Streszczenie zostało przygotowane przez AI w oparciu o transkrypcję odcinka. Pamiętaj, że nawet najlepsze streszczenie nie powie wszystkiego o całej audycji, szczególnie gdy jest ona długa - zachęcamy do wysłuchania całości!
Jeśli w streszczeniu bądź transkrypcji dostrzegłeś jakieś literówki bądź inne rażące błędy, będziemy wdzięczni za poinformowanie nas o tym.
[00:30] - Witamy w ten piątkowy wieczór wszystkich słuchaczy Radia Paranormalium. Wieczór piątkowy oby chłodny. Im chłodniejszy, tym lepszy. Rozpoczynamy właśnie teraz kolejny odcinek „Bibliotekarium”. Dodam tylko, że to jest ostatni odcinek nagrywany na taśmę. Mam nadzieję, że w następnym odcinku już się usłyszymy na żywo. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi Mauricj Marek Sęk "Ivellios". A po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami dzisiaj gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski, Wiktor Żwikiewicz oraz nasz gość specjalny. Halo, halo Bydgoszcz.
[01:05] - Halo, halo! Melduje się Marek Żelkowski.
[01:07] - A mi się wydaje, że jestem.
[01:10] - Tak. Czyli Wiktor powiedział Wiktor Żwikiewicz. Ale przede wszystkim witamy naszego gościa Piotra Prokopowicza, autora wydanej przez „Bibliotekarium” książki, zbioru opowiadań „Najważniejszy zmysł”.
[01:21] - Dzień dobry państwu.
[01:24] - To już formalności stało się zadość.
[01:26] - Całe państwo przywitaliśmy. Widziałeś?
[01:29] - Wszelakie państwo zostało przywitane. Cóż, tak jak powiedział Marek, ostatnia audycja nagrywana. Następna prawdopodobnie będzie na żywo. Miejmy nadzieję. Natomiast ona jest nagrywana. Dokładnie widać, że czas upływa, bo kiedy ją nagrywamy, jest popołudnie, środa. Sięgają 40 stopni, przynajmniej tu, gdzie nagrywamy, a w piątek ma być podobno już całkiem sympatycznie. Ciepełko, ale sympatyczne. Najlepszy dowód na to, że czas upływa. Czas nie zwleka i ucieka.
Mów, Wiktorze, mów.
[02:11] - Z tym czasem to wiesz. My mamy tu w tej chwili gościa, który ma jakieś takie pojęcie, w przeciwieństwie do zwykłych zjadaczy, chciałem powiedzieć humanistycznych zjadaczy chleba. Bo jednak doktor nauk technicznych, który równocześnie zajmuje się od ręki humanistyką, bo popisuje opowiadania. To ja mam takie pytanie od razu: czy jako doktor nauk technicznych zauważa pan różnicę takich typowych rasowych humanistów oraz ludzi, którzy myślą jednak w jakiś sposób technicznie? Szczególnie przy pisaniu science fiction na przykład. Czy jest w ogóle możliwe pisanie science fiction bez tej umysłowości, jednak trochę technicznej?
[03:07] - To wszystko zależy, na czym się skoncentruje ta otoczka techniczna, bo można wchodzić głębiej w technikę, a jednak można też bardziej psychologiczną stronę tego, co się będzie działo w przyszłości opisywać. I wtedy faktycznie ta techniczna część nie musi być aż tak bardzo potrzebna. Dobrze jak jest, ale nie zawsze to jest najważniejsze. Czasami można pewne rzeczy markować w opowiadaniach. Zresztą ja też nieraz coś markuję na tej zasadzie. Czasami wystarczy powiedzieć dwa słowa i zostawić czytelnikowi pole do domyślenia się, nawet nie wiedząc, co za tym się kryje, ale wystarczy właściwe słowa znaleźć.
[03:51] - Trzeba najpierw samemu pomyśleć o tym. A jeżeli się o tym nie pomyśli, tylko, że tak powiem, się tka psychologiczne, dramatyczne wydarzenie, które nie ma podstaw bytu.
[04:06] - Dla mnie to może nie najważniejsze, ale bardzo ważna jest logika zdarzeń i faktycznie ścisłe podejście ma tutaj znaczenie. Jeśli historia jest niespójna, to od razu spada o dwie kategorie niżej. Wtedy już tak naprawdę dla mnie zostaje szukanie fajnych pomysłów, takich cząstkowych, fajnych pomysłów, które są oderwane od historii.
[04:31] - To mi się akurat zdefiniowała w takim razie fantasy. Otóż, o ile ona jest logiczna, to wszystko cacy.
[04:40] - Tak?
[04:40] - Jak wszystko. Natomiast jeżeli to jest czysta fantazja i blablanie, to wtedy...
[04:49] - Wiktorze, ja tak podejrzewam, czuję, a nawet słyszę, że ty usiłujesz przeprowadzić tezę zupełnie kosmiczną. Typu, jeśli to dobrze odczytuję: „Jak jesteś humanistą, to nie masz czego szukać w science fiction. Natomiast jak jesteś z nauk technicznych, to zapraszamy jak najbardziej, jesteś predestynowany”. Moim zdaniem to może być prawda, ale do rangi takiej zasady to chyba trudno podnieść.
[05:24] - Nie trzeba podnosić. To jest oczywiste.
[05:27] - Nie, to nie jest oczywiste. Mamy kilku przynajmniej pisarzy. Inaczej. Zależy, jak się to science fiction rozumie. I jeżeli pamiętasz naszą audycję, rozmowę o fantastyce, kiedy tam padały naprzemiennie różnego rodzaju definicje. Właściwie trudno mówić definicje, raczej stwierdzenia, czym fantastyka naukowa jest bądź nie jest, to jasno wynika, że oczywiście jest cały odłam takich ludzi, którzy twierdzą, że fantastyka naukowa i nauki ścisłe, a nawet wypływające z nich czy wynikające bezpośrednio takie nauki praktyczne, techniczne jakieś, to bez tego w ogóle fantastyki naukowej nie ma. Ale jest też cała duża, ogromna grupa ludzi, którzy twierdzą, że to tak nie do końca. I tu mam koronny przykład. Brian Aldiss to był facet, który na przykład w tej książce „Non Stop” Nie bawił się w jakieś techniczne rzeczy. To raczej są dekoracje.
Owszem, mamy Arkę. Podstawowych błędów nie popełnia. Jakieś rzeczy wyniesione ze szkoły, nie wiem, czy podstawowej, czy średniej, funkcjonują w jego świecie. Natomiast on się specjalnie nie wgłębia w te techniczne sprawy. Natomiast książkę rasową science fiction napisał świetną. Powiem tak: ja bym raczej twoją tezę modyfikował w ten sposób. Zdecydowanie bycie umysłem ścisłym to jest błąd. Skończenie jakiejś szkoły z kierunkiem-
[07:09] - Niekoniecznie technicznej, ale na przykład historię.
[07:13] - Nie, można być krypto humanistą na przykład. Zaraz dojdziemy do tego, że historia, to tylko w języku polskim jest tak ściśle nauka.
[07:23] - Tak.
[07:24] - Niestety w innych językach już nie. Więc w Polsce łatwiej było zrobić science fiction czy fantastykę naukową, że właściwie każda nauka od fizyki po socjologię to będzie fantastyka naukowa. W anglosaskiej już to zrobić trudniej, chociaż też to robią. Doszli do wniosku, że jednak da się w to wpakować. W związku z tym modyfikując tę twoją tezę, uważam, że na pewno skończenie jakiejś szkoły technicznej czy ścisłej, ścisłego kierunku nie przeszkadza w pisaniu. Często nawet pomaga, ale nie daje gwarancji na sukces, bo przy okazji trzeba mieć w sobie to coś, tę iskrę bożą, która pozwala pisać. My mamy z takim przypadkiem w gruncie rzeczy do czynienia, bo siedzi ten przypadek koło nas, czyli Piotr Prokopowicz. Książka wydana, pierwsza w jego życiu książka beletrystyczna. Zbiór opowiadań, z których sporą część słuchacze audycji ABW znają, ale są tam też takie perełki, których nie poznali i jedyna możliwość to zamówić książkę i wtedy poznają. Tak mi wychodzi, Wiktorze, więc ta twoja teza mnie od razu uczyniła czujnym, bo ty lubisz sobie skonstruować piętrowe Taj Mahal i później trzeba to odkręcać.
[08:49] - Nie trzeba, ja zwykle sam je burzę, kiedy już je zbuduję.
[08:54] - I ten misterny plan ci popsułem.
[08:56] - Ja bym jeszcze do tej dyskusji-
[08:57] - Ale trzeba przepuścić naszego gościa, żeby się przebił. Trudno. To już mów!
[09:01] - Science fiction i fantasy. Ja bym powołał się na taki autorytet — Lema. Stanisław Lem. Był taki człowiek.
[09:10] - Był.
[09:10] - I on napisał do „Czarnoksiężnika z Archipelagu”, już nie pamiętam, czy było posłowie, czy przedmowę, ale taką bardzo ciekawą rzecz, bo on tam zestawiał dwie książki Ursuli Le Guin i jedna była science fiction, druga była fantasy. Właśnie ten „Czarnoksiężnik z Archipelagu”. I Lem jako bardziej realistyczną wskazywał tę książkę fantasy, a nie science fiction właśnie z racji relacji międzyludzkich i konsekwencji. Więc to, że coś ma etykietkę science fiction nie oznacza zaraz, że jest bardziej realistyczne niż fantasy. Argumenty przytaczane przez niego — ciężko im zaprzeczyć.
[09:56] - Z Ursulą Le Guin było tak, że ona potrafiła napisać znakomitego „Czarnoksiężnika z Archipelagu”. Później napisać jeszcze dwa tomy i jakby skończyła na tych trzech, to byłoby super. Ale ona postanowiła jeszcze napisać tom czwarty. Mówiąc szczerze, poległem, jak przeczytałem, bo ona w międzyczasie zdążyła się przepoczwarzyć w wojującą feministkę i ten czwarty tom jakoś mi nie podszedł, za bardzo był postępowy moim zdaniem.
[10:31] - Poza tym, jeśli chodzi o granicę, kontynuuję jednak swój wątek. Jeśli chodzi o granicę między fantasy a science fiction, to jak ktoś taką granicę postawi jasno, prosto, to za chwilę przyjdzie osoba, która przełamie tę granicę, bo jak wiadomo, jaka jest granica, to łatwo napisać coś, co tę granicę przekroczy.
[10:54] - W gruncie rzeczy bardzo trudno jest tak naprawdę nawet tę granicę sformułować, bo znowu odwołam się do naszej dyskusji w rozmowach o fantastyce. Jak zapytamy, czym są „Gwiezdne wojny”, to jednak większość naszych respondentów, tych odpowiadających powie, że to science fiction.
[11:12] - A tak naprawdę-
[11:13] - A tymczasem większość tak zwanych specjalistów, a w każdym razie ludzi, którzy gdzieś tam nie wiem, czy zęby, czy cokolwiek zjedli na literaturze, raczej będzie kierować ten utwór, ten cykl utworów jednak do fantasy. Oczywiście w dekoracjach kosmicznych, ale jednak fantasy. W związku z tym rację ma nasz gość, że stawianie granic chyba tylko jeszcze podkręca tych, co lubią te granice łamać. I myślę „Star Wars” to taki typowy przykład.
[11:49] - Ale trudno zaprzeczyć, że są reprezentanci gatunków, takie typowe fantasy i typowe science fiction. Takie pozycje też łatwo wskazywać. Czasami może nie aż tak łatwo. Można się pomylić.
[12:03] - Ale są też specjaliści, którzy dobrze czują się w obu gatunkach. Bo jeśli wspomnę autora „Gry o tron”, Martina. Martin pisał też znakomite, zupełnie takie głównonurtowe SF. W związku z tym to był facet, który po prostu potrafił pisać, potrafił konstruować wciągające fabuły. To może tak. A dekoracje to była rzecz, którą myślę, że dobierał do swoich utworów. Ja bym się do tego też przyznał, bo w mojej książce też są klasyczne fantasy opowiadania, jak i takie science fiction. Nawet jedna, można powiedzieć space opera, to pierwsze opowiadanie. Także tak to bywa. Ale teraz, jak już gościa mamy na widelcu, to zapytajmy: a czym ty się właściwie jako doktor na uniwersytecie, właściwie aspirujący jeszcze wyżej, zajmujesz?
Co ty rozgryzasz w tej nauce?
[13:07] - Tak ogólnie to sztuczną inteligencję.
[13:11] - Oczywiście wiedziałem, ale musiało to paść z ust gościa. No to cóż, w takim razie weźmiemy cię w obroty. Zanim zaczniemy rozmawiać o książce, o inteligencji i to w dodatku sztucznej, musimy porozmawiać, bo to temat, który tu się już pojawiał na antenie. A w dodatku, co będę oszukiwał, mnie bardzo interesuje, Wiktora przynajmniej deklaratywnie też. Musimy porozmawiać o sztucznej inteligencji.
[13:36] - Mnie bardziej interesują jednak naturalne inteligencje, ale je się rzadziej spotyka, więc rozumiem potrzebę sztucznych.
[13:45] - Zacznijmy od ogółu, bo to chyba najlepiej. Czym jest sztuczna inteligencja? Żebyśmy sobie to spróbowali chociaż zakreślić.
[13:56] - Sztuczna inteligencja to jest model zachowań inteligentnych człowieka i algorytm realizujący te zachowania.
[14:03] - To bardzo naukowo odpowiedziałeś. A jakbyśmy chcieli to językiem bardziej strawnym dla naszych słuchaczy, to jak?
[14:15] - Ciężko to prościej wyrazić.
[14:18] - Dobrze, to ja zapytam.
[14:19] - No tak.
[14:21] - Dobrze.
[14:22] - Najbardziej złożenie powiedzieć.
[14:23] - Dobrze. To dziękujemy. Natomiast ja bym zapytał tak: a z czym się sztuczna inteligencja ludziom najczęściej myli?
[14:32] - Sztuczna inteligencja myli się najczęściej, rozumiem, do czego zmierzasz, ze sztuczną świadomością. Jeśli mówimy o sztucznej inteligencji i o tych algorytmach, które naśladują tę inteligencję potencjalnie dla nas niesztuczną, to najczęściej się koncentrujemy współcześnie na cechach. Są pewne zachowania inteligentne i te zachowania inteligentne to jest szereg zachowań. To nie jest tak, że to jest jeden element.
[15:06] - Wymień mi je przynajmniej.
[15:08] - Na przykład uczenie się jest przejawem inteligencji, ale uczenie niepamięciowe, nie na pamięć, nie dokładne odwzorowanie wzorca, tylko na przykład poznanie twarzy. Uczymy się twarzy en face, a potem rozpoznajemy tę twarz z profilu. To nie jest jeden do jeden rozpoznanie, tylko faktycznie wymaga przekształcenia pewnego.
[15:35] - Uczenie się metodą prób i błędów na przykład też?
[15:41] - Co to jest metoda prób i błędów?
[15:42] - Czyli na przykład teraz coś zrobię, osiągam taki wynik.
[15:46] - Można do tego sprowadzić pewne techniki uczenia, owszem, aczkolwiek to troszkę inaczej się nazywa.
[15:55] - Muszę upraszczać.
[15:57] - Rozumiem. Uczenie z nauczycielem, uczenie bez nauczyciela są dwie podstawowe formy uczenia. To są tylko takie ogólne spojrzenia na techniki uczenia.
[16:07] - Dobrze, ale wspomniałeś o ważnej w sumie dla mnie rzeczy, kiedy ludziom się sztuczna inteligencja ze sztuczną świadomością myli. Skąd to się bierze tak naprawdę?
[16:17] - To się bierze z popkultury, ponieważ chyba najłatwiej opakować współczesną science fiction najczęściej, te rozważania sztucznej inteligencji w robota, który się zastanawia nad tym, czy on naprawdę jest, czy nie ma, czy on cierpi, czy nie cierpi. A to się wiąże bezpośrednio ze świadomością. Natomiast generalnie inteligentnym zachowaniem jest już na przykład to, że aparat fotograficzny niweluje nasze drgania ręki, takie naturalne drgania, dzięki którym mamy stabilny obraz. To już jest zachowanie inteligentne. Troszkę zależy od tego, jakie mechanizmy są tam użyte. Tak naprawdę ta część, ta informatyka, nawet matematyka można powiedzieć, która za tym stoi, polega na tym, żeby stworzyć model matematyczny. Jak ktoś powie, że my możemy napisać równanie na inteligencję, to co to za inteligencja? Ale na tym to polega. Obserwujemy pewne zachowania i je symulujemy.
[17:31] - Czyli czas, kiedy my sobie na przykład będziemy mogli pogadać z własnym samochodem na wszelkie możliwe tematy, jest, jeśli w ogóle, to dosyć odległy. Ale czas, kiedy będziemy mogli wymienić jakieś informacje ze swoim samochodem, to właściwie współczesność.
[17:52] - Pogadać na dowolne tematy z samochodem, to już raczej nie jest samochód, tylko jakiś multisystem osobisty, który akurat w tej chwili jest podłączony do samochodu.
[18:04] - Na przykład. A będzie sobie można z nim pogadać, żeby się nie nudzić w podróży, skoro on prowadzi.
[18:08] - Takie rzeczy to i samo pogadanie, to człowieka bardzo łatwo oszukać. Jeśli chodzi o to, że człowiek uważa, że rozmawia z czymś inteligentnym czy z automatem, to człowieka łatwo oszukać.
[18:21] - Tak, ale kiedy my rozmawiamy, ja ponieważ nie pierwszą już taką rozmowę na temat sztucznej inteligencji prowadzę, to widzę, że pojawia się bardzo często motyw oszukiwania potencjalnego rozmówcy. W tej chwili właściwie doszliśmy w przypadku sztucznej inteligencji do tego, żeby symulować pewne zachowania, które mają nas przekonać o tym, że po drugiej stronie czy to telefonu, czy po drugiej stronie głośnika jest coś, co jest świadome w jakiś sposób i tak dalej. Tak naprawdę nie ma tam nic świadomego.
[19:02] - To jest kwintesencja tej sztucznej inteligencji. Symulowanie zachowań inteligentnych. Symulowanie. W definicji nauki nie jest twierdzenie, że my tworzymy inteligentną istotę, tylko symulację inteligentnych zachowań. Niektórzy to symulowanie nazywają oszukiwaniem. Tak naprawdę w pewnym kontekście jak ktoś coś symuluje, to oszukuje.
[19:23] - A czy prawdziwa byłaby teza, że ta sztuczna inteligencja przestanie być sztuczna, tylko będzie inna inteligencja, kiedy ona by uzyskała ewentualnie świadomość? Czy to jest połączone?
[19:37] - Tutaj jakbyśmy zaczęli wymieniać te zachowania inteligentne, powiedzieliśmy uczenie, ale nie tylko uczenie się. Na przykład poczucie humoru jest podobno przejawem inteligencji. Porozumiewanie się jest zachowaniem inteligentnym. Samoświadomość też jest przejawem inteligencji. Tylko to jest akurat tak nieobiektywna cecha, że nie wiem, czy jesteśmy w stanie w ogóle udowodnić drugiemu człowiekowi, że my jesteśmy świadomi sami siebie.
[20:15] - Dokładnie. Czyli to jest też ta pułapka. Ja pytam w określonym kierunku, bo w swoim czasie jeszcze z Wiktorem nawet o tym rozmawialiśmy. Jest cały czas takie parcie ze strony ludzi, którzy określają swój ruch transhumanizmem, transhumanistów, którzy mówią: „Przenieśmy się do sztucznych trzewi i tam będziemy sobie egzystować po wiek wieków”. Natomiast ja zawsze poruszałem ten problem. Niestety nie byłem pierwszy. W każdym razie ten problem, że tak naprawdę nigdy nie będziemy w stanie powiedzieć, czy nas tam przenieśli, jak później będziemy sami ze sobą rozmawiać, czy nas tam naprawdę przenieśli, czy to coś tylko symuluje, że my tam jesteśmy.
[21:02] - Nawet podobny problem można wskazać bliżej. Czy jak zasypiamy i budzimy się, to jesteśmy tym samym człowiekiem? Tutaj mamy pewne wsparcie w empiryzmie, ponieważ my sami siebie oczywiście nie wiemy, czy jesteśmy tym samym człowiekiem, ale możemy kogoś zaobserwować, że ktoś zasnął i się obudził, przeczekać przy nim i wiemy, że on nie wie, że miał zanik pamięci. Natomiast my wiemy, że ta osoba cały czas tu spała, leżała, przewracała się, jęczała, śmiała się przez sen albo nie. I to jest dla nas informacja, że prawdopodobnie z nami dzieje się coś podobnego. Ale jednocześnie nie wiadomo, czy jak on te oczy otworzy, to po drugiej stronie tych oczu nie ma jakiegoś T1000. Teraz Wiktor dopali do pieca.
[21:50] - Znalazłem takiego haka, który od dawna tkwił w kulturze ludzkiej, a chyba nikt w ten sposób nie spojrzał. Problem aktorów. Jeżeli dobry aktor w teatrze posiada swoją świadomość, swoją wiedzę, wychowanie, naukę i swoją świadomość, ale żeby dobrze odegrać jakiegoś Teodoryka czy jakiegoś króla Leara, to musi właściwie pozbyć się swojej świadomości i wymodelować na dany moment świadomość tamtej osoby, którą odgrywa. Jeśli to zrobi w sposób genialny, powali wszystkich na kolana. Po końcu sztuki padnie na dupę zlany potem. I teraz mamy dylemat kim on był przez ten moment, kiedy był tym Teodorykiem. Czy był dalej sobą, czy rzeczywiście Juliuszem Cezarem? W każdym calu wymodelował jego zachowania, wszystko, słowa, wszystkie takie rzeczy, bo potrafił to zrobić jako genialny aktor.
[23:09] - Ja ci na to pytanie oczywiście nie odpowiem. Natomiast uświadomiłeś mi, dlaczego ja czasami jestem taki zawiedziony, kiedy aktorzy, których cenię, których kocham za różne role, zaczynają mówić własnym tekstem. To czasami jest okrutne rozczarowanie, bo czasami okazuje się, że to są ludzie, których zupełnie niesłusznie podziwiałem.
[23:33] - Oni powinni w trakcie tego sięgać po sztuczną inteligencję. Grają właściwie i oni dobrze to robią.
[23:44] - Z moich obserwacji to mam takie wnioski, że są dwie grupy aktorów, nawet więcej, ale dwie takie grupy dobrych aktorów, którzy potrafią się wczuć. Tylko ci najlepsi to po tym wczuciu się wracają do siebie i są normalni. A właśnie niestety wiele osób po prostu wcielając się dobrze w różne role, niestety te problemy emocjonalne gdzieś tam się ciągną za tymi dobrymi aktorami.
[24:16] - Ja nad jednym aktorem, który jest wielkim bożyszczu i aktorze, którego uwielbiam. Ale też teraz żeś mi podpowiedział coś takiego, że chyba naprawdę Olbrychski uwierzył, że jest kimś innym.
[24:29] - Zostawmy to bez komentarza, bo przyjdzie i nam nastuka, bo on jest dosyć emocjonalny.
[24:35] - Ja bym tego nie ciągnął. Natomiast jeszcze jest trzecia grupa, która po prostu gra siebie. Ponieważ one akurat wpasowują się w te role albo obsadzają ich w takich rolach, że to granie siebie całkiem pasuje, jest okej.
[24:49] - Stąd się biorą później aktorzy tak zwanej jednej roli, którzy na przykład przez całe życie grali herosów albo przez całe życie grali amantów, bo nic innego nie potrafili zagrać. Bo oni byli amantami.
[25:02] - Oni nie grali.
[25:03] - Oni nie grali, tylko byli sobą.
[25:07] - Ale zobacz, jakie to kapitalne science fiction rodzi. Otóż w przyszłości mąż funduje sobie zastępczą automatyczną żonę. Albo jemu żona sama pójdzie się na boki urywać. Ale angażuje aktorkę, która przewala w ten komputer, podrabiający żonę, całą jej mentalność. I potem, jak mówiłeś, oszukiwanie człowieka jest bardzo proste. To nie musi być cała mentalność, żeby oszukać człowieka. Tylko to jest element, który ciężko zdefiniować w tym-
[25:59] - Zewnętrzność
[26:00] - ... ścisłym rozumieniu, bo możemy owszem opisać pewne cechy charakterystyczne danej osoby i jak będziemy te cechy spotykać u różnych osób wokół, to będą nam się wydawały podobne. Bo my tak to odbieramy. Zresztą często jest takie wrażenie. Ja nieraz spotykałem ludzi, którzy byli podobni do kogoś, kogo kiedyś spotkałem z racji mimiki, zachowań podobnych. Bo to nie jest cała mentalność, to jest tylko pewna powierzchowność. Ale tak ona do nas trafia.
[26:32] - I w zależności od tego, czy my tę żonę znamy dobrze, czy to uczucie jest głębokie, to jak bardzo powierzchowne wgranie tych cech w tę sztuczną osobowość będzie potrzebne.
[26:49] - Ja sobie teraz uświadomiłem, że ja wiele razy spotkałem inteligentnych chamów i oni byli zupełnie podobni do nieinteligentnych chamów. To chamstwo jest ważniejsze od inteligencji.
[27:02] - Dosyć trudne to, co mówisz. Ale ja jednak będę drążył. Chciałbym zapytać, ponieważ mamy dwa w jednym, czyli człowieka, który pisze fantastykę, a jednocześnie zajmuje się sztuczną inteligencją. To ja już teraz takie niemerytoryczne pytanie zadam, ale pytanie o przewidywanie. Sądzisz, że kiedyś powstanie sztuczna świadomość?
[27:24] - Przed chwilą powiedzieliśmy, że nie jesteśmy w stanie tego zdefiniować, czym jest świadomość.
[27:28] - Tak, dobrze. Nie jesteśmy w stanie, nie mamy nawet aparatu, żeby to wybadać, czy tam rzeczywiście ta świadomość jest.
[27:37] - Czy w drugim człowieku jest realna świadomość, nie jesteśmy w stanie zbadać.
[27:40] - Dokładnie. Może Wiktor jest akurat jakimś przybyszem, a my tylko botami w grze na przykład.
[27:44] - Mnóstwo teorii spiskowców na tej zasadzie swoje teorie właśnie snuje.
[27:49] - Tak, ale dochodzimy do pewnego absurdu. W związku z tym ja chcę pokazać, że literatura science fiction karmi nas tego rodzaju obrazami, że się tam gdzieś przenosimy, wchodzimy w sztuczność.
[28:03] - Bo to jest dla humanistów.
[28:07] - Dobrze, przecież nie popełniam samobójstwa. Robię to specjalnie. Dokładnie. Ale stąd też było to moje pytanie, czy podejrzewasz, że atoliż gdzieżbyś tam coś tamtegoż dałoby się przenieść azaliż twoją świadomość w sztuczność?
[28:28] - Muszę być odpowiedzialny za słowa i nie mogę tak powiedzieć.
[28:32] - Jako fantasta odzyw powiedź się.
[28:37] - Ja mogę sobie wyobrazić różne rzeczy, naprawdę. Mogę fabułę tworzyć wokół bardzo różnych wątków, choćby właśnie po to, żeby sobie na pewne rzeczy samemu też jaśniej spojrzeć. Ale moim zdaniem za mało wiemy, żeby takie spekulacje... Czym jest człowiek? Gdzieś jest to opowiadanie, było też w „ABW”, tylko impulsy.
[29:02] - Tak.
[29:04] - Jeśli jesteśmy impulsami, pewnym układem impulsów w tym mózgu, to pytanie teraz, czy przeniesienie tych impulsów do innego układu tych impulsów, trzeba by oczywiście skopiować fizycznie, ale czy faktycznie jesteśmy tylko tymi impulsami, czy jest coś więcej?
[29:23] - I to jest właśnie odpowiedź godna człowieka, który z jednej strony jest pisarzem, z drugiej strony jest naukowcem. Ja zaraz powiem dlaczego. Cieszę się, że taką właśnie odpowiedź usłyszałem. Bo tak naprawdę ja mam wrażenie, że cały ten spór o sztuczną świadomość i sztuczną inteligencję, nie chcę tego mieszać, ale to, o czym rozmawialiśmy, to jest tak naprawdę spór kulturowy bardzo w tej chwili. Bo tu się przeniosła, czy tego chcemy, czy nie, pewna walka o to, czym jest w ogóle świadomość. I tu się gdzieś czają też ludzie, którzy mówią o tym, że mamy do czynienia nie tylko ze świadomością, ale z duszą. Czym to tak naprawdę jest? Czy to jest tylko funkcja materii wysoko zorganizowanej, która jest w naszym mózgu, czy też jest to coś więcej? Bo jeśli jest to coś więcej, to samo skopiowanie mózgu, dzisiaj już często się mówi o tym: skopiujmy to wszystko dokładnie tam przenieśmy. Kognitywiści mówią często, że oczywiście już będzie cały człowiek skopiowany.
Są inni, którzy mówią: skopiowana być może będzie jego pamięć. Być może jakieś zachowania inteligentne, ale nie świadomość. Naszym zdaniem, mówią te osoby, świadomość to coś więcej niż tylko funkcja zorganizowanej materii. Konkretnie mam na myśli mózg wysoko zorganizowanej, czyli
[30:46] - Czyli właściwie mamy, jeżeli spojrzycie panowie, spór naprawdę kulturowy, dotyczący wartości bardzo ważnych dla ludzi, które przez wieki... Po prostu zmienił się punkt, w którym ten spór występuje. Kiedyś kłócono się gdzieś na niższym poziomie, stwierdzano, czy Bóg patrzy zza chmurki, czy nie patrzy. Dzisiaj ten spór zupełnie odpadł od codziennego życia. Pojawił się w tym momencie, ale być może dlatego budzi takie emocje. Tutaj brakuje też, nawet na taką bardziej płytką dyskusję, definicji świadomości. Co to jest ta świadomość tak naprawdę? Bo jak zaczniemy szukać tych definicji, to się zawsze okaże, że trochę czegoś nam brakuje. I na przykład, moim zdaniem sam mózg to jest za mało, bo człowiek bez nóg i ten sam człowiek z nogami to jest inny sposób myślenia, patrzenia na świat. Więc to są dwie różne osoby, nawet jeśli mają tą samą pamięć.
Czyli jeśli skopiujemy, bo to nie tylko atomy, trzeba też różnicę napięć między tymi neuronami. To jest tak naprawdę dużo bardziej złożona kwestia. Więc jak ktoś twierdzi, że nas za chwilę przenoszą do komputera, to nie wiem na jakiej podstawie. To jest tak złożony element.
[32:17] - Poza tym warto zwrócić jeszcze uwagę, że tak naprawdę, tu wymienię za chwilę książkę ukochaną przez Wiktora, mówię z pewnym przekąsem, bo kiedyś powstała książka niejakiego Morgana „Węgiel modyfikowany”. Wiktor szczerze nienawidzi tej książki. Nie lubi jej w każdym razie. Ale tam jest ciekawy motyw. Biorę to w pewien cudzysłów. Motyw tego, że w pewnym momencie główny bohater zostaje skopiowany. Jest w dwóch wersjach siebie. Właściwie pytanie brzmi: skoro jest skopiowany, to ma wspólną świadomość? Z treści książki wynika, że nie jest wspólna, że każdy ma swoją. To teraz pytanie, jak nas skopiują do tej maszyny, to pozwolimy się skasować?
Właściwie trochę głupio, bo tak naprawdę będą musieli nas zabić. Moim zdaniem jakoś niespecjalnie pocieszałoby mnie to, że ja tam gdzieś jestem, bo to jednak nie jest ta sama świadomość. Tu przypomnę, jeśli ktoś się tą tematyką zainteresował, to jest takie opowiadanie, nigdy nie pamiętam autora albo autorki, ale w jednym ze zbiorów ze światową science fiction się pojawił. Tytuł jest taki trochę dziwny: „Myśleć jak dinozaury”, ale dokładnie tego samego problemu dotyczy. Nam chodzi o transmisję, a właściwie teleportację, że człowiek, który powstaje po drugiej stronie, tę wersję wyjściową trzeba skasować, a tę zostawić. Dochodzi w pewnym momencie do wypadku. Te dinozaury, powiem od razu, to są istoty przybyłe na Ziemię z gwiazd, które cały ten proces nadzorują. To są te dinozaury. I one stają przed dylematem, bo w pewnym momencie dochodzi do awarii i gdzieś po drugiej stronie terminala powstaje druga istota, a pierwsza nie zostaje skasowana automatycznie.
[34:14] - To jest typowy problem przy teleportacji, jeśli teleportacja jest kopiowaniem, a nie przesyłaniem tych atomów.
[34:21] - Czy kopia jest oryginałem? To jest stary motyw, nazywany zresztą w literaturze od dawna paradoksem statku Tezeusza na przykład.
[34:31] - Ten motyw jest w wielu różnych produkcjach science fiction, czy literackich, czy filmowych.
[34:38] - Tak.
[34:39] - Ktoś się ubezpiecza, że jak zginie, to ma klon.
[34:43] - Zwróciłem na jedną rzecz uwagę, że bardzo często te projekcje, które mamy w science fiction, nie wchodzą w głąb tematu. Tak jak powiedziałeś, w pewnym momencie rzeczywiście literatura dla humanistów nie wchodzi w głąb, w istotę rzeczy, tylko ślizga się po powierzchni. Lem, kiedy u nich go rozpylają na atomy, on się tym nie zajmuje.
[35:06] - Tam jest jakiś motyw, że gdzieś tam...
[35:08] - W takich aparatach oni się rozpylają na jednej z planet. Tylko że Lemowi o coś innego chodziło. Ja go tu jeszcze rozumiem, że on nie wchodził w głąb, bo jemu zupełnie o coś innego chodziło. Ale na przykład już u tego Morgana, którego ja na początku przyznam, że dosyć lubiłem tę książkę, bo to sensacja, a ja lubię sensację, to im dłużej sobie myślę o tej książce, to przyznaję, to jest rzeczywiście książka, w której się dużo dzieje, ale ona też nie wchodzi w głąb. I jeśli miałbym jakiś zarzut do niej, to chyba właśnie taki.
[35:39] - Ja wam strzelę paradoksem na miarę, nie wiem.
[35:43] - Paradoksem nas teraz będziesz.
[35:45] - Zauważcie jedną rzecz. Kiedy pojawił się ten podział na, ogólnie mówiąc, technokratów oraz humanistów, co było, jak było, doszło do tego w XXI wieku. I teraz ja mam takie wrażenie, że otóż technokraci, którzy mają pojęcie o złożoności problemu, tak naprawdę oni są humanistami, a humaniści Zwykłymi prymitywnymi inżynierami.
[36:20] - Nie, przeceniasz. Humaniści bardzo często nie wchodzą w głowę.
[36:24] - Właśnie!
[36:25] - Ale to nie inżynierami. Jakimi inżynierami?
[36:28] - Ja bym tak też wszystkich humanistów nie wrzucał.
[36:31] - Pewnie, że nie. Humaniści też umieją myśleć logicznie i mają sympatię w kierunku pewnych nauk, ale to nie oznacza, że to są ludzie, którzy są gorsi.
[36:44] - Dochodząc do tego, co mówi Wiktor. Piotrze, mówisz o prawdziwych humanistach. Ci tak. Oni jak mają wszechstronną wiedzę, to pierwsze pytanie, które zadadzą, to będzie właśnie dotyczące. Natomiast my mamy w tej chwili wyprodukowanych w Polsce masę humanistów udających humanistów.
[37:01] - Nie tylko w Polsce, cały świat produkuje.
[37:03] - Tego nie wiem. Ja natomiast już spotkałem humanistów, którzy mieli problemy ze sformułowaniem zdań prostych. O złożonych w ogóle nie mówię. Mieli problemy z podstawową orientacją w historii, mieli podstawowe problemy z filozofią i z kilkoma innymi jeszcze sprawami. W związku z tym wyroby humanisto-podobne są wśród nas i ja się dziwię, że wśród tych osób nie ma takiego poczucia, żeby to jednak spróbować posunąć do przodu. O ile nie do końca wierzę — może dlatego, że miałem kiedyś kłopoty — w takie działanie, samonauczanie się nauk ścisłych, bo tu jednak trzeba mieć pewnego przewodnika, który pokaże, jak to zrobić. W humanistyce wierzę, że bardzo wiele informacji można przyswoić. Mistrz też się przyda, który pewne rzeczy naświetli, pokaże, jak na to patrzeć czasami. A czasami naświetli, pokaże, a później człowiek powie: „Ale ja uważam i tak, inaczej”. Ale przynajmniej będzie wiedział, o czym mówi.
Tak sobie powiedzieliśmy troszeczkę o kondycji.
[38:16] - Żeby zrównoważyć dodam, że tak naprawdę wcale nie jest tak, że wszyscy inżynierowie to są idealnie techniczni i zrozumieją.
[38:24] - Też mają braki.
[38:24] - Oczywiście to nie jest domena, żeby nie było, że tutaj jakąś nagonkę na humanistów. Nie.
[38:30] - Zwykle hebel pozostaje hebelem, a młotek młotkiem.
[38:35] - Pamiętam, w swoim czasie omawialiśmy taką książkę w „Bibliotekarium” „Hodowanie troglodytów”. I tam była ta piękna scena, nie zapomnę, ona ze mną zostanie na długo. Kiedy to wykładowca podczas prowadzenia zajęć z filozofii mówił o Dostojewskim, o pewnym jego flircie z filozofią, z pisarstwem. I kiedy mówił o tym Dostojewskim, to jeszcze kilkadziesiąt lat temu, powiedzmy 20, kiedy mówił studentom pierwszego roku, to oni patrzyli na niego trochę z politowaniem. Po co on to mówi? Jak on mówił, że to pisarz rosyjski, dziewiętnastowieczny, to patrzyli na niego trochę z politowaniem, jak powiedziałem. Po co on to uzupełnia? Przecież to wszyscy wiedzą. A dzisiaj skrzętnie notują. To jest znak czasów.
À propos. Skrzętnie notują, bo kto wie, czy pierwszy raz o Dostojewskim.
[39:33] - Oni mają do zanotowania jeszcze wielu innych, którzy po Dostojewskim było, a tamci już nie mieli tak wielu.
[39:38] - Być może. Niech będzie. W każdym razie to jest dobry moment, kiedy już poruszyliśmy sprawy ogólne. Przejdźmy do szczegółu. A tym szczegółem niech będzie książka. To musi paść freudowska pomyłka. Musi paść takie pytanie o tytuł. Ty oczywiście możesz lawirować i nie odpowiedzieć, ale skąd tytuł wziąłeś do tej książki?
[40:05] - To właśnie z ostatniego opowiadania. Generalnie ten tytuł to moim zdaniem pewne przesłanie. Może ono nie jest najważniejsze, ale nie spotkałem się jeszcze z tego typu podejściem do tego, co ja nazywam najważniejszym zmysłem. Ale faktycznie, jakby tak się zastanowić, to te wszystkie cechy zmysłu...
[40:35] - Ta rzecz ma. Nie zdradzajmy jaka.
[40:37] - Nie spojlerujemy.
[40:38] - Jaką to rzecz określiłeś najważniejszym zmysłem? Ja się zresztą zgadzam. Dobrze, drążmy książkę dalej. Dlaczego ta książka, o czym na okładkach jest napisane, co ludzie tę książkę omawiający często podkreślają. Dlaczego tej książce jest tak blisko do fantastyki klasycznej, którą ja zresztą lubię. Ostatnio sobie maniakalnie ściągam opowiadania amerykańskie gdzieś z przełomu lat 40. i 50. Te, których oczywiście nie znam. Jest w nich jakaś magia, której dzisiejsze książki nie mają. Mają inną magię.
Też ją szanuję i cenię, ale nie mają tego specyficznego klimatu. Ty starasz się do tego klimatu wrócić. Teraz się wytłumacz skąd to i dlaczego.
[41:39] - To troszkę zaspoileruję, ale tak lekko, bo to nie jest główny motyw. Ja w tym opowiadaniu sprzedaję parę koncepcji moich przemyśleń na przykład do tego, co to znaczy, że literatura jest wartościowa. Tym bardziej literatura fantastyczna. I właśnie o to chodzi, że literatura musi poszerzać nasze horyzonty. Jeśli ona jest wtórna, ona może oczywiście mieć całkiem fajną funkcję rozrywkową też i to wtedy okej. To jest jakiś tam element, ale tak naprawdę poszerzanie tych horyzontów, choćby dochodzenie, pojawianie się czegoś nowego. Ta literatura, te opowiadania z tej złotej ery science fiction takie są. Ja pamiętam kilka fabuł, które są ze mną od X lat, a nawet nie pamiętam, kto napisał. To jest minus opowiadań, że czasami, jak się czyta zbiory opowiadań, to ciężko zapamiętać, kto dane opowiadanie napisał. Na przykład pamiętam takie opowiadanie o zwiadzie kosmicznym.
Zwiad kosmiczny. Tam są jakieś pewne problemy, bo poprzednia misja nie wróciła i przylatuje następna misja. I człowiek też się zastanawia. Wszelkie czujniki nie wskazują, że coś jest trującego. Normalnie atmosfera. A pomysł jest taki, że w atmosferze jest alkohol i każdy, kto zdejmuje hełm, w pewnym momencie się upija. A ponieważ automaty nie uwzględniają tego czynnika jako trującego dla organizmu, a jak się człowiek upija, to zaczyna strzelać do swojego hełmu, do kolegi, zbyt długo się upija. Więc taki pomysł. Było takie opowiadanie. Inne opowiadanie, na przykład taka pętla władzy.
Jest pewien dyktator i on przechodzi sobie ulicą czy alejką i wszyscy się rzucają mu pod nogi. Ale potem się dowiadujemy, że tym dyktatorem kieruje jego doradca. Ten dyktator jest marionetką. Ale potem się okazuje, że tym doradcą kieruje lekarz tego doradcy. Potem się okazuje, że tak naprawdę to nie lekarz, tylko asystent tego lekarza kieruje tym lekarzem, który kieruje doradcą i który kieruje cesarzem. Ale potem jest na koniec taka scena, że idzie cesarz ulicą i ten asystent ma już tak zaprogramowane zachowanie, że on się rzuca do tego cesarza i całuje go w szaty. I taka pętelka. Też bardzo ciekawy pomysł.
[44:25] - Jest takie opowiadanie „Czarna Walizeczka”, gdzieś zbliżone, gdzie lekarze leczący za pomocą tej czarnej walizeczki są tak naprawdę niedoukami i półidiotami. Przesadzam, ale dla potrzeby rozmowy. Prawdziwymi mistrzami są ci technicy, którzy te walizeczki przygotowują. Bo te walizeczki właściwie leczą same. One potrafią cuda zdziałać, ale całą wiedzę na ten temat, sposób, w jaki należy to obsługiwać, właściwie przygotować do obsługi, żeby później ten lekarz mógł przyłożyć coś i wyleczyć pacjenta, jest właśnie w tych technikach. Ale żeby fajniej jeszcze było, to ci lekarze mają w pełnej pogardzie tych techników. Wiadomo, że to plebs jest taki. Oni są lekarzami. Jak patrzę dzisiaj na dzisiejszy świat, to nie tylko w świecie medycznym tego rodzaju zjawiska da się dostrzec.
[45:23] - Zobacz, jak podobnie jest, bo ja na ten temat rozmawiałem z grafikami komputerowymi, którzy myślą, że to oni wszystko zrobili i z pogardą traktują tych facetów w ogóle nieznanych, nieobecnych. Tych, którzy zrobili program do grafiki w ogóle. To była cała firma. Ogromne mózgi pracowały, żeby ten morphing robić, żeby tamte szkielety budować i tak dalej. Zrobili to inżynierowie. Ich nie ma nazwisk, nie ma w ogóle niczego. Natomiast artysta siada, chlapnie coś tam i „To ja”. Gówno ja.
[46:09] - To zależy, z czego skorzystasz.
[46:10] - No właśnie.
[46:11] - Bo tu będziesz miał podobną ilość tych, którzy przytakną ci, że masz rację oraz całkiem sporą grupę tych, którzy powiedzą: „Oj, Żwikiewicz, przesadzasz, bo to jednak trzeba być artychą, żeby wiedzieć, że ten program to jest pędzel, ale trzeba wiedzieć, jak tego pędzla użyć”. Ja, powiem szczerze, nie mam zdania na ten temat.
[46:32] - To zależy, czego się użyje. Bo jak się użyje na przykład algorytmu, który gdzieś tam w jakiś sposób ciekawy coś wypełnia, to faktycznie ten algorytm, mimo że został kupiony, to jest wkład artystyczny nie artysty, tylko algorytmu. Natomiast jeśli faktycznie samo zestawianie figur geometrycznych w taki, a nie w inny sposób, to programista tylko się ten pędzel zrobi.
[47:02] - Z twojego zbioru, przypomnijmy, który się nazywa „Najważniejszy zmysł”, taki tytuł nosi. Powtarzajmy go. Powiem od razu, że go po pierwsze można dostać bezpośrednio w Bibliotekarium, ale można też dostać w księgarni internetowej Bonito. Niezłe ceny tam mają. W związku z tym zachęcamy. Tylko kilka kliknięć i już jesteście drogą kupna właścicielami tego tomu. Ale ja zapytam. Jak czytałem ten tom z racji obowiązku, ale nie tylko, z przyjemności również, to doszedłem do wniosku, że ty jesteś takim autorem. To zresztą padło już dzisiaj częściowo, kiedy mówiłeś o tym, jakie sobie fabuły dobierałeś, jakie światy. Ale ty jesteś takim autorem, który się nie może zdecydować, co właściwie lubi bardziej: czy fantasy, czy science fiction.
[47:51] - Ja lubię, tak w cudzysłowie, buszować po tym terenie całym i w zależności od tego, co jest w danej chwili bliżej, sięgam po to. Ale lubię też wyzwania. Właśnie tak jak z tym „Kamieniem” na przykład. „Kamień” mi się z początku jawił jako fantasy, ale na przekór zróbmy science fiction z tego. I tam też jest science fiction z tego „Kamienia”. Część z tych opowiadań powstawało na zasadzie pewnego zadania. Na przykład musujący alkohol, musujący napój i na przykład- Wyzwaniem. Jeśli ktoś trochę próbuje pisać, to jak ma zadanie napisać opowiadanie o piwie bądź innym-
[48:41] - Napoju alkoholowym.
[48:42] - Napoju gazowanym.
[48:44] - Gazowanym, tak.
[48:46] - Spróbujcie napisać to tak, żeby czytelnik nie wiedział, że to jest o tym. To jest wyzwanie swego rodzaju, ponieważ jest temat tak wyssany z palca, to ciężko napisać, bo każdy, kto czyta, już się spodziewa.
[49:02] - Jest jeszcze pewna cecha tej książki, za którą ją lubię. Ale najpierw tytułem wstępu. Moim ulubionym pisarzem w latach 80., właściwie końcówka lat 70. i początek 80., był dosyć trudno dostępny w Polsce, sporo później się w klubówkach okazało, Robert Sheckley. Dlaczego? Nie żeby on tam mnie zaskakiwał jakimiś fabułami, aż tak wiele się działo. On miał jedną fajną cechę. To były zabawne opowiadania.
[49:38] - Konrad Żelazek bardziej kojarzę.
[49:40] - W większości jego opowiadania były zabawne. Miał tego jeszcze więcej. Nie pamiętam nigdy „Zwiadowca Minimum” to chyba tak się nazywało. O tym robocie.
[49:49] - To nie były, Marku, zabawne, ale z poczuciem humoru.
[49:52] - Dobrze. Jak chcesz tak doprecyzować, to rzeczywiście z poczuciem humoru. To jest cecha, przy całym szacunku dla mistrza Sheckleya i oddaniu mu hołdu, łącząca waszą twórczość. Obaj macie takie podejście do świata nieco-
[50:13] - Ironiczne.
[50:13] - Ironiczne. Puszczacie oko co jakiś czas do czytelnika. To się teraz tłumacz.
[50:19] - Jak najbardziej.
[50:21] - Podejście tak, tylko jak to się robi albo jak to się dzieje, że gdzieś tam w pewnym momencie w twojej głowie pojawia się pomysł. Nie tylko pomysł natury fantasy czy science fiction, ale to, że on jest jeszcze do pewnego stopnia na tyle przekorny, że jest zabawny. Czy to cecha charakterologiczna, czy jaka?
[50:45] - Być może. Jak spotykam się na co dzień z takimi sytuacjami wieloznacznymi, to ja zwykle widzę te wieloznaczności i nawet jak sytuacja wydaje się poważna, to często któreś z tych znaczeń, jak się odpowiednio zdystansujemy, to można w tym dojrzeć komizm i ten komizm można wyciągnąć na wierzch. To czasami kwestia dwóch słów. Troszkę jest zabawy ze słowami, takiego markowania tego tymi słowami, ale akurat w tym pisaniu sami radziliście na przykład, że jak się widzi potwora, to żeby go w szczegółach nie opisywać. Wystarczy zamarkować, jaki on tam jest mniej więcej i niech sobie czytelnik sam go wyobraża. Ja często tym gram. Akurat nie potworami, ale taką sytuacją, że próbuję właśnie paru zdaniami opisać sytuację, nie opisując jej szczegółowo.
[51:50] - To dobra cecha akurat.
[51:52] - Tylko czasami dobór odpowiednich słów. Dwa słowa inne i jest śmiesznie albo jest poważnie.
[51:59] - Okej, to ja proponuję, panowie, żebyśmy na chwilę przerwali naszą uroczą pogawędkę. Oddajmy teraz głos Tomkowi Fąsowi. Jak zwykle jego felieton. Marku, odpalaj aparaturę i słuchamy Tomka Fąsa felietonu.
[52:23] - Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie, żeby coś państwu powiedzieć o Czarnobylu. Oczywiście pod dużym wpływem znakomitego serialu HBO. I tak sobie spokojnie zapoznaję się z różnego rodzaju źródłami, opracowaniami na ten temat. I muszę państwu powiedzieć, że jest tutaj, jak na tak świeże wydarzenie historyczne, dosyć też dobrze, wydawałoby się, udokumentowane od strony technicznej. Można spotkać dość nietypowy dla tego rodzaju sytuacji rozstrzał. Dużo różnych jest interpretacji na temat tego, co tam dokładnie się zadziało, także od strony technicznej. Tym trudniej mi, który specjalistą oczywiście od tych zagadnień nie jestem. Mam ogólną wiedzę techniczną, więc nie jestem w stanie też wszystkich tego rodzaju teorii tu zweryfikować czy przedstawić państwu swojej. Skoro nie jestem w stanie mówić nazbyt merytorycznie, zdecydowałem się tym razem utworem o aspiracjach lirycznych. Postanowiłem przedstawić państwu alternatywną wersję wydarzeń postaci przedstawionej bardzo często jako główny bohater negatywny sprawy czarnobylskiej, to znaczy Anatolija Diatłowa, zastępcy głównego inżyniera w elektrowni.
Diatłow wydał książkę „Czarnobyl. Jak to było”. I mamy taką stronę, całą osobną, wikipedia podobną stronę polską poświęconą Czarnobylowi. I tam też znajduje się tłumaczenie książki Diatłowa, z którego korzystałem. W największym skrócie Diatłow odrzuca całkowicie winę operatorów reaktora i uważa, że w takim przypadku, jeżeli podczas jego zdaniem normalnej eksploatacji reaktora doszło do tak poważnej katastrofy, to cała wina spoczywa na konstruktorach. Diatłow porównuje mniej więcej swoją sytuację jako inżyniera zajmującego się reaktorem czarnobylskim, reaktorem RBMK. Porównuje tę sytuację do kierowcy, którego posadzono za kierownicą samochodu. Z tym że samochód ten ma tę szczególną cechę, że szybkie wciśnięcie hamulca powoduje, iż najpierw przyspiesza, a później dopiero zwalnia. Samochód ten posiada również taką cechę, iż nadmierne rozgrzanie silnika Zwiększa prędkość czy dodaje gazu również. A dodanie gazu nadal tym bardziej podgrzewa silnik i dochodzi w tej sytuacji do potencjalnie nieskończonego wzrostu prędkości.
A więc również jest to sytuacja bardzo negatywna. I kolejne utrudnienie. Kierowca nie został rzetelnie poinformowany, że takie sytuacje mogą się zdarzyć. Siada za kierownicą, dochodzi do wypadku. I oczywiście obwinia się kierowcę za to, że nieumiejętnie kierował. Czy jednak na pewno jest to jego wina? Ja pragnę jeszcze dodać, że Diatłow był inżynierem fizykiem wykształconym w Moskwie i prawdopodobnie jednym z najbardziej kompetentnych ludzi pracujących wówczas w elektrowni. Jednocześnie jego charakter przedstawiany jako porywczy i wybitnie nieuprzejmy to kolejny element, który sprawił, że obdarzyłem tę postać nadzwyczaj dużą sympatią i zapragnąłem oddać jej głos w swym utworze. „Diatłow, czyli czarnobylski apokryf. Było spokojnie.
Opóźnienia to rzecz stała. Patrzyłem z dala, kiedy poziom mocy spadł. Całkiem poprawnie. Przecież u nas nic nie działa. A chodzi o to, by z chaosu tworzyć ład. Innych awarii raczej się nie przypomina. Świat poznał finał, gdy już dymił czwarty blok. A był Leningrad, nasz blok pierwszy i Ignalina. Akademicy odwracali wtedy wzrok. A teraz wszyscy mają swe pretensje do nas, że opóźniona procedura AZ-5, kontrolnych prętów liczba znacznie obniżona, a mój charakter był powodem licznych spięć.
Biją mnie po łbie swym regulaminem. Bo eksperyment. Bo ogólnie budzę wstręt. Bo nieuprzejmy, bezpartyjny i abstynent. A niezawodny przecież jest radziecki sprzęt. Myśmy zrobili tyle, co się wtedy dało. Nie wszyscy cało wyszli z tej choroby. Nie ma potrzeby, by się o nas pamiętało, lecz nie należy także kląć nagroby. Każdy chciał dobrze. Za to diabeł tkwi w atomach.
Spadła zasłona, z dachów usunięty gruz. Natomiast prawda to ogólnie rzecz złożona, gdy formułuje ją homo sovieticus. Ach, sprawiedliwość! Nikt się przed nią nie uchowa. Bryuchanow słowa ważył, patrząc w kąt. Reaktor dziecięciem Aleksandrowa. I Aleksandrow na nas wszystkich wydał sąd. Ach, jest i wyrok. Do psychuszki frustrat Fomin. My do kolonii.
Elektrownia wpięta w sieć. RBMK? Ideał samobójczej broni i jako taki nie musi atestów mieć. Było też paru, co się potem zabijali. Nie znamy skali. Różne są rachunki strat. Autodestrukcja wmontowana jest w socjalizm. Wcześniej czy później wszystko musiał trafić szlag.”
[58:21] - Okej, to już jesteśmy po felietonie Tomka. Jest tak gorąco, że jakieś skojarzenia czarnobylskie, nie wiem dlaczego, mi się nasuwają. Pewno dlatego, że tu zaraz też pustynia jakaś będzie. A w każdym razie Tomek poza tym pokazał dzisiaj jeszcze jedną swoją umiejętność. Sposób, w jaki on, mam nadzieję, że rozwinie w kolejnych felietonach, potrafi opisywać rzeczywistość słowem wiązanym. On zawsze budził mój szacunek. Zobaczymy, jak to się rozwinie. Wróćmy do naszego dzisiejszego gościa, do Piotra Prokopowicza i jego książki „Najważniejszy zmysł”. Które z zawartych tam opowiadań lubisz najbardziej i dlaczego? A jeszcze spróbuj powiedzieć dlaczego, nie zdradzając za bardzo jego fabuły.
[59:21] - Ja wszystkie moje opowiadania lubię. Z tych, które tam są, to faktycznie wszystkie lubię. Mam parę takich, które gdzieś tam leżą i są sympatyczne, ale już niekoniecznie aż tak bardzo. Natomiast które najbardziej? Nie wiem. Mi się spodobał ten cykl studencki, który gdzieś tam się pojawił jako cykl, bo z początku to było jedno opowiadanie, a potem się prequel objawił. To prequel chyba można zdradzić. On także będzie w tym tomie konkursowym, bo to jest opowiadanie. Ponieważ ono wpasowywało się w cykl, to też pojawiło się w książce „Najważniejszy zmysł”. I tam jest też drugi cykl „Głupie marnotrawstwo”.
To był taki mój pomysł. Bawiłem się bardzo dobrze, pisząc te opowiadania i ja sobie założyłem takie zadanie, żeby napisać dwa opowiadania, które łączą się w całość, ale jednocześnie żeby każde można było odczytać niezależnie. Taki trochę zabieg techniczny chciałem zastosować. Podoba mi się to moje branżowe, które było w ABW puszczane, bo ten cykl „Głupie marnotrawstwo” nie był puszczany w ABW, więc jest moim zdaniem- Całkiem niezły, więc można choćby
[01:00:54] - Choćby z tego względu sięgnąć po tom.
[01:00:56] - Tak, sięgnąć po ten tom. „Tylko impulsy” to jest moje opowiadanie branżowe. Jest o sztucznej inteligencji. Kiedyś była mowa o tym w ABW. Ono jest tak napisane, zresztą mi się tak ten pomysł objawiał, żeby nie zdradzać, ale ono już było w ABW, to nie wiem, czy muszę aż tak pilnować.
[01:01:23] - To już się troszkę mniej pilnuj, ale za dużo nie opowiadaj.
[01:01:27] - W każdym razie tam w pewnym momencie okazuje się, że ta świadomość sztuczna się odgryza. I tu można by zakończyć to opowiadanie. Tam nawet trzy kropki są. I to jest jedno opowiadanie. A po przeczytaniu kolejnej części to opowiadanie się troszkę odwraca w drugą stronę. Ale gdyby było zakończone w tym pierwszym miejscu, też byłoby całkiem niezłe. Po prostu byśmy inne myśli mieli o tym asystencie, byśmy inne wrażenie mieli. A to było pójście dalej. Zresztą tak mi się ten pomysł objawiał. I to jest taki wariant różnego zakończenia opowiadania, ale kaskadowy.
Nie, że mamy różne warianty równolegle, tylko kaskadowo. Kończymy w jednym miejscu, a potem nagle się okazuje, że można jeszcze tak odwrócić sytuację i kończymy w jeszcze innym miejscu.
[01:02:29] - Ja wiem, że się powtórzę, przynajmniej dla niektórych słuchających, ale tak mi jeszcze przyszło do głowy, nawiązując do poprzedniej części naszej rozmowy, że czasami nawet ta sztuczna inteligencja, nie wiem, czy to zależy od dnia, że jest na przykład ciepło jak dzisiaj, czy od ilości odwiedzin, ale jest sobie w internecie coś, co się nazywa Cleverbot i czasami można z nim pogadać całkiem sensownie, a czasami jedyne, co go interesuje, to czy jestem chłopcem czy dziewczynką. To jest jedyne, co go interesuje. Natomiast rzeczywiście, jeśli by nawiązać do testu Turinga, chwilami można mieć wrażenie, że ktoś inteligentny po drugiej stronie jest. Pytanie, czy tam rzeczywiście ktoś siada i ze mną rozmawia, czy nie. Ale to już wbrew pozorom spełnia pewne cechy testu Turinga. Bo skoro ja już mam taką wątpliwość, czy tam przypadkowo ktoś nie usiadł i mi kilku odpowiedzi nie udzielił, to znaczy, że gdzieś tam się zbliża do tego momentu, kiedy będzie trudno powiedzieć, z kim rozmawiam. Co więcej, kiedyś wymieniałem myśli, spostrzeżenia z rozmów z Cleverbotem z profesorem filozofii, który mówił, że zadał mu pytanie filozoficzne i odpowiedź, którą otrzymał, sam powiedział zresztą o tym, że nie wie, czy na skutek tego, że chciał widzieć w niej pewną głębię filozoficzną, czy też ona tam naprawdę była, ale też była wielce filozoficzna. Na tej zasadzie, że być może pytanie wymusiło, ale odpowiedź była budząca szacunek. I znowu teraz, gdzie jest ta inteligencja? Czy w tym zadającym pytanie, czy w tym odpowiadającym?
Ale dobrze, zostawmy Cleverbota.
[01:04:23] - Jak już wróciliśmy do sztucznej inteligencji, to jeszcze dodam taką rzecz. To można sprawdzić. Jeśli ktoś uważa, że ta sztuczna świadomość nam zagraża, czy w jakiś sposób jesteśmy blisko odkrycia czegoś takiego, czy zdefiniowania, to jak się zerknie na tematykę konferencji naukowych z dziedziny sztucznej inteligencji, to świadomość sztuczna jest naprawdę marginalna. Czasami jest jakaś sesja albo i nie. Oczywiście jak jest konferencja połączona z biznesem, to jest bardzo dużo o sztucznej inteligencji wszędzie. Ale naukowe problemy są zupełnie inne niż sztuczna świadomość. Ja nie mówię, jest grupa, która drąży te tematy, ale naprawdę można zerknąć na tematykę konferencji naukowych stricte i zobaczyć, czym się zajmują naukowcy z tej branży. I to nie będzie na pewno na pierwszym miejscu świadomość.
[01:05:22] - To ciekawe, co powiedziałeś, bo mówisz o konferencjach naukowych dotyczących sztucznej inteligencji. Ja natomiast w swoim czasie ściągałem sobie sporo książek dotyczących różnych części filozofii czy właściwie takich pewnych kierunków. To się nazywało przewodniki po filozofii. Tam były różne dotyczące ontologii, dotyczące innych rzeczy, ale była też kognitywistyka. No to ściągnąłem to miszcze grube jak cholera, kilkaset stron, grubo ponad 600 stron. I cóż tam czytam? Jakby czytać tak wprost ten tom, to właściwie można by dojść do wniosku, że już za chwileczkę, już za momencik, za 10 lat najwyżej, to przeniesienie umysłu to będzie taki pikuś i właściwie tylko optymizm bije z tego. To też troszeczkę świadczy o tym, że nawet będąc człowiekiem niezwykle mądrym, filozofem, można zbłądzić, jak się od nadmiaru optymizmu, a być może braku refleksji, co przy filozofach trochę ciężko przechodzi przez usta, ale powiedzmy braku filozoficznej refleksji może doprowadzić do tego, że później Takie tomiszcza ponad sześciusetstronicowe powstają z przesłaniem, że to już. Właściwie tam się przeniesie i będzie człowiek zrobiony na nowo. A w dodatku jeszcze, ponieważ środowisko, w którym ten impuls, na przykład elektryczny, będzie się poruszał, będzie zdecydowanie korzystniejsze od ludzkiej tkanki.
Znalazłem takie obliczenie, że będzie ileś razy szybciej, setki tysięcy razy szybciej się będzie ten impuls poruszał. W związku z tym człowiek będzie doznawał roku, takiego jak my doznajemy w ciągu roku, w ciągu trzydziestu kilku sekund. W związku z tym żył będzie ho ho, a może i dłużej, bo jak w 30 sekund będzie robił tyle i myślał tyle, co my w przeciągu roku, to on po kilku minutach właściwie ogarnie. Ze starości umrze. Ogarnie bardzo dużo i może wtedy dojdzie do wniosku, że właściwie pora umierać. I te organizmy przeniesione do sztucznego środowiska będą szybko umierały. I już mamy gotowe opowiadanie science fiction. Dlaczego te sztuczne świadomości bardzo szybko, chociaż mogłyby żyć, postanawiały umierać. I tak sobie ukręciliśmy kolejne opowiadanie. Eseń.
Jeszcze wracając do tego tematu, bo mówiłeś o konferencjach, to od razu muszę być konsekwentny. Są takie terminy. Sztuczna inteligencja to jest jeden z terminów. Obok inteligencja obliczeniowa, w nauce jest taki termin, jest również soft computing, czyli obliczenia miękkie. I to jest taka grupa, która ma pewien wspólny mianownik tych różnych inteligentnych zadań. Jak ktoś będzie szukał takich konferencji, to te hasła należy uwzględnić. A da się jakoś przystępnie wyjaśnić, czym są te obliczenia miękkie? To są takie obliczenia, których wartości nie są precyzyjne. Obliczenia nieprecyzyjne. Czy to ma coś wspólnego na przykład z taką logiką?
Rozmytą. Rozmytą. Czyli nie dwuwartościową, klasyczną, tylko właśnie taką. Na przykład. Są liczby, logika rozmyta. To jest moja dziedzina akurat.
[01:08:54] - Cały świat emocji ludzkich to jest logika rozmyta.
[01:08:58] - Zdecydowanie. Logika ta starożytna, dwuwartościowa jest szalenie prosta. Coś jest albo prawdą, albo fałszem. A żeby jeszcze było fajniej, to, że coś logicznie jest prawdą, wcale jeszcze nie oznacza, że może funkcjonować. To jest słaba stroną naszego systemu, bo system prawny jest oparty o logice klasycznej, dwuwartościowej i niestety życia się nie da zdefiniować zero-jedynkowo. A jest taka próba. I jak coś jest dobre albo złe, tylko, to zawsze się odbijamy od jakiejś- Z drugiej strony pewnym przerażeniem napawa mnie jednak świat, w którym do rozpatrywania pewnych zagadnień, na przykład prawnych, stosowano by logikę rozmytą. Ale jest stosowana, tylko nie sztuczna. Tak. Tu Wiktor powiedział, prawdziwa ludzka logika.
Ludzka logika w ocenie, ale już nie w paragrafach. Paragrafy są jednak twarde. Widzisz, na przykład w logice rozmytej, jakbym ciebie zapytał, jaka jest pogoda na zewnątrz i ty mówisz: „Jest bardzo ciepło”. To nie jest konkretna wartość. To jest właśnie pojęcie rozmyte. Zgoda, ale specjalnie poruszyłem problem na przykład orzekania o winie. Sąd mówi: winien, niewinien. Chyba nie spotkałem wyroku, który mówi: on jest właściwie trochę winien. Ale jest, bo jest zawsze skala, odtąd dotąd można ukarać. Jest winien, ale dostaje najniższy wymiar kary, czyli jest winien nie do końca.
To już sąd rozpatruje. Nie w polskim systemie, ale w systemie amerykańskim. Formalnie to się inaczej nazywa. Ława przysięgłych mówi: winien albo niewinien. I nawet paradoks pewien, bo jak sąd dojdzie do wniosku, że on jest winien, a oni mu powiedzą, ci z tej ławy przysięgłych, że nie winien, to sobie w buty całą swoją wiedzę prawniczą może schować. Ale to w Stanach Zjednoczonych. W Stanach Zjednoczonych może być więcej. Ambicja prawnicza. Tak, to prawda. Wiesz co, zadam ci teraz pytanie.
A nie, to Wiktor. Jeszcze o jednym opowiadaniu chciałem powiedzieć. To zaraz, spokojnie.
[01:11:09] - Zaraz dojdziemy do opowiadań, ale chciałbym zwrócić uwagę, że my w tej chwili tak epatujemy tą sztuczną inteligencją.
[01:11:15] - Po co zaraz epatujemy?
[01:11:16] - Nie, w ogóle nie my, ale świat się tym strasznie onanizuje. Natomiast zwróćcie uwagę, że od tysięcy lat nie daliśmy sobie rady właściwie z relacjami między ewentualnie inteligencją albo świadomością naszych partnerów życiowych, czyli zwierząt. Te relacje są dalej właściwie czarną skrzynką. My tak, jak się uśmiechamy, to widzimy, że kot albo pies merda ogonem. Jeżeli będziemy warczeć, to on też będzie warczał. Ale nie wiemy właściwie, co się za tym kryje.
[01:11:54] - Wiesz co, dzisiaj próbuje się, nie drążyłem sprawy, w związku z tym mogę tylko przytoczyć, że ocenia się, że inteligencja kota to jest poziom trzy-, pięcioletniego dziecka. Ale pytanie, znowu wracamy do tego, o czym rozmawialiśmy. Czy to jest ocena jego inteligencji, czy też zwierzę ma świadomość? I dochodzimy do tego: a jakżeż mamy stwierdzić, czy ono ma świadomość? Jakżeż mamy to zrobić? Jakżeż ja mam stwierdzić, że ty masz świadomość, a ty, że ja?
[01:12:26] - Tak, to, co mówił Piotr na początku audycji, czyli po prostu oznaki inteligentnego zachowania. Jeżeli ja wchodzę do kibla i mam potrzebę, to podnoszę klapę od sedesa.
[01:12:39] - Czyli żony dobrze cię wyszkoliły.
[01:12:41] - Tak, ale jeżeli wejdzie tam sztuczna inteligencja Książka też ma potrzebę. Czy ona też to zrobi? Czy ma świadomość tego, czy zrobi to metodą prób i błędów po prostu na przykład.
[01:12:56] - Ciebie żony szkoliły podobno. Więc z początku to jest jeden z rodzajów uczenia, wzmacnianie pozytywnych zachowań i karanie negatywnych.
[01:13:07] - Negatywne bądź cofanie tych złych.
[01:13:10] - Oczywiście nagrodą może być pogłaskanie po głowie albo "nieźle zrobiłeś", a karą może być okrzyk jakiś tam. I być może tak zostałeś wytrenowany. Czy ty jesteś inteligencją sztuczną?
[01:13:21] - Doszedłeś do bardzo jasnych... Otóż pewne rzeczy powinny być jasno stawiane, a nie kamuflowane. Otóż ja dostawałem na przykład na lekcjach liniałem po łapach.
[01:13:35] - Żeby był jasny komunikat.
[01:13:37] - Żeby to był jasny komunikat. A dzisiaj czy są jasne komunikaty? Są rozmyte.
[01:13:43] - Czy zechcesz, Azalis, przerwać tę pouczającą dyskusję, ponieważ mam ci coś do powiedzenia. Może się wydawać, że nie, ale to jest jednak klasa i ja jestem tym nauczycielem. To mniej więcej tak niektórzy nauczyciele, chociaż znam kilku jeszcze w dalszym ciągu.
[01:13:57] - Mało takich jest nauczycieli.
[01:13:59] - Tak. Ja znam kilku takich, którzy jednak w dalszym ciągu chodzą z liniałem. Może nie zawsze go używają.
[01:14:05] - Ale to jest najprostsze rozwiązanie.
[01:14:08] - A poza tym są też tacy, którzy na przykład tu w Bydgoszczy, w Elektroniku jest taka nauczycielka. Ludzie chodzą na lekcje i płaczą, ale jak wychodzą z tego Elektronika, to przynajmniej wiedzą, o co w matematyce chodzi.
[01:14:22] - Dlaczego płakali.
[01:14:23] - Dlaczego płakali. Tak. I to jest nauczycielka, którą co prawda w trakcie uczenia się nienawidzi się i pomstuje, ale jak się wychodzi z tej szkoły, to to jest nauczycielka, którą się wspomina. Bo jak się idzie na studia, to przynajmniej wie się, o czym tam jest mowa, bo przychodzą inni, też mieli piątki albo nawet te celujące i później jest wykład albo jakieś ćwiczenia i oni jakoś tak nie tego.
[01:14:51] - Spójrz na mnie, dlaczego ja taki jestem? Bo takich miałem nauczycieli.
[01:14:54] - Dobrze cię lali. Tak, rozumiem. Tak było. Ja teraz zadam, zanim przejdziemy do tego opowiadania, może przy okazji o nim też powiesz. Zadam pytanie, za które już zostałem znienawidzony przez całą masę autorów.
[01:15:11] - Już się wypowiedziałeś rok temu.
[01:15:12] - Ale to ja jeszcze raz je zadam, bo to musi być rytuał.
[01:15:14] - Nienawiść musi rosnąć.
[01:15:17] - A poza tym zawsze istnieje możliwość, że ktoś tego Bibliotekarium nie słuchał i w związku z tym teraz posłuchają. Jak wymyślasz swoje opowiadania?
[01:15:28] - To tutaj już troszkę padło. Znaczy padło u mnie w myślach, bo pomyślałem.
[01:15:36] - Siadasz przed komputerem na przykład i myślisz sobie: a dzisiaj wymyślę opowiadanie.
[01:15:42] - To tutaj parę rzeczy mówiłem. Jak sobie zadanie postawiłem na przykład, żeby napisać opowiadanie takie właśnie, które ma pewne cechy techniczne. Są opowiadania, właśnie to, co mówiliście w pewnym momencie o tym podejściu do tej książki, co czytałeś, co tam nagle wszystko już zaraz jest. To takie opowiadanie jak mechanika kwantowa udowadnia, to ono powstało bardziej na zasadzie irytacji pewnymi zapowiedziami. Akurat faktycznie ja wtedy staram się robić unik. Pisałem o mechanice, chociaż byłem zirytowany pewnym podejściem do sztucznej inteligencji gdzieś tam na jakiejś prelekcji właśnie, gdzie ktoś tam już ogłaszał, że już zaraz.
[01:16:38] - Już zaraz.
[01:16:38] - Tak, już zaraz wszystko. I to była taka reakcja na taki, nie chciałbym, nie mówię imiennie, więc na Bełkot po prostu pewien.
[01:16:52] - Czyli odreagowywałeś.
[01:16:55] - To, co mnie irytuje, zirytuje, to też jak najbardziej może wpaść w pomysł. Komizm sytuacji. Ja mogę o wszystkim napisać opowiadanie.
[01:17:08] - To wiadomo, ale kiedy się rodzi pomysł?
[01:17:11] - Dla was bocusiowe jeszcze.
[01:17:14] - O, będzie bocusiowe.
[01:17:15] - Ale to już po wakacjach.
[01:17:16] - Po wakacjach. No dobrze, ale ile trwa wymyślanie pomysłu?
[01:17:21] - Sam pomysł. Czasami to jest tak, że ja po prostu znam puentę.
[01:17:27] - Wiesz, o niej opowiadasz.
[01:17:28] - Logicznie myśląc, logicznie łącząc pewne aspekty.
[01:17:34] - Czyli wymyślasz opowiadanie od tyłu, że tak powiem.
[01:17:36] - To różnie bywa. Ale właśnie na przykład z tym tylko impulsem, jak mówiłem, doszedł pomysł w trakcie. Zresztą tak samo te kamienne opowiadania, które powstały, one w książce są troszkę zmienione, są troszkę inne. Zrealizowałem mniej więcej to, co mówiłem wtedy w programie. Jak ktoś jest ciekawy, to może przeczytać w książce, że teraz te opowiadania nie są aż takie identyczne, bo są inne. Inne imiona są na przykład, opowiadają troszkę inną historię.
[01:18:06] - Wymyśliłem. Jak mówiłeś, to ja sobie zacząłem wyobrażać jakieś opowiadanie science fiction, właśnie takie paradoksalne, w którym wymyślam puentę, a potem sobie coś. Zobaczcie jaką fajną rzecz. Otóż dzieje się coś dziwnego. W Pentagonie odkurza się, że tak powiem, Charliego Chaplina, wszystkie filmy i tak dalej. Otóż w Pentagonie doszli do wniosku, że można zabijać śmiechem, ale on ma w tym pomóc. Zobacz, jaką można teraz zrobić fajną historię science fiction zupełnie.
[01:18:38] - Okej. To ja jeszcze teraz. Chciałeś opowiedzieć o jakimś opowiadaniu. To opowiedz.
[01:18:43] - Było pytanie, które opowiadania lubię najbardziej. Ponieważ ono powstało na koniec zresztą Jak przeczytacie to opowiadanie, to końcówka ewidentnie jest skierowana do czytelników wydawnictwa Bibliotekarium.
[01:19:02] - I do serii Rubieże rzeczywistości.
[01:19:04] - Tak, serii Rubieże rzeczywistości, bo ono powstało, jak już się dowiedziałem, że książka będzie wydana, więc ono powstało na koniec. Ono tak naprawdę było właśnie takim skompresowaniem paru moich pomysłów, paru moich przemyśleń odnośnie świata, życia i w ogóle spostrzeżeń. Sprzedaję tam parę takich koncepcji, choćby to, czym jest mądrość według mnie, jak ją zmierzyć.
[01:19:30] - Zamiast pisania powieści zrobiłem pigułę taką.
[01:19:34] - Tak, ale starałem się unikać mentorskiego tonu. Mam parę sygnałów, że chyba mi się udało, bo faktycznie jedna z gorszych rzeczy to jak ktoś za dużo mentorzy, coś głosi.
[01:19:51] - Mówiłeś o serii Rubieże rzeczywistości. Mniej więcej w tym samym czasie, w którym wyszedł tom z twoimi opowiadaniami, ukazała się książka niejakiego Moonkaea „Wojna cieni” i oczywiście reklamując, że to świetna książka, trzeba oddać głos recenzentce. Marta Sobiecka, która się już pojawiała czasami na antenie ze swoimi recenzjami, dla portalu Dzika Banda napisała recenzję książki „Wojna cieni”. Proponuję, żebyśmy teraz tej recenzji wysłuchali. Marku, odpalaj maszynę.
[01:20:36] - „Wojna cieni. Tom pierwszy. Kosmiczna rozpierducha w dobrym stylu. Recenzja autorstwa Marty Sobieckiej z serwisu dzikabanda.pl. Moonkae oddaje w ręce czytelnika space operę, która demaskuje go jako znającego się na rzeczy pisarza. Rozmachu tej wielowątkowej powieści, w której roi się od bohaterów, intryg oraz zwrotów akcji, nie powstydziłby się sam George Martin. To przewrotna literatura, niby rozrywkowa, a jednak nie dla każdego. Egzystencja homo sapiens w przestrzeni kosmicznej orbituje wokół znaku zapytania. Agresywna rasa Gritów wypowiedziała wojnę człowiekowi i chce go unicestwić. W obliczu zagrożenia wspólnota ludzka rusza po pomoc do Loroków, gadziej rasy, która jako jedyna odparła niegdyś atak zbliżającego się agresora, jednak ci grzecznie odmawiają.
Kha, mistyczna broń, wielki artefakt, który lata temu zatrzymał najazd Gritów, zostanie tam, gdzie jest, w mieście Lorok pod czujnym okiem straż. Jak trudno żyć z człowiekiem wiemy chociażby z najnowszego raportu ONZ. Jeśli mu wierzyć, jesteśmy najgorszym, co przytrafiło się planecie Ziemi. W podobnym tonie spisana jest „Wojna cieni”, w której autor nie szczędzi człowieka. Bohaterowie ludzcy nie zasługują na laury i peany. Choć zdobyliśmy kosmos, zmieniło się tylko tyle, że brudne ludzkie zagrywki mają większe pole rażenia. Uwikłane w te działania są inne rasy, które przyglądają się ludzkiej działalności, nierzadko załamując ręce. Człowiek nie waha się pogwałcić kodeksów i złamać porozumienia, które stanowiło o międzyrasowym pokoju. Nie myśli o jednym. Swym działaniem może doprowadzić do tego, że w świecie, w którym wreszcie ma naturalnych wrogów, może zostać unicestwiony.
Główną zaletą ludzi z perspektywy innych ras jest to, że wojują sami ze sobą. Dwie wrogie względem siebie frakcje, Wspólnota i Wolna Republika Fenegazi, nieustannie skaczą sobie do gardeł. Przedstawiciele Wspólnoty, z którymi przyjdzie nam się zżyć, to sześcioosobowa załoga Lilith, jednostka do zadań specjalnych. To prawdziwe charakterniki. Bohaterem głównym drugiej frakcji jest pułkownik Brush Olson. Ten żyjący żądzą zemsty za śmierć ojca charyzmatyczny żołnierz napsuje krwi Wspólnocie. Świat nie rozpieszcza. Autor prezentuje rozwarstwienie społeczne, o jakim nikomu się nie śniło. Na najniższym poziomie egzystencji nie ma słowa o godności i człowieczeństwie. Najniższy krąg piekła reprezentują ludzie żyjący w tunelach metra.
Przypomina to Bangladesz, gdzie biedota zaadoptowała do życia kolejowe tory. Jednak w uniwersum Moonkae ludzie są jak szczury i jak szczury są traktowani. Likwidowani z premedytacją za środki płynące z budżetu miasta, są skalpowani z chipów identyfikacyjnych, by ginąć bezimiennie, pozbawieni tożsamości. Podobne dystopijne wizje pojawiały się w fantastyce niejednokrotnie. Żeby daleko nie szukać, choćby u Głuchowskiego w Future. Mimo wszystko podoba mi się ten obraz ludzkości targanej wewnętrznymi konfliktami, brutalnej, często wręcz prymitywnej, nieobliczalnej, dzięki czemu niemożliwej do rozgryzienia, a jednak w gruncie rzeczy w pokrętny sposób zjednoczonej, zdolnej do czynów heroicznych. Jakby przeciwieństwem ludzi są Lorokowie, gadzia rasa, dla której interes wszystkich ważniejszy jest niż ambicje jednostki. Społeczeństwu najbliżej do obywateli Libri sexuellibum. Emocjonalnie wygasła jak krater w Pompejach, jest poddawana nieustannej inwigilacji. Rasa ma również skłonności do popadania w religijny fanatyzm.
Zasady postępowania spisane w świętych księgach nie nawołują do miłosierdzia ani miłości względem bliźniego. Interesujący jest język, którym posługują się jej przedstawiciele, opisany przez jedną z bohaterek jako kompletnie chory i patologiczny. Stopień jego skomplikowania mógłby zawstydzić nawet Entów z „Władcy Pierścieni”. Z punktu widzenia czytelnika nie ma większego sensu, a jednak po coś jest. Tworzy udaną iluzję obcości. Powieść składa się z krótkich fragmentów, podczas których przeskakujemy pomiędzy bohaterami. W miarę przewracania kartek można dostrzec pewien mankament. O ile liczny oddział Lilith opisany jest z dbałością o szczegóły, o tyle Wolna Republika musi bronić się głównie poprzez osobę Brasha Olsena. Postać, choć charyzmatyczna, nie jest w stanie mierzyć się z silnym narracyjnie oddziałem Lilith. Tę dysproporcję sił czuć w powieści.
Ma to swoje konsekwencje. Finał historii, choć dobry, nie uderza w czytelnika tak mocno, jak mógłby, gdyby oddział reprezentowany przez Van Ghazi zarysowany był mocniej. Jest mięsem armatnim dla czytelnika. Nie taki był zamysł autora, co łatwo wydedukować. Biorąc do ręki książkę, już z okładki wyczuwamy obietnicę kosmicznej rozpierduchy. Dostajemy ją w ilości, która każe spojrzeć na autora przychylnym okiem. Zadbał bowiem o czytelnika niczym myśliwi o populację dzików. Motto tej historii jest znane, elegancko wyeksponowane. Polityka to gra. W grze wszyscy są pionkami.
Tyle że karty sekretnej tożsamości często nie są znane. Nie wiadomo, kiedy gracz jest osłem, a kiedy marchewką. Wydawnictwu Bibliotekarium należą się gratulacje. To kolejna powieść z serii Rubieże rzeczywistości, która jest warta tego, by ją poznać. Po udanym, życzliwie przyjętym przez krytyków „Wilkołaku Drago” Jerzego Grundkowskiego czas sięgnąć po „Wojnę cieni” Moonkeya. Rozpędzony autor z głową kipiącą od pomysłów zapowiada część drugą „Wojny cieni”. Czekam z radością.
[01:26:46] - To jak już mieliśmy recenzję na temat książki jak najbardziej space operowej, cokolwiek by nie powiedzieć. Ty wspominałeś, że jedno z twoich opowiadań jest takie space operowe. Jak ty w ogóle do space opery się odnosisz?
[01:27:00] - To jest jedno z narzędzi. To jest narzędzie do przekazu. Jak najbardziej jestem zainteresowany, chociaż wśród znajomych, z którymi się spotykam, czasami sobie przekazujemy jakieś informacje, co kto lubi, czego szuka w tej fantastyce. Mnie brakuje obcego w fantastyce, tej obcości. W space operach niestety bardzo często jest tak, że te obce rasy różnią się między sobą mniej niż Polacy od Azjatów na przykład, niż Europejczycy od Azjatów. Że te różnice są tylko zewnętrzne, że ten ma dwie macki i krzywy nos, tamten ma coś innego. Bardzo fajną pozycją mówiącą o obcości obcych był „Mówca umarłych. Gra Endera” Orsona Scott Carda. To jest naprawdę fajny pomysł i w opowiadaniu tytułowym też próbowałem pokazać pewną inność, ale to samo bym powiedział o fantasy. Fantasy mi też brakuje.
Czemu ten krasnolud od elfa różni się tylko tym, że ten więcej piwa pije, a ten marchewkę je? Jeden jest człowiekiem nieokrzesanym, drugi jest szlachcicem wyniosłym. Japończyk od Chińczyka się bardziej różni niż ten elf od Europejczyka. Japończyk od Chińczyka się różni bardziej niż ten elf od krasnoluda często. Brakuje w fantastyce wielorasowości.
[01:28:44] - Powiem tak: w przypadku Moonkeya to oczywiście ocenią czytelnicy, ale myślę, że on wybrał drogę środka. Te rasy, a szczególnie rasa jakichś jaszczurów, z którymi ludzie się spotykają, różnią się. Mentalność jest zupełnie inna. Ta mentalność zaskakuje, ale na ile się różnią i czy akurat na tyle, na ile byś sobie ty życzył, to ocena nie nasza, tylko pewno czytelników. Wróćmy do twojej książki, bo Moonkey byłby tylko dzisiaj dodatkiem.
[01:29:19] - Jeszcze dodam, że tak naprawdę, bo mówimy ogólnie, to nie jest takie proste, bo to nie może być całkowicie odmienna obcość.
[01:29:30] - Bo wtedy byśmy nie zrozumieli.
[01:29:31] - Tak jest. Byłaby za mało zrozumiała, ale jednocześnie to powinno być coś innego. Krasnolud powinien się od elfa różnić zdecydowanie psychiką bardziej, a nie tylko zwyczajami.
[01:29:43] - Tak. W ogóle space opera to gatunek jednak rozrywkowy, skierowany na rozrywkę. Sporo jest w tej chwili fantastyki, która tę obcość, dziwność, taką dalekość innych, obcych pokazuje w bardzo literacki sposób. Niektórych to męczy, niektórych to fascynuje, ale to też jest sposób, że właściwie pokazuje się obcych oczyma człowieka, jego ocenami, a nawet człowieka, który jest gdzieś tam odległy od nas w czasie, przeniesiony w przyszłość. Znaczy nie przeniesiony, będący, żyjący w przyszłości. To są ciekawe próby. To jest seria wydawana przez MAG, Uczta wyobraźni. Tam sporo takich tytułów jest, przez które, powiem tak, trzeba się czasami przebijać. Wziąć ten topór i przebijać się przez te szeregi, bo nie jest na początku łatwo. Sama materia stawia opór.
Ktoś by powiedział: „Źle się to czyta”. Nie, czyta się dobrze, tylko zanim zaczynamy rozumieć, o co w tym właściwie chodzi, to czasami mija jedna trzecia książki, a czasami połowa. Jeśli mamy w sobie zbyt mało cierpliwości i chcemy tylko, żeby się działo, to nie są książki dla nas. Ale ja uważam, że ten typ literatury, który prezentuje seria Uczta wyobraźni, powtórzę magowska seria, to jest chyba to, co Wiktor by lubił. Wiktor też używał barokowego języka w swoim czasie do tego, żeby tworzyć dziwność światów. Wiktor nienawidził, a teraz może już widzi. A czy widzisz, nienawidzisz? Nie wiem. W każdym razie nienawidził przedstawienia czegoś w sposób prosty, czyli na przykład stoi stół i jest czerwony, zielony, niebieski. To troszeczkę było bardziej skomplikowane, bo pisanie o czerwonym stole jest mało fantastyczne.
U Wiktora to zawsze było jakoś trudniej. Wiesz co? Tłumacz ty się.
[01:31:56] - Wszystko zależy, tak jak Piotr tutaj mówi, od materii, z której się kroi tekst. Jeżeli wcale nie o to chodzi, że ten stół jest czerwony albo zielony, to wtedy stosujemy właśnie takie obok, jak węgrz się prześlizgujemy, żeby pokazać wszystkim, że droga jest tam, a nie tu, nie w tym miejscu. A bardzo często jest to tak, szczególnie właśnie w space operach, to jest tak: tutaj jest tak. No i koniec. A jutro będzie tak. No i koniec.
[01:32:39] - Coś jeszcze muszę powiedzieć o tym „Munkeu”. Rzecz ważna, że ta książka gdzieś od jednej trzeciej zaskakuje przewrotkami, które robi. I tego, co nam mówi. Ja wiem? To mogę powiedzieć: o polityce. Tylko oczywiście w innych warunkach, ale pokazuje, że nam się najczęściej, bo my bardzo lubimy. O czym Polacy najbardziej lubią dyskutować? O polityce. Jak się spotkają, to musi to w pewnym momencie się pojawić. Z tej książki można wywnioskować, że często rozmawiamy o czymś, co nam się wydaje, że jest, a tak naprawdę polityka jest robiona i w ogóle mechanizmy polityki, nawet w naszych rozmowach, dyskusjach ich nie dotykamy.
To jest może ciekawe w tym wszystkim. Wróćmy do książki naszego gościa. Te opowiadania. Czy jest jakiś klucz do kolejności tych opowiadań?
[01:33:39] - One są pogrupowane w takie pewne grupy, ale to chyba każdy, kto zerknie-
[01:33:44] - To nie wrzucasz łopatą, jak leci?
[01:33:48] - Nie. To była pewna koncepcja. Nawet w pewnym momencie, ponieważ tytuł jakby zachował, bo tam były warianty różnych tytułów, ale został ten pierwotny. Spodobał się wydawcy. Był moim pierwotnym tytułem też, więc został. Walczyliśmy trochę o okładkę, oczywiście ja to bym chciał dużo więcej, ale to trzeba by chyba jakiegoś prywatnego plastyka zatrudnić.
[01:34:19] - Ja myślę, że-
[01:34:21] - Albo nie wiedziałem, czego chcę. Bardzo fajna była. Akurat w końcu się udało.
[01:34:28] - Splecione dwie figury niemożliwe.
[01:34:30] - Symbol nieskończoności jeszcze, bo tak można na to spojrzeć. Oczywiście można tylko patrzeć, że widzimy dwa trójkąty.
[01:34:39] - Niemożliwe dodatkowo.
[01:34:41] - Jeżeli niemożliwe, to trzeba się przyjrzeć.
[01:34:42] - Trzeba się przyjrzeć. To prawda.
[01:34:45] - Jeszcze w chmurach.
[01:34:47] - Myślę, że całkiem zgrabnie wyszła ta okładka.
[01:34:52] - Ta książka była układana trochę jako pewna podróż. Dlatego ten ostatni etap jest tam celem. Ona tam miała mieć w pewnym momencie tytuł. Była jedna z propozycji, że meandrami czegoś tam. Żeby nie spoilować czego, to nie mówię czego, ale generalnie ona jest tak troszkę ułożona, żeby od pewnej grupy opowiadań, które można odczytać jako wariant. To też jest jeden motyw z mojego tworzenia tych opowiadań, że czasem się zastanawiam, co by było gdyby. I tam nawet jest tak, bo ten pierwszy etap to jest taki: co by było gdyby? I te opowiadania są tak zgromadzone, które mniej więcej przedstawiają sytuację. Mam nadzieję, że człowiek, który je kończy czytać, to pytanie rodzi się w nim: co by było, gdyby mnie albo spotkała taka sytuacja, albo gdyby to się okazało prawdą? Gdyby to było możliwe i tak dalej.
Potem są kolejne etapy tej podróży. Tam gdzieś jest właśnie element baśniowy też. I one tak naprawdę cały czas sugerują ten właśnie tytuł. To odpowiedź. Ta podróż sugeruje odpowiedź. Jakby tak zsumować dla tych, co przeczytali, to może ja za dużo chcę. Może ja sobie wyobrażam jakieś nie wiadomo co, a czytelnik tego nie odbiera. Ale to było pod tym kątem układane troszkę. To nie było tak wrzucone szuflą po kolei, tylko ułożone pod to, żeby te pewne cztery etapy tak naprawdę naprowadziły na tą odpowiedź, czym jest najważniejszy zmysł.
[01:36:48] - Wiesz, jak to mówisz, to ja zawsze twierdzę, że to, czy czytelnik odbierze to, co myśmy chcieli, nie jest zupełnie ważne. Natomiast piekielnie ważne jest, żebyśmy my chcieli w ogóle coś takiego dokonać. Jeśli takiej próby nie podejmujemy, to jest z góry trochę
[01:37:14] - Natomiast tak jak kiedyś zauważyłeś w paru audycjach, ja konstruuję te opowiadania. Książka też tak była mniej więcej konstruowana. Nie wszystkie opowiadania konstruuję, ale wiele jest takich.
[01:37:25] - A czy to nie jest jakaś naleciałość akademickiego-
[01:37:30] - Umysłu ścisłego może być.
[01:37:31] - Edukacyjnego również?
[01:37:34] - Edukacyjnego nie, ale raczej umysłu ścisłego. W tę stronę to bym się przyznał, ale raczej nie edukacja.
[01:37:43] - Tak sobie kombinuję nad tym tomem. Właściwie to z takich klasycznych wątków, którymi zajmuje się science fiction, fantasy to nie wiem, ale z takich klasycznych wątków science fiction to wykorzystałeś chyba wszystko. Mamy podróż w czasie. Mamy inwazję. Specyficzną, ale inwazję mamy. Więc jakieś do mistrza Wellsa odwołania są.
[01:38:14] - Warianty w przyszłości, co tam się dzieje. Świat futurystyczny.
[01:38:17] - To jest. Ale mamy też taką podróż w czasie bardzo prostą.
[01:38:22] - Tak.
[01:38:23] - W tych podróży w czasie to właściwie sporo tam u ciebie jest.
[01:38:29] - Trzy.
[01:38:29] - Bo jest tych podróży w czasie, tak sobie teraz uświadomiłem jeszcze, jest to opowiadanie-
[01:38:36] - To od razu też dodam, bo moim zdaniem podróże w czasie są absurdem totalnym, więc tylko ze śmiechem mogę o tym mówić i dlatego te opowiadania są tak, jakie są. „Przymrożenie mokka” nawet to pierwsze, które tam jest, kończy się niezbyt sympatycznie dla tego bohatera. Dlatego może trzeba było jednak
[01:38:58] - Zresztą bardzo przypominało takie opowiadanie, chyba Konrad Fijałkowski, „Włókno Claperiusa” chyba, coś takiego. Coś podobnego w klimacie tego opowiadania było. Dalej, kiedy sobie uświadamiałem, mamy też takie opowiadanie. To nie jest post-apo, ale mamy ludzkość, która się bardzo przepoczwarzyła, zmieniła. Trudno to nazwać post-apo, ale taka ludzkość, która chyba już nie pamięta do końca o swoich korzeniach. To chyba będzie lepsze opisanie.
[01:39:39] - To nie jest post-apo, bo jest na orbicie okołoziemskiej.
[01:39:45] - No właśnie. Więc mamy i post-apo. Właściwie jedziesz po wszystkich takich klasycznych wątkach, ale przerabiasz je po swojemu. Trochę mi to tak przypomina, jak sobie to przeglądam. Zresztą bardzo dobra motywacja do pisania, czyli napiszę takie opowiadania na takie tematy, jakie sam chciałbym przeczytać. Bo już te, które proponowali inni przeczytałem, a teraz napiszę swoje. Troszeczkę tak to wygląda. I to taka godna podziwu wytrwałość w tym tworzeniu światów po prostu.
[01:40:24] - Wiesz Marku, ale ty podkreślasz, że właściwie wszystkie wątki klasycznej science fiction przestrzelałeś. A ja mam w takim razie pytanie: a jak z wątkami klasycznymi, nie science fictionowymi, tylko obyczajowymi? Miłość, nienawiść, władza, poddanie, zło, dobro.
[01:40:49] - To jest zło. Oni są źli. Tam jest zło, dobro. Właśnie to jest definicja dobra, taka przewrotna albo zła. Właśnie o to chodzi. Tylko to raczej w klimacie tym baśniowym, fantasy bardziej.
[01:41:02] - Ale mamy też, tak sobie teraz uświadomiłem, opowiadanie, w którym gdzieś z pogranicza twardej SF i takiego horroru czy właściwie grozy, takiej trochę inwazyjnej właściwie też, bo gdzieś tam się nagle wątki takie przypominają troszeczkę inwazyjne. W każdym razie szerokie spektrum.
[01:41:25] - Przyjaźń też jest. Ta grupa tych złodziei w tym opowiadaniu, które nie było na antenie właśnie, w tym cyklu na przykład jest. Nie ma motywu mężczyzna-kobieta.
[01:41:40] - Uczuciowości nie ma.
[01:41:42] - Jest ta uczuciowość ojciec-syn w ostatnim opowiadaniu.
[01:41:47] - Pięknie zresztą opisana. Rozumiem, że czerpałeś z wątków autobiograficznych. Ładnie, mądrze, bo nauczyłem się słowa i teraz powiedziałem.
[01:41:58] - Tak jest. Akurat tam jest bardzo dużo takich motywów osobistych, oczywiście przeinaczonych troszkę.
[01:42:08] - To jest chyba cecha, którą wszyscy pisarze, nie tylko science fiction. Nawet jak pisze absurdalną zupełnie historię o zupełnie niesamowitym, nie wiem, o walce o tron, to i tak tam jest przecież autor ze swoimi antypatiami, sympatiami, bolączkami, wahaniami i tak dalej. Jakby tak przeanalizować tak po kolei doskutek, to tam autor jest w całości.
[01:42:41] - A teraz pytanie, bo jak już było to pytanie z gatunku tych nienawistnych, to już przeszliśmy, to teraz to pytanie też z takich obowiązkowych pytań, które się pojawiają. Za co lubisz, albo może nie lubisz już, nie wiem, ale za co lubisz? Zaryzykuję. Za co lubisz swój tom opowiadań?
[01:43:03] - Ja powiem nieskromnie: mi każde opowiadanie się podoba.
[01:43:10] - I to jest to.
[01:43:11] - Inaczej nie pisałbym opowiadań, które mi się nie podobają. One by mnie zamęczyły chyba, jak bym miał siedzieć nad opowiadaniem. Faktycznie czasami, bo ja długo. Niektóre jakoś szybko się kończą i ja tam nie widzę dużo miejsca do poprawy, ale nad niektórymi, nawet tymi fajnymi, potem siedzę zwykle I tam zawsze coś jest do poprawienia.
[01:43:31] - Czyli wysadujesz opowiadania.
[01:43:32] - Kochani, przypomnę wam starą piosenkę Anny Ordonównej sprzed drugiej wojny światowej: „Każda miłość jest pierwsza, najwspanialsza, najlepsza itd.” Tak samo jest z opowiadaniami. Nie można przestać kochać czegoś, co kiedyś było twoje.
[01:43:51] - Tak mówisz?
[01:43:52] - No tak.
[01:43:53] - To teraz rodzisz pytanie, które musi paść. Co robisz teraz? Piszesz następne opowiadanie?
[01:43:59] - Znaczy...
[01:44:01] - Dnia?
[01:44:01] - Generalnie mam rozpoczęte, ale teraz mam troszkę inny okres w życiu i trochę inne rzeczy.
[01:44:11] - Priorytety.
[01:44:12] - Priorytety. Ale generalnie, jak mówiłem, bocziusowy pomysł jest. Już parę pierwszych zdań jest postawionych.
[01:44:19] - Ale jak można napisać opowiadanie bocziusowe mając pomysł?
[01:44:23] - Ale nie.
[01:44:24] - To się kurczy.
[01:44:24] - Nie, nie kurczy.
[01:44:25] - Nie. Mam nadzieję, że wykonam. Ja najpierw napiszę dobre opowiadania, a potem je spieprzę. O tak. Tak, napiszę bocziusowe, bo ja inaczej jakoś nie umiem tego tematu uchwycić.
[01:44:38] - Też bym chyba taką metodę zastosował.
[01:44:43] - Czy to będzie opowiadanie grozy?
[01:44:45] - Quasi-grozy.
[01:44:48] - Ale wróćmy jeszcze.
[01:44:50] - Bocziusowe musi być.
[01:44:51] - Bocziusowe powstaje.
[01:44:52] - Ale to jest tak.
[01:44:55] - Taki projekt ambitnych.
[01:44:55] - Leży takie opowiadanie. Ambitne projekty są trochę inne na razie, ale leży takie opowiadanie cały czas lovecraftowe, które gdzieś też rozpocząłem. Jest w połowie tak naprawdę. Ja wiem, jak ono się skończy.
[01:45:11] - A połowa to jest ile stron?
[01:45:14] - To będzie krótkie. To jest półtorej strony, to może w trzech się zmieści. Chyba że się rozrośnie, ale nie powinno.
[01:45:23] - No i widzicie słuchacze, ile trzeba pracować nad trzema stronami tekstu.
[01:45:27] - Ale nie. Piotr bardzo to dobrze podkreślił, że czasami opowiadanie pisze się samo.
[01:45:34] - No tak.
[01:45:35] - I te trzy albo 20 stron powstają niemal błyskawicznie. Oczywiście trzeba potem trochę podgrzebać przy tym, podopieszczać, powygładzać, ale właściwie powstaje szybko. A czasami te trzy stroniczki powstają długo i dłużej. Tak już po prostu jest. Ja przypomnę z ostatniego ABW, kiedy rozmawialiśmy o różnych poradach, których Maciek udzielał. On tam przytaczał jednego z autorów, który potrafił nad jednym zdaniem siedzieć cały dzień, a później je wykreślić. A później siadał do korespondencji z przyjacielem i pisał od ręki, właściwie z pełną swadą. Bo to też jest ten stan napięcia wewnętrznego, kiedy człowiek mówi sobie: „A teraz, kurna, napiszę coś ambitnego”, to bardzo często kończy się katastrofą.
[01:46:26] - Ja tak sobie nie mówię, że napiszę coś ambitnego.
[01:46:28] - Ale Marek, przy tym to należy zwrócić uwagę, że bardzo często zdarza się coś takiego, że właśnie można napisać całą powieść, a najtrudniejsze jest jedno zdanie.
[01:46:43] - Może być, że po prostu bez tego zdania ona jest nieczytelna.
[01:46:47] - Cała powieść oczywiście nie musi-
[01:46:49] - Może to być też to pierwsze zdanie.
[01:46:51] - Na przykład albo ostatnie.
[01:46:53] - À propos moich planów na przykład. Ja mam bardzo otwarte pole, bo większość tych opowiadań, które napisałem, mogły być prologami do czegoś większego. Bo ja faktycznie lubię widzieć sytuacje. Nawet jak z redaktorem się spotykałem, to on tak się trochę zdziwił, że ja wiem, jaka to jest scena. Ja widzę te sceny, które tam są i wiem, które słowa pasują, które nie pasują, bo wychodzą poza scenę na przykład. I choćby to opowiadanie o Mikołaju, który leci sobie na saniach.
[01:47:33] - Takie zaskakujące.
[01:47:34] - Ale to może być prolog do całej powieści osadzonej w tym świecie właśnie, bo ten świat jest w tle. Tak samo jest opowiadanie o skrzatach na przykład. To też może być prolog do czegoś większego.
[01:47:48] - Do tych czapeczkach skrzatowych.
[01:47:50] - Tak. To może być cały świat, który jest poważny tak naprawdę.
[01:47:54] - Powiem tak. Pozwolę sobie nie zgodzić się z autorem co do jednej rzeczy. O ile skrzaty bardzo by mi pasowały na jakiś świat, to to mikołajowe opowiadanie ja bym zostawił. Ono jest taką perełką, która się broni sama właśnie dlatego, że jest perełką. Proszę państwa, to opowiadanie przeczytane przed czasem wigilijnym może wam zupełnie zmienić optykę. Nie tyle samych świąt, co całej tej celebracji wokół. Szczególnie teraz rozwiniętej. Tych wielkich krasnoludów z worami, którzy latają po hipermarketach. Co troszeczkę zmienia optykę i tak zabawnie ją zmienia. Ja się nieźle bawiłem przy tym opowiadaniu.
Takie fantasy, ale z pazurem i to takim dosyć ostrym pazurem, którym autor rysuje nam po naszych wyobrażeniach. Fajne, po prostu fajne. Cóż.
[01:48:54] - Na przykład też moim zdaniem to opowiadanie SF, futurystyczne, „Coś przydatnego”. Tak naprawdę żart. Ja to nawet w pewnym momencie widziałem, bez problemu jakiś kabaret mógłby sobie z tego zrobić skecz. To też może być prolog do pewnego futurystycznego opowiadania. Nawet w pewnym momencie miałem jakieś wizje, jak to się może dalej gdzieś tam rozwijać. Dlatego ja z tym Mikołajem to nie do końca się zgadzam, że to nie może być prolog, bo prolog ma moją funkcję, która gdzieś tam zahacza o fabułę, o świat, a jednocześnie nie musi być jakąś taką-
[01:49:41] - Nie, ja nie mówię. Ze wszystkiego można zrobić prolog. Natomiast mnie się wydaje, to jest moja prywatna refleksja, że rozbudowanie tego do świata odziera magię z tego prologu.
[01:49:53] - Zależy jaki to będzie świat.
[01:49:55] - Wiadomo. A to poczekamy. Bo ja rozumiem. Tak jak sobie teraz spoglądam do książki, to rozumiem, że czeka nas... To żart jest oczywiście, ale można by wysnuć taki wniosek, że kilka sążnistych powieści nam się szykuje.
[01:50:10] - Nie, ja mówię, że mam otwarte pole. Ja nie umiem pisać powieści. Prędzej jakbym się za coś chwycił, to raczej za cykl opowiadań osadzonych w pewnym świecie.
[01:50:21] - Dobrze, że to powiedziałeś, bo zróbmy sobie na chwilę z Bibliotekarium ABW. Tak sobie przeskoczmy. A dlaczego powiedziałeś, że nie umiesz pisać powieści? Wydałeś książkę, napisałeś ileś fajnych opowiadań. Naprawdę, jak już jesteśmy przy reklamie, to naprawdę reklamuję tę książkę. Nie zrobię tego tak zręcznie jak Marta Sowiecka reklamowała „Wojnę cieni”, ale mniej zręcznie powiem, że po prostu czytajcie. Czytajcie „Najważniejszy zmysł”, bo się będziecie nieźle bawić. Wrócę do tego pytania. Teraz powiedz, dlaczego tak ciężko?
[01:51:03] - Powieść to jest innego kalibru wyzwanie. Może by nie wyszła, ja nie wiem. Ale ja bym w tej chwili nie wiedział nawet, jak się za nią zabrać. Bo jakbym zaczął rozdmuchiwać jakiś pomysł na opowiadanie, to jest to troszkę za słabo.
[01:51:26] - Za słabo, bo to często powtarzamy, że powieść to nie jest rozdmuchane opowiadanie.
[01:51:33] - No właśnie.
[01:51:34] - Zdarzało się co prawda i to już ostatnio przerabialiśmy, że „Kwiaty dla Algernona”, opowiadania zrobiły się powieścią.
[01:51:41] - Ja tę opowieść czytałem. A ja tylko opowiadanie.
[01:51:45] - A ja tylko opowiadanie i jakoś napawa mnie to szczęściem.
[01:51:48] - I zupełnie nie mam ochoty czytać powieści.
[01:51:50] - Ja też nie. Podobnie jest, akurat czytałem obie rzeczy. Podobnie jest z „Nadejściem nocy”, które w wersji opowiadaniowej napisał Asimov, a później w wersji powieściowej już Asimov z kumplem napisał. Zdecydowanie te wersje w postaci opowiadań są moim zdaniem skromnym bądź nieskromnym lepsze. Po prostu lepsze. Tamte rozdęte do takich dużych rozmiarów nie pasują.
[01:52:19] - To jest jeden też z elementów. W większości przypadków, jak się spotykam z powieściami, które są pisane jako powieści, to niestety to jest wszystko przegadane. To zależy kto czego oczekuje od tego, co czyta. Jeśli chcemy uciec do świata, to faktycznie można by więcej bohaterów dorzucić, ich własne historie. Prawdopodobnie by się z tego dało w jakiś sposób sklecić powieść. Odrębne historie. Tylko ja nie wiem, czym to się różni od zbioru opowiadań.
[01:52:58] - Ja powiem tak, że to już przybierając ton mentorski, aczkolwiek niewykładowy, to powiem tak: jak ktoś napcze, rozdmucha opowiadanie do olbrzymich rozmiarów kilkuset stron, to najczęściej... Inaczej. Powieść to nie jest objętość książki, nie jest ilość stron, tylko sposób napisania. I jak ktoś rozdmucha opowiadanie do kilkuset stron, to najczęściej wyjdzie mu nowela. Taka rozbuchana nowela, która ma jeden wątek, ciągnie i tak dalej. Powieść na ogół. Ja wiem, bardzo upraszczam. Zaraz mnie kilku literaturoznawców na hak za pośrednie żebro. Ale to mniej więcej o to chodzi, że powieść jest wielowątkowa. Ma tych światów więcej.
I nie o to chodzi, żeby opisywać kolejne historie, tylko żeby to się wszystko ze sobą splotło. Do dzisiaj pamiętam pewnego człowieka, który przeczytał powieść, właściwie powieścidło straszliwe, napisane na podstawie gry „Diablo”. I ponieważ to była jedna z pierwszych powieści, które w życiu przeczytał, jak na trzydziestolatka też się należy cieszyć. To on mi później meldował z zaangażowaniem: „A wiesz, tam się wszystko tak ze sobą splata. Na początku wszystko jest rozdzielone i w ogóle nie wiadomo, o co chodzi, a tak w pewnym momencie się splata ze sobą”. Byłem pod dużym wrażeniem, że literatura wywiera aż takie wrażenie na odbiorcach. Ale to troszeczkę przytaczam w wersji humorystycznej. Bo to tak wygląda, że powieść jednak rzeczywiście. Duży szacun dla ciebie, że tak powiedziałeś, że nie zabierasz się za powieść. Ale być może, Wiktorze, dla nas wskazówka, żebyśmy w przyszłym sezonie ABW troszeczkę pogadali o tym.
Troszkę już mówiliśmy, ale może trzeba to zrobić intensywniej. Jak się w ogóle zabrać za pisanie powieści? Ja już nie mówię napisać, ale zabrać, spróbować podejść do tematu powieściowego.
[01:54:59] - Parę naszych autorek tę rzecz w pewien sposób rozjaśniło. Do opowiadania trzeba mieć pomysł. Do powieści trzeba rozpoczynać od researchu. Można było napisać świetną historię o koniu trojańskim, prawda? Ale żeby już napisać „Iliadę”, to trzeba było całej epopei, znajomości greckiej kultury, mitów wszystkich i tak dalej, obyczajowości, mitologii i tak dalej.
[01:55:36] - Ale też ten wątek splecenia, o którym tak się wyrażałem prześmiewczo, właściwie cytując młodego czytelnika, niemłodego już stażem wiekowym. Ten sposób zaplatania poszczególnych historii ze sobą, które tworzą powieść, nie może być zrobiony od czapy zupełnie.
[01:55:59] - A widziałeś, jak się plecie warkocz? To się robi z sensem.
[01:56:04] - Regularnie przede wszystkim, bo inaczej będzie szopa na głowie, a nie warkocz.
[01:56:09] - Powieść jest warkoczem pewnym.
[01:56:11] - Tak. Porównanie piękne. Teraz trzeba by to jeszcze naszym słuchaczom ABW-owskim wytłumaczyć jakoś bardziej wnikliwie, bardziej szczegółowo.
[01:56:22] - Zobacz, Sienkiewicz miał bardzo prosty patent.
[01:56:25] - Bardzo prosty.
[01:56:26] - Garść Kłaków to jest Kmicic, garść Kłaków to jest Krzetuski, garść Kłaków to jest Wołodyjowski. I teraz splatamy, robimy warkocz i życie rysuje. Wszystko się zbija, historia się rozwija i jedziemy.
[01:56:39] - Jakież to proste.
[01:56:40] - Ja przyznam, że w tych współczesnych powieściach bardzo modne jest teraz takie rozdzielenie tych wątków. Marcin tu już w szczególności poszedł szeroko bardzo, że aż to jest męczące.
[01:56:55] - Tak, bo to nie powinno męczyć.
[01:56:57] - Czytam pół książki o jednym, pół książki o drugim, a w kolejnym tomie są cztery inne historie i one może się w siódmym tomie splotą, ale generalnie, nawet jeśli to jest fajnie napisane, to w którymś momencie tracę zaangażowanie.
[01:57:14] - To jest tak, jak te bajki o życiu po życiu. Może i racja, ale ja mam swoje życie do przeżycia.
[01:57:21] - Tak, ale poza tym jeszcze, wracając, wspominaliście, warto przynajmniej w takich powieściach, Martina w końcu też czytają. Są miłośnicy. Częściej oglądają niż czytają.
[01:57:35] - Ja przyznam, że na przykład pierwsze trzy tomy połknąłem Martina praktycznie, ale na czwartym i pół odłożyłem książkę. Niestety zmęczyła mnie ta wielowątkowość.
[01:57:45] - Bo warto, to może taka rada znowu rodem z ABW. Warto, jeśli się już nawet taką mnogość wątków robi, to żeby one co jakiś czas może się jeszcze nie splatały, ale przynajmniej dotykały się.
[01:57:59] - Tak jest.
[01:57:59] - Żeby jakoś było to połączenie.
[01:58:02] - Pachnicki to robił. Splatał, splatał, ale kończył.
[01:58:06] - Moim zdaniem lepiej by było napisać jeden tom o jednej części postaci, drugi tom o drugiej części postaci, to się w trzecim jakby się oni spotkali. Byłyby dwie książki niezależne. Dać znać czytelnikom, że w tym samym czasie to się dzieje i potem ich połączyć dopiero, a nie tak-
[01:58:29] - W Paryżu budujemy fundament, w Warszawie wznosimy ściany, a gdzieś tam w Ułan Bator budujemy wreszcie ten pałac kultury.
[01:58:38] - A dopiero jak księżyc wyślemy, to będziemy widzieli całość.
[01:58:43] - Zapytam cię jeszcze o psychologię bohaterów twoich opowiadań. Jak sobie z tymi elementami opowieści radzisz? Z psychologią? Czy też ją konstruujesz? Czy obserwujesz? Inaczej, najprościej. Skąd się biorą twoi bohaterowie?
[01:59:04] - Bohaterowie z życia się biorą.
[01:59:09] - Czyli obserwujesz.
[01:59:11] - Obserwuję, ale obserwuję zachowania, a nie kompleksowo całe postacie, tylko pewne cechy obserwuję. I troszkę z wyobraźni. Idę z logiki wyobraźni, idę logicznie tym tropem. Ten logiczny trop niestety nie zawsze jest optymalny, bo niektórzy ludzie się nie zachowują logicznie.
[01:59:35] - Trzeźwo myślący się nie zachowują logicznie.
[01:59:38] - Ale element losowy tam czasami można wprowadzić. Akurat w opowiadaniu czy w kreowaniu postaci jest to taki plus, że my nie musimy go rozumieć. My wiemy, że on co jakiś czas ma schizę i coś lubi piwo, to rzuca wszystko i idzie po piwo na przykład. Albo kończy każdą rozmowę, robotę, aby tylko iść po piwo. Można sobie nielogiczną pewną rzecz u logicznić nawet gdzieś tam za kurtyną. Generalnie ja raczej te postacie planuję. Często je planuję.
[02:00:19] - Tak sobie teraz pomyślałem, kiedy mówiłeś to, co mówiłeś przed chwilą. Jeszcze na początku mówiliśmy o tym kopiowaniu mózgów, świadomości. Być może tylko pewnej części. I przyszło mi do głowy, właściwie to nie mi, przypomniałem sobie, że znowu dochodzimy do momentu, w którym musielibyśmy zacząć też dyskutować w przypadku tego kopiowania o tym, czy nasz świat jest zdeterminowany, czy wszystko w nim jest zdeterminowane, czy istnieje tak zwana wolna wola. Bo jeśli mamy dwa skopiowane mózgi, czy jeśli jeden zachowa się tak, to drugi się musi tak samo zachować? Jedna myśl-
[02:01:06] - Ostatnie opowiadanie tytułowe w mojej książce może odpowiadać na to pytanie.
[02:01:10] - Właśnie. Ale właśnie odpowiadać albo i nie, bo też warto sobie to wyobrazić. Bo jeśli mamy skopiowany ten mózg i tam powiedzmy, określona myśl. Wyobraźmy sobie określoną myśl jako rozejście się-
[02:01:24] - Warianty.
[02:01:25] - Dwa warianty. Jeśli wybierzemy wariant A, to w prawo, jeśli wybierzemy wariant B, to w lewo. I teraz tak: co decyduje o tym, że jeden i drugi umysł wybierze? Czyli w jednym i w drugim ten impuls będzie biegnie-
[02:01:43] - Ten element właśnie, którego nie jesteśmy w stanie zdefiniować, czyli świadomość.
[02:01:48] - Dokładnie. Ale dojdziemy też do momentu, w którym Rzecz, nad którą zastanawiano się już od bardzo dawna, czyli wolna wola człowieka, zaczyna być stawiana pod znakiem zapytania. Do pewnego mistrzostwa w stawianiu znaków zapytania w XIX wieku doszedł filozof, którego nazwisko brzmi podobnie do wielu innych nazwisk, czyli Moore. Był taki filozof, który się zajmował filozofią analityczną, ale nie tą filozofią, która głównie składa się z logicznych działań, które się przeprowadza. On się zajmował na poziomie języka. To był ten człowiek, który mówił, że każde pojęcie trzeba zdefiniować i to zdefiniować nad wyraz ściśle, bardzo dokładnie. Tylko wtedy się możemy dogadać ze sobą w ogóle. Ale on też mówił o tym, on kwestionował pojęcie tego, czy istnieje wolna wola, czy też wolna wola jest tak naprawdę tylko i wyłącznie naszym złudzeniem, bo my nigdy, kiedy podejmiemy już decyzję i ją przeprowadzimy, nigdy nie będziemy mieli pewności, czy my tę alternatywę w ogóle mielibyśmy okazję zrobić. Generalnie podejmując pewną decyzję, jesteśmy świadomi pewnych nacisków, pewnych okoliczności, w których jesteśmy. Oczywiście wielu rzeczy możemy nie być świadomi, ale tu troszkę tak, jak z tą właśnie świadomością.
Bardzo mocno się opieramy. Wolna wola jest bardzo blisko tej świadomości, której właśnie jesteśmy w stanie zdefiniować. Więc tutaj można sobie na codzienny nasz użytek spojrzeć na to w ten sposób, że im bardziej jesteśmy świadomi tego, dlaczego wybieramy tak, a nie inaczej, tym bardziej mamy wolną wolę. Może właśnie wolna wola to nie jest zero albo jeden, tylko jest ta logika rozbita między zero a jeden. I tak dobrze na to patrzeć chyba.
[02:03:51] - Pod tym kątem patrząc, ja bym podyskutował z tym twoim filozofem Moore'em, czy rzeczywiście trzeba definiować bardzo ściśle pewne pojęcia po to, bo inaczej nie możemy dojść do porozumienia. Otóż ostatnio właśnie z Martą rozmawiałem na ten temat. Czy kobieta może dojść do jakiegokolwiek, czy mężczyzna może dojść do porozumienia z kobietą? Załóżmy, że nie. Że nie ma takiej możliwości. Ale jeżeli założymy coś takiego, wniesiemy do tego próby porozumienia założenie dobrej woli, czyli ja zakładam, że ona ma dobrą wolę. Ona zakłada, że ja mam dobrą wolę. Czy to już nie jest porozumienie? To jest porozumienie, chociaż nic nie zostało zdefiniowane ściśle.
[02:04:47] - Nie no, zdefiniowałeś, że nie może dojść do porozumienia.
[02:04:50] - Tak, ale założyłem dobrą wolę.
[02:04:52] - Tak, ale wiesz, nie o to tak naprawdę u Moore'a chodzi. Tam chodzi o to, że jeśli masz jakąś rzecz niedodefiniowaną, niedookreśloną, to tam jest miejsce, gdzie się najpewniej nie dogadacie w tym momencie. Bo w tym momencie, jeśli się przez przypadek bądź też nie przez przypadek zdarzy tak, że położycie nacisk na tę niedodefiniowaną rzecz, to się na pewno pokłócicie.
[02:05:19] - Nie, jeżeli założymy to założenie dobrej woli.
[02:05:23] - Ale co to jest dobra wola? Nie istnieje moim zdaniem coś takiego jak dogadywanie się za wszelką cenę tylko po to, żeby się dogadać. No to sobie powiedzmy: będziemy się zgadzać ze sobą we wszystkim albo we wszystkim będziemy się ze sobą nie zgadzali i wtedy nie pokłócimy się, bo ja zawsze będę wiedział, że powiesz odwrotnie niż ja albo też powiesz tak samo i właściwie-
[02:05:43] - Nie ma o co się kłócić.
[02:05:44] - Nie ma się o co kłócić. Także wiesz, to tak nie do końca. Zostawmy Moore'a w spokoju.
[02:05:49] - Jeśli chodzi o wolną wolę, to można bardziej sparafrazować Kartezjusza raczej, że można zawsze powiedzieć „nie” w jakiejkolwiek sytuacji.
[02:05:58] - Tak, ale trzeba to zrobić.
[02:05:59] - Tak, ale jak się to zrobi, oczywiście można powiedzieć, że ktoś nas podpuścił, tak?
[02:06:05] - Dokładnie.
[02:06:05] - Ale generalnie można powiedzieć „nie”.
[02:06:08] - Można, ale można też powiedzieć „tak”. To jest kwestia tego wyboru. W momencie, kiedy mamy tę alternatywę. Adam, nie mieszajmy, bo jest temperatura zbyt wysoka. Zaraz wejdziemy na takie poziomy abstrakcji. Ale powiedziałeś jeszcze jedną rzecz. Zbliżamy się nieuchronnie do końca audycji, ale powiedziałeś jedną rzecz, że masz inne priorytety w życiu. Rozumiem, że to są priorytety naukowe.
[02:06:33] - Zawodowe.
[02:06:34] - Naukowe, zawodowe. Rozumiem, że chyżym bądź też niechyżym krokiem zmierzasz w kierunku habilitacji.
[02:06:41] - W świetle obecnych zmian to ja nic nie będę mówił na ten temat.
[02:06:47] - Aż takie złe są te zmiany?
[02:06:49] - Zmiany nie są złe. Znaczy nie, zmiany są złe.
[02:06:54] - To przejścia.
[02:06:56] - Narzekanie na antenie.
[02:06:58] - Dokładnie.
[02:06:59] - Zmiany są może w innym kontekście złe. Akurat są rozwalane struktury uczelni.
[02:07:07] - Ale podążasz w kierunku.
[02:07:08] - Tak, to jest element, ale o czym tu mówić? Otrzymam, będę miał. Przejdę przez proces.
[02:07:18] - Ja muszę zadać pytanie. Wspominałem tutaj o hodowaniu troglodytów. Jacy są współcześni studenci? Ja wiem, że na antenie nie wypada, aby tutaj człowiekowi, który z nimi-
[02:07:28] - Różni są.
[02:07:29] - No właśnie.
[02:07:29] - Różni są.
[02:07:31] - To powiedz o tych, bo ci pilni i wspaniali, to nie ma o czym mówić. Są pilni i wspaniali. A ci zaprzeczenie?
[02:07:40] - Znaczy...
[02:07:43] - Naprawdę jest tak źle z matematyką?
[02:07:45] - Znaczy ja akurat matematyki nie uczę.
[02:07:47] - No nie wiem, ale bazujesz pewno na niej.
[02:07:50] - Tak, ale zależy, na których kierunkach. Ale generalnie matematyka jest na pewno problemem.
[02:08:00] - Jeśli mam mówić o sytuacjach najbardziej dziwnych-
[02:08:07] - Tak, prosimy.
[02:08:10] - Wyobraźcie sobie studenta informatyki, który dochodząc do pracy inżynierskiej mówi, że nie chce programować.
[02:08:19] - Jest to ciekawe.
[02:08:22] - Ostatnimi laty nie miałem takich.
[02:08:23] - A czego chce?
[02:08:25] - Informatyka ma parę jeszcze zakamarków, gdzie można się zrealizować bez programowania. Niemniej taka deklaracja jest bez komentarza.
[02:08:37] - Chcę być matką, ale nie chcę rodzić dzieci.
[02:08:40] - Bo jest tyle pięknych rzeczy do robienia w życiu.
[02:08:43] - Aha.
[02:08:45] - Okej. Czy coś jeszcze à propos kondycji?
[02:08:49] - Nie, ale mówię, są różni. Tak naprawdę zawsze są lepsi, są gorsi.
[02:08:58] - O tych pilnych mówiłem ci.
[02:08:59] - Nie ma co gadać.
[02:09:00] - Wiesz czemu? Że są i są fajni.
[02:09:01] - Mogę ogólnie wejść w trud narzekania, że faktycznie to, czego można oczekiwać, jest coraz mniejsze. Dużo trudniej się ludziom uczyć. Być może faktycznie system edukacji wcześniejszej nie przygotowuje ludzi do tego, żeby się uczyli. Żeby się nauczyć uczyć.
[02:09:25] - Nie wiem, czy zauważyliście, że w przyrodzie też tak jest. Orłów jest coraz mniej, a baranów i kurczaków w fermach hodowlanych coraz więcej.
[02:09:38] - Dobrze.
[02:09:39] - Ale też powiem tak, że generalnie jak się za dużo ponarzeka, to potem nagle się okazuje, że pojawiają się tacy-
[02:09:47] - I o to chodzi.
[02:09:49] - Otwierają oczy, że wcale tak źle nie jest.
[02:09:54] - Ja tutaj wspomnę swojego przyjaciela, profesora od filozofii, który strasznie narzekał na studentów. Narzekał, narzekał, narzekał przy biesiadzie łóżkowej, po czym nagle zrobił oczy w słup. „A był jeszcze ten cały u mnie ten Paleczny, ten pianista, który Szopenowskie wygrał. Wyśmienity umysł. Wszystko zrobił tak, jak trzeba.” Mógł, ale trzeba było być Palecznym, nie?
[02:10:25] - Piotrze, doszliśmy do końca audycji. To teraz zrób to, czego też autorzy nie robią. Zareklamuj jeszcze na koniec swoją książkę.
[02:10:35] - Akurat do tego się przygotowałem.
[02:10:37] - Wiedziałem. Trzeba zmienić zestaw pytań.
[02:10:43] - Generalnie tak. Faktycznie to jest trochę inna książka niż te, które wcześniej zostały wydane w Rubieżach rzeczywistości. Właśnie z racji tego, że to są opowiadania. Natomiast ja bym chciał podkreślić pewne zalety tego typu pozycji, ponieważ to jest inna trochę funkcja takiej książki. Bo w powieść to my się wbijamy w ten świat, uciekamy od rzeczywistości, natomiast opowiadania dają nam pożywkę nawet do dyskusji. To są krótkie opowiadania. Można sobie wziąć do pubu, przeczytać i pogadać z kolegami. Tam są naprawdę różne kontrowersyjne tematy. Zawsze jest o czym pogadać. Można sobie wziąć do tramwaju, znaleźć opowiadanie na trzy przystanki, znaleźć opowiadanie na 10 przystanków.
Także to jest taka książka, którą można wziąć pod rękę i nie bać się, że na przykład się zaczytamy i nie wysiądziemy na swoim przystanku, bo dobrać sobie takie opowiadanie, które właśnie będzie pasowało. A jednocześnie to jest taka trochę zaleta tej mnogości i ona faktycznie jest dość różnorodna, bo mamy — to już tu padło — fantasy, science fiction, trochę psychologicznych, jakieś tam problemy ogólne, szczególne, prywatne, osobiste albo ogólnoświatowe też można na to spojrzeć. I po prostu mamy o czym pomyśleć. Mamy bardzo przeróżną tematykę, z nią się spotkać. I ta zaleta, którą zacząłem. Tam jest dużo opowiadań. Jak się wam jedno nie spodoba, to zawsze jest następne.
[02:12:27] - Tak jest.
[02:12:28] - I to niejedno.
[02:12:30] - To dziękujemy naszemu dzisiejszemu gościowi. Dziękujemy bardzo. Cały czas będziemy oczywiście zbiór opowiadań pod tytułem „Najważniejszy zmysł” polecać. Gorąco polecać. Dzisiaj gorąco, więc może to jest akurat niedobre, ale polecać chłodno to też ciężko. Wiktorze, pomóż mi wybrnąć.
[02:12:52] - Nie, ja tylko-
[02:12:53] - Będziemy polecać.
[02:12:54] - Jak tutaj pan Piotr mówił, że tu jest dużo opowiadań, można to na tą okazję, na tą. To ja od razu pomyślałem, że nawet skoro to jest zbiór opowiadań, a nie gruba powieść, to można tam znaleźć opowiadanie, które można na przykład dać życiowej partnerce do przeczytania i za łapie.
[02:13:14] - No tak. Ale ty podobno ostatnio deklarowałeś, że przestałeś być antyfeminstą.
[02:13:20] - Bo jestem.
[02:13:20] - A! To teraz dobrze. Szanowni państwo, jeszcze raz dziękujemy gościowi.
[02:13:26] - Dziękuję za zaproszenie.
[02:13:29] - Dziękujemy wszystkim, którzy nas słuchają. I teraz powinienem powiedzieć, że za tydzień zapraszamy na ABW. Nie zapraszamy na ABW. Za tydzień zapraszamy na „Bibliotekarium”. To będzie takie „Bibliotekarium” — skoro zrobiliśmy sobie w rozmowach o fantastyce polecanki — to my za tydzień też będziemy mieli polecanki. Co byście państwo mogli ciekawego na wakacjach przeczytać? Mamy kilka nowych pozycji, które aż się proszą, żeby je polecić. To my je z Wiktorem będziemy polecać. Tytuły bardzo różne, nie tylko fantastyka, ale też trochę niefantastyki i takiej bardzo nie-niefantastyki. Słowem, mam nadzieję, że będzie czego posłuchać.
Odnośnie następnych audycji, czyli tego wakacyjnego ABW, czyli ABW Wakacje oraz kolejnych bibliotekariów, porozmawiamy za tydzień. Będziemy przecież po Mierkach, czyli Nie Nidzicy. Tam pewno szereg ciekawych rozmów uda nam się utrwalić, to pewno jakieś pokłosie również państwo w naszych audycjach usłyszą.
[02:14:37] - Smutno, bo może rozmowy będą ciekawe, ale Farowskiego już nie ma. Surprzyk i Jażdżyk jeszcze żyje! Joram żyje! Dobra, jedziemy i gadamy.
[02:14:49] - Będzie ciekawie. Proszę państwa, tym upalnym akcentem, bo w tej chwili co prawda się troszeczkę zachmurzyło w naszym-
[02:14:57] - Wyjdzie przewrotnie, jak w piątek będzie lało.
[02:15:00] - Będzie lało, a w każdym razie w tej chwili temperatura pod czterdziestkę w dalszym ciągu podchodzi. Słońce nisko, niby chmurki, a dalej wali to słońce prosto w okno. Wszystkiego dobrego. Do usłyszenia za tydzień w piątek.
[02:15:17] - Hej, hej.
[02:15:18] - Hej, hej.
[02:15:19] - Do widzenia.
[02:15:20] - A mówili te słowa do państwa jak zawsze gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz oraz nasz dzisiejszy gość Piotr Prokopowicz. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie, tym razem już na żywo, już za tydzień. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl.
[02:15:52] - Tak szczerze wiesz do końca to znam tylko siebie. Potrafię przeżyć, kiedy jest cienko na chlebie. Wiem, jak boli samotność, gdy jesteś w potrzebie. Wiem, jak boli dorosłość, kiedy wszystko się jebie. Poznałem ludzi, na których tak liczyłem. Smutne, bo sam sobie do teraz mam za złe, że liczyć nie umiem, bo często się myliłem. A nauka nauczką, lecz tylko doraźnie. Niejedna piękna panna była ze mną blisko. Niejeden dobry kumpel okazał się być pizdą. Marzenia, kurwa, jedno po drugim mi prysło.
Dzisiaj piję szampana, kurwa, to wszystko. Za wszystkie głupie błędy, choć było ich sporo. Za ciepłe lato, by wracało do nas sorok. No a teraz, mordzia, jednego wypiję za ciebie, byśmy oby jak najpóźniej spotkali się w niebie. Nie mówię kocham, chociaż mam pełne serce. Spokój w moich oczach, kiedy mi patrzą na ręce. Marzą o tym złocie i by woziły ich te merce. A ja piję za zdrowie, dziękując kelnerce. Nie mówię kocham, chociaż mam pełne serce. Spokój w moich oczach, kiedy mi patrzą na ręce.
Marzą o tym złocie i by woziły ich te merce. A ja piję za zdrowie, dziękując kelnerce. Nie czytałem wielu książek, choć jestem uzależniony od tej jednej historii. Piszę, czytam wszystkie strony. Kiedyś lekko znudzony, ogłupiałem, głupi byłem. Dzisiaj wiem, że tylko spałem. Na czas się obudziłem. Wiesz, kiedyś nie piłem, bo nie widziałem powodu. Dzisiaj piłbym bez umiaru aż do słońca zachodu. Gdyby ono zabijało, umarłbym jako pierwszy.
Może dawno mnie nie ma. Wysłuchaj moich wierszy. Milion problemów na głowie. Kark mnie już nie boli. Odnalazłem to w sobie. Piję, trzeźwiejąc powoli, mimo własnej woli. Mimo wypitego trunku czas zapomnieć nie pozwoli. Jak pierwszego pocałunku nieraz oddechu brakuje. Próbuję łykać powietrze. Serce mnie kłuje, bo odpowiada za me wnętrze.
Może jutro będzie lepsze. Zmieni się pogoda albo pojadę po kresce i w niedzielę będzie środa. Nie mówię kocham, chociaż mam pełne serce. Spokój w moich oczach, kiedy mi patrzą na ręce. Marzą o tym złocie i by woziły ich te merce. A ja piję za zdrowie, dziękując kelnerce. Nie mówię kocham, chociaż mam pełne serce. Spokój w moich oczach, kiedy mi patrzą na ręce. Marzą o tym złocie i by woziły ich te merce. A ja piję za zdrowie, dziękując kelnerce.
Nie mówię kocham, chociaż mam pełne serce. Spokój w moich oczach, kiedy mi patrzą na ręce. Marzą o tym złocie i by woziły ich te merce. A ja piję za zdrowie, dziękując kelnerce. Nie mówię kocham, chociaż mam pełne serce. Spokój w moich oczach, kiedy mi patrzą na ręce. Marzą o tym złocie i by woziły ich te merce. A ja piję za zdrowie, dziękując kelnerce.