Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Odkąd zaczęliśmy emisję audycji „Świat oczami duszy” w poniedziałki, te poniedziałki jakieś takie się zrobiły ciekawsze, nieprawdaż? Myślę, że wielu z państwa to przyzna. Tak więc dzisiejszy poniedziałek również wieczorem uczynimy ciekawszym. Jest poniedziałek, 18 listopada 2019 roku. Startujemy z audycją „Świat oczami duszy”. Na żywo oczywiście. Audycja poświęcona w całości meandrom świadomości.
Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". Po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:09] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[01:12] - Zanim oddam głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Audycję realizujemy w całości na żywo. Będzie można do nas dzwonić i pisać. Nasz numer telefonu to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Oczywiście pod nasz numer telefonu można wysłać także SMS-y, jak najbardziej. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Można nas także spotkać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. Można także do nas zagadać na grupach facebookowych Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Nie muszę chyba tego mówić, ale liczymy również na feedback po audycji w postaci komentarzy, czy to na YouTube, czy to w archiwum mp3 na www.paranormalium.pl. A więc panie Sławku, z czystym sumieniem mogę teraz oddać panu głos.
[02:38] - Jak zwykle dziękuję, panie Marku. Kochani, jeszcze raz dobry wieczór, witam was bardzo serdecznie. Dwie sprawy takie przeprosinowe. Jedna to mogę dzisiaj troszeczkę chrypieć, ale przesadziłem w sobotę ze świeżym powietrzem. Przepraszam, przy ognisku było bardzo ciepło, poza ogniskiem już troszeczkę mniej. I zapomniałem, że ten miesiąc, który mamy teraz na „l” to nie jest lipiec, tylko listopad, więc mogę troszeczkę chrypieć. I drugie przeprosiny dotyczą komentarzy, które pojawiły się pod ostatnią audycją. Kochani, jestem pod wielkim wrażeniem. Bardzo wam dziękuję i mam nawet taki pomysł, żebyście udostępniali te audycje na swoich profilach. Już nie tylko ze względu na to, co ja mówię, tylko ze względu na te komentarze, które pod audycjami się pojawiają.
Ja jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem i nie myślcie, że ja tutaj wam słodzę, bo czegoś od was chcę, bądź tak wypada, ale naprawdę i Adam, i MrsTreehouse, i Damian, i Ania, i Ghost, i cała masa innych. Może nie cała masa, bo tutaj Małgorzata pisała i później Danuta do nas poruszyła jakiś tam wątek, więc jest tego mnóstwo i to, co w tym jest najfajniejsze, to jest to wszystko bardzo fajne, bardzo merytoryczne i bardzo mądre. Jestem z was bardzo dumny. Wychwytujecie takie niuanse, które troszeczkę gdzieś wam wydają się sprzeczne z tym, co mówię. I bardzo mnie to cieszy. Pewnie byłbym w stanie dzisiaj, tylko nie ruszyłbym żadnego innego wątku, gdybym chciał tylko odpowiadać na komentarze, które się pojawiły. Ale wszystkich, którzy tych komentarzy nie widzieli, którzy ich nie czytali, bardzo serdecznie zapraszam, bo mnóstwo wiedzy i to nie tylko takiej wiedzy, w której zgadzacie się ze mną, tylko również takiej, w której patrzycie na pewne sprawy z trochę innego punktu widzenia. I to jest fajne. I to jest naprawdę bardzo fajne. Bardzo wam za to dziękuję.
I też mówię przepraszam was, że w tym poprzednim tygodniu miałem troszeczkę mniej czasu, żeby w tej dyskusji uczestniczyć, ale naprawdę poradziliście sobie beze mnie świetnie. Więc żeby już nie przedłużać, poruszę wątek taki najbardziej zbieżny z tematem poprzedniej audycji, którą pan Marek nazwał „Aura”. Chociaż tak naprawdę w mojej intencji było co innego. Ale co się wlecze, to nie uciecze, bo ten temat dokończymy dzisiaj, bo też się pojawiło takie pytanie. Ja wątku aury nie będę zbytnio rozwijał. Mówię, poradziliście sobie, powymienialiście się tutaj, podrzuciliście sobie linki. Temat aury zostawiam przede wszystkim do waszych doświadczeń.Bo tak najlepiej doświadczeń i przemyśleń. Bo tak najlepiej jest się przekonać o tym, czy to ma jakiś sens, czy nie. Ja tylko wam podpowiem i przypomnę, czym w ogóle jest aura. Aura po pierwsze jest zmienna i o tym trzeba pamiętać, że aura jest pewnego rodzaju obrazem naszego aktualnego stanu emocjonalnego.
Bo emocje, tak jak zresztą później spróbuję to rozwinąć, to jest i myśl, to jest i stan duchowy, to się przekłada również na stan zdrowotny naszego ciała fizycznego. Więc jest opisem i obrazem tego, co aktualnie się z nami dzieje. I też nie bądźmy zdziwieni, że na przykład w momencie, kiedy będziemy obserwowali ludzi chociażby w kościele, czy podczas jakiejś modlitwy, czy chociażby podczas warsztatów, czy podczas zajmowania się tematami duchowymi, że czakra na przykład miłości czy czakra trzeciego oka będzie bardziej intensywnie pracowała. Natomiast w momencie, kiedy wejdziecie do ciemnego lasu, to uwierzcie mi, że zakładam, że najbardziej intensywnie będzie pracowała czakra podstawy. Pracując w korporacji czakra splotu słonecznego, czakra naszego ego będzie tam po prostu aż buzować. Więc w zależności od tego, w jakim jesteśmy w danym momencie stanie emocjonalnym, tak te czakry będą inaczej pracować. Tak więc obraz tej aury też będzie troszeczkę inny. Jeszcze o jednej rzeczy powiem. Skoro jest to ciało energetyczne, więc pewne eksperymenty, które są robione z wyczuwaniem za pomocą receptorów. Bo jak wiecie czakr jest siedem, natomiast tych pomniejszych centr energetycznych jest ponad tysiąc.
One są rozmieszczone w całym ciele, również w naszych palcach, w naszych stopach, w całym ciele. Więc oczywiście, że można za pomocą tych mniejszych centr energetycznych tę aurę sczytywać w jakiś sposób. Natomiast też pamiętajcie, że to, co widzicie wzrokiem... Inaczej, jeżeli ktoś się zajmuje fotografią, to wie, że lustrzanka, kiedyś aparaty fotograficzne to było po prostu odbicie jeden do jednego obrazu, który był widziany przez obiektyw. Natomiast w momencie, kiedy wprowadzono aparaty cyfrowe, pewne efekty są już obrabiane elektronicznie, więc dołożenie tam jakichś dodatkowych fajerwerków też moim zdaniem nie stanowi jakiegoś większego problemu. Więc ja uważam, że jest to możliwe. Zresztą tak się to kiedyś odbywało, natomiast nie przyjmujcie tych elektronicznych fajerwerków tak jeden do jednego. To tyle. A jeszcze jedna rzecz, bo bardzo podoba mi się wasza dociekliwość, poszukiwania. Bodajże o tych fajerwerkach pisał Adam, natomiast Ghost posunął się jeszcze do zrobienia swoich własnych eksperymentów, co mnie bardzo cieszy, bo do tego was też namawiam.
Nie przyjmujcie w ciemno tego, co ja mówię, tylko włóżcie w to odrobinę wysiłku, żeby samemu pewne rzeczy sprawdzić. Ten eksperyment z samym sobą pozostawiam bez komentarza. Natomiast ten eksperyment z pięcioletnim dzieckiem jest pewnego rodzaju informacją, do której zresztą sam Ghost doszedł i myślę, że wielu z was też, że nie każdy i nie zawsze musi po pierwsze tą aurę widzieć i też posiadać ją na tyle rozbudowaną, żeby była widoczna tak wyraźnie dla innych ludzi. Więc być może ten chłopiec nigdy w życiu nie widział aury w swoim otoczeniu, ponieważ jego otoczenie jeszcze aż tak widocznej, aż tak rozbudowanej tej aury nie posiada. Oczywiście to jest tylko moja luźna myśl. Nie musi być prawdą. Jedno z hipotetycznych rozwiązań. Także kochani, ja temat aury zamykam. Nie ma obowiązku widzenia aury. Widzenie bądź niewidzenie aury w żaden sposób nie będzie wpływać ani na wasz poziom świadomości, ani na wasz poziom duchowości, ani na wasze duchowe doświadczenia, przeznaczenia czy jakieś tam kolwiek inne rzeczy.
Także widzenie aury dla wielu ludzi jest jakby szukaniem kolejnych dowodów i potwierdzenia tego, że to co myślą, co wiedzą, co czują jest prawdą. Zresztą na tym spędzamy bardzo dużą część swojego życia, na utwierdzaniu się w przekonaniu, że to co myślimy, a jest troszeczkę inne od tego, co mamy zapisane w podświadomości, jest prawdą. Więc jeżeli ktoś potrzebuje, to oczywiście mówię, sposobów jest podejrzewam mnóstwo, więc znalezienie takowegoMyślę, że dla tych, którzy czują taką wewnętrzną potrzebę, nie będzie to stanowiło jakiegoś większego problemu. W kąciku Boba Asa pojawił się bardzo fajny temat. Tu dziewczyny zwłaszcza dość mocno go pociągnęły, który mówił o tym stanie REM naszego umysłu, naszego mózgu. I to dotyczyło w dużej mierze tych rozważań, co taki malutki człowieczek widzi, czym on żyje, co się dzieje w jego umyśle w wieku kilku dni, kilku tygodni, kilku miesięcy, kiedy wszystko, z czym się spotyka, jest dla niego nowe. Dziecko nie rozumie, nie rozpoznaje, nie potrafi nazwać i też nie rozumie tego, co mówi do niego otoczenie. Zwróćcie uwagę, że najczęściej te pierwsze dni, tygodnie, miesiące naszego życia nie pamiętamy tego, co się działo. Owszem, są ludzie, którzy twierdzą, że bardzo dobrze pamiętają. Natomiast tak naprawdę, żeby wejść w te wspomnienia, nie szukamy ich w naszej pamięci fizycznej, takiej ziemskiej, co by świadczyło o dwóch rzeczach.
O jednej, że nasza pamięć ziemska, nasz umysł ziemski zaczyna funkcjonować dopiero wtedy, jak mamy coś już zapisane, jak mamy już się do czego odwoływać i do czego porównywać. I tutaj podrzucę wam taki wątek. Takie pytanie, czym jest myśl? Czym jest w ogóle myślenie? Nie wiem, czy kiedyś się zastanawialiście, bo ten proces z fizycznego punktu widzenia, ten proces tworzenia tych połączeń neuronowych pomiędzy odpowiednimi komórkami mózgu tworzy jakieś tam wzorce. To pewnie tam słyszeliście. Ale czym jest myśl? Podpowiem. Czy myśl to jest coś takiego: „O, chyba się zdenerwuję zaraz” i wtedy zaczynamy się denerwować? Czy myśl jest: „Jestem zdenerwowany”.
Najpierw się denerwuję, a dopiero później pojawia się myśl, że jestem zdenerwowany. Rzucę to oczywiście pod waszą rozwagę i pod waszą inteligencję. Kiedyś bardziej brutalnie i bardziej drastycznie nazywałem pewne rzeczy i dlatego też mówiłem, że gro ludzi nie myśli, gro ludzi reaguje. A to, co my nazywamy często u ludzi myśleniem, jest tylko umiejętnością nazwania naszych stanów emocjonalnych. I to też według słownika, który jest zapisany w naszej podświadomości. Nasz proces myślenia zawsze odwołuje się do tego, co już mamy zapisane w naszej podświadomości i poza te ramy ciężko jest nam wyjść. Żeby zamiast mówić zielony, mówić green, musimy zmienić to w naszej podświadomości. Kiedyś mówiło się, że najwyższy poziom umiejętności posługiwania się językiem dla nas obcym jest to, kiedy zaczynamy myśleć w tym języku, czyli jakby całkowicie naszą podświadomość przestawiamy na posługiwanie się nawet w myślach słowami z języka, którego się uczymy. A pamiętajcie, że dziecko tej podświadomości jeszcze nie ma. Jeszcze nie ma się do czego odwoływać, jeszcze nie ma żadnych wzorców.
I tu jest też takie zastanawianie się, czym jest w ogóle stan REM. Ten stan umysłu takiego niby uśpionego. Ja wam powiem tak z mojego doświadczenia, że w momencie, kiedy wyciszamy naszą podświadomość, zaczynają do nas docierać informacje z innych źródeł informacji. Przede wszystkim właśnie z duszy. Ale tematem snów, tematem wizji, tematem właśnie tego stanu zajmiemy się pewnie na jakiejś oddzielnej audycji. Zwróćcie uwagę, czym reaguje małe dziecko. Przyjrzyjcie się bądź przypomnijcie sobie, jak to jest, kiedy próbujecie uspokoić dziecko, będąc samemu zdenerwowanym. To oczywiście się nie udaje. Dziecko, takie malutkie dziecko, taki malutki człowieczek, ponieważ nie ma jeszcze podświadomości, jest miłością. Jest tą miłością, która płynie z duszy.
Być może w tym pierwszym okresie naszego pobytu na ziemi, bo takie małe dziecko nie zna strachu. Strachu uczymy dziecko my. Natomiast małe dziecko nie zna strachu. Strach jest, tak jak ustaliliśmy, zarejestrowany w podświadomości.Strach płynie ze świadomości. Miłość płynie z duszy. Takie małe dziecko nie zna strachu. Jest ta budująca się cały czas czakra podstawy, która odpowiada za instynkt przetrwania. Ale to jest instynkt przetrwania. Przepraszam, nie strach. I być może na początku naszego ziemskiego życia przypominamy sobie bądź uzmysławiamy sobie perspektywy naszej duszy, po co na tej ziemi się znaleźliśmy.
Być może pamiętamy jeszcze obrazy z poprzedniego wcielenia czy z poprzednich wcieleń, które spowodowały to, że znaleźliśmy się tutaj, w tym miejscu, w tej sytuacji, w tej rodzinie, w tych warunkach. I być może to jest też ten etap, kiedy próbujemy sobie to jakoś z punktu widzenia duchowego zapamiętać. Temat jest ciekawy. Miałem troszeczkę mało czasu, żeby się nad tym głębiej zastanowić, ale z pewnością do tego tematu jeszcze wrócimy. Także żeby nie było, że nie było dzisiaj kwadransu Bobasika. Kwadrans Bobasa uważam za zamknięty, a chciałbym wrócić do tematu naszej poprzedniej audycji, która wywołała dyskusję i którą warto by było sfinalizować i podsumować. Zwłaszcza że obiecałem głosowi ludu, że do tego tematu wrócę. Padło takie pytanie i tutaj Ghost to dość wyraźnie powiedział: o co chodzi z tą miłością? Bo wywnioskował, że ja w ostatniej audycji podkreślałem to, że miłość do samego siebie jest tą miłością nadrzędną, najważniejszą i że na niej powinniśmy się skoncentrować, że miłość z punktu widzenia duszy, z punktu widzenia podświadomości jest nieistotna, a że powinniśmy się skoncentrować na miłości do samego siebie. I to troszeczkę się kłóci i jest w konflikcie z tym, co mówiłem wcześniej o tym, że miłość jest dawaniem, potrzebą dawania.
Kochani, ponieważ wchodzimy na coraz wyższe poziomy zrozumienia się nawzajem, mam większą śmiałość do tego, żeby w pewne drobniejsze niuansiki wchodzić, za co was bardzo szanuję. Ponieważ tak jak często powtarzam, mówienie o całkach dziecku z trzeciej klasy podstawówki mija się zupełnie z celem. I żebyście nie myśleli, że ja tu kogoś próbuję zaklasyfikować bądź oceniać, bądź uważać, że ktoś jest gorszy bądź lepszy. Nie, po prostu mija się z celem. Ważne jest to, żeby mówić do drugiego człowieka rzeczy, które on chce wiedzieć przede wszystkim. Bo to nie chodzi o to, czy on to rozumie, czy nie, ale czy chce wiedzieć. Dlatego ja o pewnych tematach nie wspominam. Po pierwsze dlatego, żeby nie gmatwać tego jeszcze bardziej, a poza tym chcę mówić też o tym, o czym wy chcecie słuchać. Dlatego postanowiłem ten temat rozwinąć i fajnie, że on się pojawił. Naprawdę bardzo fajnie, że on się pojawił.
Popatrzcie kochani jak wygląda ludzkie życie. Rodzimy się, przychodzimy na świat w określonych warunkach. To, czy data urodzenia ma znaczenie, jedni w to wierzą, drudzy nie wierzą. Zostawiamy tak, ale w konkretnych warunkach, w konkretnej rodzinie, w konkretnym miejscu na świecie przychodzimy na świat. Wiecie już na temat podświadomości bardzo dużo, więc też wiecie dokładnie, że te prawdy, które zostaną objawione przez naszych bliskich w początkowych etapach naszego życia i później również staną się naszymi prawdami życiowymi. I oczywiście będąc nastolatkiem weryfikujemy te prawdy, sprawdzamy, próbujemy je wcielać w życie, a następnie będąc człowiekiem dorosłym, bezkarnie wprowadzamy je w życie, kłócąc się ze swoją żoną na temat sposobu wychowania dzieci, na temat prowadzenia samochodu, na temat podziału obowiązków w domu, na temat kto jest głową, kto jest szyją, czy powinno się szanować teściów, czy nie, czy powinno się zostawiać skarpetki w łazience i czy deska powinna być opuszczona, czy podniesiona. I tych tematów jest mnóstwo. Jak powinniśmy wykonywać pracę bądź jak jej nie wykonywać? Jaka postawa życiowa w pracy jest przydatna? Czy lepiej iść po trupach, czy lepiej być solidnym, uczciwym i prawdomównym?
I tak dalej. Na każdy aspekt naszego życia jesteśmy przygotowani. Oczywiście to wiemy. Wiemy, jaki zawód powinniśmy wykonywać. Wiemy, czym się powinniśmy zajmować, czy ciężką pracą, czy kombinowaniem. To wszystko, co zostało namPrzedstawione jako prawda, jako jakaś wartość będzie dla nas prawdą i będzie dla nas wartością. Damy się za to pokroić. Będziemy tracili z tego powodu przyjaciół, znajomych, pracę, partnerów, dzieci i mnóstwo innych rzeczy po drodze, łącznie z pieniędzmi i zdrowiem w obronie tych wartości. Aż w którymś momencie ci, którzy już mają powyżej 40 bądź 50 lat, wiedzą, że ten moment nadchodzi. Zaczynamy się zastanawiać nad tym, co jest tak naprawdę ważne i czy to wszystko, w co wierzyliśmy do tej pory, na czym spędziliśmy nasze życie, miało aż tak wielką wartość, żeby narobić po drodze tyle głupstw, często krzywd sobie i innym.
Czy to było aż na pewno takie ważne? Wrócę za chwilę do tego wątku. Rozwinę, jak on wygląda później. Natomiast teraz zatrzymam się, ponieważ ta nasza walka wynika z tego, co nam zostało objawione jako prawda, jako szczęście, jako często też miłość. Bo często pojęcie miłości jest takie, że nie musi mnie szanować, byle dobrze zarabiał. Ma zapewnić bezpieczeństwo mnie i moim dzieciom. Albo nie musi dobrze zarabiać, byleby miał dla mnie czas. Nie musi być mądra. Ważne, żeby umiała dobrze gotować i tak dalej. To są też formy miłości.
Ważne, żebym mnie słuchała. To jest miłe. Może mnie bić, ale żeby nie bił naszych dzieci. To też jest miłe. I jedna z tych wielu prawd, które mamy zapisane w podświadomości, dotyczy właśnie miłości. I powiedzcie mi, co się dzieje później? Bo o tym, jak powinna wyglądać prawdziwa miłość, nasi rodzice dowiedzieli się od swoich rodziców po to, żeby przekazać tę prawdę nam i po to, żebyśmy my tę prawdę przekazali swoim dzieciom. Prawdę o miłości. I my według tej prawdy o miłości tak traktujemy miłość, tak do niej podchodzimy. I czy warto tę prawdę przekazywać dalej?
Czy ta miłość, o której mówiłem na samym początku, miłość wynikająca z podświadomości, czy warto ją przekazywać dalej? Moim zdaniem nie. Przynajmniej nie bezkarnie. Następny wariant miłości, o którym rozmawialiśmy, to była miłość oczami duszy, czyli ta miłość, którą ja nazwałem bezduszną. I tutaj ten wątek też dość mocno pojawił się w komentarzach i pozostawił sporo pytań, sporo takich niejasności. Czy to tak naprawdę źle wygląda z punktu widzenia miłości? Czy dusza nie przejmuje się naszym aktualnym stanem, naszą obecną sytuacją? Czy my na tę duszę możemy liczyć? Czy ona nas w jakiś sposób wspiera i czy ona nas w jakiś sposób prowadzi? Czy tylko jest skoncentrowana na głównym celu, tym, do czego docelowo mamy dojść?
I też cieszę się, że po tych 46, 47 audycjach mówienia o duszy, o świadomości, o miłości, wychwyciliście, że faktycznie to może być coś troszeczkę nie to, że to nie do końca wpisuje się w treść tych poprzednich audycji. Że tak jakbym w którymś momencie zmienił zdanie albo doszedł do innych wniosków. Nie, kochani, nie doszedłem do innych wniosków, nie zmieniłem zdania, tylko weszliśmy tutaj już w taką bardzo wąską tematykę, która dotyczy właśnie świadomości. Wróćmy do tego tematu. Kiedy dochodzimy do momentu, kiedy zrobiliśmy wszystko, co nam podpowiadała nasza podświadomość. Mówię o tym 40, 50 plus, później dalej. I co się dzieje w tym momencie? Stajemy i zastanawiamy się, czy jesteśmy szczęśliwi. Czy ja wstaję rano i patrząc na to wszystko, co mnie otacza: dom, rodzinę, samochód, pracę, czy to powoduje, że jestem szczęśliwy? Że wstaję z uśmiechem na ustach i rwę się do tego dnia i chcę pędzić dalej i robić to, co robiłem do tej pory?
Czy zaczynam się wypalać? Czy dostrzegam, że czegoś w tym życiu zabrakło? Czegoś, co w dniu dzisiejszym spowodowałoby, że wstawałbym właśnie z tym entuzjazmem, z tą energią i z tym powerem takim. I wow, super, mam jeszcze jeden kolejny dzień, żeby się tym życiem cieszyć, żeby było fajnie. Oczywiście znam takich ludzi i znam takie dni, ale znam też takie, kiedy ten entuzjazm jest troszeczkę mniejszy.I do jakich wniosków z wiekiem dochodzimy? Że to wszystko, do czego kierowała nas nasza podświadomość, te wszystkie wzorce radości, szczęścia, rodziny, pracy, odpowiedzialności, obowiązków, zasad, norm. To wszystko może jest i fajne, może i daje satysfakcję, może i daje powód do dumy, ale nie daje szczęścia. Tego szczęścia, które się po prostu czuje. Jest fajnie, ale czegoś jeszcze brakuje. I wtedy zaczynamy często zastanawiać się, co byśmy zrobili teraz, jak byśmy tym życiem pokierowali.
Czy dokonałbym jakichś zmian, czy może zrobiłbym coś inaczej, dokonał jakichś innych wyborów? I wtedy w tym całym zamieszaniu często pojawiają się takie myśli: a może wykazałem zbyt mało zainteresowania moimi bliskimi? A może ja o nich nic nie wiem? Może ja wiem zbyt mało. Może ja poświęciłem im zbyt mało czasu, zbyt mało swojego zainteresowania i uwagi. Być może chciałbym teraz bardziej uczestniczyć. Gdybym mógł cofnąć czas na przykład w sukcesach mojego syna bądź w sukcesach mojej córki. Może zamiast dawać im ciągle rady, stawiać wymagania, podnosić poprzeczkę, może więcej czasu poświęciłbym na słuchaniu tego, co mają mi do powiedzenia o rzeczach prostych, o nowej sukience, o nowych korkach, o nowym koledze. Może tak naprawdę to czas, zainteresowanie, zaangażowanie, wspólne zastanawianie się, wspólne przeżywanie byłoby tym, co tak naprawdę teraz dałoby mi poczucie szczęścia. I oczywiście ja mówię tutaj pewne oklepane prawdy.
I też prawdą jest, że każdy wiek się rządzi swoimi prawami. Bo możemy teraz rozważać, co byśmy zrobili mając trójkę dzieci, samodzielnie pracując, jak moglibyśmy wykrzesać więcej czasu dla nich chcąc utrzymać rodzinę na odpowiednim poziomie. I to nie chodzi o to, żeby się dołować i oceniać swoje życie i próbować się postawić na głowie albo żyć w poczuciu winy. Nie. Tylko zrozumieć, co tak naprawdę daje mi radość, co sprawia mi radość, co daje mi takie prawdziwe poczucie szczęścia, po to, żeby pozostałą część aktualnego życia móc właśnie na to wykorzystać, żeby nie dać się prowadzić dalej tej naszej ślepej podświadomości, tylko żeby wyciągnąć z tego wnioski i zrozumieć, co tak naprawdę daje mi szczęście i powoduje, że jestem radośniejszym człowiekiem, weselszym, radośniejszym, pogodniejszym człowiekiem. I też to czas, zainteresowanie, zaangażowanie, zatroskanie, współodczuwanie, współczucie, zrozumienie drugiego człowieka to są wszystko synonimy miłości. I wtedy właśnie rozumiemy, że miłość i te wszystkie synonimy miłości są w życiu tak naprawdę bardzo ważne i dają najwięcej radości. Do takich wniosków dochodzą ludzie doświadczeni, świadomi. Do jakich wniosków dochodzą ludzie, którzy mają troszeczkę mniejszą świadomość? Dochodzą do takich wniosków, że gdybym miał więcej pieniędzy, gdybym miał lepszą pracę, to bym mógł dać więcej miłości.
Gdybym miał lżejszą pracę, to miałbym więcej czasu. Gdybym miał mniej stresującą pracę, to nie musiałbym tyle pić. Gdybym miał lepszą żonę, gdybym był politykiem, gdybym był lekarzem albo może gdybym był bezdomnym, albo może gdybym był biednym rolnikiem. Pojawiają się rozważania, jak moje życie byłoby szczęśliwsze, gdybym był kimś innym, gdybym miał coś innego. I tu wrócę do tematu tego, jak nasza dusza podchodzi do tematu miłości. Nie to, że ona się nie interesuje, nie to, że ma w nosie. Natomiast do momentu, dopóki wierzymy w kolejną prawdę płynącą z naszej podświadomości, że gdybym, to ona da nam szansę przekonania się i zrozumienia, czy aby na pewno tak będzie. Czy jeżeli będziesz miał więcej pieniędzy, jeżeli będziesz kimś bardziej znanym, kimś takim, śmakim owakim. Czy będziesz szczęśliwszy bez miłości? Ponieważ dusza jest miłością, więc mówi: „Okej, sięgnij, tylko sięgnij.
Masz to w zasięgu swoich możliwości. Tylko po to sięgnij. Ja nie mogę cię do niczego zmusić”. Więc to wsparcie naszej duszy, to pomoc naszej duszyKierownictwo naszej duszy zaczyna funkcjonować, ale dopiero wtedy, kiedy wiemy, czego chcemy. Kiedy już rozumiemy, co daje nam szczęście, co to jest szczęście, co to jest radość, z czego ta radość płynie i czym jest miłość. Dusza nie da nam nic, czego my nie chcemy. To jest wolna wola. To jest właśnie wolna wola. I to jest też w pewnym sensie jej miłość do nas. Tak jak my pozwalamy naszym dzieciom doświadczać, żeby się przekonały.
Nie jesteśmy w stanie narzucić drugiemu człowiekowi, że ma kochać, że ma kierować się w życiu miłością. Nie jesteśmy w stanie tego zrobić. I tak samo dusza nie jest w stanie tego zrobić. To my musimy najpierw zgłosić ten akces, że chcemy wyjawić swoją wolę. Tylko ta wola musi wynikać też ze świadomości. Ze świadomości tego, co jest ważne. Dlatego tutaj pewien poziom i bagaż doświadczeń, które zebraliśmy w poprzednich wcieleniach, będąc właśnie biedniejszym, bogatszym, zdrowszym, chorszym, szczęśliwszym, mniej szczęśliwszym. Te wszelkie aspekty, które wynikały z naszej podświadomości, te wszystkie testowania i odgrywanie różnych ról tutaj na Ziemi powodują, że tak jak podczas naszego zwykłego ziemskiego życia, w którymś momencie dochodzimy do wniosku i wiemy, co w życiu daje radość, co w życiu daje siłę, co w życiu daje chęć do życia i co jest tak naprawdę najważniejsze. Jaka wartość w naszym życiu jest najważniejsza. Dlatego dopiero na pewnym etapie naszego rozwoju pojawia się ta świadomość.
I wtedy świadomie wyrażając akces, że chcemy tą miłość wprowadzić do swojego własnego życia, wtedy zaczynamy współpracować z naszą duszą, z naszą świadomością. Ona nie jest w stanie nas do niczego zmusić. Żeby to może lepiej pokazać, zwróćcie uwagę, jak wyglądał nasz rozwój cywilizacyjny przez ostatnie tysiąclecie. Co dominowało w zachowaniu, w decyzjach, w ogóle w postępowaniu ludzi? Co dominowało? Czy funkcjonował aspekt miłości? Ja nie jestem historykiem, ale jak się na przykład ogląda filmy kostiumowe, bo trudno to nazwać historycznymi. Filmy kostiumowe opisujące starożytny Egipt, Rzym czy już wojny bardziej współczesne naszej ery. Ludzi, ich zachowania, relacje. Czy małżeństwa odbywały się na zasadzie miłości?
Chociażby tam, gdzie ten aspekt miłości powinien być najbardziej widoczny. Czy król się żenił z dziewczyną poznaną na dyskotece, która wpadła mu w oko? Czy rządził majątek, pozycja społeczna, obowiązki, prawo, kultura danego społeczeństwa? Co decydowało o tym? Czy miłość? Pamiętacie pewnie te filmy, w których jakaś księżniczka się zachowuje w jakimś tam stajennym czy kimś takim. Jest płomienna miłość, ucieczka i tak dalej, jak to wszystko pięknie wygląda w baśniach braci Grimm. Więc nawet w takich miejscach czy w takich sytuacjach życiowych, gdzie ta miłość powinna być decydująca, nie była. Nawet przypomnijcie sobie, może nie przypomnicie, ale przecież niedawne czasy mezaliansów społecznych, gdzie pozycja społeczna była decydująca. Czy te właśnie straszne historie, kiedy pan miał dziecko na przykład z pokojówką, czy się zakochał, czy coś takiego.
My często patrzymy na nas teraz. Dziwimy się, jesteśmy zaskoczeni, wydajemy często wyroki o tym, co jest złe, co jest dobre. A wystarczy spojrzeć 20, 30, 50 lat do tyłu. Ja już nie mówię o 200, 300, 500, 1000 czy 2000. Dlatego jesteśmy, jak nasze dusze są na którymś momencie, jak ci starzy ludzie, którzy już dochodzą do wniosku, co jest w życiu tak naprawdę najważniejsze. Co jest cenne. Zwróćcie uwagę, że to, co się dzieje w tej chwili, jest właśnie takim wielkim boomem mówienia o tym, co jest tak naprawdę ważne. Jeżeli ktoś chce używać określenia „oświecenie”Przebudzenie. To właśnie z takim zjawiskiem społecznym mamy aktualnie do czynienia. To jest zjawisko na skalę ogólnoświatową, ale to się dzieje kochani dopiero teraz.
To nie jest sytuacja, która trwa na Ziemi od setek lat. To jest całkowicie nowe podejście i zupełnie inne od tego, które było do tej pory myślenia o miłości. Natomiast tak troszeczkę patrząc na to z drugiej strony, przez te setki czy tam tysiąclecia, te nasze dusze musiały się męczyć, nie mając możliwości pokazania swojego potencjału. Czyli tego wszystkiego, co chciałyby dla nas zrobić dobrego. I mało tego, jeszcze w dalszym ciągu jest wiele osób na Ziemi, które tej sytuacji jeszcze do siebie nie dopuszczają. Jeszcze twardo stąpają w tych podświadomościowych przekonaniach. W zeszłym odcinku bodajże mówiłem o tym, że nie ma ludzi wrednych. Są ludzie nieszczęśliwi. Zwróćcie uwagę, tu jeszcze też przypomnę: miejscem, umiejscowieniem, siedliskiem naszego strachu, naszych lęków jest nasza podświadomość. Ta, w której dowiadujemy się, w której zapisujemy swoje poglądy na temat niebezpieczeństw życiowych.
Na przykład ryzyka związanego z biznesem. Trzymaj się kurczowo jednej firmy, bo ryzyko się nie opłaca. Lęk. Odkładaj pieniądze na czarną godzinę, bo lęk. Uważaj na własne dziecko, bo są zboczeńcy. To, tamto, owamto. Lęk. Ja już nie chcę przytaczać lęków, bo to nie jest audycja o lęku. Większość rzeczy, które przez ostatnie setki tysiącleci robiliśmy, wynikała ze strachu. Jeżeli ja czegoś nie zrobię, albo coś zrobię, to spotka mnie kara.
Albo będę wychłostany, albo stracę majątek. Albo to, albo to, albo śmanto. Albo zostanę wyrzucony z tego, albo wyklęty przez księdza na ambonie i tak dalej. Wszystko, co robiliśmy do tej pory. Już nie wspomnę o wojnach. Jeżeli ja nie zabiję jego, to on zabije mnie. Wieczna rywalizacja, udowadnianie, że się jest lepszym wynikała ze strachu, żeby nie być gorszym. Jeżeli byłeś słabym mężczyzną, nie miałeś ani szacunku, ani kobiety. Byłeś popychadłem i wszyscy się z ciebie śmieli. Więc ta miłość, o której my sobie rozważamy, ta miłość płynąca z duszy nie miała wielu szans na to, żeby w jakikolwiek sposób wpłynąć na nasze życie, ujrzeć światło dzienne.
Teraz zaczyna to wyglądać troszeczkę inaczej. Teraz w końcu możemy rozważać i zastanawiać się, co dla nas jest lepsze. I teraz spróbuję to w jakiś sposób w miarę krótki, żeby już nie rozmydlać tego wszystkiego. Spróbuję to w jakiś sposób podsumować. Trzy rodzaje miłości. Jeden rodzaj miłości to miłość wynikająca, pogląd o miłości. Wzór miłości. Wzór radości. Wzór szczęścia, który został nam przekazany w pakiecie z całą pozostałą resztą podświadomości. Ten wzorzec, który bardzo często powodował, że nasi rodzice byli nieszczęśliwi albo przynajmniej nie byli w pełni szczęśliwi.
Czy ten wzorzec jest wart naśladowania? Czy jest wart przekazywania dalej? Nie. Wzorzec płynący z naszej duszy. Wzorzec miłości płynący z naszej duszy, o którym tak naprawdę dopiero się zaczynamy dowiadywać i którego nie jesteśmy w stanie do końca zrozumieć. Ponieważ w tym wzorcu obowiązuje prawo wolnej woli, czyli niezmuszania człowieka. I też istnieje ten wątek świadomości, że czasami, tak jak przez wiele tysiącleci mieliśmy możliwość zbierania doświadczeń, że czasami trzeba dać możliwość człowiekowi sprawdzenia, przekonania się na własnej skórze i czekania w gotowości, kiedy on sam zrozumie, co dla niego jest cenne, wartościowe, być może najważniejsze. I jest trzeci. Mało tego. A jeszcze wrócę do tego.
Pamiętajcie, bo też się pojawił taki wątek. No i zaczynam mieszać. Pojawił się taki wątek, w którym bodajże Ghost wyraził taką mocną potrzebę pomagania innym. Czy pomaganie innym jest objawem miłości? Czy pomagamy innym z miłości? Więc ja wam powiem tak kochani: pomagamy innym alboBędąc przekonanym podświadomie, co jest dla nich lepsze, czyli wcielając i namawiając, i przekonując ich, że nasz wzorzec miłości jest lepszy, fajniejszy, przyjemniejszy. Czyli znowu kierujemy się podświadomością, nie miłością. Drugi ważny aspekt jest taki: czy można pomóc drugiemu człowiekowi? I też żebyśmy mieli jasność. Nie mówię o przeprowadzeniu staruszki przez ulicę.
Nie mówię też o tym, że jeżeli ktoś nas poprosi o kromkę chleba, szklankę wody, czy zasłabnie na ulicy, wypadek. Nie mówię o takich sytuacjach, bo to jest oczywiste, że ktoś potrzebuje naszej doraźnej pomocy w tej chwili. Oczywiście tą pomoc trzeba drugiemu człowiekowi udzielić, to bez wątpienia. Tylko ja mówię o tym, co się często przejawia u osób, które wchodzą na ten etap chęci życia miłością. Taka nadmierna chęć pomagania innym, myślenia za innych, wybiegania przed orkiestrę, ratowania całego świata. Często robienia dla kogoś lub za kogoś czegoś, o czym on nawet jeszcze nie zdąży pomyśleć i nawet jeszcze nie wie, że tego będzie potrzebował. Mówię o takiej pomocy. To się często właśnie przejawia, bo wyższa świadomość pozwala wybiec bardziej do przodu i wiedzieć, że pewne doświadczenia, jak wiemy o dzieciach, że jeżeli będzie coś tam robiło, to się na pewno skończy dla niego źle. Więc my, mając większą świadomość, wybiegamy bardziej do przodu. Czy taka pomoc i chęć ochraniania i roztaczania takiego parasola nad drugim człowiekiem, czy to jest pomoc?
Czy my mamy w ogóle do tego prawo? Czy to jest objaw miłości? Nasza dusza wie, że nie. Ostrzec, uprzedzić, ale nie uchronić. Poza tym pamiętajcie, kochani, jedną rzecz. Nie wiecie, jakie doświadczenie, czyli można powiedzieć, jakie przeznaczenie dany człowiek wraz ze swoją duszą na to wcielenie wybrał. Nie możecie tego wiedzieć, więc nie możecie też tak naprawdę pomóc drugiemu człowiekowi. I to jest ta świadomość, którą ma nasza dusza. Dlatego w moim przekonaniu jedyną pewną i skuteczną formą miłości, której tak naprawdę zaczynamy się dopiero jako ludzie uczyć. Tak naprawdę zaczynamy się dopiero uczyć.
Zwróćcie uwagę: nikt nas do tej pory nie uczył miłości do samego siebie. Takie pojęcie tak naprawdę nie istniało. Więc jeżeli mamy dokonać jakichś zmian, to zaczynajmy je zawsze od siebie, bo tylko wtedy tak naprawdę, jeżeli zrobimy sobie kuku, to zrobimy samemu sobie. Jeżeli sami ustalimy, że tak, to jest dla nas szczęśliwe, dobre, fajne, miłe, przyjemne, radosne i wesołe, to robiąc w ten sposób nie zrobimy nikomu krzywdy. Pod warunkiem, że kierujemy się miłością, a nie egoizmem czy chęcią wykorzystania innych, to przetestujemy to na własnej skórze. Więc według mnie i będę się przy tym upierał, miłość do samego siebie jest jedyną bezpieczną formą miłości, od której powinniśmy zacząć. Pamiętajcie, my dopiero zaczynamy się uczyć miłości tutaj na Ziemi, więc poczujcie się tak troszeczkę jak prekursorzy, pionierzy, nauczyciele i może w ten sposób okazując miłość, ucząc się miłości do samego siebie, damy też ludziom przykład, że to działa. Będąc ludźmi wesołymi, radosnymi, szczęśliwymi, pogodnymi, chętnymi do dzielenia się tą naszą radością z innymi. Może po prostu to jest najlepszy przykład, dowód na to, że miłość jest ważna w życiu człowieka. Może w ten sposób zmienimy wzorce podświadomości w naszych dzieciach, w następnych pokoleniach, pokazując im miłość.
Tylko pamiętajcie, że miłość do samego siebie nie jest egoizmem. Miłość nigdy nie wykorzystuje do własnych celów drugiego człowieka. Ale miłość, która się ma w sobie reprezentuje się w naszym życiu jako radość, pogoda ducha, uśmiech, optymizm, poczucie humoru, dystans. Miłość to jest również brak zawiści do innych ludzi, brak pretensji, brak obwiniania ich, brak rywalizacji, brak udowadniania innym, że są gorsi. Miłość to jest również szacunek dla drugiego człowieka. Miłość do samego siebie, czyli forma miłości, która w nas będzie, pozwoli się cieszyćTym, że drugi człowiek, osoba w naszym otoczeniu też zaczyna kochać samego siebie, zaczyna o sobie myśleć, zaczyna o siebie dbać. Miłość do samego siebie to jest też zdrowy tryb życia. To jest zdrowe odżywianie, dbanie o swoje ciało fizyczne. Miłość do samego siebie to jest również unikanie czy pozbywanie się ze swojego otoczenia osób toksycznych, osób negatywnych. Chęć otaczania się ludźmi pogodnymi, uczciwymi, szczerymi, wesołymi, pozytywnymi.
To są wszystko objawy miłości do samego siebie. Często wydaje mi się, że jak mówię o miłości do samego siebie, to pojawia się taki syndrom: miłość równa się egoizm. Dlatego pamiętajcie, że miłość to jest chęć sprawienia, by nasze życie, moje własne życie było jak najfajniejsze, jak najprzyjemniejsze, jak radośniejsze. Jak można nauczyć dziecko optymizmu czy radości z życia samemu będąc ponurakiem? Jeżeli ktoś narzeka na cały świat, obwinia wszystkich, krytykuje, ponieważ sam jest nieszczęśliwy, jak ma pokazać swojemu dziecku czy swojemu partnerowi coś innego? Nie damy drugiemu człowiekowi czegoś, czego sami nie posiadamy. Nie chcę, kochani, tego odcinka za bardzo już gmatwać, więc pamiętajcie, że nasza dusza aż się rwie do tego, żeby tej miłości nas nauczyć, żeby tą miłość nam ujawnić. Tylko pamiętajcie, że okres rozwoju pojedynczej świadomości trwa bardzo długo i ten moment, kiedy my miłości się zaczynamy uczyć, dopiero się rozpoczął. Im więcej my w swoim życiu każdego człowieka coś w kierunku tej miłości uczynimy, tym następnym pokoleniom będzie łatwiej. Czego oczywiście sobie i wam z całego serca życzę.
I nie bójcie się tej miłości do samego siebie. Gdyby były jeszcze jakieś pytania, jakieś wątpliwości, jakieś niejasności, bardzo proszę, piszcie.
[57:29] - Albo dzwońcie.
[57:32] - Albo dzwońcie właśnie. Bo chciałbym, żeby akurat ten ważny element był jak najbardziej precyzyjnie przez nas wyjaśniony, zrozumiały i żeby nie pozostawiał żadnych pytań. Kochani, na tą chwilę oczywiście bardzo wam dziękuję za cierpliwość. Ja teraz poproszę, panie Marku, serdecznie, bardzo uprzejmie o króciutką przerwę, bo muszę dołożyć do kominka. Może jakaś muzyczka, może jakieś coś i byśmy się za chwileczkę znowu spotkali.
[58:09] - Muzyczka to nawet nie jakaś, tylko bardzo konkretna, bo tutaj mam właściwie dwa utwory do puszczenia jeden po drugim. Także będzie około ośmiu minut przerwy. Utwory nie bez powodu akurat dwa i akurat w takiej kolejności, bowiem jeden z tych utworów już państwo znacie. To będzie „Teraz muszę już iść” Petera Van Crow. A drugi utwór to też Petera Van Crow, całkiem nowy, opublikowany wczoraj bodajże utwór, który stanowi kontynuację tego pierwszego. Myślę, że całkiem sensownym pomysłem będzie puszczenie właśnie jednego utworu po drugim, tego starszego i tego nowszego. A ten nowszy utwór zatytułowany jest „Opowiem ci, jak tam jest”. A więc za jakieś osiem minut z hakiem powracamy w audycji „Świat oczami duszy”, a te osiem minut wypełni nam muzyka i słowa Petera Van Crow. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[59:14] - Wiesz, może zabrzmi to głupio, ale posłuchaj mnie. Chcę wytłumaczyć ci jedno. Proszę cię, spójrz w oczy me i nie przerywaj mi. Proszę, zauważ, że jestem tu, choć słowa płyną, nie słyszysz, nie widzisz ruchu mych ust. Tak bardzo staram się krzyczeć i wołam od kilku chwil. Krzyczę, byś mogła usłyszeć, lecz brakuje mi sił. Leżę tu w bólu bezwładnie, nie mogąc uronić łzy. Ty płaczesz, siedząc tu przy mnie i tak już od kilku dni. Chciałbym ci tyle powiedzieć, przeprosić za czyny złe. Los mi na to nie pozwolił.
Serce mi słabnie, już wiesz. Czas już odmierza minuty. Przyznaję, boję się tak, jak bardzo żal, że odchodzę. Dlaczego więdnę jak kwiat? Obiecywałem, że razem pójdziemy starzy przez park. Znów słowa nie dotrzymałem. Teraz odczuwam twój brak. Nie jestem w stanie nic zmienić. Za wszystko dziękuję ci. Żeś mnie zosta-Na ziemi, a teraz muszę już iść.
Jeszcze ostatnie spojrzenie splątane z ostatnim tchem. Na dłoni czuję twój dotyk. Ostatni raz przytul mnie. To nasze ostatnie zdjęcie. Zachowaj w sercu jak ja. Nie pozwól, aby zanikło. Pielęgnowane niech trwa. Nie czuję bólu w zasadzie. Teraz już nie czuję nic, jedynie ciepło na skroniach, to które każe mi iść. I proszę, nie płaczcie za mną, bo tam nie będzie mi źle.
Otula mnie piękna jasność, choć moje oczy we mgle. To smutna chwila, lecz radość wypełnia już serce me. Zapamiętajcie mnie, proszę, nie zapominajcie mnie. W oddali słychać muzykę. Ktoś zaczyna mi grać otulony dźwiękiem skrzypiec. Zobacz, przestałem się bać. Modlą się piękne anioły i chociaż nie czuję nóg, poruszam się między nimi delikatny jak puch. Niebiańskie czary doświadczam. To, czego nie przeżył nikt. Rozpościerają swe skrzydła.
Ja staję się jednym z nich. Tu nie ma smutku, choć tęskno. Nie wrócę. Zostaję tu wszystko, co kocham najmocniej na świecie straciłem już. Może nie było najprościej, ale wiem, że Bóg tak chciał. Kochałem życie najmocniej. W spokoju żegnam was ja. Byłem tam. Uwierz, gdy wszystko to prysło. Powiem ci w skrócie widziałem to wszystko.
Tamto boisko, wszystkie stare zabawki, Reksio, mój rower i ręce matki. Czułem to ciepło na swoich ramionach. Piękne, gorąco. To chyba była ona. Oczy te same, choć jakaś młodsza. Włosy splecione we francuskiego warkocza. Taka urocza. Znów złapała mnie za rękę. Miała na sobie tą niebieską sukienkę. Mówię ci, uwierz, nikt tam nie zagląda.
Ale on tam jest, wiesz i tylko się przygląda. Widziałem dom taki z tych modniejszych. Chciałem tam dobiec jak wtedy jako pierwszy. Byłem mądrzejszy, niczego do ukrycia, może spokojniejszy i kurwa pełen życia. Panie doktorze, daj mi więcej tego gazu. Ja nie chcę tu wracać jednak szybko, nie od razu. Tam nie ma czasu i nikt tam się nie śpieszy. Nikt nie ma kasy, a jakoś każdy się cieszy. Co to są stresy? Nikt cię nie zapyta, chyba że sam sobie gdzieś o tym poczytasz.
Widzisz korytarz i chcesz dojść aż do końca, do tego światełka. To taka gwiazdka migocząca. Nie widać słońca, a jakoś słonecznie. Czujesz się wolny, radosny, bezpieczny. Może konieczny byłby tutaj rysunek, ale ja rysować tak pięknie nie umiem. Może sprostuję. Kiedyś każdy zobaczy. Umrze po prostu cokolwiek to znaczy. Chciałbym zaznaczyć niech nikt tam się nie śpieszy, bo im później pobiegnie, tym się bardziej ucieszy. Miałem tam jeszcze prawdziwego przyjaciela.
Takiego wie pan, niby taki, którego nie ma, a jednak był tam. Był zawsze blisko, był zawsze obok i czuł ze mną wszystko. Nawet boisko właśnie on mi pokazał. Zgadzał się ze mną i niczego mi nie kazał. Po prostu. Po prostu był jak powinien. I czuję tu w środku, że jestem mu coś winien. A jego imię? Nawet mi się nie przedstawił. Nawet nie pytałem.
Tak szybko się pojawił, jakby wszystko zostawił, bo byłem najważniejszy. A przecież to on, to on tam był pierwszy. Byłem dzielniejszy, choć niczego się nie bałem. Nawet silniejszy, chociaż wcale nie musiałem. Panie doktorze, tutaj słyszę same krzyki, a tak chciałbym posłuchać jeszcze tamtej muzyki. Słyszałem skrzypce i te dźwięki pianina. Niech pan się nie gniewa, to nie pana wina. Tak tylko wspominam i przykro mi trochę. No już dobrze, niech pan dokończy robotę. Wrócę tam potem, jak jeszcze tu pobędę.
Za szybko skończyłem to, co było rozpoczęte. A drogi krete, każdy może się mylić, więc nie traćmy już proszę z życia żadnej chwili. Milion motyli buduje mi drogę. Na razie nie pójdę. Chyba nie chcę, nie mogę. Samemu sobie teraz często powtarzam, że może za mało lub za bardzo uważam. Wiesz, nie rozważam tego jakoś dogłębnie. Po prostu niech będzie tak, jak być musi. Chyba ułożę sobie z tego piosenkę, aby poleciała tam wiesz, daleko do ludzi. Niech pan nie budzi już wszystko jest inne.
Pozwól mi spać. Wiem, to dziecinne życie niewinne jest. Ja będę czekał. Będę czekał, aż umrę. Przyrzekam. A więc grajcie mi, proszę przepięknie aniołowie tą boską kołysankę, gdy walczą o me zdrowie. Niech ktoś mi powie, że nie ma Boga, nie ma. I co to jest piekło? A co to jest ta ziemia? Wiem.
Pewnie powiesz, że złudzenie. Mija dzień za dniem, a ja czekam z utęsknieniem, że wrócę tam znowu, że weźmie mnie do siebie i sam się uśmiechnę na własnym pogrzebie. Wszystko mnie boli, a pan ciągle mnie zachęca do walki o życie. Bikanie płuc o serca. Czas to morderca. Dla mnie jest łaskawy, choć już jestem gotowy do ostatniej wyprawy. Dostanę skrzydła i otulą mnie całego. Uniosę się na nich i polecę tam do niego. Wiem, że mi wybaczy to, co
[01:06:34] - To, że nie wierzyłem. Już się nie boję. Naprawdę jest już dobrze. Jestem spokojny i przeszedł cały stres. Przed tobą stoję ja, twój sługa skromny. Obiecuję, że opowiem im, jak tam jest. Może uwierzą, może tylko wyśmieją. Ale nieważne, bo przecież prawdę znam. Wybaczał zdrajcom, wybaczał złodziejom. Wybaczył mi, więc wybaczy wszystkim wam.
Wybaczy wszystkim wam.
[01:07:10] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Tak oto wysłuchaliśmy dwóch utworów Petera Van Crow, powiedzmy na ten sam temat. Tylko jeden utwór bardziej troszeczkę smutny, a drugi tak trochę tchnący troszeczkę optymizmu. Chociaż z tym optymizmem to też tak troszkę różnie, bo pewnie podmiot liryczny wolałby pozostać po tamtej stronie, aniżeli wracać tu na Ziemię, ale widocznie jeszcze podmiot miał coś do zrobienia w tym życiu, także musiał wrócić. A my wracamy do audycji Świat oczami duszy. To jest ta część audycji, którą państwo bardzo lubicie. Część, w której pan Sławek czyta komentarze i się do nich odnosi, a my czekamy na państwa komentarze, ale nie tylko, również na telefony. Dzwońcie śmiało, nasza linia telefoniczna jest już otwarta.
Nasz numer telefonu to 530 620 493. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Można także próbować dodzwonić się do nas na Skypie radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. Jesteśmy także na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:09:08] - No dobrze panie Marku, dziękuję bardzo. W takim razie jeszcze wrócę do-
[01:09:12] - Ja tu jeszcze tylko odpowiem na komentarz Adama na czacie. Tutaj napisał: „Bardzo mocny zestaw muzyczny. Normalnie nie słucham takiej muzyki, więc dziękuję za nowe doświadczenia. Czy będą w wersji finalnej audycji?” Tak, tę przerwę muzyczną w finalnej wersji audycji w MP3 zostawię i tam też te utwory będą do odsłuchania. A Jubi tutaj jeszcze przekazał chyba taką informację, taką ściśle tajną od Petera Van Crow, że będzie jeszcze trzeci kawałek, także możemy spodziewać się jeszcze jednego utworu. Nie wiem kiedy, ale już zacieram uszy, że tak można powiedzieć, bo naprawdę to jest ciekawa twórczość i bardzo pasująca do wielu tematów, które pan Sławek porusza.
[01:10:07] - Nie będę już zabierał czasu słuchaczom, więc nie będę odsłuchiwał tego teraz, ale obiecuję, że na następną audycję będę już miał też do podzielenia się swoje emocje, więc na pewno powiem.
[01:10:24] - Ja tylko jeszcze uprzedzę, że ten pierwszy kawałek wielu słuchaczom i słuchaczkom w szczególności wycisnął łzy skutecznie. Także tych emocji będzie pewnie dużo.
[01:10:38] - Jeżeli będą łzy, to też o tym powiem. Ja nie mam z tym jakichś tam większych problemów i oby, bo nie oszukujmy się, ale te wzruszenia też budzą w nas mnóstwo pozytywnych, takich fajnych emocji i nie ma się ich co, moim zdaniem, wstydzić, bać i przed nimi uciekać.
[01:11:01] - A Jubi właśnie odpisał, że z tym trzecim kawałkiem to żartował. Ale skoro pierwszy kawałek doczekał się po trzech latach kontynuacji, to może za kolejne trzy lata będzie coś nowego.
[01:11:14] - W sumie nigdzie nam się nie śpieszy, panie Marku. Mamy czas, poczekamy. No dobrze, przechodząc do komentarzy. Za dużo ich na tą chwilę nie ma, więc zobaczymy, co tam się wydarzy dalej. Mrs Treehouse pisze: „Witam zasmarkana i z bólem ucha i w ogóle taka sobie”. No widzisz moja droga, objawy mamy podobne, ale nie pamiętam cię, żebyśmy byli na tej samej imprezie, nad czym bardzo ubolewam. A tak całkiem poważnie to oczywiście zdróweczka życzę i pomyśl sobie, dlaczego ten ból ucha. Czegoż ty się boisz albo nie chcesz usłyszeć? Tutaj Adam pisze: „Sławku, odnośnie myśli i emocji donoszę, że miałem kilka przypadków, kiedy najpierw była myśl, czemu nie jestem zdenerwowany. Chyba powinienem się wkurzyć.
I potem dopiero przyszły emocje bardzo silne”. Ja jak zwykle nie generalizuję, bo przecież wiemy dokładnie, że te wszystkie to, co my nazywamy podszepty intuicji, bardzo często pojawiają sięBardzo często to dużo powiedziane, ale często pojawiają się w takich momentach, kiedy podświadomość jeszcze nie wie, co ma ze sobą zrobić. Więc fajnie, bo to też świadczy o tym, że nie kierujesz się tylko i wyłącznie instynktem. To tak z mojego punktu wygląda i z moich obserwacji, zwłaszcza że tutaj o Mrs. Treehouse pisze pan Sławek Wytacza Ciężkie Działa: „Chyba najpierw myślę o tym, że coś mnie wkurza, a potem bezmyślnie daję się temu wkurzyć”. Kochani, ja zostawiam ten temat do waszych obserwacji, bo to, o czym powiedziałem, nie jest nieodwracalną zasadą. Ale często właśnie jesteśmy przekonani o tym, że nasze reakcje, nasze zachowania, nasze emocje są naszym wyborem, naszą decyzją. Gdyby tak było, bardzo łatwo by było to zmienić. Czyli po prostu powiedzieć: „Aha, mam ochotę się wkurzyć” albo „Czuję, że powinienem się wkurzyć, ale się nie wkurzę”. Więc gdyby to był nasz wybór, to mielibyśmy nad tym pełną kontrolę.
Natomiast właśnie tak nie jest. I Adam to powiedział. I teraz ty, moja droga, powiedziałaś dokładnie i dosadnie: „A potem bezmyślnie daję się temu wkurzyć”. Dla mnie myśl najczęściej jest właśnie uzmysłowieniem sobie, nazwaniem stanu emocjonalnego czy nawet stanu duchowego, w jakim aktualnie jesteśmy. Wiem, że to jest bardzo subtelna sprawa. Natomiast zdanie sobie z tego sprawy, że myśl jest tylko pewnego rodzaju skutkiem, nie jest wytworem, nie jest naszą decyzją. Naszą decyzją staje się wtedy, kiedy widzimy coś i decydujemy, co z tym zrobimy. Wtedy faktycznie najpierw pojawia się myśl, a dopiero później pojawia się reakcja. Przyjrzyjcie się temu w samych sobie. Możecie też się przyjrzeć innym ludziom, jak to się dzieje.
Kiedy wypowiecie słowo, zdanie i będzie natychmiast reakcja. Reakcja, nad którą ludzie nie są w stanie zapanować. Tak wygląda rozmowa z człowiekiem, który kieruje się podświadomością. Jest taki fajny etap w życiu pewnie każdego człowieka, mam nadzieję przynajmniej, kiedy zaczynamy obserwować swoje emocje. To znaczy nie poddawać im się, nie reagować, jak do Mrs. Treehouse napisała, bezmyślnie dawać im upust, tylko zaczynamy je odczuwać, zaczynamy je nazywać. Ale zaczynamy też decydować o tym, czy są dla nas ważne, skąd płyną, dlaczego są, czy jesteśmy w stanie z nich zrezygnować, czy może warto zastąpić je na przykład innymi emocjami. Ta obserwacja pozwala zrozumieć, jak olbrzymi wpływ na nasze zachowanie, na nasze podejście do większości spraw ma nasze podświadome. Także polecam to do takiego rozważenia, do przeanalizowania, do zaobserwowania w samym sobie i zobaczymy, czy potwierdzicie to za tydzień. Jestem bardzo ciekawy.
Jubi pisze tutaj, witam Jubiego: „System, a może coś innego?”. Mój drogi, powiem ci szczerze, nie wiem, czego to dotyczy, także ciężko mi będzie na to odpowiedzieć. Ghost pisze: „Hejka wszystkim. Witam panie Sławku, panie Marku”. Witaj drogi Goście. I tutaj dalsza część komentarza: „Pan Sławek na początku audycji chyba nam słodził”. Widziałem kątem oka dalszy ciąg tego komentarza, dlatego już się tam wcześniej uśmiechałem. Nie, nie słodziłem. Fajnie, że to zostało miło odebrane. Natomiast ja nazywam siebie takim bardziej obserwatorem i komentatorem, bo trudno przy odrobinie obiektywizmu nie docenić tego, że ktoś coś powiedział mądrego.
Więc nie słodziłem. Powiem tak: nazywałem rzeczy po imieniu. Stwierdzałem fakt. Ghost pisze: „Panie Sławku, ja więcej rzeczy wychwyciłem w tej poprzedniej audycji, ale już nie dałem rady wszystkiego napisać. Wszystko przez Adama i Janie”. Tak, tam się piękna dyskusja wywiązała. Starałem się te wszystkie wątki prześledzić. Ja też niestety nie dałem rady na wszystko odpisać, ale postarałem się dzisiaj w jakiejś przynajmniej skróconej wersji do tego odnieść. Mam nadzieję, że w taki w miarę poukładany i zrozumiały sposób. Ghost pisze: „Ja tak właśnie myślałem, że to może przez rodziców chłopak nie widzi aury, gdyż ojciec jest daleki od klimatów duchowych, jest niewierzący, a matka też raczej nie zajmuje się tą tematyką.
Zapewne mają też niższe poziomy, więc chłopczyk pewnie też”.Bez wątpienia zaobserwowałem taką zależność, że dzieci są na podobnych poziomach rozwoju świadomości co rodzice. Może dlatego, że żeby ten proces edukacji przebiegał w miarę płynnie i nie był jakiś szokujący dla dziecka. Żeby też rodzice nie stali się zbyt wymagający albo żeby nie było odwrotnie. Ale cieszę się, że podobnie myślimy. Ghost pisze: „A co z wypadkami samochodowymi, lotniczymi i innymi? Co dusza na to? Może nas ostrzec, czy raczej pcha nas w tym kierunku? A co jeśli dusza przed zejściem na ziemię zdecydowała, że właśnie skończy w obecnym wcieleniu w wypadku? Jakieś doświadczenie do zrealizowania. Nie da się nic z tym zrobić i zmienić przeznaczenia?” Jeśli jest to młody chłopak i nie ma dobrego kontaktu z duszą, to niezbyt fajna perspektywa.
Jest nieświadomy tego, że zaraz zginie. Jeszcze do tego po tamtej stronie jest zdecydowane, że zginie w młodym wieku, a tyle planów i perspektyw miał przed sobą. Może też młodą, piękną żonę, do tego śliczną pięcioletnią dziewczynkę. Zginie i unieszczęśliwi te dwie niewinne istotki. To przykre i w kontekście miłości tym bardziej. Drogi gościu i drodzy kochani słuchacze. Tak, to są ciężkie tematy, ale to jest właśnie to, że nam jest ciężko zrozumieć tą miłość z punktu widzenia świadomości. Dlatego uważam, że zaczynanie od naśladowania takiej miłości, której się nie rozumie, jest bardzo trudne i może narobić wiele szkód. À propos takich sytuacji, to tutaj każdy przypadek należy rozpatrywać inaczej. Opowiadałem, znacie historię mojego syna.
Opowiadałem też historię dzieci moich znajomych, moich przyjaciół. I też jest mnóstwo historii, w których pewne doświadczenia zostały tak zaplanowane wcześniej.
[01:21:16] - O tym zaplanowaniu wcześniej mówią też niektórzy mistycy oraz osoby zajmujące się taką sprawą jak jasnowidzenie. Nazywają to punktami odwrotu. Kilka takich sytuacji może być zaplanowanych jeszcze przed naszym pojawieniem się tutaj na Ziemi. Co ciekawe, sami sobie te sytuacje podobno planujemy.
[01:21:37] - Właśnie. To jest ciężkie do zrozumienia, ale z drugiej strony patrząc na taki bardzo znany przykład historycznie i mistycznie, czyli przykład Chrystusa, który zdecydował się według przykładów religijnych oddać swoje życie za nasze grzechy. Patrząc pod tym kątem, to jakaś wielka miłość musiała temu towarzyszyć. Z drugiej strony przypadki dzieci, które decydują się na inkarnację jako chore czy umierające wcześniej, jest też objawem wielkiej miłości, ponieważ według mojej teorii wszystkie dzieci, które rodzą się z chorobami, które zaczynają chorować w bardzo młodym wieku, dają też szansę nauczenia się miłości bezwarunkowej, prawie bezwarunkowej, na bardzo wysokim poziomie swojemu otoczeniu. Więc dzieci chore uczą miłości. Same decydują się na taką inkarnację po to, żeby pozwolić nauczyć się miłości innym ludziom. I to jest właśnie to niezrozumienie z naszego ziemskiego punktu widzenia. Dlatego jeszcze raz powtórzę: zaczynajmy od miłości do samego siebie. Nie zaczynajmy od tej miłości przez duże „M”, bo jak widać, zaakceptowanie pewnych rozwiązań jest jeszcze dla nas bardzo trudne. I tu oczywiście mówię o tych przypadkach.
Nie wiem, czy jedna z naszych słuchaczek, która miała przykład ze śmiercią swojego własnego syna, mogłaby opowiedzieć, jak to bardzo zmieniło jej życie. Ja, jak bardzo choroba mojego syna i śmierć zmieniła moje życie, też mogę wam o tym powiedzieć. I też wiem, jak często, niestety nie zawsze, ale często nieszczęścia, te tak zwane ludzkie, ziemskie nieszczęścia wzmacniają miłość czy więzi pomiędzy ludźmi. Więc czy nie ma w tym żadnych namiastek miłości? Natomiast też znam i opowiadałem wam najprawdopodobniej jeden z takich ostatnich przykładów z mojego życia, kiedy właśnie wpływ duszy, pomoc w uniknięciu tych nieprzyjemnych konsekwencji jest. Kiedy opowiadałem wam o bracie mojego kolegi, który jeździł motorem ze swoim kolegą wariatem, kiedy nikt nie chciał z nim wsiadać na motor, kupił sobie motor crossowy, ponieważ jeździł jakJak idiota bez żadnej wyobraźni, na krawędzi olbrzymiego ryzyka, bez odpowiedzialności i tak dalej. Kiedy pojechali bez kasków do lasu i wjeżdżając do lasu ten, który kierował, czyli ten wariat zdążył się uchronić przed gałęzią. Natomiast brat mojego kolegi nie. Dostał gałęzią w głowę, spadł z motoru oszołomiony i powiedział, że więcej z nim nie wsiądzie na motor. Wkurzył się, wrócił na piechotę do domu.
Natomiast w sobotę, mimo ostrzeżenia, które dostał, mimo obietnic, które składał, dał się z powrotem namówić na przejażdżkę z tym samym człowiekiem, po tym samym lesie, tym samym motorem. Niestety tym razem tego szczęścia nie miał. Mimo tego, że przyleciał helikopter, przewiózł go do szpitala. Do dnia dzisiejszego jest sparaliżowany, jeździ na wózku. Więc to ostrzeżenie ze strony duszy było. Dostał to w formie tylko wielkiego guza na głowie i ostrzeżenia, żeby się nie pakował w to drugi raz. I to też pokazuje mechanizm, że dusza mimo swoich chęci, mimo ostrzeżeń nie może zmienić naszego przeznaczenia. Jeżeli uprzemy się podświadomie, to nikt nie jest w stanie z tym nic zrobić. I tu też pokazuje jeszcze jedną rzecz, jak działa miłość do samego siebie. Strach przed odrzuceniem, strach przed wyśmianiem, strach przed tym, że ktoś powie: „Jesteś mięczak”, a nie miłość do samego siebie, niechęć dbania o swoje zdrowie, tylko chęć imponowania spowodowała to, że ten biedny chłopak jest i najprawdopodobniej, jeżeli medycyna nie wykona jakiegoś cudu, pozostanie do końca swojego życia inwalidą.
Więc kochani, tak to wygląda z punktu widzenia i duszy, i podświadomości, i miłości do samego siebie. Ghost pisze: „Tak, dzieci to nasza przyszłość. Dlatego teraz trzeba zabrać jak najwięcej informacji, aby później przekazać je dzieciom, aby było im łatwiej, aby weszły w lepszą przyszłość i żyły w miłości i pokoju. Amen”. Amen było ode mnie. Całkowicie się, mój drogi, z tobą zgadzam. Natomiast jedna kwestia: najlepiej przekazuje się informacje, powtórzę to po raz kolejny, dzieciom, dając im przykład. Nie przekazując im informacje, tylko dając im przykład. Dlatego po raz kolejny namawiam do pokazywania miłości do samego siebie. Lepiej tego własnemu dziecku nie przekazać.
Karim, proszę bardzo. „Panie Sławku, czy dusze kierują się emocjami? Czy one są jej obce?” Czy dusze kierują się emocjami? Dusze nie kierują się emocjami według mnie. Dusza to jest emocja. Dusza to jest miłość i to jest jedyna tak naprawdę emocja, którą dusza chce nam przekazać oraz to, co wielokroć powtarzałem: pewien poziom świadomości wypracowany przez wszystkie dotychczasowe inkarnacje. Emocja jest zjawiskiem ziemskim i dlatego ciężko jest właśnie zrozumieć, dlaczego to pytanie, które zadaje Ghost, dlaczego dusza nie chce nas uchronić? Dlaczego Bóg nie był w stanie nas uchronić przed wojnami, przed nieszczęściami, przed tragediami i cały czas tyle zła się dzieje na ziemi. Ponieważ dusza to miłość, ale dusza to też świadomość. Świadomość tego, że dopóki człowiek sam nie przekona się na własnej skórze, to nie uwierzy.
A tutaj Jubi się włączył, nawet nie zauważyłem. „Uważam, że dusza nie kieruje się emocjami. Są ludzkie i jednym z głównych narzędzi do nawiązania bezpośredniego kontaktu z nią, ale to moja opinia”. Tutaj Jubi pisze: „Sorry, nie tylko ludzkie są emocje, bo przecież zwierzęta też je mają. Ale pisałem w kontekście ludzkich emocji”. Tak, tu pod tym względem się też z tobą zgadzam. Cieszę się, że to napisałeś. Karim pisze: „A jeśli emocje są nam narzucone?” Przeczytam odpowiedź ubiegłą, a później sam się do tego odniosę. Karim, ciekawe pytanie. Myślę, że są narzucone z wyższego levelu.
Zrobiliśmy kiedyś eksperymenty w Londynie, które były ukierunkowane właśnie tylko na emocje. Jesteśmy generatorami emocji poprzez myśli. Tak uważam. Zobaczę, czy tu jeszcze coś jest. W strukturze energetycznej emocje się materializują w formy kul, orb. Takie były nasze wnioski. To znaczy ja się po części zgadzam, tylko to troszeczkę usystematyzuję. Jeżeli emocje są zjawiskiem ziemskim, czyli są przypisane do tej naszej ziemskiej struktury, to jeżeli są narzucone, a są narzucone, to o czym cały czas powtarzam, są narzucone przez naszą podświadomość.To jest to, o czym rozmawialiśmy. Czy myśl jest pierwsza, czy emocja jest pierwsza? Czy jesteśmy w stanie zapanować nad swoimi emocjami?
Dlaczego jedni ludzie reagują tak, drudzy tak na tą samą historię? Dlaczego jednych to denerwuje, a drudzy się z tego śmieją? My to nazywamy charakterem. Mówimy, że tacy jesteśmy, ale tak naprawdę to wszystko jest zapisywaniem wzorców w naszej podświadomości. Odbywa się bez naszego udziału. My nie mamy wpływu jako małe dzieci na to, co zostanie w tej podświadomości zapisane. Nie mamy żadnej możliwości weryfikacji tych wzorców, także emocji, bo z tymi wzorcami są związane konkretne reakcje. Złość, pretensje, żal, optymizm, pesymizm, wiara, brak wiary. Prawda. Pojęcie szczęścia.
Pojęcie miłości. Zasady, które panują w domu. Wewnętrzne prawa moralne. Hierarchia wartości. To wszystko jest zapisane w naszej podświadomości. W pewnym sensie, ponieważ odbywa się to bez naszej zgody. Nikt małemu dziecku nie mówi: „Słuchaj, jeżeli chcesz, to w to ubierz albo nie, to wybierz sobie coś innego”. Tylko ojciec, matka i otoczenie pokazują: „Słuchaj, jeżeli ktoś tak robi, to jest złym człowiekiem. Jeżeli ktoś podstawi ci nogę w szkole, to masz mu przywalić w mordę. Jeżeli ktoś cię tak potraktuje, to jest dla ciebie złym człowiekiem”.
To są wszystko emocje i to są wszystko wzorce, według których później układamy swoje życie. Więc tak, emocje jako ziemski aspekt naszego istnienia są nam narzucone. Ghost pisze: „Przykład Jezusa byłby bardzo dobry, jeśli uznamy go za Syna Bożego według religii chrześcijańskiej, czyli właściwie za Boga. Jeśli był zwykłym człowiekiem i oddał swoje życie, to nie ma już takiego wymiaru jak w przypadku Boga”. Czyli kwestia interpretacji wiary. Nie do końca. Tutaj nie chcę wchodzić w tematy religijne. Wiecie dlaczego. Ja je traktuję tylko jako przykłady, jako pewnego rodzaju symbole. Natomiast nie podchodzę do nich zbytnio ortodoksyjnie.
Bez względu na to, czy Jezus był człowiekiem, czy był Bogiem, pamiętajmy o tym, że mając ziemskie ciało, wcieliła się pewna świadomość. Jak to zostało wykorzystane, zinterpretowane, przedstawiane później, to jest inna rzecz. W ciało człowieka wcieliła się konkretna świadomość, której zadaniem było pokazanie ludziom innej drogi niż tą, którą do tej pory dążyli. Czyli drogi bojem i tak dalej. Wyzyskiwania, wierzenia w to, w co wierzyli do tej pory. Pokazania innej drogi i pokazania na swoim przykładzie również, jak bardzo miłość potrafi dawać siłę i że miłość jest najważniejszym narzędziem i dobrem, jakie ludzkości zostało dane. Bez wchodzenia w tematy religijne. Tak przynajmniej w moim przekonaniu to wygląda. Jubi nam odlatuje. „Dzięki za wieczór.
Właśnie się wzbijam w górę. Resztę odsłucham z offline. Miłej zabawy i niezapomnianych doznań”. Jubi, dziękujemy ci za dzisiaj. Ghost pisze tak: „Czyli jeżeli mamy dobry kontakt z duszą, ostrzeże nas, a jeśli nie mamy kontaktu, to wiadomo. Po prostu nie słyszymy podpowiedzi duszy i brniemy w bagno”. Poniekąd tak. Natomiast też należy pamiętać to, o czym rozmawialiśmy. Bodajże Mrs Treehouse wspominała o tym w jakimś komentarzu, że dużo zależy od tego, na co myślę. Dużo zależy od poziomu świadomości, bo jeżeli potrzebujemy doświadczać, zdobywać to ziemskie doświadczenie poprzez kolejne wcielenia, poprzez kolejne odgrywanie przeróżnych ról na ziemi, to je zdobywamy.
To jest tak jak z dzieckiem. Nikt od dziecka w wieku trzech, pięciu, siedmiu lat niczego nie oczekuje. Po prostu mówi mu się, tłumaczy i pozwala mu się zdobywać wiedzę, zdobywać doświadczenie. Dopiero od któregoś momentu czegoś się od niego oczekuje. Dlatego też na przykład nawet według kalendarza Majów pewne czteroletnie cykle są podzielone na takie etapy. Do 2020 roku pięć pierwszych cykli to jest zdobywanie wiedzy, zdobywanie doświadczenia. Tak samo jest z duszą. Na początku, przychodząc na ziemię, zdobywała doświadczenie. Znaczy nie dusza. Pozwalała nam zdobywać doświadczenie.
Wtedy, kiedy to doświadczenie już jakieś jest, kiedy mamy już świadomość tego, że może być inaczej, wtedy, kiedy zaczynamy szukać innych scenariuszy, rozważać inne możliwościWtedy ona zaczyna z nami współpracować. Ale to my musimy zgłosić takowy akces. Jeżeli człowiek jest w swoim rozwoju na etapie zdobywania doświadczenia, jest święcie przekonany, że wszystko to, co robi, jest jedyne słuszne, to żadna podpowiedź, żadna informacja, żadna uwaga nie zmieni jego postępowania. Powie: „Co ty gadasz? Ja wiem swoje i tak mam robić”. Na pewno każdy z nas próbuje być jakąś tam duszą dla drugiego człowieka, czyli takim ostrzegającym elementem, podpowiadającym. Kiedy jesteśmy dla kogoś kimś ważnym, jesteśmy często przyjacielem, partnerem, rodzicem bądź dzieckiem, czyli startujemy już z poziomu kogoś bliskiego i ważnego i mówimy: „Nie rób tego, bo...”. Czy drugi człowiek mówi: „Tak! Jezu, dziękuję. Wow, super.
Dzięki, że mi powiedziałeś”? Nie. A jeżeli tak powie, to jeden na stu to przemyśli, a jeden na tysiąc może coś z tym zrobi. Natomiast reszta ludzi powie: „Dobra, dzięki stary, robię swoje”. Z duszą jest dokładnie tak samo. Jeżeli ktoś przyjdzie, poprosi nas o pomoc, o radę, to jest pewne, że przynajmniej spróbuje jej wysłuchać. Jeżeli my próbujemy się komuś narzucać z naszymi mądrościami, filozofiami i przekonaniami, to wiadomo, że w większości przypadków zostaniemy olani. Tak wygląda nasza relacja z duszą. Jeżeli to ona nas by próbowała do czegokolwiek zmusić, to nie będziemy tego brali pod uwagę. W momencie, kiedy my się zwracamy do niej o jakąś informację, o pomoc, to ona zawsze przychodzi.
Szukam w pamięci teraz. Wydaje mi się, że nie miałem takiego przypadku, żebym nie dostał odpowiedzi. Nieraz ona przychodzi natychmiast albo prawie natychmiast. Nieraz muszę chwilę poczekać. Ale chyba mi się jeszcze nie zdarzyło tak, żebym tej informacji nie dostał. Ghost pisze: „Jeszcze takie pytanie mam: czy poszczególne znaki horoskopu zodiakalnego i chińskiego oraz z kalendarza Majów decydują jakoś o predyspozycji danego człowieka do łatwiejszego kontaktu ze światem duchowym, własną duszą czy widzenia aury? Czy nie ma to żadnego znaczenia?”. Kiedyś może więcej tymi znakami zodiaku się interesowałem. Chińskim też coś tam liznąłem. Natomiast one w żaden sposób nie określały mi ani poziomu duszy, ani poziomu świadomości, ani jakichś takich aspektów duchowych.
Natomiast w kalendarzu Majów jest to już opisane bardziej precyzyjnie, bo poszczególne kolory kinu narodzinowego określają płaszczyznę, na której w danym życiu będziemy mieli jak najwięcej do zdziałania. Czyli to jest sfera mentalna, sfera emocjonalna, sfera fizyczna i sfera duchowa. Na przykład niebieskie kolory to są zazwyczaj ludzie, którzy w tych sferach duchowych będą mieli najwięcej do odkrycia, więc to też ich predysponuje do tego, że w tamtej sferze będą najwięcej poszukiwać. Natomiast kontakty ze światem duchowym, własną duszą — w kalendarzu Majów jest to troszeczkę bardziej precyzyjnie opisane. Są pewne kiny, które z założenia mają na przykład potrzebę poszukiwania wiedzy, ale też dostęp do tej wiedzy bardziej duchowej. Ghost pisze: „Właśnie, we wcześniejszych audycjach pan częściej mówił o współpracy człowieka z duszą, a w ostatniej taka nagła zmiana była, co mogło zmylić. Oczywiście nie zaprzeczam wielkim znaczeniu miłości do samego siebie”. Często się to pojawia, bo od czasu do czasu o tym przypominam, że w momencie, kiedy jesteśmy na etapie doświadczania, panuje pełna współpraca pomiędzy naszą ziemską naturą a duszą. Dusza tak jakby wybiera nam otoczenie, środowisko, moment urodzenia i tak dalej po to, żebyśmy mogli kontynuować doświadczanie. I na tym etapie jest pełna współpraca.
Natomiast w momencie, kiedy mamy już świadomość tego, do czego dążymy, do czego chcemy dążyć, wiemy, co jest celem i chcemy tą kontrolę nad swoim własnym życiem przejąć i zacząćUnikać doświadczeń, to powstaje konflikt pomiędzy podświadomością a duszą. Do któregoś momentu ta współpraca jest. Później nasza ziemska natura jest gwarantem: ciekawość, zarozumiałość, nasza megalomania, nasze ego jest gwarancją zdobywania doświadczeń. Dlatego w tym planie rozwoju nasza podświadomość odwala kawał roboty. Natomiast jeżeli już chcemy samodzielnie wpływać na swoje życie, samodzielnie je kształtować, samodzielnie o nim decydować, to podświadomość staje się pewnego rodzaju ciężarem. Myślę, że będę miał okazję to powtórzyć jeszcze wielokroć, ponieważ myślę, że ten temat będzie wracał. Zwłaszcza, że cały czas ktoś będzie przekraczał kolejną barierę, kolejną granicę i będzie potrzebował kolejnych wskazówek. To jest trochę, jakby się wydawało, że kiedyś skończy się praca dla nauczycieli w klasach 1-3, czyli nauczania początkowego. Ja tak kiedyś myślałem o sobie, że już powiem. Napisałem książkę, po którą każdy może sobie sięgnąć i co tu dalej gadać?
Ale cały czas jedne dzieci odchodzą z klas 1-3, a zaraz następne przychodzą. I każdy z nas nie stoi w miejscu. Każdy z nas się rozwija. Każdy z nas codziennie doświadcza czegoś nowego, codziennie czegoś nowego się dowiaduje i przechodzi do następnej klasy. Ale na jego miejsce przychodzą następni. Myślę, że ten temat w którymś momencie stał się nudny i niepotrzebny dla tych, którzy stwierdzili, że już to wszystko wiedzą i poszli szukać innych doświadczeń, innej wiedzy. I też będzie na pewno z częścią z was, że w którymś momencie powiecie: „Okej, dobra, to ja już wszystko wiem i tyle, co mi Sławek miał do powiedzenia, to już mi przekazał” i będą szukać kogoś innego, kto dostarczy tę wiedzę i doświadczenia, o których ja nie wiem, nie mam pojęcia albo jakoś inaczej go przedstawia. Myślę, że będzie jeszcze okazja do tego wrócić. Ghost napisał: „Okej, chyba nie mam więcej pytań. Zatem nie będę pana męczył, bo troszkę gorzej się pan dziś czuje.
Życzę zdrówka i dziękuję za kolejną udaną audycję. A miało być dzisiaj do 2.00 w nocy”. Faktycznie trochę się podziębiłem w sobotę, ale jest okej. Dziękuję. To jest też objaw szacunku z twojej strony.
[01:46:52] - Tu teraz dużo witamin, dużo imbiru, dużo cynamonu, dużo miodu.
[01:46:57] - Ale nie kurkumy.
[01:46:58] - Kurkumy to może nie. Jeżeli pan nie lubi, to nie. Ale już imbir i cynamon swoje zrobią.
[01:47:05] - Tak jest. Ja myślę, że dzisiaj się jeszcze wygrzeję starymi, wypróbowanymi metodami i będzie wszystko dobrze. Jak mnie nie podkusi, żeby znowu zrobić jakieś ognisko, to do następnego poniedziałku będzie wszystko dobrze. Dobrze, kochani, dziękuję. Komentarze się skończyły. Nie było dzisiaj do 2.00, ale jak to mówią-
[01:47:30] - Jeszcze będzie kiedyś. Będzie kiedyś, spokojnie.
[01:47:34] - Co się odwlecze, to nie uciecze. Widocznie dzisiaj mieliśmy taki dzień, za który i tak wam bardzo dziękuję. Zwłaszcza, że mówię, że te dyskusje czatowe i komentarzowe są — jeszcze raz wam posłodzę w takim razie — takie fajne, merytoryczne, mądre i super. Naprawdę. Dobrej nocy, kochani. Wam też zdrówka życzę. Panie Marku, bardzo dziękuję za kolejną pomoc techniczną, towarzystwo i uczestnictwo. Wszystkiego dobrego, kochani. Do usłyszenia zatem. Pa pa.
[01:48:15] - Mówił do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tutaj jeszcze panu dobranockę od słuchaczy przesyłam na Messengerze. Zapraszamy oczywiście do zasubskrybowania kanału pana Sławka na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat oczami duszy”. Bo „Świat oczami duszy” to nie tylko audycja w Radiu Paranormalium, to również wideoblog prowadzony na YouTube. Molich książkowych i nie tylko, tych, którzy pragną zgłębić swoją wiedzę na tematy świadomościowe, zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. I także do polajkowania na Facebooku fanpage'a o takim samym tytule jak książka, czyli „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. To są chyba nie wszystkie kanały, jakimi można się skontaktować z panem Sławkiem, ale takie najbardziej oblegane, można powiedzieć. Liczymy oczywiście na feedback w postaci komentarzy pod tą audycją, zarówno w archiwum MP3 na www.paranormalium.pl oraz na naszym kanale na YouTube. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście na antenie Radia Paranormalium już za tydzień w poniedziałek, oczywiście o 20.00 i oczywiście na żywo.
[01:49:55] - Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl