[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka”. Namaste. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Pozdrawiam wszystkich tradycyjnie już na samym wstępie. Obyście zdrowymi byli drodzy przybysze, drodzy goście „Chaty mistyka”.
Witam wszystkich stałych bywalców w chacie. Witam również nowo przybyłych. Ja tradycyjnie siedzę sobie w krzakach, tak jak lubię, w gęstym lesie nieopodal miejscowości Rishikesh, która swą nazwą dowodzi, że jest miejscowością mędrców. Jest to miejsce bogate kulturowo i historycznie w północnej części Indii, u podnóża gór Himalajów. Powróciłem do tego miejsca. To już druga moja wizyta podczas tej wyprawy do Indii. Tym razem po paru miesiącach mojego pobytu w innej części północnych Indii, kiedy powróciłem do miejscowości Rishikesh, jest naprawdę bardzo upalnie. Temperatury sięgają do 42, 43 stopni w ciągu dnia. Miejsce tak naprawdę opustoszało pod względem turystów, obcokrajowców, natomiast tętni życiem pod względem lokalnej ludności indyjskiej, dlatego, że są wakacje. Także przybywa tu mnóstwo rodzin z dziećmi.
Robią mnóstwo szumu, mnóstwo ambarasu. Są to takie tradycyjne pielgrzymki do świętej rzeki Ganges, która to w obecnych dniach ma dużo więcej wody, niż to miało miejsce parę miesięcy temu. Poziom wody podwyższył się znamiennie, dlatego, że 50% wody w rzece Ganges w tym miejscu pochodzi z topniejących lodów, tak zwanych lodowców, które to usytuowane są wyżej w górach. Więc woda tym razem już nie jest czysta i błękitna, jak to miało miejsce parę miesięcy temu jeszcze, natomiast stała się dosyć brunatna. Nurt jest bardzo mocny również. Woda niesie ze sobą materiał, który to wymywa gdzieś wysoko w górach. I jest naprawdę upalnie. Gdyby nie ta zimna woda w Gangesie, to przetrwanie w Rishikesh prawdopodobnie graniczyłoby z cudem. Także jestem tutaj w oddali od zgiełku, z daleka od krzyczących dzieci i ich rodziców. Być może słychać w oddali dźwięki miejscowości Rishikesh.
Słychać też nade mną grzmienie. Mam nadzieję, że to spowoduje, że dzisiaj nastąpi burza. Dlatego, że od paru dni, kiedy tutaj jestem w Rishikesh, nie padał deszcz, więc jest naprawdę upalnie. Przydałoby się nam troszeczkę deszczu. Mam nadzieję, że to nastąpi dzisiaj. Ale tyle tytułem wstępu, drodzy goście „Chaty mistyka”. Przechodzę już skrzętnie do kontynuacji opowieści, którą to rozpocząłem w poprzednim naszym spotkaniu zatytułowanym „Vipassana”. Vipassana jest wspaniałą techniką medytacyjną, która pochodzi pośrednio, nie bezpośrednio, od samego Buddy i o samej technice opowiadałem w poprzednim odcinku. Natomiast ta bardzo praktyczna i bardzo skrupulatna metoda medytacyjna, technika medytacji została jak gdyby ponownie odkryta i proklamowana przez samego Gautama Buddę, o którym to chciałem opowiedzieć troszeczkę więcej w dzisiejszym odcinku. Postać bardzo barwna, postać historycznie sprawdzona jako autentyczna, dlatego, że pozostało po biografii Gautama Buddy dosyć sporo zapisków i przekazów.
Ale zacznijmy od początku. Wspomnę dzisiaj tylko parę historii z jego życia, o których to nauczyłem się właśnie podczas owego dziesięciodniowego programu medytacyjnego Vipassana. Programu, który to odbyłem w miejscowości Dharamshala już ponad miesiąc temu. Program, w którym to uczestniczyłem, będąc w kompletnym milczeniu, pozbawiony jakichkolwiek środków komunikacyjnych i unikając kontaktu nawet wzrokowego z innymi uczestnikami tego przedsięwzięcia. Sprawa naprawdę fantastyczna. Polecam odnalezienie informacji na temat Vipassany i współczesnego bardziej nauczyciela tej metody, pana Goenki, o którym to również wspomniałem w poprzednim odcinku. Natomiast dzisiaj troszeczkę więcej na temat samego Buddy. Dlatego, że mam wrażenie, że w naszej części świata, w naszej części Europy, w Europie Wschodniej nie mamy zbyt wiele pojęcia na temat pewnych postaci historycznych, na temat pewnych znakomitych mistyków, którzy to pojawili się tutaj na tym świecie, którzy to przejawili swoją moc i na dodatek zdecydowali się przekazać swoją wiedzę innym. Jedną z tych postaci jest właśnie Budda, którego nie za bardzo chyba rozpoznajemy jako postać realną, jako postać fizyczną w kulturze Polski. Ja również wychowując się w Polsce, przechodząc przez cały system edukacyjny, nie napotkałem się właściwie na informacje żadne, tym bardziej żadne autentyczne informacje związane z tą postacią.
No i dzisiaj o tym troszeczkę chcę opowiedzieć, kim Budda był, kim Budda właściwie nie był. Także w dzisiejszej opowieści z Chaty mistyka pojawi się parę historyjek, parę anegdot z życia Gautama Buddy. Ale chciałbym również opisać to, o czym nauczał. Otóż jego system filozoficzny, czy też bardzo praktyczny tak naprawdę moim zdaniem, który to nazywany był Dhamma lub prawdopodobnie bardziej kojarzące się nam pojęcie Dharma. Jaka jest różnica między Dhamma i Dharma? Otóż w tamtejszych czasach współczesnych Buddzie w Indiach figurowało mnóstwo języków, jak zresztą ma to miejsce w dzisiejszych czasach. Natomiast w obszarze, w północnym obszarze Indii, z którego to pochodził Budda, większość ludzi, tak zwane pospólstwo, używało języka pali. Obydwa te słowa można by przetłumaczyć jako wyświęcony obowiązek. Innymi słowami obowiązek, czyli pewnego rodzaju prawo. W tym przypadku Budda mówi o prawie natury.
Prawo, czyli zespół reguł, które należy przestrzegać, ale również to, co nas w pewien sposób definiuje, prawda? To jest to, co nas w jakiś sposób określa. To jest to, co określa naszą formę, nasz sposób funkcjonowania czy bycia. Czy też z drugiej strony prawo jest czymś, co oznacza, czy też wyznacza zakres naszych możliwości i być może pole, które to opisuje obszar naszego działania. Tym jest z grubsza prawo. Z prawem jest tak, że jeśli nie przestrzegasz tego prawa, to zwykle musisz ponieść konsekwencje, prawda? Więc prawo również wiąże się z pewnego rodzaju karą lub pokutą. Dhamma czy Dharma, o której uczył Budda, jest natomiast prawem kosmicznym i zarazem najwyższą formą porządku. Dhamma oznacza również fenomen. Fenomen, czyli to, co już jest jak gdyby zamanifestowane w tym świecie.
To, co się przejawia. Różnica w słowach Dhamma i Dharma jest taka, że w języku sanskryt używamy właśnie słowa Dharma. Natomiast w tamtych czasach sanskryt był studiowany i używany tylko przez wyższe klasy, przez zakonników, tak zwanych braminów, więc nie był to język powszechny i popularny. Natomiast właśnie tak zwane pospólstwo mówiło, w tej części Indii przynajmniej, językiem, który nazywał się pali. Więc Budda posługiwał się na co dzień językiem pali, dlatego, że jego celem, jego ambicją było to, aby dotrzeć do jak najszerszej liczby ludzi, niezależnie od ich pochodzenia, stopnia zaawansowania i wykształcenia oraz ich statusu majątkowego. Budda chciał udostępnić swoje nauczanie jak najszerszej grupie ludzi. Nie miała się z tym wiązać ich przynależność społeczna czy też ich przynależność kastowa, czy też ich rasa, czy przynależność religijna. Dlatego właśnie używał języka powszechnego w tamtych czasach, czyli właśnie owego języka pali. Tamte czasy, o których to mówię, to okres około dwa tysiące pięćset pięćdziesiąt do dwa tysiące pięćset lat przed naszą erą. Historia i nauki Buddy, który nie urodził się Buddą, są doskonale znane i zostały skrupulatnie zanotowane, dlatego, że pewien jego towarzysz życiowy, zarazem uczeń, który był również bardzo skrupulatnym skrybą, czyli osobą zapisującą informacje o nazwie Ananda.
To właśnie dzięki niemu mamy jak gdyby naoczne dowody z biografii Buddy i na temat tego, o czym nauczał i nie ma pod tym względem zbyt wielu wątpliwości. Stąd wiedza o życiu i o tym, co nauczał, są doskonale znane i właściwie bardzo przejrzyste również. Pomimo że ta historia sięga pięćset pięćdziesiąt lat, zanim pojawił się Jezus, to tutaj wszystko jest jasno udokumentowane i nie ma właściwie żadnych wątpliwości co do postaci samego Buddy. W przeciwieństwie do historii i nauk Jezusa, które praktycznie nie dotarły do dzisiejszych czasów w swojej oryginalnej, pierwotnej formie. Długo po odejściu Jezusa uformowany wtedy Kościół, dlatego, że nie za jego życia, bo na to Jezus nigdy by się nie zgodził, aby uformować Kościół w takim wymiarze, w jakim on funkcjonuje w dzisiejszych czasach. Ale długo po jego odejściu postarano się, aby powstały nowe wersje, zatuszowane i zmodyfikowane, którym nadano szyld Jezusa Chrystusa i postarano się, aby nikt przypadkiem nie zaczął myśleć samodzielnie i nie odkrył prawdy. Prawdy o Jezusie i o tym, o czym nauczał. Powtarzam wielokrotnie w Chacie Mistyka, że Jezus nie był chrześcijaninem i na dodatek nie był religijny. W naszej kulturze jest to sprawa bardzo kontrowersyjna, aczkolwiek jeżeli zaczniemy studiować historię, odkrywać prawdziwą historię i biografie tych zacnych mędrców, tych metafizyków, tych mistyków, o których opowiadam w Chacie Mistyka, to dowiemy się wiele prawdy i dowiemy się wiele kłamstw, którymi jesteśmy przesiąknięci poprzez system edukacyjny, w którym przyszło nam się wychowywać chociażby. Więc Jezus nie był religijny i też nie był chrześcijaninem.
Był natomiast gruntownie uduchowiony. Był oświecony. Był wyjątkowo inteligentny i dodatkowo bardzo charyzmatyczny. To właśnie dlatego pociągał za sobą tłumy. Tłumy ludzi właściwie przypadkowych, ale zaciekawionych, niekoniecznie mogących sprostać swym intelektem głębokim i metafizycznym naukom swego mistrza. Dlatego, że chociażby przykład samych dwunastu apostołów dowodzi temu, że nawet uczniowie Jezusa, którzy byli notabene zwykłą szajką przypadkowych ludzi, głównie złodziei i wyrzutków społecznych, bo tak to wyglądało, ale ze względu na swój niskolotny poziom intelektu nie byli w stanie do końca zrozumieć, tym bardziej przekazać nauk Jezusa. Czy Jezus był mistrzem jedynym? Nie. Czy był pierwszym? Też nie.
Czy był ostatnim? Na pewno nie. To ludzie zrobili go Bogiem. Bogiem wyodrębnionym od stworzenia. Nastąpiło wiele błędów i pomyłek w interpretacji i tłumaczeniach i zrozumieniu jego nauk. Pamiętajmy o tym, że to, że historia jest powtarzana przez dwa tysiące lat, nie oznacza, że jest prawdziwa. Okej. Jezus mówił: „Jestem synem Boga”, a ludzie potraktowali to dosłownie, dlatego, że ludzie nie poświęcają zbyt wielkiego wysiłku intelektualnego próbie zrozumienia. Więc Jezus mówił: „Jestem synem Boga”, a ludzie zrozumieli to i potraktowali dosłownie, że jest synem, człowiekiem wyodrębnionym od Boga, niezależnym od Boga, że jest to tylko jego własny przywilej, że jest on jedynym synem Boga, tudzież nikt inny nie jest dzieckiem Boga. A tymczasem, jak to mistyk, Jezus nigdy nie mówił wprost.
Używał poezji, używał metafor, używał porównań. „Jestem synem Boga” oznacza pochodzę od Boga tak jak ty, tak jak każdy inny. Co to oznacza? Oznacza to, że jestem oświecony, więc rozpoznaję to i widzę to. Rozumiem to. Co to jest Bóg? Bóg to nie jest starzec z siwą brodą siedzący na tronie w raju. Tylko Bóg jest prawdą. Bóg jest miłością. Bóg jest dobrą wolą.
Bóg jest klarownością. I to właśnie wszystko ma na myśli Jezus, kiedy mówi: „Jestem Synem Bożym”. Czyli jako istota oświecona wiem, że pochodzę od źródła i kieruję się i przejawiam prawdę, miłość, dobro i klarowność. Ale dzisiaj nie o Jezusie, a więcej o Buddzie jednak. Ale Budda mówił to samo. To jest bardzo podobny przykład. Przykład, który sięga ponad pięćset lat wcześniej od tak bardzo powszechnej znanej nam historii, jak nam się wydaje, Jezusa. Przekłamanej historii Jezusa. Budda był przeciwny religiom, jakiemukolwiek sektarianizmowi. Był przeciwnikiem podziałów rasowych i kastowych.
Wręcz przeciwnie. Mówił o równości. Mówił o braterstwie, o wzajemnym wspieraniu się. Pamiętajmy, że są to czasy bardzo trudne dla wolności osobistych, odrębnych opinii czy wyznań, w szczególności w tym obszarze, w Indiach. Podział kastowy w Indiach to jest bardzo poważna sprawa. Dla nas z perspektywy europejskiej być może nie do końca zdajemy sobie sprawę z trudności, czy też z drugiej strony przywilejów, które niesie ze sobą przynależność do danej kasty. Ogólnie determinuje to właściwie w całości całe twoje życie, czyli to, gdzie przebywasz i z kim przebywasz. Kto jest twoją żoną, twoim mężem, jaką masz pracę. Czy jesteś osobą szanowaną chociażby ze względu na kolor twojej skóry? To wszystko jest przynależność kastowa w Indiach.
Czy może wręcz przeciwnie, może jesteś osobą odpychaną, ignorowaną, nieakceptowaną i tak dalej. Także podział kastowy to w historii Indii tysiące lat tradycji. Tym samym owa nierówność społeczna jest uważana za sprawę normalną nawet po dzisiejsze czasy. Pamiętajmy również, że Indie przed najazdami pierwotnie muzułmanów i bardziej współcześnie Brytyjczyków, to potężne imperium z bogatym dorobkiem naukowym, z dorobkiem duchowym również i kulturowym. Niesamowite osiągnięcia architektoniczne i inżynieryjne, które dotrwały do naszych czasów, są tylko jednym z przykładów na to, jak dalece technologicznie rozwinięta była cywilizacja za rzeką Indus. I tak właśnie narzekałem na upały i niedające się wytrzymać temperatury w miejscowości Rishikesh. A tymczasem tuż nade mną przetoczyła się potężna monsunowa burza z gradobiciem na dodatek. Jesteśmy w miesiącu czerwiec, a wokół zrobiło się przez chwilę całkiem biało z powodu spadających kulek lodu z nieba. Ale taka jest właśnie charakterystyka monsunów. Także musiałem uciekać z buszu.
Schroniłem się. Jestem z powrotem w aśramie, w którym to przebywam obecnie podczas mojego pobytu w Rishikesh. Także być może zmieniły się troszeczkę odgłosy w tle. A my tymczasem kontynuujemy opowieść o pewnym zacnym dżentelmenie, nieprawdopodobnym mistyku, filozofie, człowieku, któremu udało się w sposób transcendentalny wznieść ponad ograniczenia i prawidła natury właściwie. Istota, która to doznała oświecenia. Człowiek, który pojawił się w bardzo ciekawych czasach historycznie w północnej części Indii, w czasach napięć społecznych, w czasach podziałów kastowych, o których to przed chwilą opowiadałem. W historii Indii są to tysiące lat tradycji. Tym samym nikt nie kwestionuje podziałów kastowych nawet w dzisiejszych czasach, pomimo tego, że oficjalnie kasty zostały zniesione. Kiedy podróżuję, często spotykam się z nastawieniem ludzi wobec tych pochodzących z niższych warstw społecznych, więc wyobrażam sobie, że w tamtych czasach, parę tysięcy lat temu, ten ewenement był na dużo większą skalę. Było to natomiast coś uważane za normalne.
Wspomniałem również o najazdach, których to doświadczył kraj, który nazywamy w dzisiejszych czasach Indiami. Pierwotnie był to najazd muzułmanów, a bardziej współcześnie Brytyjczyków, którzy to skrupulatnie postarali się o to, aby ograbić dorobek i spuściznę kulturową w Indiach, aby zniweczyć wszelkie plany rozwoju duchowego i żeby zaprowadzić tak zwany porządek, który to miał za zadanie usystematyzować i ucywilizować ludy zamieszkujące tak licznie ten obszar naszej planety. Wcześniej, przed tymi najazdami Indie to potężne imperium z bardzo bogatym dorobkiem naukowym, duchowym i kulturowym. Niesamowite osiągnięcia architektoniczne i inżynieryjne, które dotrwały do naszych czasów. To są tylko jedne z przykładów na to, jak dalece technologicznie rozwinięta była cywilizacja za rzeką Indus. Rzeka Indus. Stąd pochodzi współczesna nazwa Hindu — właśnie od owej rzeki Indus. Wcześniej kraina znana była pod nazwą Bharat. Bharat to fuzja trzech słów: bhra, ra i tala. Bhra oznacza doznanie.
Ra jest to melodia. Jest to pojęcie wywodzące się z muzyki. Natomiast ten ostatni człon nazwy Bharat, czyli ta, tala oznacza rytm. Innymi słowy, Bharat to grupa ludzi, którzy są dosłownie dostrojeni do rytmu i melodii życia. Więc to wskazuje na bardzo głęboki dorobek duchowy tej społeczności. Jeśli jesteś osobą dostrojoną do natury, to doznajesz życia w sposób prawidłowy. Jeśli natomiast nie jesteś dostrojony czy dostrojona do życia, to doznajesz wielu trudności, doświadczasz cierpienia i napotykasz pewne ułomności. Więc Bharat to kraina ludzi, którzy wiedzą, jak żyć prawidłowo. Jest to tradycja, która sięga od 12 do 15 tysięcy lat wstecz, więc to nie jest dowcip. To jest bardzo ugruntowana wiedza i kultura.
Na tle tego właśnie dorobku kulturowego oraz owego rozłamu społecznego z drugiej strony pojawia się właśnie Siddhartha Gautama. Był to królewicz z rodu królewskiego, który żył w latach 563 i 483 przed naszą erą. Mniej więcej dlatego, że jak to zwykle w przypadkach takich postaci historycznych istnieją pewne wątpliwości, ale długość jego życia to było mniej więcej 80 lat. Był synem oligarchy w pewnej małej republice w północnej części starożytnych Indii. Dzisiejsza nazwa miejsca, w którym urodził się Gautama to Lumbini. Jest to miejscowość, która leży na pograniczu obecnych Indii i Nepalu. Miejscowość, przez którą przejeżdżałem swego czasu, ale obecnie geograficznie znajduje się na terytorium Nepalu. Na okres jego życia przypada czas prężnego rozwoju szkół i tradycji śramana, w których to buddyzm i janizm są tylko dwoma z wielu w tamtych czasach systemów filozoficznych. One nie były w tamtych czasach być może nazywane tymi mianami, ale tam sięgają korzenie owych religijnych tradycji. Śramana oznacza ten, kto pracuje, trudzi się lub wysila dla jakiegoś wyższego lub religijnego celu.
Jest to swego rodzaju poszukiwacz, ten, który wykonuje akty wyrzeczenia. Jest to być może asceta, czy inaczej rishi. W tekstach wedyjskich tradycji wedyjskiej właśnie takich ludzi praktykujących śramanek określa się mianem rishi, czyli mędrca. W takiej to właśnie atmosferze wychowuje się młody Siddhartha Gautama, bardzo bogatej i ugruntowanej. Szkół i rozwiniętych w tamtych czasach systemów jest tak naprawdę mnóstwo. Tutaj podkreślam to, że nie są to formy przypadkowe. Ci ludzie tysiące lat temu mają bardzo ugruntowaną wiedzę. Wiedzę, która wywodzi się nie tylko bezpośrednio od nich samych, ale która jest wielotysięczną tradycją i spuścizną kulturową. Tych szkół w tamtych czasach w Indiach jest naprawdę wiele. Nie będę przywoływał tutaj nazw dlatego, że nazwy te figurują w języku sanskryt albo we współczesnym języku Buddzie, czyli w języku pali.
Dlatego, że te nazwy nic dla nas, Europejczyków właściwie nie znaczą. Bynajmniej jest to również czas świetności wedyjskich braminów, czyli kapłanów zajmujących się studiowaniem owych pierwotnych starożytnych tekstów. Tak więc młody Gautama ma doskonałe warunki do duchowego rozwoju. Pochodzi z zamożnej rodziny, więc nie musi martwić się o przetrwanie. I wówczas poznaje właśnie techniki medytacyjne. Pierwszy przebłysk oświecenia doznaje już jako chłopiec w wieku mniej więcej siedmiu lat, kiedy to siedzi i medytuje pod drzewem z gatunku body. Body to są potężne drzewa o naprawdę wspaniałych kształtach pni i korzeni, które to rozpościerają się również ponad powierzchnią ziemi. W późniejszym czasie z desperacją szuka metody do osiągnięcia unii z Bogiem. Szkoli się u wielu mistrzów, studiuje antyczne teksty. Przez osiem lat praktykuje nawet hatha jogę.
Wszystko zdaje się na niewiele, jednak dopiero dużo później, w wieku trzydziestu pięciu, trzydziestu sześciu lat, po dogłębnym i bardzo trudnym procesie samokształcenia się i rozwoju, kompletnym poddaniu się procesowi, w końcu doznaje oświecenia. Staje się Buddą. Buddą, czyli obudzonym. Ponownie siedząc pod drzewem body w miejscowości Bodh Gaya tym razem, którą to już odwiedziliśmy wspólnie w Chacie Mistyka jakiś czas temu. Budda jest tytułem. To istota oświecona, obudzona. Jak to mówi sam Gautama nie jest pierwszym Buddą dlatego, że było ich wielu i nie jest również ostatnim. Po nim przyjdzie również bardzo wielu. Ponadto, pomimo osiągnięcia tego najwyższego stopnia wtajemniczenia, pojednania się, które najczęściej wiąże się z opuszczeniem ciała, Budda postanawia jednak pozostać w ciele oraz nauczać i wspierać tych, którzy nadal tkwią na niższych poziomach duchowych. I te nauki kontynuuje przez kolejnych czterdzieści pięć lat.
Ale zanim to wszystko nastąpiło, młody Siddhartha żył typowe książęce życie w dostatku w swych trzech sezonowych pałacach, otoczony dobrobytem i opieką. W wieku szesnastu lat pojął za żonę księżniczkę z rodu o imieniu Yaśotara w wyniku zaaranżowanego przez rodzinę ślubu. Jak to zresztą do tej pory ma miejsce w Indiach, większość małżeństw jest aranżowanych przez rodziców. Z ową księżniczką miał syna o imieniu Rahula. W wieku dwudziestu dziewięciu lat, na skutek wieloletnich poszukiwań prawdy, Gautama opuszcza pałac i swoją żonę oraz syna, oczywiście wobec sprzeciwów ojca i całej rodziny królewskiej, aby wyruszyć w drogę i zagłębić się w duchowy proces odkrywania prawdy. Początkowo, kiedy wyrzekł się swego pochodzenia, żył jako asceta na ulicach miasta, żebrząc jedzenie od zwykłych, prostych ludzi. Po drodze został jednak rozpoznany i parokrotnie zaoferowano mu następstwo tronu, którego to oczywiście odmówił. Następnie pobierał nauki u dwóch pustelniczych mistrzów jogi, gdzie poznał pewne techniki medytacji, aczkolwiek nie był usatysfakcjonowany i wyruszył w dalszą podróż. Te doświadczenia utwierdziły go jednak, że dhyana, czyli medytacja, jest właściwą drogą do tak zwanego przebudzenia, a z drugiej strony wywnioskował, że ekstremalny ascetyzm nie przynosi oczekiwanych skutków. To wówczas odkrył to, co później buddyści nazywają drogą środka.
Tak zwana droga środka, czyli umiarkowana ścieżka z dala od jakichkolwiek skrajności, z dala od zbytniego umartwiania się, czy też z drugiej strony od pobłażania sobie. W znanej przypowieści zagłodzony i osłabiony Gautama postanawia przyjąć mleko i ryż od pewnej wiejskiej dziewczyny, która ze względu na jego wychudzony wizerunek uznała go za ducha, który spełnia życzenia. Po tym rzekomym incydencie Gautama postanawia zasiąść pod osławionym drzewem Bodhi w miejscowości Bodh Gaya i w akcie desperacji ślubuje nigdy nie powstać, dopóki nie odnajdzie prawdy. Zajęło to 49 dni solidnej medytacji i wyrzeczeń. Rzekomo nawet pięciu jego najbliższych towarzyszy, a zarazem apostołów, zwątpiło po drodze w sukces owej misji, wierząc, że Gautama po prostu poddał się i porzucił poszukiwania i postanowili pozostawić go pod owym drzewem i po prostu sobie poszli. A tu proszę. Po 49 dniach bam! Nastąpił moment oświecenia. To właśnie wtedy Gautama przebudził się i stał się owym słynnym Buddą. Jest zresztą na ten temat bardzo fajny film, w którym to występuje Keanu Reeves w roli Siddharta Gautamy.
Także tym, którzy nie widzieli jeszcze owego filmu polecam. To nie jest film nowy, ale na pewno można go odszukać. Tytułu dokładnie nie pamiętam. Być może tytuł brzmi po prostu „Budda”. Według niektórych sutr, czyli tekstów, w tym przypadku w języku pali, w momencie swojego przebudzenia Gautama uświadomił sobie w pełni pewne szlachetne prawdy, osiągając w ten sposób wyzwolenie od tak zwanej samsary, czyli nieustannego cyklu odradzania się w nowych wcieleniach, nieustającego cyklu również cierpienia i ponownej śmierci. Ten motyw stał się jednym z przewodnich w późniejszej religii buddyjskiej, gdzie praktyka dhyany, czyli owej medytacji, ma doprowadzić do stanu nirwany i moksha, za czym idzie totalne wyzwolenie. Nirwana to stan, w którym nie ma pożądania, nienawiści czy ignorancji, które to utrzymują cykl cierpienia i odradzania się. Nirwana to również w pewnym sensie koniec świata, ponieważ znika osobista tożsamość, zanika ego oraz ograniczenia umysłu. Tak więc pięciu uczniów powróciło do mistrza i wkrótce wszyscy zostali wtajemniczeni w prawdy, które to podczas aktu oświecenia doznał czy też odkrył Budda. Parę dni później, według zapisków, dołączył szósty o imieniu Yasa, nawrócony na drogę prawdy syn pewnego wpływowego bogacza, a wraz z nim jego rodzina i ponad pięćdziesięciu przyjaciół.
Później dołączyło trzech braci Kassapa, którzy to mieli już uprzednio spory tłum uczniów, w wyniku czego najbliższe grono Gautamy Buddy szybko urosło do ponad tysiąca zwolenników. Jak to w takich sytuacjach bywa, znaleźli się wśród nich różni ludzie, różne przypadki życiowe. Byli tam zarówno nędzarze, jak i bogacze, szlachcice, jak i sługusi, mordercy, a nawet pewien kanibal. Tak właśnie powstało środowisko podróżujących i nauczających mnichów, tak zwanych sangha. Oczywiście co bardziej wpływowi władcy, których to dzieci dołączały do szajki Buddy, wysyłali posłańców i delegacje, próbując odzyskać potomstwo, ale najczęściej członkowie delegacji byli natychmiast konwertowani i pozostawali w towarzystwie Buddy. Podobnie stało się z kilkoma wielmożnowładcami. Pamiętajmy, że Budda był bardzo inteligentny i władał dogłębną retoryką. To wyglądało mniej więcej tak: przyjeżdżał taki król ze swym orszakiem na maksa wkurzony i zatroskany o swojego syna chociażby. Budda witał wszystkich oczywiście z uśmiechem i mówił: „Siadaj stary tutaj koło mnie, pod tym drzewem i posłuchaj”. Tutaj warto wspomnieć, że w swojej retoryce Budda zwykle posługiwał się pytaniami.
Czyli jeżeli ktoś przychodził do niego z pytaniem, to Budda w bardzo sprytny sposób odpowiadał mu pytaniem Co miało nakierunkować tego człowieka poszukującego odpowiedzi na to, aby ową odpowiedź znalazł samodzielnie, aby doszedł do tego momentu na swój indywidualny sposób. Czyli w skrócie wyglądało to tak, że Budda mówił: „Siadaj tu koło mnie, porozmawiamy sobie”. I po krótkim dyskursie na temat Dhammy, czyli tego systemu, którego nauczał, taki król po prostu miękł w oczach. Dodatkowo widział, że jego syn miewa się lepiej niż kiedykolwiek przedtem, a wszystko, co mówi ten gość siedzący pod drzewem, ma właściwie sens i jest prawdziwe. A więc król również dołączał do grupy. Oczywiście z tak szybko rosnącym tłumem zwolenników, gdzie po pewnym czasie w ufundowanym przez jednego z bogaczy aśramie znajdowało się na co dzień już ponad 10 tysięcy ludzi, pojawiali się również przeciwnicy i oponenci Buddy, ale nie mogli sobie z nim w żaden sposób poradzić właściwie. Każdy zdawał sobie świetnie sprawę z niebywałej elokwencji Gautama Buddy. Jakiekolwiek próby argumentacji czy debaty kończyły się po prostu fiaskiem. Dodatkowo Budda nie przynależał do żadnej religii, tym samym nie był przeciwnikiem żadnej religii. Więc co się zwykle robi w takich przypadkach?
Trzeba po prostu spowodować i upublicznić jakiś skandal. Jak skandal, to najlepiej seksualny. I tutaj również pewnego dnia pojawiła się w aśramie Buddy pewna młoda i atrakcyjna dziewczyna, szpieg i wyszkolona konfidentka. Bardzo chciała spędzić noc w towarzystwie mistrza pod jego drzewem. Generalnie Budda spał na ziemi, na zewnątrz, pod swoim drzewem. Tam też jadł i nauczał. Więc tego dnia popatrzył na ową dziewczynę i widząc, co się święci, powiedział: „Okej, możesz się położyć tu obok mnie. Nie ma problemu”. Po kilku miesiącach panna pojawiła się ponownie w aśramie, tym razem z pokaźnym brzuchem. Przypowieść mówi, że brzuch był fałszywką.
Był to zaokrąglony kawałek drewna przywiązany pod odzieżą, ale panna rzekomo była tak zestresowana swoją rolą, że aż cała się trzęsła, w wyniku czego drewniany pakunek poluzował się i wypadł spod ubrania, dowodząc tym samym nieskazitelność mistrza. Więc i tym razem nie udało się go oczernić. Słowne dysputy z nim również nie miały sensu, gdyż większość wpływowych osobistości i władców chciała właściwie dobrze dla swojego ludu bądź co bądź. A Budda mówił tylko o tym, jak żyć prawidłowo, w zgodzie z naturą i w moralności. Więc tutaj też nie było na niego haka. Teraz już nawet członkowie rodziny Gautamy dołączyli do jego grona, wliczając w to jego siedmioletniego syna, który później stał się jednym z dziesięciu jego najbliższych apostołów oraz jego żonę. I tak żył sobie i nauczał przez około 45 lat Gautama Budda, kiedy to w wieku mniej więcej 83 lat oznajmił, że się zawija z tego świata i dodatkowo nigdy już nie wraca. Jak to istota oświecona nie ma potrzeby, aby wracać w ten cykl powtarzalności, w ten cykl narodzin, cierpienia i śmierci. Generalnie przepowiedział dokładnie co do dnia i pory swoje odejście. Jego uczeń i wierny towarzysz Ananda chciał zabrać go w tym czasie w ustronne miejsce w dżungli, ale Budda zdecydował, że będzie służył ludziom aż do końca.
Udał się do dynamicznej i obleganej przez pielgrzymów miejscowości, której współczesna nazwa brzmi Kushinagar, gdzie tysiące zebranych usiłowało oddać mu hołd tego dnia, a on tymczasem leżał sobie pod drzewem, jak to Budda i nauczał o Dhammie aż do ostatniego momentu. Jego rzekome ostatnie słowa brzmiały: „Wszystkie nagromadzone rzeczy, sankhara, muszą się rozpaść. Starajcie się pracowicie o własne wyzwolenie”. Powiedział również swoim uczniom, aby nigdy nie podążali za żadnym przywódcą. O pojęciu sankhara opowiadałem trochę w poprzednim odcinku „Chaty mistyka”, gdzie porównałem to słowo z karmą, co w sanskrycie oznacza mniej więcej gromadzenie czy też czynienie akcji. Wiąże się z tym nasz stopień zaangażowania w obserwowane czy też odczuwane przez nas zjawiska. Im bardziej świadomi, uważni naszych ludzkich odczuć, czy to fizycznych, czy emocjonalnych, tym mniej angażujemy się w dramaty. Tym samym bardziej widzimy rzecz samą w sobie i tym mniej produkujemy owego niepotrzebnego balastu, owej sankhary. Dodatkowo możemy nabyć umiejętności rozpuszczania nagromadzonej sankhary, co prowadzi bezpośrednio do naszego wyzwolenia. Więc metoda Gautamy Buddy ma charakter bardzo, bardzo praktyczny.
To nie są dogmaty, tylko to, co każdy może i ma obowiązek doświadczyć w sposób indywidualny, co jest gruntownym, niedającym się podważyć doświadczeniem osobistym. Praktycznym narzędziem na drodze do samorealizacji jest pozostawiona przez Buddę technika medytacji Vipassana, której to nie jest autorem, ale która jest metodą skuteczną, bowiem opartą na prawdzie i czystej obserwacji. Tak jak wspomniałem, odkrycie samodzielne tej metody nie było dla Gautamy sprawą łatwą. Okupił to wieloma latami wyrzeczeń i znojów. Opuścił swoją rodzinę, opuścił swoją żonę i swojego syna. Ale kiedy już przetestował tą technikę, postanowił przekazać ją ludziom dlatego, że uznał ją za właściwą i sprawną. Budda nauczał nie tylko w sposób mistyczny, ale skupiał się na praktycznym aspekcie całego systemu, czyli na właśnie Vipassanie. Aspekcie, który paręsetek lat po jego śmierci został kompletnie zignorowany, a nawet zatuszowany na kolejnych ponad dwa tysiące lat. I właściwie technika Vipassany kompletnie zaniknęła w Indiach. Więc jest to historia bardzo podobna do historii Jezusa.
Jezus również nauczał praktycznych metod, które zostały kompletnie pominięte, kompletnie zignorowane. Jezus był wegetarianinem. Ile osób w Polsce praktykujących katolicyzm jest wegetarianami? Wszyscy wiedzą o tym, że Jezus spędził czterdzieści dni na pustyni. Co robił czterdzieści dni na pustyni? Oczywiście medytował, umartwiał się, był uczestnikiem ascetycznego procesu. To nie są rzeczy, które przychodzą z dnia na dzień. To są rzeczy, które trzeba praktykować na co dzień, aby spędzić czterdzieści dni na pustyni bez wody i jedzenia. To są naprawdę wysokie, wysokie osiągi jogińskie. To są długotrwałe praktyki, które pozwalają przygotować się do tego procesu.
To nie jest tak, że postanawiam, że sobie jutro pójdę na pustynię. Ale dzisiaj nie o Jezusie, dzisiaj o Buddzie. Więc około dwusetnego roku przed naszą erą na rzecz umocnienia religii nazwanej następnie buddyzmem, czyli typowy w wielu religiach unik. Lepiej nie rozumieć, podążać ślepo za jakimś naczelnym kapłanem, zaniechać osobiste praktyki i rozwój na rzecz pustych i niezrozumiałych rytuałów i po prostu przynależeć do grupy i się za bardzo nie wychylać na dodatek. W kupie raźniej podobno. A Budda nauczał wręcz przeciwnie: nie podążać za nikim, wykazywać sceptyczne nastawienie, dopóki wiedza nie jest ugruntowana osobistym doświadczeniem. Budda nigdy nie nauczał buddyzmu. Także oryginalna wiedza została skutecznie zatuszowana, ale na szczęście przetrwała w paru sąsiadujących miejscach, między innymi w Myanmarze, czyli w obecnej Birmie. Budda nie uczył buddyzmu, ale Dhammy czy też Dharmy. Jest to prawo natury.
Nie ustanowiony zespół reguł przez ludzi, ale raczej to, jak funkcjonuje natura i jej cykliczność. Wszystko jest w ruchu i przemija — zauważył Budda. Nic nie trwa wiecznie. Dlatego mówi się o kole Dharmy czy też Dhammy. Dhammę przedstawia się symbolicznie jako kręcące się koło wozu, takiego drewnianego powozu. Cały ten system Dhammy można podzielić na trzy główne człony. Jest to praktyka moralności, tak zwana sila, czyli w skrócie polega to na tym: nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe, czyli nie kradnij, nie zabijaj. W to wlicza się wegetarianizm oczywiście i wszystko to, co naturalnie wypływa z istoty nie tylko zwierzęcej, ale istoty świadomej, którą to jesteśmy my, ludzie. Więc praktyka moralności jest naturalnym prawem. To nie jest prawo zapisane, do którego musimy się ustosunkować, tylko ma być to prawo naturalnie wypływające z naszego wnętrza, z wnętrza istoty świadomej połączonej ze świadomością.
O życiu moralnym mówi właściwie każda religia tego świata, ale nie mówi ci za bardzo, jak osiągnąć ten stan moralności. Moralność to nie jest tylko to, co prezentujemy na zewnątrz. Kiedy grasz swoją rolę społeczną i kiedy patrzą na ciebie inni, wtedy być może prezentujemy często moralność. Natomiast ta prawdziwa, czysta moralność musi wypływać z ciebie naturalnie, bez wahania, bez zastanawiania się. Dlatego to nie jest prawo ludzkie. To nie jest dekalog spisany na kamiennych tablicach, ale raczej twoja naturalna jakość, którą to doskonalisz podczas swojego życia. Jak to osiągnąć? O tym już religie mają mało do powiedzenia. Otóż żeby osiągnąć prawdziwą moralność, musisz przede wszystkim kontrolować swój umysł. Bo jak nie kontrolujesz umysłu, to jak możesz być moralny czy moralna?
Dlatego właśnie drugim członem systemu Buddy Dhammy jest samadhi. Samadhi, czyli oczyszczenie i kontrola umysłu. Ale to też nie do końca wystarcza, dlatego, że głęboko w umyśle zakorzenione są owe sankhary. Czasem sankhara nagromadzona jest nie tylko podczas tego życia, ale podczas wielu poprzednich wcieleń. Dlatego, aby pracować z sankharą, potrzebna jest nam po prostu metoda, technika. To wymaga systematycznej pracy. I właśnie tutaj Budda przychodzi ze swoją metodą zwaną vipassana. To jest praktyczna metoda, która wykonywana regularnie pozwala ci oczyścić umysł, pozwala ci poszerzyć horyzont. Pozwala to rozciągnąć granice owego umysłu. Trzecim członem Dhammy jest tak zwana panna.
Panna oznacza mądrość. Owa panna może być rozdzielona na trzy podkategorie. Owa mądrość może pochodzić po pierwsze ze skryptów, czyli właśnie z tego dorobku kulturowego, duchowego mistrzów, którzy to pozostawili zapiski o prawdzie. Drugim, jak gdyby troszeczkę wyższym stopniem wtajemniczenia jest wiedza, którą to pozyskujemy od naszego guru, od naszego duchowego mistrza. Guru oznacza istotę, która rozprasza ciemność, mrok w sensie ignorancji. To jest ta istota, która jest w stanie wskazać nam odpowiednią drogę, którą to powinniśmy podążać na skutek naszego rozwoju duchowego. Także jest to postać bardzo pomocna w naszym procesie duchowym, natomiast nie jest to motyw wystarczający ku naszemu totalnemu rozwojowi. Dlatego, że ostatnią, trzecią grupą tej kategorii panna, tej mądrości, o której to mówił Budda, jest mądrość, która nazywana jest bhavana panna, czyli jest to osobiste doświadczenie. Tylko ta metoda prowadzi do oświecenia. Więc tutaj znowuż Budda kładzie nacisk na indywidualną pracę i na osobiste doświadczenie.
Metoda, którą oferuje Budda, jest moim zdaniem metodą skuteczną. Przebyłem stosunkowo niedawno program vipassana, dziesięciodniowy program w milczeniu i pozwoliło mi to przekonać się, że jest to na pewno sposób, który jest w stanie naprowadzić cię na właściwą ścieżkę. Czy jest to metoda jedyna? Na pewno nie. Z drugiej strony jest to na pewno metoda skuteczna. Polecam wszystkim bardzo mocno zaangażowanie się osobiste w rozwój duchowy. Oczywiście można czytać książki, można oglądać różnego rodzaju materiały filmowe, można słuchać mądrych ludzi, aczkolwiek jeżeli nie podejmiemy tej pierwszej próby medytacji, która jest właściwie tą jedyną metodą osiągnięcia tego spokoju umysłu, który to prowadzi do naszego wyzwolenia, to jeżeli nie podejmiemy tych pierwszych kroków, to nigdy nie przekonamy się o tym, jak potężna moc tkwi w owej metodzie. Teraz jaką technikę wybierzemy, to zależy od nas. Właściwie nie widzę przeciwwskazań, żeby spróbować parę różnych ustanowionych już przez tysiące lat praktyk. Wszelkiego rodzaju nowe szkoły czy pomysły to są tylko modyfikacje starych podwalin wiedzy.
Więc ja osobiście sięgam po te bardzo klasyczne metody. W moim przypadku jest to hatha joga, która jest również formą medytacji w ruchu, jeżeli wykonywana w sposób prawidłowy, ale również kriya joga, pranajamy, medytacja, obserwacja oddechu, uważność oddechu to są wszystko te rzeczy, które są w stanie wynieść nas w sposób diametralny na wyższe poziomy świadomości, z których to nasz horyzont będzie naprawdę poszerzony. Będziemy w stanie dostrzec o wiele więcej. Będziemy w stanie sięgnąć wzrokiem, tym metaforycznym, mistycznym wzrokiem dużo dalej. Róbmy to na tyle, na ile pozwalają nam okoliczności, na tyle, na ile wystarczy nam na to energii. Są to często procesy, które wymagają niesamowitych pokładów energii życiowej. Dlatego również warto trzymać swoje ciało, nie tylko umysł, w odpowiedniej kondycji. To są właśnie wszystko praktyki jogi, które prowadzą do tego, aby życie było wiedzione w sposób prawidłowy, abyśmy byli zestrojeni z naturą, abyśmy nie musieli podążać pod ostry nurt rzeki przeciwko temu nurtowi, abyśmy byli w stanie po prostu surfować na tej fali świadomości, na której to znaleźliśmy się, przejawiając się tutaj, na tej planecie, w tych warunkach. Bardzo głęboko i gorąco polecam wszystkim spróbowanie medytacji. Czy też po prostu utwierdzam was w tym, żeby tą praktykę kontynuować, być może odświeżyć.
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy jest w takiej sytuacji życiowej, w jakiej jestem ja. Moim wyborem było pozostanie podróżnikiem. Nie mam rodziny, o którą się muszę troszczyć. Moja praca ma charakter nieregularny. Zdaję sobie sprawę z tego, że większość z nas ma mnóstwo obowiązków na co dzień, ale to naprawdę nie przeszkadza. Możemy być tak zwanymi domatorami i również być w jodze, być w unii, być scaleni, zsynchronizowani z kosmosem. To wymaga naprawdę niewiele wysiłku, a korzyści jakościowe, korzyści, które sprowadzamy do naszego życia i zmiany często bywają naprawdę fenomenalne. Także polecam wszystkim gościom Chaty Mistyka wkroczenie na drogę samorozwoju, samorealizacji we własnym zakresie. Naprawdę tyle, ile to jest możliwe codziennie, przynajmniej parę minut dziennie, jeżeli nie mamy więcej na to czasu lub wydaje nam się, że nie mamy więcej czasu. Na dzisiaj to wszystko moi drodzy.
Mam nadzieję, że podobało wam się parę anegdot zasłyszanych przeze mnie z życia Siddharta Gautamy, który to stał się Buddą. Nie jedynym, nie pierwszym i nie ostatnim. I pozdrawiam wszystkich ponownie bardzo, bardzo serdecznie z Miasta Mędrców. Niech będzie z wami miłość, pokój i klarowność umysłu. Każdy orzeł jak może — pomyślał gołąb, po czym zatoczył majestatycznie dwa okręgi nad osiedlem. Namaste. Pranam. Do usłyszenia. Chata mistyka.