Transkrypcja oparta jest na napisach przygotowanych dla potrzeb wstawienia tej audycji na YouTube. Może się zdarzyć, że transkrypcja nie będzie zawierała oznaczeń wyciętych elementów (np. w niektórych audycjach z relacjami świadków, gdzie osoba wypowiadająca się prosiła o wycięcie czegoś przed publikacją). Jeśli masz taką potrzebę, napisy możesz
[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Poniedziałek, 28 października 2019 roku. Mamy godzinę 20:01 na moim zegarze, a to oznacza, że czas najwyższy rozpocząć kolejny odcinek audycji „Świat oczami duszy”. Audycji poświęconej w całości meandrom świadomości, na żywo oczywiście. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji jak zawsze Marek Sęk "Ivellios". A po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji, pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[00:52] - Dobry wieczór, panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[00:54] - Tradycyjnie, zanim przekażę głos panu Sławkowi, podam kontakty do Radia Paranormalium. Numer telefonu warto zapisać sobie już teraz, bo będzie służył nie tylko do dzwonienia, ale również do SMS-owania. Nasz numer to 530 620 493. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu, czy też, jak to ostatnio ustaliłem, na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i fanpage'u książki pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza”. Jesteśmy też na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata, a jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl. A więc tradycyjnie, panie Sławku, z czystym sumieniem oddaję panu głos.
[02:07] - Dziękuję, panie Marku. Kochani, jeszcze raz witam serdecznie. Na początku przeprosiny, bo jak wyłapaliście to bardzo czujnie, popełniłem błąd w ostatniej audycji, bo troszeczkę namieszałem. Najpierw pracę domową zadałem wam, pytając, czym jest dla was miłość i żebyście się nad tym zastanowili. A na koniec audycji chlapnąłem, czym jest szczęście. I tak, tu była taka niekonsekwencja z mojej strony. Oczywiście chodziło mi o miłość, bo o tym za chwileczkę będę chciał z wami porozmawiać. Natomiast przy okazji dowiedziałem się w bardzo fajnych kilku komentarzach — zapraszam tych, którzy słuchają tylko audycję na żywo, a później nie zaglądają w komentarze, do tego, żebyście zajrzeli, bo naprawdę parę fajnych komentarzy na temat szczęścia i miłości się pojawiło. Ja ze swojej strony bardzo dziękuję za odrobienie lekcji przez niektórych. A ci, którzy się nie wypowiedzieli, to mówię: zapraszam was do przeczytania, do zapoznania się z tymi komentarzami, nawet chociażby po to, żeby swoją taką chociażby nawet ziemską świadomość rozwinąć, a też na pewno po to, żeby czytając te komentarze, zastanowić się i samemu spróbować się ustosunkować i zastanowić nad tym, czym jest ta miłość i to szczęście dla was, dla każdego z was.
Tak że jeszcze raz przepraszam. Postaram się być bardziej czujny, ale cieszę się, że mam takich słuchaczy, którzy takie drobne nawet niuanse wyłapują. Oczywiście zaczniemy tutaj od Kwadransu Bobasa, ponieważ po pierwsze obiecałem, po drugie powiem wam szczerze, że temat mnie wkręcił, jak to się mawia. Bo im więcej o tym myślę, im więcej się zastanawiam, im więcej szukam też odpowiedzi na komentarze i na wasze pytania, zwłaszcza Ghosta. Chociaż tu MrsTreehouse bardzo ładnie się włączyła w tą rozmowę. Tym bardziej mnie to po pierwsze fascynuje, a poza tym pojawia się tym też coraz więcej takich innych spostrzeżeń dotyczących na przykład relacji naszej podświadomości i naszej świadomości, czyli naszej duszy. I o tym też za chwilę powiem. Natomiast na początek to, co obiecałem w krótkich kilku słowach. Odpisałem Ghostowi na temat tego, czy małe dzieci widzą aurę. Bo to było takie pytanie, na jakiej podstawie dzieci, jak nas odbierają, jak odbierają swoje otoczenie, jak odbierają swoich bliskich.
Więc tak, z tego, co mi wiadomo i z rozmów z ludźmi, którzyRozmawiali ze swoimi dziećmi, czyli mają naocznych, wręcz dosłownie naocznych świadków tego. Małe dzieci, nie wiem, do którego momentu. Znam przypadki, że nawet do szóstego roku życia dzieci widziały aury. I tu fajny przykład, dlaczego dzieci o tym nie mówią. Jedna z moich znajomych zapytała swoje córki, czemu nie powiedziały tak. I one oczywiście z taką dziecięcą prostotą, szczerością i taką z naszego punktu widzenia naiwnością powiedziały, że myślały, że to jest całkowicie naturalne i że wszyscy to widzą. Że nie widziały w tym nic dziwnego, ponieważ urodziły się z tym i myślały, że dorośli też w ten sam sposób widzą siebie nawzajem. Z czego to wynika? Myślę, że z kilku powodów. Jednym na pewno jest bardzo mocne uduchowienie małych dzieci.
Ten ich bezpośredni i nieustanny kontakt z własną duszą, z własną świadomością najprawdopodobniej powoduje to, że tak to wygląda, że jest to proces naturalny i dzięki temu widzenie energii jest czymś zupełnie normalnym. Inną kwestią jest to, że na przykład wzrok dzieci też inaczej funkcjonuje gdzieś do około dwunastego roku życia. Ja się o tym przekonałem we własnym życiu, na doświadczeniu swojej młodszej córki. Ze starszą jeździliśmy już do okulisty i ona w wieku pięciu lat bodajże też z nami jeździła. Jak to małe dziecko: ja też chcę. Bo pan profesor zakładał takie śmieszne okularki, w które wkładał córce starszej różne soczewki. Więc dla mojej młodszej córki było to zabawne. Śmiała się patrząc, jak ta starsza w tych okularkach wygląda. I ona też: ja też chcę. Pan profesor, przesympatyczny, zresztą olbrzymi fachowiec, ale też przesympatyczny człowiek mówi: „No dobrze, chodź tutaj.
Usiądź sobie”. I posadził ją na tym fotelu. Jak zakładał jej te kolejne soczewki, to widzieliśmy po jego minie, że jest coś bardzo złego, że coś się złego dzieje. Nie drążyliśmy tematu, bo też nie chcieliśmy przy dzieciach o tym rozmawiać. Co się okazało? Moja młodsza córka w wieku pięciu lat miała wadę wzroku na poziomie chyba 12,5 dioptrii. Ona praktycznie rzecz biorąc nie widziała na jedno oko. Chodziła do przedszkola, funkcjonowała normalnie w życiu i tak dalej, i nigdy nie narzekała, że coś z jej wzrokiem się dzieje. My zresztą też w ogóle nie zaobserwowaliśmy tego. Oczywiście mieliśmy jako rodzice wyrzuty sumienia, że jak mogliśmy czegoś takiego nie zauważyć.
I co się okazało? Że właśnie do dwunastego roku życia tak zwana akomodacja oka powoduje to, że to jedno oko było w stanie nadrobić niedoskonałość drugiego oka i dziecko widziało wszystko normalnie. Akomodacja zmienia się około dwunastego roku życia, kiedy się zaczynają okresy dojrzewania, kiedy pojawiają się nowe hormony i tak dalej. Pan profesor stwierdził, że w wieku dwunastu, pewnie około dwunastego roku życia to wszystko by wyszło na jaw. Czyli dziecko by po prostu przestało widzieć na jedno oko najnormalniej w świecie. Oczywiście mała, my też pytaliśmy, czemu się nie skarżyła, czemu nic nie sygnalizowała. I ona też stwierdziła, tak jak większość dzieci, że myślała, że to jest po prostu normalne. Bo nikt z dzieckiem nie rozmawia o tym, jak widzi. A co ty widzisz? To jest też ciekawa wskazówka dla szczęśliwych rodziców, posiadaczy małego dziecka, żeby właśnie też na takie tematy rozmawiać.
Co ty widzisz? Jak ty widzisz? Jak te obrazy, jak te kolory, jak to wszystko wygląda twoimi oczami? Tak więc świat małego dziecka jest dla tego dziecka całkowicie normalny.Tak jak na przykład widzenie aury czy widzenie w pewien określony sposób, zupełnie inny od tego, jak my to widzimy. Dlatego mówię: wskazówka, żeby z małymi dzieciaczkami na te tematy rozmawiać. Drugim takim tematem, który ghost poruszył, to było: jak wygląda kontakt małych dzieci z własną świadomością? Czy widzą na przykład inne dusze, duchy? I tak dalej. Wydaje mi się, że to jest dość indywidualna sprawa. Natomiast też znam takie przypadki, kiedy małe dzieci widzą czy mają bezpośredni kontakt.
Widzą wręcz swojego przewodnika duchowego. To się po chrześcijańsku nazywa anioła stróża. Natomiast najczęściej takim używanym określeniem w tej branży duchowej, ezoterycznej jest przewodnik duchowy, opiekun, przewodnik. Oczywiście ta eksploracja, którą część z nas, czy ci, co chcą, czy ci, co potrafią, czy ci, co mają na to ochotę podczas różnego rodzaju wycieczek i eksploracji świata duchowego. To, co my widzimy, w przypadku dziecka jest takie jakby zawężone do takiej bezpiecznej wersji. Czyli mówię: najczęściej się to sprowadza do kontaktu z przewodnikiem bądź z przewodnikami duchowymi. Opowiadałem pewnie tą historię, nawet na pewno opowiadałem, ale jest część nowych słuchaczy, więc opowiem ją jeszcze raz. To była historia mojego kolegi z podstawówki i jego córki, o której on mi opowiadał, która wpadła pod samochód i zginęła na miejscu. Kiedy została przywieziona przez swojego wujka ze szkoły, odebrana z pierwszej klasy bodajże, na oczach swojej babci, która stała w oknie i całą tą sytuację obserwowała na ulicy, po której dziennie przejeżdża może 10 samochodów. Rano, jak właściciele posesji wywożą dzieci do szkoły i później jak wracają po pracy.
Tam nie ma żadnej drogi przelotowej, jest tylko ruch sąsiedzki. Więc sytuacja, która tak naprawdę nie powinna mieć czysto teoretycznie miejsca. Zresztą to jest właśnie też pewnego rodzaju przeznaczenie, ponieważ miała odebrać matka, żona mojego kolegi, tą córkę ze szkoły, natomiast coś tam jej w pracy wyskoczyło. Zadzwoniła do tego mojego kolegi. On był akurat w trasie po drugiej stronie Warszawy, więc też nie mógł odebrać. Poprosił swojego brata, żeby odebrał córkę, swoją bratanicę ze szkoły. Więc są takie rzeczy w świecie duchowym, które po prostu się muszą wydarzyć, ponieważ taki jest wybór, taka jest decyzja świadomości na dane wcielenie, na daną inkarnację. Rozmawiałem później z tym swoim kolegą, który mówi, że dopiero po śmierci, po tym wypadku zaczął sobie z żoną pewne rzeczy układać. I właśnie ich córka miała stały kontakt ze swoim opiekunem duchowym. Stały kontakt.
Mało tego, to była kobieta. Ona tą postać widziała w sposób prawie że fizyczny. Nadała jej imię. Mało tego, bawiła się z nią. Oni myśleli, że to są po prostu jakieś wymysły, wyobraźnia małego dziecka. Natomiast ona przesiadywała w pokoju, rozmawiała z nią, bawiła się lalkami. Mało tego, ona swoim rodzicom mówiła: „Nie martwcie się, mi tam będzie lepiej”. Czyli miała pełną świadomość tego, że zginie, że umrze. Więc warto o tym pamiętać, że z punktu widzenia duszy, świadomości śmierć nie jest jakimś zjawiskiem przerażającym.Wprost przeciwnie, jest rzeczą całkowicie naturalną i też z pełną świadomością, że po śmierci nie wydarzy się nic złego, nic strasznego. My żeśmy rozmawiali dość wcześnie po śmierci tej dziewczynki, tej córeczki, więc on też nie chciał za mocno tego wszystkiego rozdrapywać, rozgrzebywać.
Natomiast później chcieli już o tym wszystkim gdzieś zapomnieć, wyciszyć się. Więc do tematu już nigdy więcej nie wróciliśmy. Odpowiadając na pytanie, czy dzieci widzą aury i czy małe dzieci widzą postacie ze świata duchowego: tak, zdecydowanie tak. Aczkolwiek mówię, intensywność pewnie jest wszystkim sprawą indywidualną. Pewnie w każdym przypadku jest troszeczkę inaczej. Też myślę, że dużo zależy od planu duszy na dane wcielenie, od planu naszej świadomości na dane wcielenie. I też myślę, że dużo zależy od samego poziomu rozwoju świadomości duchowej. W myśl takiej pewnej zasady, że im większa świadomość, czyli im starsza dusza, tym wybiera sobie trudniejsze zadania. Czyli z punktu widzenia ziemskiego są to często hardkorowe doświadczenia. Myślę, że to też ma wpływ na to, jak ten kontakt i na ile intensywny jest kontakt danej świadomości z tym światem energetycznym, światem duchowym.
Następnym elementem, który Ghost poruszył, było pytanie, na ile rezonans Schumanna może mieć wpływ na takie małe dzieci. Kochani, nie wiem. Jeszcze nie wiem, ponieważ ten wzrost prędkości, wzrost częstotliwości rezonansu Schumanna tak naprawdę od chyba '96 roku dopiero zaczął być mocno wzrastający. Więc mamy powiedzmy dwadzieścia parę lat. Myślę, że teraz dopiero będziemy mogli obserwować właśnie wpływ tego zmienionego już rezonansu Schumanna na mózgi dzieci, które będą w tej chwili wchodziły w dorosłość i będą mogły, że tak powiem, zaświadczyć już swoim własnym postępowaniem, świadomym sposobem myślenia, postępowania, jak to w praktyce wygląda. Więc chyba wchodzimy w ten okres, etap, kiedy te dowody namacalne zaczną się pojawiać. Moim zdaniem bez wątpienia ten wpływ jest. Ja sobie tak patrzę trochę na przykład na podstawie muzyki. Zwróćcie uwagę, jakiej muzyki słuchają nastolatkowie. Przede wszystkim ta muzyka ma zupełnie inne tempo.
To są często bardzo przyspieszone rytmy, które nas, dorosłych, doprowadzają wręcz do pewnego stanu poddenerwowania, jakiegoś wewnętrznego napięcia. Dla nich jest to być może wyznacznik ich naturalnego rytmu pracy ich mózgów. Nasze mózgi tego zupełnie nie ogarniają. Tu jeszcze też była krótka dyskusja pomiędzy Miss Treehouse a Ghostem. Oczywiście jeszcze z jednego powodu polecę wam przeczytanie, zapoznanie się z tymi komentarzami, ponieważ ja to zauważyłem, podkreśliłem to kilka razy. Wyłapała to również Miss Treehouse. I tu przeczytam cytat z jej komentarza: „Nadal nie mogę opisać, jakie na mnie wrażenie robi twój zachwyt nad córeczką”. I tutaj oczywiście gratulacje. Sposób, w jaki Ghost opisuje swoje dziecko, jest warty naprawdę i godny przeczytania.I tutaj obiecałem, że poruszę temat, do którego się odnoszą owi wyżej wymienieni, nasi kochani słuchacze. Przeczytam.
„Napisałabym wiele, ale nie chcę wchodzić w kompetencje pana Sławka”. I tu jest w nawiasie: „plan duszy mi tutaj zgrzyta, dlatego mam nadzieję, że odniesiesz się do twojego komentarza podczas audycji. Pozwalanie na wszystko i akceptowanie wszystkiego też nie jest dobre. Tu, gdzie jesteśmy, mamy wiele wyzwań. Dużo zwłaszcza się pod słowami takimi jak miłość, zrozumienie i akceptacja, tolerancja. Wierzę, że sam wiesz o tym i sam wiesz, że wiele jest do przerobienia, by zrozumieć pewne pułapki. Innymi słowami wyraziłabym się dłużej, ale nadchodzi poniedziałek i zostawmy to na audycję”. Tego nie doczytałem. „Nie sądzę jednak, że będę mogła w niej uczestniczyć, bo przyszła jesień i poniedziałek to jedyny dzień, w którym mogę zrobić porządki w ogrodzie. A jest co robić”.
Trzymamy w takim razie kciuki za porządki w ogrodzie. My mamy już ciemność, że porządki w ogrodzie nie wchodzą w grę, więc możemy tutaj w Polsce skupić się na audycji. Mystery House mieszka z tego, co wiem, w innej strefie czasowej, więc udanych porządków, kochana. Odnośnie pozwalania dziecku na wszystko odniosę się za chwileczkę przy temacie dotyczącym miłości. Kwadrans Bobasa zrobił się dwoma kwadransami Bobasa, więc żeby już przejść do tematu, który chciałem dzisiaj z wami poruszyć, kwadrans Bobasa uważam za zakończony. Oczywiście zapraszam wszystkich rodziców, szczęśliwych posiadaczy maleństw w różnym wieku do uczestniczenia w tej dyskusji, bo naprawdę z takich obserwacji płynie bardzo wiele zrozumienia nas samych i mechanizmów, jakim my sami podlegamy, albo podlegaliśmy 30, 40, 50, 60 czy 20 lat temu. Także zachęcam, zapraszam. I kwadrans Bobasa kończę. Kochani, kilka osób fajnie opisało, czym jest miłość, czym jest szczęście bądź napisało, czym ta miłość nie jest. Bardzo dużo możliwości interpretacyjnych, jak zwykle, daje nasz drogi Adam.
Nie przez przypadek polecam zapoznanie się z jego komentarzami. Nie przez przypadek poruszyłem temat miłości przy okazji naszego kwadransu Bobasa, ponieważ na przykładzie dzieci, zwłaszcza takich malutkich dzieci, widać w ich wykonaniu, czym jest miłość, ale też widać, czym jest miłość w wykonaniu ludzi dorosłych, którzy już posiadają swoją własną podświadomość. I też pokazuje, jak podświadomość można wyłączyć. Zwróćcie uwagę, że posiadając takie bardzo malutkie dziecko potrafimy, jedni więcej, drudzy mniej. Mówię oczywiście o większości ludzi, nie o wszystkich. Potrafimy wyłączyć swoją podświadomość i kierować się właśnie miłością. Tylko i wyłącznie miłością. Wtedy, kiedy dziecko jest malutkie, kiedy jeszcze nie podlega w naszym ludzkim przekonaniu procesowi wychowania, czyli jeszcze nie wychowujemy tego dziecka, tylko się nim opiekujemy. To są te momenty, kiedy okazujemy miłość, taką bezinteresowną miłość. I czymże właśnie według mnie jest miłość?
Dlaczego o tym mówię? Ponieważ tak naprawdę nauczenie się świadomej miłości jest naszym celem ewolucyjnym, więc warto zrozumieć, czym jest miłość, żeby wiedzieć, do czego się zmierza. Chociażby nawet po to, żeby wiedzieć, czy już się jest na właściwej drodze, czy jeszcze się błądzi, czy jeszcze się jest daleko od celu, czy się jest blisko celu, czy już się o ten cel ocieramy, czy jeszcze potrzebujemy czegoś, żeby się do tego celu zbliżyć. Kręcę, kombinuję jak zwykle, nie chcąc wam udzielić bezpośredniej odpowiedzi, bo mam nadzieję, że teraz razem ze mną w swoich myślach, emocjach, duszach szukacieOkreślenia pojęcia miłości. Tutaj Damian napisał, że miłość jest wszystkim. Nie jest wszystkim. Oczywiście w sensie filozoficznym tak. Jest jakimś dobrem najwyższym, pochodzi ze źródła i tak dalej. Na przykładzie dzieci, kochani. Przypomnijcie sobie, a ci, którzy jeszcze nie posiadają dzieci, niech sobie to spróbują wyobrazić.
Gdyby ci, co posiadają albo ci, co nie, posiadali takie malutkie dziecko, malutkiego, bezbronnego bobasa, który nie jest w stanie samodzielnie funkcjonować na ziemi. Czego byście dla tego dziecka chcieli? Czego byście dla takiego dziecka chcieli? Czego chcieliście dla swoich malutkich dzieci? Czymże jest miłość? Miłość jest chęcią dawania szczęścia. Szczęścia, czyli wszystkiego, co najlepsze. To jest miłość. My pragniemy miłości. To jest na warsztatach, w książkach, telewizji.
Poszukujemy. Ludzie poszukują miłości. Mało tego, większość ludzi chce dostawać miłość. Chce być kochany. Chcemy doświadczać miłości od innych. Chcemy, by ktoś nam dał miłość. Natomiast miłość nie jest potrzebą brania. Miłość jest chęcią dawania wszystkiego, co najlepsze. Dlatego na takich malutkich dzieciaczkach widać to najlepiej, ponieważ my dla takiego dziecka chcemy wszystkiego, co dla niego najlepsze: bezpieczeństwo, zdrowie, wypoczynek, rozrywka. Chcemy, by na twarzy takiego malutkiego dzieciaczka gościł albo spokój, albo jak najczęściej uśmiech.
Robimy wszystko, żeby dziecko się do nas uśmiechało, bo jak się uśmiecha, to wiemy, że ono jest szczęśliwe. Miłość to jest chęć dawania szczęścia. Pomyślcie sobie, odrobina marzeń i, jak to mawiają, optymizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Pomyślcie sobie, jak świat mógłby pięknie wyglądać, gdyby ludzie kierowali się miłością. Gdyby ludzie kierowali się zasadą: chcę zrobić, co w mojej mocy, żeby ludzie w moim otoczeniu się uśmiechali. Nie mówię, że byli szczęśliwi, bo dla każdego szczęście może oznaczać coś zupełnie innego. I o tym też żeśmy tutaj w komentarzach rozmawiali. Ale żeby chociaż ludzie wkoło mnie się uśmiechali. Jak pięknie mógłby wyglądać świat. Dlatego przy okazji tego kwadransa bobasa postanowiłem poruszyć ten temat, ponieważ to jest tak na dobrą sprawę jedyny, według mnie, na ziemi objaw tej bezinteresownej miłości.
Ponieważ my od takiego dzieciaczka nie oczekujemy nic. My kierujemy się miłością, czyli chęcią sprawiania, by dziecko było szczęśliwe, oczekując w zamian tylko uśmiechu. Teraz niestety muszę odłożyć tą przecudną wizję świata ludzi uśmiechniętych, zadowolonych i często szczęśliwych tylko z tego powodu, że jeden człowiek drugiemu chce spowodować, żeby się na jego twarzy pojawił uśmiech i spróbować pokazać, jak ta miłość wygląda w trzech płaszczyznach. Pierwsza płaszczyzna to jest miłość na przykład do dziecka, która zaczyna się pojawiać w momencie, kiedy zaczynamy dziecko wychowywać. Czyli tu się zaczyna pojawiać miłość płynąca z podświadomości najczęściej. Drugą taką płaszczyzną, gdzie miłość się objawia, to jest miłość do samego siebie. I trzecią miłością, którą też chcę w jakiś sposób poruszyć, to jest miłość oczami duszy. Poczynając od tej miłości, którą zaczynamy okazywać. Miłość, czyli chęć dawania drugiemu człowiekowi tego, co najlepsze. I tu się pojawia konflikt, bo to my wiemy, co dla drugiego człowieka będzie najlepsze.
Powiedzcie mi, jest ta miłość, tak? Niby chcemy dla drugiego człowieka jak najlepiej. Tylko czy my wiemyCo dla niego jest najlepsze. W tej miłości, która płynie z naszej podświadomości, zaczynamy przekazywać. Zaczynamy rzucać cień na tą miłość. Na tą miłość, która jest bezwarunkowa, zaczynamy rzucać cień naszej podświadomości, czyli naszego wewnętrznego przekonania, co jest najlepsze. Zwróćcie uwagę, że ta miłość do dziecka zaczyna w którymś momencie ewoluować. Kiedy ten dzieciaczek zaczyna coś kumać, coś ogarniać, to zaczynamy z nim wchodzić w relację i zaczynamy go uczyć. Zaczynamy go wychowywać. Wtedy zaczynamy mu przekazywać swoją podświadomość, swoje prawdy, swoje wewnętrzne przekonania, czym jest szczęście, czym jest prawda i tak dalej.
W momencie, kiedy kończy się miłość, ta miłość opiekuńcza, czyli chęć tylko i wyłącznie skoncentrowana na tym, żeby dziecko było uśmiechnięte, zaczynamy dziecko programować. Później zaczynamy go wychowywać, zaczynamy mu wpajać nasze wzorce, zaczynamy mu przekazywać nasze prawdy. Później ten proces z każdym następnym rokiem w nas samych jest coraz silniejszy. Zwróćcie uwagę, że to my wiemy, co jest dla naszego dziecka lepsze. Później wiemy, co jest lepsze dla naszych partnerów, dla naszych znajomych, dla wszystkich. My, mając już wykształconą swoją własną podświadomość, jesteśmy święcie przekonani, że wiemy, co jest dla innych lepsze. Zwróćcie uwagę, tu też mieliśmy w przedostatniej audycji kwestię tego, żeby ludzi wybudzać, żeby ludzi przebudzać. Ja wtedy wspomniałem, że to jest takie troszeczkę z pogranicza wojny krzyżowej, kiedy trzeba nawracać pogan, czyli siłą, mieczem, ogniem nakłaniać ich do tego, żeby uwierzyli. Tak samo jest z tym wybudzaniem. Po pierwsze, kochani, ten wątek dyskusyjny tam był.
Po pierwsze nie każdy chce być wybudzony. Po drugie nie każdy jest w stanie się wybudzić, ponieważ jego świadomość jest jeszcze zbyt mała, żeby mógł samodzielnie kierować swoim i zarządzać swoim losem. To jest tak samo jak z dzieckiem. Wielokroć o tym mówiłem. Nie da się sześciolatka wypuścić samego na przykład samochodem na ulicę, ponieważ dziecko nie ma jeszcze na tyle zbudowanej świadomości i odpowiedzialności, jeszcze się tego nie nauczyło, żeby nie zrobić sobie albo komuś krzywdy, a przede wszystkim sobie. Zwróćcie uwagę, zwłaszcza w swoim zachowaniu, jak dużo jest tej takiej miłości, w której chcecie tylko i wyłącznie jednego, aby osoba, którą tą miłością obdarzacie, była po prostu szczęśliwa. Ale szczęśliwa w taki sposób, jak ona chce, żeby to ona określiła, co jest dla niej szczęściem. A my, nawet jeżeli nie chcemy dołożyć do tego ręki, to bądźmy chociaż na tyle tolerancyjni, żeby pozwolić drugiemu człowiekowi żyć i być szczęśliwym z tym, co dla niego jest szczęściem. Po prostu. Ja wiem, że to jest trudne zadanie, zwłaszcza w tych najbliższych relacjach.
Zwłaszcza jeżeli połączymy to jeszcze z miłością do samego siebie, o której za chwilę wspomnę. Ja wiem, że im człowiek jest bardziej świadomy, tym trudniej mu jest pogodzić się z myślą, że ktoś, na kim nam zależy, swoim działaniem wyrządzi sobie krzywdę. Ja wiem, że to jest bardzo trudne zadanie i ja też jak do tej pory nie znalazłem na to złotej recepty. Zwłaszcza w relacjach powiedzmy związkowych, w relacjach rodzinnych, w relacjach przyjacielskich. To są naprawdę bardzo trudne tematy i są takie sytuacje, w których nie pozostaje nic innego, jak się po prostu odciąć bądź rozstać z daną osobą. Dając tutaj przykład dzieci. Dzieci, które zaczynają dorastać, zaczynają dojrzewać. Obowiązkiem rodzica jest przygotować dziecko do samodzielnego życia.Więc oprócz tego, że trzeba zapewnić mu bezpieczeństwo, utrzymywać go, nakarmić, zapewnić dach nad głową i wszystkie typowo ziemskie procedury, to trzeba go też przygotować na przykład do tego, żeby się nauczył, że każda decyzja niesie ze sobą jakieś konsekwencje. Często rodzice mają z tego powodu bardzo duży dyskomfort, ponieważ mając już dużo większą świadomość, muszą często robić wbrew swoim dzieciom. Czyli dzieci są niezadowolone z różnego rodzaju zakazów, nakazów, innych rzeczy, a rodzice na przykład mówią: „Bo inaczej się nie nauczysz”.
Oczywiście sposobów i technik jest mnóstwo. Ja mam jakieś doświadczenia, nie powiem, że nie mam. Mam doświadczenia z wychowywaniem swoich dzieci, ale też z dawnych, wcześniejszych czasów, też cudzych dzieci. Jako opiekun różnego rodzaju miałem bardzo dużo do czynienia z dziećmi. Na przykład problem pieniędzy – jak nauczyć dziecko szacunku do pieniądza? Bo rodzice wiedzą, że trzeba pracować. Dzieci tego nie wiedzą, ponieważ jeszcze nigdy nie pracowały, więc skąd niby mają wiedzieć? Pięciolatek – jaka jest wartość 100 złotych, 100 dolarów czy 100 euro? Ile czasu trzeba poświęcić, żeby takie pieniądze zarobić? Niby skąd ma dziecko to wiedzieć?
Ja na przykład ze swoimi dziewczynami, zamiast im truć, to jak jechaliśmy na zakupy później, już jako nastolatki, to zamiast powiedzieć: „Okej, zróbcie sobie zakupy za 100, 200 złotych, 300 czy 500”, to dawałem im te pieniądze do ręki i mówiłem: „Okej, płacicie za swoje zakupy”. Czyli: „Mam 100 złotych, wydałam 17. Ta bluzka kosztuje 43. Zostanie mi już tylko tyle”. Czyli dziecko już widzi wartość i widzi, że te pieniądze w momencie, kiedy rodzice płacą, nigdy się nie kończą, ponieważ rodzice mają zawsze źródełko w kieszeni bądź w banku, które cały czas bije i te pieniądze cały czas tam przyrastają sobie. One się nigdy nie kończą. To jest zawsze kaprys rodziców, że czegoś nie chcą kupić, a nie brak pieniędzy. Są jakieś głupie wymówki najczęściej albo po prostu niechęć, albo: „Po prostu mnie nie kochacie”. Więc danie na przykład dziecku pieniędzy powoduje, że widzi, że te pieniądze jednak mają jakąś wartość, nie są niewyczerpalne i kiedyś się kończą. Wiele razy obserwowałem.
Mówię: „No co, nie kupisz sobie tej torebeczki?”. „No nie, bo już mi tylko 37 złotych zostało, a tu 29 i zostanie mi tylko 8 złotych i coś tam”. W momencie, gdybym to ja płacił, byłaby i torebeczka, i to, i to, i tamto, ponieważ to źródełko cały czas bije. Mówię o tym jako przykład, że można dzieci uczyć w mniej bądź bardziej bolesny sposób. Natomiast do czego zmierzam? Miłość, która staje się w pewnym momencie w konflikcie z wychowaniem. Ponieważ my wiemy, czego chcielibyśmy nauczyć swoje własne dziecko. Chcielibyśmy, żeby jak dorośnie, było po prostu szczęśliwe. Czyli miało męża, żonę, miało rodzinę, miało dobrą pracę, miało to, tamto, śmamto, ọtamto i w ogóle, żeby życie naszego dziecka przebiegało bez żadnych konfliktów, z wiecznym uśmiechem na twarzy i w pełnej radości. Każdy rodzic, zakładam, że większość normalnych rodziców tego właśnie chce dla własnego dziecka.
Natomiast w połączeniu z podświadomością to przestaje już tak idealnie funkcjonować. Przestajemy się mniej wsłuchiwać w drugiego człowieka, czyli słuchać, co jest dla niego szczęściem, co według niego jest szczęściem, co byłoby szczęściem w danym momencie, co by w danej chwili spowodowało, że dziecko by się uśmiechnęło. A przechodzimy na tą ciemną stronę mocy, kiedy tylko według naszych przekonań wmawiamy drugiemu człowiekowi, co powinno być dla niego szczęściem. Mówię, sytuacja jest bardzo skomplikowana. Natomiast pamiętajcie, że przekroczenie tej granicy, kiedyPrzestajemy słuchać drugiego człowieka, a zaczynamy się kierować tylko i wyłącznie naszym wewnętrznym przekonaniem, co dla niego powinno być szczęściem. Zaczyna być ślepą uliczką i powodem do tego, że mimo, że mówimy, że robimy coś z miłości, jest po prostu zwykłą hipokryzją, żeby nie rzec zwykłym oszustwem. To są właśnie te pułapki, o których też pisała Missy Street House, że pod wieloma pięknymi słowami: miłość, zrozumienie, akceptacja, tolerancja kryje się coś zupełnie innego. Dlatego warto naprawdę warto jest pamiętać, czym jest miłość. Pamiętajcie, miłość jest chęcią sprawiania, żeby na twarzy drugiego człowieka pojawił się chociaż uśmiech. Jeżeli możemy uczynić, by drugi człowiek był szczęśliwy w sposób taki, który dla niego będzie szczęściem, to jest cudowne.
To jest po prostu cudowne, ale niech chociaż pojawi się na jego twarzy uśmiech. To już ta intencja miłości, to krzewienie miłości zostanie zachowane. Jeżeli będziemy się kierować, zwłaszcza w przypadku dorosłych osób, własną podświadomością i przekonaniem, że to, co jest dobre dla nas, to, co jest szczęściem dla nas, powinno być szczęściem dla wszystkich ludzi, to idziemy ślepą uliczką. I nazywanie tego i mówienie, że robimy to z miłości jest zwykłym kłamstwem. Pewnie szerzej ten temat da się rozwinąć w momencie, kiedy będę mówił o tych pozostałych aspektach miłości, czyli o miłości do samego siebie i miłości oczami duszy. Nie chciałbym tego przelecieć tak po łebkach, bo temat jest dla mnie osobiście bardzo ważny. Zresztą bardzo fajny, a widzę, że już znowu się rozgadałem i mamy godzinę 21, a pewnie bym jeszcze musiał z godzinę do was na ten temat pogadać. Może opowiem taki przykład, bo cały czas mi chodzi gdzieś tam po głowie. Oczywiście też z własnego życia. Być może też już opowiadałem o mojej najstarszej kochanej pierworodnej córce, która zakochała się idąc do gimnazjum.
Zakochała się w języku francuskim. I oczywiście ci, co mają dzieci to wiedzą, że dziecko zawsze pieniądze na wycieczkę bierze albo o jakichś ważnych sprawach, zebraniach mówi w momencie, kiedy wychodzi do szkoły za pięć ósma. A teraz w dobie telefonów to najlepiej dzwoni w ostatniej chwili. „Tato, tato, jest ważna sprawa”. To jest taki mechanizm dziecięcy, ponieważ dzieci są świetnymi obserwatorami i wiedzą, że jeżeli powiedzą coś w ostatniej chwili, to skrócą mordęgę słuchania wykładów, ponieważ nie będzie na nie czasu. Więc atakują na minutę w drzwiach, stojąc tak w butach już z plecakiem: „A mamo, tato, wiesz bo potrzebuję 20 złotych na wycieczkę”. Wiedzą, że rodzice nie przetrzymają dziecka, żeby się spóźniło do szkoły i że te 20 złotych dadzą. Pod warunkiem, że dzisiaj to już wcale nie jest takie oczywiste, bo po prostu dużo ludzi posiada karty, nie posiada gotówki. Więc sytuacja się trochę zmieniła, ale kiedyś to były takie obserwowałem standardowe procedury, właśnie dziecięce. I możecie dziecku tłumaczyć: „Nie zostawiaj na ostatnią chwilę”.
Nie, jeżeli wie, że jeżeli coś powie i dostanie na ten temat długi wykład, który go znudzi i którego nie zrozumie, to wypracuje sobie taką technikę, żeby załatwiać sprawy po prostu przed wejściem. O co chodzi? Moje dziecko zadzwoniło do mnie: „Tato, bo jest tam wycieczka do Paryża, bo jest tylko 30 osób, 30 miejsc i wiesz, bo trzeba decyzję podejmować, bo to ze wszystkich klas, że się mogę nie wyrobić”. Ja mówię: „Córciu, wrócę do domku, to porozmawiamy na ten temat”. „Nie, ale wiesz, tato”. Tak to dziecko. Ja mówię: „Wrócę do domu, porozmawiamy”. No i wróciłem do domu. Mówię: „O co chodzi?”. „No bo pani organizuje grupę, a w ogóle chcę jechać, bo ja się będę uczyła francuskiego i to mój ukochany język jest i coś tam, i chcę jechać, że na koniec roku będziemy”.
Ja mówię: „No cóż, córciu, czemu nie? Paryż piękne miasto. Jedź”. „No i zaliczkę trzeba wpłacić”. Ja mówię: „No dobrze”. „No to tam 200 złotych”. Ja mówię: „Dobrze, to dam ci pieniążek, jutro wpłacisz”. „No już, żeby miejsca były i tak dalej”. Ja mówię: „No dobrze, a powiedz mi w związku z tym, to może zawrzyjmy jakiś pakt na zasadzie, że-Ty pojedziesz do Paryża, a ja też dostanę jakiś prezent od ciebie w związku z tym. A co byś chciał?
Ja mówię: „Wiesz, tu jest wiele rzeczy, ale to, czego ja bym na pewno chciał, to to, żebyś miała dobre oceny w szkole”. „Okej, to świadectwo z czerwonym paskiem na koniec roku”. Ja mówię: „No i super. Umówieni”. Dziecko dostało zaliczkę, wpłaciło pieniążek na półrocze. Tak patrzę: cztery zero. Nic nie mówiłem przez pierwsze pół roku. Mówię: „Wiesz co, córciu? Ten Paryż to chyba nie w tym roku”. „Nie, co ty, tato, ja się tam wyciągnę”.
Ja mówię: „Słuchaj, w sumie to co mi tam? To przecież ty chcesz jechać do Paryża. Panie, ja jadę do Paryża, więc wydaje mi się, że to tobie powinno bardziej zależeć”. „Nie, tato, nie ma problemu”. Ale zawsze się dobrze uczyła, więc nie miałem co do tego większych wątpliwości. No i co się dzieje? Koniec roku się zbliża, wycieczka się zbliża, wystawianie ocen się zbliża. Moje dziecko powyciągało się. Wracam któregoś razu z pracy i córcia moja kochana mówi: „Tato, musisz iść do szkoły”. Ja mówię: „O Jezu, co się stało?
Jakieś wymogi dla rodziców powprowadzali, że muszą doktorat skończyć czy o co chodzi?” „Nie, do mojej szkoły”. „A, do twojej szkoły — mówię — bo ja już swoją karierę edukacyjną raczej zakończyłem, więc się nie wybieram. A po co mam iść do tej szkoły?” „No bo wiesz co, tato, nauczycielka od WF-u”, ona jakoś tam specjalnie usportowiona nie była, „miała taki układ, że jeżeli będzie przystępować, nie będzie kombinować na zasadzie, że zwolnienie, że wagary, tylko będzie przystępować do zaliczenia, to nauczycielka za same jej chęci będzie jej stawiała jakieś oceny”. Tak się dogadały. W porządku. Przynajmniej nie unikała, chodziła na WF, nie miała stresów. Okazało się, że na sam koniec roku klasa czymś tam podpadła i nauczycielka obniżyła całej klasie o jedną ocenę w dół. Oczywiście ja mam iść do szkoły, bo rodzice przychodzą i oni się tam kłócą z nauczycielką i ona niektórym dzieciom podobno podnosiła, przywracała te oceny i tak dalej. Ja mówię: „Córciu, ale co to ma za znaczenie?” Okazało się, że ma o tyle znaczenia, że bez tej jednej oceny moje dziecko nie będzie miało świadectwa z czerwonym paskiem. Ja mówię: „O nie, córciu, ja nie będę chodził się wykłócał o twoje oceny.
To trochę nie tędy droga”. Oczywiście rozpacz. Co się okazało? Ja do szkoły nie poszedłem wykłócić się o ocenę. Moje dziecko miało na koniec roku średnią 4,72, a na czerwony pasek było potrzebne 4,75, jak pewnie większość rodziców. Jak się domyślacie, straciłem 200 złotych, a moje dziecko nie pojechało do Paryża. Dwa tygodnie byłem wrogiem publicznym numer jeden wszystkich: całej rodziny, począwszy od córek, żon, matek, kochanek, babć i tak dalej. Wszyscy oczywiście twierdzili, że powinna pojechać do tego Paryża. Nie pojechała. Do czego zmierzam?
To jest właśnie ta sytuacja, kiedy człowiek świadomy musi wziąć odpowiedzialność. Po pierwsze za swoje słowa i też pokazać dziecku, że każda rzecz niesie ze sobą jakieś konsekwencje. Oczywiście pewnie ocena mojego postępowania w waszych oczach będzie też pewnie przeróżna, w zależności też od waszych podświadomości, od waszych wartości. Nie wstydźcie się, mówcie, piszcie, komentujcie. Jak najbardziej z chęcią poznam wasze zdanie na ten temat. Co w takiej sytuacji należało zrobić? Ja oczywiście słyszałem też od własnego dziecka: „Bo ty mnie nie mobilizowałeś, bo ty mi nie zabierałeś laptopa, bo ty mi nie zakazywałeś wychodzić z domu”. Oczywiście to była moja wina i tak dalej. Przeprowadziliśmy dwa tygodnie dość burzliwych rozmów i podczas tych rozmów padały też takie argumenty: „Córciu, po pierwsze życie rzadko kiedy jest takie matematyczne. Jak widzisz, niesie ze sobą pewne randomowe sytuacje, których nie jesteś w stanie przewidzieć, więc zostaw sobie jakiś margines błędu.
Margines na coś, na co nie masz wpływu. Że może jedna ocena więcej, jakbyś sobie zostawiła taki zapasik, dałaby ci komfort psychiczny, że gdyby coś, co nie jest zależne ode mnie, się wydarzyło, to mam ten zapas”. Też rozmawialiśmy o ambicjach, o tym, czy to chodzi o to, żeby ktoś nas stymulował, czyCzy lepiej mieć w sobie samym chęć, ambicje, cele, dążenia, marzenia, pragnienia i robić to przede wszystkim z własnej potrzeby, a nie tylko i wyłącznie dla jakiegoś konkretnego celu albo na skutek działania innych osób. To był bardzo ważny moment właśnie w sensie tego, co my dzieciom powinniśmy zapewnić. Czyli uświadomić ich, że trzeba ponosić odpowiedzialność, że życie tak jest skonstruowane, że trzeba dotrzymywać słowa, wywiązywać się z obietnic i że każda rzecz, każdy czyn niesie ze sobą jakieś konsekwencje, które jeżeli my jesteśmy sprawcą tego czynu, my będziemy musieli te konsekwencje ponieść. I to jest właśnie sytuacja, w której z miłości robimy coś, co nie jest fajne, co nie jest miłe. Mi to nie sprawiło żadnej radości ani żadnej przyjemności. Wolałbym obejrzeć uśmiech i radość po powrocie swojego dziecka z Paryża, a nie łzy, pretensje, rozpacz i nerwy ogólne. Więc mówię, sytuacja jest skomplikowana. Natomiast pamiętając o tym, czym jest miłość, że miłość jest chęcią sprawienia, żeby na twarzy drugiego człowieka pojawił się uśmiech i słuchając go możemy mówić, że kierujemy się miłością.
W przypadku dzieci dochodzi jeszcze odpowiedzialność. Odpowiedzialność za to, żeby przygotować te dzieci i nauczyć pewnych wartości, które później w życiu najprawdopodobniej, niestety również przez pryzmat naszej podświadomości są ważne i wartościowe. Powiem wam, że nigdy nie miałem później żadnych problemów, jeżeli chodzi o naukę, odpowiedzialność, takie rzeczy, które oprócz tego, co nazywamy na Ziemi dobrym wychowaniem, zasadami, ale również z punktu widzenia takiej uniwersalnej świadomości nigdy nie miałem żadnych problemów później z córką i jej relacjami z ludźmi. Bo to też jest ważne. Z mówieniem prawdy, szlachetnością, chęcią pomocy i tak dalej. Kochani, rozgadałem się. Miało być krótko i treściwie, a jak zwykle załączyło się moje gadulstwo. Ale trochę to jest kwestia tego, że obiecałem, że ten wątek pozwalania dziecku na wszystko w imię miłości, że ten temat w dzisiejszej audycji poruszę. Kochani, bardzo wam dziękuję za cierpliwość. Panie Marku, mamy jakieś komentarze dzisiaj czy Piratów z Karaibów słuchacze oglądają?
[01:04:51] - Na razie tutaj tylko Ghost się rozpisał.
[01:04:55] - Aha. Tak, Missy Strayhouse w ogrodzie.
[01:05:02] - Także już panu przesłałem te komentarze od Ghosta i myślę, że może dobrze będzie, jak powtórzę kontakty do Radia Paranormalium. Nasz numer telefonu i do SMS-ów również to 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na GG pod numerem 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i książki „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”, a także na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:06:06] - Dobrze. Dziękuję, panie Marku. Kochani, dziękuję wam, bo zapomniałem w tym wszystkim podziękować wam za cierpliwość w wysłuchiwaniu moich przemyśleń. Faktycznie mamy tutaj komentarz Ghosta, więc jeżeli będę tylko potrafił, przeczytam. Widzę, że to z końcówki samej audycji, czyli: „Panie Sławku, od jakiegoś wieku, pewnie nastoletniego, nie powinienem programować swojego dziecka swoimi prawdami, czyli swoją podświadomością. Nawet gdybym zdawał sobie sprawę z tego, że robi źle.”Nawet żadnej sugestii, nic. Wiem, że czasami dobrze uczyć się na własnych błędach. Wtedy człowiek coś najlepiej zrozumie i doświadczy, ale chyba nie do przesady. Zwłaszcza z punktu widzenia rodzica, który jest świadom, że jego dziecko brnie w bagno. Wiem, że są to dla mnie dopiero wyzwania na przyszłość.
Teraz jest łatwiej, bo basek nie ma aż tylu potrzeb. I tutaj widzę: oj tam, panie Sławku, to była tylko ocena z WF-u. Przez to córka nie pojechała do Paryża, stolicy miłości. Okej, to pana sposoby wychowawcze. Ciekawe, jak ja sobie poradzę. Kochani i drogi gościu, powiem wam tak: programowanie podświadomości tak naprawdę zaczyna się w najmocniejszy sposób od urodzenia, a w pewnym sensie utrwala się do czwartego roku życia. Więc to nie jest tak, że jak w wieku 13 lat przestaniemy dziecku nie przesyłać swoich wzorców podświadomościowych, to cofniemy jakiś proces. Nie. Podświadomość się programuje przez pierwsze trzy, cztery lata. Te główne podwaliny podświadomości, główne wzorce.
To nie o to chodzi, żeby dziecku nie mówić, że robi źle. Wprost przeciwnie. Tylko należy pamiętać, że nastolatkowie, nastolatki zaczynają właśnie koło 10., 12. roku życia pokazywać, jakie te wzorce są. Zaczynają pokazywać, jakie informacje od nas uzyskały. Dlatego jest to dla nas tak często wkurzające, ponieważ nie widząc swoich nawyków, widzimy pewne zachowania u dzieci, które nas denerwują, które nam przeszkadzają, które chcielibyśmy wyeliminować. Ale tak naprawdę to dzieci nam pokazują, jacy jesteśmy my. Ponieważ mówi się, że to szkoła, przedszkole, towarzystwo. Złe towarzystwo, dziecko wpadło i to ono wykrzywiło charakter i tak dalej, że ma zły wpływ, takie tam rzeczy. Oczywiście wszyscy są winni, tylko nigdy my.
Ale tak naprawdę to właśnie dziecko pokazuje nam to, jacy jesteśmy my. Więc wycofywanie się teraz z wzorców, nieprzekazywanie tych wzorców nie ma już najmniejszego sensu, ponieważ te wzorce już zostały przekazane. Jedyne co, to możemy jeszcze w nastolatkowym wieku, zmieniając swoje postępowanie, pewne wzorce skorygować dziecku. I to jest ostatni moment, żeby dokonać pewnych korekt. To jest bardzo cenny moment. Wszelkiego rodzaju problemy wychowawcze nie biorą się znikąd i to nie jest kwestia, że szkoła wypaczyła. Dziecko w wieku 12 lat już ma skrystalizowaną podświadomość. Tutaj mamy jeszcze ghosta. Miłość jest tak naprawdę bardzo skomplikowana, zwłaszcza z perspektywy reinkarnacji, ale z tym mam pewien problem. Może ma to jakiś sens, ale nie jest to łatwe do zrozumienia z poziomu mojego pojmowania miłości.
Napiszę o tym kiedyś pod audycją na YouTubie, o co mi chodzi, bo to trochę pisania. Jak najbardziej, gościu, napisz. Natomiast ja o miłości z punktu widzenia naszej duszy będę chciał ten temat poruszyć w przyszłej audycji. Bo tak jak mówiłem, jest jeszcze aspekt miłości do samego siebie, co jest też bardzo ciekawym tematem, ponieważ próbujemy uszczęśliwiać innych według swoich wzorców podświadomości, a tak naprawdę nie potrafimy uszczęśliwić samych siebie. I to jest właśnie taka ciekawostka i taki paradoks. I też z punktu widzenia świadomości, z punktu widzenia duszy pojawi się kilka paradoksów, które jeżeli próbujemy przeanalizować ludzkim rozumem, to wtedy wydaje nam się to paradoksem. Natomiast z punktu widzenia duszy żadnego paradoksu nie ma, mimo że czasami boli. Jak w przypadku mojej córci coś zabolało raz w jakiś sposób na pewno bardzo mocny, ale z drugiej strony pozwoliło zrozumieć, że tego typu droga może spowodować to, że każde następne doświadczenia będą coraz bardziej bolesne. Więc tak, uczymy się niestety na własnych błędach, bo tylko wtedy dokładnie rozumiemy, o co chodzi, pod warunkiem, że potrafimy właściwie zinterpretować sytuację, bo to też jest dość ważne.Zapraszam cię oczywiście do komentarza. Zawsze mi dajesz dużo do poczytania, ale teraz będzie długi weekend, więc mam nadzieję, że czas się znajdzie.
Kochani, ważne jest, żeby zapamiętać tę definicję, że miłość nie jest braniem, że poszukiwanie miłości w innych ludziach bardzo nas uzależnia. Ponieważ koncentrując się na braniu, jeżeli odcinamy sobie albo żyjemy w strachu, że stracimy to zewnętrzne źródło miłości, to nie potrafimy się tak naprawdę tą miłością cieszyć. To też było w jednym z komentarzy pod ostatnią audycją. Tylko żyjemy w strachu, że to stracimy. Dlatego bardziej bezpieczne, wygodne i fajniejsze jest dawanie. Poza tym to jest też takie fajne, że z miłością jest o tyle fajnie, że jak ją dajemy, to ona się nie kończy. Miłość to nie są pieniądze, że będziemy je wydawać i kiedyś się skończą. Miłość się nie skończy. Można ją dawać i na jej miejsce przychodzi zaraz następna, jeszcze fajniejsza, dająca jeszcze więcej radości, przyjemności. Ja uwielbiam te stany.
Zresztą bardzo lubię, jak ludzie wokół mnie się uśmiechają, jak są w jakiś sposób zadowoleni, jak są pozytywnie nastawieni. Ja przez jakiś czas byłem uważany, zwłaszcza przez kobiety, jako kokieciarz, ponieważ w każdej relacji z osobą, bez względu na to, jaką osobą, czy to jest w sklepie, w restauracji, czy ktokolwiek, z kim rozmawiam, wchodzę w jakąś interakcję, staram się doprowadzić do tego, żeby ta osoba się uśmiechnęła. Żeby nawiązać taką relację, która będzie oparta na uśmiechu. I to było odbierane jako takie właśnie kokietowanie. Ja mówię, że nie, bo kokietowanie to najczęściej kokieciarze do czegoś zmierzają. Prawią komplementy, są mili, ale mają zawsze w tym jakiś cel. Uzyskanie jakiejś korzyści dla siebie. W relacji mężczyzna-kobieta wiadomo, o jakie korzyści może tutaj chodzić. Natomiast ja oprócz uśmiechu nigdy od tych ludzi nie oczekiwałem nic w zamian. Moje córki się śmiały i pytały: „Tato, czy ty nie możesz wejść do sklepu tak, jak robi większość ludzi?
Wejść do sklepu, powiedzieć poproszę to i to, zapłacić, podziękować i wyjść”. Ja mówię: „A czemu?” „Bo ty zawsze musisz tam się rozgadać, musisz zagadać”. Ja mówię: „Tak, bo tak jest przyjemniej”. Przyjemnie jest zobaczyć, jak pani ekspedientka, która jest zmęczona, smutna czy jakaś tam inna, w którymś momencie się po prostu uśmiechnie i pojawi się odrobina radości w jej życiu. Chyba przyjemniej tak jest. Oczywiście byłem ostatnio ze swoją starszą na jakichś zakupach. Prezenty żeśmy kupowali dla teściów. Prosiłem, żeby mi tam doradziła. Oczywiście ja się prawie nie dopchałem do głosu. Moje dziecko: albo tego, bo tu wie pani, bo to.
Tak wychodzę na ciuciubabę. Mówię: „Nie możesz wejść normalnie do sklepu jak większość ludzi, powiedzieć, co chcesz, zapłacić, podziękować i wyjść?” Zaczęła się ze mnie śmiać: „Tato”. Być może to jest też jakiś wzorzec podświadomości, który przekazałem. Najprawdopodobniej tak, ale tego akurat bym nie modyfikował. Dobrze. Ghost napisał: „Na razie nie mam więcej pytań, mimo że mam ich mnóstwo. Dam teraz panu więcej czasu dla siebie. Z miłości. Oczywiście z uśmieszkiem”. Bardzo ci dziękuję.
Ogólnie rzecz biorąc też mam nadzieję, że trochę tych tematów się pojawi w komentarzach pod tą dzisiejszą audycją. Ponieważ tak za specjalnie nie widzę nic więcej, będziemy, kochani, kończyć. W takim razie nie będę was już tutaj przetrzymywał. Mamy weekend pierwszolistopadowy, też na pewno będziecie mieliBądź macie sporo przygotowań i innych rzeczy. Pamiętajcie, że w ten weekend jest potrzebna refleksja i chociażby chwilę wspomnień, żeby sobie przypomnieć własne relacje z osobami, które będziecie odwiedzać na grobach. Każdy niech to święto potraktuje w taki sposób, jak uważa za najwłaściwszy dla niego. Natomiast z punktu widzenia autora audycji o świadomości polecam ten dzień chociażby po to, żeby poznać nawet lepiej samego siebie. I oczywiście uważajcie na siebie, bo wiemy, że jest to okres, kiedy ludzie się śpieszą z jednego cmentarza na drugi, jest zamieszanie na drogach, samochody zapchane kwiatkami i tak dalej. Także bardzo was proszę, uważajcie na siebie. Dziękuję wam za dzisiaj.
Jak zwykle Ghost też dziękuje: „Dzięki za kolejną udaną audycję, mądre słowa oraz odpowiedź na kilka moich pytań. Zawsze coś w mojej głowie się rozjaśniło”. I bardzo dobrze, bo między innymi, a może przede wszystkim temu te audycje mają służyć. Także kochani, wszystkiego dobrego, jak najwięcej prawdziwej miłości płynącej z was, jak najwięcej uśmiechu, którą ta miłość wywoła u innych ludzi. Życzę z całego serca sobie oraz wam w najbliższym czasie. Trzymajcie się i do usłyszenia za tydzień.
[01:21:18] - A mówi te słowa do państwa jak zawsze gospodarz audycji „Świat Oczami Duszy”, pan Sławek Bączkowski. Tradycyjnie zachęcamy użytkowników YouTube do zasubskrybowania kanału pana Sławka o takim samym tytule jak nasza audycja, czyli „Świat Oczami Duszy”. Zachęcamy także do sięgnięcia po książkę „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. I przy okazji też użytkowników Facebooka zachęcamy do polajkowania i śledzenia profilu o takim samym tytule z kolei jak książka. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie oczywiście za tydzień. Oczywiście na żywo na antenie Radia Paranormalium. Oczywiście w poniedziałek o 20.00 w kolejnym odcinku audycji „Świat Oczami Duszy”. Dobranoc i do usłyszenia.
Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl