Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Poniedziałek, 13 stycznia roku pańskiego 2020. Minęła godzina 20:00 przed chwilą, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć na antenie Radia Paranormalium kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycja poświęcona meandrom świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór panie Sławku.
[00:45] - Dobry wieczór panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[00:48] - Zanim oddam głos panu Sławkowi, tradycyjnie przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Będzie można dzwonić, ale już teraz można właściwie pisać również. Nasze numery telefonów to 32 746 0008, 32 746 0008. Komórkowy do SMS-ów 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Wbrew pozorom czasem jeszcze ktoś do nas na Gadu-Gadu napisze. Rzadko, ale jednak. Tak więc podaję jeszcze raz 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i na profilu prowadzonym przez pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, poniedziałkową porą teraz już z czystym sumieniem oddaję panu głos.
[02:15] - Dziękuję panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam was bardzo serdecznie. Widzę tutaj już pojawiły się pierwsze przywitania i to, co mnie bardzo cieszy od osób, które pierwszy raz widzę u nas na czacie, więc tym bardziej jest mi miło i przyjemnie, że postanowiliście dołączyć do grona słuchaczy moich audycji tutaj w radiu. Pozostałych oczywiście też bardzo serdecznie witam. Kochani, komentarzy za specjalnie nie będzie, bo ostatnio tak widzę, że tych komentarzy jest mniej. Oczywiście życzeniowe komentarze noworoczne, za które bardzo dziękuję. No i tutaj taka jedna dyskusja z Anią się wywiązała i od razu powiem dostałem kilka bardzo cennych uwag, które w pewnym sensie... W pewnym sensie mam świadomość swojej niedoskonałości, tak żebyśmy mieli jasność. Nigdy się nie uważałem za jakiegoś profesjonalistę w dziedzinie prowadzenia audycji czy jakichś tam wykładów. Więc wybaczcie te mankamenty, które sami zauważacie, ale tak jak mówię, wszyscy dążymy do jakiejś tam doskonałości.
Ja też staram się ten poziom w miarę możliwości swoich wypowiedzi podnosić i będę to czynił oczywiście cały czas, w miarę oczywiście moich możliwości, tak? Także dziękuję za ten komentarz i też dziękuję za to, że pojawiła się propozycja tematu dzisiejszej audycji i za chwileczkę. Przepraszam, coś mnie zachrypiało. I za chwileczkę do tego tematu przejdę. Jeszcze tylko powiem wam kilka słów na temat tego, co się dzieje z tą drugą sprawą, czyli z tym światem oczami dziecka. Dziękuję też słuchaczom, bo nie ukrywam, że oprócz tych filmików, które wrzuciłem z małym Olusiem, pojawił się też również odzew z waszej strony i okazuje się, że może to niekoniecznie historie, które dadzą się w jakiś sposób udokumentować czy tam nagrać. Natomiast kilka takich fajnych historii od was też między innymi się kochani dowiedziałem na temat waszych przypadków, waszych doświadczeń z dziećmi, które posiadają inne umiejętności niż reszta ich rówieśników. I pewnie jak tak sobie podrążymy ten temat, podrążymy, podrążymy, to się może okazać, że takich dzieci jest całkiem sporo, z przeróżnymi dziwnymi jak dla nas jeszcze umiejętnościami. Także zapraszam. Każda informacja, każdy przykład, każdy dowód, każda historia jest dla mnie bardzo cenna.
Zresztą to tak w ramach jeszcze- znaczy ja oczywiście pewnie któryś z odcinków naszej audycji poświęcę tym przypadkom. Będę je też gdzieś tam publikował ze względu-Za zgodą osób, które mi o tym powiedziały na tamtej stronie, więc zapraszam do zaglądania, jak chcecie się więcej na ten temat dowiedzieć. Natomiast pewnie którąś audycję o tych fajnych dzieciaczkach spróbuję tutaj zorganizować. Miałem powiedzieć o tych przypadkach. Od momentu, kiedy zacząłem się tą tematyką zajmować, zupełnie przypadkiem, jak to my mówimy tutaj, poruszając się w dziedzinie duchowej ze świadomością, że przypadków nie ma, że wszystko jest wynikiem czegoś. To dla ciekawych, dla szukających dowodów, bo przeważnie wszystkie nasze wątpliwości wynikają z tego, że nie mamy dowodów na istnienie Boga, na istnienie duszy, na istnienie reinkarnacji, na istnienie innych świadomości, na istnienie aniołów i tak dalej. Każdy mimo wszystko, mimo całego swojego zaufania i chęci uwierzenia w to, i wewnętrznego przekonania, z przyjemnością sięga po dowód, który jeżeli mu wpadnie w ręce, to z przyjemnością go przeanalizuje. Przeglądając program telewizyjny ostatnio, bo chciałem obejrzeć skoki, wpadły mi w oko dwa filmy, które notabene jeden po drugim emitowała Polska telewizja. Jeden był o jakimś cudzie, nie pamiętam dokładnie. Historia niesamowita dziewczynki, która była bardzo ciężko chora, w zasadzie nieuleczalnie i włażąc na drzewo gałąź zaczęła się łamywać i starsza siostra powiedziała: „Schowaj się w dziupli”.
I ona wpadła przez tą dziuplę 10 metrów w dół, w pień drzewa, które w środku było spróchniałe i leżała tam przez ładnych kilka godzin, zanim strażacy ją wydobyli nieprzytomna. Po tej historii doznała uzdrowienia i opowiada później, w drugiej części filmu kogo widziała, kogo spotkała, jak to wszystko miało miejsce. Natomiast co do tego filmu nie wiem kto napisał scenariusz. Natomiast polecam wam film „Cud w Kugli”. To jest film, zresztą notabene ta historia też jest uwieczniona już w Wikipedii jako historia znana. Historia, która wydarzyła się w 1986 roku, bodajże właśnie w tej miejscowości Kugli, w szkole podstawowej, kiedy małżeństwo, dwoje dorosłych, czterdziestoparoletnich ludzi zamknęło się w szkole z bodajże 138 dzieciaczkami plus kilkunastu nauczycieli. Żądali oczywiście jakiegoś okupu w zamian za uwolnienie tych dzieciaków. W przeciwnym razie facet, który był tym terrorystą, był przypięty do bomby i niestety doszło do wybuchu. Wszyscy siedzieli w jednym pomieszczeniu. Bomba wybuchła w tym pomieszczeniu i zginęła tylko jego żona.
Natomiast on sam popełnił samobójstwo, ponieważ też nie zginął od wybuchu bomby. Żadne z dzieci, żadno z nauczycieli nie ucierpiało podczas wybuchu tej bomby. I później te dzieci opowiadają o aniołach, które mówiły im, co mają zrobić, gdzie mają stanąć. Że przy oknie jeden z rodziców tego cudownie ocalonego dziecka jest policjantem, który absolutnie odrzuca wszelkie dziwne i nieziemskie rozwiązania, więc prowadzi śledztwo ze specjalistami od bomb. Analizuje to wszystko i tak dalej, nie znajduje wytłumaczenia. I kolejne dzieci opowiadają te same historie. Pokazują w albumach zdjęcia na przykład swoich babć czy prababć, ciotek, których w życiu nie znały, a które to postacie się im przed tym wybuchem ujawniły i które na przykład wyprowadzały niektóre dzieci z budynku. Także polecam ten film, ponieważ to jest film oparty na faktach. Faktach, które były badane nie tylko przez tego policjanta, ale też przez inne organy i wszystkie dzieci, instytucje i wszystkie dzieci, które w tym uczestniczyły. Gro z tych dzieciaczków żyje sobie jeszcze do dzisiaj, pozakładało rodziny i tak dalej.
Są dalej świadkami tamtego wydarzenia.To tak à propos dowodów, bo tego nigdy dosyć. To w tematyce jakichś cudownych zjawisk nadprzyrodzonych, duchów, aniołów i obcych bytów, które spieszą nam często z pomocą. To tyle, kochani, w temacie naszych ulubieńców, czyli naszych dzieciaczków. A ja wam powiem teraz... A przepraszam, schodzą mi na Messengera następne informacje, więc widzę, że kilku naszych stałych słuchaczy się tutaj pojawiło. Bardzo serdecznie również was witam, bo widzę, że się tak miło tutaj przywitaliście. Kochani, jaki będzie temat dzisiejszej audycji? Tutaj Anna zaproponowała dwa tematy: regresje hipnotyczne jako zjawisko, jakie jest moje zdanie na ten temat i sposoby odkrywania indywidualnego celu w życiu. Ponieważ wbrew pozorom te dwa tematy ze sobą się bardzo łączą, więc spróbuję, jeżeli zbytnio się tutaj nie rozkręcę i nie rozgadam, oba te tematy powiązać w jeden i poruszyć w dzisiejszej audycji. Jakie jest moje zdanie na temat regresji hipnotycznych?
Powiem tak: ogólnie rzecz biorąc hipnoza jest pewnego rodzaju przeciwstawieństwem świadomości. Nigdy nie poddawałem się żadnej hipnozie, więc znam ją tylko z teorii, z opisów. Być może też się te techniki pozmieniały, bo z tego, co wiem, już nie robi się takiej pełnej hipnozy, w której osoba hipnotyzowana nic nie pamięta, nie ma świadomości i nie wie, co się dzieje. Bo przeciwko takim rozwiązaniom oczywiście jestem przeciwny, bo znowu szukamy kogoś, kto za nas coś załatwi. Czyli tak jak programowało nas otoczenie w dzieciństwie, programowało naszą podświadomość, my teraz szukamy kogoś, kto tą podświadomość za nas przeprogramuje bez naszego udziału. Nie znam żadnych przypadków, na ile to jest skuteczne, natomiast wiem, że te działania w hipnozie przynajmniej w krótkotrwałym okresie czasu przynosiły efekt. Natomiast ponieważ to ma być moje zdanie, zakładam, że audycję robię dla osób dorosłych, więc decyzja jest oczywiście po waszej stronie. Ja przeciwko wszelkim działaniom, których nie jestem świadomy, jestem przeciwny. Natomiast nie jestem przeciwny regresjom. Żebyśmy mieli jasno.
Są regresje, które są prowadzone w stanie takiej trochę medytacji, kiedy jesteśmy wyciszeni, kiedy właśnie zbliżamy się do tego stanu takiej pełnej medytacji i najczęściej regresek prowadzi nas, jest takim naszym przewodnikiem w tej podróży. Natomiast jesteśmy w pełni, mamy pełen kontakt z osobą, która nas prowadzi i też mamy świadomość swojej fizyczności i tego, co się z nami w danym momencie dzieje. Więc jak najbardziej tak. Jeżeli ktoś ma takie zapotrzebowanie i też chce. I też kochani, umówmy się, że jeżeli ktoś to przeżyje, przeżył bądź wie, o co chodzi, to też jest to pewnego rodzaju dowód. Ponieważ my sami doświadczamy, dostajemy informacje, często też w formie obrazu, wiedzę, której tak naprawdę nie powinniśmy czysto teoretycznie posiadać. Więc skoro ją posiądliśmy, to znaczy, że najprawdopodobniej kiedyś mieliśmy okazję w tych zdarzeniach, które są teraz naszym doświadczeniem emocjonalnym, uczestniczyć. Przestrzegam oczywiście przed dwoma rzeczami. Przed nastawianiem się. Zresztą ogólnie rzecz biorąc wiecie, co jest najczęstszą przyczyną rozczarowań?
Najczęstszą przyczyną rozczarowań są oczekiwania. Jeżeli nic nie oczekujemy, to cieszymy się z tego, co dostaliśmy. Jeżeli czegoś konkretnego oczekujemy, to jeżeli tego nie dostaniemy, to jesteśmy rozczarowani albo dostaniemy coś innego, to nie będziemy się cieszyć z tego, co dostaliśmy, tylko będziemy rozczarowani, że nie dostaliśmy tego, czego oczekiwaliśmy.Więc przestrzegam przed budowaniem sobie w swoim własnym umyśle, w swoich własnych emocjach oczekiwań, czyli tego, co byśmy chcieli doświadczyć, tego, co byśmy chcieli zobaczyć czy to, czego byśmy chcieli się dowiedzieć. Zresztą z tego, co ja się orientuję, to mądry regreser wam o tym powinien powiedzieć, że to nie jest tak, że coś się musi wydarzyć. Aczkolwiek są regreserzy, którzy twierdzą, że na przykład możecie spotkać bądź nie spotkać. Nie każdy spotyka swojego przewodnika, ponieważ nie każdemu on zostanie objawiony, że on nie zawsze musi mieć ochotę się z tobą spotkać, więc widocznie to jest w takim cudzysłowie i w takim podtekście: „widocznie jeszcze nie zasłużyłeś na to”. Więc jeżeli spotkacie się z takim podejściem, to proponuję wam przerwać tą sesję. Jeżeli ktoś wam mówi, że jeżeli czegoś nie zobaczycie, to znaczy, że jesteście niedostatecznie oświeceni albo na nieodpowiednim poziomie rozwoju duchowego czy jakiegoś tam innego, to proponuję wam po prostu podziękować, przerwać sesję i zrezygnować. Tak samo, jeżeli będziecie słyszeli jakiś scenariusz tej przygody, to też proponuję wam w to nie brnąć. Oczywiście to jest moje subiektywne zdanie.
Zrobicie z tym, co uznacie za stosowne. Niczego nie oczekujcie. Fajnie jest wymyśleć sobie jakieś pytania, na które chcielibyście znaleźć odpowiedź. Natomiast nie oczekujcie, że je dostaniecie. Nie nastawiajcie się na to. Fajnie jest znać cel tego doświadczenia, tej regresji. Natomiast nie oczekujcie w jakiś zdecydowany sposób konkretów, które się powinny wydarzyć. I jak najbardziej. Tylko co dalej? Co z tym, co zobaczycie, o czym się dowiecie, co przeżyjecie?
Co z tym zrobić? Warto to wiedzieć, warto się nad tym zastanowić, zanim do takiego doświadczenia dojdzie. Bo później po takim doświadczeniu dostajecie jakąś informację, na którą być może po pierwsze nie byliście przygotowani, po drugie być może wcale nie chcieliście jej się dowiedzieć, a po trzecie często nie wiadomo, co z taką informacją zrobić. Bo co zrobić z informacją taką, że się oddało swoje dziecko do domu dziecka na przykład w poprzednim wcieleniu? Nie wiem, czy chcielibyście sobie o tym przypomnieć, czy chcielibyście sobie przypomnieć okoliczności tego doświadczenia i przeżywać to po raz kolejny. Oczywiście ja mówię tu o negatywnych rzeczach. Natomiast tak naprawdę gro ludzi, przynajmniej kiedyś tak było, w swoich regresjach szukało swoich wcieleń, w których byli królami, faraonami bądź jakimiś tam innymi ważnymi osobistościami. I często poszukują takich wcieleń, w których się można było gdzieś tam doładować. Fajnie. Mało osób znam, znaczy w zasadzie nie znam żadnej, która byłaby na przykład papieżem, który w VI wieku na jednym z soborów albo na przykład jakimś tam kardynałem, który wtedy ustalał celibat i wyrzucał reinkarnację jako zjawisko chrześcijańskie z podręczników do religii.
Nie znam też nikogo, kto był papieżem, który wymyślił wojny krzyżowe na przykład. Mówię o tym specjalnie, ponieważ to jest taki troszeczkę prztyczek dla tych, którzy tak bardzo krytykują tamte wydarzenia. Mówię o tych ludziach, którzy bardzo to piętnują jako zjawisko, jako wydarzenie historyczne. Natomiast jeżeli obracamy się w kręgu osób, które wierzą w reinkarnację, to tak naprawdę do momentu, dopóki nie prześledzicie swoich poprzednich wcieleń, a bardzo mocno na przykład pyszczycie przeciwko takim wydarzeniom, to nie macie pewności, czy przypadkiem nie braliście w tym udziału, czy to przypadkiem na przykład nie było waszym wymysłem albo nie głosowaliście za tym, żeby właśnie takie, a nie inne zapisy czy takie, a nie inne rzeczy w historii ludzkościZapisałem. Jak najbardziej polecam regresing, ponieważ on otwiera taką furteczkę, za którą na przykład zupełnie inaczej zaczynamy oceniać wydarzenia historyczne. Ponieważ skoro w poprzednim wcieleniu mogłem być esesmanem, który w Oświęcimiu pchał wózki z ciałami więźniów do pieca albo na przykład strzelał do tych, którzy próbują uciec, albo zasypywał doły ze zwłokami setek czy dziesięciu, czy setek ciał, to nic nie stoi na przeszkodzie, że ileś tam set lat wcześniej byliśmy rycerzem, który biednym ludziom, którzy nie chcieli przyjąć wiary w Chrystusa obcinał głowy, albo gwałcił ich żony, albo palił je na stosie. Taki regresing, który powoduje, że wewnętrznie, nie teoretycznie, tylko wewnętrznie zaczynamy wierzyć w reinkarnację, pozwala nam zupełnie inaczej spojrzeć na wszystko to, co do tej pory na przykład piętnowaliśmy jako złe. Gdzie wyrażaliśmy się, że to jest w ogóle okrucieństwo. To okrucieństwem pozostaje nadal. Natomiast ocenianie i obwinianie za to ludzi może obrócić się przeciwko nam.
Ponieważ możemy się w którymś momencie dowiedzieć, że tym człowiekiem, którego prawie w naszych myślach i emocjach ukamienowaliśmy, byliśmy my sami. Pamiętajcie o tym. Podejmując się regresingu, możecie się na przykład dowiedzieć o sobie takiej rzeczy. Najczęściej zostają nam w pewien sposób na obecne wcielenie zostawione te emocje czy te wspomnienia, na skutek których podjęliśmy decyzję o konkretnym zadaniu na to wcielenie. Sesje regresyjne pozwalają częściowo przypomnieć sobie, z jakiego powodu jesteśmy tutaj na ziemi teraz. Ale tak naprawdę pamięć tego w większości ludzi, zwłaszcza troszeczkę bardziej rozwiniętych duchowo, wewnętrznie, bardziej wrażliwych, jest. Ona się tam gdzieś kołacze i daje znać o sobie w postaci dziwnych naszych myśli, dziwnych naszych odczuć, które też nie mają uzasadnienia w tym, co myślimy aktualnie i co jest wynikiem naszego obecnego wcielenia. Podam przykłady, więc będzie łatwiej to zrozumieć. Natomiast wracając jeszcze do tego regresingu, pamiętajcie, że możecie zetknąć się z rzeczami, które niekoniecznie poprawią wasze samopoczucie. To nie jest wycieczka do kina, że wyjdziemy, zjemy popcorn, wyjdziemy, pogadamy i zapomnimy.
To jest doświadczenie, które może wam pozwolić przypomnieć wam swoje niechlubne chwile, swoje niechlubne wyczyny, które za pomocą sesji będziecie przeżywali po raz kolejny, chociaż przeżywaliście je już kiedyś wcześniej. Ma to o tyle dobre znaczenie, że przeżywamy te sytuacje z innego poziomu świadomości. Dlaczego? Dlatego, że już po tamtym doświadczeniu wyciągnęliśmy wnioski. Poruszę teraz temat, o którym już kiedyś mówiłem. Co się dzieje z nami po śmierci? Nie będę tam wchodził w szczegóły, natomiast przypomnę wam, że umierając tracimy tą ziemską zdolność tłumaczenia się ze wszystkiego. Bo ktoś tam zaczął, bo ktoś nam powiedział, musiałem to zrobić, bo ratowałem rodzinę, bo nie miałem pieniędzy, bo byłem chory, bo to, bo śmo, bo owo. To jest ziemska zdolność tłumaczenia się z najgorszego bezeceństwa. Zawsze ja jestem z tego wytłumaczony, bo ja zawsze miałem jakiś powód.
Bo ja tylko na chwilę tak krzywo zaparkowałem na miejscu dla inwalidów, bo ja się spieszyłem, bo ja miałem ważne spotkanie, bo ja tylko raz, bo ja tylko na pięć minut, bo było jeszcze przecież 3000 wolnych miejsc, bo padał deszcz.
[30:21] - Już uszami wyobraźni słyszę tłumaczenia pewnego austriackiego akwarelisty, który rozpętał II wojnę światową, tłumacząc się tym, że go dziewczyna pochodzenia żydowskiego rzuciła
[30:33] - Na przykład. To jest świetny pretekst do wywołania wojny. To jest świetny pretekst. Do każdego bezeceństwa, tak jak do wojen krzyżowych, do II wojny światowej, tak jak na przykład teraz do obrywania się jedni na drugich, zdolność tą doprowadziliśmy już jako ludzie prawie do perfekcji. Bo w mediach słyszymy, jak ludzie kłamią przed milionami ludzi, mówiąc: „Bo nasze państwo jest zagrożone. Trzeba rozpętać wojnę 3000 km dalej, bo nasze państwo jest zagrożone. Trzeba to zniszczyć w zarodku, trzeba zrobić tamto, bo ktoś coś tam”. Słuchajcie, to, że ktoś to mówi, to jest jedno. Najgorsze jest to, że on w to wierzy i najgorsze jest to, że inni ludzie też w to wierzą. Tę zdolność rzeczywiście wszyscy doskonale znamy z własnego życia.
Tylko pamiętajcie, że po śmierci tą zdolność stracimy. Stracimy tą zdolność i będziemy mieli świadomość wszystkich swoich czynów bez tego tłumaczenia. Poznamy wszystkie swoje intencje, z których często nawet tutaj na Ziemi nie zdajemy sobie sprawy, ponieważ tak się już sami nakręciliśmy, że zaczynamy wierzyć w to, że robiąc krzywdę drugiemu człowiekowi, nie mieliśmy innego wyjścia. Teraz zastanówmy się, gdybyśmy mieli możliwość, umiejętność zrozumienia wszystkich swoich intencji bez tego naszego ziemskiego tłumaczenia. Gdybyśmy sobie uświadomili. Ja wiem, że to jest czysto hipotetyczne zadanie, ponieważ większość z nas nawet w sytuacjach, kiedy ktoś mu udowadnia czarno na białym, że zrobił źle i tak znajdzie jakiś powód, dla którego tak zrobił, musiał tak zrobić. Też jestem przekonany, że nawet w tej chwili myślicie w podobny sposób. Uwierzcie mi, że nie zdajemy sobie sprawy z naszych prawdziwych intencji, pobudek naszego działania, powodów. Mimo że z ludzkiego punktu widzenia one znajdują w jakiś sposób uzasadnienie. Ale te prawdziwe intencje są bardzo głęboko często zakopane.
One tam też rosną sobie gdzieś tam tygodniami, miesiącami, latami. Na przykład nienawiść do jakiegoś człowieka, czy do jakiejś sytuacji, czy do jakichś zjawisk. To jest często niechęć, która później przeradza się w złość, a później przeradza się w nienawiść. I tak naprawdę często na przykład stając w obronie innych ludzi czy tam jakiejś sytuacji, często pałamy zwykłą nienawiścią do osób, które się zajmują na przykład wykorzystywaniem tych ludzi. Ja oczywiście podaję jeden z setek, z tysięcy przykładów. Natomiast po śmierci tą umiejętność stracimy. Staniemy jakby goli, ogołoceni ze zrozumieniem wszystkich prawdziwych pobudek, prawdziwych intencji naszych działań. I też z prawdziwą, obiektywną oceną tego, co zrobiliśmy. Rozmawialiśmy gdzieś tam o telepatii, o sposobie komunikowania się świadomości. Po naszej śmierci ta zdolność telepatii uruchamia się natychmiast.
I natychmiast też rozumiemy myśli i emocje osób, z którymi wchodziliśmy w przeróżne interakcje tutaj na Ziemi. I teraz bez żadnego ściemniania, bez żadnego owijania w bawełnę, bez żadnego tłumaczenia zdajemy sobie sprawę z tego, co tak naprawdę w życiu żeśmy zrobili. Jeżeli skrzywdziliśmy swoje dziecko, to nie będzie tłumaczenia: „Bo ono było niegrzeczne, bo ono się źle zachowywało. Karaliśmy je, ponieważ nam przeszkadzało”. Nic. W ogóle taka opinia zostają tylko zwykłe, szczere uczucia, czyli poczujemy i zrozumiemy dokładnie krzywdę, żal tego dziecka. To też, o czym tutaj rozmawialiśmy, o takim współodczuwaniu cielesnym. Tego cielesnego nie będzie, ponieważ nie będzie ciała, ale będzie pełne zrozumienie tego, co osoby w takich sytuacjach czuły, jak one to odbierały. Bez złości, bez pretensji: „Bo ty mi wyrządziłeś krzywdę, bo ty mi zrobiłeś, a ja ci zrobiłem, gdybyś ty powiedział, to ja bym wtedy...”. NiePo prostu pełna świadomość swoich intencji i tego, co czuje drugi człowiek.
Gdyby ludzie taką zdolność posiadali na Ziemi. Gdyby każdy człowiek miał świadomość tego, że podnosząc rękę na drugiego człowieka, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co on w tym momencie czuje. Czuje jego przerażenie, czuje jego strach, czuje jego złość, czuje żal. Gdybyśmy w momencie, kiedy próbujemy wyrządzić krzywdę drugiemu człowiekowi, mieli pełną świadomość tego, co on w danym momencie czuje, jak on się czuje. Co by było wtedy? Czy człowiek byłby w stanie wyrządzić krzywdę drugiemu człowiekowi? Gdyby człowiek trzymając pistolet w ręku, próbując zastrzelić drugiego człowieka, odczuwał dokładnie to samo, co on w tej chwili. Poczuł jego strach, przerażenie, obłęd i ból, który za chwilę go spotka. Czy byłby w stanie oddać strzał? Z takim zjawiskiem mamy do czynienia po śmierci.
Ale wracając jeszcze na ziemię. Gdybyśmy mieli pełną świadomość tego, jaką krzywdę wyrządziliśmy drugiemu człowiekowi. Wchodząc do sklepu i oszukując kogoś na przykład na 20 złotych, panią kasjerkę. Gdybyśmy zrozumieli sytuację, w której ona na wieczór robi manko, znaczy robi kasę i wychodzi, że ma manko. Przychodzi kierowniczka, właściciel sklepu i mówi: „Okej, te 20 złotych musisz oddać ze swoich”. I ta kobieta ze swoich pieniędzy wyjmuje 20 złotych, wkłada do kasy, a to było 20 złotych, które ona na przykład miała na zakupy, na śniadanie dla swoich dzieci. Gdybyśmy mieli świadomość tego, co ta kobieta czuje w tym momencie, jakie to konsekwencje w jej życiu przynosi, w życiu jej, jej najbliższych i tak dalej. Czy bylibyśmy w stanie ją oszukać na te 20 złotych? A jeżeli byśmy już to zrobili, niechcący, przez pomyłkę czy w przypływie pośpiechu, to w momencie gdybyśmy uświadomili sobie to, co byśmy chcieli zrobić? W jakiś sposób to naprawić.
Czyli najprawdopodobniej oddać jej te 20 złotych. Pójść następnego dnia do sklepu do tego samego i powiedzieć: „Przepraszam, bo ja tutaj te 20 złotych niechcący”. Gdybyśmy mieli świadomość, jaką krzywdę wyrządziliśmy, bo 20 złotych co to za pieniądze? I być może tak. Natomiast pamiętajcie, że takich klientów w ciągu dnia jest kilkudziesięciu, kilkuset. W ciągu miesiąca jest ich kilka tysięcy i tak dalej. I na przykład kobieta nie mając 100, 200, 300 złotych na koniec miesiąca, co robi? Nie mając pieniędzy na jedzenie zaczyna kraść z tego sklepu. Bo skoro szef ją oszukał, okradł, to ona musi okraść jego. Bo przecież ona nie wzięła tych pieniędzy, to klienci ją oszukali.
Ona nie ukradła tych pieniędzy, a brakuje jej 300 złotych na jedzenie dla rodziny. Budżet się nie zamyka. Rachunki trzeba zapłacić, kredyt trzeba zapłacić, więc na czym można przyoszczędzić? Na jedzeniu. Więc zaczyna kraść. I zaczyna się robić łańcuszek, że tak powiem, nieszczęść. Czy bylibyśmy, mając pełną świadomość tego, co czuje drugi człowiek w danym momencie, kiedy wyrządzamy mu jakąkolwiek krzywdę, nawet najmniejszą, nawet dając klapsa dziecku. Gdybyśmy mieli świadomość tego, że on na przykład nie rozumie, za co dostał tego klapsa, kiedy jest rozżalony, bo on chciał dobrze, ale nikt mu nie dał się wytłumaczyć z tego, tylko po prostu dostał karę za coś, co w jego przekonaniu nie jest tym. Nie zrobił nic złego. Nikt mu nie wytłumaczył dlaczego, z jakiego powodu, nikt go nie ostrzegał, że tak może być.
Dziecko jest zdezorientowane, spanikowane i też ma wielki żal. Czy bylibyśmy w stanie dać klapsa dziecku? A jeżeli już byśmy dali, to najprawdopodobniej za chwilę z tą świadomością chcielibyśmy to w jakiś sposób naprawić, zrekompensować. I teraz kochani ta sytuacja, ponieważ na ziemi jest praktycznie rzecz biorąc jeszcze niedostępna. Mówię jeszcze, ponieważ ta umiejętność pojawia się wraz ze wzrostem świadomości. Empatia jest pewnego rodzaju taką namiastką. Współodczuwanie to jest właśnie taka namiastka świadomości tego, co czuje drugi człowiek. Empatia dotyczy bardzo szerokiego kręgu, czyli grup ludzi i zdarzeń. Natomiast świadomośćJest w każdym, w każdej sytuacji, więc ta umiejętność będzie się w ludziach kształtować. Ona się cały czas kształtuje, jest jeszcze na różnych etapach, poziomach.
U różnych ludzi jest to różnie. Natomiast ona się właśnie zaczyna kształtować wraz ze wzrostem świadomości. Ale póki co dla większości ludzi na Ziemi jest niedostępna. Jednak jest dostępna dla każdego człowieka po śmierci. Zostawiając nasze ego, naszą podświadomość, tą umiejętność tłumaczenia się, manipulowania faktami, bronienia i twierdzenia, że zawsze miało się jakiś powód, stajemy nadzy w obliczu swoich zachowań. Uświadamiamy sobie, co czuło dziecko w momencie, kiedy podnosiliśmy na nie rękę. Co czuła kobieta, którą oszukaliśmy na 20 zł. Co czuł człowiek, wobec którego wyciągnęliśmy pistolet. Więc skoro pojawia się świadomość tego, co tak naprawdę się zrobiło i co drugi człowiek w danym momencie czuł, pojawia się chęć czego? Naprawienia tego w jakiś sposób.
I ta chęć naprawienia, poprawienia swojego zachowania staje się czym? Naszym celem na następne wcielenie. I tu was pewnie rozczaruję, bo często rozmawiając z ludźmi właśnie o tym celu, ludzie chcieliby, żeby to był cel taki... Nie wiem. Wygrać Ligę Mistrzów albo podbić kosmos, albo wymyśleć coś, co będzie służyło ludzkości przez coś tam. Nasza ziemska natura buduje taką megalomanię ziemską. I ludzie chcieliby, żeby to były właśnie takie cele heroiczne, nie wiem, zostać Supermanem. Natomiast ten cel tak naprawdę dla wszystkich ludzi jest taki sam. Dla wszystkich ludzi ten cel jest taki sam: być jak najlepszym człowiekiem we wszystkim, co robimy i nie krzywdzić innych. I w zasadzie pod tym celem można podpisać wszystko.
Z tym że on się odbywa na różnych płaszczyznach, w różnych dziedzinach życia, w różnych sytuacjach. Natomiast to jest cel każdego człowieka. Jeżeli tego celu byśmy się trzymali, to tak naprawdę nie musimy znać swojego osobistego celu. Jeżeli żyjemy, nie krzywdząc innych, to w zasadzie cel został zrealizowany. Nie musimy się zastanawiać nad jakimś indywidualnym celem, ponieważ jest jeden nadrzędny. W zależności oczywiście od naszego poziomu świadomości, te warunki, w których będziemy ten cel realizować, mogą być albo bardziej trudne, albo na przykład łagodniejsze. Skala trudności danego zadania jest różna dla różnych ludzi. Płaszczyzny są różne. Natomiast cel jest jeden: przeżyć życie w radości, szczęściu, nie krzywdząc innych. Więc nie doszukujcie się kochani jakichś tam skomplikowanych rzeczy, fajerwerków, jak ja to mówię.
Bo to jest bardzo proste. I teraz znając cel, zastanówcie się, czy chcecie przeżyć sesję regresyjną po to, żeby przypominać sobie sytuacje, w których byliście mordercami, oprawcami, łajzami, niekochającymi mężami, zdradzającymi żonami, wrednymi matkami i tak dalej. Czy jest wam to do czegoś potrzebne? Decyzję oczywiście zostawiam każdemu z was. Natomiast jak to wygląda w praktyce? Żeby nie pozostać tylko na teorii. Jak to wygląda w praktyce? Opowiem wam jedną historię, na przykład historię z mojego życia. Nie wiem, czy już wam opowiadałem, natomiast dowiedziałem się o tym po jakimś czasie, że wszystkie moje dzieci mają imiona na M. Zresztą moje siostry też.
Tak żeśmy się jakoś dogadali, że tak będzie śmiesznie. I ponieważ moja najstarsza córka jest rówieśnicą ze swoją siostrzenicą, więc uzgadnialiśmy imiona. Więc my wybraliśmy takie, oni tam wybrali sobie takie. Później rodzili się chłopcy i nasz synek był starszy, rok wcześniej się urodził. Ale ponieważ już wiedzieliśmy, że tam ten, to jakie imię wybierzemy? I była opcja pomiędzy Marcin a Michał. I moja żona powiedziała: „Nie Michał, ja nie chcę Michała”. Ja mówię: „Dobrze, ja się też nie będę upierał. Marcin mi się bardzo podoba”.Wtedy oczywiście nie zwróciłem na to uwagi. Natomiast później dowiedziałem się, że moja żona nie chciała imienia Michał, ponieważ my wśród naszych znajomych mieliśmy kolegę, który był Michał i on był po hejmelinie.
Był też po wypadku. Jego twarz była zmieniona. Ogólnie rzecz biorąc bardzo fajny chłopak, bardzo sympatyczny, natomiast mocno schorowany i też ponieważ niepełnosprawny, więc jako dzieciak miał ciężko w szkole, ponieważ odstawał od reszty rówieśników, nie grał w piłkę, był wyśmiewany i tak dalej. Zresztą możecie się domyślać jak to wyglądało. Bo nie dość, że troszeczkę był umysłowo wolniejszy, to też fizycznie był odmienny. Więc pierwsze jej skojarzenie: Michał to był ten nasz Michał, ten kolega, ten chory, niepełnosprawny. Później się okazało, że jeszcze przed ślubem ona wewnętrznie czuła, że będzie miała niepełnosprawne dziecko. Syna. Więc jak pojawił się, wiedzieliśmy, że to będzie chłopiec. Wybieraliśmy imię dla chłopca.
To była taka paniczna chęć odczarowania losu, byle nie prowokować tego losu, nie dawać mu imienia chłopca, który jest niepełnosprawny. Później te informacje zaszły dużo dalej. Ona przypominała, opowiadała mi o śnie, który często w nocy jej się śnił. Kiedy podczas kąpieli wyślizguje jej się malutkie niemowlę z rąk. I w tym momencie syn się uratował. To jest taki przykład z mojego życia. Historię mojego synka znacie. Ta wewnętrzna chęć odkupienia winy, chociaż to nie jest w kategoriach winy. To jest też szansa bycia na przykład opiekunem takiego dziecka. Chęć bycia opiekunem.
Teraz, ogólnie rzecz biorąc, sporo chorych dzieci się rodzi z różnych powodów. Natomiast zdarza się tak, że osoby, które popełnią samobójstwo, w następnym wcieleniu rodzą się jako dzieci chore. Między innymi dlatego, żeby przetrwać na ziemi ten etap, kiedy ta pamięć odbierania sobie życia jest tak silna, że często w następnym wcieleniu ludzie również odbierają sobie życie. Mam znajomą, która cztery razy kończyła swoje życie w kolejnych wcieleniach. Więc żeby troszeczkę przerwać ten temat, zaliczyć inkarnację, oswoić się być może z Ziemią, z atmosferą, a jednocześnie zatracić te silne emocje, świadomości decydują się na urodzenie jako dzieci niepełnosprawne. Więc w tamtym wcieleniu moja żona uniemożliwiła rozwój świadomości tamtemu dziecku, więc teraz w zamian zdecydowała się być opiekunką dla takiego dziecka, które po prostu chciało tylko ten etap przetrwać. W ten sposób jedna i druga osoba realizuje swoją lekcję na to wcielenie. O mojej osobie w tej konfiguracji na tyle mówiłem, więc nie będę do tego wracał, a jak będziecie ciekawi, to też wam opowiem. To jest jeden z takich przykładów, ale są też takie na przykład przykłady, kiedy celem na to wcielenie jest przejście na następny etap rozwoju. Czyli jesteśmy duszyczką dziecięcą, ale już kończymy ten etap i przychodzimy na świat w otoczeniu dusz młodych po to, żeby od dzieciństwa być przygotowywanym do przejścia na ten etap, żeby naszą podświadomość budowali ludzie z poziomu dusz młodych, żebyśmy czuli wewnętrzną potrzebę przejścia, żebyśmy mieli możliwości przejścia na następny etap.
I teraz jak to wygląda w praktyce? To są moi znajomi, ponieważ znamCałą rodzinę od bardzo dawna. Rodzeństwo. Ona duszyczka dziecięca, on dusza młoda, ojciec dusza młoda, matka dusza dziecięca. I teraz ojciec swoją ukochaną córkę, posiadając pieniądze, możliwości i tak dalej, rozpieszcza. A ona jako ta duszyczka dziecięca z przyjemnością z tego korzysta. I zamiast, tak jak na przykład jej brat, rozwijać swoje umiejętności jako dusza młoda, tkwi na poziomie duszy dziecięcej, czerpiąc tylko i wyłącznie korzyści z majątku, który wypracował ojciec. Najpierw uczy ją prowadzenia firmy, później przekazuje jej część firmy, dając jej możliwość rozwoju. Natomiast ona w związku z konsumpcyjnym podejściem, dziecięcym podejściem do życia, czyli absolutne minimum, tylko żeby mi wystarczyło na ten moment, na drobne przyjemności. Zero wysiłku, zero zaangażowania.
Dostaje możliwość od rodziny, w której się urodziła, przejścia na następny etap i korzystając z tych możliwości ma świetnych opiekunów, świetnych przewodników, świetne warunki. Natomiast jej niechęć, lenistwo, wygodnictwo, egoizm nakazuje jej dokonać właśnie takiego wyboru, żeby opierać się przed przejściem na następny etap. To jest na przykład też cel danego wcielenia. Przejście na następny etap. Opowiem wam jeszcze jedną historię, ponieważ tradycyjnie się rozgadałem. Ktoś na przykład był wredną matką, nie znam dokładnie szczegółów historii, co się wydarzyło z dziećmi, czy one zostały oddane do domu dziecka, czy były pozostawione same sobie, czy w poprzednim wcieleniu dziewczyna jest wredną matką, która nie kocha swoich dzieci, nie opiekuje się nimi, nie zajmuje, porzuca, zostawia same sobie. Celem następnego wcielenia jest nauczyć się bycia dobrą matką. Więc przychodzi na świat w rodzinie, w której matka jaka jest? Wredna. Wredna, niekochająca, faworyzująca dzieci, wykorzystująca dzieci, manipulująca dziećmi.
Oczywiście niekochająca, ponieważ my musimy dokonać świadomego wyboru. Realizując swój cel, musimy dokonać świadomego i właściwego wyboru. Dlatego dziewczynka rodzi się w rodzinie, w której matka jest wredna. Od dziecka ją ignoruje, zostawia, nie interesuje się i tak dalej. Dziecko wychowuje się w przekonaniu, że matka je nie kocha. Z jednej strony ma tworzoną podświadomość pewnych zachowań, ale z drugiej strony wewnętrzny żal dziecka i świadomość, jak to wygląda, kiedy się nie kocha własnych dzieci, kiedy pokazuje się im, że są nieważni. Czyli po pierwsze zdobywa, rozpoznaje, ma świadomość tego, jak się czuły jej dzieci w poprzednim wcieleniu. Więc teraz ma możliwość doświadczenia tego, zrozumienia tego, jak to jest. I wchodząc w dorosłość, ma dokonać właściwego wyboru. Czy będąc niekochanym dzieckiem postanowi zrobić wszystko, żeby jej dzieci w życiu nie cierpiały z tego powodu, z którego ona cierpiała?
Czy pójść ziemskim tropem podświadomości i wcielać w życie te wzorce, które pokazała jej matka, które ma zapisane w podświadomości? Ma dokonać wyboru, czy będzie się kierować sercem, miłością i świadomością, czy podświadomość, czy pójdzie drogą ziemskiego rozwoju, czyli będzie kopiować dokładnie to, co robiła jej matka. Czyli po raz kolejny w tym wcieleniu, również tak jak w tamtym, będzie wredną matką. Czy zda egzamin, zrozumie lekcję i tym razem wyciągając wnioski z poprzedniego wcielenia i z tego wcielenia patrząc, jak nie powinno być, będzie matką kochającą, troszczącą się o dzieci. Tak na przykład wygląda jej lekcja. Często te lekcje są bardzo widoczne w rodzinach alkoholików, gdzie te wzorce są bardzo mocno zapisane i znamPrzypadki, kiedy chłopak nie pije alkoholu, ponieważ jak z nim rozmawiałem, mówi: „Słuchaj, ja się napatrzyłem na to. Ja nie wiem, czy to się zapisuje w genach. Ja nie chcę ryzykować. Mam fajną pracę, kochającą rodzinę, fajną, mądrą żonę. Wszystko mam poukładane.
Nie chcę zaryzykować, że być może biorąc do ust kieliszek wódki, uruchomi się we mnie ten cały proces, którego ja tak nienawidziłem jako dziecko. Nie chcę ryzykować, dlatego nie piję. Bardzo podoba mi się to życie, które mam”. Tak się buduje świadomość. Z jednej strony przeżywając to, co sami robiliśmy źle, żeby móc dokonać wyboru, czym ja w życiu się będę kierował. To są cele życiowe. One są, tak jak wam podałem, życia. W jednym wypadku rodziny, w drugim wypadku biznesu, w trzecim wypadku córki, w czwartym wypadku chorego syna. Natomiast zawsze sprowadza się to do tego samego: przeżyć życie, nie krzywdząc innych. A czy zechcecie do tego wniosku dojść poprzez sesje regresyjne, poprzez własne ziemskie doświadczenia czy poprzez doświadczenia duchowe, czy poprzez to doświadczenie, które czeka każdego człowieka po śmierci, czyli ta konfrontacja ze świadomościami ludzi, z którymi wchodziliśmy w jakieś interakcje, obdarci z tej ziemskiej zdolności manipulacji.
Tę decyzję każdy podejmie oczywiście sam. Ja oczywiście sobie i wam z całego serca życzę jak najwięcej dni i jak najwięcej sytuacji, w której będąc radosnymi, szczęśliwymi, dobrymi ludźmi będziemy potrafili się powstrzymywać od krzywdzenia innych. Czego oczywiście sobie i wam jak zwykle z całego serca życzę. Kończąc, kochani, dzisiaj mam nadzieję, nie zanudziwszy was zbyt mocno dzisiejszą audycję, dziękując za pomoc panu Markowi, wam za obecność.
[01:04:02] - Słuchacie państwo audycję „Świat oczami duszy” na antenie Radia Paranormalium. Przechodzimy do tej części audycji, w której pan Sławek będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Zachęcamy także do dzwonienia. Linia telefoniczna jest jak najbardziej otwarta. Można do nas dzwonić na nasze numery telefonów 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy do SMS-ów 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i koncie prowadzonym przez pana Sławka Bączkowskiego „Czy można szukać przeznaczenie?”.
Jesteśmy także na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”, a jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Już tutaj panu Sławkowi przesłałem wszystkie komentarze odnoszące się do audycji. Te, które pojawiły się na czatach. Tak więc już za chwilę pana Sławka, myślę, usłyszymy.
[01:05:36] - Już jestem. Już jestem tutaj, tak jak pan Marek wspomniał na początku, ja też. Mamy nowych słuchaczy: Bożenkę, Karola, Radka. Mamy też oczywiście naszych starych, że tak powiem, w sensie stażu oczywiście słuchaczy, bo i Lubi się tutaj pojawił. Marzenka nasza, Adam. Tam jeszcze później widziałem, że i Ania się odezwała. Także kochani, witam was bardzo serdecznie po raz kolejny. Radek pisze: „Gdybyśmy byli doskonali, to by tutaj nas nie było”. W dużej mierze masz rację. Natomiast tak jak ja sobie obserwuję, to do tej takiej doskonałości w kategoriach ziemskich powolutku zmierzamy.
I powiem tak, obserwując ostatnie kilkadziesiąt lat, a nawet nie tylko, powolutku, bo to się dzieje naprawdę według mnie w bardzo przyśpieszonym tempie. I ja tak jak patrzę sobie, mam zamiar jeszcze trochę pożyć, więc mam też taką cichą nadzieję, że ten postęp będzie jeszcze większy i że doczekam jeszcze za tego wcieleniaPrzynajmniej takiej ogólnospołecznie przyjętej nowej normy postępowania. Ja jestem dobrej myśli. Zresztą też nie wiem, co tutaj Radku akurat ty uważasz za doskonałość. Natomiast ja za taką ziemską doskonałość, kochani, uważam to, o czym mówię od wielu audycji, czyli po prostu zwykłe życie. Szczęśliwe, normalne życie, radosne, wesołe, przyjemne życie bez całej plagi chorób, w poczuciu poszanowania dla wszystkich, którzy tutaj razem z nami na tej ziemi przebywają i z umiejętnością niekrzywdzenia innych. Ja to uważam za poziom naszej ziemskiej doskonałości. Naprawdę nie oczekuję tutaj Bóg wie czego. To znaczy oczekuję. Ciężko, znowu te oczekiwania, które są przyczyną naszych rozczarowań.
Natomiast uważam, że to, o czym się mówi, zwłaszcza teraz przy okazji tematu dzieci, który poruszam, telepatii, zdolności kinetycznych, lewitacyjnych, innych podróży, OOBE, bioenergoterapii, wszelkiego rodzaju elementów, które na tą chwilę uważamy za troszeczkę science fiction i za objaw cudowności i nadzwyczajnych umiejętności, że to kolejna przejściowa faza. Bo jeżeli będziemy mieli świadomość tego, co czuje w danym momencie drugi człowiek, to nam w zupełności wystarcza. Zresztą znam też zapotrzebowanie różnych ludzi na coś, na jakieś specjalne umiejętności. Gro ludzi chciałoby właśnie OOBE, podróże, eksplorację i tak dalej. Tutaj też wiem, że niektórzy marzą o tym, żeby posiąść umiejętność na przykład telepatii. Ale z drugiej strony umiejętność telepatii to jest niczym innym jak umiejętnością zrozumienia, co drugi człowiek w danym momencie czuje. I czy to nie byłoby w dość szerokim zakresie zbyt męczące dla nas, gdybyśmy słyszeli myśli innych osób, odbierali wszelkie emocje innych osób? Czy to byłoby fajne i czy to byłoby też potrzebne? Z drugiej strony, gdyby wszyscy ludzie posiadali takie umiejętności, zwróćcie uwagę, że my sami pozbawieni bylibyśmy możliwości. W zasadzie bylibyśmy czytelni dla każdego człowieka.
Pozbawieni bylibyśmy intymności. Nie wiem, czy fajne by było to, gdybyśmy patrząc na fajną dziewczynę na ulicy — oczywiście to moje męskie tutaj się obudziło — chcieli, żeby ona wiedziała, co w danej chwili sobie myślimy. Mało tego, my byśmy sobie myśleli i wszyscy ludzie, którzy koło nas by sobie stali, też by myśleli na przykład o naszych, wiedzieli o naszych fantazjach, które mamy z daną kobietą związane. Czy to by było takie fajne? Czy to aby na pewno jest nam jako ludziom do czegoś potrzebne? Czy to nie jest tylko okres przejściowy po to, żebyśmy zrozumieli, czy to jest dla nas na pewno szczęście? Zostawiam to oczywiście w kategoriach indywidualnej analizy i decyzji. Radek jeszcze pisze: „Wszystko jest po coś, na coś i dla czegoś”. Oczywiście, że tak. Wszystko jest dla nas informacją.
Więc tak, jak najbardziej się zgadzam. Bożenka pisze, że oglądała ten film. Super! Ja uważam, że każdy, kto zastanawia się nad tym, czy istoty duchowe mogą się, że tak powiem, gdzieś tam w naszym życiu codziennym objawiać, powinien ten film obejrzeć. Bo mówię, nawet grzebiąc w informacjach, bo to, że pod filmem jest napisane, że jest oparty na faktach, nie zawsze dla mnie jest przekonywujące. Ja lubię pewne rzeczy, o których wam mówię, najpierw sobie zweryfikować. Więc wlazłem też na amerykańską Wikipedię i w amerykańskiej Wikipedii jest to wydarzenie opisane. Nie w polskiej, tylko w amerykańskiej jako normalne wydarzenie, jako fakt. Więc polecam ten film. Inka nam się też pojawiła.
Bardzo serdecznie witam.Jubi pisze: „Hipnoza, programowanie jest podstawą oprócz wyobraźni do OOBE czy LD”. Ty jesteś specjalistą, ale pytasz mnie, czy mówisz o hipnozie, czy autohipnozie? Ja mówię o hipnozie. Czyli ktoś wykonuje na nas jakieś czynności i tego nie polecam. Natomiast autohipnoza, jeżeli ktoś ma taką potrzebę, to oczywiście znacie moje zdanie. Ja nie twierdzę, że coś jest albo złe, albo dobre. Jubi pisze właśnie, że jest bardziej chyba popularna. I okej. Jeżeli to komuś w czymś pomaga to jak najbardziej. Jubi pisze: „Dlatego ja nigdy nie stawiam wysoko poprzeczki, bo po co?”.
Odnośnie tego, że są te oczekiwania czasami zbyt mocno napompowane przez ludzi. Jubi dla tych, którzy wiedzą, to wiedzą. Dla tych, którzy nie wiedzą, to powiem, jest osobą tutaj w naszym gronie najbardziej w tej kwestii doświadczonej. Zresztą poproszę też pana Marka, bo ja nie znam całego grafiku Jubiego, natomiast ma swoje audycje, więc gdyby ktoś bardziej chciał się w ten temat wgryźć, to zdecydowanie lepiej się zapoznać z informacjami z pierwszej ręki niż moimi. Jubi pisze: „Dokładnie. Powiem lepiej, przewodnicy są na początku. Koniec końców i tak potem odbywamy podróże”. Tak, tak jak wspomniałem wcześniej, pan Marek podał namiary, więc kochani zapraszam do zapoznania się dla tych, którzy zaczynają bądź chcieliby zacząć swoją przygodę z regresingiem bądź z podróżami, to zapraszam do informacji tutaj od Jubiego. A ja przeczytam komentarz Inki: „Według mnie regresing jest dla ludzi o silnej psychice”. Można tak powiedzieć.
Natomiast jeżeli człowiek dokładnie czy w miarę dokładnie wie, co może go tam spotkać, to myślę, że czasami może być nawet uzdrawiający. Mam takie przypadki, że ludzie, którzy rozumiejąc przyczyny swojego pojawienia się tutaj, teraz i mniej więcej powody, jest im jakoś łatwiej. Może też znając konkretne fakty, wydarzenia łatwiej sobie jest wybaczyć. Właśnie, bardzo ważny temat, o którym zapomniałem powiedzieć w audycji. Inko dziękuję, bo akurat sobie teraz o tym przypomniałem, że tak naprawdę, jeżeli nie potrafimy sobie wybaczać, jeżeli nie przeszliśmy jeszcze tego etapu, kiedy mamy świadomość, że doświadczenia te, które mamy już za sobą, są dla nas tylko informacją, a nie powodem do tego, żeby to rozgrzebywać, rozdrapywać. Jeżeli nie potrafimy sobie wybaczać, to nie bierzmy się za regresing, bo zamiast poprawić sobie pewne rzeczy, ugrzęźniemy jeszcze bardziej, obwiniając się bądź przeżywając rzeczy, które wydarzyły się w poprzednim wcieleniu, a które już po śmierci w poprzednim wcieleniu zostały potraktowane jako wiedza, jako świadomość, jako doświadczenie, które rozwinęło naszą świadomość. Cofniemy się w rozwoju, jeżeli nie potrafimy sobie wybaczać. Dlatego bardzo ważna informacja z mojego punktu widzenia oczywiście. Jeżeli nie potrafimy sobie wybaczać, nie bierzmy się za regresję. Jubi pisze: „Regresing pozostaje już na zawsze.
Można wytłumić zobaczone wspomnienia, ale i tak będziemy do niego wracać”. Właśnie. Dokładnie Jubi napisał to, przed czym ja was chcę przestrzec. Jeżeli nie potrafimy sobie wybaczać, nie bierzmy się za regresing, bo właśnie te wspomnienia zostaną w nas na zawsze. I zamiast koncentrować się na rozwiązywaniu sytuacji i pójściu do przodu, będziemy się cofać i przeżywać po raz kolejny to samo, co już zostało zaliczone na poczet naszego doświadczenia. Radek pisze: „Po śmierci analiza życia i pogląd ze wszystkich stron”. Zaraz jeszcze cofnę, bo Jubi dopisał: „Będziemy do niego wracać. Ma silne odbicie w późniejszym życiu”. Rozumiem, że to dotyczyło jeszcze regresingu. Radek pisze: „Po śmierci analiza życia i pogląd ze wszystkich stron”.Tak, dokładnie tak.
Powiem tak: na Ziemi możemy mieć tego przedsmak. Ja to doskonale rozumiem i odczuwam. Nie powiem, że w 100%, nie powiem, że w każdych sytuacjach, bo zwłaszcza w tych bliskich relacjach, gdzie te emocje są bardzo silne, ta umiejętność czasami zostaje wyparta poprzez podświadomość. Natomiast ja po sobie wiem, jak to działa. I powiem wam szczerze, kiedyś przez wiele lat żyłem w przekonaniu, tak jak żyją małe dzieci, które widzą aury albo widzą inne byty, inne świadomości i myślą, że wszyscy tak mają. Ja też myślałem, że ta umiejętność rozumienia uczuć, emocji innych ludzi jest dostępna dla wszystkich ludzi. Że wszyscy tak mają. Natomiast ja tak mam, więc wiem, że to nawet na Ziemi w jakiejś tam części jest możliwe. Często między innymi te przerwy między wcieleniami trwają długo, ponieważ czasami potrzebujemy bezpośredniego kontaktu z osobą, którą na przykład my już umrzemy, a ta osoba zostanie na Ziemi. Potrzebujemy poczekać, żeby ten kontakt z dwóch stron był pozbawiony ziemskiej manipulacji.
Z jednej i z drugiej strony, żeby nauka była wzajemna. Aczkolwiek nie zawsze, ale czasami ta przerwa musi być dłuższa, żeby poczekać na ważną dla nas w danym życiu osobę. Adam pisze bardzo wartościowy temat: „A właśnie czemu nie mamy takiej zdolności za życia?” Nie kończę myśli. Drogi Adamie, właściwie widzisz, wiem, o co chodzi, ale odpowiadam na pytania zanim one się pojawią. Przynajmniej na niektóre. Mamy taką umiejętność. Ona jest w zależności od poziomu rozwoju świadomości. Im większa świadomość, tym mniejszy problem z zastosowaniem tej samej umiejętności, którą mamy po śmierci tutaj na Ziemi. Jedynym problemem jest to, że tej umiejętności nie posiadamy. Gdyby obydwie strony posiadały tę umiejętność rozumienia, to telepatia nie byłaby nam do niczego potrzebna, ponieważ nasza własna świadomość i świadomość drugiej osoby byłaby wystarczającym hamulcem, żebyśmy do pewnych sytuacji nie doprowadzali.
Dochodzi do pewnych sytuacji, ponieważ jeszcze w dalszym ciągu jest dysproporcja, rozbieżność pomiędzy poziomami świadomości i człowiek świadomy mówi: „Nie, ja tego nie zrobię, ponieważ wiem, że to jest złe, że to będzie krzywdzące dla kogoś”. Natomiast druga osoba o troszeczkę słabiej rozwiniętej świadomości powie: „Ty frajer jesteś, ty głupek jesteś, bo taka okazja”. I to powoduje mękę w naszej głowie, czym my mamy się tak naprawdę w życiu kierować. Gdyby ludzie byli na podobnym poziomie świadomości, to nie musielibyśmy wprowadzać przepisów, że nie wolno posiadać broni palnej. Ponieważ nikt by nie musiał nas namawiać, żebyśmy tę broń posiadali i nikt by nie musiał nam zabraniać jej używać, ponieważ byśmy jej nie posiadali i nie używali. Ponieważ po pierwsze nie mielibyśmy się przed kim bronić, a po drugie i tak byśmy tej broni nie użyli. Tę umiejętność już część ludzi posiada. Oczywiście nie w takim błyskawicznym dostępie, jak się to odbywa po śmierci, bo to nie trwa tak krótko. Jednak mimo wszystko jeszcze czasami jesteśmy zmuszeni toczyć wewnętrzną walkę z naszą podświadomością, która nas będzie bombardować: „Zrób tak. Nie, to nieprawda.
Miałeś rację. Masz 100 000 powodów, żeby tak zrobić”. Ale jest to mechanizm, który już się na szczęście na Ziemi pojawia. Inka pisze: „Czy można przeżyć życie, nie krzywdząc nikogo?” Wątpię. Powiem tak: ja też uważam, żeTo jest bardzo ciężkie, żeby zrobić to w stu procentach, przynajmniej jeszcze na tą chwilę. Między innymi z tego powodu, że są różne poziomy świadomości ludzi. To, o czym wspominam. Bo gdybyśmy bazowali na szczerych i prawdziwych intencjach i nasz rozmówca na przykład reprezentował ten sam poziom, to nie musielibyśmy mówić: „Słuchaj, nie mów tego, co zamierzam za chwilę powiedzieć, bo będę musiał dać ci w mordę” albo „Nie wiem. Będziemy się musieli rozstać, pożegnać albo będziemy musieli zerwać tą znajomość”. Podnoszenie świadomości ludzi jest bardzo istotne, bo to zmieni naprawdę w moim przekonaniu funkcjonowanie ludzi w zasadzie na wszystkich płaszczyznach.
Massej pisze, też nowa postać. Cześć, witaj Massej. Witam cię bardzo serdecznie. Radek pisze: „Bo my jesteśmy bogami, którzy uczą się być Bogiem”. Ja powiem tak: ja tych górnolotnych określeń nie używam, staram się nie używać i za nimi nie przepadam, bo wydaje mi się, że ja osobiście nie mam ochoty być Bogiem. Jakoś nie kręci mnie to w żaden sposób i też nie mam takiej potrzeby tworzenia świata, wszechświata albo poznania myśli i intencji wszystkich ludzi. Czy ja aby na pewno chcę być Bogiem? Nie. Myślę, że to też częściowo troszeczkę nasze ego potrzebuje tego, żeby tak się określać. Każdy wewnętrznie sobie to poczuje.
Yubi pisze: „Sławku, a jak myślisz, czy regresing nie jest czasem zwykłym podpięciem, że wszyscy mamy niemal te same wizje i mówimy o takich samych zdarzeniach?” Ja powiem tak: jeżeli niektóre szkoły regresingu sugerują tą podróż, spotkanie z przewodnikiem, chodzenie po jakichś tam klasach i tak dalej, odwiedzanie grup, w których się różne poziomy świadomości spotykają, nauczycieli i tak dalej, to przed tym przestrzegam. Powiem tak: ponieważ często to osoba, która nas prowadzi, na siłę będzie próbowała pokazać nam coś, co w jej przekonaniu powinniśmy zobaczyć. Myślę, że tu jest duża rola osoby prowadzącej. Nie traktowałbym tego jako podpięcie. Bardziej chodzi mi, że nasz ziemski przewodnik będzie prowadził to według jakichś tam reguł, tak jak w szkole, według jakiegoś planu. I to, że tak powiem, dla mnie nie ma nic wspólnego. Dlatego ja polecam tylko i wyłącznie regresing taki, który dotyczy nas. Regresing wcieleniowy, czyli to, co dotyczy bezpośrednio nas. Wiedza, która dotyczy bezpośrednio nas. Dlaczego, po co, na co?
Przypomnienie sobie rzeczy, zrozumienie, dlaczego na przykład nie wiem, mam nieodpartą chęć albo czuję sentyment do Francji. I przypomnienie sobie, że na przykład mieszkałem we Francji, byłem tam jakimś arystokratą i tam gdzieś są moje majątki z dawien dawna i fajnie się czuję na przykład. Bo jedno ze szczęśliwszych wcieleń, jakie miałem, to miałem związane właśnie z moim życiem we Francji. To jako wytłumaczenie pewnych rzeczy. Zrozumienie, przekonanie się, że faktycznie ta pamięć naszych poprzednich wcieleń jest gdzieś zapisywana jako taki dowód dla nas samych. Natomiast ogólnie rzecz biorąc, grzebanie we wszechświecie i chęć odkrycia i odnalezienie Boga moim zdaniem jest troszeczkę takim działaniem-
[01:31:18] - Zobaczymy, jak będzie z połączeniem. Dzwoni do nas Yubi.
[01:31:22] - Witaj Sławku, w takim razie witaj Marku.
[01:31:24] - Witam ciebie serdecznie.
[01:31:27] - Zastanawiałem się, czy zadzwonić, ale w końcu poruszyłeś tą ostatnią wypowiedź odnośnie tego regresingu, więc stwierdziłem, że zadzwonię.
[01:31:36] - Bardzo się cieszę.
[01:31:38] - W tym pytaniu mi głównie chodziło o to, nawet sam podałeś przed chwilką przykład jakichś wspomnień, gdzie gdzieś tam się było królem we Francji czy gdzieś. Słuchaj, chodzi mi o to generalnie, że na przykład studiując i przestudiując... Ojejku, nie wiem w ogóle, czy ja mam kontroli nad tym, czy mnie słyszycie.
[01:32:01] - Ja słyszę.
[01:32:02] - Dobra, słuchaj. W każdym razie studiując i przeglądając różne zapisy, też doświadczając swoich stanów regresyjnych, również miałem takie wizje, w których byłem na przykład kobietą we Francji, gdzie moim mężem był jakiś wojownik, który wojował gdzieś tam. Oczywiście mieszkałem wtedy w zamku. Wtedy jako kobieta mieszkałem w zamku i to się bardzo często pokrywało też z różnymi opisami ludzi, których w różnych miejscach znalazłem i opisywały podobne sytuacje. Dlatego tak napisałem na czacie: czy czasami to nie są jakieś takie podpięcia do czegoś, nie wiadomo właściwie do czego, do jakichś większych może baz, gdzie po prostu sczytujemy te informacje. Ja przygodę z regresingiem rozpocząłem jakieś osiem lat temu. Później oczywiście to zaprzestałem i to chyba nie raz kiedyś powiedziałem w audycji, że po iluś tam próbach dojścia do swoich wcześniejszych wcieleń po prostu stwierdziłem, że tego więcej nie potrzebuję. Natomiast były to różne wizje, były to takie lżejsze i były takie trudniejsze, i były wizje takie, gdzie się spotykało wszystkie aspekty, zarówno te dobre i te złe. Kluczem tak naprawdę do otworzenia wrót, zdobywania większej jeszcze wiedzy dla mnie, bo też miałem w pewnym momencie taki zastój, jak każdy podróżnik astralny takie rzeczy ma. Mówię oczywiście tu na przykładzie wyjść poza ciało, czyli świadomego śnienia.
Kluczem było wybaczenie, dokładnie to, co powiedziałeś wcześniej, czyli kluczem jest tutaj serce i wybaczenie, aby troszkę dalej się pchnąć. Z mojego doświadczenia już, po co mi te w ogóle regresing były potrzebne? Jak każdy: ciekawość. Każdy jest ciekaw tego, kim był wcześniej. A może na przykład jest to jego pierwsze wcielenie? A może nie? W moim przypadku była to zwykła, najzwyklejsza ciekawość, ale też chyba w pewnej części jakaś predyspozycja po prostu. Chociaż z perspektywy czasu raczej uważam, że każdy takie coś ma, że może takich stanów doświadczyć i sprawdzić. Wydaje mi się, że lepszym stanem jest tutaj autohipnoza. To, co na przykład Adam Bytof nagłaśnia bardzo mocno.
Chyba wydaje mi się też, że jest bardziej bezpieczniejsza z tego względu, że jest to mimo wszystko jakby nie patrzeć brama. Troszkę może z innej strony, zaglądnijmy troszkę za tę kurtynę niż poprzez prowadzenie przez jakąś na przykład osobę hipnotyzera czy jakiegoś tam terapeuty. Przepraszam za słowa, jeżeli tam czasami się pomylę, bo nie zwracam na to uwagi. Natomiast w moim przypadku była to autohipnoza, która bardzo dużo mi pomogła w programowaniu snów na przykład, gdzie potrafiłem w ciągu tych ośmiu godzin snu, właściwie mniej jak ośmiu, ale potrafiłem przeżywać tysiące różnych historii. I to też było oczywiście powiązane, połączone ze świadomymi snami. Natomiast generalnie nie ma tak naprawdę wielkiej różnicy pomiędzy świadomym śnieniem, czyli generalnie śnieniem, a po prostu regresją. Można dojść do takich samych wniosków, do tych samych niemalże wizji, w jakiś sposób są nam one przedstawiane. Także to jest tylko kwestia chyba, wydaje mi się, metody, techniki. Oczywiście nie chcę tu porównać absolutnie profesjonalistów, którzy się tym zajmują, ale przynajmniej tak z latami ja zaobserwowałem to u siebie.
[01:35:57] - Słuchaj, a powiedz mi, bo ty poruszyłeś temat tej autohipnozy. Możesz coś więcej na ten temat powiedzieć? Jak to wygląda technicznie?
[01:36:07] - Wiesz co, ja ci powiem tak, jak ja to robiłem. Autohipnoza polega na tym, że programujesz sobie pewne wątki, które chcesz przeżyć w trakcie swojego snu. Z tym że ja robiłem to jak najmniejszym oporem. To znaczy brałem sobie na przykład karteczkę, zapisałem sobie na przykład cztery, pięć snów, które chciałbym przeżyć w danym dniu. Zapisywałem sobie: okej, dzisiaj przeżyję przygodę na przykład będąc mrówką albo na przykład będę widział oczami psa. Rozumiesz? Jedno zdanie pisałem na karteczce, kładłem sobie to na przykład pod poduszkę, zamykałem oczy, wprowadzałem się w transie, czyli się autohipnotyzowałem. Wymyślałem sobie tylko króciutką scenerię, gdzie się chcę znaleźć, w jakiej sytuacji, w jakiej scenerii i cały bieg zdarzeń, plan pozostawiałem rozwojowi sytuacji. Chodziło o to, żeby nie sugerować sobie i tak dalej. I z tego powstawały czasami, jakbyś się cofnął w inne wcześniejsze audycje, czy jakbyś gdzieś znalazł archiwalne audycje jeszcze z 2013, 2014 roku, to były naprawdę barwne historie, niesamowite przeżycia.
Tak jak tutaj ktoś na czacie wspomniał, czy ty wspomniałeś już wcześniej w audycji, że na przykład jedna z tutaj ze słuchaczek mówiła o tym na przykład, jak przeżywała historię będąc delfinem. Ja również takie historie przeżywałem i było to coś niesamowitego, kiedy na przykładWłaśnie też na przykład w jednej z scenari, gdzie kiedyś napisałem karteczkę, schowałem pod stęp: „Chcę być dzisiaj delfinem”. Tyle, kropka i tyle. Zamykałem się, wprowadzałem się w stan hipnologiczny i tak dalej. Pojawiałem się w wodzie, oczywiście też w rzeczywistości. To znaczy, że już pod wodą mogę pływać, czyli już jestem świadomym śnie i zostawiałem wszystko rozwojowi sytuacji. Nagle wokół mnie się pojawiał jeden mały delfin, drugi mały delfin. Później się pojawiała cała rodzina delfińska, później w tym świecie pływałem, rozmowy telepatyczne z tymi istotami w tych wizjach. I na przykład sobie płynęliśmy przez jakiś tam ocean. Ja mogłem być na przykład jednocześnie delfinem, ale też i obserwatorem na wyższej jakieś wysokości i obserwować sobie tą całą rodzinę delfińską, sobie pływamy.
Takie momenty miałem na przykład, że podlatywałem z wysokości, będąc w dwóch miejscach jednocześnie, czyli w delfinie i nad tym delfinem. Byłem w stanie się skoncentrować na oczach tego delfina. Także w momencie, kiedy się spotkaliśmy tymi oczami w powietrzu, to było coś niesamowitego, bo taki był błysk w oczach, czyli błysk tej świadomości, że wie, co się dzieje. To jest najtrudniejszy stan do utrzymania bycia świadomym śnie, z tego względu, że jest najważniejszym elementem utrzymania tej całej świadomości. Nic nie zapamiętamy, jeżeli nie będziemy mieli świadomości tego miejsca i tej sytuacji, która wokół nas się dzieje. Tak to wygląda u mnie auto programowanie. Oczywiście wcześniej jeszcze stosowałem inne, na przykład Adam Baker. Już teraz tego nie pamiętam, bo to już dawno temu robiłem. Wtedy troszkę może na inny, wyższy poziom śnienia, więc takie rzeczy były mi potrzebne tylko do pewnego momentu, żeby zrozumieć też funkcjonowanie, jak to wszystko działa i tak dalej. Natomiast teraz, już po latach, w inny sposób zupełnie podróżuję.
Przede wszystkim najważniejsza rzecz i to samo mówi, nawet ostatnio wróciłem do książek Roberta Monroe, tylko sobie przypomnę, bo nawet na wierzchu mam tę książkę, ją wczoraj skończyłem. Już mówię, zapomniałem droga. Przepraszam was, że tak zamieszałem.
[01:40:11] - To chyba Eben Alexander z tego, co widziałem u ciebie na YouTube czy na Facebooku.
[01:40:18] - Tamtą to już drugi raz czytam. Roberta Noble wczoraj czytałem, skończyłem właśnie i dokładnie ta ostatnia pozycja książkowa jego, do tych samych wniosków dochodzę. On ma troszkę inaczej, bo Robert Noble ma na przykład to, że w momencie, kiedy wraca do ciała, to u niego się pojawia cała przestrzeń ciemności. Ta ciemność tak zwana trójwymiarowa, cztero-, pięcio-, dziesięciowymiarowa i tak dalej. U mnie to jest zawsze na początku wręcz, a u niego odwrotnie, ale to jest kwestia małych różnic. Natomiast Robert Noble dokładnie do takich samych wniosków dochodzi, jeżeli chodzi tutaj o świadomość. Troszkę zboczyliśmy z tematu, ale wydaje mi się, że tak czy inaczej są to podobne stany. Kwestia tylko, że w hipnozie jesteśmy prowadzeni przez kogoś, w autohipnozie potrafimy się sami prowadzić, ewentualnie mamy jakichś tam pomocników, a świadomy sen właściwie to samo praktycznie. Nie wiem, ja takie mam wnioski po latach, ale to tylko moje wnioski.
[01:41:21] - Dobrze. Mogę ci zadać jeszcze jedno pytanie?
[01:41:25] - Jasne, tylko dzwonię.
[01:41:27] - Słuchaj, a powiedz mi tak, bo ty opowiadasz tutaj historie związane z wcielaniem się w autohipnozie w postacie zwierząt. A czy w postacie ludzi też?
[01:41:39] - Tak. Robiliśmy takie eksperymenty. To jeszcze były eksperymenty robione parę lat temu. Nie wiem, czy tutaj akurat Sławku ty znasz, ale Marek na pewno. Kloc, kiedy jeździłeś ze mną na te spotkania w Diderbergu, robiliśmy takie spotkania, gdzie próbowaliśmy w sposób astralny się dobrać do tej grupy. A może nie dobrać, tylko zaobserwować, co się tam dzieje w sposób niewidoczny. Jak się okazywało, były takie momenty, że przynajmniej ja miałem taki jeden moment i później to się potwierdziło w opowiadaniach, bo opowiadałem, że tam troszkę namieszałem. Namieszałem, bo to było tak na żywo robione kiedyś tam w audycji, kiedy dzwoniłem do Michała i opowiadałem tę sytuację, ale rzeczywiście kiedy z Michałem później to analizowałem i weryfikowaliśmy, potwierdzały się miejsca. W sensie, że opisywałem po prostu mniej więcej jak otoczenie wyglądało, jak ścieżka prowadziła, gdzie ten obóz się znajdował. Zresztą później zdjęcia też oczywiście Michał wrzucał z tych obozów i tak dalej, więc to się wszystko potwierdzało.
Problem w tym, jest różnica pomiędzy świadomościami zwierzęcymi a świadomościami ludzkimi. Po prostu łatwiej jest wejść w oczy zwierzęcia, w sferę widzenia zwierzęcia niż człowieka, ponieważ zawsze prędzej czy później, kiedy wchodzimy w sferę człowieka, jest to w jakiś sposób ingerencja w jego energetykę. To znaczy, że serce jest takim katalizatorem. To samo zresztą też mówi właśnie Robert. Pisze w swojej ostatniej książce nawet o tym, że jesteśmy w stanie nawet do sześciu metrów wyczuć, jeżeli chodzi o energetykę. Serce nasze tak naprawdę jest generatorem energii łączonym z pewnymi częściami też mózgu. Tutaj akurat odsyłam do tej książki właśnie, nawet na Facebooku dzisiaj wrzuciłem. Marku, tam wymieniłeś przed chwilką to nazwisko.
[01:43:49] - Eben Alexander, „Serce świadomości”
[01:43:52] - „Serce świadomości”. On właśnie też wspomina o tym połączeniu serca z częścią mózgową. On precyzyjnie to wymienia. Ja jak zwykle nie mam głowy do nazwisk. W każdym razie to jest ten moment. To jest ten sam moment, który jest połączeniem pola naszego, które możemy nawet rozszerzyć do 12 metrów. Są specjaliści, szczególnie mnisi buddyjscy, którzy potrafią rozszerzać pole nawet do 12 metrów. Mi się udaje do ośmiu metrów rozszerzyć to pole, bo żeśmy sprawdzali kiedyś. Natomiast ciekawe tutaj jest to, że nasze pole energetyczne wyczuwa inną obecność, więc nie wiem, dlaczego tak jest u ludzi, a dlaczego u zwierząt jest troszkę inaczej. Natomiast jesteśmy w stanie wejść świadomością w inną świadomość.
Oczywiście to też do pewnego momentu. Przypuszczam, że coś tam musi zadziałać takiego, żebyśmy mogli wejść w tą świadomość. Mnie na przykład udało się wejść w ciało dziewczynki Murzynki, kiedy to była grupa Big Bird Bird, kiedy pan Michał opowiadał kiedyś o tym, jak w dziwnym miejscu znajdowało się to obozowisko i pełno takich dziwnych murzyńskich dzieci było. Nie tylko murzyńskich, ale przede wszystkim murzyńskich. Wszedłem w taką scenerię na takim polu, gdzie ten obóz był, jak później porównywaliśmy i weryfikowaliśmy sobie. Natomiast trwało to bardzo krótko, bo bardzo szybko zostałem wyrzucony z tego ciała na tej zasadzie. Coś takiego to wyglądało. Także odpowiadając ci, Sławku, na pytanie, uważam, że jest takie coś możliwe. Nie wiem, w jaki sposób można zrobić, że na dłużej czy coś tego typu rzeczy. Natomiast ja byłem bardzo krótko.
Bo to się wyczuć da, ta osoba musiała to wyczuć. Teraz dokładnie nie pamiętam tego fragmentu, bo to było chyba w 2016 roku czy coś takiego. Ale da się.
[01:45:57] - Dobrze. To ja bardzo ci dziękuję za tą odpowiedź. A powiedz mi jeszcze w takim razie, czy tym doświadczeniom z innymi ludźmi towarzyszyły również doświadczenia emocjonalne?
[01:46:14] - Oczywiście.
[01:46:15] - Nie twoje doświadczenia emocjonalne, tylko czy ty czułeś emocje tych osób?
[01:46:26] - Czułem emocje tych osób, natomiast to nie były takie emocje, w jaki sposób na przykład ja oddziałuję na pewne rzeczy, bo inaczej się to jednak przeżywa coś, co jest bardziej związane z osobistym życiem niż z czymś. Natomiast czułem tę emocję, była to emocja krótka i przede wszystkim chłodna emocja. Czuło się ten chłód, taki dziwny, nieprzyjemny chłód. Na tą obecną chwilę z tego to pamiętam, mogę ci powiedzieć. Natomiast czułem, ale tylko króciuteńko emocje tej małej dziewczynki, bo to była Murzynka akurat i to bardzo krótko. Mówię, tam byłem może z minutę, może nawet krócej, bo tego się nie da określić, jak długo byłem. Ale rzeczywiście udało mi się wejść, zobaczyć, zaobserwować pewną scenerię i po prostu wyrzucone zostałem.
[01:47:20] - Okej. Powiem tak. Jak to powiedzieć? Dobra, powiem wprost. Czemu takie doświadczenia mają służyć? Powiedziałeś o jednym zdaniu, o ingerencji. I to jest rzecz, która dobrze, że padła z twoich ust. Natomiast z drugiej strony, gdyby to nie padło z twoich ust, ja bym powiedział. Czy nie uważasz, że to jest zbyt daleko posunięta ingerencja w świadomość drugiego człowieka? W twoim przekonaniu.
Bo ja nie mówię tutaj, żebyśmy też dobrze się zrozumieli, o czerpaniu informacji z obrazów, które już zostały, że tak powiem, wysłane do źródła, czyli osób, które już nie żyją. Są to jakieś wspomnienia, obrazy czy sytuacje, które już się wydarzyły i nie dotyczą osób żywych. Natomiast jeżeli zaczynamy ingerować w świadomość, wykorzystywać czyjąś świadomość czy czyjeś ciało fizyczne do swoich własnych doświadczeń, czy to nie jest, delikatnie rzecz biorąc, nadużycie?
[01:48:51] - Wiesz co, wydaje mi się kwestia interpretacji, bo tak naprawdę ja z złym zamiarem tego absolutnie nie zrobiłem, ale też z drugiej strony były to dosłownie takie wejścia, jakby przyjąć sferę komfortu, nazwijmy to, czy pole widzenia, to mi się to zdarzyło dosłownie dwa razy w życiu tak naprawdę. I było to sprecyzowane, ukierunkowane na konkretną sytuację i tak dalej. Przygotowywałem się też do tego. To nie było tak, że zamknąłem oczy, wprowadziłem się w trans i bawię się niczym. Tylko to było przygotowywanie się w jakiś pewien sposób, żeby znaleźć jakąś świadomość w tamtej danej sytuacji, żeby zobaczyć, co tak naprawdę się w tej sferze tam dzieje, w tej grupie Big Bird Bird akurat.
[01:49:40] - Tylko po co? Bo tu ludzie szukają dowodu dla samego siebie. Bo to ty chciałeś się przekonać. Przepraszam, że ja tak mówię, ale weszliśmy tutaj w zakres, moim skromnym zdaniem, nadużywania wolnej woli i wchodzenia w zakres wolnej woli drugiego człowieka, drugiej świadomości.Dlatego ja tutaj niestety, jak zazwyczaj się z tobą zgadzam, tym razem powiem zdecydowanie nie. Bo wy sobie tam zaplanowaliście jakieś doświadczenie, że chcieliście się sami przekonać, czy to działa i wykorzystaliście do tych celów grono murzyńskich dzieci. Przepraszam, nazywam rzeczy po imieniu, bo to był dowód, który był potrzebny wam.
[01:50:30] - Dobra, okej, to ja teraz sprecyzuję. Chodziło głównie nie o to, żeby wejść i sprawdzić, czy da się to, czy nie da się, bo to nie o to chodziło. Natomiast bardziej nam chodziło o sprawdzenie, czy rzeczywiście, ponieważ jest problem ze znalezieniem informacji, żeby w ogóle cokolwiek w taki normalny, jawny sposób stamtąd wypłynęło. Chcieliśmy chociaż sprawdzić, czy rzeczywiście w tej grupie są przyprowadzane dzieci, które idą na takie rytualne rzesie dla tych wszystkich psychopatów. I to tylko głównie był nasz jeden cel. Dlatego powiedziałem, że zrobiliśmy to tylko dwa razy i to był 2015 i chyba 2016 rok. Przynajmniej ja tak robiłem ze znajomymi, z grupą. Natomiast mi się to tylko udało zrobić, ale to był jeden główny powód. Nie chodziło nam o to, żeby sprawdzić, czy to się da, czy się nie da i tak dalej. Chcieliśmy zobaczyć, czy rzeczywiście w sposób troszkę mniej widoczny, w sposób astralny jesteśmy w stanie chociaż troszkę zobaczyć, co tam się dzieje.
To był jeden główny powód. Natomiast z perspektywy czasu ja też uważam, że nie powinno się wchodzić, ingerować w inną sferę. Tylko że z drugiej strony, kiedy przygotowywałem się do tych eksperymentów, ja nie powiedziałem, że chcę wejść na siłę w kogoś sferę komfortu. Zresztą nigdy nie robię nic na siłę, tylko chodziło o to, że jeżeli jakaś świadomość chciałaby nam pokazać, mi pokazać bardziej, bo tu mówię o sobie w tym przypadku, że rzeczywiście tam się coś takiego złego dzieje, ale jest ciężko to zobaczyć, więc spróbujmy to zrobić. Nie chodziło na zasadzie udowodnienia. Po prostu chciałem to zobaczyć i to wszystko. Eksperyment, nic więcej. Zrobiłem raz-
[01:52:22] - To jest duchowy eksperyment na drugiej osobie.
[01:52:26] - Tak, ale wydaje mi się, że zawsze jest tak, że na wszystko musi być pozwolenie. Więc skoro ta świadomość na przykład wyczuła to, że rzeczywiście poprzez nią możemy coś wynieść z tamtego, może ludziom coś opowiedzieć więcej, że rzeczywiście coś się dzieje, to, co inni ludzie robią na przykład na YouTube, tylko w bardziej jawny sposób, więc prawdopodobnie wyraziła też na to wolę. Bo gdyby nie wyraziła na to wolę, to by nie wpuściła. To jest tak, jakbyś wszedł po prostu w swoją świadomość. Jakby były dwie świadomości w jednym ciele, tak to wyglądało. Tylko że to było właśnie takie przypadkowe i tak dalej. Dlatego nie czuło się tego komfortu w tym ciele i tak jak wcześniej powiedziałem, był ten taki chłód odczuwalny, że jesteś w czymś, ale coś tutaj nie pasuje.
[01:53:12] - Więc właśnie tutaj ta twoja odpowiedź, że najprawdopodobniej była zgoda, chyba właśnie sobie w ten sposób zaprzeczyłeś, że tej zgody raczej moim zdaniem nie było.
[01:53:24] - Być może było tylko na chwilę.
[01:53:26] - Albo po prostu może chwila refleksji i dziewczynka się zorientowała, że coś jest nie tak.
[01:53:31] - O to właśnie chodzi, bo tak to wyglądało, jakby się zorientowała. Zorientowała i zostałem wyrzucony z tego ciała.
[01:53:39] - Ja tam zakładam, że tej zgody nie było. Poruszyliśmy też bardzo ważny temat przy okazji, bo ja jeszcze tam podsumuję, bo zadałem ci jeszcze jedno pytanie, ale zostawię to na koniec, moją opinię na ten temat. Poruszyliśmy bardzo ważny temat też dla regreserów, też dla podróżników, też dla ludzi, którzy szukają tego typu doświadczeń. Ja to powiem ze swojego punktu widzenia. Oczywiście, Jubi, nie musisz się ze mną zgadzać. Natomiast dostęp do informacji, które są już zapisane, nazwijmy to w źródle, jest rzeczą oczywiście jak najbardziej dozwoloną. Szukajmy, bo przecież te informacje są do czegoś potrzebne, też do poszerzania naszej świadomości. Natomiast ingerowanie w świadomość drugiego człowieka. Niby z punktu widzenia duchowego nie ma to różnicy, czy osoba, że tak powiem, żyje, czy już nie żyje, bo to jest w dalszym ciągu świadomość. Natomiast tu już zaczynamy wchodzić delikatnie w zakres wolności drugiego człowieka i to też trzeba mieć na uwadze i też trzeba umieć swoimi działaniami odpowiednio kierować.
Trzeba pamiętać, że drugi człowiek może, czy druga świadomość może nie mieć na to ochoty. Tak jak my niekoniecznie, nazywając rzecz po imieniu, czy ja jako nastoletni chłopak, oglądając „Playboya” z kolegami w krzakach na boisku, chciałbym, żeby ktoś akurat w tym momencie używał mnie do tego, żeby widzieć, co ja robię. To oczywiście taki brutalny przykład. Natomiast chciałbym mieć możliwość zachowania odrobiny intymności.
[01:55:47] - Ale absolutnie, ja się z tym zgadzam. Nic nie mogę dodać. W moim przypadku były to po prostu doświadczenia, które po prostu miałem i skończyło się to na dwóch razach. Więcej tego nie robiłem. Nie wchodzę nigdy w jakąś ingerencję innej istoty, bo nie mam do tego prawa po prostu.Ale jedni to wiedzą od razu, a inni się muszą jeszcze troszkę przekonać czasami, a inni po prostu mają takie doświadczenia i koniec. Ja miałem akurat nie takie doświadczenia. Fakt, że były to przygotowywania się do tego, ale już powiedziałem, na czym te przygotowania polegały. Niekoniecznie polegało na tym, żeby wejść i sprawdzić: „O Jezu, rzeczywiście się da”, tylko była to raczej inna intencja. Zobaczyłem, sprawdziłem. Nie tylko ja zresztą.
I tyle. I skończyło się. Teraz zupełnie innymi rzeczami się zajmuję. Staram się nie ingerować w czyjąś świadomość, nie narzucać nikomu absolutnie żadnej woli, bo każdy ma prawo myśleć dokładnie tak, jak on chce. To jest jego świat, jego, że tak powiem, projekcja świata i tyle. Każdy ma swój własny, prywatny świat.
[01:56:54] - Ale widzisz, przy okazji poruszyliśmy bardzo ważny temat i bardzo ci dziękuję, że mogliśmy go przegadać. Jeszcze wrócę tutaj i powiem to, o czym mówiłem. Zadaję ci takie pytanie odnośnie emocjonalności. Czy czujesz emocje? Bo kochani, moim zdaniem główny cel tego typu doświadczeń powinien właśnie służyć temu, co Adam powiedział: dlaczego my nie mamy możliwości rozumienia uczuć drugiego człowieka? To, o czym ja mówiłem. To, co dzieje się z nami dopiero po naszej śmierci, że dopiero po naszej śmierci dokładnie rozumiemy, bez żadnej ściemy, bez żadnej obłudy, bez żadnej manipulacji emocje. I moim zdaniem głównym celem powinno być właśnie dążenie, że jeżeli poznajemy pewne doświadczenie ze świata duchowego, to powinniśmy się skupić na tym, żeby zrozumieć na przykład jakie emocje odczuwa w takich sytuacjach drugi człowiek, bo wtedy ten proces budowania świadomości zdecydowanie przyspieszamy. Jeżeli chcemy poznać nasze emocje z poprzedniego wcielenia, robimy sobie sesję regresingu, żeby przypomnieć sobie nasze emocje, które towarzyszyły nam podczas wykonywania jakichś rzeczy, robienia jakichś rzeczy, czy dobrych, czy złych. I moim zdaniem teraz mi to przyszło do głowy, żeby wykorzystać, Yubi, też twoje umiejętności, twoje możliwości do tego, żeby one stały się udziałem ludzi już tutaj na Ziemi, żebyśmy nie musieli czekać do swojej śmierci, żeby to zrozumieć, tylko żebyśmy za pomocą tych technik, które ty obcykałeś, masz już bardzo dobrze na bardzo wysokim poziomie rozwinięte, wykorzystywać do poznania emocji drugiego człowieka, zrozumienia, jak on się w danej chwili czuł.
Ja opowiadałem wam kiedyś, bo brałem udział też w doświadczeniu, w eksperymencie, poszukiwaniu rzeczy, które zostały skradzione i tak dalej. I domki były tylko obrazy właśnie ścieżki mostku, drogi, lasu i tak dalej, i innych rzeczy. Domek w lesie letniskowy. Było fajnie. Natomiast w momencie, kiedy ja wszedłem do tego domku i odczułem emocje ofiary tego, co tam się wydarzyło, to, słuchajcie, natychmiast powiedziałem: „Nigdy więcej”. I myślę, że gdyby pójść w tym kierunku, Yubi, pomyśl, to jest moja osobista prośba, która powstała tutaj na bazie dzisiejszej naszej rozmowy, za którą ci bardzo dziękuję. Czy nie pójść w tym kierunku, żeby uczyć ludzi poprzez te doświadczenia rozumienia i odczuwania emocji osób w zdarzeniach, w których się uczestniczy?
[02:00:16] - Wiesz co, mi się wydaje, że w ogóle odczuwanie emocjonalne jest podstawowym narzędziem tak naprawdę. Bo czy będziesz wychodził poza ciało, czy będziesz miał świadome sny, czy będziesz to wykorzystywał jeszcze do innych sposobów weryfikacji czy sprawdzenia, dojścia do czegoś, emocja jest tutaj podstawowym narzędziem. Zresztą robiliśmy eksperymenty w Londynie i sprawdzaliśmy właśnie, w jaki sposób jest łączność duchowa i rzeczywiście pokazywało nam to te emocje, bardzo mocną łączność całą. Ja już w swoich audycjach mówiłem, na czym to polegało. Nazwałem to tak zwane trzy elementy, czyli te trzy elementy muszą się ułożyć w pewną wibrację, pewną częstotliwość, aby to wszystko zaistniało. Dopiero w tym momencie jesteśmy na naprawdę wysokim połączeniu i wręcz jesteśmy tymi kreatorami naszych własnych myśli. To się wszystko też odbywa, ale emocja jest tutaj naprawdę bardzo ważnym narzędziem. Tylko teraz pytanie, czy jeżeli tak, jak ty opowiedziałeś o tym eksperymencie, gdzie na przykład coś tam szukałeś, coś tam sprawdzałeś, czy rzeczywiście się podpinamy pod te emocje, czyli okej, mogłeś czuć emocje, ale czy to naprawdę była emocja? Bo przecież każdy z nas tak czy inaczej pozostawia ślad energetyczny, prawda? I na tej zasadzie działa choćby nawet Jackowski właśnie, gdzie on się podpina.
Zresztą on ostatnimi czasy bardzo dużo dziwnych rzeczy mówi, wręcz jakby mówił właśnie o zjawisku OBE. Więc jak nawet ze znajomymi sobie czasami analizujemy jego wypowiedzi, to właśnie Jackowski mówi to, co powinien już dawno temu mówić. Czyżby miał coś takiego? Chociaż ostatnio miał jakieś takie dziwne zdarzenia w domu, co się u niego właśnie działy, gdzie tam się drzwi otwierały i tak dalej. Ale chodzi mi głównie o to, że-Czy czułeś tam emocje jako emocje? Nie wiem, kogo tam badałeś. Czy to był ślad energetyczny i pod ten ślad energetyczny czasami się nie podpina właśnie ta świadomość. Jeżeli jest to na przykład nieżyjąca osoba, ona może w te miejsca, gdzie wcześniej przebywała, się wpinać na nowo i możesz ją odczytać. To tak samo jak z duchami, które mieszkają w danym domu. Tych duchów może faktycznie nie być, ale jakiś tam ślad energetyczny.
Ja tylko teraz tak spekuluję, oczywiście. Spekuluję. Być może to o to tu chodzi bardziej.
[02:02:41] - Słuchaj, powiem ci tak: ja tego nie analizowałem. Nie analizowałem tego, nie zastanawiałem się nad tym. Natomiast techniczna strona mnie nie do końca w tym wszystkim interesowała. Co, dlaczego, po co? Czy to był ślad, czy to było coś? Zostawiłem to. Być może ktoś tam się będzie chciał tym zająć i ma na to jakieś tam wyjaśnienie. Natomiast w moim przekonaniu i w mojej koncepcji celem naszym jako ludzi jest umiejętność zrozumienia, co druga osoba czuje. Ja to bardzo często mówię, dając jakiś przykład, rozmawiając z ludźmi. Mówię: „Obróć teraz sytuację.
Czyli mówisz coś do kogoś i zastanów się, co ten człowiek w tym momencie odczuwa, słysząc takie słowa. Co ty byś czuł, gdybyś usłyszał takie słowa, widział takie zachowania i tak dalej”. Myślę, że-
[02:04:00] - skórę.
[02:04:01] - Tak. I to jest ta empatia i to jest też pewnego rodzaju umiejętność myślenia, zastanawiania się, której ludziom bardzo często brakuje. Mówią to, co oni mają do powiedzenia, zachowują się tak, jak oni uważają, że jest słuszne. Natomiast nie zastanawiają się, jakie efekty czy jakie spustoszenie emocjonalne czasami przynosi to w drugim człowieku. I myślę, że to jest naszym celem, że nasza świadomość służy właśnie temu, żebyśmy się tego myślenia nauczyli. Zanim coś zrobisz, zastanów się, co to spowoduje w emocjach drugiego człowieka, jak on się z tym wszystkim będzie czuł. To jest moim zdaniem świadomość, bo to jest ten sam stan, którego doświadczamy po śmierci. Rozumiemy emocje innych ludzi, swoje prawdziwe emocje i emocje innych ludzi. I żeby ten sam stan przenieść tutaj na ziemię. Myślę, że to jest cel naszego rozwoju.
Bo ty mówiąc o emocjonalności, że przygotowując się do podróży i tak dalej, dostrajasz się. Ale ty mówisz o swoich emocjach. Ty w tym momencie starasz się swoje emocje wypracować do takiego poziomu, żeby móc tą podróż wykonać czy to zadanie, które sobie założyłeś. Natomiast w dalszym ciągu emocje innych ludzi, osób uczestniczących w tym doświadczeniu są dla ciebie nieznane.
[02:05:59] - No tak, bo ja mówię tu bardziej o jednostkowym. Czyli tak naprawdę o sobie mówię. Natomiast muszą być jednak te emocje, bo bez emocji za daleko nie zajedziesz po prostu. A emocje są paliwem duszy, łącznikiem, łącznością. Więc w jakiś sposób musi to być połączone.
[02:06:22] - No więc właśnie. Czy nie w tym kierunku powinniśmy z tymi naszymi doświadczeniami i działaniami zmierzać, żeby rozumieć emocje innych ludzi? Bo zrozumienie emocji drugiego człowieka jest takim wystarczającym dla mnie hamulcem, dla mnie osobiście przed zrobieniem czegoś, wiedząc, że ja swoim działaniem, rozumiejąc emocje, czując emocje drugiego człowieka, wiem, że wyrządzam mu krzywdę. Rozumiesz? Tylko rozumiejąc emocje drugiego człowieka, mogę się powstrzymać przed tym, żeby nie zrobić czegoś złego, co będzie dla niego złe, przykre.
[02:07:17] - A nie prościej by było po prostu rozumieć siebie? Przynajmniej ja zawsze powtarzam takie coś, że jeżeli wszystko będzie w porządku ze mną, we mnie, to wszystko się przeniesie na świat zewnętrzny. Czyli po prostu to, w jaki sposób będę ja podchodzić do siebie, w jaki sposób ja wybaczam sobie, w jaki sposób ja będę normalny. W sensie będę normalny po prostu. To wszystko będzie przenosiło się na mój świat zewnętrzny. Czyli skoro będę w porządku wobec siebie, tak samo będę w porządku wobec innych ludzi. No nie wiem.
[02:07:50] - Posłuchaj, masz rację, tylko wybaczanie jest następstwem zrobienia czegoś złego. A ja mówię tutaj o prewencji, bo wybaczamy sobie bądź innym to, co zostało zrobione źle. Natomiast ja mówię tu o prewencji, o powstrzymywaniu się-Przed robieniem rzeczy złych, żeby nie musieć doprowadzać do wybaczania. Mówię o tym, co się wydarzy przed wybaczaniem. Czy nie lepiej by było nie robić rzeczy złych, niż zrobić rzecz złą i sobie wybaczyć? Wybaczanie jest też uświadomieniem sobie, że zrobiłem coś źle. Czyli teraz sobie to wybaczam, ale żeby wybaczanie było skuteczne, to muszę mieć świadomość tego, że nie chcę tego zrobić więcej, że już wiem, że to jest złe. Bo tak to możemy sobie mordować i wybaczać, mordować i wybaczać, mordować i wybaczać. Tak jak ludzie chodzą do kościoła, do spowiedzi co miesiąc i co miesiąc przepraszają za te same błędy, za te same grzechy. To z rozwojem świadomości nie ma nic wspólnego.
Metodą wybaczania możemy nakręcić koniunkturę nienawiści, bo przecież sobie możemy wybaczyć, nie?
[02:09:18] - Właśnie dochodzimy do sedna tytułu dzisiejszej audycji. Po co nam te wszystkie regresing? Na przykład z mojej perspektywy, kiedy robiłem sobie takie właśnie sesje regresyjne czy też autohipnozy, które też w jakiś sposób doprowadzały mnie do moich przeszłych, minionych żyć, najważniejszym problemem w tym wszystkim było to, co zostało mi pokazane i przekazane. Wszystkie moje aspekty, parę żyć do tyłu. Najważniejszym elementem było tutaj właśnie wybaczenie. Jest to stan, którego nie jestem w stanie teraz opisać każdemu. Nikomu nie jestem w stanie tego opisać, ale jest to stan, kiedy po jednej stronie widziałeś swoje na przykład złe wcielenia, po drugiej stronie widziałeś te dobre wcielenia i musiałeś stanąć naprzeciwko nich i po prostu zwyczajnie przebaczyć sobie. Bo wiedziałeś, że to ty tam byłeś kiedyś, coś komuś wyrządziłeś, kogoś zabiłeś czy coś jeszcze innego zrobiłeś. Ale z drugiej strony miałeś też dobre aspekty. I tak jak powiedziałeś wcześniej, to przebaczenie sobie i stanięcie przed tymi dobrymi i złymi aspektami i wybaczenie tym aspektom doprowadziło do tego, że po pierwsze niesamowity płacz, niesamowite szczęście też, że wybaczyło się sobie samemu, ale z drugiej strony też refleksja taka, która doprowadziła mnie do tego, że dziś jestem teraz w stanie powiedzieć, że nigdy więcej nie chcę tego robić.
I to jest właśnie jeden z głównych celów regresingu. Oczywiście, przynajmniej ja sobie z tym dałem sprawę. Ktoś na czacie wcześniej napisał, że nie każdy jest sobie w stanie z tym poradzić. Moje refleksje, wnioski, które wyciągałem, nie były wnioskami, które od razu wyciągnąłem. To też jest element, czas. Potrzeba na to nawet czasami parę lat, żeby siąść, przemyśleć, zastanowić się i więcej do tych rzeczy nie wracać. Tak jak powiedziałeś: nie jak co tydzień do kościółka chodzimy i wybaczamy, a w poniedziałek już wychodzimy, we wtorek już idziemy na piwko, w środę coś jeszcze innego robimy i tak dalej. I taka pętla, cały czas gryzący się wąż w swój własny ogon, prawda?
[02:11:36] - Dokładnie.
[02:11:37] - Po to dla mnie były właśnie te regresingi po tylu latach. Skończyłem regresingi czy też autohipnozy gdzieś w 2014, 2015 roku, więc trochę lat minęło. Czasami coś tam jeszcze robię, ale raczej staram się już tak normalnie śnić. Ale głównym powodem moich regresingów była po pierwsze, tak jak powiedziałem na samym początku audycji, chęć sprawdzenia, że oczywiście kim byłem wcześniej, ale z drugiej strony, to jest ważniejsza część, refleksje i wnioski i niepowtarzanie tych błędów po prostu. Tamte pewne aspekty, doświadczenia wcześniejszych życia były po to, żeby doprowadziły mnie do tego, w jakim punkcie, momencie jestem teraz.
[02:12:17] - Tylko wiesz, że to działa też w ten sposób, tak jak dzisiaj nawet powiedziałem w tym przykładzie. Wredna matka jest wredną matką, umiera jako wredna matka. Po śmierci ten proces wybaczania i tego oczyszczania już następuje tak jakby w pewnym sensie samoistnie. Czyli już wybaczanie mamy za sobą, ale dostajemy szansę, żeby sprawdzić samych siebie, czy na pewno już wyciągnęliśmy wnioski, że nie zrobimy tego więcej. I dostajemy następną szansę na to w następnym wcieleniu, żeby sobie to w pewnym sensie udowodnić, że wyciągnęliśmy właściwe wnioski i to mocne postanowienie poprawy faktycznie działa. Dlatego owszem, teraz tak jak powiedziałeś, te sesje regresingu, żeby sobie uświadomić, co tam się wydarzyło w naszych poprzednich wcieleniach i żeby się zastanowić, czy ja już nauczyłem się nie popełniać tego samego błędu, to wtedy ma to sens. Czy moja nauka skończyła się na tym, że ja sobie to już wybaczyłem i już? Czy ja już sobie wybaczyłem i nauczyłem się nie popełniać tego samego czynu, tego samego błędu, tego samego złego wyboru w tym wcieleniu?
[02:13:58] - To jest mądre spostrzeżenie. Rzeczywiście masz tutaj rację. Dobra Sławku, będę kończył w takim razie. Dajmy jeszcze szansę komuś innemu.
[02:14:07] - Dobrze. Bardzo fajna dyskusja dzisiaj, muszę ci powiedzieć. Bardzo ci dziękuję. Zresztą kolejna z naszych, ale ta jakoś tak mi fajnie w sercu zagrała.
[02:14:17] - Korzystam z okazji, bo jestem na urlopie, więc mogę normalnie zadzwonić na spokojnie
[02:14:24] - Tym bardziej się cieszę. Ale mówię, w serduchu mi dzisiaj zagrało, więc też z serducha ci bardzo dziękuję.
[02:14:34] - Ja was zawsze słucham, tylko nie zawsze jestem na czacie, bo nie mogę. Ale tak jest.
[02:14:39] - Tym bardziej się cieszę, że dzisiaj daliśmy radę.
[02:14:42] - Dobra, pozdrówka i wszystkiego najlepszego. Do następnego razu.
[02:14:45] - Dzięki serdeczne. Wszystkiego dobrego dla ciebie. Trzymaj się. Cześć.
[02:14:49] - Pa, pa.
[02:14:50] - Dzięki, Jubi. Ja może wykorzystam okazję, żeby przypomnieć kontakty do Radia Paranormalium, bo może jeszcze ktoś zechce zadzwonić. Nasze numery telefonów to oczywiście 32 746 00 08. 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Fanpage oczywiście prowadzony przez pana Sławka Bączkowskiego. Jesteśmy także na grupach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można także do nas pisać na... Przepraszam bardzo, gadu-gadu już podałem. Można także pisać wiadomości na naszego maila radio@paranormalium.pl.
[02:15:58] - Dziękujemy panu Markowi. Zapraszamy oczywiście.
[02:16:01] - Chyba jak Jubi zadzwonił, to chyba zniknęło to opóźnienie między nami jakoś tak magicznie.
[02:16:08] - Może to jego wahanie, czy zadzwonić, powodowało to opóźnienie.
[02:16:12] - Kto tam wie? Możliwe.
[02:16:16] - Trzeba go namawiać, żeby się mniej wahał. Ale jeszcze raz dziękuję, Jubi, za telefon. Fajnie, poruszyliśmy parę fajnych tematów. Mam nadzieję, że przydatnych dla was. A póki nie zadzwoni kolejny telefon, wrócę do czytania komentarzy sprzed godzinki, bo żeśmy się z Jubim rozgadali. Marzenka pisze... A zaraz, tu może było jeszcze coś. Inka pisze: „Właśnie trzeba umieć sobie wybaczać. Ja nie potrafię. Mam zawsze okropne wyrzuty sumienia”.
Moja droga, to akurat jedno drugiemu nie przeczy. Wprost przeciwnie. Wyrzuty sumienia są powodem tego, że zaczynamy rozumieć, że zrobiliśmy komuś krzywdę. Wyrzuty sumienia prowokują nas i zachęcają właśnie do wybaczania, więc wyrzuty sumienia nie są niczym złym. Wyrzuty sumienia będą trwały dłużej, im dłużej będziemy to uczucie w sobie trzymali. Im szybciej to wybaczymy, tym szybciej te wyrzuty sumienia przejdą, odejdą, ponieważ nie będą nas już mobilizowały do tego, żebyśmy wybaczyli sobie bądź komuś innemu. Tak że tu proces wybaczania też w zwalczaniu wyrzutów sumienia jest bardzo przydatny. Polecam. Marzenka pisze: „Inka, musisz zgłębić, wykminić ten temat wyrzutów”. Inka pisze: „Marzenko, staram się.
Tak bym mogła powiedzieć, ale nie powiem. Raczej unikam okazji do krzywdzenia innych i związanych z tym wyrzutów sumienia, a skrzywdzić kogoś jest bardzo łatwo”. I to jest właśnie ten proces, o którym w zasadzie mogłem nie czytać tych komentarzy, ale cieszę się, że się z innymi paniami zgadzam, bo właśnie o to chodzi, że wybaczanie, to, co powiedziałem na koniec naszej rozmowy z Jubim, jest tylko następstwem zrobienia komuś krzywdy. Prewencją jest nierobienie krzywdy. Wtedy nie będzie wyrzutów sumienia i nie będzie potrzeby wybaczania. Więc ta wersja jest zdecydowanie dla mnie bardziej fajna i przyjazna. Inka pisze: „A teraz było słychać Jubiego”. To temat jakości naszej rozmowy, ale mam nadzieję, że później się wszystko już rozkręciło. Tak jak zresztą Inka pisze, jednak można zrozumieć. Tutaj Marzenka pisze, że się ze mną zgadza.
Bardzo się cieszę. Inka też pisze, że się ze mną zgadza. Bardzo się cieszę, ale ponieważ tę kwestię już sobie też z Jubim wyjaśniliśmy, więc nie będę do tego wracał. Z GG tutaj się pojawiło. „Podobne eksperymenty z podróżami astralnymi prowadzi wojsko w Instytucie Monroe” — Witek napisał. Powiem tak: nie wiem, ale skoro tak piszesz, to najprawdopodobniej domyślam się, że coś w tym jest. Zresztą byłbym zdziwiony, gdyby było inaczej, ponieważ te umiejętności mogą być pokusą nie tylko dla nas, ludzi zajmujących się tematyką duchową, poszukujących odpowiedzi, prawdy, źródła i tak dalej, ale myślę, że dla wielu osób, które mają zupełnie inneNiezbyt uczciwe zamiary, więc byłbym zdziwiony, gdyby mówiąc tyle, mając dostęp do tylu dowodów i informacji, przekazów, technik, gdyby to przez służby nie było w jakiś sposób badane, weryfikowane bądź próbowane do jakiegoś wykorzystania. Zwłaszcza że tak jak wam mówiłem, spotkałem się z urządzeniem, które ma na odległość zmieniać wzorce podświadomości, które w medycynie jest wykorzystywane do leczenia nałogów, innych rzeczy. Nie trzeba teorii spiskowych, ale taka jest prawda, że jeżeli jakieś urządzenie pojawia się do ogólnego użytku, to znaczy, że wojsko i różnego rodzaju służby mają na swoim stanie urządzenie o trzy, pięć albo 10 razy lepsze. Ale ponieważ nie mamy na to za specjalnie wpływu, więc ja się takimi tematami staram nie zajmować.
Raczej interesują mnie te tematy, na które ja osobiście mam wpływ i na które wy również w swoim życiu i w swoim świecie duchowo-emocjonalnym macie wpływ. Marzenka pisze: „Dostrajanie się do pewnej sytuacji, czyli a ktoś się dostroił na wszystko, czyli na to, co sam może swoją własną percepcją pojąć i czy to oznacza, że widzi wszystko?” Nie wiem, Marzenko, tu ja ci na to pytanie nie odpowiem. Mam tylko jakieś swoje niejasne podejrzenia, że raczej wszystkiego nie widzi nikt. Inka pisze: „Dokładnie, panie Sławku. Prewencja, prewencja i jeszcze raz prewencja”. Cieszę się bardzo, że się zgadzamy. Mam nadzieję, że tych osób, które się z nami zgadzają, jest zdecydowanie więcej. Użyliśmy tutaj określenia, tak mi przyszło do głowy, zupełnie innych służb, które się raczej miłością i rozwojem duchowym nie zajmują, ale mam nadzieję, że przynajmniej będzie to dobrze i wyraźnie wyjaśnione. Adam pisze: „Zadam kontrowersyjne pytanie odnośnie prywatności, pomijając oczywisty wątek robienia krzywdy, nie szanując czyjejś prywatności. Czy chęć prywatności nie wynika z lęku?” Myślę, że może wynikać z lęku.
Możesz mieć tutaj, Adamie, sporo racji. Oczywiście nie zastanawiałem się nad tym. Natomiast tak jak zadałeś teraz to pytanie, tak może być, bo faktycznie lęk przed tym na przykład, żeby ludzie nie poznali naszych prawdziwych intencji. Jedno na pewno teraz mi przyszło do głowy, że świadomość tego, że my czytamy w myślach, w emocjach innych ludzi i inni czytają w naszych, byłaby takim na pewno niezłym batem do tego, żeby nasze emocje były jak najbardziej dobre i szczere. Tylko z jednej strony zamieniamy troszeczkę jeden lęk na drugi. Ale z drugiej strony czy taka wszechwiedza uczyniłaby nas szczęśliwszymi? I czy byłaby nam do czegoś potrzebna? Tak z drugiej strony się zastanawiam. Ja twierdzę, że ja nie mam takiej potrzeby. Nie mam potrzeby wiedzenia o drugim człowieku wszystkiego i też może ciężko by było wybrać tych ludzi, o których chcemy coś wiedzieć, a o których nie chcemy wiedzieć.
Myślę, że sytuacja się sama rozwinie. Aczkolwiek bardzo dobre pytanie, może kontrowersyjne, w sumie zmuszające do myślenia. Dobre. Dziękuję ci bardzo i myślę, że masz sporo racji, bo ten mój playboy na boisku faktycznie mógł wynikać z lęku, że ktoś powie mojemu tacie. To teraz taki drobny żarcik. Dobra, pan Marek coś tu podrzucił, mi się tutaj przewinęło. Adam pisze: „Więc prędzej czy później czeka nas przeskoczenie i tego lęku, a dzisiejsze technologie coraz bardziej pchają nas w kierunku otwartości”. Dokładnie, tu akurat się z tobą całkowicie zgadzam, że właśnie przyszłość chyba sama nam tę sytuację wyjaśni i wykryje.Jubi pisze: „Mają, Sławku. Nie mogliśmy w astralu przeskoczyć ogrodzeń, bo była niewidzialna blokada.” Nie wiem, czego to dotyczy. Już wiem.
„Szpiegostwo astralne wykorzystują różne służby różnych krajów i doskonale wiedzą o ludziach, którzy to praktykują.” Marzenka pisze: „Zwykli obrońcy też.” Jubi pisze: „Tak łatwo poznać świadomość w poza. Służby stosują maski. Ta chęć prywatności może, ale nie musi wynikać z lęku. To, co na przykład ja robię w moim domu, nie powinno nikogo interesować.” Moim skromnym zdaniem wolność polega na tym, że powinniśmy o drugim człowieku wiedzieć tyle, ile on sam nam chce powiedzieć. Bo jeżeli nie chce czegoś powiedzieć, pokazać, to naszym obowiązkiem jest jego wolę uszanować. To też jest taki, moim zdaniem, argument przeciwko takiej totalnej otwartości. Aczkolwiek cały czas zgadzam się z Adamem, że w wielu wypadkach brak otwartości może wynikać z lęku. Wyszliśmy na temat dość wielopłaszczyznowy. Myślę, że tutaj będzie wiele zdań na ten temat i podejrzewam, że większość z nich albo gros z nich będzie słusznych. Notabene zachęcam do dyskusji.
Czy ta otwartość powinna być? Czy ona może wynikać z lęku? Czy wynika z lęku? I czy mamy prawo wiedzieć wszystko o innych? Kochani, ponieważ nie ma tutaj komentarzy i mamy godzinę 23.00, to myślę, że to jest fajny moment do tego, żeby powolutku się żegnać. Myślę, że tym kontrowersyjnym pytaniem Adama zachęcę was-
[02:29:32] - Tu jeszcze są dwa komentarze od Marzeny i od Inki.
[02:29:37] - Dobrze. Marzenka pisze: „Jubi, tam muszą, bo mają dobrych przeciwników.” To ten wątek odnośnie astrala i służb. Nie wiem, na jakim to jest poziomie, na jakim to jest etapie i nie będę się wypowiadał na ten temat. Jestem przekonany, że na pewno są służby, które się tymi tematami zajmują również w służbach. Ale ponieważ nie mam bladego pojęcia na ten temat, jak to wygląda, nie będę wam tutaj podawał nieprawdziwych i niesprawdzonych informacji. Inka pisze: „Tak jest. Ja o sobie mówię tyle, ile chcę, aby o mnie wiedziano.” Moim zdaniem, jako odrębne świadomości mamy do tego całkowite prawo i z duchowego punktu widzenia, i z ziemskiego, i z moralnego, i z każdego innego. Oczywiście zachęcam do dyskusji. Temat jest bardzo szeroki, bardzo otwarty, bardzo interesujący i bardzo ważny. Kochani, jutro pewnie będzie audycja na YouTubie, będzie audycja na pewno na stronie radio, więc zapraszam was do dyskusji na ten temat.
Być może jak się nic nowego tutaj nie pojawi, istotnego, ważnego i wartego przemyśleń i przegadania, to może wrócimy do tego w przyszłej audycji. Zachęcam was też, kochani, do tego, żeby podrzucić mi temat, który was interesuje. Nie wiem, czy ten jest wyczerpany, czy nie, czy chcecie, żeby go kontynuować. Ani, dziękuję za ten temat. Myślę, że ona też powinna się wypowiedzieć, czy czuje się usatysfakcjonowana z tego, co dzisiaj się w audycji pojawiło. Tutaj mam komentarze jeszcze. Volt Kowalski pisze: „Jest zupełnie na odwrót.” Tylko nie wiem, czego to dotyczy, mój drogi. Z czym jest na odwrót? Proszę cię o rozwinięcie o co chodzi. Inka pisze: „Jeśli chęć prywatności wynika z lęku, to tym bardziej nie powinniśmy wchodzić z butami w czyjeś życie.” Zdecydowanie nie powinniśmy wchodzić, ponieważ obnażając go, nie zlikwidujemy jego lęku, tylko go jeszcze bardziej pogłębimy, więc efektu raczej nie będzie.Nie osiągniemy.
Adam pisze tutaj jeszcze: „Jedynym wyjątkiem są ciężcy przestępcy”. Tutaj może dobrze by było faktycznie o nich coś więcej wiedzieć. Natomiast nie wiem, czy bylibyśmy i tak w stanie zapobiec ich działaniom. Aczkolwiek był taki jeden chyba film na ten temat, który to próbował zrobić. Ale myślę, że gdyby powiększyć świadomość tych ciężkich przestępców i gdyby zaczęli stosować prewencję, o której dzisiaj rozmawialiśmy, być może sami zrezygnowaliby ze swojej działalności. ZGG: „Czy przez hipnozę regresyjną mogę sprawdzić, jaka postać mi się manifestowała, jak miałem trzy lata? Moja córka ma teraz cztery i przeżywa to samo”. Witek. Temat jest troszeczkę szerszy i wymagałby troszeczkę więcej informacji. Nie wiem, mój drogi, czy chcesz o tym mówić w miejscu oficjalnym, czy chciałbyś gdzieś bardziej intymnie porozmawiać?
Jeżeli chciałbyś ten temat poruszyć, to odezwij się, proszę, do mnie gdzieś tam na mojego maila czy poprzez Facebooka, czy poprzez moją stronę. Bo jeżeli będzie takich tematów więcej, to wrócimy do tematu świata oczami dziecka. Mnie ta sytuacja bardzo z tego punktu widzenia interesuje, bo ostatnio spotkałem się z przypadkami, kiedy pięcio-, sześcioletnie dziecko mówiło o śmierci, o tym, że chce umrzeć albo na przykład pamiętało swój grób z poprzedniego wcielenia. Pokazywało swój grób z poprzedniego wcielenia. Temat jest dość interesujący, więc bardzo cię proszę, odezwij się do mnie, znajdź mnie czy na Facebooku, czy na YouTubie. Spróbuję ci odpowiedzieć na to pytanie, bo zbyt mało danych mam, by ci w tej chwili odpowiedzieć. Ale zasadniczo tak, jest taka możliwość, jest taka opcja. Tylko chciałbym ci podać więcej szczegółów, jak to zrobić. Jedna z naszych słuchaczek opowiadała mi historię swojego syna, który w McDonaldzie kazał robić miejsce dla swojego duchowego przyjaciela, a jak jego siostra usiadła zbyt blisko, to kazała mu się przesunąć, bo powiedziała, że siedzi mu na kolanach. Marzenka pisze do Adama: „To też kwestia podejścia”.
Oczywiście tu już się zaczyna wersja żartobliwa, ponieważ mamy 23:00. Lubi pisze: „Propozycja tematu: obudź w sobie wewnętrzne dziecko”. Super temat, bardzo mi się podoba i też z przyjemnością gdzieś ten temat pociągnę za tydzień, jeżeli będzie takie poparcie. Marzenka pisze: „Mnie nigdy nie ciągnęło, aby zobaczyć sąsiada. Można po prostu wyjść na ulicę i zobaczyć, i porównywać z kolegami, z którymi się razem wyszło”. Na przykład. Ja próbowałem kiedyś podglądać sąsiadkę w innym pomieszczeniu w Poza. Nie udało mi się i całe szczęście. Ale Marzenka też ma jakieś doświadczenia w tej kwestii, bo mówi, że wielu tak robi. „Niech pomyślą, że ktoś ich też.
Fajne uczucie”. Tak, to byłoby zabawne. Powiem wam tak: tu się te tematy troszeczkę gdzieś tam rozczłonkowały w różnych kierunkach. Natomiast w przypadku gdyby wszyscy ludzie posiadali taką umiejętność, to myślę, że już nie ze strachu, ale zaczzelibyśmy pracować nad tym, żeby to uczucie czy tą umiejętność u ludzi zlikwidować. Myślę, że to też jest kwestia naszej zwykłej, ziemskiej, ludzkiej, przewrotnej natury. Lubi pisze: „Mnie też podglądają nieraz i mam nawet świadków. Dziwne się wtedy rzeczy w pokoju dzieją”. Więc właśnie, kochani, czy to idzie we właściwym kierunku? Moim zdaniem nie, bo teraz presję zwykłą, taką ziemską, na przykład materialną, finansową zaczniemy wykorzystywać w świecie duchowym i będziemy się tutaj presją duchową fascynować. Nie chcę w ogóle tego tematu ciągnąć, ponieważ moim zdaniem to nie jest tędy droga.
Dobrze, kochani. Cieszę się bardzo, że było was dzisiaj tyle osób chętnych do dyskusji i rozmowy. No właśnie, tutajMarzenka pisze: „Yubico, znaczy, że ciebie to też jest fajne. Ja w realu zupełnie.” Marzenka pisze: „Sławku, niezabawne, lecz słabe, bo wychodząc z ciała robisz to, co myślałeś w realu. Słabe to jest.” Tak nie do końca się z tobą zgodzę. Oczywiście czytając te komentarze nie zawsze jestem w stanie wychwycić emocje, które temu towarzyszą, bo przeskakuję z jednej osoby na drugą, więc nie zawsze jestem w stanie to prawidłowo odczytać. Natomiast oczywiście znacie moje zdanie. Uważam, że nie temu to powinno służyć. A czemu powinno służyć powiedziałem dzisiaj wydaje mi się dość wyraźnie w audycji, że to powinno służyć budowaniu świadomości, a nie budowaniu wiedzy o drugim człowieku, świadomości drugiego człowieka, świadomości tego, co się z nim dzieje, jakie emocje mu towarzyszą, a nie co on robi, jaką gazetę ogląda, jaki telewizor ma w pokoju i czy ma trzy kwiatki na oknie, czy żadnego. Mają służyć budowaniu świadomości drugiego człowieka, a nie wiedzy o nim i o jego życiu.
Więc wszystko, co temu nie służy, w moim przekonaniu jest oczywiście słabe. Także Marzenko, uspokajam cię, nie zmieniłem swojego zdania, tylko być może niewłaściwie zinterpretowałem to, co zostało powiedziane. Yubi pisze: „Przechodzę na odbiór kolorowych i świadomych snów.” Cześć, dziękujemy i oczywiście tobie też. Inka się widzę ze mną zgadza: „To idzie w bardzo złym kierunku.” Na szczęście nie wszyscy tak to wykorzystują. Marzenka pisze: „Wiem, że wychodzenie z ciała też jest ograniczone. Pytanie, kiedy się kapną o tym ci wszyscy, co to robią?” Nie wiem, droga. Każdy robi to, do czego czuje wewnętrzną potrzebę. Jeżeli czuje wewnętrzną potrzebę, to znaczy, że to doświadczenie jest mu do czegoś potrzebne, bo czują potrzebę. Zagmatwałem znowu. Jak to mawiają, lepiej jest żałować tego, co się zrobiło, niż żałować tego, co się nie zrobiło.
A unikanie tego doświadczenia odciąga też czas wyciągnięcia wniosków. Więc jeżeli ktoś ma wewnętrzną potrzebę zrobienia z jakiegoś powodu znanego bądź nieznanego sobie, ze znanych bądź nieznanych intencji, to i tak uważam, że to zrobi prędzej czy później. Więc żeby się nie mordować, lepiej to zrobić prędzej, dowiedzieć się, uzyskać informację i wyciągnąć wnioski. Także jeżeli coś wam w sercu gra, coś wam mówi, że chcecie, że potrzebujecie tego z jakiegoś powodu, to po prostu moja rada: zróbcie to i jak najwięcej oczywiście pozytywnych wniosków z tego życzę. Inka: „Nie przebierając w słowach, zbieranie info o innych to specjalność ubeków.” Poniekąd tak. Zbieranie informacji, wiedzy tak, tu się zgadzam. Dlatego ja powtórzę po raz kolejny, bo jest to ważne: zbudujmy świadomość o drugim człowieku, o tym, co on czuje, jak on to czuje, jak on to odbiera, a nie wiedzy o nim, nie informacji o nim. I Marzenka też pisze, z czym ja się również zgadzam: „Nie mam nic przeciwko eksperymentom. Rozwijamy się dzięki nim.” Dokładnie. Więc kochani, nie będę tego już przeciągał.
Jak najwięcej eksperymentów, które przynoszą nam dobre dla nas wnioski wam życzę. Sobie również. Bo ja też cały czas nie ustałem, nie spocząłem na laurach, tylko cały czas coś też robię. Też gdzieś w swoim świecie duchowym eksperymentuję, może troszeczkę inaczej niż dzisiaj było mówione, ale też cały czas informacje do mnie spływają zwrotne, więc jak najwięcej tych dobrych informacji zwrotnych wam przecież jak zwykle z całego serca życzę. Inka pisze: „Panie Sławku, ja prawie zawsze się z panem zgadzam.” Właśnie to „hym” było tutaj kluczowe. Ale faktycznie ostatnio jakoś tak nam w miarę sprawnie idzie. Także bardzo mnie to cieszy.Marzenka jeszcze tutaj dopisała: „Ale wyciąganie z nich wniosków to inna beczka”. Kochani, przypomnę wam jeszcze moją prośbę, bo niektórzy piszą do mnie per pan. Dla uproszczenia i wypłaszczenia naszego życia duchowego zwracałem się do was z prośbą, żebyście mówili do mnie po imieniu, bo jak widzicie w komentarzach, raczej zwracam się do was personalnie, po imieniu, osobowo. Więc wyrównajmy szanse.
Jeżeli ktoś ma życzenie, to was proszę, zwracajcie się do mnie po imieniu. Nie róbmy sobie tutaj dodatkowych barier, utrudnień i hierarchii. Tak że moja prośba. Marzenka pisze: „Wszystko jest okej, dopóki eksperyment nie jest prowadzony moim kosztem”. Inka pisze: „Dokładnie tak”. Słuchajcie, mamy prawo eksperymentować tylko na sobie. Zmieniać możemy samego siebie, wnioski możemy. W sobie mamy zapisaną wiedzę o samym sobie, więc to też ukierunkowuje pole naszego działania. Wszystko, co dotyczy nas, możemy robić, ponieważ nie mamy prawa wchodzić i ingerować w drugiego człowieka. Więc myślę, że samo prawo powinno dotyczyć nas, że nikt nie ma prawa ingerować w nas w sensie zmian, eksperymentów, wniosków.
Z wielką przyjemnością i łatwością przychodzi nam wyciąganie wniosków, jak ktoś powinien zrobić, jak ktoś powinien postąpić, co należy, co powinien i tak dalej. To nam przychodzi bardzo łatwo jako ludziom i bardzo szybko. Natomiast obróćmy to wszystko w stronę samego siebie. Zastanówmy się, jak my powinniśmy, jak należy, jak trzeba, jak chcemy. Zwróćmy te wszystkie działania nie w kierunku innych ludzi, tylko w kierunku samego siebie, bo tylko w tym świecie możemy cokolwiek zdziałać i cokolwiek zmienić. Dobra, kochani, kończymy. Dziękuję wam za dzisiaj. Zwłaszcza że tutaj mi Messenger zaczyna szwankować. Dziękuję wam bardzo serdecznie za dzisiaj. Nie chcę was też przeciągać za mocno.
Bardzo fajna moim zdaniem audycja, bardzo fajny wasz udział i komentarze. Słyszymy się oczywiście za tydzień. Mam nadzieję, że w jak największym gronie nie tylko słuchaczy, ale również komentatorów. Tym osobom, które dzisiaj dołączyły do naszej dyskusji bardzo dziękuję. Tym, którzy uczestniczą w tych rozmowach już od dawna — jak ja mam wam podziękować? Nie wiem już, bo wy jesteście ze mną tutaj od bardzo dawna, ale myślę, że też się cieszycie z tego, że dołączyło do nas kilka nowych osób. Kochani, tutaj Marzenka pisze: „Inku, patrz na Sławka, tam nie będzie barier”. Dobrze, okej. „Barier per pan” — Inka. O, Sławku, to w innym razie.
W takim razie tym optymistycznym akcentem, ponieważ ja w pracy nie piję, więc musimy kończyć, żebyśmy mogli to jeszcze, Inku, w dniu dzisiejszym uczynić. Marzenka pisze: „Dziękuję za dzisiaj. Pozdrawiam serdecznie”. Bardzo Nicemu też dziękuję, bo masę roboty w to wkłada. Nic na ten temat nie będę mówił à propos mojej roboty, bo dostałem ostatnio za to reprymendę, że jestem nieprzygotowany, więc zostawię to bez komentarza. Ale cieszę się bardzo, że w jakiś sposób mogę tam chociaż troszeczkę gdzieś coś podpowiedzieć, coś tam pomarrzeć, może coś wpuścić. Także kochani, dobrej nocy. Kończymy, bo się dziewczyny rozgadały, więc szybko moglibyśmy nie skończyć. Buziaczki dla was. Dobrej nocy, uważajcie na siebie jak zawsze.
I cóż, do usłyszenia. Piszcie mnóstwo komentarzy na YouTubie. Oczywiście odzywajcie się do mnie prywatnie, jak macie takie życzenie. Będziecie zawsze przeze mnie mile i ciepło przyjmowani. Dziękuję bardzo. Dziękuję panu Markowi. Trzymajcie się kochani, buziaki. Dobrej nocy. Pa, pa. Do usłyszenia.
[02:50:31] - A mówi te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tak jak Inka napisała na czacie, nowi zawsze mile widziani. Tak więc mamy nadzieję, że jeżeli ktoś tutaj jest nowy dzisiaj, to uaktywni się bądź to w komentarzach, jak już audycja będzie udostępniona w archiwum, bądź to za tydzień na czatach, całkiem na żywo oczywiście. A dzisiaj już kończymy. Jak zawsze zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” do polajkowania fanpage'a na Facebooku o takiej samej nazwie. I oczywiście do subskrybowania kanału pana Sławka, który dla odmiany nazywa się tak samo jak nasza audycja: „Świat oczami duszy”. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście za tydzień na żywo na antenie Radia Paranormalium w poniedziałek o 20:00. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium.
www.paranormalium.pl