.
[01:55:58] - Dlaczego? Słuchaj Sławek, co jest z tobą?
[01:56:03] - Ja zaraz powiem, ale skończ, już nie chcę ci przerywać.
[01:56:06] - Oby się nie spełniło, bo nie będę miała do czego dążyć, tak? Nie no, ciągle będę dążyć do tego, żeby być jeszcze lepsza i bardziej szczęśliwsza.
[01:56:17] - Wiesz, co sobie pomyślałem à propos tego pływania z delfinami?
[01:56:22] - Tak.
[01:56:22] - Pomyślałem sobie o wypadku statku.
[01:56:25] - O rany! Nie no co ty, ja sobie już tak wyobrażałam, bo szukam w internecie i są takie miejsca. Wiem. Bo ja kiedyś chciałam pływać z delfinami i normalnie miałam tak, że pojadę, polecę sobie na Florydę i tam jest pełno tych oceanariów i tam można sobie pływać za jakieś tam 100 dolarów. Natomiast to mi się zmieniło, bo ja po prostu nie chcę używać zwierząt, które są zniewolone do tego. Więc znalazłam sobie, że jest jakaś zatoczka w Meksyku, gdzie raz na rok całe ławice tam przypływają, podpływają do ludzi i być może tam. Natomiast nie, bo do Meksyku musiałabym lecieć samolotem, a do samolotu już nigdy nie wsiądę.
[01:57:13] - Znaczy ja życzę ci oczywiście z całego serca spełnienia tego marzenia, tylko mówię bardzo cię proszę, doprecyzuj je, żeby to się odbyło w bezpieczny sposób i żeby sprawiło ci radość.
[01:57:28] - No tak.
[01:57:29] - Tak, doprecyzuj.
[01:57:30] - Taka jest moja intencja, takie są moje emocje z tym związane.
[01:57:35] - Powiedziałem o tym nie po to, żeby snuć czarne scenariusze, tylko żebyś doprecyzowała. O tak.
[01:57:43] - Ja wiem, bo ty masz zawsze tą opcję tej listy życzeń. Ja też o takiej liście życzeń słyszałam, że jeden mężczyzna strasznie pragnął mieć członka do ziemi i mu tramwaj obciął nogi.
[01:57:56] - Dramatyczna sprawa, ale pragnienie się spełniło, tak?
[01:57:59] - No dokładnie.
[01:58:01] - No i świetny przykład w sumie. Dobitny.
[01:58:05] - Jak dla kogo, słuchaj.
[01:58:07] - Do mnie przemawia.
[01:58:09] - Do mnie też. Natomiast pomyślałem sobie o tym panu.
[01:58:13] - No ale może to do trzech.
[01:58:16] - Wiecie, że jest 20:40 już?
[01:58:19] - Nie.
[01:58:19] - Tak, wiemy.
[01:58:20] - Dziękujemy, że dostaliśmy tą informację. No ale to przecież, że niby co?
[01:58:28] - A pan Marek pilnuje, tak?
[01:58:30] - Ale on wyłączy po prostu powie, że była awaria i koniec naszych pogaduszek.
[01:58:37] - Znaczy tak w sumie panie Kazimierzu, ja dziękuję za tą informację. Ja naprawdę będę się już teraz żegnać, bo właśnie się zorientowałam, że nie mam co mężowi dać jeść, jak wróci, więc muszę się zbierać.
[01:58:51] - No dobra. Takich doświadczeń oczywiście nie życzymy.
[01:58:56] - Miło było i nie, to miłość mnie prowadzi do garu.
[01:59:02] - Nie będziemy stali na drodze.
[01:59:05] - Dobrze, to ja się żegnam ze wszystkimi i do usłyszenia.
[01:59:09] - Dziękujemy ci bardzo.
[01:59:10] - Do usłyszenia.
[01:59:11] - Ślijcie pozdrowienia dla szanownego małżonka i spokojnej nocy.
[01:59:13] - Oczywiście, dzięki.
[01:59:16] - To może ja też się pożegnam i zostawimy tą końcówkę panu Sławkowi do czytania komentarzy. Ok?
[01:59:23] - Panie Kazimierzu, ja też bardzo dziękuję. Mówię, to są super sprawy, jak dzwonicie kochani i są takie fajne, mądre dyskusje i nawet to jest też komplement dla JustMe, bo słuchajcie, udało nam się skończyć dyskusję religijną bez przezwisk, obelg i rzucania granatów, że tak powiem, w towarzystwo. Więc myślę, że to jest wystarczający komplement dla was kochani.
[01:59:59] - Jak najbardziej.
[02:00:00] - Za poziom tej dyskusji.
[02:00:01] - Tak. Dobrze, to ja w takim razie bardzo dziękuję. Ja się cieszę, że tak fajnie wyszło, ponieważ temat był trudny. Fajnie, że zadzwoniła JustMe i okazało się, że wyszło coś naprawdę bardzo ciekawego dzięki temu zaangażowaniu.Dziękuję bardzo i żegnam się. Do usłyszenia następnym razem.
[02:00:28] - Dzięki panie Kazimierzu, wszystkiego dobrego.
[02:00:31] - Trzymajcie się.
[02:00:32] - Wzajemnie. Kochani, zrobiła się w takim razie pustka. Ciężko mi będzie tę atmosferę naszej wspólnej rozmowy telefonicznej przywrócić, bo samemu mogę tego nie podźwignąć. Ale wróćmy do komentarzy. Może jeszcze ktoś w międzyczasie się przełamie i do nas zadzwoni. Według komentarzy mamy godzinę 20:27, więc jakieś dwie godziny opóźnienia. Spróbuję to ogarnąć w tym czasie, który obiecałem Jubiemu i panu Markowi. Więc lecimy szybciutko. Mrs Trychaus pisze: „Drogi Sławku, niezmiernie mnie cieszy, że w końcu mówisz o rozwiniętych duchowo, a tych, którzy się naczytali i naoglądali wszelkiej maści uduchowionych i myślą, że pozjadali wszystkie rozumy, do tego roszczą sobie prawo do uczenia innych i sprzedających to jako jedyną i najprawdziwszą wiedzę”. Niechętnie to zrobiłem, ale nie mogę przejść obojętnie, bo obiecałem wam, że będę wobec was szczery i uczciwy, więc zrobiłem to przede wszystkim z tego powodu i obym nie musiał do tego tematu wracać.
Sanchez pisze: „Przecież nie musimy tego kupować i nie kupujemy. Ja tylko jestem ciekawy, a jak żyjemy?” Tu nie bardzo to rozumiem, ale zgadzam się z tym, że oczywiście nie musimy. Natomiast jak to mawiają jest popyt, jest podaż. I tu jest też pytanie od Sancheza chyba do mnie: „A ty jesteś kaznodzieja?” Nie, nie jestem kaznodzieją, aczkolwiek staram się ze wszystkiego, co przydatne do zrozumienia czy do wytłumaczenia tego, co mam na myśli korzystać. Nie będąc ortodoksyjnie nastawiony na „nie” tylko dlatego, że nie jest to zgodne z moją filozofią. Uważam, że tak jak dzisiaj nawet żeśmy rozmawiali, w wielu miejscach ta wiedza jest porozrzucana i trzeba ją tylko po prostu często umieć wygrzebać. Adam pisze. Witaj Adamie. „Nie rozumiem dylematu co do doboru publiki Sławku. Jest takie przysłowie możesz zaprowadzić konia do wody, ale nie sprawisz, żeby chciał pić”.
To prawda. Natomiast byłoby to chyba nierozsądne z mojej strony. Może inaczej. Może nierozsądne, ale nie biorąc pod uwagę oglądalności, zainteresowania, świadczyłoby to, że mam w nosie to, czy to, o czym mówię, was w jakikolwiek sposób interesuje, czy nie. Czyli świadczyłoby o tym, że robię to tylko dla siebie, wykorzystując do tego Radio Paranormalium. Pompuje gdzieś tam balon swojego ego, że wow, bo ja mam audycję w radio i słuchają mnie trzy osoby. Nie, nie o to mi chodzi. Ja nie mam takiej wewnętrznej potrzeby udowadniania sobie, zwłaszcza że 60 audycji, to już gdyby o to chodziło, to już miałem ku temu okazję. Zależy mi na tym. Oczywiście, że mi zależy, żebyście to, o czym mówię, was interesowało, w jakiś sposób docierało, coś zmieniało.
Zależy mi na tym. Natomiast faktycznie nie zmuszę nikogo do tego, żeby chciał się napić wody. Ania pisze: „Adam no tak, to wszystko się zgadza, ale konie to nie ludzie i akurat łatwo jest zgadnąć, że prędzej czy później będzie koń chciał pić. A ludzie? Człowieki? Czy wiemy, czego chcą?” Nie, nie wiemy, bo tak jak żeśmy nawet dzisiaj podczas rozmowy telefonicznej uzgodnili, że nawet to poczucie szczęścia, miłości, dobra jest w każdym człowieku bardzo zróżnicowane. Adam odpisuje: „Ania myślę, że przysłowie jest tylko metaforą do ludzi posilającą się obserwacji koni” z uśmieszkiem. Całkowicie tak to zrozumiałem drogi Adamie. Ania pisze: „Ale Sławku, wytłumacz mi proszę, jeśli sami wybraliśmy doświadczenia, sami chcieliśmy cierpieć, płakać, szlochać, to po co pomoc? Po co mamy wyciągać ludzi z ciemności?
Po co budzić? Nikt nie lubi być budzony”. Droga Aniu, nie wybraliśmy dla siebie szlochania. Nie wybraliśmy dla siebie płaczu, bo to jest nasza reakcja na dane doświadczenie. Ja nie mówię, żeby na pogrzebie śmiać się w głos i robić sobie żarty. Natomiast świadomość też pozwala inaczej do tych doświadczeń podchodzić, inaczej na nie reagować. Więc ja nikogo też nie chcę budzić. Natomiast pomoc, nie uważam tego z mojej strony. Pomocą jest tylko wtedy to, co mówię czy to, co robię, jest pomocą tylko wtedy, kiedy ktoś zechce po to sięgnąć i wykorzystać to dla swojego dobra. To wtedy okaże się, że to, co powiedziałem, było pomocne w jego dążeniu.
Natomiast ja nie udzielam pomocy, ja nie jestem sanitariuszem, a już tym bardziej nikogo nie chcę budzić.Bo to, co mówię, z pewnością nie będzie w kręgu zainteresowań osób, które nie są jeszcze obudzone. To, co mówię, może być interesujące dla ludzi, którzy zadają sobie pytanie, to co powiedziałem: jak dokonać zmian? Missy Streethouse pisze: Ania, to nie jest prawda, że nikt nie lubi być budzony. Są ludzie, którzy od małego czegoś szukają, mają wrażenie, że są uśpieni i desperacko szukają obudzenia. Tu się z tobą nie zgodzę, że szukają obudzenia. Szukanie obudzenia to jest trochę szukanie, to co powiedziałem na tym trzecim etapie rozwoju ewolucji, szukanie impulsu, czekanie na impuls. Człowiek, który szuka tego obudzenia, wyraził już gotowość na dokonanie zmian, czyli już coś poznał, zrozumiał, zaakceptował. Czyli już jakiś proces w jego świadomości się dokonał. Ania pisze: jak szukają, to znajdą. Dokładnie.
Missy Streethouse pisze: no i znajdują. No i znajdują. Forma jest różna, przeróżna i najczęściej mało przyjemna. Victorius One pisze: fakt istnienia dwóch rodzajów świadomości w jednym pojeździe tłumaczy wiele rzeczy, a sam system human design jest niesamowicie skuteczny i mówi o bardzo konkretnych aspektach związanych z tym, po co tu jesteśmy jako indywidualne jednostki, jaki jest nasz cel. Ponieważ nie znam systemu human design, więc jeżeli złapię jakiś moment, to sobie o tym poczytam. Natomiast zapraszam, Victorius. Jak widzisz, dzisiaj się podzieliliśmy na antenie różnymi wątkami z różnych innych technik, szkół czy religii, więc zapraszam cię do zadzwonienia. Być może jeżeli nic na ten temat nie wiem, to przynajmniej z chęcią wysłucham i być może też w ten sposób podpowiemy coś słuchaczom jako kolejnej techniki dla ludzi, którzy szukają odpowiedzi na pytanie „jak”. Tego komentarza nie przeczytam, Aniu. Albo już przeczytam.
Ania pisze: tak, to prawda. Warto potem spojrzeć z innej perspektywy. Przyjdzie czas, będzie rada. Tak, ten czas akurat w aspekcie oczekiwania na odpowiedź jest związany z naszą cierpliwością, ale również czujnością, ponieważ często ludzie dostając odpowiedź na swoje pytanie, nie mają świadomości tego, że to jest odpowiedź na pytanie, które zadali tydzień temu, miesiąc temu albo trzy miesiące temu. Żeby mieć świadomość odpowiedzi, musimy mieć świadomość zadanego pytania, a później już trzeba zachować tylko tak zwaną czujność rewolucyjną, żeby być przygotowanym, że to jest właśnie odpowiedź. Zmiany są emocjonujące. Zazwyczaj ja zmian w swoim życiu przeżyłem bardzo dużo, przeróżnych, najróżniejszych. Kiedyś może podzielę się z wami, zrobię taką spowiedź publiczną ze swojego życia. To by było potwierdzenie tego, że faktycznie zmiany są emocjonujące i też potwierdziło zasadę, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Zmiany, a szczególnie zmiany bolesne — Anna pisze — wymagają zaakceptowania zdarzeń z ufnością, że wyjdą one nam na dobre.
Tutaj też taki fajny wątek: wymagają zaakceptowania. Kochani, wszystkie zmiany, które w naszym życiu się dzieją, w dalszej bądź bliższej perspektywie wyjdą nam na dobre. Czy to zaakceptujemy, czy nie, to one wyjdą nam na dobre. Moim zdaniem ważne jest to, żeby to było szybciej i żeby było bardziej świadome. Po to są te audycje. Moglibyśmy w ogóle na te tematy nie rozmawiać, w ogóle nie zastanawiać się nad pewnymi rzeczami, pójść, poddać się wirowi życia. Niech się dzieje, co ma się dziać. I gwarantuję wam, że wszystkie zmiany, które w naszym życiu się pojawią, będą dla nas dobre. Tyle tylko, że ten czas będzie troszeczkę dłuższy. Więc nie potrzeba tu ani żadnej ufności, ani żadnej akceptacji z naszej strony, ponieważ wszystko, co nas spotyka w życiu, każda zmiana czegoś nas uczy o sobie, o świecie, o ludziach, o Bogu, o wszechświecie.
Więc wszystkie te zmiany wychodzą nam na dobre. Audycja o świadomości jest po to, żeby zmiany były nie tylko dobre, ale również świadome i zgodne z naszymi intencjami. Ania pisze: powtarzam się, ale jednak zmiany są super. Nieważne jak, ważne, że inaczej. Dobra, już teraz wiem. Teraz już zrozumiałem, Aniu. Bardzo dobrze, że powtórzyłaś. Dodam sobie znaki przestankowe. Powtarzam się, ale jednak zmiany są super. Nieważne jak.
Ważne, że inaczej. I chyba teraz cię dobrze, Aniu, zrozumiałem. Anna pisze: oczywiście samo zaakceptowanie nie wyklucza pracy i podjęcia działań z naszej strony. Tu znowu załącza się, Anno, ta nasza ziemska natura. Praca, działania i tak dalej. Tu już ta nasza ziemska świadomość wchodzi. Ta potrzeba kontrolowania tego. Przynajmniej ja to tak odbieram. Anna pisze: okej, robię krok do przodu ku mojej przyszłości. Idę spać.
Dobranoc wszystkim. Dobranoc, Anno. Dzisiaj mieliśmy przykładPana Kazimierza, który przez poprzednią audycję i dzisiaj z nową energią i nowymi pomysłami i przemyśleniami do nas zawitał. Oczywiście trzymam też kciuki, żeby w twoim, Anno, wypadku sen sprawił podobne rzeczy. Inka nam się pojawiła: „Myślę, że jest powód, dla którego Kościół zaprzecza inkarnacji. Przyszła mi taka myśl: może ludzie zamiast być coraz lepszymi, byliby coraz gorsi, tłumacząc swoje grzeszki tym, że poprawią się w następnym życiu. Również straszenie piekłem może być z tego powodu. Nie wierzę, że to po prostu czyjeś widzi mi się, aby odrzucić reinkarnację”. Oczywiście, że tak. Tych aspektów ideologicznych, politycznych i manipulacyjnych na pewno było kilka.
Z pewnością te, o których ty mówisz. To, o czym rozmawialiśmy przy którejś audycji, że brak prawa czy brak nakazów jest dla ludzi świadomych, dla ludzi, którzy już mają wypracowaną taką moralność, żeby nie robić rzeczy, których nie wypada. Straszenie ludzi piekłem mogło być dla nich zbawienne. Bo co by się stało, gdyby ludzie nie bali się prawa, przepisów, nakazów religijnych? Jak zachowywaliby się ludzie nieświadomi, egoistyczni, gdyby tego wszystkiego nie było? Poza tym to też odbierało z pewnością jako jeden z aspektów możliwość manipulowania ludźmi bądź zmuszania ich do pewnych czynności, czerpiąc z tego korzyści. Kudłaty: „Inka, że poprawią się w następnym życiu. Już teraz się mówi, ale co w tym jest, tego wiedzieć, że mamy tą ciągłość w kolejnym życiu i tak czy siak musimy się poprawić, bo na tym to polega myślę”. Kochani, po pierwsze pewne szanse na poprawę i skutki swoich decyzji wracają do nas już podczas tego życia. A mimo wszystko, jeżeli ja mówię, oceniając innych, dając im rady, mówiąc, że masz zrobić tak, powinieneś zrobić tak, bądź naciskając na nich, jak mają postępować, kreujemy przed sobą najbliższą przyszłość, bo najprawdopodobniej sami staniemy w takiej sytuacji, żeby sprawdzić, czy nasza mądrość ma tylko wartość teoretyczną, czy potrafimy się zachować również my tak, jak radziliśmy innym.
Jeżeli mówię o tym, że tak jest, to ile osób zrezygnowało z takich zachowań, mimo że mówię: „Miej świadomość, drogi człowieku, że budujesz sobie tak zwaną karmę, czyli chęć doświadczenia”. Ile osób zrezygnowało z takiego postępowania wiedząc, że spotka ich to samo w życiu? Na ludzi też nie działa tak naprawdę wizja tego, że ich następne życie będzie gorsze, jeżeli zrobią tutaj coś. Wydaje mi się, że to nie jest ten aspekt wychowawczy, że jeszcze nasza świadomość jest zbyt słaba, bądź nasza podświadomość jest zbyt silna, żeby takie aspekty przyszłościowe brać pod uwagę.
[02:16:37] - Niestety zegar nam tyka powolutku.
[02:16:42] - Dobra, to jeszcze przeczytam tak szybciutko. Jack stawia, bo widzę tutaj nową postać: „Ja stawiam, że celowo wymazali, bo to otwiera pewien wachlarz przemyśleń wyższych aż do refleksji, że doszło do manipulacji spoza planety”. Dobrze, kochani, obiecywaliśmy. Ja sobie to przeczytam jeszcze to, co mi jeszcze pan Marek tutaj podeśle, bo tu już się pojawiły wątki właśnie te religijne, o których byłem przekonany, że one zostaną skomentowane. Więc ja sobie to zostawię na następną audycję. Być może od tego nawet zaczniemy, ale obiecuję wam, że przeczytam i te takie bardziej istotne dla naszych tutaj dzisiejszych przemyśleń i rozważań przytoczę. A teraz już kochani, dajmy czas innym. Dziękuję wam dzisiaj. Mam nadzieję, że dyskusja wam się podobała, że tematy wam się podobały, że coś wniosą do waszego życia. Dziękuję też odważnym rozmówcom, panu Kazimierzowi i Justnie za rozmowę telefoniczną.
Ja ze swojej strony kłaniam się bardzo nisko. Serdecznie was pozdrawiam. Uważajcie na siebie i wszystkiego dobrego. Dziękuję panie Marku. Trzymajcie się. Króciutko do usłyszenia za tydzień. Cześć.
[02:18:08] - Mówił te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie gorąco zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. Oczywiście do polajkowania fanpage'a o takiej samej nazwie na Facebooku i do zasubskrybowania kanału na YouTube, który nazywa się dla odmiany tak samo jak nasza audycja „Świat oczami duszy”. My już dzisiaj schodzimy powolutku z anteny. Poniedziałek, 2 marca, godzina 23:03 na naszym zegarze. Za chwilę na antenę wejdzie Jubi i jego goście czy też gościnie, bo będą dwie bardzo ciekawe panie. Audycję od strony technicznej jak zawsze obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy bardzo za uwagę i oczywiście dobranoc. Do usłyszenia już za tydzień w poniedziałek o 20:00 oczywiście na antenie Radia Paranormalium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium.
www.paranormalium.pl. Najbardziej paranormalne radio w polskim internecie. Audycje o tematyce paranormalnej, ezoterycznej, ufologicznej, konspiracyjnej, a od niedawna również literackiej. Posłuchaj nieznanego. Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. www.paranormalium.pl.