[00:06] - Bibliotekarium.pl i Radio Paranormalium przedstawiają „Bibliotekarium” – o książkach do czytania i do rozmawiania. Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj i właśnie teraz, w tym konkretnym punkcie czasu i przestrzeni, w piątek 25 października roku pańskiego 2019 rozpoczynamy na antenie Radia Paranormalium kolejny odcinek „Bibliotekarium”, na żywo oczywiście. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk „Ivellios”. Po drugiej stronie połączenia internetowego czekają już na nas gospodarze „Bibliotekarium” – Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Ale zanim padnie magiczne „halo, halo Bydgoszcz”, tradycyjnie podam kontakty do Radia Paranormalium. Można będzie do nas dzwonić pod nasze numery stacjonarne 32 746 0008. Komórkowy i do SMS-ów 530 620 493. Jesteśmy także na Skype'ie radio.paranormalium.pl, a także na komunikatorze o wdzięcznej nazwie GG 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na chwilowo tylko jeszcze niefunkcjonującej transmisji na YouTube.
Można także nas spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu Bibliotekarium, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji oraz do lektury, która dzisiaj będzie tematem przewodnim, na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc czas najwyższy na magiczne „halo, halo Bydgoszcz”.
[02:09] - To ja magicznie odpowiem: halo, halo! Dobry wieczór wszystkim, którzy postanowili ten wieczór – a właściwie to może większość słucha nas jednak później z podcastów – ale tym, którzy są z nami dzisiaj wieczorem wszystkiego najlepszego życzę. Tym, którzy słuchają nas później z puszki również wszystkiego dobrego.
[02:30] - A jak prozaicznie. To samo.
[02:33] - Ach, jak się wyłgał dzisiaj! No proszę. Cóż, Wiktorze, to teraz ja tradycyjnie muszę powiedzieć, że dzisiaj wieczorem będziemy mówić o książce niezwykłej, bo dla mnie każda książka jest niezwykła. W związku z tym jestem takim monotematycznym idiotą, który zawsze powtarza to samo, że mamy książkę niezwykłą. A dzisiaj ta niezwykła książka nosi tytuł też taki poetycki: „Lewa ręka ciemności”. Autorką jest Ursula Le Guin. Mnie przez wiele lat pewien znajomy wtłaczał do głowy, że to się mówi Le Guen. Ursula Le Guen. I tak gadał, aż się w końcu nauczyłem, że ona jest Le Guen. A tu proszę, całkiem niedawno, bo przedwczoraj dowiedziałem się, że to jednak jest Ursula Le Guin.
[03:30] - Bo trzeba nie tak gę, gę, tylko mieć własny rozum.
[03:35] - Rozum. Jak masz własny rozum i mówisz przez ileś lat Le Guin, a później ci mówią: „Nie! Ty jesteś niepoprawny, nie umiesz mówić. Słuchaj starszych, mądrzejszych”. To się w końcu poddajesz w sile autorytetu, a później na tym wychodzisz jak Zabłocki na mydle. W związku z tym ja powiem tylko, że Ursula Le Guin napisała książkę „Lewa ręka ciemności”. To „k” w jej nazwisku to jest ślad panieńskiego nazwiska Kroeber. O tyle ważnego, że jej ojciec Kroeber był człowiekiem, który zajmował się antropologią kulturową. To ważne, bo później jego córka przejęła tę pasję i to w jej książkach bardzo dobrze widać, że ona się antropologią kulturową po tatusiu po prostu interesowała.
[04:40] - Tylko szkoda, że to nie był jednak syn.
[04:45] - A dlaczego? Z łaski swojej wytłumacz.
[04:49] - Bo by chyba lepiej po ojcu zaświadczył. Dzieło ojca, że tak powiem, podtrzymał, bo by się zajmował antropologią kulturową, a nie mieszała majstrem.
[05:03] - Ja uważam, że Ursula Le Guin to była naprawdę dobra pisarka. Była, bo zmarła w zeszłym roku, na początku zeszłego roku, w 2018 roku, w styczniu. Pamiętam, jak mieliśmy prowadzić jedną z audycji i się o tym dowiedzieliśmy. Wiesz co? Co by nie opowiadać, to jest autorka takich cyklów jak „Ziemiamorze” z moim ukochanym „Czarnoksiężnikiem z Archipelagu”. Ale tam mamy jeszcze w tym „Ziemiamorzu” zasadnicze części tetralogii, to jest jeszcze „Grobowce Atuanu”, „Najdalszy brzeg Tehanu”. Tam są jeszcze dwa zbiory: „Opowieści z Ziemiamorza” i „Inny wiatr”. Piękna saga, powiem ci, częściowo inspirowana podobnymi klimatami jak te, które się pojawią w dzisiejszej lekturze, a mianowicie ... Dalekim Wschodem, pewną myślą stamtąd pochodzącą. Myślę, że to ciekawa sprawa.
Tu nam pisze jeden z naszych czytelników, żebyśmy wspomnieli o polskich korzeniach Ursuli. Właśnie wspominamy o tych powstańczych korzeniach i w ogóle o korzeniach. Możemy być dumni, przede wszystkim, że ona częściowo nasza jest. Nie czujesz się dumny?
[06:48] - No wiesz.
[06:48] - Oczywiście nie.
[06:51] - Może być. Czemu nie?
[06:54] - Pradziadkowie, styczniowi powstańcy. Styczniowy powstaniec gdzieś z okolic Krakowa. Moim zdaniem piękna karta. Dobrze jest. Tym bardziej, że to jest pisarka tej klasy. Dzisiaj będę dużo tokował na ten temat, ale naprawdę uważam tę pisarkę za znakomitą. Szukam dobrego słowa. Taką damę science fiction amerykańskiej. To z całą pewnością.
[07:24] - Przy takim dicjum muszę się ujawnić, bo my się z Markiem znamy już kupę lat i jakoś tak się zwykle dogadujemy, ale on dzisiaj chyba nie wie, przed kim siedzi. Przecież siedzi przed wściekłym, zajadłym, ślepym wrogiem tej autorki. Człowiekiem, który nie szanuje jej literatury, nie lubi tej literatury, nie docenia w żaden sposób, nie widzi w niej nic sensownego ani pięknego. I tak dalej. Ale to wyjdzie w praniu.
[07:55] - Ja wytoczę działa największe. Mianowicie książkę, którą dzisiaj będziemy omawiać, tłumaczył dla mnie autorytet przynajmniej podobnej miary co ty. I będę musiał te dwa autorytety zderzyć, bo to jest autorytet Wiktora Żwikiewicza, który tak jak powiedział, nie ceni, nie lubi i w ogóle ma w nosie. I autorytet Lecha Jęczmyka, który nie tłumaczy byle czego, z zasady nie tłumaczy byle czego i uznał, że to jest książka, którą przetłumaczyć warto.
[08:30] - Mieszkałem u niego w Warszawie wtedy, kiedy to tłumaczył i o ile pamiętam, to on nigdy, ani razu, do dnia dzisiejszego nie powiedział, że to jest świetna książka. On ją po prostu przetłumaczył.
[08:44] - Nie. To nie jest tłumacz tej klasy, który tłumaczy byle co. Nie, to tak nie jest.
[08:49] - Ale ja tego nie powiedziałem. Lech przetłumaczył dobrą książkę.
[08:53] - Starannie dobiera sobie lektury. Lektury to jak lektury, ale też tłumaczenia sobie starannie dobierał. Pamiętaj, że to on tłumaczył „Paragraf 22". Książka, o której dzisiaj mówimy, czyli „Lewa ręka ciemności", to jest książka, która należy do cyklu Ekumena. Takiego cyklu, o którym pewno jeszcze dzisiaj powiemy. Ekumena albo jest znany też jako Hain. Cykl Hain. I pierwszy tom z tego cyklu, a mianowicie „Świat Rokhanona" również tłumaczył Lech Jęczmyk. Z tym że nie sam. Tu już w towarzystwie kobiety.
[09:35] - Lechu miał całe życie taką cechę, jak facet, który robi skok na kasę. Zawsze miał dobry węch. Zawsze łapał książki, które wiadomo było, że pofruną dalej.
[09:55] - Mój Boże!
[09:57] - Ale nie wypowiadał się. Właściwie zrobił tylko jedną życiową pomyłkę. I to nie jest Ursula Le Guin. Zrobił jedną pomyłkę życiową, ale według mnie to jest akurat najlepsza książka, którą przeczytałem w tłumaczeniu Lecha, o której żeśmy dzisiaj rozmawiali, czyli „Kosmolot i czub”.
[10:18] - Jaką pomyłkę? Nie zrobił żadnej pomyłki. Świetną książkę przetłumaczył.
[10:21] - Tylko że nikt jej nie czytał prawie.
[10:23] - Zgadza się, bo ona w ogóle nie miała w sobie fantastyki.
[10:27] - To nie była ani to, ani „Ni pies, ni wydra”. Mniej więcej to samo co książki Ursuli Le Guin.
[10:34] - Nie. To jest tak zwany chwyt retoryczny, co stosujesz w tej chwili. Powiem tak: żeby ci jeszcze było przyjemniej, to ci przeczytam korespondencję, którą dostaliśmy od Marka Myszograja, który od poprzedniej audycji był w trakcie lektury tej książki i napisał mi coś takiego. Coś, z czym ja się właściwie mogę zgodzić. Z tym że nie do końca oczywiście. Cóż takiego napisał? „Szanowna redakcjo, jestem w trakcie lektury «Lewej ręki ciemności». Oj, ciężka droga. Na razie nudy. Taka wersja orzeszkowej SF.
Nic się nie dzieje. Trudna. Bez akcji, bez pozytywnego bohatera. Jeśli lektura miała skłonić do rozważań nad innością, to dużo lepszą propozycją są na przykład «Tańczący z wilkami» albo «Szogun». Mam na myśli przede wszystkim książki, choć filmy są równie dobre. Doskonałe obrazy zderzenia dwóch kultur z czysto ludzkiej prozy życia. Cóż, spróbuję nie poddać się i nie zamarznąć w tej trudnej narracji i dziwnym nazewnictwie wszystkich i wszystkiego. Pozdrawiam, Marek Myszogaj.” Dlaczego powiedziałem paradoksalnie, że ja się z tym mogę zgodzić? Bo to jest taki rodzaj fantastyki, który rzeczywiście jest mało rewolwerowy. Mało się strzela.
Rzeczywiście to stwierdzenie, że się mało dzieje, ja bym się nawet pod tym mógł podpisać. Ale to wcale jeszcze nie świadczy, że to jest zła książka. Bo to jest tak, jak pamiętasz, rozmawialiśmy kiedyś o tym, że Różni ludzie lubią różną muzykę. Jedni szukają w muzyce, w piosence jakiejś treści głębszej. Zapamiętują słowa, ekscytują się tymi zwrotkami. Coś tam znajdują. Coś, co być może tekściarz zawarł, a może tam tego nigdy nie było, ale oni to znaleźli. Inni z kolei słuchają muzyki, żeby sobie potańczyć. Czy przedstawiciel którejkolwiek z tych grup jest gorszy albo lepszy? Moim zdaniem nie.
Muzyka służy temu, żeby sobie od czasu do czasu potańczyć, ale może też służyć temu, żeby coś z tego wyciągnąć. Moim zdaniem mamy do czynienia z taką właśnie sytuacją. Ursula Le Guin to jest pisarka, która wchodzi w szczegóły. Tak jak powiedziałem, bardzo szczegółowo te swoje światy opisuje, co sprawia, że ta jej proza jest mało rewolwerowa. Tam rzeczywiście akcja toczy się dosyć powoli, ale nie każda książka musi mieć szybką akcję. Co natomiast osiąga dzięki tej szczegółowości? Coś takiego, że ja jestem skłonny jej uwierzyć. Dla mnie po przeczytaniu „Lewej ręki ciemności” ja byłbym skłonny uwierzyć, że taka planeta jest i coś takiego się dzieje, czego bardzo często nie mam po książkach znakomitych, w których się bardzo dużo dzieje. Ja wiem, że to jest bajka. A tutaj niby też wiem, ale trudno.
Jak odłożyłem książkę po raz pierwszy, ale po raz pierwszy też jej nie zrozumiałem. To się przyznaję bez bicia. Ona się ukazała w '88 roku, a ja już co prawda przekroczyłem wtedy dwudziestkę, ale głupi byłem jak noga stołowa. W związku z tym nie zrozumiałem tej książki do końca. Ale kiedy ją zrozumiałem, polubiłem tę książkę, to nagle zrozumiałem też, że ta książka opowiada świat. Dzisiaj się śmialiśmy trochę, że Ursula Le Guin w tym cyklu Hain bardzo często używa słowa świat, bo mamy świat Rockcanona, mamy Planetę Wygnania, ale mamy słowo „las” znaczy świat. Mamy „Wydziedziczonych”, ale mamy też „Opowiadanie świata” i „Urodziny świata”. Tam ciągle się to słowo świat przewija. I rzeczywiście ona opowiada o tych światach i ja po lekturze „Lewej ręki ciemności” wierzę, że gdzieś tam taki świat istnieje. Planeta zwana Zimą.
Planeta specyficzna. Opowiemy jeszcze dzisiaj o niej. Mów teraz ty.
[15:04] - Widzisz, jak ja zajmowałem się, że tak powiem, z pasją antropologią kulturową, to po prostu jak trafiłem w jakiś niesamowity problem, to nie musiałem uwierzyć, że on gdzieś tam jest, tylko on rzeczywiście gdzieś na Ziemi istniał, a nie odnosił się do totalnej abstrakcji.
[15:25] - Dobrze, na Boga, ale przecież rozmawiamy o literaturze. To byś chciał, żeby literatura opowiadała coś, co istnieje? Nie. Dla mnie przekonujące jest to, że Ursula Le Guin. Tu się zawsze będę dzisiaj zacinał, bo jak człowiek zmienia sposób mówienia, to mu stary gdzieś tam wyskakuje zza głowy. Ale w każdym razie Ursula Le Guin potrafiła tak napisać tę książkę, jakby to była prawda. Co więcej trzeba?
[15:55] - A czegoś jeszcze trzeba Marku. Otóż ja nie powiedziałem, że ta książka jest złą książką, że jest źle napisana. Tylko ja do niej nie przystawałem nigdy. I zrozum jedną rzecz.
[16:10] - Ja rozumiem. Oczywiście.
[16:13] - Czytałem jej opowiadania. Po każdym opowiadaniu miałem niesmak.
[16:18] - A ja po każdym chciałem więcej.
[16:20] - Po każdym opowiadaniu byłem śmiertelnie znudzony.
[16:23] - A ja nie.
[16:26] - Będę niesprawiedliwy, bo ciężko mi się... Ale ja nie lubię ukrywać tego. Ja nie przeczytałem „Lewej ręki ciemności”. Podchodziłem do niej 10 czy 15 razy, tak jak Marek Mus ograł w tym całym swoim tekście. Podchodziłem do niej, czytałem 100 stron, odkładałem i nie mogłem dalej. Po prostu byłem śmiertelnie znudzony tą książką. I teraz powiem ci dlaczego. Ty wyciągasz argumenty, które są-
[17:02] - Twoje.
[17:03] - Które są twoje. Ja wyciągnę moje argumenty. Otóż literatura ma to do siebie, że rzeczywiście powinna być w jakiś sposób piękna. Powinna posiadać urodę. Urodę świata, którego być może świat normalny nawet nie ma. Natomiast urodą człowiek się nie naje. Ja po wszystkich tekstach Ursuli Le Guin byłem zwyczajnie głodny. Nie zdarzyło mi się to przy kiepskich nawet książkach Van Vogt na przykład, przy niektórych opowiadaniach Roberta Sheckleya czy całej amerykańskiej science fiction. Ona czasami mnie wbijała w zachwyt, czasami budziła raczej marne skojarzenia. Natomiast kiedy odkładałem te książki, byłem najedzony.
Byłem zaspokojony. Mój głód. Teraz czego to jest w takim razie głód? Ten głód to nie jest głód urody, piękna, który Ursula Le Guin swoimi tekstami może zaspokoić. To jest głód zupełnie czego innego. To jest głód sensu. Te książki to są przecudowne równania, które Ursula Le Guin buduje po to tylko, żeby one się wyzerowały na końcu. One się po prostu zerują. Wszystkie co do jednego. Mówię to bardzo agresywnie, ale takie jest moje odczucie.
Zresztą nie tylko moje, bo już teraz wspomniałeś, że faktycznie Leszek, nigdy o tym nie pomyślałem, ale Lechu Jęczmetik tłumaczył i przetłumaczył tę książkę rzeczywiście bardzo dobrze. Ona miała szczęście do dwóch genialnych polskich tłumaczek, czyli do Ada Barańczaka i-
[19:14] - Nie. Tylko miała jednego. Miała Lecha. Barańczak tłumaczył-
[19:18] - Tak, ale ona miała szczęście do tych tłumaczy.
[19:22] - Sorry, przepraszam.
[19:24] - Czyli rzeczywiście ci tłumacze zrobili, że tak powiem, jej ogromną klakę, bo być może by nie było tak dobrze, gdyby oni tak dobrze. Natomiast ja pamiętam, że wiele razy przy spotkaniach, kiedy żeśmy dyskutowali, ja dopiero teraz, przed chwilką sobie to uświadomiłem. Jak żeśmy dyskutowali przy dobrej whisky na tematy science fiction, fantastyki czy fantasy w ogóle z Maćkiem Parowskim, z Markiem Oramusem, z Jackiem Rotkiem. Wspólnie, cała paczka przyszłej fantastyki czy aktualnej fantastyki, która wtedy miała miejsce. Jak żeśmy dyskutowali, to wszyscy rozmawiali różnie, tak jak my tutaj w tej chwili toczyliśmy spory. Lechu nigdy nie wypowiedział się na temat „Lewej ręki ciemności”. Co dziwniejsze, zawsze miał jakąś dziwną minę. Teraz może to jest moje dziwne wrażenie.
[20:29] - To jest chyba twoje dziwne wrażenie. A poza tym wiem, czemu miał dziwną minę. Zaraz o tym powiem. Ale dobra, nie przerywam ci.
[20:35] - Natomiast wiesz, on docenił to, co ja zresztą też doceniam. Docenił urodę tej książki. Książka ta ma urodę absolutnie niezaprzeczalną i nawet po przeczytaniu tych myszograjowych dwóch, trzech stron i tak dalej, nie byłem znudzony urodą tej książki. Ona mnie fascynowała, ale powiedziałbym dokładnie to samo co myszograj. Lepszy byłby „Wilk stepowy” albo „Shōgun”.
[21:11] - Wiesz co, powiem tak. Oczywiście masz prawo do swojego zdania. Ja z kolei podeprę się. Ty się podparłeś milczeniem Lecha Jęczmyka, ja się podeprę gadulstwem śp. Macieja Parowskiego, który też był tą książką zafascynowany. Ale wiesz co? Przyznam ci jedną rzecz. Ciężko się dyskutuje, ty zresztą sam to przyznałeś, że ta książka ma swoją urodę i samą urodą tego tekstu można się zachwycić. Tak jak powiedziałem, rzeczywiście można czasami. I ty, i Marek Myszograj troszeczkę racji macie, że to jest taka orzeszkowa dla science fiction.
Tak, ale to nie jest tak zupełnie pozbawione sensu, bo ona opisuje dosyć ciekawą sytuację. Otóż może najpierw scharakteryzujmy ten świat Ekumeny. Czekaj, zanim scharakteryzujemy świat Ekumeny, to coś ci przeczytam, bo jest jakaś korespondencja do ciebie. Panie Wiktorze, o35. Panie Wiktorze, jak dobrze pamiętam książka również zawiera intrygę i są fragmenty, które naprawdę potrafią trzymać w napięciu. Jeśli chodzi o książki inne, czyli na przykład „Ziemię morze”, to uważa pan, że nie potrafią trzymać w napięciu? To jest pytanie do ciebie od o35.
[22:36] - Nie, bo wolę w tym momencie poczytać książki o kampanii na przykład Napoleona albo o Juliuszu Cezarze. I to przynajmniej miało miejsce.
[22:49] - Wbrew pozorom trochę z tobą sympatyzuję. Może nie sympatyzuję, ale rozumiem. Natomiast ja pozwolę sobie też odpowiedzieć na pytanie o35. Ja uważam, że „Ziemia morze” jest tak samo cudowną, piękną, nastrojową książką, której jeszcze pewno Barańczak zrobił, tak jak powiedziałeś, jeszcze lepiej, ale też jest książką, w której się odbywa pewna akcja i odbywa się. W każdym razie tam jest pewna nić narracyjna, która jest dosyć istotna. Tu może rzeczywiście akcja toczy się wolniej, ale też chwilami przyspiesza. I dla tych fragmentów też cenię tę książkę. Wróćmy do świata, który przedstawia Ursula Le Guin. Nie pozbędę się tak szybko tej złej wymowy. W każdym razie ten cykl Hain składa się z kilku książek.
Nie pamiętam już w tej chwili ilu, ale jest ich troszeczkę. Otóż ten cykl to pierwszy z nich to „Świat Rokhanona”. Później mamy „Planetę wygnania”, „Miasto złudzeń”. Czwarta jest „Lewa ręka ciemności”. Później pojawia się taka książka „Słowo las znaczy świat”. Później są „Wydziedziczeni”, „Cztery drogi ku przebaczeniu”. Później jest „Opowiadanie świata” i „Urodziny świata”. To tak od 66 do 2001 roku. Ursula Le Guin ten cykl tworzyła. O co chodzi z tą Ekumeną, z cyklem Hain?
Otóż mamy taką sytuację w kosmosie, że ludzka rasa rozrzucona jest na wielu planetach, odległych czasami o wiele lat świetlnych. To prawdopodobnie jest owoc eksperymentu prowadzonego przez, nie pamiętam już, jak to nazywała Ursula, w każdym razie jakąś taką nadrasę, która zrobiła sobie taki eksperyment. Porzucała ludzi w różnych miejscach. Oni z czasem nawiązali kontakt ze sobą. I w tej czwartej części trafiamy na planetę Gethen, zwaną Zimą, na której żyje rasa. To są też ludzie, z tym że jakoś tak specyficznie ukształtowani, że niby są tacy sami, a jednak nie, bo oni są hermafrodytami właściwie. Nie właściwie, a w ogóle są po prostu. Co 26 dni mogą być albo mężczyzną, albo kobietą. To zależy. Przeżywają taki okres rui, hemeru, w którym mogą być właśnie albo jedną, albo drugą płcią.
[25:50] - A w fazie przejściowej są obojniaki?
[25:54] - Tak. Ona to dosyć szczegółowo opisuje w pewnym momencie, jak to się odbywa. To też jest dosyć przekonujące.
[26:02] - Teraz rozumiem, skąd się wziął cały XXI wiek.
[26:05] - Nie, właśnie nie. Widzisz, to jest wielka krzywda, którą zrobiono tej książce. Bo Ursula Le Guin napisała ją, nie mówiłem tego jeszcze. To jest książka z 1969 roku. Nikt się jeszcze tymi dziwnymi rzeczami, które teraz nas otaczają, nie zajmował.
[26:24] - Ale ona miała instynkt. Już wisiało w powietrzu.
[26:28] - Wiesz co? Może wisiało, może nie. Ja znam historię tej książki. Dlaczego ona powstała? Zaraz powiem. Otóż ważne jest to, że ona już w tym 1969 roku dostała nagrodę Nebulę za to. W następnym, w 1970 dostała Hugo. A w 1995, więc kilkadziesiąt lat później, dostała Jamesa Tiptree Jr. To 1995 rok, tak. Ale zostawmy nagrody.
Dla mnie to jest tylko potwierdzenie, że doceniono klasę tej książki. Ale obawiam się, że ta nagroda z lat 90. już jest za co innego niż te nagrody w latach 60. czy na przełomie lat 60. i 70. Wtedy doceniono to, że ona pokazała coś innego. Pokazała to dosyć przekonująco i pokazała to chyba bez tej intencji, jaką się teraz jej przypisuje. Bo zarówno w przypadku cyklu Hain, czyli właśnie „Lewej ręki ciemności”, jak i w przypadku którejś tam części, chyba „Tehanu”, tego Ziemomorza przypisuje się, że to taka feministyczna i tak dalej. Nie wiem, jak było z „Tehanu”, bo rzeczywiście Ursula w pewnym momencie zaczęła być taką bojowniczką, ale w tych latach 60. ona mówiła tak: chciała przedstawić planetę, na której nie odbywają się wojny.
W przypadku ludzkiej cywilizacji to dosyć rzeczywiście niespotykane. Jak sobie przejrzymy historię świata, to nie sposób natrafić stulecia, żeby się wojna jakaś nie odbywała. Stulecia, dziesięciolecia. W każdym razie szukała jakiegoś sposobu i wtedy wpadła na pomysł, że może to ta opozycja kobieta-mężczyzna czy w ogóle współzawodnictwo mężczyzn powoduje, że się wojny odbywają. Ja nie wiem, czy to jest słuszna koncepcja, ale dobrze się sprzedała w tej książce. I wtedy wpadła na pomysł, żeby stworzyć taką rasę w tej książce. Rasę, która raz może być kobietą, raz mężczyzną. A w każdym razie znowu mamy do czynienia na planecie Zimie, na Gethen, mamy dwa państwa. I właśnie coś muszę państwu zacytować, bo nawet z Wiktorem się śmialiśmy przed audycją, że jak Stwórca pragnie kogoś ukarać, to mu rozum odbiera. Ta książka wyszła po raz pierwszy w 1988 roku, czyli w tak zwanej schyłkowej komunie.
Ja nie wiem, kto pisał notkę na okładkę. Mam nadzieję, że nie Lech Jęczmyk, ale myślę, że na pewno nie Lech Jęczmyk, bo nie sądzę, żeby coś takiego napisał. Otóż co czytamy o tej książce u schyłku komuny? „Akcja »Lewej ręki ciemności« rozgrywa się na egzotycznej planecie o swojskiej nazwie Zima.” Zima, rzeczywiście tak ją nazywa ten główny bohater. Zaraz powiem, kim on był. Ale ona też nosi nazwę Gethen i to już jakaś taka mało swojska nazwa. „Jej mieszkańcy okazują się na wskroś ludzcy, lecz różni ich od Ziemian jeden drobny szczegół. Wszyscy bez wyjątku są hermafrodytami. Poza tym prawie wszystko wygląda tak jak na Ziemi. Są dwa wrogie sobie potężne państwa, które nie ryzykują jednak otwartego konfliktu zbrojnego.” Nie ryzykują, bo po prostu tam się w ogóle wojny nie odbywają.
„Są dwa systemy polityczne. Jeden archaiczny, drugi nowoczesny, lecz oba niedoskonałe. Są wreszcie ludzkie ułomności i wady znane od tysiącleci.” Co tak rozbawiło nas z Wiktorem? Otóż to napisanie, że jeden jest archaiczny, drugi nowoczesny. Ja rozumiem, że tu ten człowiek pisał w schyłkowej komunie, ale to nowoczesnie zorganizowane państwo przypomina państwo Stalina z obozami pracy, z przymusem, z nieustanną kontrolą społeczeństwa, inwigilacją i tak dalej. Więc jeżeli to człowiekowi z późnej komuny wydaje się oznaką nowoczesności, to muszę przyznać, że po prostu duży majstersztyk był.
[30:46] - Pod tym względem to takie Chiny na przykład, czy wręcz Korea Północna to są najnowocześniejsze państwa świata.
[30:54] - Biorąc pod uwagę tę notkę, to rzeczywiście.
[30:58] - Natomiast à propos notek na książkach, to przypomnę, cytowaliśmy kiedyś notkę, jaką na książce pomieścił były prezydent Stanów Zjednoczonych Obama. Płakaliśmy, pokładliśmy się ze śmiechu, bo czegoś takiego. To, co ty czytałeś, to jest małe piwo przy tym, co Obama wystrugał.
[31:21] - Tak. Ale jaką mamy sytuację? Bo to jest może dla naszych słuchaczy dosyć ważne. Otóż główny bohater, zawsze zapominam, Ai. On miał na imię Ai, ale ma jeszcze coś w swojej nazwie. Genly Ai się nazywał. To jest przybysz z Ekumeny, czyli on przybył na planetę Zimę, ale mieszkańcy planety Zimy jeszcze sobie nie zdają sprawy, że ludzkość jest rozsiana po kosmosie, że może podróżować. Co ciekawe, w tym cyklu statki nie podróżują z prędkością nadświetlną, nie używają nadprzestrzeni. Nie ma tam takich rzeczy. One zbliżają się do prędkości światła, ale ta fizyka einsteinowska jest jeszcze przestrzegana.
Owszem, są urządzenia, które pozwalają się komunikować natychmiastowo, ale nie fizycznie. Można informacje przesyłać, ale nie materię. W związku z tym te podróże trwają dosyć długo i ten główny bohater przybywa na planetę, żeby nawiązać w imieniu Ekumeny. To jest taka organizacja, która jest czapką nad tymi wszystkimi cywilizacjami, która zajmuje się trochę gospodarką, handlem. Ma charakter bardzo ekonomiczny, natomiast nie kontroluje tego wszystkiego. I chce nawiązać kontakt z mieszkańcami planety Zimy. Mamy do czynienia z kontaktem, taką sytuacją, jakby do nas przyleciał jakiś przedstawiciel. Wyglądał tak samo jak my i nagle powiedział, że on jest z innej planety, że on przyleciał nawiązać kontakt. Sytuacja dla głównego bohatera jest dosyć trudna, bo po pierwsze, pomimo tego, że pokazał swój statek, to niewielu mu wierzy. Niektórzy mu wierzą, niektórzy nie za bardzo.
Niektórzy skłonni są go traktować jako takie dziwadło, które nie przechodzi kemmeru, czyli tej ruji, które ma dziwne zwyczaje, takie dziwaczne nawet powiedziałbym. Mimo wszystko dziwadło, ale nasze. Nawet władca gdzieś na początku książki, któremu on przedstawia, trudno mówić dowody, poszlaki, czyli za pośrednictwem pewnego urządzenia kontaktuje się z przedstawicielami Ekumeny. Nawet władca wierzy mu nie do końca, chociaż to jest tak przedstawione, ta rozmowa w pałacu jest tak świetnie napisana, że do końca nie wiemy, czy ten władca mu nie wierzy, czy też jest mu nie na rękę uwierzyć mu, bo polityka. Tu opisane są różnego rodzaju gry pałacowe, różnego rodzaju walki, trudno powiedzieć o tron, bardziej o wpływy. I być może władcy po prostu nie podoba się uwierzyć. Dlatego ta książka w jakimś stopniu jednak dla mnie była fascynująca. Coś ci przeczytam jeszcze, bo to jest dosyć ważne. Pamiętasz, zadaliśmy w ostatnim „Bibliotekarium” pytanie. Nikt na nie nie odpowiedział, aż się dziwię.
Tu oferowaliśmy książki, a nikt do nas nie napisał. Przykro mi się zrobiło. No ale cóż. Pytałem, czym jest lewa ręka ciemności. To teraz przeczytam pewien fragment, który rzecz rozjaśni. „Podsunął w moją stronę mały zeszyt i ołówek. Na białej wyklejce tylnej wewnętrznej okładki przedzieliłem koło literą S i zaczerniłem połowę. Yin. Po czym oddałem notes Estravenowi. Czy znasz ten symbol?
Spytałem. Przyglądał mu się z dłuższą chwilę z dziwnym wyrazem twarzy. Nie — powiedział. Spotyka się go na Ziemi, na Hain i na jeszcze jednej planecie, której nazwy nie potrafię w tej chwili wymówić. To yin i yang. Światło jest lewą ręką ciemności. Jak to szło? Światło i ciemność, strach i odwaga, zimno i ciepło, żeńskie i męskie. To jesteś ty, Teem. Obaj w jednym.
Cień na śniegu.” To się w ogóle pojawia ta scena, kiedy oni wędrują przez lodową pustynię i jest taka mgła, że nic nie widać. Zaburza się ich błędnik, ponieważ wszystko wokół jest białe, nie ma cienia, wszystko jest rozproszone i w tym momencie oni tracą kontakt do pewnego stopnia z rzeczywistością. On sobie wtedy zdaje sprawę, że to ciemność, cień pokazuje światło. Że światło jest lewą ręką ciemności. Stąd to się wzięło. Można jeszcze długo o tym mówić. To jest dosyć ciekawe nawiązanie.
[36:20] - Dla ciebie to jest ciekawe, a teraz sobie wyobraź człowieka, który przy tym, co przed chwilką zacytowałeś, rozpaczliwie ziewa. Bo jadąc dzisiaj do audycji, również dyskutowaliśmy na ten temat, czym jest filozofia. Otóż to, co zostało tutaj powiedziane, filozofią nie jest.
[36:40] - Nie, to nie jest filozofia. Już ci powiedziałem, że ja rozumiem, dlaczego ziewasz. Mówiłem o tym, że jeden z moich mistrzów filozoficznych powiedział kiedyś, że Takie ładne gadanie, na przykład-
[36:59] - Jak Ursuli Le Guin
[37:00] - Nie, bo ona akurat odwołuje się do yin i yang, czyli do czegoś, co jest związane z pewną kulturą. Dzisiaj się to nam próbuje przedstawiać jako filozofię. To jest pewien system kulturowy, którego ja za filozofię bym nie uznał, nie po to, żeby go obrazić. To jest po prostu coś innego, coś, co jest obok, jest pewną myślą, bardzo skomplikowanym zresztą systemem, ale nie filozoficznym w tym pojęciu bardzo europejskim. To nie jest filozofia. W bardzo szerokim już jest. Ale dobra, zostawmy te kłótnie o to, co jest, co nie jest. Bardzo dobrze, że to poruszyłeś, bo rzeczywiście tak jest, że ludzki umysł, to ten mistrz mój filozoficzny powiedział, że ludzki umysł tak jest skonstruowany, że jeżeli coś skonstruujemy na zasadzie opozycji, to nam się wydaje zawsze głębokie. I on podaje taki przykład, że właściwie można by produkować złote myśli, które nie są filozofią, bo rzeczywiście mówi o tym, że jak sobie państwo wpiszecie hasło „filozofia”, to jedną z pierwszych rzeczy, która wam wyskoczy, to nie wyskoczy wam Kant, nie wyskoczy wam Hegel, nie wyskoczą wam inni świetni filozofowie, a wyskoczą wam złote myśli tychże filozofów czasami. Ale złote myśli konstruuje się, proszę państwa, bardzo często.
Nie mówię, że zawsze, ale jest pewna zasada ich konstruowania. Tą zasadą jest stwarzanie pewnej opozycji, antonimów. I ten profesor mówi tak: „Proszę państwa, pierwszy z brzegu. Jeśli chcesz się poczuć wolny na jeden dzień, stań się niewolnikiem”. I tak można konstruować tego rodzaju złote myśli. Moglibyśmy do 12 teraz na zmianę opowiadać tego rodzaju skonstruowane na zasadzie pewnej opozycji.
[38:57] - Do 12, nawet dłużej.
[38:59] - Nawet dłużej. Oczywiście, podkreślam, tego rodzaju fajne gadanie to jeszcze nie jest filozofia. Ale z drugiej strony, skoro Ursula Le Guin odwołuje się do pewnej formacji, szukam słowa, nie filozoficznej, też nie religijnej, formacji kulturowej, przywołuje ją, to dlaczego ma o tym nie pisać? A to, że światło jest lewą ręką ciemności, jak to jest tak powiedziane, to rzeczywiście takim banałem trąci, właśnie tą opozycją, tym antonimem. Ale kiedy ona to tłumaczy w określonej sytuacji, to wtedy to nabiera sensu.
[39:49] - Nie, wtedy to nie nabiera sensu, Marku, tylko to wtedy jest piękne, a to jest zupełnie inna bajka.
[39:56] - Nie. Dobrze, zgadzam się, że jest piękne i dla jednych nabiera sensu, a dla innych nie nabiera sensu. Dla mnie tłumaczy to prosta rzecz. To, co powiedziałem, oni wychodzą z tego swojego, coś w rodzaju namiotu. Po każdej nocy spędzonej ruszają w dalszą drogę, żeby przebyć kolejne odcinki trasy. W dosyć przymusowej sytuacji są zresztą, muszą te odcinki pokonywać. I on wychodzi z namiotu i nie wie, gdzie jest niebo. Czuje oczywiście grawitację, ale nie widzi lodu pod nogami, nie widzi nic wokół, nie widzi słońca, nie widzi nieba. Nic nie widzi. Jest zawieszony w takiej bańce i on o tym mówi.
[40:40] - Taki sam obrazek mi opowiadał mój przyjaciel, który w ubiegłym roku wynajął jacht i pływał po Bajkale. W nocy tam jesteś zawieszony między niebem a ziemią. Nie istnieje w ogóle żaden świat. Nie ma nic. Ty fruwasz albo unosisz. Obrazek tak samo piękny, tak samo wzruszający jak u Ursuli Le Guin. Tylko że nie trzeba tkać do tego tysiąca planet, wystarczy popłynąć na Bajkal albo w ogóle wystarczy stanąć na jakiejkolwiek krawędzi góry czy coś takiego w gwiezdną noc. Marku, widzisz, rzecz polega na bardzo prostej sprawie. Ja cenię sobie książki Ursuli Le Guin, ale tą kuglarską umiejętność pięknego słowa posiadają na przykład mistrzowie kabaretu, też tworzący bon moty, używający tej opozycji. Najprostsza rzecz.
[41:46] - Ale ja ci nie przeczę przecież. Ja od początku mówię, że się z tobą zgadzam, tylko tobie się to nie podoba.
[41:53] - Ależ mi się to podoba, tylko że po przeczytaniu tej „Urody” jestem głodny.
[42:00] - A ja nie. I tutaj jeszcze o „35” zacytuję. W swoich książkach autorka lubiła bardzo odnosić się do taoizmu. Rzeczywiście yin i yang, zacytuję dokładnie, bo ja bym powiedział, że ma hopla na tym punkcie, odnosi się do taoizmu, ma bardzo duży odruch do tej filozofii. To prawda. I tu jeszcze komentarz do ciebie, Wiktorze. „Panie Wiktorze, to wyobrażam sobie, jak pan ziewa, czytając „Powtórzenie” Kierkegaarda. A książka według mnie jest świetna”. To punkt dla mnie, ale zgadzam, Wiktor, to, że ja mówię, że jest świetna, nie oznacza, że mówię, że ty nie masz prawa tak mówić, że nie jest świetna. Tym bardziej że podkreślasz, że ona ma swoją urodę.
Oczywiście ja to niezwykle doceniam, bo też uważam, że ma urodę, ale może ci na przykład nie pasować tak jak ci nie pasuje Orzeszkowa.
[42:52] - Nie, to nie jest to, Marku. Otóż widzisz, ty tutaj się gimnastykujesz, żeby usprawiedliwić jakieś takie czy inne konotacje Ursuli Le Guin w jej czasie tworzenia i tak dalej. Otóż ja chciałbym dotrzeć do dnia dzisiejszego. Tu nie chodzi o dobrą literaturę. Otóż dlaczego jestem wrogiem tej książki? Bo ta książka to był, że tak powiem, prorok. To było proroctwo tego, co nastało w XXI wieku. Poczekaj, proroctwo czego? Nie polityki.
[43:35] - Zgadzam się.
[43:35] - Nie kultury również.
[43:36] - Zgadzam się.
[43:37] - Nie tego i tak dalej, ale tego, że pewien odłam literatury takiej, jakim jest fantasy. Kiedy dyskutujemy na temat fantasy, zawsze możemy prędzej czy później dyskusję scedować na Ursulę Le Guin.
[43:54] - Ale-
[43:55] - No bo... Ale przeczytaj-
[43:57] - „Lewa ręka ciemności” to jest twarde SF.
[44:00] - Tak twarde jak to, co ja mam.
[44:03] - Twarde. Twarde SF.
[44:05] - Marku, ja też to czytałem.
[44:07] - Ale to jest twarde SF. Posługuje się fizyką? Posługuje się. Posługuje się statkami kosmicznymi? Posługuje się. To nie jest fantasy.
[44:16] - Nie, to jest z krwi i kości fantasy. Po prostu tak samo potem utkane te wszystkie „Czarnoksiężniki z Archipelagu”
[44:25] - To jest co innego.
[44:26] - To jest zapowiedź, powiedziałem.
[44:31] - Ja mam o co innego do Le Guin pretensje. Otóż wiesz co? Jak zacząłeś mówić, to myślałem nawet, że to powiesz, ale nie powiedziałeś, to ja to powiem. Otóż ona się stała, moim zdaniem mimowolną-
[44:47] - Nie, sztandarem.
[44:48] - Zrobiono z niej. Właśnie nie. Zrobiono z niej kobietę, która pasuje do naszych genderowych czasów, do tych wszystkich wariactw, które się w tej chwili odbywają. Nie, ona nie dlatego to wprowadziła. Miała pewien pomysł.
[45:03] - Nie dlatego. Oczywiście, że nie dlatego, ale z tego wyszło to, co wyszło.
[45:09] - Wyszło, ale wzięto to na sztandary. Wierz mi, że ja dwa tygodnie temu przeczytałem pewne fragmenty, gdzie ona tłumaczy. Tam są nawet dłuższe fragmenty. Zobacz, co jest świetne u Le Guin, że ona rozważa pewien problem, a nie mówi tak jak współcześni, na przykład feministki albo różni tacy ludzie mówią: „My wiemy, że tak jest i koniec.” Jej bohaterowie rozważają to. Ona nie mówi, że tak jest. Ona mówi: „A może jest tak, że to, iż mamy nasz świat, świat człowieka z Ziemi, to jest świat kobiet i mężczyzn, nieustannego napięcia, pewnych rzeczy kulturowych. Może to decyduje, że u nas wybuchają wojny, a na planecie Zima Gethen nie wybuchają?” Ale ona tego nie mówi. Tak jest i koniec.
[46:07] - Poczekaj.
[46:07] - Ona mówi-
[46:08] - Poczekaj. Tak, ona tego nie mówi, ale jej apostołowie się na to powołują.
[46:15] - Kuźwa.
[46:16] - Bo ona to-
[46:17] - Ale ona nie jest temu winna. Ona dlatego jest uczciwa, bo wiesz, co mają do siebie apostołowie, jej apostołowie? Że czytają ją wybiórczo. Czytają to, co chcą widzieć w jej książkach. Natomiast dla mnie dlatego jest to okej, ponieważ tego, co oni tam widzą, tam nie ma. Tego tam nie ma.
[46:40] - Wiesz, ten szereg tych klocków domina, jak się przewraca, to zawsze może ktoś, kto pierwszego klocka ruszył, powiedzieć przy ostatnim padającym, że to nie ja, bo to nie on.
[46:56] - Przepraszam cię. Jest takie twoje opowiadanie, chyba dobrze kojarzę, „Maszyna”. Na końcu goły facet na pustyni stoi. To jest to opowiadanie?
[47:05] - Stój, bo to jeszcze po hipisowskich czasach.
[47:08] - Nie, jest wszystko w porządku. Opowiadanie jest okej. Tylko teraz wyobraź sobie, że przychodzi jakiś nawiedzony albo mężczyzna, albo kobieta i mówi: „O, Wiktor Żwikiewicz był piewcą nudyzmu”.
[47:22] - Tak, zgadza się.
[47:24] - Proszę cię, a to byłaby prawda? Przecież tam nic o tym nie ma.
[47:27] - Zgadzasz się, że napisałem gniota w tej końcówce?
[47:29] - Nie, to nie jest-
[47:30] - Opowiadanie jest świetne, ale ta końcówka jest do dupy.
[47:33] - Jest w jakiś sposób symboliczna.
[47:35] - Symboliczna. Jest to taki prymitywny symbol.
[47:38] - Prymitywny czy nie prymitywny, to jest już twoja ocena twojej własnej twórczości. Natomiast zobacz, jakie byłoby to nieuczciwe, gdyby przyszedł gość i powiedział: „A Wiktor propagował tu nudyzm.”
[47:51] - Jeżeli ja bym był punktem wyjścia dla takiego ruchu nudystycznego, to moja wina by była niezłomna i powinienem za nią ponieść karę.
[48:01] - Ale przecież-
[48:02] - Nieważne, jakie miałem intencje. Obciąć mi głowę wszystko i tak dalej.
[48:09] - Wszystko ci obciąć.
[48:10] - Tak, Marku.
[48:11] - Ale Wiktor-
[48:11] - Trzeba ponosić konsekwencje za swoje.
[48:13] - Ruch feministyczny nie zaczął się od Ursuli Le Guin.
[48:16] - Pewnie, że nie. Ona już była wychowanką tego ruchu.
[48:19] - Po prostu niektóre kobiety, które może ten ruch zrozumiały opacznie. Bo ja nie mam nic do ruchu feministycznego. Mam natomiast coś do kobiet, które rozumieją to opacznie jako wojnę pomiędzy mężczyznami a kobietami. Zauważ, że w książce Le Guin nie ma mowy o wojnie. Jest nawet podkreślenie, że jeśli następuje pewna harmonia, to tej wojny nie ma. Nie, Wiktor. Bo ty zwróciłeś wbrew pozorom uwagę na bardzo ważną rzecz, która wcześniej nie przyszła mi do głowy i aż żałuję, że nie przyszła mi do głowy. Otóż z każdego autora można zrobić kretyna, jak przyjdą interpretatorzy i zaczną go interpretować. A jak się czyta dane dzieło wprost, to tego nie ma. I ja uważam, że ci wszyscy interpretatorzy, którzy wzięli Ursulę Le Guin na sztandary nowoczesności, genderyzmu, LGBT czy cholera wie czego jeszcze, zrobili jej tak naprawdę krzywdę.
Bo książka jest zupełnie o czym innym, a nagle wyciągnięto coś, co jest- A może niekoniecznie aż tak ważne. Owszem, ona pokazuje społeczeństwo hermafrodytów, pokazuje pewne tarcia, które następują, ale pokazuje to w zupełnie innym celu. I to jest moim zdaniem cholernie nieuczciwe, że zrobiono z tej książki coś takiego, co sobie różne dziwne ruchy wzięły na sztandary. To jest moim zdaniem nieporozumienie kompletne.
[49:56] - Jak o tym mówisz, to zawsze Mojżesz też musi strasznie przeżywać, co z tego zrobili chrześcijanie.
[50:07] - Nie wiem, co przeżywa Mojżesz. No dobrze, ale o co ci chodzi?
[50:13] - O to, że również on był przyczyną chrześcijaństwa. Tak samo jak Ursula Le Guin jest pierwiosnkiem tym, na którym potem ta tęcza zajaśniała. Bo była tak piękna.
[50:31] - Co nie znaczy, że-
[50:36] - No tak.
[50:37] - Sztuka interpretacji. To znaczy chodzi o coś takiego, że to jest prawda. Jakby się tutaj zjawił człowiek od interpretacji książki, to powiedziałby, co powtarzamy bardzo często, że w momencie, kiedy autor kończy książkę, to przestaje być właściwie jej właścicielem. Oddaje ją ludziom i ludzie z nią robią, co chcą i mogą z niej wyczytać, co chcą. I rzeczywiście część ludzi wyczytała z książki „Lewa ręka ciemności” moim zdaniem rzeczy dziwne. Czy uprawnione? Skoro to wyczytali, skoro to tam widzą, to widocznie w jakimś stopniu to tam jest. Ja z tej książki wyczytuję zupełnie coś innego i może z tego wynika to, że my się tak bardzo różnimy, że ty skupiasz się na tym, co inni wyczytali w tej książce, a ja się skupiam na tym, co ja wyczytałem w tej książce.
[51:28] - Nie skupiam się, ale jakoś mi dziwnie sytuacja śmierdzi.
[51:31] - Ja wiem!
[51:31] - Bo bardzo mi to przypomina-
[51:33] - Ale zgadzam się
[51:35] - ... że Jean-Paul Sartre też sobie tak pięknie tworzył, pięknie słowa tkał i tak dalej, piękne, cudowne teksty, a Bokassa i Pol Pot robili na tym biznes.
[51:48] - Tak. Ale posłuchaj.
[51:54] - Chyba mamy kogoś. Ktoś tu dzwoni. Halo, halo! Radio Paranormalium. Czy się słyszymy?
[52:04] - Tak, słyszymy się z tej strony O trzydzieści pięć.
[52:06] - O, witamy!
[52:07] - Witamy.
[52:11] - Ja chciałbym się włączyć do dyskusji i przyznać rację panu Markowi z interpretacją z tego względu, że bodajże przykład pani Wisławy Szymborskiej chciałbym podać, która za interpretację swego wiersza dostała bodajże tylko trójkę od nauczycieli, prawda? I wydaje się, że chyba ona wiedziała, o czym pisze, prawda?
[52:33] - Też tak sądzę.
[52:33] - Czy zgodzą się państwo?
[52:35] - Tak, jak najbardziej.
[52:36] - To tak jak z tym memem, który krąży w ostatnim czasie na temat jakiegoś pisarza rosyjskiego, który miał właśnie taką samą dokładnie sytuację, że nauczycielka jakoś powiedziała mu, że mimo że zinterpretował własne dzieło, to dostał uwagę, że nie to autor miał na myśli.
[52:58] - No właśnie. I moim zdaniem to jest bezcelowe takie spieranie się, kłótnia, co tam autor miał na myśli. Interpretacja. A chciałbym powiedzieć, że tutaj pan Wiktor napisał to opowiadanie, mówi, że to czasy pisowskie, prawda? A czasy, kiedy była napisana „Lewa ręka ciemności” też były pisowskie.
[53:19] - Zgadza się, to to samo takie mydlane pokolenie moje i-
[53:24] - Ja nie uważam tego czasu za mydlane. Ono się może w wielu miejscach myliło, ale to jednak były czasy, które posiały jakiś ferment intelektualny chociażby. Czy on zawsze w dobre miejsce prowadził, to jest inna dyskusja zupełnie.
[53:40] - Prowadził w dobre miejsca o tyle, że Amerykanie wrócili do Ameryki i zostawili tych biednych Koreańczyków na lodzie do dzisiaj.
[53:50] - Ale dzięki tym czasom powstał mój ukochany film „Hair” i chociażby dlatego warto, żeby czasy pisowskie były.
[53:57] - A ja przy tym twoim ukochanym filmie „Hair” i przy wszystkich adaptacjach teatralnych tego show biznesu ziewałem z nudów.
[54:06] - A bo ty przy wszystkim ziewasz.
[54:08] - Bo to było głupie latanie i tańczenie.
[54:13] - Taka już rola musicalu jest po prostu.
[54:16] - Ale muzyka była fajna, muzyka była super.
[54:19] - Muzyka była dobra.
[54:20] - Muzyka jest najcenniejsza w tym filmie.
[54:22] - Tylko tej sztuki.
[54:23] - Oczywiście, że tak.
[54:24] - No ale potem zasą na tej fali zrobiono-
[54:27] - Ale żeby nie te czasy pisowskie nie byłoby Led Zeppelin, nie byłoby Jima Hendrixa.
[54:34] - Tak jest. Oczywiście.
[54:36] - A nawet powiem, nie byłoby nawet Black Sabbath, którzy przecież grali, prawda?
[54:41] - Nie byłoby Nobla dla Boba Dylana.
[54:44] - To już nie wiem. Natomiast rację ma O trzydzieści pięć. Faktycznie. Przecież akurat lubisz Led Zeppelin.
[54:55] - Lubię. Pewnie, kocham ich.
[54:58] - Jest pewne następstwo. Coś następuje po czymś. Nic nie rodzi się w pustce. Coś się zawsze rodzi po czymś. Dlatego cieszę się, że takie zdania padły dzisiaj. Dzięki wielkie.
[55:13] - Ja też bardzo dziękuję i się rozłączam i blokuję linii.
[55:18] - Dzięki.
[55:18] - Do usłyszenia.
[55:19] - Do usłyszenia. Dzięki za telefon.
[55:21] - Do usłyszenia. Ja tylko jeszcze pozwolę sobie przypomnieć nasze kontakty głosowe Numery telefonów 530 620 493, 530 620 493. Stacjonarne 32 746 0008, 32 746 0008. No i Skype radio.paranormalium.pl. Tutaj na bieżąco także przekazuję Markowi i Wiktorowi komentarze z czatów, także na czatach również zachęcamy do komentowania.
[55:58] - A jeszcze się powołam na to, co napisał o35, bo o35 oczywiście sprawdził, jak to jest z tą filozofią. I rzeczywiście złote myśli wyskoczyły na trzecim miejscu dopiero. A co na pierwszym? Na pierwszym jest definicja z Wikipedii, na drugim encyklopedia PWN. Czyli na pierwszym takim definicyjnym zaraz nie pojawia się cokolwiek z filozofii prawdziwego, tylko się złote myśli pojawiają. Ale oczywiście odszekuję to na trzecim miejscu, ale to, co jest na pierwszym i na drugim mało cokolwiek wnosi do filozofii jako takiej. Raczej tłumaczy, czym filozofia w ogóle jest. A później złote myśli. A tak naprawdę złote myśli to jest takie dziamdzianie, gląganie, kombinowanie, a nie prawdziwa filozofia. To tak jak powiedziałem, jak cytowałem swojego mistrza.
Takie złote myśli, jakbyśmy teraz z Wiktorem siedli, to moglibyśmy produkować na kopy.
[56:51] - No i Ursula Le Guin też to potrafi.
[56:53] - Nie, Wiktor, przecież się odwołuje-
[56:56] - Mistrzynią w tym była.
[56:58] - Nie, do taoizmu się odwołuje.
[57:00] - No taka taoizm to też takie-
[57:02] - Wiktor, jakbyśmy to wszystko-
[57:03] - Lewa, prawa, góra, dół, ciepło, zimno, kobieta, facet i tak dalej.
[57:07] - Ale to Wiktor, ale to ci kiedyś tłumaczyłem, jak to zrobiono w starożytności, kiedy najpierw podzielono cały świat na lewo, prawo, ciepło, zimno i tak dalej, i to jeszcze było okej. Tak można świat rozpatrywać na zasadzie pewnych przeciwieństw. Okej, taką filozofię można przyjąć, ale w pewnym momencie filozofowie, niektórzy oczywiście, pewna grupa filozofów zaczęła przypisywać tym opozycjom wartości: dobra, zła. Czyli prawe jest dobre, lewe jest złe, ciepłe jest dobre, zimne jest złe. To już był szczyt głupoty takiej, bo tak jak mówiłem kiedyś państwu, to w języku nam zostało i to nie tylko w języku polskim.
[57:56] - Tak, my jesteśmy mądrzy, one są głupie, nie?
[57:59] - Nie.
[57:59] - Tak, to zostało.
[58:00] - To zostało.
[58:02] - Do dzisiaj.
[58:03] - Do dzisiaj mówisz, że ktoś jest prawym człowiekiem, a ktoś inny chodzi na lewiznę.
[58:11] - Jakoś trzeba to wyróżnić.
[58:13] - Dzisiaj mówisz, jaki to jest wspaniały, ciepły człowiek, a później mówisz, jaka to jest paskudna, zimna kobieta.
[58:21] - A chciałbyś zrobić z tego ciepły kisiel?
[58:24] - Nie no, ale wiesz co? Ja lubię ciepły kisiel. No widzisz, widzisz, jak to różnie bywa. Ale zostawmy, bo tam zbliżamy się na jakieś pobocza filozofii. Wróćmy na planetę Gethen. Tam powiedzieliśmy, że są dwa państwa. Mamy Karhid, to jest tak powiedzmy, to państwo, które określono w tej notce okładkowej jako to państwo takie o systemie dosyć takim archaicznym.
[58:54] - Stalinowskim.
[58:55] - Nie, nie stalinowski. Stalinowski jest Orgoreyn. Orgoreyn to jest właśnie takie-- mnie pierwsze, co się skojarzyło, to właśnie z takim dobrze rozwiniętym stalinizmem. Zresztą nie jest dziwne, że z tego właśnie państwa, z Orgoreynu uciekają przez lodową pustynię. Nasz bohater, czyli ten przybysz spoza świata zimy razem z tubylcem uciekają. Tam dochodzi do ciekawej sytuacji, kiedy oni są przez wiele, wiele dni na lodzie. Tam to dziesiątki dni na tej lodowej pustyni przedzierają się z powrotem do Karhidu. To tam, ponieważ ten kemmer, czyli ta ruja następuje mniej więcej co 26 dni, dochodzi do ciekawego momentu, kiedy odnosimy wrażenie, że ten tubylec w jakiś sposób zakochał się w tym człowieku, w mobilu. Taki on nosi tytuł Mobil Gently Eye. On się w nim podkochuje.
No coś tak powiedzmy. To nie jest wprost napisane, bo to Ursula była za bardzo precyzyjna i za dobrze pisała, żeby pójść w jakąś taką łatwiznę. Nie, to jest tak zasugerowane. I to wiesz, przypomniało mi zaraz takie sytuacje, że właściwie jak sięgnąć pamięcią w fantastykę, to takie sytuacje takich związków, czy też takich fascynacji międzygatunkowych, bo tu trudno powiedzieć, czy to był jeszcze ten sam gatunek człowieka, czy tylko podobni fizycznie byli.
[01:00:36] - Ja zawsze jak patrzę na kobiety, to się zastanawiam, czy to ten sam gatunek człowieka, czy to inny.
[01:00:43] - Wiemy i nie za to cię-
[01:00:44] - I chwała Bogu, że to jest inny gatunek.
[01:00:46] - Wiemy, wiemy i nie za to cię wszyscy lubią, że tak postrzegasz ten świat. Natomiast mnie przyszło do głowy, że zobacz, ten problem takiej fascynacji czy też prawie miłości międzygatunkowej, on się w fantastyce pojawiał już wcześniej. Bo jak sobie przypomnę taką powieść, oj, to taka stareńka rzecz napisana przez Rossnego, to taki facet, który na przykład, o ile dobrze pamiętam, napisał „Walkę o ogień” i jakieś takie z prehistorii pisał, ale napisał rzeczy dziejące się w prehistorii. Pisał jakiś tam „Kot olbrzymi” czy coś takiego. Już nie pamiętam tych wszystkich tytułów, ale dziejące się dziesiątki tysięcy lat temu. Ale napisał też taką powieść „Lot w nieskończoność”. To jest historia, dzisiaj się to już słabo czyta, bo to jest takie mało- Tu jest dopiero mało akcji, ale przypuszczam, że kiedyś to była fascynująca książka w latach, kiedy to wyszło w Polsce. W Polsce ta książka Rossnego wyszła, nie pamiętam, chyba w latach 20. W każdym razie tu też mamy taką sytuację, gdzie główny bohater, rzecz jest o wyprawie na Marsa. Główny bohater zakochuje się w Marsjance, chociaż tam o fizyczności nie ma mowy w ogóle.
Żadnej mowy nie ma, a jednak platonicznie zakochuje się. I wtedy sobie przypomniałem, że nie tylko w takiej ramotce starej jak „Lot w nieskończoność”, ale w książce, o której kiedyś wspominaliśmy, czyli Sergieja Sniegowa „Dalekie szlaki” również się motyw takiej miłości, fascynacji międzygatunkowej pojawia. Przypomnę, że tam się pojawia taka bohaterka, która jest nazywana wężopanną z Wegi, bo rzeczywiście z planety przy tej gwieździe pochodzi i główny bohater się w niej zakochuje. Zupełnie niewinnie się w niej zakochuje, bo znowu o jakiejkolwiek fizyczności nie może być mowy.
[01:02:49] - Jakby fizyczność była winą, Marku.
[01:02:52] - Winą nie, ale zależy, jak sobie definiujemy fascynację, uczucie, miłość. Są tacy, którzy skłonni są ją sprowadzać prawie wyłącznie do chemii i fizyczności. Są na szczęście tacy, którzy nie tylko to widzą. Ja staram się takie spektrum podać, żeby ono w miarę szerokie było. Pokazuję tylko, że wielu autorów rzecz gnębi, czyli czy możliwe to jest? I tu mamy kolejną odsłonę czegoś takiego. Czy to jest w ogóle możliwe? Rzecz jest w książce nierozstrzygnięta jednak.
[01:03:31] - Widzisz Marku, spróbuj stanąć z boku i popatrzeć na Ursulę Le Guin jak na bednarza.
[01:03:39] - Kontynuuj.
[01:03:41] - Ona pracuje nad swoimi bohaterami mniej więcej tak, jak bednarz nad beczką. I co pewien czas ten bednarz czopuje tę beczkę albo odczopowuje. A jeszcze na dodatek coś tam w beczce, czego nie można uciąć i tak dalej. I ona postępuje dokładnie tak samo. Raz przykleja temu kogutowi, raz mu ucina i myśli, że z tego będzie pokój na ziemi na wieki amen.
[01:04:11] - Wiktor. Co ona mu odkleja, co przycina albo co tam doprawia?
[01:04:17] - Ale ona coś praktycznie robi, tak?
[01:04:19] - Moim zdaniem nie, bo ta rzecz, o której powiedziałem, pojawia się w trzech czwartych książki. Wcześniej cały czas jest mowa o tym, człowiekowi samemu przychodzi do głowy, jak to jest, że na przykład ten główny bohater, ten Ai, pomimo że cały czas odczuwa podniety seksualne, to on jest jakiś taki aseksualny, nikt się nim nie interesuje. A w pewnym momencie to następuje. À propos tego czopowania bądź odczopowania tej beczki, to chyba nie do końca tak. Poza tym wiesz co?
[01:05:02] - Marku, słuchaj, tu się kłania cała ta le guinowska antropologia kulturowa, którą zachowała po ojcu. Otóż z tego, że starożytni Grecy współżyli z kozami, nie wynika żadna pochwała ani zachęta do współżycia z kozami, bo to był pasterski lud i wszystko było naturalne. Natomiast jeżeli ja zaczynam coś w dzisiejszych czasach mówić i powoływać się na człowieka, na Yang, Yin i kozę, i pasterza greckiego, to już jest karalne.
[01:05:48] - Ale wyobraź sobie sytuację, bo taką mamy sytuację w tej książce, że ty dzisiaj przeniósłbyś się do czasów greckich i musiałbyś... Ja o tych kozach to akurat nie wiedziałem. Ja wiedziałem, że oni z chłopcami.
[01:06:04] - Nie, z kozami jak najbardziej. Nawet są ładne na wazach piękne malowidła.
[01:06:10] - Proszę się na mnie nie powoływać, tylko proszę się powołać na Wiktora.
[01:06:12] - W jednej garści trzymają ogon.
[01:06:15] - Dobrze. Ja wiem, że oni z chłopcami. I to było dopuszczalne. Nieważne. Obojętnie. To wyobraź sobie, że się przenosisz do tych czasów i musisz jakoś z tym żyć. Co więcej, nie możesz w to ingerować, bo zadaniem Ekumeny czy innej organizacji nie jest.
[01:06:33] - W tamtych czasach to bym prawdopodobnie zaakceptował to.
[01:06:36] - I też byś z tą kozą?
[01:06:38] - A trudno.
[01:06:39] - Nie, przepraszam cię bardzo, ale to przekracza granice moich wyobrażeń.
[01:06:44] - Marku, w tamtych czasach to ja i ty byśmy byli w tamtych czasach.
[01:06:47] - Nie. Rozummy się. Ty się przenosisz ze swoją dzisiejszą świadomością tam. I wtedy bym cię chciał zobaczyć z tą kozą.
[01:06:56] - Trudno zobaczyć. Może kulturowo byłbym odporny przez dwa lata, a nie wiem, co dalej.
[01:07:02] - Dziewczynę byś sobie znalazł, do cholery.
[01:07:05] - A gdzie?
[01:07:06] - A co tam sami mężczyźni byli?
[01:07:08] - Kozy wypasali chłopy.
[01:07:10] - To byś poszedł do najbliższej.
[01:07:11] - Oni nigdy nie wracali do domu.
[01:07:13] - Ale oni nie wracali. Ty byś mógł.
[01:07:16] - Może to wtedy bym poszedł.
[01:07:19] - Właśnie, ale masz sytuację adekwatną. Czyli sytuację wrzucenia kogoś spoza kultury w tę kulturę. I przecież nie łykniesz jej tak, jak ona jest, tylko będziesz obcym ciałem i będziesz ją interpretował, będziesz zastanawiał się nad nią. Parafrazując i spłaszczając to do bólu. Może byś się zastanowił, idąc wzorem rozważań, ale to głupie będzie, rozważań Le Guin. Może byś poszedł takim torem, że może jakby ci mężczyźni z tymi kozami, to może też byłoby mniej konfliktów na świecie. Specjalnie to zidiocam, doprowadzam do idiotyzmu, ale myślę, że te jej rozważania były bardziej sensowne.
[01:08:11] - Zgadzam się, Marku, nie mam zastrzeżeń do sensowności takich rozważań w tej formie urody tych rozważań. Natomiast widzisz, z tego coś wynika, coś takiego, jak ty mówisz, my w tamtym czasie, ale dnia dzisiejszego. Otóż opowiem wam jedną historyjkę o moim przyjacielu, który grał w grę, którą zrobiły tuzy, które kiedyś wykonały „Baldur's Gate'a”. Ta cała paczka najlepszych twórców tych roleplayi komputerowych zebrała się do kupy i postanowiła, że teraz to ona zadziwi świat. I zrobiła coś takiego, już nie pamiętam tej gry, bo zresztą nikt o niej nie pamięta. To zresztą jest całkiem niedawny wyczyn sprzed może 10 czy ośmiu lat. W każdym razie ta wielka tuzowska armia zrobiła grę. Taką, którą wszyscy miłośnicy tych starych „Baldursów” z dziką radością grają. I zaczęli grać w to. Zrecenzował mi tę grę jeden człowiek z Warszawy.
Taki mój przyjaciel, jeden z najmądrzejszych ludzi, jakich w życiu spotkałem. To zawsze podkreślam. Otóż on mówi, że dorwał się do tej gry z całym ogniem w oczach, bo znał również prywatnie autorów tej gry. I gra, piękna gra, cudowna gra, wspaniała. I wędruje po lesie z takim elfem. Właśnie tak jak w książce Ursuli Le Guin.
[01:09:53] - Da się złapać.
[01:09:55] - Wędruje sobie po lesie i tak dalej i też muszą zimować, nocować w jakichś chatkach i w pewnym momencie sytuacja staje się, że tak powiem, z punktu widzenia naszego gracza dosyć śliska. Albo, albo. On właściwie, żeby móc coś rozwiązać, pewną zagadkę czy pewną sytuację, powinien się z tym elfem przespać. Wiesz, co zrobił mój przyjaciel? Wyłączył tę grę i więcej w nią po prostu już nie zagrał. Powiedział, że skończyła mi się ta gra. Dlaczego? Bo to było gówno. Jak się ucieka do takich sytuacji-
[01:10:40] - Rozumiem. Do czego prowadzi?
[01:10:43] - Do tego, że Ursula Le Guin była jakby prorokinią tych samych czasów. Ona też zamiast zajmować się tym, czym się science fiction zajmowała, to zaczęła tworzyć śliskie rzeczy. Zaczęła się ślizgać po powierzchni.
[01:11:01] - Wiktor. Stworzyła pewną sytuację, którą stworzyć w fantastyce można.
[01:11:07] - Normalnie. Tak.
[01:11:10] - To, co ty mówisz. Ja nie powiem, że się z tym nie zgadzam, ale temu, co ty mówisz, winni są wszyscy interpretatorzy. Żeby cię poprzeć, znalazłem w Internecie taki oto fragment. Ja go zacytuję, proszę państwa, bo to jest dla mnie kuriozum, bo to jest traktowanie tekstu. Z jednej strony to jest uprawnione. Dzisiejszy człowiek może sobie to w tym tekście odczytać.
[01:11:34] - Miałeś cytować, a nie komentować.
[01:11:36] - Zaraz, poczekaj. Dzisiejszy człowiek sobie może coś takiego odczytać, ale tego tam, kuźwa, nie było, kiedy ona to pisała. To czytam. „Le Guin krytykuje seksualność człowieka jako popęd do zbędnej przemocy, jego dualizm na przykładzie filozofii yin i yang, wprowadzając przy tym rozwiązanie seksualne jednolitości człowieka. Autorka jako jedna z pierwszych wprowadza pochwałę homoseksualizmu jako coś normalnego w świecie, a nawet kreuje postawy ideologii gender, uznania transseksualizmu i wyboru własnej płci. Obrywa się ustrojom politycznym, autokratyzmowi, absolucie władzy, totalitaryzmowi , propagandzie cenzorów.” Słuchaj, wiesz co? Czy to jest prawda?
[01:12:35] - No...
[01:12:36] - Gdy się to dzisiaj czyta, tak.
[01:12:38] - Pięknie brzmi.
[01:12:40] - Wiktor, przecież to są jakieś bzdury.
[01:12:44] - Ależ nie. To są wnioski wyciągnięte z lektury książki.
[01:12:48] - Okej, każdy ma prawo do swojej interpretacji. Ja naprawdę nie będę z tym walczył, ale moim zdaniem, kiedy Urszula siedziała nad pisaniem tej książki-
[01:13:01] - To chyba jeszcze nie było ani chłopów, ani bab, ani góry, ani dołu.
[01:13:06] - Ona zrobiła pewien eksperyment myślowy i zupełnie o tym genderze nie myślała.
[01:13:12] - Zrobiła eksperyment myślowy. Z tego eksperymentu ta pleśń wyrosła.
[01:13:16] - Ale nie bądź cenzorem. Bo wiesz co? To jest tak.
[01:13:19] - Nie jestem.
[01:13:20] - Czyli nie miała prawa sobie pomyśleć o czymś takim, że na przykład mamy człowieka, który raz jest kobietą, raz jest mężczyzną. Zrobiła sobie eksperyment. Dla mnie jest to dowód na coś innego, Wiktor. Mianowicie na coś takiego, że nie ma takiej bzdury. Człowiek może wymyślić wszystko praktycznie rzecz biorąc.
[01:13:41] - Który w fantazji się nie upchnie.
[01:13:43] - Poczekaj. Która później, jak trafi na podatny grunt albo trafi na jakiegoś Oszołoma, który jej później nie wprowadzi w życie i nie podniesie do rangi ideologii. I to jest moim zdaniem pech. Ursula Le Guin miała pecha, że się po prostu dostała w pewne tryby historii. Niestety, i tu będzie kamyczek do twojego ogródka, w pewnym okresie nie wiem, czy nie miała wyjścia, czy nie miała odpowiedniej siły.
[01:14:19] - Zgodzę się z jej naturą, bo to wychodziło od początku.
[01:14:21] - Trochę się temu poddała. Po prostu powiedziała: „No dobra, jak już chcecie mnie na guru, to będę waszym guru”. To był moim zdaniem duży błąd. Pozwoliła na reinterpretowanie tego, co napisała wcześniej, bo tak to nie było interpretowane. Odwołam się znowu do Lecha Jęczmyka. Moim zdaniem, gdyby ta książka była o tym, o czym przed chwilą cytowałem, to Lech Jęczmyk nigdy w życiu by jej nie przetłumaczył. Ty znasz lepiej niż ja, bo dłużej. I ja znam poglądy Lecha i gwarantuję ci, że on by tego prawym przednim kołem samochodu nie najechał na to.
[01:15:07] - Jest stare powiedzenie: „Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi”. Ursula Le Guin również strzelała, tak samo jak Lechu i tak samo jak ja i tak samo jak każdy. My nigdy nie wiemy, jakie będą losy naszych dzieci.
[01:15:23] - To prawda. Pełna zgoda.
[01:15:26] - Natomiast jako ci, którzy zainicjowali pewną akcję, ponosimy pewne konsekwencje.
[01:15:33] - Konsekwencje tak, ale ja nie traktowałbym tego w kategorii winy. Wiesz co? Przerwijmy tę dyskusję. Posłuchajmy Juriana. A dlaczego? Julian postanowił dać odpór albo inaczej zapolemizować z nami, jeśli chodzi o pewne rzeczy, które mówiliśmy w poprzedniej audycji. Zresztą nie on jedyny. Pamiętam dyskusję w internecie, za którą bardzo dziękuję, bo przekonałem się, że można na świat patrzeć w dosyć specyficzny sposób, którego ja nie podzielam, ale przyjąłem do wiadomości, że można. Zawsze jestem wdzięczny za tego rodzaju dyskusje i to nie jest kpina w tej chwili, broń Boże. Ale posłuchajmy Juriana, bo to, co powiedział w swoim felietonie w „Alfabecie Juriana” jest ciekawe.
Zostańmy przy tym, że na razie jest ciekawe. Marku, prosimy o „Alfabet Juriana”.
[01:16:38] - Alfabet Juriana. P jak pastwisko. Witam słuchaczy. Przyznam, że do napisania felietonu zostałem sprowokowany omówieniem w ostatniej audycji „Bibliotekarium” książki Johna Lennoxa „Bóg i Stephen Hawking. Czyj to w końcu projekt?”. Stąd i tytuł mojego tekstu. Pamiętając słowa pana Marka Żelkowskiego, że dobry felieton to taki, kiedy wrzuci się granat do szamba, postanowiłem pójść krok dalej i z odbezpieczonym granatem wskoczyć tam osobiście. Tematy, które postaram się musnąć to wiedza i wiara. Zestaw bardzo trudny, szczególnie w dobie możliwości narażenia się na artykuł 196 Kodeksu karnego. Nie jestem ani naukowcem, filozofem, ani duchownym, a to dobra podbudowa, aby wtrącić swoje trzy grosze.
Tym bardziej, że książki nie przeczytałem. Na swoją obronę dodam, że zapoznałem się z kilkoma pozycjami Hawkinga, więc będę się opierał na nich i na materiale z audycji. Muszę zacząć od krytyki, żeby mieć to za sobą jak przełknięcie gorzkiej pigułki. Delikatnie zaskoczył mnie sposób poprowadzenia ostatniego „Bibliotekarium”. Nie było podziału na dobrego i złego policjanta, ale w porządku. Podział nie jest obowiązkowy, jednak adwokat diabła pomógłby w polemice. Tej ostatniej trochę zabrakło. Miałem wrażenie, że obok prowadzących siedział autor książki, surowo łypiąc okiem, a wespół z prowadzącymi nie obnażał nieporadności filozoficznej znanego fizyka tylko dlatego, że zepsuł mu się mikrofon. Wydawać by się mogło, że w tej zacnej audycji z tradycjami omawiane są wybrane pozycje, a dyskusja nad nimi przebiega w kontekście oceny autora co do słuszności jego wywodów. Słuchając z uwagą odnosiłem wrażenie, że recenzowana była nie treść książki, ale ogólnie postać Hawkinga.
Dużo cytatów, nic na obronę. Trudno uwierzyć, że fizyk wykraczając poza swoją domenę wypowiadał same głupstwa. Stąd tytuł felietonu „Pastwisko”. Audycja ciekawa i motywująca do reakcji, ale gdybym miał ją streścić w dwóch zdaniach, brzmiałoby to tak: John Lennox napisał książkę, w której krytykuje wierzenia Stephena Hawkinga. Uważamy, że autor miał rację, ponieważ Hawking to pyszałek, gwiazdor, kiepski fizyk, żaden filozof, do tego egocentryk, komunista. I w pewnym sensie cyklista. Z przyjemnością dodam, że ten opis, za wyjątkiem komunisty, świetnie pasuje także do mnie. Mam więc ze znanym fizykiem wiele wspólnego. Trochę przesadziłem. Sprawiedliwie przyznam, zdarzało się, że pan Marek doceniał głównie jego dorobek naukowy.
Pozostaje mieć nadzieję, że po takim wstępie w Bibliotekarium znajdzie się miejsce na mój kolejny felieton. Tu powinienem się zaśmiać bardziej naturalnie, dając do zrozumienia, iż doskonale wiem, że prowadzący nie są małostkowi. Niestety nagrywając materiał jestem zbyt spięty wagą swej misji. Za chwilę postaram się udowodnić, że ani autor, ani jego bohater nie mieli racji, a czytanie tej książki to strata czasu. Czasem mam wrażenie, że gatunek ludzki posiada jeszcze nieodkryty gen wiary. To tłumaczyłoby potrzebę wierzenia czy to w absurdalne zabobony i przesądy, czy teorie spiskowe w rodzaju płaskiej ziemi, po całe skomplikowane systemy, poczynając od społecznych, przez polityczne, na religijnych kończąc. Wiara to fenomen. Jesteśmy w stanie uwierzyć we wszystko i we wszystko wierzymy. Jedni w religię, inni w sektę, jeszcze inni w swoją drużynę, za którą oddaliby życie. Nie dodałem jeszcze ręki boskiej, która broni, rąk, które leczą, niewidzialnej ręki i wiary, że złota rączka wszystko naprawi.
Wiara. Im bardziej system wierzeń rozbudowany, tym więcej daje nam gotowych odpowiedzi. Wiara zwalnia od samodzielnego myślenia. Mamy gotowy produkt, który zazwyczaj jest dość spójny, czasem spisany w księgę od pokoleń leżącą na półce i zatytułowaną „Moja rzeczywistość w pytaniach i odpowiedziach". Zabetonowane przekonania od zarania dziejów przetrącają życiorysy, przelewają krew. Niezależnie czego dotyczą, ludzie gotowi są za jakąś wiarę podrzynać gardła i podkładać bomby wierzącym inaczej. Czy naukowcy podkładają bomby? Nigdy. Oni je tylko projektują. Ale o tym za chwilę.
O czym jest książka „Bóg i Stephen Hawking"? O tym, ile diabłów mieści się na końcu szpilki. Każdy ma prawo do indywidualnego postrzegania rzeczywistości. Każdy ma prawo dzielić się opiniami i każdy ma prawo się mylić. Jestem przekonany, że świat poradzi sobie bez wierzących i bez ateistów. Obie strony błądzą, próbując zagarnąć jak najwięcej pola walki dla swych bojowników. Nikt nie jest w stanie naukowo udowodnić lub zaprzeczyć istnienia Boga. Z drugiej strony opis rzeczywistości od wieków szlifowany przez pasterzy wyznawców między bajki można włożyć. Nadszedł czas. Kilka zdań o ateistach.
Teoretycznie najszybciej można ich odnaleźć wśród braci naukowej i jeszcze żyjących zwolenników szczęśliwie upadłych systemów politycznych. Przynajmniej oni sami śmią nazywać siebie ateistami. Nad tymi ostatnimi nie będę się długo rozwodził, ponieważ są to ludzie mocno wierzący w system, w partię, w przywódcę i jeszcze w to, że ich ideologia kiedyś zbawi świat. Trudno więc nazwać ich niewierzącymi. Nauka wydaje się czymś, co w porównaniu z wiarą jest racjonalne, logiczne, zdyscyplinowane i otwarte na sceptycyzm. Oczywiście to założenia idealne, nieosiągalne w praktyce. Na polach nauki także jest mnóstwo wypaczeń: od wybujanego ego i chciwości po niesnaski i małostkowe niedoskonałości charakterów przedstawicieli elity ludzkości. W porządku, lecz można stwierdzić, że przynajmniej założenia są słuszne. Po rozwikłaniu tajemnicy metodami naukowymi coś wiemy. Nie jesteśmy skazani na ślepą wiarę.
Ale czy na pewno? Co pozostanie za tysiąc lat z dzisiejszych prawd naukowców? Wszystko jest w ruchu, wszystko płynie. Każde odkrycie powoduje konieczność stawiania kolejnych pytań. Ciągłe zamieszanie. Oczywiście tak działa nauka, bo inaczej nie może. Raz mówią, żeby chleb smarować masłem, innym razem zdrowsza jest margaryna. Ktoś udowodni, że masło i margaryna w zasadzie nie istnieją, jeśli na nie nie spojrzeć, aby w końcu usłyszeć, że oba smarowidła to jedność razem z nami i ze stołem w jednej holograficznej projekcji. Z przykrością stwierdzam, że dzisiejsza wiedza jest także wiarą. Od zawsze żyjemy w ciemnej mgle niewiedzy.
Mroki skrywają też naszą historię. Nie wiemy, skąd się wzięliśmy i dokąd zmierzamy. Niewiele wiemy o własnej świadomości, naszej planecie i widzialnym wszechświecie. Dodam tylko o naszej zwykłej materii, bo o hipotetycznej ciemnej materii i energii Stanowiącej według szacunków 95% energii wszechświata. Nie mamy bladego pojęcia. Może to powód, dla którego szukamy łatwych odpowiedzi. Jak już solidnie się zagnieżdżą w głowach, trudno je wyplenić, bo nikt nie lubi wychodzić ze strefy komfortu, kiedy po latach trzeba remontować piętra, a czasem budować gmach światopoglądu od fundamentów. Gdyby komuś chciało się wyciągnąć z archiwum za jakiś tysiąc lat czasopismo naukowe z zeszłego tygodnia, miałby niezły ubaw. Wierzę w to, ale mój analityczny umysł od razu podpowiada, że człowiek z przyszłości mógłby nie mieć poczucia humoru. Podsumowując, czy ma jakikolwiek sens przeciwstawiać sobie wiedzę i wiarę?
Czym jeden pogląd polegający na wierze jest lepszy od wierzenia w coś innego? Dwie strony tego samego medalu. Sądzę, że warto wierzyć możliwie najmniej i jednocześnie dawać szansę każdej teorii, bo nawet w najbardziej absurdalnej może znajdować się ziarno prawdy. Jeśli już wierzymy, pozwólmy innym wierzyć w to, na co mają ochotę. Mniej agresji, więcej tolerancji i pokory. Bo w dziedzinie wiary to inni mogą mieć rację. A w ogóle to najlepiej wiedzieć jak najwięcej, a wierzyć tylko w siebie.
[01:27:33] - Kiedyś Radiowa Jedynka emitowała taką audycję, że się tak wtrącę, w godzinach popołudniowych, w czasie dosyć dużej słuchalności „Czas felietonistów”. Niestety „Czasu felietonistów” już w Radiowej Jedynce nie ma. W ogóle chyba Jedynka przestała emitować jakieś felietony, a przynajmniej nie emituje takich niezahaczających o politykę. Ale za to mamy „Bibliotekarium”, a w „Bibliotekarium” wysłuchaliśmy przed momentem „Alfabetu Juriana”. Jeszcze będzie jeden felieton, ale to panowie zapowiedzą. Ja tylko jeszcze przypomnę kontakty do Radia Paranormalium. Można do nas dzwonić pod nasze numery stacjonarne 32 746 0008, komórkowy i do SMS-ów 530 620 493, Skype radio.paranormalium.pl, GG 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na działającym już czacie na naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i portalu bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej dzisiejszej audycji, szczególnie zaś do twórczości Ursuli Le Guin na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl.
[01:29:16] - Wracamy my. Ja z felietonem Juriana mam pewien problem. On oczywiście poszedł, bo tak jak Jurian powiedział, my sobie z Wiktorem cenimy różne podejścia. Ale ja mam problem z felietonem Juriana, bo jest w tym felietonie sporo rzeczy, pod którymi bym się podpisał i całkiem sporo, które mnie zadziwiły. Bo na przykład początek. Ja mam wrażenie, że Jurian słyszał co innego niż mówiliśmy albo interpretował to w inny sposób, niż mówiliśmy. Dlaczego mam takie wrażenie? Albo że autor nieuważnie słuchał tej poprzedniej audycji. Może był jakoś zniesmaczony, że tak atakujemy Hawkinga, a wychwalamy pana Lennoxa? Nie wiem.
Moim zdaniem to, co zrobiliśmy z Wiktorem w poprzedniej audycji, to zrelacjonowaliśmy tok myślenia pana Lennoxa. Notabene tok myślenia, z którym ja na przykład się zgadzam. Nie wiem, ty, Wiktorze? Nie wiem, bo nie chcę mówić za ciebie.
[01:30:30] - Nie wiem.
[01:30:30] - Dobrze, to za chwilę. Jak nie wiesz, to za chwilę, to przemyśl. W każdym razie ja się zgadzam z tym tokiem myślenia, ale to, że się zgadzam z tym tokiem myślenia, to jeszcze wcale nie oznacza, że na pewno pan Lennox ma rację. Ma natomiast rację w kilku punktach, które warto by w tej chwili podkreślić. Proszę, niech państwo zauważą, że chociaż pan Lennox jest wierzącym człowiekiem, czego zresztą nie ukrywa, nawet to podkreśla, to on rozwalił rozumowanie pana Hawkinga nie na gruncie wiary, tylko na gruncie logiki, konsekwentnego używania pojęć oraz znajomości historii religii i filozofii. O to tak naprawdę chodzi, a nie na gruncie tej deklarowanej wiary, o której wspominamy. I chociaż Hawking wielkim fizykiem był, naukowcem też był wielkim — to moje zdanie, Wiktor ma inne — to jednak nie potrafił powściągnąć tego, co nazywamy ego. I nauczał niczym prorok, bo tak naprawdę to robił Hawking. Nauczał. Mówił: „W to wierzcie, a w to nie wierzcie”.
A pan Lennox nie nauczał, tylko pokazywał dziury w tym rozumowaniu Hawkinga. Podkreślam, że to niczego nie rozstrzyga w kwestii istnienia Boga, bo równie dobrze trudno rozstrzygać na podstawie argumentacji Lennoxa, że Bóg istnieje albo nie istnieje. To nie o to chodzi. Lennox pokazał, że walka nauki z wiarą jest absurdalna. To on to pokazał, a nie Hawking. Hawking twierdził, że nie, że nauka wie, że Boga nie ma. Lennox pomimo swojej wiary według mnie był uczciwszy, bo pokazał absurd tego sporu pomiędzy nauką a religią. Pokazał ten absurd, pomimo że sam, tak jak powiedziałem, deklarował się jako człowiek wierzący. To moim zdaniem jest uczciwsze. Dalej.
Ja uważam, że to, co głosi Hawking, jest sprzedawane. Tak nie jest, ale to, co głosi Hawking na temat Boga, jest sprzedawane światu jako nauka. Dla większości nauka jest opozycją dla wiary, a właściwie czymś lepszym. Jak to jest sprzedawane jako nauka, to nic dziwnego, że ludzie to łykają. Tymczasem zdajmy sobie sprawę, że rozmaite teorie naukowe mają również swoje dziury, a mimo to także stają się obiektem uwielbienia i takiej wiary. Mówiąc szczerze, kiedyś w internecie, już wspominałem o tym, prowadziłem taką dyskusję, w której jedna z konkluzji tej dyskusji była wygłoszona przez mojego adwersarza. Mniej więcej brzmiała w ten sposób, że albo nauka, albo wiara, bo się pogodzić tego nie da. Zdziwiony byłem, ale przyjąłem do wiadomości. Moim zdaniem Lennox wykonał analizę nie od strony wiary, jak to sugerował nasz felietonista, tylko z pozycji elementarnej uczciwości. Pokazał, że Hawking, kiedy mówi o religiach, o wierze, a warto to podkreślić, że religia a wiara to jest jednak coś innego, to nie jest to samo.
Pokazał, omawiając te rzeczy, że nie do końca rozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Pokazał, że wiara, mówię w tej chwili o Lennoxie, nie jest bezsensem. Ale to, że nie jest bezsensem, nie oznacza, że jest prawdą. Odróżnijmy to od siebie. Jeżeli coś nie jest bezsensowne, to jeszcze nie oznacza, że jest prawdziwe. To tyle, co miałbym do powiedzenia. Dlatego od pana Hawkinga wolę pana Lennoxa, bo moim zdaniem w swoich wywodach jest uczciwszy. Uf, powiedziałem.
[01:34:46] - To może ja się dorwę do mikrofonu, proszę ciebie, bo ja mam swoje zdanie na temat tego felietonu Juliana. Otóż zdecydowanie, o dziwo, zgadzam się z jego, odwrotnie Marek niż ty-
[01:35:00] - To normalne
[01:35:01] - ... z jego początkiem i całą oceną naszej audycji i tak dalej. Rękami i nogami się pod tym zgadzam. To wszystko było nie tak, jak należy, Marku, tylko że trudno było to wykonać. Może należało lepszych rzemieślników znaleźć. Ja się z tym zgadzam, bo też miałem wątpliwości i co do felietonu Juliana, i konkluzji, wywodów jego. Zdecydowanie się zgadzam od początku, troszkę mniej w połowie, a dzwonek alarmowy zabrzmiał mi w głowie, kiedy usłyszałem, że, to można sprawdzić, wiara wyklucza samodzielne myślenie. Tutaj we mnie się zaczyna gotować. Według mnie to wiedza wyklucza samodzielne myślenie. Wiara jest elastyczna.
Możesz wierzyć w to, ty możesz wierzyć w to. Ale jeżeli ja wiem, to inaczej być nie może. Rozumiesz? Nie ma wyboru.
[01:36:11] - Dobrze.
[01:36:12] - Widzisz, ja mam taką wygodną pozycję tutaj w takiej dyskusji, bo ja sobie wymyśliłem, może nie tylko ja, że w ogóle wiedza nie istnieje. Istnieje tylko i wyłącznie wiara.
[01:36:26] - To powiedział też Julian.
[01:36:27] - Zgadza się. Jeśli ktoś mi się powołuje na wiedzę, ten kłamie albo jest oszustem po prostu. O czym się przekonali wszyscy uczeni. Przez ostatnie tysiąc lat przekonują się krok po kroku, że właściwie się mylą, więc nie mogą mówić o wiedzy jako rzeczy nieomylnej, bo to są tylko kroki ku absolutowi, ku pewnej wiedzy.
[01:36:54] - Bardzo ładnie Julian pokazał pod koniec.
[01:36:56] - Być może tak. Pod koniec to pokazał, natomiast wyszło z tego, widzisz, oczywiście ta ślepa wiara, którą Julian pogardza, co z felietonu było widać może, bardzo często pełni bardzo pożyteczną, ta ślepa wiara również, pożyteczną rolę w rozwoju naszej cywilizacji również w całości. Otóż ślepa wiara jest tylko takim karykaturalnym przedłużeniem słowa „zaufanie”. Formą wyjściową, taką prymitywną jeszcze, jest na przykład zaufanie ucznia wobec mistrza. Oczywiście ten uczeń może przeskoczyć mistrza, może przekonać się, że mistrz nie ma racji.
[01:37:52] - Co więcej, według z kolei mojego mistrza zawsze jest tak, że uczeń, tu cudzysłów, musi swojego mistrza zamordować. Bardziej czytajmy: zanegować gdzieś, w którymś momencie swojego rozwoju. Do pewnego momentu jest ślepo zachwycony mistrzem. Od pewnego momentu zaczyna negować, bo zaczyna rozumieć zarówno to, co powiedział mistrz, ale też co powiedzieli inni i zaczyna to konfrontować bardzo często.
[01:38:19] - Właśnie. Jak sobie słuchałem Juliana, to na przykład skojarzyło mi się, że to ślepe zaufanie przecież jest motorem naszej cywilizacji, w pewnym sensie. Bez ślepego zaufania żołnierzy do swojego dowódcy nigdy by nie było Napoleona, Juliusza Cezara, Aleksandra, mojego bohatera Hannibala. To jest ślepe zaufanie. Ono ma ograniczenia.
[01:38:52] - Może idąc śladem Ursuli Le Guin, byłoby lepiej, gdyby ich nie było.
[01:38:58] - To gdzie byśmy byli?
[01:39:00] - Dobrze.
[01:39:01] - Gdzie byśmy byli bez Hannibala, Juliusza Cezara i Napoleona? Bylibyśmy tam, gdzie jest-
[01:39:08] - To była bezczelna prowokacja.
[01:39:10] - Faktycznie, łzy, krew, pot i to wszystko to jest ścieżka, po której wędrujemy. Ale Ursula Le Guin by chciała być może, żeby nie było tych łez, potu. Ale tego samego chcieli komuniści wprowadzając łzy i pot za jedne.
[01:39:31] - Ale to nie znaczy, że Ursula była komunistką. Nie stwarzajmy takich rzeczy.
[01:39:34] - Ale wszyscy, którzy patrzą, idealiści, którzy szukają ideału, są zbrodniarzami według mnie.
[01:39:43] - Są na dobrej drodze.
[01:39:44] - Na dobrej drodze do zbrodni.
[01:39:45] - A ja ci powiem tak, że ja się nie zgadzam z tobą co do początku. Dlaczego? Bo uważam, że wcale nie mamy obowiązku być panem plusem i panem minusem zawsze. Tym bardziej, że przynajmniej ja deklarowałem, ty też zresztą, że się zgadzamy z Lenoxem.
[01:40:03] - To znaczy widzisz-
[01:40:04] - Poczekaj, ja pokazałem. Ja nie wiem, czy Lenox ma rację, na Boga, zrozummy to. Ja nie wiem, czy on ma rację, ale w momentach, kiedy pokazuje dziury logiczne w myśleniu Hawkinga, to ma rację. Ale czy obraz świata Hawkinga jest prawdziwy, czy obraz świata Lenoxa? Tego się niestety nie dowiemy.
[01:40:28] - Tak. A Julian, zauważ jedną rzecz, że my jesteśmy być może nie plusy i minusy, ale jesteśmy uczciwi. Kiedy jesteśmy plusami, to jesteśmy plusami. Kiedy jesteśmy-
[01:40:39] - A kiedy się kłócimy o Le Guin, to się kłócimy o Le Guin. Tak jest.
[01:40:41] - Po prostu tak jak jest, tak jest. Trudno, nie będę się wygłupiał i robił kariery po twojej stronie.
[01:40:46] - Dobra, ale czy ja mam do ciebie o to pretensje? Uważam, że nie masz racji, ale uważam, że masz prawo do swojego zdania.
[01:40:52] - Dobrze, ale felieton Juliana jest całkiem ma ręce i nogi.
[01:40:55] - Oczywiście. Ja tylko jedną rzecz chciałbym powiedzieć. À propos tych diabłów na końcu szpilki, bo to jest taki trick, który często jest wykorzystywany dla ośmieszania filozofii scholastycznej, dla filozofii średniowiecza. Bo co debile się zastanawiali całymi latami nad tym? To nie jest tak, proszę państwa, bo oczywiście można to tak potraktować. Jak oni się zastanawiali całymi dziesięcioleciami, o co z tymi diabłami chodzi, to rzeczywiście można by ich za głuptactwo osądzić. Natomiast oni pokazywali prostą, logiczną rzecz, że odpowiedź na to pytanie brzmiała: nieskończoność. Dlaczego? Bo diabły, jeśli przyjąć ten obraz świata, który obowiązywał, są duchami, a zatem nie są materialne i na końcu szpilki może się zmieścić ich nieskończona ilość. Oni o tym mówili za pośrednictwem tego końca szpilki.
My dzisiaj oczywiście możemy się z tego podśmiewać, ale zauważcie państwo, że rzecz była logiczna. Skoro coś jest niematerialne, jest duchowe, to nie mieści się w ogóle na końcu szpilki albo mieści się tego nieskończona ilość.
[01:42:14] - Żeby po kilkuset latach materialiści mogli dojść do idei nieskończoności materialnej, że tak powiem, musiały być kiedyś diabły liczone na końcu szpilki.
[01:42:23] - Oczywiście, a właściwie nieliczone.
[01:42:25] - Nieliczone, tylko obraz stawiany pewnej-
[01:42:30] - A tak się jeszcze nie mogę powstrzymać. Wiesz, jak tu była mowa, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. To z Heraklita. Warto pamiętać też o tym, że później Sekstus Empirik powiedział, że właściwie, proszę państwa, nie można wejść ani razu do tej samej rzeki, bo w momencie, kiedy do niej wchodzimy, ona już się zmienia i ona nigdy nie jest taka sama, w każdym momencie się zmienia. Czyli tak naprawdę ani razu nie możemy wejść do tej samej rzeki. Ale zostawmy już te interpretacje filozoficzne. Julian się cieszy, że granat w szambie eksplodował. Byłoby mniej ofiar. Kwestia ślepego zaufania. Okej, to jeśli chodzi o to, co ja mówiłem.
Ale dobrze. Ja uważam tak, jak Julian powiedział: granat eksplodował. Bardzo dobrze. Ja uważam, że to nie najgorzej się stało.
[01:43:30] - Ale zobacz, jakby na tą naszą dyskusję dzisiaj spojrzała Ursula Le Guin. Ale jak pięknie by świat wyglądał, gdyby nie było granatów.
[01:43:41] - Nie, gdyby się samce nie kłóciły.
[01:43:44] - Czyli że gdyby nie było granatów.
[01:43:45] - Tak, ale granat jest konsekwencją tej kłótni. Nie. Ale wiesz co?
[01:43:50] - Świat byłby straszny, gdyby zabrakło granatów.
[01:43:55] - Ryzykowna teza, ale dobrze, wróćmy do-
[01:43:58] - To jest ostatnia nadzieja, która mnie jeszcze trzyma przy życiu, kiedy patrzę na polską i europejską biurokrację na przykład. To jest jedynie-
[01:44:08] - Tak, tam mi się granat czasami przydał.
[01:44:09] - Granat naprawdę jest idealną formą przecież, która mogłaby jakoś coś zmienić.
[01:44:17] - Wróćmy do omawianej dzisiaj powieści, bo się zafilozofujemy. A to wiesz, lubię filozofię, ale czasami odpocząć trzeba.
[01:44:27] - Czekaj, to Julian napisał to opowiadanie o tym facecie, który wchodzi w jakąś biurokratyczną tą z bombą?
[01:44:36] - A to jedno z wcześniejszych takich-
[01:44:37] - Z wcześniejszych tak opowiadań. Bardzo dobre opowiadanie było.
[01:44:41] - Wiesz co, w tej chwili nie wiem. To Julian był?
[01:44:46] - Tak. To on był. To jego kreska.
[01:44:50] - A nie był Bruno Wioska?
[01:44:51] - Nie, to była Juliana.
[01:44:53] - A Julian jest na czacie, to się przyzna za chwilę. Bo to już dawno, jedno z pierwszych. Dawno, dawno temu to opowiadanie.
[01:44:59] - Bardzo komentowało tak ładnie nasze audycje.
[01:45:03] - Fajne było.
[01:45:04] - I rzeczywistość.
[01:45:05] - Fajne było. Jak mówimy, że fajne, to może Julian się przyzna, że to on.
[01:45:11] - Co mu tam.
[01:45:12] - Ale dobra, wróćmy do książki Ursuli. I znowu Le-
[01:45:19] - Le Guin.
[01:45:19] - Tak?
[01:45:20] - Guin.
[01:45:20] - Le Guin. Tak, Le Guin. To prawda, ale długo potrwa.
[01:45:25] - Tak jak jest napisane.
[01:45:26] - Dobra, muszę to zapamiętać. Zrozum, że jak przez lata wałkowałem, że ona Le Guin, to teraz automatycznie się zatrzymuję.
[01:45:34] - Tak, ja też cały czas.
[01:45:36] - Wiesz co z tego, że ja niektórym ludziom mówię, że się mówi, że cudzysłów odmienia się jak rów? Wiesz jak to skutkuje? Że oni później zatrzymują się w tym miejscu, kiedy mają powiedzieć, że coś jest w cudzy i szybko przywołują rów w cudzysłowie, a nie w cudzysłowiu, bo sobie przypomną. Z czasem to przejdzie i się nauczą, że cudzysłów jest jak rów i się tak samo odmienia, ale to musi trochę czasu minąć. I tak samo będę miał z Ursulą Le Guin, zanim przestanie mi się podpowiadać, że ona Le Guin nie jest. Dobra, wróćmy zatem do tej książki. Wiesz co, ja znalazłem w bezkresnej sieci porównanie tej wędrówki po lodzie nawet do opowieści Jacka Londona.
[01:46:34] - Trochę tak.
[01:46:35] - Jest coś z tego, ta wędrówka jest beznadziejna. Co więcej, tam jest tak, że oni mają obliczoną ilość dni, na które mają zapasy, że są w stanie przejść ten odcinek. Jeśli się opóźnią za bardzo, to może zostaną na tym lodzie.
[01:46:53] - Piękne odniesienie. Klasyczny Jack London. Jak przypominam sobie teraz jego wędrówki po lodzie, ojejku! To rzeczywiście jest podobne. Tylko że tam to było naturalne, a tu jest wydumane.
[01:47:09] - A moim zdaniem, bo to jest też tak, takie mam wrażenie. Zacząłem zresztą o tym mówić na początku, że przez to, że cudzysłów, że Ursula Le Guin tak nudzi, tak szczegółowo ten świat opisuje, ze szczególikami, ale po prostu szaleje czasami. To kiedy odkłada się tę książkę, to ma się naprawdę poczucie, że czytałem coś prawdziwego. Bo dla niej jest tak oczywiste. Ona nie opisuje tego świata sztucznie. Ona go opisuje ze wszystkimi szczegółami w sposób dosyć naturalny. Mam wrażenie, że odłożyłem powieść obyczajową. Trochę dziwną, ale obyczajową.
[01:47:53] - Poczekaj, ja chcę ci przytoczyć książkę, którą żeśmy tutaj w „Bibliotekarium” omawiali polskiego autora, który też tak samo opisuje straszliwie do bólu.
[01:48:07] - Wiem, co powiesz. Zaraz wiem.
[01:48:10] - Co? Nie wiesz.
[01:48:12] - Wiem, przecież zaraz powiesz o Konopielce.
[01:48:14] - Nie, kochany.
[01:48:14] - Nie?
[01:48:15] - Nie.
[01:48:15] - A o czym?
[01:48:16] - Konopielka to nie było szczegółowo. To było też wydumane tak samo pięknie.
[01:48:21] - Dobra, to mów, o czym myślisz.
[01:48:23] - O twardej hard science fiction. O Marku Huberacie, który opisuje też tak samo drobiazgowo rzeczywistość. Do bólu można się zanudzić, zapłakać i tak dalej.
[01:48:34] - Ale to świetna książka była!
[01:48:36] - Ale jak przeczytasz, przejdziesz do końca, to cię powala z nóg po prostu.
[01:48:42] - Widzisz, powala mnie z nóg, to prawda. Ale to jest moim zdaniem inny rodzaj prozy, bo Le Guin pokazała z kolei, jak odkładasz książkę, to mówisz sobie: „Kuźwa, jakie to wszystko zwyczajne”.
[01:48:55] - Tak, bo ona jest humanistą, a Huberath jest racjonalnym skurwysynem, który opisuje rzeczywistość taką prawdziwą.
[01:49:05] - Pamiętaj, że w czerwcu przyszłego roku spotkasz się z nim. Jak on wysłucha tej audycji, to ja nie chcę być w swojej skórze. W końcu to jest pan profesor i ja na twoim miejscu bym jakieś dobre wytłumaczenie znalazł.
[01:49:21] - Ale Markowie mnie jakoś-
[01:49:23] - Prowokują cię zawsze. W każdym razie rozumiem, że to z sympatią było. W każdym razie ja chciałbym powiedzieć, że właśnie to, co powiedziałem już przed chwilą, że jak odkładasz książkę Ursuli, to masz takie poczucie, że to takie zwyczajne. A przecież kuźwa, opisuje inną planetę, w dodatku taką porąbaną, że tam chłop i baba to jest to samo. A odkładasz książkę, mówisz sobie: „No tak, taki zwykły świat”.
[01:49:54] - Właściwie czemu nie?
[01:49:55] - I ten kontakt kończy się, znowu nie omawiam książki, nie zdradzam szczegółów, ale ten kontakt kończy się też jakoś tak zwyczajnie. Tak jakoś człowiek sobie myśli: „Kurczę, jakby to były Gwiezdne wojny, to tam by po prostu hoho, co się działo”. A tu tak normalnie. Moim zdaniem to jest siła tej książki. Duża siła. A jest jeszcze jedna siła, która mnie fascynuje w tej książce. I znowu trzeba się odwołać do antropologii kulturowej, bo te poszczególne etapy książki, kiedy relacje są podzielone, bo raz relacjonuje Ziemianin, raz miejscowy człowiek. Jest kilka takich momentów, w których moim zdaniem Ursula wykazuje mistrzostwo, jeśli chodzi o opisy antropologiczne i wcale nie nudne. Jest tam scena, kiedy główny bohater pyta się w rodzaju wyroczni o pewną rzecz. Już nie zdradzę szczegółów.
Pyta się o pewną rzecz i mamy opis pewnego rytuału. On jest znowu tak pełny, tak drobiazgowy, tak jakbym czytał Malinowskiego. Ze szczegółami są te rzeczy opisane. Co więcej, wchodzimy w psychikę bohatera, bo to rzecz o psychikę zahacza i to się wydaje niesłychanie prawdziwe. A drugim elementem, który też można wywieść z antropologii kulturowej, jest to, że co jakiś czas pojawiają się podania miejscowe, legendy, opowieści historyczne. Powiem ci, że to też tworzy klimat taki niesamowity, pozwala lepiej zrozumieć tę cywilizację, pewne jej dziwności z naszego punktu widzenia. Zobacz, tam jest coś takiego, nie pamiętam, jak to się nazywa, ale w jednym z tych krajów jest swoisty kodeks honorowy. Jak on się nazywał, to ja sobie tak łatwo tego nie przypomnę. Taki kodeks honorowy, którego trzeba przestrzegać. On jest bardzo dziwny, troszeczkę jakbyśmy dzisiaj odwoływali się do kodeksu honorowego z czasów muszkieterów.
Troszeczkę taka przepaść dzieli. Można oczywiście powiedzieć, że kodeks honorowy muszkieterów to jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. To też, ale tam były jednak-
[01:52:31] - Co ty.
[01:52:32] - Słucham?
[01:52:33] - Wszyscy. Jak żeś to powiedział?
[01:52:35] - Jeden za wszystkich.
[01:52:37] - Taaak.
[01:52:37] - Wszyscy za jednego.
[01:52:38] - Jedna, a potem wszyscy, wszystkie.
[01:52:41] - Dobra, okej.
[01:52:45] - Jak wszyscy mówią o kodeksie honorowym trzech muszkieterów, to mi ręce opadają, bo ja czegoś takiego nie słyszałem, Marku.
[01:52:52] - Ale w tych czasach był kodeks. Oni pewnych rzeczy nie robili. Na przykład-
[01:52:57] - Czego nie robili?
[01:52:57] - A pamiętasz-
[01:52:58] - Wszystko robili.
[01:52:59] - A pamiętasz, jaki był problem z zabiciem Milady?
[01:53:04] - Tak.
[01:53:05] - Był problem. Mieli problem.
[01:53:06] - Nie no, bo kobiet się wtedy nie biło.
[01:53:10] - O tym mówię. Pewne rzeczy były tam.
[01:53:12] - Nie pewne, tylko że faktycznie-
[01:53:15] - Dzisiaj by wziął i ją zastrzelił. Po prostu.
[01:53:17] - Po prostu oni patrzyli na nią. Była piękna, szkoda zabić po prostu, nie?
[01:53:21] - Ale chyba jednak w końcu pomogła im troszeczkę i się udało. W każdym razie były tam swoiste, może przesadziłem z tym kodeksem honorowym, ale pewne zwyczaje charakterystyczne dla tej epoki były.
[01:53:36] - Muszkieterowie akurat mieli kodeks na głębokość, że tak powiem, korka w butelce. Jeśli korek był i była pełna, to było honor. Jak zabrakło i była pusta, to honor się kończył.
[01:53:49] - Ale lojalność wobec swoich kamratów.
[01:53:53] - Ale to były przyjacielskie, normalnie takie zwierzęce zupełnie-
[01:53:57] - Nie wiem, czy zwierzęce. Byli lojalni, nie da się-
[01:54:01] - Byli lojalni, ale o honorze to tam niewiele można mówić, bo jedynie Athos miechał troszkę-
[01:54:07] - O honorze pojętym po dzisiejszemu. Ale mieli swoisty honor. Znowu.
[01:54:13] - Dobrze, swoisty. Polacy mieli honor, a Francuzi mieli swoisty honor. Tyle wyniosłem z-
[01:54:19] - To jest niezłe, co powiesz. To jest niezłe. Co prawda jakby to usłyszał miłościwie panujący we Francji Macron, to by już chyba jakichś palpitacji dostał, że dwa bydgoskie, polskie żule się z jego kraju natrząsają. No ale jakoś weźmiemy to na klatę. Myślę, że się nie dowie, nikt mu nie przetłumaczy. Czuj się bezpieczny. Nie znajdę tego, jak się to... W każdym razie ten kodeks, który oni tam mają, jest dziwny. Prowokuje ich zresztą do zachowań dziwnych, do pewnych rzeczy, które temu przybyszowi właściwie nie mieszczą się w głowie. To jest tak szczegółowe opisanie cywilizacji.
Dla mnie jest fascynujące, bo czasami z niektórych książek SF rzuconych jest kilka zdań, że ta rasa była taka, śmaka i owaka. I to wszystko. I wszystko, co wiemy na temat tej cywilizacji. Jednak u Le Guin mamy obraz. Ja mam obraz tej cywilizacji.
[01:55:28] - Jest oczywistością, że żeby uwiarygodnić obraz jakiejś cywilizacji czy w ogóle jakiegokolwiek świata, pisarz fantasy czy science fiction po prostu musi zwyczajnie troszkę popracować.
[01:55:41] - Ona to robi.
[01:55:41] - Ona popracowała.
[01:55:42] - Zgoda.
[01:55:43] - Co prawda nie wiem, czy w słusznej sprawie, ale pracowitości jej nie odmawiam.
[01:55:51] - O! Cóż, przynajmniej w czymś się zgadzamy. Ja powiem tak: ja tę książkę właśnie za te wspomniane przeze mnie szczegóły bardzo lubię. Ja lubię takie książki.
[01:56:05] - Dobrze, Marku, ja może mogę na chwilę wskoczyć w jedną rzecz. Otóż ja bardzo często zaczynam dyskusję od tego, na czym powinienem ją skończyć. Dlatego bywam niezrozumiały, bo zaczynam od drugiej strony. Otóż ja chyba teraz dojdę do tego, od czego powinienem zacząć. Otóż było sobie kiedyś takie boisko, a właściwie to się lodowisko nazywało, na którym toczono mecz hokejowy. Bardzo brutalny. Naokoło były bandy. Napastnik jak trafił między obrońcę a bandę, to zęby mu wyskakiwały i tak dalej. Jak dostał bramkarz krążkiem, to mu też przesuwało. To jest ciężki, trudny mecz hokejowy, rozumiesz?
Tam są pewne zasady, reguły gry. I nagle w trakcie tego meczu wślizguje się na taflę lodowiska baletnica tańca na lodzie i ślizga się między hokeistami. Bardzo to piękne. Tak mniej więcej dla mnie wyglądało miejsce Ursuli Le Guin w sytuacji boiska, na którym toczyła się bitwa science fiction. Ona zwolniła obyczaj, że na to lodowisko mogą sobie wskakiwać panienki i wszyscy, którzy chcą się poślizgać. Nie trzymać się reguł hokeja, ale poślizgać. I dlatego na to lodowisko wkroczyło fantasy. To jest zupełnie inna bajka. To jest piękny wodewil, to jest taniec na lodzie, to jest rewia. To jest bardzo pięknie, ale nie tam, gdzie się toczy mecz, gdzie trzeszczą kości, sypie się lód i tak dalej.
Ja chcę oglądać mecz hokeja, a nie rewię na lodzie.
[01:58:15] - Ja cię bardzo przepraszam, ale ja rozumiem, co mówisz, ale się nie zgadzam z tobą. Zanim się z tobą nie zgodzę, to jeszcze odpowiem, że Julian się odezwał, że to opowiadanie, o którym ty pamiętałeś, a mnie się wydawało, że ono było z początku, to było opowiadanie na pięćdziesiątkę, czyli całkiem niedawne. Na pięćdziesiątkę „Bibliotekarium” à propos cenzury i dostosowania dzieł do naszych czasów. Zgadza się. Czyli moja pamięć jednak czasami szwankuje. A czemu się z tobą nie zgodzę? Nie zgodzę się z tobą dlatego, że jednak moim zdaniem Ursula Le Guin świetnie opisała intrygi pałacowe.
[01:59:01] - Pewnie, że tak.
[01:59:02] - Ale to jest brutalna walka. To nie jest głaskanie się po sukienkach. Tam się dzieją rzeczy straszne. Pokazała brutalność tego drugiego państwa, które się tak bardzo podobało autorowi notki okładkowej, które takie nowoczesne było. Pokazała właściwie stalinowską Rosję z jej obozami. To jest momentami naturalistycznie zrobione, brutalnie, ale sobie z tym poradziła.
[01:59:32] - Ale Marku, ja wcale ci przecież nie zaprzeczam, że Ursula Le Guin nie ugotowała świetnej zupy, tylko ja chciałem schabowego.
[01:59:41] - Okej, już rozumiem. Dobra. Zgadzam się po raz pierwszy w tej audycji z tobą. Teraz to rozumiem. Wiesz co? Zróbmy kolejną przerwę, tym razem na felieton Tomka. On co prawda nie będzie tak do końca na temat, ale też jest niezwykle ciekawy.
[02:00:00] - Jak zwykle, Tom.
[02:00:02] - Nie, miał kilka na temat, a ten będzie troszkę nie na temat, ale mówiąc szczerze zafascynował mnie. Marku, prosimy.
[02:00:13] - Numeryczna przestrzeń myślenia. Proszę państwa, ponieważ tym razem, z tego, co się orientuję, tematem audycji „Bibliotekarium” ma być twórczość Ursuli Le Guin, a ja osobiście cenię autorkę głównie za posłowie Stanisława Lema, też pomyślałem sobie, że być może jest to dobry moment, aby powrócić do naszej szlachetnej tradycji robienia felietonów kompletnie od czapy, bez żadnego związku z tematem audycji. Takim dyżurnym tematem, który już od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, żeby sobie z państwem o tym porozmawiać, jest matematyczna natura świata. Nasz sposób myślenia o świecie, nasze naukowe rozumienie tego świata jest bardzo mocno matematyką podszyte. Zwłaszcza obecnie mówi się, że żyjemy w dobie technologii cyfrowej. Oczywiście wcześniejsze media, na przykład telewizja analogowa, również była w dużej mierze aparatem obliczeniowym podszyta, niemniej działało to troszeczkę wówczas inaczej. Teraz już właściwie wszystko, co państwo odbieracie, oglądacie albo jest bezpośrednim strumieniem liczb, albo też na jakimś etapie było. Nawet jeżeli czytamy książkę na gazecie, to prawdopodobnie została ona już wydrukowana poprzez zapis komputerowy. Czyli wszędzie ta, jak by się wydawało, matematyka nas otacza. Weźmy może od książki Rogera Penrose'a, sir Rogera Penrose'a, jednego ze współpracowników Stephena Hawkinga, bardzo znaną postać w świecie matematyki i fizyki teoretycznej, który opublikował już jakiś czas temu książkę pod tytułem „Droga do rzeczywistości”.
Penrose w tej książce stara się od początku do końca prześledzić podstawy rozumienia świata w fizyce teoretycznej. Oczywiście robi to językiem matematycznym. Gdzieś na samym początku swojego wywodu Penrose zakłada, że język matematyki jest czymś w rodzaju idei platońskiej. Jest czymś bardzo mocno wpisanym w naturę świata, do czego my docieramy, co my odkrywamy, co my poznajemy i co stanowi fundament tej rzeczywistości. Jest to, proszę państwa, sposób myślenia bardzo charakterystyczny dla fizyki teoretycznej. Oni tam wyprowadzają równania właściwie na działanie wszystkiego we Wszechświecie i wydaje im się, że ten świat faktycznie w swej naturze jest matematyczny. Niebezpodstawnie, bo jednak to jak najbardziej działa na co dzień. Spotykacie się państwo z ogromem urządzeń technicznych, które działają dzięki temu, że począwszy od teorii po praktykę fizyczną Pewne rzeczy w sposób matematyczny działają. Ja jednak przeciwstawiam tę, między innymi przez Penrosa wygłaszaną tezę, tezie Stanisława Lema, który posłużył się metaforą szalonego krawca, czyli gościa, który właściwie zupełnie bez sensu szyje sobie różne stroje, nie wie, czy to się komuś do czegoś przyda, czy też może się nie przyda. I jak trafił strój na siedmionoga, bo akurat sobie wymyślił jakiegoś siedmionoga, a przyszła do niego ośmiornica, to od biedy tę ośmiornicę w to wdzianko siedmionożne upycha i wydaje się, że jakoś to działa.
Czyli mamy matematyka, który w zasadzie nie tyle odkrywa, co tworzy pewne koncepcje, tworzy pewne założenia, pewne możliwe rozwiązania. I z czasem przychodzą głównie fizycy, też przedstawiciele innych nauk ścisłych, czyli właściwie chemii. I z tego, co ta matematyka wymyśliła, korzystają, żeby sobie pewne rzeczy zamodelować. To wszystko bardzo ładnie wygląda na poziomie fizyki teoretycznej. Opisujemy wszechświat równaniem. Natomiast kiedy już w grę wchodzi jakiś konkretny problem, niekoniecznie związany z czymś tak rozległym jak prawa grawitacyjne między galaktykami w skali kosmosu, gdzie jak wiemy te równania nie działają i obecnie tłumaczy się to jakąś ciemną materią, która wypełnia wszechświat, ale w ogóle nie wiemy, co to jest, ale jest potrzebne, żeby równania działały. Już nie mówiąc o skali kosmicznej, bardzo wydawałoby się proste problemy fizyczne, z którymi ja się stykam, jak wyciskanie wody z gąbki na przykład, wyciskanie wody z tkanki dotkniętej obrzękiem. To są tak złożone równania i nadal dalekie od choćby zarysowania tego, co faktycznie w świecie się dzieje. Ogólnie teoretycznie to jest wszystko ładne, ale rozwiązanie jakiegokolwiek problemu konkretnego za pomocą matematyki jest właściwie niewykonalne. Stąd posługujemy się pewnymi uproszczeniami, stosujemy tak zwane rozwiązania numeryczne, czyli chcemy, żeby komputer nam szukał jakiegoś przybliżenia, bo problem na poziomie matematyki jest bardzo często nierozwiązywalny, nawet w takich prostych sprawach.
Komputer swoją drogą wcale, jakby się to państwu być może wydawało, nie jest urządzeniem matematycznym, ponieważ istotą wywodu matematycznego jest na przykład nieskończoność, a komputer przelicza tylko i wyłącznie zawsze skończoną ilość elementów, więc musimy bardzo tę matematyczność upraszczać, żeby ona mogła być komputerowa, mogła być medialna i tak dalej. I tak to jest. Z jednej strony teoretycy, którzy pokazują nam pewną idealność, pewną platońskość tego świata i jego matematyczność, a z drugiej strony życie toczy się same sobą. I tak jak partia szachów może być postrzegana jako metafora bitwy na przykład, to nadal bitwa nie jest grą w szachy i to, co dzieje się na obecnym polu bitwy, nijak ma się do tego ruszania pionków po szachownicy skądinąd ciekawego. I podobnie, choć oczywiście modele matematyczne są pewną metaforą, pewnym przybliżeniem, pewnym użytecznym narzędziem poznania świata, to świat i życie toczy się samo sobie i jest zbyt dużym uproszczeniem i zbyt dużym skrótem myślowym zakładać, że to wszystko jest deterministyczne, określone, możliwe do wyliczenia i już przez to poznane. A mówię państwu o tym między innymi w tym kontekście, że coraz częściej spotykamy się w tym świecie z ludźmi czy to z lewej, czy z prawej, czy jeszcze z jakiejś innej ideologii, którym się wydaje, że już rozumieją, już wiedzą, jak świat działa. Już wyzywają wszystkich dookoła od głupców, bo to oni wszystko zrozumieli, wyliczyli, rozpoznali i są święcie przekonani, że ich logika jako jedynie słuszna powinna być wprowadzana w życie i stanowi naturalną, naukowo udowodnioną, wyliczoną, wyznaczoną, przewidzianą przyszłość ludzkości. Zawsze, kiedy stykacie się państwo z tego rodzaju podejściem, to warto się zastanowić, czy aby na pewno mamy do czynienia z ideą w jej platońskim znaczeniu, czy może jednak z szalonym krawcem.
[02:07:35] - To był felieton Tomasza Fąsa. Ja tylko jeszcze przypomnę kontakty do Radia Paranormalium, bowiem otwarta jest cały czas nasza linia telefoniczna. Nasze numery telefonów to stacjonarne 32 746 00 08. Komórkowy 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na GG pod numerem 36 08 80 02. Można także nas spotkać na czatach Radia Paranormalium, na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Jesteśmy także na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i portalu Bibliotekarium.pl, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Niecenego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze, spostrzeżenia i inne wiadomości odnoszące się do naszej dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc zachęcamy gorąco do dzwonienia.
Myślę, że Marek i Wiktor nie będą mieli nic przeciwko.
[02:08:52] - Jak najbardziej nic przeciwko. Ja natomiast chciałbym w tej chwili powiedzieć o czymś, co mi się wydaje dosyć zabawne. Otóż nie wiem, czy pamiętasz taką serię „Stanisław Lem poleca" w latach 70. wydawaną.
[02:09:12] - Oczywiście.
[02:09:13] - Tam wyszło kilka fajnych książeczek, bo tam wyszedł legendarny
[02:09:17] - Yubik? Tika? Tam wyszły nowele Grabińskiego. Strugaccy pojawili coś o tym-
[02:09:29] - „Z nasieniem.”
[02:09:30] - „Piknik na skraju drogi” tak?
[02:09:31] - Tak jest.
[02:09:32] - I „Las”. I chyba jeszcze jakaś czwarta książka, już nie pamiętam. A kolejną miał być „Czarnoksiężnik z Archipelagu”. Lata 70. I co się stało? Otóż proszę państwa, ponieważ „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, jak już wspominałem, przetłumaczył Stanisław Barańczak, który w tamtym czasie był na cenzorskiej liście. Jego nazwiska w ogóle nie wolno było wymieniać, bo się tam władzy komunistycznej bardzo naraził. To tłumaczenie, książka Ursuli Le Guin nie mogła się pojawić jako kolejny tom tego cyklu. I Lem się wściekł i po tych trzech czy czterech tomach po prostu powiedział, że dziękuję bardzo. Już pod jego szyldem „Stanisław Lem” się nie będzie ukazywać.
[02:10:22] - Ale zwróć uwagę, co ja w tej dyskusji podkreślam. Jakie są rodowody i konsekwencje pewnych rzeczy. Otóż Lem chciał wydać tę książkę. Dzięki dziwnemu, pokrętnemu zbiegowi okoliczności nie wydał. A ja mówię z całą ulgą. I dlatego Lem nie zgrzeszył.
[02:10:47] - Ale on później cały czas kibicował tej książce.
[02:10:49] - No i co z tego? Ale grzechu nie ma.
[02:10:52] - No dobra, ale się w Wydawnictwie Literackim ukazała.
[02:10:55] - No tak. Dobrze, ale Lem ma czyste konto.
[02:10:58] - Ja pamiętam, z jaką dziką radością polowałem na nią w Bydgoszczy. To był 1983 rok chyba. Wiesz, jak było śmiesznie? Mój kolega mówi, że jakąś taką książkę widział. Był wczoraj w księgarni. Widział „Czarnoksiężnik”, to napisała Ursula Le Guin. Zaczął mi opowiadać, bo przeczytał chyba fragment wstępu czy taką notkę na okładce. A ja sobie od razu skojarzyłem, bo czytałem wcześniej „Wszystkie strony świata”. Taki zbiór z serii „Fantastyka, przygoda”, który się w latach 70. ukazał.
Mówię: „Kurczę, Ziemomorze, to będzie to!” I zrobiłem radosny galop po wszystkich bydgoskich księgarniach i pamiętam, na Starym Mieście, gdzieś tam chyba na Jezuickiej, dostałem tę książkę zlany potem, bo naprawdę przebiegłem. Bo wtedy trzeba było biegać. Jeśli się chciało książkę dostać, to trzeba było nieźle biegać albo mieć znajomości w księgarni. Ponieważ znajomości w księgarni nie miałem, no to ćwiczyłem biegi i udało mi się książkę dorwać. To tak à propos wspomnień.
[02:12:08] - A ja tę książkę dostałem dzięki temu właśnie, że znajomości miałem.
[02:12:13] - No właśnie.
[02:12:14] - Wiesz, jak to się odbyło? Zawsze miałem taki zygzak. „Współczesna” to była taka księgarnia w Bydgoszczy super ekstra. Księgarnia wydawnictw zagranicznych różnych i potem jeszcze jedna księgarnia i Empik. No więc ja takim zygzakiem lecę po tej alei.
[02:12:32] - Wtedy był nie Empik, tylko Kępik. To był klub międzynarodowy. To nie ten Empik co dzisiaj.
[02:12:37] - A ulica to była Aleja 1 Maja, przedtem Hitlerstrasse. Nie, przedtem ulica Gdańska, ale potem Adolf Hitler Strasse i z powrotem Aleja 1 Maja, a dzisiaj jest ulica Gdańska. O Jezu, jaka ta historia pokrętna. W każdym razie idę sobie takim zygzakiem i trafiam do „Współczesnej”. Lecę do moich panienek, które promiennie się do mnie od wejścia uśmiechają. Pytam, czy jest coś nowego. „A jest, panie Wiktorze.” A co mi panie polecą? One mówią: „Polecamy to, to, to, to, to i Ursulę Le Guin.” To ja mówię: „Proszę bardzo, dziękuję, zapakować.” Biorę wszystko to, co one mi poleciły. Na co się panienka pochyla pod ladę, sięga rękami, wystawia na ladę dużą paczkę zapakowanych, przewiązanych wstążką książek. Tak szybko zapakowanych?
Mówię: „Co to jest?” „No te książki, które pan zamówił.” A ja mówię: „Kiedy?” „Proszę pana, wczoraj pan był i już są zapłacone.” Po raz drugi je chciałem kupić, a zapomniałem, że już wczoraj je kupiłem. W każdym razie taką anegdotę-
[02:14:00] - Miałeś przerwy w świadomości chyba.
[02:14:03] - Zawsze tak to jest z geniuszami.
[02:14:06] - To oczywiście.
[02:14:09] - Marku, ale ja bym chciał na chwilkę dzięki tej odskoczni wspomnieniowej wrócić jednak do-
[02:14:16] - To sekundkę.
[02:14:17] - Do felietonu.
[02:14:17] - Ale sekundkę. Ja tylko coś powiem o tym. Dobrze, zaraz wrócisz. Chciałem tylko powiedzieć, że podałeś swoją trasę. Moja trasa ze szkoły wyglądała tak: księgarnia ta z książkami obcojęzycznymi. Tam kupowałem fantastykę po rosyjsku. Później szedłem do antykwariatu na Dworcowej. Później wracałem do „Współczesnej”. Ze „Współczesnej” szedłem do antykwariatu na Starym Rynku. Później szedłem do księgarni na Jezuickiej i kończyłem w antykwariacie, który był na końcu ulicy Długiej.
To była moja trasa ze szkoły.
[02:14:53] - Jezu Maria, z jakiej gruszki myśmy się urwali. Większość moich i twoich przyjaciół miała taką trasę browarową, proszę ciebie. Węgliszek, pijalnia.
[02:15:03] - Wtedy nie było Węgliszka jeszcze.
[02:15:05] - Tak, ale wiesz, piwo można było tu dostać, tam dostać i takie były ich trasy. Myśmy pływali jak te wieloryby w tym oceanie.
[02:15:14] - Dinozaury jakieś.
[02:15:15] - Dinozaury jakieś takie.
[02:15:16] - Dobra, wróć do felietonu.
[02:15:18] - Na sekundę wrócę do Fonsa, bo tak się zahaczył o takiego mojego konika, moje hobby, które lubię na spotkaniach dzisiaj nie z czytelnikami, bo kto mnie czyta, ale z jakimiś tam miłośnikami Bóg wie czego, przyrodoznawstwa wygłaszać. Otóż posłuchaj Fons. Jaką rolę pełni matematyka w poznaniu świata? Otóż ja zawsze lubię w tej chwili wygłaszać taką tezę, że świat to jest taka książka napisana w niewiadomym języku. My nie wiemy, w jakim języku jest ta książka napisana, ale próbujemy koniecznie tę książkę odczytać i odczytujemy ją od tysięcy lat bez przerwy. Bo nie dajemy rady, idziemy do przodu, idziemy na boki, wpadamy w kolejną rewolucję albo zastój i tak dalej, ale próbujemy czytać dalej. Otóż nigdy nie przeczytamy tej książki, gdyż nie mamy pojęcia o języku, w jakim ona została napisana. Natomiast sami próbujemy stworzyć język, który najbardziej będzie do tego języka pasował. I rzeczywiście matematyka jest takim naszym językiem. Naszym, a nie świata, broń Boże.
Być może nie świata, ale ten nasz język matematyczny najbardziej pasuje do tego języka, w którym świat został opisany. To taka dykteryjka à propos felietonu Fonsa, bo coś w tym jest.
[02:17:07] - Na pewno jest coś w tym. A jak w przyszłym tygodniu wysłuchasz drugiej części opowiadania, pamiętasz, kończyło się w tej komorze został zatrzaśnięty. Powiem ci, że jak przeczytałem drugą część, kontynuację tego, normalnie mnie wcięło. To jest sygnał dla ciebie, że ma ci się nie podobać.
[02:17:33] - Ach!
[02:17:35] - Nie, naprawdę.
[02:17:36] - Ja nie chcę, Marku, żeby mnie wcięło. Ja chcę jeszcze trochę pożyć.
[02:17:42] - Powiem ci, że naprawdę pojechał nieźle. Ja jestem pełen szacunku. Naprawdę. Przeczytałem dzisiaj to, po prostu odjechałem. Oczywiście z całą miarą tego wszystkiego, ale naprawdę niezły tekst. Naprawdę niezły.
[02:17:56] - Wiesz, co świadczy o ludziach? Zobacz, tak jak my tutaj siedzimy. Odezwał się do nas czasami Fons, Iuria się odezwał. My jesteśmy dobrymi terminatorami jednego mistrza.
[02:18:10] - O 35 się odezwał.
[02:18:13] - Tak, ale jesteśmy pociotkami Lema po prostu. I dlatego jesteśmy tak ozborni i umysłowo sprawni.
[02:18:20] - Ale tak genialni jak Lem nie jesteśmy, bo gadamy już trzecią godzinę.
[02:18:26] - Jesteśmy terminatorami jego.
[02:18:27] - Poczekaj, my gadamy trzecią godzinę o „Lewej ręce ciemności”. Już powiedzieliśmy, że planeta się nazywa Gethen. Powiedzieliśmy, że nazywają ją zimą i pewno się ktoś domyślił, ale może się nie domyślił. Mówiliśmy o tych lodowych polach. To jest planeta, na której panuje epoka lodowcowa. Tam jest wszędzie zawsze zimno. Tam panują warunki takie, że nawet jak jest ciepło, to jest zimno, a jak jest zimno, to jest bardzo zimno, więc ogólnie żyje się ciężko.
[02:19:05] - Jack London nie musiał wymyślać epoki lodowcowej, żeby mu było zimno.
[02:19:09] - Tak, ale z kolei Ursula napisała to tak... Ja nie lubię, jak jest zimno. Nie lubię zimy. Nie jestem specjalnie oryginalny, nie zamierzam w ogóle tego twierdzić.
[02:19:21] - Zima to cud świata.
[02:19:23] - Oczywiście. Przecież nie mogłem myśleć, że powiesz inaczej. Ale ja nienawidzę zimy i jak czytałem tę książkę, to naprawdę mi było niefajnie. Jak czytałem o tych mrozikach, mrozach. Słuchaj, te szczegóły. Tam na przykład są drzwi zimowe. One są prawie w dachu czy gdzieś bardzo wysoko, bo śniegu pada tyle, że tych zwykłych drzwi nie można już używać. Takie szczegóły decydują moim zdaniem o tym, że tę książkę ja tak bardzo szanuję. Właśnie te szczegóły, za które ona mi się podoba. Tobie się może za to nie podobać, chociaż nie.
Powiedziałeś, że doceniasz pewne rzeczy w tej książce. Jasne.
[02:20:07] - Po prostu tylko doceniam dzielność żołnierzy, tylko, żeby jeszcze walczyli w słusznej sprawie, to by było pięknie.
[02:20:17] - Ja ci powiem jeszcze tak. Ja cię do pewnego stopnia rozumiem. I ciebie, i Marka Myszogreja. Ponieważ moja reakcja przy pierwszej lekturze, już wspominałem o tym, kiedy byłem baranem, za przeproszeniem, ale młodym baranem, była taka. Ja byłem tak bezrefleksyjny, że tobie się to nie podoba, Markowi się nie podoba, a mnie to nie to, że mi się nie podobało. Ja po prostu byłem przeciw temu. Głupie jest i dlatego sam siebie tym grubym słowem. Bo o ile wam się to po prostu nie podoba, to ja po prostu byłem zdecydowanie nie. To głupie jest i się czyta głupio i w ogóle wszystko jest głupie. To dla mnie jest najlepszy dowód, że do książki czasami warto wrócić po raz drugi, trzeci, czwarty, bo się może okazać, że nadszedł jej czas, dla nas jej czas.
I ja po prostu tak zrobiłem. O ile na początku miałem takie dziwne reakcje, głupkowate, podkreślam to, aż mi się jest dzisiaj wstyd, jak ja byłem w stanie omówić tę książkę. Jakbym sobie kiedyś znalazł wtedy słuchaczy i zaczął ją omawiać, to ja bym powiedział taką stertę bredni, że na szczęście tego nie zrobiłem. Jeszcze wtedy nie było Radia Paranormalium, w ogóle nie było za dużo dostępu do środków masowego przekazu. Na szczęście dla mnie, bo bym się do dzisiaj wstydził. W związku z tym mój czas nadszedł dużo, dużo później. Ja tę książkę polubiłem. Nawet powiedziałem w ostatniej audycji, że utwory Ursuli Le Guin to są takie utwory, które mnie zawsze wgniatają w fotel czy na czym akurat siedzę. Nie swoją akcją, bo one są po prostu jakieś takie pełne. Nie mam lepszego słowa.
Takie są pełne szczegółów. Ja to lubię. Ty tego nie lubisz. Ja to rozumiem.
[02:22:18] - Czekaj, Marku. Nie, ja lubię, tylko że tak powiem, ptak fruwa w powietrzu, ryba pływa w wodzie. To nie moje środowisko.
[02:22:29] - Zgoda.
[02:22:29] - Zwróć uwagę, że ja przypomniałem sobie dzięki temu, co wymieniałeś, co Lem wydał, książkę tysiąc razy nudniejszą od „Lewej ręki ciemności”, tak mozolną, w której się nic nie dzieje, a którą ja byłem zatkany zachwytem od początku do końca. „Las” Strugackich. Proszę ciebie. Bagno, błoto, brud, smród i ubóstwo. Las i las, i nic, tylko wędrówka przez ten las. Tylko że mnie to trzymało za gardło. To było moje środowisko. A jakoś te książki Ursuli Le Guin nie.
[02:23:11] - „Piknik na skraju drogi” był w tym tomie. Był „Las” i „Piknik na skraju drogi.”
[02:23:14] - To jest ta sama książka.
[02:23:19] - Nie, tam jest „Ślimak na zboczu.” To jest to samo co „Las.”
[02:23:22] - „Ślimak na zboczu.” No tak.
[02:23:23] - A „Piknik na skraju drogi”?
[02:23:24] - „Na skraju drogi”, a „Las” był osobno. Tak.
[02:23:28] - A „Las” i „Ślimak na zboczu” części te same mają?
[02:23:32] - „Ślimak na zboczu” jest zepsutą wersją.
[02:23:35] - To jest twoje zdanie. Ja natomiast pamiętam właśnie „Piknik na skraju drogi”. Zresztą chyba wszyscy pamiętają. Zresztą „Stalker”, film później, te rzeczy, gra później.
[02:23:46] - Kultowa rzecz, bo i film, i przynajmniej kultowa w tej naszej Europie Wschodniej.
[02:23:51] - Ale zobacz z jakim dziwnym zakończeniem. Pamiętasz tego faceta biegnącego w stronę tej kuli i krzyczącego o tych dobrach dla wszystkich? Takie nierealistyczne.
[02:24:04] - No tak.
[02:24:04] - Ale jednak piękne. Ale dobra, zostawmy to. Wróćmy jeszcze na chwilkę do Ursuli.
[02:24:12] - Do tego mrozu.
[02:24:12] - Do tego mrozu. Cóż, rozstaniemy się dzisiaj zgodnie z tym zwyczajem, który był postulowany, czyli z panem Plusem i panem Minusem. Cieszy mnie to, że zarówno ty, jak i ja jesteśmy w stanie uznać w przypadku tej książki swoje racje. Bo ja się zgadzam. Skoro ona mnie mogła ta książka kiedyś znudzić i zniesmaczyć, to zakładam, że i dzisiaj może to z ludźmi robić. I być może będzie tak, że jakbyśmy się spotkali za 10 lat, to ty byłbyś panem Plusem, a ja panem Minusem, bo może by mi już przeszło. Albo jakbyśmy się spotkali w innych czasach. Z taką literaturą, moim zdaniem, jest tak... Inaczej. Są takie książki, które podobają się zawsze i wszędzie.
Prawie zawsze i prawie wszędzie. Ale też mają na przykład ludzi, którzy piszą: „Ale shit, nie da się tego czytać.” Zawsze jest ktoś, komu się coś nie podoba.
[02:25:09] - Poza tym myśmy troszkę dyskutowali jak Polak z Niemcem tutaj w tej całej dyskusji.
[02:25:14] - Ale ty będziesz Niemcem.
[02:25:15] - Obojętnie.
[02:25:17] - Bądź Niemcem.
[02:25:18] - Tym razem mi to nie robi. Jak Polak z Niemcem dyskutowali o II wojnie światowej. Oczywiście mamy zupełnie różne punkty widzenia, ale jedną rzecz doceniamy wspólnie: geniusz Hitlera. No nie?
[02:25:34] - Wiesz co? Ja bym tak tego nie ujął. Natomiast ja bym położył akcent na coś innego. Jakkolwiek to zabrzmi, proszę państwa, to zobaczcie, do dzisiaj ten okres w historii jest fascynujący dla historyków. II wojna światowa. Dla tych, którzy interesują się tajnymi eksperymentami III Rzeszy, jest interesujący. Dla tych, którzy się interesują, fascynują polityką, jest interesujący, jest pasjonujący. Ja przypomnę, jak Suworow, ten dawny szpion GRU, ujawnił, co chciał Stalin zrobić przed atakiem Hitlera na Związek Radziecki, to nagle spojrzeliśmy na tę sytuację zupełnie innymi oczami. Więc ja powiem tak: ja bym się może nie fascynował geniuszem Hitlera, bo czytałem nawet ostatnio książkę o nim.
[02:26:34] - Już ja wiem, że to był idiota.
[02:26:37] - To cieszę się, bo czytałem książkę o nim i z tym geniuszem... Inaczej. Jeżeli przyjmiemy, że w każdym wariacie jest iskra geniuszu, to tak. Natomiast to był facet-
[02:26:48] - Człowiek, który się znalazł we właściwym miejscu, we właściwym czasie.
[02:26:52] - Miał to szczęście. Natomiast z całą pewnością on oraz jego ludzie żyjący w tych samych czasach, ale ci wielcy tego świata: Churchill, Stalin, Roosevelt i jeszcze kilku innych, stworzyli tak ciekawe czasy. Ja przypomnę to chińskie przysłowie: „Obyś żył w ciekawych-
[02:27:13] - Że naprawdę można by było z tego taką lewą powieść piękną napisać, że szkoda tej autorki opisywania tego mrozu.
[02:27:22] - Przypomnę, że ciekawe czasy to nie są dobre czasy.
[02:27:25] - Lecz jakby opisała ten mróz pod Stalingradem ze swoim talentem, proszę ciebie.
[02:27:30] - Ale nie byłoby w tym fantastyki.
[02:27:32] - A mogła. Jak z geniuszem się posłużyć, to można, proszę ciebie.
[02:27:36] - Wiesz co? Powiem ci tak. Czytałem kiedyś książkę, bez tytułu, już nie pamiętam, autora też nie, w której w czasie II wojny światowej na Ziemi lądują jaszczury. W celach wojennych. Chcą podbić tutaj. I ponieważ są problemy To między innymi jest taka scena, gdzie się Niemcy w Warszawie dogadują chyba z Żydami, jak te jaszczury wykończyć. Powiem ci, ja już różne rzeczy czytałem i to też przeczytałem, ale to ja jednak wolę Le Guin. Naprawdę.
[02:28:13] - Tym razem to ja też wolę Le Guin.
[02:28:17] - I tym optymistycznym akcentem, proszę państwa, będziemy kończyć. Nie wiem, jak to powiedzieć w liczbie mnogiej. Na pewno jest to książka, którą warto dotknąć lewą albo prawą ręką, ale warto się z nią zapoznać po to, żeby utwierdzić się w przekonaniu takim, jakie ma Wiktor, albo zapałać taką miłością, jaką do tej książki pałam ja. To już sobie państwo oczywiście wybierzecie.
[02:28:45] - Ja tutaj jeszcze mam taką ciekawostkę na temat wymowy nazwiska autorki tej książki.
[02:28:52] - I zaraz mnie zdruzgoczysz pewno.
[02:28:54] - Troszeczkę się różni od wymowy, którą ty stosowałeś, bo trafiłem na oficjalną stronę Ursuli Le Guin. Nie Le Guin, tylko Le Guin. I tu jest taki krótki artykuł czy też podstrona, na której Ursula Le Guin wyjaśnia, w jaki sposób powinno się wymawiać jej nazwisko. Spróbuję to jakoś w locie przetłumaczyć. „Wciąż otrzymuję pytania na temat tego, jak powinno się wymawiać moje nazwisko i chciałabym zamieścić coś na ten temat na mojej stronie. Chciałam przy tym poprawić Wikipedię, która opublikowała stronę z najbardziej popsutą wymową, z największym bałaganem w historii międzynarodowego alfabetu fonetycznego. Ursula, tak jak się to wymawia w Ameryce, Krüber, tak jak się to wymawia w Niemczech i Le Guéen, tak jak się to wymawia we Francji. Dziwne to zaiste. Używałabym takiej wymowy tylko w Niemczech lub we Francji, a nawet ta francuska wymowa nie jest tak poprawna, jak to ktoś opublikował, ponieważ Le Guin nie jest nawet pochodzenia francuskiego, jest pochodzenia bretońskiego. I zgodnie z moją najlepszą wiedzą powinno się to wymawiać tak, jak walijskie Gwyn.
A więc Ursula Le Gwyn.”
[02:30:39] - I właśnie po raz kolejny dzisiaj została zdruzgotana moja wymowa, bo zanim ja się teraz nauczę tego, co się uczyłem pracowicie, teraz będę jeszcze przekształcał, to ja nie wiem, czy ja kiedykolwiek będę to wymawiał poprawnie.
[02:30:53] - Dużo masz do nauczenia się. Hawking, Gwyn.
[02:31:01] - Łaska boska.
[02:31:02] - Gwyn. I tym optymistycznym akcentem kończymy. Jeszcze raz powiem tylko, że „Lewa ręka ciemności” — spróbujcie, może wam się spodoba. Teraz warto powiedzieć, co za dwa tygodnie. Za dwa tygodnie wydaje mi się, że rzecz oczywista nastąpi, czyli porozmawiamy o dziele konkursowiczów, czyli o książce „Rubieże rzeczywistości”.
[02:31:34] - Będziemy prali sami siebie, tak?
[02:31:37] - Trochę tak, ale właściwie autorów trochę. 35 opowiadań 23 autorów, 500 stron druku, że tak sobie statystycznie podejdę do książki. Jest o czym gadać, a w dodatku widzisz Wiktor, nie będziesz na następną audycję musiał czytać żadnej książki, bo już wszystkie te opowiadania potąd znasz.
[02:31:57] - I niektórym autorom wreszcie będę mógł powiedzieć, co o nich myślę.
[02:32:03] - A zabrzmiało groźnie. Niech się boją. W każdym razie zapraszamy za dwa tygodnie, porozmawiamy o pierwszym tomie antologii. Drugi jest w trakcie — autorzy są w trakcie pracy, bo się konkurs uruchomił. Skończy się w końcu stycznia, więc pracują, a my sobie porozmawiamy o tomie pierwszym „Rubieże rzeczywistości”. Tak jak powiedziałem, 35 opowiadań, 23 autorów, 500 stron druku i nas dwóch, a właściwie trzech, bo jeszcze naczelny tutaj, ale później myśmy pisali te komentarze, więc się popastwimy nad sobą, nad autorami, nad słuchaczami będziemy się pastwić. A przy okazji naprawimy też kilka błędów związanych z antologią, między innymi taki, że jednemu autorowi obcięliśmy końcówkę opowiadania i postaramy się to nadrobić. To opowiadanie w audycji się znajdzie. Mam na myśli opowiadanie „Wszechotel”. Warto posłuchać.
Ono się też pokaże w drugim tomie, ale jak ktoś jest niecierpliwy, to pozna jego końcówkę. To za dwa tygodnie, tak jak powiedziałem. A za tydzień oczywiście ABW. Pomimo że jest pierwszy dzień listopada, to ABW z puszki oczywiście się pojawi. Troszkę fajnych opowiadań, nawet troszkę dużo fajnych opowiadań.
[02:33:31] - Świetna pozycja, Marku, do posłuchania po powrocie z cmentarza.
[02:33:37] - Tak. Co więcej, à propos opowiadania z ostatniego ABW, dostałem dzisiaj nieprawdopodobną informację, ale tę informację sobie zostawię do audycji ABW. W każdym razie myślałem, że mi laczków nie miałem, a że mi buty spadły, jak przeczytałem. To à propos opowiadania, które się działo, te prochy i jak się w te zombie zamieniali. Dostałem pewną ciekawą informację na ten temat. Coś tu jeszcze Julian pisze. Ilemn. Coś ilemn, ale tak nie bardzo. Dobra, nie zrozumiałem notatki. Moja wina.
Kończymy? Coś jeszcze chcesz powiedzieć?
[02:34:31] - Nie.
[02:34:32] - To jak nie, to się-
[02:34:33] - Nasza audycja jest nieskończona jak cały wszechświat, proszę ciebie, czyli ciąg dalszy nastąpi.
[02:34:39] - A to miejmy nadzieję, że nastąpi. Zapraszamy za tydzień na ABW, za dwa tygodnie na kolejne Bibliotekarium. Wszystkim piszącym jak zwykle weny. Wszystkim czytającym samych dobrych lektur.
[02:34:55] - Partnerom i partnerkom naszych czytających i piszących też weny. Tych, którzy piszą.
[02:35:04] - Nie wiem, co po tym powiedzieć właściwie. Czasami jednak potrafisz sprawić, że braknie mi konceptu, co mówić dalej.
[02:35:12] - Bo wena jest najważniejsza.
[02:35:13] - Jak już kończy się koncept, co mówić dalej, pięknie się z państwem żegnamy. Wszystkiego dobrego. Dobranoc.
[02:35:21] - Dobranoc.
[02:35:22] - A mówili te słowa do państwa jak zawsze gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz oraz dzisiaj towarzyszyli nam, co prawda z taśmy, ale jednak Jurjan i Tomasz Fąs. Audycję od strony technicznej obsługiwał jak zawsze Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie. Tym razem w ABW już za tydzień oraz w normalnym Bibliotekarium na żywo już za dwa tygodnie. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:36:26] - It's late in the evening. She's wondering what clothes to wear. She puts on her make-up. And brushes her long blonde hair. And then she asks me. „Do I look alright?” And I say: „Yes, You look wonderful tonight”. We go to a party. And everyone turns to see. This beautiful lady. That's walking around with me.
And then she asks me: „Do you feel alright?” And I say: „Yes, I feel wonderful tonight”. I feel wonderful because I see the love light in your eyes; and the wonder of it all is that you just don't realize how much I love you. It's time to go home now. And I've got an aching head. So I give her the car keys. And she helps me to bed. And then I tell her as I turn out the light. I say: „My darling, you were wonderful tonight. Oh my darling, you were wonderful tonight”.