[00:02] - Świat oczami duszy. Audycja o świadomości na żywo. Zaprasza Sławomir Bączkowski. Nie wiem, czy witać gorąco dzisiaj państwa, ale na pewno witamy bardzo serdecznie. Wiemy, że w dalszym ciągu doskwierają wielu słuchaczom upały, a sądząc po tym, co dzisiaj usłyszałem w radiu, te upały mają jeszcze się nasilić w najbliższych dniach. Także korzystajmy z okazji, że dzisiaj jest jeszcze w miarę, powiedzmy, że chłodno i tym chłodkiem dzisiaj witamy w ten troszkę jeszcze chłodny poniedziałek w kolejnym odcinku audycji „Świat oczami duszy” audycji o świadomości na żywo. Dzisiaj uwaga, uwaga będą, można powiedzieć dwa odcinki pod rząd, bowiem audycja będzie dwuczęściowa. Będzie krótka przerwa, będzie ta część główna, będzie krótka przerwa i potem będzie część z komentarzami, z odpowiedziami i z, miejmy nadzieję, telefonami. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi audycji Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego jest z nami jak zawsze gospodarz audycji pan Sławek Bączkowski. Dobry wieczór, panie Sławku.
[01:28] - Dobry wieczór panie Marku. Witam wszystkich serdecznie.
[01:32] - Co prawda w tej pierwszej części nie będziemy jeszcze odbierać telefonów, ale będziemy je odbierać mając nadzieję, że się takie pojawią w drugiej części. Można już teraz zapisać sobie numer telefonu do Radia Paranormalium, bowiem pod tym numerem będziemy także odbierać SMS-y. Nasz numer to 530 620 493, 530 620 493. Skype radio.paranormalium.pl. Można także do nas pisać na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02, 36 08 80 02. Jesteśmy także na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube. Można nas także spotkać na Facebooku, na fanpage'ach Radia Paranormalium i Świat oczami duszy, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do dzisiejszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc panie Sławku, oddaję panu głos.
[02:45] - Dziękuję panie Marku i dziękuję również za to, że mnie pan tutaj wyręczył w poinformowaniu słuchaczy o tych zmianach organizacyjnych. Kochani, witajcie! Tak zaproponowałem taką zmianę, ponieważ w pierwszej części chciałbym nieprzerwanie skupić się na poruszeniu pewnych kwestii, o które w dalszym ciągu pytacie. Pod ostatnią audycją pojawiło się bardzo dużo komentarzy. Chyba najwięcej to nie, ale na pewno bardzo dużo komentarzy i w dużej mierze postaram się do nich odnieść, ponieważ z tych komentarzy jakby uświadomiłem sobie, a w zasadzie to wy mi uświadomiliście mi to, czego nie wiecie, czego jeszcze nie rozumiecie. Nie ukrywam, że problem z takimi audycjami polega na tym, że nie wiem kto mnie słucha, a przede wszystkim nie wiem jaką wiedzą i doświadczeniami każdy z was dysponuje. Jakie doświadczenia macie już za sobą. I dlatego pojawiają się komentarze, że niektórzy oczekują ode mnie i to też wynika z tych ostatnich komentarzy, że dostosuję swoje wypowiedzi do wszystkich, mówiąc takim językiem nauczycielskim do tych z podstawówki i do tych na studiach. Więc próbuję, mimo że wiedziałem teoretycznie, że to niemożliwe, to teraz się już przekonałem w praktyce, że to faktycznie nie, bo jedni z was się nudzą, a drudzy nadal nie rozumieją podstaw. Dzisiaj może pominę to duże słowo, ale jakby nie będę starał się zaspokoić oczekiwań tych bardzo zaawansowanych słuchaczy, ponieważ skoro to, co mówię, jest dla nich nudne, to z pewnością mają już taką wiedzę i takie doświadczenia, że dadzą sobie radę bez informacji.
Dlatego dzisiaj skupię się bardziej na tej wiedzy. Nie da się ogarnąć matematyki nie znając tabliczki mnożenia, tak samo, jak nie da się być dobrym chemikiem nie znając układu okresowego pierwiastków i wartościowości. Także dzisiaj spróbuję tą podstawową według mnie wiedzę w jakiś sposób usystematyzować. Jedna bardzo ważna dla mnie kwestia. To też jest wynik komentarzy, które się pojawiły pod ostatnimi audycjami. Chcę, żebyście się zastanowili, kim ja dla was jestem, a dokładnie rzecz biorąc, czego ode mnie oczekujecie. I nie ukrywam, że czasami odnoszę wrażenie, że troszeczkę z tymi oczekiwaniami przesadzacie, nadużywając troszeczkę moją taką wrodzoną doość, bo nawet najlepszy nauczyciel szkolny czy akademickiBez chęci zrozumienia i przyswojenia sobie wiedzy przez uczniów będzie walił głową w mur. A ja nie ukrywam, że swoją głowę, jaka jest, taka jest, ale lubię. Dlatego też mówię tak oficjalnie, że komentarze, w których próbujecie wywierać na mnie presję, że czegoś nie zrobiłem lub powinienem zrobić, będę po prostu kulturalnie pominął milczeniem. Ja wyrażam swoje zdanie i jeśli ma być tu dyskusja, w której różne opinie się pojawiają, to niech to będzie dyskusja.
Niech pozostanie to na poziomie dyskusji. Moim zdaniem wyrażanie własnego zdania lub niegodzenie się z moim zdaniem jest dla mnie jak najbardziej formą dyskusji i mam do was prośbę, abyśmy jednak pewnych granic starali się nie przekraczać. Tyle słów wstępu. Kochani, bierzmy się do roboty. Obiecałem, że poruszę temat naszej śmierci w kontekście fizycznym i duchowym, jak również temat odwiecznego dylematu: kto jest dla kogo. Tym razem postaram się to przedstawić w formie twierdzeń, a nie pytań, tak jak robiłem to do tej pory. Bo zauważyłem, że chęć zastanawiania się i samodzielnego dochodzenia do wniosków jest w dzisiejszych czasach mało popularnym mechanizmem. Począwszy od często pojawiającego się pytania i dylematu: kim jesteśmy? Otóż według mnie jesteśmy ludźmi obdarzonymi duszą. Bo pojawia się pytanie, czy jesteśmy ludźmi obdarzonymi duszą, czy duszą obdarzoną ciałem.
Tak jak mówię, według mnie jesteśmy ludźmi obdarzonymi duszą. Nasze miejsce jest tu, na Ziemi i tutaj mamy do zrealizowania jakiś plan. Tym planem, według mnie, jest ewolucja do poziomu świadomej miłości. I to jest ważne, bo nad tym celem często się zastanawiamy. Celem jest ewolucja ludzi do poziomu świadomej miłości w poszanowaniu wolnej woli i w ziemskich warunkach. Niejasne? Już wyjaśniam. Z czym kojarzy wam się słowo miłość? Ogólnie rzecz biorąc, dla mnie słowo miłość kojarzy się ze wszystkim, co w naszym ziemskim pojęciu jest odpowiedzialne za to, co dobre. Z miłości płynie dobro, szacunek, zrozumienie, współczucie, czasami chęć pomocy, empatia, radość, szczęście, a także według mnie wolność.
Wolność dana sobie i wolność dana innym osobom. Tolerancja dla innych osób, dla odmienności i mnóstwo innych, których nie wymieniłem. Na pewno sobie sami gdzieś tam jeszcze coś dopiszecie. I właśnie do takiej sytuacji na Ziemi mamy jako ludzie ewoluować, aby stworzyć taką właśnie ziemską formę. Według mnie to jest nasz cel. I teraz pojawia się pytanie, czy jako ludzie sami z siebie, nie biorąc na razie naszego aspektu duchowego pod uwagę, czy bylibyśmy w stanie taki stan osiągnąć. Ponieważ po pierwsze nie potrafimy wyciągać wniosków z naszego życia, z naszej historii. Do tego wszystkiego nasza ziemska natura tworzy z nas osoby bardzo zarozumiałe, ponieważ posiadamy podświadomość, która decyduje o naszych reakcjach, decyzjach, wyborach. I z naszej ziemskiej natury wynika to, że o wszystkim musimy się przekonać na własnej skórze. Nie potrafimy się uczyć na błędach innych, a jedno ludzkie życie jest zbyt krótkie, aby przez te wszystkie aspekty ziemskiego życia przejść.
Aspekty typu bieda, bogactwo, akceptacja, odrzucenie, sława, relacja oprawca-sprawca, ofiara-sprawca, władca-poddany i tak dalej. A jak powiedziałem, o wszystkim musimy się przekonać na własnej skórze osobiście, aby zrozumieć, jak to jest. A ponieważ w ciągu jednego ziemskiego życia nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego doświadczyć, dlatego dostaliśmy możliwość inkarnacji. Czym zatem jest inkarnacja? Możliwością wielokrotnego pojawiania się na Ziemi, aby móc poznawać kolejne aspekty tego właśnie ziemskiego życia i rozwijać swoją świadomość, ale nie tą ziemską. Ponieważ za ziemską świadomość odpowiada nasz umysł, pamięć oraz podświadomość, które oceniają nasze postępowanie według wzorów, jakie w niej zostały zapisane. A w praktyce wygląda to takJeżeli zostaliśmy wychowani na przykład w rodzinie bandyty, to zabicie drugiego człowieka będzie dla nas powodem do dumy. Okradzenie, wykorzystanie i tak dalej. Jeżeli wychowaliśmy się w rodzinie biznesmenów, to wykorzystywanie innych dla własnych korzyści będzie mniej więcej tym samym, co zabicie człowieka dla bandyty, czyli czynem chwalebnym, wynikającym z cwaniactwa, z mądrości, zaradności i tak dalej. Jeżeli wychowali nas politycy, to kłamanie i manipulowanie ludźmi nie będzie niczym złym w naszym przekonaniu.
A jeżeli wychowamy się w rodzinie robotniczo-chłopskiej, to ciężka praca fizyczna będzie dla nas czymś naturalnym, czymś normalnym. Oczywiście to jest wielkie uogólnienie, żebyśmy tutaj zaraz znowu nie zaczęli prowadzić dyskusji, czy wszyscy biznesmeni wykorzystują ludzi, a czy wszyscy politycy są źli i manipulują. To są tylko przykłady, kochani, dla pokazania, jak działa podświadomość i jak działa ten ziemski mechanizm oceny naszego postępowania. Tylko po to. Dlatego mówię, jest to po pierwsze uogólnienie, po drugie jest to przykład, pokazanie zasady. A przecież wiadomo, że od każdej zasady są jakieś wyjątki. Więc nie o taką ocenę i nie o taką świadomość, tylko o tę bardziej uniwersalną. Tak jak mówiłem, problemem jest to, że na Ziemi nie ma jednego uniwersalnego wzorca. Wzorca dobra i zła, które obowiązywałoby wszystkich ludzi na świecie. Dlatego budowanie tej uniwersalnej świadomości nie może się odbywać na Ziemi i do budowania tej uniwersalnej świadomości jest potrzebne nam nic innego jak właśnie dusza.
Czym zatem jest dusza? Nie będę podejmował się wyjaśnienia tego w sposób naukowy, bo chyba nikt tego na 100% nie jest pewien, więc o takie wytłumaczenie się nie pokuszę. Natomiast spróbuję to wytłumaczyć w sposób duchowy. Dusza jest energią posiadającą świadomość i pamięć wszystkiego, co w swoich wcieleniach przeżyliśmy. Zapisane są w niej również wyciągnięte przez nas wnioski z naszych ziemskich wyczynów, ale to wszystko w zestawieniu z bezwarunkową miłością oraz często na podstawie konfrontacji z innymi świadomościami, czyli duszami, ale tymi, z którymi będziemy mieli kontakt po naszej śmierci fizycznej. Dusza według mnie jest też częścią źródła, czyli tej mocy stwórczej z zapisanym w niej wzorcem bezwarunkowej miłości. Ja to odbieram tak, że w naszym codziennym życiu działanie duszy objawia się jako nasza nie zawsze i nie do końca uzasadniona ziemskimi wzorcami tak zwana moralność. Dusza jest też czwartym wymiarem ziemskiego funkcjonowania, czwartą płaszczyzną bytu. Jak sami wiecie, najmniej dostrzeganą, ale w moim przekonaniu równie ważną, a często nawet decydującą bardzo często na przykład o naszym podejściu do życia w sposób z perspektywy miłości i z perspektywy zachowań tak zwanych moralnych. Zawsze w takich momentach pojawia się pytanie: dusza dla człowieka czy człowiek dla duszy?
Ja uważam, że dusza dla człowieka, ponieważ bez duszy rozwój świadomości miłości, świadomej miłości byłby po prostu niemożliwy. Zresztą tak samo jak ocena naszego postępowania w zestawieniu właśnie z tym uniwersalnym wzorcem miłości. Dlaczego nie człowiek dla duszy? Bo nazywając rzeczy po imieniu, dusza funkcjonuje w otoczeniu miłości bezwarunkowej cały czas. Czyli ona tak naprawdę już jest w raju, w przeciwieństwie do nas. Kto miał doświadczenia kontaktu z miłością bezwarunkową źródła, ludzie, którzy przeżyli śmierci kliniczne, czyli ci, którzy już mieli ten kontakt z miłością bezwarunkową, z tym spokojem, który z niej płynie, dokładnie wiedzą, o czym mówię. Dusza jest już w takim otoczeniu. Biorąc pod uwagę, że dusza jest wieczna lub nieśmiertelna. To jest następny odwieczny temat do dyskusji, ale na to pytanie nie będę wam odpowiadał. Więc skoro dusza jest wieczna lub nieśmiertelna, ma, mówiąc tak po ziemsku, wywalone na to, czy zmienimy swoje życie dzisiajCzy za sto lat?
Czy wyciągniemy wnioski z doświadczeń te właściwe teraz, za rok, za pięć, za sto? Ponieważ jej poczucie czasu nie dotyczy, ona nie odmierza czasu tak jak ludzie. A poza tym, tak jak już wam powiedziałem, ona i tak już się zraju, jej się już nigdzie nie śpieszy. Moim zdaniem bez duszy i reinkarnacji rozwój świadomej miłości, świadomości miłości człowieka byłby niemożliwy. Kręcilibyśmy się w kółko i zaczynali naszą edukację przy każdym następnym wcieleniu, tak jakby od nowa, od zera. Ewolucja ludzkości w kierunku miłości byłaby po prostu niemożliwa. Moim zdaniem, a przynajmniej bardzo utrudniona. Różne teorie i różne źródła też mówią o tym, że nawet mimo posiadania duszy kilka razy już jako ludzkość utknęliśmy na pewnym etapie swojego rozwoju, swojej ewolucji i musieliśmy znowu zaczynać wszystko od zera. Mimo posiadania duszy, mimo posiadania przez każdego człowieka tego wzorca bezwarunkowej miłości. I teraz jak to moim zdaniem wygląda w praktyce?
Tutaj pojawi się odpowiedź dla Marii i Ghosta. Oczywiście odpowiedź dla wszystkich zainteresowanych, natomiast generalnie na ich prośbę. Chociaż w przypadku Ghosta to akurat pewnie bardziej zabrzmiało jak wyrzut niż prośba. Tak na marginesie, Goście pozdrawiam cię i przy okazji powiem, że wydrukowałem sobie twoje komentarze od ostatniej audycji, ale stwierdziłem, że albo poruszę te tematy, które mam w tej chwili, albo będę czytał twoje komentarze. Sam napisałeś w jednym z nich, żeby wszystkiego nie czytać, więc zastosowałem się do twojej prośby. Ale wracając do naszego tematu, jak to wygląda w praktyce? W książce opisałem ten proces, zaczynając jakby punktem wyjściowym była nasza śmierć. Tym razem spróbuję go opisać od momentu naszego urodzenia. Przychodzimy na świat w określonym miejscu na ziemi. Z tym się w zasadzie wszyscy zgadzamy, a co za tym idzie w określonych warunkach geopolitycznych, tych zwykłych, ziemskich, rodzinnych.
Miejsce na ziemi za chwilę określi nasze przekonania polityczne i religijne. Bo wiadomo, że jeżeli się rodzimy w kraju muzułmańskim, to raczej większe prawdopodobieństwo jest, jeżeli się urodzimy w rodzinie muzułmańskiej, że będziemy muzułmanami. Jeżeli w rodzinie chrześcijańskiej, to raczej pewnie będą nam wpajane od dzieciństwa wzorce tej religii. Więc za chwilę, zaraz po narodzeniu zaczynamy ten proces edukacji polityczno-religijnej oraz to miejsce określa nasze możliwości rozwoju duchowego i osobistego. W naszej nowej rodzinie, w której przyszliśmy na świat panują już określone poglądy, przekonania o świecie, o ludziach, o politykach, wartości moralne, zasady i całe mnóstwo wartości, których za chwilę będziemy uczeni, by wchodząc już w dorosłość i samodzielność zacząć je wcielać w życie, czyli po prostu nimi się w swoim dorosłym życiu kierować. I to jest okej. To jest dla wszystkich w zasadzie zrozumiałe. Wiadomo, że nikt nie zmienia poglądów i nie stawia świata na głowie tylko dlatego, swoich poglądów politycznych, religijnych czy tam jakichś innych, tylko dlatego, że urodziło się dziecko. Więc wiadomo, że w tych przekonaniach, które już panują w rodzinie, my jako nowo narodzone dziecko będziemy wychowywani. I wszyscy tak mamy.
Jest tylko jeden wątek, który każdemu chociaż raz przyjdzie do głowy. Jedna taka wątpliwość, jedno takie: dlaczego przyszedłem na świat w tym miejscu, w takich warunkach, a nie w innych? Oczywiście najlepiej byłoby w lepszych. Zwłaszcza jako dzieci cierpieliśmy zawsze na niedosyt czegoś, na braki i je zauważaliśmy bardzo mocno. Więc czemu się nie urodziłem na przykład bogatszy, bogaty i żebym sobie mógł pozwolić na więcej rzeczy? A jeżeli się już urodziłem w bogatszej, to czemu mój tata nie może mi poświęcić więcej czasu? I tak dalej. Więc to pytanie zazwyczaj dlaczego akurat tutaj, zazwyczaj u każdego przynajmniej raz w życiu się pojawi. I tak naprawdę im gorsze to życie, tym większe poczucie niesprawiedliwości i takich pretensji do naszego aktualnego Boga. Tego Boga wynikającego oczywiście z religii, bo na wczesnym etapie życia nie dokonujemy jakichś rewolucyjnych wyborów.
I to jest pierwszy moment, w którym chcemy zrozumieć, spróbować zrozumieć sens naszego istnienia na ziemi.To jest najczęściej pierwszy moment. Później prowadzimy swoje życie oczywiście tak, jak potrafimy, szukając naszego własnego szczęścia, a dokładnie szczęścia, które według naszej podświadomości powinno być szczęściem. Czyli takiego szczęścia, jaki wzorzec szczęścia nam został przedstawiony. I tak jak mówiłem wcześniej, jeżeli urodziliśmyśmy się w rodzinie robotniczo-chłopskiej, szczęściem będzie dla nas stała, fizyczna i najlepiej dobrze płatna praca. Natomiast oczywiście dla osoby urodzonej w rodzinie aktorów, polityków, biznesmenów czy bandytów taka sytuacja na pewno nie będzie w żaden sposób związana z poczuciem szczęścia. Więc takie szczęście sobie spróbujemy zbudować, jakie zostało podane w naszej podświadomości. Jeżeli nic mocno dramatycznego w naszym życiu się nie wydarzy, kiedyś sobie umrzemy. Czasami niestety, stety niestety, z ziemskiego punktu widzenia niestety, na skutek różnych nieprzyjemnych sytuacji, chociaż coraz częściej również z wewnętrznej potrzeby, zaczynamy się zastanawiać nad sensem życia. Ponieważ ta sytuacja trwa tak naprawdę od niedawna w sensie rozwoju ludzkości, bo kiedyś ludzie się nie zastanawiali nad sensem, jeszcze niedawno nad sensem, tylko po prostu żyli podświadomością. Teraz zastanawianie się nad sensem życia pojawia się u coraz większej grupy ludzi.
Ale mówię, to dopiero ten proces się zaczyna. Dlatego na tą chwilę się nie będę na ten koncept odnosił. Do dalszych emocji. Tak jak mówiłem, kiedyś w końcu umieramy i ten moment śmierci jest bardzo ważny. Z ziemskiej perspektywy następuje koniec naszego życia. Z religijnego punktu widzenia coś tam niby się jednak po tej śmierci ma. No i co? W zależności od tego, jak religia to życie po śmierci interpretuje, to nas spotka. Według Indian będziemy biegać za bizonami po sawannie. Według chrześcijan pójdziemy do raju bądź gdzieś indziej i tak dalej.
To jest aspekt, taka wizja religijna. I tutaj, droga Mario, jeżeli nas słuchasz, znaczy mnie słuchasz, to faktycznie nasze ciało fizyczne, nasz mózg i nasza podświadomość umierają bez powrotu, ale nasza duchowa część nadal żyje. I tu słowo „nasza” jest takim kluczowym słowem, wartym zapamiętania i przyswojenia. To jest nasza duchowa część i ona nadal żyje, bo ta nasza jest taka sama jak mózg i wątroba. Tyle że mózg umiera, a dusza nie. I tu się zaczyna jej bardzo ważna rola. Bo po naszej śmierci fizycznej nasze ziemskie życie z perspektywy ludzi zostało ocenione właśnie przez ludzi. Czy byliśmy dobrzy dla nich, czy tacy, czy śmacy, czy bogaci, czy sławni, czy uprzejmi, czy mili, czy byliśmy pijakami, złodziejami, egoistami. Z ziemskiego punktu widzenia w momencie naszej śmierci zostaliśmy ocenieni przez naszych przyjaciół, bliskich. To życie zostało podsumowane, przyklepane łopatą, zamknięte.
Natomiast następuje w tym momencie analiza naszego życia wobec wzorca bezwarunkowej miłości. I ponieważ już nasza podświadomość nie żyje, ta ocena odbywa się bez udziału naszej podświadomości, a ta, jak wiecie, nie jest obiektywna. Te przykłady z polityki. Jak wygląda ten proces oceny, a raczej analizy, bo to trudno nazwać oceną, analizy nie będę tu rozmawiali. Nie chcę się też dzisiaj rozdrabniać, ale wyobraźcie sobie, że wyłączacie w tej chwili swój umysł, swoją podświadomość. Chociaż wiem, że to jest prawie niemożliwe. I każdą sytuację, jaką przeszliście do tej pory w swoim życiu, każdą sytuację oceniacie przez pryzmat miłości i wyciągacie wnioski. To mniej więcej tak wygląda, ponieważ po naszej śmierci taka ocena jest, taka analiza jest tak jakby w pewnym sensie automatyczna, ponieważ już przestajemy podlegać naciskom i innym wzorcom niż wzorzec miłości. To te wnioski są wyciągane dość szybko, a my, ta nasza duchowa część chce się przekonać, czy potrafimy te wnioski wcielić. I to jest słowo klucz — wcielić w nasze ziemskie życie.
I z tym nastawieniem wracamy na Ziemię, wybierając sobie oczywiście ku temu odpowiednie warunki, czyli znowu rodzinę, warunki geopolityczne oraz dzień narodzin, o którym nie wspomniałem, ponieważ z każdym dniem, jak wiecie, związana jest odpowiednia energia, a co za tym idzie też inne nasze predyspozycje i talenty. Pojawiamy się na Ziemi, owszem, w innym ciele fizycznym, ale kontynuujemy swoją edukację i rozwój w kierunku świadomej miłości.Wniosek według mnie z tego jest taki, że mimo innych okoliczności i ciała jesteśmy w duchowej swojej części tymi samymi istotami. Kolejny dylemat odnośnie różnych poziomów świadomości, czyli etapów rozwojów naszej duszy, naszej świadomości. I tu znowu podkreślę słowo „naszej”. Dusza poprzez zapisywanie kolejnych doświadczeń i wniosków z tych doświadczeń, przeżyć, dysponuje coraz większą świadomością, która jak wspomniałem wcześniej, objawia się naszą coraz większą tak zwaną moralnością z punktu widzenia miłości. Ale to jest w dalszym ciągu nasza dusza, czyli nasza duchowa cząstka. I ta zmieniająca się, czyli rozwijająca się świadomość wpływa na nasze ziemskie życie i nieustająco prowadzi do jednego wspólnego celu, czyli cały czas tej świadomej miłości. A w codziennych sytuacjach namawia nas do dokonywania działań słusznych i właściwych z perspektywy miłości. I następny dylemat: czy dusza ma plan własnego rozwoju? I tutaj powiem wam szczerze, że ja w dużej mierze rozumiem ten dylemat, który się ciągle pojawia.
Bo z jednej strony to ona zbiera informacje, to ona wyciąga wnioski. Też z perspektywy duszy zapadają pewne decyzje odnośnie na przykład miejsca i dnia urodzin, a co za tym też idzie naszego przypuszczalnego przeznaczenia i doświadczeń, jakie nas najprawdopodobniej czekają na Ziemi. Więc jest to jakby plan duszy, ale tylko wtedy, jeżeli myślimy o tej duszy jako oddzielnym bycie. To możemy wtedy do takich wniosków dojść, że to ona się rozwija, że to ona ma plan, że to ona dąży do czegoś. Ale patrząc na to, że ten nieśmiertelny kawałek to w dalszym ciągu my, a zadanie, jakie mamy do wykonania, jest typowo ziemskie i do wykonania tutaj na Ziemi. Nie gdzieś tam, tylko tutaj na Ziemi. To ja pozwoliłem sobie potraktować ten rozwój duszy, rozwój świadomości jako nasz plan. A duszę umiejscowiłem w tym całym logicznym ciągu jako czynnik, który nam wykonanie tego planu po prostu umożliwia. Ja traktuję duszę jak dar, jak nieodłączną część mnie, która dzięki swoim nieziemskim i nieśmiertelnym możliwościom daje mi poczucie, że żadne z moich doświadczeń nie pójdzie na marne. Bo patrząc, oceniając, analizując życie, takie nasze ziemskie życie, często do takich wniosków dochodzimy.
Ludzie często dochodzą bądź mogą dojść do takich wniosków, że to życie jakby nie ma, że te nasze doświadczenia, które zbieramy przez całe swoje życie i z którymi później naprawdę fizycznie umieramy, niczemu nie służą. Może przekażemy je swoim dzieciom, swoim bliskim, ale albo to wykorzystają, albo nie. Natomiast świadomość tego, że to wszystko jest zapisywane w mojej duszy, daje mi to właśnie przekonanie, że te doświadczenia nie pójdą na marne. I też daje mi przekonanie, że nie stracę z oczu celu, który na Ziemi mam do osiągnięcia jako człowiek. I w sumie powiem wam tak, że to by było tyle w kwestii moich teorii, tez, wiedzy, przemyśleń, doświadczeń i co by tam, jakby tego nie nazwał. Ale też, żeby nie było zbyt słodko, to na koniec postawię też kilka pytań. I tu też należy wam się małe wyjaśnionko, bo czasami zadając wam pytania odnoszę wrażenie, że myślicie, że ja też nie wiem. Że ja zadając pytanie, tak jakbym razem z wami się zastanawiam. Albo nie wiem, albo nie do końca był przekonany. A to nie do końca tak jest, bo forma pytań jest moim sposobem na w pewnym sensie doprowadzenie was do własnych przemyśleń i wniosków.
Bo tylko taka metoda, moim zdaniem, daje gwarancję zapamiętania i zaakceptowania. Taką mamy po prostu ziemską naturę. Ja ją znam i wiem, że jeżeli mówi się człowiekowi, że tak jest, to on nie wierzy. Natomiast jak sam dojdzie do wniosku za trzy minuty bądź zrozumie, że tak jest, powie: „O, tak jest”, to nie dość, że w to uwierzy, to jeszcze będzie święcie przekonany, że to właśnie on na to wpadł. Więc ja wiem, że i tak wszystko to, co mówię, to i tak w którymś momencie będziecie przekonani, że sami do tego doszliście. I tu ja z tego powodu nie cierpię jakoś zbyt. Więc forma pytań i naprowadzania, i w pewnym sensie zmuszania do szukania odpowiedzi bądź zastanawiania się nad odpowiedziami jest taką po prostu formą, którą wybrałem moim zdaniem.To, że ja coś mówię, przedstawiam jako pytanie, to nie znaczy, że ja tego nie wiem. Więc nie musicie od razu się spieszyć z dawaniem mi odpowiedzi, bo ja najczęściej odpowiedź na te pytanie znam. Natomiast zastanawiam się często, czytając komentarze pod audycją na YouTubie, jakich odpowiedzi wyszukać. Czego tak naprawdę chcecie się dowiedzieć?
Bo ja uważam, że wszystko zostało już powiedziane. I nie mam tu oczywiście na myśli tego, że to ja powiedziałem, bo to wszystko zostało powiedziane już dawno temu. Dzisiaj przedstawiłem wam mechanizm, który też już wielokroć przez wiele osób był opisywany, analizowany i przedstawiany. Dzisiaj też porozmawialiśmy o celu, o technice. Natomiast ten cel, jaki stoi przed ludźmi, też już dawno temu został powiedziany i cytując autora, jak to mawiają, cytując klasyka, brzmi mniej więcej tak: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego i nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. I ja się zastanawiam, jakich jeszcze wskazówek ludzie potrzebują. Przecież w tym zdaniu, w dwóch zdaniach, w dwóch stwierdzeniach jest wszystko zawarte. Więc czego jeszcze? Jakich wskazówek ludzie potrzebują? I tu się nasuwa taka myśl, że to już nie jest kwestia niewiedzy ludzi, tylko kwestia tego, aby w to uwierzyć i nauczyć się wcielać to w życie.
I na tym polega między innymi ewolucja. Na tym polega też rozwój świadomości, bo od wypowiedzenia tamtych słów upłynęło 2000 lat. Ale ewolucja polega na tym, aby przekonać się na własnej skórze, że to jest właśnie to, o co chodzi, że to taki jest cel i że to jest właśnie wartość nadrzędna. Zrozumienie stwierdzenia „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” każdy z nas testuje, choć pewnie część ludzi zupełnie nieświadomie bądź nie zawsze świadomie, codziennie na własnej skórze. Tego, czego pragniemy dla siebie, pragniemy dla innych, czyli kochamy bliźniego swego jak siebie samego. Jak kochamy siebie, tak kochamy innych, a inni kochają nas tak, jak my kochamy siebie. A im mniej mamy miłości do samych siebie, tym więcej oczekujemy jej od innych. Im więcej miłości do samego siebie mamy w sobie, tym więcej miłości okazujemy innym. Tak jakby bilans miłości danej i przyjętej zawsze musiał być stały. I to właśnie testujemy i uświadamiamy sobie jako ludzkość od 2000 lat.
Dlatego kochani, wiedza to dopiero początek drogi, a szukanie nowej wiedzy to szukanie nowych doświadczeń. Ale jest demokracja, każdy robi, jak uważa. Stwierdzenie „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” jest odpowiedzią na większość pytań, jak żyć i czym się w życiu kierować. I to jest informacja dla nas, ludzi najważniejsza. Określa cel, kierunek, sposób. Tutaj została nam jeszcze ostatnia, że tak powiem, i największa niepewność. Nie wiem, czy wam się spodoba, ale będzie troszeczkę, że tak powiem może żartobliwie. Ostatnia i największa niepewność dotyczy Boga czy Stwórcy, Źródła, jak tam sobie kto to nazywa. Jakoś mi bliskie jest to określenie Boga, Źródła, więc tymi określeniami się posługiwałem. Kim lub czym on tak naprawdę jest?
To jest dążenie większości ludzi. Tylko po co to wiedzieć, skoro wiemy już, jaki jest cel, jaki jest sposób i jak to wszystko działa, żeby ów cel osiągnąć? Po co nam wiedzieć, kim jest Bóg, jak on wygląda, jak on się zachowuje i co on sobie myśli? Bo to jest właśnie ta nasza ziemska natura, która każe nam się równać z Bogiem. I zawsze jak coś załatwiamy, tak już po ziemsku patrząc, to zawsze chcemy rozmawiać z szefem. Nigdy z pracownikiem, tylko zawsze z szefem. Wydaje nam się, że jak z szefem będziemy rozmawiać, to wszystko szybciej załatwimy, bo on wszystko może. Ja mam teraz do was pytanie: o czym chcielibyście z nim porozmawiać? Ewentualnie co chcielibyście załatwić? Gdybyście mu mogli zadać jedno pytanie, to jak ono by brzmiało?
Zrobiłem przerwę, bo być może część z was właśnie w tej chwili się zastanawiało nad tym pytaniem do Boga, więc nie chciałem wam przeszkadzać. Jakie to byłoby pytanie? Skoro już wiecie, to teraz zastanówcie się, czy przypadkiem nie znacie już na nie odpowiedzi i też czy pewni jesteście tego, że odpowiedź, którą byście usłyszeli, jest taką, na jaką liczycie. Bo czy na pewno chodzi o pytanie, czy może na przykład o pretensje? Co prawda w obliczu boskiego majestatuBędzie ta pretensja raczej wyrażona w formie prośby, bo tak do Boga z pretensjami to trochę mimo wszystko strach. Ale zastanówcie się, czy na przykład prośba: „Chciałbym móc porozmawiać ze swoją duszą” nie jest w podtekście pretensją: „Dlaczego nie mogę porozmawiać ze swoją duszą?”. Prośba, żeby zmienić to czy tamto w moim życiu nie jest w podtekście: „Dlaczego moje życie tak wygląda?”. Najczęściej kiepsko, skoro chcemy coś zmienić. Bądź prośba osób rozwijających się duchowo: „Chciałbym mieć dostęp do swoich poprzednich wcieleń”. Pretensja: „Dlaczego mi to zablokowałeś?
Dlaczego mi to uniemożliwiłeś?”. Znowu prośba: „Chciałbym mieć to czy tamto” w podtekście nie jest pretensją: „Dlaczego tego nie ma?”. Na pewno takich pytań, próśb jest wiele i nawet nie będę ich się tutaj starał wszystkich wymieniać. Ale skoro je macie, powiem tak: przygotujcie się, bo zaraz pojawi się możliwość zadania takiego pytania samemu Bogu. Dzisiaj mamy 33. audycję w wiek chrystusowy, więc dzisiaj jest taka możliwość. Może trochę przesadziłem, ale pytanie możecie zadać oczywiście i nawet polecam. Kierujcie pytania bezpośrednio do Boga. Tylko jak będziecie z nim rozmawiali, to raczej nie spodziewajcie się, że staniecie twarzą w twarz z siwym i brodatym starcem. Jak wygląda Bóg?
A co by było, gdyby się okazało, że Bóg jest olbrzymią kulą energii, miłości umieszczoną w centrum wszechświata? I gdyby tak było, to ciekawe, jaką byście uzyskali odpowiedź. Jeszcze na koniec, zanim zaczniecie stawiać to, co powiedziałem, pod wątpliwość, to zapytajcie samych siebie. Po raz kolejny powtórzę, że odpowiedzi na wszystkie pytania są w każdym z nas, bo każdy ma świadomość. Każdy swoją śmierć przeżył. Każdy uczestniczył w swojej duchowej części w procesie analizy swojego ostatniego życia. Każdy w swojej duchowej części pochodzi z tego samego źródła, bo każda dusza jest częścią tego źródła. Więc wszystko to, o czym mówię, każdy z was już wielokroć przeżył. Więc wysilcie się troszeczkę i poszukajcie odpowiedzi i konfrontacji tego, co dzisiaj zostało przeze mnie powiedziane. Zresztą nie tylko dzisiaj.
Tego, co powiedziane zostało do tej pory i co zostanie powiedziane jeszcze w następnych audycjach, przepuśćcie przez pryzmat swojej własnej duszy. Nie idźcie na łatwiznę, bo i tak wszystkie wasze poszukiwania sprowadzą się do tego samego, że wrócicie szukać tych odpowiedzi. To by było, kochani, na dzisiaj tyle. Specjalnie starałem się tę audycję skrócić, żeby dać być może więcej czasu na domniemane telefony. Poza tym nie chciałem się uruchamiać tutaj z tym swoim gadulstwem, tak żeby te tematy były jak najkrócej i jak najprościej wyjaśnione. Kochani, panie Marku, zróbmy malutką przerwę trzy, cztery minutki i za chwileczkę wracamy. Dziękuję wam za tę część. Ja w międzyczasie odpalę Messengerka. Oczywiście czekam na wasze telefony, gdyby ktoś miał ochotę ze mną podyskutować na te tematy. Także malutka przerwa i za chwilę wracamy.
Do usłyszenia. Pa, pa!
[51:12] - No to wracamy po krótkiej przerwie. Zaczynamy drugą część audycji „Świat oczami duszy. Audycji o świadomości na żywo.” Można już teraz dzwonić pod numer telefonu 530 620 493. Jesteśmy także na Skypie. Nasz nick to radio.paranormalium.pl. Tutaj taka prośba, żeby najpierw napisać na rozmowie tekstowej, że chcecie państwo dołączyć. Ja wtedy dołączę słuchacza do rozmowy grupowej. Tak więc Skype radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadogadu pod numerem 36 08 80 02. Można także oczywiście cały czas komentować na czatach Radia Paranormalium na www.paranormalium.pl oraz na czacie towarzyszącym naszej transmisji na YouTube.
Można nas również spotkać oczywiście na Facebooku, na kontach Radia Paranormalium i Świat Oczami Duszy, na grupach Radia Paranormalium i czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail radio@paranormalium.pl. A więc pan Sławek odpala Messengera, zapoznaje się z komentarzami i za chwilę się do nich odniesie.
[52:43] - W zasadzie to już się odnoszę. Zacznę tutaj od Emobila, który na początek bardzo mocno tutaj się zaznaczył w dyskusji, więc przeczytam. „Jako żywe istoty jesteśmy sobą i zarazem częścią innych istot, ale tego nie musimy się jeszcze nauczyć, bo rdzeń naszej duszy nie jest nigdy w pełni nasz, ponieważ jest zawsze częścią pewnej całości. Nie ma czegoś takiego jak pojedyncza dusza, ponieważ każda z nich jest trwale połączona z całością istnienia. Dusze nie należą ani do ludzi, ani do kogokolwiek, ponieważ jest to część Stwórcy funkcjonującego we wszystkich częściach wszechświata. Oznacza to, że każda żywa istota pojawiająca się gdziekolwiek w formie organicznej też ma duszę, jak człowiek, zanim życie pojawiło się na Ziemi. Byliśmy w różnych miejscach, konstelacjach i na innych planetach, gdzie doświadczyliśmy odmiennych form życia. Nie istnieją stare czy młode dusze, bo dusza nie ma wieku. To my, funkcjonując na zupełnie innym poziomie istnienia, obserwujemy pozorny upływ czasu. Ewoluujemy i przechodzimy na coraz wyższe poziomy.
Zbierając doświadczenia, inkarnujemy wielokrotnie w różnych systemach życia, nie tylko ziemskim, lecz istotom zza zasłony z głębszego poziomu istnienia nie wolno ingerować w nasze wolne wybory. Inne istoty mogą nas tylko obserwować, więc wiedzą, że ci, którzy już wielokrotnie żyli na Ziemi, podejmują znacznie lepsze decyzje.” Skoro jest dyskusja, padło takie dość długie, fajne sformułowanie, więc pozostawiam to oczywiście wam do przeanalizowania i do podjęcia decyzji, czy się z tym zgadzacie, czy macie może jeszcze jakieś inne zdanie na ten temat. Marzenka pisze: „Żadnego pytania bym nie zadała. To ci logiczne.” Adam pisze: „Jak uczynić rozwój łatwym i przyjemnym? To tak na szybko mi przyszło.”Ja, drogi Adamie, zresztą ty akurat dobrze wiesz, bo nawet żeśmy sobie na ten temat mieli okazję prywatnie rozmawiać. Uważam, że właśnie na tym powinniśmy skupić przede wszystkim naszą uwagę. Na tym, jak uczynić rozwój łatwym i przyjemnym. Ja bym dodał do tego jeszcze, bo ja cały czas podkreślam jedną rzecz: skoro zdecydowaliśmy się inkarnować tutaj na Ziemi, to znaczy, że tutaj na Ziemi mamy coś do załatwienia. Więc skupmy się na tym, żeby to zadanie, które mamy gdzieś tam na Ziemi do wykonania, było łatwe, przyjemne i do tego wszystkiego jeszcze świadome. I to jest dla mnie temat warty audycji.
Temat warty dyskusji, temat warty zastanowienia i podziałania w tym kierunku, żebyśmy mogli budować naszą świadomość w tym kierunku, w którym chcemy, ale żeby to było przyjemne, miłe, świadome, sympatyczne. Całkowicie się tutaj z tym zgadzam, popieram i mało tego, będę w tym kierunku. Hemobil pisze: „Jeśli ktoś jest ciekawy, skąd się wzięły narządy płciowe, jak pochwa czy penis, to powstały one na drodze polaryzacji pól fizy. Wyobraźcie sobie antenę, która zbiera sygnał horyzontalny i pionowy. Jeśli jest plus, to musi być minus. Czyli zawsze jest przeciwieństwo czegoś. Na przykład życie i śmierć. To wszystko to iluzja próżni.” No dobrze, Hemobilku. Tutaj Adam pisze: „Przerwa na drugą kawę.” Może dla ciebie tak, bo ty chyba w innej godzinie w tej chwili funkcjonujesz, więc jak najbardziej życzę ci smacznego. Ja już kawki dziś nie będę.
„Ośmieli ci wiele istot” — tu pisze Hemobil. „Jest bardzo zatrzymana w jakimś wymiarze. Stoi i obserwuje innych i nie potrafi zamanifestować się innym. A to dlatego, że jest obciążona fałszywym zaprogramowaniem.” „Interlutium conclutium” — to jest komentarz Adama. I tutaj mam jeszcze: „Nawet brak intencji u naszych zmarłych powoduje, że my jako żywi bardzo cierpimy, bo oni się nieźle bawią i wiją w błogostanie.” Widzę, że przerwa była krótka. Widzę, że była przerwa krótka, a audycja będzie dzisiaj jeszcze krótsza niż się spodziewałem, bo właśnie wyczerpaliśmy komentarze, więc niepotrzebnie robiliśmy przerwę, panie Marku. Tak naprawdę.
[57:55] - Ja tutaj przypomnę, że cały czas można dzwonić pod nasz numer 530 624 493, więc jeżeli ktoś chce, to zachęcamy teraz do dzwonienia. A smartfon przestał tutaj reagować, ale już chyba wrócił do normalnego funkcjonowania. 530 624 493 to jest numer do Radia Paranormalium. Tutaj kolejny komentarz skierowany co prawda do Hemobila się pojawił, ale myślę, że może pan Sęk też się zapozna, też coś doda do tematu.
[58:35] - Dobrze, z przyjemnością, jeżeli to będzie tylko w-
[58:39] - Właśnie Hemobil przeczytał pytanie, które pan często dostaje: skąd ty to wszystko wziąłeś? Gdzie ty wyszukałeś taki wysyp informacji? Coś się dzieje, Hemobil?
[58:53] - No właśnie. Ja akurat osobiście aż tak bardzo ciekawy nie jestem tego, skąd Hemobil to wie. Natomiast jeżeli zechce, to na pewno się z nami tym podzieli. Natomiast ja przyznam się, że tak, też wiele razy dostawałem to pytanie. Zresztą był taki czas w moim życiu, kiedy sam sobie to pytanie zadawałem: po co ja to wiem? Skąd ja to wiem? Zresztą też w jednym z ostatnich komentarzy gdzieś tam pod audycją na YouTubie udzieliłem takiej informacji. Także jeżeli ktoś nie czyta tych komentarzy, to zachęcam, bo tam też się sporo fajnych wątków przewija. Natomiast skąd pewne rzeczy wiemy? To jest dobre pytanie.
Ostatnio rozmawiałem z kolegą, który tak naprawdę jest totalnym, może nie ignorantem, natomiast osobą, która w zasadzie nie interesuje się tematami, które my poruszamy. Natomiast od pewnego czasu zaczął dostrzegać pewne sytuacje, zaczęły do niego docierać informacje, zaczął łączyć fakty i zaczął się zastanawiać, skąd on pewne rzeczy wiedział, skąd, jak pewne rzeczy przewidział, chociaż nie miał żadnych informacji ku temu i tak dalej. Jak zaczęliśmy rozmawiać, to on sobie zaczął uświadamiać, że w zasadzie był od zawsze, tylko klasyfikował te informacje jako zbędne i nieprzydatne, ponieważ nie był w stanie zlokalizować źródła tych informacji, więcLudzie, którzy nie akceptują świadomie posiadania duszy, tego typu informacje po prostu odrzucają jako wymysły umysłu, jakieś rzeczy, do których zupełnie nie przywiązują wagi, ponieważ ich podświadomość mówi: „Nie mam prawa tego wiedzieć”. To jest przez mojej mniej bądź bardziej chorej wyobraźni. I tak sobie patrzę. Patrzę. Mi się zrobiła cisza, panie Marku. Może powinniśmy audycję zaczynać o 21.00, tak sobie myślę. Bo jak patrzę za okno, to mamy 21.30. Jest jeszcze winno na dworku, więc może słuchacze jeszcze-
[01:01:54] - Może siedzą jeszcze gdzieś z daleka od radia.
[01:01:59] - Tak. I odganiają się od komarów na przykład.
[01:02:02] - Się odganiają. Mogliby sobie zainstalować przy domu budkę dla jerzyków. Co prawda, zanim się jerzyk tam osiedli, to może troszkę minąć, ale nie musieliby się dzięki temu odganiać od komarów.
[01:02:18] - Z tego, co wiem, to w niektórych miastach zajmują się w ten sposób walką z komarami. Ja jestem za. Nawet rozmyślałem sobie ostatnio, ale boję się, że to moje ptaszyska tutejsze jakoś mogą nie zaakceptować, bo ja mam tutaj cały wysyp różnego rodzaju ptaszków. Ale warte zastanowienia. Widzę, pojawiły się komentarze. Adam: „Ja wszystko, co wiem, kiedyś się dowiedziałem”. Dobrze, że jest ten uśmieszek na końcu, bo-
[01:02:53] - Można jeszcze zapytać, skąd się dowiedziałeś? Skąd to wszystko wiesz?
[01:03:00] - Emil zresztą odpowiedział. Ja to biorę z własnych doświadczeń i konsultacji z niektórymi ludźmi. Bardzo ci dziękujemy za tą informację, za chęć uczestniczenia w dyskusji i odpowiedzi na zadane ci pytanie. Dzisiaj rozmawiałem też ze znajomym i rozmawialiśmy o pewnych kryteriach moralnych. Zresztą między innymi też po raz kolejny był zaskoczony. To jest kolejny kolega, który zupełnie temat duszy pomija. Natomiast się okazało, że z kimś tam rozmawiał, ze swoją siostrą, która się bardzo mocno tym interesuje, o czym on nie wiedział. I tak zaczęliśmy rozmawiać, skąd się u ludzi biorą zainteresowania i dlaczego teraz jest tego taki wysyp. Bo tak naprawdę teraz jest wysyp. Przez ostatnie te kilkadziesiąt lat, 30 lat to się naprawdę bardzo dużo wydarzyło.
Bardzo dużo zainteresowania, bardzo dużo informacji, dużo ludzi się właśnie skłoniło ku różnego rodzaju dywagacjom i zastanawianiu się. Doszliśmy wspólnie do takiego wniosku, że kiedyś ludzie wychowywani w pewnych normach moralnych, normach religijnych mieli to życie troszeczkę prostsze, bo 90% tych dylematów, które mamy my w tej chwili, ludzie po prostu nie mieli. Ja pamiętam jako kilkuletni chłopak wychowywałem się na świeżo wybudowanym osiedlu, więc mnóstwo młodych ludzi się powprowadzało. A skoro mnóstwo młodych się powprowadzało, to natychmiast zaczęły się pojawiać dzieci. Ja w przedziale rok do tyłu, rok do przodu, to w samym swoim przypłatkowym bloku miałem chyba 10 czy 12 kolegów i koleżanek, więc dzieciaków było tam mnóstwo. Mieliśmy też takiego emerytowanego pana Głowackiego. Zresztą nie tylko jego. Strzegł porządku na tym z racji swoich zainteresowań i pasji. Nie było kiedyś dylematów na zasadzie czy dziecko zrobiło dobrze, czy dziecko zrobiło źle. Jeżeli ktoś z rodziców złapał dzieciaka na robieniu czegoś złego i przyprowadził do rodziców, to nikt już nie dyskutował, czy to jest słuszne, czy nie.
Ponieważ wszystkich obowiązywały albo takie same, albo bardzo podobne kryteria zachowań społecznych czy kryteria moralne. One bardzo często wynikały z jakichś poglądów innych, ale też z poglądów takich stricte społecznych, moim zdaniem. Nie było dylematów, co jest dobre, co jest złe, co jest słuszne, co jest niesłuszne, co jest właściwe, co jest niewłaściwe. W tej chwili gro ludzi odrzuciła te wszystkie wartości moralne, które towarzyszyły nam przez ostatnie tam lecia i wytworzyła się pustka. Czyli w to już na pewno nie wierzę, ale w co mam wierzyć? Potrzebuję jakiegoś przekonania, potrzebuję jakiegoś sensu. Ludzie religijni, na przykład w wierze katolickiej, mają powód, żeby robić dobrze, ponieważ chcą iść do nieba.Część ludzi, którzy ten nakaz religijny wyrzucili ze swojego życia, potrzebuje nadać swojemu życiu jakiś inny sens. Po co mam czynić dobrze? Dlaczego mam dobrze postępować? Na szczęście jest gros ludzi, którzy się już nad tym nie zastanawiają, po prostu mają taką potrzebę.
Natomiast w dalszym ciągu powstała taka troszeczkę pustka i chaos. I my jesteśmy w tym okresie, kiedy gros ludzi poszukuje swojego własnego celu, sensu, który pozwoliłby mu określić siebie, swoją rolę tutaj na Ziemi. Bo jeżeli byłem owieczką, to był pasterz, były psy, było stado i było fajnie. Nie musiałem się zastanawiać nad tym. Natomiast teraz jestem taką owieczką poza stadem i gdzie ja mam iść? W jaką stronę mam się kierować? Tak zagaduję, a pojawiło się trochę. Marzenka pisze: „Siedzą i się pocą”. Ale nie wiem, czego to dotyczy, Marzenko. Także to jest znowu kolejny ciekawy-
[01:08:22] - To jest o tych, którzy siedzą z dala od radia w tym momencie.
[01:08:27] - Dziękuję panu Marku, bo tak trochę wybiłem tym swoim monologiem z czynnego wątku. „Siedzą i się pocą”. Tak jest. Kudłaty pisze do Emobilka: „Podaj mi od razu źródła tej wiedzy, bo tak słowo to troszkę nie halo. Na taką wiedzę potrzeba trochę czasu, a ty nagle wyskakujesz z workiem informacji. Wow”. Oczywiście wyrazy współczucia z tymi komarami. Masakra. Luźny wątek. Nie będę go podtrzymywał.
Adam pisze: „W duchowości jest przyszłość, jak pozostanie poukładana tak sprawnie jak w tej audycji. Bo także widzę z niemałym...” i tu mi się przewinęło. „Poukładana tak sprawnie jak w tej audycji, bo także widzę z niemałym zdziwieniem, jak osoby zbywające duchowość nagle widzą w tym jakieś logiczne wyjście”. Jeszcze raz. „W duchowości jest przyszłość, jak zostanie poukładana tak sprawnie jak w tej audycji. Bo także widzę z niemałym zdziwieniem, jak osoby zbywające duchowość nagle widzą w tym logiczne wytłumaczenie”. A dobra, okej, już skumałem. Tak! Dokładnie. Jeszcze 10, 15, 20 lat temu, obserwując historię ludzi zajmujących się sprawami duchowymi i rozwojem duchowym, to w większości wypadków katalizatorem było jakieś nieszczęście, nazywając rzeczy po imieniu.
Czyli coś, co po wyczerpaniu ziemskich rozwiązań nie dało się w żaden sposób wyjaśnić, wytłumaczyć ani naprawić. I wtedy zaczęło się to poszukiwanie w innych sferach. Czyli w myśl zasady: jak trwoga, to do Boga. Czyli jak już nic nie działa, to okej, modlitwa pewno nie zaszkodzi. Czyli zastanawianie się w sferach duchowych. Natomiast teraz faktycznie ludzie zaczynają się interesować duchowością, duszą, przeznaczeniem, reinkarnacją tak po prostu. To jest w sumie fajne, bez żadnych takich bodźców stricte zewnętrznych. Więc w duchowości jest przyszłość. Emobil pisze: „Zmarli nas obserwują i przebywają w miejscach, co my tylko, że niektóre duchy mają ograniczenia spowodowane złym zaprogramowaniem. Nasza psychika wyczuwa ich obecność w pewnych miejscach, a jeśli chodzi o mnie, to pochwalę się, że ja lubię prowokować duchy do tego, aby mnie nawiedzały”.
No cóż, każdy ma jakieś swoje sposoby na rozwój duchowy. Ciekawe. I co z tego, Emobilku, z tego nawiedzania wynika? Bo nawiedzanie dla samego nawiedzania to jest tak trochę jak... nieważne, jakie to jest moim zdaniem. Natomiast ciekawy jestem, co z tego nawiedzania wynika. Jakbyś się mógł pochwalić jeszcze. Adam pisze: „Emobil zna sposób na pomoc jakiemuś duchowi. Dlaczego ma tkwić w ograniczeniach? Fajnie byłoby mu pomóc”.
Ciekawe spostrzeżenie. Mam znajomą, która takim zabłąkanym duszyczkom zajmuje się właśnie czymś w rodzaju egzorcyzmów. Dawno się z nią nie widziałem, więc nie wiem, czym się aktualnie zajmuje i na ile jej droga duchowa ewoluowała. A ponieważ nie ma Facebooka, to wymiana uprzejmości pomiędzy Kudłatym a Marzenką. Bardzo mi miło. Kulturalne towarzystwo nam się jak zwykle krasiło. Nie będę ciągnął wątku o komarach. Piszcie kochani coś, bo nie mam co odpisywać. Nie mam o czym gadać. Nie chciałbymTreść tematu, ponieważ starałem się jak najbardziej usystematyzować pewne informacje.
Emobil pisze: „Jak ja ich wywołuję, wyczuwam się tak silnie w trans i ekstazie, że kładę się na łóżko i zaczynam wchodzić z nimi w kontakt. Otrzymuję silny napływ myśli. Trwa to kilka minut, potem przestaję, bo to męczy”. Miałem taką krótką przygodę z tak zwanym wywoływaniem duchów. To było, liczę, ze 35 lat temu, może ciut mniej. O skutkach nie będę wam opowiadał, bo to do dzisiaj u niektórych moich znajomych wywołuje bardzo silne emocje, więc nie będę tego przypominał, bo jeszcze nie daj Bóg któryś z nich, że tak powiem, słucha. Więc po co wywoływać Władka z lasu? Dlaczego Władka? Oni będą dokładnie wiedzieć. Zróbcie coś, a jak nie, to zrobimy dzisiaj najkrótszą audycję w historii.
Co może się okazać nie takie głupie.
[01:14:44] - Piszcie, dzwońcie. Przypomnę numer do Radia Paranormalium: 530 620 493. Można także wysyłać SMS-y pod ten numer. Skype: radio.paranormalium.pl. Jesteśmy także na Gadu-Gadu pod numerem 36 08 80 02. Nasze czaty to www.paranormalium.pl oraz czat towarzyszący naszej transmisji na YouTube. Można także nas spotkać na Facebooku na kontach Radia Paranormalium i Świat Oczami Duszy, na grupach Radia Paranormalium i Czytelników Nieznanego Świata. A jeżeli ktoś woli, to może nam także wysyłać pytania, komentarze i różne inne wiadomości odnoszące się do naszej audycji na nasz adres e-mail: radio@paranormalium.pl.
[01:15:39] - Ja przeczytam tutaj jeszcze komentarz Emobila: „Robię to niezbyt często z wiadomych przyczyn, żeby nie zwariować, bo poznałem takie jednostki, że nawet płakać mi się chciało”. Marzenka napisała: „Ja nie rozumiem tych transów. W sensie, że trzeba w jakiś trans wejść”. Emobil tutaj pisze chyba o transie. Natomiast z mojego punktu widzenia technicznego każda metoda, która pozwala ograniczyć wpływ naszej podświadomości jest dobra. Bo tak jak wielokroć już mówiłem, w podpowiedziach i doradztwie nasza podświadomość, czyli nasze ziemskie narzędzie funkcjonowania, jest zawsze pierwsze. Dlatego ludzie się wprowadzali w transy kiedyś przeróżnymi metodami: od różnego rodzaju ziół i innych wywarów, poprzez muzykę i taniec, poprzez medytacje, poprzez różnego rodzaju czynności słuchowo-wzrokowe, które miały za zadanie wyłączyć działanie podświadomości. Także ja z technicznego punktu widzenia tak to rozumiem i tak to zresztą też przetestowałem wielokroć gdzieś tam na sobie. Nie wiem, jak to jest z hipnozą, przyznam się szczerze, bo tego jeszcze nie spróbowałem. Na ile wtedy nasza podświadomość jest wyłączona.
Tutaj Emobil odpisuje: „Nie zawsze mi to wychodzi od razu. To trzeba poczuć, a potem penetrować”. Marzenka pisze: „Wyciszyć się z lekka”. Dokładnie tak to właśnie odbieram. I podchodząc do tego już nie duchowo, ale bardziej naukowo, naszym największym blokerem w kontakcie z naszą duszą jest właśnie nasza podświadomość. I to jest cel moich dalszych działań, tak wam powiem szczerze między nami mówiąc. To właśnie jak tą podświadomość świadomie i skutecznie móc modyfikować, aby chciała być mniej narzucająca się. To, co mówiłem w poprzednim odcinku bodajże albo jeszcze w poprzednim, że ta forma „co bym zrobił, gdyby...”, ewentualnie zadawanie sobie takiego pytania, nawet sobie, swojej własnej podświadomości, czy jest inna opcja.To jest bardzo proste ćwiczenie, które nie zajmuje dużo czasu, a pozwala na spojrzenie na to samo zagadnienie nie tylko z perspektywy podświadomości, ale czasami z perspektywy innego wariantu podświadomości, a często z perspektywy naszej świadomości. Więc polecam. Natomiast i tak wiem, że większość ludzi z tego w tej chwili nie skorzysta, tak jak z oddechów, tak jak z mnóstwa innych rzeczy do momentu, do którego nie dojdą sami do wniosku, że to jest właśnie ten właściwy moment i że oni właśnie mają zamiar coś z tym zrobić.
Więc moje gadanie jest tak naprawdę trochę na wyrost, a trochę na przyszłość. To jest trochę tak, jak ja mówiłem swoim dzieciakom, że: „Tata, ale po co ty mi o tym mówisz?”. Ja mówię: „Po to ci to mówię teraz, że po pierwsze taką mam robotę, a po drugie w momencie, kiedy będziesz chciała znaleźć odpowiedź na to pytanie, mnie może przy tobie nie być. Żebyś tą odpowiedź już miała, powiem ci ją teraz. Ona oczywiście teraz ci się na nic nie przyda, ale będzie taki moment w życiu, że zadasz sobie takie pytanie i będziesz chciała odpowiedź. Więc chciałbym, żebyś tą odpowiedź już znała i żebyś sobie w odpowiednim momencie tą odpowiedź potrafiła przypomnieć”. Ja mam taki dar. W zasadzie tak nazwę to darem. Dar, który pozwala mi układać w całość informacje, które czasami zbieram latami. Rzeczy, które pojawiały się w moim życiu na przestrzeni kilku lat.
W momencie, kiedy pojawia się ostatnia rzecz, która spina je w całość, w mojej głowie tworzy się układanka. Nie wiem po co, ale tak po prostu mam. Wszyscy tak mamy, że wszystko, co usłyszymy, wszystko co zobaczymy, zapamiętujemy. Tylko nie potrafimy czasami tych informacji w odpowiednim momencie wyciągnąć z powrotem na wierzch. To jest tylko bo wszystko, co zostało przez nas zobaczone czy usłyszane jest już w nas. Tylko że często gdzieś tam przerzucone, nadpisane następnymi informacjami i raczej rzadko potrafimy te informacje właściwe powyciągać i spiąć w jedną całość. Ja taką umiejętność posiadam. Roboty, którą... À propos mojego gadania tutaj, Kudłaty pisze: „Mnie bardzo ciekawi ten nagły wysyp informacji przez Emobila. Tydzień temu nie było o tym mowy, a dzisiaj nagle taki worek info.
Taka wiedza to lata doświadczeń”. Marzenka pisze: „Pewno należy Mobil do jakiejś grupy i tam się uczą, wymieniają doświadczeniami”. Natomiast Emobit pisze: „Ja podatny jestem na pismo automatyczne, bo czasami piszę nie wiedząc co piszę”. Ja czasami też tak mam. Najgorzej, że później dalej nie wiem, co napisałem. Kudłaty: „No to właśnie podejrzewam, że przeczytał to gdzieś na grupie, bo przekazywać innym wiedzę to duża odpowiedzialność, a nie wytnij, wklej czy coś w tym stylu”. Adam pisze: „Wykład był bardzo dobry na temat. Po przerwie przychodzą na myśl słowa Jezusa: Zapewniam cię, że jeszcze dziś będziesz ze mną w raju. Możemy się dziś zastanawiać nad tym, gdzie powinien być przecinek”. A o to chodzi.
To przeczytam to bez przecinka, ponieważ Adam to napisał. Ostatnio narzekał, że nie było pracy domowej. To będzie praca domowa dla oczywiście zainteresowanych, bo faktycznie nigdy się wcześniej nad tym nie zastanawiałem, ale jest to ciekawe. Więc czytam: „Zapewniam cię, że jeszcze dziś będziesz ze mną w raju”. No i gdzie powinien być przecinek? I Adam kontynuuje: „Ale prędzej czy później i tak się tego dowiemy. A do tej pory złota zasada i pracowanie przeciwko prawu Kalego to świetne rozwiązanie na życie”. Mam nadzieję, Adamie, że masz na myśli to samo prawo Kalego, o którym ja mówiłem. Bo ciekawe jest to, że ci, którzy stosują i wyznają prawo Kalego, nawet jak im wytłumaczyć, co to jest prawo Kalego, to i tak to jest fenomen prawa Kalego. Kudłaty pisze: „Bez urazy, Mobil, po prostu mnie zaskoczyłeś i tak to jakoś wygląda”.
Pisze do Adama: „Dokładnie. Prędzej czy później i tak się tego dowiemy”. Właśnie się tak zastanawiam, czy fajniej byłoby się dowiedzieć prędzej czy później. Ale to każdy sam musi zdecydować, czy chce prędzej, czy później.Mobil pisze: „Wiara mnie bardzo wzmacnia w tym, co robię, bo gdybym w to się aż tak nie angażował, to nie osiągnąłbym takiego poziomu rozwoju”. Powiem tak, że ja część ludzi znam, zresztą sam się do nich zaliczam. Chociaż „znam” to dużo powiedziane. Kilka rozmów bądź wymiana jakichś kurtuazyjnych informacji, grzecznościowych to może do określenia „znam” trochę za dużo. Natomiast osoby te, tak jak ja przed tym, co robią w tej chwili, się wręcz bronili, tak jakby w pewnym sensie odrzucali to, nie chcąc się tym zupełnie zajmować, ponieważ dla mnie to też była taka wiedza, która... Na co mi ona? Przecież ona jest zupełnie bezużyteczna w życiu codziennym.
A ja żyję tu i teraz i muszę się skoncentrować na tym, co jest tu i teraz, czyli na sprawach stricte ziemskich. A sprawy duszy czy czegoś tam innego traktowałem jak sprawy marginalne, czyli tak jak gro ludzi w dalszym ciągu. Czyli niby dusza jest, ale tak na dobrą sprawę po co ona jest i czy ona za coś odpowiada? Dusza jest i wiedza większości ludzi na temat duszy się kończy. „Tak, jest.” „Ale jesteś przekonany, że jest?” „Nie, tak słyszałem. Tak ludzie gadają.” To już nie jest, jak wszyscy tak gadają, to widocznie. Więc gratuluję ci zaangażowania, bo ja aż taki, nie ukrywam, zaangażowany w rozwój tej wiedzy nigdy nie byłem. Marzenka: „Mi się podoba, że Sławomir sam do wszystkiego doszedł”. Czapa z głowy. Ty, dziewczyno, jeszcze w ten uchap w czapce siedzisz.
Tylko ściągnij tą czapkę i to już zupełnie z innego powodu, bo się i ty spocisz. Ale powiem ci, zresztą powiem wam wszystkim, że właśnie odpisując na jeden z komentarzy pod audycją ostatnio właśnie ten wątek poruszyłem, że w sumie mi się to też podoba, ponieważ nie mam wątpliwości co do źródła informacji. Teraz, jak już zrozumiałem pewne mechanizmy, pewne zasady, to nie mam wątpliwości co do źródła informacji, czyli czy one pochodzą z tego, co usłyszałem, z tego, co się dowiedziałem, z tego, co ktoś mi powiedział, czy z tego, co wiem sam. Więc też poniekąd rozumiem dylematy osób, które przeczytały 10, 20, 30, 100 książek, obejrzały audycji, wywiadów, filmów.
[01:28:35] - A nawet pewien polityk 14 000 książek.
[01:28:40] - Policzył?
[01:28:42] - Policzył.
[01:28:43] - To gość jest. Faktycznie ja uważam, że przy pewnym poziomie informacji można już naprawdę mieć mnóstwo dylematów. Zwłaszcza, bo jeżeli czytamy historie, jeżeli czytamy prawo, jeżeli czytamy jakieś konkretne rzeczy bądź na przykład kryminały czy jakieś inne sensacje, to jest zupełnie inna bajka. Natomiast czytając 14 000 książek z dziedziny duchowej, to faktycznie można mieć dylematy. O, Mrs. Styhouse się pojawiła. Także ja tych dylematów, mówię, na szczęście aż takich wielkich... Adam napisał: „Źle. Słowa padają takie: Zaprawdę powiadam ci, dzisiaj będziesz ze mną w raju. Ale jak postawimy przecinek po słowach dzisiaj, ma to inne przesłanie”.
No i widzisz, to miało być zadanie domowe. Jedną odpowiedź już mamy. Przeczytam tak, jak to powinno być: „Zaprawdę powiadam ci, dzisiaj, będziesz ze mną w raju”. Ja myślę, że Adam dokładnie to miał na myśli. Witam tak w ogóle. Witaj, nasza droga. Kudłaty pisze: „Taki podejrzewam, że pan Sławek też tego nie odkrył, tylko potrzebował czasu i mocnych doświadczeń”. Ja już o tym mówiłem i nie będę robił po raz kolejny tajemnicy. Tak, czas i owszem, czasu się zeszło. Natomiast najciekawsze w tym wszystkim jest to, że posiadam takowe coś jak rękopis, długopis swojej książki, którą zacząłem pisać w 2001 roku z tego, co pamiętam, czyli to już będzie 18 lat temu.
Jak sięgnąłem, bo pierwszą wersję pisałem nie na komputerze, tylko pisałem w zeszycie. Mam go do dzisiaj, tak jak mówię. To jak wynotowałem sobie tam rzeczy, które później się pojawiły w mojej książce, to doszedłem do wniosku, że — i to jest też pewnego rodzaju być może przestroga dla was — żeIleś tam lat musiałem się przekonywać o tym, szukałem dowodów i potwierdzenia na to, że to, co wtedy już wiedziałem, a wiedziałem to też dużo wcześniej, było prawdą. I nasze często poszukiwania i sprawdzania różnych teorii, czytania różnych teorii są bardzo często też poszukiwaniem potwierdzenia, że to, co czujemy, to co jest gdzieś w nas, jest prawdą. Bo my nie wierzymy temu, co nie jest umysłowe, co nie jest przez nas przeżyte. I to jest kolejny dowód na to, że ta ewolucja, dowód i powód, dla którego ta ewolucja trwa tak długo. Dlaczego musimy doświadczać? Ponieważ jeżeli ktoś usłyszy od drugiej osoby: „Wiesz, bo ja tam eksplorowałem wszechświat”, a sam tego nie zrobi, to powie: „No kurde, no może eksplorował, może nie eksplorował, może się nachlał, może się czegoś ujarał, może ma schizy, zwidy albo jakieś inne rzeczy. No nie wiem. No ale ja tego nie doświadczyłem, więc dla mnie to nie istnieje”.
I dlatego zmierzamy do tego, żeby doświadczyć wszystkiego na własnej skórze. Wtedy dopiero w coś uwierzymy. I gdybym, chociaż z tym też nie do końca, wystąpił w telewizji, trzymał na ręku swoją duszę i pokazał: „To jest dusza”, to w dzisiejszych czasach ludzie powiedzą: „A, fatamorgana, trik filmowy, telewizja kłamie, oszustwo, iluzja, manipulacja” i tak dalej. Świat zostałby podzielony taką, czy to jest dusza, czy to nie jest dusza. Gdybym podszedł do człowieka, włożył mu rękę do środka i wyjął jego duszę i pokazał, że to jest jego dusza, ona by na niego pomachała: „Hello, hello, hello, to ja, to ja, twoja dusza”, to wtedy by człowiek uwierzył. Właśnie my jesteśmy jak ten niewierny Tomasz, ten biblijny niewierny Tomasz. To jest określenie właśnie naszej natury i też uporu w tym, że musimy o wszystkim przekonać się sami. Adam, dziękuję. Dziękuję za sprostowanie. Jest tyle wersji Biblii, że nie wiadomo, na którą się powołać.
Debata nad przecinkiem debatą, ale dobrze zawsze jest znać dwie wersje. Tutaj Marzenka coś pisze do Kudłatego: „He he he”. To co Sławomir odpowiedział: „A idź i nie drażnij”. Nie bardzo rozumiem wasz wątek, a że dotyczy mnie, więc bardzo proszę o wyjaśnienie, z czego ty się tak Marzenko uśmiałaś? No dobrze kochani, patrzę, że stała grupa słuchaczy gdzieś tam wiernie nam z panem Markiem tutaj towarzyszy i się udziela. Mam nadzieję, że oglądających i odsłuchujących na YouTubie będzie też jakaś grupka, bo nie ukrywam, że do tej pory na pewno już wyczuliście, że jechałem troszeczkę z kartki, bo chciałem, żeby ten wykład trwał jak najkrócej. Ja mam problemy z tym, bo jak zaczynam o czymś rozmyślać, nawet przed domkiem na ganku mam kartki i długopis. Jak wychodzę rano na kawę, to mam mnóstwo myśli i nieraz muszę je zapisywać na bieżąco, ponieważ zaraz pojawiają się następne. A jedna z tych, którą miałem na przykład wcześniej, bardzo mi się z jakiegoś powodu podobała i bardzo chciałem gdzieś tam ją zapamiętać. A za chwilę jest następna.
I to są odpowiedzi. U mnie tak to działa. To są odpowiedzi. Zadaję jakieś sobie pytanie, mam jakiś tam dylemat i w którymś momencie przychodzi odpowiedź. Ja już nauczyłem się robić notatki w telefonie. To, że robić notatki w telefonie, to tam większość młodych ludzi mnie wyśmieje, ale już był taki moment, że nie chciało mi się ich przeklepywać do komputera, więc nauczyłem się sobie sam wysyłać na laptopa. Ponieważ te myśli przychodziły w przeróżnych sytuacjach, przeróżnych momentach, więc po prostu zatrzymywałem się na chwilę, wyjmowałem telefon i zapisywałem sobie słów, które później sobie jakby tam rozwijałem dalej. Więc ja działam tak. Dlatego wam mówiłem, że zadawanie sobie pytania „dlaczego?” jest tak jakby prośbą o kolejne doświadczenie. Dlatego ja już staram się pytania „dlaczego?” używaćUżywać jednej żarówki.
Dobrze. Witaj, Jubi. Biblia była co najmniej z dwa tysiące razy poprawiana. Tam wszystko jest przekombinowane. To prawda, że to powoływanie się tutaj na pewne źródła chrześcijańskie jest mocno ryzykowne. Natomiast pewne mechanizmy, nie wiem, czy świadomie, czy nieświadomie, które pozostały, jak na przykład to, o czym mówiłem, o tym rachunku sumienia. Mechanizm, który jest taki dla mnie ponadczasowy. Zresztą stwierdzeń, których użyłem dzisiaj w audycji: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”, nie wiem, czy zostało tak naprawdę przez kogo wypowiedziane i kiedy. Natomiast dla mnie jest też odpowiedzią i sednem, prostą informacją, jak należy w życiu postępować. I uwierzcie mi, bądź nie wierzcie, na przykład prowadząc swoje firmy, zanim zająłem się tym, a raczej zostałem zmuszony do zainteresowania się tematem duchowości i duszy.
Jak prowadziłem firmy na przykład swoim serwisantom w zależności od tego, która to była firma, czy handlowcom mówiłem: „Słuchaj, jeżeli chcesz dobrze obsłużyć klienta, to obsłuż go tak, jak ty chciałbyś być obsłużony”. Ja wygłaszałem takie teorie, takie przekonania i informacje przekazywałem, nie mając zielonego pojęcia o istnieniu duszy. I w dalszym ciągu uważam, że jest to w każdej. Powtórzyłem to już nie wiem, dziesiątki, setki, może tysiące razy różnym osobom, przy różnych okazjach. Często na zasadzie zadania pytania co powinienem zrobić? Czy jak powinienem postąpić? To jest najlepsza odpowiedź. To uczy troszeczkę zrozumienia, empatii. Pozwala też spojrzeć na monetę z drugiej strony, a poza tym najczęściej jest też podpowiedzią, jak należy w życiu postępować. Owszem, cytowanie Pisma Świętego i wszelkich tam ewangelii i tak dalej, w dzisiejszych czasach jest mocno ryzykowne, ale myślę, że część przesłań ma wartość uniwersalną i ponadczasową.
Marzenka pisze: z tego, co Sławku mówiłeś, że mam tę czapkę zdjąć. Okej, bo gorąco jest. Kwadrans temu wyjaśniałem, z czego mi skarb mi się cieszy. Sławku, opowiedz o twoim jakimś doświadczeniu, po którym ci szczęka opadła albo takim, które było mocno głębokie lub coś w ten deseń. To dobre pytanie. Dobre pytanie, po którym mi szczęka opadła? Ponieważ staram się jak najwięcej rzeczy doświadczyć, nie tylko też oprócz zrozumienia, to tak jak każdy człowiek szukam też potwierdzenia w doznawaniu, w odczu... I moja pierwsza sesja regresingu według tej zasady Newtona czy tam teorii Newtona. Mam takiego znajomego z Poznania, z Wrocławia, o którym gdzieś tam rozmawialiśmy i on się tym zajmował. On się tam szkolił.
No i w końcu on i jeszcze taka jedna moja przyjaciółka w końcu mnie namówiły: weź spróbuj. Ja mówię: no w sumie nie mam jakieś tam przemożonej potrzeby sprawdzenia czy tam nie wiem, przekonywania się, czy tak jest, bo powiem, że tak jest, ale no dobra. Mówi: wiesz co? Ja przyjeżdżam do Warszawy, to wiesz co? To jak chcesz, to wpadnij do mnie do hostelu. Mówi: to zrobimy taką szybką sesję. No i ja przyjechałem. Oczywiście tam był ze swoją dziewczyną. Przywitaliśmy się tam, pogadaliśmy, co u ciebie, co jak, gdzie. No później była ta sesja.
No i po sesji jeszcze tam chwilę. Mam to nagranie, więc jest dowód tego. No i później żeśmy tam jeszcze pogadali o moich przemyśleniach, o jego przemyśleniach. A wcześniej ustaliliśmy jakąś tam za tą sesję. On mówi: słuchaj, no nie wiem, ile się zejdzie, więc ustalmy stawkę tam godzinową za tą sesję. No i ustaliliśmy stawkę. No i skończyliśmy. Ja mówię: dobra, słuchaj, lecę, nie zawracam wam głowy. Mówię: bo to już jest tam prawie pierwsza w nocy. Mówię: to lecę.
Nie będę wam głowy zawracał. Zmęczeni jesteście. Odpoczywajcie. No nie zostań. Mówię: nie. Mówię: lecę, bo ja też rano muszę wstać. Mówię: dobra, okej, no to ile się należy? Bo ja tam mówię: rozliczmy się, bo ja tam nie kontrolowałem ile.Ile to tam wyszło? No i on spojrzał na zegarek i od momentu, kiedy wszedłem do nich do pokoju, aż do tego momentu, kiedy wychodziłem, potraktował to jako sesję regresingu i za całość wziął pieniądze. I to był ten moment, kiedy opadła szczęka Marzenko.
Także jeżeli chodziło ci o moją przygodę i doświadczenia, kiedy mi opadła szczęka, to był właśnie trochę na zasadzie takiego kawału, który się gdzieś tam pojawiał kiedyś, że idzie dwóch biznesmenów amerykańskich chodnikiem i naprzeciwko idzie jakiś facet i do nich macha. Jeden łapie drugiego za rękaw i przeciąga go na drugą stronę ulicy. Tamten gość pyta, mówi: „Słuchaj, co się stało? Co się stało? Kto to był?” „To mój psychoterapeuta.” Mówi: „No i co?” „No nic. Znowu mnie zapyta, co u pana słychać i przyśle fakturę na 150 dolarów.” Więc to był po prostu model amerykański. No dobrze. O, Jubi tutaj napisał chyba jakieś sprostowanie: „Nie czyń komuś tego, co tobie niemiłe.” No tak, nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe. No to mówię, to w różnych wersjach się pojawia, ale merytoryczny sens tutaj chyba się nie zmienia. Kudłaty pisze: „Panie Sławku, wcześniej były przemyślenia i podejrzenia, dlaczego pan to zapisywał, a z biegiem czasu przyszło potwierdzenie tego wszystkiego i pewność, że kierunek był dobry.
Bo na to potrzeba czasu.” Znaczy ja bym to nazwał bardziej zaufaniem, wiarą w samego siebie, że tego nam najczęściej brakuje, a nie czasu. Bo jeżeli ktoś nam 2000 lat temu powiedział, jak powinniśmy postępować, a my dalej nie umiemy tego zrobić, to faktycznie w tym wypadku widocznie upłynęło za mało czasu, żebyśmy się tego nauczyli robić. Natomiast to jest zakres szeroki i dotyczy całej ludzkości. Natomiast w przypadku nas samych to jest taka sytuacja, że nigdy nie wiem, jak by było, gdybym zrobił coś inaczej. Bo gro ludzi twierdzi, że nic by w swoim życiu nie zmieniła, bo to, kim są w danym momencie, nigdy by się nie wydarzyło, gdyby nie te wszystkie doświadczenia. Ale też nigdy nie mamy pewności tak naprawdę, co by było, gdybyśmy postąpili w życiu inaczej i w jakim miejscu byśmy byli, postępując inaczej. Więc to są takie troszeczkę teoretyczne gadania. Owszem, wiadomo, że jeżeli wsiadam do samochodu, jadę 170 przez miasto i wpadam na czerwonym świetle i się zabijam, to owszem, można snuć przypuszczenie, że gdybym nie jechał 170 i gdybym nie wjechał na czerwonym świetle, to najprawdopodobniej bym żył. Natomiast w naszym przypadku, naszych doświadczeń najczęściej brakuje nam wiary w samego siebie. Zaufania i wiary w samego siebie.
Bo często tego typu dylematy, mój drogi Kudłaty, zanim wypłyną z naszych ust, już są poddawane przez wątpliwość, znaczy pod wątpliwość. One zanim je wypowiemy, to już w nie wątpimy. I to jest problem, że bardzo często boimy się nawet powiedzieć. To jest trochę tak, jak mój kolega opowiadał mi ostatnio o depresji. Wrzucił jakiś post na Facebooka, gdzie wylądował w szpitalu. No i oczywiście wszyscy: „A co się stało? A co się stało? A co się stało?” No i on już w końcu postanowił powiedzieć prawdę. No i powiedział, że leki antydepresyjne źle zadziałały czy coś tam, czy odstawił leki antydepresyjne. I mówi: „Słuchaj, co się okazało?
Że większość moich znajomych jest bądź kiedyś była na antydepresyjach. Większość z moich znajomych chorowała na depresję, cierpiała na depresję. Natomiast w momencie, kiedy nikt o tym nie mówił, to nikt się do tego nie przyznawał. Jak ja się przyznałem pierwszy, to się okazało, że wszyscy byli chorzy, a przynajmniej większość.” Więc nawet jeżeli nie wierzymy, to Kudłaty jakby kontynuuje odpowiedź na twoje pytanie, na twój dylemat. Nawet jeżeli nie wierzymy samemu sobie, to miejmy chociaż odwagę to powiedzieć, bo prawdopodobnie i ty też masz jakieś przemyślenia. Tak jak każdy czy większość słuchaczy, którzy się tutaj w audycji pojawiają, mają najprawdopodobniej jakieś swoje przypuszczenia, jakieś swoje doświadczenia. I w takich audycjach, w takich komentarzach szukają potwierdzenia, czy to, co Sławek powie, jest zgodne z tym, co ja czuję i co ja myślę.I dopiero jak znajdziemy jedno, dwa, trzy, cztery, pięć źródeł, które mówią podobnie, to mówimy: „A ja też coś wiem”. Ten czas najczęściej jest przeznaczony na poszukiwanie potwierdzenia. U mnie było troszeczkę inaczej, ponieważ napisałem książkę. Była modyfikowana, miała różne tytuły, bo w pierwszej wersji było „Życie człowieka, czyli walka dobra ze złem”.
Później się pojawiło „10 przykazań człowieka szczęśliwego”, bo co chciałem kończyć książkę, to cały czas brakowało mi zakończenia i dochodziłem do wniosku, że nie mogę skończyć książki czy wydać książki, czy dać do wydania książki, która nie zakończy się jakimś wnioskiem. I też nie mogę napisać i namawiać ludzi do bycia świadomymi. Po pierwsze, jeżeli sam nie sprawdzę, że ta świadomość ma jakieś w ogóle znaczenie w życiu i dopóki sam nie zacznę według tych zasad, o których piszę, postępować, bo to będzie po prostu nieuczciwe. Dlatego na początku tak. Na początku był to lęk, obawa przed tym, że potracę wszystkich swoich znajomych. Zwłaszcza że to, co pisałem, było w tamtym okresie sprzeczne z tym, co ja wcześniej myślałem o życiu, więc musiałem się faktycznie z tą myślą troszeczkę oswoić. Natomiast później to było poszukiwanie zakończenia, wniosku z tych przemyśleń i wprowadzanie tych przemyśleń i zasad w swoje własne życie. Jubi tutaj coś napisał: „Albo siebie, albo nie. Resztę to gra i zabawa wariata. Czytaj: sen szaleńca.
Gonienie króliczka biegnącego do nory”. Tak, Jubi, ty jako zawodowiec możesz to powiedzieć. Natomiast w sumie tak, wspierajmy wszystkich tych, którzy boją się powiedzieć o tym, co myślą, co czują, o swoich przemyśleniach. Mówcie, jeżeli coś czujecie, to po prostu mówcie. I nawet jeżeli jedna osoba się z wami nie zgodzi, to być może inne osoby znajdą w tym jakiś sens. A poza tym wy też dostaniecie informację, co to jest. Na pewno dostaniecie jakąś informację o samym sobie, a to już jest cenna informacja. Marzenka pisze: „Czyli skorzystam z twojego doświadczenia i żadnej regresji nie będę robić”. Nie. Proponuję, korzystając z mojego doświadczenia, ustalić, w którym momencie ta sesja się zaczyna i w którym się kończy.
Myślę, że to był mój błąd, że tego nie ustaliłem. Regresja jest ciekawym doświadczeniem. U mnie takie regresje pod tytułem „do poprzednich wcieleń” odbywają się często w nocy, często nad ranem. Ostatnio, nie wiem zupełnie jeszcze, z jakiego powodu, ale to się na pewno też okaże, uczestniczyłem przy zakładaniu Nowego Jorku. Natomiast dla tych, którzy chcieliby się przekonać, czy faktycznie ta reinkarnacja istnieje, to jest to ciekawe doświadczenie. Tylko mówię, ustalcie dokładnie zasady i starajcie się skupić na tym, co chcecie się dowiedzieć. I raczej znajdźcie kogoś już sprawdzonego i przetestowanego. Marzenka. Emo pisze: „Nie lubię Watykanu, bo wiem, że oni, jak Jubi zauważył, przekłamują Biblię i mają swoje strzeżone ewangelie, które nigdy nie ujrzały światła dziennego”. To jest niewielka różnica pomiędzy nami, bo owszem, są negatywy, które należy dostrzegać, ale zawsze rozsądek to jest rozsądzenie, czyli wzięcie trochę za i trochę przeciw.
Prawda zazwyczaj gdzieś tam leży pośrodku, ale tu każdy oczywiście ma prawo. Ja nikogo nie będę tutaj namawiał ani przekonywał. Każdy ma swoje wewnętrzne potrzeby. Natomiast niechęć, nielubienie, nienawiść, złość jest już pewnym filtrem, który pozbawia nas obiektywizmu. Zresztą tak samo jak zakochanie w drugiej osobie pozbawia nas filtra optymizmu. Zakochany idealizuje drugą osobę. Ja to nazywam trochę idealizowaniem, a trochę też wpływem naszej ziemskiej natury. Ponieważ skoro jaWybrałem tę osobę, to znaczy, że ona musi być najlepsza, najfajniejsza, najładniejsza i tak dalej, bo przecież gdyby było inaczej, to ja bym na nią nie zwrócił uwagi. Ja bym się nie zdecydował z nią związać. Tu jest też taki aspekt.
Ale ogólnie rzecz biorąc, wszelkie emocje, które mamy przed przyjęciem informacji, pozbawiają nas pewnej części obiektywizmu, ponieważ jesteśmy w jakiś sposób już ukierunkowani na odbiór. W myśl zasady: szklanka może być albo do połowy pusta, albo do połowy pełna. Tak będziemy tę informację najprawdopodobniej interpretować. A przynajmniej istnieje duże prawdopodobieństwo, że tak będzie. Była groźba zakończenia audycji po godzinie i 15 minutach, a jakoś nam się udało tutaj, kochani, dotrwać do 20:40. Widocznie komary nie dały już ludziom posiedzieć na dworze i wrócili. Coś tak podejrzewam, panie Marku, i dlatego się zrobiła jakaś dyskusja. Ja oczywiście żartuję. Panie Marku, jeżeli nic się tutaj w dziedzinie komentarzy nie dzieje, to możemy też i kończyć powolutku.
[01:57:31] - Jeszcze zobaczę na maila, ale znając życie tam również nic nie będzie. Tak więc możemy powolutku kończyć. Na mailu nic nie ma rzeczywiście. Na czacie też życie troszkę ucichło. Albo słuchacze są już na dzisiaj nasyceni wiedzą i spostrzeżeniami, albo pożarły ich komary, albo zabrały ich upały.
[01:57:59] - Oby nie! Trzymam kochani za was kciuki. Nie dawajcie się. Lipiec ma być troszeczkę przyjemniejszy podobno w użyciu, więc może jakoś to przetrwamy to lato kolejne do następnej szczęśliwej zimy. Nie dawajcie się. Dobrze. Panie Mareczku, jak zwykle serdeczne dzięki. Kochani, uważajcie na siebie, żebyście tam jakichś głupstw nie narobili z powodu tych upałów i komarów. Za tydzień się słyszymy, jeżeli tylko jest zapotrzebowanie, będą pytania, to za tydzień się oczywiście słyszymy jak zwykle o tej samej porze. Póki co dziękuję wam za dzisiaj.
Piszcie, odzywajcie się, uważajcie na siebie i trzymajcie się ciepło. Odcinka. Dobrej nocy i pa, pa.
[01:58:56] - A mówił te słowa do państwa gospodarz audycji „Świat oczami duszy”, pan Sławek Bączkowski. Audycję jak zawsze obsługiwał od strony technicznej Marek Sęk "Ivellios". Przepraszam, bo tutaj się nowa butelka wody pojawiła. Bez wody nawet taki mało wygadany człowiek jak techniczny w audycji też musi coś pić.
[01:59:19] - Też nie daje rady.
[01:59:21] - Tak. Oczywiście jak zawsze zachęcamy do sięgnięcia po książkę pana Sławka „Czy można oszukać przeznaczenie, czyli po co człowiekowi dusza?”. Jak również do zasubskrybowania jego kanału na YouTube „Świat oczami duszy” i do oglądania tego, co tam pan Sławek publikuje. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios" Radio Paranormalium. Paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie. Oczywiście za tydzień. Oczywiście o 20:00 w poniedziałek. Oczywiście na żywo. Oczywiście na antenie Radia Paranormalium.
Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl