Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Poniedziałek, 11 listopada roku pańskiego 2019. Niektórzy maszerowali, inni jeszcze maszerują, a niektórzy pobłądzili, bo tam podobno straszny bałagan był w Warszawie. Niektórzy wyszli za wcześnie na tym marszu, niektórzy za późno, niektórzy poskręcali nie wiadomo gdzie. Ale mam nadzieję, że ci spośród maszerujących, którzy słuchają w poniedziałki Radia Paranormalium, mają jeszcze na tyle baterii w smartfonie, a najlepiej już wrócili do domów i mają na tyle czasu i siły, żeby zostać z nami na najbliższe parę godzin na audycję „Świat oczami duszy” poświęconą w całości meandrom świadomości. Oczywiście na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:13] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[01:16] - Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Audycja jest realizowana w całości na żywo. Nasz numer telefonu to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Oczywiście na nasz numer telefonu można także wysłać SMS-y, jak najbardziej. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Można nas także spotkać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium oraz książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do tematyki naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:21] - Dziękuję panie Marku. Kochani, witam was jeszcze raz bardzo serdecznie. Jak zwykle odpaliłem sobie poprzednią audycję na YouTubie. Nie po to, żeby ją przesłuchać, tylko żeby mieć dostęp do komentarzy. Pojawiło się ich kilka w kilku wątkach. I powiem wam szczerze, tak jak odpisałem Ghostowi, zresztą on to też zauważył, że mówiłem, że jak tak dalej pójdzie, to po 50. audycji nie będziemy mieli o czym mówić. A on i Damian dostarczyli mi tutaj tematów do dyskusji, do rozmowy i do rozważań na najbliższe kilka audycji, bo tematy, które poruszyli, niestety... Znaczy stety, niestety. Komentarzem trudno jest zamknąć takie tematy, o których była mowa.
Ja zaraz powiem o jakich i do jakich wrócimy w następnych audycjach, jeżeli będzie oczywiście potrzeba, bo są to tematy ważne, ale też moim zdaniem wymagające takiego szerszego i dokładniejszego przyjrzenia się. Kochani, nadaję dzisiaj z mojego w końcu wymarzonego miejsca, o którym marzyłem, żeby mieć takowe, czyli miejsca w sali kominkowej. Więc jeżeli będę tam dzisiaj trochę taki senny i będę przymulony, to was przepraszam, bo zrobiłem sobie takie ciepełko, że jest po prostu cudnie. Piękny, żywy ogień, który uwielbiam. A tak chciałem się pochwalić. Druga rzecz, którą na początku chciałbym też poruszyć, to są podziękowania dla was, bo pod każdą audycją pojawiają się najczęściej miłe słowa, miłe dla mnie jako autora i prowadzącego audycję w Radiu Paranormalium. I mimo że spotykam się z takimi radami: „A co, nie przejmuj się tym, tamtym, śmamtym, to internet, tu każdy może” — rozmawialiśmy zresztą na ten temat. Niektórzy moim zdaniem też zbyt mocno wzięli sobie to do serca — to powiem wam, że dla mnie są to bardzo ważne informacje. I nie chodzi tutaj o budowanie jakiegoś mojego ego, że jestem taki, śmaki, łamaki, tylko po prostu dlatego, że ja przecież nie robię tych audycji dla siebie. Właśnie gdybym robił dla siebie i dla swojego własnego ego, żeby powiedzieć, że prowadzę audycję, to pewnie opiniami słuchaczy bym się mniej przejmował, bo robiłbym to dla siebie.
Ponieważ przede wszystkim robię to dla was. Oczywiście dla swojej radości, dla swojej przyjemności, dla swojej też potrzeby dzielenia się tym, co wiem i sobie gdzieś tam w głowie poukładałem, że te opinie dla mnie są po prostu ważne. Oprócz tego, że są miłe, to są ważne, bo pokazują, że kierunek jest właściwy. Mimo że, bo tu też zauważyłem, oglądalność tych audycji na YouTubieSię zmniejszyła. Myślę, że to też wynika z następnej kwestii, która zupełnie mnie nie zaskakuje. Jest raczej potwierdzeniem tego, o czym mówię wam w audycjach, że 90% informacji odbieramy za pomocą wzroku i wzrok jest największym narzędziem naszej podświadomości. I czasami wpada mi jakaś reklama, jakaś zajawka, jakiś fragment, ktoś gdzieś podeśle coś. Ludzie, którzy też robią podobne rzeczy jak ja. I wygląda to zupełnie inaczej. Jest pełne takiego, ja to nazywam marketingu, pełne energii takich rzeczy, które w dzisiejszych czasach są bardzo modne, bardzo popularne.
Jest też mnóstwo obietnic.
[07:00] - Pełno różnych coachów tak zwanych.
[07:04] - Właśnie tych obietnic, które nie wiem, czy ktoś ma świadomość, że są naprawdę bardzo trudne do spełnienia, ale widzę, że taki magnetyzm ma i że to na ludzi działa. Ja nigdy tak nie robiłem i pewnie, chociaż nigdy nie mów nigdy. Może przyjdzie taki moment, że ja też zmienię coś tam w swoim postępowaniu, zachowaniu i podejściu, więc być może przejdę na taki tryb. Natomiast póki co staram się koncentrować na merytoryce, na zawartości merytorycznej tego, co mówię. I też nie chcę was jakimiś fajerwerkami rozpraszać, nazwijmy rzeczy po imieniu. Dlatego te audycje wyglądają tak, jak wyglądają. Ja też wiem, że człowiek dochodząc sam do pewnych wniosków ma je po prostu zapisane na zawsze, nigdy ich nie zapomni. Prawdy objawione, które ktoś nam objawia, tak zwane aksjomaty czy jakieś inne, jak to nazwać inaczej, prawdy. Najczęściej i tak musimy w jakiś sposób dotrzeć do tego sami. Dlatego mój sposób prowadzenia audycji jest bardziej takim sposobem naprowadzania was na pewne rzeczy, tak żebyście gdzieś sami mogli dojść do wniosków, niż próbą narzucenia wam jakichś tam moich prawd mniejszych bądź większych.
À propos prawd, tu też pojawił się bardzo ciekawy wątek poruszony przez Damiana. Podobno przez przypadek wyszedł, ale polecam do przejrzenia, bo jest interesujący. Pojawiło się określenie obiektywnej prawdy i obiektywnej rzeczywistości. Ja się tam też nie rozwodziłem w tych komentarzach specjalnie nad tym, ponieważ to jest właśnie kolejny temat na kolejną, mam nadzieję fajną audycję. Zaznaczyłem sobie to na karteczce ze znakiem z wykrzyknikiem tak zwanym, żeby zapodać to jako oddzielną audycję. Oczywiście nieustająco zaktywizował się Ghost, który daje nam cały czas dawkę niewątpliwie dla mnie przynajmniej osobiście przyjemnej emocji, która jest związana z radością wychowywania i obcowania ze swoją kilkumiesięczną córeczką. Jemu też, że tak powiem, odpisałem, że podrzucił kilka tematów na kilka następnych audycji. Jednym z nich jest dylemat, który dotyczy dylematów rodziców podczas podejmowania decyzji związanych chociażby ze zwykłym tematem. Na przykład szczepić, nie szczepić, chrzcić, nie chrzcić i tak dalej. Tych takich rzeczy, które są w pewien sposób narzucone nam przez rzeczywistość, a tak naprawdę nie zawsze mamy ochotę pójść w tym kierunku.
I dylemat rodzica czy zrobię w ten sposób więcej krzywdy dziecku, czy więcej pożytku? I też następny wątek poruszony przez Ghosta to jest kwestia dzieci nienarodzonych. Nienarodzonych z różnych powodów. Jak sami się domyślacie, zamknięcie tego tematu jednym komentarzem, nawet chociażby długim, byłoby z mojej strony próbą samobójczą w pewnym sensie. Więc fajnie i chyba trzeba będzie, jeżeli będzie oczywiście zapotrzebowanie do tego tematu też wrócić. W kąciku bobasa wrócił temat aury i tutaj pozwolę sobie przytoczyć ten cytat Ghosta, ponieważ też w kwestii aury porusza kilka aspektów. W sumie może niekoniecznie trzeba ciągnąć go w kąciku bobasa, tu już cytuję, ale skoro tu go zaczęliśmy, to będę go tu kontynuował. Oczywiście dziękuję panie Sławku za kolejne wyjaśnienia w ostatniej audycji, ale myślę, że jeszcze nie wszystko jest jasne. Z jednej strony oczywiście mógłbym sobie wejść na różne strony i poczytać o aurzeBo jest tego mnóstwo, ale wtedy będę miał zapewne różne wizje i interpretacje tego zjawiska. Z drugiej strony chciałbym usłyszeć pana interpretację i wiedzę o tym temacie.
Może to będzie ta właściwa. Mówił pan, jak również Jubi to potwierdza, że aurę można zobaczyć w ciągu jednej, dwóch minut. Dlaczego, skoro jest to takie proste zjawisko, chyba łatwe w zaobserwowaniu interpretacji, to może faktycznie mógłby pan nam zaprezentować w tej audycji sposób ćwiczenia, jak to osiągnąć? Ja jestem za. Nie wiem, jak inni słuchacze. Kolejne pytanie z aurą związane: to czego ona jest częścią? Czego emanacją? Czy naszego ciała fizycznego, czy bardziej duszy? Chyba że ciało fizyczne ma swoją aurę, a dusza swoją. Czy jest jakoś ona związana z czakrami?
Czy aura ma związek z poziomami duszy? Na przykład dziecinna dusza ma niski, słaby poziom aury, a dusza stara ma bardzo wyrazistą, mocną aurę. Czy w ogóle każdy człowiek ma aurę? Czy ma to w ogóle związek z tym, że żyjemy? Czy bez aury nie bylibyśmy na przykład w stanie żyć, funkcjonować na tym świecie? Ponoć zwierzęta i nawet przedmioty mają aurę, że jest to mocno związane z energią, więc wynikałoby z tego, że każdy człowiek ją posiada. Czy zatem aura jest emanacją energii, tej życiodajnej energii, która jest w nas? Czy aura ma związek z naszym stanem zdrowia, jak podają niektóre źródła? Czy ma wpływ na nasze zdrowie? Czy aura ma związek z dobrem i złem?
Czy emanacja czarnej aury oznacza kogoś złego, czy może chorego? Czy w ogóle z punktu widzenia człowieka warto się tym zajmować i go jakoś odczytywać? Czy lepiej porzucić i się tym nie zajmować? Mnie to akurat ostatnio zainteresowało pod kątem mojej córeczki. Skoro ona widzi moją aurę, to czemu ja nie mógłbym zobaczyć jej? Czy aby w ogóle zobaczyć aurę należy spełnić jakieś specjalne wymagania fizyczno-duchowe? Pytań mam dużo, ale mam nadzieję, że może w końcu wyczerpię ten temat, a może pojawią się następne. Moim celem jest zgłębienie tego zjawiska. Jest też chęć przekazania tej wiedzy mojej córeczce, ale faktów i konkretnych rozwiązań, a nie fikcji i mitów. Jeśli ona faktycznie będzie też widzieć aurę, to chciałbym jej móc wytłumaczyć logicznie po co, z czego i z czym to się je.
Chyba że już będzie to wiedzieć. Oczywiście to ja nie jestem w stanie przekazać tych emocji, które płyną z tych dość takich, jak ja to określam, fajnych, sympatycznych i takich miłych komentarzy Ghosta. Natomiast tak, OK. Znaczy przekonało mnie to ostatnie zdanie. Tak? „Chciałbym móc porozmawiać ze swoją córką o tym, co ona widzi”. No kochani, na taki argument, z takim argumentem ciężko jest dyskutować, tak? Zwłaszcza że jeżeli mówimy o świadomości, prowadzę audycję o świadomości, to spełnia się właśnie moje marzenie. Co prawda cząstkowe, bo moim marzeniem jest to, aby wszyscy rodzice chcieli rozmawiać z dziećmi o tym, co one widzą, co one czują i jak one to widzą, jak one to czują. Tak?
Bo to jest związane z tym, o czym mieliśmy porozmawiać w zeszłej audycji. Co się pojawiło w zeszłej audycji, czyli o tworzeniu podświadomości dziecka. Jeżeli narzucamy dziecku swoją własną wizję, nie zastanawiając się nad tym, jak dziecko to widzi, jak to czuje, jak to odbiera, to jest to programowanie. Natomiast jeżeli wchodzimy, pochylimy się, poświęcimy trochę czasu i emocji na to, żeby zrozumieć, jak widzi i jak czuje to nasze dziecko, to zupełnie zmieniamy perspektywę i płaszczyznę porozumienia z taką istotą. Także prośba: „Chciałbym móc porozmawiać z własnym dzieckiem na ten temat” jest dla mnie argumentem, na który nie jestem w stanie powiedzieć „nie”. Więc kochani, drogi Goście, czymże jest aura? Tak, aura jest bez wątpienia taką jakby manifestacją tej naszej życiodajnej energii, która przez nas przepływa, bez której nie bylibyśmy w stanie najprawdopodobniej, znaczy na pewno nie bylibyśmy w stanie funkcjonować. Czy jest związana z czakrami? Jak najbardziej, ponieważ te czakry, czyli te główne centra energetyczne, one są głównymi właśnie węzłami energetycznymi. Natomiast tych takich mniejszych centr energetycznych, węzłów energetycznych mamy tam ponad tysiąc z tego, co pamiętam, ale tego nie jestem pewien.
Więc całe nasze ciało fizyczne funkcjonuje na zasadzie energii. Jest napędzane energią, ponieważ nasza dusza jest też energią, więc w pewnym sensieMożna by powiedzieć, że to dusza jest takim motorem napędowym, naszą życiodajną siłą. Można by było wysnuć taki wniosek, że aura jest bardziej emanacją sfery duchowej. Natomiast to nie do końca tak jest, ponieważ jak pamiętacie z jednej z poprzednich audycji, każda czakra jest emocjonalnie odpowiedzialna za poszczególne sfery życia, płaszczyzny życia. Czyli począwszy od czakry podstawy, pierwsze trzy są takimi, jak pamiętacie, sferami czysto fizycznymi, czysto ziemskimi. Czakry splotu słonecznego, która jest odpowiedzialna za tak zwane nasze ego. Później są sfery emocjonalne, czyli czakra serca, czakra gardła, czakra wyrazu, czakra wolności i czakry typowo duchowe, czyli czakra korony i czakra trzeciego oka. Więc aura jest obrazem funkcjonowania tych wszystkich płaszczyzn w naszym codziennym życiu. Tu było pytanie o młode dusze, stare dusze. Do życia tak naprawdę są potrzebne nam wszystkie czakry.
Oczywiście one na różnych poziomach rozwoju świadomości działają z troszeczkę innym nasileniem. Czyli u osób dojrzałych, świadomych będzie większa intensywność czakr emocjonalnych i duchowych. To, o czym mówiliśmy o aurze, aureoli, która była widziana przez ludzi u osób bardzo uduchowionych. Czyli intensywność tych dwóch czakr, które są umiejscowione w okolicach naszej głowy. Natomiast u osób mniej rozwiniętych świadomościowo większa intensywność będzie pracy czakr tych pierwszych trzech. Dusze młode na przykład bardzo buchają z poziomu czakry splotu słonecznego. Więc aura skupia w sobie wszelkie aspekty. Jest obrazem i naszego życia duchowego, i naszego życia emocjonalnego, i naszego życia fizycznego, więc nie można jej przypisać specjalnie do żadnej z płaszczyzn. Czy świadczy o naszym zdrowiu? Tak.
Ponieważ wszelkiego rodzaju negatywne wzorce, negatywne emocje, które powodują niewłaściwy przepływ energii przez nasze ciało, powodują też w konsekwencji nasze problemy zdrowotne, które się eksponują w ciele fizycznym. Zostało napisanych bardzo dużo książek na ten temat, opracowań. Coraz częściej naukowcy, lekarze zaczynają dostrzegać powiązanie pomiędzy emocjami a ciałem fizycznym. Jest to bez wątpienia kierunek, z którym za chwilę będziemy mieli do czynienia na co dzień. W latach 90., 2000., jak miałem swój kontakt z Antonim Przekszą, czyli takim największym chyba na tamte czasy, zresztą nie wiem, czy nie w dzisiejszych czasach również, uzdrowicielem duchowym, on wtedy już opowiadał o tym, że w Anglii jest to już coś całkowicie typowego, że oprócz lekarza ludzie mają też swoich healerów czy jak to się tam nazywa w Anglii. Ludzi, którzy też odwiedzają ludzi w szpitalach i mają na to całkowite przyzwolenie ze strony medycyny. To już ze sobą zaczyna współpracować. Nie wiem, jak to wygląda w tej chwili, ale to też możecie sobie sprawdzić. Zresztą świat jest teraz jeszcze bardziej otwarty, więc można to w sobie gdzieś tam wśród swoich znajomych. Zresztą wśród naszych słuchaczy jest mnóstwo ludzi, którzy przebywają aktualnie za granicą, więc myślę, że oni też będą w stanie coś więcej o praktyce i o realiach takich rozwiązań powiedzieć.
Tak że aura jest zbiorowiskiem tak naprawdę wszystkiego. Czego ja ci jeszcze tutaj, drogi gościu i moi kochani, nie powiedziałem? Oczywiście tak, zwierzęta i wszystko, co jest przepełnione tą życiodajną energią, ma swoją aurę.Czy aura ma wpływ na nasze zdrowie? Na nasze zdrowie mamy wpływ tylko my. My możemy swoimi emocjami, likwidowaniem swoich blokad emocjonalnych dbać o swoje zdrowie i w ten sposób tę aurę doprowadzać do stanu jak najbardziej przejrzystego, czystego i płynnego. Czy aura ma związek z dobrem i złem? Bardzo ogólne pojęcie. Natomiast te czynniki dobre i te gorsze dla nas też w aurze są widoczne. Czy warto się zajmować? Oczywiście, że warto się zajmować.
Najbardziej się warto zajmować swoją własną aurą, żeby mieć świadomość, że coś takiego się posiada i że ten przepływ energii, zwłaszcza ten prawidłowy przepływ energii ma bardzo duże znaczenie na wszystkie aspekty naszego życia. I teraz było takie pytanie odnośnie tego, czy skoro się można nauczyć, to jak to zrobić. Kochani, pamiętajcie o jednej rzeczy, że oglądanie cudzej aury bez jego zgody jest w dalszym ciągu ingerowaniem w jego prywatność. Więc nie polecam wam obserwacji, chyba że dla treningu, chyba że dla jakiejś wprawy, chyba że dla jakiegoś eksperymentu. Natomiast już zdecydowanie zabraniam, jeżeli mogę wykorzystywać tą wiedzę do czegokolwiek. Żeby mieć wgląd i wykorzystywać ten wgląd do czegokolwiek, trzeba mieć niewątpliwie zgodę drugiej osoby. To jest trochę jak interesowanie się jego finansami czy życiem małżeńskim, chociaż może troszeczkę na innej płaszczyźnie. Jak się nauczyć w najprostszy sposób? Moje pierwsze próby były oczywiście na jasnym tle. I fajnie jest, jeżeli na początku osoba, którą obserwujemy, jest bez ruchu.
I co trzeba zrobić? Najprostszym ćwiczeniem, jakie jest, skoncentrować swój wzrok na czubku nosa osoby, na którą patrzymy. Należy patrzeć na czubek nosa, ale robić tak zwanego zeza rozbieżnego, czyli patrzeć się na końcówki jego uszu. Ja wiem, że to dziwnie brzmi, natomiast tak to wygląda. Patrzymy się niby na nos, ale próbujemy jakby jedno oko na jedno ucho, a drugie oko na drugie. Powiem też jeszcze o jednej rzeczy. I to jest najprostsze ćwiczenie. Jeżeli oczywiście ktoś nie ma tego w sposób naturalny uruchomionego, to jest najprostsze ćwiczenie. I jak to było w jednej z reklam, 9 na 10 osób jest usatysfakcjonowanych. Oczywiście czekam na wasze opinie i głosy tych, którzy będą próbowali.
Czy wam się udało, czy wam się nie udało. Jedna ważna rzecz. Na różnego rodzaju rysunkach czakry są przedstawiane w różnych kolorach. Mało tego, znam ludzi, którzy twierdzą, że czakry świecą w różnych kolorach. Ja kiedyś raz jeden widziałem kolory. To znaczy jeden. Widziałem go, ponieważ bardzo chciałem dostrzec tamten kolor. I go dostrzegłem. I to był jeden jedyny przypadek. W pozostałych przypadkach zawsze widzę energię w kolorach, w odcieniach od ciemnoszarego, poprzez biały, srebrny, aż w kierunkach takich złocistych.
Dla mnie energia, w moim przekonaniu, z moich doświadczeń wynika, czysta energia jest złota. W takim odcieniu złotawym. Oczywiście najlepiej sprawdźcie to sami. Jeżeli chcecie widzieć kolory, zobaczycie kolory. Jeżeli nie, zobaczycie to, co będziecie chcieli. Dlatego w sumie nie powinienem o tym mówić, ale bardziej zależało mi, żebyście uniknęli tej pułapki właśnie dopatrywania się koloru. Aura ta, którą jesteśmy w stanie zobaczyć otacza całe ciało. Ona się tak fajnie przemieszcza. To jest troszeczkę tak, jakby auraByła wolniejsza od człowieka. Czyli z takim opóźnieniem reagowała.
To tyle podpowiedzi, resztę musicie sobie sami przerobić, przetestować i przekonać się o tym. Powiedziałem o tym, żebyście wiedzieli, czy to, co widzicie jest czymś w rodzaju aury, czy nie. I czekam na wasze opinie na ten temat, bo sam jestem ciekawy, do jakich wniosków dojdziecie. W kąciku bobasa byłoby tyle oprócz, kochani, jeszcze jednego zdania z komentarza Ghosta, że kiedyś mówiłem o tym, jak dusza komunikuje się z nami i powiedziałem, że za pomocą emocji. I tutaj muszę sprostować. Już nie wspomnę o tym, że po jakimś czasie Ghost się ze mną zgodził, że jednak tak to jest. Był przekonany, że dusza przemawia do nas za pomocą konkretnych słów. Z tymi emocjami, to jest bardzo subtelny temat. Zresztą ja będę o tym mówił między innymi dzisiaj, dlatego proszę was, to nie są takie emocje, jak my odczuwamy normalnie na skutek ziemskich zdarzeń i tego, co nam funduje podświadomość. Dusza nie ma aż takiej mocy.
To są emocje, ale dużo bardziej subtelne. Nie są tak nachalne, jakie funduje nam podświadomość. To też jest ważne, żeby umieć te emocje odróżnić od siebie. Ogólnie rzecz biorąc dusza komunikuje się z nami za pomocą emocji, subtelnych myśli, delikatnych podpowiedzi, sugestii. Tak bym to powiedział. Zresztą będę dzisiaj o tym mówił. Proszę, żebyście się na tym w takim razie skoncentrowali. Ostatni komentarz, który zostawiłem sobie jako ostatni, to jest wątek odnośnie poprzedniej audycji, czyli o miłości do samego siebie. Ingrid pisze o swoim pechu, że widocznie ma pecha, bo wszystkich ludzi, których spotyka, zacytuję: „Ja mam chyba pecha. Wszyscy oprócz jednej osoby, których znam, a są przepełnieni miłością do samego siebie, są najwredniejszymi osobami, jakie zna”.
I ja oczywiście odpowiedziałem tam w kilku komentarzach, w jednym czy w dwóch na to. Ponieważ będzie to też odnośnikiem do dzisiejszej audycji, pozwolę sobie do tego tematu wrócić. Kochani, nie możemy, jeżeli nie chcemy popełniać oczywiście błędów i wyciągać złych wniosków, szkodliwych dla samych siebie, to nie powinniśmy mylić miłości do samego siebie z egoizmem. Bo tak jak wam powiedziałem, dużą dozę miłości do samego siebie okazują świadomości na przykład dziecinne, które po prostu uważają, że tak jak dzieciom wszystko się należy, a każdy jest odpowiedzialny za to, żeby mu dać to, czego on chce. Z tym że robią to poza świadomością i celowymi działaniami. Po prostu uważają, że świat jest tak skonstruowany, że skoro ja jestem dzieckiem, to mi się należy. Są egoistami, ale z punktu widzenia ziemskiego wkurzającymi, bo nie idzie mu nic wytłumaczyć. Nie idzie wytłumaczyć dziecku, że owszem, niby mu się należy, ale tak nie do końca się należy, bo jednak jest to dobra wola rodziców, też możliwości nie zawsze takie śmakie łakie, nie zawsze odpowiadające zapotrzebowaniu dziecka. Nie ma tu żadnej dyskusji. Natomiast świadomości, dusze młode są już w pełni świadome tego, że są egoistami, ale uważają, że jest to coś pozytywnego w dzisiejszych czasach.
Że skoro mają rozum, mają głowę, mają siłę, mają chęci, mają sposób, mają pomysł, to dlaczegóż mają z tego nie skorzystać? I to jest owszem, też przepełnione miłością do samego siebie, w pewnym sensie z punktu widzenia ziemskiego, ponieważ chcą dla siebie jak najlepiej. Z punktu widzenia miłości do samego siebie jest okej. Natomiast oni nie mają hamulca przed wykorzystaniem do tego innych ludzi.Z punktu widzenia miłości już się wyklucza. Miłość i egoizm się wykluczają. Owszem, chcą jak najlepiej dla siebie. Skutkuje to tym samym, co miłość do samego siebie. Natomiast nie mają żadnych skrupułów, żeby zrobić to kosztem drugiego człowieka. Wprost przeciwnie, uważają, że skoro są w stanie wykorzystać drugiego człowieka, to znaczy, że są mądrzejsi, że są na wyższym poziomie rozwoju, że są inteligentniejsi, cwańsi i tak dalej. Miłość do samego siebie, ta miłość, o której ja mówię, pojawia się...
W zasadzie to nie wiem, kiedy się pojawia, bo z tą miłością do samego siebie problem mają wszyscy. Rzekłbym nawet, większe dylematy odnośnie miłości do samego siebie mają ludzie bardziej zaawansowani w rozwoju świadomości. Ponieważ dziecko nie ma świadomości tego, że żeby spełnić oczekiwania własnego dziecka, muszą zrobić mnóstwo rzeczy, na które być może nie mieliby, gdyby nie istnienie tego dziecka, żadnej ochoty. Że z miłości do dziecka muszą zrezygnować w dużej mierze z miłości do samego siebie. Na przykład za maluszka z wysypiania się, dzielenia obowiązków dziennych, nocnych, z różnymi czynnościami, które gdyby się dało uniknąć, to nikt by z tego powodu oprócz dziecka nie ucierpiał. Dziecko nie ma żadnych dylematów z tym związanych. Później nastolatek również, chociaż już zaczyna to robić świadomie. Ludzie młodzi też nie mają żadnych dylematów, że oni tego chcą. Tak naprawdę tej skutecznej miłości do samego siebie jest więcej na tak zwanych wcześniejszych poziomach rozwoju świadomości. Im człowiek bardziej zaawansowany, tych dylematów zaczyna się pojawiać coraz więcej.
Czy moje działania na przykład nie będą krzywdzące dla drugiej osoby? Czy ja powinienem? Czy ja chciałbym? Czy ja muszę? Może mógłbym z tego zrezygnować. Czy ja powinienem myśleć o sobie, czy powinienem myśleć o innych? Te dylematy, o których rozmawialiśmy. Mówię, ja tak naprawdę nie wiem, w którym momencie ta prawdziwa miłość do samego siebie się zaczyna. Czy my, którzy uważamy się za osoby za oświecone, za obudzone, za przebudzone i tak dalej, czy to nie my przypadkiem jesteśmy w błędzie? Czy może to właśnie dziecięce, dziecinne podejście do sprawy byłoby bardziej właściwe?
Warte rozważenia filozoficznego. Być może na część tego pytania odpowiem w dalszej części audycji. A może nie. Zobaczymy. Natomiast jedna rzecz jest wspólna, o czym też piszę w komentarzu pod audycją. Tam się pojawia wątek osób wrednych, osób złych. Tam się chyba pojawiło takie określenie. Napisałem też, że skoro mamy takich ludzi wokół siebie, tak jak Ingrid, o których pisze, za wyjątkiem jednej osoby, to też jest pewnego rodzaju wskazówką dla nas samych, że coś właśnie w tym zakresie miłości do samego siebie mamy jeszcze do zrobienia. Skoro otaczamy się takimi nauczycielami, którzy pokazują nam, jak należy o siebie dbać, to znaczy, że my sami mamy problem z miłością do samego siebie. Kiedyś może pociągnę ten wątek szerzej, natomiast miałem taki dylemat odnośnie moich partnerek życiowych, że zawsze trafiałem na egoistki i to z każdym następnym doświadczeniem było coraz gorzej.
I ten sam problem, który porusza Ingrid. Czy coś ze mną jest nie tak? Czy ja komuś zrobiłem krzywdę? Czy może Bóg tak chciał? Może ma jakiś plan? Otóż odpowiedź jest bardzo prosta. Ci ludzie są dla nas nauczycielami. Oczywiście nie jeden do jednego. Natomiast jak bardzo problem braku miłości do samego siebie w nas funkcjonuje i jak powinniśmy swoje postępowanie i myślenie kształtować i zmieniać, by zacząć po prostu o siebie dbać.To, że ktoś nas wykorzystuje, nie jest kwestią tego, że ktoś nas wykorzystuje. To jest kwestią tego, że my nie potrafimy być asertywni, jak to się mawia popularnie, że nie potrafimy powiedzieć „nie”.
I to nie jest problem tej osoby, że chce nas wykorzystać, bo jak rozdają, to czemu nie wziąć? Problem jest po naszej stronie, że nie potrafimy powiedzieć „nie”, nie potrafimy wyznaczyć granicy. A nie potrafimy wyznaczyć tych granic naszej intymności, naszej wrażliwości, naszych priorytetów, naszych kryteriów moralnych, ponieważ brak nam miłości do samego siebie. Jeszcze jedną wskazówką, która bardzo wyraźnie pokazuje brak miłości do samego siebie jest to, o czym odpisałem Ghostowi pod tym samym komentarzem. Napisałem, że nie ma ludzi wrednych, tylko są ludzie nieszczęśliwi. Bo w praktyce wygląda to tak, że jeżeli ktoś nie posiada miłości do samego siebie, jest nieszczęśliwy i w nieszczęśliwy sposób widzi świat i też tak go opisuje. Nieszczęśliwi ludzie tworzą nieszczęśliwe wizje świata. Więc ten brak miłości do samego siebie, bo my tu często poruszamy się w takich tematach filozoficznych i teoretycznych. Natomiast w praktyce brak miłości do samego siebie skutkuje właśnie tym, że świat, który widzimy, wydaje nam się zły, nieszczęśliwy, pełen niedoskonałości i tak dalej. Więc jeżeli takiego człowieka widzicie rano w lustrze, dla którego szklanka jest cały czas do połowy pusta, to nie traktujcie tylko w kategoriach optymista, pesymista.
Tylko pomyślcie, co jeszcze możecie dla siebie zrobić, żeby ten świat, wasz świat był fajniejszy. Bo jeżeli zaczniecie o siebie dbać, czyli sprawiać, by to, co robicie w życiu, czym się zajmujecie, ludzie, którymi się otaczacie, byli dostawcami dla was nie lekcji, ale radości. Będziecie wykonywali zawód, który będzie dla was pasją. Będziecie mogli spełnić swoje potrzeby, również materialne, również emocjonalne. Będziecie z chęcią dzielić się nadmiarem miłości, którą w sobie macie. To ten świat wkoło was zacznie być taki fajny, przyjemny i powiecie: „Nie, nieprawda. Jak to mówicie, że świat jest do dupy? Że życie jest do dupy? Nie, jest fajne”. Więc w praktyce to się bardzo mocno przekłada również na nasze codzienne życie.
Także pamiętajcie kochani, nie ma ludzi wrednych. Są ludzie nieszczęśliwi, bo pozbawieni miłości do samego siebie albo niemogący zrealizować swoich własnych marzeń, próśb, potrzeb. Ponieważ znowu komentarze i kwadransik bobaska się zrobił tutaj godzinny, więc przejdę do trzeciego aspektu miłości. Bo rozmawialiśmy już o miłości widzianej oczami naszej podświadomości, czyli wzorzec miłości, który został nam wpojony przez nasze otoczenie kiedyś i też w pewien sposób kształtowany. I ten taki, że ja wiem, co powinno dać ci szczęście. Bo pamiętajcie, przypomnę jeszcze raz, że miłość to jest chęć dawania szczęścia, radości. Chęć dawania szczęścia, radości tak innym, jak również samemu sobie. Więc ta miłość płynąca z podświadomości to jest właśnie taka: ja wiem, co dla ciebie będzie dobre, co ma ci dać szczęście, co ma ci dać radość. O tej miłości rozmawialiśmy też do samego siebie i o tym, czy my sami wiemy, czego my tak naprawdę chcemy, co nam sprawi radość i co będzie dla nas szczęściem. Czy potrafimy odsunąć ten wizerunek szczęścia narzuconego przez naszą podświadomość i zastanowić się: zaraz, co dla mnie jest szczęściem?
Dla mnie szczęściem jest to, że w tej chwili siedzę w drewnianym domeczku, palę piękny, żywy ogień i mogę się z wami po raz kolejny dzisiaj spotkać. To jest szczęście. Chociaż z punktu widzenia mojej podświadomości, z punktu widzenia podświadomości wielu ludzi, to, gdzie jestem i jak to wszystko wygląda, ma mnóstwo niedoskonałości. Ale dla mnie to jest szczęście. Więc czy już zastanowiliście się, co dla was będzie szczęściem? Bo jeżeli będziecie wiedzieli, co dla was będzie szczęściem, będziecie wiedzieli, w jaką stronę zmierzać. Będziecie wiedzieli, co macie dla siebie zrobić, żeby dać sobie miłość samemu sobie.Trzeci aspekt miłości to jest aspekt miłości widzianej oczami duszy. I to jest temat, który z pewnością nie zjedna mi zwolenników, ponieważ ja twierdzę, że nasza dusza w tych kategoriach jest bezduszna. Wiem, jak to zabrzmi, ale musimy jeszcze na chwilę skupić się na tym, czym w ogóle jest dusza. Kochani, dusza jest sama w sobie miłością.
Mam nadzieję, że może Ghost to potwierdzi. Jeżeli przyjrzeć się na przykład aurze małego dziecka, to najbardziej intensywnie pracujące są dwie skrajne czakry: czakra korony i czakra podstawy. Ponieważ jeszcze jest bardzo duży dostęp do źródła miłości i jednocześnie bardzo silna potrzeba przetrwania. I te dwie siły emocjonalne są najbardziej intensywne na początku naszego życia. Wracając do pytania: czym jest dusza? Czy pamiętacie, o co chodzi naszej duszy? Naszej duszy chodzi o to, żebyśmy świadomie zrozumieli, co jest w życiu najważniejsze. Dusza sama w sobie jest źródłem miłości, wzorcem miłości. I cały czas tak jakby próbuje nas namówić do tego, żebyśmy na to, co robimy, spojrzeli przez pryzmat miłości. Natomiast nie może nam nic narzucić.
Mało tego, jest też dużo mądrzejsza od nas i wie, że dojście do tego wymaga czasu. Dojście do tego wniosku, dojście do tej prawdy wymaga czasu i też przejścia przez wszelkie możliwe aspekty ludzkiego życia, żeby samemu się przekonać, czy bycie księciem, czy bycie bezdomnym, czy bycie pesymistą, który będzie ciągle narzekał i ciągle chorował, czy bycie sławnym, czy bycie takim, owakim daje nam szczęście. W założeniu tam, skąd pochodzimy wszyscy, to zadanie było jasne. Jeżeli rozmawialibyśmy w kategoriach Boga, czyli istoty, która faktycznie istnieje i ma świadomość taką jak ludzie, to byłoby to jasne, że każdy człowiek musi samodzielnie przekonać się, że ogień parzy, jak smakuje zbrodnia, jak smakuje sława, jak smakuje bieda, jak smakuje choroba. Każdy człowiek musi się o tym przekonać na własnej skórze. To tak jak my przygotowujemy swoje dziecko do życia, ale w którymś momencie dziecko jeszcze musi doświadczyć na własnej skórze odpowiedzialności. Musi poeksperymentować i samemu się przekonać, jak to smakuje. I my jako rodzice stoimy z boku i patrzymy na to. Wiemy, jak się to doświadczenie skończy. Wiemy, że to zaboli, ale musimy pozwolić dziecku spróbować.
Musimy też pozwolić spróbować drugiemu człowiekowi. Nie da go się strzec przed tym, czego on chce doświadczyć. Czy z punktu widzenia duszy lepiej by było, gdybyśmy nie doświadczyli? Czy lepiej jest pozwolić nam doświadczyć? Był ten aspekt też poruszany. Jeżeli potrafimy zrozumieć, zaakceptować, ale tak wewnętrznie zaakceptować to, co jest największą wartością i do tego dążyć, to doświadczanie nie jest nam potrzebne. Ale tak jak żeśmy rozmawiali na przykładzie raju, że człowiek może mieć wszystko, ale jeżeli nie dojdzie do tego świadomie, a zostanie mu to w pewnym sensie narzucone, dane, ofiarowane bez jego udziału, to i tak tego nie zaakceptuje. Więc kochani, miłość z punktu widzenia duszy polega w pewnym sensie na obserwowaniu. Gdybyśmy rozpatrywali to w kategoriach ziemskichNa obserwowaniu i pozwalaniu człowiekowi na pakowaniu się w następne to, co my ziemsko nazywamy kłopoty. Czyli tak naprawdę dusza nie kieruje się naszym dobrem chwilowym.
Nasza dusza kieruje się naszym dobrem ostatecznym. Jeżeli ktoś myśli, że może zdać się, tak jak niektórzy twierdzą, na kierownictwo, na przewodnictwo duszy, to może się zdziwić. Bo to, co pojawiło się w komentarzu Annie Grid. Prośba o przewodnictwo duszy może spowodować to, że jeżeli mamy zaległości w miłości do samego siebie, to znajdziemy się w otoczeniu wilków, emocjonalnych wilków, które będą chciały nas zjeść i wykorzystać po to, abyśmy jak najszybciej otrząsnęli się i zaczęli myśleć o samym sobie. Z punktu widzenia naszej duszy takie ziemskie pojęcie miłości nie istnieje, bo miłością w wykonaniu naszej duszy jest to, co ja kiedyś napisałem na jednej ze stron odnośnie miłosierdzia Boga, że miłosierdzie Boga objawia się w stosunku do ludzi tym, że daje im tyle czasu, ile potrzebują na to, aby zrozumieć. Kochani, trzeba to dobrze zrozumieć, aby swoimi marzeniami, swoimi afirmacjami, swoimi intencjami nie przekombinować i nie próbować przenieść odpowiedzialności bądź kierownictwa na naszą duszę. To się często dzieje na różnego rodzaju warsztatach, gdzie ludzie odrzucają religię jako religię, a próbują się bez świadomości oddać prowadzeniu duszy. Bez zrozumienia, do czego ta dusza tak naprawdę nas prowadzi. Pamiętacie, jak przytaczałem cytat z filmu Neala Donalda Walscha „Rozmowy z Bogiem”, kiedy jedna z pań podczas jego wykładu przyszła i powiedziała, że jej adoptowany osiemnastoletni syn zginął. A ona obiecała mu, że jak się dowiedział, że został adoptowany, to ona obiecała mu, że jak skończy 18 lat, to spotka się ze swoimi fizycznymi rodzicami.
I w wieku 18 lat odebrał prawo jazdy. Pojechał na ulicę, zginął w wypadku samochodowym. I o co tu chodzi z tym Bogiem, z tą duszą, z tą miłością i tak dalej. Okazało się, że rodzice tego chłopca, fizyczni, biologiczni rodzice nie żyją i żeby móc się z nimi spotkać, musiał umrzeć, żeby spotkać się z nimi na płaszczyźnie duchowej. Z punktu widzenia źródła, z punktu widzenia naszej duszy ta miłość wygląda zupełnie inaczej niż nam się wydaje. Dusza jest źródłem miłości i to jest najważniejsza informacja. Czyli to jest ten azymut, ten pewnik, ten kompas nasz na drodze do odnalezienia miłości. Ale nie odnalezienie ślepej miłości, nie odnalezienie miłości polegającym na braniu miłości od innych ludzi, tylko na świadomym kierowaniu się w życiu wyborami poprzez pryzmat miłości do innych ludzi, ale również do samego siebie, z umiejętnością stawiania granic, wyznaczania swojego własnego terytorium, z szacunkiem dla drugiego człowieka, ale z szacunkiem również do samego siebie, z przyznaniem prawa do miłości drugiemu człowiekowi, ale również prawa do miłości samemu sobie. I dusza, tak jak wam mówiłem, ma za zadanie te wszystkie doświadczenia po drodze zapisywać, żeby nic, co było naszym udziałem, częstokroć i najczęściej w formie cierpienia, w formie nieszczęścia, przykrych doświadczeń, złych rzeczy, które nam się w życiu wydarzyły. Żeby przepraszam, żadne z tych doświadczeń nie poszło na marne.Żebyśmy mogli je przeżyć raz, żebyśmy nie musieli ich przerabiać jeszcze raz.
To jest miłość, którą nam nasza dusza oferuje. Miłość naszej duszy do nas przejawia się w komunikowaniu, w subtelnym naprowadzaniu na to, byśmy unikali rzeczy, które są dla nas już nieużyteczne, które już przerabialiśmy, których — jeżeli wyciągniemy właściwe wnioski — nie będziemy musieli po raz kolejny przerabiać. Miłość naszej duszy polega też na tym, że wskazuje nam cały czas drogę, żebyśmy celu, do którego dążymy, nigdy nie stracili z oczu. I zawsze, jeżeli będzie tylko taka możliwość, poprzez swoje subtelne działanie będzie nam wskazywała właściwy wybór, który niestety bardzo często jest w konflikcie z naszą podświadomością. Kochani, miłość z punktu widzenia duszy to jest też świadomość. Świadomość, której ludziom często brakuje. Opisywałem wam historię ze swoją najstarszą córką, moją pierworodną. Część komentarzy, parę osób się wypowiedziało, ktoś do mnie napisał. Ogólnie rzecz biorąc, większość twierdzi, że postąpiłem zbyt ostro. Tak wygląda właśnie świadoma miłość.
Pozwolić człowiekowi doświadczyć wtedy, kiedy efekt będzie jak największy, a boleć będzie jak najmniej. To jest też świadoma miłość. Świadoma miłość to jest pozwolenie na przykład dziecku zobaczenia, że ogień jest gorący. Dużą umiejętnością jest wybranie momentu, kiedy dziecko sparzy się na przykład na zapałce, a nie na garnku wrzątku. Czyli skutek zrozumienia, że coś, co jest ciepłe, może być gorące, może być szkodliwe, może być zabójcze, ale jednocześnie w momencie, kiedy efekt świadomości zostanie osiągnięty, będzie bolało jak najmniej. Ponieważ nasza dusza oprócz źródła miłości jest też zbiorem naszych doświadczeń, a więc również źródłem naszej świadomości. Ta miłość, którą serwuje nam dusza, jest dużo bardziej świadoma od naszej ziemskiej świadomości. Dlatego wygląda to w ten sposób, że stara się, by te doświadczenia były jak najbardziej zrozumiałe, ale jednocześnie jak najmniej bolały. Jeżeli my się upieramy przy tym, że chcemy silniejszych doświadczeń, że chcemy mocniejszych doznań, ponieważ przy pierwszej próbie, przy drugiej próbie, przy trzeciej próbie nie wyciągamy wniosków, więc za każdym następnym razem to doświadczenie będzie coraz bardziej bolesne. Ja to też zrozumiałem na własnym przykładzie.
To, że spotykam danych ludzi na swojej drodze, w swoim najbliższym otoczeniu, na przykład w partnerstwie, to nie znaczy, że ja mam tych ludzi zmieniać. Chociaż mam pełną świadomość ich braku świadomości, to nie znaczy, że ja mam ich naprawiać. Albo, tak jak niektórzy, nawoływać do przebudzenia. Nie. To ja mam się nauczyć stawiania grani, wyznaczania grani. To ja mam zadbać o swoją wolność. Nie czekać, aż tę wolność da mi świat. To ja mam zadbać też o swoje samopoczucie. Nie oczekiwać, że zrobi to kto inny. Zwłaszcza jeżeli mam świadomość, że on nie jest w stanie tego zrobić.
Więc mówię: z punktu widzenia naszej duszy nie oczekujmy rozwiązania naszych problemów, jeżeli my nie będziemy się kierowali w życiu miłością. Podam może kolejny przykład. Z punktu widzenia duszy na przykład prośba o to, by ja chciał się nauczyć miłości, może skutkować tym, że kogoś z naszych bliskich bądź nas samych spotka jakieś nieszczęście. Po to, abyśmy mogli tę miłość bezwarunkowąMóc z siebie w takich okolicznościach wykrzesać. Dlatego ja bardzo przestrzegam przed wszelkiego rodzaju modlitwami, afirmacjami, pragnieniami. I to, do czego też gdzieś się w wielu miejscach namawiam, do tego, aby oddać kierownictwo w swoim życiu swojej duszy. Jak to ktoś kiedyś powiedział: „Uważaj, o co prosisz, bo jeszcze się to może spełnić”. Kochani, bez świadomości pewnych rzeczy możemy sobie narobić sporo bałaganu. Dlatego bardzo was proszę, jeżeli będą jakieś pytania, jeżeli będą jakieś wątpliwości, to chciałbym to wszystko rozwiązać, bo ten temat miłości naszej duszy do nas jest, dopowiem to, przez gros ludzi źle interpretowany. Dusza jest źródłem miłości, jest kompasem na drodze do miłości.
Natomiast miłość jej do nas niestety sprowadza się do tego, że nie chroni nas przed doświadczeniami. Wprost przeciwnie. Dusza ma świadomość tego, że tylko poprzez doświadczania rozwijamy swoją świadomość. Więc nie oczekujcie, że dusza ustrzeże kogokolwiek przed doświadczeniami. Przed doświadczeniami możemy ustrzec się sami tylko i wyłącznie rozwijając swoją świadomość, zanim rozumiejąc sens i cel doświadczenia, zanim to doświadczenie nastąpi. To jest tak naprawdę według mnie jedyna skuteczna metoda prowadząca do szczęścia i do miłości. Tu moim zdaniem drogi na skróty nie ma. Jedyny skrót, jaki można wykonać w moim przekonaniu, to transformując swoją podświadomość. Ale to temat na inną audycję. Reasumując, bo się znowu rozgadałem.
Kochani, rozmawialiśmy o trzech aspektach miłości. Miłości wynikającej z podświadomości, miłości do samego siebie i miłości z punktu widzenia duszy i miłości naszej duszy do nas. I nie wiem, czy wyciągacie te same wnioski co ja, ale z mojego punktu widzenia jedynym pewnikiem i też jedyną taką płaszczyzną, po której możemy się bezpiecznie poruszać, bez w miarę robienia sobie krzywdy, to jest miłość do samego siebie. Miłość płynąca z podświadomości jest pewnego rodzaju modelem, który ktoś nam kiedyś zaprezentował. I też modelem, ale również i modelem szczęścia. Modelem radości. Miłość z punktu widzenia duszy jest potrzebą doświadczania. Więc jeżeli ktoś lubi hardcore i lubi doświadczać, to tak, jak najbardziej. Jeżeli to jest dla niego szczęściem móc doświadczyć następnych rzeczy, następnych historii, następnych porażek czy sukcesów, czy czegokolwiek innego, uczestniczyć w całej gamie emocjonalnych huśtawek, to tak, jak najbardziej. Natomiast tym pewnikiem, pod warunkiem, że wiemy, co daje nam przyjemność, co daje nam radość i co daje nam szczęście, jest miłość do samego siebie.
Jak widzicie, temat, który cały czas gdzieś krąży w naszych audycjach częściej bądź rzadziej, czyli temat szczęścia, jest tematem tak skomplikowanym i tak trudnym do osiągnięcia. Wiecie dlaczego? Ponieważ w pierwszej kolejności w życiu testujemy wizję i wersję szczęścia, radości, miłości, dobra, którą mamy zapisaną w podświadomości. W drugiej kolejności szukamy wersji miłości, która niby wynika z duszy, czyli oscylujemy pomiędzy ziemską wersją szczęścia i miłości. Jeżeli ona się nie sprawdzi, to odwracamy się o 180 stopni i szukamy wersji miłości i szczęścia w sferach duchowych. Czyli bądź w religiach, bądź w różnego rodzaju nurtach, warsztatach, książkach, szkoleniach i tak dalej. Szukamy jakiejś duchowej wersji miłości. I owszem, pojawia się jedna: miłość bezwarunkowa. I to jest okej. Jako cel tak, powiedzmy jest super, tak?I też jest prawdą to, że dusza w kierunku tej miłości bezwarunkowej nas prowadzi.
Tylko nikt nie powiedział, albo mało kto powiedział, że prowadzi nas poprzez doświadczanie. A tak naprawdę z ziemskiego punktu widzenia, czego byśmy chcieli uniknąć? Właśnie tego doświadczania. Owszem, ludzie pogodzeni z życiem mówią tak: „Wszystko, co nas wzmocni, co nas nie zabije i tak dalej”. I to jest fajne, filozoficzne. Natomiast z praktycznego punktu widzenia, gdyby nie świadomość, gdyby nie źródła duchowe, gdyby coś, kto o zdrowych zmysłach cieszy się z nieszczęścia takiego zwykłego, ziemskiego, które go spotyka? Szukamy wytłumaczenia dla tego nieszczęścia, przynajmniej akceptacji. Natomiast jeżeli ktoś zaczyna się z tego cieszyć, to moim zdaniem jest na dobrej drodze do postradania zmysłów. My jako ludzie chcielibyśmy właśnie tych doświadczeń uniknąć, a dusza wcale nas przed tym nie uchroni. Więc pomiędzy tą miłością płynącą z podświadomości a tą miłością bezwarunkową, której źródłem jest dusza, jest jeszcze coś, o czym całkowicie zapominamy.
Miłość do samego siebie. Zastanawiam się, czy to jest właściwy moment, żeby skończyć tę audycję w tym momencie. Kochani, ja tak sobie czasami siedzę i rozważam, że miłość do samego siebie jest naprawdę bardzo trudnym zagadnieniem. Zwróćcie uwagę, że my dzieci od małego uczymy prosić. Zwróćcie uwagę, jak ludzie między sobą rozmawiają. „Czy mógłbyś zrobić to? Czy mógłbyś zrobić tamto?” Nawet w takich prostych rzeczach widać, w jakiej pozycji my samych siebie stawiamy. Zwróćcie uwagę, dziecko mówi: „Ja chcę. Mamo, daj mi. Tato, zrób”.
Najprostszy przekaz, który my w dzieciach tępimy od dzieciństwa. A dzieci pokazują nam właśnie drogę do miłości, do samego siebie. Jak myślimy o czymś dla samego siebie, to myślimy: „Chciałbym. Fajnie by było. Jakbym miał, to by”. Jesteśmy bardzo często nieszczęśliwi, a na pewno nie tak szczęśliwi, jak moglibyśmy być, gdybyśmy potrafili, gdybyśmy umieli, gdyby ktoś nam zezwolił na miłość do samego siebie. Ja z chęcią bym porozmawiał z wami jeszcze tutaj więcej, ponieważ jest kilka takich tematów, temacików, które są kluczowe w zrozumieniu tego całego mechanizmu, na które warto poświęcić, ale nie chcę już. Dobra, nie będę dzisiaj już robił zamieszania. Mam nadzieję, że pojawią się jakieś pytania, na podstawie których będzie można do tego tematu jeszcze wrócić. Kochani, reasumując: nie miłość płynąca z podświadomości, nie miłość bezwarunkowa, tylko pośrodku jest miłość do samego siebie.
Nie zamieniajmy jednego wzorca nieosiągalnego na drugi wzorzec, który jest również nieosiągalny bez doświadczania. Miłość do samego siebie. Zacznijcie tę przygodę z miłością od sprawdzenia na sobie samym, jak może być fajnie. I tej fajności i tej radości z tej miłości do samego siebie, budowanej codziennie, chociażby malutkimi kroczkami. Jak kończyłem pisać książkę kilka lat temu, to żeby nie zapominać o tym, do czego dążę, miałem takiego kurczaczka malutkiego, który sobie idzie z podpisem: „Codziennie rób chociażby malutki kroczek w kierunku tego, czego pragniesz”. Tak jak ten kurczaczek. I tych malutkich kroczków, codziennych malutkich kroczków w kierunku miłości do samego siebie, radości z tego i szczęścia wam oraz sobie z całego serca życzę. Kończąc część tak zwaną oficjalną naszej dzisiejszej audycji.
[01:19:04] - To będziemy robić jakąś przerwę?
[01:19:06] - Tak, panie Marku, kochani, bo muszę dorzucić do kominka.
[01:19:13] - Bo potem nam tam pan Sławek zmarznie.
[01:19:15] - Nie, jest przecudnie, ale przestało strzelać. Brakuje mi tego strzelania. Mam nadzieję, że będzie słychać to strzelanie mojego kochanego kominka.W tle audycji. Poprosiłbym szybciutką, malutką przerwę muzyczną, jak zwykle z dobrym gustem pana Marka i za chwileczkę odpalam Messengerka i jedziemy dalej.
[01:19:41] - Tak za około 6,5 minuty usłyszymy się ponownie, a w przerwie kolejny utwór nieopublikowany, w nieoficjalnym obiegu udostępniony przez nie wiadomo kogo. Utwór Jonha Evangelista z demówki zatytułowanej „Alternate Generator”. Utwór zatytułowany „All Through the Night”. Już za jakieś 6,5 minuty po tym utworze wracamy do audycji „Świat Oczami Duszy”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[01:20:41] - Chances are you want me. Chances are I need to know. Put your arms around me. When you want to say it's so. No matter, no matter how I feel inside. Something that you kind of said. It spellbinds me to know it's your touch. And so, and so, and so. The way that you want me to know. I know what you're thinking.
When we're making love is good. Like in every woman. You know when you want to be should. Feelings, feelings seem forever alive. No more than I will feel your body so close to my touch. It touches so, and so, and so. You feel what I feel. Like never before. Come give me your love all through the night. I want you by my side all through the night.
I want what you want, the way you want things to be. In every woman you see, yeah. No danger in experiencing all that our bodies feel. There's no amount of love that you can give and I receive. Each and every woman has the right to give all she can give. She can relax and let it show. Let it go. She can live for that touch. And so, and so. How it is, how it is when I hold you inside.
Come give me your love now all through the night. I want you by my side all through the night. I want what you want to more. We stay awake, for you are every woman to me. You know. You have to let yourself go. Same as every woman. Same as every girl I know. Feels just what she wants to. Feels just what she needs to show.
Catching, catching all the thoughts of every single man she wants to do. Each movement always seems to write exactly what she's going through. She needs to touch
[01:26:47] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. No to zaczynamy w takim razie. Utwór już minął. To było "All Through the Night" duetu Jon and Vangelis. Utwór oficjalnie niewydany, krąży gdzieś tam w drugim obiegu. Ja pozwoliłem sobie zrobić taki mały remaster, żeby go bardziej jakościowo dostosować do wymogów, że tak powiem, radiowych. Widzę, że utwór bardzo się spodobał, a my przechodzimy do tej części audycji Świat Oczami Duszy, którą państwo bardzo, ale to naprawdę bardzo mocno lubicie. Części, w której pan Sławek będzie czytał komentarze i się do nich odnosił.
Część, w której będzie można również zadzwonić. Właśnie teraz nasza linia telefoniczna jest otwarta. Nasz numer telefonu 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także pisać na Gadu-Gadu czy też na GG pod numerem 36088002. Jesteśmy także na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i fanpage'u książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?". Oczywiście można nas także spotkać na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Widzę, że Messenger chyba się jeszcze odpala.
[01:28:44] - Nie. Już jestem, panie Marku. Także przyjmuję. Dziękuję bardzo. Ja sobie obiecuję, że kiedyś posłucham sobie tych utworów, które pan puszcza. I to zrobię. Nie wiem jeszcze kiedy, ale zapowiadają się wieczorki zimowe, więc odsłucham. A wracając do naszych komentarzy, to tutaj pierwszy Justme pisze: „Nigdy nie widziałam kolorów. Zawsze widzę dokładnie tak, jak mówi pan Sławek. Przy czym u mnie to widzenie nastąpiło samoistnie około 20 lat temu w tramwaju linii 36 w Warszawie.
Tramwaj był niezbyt przepełniony i nagle nad głowami ludzi zobaczyłam mgłę i tak się wystraszyłam, że uciekłam. Ale nie chciało mnie to opuścić, więc usiadłam na ławce w parku i gapiłam się na ludzi jak głupia. Ciekawe doświadczenie. Nie wiem czemu, ale energię u zwierząt zaczęłam dopiero dostrzegać lata później. Może dlatego, że podświadomie nie chciałam przyjąć, że zwierzęta też mają duszę. Teraz na przykład patrzę na energię ludzi, bo dzięki jej kształtowi i barwie wiem, jakie dana osoba ma intencje wobec mnie. W jakiś sposób to się czuje. Nie umiem tego wyjaśnić." Kochani, to też nie zawsze. Chociaż ja wiem, że to jest taka nasza potrzeba ludzkiego umysłu, żeby na wszystko znaleźć wyjaśnienie. Ale czasami można po prostu przyjąć pewne rzeczy z tak zwaną wiarą.
Jeżeli czegoś doświadczam, coś widzę, coś się dzieje faktycznie w moim życiu i jestem tego ja osobiście świadkiem, to po co mi jeszcze jakieś tam dodatkowe dowody? Natomiast dziękuję ci za ten komentarz, bo kiedyś widziałem właśnie taką dyskusję, w której znawcy i badacze aury właśnie przekonywali wszystkich, że to powinno być kolorowe. Fakt, że praca z kolorami, na przykład jeden z takich filmików, których użyłem jako jeden z pierwszych do transformacji podświadomości, był właśnie związany z pracą z kolorami. Kolory są fajne, takie energetyzujące. Natomiast na razie mamy mój głos, mamy głos Justme. Czekam teraz na wasze doświadczenia. Justme pisze jeszczeAle tak jak mówi pan Sławek, nie polecam zaglądania w czyjąś energię, bo może być to bardzo przykre. Byłam wolontariuszem w hospicjum i pewnego dnia, nawet nie prosząc o akces, zobaczyłam te aury i to było bardzo bolesne, przykre i niemal nie do zniesienia. Też żeśmy chyba rozmawiali przy którejś audycji właśnie o współodczuwaniu. I to właśnie takie wchodzenie w aurę zaczyna być właśnie z pogranicza takiego współodczuwania.
I ja też przestrzegam przed tym, bo bez świadomości tego, co się może wydarzyć, to może być naprawdę bardzo trudne i bardzo bolesne doświadczenie. Także z JustMe przestrzegamy przed takim huraoptymizmem i tym, jak niektórzy twierdzą, że to w ogóle świadczy o pewnym poziomie uduchowienia, oświecenia i tak dalej. A ja w dalszym ciągu twierdzę, że wysoki poziom uduchowienia i świadomości objawia się również tym, że pozwalamy innym ludziom na to, na co pozwalamy sobie. A nie wiem, czy każdy z nas byłby fanem, gdyby inni ludzie bez jego wiedzy, bez jego udziału penetrowali i obserwowali jego aurę. Dobrze. Cóż to jest? Pojawił się ghost. Witaj, goście. Witam pana Sławka, pana Marka i wszystkich słuchaczy. Seria pytań teraz będzie.
No dobrze. Ghost pisze: „Ja, panie Sławku, jestem za wyjaśnieniem każdego tematu, który poruszyłem pod audycją”. To à propos pańskiego zapytania dzisiaj, czy będzie zainteresowanie. Jest z mojej strony. Mam nadzieję, że nie tylko z mojej. To znaczy ja też tak myślę, natomiast cały czas krążymy wokół tematów świadomościowych i duchowych, więc myślę, że reszta słuchaczy też w pewnym sensie, chociaż o tym nie mówi, jest w jakiś sposób zainteresowana. Także będziemy po kolei te tematy w jakimś takim logicznym według mnie, niestety tak, bo nie chcę na was też przenosić odpowiedzialności za to, żebyście układali grafik audycji. Aczkolwiek te tematy, które się pojawiają, będą poruszane. Ghost pisze dalej: „Tak, wydaje mi się, że powinienem rozmawiać z moją córką o wszystkim, co wiem. No prawie.
Skoro będę wiedział coś o aurze, to dlaczego mam jej o tym nie powiedzieć? Chciałbym tylko przekazać jej prawdę tak, jak jest w rzeczywistości i jak to funkcjonuje”. Drogi goście, prawdę o aurze — i to jest też do ghosta i też do wszystkich w zasadzie — kto nam może przekazać prawdę o aurze? Ten, który nie widzi, nie ma z nią do czynienia, nie odczuwa? Czy ten, kto ją widzi? Więc prawdę o aurze może przedstawić ci, mój drogi, twoje dziecko. Także ja myślę, zresztą wspominałem o tym, żeby bardziej się wsłuchać w to niż mówić. Bo właśnie to jest to programowanie, to jest ten błąd, który popełniają rodzice. Dziecko coś mówi swoimi oczami, swoimi słowami, swoimi emocjami, a rodzic, zamiast się wsłuchać w to, co mówi dziecko, mówi właśnie o tym, jak powinno ono o tym myśleć, jak to powinno widzieć, jak powinno na to reagować. I tu się zaczyna właśnie ten proces budowania podświadomości i programowania.
Wsłuchajmy się w dzieci, spróbujmy zrozumieć, co one nam chcą powiedzieć ich słowami. I największą wiedzę wyciągają rodzice, którzy nie mówią dzieciom, tylko ich słuchają. Bo dziecko ma to do siebie, że jeżeli będzie chciało coś wiedzieć, to dotąd będzie drążyło temat, aż mu odpowiemy. I to, drogi goście, jeszcze przed tobą seria pytań: „A dlaczego? A dlaczego? A dlaczego?” Dziecko jest bezkompromisowe. Dotąd będzie pytać, aż po swojemu to sobie poukłada. Więc tego żaden rodzic nie uniknie. Ale słuchajmy swoich dzieci, nie oceniajmy, nie mówmy, nie poprawiajmy, nie narzucajmy swojego zdania. To jest taka moja tutaj rada.
Natomiast oczywiście, jak to funkcjonuje? Może nie wiem, czy trzyletnie dziecko jest zainteresowane, jak to funkcjonuje. Pewnie nie. Aczkolwiek w życiu też każdy rodzic wie, że ja to mówiłem-... swoim dzieciom: „A po co ty mi, tato, o tym teraz mówisz?” Mówię ci o tym, bo nie zawsze będę w stanie wyłapać moment, w którym będziesz potrzebowała tej wiedzy, tej informacji. Na przykład rozmowa o chodzeniu do knajpy. „Ale przecież ja nie chodzę, ja się nie wybieram.” Tak, ale możesz mi nie powiedzieć o tym, że się wybierasz, a ja chciałbym, żebyś w momencie, kiedy będziesz miała pierwszy kontakt z tym, miała pewną wiedzę, co można, co trzeba, a czego się nie powinno dla własnego bezpieczeństwa. Więc mówimy pewne rzeczy po to, żeby w momencie, kiedy dziecko będzie potrzebowało tej informacji, będzie ją gdzieś tam w sobie miało. Bo nie zawsze będziemy mieli możliwość w tej sytuacji przy dziecku być i mu powiedzieć, że to jest tak albo tak. Tych sytuacji, kiedy mówimy coś na zapas, też na pewno będzie wiele.
Dobrze. Ghost pisze: „Jakiś czas temu oglądałem audycję, ale nie całą, tylko fragment i obiło mi się tam o uszy, że gościu usuwa czakry, dzięki czemu człowiek coś tam zyskuje. Nie powiem nic więcej na ten temat, też tylko fragment przesłuchałem, nie miałem czasu na więcej. Czy coś panu na ten temat wiadomo? Czy to ma sens?” Dla mnie nie. Nie wiem, o co może chodzić, o usuwanie czakr. Raczej ja sobie z mojej wiedzy — bo na razie tylko wiedzy, jakoś emocjonalnie nie mam tutaj żadnej podpowiedzi w tej chwili — aczkolwiek coś mi zgrzyta w tym. Mi się wydaje to po pierwsze, że niemożliwe, a po drugie trochę nielogiczne. I pytanie: „Czyli aura będzie tym lepsza, im będziemy bardziej radośni, pełni miłości i będziemy dawać miłość? Będziemy mieli wtedy szansę na odblokowanie tych blokad, które są w nas oraz na poprawę własnego zdrowia, tak?” Ale nas pan teraz za żubra mamy zrobić.
Tak, drogi goście, zeza rozbieżnego. Natomiast wracając do pytania, czyli aura będzie tym lepsza, im będziemy bardziej radośni. To znaczy nie róbmy nic dla tego, żeby nasza aura była lepsza, bo nasza aura jest tak naprawdę odzwierciedleniem nas samych. Więc jeżeli nasza aura będzie lepsza, to znaczy, że my jesteśmy bardziej zharmonizowani, więc w związku z tym i zdrowsi. I teraz tak, czyli pytanie: będziemy dawać miłość, więcej radości, miłości i tak dalej. Kochani, czakry obejmują pełen zakres naszego funkcjonowania. Również instynkt do przeżycia. Również czakrę, w której zawarty jest na przykład strach o przetrwanie. Są też czakry, które odpowiadają za naszą seksualność, za nasze relacje z innymi, za chęć i potrzebę na przykład przedłużenia gatunku i tak dalej. I są to takie te czakry stricte ziemskie.
Więc nie bójmy się też tego, że są w nas również takie emocje. Chęć przetrwania jest naszym instynktem, który pozwala nam przetrwać na Ziemi i czasami wymaga też pewnych zdecydowanych, ostrych i ktoś by powiedział niefajnych działań. Ale obrona przed atakiem bandyty, przestępcy czy jakiegoś innego łobuza powoduje w nas dość negatywne emocje, ale jednocześnie pozwala nam przetrwać. Nie nadstawiamy się i mówimy wal tym nożem, bo z miłości. Tak że nie mylmy tu pewnych rzeczy. Życie na Ziemi jest bardzo skomplikowane i też nie bójmy się mówić o tych emocjach, bo one są całkowicie uzasadnione. Obrona własnego terytorium, obrona własnej rodziny, obrona nas samych. To są też cechy, emocje, które w naszych czakrach są zapisane. I nie bójmy się tego, że one tam są. Więc to właśnie przeginanie pały, że tylko miłość.
Czasami trzeba komuś w sposób zdecydowany, czasami nawet brutalny wyznaczyć granice naszej prywatności, naszej intymności.I nie ma w tym nic złego, bo żeby wypowiedzieć coś, co będzie zrozumiałe dla drugiej osoby, trzeba w pewnym sensie mówić jej językiem. Ja się śmiałem kiedyś do kolegów, bo mnie się pytali, czy ja w wojsku przeklinałem, czy przeklinam. Bo ja na przykład wychodząc z wojska na przepustki, stawałem się innym człowiekiem. Z przyjemnością odcinałem się od emocji, które tam panowały i razem z przekroczeniem bramy zaczynałem funkcjonować w innej rzeczywistości i inaczej się zachowywać. Ale mówiłem: „Słuchajcie, czy myślicie, że jeżeli jest o godzinie 6:00 pobudka i mamy trzy minuty na to, żeby się znaleźć w łazience, 10 minut, żeby być umytym, ogolonym i w mundurze znaleźć się na placu apelowym, gdzie z czterech łóżek dolnych i górnych na dwóch metrach kwadratowych spotyka się czterech zaspanych ludzi, to czy tam jest czas na konwenanse pod tytułem: słuchaj, czy mógłbyś, kolego, przesunąć się, ponieważ chciałbym wziąć swój but i założyć go na swoją nogę?” Oczywiście, że nie. Krótkie, jasne, wojskowe przykazy, które nie miały nic wspólnego z kulturalnym nazewnictwem, o którym powiedziałem wam. Nie będę cytował, bo pewnie się domyślacie, jakie sformułowania tam padały. I też nie ma w tym nic negatywnego. W przekleństwach jest jedna zła rzecz: negatywne emocje, które temu towarzyszą. Jeżeli ktoś z tymi słowami ma związaną negatywną emocję i negatywną intencję, to jest to faktycznie przykre, ale to się też słyszy.
Natomiast jeżeli to jest tylko słowo, które ma określać konkretną czynność czy konkretne zachowanie, to jest tak jak z ogniem i z młotkiem. Można wbić gwóźdź, można kogoś zabić. Nie przejaskrawiajmy tego i nie przesadzajmy, bo samo słowo nie wyrządza krzywdy. Natomiast intencje i emocje, które temu towarzyszą, mogą już tą krzywdę emocjonalną drugiej osobie uczynić. Ghost pyta dalej: „Na jaką odległość od ciała ta aura sięga? Na 5 centymetrów, 20 centymetrów czy na przykład na pół metra?” To dużo zależy oczywiście od danej osoby. Też od intensywności na przykład pracy poszczególnych czakr. I w moim przypadku też sporo zależy od aktualnego dnia, bo ta aura cały czas jest płynna. Zmienia się wraz z naszym nastawieniem, z naszym podejściem. Ja w momencie, kiedy koncentruję się na sprawach stricte życiowych, zawodowych, na funkcjonowaniu, załatwianiu jakichś spraw, to czuję, jak bardzo intensywnie pierwsze trzy czakry mi gdzieś tam pulsują.
I zakładam, że gdyby w tym momencie ktoś oglądał moją aurę, to w okolicach splotu słonecznego będzie tam powiedzmy 20 centymetrów albo 15 centymetrów. Natomiast w sytuacjach, kiedy rozmawiam tutaj z wami, to myślę, że są momenty, kiedy można by było zauważyć nad moją głową aurę. Im dalej od ciała, tym ta aura jest rzadsza. Mniej widoczna. Tam się zaczynają te następne ciała subtelne i tak dalej. Nigdy w to nie wchodziłem za głęboko, bo to dla mnie też nie ma większego znaczenia. Natomiast miałem taki czas, że nie lubiłem tłumów. Nie lubiłem miejsc, w których przebywało obok mnie zbyt dużo ludzi, było zbyt ciasno, ponieważ te aury zaczynały się na siebie nakładać i ja to odczuwałem w sposób fizyczny. I też czułem taki niepokój, czułem takie podekscytowanie i to sięgało nawet odległości pół metra. W tej chwili, to, co też wam mówiłem, mam problemy u fryzjera na przykład.
Jak zbyt długo operuje w okolicach mojej grzywki i czakry trzeciego oka, to mam takie mrowienie aż na nosie, aż w stronę uszu, aż pod oczami.Więc najczęściej staram się u fryzjera kierować swoją uwagę na tematy przyziemne. Jak najmniej, że tak powiem, tą swoją czakrę trzeciego oka i korony pobudzać. Czy własną aurę możemy zobaczyć w lustrze? Przyznam się szczerze, nigdy tego nie robiłem. Nie wiem. Spróbuj. Nie wiem. Pytanie następnego gościa: aby kochać samego siebie, należy też zaakceptować swoje wady i kochać się takim, jakim się jest. Bez tego chyba ciężko obdarzyć miłością innych. Tym bardziej, że w innych też widzimy wady, które należy zaakceptować i kochać ich takimi, jakimi są.
Brać ich w całości, tacy, jacy są. Potrafisz, goście, poruszyć tematy bardzo szerokie. To jest następny temat, ale w zasadzie jest pytanie, jest odpowiedź. Ja mam trochę specyficzne zdanie na ten temat. Pokochać siebie takim, jakim się jest. Jest to jakaś filozoficzna myśl. Jest w tym kawałek mądrości. Tylko z drugiej strony, co nam to daje, że pokochamy siebie takimi, jakimi jesteśmy? Jeżeli pokochamy swoje wady, aczkolwiek jest też filozoficzna i duchowa metoda przytulania i pokochania win, grzechów i wad jako terapia. Jako terapia półśrodka uważam, że okej.
Tylko co to zmienia na dłuższą metę? Oprócz tego, że funduje nam następne doświadczenie, którego nie rozumiemy, którego ludzie nie rozumieją, bo dla gros ludzi „pokochaj siebie takim, jakim jesteś” jest pewnego rodzaju zaakceptowaniem swojego własnego lenistwa w dbaniu o samego siebie. Bo jestem gruby. Kocham siebie takiego, jakim jestem. To, że się to odbija na zdrowiu fizycznym, to, że ta otyłość z czegoś wynika. To co da zaakceptowanie swojej otyłości? Co zmieni w naszym życiu zaakceptowanie swoich własnych wad, które przyprowadziły mnie na te warsztaty? Ja chcę swoje życie zmienić. Co mi da zaakceptowanie swoich wad? Akceptuję mantra, akceptuję siebie takim, jakim jestem i czym to skutkuje na moje dalsze życie?
Wychodzę z warsztatów, wychodzę z terapii szczęśliwy. Zaakceptowałem siebie, zafundowałem sobie odrobinę miłości do samego siebie. Natomiast czy moje życie teraz ulegnie zmianie? Ja, będąc niezadowolonym ze skutków swojego własnego życia, zadawałem sobie pytanie, jaki błąd popełniam. Bo tylko wyeliminowanie takiego błędu może skutkować tym, że nie popełnię go drugi raz. Drugi, trzeci, czwarty, piąty. I teraz biorąc na przykład pod uwagę sytuację, która często pojawia się w związkach. Ktoś się z kimś rozstaje, ponieważ druga osoba nie była w stanie zaakceptować tego, jakim on jest. I teraz skuteczna terapia będzie polegała na tym, żeby nauczyć tego człowieka, który został porzucony, akceptowania samego siebie. I cóż to zmieni w jego następnym związku?
Oczekiwanie od innych, żeby zaakceptowali nas takimi, jakimi jesteśmy, w dużej mierze zwalnia nas z odpowiedzialności brania pod uwagę innych ludzi. Ponieważ ja taki jestem. Ja to słyszę bardzo często z ust osób, które chcą coś w życiu zmienić. Ja taki jestem. To czegóż się spodziewasz, dobry człowieku, skoro znalazłeś się w takiej, a nie innej sytuacji życiowej? Jeżeli dalej zamierzasz pozostać takim, jakim jesteś, to na jakiej zasadzie oczekujesz cudu, że coś w twoim życiu się zmieni, skoro ty jesteś przyczyną wszystkiego, co w twoim życiu się wydarzyło? Dla mnie tutaj jest bardzo dużo nielogiki. Nielogiki, nawet chociażby takiej użytkowej. Skoro ja swoim postępowaniem znalazłem się w takiej, a nie w innej sytuacji, to co mi da zaakceptowanie samego siebie? Czym może to zaakceptowanie w dalszej perspektywie skutkować?
Co może zmienić? Jeżeli ja się nie zmienię, to jak ma się zmienić moje życie?Owszem, dla ludzi, którzy są naprawdę w skrajnej sytuacji emocjonalnej, wyczerpani emocjonalnie, zdruzgotani, zdepresjonowani taka informacja jest okej. Zaakceptuj na tą chwilę to, że taki jesteś. Stań na nogi. Przestań się obwiniać. Przestań szukać tylko i wyłącznie nie zrozumienia, ale powiedzmy winy. Okej, ale dla mnie to jest metoda na krótko i moim zdaniem trzeba człowiekowi powiedzieć: „Stary, tak naprawdę ty jesteś sprawcą i stwórcą wszystkiego, co się w twoim życiu dzieje. Nie ludzie, tylko ty. Więc czy chcesz siebie zaakceptować i dalej brnąć w to, co było do tej pory, czy zastanowić się nad tym, gdzie, w którym miejscu popełniasz jakiś błąd i go wyeliminować ze swojego życia?” I wtedy, jeżeli ktoś powie: „Okej, chcę zaakceptować”, to super, ale zaakceptuj też, że spektakularnych zmian w twoim życiu nie będzie. Takie jest moje zdanie na ten temat.
Też pewnie nie spotka się z wielkim entuzjazmem. Ghost pisze o 21:00: „Dla mnie szczęściem jest teraz to, że mogę pana słuchać, chociaż tyle innych szczęść mnie teraz czeka albo na mnie czeka”. Pewnie też i ktoś czeka na to, żeby być z tobą szczęśliwy, więc bardzo miło mi to słyszeć. Chociaż w zasadzie mamy dla siebie tylko parę godzinek w tygodniu, więc myślę, że będziesz w stanie to swoim najbliższym, którzy czekają na twoją miłość i na twoją obecność, jakoś zrekompensować. Przepraszam. JustMe pisze: „Duchu, ja widzę w zależności od osoby, jej nastawienia, jej emocji i tak dalej. Zauważyłem, że osoby radosne, dobre, miłe, uśmiechnięte, strzelają aurą na metry i jest ona złota aż złota. U ludzi nienawistnych widzę aurę niemal przyklejoną do ciała, pełzającą jak gdyby i jest ona szara. To jest pokrótce. Nie wiem, jak widzi Sławek.
Ciekawa jestem”. Moja droga, przecież- Ghost pisze: „Ja też, chociaż pan Sławek ostatnio wspominał, że nie widzi aury. Rozumiem, że nie chce, bo nie chce wchodzić w czyjąś prywatność”. Dokładnie. Tak jak mówiłem, ja też nie chciałbym, żeby ktoś bez mojej wiedzy ingerował nawet chociażby w subtelną część mojej osoby. Uważam, że jest to też forma wolności, czyli tego najwyższego, moim zdaniem jednego z najwyższych poziomów szczęścia, wolności własnej i wolności drugiego człowieka. Świadomego decydowania o tym, na co ja pozwalam innym i na co inni pozwalają mi i wzajemnego szacunku. Natomiast tak, dokładnie, JustMe, ten etap, kiedy w jakiś sposób też chciałem chyba, nawet na pewno chciałem się przekonać, jak to jest. Zresztą tak jak Ghost w tej chwili. Zresztą ja twierdzę, że większość życia dorośli ludzie spędzają na utwierdzaniu się w przekonaniu, że to, co myślą i czują, jest słuszne.
To jest największa abstrakcja naszego ludzkiego życia. To tak, z tego okresu dokładnie tak. Te czyste energie, fajne. Tak, dokładnie. One od koloru złotego do srebrnego, aż właśnie do szarego, ciemnoszarego, ziemistego, nieprzyjemnego. To jest też pewnie moje odczucie wewnętrzne. Pewnie też i wewnętrznie tę energię odbierałem. Natomiast czysta energia zawsze widzę jak takie złote iskierki. Jak takie mini fajerwerki, które wystrzeliwują z taką radością. Zasadniczo musiałem sobie teraz przypomnieć, dlatego też uśmiech się pojawił na twarzy, bo to jest też fajne uczucie.
Ghost pisze: „Mi chyba też wystarczy zobaczyć raz nawet w lustrze swoją. Ciekawe, czy się nie wystraszę”. Ghost się koryguje troszeczkę, ale moim zdaniem to, co ci wpisałem zresztą w komentarzach, raczej nie powinieneś mieć obaw, aczkolwiek znam takie przypadki, że ludzie właśnie się bali, czy ich aura nie będzie zbyt mało na przykład fioletowa. Niektórzy się uważali za osoby bardzo uduchowione. Czy nie będzie zbyt mało fioletu, czy nie będzie zbyt mała i tak dalej.Więc rozumiem też twoje obawy. Masz wobec siebie też na pewno, jak każdy z nas, jakieś oczekiwania. Ghost pisze: „Właśnie, panie Sławku, mi się też wydaje, że my tutaj na Ziemi nie jesteśmy w stanie zrozumieć, ogarnąć i pojąć tej miłości, jaką jest Bóg. To jest dla nas jakaś niezrozumiała abstrakcja”. Moi drodzy, jeżeli — i to też chyba Ghost o tym mówił — nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe i kochaj bliźniego swego jak siebie samego. W tych religijnych słowach jest zawarta też bardzo duża filozofia.
Zresztą ja lubię się na pewne takie twierdzenia, nawet religijne, w niektórych swoich wypowiedziach powoływać. Ale też jest informacja: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Jeżeli nie jesteśmy w stanie zrozumieć, zafundować, dać sobie, nie jesteśmy nauczeni, nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, żeby myśleć o sobie samym w kategoriach miłości. Jeżeli potrzebujemy wzorców szczęścia, żeby ktoś nam te wzorce przedstawiał, jeżeli my nie potrafimy znaleźć w sobie tego wzorca szczęścia, to niby jakim cudem możemy spróbować zrozumieć miłość bezwarunkową? Jeżeli nie potrafimy wytworzyć miłości do samego siebie. Taką namiastką miłości bezwarunkowej jest miłość do samego siebie. Po pierwsze, najłatwiej jest nam ją zrozumieć, poznać, przyjrzeć się, zobaczyć, jak ona działa. I gdyby nie pewne mentalne i podświadomościowe blokady, że jest to egoizm, że jest to tamto, to każdy z nas z przyjemnością pewnie chciałby tej miłości doświadczyć. Doświadczamy tej miłości, bo miłość do innych jest też miłością. Okazywanie miłości innym, próby sprawienia, by ludzie wokół nas byli weselsi, radośniejsi, chociaż troszeczkę szczęśliwsi, bardziej zadowoleni, żeby ich życie było prostsze i przyjemniejsze.
To jest miłość. To jest ta zwykła ziemska miłość. To jest to, co w kategoriach ziemskich możemy dla drugiego człowieka zrobić. Innym jest miłość do partnera, innym jest miłość do dziecka. Natomiast miłość do ludzi przejawia się w bardzo prostych rzeczach. W chęci sprawienia, żeby druga osoba się po prostu uśmiechnęła, żeby coś w jej życiu było lepiej. Po to mówimy ludziom miłe słowa, żeby poprawić im troszeczkę nastrój. To jest miłość. Po to pomagamy innym ludziom. Po to próbujemy zrobić, żeby życie innych ludzi było troszeczkę lżejsze, troszeczkę prostsze.
Czy w kategoriach zawodowych, czy związkowych, czy towarzyskich, czy dobrosąsiedzkich, czy jakichkolwiek innych. To jest po prostu miłość. Taka miłość zwykła. Ale też w pewnym sensie jest to namiastka miłości bezwarunkowej, bo jeżeli pomagamy drugiemu człowiekowi, którego nie znamy, pomagamy mu w czymkolwiek, wstawić walizkę do pociągu, bo jest ciężka, podwieźć go gdzieś czy zrobić mu jakąkolwiek inną rzecz, o którą on prosi, to jest to pewnego rodzaju forma miłości bezwarunkowej, ponieważ dajemy coś drugiemu człowiekowi, nie oczekując nic w zamian. I jak widzicie, w takich relacjach jest nam prościej. Ale spróbujmy tą miłość bezwarunkową okazać sobie. No dobrze. Ghost pisze do Just Mi chyba: „Czyli widzisz aury innych, a nie widzisz aury swojej”. Just Mi: „Tak, duchu”. Ghost pisze: „Ciekawe, jak to jest.
Wydawałoby się, że wystarczy spojrzeć na własną rękę i widzisz aurę tej ręki”. Just Mi: „Pragnę wyjaśnienia tego paradoksu”. No tak, ale pan Sławek mówił o czubku nosa i zezie. Nie wiem. Nigdy nie szukałem patrzenia. Nie wiem, może jak będę miał chwilkę czasu, to spróbuję się temu doświadczeniu przyjrzeć. Natomiast, drogi goście, spróbuj poczuć swoją aurę. Ja na przykład kiedyś robiłem, zresztą dalej robię od czasu do czasu, patrząc na przykład na aktywność właśnie czakry trzeciego oka. Spróbuj sobie zamknąć oczy. Zresztą polecam to też innym, żeby poczuć swoją własną aurę.Przesuwać chociażby palec albo dłoń powoli w kierunku własnego czoła z zamkniętymi oczami i obserwować swoje reakcje.
Co się będzie działo? Jakie będziecie mieli odczucia? Zresztą to samo doświadczenie można zrobić z każdym miejscem waszego ciała, chociażby nawet w okolicy tych centr energetycznych poszczególnych czakr. Bez dotykania siebie przysuwać i odsuwać swoją własną dłoń i obserwować swoje fizyczne odczucia. Czyli bez widzenia, ale można też tę aurę po prostu poczuć. Zobaczyć też, jak daleko ona przy poszczególnych czakrach sięga w waszym wypadku. Justin pisze: „Pan Sławek mówił o ćwiczeniu, które ma ułatwić zobaczenie. Ja nigdy ćwiczeń nie robiłam. U mnie się to pojawiło ot tak, choć może nie ot tak. Wcześniej miałam doświadczenia, które zapewne tę możliwość odblokowały”.
Tak, ja powiedziałem o ćwiczeniu dla tych, którzy chcą popróbować. Jest to jedno z ćwiczeń. To takie przynosiło najszybsze efekty. Mówię, 9 na 10 osób było usatysfakcjonowanych. Ale oczywiście można szukać czegoś innego. Ghost pisze: „No właśnie, paradoksy to często dostrzegam w tematach duchowych i paradoksalnych, ale to chyba związane jest z tym, co napisałem wyżej, że między innymi nie jesteśmy w stanie zrozumieć miłości Bożej jak i wszystkich konsekwencji spraw z tym związanych, również i duchowości, zjawisk paranormalnych, bo w końcu są one inne od tego, co na co dzień w świecie materialnym postrzegamy”. Kochani, wiecie co jest największą i najczęstszą przyczyną rozczarowań na ziemi? Oczekiwania. Człowiek, który nie oczekuje, nie będzie rozczarowany. I też częstą przyczyną, kolejną przyczyną rozczarowań jest chęć zrozumienia.
Zrozumienia, które niczemu nie służy. Gro ludzi próbuje zrozumieć Boga, źródło, wszechświat, nie rozumiejąc samego siebie. Z punktu widzenia na przykład pracodawcy: jesteście szefem wielkiego zakładu, który zatrudnia 8 miliardów ludzi i macie pracowników, między innymi takiego pracownika Sławka, który nie umie wykonać swojej pracy, ale chce zrozumieć bądź poddawać pod dyskusję, bądź negować, bądź oceniać, bądź krytykować decyzje swojego szefa, prezesa. To jest nasza ziemska natura. A tak naprawdę to obowiązkiem każdego z nas jest jak najlepiej skoncentrować się na tym, co możemy, co mamy, co powinniśmy, co trzeba zrobić. A to podwórko ogranicza się do nas samych. Dla nas owszem, paradoksem może być zwolnienie przez takiego prezesa 100 000 ludzi z zakładu czymś zupełnie niezrozumiałym, krzywdzącym, nieuczciwym, nielojalnym i tak dalej. W momencie, kiedy zwolnienie 100 000 ludzi spowoduje to, że zakład wyjdzie z długu i zapewni w dalszej perspektywie pracę 7 miliardom 900 milionom 990 tysiącom pozostałych. Teraz jest taka moda na humanitarność. Natomiast w czasach, gdzie nie było tak radośnie jak teraz, zresztą też w części przypadków zwierząt jest tak, że pierwszy do stołu siada ojciec, przywódca stada bądź samiec.
Ponieważ jeżeli on nie będzie miał na tyle siły, nie będzie najedzony, nie będzie wypoczęty, to nie będzie w stanie obronić i wykarmić swojej żony i swoich dzieci. Najsłabsze dziecko wśród zwierząt, zwróćcie uwagę, że często te najsłabsze, które się nie mogą dopchać gdzieś tam do cycka, jest tak zwana ta selekcja naturalna. Oczywiście to jest niehumanitarne. My jako ludzie byśmy tamtego małego bidulka z miłości i ze współczucia do tego cycka pchali. Natomiast jeżeli on sobie nie jest w stanie poradzić teraz, to nie będzie sobie w stanie poradzić na przykład później, a nikt nad nim tej opieki nie będzie roztaczał. Czasami zupełnie niepotrzebnieWchodzimy właśnie w takie poszukiwania i rozważania. I nie ma w tym żadnego paradoksu. To jest po prostu nasza ziemska natura, która każe nam. Mamy nawyk analizowania takich rzeczy, które tak na dobrą sprawę nic nam nie dają. Nasze podwórko kończy się na nas samych i na tym powinniśmy się skoncentrować.
Być może też rozumiejąc samego siebie łatwiej przyjdzie nam zrozumieć Boga. Ghost pisze: „Tak sobie myślę, że lustro może blokuje w jakiś sposób zobaczenie aury. Chociażby samo odwrócenie naszej postaci w lustrze”. A ja myślę, że to chodzi o kąt odbicia. I to też może wynikać z tego, że zwierzęta na przykład, które widzą inaczej, mają inaczej umiejscowione oczy, patrzą pod innym kątem i zwierzęta podobno widzą aurę ze względu na inne umiejscowienie gałek ocznych. Zresztą tak samo być może jest właśnie z dziećmi, że ta akomodacja powoduje, że dzieci są w stanie widzieć szerzej i dlatego widzenie aury jest naturalne. Myślę, że przy tym odbiciu zmienia się zupełnie kąt patrzenia na postać, bo jednak nie widzimy tej postaci tak, jak chcemy, więc pewnie trzeba by było zmienić kąt patrzenia, żeby zobaczyć aurę w lustrze. Ale to tylko dywaguję tak z punktu widzenia optycznego. Just mi pisze: „Myślę, że możemy zrozumieć i myślę, że historia pokazała ludzi, którzy zrozumieli Jezus, Budda, choć jestem przekonana, że było ich więcej”. To jest taki wątek, z którym ja się, że tak powiem, nie do końca mogę zgodzić, bo czy to polegało na zrozumieniu?
Chociaż może faktycznie na pewnego rodzaju zrozumieniu. W sumie ja w audycjach też w pewien sposób próbuję naświetlić świat oczami duszy. Czyli w pewnym sensie też jak to wygląda z punktu widzenia Boga, Stwórcy, źródła. Może i faktycznie można. Pewnie możemy, ale to chyba jest uzależnione od poziomu naszej duszy. Tak, Gość, zdecydowanie uważam, że tak. Że ta świadomość tych doświadczeń, które się przeszło bardzo dużo zmienia sposób patrzenia nie tylko na ludzi, ale też i na pewne aspekty tak zwanego boskiego planu czy planu duszy. I też powiem ci, że jest dużo większa pokora, a w ogóle wszystko jest dużo. Tak. Ghost pisze: „Ja akurat z Jezusem i Buddą wolę się nie porównywać, bo to zupełnie inna półka, jeżeli w ogóle półką można nazwać”.
Kiedyś jeden z czytelników mojej książki zadał mi pytanie, cytując tam stronę czytelników czy czytelniczek, że tam na stronie 160 którejś napisałem coś o Jezusie: „Nie idźcie tą drogą”. I o co mi chodziło tym tym? Ponieważ nie ukrywam, że wtedy nie bardzo wiedziałem, co ja tam tak precyzyjnie napisałem, więc musiałem zajrzeć do książki. Zresztą wam też polecam. I dlatego porównywanie się czy pójście drogą Buddy czy Jezusa zupełnie tego, że tak powiem, nie polecam. Także nie porównuj się, nie odnoś. Zostańmy na swoich miejscach. Damian pisze: „Witam”. Witaj Damianie. I tutaj Brudasson nam się pojawił.
„Pozwolę się odnieść do poruszonego przez Sławka pytania o to, czy osoba z podejściem młodzieńczym, czy bardziej dojrzałym kocha siebie bardziej i która postawa jest w sumie lepsza. Z moich rozmyślań wynika, że tak naprawdę to zależy od potrzeb ludzkości jako całości. Kiedy mamy luksus cywilizacji i dobrze funkcjonujące społeczeństwo, minimalne ryzyka zagrożenia przetrwania, wtedy postawa dojrzała jest wręcz wymagana do funkcjonowania i rozwoju. Im więcej dojrzałych i starych postaw, tym większe szanse dla ludzkości na pogłębienie dobra. Natomiast kiedy postawa młodzieńcza ma rację bytu, a ta dojrzała mogłaby wręcz iść w odstawkę, kiedy istnienie czy przetrwanie ludzkości jako gatunku jest zagrożone, wtedy miękkie serce może stanowić problem w przeżyciu. Miłość do wszystkiego dookoła może stwarzać zagrożenie i nawet poglić wszystkich bliskich dookoła w tyłek. Tak więc miejmy nadzieję, że nadal będziemy kroczyć w sposób jak przynajmniej młodzieńczy, bo tak jest łatwiej i przyjemniej”. Widzę tutaj Goście, że masz-Się pojawiła mocna konkurencja po poruszaniu tematów, którym można by było poświęcić audycję albo nawet kilka. Całkowicie się z tobą zgadzam, że w zależności od aktualnego stanu rozwoju cywilizacji, ale też i od miejsca, od uwarunkowania tak zwanego geopolitycznego bardzo dużo zależy. Poruszyłeś bardzo szeroki temat.
My oczywiście tutaj cały czas bazujemy na krajach wysokoprzemysłowionych, na krajach wysokocywilizowanych, jak to się mówi, czyli na krajach, gdzie pewne podstawy przetrwania są zapewnione. Ale faktycznie, gdybyśmy na przykład wzięli teraz pod uwagę nawet chociażby Afrykę, to tam proporcja dusz dojrzałych i starych jest zupełnie odwrotna jak w krajach cywilizowanych, ponieważ większość postaw to są albo dusze niemowlęce, które ostro walczą o władzę, o prawa, prowokują do wojen, do rozwiązań siłowych i tak dalej, oraz dusze dziecięce bądź nawet niemowlęce, które mają za zadanie tylko nauczyć się przetrwania. I tam postawa dojrzała bądź stara w ogóle, jeżeli nie jest się misjonarzem, jeżeli nie jest się duchownym, jeżeli nie jest się ze struktur ONZ czy jakiejś innej organizacji charytatywnej, która chce pomóc, w ogóle nie znalazłaby racji bytu. Taka osoba zostałaby po prostu pożarta i zniszczona. Więc tak, bardzo cenna uwaga. Pamiętajcie, że my to rozpatrujemy z naszej perspektywy. Natomiast na świecie i też w różnych, mówiłem też o tym w którejś z audycji, jak ten rozwój nasz cywilizacyjny jest mocno związany z rozwojem świadomości ludzi. Jak zmieniają się proporcje, jak zmieniały się przez tysiąclecia proporcje właśnie tych dusz niemowlęcych, dziecięcych. Jak przez wieleset lat rządziły dusze młode, w dalszym ciągu gdzieś tam wywierają bardzo mocny nacisk. Jak po II wojnie światowej pojawił się wysyp świadomości dojrzałych, jak zwiększają się proporcje dusz starych.
Natomiast to wygląda tak, jakby tutaj w naszym ogródku. Natomiast na świecie te proporcje jeszcze są zupełnie inne. I bardzo dobrze tutaj Dasso to podsumował i fajnie, bo zwrócił mi uwagę, żeby o tym przypomnieć. To znaczy on przypomniał, ja to tylko troszeczkę bardziej rozwinąłem. Także dziękuję ci bardzo. Ghost w żartobliwy sposób pisze: „Wtedy nie osiągniemy tego przysłowiowego raju na ziemi, o którym pan Sławek wspomniał”. Powiem wam, tutaj powiedziałeś tak żartobliwie. Może najpierw nagram filmik, ponieważ od jakiegoś czasu pojawia mi się wizja końca świata i mam mieszane uczucia. Ale może najpierw nagram filmik, może parę osób go obejrzy i powiecie mi wtedy, czy temat się nadaje na jakąś audycję w Radiu Paranormalium. Ghost pisze: „Hej Justin, à propos twojego telefonu sprzed tygodnia, to tak sobie myślę, że twój teściu powinien odsłuchać tej twojej rozmowy z panem Sławkiem.
Może wtedy by do niego dotarło, że postępuje wobec ciebie niewłaściwie, delikatnie mówiąc i może w końcu by go coś ruszyło. W końcu ma taką miłą i sympatyczną synową. Sorry, jeśli się wcinam”. Myślę, że tutaj z Justin doceniamy twoje intencje, drogi goście. Natomiast uwierz mi, że to by nic nie zmieniło. A myślę, że nawet mogłoby zniweczyć to, do czego Justin mam nadzieję, że w niedługim czasie dojdzie. Ale fajnie, bo mi też chodziło po głowie i też zapytam, jeżeli Justin jeszcze z nami jesteś, to powiedz, jak się w tej chwili czujesz, jak ten tydzień ci upłynął. Czy coś ci tam spadło z serca, czy tych dylematów masz jeszcze więcej? Jak możesz, to czy tutaj, czy do mnie bardzo cię proszę, napisz, bo cię proszę. Ghost pisze: „Z tym nieosiągnięciem raju to chodziło mi o młode dusze, gdyby one rządziły tylko światem.
Oczywiście w przypadku dusz dojrzałych i starych, a nawet tych następnych droga do raju staje otworem”.Na pewno staje się dużo bardziej prawdopodobna. Natomiast na czym polega rządzenie dusz młodych, to widać przez ostatnie tysiąclecia nawet. To jest najbardziej atrakcyjny i najbardziej bliski naszym ziemskim postawom etap rozwoju naszej świadomości. Dlatego tak ciężko jest się z niego wyrwać, ponieważ bycie sławnym, bogatym, zdrowym, bycie wodzem, bycie decydentem, bycie osobą, która się w jakiś sposób wyróżnia, która może innych wykorzystywać do tego, by sprawiali, że będzie mu fajnie, miło i przyjemnie, jest bardzo bliskie naszej takiej typowo ziemskiej naturze. Wyjście z tego okresu do tej pory jeszcze się na Ziemi nie udało. Do tej pory. Bo patrząc na to, co się dzieje w tej chwili, istnieje duże prawdopodobieństwo, że to się w końcu uda, że zrobimy ten następny krok w przód. Za co oczywiście trzymam kciuki z całego serca sobie oraz nam jako ludziom życzę. Just mi pisze: „Dzięki duchu, ale nie chcę, żeby wiedział, że o nim rozmawiałam w necie, bo to byłoby gwóźdź do trumny dla wszystkich mi bliskich osób. Rozmawiam z nim na żywca wkrótce”.
No i super. Zatem życzę powodzenia — pisze Ghost. — Nie daj się, twarda bądź. Trzymam kciuki. Ja ze swojej strony również. Myślę, że słuchacze także. Ghost pisze: „Tak, panie Sławku, pytania pojawią się pod audycją”. Dziękuję ci bardzo. To szybko nie dojdziemy à propos tego kurczaka. Jemu się akurat nigdzie nie śpieszy.
Zresztą jest odwrócony do mnie tyłem, więc najprawdopodobniej to, co ja myślę, ma właśnie tam, gdzie mi to pokazał. „Niech pan przesunie kominek bliżej, będziemy słyszeć strzelanie, bo ja nic nie słyszałem. Przy okazji się ogrzejemy”. Obiecuję, ponieważ to było pierwsze moje takie podejście. Tak jak panu Markowi mówiłem, nie wiedziałem, czy mi zasięgu wichry wystarczy, ale okazało się, że dał radę, więc następnym razem przygotuję się z suchszym drewnem, żeby lepiej strzelał. Just mi pisze: „Duchu, pan Sławek grzeje swoimi audycjami. Kominek nie jest mi potrzebny”. No dobrze, bardzo ci dziękuję za miłe słowa. Lubię. Oczywiście, że lubię, bo tak jak mówiłem, miłością jest również dawanie innym ludziom radości.
Dla mnie to jest też pewnego rodzaju wskazówka, że tą drogą miłości podążam, jeżeli widzę i słyszę od was, że pojawia się uśmieszek, że pojawia się zadowolenie, że pojawia się jakaś forma podziękowania czy coś takiego. Dla mnie to też jest miłe. Ghost pisze: „No tak, nie zaprzeczam, ale byłoby jeszcze cieplej. Wręcz upał”. Miałem dzisiaj przez moment taki. Zwłaszcza że nie wiem, jak u was, ale u mnie dzisiaj zrobił się mrozek, więc jakby zapobiegawczo troszeczkę za dużo dorzuciłem i było bardzo upalnie. Just mi pisze: „A pan Marek jeszcze dorzuca do tego pieca tę piękną muzykę”. Proszę bardzo. Tak, to są tak zwane drewienka na opał. Sorry za drewienka.
Bardzo miło, bardzo sympatycznie się zrobiło. Myślę, że ten kominek też tutaj dużo dał. Będę to w takim razie pielęgnował i kultywował w przyszłości. Rudasco pisze: „Tak. Czyli słowo na K, o ile tylko zastępuje przecinek bez negatywnych emocji, jest okej”. Znaczy ja powiem tak: ja nie robię z tego problemu. Ze słów, które się pojawiają, nawet tych potocznie nazywanych wulgarnymi. Chociażby dlatego, że one zmieniły zupełnie swoje znaczenie już w tej chwili. Kiedyś, już parę lat swoich mam, użycie pewnych słów było związane z konkretnym określeniem albo osoby, albo stanu, albo na przykład pochodzenia drugiej osoby. Były obraźliwe dla matki danej osoby i tak dalej.
Miały konkretną wartość. W tej chwili faktycznie bardzo często są używane jako przecinek i nawet bardzo często nie mają za sobą żadnego negatywnego przekazu, negatywnych emocji.Słuchając drugiego człowieka staram się zawsze zwrócić uwagę na zawartość merytoryczną tego, co on chce mi przekazać. Na zawartość emocjonalną tego, co mi chce przekazać drugi człowiek, żeby jak najlepiej go zrozumieć. Natomiast nie słowa decydują o zawartości tego, co drugi człowiek mówi. Jak wiecie, być może wiecie, słowo pisane to jest tylko 30% całego przekazu. 70% przekazu to są sprawy poza werbalne, jak to się mówi podobno. Mimika, ton głosu, gestykulacja rękami i tak dalej. To daje cały przekaz. Zwróćcie uwagę, że za pomocą komunikatorów dlaczego używamy emotikon? Ponieważ słowo bez emotikonu, bez oznaczenia emocji można by było interpretować na wiele różnych rzeczy, na wiele różnych sposobów.
I bardzo często przy pisaniu w komunikatorach, w SMS-ach dochodzi do różnego rodzaju nieporozumień, ponieważ to jest tylko część przekazu. A emotikony próbują zastąpić to, co w naturalny sposób podczas rozmowy przekazujemy: minę, ton głosu, gestykulację rękami, ruch ciała, założenie nogi na nogę, lekceważący ruch ręką i tak dalej. Także ja osobiście jestem w zdecydowanej mniejszości. Nie przywiązuję aż tak dużej wagi do słów. Zeus pisze: „Panie Sławku, słowo, które wypowiadamy ma wielką moc. Każdy z nas powinien uważać, jakie słowa wypowiadamy. Jeśli coś lub kogoś przeklinamy, to, co wypowiadamy, wróci do nas ze zdwojoną siłą”. Ja się zasadniczo z tobą zgadzam. Natomiast cały czas upieram się przy jednym: tak samo, jak nasza dusza nie rozumie słów, nasza podświadomość też do końca nie rozumie słów. Natomiast trzeba pamiętać, że z każdym słowem w naszym wykonaniu jest związana konkretna emocja i to emocja, ładunek emocjonalny zawarty w wypowiedzi, w słowie ma siłę sprawczą i to on jest impulsem.
Ładunek energetyczny. To, co kiedyś mówiłem o stwierdzeniach typu najczęściej popełnianym błędzie przez ludzi, czyli nie koncentrowaniu się na słowie „chcę”, tylko „nie chcę, aby moje audycje były nudne”. I ten sam przekaz związany z tym, że chcę, aby moje audycje były ciekawe, interesujące, wesołe, takie śmakie uwagie. Ze stwierdzeniem „nie chcę” jest związana negatywna emocja. Ze stwierdzeniem „chcę” jest związana pozytywna emocja. Więc to przede wszystkim ładunek emocjonalny zawarty w słowie decyduje o sprawczości tego, o czym mówimy. Ghost pisze: „Również słowo na K w żartach jest chyba okej, bo nie ma w tym specjalnie negatywnych emocji”. Moi drodzy, ja wiem, my jesteśmy tak wychowani, nasza podświadomość reaguje bardzo często na wypowiedziane słowo. Natomiast jest gro rzeczy, których już w dzisiejszych czasach nie da się inaczej wypowiedzieć. Na przykład określenie „zajebisty” jest już w słowniku pewnym konkretnym określeniem.
Nie świetny, nie genialny, nie najlepszy, nie wyśmienity. Rozumiecie? To słowo znaczy zupełnie coś innego. Ono pochodzi w prostej linii od innego brzydkiego słowa, które nam się źle kojarzy. Natomiast stało się już tak popularne, że wartość tego słowa, między innymi przez to, jak często się pojawia w użyciu, przestała mieć już taką rangę jak słowa, które my kiedyś traktowaliśmy jako wulgarne i obraźliwe. Ghost pisze: „Czy jest pan za rozwiązaniami siłowymi? Czy dusza pochwala rozwiązanie siłowe, na przykład bójka dwóch facetów o coś tam, czy wojna o terytorium dwóch czy więcej państw, co znamy z historii? Moim zdaniem jednak największą sztuką jest nie dopuścić do bójki, wojny. Na przykład w sztukach walki”.W sztukach walki mistrzem według mnie tak naprawdę jest ten, co do walki nie dopuścił, bo zdawał sobie sprawę, że jak do walki dojdzie, to jego przeciwnik mógłby tego nie przeżyć lub poniósł bardzo przykry uszczerbek na zdrowiu. Ja nie jestem za rozwiązaniami siłowymi.
Ja po prostu tylko mówię, że taki instynkt samoobronny, taką emocję nosimy w sobie. I nie bójmy się mieć tego świadomość, bo z kim można negocjować, to można negocjować. Natomiast są sytuacje, których nikomu oczywiście nie życzę, w których na te negocjacje nie ma za specjalnie czasu. Kiedy nie mamy możliwości wypowiedzenia zdania, w momencie, kiedy jesteśmy atakowani. Jeżeli możemy, możemy zareagować, że tak powiem, ucieczką. Natomiast nie zawsze taką szansę każdy człowiek dostaje. I o tym też należy pamiętać. Mamy w sobie również instynkt przetrwania, który jest umiejscowiony w piaście podstawy i tyle. Natomiast nie polecam wojen. Uważam, że na każdej wojnie tracą obydwie strony.
Na wojnie nie ma zwycięzców. To jeżeli chodzi z punktu widzenia miłości. Natomiast w kontekście audycji, którą mieliśmy dzisiaj o miłości z punktu widzenia naszej świadomości, to pozwolenie ludzkości na takie doświadczenie skutkuje tym, że gros dusz już wie, że władza nie daje pełni szczęścia. Prawdę powiedziawszy, z punktu widzenia miłości, z punktu widzenia świadomości, z punktu widzenia miłości, czyli tego, do czego zmierzamy z punktu widzenia świadomości, to, co budujemy i z punktu widzenia doświadczeń, które pozwalają nam budować świadomość, to bez tych wszystkich złych rzeczy, które się wydarzyły w naszej historii i które cały czas się dzieją, nigdy nie znaleźlibyśmy się w tym miejscu, w którym jesteśmy. Zwróćcie uwagę, że wszyscy ludzie mają duszę, więc wszyscy ludzie mają w sobie kompas i zalążek miłości bezwarunkowej. Zobaczcie co, mimo tak olbrzymiego rozwoju świadomości, dzieje się na świecie. Zwróćcie uwagę, przyjrzyjcie się historii ludzkości. Zobaczcie ile ludzi przez te tysiąclecia zginęło w sposób zupełnie nienaturalny na skutek wojen, różnego rodzaju potyczek, bójek bądź różnego rodzaju tragedii. Nie wiem, jak wam to powiedzieć. Najprościej.
Przez te tysiące lat rozwoju naszych cywilizacji, rozwoju naszej ewolucji jako ludzkości, gdyby dusza chciała, gdyby chciał i gdyby to coś dało, to czy waszym zdaniem nie interweniowałby miłością? Dobrze Zeus pisze: „Jeśli pokochamy samego siebie z naszymi wadami, to wtedy będzie nam łatwiej pokochać innych ludzi z ich wadami”. Tak, zdecydowanie tak. Ja mówię, ja nie odrzucam całkowicie tej metody. Broń Boże, żebyśmy mieli jasno. Natomiast też określiłem to, że z punktu widzenia dokonywania zmian w swoim życiu jest to tylko okres przejściowy i okres taki, który moim zdaniem pozwala odbudować troszeczkę wiary w samego siebie, pozwala troszeczkę uspokoić emocje, znaleźć jakiś delikatny sens w życiu. Coś zbalansować w swoim życiu. Natomiast to nie jest docelowe, ponieważ to nie przynosi, nie dokonuje zmian w naszym życiu. Poza tym po cóż mamy kochać innych ludzi z ich wadami? Bo to jest następna rzecz, która staje się pewnego rodzaju mantrą duchową.
Pokochać ludzi z ich wadami, zaakceptować ludzi z wadami. A po co? Po co mamy kochać psychopatę, który zabił pięćdziesiąt parę osób? Po co mamy pokochać i zaakceptować faceta, który zabił swoją żonę i dzieci? Po co mamy pokochać bandytę, który oszukuje nas i okrada? Po co mamy go kochać? Co to ma wspólnego z miłością do samego siebie? Kochanie innych z ich wadami. I co to znaczy pokochać? Kochać drugiego człowieka to chciećSprawiać, by jego życie było lepsze, przyjemniejsze, weselsze i tak dalej.
Co mają z tym wspólnego wady? Pokochać drugiego człowieka to też pozwolić mu się rozwijać w jego tempie. W taki sposób, jak on chce, jak mu pasuje, jak odpowiada jego poziom rozwoju jego świadomości, osobowości. To mnie, powiem wam szczerze, troszeczkę momentami odpycha od tej sfery duchowej. Bo gro ludzi zajmujących się duchowością negatywnie podchodzi do religii, gdzie podobno byliśmy zmuszani do klepania formułek, z których nic nie wynikało i tak dalej. Kazano nam przyjąć pewne rzeczy jako pewniki, a w tej chwili zaczynamy wkraczać w dziedziny duchowości, gdzie często ludzie zaczynają powtarzać pewne stwierdzenia jako jakieś aksjomaty, jako prawdy wiary czy prawdy duchowości, których nikt tak naprawdę nie tłumaczy albo mało ludzi tłumaczy, a jeszcze mniej się nad tym zastanawia. Więc w pewnym sensie zastępujemy jedną religię drugą religią. Bo mówi się właśnie o tej miłości bezwarunkowej, o tym, że powinniśmy kochać. Chrystus też mówił: „Nadstaw drugi policzek” i tak dalej. Dlaczego ja mam kochać człowieka, który chce wyrządzić mi krzywdę?
Dlaczego ja mam pokochać człowieka, który mnie nie szanuje? Właśnie to jest to, że mamy wpajaną miłość do innych ludzi. A zapominamy o tym, że mamy obowiązek przede wszystkim kochać samego siebie. Że to jest tak naprawdę jedyna miłość, którą jesteśmy w stanie zdefiniować. Mówi się: „Pokochaj samego siebie, zaakceptuj samego siebie”. Mało osób mówi, jak to zrobić i jak to się ma w praktycznym życiu. Pokochać samego siebie to powiedzieć „nie” człowiekowi, który chce nas wykorzystać. To stawić wyraźny opór przeciwko osobom, które chcą nas skrzywdzić. Skrzywdzić emocjonalnie, skrzywdzić fizycznie, skrzywdzić duchowo. Które chcą nas przekonać do tego, byśmy robili tak, jak oni na przykład chcą, bądź im się wydaje, że tak się powinno robić.
Ja was do tego namawiał nie będę. Ghost pisze, zaraz, bo czy nie przewinąłem za daleko. „Panie Sławku, ale ja miałem na myśli wady, których nie da się zmienić, na przykład jakieś wrodzone, na które medycyna nie ma obecnie pomysłu. Na pewno nie miałem na myśli otyłości i przestoleniństwa do zmiany i pracy nad sobą. Zresztą wiadomo, otyłość można zmienić i poprawiać sobie jakość życia. To jest oczywiste, a z drugiej strony, jeśli widzę osobę otyłą, to co? Mam jej nie akceptować? Mam ją przyganiać? No weź coś zmień, bo nie mogę na ciebie patrzeć. To też chyba będzie coś nie tak.
Biorę taką osobę, jaką jest”. Kochani, to są komentarze pisane. Bo ja też do końca nie wiedziałem, drogi Goście, co ty masz na myśli. W jakiejś części wyraziłem swoje zdanie, aczkolwiek mówię, to jest też temat na szerszą audycję. Akceptacja i miłość do drugiej osoby. Więc właśnie, kochani, zacznijmy dobrze to rozumieć. My tak naprawdę nie powinniśmy w ogóle interesować się drugimi osobami. Czy ona jest otyła, czy ona jest taka, czy ona jest śmaka, czy ona jest owaka. Naszym obowiązkiem jest skoncentrować się na naszym własnym, osobistym życiu. Inne osoby są dla nas pewnego rodzaju informacjami o nas samych.
Nasze reakcje na dane osoby są informacją o nas samych i to jest ważne. Bo jeżeli ja z jakiegoś powodu negatywnie reaguję na osoby otyłe, to znaczy, że mam z tym jakiś problem. Problem z akceptacją. A to, czy tamta osoba jest otyła, czy nie jest otyła, to też jest nie moja sprawa w ogóle. Mnie przede wszystkim chodzi o to, żebyśmy wypowiadając pewne formułki mieli świadomość tego, z czym to jest związane. Bo czymże jest wada? Brak słuchu jest wadą słuchu. Natomiast nie wiem, czy upór jest wadą?Dla kogoś będzie wadą, ale na przykład w sporcie będzie zaletą. Jeżeli mówimy tu o wadach fizycznych, ktoś jest garbaty, ktoś ma krótszą nogę, ktoś ma odstające uszy, ktoś ma gorszy wzrok i nosi okulary i tak dalej. Jeżeli mówimy o takich wadach czy wadach na tle psychicznym, to tak, oczywiście akceptujmy i kochajmy tych ludzi, bo to jest poza ich wpływem, to, co się dzieje.
Po prostu tacy są. Dzieci autystyczne, dzieci z Downem, dzieci z upośledzeniem, dzieci takie, dzieci inne, urodzone i niemające zupełnie wpływu na to, co się z ich ciałem fizycznym dzieje, przynajmniej z punktu widzenia ludzkiego. Kochajmy je takimi, jakimi są, ponieważ ani my, ani one nie są w stanie tego zmienić. W tym zakresie zgadzam się z tobą. Oczywiście jeśli ta osoba pragnie zmiany, odchudzić się, to mogę jej pomóc, podpowiedzieć jakieś ćwiczenia, ale to ona musi chcieć zmiany. Dokładnie tak to wygląda. Dokładnie tak się tutaj całkowicie z tobą zgadzam. Zeus pisze: „Ja nie mam daru widzenia aury drugiej osoby, ale też tego daru nie potrzebuję, ponieważ ja ludzi czuję, czy są źli, czy dobrzy. Te osoby mogą nawet mieszkać bardzo daleko ode mnie. Wystarczy, że ta osoba napisze do mnie e-maila lub odpowie na Facebooku i ja po słowach, które są zawarte w mailu wiem, że ta osoba jest dobra i zła”.
Rozmawialiśmy o tym, czy widzenie aury jest potrzebne, czy nie. Są różne sposoby odbierania ludzi. Natomiast ważna jest też intencja. Czy my widząc aurę, czy czując drugiego człowieka, potrzebujemy tej informacji, żeby dowiedzieć się czegoś o nim bez jego zgody? Co ja całkowicie neguję, odrzucam i się pod tym nie podpisuję. Czy na przykład, żeby wiedzieć, jakie są, tak jak Justin pisała, intencje tej osoby względem nas? Trzeba odróżnić te dwie rzeczy. Dobrze, tutaj mnie powiadomienie wyskoczyło. Justin pisze: „Ja muszę się pożegnać. Resztę audycji odsłucham w samochodzie.
Pozdrawiam wszystkich”. Dziękujemy ci Justin. Uważaj w takim razie na siebie, będąc za tą kierownicą. Dziękujemy ci za dzisiejszą aktywność. Trzymamy kciuki. A ja na informację jak tam po rozmowie i jak twoje samopoczucie po tygodniu od naszej rozmowy. Pozdrawiam cię serdecznie w imieniu swoim oraz myślę, że wszystkich słuchaczy. Ghost pisze: „Mówisz o takich normalnych relacjach na żywo. Po zachowaniu danej osoby mniej więcej widać, czy ma pozytywne, czy negatywne intencje. W mailu niekoniecznie rozpoznamy.
Ktoś może blefować, nie patrząc też kim jesteś, jeśli się nie znacie. Dlatego na odległość odczytywanie, czy ktoś jest dobry czy zły, to już miałbym pewne wątpliwości. Zresztą widzenie aury na odległość też nie działa”. I pożegnanie z Justin. Drogi Goście, to nie do końca tak jest. Miałem taki etap w swoim życiu. Ja się całkowicie z Zeusem zgadzam. Miałem taki etap w swoim życiu, że dużo korzystałem z komunikatorów komputerowych i też moje pierwsze próby przekazywania swojej wiedzy właśnie opierały się na tym, na uczestniczeniu w różnego rodzaju czatach i innych tam Gadu-Gadu, GG, jak się to teraz nazywa. Miałem takie przypadki, kiedy ktoś na przykład po 10 minutach rozmowy, nawet niekoniecznie ze mną, ale ja coś tam wypowiadałem się, mówił do mnie: „A cóż ty możesz o mnie wiedzieć?” Ja potrafiłem napisać do tej osoby o jej relacjach rodzinnych, stanie zdrowia, a nawet stanowisku, które zajmuje. I często, kilka razy miałem takie przypadki, kiedy zapadała cisza i po chwili było: „Kim ty naprawdę jesteś?
Bo na pewno nie jesteś tym, za kogo się podajesz”. Ja mówię: „Nie, jestem tym, za kogo się podaję”. „Czy my się w takim razie znamy?” Ja mówię: „Nie, nie znamy się”. „To niemożliwe. Widocznie jesteś kimś z moich znajomych, kto się podszywa pod jakimś...”. „Nie” – mówię. „Nigdy w życiu żeśmy się nie spotkali”. „To skąd ty możesz o mnie tyle wiedzieć?” I też się zastanawiałem nad tym skąd. DlategoDlatego ja rozumiem to, co Zeus pisze. To tak à propos moich doświadczeń.
Zeus pisze: „Nie u wszystkich zwierząt tak jest. U wilków jest tak, że właśnie osobniki słabsze mają pierwszeństwo przy posiłku”. Okej, dzięki ci za informację. Ja też nie twierdziłem, że u wszystkich, tak jak mówiłem u niektórych, u tych, o których słyszałem. Natomiast też nie traktuję tego jako obowiązek i jako standard. Ja bardziej mówię tylko o naszych poglądach humanitarnych, o naszym obecnym emocjonalnym nastawieniu do pewnych rzeczy. Ghost pisze: „Panie Sławku, proszę nas nie straszyć z tym końcem świata”. O nie. „A czy można być oświeconą, młodą duszą?” Broń Boże, drogi Ghostie, nie straszę. Przepraszam najmocniej.
To nie o to chodzi, że wyczytałem, że będzie koniec świata. To bardziej chodzi o to, co się nie może wydarzyć, żeby nasz dalszy rozwój miał sens. I to jest też utwierdzenie mnie w przekonaniu, że to, co robię, ma jakiś sens. Nie 2012 rok, mimo że znacie mój sentyment do Majów. Ghost pisze: „Czy można być oświeconą, młodą duszą? Taką, która już zaczyna się interesować duchowością, swoją duszą i dalej”. Wybaczcie, ale jak słyszę o oświeceniu, to mam mieszane uczucia. Co to znaczy oświeconą? Bo ja nie wiem, co to znaczy oświecona. Nie wiem, czy to przebudzenie, namawianie do przebudzania.
W naszym rozwoju ewolucyjnym, naszej duszy, nas samych przychodzi taki moment, kiedy mamy przetestowane już różne warianty szczęścia i tego szczęścia nie znajdujemy, tak jak w życiu. Ludzie często, którzy mają rodziny, osiągnęli sukcesy zawodowe, nawet medialne, inne, mają nawet zdrowie, a nie czują się szczęśliwi. Znacie na pewno takich, którzy doszli do jakiegoś etapu w swoim życiu, że niby mają wszystko: mają dom, żonę, dzieci, pieniądze, wakacje, są spełnieni zawodowo, prowadzą firmy bądź zajmują stanowiska i mówią: „Okej, ale czegoś mi jeszcze brakuje”. I w tym momencie zaczyna się takie poszukiwanie, ale czego? O co tak naprawdę w tym życiu chodzi? I każdy z nas w swoim procesie ewolucji przechodził przez te różne etapy i mówi: „Tak, to już spróbowałem. To już spróbowałem. To widziałem, tego doświadczyłem. Tu już byłem i dalej mi czegoś brakuje”. I zaczyna sobie zadawać pytanie, czego mu brakuje.
I czy to jest oświeceniem? Czy to jest przebudzeniem? Nie. To jest naturalnym procesem ewolucji danej jednostki, danej świadomości, danej duszy, danego człowieka. Natomiast rozumiem, że to pytanie też wynika gdzieś pewnie z ciebie. To ci coś podpowiem. Pewną umiejętnością starych dusz jest to, że potrafią porozumiewać się. W sensie nie porozumiewać, czy mówić, czy rozmawiać, ale w pewnym sensie współżyć jak równy z równym ze wszystkimi innymi ludźmi, bez względu na to, na jakim poziomie rozwoju świadomości jest dany człowiek. Między innymi dlatego, że same już przez to wszystko przeszły. Mają to obcykane, mają tą umiejętność.
Więc też potrafią rozmawiać i z młodymi duszami, i z dojrzałymi, i ze starymi, i z dziecięcymi, i z niemowlęcymi. Rozumieją, ponieważ ten etap empatii mają już na tyle obcykany, że nie ma to dla nich problemu. I też w pewnym sensie z moich obserwacji wynika to, że stare dusze przez część swojego życia się motają. Czyli tak jakby nie bardzo wiedzą, na którym etapie chciałyby przestać funkcjonować. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem twoje pytanie, ale mam nadzieję, że to jakieś twoje dylematy rozwikłał. Obi się pojawił. Witaj, Obi. Pisze: „Dostaniesz to, co dasz, zwielokrotnione”. Rozumiem, że to dotyczy tego, co ja powiedziałem na skutek komentarza Zeusa. I jak zwykle nic dodać, nic ująć.
Marzenka. Witamy Marzenkę. „Myślimy i życzymy sobie i innym w czasie l-W czasie dokona. A myślimy i życzymy sobie i innym w czasie dokonanym. O, dokładnie. Przepraszam, już wiem, czego to dotyczy. Tego właśnie, które się tam pojawiło na skutek mojej wypowiedzi. Tak, dokładnie. Tylko to jest w jakiś sposób skuteczne. Ponieważ jest w tym też zawarta, mówiąc o czymś w czasie dokonanym: mam, chcę, jest zawarta też wiara.
A wiara w to, co mówimy, o co prosimy, czego pragniemy, jest też pewnym wyznacznikiem szansy na sukces. Więc w czasie dokonanym świadczy o tym, że my w to wierzymy. Więc zwiększamy szansę na spełnienie. „Gdyby każdy zrozumiał, że wszystkie dusze pochodzą z tego samego źródła, świat wyglądałby inaczej”. Powiem ci Marzenko, że jak bardzo cię lubię i lubię twoje komentarze, to nie wiem. Na pewno byłby to jakiś krok, natomiast czy to byłby krok już wystarczający, to zrozumienie, że wszyscy pochodzimy z tego samego miejsca. Myślę, że to nie jest tylko kwestia mentalna. Ale bardzo fajna intencja i ja się z nią z przyjemnością podpiszę. Jubi pisze: „Czy pokochanie siebie samego jest równoważne z życiem bez wad? Czy raczej wady są testem dla naszej duszy, zabawą czy dziwną grą mającą nam coś uświadomić?” Dobre pytanie.
Czy pokochanie siebie jest równoważne z życiem bez wad? Myślę, że doprowadzenie tej miłości do takiego poziomu perfekcyjnego... Inaczej. Żebyśmy znowu się dobrze zrozumieli, bo tu już padło to określenie tych wad. Co rozumiemy przez wadę? Czy błędy w naszym postępowaniu są wadami? Czy wadą jest wada wzroku? Zakładam, że tutaj chodzi o te wady, które my sobie mówimy, że są wadami. Czyli nie jestem wystarczająco dobry do tego bądź do tamtego, bądź aby być na przykład szczęśliwym. Czyli tu sobie oceniamy naszą wadę, sami ją sobie nazywamy, sami ją sobie przypisujemy.
To jest jedna z wad, czyli jedna forma wad. I druga wada to jest taka, którą nam ktoś wmawia. Jesteś za głupi, jesteś za chudy, jesteś za wysoki, jesteś za niski, jesteś za wolny, jesteś za gadatliwy, za powolny, za zarozumiały, za przymądrzały i tak dalej. Czyli seria wad zewnętrznych. I jedne, i drugie zdecydowanie utrudniają, moim zdaniem, nam pokochanie samego siebie. Bo to są wady widziane oczami podświadomości. Z punktu widzenia duszy to wygląda tak, że te wady blokują nam pokochanie samego siebie, ale tak naprawdę nie są żadną prawdą. Są tylko subiektywnym myśleniem, subiektywnymi opiniami innych ludzi i próbą wmówienia ich nam. Natomiast nie są żadną prawdą. Więc poniekąd te wady, które widzimy w sobie, bądź inni widzą w nas, bądź próbują nam wmówić.
Ja nie mówię tutaj właśnie to, wątek, który się pojawił odnośnie prawdy i rzeczywistości obiektywnej. Natomiast to, co my nazywamy wadami, jest pewnego rodzaju wyzwaniem dla nas i takim testem. Można tak to nazwać. Na jakim poziomie miłości do samego siebie jesteśmy? Czekajcie kochani, bo tu się pojawiło trochę dużo komentarzy, a ja się muszę czapnąć z komentarzami troszeczkę. Jubi pisze dalej: „Według mnie wady są okej, wskazówką, drogowskazem do samodoskonalenia i wtedy jest okej. Problem pojawia się wtedy, gdy po wielu próbach nakierunkowania na właściwą drogę z uporem maniaka robimy one step back, krok do tyłu”. Choć czasem krok do tyłu jest też dobrym rozwiązaniem. Zdecydowanie się z tobą zgadzam, bo czasami krok do tyłu pozwala nam zauważyć, że oprócz tej ściany, którą widzimy przed sobą, dwa metry obok są drzwi, które są otwarte. Więc czasami cofnięcie się i spojrzenie na pewne rzeczy z innej perspektywy pozwala nam dostrzec inne rozwiązania.
Natomiast ja w dalszym ciągu nie ujednolicałbym pojęcia wady, bo może być bardzo mylące w opiniowaniu tego, o czym tutaj rozmawiamy.Jubi też pisze, ale wszystko zależy od sytuacji. Może trzeba wówczas wykminić, czemu tak się dzieje. Zawsze, Marzenko, dobrym rozwiązaniem jest wykminienie. Widzicie słowo, którego się nie da już w tej chwili, rozkminić, wykminić. Słowo, którego się już w tej chwili naprawdę nie da zastąpić. Zawsze jest dobrym rozwiązaniem znalezienie przyczyny. To jest to, co jest zawsze celem. W leczeniu znalezienie przyczyny choroby pozwala ją skutecznie wyeliminować. Jeżeli zaleczymy objawy, a nie usuniemy przyczyny, choroba wróci. Jubi pisze: „Właśnie o tym dziś rozmawiałem ze znajomym.
Czy myślenie tylko o sobie według ciebie nie jest nader mocno egoistyczne?” Marzenka pisze: „Jak myślenie o sobie może być egoistyczne?” Kochani, przepraszam, będę szurgał, ale będę mówił. Myślenie o sobie, zwłaszcza w perspektywie miłości do samego siebie, w samym założeniu nie może być egoistyczne. Egoistyczne zaczyna być wtedy, kiedy myślimy o tym, jak wykorzystać innych bądź zagonić innych ich kosztem do tego, żeby nam było dobrze. To jest egoizm. Wybieranie własnego dobra kosztem drugiej osoby. Więc jeżeli myślimy o samych sobie dobrze tylko i wyłącznie w kategoriach, jak poprawić swoje własne życie, to co może być w tym złego? Nic. I jeżeli każdy z nas, każdy z ludzi myślałby o tym w ten sam sposób, to co byłoby w tym złego? I każdy by przychodził i mówił o swoich pragnieniach, o swoich potrzebach, o swoich odczuciach. Mówił drugiej osobie bez skrępowania.
To co byłoby w tym złego? Wyobraźcie sobie taki świat, w którym ludzie kochają samych siebie i pozwalają innym ludziom, by kochali samych siebie. Czy w tym świecie coś wam zgrzyta? Czy to jest związane z egoizmem, kiedy człowiek mówi: „Ja chciałbym mieć dom w Chorwacji nad morzem”, a reszta ludzi mówiłaby mu: „Super, świetny pomysł, zrób to”. Czy jest w tym coś złego? Nic od was nie chcę. Ja chcę mieć taki dom. Mam takie marzenie, mam takie pragnienie. Mam pragnienie, by wyjechać do Egiptu, na Dominikanę, bo chciałbym pocieszyć się słońcem, piękną plażą i tak dalej. I nic od was nie chcę.
Nie chcę, żebyście mi dali pieniądze. Nie chcę, żebyście mnie zawieźli. Mówię wam tylko o swoim pragnieniu. Czy jest w tym coś złego? Czy jest w tym coś egoistycznego? Czy jest coś w tym egoistycznego, że chciałbym mieć piękną żonę, która będzie mi się podobać i którą będę mógł obdarzać swoją miłością do końca swoich dni? Czy jest w tym coś egoistycznego? Pragnę mieć żonę, którą będę obdarzał swoją miłością. Pragnę mieć zdrowe dzieci. Pragnę mieć sprawny samochód, który nie będzie się psuł, który będzie bezpieczny, który będzie wygodny i który będzie mi służył do tego, żeby jeździć do pracy, żeby jeździć z dziećmi na biwak albo na wakacje.
Cóż jest w tym egoistycznego? Mało tego, w tym świecie każdy człowiek ma do tego prawo. Ktoś mówi: „Szczęściem dla mnie będzie spędzić wakacje nad polskim morzem”. A drugi człowiek powie mu: „Super, jedź nad morze, a ja pojadę w góry”. A my mu powiemy: „Ekstra, baw się dobrze. Niech ta wycieczka będzie dla ciebie wielką przyjemnością”. Co jest w tym egoistycznego? Przecież największym egoizmem jest mówienie: „Ale po co będziesz jechał nad morze? Tam jest zimno, tam jest ciasno i tam jest drogo. Jedź do Włoch.
Za te same pieniądze będziesz miał piękną pogodę, stuprocentową, gwarantowaną” i tak dalej. Więc kochani, to jest właśnie, przynajmniej według mnie, takie trochę niezrozumienie. Niezrozumienie, czym jest miłość do samego siebie. Pamiętajcie, że miłość, przynajmniej to jest moja definicja miłości. Miłość jest chęcią dawania, nie chęcią brania. Dlatego kojarzy nam się z egoizmem. Ponieważ często myślimy o miłości w kategoriach brania, że my chcemy dostać miłość od drugiej osoby, że to druga osoba, ktoś inny ma sprawićŻebyśmy my byli szczęśliwi. Tak, przy takim założeniu miłość do samego siebie będzie egoistyczna. Ale w moim nazewnictwie miłość jest chęcią dawania i sprawiania, by życie innych ludzi wokół mnie, również moje, było przyjemniejsze, radośniejsze, prostsze, weselsze, szczęśliwsze. Szczęśliwsze, tak jak dla niego jest to szczęście.
Tak się nad tym zastanawiam. Może warto by było zacząć od tego, co robiliśmy na początku naszych audycji. Zacząć od nazywania, od ustalenia pewnej nomenklatury słownej. Ustalenia, co dane słowa znaczą. Może też trzeba tę naukę szerzyć wśród ludzi. Dobrze, muszę znowu przewinąć komentarze. Ghost pisze: „Ja czasami, jak mijam kalekie osoby na ulicy, to strasznie mi ich żal. Najchętniej zatrzymałbym się i ich uleczył, gdybym tylko miał taką moc. Mogę jedynie zaakceptować ich z ich kalectwem i czuć żal, że w sobie, ale nie okazywać im tego. Najlepiej tylko akceptować takich, jacy są.
Brać ich po prostu w całości z ich kalectwem. Oczywiście należy pomagać w miarę możliwości, jak tego chcą, bo na siłę też lepiej nie pomagać. Nie zawsze sobie tego życzą”. To jest następny temat, bo z punktu widzenia miłości trudno jest określić, co spowodowało kalectwo drugiej osoby. Z punktu widzenia miłości i z punktu widzenia doświadczenia, być może to kalectwo jest dla nich jakimś doświadczeniem. I często ludzie kalecy, chorzy są nieszczęśliwi, ale może przede wszystkim dlatego, że sami nie są w stanie zaakceptować siebie i swojego kalectwa. Może to jest też dla nich nauka miłości do samego siebie. Bo drogi goście i drodzy wszyscy kochani słuchacze, jeżeli nie mieliście nic wspólnego z kalectwem drugiej osoby, to też pamiętajcie, że trudno, żebyście w jakikolwiek sposób obwiniali się za tę sytuację. Owszem, osoby kalekie są też, powiem brutalnie, dla nas okazją uczenia się empatii. Właśnie uczenia się współczucia i próby zrozumienia drugiego człowieka.
Natomiast uczenie się empatii, współczucie, próby zrozumienia, co ta osoba musi przeżywać, nie może być związane z braniem odpowiedzialności za kogoś. Zwłaszcza jeżeli miałoby się to odbyć kosztem was. Ponieważ ich doświadczeniem jest doświadczenie kalectwa, a waszym doświadczeniem jest nauka empatii. Natomiast nie chodzi tutaj o zamianę ról. Ghost jeszcze pisze: „A w przypadku rodziny? Mam się nie koncentrować na żonie i dziecku? Żona by mi dała, gdybym skoncentrował się teraz tylko na sobie, a córcia zapłakała”. Sytuacja gościa, sytuacja dziecka to jest ta właśnie sytuacja, kiedy ilość miłości w rodzinie jest stała, natomiast jest bardziej skierowana na dziecko. Zresztą jest to też pewnego rodzaju świadoma decyzja dorosłych ludzi. Powołanie nowego członka rodziny do życia i też powołanie nowej osoby, więc jest też związana z odpowiedzialnością.
Tutaj od tego ucieczki nie ma. Zresztą też deklaracja miłości o sobie w momencie ślubu jest decyzją świadomą. Więc też z miłości do samego siebie i z szacunku do samego siebie warto jest dotrzymać obietnicy, którą się dało i też konsekwentnie trwać w decyzji, którą się podjęło, chociażby związanej z posiadaniem, z powiększeniem rodziny, z posiadaniem dzieci. To jest też objaw miłości do samego siebie. Odpowiedzialność. Dobrze. Cóż my tutaj mamy? Zeus pisze: „Duchowość nie ma nic wspólnego z żadną religią. Duchowość to nie jest religia. Ludzie religijni właśnie powtarzają pewne formułki, natomiast ludzie uduchowieni tego nie robią.
Oczywiście człowiek religijny może stać się osobą uduchowioną”. Zeus tutaj duchowość, uduchowienie wyboldował, że tak powiem.Nie, nie wyboldował. Napisał dużymi literami, chcąc zwrócić uwagę i podejrzewam, też swoje emocjonalne zaangażowanie podkreślić. Zeusie, ja nigdy nie uogólniam, kochani, żeby nie było, że ja mówię „jeden” i mam na myśli „wszyscy”. I to, co ja mówiłem na temat tej duchowości i oświecenia i tego, że część ludzi zamienia religijność na duchowość, nie znaczy, że wszyscy. Ja cały czas podkreślam jedną rzecz: zrozumienie. Po prostu rozmawiając z ludźmi religijnymi i często z ludźmi, którzy zajmują się, pasjonują i interesują się kwestiami duchowości, oprócz różnicy tematów, różnicy w używaniu sformułowań i określeń, widzę ten sam w oczach brak zrozumienia, o czym jest rozmowa. I tylko o to mi chodzi. Że jednak w każdej decyzji, czy to religijnej, antyreligijnej, czy duchowej, powinna być świadomość i zrozumienie tego, w czym się człowiek obraca. Ślepe klepanie formułek bez zrozumienia jest dla mnie taką samą ortodoksją duchową jak inne.
O, eMobil. Hej wszystkim! Witaj eMobilku, nie było cię czas jakiś, tym bardziej fajnie, że znowu jesteś. Marzenka się też przywitała. eMobil pisze: „Można kochać samego siebie, ale żeby nie być egoistą, trzeba znać umiar i hamulec na to, żeby swoją miłością do samego siebie nie krzywdzić innych”. Piękna formułka. Dokładnie. Miłość do samego siebie jest chęcią sprawiania, by nasze życie było jak najlepsze i jak najprzyjemniejsze. Ale tak jak napisał eMobil i to, o czym mówiłem ja wielokroć, nie kosztem drugiego człowieka. I koniec.
I nie ma w tym nic złego. eMobil pisze o hamulcu. Ja uważam, że w miłości do samego siebie nie ma hamulca. Jedynie co, to trzeba pamiętać, że drugi człowiek ma prawo do tego samego, do miłości do samego i też do dążenia do tego, żeby jego życie było jak najlepsze. Natomiast nie robimy tego wbrew sobie, koszem siebie i tak dalej. Jubi pisze tutaj o oświeceniu: „Oświecenie osiągniesz tylko wtedy, gdy zrozumiesz i zaakceptujesz swoją własną wewnętrzną ciszę. Coś pięknego”. Moje zdanie na temat oświecenia znacie. Ja nie lubię tych wszystkich górnolotnych określeń, które klasyfikują i szufladkują ludzi. Bo oświecenie się często wiąże z jakimś stanem po prostu nieosiągalnym dla reszty.
Cały czas jest mowa o tym, że podlegamy wszelkiego rodzaju naciskom, presjom, jakimś tam innym rzeczom. To, co się dzieje wśród młodzieży, wśród nastolatków, ta chęć porównywania, oceniania i tak dalej, która jest plagą, która prowadzi do depresji, która prowadzi do załamań nerwowych, która powoduje chęć za wszelką cenę utożsamiania się i upodabniania do innych. Tych, którzy są niby jakimś tam wzorcem. Więc dla mnie wszelkie określenia, które w jakiś sposób klasyfikują ludzi i pozwalają domniemywać, że coś jest lepsze bądź coś jest gorsze, ma negatywny przekaz. Więc ja się pod tym nie podpisuję. Sam używam pewnych rzeczy, ale tylko dlatego, że nie mam innego pomysłu, jak to inaczej wytłumaczyć. Natomiast to nie ma nic wspólnego z tym, że ktoś jest lepszy albo gorszy. Jubi pisze do Marzenki: „Coś, czego ja nie wyłapałem. Może być tak przez innych odbierane”, ale nie wiem, czego to dotyczy. Pewnie któregoś z wątków, a ja się zagadałem i już o nim zapomniałem.
Marzenka pisze: „Jubi, dokładnie widać wówczas, na jakim etapie są”. Nie wiem, tu znowu jakieś etapy. eMobil pisze: „Żeby dawać miłość tym, którzy na to zasługują. To znaczy albo odwzajemniają nam, albo nie potrafią odwzajemnić, bo są na przykład chore lub niepełnosprawne”. To też tak jest troszeczkę dla mnie wyrwane z czegoś, ale przeczytam jeszcze raz: „żeby dawać miłość tym, którzyNa to zasługują. To znaczy albo odwzajemniają nam, albo nie potrafią odwzajemnić, bo są na przykład chore lub niepełnosprawne. Uwierzcie mi, że miałem okoliczność i możliwości, nie tylko ze względu na swojego syna, ale również inne przypadki, obcować z ludźmi, zwłaszcza dziećmi niepełnosprawnymi. I tak jak one potrafią odwzajemniać i okazywać miłość, to uwierzcie mi, że w moim przekonaniu powinniśmy się od nich tego uczyć. Natomiast to takie uwarunkowywanie, dawać tym, którzy na to zasługują albo odwzajemniają, to jest znowu miłość podświadoma, płynąca z tego, że miłość powinna być odwzajemniona. Wchodząc do sklepu i rozmawiając z panią sklepikarką, nie oczekuję w zamian nic.
Nie oczekuję ani lepszej obsługi, ani lepszego towaru, ani rabatów, upustów czy jakichkolwiek innych korzyści. Miłość, chęć dawania radości drugiemu człowiekowi jest nagrodą samą w sobie. Nie potrzebujemy tak naprawdę odwzajemnienia, bo radością jest dawanie tej miłości. Coś robimy i natychmiast też sami sobie dajemy za to zapłatę, czując się zadowolonym, szczęśliwym, spełnionym. Dla mnie takie kalkulowanie ma znowu podłoże podświadome. Chociaż może nie do końca zrozumiałem ten wpis, bo być może dotyczy też osób, o których żeśmy rozmawiali, tych z wadami. Jubi pisze: „Inaczej zatrzymać czas i poddać się własnej ciszy. Niesamowite wtedy są loty, wizje. Ja się z tym źródłem tak do końca nie zgadzam”. Tutaj nazwijmy to wady osobowości.
Widzę, że tutaj, Jubi, poruszyłeś kilka wątków, a ja mówię, tu już się tyle dzieje, że ja tak chyba nie do końca już wiem, czego to dotyczy. Marzenka pisze: „Jubi, to znaczy, że twoja dusza ma inne pochodzenie niż moja”. I tu znowu mamy jakąś dyskusję, której ja chyba nie ogarniam tak do końca, zajmując się swoim gadowictwem. Ghost pisze: „Okej, ale nie wszyscy mają taki dar. Poza tym aury przecież nie widzimy na odległość. Możemy jedynie cenić, wyczuć, jak ta osoba po drugiej stronie czata jest czy dobra, czy zła”. To znaczy, Goście, to też nie jest dar. Nie wiem, to jest kolejne górnolotne określenie. I po raz kolejny namówię do tego, żeby miłość do samego siebie rozwijać, ponieważ ja to, co ty nazywasz darem, zacząłem w sobie rozwijać w pewnym sensie, żeby chronić samego siebie. Żeby zachować czujność i nie dać sobie wyrządzić krzywdy przez osoby mające jakieś intencje względem mnie niezbyt uczciwe i fajne.
Więc w momencie, kiedy w moim życiu miłość sama zaczęła się bronić, ten dar przestał mi być potrzebny do czegokolwiek. Ponieważ podobno to, co gdzieś tam ze mnie zaczęło emanować, powodowało, że pewne osoby już w ogóle nie podchodziły. Więc nie potrzebowałem tego daru. To jest kolejny powód do tego, żeby z praktycznych powodów tę miłość do samego siebie rozwijać. Zeus pisze: „Osoba przebudzona czy oświecona to jest taka osoba, która na przykład nie ogranicza się do jednej wspólnoty wyznaniowej, na przykład do Kościoła zieloświątkowego. Pójdzie na spotkanie do wspólnoty rodzimowierczej czy nawet na spotkanie wikańskie”. Okej. Ja z pewnymi poglądami nie będę tutaj dyskutował, nie będę się wypowiadał. Jest to na pewno jeden z objawów. Ja to nazywam też świadomością.
Ja tego nie nazywam tak górnolotnie przebudzeniem czy oświeceniem. Osoba świadoma wie, że nie wie wszystkiego i poszukuje tej wiedzy w różnych źródłach. NieMając podświadomościowego nastawienia, że to, co jest religijne, jest albo bardzo dobre, albo bardzo złe. Albo to, co jest inne od tego, co ja w tej chwili myślę, jest na pewno do dupy, za przeproszeniem. Więc tak, jest to na pewno pewien objaw przebudzenia, otwartość umysłu na inne opcje. Emobil pisze: „Prawda jest taka, że większość ludzi wymaga paraliżu przez elektrowstrząsy, a to dlatego, że ich fałszywe programy umysłu prowadzą nas wszystkich do ogromnego zła, które nas dotyka, między innymi wojny, konflikty i tak dalej”. Większość ludzi wymaga paraliżu przez elektrowstrząsy. Nie wiem, co masz tak do końca na myśli, natomiast ja wiem, że jeżeli coś pozwala w szybkim tempie zmienić naszą podświadomość, to są właśnie silne elektrowstrząsy emocjonalne. Jeżeli to samo masz na myśli, to się z tobą zgadzam. To jest metoda skuteczna.
Bolesna, ale skuteczna. Fałszywe programy umysłu, które prowadzą nas wszystkich do ogromnego zła. Z punktu widzenia duszy to nie do zła, tylko do doświadczeń, które rozwijają naszą świadomość. I tak prawdę powiedziawszy, nazywając rzeczy brutalnie, bo dzisiaj jakaś taka brutalna ta audycja, któryś raz już to mówię. Nazywając rzeczy brutalnie, to czym mógłby się wykazać obrońca cierpiących, gdyby tych cierpiących nie było? Jak mógłby się człowiek nauczyć empatii, gdyby nie było osób z wadami, gdyby nie było osób nieszczęśliwych, gdyby nie było osób biednych, chorych i tak dalej? Czy wolontariusze mogliby ćwiczyć swoją empatię, gdyby nie było komu pomagać? Zwróćcie uwagę, że następnym etapem rozwoju świadomości po duszy, po świadomości młodej jest świadomość dojrzała, której najważniejszym celem jest właśnie nauka empatii, walka w obronie pokrzywdzonych, walka o sprawiedliwość, o prawa mniejszości, o tolerancję, o szacunek. Jak stworzyć warunki do egzystowania i rozwijania dusz dojrzałych, jeżeli nie będzie niesprawiedliwości, nie będzie krzywdy, nie będzie choroby? O czym, Emobilku, jak mógłbyś rozwijać swoją świadomość, nie mając o kim mówić?
Jubi pisze: „Może tak być, Marzenko. Jesteśmy cząstką wszechwiedzy, uniwersum, Boga et cetera, ale równocześnie własnym bogiem”. Nawet religia mówi, że zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo. Jubi pisze: „Brawo, Sławku, też tak uważam”. Sorry, też tak uważam. Dziękuję ci, Jubi, chociaż nie wiem, którego wątku to dotyczy, ale cieszę się, że znowu się zgadzamy. Marzenka pisze: „Jubi, i czym to się różni od mojej wypowiedzi?”. Zakładam, Marzenko, że niczym, chociaż tego nie świadczyłem. I to nieporozumienie w moim przekonaniu, chyba że Jubi coś zmienił w swoich przekonaniach ostatnimi czasy, ale nigdy wcześniej o tym nie słyszałem, żeby twierdził co innego niż ty. Tak że myślę, że mnogość komentarzy dzisiaj spowodowała to małe zamieszanie i ja też troszeczkę się momentami gubię.
Zeus pisze: „Prawdą jest, że każdemu zawsze będzie coś lub kogoś brakowało. Boga, bogini. To trzeba szukać i starać się dojść do tego oświecenia”. Ja tak naprawdę nie wiem, czym to oświecenie jest. I nie wiem, czym jest miłość. Jeżeli formą oświecenia jest zrozumienie, że tak naprawdę najwyższym dobrem, jakie zostało dane ludzkości, jest właśnie miłość, to ja jestem za tym, żeby tego oświecenia szukać. Emobil pisze: „Każdy zastanawia się nad tym, dlaczego ludzie są tak prymitywni i ograniczeni w swoim myśleniu, że swoim działaniem doprowadzają do destrukcji całego systemu”. Ludzie nie są prymitywni i ograniczeni w swoim myśleniu. Aczkolwiek tak, narzuty, to, co narzuca nam podświadomość, w dużym sensie determinuje nasze działania.Natomiast nie wiem, co masz na myśli pisząc o destrukcji całego systemu i jakiego systemu, ale może się za chwilę dowiemy. Ghost pisze: „Sugeruje pan, że jestem starą duszą?” Goście drogi mój.
Tak myślałem, że zrozumiesz, o co mi chodzi. Trudno mi jest powiedzieć. Najlepiej wiesz ty sam. I tyle ci mogę powiedzieć. Natomiast czytam w dalszym komentarzu: „Ja mam pewne wątpliwości”. Tak, zauważyłem to, że masz pewne wątpliwości, stąd twoje pytanie o to, czy młoda dusza może być duszą oświeconą. Tak, zrozumiałem. Raczej skłaniałbym się do młodej, ale właśnie zaczynającej coś więcej dostrzegać. Chociażby dlatego, że cały czas staram się wiele rzeczy dowiedzieć, doświadczyć i tak dalej. Myślę też, że stara dusza miałaby bezpośredni kontakt z duchowością, a ja jedynie jestem jej świadomy, ale nie mam jakichś namacalnych kontaktów.
Chyba że mam to wszystko zablokowane na przykład. Dusza przed zejściem na ziemię tak zdecydowała, aby coś innego doświadczyć. Tak mogę jedynie mniemać. Z ziemskiego punktu widzenia raczej wiem, dlaczego mam to zablokowane, ale nie będę o tym pisał. To tylko jednak przypuszczenie. Dlatego bardziej skłaniam się za duszą młodą. Stara dusza powinna być lepszym człowiekiem. Tak to czuję. A przecież znam siebie. Stara dusza powinna coś więcej zdziałać na ziemi.
Chyba że mylę to z duszami z jeszcze wyższego. Drogi goście, to jest kolejna rzecz, w której ktoś coś napisał, ktoś coś powiedział, a my po raz kolejny, nawet w kwestiach duchowych, tak jak ty, próbujesz się do tego dopasować. Ja cały czas powtarzam, znaczy powtórzę. Jest już dobrze po północy. Nie wiem, kto oprócz naszej garstki słuchaczy tutaj do tego momentu dotrwa. Natomiast stara świadomość to nie są fajerwerki, to nie są loty, odloty i tak dalej. To jest w pewnym sensie, też o tym mówiłem, potrzebne ludziom, którzy czasami jeszcze nie są pewni, że tam faktycznie coś się dzieje, że tam faktycznie coś jest. Czasami potrzebują dowodu. Człowiek, który już tego dowodu nie potrzebuje, być może takie fajerwerki nie są po prostu potrzebne. I to wcale nie musi być wadą, może być wprost przeciwnie – zaletą.
To jest pierwsza sprawa. Druga sprawa: dusza komunikuje się z nami cały czas poprzez to, co ja mówię, poprzez tworzenie naszej osobowości. To nie musi być głos, nie musi być obraz, nie muszą być ciarki na całym ciele. Dusza determinuje i określa świadomość każdego człowieka na ziemi od momentu jego przyjścia na świat. I koniec. I to jest użytkowa rola duszy, w której każdy uczestniczy, a mało kto sobie zdaje sprawę z tego. Gdyby nie dusza i gdyby nie pewien określony poziom świadomości z tego wynikający, każdy z nas byłby zupełnie innym człowiekiem. I to jest ten rys użytkowy, taki codzienny i wpływ duszy na nasze codzienne życie. Ale trzeba będzie do tego tematu wrócić. Zeus: „Wybieranie własnego dobra kosztem innych to się nazywa egocentryzm”.
A mi się wydawało i mogę się mylić oczywiście, że egocentryzm to jest ocenianie i patrzenie na innych przez pryzmat samego siebie. Ale mamy tutaj naprawdę bardzo mądrych ludzi, więc polecam rozkminienie tego i rozwiązanie tego problemu w sposób naukowy. Ja do Wikipedii teraz nie zajrzę, ponieważ jestem zajęty odpowiadaniem na komentarze. Na przykład te Mobilka: „Żeby ludzie potrafili przewidywać skutki swoich decyzji, to bardzo byłbym usatysfakcjonowany, bo nie byłoby takiego zła i cierpienia ludzi, którzy przez decyzje innych tracili sens życia albo motywację”. Tu się akurat całkowicie z tobą zgadzam, żeby ludzie potrafili przewidywać skutki swoich decyzji. Natomiast do chęci zastanowienia się nad skutkami swoich decyzji jest potrzebna właśnie świadomość. I dlatego nie da się ludzi nauczyć świadomości. Ale moim zdaniem dobrze jest zdawać im, mówić im o tym, że coś takiego istnieje, aby sami podjęli decyzję, czy chcą krok w tym kierunku zrobić. Ale tu się całkowicie z tobą zgadzam, żeby ludzie potrafili przewidywać skutki swoich decyzji. Natomiast jest to jeszcze w dalszym ciągu margines ludzi na świecie.Yubi pisze: „Nie ma w tym nic złego, Sławku.
Byłoby pięknie, ale tak nie jest, bo system, ludzie go tworzący, pasożyty nie mieliby na kim żerować. Nie byłoby wtedy psa i machającego ogonka zysku i wyzysku”. Tutaj nam się dwóch malkontentów spotkało, czyli ludzi, którzy widzą jednak ten świat jako ubrany w pewnego rodzaju system. Tak, z jednej strony zgadzam się z tobą, że nie byłoby wyzyskiwaczy, ale to tak jak każdy kij ma dwa końce. Z jednej strony są wyzyskiwacze, ale z drugiej strony są ludzie, którzy przed wyzyskiwaczami tych biednych ludzi pokrzywdzonych próbują tworzyć. Póki, kochani, i to jest moje wewnętrzne przekonanie, nie doprowadzimy jako ludzkość, ponieważ na tym etapie rozwoju naszej ludzkiej świadomości, tak jednostek, jak i całości, każda z tych istot i każdy z tych stanów i duchowych, i emocjonalnych, i materialnych, i tych wszystkich innych jest potrzebny, ponieważ tworzymy pewnego rodzaju symbiozę, w której dzięki innym ludziom i powiem to wprost, brutalnie i tak dalej, znowu po raz kolejny brutalnie, ponieważ dzięki innym ludziom możemy rozwijać swoją osobowość. Czy myślicie, że gdyby każdy z was posiadał tą wiedzę, czy te doświadczenia, czy odwagę, by dzielić się tym w Radiu Paranormalium, czy ja miałbym do kogo mówić? Czy siedziałaby tutaj grupa ludzi, którzy chcą się dowiedzieć o tym, o czym już wiedzą? Nie. Więc nazywając rzeczy po imieniu, dzięki wam ja też rozwijam swoją osobowość.
I też każdy z was dzięki tym ludziom z tak zwanych wyższych poziomów, może oświeconych, może przebudzonych, może tam jakichś innych, coś rozwija. Ale dzięki tym, w obronie których stajecie, których być może tak jak niektórzy ganicie, namawiacie do przebudzenia, obwiniacie za pewne rzeczy, też dzięki tym osobom budujecie swoją osobowość, swoje doświadczenia. I dzięki temu też odbywa się ewolucja każdego z was i wszystkich ludzi na świecie. Yubi pisze: „Ja to olewam i staram się żyć po swojemu, nie brać udziału w tych dziwnych grach. Ja mam to szczęście, że otaczam się ludźmi i mam takich znajomych, co cieszą się ze szczęścia innych, a nie tylko pasożytują i z chęcią wlibili nóż w plecy”. Słuchajcie, to jakimi ludźmi się otaczamy, mówiłem o tym w dzisiejszej audycji dużo wcześniej, to, jakimi ludźmi się otaczamy, świadczy o nas. Więc cieszę się bardzo, że wy macie to szczęście, Yubi masz to szczęście, że takich ludzi wokół siebie wybrałeś do grona swoich przyjaciół, czego oczywiście wszystkim z całego serca życzę. Mobil pisze: „Dokładnie. Ludzie, którzy się starali i dbają o dobro dla siebie i innych, o coś lub kogoś, to znajdzie się ktoś, kto nam to odbierze. Dlatego nie możemy być wolni, tylko musimy być niewolnikami systemu”.
Mobilku, ty piszesz swoje. Ja w to w ogóle nie będę wchodził. To jest poza gdzieś mną. Yubi pisze tutaj do pana Marka, więc nie będę tego cytował. Ghost pisze: „Ja myślę, że ta chęć pomagania drugiemu człowiekowi wynika z chrześcijaństwa, czyli z religii, z której się wywodzimy i dlatego jesteśmy tym przesiąknięci. Ja osobiście nie uważam tego za coś złego. Myślę, że należy pomagać innym, jeżeli nas na to stać, ale na pewno nie kosztem naszego życia. Jeśli komuś sprawia radość pomaganie innym, to chyba dobrze, prawda?” Drogi gościu, jak najbardziej dobrze. Ja nie mam nic przeciwko pomaganiu innym. Ja tylko mówię o jednej rzeczy, żebyśmy my sami i ciągle mówię my sami zdawali sobie sprawę, dlaczego chcemy pomagać innym.
Tylko i wyłącznie. Ja nie oceniam tego, czy jest to dobre, czy jest to złe. Tylko chcę, żeby te prawdy duchowe, jakkolwiek by one nie brzmiały, były przez nas zrozumiałe, żebyśmy właśnie czuli potrzebę, a nie żeby to wynikało z czegoś.Żebyśmy świadomie zrozumieli tę potrzebę, zaakceptowali i powiedzieli: okej, pomagam innym, ponieważ. Nie mówię, że trzeba to wypisać na sztandarze i nosić nad sobą, tylko żebyśmy sami przed sobą wiedzieli, z jakiego powodu chcemy pomagać innym. I czy to jest na pewno miłość i tylko i wyłącznie. Pomaganie innym pozwala innym poprawiać ich jakość życia, więc w pewnym sensie jest pobudką miłości, ponieważ miłością jest chęć sprawiania, by życie innych ludzi było chociaż troszeczkę fajniejsze. Jeżeli pomagamy komuś w ten sposób, to życie tego człowieka staje się fajniejsze, to najprawdopodobniej płynie to z miłości. Ale czy aby na pewno? I na to pytanie, aby ta decyzja była świadoma, a nie tylko wynikała z czegoś, każdy z nas musi sobie odpowiedzieć, jeżeli tak chce. Jubi coś tam napisał, ale to też chyba do pana Marka.
Mobil pisze: Sławku, ja miałem na myśli zło, które dotyka ludzi. Zwierzęta, które nie są w stanie przeciwstawić się temu, bo ich rozwój duchowy jest bardzo znikomy. Mój drogi, broń Boże, każda forma, akurat w tym wypadku mówisz o zwierzętach, czyli znowu mówimy o czymś, co pozwala podnieść jakość życia istot żyjących na Ziemi. W założeniu, nie wchodząc w szczegóły, ma to znamiona działań z miłości. Miłość to chęć sprawiania, by czyjeś życie, dawania, powodowania, by czyjeś życie było lepsze, prostsze, weselsze. Dla mnie te formy pomagania są jak najbardziej słuszne. To, co powiedziałem przed chwilą Ghostowi. Ważne jest, abyśmy my zdawali sobie wyraźnie i świadomie sprawę z pobudek naszego działania. Bo czasami jest tak, że ludzie pomagają innym i broń Boże, też nie bierzcie tego do siebie, ale było kiedyś takie określenie. To nie jest moja opinia, tylko filozoficzny cytat, że ludzie, którzy pomagają innym, najbardziej potrzebują pomocy sami.
Czasami zdarzało się tak, że pomocą innych zajmowali się ludzie bogaci, którym tak wypada albo dlatego, że jest to modne, albo żeby zabić wyrzuty sumienia. Ważne jest, żebyśmy my wiedzieli. Każdy z nas, żeby wiedział, z jakiego powodu to robi. Jubi pisze, że oświecenie jest powrotem do domu. Wszystko dawno temu się już wydarzyło. Z tym powrotem do domu się niestety nie zgodzę. To jest znowu troszeczkę wpędzanie ludzi w takim, moim skromnym zdaniem, co się tutaj mówi o dualizmie. Znowu zaczynamy, wracamy do tego, kim my jesteśmy, czy ludźmi z duszą, czy duszą z ludźmi. I znowu się pojawiają te dylematy, a z tymi dylematami zostajemy na koniec końców sami i musimy się borykać z jakimiś sytuacjami życiowymi, do tego dorzucając sobie jeszcze następne dylematy duchowe i tak dalej. Nie wiem, czy to jest właściwy kierunek.
Mobil pisze: prawda, Sławku, my tylko doświadczamy, ale trzeba na to spojrzeć z innej strony. Bo jak wytłumaczyć historyczną przeszłość, gdzie ludzie ginęli i cierpieli w bardzo traumatycznych okolicznościach? Z punktu widzenia duszy w dalszym ciągu jest to tylko doświadczenie, które spowodowało to, że jesteśmy tak naprawdę tym, kim jesteśmy w tej chwili. I bez tych doświadczeń nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy. Marzenka mnie wyręczyła, za późno przewinąłem i bym sobie przyoszczędził tutaj gadania. Marzenka pisze: Mobil właśnie o tym, Sławek. Tutaj Ghost dał bardzo dobre hasło. Okej, ja dziękuję za dzisiejszą bardzo długą audycję. Dziękuję panie Sławku za kolejne wyjaśnienia i ciekawe odpowiedzi. Pozdrawiam wszystkich.
Do usłyszenia i dobranoc. Dziękuję ci, drogi goście. Dziękuję ci, drogi goście, za hasło do odwrotu. Faktycznie pociągnęliśmy dzisiaj, ale mam nadzieję, że z pożytkiem. Ja się świetnie bawiłem.W sensie pozytywnym oczywiście. Nie myślcie, że traktuję to jako zabawę, ale czas zleciał nie wiadomo kiedy. Faktycznie to jest dobry moment, żeby powiedzieć wam kochani dobranoc. Dziękuję wszystkim za udział w dzisiejszych rozmowach, dywagacjach, komentarzach i tym wszystkim, co się fajnego działo. Oczywiście ja się będę upierał, żeby tę miłość do samego siebie jako jedyny pewnik i najlepszy tester miłości w sobie każdego dnia, jak ten kurczaczek, powolutku rozwijać i pielęgnować. Czego oczywiście z całego serca wszystkim wam i sobie życzę.
Dziękuję również panu Markowi za, jak zwykle, techniczną opiekę nad tym naszym całym pięknym, cudownym i szczęśliwym przedsięwzięciem. Trzymajcie się. Do następnego razu. Uważajcie na siebie. Wszystkiego dobrego, dobrej nocy. Pa, pa.
[03:58:47] - A mówił te słowa do państwa, jak zawsze gospodarz audycji „Świat oczami duszy” pan Sławek Bączkowski. Oczywiście zachęcamy do zajrzenia i zasubskrybowania na YouTube kanału pana Sławka o takim samym tytule jak nasza audycja „Świat oczami duszy”, a także do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” i do zalajkowania oraz śledzenia profilu na Facebooku o, dla odmiany, takim samym tytule jak książka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” Audycję, jak zawsze, od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dziękujemy bardzo za uwagę. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście za tydzień, oczywiście o 20.00 w poniedziałek, oczywiście na antenie Radia Paranormalium i oczywiście na żywo. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl