Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium, właśnie w tym konkretnym punkcie czasu i przestrzeni, tu i teraz, prosto do twoich uszu. Drogi słuchaczu i droga słuchaczko, rozpoczynamy wlewanie na żywo kolejnego, bardzo szczególnego, bo 50. już odcinka audycji Świat Oczami Duszy, audycji o świadomości. Poniedziałek, 2 grudnia 2019 roku po godzinie 20:01 na moim zegarze, więc czas już najwyższy wystartować. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór panie Sławku.
[00:58] - Dobry wieczór panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[01:01] - Tradycyjnie zanim przekażę głos panu Sławkowi, podam kontakty do Radia Paranormalium. Nasze numery telefonów to 32 746 00 08, 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493, 530 620 493. Powiemy na czatach, jak już będzie oczywiście otwarta linia telefoniczna, ale myślę, że troszeczkę wcześniej ją dzisiaj otworzymy. Panie Sławku, mam nadzieję, że nie ma pan nic przeciwko.
[01:35] - Oczywiście panie Marku, zdecydowanie jestem za. Może ktoś wcześniej się zdecyduje, więc ja w dowolnym momencie przerwę.
[01:45] - Możemy nawet od początku otworzyć linię. Zobaczymy.
[01:49] - Odpalmy panie Marku, zobaczymy. Audycja specjalna, więc może coś specjalnego się dzisiaj wydarzy.
[01:56] - A więc jeszcze raz. Numer stacjonarny 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. 36 08 80 02. Czekamy także na państwa komentarze i pytania na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i czy książki „Czy można poszukać przeznaczenia, czyli po co człowiekowi dusza?” na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. No i oczywiście przypominamy, że dzisiaj linia telefoniczna otwarta jest już teraz.
Numery 32 746 00 08 i 530 620 493. A więc panie Sławku, z czystym sumieniem mogę teraz oddać panu głos.
[03:12] - Dziękuję panie Marku, jak zawsze z przyjemnością przyjmuję. Kochani, witam was jeszcze raz bardzo serdecznie. Na początku dziękuję za wszelkie życzenia, które spłynęły do mnie. Jak zwykle miłe, jak zwykle serdeczne. No i też trochę będę was trzymał za słowo, żeby się spełniły. Także jeszcze raz dziękuję. Odnośnie komentarzy pod ostatnią audycją. Nie wiem, czy was tym razem namawiać do czytania tych komentarzy, ponieważ już nawet Adam stwierdził, że zrobienie sobie dwa dni przerwy w czytaniu i śledzeniu tych komentarzy powoduje, że nie można się odnaleźć. Komentarzy była rekordowa ilość w tym tygodniu. Oczywiście namawiam was.
Były wątki i takie fajne, sympatyczne, co też świadczy może niekoniecznie w temacie audycji, aczkolwiek z wątkami audycyjnymi takie pół żartem, pół serio. Ale to też dla mnie jest wielki komplement, że dobrze się czujemy we własnym towarzystwie, że możemy sobie pozwolić również na jakieś żarty i troszeczkę potraktowanie pewnych spraw z przymrużeniem oka. Ale były też wątki bardzo fajne, bardzo poważne, które dają znowu następne tematy do następnych audycji. Ja tylko tak, żeby chociaż namiastkowo zachować tradycję, czyli odnieść się do jakiegoś tam komentarza, który się pojawił przez ostatni tydzień, to poruszę temat, który być może, bo jak sam autor tego komentarza, czyli Ghost, zauważył, niechętnie te tematy poruszam, czyli tematy tego, co jest po drugiej stronie. I ta niechęć nie wynika z tego, że czegoś tam nie wiem. Bardziej może nie mam co do tego stuprocentowej pewności, ponieważ jak wiecie, ci, którzy się interesują tymi tematami, to jest jeden z powodów tak, że nie mam stuprocentowej pewności. Natomiast jak sami wiecie, wizji przeróżnych jest setki albo może nawet tysiące. One częściowo się pokrywają, ale to też być może z tego powodu, że ludzie często mają wizje już po zapoznaniu się z jakimiś materiałami, prześledzeniu jakichś tam innych wersji.Dlatego mówię, to jest sprawa dość płynna i ciężko jest powiedzieć, co i do którego momentu jest podpowiedzią tego, co już wiemy, czy afirmacją, czy wizualizacją tego, co już wiemy, co już słyszeliśmy, a na ile czymś, co płynie z nas albo płynie z jakiegoś pewnego źródła. To jest jeden z powodów, dla których ja tych tematów staram się nie drążyć. Przeczytam wam za chwilę, bo to dotyczyło duchów, demonów, różnego rodzaju istot, które się pojawiają w przeróżnego rodzaju wizjach podczas penetracji tego świata energetycznego, tego świata duchowego.
Drugi powód podam wam pod koniec komentowania tego komentarza. A teraz pozwolę sobie na taką małą zgadywankę, trochę też, żeby was zmobilizować do samodzielnego myślenia na ten temat, do tego, żebyście sami w jakiś sposób się ustosunkowali. Rozważamy bardzo często i zastanawiamy się nad sposobami komunikacji naszej duszy z nami, nami z naszą duszą. W zasadzie to prawie już wiemy kochani, bo badając kolejne przypadki reinkarnacji, coraz bardziej nauka potwierdza, że nasza świadomość może funkcjonować poza naszym ziemskim ciałem. Po naszej śmierci ona wcale nie ginie, tylko może funkcjonować poza naszym ziemskim ciałem. Jest niezależna od naszego ciała fizycznego, czyli jest pewnego rodzaju cząstką nas, która po naszej śmierci gdzieś funkcjonuje, a w momencie, kiedy znowu się rodzimy, pojawia się w naszym życiu. I tutaj ten sposób komunikacji jest w dalszym ciągu niewyjaśniony. W jakiś sposób ta cząstka świadomej energii wpływa bądź komunikuje się z naszym mózgiem. To jest coś, co w dalszym ciągu pozostaje tajemnicą i pewnie przez czas jakiś jeszcze tą tajemnicą będzie. Natomiast co jest istotne w tym wszystkim, to że skoro może funkcjonować poza ciałem fizycznym, a następnie to ciało fizyczne zacząć się z nim komunikować, to przyjmując jeszcze jedno założenie, że nie jesteśmy we wszechświecie sami, to czy skoro świadomość może komunikować się z naszym ciałem fizycznym, wykorzystywać nasze zmysły do funkcjonowania tutaj na Ziemi, czyli patrzenia naszymi oczami na to, co się w naszym życiu dzieje, to czyż nie może funkcjonować również w jakimś innym miejscu we wszechświecie?
Słuchajcie kochani, poddaję wam to pod rozwagę i nie mówię, że tak jest. Znaczy inaczej: nie mówię, że to jest niemożliwe, ale jednocześnie z moich doświadczeń nie dotyczy to na pewno wszystkich ludzi. To jest jeden z aspektów. I drugi aspekt jest taki, że świadomość na pewnym poziomie swojego rozwoju, kiedy ta ilość doświadczeń, ilość informacji i ta świadomość ziemska jest już dość dobrze rozbudowana, zaczyna mieć dostęp, to, co mówiliśmy o czakrze korony, również w jakimś zakresie do świadomości zbiorowej. I dlatego dla mnie to jest ciężki temat, ponieważ ja nie znalazłem jeszcze sposobu, żeby to w jakiś sposób umieć nazwać konkretnie i mieć pewność, z którego z tych źródeł informacje, które odbieram, do mnie płyną. A ponieważ nie mam takiej pewności, to nie chcę też przekazywać wam wiedzy, której nie jestem pewien, której nie mam w jakiś sposób poukładanej, usystematyzowanej, żeby nie robić dodatkowego zamieszania. Nie przyjmuję wszystkiego, co widzę, co słyszę, co czuję, co myślę jako jeden do jednego. W moim wypadku każda z tych informacji wymaga przynajmniej jednego zaprzeczenia bądź jednego potwierdzenia. Tak już po prostu mam. Zresztą nie uważam tego za coś negatywnego, dlatego też nie za specjalnie mam ochotę to zmieniać, bo póki co to się sprawdza.
Póki co to w miarę dobrze funkcjonuje. Dlatego zostawiam wam to pod rozwagę. Każdy z was ma swoje sposoby i swoje techniki weryfikowania, sprawdzania, potwierdzania, odrzucania różnych rzeczy.Więc próbujcie swoimi ścieżkami. Fajnie, że te głosy spływają, jest się nad czym zastanowić. Ja być może też znajdę chwilę i potrzebę, żeby w tym kierunku troszeczkę się zagłębić. Ale na tą chwilę, żeby nie było, że całkowicie zostawiłem to bez komentarza, taka z mojej strony tutaj jest w tej kwestii refleksja. Natomiast miałem ten komentarz przeczytać na koniec audycji, ale myślę, że na tym etapie będzie też całkiem sensowne, żeby go przeczytać. To jest jeden z wątków rozmowy Ghosta mojego i Adama. Tutaj nawet Adamowi napisałem, że szkoda, że przeczytałem ten komentarz dopiero dzisiaj, bo pewnie zmieniłbym temat audycji, żeby bardziej ten temat podrążyć. Ale w tej kwestii Adam napisał bardzo fajne słowa, więc pozwolę sobie je przytoczyć, bo pewnie część z was, a może nawet większość z was nie będzie miała okazji bądź ochoty wgrzebywać się w te kilkanaście komentarzy pod ostatnią audycją.
Co Adam napisał: „Codex Gigas. Tutaj masz niestworzone historie w nierozwiązanym naukowo wymiarze”. I tutaj też Adam pisze: „I wiesz, trochę się od ciebie zaraziłem, bo uznałem, że może po robocie powinienem od razu iść spać i przeżywać fajne przygody, których nawet nie zapamiętam. Ale wiem, że nie często, ale czasem mam koszmary, nawet na paraliż senny mam panaceum. To takie te ichnye demony, a reszta płynie z podświadomości. Ile grzechów popełniłem w snach w fazie delta, a ile z nich odrzuciłem jako nieludzkie w fazie REM, to ci nawet nie zliczę. Dlatego walę te doniesienia o obenautyce i innych pierdołach, bo wiem, na ile znam siebie. Ktoś mówi, że złe rzeczy są w astralu, a one są tak naprawdę we mnie i to ludzki umysł to ocenia, a nie jakaś dusza. Mamy mózgi ewolucyjne, stawiając w kolejności: bakteryjny, gadzi, ssaczy, małpi, ludzki. Te powyższe słyszałem, że są, ale nawet Sławek skwituje ci to jako miłość.
Ja osobiście nazywam to asertywnością. A jak mam się powołać w terminach ziemskich, to co jest powyżej, nazwałbym to uniwersalnym, czyli pasującym do wszystkiego i każdego, bez znaczenia, czy jest bakterią, czy Uberem z rakiem. W tym zawrzesz wszystko, co poniżej i powyżej. Nikogo nie obchodzi, jak wypadniesz w tym teście. Liczy się, czy popełnisz wybory zbliżające się do uniwersalnych zasad moralnych, czy też odpuszczasz je sobie dla zbytków, które z tych uniwersalnych zasad wyniknęły. Matematyk i logik powiedziałby: albo rozwiążesz to równanie, albo masz dwóję i nie przechodzisz do kolejnej klasy. Powtarzasz rok, tudzież życie”. Nie, bo tu jeszcze był jeden wątek. „Zostaje tylko jedna opcja: być tym, czym jesteśmy teraz, czyli ludzkimi ludźmi i drążyć dalej najlepsze ludzkie osiągnięcia i przeciwstawiać się zarówno ludzkim przepaściom. W zaświatach nie ujrzysz nic innego.
Jak cię to dalej nurtuje, to tutaj Adam poleca Toma Campbella, który przecież dostępny jest w archiwum Radia Paranormalium”. Kochani, powiem tak: drogi Adamie, jeżeli dzisiaj z nami jesteś, to pewnie nie tylko ja powiem, że często twoje wypowiedzi zmuszają bardzo mocno do myślenia. Natomiast w tej znowu się z tobą zgodzę. To, co napisałeś, ja nazwę miłością. Natomiast twoje określenie uniwersum uniwersalnym całkowicie jest zgodne z moją filozofią, z moim rozumieniem tego wszystkiego. Zresztą też w poprzednich audycjach używałem właśnie tego określenia „uniwersalne prawdy” i „uniwersalne zasady” czy coś w tym stylu. Także całkowicie się z tobą zgadzam. I też całkowicie się zgadzam odnośnie tego właśnie grzebania po tamtej stronie. A kolejny z powodów, dla których nie pcham się w tą tematykę, jest to, co też odpisałem dzisiaj Ghostowi. Przeczytam swój komentarz cztery godziny temu napisany.
Tak się dziwnie złożyło, że wpadłem dzisiaj na post jednej z moich znajomych, zresztą notabene naszej słuchaczki naszych audycji, więc pozwolę go sobie przytoczyć: „Sens życia to po prostu życie. To takie proste i oczywiste. Jednak wszyscy pędzą w wielkiej panice, jakby konieczne było osiągnięcie czegoś poza sobą”. To jest podobno cytat słów wypowiedzianych przez Alana Wattsa. Nie wiem, nie jestem pewien. Natomiast to jest prawda, której właśnie ja się trzymam, o której wielokroć mówiłem. Jesteśmy tutaj, tu na ziemi i skoro tu jesteśmy, to znaczy, że tu mamy coś do zrobienia.A ponieważ wszelkie, co mamy do zrobienia jest w nas zapisane, to po co szukać gdzie indziej? Dlatego ja się koncentruję, kochani, na tym, co jest tu i teraz. Na tym, co w tym konkretnym życiu, wcieleniu mam do zrobienia. Nie wybiegając zbytnio w przód, nie zastanawiając się, co będę miał do zrobienia w następnym wcieleniu, ani też za mocno nie cofając się w swoich analizach i domniemaniach, co zrobiłem kiedyś.
Bo tak naprawdę ani jedno, ani drugie nie ma najmniejszego znaczenia. Także to tak, kochani, w kwestii komentarzy. Dlatego jak zwykle nieustająco polecam, bo wielki szacun dla słuchaczy i ludzi, którzy udzielają się w tych dyskusjach, bo wiele naprawdę mądrych, fajnych i pożytecznych rzeczy można się od nich dowiedzieć. Zastanawiałem się, o czym będzie dzisiejsza audycja. Bo tak jak w poprzednich audycjach zaznaczałem sobie wykrzyknikami pewne sformułowania czy pewne komentarze, które padały i obiecałem, że będę do nich sukcesywnie wracał. Obiecałem, że porozmawiamy o tym, jak by to było, gdyby nasza dusza stała na mostku kapitańskim, czyli rządziła tym okrętem, którym jest nasze życie. Była też prośba o to, żeby powiedzieć coś więcej o starych duszach, więc postanowiłem te wątki połączyć z naszym niedawnym wątkiem o miłości. Ponieważ było o miłości takiej, o miłości innej, o synonimach miłości, o synonimach szczęścia. Tutaj też się odniosę jeszcze na chwilę. Ghost napisał, że zestawił dwa synonimy szczęścia, czyli bodajże dobry humor plus do tego bogactwo i podawał przykłady troszeczkę pokazując z drugiej strony, że nie do końca być może mam rację, mówiąc, że który rodzaj miłości jest najważniejszy.
Skoro nie możemy dać miłości samemu sobie czy szczęścia samemu sobie, to jak możemy to szczęście dać komuś innemu? I tutaj oczywiście zgadzam się z tym, że w niektórych sytuacjach, w jakichś takich namiastkach pod tytułem opowiemy komuś fajny dowcip i poprawimy mu nastrój. Możemy też, tak jak w kwestii bogactwa było, że mając dużo pieniędzy, dać te pieniądze komuś innemu i w ten sposób uczynić go też szczęśliwym. I takich przykładów oczywiście jest mnóstwo. Tylko pamiętajcie, do czego my zmierzamy. Nie do tego, żeby mieć chwilowe przypływy szczęścia, żeby mieć chwilowe przypływy dobrego samopoczucia, żeby nie chwilowo czuć się szczęśliwym, tylko żeby ten stan był stanem stałym. Bo przecież te chwilowe szczęścia my już w tej chwili mamy. Każdy z nas na pewno przeżył te chwile szczęścia, kiedy dał sobie w jakiejś tam formie miłość do samego siebie czy miłość do kogoś i to napełniło go wielką radością. Tylko że te chwile dość szybko w większości przypadków się kończą i zostają zastępowane znowu tymi mniej fajnymi. Więc całkowicie się, Ghost, z tobą zgodzę, że tak, jak najbardziej.
Na chwilę, na sekundę, dwie, pięć, może nawet nieraz na pół roku możemy dać to szczęście komuś. Natomiast żeby to szczęście było stałe, to po pierwsze musielibyśmy całe życie temu komuś opowiadać kawały albo cały czas dbać o jego właściwy dla niego status materialny. I teraz jest pytanie, czy to aby jest na pewno miłość? Kiedy druga osoba nie jest w stanie zapewnić sobie dobrego samopoczucia i zwala na nas odpowiedzialność za to, żebyśmy to my dbali o jej dobre samopoczucie. I właśnie na kanwie tego poruszę jeszcze jeden wątek dotyczący miłości. Bo teoretycznie niby już wiemy, tak? Natomiast problem pojawia się z tą miłością do samego siebie, kiedy zaczynamy wchodzić w sytuację z drugim człowiekiem. Bo w momencie, kiedy mamy sobie dać odrobinę przyjemności czy odrobinę szczęścia, odrobinę radości i nie potrzebujemy na to niczyjej zgody, udziału innych osób, to wszystko jest w porządku, nie mamy z tym problemów. Czyli jesteśmy sami, mamy ochotę odpocząć i po prostu kładziemy się odpocząć, obejrzeć coś w telewizji, przeczytać książkę, posłuchać muzyki, nie zawalając w ten sposób żadnych ze swoich obowiązków, terminów ani jakichś tam innych rzeczy. Nie ma problemu, tak?To jest proste, jasne i oczywiste.
Mamy ochotę na loda, mamy ochotę na cukierka, mamy ochotę na spacer. Nikogo w ten sposób nie zaniedbujemy, nikogo nie wystawiamy do wiatru, bo na przykład byliśmy z kimś umówieni. Nie ma problemu. Taka miłość do samego siebie jest dla nas oczywista. Dlaczegóż by nie? Chociaż nie ukrywam, że w zestawieniu z podświadomością część ludzi ma i z tym problem, bo w tym momencie podświadomość zaczyna mówić: „A czy nie powinieneś tego czasu wykorzystać inaczej? Na przykład zamiast leżeć może byś poszedł, skopał ogródek albo posprzątał w samochodzie. Wykorzystaj ten czas na coś pożytecznego”. Już nawet na tym poziomie nasza podświadomość zaczyna podpowiadać nam, że miłość do samego siebie nie jest dobra, bo odpoczynek można by było zastąpić jakimiś innymi zajęciami, które odkładaliśmy przez jakiś czas. Buty wypastować, oddać kurtkę do pralni, nadrobić zaległości w czytaniu prasy, odpowiedzieć na maile, które gdzieś tam już wiszą i tak dalej.
Niby z jednej strony nic od drugiej osoby, od innych osób nie potrzebujemy. Nikogo w ten sposób nawet nie to, że nie krzywdzimy, nikogo w ten sposób nie zaniedbujemy. A już nawet na takich prostych czynnościach zaczynają się schody, ponieważ zaczynamy robić rzeczy, które są inne od wzorców naszej podświadomości. Już się zaczyna, jak ja to nazywam, walka dobra ze złem. Walka, bo to jest już w pewnym sensie walka miłości ze strachem. I już się zaczynają dylematy: czy ja powinienem, czy ja muszę, czy ja mogę, czy to jest dobre, czy to jest złe, czy to jest właściwe? Najprostsze rzeczy, nawet czasami najprostsze rzeczy, jak po prostu zwykły odpoczynek, jak czasami wyjście na spacer, jak wyjazd na rower, jak pojechanie do lasu. Te rzeczy najprostsze, które nikogo nie obciążają, są często dla nas już dylematem i wyzwaniem. Tu już się zaczyna pojawiać odpowiedź, co jest tak naprawdę problemem w kochaniu samego siebie. My sami i nasza podświadomość, nasze programy, jak to się czasami mówi, nasze wychowanie, nasze zasady.
Już one zaczynają być dla nas samych problemem i ograniczeniem w okazywaniu sobie miłości. A prawdziwe schody zaczynają się wtedy, kiedy zaczynamy wchodzić w interakcje z innymi ludźmi. Tutaj mieliśmy przykład Just Mi, która opowiedziała nam swoją historię na antenie radiowej, dlatego pozwolę sobie ją przytoczyć. Kiedy miłość do samego siebie zaczyna być tak jakby w konflikcie z miłością do samego siebie drugiej osoby. Ponieważ ja nie chcę pojechać na jakąś imprezę, ale ktoś chce, żebym ja przyjechał na jakąś tam imprezę. Jak teraz rozegrać tę sytuację? Obydwie osoby mają prawo do miłości do samego siebie. Gdzie pojawia się ta granica, kiedy miłość do siebie staje się egoizmem? Ponieważ ta granica jest bardzo cienka i gros osób świadomych, gros osób wrażliwych ma z tym naprawdę bardzo wielki dylemat. Oczywiście nie mają dylematu egoiści bądź ludzie, którzy mają świadomość na niższych poziomach, ponieważ oni ogólnie są skoncentrowani na tym, co dla nich jest dobre i mają w zasadzie w nosie, co jest dobre dla innych.
Nie mają tych dylematów, które mamy my podczas tej audycji. Dlatego w takich sytuacjach, kochani, praktyczny podpowiem. Tę sytuację Just Mi akurat znamy, bo znamy i początek, znamy i rozwój, i znamy zakończenie tej sytuacji. Natomiast w innych tego typu sytuacjach co jest tak naprawdę ważne? Ważne jest, żeby rozpoznać i zorientować się, z kim mamy do czynienia. Ponieważ jest prosta zasada: jeżeli dwie świadome osoby dochodzą do sytuacji, w której stykają się różne potrzeby, zaczynają rozmawiać. I uwierzcie mi, że jeżeli świadome osoby zaczynają rozmawiać, to zawsze znajdzie się, oczywiście na bazie prawdy, na bazie miłości, zawsze znajdzie się jakieś rozwiązanie, które będzieSatysfakcjonujące dla obydwóch stron. Kiedyś ktoś powiedział, że znajdzie się kompromis. Moim zdaniem kompromis to jest następna podpowiedź naszej podświadomości, ponieważ na kompromisie tak naprawdę tracą dwie osoby. Czyli ja chcę jechać nad morze, moja żona chce jechać w góry.
Znajdźmy kompromis. Jedźmy na Mazury. Czyli tak naprawdę ani jedna osoba, ani druga nie zrealizuje swojego marzenia. I na kompromisie stracą obydwie strony, bo pojadą w miejsce, do którego żadne z nich nie chciało. Mądrym rozwiązaniem osób świadomych jest: „Okej, pojedźmy na przykład w lato nad morze, a w zimę pojedźmy w góry. Albo w tym roku pojedźmy nad morze, a w przyszłym roku pojedziemy w góry. Teraz zrealizujmy twoje marzenie. Ja się będę cieszył twoim szczęściem, a w przyszłym roku spełnimy moje marzenie i ty będziesz się cieszyć moim szczęściem”. I to jest rozwiązanie, które jest budowane na bazie miłości, prawdy i rozmowy. Dlatego ważne jest, żeby w momencie, kiedy macie dylemat, zrozumieć, z kim rozmawiacie.
Bo żeby takie porozumienie osiągnąć, muszą się spotkać dwie osoby, które rozmawiają mniej więcej na tym samym poziomie świadomości. Jeżeli te poziomy świadomości są diametralnie różne, to wiadomym jest to, że nie dogadacie się z drugą osobą na poziomie miłości. Jedyne, co w takiej sytuacji możecie zrobić, to pamiętać o tym, że szczęście drugiej osoby nie może się odbywać nigdy kosztem waszego szczęścia i nawzajem. Jeżeli widzicie, nazywając rzeczy po imieniu, że ktoś jest osobą kierującą się tylko podświadomością, egoizmem, swoimi zasadami, z którymi się nie da w żaden sposób rozmawiać, to po pierwsze nie macie żadnego obowiązku dbania o zaspokajanie tych potrzeb i nie macie też prawa do posiadania wyrzutów sumienia, że nie spełniliście czyichś oczekiwań. To jest w konfliktach, w takich sytuacjach międzyludzkich największy dylemat ludzi, z którymi ja rozmawiałem. To jest tak samo jak z pieniędzmi. Pożyczyłem komuś pieniądze. Ten ktoś mi tych pieniędzy nie oddaje. Więc czy ja z miłości do niego powinienem mu darować te pieniądze? Był też taki przykład, dylemat w jednej z pierwszych audycji.
Co w takiej sytuacji zrobić? Gdzie się kończy miłość do samego siebie, a zaczyna się miłość do drugiego człowieka? Kochani, pamiętajcie jedną rzecz. Gdyby ta druga osoba podchodziła do was z należytym szacunkiem, wdzięcznością, kierowała się miłością, to nawet nie musielibyście jej prosić o zwrot pieniędzy, ponieważ to ona sama czułaby się w obowiązku, żeby wam te pieniądze oddać. Czasami może być sytuacja, że komuś jest głupio, przykro, wstydzi się, nie potrafi rozmawiać. Może nie umieć tego powiedzieć, ale nie znaczy, że ma prawo oczekiwać od was, że wy mu te pieniądze anulujecie tylko dlatego, że jesteście w lepszej sytuacji materialnej od niego. Widząc taką sytuację, wiecie już, z kim macie do czynienia. I gwarantuję wam, że nie znajdziecie kompromisu, porozumienia na poziomie miłości i prawdy. Więc nie miejcie wyrzutów sumienia czy złego samopoczucia, że z miłości do samego siebie oczekujecie zwrotu pieniędzy, które drugiej osoby w jakiejś sytuacji uratowały. Może nie życie, ale na pewno ułatwiły mu życie, pomogły mu coś załatwić, coś osiągnąć, zapewnić mu lepszy komfort i tak dalej.
Sprawić sobie przyjemność. Reasumując, bo znowu się rozgadałem, jeżeli jest kwestia miłości do samego siebie i tego konfliktu, gdzie jest granica pomiędzy egoizmem, miłością do drugiego człowieka, gdzie się zaczyna szacunek dla miłości drugiego człowieka. Najpierw spróbujcie zrozumieć, z kim macie do czynienia. I pamiętajcie, że jeżeli ten człowiek myślałby tak jak wy, to w ogóle nie musielibyście z nim dyskutować. Ponieważ to, co jest jasne dla was i oczywiste, byłoby jasne i oczywiste dla niego. Jeżeli nie jest jasne i oczywiste i czegoś od was oczekuje, to znaczy, że najprawdopodobniej na płaszczyźnie prawdy i miłości się z nim nie dogadacie. Przestańcie kombinować i myśleć o sobie źle, że jesteście z tego powodu jacyś źli, bo nie kochacie drugiego człowieka. Przede wszystkim to on nie kocha siebie i was. Ja to zawsze mówiłem swoim dzieciom: „Podajcie mi chociaż jeden powód, dla którego mam być miły dla osoby, która na mnie warczy”. Ja takowego powodu nie znajduję.
Jak mawiali kiedyś starzy ludzie, że ludzi pracowitych i uczciwych trzeba szanować, innych trzeba naśladować, a do wroga trzeba strzelać albo lać w mordę, tak jak mawiali kiedyś. To są bardzo prosteSposoby na zrozumienie cudzych intencji. I nie musicie, mało tego, nie powinniście, nie róbcie tego, że jeżeli ktoś próbuje wami manipulować, powołując się na miłość do drugiego człowieka, to najprawdopodobniej nie wie nawet o czym mówi. To z mojego punktu widzenia troszeczkę o praktyce miłości do samego siebie, zwłaszcza w relacjach z innymi ludźmi. Temat jest oczywiście głęboki, bo to bardzo pięknie widać w pracy, bardzo pięknie widać w życiu codziennym, bardzo dobrze widać w relacjach towarzyskich i bardzo dobrze widać w relacjach związkowych, małżeńskich. Ci wszyscy ludzie, którzy próbują was oszukać, wykorzystać czy coś zrobić wbrew wam, są waszymi nauczycielami. Nauczycielami i testerami, na jakim poziomie macie rozwiniętą miłość do samego siebie. Patrzcie na nich i uczcie się. Jeżeli tacy ludzie się pojawiają w waszym życiu, to znaczy, że macie jeszcze sporo do zrobienia w tej kwestii. Tak by było o miłości.
Jak widzicie, ja nieustannie zmierzam do jednej rzeczy. Nie wiem, czy to odkryliście. Ghost w komentarzach pod ostatnią audycją zrobił taką zagadkę. Ja też troszeczkę takie zagadki będę wam zadawał. Czy widzicie, dokąd zmierzamy w dniu dzisiejszym? W zasadzie w każdej naszej audycji, dokąd zmierzamy? Opowiem wam troszeczkę o starych duszach. Jak to z tymi starymi duszami jest? Czym stare dusze różnią się od pozostałych dusz? Zresztą tym samym, co poszczególne dusze na różnych poziomach rozwoju różnią się między sobą.
Otóż świadomością. To, co dzisiaj cytowałem Adama, z wielką przyjemnością zresztą, kiedy pisał o uniwersum, o czymś uniwersalnym, co będzie miało zastosowanie na każdym poziomie, to, co on powiedział, że ja nazwę miłością, to się nazywa świadomość. Właśnie świadomość i akceptowanie tych prawd, które tak naprawdę funkcjonują we wszechświecie, w świecie energii, w świecie duszy. To jest właśnie cecha charakterystyczna dusz starych. Ja wam o wszystkich swoich poglądach też nie mówię. Mówię przy okazji różnych tematów i też na pewno poznaliście moje. Staram się nie szokować, bo nie zamierzam budować czegoś tam tylko dlatego, że będę tam kogoś szokował. Staram się to mówić w sposób delikatny. Natomiast to, co mówiłem na przykład o drugiej wojnie światowej, o zrozumieniu tego wszystkiego, co się wydarzyło w tamtych okropnych czasach i czym to zaskutkowało w rozwoju świadomości ludzkości, w rozwoju świadomości tej duchowej i w rozwoju świadomości tej ziemskiej jest nieocenione. Oczywiście wiemy z punktu widzenia ludzkiego, jak to było.
Wiemy dokładnie o tym, że to była niewyobrażalna rzeź, niewyobrażalny mord i też niewyobrażalne pokazanie tej najciemniejszej strony ludzkiej natury. To o tym doskonale wiemy. Ale świadomość to jest również umiejętność zaakceptowania, że bez pewnych negatywnych rzeczy, wydarzeń w naszym życiu nigdy nie będziemy mieli świadomości, co jest dobre, a co jest złe. I też świadomość tego, że empatię buduje się poprzez współodczuwanie z osobami, które mają od nas gorzej, które mają źle, które mają bardzo źle. Świadomość to jest również zrozumienie, że te osoby, które cierpią, którym jest źle, którym jest bardzo źle, są nieodzowne do tego, żeby inne osoby mogły rozwijać swoją empatię, swoją chęć pomagania, swoją wrażliwość, żeby mogły obudzić w sobie sprzeciw dla krzywdy, dla niesprawiedliwości. Żeby mogły w praktyce sprawdzić, czy są w stanie przejść obojętnie obok cudzej krzywdy. Ale ta cudza krzywda jest nieodzowna do tego, żeby ktoś mógł ten egzamin zdać bądź w praktyce się przekonać, czy potrafi ten egzamin zdać. Dlatego dusze stare mają bardzo dużą zdolność akceptacji i też dość dużą pokorę do tego wszystkiego, co się dzieje, ponieważ wiedzą, żeŻe jedno wynika z drugiego, że jedno z drugim się łączy. Jedno od drugiego jest uzależnione. Dobro od zła jest uzależnione, ponieważ zło tworzy również dobro.
Zło, które widzimy, budzi sprzeciw, budzi ludzi do działania, żeby się temu złu przeciwstawić. Gdyby nie było zła, gro ludzi nie miałoby okazji i możliwości do tego, żeby swoje dobro, chęć przeciwstawienia się, pokazania, dbania, walczenia, zabiegania o sprawiedliwość, równouprawnienie, o tolerancję, o szacunek. Prosty osób nie miałoby możliwości sprawdzenia się w praktyce. Stare dusze to są bardzo często osoby samotne bądź stojące troszeczkę na uboczu, ponieważ ich sposób patrzenia na świat, na ludzi, na zjawiska jest trochę odmienny od tego, co prezentuje większość społeczeństwa. Dlatego stare dusze nie czują się zbyt dobrze w tłumach, w których trzeba klaskać i przytakiwać, choć się z tym nie zgadzają. Stare dusze też mogą być odbierane jako ekscentrycy, jako ludzie, którzy są dziwni, ponieważ poprzez swój sposób patrzenia i zrozumienia, i świadomość procesów często są uważane za osoby oziębłe albo zbyt impulsywne, ponieważ stare dusze nie szukają kompromisu. W sensie takim, że albo coś jest, albo czegoś nie ma. Po prostu. Jeżeli już mają coś powiedzieć, to będą zawsze starały się mówić prawdę. Mogą nie powiedzieć, natomiast jeżeli mówią, zostaną wywołane do tablicy, to zazwyczaj starają się mówić prawdę.
To są też ludzie, których nie trzeba dodatkowo do czegokolwiek motywować. Jeżeli na coś świadomie się decydują, to starają się to, na co się świadomie zdecydowali, wykonać zawsze najlepiej, jak potrafią. Więc to są też świetni pracownicy, ponieważ ich nie trzeba pilnować, nie trzeba ich sprawdzać, nie trzeba ich kontrolować. Ich poziom świadomości sam trzyma ich w pewnego rodzaju ryzach, że jeżeli coś robisz, to zrób to po prostu dobrze albo nie rób tego w ogóle. Co jeszcze mogę wam powiedzieć o starych duszach? W relacjach partnerskich stare dusze zawsze szukają pełnego porozumienia. Pełnego porozumienia na wszystkich płaszczyznach życia: i fizycznym, i materialnym, i emocjonalnym, i duchowym. Jak najpełniejszego połączenia. A ponieważ nie jest to zbyt łatwe, to często są samotnikami, nie chcąc oszukiwać swojego partnera, mówiąc, że są szczęśliwi. Wolą nie krzywdzić drugiej osoby bądź nie robić mu jakichś oczekiwań, nadziei i marzeń.
Po prostu wolą być sami. Często stare dusze decydują się na bycie nauczycielami, opiekunami i wtedy wchodzą w związki, w relacje z tymi świadomościami na wczesnych etapach rozwoju świadomości, ponieważ mają już na tyle cierpliwości i świadomości, że wiedzą, na co się piszą i przyjmują rolę takich opiekunów, przewodników, nauczycieli. Przy okazji sami ucząc się miłości do samego siebie, ponieważ dwa największe wyzwania, jakie stoją przed starymi duszami, to jest nauczenie się miłości do samego siebie. Ponieważ tu już ta miłość do innych zaczyna wkraczać w takie obszary altruizmu totalnego i to bywa bardzo bolesne dla nich, zwłaszcza w kategoriach materialnych. A przy okazji też starają się swoją wiedzę — to jest też drugi cel starych dusz — przekazać swoją wiedzę innym. Stare dusze są trudne do zrozumienia i też często to są ludzie trudni do przegadania, ponieważ ich świadomość, wiedza i umiejętność łączenia faktów, oglądania rzeczy ze wszystkich możliwych stron powoduje, że tych argumentów mają zazwyczaj dużo. Ponieważ to, co mówią, zazwyczaj jest bardzo mocno w jakiś sposób poparte czymś: wiedzą, przemyśleniami.Doświadczeniami i tak dalej. Sprawiają wrażenie upartych, ale to bardzo często wynika z tego, że mają to przeanalizowane, przemyślane, przesprawdzane na sto różnych sposobów, ze stu różnych punktów widzenia, że wiedzą dobrze, co mówią. Dlaczego akurat dzisiaj postanowiłem powiedzieć o starych duszach? Ponieważ, kochani, dochodzimy w naszych rozmowach, rozważaniach do celu, tego, co dla człowieka powinno być.
W zasadzie jest, ale nie zawsze sobie zdaje z tego sprawę. Najważniejsze i poniekąd najistotniejsze. Stare dusze są istotami, które często już o tym wiedzą. Zbierając te dzisiejsze informacje w jedną całość, wrócę do tego, co napisał Adam w komentarzu. Z przyjemnością się na to powołam. O tym, co jest uniwersalne, czyli pasujące do wszystkiego i każdego, bez znaczenia, czy jest bakterią, czy kimkolwiek innym. Kochani, kiedyś Ghost poruszył taki temat: jak by to było, gdyby to dusza rządziła, stała na mostku kapitańskim i decydowała o naszym życiu? Jak to życie by wyglądało? Obiecałem, że wrócę do tego wątku i dzisiaj do niego wracam. Po tym wszystkim, co pojawiło się w dzisiejszej audycji i w kilku poprzednich, powiem wam taką rzecz.
Gdyby to dusza decydowała o naszym życiu, to nasze życie wyglądałoby dokładnie tak, jak wygląda. Wiem, jak to zabrzmiało, ale właśnie taka jest prawda. W naszym życiu dzieje się wszystko to, co jest nam potrzebne. Każda rzecz, każde zdarzenie, które się w naszym życiu wydarza, jest nam do czegoś potrzebne. A do czego nam jest to potrzebne? Do zrozumienia, do uświadomienia sobie tego, co Adam nazwał uniwersum, a co ja nazywam miłością. Świadomość, kochani, polega między innymi na tym — ponieważ ja duszę nazywam świadomością, zresztą, jak się okazuje, nie tylko ja, bo naukowcy również — że świadomość jest między innymi, a może przede wszystkim, zrozumieniem zasad funkcjonowania nas, ludzi, wszechświata. Zaakceptowaniem tego. A cały proces, w którym uczestniczymy poprzez swoje kolejne inkarnacje, jest procesem budowania tejże świadomości, czyli rozumienia uniwersalnych prawd. Nasza dusza jako dusza te prawdy doskonale zna.
Z tych prawd wyszła i w tych prawdach cały czas trwa. To my jako ludzie tych prawd nie rozumiemy. I to my jako ludzie zmierzamy do tego, żeby te prawdy zrozumieć i żeby je zaakceptować. I żeby według tych prawd, tych uniwersalnych zasad postępować. Nasza dusza jest świadomością i ma świadomość tego, że nic, co zostanie człowiekowi narzucone, nie zostanie przez niego zaakceptowane. Dlatego pozwala nam doświadczać. I tylko od nas tak naprawdę zależy kiedy, w którym momencie naszego rozwoju zdecydujemy się tych prawd zacząć przestrzegać. Wszystko, co powinniśmy wiedzieć jako ludzie, już wiemy. Wiemy od tysięcy lat, jak powinniśmy postępować względem siebie, jak powinniśmy żyć, jak powinniśmy funkcjonować, jak powinniśmy rozwiązywać sporne sytuacje, czym się w życiu kierować. My to doskonale wiemy.
Od kilku tysięcy lat o tym wiemy. Natomiast z przestrzeganiem tych zasad mamy cholerny problem. I świadomość to jest również zaakceptowanie tego, że każdy człowiek musi do tej prawdy dojść sam. Że nie ma sposobu, nie ma metody, żeby za drugiego człowieka mieć świadomość. Żeby tą świadomością wziąć kawałek siebie i dać drugiej osobie. Ponieważ nawet to, co ja mówię, jest tylko teorią. Teorią, która powtarza się od bardzo dawna, którą powtarza mnóstwo ludzi, którą znają praktycznie rzecz biorąc wszyscy ludzie na świecie w mniejszym bądź większym stopniu. Tylko nie problem jest z wiedzą. Problem jest z umiejętnością wcielenia tej wiedzy w życie. I nasza dusza o tym dokładnie wie, że to my sami musimy podjąć decyzję, w którym momencie przestaniemy walczyć iZ tym, co jasne, proste, oczywiste, dobre, mądre, szczęśliwe, bo żadna siła na tej ziemi nas do tego nie zmusi.
Dlatego kochani to, co ja powtarzałem: problem nie jest w naszej duszy. Problem nie jest w tym, czy my się z tą duszą potrafimy skomunikować, czy się nie potrafimy skomunikować. Czy ona do nas mówi, czy my do niej mówimy. Wszelkie uniki związane z tym: „a gdybym ja mógł rozmawiać ze swoją duszą, to ja bym się przekonał. To ja bym miał pewność. Gdybym wiedział, co jest po tamtej stronie, to ja bym wtedy to. Gdybym ja umiał. Gdybym ja widział aurę. Gdybym ja zobaczył światełko w tunelu. Gdybym ja zobaczył Boga.
Gdybym ja mógł porozmawiać. Gdybym ja miał pewność”. To są wszystko wykręty i manipulacja naszej podświadomości. To są wszystko wykręty przed tym, żeby zrozumieć jedną podstawową rzecz. Jedyne, co na tym świecie mamy do zrobienia, to być dobrymi i szczęśliwymi ludźmi. Tu nie ma żadnego innego planu. Dobrymi dla siebie i dobrymi dla innych. Kochającymi siebie i kochającymi innych. Szanującymi, żyjącymi w zgodzie i w szacunku. Tu nie ma innego planu.
Szukanie kosmitów we wszechświecie, budowanie jakichś wizji obcych cywilizacji, penetrowanie astrala na wszelkie możliwe sposoby, slidersi, OBE i tak dalej, jest tylko formą i manipulacją naszej podświadomości. „Bo ja tego nie wiem, bo ja tego nie widziałem, bo ja tego nie sprawdziłem, więc ja tego nie zrobię”. Tylko pytanie, czego nie zrobię? Czego ja nie zrobię? No właśnie. Przed czym my się tak naprawdę bronimy i jakiej my wiedzy poszukujemy? Czego my chcemy się jeszcze jako ludzie dowiedzieć? I tak naprawdę po co nam ta wiedza? Tak jak, cytując jeszcze raz słowa za moją serdeczną koleżanką: „sens życia to po prostu życie”. To takie proste i oczywiste.
Jednak wszyscy pędzą w panice, jakby konieczne było osiągnięcie czegoś poza sobą. Proszę tylko, poruszając paradoksalnie bobasa, którego dzisiaj nie było. Kochani, to jest bardzo prosty mechanizm. Zacznijcie pokazywać ludziom dobro, miłość, mądrość, prawdę. W takiej atmosferze wychowujcie swoje dzieci, a te dzieci w swojej podświadomości będą już miały program, który będzie oparty na miłości, prawdzie, szczęściu, radości i będą wychowywali już swoje dzieci, programując im zupełnie inne rzeczy niż te, z którymi my się zapoznaliśmy, które zostały przedstawione nam jako prawda. Nie ma innego sensu, nie ma żadnych cudów-wianków. Tu nie ma żadnego drugiego dna. To nasza ludzka natura każe nam to wszystko komplikować. Sensem i celem jest bycie dobrym i szczęśliwym człowiekiem. I ja wiem, że to jest zbyt proste jak na boski plan i dlatego musimy jako ludzie czegoś szukać.
Kiedyś to się mówiło: szukać dziury w całym. Taką mamy naturę i do momentu, dopóki będziemy szukali dziury w całym, to będziemy cały czas ten główny cel zostawiali gdzieś tam na boku. I nasza dusza nic z tym nie zrobi. To od nas zależy, kiedy podejmiemy decyzję, że chcemy być dobrymi i szczęśliwymi ludźmi. Ponieważ znowu się kochani troszeczkę rozgadałem, jak to zwykle ja, to będziemy powoli tą część oficjalną kończyć. Ja może troszeczkę posmutniałem na koniec tej audycji, bo tak naprawdę są takie momenty, kiedy ja mówiąc do was to na głos, uświadamiam sobie, mam świadomość tego, że to, co robię, ma sens znikomy. Zresztą powtarzałem wam to kilka razy, ponieważ to jest tylko gadanie. Nic bez waszego udziału się nie wydarzy. Mam świadomość tego, że jeżeli wasze wewnętrzne ja, wasza dusza, wasza świadomość nie jest was w stanie przekonać do tego, żebyście dążyli do szczęścia, żebyście szukali tego szczęścia w sobie i kierowali się w życiu miłością i tymi pozytywnymi, fajnymi rzeczami, to cóż ja mogę, Sławek, biedny żuczek po drugiej stronie połączenia internetowego zrobić z waszym życiem? I dlatego tak czasami jest mi gdzieś może troszeczkę smutno, że tak mało mogę, że chciałoby się więcej, ale z drugiej strony nie mnie to oceniać.
Póki płyną do mnie głosy, że komuś gdzieś coś, to ma to sens, to będę to robił.Natomiast pamiętajcie, to tylko od każdego z nas zależy, w którym momencie przestanie kombinować. Przestanie szukać dziury w całym. Przestanie karmić naszą ziemską naturę, nasze ziemskie, jak to niektórzy nazywają, ego, że to niby my musimy wiedzieć, my musimy to dotknąć, my musimy to sprawdzić, my musimy mieć dowód. Każdy dowód powoduje powstawanie następnego pytania i następnej wątpliwości. Zwróćcie uwagę, że wiara nie opiera się na żadnych dowodach i też posiada najmniej dylematów. Im bardziej wchodzimy w udowadnianie, tym bardziej jakiś szczególik nam będzie nie pasował. Jeżeli chcemy analizować sprawy duchowe ludzkim umysłem, tym bardziej wpędzamy się w ślepą uliczkę i tracimy w ten sposób czas. To znaczy tracimy, nie tracimy, ponieważ oczywiście zdobywamy cały czas doświadczenie. Natomiast tracimy ten czas, który moglibyśmy poświęcić na bycie szczęśliwymi, na bycie wesołymi, na bycie radosnymi. Ale tak jak mówię, świadomość to jest również akceptowanie tego, że każdy z nas jest inny.
Każdy z nas ma tutaj swoją drogę i też swój sposób. W związku z tym każdy z nas ma swoją własną podświadomość. Każdy z nas ma inny zakres doświadczeń. Ale pamiętajcie, że na samym końcu, mimo że wydaje się to beznadziejnie proste i zupełnie niepasujące do tego całego skomplikowanego obrazu Boga, uniwersum, źródła, na samym końcu jest bycie dobrym i szczęśliwym człowiekiem. Czego oczywiście sobie i wam w dniu dzisiejszym, z okazji tej naszej malutkiej rocznicy, na następne dni, tygodnie, miesiące, lata i życia życzę. I dziękuję wam za dzisiaj. Mam nadzieję, że jakoś tam za mocno nie przynudziłem. Także może zrobimy malutką przerwę i wrócimy do czytania komentarzy, bo widziałem, że troszeczkę tam jakaś dyskusja trwa, bo coś mi tutaj co jakiś czas schodzi.
[01:03:57] - No nawet nie troszeczkę, trochę dużo dzisiaj.
[01:04:01] - Tak?
[01:04:01] - No tak.
[01:04:03] - No to super. To ja już odpalam Messengera, złapię łyka na przepłukanie gardła. A w części nieoficjalnej... O, właśnie! Możesz to z siebie wyrzucić na antenie. Ktoś tutaj napisał, więc zapraszam. Może ktoś chce zadzwonić.
[01:04:21] - Słuchacie państwo audycję „Świat oczami duszy”. Mamy 2 grudnia roku pańskiego 2019. Przechodzimy do tej części audycji, którą wielu z państwa bardzo lubi i bardzo na nią wyczekuje, czyli do części, w której pan Sławek Bączkowski będzie czytał komentarze i się do nich odnosił. Jeżeli ktoś zadzwoni, to odbierzemy oczywiście i wpuścimy na antenę. Linia telefoniczna jest już teraz otwarta, jest już czynna. Można do nas dzwonić na nasz numer stacjonarny 32 746 008. Komórkowy i do SMS-ów 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Tutaj jeszcze podpowiem, rzadko o tym wspominam, ale słuchający z naszej aplikacji na Androida Radio Paranormalium 2019 mogą pisać do nas za pośrednictwem nie tylko czatów, ale również takiej zakładki o nazwie „Wiadomość do studia”, która właśnie wykorzystuje widget Gadu-Gadu.
Tak więc Gadu-Gadu 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na fanpage'ach na Facebooku Radia Paranormalium oraz pana Sławka Bączkowskiego, na grupach Radia Paranormalium i czytelników „Nieznanego Świata”. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Tak więc dzwońcie, piszcie. A pan Sławek w międzyczasie odpalił Messengera i czyta.
[01:06:29] - Czytam. Czytam i odpowiadam. Missy Street House na dzień dobry: „Dzisiaj rocznicowa audycja pana Sławka najlepszego i dobijamy do setki”. Kochani, z wielką przyjemnością, jeżeli będą tematy, będziecie chcieli słuchać, to oczywiście ja jestem chętny, więc dziękuję za życzenia, ale te życzenia należą się również wszystkim wam, bo we dwóch z panem Markiem moglibyśmy się umówić ewentualnie na rozmowy przez telefon.Także te audycje są również dzięki wam. Także ja też ze swojej strony bardzo wam dziękuję. Czytając dalej Kudłaty pisze: „Pierwszy raz słyszę. Pan Sławek mówi o kosmosie, życiu w kosmosie, życiu pozaziemskim. Ooo”. To znaczy nie pierwszy raz, ale tak jak dzisiaj powiedziałem, jest wiele audycji, wiele kanałów, wiele książek i osób, które się tym zajmują. Ja wolę się koncentrować na naszym ziemskim życiu, ale cieszę się, że zostało to docenione.
Karim pisze: „Sławku, co to świadomość? Czy to poczucie własnego ja? Że jestem, że żyję?” Kudłaty pisze: „Mieć świadomość to pojęcie, wiedza o samoistnieniu”. Karim odpisuje Kudłaty: „Ale nawet rośliny mają poczucie istnienia”. Ten wątek się tutaj dalej pojawia, więc ja odpowiem na pytanie, co według mnie jest świadomością. Tak jak mówiłem, mamy takie jakby dwa rodzaje świadomości. Czyli naszą ziemską świadomość, która jest budowana od początku naszego urodzenia. Czyli świadomość tego, że żyjemy, jak się nazywamy, kim jesteśmy: mężczyzną, kobietą, robotnikiem, naukowcem. Otoczenia, priorytetów, prawd, które zostają nam objawione w tym życiu. Czyli to wszystko, z czym będziemy się musieli zmierzyć, borykać i odpowiedzieć sobie na pytania podczas aktualnego wcielenia.
I to jest ta świadomość czysto ziemska. Świadomość tego, że Ziemia jest okrągła, że żyjemy w Układzie Słonecznym, że jest grawitacja i tak dalej. Świadomość relacji międzyludzkich. To wszystko jest też naszą świadomością obecnego wcielenia. Ale jest też świadomość, którą budujemy przez wszystkie nasze wcielenia. Czyli ta świadomość, która jest zapisywana w formie doświadczeń, w formie wniosków, w tym, co potocznie nazywamy duszą. Dla mnie świadomość to jest pewnego rodzaju stan. Stan też wiedzy wynikający ze wszystkich naszych dotychczasowych doświadczeń. I oczywiście wiadomo, że im tych wcieleń było więcej, im doświadczeń było więcej, tym większa jest też nasza świadomość. I to, o czym też kilka razy wspominałem w audycjach, zastanawiając się, co różni ludzi i co ich charakteryzuje.
Ich świadomość, poziom świadomości jest jedną z ważniejszych cech, która decyduje o naszej tak zwanej osobowości. I to, co cytowałem na początek, wypowiedź Adama: im większa jest nasza świadomość, tym większe jest nasze zrozumienie, ale też umiejętność przestrzegania i wcielania w życie pewnych uniwersalnych prawd, pewnych uniwersalnych zasad. To jest świadomość. I oczywiście tak, każda z istot żyjących ma swoją świadomość. Tylko im wyższy poziom, etap rozwoju, tym ta świadomość się zwiększa. I to, co Kudłaty pisze à propos roślin, to też ostatnimi czasy troszkę wiedza na ich temat ruszyła. I to, że rośliny też mają samoświadomość, to bardzo celnie powiedziane. Naukowcy, badacze twierdzą po badaniach, że roślina ma taką lub podobną świadomość jak wszystkie inne, co żyje, a nawet potrafi się komunikować międzygatunkowo. Dla mnie to normalne. Więc tak, oczywiście komunikacja wszystkiego, co żyje, świadomość wszystkiego, co żyje, świadomość tego, że żyje, jest też jakimś etapem rozwoju tej świadomości.
My do tej swojej już zaawansowanej świadomości dołączamy nasz mózg, czyli to, co cechuje człowieka. I nie będę mówił, czy to jest dobre, czy to jest złe. Natomiast tak jest. Karim pisze: „Jestem ciekawy, czy duszę można uwięzić za pomocą technologii”. Czy duszę można uwięzić? Przyznam się szczerze, pierwszy raz spotykam się z takim pytaniem i moja pierwsza wewnętrzna odpowiedź: nie. Duszę można ograniczyć. To znaczy można ograniczyć jej wpływ na nasze życie. Aczkolwiek też nie. Kochani, wszystko to, co ja powiedziałem na koniec audycji, wszystko, co się w naszym życiu dzieje, jest właśnie za zgodą naszej duszy.
I w zależności też od poziomów. To jest tak, jak z człowiekiem. Też o tym mówiłem. Od dziecka nie wymaga się nic. Pozwala mu się zdobywać tylko i wyłącznie doświadczenie. Więc dusza na poziomie dziecięcym będzie to doświadczenie zdobywać.I dusza daje przyzwolenie na to, żeby człowiek popełniał błędy, parzył się i tak dalej, żeby to doświadczenie mógł zdobywać. Z każdym następnym etapem jest oczekiwanie, żeby ta wiedza i to doświadczenie, które zostało zebrane, było używane już z pewną świadomością. Natomiast my, kierując się w życiu bardziej bądź mniej podświadomością, mniej lub bardziej pozwalamy naszej duszy na wpływanie na nasze życie. Natomiast uwięzienie? Ja ze swojej strony mówię: nie.
Kudłaty pisze: „Dobre pytanie, ale opierając się na wierze katolickiej...” i tutaj cytat. Odpowiedź jest, że jest to piekło. W pewnym sensie jest to logiczne i rozsądne to, co piszesz, że opierając się na wierze katolickiej można duszę zesłać do piekła. Z tym że nie jest do końca powiedziane, gdzie to piekło się znajduje. Bo jeżeli weźmiemy pod uwagę wizje katolickie, że jest to kocioł ze smołą, to faktycznie można tą duszę do takiego kotła wsadzić i niech się tam przez tysiąclecia smaży. Natomiast biorąc pod uwagę proces inkarnacji, tym piekłem może być po prostu następne wcielenie, w którym zgotujemy sobie bardzo nieprzychylne warunki do zdobywania kolejnych doświadczeń. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę to, że pewien etap w rozwoju, w ewolucji ludzkości dobiega końca, o czym się już dość głośno i dość powszechnie mówi, to być może faktycznie, w którymś momencie przestaną istnieć warunki do tego, żeby się na Ziemi pojawiały na przykład dusze niemowlęce czy dusze dziecięce, czy nawet młode. Więc coś z tymi duszami, z tymi świadomościami się będzie musiało zadarzyć. Biorąc pod uwagę, że energia nie ginie, tylko się transformuje. To może być ciekawe doświadczenie.
Ale myślę, że jeszcze przed nami. I też nie sądzę, żeby to miało być na zasadzie uwięzienia, tylko może jakiegoś następnego etapu ewolucji. Być może już nie na Ziemi. I tutaj Kudłaty pisze: „Mając na względzie to...” A nie, to Radio odpisuje Kudłatemu: „Mając na względzie to, o czym pisał Monroe i inni, to piekło my sami przygotowujemy, jeszcze żyjąc na Ziemi, poprzez nasze kolejne piekielne wcielenia. Zresztą podobnie jak niebo”. Tutaj Inka pisze: „Ja myślę, że piekło jest tylko tutaj na Ziemi. Nigdzie indziej go nie ma”. Powiem wam tak, kochani. Teraz tak sobie myśląc, biorąc pod uwagę to, że wszelkiego rodzaju świadkowie, obenauci czy ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną, czy ludzie, którzy zaliczyli ileś tam sesji regresyjnych jakoś za specjalnie nie donoszą o tym, żeby gdzieś tam otarli się o jakiekolwiek piekło. Więc myślę, że coś w tym może być, że to piekło jest tutaj, na Ziemi.
Zresztą Karim pisze, Radio: „Ale dla każdego człowieka piekło może być czymś innym”. Może być czymś innym, ale tak jak w ostatniej audycji wymieniałem synonimy szczęścia, tak myślę, że te synonimy piekła, mimo że będą się delikatnie czymś różniły, to na pewno kilka takich wspólnych cech pod wspólnym mianownikiem moglibyśmy przypisać do każdego człowieka. Inka pisze: „Według mnie wszystko, co ma DNA ma świadomość. Co na to powie pan Sławek?” Szczerze powiedziawszy to nie wiem, ponieważ ja nie jestem wielkim fanem DNA, bo uważam, że jak każde z tych naszych ziemskich odkryć na samym początku jest mocno przewartościowywane. A wynika to przede wszystkim z tego, że jest kolejnym świetnym wytłumaczeniem dla czegoś, czego nie rozumiemy, a często jest wytłumaczeniem też na przykład dla naszego lenistwa bądź niezrozumienia. Ja na przykład rozmawiając z ludźmi słyszęŻe ktoś ma DNA, bo w jego rodzinie pojawiały się jakieś choroby i on genetycznie też jest obarczony tym, bo być może ma DNA. Natomiast pamiętajcie, że nasz charakter, ten ziemski charakter kształtuje w dużej mierze nasza podświadomość, czyli przejmujemy nawyki, często bardzo wiele nawyków naszych rodziców, naszych wychowawców, na przykład nawyki żywieniowe. Rozmawiam z kimś, kto jest na przykład gruby i on mówi: „Ja mam tego DNA”, a z drugiej strony patrzę, że to DNA na talerzu wygląda tak: dwa kilo ziemniaków polanych tłustym sosem plus dwa kotlety. I to jest DNA. I ktoś zwala na to, że to DNA, że on jest gruby, bo jego ojciec był gruby i on jest gruby i matka była gruba.
A DNA to jest pewna budowa, powiedzmy kości. Czy ktoś jest grubokościsty, czy cienkościisty. Natomiast sposób odżywiania, sposób gotowania, sposób czasami obżerania się nie ma nic wspólnego z DNA. Jest tylko pewnego rodzaju nawykiem żywieniowym. Tak samo jak są nawyki emocjonalne. Jeżeli w rodzinie panowała złość na cały świat, o wszystko, co inni mają, a ja tego nie mam i ktoś z takim nawykiem emocjonalnym wchodzi w życie, to trudno, żeby on z czasem patrząc w ten sposób na świat, na ludzi, żyjąc nienawiścią do świata i siebie samego, żeby nie zaczął popadać w jakieś choroby. I później mówi się, że mój ojciec chorował na to samo i ja teraz choruję na to samo, bo to DNA. Biorąc pod uwagę to, że DNA można modyfikować, to znaczy w jakimś zakresie. Więc też jest pytanie, na ile to DNA jest niezmienne, bo to też trzeba by było przeprowadzać badania od początku życia człowieka do samego jego końca. Obserwować poszczególne komórki DNA i zobaczyć, co się z nimi dzieje.
Być może, jeżeli można się wyleczyć z chorób uznawanych za nieuleczalne, to być może wtedy też następuje jakaś modyfikacja DNA. Nie jestem fanem zwalania wszystkiego na DNA, ale być może jest jakaś spójność w tym, że świadomość jest gdzieś zapisana również w tych komórkach. Natomiast i tak jest w dalszym ciągu pytanie, co się dzieje, gdzie ta świadomość później się chowa, gdzie czeka na przykład na następne wcielenie. Inka pisze: „Prawo do miłości do samego siebie ma każdy, ale najważniejsze przykazanie kościelne to kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. No właśnie. I teraz jest pytanie, jak to przykazanie będzie interpretowane? W poprzedniej audycji podawałem kilka określeń miłości własnej, więc polecam też do przypomnienia sobie i też co na ten temat mówią religie, co na ten temat mówią filozofowie i też co na ten temat mówiły uznane autorytety kościelne. „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. To też może być czytane, powiedzmy od tyłu, że będziesz kochał drugiego człowieka tak, jak kochasz samego siebie. Więc jeżeli nie kochasz samego siebie, nie będziesz w stanie kochać nikogo innego.
Kudłaty pisze: „Tak, tak, to tylko dobry przykład. Piekło, czyli uwięzienia kogoś duszy za karę i przymusowo, bo niebo jest nagrodą, ale czy też przymusem dla nas zasłużonych?”. Nie wiem, czy w to wchodzić. Dobra, już wejdźmy, bo weszliśmy tutaj w tematy mocno religijne, sformułowania mocno religijne, które jak pewnie wszyscy dobrze wiemy, przez jakiś dłuższy okres czasu służyły raczej manipulacji ludźmi niż prowadzeniu ich do szczęścia. Jeżeli mógłbym wam wmówić, że tylko za moim pośrednictwem będziecie w stanie osiągnąć szczęście i byłbym w stanie wam to wmówić, to pewnie bylibyście w stanie zrobić wszystko, co wam powiem, żeby tylko być szczęśliwymi, bo taka jest naturalna potrzeba drugiego człowieka.Kijek i marchewka jest bardzo dobrą formą manipulacji ludźmi po to, żeby ich od siebie w pewnym sensie uzależnić. Natomiast niebo jest nagrodą, ale czy też przymusem dla nas zasłużonych. Jeżeli mówimy tutaj o niebie, takim tym wyimaginowanym niebie, gdzie po śmierci dotrzemy, to patrząc z punktu widzenia religii, to powinno być naszym pragnieniem, tak? Bo tylko wtedy ma to sens. Jeżeli my chcemy gdzieś dojść, dotrzeć, to wtedy jesteśmy skłonni zrobić rzeczy, których się od nas oczekuje, żebyśmy tam mogli dotrzeć. Jeżeli uchodźcy chcą dotrzeć do Europy, to są w stanie zrobić bardzo dużo różnych rzeczy, często ryzykownych, tragicznych po to, żeby do tego swojego nieba dotrzeć.
Są zdeterminowani. Więc jeżeli nie chcemy tego przymusu, możemy się zdecydować na trzecią wersję religijną, czyli czyściec, czyli żyć sobie tak trochę, nie iść do nieba, nie iść do piekła i czekać w czyśćcu, aż ludzie tutaj na ziemi załatwią nam przepustkę gdzieś tam. Marzenka się pojawiła, pisze: „Dziś jestem troszkę roztargniona. Nie wiem, jak to opisać ten mój stan, ale miałam rozpiskę z całkowicie systemową osobą. Nie myślałam, nie wiedziałam, że to będzie tak ciężko”. Marzenko, rozumiem, że systemowa osoba to jest osoba, którą ja nazywam osobą, w której rządzi podświadomość. Czyli nie rządzą argumenty, nie rozsądek, nie analiza, tylko po prostu podświadomość na zasadzie nie bo nie, tak bo tak. Tak jest jedynie słusznie, bo ja tak myślę. No to miałaś taki trening, tak? Trening tolerancji, trening cierpliwości.
A jeżeli proszę państwa w prawy, to od czasu do czasu takie coś dobrze nam robi. Pamiętając o tym, o czym żeśmy tutaj rozmawiali przed chwilą w kategoriach nieba, że to może być świetna motywacja do tego, żeby to niebo tutaj tworzyć, żeby tych osób systemowych, jak to Marzenka napisałaś, było jak najmniej. Kudłaty tutaj namawia do pisania Marzenkę dalej. I Marzenka pisze: „Ale za każdym razem jest to trudne i odpuszczam, bo nie ma sensu rozmawiać z kimś na poziomie systemowym”. Ktoś, kto mi pisze, że dziwi się, że mężczyzny, z którym poszła spać rano widzi... Jeszcze raz. Ktoś, kto mi pisze, że dziwi się, że mężczyzny, z którym poszla spać rano widzi ją bez makeupu inaczej i twierdzi wręcz, że taki partner musi widzieć, że kobiety się malują. Marzenko, dobrze. Spróbuję znaleźć dalszy ciąg tego wątku, bo na razie mi się urwał. I nie powinni mieć nic przeciwko, jak rano zobaczą inną buzię w ogóle.
Dobrze. I Marzenka pisze: „Jakie kobiety potrafią być płytkie. Poważnie, ja już stara jestem, ale zabolało mnie to dziś ta głupota, płytkość podejścia do partnerstwa i jej poziom myślenia. Aż mi przykro, że takie osoby są i myślą, że to, co widzą, że tak jest”. Dobra, będę się troszeczkę cofał, bo tu był jeszcze wpis Mrs. Tea House. Marzenko, czemu tu się dziwić? A poza tym kochani, powtarzam jeszcze raz i będę pewnie powtarzał to przez następnych 50 audycji. Pamiętajcie, że to, co dobre dla nas, co normalne dla nas, niekoniecznie musi być dobre dla innych ludzi. I teraz jeżeli taka kobieta ma takie podejście, to najprawdopodobniej jest na świecie facet, któremu takie podejście będzie odpowiadać z jakiegoś powodu.
I znacie bardzo dziwne związki, bardzo dziwne małżeństwa, które z naszego punktu widzenia nie miałyby racji bytu. Pamiętajcie, czym jest związek. Jest najważniejszą i najtrudniejszą lekcją naszego życia. To jest trochę tak, że jeżeli próbujemy to rozszyfrować ludzkim umysłem, to nigromasi tego nie da jakoś ogarnąć. Bo jaki jest sens, kiedy widzicie małżeństwo bądź znacie małżeństwo, gdzie on jest alkoholikiem, nierobem, obibokiem, a kobieta jest fajną, zadbaną dziewczyną, ładną, dobrze zarabiającą, mającą dobrą posadę na poziomie menedżerskim bądź kierowniczym. Fajna, miła, komunikatywna i żyje z takim człowiekiem. I z ludzkiego punktu widzenia jest to w ogóleBez sensu. Przecież ona powinna sobie znaleźć faceta na swoim poziomie intelektualnym, na swoim poziomie materialnym, na swoim poziomie kulturowym i tak dalej. Jest to totalną abstrakcją, dlaczego ta dziewczyna się męczy z tym człowiekiem. Pewnie żaden człowiek, zresztą najczęściej nawet tacy ludzie nie są w stanie odpowiedzieć na pytanie dlaczego.
Dlaczego ze sobą są? Dlaczego ona jest z nim? Bo dlaczego on jest z nią, to wiadomo. Bo jest mu tak wygodnie. Ale dlaczego ona to znosi? Dlaczego ona to toleruje? Dlaczego ona na to wszystko pozwala? I w drugą stronę działa to bardzo podobnie. Inteligentni faceci, bogaci, dobrze sytuowani, kulturalni, schludni, czyści, eleganccy, mający za partnerkę dziewczynę, która może ładnie wygląda, ale najlepiej jakby się nie odzywała. Najlepiej jakby nie okazywała swojego poziomu inteligencji, inteligencji emocjonalnej, poziomu świadomości ani całej reszty rzeczy oprócz swojej urody.
Z ludzkiego punktu widzenia jest to ciężkie do ogarnięcia. Natomiast z punktu widzenia świadomości to wygląda mniej więcej tak: jeżeli dla ciebie, drogi mężczyzno, najważniejszą rzeczą w życiu kobiety jest uroda, to dostaniesz w nagrodę kobietę, która posiada tylko urodę i nic więcej. I przekonaj się, czy uroda to jest ten aspekt, który naprawdę w życiu jest najważniejszy. Jeżeli na przykład kobieta, pani menadżer, pani psycholog czy pani ktoś tam ma święte przekonanie o swoich umiejętnościach, wiedzy, talentach, darze przekonywania, że bierze sobie faceta, którego z założenia wie, że będzie chciała w życiu zmienić, to z punktu widzenia naszej świadomości, przekonaj się na własnej skórze, czy drugiego człowieka można zmienić bez jego zgody. Albo przekonaj się, czy twoje zarozumialstwo, pewność siebie, egocentryzm, narcyzm działa na drugą osobę. Nigdy nie wiemy do końca, przynajmniej bez rozmowy z jednym bądź z dwojgiem partnerów, o co tak naprawdę, jaka relacja, jakie doświadczenie, jaka mądrość, jaki wniosek z tego związku mają partnerzy wyciągnąć. Nie próbujcie tego, kochani, zrozumieć. Przynajmniej nie próbujcie tego zrozumieć z ludzkiego punktu widzenia. Missy Street House pisze do Marzenki: „Marzenko, ciężko jest rozmawiać z osobami, które są mocno zaprogramowane. Mi nawet ciężko siedzieć w jednym pokoju z taką osobą”.
Tak, bo się po prostu nie da. Radio pisze: „Sporo takich zaprogramowanych”. Rozumiem, że Radio to pan Marek?
[01:35:08] - Tak, to ja.
[01:35:11] - Dobrze, bardzo się cieszę, panie Marku. Później panu powiem dlaczego. Sporo takich zaprogramowanych osób. To ja będę teraz mówił już pan Marek, dobra?
[01:35:22] - W porządku.
[01:35:23] - Sporo takich można spotkać w grupach życiopożyciowych na Facebooku. Marzenko, jakbyś chciała sobie tam przetestować swoją odporność, miłość do samego siebie, asertywność, jak Adam mówi, to proszę bardzo, masz fajnych kilka adresów i może to ci w jakiś sposób pomoże zachować dystans. A teraz już tak całkiem poważnie mówiąc, nie próbujcie kochani tego analizować przez pryzmat ludzkiego umysłu. Marzenka pisze: „Sławku, ale powiedz mi proszę, jak napotkasz taki kamień, totalny kamień, to jak sobie radzisz?” Marzenko, troszeczkę nie wiedziałem, że to pytanie zapadło. Troszeczkę ci powiedziałem. Ja sobie w ogóle nie radzę. Bo to jest trochę tak, że jak sobie taki kamień jest, to z kamieniem się nie da pogadać. Kopanie go też nie ma najmniejszego sensu, bo to są tylko kłopoty. Noga boli, spocić się można. Najlepszą metodą na kamień jest ominięcie po prostu kamienia.
Ja nie próbuję. Jeżeli widzę, słyszę, czuję, że tutaj nie bardzo jest o czym rozmawiać, jeżeli nie ma wspólnej płaszczyzny porozumienia, to jest tak jakby rozmawiać w dwóch różnych językach. Z założenia nie ma szans, żeby się dogadać. Ja też wiem, że narzucanie innym swoich prawd też nie ma najmniejszego sensu, bo największą prawdę do objawienia, jaką możemy dostać, ma dla nas nasza dusza, a i tak jej nie słuchamy. Więc tym bardziej czemu mamy słuchać osób obcych albo osób trzecich? Marzenka pisze jeszcze tutajA, bo mi się przewinęło. Dobrze, już wróciłem. „Ja cierpliwa jestem bardzo, naprawdę, ale dziś biło się coś takiego, aż żeś mi brak słów do opisania”. Tutaj Mrs Treehouse mnie wyręczyła: „Marzenko, to są takie lekcje do przerobienia. Ich lekcje i twoja chyba lekcja, żebyś zaakceptowała, że takie osoby są i ostatecznie, że ich istnienie nie powinno w tobie wzbudzać żalu”.
Mrs Treehouse pisze: „Osobiście mam to też do przepracowania”. Więc właśnie, miłe panie, bardzo ładnie żeście to powiedziały. Bardzo ładnie żeście to zaakceptowały. Zrozumiały i wyciągnęły wnioski. Mieliśmy Mobilka, który miał taką chęć do wybudzania innych, do przekonywania innych, do narzucania innym swoich poglądów. Pamiętajcie kochani, że roszczenia to jest poziom duszy dziecięcej. Narzucanie swojej woli i wykorzystywanie innych ludzi do swoich celów to jest poziom duszy młodej. Uczenie się empatii, współczucia, poczucia sprawiedliwości, walki o sprawiedliwość, o równość, ale też uczenie się tego na własnej skórze, to jest poziom duszy dojrzałej. Poziom duszy dojrzałej to już jest ten poziom, kiedy zaczynamy się wyrywać z bezkarnego kierownictwa naszej podświadomości. Kiedy zaczynamy dopuszczać do życia inne możliwości, inne aspekty, inne warianty, inne źródła informacji.
Więc jeżeli ktoś jest na poziomie duszy dziecięcej czy młodej i jeszcze nie dopuszcza innych scenariuszy, innych źródeł informacji, to jak chcecie z nim dyskutować, kiedy on widzi tylko i wyłącznie swoją jedyną prawdę i żadnej innej? Taka rozmowa, chyba że w kategoriach poprawienia sobie humoru, to wtedy ma jakiś sens. Natomiast w każdym innym wypadku nie ma sensu. I też tutaj, miłe panie, powiedziałyście o lekcji do przepracowania. Następnym poziomem świadomości jest świadomość stara, która już wie, że to doświadczenie drugiego człowieka jest mu do czegoś potrzebne. Jeżeli on nie przyjdzie i nie zapyta się, co zrobić, żeby nie wpakować się następnym razem w kłopoty, to nie jesteście w stanie, nawet nie macie prawa go przed tym doświadczeniem chronić. Czyli niestety świadomość, tak jak nasza dusza ma świadomość tego, że nie zrozumiemy pewnych rzeczy, jeżeli się nie sparzymy. Świadomość to jest też pozwolenie drugiemu człowiekowi na popełnienie błędu, na sparzenie się, na dostanie niestety czasami kopa w tyłek. Ponieważ bez tego kopa w tyłek drugi człowiek nie jest w stanie się otrząchnąć. Nie jest w stanie zrozumieć, że ta droga, którą idzie, jest nie to, że zła, tylko że nie przynosi efektów, jakich on by się spodziewał.
Więc to też dla was, miłe panie, jest wskazówka, że skoro takie osoby się w waszym życiu pojawiają, jeżeli takie osoby budzą tak duże wasze emocje, to jest to też wskazówka, że ten etap miłości do samego siebie, ale też szacunku dla drugiego człowieka, jeszcze nie jest do końca u was załatwiony. Jeszcze tkwi takie małe ziemskie ego: „Ja wiem lepiej. Ja cię przekonam. Moja prawda jest prawdziwsza i lepsiejsza od twojej”. Także jeszcze tam od czasu do czasu jakaś podświadomość się dobija i daje o sobie znać, że dajecie się wciągnąć w takie oczywiście nic niedające, przynajmniej niedające takich efektów, jak byście chcieli, chciały dyskusje i rozmowy. Marzenka pisze: „Aż się sama pokapowałam, że aż tak dobra nie jestem w te klocki, bo ktoś swoją wiedzą sprawił, że zabrakło mi słów”. To świetny trening. I Marzenka pisze: „Mrs Treehouse, wiem, że takie są. Już to przerabiałam, ale aż tak, dziś mnie to rozbiło prawie na części. Najlepiej jakbym usiadła i tylko patrzyła na te osoby, ale niestety tylko przez internet.
Jak starasz się dojść, to reagują agresją”. I znowu mnie się tutaj coś przewinęło. Marzenko, już wcześniej o tym mówiłem, to jest też kwestia miłości do samego siebie. Ale też takiej zwykłej ludzkiej logiki. Jak rozmawialiśmy o różnych poziomach świadomości, mówiłem: nie wykorzystujcie tego do oceniania.... ludzi, czyli klasyfikowania, kto jest gorszy, kto jest lepszy, bo jest niżej, bo jest wyżej. Natomiast nawet dzisiaj was namawiałem, że w sytuacjach życiowych zrozumienie poziomu świadomości drugiego człowieka. Świadomości, czyli tego duchowego rozwoju, czyli tego, na ile drugi człowiek dopuszcza do swojego życia inne prawo niż prawo Kalego, jest bardzo przydatne w takich sytuacjach. Właśnie po to, żeby zrozumieć, czy dyskusja w ogóle ma jakikolwiek sens. A jeżeli już podejmujecie taką dyskusję, to ze świadomością, z kim się mierzycie.
Z czym będziecie się musieli spotkać. Więc przez wielu ludzi oceniana jako bezużyteczna wiedza o duszy ma tak naprawdę bardzo przydatne funkcje życiowe. Ostatnio piesek zaczął szczekać i zobaczyłem, że tam na uliczce stoi dwóch panów, u których widać, że troszeczkę się gdzieś zagubili. Więc podszedłem do nich i zapytałem, czy w czymś mogę pomóc. Panowie mnie zapytali, czy czytam Biblię. Więc jak się domyślacie, miałem już świadomość, z kim bądź z czym za chwileczkę będę się musiał zmierzyć. Ponieważ miałem chwilę czasu, wyszedłem do panów porozmawiać i po pierwszych trzech, czterech zdaniach wiedziałem, z którym będzie można o czymś porozmawiać, a z którym nie. Świadomość tego, z czym się mierzymy, pozwala podejść na spokojnie i w pewnym sensie emocjonalnie przygotowanym do tego, co się będzie działo. A ty Marzenko pewnie byłaś troszeczkę zaskoczona tym. Pewnie nie miałaś jakoś za specjalnie wcześniej, ostatnimi czasy, z tego, co wnioskuję, takich przypadków.
I troszeczkę cię to pewnie zaskoczyło. Ale ja cały czas twierdzę, na ile cię poznałem, że to będzie na pewno lekcja, doświadczenie, z którego wyciągniesz jedyne słuszne wnioski. Miss Street House pisze: „No i właśnie nie powinno cię rozbić. Jestem przekonana, że Sławek ci to pięknie wyjaśni”. Ja się mądrzyć nie będę, bo mnie same pewne rzeczy rozbijają. Moja droga, oczywiście, że rozbijają. Natomiast ty się możesz mądrzyć, bo masz bardzo dużo wiedzy i doświadczeń, więc nie zostawiaj mnie tutaj samego. Marzenka kontynuuje swoje rozbicie i pisze: „A najgorsze, że nie tylko kobiety tak myślą”. Płeć tutaj nie ma znaczenia. Poziom świadomości jest przypisany i rzutuje tak samo na obydwie płcie, więc to tylko takie nasze podświadomościowe myślenie, że kobiety i mężczyźni to coś troszeczkę innego.
Poziom świadomości w obydwu przypadkach będzie cechował się tym samym. Marzenka pisze: „Ja wiem, wiem, jak powinnam zrobić. Dziwię się sama, jak dziś zareagowałam na to”. Widzisz, już wyciągnęłaś wnioski. „Że nadal mnie to mocno dotyka”. Inka pisze: „Marzenko, może miałaś niski cukier i dlatego tak zareagowałaś”. Proszę bardzo, zawsze jest jakieś wyjaśnienie, jak nie takie, to inne. Przepraszam, już wracam. Dobrze. Mam nadzieję, że moja odpowiedź była wyczerpująca.
Jak nie, to oczywiście Marzenko, jestem do dyspozycji. Cóż tutaj. Marzenka: „Dziś też zrozumiałam, że w tym temacie jeszcze dużo, dużo mam przed sobą”. Kochani, tak całkiem już poważnie. Ja Marzenkę poznałem z bardzo dużego poczucia humoru i dlatego też pozwalam sobie tutaj na takie żartobliwe troszeczkę podejście, bo myślę, że to też do ciebie Marzenko lepiej dotrze. Natomiast pamiętajcie, kochani, o jednej rzeczy. Będę o tym przypominał, że takie reakcje nasze na różnego rodzaju sytuacje, ludzi, reakcje emocjonalne, zwłaszcza takie, którym się później dziwimy z punktu widzenia czasu bądź z punktu widzenia naszej świadomości, są wytworem naszej podświadomości i często potrafimy je w pewnym sensie tłumić, czyli nie okazywać, kontrolować. One wtedy, w takich sytuacjach, kiedy jesteśmy mniej czujni, kiedy mniej to wszystko kontrolujemy, kiedy jesteśmy bardziej rozluźnieni albo już bardziej przekonani o tym, że mamy to dopracowane, potrafią w którymś momencie, tak jak Marzenko dzisiaj u ciebie, z powrotem wyskoczyć.A to świadczy o tym, że w twojej podświadomości nie nastąpiła transformacja, że ten wzorzec reagowania w ten sposób nie został zastąpiony innym. Że on tam cały czas gdzieś w zakamarkach, być może przysypany, uśpiony, ale cały czas jest. I po raz kolejny powiem, że samo kontrolowanie emocji to nie jest jeszcze ewolucja i transformacja.
To jest pewien sposób na funkcjonowanie, na przeżycie, na zapewnienie sobie jakiegoś okresu czasu życia w dobrych emocjach. Natomiast to nie jest coś, co jest naszym celem. Kiedyś ktoś powiedział, że poziom nauczenia języka obcego jest na bardzo dużym poziomie wtedy, kiedy zaczynamy myśleć w tym języku. Kiedy nie tylko potrafimy mówić w tym języku, ale zaczynamy myśleć w tym języku. Wtedy ten język staje się dla nas naturalny. Sportowcy mówią o tym, że najwyższy poziom umiejętności sportowych osiąga się wtedy, kiedy przestajemy już o tym myśleć, co mamy zrobić. Kiedy to wszystko staje się dla nas pewnego rodzaju odruchem. Dlatego ćwiczone pewne zachowania, pewne reakcje po to, żebyśmy nie musieli już o tym myśleć. I tak samo jest z naszymi reakcjami. Jeżeli w podświadomości zastąpimy już jeden negatywny wzorzec, który nam przeszkadza, czyli denerwowanie się na przykład na takie sytuacje, na takie osoby bądź sytuacje, w których ktoś nas potrafi zahuczeć swoimi argumentami, zakrzyczeć bądź w jakiś sposób zdominować i to budzi w nas konkretne reakcje.
Jeżeli ten wzorzec nie zostanie zastąpiony i będzie się pojawiał, to będzie nam przypominał, że właśnie celem jest zastąpienie tego wzorca. Nie uśpienie go, nie zasypanie go, tylko transformacja. Dobrze, tu się cofnę, bo się rozgadałem. Dużo przed sobą. Dobrze, Marzenka. Z wiekiem ludzie będą ci łatwiej. Będzie ci łatwiej zrozumieć wiele. A, Inka pisze. Z wiekiem będzie ci łatwiej zrozumieć wiele rzeczy i wielu ludzi. Ja myślę, że wiek to jest jedno, to jest ta nasza ziemska świadomość pozwalająca zachować dystans, ale myślę, że z wiekiem duszy również.
Czyli ze zwiększającą się świadomością łatwiej ci będzie do takich sytuacji podchodzić na przykład z uśmiechem na twarzy. Czego oczywiście ci z całego serca życzę. Marzenka pisze: myślicie i potraficie aż tak działać na siebie samemu, aby pozbawić się własnych schorzeń. Tutaj schorzeń jest w cudzysłowiu, więc co masz na myśli? Czy schorzenia takie fizyczne, czy schorzenia, Marzenko, takie emocjonalne? To wtedy ci odpowiem. Inka pisze: ja jestem im starsza, tym bardziej rozumiem. Ja uważam, że wiek tak. To, co powiedziałem, wiek to jest jeden aspekt, taki ziemski, ale jest też drugi taki aspekt świadomości. Ja, że tak powiem, byłem młodym człowiekiem, a już potrafiłem zrozumieć.
Także myślę, że poziom świadomości też bardzo dużo wnosi w takie sytuacje, w takie relacje. Kudłaty pisze: Inka, bardziej uszczypliwa jesteś panienko. Marzenka pisze jeszcze: kto z was tu słuchaczy to potrafi? Ja oczywiście, Marzenko, w dalszym ciągu pytam, o jakie schorzenia ci chodzi? Piszesz jeszcze: ja więcej rozumiem i nawet wiem, jakimi kategoriami ta osoba się posługuje, a mimo to mnie poniosło. Bo tak to właśnie działa. Tak działa właśnie podświadomość. To nie jest kwestia już naszej świadomości, tylko naszego odruchu reagowania płynącego z podświadomości. I dlatego powtórzę jeszcze raz, kwestia nie kontrolowania tego, tylko kwestia zmienienia tego we własnej podświadomości. Kudłaty pisze: ja czasem potrafię.
O! To, co Sławek właśnie mówi, wcielenie wiedzy w życie. Inka bardzo słusznie podpowiada: Marzenko, zadzwoń do Sławka. No właśnie, Marzenko, zadzwoń do mnie. Kudłaty pisze: wiedza to życie. Wiedza to życie. Życie to wiedza. Marzenka pisze: Inka i Kudłaty, wy się dzisiaj nie chichrajcie, bo ja nadal w szoku jestem, jak można takJak można tak? Można, Marzenko. Można.
Przecież wiesz dokładnie, że można. Sama powiedziałaś, że miałaś świadomość tego, że można. Więc można. Inka pisze: Marzenko, mnie to ani ona nie dziwi, ani twoja reakcja. Kudłaty troszeczkę zmienił temat. Wiedza może być w pigułce, a życie? Życie w pigułce. Niektórzy tak myślą, że ich życie jest oparte na pigułkach, ale myślę, że o tym aspekcie nie chcemy rozmawiać. Marzenka pisze: Inko, ja też myślałam, że mnie mało co zgniecie, ale... No widzisz, jak zaczynasz myśleć o tym, że już cię mało co zgniecie, to natychmiast dostajesz możliwość przekonania się o tym.
To jest to, o czym już rozmawialiśmy. O świadomym myśleniu, o naszych intencjach. Jak trzeba uważać, co się mówi, bo często produkujemy w swoich emocjach, w swoich słowach, w swoich czasami nieraz luźno wypowiedzianych zdaniach, czasami sami sobie produkujemy doświadczenia. Na przykład właśnie takimi stwierdzeniami: a mnie to już kurde mało co na tym świecie dziwi, co napisała Inka. Mnie coraz mniej dziwi na tym świecie, taka jestem już stara. I to są właśnie często, Inko, Marzenko oraz pozostali słuchacze, takie nasze afirmacje. Takie nasze rzucane w eter prośby o to, żeby to sprawdzić. Trochę jak w pokera. Mamy jakąś tam kartę, jesteśmy pewni, że to jest wygrana i ktoś mówi: sprawdzam. I często właśnie też nasza dusza ma w tym udział.
Okej, to sprawdźmy. Przekonajmy się w rzeczywistości, czy tak jest. Także uważajcie dziewczyny, żebyśmy za tydzień tutaj, Inko, od ciebie nie dostali jakiejś informacji, że ty też spotkałaś na swojej drodze jakichś tam testerów. Tutaj dziewczyny rozmawiają na temat swoich reakcji oraz swojego wieku, więc ten temat grzecznie i kulturalnie ominę. Inka pisze do Marzenki: reakcja zależy też od tego, czy masz dobry dzień, czy zły dzień. Więc właśnie, na czym polega ten dobry dzień czy zły dzień? Zastanawialiście się nad tym, na czym polega mieć dobry dzień albo zły dzień? U mnie to wygląda w ten sposób, że jak się zajmuję tak bardzo mocno ziemskimi obowiązkami, ziemskimi sprawami, to bardzo mocno uruchamiam swoją podświadomość. Zapędzam ją do działania, bo w tej podświadomości mam zarejestrowanych mnóstwo takich, może nie odruchów, ale takich funkcji, które w życiu zawodowym, życiu codziennym są mi bardzo przydatne. I ta podświadomość uruchamia się w całej swojej okazałości.
Mówi: dobra, dawaj, szalej, bo gonimy. I w tym momencie tak jakby moja duszyczka mówi: okej, Sławek uruchomił tryb zadaniowy, więc trzeba mu pozwolić działać. I po takich kilku, kilkunastu godzinach działań stricte w sferach ziemskich, siadam sobie wieczorkiem i mówię: okej, to teraz bym na przykład się zastanowił nad jakimś wątkiem, na który rano mi zbrakło czasu. I w tym momencie podświadomość nie odpuszcza i mówi: a jeszcze jutro muszę zrobić to. Ja mówię: dobra, okej, ale to będzie jutro. Teraz rozmawiamy sobie tutaj na inne tematy. I czasami tam dwa, trzy razy muszę sobie to gdzieś tam poukładać i dopiero za chwilę gdzieś tam przechodzę na te tryby bardziej duchowe. Natomiast jak jestem na tym trybie, tak mówię, podświadomości, to wtedy takie sytuacje, o których piszecie, bardzo często mogą się pojawić. Mam wtedy taki gorszy dzień, ponieważ działam podświadomością. To kierowanie się tą miłością i tymi wszystkimi rzeczami, o których mówimy, na chwilę zostaje gdzieś tam tak jakby odstawione na bok i później w ciągu dnia muszę gdzieś tam sfolgować, mówić: o, Sławek, troszeczkę się zagalopowałeś.
Więc pomyślcie, czy ten gorszy dzień to nie jest ten dzień, kiedy uruchamiamy mocniej swoją podświadomość i dajemy jej bezkrytycznie rządzić. A te lepsze dni to są wtedy, kiedy troszeczkę zaczynamy dopuszczać tą naszą duszę, tą miłość, tą świadomość do głosu. Dobrze. Marzenka pisze: tylko że takMarzenka pisze: „Nawet mnie nie zdziwi. Źle to ujęłam, tylko że tak mogą być mocno zaprogramowani, ale już nie wiem, jak to nazwać i wierzyć w to bez końca i walczyć wręcz za to”. Marzenko, walka zawsze powoduje, że są ofiary, a najczęściej tych ofiar jest więcej niż jedna. Kudłaty też odpowiada Marzence: „Czasami wydaje się, że jesteśmy na innym poziomie już dawno, a nagle wyłazi coś odmrożonego spod kamienia. Jeszcze nie raz coś cię zaskoczy, dziewczyno”. Niestety, Kudłaty, zgadzam się. Nieraz wydaje nam się, że już mamy wszystko poogarniane.
Ja już miałem kilka takich sytuacji w życiu, że już wydawało mi się, że poczyściłem wszystko, a jeszcze gdzieś tam za jakiś czas coś tam wylazło. Zwłaszcza że pamiętajcie, że podświadomość pracuje cały czas i ona też cały czas gdzieś się, mimo wszystko, mimo wieku, o którym tutaj wszyscy mówicie i mówimy, też się cały czas rozwija. Marzenka tutaj prostuje Kudłaty: „Ja nie mówię, że jestem gdzieś tam”. Nie. Tutaj wątek z przekomarzaniem się pań, która ma zadzwonić. Obydwie możecie zadzwonić. To nie ma tak, że tylko jedna może zadzwonić. Obydwie możecie zadzwonić. Najpierw jedna, później druga. Tak że śmiało, moje panie.
Inka się śmieje, że nie ma z czym, a o Kudłatym nie chce mówić. Kudłaty też może zadzwonić. Dobra. Dziewczyny, nie prowokujcie tutaj, bo tu jakieś pytania są, kto jest młodszy, kto jest starszy. Nie wiem. Słuchajcie, czy jestem młodszy, czy starszy, możecie się przekonać wchodząc na mojego Facebooka. Możecie też się przekonać wchodząc na moją stronę poświęconą książce. Tam też jest mój wiek. Jak wyglądam, możecie zobaczyć wchodząc na mój kanał na YouTubie, więc myślę, że dla tych, których to jakoś tam interesuje, to jest problem do rozwiązania, w przeciwieństwie do mnie. Marzenka pisze: „Sławek, dodaj sobie dychę czy dwie”.
Nie wiem, do czego mam sobie dodać. Inka pisze i bardzo słusznie: „Dlaczego ty nie zadzwonisz pogadać o swojej reakcji na tą bzdurę? Bo to nic nie wniesie, bo tak zawsze będzie”. Marzenko, do momentu, dopóki będziesz w to wierzyła, to faktycznie jakakolwiek zmiana nie jest istotna. Takie stwierdzenia blokują jakąkolwiek zmianę. I one też, skoro już dzisiaj jakieś tam doświadczenie miałaś, to dorzucę ci teraz następne. Po takim stwierdzeniu blokujesz też możliwość uruchomienia miłości do samej siebie w tej dziedzinie. Sama już jakby ją wykluczyłaś na samym początku. Więc najprawdopodobniej to doświadczenie będzie co jakiś czas wracać. Ale to już oczywiście masz świadomość tego i już będziesz na to przygotowana, nie?
Dobrze, tutaj się znowu coś pojawiło, ale widzę też, pojawiły nam się nowi słuchacze, z czego bardzo się cieszę. Nowi jak nowi. Emobilek się pojawił: „Trochę na psocę, ale kto pamięta reklamy telewizyjne Telekomunikacja Polska Serce i Rozum? A moje pytanie do Sławka: Sławku, czym się kierujesz? Sercem czy rozumem? Mam nadzieję, że nie obraziłeś się tym pytaniem”. Pamiętam tamte reklamy, aczkolwiek chyba tylko tak zajawkowo. Nie ukrywam, że budziły dużo mojej może radości, wesołości. Tak, ktoś miał fajny pomysł jak na tamte czasy. Czym się kieruję?
Sercem czy rozumem? Dobre pytanie. W kontekście reklam ci nie odpowiem, ale w kontekście życia czasami tym, czasami tym. Bo nie zawsze serce i ta intuicja jest w stanie na wszystkie pytania dać odpowiedź. A poza tym nie zawsze używanie serca do podejmowania decyzji jest korzystne, na przykład podczas jazdy samochodem lepiej kierować się rozumem i podświadomością niż sercem. Aczkolwiek powiem wam szczerze, że kierowanie się sercem podczas jazdy samochodem też przynosi bardzo fajne rezultaty. Miałem takie sytuacje, kiedy zapadałem bardzo głęboko w swoje przemyślenia jadąc samochodem. Robiąc to na przykład w korku, jadąc w korku i oddając się tak swoim przemyśleniom, dojeżdżałem na przykład na miejsce docelowe, nie wiedząc, jak to się stało. Więc myślę, że tutaj było jakieś połączenie serca i rozumu oraz wszelkich moich zmysłów. Troszeczkę się tego wystraszyłem, zwłaszcza podczas jazdy samochodem, więc staram się tego nie robić, ale miałem takie sytuacje, więc to może z tym samochodem nie do końca było.Dobry przykład.
Mobil pisze: Jak ja lubiłem kiedyś oglądać reklamy. Teraz to już się nie da oglądać. Wszystko zrobione na siłę, bez sensu i tylko dla zysku, a nie żeby rozbawić i nauczać. Ja pamiętam jeszcze takie pierwsze reklamy z Prusa kolepem, z Baltona, z zestawem do telewizji satelitarnej i powiem ci szczerze, dzisiaj one mnie bawią. Natomiast wtedy z nauką i rozbawianiem nie miały nic wspólnego, natomiast na pewno były zrobione bardzo mocno na siłę i na pewno dla kasy. Także to, co się dzieje teraz w porównaniu z tym, co się działo z reklamami kiedyś, to uwierz mi, i tak dzisiaj, w obecnych czasach jest to ubrane w bardzo eleganckie białe rękawiczki. Witaj Jubi. To ciekawe z tym uwięzieniem duszy. Ma to jakiś sens, ale Sławek ma chyba rację z tym ograniczeniem, czyli jednym słowem jakaś dziwna gra i zabawa. Cieszę się Jubi, że tak trochę się zgadzamy.
Też mnie zastrzeliło to pytanie i to było takie pierwsze odczucie, ale faktycznie pytanie jest dobre i pewnie poświęcę temu jakiś czas w swoim życiu, żeby bardziej się w ten temat zagłębić. Mobil pisze: przyczyną uwięzienia duszy jest szeroka, najczęściej to wpadnięcie w niskie i toksyczne wibracje, które działają na duszę paraliżująco. Najważniejsze to starać trzymać równowagę i czujność oraz kumulację. Moim zdaniem to nie jest uwięzienie, to jest po prostu kolejne stadium doświadczeń, być może już zupełnie niepotrzebnych, a może nawet potrzebnych. Ale myślę, że to nie o takie uwięzienie tutaj chodziło. Jubi pisze: Inka, na ziemi jest i Islam, a Marzenka pisze: Co do piekła to piekła nie ma. Po prostu można wszystko i od nas zależy co chcemy. No tak, ale jak nie chcemy piekła na przykład dla siebie, to często możemy stworzyć piekło drugiemu człowiekowi. Więc czasami to piekło na ziemi jest, ale niekoniecznie stworzone przez nas dla nas, ale często stworzone przez nas dla innych. Mobil pisze: Osoby o słabej psychice i świadomości są bardziej narażeni na uwięzienie.
Sytuacja na tyle się komplikuje, że osoby dobre, z otwartym umysłem padają ofiarami niskich wibracji. Trzeba po prostu mieć własne zasady, moralność, empatię i tak dalej. Umiejętnie kontrolować granice, a co najważniejsze kierować się intuicją. Dużo rzeczy tutaj poruszyłeś i nie ze wszystkim się z tobą zgadzam Mobilku, jak zwykle zresztą. Ale masz moim zdaniem sporo racji. Trzymanie się pewnych zasad. Tutaj własne zasady to jest takie bardzo szerokie pojęcie i bardzo niedoprecyzowane. Własne zasady nie znaczy mądre zasady, nie znaczy słuszne zasady, nie znaczy uniwersalne zasady i tak dalej. Więc własne jest takim pojęciem bardzo ogólnym. 035: Co ma charakter do genetycznej choroby?
Panie Sławku, z tym DNA coś mi tu ciemnotą zalatuje. Nie mylmy nawyków z DNA. Ja powiem tak, oczywiście zgadzam się, nie uważam się tu za specjalistę od DNA i nie zamierzam się tutaj lansować na jakiegoś znawcę tego tematu. Od razu powiedziałem. Tak jak ja być może nie rozumiem pewnych rzeczy odnośnie DNA, zasad i całego tego mechanizmu, tak to, o czym ja powiedziałem, działa również w drugą stronę. Często dla ludzi jest wymówką ich lenistwa, wygodnictwa albo jakichś tam innych rzeczy. Ja powiedziałem o charakterze właśnie w tym kontekście, że skoro przenosimy, tak jak mówiłem, pewne nawyki emocjonalne ze swojego środowiska, ze swojej rodziny, czego naturalną konsekwencją, o czym być może nie zgadzamy się w tej kwestii. Natomiast ja uważam, że stany emocjonalne, że choroby fizyczne, choroby, które znajdują objawienie w naszym ciele fizycznym, najczęściej mają swoje podłoże w blokadach energetycznych wynikających na tle emocjonalnym.Więc jeżeli idziemy tym tropem, to nawyki emocjonalne przeniesione z domu rodzinnego będą skutkowały bardzo często tą samą bądź podobną chorobą. I gdyby człowiek się nad tym troszeczkę zastanowił i gdyby nie szukał wytłumaczenia, że to na pewno DNA, to być może zdołałby uniknąć choroby, zmieniając swoje nawyki emocjonalne. O tym tylko mówiłem.
Natomiast co wynika z DNA, co gdzieś tam jest zapisane, to być może jest zapisane, tak, ale nie zwalajmy też wszystkiego na DNA. Jubi pisze: „Sławku, wymówka zawsze się jakaś znajdzie”. Więc właśnie, w myśl zasady: jak chcesz psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie. Jubi pisze: „Tak jak kiedyś obiecałem, retransmisja leci w Radio Dream Time”, czyli w twoim radyjku, kochany. „Jest już na stałe wpisana w ramówkę”. Powiem tak: bardzo się cieszę. Oczywiście, że bardzo się cieszę i bardzo ci dziękuję. Kontynuacja tutaj, 035 pisze: „Nawyki żywieniowe można zmieniać, a DNA raczej nie tak do końca się da zmieniać. Można naprawiać trochę”. To znaczy spróbować naprawiać.
Nawyki z DNA mają wspólne jedno. Może jedno i drugie jest trochę algorytmem. Nie będę się tutaj silił na jakieś mądrości związane z DNA, bo też nie tym tematem się zajmuję. Natomiast w myśl zasady: spójrzmy na to pod różnym kątem i być może wtedy dostrzeżemy szersze pasmo dotyczące naszego życia i zagadnień się w nim pojawiających. Dobrze. I co my tutaj jeszcze mamy z ciekawych komentarzy? Nawet jest ciekawe. Coś mi się tutaj przewinęło, panie Mareczku. Przepraszam was, kochani. Dobra, chyba udało mi się wrócić do tego, o czym mówiliśmy.
Emobil pisze: „Logika nie zawsze gwarantuje bezpieczeństwo duszy. Najlepszym strażnikiem jest intuicja”. Nie wiem, w jakie tematy my tutaj wchodzimy, ale jak pewnie ustaliliśmy i co do tego się pewnie zgadzamy, że intuicja jest naturalną drogą komunikacji z duszą, więc najprawdopodobniej jest w tym sporo racji. Marzenka pisze: „Sławku, masz rację, tylko ja muszę to sama ogarnąć, mimo że wiem, że tak jest. Ja wiem dlaczego. Ja to ogarniam, ale mimo to mnie nadal denerwuje, jak ktoś w moim kręgu się znajdzie i jeszcze muszę więcej się ogarnąć. Jeszcze nie potrafię siebie ogarnąć ot co. Są dni, że potrafię, a są dni jak dziś, że mnie to mocno uderza. Może to, że sama miałam ostatnio słabe dni”. Marzenko, ja cię całkowicie rozumiem.
Ja oczywiście pozwoliłem sobie na żarty, ponieważ już poznałem też twoją radosną naturę i myślę, że też taki sposób sprawi ci większą przyjemność. Ja mam świadomość, że ja nic za ciebie nie zrobię, chociaż bardzo bym chciał. Są takie sytuacje, że czy za ciebie, czy za kogoś innego z chęcią bym to zrobił, ponieważ na przykład widząc, że ktoś ma z tym problem, z chęcią bym powiedział: „Okej, to ja za ciebie na przykład tą sprawę załatwię, bo dla mnie to nie jest problem”. Kiedyś tak robiłem, ale wiem, że to nie spowoduje tego, że ty będziesz to potrafiła. Więc ja mam świadomość, że musisz to zrobić sama i że tylko wtedy to będzie skutkowało jakąś wiedzą i jakąś umiejętnością, którą posiądziesz na czas dłuższy. Więc ja trzymam oczywiście kciuki. Wiesz dobrze, jestem do dyspozycji, gdybym mógł w jakiś sposób pomóc albo chociażby wesprzeć dobrym słowem, to oczywiście jestem. Wiesz, jak mnie znaleźć. Mobil pisze: „Marzenka, żeby mieć lepsze kontakty z ludźmi w szerszym kręgu, trzeba ograniczyć pewność siebie, ego. Świadomością penetrować duszę osoby, z którą chcesz nawiązać kontakt i wysyłać ich w kierunku pozytywną energią”.
Ja tutaj się z tobą, Mobilku, jak zwykle nie zgodzę. Kochani, przepraszam was na sekundę, muszę coś zrobić z moim paleniskiem, ale już do was wracam.Już do was wracam. Emobilku, z tobą się oczywiście nie zgodzę, przynajmniej w formie tego, co napisałeś. A dokładnie tego, co dotyczy penetrowania świadomością czyjejś duszy. Penetrować duszę osoby, z którą chcesz nawiązać kontakt i wysyłać w jej kierunku pozytywną energię. Warunek musi działać w obu kierunkach. Nie tylko ty musisz to zrobić, ale osoba, z którą chcesz nawiązać kontakt, nie może być obciążona toksyczną energią, fałszywym programem umysłu. Emobilku, my tutaj wchodzimy na etap, który nie jest w większości przypadków tutaj na Ziemi możliwy. Myślę, że to, o czym ty piszesz, jest naszą przyszłością, być może nawet niedaleką. Natomiast przy tej różnicy poziomów świadomości, który jeszcze na Ziemi funkcjonuje, ten warunek, o którym ty piszesz, musi działać w obu kierunkach.
Ty musisz zrobić to samo, ale osoba, z którą chcesz nawiązać kontakt, nie może być obciążona toksyczną energią. Gdyby taka sytuacja była możliwa, cała historia Marzenki nie pojawiłaby się dzisiaj w ogóle tutaj w naszej audycji, bo do takiej sytuacji by nie doszło. Do tej sytuacji doszło właśnie ze względu na różnicę poziomów świadomości, czyli obciążenia, tak jak ty to nazwałeś, toksyczną energią czy fałszywym programem umysłu. Okej, fajne jest to, co piszesz. Ma to fajny sens i na pewno przyszłość, ale jeszcze nie teraz, więc ciężko byłoby oczekiwać takich rozwiązań od ludzi, którzy w ogóle nie mają świadomości posiadania świadomości. Marzenka pisze: „Moje ego jest, jak wiesz, Emobil, jeszcze w normie. Jest, tak myślę, i penetrować żadnej innej duszyczki nie chce”. Dobrze. Cieszę się bardzo, Marzenko. Kamień spadł mi z serca.
„W moim przypadku było to talnie werbalnie, bo na poziomie duszy czy jakimkolwiek innym nie było mowy”. Właśnie, ponieważ ten warunek, o którym nawet Emobil wspomniał, był po prostu niemożliwy do zrealizowania. Marzenka pisze: „Mam tylko nadzieję, że każdy z was miewał takie problemy jak ja”. Oczywiście, że tak, Marzenko. Myślę, że tego się tak naprawdę nie da do końca chyba wyeliminować. Znam siebie z przeróżnych historii, z przeróżnych sytuacji, ale nie powiem wam, że nigdy w życiu nie spotkam się z takim problemem, Marzenko, jak ty piszesz. Nie wiem. Być może pojawi się ktoś bądź coś, co będzie w stanie zadziałać na mnie i żeby się powiedzieć na 100%, że ja w takiej sytuacji czegoś nie zrobię, to trzeba taką sytuację po prostu przeżyć. A jakie sytuacje jeszcze przyjdzie nam w życiu przeżyć? Tego tak naprawdę nie jesteśmy w stanie chyba do końca przewidzieć.
Emobil pisze: „Każdy z nas traci tor jazdy i trafiamy w różne przeszkody i potrzebujemy czasu, żeby się zrehabilitować i wyciągnąć wnioski i jechać dalej do przodu”. Dokładnie tak. To jest trochę tak: żaden sportowiec nie mógłby powiedzieć, że jest mistrzem, gdyby nie pokonywał czy nie osiągał coraz lepszych rezultatów. Gdyby skoczek narciarski jeździł po płaskiej ziemi, nie mógłby powiedzieć, że jest mistrzem w skokach, nie pokonując jakichś przeszkód, nie osiągając coraz większych rezultatów. Im większa przeszkoda, którą gdzieś tam pokonamy, tym większa satysfakcja i później wiara w samego siebie i zaufanie do samego siebie, że sobie z takimi sytuacjami potrafimy radzić. Chociaż ja nie lubię tego określenia „radzić”, ale powiedzmy, że na tą chwilę będzie tak. Marzenka pisze: „Sławku, ja już dziś wyciągnęłam ten wniosek”. I bardzo się cieszę, chociaż nie wiem jaki. Ale sądząc po twojej buźce, jesteś zadowolona, więc i ja się cieszę razem z tobą. Emobil pisze: „Marzenka, po prostu musisz wierzyć w siebie i mieć plan jazdy, czyli priorytety i cele do zdobycia”.
Pozwalaj sobie, Sławku. Dziękuję ci bardzo. Teraz już nie będę miał żadnych hamulców w takim razie. Witaj, Adamie. Witaj, niestety z doskoku, ale przynajmniej na jubileusz. Słuchaj, torta nie było, więc niewiele straciłeś.Ale może na setkę jakieś sto lat chociaż będzie, więc wszystko jeszcze, mój drogi, przed nami. Jestem przekonany, że odsłuchasz audycję od początku, bo trochę pozwoliłem sobie dzisiaj o tobie tutaj porozmawiać i ciebie zacytować, więc cieszę się, że mogłem cię ostrzec na antenie, zanim zasiądziesz do odsłuchiwania audycji. Mobil pisze: „Zdaję sobie sprawę, że na tym łez padole”. Przepraszam, że się tak śmieję, ale widzę, że ty już, mój drogi, wchodzisz tutaj w to swoje czarnowidztwo. „Zdaję sobie sprawę, że na tym łez padole ciężko się odnaleźć, ale żeby być spełnionym trzeba głęboko wierzyć najpierw w siebie, a potem w innych”.
Ja myślę, że dużo prostsze to wszystko by było, gdyby po prostu ludzie tylko wierzyli sami w siebie. Myślę, że problem wierzenia w nich nie byłby już w ogóle, nie byłoby potrzeby go poruszać. Też tak myślę, że gdyby wszyscy ludzie na przykład jutro wstali i kochali samych siebie, to problem kochania innych też przestałby istnieć. Marzenka pisze: „Sławku, wiem, ja ostatnio jestem właśnie na etapie, o którym mówisz. Cofnęłam się mocno”. Marzenko, ja nie sądzę, że to jest cofnięcie. Nawet ostatnio z takim swoim kolegą rozmawiałem o tym, że on właśnie chciałby się cofnąć do tego etapu braku świadomości innych ludzi, empatii, rozumienia, myślenia o innych, brania pod uwagę innych, po prostu bycia egoistą bez świadomości. Ja o takich stanach emocjonalnych też wielokroć w swoim życiu już marzyłem, ale z tego, co wiem, to się nie da. Więc nie sądzę, że się cofnęłaś. Myślę, że być może pojawiły się jakieś dylematy na skutek jakichś tam sytuacji życiowych.
Pewnie niezbyt przyjemnych i może też jakaś tam wiara w to, w co do tej pory wierzyłaś, byłaś przekonana, po prostu gdzieś się lekko zachwiała i stąd może takie twoje samopoczucie. Ale jestem przekonany, że wszystko wróci do normy. Do tej twojej normy, takiej pozytywnej normy. Marzenka pisze: „Jasne, że są wynikiem poziomu świadomości”. Rozumiem, że chodzi o te kontakty. „Ach, tak po czasie to sama słucham, że taka pierdoła mną dziś wstrząsnęła. Ale jak słucham Sławka i was, to już mi lepiej”. No to dobrze. Cieszymy się tym, że jest ci lepiej, bo to miło usłyszeć, że na skutek naszego gadania, kochani, komuś się zrobiło lepiej. To jest właśnie dać komuś szczęście albo taką chociaż namiastkę szczęścia, poprawić mu delikatnie nastrój.
To są właśnie objawy miłości. Marzenka pisze jeszcze: „Bo może też ja sama sobie muszę z tym”. Musisz, nie musisz. Oczywiście wiesz, że zawsze masz wybór, ale fajnie by było, gdybyś chciała. A jeżeli z nami jest jakoś lżej, to tym bardziej mi osobiście przynajmniej, a myślę, że też słuchaczom miło. „Wiem, że powinnam sobie sama z tym poradzić, ale nadal mam coś, nie wiem, z kimś porozmawiać”. Zawsze jest fajnie i na pewno też mile, jeżeli mamy przed kim pozbyć się emocji. Tych, które są dla nas niezbyt fajne, bo wypowiedzieć emocje to tak, jakby je uwolnić. Więc rozmowa jest jak najbardziej wskazana. To zawsze pomaga.
Co my tutaj mamy? Marzenka jeszcze pisze: „Zawsze mogę wymówkę poszukać”. No właśnie. „Trzy tygodnie z marmi tatko. Mama w psychicznej rozsypce i taką oto wymówkę znalazłam”. No widzisz, tak coś czułem, moja droga, że coś się musiało wydarzyć. Oczywiście bardzo ci współczuję. To są zawsze sytuacje, w których musi się pojawić seria pytań: dlaczego? Po co? Czy mogło być inaczej?
I to są też sytuacje, w których to, co mówiłem wcześniej, zupełnie nie wiedząc o tym, co tu się tak naprawdę wydarzyło, to są zawsze rzeczy, w których to, w co wierzymy, podlega takiej delikatnej weryfikacji. Ale zawsze to się odbywa na zasadzie tąpnięcia, bo co innego wiedzieć, co innego rozumieć, a trochę co innego próbować toWprowadzić w życie w poczuciu straty bliskiej osoby, żalu, poczucia osamotnienia i też uczestniczenia w tych wszystkich negatywnych emocjach, które w takich sytuacjach bardzo często nas otaczają. Ale na tyle, na ile cię poznałem, na pewno dasz sobie radę. Właśnie piszesz o tym dokładnie, tą swoją całą miłością nie jesteś w stanie komuś załatwić czegoś tam. Kochani, pamiętajcie, że powiem to przy okazji tej sytuacji. Marzenko, wybacz mi, jeżeli to będzie zbyt osobiste, ale tak, bardzo chcielibyśmy uchylić świata i dać szczęście osobom, na których nam zależy. Natomiast pamiętajcie, że dlatego miłość do samego siebie jest tak ważna, ponieważ negatywne emocje, które często towarzyszą ludziom, które później skutkują blokadami energetycznymi, które później przekładają się na różnego rodzaju choroby i które później, summa summarum, kończą się bardzo często śmiercią, są wyborem innej osoby. Oczywiście, jeżeli to nie my jesteśmy jakimś problemem życiowym drugiej osoby, jeżeli to nie my zatruwamy mu życie, a on to życie negatywnymi emocjami, brakiem miłości do samego siebie zatruwa je sobie sam, to nie jesteśmy w stanie nic mu załatwić ani nic dla niego zrobić. Bo tylko dana osoba przez zmianę swojego sposobu myślenia, przez zmianę sposobu patrzenia, przez naukę kochania samego siebie może naprawić swój świat emocjonalny. Wiem, że to jest straszne z naszego punktu widzenia, bo chcielibyśmy jak najlepiej dla danej osoby.
Ale pamiętajcie, powtórzę jeszcze raz, że choroba, która wynika z jakiegoś emocjonalnego wzorca nastawienia, jest wyborem innej osoby i z tym wyborem nie jesteśmy w stanie nic zrobić. To jest też świadome. Przykre, ale świadome. Mobilek tutaj składa wyrazy współczucia. Ja się oczywiście do tego dołączam. Zresztą myślę, że nie tylko ja. Oczywiście jak chcesz porozmawiać, to wiesz, że jestem dla ciebie. Marzenka pisze, zresztą pan Mobilek złożył tą samą deklarację. Marzenka pisze: „Właśnie, Sławku, zawsze coś tam wylezie, mimo tego, że myślisz, że jest okej”. Pewnie.
Czy jest okej? Przekonamy się już tak naprawdę po zakończeniu tej przygody aktualnej, na ile było okej. A te takie drobne przeciwności życiowe pozwalają właśnie się nad tym od czasu do czasu jeszcze zastanowić, zanim popadniemy w hurraoptymizm i nadmierne przekonanie o swojej doskonałości. Marzenka pisze już bardziej z optymistycznym akcentem: „Torta ni ma, ale tutaj nie wiem, tych zerna stawiałaś, że nie wiem ile lat i niech się dzieje jak sobie wymarzysz, Sławku”. Dziękuję bardzo i oczywiście moim marzeniem jest to, żeby również wasze marzenia, tylko już te bardzo świadome i te dobre dla was się spełniały. Nie tylko te marzenia, z których sobie nie zdajecie sprawy, tylko te świadome i dobre dla was, te, których tak naprawdę świadomie pragniecie. Marzenka pisze, że jeszcze aż tak bardzo na dzisiaj to nie chce, więc skoro nie dzisiaj, to oczywiście, kiedy będziesz miała ochotę. Marzenka jeszcze pisze: „To są sytuacje, które cię na kolana powalają, mimo tego, co wiesz. Ja wiem, ale mimo to nawet bym napisała głupie tylko, że padnę inną osobę. Przepraszam, się popłakałam”.
Łzy są też sposobem wylewania emocji, wyrażania tych emocji i pozbywania się tych emocji. Ja uważam, że jest to i tak jedna z bezpieczniejszych form pozbywania się żalu i zdecydowanie lepsza niż trzymanie tego żalu w sobie, noszenie go w sobie i przeżywanie. Więc ja wam powiem, ja się nie wstydzę tego, że wiele razy w swoim życiu płakałem i na pewno jeszcze wiele razy zapłaczę. Mam nadzieję, że tym razem i teraz już tylko ze szczęścia, z radości bądź z radości innych ludzi, bo to też wywołuje we mnie stany wzruszenia. Zresztą kończąc tą audycję, bo tak myślę, że warto by się było już powolutku żegnać.To właśnie z okazji dzisiejszej audycji i z okazji tego wszystkiego, o czym żeśmy rozmawiali, to właśnie takich łez chciałem wam życzyć. Sobie również. Łez wzruszenia, łez radości, łez płynących z przeżywania radości innych osób. I w zasadzie tylko takich łez wam życzę. Ale widzę, że pojawiło się jeszcze kilka komentarzy, więc życzenia oczywiście moje są aktualne, ale jeszcze przeczytam to, co się tutaj pojawiło. Inka pisze: „Marzenko, jesteś jeszcze?” Mobil pisze: „Marzenko, nie masz za co kogokolwiek przepraszać.
To ty jesteś w cierpieniu i masz do tego prawo. Bardzo mi przykro z powodu śmierci twojego taty. Przeżyłam już śmierć rodziców. Znam ten ból”. Mobil pisze: „Proszę, nie obwiniaj się o wszystko, bo to nie jest w żaden sposób twoja wina”. Prawda też jest taka, moi kochani, i patrząc też, szukając pozytywów, to ja mogę powiedzieć, że czuję się dumny, że zechciałaś nam o tym powiedzieć, bo jednak to są bardzo osobiste sprawy i nie każdemu, i nie przed każdym chcemy się otwierać, bo często nie mamy zaufania do tego, jak zostanie to odebrane, przyjęte i czy przypadkiem zamiast jakichś tam słów otuchy, pocieszenia nie zostaniemy jeszcze bardziej skrzywdzeni czyimiś opiniami, czyimiś komentarzami. A prawda też jest taka, że w takich sytuacjach, co teraz też stało się jasne, jesteśmy dużo bardziej wrażliwi i podatni na ataki innych. I dlatego dzisiejsza sytuacja stała się też bardziej zrozumiała, ponieważ człowiek w takich emocjach z ziemskiego punktu widzenia okazuje w pewnym sensie taką słabość, ponieważ otwiera się, bardzo się otwiera emocjonalnie, jest taką dość otwartą kartą i wtedy bardzo łatwo go jest skrzywdzić. Także dzisiejsze też to, o czym mówiłaś, o swoim zdenerwowaniu czy tam całej tej sytuacji, która cię wyprowadziła z równowagi w kontekście tego, co napisałaś na sam koniec, staje się dużo bardziej zrozumiałe. No dobrze, kochani, nie będę was mordował.
Dziękuję wam za dzisiejszy wieczór i wcale nie uważam, że ta końcówka audycji była w jakiś sposób smutna czy przygnębiająca. Wprost przeciwnie. Każdy z nas przez to przechodził, przechodzi bądź będzie przechodził. Więc taka jest po prostu kolej losu, kolej życia i naturalną konsekwencją życia jest śmierć. I też jest to pewnego rodzaju świadomość. A przecież tego cały czas staramy się uczyć i też zrozumieć, tak? A poza tym to jest zawsze też taka chwila do refleksji. Pamiętajcie, że śmierć bliskiej nam osoby jest też dobrym momentem do tego, żeby samemu sobie zadać takie pytanie, czy ja aby nie idę tą samą drogą? Czy ja jestem mądrzejszy, żeby moje życie potoczyło się trochę inaczej, trochę lepiej, trochę dłużej, trochę szczęśliwiej? To jest zawsze też dobry moment do tego, żeby właśnie takie pytanie sobie zadać: co ja robię ze swoim życiem?
I samych pozytywnych odpowiedzi na to pytanie wszystkim wam, kochani, życzę. I również życzę sobie. I też obiecuję, że nad tym pytaniem również i ja się w tym tygodniu pochylę i może nawet za tydzień powiem wam, do jakich wniosków doszedłem. Dziękuję wam, kochani, za dzisiaj bardzo, bardzo serdecznie. Ściskam was bardzo mocno. Marzenko, ciebie w sposób taki specjalny. Oczywiście pamiętaj, jestem. Zresztą dla was również, kochani. Gdybyście mieli jakieś tam dylematy, pytania czy coś, zapraszam. A póki co życzę wam szczęśliwego, udanego, radosnego i niezapomnianego w radości zbliżającego się tygodnia.
Wszystkiego dobrego. Dobrej nocy, trzymajcie się cieplutko i do usłyszenia za tydzień. Pa, pa.
[02:44:31] - A mówił te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Jak zawsze tradycyjnie zachęcamy wszystkich, nie tylko moli książkowych, ale również wszystkich, którzy chcą zgłębić swoją wiedzę na tematy świadomościowe, poszukać jakichś ciekawych spostrzeżeń i tak dalej, do lektury książki pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. Zachęcamy także do polajkowania fanpage'a na Facebooku o tytule takim samym jak książka „Czy można oszukać przeznaczenie?” No i do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube, który dla odmiany nazywa się tak jak nasza audycja „Świat oczami duszy”, bo tam również „Świat oczami duszy” funkcjonuje także w wersji wideo. Trochę innej niż audycja, ale też ciekawej. Także zachęcamy do subskrybowania, oglądania, czytania, komentowania. No i również do komentowania naszej dzisiejszej audycji, jak już będzie dostępny jej zapis oczywiście. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście za tydzień. Oczywiście na antenie Radia Paranormalium w poniedziałek 9 grudnia 2019 roku o godzinie 20:00.
Oczywiście na żywo. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl