[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata Mistyka”. Namaste. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Bardzo miło was zobaczyć, drodzy goście „Chaty Mistyka” ponownie w skromnych progach owej izby pośrodku gęstego lasu świadomości. Bardzo cieszy mnie to, że nadal odwiedzacie chatę.
Jeżeli ten głos, mój głos, który to za pośrednictwem nowoczesnej technologii dociera właśnie do twojego ucha, droga słuchaczko, drogi słuchaczu, jeżeli ten fenomen jest faktem, to oznacza, że udało ci się właśnie znaleźć tą ukrytą w głębi lasu chatkę, w której to rozważamy tematy mistyczne, tematy metafizyczne. Czasami poruszamy tematy, które odbiegają od codziennego nurtu naszej rzeczywistości, od codziennych naszych zachowań, ale to właśnie wszystko po to, aby w pewien sposób rozgimnastykować nasz umysł, po to, abyśmy mogli przy użyciu naszej ludzkiej wrodzonej inteligencji docenić również inteligencję natury. Mamy natury tego środowiska, w którym to przejawiamy się i jest to rzecz szalenie istotna, którą na pewno musimy i powinniśmy doceniać na co dzień. Słuchajcie, moi drodzy, długo nie było mnie w „Chacie Mistyka” dlatego, że jestem zajęty troszeczkę innymi sprawami, więc jest to pierwsze moje nagranie już od paru miesięcy. Dłuższa przerwa w produkcji epizodów i opowiadań z „Chaty Mistyka” spowodowana jest tym, że nurt mojego życia zabiera mnie w troszeczkę inne kierunki ostatnio, więc troszeczkę mniej czasu na to, aby poświęcić się projektowi „Chata Mistyka”. Ten projekt jest obecny ze mną na co dzień. Zawsze mam pewnego rodzaju przemyślenia czy też konceptualizacje, które mogłyby potencjalnie wiązać się z produkcją przyszłych odcinków i opowiadań dla was, drodzy słuchacze. Ja również dużo uczę się na co dzień, więc to wszystko, o czym mówię w „Chacie Mistyka”, to nie są jedynie wskazówki jak działać, jak postępować, co robić, a czego nie robić. Ja nie jestem żadnym autorytetem w kwestii prawidłowego życia, aczkolwiek ta cała wiedza, którą sam posiadam i wiedza, którą nabywam na bieżąco, jest moim zdaniem przydatna i tym wszystkim chcę się na bieżąco z wami, drodzy goście „Chaty Mistyka” dzielić. Także nie myśl o mnie w ten sposób, że jestem autorytetem, który zawsze i w każdych warunkach kieruje się swoim postępowaniem w ten sposób, w jakim być może życzyłbym sobie tego.
Oczywiście daleko mi jest do jakiegokolwiek absolutu i perfekcji, natomiast droga przeze mnie obrana jest drogą bardzo klarowną i pomimo tego, że czasem sam nie jestem w stanie zastosować się do tych idealnych sytuacji, idealnych sposobów interakcji ze światem, z ludźmi, to mimo wszystko staram się zaimplikować te umiejętności i tą wiedzę, tą technologię w dniu codziennym. Oprócz tego próbuję się ową wiedzą, owym doświadczeniem dzielić z tobą, drogi słuchaczu, droga słuchaczko. Także wtrącając jeszcze parę zdań tytułem być może wymówki, dlaczego programy „Chata Mistyka” nie pojawiają się przez parę ostatnich miesięcy w regularnym cyklu, jest to, że po prostu nurt mojego życia zabiera mnie w troszeczkę innym kierunku obecnie. Dużo się u mnie wydarzyło od mojego powrotu z Indii. Zdążyłem przeprowadzić się w inne miejsce. Nadal jestem w Londynie, aczkolwiek mieszkam w innym troszeczkę miejscu i innym środowisku. Uczestniczę też w bardzo intensywnym kursie. Mój pobyt w Londynie najczęściej wiąże się z dosyć intensywną pracą fizyczną, pracą zarobkową. Taki jest mój tryb życia, że kiedy jestem tutaj, w tej właśnie wielkiej metropolii, w centrum, czy też w jednym z serc owej współczesnej cywilizacji, jest stosunkowo łatwo dla mnie zapewnić sobie pulę finansową na moje przyszłe podróże. Właśnie tym obecnie się zajmuję.
Taka pora roku. Za oknem jesienna plucha, jak to w Londynie czasem nie pada. Tak mówimy dlatego, że większość czasu po prostu pada deszcz i to różne formy tego deszczu, różne jego wymiary, na które Anglicy mają zresztą różne nazwy i określają owe zjawisko atmosferyczne różnymi imionami. I właśnie z tego wszystkiego okazuje się, że ten wymiar czasu, który chciałbym zadedykować własnemu samorozwojowi i mojej twórczości związanej z produkcją opowieści do Chaty Mistyka, jest po prostu dosyć mocno zawężony. Ale również z tego powodu zacząłem zastanawiać się nad praktycznym aspektem całego mojego duchowego przedsięwzięcia, które to wiąże się z praktykami duchowymi, z praktykami jogi, z praktykami medytacji również. Dlatego że wydaje się, że te wszystkie techniki bardzo świetnie sprawdzają się, kiedy zapewnimy sobie idealne warunki ku temu, aby usiąść w ciszy, w spokoju, aby móc poświęcić się i zagłębić w pełni w ten proces duchowy. Aby móc po prostu być w stanie zagłębić się do naszego wnętrza, odcinając kompletnie te wszystkie przesłanki, które pochodzą z naszego świata zewnętrznego. Na tym właśnie w skrócie polega medytacja. Aby oddzielić się od wszystkich niuansów i od wszystkich przekazów, które dostarczają nam nasze zmysły poznawcze i docenić istotę istnienia. A aby doznać tego stanu, musimy udać się do naszego wnętrza, dlatego że to jest jedyne źródło prawdy.
Jest to jedyne źródło, które jesteśmy w stanie samodzielnie zweryfikować i potwierdzić. Wszystkie przesłanki dochodzące do nas od innych, doświadczenia innych ludzi, opowiadania innych ludzi, czy też nawet zwykłe bodźce sensoryczne, czyli te, które dostarczają nam nasze zmysły poznawcze. Jak to często zdajemy sobie sprawę, nie są totalnymi, prawdziwymi informacjami, dlatego że często byliśmy w sytuacji, kiedy coś nam się wydawało, a za chwilę okazywało się zupełnie innym. Więc ta interpretacja i weryfikacja danych pochodzących od naszych zmysłów cielesnych po krótkim namyśle, czy też po dłuższej kontemplacji dla niektórych, okazuje się być po prostu wartością troszeczkę mniejszą niż jak do tej pory nam się wydawało. Natomiast ta jedyna ostoja stabilności, ta jedyna cisza i ten jedyny spokój jesteśmy w stanie odnaleźć jedynie wewnątrz nas samych. Kiedy to spróbujemy odciąć się od wszystkich przesłanek, które wiążą się z naszym tak zwanym zewnętrznym światem, czyli z tym światem, który rozpoczyna się poza obszarem naszej skóry. I do tego właśnie służą wszelakie techniki medytacji, wszelakie techniki jogiczne również. Ale tak jak wspomniałem przed chwilą, zwykle pozornie wydawać by się mogło, że są to techniki, które jesteśmy w stanie wykorzystać jedynie w idealnych warunkach. Kiedy nie płacze nam dziecko, kiedy nie jesteśmy głodni, kiedy nie pada na nas deszcz, kiedy nie martwimy się przetrwaniem i tym, jak zapłacimy rachunek za prąd i tak dalej. Natomiast ze względu na ten pośpiech w codziennym życiu i ze względu na ogromny wysiłek, który każdy z nas tak naprawdę musi zadedykować po to, aby zapewnić sobie zwykłą sferę przetrwalniczą na co dzień.
Zacząłem zastanawiać się i kontemplować nad tym, jak owe techniki medytacji, owe techniki jogi pochodzące ze Wschodu są w stanie przełożyć się bezpośrednio na naszą sferę praktyczną. Bo jeżeli nie są to techniki i nie są to metody, które jesteśmy w stanie zastosować w sposób praktyczny, to są to metody po prostu bezużyteczne, tak jak każda inna technika, technologia, metoda musi być po prostu praktyczna. I właśnie do tej opowieści zapraszam wszystkich przybyszy do Chaty Mistyka dzisiaj. Dzisiaj chcę wspomnieć parę słów o praktycznym aspekcie. O tym, jak można wykorzystać doświadczenie, w którym to bierzemy udział podczas chociażby siedzenia ze skrzyżowanymi nogami, z zamkniętymi oczami przez godzinę czy też parę godzin, kiedy pozornie dla obserwatora na zewnątrz nic tak naprawdę się nie dzieje. Ale właśnie o to w tym wszystkim chodzi, żeby okiełznać ten szaleńczy pęd naszego umysłu, ten nieposkromiony apetyt naszego rozumu, aby produkować ciągłe niepokoje, aby zadawać ciągłe pytania o naszą sytuację zewnętrzną, sytuację wewnętrzną i aby zająć się przekładaniem tego dorobku, który to otrzymujemy podczas doświadczenia medytacji na życie codzienne, na interakcje z ludźmi, na nasze środowisko w rodzinie, w domu, w pracy i tak dalej. Więc kiedy zastanowimy się nad tym, cały dorobek naszej cywilizacji wywodzi się tak naprawdę ze zdolności naszych ludzkich umysłów, prawda? To znaczy wszystko, dosłownie wszystko w dorobku tej cywilizacji, zanim zamanifestuje się w formie twórczości. Czy jest to sztuka, czy jest to architektura, czy są to wynalazki i tak dalej. To najpierw to wszystko musi zaistnieć w czyimś umyśle, albo pośród grupy ludzi, którzy komunikują się odnośnie danego tematu.
Umysł to jest dosyć ciekawy fenomen, który zależny jest od naszych osobistych, personalnych doświadczeń. Sam umysł, rzecz tak ludzka, jest również czymś, co, być może nie zdajemy sobie często z tego sprawy, ale jest to jedynie to, co nagromadziliśmy podczas naszego życia. Innymi słowy, jest to wypadkowa naszych osobistych, personalnych doświadczeń. Wspominałem wielokrotnie, że podobnie nasze ciało biologiczne, nasze ciało ludzkie jest to aglomeracja. Jest to nagromadzenie pierwiastków chemicznych z naszego otoczenia, czyli z tej planety. I podobnie umysł. Umysł jest to zbiór doświadczeń, które gromadzimy i przy pomocy pamięci zapisujemy w naszej bazie danych, i który to w późniejszej fazie decyduje o naszej osobowości, o naszym światopoglądzie. Buduje również w dosyć diametralny sposób nasze ego. Więc ciało ludzkie to nie tylko biologia, to również jest niesamowita pula energii, która pochodzi jak gdyby sponad tego układu. Energia, czyli innymi słowami jest to po prostu informacja.
Żyjemy w rzeczywistości, która bazuje na informacji. Informacja, czyli jest to innymi słowy pole energoinformacyjne, którym przepełniona jest cała owa rzeczywistość, całe stworzenie, którego jesteśmy częścią. Więc gdybyśmy chcieli wyobrazić sobie to w pewnej hierarchii czasowej, co jest dosyć problematyczne, dlatego że kiedy cofniemy się do momentu, w którym próbujemy odtworzyć sobie początek istnienia, początek wszechświata, to pojawia się pewien logiczny z naszego punktu, z punktu istoty ludzkiej aspekt, czyli problem niebytu i problem taki, że po prostu tam nie ma czasu. Więc kiedy próbuję konceptualizować ową genezę powstania wszechświata, używam często pewnej takiej hierarchii, paru punktów. Aczkolwiek nie utożsamiajmy sobie tego z linearnym postępem czasowym, dlatego że tak jak wspomniałem, czasu ani miejsca nie ma, kiedy przejawia się stworzenie. Ale jeżeli usiłujemy uprzytomnić sobie niebyt, czyli coś, co jest przeciwnością do tego, co istnieje, to kiedy nastąpi pewnego rodzaju zagięcie funkcji czasu, czyli nie ma jeszcze czasu, ale właśnie następuje pewna zmarszczka, jak gdyby w tkaninie energii, w tkaninie absolutu, wówczas pojawia się właśnie czasoprzestrzeń. Pamiętajmy o tym, że czas jest wartością nieodrębną od przestrzeni. W sanskrycie mówimy kala. Kala to nie tylko czas, ale jest to jedno słowo, które określa i czas, i przestrzeń, dlatego, że te dwie wartości są ze sobą bardzo ściśle powiązane. Jedna nie może istnieć bez drugiej.
Wyobraź sobie miejsce, w którym nie ma czasu. Albo wyobraź sobie czas, który nie kojarzy się z żadnym miejscem, żadną lokalizacją. Jest to logicznie niemożliwe. Jest to paradoksalne. A więc jeszcze raz. Z tego niebytu, poprzez zagięcie owej funkcji czasu pojawia się ta zmarszczka, pojawia się ta czasoprzestrzeń. Jest to rozpoczęcie tym samym cyklu, dlatego, że wszystko w stworzeniu przejawia się w formie cykliczności. I to tu właśnie możemy wyobrazić sobie rozpoczęcie przejawiania się energii. Czym jest energia? Jest to nieprawdopodobny potencjał.
To jest ten świat idei, o którym wspominał Platon. Jest to pula możliwości, z której dopiero przy pomocy prawdopodobnie intencji Stwórcy zaczyna przejawiać się materia, a tym samym ciało i tak dalej. Czym jest materia? Materia jest po prostu ilościową formą energii. Czyli wracając jeszcze jeden krok do tyłu, energia jest niczym innym jak informacją. Jest to sposób kodowania. I to dlatego właśnie ta rzeczywistość, w której żyjemy, jest rzeczywistością, która jest stworzona przez informację. Dlatego jest to rzeczywistość iluzoryczna. Dlatego jesteśmy w symulacji. Dlatego właśnie coraz częściej naukowcy zajmujący się mechaniką kwantową dochodzą do wniosku, że jesteśmy niczym innym jak po prostu szeregiem kodu, i to kodu binarnego, czyli stworzonego z zera i z jedynek.
Czyli z dwóch przeciwności: plus i minus, światło i mrok, ciepło i zimne, kobieta i mężczyzna, i tak dalej. Więc z tego pola informacyjnego stworzona jest cała nasza rzeczywistość, która wydaje nam się odrębna od nas samych. Nasz indywidualny umysł, każdego z nas, jest dosyć mocno powiązany ze świadomością. Ze świadomością jako tym źródłem ogółu, jako tym źródłem stworzenia, od którego każdy z nas pochodzi. Współczesna psychologia wyróżnia cztery warstwy świadomości, więc jest to tak zwana świadomość. Drugą warstwą jest nieświadomość, trzecią warstwą jest podświadomość, a czwartą warstwą jest świadomość zbiorowa. Więc każdy z nas, uczestnicząc w tym doświadczeniu bycia człowiekiem, posługuje się wszystkimi czterema warstwami owej świadomości. Natomiast od naszej uważności, od naszych kwalifikacji i poziomu wytrenowania naszego umysłu jesteśmy w stanie bardziej lub mniej aktywować te pułapy. Więc nasza świadomość, kiedy procentowo popatrzymy na ten fenomen, to to, co świadome podczas naszego dnia, to, czemu tak naprawdę poświęcamy naszą uważność, procentowo będzie zajmować jedynie 2 do 3% czasu, który spędzamy podczas dnia, podczas 24 godzin. Dlatego, że nieświadomość i podświadomość to są aspekty, które tak naprawdę kierują naszymi postępowaniami podczas dnia, wliczając w to również stan snu, który przejawia się podczas nocy.
Ale klamrą wieńczącą to wszystko jest świadomość zbiorowa. To jest właśnie to źródło, o którym mówię. To właśnie to sprawia, że jesteśmy wszyscy zanurzeni w tej samej kosmicznej zupie. Czy nam się to podoba, czy nie podoba, wszyscy pochodzimy od jedności, od jednego źródła i dlatego cechujemy się tymi samymi elementami, tymi samymi charakterystykami. I im szybciej się pogodzimy z tą myślą, im szybciej dojdziemy do tego w sposób indywidualny, na drodze kontemplacji. Bo jeżeli ja tylko o tym powiem tobie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu, to możesz uwierzyć mi na słowo, ale możesz mi również nie uwierzyć, więc nie wyciągniemy z tego żadnych korzystnych dla nas wniosków. Natomiast jeżeli usiądziesz i zagłębisz się wewnątrz siebie i zastanowisz się nad istotą tej świadomości, w jaki sposób ona się rozwarstwia i w jaki sposób funkcjonuje, to dojdziesz do samodzielnego wniosku, że jest to po prostu pewnego rodzaju pole energoinformacyjne, w którym każdy z nas uczestniczy, do którego każdy z nas dokłada i z którego każdy z nas czerpie również. Ale to wszystko wiąże się ze stopniem uważności. Innymi słowy, nasze doświadczenie bardzo mocno zależy od naszej indywidualnej interpretacji. Interpretacja bazuje na tym, jak został ukształtowany nasz umysł, czyli to, w jakich sytuacjach uczestniczyliśmy od urodzenia.
Na to składają się między innymi warunki wychowawcze, to, jak wychowywali nas rodzice, następnie jakich mieliśmy nauczycieli w szkole, jakie zdołaliśmy wypracować zainteresowania, jakie zaistniały warunki kulturowe, chociażby państwo, w którym się urodziliśmy, jaka religia w tym państwie panuje i tak dalej. Więc to wszystko będzie kształtować naszą opinię i również zakres naszego poznania, zakres naszego zaangażowania w sprawę świadomości i odkrywania prawdy. Więc im lepsze będziemy mieć narzędzia, im bardziej się będziemy potrafili tymi narzędziami posługiwać, tym dalej będziemy mogli przenieść horyzont naszego poznania. Więc umysł tak naprawdę na bazie tego wszystkiego ma niesamowitą moc twórczą. I to nie tylko o wynalazki tutaj mi chodzi, ale w zależności od naszego nastawienia do świata, do sytuacji czy też do osoby, czy też przedmiotu, tak będzie się również przed nami prezentować lub innymi słowy manifestować rzeczywistość. Ale dlaczego o tym wszystkim mówię i co to wszystko oznacza? Oznacza to tyle, że kiedy weźmiemy ster we własne ręce, zaczynamy kreować rzeczywistość. Nie jesteśmy jedynie zdani na łaskę losu i na ogrom przypadkowych sytuacji, które pojawiają się w naszym życiu, ale sami zaczynamy programować i dyktować sposób, w jaki przejawia się nasze otoczenie. Przede wszystkim to, w jaki sposób przejawiamy się my sami na samym początku, a następnie nasze najbliższe otoczenie, nasza rodzina. Wszyscy zaczynają wibrować dokładnie w tym samym rytmie, nazwij to sobie.
Jest to ewidentnie kwestia wibracji, rezonansu. Więc im lepiej ty będziesz rezonować, tym lepiej będzie rezonować całe twoje otoczenie, tym chętniej ludzie będą gromadzić się wokół ciebie, będą chcieli spędzać czas z tobą. Nie będzie problemem rozmowa z tobą i tym sprawniej będzie polepszać się jakość całego twojego otoczenia. Tym samym będzie przekładać się to bezpośrednio na jakość twojego życia. Ale dlaczego o tym wszystkim właściwie mówię? Poruszając czy też omawiając metafizykę nie chodzi mi tylko o to, aby dostarczyć sobie czy też wam, drodzy słuchacze, jakiejś intelektualnej rozrywki. To wszystko jest fajne, ale to nie o to w tym wszystkim chodzi. Dlatego, że to, o czym mówię w Chacie Mistyka, to nie jest filozofia. Dlaczego nie jest to filozofia? Dlatego, że jest to właśnie wiedza i umiejętności bardzo praktyczne.
Więc jest to coś tak naprawdę zupełnie przeciwnego do filozofii. Chodzi tutaj o skuteczną i sprawdzoną metodę. Metodę na to, jak udoskonalić jakość naszego ludzkiego bytu. Ma być to zatem metoda jak najbardziej praktyczna. Taka, którą każdy z nas może osobiście zastosować i wykorzystać. Czyli po prostu skutek tej metody ma wyjść w tak zwanym przysłowiowym praniu. Wiedza mistyczna to nie jest żadna tajemnica, jakaś zaewoluowana wiedza dostępna jedynie dla nielicznych. Być może było tak w zamierzchłych czasach, natomiast w dzisiejszych czasach, dlatego, że ogólna pula świadomości, właśnie ta świadomość zbiorowa została rozwinięta do tego stopnia, kiedy to jesteśmy w stanie komunikować się i dodatkowo wytworzyliśmy sobie narzędzia technologiczne, dzięki którym jesteśmy w stanie komunikować się dużo sprawniej, dużo szybciej, dużo skuteczniej, to tym samym bogaci się właśnie ogólna jakość tej puli świadomości. Więc mistycyzm to nie jest już tylko zagadnienie dostępne dla nielicznych, ale jest to rzecz, która dostępna jest dla wszystkich tych, którzy w tą stronę udadzą się, którzy wyciągną w tą stronę rękę. Więc mistycyzm z czegoś tajemnego, z czegoś być może nawet zakazanego, przeistacza się w formę technologii.
Forma technologii. Co to jest technologia? Zawsze mówię, że technologia jest to według mnie, według mojej definicji coś, co po prostu ma działać. Czyli jest to pewnego rodzaju metoda, która sprawia, że wykorzystując tą metodę jesteśmy w stanie spodziewać się pewnych rezultatów. I właśnie o tym mówię w dzisiejszym odcinku, że cały mistycyzm, cała medytacja i joga i wszelkiego rodzaju inne techniki, które pozwalają nam kultywować naszą sferę duchową, to są rzeczy szalenie praktyczne. To nie są rzeczy, które mamy za zadanie ćwiczyć czy też praktykować pół godziny dziennie, a przez 23 i pół godziny reszty doby zajmujemy się zupełnie innymi sprawami. Właśnie nie. Chodzi o to, aby zaprząc te metody, te techniki do codziennego życia. Jest to kwestia, która wymaga praktyki. Dlatego nazywa się to praktyka, bo musi mieć ona charakter regularny, codzienny.
Musimy coraz bardziej wdrażać się, jak gdyby przeprogramowywać nasz umysł do tego, aby funkcjonował w inny, bardziej skuteczny, bardziej wydajny sposób. I do tego właśnie potrzebna jest owa dedykacja. To, o czym dzisiaj mówię, ma charakter jak najbardziej praktyczny i ja to rozumiem i doceniam, ale również mam nadzieję, że uda mi się to w pewien sposób przedstawić w takim świetle również tobie, droga słuchaczko i drogi słuchaczu. À propos właśnie światła. Niedawno, dosłownie ponad tydzień temu odbył się festiwal Diwali, który jest celebracją światła. Światła w znaczeniu klarowności. I to właśnie o tą klarowność chodzi, kiedy to praktykujemy techniki duchowe. Chodzi o to, aby droga przez nas obrana była nam drogą widoczną, abyśmy nie musieli błądzić i zbyt często zbaczać z owej ścieżki, abyśmy mogli po prostu w jaskrawy, dostępny sposób widzieć tor, który to obraliśmy, który prowadzi nas do odkrywania prawdy. Więc taka jest symbolika hinduskiego festiwalu Diwali, festiwalu światła. Także przy okazji niedawno minionego Diwali życzę wam wszystkim, szanowni goście Chaty Mistyka, dużo klarowności, światła, które ma umożliwić podjęcie odpowiedniej drogi, wkroczenie na odpowiednią drogę poznawania samego siebie i odkrywania prawdy.
Także życzę wam wiele energii, wytrwałości, no i właśnie przejrzystości, abyście mogli widzieć ścieżkę w ciemnym lesie. Ale pomówmy chwilę o szczęściu. Czym jest szczęście? Kiedy jesteśmy szczęśliwi? Każdy z nas stara się osiągnąć szczęście. Wydaje się być to najwyższym celem naszego istnienia, naszego życia. No i dlaczego nie jest to takie łatwe? Więc teraz pomyśl sobie o trzech sytuacjach, które dostarczyły ci szczęśliwości w minionym tygodniu. Okej? Dam ci minutkę.
Tylko trzy sytuacje. Przywołaj z pamięci trzy sytuacje, w których to czułaś się czy czułeś się szczęśliwy w okresie ostatniego tygodnia. No i co? I okazuje się, że to może nie być aż takie łatwe dla niektórych. Więc może ułatwię trochę sprawę tym, którzy mają problem ze stworzeniem tej listy z trzema pozycjami. Dajmy na to teoretycznie zjadłeś smaczny posiłek. To jest moment, w którym poczułeś się szczęśliwy. Spotkałeś się ze swoimi dziećmi chociażby. Czy spotkałaś się ze swoimi dziećmi? Również jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, że jest to moment szczęśliwości, prawda?
Czy też chociażby kupiłeś nowy samochód. To tylko teoretyczne przykłady, ale co mają ze sobą wspólnego? Łączy je przemijalność, moi drodzy. Czyli żadne z tych zjawisk czy smaczny posiłek, czy spotkanie z rodziną, czy jakiś nowy sprzęt. Ten stan nie trwa wiecznie. On po prostu przemija. Zawsze czegoś chcemy więcej. Kiedy osiągniemy pewnego rodzaju zaprojektowany przez nas sobie pułap, zawsze chcemy czegoś ponad to. Chcemy jeszcze więcej. Więc o co w tym wszystkim chodzi?
Okazuje się, że szczęśliwość bardzo mocno zależna jest od naszej woli. To są tak naprawdę wszystko nasze zachcianki, czyli to, co chcę i jeżeli to osiągnę, to sprawi mi przyjemność. To sprawi mi swego rodzaju szczęśliwości, prawda? Czy nam się coś podoba, czy nie podoba, czy coś lubimy, czy nie lubimy ma olbrzymi wpływ na naszą ocenę sytuacji. To właśnie to decyduje o tym, czy jesteśmy szczęśliwi, czy nie. Więc ten element wolnej woli, którą to dysponuje każdy człowiek, wydaje się mieć tutaj szalenie ważny charakter. Znowu wracamy do nagromadzonego przez nas umysłu, nagromadzonego w tym sensie, że nie jest to umysł nam nadany odgórnie, tylko jest to po prostu zbiór, zespół doświadczeń, które to nabywamy podczas naszego doświadczenia bycia człowiekiem. Więc ten umysł będzie stworzony przez różnego rodzaju warunki, w których to pojawiamy się. Warunki wychowawcze w naszej rodzinie, warunki kulturowe. Będzie to również nasze łaknienie czy też nasza potrzeba, czy też pożądanie.
Dlatego, że możemy zaspokoić, ale tylko tymczasowo te wszystkie zachcianki naszego umysłu. I to kojarzy nam się ze szczęściem, ale właśnie bardzo szybko przekonujemy się, że wszystko ma charakter przemijania, że nic nie trwa wiecznie i nawet nasze szczęście, nawet nasze przyjemności, nie wiadomo jak drogie i jak bardzo wielki wysiłek musieliśmy włożyć w to, aby osiągnąć tego typu stan. To ten stan prędzej czy później przemija. Bo wszystko się zmienia, a my nadal będziemy zawsze chcieli więcej niż to, czego osiągnęliśmy. To będzie ten pęd, ta nasza ambicja, która kieruje naszą ludzką naturą. Więc jeżeli teraz zrobię przerwę muzyczną chociażby i zaprezentuję utwór jazzowy w wykonaniu Leszka Możdżera, to dla jednych, zdaję sobie doskonale sprawę, będzie to wyzwaniem, aby wysłuchać kawałka do końca, dlatego, że będzie to muzyka jazzowa, być może jakaś skomplikowana, niezrozumiała dla niektórych, natomiast dla innych będzie to prawdziwa uczta dla ducha, prawda? Wypełniona emocjami, wypełniona pięknem i energią. Swoją drogą nie wiem, jak można by nie docenić kunsztu muzycznego i sposobności, które otwiera przed nami Leszek. Człowiek moim zdaniem bardzo autentyczny, którego spotkałem osobiście parokrotnie, który rozumie tak naprawdę wiele na temat naszego życia i istnienia i dodatkowo dzieli się tym wszystkim z nami. Wybrał sobie, czy też został wybrany do tego, jak to on sam mówi, aby prezentować tego typu właśnie przekaz artystyczny.
Dla tych, co nie znają Leszka Możdżera polecam bardzo jego twórczość. Tutaj taka lekka reklama jego twórczości w Chacie mistyka. Pozdrawiam wszystkich fanów Leszka Możdżera i jego samego. Ale powróćmy do naszej opowieści. Chodzi tutaj o tą różnicę percepcji. Chodzi tutaj o tą różnicę w interpretacji owego utworu muzycznego. Więc ten sam utwór w tym samym czasie zagrany dla różnych ludzi jednym się spodoba, innym być może troszeczkę mniej. A to wszystko właśnie zakorzenione jest w naszych przyzwyczajeniach, w naszych upodobaniach, czy też w naszych schematach, czy innymi słowy paradygmatach odbioru rzeczywistości. Więc to, w jaki sposób zostałaś ukształtowana czy ukształtowany, będzie decydować o tym, co ci się podoba, co ci się nie podoba. Czyli na co dzień będziesz wyrażać głośno lub wewnętrznie opinię na temat wszystkich zjawisk, które to stają na twojej drodze.
Na temat wszystkich sytuacji, w których to uczestniczysz. Będziesz po cichu albo głośno nazywać ludzi. Ten jest idiotą. O, ten jest geniuszem. Wow! Ten mi imponuje, prawda? Ta jest ładna. Ta jest brzydka. Ten jest wesoły, a ten jest gburem i tak dalej. To jest właśnie ten wewnętrzny monolog, który serwuje nam umysł na co dzień.
Ta nieprzebrana projekcja tych werbalnych wymiotów, czy też niewerbalnych, wewnętrznych, które to serwuje właśnie nam nasz umysł. A teraz z drugiej strony popatrzmy sobie na małe dziecko Małe dziecko, które dopiero co przyszło na świat. Totalny zachwyt światem. Dynamika, energia, szczęście prawie że na okrągło. Dziecko, które tak naprawdę nie potrafi jeszcze wyrażać swoich emocji i komunikować się z innymi ludźmi, będzie w stanie wyrażać jedynie dwie emocje: płacz albo śmiech. Czyli coś mi się nie podoba, coś mi nie pasuje, coś mnie boli albo śmiech. Życie jest wspaniałe. Zachwyt, prawda? Właśnie ta przyjemność poznawania tego wszystkiego, ta nowość tego otoczenia, w którym przejawia się to dziecko. Praktycznie szczęście na okrągło.
Doświadczenie świata takim, jakim jest. Brudna kałuża to jest świetna zabawa, jak każdy wie. Można rozchlapać wodę, można poskakać w kałuży. O, motylek przelatuje! Jakie niesamowite to jest, prawda? Malutki kwiatuszek ma różne kolory i pachnie i tak dalej. I to jest właśnie świat dziecka. Dziecka, które nie ocenia, dziecka, które nie próbuje grać roli w społeczeństwie, które jeszcze nieprzesiąknięte jest ego i mylną interpretacją zjawisk i tak dalej. A co dzieje się w naszym dorosłym życiu? Dorastamy i co?
Uczymy się być poważni, zachowawczy, nieufni do siebie nawzajem. Każde z nas buduje swego rodzaju pulę lęku. Z tego biorą się również traumy. Z tego powstaje nietolerancja, rasizm, chore współzawodnictwo, zawiść wobec naszych sąsiadów, wobec naszych kolegów czy koleżanek w pracy i tak dalej. A teraz przypomnij sobie, kiedy miałaś, kiedy miałeś pięć lat. Ile czasu w ciągu dnia procentowo byłaś czy też byłeś szczęśliwy? To jest pytanie, które dedykuję dla ciebie. Zastanówmy się minutkę, ile tak naprawdę procentowo czasu byłaś czy też byłeś szczęśliwy, kiedy miałaś, miałeś pięć lat. Ja śmiało powiedziałbym, że minimum 95% czasu dziecka jest to po prostu czas szczęśliwości. A teraz z drugiej strony jako dorosły człowiek, ile procent dnia jesteś szczęśliwa, a ile procent zajmujesz się troskami, planowaniem, rozgrzebywaniem wspomnień, strachem, traumami i tak dalej?
Warto się nad tym zastanowić, co takiego zmieniło się od naszego pacholeństwa. Dlaczego nagle staliśmy się tak poważni? Dlaczego świat stał się taką przeszkodą dla nas? Dlaczego stał się tak nieprzyjaznym, tak zimnym, mrocznym i tak niedoskonałym w naszej opinii? Tutaj właśnie te proporcje mogą okazać się zupełnie odwrócone. 95% naszego czasu podczas dnia poświęcamy zmartwieniom, a tylko być może 5% kojarzy nam się z satysfakcją. To teraz bardzo szybko. Ile czasu łącznie byłeś szczęśliwy dzisiaj? Ile czasu łącznie byłaś szczęśliwa dzisiaj? Nie w ciągu zeszłego tygodnia, ale tylko i wyłącznie dzisiaj.
Mam nadzieję, że byłaś szczęśliwa i jesteś w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Przynajmniej byłem szczęśliwy godzinę dzisiaj. Podczas całego mojego dnia nie było łatwo, było dużo stresu, borykałem się z problemami, było ciężko, w pracy było niemiło, niesympatycznie, ale podczas całego dnia udało mi się być szczęśliwym przez godzinę. Z całego dnia, moi drodzy. Jeżeli jesteś w stanie przyznać się przed samym sobą, że byłaś szczęśliwa, byłeś szczęśliwy przez godzinę, to ja myślę, że to już jest naprawdę całkiem dobre osiągnięcie. Moi drodzy, godzina z 24 godzin to nie żart. Więc dlaczego tak się dzieje? Dlaczego dążymy do takiego miejsca w naszym funkcjonowaniu, w naszym życiu? Czym różnimy się tak naprawdę w naszym dorosłym życiu od pięciolatka? Wielu z was odpowie mi być może, że różnimy się poziomem energii od takiego dziecka.
Otóż moi drodzy, to nie jest prawda. Pula energii jest jedna i niezmienna na tej planecie. Nic tak naprawdę z tej planety jeszcze nie uciekło, poza paroma sondami kosmicznymi, które wysłaliśmy w otchłań kosmosu. Natomiast wszystko inne na tej planecie to jest obiekt zamknięty i jest to obiekt, który biegnie, jak to sama nazwa wskazuje, więc nic nie stoi w miejscu. Wszystko jest zmienne, wszystko przemija, wszystko ma charakter dynamiczny. Dlatego energia będzie przekierowywana, będzie wiecznie płynęła. Teraz czy my ją będziemy tracić? Tak naprawdę pobieżnie na to spoglądając, być może tak, ale czy jesteśmy w stanie ją odzyskać? Definitywnie tak. I czy jesteśmy w stanie kontrolować tą naszą pulę energii życia?
Definitywnie tak. I dlatego właśnie techniki Kriya jogi. Kriya, czyli akcja wewnętrzna, to oznacza to słowo „kriya”. „Yoga”, czyli zespolenie Pogodzenie się czy też współbycie ze wszystkim. Powrót do źródła, bycie jednością. Przeciwieństwo do owej dychotomii, do owego napięcia pomiędzy krańcami, pomiędzy plusem i minusem. Właśnie joga oznacza unię i bycie w unii z sobą samym, ze Stwórcą i stworzeniem. To jest właśnie najwyższa forma istnienia człowieka. Do tego potrzebne są techniki. Do tego potrzebna jest medytacja, do tego potrzebna jest regularna praca.
Dlatego właśnie kriya yoga. Kriya, czyli umiejętność wykorzystywania przepływu wewnętrznej energii życiowej. To, kiedy mówię wewnętrzna energia i tak dalej, to są wszystko tylko słowa. To są wszystko tylko modele rozumienia. To nie jest tak, że tak naprawdę jest wewnątrz i na zewnątrz, dlatego że na pewnym pułapie świadomości, w pewnym stopniu ogarniania tego wszystkiego, dochodzisz do wniosku, że tak naprawdę nie ma kierunków, nie ma góra dół, nie ma lewo i prawo. Tak samo nie będzie wewnątrz i zewnątrz. Wszystko po prostu jest jednym polem energii, jest jedną pulą informacji. Dlatego również energia nie ucieka nam z tego obiegu. No tak, ale ja mam już 35, 40 lat i tu mnie strzyka, tu mnie łamie, a nie mam już kondycji. A takie dziecko jest jeszcze czyste, nieskażone i tak jest rzeczywiście.
Ale to, że czujemy się inaczej w naszym dorosłym życiu, uwarunkowane jest tym, że bardzo ciężko na to pracowaliśmy. Całe to nasze dziecięce życie próbowaliśmy zaimponować naszym rodzicom. Później jako nastolatkowie próbowaliśmy zaimponować naszemu otoczeniu, czyli odwieczne odgrywanie roli kogoś innego, kim nie jesteśmy tak naprawdę. A wydaje nam się, że nasze otoczenie, nasze środowisko oczekuje takiego wymiaru naszej formy, że próbujemy po prostu ten image, ten wizerunek dostarczyć temu otoczeniu. To jest naprawdę bardzo ciężka praca. To jest programowanie nas samych. To trwa latami. Cały system edukacyjny, który stworzony jest, jak gdybyśmy wszyscy mieli te same predyspozycje intelektualne i te same zainteresowania. To jest oczywiście bardzo błędne podejście do edukacji i szkolnictwa, ale dzisiaj nie o tym. Dzisiaj mówię o praktycznym aspekcie tych wszystkich technik, technologii duchowych, spiritualistycznych.
Więc powracając naszego pięciolatka, który to przejawia niesamowitą ilość energii, co tak naprawdę różni się w naszym dorosłym doświadczeniu życia właśnie z tym dzieckiem? Aby was nie trzymać dłużej w niepewności, moi drodzy, moją konkluzją jest to, że różnimy się z dziećmi naszym stopniem zaangażowania, po prostu zwykłym stopniem zaangażowania w nasze życie. Oczywiście być może mamy jakieś tam inne ułomności, które wiążą się z dorastaniem, ze starzeniem. Być może mamy inną elastyczność w stawach, coś nam strzyka, coś nas boli, ale poziom żywotności jest tak naprawdę ten sam. Bo zastanówmy się, czy jesteśmy w stanie być mniej żywotni niż pięciolatek? Jesteśmy w stanie przejawiać mniej dynamiki, ale czy możemy być mniej żywi? Bo o to w tym momencie pytam. No raczej nie. Przecież nie jestem półżywy, dlatego że jestem w połowie mojego życia statystycznie, czy też nie jestem już prawie nieżywy, bo jestem pod koniec mojego życia. Ja jestem nadal bardzo żywy.
Jestem tak samo żywy jak owy pięciolatek, jak owo nowo narodzone dziecko. Tylko gdzie jest ta energia, którą dysponuje pięciolatek? Więc ta energia nadal tutaj jest. Ona nadal jest obecna. Ta energia nadal zasila ten ludzki skafander kosmiczny, którym jest nasze ciało, tą biologiczną formę, te tkanki, te wszystkie procesy zachodzące w organizmie. Ale umysł zaczął pracować przeciwko mnie gdzieś podczas tego procesu wychowawczego, gdzieś podczas tego procesu dorastania. Więc to są moje przyzwyczajenia, to są wszystkie moje wygody. To, co lubię, to co nie lubię. Łóżko jest za twarde, mój obiad nie był wystarczająco podgrzany czy też odgrzany, więc to wszystko przekłada się na to, co jem, w jaki sposób jem, jak siedzę, jak po prostu zostałem zaprojektowany i jak sam się zaprojektowałem do momentu, w którym to istnieje w obecnej chwili. Być może ta elastyczność nie jest już ta sama co u pięciolatka, ale żywotność nadal może być ta sama i ona jest ta sama, tylko my ją w pewien sposób ignorujemy.
Spychamy po prostu w ten właśnie zacieniony kąt naszego umysłu, w którym to nie musimy pozornie zajmować się owymi sprawami. Na to wszystko składa się stopień naszego zaangażowania, sprawność mojego ciała, wyzwolenie z myśli czy też z emocji przychodzi również z moimi praktykami jogi. Dlatego, że ja praktykuję nie tylko ciało po to, aby ono było w stanie właśnie wykorzystać w pełni tą pulę energii, ale również praktykuję umysł tymi właśnie długogodzinnymi sesjami siedzenia, medytacji. Próbuję odciąć się od myśli. Próbuję zdystansować się od emocji, dlatego że to są moje myśli. To są moje emocje, ale to nie jestem ja. Ja jestem istotą, która zanurzona jest dużo głębiej. Te myśli, te wszystkie traumy, te emocje, te dramaty, one nie mogą powodować moim życiem i jakością mojego życia, a za czym idzie moją szczęśliwością. Ja chcę być panem własnego losu. Chcę być wolny dlatego, że tylko kiedy jestem wolny, to wtedy mogę być szczęśliwy.
Pamiętacie? Jeżeli coś dzieje się przeciwko mojej woli, to będzie wiązać się ze stanem przeciwnym, czyli z nieszczęściem. Moja praca codzienna, praca zarobkowa wiąże się również z poświęcaniem jej dużej puli energii. Ta energia jest dana, tylko uczę się wykorzystywać tą energię w odpowiedni sposób, dysponować ją w odpowiedni sposób. To jest właśnie kriya. To wszystko ma aspekt szalenie praktyczny. To nie jest tylko moment, kiedy siedzę i wykonuję praktykę. To powoli zaczyna przejawiać się na wszystkie działania mojego codziennego dnia, na wszystko to, co robię, na wszystkie sytuacje, w których się pojawiam. Nabieram dystansu. Nie angażuję się emocjonalnie w dramaty dlatego, że to kosztuje dużo energii.
To wszystko, o czym mówię jako metoda, nazywa się joga. Joga oznacza unię. Jest to symbioza, jest to zespolenie z całym istnieniem. Świetna rzecz, naprawdę polecam bardzo serdecznie wszystkim gościom Chaty Mistyka. Joga jako technologia, jako metoda indywidualna dla każdego z was. Nie kojarz sobie tego z studyjnymi grupami i sesjami jogi raz w tygodniu. Ja kiedyś też tak myślałem. To jest rzecz, która może być i powinna, moim zdaniem, być rzeczą bardzo indywidualną. Oczywiście musisz przejść przez cały proces inicjacji. Musisz spowodować, że te wszystkie techniki zostaną zaimplikowane w codzienności.
Musisz się odprogramować, aby zaprogramować się na nowo, aby wdrożyć te wszystkie nowe nawyki do każdego dnia, w którym jesteś. Pomimo tego, że pozornie wydaje się początkowo, że nie masz na to czasu, że ty już tego nie zmieścisz, że nie masz na to energii. Ale korzyści, które wypływają z tej metody, są nieporównywalnie większe od tego wkładu, od tej dedykacji, od tej regularności, którą musisz zadedykować tym praktykom dziennie. Bardzo serdecznie jeszcze raz ponownie zapraszam i zachęcam wszystkich do zapoznania się z technikami medytacji i z technikami jogi. Oczywiście są też inne metody. Moją metodą, moją ścieżką jest ścieżka jogi i dlatego z własnego doświadczenia wiem, że ta metoda działa. Jest to dlatego technologia, jest to coś, co działa. To wszystko pozwala ci docenić ten wspaniały fenomen funkcjonowania, ten fenomen życia. W przeciwieństwie do codziennego, bezbarwnego, że tak powiem, funkcjonowania. Na co dzień mijamy to samo drzewo w drodze do pracy, nawet go nie zauważamy.
To drzewo, które jest częścią twojego systemu oddechowego tak naprawdę. Popatrz na to, jaki to jest niesamowity fenomen. To, co drzewa wydychają, ty wdychasz, a to, co ty wydychasz, wdychają drzewa. Zobacz, jak jesteś zależny od tego całego systemu biologicznego, całego twojego otoczenia. Te twoje płuca, to serce pompujące krew i cały ten system krwionośny nie mają w ogóle jakiegokolwiek znaczenia, jeżeli nie będą wokół ciebie obecne drzewa. To nie jest tylko twoja indywidualna zasługa i twój indywidualny system biologiczny, który jest doskonały notabene, ale również zauważ to, że częścią tego procesu, częścią tego samego systemu biologicznego, który pozwala ci oddychać, są owe drzewa na zewnątrz. Rozumiesz, o co mi chodzi? Te liście produkujące tlen dla twojego organizmu nie wiszą w środku twoich płuc. One są na zewnątrz ciebie, więc doceń to. Uśmiechnij się, dotknij to drzewo.
Podziękuj temu drzewu czasami. A my co? Idziemy do tej pracy. Znowu to samo drzewo. Nawet na nie nie zwracamy uwagi. Jakiś motylek przeleci. Motylek? To nawet nie motyl. To jakaś ćma. Tutaj właśnie, moi drodzy, docieramy do esencji moich dzisiejszych rozważań.
Co jest niezbędne, abyśmy mogli doznawać szczęścia? Wspomniany przeze mnie stopień zaangażowania. To jest wszystko gra. To, w czym uczestniczymy, jest to gra życia. To doświadczenie bycia człowiekiem, to tak naprawdę jest iluzja. Czy można grać w jakąkolwiek grę bez pełnego zaangażowania? Można, ale wtedy jakiego rodzaju to będzie gra? Wtedy czas nam się będzie dłużył. Tak naprawdę nie będziemy mieli z tego żadnej przyjemności. Skoro już jesteśmy w tej grze, skoro w niej uczestniczymy, co nie jest zwykłą rzeczą, z takiej potężnej puli prawdopodobieństwa tego potencjału jesteś tu.
Zauważ to. Budzisz się codziennie rano. Powinieneś czy powinnaś budzić się z uśmiechem, bo tysiące ludzi, którzy położyli się spać zeszłej nocy, nie budzą się tego dnia. Zdajemy sobie z tego sprawę. Więc wow, znowu się udało. Znowu mam kolejną szansę, kolejny dzień. Więc wykorzystajmy to. Stopień zaangażowania będzie powodował charakter jakości tej naszej gry, w której uczestniczymy. Skoro jesteśmy już w tej grze, oczywiście w tej grze uczestniczy również nasza ludzka wolność. To my mamy tą potężną moc.
Nasza wolna wola to jest jakość, której nie jesteśmy w stanie przecenić tak naprawdę. Wyobraź to sobie. Jesteś wolną osobą. Wyobraź sobie więźnia w małej celi w więzieniu. Teraz zobacz, jeżeli dasz temu więźniowi większy pokój, większą celę, to on będzie się czuł niesamowicie szczęśliwy, dlatego, że spędził chociażby parę lat w małym pokoiku pośród czterech ścian. Kiedy ty mu dasz teraz większą przestrzeń, to jego poziom szczęśliwości dramatycznie wzrośnie, dlatego, że powiększy się tym samym obszar jego wolności. Pomimo tego, że ta wolność nadal będzie ograniczona, to obszar tej wolności będzie dużo większy, niż był wcześniej. Ale znowuż po pewnym czasie czegoś zacznie brakować, dlatego, że owy więzień w celi będzie miał aspiracje, aby posiadać jeszcze większą celę. To wszystko są nasze upodobania. To wszystko bardzo mocno wiąże się z fenomenem ego.
Ego, czyli to, co tworzymy, ten wizerunek nasz, ta rola, którą odgrywamy przed społeczeństwem, to jest to, co nazywam tutaj ego. Rzecz, która jest tak naprawdę poniekąd niezbędna do naszego funkcjonowania i do naszych interakcji pomiędzy ludźmi, ale z drugiej strony rzecz, która powinna być kontrolowana przez nas samych, nie na odwrót. Więc jeżeli ta złudna, mylna interpretacja naszych istnień przejmuje pałeczkę, przejmuje kontrolę i zaczyna decydować o jakości naszego życia i o tym, w jaki sposób postępujemy, to tym samym zaczyna być ograniczana nasza wolność znowuż. To nie w ten sposób ma działać ego. Ego ma działać dla nas jako narzędzie. Czyli jestem w pracy, potrzebuję do tego jeden rodzaj ego. Nie ma problemu. Wychodzę z pracy, wracam do domu. Jestem ojcem rodziny. Do tego potrzebuję troszeczkę inne ego.
Jestem naukowcem, przyczyniam się do rozwoju myśli i technologii ludzkiej. Muszę mieć troszeczkę inne ego. I tak dalej. Więc to nie o to chodzi, że ego jest rzeczą negatywną i z góry należy je likwidować. Nie. Chodzi o to, abyśmy my byli w stanie wykorzystywać to narzędzie, a nie aby narzędzie powodowało nami. Dlatego, że ta możliwość decydowania jest właśnie jedną z najwyższych cnót naszych ludzkich. Podobnie ze szczęściem. Na siłę nikogo nie jesteś w stanie uszczęśliwić. Musisz coś chcieć, aby to stało się źródłem twojego szczęścia.
Tutaj, w tych rozważaniach warto uświadomić sobie również to, jak skromnym pyłkiem w kosmosie, w tej tkaninie stworzenia jest każde z nas. Z jednej strony jestem niczym, ale z drugiej strony jestem kosmosem. Jestem wszystkim. Jogini mówią, że cały świat można spakować w ziarnku gorczycy. Albo inaczej, ocean zawiera wiele kropli wody, ale każda z kropli jest też oceanem. Teraz ta perspektywa, na którą spoglądamy, na nasze istnienie, na tą naszą ludzką grę, w której bierzemy udział, jest tutaj bardzo istotna. Możemy czuć się z jednej strony malutcy. Być może wydaje nam się, że nasza moc jest niewystarczająco wielka. Tak naprawdę uprzytomnijmy sobie to raz na zawsze, że jesteśmy częścią tej samej układanki. Właściwie nie jesteśmy nawet częścią.
W sposób transcendentalny, kiedy wykroczymy poza te wszystkie ograniczenia, które serwuje nasz umysł, jesteśmy w stanie obejrzeć cały wszechświat, całe stworzenie z dużo wyższego pułapu, w którym to zauważymy, że my nie jesteśmy częścią, ale my tak naprawdę jesteśmy materiałem i twórcą tego całego przedsięwzięcia. Ponadto każde z nas, każdy element tej układanki ma do spełnienia rolę w tym wszystkim i ogół nie może istnieć bez udziału tego najmniejszego elementu. Czyli każdy z tych elementów, każdy z tych ogniw łańcucha jest tutaj szalenie istotny. Jeżeli przerwiesz jedno z ogniw łańcucha, to runie cały łańcuch. I to właśnie w ten sposób wygląda. Pozornie jesteśmy malutcy, jesteśmy tym pyłkiem zamieszkującym jakiś kolejny pyłek w jakiejś galaktyce, który znajduje się na skraju wszechświata. Aczkolwiek każdy element tej układanki jest tutaj szalenie istotny i jest konieczny do funkcjonowania całości. Czy cały świat może być taki, jakim bym sobie życzył? No nie, ale ja mogę być takim, jakim oczekuje mnie wszechświat. No ale co w tym praktycznego, Bart?
Mój sąsiad nadal jest chamem. Szef w pracy zły. Samochód nie ten. Żona nie taka. Wszystko nie. To wszystko, moi drodzy, nazywa się opór. Opór, który wywodzi się z mojej wiary w coś. Czyli kiedy popadłem w pułapkę wiary, nie mówię tutaj tylko o religii, ale jest to definitywnie przejaw właśnie taki naoczny. Tego, jak dalece może zaciągnąć nas w niewłaściwym kierunku pułapka wiary. Więc jeżeli w coś wierzę, to wydaje mi się, że coś powinno być takie, a nie inne.
Coś powinno być takie, jak ja chcę. I jeżeli to nie jest takie, jak ja bym sobie tego życzył, to pojawia się automatycznie gdzieś wewnątrz mnie opór, który wywodzi się z mojego zaprogramowanego wcześniej umysłu. Być może wywodzi się to z moich lęków, z jakichś przyzwyczajeń czy z tuzina innych powodów, z których nie zdaję sobie po prostu sprawy. Cały ten opór, całe to stawianie się okoniem przysłowiowym, to wszystko wymaga cholernie dużo energii, moi drodzy. To ciągłe procesowanie informacji w mojej głowie, martwienie się tym, czego tak naprawdę nie ma. Narzekanie, narzucanie opinii, odmawianie. Wszystko nie. Po prostu z automatu nie, a dopiero później ewentualnie się zaczynam nad tym zastanawiać. Opór wymaga bardzo wiele wysiłku. Ciężko się po prostu płynie pod prąd rzeki, prawda?
Mając na uwadze to wszystko, nic dziwnego, że jesteśmy ciągle zmęczeni, moi drodzy. Ten opór, stawianie oporu wymaga naprawdę wielkich puli energii. Świat nie może i nigdy nie będzie takim, jakim to sobie go życzymy. Jeżeli chcesz się bawić w Boga Stwórcę , to jest to kompletnie inna gra. To wszystko zostało bardzo skrupulatnie zaprojektowane przez dużo wyższą inteligencję niż ty sam, niż ty sama. To stworzenie wokół ciebie to jest absolutny fenomen. Ty możesz studiować jeden liść drzewa przez całe życie i ty nadal nie będziesz wiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi, jak to funkcjonuje, jak to powstało, jak to jest w ogóle możliwe, jak to wszystko działa, jak jest skomplikowane, a zarazem proste w swojej funkcjonalności. A ty jako ten pyłek nagle decydujesz, że ty chcesz decydować o wszystkim i jeżeli coś nie przebiega po twojej myśli, to pojawia się problem i opór. Tutaj właśnie zaczynasz wystosowywać swoje opinie. Coś lubisz, a coś nie lubisz.
Coś nazywasz dobrym, a coś nazywasz złym. Więc co z tym wszystkim zrobić? Co zrobić z tym, że świat nie jest idealny i że chcielibyśmy, aby rzeczy były lepsze? Być może mamy nawet pomysły na to, jak udoskonalić życie naszego otoczenia i wszystkich związanych z naszym własnym szczęściem. Odpowiedź jest jedna i jedyna. Po prostu się musisz z tym pogodzić. Zaakceptujmy to, że świat i stworzenie są takie, jakie są, a nie takie, jak nam się podoba. Dla ciebie być może, mam nadzieję, że nie, życie jest ponure, przytłaczające, niesprawiedliwe, a tak naprawdę życie jest cudowne, inteligentne, najlepsze, jakie może tak naprawdę być. W twojej konstelacji, w twoim otoczeniu, w tym czasie, w którym się przejawiasz, jest to najbardziej idealna forma przejawiania się twojej osoby, twojej duszy, aby odbyć to doświadczenie, aby się nauczyć tego, czego zabrakło ci podczas twojego wcześniejszego wcielenia. Więc kto decyduje o jakości twojego istnienia i o stopniu twojego zaangażowania i uczestnictwa w życiu?
Pan Bóg o tym decyduje, czy ty? Rzeczy, ludzie i sytuacje są po prostu jakie są. Ani dobre, ani złe. Być może dla nas czasem tragiczne, szokujące, ale tak naprawdę stoi za tym dużo wyższa inteligencja. Musimy sobie to uświadomić, uprzytomnić. Przecież jeżeli tak potężna inteligencja była w stanie stworzyć tą rzeczywistość, to tutaj naprawdę nic nie dzieje się przypadkowo. Pomimo naszego pozornego oglądu. My jako ludzie możemy mieć ambicje, jakieś cele. To jest wszystko okej. To napędza nasz rozwój jako ludzi.
To sprawia właśnie ten dynamiczny charakter, którym to kieruje się ewolucja. Ale musimy również wykazać pewną akceptację świata, każdego momentu, różnic, czy też ułomności w naszej subiektywnej niedoskonałości. Nawet ból, taki zwykły fizyczny ból może stać się naszym sprzymierzeńcem. To tylko jest kwestia, która zależy od tego, jak do tego bólu podejdziemy. Fizyczny ból jako odczucie jest tak naprawdę niezbędny do naszego przetrwania, do przetrwania naszego biologicznego organizmu. Dlatego, że jak oparzysz sobie rękę w ognisku, to wiesz, że masz nie wchodzić do tego ognia, prawda? W przeciwnym wypadku po prostu spłoniesz i twoje ciało fizyczne przestanie istnieć. Jak złamiesz nogę chociażby to wiesz, że masz nie chodzić, bo inaczej możesz sprawić, że będzie jeszcze gorzej z twoją nogą. Takie są zasady tej gry. Więc teraz czy my zaakceptujemy te zasady gry, czy zaczniemy po prostu je implikować, czy zaczniemy posługiwać się nimi w naszym doświadczeniu zależy tylko od każdego z nas z osobna, dlatego że właśnie mamy wolną wolę.
Uczestniczymy wszyscy w tej grze w materializm, więc nawet ból jest okej, ale jak się nim zbytnio zajmiemy, to przy udziale umysłu ten ból zamienia się często w cierpienie. Cierpienie, czyli już jest to efekt głębszy czy też długotrwały, można by powiedzieć. Podobnie jest z naszymi emocjami i z naszymi uczuciami. Znowuż, jeżeli coś nam się podoba, to czujemy się spełnieni, zadowoleni, odczuwamy przyjemność, chcemy tego więcej. To nie jest szczęście. To jest tylko krótkotrwałe zjawisko. Jeżeli coś nam się natomiast nie podoba, jest nie po naszej myśli, czegoś się boimy chociażby, to zaczynamy wytwarzać owy opór. To zaczynamy przeciwstawiać się temu zjawisku. To przejawia się często jako agresja, jako nienawiść, jako zazdrość, jako współzawodnictwo i tak dalej. Co jest praktyczną odpowiedzią na niechęć i opór zatem?
No właśnie akceptacja. „Bądź jak woda” mawiał Bruce Lee. Wybierz drogę najmniejszego oporu. To miał na myśli. Dostosuj się do kształtu każdego naczynia, w którym jesteś. Spływaj w dół. Nie staraj się iść pod prąd. Ale w tym wszystkim czy chodzi o to, aby być uległym? Aby być poddanym, czy też dającym się pomiatać innym osobom? To nie o to w tym wszystkim chodzi.
Schowaj ambicje w kieszeń. Tak jest naprawdę dużo łatwiej. „Bądź jak woda” — Bruce Lee. Dostosuj się do kształtu naczynia, ale nie rób tego dlatego, że wymagają tego od ciebie inni, ale dlatego, że jest to twoja decyzja. To jest twój wybór. To jest twoja moc i twój przywilej jednocześnie, aby móc funkcjonować w każdym otoczeniu, aby móc się zaadaptować do każdej sytuacji w pełnej uważnej akceptacji. Być, po prostu być. Bez reagowania, bez angażowania się w dramaty. I wtedy wszystko stanie się prostsze, pełniejsze i łatwiejsze oraz przyjemniejsze, bez szarpania się. Stań się po prostu kapitanem własnego okrętu.
Czy jest to okręt piracki, czy jest to okręt floty morskiej? To już jest twój wybór. Ja osobiście jestem piratem, jak to często wspominam, ale wybór należy do ciebie, a inni niech żeglują po prostu najlepiej, jak tylko potrafią. Ty już umiesz nawigować, więc im lepiej nawigujesz, tym łatwiej unikniesz sztormu. Ale jeżeli nie uda ci się uniknąć tego sztormu, to ze swojego kapitańskiego mostku będziesz w stanie przeprowadzić całą swoją załogę bezpiecznie przez owe fluktuacje rzeczywistości. I jeżeli nie zagłębisz się zanadto w dramaty, to będzie to tylko i wyłącznie doświadczenie, które przysporzy ci nowej treści, nowej nauki. Być może okaże się nawet doświadczeniem groteskowym, z którego to będziesz po całym zaistniałym wydarzeniu po prostu się z niego śmiać lub wspominać sobie jako dowcip w przyszłości. I na tym to wszystko, moi drodzy, polega. Więc teraz już na sam koniec weźmy sobie wspólnie trzy głębokie oddechy przez nos, aby chwilę zamarynować się w tej pełnej akceptacji i docenić piękno tego stworzenia. Więc jeżeli trzymasz coś obecnie w rękach albo zajmujesz się czymś podczas słuchania tej audycji, to proszę cię o dosłownie minutę przerwy.
Odłóż wszystkie przedmioty. Jeżeli nosisz okulary, to ściągnij je również na chwilę okulary. Zamknij oczy i trzymając dłonie skierowane do góry na swoich kolanach, weź głęboki oddech przez nos. Zatrzymaj na chwilę powietrze w płucach i wypuszczając powietrze nosem, rozluźnij się. Teraz weź drugi głęboki oddech nosem. Zatrzymaj na chwilę wdech i wypuszczając powietrze nosem, zrelaksuj się jeszcze bardziej. Teraz weź trzeci głęboki wdech nosem, zatrzymując chwilę powietrze w płucach i wypuszczając powietrze nosem, zrelaksuj się już kompletnie. Jakże zrobiło się miło. Jakże zrobiło się świeżo, energetycznie. Już na sam koniec dzisiejszego spotkania z wami, drodzy goście Chaty Mistyka, mam dla was zadanie domowe.
Taka praca samodzielna. Więc kiedy przypomnisz sobie nasze dzisiejsze rozważania i nasze dzisiejsze spotkanie w Chacie Mistyka Spróbuj wprowadzić odpowiedni poziom uważności do swojego życia, aby kolejnym razem, kiedy pojawi się u ciebie sytuacja stresu czy sytuacja strachu, czy też jakieś poczucie niechęci wobec czegoś czy kogoś być może, to przypomnij sobie nasze dzisiejsze spotkanie i kiedy pojawi się taka sytuacja i zdołasz to sobie uprzytomnić w porę, zanim wezmą górę emocje, zamiast oporu, zanim zacznie się dramat, wykaż się zwykłą ludzką akceptacją, zrozumieniem i współczuciem. Zauważ również, jak łatwo to ci przychodzi, kiedy jesteś uważny, kiedy jesteś uważna. Jak łatwo przychodzi ci zażegnanie kryzysu, znalezienie rozwiązania czy po prostu pójście dalej. Zauważ również, co zmieni się, kiedy zastosujesz akceptację zamiast oporu. I to jest wasze zadanie domowe, moi kochani. Jeżeli macie ochotę podzielić się swoim doświadczeniem tej praktyki, tej praktyki życiowej, to bardzo miło mi będzie, kiedy zostawicie komentarz pod audycją w archiwum YouTube albo w archiwum Radia Paranormalium w kategorii Chata mistyka. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Mam nadzieję, że te parę praktycznych wskazówek dzisiejszych przyczyni się do waszego zaangażowania w życie, do docenienia tego wspaniałego fenomenu, w którym to wspólnie uczestniczymy. Mam skromną nadzieję, że udało mi się skłonić was do samodzielnych kontemplacji na ten temat, zachęcić was również do indywidualnych praktyk.
Czekam z niecierpliwością na komentarze. Mam nadzieję, że usłyszymy się niebawem, aczkolwiek w praktyce myślę, że będzie to parę miesięcy, dlatego że jestem zajęty obecnie troszeczkę innymi sprawami, ale jak tylko nadarzy się okazja do nagrania kolejnej opowieści, kolejnego epizodu Chaty mistyka, na pewno tą okazję postaram się wykorzystać. Póki co żegnam się z wami wszystkimi. Bądźcie zdrowi, bądźcie szczęśliwi, bądźcie pozytywni i przepełnieni energią życia. Namaste. Pranam. Chata mistyka.