[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Poniedziałek, 9 grudnia 2019 roku. Mamy poniedziałek właśnie tak, jak przed chwilą zresztą nieomylnie w tym przypadku stwierdziłem. Na moim zegarze jest godzina 20:01, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji, na którą wielu z państwa czeka każdy poniedziałkowy wieczór. Audycja Świat oczami duszy, audycja o świadomości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:53] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[00:57] - Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Można do nas dzwonić na nasze numery telefonów. Właściwie będzie można dzwonić. Także nasze numery telefonów to stacjonarny 32 746 0008, komórkowy 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:08] - Dziękuję panie Marku. Jeszcze raz kochani, witam was bardzo serdecznie. Panie Marku, tutaj właśnie dostałem informację od jednej z naszych słuchaczek, że jest jakiś problem, bo retransmisja Radia Paranormalium jest bez dźwięku. Nie wiem, o co chodzi.
[02:28] - Będę musiał zobaczyć. Właśnie Mrs Treehouse napisała, że na YouTubie zapanowała jakaś taka dziwna cisza, więc zaraz to ogarnę i powinniśmy się normalnie usłyszeć.
[02:42] - Dobra, to ja pana zostawiam z problemami technicznymi, bo w tej kwestii za specjalnie oprócz dobrych chęci niewiele pomogę. A ja w takim razie będę robił swoje. Pan robi swoje, ja robię swoje. Kochani, ponieważ Ghost, czyli jeden z naszych dzielnych i wiernych słuchaczy, ostatnio chyba zajął się bardzo intensywnie pogłębianiem miłości do swojej córeczki i jego aktywność trochę nam, że tak powiem, spadła. Więc nie będzie dzisiaj Kwadransu Bobasa i przejdę od razu do tematu, ponieważ temat będzie jak zwykle i jak każdy ważny. Natomiast temu chciałbym poświęcić też czas, tak w miarę możliwości bez przerwy i bez presji, że już powinienem swoje gadulstwo okiełznać. Jeszcze tylko odpisuję tutaj, bo niektórzy słuchacze, którzy mają ze mną kontakt, piszą właśnie o jakichś problemach technicznych, z którymi pan Marek właśnie walczy.
[04:07] - Mrs Treehouse już napisała, że jest okej.
[04:10] - No to dobrze. To ja już też tą informację radosną i niewątpliwie pozytywną przekażę tym, którzy się do mnie odezwali. Więc zapraszamy. Jeżeli ktoś miał chwilę zwątpienia, to zapraszamy z powrotem do słuchania. Kochani, o czym będzie dzisiaj? Ponieważ jak zwykle ciężko przewidzieć, co się będzie działo na przykład podczas audycji oraz po audycji. Są takie audycje, po których mamy setki komentarzy, do których oczywiście jak zwykle zachęcam do czytania i do zapoznawania się. Tak akurat pod tą audycją zrobiło się tych komentarzy dwadzieścia parę. Natomiast jeden przykuł moją specjalną uwagę. Ten wątek się nie rozwijał zbyt długo, ale chciałbym go dzisiaj rozwinąć w audycji.
Nie powiem, że on nie był już w jakiś sposób poruszany mniej lub bardziej dogłębnie, ale ponieważ jesteśmy akurat w temacie miłości, to myślę, że jak byliśmy w temacie miłości, to myślę, że on się też dobrze wpisze jako kontynuacja. Już mówię, o co chodzi. Don Pietro napisał: „Jakimi metodami zmieniać podświadome przekonania?” Tutaj on osobiście pisze, że chodzi mu głównie o bełkot katolicki odnośnie gloryfikowania biedy, mantry powtarzane przez rodzinę i znajomych „bogaty to złodziej” i tak dalej. Programy wgrane jak u większości w wieku dziecięcym. Od dłuższego czasu kręcę się w kółko, coś mnie trzyma w miejscu, pomimo dużych możliwości. Wiem, że afirmacje, że silne emocje, ale choć trochę udało mi sięZmienić inne sprawy. To jak zaczynam grzebać przy tym dostaję bęcki i coś się sypie. Odpisałem, napisałem taki komentarz: „Przyznam, że to chyba największy problem większości ludzi, zmiana wzorców podświadomości”. Oczywiście jednym komentarzem nie da się odpowiedzieć na to pytanie, ale postaram się ten temat poruszyć w najbliższej audycji, co niniejszym za chwilę uczynię. Przeczytam jeszcze bardzo fajny komentarz Adama i radę, która z pewnością wielu z nas może się przydać.
To byłby świetny temat na audycję, ale teraz podpowiem jeszcze trzecią metodę, która będzie powolniejsza i spokojniejsza. To są intencje oraz obserwacja siebie. Zwróć uwagę na swoje myśli. Za każdym razem, jak wyłapiesz ten podświadomy wzorzec, którego już nie lubisz i masz już w intencjach nowy wzorzec, którym chcesz go zastąpić, ten stary, a masz go, bo opisałeś, tylko nie wiesz, jak go podmienić. Za każdym razem, jak się złapiesz na myśli i reakcji z zasiedziałego wzorca typu bogaty to złodziej, od razu po zauważeniu powiedz sobie: nie, nie chcę tak myśleć. Chcę myśleć, że bogaty jest... i tutaj trzy kropki wstaw, co ci tam pasuje. Na gloryfikowanie biedy możesz odpowiedzieć sobie: nie, bieda nie jest dobra. Bieda jest tylko chwilową chorobą, z której można się wyleczyć o własnych siłach. To gra długoterminowa.
W końcu będzie przełom i zmienisz swoje myślenie. Może zajmie ci to kilka miesięcy, kilka lat, a może tylko kilka tygodni. Ale zaplanuj ostateczny rezultat zawczasu, tak abyś osiągnął tylko takie konsekwencje, z których będziesz dumny i w pełni zadowolony. Na start nawet bym polecał postawę neutralną zamiast odwrotnej. Zamiast bogaty to złodziej może wystarczy ci: bogaty to normalna osoba tak jak ja, a zamiast bieda to cnota, bieda to naturalne konsekwencje. Z takiej neutralnej perspektywy będziesz w stanie lepiej ocenić, czy ci to wystarcza na tyle, aby nie przeszkadzało, czy chciałbyś przeskoczyć w bardziej spersonalizowane postrzeganie typu uwielbiam bogactwo, bieda jest złem. Tutaj oczywiście mam nadzieję, że ci pomoże z uśmiechkiem. Myślę, że to bardzo wielu osobom pomoże i tym tematem dzisiaj chcę się zająć, ponieważ uważam, że temat jest ważny. Już mówię. Dlaczego mamy jako ludzie takie problemy ze zmianą nawyków i co można by było zrobić, żeby to było prostsze?
Tak jak powiedziałem, pytanie jest bardzo ważne, a może nawet najważniejsze. Może poza pytaniem jaki jest cel i sens naszego życia. Pytanie jest ważne, ale też bardzo trudne. Jeszcze trudniejsze tak naprawdę jest znalezienie na nie odpowiedzi i skutecznej metody. Dlaczego o tym piszę? Dlaczego tak twierdzę? Ponieważ nie ukrywam, że dzisiaj przed audycją, mając troszkę czasu, postanowiłem grzebnąć w internecie. Powiem wam szczerze, po pierwsze, że nie ma na ten temat zbyt dużo, akurat wpisując metody transformacji podświadomości. Natomiast jest całe mnóstwo tematów związanych z rozwojem, z rozwojem osobowości, z rozwojem duchowości, z rozwojem samego siebie i tak dalej. Źródeł, pomysłów, sposobów jest całe mnóstwo.
Jest prosty, logiczny wniosek, że skoro tego tyle jest, to po pierwsze jest duże zapotrzebowanie na to, a po drugie jest też duży problem. Bo jeżeli byłby jeden skuteczny sposób, który działałby na wszystkich, to nie potrzeba by było aż tylu różnych metod. Wystarczyłaby jedna. Jeżeli byłby jeden środek skuteczny przeciwbólowy, który działałby na wszystko, to nie musiałoby być tych środków aż tyle. Chociaż akurat medycyna i branża medyczna to jest niezbyt właściwy przykład, bo uważam, że na świecie medycyna jest już tak rozwinięta, że dla każdego człowieka wymyślono przynajmniej jedną chorobę. I to wcale nie dlatego, żeby mu było lepiej. Ale to jest oddzielny temat. Jak widzicie, z ziemskiego punktu widzenia dowodów, wręcz prawie naukowych na to, że jest to bardzo trudne, znalezienie takiej metody na bezbolesną i skuteczną metodę transformacji wzorców podświadomości, jak widać na Ziemi nie brakuje tych dowodów. Mało tego, na ile trudne jest to zadanie niech świadczy to, że nawet Bóg nie znalazł na to sposobu. Nie znalazł sposobu i nie znalazł metody.
Dziwne, nie? To co Bóg zrobił? Ponieważ nie znalazł metody, jak zmienić ludzką podświadomość, to pozwolił nam doświadczaćI na własnych tak zwanych błędach i na własnej skórze uczyć się. Uczyć, czyli przekonywać, czy to, czego chcemy, jest fajne, dobre, miłe. Więc nawet on nie znalazł metody, żeby skutecznie zmienić naszą podświadomość. Dlatego dał nam duszę, wolną wolę i czas. I cytując klasyka stanął i powiedział: „Róbta, co chceta”. I ot i cała po pierwsze prawda o boskim planie wobec ludzkości. Bo przecież dokładnie tak właśnie się dzieje. Tak właśnie się dzieje od tysięcy lat.
W ten właśnie sposób zmieniamy jako ludzkość swoją podświadomość. I w zasadzie tym stwierdzeniem moglibyśmy tą audycję zakończyć i też zakończyć pewnego rodzaju dywagacje na temat, jak to zrobić. Bo wszystko to, co się dzieje, jest jakby w porządku. Tak właśnie wygląda transformacja, proces transformacji wzorców zapisanych w podświadomości. I to jest całkowicie naturalny proces, że tak powiem, zaplanowany przez Boga, przez źródło, skuteczny, aczkolwiek nie do końca przez nas, ludzi, akceptowalny. Więc zakończenie audycji w tym momencie i pozostawienie tego bez zmian i żeby się to dalej tam jakby kręciło według tego, co zostało już zaplanowane, ustalone i w jakiś sposób, no nie zaprogramowane, ustalone, tak? Ale to nie byłoby po ludzku, ponieważ audycja jest na ziemi i jest dla ludzi, to my oczywiście jako ludzie się co? Przecież my się nie poddamy i będziemy temat drążyć. Bo tak naprawdę to być może ten Bóg, źródło nie jest takie mądre, za jakie my je uważamy i może tam czegoś jednak mimo wszystko nie dopracował, może czegoś nie przewidział, a może nie zna nas tak dobrze, jak mu się wydaje. Więc oczywiście my temat sobie całkiem po ludzku podrążymy, tak?
Bo skoro przyjmiemy takie założenie, że Bóg może nie zna nas tak dobrze, to teraz jest dobre pytanie, czy my znamy siebie dobrze? Bo skoro któraś ze stron się myli, skoro dwie strony mają różne zdanie na ten temat, to najprawdopodobniej któreś z nich się myli. Więc skoro Bóg nas nie zna tak dobrze, jak mu się wydaje, to czy my znamy samych siebie? Więc spróbujmy się o tym przekonać, jacy jesteśmy, czyli co wiemy o samych sobie. Nie no, oczywiście wiemy, tak? Wiemy, co lubimy. Wiemy, co nam się podoba, czego nie lubimy. Wiemy, co nas denerwuje, co nas kręci, co nas raduje, co nas trapi, co nas boli i tak dalej, i tak dalej. To wiemy wszystko. Czyli wiemy to, o czym już rozmawialiśmy i ustaliliśmy w poprzednich audycjach.
Wiemy, co jest dla nas prawdą. Ale drążąc temat dalej, czy wiemy, co powoduje, że właśnie tacy jesteśmy? Bo wiemy, że różni ludzie, no bo każdy człowiek to trudno powiedzieć, ale różni ludzie na różne sytuacje reagują w różny sposób, tak? Dla jednego coś będzie wielkim problemem, na przykład emocjonalnym, powiedzenie komuś: „Nie, nie przyjadę jutro po ciebie do pracy”. Niby prosta rzecz, ale dla wielu ludzi powiedzenie czegoś takiego jest wielkim problemem. Albo: „Nie, nie zrobię tego dla ciebie” albo „W ogóle nie zrobię tego, nie zrobię czegoś takiego”. Albo nawet powiedzenie wprost: „Słuchaj, nie lubię twoich zachowań, nie lubię twojego poczucia humoru. Nie mam z tobą o czym rozmawiać. Wpływasz na mnie negatywnie, więc ograniczmy nasze kontakty do niezbędnych, ponieważ jesteśmy w pracy zawodowej, tak? Więc ograniczmy to do pracy zawodowej.
Ale nie zagłębiajmy tej, że tak powiem, znajomości. Nie przenośmy na inne płaszczyzny, ponieważ przebywanie w twoim towarzystwie działa na mnie męcząco. Nie jesteś złym człowiekiem, tylko ja się męczę w twoim towarzystwie. Udaję kogoś innego. Uśmiecham się, chociaż mnie to nie bawi”. Rozumiecie takie proste sytuacje dla niektórych ludzi są jak splunięcie. Mało tego, są często powodem do satysfakcji. Bo ja to jestem ja, a reszta to jest ktoś. A dla innych osób jest to poważne wyzwanie. Powiedzenie: „Nie zrobię tego”.
I tych różnic pomiędzy nami, pomiędzy ludźmi w sytuacjach rodzinnych, w sytuacjach związkowych, w sytuacjach partnerskich, w sytuacjach zawodowych, towarzyskich i tak dalej, i tak dalej jest całe mnóstwo.Coś, co dla jednego człowieka jest proste, dla drugiego człowieka może być problemem, który może go doprowadzić do depresji, a często nawet do samobójstwa bądź do wycofania się, do traumy, do całego mnóstwa negatywnych odczuć. Dlaczego tak jest? Co powoduje, co wpływa na to, jacy jesteśmy? Oczywiście rozmawialiśmy na ten temat i też nie będę tutaj mocno znowu tego rozbijał na czynniki pierwsze. Może bez wchodzenia w szczegóły, są dwa aspekty, które decydują o tak zwanej naszej osobowości i charakterze, czyli o tym wszystkim, co tak naprawdę decyduje o tym, jacy jesteśmy. Pierwszy, ten stricte ziemski, to jest podświadomość, czyli to, o czym tutaj w komentarzu była mowa i co dla naszego słuchacza było największym problemem. Jak ją zmienić? Podświadomość, czyli to, co często jest nazywane obcymi programami, matrycą czy chociażby wychowaniem. Jest to jeden z głównych czynników decydujących o naszej osobowości. Ale też jest i drugi.
Tym drugim czynnikiem, który decyduje o tym, jacy jesteśmy, jest nasza świadomość, czyli mądrość płynąca z naszej duszy. O tych zależnościach na różnych etapach życia, na różnych etapach rozwoju też już rozmawialiśmy, więc ten wątek pominę, a skupię się tylko na tym, co może powodować właśnie te problemy ze zmianą tych wzorców. Jak to zrobić? Kochani, żeby to dobrze tak naprawdę całościowo zrozumieć, spójrzmy na proporcje udziału w naszym życiu i w naszych decyzjach tych dwóch źródeł: podświadomości i świadomości. I żeby się temu lepiej przyjrzeć, trzeba by było rzucić okiem na ludzkość w perspektywie kilkuset, a nawet kilku tysięcy lat. Oczywiście ja też nie jestem historykiem ani jakimś znawcą, natomiast z tego, co ja w obecnym życiu wyczytałem, czego się dowiedziałem, to zainteresowanie świadomym rozwojem świadomości jest zjawiskiem, które pojawiło się tak naprawdę bardzo niedawno. Czyli udział świadomości, czyli udział mądrości płynącej z duszy w naszym codziennym życiu jest odkryciem tak naprawdę przełomu XX i XXI wieku. Wcześniej, patrząc na historię ludzkości, świadomą duchowością, żebyśmy mieli jasność, bo ja nie mówię o wszelkiego rodzaju kultach czy wyznaniach z pogranicza religijności. Nie mówię o tym, bo to towarzyszyło ludzkości zawsze. Tylko czy to miało jakiś związek ze świadomym rozwojem duchowości?
Owszem, były wykonywane różnego rodzaju obrzędy na rzecz istot duchowych, natomiast najczęściej one się odbywały pod przewodnictwem jednego człowieka. Natomiast cała reszta wykonywała określone czynności w rytm określonej muzyki bądź jakiegoś określonego rytuału i ze świadomością i ze świadomym rozwojem swojej duchowości nie miało to nic wspólnego. Przynajmniej w większości wypadków. To była bardzo podobna forma jak forma religijności, kiedy idąc do kościoła wykonujemy pewne czynności, wykonujemy pewne obrzędy, natomiast nie wynosimy z tego, przynajmniej gros ludzi nie wynosi z tego żadnej świadomej informacji. Po prostu wykonuje pewne rytuały, mniej bądź bardziej zaawansowane, w myśl bardziej lub mniej świadomego celu jednej osoby. Więc udział świadomości, udział mądrości duszy w życiu ludzi pojawił się stosunkowo niedawno. Owszem, byli ludzie znani, mądrzy, do dzisiaj cytowani, którzy zastanawiali się nad sensem ludzkiego życia w różnych aspektach, również duchowych, również w perspektywie duszy. Natomiast to były jednostki i to bardziej było nazywane filozofią niż rozwojem duchowym. Więc jak widzicie na przestrzeni-Tych tysięcy lat, o których cokolwiek wiemy z naszej historii, udział mądrości duszy w życiu codziennym był znikomy i dostępny dla bardzo małej ilości ludzi. To, czego my jesteśmy w tej chwili świadkami, ale też uczestnikami, jest odkryciem stosunkowo świeżym.
Więc jaki z tego jest logiczny wniosek? Logiczny wniosek dla mnie z tego jest taki, że skutecznym i najbardziej naturalnym sposobem i metodą zmiany podświadomości jest rozwój świadomości, bo to jest sposób, który wymyślił Bóg dla ludzi. Bóg, źródło, uniwersum. Róbta, co chceta. Ryżnijcie się, zabijajcie, mordujcie, okradajcie, cudzołóżcie, kradnijcie. Róbcie, co chcecie. Macie wolną wolę. Macie swoją ziemską podświadomość i nią się kierujcie, aż zrozumiecie, że to do niczego nie prowadzi. A jeżeli już, to do samounicestwienia, do samozagłady. I tak właśnie się dzieje.
Więc jedyną taką naturalną i dotychczas dostępną metodą transformacji podświadomości był rozwój świadomości, czyli zwiększanie procentowego udziału w naszym życiu naszej świadomości, naszej mądrości płynącej z duszy i wybieranie reakcji podświadomych. Więc naturalnym sposobem transformacji wzorców podświadomości jest rozwój świadomości. Pewnie co bardziej dociekliwi też dopatrzą się w tym pewnego rodzaju nieścisłości, bo wiele razy mówiłem, że nadmiar takiej wiedzy czasami działa zupełnie odwrotnie, a poza tym sama wiedza jest tylko naszym doświadczeniem mentalnym. Nie jest doświadczeniem emocjonalnym, nie jest doświadczeniem fizycznym, nie jest doświadczeniem duchowym. Jest doświadczeniem mentalnym. Ale wiedza jest tylko jednym ze sposobów poszerzania swojej świadomości. Jest jednym ze sposobów na poziomie mentalnym, ale jednocześnie jak najbardziej korzystnym. Tych sposobów na poszerzanie, na rozszerzanie swojej świadomości, oprócz oczywiście tego doświadczania, jest całe mnóstwo. Wszelkiego rodzaju medytacji. To, o czym tutaj też parę razy rozmawialiśmy, o różnego rodzajach, formach eksploracji OOBE, czy wszelkich prób wchodzenia w różne stany rozszerzonej świadomości, regresing.
To wszystko poszerza naszą świadomość na różnych płaszczyznach naszych doznań. Czy wiedza rozszerza naszą świadomość na poziomie mentalnym? Eksploracje już poszerzają naszą świadomość na poziomie duchowym. Na przykład regresing już poszerza naszą świadomość również na poziomie emocjonalnym. Wszelkiego rodzaju warsztaty, różnego rodzaju techniki komunikowania się z własną duszą, szukania własnego ja. To są wszystko sposoby na poszerzenie naszej świadomości, wspomagające i często pozwalające uniknąć różnego rodzaju pułapek. Może nie pułapek, różnego rodzaju przykrych doświadczeń, które są tak naprawdę najskuteczniejszą metodą poszerzającą naszą świadomość. Poprzez doświadczanie, poprzez zbieranie na własnym tyłku, na własnej skórze konsekwencji swojego własnego uporu płynącego właśnie z podświadomości. Metoda jest wolna, bo jak widzicie trwa już tysiące lat, ale jednocześnie jest bezpieczna, ponieważ oprócz poznawania zawiłości tego świata duchowego poznajemy również samego siebie i też cały czas mamy świadomość tego, do czego zmierzamy, co chcemy osiągnąć. Więc jeżeli mamy rozmawiać o sposobach, o metodach transformacji podświadomości, to rozwój świadomości jest metodą najbezpieczniejszą.
Aczkolwiek rozumiem też, że przychodzi taki moment w życiu każdego człowieka, który osiągnął jakiś poziom wiedzy, osiągnął też jakiś poziom na przykład doświadczeń duchowych poprzez podróże poza ciałem, poprzez różnego rodzaju doświadczenia w stanach rozszerzonej świadomości, poprzez różnego rodzajuWizję poprzez na przykład fizyczne współodczuwanie, czyli empatię na bardzo wysokim poziomie. I też dla ludzi, którzy dokładnie poznali mechanizmy, poznali zasady i chcieliby je zacząć wcielać w życie. Ja to rozumiem, że pojawia się w tym momencie irytacja, pewnego rodzaju zniechęcenie bądź zawiedzenie w komentarzu Don Pietro, że zaczynam przy czymś grzebać i dostaję bęcki i coś się zaczyna sypać. Znam zasady, nie potrzebuję już żadnych dowodów. Jestem głęboko przekonany o tym, że tak to właśnie wygląda. Wiem, co chcę osiągnąć. Wiem, co chcę zrobić. Wiem, jakim chcę być człowiekiem, bo wiem, że taki jest cel. Że celem jest, abym to ja się zmieniał, ale coś mnie trzyma za łydkę i jak próbuję cokolwiek zmienić, to dostaję za chwilę kopniaka w tyłek i wszystko zaczyna się sypać. Doskonale was, kochani, w takich momentach rozumiem.
I tutaj też macie dowód na następną rzecz: że z jednej strony namawiam was do zdobywania wiedzy, do poszerzania swojej świadomości również na poziomie mentalnym, ale też od razu wam mówię, że to jest dobre, fajne do któregoś momentu, bo i tak ostatecznym wnioskiem, do jakiego dochodzicie, jest to, że problem nie tkwi w świecie duchowym i skoro tam tego problemu nie ma, to tam się go nie da rozwiązać. Na poziomie duchowym. W sferach duchowych nie rozwiążemy problemu, który nie jest w sferach duchowych. Bo jeżeli wiemy, że chcemy być dobrym człowiekiem, że chcemy czynić dobro, że chcemy żyć miłością do siebie i miłością do innych. Szacunek, wolna wola, poszanowanie drugiego człowieka, empatia, sprawiedliwość, wolność dla siebie, ale również dla innych ludzi. To skoro już to wszystko wiemy, czyli to, czego mieliśmy się dowiedzieć i zrozumieć w świecie duchowym, już to wszystko wiemy. I wracamy z powrotem na ziemię z tymi wszystkimi przekonaniami i okazuje się, że problem jest tutaj, na ziemi. W czymś, co jest na ziemi. Nie w duszy, tylko tu na ziemi. I tym czymś jest nasza podświadomość.
Właśnie nasza podświadomość. I teraz, zastanawiając się nad tym, co trzeba zmienić. Jeżeli ktoś chodzi do lekarza przynajmniej od czasu do czasu, bądź ma jakieś doświadczenie, bądź ma znajomego lekarza, to wie, że najważniejsza jest diagnoza. Diagnoza, czyli znalezienie przyczyny. Gwarancją skutecznego leczenia jest znalezienie przyczyny choroby. Albo na przykład może inaczej. W wojsku, żeby wykonać jakąś misję, jakieś zadanie, jakiś atak, trzeba przeprowadzić zwiad. I tak samo jest w naszym życiu. Wiemy, że chcemy zmienić naszą podświadomość, ale trzeba zrobić zwiad. Trzeba postawić diagnozę.
Trzeba znaleźć przyczynę. Cały czas powtarzam, że wszelkie rzeczy i tak do nas wracają, bo tak naprawdę możemy to zrobić tylko i wyłącznie poprzez poznanie samego siebie. Bo żeby coś zmienić, trzeba wiedzieć, co trzeba zmienić. Co? I ewentualnie wtedy się zastanawiać na co. My bardzo często ten etap jako ludzie, również z punktu widzenia podświadomości, odpuszczamy. Bardzo często przechodzimy od razu do etapu „na co”, czyli jak bym chciał, żeby wyglądało moje życie. Czyli już się pojawia ta ziemska roszczeniowa postawa: ja chcę, żeby moje życie wyglądało tak, tak i tak. I nie stawiając diagnozy, nie robiąc zwiadu, nie poznając samego siebie, nie poznając przyczyny, nie jesteśmy w stanie niczego zmienić. A często próbując coś zmienić, wyrządzamy sobie jeszcze większą krzywdę.
I wtedy faktycznie mówimy: „Kuźwa, dlaczego tak się dzieje?” Ponieważ pominęliśmy etap tego, co chcemy zmienić. Zastanówcie się teraz, jak to wygląda w waszym życiu. Czy aby przyłożyliście wystarczająco dużo starania do tego, żeby zastanowić się nad tym, co jest waszym problemem? Ja przechodziłem przeróżne sytuacje w swoim życiu. Jak się na pewno domyślacie, gro z nich do przyjemnych nie należała. I na tamtym etapie swojego życia zadawałem sobie pytanie: Sławek, zrozum, jaki błąd popełniasz. Ponieważ jeżeli nie wyeliminujesz tego błędu ze swojego życia, popełnisz go po raz kolejny. Nie można zmienićMieć lepszego życia. Jeżeli się nie doszło do wniosku, nie zrozumiało, co spowodowało, że to życie jest takie, jakie jest. Jeżeli ktoś jest rozrzutny i nie zrozumie tego, że jest rozrzutny, to nie poprawi swojego budżetu nie eliminując rozrzutności ze swojego życia, prawda?
Więc bez rozpoznania tego, co trzeba zmienić, nie jesteśmy w stanie zrozumieć, co na co mamy zmienić. Ja kiedyś, znaczy nie tylko ja, ale o swoich, że tak powiem, jakichś tam różnego rodzaju perypetiach i przygodach. Na przykład nie mogłem zrozumieć, dlaczego pewne rzeczy na przykład działy się bardzo szybko w moim życiu i to zupełnie odwrotne do tych, które niby chciałem osiągnąć. W momencie, kiedy przeżywałem bardzo trudne sytuacje materialne jedną z często powtarzanych myśli i pragnień było: nie chcę mieć długów. Inaczej: chcę spłacić swoje długi. I dziwnym zbiegiem okoliczności wstawałem rano albo często budził mnie telefon od komornika albo od jakiegoś wierzyciela. Mówię: „Kurde, nie dość, że mam długi, to mnie jeszcze dobijają tymi telefonami i każą mi się znowu tłumaczyć, że nie mogę oddać pieniędzy, bo ich nie ma". I za jakiś czas przyszła refleksja, że tak naprawdę moje marzenie się spełnia. Jeżeli chcę spłacić swoje długi, to dzwonią do mnie moi wierzyciele, którzy chcą mi ułatwić kontakt, żebym mógł im oddać pieniądze. Zapomniałem o jednej rzeczy, że przyczyną moich długów jest brak pieniędzy.
Więc życzenie pod tytułem: chcę spłacić swoje długi nie jest równoznaczne z tym, że będę miał na to pieniądze. Dopiero jak zacząłem myśleć o tym, że chcę mieć pieniądze na spłatę swoich długów, sytuacja się zmieniła. Więc często w takich drobnych niuansach jest diabeł pogrzebany, jak to mawiają. Ale wynika to właśnie z tego, że omijamy etap: co mam zmienić? Zresztą ja akurat doświadczeń na poziomie finansowym miałem bardzo dużo i też właśnie bez zmiany, bez tego zastanowienia się, co ja chcę zmienić, potrafiłem w ciągu kilku miesięcy wyjść z jakiejś, jak to mawiają, czarnej dupy finansowej po to, żeby za następne pół roku wpakować się w bardzo podobne problemy. Ponieważ nie eliminowałem tego, co było przyczyną powstania danej sytuacji. Także kochani, skoro już próbujmy to tak jakby zreasumować i podsumować na tym etapie, zanim zagmatwam to jeszcze bardziej. Jeżeli etap budowania naszej świadomości, tej duchowej, tej płynącej z duszy, jest na takim poziomie, że zaczynamy czuć potrzebę i mieć świadomość tego, że chcemy dokonać jakichś zmian we własnym życiu, to znaczy chcemy zmienić samego siebie, chcemy iść świadomie w kierunku bycia dobrym człowiekiem, mądrym, dobrym, szczęśliwym, wolnym, radosnym, dobrym dla innych, empatycznym, sprawiedliwym, wolnym człowiekiem, że nasza świadomość duchowa jest już na takim etapie, że wiemy, że to jest w pewnym sensie cel naszego pobytu tutaj. Mamy już, że tak powiem, odpowiedni zasób wiedzy, również tej emocjonalnej, również tej mentalnej. Mamy doświadczenia na tej płaszczyźnie rozwoju świadomości i chcemy dokonywać zmian w samym sobie po to, żeby nasze życie było już bardziej przewidywalne.
Ja nie powiem, że ono od razu będzie fajniejsze, lepsze i radośniejsze, ale przynajmniej będzie przewidywalne, będzie mniej zaskakujące. To musimy się zmierzyć z naszą podświadomością. Musimy zmienić proporcje udziału naszej świadomości w naszym życiu codziennym, a troszeczkę zmniejszyć udział naszej podświadomości w tymże życiu. I żeby zacząć jakąkolwiek transformację wzorców podświadomości, to trzeba najpierw zrozumieć, dokonać zwiadu, postawić diagnozę, przeprowadzić szczerą rozmowę z samym sobą, poznać samego siebie po to, żeby zrozumieć, co należy w pierwszej kolejności transformować, zmieniać, a dopiero później na co. Jeżeli pominiemy ten etap co i zajmiemy się tylko etapem na co, czyli jak byśmy chcieli, żeby nasze życie wyglądało bez świadomości i pamiętania o tym, że to, że nasze życie wygląda tak, jak wygląda, jest tylko i wyłącznie skutkiem naszych jakichś takich, a nie innych decyzji, to wpakujemy się w następne kłopoty. I pamiętajcie, że najpierw jest świadomość.A dopiero później możemy się brać za podświadomość. Inna kolej rzeczy może skutkować różnego rodzaju niespodziankami, o których na swoim własnym ciele, organizmie i portfelu przekonałem się, na sercu zresztą również, kilka razy w swoim życiu. Więc zapamiętajcie dobrze tą kolejność. Będę teraz brutalny troszeczkę, natomiast miałem też pracowników, współpracowników różnego rodzaju, podwładnych, którzy twierdzili, że kolejność nie ma znaczenia. Natomiast ja cały czas twierdzę, że kolejność wykonywanych czynności ma bardzo duże znaczenie.
Teraz jednak coś mnie powstrzymało przed tym moim brutalnym porównaniem, że spróbujmy wsiąść do samochodu, nie otwierając wcześniej drzwi. Mój przykład, ponieważ to też była taka branża specyficzna, jest specyficzna, więc te przykłady musiały być bardziej zrozumiałe. Podawałem przykład ze zdejmowaniem majtek i załatwianiem swoich potrzeb fizjologicznych, więc resztę sobie z pewnością jesteście na tyle inteligentni, że dośpiewacie. Więc kolejność ma naprawdę wielkie znaczenie, zwłaszcza jeżeli chcemy osiągnąć taki cel, jaki żeśmy sobie założyli. W obydwóch tych przypadkach możecie się domyślić, że cel będzie osiągnięty. Natomiast tych, które powiedziałem w przykładach, sposób osiągnięcia tego celu będzie mało przyjemny i najprawdopodobniej w niektórych przypadkach bardzo bolesny. Więc to już wiecie o tej kolejności. Natomiast na pewno jesteście zainteresowani tym, jak to w sposób praktyczny zrobić. Kochani, z tych źródeł, z którymi dzisiaj się troszeczkę próbowałem zapoznać, zresztą też o różnego rodzaju technikach mówiłem. Wiadomo, że wszystko, z czym spotykamy się pierwszy raz, jest związane z silnymi emocjami, więc bardzo silne emocje potrafią zastąpić jeden wzorzec podświadomości drugim.
Ale bardzo silne emocje są najczęściej mało przyjemne, bo te najsilniejsze, te najprawdziwsze są związane bardzo często z nieprzyjemnymi doświadczeniami. Ale jak wiecie, człowiek przerażony bądź w bardzo mocny sposób zdeterminowany czy na skutek traumatycznych przejść jest w stanie zmienić swoje życie o 180 stopni. Często tragedie życiowe powodują, że ludzie postanawiają dokonać drastycznych zmian. Więc jest to jeden ze sposobów. Jednym ze sposobów jest oczywiście częste kontrolowanie siebie samego. Czyli mozolna, to co często ludzie mówią, mozolną pracą nad sobą, dyscypliną i tak dalej. Wszelkiego rodzaju techniki, już w tej chwili nawet do technik naukowych, do urządzeń, które wpływają na transformację podświadomości, czego ja się oczywiście boję. Ludzie się poddają hipnozom, żeby pewne rzeczy zmienić. Przeróżne terapie, medytacje, psychologowie, warsztaty. To wszystko daje jakiś efekt.
Natomiast ponieważ jesteśmy po pierwsze bardzo różnymi ludźmi, więc też siłą rzeczy bardzo różne rzeczy na nas będą oddziaływały. I tak jak powiedziałem na początku, nawet Bóg nie znalazł skutecznej metody, która by pozwoliła w ten sposób zmienić naszą ziemską naturę. Żeby wam troszeczkę ułatwić, żeby wam troszeczkę podpowiedzieć, przypomnę kilka faktów, troszeczkę może naukowych, troszeczkę może medycznych. Pamiętajcie, że nasza podświadomość w pierwszej kolejności reaguje na zmysły. W pierwszej kolejności reaguje na zmysły. Mówią o trzech poziomach transformacji. To jest tak zwany umysł świadomy. Wszystko, co dotyczy naszego bezpiecznego istnienia na Ziemi. Więc wiadomo, że jeżeli chcemy, jeżeli przebywamy w miejscu, w otoczeniu, w którym nie czujemy się komfortowo, nie czujemy się bezpiecznie, czyli jest to nowe miejsce, bądź tych bodźców zewnętrznych jest bardzo dużo. Na przykład niech to będzie ruchliwa ulica w centrum dużego miasta.Ludzi wkoło dużo.
Mało tego, też te energie wtedy są przeróżne, więc jeszcze dochodzą do tego takie niepokoje energetyczne. Do tego mnóstwo bodźców słuchowych, węchowych, wzrokowych, więc trudno, aby w takiej sytuacji nasza podświadomość ustąpiła w czymkolwiek, ponieważ załącza się tryb przetrwania, więc tutaj ten nasz umysł świadomy będzie bombardowany informacjami i nie ma nawet co liczyć na to, by dopuścić w takiej sytuacji do głosu naszą świadomość bądź cokolwiek innego. Często też ludzie mówią, że próbowali pojechać do lasu, żeby się zrelaksować i tak dalej. Natomiast kochani, to też jest pewnego rodzaju pułapka. Bo jeżeli jedziemy do lasu, którego nie znamy, to cały czas, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, nasz mózg rejestruje rzeczy z otoczenia po to na przykład, żeby móc odnaleźć z powrotem drogę. Więc zamiast wyciszenia wpędzamy się w następną gonitwę naszego mózgu, ponieważ on cały czas funkcjonuje nie odpuszczając i nie dopuszczając jakichkolwiek innych źródeł informacji. Więc jeżeli chcemy się wyciszyć, to idźmy w to miejsce, które już po pierwsze znamy, po drugie, w którym się będziemy czuli bezpieczni, bo wtedy te nasze informacje, które do nas napływają z zewnątrz, nie będą tak dla naszego umysłu absorbujące. To jest jedna z rzeczy. I z rzeczy, którą trzeba też zapamiętać, że 80% informacji, które do nas dociera, dociera za pomocą zmysłu wzroku. Więc jeżeli na przykład mamy problem z przemocą z naszego dzieciństwa, wzorzec przemocy i próbujemy się do tego dogrzebać i próbujemy to transformować, zastępować czymś innym, a jednocześnie codziennie wieczorem przed spaniem będziemy oglądali filmy sensacyjne, thrillery, horrory bądź inne rzeczy, które są przepełnione tąże przemocą, to sorry, ale to jest taka trochę ślepa uliczka.
To nie ma najmniejszego sensu. Dlatego też pamiętajcie, że wszelkiego rodzaju informacje typu zamknięcie oczu, czyli odcięcie się od bodźców zewnętrznych, miejsce, w którym czujemy się spokojnie, bezpiecznie, puszczenie muzyki, czyli czegoś, co również będzie wyciszało nasz zmysł słuchu, daje nam dużo większe szanse na dotarcie do naszych wzorców podświadomości niż robienie tego przy głośnej muzyce w centrum Warszawy. Więc aby wyłączyć nasz instynkt, bo to nie jest nic innego tak na dobrą sprawę jak instynkt, instynkt przetrwania, szukajmy miejsc, w których będziemy mogli się czuć spokojnie, bezpiecznie. I dostarczajmy do naszego umysłu jak najmniej informacji zewnętrznych. To jest taki pierwszy podstawowy warunek, bo biologii nie da się oszukać. A tu są już działania na poziomie biologii. To już nie są działania na poziomie nawet emocji. To są działania na poziomie instynktu, na poziomie odruchów bezwarunkowych i tego już z poziomu biologicznego nie jesteśmy w stanie, przynajmniej większość ludzi, wyłączyć. Także to jest pierwszy podstawowy warunek. Dobrym podłożem do zmian wzorców podświadomości jest między innymi medytacja i też regulacja naszego ciała energetycznego, czyli próba zrównoważenia pracy czakr na przykład za pomocą oddechu bądź za pomocą muzyki, za pomocą na przykład mis tybetańskich, za pomocą gongów, ponieważ to są odpowiednie częstotliwości, które dostarczają, które regulują pracę czakr.
Dobrym sposobem jest zwykły masaż. Dobrą metodą przygotowawczą jest na przykład akupunktura, czyli uwolnienie i próba znormalizowania wszystkiego, co zaprząta nasz umysł świadomy. Bo tu już to są rzeczy na poziomie biologii i to już się dzieje na poziomie organizmu. Nie emocji, nie ducha, tylko na poziomie biologii. Z ważnych rzeczy, nad którymi warto się zastanowić podchodząc, podejmując próbę transformacji podświadomości, zmiany wzorców, jest ustalenie tegoCzego w naszej podświadomości, w naszych wzorcach tak naprawdę brakuje? Bo jacy jesteśmy, co nas denerwuje, jakie mamy poglądy, to łatwo nam jest ustalić. Nawet jak nie nam samym, to możemy poprosić kogoś siedzącego, powiedzmy przyjaciela, do którego mamy zaufanie, żeby nam powiedział. Bo my często sobie nie zdajemy z tego sprawy. Ale osoba obiektywna, siedząca naprzeciwko może nam bardzo dużo o nas powiedzieć. Natomiast często nie zdajemy sobie sprawy, czego w tych wzorcach brakuje do pełniejszego obrazu tego, w co wierzymy.
Dlatego wplotłem ten odcinek w konsekwencji odcinków o miłości, ponieważ uwierzcie mi, że każdemu z nas w mniejszym bądź większym stopniu brakuje wzorca miłości do samego siebie. Ja nie mówię o miłości zewnętrznej, o miłości, która nas w mniejszym bądź większym stopniu w dzieciństwie otaczała, bo w większości normalnych rodzin jakiś poziom tej miłości do dziecka zawsze był. Natomiast miłości do samego siebie byliśmy od dziecięcych lat oduczani, często wychowując się w rodzinach wielodzietnych. „Nie bądź egoistą, podziel się. Nie myśl tylko o sobie. Pamiętaj, że masz młodszego brata bądź starszą siostrę. Musisz się nim zajmować, musisz na niego uważać. Musisz to, musisz tamto”. Więc nawet w takich prostych sytuacjach byliśmy oducani miłości do samego siebie. „Szanuj ludzi starszych.
Masz ich słuchać. Masz być grzeczny. Nie możesz wyrażać swoich emocji” i tak dalej. „Nie masz racji. To, co mówisz, jest głupie”. Tych wzorców związanych z brakiem miłości do samego siebie każdemu z nas w mniejszym bądź większym stopniu brakuje. I warto jest przy próbach transformacji tych wzorców pamiętać o tym, żeby nie tylko ustalić, co i na co chcę zmienić, ale również uzupełnić to, czego w tych wzorcach brakuje. To jest trochę tak, że chcemy być zdrowi i możemy zmienić jeden antybiotyk na drugi, ale zapominamy o tym, żeby wzmocnić swój system immunologiczny. I będziemy się leczyć. Natomiast co jakiś czas będziemy znowu popadali w chorobę, ponieważ nasz system immunologiczny będzie szwankował.
I tak samo ważne jest, bądź system immunologiczny, odpowiednie minerały, odpowiednie składniki, odpowiednie witaminy i tak dalej. Miłość jest właśnie takim suplementem diety emocjonalnej i duchowej, której brak powoduje osłabienie naszego organizmu. Naszego organizmu emocjonalno-duchowo, również mentalno-fizycznego. Więc przy tych już świadomych próbach transformacji wzorców podświadomości trzeba pamiętać o suplementacji, o dostarczeniu naszej podświadomości tego, czego albo nas pozbawiono, albo czego nam nie dano. A tym czymś, czego mówię każdemu z nas w mniejszym bądź większym stopniu brakuje, to miłości do samego siebie. Dobrze, że nie było „Kwadransu Bobasa”, tak patrząc na zegarek. Kochani, tak powolutku reasumując, żebyście wiedzieli, z czym się będziecie mierzyć, próbując transformować swoją podświadomość, to pamiętajcie, że na te zmiany dostaliśmy od Boga, od uniwersum, od źródła mnóstwo czasu, setki, tysiące lat, ponieważ on wiedział, że tego się nie da zrobić tak. Dlatego dał nam czas, wolną wolę i duszę. Następna rzecz jest taka, że 80% naszych decyzji płynie z podświadomości. Pozostałe 20% to są bardzo często decyzje, które wynikają z świadomego umysłu, biologicznego umysłu.
I zwróćcie uwagę, że być może tak macie, że najpierw jest decyzja podświadoma, a dopiero za racjonalizowanie tej decyzji odpowiada umysł świadomy. Czyli coś sobie zareagujemy, a później często sami siebie przekonujemy do słuszności bądź niesłuszności tej decyzji. Na poziomie umysłu świadomego często w takich właśnie sytuacjach pojawiają się jakieś podszepty duszy. I dlatego na tej płaszczyźnie toczy się walka.Toczy się walka o nasze decyzje, więc warto ten umysł świadomy, ale nie tylko ten odpowiedzialny za nasze reakcje biologiczne płynące z instynktu i z bodźców zewnętrznych. Warto jest na ten moment, kiedy pojawia się reakcja podświadoma i to, co się dzieje chwilę po niej zwrócić uwagę, bo na tej płaszczyźnie dostajemy bardzo dużo informacji o samym sobie i tu też mamy możliwość jakiegoś ingerowania i działania. Z tego, co według ostatnich informacji dowiedziono, nasza podświadomość tworzy się już od momentu połączenia się plemnika z jajeczkiem. Już od tego momentu podobno tworzy się podświadomość i wszelkie reakcje rodziców na przykład na ciążę, czyli czy jest to radość, czy niechęć, czy to, czy dziecko było niechciane, czy było chciane, to, czy jest to chłopiec, czy dziewczynka. To wszystko już podobno jest rejestrowane w naszej podświadomości i już w pewnym sensie determinuje to, z jakim nastawieniem gdzieś przychodzimy na świat. Czy jako dziecko, które było oczekiwane, wyczekiwane i będzie otoczone miłością, czy może troszeczkę inaczej. I ostatnia informacja, też troszeczkę naukowa, żebyście wiedzieli troszeczkę więcej o samych sobie, o mnie również.
Jak zostało to przez jakiegoś doktora ostatnio obliczone, nasz mózg w ciągu sekundy przetwarza, mówiąc komputerowo, 40 miliardów bitów na sekundę, z czego tylko około 2000 świadomie. Ponieważ nasz mózg jeszcze nie jest przygotowany do świadomej takiej ilości informacji. Dlatego nasz mózg stosuje filtry i dlatego tylko około 2000 bitów jesteśmy w stanie zarejestrować z 40 miliardów. Także kochani, wyzwanie jest wielkie, ale nie jest niemożliwe. I pamiętajcie, że żyjemy w czasach, kiedy to wszystko tak naprawdę zaczyna się tworzyć. To tak jak na Dzikim Zachodzie budowano pierwszą kolej. Dziś już nikt się nie zastanawia nad tym, co to jest pociąg. Nikt się nie zastanawia, co to jest maszyna, co to jest samochód, co to jest samolot. My jesteśmy pokoleniem pionierów i o tym trzeba pamiętać, że to, co my wypracujemy w tej chwili, będzie lepszym bądź gorszym podłożem dla wszystkich, którzy przychodzą po nas. Dlatego nie oczekujcie od siebie, jak ja to z naszym serdecznym swoim przyjacielem audycyjnym czasami prowadzimy dyskusje i rozmowy.
Nie oczekujcie od siebie jakichś fajerwerków duchowych, jakichś niesamowitych doświadczeń, ponieważ my jesteśmy pionierami. My się tego tak naprawdę dopiero uczymy i uczymy też w ten sposób innych. I mam nadzieję, że ta nauka gdzieś z czasem przyniesie tylko i wyłącznie fajne, dobre, pozytywne dla nas wszystkich i dla naszej matki Ziemi zmiany. Czego oczywiście, kończąc swoje gadulstwo w dzisiejszej audycji, jak zwykle wam i sobie z całego serca życzę. Kochani, dziękuję za dzisiaj. Mam nadzieję, że coś znowu, jakiś tam malutki puzelek udało się gdzieś do tej całej naszej wiedzy dołożyć. Dziękuję jeszcze raz. Dziękuję panu Markowi.
[01:05:52] - A tutaj komentarzami sypnęło.
[01:05:55] - Ja dzisiaj mam odpalonego, panie Marku, Messengera od początku.
[01:06:00] - Czas chyba zobaczyć, co tam powysyłałem, czy raczej co powysyłali słuchacze, bo tutaj tego trochę jest.
[01:06:08] - Widziałem jak schodzi, więc tak się domyślam. Ale to dobrze. Było mało na YouTubie. To nadrobimy dzisiaj. Nie ma problemu, panie Marku. Faktycznie jadę. Mój monitor się chyba nigdy nie zakończy. Ojoj. Faktycznie.
[01:06:35] - Słuchajcie państwo audycji „Świat oczami duszy”. Właśnie teraz rozpoczyna się druga część naszej audycji. Ta część, którą bardzo państwo lubicie. I to jest ta część, w której pan Sławek Bączkowski. Siostra się musi akurat teraz przywitać. Pozdrawiam moją siostrę oczywiście. To jest ta część audycji, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze i się do nich odnosił.Mamy nadzieję, że w tej audycji, w tej części państwo zadzwonicie i weźmiecie udział również nie tylko pisemny, ale również głosowy w dyskusji. Żeby państwu to umożliwić, ułatwić, podam jeszcze raz numery telefonów, których niestety z przyczyn technicznych niektórzy słuchający nas na YouTubie nie słyszeli, ale właśnie teraz je usłyszą. Tak więc chwytamy smartfony w dłoń i dzwonimy pod 530 620 493. Jeżeli ktoś preferuje telefon stacjonarny, to mamy 32 746 008.
A tym, którzy wolą Skype'a podajemy nasz nick na Skype'ie radio.paranormalium.pl. Można także do nas cały czas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy też na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na bardzo obleganym dzisiaj czacie na YouTube. Można nas także spotkać oczywiście na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Pan Sławek czyta i czyta. Trochę tego przyszło.
[01:08:54] - I się w głowę drapię, ale dobrze. Cieszę się bardzo. Ja też bardzo lubię ten etap naszej audycji, kiedy nie mówię tylko tego, co ja chcę, ale również odpowiadam na pytania, na które wy chcecie znać odpowiedź. Więc mamy godzinę 8:14 na Messengerze, jakieś półtorej godzinki w plecy, więc bierzmy się do roboty, kochani. Ania pisze: „Czy nawyk należy do ciała, czy umysłu, a może do duszy?” Tu już odpowiadam. Skoro nawyki płyną z naszej podświadomości, możemy powiedzieć, że mózg jest częścią ciała, więc również ciała i w związku z tym umysłu. Nawyki są stricte ziemskim wynalazkiem. Dusza, tak jak powiedziałem, nie jest w stanie nas do niczego zmusić, więc-
[01:10:03] - Mamy telefon. Halo, halo. Dodzwonił się do nas ktoś z Wielkiej Brytanii. Czy się słyszymy?
[01:10:11] - Witam serdecznie.
[01:10:12] - Witamy.
[01:10:14] - Dobry wieczór.
[01:10:16] - Dobry wieczór, witam. Witam pana Sławka, pana Marka. Witam.
[01:10:21] - Witam. Z kim mamy przyjemność?
[01:10:23] - A z panem Pawłem Szewczykiem.
[01:10:26] - O, dzień dobry panie Pawle. A cóż pan dzisiaj, że tak powiem, czyż pan Paweł dzisiaj nie nadaje swojego live'a?
[01:10:35] - Nie, mój live przeniosłem na środy, a już trzeci tydzień poluję, żeby zadzwonić. Dzisiaj trafiłem na, że tak powiem, temat-
[01:10:46] - Polowanie za sukcesem.
[01:10:51] - Witam, witam. Może mnie trochę przerywać. Nie wiem, czy przerywa mnie, czy nie.
[01:10:56] - Nie, nie przerywa.
[01:10:57] - Jest okej.
[01:10:59] - Bo tu w moim małym pokoiku nieraz nie mam zasięgu. A więc tak. Bo nie przesłuchałem dokładnie całej, bo mniej więcej jeszcze latałem. Rozumiem, że rozmawiamy mniej więcej o technikach, sposobach, o możliwościach przeprogramowania, zmiany, transformacji podświadomości. Zgadza się? Dobrze złapałem wszystko, nie?
[01:11:20] - Tak jest. Taki jest temat przewodni naszej dzisiejszej audycji.
[01:11:26] - Słuchałem tam i kilka rzeczy już teraz mi połowa wyleciała, ale jak będę sobie później przypominał, to jeszcze w komentarzach się odniosę. Od samego przeprogramowania świadomości, jakichś tam technik czy sposobów. Nie będę wymieniał jakichś technik i sposobów, ale są trzy takie drogi, z czego większość z nas jedną na pewno każdy z nas chodził. Pierwsza to jest naukowe podejście, czyli w fazie theta naszego mózgu, gdzie podświadomość jest najbardziej wrażliwa. Na przykład tak jak ja zasypiam, zapisuję sobie na przykład afirmacje czy sam dochodząc do swoich własnych programów, które miałem zaszczepione jako dzieciak w okresie dojrzewania, poprzez różne te sytuacje. Gdzieś jak wynalazłem, odkryłem, doszedłem do sedna samego siebie, szukałem, dlaczego tak się dzieje w moim życiu, a nie inaczej. Dochodząc na przykład do jakiegoś programu, że uważałem, że jestem mało atrakcyjny dla kobiet. Dlatego moim autorytetem stał się kolega, który chodził na siłownię i uznałem, że jak ja będę taki jak on, to ja będę miał superkobiety. I przez to bardzo dużo wycierpiałem przez kobiety właśnie, bo latałem za kimś, kogo tak naprawdę nie chciałem, tylko według programu tego, jak kolega na przykład jakie kobiety wybierał, to według tego, jak on wybierał, ja wybierałem. Taki program sobie zapakowałem.I w ten sposób wypisywałem sobie takie programy, programiki i zakładałem słuchawki.
Zasypiając, puszczałem sobie to w kółko, żeby przy tym zasypianiu, przy schodzeniu tych falach theta, żeby ta podświadomość łapała to. Działa, chociaż nie zawsze. Druga opcja to jest programowanie jako dziecka. Niestety nie cofnę się do wieku od zera do siedmiu lat. Ale te pierwsze lata życia to jest programowanie podświadomości i wtedy niestety rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, że każde słowo, gest, uczynek, które dziecko widzi, słyszy, to jest programik. Na przykład ja wyniosłem z domu i większość ludzi mojego rocznika, których rodzice byli średnią klasą finansowo, wynieśli przekonanie, że musisz iść do szkoły, zdobyć wykształcenie, dobrze się uczyć i znaleźć dobrą, dobrze płatną pracę i tak będziesz w taki sposób sobie żył i funkcjonował, bo na więcej nie zasługujesz, bo jesteś zwykłym tam robolem czy jak to nazwać. Ja takie przekonanie w podświadomości nosiłem przez bardzo długi czas, dopóki się nie obudziłem poprzez trzecią drogę, która tak jak, Sławku, mówiłeś, jest tą najbardziej dotkliwą, ale jest najszybszą, najlepszą z możliwych. Czyli jakaś trauma, jakieś przeżycie gdzieś, gdzie występują olbrzymie emocje. Niestety, ale to jest najszybsza opcja, żeby przeprogramować swoją banię, zresetować te programy, które są aktualne, bo w tych warunkach wysokich, silnych, nieprzyjemnych w większości emocji wtedy to wszystko się robi taki chaos i z tego chaosu wtedy mamy wolną wolę. Możemy wybrać.
Niestety niektórzy idą dalej w ślady. Możemy wybrać to, co rzeczywiście w moim życiu nie pasuje do mnie i wybrać nową drogę, idąc przed siebie, że tak powiem, po prostej drodze. To chciałem chyba z siebie wyrzucić.
[01:15:21] - Pawełku, bardzo się cieszę. Po pierwsze, że zadzwoniłeś. Po drugie, bardzo się cieszę, że to powiedziałeś. I jak niestety tutaj gros z nas, którzy się spotykamy, drążąc tematy duchowe, każdy z nas mniejsze bądź większe traumatyczne doświadczenie w życiu przeszedł, które dało mu takiego kopa w tyłek i kazało się zastanowić nad tym, dlaczego tak jest, dlaczego tak się dzieje, dlaczego ja, dlaczego mnie to spotyka. Fajnie, że ty dość szybko, że tak powiem, skąd ja to wiem, kochani? Skąd ja to wiem. Ponieważ Paweł, który do nas dzwoni, jest autorem książki, o której wam mówiłem dwa tygodnie temu. Ponieważ ja jestem po przeczytaniu tej książki, którą zresztą wam notabene polecam bardzo, bardzo, zwłaszcza młodym ludziom. Wiem też, że Paweł jest stosunkowo młodszym człowiekiem ode mnie i dość szybko te wnioski wyciągnął, co jest tylko nadzieją, że tak powiem, na przyszłość, że już nie trzeba czekać do czterdziestki, do pięćdziesiątki i wywracać się po kilka razy, walić mordą w błoto, żeby zrozumieć, o co w tym życiu chodzi. Także ja tylko co do tych afirmacji, Pawełku, i też kochani wam powiem, ja co do afirmacji parę razy już o tym mówiłem i polecam bardzo, ale to bardzo bezpieczną, znaczy bardzo bezpieczne zachowanie bardzo dużej ostrożności, bo to, co ja przerabiałem właśnie na swoim życiu, czyli afirmacja pod tytułem: chcę spłacić swoje długi.
Trzeba naprawdę bardzo mocno przemyśleć te afirmacje, ponieważ takie nieraz afirmacje, zwłaszcza kiedy jesteśmy pod jakąś presją, kiedy jesteśmy bardzo zmęczeni, kiedy bardzo już chcemy dokonać jakiejś zmiany, często wymyślamy taką afirmację połowiczną, częściową, nie mówiącą do końca o tym, jak to ma się stać i nieraz ściągamy na siebie różnego rodzaju niespodzianki. Ale tak, jak najbardziej uważam afirmacje za coś bardzo przyjemnego.
[01:17:53] - Dla mnie przy afirmacji to właśnie ta opcja tego mylnego zostawiania tych afirmacji, bo też przez to przechodziłem ostatnimi czasy. To tak jak kiedyś tam ci pisałem, że najpierw są emocje, potem jest zrozumienie i świadomość.
[01:18:17] - Tak wygląda proces ewolucji.
[01:18:20] - Dokładnie. Najgorszym momentem na właśnie afirmowanie czy podejmowanie jakichkolwiek decyzji w ogóle przemyślaniowych na temat życia i w ogóle to jest ten moment, gdy jesteśmy w agonii emocjonalnej, gdy jest ten proces trawienia samego siebie, tej walki wewnętrznej między cudzysłowiu ego a tą naszą duszą, świadomością, tą świadomością. To jest najgorszy moment na podejmowanie decyzji, wypisywanie afirmacji, czegokolwiek, bo w większości one wychodzą z emocji, które bez treningu nie potrafimy kontrolować. Zresztą samo to, że w nas jest walka, to jest sygnał do tego, że nie do końca potrafimy je kontrolować, bo gdybyśmy potrafili, nie byłoby walki, byłoby odpuszczenie, wybaczenie czy cokolwiek innego i dziękujemy by było.Najlepszym momentem na wypisywanie afirmacji jest moment zrozumienia, ewentualnie już na high levelach to świadomość. Wiem, jestem po przeżyciach, doświadczyłem, więc wiem teraz, czego chcę, a czego nie chcę. Świadomie przemyśleć naprawdę trzeba dokładnie. To tak jak podawałeś ten przykład z tymi komornikami dzisiaj. Jedno słowo tak naprawdę zmieniłeś, dwa słowa zmieniłeś w tym, co mówiłeś do siebie.
[01:19:36] - Dodałem, że chcę mieć jeszcze za to pieniądze, tak?
[01:19:41] - Dokładnie. To jest właśnie ten szkopuł, w szczegółach. A najgorzej, że popełniają błędy, że w emocjach to wszystko robimy.
[01:19:51] - Właśnie tutaj o tej determinacji w tej, jak ty to nazwałeś, agonii emocjonalnej jest tego typu problem, że my często wtedy skupiamy się w naszych afirmacjach na tym, czego nie chcemy. To jest następna pułapka podświadomości, ponieważ tak żeśmy rozmawiali, że ani nasza dusza, ani nasza podświadomość nie rozumie słów. Słowo „chcę” i „nie chcę” znaczy dokładnie to samo. Natomiast ważny jest ładunek emocjonalny. Jeżeli z dużym ładunkiem emocjonalnym mówimy, że czegoś nie chcemy, to tak jakbyśmy wołali o to, że właśnie tego chcemy. Więc tak, tutaj całkowicie się z tobą zgodzę, że w tej agonii emocjonalnej tworzenie, pisanie afirmacji to jest tak naprawdę pisanie się na następne, najprawdopodobniej nieprzyjemne doświadczenie życiowe.
[01:20:49] - Ja się tak pakowałem ostatnimi czasy, ale to opiszę więcej trochę w drugiej książce. Teraz robię coś takiego à la webinar właśnie na ten temat, jak podnosić sobie te emocjonalne, znaczy wychodzić z tego negatywnego nastawienia emocjonalnego, z tych niskich wibracji, jak to się po duchowemu mówi, do tych wyższych wibracji. Już ci kiedyś mówiłem, rozmawialiśmy na temat VR-u, mówiłem na temat wyobraźni, żeby oszukać, bo umysł nie rozróżnia wyobraźni tego, czy to jest rzeczywistość, czy nie. Tak samo jak snu nie ogarnia. To jeśli zbudujemy w naszej wyobraźni naprawdę perfekcyjną superwizję, to potrafimy wzbudzić w sobie pozytywne emocje, bo dla mózgu to jest: mogę sobie teraz wprowadzić się w taki stan, że wyobrażam sobie, że jestem nad morzem, odczuwać to szczęście i tą radość. Dla mózgu to jest: nad morzem jestem. Nie ogarnia, że ja leżę w łóżku na przykład. Wtedy na przykład afirmować. Bo to tak jak śmiałem się, że jak ktoś w cudzysłowie się modli o to, żeby nie być chorym, ale czuje w środku strach, lęk, to on to do siebie przyciąga. Bo podobne przyciąga podobne.
Ta sama wibracja przyciąga tą samą wibrację. Nieważne, jakie słowa będę wypowiadał.
[01:22:07] - Podświadomość reaguje na emocje. Oprócz bodźców wzrokowych, czyli tych naturalnych, to przede wszystkim to jest trochę na takiej zasadzie, większość ludzi powtarza to samo, że to, do czego przywiązujemy wagę, do czego przywiązujemy emocje, to staje się naszym życiem. Czyli tak naprawdę też każdy lęk, który w sobie gdzieś nosimy, najprawdopodobniej w którymś momencie stanie się naszym doświadczeniem. Ja to też nazywam marzeniem, tylko oczywiście ludzie o marzeniu myślą jako o czymś pozytywnym. Natomiast dla naszej duszy, dla naszej podświadomości jest to potrzeba. Potrzeba doświadczenia tego stanu, do którego przykładamy największą wagę. I nie ma znaczenia, czy to jest z punktu widzenia ziemskiego dla nas dobre, czy to jest złe, czy to jest pozytywne, czy negatywne. Jeżeli czujemy taką potrzebę, to będziemy mieli okazję najprawdopodobniej się z tym w realu zmierzyć.
[01:23:21] - Zmierzyć. To tak jak ja miałem ostatnio właśnie te zagbiłości, że tak powiem, sercowe, to sam potem, na szczęście moje, mam gdzieś tą świadomość i mimo odczuwania tych wszystkich emocji, to często dosyć negowane dzisiaj coachingu i mowy motywacyjne, one na przykład przez to, że mam bardziej zaprogramowaną też tą podświadomość, przez to, że dwa, trzy lata nie słuchałem nic poza książkami motywacyjnymi i filmami motywacyjnymi, to w momentach jakichś właśnie cięższych prób emocjonalnych, to mimo wszystko mam cały czas teksty w głowie „nie daj się, dasz radę, że to wszystko przejściowe” i takie tam. To też na przykład łatwiej jest przechodzić takie hardcorowe sytuacje. I teraz też w tym momencie, jak przez to przechodziłem, to obserwowałem siebie, uczyłem. To też jest fajne, bo już na tym, tak jak tutaj słuchacze, to myślę, że nawet czytając komentarze, to zresztą wiedzą, że przychodzi coś cięższego, to wiemy doskonale, że jest to lekcja. Najgorsze jest, jeśli tak jak w książce pisałem jako ten młodszy niż teraz, bo teraz to ja mam 30 lat, wtedy jeszcze młodziak typowy, ale jak miałem te 17, 18, 19 lat, 20 pare, to jak coś się przydarzało, to miałem tą mentalność człowieka, który obwinia wszystko wokół, cały świat. Cały świat to jest wina świata, to jest wina Boga, to jest wina szkoły. Dzisiaj, tak jak i słuchacze, i ja, ty, mamy tą świadomość, że to jest problem we mnie. Więc nie wychodzę do ludzi, nie szukam tam problemów, tylko schodzę do siebie i ze sobą rozmawiam. Jaką ja lekcję mam z tego wyciągnąć?Skąd mi się to wzięło?
Dlaczego ja to do siebie przyciągnąłem? Dlaczego ja to sobie wykreowałem? W jaki sposób i dlaczego? Ja na przykład jak mam takie rzeczy, mam stos zeszytów, już połowę zapisaną. I taki case dla słuchaczy, że jak mamy te hardcorowe momenty, są emocje, jest stres, jest strach, to wszystko, co najgorsze, to zeszyt, długopis i wylewać to z siebie, wylewać aż do momentu, jak w głowie pojawi się pustka. To jest moja najlepsza metoda nie na radzenie, a wyrzucanie tego syfu z siebie. Bo jak będziemy to trzymać, to potem albo jakieś somatyczne objawy, albo nie będziemy sobie radzić z tym, będziemy cały czas na depresji. Tak jak u mnie były somatyczne objawy, problemy z brzuchem, to znowu nie tłumaczyłem, a gdzieś tam od kogoś się zapożyczyłem wiedzą i tak jak sobie przeanalizowałem, to trzecia czakra mi u mnie świrowała i dlatego znowu ten brzuch, razem z tymi emocjami, z tym strachem. Bo nawet się mówi, że jak przez długi czas jakiś lęk, strach, cokolwiek w sobie nosisz, to on się będzie w jelitach, gdzieś tam w tej naszej jamie brzusznej odzwierciedlał. Więc jak ktoś ma jakieś wzdęcia, jakieś problemy, to możemy być praktycznie pewni, że coś, oczywiście jak dłużej trwa, bo jak to jest jednodniowe, to wiadomo, że grypa jelitówka i z głowy.
Ale jak ktoś ma dłuższy problem z jelitami, z brzuchem, to możemy się już zacząć doszukiwać gdzieś głębiej jakiegoś problemu, nierozwiązanej sytuacji. Gdzieś tam na poziomie emocjonalnym, energetycznym już ten syf siedzi. On nie został wypróżniony, wyrzucony z siebie i on tak sobie będzie leżał. Także polecam kartka, długopis kochani i lecimy.
[01:27:03] - Ja powiem tak: kartka, długopis jest faktycznie fajną formą. Ja mam troszeczkę, powiedzmy, inne formy. Ja lubię śpiewać. Nie umiem, ale lubię.
[01:27:16] - To też jest dobre.
[01:27:18] - Tak.
[01:27:18] - To ja tańczę.
[01:27:20] - Mam swoją gitarę, która przyjmuje każde emocje i właśnie forma wyrzucenia, każda forma, bezpieczna oczywiście, która nie obciąża. Znaczy czasami nawet i rozmowa z drugim człowiekiem, przecież to też świetnie działa. Po prostu idziemy i się przed kimś musimy wygadać. Natomiast forma z kartką jest faktycznie o tyle fajna, jak ktoś nie ma gitary, że po prostu zostaje to między nami. Nie musimy się z tymi emocjami też obnosić, bo nie zawsze mamy okazję w bezpieczny sposób komuś te informacje przekazać. Też potrzebujemy poczucia bezpieczeństwa, że ktoś nas jeszcze dodatkowo w takiej sytuacji nie zrani, nie wyśmieje, nie zlekceważy, nie oleje, nie powie, że nie ma czasu i tak dalej. Więc faktycznie metoda z kartką jest fajna, bo pozbawia nas tego ryzyka, że ktoś nam jeszcze dodatkowo w takiej sytuacji dowali.
[01:28:26] - Dodatkowy atut kartki i długopisu, bo ja to robię, bo przez siebie analizować, bo wiem, że syfu we mnie jest sporo, który gdzieś tam w tej podświadomości leży. Naprawdę takie niuanse potrafię głupkowate znaleźć, że śmiech na sali. Ale to, co napisałem, wyrzuciłem z siebie, zostawiam dzień, dwa, żeby emocje opadły i w ogóle i na takim świadomym, czystym umyśle czytam to. I wtedy naprawdę człowiek się łapie za głowę: „Co to? Skąd to się wzięło w ogóle? Dlaczego ja tak myślałem? Dlaczego to?”. I wtedy zaczyna się naprawdę analiza siebie. Jak nie ma już emocji, emocje odstawione na bok i czytamy na nowo to, wtedy możemy rzeczywiście spojrzeć z tej perspektywy obserwatora na siebie. Z takiej perspektywy najlepiej jest siebie oglądać.
[01:29:14] - Przyznam, że kawał roboty robisz w sensie takim samopoznawczym. Kawał roboty.
[01:29:22] - Staram się, jak mogę.
[01:29:24] - Nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem, bo większość z nas nie ma po prostu na to przede wszystkim ochoty. Bo to zmierzenie się z samym sobą. Zresztą tak jak pewnie ci, którzy są tutaj wiernymi słuchaczami, wiedzą, że ja bardzo często do tego tematu wracam, że wszystko, co tak naprawdę nas dotyczy, jest w nas samych. Że tu nie ma żadnych czynników zewnętrznych, żadnych złośliwości Boga ani jakichś tam ludzi, że to wszystko jest gdzieś po naszej stronie. Natomiast zmierzenie się z tym to już jest zupełnie inna bajka. To już naprawdę wymaga dużej odwagi, ale też i dużej takiej samodyscypliny.
[01:30:15] - To nawet nie samodyscyplina. Jak na przykład zauważyłem u siebie, to samo zasiąście do kartki i ta niechęć przed wpisywaniem tego to też już jest program podświadomy. On już też w jakiś sposób gdzieś się musiał zaszyć. Może nie u każdego, w inny sposób, w różny sposób, ale na przykład słowo „dyscyplina” ludziom źle się bardzo kojarzy.
[01:30:40] - Mi też.
[01:30:40] - Dyscyplina zazwyczaj była jakoś... To też jest program podświadomy. Jak komuś mówię: „Musisz być zdyscyplinowany”, to automatycznie on się będzie przed tym bronił. Nie mogę go używać. Naprawdę trzeba by było wymyślić nowy język, żeby docierać do ludzi, bo większość słów, jakie dzisiaj wypowiadamy do ludzi, trzeba by było przesiewać, żeby omijać podświadomość tej osoby, żeby ona się nie wybroniła od tego. To jest naprawdę taka łamigłówka nieraz z ludźmi, żeby do nich dotrzeć. Czy próba dotarcia.Czy z samym sobą się dogadać, to już jest problem. Nieraz przecież też siadam, chcę coś napisać i widzę te programiki: a nie chce mi się, łóżko jest wygodniejsze, a tutaj byś posiedział na Facebooku, poprzewijał czy pozamulał coś, coś tam posłuchał innego, żeby tylko nie pracować nad sobą, to ten umysł zrobi wszystko, czyli umysł, ego, podświadomość, jakkolwiek ktokolwiek to nazywa. Ale naprawdę jak się zaczynam wyłapywać, to jest z tego masakra.
[01:31:46] - Właśnie użyłeś sformułowania, którego ja mam nadzieję, że już w miarę skutecznie się pozbyłem, bo ja też na przykład starałem się nie używać stwierdzenia „praca nad sobą”. Ponieważ praca nad sobą to jest znowu coś negatywnego. Czyli jest jakiś obowiązek, jest jakiś przymus. I dlatego ja na przykład używam sformułowania „transformacja podświadomości”. Nie praca nad sobą, tylko transformacja podświadomości. Szukałem jakiegoś właśnie słowa, które zastąpi ten trochę właśnie dla naszej podświadomości negatywny wydźwięk. Tutaj jak poczytasz komentarze, to tutaj Adam nasz Iv kiedyś zaproponował właśnie taką metodę, żeby troszeczkę zmylić naszą podświadomość, wymyślania nowych słów do określania jakichś tam sytuacji czy stanów emocjonalnych, żeby ją troszeczkę ogłupić i troszeczkę oszukać. Tak jakby wymyśleć nowe słowo, dla którego ona nie będzie miała tak na pierwszy rzut oka żadnego skojarzenia. Więc to jest też fajna metoda. Kochani, nie wspomniałem o tym, ale fajnie Pawełku, że wyszedł ten temat, bo to jest też fajna metoda.
[01:33:15] - Bardzo dobra metoda. Nawet nie pomyślałem o tym, że w ten sposób można było. Bardzo dobra. Będę musiał nad tym się zastanowić.
[01:33:22] - Naprawdę grono słuchaczy tutaj jest znamienite. Ludzi naprawdę bardzo fajnych, bardzo mądrych, bardzo pomysłowych. Więc tym bardziej się cieszę, że mogliśmy się dzisiaj gdzieś-
[01:33:34] - To tak jak ja, wiesz, jak słucham twoich audycji i potem czytasz te komentarze, bo ja zawsze tych audycji we wtorki słucham w pracy, bo mam taką możliwość, że siedzę ze słuchawką w uchu i zawsze te dwie, trzy, cztery godziny mi umilasz. I te komentarze też słucham, to naprawdę też sporej rzeczy, ilości sporej wiedzy zyskuję. Nie tylko dzięki tobie jako głównemu prowadzącemu, ale również właśnie komentującym jako tym towarzyszącym w prowadzeniu.
[01:34:02] - Tak, zdecydowanie. Także tutaj pojawił się następny pomysł na transformację tych wzorców. I fajnie mówię, że akurat przy tej rozmowie to wyszło, bo zapomniałem o tym powiedzieć w audycji.
[01:34:19] - Dobra, nie zabieram już audycji, bo jest 5:30, a tam w dzień 22:00 jakoś czas macie. Dziękuję ci bardzo za rozmowę. Dziękuję ci bardzo za promocję mojej książki, że tak ładnie-
[01:34:33] - Przyjemność również po mojej stronie. Uważam ją, Pawełku, naprawdę za bardzo wartościowy materiał. Zwłaszcza mówię dla ludzi młodych, ponieważ ty jesteś młody, więc łatwiej ten przekaz. Aczkolwiek myślę, że i ludziom, powiedzmy bardziej dojrzałym też na pewno coś tam dla siebie znajdą. A już sama końcówka książki jest genialna, więc przyjemność również po mojej stronie.
[01:35:00] - Tak jak ja gdzieś tam myślałem o tej książce, to ona właśnie jest dla tych młodych, którzy przechodzą w tym momencie to, co gdzieś tam ja przechodziłem, tą zmianę przejścia. A dla starszych to jest tak, jakby mogli cofnąć się wstecz i zobaczyć, czy rzeczywiście podobnie przypadkiem u nich nie było i żyją, że tak powiem, dalej w takim śnie, jak to się mówi o śniących, ludzi nieświadomych to są jeszcze śpiące dzieci. To samo, żeby nie budzić dzieci.
[01:35:32] - Zaraz przeczytam, jak zostaniesz jeszcze chwilę, jak skończymy rozmowę, jak zostaniesz jeszcze chwilę z nami, to za chwileczkę mam przygotowany komentarz do tego, co przed chwilą powiedziałeś. Więc jak skończymy rozmowę-
[01:35:46] - Tak, ja będę cały czas na laptopie leżę i słucham. No dobra, dziękuję bardzo. Ja jestem bardzo zadowolony, że w ogóle się dodzwoniłem. Mówię od trzech audycji się czaiłem na to, żeby zadzwonić. Za każdym razem nie mogłem, ale mówię: „Dobra, zaufam ci, świecie. Ty wiesz, kiedy ja będę miał zadzwonić” i idealnie audycja nie dość, że pode mnie, to jeszcze się dodzwoniłem.
[01:36:11] - No to super Pawełku, dziękuję ci bardzo również. Oczywiście serdecznie pozdrawiam. Dziękuję ci za telefon. Trzymaj się cieplutko.
[01:36:18] - Cieplutko się trzymaj. Dobrej nocy.
[01:36:20] - Dziękujemy bardzo. A ja jeszcze skorzystam z okazji i powtórzę kontakty do Radia Paranormalium, bo może ktoś jeszcze zechce zadzwonić. Nasze numery telefonów to 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Cały czas oczywiście można pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Nasze czaty to oczywiście www.paranormalium.pl oraz czat towarzyszący naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium oraz na fanpage'u prowadzonym przez pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.Ale najbardziej chyba liczymy na to, że ktoś jeszcze dzisiaj włączy się w audycję głosowo, prawda panie Sławku?
[01:37:36] - Oczywiście. To był bardzo miły przerywnik. Zresztą już jakiś czas nie było telefonów, więc tym bardziej jestem podekscytowany. Także kochani dzwońcie. A ja tylko przypomnę, że dzwoniącym był Paweł Szewczyk, który jest autorem książki „Rób co trudne”. Króciutka książka, szybko się ją czyta, a gdyby ktoś był zainteresowany, to piszcie do mnie albo szukajcie Pawła na Facebooku, bo ma też stronę o tym samym tytule. A ja wracam do komentarzy, a wy dzwońcie. Mamy 8:19, więc zapowiada się fajny, długi wieczór. Ania pisze jeszcze tutaj do nas tak: „Może Bóg jako rodzic sam się uczy od nas wciąż. Ciekawe czego się nauczy?” Oczywiście z wielkim przewrotnym uśmiechem.
Ja też nie wiem i zostawię to też z uśmiechem na ustach do odpowiedzi, ale już jem. I tutaj ten komentarz, o którym Pawłowi mówiłem. Ania pisze: „Są tacy, co jeszcze chrapią i przewracają się na drugi bok dopiero”. To jest dokładnie to, co w naszej rozmowie telefonicznej na koniec żeśmy ustalili. To prawda, jest część z nas, którzy zarywają poniedziałki, wtorki i środy w pracach, w metrach i gdzieś tam jeszcze indziej, słuchając audycji bądź grzebiąc w internecie i szukając odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Chcąc coś zmieniać w sobie, w swoim życiu. A są jeszcze tacy, którzy jeszcze chrapią. I tak po prostu jest. Nie oceniajmy tego. Pamiętajcie kochani, nie mówmy, że ktoś jest gorszy, bo być może po prostu taka jest jego jeszcze na tą chwilę droga i na pewno na tą chwilę taki jest jego wybór.
Karim pisze tutaj bardzo fajnie. Ja czekałem, żeby przeczytać ten komentarz, bo to jest bardzo fajne pytanie: „Ale po co zmieniać wzorce? Skoro mamy czegoś doświadczyć, to powinniśmy doświadczyć, i nic nie zmieniać”. I to jest bardzo fajny komentarz i bardzo fajne pytanie, bo ja się całkowicie z tobą tutaj zgadzam, że tak naprawdę doświadczenia, nasza podświadomość jest gwarantem doświadczania. Nasz ziemski upór, nasze ziemskie zarozumialstwo, nasza ziemska ciekawość, nasza podświadomość i wszystko, co z niego płynie, jest gwarantem doświadczania i w ten sposób rozwijania swojej świadomości. W pewnym sensie zgadzam się z Karim. I tak jak powiedziałem na początku audycji, że Bóg właśnie to uczynił. Dał nam wolną wolę, dał nam duszę i dał nam czas i powiedział: „Róbta, co chceta”. I jest tylko jeden wyjątek. Może nie wyjątek.
Doświadczanie ma czemuś służyć. Doświadczanie ma służyć temu, żebyśmy zrozumieli, co tak naprawdę w życiu jest ważne i też kim bądź jacy mamy jako ludzie być. Jeżeli już dochodzimy świadomie do tego momentu, że wiemy, jaki jest cel naszego pobytu tutaj na ziemi, to tak na dobrą sprawę ten etap doświadczania, zwłaszcza tego negatywnego doświadczania, tego ziemskiego uporu i ziemskiego ego, można by było zakończyć. I od tego momentu możemy zacząć tą podświadomość transformować. Jeżeli już mamy świadomość na takim poziomie, wiemy, co jako ludzie powinniśmy zrobić. Do momentu, dopóki tego jeszcze nie wiemy, dopóki się upieramy przy tym, że najważniejsza jest władza, najważniejsze są pieniądze, najważniejsza jest sława, najważniejsza jest popularność, najważniejszy jest majątek i ble, ble, ble. Cała ta nasza kilkutysięczno, kilkutysiącletnia historia, że te wartości są najważniejsze, to jeszcze musimy doświadczyć, żeby się przekonać, czy to aby na pewno ma aż taką wielką wartość. Dlatego te audycje, które już od ponad roku prowadzę i robimy razem z panem Markiem i z wami kochani, są dla ludzi, którzy już mają świadomość na takim poziomie, że wiedzą, jaki jest cel. I te audycje mają pomóc bez przykrych doświadczeń ten cel osiągnąć. Ale jest to bardzo mądry komentarz i w niektórych wypadkach właśnie dokładnie na tym też polega, kochani, świadomość, że w zależności od tego, w jakim miejscu swojego rozwoju człowiek jest, czasami, a nawet często trzeba drugiemu człowiekowi pozwolić doświadczać, ponieważ tylko w ten sposób jest w stanie zmieniać i rozbudowywać swoją świadomość aż do momentu, w którym dojdzie do wniosku: dość, ja już wiem, o co chodzi.
Ja chcę to zrobić już świadomie. Ja chcę to zrobić już bez tych negatywnych doświadczeń.O! Drogi Adam, à propos. Sławku, powiem ci, że u mnie fajerwerki się jednak pojawiają w taki fajny, subtelny sposób, bo w snach. Dziękuję za korespondencję. Drogi Adamie, rozumiem, że to nie jest temat na oficjalne komentarze, ale bardzo się cieszę. A poza tym ciekawy jestem, także proszę, podziel się ze mną, cóż takiego fajnego się w twoim życiu wydarzyło. Ania pisze: Marzenko, oj, to mądry będzie ten Bóg. A Marzenka pisze: Weźmy na tapetę słowo Bóg. Słowo możemy wziąć, tylko po co?
Słuchajcie, ja stosuję takie skróty myślowe, żeby tam nie wymieniać tych wszystkich: Budda, źródło, uniwersum i tak dalej. Więc ja słowo Bóg traktuję bardzo umownie i symbolicznie, czyli w sensie, żebyśmy wiedzieli, że mówimy o tym samym. Natomiast ja się nie upieram przy Bogu jako fizycznej postaci siwego pana z siwą brodą, tylko jako synonim. Ania pisze: się nie znamy, ale miłość do siebie w tym pomaga. Bardzo się cieszę, że się pod tym względem zgadzamy. Tak, kochani. Co prawda ten wątek miłości do samego siebie pojawił się na końcu audycji jako brakujący wzorzec w naszej podświadomości. Ale oczywiście tak, miłość do siebie samego, miłość własna, która encyklopedycznie została nazwana przez naukowców i filozofów dawno temu, bardzo pomaga. Adam pisze: dzisiaj jest 51. audycja, to zobowiązuje do kosmicznych tematów.
Jak Area 51. Oczywiście żartuję. Mamy troszeczkę kosmicznych, a nawet boskich tematów. Mieliśmy telefon, więc już w pewnym sensie dzisiejsza audycja jest kosmiczna. Ania się ucieszyła: to super tematy, kosmos wow. Ja nie jestem niestety astronomem, astrologiem, więc o tych kosmicznych tematach z wami podyskutować. W przeciwieństwie do Ani, która pisze, że ma olbrzymi teleskop i sobie patrzy. Ciekawy jestem, co tam wypatrzy. Może Aniu się przerzuć na ten, troszeczkę może masz jakieś tam materiały do debat ufologicznych, które z tego, co widzę na Radiu Paranormalium znowu spotykają się z dość dużym zainteresowaniem. I też pamiętam na początku naszych pierwszych audycji były wręcz pytania, kiedy one się powtórzą, kiedy one wrócą na antenę.
Więc może też się tam odnajdziesz. Karim pisze: czy jak nie kocham siebie, to nie jestem w stanie nikogo pokochać? Dobre pytanie. W myśl zasady kochasz bliźniego swego jak siebie samego i jakość twojej miłości do innych jest taką samą jakością, jaką miłością obdarzasz samego siebie. Tak to właśnie wygląda. Nie znam ludzi, którzy w ogóle nie kochają siebie i też w ogóle nie kochają innych. Natomiast znam mnóstwo ludzi, których nienawiść, złość, pretensje do samego siebie są procentowo dużo większe niż miłość i też nienawiść do innych ludzi się w ten sam sposób i w tych samych proporcjach objawia. Mobil pisze: pan Jackowski trafnie to określił, że Ziemia to czyściec, a każda żyjąca istota jest przepełniona grzechem od momentu poczęcia tu na Ziemi i pojawiła się tu nieprzypadkowo. Nie znam wypowiedzi pana Jackowskiego, ale ta opcja z czyśćcem tutaj na Ziemi jest całkowicie zgodna z moją filozofią i z moim myśleniem na ten temat. Tak też uważam, że to, co nazywamy czyśćcem, jest właśnie tu.
Zresztą często też i piekłem dla niektórych, ale też i może stać się niebem. I mam nadzieję, że tym niebem z czasem się Ziemia stanie dla nas, dla ludzi. Marzenka pisze: Karim, pomyśl. Rozumiem, mam nadzieję, że na ten komentarz już odpowiedziałem. Ania pisze: ja właśnie zaczęłam mówić do ludzi, co uważam, wszystko, co poczułam. I skończyło się tak, że zostało niewielu obok. Kochani, to jest naturalna konsekwencja zmian. Bo jeżeli otaczaliśmy się ludźmi ze względu na to, że prawiliśmy im komplementy, a oni na te komplementy byli łasiWiadomo, że jeżeli przestaniemy im mówić te komplementy, to odejdą, ponieważ każdy z nas zajmuje określone miejsce w mikrospołeczeństwie, w którym się znajduje. Każdy z nas jakąś tam rolę odgrywa. Jeżeli tę rolę przestajemy odgrywać, przestajemy być w tym społeczeństwie potrzebni.
Natomiast na pewno znajdzie się inne społeczeństwo, które z przyjemnością i z radością przyjmie to, że jesteśmy szczerzy, uczciwi i potrafimy powiedzieć to, co myślimy. Także myślę, że jest to etap przejściowy i na pewno dla ciebie korzystny. Ania pisze do Karim: „Nie sądzę. Najpierw musisz siebie pokochać, bo skąd będziesz wiedział, że to miłość?” Kochani, o tych formach miłości i o różnych wersjach miłości rozmawialiśmy i często w naszym życiu funkcjonuje miłość płynąca z podświadomości, z tych wzorców, które zostały nam przekazane. Pewną formą miłości jest to, że przynajmniej nie bije, ale przynosi pieniądze na utrzymanie. To jest też pewien synonim ziemskiej miłości. Może zdradzać, może nie wracać na noc, ale na koniec miesiąca przynosi pieniądze, które pozwalają na utrzymanie żony, dzieci, domu i zapewnienie jakiegoś statutu społeczno-materialnego i poczucia bezpieczeństwa. Czyli tutaj synonimem miłości będzie poczucie materialnego bezpieczeństwa. Więc można nie kochać siebie, a kochać drugą osobę miłością podświadomą. I wtedy będziemy to nazywali miłością, bo jest ojcem moich dzieci, bo jest matką moich dzieci.
To już jest synonim miłości. Więc będziemy razem, bo... Marzenka pyta Ani: „A co im powiedziałaś, że ich zabrakło?” Ania odpowiada: „Co czułam, to mówiłam”. Czyli prawdę. Kochani, uważam, że to jest taki okres przejściowy. Z tym mówieniem prawdy trzeba zadać pytanie, co jest prawdą? Bo często mówiąc o innych ludziach, najczęściej mówimy o samym sobie, o swoich poglądach, o swoim stosunku do bardzo wielu rzeczy i o tym, co to znaczy prawda o innych. Możemy powiedzieć tylko prawdę o tym, co my czujemy, co my myślimy. I trzeba mieć świadomość, że wtedy mówimy o sobie, nie o nich. Oczywiście to, że twoje opowieści mnie nudzą, jest powiedzeniem o mnie.
Może twoje opowieści kogoś innego nie będą nudziły. Może dla kogoś będą fascynujące i interesujące. Miałem teraz przyjemność uczestniczenia w bardzo przyjemnej uroczystości, która się nazywa spotkaniem z okazji narodzenia dziecka u swojego dawnego kolegi, przyjaciela, współpracownika. To jest specyficzny typ człowieka. Ja przy poprzednim spotkaniu mówiłem mu, że są dwa sposoby, przynajmniej znane mi, prowadzenia rozmowy. Informacja z ucha płynie do mózgu, a z mózgu płynie do ust i zostaje wydalana w formie słowa, myśli, przemyślenia czy tam czegoś innego, jakiegoś zdania. Natomiast tak jak mu powiedziałem: ty ten etap angażowania mózgu zupełnie pomijasz. Czyli jest słowo, ucho, usta, ucho, usta, usta, ucho i zupełnie nie bierzesz pod uwagę tego, co się mówi, co się dzieje wkoło ciebie, tylko mówisz to, co masz do powiedzenia. To jest typ człowieka, który nie słucha tego, co się do niego mówi. Natomiast bardzo dużo gada.
Opowiada to w sposób bardzo fajny, bardzo fascynujący, ubarwia i tak dalej. Nawet ostatnio żeśmy w gronie znajomych wspominali, że to jest typ człowieka, którego albo się bardzo lubi, albo się nienawidzi. Nie ma żadnego czegoś pośrodku. Więc nie może tak być, że ja powiedziałem jakąś prawdę o nim. Ja powiedziałem prawdę o tym, czy mi się to podoba, czy mi się nie podoba. Gro ludzi jest wpatrzonych w niego jak w obrazek. Słuchają, spijają słowa z jego ust. Natomiast mi to nie musi się podobać. Więc z tą prawdą ostrożnie.Tutaj Ania pisze: „Ludzie jej nie lubią. Ludzie kochają być okłamywani”.
To może nie tak do końca, każdy z nas jest przekonany o tym, że to, co robi, jest jedynym słusznym rozwiązaniem, światopoglądem, sposobem postępowania i tak dalej. Inaczej byśmy tego nie robili. Tak więc siłą rzeczy większość z nas lubi znajdować potwierdzenie, że znajduje to również uznanie u innych ludzi. Więc to może nie jest kwestia tego, że ludzie lubią być okłamywani. Ludzie lubią znajdować potwierdzenie, że to, co mówią, jest takie same słuszne dla innych, jak dla nich samych. Karin pisze: „Marzenko, wielcy mistycy mieli siebie za nic, swe ciało, a kochali przyrodę”. Jest to też jakaś forma. Umówmy się, że to też jest jakaś forma przełamywania, poznawania samego siebie, poznawania swoich ograniczeń. Natomiast różnie z tym jest. Nie generalizował.
Marzenka pisze: „Jak możesz kochać kogoś, skoro siebie nie potrafisz pokochać?”. Ten wątek już poruszałem, nie będę się już powtarzał. Karin pisze: „Marzena, czy matka, która się nie kocha, nie może kochać swojego dziecka?”. Tu mówimy o zupełnie oddzielnym sposobie kochania. Polecam te nasze poprzednie audycje, w których te rodzaje miłości dzieliłem. Pamiętajcie, czym jest miłość. Miłość jest chęcią sprawiania, by osobę, którą kochamy, żeby sprawiać, by jej życie było jak najfajniejsze, jak najprzyjemniejsze, jak najłatwiejsze, radośniejsze. Chęcią sprawiania, poprawiania życia osoby, którą się kocha. Czyli oczywiście można nie kochać samego siebie, a robić wszystko, by mojemu dziecku było jak najlepiej. Można.
Można też w imię takiej, powiedzmy, pseudomiłości poświęcić samego siebie dla drugiej osoby. Można. Takie rzeczy się też zdarzają. Natomiast to jest tylko jakiś etap przejściowy. To jest doświadczenie, najprawdopodobniej konsekwencja być może też naszych poprzednich wcieleń bądź naszego poprzedniego wcielenia. Natomiast to nie jest cel. Celem człowieka na Ziemi nie jest kochać i poświęcać samego siebie dla innych. Ja to w swojej książce napisałem na przykładzie Chrystusa. Ludzie pytali mnie później, co ja miałem tak naprawdę na myśli. Bo ja napisałem, że był taki gościu 2000 lat temu, który poświęcił siebie dla innych.
A ty, drogi czytelniku, nie idź tą drogą. On był, on to zrobił, on miał to zrobić, taki miał cel, takie miał zadanie, taką misję. Natomiast naszym celem tutaj na Ziemi nie jest poświęcanie siebie dla drugiego człowieka. To nie jest miłość. To jest doświadczenie. Ania się tutaj z Karin nie zgadza, że nie może. Ja uważam, że może. Tak jak powiedziałem, tych form takiej miłości jednostronnej jest sporo. Natomiast mówię, to nie jest cel. Emobil pisze: „Świadomość ma zdolność porządkowania systemów i wystarczy znak lub symbol, abyśmy świadomością znaleźli się tam, gdzie nie mamy na to wpływu.
Bo jeśli nie mamy siły ducha, aby podejmować mądre decyzje, to zawsze będziemy trafiać tam, gdzie nie czujemy się zbyt komfortowo”. Nie wiem, czy to tak do końca zależy od siły ducha. Ale coś w tym może być. Ciężko mi na to tak jednoznacznie w tej chwili na szybko odpowiedzieć. Musiałbym się chyba chwilkę nad tym głębiej zastanowić. A odnośnie jeszcze poprzedniego komentarza Marzenka pisze: „Daje dziecku”, oczywiście w kategoriach matki, „wówczas emocje, które sama chciała mieć, a których na przykład nie doświadczyła”. Tak, jest to etap przejściowy, doświadczenie, które pozwala nam rozwijać też naszą empatię. Czyli na zasadzie: daj swemu dziecku to, czego dziś tobie brakuje. Tutaj dyskusja jest taka między państwem. Tu jakieś są tematy wewnętrzne.
Nie bardzo wiem, o co chodzi, więc nie będę tego czytał. Marzenka pisze: „Emobil, ty zawsze chcesz trafiać w negatyw. Czemu?” No właśnie, czemu? Marzenka zadała pytanie do Emobilka, więc ja nie będę na nie odpowiadał. Karin pisze: „Ania, to było do pana Sławka”. Ale co? Pogubiłem się, więcJeżeli na coś nie odpowiedziałem, to mi to przypomnijcie, bardzo proszę, bo poruszam kilka wątków naraz, więc nie robię uników, ale mogłem po prostu coś przeoczyć i teraz już i ja się pogubiłem. Ania pisze, że prowokator, a ja tego tak nie odbi- Emobil: „I tak właśnie jest. Jeśli nie odkryjemy swojego potencjału, to zawsze będą nami manipulować i sterować”. Emobilek jak zwykle tutaj widzę, porusza tematy teorii spiskowych.
Ja oczywiście się z tym nie zgadzam, bo ja cały czas twierdzę, że jeżeli ktoś nami manipuluje, to już... A no dobra, okej, jeżeli nie odkryjemy swojego potencjału. Do wszystkiego trzeba dojrzeć. Ja cały czas twierdzę, że do wszystkiego trzeba dojrzeć i są takie momenty, że są takie etapy w rozwoju człowieka, że bez manipulacji i bez sterowania człowiek nie jest w stanie funkcjonować, jak chociażby małe dziecko. Tutaj też jest dyskusja wewnętrzna. Przeprosiny. Marzenka pisze: „Kalin i co było dalej?” Zaraz, ja się może cofnę. Marzena A., to Marzena: „Znam taką osobę, która siebie nienawidziła i tego, że żyje, ale własne dziecko kocha”. Dobrze, troszeczkę się wybiłem z tamtego wątku. Karin pisze: „Ania, po prostu mam inne zdanie i zakładanie z góry, że osoba, która nie kocha siebie, nie może kochać bliźniego to błąd”.
Kochani, nie dramatyzujmy, bo ja mówię, nie znam osoby, ja osobiście nie znam osoby, która w ogóle siebie nie kocha, bo miłością do samego siebie jest również zaspokajanie swoich potrzeb, nawet chociażby materialnych, fizycznych czy emocjonalnych, w sensie lansowania się, błyszczenia, szukania towarzystwa, poklasku i tak dalej. To jest też forma kochania samego siebie. Taka podświadoma, ale jest to też forma. Zapewnianie sobie sukcesów, dobrobytu, powodzenia u kobiet czy u mężczyzn, pięknie wyglądania i tak dalej. To jest też forma kochania samego siebie. Płytka, krótkotrwała, ale jest i bardzo podświadoma. Bycie trendy, bycie modnym, bycie na czasie i tak dalej. To jest też forma miłości do samego siebie. Więc osób, które nie kochają samych siebie ja nie znam. Te proporcje i jakość tej miłości może być różna, ale to nie jest sytuacja, w której ktoś zupełnie nie kocha samego siebie, więc ciężko jest tu mówić o takim ekstremalnym przypadku, że ktoś w ogóle nie kocha samego siebie.
I Karin pisze dalej: „Marzenka, ta dziewczyna jest jedną z najlepszych matek, jakie znam”. No więc nietrudno budować takie poglądy, jeżeli zna się osobę blisko. Też trudno powiedzieć, na jakiej podstawie twierdzisz, że ta osoba nie kocha samego siebie. Ciężko mi jest mówić o przykładach, odnosić się do przykładów, zwłaszcza konkretnych osób, których nie znam. Marzenka pisze: „Róbta, co chceta. I co, to już koniec? Myślałam o tym mocno”. Na szczęście był dalszy ciąg tej audycji, więc to nie był Marzenko koniec. Tutaj dobrze, mamy taki komentarz: „Bóg sam jest zakłopotany, co my tu wyprawiamy. Patrzy i nie wierzy, jak my...” Jak my co?
„I nie wierzy, jak my”. Znaczy w moim przekonaniu aż taki mocno zakłopotany albo sfrustrowany nie jest, bo myślę, że w pewnym sensie to przewidział. Więc aż takiego dylematu może jak my nie ma. Już wracam. Musiałem na chwileczkę was opuścić, ale już jestem. Karin pisze: „Tak dawno człowiek, choćby jak kochał siebie, nie jest w stanie kochać wszystkich bliźnich”. Bo to wcale nie chodzi o to, żeby kochać wszystkich bliźnich. Właśnie o to chodzi, żeby zrozumieć, jaki jest cel miłości. Gdyby wszyscy ludzie kochali samych siebie, to tak naprawdę my nie musielibyśmy kochać nikogo. Wystarczyłoby tylko, żebyśmy nie musieli i nie chcieli im tej miłości ograniczać i zabierać.
Bo to właśnie o to chodzi, żeby każdy człowiek kochał samego siebie. My nie mamy za zadanie kochać całego świata, bo synonimem miłości jest również wolność, czyli danie wolności drugiemu człowiekowi.My w tej naszej miłości podświadomej bardzo często ograniczamy ludzi, narzucając im, jak ta miłość ma wyglądać, jak ich miłość do nas ma wyglądać. Wystarczyłoby, żebyśmy sobie przyznali prawo do miłości, zajęli się samymi sobą i pozwolili zrobić to samo drugiemu człowiekowi w poczuciu oczywiście szacunku, wolności i tym wszystkim, z czym jest związana prawdziwa miłość. Właśnie to są takie wzorce, w których większość z nas została wychowana, że naszym celem jest kochać innych. Nie. Kochani, świadomość to jest również wiedza o tym, że odpowiadamy tylko i wyłącznie za swoje własne życie. Odpowiadamy również za nasze obietnice, za nasze deklaracje i za nasze decyzje. Więc siłą rzeczy, jeżeli decydujemy się na wejście w związek małżeński, decydujemy się świadomie na stworzenie pewnej relacji. Tak samo, jeżeli świadomie decydujemy się na posiadanie dzieci, to musimy mieć świadomość tego, z czym to jest związane. I później te następne 18, 20, 30 czy 50 lat jest tylko naturalną konsekwencją naszej decyzji.
To też jest miłość, odpowiedzialność. Odpowiedzialność za świadomie podjętą decyzję. Natomiast my nie mamy obowiązku kochania całego świata. Wystarczy, że nie będziemy narzucać swojej wizji świata, prawdy, miłości innym ludziom, że nie będziemy mieli wobec nich oczekiwań. Że nie będziemy ich zmuszać, nie będziemy wywierali nacisku, nie będziemy mieli wobec nich oczekiwań. I to nie jest taki ciężki temat, Marzenko. To jest kwestia tylko zrozumienia, że jeżeli za coś odpowiadamy, to tylko za siebie samych. Tutaj dyskusja. Zwracam uwagę, że nie musi być wcale jednoznaczne i nie jest jednoznaczne. Ania pisze: „Ja myślę, że nie trzeba kochać wszystkich bliźnich.
Wystarczy kochać siebie tak zdrowo, z szacunkiem do siebie i świata”. Dokładnie, Aniu, o tym mówiłem. Dokładnie o tym mówiłem. Jeżeli przyznamy samemu sobie prawo do miłości, to poniekąd automatycznym jest to, że przyznajemy to prawo drugiemu człowiekowi. I to już wystarczy. Przynajmniej na początek. Adam pisze: „Ania, pisałaś, że patrzysz przez teleskop. Widzisz przez niego mgławice gazowe”. Ja myślę, że Ania z tym teleskopem to troszeczkę nas wkręcała. Ale oczywiście mogę być w błędzie.
Marzenka pisze: „Oj, kopniaków to dostałam sporo, ale starałam się i staram je wykminiać”. Słuchajcie, podobno nie ma negatywnych, złych rzeczy. Nie ma niepowodzeń, jest tylko informacja zwrotna. Więc tak, właściwe wykminienie tego, o co w tym doświadczeniu chodziło, jest podstawą zakończenia doświadczenia. Jeżeli w doświadczeniu chemicznym nie zrozumiemy zasady, że kwas wlewamy do wody, a nie wody do kwasu, to będziemy to doświadczenie powtarzać, aż to zrozumiemy, parząc się każdorazowo i będąc opryskiwanym kwasem. Więc zrozumienie sensu doświadczenia i wyciągnięcie wniosku, mało tego, staranie się niepowielania tego błędu jest gwarancją tego, że doświadczenie zostało zakończone pozytywnie, że możemy przejść do następnego doświadczenia, na następny etap, do następnej klasy. Karim pisze: „Panie Sławku, ale taki kop od życia to fantastyczna lekcja”. Fantastyczna lekcja. Ja powiem tak: na pewno skuteczna i jeżeli jesteś w stanie tak to zinterpretować, to chwała ci za to. Ja prowadzę tę audycję tak naprawdę nie po to, żeby wam mówić ciągle: „Słuchajcie, tam nie przejmujcie się tym, wam to się wydarzyło, nie przejmujcie się.
To jest fantastyczna lekcja, która na pewno wpłynie na rozwój waszej świadomości i też pomoże wam transformować podświadomość”. Raczej moją intencją jest to, żeby tych kopów przysłowiowych od życia było jak najmniej, a jak już się pojawią, żeby były zakończone jakimś sensownym wnioskiem, a raczej dalszy ciąg życia, żeby był bardziej świadomy i bardziej przewidywalny. Czyli świadomy tego, do czego dążę i świadomy tego, jak to osiągnąć. To raczej ja bym taką rolę dla siebie tutaj w tych audycjach widział. Jednak się myliłem. Ania ma teleskop. Nie widzę, ale chętnie się dowiem, jak to nastawić na tę mgławicę. No dobrze... astronomiczne dyskusje à propos kosmosu. Może na koniec komentarzy się dowiemy, z jakim skutkiem Adam i Ania zakończyli swoje doświadczenia.
Ania pisze: „Zwariowałam na punkcie słońca. Wiesz, założyłam filtr na słońce, a szykuję się na pełnię 12 grudnia i muszę zdjąć filtr”. Chętnie poszukam tego, co piszesz, Adamie. Trzymam za was kciuki, kochani. A ja wracam do komentarzy. Karim pisze: „Jak patrzę na innych ludzi, to myślę, że świat jest niesprawiedliwy, bo ja mam prawie całe życie z górki”. Powiem szczerze, dawno już nie słyszałem takich dylematów, że ktoś narzeka, że ma z górki. Nie powiem, że akurat ci zazdroszczę, natomiast cieszę się z tego. I też wiem jedną rzecz, że każde narzekanie przynosi jakiś efekt, więc jeżeli nie chcesz mieć z górki, to pewnie kiedyś się to zmieni. Jeżeli oczywiście to jest świadomy wybór.
Emobil pisze: „Moim zdaniem gdyby Bóg ingerował w nasze działania, to nie byłby inteligentny, bo zniżyłby się do niskiej wibracji, czyli nas. Mało tego, to my posiadając wolną wolę, musimy się zbliżyć do Boga, a nie na odwrót”. Całkowicie się z tobą zgadzam w tej kwestii, że jednak chodzi o to, żeby, jak to mawiali, równać do najlepszych. Że bez sensu byłoby to, co przez wiele lat było moim wielkim dylematem podczas różnego rodzaju rozmów, kiedy byłem przekonywany do tego, że powinienem zmienić swoje podejście, nastawienie i postępowanie. Natomiast kiedy zadawałem pytanie swoim wykładowcom czy ludziom, którzy dawali mi te rady: „A za co ty mnie lubisz? Czy na pewno chciałbyś, żebym ja się zmienił? Bo ta zmiana będzie dotyczyła nie tylko świata, ale również mojego podejścia do ciebie. Jeżeli stanę się egoistą, stanę się twardy, to zmieni się moje podejście do wszystkich ludzi”. To tak rozwijając myśl, bo nie zawsze musiałem to wszystko dodawać, a raczej rzadko. Więc tak, zdecydowanie to raczej chodzi o to, żeby się piąć do góry, a nie oczekiwać, że źródło przyjdzie do nas czy że Bóg przyjdzie do nas.
Natomiast nie do końca się zgadzam z tym, że Bóg czy źródło nie ingeruje w nasze życie. To znaczy nie ingeruje w życie pojedynczych ludzi, to prawda. Natomiast jestem przekonany, że pewne decyzje odnośnie chociażby momentu pojawiania się jakichś kluczowych dla zmian cywilizacyjnych informacji bądź wydarzeń, są w pewnym sensie w jakiś sposób odgórnie kontrolowane czy zarządzane. Ania pisze: „Hej Karim, to super, że z górki, ale jak już z niej zjedziesz, to gwarantuję tobie, że będziesz chciał się ponownie na nią wdrapać”. Kiedyś ktoś mądrze, filozoficznie napisał odnośnie problemów, które nas spotykają w życiu, że jeżeli zmierzasz na sam szczyt, to przestań się w końcu dziwić, że masz pod górkę. Więc może, Aniu, też coś w tym było. Tutaj jest dość odważna teza Emobilka: „Bóg tylko się przygląda i pomaga tym, którzy w niego wierzą i proszą o pomoc”. Tutaj się akurat z tobą nie zgodzę. Kiedyś opowiadając, nie zajmując się tą tematyką aż tak oficjalnie, pewne mądrości czy pewne informacje starałem się przekazywać na zasadzie opowiadania dowcipów, historii czy jakichś przypowieści ludowych bądź narodowościowych, etnicznych. I jednym z takich dowcipów, które opowiadałem na okoliczność właśnie takich stwierdzeń, był dowcip, jak dwóch rolników z jednej wsi wracało z pola.
Jeden z nich to był właśnie taki modlący się, chodzący do kościoła, bardzo pobożny. A drugi to raczej taki luzak, co tam i poimprezować, i wypić. Po tego do kościoła chodził albo nie chodził, różnie z tym było. I w którymś momencie rozpętała się burzaZaczęły bić pioruny i konie się wystraszyły. Obydwaj w tym samym czasie i w tym samym miejscu zjechali. Konie zjechały do rowu, wozy się powywracały, konie się poprzewracały. Bogobojny, modlący się uklęknął na asfalcie i zaczął się modlić i prosić o pomoc: „Panie Boże, ześlij anioła stróża, niech mi pomoże wyjąć ten wóz i tego konia” i tak dalej. A ten pijaczek otrzepał się, popatrzył co się dzieje, wziął jakąś gałąź, jakiś drąg, zaczął tego konia odwiązywać. Zaczął coś tam działać. W tym momencie pojawił się ten anioł.
Stanął na środku tej drogi, popatrzył na jednego, popatrzył na drugiego, zakasał rękawy i zaczął pomagać temu pijaczkowi, który próbował ten wóz i tego konia z opresji wyciągnąć. Ten bogobojny się strasznie obraził. Powiedział: „Panie Boże, to ja taki modlący, pobożny, codziennie modlę się, do kościoła chodzę, a ty pomagasz temu pijakowi?”. Oczywiście myśl z zasady, żeby się nie bał. I Pan Bóg powiedział: „To rusz w końcu dupę. Ja z chęcią wesprę wszystkie twoje działania, ale nic za ciebie nie zrobię”. Z tym tylko proszeniem o pomoc to tak nie do końca się zgadza. Znaczy ja się nie zgadzam. Tu się znowu coś przewinęło. Adam pisze: „Mobil Bóg źródła jest tym wszystkim, co istnieje, w tym nami, więc chyba mu nie przeszkadza być tak nisko.
Ale to tylko moje trzy grosze”. To też prawda. Ania pisze: „Emobil: A skoro jeśli Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo jest prawdą, tylko sobie wyobrażasz, kim on jest wtedy”. Proszę bardzo, widzicie. Jeden Bóg, a ile teorii. Ania pisze, że się wystraszyła. Adam pisze: „Karin, z górki jest świetnie, byle było jeszcze lepiej. Tego sobie i wszystkim życzę”. A ja za te życzenia, Adamie, dziękuję i oczywiście z wielką przyjemnością, z wzajemnością. „Emobil — pisze Adam — dokładnie Bóg jest podzielny, jest to forma źródła energii, która może przybierać różne formy”.
Już nie będę tego jakoś rozwijał, bo rozmawialiśmy o tej zmaterializowanej energii. Myślę, że tutaj fizyka kwantowa w końcu przyniesie nam bardziej wiarygodne i bardziej naukowe wyjaśnienia przybierania różnych form poprzez energię. Ale to prawda, już nie pamiętam, to chodziło o pole bozona. W polu bozona cząstka energii zaczyna się materializować i to już jest w jakiś sposób wytłumaczone. Nie będę się na to porywał, bo czuję się zbyt cienki w tym wszystkim. Ale tak, energia może przybierać przeróżne formy. Karin pisze do Ani: „Bóg to czyste dobro. Skoro jesteśmy stworzeni na jego podobieństwo, to Bóg jest równocześnie szatanem, yin i yang”. Powiem wam szczerze, temat ciekawy. Może byśmy podjęli to wyzwanie i podyskutowali na którejś z audycji o tym, kim dla nas i w naszym przekonaniu jest Bóg.
Jest to bardzo fajny pomysł. Zaraz sobie go zapiszę. Marzenka pisze: „Skoro my jesteśmy częścią Boga, to Bóg jest w tobie, czyli we mnie też i to ten sam”. I tu jest właśnie, kochani, to, że cały czas mamy z tym dość duże dylematy, ze zrozumieniem jak to faktycznie jest. Ponieważ już swoją wizją Boga czy źródła z wami się dzieliłem, więc nie będę tego powtarzał. I też nie będę niczego z tego, co tutaj się pojawia, w żaden sposób negował ani oceniał, bo każdy z nas z tym Bogiem w jakiś sposób, z tym źródłem się zetknął. I to jest bez wątpienia prawda. Ponieważ z tego samego źródła wszyscy pochodzimy, więc myślę, że każdy z nas gdzieś też w samym sobie powinien, jeżeli chce oczywiście, tej informacji i tej odpowiedzi poszukać. Tutaj Marzenka coś pisze: „Macki odczuć, macki uczuć, macki emocji”.I nie wiem do czego to jest. Ja jestem prowokatorem.
Adam napisał: „Ale głupoty piszecie. Bóg jest tylko w Kościele i to na dodatek tylko wtedy, kiedy jest msza”. Drogi Adamie, nawet księża by się obrazili, bo już nawet oni twierdzą, że tak nie jest. Natomiast to prawda, że tylko oni znają metodę, jak do niego dotrzeć. Karin pisze: „Marzena, każdy człowiek to energia, a Bóg to być może całość energii. Materia to też inna forma energii”. Z jednym się zgodzę. Bóg jest energią, ponieważ każda dusza jest energią posiadającą świadomość. Spróbuję coś wytłumaczyć, coś powiedzieć, co ja na ten temat sądzę. A Bóg, czyli źródło, jest energią, która te wszystkie pomniejsze świadomości ze sobą zespala.
Skoro nasze dusze są świadomością, to Bóg jest energią, która posiada wszechświadomość. eMobil pisze: „Tak Marzenka, aby poczuć, to trzeba intensywnie rozwijać się duchowo. Niekoniecznie jak ojciec Pio, ale w miarę własnych możliwości”. Ja jeszcze raz powtórzę, kochani. Intensywnie rozwijać się duchowo. Jeden z filmików na swoim kanale, który niestety zaniedbałem ostatnimi czasy, był poświęcony właśnie rozwojowi duchowemu. Każdy człowiek na Ziemi od początku powstania rozwija się duchowo. Różnica polega na tym, czy chcemy robić to świadomie, czy nie. Każdy człowiek, który doświadcza, a każdy człowiek duszę ma, rozwija się duchowo, ponieważ buduje za każdym doświadczeniem swoją świadomość. Więc tu nie ma wzorca, jak należy się rozwijać duchowo, bo każdy jest w innym miejscu, w innym etapie tej nauki.
Natomiast wszyscy, każdy człowiek żyjący w tej chwili na Ziemi i żyjący na Ziemi od momentu, kiedy staliśmy się istotami duchowymi, rozwija się duchowo. Tutaj jesteśmy w którymś momencie, że Adam pisze: „Z czego, pardon? Z czarnej dziury finansowej?” Tak. Z czarnej dziury finansowej. Tutaj dziewczynki piszą o przykładzie ojca Pio. Ja pewnych wątków religijnych poruszał nie będę. eMobil pisze: „Bóg jest jak plastelina. Każda świadoma istota odrywa sobie kawałek i nadaje jej odpowiednią formę. Geny”. Poniekąd tak jest.
Natomiast może nie odrywa, bo to nie jest oderwanie całkowite, bo cały czas jesteśmy połączeni. Natomiast jest to pewna forma plasteliny. Ania pisze, eMobil: „Może to jest właśnie problem. Odrywamy po kawałku, zamiast się do niego przylepić”. Właśnie. Nie odrywamy się, więc nie ma tego problemu. Być może niektórzy tak to czują, że czują się oderwani bądź w jakiś inny sposób odłączeni. Natomiast to nie wygląda tak. Karin pisze, że Bóg nie jest plasteliną. Oczywiście ja myślę, że to też była przenośnia, a nie uplastyczniony wyraz.
Marzenka właśnie pisze to, o czym też wcześniej mówiłem. eMobil: „Kim dla ciebie jest twój Bóg?” Na to pytanie każdy z nas musi sobie odpowiedzieć sam. eMobil odpowiada: „Bóg jest źródłem wymiany energii, informacji, jest jakby pośrednikiem nas wszystkich. A czy zdaje sobie z tego sprawę, to już inny temat”. Faktycznie to pytanie uważam za dość logiczne i zasadne. Czy zdaje sobie z tego sprawę? Czy ma na to ochotę i czy w ogóle go to interesuje? Marzenka pisze w słupku: „Kolejność ma znaczenie”. Też jestem o tym przekonany, ale Marzenka już mnie tutaj sprowadza na ziemię, ale nie do końca. Na szczęście Ania mnie tutaj ratuje: „Oczywiście, że ma znaczenie w każdym aspekcie naszego życia i tak na przykład nie będziesz starcem uprzednio nie dojrzewając i tak dalej”.
Ania pisze o tym, o co i ja proszę. Marzenko, jaśniej proszę. Karin pisze: „eMobil, ponoć jak się mamy pojawić na Ziemi, to wybieramy sobie los. Czyli Bóg też musi znać wszystkie możliwości prawdopodobieństw naszego życia”. Nie. Bo tu już byśmy wchodzili w taki aspekt, że byśmy podejrzewali Boga o to, że on próbuje w jakiś sposób zawiadywać naszym życiem, kochani. Tak jak on by był w jakikolwiek sposób zainteresowany tym, co z nami będzie.A tak na dobrą sprawę, to z pewnością nie jest to przedmiotem, z punktu widzenia ludzkiego, rozmyślań Boga nad tym, co się wydarzy w naszym najbliższym życiu. Gwarancją zdobywania doświadczenia jest miejsce, w którym się rodzimy, gwarancją konkretnych doświadczeń. Czyli jeżeli rodzimy się w Polsce w latach 80. w rodzinie robotniczo-chłopskiej, to dokładnie będziemy wiedzieli, nie trzeba być Bogiem, żeby przewidzieć, jaka prawda ziemska zostanie nam objawiona w naszej rodzinie.
Jeżeli przyjdziemy na świat w rodzinie patologiczno-alkoholicznej, to wiadomo, z jakimi doświadczeniami będziemy mieli musieli się zmierzyć. Więc zakres doświadczeń, przez jakie będziemy przechodzili, mogę powiedzieć wam ja, wybierając wam rodzinę, którą na przykład dobrze znam. To tak, jakbym prosto mówiąc wybrał rodzinę adopcyjną dla malutkiego dziecka. Zrobiłbym wywiad, dowiedziałbym się o nich wszystkiego, poznał ich priorytety, ich prawdy, ich przekonania i niemowlaka dał do tej rodziny adopcyjnej. Jestem przekonany, że z dużym prawdopodobieństwem jestem w stanie przewidzieć, jak zostanie skonstruowana jego podświadomość i z jakimi doświadczeniami, z jakim bagażem prawd wejdzie w życie i z czym się będzie borykał. Myślę, że to się tak naprawdę sprowadza do takiego wyboru. Marzenka pisze: a w czym jaśniej? W tym, że nie do końca. Tak, najprawdopodobniej. Tak jest, że kolejność ma znaczenie.
Fundamentalne pytanie zadaje Karim: czy Bóg jest doskonały? Nie wiem, czemu uważasz to za fundamentalne pytanie, bo co to ma za znaczenie tak naprawdę dla nas? Ale ja ci na to pytanie nie odpowiem. Moim zdaniem doskonały to znaczy coś, co zakończyło już swój etap ewolucji. Jest doskonałe, czyli nie podlega już żadnym modyfikacjom i niczego więcej się nie nauczy. Więc jeżeli tak rozumieć słowo doskonały, to oczywiście, że Bóg nie jest doskonały, ponieważ cały czas jakby wzbogaca się o wszelkie informacje, które cały czas do niego spływają. Emobil pisze: w stanach świadomości poza ciałem możemy zobaczyć więcej. Mamy dostęp do globalnego banku informacji i energii i tam widzimy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość i wszystko jest w kilku wariantach. Bardzo to jest uproszczony pogląd. Ja powiem tak: ja też jestem w stanie przewidzieć dla siebie i dla każdego człowieka kilka możliwych scenariuszy.
I przewidywanie niedalekiej przyszłości to jest trochę tak: jeżeli widzisz człowieka, który wjechał na dopiero budowaną trasę, autostradę, pędzącego 150 na godzinę, to nietrudno jest przewidzieć jego najbliższą przyszłość. Bądź jak ja to mówię: jeżeli ktoś wjedzie na autostradę A1 w kierunku Gdańska i będzie tą autostradą jechał i nie zechce z niej zboczyć, to na pewno dojedzie do Gdańska. Więc to też nie jest aż takie trudne do przewidzenia, nawet z punktu widzenia czysto ziemskiego, logicznego. Ania odpisuje, że źródło jest doskonałe, a ja właśnie przed chwileczką powiedziałem, że nie do końca się z tym zgadzam. Emobil pisze: to, czy coś się spełni, zależy od ścieżki, jaką wybierzemy poprzez nasze decyzje. Więc właśnie o tym mówię. Jeżeli zechcemy skręcić, zmienić kierunek w którymś momencie, na którymś rozjeździe, to oczywiście zmienimy też cel, do którego na skutek tych decyzji dotrzemy. No właśnie. Karim pisze, że chyba chodzi o to samo, bo te słowa są całkowicie zbieżne z moimi. No właśnie.
Marzenka pisze: Aniu, i teraz się przyznam, że dla mnie kolejność według jakichś tam norm kundalini czy jakichś takich innych czakr. Jestem za. Fajnie, że piszesz o kundalini, ale myślę, że na innych płaszczyznach naszego życia też kolejność ma znaczenie. Ania pisze: i to jest piękne, Sławku, że jesteśmy różnymi ludźmi. Też uważam, że gdybyśmy wszyscy byli tacy sami, to w naszym rozwoju trwalibyśmy w miejscu. WłaśnieRóżne podświadomości dają nam możliwość przyjrzenia się rzeczom z różnych płaszczyzn. Także ja się też bardzo cieszę, że jesteśmy różnymi ludźmi. Fajnie by było, gdyby te różnice jeszcze bardziej koncentrowały się na uzupełnianiu się nawzajem niż na wykluczaniu. Ale myślę, że to wszystko jeszcze przed nami. Marzenka pisze: „Emobil, to powiedz mi, że tam, gdzie bywasz, to jest to, że to to to i ma świadomość tego, że to nie jest symulacja jakaś”.
Ja o tych pułapkach już pisałem, więc oczywiście można z dużym prawdopodobieństwem pewne rzeczy wykluczać i chyba to jest najpewniejsza metoda weryfikacji tego, co widzimy na wykluczaniu. Ale ja też uważam, że jest to stąpanie po bardzo cienkim lodzie. Karim pisze: „Marzenka, na to pytanie nie jesteśmy w stanie na dzień dzisiejszy odpowiedzieć”. Nie wiem, czy to dotyczyło Emobilka, czy czegoś innego. Marzena pisze: „Mam własne przemyślenia i mniemania na różne tematy, ale nie odcinam się na inne fach”. Karim odpowiada: „Marzenka, jest też taka możliwość, że żyjemy w symulacji”. Emobil pisze, że wszystko jest symulacją i materia ma w sobie tak wprawdowe właściwości, że musimy zmysłowo im ulegać, bo gdyby wgłębić się w to, to ewidentnie w świetle fizyki kwantowej to iluzja. Ale będąc wewnątrz Matrixa nie możemy spojrzeć z zewnątrz, by to stwierdzić. Marzenka pisze: „To jest twoja wyobraźnia o tym świecie, twoim świecie”. Ja oczywiście nie będę brnął w to, kochani, bo moją opinię na temat wirtualności naszej rzeczywistości znacie.
Wywołała swego czasu dość dużo emocji i dużo komentarzy, więc wystarczy, że was bombarduję ostatnio tematami podświadomości i miłości, które były też już wielokroć poruszane w audycjach. Więc jeżeli ktoś twierdzi, że żyje w Matrixie bądź żyje w symulacji i jest to dla niego na tyle ważne, żeby być o tym przekonany, to tak to zostawmy po prostu. Karim pisze: „Emobil, fizyka kwantowa pomaga nam zrozumieć wiele aspektów, o których nie mieliśmy pojęcia”. Tak, natomiast umówmy się, że fizyka kwantowa też dopiero jest dość świeżym tworem i dajmy jej czas. Zresztą Marzenka pisze: „Fizyka kwantowa jeszcze dużo potrzebuje”. Tak, dużo potrzebuje. Temat chociażby genetyki, już nie wspomnę o tematach medycznych, fizycznych czy tego typu naukowych, czy nawet archeologicznych. Niby już przez wiele dziesiątków lat tematy były wałkowane, sprawdzane, analizowane, a cały czas dowiadujemy się czegoś nowego, więc nie traktujmy na tą chwilę tego, co wiemy jako ostateczną prawdę. Dajmy sobie czas. Zresztą też myślę, że odbiegliśmy troszeczkę od tematu i dla mnie akurat fizyka kwantowa może owszem wyjaśniać aspekty energii Boga, naszego życia energetycznego, duchowego.
Natomiast teraz sobie właśnie przypomniałem, że tematem naszej dzisiejszej audycji był temat transformacji podświadomości. Domyślam się, że nie był na tyle ważny i nie był na tyle istotny, żeby na forum na ten temat dyskutować. Więc pozwolę sobie tylko przypomnieć, kochani, że z czterech miliardów bitów na sekundę, którymi zajmuje się nasz mózg, tylko 2000 bitów odbieramy świadomie. To jest jedna pierwsza taka informacja. Druga taka informacja, o której też sobie pozwolę przypomnieć, że 80% naszych reakcji, naszych emocji, naszych przekonań to są informacje podświadome, płynące z podświadomości, z podowego mózgu. Więc jeżeli przy zestawieniu tych dwóch informacji, również naukowych, biorąc pod uwagę, że jesteśmy statystycznymi ludźmi, to 80% tego, co każde z nas dzisiaj powiedziało, poczuło i wymyśliło, jest informacją podświadomą. Więc jeżeli w dalszym ciągu chcemy koncentrować się na tematachKtóre po pierwsze, których nie jesteśmy pewni, których nie jesteśmy w stanie zweryfikować. Zamiast skoncentrować się na tematach, które tak naprawdę decydują o jakości naszego codziennego życia. To faktycznie chyba się nie dogadaliśmy, bo tak zauważyłem, że coraz mocniej odbiegamy od tematu, który był głównym tematem naszej dzisiejszej audycji. Więc ja tutaj pozwolę sobie przytaczać te wątki, które nas w tej audycji będą trzymały.
Ania pisze: „To jest super prawda Sławku. Kiedy zamykamy oczy, widzimy dużo, dużo więcej”. Kari pisze: „Ania, ja jak zamykam oczy to nic nie widzę”. Rozumiem, że w kategoriach żartu, ale może też nie do końca, bo jeżeli wyłączymy podświadomość, a tylko tą podświadomością, że tak powiem, tylko podświadomość steruje naszym życiem, to faktycznie możemy nie mieć dostępu do żadnego innego źródła informacji. Ania pisze: „Jakby ciemność wbrew pozorom była lepsza od jasności, bo nic nie zobaczymy w jasności, gdyż oślepia”. Bardzo fajne sformułowanie, bardzo ciekawe sformułowanie. Ania pisze: „Karin, może nie chcesz nic zobaczyć?”. Często jest tak, że to co mówię, jeżeli podświadomość jest naszym jedynym źródłem informacji, to też będzie nam blokować dostęp do innych źródeł informacji. Dobrze, już teraz widzę, w którym miejscu naszej audycji jesteśmy. Ania pisze: „Masaż super sprawa”.
Marzenka znowu zafascynowała się podszeptami duszy. Bardzo się cieszę. „Rozwiń Sławku głębiej proszę”. Marzenko, ty pisałaś o tym wtedy, kiedy ja o tym mówiłem, ale ja już nie pamiętam, co ja mówiłem o 21:24, więc z chęcią to rozwinę, jak mi przypomnisz, o czym wtedy mówiłem. Karin pisze: „Moja podświadomość jest chyba zła, bo nieczyste myśli”. Nie ma złej podświadomości ani dobrej podświadomości. Pytanie jest, czy nam z tą podświadomością jest po drodze, czy nie? Czy chcemy, żeby to, czego nie jesteśmy świadomi, kierowało i decydowało o tym, co się w naszym życiu wydarzy? Więc jeżeli ktoś lubi nieczyste myśli i nieczyste zachowania, to ta podświadomość nie jest wcale zła, bo na pewno na tej płaszczyźnie spotka go dużo doświadczeń. Pytanie jest, czy chcemy powierzyć swoje życie, swój los czemuś, czego nie jesteśmy świadomi?
Czyli tak na dobrą sprawę załączamy taki hebel w życiu efekt random i zobaczymy co się wydarzy. Bo jeżeli 80% to są decyzje podświadomości, a tylko ułamka promila czy mikrona zdajemy sobie sprawę z tego, co się w naszym umyśle dzieje, to tak na dobrą sprawę jakbyśmy wchodzili na pole minowe z zawiązanymi oczami. Marzenka pisze: „W pierwszym przypadku jak na pierwszy moment to zawsze powinno być na super, ale teraz nie wiem znowu o co chodzi”. Ania pisze: „Karin, przeszkadza to tobie?”. Trzeba zrozumieć, co oznacza poczęcie, a co oznacza stosunek seksualny. To są dwa, że tak powiem, odmienne stany. Natomiast jeżeli obydwa są w pewnym sensie robione świadomie, to dalej to już nie ma znaczenia. Karin pisze: „Marzenka, co się jąkasz?” Marzenka pisze, że ciemno na chacie się zrobiło i klawiszy nie widzę. Karin pisze: „Sławku, dziękujemy”. Ależ proszę uprzejmie.
Ja też dziękuję za dość ożywioną dzisiaj i wielowątkową dyskusję. Ania pisze: „Uwielbiam, gdy moja dusza do mnie szepcze. Czekam na te szepty”. Marzenka pisze: „Oj, zazdroszczę”. Dobrze, już wiem. Mam taką w domciu, ale używać nie mogę. Ania pisze o podszeptach duszy, że zależy co szepcze. Ja się jeszcze nie spotkałem z przypadkiem w swoim życiu, żeby szeptała mi coś złego. Chociaż nie zawsze jest to miłe. Powiem tak.
I też nie zawsze w pierwszej chwili się z tym zgadzam, zwłaszcza jeżeli chodzi o tak zwaną cierpliwość. Tutaj mamy zdecydowaną różnicę zdań.Ania pisze: „Uff gorąco. Ja mam na chacie 27 stopni od kominka”. Tak szaleje. Ja dzisiaj celowo zafundowałem sobie troszeczkę mniejszą temperaturę, aczkolwiek 27 stopni to dla mnie też jest dość odpowiednia temperatura. Natomiast już o tej porze obawiam się, że mógłbym przy tej temperaturze mieć problemy z poskładaniem zdań. Ania pisze: „Ja nie znam swojej mamy ani taty”. Aniu, przykro mi bardzo z tego powodu. Ciężej ci będzie w związku z tym ustalić jakieś wzorce podświadomości. „Byłam niechcianym dzieckiem”.
To zapewne było ci trudno. Natomiast jeżeli jesteś już tego świadoma, to myślę, że sporo sobie poukładałaś. Bo gdy siebie programujemy, nigdy nie należy wypowiadać słowa „nie”, tylko „chcę", „mogę", „pragnę”. Jedną z takich głównych zasad w moim przekonaniu jest to, żeby używać jak najmniej słów o negatywnym wydźwięku emocjonalnym. Ja to nazywam taką higieną myśli i higieną słowa, bo wtedy jest duża szansa, że tych sytuacji negatywnych dla nas będziemy ściągali jak najmniej. Ania pisze: „Ja sobie nigdy nie odmawiam. Jak można sobie odmawiać? Marzenka”. Oczywiście, tu dwie rasowe kobiety się wypowiedziały i cieszę się, że taki wątek, że tak zdecydowanie zajęłyście stanowisko w tej sprawie. Karin pisze: „To da się zmylić swoją podświadomość?”.
To znaczy zmylić. To się pojawiło najprawdopodobniej, jesteśmy teraz w momencie, kiedy z Pawłem rozmawiałem o pomyśle Adama, żeby używać słów, które nic nie znaczą do określania jakichś tam nowych sytuacji, nowych stanów. Da się ją troszeczkę spowolnić. W sensie takim, że dopuszczamy w tym momencie, kiedy nie ma tego bezpośredniego i szybkiego, natychmiastowego ataku, dopuszczamy do naszego umysłu świadomość. Czyli mamy więcej czasu i więcej możliwości na świadomą reakcję. Ania pisze: „No właśnie nie można. Siebie nigdy nie oszukamy”. Ja mówię, żebyśmy się dobrze zrozumieli, że faktycznie wyłączyć jej się nie da. Ale to, do czego ja namawiam i co też jest obecnie zjawiskiem coraz bardziej częstym i popularnym: proporcje świadomości i podświadomości w podejmowaniu przez nas decyzji. Bo to o to chodzi.
Podświadomości się nie da wyłączyć, ale można pewnym procesem transformacyjnym, musimy to robić, jeżeli chcemy te wzorce zmieniać. Natomiast mając świadomość, jak powstaje podświadomość, możemy już w następnych pokoleniach, naszych dzieciach czy młodych ludziach budować taką podświadomość, która już będzie oparta na miłości do samego siebie, ogólnie na miłości, na szacunku, na wolności, na prawdzie i tak dalej. To jest to, co my w tej chwili robimy. Dając przykład, pokazując innym, stwarzamy też lepsze warunki następnym pokoleniom. Marzenka pisze: „To po co?” Nie wiem, czego to dotyczy. Karin pisze: „Ania, nie omawiaj sobie i chłopakom”. Popieram. Tu jakieś znowu dyskusje, o których ja nie mam pojęcia. Marzenka pisze: „A masz zawsze pewność, że to, co widzisz, to tak jest, czy tylko jest, jak widzisz?” To jest następny temat. Wiem, że mówię, tak jak mówiłem wcześniej o drodze eliminacji, przy odrobinie treningu można pewne rzeczy spróbować wyeliminować i mieć większe prawdopodobieństwo źródła pochodzenia informacji.
Ania pisze: „Mam zawsze pewność, że to, co czuję, to tak jest, a reszta jest wciąż zagadką”. Paweł się włączył do naszej dyskusji i pisze: „Nawyk należy do ciała i umysłu. Zresztą umysł i ciało to jedno. Nie ma rozdzielenia na ciało i umysł”. Tak, dokładnie, Pawełku, z tobą się zgadzam.Już na ten temat coś wcześniej mówiłem. Karin pisze: „Sławku, w zasadzie to mnie przekonałeś co do sensu zmiany programu. Może taka zmiana programu to też wcześniej już zamierzone działanie. Wcześniej, czyli przed narodzinami”. Myślę, że w dużej mierze pewien proces ewolucyjny również na świecie, czy na przykład w Polsce, czy w Europie był przewidywany przed naszym narodzeniem, więc najprawdopodobniej był to scenariusz przygotowany również dla nas. Czyli prawdopodobieństwo, że będziemy w tym uczestniczyli.
Ja się temu procesowi też dość długo opierałem. Natomiast jestem przekonany, że od urodzenia na tą sytuację się przygotowywałem, więc być może przynajmniej w moim przypadku było to zaplanowane najprawdopodobniej przed moimi narodzinami. Pawełek się tutaj zareklamował, ale ja już go też reklamowałem. Paweł, który do nas dzwonił, tutaj występuje pod nickiem Rób co trudne, czyli pod kanałem i pod swoją stroną, więc ja też polecam. Marzenka pisze: „Już teraz wiem, ale ja nie wiem co”. Dzwoń Pawełku, dzwoń. Ania pisze: „Hejka Rób co trudne, gdy mieszkałam w Londynie nauczyłam się bardzo szybko robić to co trudne”. Dobrze, tutaj jakieś wątki finansowe są. Pozwolicie, że je przemilczę. Ania pisze: „Jasne, że tak.
Cudownie. Żałuję, że wyjechałam, ale teraz doświadczam inny kraj, kolejny teraz super i nadal robię to, co trudne”. Paweł pisze: „A ja jeszcze wtrącę się na temat programów podświadomych. Najpopularniejszym jest lęk przed tym, co inni o nas powiedzą lub pomyślą. Tę sobotę, żeby spełnić swoje marzenie i od razu się przekonać, jak to wygląda moja sytuacja z tym właśnie programem zrobiłem akcję free, czyli darmowe przytulanie na ulicy. Nagrałem filmik z tej akcji, można go zobaczyć u mnie na kanale i powiem, że jeszcze w głowie pojawiły się myśli: a co jeśli nikt nie będzie chciał mnie przytulić? A co będzie, jak tam coś i coś tam? Taka obserwacja siebie i świadome wystawianie się na przełamanie programów to najlepsze rozwiązanie. Mówiąc językiem mówców motywacyjnych: wszystko, czego pragniesz, jest po drugiej stronie strachu”. Ja powiem tak: gratuluję odwagi.
Natomiast jestem święcie przekonany, że nie każdy się na to odważy. Ja też byłbym ostrożny z takimi hardcorowymi próbami, aczkolwiek jeżeli ktoś chce, to jak najbardziej. Uważam to za skuteczną i najprostszą metodę. Natomiast jeżeli ktoś ma obawy, ktoś tego nie czuje, to ja osobiście nie polecam, bo po takiej nieudanej próbie można się cofnąć jeszcze bardziej i straty mogą być dużo większe. Więc jeżeli już, to róbcie to świadomie. Marzenka pisze: „W dalszej części się pojawił temat, jak można całego siebie poświęcić. W jakim celu? Po co?” Marzenko, trzeba pamiętać o tym, że nasze obecne życie jest konsekwencją czegoś, co wydarzyło się już wcześniej, więc często jest tak, żeby chociażby poznać sytuację z drugiej strony. Po ziemsku to się nazywa nieraz odpokutowanie czy odpracowanie karmy. Natomiast powtarzam jeszcze raz: to nie jest cel sam w sobie.
Jest to jakiś etap, jakieś doświadczenie. Więc jeżeli jest już taka sytuacja, to warto ją zrozumieć. Warto wyciągnąć właściwe wnioski, warto zakończyć to doświadczenie słusznym wnioskiem i przejść dalej, bo to nie jest cel sam w sobie. Ale można. Znasz na pewno i ty znasz i wielu słuchaczy zna osoby, związki zwłaszcza, kiedy ludzie całkowicie rezygnują z samego siebie tylko dlatego, żeby komuś tam było dobrze. To nie są zdrowe związki. Ja je uważam za toksyczne, za patologiczne, ale takich sytuacji jest jeszcze w dalszym ciągu sporo.O! Yubi, witaj. Pisze: Sławku, z tym bilansem to nie do końca jest tak, jak mówisz. Powinna być raczej przewaga świadomości niż podświadomości.
Niż idealna równowaga, balans. Ale to moje zdanie. Ja musiałem coś chlapnąć, Yubi, w takim razie, bo moim wymarzonym, docelowym rozwiązaniem i sytuacją byłoby, gdyby nasza podświadomość myślała tak, jak nasza świadomość, jak nasza dusza. Gdybyśmy podświadomie reagowali naszą duszą, wtedy udział naszej świadomości byłby stuprocentowy. Ja też o tym, żeby jak największy udział był naszej świadomości, miałem na myśli sytuację obecną. Kiedy jeszcze w dalszym ciągu zdecydowaną przewagę ma w naszych działaniach nasza podświadomość, przynajmniej większości ludzi. Ja nie mówię tu o konkretnych przypadkach, o tobie, o mnie, czy nawet o naszych słuchaczach. Tylko o społeczeństwie, o ludzkości, o globalnej sytuacji. Natomiast całkowicie się z tobą zgadzam, że byłoby miło i dużo lepiej, gdyby przewagę w naszym życiu miała świadomość. Twierdząc, że się ze mną nie zgadzasz.
Ja się z tobą całkowicie zgadzam. Ale rzeczywiście pewnych, a właściwie większość procesów podświadomych nie obserwujemy. Yubi pisze: naukowo udowodniono, że od momentu myśli do wykonania czynności podniesienia ręki to aż osiem sekund. To proszę bardzo. Nie wiedziałem. To faktycznie bardzo długo. To sporo czasu. A ile zachodzi procesów, których świadomie nie rejestrujemy? Naukowo 80%. Świadomość i podświadomość to bardzo interesujący temat, przynajmniej dla mnie.
Nie ukrywam, że dla mnie też, ale to może z tego powodu, że już obydwaj wiemy, co jest pewnego rodzaju problemem. Co jest pewnego rodzaju naszym wrogiem. Może nie wrogiem, ale utrudnieniem w osiągnięciu tego, co chcemy. Jednak ta podświadomość wielu świadomych ludzi blokuje w zrobieniu bądź postępowaniu tak, jak byśmy chcieli i kreowaniu tego życia bez tego balastu podświadomości. Ale myślę, że to dużo zależy też od świadomości każdej osoby z nas. Jeżeli ktoś jeszcze tą świadomość buduje, to wiadomo, że podświadomość nie będzie dla niego miała aż takiego większego znaczenia, bo jeszcze nie będzie dla niego problemem. Dobrze. Marzenka pisze. Cieszę się, że cię czytam i cieszę się, że się zgadzamy. Marzenka pisze.
To do Ani. Jaki przekaz? Karim pisze: Yubi, osiem sekund to chyba koreańscy naukowcy to stwierdzili. Osiem dziesiątych sekundy to bym się zgodził. Ja nie będę dyskutował, bo nie wiem, ale też wydawało mi się to dość długo. Marzenka pisze: Sławku, nie ma kundalini, nie ma innych. Dobrze. Tutaj Dawid Star pisze: ciekawy temat Matrix. Ja tego Matrixa nie będę podtrzymywał, bo ja się matrixowo nie czuję. Ale każdy oczywiście ma swój sposób patrzenia.
A ja wrócę jeszcze tutaj do wywodu Marzenki. Przeczytam go w całości. Nie ma kundalini, nie ma innych naszych reakcji, naszych przekonań, a nie zaglądania. I teraz ja już nie wiem, Marzenko, co ty tutaj wymyśliłaś. Dawid Star pisze: do końca nie mam zdania na temat tego świata. Odkrywam go cały czas, więc nie mogę odpowiedzieć na pytanie. Ja też nie wiem. Nie wiem, o co chodziło. Kochani, co by się tutaj miało dziać? To by się działo, że w ten oto sposób wygląda na to, że dobrnęliśmy do końca komentarzy.
I z czystym sumieniem mogę was przywitać we wtorek, już 10 grudnia.
[03:08:16] - Jeszcze tylko dwa tygodnie do świąt. Jeeej!
[03:08:21] - Tak! Za dwa tygodnie Wigilia, kochani. Właśnie, jak my to zrobimy? Jak to wypada? Dwa tygodnie.Czyli dzień przed Wigilią się jeszcze możemy usłyszeć.
[03:08:32] - Możemy, jak najbardziej.
[03:08:34] - Czyli możemy się usłyszeć. Jak nie będziecie piec ciast, robić innych rzeczy, to wygląda na to, że będziemy mieli jeszcze do świąt dwie audycje, co mnie bardzo cieszy. A dzisiaj kochani, pora spać. Dziękuję wam bardzo za dzisiaj. Było fajnie. Były telefony, było dużo komentarzy i było dużo różnych fajnych wątków. Podrzućcie coś, jak zwykle bardzo proszę na następną audycję, o czym byście chcieli pogadać. Bo jak nie, to co? Będę musiał coś wymyśleć. Także liczę trochę na was, jak do tej pory nigdy się nie zawiodłem, więc mam nadzieję, że tak też będzie i tym razem.
Jeszcze raz kochani dziękuję za dzisiaj. Było przecudnie, pięknie, ślicznie, sympatycznie. Pozdrawiam was cieplutko. Trzymajcie się, uważajcie na siebie i do usłyszenia już za tydzień. Dziękuję panie Marku, jak zwykle nieustająco.
[03:09:39] - Dziękuję również panie Sławku. Był z nami jak zawsze w poniedziałek pan Sławek Bączkowski, gospodarz audycji „Świat oczami duszy” oraz wideobloga o takim samym tytule. Tutaj oczywiście jak zawsze zachęcamy do zasubskrybowania wideobloga na YouTube, kanału o nazwie „Świat oczami duszy”. Tutaj oczywiście jak zawsze zachęcamy do sięgnięcia po-
[03:10:11] - Już jest wtorek.
[03:10:13] - Właśnie. Poniedziałek się skończył. Najpiękniejszy dzień tygodnia dobiegł końca i już pogięło Marka Sęka. Zachęcamy także do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” i do polajkowania fanpage'a na Facebooku o takim samym tytule jak książka „Czy można oszukać przeznaczenie?”. Dziękujemy dzisiaj za uwagę. Liczymy oczywiście na feedback w postaci licznych komentarzy, jak już audycja będzie udostępniona w archiwum. Do usłyszenia ponownie. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalnych głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Do usłyszenia ponownie oczywiście w poniedziałek o godzinie 20:00 na żywo na antenie Radia Paranormalium.
Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.