[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Dobry wieczór, witajcie przed komputerami, ze smartfonami w rękach i na czym tam słuchacie. Witajcie nasze buźki kochane internetowe, zgromadzone przy odbiornikach. Rozpoczynamy w Radiu Paranormalium właśnie tutaj, właśnie teraz kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”, audycja o świadomości na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi troszkę dzisiaj chrypiący, chorowity, ale jednak działający jeszcze Marek Sęk "Ivellios". A po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór panie Sławku.
[00:54] - Dobry wieczór panie Marku. Witam was, kochani.
[00:57] - Zanim przekażę głos panu Sławkowi, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium, bowiem audycja jest jak zawsze realizowana w całości na żywo. Nasz numer telefonu, pod który można również wysyłać SMS-y to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, które tutaj już widzę państwo, szczególnie ten na YouTube, oblegujecie, już się witacie. Witamy wszystkich. Witamy Pawła, witamy Wariatkę i witamy wszystkich, którzy jeszcze nie napisali, a zamierzają do nas napisać. Missus Treehouse też się właśnie pojawiła. Czaty to oczywiście www.paranormalium.pl oraz nasz czat towarzyszący naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium oraz książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata.
A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do tematyki naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Missus Treehouse napisała: „Gorąca czekolada paruje w kubasie i rozpoczynamy ładowanie się miłością”. A więc teraz z czystym sumieniem mogę już oddać, panie Sławku, panu głos.
[02:32] - Dziękuję panie Marku. Przyznam szczerze, że ten komentarz Missis Treehouse troszeczkę spowodował zakłopotanie u mnie, bo w zasadzie to powinienem teraz przejść już do tematu audycji, żeby nie psuć tej fajnej, miłej atmosfery. Ale ponieważ jakoś tak jest u nas na przemian, że jak jest mało komentarzy po audycji, to zazwyczaj pod audycją jest tych komentarzy sporo. I zgodnie z tradycją i z tym, co kiedyś obiecywałem, do kilku z tych komentarzy chciałbym się odnieść. Także moja droga, wybacz mi, ale obowiązki wzywają. Zresztą mam nadzieję, że kubek gorącej czekolady troszeczkę złagodzi ten czas oczekiwania i pojenia się za chwilę tematem miłości. Wnioskuję, że już, że tak powiem, prace ogrodowe zostały zakończone, więc cieszę się, że jesteś z nami. Cieszę się, że wszyscy jesteście z nami dzisiaj podczas tej audycji. Więc żeby już nie przedłużać, kochani, jeszcze przed poprzednią audycją pojawił się taki wpis. Już po audycji pan Marek mi przysłał komentarz Karoliny, do którego miałem się odnieść w poprzedniej audycji, ale zapomniałem, więc zrobię to teraz.
Temat dotyczy dwóch rzeczy. Jedna to jest hipnozy regresyjnej i druga tematu pojawiających się podczas takich sesji według niektórych reptilian. Tego drugiego tematu, jak zresztą Karolina sama zauważyła, nie będę kontynuował, ponieważ moje zdanie na ten temat znacie. Natomiast czy regresing jest dowodem na istnienie zjawiska reinkarnacji? Co prawda tutaj Karolina pisze o hipnozie regresyjnej. Ja w hipnozie regresyjnej nigdy nie uczestniczyłem i też wiem, że wiele obecnych nurtów regresyjnych już tych zajęć i spotkań regresyjnych w hipnozie nie robi. I ja też raczej polecam tę metodę, w której zachowujemy świadomość i kontakt z otoczeniem, ponieważ wtedy odcinamy się też od pewnych, że tak powiem, sugestii, możliwości manipulacji nami. A poza tym mamy też pełną pamięć, pełną świadomość tego, co się wkoło nas dzieje i w czym też uczestniczymy. I myślę, że udział w takiej sesji też wyklucza możliwość ingerencji kogokolwiek, mówię manipulacji nami. Myślę, że udział w takiej sesji dla mnie osobiście jest dowodem na istnienie inkarnacji, ponieważ informacje, które tam się wtedy pojawiają, tych informacji nie mamy prawa posiadać z jakiegokolwiek innego źródła.Mam pewien pomysł, który mi chodzi od jakiegoś czasu i być może będę was namawiał odnośnie regresingu i rzeczy dziejących się set czy parę tysięcy lat wstecz, ale przyjdzie na to czas.
Teraz pojawiły się prośby z waszej strony, na przykład o poruszenie tematu starych dusz w audycji. Obiecuję, że jak zakończymy temat miłości i spraw z tym pokrewnych, żeby utrzymać logiczny ciąg tych audycji, to z przyjemnością do tego tematu wrócę. Nie mówię, że to będzie za tydzień, za dwa, bo myślę, że jednak w pierwszej kolejności pojawi się temat, który poruszył Ghost na temat programowania podświadomości dziecka. A ponieważ to już nie jest temat na „Kwadrans z Bobasem”, tylko to jest temat na jedną audycję, może nawet na kilka, a on bardziej pasuje do poruszenia zaraz po temacie miłości. Więc myślę, że temat programowania podświadomości pojawi się pierwszy. Ale temat dusz, wieku dusz jak najbardziej obiecuję poruszyć. A teraz już „Kwadrans z Bobasem”. Wiodącą osobą w „Kwadransie z Bobasem” jest Ghost, który w ten sposób między innymi próbuje się dzielić i okazywać swoje szczęście, które się pojawiło w tym roku w jego życiu. A ponieważ dla mnie to też jest fajny temat do tego, żeby porozmawiać o podświadomości, więc z przyjemnością zapraszam was teraz na „Kwadrans z Bobasem”. Tam się pojawił wątek, że małe dziecko łapie zawiechy, uruchamiając proces myślowy.
Padło takie stwierdzenie, czy w tym momencie tworzą się sieci połączeń neuronów, które później powodują powstawanie logicznych procesów myślowych. Tak! Oczywiście, jak najbardziej, ponieważ proces tworzenia tych połączeń jest najbardziej intensywny w ciągu pierwszych trzech lat. A u dziecka do roku czasu, kiedy wszystko, z czym się spotyka, jest dla niego zupełnie nowe, tych połączeń powstaje zdecydowanie najwięcej. Ten proces trwa do około 20. roku życia. Później tych połączeń podobno powstaje już bardzo mało. Dlatego możliwość nauki, przyswajania informacji, wiedzy do 20. roku życia jest najbardziej wymagającym najmniejszej ilości wysiłku. Jest procesem naturalnym.
To tyle à propos neuronów i zawieszek dzieci we wczesnych okresach życia. Tutaj też z naszej bajki tematyka aury. Co do widzenia aury przez dzieci, czy to ma związek z akomodacją oka i tak dalej. Ghost stawia takie teorie, że widocznie to powinno trwać do 12. roku życia, skoro akomodacja mniej więcej w tym okresie się zmienia. I czy aby na pewno widzenie aury jest tylko kwestią wzroku? Nie wiem, czy tylko, ponieważ aurę widzą również dorośli, którzy już podświadomość mają bardzo rozwiniętą, skrystalizowaną. W zasadzie podświadomość jest głównym narzędziem naszego funkcjonowania w większości przypadków. Natomiast dorośli też potrafią widzieć aurę i uwierzcie mi, że to nie jest, moim przynajmniej zdaniem, jakaś umiejętność niewiadomo jaka. Zajęło mi to dosłownie minutę, dwie, żeby wyłapać technikę i aurę widzieć.
W tej chwili nie widzę aury. Nie oglądam aury, bo nie jestem tym zafascynowany i nie mam takiej potrzeby. Zresztą nie chcę też zbytnio bez wiedzy i zgody drugiego człowieka w niego nawet w sposób energetyczny ingerować. Natomiast o technikach widzenia, możliwości obserwowania aury możecie sobie poczytać. Jak nie, to jedną najprostszą mogę wam zdradzić, gdybyście chcieli sobie potrenować. Natomiast dobrze jest to zrobić za zgodą drugiego człowieka. Ważne jestWażne jest, dużo też zależy od pola, od aury osoby, którą obserwujemy. Ponieważ te aury są różne. I tutaj też Missi Treehouse poruszyła fajny przykład, który też mi przychodził do głowy: zwróćcie uwagę, że kiedyś na obrazach malowano tak zwaną aureolę u osób świętych. Aureola nie jest niczym innym jak widzianą przez innych ludzi aurą osób, które są mocno uduchowione.
Mocno uduchowione to jest złe określenie. U osób, u których jest duża aktywność czakry korony i czakry trzeciego oka, zwłaszcza czakry korony. I to też było widziane przez ludzi dorosłych, nie przez dzieci. Więc mówię: umiejętność widzenia aury nie jest niczym, czego moim zdaniem każdy człowiek, który tego chce, nie mógłby się nauczyć. Zdecydowanie polecam, zwłaszcza do początków, do takich treningów jasne tło, najlepiej białe, gładkie, ponieważ najbardziej widać zmiany pola energetycznego. Jeżeli będziecie zainteresowani tym zjawiskiem i wyrazicie chęć spróbowania, nauczenia się, możemy do tego tematu wrócić. A może dzisiaj w komentarzach, bo już widzę tutaj na swoim nowym laptopie, że schodzą mi wasze komentarze pod audycją. Jubi tutaj pisze, więc pewnie w komentarzach temat aury się jeszcze pojawi. Z ważnych rzeczy, o których pisał Ghost: możliwość widzenia aury, czyli tak jak on sugerował, że można rozpoznać wiek duszy poprzez to, czy dziecko widzi aurę, czy nie. To nie ma z tym nic wspólnego.
To jest rzecz zupełnie oddzielna i to nie ma nic wspólnego. Jeszcze wrócę do wątku 12 lat, że do 12. roku życia. Z naszą podświadomością i z nami, z ludźmi jest tak, że jeżeli uwierzymy, że czegoś nie możemy zobaczyć czy czegoś nie powinniśmy widzieć, to nie będziemy tego widzieć. Ghost też pisał o tym, że dzieci starsze już powinny na ten temat rozmawiać. Często jest tak, że to my dzieciom mówimy, co powinny widzieć, a czego nie. Więc jeżeli dziecko dostanie informację, że nie ma prawa czegoś widzieć, to jego podświadomość tak właśnie to zapisze i nie będzie widziało. I tak samo jest z dorosłymi. Więc podczas tworzenia się podświadomości, oczywiście rozmawialiśmy też już o tym, sami ustalamy czy przyjmujemy od naszego otoczenia, co jest prawdą, a co nie. Więc jeżeli wierzymy, że nie widzimy, to nie będziemy widzieć.
I jeszcze jedna rzecz: Ghost napisał o tym, czy są, czy budują się, czy powstają, czy są próby zbudowania maszyny, która by widziała ludzką aurę. Otóż kochani, te maszyny już od dawna istnieją, które pozwalają zrobić zdjęcie aury. Mało tego, nie wiem, jak to wygląda w tej chwili, natomiast był taki zwyczaj, tradycja, a nawet obowiązek w Polskim Związku Bioenergoterapeutów, że aby zostać członkiem, dostać certyfikat bycia członkiem Polskiego Związku Bioenergoterapeutów, trzeba było się poddać badaniu biopola, własnego biopola na zasadzie jego zawartości, jego intensywności i tak dalej. Był taki kiedyś przykład bardzo słynnego polskiego bioenergoterapeuty. Nie wiem nawet, czy nie najsłynniejszego, nawet medialnego, który temu badaniu nie chciał się poddać. Nie znam tam perypetii, nie wchodziłem. Ja nie jestem też sensatem, żeby takie rzeczy badać i sprawdzać. Natomiast taki był obowiązek. Więc maszyny do badania biopola, do robienia zdjęć aury już istnieją od dawien dawna. I teraz jeszcze jeden wątek z komentarzy.
Parę osób bardzo fajnie pewne wątki poruszyło i kontynuowało. Bardzo wam za to dziękuję. I też padło pytanie takie: czy dusza nie ma większej władzy niż podświadomość? Czemu ona się daje wypierać tejNaszej ziemskiej podświadomości. Czy nie fajniejsze, nie prostsze, nie przyjemniejsze życie byłoby wtedy, kiedy to dusza, nasza świadomość decydowała o tym, czy kierowała naszymi decyzjami, losami i naszym życiem? Zostało to ładnie nazwane: z duszą na mostku kapitańskim. Możemy oczywiście zastanawiać się jak by było. Natomiast być może więcej rozjaśnicie sobie ten dylemat, kiedy będę mówił o miłości z punktu widzenia duszy, z punktu widzenia naszej świadomości. Myślę, że to pytanie, czy lepiej by było, czy byłoby gorzej i czy dusza ma taką moc, żeby wyprzeć naszą podświadomość i przejąć sterowanie nad naszym życiem i czy w ogóle tego chce. Dowiecie się najprawdopodobniej w następnej audycji, chyba że jeszcze dzisiaj będzie trochę czasu, to może nawet i w dzisiejszej.
Natomiast w momencie, kiedy będę mówił o miłości oczami duszy. Ach, przepraszam, jeszcze jeden temat. Tutaj też obiecałem, że odpowiem. Jeden z ostatnich komentarzy Ghosta dotyczył oczywiście naszego pierwszolistopadowego święta, Święta Zmarłych, kiedy stojąc nad grobem własnego dziadka zastanawiał się, czy to nie jego prochy leżą w tym grobie. Bardzo fajna refleksja. I też padło pytanie, czy taka sytuacja jest możliwa, żeby dusza jego dziadka inkarnowała się w jego ciele. Tak, jest to możliwe. Po upływie 20 lat jest to już możliwe. W przypadku, kiedy te okresy są takie krótkie rok, dwa, trzy, to ja uważam, że aż takiego przyspieszenia w tej chwili nie ma. Natomiast w związku ze zmieniającym się etapem rozwoju ludzkości, wchodzeniem na następny poziom rozwoju świadomości, tak jak kiedyś wspominałem, według mojej wiedzy pewne takie sztywne reguły zostały zmienione.
Na przykład to, że dusza ma możliwość inkarnacji w kilku ciałach naraz, będąc nawet na bardzo dojrzałym czy starym etapie swojego rozwoju, a mając jakieś powiedzmy z ziemskiego punktu widzenia zaległości na tych niższych etapach, z tych niższych etapów ma możliwość równolegle nadrabiania tych zaległości w budowaniu swojej świadomości. Także chociażby taka reguła została złamana. Więc aby przyspieszyć, aby dać szansę zwiększenia tej świadomości w jak najkrótszym czasie, pewne zasady, które do tej pory były takie dość sztywne, teraz zostały troszeczkę poluzowane. Więc w tym wypadku, Ghostie, moim zdaniem jest możliwa taka sytuacja. Zresztą skoro przyszła ci taka myśl do głowy, skoro akurat w takiej sytuacji. Bo dla mnie akurat też Święto Zmarłych jest takim specyficznym dniem. Więc skoro przyszła ci taka myśl do głowy, być może, że nie przyszła ci przez przypadek. No dobrze, to tyle w kwestii komentarzy, tych niedotyczących tematu dzisiejszej audycji. Bardzo dziękuję wam kochani też za miłe słowa, zwłaszcza od, tak jak patrzę, nowych, świeżych słuchaczy, którzy się pojawili, którzy do nas dołączyli. Zawsze jest miło usłyszeć, że to, co się mówi, ma też sens i jakieś tam znaczenie dla innych osób.
Także dziękuję, że o tym piszecie. Jest to dla mnie ważne, więc fajnie. Super! Cieszę się bardzo. Przechodząc już do tematu miłości, też kilka osób uczestniczyło w dyskusji na temat tego, czy miłość da się dzielić, czy da się mnożyć, czy miłością się trzeba dzielić. Myślę, że też na to pytanie spróbuję odpowiedzieć wam w dzisiejszym odcinku. A temat miłości, bo jak pamiętacie, tydzień temu rozmawialiśmy o miłości. Czym w ogóle jest miłość? Ja przypomnę, że miłość jest chęcią sprawiania, by życie osoby bądź kogoś, kto się kocha, było jak najbardziej szczęśliwe, jak najbardziej przynajmniej radosne. Miłość jest chęcią dawania.
Miłość jest procesem dawania, a nie procesem brania. Miłości się nie dostaje. Miłość się odczuwa i miłość się daje.I w poprzedniej audycji rozmawialiśmy o tym, jak wygląda miłość z punktu widzenia naszej podświadomości. Zawiesiłem się troszeczkę, bo szukałem wątku, od którego będę chciał zacząć temat dzisiejszej audycji. W poprzedniej rozmawialiśmy o tym, że z punktu widzenia podświadomości my wiemy lepiej, co dla kogoś powinno być szczęściem, ma być szczęściem, co dla kogoś jest lepsze. Czyli często serwujemy ludziom miłość, która jest wykreowana przez naszą podświadomość. Ale czy my na pewno wiemy, co dla innych jest lepsze? Co dla innych jest szczęściem? Mówiłem tutaj o wsłuchaniu się w drugiego człowieka, o próbie zrozumienia drugiego człowieka, żeby faktycznie spróbować zrozumieć, co według niego jest szczęściem. Dzisiaj chciałbym, żebyśmy porozmawiali o miłości do samego siebie, bo taka miłość też istnieje.
Dość ostatnio jeden z naszych słuchaczy na swojej stronie na Facebooku wrzucił taki post, że tyle lat edukacji, fakultetów, wiedzy, szkolenia i doświadczeń, a nikt nas nie nauczył, jak kochać samego siebie. I to jest prawda. Z pokolenia na pokolenie przekazywana jest opcja, jak powinna wyglądać miłość do innych. Jak powinniśmy postępować, jak powinniśmy się zachowywać, jak powinniśmy reagować, co powinniśmy robić z miłości do innych. Nawet wczoraj prowadziłem rozmowę ze swoim serdecznym kolegą. Być może dzisiaj jest z nami, więc go serdecznie też pozdrawiam. Miłość, rozmyślanie o samym sobie w jego przekonaniu jest egoizmem i często miłość do samego siebie jest postrzegana jako właśnie egoizm. Mówienie o miłości do samego siebie jest postrzegane według ziemskich kryteriów jako coś złego. W piśmie „Street House”, w którym zacznę temat miłości do samego siebie, pytanie o miłość: czy miłość wyklucza szczerość? Czy warto być szczerym?
Czy szczerość jest oznaką miłości? Czy z powodu miłości warto być szczerym? Czy szczerość to mówienie prawdy niezależnie od tego, jaka będzie bolesna? Czy mówiąc prawdę, zadaje się ból? Czy ból prawdy jest częścią miłości? Tu było takie pytanie, może kiedyś będzie o tym audycja. I tak się dziwnie złożyło, oczywiście w życiu nie ma przypadków, że o tym właśnie między innymi chciałem porozmawiać z wami przy okazji miłości do samego siebie. Skoro sama dewiza miłości jest chęcią dawania szczęścia temu, kogo się kocha, więc miłość do samego siebie jest chęcią, pragnieniem, dążeniem do tego, żebyśmy to my, żeby każdy z nas był szczęśliwy. Czy ktoś nas tego kiedykolwiek uczył? Czy ktoś kiedykolwiek mówił nam, jak to zrobić?
Owszem, mówiono: „Zostań lekarzem, to będziesz szczęśliwy”. „Wykonuj taki zawód, zostań tym, bądź takim, ubieraj się tak, jeździj takim samochodem, zachowuj się tak, postępuj tak i tak dalej, i tak dalej, to będziesz szczęśliwy”. Tylko czy to jest szczęście, nasze szczęście? Czy my będziemy z tym szczęśliwi? Czy kiedykolwiek zastanawialiście się nad tym, co by było dla was szczęściem, gdyby nie istniała podświadomość? Co by było dla was szczęściem? Problem polega na tym, że w naszej podświadomości są zapisane wzorce, co powinno być dla nas szczęściem. I w związku z tym, co powinno być szczęściem dla innych. Porządna fura, najlepiej z górnej półki, powinna być dla nas szczęściem, ponieważ taki jest synonim szczęścia w krajach wysokorozwiniętych. Duży, piękny dom.
Praca, która daje albo korzyści emocjonalne, ambicjonalne, albo materialne. Rodzina powinna być szczęściem i tak dalej. Mamy zapisane w podświadomości wzorce, co powinno być dla nas szczęściem. A gdzie jest zapisane, co jest dla nas szczęściem? Tutaj tak naprawdę, kochani, zaczynają się bardzo poważne schody, ponieważ nasze dążenie do wewnętrznego szczęścia nie jest sprecyzowane, ponieważ my tak naprawdę w większości wypadków z serca nie wiemy, co jest dla nas szczęściem.Więc jak wcielić w życie miłość do samego siebie? Jak dać sobie szczęście, skoro nie wiemy, co tym szczęściem jest? Bo określenie synonimy szczęścia, tego społecznego, religijnego, rodzinnego, podświadomościowego, bądź nawet świadomościowego, takiego ziemskiego, nie zawsze idzie w parze. Nawet rzadko kiedy idzie w parze z tym, co tak naprawdę my odbieramy jako szczęście. To jest ciekawe. Ja też mówiłem o tym w poprzednich audycjach, że w momencie, kiedy mamy wymienić 10 rzeczy, których nie chcemy, których nie lubimy, wymienimy je tak w pstryk.
10, 15, 20. Bez większych problemów. Natomiast jeżeli zaczynamy zastanawiać się, czego pragniemy, ale tak naprawdę pragniemy, to zaczynamy się zastanawiać. I podejrzewam, że gdyby większość z ludzi stanęła przed nimi złota rybka, gdybyśmy złowili taką złotą rybkę i mieli do spełnienia jedno życzenie, to mielibyśmy w większości wypadków z tym poważny problem. A im większa świadomość człowieka, tym trudniejszy wybór. Ponieważ człowiek świadomy wie dobrze, że wypowiedzenie życzenia „chcę być szczęśliwy” nie zawsze musi się wiązać z przyjemnymi rzeczami, stricte ludzkimi z ziemskiego punktu widzenia. Ponieważ chociażby właśnie dlatego, że my nie wiemy, czym to szczęście dla nas jest. Czy szczęściem byłoby bycie zdrowym? Dla człowieka chorego bez wątpienia. Ale czy bycie tylko zdrowym, ale na przykład biednym i samotnym byłoby dla nas szczęściem?
Czy bycie tylko bogatym byłoby dla nas szczęściem? Dlatego tak trudno jest kochać samego siebie. Ponieważ miłość jest chęcią sprawiania, by nasze własne życie było szczęśliwe. Ale jak być szczęśliwym, jak nie wie się tak naprawdę, co tym szczęściem jest? Wiem, że gmatwam i zagmatwam tu jeszcze bardziej w momencie, kiedy wprowadzimy do tego jeszcze kolejny aspekt, czyli miłość oczami duszy. Ta sytuacja stanie się jeszcze bardziej skomplikowana, bo być może wypowiedzenie życzenia „chcę być szczęśliwym” może oznaczać na przykład naszą śmierć. Czyli uwolnienie się od wszystkiego tego, co narzuca nam jakieś wzorce szczęścia, a tak naprawdę szczęściem dla nas nie jest. Być może powiedzenie, że chcę kochać i być kochanym może oznaczać wylądowanie na przykład w murzyńskiej wiosce, gdzie jest bieda, nędza i choroby. Kiedy każda rzecz, każdy dobry uczynek, kiedy serce człowieka w takich sytuacjach otwiera się na zupełnie inne perspektywy. Kiedy nie ma znaczenia samochód, ubiór, uczesanie, umalowanie i wiele innych rzeczy.
Natomiast podanie kubka wody nabiera rangi wydarzenia naprawdę wielkiego. Kiedy każdy drobny, prosty uczynek, dobry uczynek sprawia dziesięciokroć większą radość i przyjemność niż podanie najdroższego modelu miski czy jakiegoś tam limitowanego Sprite'a czy Coca-Coli. Dlatego kochani, tak trudno jest kochać samego siebie, nauczyć kochać siebie samego. Ponieważ kochanie siebie samego to jest dawanie sobie szczęścia, szukanie właśnie tego szczęścia. Niestety to dawanie samemu sobie szczęścia stoi najczęściej w konflikcie ze szczęściem innych ludzi. I tu sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej. Czy ja już jestem egoistą, czy nie jestem egoistą? Czy chęć bycia szczęśliwym, bycia tym, kim chcę bądź czuję, bądź marzę, nie stoi w konflikcie z czyimś szczęściem. I tu pojawiają się właśnie dylematy, o których pisała Mrs Treehouse. Czy miłość wyklucza szczerość?
Czy kochanie samego siebie wyklucza szczerość wobec innych ludzi? Zastanówcie się, czy miłość zadałaby takie pytanie. Gdyby każdy z nas był miłością bezwarunkową, to czy w ogóle zadałby takie pytanie? Czy należy być szczerym? Kochani, miłośćWymaga szczerości. Miłość do samego siebie wymaga szczerości wobec samego siebie. Ponieważ do momentu, kiedy oszukujemy samych siebie, kiedy nie jesteśmy wobec siebie szczerzy, nie wiemy, czym jest dla nas szczęście. Nie jesteśmy w stanie tego ustalić. Czy miłość do drugiego człowieka wyklucza szczerość? Nie.
Miłość wymaga szczerości. Chociaż to budzi zawsze nasze największe obawy. Konsekwencje bycia szczerym budzą nasze największe obawy. To nie chodzi o to, czy jakiś człowiek popełnia błąd. Miałem taki przypadek. Wiele przypadków miałem, ale jeden z pierwszych, w których postanowiłem interweniować i powiedzieć swoje zdanie, dotyczył najlepszej przyjaciółki mojej żony na tamten czas. Dziewczyny, która wybudowała sobie pewną opinię jako nastolatka, osiemnastolatka, dwudziestolatka takiej wyluzowanej, żartobliwej, rubasznej, fajnej. Naprawdę była bardzo za to lubiana. Natomiast w momencie, kiedy ona i jej otoczenie, przyjaciele i bliscy weszli w etap następny, kiedy pojawiły się rodziny, kiedy pojawiły się dzieci, kiedy pewne postawy były przynajmniej nieodpowiedzialne. Natomiast też już nie bawiły tak jak kiedyś.
Ona cały czas próbowała zachowywać się tak, jakby czas stanął w miejscu, jakby się nic nie zmieniło. Na początku dla jej znajomych, przyjaciół było to może męczące, później stało się irytujące. Z czasem stało się to po prostu nie do zniesienia. Do tego stopnia, że ludzie nie odbierali od niej telefonów, nie umawiali się z nią na spotkania, ponieważ jej się dziób nigdy nie zamykał. Była w stanie zagadać każdego, opowiadać historie niestworzone, jakieś bajki, historie i cuda wianki, w które nikt po prostu nie wierzył. Były często wyssane z palca, były wyolbrzymione i tak dalej. Przyszedł taki czas, że ona już nie dzwoniła do swoich koleżanek, tylko brała je z zaskoczenia. Na zasadzie: „A wiesz, przechodziłam obok, to mówię 'wpadnę na kawę'”. Już później ludzie, jak ona wpadała znienacka, oczywiście przypominali sobie, że muszą dzieci odebrać, psa do weterynarza zawieźć i tak dalej. Podczas jednej z tych rozmów, w których nie uczestniczyłem, ponieważ to nie były moje klimaty, zapytałem swojej żony: „Jak długo ty jako jej najlepsza przyjaciółka masz zamiar ją oszukiwać?
Jak długo masz zamiar powstrzymywać się przed szczerością, przed powiedzeniem jej prawdy o tym, że jedna, druga, trzecia, piąta koleżanka nie musiała wcale odebrać psa od weterynarza ani dziecka ze szkoły?”. To są po prostu wymówki i chęć ucieczki, ponieważ ludzie nie chcą już tego słuchać, tych powtarzających się po raz 30, 40 historii, tego słowotoku, braku zainteresowania ich problemami, tylko ciągłego opowiadania o sobie i tak dalej. Przyjaźń, która też jest oparta na miłości do drugiego człowieka, wymaga szczerości. Miłość nie wyklucza szczerości. Miłość wymaga szczerości. Pytanie, czy warto być szczerym. Nie wiem. Warto to jest określenie dla mnie biznesowe, finansowe, czyli na zasadzie kalkulacji, czy mi się to opłaca. To jest właśnie ten dylemat, który mamy najczęściej, jeżeli chodzi o kwestie szczerości. My boimy się szczerości, ponieważ boimy się konsekwencji tego, co się stanie, jak będziemy szczerei w jakiejkolwiek sytuacji.
W pracy, czy stracimy pracę, w koleżeństwie, czy stracimy kolegę, czy stracimy znajomego, przyjaciela. Co ludzie powiedzą? Co ludzie pomyślą? Czy to, aby na pewno jest słuszne? Są takie dylematy. Czy nasza ocena jest właściwa? Czy powinienem się swoją opinią na dany temat dzielić? Tych dylematów jest całe mnóstwo i ja to całkowicie rozumiem. Natomiast z punktu widzenia miłości takie pytanie nigdy by nie padło. Prawda.
I to jest też pytanie, czy szczerość to mówienie prawdy? Prawda, kochani, przynajmniej w założeniu, słowo prawda jest określeniem takiego jakby stwierdzenia faktu. Jest obiektywna. Prawda jest obiektywna. Powinna być w założeniu obiektywna. Prawdą jest to, że 3 maja tego i tego roku ktoś zrobił coś i to stało się faktem. To jest prawda. W założeniu mówienie prawdy jest również obowiązkiem wynikającym z miłości. Tylko trzeba umieć odróżnić prawdęOd oceny. Bo jeżeli mówimy: „Źle zaparkowałeś samochód, bo stoisz na dwóch miejscach parkingowych”, to jest prawda.
To jest obiektywne stwierdzenie faktu. Natomiast nie będzie już prawdą, że: „Brzydko się ubrałaś”, ponieważ jest to nasza subiektywna ocena. Prawdą będzie o nas stwierdzenie: „Mi się nie podoba to, co założyłaś”. To jest prawda, tylko że wtedy to jest prawda o nas, a nie o drugiej osobie. Więc to określenie prawdy też trzeba umieć zdefiniować, znać definicję prawdy. Prawda jest obiektywnym stwierdzeniem faktu. Jesteś wysoki, jesteś niski. Jesteś chudy, jesteś gruby. To jest prawda. I tą prawdę oczywiście powinniśmy, jak najbardziej, mamy obowiązek względem miłości o tej prawdzie mówić.
I pamiętajcie jedną rzecz, że w mówieniu takiej obiektywnej prawdy nie ma nic złego, ponieważ nie żyjemy sami bądź we dwójkę na świecie. Więc tą samą obiektywną prawdę pod tytułem: „Zaparkowałeś na dwóch miejscach parkingowych” widzimy nie tylko my, ale widzą również wszyscy, którzy w tym miejscu się znajdują. Więc w mówieniu prawdy nie ma nic złego. Wprost przeciwnie. Dajemy też informację drugiemu człowiekowi, że to, co robi, jak się zachowuje, jak postępuje, jest widziane przez innych i spotyka się z takim, a nie innym przyjęciem. I mówienie tej prawdy obiektywnej i tej prawdy subiektywnej przy założeniu, że mówimy, że jest to nasza opinia, że jest to nasza potrzeba, że jest to nasze marzenie, że jest to nasza prośba, że jest to nasze odczucie, jest też objawem miłości do samego siebie. Uwalniamy się w takich sytuacjach od ciężaru dylematów, z którymi my często toczymy wewnętrzne boje. Miłością do siebie jest uwalnianie się od takich dylematów. Miłością do siebie jest również uwalnianie się od strachu. Dlatego dość ważne jest zrozumienie samego siebie.
Nawet z punktu widzenia miłości do samego siebie, mówienie rzeczy, które okażą się na przykład bez sensu. Nazywając rzecz po imieniu, po ziemskiemu — głupie. Jest dla nas lepsze, jeżeli to się ujawni i zrozumiemy, że to jest bez sensu i to jest głupie, niż będziemy w tym bezsensie i w tej głupocie wewnętrznie trwali. Więc z punktu widzenia miłości do samego siebie warto jest mówić o wszystkim, co się myśli, co się czuje. Gdybym nie zdecydował się na napisanie książki, na wygłoszenie swoich przemyśleń i teorii w sposób publiczny, nigdy bym się nie dowiedział, czy to, co myślę, trzyma się jakiejkolwiek kupy. Żyłbym w przekonaniu, że jestem po prostu najmądrzejszy, wszystkowiedzący i tak dalej. Bo możliwość skonfrontowania tego z innymi ludźmi daje też potwierdzenie bądź negację, bądź jakąś chwilę do zastanowienia się nad tym, co się myśli, co się wie. Konfrontacja jest bardzo cenną informacją zwrotną. Wyrywa nas też spod wpływu takiego bezkarnego wpływu naszej podświadomości. Gdyby nie informacja zwrotna, ludzie by się w żaden sposób nie rozwijali.
Gdyby nie błędy, gdyby nie problemy, bezkarnie powtarzalibyśmy te same błędy, żyjąc w ślepym przekonaniu, że wszystko wiemy, robimy, myślimy i znamy najlepiej. Więc z punktu widzenia miłości do samego siebie to, o czym pisze Missy Street House jest bardzo ważne. Właśnie z powodu miłości do samego siebie. Powiem tak, niestety wypadałoby poruszyć kilka wątków dotyczących miłości oczami duszy, która by w jakiś sposób bardziej rozjaśniła to, co mówię w tej chwili. Ale to jest następna godzina, więc może nie będę tego dzisiaj robił. Postaram się jakoś w następnej audycji to wpleść. Przepraszam, taka głośna myśl. Kochani, wracając do miłości do samego siebie. Pamiętajcie, że nikt nie wie lepiej od was-Co jest dla was miłością, co jest dla was szczęściem? Nikt.
Często koncentrujemy swoją uwagę na innych, ponieważ po pierwsze rozmowa z samym sobą jest pozbawiona możliwości manipulacji. Stańcie przed lustrem. To jest bardzo fajne doświadczenie. Doświadczenie lustra, kiedy stajemy i patrząc na siebie, mamy sobie coś do powiedzenia. Spróbujcie wtedy oszukiwać samego siebie. Ludzi można oszukać, nimi można manipulować. Natomiast stając przed lustrem i mówiąc na przykład rano przed pracą, z której jesteśmy niezadowoleni, nie spełnia naszych ambicji, oczekiwań czy czegokolwiek innego na różnych płaszczyznach i stwierdzenie: „Tak, jestem szczęśliwy”, co wrażliwsze osoby może doprowadzić do wymiotów, albo przynajmniej do wybuchu śmiechu. Natychmiastowa reakcja: co ty pieprzysz, człowieku? Kogo ty chcesz oszukać? Dlatego często koncentrujemy swoją uwagę na innych.
Nie myślcie sobie, że próbuję kogoś obwinić czy potraktować gorzej, bo nie robimy tego dlatego, że celowo odsuwamy swoją uwagę od samego siebie. Nie. Po prostu nie potrafimy inaczej. W naszej podświadomości w większości przypadków myślenie o sobie samym jest albo egoizmem, albo przynajmniej cwaniactwem. W niektórych kręgach jest owszem obowiązkiem, ale takim obowiązkiem życiowym. Nie myśl o innych, nie przejmuj się innymi. Inni sobie muszą poradzić. Ty musisz zadbać o siebie. Natomiast nikt albo bardzo mało kto mówi, że masz to zrobić z miłości do samego siebie. Nie.
„Masz to zrobić” i to jest od razu zaszufladkowane w naszej podświadomości. Nie przejmuj się innymi. Pamiętaj, grabie grabią zawsze do siebie i tak dalej. Bliższe koszule ciału, ble, ble, ble. Natomiast robimy to i ten schemat zapisujemy w podświadomości. To nie ma nic wspólnego z miłością. Mało kto mówi o tym, że powinniśmy o siebie dbać, ale z miłości do siebie. I nie ma w tym nic złego. Weźcie sobie pod uwagę taką hipotetyczną sytuację. Gdyby każdy człowiek dbał o samego siebie, gdyby każdy człowiek dążył do tego, aby być szczęśliwym, jak wyglądałby świat?
Czy świat byłby gorszy, gdyby każdy człowiek na Ziemi zaczął myśleć o tym i dążyć do tego, by być szczęśliwym? Pamiętajcie, że danie sobie prawa do miłości otwiera jeszcze jedną bardzo fajną furtkę. Przyznajemy to prawo innym ludziom. Ja nie mówię tu o bardzo niskich świadomościach, czyli systemie prawie kalego, czyli ja mogę, ty nie możesz. Mi wolno więcej. Mi to wolno, tobie tego już nie wolno, bo jak ja to robię, to to jest dobre, ale jak ty to robisz, to to jest złe. Ja nie mówię tutaj o takich przypadkach, tylko myślę o ludziach już świadomych mechanizmu, konstrukcji i tego wszystkiego, do czego zmierzamy. Gdyby każdy człowiek skupiał swoją uwagę na tym, co zrobić, jak osiągnąć szczęście i nie narzucał swojego szczęścia innym ludziom, tylko koncentrował się na tym, żeby samemu być szczęśliwym i mówił: „Ja chcę być szczęśliwy. Ja do szczęścia potrzebuję to, to, to i tamto. I ty masz takie same prawo, drugi człowieku.
Nie musisz żyć według tego, co ja mówię, że jest szczęściem. Ja cię błogosławię. Rób, działaj. Ty masz takie samo prawo dążyć do swojego szczęścia”. Nie czytam komentarzy jeszcze w tej chwili, ale oczywiście pojawia się aspekt wykorzystania drugiego człowieka, właśnie tego egoizmu i tak dalej, czyli robienia czegoś kosztem drugiego człowieka. Miłość do samego siebie ten element w ogóle eliminuje, ponieważ z miłości do samego siebie, tylko mówię o miłości. Nie mówię o tej miłości płynącej z podświadomości, co się powinno, jak się powinno i tak dalej. Tylko jeżeli koncentrujemy się na miłości, to jednocześnie wiemy dobrze, że miłość nie wykorzystuje drugiego człowieka. Bo ja wiem, że ten wyidealizowany świat być może jeszcze w dzisiejszych czasach nie zda egzaminu. Wiecie dobrze o tym.
Jeżeli tylko powiecie: „Tak, tak, tak, kocham was”Kocham siebie, jestem dobrym człowiekiem, to zaraz się znajdzie tłum ludzi, który postanowi to wykorzystać. „A to przynieś mi wodę, a to zrób dla mnie tamto, a to byś mi kawę zrobił, a to byś mnie w pracy zastąpił” i tak dalej. Wiemy, że taka postawa, taka otwartość zaraz spowoduje to, że się znajdą jakieś huby, pasożyty, które będą się chciały chociażby do tej energii podczepić. Do tej radosnej, wesołej energii, chociażby żeby tej energii troszeczkę łuszczyć. A inni będą po prostu skrzętnie próbowali wykorzystać naszą dobrotliwość. Tylko pytanie, czy dobrotliwość to jest miłość do samego siebie? Nie, kochani. Pamiętajcie o tym, że każdy człowiek ma dbać o swoje własne szczęście. Taki obowiązek spoczywa na mnie i na każdym z was, ale jednocześnie spoczywa również na każdym innym człowieku. Nie jesteście odpowiedzialni za cudze szczęście.
Miłość do samego siebie, ogólnie miłość jest chęcią dawania szczęścia innym, ale nigdy kosztem samego siebie. Więc jeżeli chcecie okazywać miłość innym ludziom, dzielić się tą miłością, to jednym z podstawowych warunków, jaki trzeba spełnić, to tą miłość trzeba posiadać w sobie. A jeżeli posiadamy tą miłość w sobie, to jesteśmy szczęśliwi. I moje pytanie: jak wyglądałby świat, gdyby ludzie zaczęli dbać o swoje własne szczęście, kierując się miłością do samego siebie? Czy spotykalibyście w sklepach, w autobusach, wokół siebie ludzi sfrustrowanych, zestresowanych, pogodzonych z życiem, ale przygaszonych? Gdyby ci ludzie z miłości do samego siebie, ci ludzie, których spotykamy w metrze, na ulicy, gdyby ci ludzie z miłości do samego siebie postanowili wyjść na przykład z toksycznych związków, gdyby postanowili zmienić pracę, gdyby postanowili zmienić coś w swoim życiu, gdyby postanowili być szczęśliwi z miłości do samego siebie, to spotykalibyśmy na ulicach ludzi uśmiechniętych, zadowolonych, którzy nie myśleliby o tym, żeby nas wykorzystać, tylko myśleliby o tym, co zrobić, żeby być szczęśliwymi. Żeby dać miłość i szczęście drugiej osobie, trzeba to posiadać. Trzeba samemu mieć w sobie miłość i szczęście. Ja mówię tu oczywiście o miłości. Nie o wypełnianiu obowiązków, nie o zachowywaniu się według zasad, nie o spełnianiu czyichś oczekiwań.
Nie o tym wszystkim, co płynie z wzorca miłości zapisanego w naszej podświadomości, tylko o miłości. Miłością do samego siebie jest również mówienie: „Nie, nie pójdę z tobą na ten film, ponieważ on w jakiś sposób nie zaspokaja moich potrzeb”. Albo to nie jest ta tematyka. Akurat w przypadku filmu to może głupi pomysł, bo w zasadzie ja nie widzę nic przeciwko temu, żeby iść z drugą osobą na film, który mi się nawet niekoniecznie może podobać, ale po prostu po to, żeby spędzić z nią czas i pobyć, i cieszyć się jej szczęściem. Więc może z tym filmem to był niewypał, bo to nie jest kwestia wykorzystania. Bardziej mi chodzi o mówienie „nie”, kiedy ktoś próbuje zapewnić sobie szczęście, wygodę, korzyści czy cokolwiek innego, czy emocjonalne, czy jakiekolwiek inne, ale naszym kosztem. Mówienie „nie”, mówienie prawdy, bycie szczerym wobec siebie i bycie szczerym wobec drugiego człowieka jest obowiązkiem miłości. „Nie, nie zostanę dzisiaj po godzinach, ponieważ prosisz mnie o to już trzeci raz w tym tygodniu, a w momencie, kiedy ja poprosiłem, poprosiłam cię dwa miesiące temu o coś takiego, znalazłeś 100 powodów, żeby tego nie zrobić”. Owszem, tak. Raz dostałeś swoją szansę.
Ale miłość to nie jest wykorzystanie. Miłość nie może być jednostronna. Pomaganie nie może być jednostronne. Wspieranie nie może być jednostronne. Więc mówienie „nie” jest byciem szczerym i jest obowiązkiem miłości. Bycie szczerym i mówienie prawdy. Żeby to jakoś podsumować, bo jak zwykle się rozgadałem. Kochani, problem w umiejętności kochania siebie tkwi przede wszystkim w naszej podświadomości, ponieważ w tejże podświadomości mamy zapisane wzorce, jak wyglądać miło. I często to, co my nazywamy miłością do samego siebie, jest właśnie tą miłością, o której rozmawialiśmy w poprzedniej audycji. I ona tak naprawdę z taką prawdziwą miłością, czyli chęcią dawania sobie szczęściaChęcią bycia szczęśliwym człowiekiem, radosnym, szczęśliwym, zadowolonym człowiekiem nie ma nic wspólnego.
I to, co pojawiło się w komentarzach do ostatniej audycji, w tym dzieleniu się miłością z innymi. Dzielimy się miłością z innymi, ponieważ dochodzimy do wniosku, że im tej miłości brakuje. Natomiast takim fajnym dla mnie etapem, fajnym sukcesem byłoby to, gdyby każdy człowiek potrafił sam w sobie wytworzyć, stworzyć miłość, radość, szczęście, nie musząc się uzależniać od innych. Ponieważ jeżeli szczęście otrzymujemy, jeżeli szczęście dostajemy bądź miłość dostajemy od innej osoby, to w pewnym sensie uzależniamy się od tej osoby i jednocześnie od razu wpędzamy się w strach, co będzie, jeżeli tej osoby w naszym życiu nie będzie. Jeżeli ona odejdzie z jakiegoś powodu, pozbawimy się źródła miłości, źródła radości. I w ten sposób pakujemy się. Z miłości robimy pewnego rodzaju obowiązek, pewnego rodzaju przywiązanie, pewnego rodzaju biznes. W każdym razie to z tą miłością, o której większość z nas marzy, ma niewiele wspólnego. Lepiej jest miłość mieć w sobie, okazywać ją, dzielić się, mnożyć, niż czekać i szukać dawcy miłości. I te wzorce, które mamy zapisane w podświadomości, sprowadzają miłość bardzo często do takiego dealu, do biznesu, do wymiany.
A żeby zrozumieć, czym jest miłość, tak naprawdę, moim skromnym zdaniem, trzeba zacząć od miłości do samego siebie. Bo skoro my nie potrafimy dać sami sobie szczęścia i miłości, to jakim prawem możemy wiedzieć, co jest szczęściem dla innych ludzi? Skoro nie wiemy tak naprawdę, co jest szczęściem i jak wygląda miłość do samego siebie. Więc jak najwięcej tej miłości do samego siebie i tej chęci dawania sobie jak najwięcej szczęścia i radości w każdym dniu. Już od dzisiejszego dnia wam kochani serdecznie i z całego serducha życzę i dziękuję za waszą cierpliwość, bo znowu się rozgadałem. Oczywiście, panie Marku, wielka prośba o króciutką przerwę, bo z tego, co widzę, trochę tych komentarzy było. Przynajmniej widziałem, że tam parę osób się odezwało, więc z chęcią do tych komentarzy wrócę. Tylko powstrzymywałem się od picia podczas audycji, żeby nie cmokać i nie mlaskać. Więc jak widzicie również te negatywne komentarze biorę pod uwagę i staram się, chociaż trochę zminimalizować to, co jest w waszym odczuciu nieprzyjemne. Poszedłbym się coś napił, przepłukał usta i za chwileczkę do was kochani wrócił.
Także dziękuję wam za tą oficjalną część i jak można, panie Marku, króciutki przerywnik muzyczny i za chwileczkę wracam do komentarzy.
[01:05:17] - A więc robimy krótki przerywnik i gdzieś za jakieś sześć minut z małym hakiem powracamy na antenę w dalszej części audycji „Świat oczami duszy”. Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Zostańcie państwo z nami.
[01:07:34] - So in these days of the sanctuary. To help me understand myself a little more. I've learned one thing that surprises me. To be alone is not alone as I thought it was before. For who lights up this very dawn I see. When I feel the tears in my eyes. Who lights the way when all around the clouds are darkening my skies. Trust is all I need. Trust is all I know. And the ounce of love.
To see my senses grow. Who knows if I can discover myself. Who knows if I can contain the power. Say just what you mind. Say just what you need. I feel better knowing it's not for nothing we are growing. So when you ask me am I feeling okay. I only know I'm waking up to all my days. Looking for your help. Looking for your trust and the ounce of love.
The ounce of love. The ounce of love. The ounce of love.
[01:11:25] - „Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo." Zaprasza Sławomir Bączkowski. No i rozpoczynamy drugą część audycji „Świat oczami duszy". Tutaj mamy jakiś problem dziwny ze Skype'em, bo dodała nam się do kontaktów Just Me, a z jakiegoś powodu nie chce nam Skype uaktualnić listy kontaktów, więc nie możemy jej dodać do rozmowy grupowej. Nie wiem czemu. To niestety pokazuje tylko, że najbardziej popularny komunikator głosowy kojarzony z-- uchodzący za synonim rozmów głosowych w Internecie jeszcze do niedawna jest niestety mocno, ale to mocno niedorobiony. Także ja bym proponował Just Me, żebyś w miarę możliwości jednak zadzwoniła do nas na telefon, a ja w międzyczasie podam kontakty do Radia Paranormalium. Albo może zróbmy tak, panie Sławku, spróbuję zrestartować Skype'a i połączymy się jakoś za moment ponownie.
[01:12:31] - Dobrze, dobrze, nie ma problemu. Ja jestem na nasłuchu.
[01:12:35] - To ja w takim razie na chwilę się z panem rozłączę. Spróbuję zrestartować Skype'a. W międzyczasie podam kontakty do Radia Paranormalium, nasze numery telefonów. O, właśnie teraz nam zaktualizowało tutaj elegancko naszą listę. Dopiero jak pana Sławka rozłączyłem. No to jest po prostu złośliwość rzeczy cyfrowych. Martwych oczywiście. Za chwilę spróbujemy się połączyć w rozmowie grupowej, a ja w międzyczasie podam kontakty do Radia Paranormalium, nasze numery telefonów. Nasz numer telefonu, pod który można dzwonić i pisać SMS-y to oczywiście 530 620 493.530 620 493. Jesteśmy także na Gadu-Gadu: 36 08 80 02.
Skype: radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także spotkać nas na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?” na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do tematyki naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. Halo, halo! Czy wszyscy się słyszymy?
[01:14:04] - Tak. Widzę, że tutaj we trójkę. Ja jestem.
[01:14:10] - A słychać mnie?
[01:14:11] - Bardzo dobrze.
[01:14:12] - Tak, super.
[01:14:14] - Dobrze. Tylko że ja chyba mam jakiś podgłos i wydaje mi się, że chyba muszę ściszyć audycję, prawda?
[01:14:20] - Tak. Słuchajmy się może na czas rozmowy tylko w Skype.
[01:14:27] - Tak, dokładnie. Dobrze, to ja witam serdecznie słuchaczy, przede wszystkim ciebie, Sławku i pana Marka.
[01:14:38] - Po prostu Marka.
[01:14:40] - Okej, Marku. Ja bym chciała jednak bardziej pogłębić temat miłości, szczerości, prawdy i tak dalej, bo przeróżne rzeczy spotykają ludzi w życiu. Ja nie chcę kolorować, nie chcę mówić, że moją przyjaciółkę spotyka coś takiego, bo nie potrafię tak krążyć, więc będę mówiła konkretnie o swoim przypadku. W najbliższej mojej rodzinie jest osoba tak strasznie toksyczna dla mnie. To nie jest tak, że ja tą osobę oceniam, że jest toksyczna. Ja ją tak odbieram. Każdy możliwy kontakt z tą osobą zabija mnie energetycznie. Ja jestem zestresowana, jestem nieszczęśliwa, kiedy tą osobę muszę zobaczyć. A ponieważ jest to jedna z najbliższych osób w rodzinie, muszę się po prostu co roku co najmniej na święta, których zresztą nie obchodzę, tylko że tradycje i tak dalej, więc to też jest kolejne zmuszanie się do łamania samego siebie. Muszę tą osobę widzieć.
I o ile kiedyś był taki przełom w relacjach między nami, że przez trzy lata ja tej osoby na oczy nie widziałam, nie miałam z nią żadnego kontaktu. Ja byłam wtedy najszczęśliwsza na świecie, ale wiem o tym, że mój mąż był wtedy bardzo nieszczęśliwy. Może zacznijmy, że to jest jego ojciec po prostu. Po trzech latach nasze kontakty wróciły jakoś do normy. Przez jakiś czas z jego strony była gra. Człowiek starał się być dla mnie, ale to się po prostu czuje, kiedy ktoś ma maskę na twarzy. To się po prostu wie. To nie trzeba być wybitnie sensitive, żeby o tym nie wiedzieć. Po prostu to się czuje, że to jest wszystko gra, że to jest na przeczekanie, że to jest tak: „O dobra, straciłem syna na trzy lata, bo się obraził. To teraz trzeba te kontakty podreperować, więc będę fajny dla jego żony”.
Niestety po jakimś czasie zdjął maskę. Nie da się być aktorem za długo. Aktorem zresztą nie jest. Każde spotkanie z tą osobą jest dla mnie druzgocące i to jest nawet do tego stopnia, że ja przychodzę tam i staram się już nic nie mówić, nie odzywać się. To będzie się przyczepiał na przykład jak zobaczy, ile soli ja używam i będzie mnie atakował z każdej strony, byle tylko mnie. Nie swojego syna, nie swoją żonę, tylko mnie za każdym razem. Tylko ja spojrzę w któreś tam miejsce albo film leci. Powiedzmy, że jest film i na filmie jest biały niedźwiadek, co zresztą miało miejsce. Ja mówię: „Boże, jaki śliczny”. I już po prostu: „Tak powiedziałaś, że on jest taki śliczny, a to jest taki morderca i w ogóle byś się zastanowiła w ogóle”.
To są takie ataki bez sensu, ale są tak przygniatające, że w momencie, kiedy ja przestaję się odzywać, ja nie mogę tego znieść, że ja tych impertynencji, tego cisania kołków na głowie nie mogę w jakiś sposób wyłączyć. Bo w momencie, kiedy odezwę się z czymkolwiek, to się robi ogromna awantura. Awantura do tego stopnia, że ja wychodzę, trzaskam drzwiami. Ja nie mogę być z tym człowiekiem. Nie mogę, choćbym się nie wiem jak starała. Jaką bym technikę przyjęła od wszystkich ezoterycznych pomysłów, nie wiem, jakieś kokony ze złota, jakieś pozytywne myślenie. Nie da się. Po prostu się nie da. I w tym roku postanowiłam, że kiedy teściowa zadzwoni, zapraszając nas na święta, powiem, że owszem, ja przygotuję, bo my jesteśmy weganami, a oni nie są, więc mój mąż nie może pewnych rzeczy jeść, więc ja przygotuję to jedzenie. Natomiast mój mąż pojedzie sam.
I teraz takie pytanie do Sławka. Widzisz, bo to jest właśnie ta kontrowersjaPowiedzieć prawdę, dlaczego? Czy po prostu powiedzieć, że się nie chce? Bo jeżeli ja powiem, że nie jestem w stanie dłużej przebywać z twoim mężem, to się zrobi ta kobieta jest osobą, która robi dramę ze wszystkiego i ja jestem w kropce.
[01:19:50] - Czy już?
[01:19:51] - Tak.
[01:19:52] - Posłuchaj mnie. Moim skromnym zdaniem to nie jest problem tego, jak ty się zachowujesz bądź jak ty się nie zachowujesz. Masz świadomość tego.
[01:20:03] - Tak.
[01:20:04] - Że ta nienawiść, ta złość wynika z czego innego. Najprawdopodobniej z tego, że w jakiś sposób zagarnęłaś mu syna i może stracił nad nim jakąś kontrolę. Być może wyłączyłaś jego syna z jego życia, z jego planów, z jego ambicji i tak dalej.
[01:20:26] - Mogę ci przerwać w tej chwili, bo to jest dla słuchaczy niech to będzie przykład, jak przenikliwym, inteligentnym człowiekiem jesteś. Ponieważ kiedyś, kiedy mój mąż postanowił, że weźmie ze mną ślub, usłyszał od swojego ojca: „Ona mi ciebie zabrała, zanim ja zdążyłem cię ulepić”.
[01:20:49] - Dziękuję ci bardzo. Nigdy tak nie myślałem o sobie. Nieważne, ale dobrze. Dziękuję ci bardzo. Jak widzisz, to, co ty zrobisz bądź czego ty nie zrobisz, nie ma najmniejszego znaczenia w tej sytuacji, ponieważ nie masz żadnego wpływu na to, żeby zmienić jego oczekiwania, jego ambicje, jego plany, jego sposób myślenia, jego sposób podejścia, prawda? Twoje działanie bądź brak działania nic nie zmieni w nim.
[01:21:33] - W nim tak. A ja chcę mieć spokój dla siebie. Ja się czuję szczęśliwa, kiedy go w moim życiu nie ma.
[01:21:41] - W kontekście audycji, w której mówiliśmy o miłości do samego siebie. Czy jest sens, żeby w tej sytuacji, nazywając rzeczy po imieniu, męczyły się dwie osoby, ponieważ on się i tak będzie męczył. Nie masz na to żadnego wpływu. Bo jeżeli coś jest wyartykułowane, nie wiem. „Nie podoba mi się zapach twoich perfum” albo „nie podoba mi się twój sposób gotowania”, czy „twój sposób śmiechu”. Można coś korygować, można z czegoś zrezygnować dla tego, żeby druga osoba w jakiś sposób była bardziej zadowolona w imię tej naszej podświadomościowej atmosfery wyższych celów, jakichś tam innych rzeczy. Można by było tutaj to naginać. Natomiast ty nie możesz zrobić nic. Znaczy możesz zrobić tak. Możesz się rozwieść ze swoim mężem i powiedzieć: „Słuchaj, wróć do taty, jeżeli chcesz”.
[01:22:51] - To nie, bo to jest zupełnie co innego. Mój mąż jest absolutnie po mojej stronie.
[01:22:59] - To się cieszę.
[01:23:00] - Tak, on jest po mojej stronie. Natomiast sam jest w takiej sytuacji, że ja mu absolutnie nie chcę zabraniać kontaktów z ojcem. To jest w ogóle poza tematem. On kocha ojca takiego, jakim on jest i on chce mieć kontakty z ojcem, więc ja nie chcę. To jest w ogóle nie do pomyślenia. Tego tematu po prostu nie ma, żeby mu czegoś takiego zabronić, ograniczyć. Natomiast to, że mój mąż chce mieć te kontakty, nie znaczy, że ja je muszę mieć.
[01:23:33] - Żebyśmy się zrozumieli. Mówię, ty nie możesz nic zrobić. Z punktu widzenia twojego teścia jedynym rozwiązaniem jest odzyskanie syna. To jest jego jedyny cel i strata tego syna jest jedynym jego i głównym powodem twojej złości, nienawiści, niechęci i pretensji do ciebie. Mówiąc, że nie możesz nic zrobić, jakbym powiedział nieprawdę, bo jest jakieś tam wyjście. Wy się rozstajecie z mężem. Mąż wraca do ojca. Ojciec jest szczęśliwy. Czyli jest sposób na uszczęśliwienie tego człowieka.
[01:24:14] - Tak.
[01:24:15] - To tak gwoli uczciwości. Oczywiście ja zakładam, że taki scenariusz nie wchodzi w grę, ponieważ tak jak sama powiedziałaś, twój mąż cię kocha, jesteście szczęśliwi i chcecie być ze sobą, więc ten scenariusz jest czysto hipotetyczny. Skoro go wykluczymy, ty nie możesz zrobić nic dla tego człowieka. Nic. Natomiast możesz zrobić coś dla siebie i w kontekście audycji o miłości do samego siebie powinnaś być osobą szczerą wobec siebie. Wobec siebie jesteś. Wiesz, jakie są relacje. Wiesz, jakie są twoje emocje. Wiesz, że podjęłaś próbę, żeby te emocje zmienić. Moim skromnym zdaniem szczerość i prawda jest w tej sytuacji jedynym lekarstwem na uleczenie twojej relacji z twoim teściem.
Nie twojego teścia z tobą, tylko twojej relacji z twoim teściem. Czyli powiedzenie szczerze i uczciwie. Nie wiem, jak wy się tam do siebie zwracacie, czy tato, czy po imieniu, czy po nazwisku, czy w jakiejś tam innej formie. Tak powiedzieć: „Słuchaj, ja nie jestem człowiekiem, który mmm...Który nie ogarnia tej kuwety. Ja widzę dokładnie, co się dzieje. Ja rozumiem motywy, podstawy i tak dalej twojego działania. Natomiast nie zmienia to faktu, że nie jestem w stanie z tym nic zrobić, a po prostu cholernie źle się z tym czuję. Źle się czuję w twoim otoczeniu, w otoczeniu tych, powiedzmy, mniej bądź bardziej w twoim przekonaniu uzasadnionych napastliwości, gierek, pogrywek i tak dalej. Więc skoro nie możemy zmienić tej relacji, nie możemy jej w jakiś sposób uzdrowić, bo jedna osoba tego nie zrobi, a z twojej strony chęci uzdrowienia tej relacji nie ma i nawet to, że twój syn jest szczęśliwy, nie jest dla ciebie żadną okolicznością łagodzącą. Więc może po prostu ograniczmy się do oficjalnych życzeń raz, dwa, trzy razy w roku z okazji urodzin, świąt i czegoś tam innego.
I do momentu, dopóki nie dojdziemy do wniosku, nie znajdziemy jakiegoś sposobu na to, by te relacje były w miarę satysfakcjonujące, po prostu dajmy sobie spokój i tyle. Myślę, że zdecydowanie ta szczerość i ta prawda też pozwoli ci osiągnąć spokój, bo ty się z tym mordujesz. Ewidentnie to widać. I wcale się nie dziwię. Z takiego czysto ziemskiego punktu widzenia jesteś między młotem a kowadłem, bo kochając swojego męża, chciałabyś, żeby on też był szczęśliwy. A wiadomo, że takim synonimem szczęścia jest wspólna wigilia z rodzicami i tak dalej. Więc ty też w pewnym sensie czujesz obowiązek względem własnego męża, żeby razem z nim w tej kolacji uczestniczyć. Tylko czy taka kolacja w takiej atmosferze spełnia jego oczekiwania, oczekiwania twoich teściów i twoje oczekiwania? Nie sądzę.
[01:27:35] - Oczekiwania moich teściów zdecydowanie dla nich spełnia, bo my tam jesteśmy, oni sobie mogą robić, chociaż teściowa to jest zupełnie inny temat. Nie będę o niej mówić, bo nie chcę o niej mówić źle. Natomiast według nich wszystko jest w porządku. Jak my się tam pojawimy, nie ma znaczenia, czy ja siedzę na szpilkach, czy ja udaję, że się uśmiecham, czy ja staram się w ogóle nie odzywać. Zawsze jest: „O, nic nie mówisz” albo „O, za dużo mówisz”, albo „O, uśmiechasz się”, albo „O, nie uśmiechasz się”. Ja po prostu nie mogę grać. Ja już nie mogę grać. Powiedziałam, że mój mąż mnie rozumie. On mnie rozumie, natomiast on ma jeszcze takie podejście, że dla dobra ogółu, dla świętego spokoju.
[01:28:29] - Rozumiem.
[01:28:30] - Ale ja dla świętego spokoju nie chcę poświęcać siebie, żeby wszyscy inni mieli święty spokój.
[01:28:37] - Pytanie jest, czy to jest święty spokój? Bo to, że ty odnosisz wrażenie, że oni się dobrze czują, to wcale nie znaczy, że oni się dobrze czują. Ja zakładam, że twój teść się dobrze czuje, ponieważ może ci co chwila dowalać i swoją frustrację na ciebie przynosić. Swoją frustrację, swoją nieumiejętność pogodzenia się i też dojrzałości emocjonalnej, że po to się wychowuje dzieci, żeby w tym momencie, kiedy one są już fajne, ułożone i w tym najfajniejszym momencie oddać drugiemu człowiekowi do użytkowania. Jest to naturalna konsekwencja wszystkich rodziców, z którą powinni się liczyć od momentu narodzenia tych dzieci. Taka jest naturalna kolej. Więc to, że on sobie nie potrafi emocjonalnie z tym problemem poradzić, być może ma też na przykład nieokazywane, ale wewnętrzne wyrzuty sumienia, że być może tak jak często rodzice próbują na dorosłych dzieciach później nadrobić zaległości bądź rzeczy, które uświadomili sobie, że zrobili źle na przykład kiedy dzieci były małe, więc w dorosłości próbują to nadrabiać. Tych sytuacji jest mnóstwo. Natomiast pamiętaj, że to nie jest twój problem. Ty nie możesz, nie masz prawa, nie masz możliwości załatwienia tego problemu emocjonalnego z innym człowiekiem.
Nie możesz brać na siebie, nazywając rzeczy po imieniu, ciężaru tego, że ktoś jest chamem, frustratem, psychopatą, nerwusem, takim, śmakim czy innym człowiekiem. Nie możesz, nie masz prawa i nie musisz. Gdybyś znalazła powód, w jaki sposób mogłabyś temu człowiekowi pomóc, tę relację naprawić, zrozumieć, zmienić, okej, można próbować, można walczyć. Natomiast w momencie, kiedy on jest zacietrzewiony i ukierunkowany tylko w jedną stronę, to tak jak mówię, moim zdaniem nic ty z tym nie zrobisz. Myślę, że zdecydowanie szczerość i prawda jest twoim obowiązkiem względem niego. Można to powiedzieć: „Słuchaj, nie będę przyjeżdżać, ponieważ nie mam ochoty być workiem treningowym dla twoich frustracji” i tyle. Jeżeli to są twoje frustracje i twoje problemy, to musisz poradzić sobie sam, bo taki jest obowiązek każdego dorosłego człowieka. Nikt nie ma prawa, oczywiście dużo ludzi próbuje i jak widać na załączonym obrazku również w twoim otoczeniu, przenieść swoje emocje, przerzucić swoje emocje na drugiego człowieka, ale to jest niezgodneZ duchowym prawem. Więc ty też nie masz obowiązku przyjmowania roli worka treningowego. Zwłaszcza że podjęłaś jakieś próby.
Przyjeżdżałaś, próbowałaś się dostosować i tak dalej. Szczerość, prawda. Moim zdaniem-
[01:31:51] - Tylko że wiesz, jak to będzie. Ja wiem, że ty tych list życzeń nie lubisz, ale nawiązując do twojej audycji, kiedy ja się tak wyrażę, że ja po prostu nie przyjadę, bo nie chcę. Nie chcę siedzieć w jego towarzystwie, że mam tego dosyć. Będzie to odebrane jako skrajny egoizm.
[01:32:15] - Słuchaj, na myśli, na to, jak ludzie odbiorą twoje zachowanie, nie masz tak naprawdę, masz wpływ oczywiście. Możesz się zachować w taki, a nie w inny sposób. Natomiast pamiętaj też, że każda postawa, każda nasza decyzja czy każde nasze zachowanie będzie przez 10 osób odebrane w 10 różnych sposobów. Tylko pytanie jest, czy widzisz jakiś inny sposób na to, żeby tę sytuację zmienić?
[01:33:01] - Próbowałam wszystkiego. Nie widzę niczego. Nie ma czegoś takiego. Próbowałam naprawdę wszystkiego. Ostatecznie to było tak, że poświęciłam całą swoją energię, w wielu chwilach godność. Nic nie działa. Jest po prostu to samo.
[01:33:25] - Więc słuchaj, jeżeli wyczerpałaś. Ja zawsze uważam, że w danym momencie człowiek, żeby mieć czyste sumienie, powinien spróbować zrobić wszystko, co mu przychodzi do głowy, żeby później nie mieć do siebie gdzieś tam wewnętrznie jakiegoś żalu, że mógł jeszcze czegoś spróbować, a nie spróbował. Skoro wyczerpałaś wszystko to, co było w zakresie twoich możliwości, w twoich myślach, pomysłach i działaniach, to pozostaje ci spróbować prawdy. Czegoś, co moim zdaniem powinno być pierwszym mechanizmem. Bo często jest tak, że na przykład naśmiewanie się, igranie, wykorzystywanie innych ludzi trwa do tego momentu, kiedy te osoby się denerwują bądź reagują tak, jak my chcemy. Wtedy ta gra ma sens. Natomiast w momencie, kiedy powiesz: „Wiesz co, mnie to już nie kręci”. Kiedy przestajesz dostarczać tych emocji, które są potrzebne drugiemu człowiekowi, on przestaje to robić, bo nie uzyskuje tego, co by chciał. Więc w momencie, kiedy ty powiesz szczerze i uczciwie, zgodnie z prawdą: „Ja to już znam. Obserwuję.
Próbowałam to przyjąć, myśląc, że czas złagodzi pewne rany. Widzę, że to nie działa. Więc przebywanie w gronie osób, które traktują, myślą, podchodzą do mnie w taki, a nie inny sposób, nie sprawia mi żadnej przyjemności. Wiem, o co ci chodzi, rozumiem twoje intencje. Natomiast pewien etap się zakończył. Więc jeżeli chcesz, żebyśmy te kontakty nadal utrzymywali, to zmieńmy płaszczyznę. Te spotkania mają być jakąś tam przynajmniej formą przyjemności dla wszystkich, nie tylko dla ciebie. A dla mnie przyjemnością nie są żadną. Więc jaki mam powód przebywania tutaj, skoro nie czerpię z tego ani radości, ani przyjemności, ani nic mi to nie daje, ani mnie w żaden sposób nie rozwija. Wyczerpaliśmy już warianty i scenariusze, więc dalej nie ma to sensu i chcę, żebyś wiedział, co o tobie myślę, bo może tego właśnie potrzebujesz, żeby wyznaczyć tą granicę, że to już jest koniec”.
I to w moim przekonaniu, zgodnie z moją wiedzą i przekonaniami, w takim postępowaniu nie ma nic złego. Wprost przeciwnie. Jest szczerość, jest uczciwość i drugi człowiek ma możliwość, dostaje informację, która mu się należy. Należy mu się informacja, że jego postępowanie względem nas, dla nas osobiście jest niefajne, nieprzyjemne, niemiłe i po prostu sobie tego nie życzymy. Co on dalej z tą informacją zrobi, też już nie jest w twoim zakresie.
[01:36:46] - To znaczy fakt, że jego zachowanie jest dla mnie niemiłe, jest dla niego znany bardzo dobrze, bo wielokrotnie powiedziałam mu o tym i dałam do zrozumienia. I w pewnym momencie, kiedy tam doszło już do takiej eskalacji napięcia, wyszłam stamtąd i powiedziałam, że jadę do domu. Więc on dokładnie zdaje sobie z tego sprawę. Więc w ogóle takie gadanie to nie zmieni. Ale jeszcze chciałabym wrócić do tego, co powiedziałeś wcześniej-
[01:37:22] - Z tego, co mówisz, to tak jakby on pewne rzeczy specjalnie robił.
[01:37:27] - Ależ oczywiście, że tak, Marku. On to robi specjalnie, żeby mnie wkurzyć.
[01:37:31] - I do tej pory mu się udaje.
[01:37:33] - Ale to mu się udaje, pomimo że ja już próbuję sięAbsolutnie zamykać, nie przyjmować tego, w ogóle nie słuchać, co on mówi, bo on ma taką tendencję do prowadzenia monologu. Nikt mu nie może przerwać. On ten monolog może prowadzić przez 45 minut i nie możesz mu wejść w słowo. Po jakimś czasie nie jesteś w stanie już tego wszystkiego słuchać. Ja na przykład wychodziłam sobie na papierosa. Wracam, a ten monolog ciągle trwa. Nie da się siedzieć u kogoś w domu, słuchając monologu na jakiś temat. Ale jeszcze zanim wrócę do tego, bo za chwileczkę zapomnę. Powiedziałaś o czymś takim, żeby mu powiedzieć, że ja mam takie myśli o tobie. Ja bym bardzo nie chciała używać takich argumentów, nie to, że to będzie odebrane, ja tak czuję, że to już podchodzi pod ocenianie osoby.
Ja go nie chcę oceniać. Ja po prostu wiem, jak ja go czuję. Ja nie chcę go oceniać jako człowieka złośliwego, złego, toksycznego. Ja po prostu czuję go wewnętrznie bardzo źle. I tu, Sławku, powiedziałeś, że mieliśmy kilka rozmów prywatnych. Oprócz tego, że ja widzę troszeczkę więcej, co widać i jeszcze takie energetyczne napięcie jest między nami. Nie da się tego przełamać.
[01:39:08] - Słuchaj, ja powiem ci tak à propos oceny. To, co ja dzisiaj powiedziałem, prawda bądź prawda subiektywna i prawda, którą nazywamy: ja tak to czuję. To jest twoja prawda subiektywna. Jeżeli ty mówisz drugiemu człowiekowi, że tak to czujesz, tak to odbierasz, to nie ma w tym żadnej oceny, bo mówisz tu o swoich odczuciach, o swoich subiektywnych odczuciach. Jeżeli się przyznajesz, że to są twoje odczucia subiektywne, to nie jest ocena. Ludzie właśnie mylą ocenę z wyrażaniem swoich uczuć, swoich emocji, swoich odczuć. Ocena to jest stwierdzenie: jesteś głupi. To jest ocena. I mówisz innym ludziom: ten człowiek jest głupi. Oceniasz go wtedy.
Natomiast jeżeli mówisz o swoich emocjach związanych z tym człowiekiem, że nie lubisz, że to ci się nie podoba, że to jest dla ciebie nieprzyjemne, że tu czujesz się, że to troszeczkę uwłacza tobie, że w twoim przekonaniu to krzywdzi, rani twoją wrodzoną inteligencję czy poczucie smaku, to mówisz o swoich odczuciach i masz do tego prawo. To nie jest ocena. Nie mylmy tych dwóch pojęć. Wmawianie komuś, że jest głupi, że jest taki, śmaki, owaki jest oceną. Natomiast mówienie o sobie nie jest oceną. A jeżeli już ktoś będzie oceniał, to ciebie, twoje emocje. Więc powiedzenie prawdy o swoich odczuciach względem drugiej osoby, uświadomienie jej nie jest żadną oceną. Moja droga, nie bój się tego. To jest właśnie prawda, której my się boimy wypowiadać. Tak jakby było coś złego w mówieniu o tym, co się czuje.
To jest właśnie też miłość do samego siebie, umiejętność mówienia o swoich emocjach, o swoich odczuciach względem drugiej osoby, względem konkretnej sytuacji, względem rzeczy, zjawisk i tak dalej. To jest właśnie miłość do samego siebie. Nie odbieraj sobie prawa do powiedzenia drugiemu człowiekowi: działasz na mnie w taki, a nie w inny sposób. I to nie jest dla mnie fajne. Ja się z tym nie czuję dobrze. Mi to nie sprawia żadnej przyjemności. Ja szukam w gronie najbliższych radości, przyjemności, szczęścia, a tego tutaj nie znajduję. Więc podaj mi chociaż jeden powód, dla którego mam się znajdować w miejscu, w którym ludzie mnie nienawidzą, chociaż nie mają do tego żadnych powodów. Podaj mi chociaż jeden powód. Obowiązek?
Nie mam obowiązku. Mam obowiązek wobec własnego męża, ponieważ jemu zdeklarowałam miłość, wierność i coś tam, i tak dalej. Jemu to przyrzekałam, nie wam. Więc w wyrażaniu samego siebie nie ma nic złego. Wprost przeciwnie, to jest twój obowiązek względem samej siebie w świetle miłości do samego siebie. Więc szczerość i prawda, mówienie o samym sobie. Twój teść mówi cały czas o sobie, cały czas okazuje swoje emocje, mówi o swoich emocjach względem twojej osoby. Więc skoro on przyznał sobie to prawo, dlaczego ty tego prawa masz nie mieć? Masz takie samo prawo jak on. Więc w ogóle nie miej tutaj żadnych, w moim przekonaniu, dylematów.
I też żebyśmy mieli jasność, ja nie mówię o tym, żeby mówić o takich tematach przy stole wigilijnym w gronie rodziny, tylko moim zdaniem to powinna być zupełnie prywatna rozmowa, najlepiej telefoniczna. Bo jednak wejście, ten kontakt energetyczny może spowodować, że tam zbyt zaiskrzy. Zwłaszcza że domyślam się, że tą rozmową masz pewne obawy i też się stresujesz. Myślę, że kontakt telefoniczny właśnie przed tymi świętami byłby formą taką bezpieczniejszą dla was obojga. Daj mu też czas, niech się nad tym zastanowi. Czy zmieniamy tę relację?... że coś z tym robimy, bo tak dalej nie będzie. Po prostu. Powiedz jasno i wyraźnie: tak dalej nie będzie. Ja nie mam z tego żadnej przyjemności.
[01:43:55] - A to nie będzie odebrane, cofam pytanie, to nie tak miało zabrzmieć. To nie jest tak, jak jakiś szantaż emocjonalny?
[01:44:05] - Ale jaki szantaż emocjonalny?
[01:44:07] - Zastanów się, co z tym robimy, bo tam nie będzie i tak dalej.
[01:44:12] - Nie, po prostu nie będzie cię w miejscu, w którym cię nienawidzą ludzie, tak?
[01:44:19] - To jest tak. Może zróbmy to w taki sposób, że Wigilie u nas wyglądają w sposób naprawdę minimalistyczny, czyli jestem ja, mój mąż, on i teściowa. Cztery osoby, więc z tego grona jak gdyby nie ma ucieczki.
[01:44:38] - Tak, nie ma nawet na kim skoncentrować swojej uwagi.
[01:44:42] - Nie. Nawet jeżeli skoncentrujesz się na telewizorze, to zrobisz jakąś minę albo skomentujesz to, co jest w telewizorze i to natychmiast jest podchwycone i komentowane, żeby cię zaatakować.
[01:44:55] - Nie. Wiesz, co do tej sytuacji, jest taka forma rozgrywek, tylko że to już jest pewnego rodzaju rozgrywka emocjonalna, ale też i dość skuteczna. Bo jeżeli ktoś próbuje wyprowadzić cię z równowagi i czerpie przyjemność z tego, że widzi twoje zdenerwowanie, najbardziej zdenerwowany będzie wtedy, kiedy zobaczy, że ty sobie nic z tego nie robisz. Bo jeżeli chce cię doprowadzić do nerwów czy do stresu, chce cię wyprowadzić z równowagi i mu się to udaje, to osiąga swój cel. W momencie, kiedy nie osiągnie tego celu, to on się zaczyna denerwować, a nie ty. Ty okazując swój spokój, dystans i pokazując, że to już na ciebie nie działa, mówisz mu: okej, możesz robić co chcesz. Możesz robić człowieku co chcesz. Możesz tutaj krzyczeć, wyzywać, pluć, szarpać, skakać po ścianach. Na mnie to już nie działa. Więc jeżeli chcesz nadal robić z siebie powiedzmy pajaca, to rób.
Natomiast na mnie to już nie działa. To jest bardzo skuteczna metoda odcięcia energetycznego, ale ja rozumiem, że to jest zbyt bliska relacja, że jest mąż i tak dalej, okazja. Więc tu może nie jest miejsce na taki eksperyment.
[01:46:37] - To już było przerabiane i to bardzo dobrze wychodziło. Natomiast tylko wtedy, kiedy ten wieczór wigilijny odbywał się w moim domu, a nie w jego domu. Ja nie wiem, to jest coś z energetyką związane. Naprawdę nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi. Dlatego, że on w moim domu, będąc moim gościem, się zachowuje normalnie.
[01:47:04] - Może to jest też takie ludzkie poczucie, że na własnym terenie jestem gościem i mogę robić co chcę i tak dalej. To jest instynkt. To jest trochę na takiej zasadzie jak pies. On na swoim terenie będzie szczekał przez płot. Natomiast w momencie, kiedy wypuścisz go na ulicę, on traci całkowicie rezon i już nie jest taki odważny. Ponieważ już wychodzi poza terytorium, które dobrze zna. Więc ja myślę, że po prostu trzeba pokazać, że te granice już gdzieś tam dawno zostały przekroczone i w związku z tym będzie to też związane z jakimiś konsekwencjami. Być może dla niego to też będzie strata możliwości, przynajmniej od czasu do czasu albo w jakiejś mniejszej ilości, boksowania ciebie i powyrzucania swoich emocji. Jeżeli się dowie, że ty na przykład przestaniesz uczestniczyć w tego typu imprezach, to on też straci możliwość wyrzucania swoich emocji. To dla niego też może być jakaś wskazówka, że może lepiej podzielić to na krótsze rundy i na mniejsze porcje, ale jednak nie pozbawiać się możliwości tego spalenia.
[01:48:37] - Wiesz co, tak się nie stanie, ponieważ ja już nie chcę dłużej tutaj czasu Antonowego zajmować, bo tam widziałam, że jakieś komentarze chyba były. Tak się nie stanie, ponieważ jeżeli on na mnie tych emocji nie wyrzuci, to zrobi to jak zwykle przez ponad 30 lat na swojej żonie, którą traktuje w identyczny sposób, jak traktuje mnie. Z tym że ona... To już masz odpowiedź.
[01:49:05] - To zupełnie zmienia postać rzeczy. Widać, że to jest po prostu jego natura, jego osobowość jakaś taka. Zakładam, że już jest w tym wieku, że nie za specjalnie jest zainteresowany modyfikacją tego. Więc tym bardziej jego nie uwolnisz, jego nie zmienisz, jego nie naprawisz w myśli, że tak powiem i w imię tego, o czym rozmawialiśmy dzisiaj, tej miłości do samego siebie. Możesz uwolnić tylko siebie z tym i zrób to po prostu. A myślę, że szczerość i właśnie prawda, nawet ta twoja subiektywna prawda o twoich własnych odczuciach względem tej osoby i względem całej tej sytuacji jest twoimŚwiętym obowiązkiem.
[01:49:55] - Czy ja mogę mieć do ciebie ostatnią prośbę?
[01:49:58] - Zawsze.
[01:49:59] - Czy możesz przekazać w tej chwili na antenie, bo wiem, że mój mąż cię słucha, że to, co zamierzam zrobić, będzie dobre dla mnie i że powinnam to zrobić?
[01:50:11] - Oczywiście. Zresztą ja myślę, drogi mężu, który nas słuchasz, jeżeli wysłuchałeś mojego zdania w tej kwestii, a na pewno wysłuchałeś, tak się domyślam, to tak, twierdzę, że to będzie też lepsze i dla was. Ponieważ wy przestaniecie między sobą mieć te dylematy co powinniście zrobić. Myślę, że jemu też jest ciężko z tą sytuacją. Chciałby na pewno czegoś innego, tak jak wszyscy, którzy próbujemy gdzieś tego szczęścia i tej miłości jak najwięcej w życiu znaleźć. Myślę, że on wie, że ty się z tym mordujesz, męczysz i myślę, że wam wszystkim kamień spadnie z serca. I jestem przekonany, przynajmniej mam taką nadzieję, że to uzdrowi tę relację. Może nie naprawi jej do stanu idealnego, tak jak byście sobie tego życzyli, ale myślę, że to też uzdrowi docelowo tę relację między nim a ojcem, między wami. Myślę, że to będzie lepsze dla was. Moim zdaniem miłość broni się sama, miłość nie potrzebuje dodatkowych obrońców.
I jeżeli to naprawdę zostanie wypowiedziane przez ciebie szczerze, zgodnie z prawdą, twoją prawdą wewnętrzną, emocjonalną prawdą i będzie niesione nie chęcią dowalenia drugiemu człowiekowi, nie chęcią wyżycia się, nie chęcią przeniesienia swoich frustracji na drugiego człowieka, tylko chęcią odzyskania własnej wewnętrznej równowagi i wykrzesania też z siebie miłości do samego siebie. Myślę, że to się obroni samo, czego oczywiście z całego serca wam życzę.
[01:52:29] - Serdecznie dziękuję. Do następnego razu.
[01:52:34] - Dziękuję bardzo. Trzymam za was kciuki.
[01:52:37] - Dziękuję, panie Marku. Dziękuję, Sławku.
[01:52:40] - Czekam na dobre wieści od was.
[01:52:41] - Jasne. Do usłyszenia.
[01:52:44] - Trzymajcie się. Serdecznie pozdrawiam. Dziękuję za telefon. Kochani, bardzo dziękujemy za fajną rozmowę. Dziękuję ci bardzo. Zwłaszcza że dużo rzeczy powiedziałaś takich prywatnych, intymnych, osobistych, więc tym bardziej dziękuję ci za zaufanie do mnie i też do naszych słuchaczy. Myślę, że każdy, kto tej rozmowy wysłuchał, jakieś wnioski do swojego własnego życia gdzieś wyciągnie, do swojego własnego postępowania. Reasumując, uważam, że prawda, miłość, szczerość, tylko te prawdziwe bronią się same i że to zawsze summa summarum wychodzi z korzyścią dla nas. Także trzymam za was kciuki. Wracam do komentarzy, jak jeszcze się nie znudziliście.
Wracam do komentarzy. Komentarz z godziny 20:00 Jubiego. Jubi, serdecznie cię witam. Dawno się nie słyszeliśmy. Jubi pisze tak: „Właśnie, Sławku. Czyje to według ciebie wspomnienia? Nasze własne, czy podpinamy się pod coś z Księgi Akash i odczytujemy wspólny zapis świadomości z wyższego poziomu?” To jest gruby temat. Poruszyłeś i w jednym komentarzu ciężko będzie na to odpowiedzieć. Natomiast myślę, że dużo zależy od poziomu naszej osobistej świadomości. Ja tego nie wiem.
Nie szukałem tak naprawdę odpowiedzi na to. Natomiast słyszałem taką teorię, że czakry... Dla mnie jest to związane z czakrami. Która czakra jest aktywna i za pomocą której komunikujemy się z tym światem duchowym. Bo według mnie czakra trzeciego oka jest naszą intuicją. To jest nasz kontakt z naszą duszą, naszą osobistą świadomością. Tak już czakra korony umożliwia kontakt i dostęp do świadomości zbiorowej. Więc kwestia tego, czy ta czakra korony jest w naszym wypadku aktywna, czy nie. Bo jeżeli jest nieaktywna, to korzystamy tylko z zasobów naszej świadomości i ograniczamy się do tego, co sami przeżyliśmy. Natomiast za pomocą czakry korony możemy mieć dostęp do świadomości zbiorowej.
Czyli nazywając krótko, jeżeli podczas sesji regresingówWidzimy, przeżywamy, przypominamy sobie jakieś wydarzenia, to najprawdopodobniej braliśmy w nich fizycznie udział w którymś z poprzednich wcieleń. W momencie kiedy odpalamy czakrę korony, możemy zasięgnąć informacji i wiedzy ze świadomości zbiorowej. To tak moim zdaniem. Jubi pisze: „Aurę możemy zobaczyć w trzy minuty. Kwestia uwagi i skupienia bez specjalnych umiejętności”. Cieszę się, że się znowu zgadzamy. Ja też tak twierdzę i sam się o tym przekonałem. Jestem bardziej czuczoowcem. Jestem bardzo wrażliwy na czucie emocji. Na przykład gdy w sklepie stoję obok kogoś, to go wyczuwam mocno emocjonalnie.
Nie mówię o perfumach. Wspomniałem o tych perfumach. Oczywiście nie mając o tym pojęcia jeszcze wtedy, nie wiedziałem, dlaczego nie lubię tłumów. Źle się czuję w tłumie ludzi. Czyli wszelkiego rodzaju galerie czy jakieś pasaże, czy nawet miejsca wypoczynkowe, gdzie było bardzo dużo ludzi, gdzie trzeba było się przyciskać, powodowały mój dyskomfort. Też możecie na sobie zaobserwować. Też na przykład kwestia ubrań. Czy te ubrania są bardzo dopasowane, czy lubicie luźniejsze. To wszystko świadczy o tym, jak wasza aura jest rozbudowana. Przebywanie w tłumach, kiedy dotykamy się nawzajem, te pola energetyczne na siebie zaczynają nachodzić i wytwarzają się interakcje.
Ja to całkowicie rozumiem. Założenie czapki dla mnie to jest mordęga. Na przykład mogę mieć kurtkę. Kurtki prawie nigdy nie zapinam. Chyba że są naprawdę bardzo duże mrozy, wiatry i tak dalej. Ja kurtek nie zapinam, natomiast muszę mieć chronione gardło. Takie pewne obserwacje o samym sobie pozwalają też sobie zrozumieć i przekonać samego siebie, czy ta aura w ogóle istnieje, czy nie. Jeszcze Jubi pisze: „Pozwoliłem sobie wrzucić wszystkie twoje audycje do radia Drinking, więc od czasu do czasu słychać cię w moim radiu. Tak abyś wiedział”. Powiem ci szczerze, dziękuję ci bardzo.
Jestem zachwycony i zaszczycony. Wow! Na szybko. Wow! Mrs Tea House pisze: „Spotkałam się kiedyś z tym, że dziewczynka dziewięć lat mówiła, że widzi kolory wokół babci. Babcia zaczęła krzyczeć, że diabeł ją opętał czy coś innego. Dziewczynka tak bardzo się tego przestraszyła, że przestała widzieć”. Dziękuję też za ten komentarz, bo tak jak mówiłem, jeżeli dziecku się powie, że nie powinno widzieć, to nie będzie widzieć. W momencie, kiedy wrócimy do tej podświadomości oczami bobasa, warto właśnie o tym pamiętać, żeby w ten sposób nie zamykać w dzieciach niektórych umiejętności. Chociażby widzenia aury.
Może wtedy do tego 12. roku życia, a może i przez całe życie takie dzieci będą. Te następne pokolenia już poprawiły. Ghost pisze: „Ciekawe z tym moim dziadkiem”. Ciekawe. Zatem jest tym dziadkiem . Ale tak naprawdę żadnych przekazów w tym temacie nie mam. To była tylko taka luźna myśl nad grobem. Nie siedzę w twojej głowie i w twoich emocjach, więc ciężko mi tutaj na ten temat coś mówić. Natomiast właśnie takie czasami urokliwe myśli, do których nie przywiązujemy wagi, wręcz skutecznie gdzieś od siebie często odrzucamy, są właśnie przejawem naszej duszy, który jest bardzo subtelny, delikatny i wydawałoby się często abstrakcyjny.
Mam takiego serdecznego przyjaciela swojego, który twierdzi, że jest ignorantem. Ja zresztą też. W sensie ignorantem, że odrzuca wszelkiego rodzaju tematyki duchowe. Natomiast od czasu do czasu słucha nas i też od czasu do czasu dzwoni do mniePonieważ po śmierci jego taty, niedawno zaczął obserwować jakieś dziwne zjawiska w swoim życiu, że na przykład szukając kiedyś, nawet ostatnio, sytuacja sprzed Wszystkich Świętych, kiedy pojechał z mamą na groby swoich dziadków i okazało się, że w międzyczasie zmarł serdeczny przyjaciel jego taty, ale dowiedzieli się o tym. Nie wiedzieli, gdzie jest grób tego człowieka i stwierdzili, że na pewno nie znajdą, bo gdyby to było jeszcze powiedzmy tydzień, dwa tygodnie temu, to może dużo kwiatów, może by jakoś tam znaleźli. Natomiast nawet nie wiedzą, gdzie tego szukać. I poszli już do samochodu i on stwierdził: „A wiesz co? To choć wyniesiemy mamo te świeczki i jeszcze wrócimy tutaj do babci”. I zastanawiał się tak, jak mi opisywał w międzyczasie, gdzie może być grób tego człowieka. Nazywał go po imieniu i z pewnego rodzaju prośbą: „Gdzie ty jesteś?
Gdzie ty jesteś?” Wszedł, zrobił kilka kroków, skręcił w lewo. Patrzy — grób. Mówi: „Słuchaj, to jest niemożliwe”. Myślę, skoro jest to niemożliwe, to jakim cudem znalazłeś ten grób? I to ileś tam tych sytuacji. On cały czas zaczyna się powoli oswajać z tymi informacjami, z tymi nakierowaniami i coraz bardziej się zaczyna przekonywać, że coś tam jednak jest. Słuchaj, zacznij w końcu ufać swojej intuicji. Mimo że tych sytuacji miał już ileś naście, to w dalszym ciągu: „Nie, ja nie wierzę”. Tak to, drogi Gościu, działa. Więc bądź czujny, może będą następne informacje, a może trzeba czasami po prostu bardziej sobie zaufać.
Jubi pisze: „Kod miłości jest bardzo podobny do nienawiści. Tekst z Matrixa wypowiadany przez Prorocznika. Co o tym sądzisz, Sławku?” To znaczy zarzuciłeś ciekawy temat. Chwilę się zastanowiłem, ale myślę, że jest w tym sporo racji. Nie wiem, o co chodzi z tym kodem, ale myślę, że też i źródło pochodzenia. Nie, aż tak daleko nie będę się z tymi swoimi nieprzemyślenymi myślami posuwał. Natomiast myślę, że jest w tym sporo racji. Na pewno, bez wątpienia nienawiść jest potrzebna, ponieważ też wyznacza pewnego rodzaju granice mądrości cienia, tak jak miłość wyznacza granice mądrości światła, czyli zamyka cały pryzmat możliwości. I tak naprawdę, jeżeli wyczerpiemy satysfakcję płynącą z korzyści korzystania z nienawiści, zaczynamy szukać miłości, ponieważ dochodzimy do wniosku, że jednak te korzyści nie są na tyle duże i fajne. I mimo że są ciekawe, interesujące, łatwe i przyjemne, nie dają nam szczęścia.
Ghost pisze: „W naszym życiu nikt nas nie uczy, jak kochać siebie, więc mniemam, że dusza może nas tego nauczyć, a przynajmniej starać się, próbując przebić się przez naszą podświadomość”. Goście, tutaj poruszyłeś temat z następnej audycji i nic nie zapowiadając, ale z drugiej strony może trochę rozbudzę waszą ciekawość. Będę cię musiał rozczarować. Zapraszam za tydzień. Dobrze, tutaj dyskusje na temat White House. Adam pisze: „Witaj Sławku, gratuluję nowego laptopa”. Witaj drogi Adamie. Dziękuję bardzo. Co prawda mam nadzieję nie związywać się z nim aż na tyle emocjonalnie, ponieważ jednak myślę, że mój nowy laptop nie jest nowym laptopem. Jest nowym dla mnie, ale mam nadzieję wrócić do swojego starego laptopa już po gruntownym serwisie i wszelkich naprawach, które teraz w końcu mogę się rozłączyć z nim na tydzień, dwa, na tyle, na ile będzie potrzeba, ponieważ już mam z wami kontakt za pomocą mojego nowego starego laptopa.
Ale dziękuję ci bardzo za ten fajny komentarz. Adam pisze: „Odnośnie szczerości krąży taka opinia, że wygląda ona inaczej w gronie samych mężczyzn, a inaczej w gronie samych kobiet. Rzeczywiście jeszcze inaczej w gronie mieszanym. Czy to jest sianie fermentu?” Nie, to nie jest sianie fermentu.Lubi pisze Adam: „Nie, to jest jakaś dziwna, chora gra”. Uważam, że to, o czym piszesz w tym komentarzu, to tak naprawdę w gronie jednopłciowym możemy sobie pozwolić na więcej szczerości, ponieważ mamy mniejszy strach przed tym, że zostanie to źle odebrane, skrytykowane bądź wyśmiane. Z tego może wynikać, że jest mniejsza doza strachu. Jeżeli facet mówi o sytuacjach, które drugi facet rozumie, bo podobnie myśli, to wiadomo, że nie będzie go krytykował, negował, wyśmiewał. Problem ze szczerością jest moim zdaniem przede wszystkim taki, że szczerość jest związana ze strachem. I ja tak to sobie poukładałem. Ghost pisze: „Trzeba być bardzo elastycznym, aby kochać siebie i sprawiać sobie przyjemność i jednocześnie kochać innych i sprawiać im radość.
Tu czasem może pojawić się konflikt. Najważniejsze jednak, aby osoba, w stosunku do której jesteśmy szczerzy i mówimy jej prawdę, zrozumiała to, bo inaczej nic to nie da, a możemy zyskać jeszcze wroga”. W jednym komentarzu, Gościu, poruszyłeś bardzo wiele aspektów. W dzisiejszej audycji mówiłem, że często miłość do samego siebie wchodzi w konflikt z miłością, która wynika z podświadomości. Stąd powstaje pozorny konflikt, bo inne są nasze przekonania podświadomościowe, a my często chcemy czegoś innego wewnętrznie. Ale na tym między innymi polega nasz rozwój, kochani, że testujemy różnych wariantów szczęścia i miłości płynących z naszej podświadomości po to, żeby w którymś momencie powiedzieć: „Mam to w nosie. Te wasze wymyślone przez innych warianty i synonimy miłości i szczęścia w ogóle się nie sprawdzają”. Jak już wyczerpiemy te możliwości, o czym rozmawiałem dzisiaj podczas rozmowy na Skypie z Missy St. House, to próbujemy różnych scenariuszy rozwiązania jakiejś sytuacji. Jak już nic nie działa, to decydujemy się na prawdę i na szczerość.
W życiu też tak często jest. Jak już próbujemy różnych rzeczy, najczęściej zaczynamy od tych płynących z podświadomości, tych scenariuszy ziemskich. Później ludzie, jak widzą, że to nie działa, zaczynają szukać rozwiązań. Na przykład w leczeniu tak często jest. Pierwsza rzecz to jest lekarz pierwszego kontaktu, później specjalista, później profesor, później najlepszy lekarz na świecie. A jak to nie działa, ludzie zaczynają szukać rozwiązań w energeterapii, w uzdrawianiu, w medycynie naturalnej, w ziołach i tak dalej. Jak to też nie działa, to pozostaje już tylko medytacja. Więc pewne rzeczy, które powinny być pierwsze, sięgamy po nie dopiero wtedy, jak wyczerpiemy wszystkie inne, które płyną nam z podświadomości. Niestety tak to działa, ale zapewnia nam bez wątpienia rozwój i możliwość uczestniczenia w bardzo wielu doświadczeniach, które budują naszą świadomość. I to będzie znowu wątek, który poruszę w następnej audycji.
Ghost pisze jeszcze: „Najlepiej tę miłość do samego siebie i innych wyrażają proste słowa: będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. W końcu siebie samego nie wykorzystamy, a jeżeli tak będziemy kochać innych jak siebie, to i innych wykorzystywać nie będziemy”. Mam nadzieję. To też jest fajny wątek, który tutaj poruszyłeś, bo to jest też określenie, od czasu do czasu sięgam do pewnych formułowań, może nie prawd religijnych, ale pewnych mechanizmów religii podawanych przez różnego rodzaju religie, najczęściej chrześcijańską, bo tę znam najlepiej. I w tym stwierdzeniu: „Będziesz kochał bliźniego swego jak siebie samego” jest pewna bardzo mądra i dość podchwytliwa myśl, że tak naprawdę kochamy innych i traktujemy innych, bo kochanie to jest pewien stan emocjonalny, ale tych stanów emocjonalnych jest więcej. Traktujemy innych tak, jak traktujemy siebie. Jeżeli nie lubimy siebie, nie lubimy swoich zachowań, tego, co robimy, jak się zachowujemy, też obdarzamy takimi samymi uczuciami innych ludzi. Zazwyczaj jest tak, że nawet oceniając... innych ludzi oceniamy ich przez pryzmat samego siebie. Zaobserwowałem to kiedyś, bardzo dawno temu, na przykładzie mojego kolegi, który podejrzewał wszystkich, że chcą go oszukać.
Znaliśmy się z czasów wcześniejszych, później mieliśmy przerwę, a jak się spotkaliśmy w dorosłym życiu, to właśnie zauważyłem u niego taką sytuację, że on ciągle coś przed kimś ukrywał, komuś czegoś nie mówił. Temu nie mów, tamtemu nie mów, bo ktoś to może wykorzystać. Mówię: skąd u niego taka zmiana postawy? Natomiast jak się później okazało, to właśnie dokładnie w ten sposób postępował z innymi ludźmi. Oszukiwał, manipulował, wykorzystywał, więc był przekonany, że wszyscy ludzie właśnie tak robią. W tym religijnym stwierdzeniu jest mnóstwo prawdy o nas samych, również o naszych relacjach z innymi ludźmi, o naszej ocenie innych ludzi. Tak jak to, co myślimy o sobie, myślimy o innych. Ile, że tak powiem, niespodzianek i zawirowań w moim życiu spowodowało moje wewnętrzne przekonanie, że wszyscy są tak uczciwi, porządni, szczerzy, sympatyczni i fajni jak ja, to może kiedyś napiszę o tym książkę, ale będzie nudno i raczej smutno. Ja się o tym przekonałem bardzo boleśnie wielokroć na swojej skórze. Ghost pisze: „Jak zatem obronić się przed uzależnieniem od miłości, którą obdarza nas druga osoba?” Dziękuję ci bardzo.
Poradziłeś sobie pięknie sam. Rozumiem, samemu obdarzać miłością. Dziękuję ci bardzo, że tak czujnie wysłuchałeś tego, co miałem do powiedzenia. Czyli zacząć od obdarzania miłością samego siebie. Już wszystko wiemy. Cieszę się bardzo. Uwielbiam takie sytuacje, w których jedna audycja tak ładnie to wszystko porządkuje. Naprawdę. Mamy dzisiaj 45. czy 46., to jak tak dalej pójdzie-
[02:16:45] - 46.
[02:16:47] - Dziękuję, panie Marku. To do 50. nie dociągniemy, bo wszystko będzie jasne. Super, naprawdę bardzo się cieszę. Ghost pisze: „Oj tam, panie Sławku, nie przejmować się tym cmokaniem. Wysyła nam pan po prostu całuski”. Tak, taka była właśnie interpretacja jednej z naszych słuchaczek, która mi się bardzo spodobała i może dlatego przestałem to kontrolować. To takie sympatyczne. Oczywiście wysyłam wam buziaczki, kochani, cały czas. Tak jest serducha bardziej.
Niech widziska skupią się na pana przekazie, a nie na całuskach. Widocznie za mało miłości otrzymują. Nie wiem, mam nadzieję, że nie. Przynajmniej w poniedziałki o 20. moim zdaniem ta dawka miłości płynąca z Radia Paranormalium jest obfita. Zresztą z tego, co wiem, dociera prawie na cały świat.
[02:17:57] - Just Me jeżeli się dobrze orientuję, to z drugiego końca świata do nas zadzwoniła.
[02:18:04] - Tak. Z tego, co ja wiem, to tak. Zresztą mamy tutaj słuchaczy, naprawdę po komentarzach widać. Tutaj nie będę nic przekoloryzowywał, bo tu i z Nowego Jorku mamy i z Anglii, gdzieś tam z Wiednia, czy z Australii. A ludzie, którzy się do mnie odzywają tutaj w Europie, to już po prostu jest standard, więc mamy zasięg ogólnoświatowy, kochani. Nie ma się czego wstydzić.
[02:18:40] - Chyba jedyne miejsca, w których nas jeszcze nie słychać, to Chiny i Korea Północna, ale to może kwestia czasu i też tam dotrzemy.
[02:18:49] - A może i dobrze, panie Marku, bo jakby zaczęli dzwonić, to myślę, że mielibyśmy nieco kłopotów. Chyba że się po polsku do tego czasu nauczą, to jestem otwarty również na Chiny i Koreę. Dobrze, kochani, mam tu jeszcze chyba jeden komentarz. Tutaj już po rozmowie z Just Me: „To jakaś choroba rodzinna, miłość między ojcem a synem. Toksyczna miłość, którą zaraża innych, w tym przypadku uczestników. Przykre. Drastyczne rozwiązania. Rozwiedź się. Zwłaszcza że się kochają”. Dobrze, to tutaj już Just Me zapraszam do czytania tych komentarzy.
A tutaj jeszcze Ghost coś tam wrzucił: „A czy bez korzystania z czakr, zwłaszcza świadomego korzystania, można mieć jakikolwiek kontakt z duszą?” Czakry są tak jak wątroba, serce, nerka czy trzustka. One sobie po prostu działają. Bez nich nie bylibyśmy w stanie funkcjonować, ponieważ jesteśmy ciałem fizycznym, ale napędzanym energią, więc czakry sobie działają. Kwestia jest, na ile intensywnie. Wszystkich nie jesteśmy w stanie wyłączyć, bo to się najprawdopodobniej, w moim przekonaniu przynajmniej, skończy śmiercią.Natomiast możemy równoważyć pracę poprzez różnego rodzaju ćwiczenia, chociażby nawet te proste oddechowe, o których mówiłem. To jest bardzo prosta, najprostsza metoda i jeszcze w dodatku przyjemna. Natomiast też możemy rozbudzać pracę czakr. Co do kontaktu z duszą, powtórzę to jeszcze raz: my jako ludzie oczekujemy tutaj jakiegoś spektakularnego kontaktu. Czyli na zasadzie fajerwerków, obrazów albo jakby dusza nas za ucho złapała i powiedziała: „Chodź tutaj”. To by było w ogóle super.
Natomiast nasz kontakt z duszą, a raczej kontakt duszy z nami, objawia się i trwa nieustannie przez całe nasze życie od momentu urodzenia aż do samej śmierci. Bo tak jak mówiłem w jednej z początkowych audycji, dusza, czyli świadomość, tak naprawdę w bardzo dużej mierze decyduje o naszej ziemskiej osobowości, o naszych kryteriach moralnych, o naszych poglądach. Czy myślicie, kochani, że tematyką duchową, duszy, świadomości, rozwoju i tak dalej interesują się dusze młode? Nie. Dla nich to jest po prostu czeski film. Dla nich to jest w ogóle totalna abstrakcja, strata czasu i tak dalej. Jedna wielka totalna bzdura. Tak samo dusze dziecięce nie będą się interesowały tą tematyką, ponieważ tu jest za dużo możliwości, a poza tym tu trzeba przejąć kontrolę i odpowiedzialność za swoje życie. Dusza dziecięca nie chce, tak jak dziecko, przejmować odpowiedzialności za swoje życie. Musi mieć jasno sprecyzowane zasady swojego postępowania i ich ma się trzymać, ponieważ jakiś autorytet powiedział, że tak właśnie jest.
Więc ten szlak, to znamię, jakie nasza dusza nakłada nam już od momentu urodzenia, jest widoczne i dusza decyduje o bardzo wielu rzeczach w naszym życiu, choć nam się wydaje, że my tego kontaktu z duszą nie mamy. Widzę, że chyba trzeba będzie ten temat poruszyć głębiej, ponieważ to jest w zasadzie podstawa naszych rozważań. Dusza to nie jest tylko aspekt, którego używamy, czy narzędzie, którego używamy przy eksploracji, przy OOBE, przy NDE, przy regresingach i tak dalej. To jest nasze celowe poszukiwanie jakichś informacji ukierunkowane na coś tam. Natomiast dusza odpowiada za naszą osobowość, za to, co ja nazywam kręgosłupem moralnym, za nasz poziom świadomości, co jest dobre, a co złe w kategoriach bardziej uniwersalnych. Więc codziennie, od momentu, kiedy otworzymy oczy, do momentu, kiedy pójdziemy spać, wpływa na nasze codzienne, zwykłe, proste decyzje. Czy nam się to podoba, czy nie. Tak po prostu jest i już. Dobrze, kochani. Mamy godzinę 23.00.
Mówiłem, że w poprzedniej audycji było mało komentarzy, więc dzisiaj mieliśmy wszystko: i telefony, i komentarze. Super, bardzo się cieszę, ale też nie będę was już dłużej mordował. Zwłaszcza pana Marka, który dzisiaj lekko przychypiony, więc damy panu Markowi też chwilę spokoju.
[02:24:49] - Mam jeszcze dwa komentarze od Ghosta na jednym z czatów.
[02:24:55] - Już dostałem. Właśnie, mi się wydaje, że ten kontakt opiera się głównie lub między innymi na poziomie myśli i raczej nic do tego potrzebne specjalnie nie jest. Po prostu wystarczy być świadomym własnej duszy i się na nią otworzyć, ale to tylko moja opinia. I raczej też otworzyć się na miłość. Tak, dokładnie. Goście, nawet nie musimy się otwierać. Warto jest wiedzieć, że ta dusza jest i że ona decyduje o naszym sposobie myślenia. Warto to wiedzieć, żeby nie zastanawiać się bądź nie walczyć z tym, dlaczego ja tak robię. To jest trochę tak, że dostawałem jakieś klapsy od życia, ponieważ traktowałem wszystkich ludzi tak jak siebie: z miłością. Wierzyłem, że jak ktoś coś mówi, to ma coś do powiedzenia i ma to jakoś przemyślane.
Wierzyłem, że każdy ma dobre intencje względem drugiego człowieka i tak dalej. Więc skutki takiego postępowania i takiego myślenia na pewno łatwo jest przewidzieć, zwłaszcza jak się prowadzi dwie czy trzy firmy.Oczywiście co jakiś czas jakiś kataklizm przewalał się przez moje życie i moi znajomi, moi przyjaciele mówili mi, jak powinienem postępować: „Naucz się asertywności, naucz się tamtego, powinieneś być twardy, tu trzeba być tego” i tak dalej. I ja mówię tak: „To jest logiczne. To jest logiczne, nawet to jest mądre. Tylko ja tak nie potrafię. Mnie to zupełnie nie gra ze mną. To zupełnie jest sprzeczne z tym, co ja czuję. To jest mądre, to jest właściwe, to na pewno będzie skuteczne. Ale dlaczego ja tak nie umiem zrobić? Mało tego, dlaczego ja uważam, że to jest wykorzystywanie innych, że to jest nieuczciwe względem innych ludzi.
Nie wiem, względem pracowników, względem kontrahentów, względem czegoś. Nie masz pieniędzy, to po prostu powiedz pracownikom, że nie masz pieniędzy i nie graj. Ty musisz dbać o interesy firmy”. Logicznie. Bardzo mądre. Tylko ja tak nie potrafię. I mordowałem się z tym, dlaczego ja tak nie potrafię. Dlaczego ja się nie potrafię nauczyć bycia takim właśnie otwartym biznesmenem, konsekwentnym. Więc tak, zgodzę się całkowicie z tobą, że ta akceptacja i świadomość posiadania własnej duszy, która za coś tam odpowiada i na coś tam wpływa, jest bardzo przydatna. Dla mnie to jest oczywiste w tej chwili, więc faktycznie mogłem ten wątek gdzieś tam, ale tutaj całkowicie się z tobą zgadzam.
Dobrze. Kochani, dziękuję wam za dzisiaj bardzo. Panu Markowi też bardzo dziękuję jak zawsze za wytrwałość. Mam nadzieję, że sypnie również komentarzami pod audycją. Tak jak obiecałem, zrobiłem sobie dzisiaj nawet notatki wykrzyknikami o czym będę chciał z wami w najbliższym czasie porozmawiać. Na pewno za tydzień chciałbym kontynuować temat miłości widzianej z punktu widzenia naszej świadomości, z punktu widzenia naszej duszy. I myślę, że narobię troszeczkę chaosu w waszym sposobie myślenia na ten temat. Liczę też na jakąś tam ostrą dyskusję, bo nie będzie tak słodko jak dzisiaj. Także kochani, jeszcze raz trzymajcie się. Dziękuję za dzisiaj.
Fajnie się było jak zawsze z wami spotkać. Dziękuję panie Marku. Uważajcie na siebie i jak więcej miłości w codziennym życiu, miłości do samego siebie. Próbujcie to w sobie wykrzesać i szukać tego własnego szczęścia. Dziękuję jeszcze raz. Dobrej nocy, trzymajcie się. Do usłyszenia za tydzień. Pa pa.
[02:29:52] - A mówił te słowa do państwa gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Tutaj takie małe przeprosiny, ponieważ troszeczkę momentami, ale tylko naprawdę momentami jakość dźwięku była troszkę gorsza. Dźwięk jakby zanikał. Być może jest to kwestia czegoś, ustawienia w tym nowym laptopie. Miejmy nadzieję, że już za tydzień-
[02:30:14] - Może nie stawałem blisko, panie Marku, po prostu i odsuwałem się od laptopa.
[02:30:19] - Może dlatego, bo niektóre laptopy mają fabrycznie ustawione różne sposoby usuwania szumów i może po prostu wycinało pana w tym momencie. Poniżej pewnego poziomu głośności niektóre laptopy po prostu uznają dźwięk nie za mowę, tylko za szum i ją wycinają. Ale myślę, że to jest problem do ogarnięcia. Mamy na to cały tydzień. Jakby coś, to mogę tam pomóc. Także dziękujemy jeszcze raz za uwagę. To była audycja „Świat oczami duszy”. Audycja o świadomości na żywo. Tradycyjnie zachęcamy do zasubskrybowania kanału pana Sławka Bączkowskiego na YouTube o takim samym tytule jak nasza audycja „Świat oczami duszy”, bowiem „Świat oczami duszy” istnieje również w wersji wideo. Pan Sławek prowadzi wideobloga o takim tytule.
Zachęcamy także do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Użytkowników Facebooka zachęcamy z kolei do polajkowania i śledzenia fanpage'a o takim samym tytule jak książka, czyli „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście za tydzień. Oczywiście na żywo na antenie Radia Paranormalium w poniedziałek o 20:00. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl