[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie. Ups, ktoś tam na YouTubie się czepiał, że to jest niepoprawne językowo i w ogóle jakieś takie dziwne. Tak więc zacznę troszeczkę inaczej. Zacznę, że tak powiem, używając dyskursu stosowanego przez pewnego kontrowersyjnego biznesmena: witajcie nasze kochane internetowe buźki. W Radiu Paranormalium mamy 25 listopada 2019 roku, godzina 20:02 na moim zegarze, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy” — audycji o świadomości w całości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór panie Sławku.
[01:08] - Dobry wieczór panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[01:11] - Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Tak jak już mówiłem, audycja jest realizowana w całości na żywo, a to oznacza, że można dzwonić i pisać, komentować, zadawać pytania. Krótko mówiąc włączać się do dyskusji. Nasz numer telefonu to 530 620 493. Można oczywiście także SMS-ować. Numer stacjonarny to 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Można także do nas pisać oczywiście na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium oraz książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, skoro już podaliśmy kontakty do Radia Paranormalium, to myślę, że mogę z czystym sumieniem oddać panu głos.
[02:38] - Dziękuję panie Marku. Pozostając w nadziei, że dzisiaj ktoś do nas zadzwoni, skoro już włożył pan swoją pracę, trud i wysiłek w to, żeby podać telefon, to kochani zadzwońcie, ożywcie też troszeczkę tą dzisiejszą audycję.
[02:58] - No szczególnie, że tych kontaktów trochę mamy. No ale żyjemy w takich czasach, że kontakt z odbiorcami trzeba trzymać na wszystkich frontach. A swoją drogą Radio Paranormalium ma także profile troszkę mniej uczęszczane, ale jednak na Instagramie radioparanormalium pisane razem oraz na Twitterze tutaj troszkę krócej rparanormalium.
[03:19] - Także kochani wykorzystajcie to, żeby się nie marnowało, bo jak to mawiają organ, który jest nieużywany podobno zanika. Tak jest któryś z kolejnych tam praw Lamarka czy tam jakiegoś innego słynnego pana. Więc czekamy na telefony. A teraz, żeby że tak powiem, nie przedłużać tego wstępu kilka słów tradycyjnie podziękowań. Przede wszystkim dziękuję wam za życzenia zdrówka. Jak się okazało, są bardzo skuteczne, bo wszystko wróciło do normy i czuję się już normalnie jak na tą porę roku, więc może pozbawię was dzisiaj efektów dźwiękowych pod tytułem smarkanie i jakieś tam inne mniej przyjemne rzeczy. Druga kwestia dotyczy moich obaw. Jak obserwowałem poprzednią audycję i wysyp komentarzy tak pod tą audycją tych komentarzy było mało. Wczoraj sobie zrobiłem przerwę z YouTubem i co się okazało? Że na chwilę jak was się spuści z oka, to się dzieją rzeczy, że tak powiem, nieprzewidywalne i bardzo sympatyczne, bo pojawiło się mnóstwo komentarzy.
Zwłaszcza tutaj dyskusje naszych dwóch przesympatycznych słuchaczy są bardzo, bardzo fajne i bardzo po raz kolejny przeze mnie polecane do przeczytania. Mam na myśli Ghosta i Adama. Ja tak jak się wytłumaczyłem, niestety nie dałem rady odpowiedzieć, ustosunkować się i wyrazić swojego zdania na część z tych rzeczy. Do jednego odniosę się za chwileczkę na początku audycji, bo wydaje mi się taki po pierwsze, że dość ważny, a po drugie też jest w kontekście poprzednich naszych audycji i może troszeczkę rozjaśnić tutaj pewne wasze wątpliwości czy jakieś tam niejasności. Ale zanim to zrobię, mam do was taką prośbę — przygotujcie sobie kartki i jakieś długopisy bądź coś do notowania, ponieważ w pierwszej wersji audycja miała być o czymś innym, ale postanowiłem jakby drążyć temat. Skoro już jesteśmy w temacie miłości, to wycisnąć ten temat po prostu jak cytrynę.Żeby przez jakiś czas do niego nie wracać. Dzisiaj będzie znowu o miłości do samego siebie. Znowu będzie o szczęściu i znowu będzie o tym, która z tych miłości, o których żeśmy przez ostatnie audycje dyskutowali, jest ważniejsza bądź w ogóle możliwa do zrealizowania. Polecałbym, żebyście sobie popisali dzisiaj parę rzeczy. Ja jeszcze oczywiście złożę pewną deklarację na koniec audycji.
To znaczy deklarację złożę w takim razie teraz, skoro już zacząłem, nie będę was trzymał tutaj w niepewności. To, co przygotowałem na dzisiejszą audycję, mam zapisane w pliku Wordpad, więc z przyjemnością, jeżeli do mnie się odezwiecie, to, o czym będzie dzisiejsza audycja, z chęcią wyślę na maila. Sądzę, że warto sobie do tego od czasu do czasu wrócić pod kątem zweryfikowania chociażby tego, czy już kocham siebie wystarczająco, czy jeszcze są jakieś dziedziny, czy są jakieś aspekty, nad którymi warto by było się jeszcze pochylić, zastanowić i coś tam jeszcze delikatnie doszlifować. Ale za chwileczkę do tego tematu przejdę. A teraz jeden z komentarzy, który pozostał przeze mnie tak naprawdę niedomówiony. Też po raz kolejny cieszę się, że pojawiło się to pytanie. Że zauważyliście pewną nieścisłość. To tylko i wyłącznie świadczy naprawdę o tym, że słuchacie, że czytacie, że próbujecie tę wiedzę, którą próbuję wam przekazać, przekazuję przez siebie przefiltrować. Co jest naprawdę bardzo chwalebne i co napełnia moje serce olbrzymią radością. Temat dotyczy tego, czym jest myśl.
Ponieważ to wynikło tutaj w dyskusji z kontekstu, jak dusza porozumiewa się z nami, jaki jest sposób komunikacji naszej duszy. Ja w poprzedniej audycji powiedziałem, że myśl jest po prostu formą nazwania przez nasz mózg tego, co widzimy, co czujemy, co słyszymy, co się dzieje wokół nas i co się dzieje w nas. Że myśl jest jakby nazwaniem, najpierw coś widzimy, najpierw pojawia się jakaś informacja, a wtedy nasz mózg i nasza podświadomość przypisuje do tego konkretną nazwę. Do naszego stanu emocjonalnego i do tego wszystkiego, co dzieje się w naszym świecie zewnętrznym i wewnętrznym. To wszystko, co staje się naszym udziałem w danym momencie. Tutaj Mystery House i Adam, i Ghost poruszyli tematy, że nie zawsze tak jest, że czasami najpierw jest myśl, a dopiero później pojawiają się jakieś tam emocje. Ja się z tym też zgadzam, ponieważ na pewnym etapie rozwoju naszej świadomości i tej duchowej, i tej ziemskiej, my naszymi myślami, świadomymi myślami. To jest właśnie ten warunek, który musi zostać spełniony, że to myślenie jest świadome. A ponieważ dotyczy to tak naprawdę jeszcze z tego, co ja widzę i z tego, co ja obserwuję i z tego, co jest mi wiadomo, jednak stosunkowo niewielkiej ilości ludzi na świecie. Dlatego o tym nie wspomniałem, żeby nie gmatwać tego obrazu.
Natomiast tak, na pewnym etapie już rozwoju świadomości potrafimy, myśląc świadomie, wytwarzać emocje. To pierwsze zjawisko, o którym napisałem, to nazywanie przez nasz mózg emocji, nazywanie tego wszystkiego, co nas otacza, dotyczy ludzi, którzy całkowicie podporządkowali swoje życie podszeptom podświadomości. To dotyczy właśnie tych ludzi, a tych ludzi jest zdecydowana większość jeszcze na świecie. Zwróćcie uwagę podczas rozmów, podczas tworzenia różnego rodzaju relacji z innymi ludźmi. Zobaczcie, jak to wygląda. Tu nie trzeba dowodów naukowych. Wystarczy wejść w jakąś dyskusję z drugim człowiekiem i zobaczyć, co się dzieje w momencie, kiedy człowiek reaguje tylko na to, co podszywa mu podświadomość. Człowiek, który dopuszcza do swojego życia podszepty tej naszej duchowej świadomości, w niektórych sytuacjach potrafi myśleć świadomie. Czyli zanim się pojawi reakcja, potrafi się nad nią jeszcze zastanowić. Potrafi wziąć pod uwagę inne rozwiązanie, inny pomysł.I w tym momencie najpierw pojawia się myśl, a dopiero później pojawia się reakcja, czy pojawia się odpowiedź, czy pojawia się chociażby emocja.
Także dziękuję, że to wyłapaliście. Ale to też świadczy o tym, kochani, że wśród naszych słuchaczy, w naszym otoczeniu jest bardzo dużo osób świadomych, co tylko należy zaliczyć jako bardzo duży plus i niewątpliwy zaszczyt dla mnie. À propos jeszcze poziomu świadomości naszych kochanych słuchaczy, podzielę się z wami bardzo radosną wiadomością o tym, że jeden z naszych słuchaczy napisał książkę i ją wydał. Ja miałem okazję z tą książką się wczoraj zapoznać i powiem wam szczerze, bardzo mocno ją będę wam polecał. Może ona nie jest na tyle przemawiająca do ludzi dorosłych, nie wiem. Ja ją przeczytałem, ona jest krótka, ma osiemdziesiąt parę stron, więc zajęło mi to z zastanawianiem się, z jakimiś tam analizami pewnie ze dwie, może ze trzy godzinki czasu. Natomiast tak jak napisałem później do Pawła, bo autorem jest Paweł Szewczyk, a książka nosi tytuł „Rób co trudne”. Nie wiem, gdzie ją można zdobyć. Ja ją dostałem bezpośrednio od samego autora, ale jeżeli będziecie zainteresowani, to na pewno się dowiem, gdzie ją można zdobyć, gdzie ją można kupić bądź w jakiś sposób inny otrzymać. Oprócz moich komentarzy, sugestii, opinii, które przekazałem Pawłowi, napisałem mu również taką rzecz.
Jedna z moich czytelniczek też tutaj podczas audycji, któraś z przemiłych pań słuchaczek napisała, że po przeczytaniu mojej książki doszła do wniosku, że taka książka powinna znaleźć się w spisie lektur obowiązkowych w szkołach. Bardzo mnie to ucieszyło, ale po przeczytaniu wczorajszej książki doszedłem do wniosku, że jeżeli chodzi o zakres podstawówek czy gimnazjów, czy liceów, to książka Pawła zdecydowanie bardziej się nadaje jako lektura obowiązkowa. Moja już jest bardziej filozoficzna, więc podzieliliśmy się rynkiem i moja będzie lekturą obowiązkową na studiach. To tak w kategoriach żartu, ale też pokazania z jak bardzo fajnym dziełem miałem przyjemność wczoraj obcować. Także drogi goście i drodzy kochani słuchacze, dzisiaj w ramach „Kwadransu Lubasa” było o tym, czym jest myśl i jak ta myśl ewoluuje wraz ze wzrostem naszej świadomości. W pozostałych komentarzach były również wątki piłkarsko-reprezentacyjne. Jest kilka fajnych linków, z których nie wszystkie zdążyłem odpalić. Natomiast częściowo te, które obejrzałem, też mogą się co poniektórym przydać. Jest też wątek o tym, do czego może prowadzić nadmierna duchowość i nadmierne inwestowanie w swój rozwój duchowy z pozostawieniem pozostałych płaszczyzn naszego czterowymiarowego życia bezkarnie i bez używania. Także jeszcze raz zapraszam was do tych komentarzy, do przeczytania ich.
A teraz już zamykam sobie YouTube'a i odpalam swoje zrobione wczoraj notatki. I przechodzimy do tematu audycji o miłości. Kochani, przedstawiłem wam swoją wizję miłości. Rozbiłem ją na trzy części. Na miłość podświadomą, miłość, której wzór do naśladowania przejmujemy z każdym swoim kolejnym wcieleniem od swojego najbliższego otoczenia. Przedstawiłem też wariant miłości, którą niesie ze sobą nasza świadomość, nasza część duchowa. I też rozmawialiśmy o miłości do samego siebie. Jak słusznie co poniektórzy zauważyli, największy nacisk i najwięcej zachęty z mojej stronySkupiłem na miłości do samego siebie. Z jakich powodów? Wiecie, bo słuchaliście poprzednich audycji, ale to w dalszym ciągu były moje przemyślenia, moje wizje, moje spostrzeżenia, moje obserwacje.
Wszystko to było moje. Dzisiaj postanowiłem zweryfikować bądź zestawić to, co myślę na ten temat z tym, co myślą na ten temat inni, czyli osoby wykształcone, mądre, inne niż ja. Ponieważ były problemy z jednoznaczną definicją miłości i też co do tego chyba jesteśmy zgodni, że miłość do samego siebie jest czymś, czego my jako ludzie dopiero się uczymy, że miłości do samego siebie nikt albo mało ludzi uczy swoje dzieci. Uczymy cwaniactwa, egoizmu, dbania o swoje interesy. Uczymy umiejętności radzenia sobie w życiu. Uczymy umiejętności dbania o swoje interesy. Natomiast nie uczymy i nikt nas tak naprawdę nie uczy miłości do samego siebie. Więc w dzisiejszej audycji postanowiłem troszeczkę te zaległości nadrobić. Kochani, przypomnę wam swoją definicję miłości. Miłość jest chęcią, potrzebą sprawiania, czynienia, dążenia do szczęścia.
Miłość do drugiej osoby jest chęcią sprawienia, by ta osoba była szczęśliwa. Miłość do samego siebie jest chęcią sprawienia, dążenia i działania w tym kierunku, abyśmy to my byli szczęśliwi. Miłość do Boga jest chęcią sprawienia, aby Bóg był szczęśliwy, czyli zadowolony z nas. A ponieważ, tak jak wspomniałem przed chwilą, były problemy z nazwaniem miłości i nazwaniem szczęścia, definicji szczęścia, postanowiłem to w dniu dzisiejszym nadrobić, podpierając się do tego celu źródłami naukowymi typu słowniki typu Wikipedia, słowniki synonimów oraz różnego rodzaju dokumenty bardziej już naukowe niż mój umysł. Więc może będzie troszeczkę nudności, ponieważ w związku z tym, że jest tego, jak się zaraz przekonacie sami, bardzo dużo, a ja nie mam też takich umiejętności aktorskich ani takich narratorskich jak pan Marek, więc być może będzie to brzmiało troszeczkę nudnie, ale postaram się robić jakieś przerywniki, żebyście się nie pospali i żebyście też nie uznali tej audycji za bardzo nudną. Więc kochani, chwilkę o miłości. Miłość, wersja encyklopedyczna to typ relacji międzyludzkich, zachowań, postaw. Często jest inspiracją dla dzieł literackich lub malarstwa. Stanowi ważny aspekt psychologii, filozofii i religii. W chrześcijaństwie, tu będzie wersja taka również religijna, definiowana jest jako dążenie bytu do dobra.
Często przez religię uważana jest miłość za najważniejszą cnotę oraz sens życia człowieka. Dla ułatwienia dodam wam, że to, co przeczytałem wam przed chwilą, przeczytałem wczoraj pierwszy raz. Nie czytałem tego wcześniej, ale tym bardziej mnie ucieszyło to, że nie tylko w moim przekonaniu i nie tylko w takim czysto teoretycznym przekazie, miłość jest definiowana jako cel i sens życia człowieka i najwyższe dobro. Ciekawostką jest, skąd się w języku polskim i od jakiego słowa wzięło słowo miłość. Okazuje się, że to jest rzeczownik, który się pojawił w XIV, XV wieku i miał znaczenie jak litość i miłosierdzie, które równolegle występowało do sensu łaskawość, łaska, przychylność. A pochodzi, to już tak dla waszej też wiedzy, dla mojej wiedzy, od prasłowiańskiego słowa milost, którego sens ogólnosłowiański to litość. A ta dawna forma z kolei pochodzi od imiesłowa miły czasownika mijać. Pierwotnie zdefiniowany miał oznaczać godnego litości, a czasownik mijać w swojej dawnej postaci niósł sens mijać kogoś, przechodzić obok nie atakując.Zatem dawny miły, czyli melios, to taki, którego można minąć spokojnie, przejść obok, nie dobywając broni. To oczywiście tylko jako ciekawostkę wam podaję, ponieważ się pojawiła ta opcja w Wikipedii, więc pozwoliłem ją sobie przytoczyć. Ona oczywiście po tych nie wiem, pięciuset czy sześciuset, czy nawet więcej latach nabrała zupełnie innego znaczenia.
Więc to tylko tak na marginesie. Natomiast kochani, pojawia się również coś takiego jak miłość własna. Określenie encyklopedyczne: miłość własna. I co ciekawe, jest określane: miłość do samego siebie, kierowana pragnieniem własnego szczęścia. Często kojarzona z egoizmem, choć nie są to synonimy. Często kojarzona i mylona przez ludzi z egoizmem. Kochani, miłość własna, miłość do samego siebie znalazła już swoją definicję w określeniach encyklopedycznych. I zobaczcie, jak bardzo jest podobna do tego, co my myślimy o miłości do samego siebie i jak bardzo ktoś też trafnie wychwycił, że w naszych pojęciach, tych takich przekazywanych z pokolenia na pokolenie, miłość do samego siebie jest właśnie często mylona i kojarzona z egoizmem. Dlatego miłość do samego siebie budzi czasami, zresztą w naszych rozmowach też tak było, że budziła taki wewnętrzny sprzeciw, wewnętrzną niechęć, ponieważ stoi bardzo blisko tego, co my nazywamy egoizmem. I dlatego zapiszcie sobie tę definicję miłości własnej, która jest zdefiniowana w encyklopedii.
Miłość do samego siebie, kierowana pragnieniem własnego szczęścia. Własnego. Kochani, to jest bardzo ważne. Własnego szczęścia. Nigdzie nie jest napisane o innych ludziach, że kosztem innych ludzi, że wbrew innym ludziom. Kierowana pragnieniem własnego szczęścia. I zapamiętajcie to, że nie ma nic złego w tym, aby działać, swoje działania skupić na tym, aby spełnić, zrealizować pragnienie własnego szczęścia. Ponieważ ta miłość do samego siebie często wchodzi w tak zwaną kolizję z poglądami religijnymi, które siedzą bardzo mocno jeszcze w podświadomości Polaków, ponieważ wszyscy tak naprawdę, którzy mają już dziesiąt lat, wyrastali w tym momencie, kiedy ta religijność była bardzo mocno rozwinięta. Więc żeby was troszeczkę, jakby tę podświadomość też okiełznać, to przeczytam wam też cytat z encyklopedii. We współczesnej duchowości, również chrześcijańskiej, podkreśla się, że miłość własna sama w sobie nie jest zła.
Złe jest tylko nadmierne skupianie uwagi na sobie, egoizm i narcyzm. Miłość własna sama w sobie nie jest zła. I żeby podeprzeć się też cytatami czy stwierdzeniami ludzi, którzy jakimiś autorytetami w tych dziedzinach są, przytoczę słowa świętego Augustyna, który podkreślał: „Kto nie umie kochać siebie, nie umie też kochać bliźniego”. A święty Tomasz z Akwinu pisał, że człowiek z natury został stworzony do ukochania wszelkiego dobra, włącznie ze swoim własnym. Miłość do samego siebie ubogaca się i doskonali poprzez bezinteresowną miłość do innych. Miłość, jaką ktoś darzy drugą osobę, wynika z miłości, jaką ma wobec siebie. Naturalna miłość do samego siebie to niezbędna i niezbywalna troska o zachowanie własnego istnienia i jego doskonały rozwój aż do osiągnięcia ostatecznego szczytu. Cytuję dalej: miłość jest idealnym wzorcem dla rozwoju wszelkich osobowych możliwości, wśród których jest dążenie do bycia szczęśliwym i uszczęśliwiania innych. Kochani, jak widzicie, jest to oczywiście tylko jakieś tam podstawowe definicje, które zostały przeze mnie wygrzebane. Tutaj akurat te pochodzą z Wikipedii i nie wymagały jakiegoś tam wielkiego wysiłku, nakładu, poszukiwań, drążenia tematu.
To są informacje, które podaje encyklopedia. Czyli tak naprawdę, skoro jest to jeden z tak ważnych aspektów naszego życia, to jeżeli uczymy dziecko takich zagadnień jak siła odśrodkowaJeżeli uczymy dziecko na chemii, jak wytrącić sól z wody. Jeżeli uczymy dziecko geografii, gdzie leżą Stany Zjednoczone, Japonia, Australia. Jeżeli uczymy dziecko języka polskiego, zasad pisowni. Jeżeli uczymy całek matematyki, dodawania, odejmowania. Jeżeli koncentrujemy swoją uwagę na rozwijaniu jego osobowości, talentów i przekazywaniu mu innych informacji encyklopedycznych, naukowych, encyklopedycznych o kosmosie, o czymś tam. To czy naszym obowiązkiem nie jest przekazać dziecku również tych informacji encyklopedycznych? I teraz już każdy rodzic bez mrugnięcia oka może swojemu dziecku przedstawić informacje encyklopedyczne, które wam tutaj przedstawiłem jako kolejny aspekt wiedzy, którą każdy człowiek troszeczkę wykształcony powinien posiąść. Dlatego mam to zapisane. Jeżeli byście chcieli, żeby wam to przesłać, chociażby po to, żebyście mogli sobie sami przypomnieć, że w miłości do samego siebie nie ma nic złego, wprost przeciwnie.
Że jest to coś, o czym mówi nauka, o czym mówią źródła niezależne. To z chęcią wam to podeślę. Jak wynika z tych definicji, z tego, co ja wam mówiłem i z tego, co podają źródła encyklopedyczne. Miłość jest dążeniem do szczęścia. Miłość do samego siebie. Miłość własna jest dążeniem do uszczęśliwienia siebie. Ponieważ powiedziałem wam tyle o tej miłości, a skoro celem tej miłości jest szczęście, to postanowiłem pójść krok dalej i poszukać definicji szczęścia. Powiem wam kochani tak. Przeleciałem. To już wymagało troszeczkę pogrzebania w różnych źródłach, aczkolwiek warto było.
Okazuje się, że temat szczęścia jest również rozpatrywany, że tak powiem, w wielu aspektach. Ogólnie rzecz biorąc, definicja szczęścia jest taka, że szczęście jest emocją spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Proste. Oczywiście tych aspektów szczęścia pod tytułem mieć szczęście, zresztą za chwilę odczuwać szczęście i tak dalej jest mnóstwo i za chwileczkę przejdę do tematu szczęścia w różnych aspektach. Natomiast gdybyście byli zainteresowani, sięgnąłem też do tego, co się pojawiło też w komentarzach z poprzedniej audycji, w naszej dyskusji, tej poaudycyjnej odnośnie filozofów i tego, kiedy się to pojawiło. I okazuje się, że też sobie zrobiłem tutaj notatki z tego, że od czasów Sokratesa filozofowie dociekają natury szczęścia i jego osiągalności. I obydwa zagadnienia rozważane są w kontekście pytania, czy szczęście zależy jedynie od życia filozoficznego, czy też zależy również od okoliczności życiowych. W starożytności rozumienie szczęścia było pochodną rozumienia ludzkiej natury. Na przykład Arystoteles szczęściem nazywał działanie zgodne z naturą, że ryby są szczęśliwe pływając, a ptaki latając. Według religii absolutnym szczęściem według chrześcijan jest bezpośredni kontakt z Bogiem.
Według nauki islamu szczęście jest związane z postępowaniem zgodnym z wolą Allaha. Osoby prawe są szczęśliwe, zaś grzesznicy nieszczęśliwi zarówno w życiu doczesnym, jak i pozagrobowym. Według buddyzmu nie jest możliwe osiągnięcie szczęścia poprzez podążanie za pragnieniem, gdyż ich całkowite zaspokojenie jest niemożliwe. Jedynym sposobem na osiągnięcie trwałego szczęścia jest wyzbycie się owych pragnień. Osiąga się wówczas stan nirwany. To tyle, jeżeli chodzi o szczęście w różnych aspektach filozoficznym bądź religijnym. Natomiast kochani, co mnie najbardziej zaskoczyło, to to, jak wszedłem na stronę synonimy.pl. I tutaj szukałem synonimów słowa szczęście. I takie jak pomyślność, powodzenie, błogostan, zadowolenie, traf, zachwyt, sukces, szczęśliwe zrządzenie losu było dla mnie czymś oczywistym. Tak jak wszedłem na stronę szczęście według synonimy.net to sam dostałem stanu lekkiego osłupienia.
Zaraz wam powiem dlaczego. Jakie są synonimy szczęścia? Jakie inne formy posiada słowo szczęście?Synonimy szczęścia oraz inne określenie dla słowa „szczęścia” w naszym słowniku wyrazów bliskoznacznych języka polskiego istnieją w 261 synonimach. W 261 przypadkach. Istnieje w słowniku wyrazów bliskoznacznych języka polskiego 261 synonimów szczęścia. Te synonimy zostały podzielone na 24 grupy znaczeniowe. Słuchajcie, ja podjąłem ten trud. Co prawda po przerzuceniu sobie tego na laptopa, żeby nie biegać po stronach, nie otwierać mnóstwa kart i nie wprowadzać do dodatkowego chaosu w naszej dzisiejszej audycji, skopiowałem to sobie na komputer i wyszło z tego 69 stron. Patrząc na zegarek, spokojnie, kochani, spokojnie, nie wszystkie 69 stron będę wam czytał. Zrobiłem sobie z tego screeny, notatki, skróty i włożyłem w to, nie ukrywam, trochę pracy w dniu wczorajszym, żeby to dla was przygotować w bardziej dostępnej formie.
Pewnie zastanawiacie się, dlaczego to zrobiłem. Przecież mogłem powiedzieć: „Słuchajcie, podam wam adres strony, wejdźcie sobie i sobie poczytajcie”. Po cóż ja wam chcę to powiedzieć? Dlaczego ja tak duży nacisk do tego przykładam? Wiecie dlaczego? Dlatego, że to, o czym żeśmy rozmawiali, że gdy zapytamy człowieka, drugiego człowieka, co to jest szczęście, to tak jak zakładam i tak jak pewnie wy też się domyślacie, większość ludzi powie: „Chcę być zdrowym, szczęśliwym i bogatym”. I to jest nasz Mount Everest i często poddajemy się, bo na ten Mount Everest jest daleko. Zwłaszcza że mieszkamy w Polsce. Nie każdy lubi zimno. Poza tym jest to związane z jakąś niewyobrażalną misją, mission impossible, żeby wejść na Mount Everest.
Zwłaszcza że, jak wiecie, udaje się to w dalszym ciągu niewielu ludziom wykwalifikowanym, przygotowanym, zapalonym, napalonym na świecie. Przygotowałem dzisiaj tę listę po to, żeby każdy z was, zresztą ja również. Nie ukrywam, że ja również postanowiłem to wykorzystać i dlatego wydrukuję to sam sobie i będę sobie podkreślał kolejne zagadnienia, kolejne aspekty, kolejne kroczki, jak te słupki na drodze, które pokazują, na którym kilometrze drogi jesteśmy. Tej drogi na ten Mount Everest. Bo często myśląc sobie: „Muszę wejść tam do góry”, mówimy: „Nie, to się nie uda”. Natomiast jeżeli wyznaczamy sobie krótsze odcinki, muszę dojść do tamtego słupka. Później muszę dojść do następnego słupka. Przejście od słupka do słupka tego kilometra nie jest znowu jakimś wielkim wyczynem. Oczywiście mówię tu o osobach sprawnych fizycznie i tak dalej. Nie o jakichś ekstremalnych 60-stopniowych mrozach bądź 50-stopniowych upałach.
Mówię o normalnych warunkach. Przejście kilometra nie jest jakimś wyczynem dla większości ludzi. Więc wydrukowanie sobie i kontrolowanie, i sprawdzenie, na którym odcinku swojej przygody do szczęścia, swojej podróży do szczęścia jesteśmy. Ile z tych synonimów szczęścia, tych stanów szczęścia mamy już rozpracowanych, ile mamy już załatwionych, ile w naszym życiu już istnieje, a nad iloma mamy jeszcze popracować? To jest taka, moim zdaniem, ściągawka, żeby sprawdzić, jak bardzo kochamy samych siebie. Dlatego w moim przekonaniu warto, zwłaszcza te aspekty czy te stwierdzenia, czy te synonimy, które w jakiś sposób wydadzą wam się ważne, spowodują wasze jakieś emocje, niechęć czy coś, warto je sobie wypunktować. Jeżeli nie teraz, to mówię, jestem w stanie każdemu z was, jeżeli napiszecie do mnie, podacie mi swojego maila, wysłać to w pliku Wordpadowym czy coś takiego, żebyście sobie mogli wydrukować. Tego jest chyba tam, w sumie będzie sześć stron. Nie musicie drukować wszystkiego. Możecie wejść sobie również na stronę.
Podam wam linki, jeżeli chcecie, do źródła. Nie ma problemu. Uważam, że jest to bardzo dobry test na to, żeby sprawdzić, jak bardzo każdy z nas kocha samego siebie. Przelecę wam, bo znowu się zrobiła 21:00, przelecę wamTe 24 grupy, w jakich to szczęście i te synonimy są pogrupowane. Czyli szczęście jako odczuwanie szczęścia w kontekście sprzyjającego szczęścia, w odniesieniu do humoru, jako błogosławieństwo losu, jako stan dobrego samopoczucia w kontekście sukcesu, w odniesieniu do optymistycznego podejścia, w kontekście pozytywnego rezultatu, jako beztroskie życie, ale również w odniesieniu do gwałtownych uczuć. Również szczęście jako dobro ogółu w kontekście szczęśliwego zakończenia, jako szczęście w biznesach, w odniesieniu do radości, w odniesieniu do przychylności, w odniesieniu do fartownego zwycięstwa, w odniesieniu do jakiegoś dobra, w odniesieniu do udanego małżeństwa, jako pomyślny zbieg okoliczności w kontekście trwającego szczęścia, w kontekście pozytywnego rezultatu, w kontekście tak zwanej przychylnej, sprzyjającej gwiazdy. Szczęście jako dobre samopoczucie. Szczęście w kontekście radości. Jak widzicie, tych aspektów szczęścia jest całe mnóstwo. I pamiętajcie, że rozmawiamy dzisiaj o szczęściu, czyli stanie, do którego mamy prawo i obowiązek dążyć w ramach miłości do samego siebie.
Kilka synonimów. Szczęście jako odczuwanie szczęścia. Beztroska, błogostan, błogość, pogoda wewnętrzna, radość, rozmarzenie, rozkosz, radowanie, sielanka, spokój ducha, stan błogości, uczucie spełnienia się, uniesienie, upojenie, wewnętrzny spokój, zadowolenie i zaspokojenie. To są synonimy szczęścia w sensie naszego odczuwania, w sensie naszych emocji. Stany, o których każdy tak naprawdę marzy. Wewnętrzna radość, błogość, uczucie spełnienia, spokój ducha. Również o tym marzymy. O szczęściu w kontekście sprzyjającego nam szczęścia, czyli dobry los, fart, fortuna, łaska Boża, łaska losu, opatrzność, pomyślność, powodzenie, sukces, szczęśliwe zrządzenie losu, szczęśliwy traf, uśmiech losu. To są synonimy słowa szczęścia, o których każdy z nas przynajmniej raz w życiu marzył. O uśmiechu losu.
Jeżeli ktoś jest wierzący, to o tak zwanej łasce Bożej, o łasce losu, o szczęśliwym zrządzeniu losu, o szczęśliwym trafie, o uśmiechu losu. Pomyślcie teraz o sobie, o swoim poczuciu szczęścia w odniesieniu do humoru. I pomyślcie o tym w kontekście miłości do samego siebie. Beztroska, dowcip, humorystyczność, komizm, poczucie humoru, pogodność, promienność, rozpromienienie, rozradowanie, rozweselenie, uradowanie, uszczęśliwianie, wesołość, uniewznioślenie, żartobliwość. Jak widzicie, kochani, to poczucie szczęścia wynikające z miłości do samego siebie odnosi się do każdej dziedziny naszego życia. Na przykład szczęście w kontekście sukcesu to jest championat, to jest dokonanie, to jest kokosowy interes, to jest mistrzostwo, to jest osiągnięcie celu. To jest pomyślność. To jest pomyślny obrót rzeczy. Powodzenie, sukces, szczęśliwe zrządzenie losu, triumf, uśmiech losu, wiktoria, wygrana, wzlot, zdobycz, złoty interes, żyła złota, zwycięstwo. To są synonimy słowa szczęście w odniesieniu do sukcesu.
I to mogą być sukcesy, kochani. To nie chodzi tylko o sukcesy zawodowe, nie chodzi tylko o sukcesy materialne, ale to mogą być również sukcesy takie na płaszczyźnie czynienia dobra innym ludziom. Szczęśliwe zrządzenie losu, triumf, uśmiech losu. Osoba, która nas wesprze. Osoba, która nam pomoże. Osoba, która nam coś ułatwi, pomoże coś osiągnąć, pomoże coś załatwić, zorganizować, zdobyć. To są również szczęście w kontekście związku, powiedzmy małżeńskiego czy partnerskiego. Pomyślny obrót rzeczy czy uśmiech losu, czyli spotkanie wymarzonej osoby zupełnie przypadkiem. To są również relacje z innymi ludźmi. To są również relacje z dziećmi.
Zobaczcie, jak wygląda szczęście w odniesieniu do optymistycznego podejścia. Afirmacja życia, dobry nastrój, huraoptymizm, nadzieja, optymizm, pogoda ducha, pozytywne myślenie, pozytywne nastawienie, radosne usposobienie, radość, radość z życia, różowe okulary, wiara w lepsze jutro, wiara w przyszłość. Czyż nie tego nam brakuje?Czyż ludziom nie brakuje różowych okularów? Czyż ludziom nie brakuje wiary w lepsze jutro? Czyż ludziom nie brakuje pogody ducha, optymizmu? Czyż ludziom nie brakuje nadziei? Nie wspomnę już o dobrym nastroju, o pozytywnym myśleniu, o pozytywnym nastawieniu do życia, do otoczenia, do tego, co się wkoło nich dzieje. Szczęście ma swoje synonimy również w kontekście beztroskiego życia. Właśnie beztroskie życie, błogostan, bogactwo, dobrobyt, dostatek, idylla, pomyślność, raj, sielanka, sukces, szczęśliwa miłość, szczęśliwość. To są synonimy szczęścia w kontekście beztroskiego życia.
Zobaczcie, ile już wersji szczęścia w dzisiejszej audycji wam przedstawiłem. Możliwości i wariantów szczęścia w przeróżnych, na przeróżnych płaszczyznach naszego życia. A jeszcze nie skończyłem. Szczęście w kontekście szczęśliwego zakończenia. Dobry koniec, właściwy efekt, fart, fuks, niespodziewane powodzenie, owoc, plon, pomyślność, powodzenie, przypadek, radość, rewelacja, rezultat, sukces, szczęśliwy koniec, szczęśliwy traf, wygrana, wynik, zbieg okoliczności, zwycięstwo, zysk. Nie poruszam tu wszystkich aspektów. Zostawiam też coś dla was. Szczęście w kategoriach gwałtownych uczuć. Szczęście w interesach. Szczęście w sferach materialnych.
Coś zostawiam również dla was. Jakąś małą furteczkę i mały kącik intymności. Szczęście w odniesieniu do radości. Synonimy słowa szczęście: beztroska, ekstaza, euforia, ferwor, frajda, humor, luz, niefrasobliwość, pasja, podniecenie, promienność, przyjemność, radocha, radosny nastrój, radość, rozkosz, satysfakcja, spełnienie, stan zachwytu, szczęśliwość, śmiech, uciecha, upojenie, uszczęśliwienie, wesele, wesołość, wesoły nastrój, wielka przyjemność, wielka radość, wzlot, zadowolenie, zapał, żar, żartobliwość. Kochani, ja troszeczkę przewijam, dlatego, że nie chcę was zanudzać. Chcę wam tylko pokazać, jak bardzo problem szczęścia jest przez nas zaniedbany. Dlaczego nie potrafimy być szczęśliwi? Ponieważ często nie wiemy, że to jest szczęście. Kiedyś w jednym z pierwszych odcinków rozmawialiśmy na ten temat, że żeby marzenie się spełniło, to musimy je nazwać. Musimy je sprecyzować.
To wpadło w kontekście telefonu jednego ze słuchaczy, którego serdecznie pozdrawiam, jeżeli jest z nami dzisiaj, że nie może znaleźć sobie partnerki. Zapytałem go wtedy: „A jaka ona ma być?” I on powiedział: „Nie wiem”. Być może w twoim otoczeniu jest 10 takich kobiet, ale jeżeli nie wiesz, czego szukasz, to choćbyś się o to potknął, to tego nie dostrzeżesz. I dlatego pewnie jedną piątą tych synonimów przeczytałem wam dzisiaj po to, żeby poszerzyć też światopogląd na to, co jest szczęściem. My czasami popadamy w niezadowolenie, bo nie jestem szczęśliwy, bo nie mam jednocześnie zdrowia, kasy i szczęścia, zapominając, że jest wiele rzeczy, które są szczęściem. Natomiast my, nie wiedząc, co tym szczęściem jest, tego nie zauważamy. Jeżeli chcecie też w pewnym sensie zmierzać do szczęścia, to powinniście je przynajmniej w jakiś sposób doprecyzować. Ja w kontekście naszych ostatnich audycji i w kontekście miłości do samego siebie powiem wam tak, żeby już też zbytnio was nie zanudzać. Te wszystkie synonimy, o których powiedziałem i których nie przeczytałem, te wszystkie stany emocjonalne, te wszystkie sytuacje, wydarzenia są czym według was? Bo według mnie konsekwencją.
Tylko i wyłącznie konsekwencją. Jeżeli 261 słów określa szczęście, jak na przykład dobre samopoczucie, jak błogostan, jak bogactwo, jak dobrobyt, dostatek, radość, uśmiech, zadowolenie z życia, dobre wyniki, dokonania, dopełnienia, fortuna, pomyślność.To wszystko jest stanem szczęścia. To wszystko pojawia się kiedy? Ponieważ jest to skutek, jakby efekt końcowy, efekt widoczny. Więc co musi zostać, jaki warunek musi zostać spełniony, żeby to się w naszym życiu pojawiło? Tym warunkiem jest miłość do samego siebie, bo miłość do samego siebie jest dążeniem do szczęścia, jest dążeniem do tych wszystkich rzeczy i bez miłości do samego siebie te rzeczy po prostu w naszym życiu się nie pojawiają. Dlatego przeanalizowanie tych słów, wykreślenie, zaznaczenie, podkreślenie, wyboldowanie jest wskazówką, na jakich płaszczyznach powinniśmy bardziej o siebie zadbać. Powinniśmy więcej wysiłku, pracy, zaangażowania. Niech każdy to nazywa, jak chce. Ja nie lubię tych określeń typu praca, wysiłek.
Natomiast niektórym się tak to kojarzy. Niech każdy to nazwie po swojemu. Na których płaszczyznach naszego życia jeszcze nie kochamy siebie wystarczająco, by ten efekt końcowy tego szczęścia, takiego cząstkowego, jednego z 261 określeń szczęścia w naszym życiu się pojawił. Dlatego pozwoliłem sobie dzisiaj was troszeczkę zanudzić. Natomiast myślę, że ci, którzy tak naprawdę poważnie podchodzą do tego, by być w życiu szczęśliwymi, zrobią z tego właściwy użytek. Czego oczywiście sobie również oraz wam z całego serca życzę. Kochani, a teraz tak powoli dobijając do końca, odpowiedzcie sobie na dwa pytania w kontekście miłości do samego siebie i w kontekście miłości, i w kontekście tego, o czym mówiłem w ostatniej audycji, że tak naprawdę każdy z nas powinien się skupić na miłości do samego siebie. Bo odpowiedzcie mi na takie pytanie: czy możecie to wszystko, o czym ja dzisiaj powiedziałem, o czym ja dzisiaj przeczytałem, o tych wszystkich cząstkowych szczęściach, czy możecie to dać drugiej osobie? Czy możecie to komukolwiek zagwarantować? Jak na przykład zrządzanie losu, jak dobre samopoczucie, jak radość, jak bogactwo, jak pomyślność, jak uśmiech, jak spokój wewnętrzny.
Czy możecie to komukolwiek dać i zagwarantować? Rozwinę to pytanie. Czy możecie to dać drugiej osobie, skoro nie potraficie tego dać sobie? I drugie pytanie, czy w kontekście tych encyklopedycznych, słownikowych określeń, formuł, czy jak to tam nazywać, widzicie cokolwiek złego w miłości do samego siebie? I czy widzicie cokolwiek złego, by każdy człowiek kochał samego siebie, by każdy człowiek dążył do własnego szczęścia? Czy na świecie wydarzyłoby się coś złego, gdyby ludzie zaczęli kochać samych siebie? Czy świat byłby gorszy, czy byłby lepszy? Czy musielibyśmy, czy musielibyście pomagać innym, gdyby oni potrafili zadbać o samych siebie? Czy nie milej by było i nie przyjemniej patrzeć na ludzi wokół nas, w których istnieją te wszystkie synonimy szczęścia, które dzisiaj wymieniłem. Którzy są uśmiechnięci, spokojni, pogodni, szczęśliwi, radośni, którym się dobrze wiedzie, którym los sprzyja.
Którzy mają wewnętrzny spokój, którzy są optymistami, którzy pozytywnie patrzą w przyszłość, którzy mają nadzieję i tak dalej, i tak dalej. Czy byłoby coś złego w tym, gdyby ludzie, którzy żyją wokół nas, kochali samych siebie? Reasumując, kochani, troszeczkę przynudziłem. Troszeczkę pewnie te encyklopedyczne wiadomości były troszeczkę nudnawe, ale myślę, że ich wartość merytoryczna jest naprawdę bardzo przydatna i jeżeli chcecie zrobić coś w kierunku swojego własnego szczęścia, to spróbujcie pomyśleć, przeanalizować i zastanowić się, którego z tych aspektów w waszym życiu, aspektów, tych synonimów, które wymieniłem w waszym życiu brakuje. I wyciągnąć z tego wniosek, że w takim razie w tym konkretnym aspekcie niewystarczająco kochacie samych siebie. Mam nadzieję, że dzisiejszą audycją temat i przekonywanie was, że miłość do samego siebie jest naprawdę, ale to naprawdę bardzo ważnym aspektem naszego życia. Jest też celem i w dążeniu do własnego szczęścia na wszystkich płaszczyznach naszego życia. Na wszystkich.I tej fizycznej, czyli materialnej i mentalnej, i emocjonalnej, i duchowej. Naprawdę, kochani, nie ma nic złego. Tylko pamiętajcie, że miłość własna jest często stawiana zaraz obok egoizmu i tej granicy, jeżeli to ma być miłość do samego siebie, miłość własna, przekroczyć nie można.
Kochajcie samych siebie, ale nie bądźcie egoistami. Kończąc dzisiejszą audycję, czyli tą wersję oficjalną, część oficjalną. Oczywiście jak zawsze wam i sobie z całego serca życzę, dziękując za cierpliwość i za wyrozumiałość podczas dzisiejszej, być może mówię troszeczkę nudnej i takiej suchej, technicznej audycji.
[01:01:51] - Słuchacie państwo audycji „Światłoczem i Duszą” w Radiu Paranormalium. Przypomnę, że dzisiaj mamy poniedziałek, 25 listopada 2019 roku i pora najwyższa przejść do drugiej części audycji, w której pan Sławek będzie czytał komentarze. I mamy nadzieję, że zdarzą się też jakieś telefony, bo fajnie by było też głosowo porozmawiać na antenie. Przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Właściwie już teraz można do nas dzwonić na nasze numery telefonów 536 620 493. Tutaj można oczywiście również wysyłać SMS-y. Nasz numer stacjonarny to 32 746 0008. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” na grupach Radia Paranormalium oraz czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:03:23] - Dziękuję panie Marku. Ja również się przyłączam do prośby odnośnie telefonu. Może ktoś zechciałby dzisiaj mi potowarzyszyć w naszej audycji na żywo. A póki co biorę się za czytanie komentarzy. Ania tutaj się wita: „Nareszcie udało mi się złapać z wami na żywo”. Bardzo się cieszymy. Mobil też widzę. Dziękuję, fajnie, cieszę się, że jesteś. Witam wszystkich. Także ja też wszystkich witam.
Ania pisze: „Poczucie miłości jest szczęściem”. I powiem tak: żałuję, że tych komentarzy nie czytałem wcześniej, bo pewnie skróciłbym tą audycję, ponieważ w zasadzie Ania bardzo ładnie to napisała. Tak, dokładnie. Poczucie miłości jest szczęściem, miłość jest szczęściem, a szczęście jest miłością. To są dwa stany, które są ze sobą nierozerwalne. Także bardzo ci dziękuję Aniu, bardzo fajnie to napisałaś. Polecam zapamiętanie i zanotowanie, bo jest to też w pewnym sensie taka kwintesencja tego, o czym w ostatnich audycjach mówimy. Mobil pisze: „Sławku, co powiesz o ludziach, którzy zaczynają ingerować w świadomość innych poprzez różne technologie mind control, począwszy od wysyłania telepatycznych impulsów, które mają zaburzyć procesy fizjologii oraz wpływanie na zachowania osób dotkniętych mind control? Jeśli, Sławku, wydaje ci się to śmieszne i niemożliwe, to oznacza, że jesteś bardzo do tyłu z informacjami na ten temat”. Mój drogi Mobilu, Ania pisze: „Skąd pewność, że to ludzie?” Pewnie nie jestem tak na bieżąco, jak być może ty i część naszych słuchaczy, ludzi, których wypowiedzi czytam i z którymi się coraz częściej spotykam.
Nie da się wiedzieć pewnie wszystkiego, więc na pewno mam jakieś zaległości. Natomiast akurat ze trzy lata temu, ze cztery, jakoś tak, miałem książkę już w wydawnictwie, już po korektach. To była jesień i w Warszawie organizowano takie targi. Pierwsze w Warszawie Targi Rozwoju Duchowego i Rozwoju Osobistego. Jako świeżo upieczony autor książki z dziedziny duchowości postanowiłem się tam udać. Nie w formie zaproszonego gościa. Natomiast z dwójką znajomych pojechaliśmy zobaczyć jak to wygląda, kto tam w ogóle się wystawia i jak to wygląda. I oprócz tego, że poznałem kilka naprawdę bardzo fajnych, wartościowych osób, oprócz tego, że oczywiście spotkałem też twórców motywacyjnych, którzy brylowali w różnego rodzaju systemach tychTo się kiedyś nazywało piramidy, teraz to się nazywa sprzedaż bezpośrednia bodajże. Również spotkałem się z ludźmi, którzy mieli ze sobą urządzenie elektroniczne. Mam nawet ulotkę tego urządzenia, które kosztowało niebagatelne kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Natomiast służyło, według opisu i informacji, które uzyskałem od nich temu, że sczytywano w jakiś sposób parametry z naszego ciała. Nie wiem jakiego ciała, nie tylko z fizycznego, ale jakiegoś energetycznego. I to urządzenie pozwalało bez podłączenia, pisali jeden z kilkunastu, kilkudziesięciu dostępnych programów i transformowało podświadomość człowieka na odległość. Proces trwał siedem dni. To urządzenie przez siedem dni wysyłało impulsy, które bez podłączenia do tego urządzenia transformowały ludzką podświadomość. Opisy, świadkowie. To było urządzenie w pewnym sensie medyczne, które zostało zaprojektowane do leczenia u ludzi różnego rodzaju schorzeń natury psychicznej, emocjonalnej, ale różnego rodzaju nawyków, lęków, fobii, nałogów i tak dalej. Stało się własnością dwójki ludzi za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zawsze wiem, już się o tym przekonałem, że jeżeli jakieś urządzenie jest dostępne na rynku bez żadnych certyfikatów, licencji i innych rzeczy, to znaczy, że urządzenie trzy, pięć, 10, 50 razy lepsze jest dostępne dla służb, różnego rodzaju instytucji bądź innych tworów, o których częstokroć zwykli ludzie nie mają pojęcia. Może nie jestem aż tak bardzo do tyłu, ponieważ miałem do czynienia, miałem możliwość oglądania urządzenia, które być może w podobny sposób działa i ma podobne zadanie.
Co ja na ten temat sądzę? Wtedy byłem tym przerażony. Adam pisze w odniesieniu do tego komentarza: „A co według ciebie można o tym myśleć? Natura daje różne metody na zyskanie przewagi. Etyka jest raczej stosunkowo nową rzeczą, która nie jest tak oczywista, jak się wydaje. Co myślisz o niej?” To jest dylemat, którego my tutaj, choćby przyszło tysiąc atletów i zjadło tysiąc kotletów, cytując klasyka, nie będzie w stanie na to pytanie udzielić odpowiedzi. I cóż my możemy z tym zrobić? Moim zdaniem najlepszą metodą wykorzystam to na swoją korzyść, słuchajcie. Dla mnie najlepszą metodą na obronę przed czymś takim jest rozwój świadomości. Jeżeli znamy samych siebie, wiemy o sobie bardzo dużo, to wszelkie próby ingerencji będziemy odczuwali jako coś dla nas nienaturalnego.
Więc nawet jeżeli w pierwszej chwili nie będziemy w stanie się przed tym obronić, to przynajmniej będziemy mieli świadomość tego, że ktoś próbuje nami manipulować. Łatwiej wtedy, moim skromnym zdaniem, będzie w jakiś sposób tego uniknąć. Mobil pisze: „Ania, jak nie ludzie, to kto? Inaczej raczej nie zwierzęta albo istoty pozaziemskie. Chociaż to drugie niewykluczone pytanie, tylko w jakim celu mieliby to robić?” I też Mobil odpowiada Adamowi: „Etyka i moralność to dwie najważniejsze cechy, które wyznaczają granice człowieczeństwa, bo bez nich jesteśmy o wiele gorsi niż zwierzęta”. Tak. Natomiast to są też takie rzeczy, do których nie da się drugiego człowieka zmusić. Etyka i moralność, o której piszesz, są objawami świadomości. Tej świadomości płynącej z duszy. To jest jedna z cech, która odróżnia ludzi pomiędzy sobą.
Człowiek świadomy, choćby dostał do dyspozycji bombę jądrową, to prędzej ją zakopie, schowa, ukryje, niż jej użyje. Człowiek kierujący się chęcią osiągnięciaNie wiem, władzy, przewagi, zaspokojenia swoich ambicji i swojego tego, co nazywamy ego. Wykorzysta to narzędzie po to, żeby zdominować innych i nie będzie miał żadnego wewnętrznego hamulca. A tym wewnętrznym hamulcem jest właśnie nasza świadomość. Ania pisze: „W celu zapoznania się z naszymi umysłami, zdobycia naszej energii. Szkoda gadać, bo to już za daleko poszło chyba”. Kiedyś usłyszałem takie mądre zdanie, że miłość i prawda broni się sama. I ja przynajmniej w swoim życiu przekonałem się o tym kilkakroć, rzekłbym nawet wielokroć. I może to też jest jakaś metoda. Nie dajmy się wciągnąć w tą szarą, rozmazaną i niejasną grę, w którą ktoś próbuje nas wciągnąć.
Kierujmy się tym, co dla nas jest ważne, co dla nas ma jakąś wartość. I przynajmniej jak ja to mówię, staram się mówić każdemu, swoim dzieciom, sam wyznaję tą zasadę: zrób w danym momencie to, co jest dla ciebie, ile jesteś w stanie w danym momencie. Na resztę po prostu nie masz wpływu. A przynajmniej suma summarum kiedyś, po latach nie będziesz musiał żyć z przekonaniem, że mogłem i ze świadomością, że mogłem jeszcze coś zrobić. I gdybym to zrobił, być może na przykład sytuacja potoczyłaby się inaczej. I pojawiają się dylematy, wyrzuty sumienia, obwinianie, poczucie winy i tak dalej. Niech każdy zrobi to, co dla niego w danej chwili jest możliwe, czego jest świadom, że może to zrobić. Emobil pisze: „Jeszcze zapomniałem dodać jeszcze o empatii, bo bez niej jesteśmy bio robotami, którzy pracują na ego programach, które rujnują zdrowie i życie innych”. Tu się z tobą nie zgodzę i to jest ten wątek, który jest dość niepopularny w kontekście pomagania innym. To, o czym dyskutowałem z Ghostem też między innymi.
Bo pamiętajcie, że każdy wybiera swoją własną inkarnację, miejsce, okoliczności, dzień urodzenia, energię, która z tym dniem jest związana, czyli też pewne cechy, pewne ograniczenia, pewne talenty, które mają go w jakiś sposób poszerzyć jego świadomość. I też poszerzeniem takiej świadomości jest to, że ktoś nas będzie wykorzystywał, że ktoś będzie za nas decydował. To jest też rozwój świadomości. W procesie rozwoju świadomości te doświadczenia też są potrzebne, żeby można było odptaszkować, powiedzieć: „OK, to już wiem, to już umiem, to już przerabiałem, tego już spróbowałem”. Więc sprowadzenie tego do bio robotów to jest trochę tak, jakby powiedzieć, że przez ostatnie 5, 8, 10, 20 tysięcy lat byliśmy bio robotami. Adam pisze do Emobila: „No właśnie, ja osobiście wolę skupiać swój czas na tym, co sam mogę zrobić w polu etyki, moralności i empatii niż roztrząsanie tego, co robią drapieżniki. Chyba że są dobre sposoby obrony”. No właśnie, tutaj ja się całkowicie też— zresztą pojawiło się to chwilę wcześniej w moim komentarzu. Tak, róbmy swoje. Marzenka się pojawiła i wita nas wszystkich.
Uszanowanko. Witaj Marzenko, bardzo miło cię tutaj z tym serduszkiem witać. Emobil kontynuuje swój wywiad: „Nie wspomnę o ludziach, którzy swoją zawiścią robią taką destrukcję w środowisku, że aż głowa zaczyna boleć na samą myśl o tym”. Emobilku, w kontekście naszej, że tak powiem, audycji, w kontekście tego, co ja mówię, jedną z osób, która 60 parę lat temu, już ponad 70, a w zasadzie to już w tym roku 80 lat temu rozpętała największe piekło w historii ludzkości, która uważana jest w dalszym ciągu przez historyków za jedną z najbardziej destrukcyjnych osób w naszej historii. Wbrew pozorom, wbrew temu, co myślimy o niej w kontekście ludzkim, to w kontekście duchowym, w kontekście rozwoju świadomości odwaliła kawał roboty. W sensie pozwoliła wielu ludziom, wielu duszom, wielu świadomościom wejść na następny poziom rozwoju swojej świadomości. Obnażając naszą ludzką, tą ciemną naturę pozwoliła zrozumieć milionom wcieleń, które to przeżyły, że tak nie można. Więc nawet budząc twoje reakcje, budząc twoje emocje, budząc sprzeciw nasTakim działaniom taka osoba wywołuje reakcję i robi w ten sposób dużo dobrej roboty w kontekście rozwoju świadomości. Ja będę się odnosił do tego oczywiście w kontekście audycji, nie w kontekście dobra, zła czy podejścia takiego czysto ludzkiego. Audycja nosi tytuł „Świat oczami duszy”, więc będę takie sytuacje przedstawiał z punktu widzenia duszy, bo chyba po to tutaj jestem.
Seria powitań. Dziękuję ci Marzenko, nie będę tego wątku rozwijał. Bardzo ci dziękuję. Tutaj Marzenka pisze bardzo fajnie, w swoim stylu: „Bo bogatość nam zdrowia doda”. Marzenko, to była 8:51, więc nie wiem, w którym momencie mojej wypowiedzi ten komentarz napisałaś. Nie wiem, co powiedziałem o 8:51, więc nie mogę się do tego odnieść. Ania pisze: „Czasem mam wrażenie, że teraz bogatość nam zdrowie zabiera”. Kochani, nasza bogatość nam zdrowia nie odbierze. Człowiek bogaty ma więcej możliwości. Chociażby człowiek bogaty ma możliwość dokonania wyboru na przykład odnośnie swojego trybu życia.
Ma możliwość też dokonania wyboru odnośnie swojego sposobu odżywiania. Człowiek bogaty, który nie jest zmuszony poprzez na przykład swoją sytuację materialną do pracy po 16 godzin, może na przykład dokonać świadomego i samodzielnego wyboru, że pójdzie na przykład na siłownię albo na basen, albo zajmie się swoją pasją. Znajdzie czas na jakąś przyjemność dla siebie albo dla swoich bliskich. Więc bogatość każdego z nas daje nam inne możliwości. I w bogatości nie ma nic złego. Problem polega na tym, że chęć bogatości innych ludzi może nam odbierać zdrowie, ponieważ chęć szybszego wzbogacenia się przez producenta leków, żywności, wody czy czegokolwiek innego spowoduje to, że produkt, który będzie nam sprzedawał, będzie powodował utratę na przykład albo nadszarpnięcie naszego zdrowia. Więc nasza bogatość nam zdrowia nie ujmie. Chęć bogatości, wzbogacenia się, bycia bogatym innych ludzi może nam to zdrowie odebrać. Więc powtórzę słowa swoje oraz słowa Adama w kontekście jakichś tam technologii, mind control i tak dalej. Skoncentrujmy się na nas, kochajmy siebie, dążmy do własnego szczęścia, a własne szczęście to jest również dobre zdrowie.
A bogatość to jest również szczęście, ponieważ daje nam możliwość dokonywania wyborów. Ekstremalny przykład Eskimosa czy człowieka w Afryce, który mieszka na skraju dżungli, nie daje mu takich możliwości wyboru, co on będzie jadł. Będzie jadł to, co wyrośnie. To, co uda mu się zdobyć do jedzenia, ponieważ jest biedny i nie stać go na to, żeby pojechać do miasta ze zdrową żywnością i kupić sobie i dzieciom bezglutenowe płatki kukurydziane z mlekiem bez laktozy. Marzenka tutaj pisze: „Pytanie brzmi, co kto ma na myśli jako szczęście?”. Słusznie, ponieważ nie dla każdego szczęściem będzie sukces na przykład czy sława. Zgadzam się, Marzenko, z tobą całkowicie. Natomiast w tym zestawie 261 synonimów słowa „szczęście” myślę, że każdy znajdzie jakąś garść dla siebie. Ja nie mam zamiaru ujednolicać szczęścia i przekonywać was, że szczęście ma tylko jeden wymiar i jedno imię. Natomiast przekonuję was cały czas do jednego: że droga do własnego szczęścia wiedzie poprzez miłość do samego siebie.
O tym, co jest szczęściem, co powinno być dla nas szczęściem, co jest symbolem szczęścia czy synonimem szczęścia w sensie społecznym, w sensie otoczenia, w sensie grupy społecznej, w której funkcjonujemy, rozmawialiśmy w kontekście szczęścia podświadomego. I to jest ślepa uliczka, ponieważ właśnie w jakiejś tam grupie społecznej szczęściem będzie nowy Mercedes, bo daje nam poczucie przewagi nad naszymi kolegami. W innym szczęściem będzie, tak jak mówiłem, pójście do więzienia, bo nauczy mnie życia.Innym szczęściem będzie stała praca. Tylko pamiętajcie, że to jest szczęście, które ktoś nam powiedział, że będzie szczęściem, że powinno być dla nas szczęściem. Dlatego czym jest szczęście dla nas osobiście? Możemy poznać, możemy zrozumieć, możemy odpowiedzieć sobie na to pytanie, poznając samych siebie. A żeby to szczęście osiągnąć, trzeba też mieć odwagę, żeby przeciwstawić się tym wzorcom szczęścia, które bombardują nas z naszego otoczenia. A żeby się im przeciwstawić, nie można żyć w strachu. A strach możemy wyprzeć z naszego życia tylko miłością. Więc znowu wracamy do tego samego, że pielęgnowanie, rozwijanie, uczenie się miłości do samego siebie jest tak ważnym elementem czy warunkiem naszego szczęścia, jakkolwiek by ono się nie miało nazywać dla nas.
Adam pisze do e-mobile: „Ludzie, którzy potrafią niechcący i nieumyślnie sponsorować rzeczy, które są z piekła rodem z powodu tradycji, przyzwyczajeń, wygody. Sprawdź film 'Earthlings'. Ostrzegam, że jest terapia szokowa". Nie znam filmu, więc może kiedyś, drogi mój Adamie, się pokuszę o jego obejrzenie. Marzenka pisze: „Co słowo szczęście ma za znaczenie?”. Nie wiem, o co chodzi, ale tutaj Marzenka pisze: „Dawaj linka do tekstu”. A co, z wielką przyjemnością wrzucę ci to jutro, jakbyś mi się tylko przypomniała gdzieś tam. Ania pisze: „Niestety w ostatnich latach wiele słów straciło swoje znaczenie”. Stety, niestety. Tu znowu, Aniu, najprawdopodobniej rozpatrujesz to i zamartwiasz się o innych ludzi, że oni potracili znaczenie, że oni nie potrafią, że straciło dla nich sens, że inaczej tego używają i tak dalej.
Znowu próbujesz przejmować się innymi ludźmi bądź opinie innych ludzi powodują w tobie dyskomfort, złe samopoczucie i tak dalej. Ja przed tym poniekąd przestrzegam, że te uzależnianie się od innych... Zresztą to samo chyba niestety tutaj e-mobile czasami prezentuje, że opisując zachowania innych, wchodzi w jakieś takie interakcje emocjonalne, tak jakby w ten sposób coś to zmieniało. Kochani, to nic nie zmienia, oprócz tego, że uświadamiacie sobie w tym momencie, co wam się podoba, a co nie. Nie mamy wpływu na to. Ja nie mam wpływu na to, co wy zrobicie z tym, co do was mówię. Oczywiście moją szlachetną intencją jest przekazać jak najwięcej pozytywów, które pozwolą wam sprawić, by wasze życie było dla was lepsze, szczęśliwsze, radośniejsze. Ale gdybym w ten sposób miał oczekiwania, to zamiast radości, przyjemności, którą czerpię z kontaktu z wami, popadałbym w coraz większy frustrację. Więc nie mamy wpływu na to, co robią inni ludzie. Oczywiście w pewnym zakresie mamy, bo jeżeli ktoś wybija szybę w sklepie, to możemy go złapać za rękę i powiedzieć: „Nie rób tego”.
Powstrzymać go. Czy bije kogoś, możemy kogoś uratować od śmierci głodowej i tak dalej. Więc też, żeby nie było, że ja mówię, że w ogóle nie mamy żadnego wpływu. Natomiast ten wpływ jest znikomy. Mamy wpływ na to, co przekazujemy swoim dzieciom. Mamy wpływ, pokazując ludziom nowe możliwości, dając przykład. To jest nasz wpływ i na tym się kończy. Więc nie popadajmy w skrajne frustracje z tego powodu, że ktoś jest taki, a nie inny. Cały czas powtarzam: jeżeli kogoś można zmienić na tym świecie, to siebie samego. Marzenka w odpowiedzi napisała nie wiem co, bo mi pan Marek wrzucił następną porcję postów i komentarzy.
Już jestem. Marzenka napisała: „Ale ci, co chcą, to wiedzą, co to szczęście oznacza dla nich”. Oczywiście, że tak. Ci, którzy chcą, to prędzej czy później zrozumieją samych siebie i będą wiedzieli, co jest dla nich szczęściem. Ania tutaj coś napisała, ale to najprawdopodobniej chyba dotyczy tego, co napisał Adam. Tak. „Earthlings documentary. Okrutne, straszliwe, nie polecam”. Nie wiem, nie oglądałem, ale skoro tak wrażliwa osoba jak AniaNie poleca, to ja się też pod tym podpisuję. Chociaż Adam też ostrzegał, że to jest terapia szokowa.
Hania pisze: „Ej, czyli to szczęście z reguły to po prostu haj”. Jak dla kogo, Haniu, jak dla kogo. Ale tu widzę, że jesteście na etapie wyłapywania tego, co pisałem. Marzenka wyłapała wewnętrzny spokój. Tak, to jest też poczucie szczęścia i też wynika z miłości. Marzenka pisze: „Tak myślisz, bo tak ci wpisano w głowie”. I tu Marzenka pisze dalej: „Póki nie pokochasz siebie, to nadal będą problemy”. Ania pisze: „Nie, chodziło mi o to, co czyta pan Sławek. Definicją szczęścia jest definicja haju”. Tak, być może w którymś momencie się coś takiego pojawiło.
Jest to synonim jakiegoś szczęśliwego stanu. Ja oczywiście od razu mówię: nie jestem, tak jak poniektórzy, twardym przeciwnikiem wszelkiego rodzaju używek i tak dalej, ponieważ kwestia jest tego, co człowiek od tego oczekuje. Czy jest to nagminne, czy jest to nałogowe, czy jest to uzależniające i tak dalej. Natomiast jest to też pewnego rodzaju forma poznania samego siebie. Ja kiedyś wysnułem taką teorię, że podniósł mu się status materialny, to mu palma odbiła, uderzyła do głowy. Że pieniądze zmieniły jakiegoś człowieka. Nie. Pieniądze pozwoliły temu człowiekowi pokazać, kim naprawdę był. Tylko nie mając tych pieniędzy, nie czuł się na tyle pewnie i bezpiecznie, żeby móc to pokazać. Owszem, pewne podświadomościowe mechanizmy zostały też uruchomione z powodu pieniędzy.
Ale kiedyś się mówiło, że żeby kogoś poznać, trzeba z nim zjeść beczkę soli. Ja uważam na przykład, że żeby kogoś dobrze poznać, trzeba się z nim upić, ponieważ wtedy ludzie opuszczają hamulce i wtedy człowiek zaczyna często być sobą. Czymś, co na co dzień pod przykrywką świadomości i trzeźwości potrafi utrzymać na wodzy. Po upiciu się to wszystko puszcza. Jest to też forma poznania samego siebie i poznania drugiego człowieka. Oczywiście nie mówię, że to trzeba powtarzać co drugi dzień, natomiast jako forma poznawcza uważam, że jak najbardziej. Emobil pisze: „Dobre czasy dla naszej cywilizacji to były lata 80. i 90., kiedy to ludzie byli ze sobą zjednoczeni i życzliwi i był propagowany koncept pro-family, kiedy to nawet media mainstreamowe nie były takie, jakie są obecnie, bo teraz elitarny system przyciska i zniewala tych, którzy chcą żyć w prawdzie i miłości, a przede wszystkim w miłości i pokoju”. Marzenka pisała: „Emobil, w twoim wpisie jest zwarta odpowiedź”. Często właśnie tak jest.
Natomiast to jest Emobilku też troszeczkę tak, że to, co ty postrzegasz jako coś negatywnego, że 80., 90. były fajne, teraz się dzieją takie, a nie inne rzeczy, jest też pewnego rodzaju symptomem paniki. To znaczy, jeżeli lud się buntował kiedyś, to co trzeba było zrobić? Zacisnąć mu pasa, zacisnąć mu rękę na krtani i zdławić i siłą udowodnić, kto tu rządzi. I teraz mamy takie czasy, kiedy ludzie, którzy przez wiele lat byli przyzwyczajeni do jakiegoś rządzenia, do jakiegoś decydowania, do jakichś możliwości panowania nad innymi, widzą, że ta sytuacja zaczyna im się wymykać spod kontroli. Że ludzie zyskują coraz większą świadomość, coraz większą samodzielność emocjonalną, coraz większą samodzielność myślową. Więc to są takie też trochę podrygi agonii czegoś, co już się kończy. I dlatego jest też taka panika i chęć jeszcze dodatkowego stłumienia tego. Tylko że historia i ewolucja pokazuje, że wszelkie tego typu działania wywołują dokładnie odwrotny skutek. Więc ja proponuję uzbroić się w cierpliwość i może nie bawić się w historyka, a jednym z synonimów szczęścia jest nadzieja, optymizm i mieć nadzieję, że to, co w tej chwili się dzieje, jest już po prostu końcówką jakiegoś tam etapu i końcówką pewnych systemów, pewnych zachowań, pewnych wartości.Ja tak to dostrzegam i tak to postrzegam i mam nadzieję, że może mam rację.
Marzenka pisze: „Sławku, w swój sposób piszę ci. Powiem teraz, że tyle miałam zachwiań, bo normalne życie przyprawia mnie o dreszcze, a ty potrafisz mnie podnieść. I dziękuję ci za to”. Oj Marzenko, dziękuję ci za ten miły wpis. Myślałem, że będę się miał do czego odnieść, a nie pozostaje mi nic innego, jak podziękować ci i powiedzieć, że bardzo jest mi z tego powodu miło i cieszę się, że to, co mówię komuś w czymś pomaga, a na pewno wywołuje uśmiech, którego w twoich wypowiedziach jest bardzo dużo. A to już jest bardzo miłe. Dziękuję ci bardzo. Emobil pisze: „Podobno są prognozy, że nasza cywilizacja przetrwa do 2050 roku. Potem koniec”. Kochani, co ja wam będę mówił?
Wszyscy dokładnie wiemy, w jakim przede wszystkim ekologicznym kierunku zmierzamy. Ile milionów zwierząt jest w tej chwili, czy gatunków bakterii jest w tej chwili na wyginięciu. Ostatnio gdzieś czytałem, że w Skandynawii, w Norwegii jest bank nasion, do którego w ostatnich tygodniach czy miesiącach przysłano nie wiem, 50 000 czy 50 000 000, już nie pamiętam, nasion najpopularniejszych roślin, żeby je zmagazynować, żeby w przypadku katastrofy było z czego odbudowywać. Wiem, że jeden z bardzo bogatych ludzi gdzieś w kosmosie na orbicie ma zachowane jakieś wzorniki ludzkich genów, żeby móc człowieka odtworzyć. Więc do 2050 roku jest jeszcze trochę czasu. Tego czasu mamy jeszcze trochę. A skoro się na ten temat mówi, skoro ty mówisz, skoro są te sygnały ostrzegawcze, to może tym bardziej da ludziom to do myślenia, może tym bardziej zmobilizuje ich to do tego, żeby do tego po prostu nie dopuścić. W dalszym ciągu możemy to jako ludzkość zrobić. Więc nie daję wiary temu, że to jest jakiś wyrok boski albo jakiś inny, tylko po prostu już całkiem rozsądne, naukowe, prawdziwe twierdzenia, że tej naszej łachudry ziemi nie da się tak demolować, eksplorować i ignorować bez końca. Marzenka pisze: „Emobil, jak dajesz w to wiarę, to podbijasz ten program”.
Ja bodajże w poprzedniej audycji mówiłem wam o swoich jakichś wizjach końca świata. Było tutaj nawet takie zapytanie, prośba, żeby ten temat poruszyć. Więc słuchajcie kochani, czemu nie? Ja nie traktuję tego jako jednoznaczny wyrok, który zapadł już w stosunku do Ziemi, więc może też warto na ten temat rozmawiać. Emobil pisze: „Jak można się cofać w rozwoju? Nie rozumiem tego. Dobrze, że są pojedyncze jednostki, które nie zniżają się do tego poziomu, co większość niestety robi”. Kochani, ja powtarzam to wielokroć. Często pojawiają się w różnego rodzaju filmach i wypowiedziach i przeróżnych waszych opiniach, że ten świat zmierza w złym kierunku. Ja odnoszę zupełnie inne wrażenie.
Naprawdę, uwierzcie mi. Tylko jeżeli rozpatruje się to w perspektywie ostatniego roku czy ostatnich trzech lat, to można dojść do takiego wniosku. Natomiast jeżeli się patrzy na ludzkość z perspektywy 30, 50, 100 lat, to widać gigantyczny, ale to naprawdę gigantyczny postęp. To, o czym ja wspominam w momencie, tu Adam mi kiedyś napisał, że gdybym wydał książkę wtedy, kiedy ją zacząłem pisać, to byłbym duchowym milionerem. Kochani, to było 18 lat temu. Emobilku, z tego, co wiem, jesteś stosunkowo młodym człowiekiem, więc 18 lat temu być może się nie zajmowałeś tymi tematami, bo miałeś inne zajęcia, ciekawsze i ważniejsze. Natomiast ja 18 lat temu, jako już bardzo dorosły człowiek zacząłem pisać książkę, którą po 15 latach wydałem. I ja pamiętam dokładnie, z jakim... odzewem, że jak wydrukowałem pierwszy egzemplarz swojego pierwszego rękopisu, który wtedy chyba miał nazwę „Życie człowieka, czyli walka dobra ze złem”, zastanawiałem się, komu mogę go dać do przeczytania 18 lat temu. I powiem wam szczerze, w swoim otoczeniu nie znajdowałem ludzi, którzy mogą w ogóle zrozumieć, co napisałem 18 lat temu.
A po 18 latach bez żadnego stresu, obaw ani dylematów prowadzę audycję w Radiu Paranormalium, która się nazywa „Świat oczami dusz”. Ile istnieje Radio Paranormalium, panie Marku, jest pan tam?
[01:44:34] - Radio Paranormalium istnieje osiem lat, natomiast strona Radia Paranormalium istnieje już prawie 16 lat.
[01:44:44] - Pamięta pan, panie Marku, określenie Paranormalium? Z jakimi emocjami 15, 16 lat temu było kojarzone?
[01:44:54] - Początkowo strona była bez nazwy. Nazwa Paranormalium pojawiła się dopiero później, ale to już prawie 14 lat będzie, jak się nazywamy tak, jak się nazywamy.
[01:45:05] - To była nazwa, która była kojarzona ze stosem dla czarownic wtedy.
[01:45:12] - Można powiedzieć tak.
[01:45:14] - Tak, prawda?
[01:45:15] - W ogóle słowo paranormalne stanowiło taki stygmat. Ktoś się przyznawał do zainteresowań paranormalnych, to zaraz go stygmatyzowano.
[01:45:26] - Właśnie, drogi Emilku, tu masz żywych świadków przełomu i gigantycznych zmian, które się dokonały w ciągu ostatnich 14, 16, 18 lat. Trzeba być chyba urodzonym malkontentem i widzieć szklankę do połowy pustą, żeby tego nie zauważyć. Ewentualnie trzeba tak krótko żyć na świecie, żeby tamtych czasów nie pamiętać. Porzuć to czarnowidztwo, przyjrzyj się trochę, zapoznaj się, popytaj chociażby mnie czy pana Marka, czy może swoich znajomych, jak bardzo świat duchowy, ezoteryczny, rozwoju osobistego, tematyka duszy, przeznaczenia, reinkarnacji i tych wszystkich tematów, które są z tym związanych, jak to wszystko w ciągu ostatnich kilkunastu lat poszło do przodu. Także zupełnie nie podzielam twojego negatywnego nastawienia. Wracając dalej do komentarzy. Marzenka pisze: „Emil, a można? Bo na przykład wolisz to, co stałe, to co znasz i nowego się boisz. A jak poznasz nowe, to sam nie wiesz, czy to prawda, czy nie. I wracasz do starego, bo je znasz i czujesz się w nim bezpiecznie”.
Tak, to jest taki typowy syndrom grajdołka, jak ja to nazywam, naszej podświadomości. Wszystko, co nieznane, budzi naszą niechęć, lęk i obawy, ponieważ nasza podświadomość nie za specjalnie ma jakieś scenariusze przygotowane na te okoliczności. Missy Street House: „Witam się spóźniona”. Witaj moja droga, mam nadzieję, że zdrówko, przeziębienie i katar odeszły razem z moim. Cieszę się, że jesteś, bo już zaczynałem się martwić. Napisz, jak tam twoje zdrówko. A ja się cofnę tutaj do komentarzy. Ania pisze: „Obawiam się, że szczęście jest stanem emocjonalnego wybuchu pod wpływem różnych impulsów, a co za tym idzie możemy stymulować się wciąż czymś fajnym. Dla każdego co innego. Możemy być szczęśliwi, a nie być szczęśliwi.
Oby jak najczęściej”. Tak, banalnie. Droga Aniu i drodzy kochani słuchacze. My często swoje szczęście uzależniamy od czynników zewnętrznych, od opinii innych ludzi. Też często szczęście chcemy dostać. Chcemy, aby ktoś sprawił, że jesteśmy szczęśliwi. I tak, to są stany przejściowe. I to, co nazwałaś, możemy stymulować. Możemy sobie na przykład jechać kupić sukienkę. Nie śmiejcie się, bo ja jestem czasami jak prawdziwa kobieta.
Jak chodzę do fryzjera, chociaż staram się to robić stosunkowo jak najrzadziej, to się śmieję, że jak prawdziwa kobieta mam lepsze samopoczucie. Jak wychodzę od fryzjera, czuję się innym człowiekiem. Można się stymulować, kierując się tymi synonimami szczęścia, które podpowiada nam nasza podświadomość.Czyli tym, że jeżeli to zrobimy, albo jeżeli to dostaniemy, albo jeżeli to będziemy posiadali, to powinniśmy według scenariusza naszej podświadomości być szczęśliwi. I tu w tym momencie działa ten odwrotny proces. Najpierw pojawia się myśl: „Aha, mam sukienkę, jestem szczęśliwy”. I przez moment jestem. Dostaniemy kwiaty, dostaniemy prezent. Jesteśmy wystymulowani, ponieważ coś przyjemnego popłynęło, przypłynęło do nas z zewnątrz. Ja to opisuję też w swojej książce. Jaka jest różnica pomiędzy szczęściem wynikającym z brania, a szczęściem wynikającym z dawania?
Jak krótko trwa to szczęście, które pojawia się w nas w momencie, kiedy coś dostajemy bądź fundujemy sobie coś na poziomie fizycznym, na poziomie materialnym? Ile trwa szczęście wynikające z zakupu sobie bardzo drogiego, nowego samochodu? Ile trwa to szczęście? Tyle, ile będziemy się tym samochodem pierwszy raz chwalić swoim znajomym. Kiedy będziemy swoim nowo spotkanym znajomym opowiadać, fascynować się o tym samochodzie. Tyle trwa nasze szczęście. Drugim razem już: „Dobra, dobra, wiem, tak widziałem. No fajnie”. Więc w perspektywie jeżdżenia tym samochodem trzy, pięć, osiem lat ta chwila szczęścia wynikająca z zakupu i z tego pochwalenia się tym samochodem swoim znajomym, bliskim, rodzinie to jest pewnie procent całego czasu, kiedy ten samochód posiadamy. A 99% to są często już mniej przyjazne sytuacje.
Wiecie na przykład ile kosztuje wymiana z wyważaniem? Czyli przywożę jedne koła, na przykład zimowe. Koła, całe koło. Nie opony, żeby przełożyli mi na felgi, tylko całe koła. Chcę, żeby mi je wyważono i założono na samochód i zdjęto powiedzmy letnie. Wiecie ile taka operacja kosztuje w przypadku, kiedy ma się Opla czy Volkswagena? 80 złotych, 60 złotych. Zależy czy ciężarki były czy nie. W Porsche kosztuje to 850 złotych i to nie w salonie w serwisie Porsche, tylko w zwykłym serwisie. Tylko że samochód jest marki Porsche.
800 złotych. Więc jak widzicie proporcje 1% szczęścia na skutek wystymulowania się, o którym ty Aniu piszesz, w porównaniu z tymi pozostałymi sytuacjami to nie jest warto. Tylko widzicie kochani, to jest kolejny powód, dla którego będę was namawiał do pokochania samych siebie. Bo to, o czym teraz powiem dla tych, którzy tej miłości do samych siebie nie mają, będzie czystą teorią i czymś zupełnie niezrozumiałym. Miłość chociażby do samego siebie czy jakakolwiek forma miłości, takiej bardziej czystej, w takiej krystalicznej postaci, to jest pewnego rodzaju stan głupawki. Mało tego, to przez niektórych może być odbierane jako ignorancja, jako brak odpowiedzialności, a przez niektórych może być odbierany nawet jako choroba psychiczna. Ja spotykam się z czymś takim, kiedy ludzie patrzą na mnie i zastanawiają się, czy ja jestem normalny, z czego ja się cieszę. Jak to jeden z kolegów powiedział, że w moim wyidealizowanym świecie. A tak to właśnie wygląda. I to jest stan, który nie wymaga żadnej stymulacji.
To jest stan, który po prostu jest. Stymulacja zewnętrzna najczęściej może próbować ten stan zachwiać albo go zatrzymać na chwilę, albo go wyłączyć na czas jakiś. Natomiast jak się on już pojawi, to on sobie po prostu trwa i tego nie jestem w stanie wam opisać, jak to jest, bo to po prostu trzeba przeżyć. Czego oczywiście polecam, życzę. To jest fajne, chociaż wiem, że przez niektórych, zwłaszcza takich bardzo mocno osadzonych w podświadomości ludzi, jest odbierane jako coś przynajmniej dziwnego.Marzenka pisze: „O tak, dałam już paru miłość, nawet ból ustął w momencie złamania”. Dobrze. Nie wiem czego złamania, ale nie wiem, czy ja aby na pewno chcę to, Marzenko, wiedzieć. Ania pisze: „Dowiadujemy się najczęściej, że siebie kochamy w chwilach, kiedy zostaliśmy zranieni. Tak mi wtedy żal siebie, tak bardzo boli, czuję to. Wtedy trzeba się przytulić do siebie oczywiście”.
Aniu, tu cię muszę chyba niestety troszeczkę rozczarować. Piszesz: „I wtedy właśnie czujesz miłość”. Pewnie miłość też się pojawia. Oczywiście każdy z nas ma prawo reagować, interpretować to po swojemu. Natomiast to troszeczkę jest chyba pewna forma autoempatii, autowspółczucia. Ja wiele razy w życiu przechodziłem różnego rodzaju rozczarowania. Najczęściej były związane nawet nie z kobietami, ale po prostu z ludźmi. Z moimi przyjaciółmi, pseudoprzyjaciółmi, z moimi kolegami, z moimi wspólnikami, z moimi nauczycielami. Przeżywałem to też wiele razy kiedyś. Ale po jakimś czasie zrozumiałem, że to właśnie do takich sytuacji doprowadził mnie brak miłości do samego siebie.
A może trochę w tamtym czasie źle pojęta, zinterpretowana miłość do ludzi. Tutaj Ania pisze: „Jak złego? Co złego? Rozumiem, że jesteśmy na końcu audycji. Cudowne jest, gdy siebie kocham, uwielbiam, podziwiam. Och i ach, i nikt nie musi o tym przecież wiedzieć. Ważne, że ja jestem z siebie dumna, bo kto, jak nie ja?” No właśnie. Zresztą też, Aniu, napisałaś bardzo fajnie w jednym komentarzu, że gdzie znajdziesz lepszego partnera do rozmowy i do przebywania ze sobą. Coś w tym kontekście było. Tak, to jest właśnie miłość do samego siebie.
Cieszę się bardzo, że tak to fajnie tutaj napisałaś. „Dumna jestem” – mówi Kontynuacja Ani. „Dumna jestem z tego, że kocham siebie” – tak. Tutaj żartowniś Adam: „No to wyciągać karteczki. Będzie klasóweczka”. Powiem tak: coś w tym, drogi Adamie, jest, bo gdyby to były warsztaty, a nie audycja, być może pokusiłbym się o to, żeby z tych 100 czy 150 synonimów słowa „szczęście”, napisaliście na karteczce przynajmniej 10, 15, które odnajdujecie u siebie, które jesteście pewni, że są waszym udziałem, że na tych płaszczyznach miłość do samego siebie działa tak, jak powinna. Ja wiem, co działa w twoim, jaka płaszczyzna szczęścia i miłości do samego siebie działa w twoim przypadku. To, o czym mówiłem: o szczęśliwych trafach, zrządzeniach losu, o miłych zbiegach okoliczności, o przeznaczeniu. Także już cztery za ciebie wymieniłem. Pozostałe 11 bardzo proszę w dniu jutrzejszym przesłać mi na maila.
Dziękuję. Ania pisze: „Oczywiście, że niewystarczająco. Z każdym dniem chcę mocniej, więcej siebie kochać”. I słusznie, Aniu, i słusznie, drodzy słuchacze. Tak, ponieważ do tego Mount Everestu na pewno każdemu z nas jeszcze troszeczkę zostało. Więc to nie jest proces, najprawdopodobniej, tak mi się wydaje, który się w jakikolwiek sposób kończy. Myślę, że to jest proces taki, któremu może jako ludzie poświęcimy następne trzy, pięć albo 10 tysięcy lat. I oby tak było. Marzenka się przysiada do kominka. Zapraszam cię jak najmocniej.
Nawet jeszcze jest ciepły i być może od czasu do czasu słychać takie miłe strzelanie palącego się drewna. Ale widzę, że nie wiem, gdzie ci będzie bliżej, bo i Ania zaprasza, więc może do niej będzie ci bliżej, bo pisze, że mój kominek dzisiaj daje. Także mam wrażenie, że egoizm doprowadza do złości, zazdrości i tych wszystkich innych odmiennych stanów świadomości. Egoizm nie ma nic wspólnego z miłością, kochani, ponieważ egoizm, tak jak sama nazwa wskazuje, jest dokonywaniem wyborów, w których wybieramy swoje dobro kosztem dobra drugiego człowieka. Miłość zawsze szuka jakiegoś sposobuŻeby to dążenie do szczęścia nie odbywało się kosztem drugiego człowieka. To nie są odmienne stany świadomości, to jest po prostu podświadomość. W pewnym momencie dla naszej świadomości jest to odmienny stan świadomości. JustMe, proszę bardzo. Witaj JustMe. Hej Panie Sławku.
O, dobrze, już widzę, że to będzie ważna wiadomość. Sprawy potoczyły się tak, że jednak musiałam odbyć tę rozmowę telefonicznie. Tak pokrótce to usłyszałam, że ranię czyjeś uczucia swoją postawą. Na co odpowiedziałam: „Co z moimi uczuciami? Czy mam się katować, bo ranię czyjeś uczucia?”. Oczywiście próbowano wprowadzić mnie w poczucie winy, ale wcale jej nie czuję. Powiedziałam, że stawianie granicy zawsze boli osobę, której tę granicę się stawia i że rozumiem, że wtedy szuka się winnych wokół, tylko nie u siebie. Dziś dokładnie zrozumiałam, jak należy siebie kochać. Dziękuję za wszystko, kochany Sławku. Postawiłeś mnie na nogi.
Kochani. Moja droga. Już druga taka wiadomość dzisiaj w ciągu jednej audycji. Powiem tak, moja droga, nie wiem, jak się czujesz, bo wiadomość jest pozbawiona słów, słowo pisane w komputerze jest pozbawione emocji, ale coś mi mówi, że dość mocno przeżyłaś tą rozmowę i że chyba jeszcze nie do końca gdzieś jesteś pogodzona z pewnymi takimi gonitwą myśli i rozważaniami, czy zrobiłaś dobrze. Chcę cię uspokoić. Zrobiłaś bardzo dobrze. I tak, kochani, tak właśnie wygląda miłość do samego siebie, bo miłość do samego siebie to jest umiejętność stawiania granic, w którym ktoś nas zaczyna ranić. Miłość do innych ludzi nigdy nie może się odbywać kosztem nas samych. I to jest też bardzo ważna informacja, która często w rozważaniach miłości jest pomijana. Gdzie jest ta granica?
Właśnie w tym miejscu, kiedy ktoś próbuje zranić nas. Postawienie granicy, obrona siebie samego jest obowiązkiem każdego człowieka. Nikt nie ma prawa nas w żaden sposób wykorzystywać, czy to do celów materialnych, czy to do celów emocjonalnych. Nikt nie ma prawa nas wykorzystywać. Także cieszę się bardzo. Dziękuję ci za tą wiadomość. Nie ukrywam, że ostatnio gdzieś tam sobie tak się zastanawiałem, jak tam sytuacja u ciebie, ale postanowiłem dać tobie czas na spokojne załatwienie. Nie chciałem już tam robić dodatkowego zamieszania, bądź też, żebyś nie czuła się przeze mnie w żaden sposób naciskana. Także dziękuję ci, moja kochana za wiadomość, za dobrą wiadomość i mam nadzieję, że teraz już wszystko potoczy się jak najlepiej. Czego oczywiście tobie i twojemu mężowi oraz twoim teściom również z całego serca życzę.
Mam nadzieję, że miłość, prawda, szczerość te relacje, jeżeli nie natychmiast, to przynajmniej z czasem naprawi, że te szlachetne bądź co bądź uczucia obronią się kiedyś same. Jestem z ciebie bardzo dumny. Ania pisze: „Miłość do siebie, moja miłość doprowadza mnie do zrozumienia wręcz wszystkiego, co jest okrutne. Bo jak zrozumieć to wszystko? A ja mam poczucie, że rozumiem przez pryzmat tego uczucia do siebie”. To znaczy zrozumieć to wszystko, to takie dość szerokie pojęcie i też nie do końca wiem, Aniu, co masz na myśli. To jest to, o czym Ghost pisał w komentarzach. To jest to, o czym dzisiaj ja pisałem. Mówiłem wam o nawet tych encyklopedycznych, że tak powiem, określeniach, że żeby pokochać, że nasza miłość do innych jest taka, jaka nasza miłość do nas. Więc to też jest wskazówka.
Jeżeli w jakiś sposób nie potrafimy kochać innych, to znaczy, że też ta miłość do samych, miłość własna u nas troszeczkę szwankuje. I zrozumienie wartości, zrozumienie potrzeby, zrozumienie tego, jak miłość do samego siebie działa, jak się zachowuje, jak się wtedy czujemy, pozwala zrozumieć naprawdę bardzo dużo aspektów, które obserwujemy u innych ludzi. Przyznając sobie prawo do miłości, przyznajemy to prawo wszystkim innym ludziom. I to jest bardzo ważne. Inaczej patrzymy na innych ludzi, pozwalamy imTeż kochać samych siebie, żyć tak, jak oni chcą według swojego własnego szczęścia. Pan Marek wrzucił mi tutaj muzyczkę, którą puścił wam kochani, a której ja nie odsłuchałem, ponieważ byłem zajęty czymś innym. Adam pisze: „W związku z tym covery utworów rządzą, często zagrane na pianinie zyskują nowy wymiar. A i muszę stwierdzić, że kopalnią muzyki nieradiowej jest OST z filmów, gier i innych produkcji. Jeżeli lubicie symfonie, to polecam kanał Rush Garcia, jako że są to adaptacje twórczości orientalnych. No i też daje jakby powiew świeżości”.
Ale niektórzy wolą zechcieć zasłonić ekran. Nie wiem mój drogi, ale dziękuję ci za tą informację. Muzyczny przerywnik się spodobał.
[02:08:56] - To jeszcze polecę taki kanał, z którego Radio Paranormalium zaczerpnęło dużo muzyki na YouTubie. Kanał o nazwie po prostu Ambient.
[02:09:07] - Dziękujemy panie Marku. Zanotowaliście? Bo to jeszcze nie koniec klasóweczki w takim razie. Ale są tacy, którzy panie Marku się nie obijali tak jak ja. Marzenka pisze: „Dziękuję za link do przerywnika i tutaj, jak pewnie pan przeczytał, aż mi łezka się uroniła jak to posłuchałam”. Bardzo fajnie. Łezka jest na pewno oznaką wrażliwości, a wrażliwość to już tylko malutki kroczek do miłości.
[02:09:39] - Myślę, że to jest też kwestia muzyki, którą ciężko oczekiwać, że będą ją puszczały jakieś radia mainstreamowe, tak zwane. Muzyka pełna takiego emocjonalnego ładunku.
[02:09:53] - No to ja obiecuję, że zaraz po audycji zrobię sobie również taki prezencik i z przyjemnością posłucham. Emobilek do nas wrócił. Dobrze, dobrze. Wracam do komentarzy. Emobilek napisał: „Przepraszam, nie miałem neta i pewnie mnie dużo ominęło”. Mobilku dużo, niedużo z pewnością to nadrobisz. „Muszę zmienić dostawcę neta, bo to sobie w kulki leci”. Powiem ci mój drogi, że gdyby audycja była na żywo, to rzuciłbym wam zdjęcie swojego masztu radiowo-internetowego, który wybudowałem po to, żeby mieć z wami kontakt. Więc polecam poszukiwanie rozwiązań. Ania pisze: „Dziękuję za audycję, Sławku.
Cóż, ujął mnie pan opinią na mój temat, że jestem wrażliwa”. Ciekawe. Moja Aniu, nie kryj drogą, bo przecież dobrze o tym wiesz. Ale jeżeli zapomnisz, to z chęcią ci to przypomnę. Ja też dziękuję za to, że dzisiaj z nami byłaś i oczywiście zapraszam. Chociaż ciebie akurat nie muszę. Myślę, że pojawisz się znowu w komentarzach pod naszą audycją na YouTubie. Także dobrej nocy. Wszystkiego dobrego dla ciebie i do usłyszenia. Ania jeszcze napisała: „Napisałam wcześniej, że szczęśliwym się bywa”.
To ja proponuję ci zamienić ten stan na taką małą zabawę słowną, na taki mały drobiażdżek. Szczęśliwym się nie bywa, że są takie momenty, kiedy nie jestem szczęśliwy. A oby ten stan szczęścia w twoim życiu, w moim życiu, w waszym kochani życiu trwał jak najdłużej. Żeby to momenty były, kiedy tego szczęścia jest troszeczkę mniej, a cała reszta, żeby była po prostu szczęśliwa. Marzenka mi odpisała: „Kość złamania Sławku. Ból mi przeszedł tyle, co mogłam zrobić do momentu ratunku szpitala”. Wow! Tak się domyślałem, aczkolwiek to się pojawiło z jakimś tam serduszkiem, więc pomyślałem, że może też chodzić o złamane serce. Ale proszę bardzo, mamy tutaj lekarza, który leczy miłością. Bardzo cię proszę Marzenko, napisz więcej o tym.
Ja z chęcią tą metodę, zresztą nie tylko ja, ale myślę, że na pewno wiele osób z chęcią się dowie, jak to zrobiłaś, jak to zrobić. Oby tych złamań w naszym życiu i naszym otoczeniu było jak najmniej, ale zawsze lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. Emobile pisze: „Trudno być szczęśliwym z kimś, a łatwiej być szczęśliwym z samym sobą”. Powiem ci szczerze, fajnie, że to napisałeś, bo to jest też ciekawy wątek. Bo tak naprawdę większość ludzi szuka szczęścia z drugą osobą. Mało tego, gros ludzi oczekuje tego szczęścia od innych, ponieważ sami nie sąZe sobą szczęśliwi. Najpopularniejszy standard szczęścia, oprócz szczęścia związanego z rodzicielstwem, o czym już mi nawet trochę brakuje tych ghostowych rozpisywanek na temat swojego szczęścia w macierzyństwie, to najczęściej synonimem szczęścia jest małżeństwo, związek, czyli dawanie, ale też przyjmowanie miłości od drugiej osoby. Skoro ty jesteś na etapie, że potrafisz być szczęśliwy sam ze sobą, to dobrze, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że przebywanie tylko z samym sobą i bycie szczęśliwym tylko z samym sobą często może prowadzić do narcyzmu, ponieważ wchodzenie w relacje z innymi ludźmi pozwala nam pewne rzeczy zweryfikować, nawet zweryfikować opinię o samym sobie. Czy moja miłość jest na tyle dobra, na tyle fajna, że oddziałuje na innych? Nieumiejętność dawania szczęścia innym ludziom, szczęścia, radości, dobrego humoru, dobrego nastroju, optymizmu.
Któryś z tych synonimów wykorzystajmy. To przecież nie chodzi o to, żeby chodzić i szukać ludzi i mówić: „Ja cię uszczęśliwię. Co cię uszczęśliwi? Ja ci to zrobię”. To też nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby ludzie w naszym otoczeniu czuli się dobrze, żeby ich zarażać optymizmem, dobrym humorem, poprawiać ich nastrój i tak dalej. To możemy zrobić dla innych ludzi. Bez tej umiejętności, bez tej weryfikacji często możemy popaść w narcyzm. Oczywiście nie mówię Emobilku, że w twoim przypadku tak jest. Mówię to na antenie, żeby po prostu słuchaczy przestrzec.
Emobil pisze: „Tworzyć własną rzeczywistość siłą wyobraźni i tam odnaleźć to, co nas będzie cieszyć oraz dawać energię do działania i kreatywności”. Nie wiem, co mam tu powiedzieć, bo to jest też fajne i jeżeli na ciebie działa, to okej. Natomiast ja tu też widzę jakieś pułapki, ale nie chcę znowu teraz przejąć od ciebie twojego czarnowidztwa. Więc okej, super. Jeżeli tak to u ciebie działa, to ja się tylko po prostu cieszę. Marzenka pisze: „Kogo zaswędział czubek głowy?” A co było słychać? Tutaj Emobil pisze: „W dzisiejszych czasach wyobraźnia, w tym marzenia oraz pragnienia, daje azyl przed tym wszechogarniającym złem”. Tylko spadłem. Ojojkoj. Emobilku, powiem tak: to, co powiedziałem w poprzednim albo przedostatnim odcinku.
Padło tam coś na temat ludzi złych, negatywnych, wrednych. Ja powiedziałem, że nie ma ludzi wrednych. Są ludzie nieszczęśliwi, są ludzie pozbawieni miłości do samego siebie. Do momentu, dopóki twoje teksty są pewnego rodzaju prowokacją do wywołania dyskusji poprzez przysłowiowe wsadzenie kija w mrowisko, jest okej. Natomiast w momencie, kiedy ty widzisz świat jako łez padół, to znaczy tak naprawdę, że to tobie brakuje miłości do samego siebie. Każdy widzi świat przez pryzmat samego siebie, przez pryzmat swojego malutkiego świata. Tak ja przynajmniej uważam. Zresztą w ogóle w twoich komentarzach jest bardzo dużo jednak mimo wszystko pokazywania negatywnej wizji świata, ludzi. Ania pisze: „Dobranoc wszystkim. Dziękuję za miły, konstruktywny wieczór”.
Tutaj część słuchaczy osobiście pożegnała się. W imieniu pozostałych ja cię, Aniu, pożegnam. Też dziękuję. Dziękujemy za to, że z nami dzisiaj byłaś, że byłaś aktywna, że nam tyle fajnych rzeczy powiedziałaś i tak bardzo ładnym stwierdzeniem otworzyłaś dyskusję na temat miłości. Dobrej nocy, śpij spokojnie i do usłyszenia, mam nadzieję, już niebawem. Emobil tu pisze: „Jeśli oglądał ktoś film »Miasto 44« o powstaniu warszawskim, tam właśnie były sceny, w których kobiety opiekowały się dziećmi i wskazywały im ucieczki od tego, co musieli oglądać: śmierć, krew”. Jest to naturalna sytuacja i naturalna chęć chronienia przez matkę własnego dziecka przed tym, co złe, przykre, bolesne, co zwłaszcza dla dziecka, które tego nie rozumie, może być przerażające. Aczkolwiek to też świadczy o pewnym progresie i pewnej zmianie w-Świadomości ludzi, bo wcześniej dzieci, które przychodziły na tego typu uroczystości, jak na przykład ukamienowanie, biczowania, palenie czarownic czy obcinanie głów, czy wieszanie, po prostu uczestniczyły w tym w sposób naturalny i nikt im nie zasłaniał oczy. Wprost przeciwnie kazał to oglądać, żeby się uczyło, żeby się oswajało z tym. Adam pisze: „Właśnie, Sławku, udało ci się odsłuchać te piosenki z zeszłego tygodnia Petera Bankole?
Wiszą nadal w komentarzach z poprzedniej audycji te linki w razie chęci.” Pan Marek odpisał: „Jeszcze się nie udało.” Tak, drogi Adamie, przeprosiłem pana Marka, że jednak nie, że coś mnie tam zaabsorbowało, ale obiecałem, że nadrobię zaległości. Także dziękuję ci za linka. Mam go też tutaj w linku od pana Marka, zwłaszcza że opowiadacie i mówicie o tym w takich superlatywach, że nie wiem, czy nie odsłucham tego jeszcze dzisiaj wieczorem. Marzenka pisze: „To ci napiszę u ciebie na fejsie, Sławku.” Dobrze, Marzenko, bardzo ci dziękuję. Rozumiem, że dotyczy to tematu tego złamania. Marzenka pisze. I twojej, że tak powiem, opieki miłością. Marzenka pisze: „Ano rozkręciłam w sobie miłość i przytuliłam tę część ciała złamaną do siebie i pokochałam. Nie wiem, jak inaczej wam to przekazać.” Mi wystarczy, Marzenko. Natomiast jakby próbując rozwinąć myśl i uzasadniając, bo to się może wydawać z punktu widzenia ludzkiego czymś zupełnie nieracjonalnym.
Zresztą mi się też kiedyś wydawało to nieracjonalne. Natomiast kochani, pamiętajcie, że miłość pochodzi z duszy, z naszej świadomości, która w pewnym sensie, i tu ostatnio nawet czytałem jakiś artykuł na ten temat o dzieciach reinkarnacji, że coraz więcej naukowców czyni badania i przekonuje, że nasza świadomość i tak ją nazywają, co mi się bardzo podoba. Może słuchają naszych audycji. Żartuję oczywiście. Nasza świadomość może funkcjonować poza ciałem fizycznym, czyli jest pewnego rodzaju energią. Nasze ciało też jest energią. Miłość, która płynie z naszej duszy, wchodzi w pewien sposób w jakiś taki pozytywny rezonans właśnie z takim miejscem. Okazywanie tej miłości nawet chociażby samemu sobie w chorych, obolałych miejscach, koncentrowanie swojej miłości na tych chorych miejscach, mimo że jest to absurdalne z punktu widzenia, powiedzmy ludzkiego bądź fizycznego, ma prawo przynieść pozytywne efekty. Tutaj Marzenka jeszcze pisze: „To jak przytulić...” Tu nam się pojawił jakiś nowy słuchacz, Siepacz XXL, który się z nami przywitał. Witaj Siepaczu.
Marzenka pisze: „To jak przytulić do siebie coś zepsutego i pokochać i przesłać mega dawkę miłości i wyobrażenia, że jest zdrowe? A najpiękniejsze w tym jest to jak widzisz ten przepływ. Czaderskie uczucie.” Powiem ci, że cię rozumiem i teraz zaczynam sobie myśleć, kiedy ja ostatni raz to robiłem. Ale dzisiaj mnie zachęciłaś i wrócę do tego. Dziękuję ci bardzo, Marzenko. Informacja od pana Marka: jednak Jubi dzisiaj nie nadaje. Napisał, że odpuści dzisiaj, bo ma jeszcze kilka audycji z taśmy do przygotowania. Bardzo mi przykro, bo myślałem, że będę słuchał muzyki i w ten sposób może załapię się na którąś z audycji Jubiego.
[02:25:10] - Tu jeszcze jedna aktualizacja, bo Jubi właśnie podesłał linki do dwóch nowych audycji swoich. Także dzisiaj pierwsza z tych audycji już zabrzmi tuż po audycji „Świat oczami duszy”.
[02:25:24] - Proszę bardzo. Czyli jednak coś się będzie działo. To fajnie. Pozdrawiamy Jubiego tak przy okazji i obiecuję, że jak nie padnę, to z przyjemnością tym razem ja posłucham ciebie. Tutaj jeszcze mam kilka komentarzy. Widzę od Emo Bilka: „Sławku, ja mówię o tym wszystkim w szerszym zakresie wszystkich ludzi, a nie w swoim własnym imieniu. Ja przedstawiam swoje przekonania o tym, jaka jest rzeczywistość i jakie są moje opinie w tej kwestii z myślą o tych, którzy nie potrafią się przeciwstawić temu. Jeśli na co dzień słyszę i widzę o cierpieniu zwykłych ludzi, to czuję się z tym wszystkim-Bardzo źle. To miło, że to napisałeś. Bo to zmienia troszeczkę sens tego, o czym piszesz.
Pisząc to w jednoosobowym sensie można odnieść wrażenie, że to są właśnie twoje poglądy. Natomiast w kontekście walki, przeciwstawiania się temu, czy dotyka innych ludzi, zmienia to zupełnie kontekst tego, co mówisz. Aczkolwiek moje zdanie też znasz na ten temat. Każdy z nas, tak jak napisała dzisiaj moja koleżanka na Facebooku, że można zaciągnąć konia do wodopoju, natomiast nie można się już za niego napić wody. Są pewne rzeczy, które każdy człowiek musi wykonać sam. Musi. I tu użyję tego słowa, bo jeżeli chce coś zmienić w swoim życiu, to musi wykonać pewne czynności, czy to na poziomie mentalnym, czy emocjonalnym, czy duchowym, czy chociażby fizycznym. Więc nie da się uchronić ludzi przed doświadczeniami, jeżeli oni sami tego nie chcą. Można ich zaciągnąć do wodopoju, natomiast jeżeli sami nie podejmą decyzji o tym, żeby się napić wody, to padną z pragnienia stojąc nad rzeką. Więc mówię tu o tym nie dlatego, żebyś zrezygnował z chęci pomagania innym, tylko żebyś właściwie sens pomagania innym zrozumiał i też żebyś się na tych próbach nie wypalił.
Bo masz bardzo dużo wiedzy, masz ją też usystematyzowaną, poukładaną, też widzę, że przemyślaną i szkoda by było, gdybyś odpuścił sobie swoje działania tylko dlatego, że jeden, drugi czy trzeci koń, którego zaciągnąłeś do wodopoju, nie chciał się napić wody. Także może takim niezbyt optymistycznym akcentem, ale w związku z tym, że komentarzy się nie pojawiło, pan Marek ma do przygotowania następną audycję, to kochani, myślę, że podziękujemy sobie.
[02:29:03] - Jeszcze kolejne komentarze się pojawiły. Jeszcze nie tak szybko.
[02:29:07] - Oczywiście. Faktycznie nie dane mi jest jeszcze skończyć. Marzenka pisze: „Wróć, Sławku”. Adam pisze do e-mobila: „Pytanie, gdzie widzisz to ciągłe cierpienie? Bo jeżeli przez komputer, to masz pełen wybór i osobistą odpowiedzialność za to, na co się nastrajasz. Detoks od negatywnych treści to też możliwość”. Ja też nie wiem, Adamie, też się dowiedziałem przed chwilą o tym, co kieruje e-mobilem i mam nadzieję, że będziemy mieli okazję dowiedzieć się czegoś więcej. Natomiast też w kontekście tego, co napisałeś, owszem, jest to jakaś tam możliwość, natomiast ja też e-mobila bardzo dobrze rozumiem, bo też miałem bardzo długi etap w swoim życiu, kiedy wydawało mi się, że ja swoim działaniem jestem w stanie uchronić ludzi przed doświadczeniami, które ja widzę, że do nich zmierzają, a oni jeszcze nie mają o nich pojęcia. Oni jeszcze nie mieli pojęcia o zagrożeniu, a ja już widziałem rozwiązanie, jak można tego uniknąć. Więc ja rozumiem tego typu działania, bo też taki etap dość długi w swoim życiu miałem.
I też jeszcze, zwłaszcza jeżeli dotyczy to moich bliskich, miewam takie zapędy, kiedy ciężko mi się zdystansować do tego, co niechybnie kogoś z moich bliskich na tej drodze, którą podąża, spotka. Więc wiem, że to jest bardzo trudne i mimo że ma się taką możliwość, to czasami ciężko z niej skorzystać wewnętrznie. Lubi napisał: „Cześć, nie to, że mnie nie ma. Nasłuchuję w tle i nie zawsze wchodzę na czata”. Cieszę się bardzo. Serdecznie cię pozdrawiam. Dziękuję też za fajny filmik. Korzystałem z tego, że jesteś, który mi dzisiaj podesłałeś. Także dziękuję ci bardzo. Lubi napisała: „A, Sławku, lecisz w Radio Dream Team na żywo”.
To fajnie. Cieszę się bardzo. Pozdrawiam słuchaczy Radia Dream Team. Fajnie, dzisiaj mnóstwo fajnych informacji. Na szczęście nie muszę zapisywać tej daty, która jest. Ci, którzy wiedzą, to wiedzą. Ci, którzy nie wiedzą, to powiem wam na koniec audycji, dlaczego nie muszę.Ale super. Mnóstwo fajnych informacji dzisiaj do mnie dotarło. Marzenka pisze: „A jak widzisz zagrożenie, a nie masz na to wpływu, to jest mega dołujące”. Marzenko, my w ogóle nie mamy wpływu na tak zwane zagrożenia czy doświadczenia innych ludzi.
Ponieważ to, co mówiłem też wielokroć, jeżeli człowiek w swoim umyśle, w swoich emocjach, w swojej duszy, w swojej świadomości wyprodukuje potrzebę takiego, a nie innego doświadczenia, to nie ma takiej siły we wszechświecie, która go przed nim uchroni. I to jest dołujące, ale też rozwój świadomości pozwala przejść ten etap bez nadmiernego obwiniania się, bez nadmiernego dołowania się, bez nadmiernego wypalania swoich emocji, nadmiernego brania na siebie odpowiedzialności za to. Dlatego ja tak sobie myślę, że ten etap dusz dojrzałych nie może trwać zbyt długo, ponieważ jest to etap bardzo męczący emocjonalnie i duchowo. Także zgadzam się z tobą, że jest to bardzo dołujące, ale lekarstwem na to jest właśnie świadomość tego, że nie mamy żadnego wpływu na to i nikt nie ma wpływu na to, co dany człowiek wyprodukował w swoich emocjach, w swojej sferze duchowej, w swojej sferze mentalnej, emocjonalnej. I skoro w tej sferze danego człowieka jest źródło, jest przyczyna, to tylko w tej sferze można dokonać jakichś zmian. A my do tej sfery nie mamy dostępu. To może zrobić tylko drugi człowiek. Nie możemy, nie mamy na to żadnego wpływu. Więc w związku z tym, że nie mamy na to żadnego wpływu, oprócz oczywiście rozmowy, oprócz próby nakłonienia człowieka, żeby zmienił swój sposób myślenia. Jeżeli chcemy go w jakiś sposób uchronić, to możemy mu dać też przykład swoim postępowaniem czy swoimi doświadczeniami, że można pewne rzeczy powstrzymać, że można pewnych rzeczy uniknąć.
Ale to jest jedyne, co w takiej sytuacji, moim zdaniem, możemy zrobić. Marzenka pisze: „Teraz to wiem, ale wcześniej przeogromnie to było dołujące. Teraz to już jest luzik prawie”. Właśnie, prawie czyni wielką różnicę. Ja z sytuacjami, które dotyczą moich najbliższych też jeszcze nie do końca w każdej sytuacji potrafię się od tego odciąć. Także rozumiem cię. „Jako dzieciak”, Marzenka pisze, „to strasznie przeżywałam. Nikt mi nie mówił i nie wiedział, jak z tym sobie poradzić. Teraz już wiem”. Całe szczęście.
Jak widać, zmiany przychodzą do nas w przeróżnych momentach naszego życia i też na skutek przeróżnych, czasami zupełnie nieprzewidzianych doświadczeń, przemyśleń, spotkań, ludzi, tego, co nazywamy przypadkiem, zrządzeniem losu. Dobrze kochani, cóż tam jeszcze słychać? Czy ktoś coś jeszcze? Czy kończymy, moi drodzy? Ja mam nadzieję ze swojej strony, że ten temat miłości do samego siebie, miłości oczami duszy, miłości oczami podświadomości przewertowaliśmy na tyle skrupulatnie. Miłości i szczęścia oczami naukowców, badaczy i Wikipedii, filozofów i religii, z którymi dzisiaj mieliśmy do czynienia oraz słowników synonimów oraz wyrazów bliskoznacznych, że te ostatnie cztery audycje na tyle wyczerpały temat, że do tego tematu nie będziemy wracali. Czekam w takim razie, który z tematów, które odwlekliśmy, które wcześniej pojawiały się, byłby teraz najważniejszym dla was do poruszenia. I cóż, usłyszymy się za tydzień i z chęcią, z wielką radością i z przyjemnością o tym z wami porozmawiam. Dobrze. Widzę, że tu się nic nie dzieje, więc kochani, dziękuję dzisiajJust Me, dziękuję Marzenko tobie za piękne słowa.
Jubi też dziękuję za tą dobrą wiadomość. Tych wiadomości dzisiaj spłynęło do mnie bardzo dużo. Takich dobrych, fajnych, sympatycznych. Też jedna wiadomość z mojego życia, że tak powiem, prywatnego, dotycząca bezpośrednio mnie. Dzisiaj do mnie dotarła. Dostałem bardzo fajną informację od swojej najstarszej córki, więc to był naprawdę bardzo udany dzień. Zwłaszcza, że kochani to, co się pojawiło dzisiaj też w audycji, wątku, którego nie rozwijałem. Powiedziałem, że nie będę musiał zapamiętywać tej daty, ponieważ w dniu dzisiejszym kończę swoje kolejne urodziny, więc zapamiętam tą datę bez żadnego problemu. Kochani, dziękuję wam bardzo serdecznie. Oczywiście miłości do siebie, miłości ogólnie jak najwięcej i szczęścia, które jest konsekwencją miłości życzę wam w dniu dzisiejszym na najbliższy tydzień, na najbliższe miesiące, na całe wasze życie.
Serdecznie was pozdrawiam. Uważajcie na siebie i do usłyszenia już za tydzień. Trzymajcie się. Dobrej nocy. Dzięki. Pa, pa.
[02:40:13] - A mówi te słowa do państwa, jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie tych z państwa, którzy chcą zgłębić tematy związane ze świadomością, zachęcamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka „Świat oczami duszy” na YouTube. Tytuł taki sam jak tytuł naszej audycji. Zachęcamy także do sięgnięcia po książkę pana Sławka Bączkowskiego „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” A użytkowników Facebooka zachęcamy z kolei do polajkowania fanpage'a, który dla odmiany nazywa się tak jak książka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście już za tydzień o 20:00 w poniedziałek. Oczywiście na antenie Radia Paranormalium. Oczywiście całkiem świadomie i na żywo. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl