[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste. Witam bardzo serdecznie wszystkich przybyłych do Chaty mistyka podczas naszego dzisiejszego spotkania. Witam starych bywalców, tych, którzy mają już wysiedzone własne miejsce w skromnej izbie Chaty mistyka oraz witam serdecznie wszystkich nowo przybyłych. Mam nadzieję, że wszyscy macie się wyśmienicie.
Mam nadzieję, że dopisuje wam zdrowie. Zdrowie to balans naszego umysłu i naszego ciała. Te dwa elementy są bardzo mocno ze sobą połączone i jedno oddziałuje na drugie. Więc nie zapominajmy, moi drodzy, że tak naprawdę prawdziwe zdrowie ukorzenione jest bardzo mocno w naszym umyśle, a ciało bardzo często reaguje na to, co dyktuje umysł. Cała sztuka w Chacie mistyka polega na tym, aby wypracować sobie pewną kontrolę nad naszym własnym umysłem, nad naszymi myślami, nad naszymi emocjami oraz nad całą naszą pulą energetyczną. Kontrola energii życia w dużej mierze przekłada się na jakość naszego funkcjonowania, na jakość naszych interakcji z innymi oraz na dobre samopoczucie. Także mam nadzieję, że macie się wyśmienicie. Mam nadzieję, że podobają wam się programy „Chata mistyka” i tematy, które poruszam. Jeżeli lubisz program „Chata mistyka” i słuchasz kolejnego odcinka w archiwum na YouTube, to proszę cię, abyś kliknął lajka. To na pewno przyczyni się troszeczkę do mojego animuszu w kwestii produkcji kolejnych opowieści, kolejnych odcinków z tego cyklu.
Więc nie wahaj się. Jeżeli lubisz ten program, po prostu kliknij lajka, a jeżeli chcesz zostawić komentarz, to nawet lepiej. Moi drodzy, u mnie też wszystko w porządku. Oprócz kontemplacji i medytacji zmieniłem moje miejsce w czasoprzestrzeni, o czym już wspomniałem parę tygodni temu. Już od ponad miesiąca jestem z powrotem w Europie. Jestem w Londynie, w Anglii i oprócz kontemplacji, medytacji i moich codziennych praktyk jogi oddaję się również pewnym rutynom, które to związane są z moją pracą zarobkową. Więc czasu troszeczkę mniej ostatnio. Z tego względu dzisiaj znowu powracam do formy szortów mistyka. Szorty mistyka to taka trochę przekorna, zabawna gra słów. Short w tym przypadku oznacza dużo krótszą niż zwykle formę czy też wymiar opowieści.
Natomiast jest to kompilacja paru krótszych opowieści, które to poskładane są w jeden spójny odcinek. Tak więc skoro mniej czasu na wypełnienie odcinka jedną spójną opowieścią, tym razem cztery krótsze opowieści. Mam nadzieję, że ciekawe. Mam nadzieję, że dostarczające wam pewnego rodzaju inspiracji. Opowieści często bardzo spontaniczne, nagrywane w wolnej chwili, improwizowane, ale mam nadzieję, że dostarczą wam troszeczkę inspiracji. Być może otworzą pewne podomykane zakątki naszego umysłu i skłonią was do własnej samodzielnej pracy. Odcinek ten być może będzie parę minut krótszy niż zwykle, ale pojawi się również fragment muzyczny, więc żeby już więcej tutaj nie dokładać tytułem wstępu, zapraszam wszystkich do wysłuchania kolejnych szortów mistyka. Chwila na temat Kriya Yoga. Czymże jest Kriya Yoga? Są to trzy szczeble, po których wspinamy się, aby nasza dusza mogła się udoskonalić.
Te trzy szczeble to samooczyszczenie, następnie kontemplacja własnego jestestwa, własnej istoty i trzecim, ostatnim, wieńczącym tą strukturę szczeblem jest wolność, czy też uniezależnienie się od iluzji świata. I o co pokrótce w tym wszystkim chodzi? Kriya jest to metoda, więc jest to technologia sprawdzona, zweryfikowana, która ma za zadanie osiągać określone skutki. Dlatego ta technika jogiczna, praktykowana regularnie ma na pewno niewątpliwe skutki. O tym przekonać się może jedynie ten i ta, którzy spróbują owych praktyk jogicznych. Prowadzą one do oczyszczenia na paru różnych płaszczyznach, przede wszystkim oczyszczenia organizmu, więc wiąże się z tym odpowiednia sprawność, utrzymywanie sprawności organizmu naszego ludzkiego ciała. Oczywiście związana z tym jest odpowiednia praniczna dieta. Dieta praniczna, czyli taka, która dostarcza swoistej energii życiowej. To jest to pożywienie, które nie pozbawia naszego organizmu tak istotnej dla funkcjonowania naszego biologicznego skafandra sfery. Więc jest to nie tylko odpowiednie utrzymywanie kondycji naszego organizmu, siły, sprawności oraz odporności, ale również jest to poparte odpowiednią dietą.
Tak zwana jogiczna dieta sattvic jest rzekomo tą najbardziej odpowiednią dla utrzymywania naszego organizmu w prosperującej, aktywnej formie. Jest to dieta głównie bazująca na produktach roślinnych, oczywiście bezmięsna, ale również wykluczane są pewnego rodzaju antybiotyki, naturalne lekarstwa, które występują w rodzinie warzyw, takie jak chociażby czosnek i cebula, które są uznawane za bardzo skuteczne leki, natomiast nie są rekomendowane jako substancje, które powinniśmy zażywać na co dzień ze względu na to, że są to bardzo mocne antybiotyki, które wyjaławiają dosyć solidnie naszą florę bakteryjną przewodu pokarmowego. Więc dieta oparta na takim pożywieniu, które się wchłania jak najszybciej, które nie pozostaje, nie zalega w organizmie i które dostarcza jak najwięcej puli energii do funkcjonowania. Poza oczyszczaniem organizmu, Kriya koncentruje się oczywiście na balansowaniu umysłu. Umysł, który jest narzędziem, które ma służyć nam, a któremu nie powinniśmy być podwładni. Z tym wiąże się odpowiednia dyscyplina, dlatego, że umysł ma pewne specyfikacje, które powodowane głównie naszym strachem czy też obudowywaniem naszej istoty, tym iluzorycznym wizerunkiem, które to jest ego, trochę zatraca się znaczenie naszej prawdziwej istoty wywodzącej się bezpośrednio ze źródła, wywodzącej się bezpośrednio z miłości. Więc tutaj z pomocą przychodzą praktyki medytacyjne. Medytacja to nie tylko siedzenie z zamkniętymi oczami. Niektóre medytacje, szczególnie te, które są propagowane w Kriy jodze, często bazują na bardzo dynamicznych procesach. Są to ćwiczenia oddechowe, które bardzo skrupulatnie zostały zaprojektowane i przetestowane już od tysięcy lat właściwie.
Wiążą się z tym odpowiednie interwały oddechowe. Czasami jest to usiłowanie spowolnienia naszego cyklu oddechowego, czasami wręcz przeciwnie. Są to dosyć dynamiczne, wymuszające pewnego rodzaju wkład wysiłku, ćwiczenia. To wszystko prowadzi do zregenerowania się i odpowiedniego funkcjonowania całej sieci połączeń nerwowych w naszym organizmie. Oprócz tego bardzo mocno dotlenia organizm. To wszystko ma związek nie tylko z tlenem, ale również z zawartością dwutlenku węgla w naszym krwiobiegu, w naszych płucach. Okazuje się, że jest to po prostu zwykła naukowa, że tak powiem, obserwacja, że przy odpowiednich interwałach, kiedy to wdychamy i wydychamy powietrze oraz zatrzymujemy oddech na jakiś czas, dużo sprawniej zachodzi ten proces dotleniania organizmu, dlatego że do dotleniania układu krwionośnego, a poprzez ten wszystkich innych organów i komórek naszego organizmu, niezbędny okazuje się dwutlenek węgla. Więc jest to proces oczyszczania polegający na wielu różnych płaszczyznach. Kriya yoga. To wszystko oczywiście również sprawia, że zaczynamy trenować umysł.
Stopniowo osiągamy owy balans umysłu. Początkowo głównie podczas jedynie praktyk, ale stopniowo owy balans przekłada się na całą resztę naszego dnia i wszystkie inne aspekty naszego funkcjonowania w społeczeństwie. Jesteśmy dużo mniej podatni na stres. Jesteśmy troszeczkę bardziej zdystansowani do naszych problemów. Jesteśmy w stanie rozpatrywać wiele z owych problemów z dużo mniej emocjonalnego punktu, że tak powiem. A to wszystko dzięki temu, że podczas praktyk zaczynamy stopniowo dystansować się do naszego ciała i umysłu, a z drugiej strony zaczynamy bardziej dostrzegać i doceniać naszą energetyczną i naszą duchową sferę, która jest tak naprawdę dużą częścią naszej człowieczej istoty. Ostatni szczebel, który wymieniłem w tym procesie, to uwolnienie, moment uprzytomnienia czy też moment wyjścia. Jest to moment, który w sanskrycie nazywany jest mukti, czyli kompletne porzucenie iluzji dualistycznego świata i powrót do źródła, odwrócenie się z powrotem w stronę słońca. Skąd pojawia się dualizm? Na samym początku chodzi o to, że jedność rozdziela się.
Następuje dychotomiczny moment, w którym z jednego powstaje dwa, a z dwóch powstaje mnogość i tak dalej. To wszystko po to, aby istnienie, aby Stwórca, aby Bóg mógł w swoich szczątkowych formach, ale jednocześnie bardzo silnie zunifikowanych w tle, oglądać samego siebie, aby to stworzenie miało możliwość nabrania lekkiego dystansu po to, aby docenić samo siebie. Jest to moment wyjścia. Jest to moment uprzytomnienia. Wolność w tym wypadku kojarzy się z porzuceniem cielesności i okowy, którą narzuca nam nasz własny, nabyty przez nas podczas tego doświadczenia umysł. Jest to owy powrót do źródła. Owa unifikacja. Słowo joga oznacza unię czy też ujednolicenie się z Bogiem, z energią, z kosmosem, ze wszechświatem. Zwykle podczas praktyk jogicznych następuje moment nazywany mahasamadhi. Wśród wysoce zaawansowanych joginów moment wyjścia określa się mahasamadhi.
Jest to kompletne wyjście, dosłowne, z organizmu, z tego świata fizycznego. Jest to przejście i przeistoczenie się, powrót do źródła, powrót do światła. W większości przypadków łączy się to ze śmiercią. To, co my postrzegamy jako śmierć, dla jogina jest wyzwoleniem. Jest to decyzja podjęta przez niego przy udziale jego intencji i wolnej woli. To właśnie w tym miejscu następuje kulminacja owego procesu życiowego, któremu poddał się owy jogin. To nie o to chodzi, że wieszczę czy też polecam próby podjęcia samobójstwa. Absolutnie nie zrozum mnie źle. Jest to moment, którego doświadcza każdy z nas. Moment przejścia, moment śmierci.
Jest to moment nieunikniony, ale dla większości z nas jest to również moment niechciany. Jest to moment, który przychodzi bez żadnego ostrzeżenia. Jest to moment, którego większość z nas bardzo się obawia. A jogin w swych praktykach dochodzi do momentu, kiedy jest już gotowy. Jest wypełniony na poziomie świadomości do tego stopnia, że jest w stanie opuścić ten ludzki wehikuł po to, aby przeistoczyć się czy też zacząć funkcjonować w innej, energetycznie dużo wyższej sferze, czy też w innej rzeczywistości. Jest to moment, który on sam wybiera. Właśnie na tym polega jego wolność. Dlatego, że jest to moment, na który on sam się decyduje i przez który sam przeprowadza swoje cielesne oblicze. Z drugiej strony można natomiast się przebudzić, ale nadal pozostać w tej fizycznej rzeczywistości. I wielu z mędrców, wielu z ascetów i mistyków decyduje się na tego typu opcję po to, aby wskazać drogę i pomóc innym duszom, które biorą udział w tym procesie ewolucji.
Dlatego, że nie jest to sprawa indywidualna, a odkąd jesteśmy jednością, jest to sprawa ogółu. I właśnie na polepszaniu jakości tej ogólnej świadomości cała ta gra naszych ludzkich dramatów polega. W skrócie tyle na temat krii. Kriya yoga, czyli owe trzy szczeble udoskonalania się na drodze duchowej: oczyszczanie organizmu, energii i umysłu. Studiowanie czy też przypatrywanie się samemu sobie, oglądanie swojego własnego jestestwa i moment wyzwolenia. Moment przejścia. Pozdrawiam. Pewnego chłodnego, wiosennego poranka, daleko, pośród archipelagu wysp zwanych Japonią, pewien gnuśny i bardzo zły samuraj postanowił tego poranka udać się z wizytą do mnicha żyjącego w pobliskich górach. Historia mnicha osławiona była w okolicznych wioskach. Mnich słynął z udzielania naprawdę wyśmienitych porad na temat życia i tego, w jaki sposób funkcjonować i znał rzekomo odpowiedzi na wszelkie nużące okoliczną ludzkość pytania.
Więc tego dnia gniewny samuraj postanowił się udać do mnicha. Po wielogodzinnej wyprawie poprzez góry, pasmo górskie dotarł do małej ascetycznej chatki, a tuż przed chatką zastał mnicha siedzącego w pozycji lotosu z wyprostowanymi plecami, medytującego. Samuraj bez chwili namysłu w swym codziennym obłędzie prezentowania swojej siły, krzepy i odwagi podszedł do mnicha i w zwykły dla niego na co dzień szorstki sposób zadał pytanie mnichowi bez wstępnych wyjaśnień: „Powiedz mi, jaka jest różnica pomiędzy niebem a piekłem?”. Mnich powoli otworzył oczy. Zobaczył przed sobą potężną sylwetkę wojownika w pełnym rynsztunku, w zbroi, w hełmie, z długim tradycyjnym mieczem samurajskim wiszącym u jego pasa. Po czym uśmiechnął się do przybysza i powiedział łagodnie: „Ty, wielki wojownik, wielki gbur, śmierdzący sake i przynoszący tu wszelakie inne brzydkie zapachy ze sobą. Ty, wielki samuraj, którego miecz jest praktycznie zardzewiały, dlatego, że nie posługujesz się swym kunsztem, przychodzisz do mnie, aby uzyskać odpowiedź na to pytanie?”. W tym momencie samuraj zjeżył się, napięły mu się mięśnie, oczy zaczerwieniły, dlatego, że nikt nie odzywa się w ten sposób do szlachty, do samuraja. Tego, który wynajmowany jest przez bogaczy do wypełniania bardzo skrupulatnych misji, którego to czyny opiewają pieśni, na którego z lękiem spogląda cała społeczność. Do niego nie mówi się w ten sposób.
Więc ten potężny wojownik automatycznie zjeżył się, napiął wszystkie swoje mięśnie i w gniewie chwycił za miecz, który wyciągnął z brzdękiem metalu i zamachnął się dalece swoim samurajskim mieczem, aby w tym momencie zakończyć żywot i owy buńczuczny akt owego nieskromnego mnicha. Mnich, patrząc samurajowi głęboko w oczy, wyszeptał tylko te słowa: „To jest właśnie piekło”. Samuraj zawahał się, przez chwilę zwątpił, po czym kompletnie ogarnęło go poczucie bezradności. To jedno zdanie, które wypowiedział mnich, było tak dosadne, skierowane bezpośrednio w stronę prawdy, uzewnętrzniało ową prawdę w tym właśnie momencie, było nie do podważenia. To był właśnie ten stan, w którym to tkwił samuraj przez cały ten haniebny czas swojej kariery. W jednym momencie stopniał, uświadamiając sobie, że jest to być może ostatnie zdanie w życiu mnicha, że owy skromny tak naprawdę mnich postanowił wrzucić na szalę tak potężną wartość jak swoje własne życie tylko po to, aby gnuśnemu samurajowi udzielić lekcji. I to właśnie zrozumiał potężny wojownik, więc padł na kolana. Teraz, uprzytamniając sobie cały potężny ogrom sytuacji, w tym momencie samuraj uprzytamnia sobie, że ten oto skromny mnich jest w stanie zaryzykować swoim własnym życiem, aby przekazać ową naukę jego przepełnionej złością postaci. W tym momencie dostrzega właśnie współczucie i miłość, którą emanuje mnich. Odrzuca na bok miecz i pada na kolana, kłaniając się przed stopami mnicha.
Mędrzec odrzekł: „A to jest właśnie niebo”. To było właśnie dopełnienie lekcji, po którą przyszedł samuraj. Lekcja tak dosadna, że nieodmowna. Lekcja, aby której udzielić, mędrzec postanowił zaryzykować swoje własne życie, swoje własne istnienie w tym świecie, w tym stworzeniu, aby pomóc innej istocie w przełamaniu iluzji i w zrozumieniu prawdziwego i magicznego sensu życia. Namaste. A teraz parę minut wytchnienia i relaksu. Zapraszam do wysłuchania fragmentu muzycznego o niebywałych walorach estetycznych moim zdaniem, które są w stanie wznieść nas na wyższy poziom wibracji pod względem emocjonalnym. Dlatego, że mamy tu do czynienia z niebywałą sztuką, niebywałym kunsztem i talentem pewnego ulicznego muzyka pochodzącego z Radżastanu. Natomiast osoba, którą tu spotkałem w górach w Himalajach, w stanie Himachal Pradesh, w północnej części Indii, więc nie jest to obszar, z którego wywodził się ten dżentelmen Jego pochodzenie rozpoznałem po bardzo charakterystycznym i tradycyjnym ubiorze, który to nosił oraz potężnym turbanie, który to wywodzi się ze stanu Rajasthan, bardzo pustynnego, suchego stanu w północno-zachodniej części Indii. Prezentował właśnie przechodniom zmierzającym w stronę pewnej górskiej świątyni swój muzyczny kunszt, który moim zdaniem był naprawdę nieprawdopodobny.
Muzyk ten prezentował swoje lokalne ludowe utwory wywodzące się właśnie z obszaru Rajasthanu, grając na bardzo, wydawało się pozornie prostym instrumencie strunowym. Aczkolwiek miałem okazję spróbować swoich sił na owym instrumencie i naprawdę jest to nie lada sztuka. Więc zapraszam do wysłuchania krótkiego fragmentu muzycznego pana, którego nie znam z imienia. Natomiast osoba, która urzekła mnie charakterem swojej gry i ładunkiem emocji, które to przejawiają się podczas prezentacji owych ludowych utworów wywodzących się z Rajasthanu. Posłuchajmy. Kim jestem? Czasami znajduję się w sytuacji, kiedy nieznajoma osoba pyta się mnie, kim jestem. To pozornie proste pytanie bardzo często jednak skłania mnie do dosyć głębszych rozważań na ten temat. I przyznam się szczerze, że bardzo często mam ochotę w dosyć psotny sposób odpowiedzieć bardzo dogłębnie na to pytanie. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego, że mój nowo poznany czy też nowo napotkany rozmówca nie do końca być może jest w stanie sprostać dogłębnej odpowiedzi, którą chciałbym wystosować pod względem pytania „kim jestem?”.
Ale właśnie to pojawia się często w mojej myśli, aby w zadziorny, psotny sposób wyjaśnić tej osobie, kim jestem. Bo skoro nieznajoma osoba pyta się ciebie, kim jesteś, to jakiej odpowiedzi właściwie oczekuje? Czy kiedy słyszę pytanie: kim jesteś, powinienem przedstawić się z imienia, z nazwiska? Czymże właściwie jest moje imię i nazwisko? Jest to jakaś przynależność symboliczna, którą utożsamiam sobie od dzieciństwa, odkąd to rodzice nadali mi imię Bartek. Utożsamiam sobie w pewien sposób z samym sobą, aczkolwiek zdaję sobie również doskonale sprawę z tego, że ja nie jestem przecież imieniem i nie jestem nazwiskiem. Więc ten zbiór liter, które w postaci głosek tworzą pewne znaczenie słowa, które to utożsamiam sobie z pewnym modelem odbioru rzeczywistości, w której to funkcjonuje, wydaje się, że mogłoby być tutaj jednym z rozwiązań tego konfliktu wewnętrznego, który to we mnie zachodzi. Natomiast czy ja jestem tym samym Bartkiem, który dostał imię, kiedy był dzieckiem? Właściwie od 16 lat nie mieszkam w Polsce i ludzie zwracają się do mnie dużo częściej Bart raczej niż Bartek. Więc czy jestem obecnie Bartem?
Czy jestem tym samym Bartkiem z dzieciństwa? Właściwie co to jest moje dzieciństwo i co to jest całe moje życie? Kiedy ktoś pyta się mnie, kim jestem, czy powinienem przedstawić mu w skrócie, albo być może bardziej dogłębnie moją biografię? Wszystkie aspekty, które uformowały mnie jako osobowość, jako wizerunek, który to kultywuję na co dzień, będąc zaangażowanym w interakcje rodzinne czy też społeczne. Czy kiedy osoba nieznajoma pyta się mnie, kim jestem, oczekuje odpowiedzi dotyczącej tego, skąd przybyłem, być może jaką funkcję pełnię? Jeżeli następuje to w godzinach mojej pracy, to mógłbym domyślać się, że osoba ta pragnie dowiedzieć się, jaką firmę reprezentuję, jakie usługi czy też świadczenia oferuje owa firma, skąd przybywam i jaki jest mój cel w tym konkretnym czasie. Natomiast jeżeli jest to już po godzinach mojej pracy i ktoś przypadkowy pozornie na ulicy spyta się mnie, kim jestem, oczywiście nie będę przedstawiał mu swoich kredencji. Nie będę tłumaczył się z tego, jakie skończyłem szkoły, jaki proces edukacyjny przeszedłem i co doprowadziło mnie do tego momentu, kiedy to właśnie spotykam tą osobę na ulicy. Bo przecież to nie o to właśnie chodzi w tym pytaniu. Więc o co tak naprawdę w tym pytaniu chodzi?
Kim jestem? Pozornie bardzo błahe, proste pytanie, aczkolwiek jeżeli zastanowimy się, to odpowiedź tak naprawdę może być bardzo dogłębna. Kim jestem? Jestem tym, który nie osądza. Jestem tym, który nie ma upodobań czy niechęci. Jestem tym, który nie identyfikuje się z własnym ego, z własnym wizerunkiem, z własnym charakterem. Jestem tym, który nie kieruje się złością, strachem, nienawiścią. Jestem tym, który widzi. Jestem po prostu tym, który obserwuje. Jestem tym, który jest świadomy wydarzeń, myśli i emocji, które to przewijają się przede mną.
Jestem tym, co właśnie doświadcza bycia człowiekiem. Jestem twórcą, źródłem i stworzeniem w jednym. Jestem jedynie świadomym odbiorcą rzeczywistości, a tak naprawdę również jej twórcą. Ale tu właśnie zwykle pojawia się wątpliwość, czy o taką odpowiedź chodzi mojemu rozmówcy. Pozdrawiam. Short zatytułowany „Współlokator”. W pewnym odcinku „Chaty mistyka” zatytułowanym „Narrator” opowiadałem o pewnym gnębiącym i nękającym nas często wewnętrznym głosie, który towarzyszy każdej akcji, w której uczestniczymy. To jest ten nasz wewnętrzny narrator, ten uporczywie opisujący wszystkie sytuacje głos. To jest ta postać, która werbalizuje wszystkie sytuacje, w których bierzemy udział. Wszystko to, co postrzegamy, to co słyszymy, jest to zwykle bardzo skrupulatna interpretacja, czyli nadawanie opinii sytuacji, nazywanie rzeczy po imieniu inaczej, czyli określanie wszystkiego w kategoriach tego, co nam się podoba czy też nam się nie podoba, co lubimy czy nie lubimy.
Są to również osądy dotyczące ludzi, wśród których się obracamy, których spotykamy na naszej drodze. Jednych lubimy, innych ignorujemy, a jeszcze innych po prostu nie lubimy. Proponuję teraz takie mentalne ćwiczenie. Jeżeli zdajesz sobie sprawę z tego, że istnieje owy narrator, który uporczywie usiłuje opowiadać tobie twoją historię życiową, to kim jest właściwie ta osoba, która sobie z tego zdaje sprawę, że owy narrator istnieje? To jest właśnie twoja prawdziwa istota. Ta istota, która nie wydaje osądów. Ta istota, która jest tylko obserwatorem tego modelu rozumowania, którym posługuje się twój wewnętrzny narrator. Dlatego że, umówmy się, nie jest to opis rzeczywistości. Jest to interpretacja rzeczywistości według naszych własnych osobistych możliwości czy też zgromadzonej w pewien sposób wiedzy, bazy danych. Zabawnie by było, gdyby owy narrator, którego obserwujemy w tych różnych dziwnych akcjach, które towarzyszą nam podczas naszego codziennego życia, ten wewnętrzny głos, który nie daje nam zasnąć późno w nocy.
Czy jest to chociażby ten sam głos, który towarzyszy nam, kiedy prowadzimy samochód? To jest ten głos, który zadaje pytania, czy powinienem skręcić w tą ulicę w lewo, czy to jeszcze nie ta ulica? Być może coś mi się pomyliło. Być może nie pamiętam drogi. Czy na pewno jadę we właściwą stronę? I tak dalej. Jest to chyba doświadczenie, które jest znajome każdemu z nas. Jest to również ten sam głos, na który warto zwrócić uwagę, podczas kiedy chociażby bierzemy prysznic. To jest właśnie ten moment, kiedy oczyszczane jest zewnętrznie nasze ciało i w tym czasie nasz umysł, nasz wewnętrzny narrator dostaje troszeczkę ekstra czasu nad swoją nadgorliwą zwykle pracę. Polecam następnym razem, kiedy na przykład myjesz zęby albo bierzesz prysznic, zwrócić uwagę na ten szepczący czy też być może krzyczący wewnątrz ciebie głos.
I w tym samym momencie uprzytomnij sobie również, kto tak naprawdę zauważa ten głos. Kto obserwuje działania tego wewnętrznego narratora. A teraz, żeby było jeszcze zabawniej, posuńmy się o krok dalej. Wyobraź sobie, że owy wewnętrzny narrator jest taką samą fizyczną, biologiczną postacią jak ty sam czy też ty sama. Teraz ten wewnętrzny głos siedzi tuż obok ciebie na kanapie, kiedy oglądasz telewizję. Dokładnie wygląda tak samo jak ty. Jest człowiekiem, ma swój charakter, ma swój odpowiedni ton głosu i wszystkie te zdania, które do tej pory wypowiadane były w zaciszu twojego wnętrza, teraz wypowiadane są na głos, a ty próbujesz oglądać jakiś wciągający cię film lub inny program. Wyobraź sobie, że obok ciebie siedzi teraz ta postać, która na głos wylewa wszystkie swoje dylematy, nieszczęścia i boleści wprost do twojego ucha, kiedy ty próbujesz oglądać owy film czy też program. To jest właśnie twój współlokator. To jest ta postać, która nieodłącznie towarzyszy ci w każdej czynności twojego życia.
To jest właśnie postać, którą stworzyło twoje ego czy też twoje psyche. To nie jest kwintesencja twojego bytu, bo ta jest obserwatorem. Z pułapu obserwatora jesteś w stanie oglądać czynności swojego współlokatora. Jest to współlokator, którego nie da się wykopać z mieszkania. Jest to współlokator, którego nie da się zwolnić z pracy. Jest to współlokator, który towarzyszy tobie na okrągło i z którym spędzasz najwięcej czasu ze wszystkich możliwych interakcji z innymi ludźmi. Warto chyba zwrócić uwagę na to, że skoro tak się dzieje, skoro ten współlokator, chcąc nie chcąc, zawsze towarzyszy w twojej podróży, to dobrze by było, gdyby to był dobry współlokator. Dobrze by było, gdyby to był współlokator, z którym da się żyć. I tu zaczyna się tak naprawdę praca. Kiedy uświadomimy sobie, że ten wewnętrzny głos, ten nasz metaforyczny współlokator da się zaprojektować, da się wychować czy wytrenować, to możemy rozpocząć proces uczłowieczania tej zwierzęcej kwintesencji naszego rozumu, naszego wewnętrznego głosu umysłu.
Do tego przyjdą nam z pomocą różnego rodzaju techniki, ćwiczenia, praktyki. Ale zanim wstąpimy na tę drogę, musimy sobie przede wszystkim uświadomić istnienie tego współlokatora. Kiedy już rozpoznamy istnienie tego naszego wewnętrznego towarzysza czy też towarzyszki, to warto się z tą osobą zaprzyjaźnić. Tylko w atmosferze przyjaźni będziemy w stanie modyfikować, zmieniać i udoskonalać jakość, a jednocześnie w dalszym rozwoju duchowym sprawi, że zaczniemy pracować nad polepszaniem jakości naszego prawdziwego bytu i jestestwa. Pozdrawiam. Hatha Mistyka.