[00:33] - Witajcie bardzo gorąco i serdecznie na antenie Radia Paranormalium. Właśnie tutaj i właśnie teraz, prosto do twoich uszu, drogi słuchaczu, droga słuchaczko, mając nadzieję, że już położyłeś swoje rotworośli do łóżka i masz święty spokój, możesz spokojnie słuchać naszej audycji. Zaczynamy wlewać do twoich uszu i do twojej duszy kolejny odcinek audycji „Bibliotekarium”. Przy mikrofonie i za sterami technicznymi jak zawsze Marek Sęk "Ivellios", a po drugiej stronie połączenia internetowego są z nami jak zawsze gospodarze „Bibliotekarium” Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Halo, halo, Bydgoszcz.
[01:12] - Dzień dobry wieczór. Dzień dobry wieczór.
[01:13] - To on. A to ja.
[01:15] - Tak, to on. A się nie przywitał.
[01:18] - Witam.
[01:19] - Ż i Żyt.
[01:21] - Tak. Jakkolwiek by nie powiedzieć, to tak. No cóż, proszę państwa, dzisiaj audycja poważna przed nami. Jarosław Grzętowicz i jego książka „Hell 3”.
[01:36] - To ty będziesz poważnie, a ja będę rozwijał twoją monolityczną powagę.
[01:40] - Zabrzmiało to jeszcze bardziej poważnie, niż zaplanowałem.
[01:44] - Wiertłem do kości.
[01:45] - Tak jest, tak będziemy. Cóż jeszcze? Muszę powiedzieć, że mamy dzisiaj piątek, chociaż tak naprawdę nagrywamy to w czwartek, ale mamy piątek, a jutro, proszę państwa, o godzinie 19:00 zapraszamy ponownie do Radia Paranormalium. Będzie Wiktor, będzie masa ludzi, którzy na fantastyce się znają. Będzie Krzysztof Sokołowski, będzie Marta Kładź-Kocot, będzie Mirek Gołuński, jeszcze Andrzej Kruk Apelt, będzie Tadeusz Krajewski, będzie Wiktor Żwikiewicz.
[02:22] - Bardzo niesympatycznie żeś się o nas wyraził. Powiedziałeś: „Będzie masa ludzi”, ale to inaczej jakby się sformułowało, to jest ludzka masa.
[02:30] - Nie.
[02:31] - A co najważniejsze ta masa będzie na żywo.
[02:34] - Ta masa będzie na żywo i temat nie będzie jakiś arcypoważny, tak jak w poprzednich dwóch audycjach, gdzie próbowaliśmy dociec, co to jest fantastyka naukowa, a później jeszcze kolejne badania zrobiliśmy nad fantasy. Raczej pójdziemy w luźny temat, bo wakacje się zbliżają i postanowiliśmy w naszym programie-
[02:57] - Postanowiliście panowie zdefiniować, jak powinien wyglądać repertuar książek na wakacje.
[03:06] - Tak jest.
[03:07] - A więc znowu definiowanie.
[03:10] - Ach, tam, takie definiowanie. Ja to sobie w myślach nazywam polecanki. To będą polecanki na wakacje od ludzi, którzy troszeczkę na fantastyce naukowej czy na fantasy się znają, ale przede wszystkim sporo tej jednej i drugiej czytali i mają już pewne opinie na ten temat. Przejedziemy sobie przez różne podgatunki science fiction i podgatunki fantasy. Sądzę, że niektórzy nawet się dowiedzą, że takie przynajmniej niektóre podgatunki w ogóle istnieją, bo nawet nie przypuszczali. Myślę, że kilka ciekawych tytułów będzie można sobie zanotować, wynotować, poszukać i przeczytać. Myślę, że wtedy znacznie łatwiej będzie się nam po wakacjach, pewnie we wrześniu, rozmawiało na temat fantastyki i rozmowy o fantastyce będą po prostu ciekawsze.
[04:03] - Zobacz, na co wpadłem. Rzecz oczywista właściwie, ale czy współczesny obywatel, członek tej naszej społeczności cywilizacyjnej, posiada w ogóle coś takiego jak wakacje, Marku? Nie. Otóż 99% obywateli tego świata wakacji nie posiada. Wakacje posiadają tylko uczniowie oraz studenci. Reszta ma właściwie urlop krótki. Zwykle ledwo zdąży tam wypić pięć piw i już musi wracać do kierata. Wakacje to jest coś wspaniałego, ale dotyczy wyłącznie młodości. W sumie będziemy rad udzielać właściwie młodym ludziom.
[04:45] - Ale wiesz, ja cały czas mam nadzieję, że fantastyka jeszcze nie skonała, nie umarła i w związku z tym wśród naszych słuchaczy sporo jest takich, którzy wakacje jeszcze miewają. Z racji tego, że są studentami, może są uczniami w jakiejś szkole przedstudenckiej.
[05:02] - Albo bezrobotnymi studentami.
[05:04] - To nieustające wakacje. W każdym razie zapraszamy jutro, czyli w sobotę o 19:00 na w tym sezonie ostatnie rozmowy o fantastyce. Ostatnie to tak brzmi poważnie. Trzecie rozmowy o fantastyce, w których skupimy się na polecankach z gatunków science fiction i z gatunków fantasy.
[05:28] - I wbrew pozorom te polecanki mogą bardzo intrygująco zaskoczyć słuchacza, gdyż ja już sam przygotowuję taki zestaw, że ludzie się zdziwią, że w ogóle na świecie coś takiego istnieje, co ja im będę polecał.
[05:44] - Bardzo dobrze. Ja sądzę po rozmowach z uczestnikami rozmowy o fantastyce, że w ogóle będzie kilka zaskoczeń. Jak usłyszałem, że czytamy tak różne rzeczy, to już wiem, że będzie ciekawie. Ale zostawmy to do jutra. Dzisiaj mamy książkę do omówienia. Książkę, która budzi kontrowersje i to na różnych poziomach. Budzi kontrowersje między nami, ale to już jest oczywista oczywistość. W każdym razie budziła, do tego przejdziemy jeszcze, jak ona budziła kontrowersje pomiędzy nami, ale budzi też kontrowersje wśród recenzentów, których recenzje przeczytałem, bo są skrajne. Są też te wypośrodkowane, ale pozwolę sobie zacytować te skrajności. Otóż w recenzji, którą napisał Rafał Gdak, którą możecie państwo w internecie znaleźć, czytamy tytuł: „Hel 3 Jarosława Grzędowicza.
Dawno nie kończyłem lektury tak bardzo rozczarowany." Lead: „Najnowsza powieść Jarosława Grzędowicza nosząca tytuł Hel 3 rozczarowała mnie pod każdym względem. Wizja przyszłości przedstawiona przez pisarza jest przewidywalna, a zakończenie książki kuriozalne." To jest pierwsza recenzja. Gdybyśmy się kierowali tylko nią, mielibyśmy książkę z głowy, a to byłby duży błąd. Czytamy u innego recenzenta, który ukrywa się pod pseudonimem Pożeracz. Właściwie Pozeracz, ale pewno o Pożeracza chodzi. I ten Pożeracz napisał coś takiego. Momencik, już muszę znaleźć, bo mi uciekło w notatkach. I tak się właśnie człowiek wkopuje, jak liczy na swoje notatki, bo później czegoś nie może znaleźć. I to, że teraz mi się coś pomyliło.
[07:59] - Drodzy Państwo, takie rzeczy tylko dowodzą tego, że takie rzeczy są nie tylko w teorii chaosu, ale również w audycjach nagrywanych.
[08:10] - Już chyba nawet się zbliżyłem do tego. Otóż: „Niecałe 50 lat wystarczyło, by świat przekształcił się w politycznie poprawne, obsesyjne piekło pełne bezmyślnych pochłaniaczy propagandy i piwa trzcinowego. Internet zmienił się w meganet, który wchłonął media, Facebooka, całą resztę. Dziennikarzy wyparli evenciarze nieustająco walczący o następne tysiące wyświetleń.” Tak napisał Pożeracz. Dalej jeszcze czytamy: „Do Helu 3 podchodziłem z heterogeniczną mieszanką nadziei i niepokoju.” To jest pierwsze takie oświadczenie ze strony Pożeracza, a później czytamy o tym, że właściwie jest to książka, którą się czyta w sposób taki, że się trudno od tej książki oderwać. Czyli mamy zupełnie skrajne poglądy na temat jednej i tej samej książki. Czy to dziwi? Czytamy na przykład coś takiego, że od czasów genialnego Lema i sukcesów Sapkowskiego minęło już parę lat, a polska literatura doczekała się nowej generacji utalentowanych twórców. Ich lista jest długa: Grzędowicz, Pilipiuk, Piekara, Duch, Ziemkiewicz, Kańtoch, Ćwiek i wielu innych. Są to autorzy o pomysłowej wyobraźni i lekkim sposobie pisania, którzy gwarantują przyjemny czas spędzony na lekturze, pobudzają imaginację czytelnika.
Spod ręki Jarosława Grzędowicza wyszła powieść Hel 3, wzbogacając coraz bogatszy zasób polskiej literatury fantastycznej. To już była wypowiedź na piśmie kolejnego autora, Piotra Kozioła, który napisał: „Dlaczego Hel 3 to materiał na trylogię?” Ten autor sobie wymyślił, że Hel 3 to jest książka za cienka. Ma 500 stron, ale jest za cienka. Dlatego Hel 3 to jest materiał na trylogię i całą akcję należałoby podzielić właściwie na trzy powieści. A więc już jakiś element pewnej kreacji. Wiktorze.
[10:28] - Po kolei się nie zgadzam praktycznie z żadnymi wnioskami. Otóż pierwszy taki negatywny, że przyszłość, ta bliska przyszłość jest przewidywalna. Nie wiem, czy zauważyliście, że w tej chwili bardzo modna jest low technology w fantastyce. Nie dosyć tego, tak samo jak coraz modniejsza jest low graphic w grafikach komputerowych. Po cholerę sobie robić super stereo i quadro Bóg wie czego, skoro można bardzo prostymi środkami przekazać informacje, przekazać pewne konstrukcje, pewne fajne koncepcje, nie posługując się skanowaniem całego globu przy pomocy Google'a. Można to zrobić bardzo prostym komiksowym rysunkiem, pewnymi uproszczeniami i tak dalej. Bo o co chodzi? W tej powieści też jest bohater, którego w pewnym momencie kamera, którą on się staje, w pewnym sensie oślepia, ogłupia. On prawie szaleje od natłoku wrażeń, które otrzymuje od tego. Jest to najlepszym przykładem tego, że przesadzanie z gęstością tak zwanych dupereli, czyli dźwięku i obrazu wobec istoty rzeczy, czyli wobec sensu.
Bywa czasami przesadą. Natomiast to, że on posługuje się taką socjologią bliską, to musi być dla nas prawie oczywiste. Jest oczywiste. Chyba że jesteśmy przeciwnikami bardzo ostro politycznymi. Jednemu to się podoba, drugiemu się nie podoba.
[12:41] - Właśnie, bo chciałem coś zacytować. Inny autor w recenzji książki „Hel 3” Jarosław Grzędowicz, autorem jest osoba ukrywająca się pod pseudonimem Rublew, pisze: „Hel 3 stanowi wciągającą historię pełną akcji, barwnych postaci i ciekawie naszkicowanej wizji przyszłości”. Zobacz, jak skrajnie odmienne. Tam było nudno i przewidywalnie. Tu jest ciekawie naszkicowana wizja przyszłych technologii oraz zmian społecznych. Grzędowicz pesymistycznie, ale interesująco rysuje realia drugiej połowy XXI wieku. Jego książka przedstawia dystopijny świat konsumpcji i kontroli, gdzie zepchnięta do rangi mechanicznego trybiku jednostka otrzymuje szansę na zdemaskowanie zakłamanego systemu. Książka pokazuje również, jak bardzo ludzie stali się zależni od technologii i internetu. Chyba Meganetu. Oraz jak bardzo upośledziło to kondycję społeczeństwa.
Mimo iż nie jest to dzieło wolne od wad, warto się z nim zapoznać. Czyż pisarz sprawdza się jako autor fantastyki naukowej? Zdecydowanie. Zapraszam do pełnej recenzji. Już całej recenzji czytał nie będę, ale pokazałem, zarysowałem, że ta książka budzi jednak emocje i chciałem pokazać, może „skrajne” to za dużo, ale przeciwstawne. I tak jak zacząłeś o tym mówić, dochodzę do wniosku, że tak troszeczkę jest, że w zależności od tego, czy podoba nam się świat obecny i uważamy, że zrównoważony rozwój, oszczędność-
[14:18] - Medycyna i biotechnologia pod każdym względem jest super.
[14:22] - Ale też ta zieloność, którą nam się poleca, czyli bycie eko i że to wszystko prowadzi ku dobremu. W zależności od tego, jaki mamy stosunek do tych zagadnień, to ta książka będzie się nam podobała, nie podobała albo będziemy mieli wypośrodkowane. Ktoś napisał w którejś recenzji, że dlatego mu się nie podoba wizja, którą przedstawia Jarosław Grzędowicz, ponieważ jest to koszmarny sen Korwina-Mikke. Coś w tym jest. Ale rzeczywiście, jeżeli spojrzymy na tendencje, bo ważne jest w takim wyobrażaniu sobie przyszłości, takie odnoszę wrażenie, najważniejsze jest śledzenie tendencji. Polemizując tu z niektórymi recenzentami powiem, że Jarosław Grzędowicz bardzo dobrze śledzi te tendencje i wizja świata za 50 lat, bo rzeczywiście w stosunku do naszego świata to jest przesunięte. Wizja naszego świata za 50 lat, czy to w Europie, tu w naszej części Europy, czy też gdzieś tam na Bliskim Wschodzie, to jest wizja, która wydaje się logiczna, bo wynika z naszych obserwacji. Jest to pewne przedłużenie. I tu o tyle autor może mieć rację tej pierwszej recenzji, że jest to przewidywalne. Ale pytanie, czy w związku z tym kompletnie odjechana, zwariowana wizja, która nie miałaby nic wspólnego z rzeczywistością, byłaby lepsza?
Nie, wydaje mi się właśnie, że wizja, która jest kontynuacją naszego świata, jest o wiele mocniej osadzona i jest bardziej prawdopodobna. A to, że się domyślamy, że pewne zjawiska, które dzisiaj obserwujemy, mogą prowadzić do nieco nieprzyjemnych konsekwencji, to chyba bardzo dobrze, że jesteśmy w stanie myśleć logicznie i pewne wnioski wysuwać. Tak myślę.
[16:21] - Marku, ja przepraszam, że się tak wcinam. Jak już wspomniałeś o tym Korwinie, to ja tutaj zarzucę pewnym jego cytatem i pewną obawą. Korwin kiedyś powiedział mianowicie: „Wam się oczy otworzą, jak moje się zamkną”. Tylko czy za te 50 lat będziemy w stanie w ogóle dostrzec całą tę nonsensowność świata, jaki nam ktoś zgotował?
[16:47] - To ciekawa uwaga.
[16:49] - To jest pytanie.
[16:51] - Tak, bo ja odnoszę wrażenie po lekturze książki Jarosława Grzędowicza, że chyba nie. Bohaterowie nie dostrzegają w pełni absurdalności tego świata. Tę absurdalność dostrzegamy my, bo my mamy perspektywę ludzi z początku XXI wieku. Ten świat wydaje nam się absurdalny, ale nie wszyscy uczestnicy tego świata. Zresztą gdyby wszyscy uczestnicy czy większość uważała za absurdalny, to by ten świat nie mógł istnieć. Po prostu metodą ewolucji, małych kroków, to społeczeństwo, które przedstawia Grzędowicz, doszło do tego, do czego doszło. Chociażby do tego, posłużmy się tym przykładem, żeby sobie kupić pączka. Proszę państwa, trzeba przedstawić zaświadczenie od lekarza, bo przecież cukru dużo jest i w ogóle one są w głębokim tłuszczu. W związku z tym to niezdrowe bardzo, a przecież trzeba dbać o zdrowie społeczeństwa. Z drugiej strony ta technologia, to byłoby fałszywe, gdybym powiedział, że jest przerażająca, ale ona w tej perspektywie społecznej jest przerażająca, bo wchodzimy w świat, w którym teoretycznie panuje demokracja, ale to, z czym mamy do czynienia, nie ma nic wspólnego z demokracją.
To jest jakiś rodzaj oligarchii, gdzie bogaci mają kompletnie Duużym poważaniu biedaków. To znamy z naszych czasów, ale też ci biedacy nie czują żadnej więzi z tymi bogatymi. Wszyscy się nienawidzą właściwie, w taki sposób społeczny się nienawidzą. To znaczy, jak się spotkają na ulicy, to pewno sobie oczu nie wydłubią, ale w gruncie rzeczy darzą się niechęcią. Co więcej, nie ma powodu, żeby się tą chęcią darzyli, ponieważ to są różne światy, w których oni żyją. Główny bohater naszej opowieści, występujący pod pseudonimem Focus, właściwie żyje w takiej klitce przydziałowej. Jego mieszkanie to jest praktycznie jeden pokój z łazienką. Tam w tym pokoju jest wszystko. On, przybywając do tego pokoju po długiej nieobecności, zastanawia się, czy on jeszcze tam mieszka, bo nie wiadomo, czy wszystkie opłaty były wpłacone na czas, a jak nie były, no to niestety sorry.
[19:15] - Wszyscy właściwie dzisiaj, którzy wyjeżdża do pracy, a właściwie nie wie, czy dom jest jeszcze jego, jak wróci.
[19:22] - No coś w tym jest.
[19:23] - Taki mechanizm biurokracji.
[19:24] - Tak, tylko to jest nieco mocniej przedstawione. Ale ciekawy jest też u Grzędowicza sposób, w jaki przedstawia wpływ nowoczesnych technologii na życie społeczne. Bo znowu ktoś powie: „No przecież to jest przewidywalne. No bo przecież jak on te eventy kręci, bo on je kręci nie smartfonem, tylko omnifonem, bo to jest takie urządzenie, które już nieco więcej może. No ale kręci eventy. A co dzisiaj robią youtuberzy? Kręcą różnego rodzaju-
[19:55] - Tak, tylko że później on kręci samym sobą.
[19:58] - Tak, on kręci totalnie. Za dużo o tym nie mów, bo to jest może... Ale właśnie! Pojawiają się nowe technologie związane z pamięcią krótkotrwałą i ze sposobami wydobywania z tej pamięci obrazów, bo to jest potrzebne w pewnym momencie. Ale też mówiłem o życiu społecznym. Zobacz, to społeczeństwo żyje. Tu się spełnia z kolei koszmar bardzo wielu ludzi, że dzisiaj, kiedy widzimy nastolatka, którego właściwie piłą łańcuchową trzeba by odkroić, oderżnąć czy jak inaczej to ująć od jego smartfona, że właściwie wszystko jest ważne, co się dzieje w smartfonie. A życie rodzinne, życie klasowe czy jakiekolwiek inne społeczne nie ma znaczenia. Nieważna jest otaczająca rzeczywistość, nieważne jest hobby. Ważne są te kolorowe obrazki, które w tym smartfonie są, te gry, które można ściągnąć, którymi można się bawić.
I Grzędowicz wchodzi na wyższy poziom. On przedstawia to samo, tylko za pięćdziesiąt lat. I ta wizja, ja nie uważam jej za przewidywalną czy za głupią. Wręcz przeciwnie, ona jest takim przedstawieniem tego, czego my się tak naprawdę boimy, kiedy mówimy, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Jeśli mówimy. Bo po prostu Grzędowicz swoją wyobraźnią w jakiś literacki sposób materializuje nasze obawy. On po prostu pokazuje, do czego to wszystko, co nas otacza, może doprowadzić. Czy to jest wielkie literackie osiągnięcie? Nie, proszę państwa, ale czy wszystko w książce musi być wielkim literackim osiągnięciem? On po prostu, mówię o autorze, czyni bardziej prawdopodobnym to, co opisuje i to jest duża zasługa.
[21:59] - Ale przy tych wszystkich straszeniach przyszłością albo zachwytami przyszłości ja akurat stoję w tak zwanym, przepraszam za wyrażenie, rozkroku. Bo z jednej strony uważam, że nie ma się czym martwić zupełnie, a z drugiej strony sam optymistą wielkim nie jestem. Ale przytoczę, kiedyś tutaj w audycji nawet cytowałem mojego synka siedmioletniego, który kiedyś w jakiejś dyskusji sprzeczył mi na tematy ogólnospołeczno-polityczne.
[22:38] - Przypomnę, że on siedmioletni to był kilkanaście lat temu, spora nadal.
[22:43] - Piętnaście lat temu był siedmioletni. W każdym bądź razie zapytałem go wtedy: „Pawełku, słuchaj, powiedz mi, jaki jest świat?” Na co Paweł spojrzał na mnie jak na idiotę i wzruszył ramionami i powiedział: „Tatą, świat jest normalny”. Bo świat jest normalny. Świat był zawsze normalny. Dla synów Czyngis-chana również był normalny.
[23:12] - Ale to jest to, na co zwrócił nam uwagę Marek, kiedy się, jak powiedział, wtrącił. Właśnie wtrącaj się, Marku, wtrącaj, bo zobacz, to jest właśnie to. To, co powiedziałeś. Świat jest normalny dla tych, którzy żyją w tym świecie. To my widzimy jego absurdalność, bo ten świat nakreślony przez Grzędowicza jest absurdalny z naszego punktu widzenia.
[23:34] - Przypomnę ci, że nie tylko właśnie z punktu widzenia Korwina Mikke czy Grzędowicza, ale również z naszego wspólnego Żelkowskiego i Żykiewicza, bo kiedyś napisaliśmy, to znaczy nie napisaliśmy, ale żeśmy absolutnie doskonale do końca skonstruowali nieprawdopodobnie piękną opowieść pod tytułem chyba „Sudan Orb”.
[23:56] - „Sudan Orb” to była stacja przesiadkowa. Taki to miało roboczy tytuł. To była stacja przesiadkowa, za pomocą której można było z innego kontynentu dostać się do Częstochowy. Sudan Orb to była należąca do Sudanu stacja przesiadkowa, orbitalna, taka, która skracała drogę właśnie do Częstochowy.
[24:19] - Częstochowa była taka otoczona palisadą minaretów normalnie, słychać były śpiewy muezinów, a prymas Polski był kustoszem Upadłości takiej muzealnej Częstochowy.
[24:36] - Co więcej, też tam był element obrazu, bo myśmy się z kolei skupili na tym, że planowano to zresztą zrobić. Kto wie, czy to kiedyś nie wejdzie, że pewne obrazy uwieczniane na aparatach, w tym wypadku aparaty już właściwie stały się częścią komórek, ale że obrazy uwieczniane na aparatach będą musiały mieć wykupioną licencję, a jeśli nie będą miały wykupionej licencji, to nie będą po prostu przez smartfon widziane.
[25:01] - Tak. Jeżeli jedziemy na przykład na pustynię do Egiptu i chcemy sfotografować siebie i żonę na tle piramid, to musimy opłacić licencję, a jeśli nie, to mamy gołą pustynię i żonę i dzieci.
[25:18] - I żonę.
[25:18] - Tak.
[25:18] - No i jeszcze trzeba będzie wydębić, że tak powiem, od żony zgodę na utrwalanie jej wizerunku. No bo przecież lodo. To oczywista sprawa. Natomiast tych wszystkich, którzy w tej chwili się śmieją z tego, co mówimy, ja tylko przypomnę, że fotografowanie Wieży Eiffla wieczorem, nocą jest już w tej chwili obłożone pewnymi obostrzeniami. Powiedzmy dla prywatnych celów jeszcze to można zrobić, ale już biada jakiejś firmie, komuś w ogóle, kto chciałby takowe zdjęcie wykorzystać komercyjnie. To jest absolutnie niemożliwe.
[25:57] - Ja zwrócę również uwagę, że mają z tym potworny kłopot w tej chwili dziennikarze robiący zdjęcia albo kręcący filmy ze zwykłymi przechodniami na ulicy. W każdej nie wolno, nie można żadnej twarzy pokazać tak, jakby to była ludzka masa po prostu, gdyż każdy może zwrócić się do sądu z oskarżeniem o zawłaszczenie swojej osobowości.
[26:23] - Co więcej, takich obiektów jak Wieża Eiffla jest już w Europie całkiem sporo. To takie zadanie dla Państwa. Znajdźcie sobie Państwo, bo powtarzam, takich obiektów jest naprawdę sporo już. A skoro ich jest już sporo, to będzie ich tylko więcej. Jeśli chodzi o ludzi, to rzeczywiście coś takiego w tej chwili występuje. Niby się mówi o tym, że jak mamy do czynienia z miejscem publicznym i tak dalej. Proszę państwa, te sprawy nie są do końca uregulowane. Znaczy one są niby uregulowane, ale zawsze się procesować można. A pokażcie mi państwo fotografa, który będzie się procesował z jednym, z drugim, z dziesiątą osobą o to, czy uwiecznić ich wizerunek, czy nie. W związku z tym ciężkie czasy dla fotografów, ale to zostawmy.
[27:11] - Marku, skoro już tak akurat odskoczyliśmy na moment od Grzędowicza, bo za chwilkę wrócę, to sprzedam jeden pomysł słuchaczom z tej powieści czy noweli, której żeśmy nigdy nie napisali. Otóż Ameryka pełniła w tej powieści bardzo specyficzną rolę. Ona, dbając o bezpieczeństwo, totalne bezpieczeństwo swoich własnych amerykańskich obywateli, w pewnym momencie dokonała takiego jakby kolapsu. Po prostu zniknęła z powierzchni ziemi, zawijając wokół siebie przestrzeń. Natomiast odbyło się to dosyć w procesie gwałtownym.
[27:54] - A ponieważ, ja tylko dorzucę, ponieważ ona wcześniej miała inną koncepcję chronienia swoich obywateli i rozsyłała wojska po całym świecie.
[28:03] - To te wojska, że tak powiem, nagle zostały osierocone. Pozostały na zewnątrz, ale że one są piekielnie sprawne i gotowe do tego, one musiały stać się samowystarczalne.
[28:16] - I stały się.
[28:17] - I stały się samowystarczalne. Otóż to są takie oddziały bardzo nieuchwytne.
[28:25] - Mobilne.
[28:26] - Mobilne i tak dalej, które co pewien czas na powierzchni rzeczywistości pojawiają się, łupiąc supermarkety, bo coś trzeba jeść, coś trzeba tego, łupiąc banki i tak dalej i wycofując się na z góry upatrzone pozycje.
[28:44] - Ruszyć ich nie można, bo są dobrze uzbrojeni.
[28:47] - Tak.
[28:47] - Dobrze są uzbrojeni.
[28:48] - Dzika armia po prostu.
[28:51] - Raubgräferzy tacy trochę.
[28:54] - Świetny pomysł na świetną w ogóle powieść.
[28:56] - Siebie trzeba zabrać i napisać. W każdym razie tak, ale wróćmy do powieści „Hel 3”. Dlatego ta rzeczywistość, którą tu widzimy, ona jest inspirująca.
[29:14] - Podobna do tej naszej.
[29:15] - Tak, ale z jednej strony jest groźna, o czym już mówiliśmy. Tchnie z niej coś takiego absurdalnego, ale jest inspirująca. Bo zobacz, poznajemy głównego bohatera, kiedy siedzi sobie w Dubaju, upadłym już właściwie. Ropa się skończyła, przestała być atrakcyjna. Ten Dubaj, który teraz jest taki piękny, ma najwyższy budynek świata i w ogóle ma wiele różnych ciekawych budowli, jakichś tam architektonicznych smaczków. W czasach, które przedstawia Grzędowicz, jest już upadłym emiratem tak naprawdę. I cóż, poznajemy głównego bohatera, który sobie siedzi gdzieś w kawiarni, o ile dobrze pamiętam, i czeka, ale właściwie nie wiadomo na co. I nagle zaczyna się coś dziać. Nagle pojawiają się bojownicy pod takim islamskim sztandarem. I mają właśnie dokonać publicznej egzekucji.
Nie będziemy spoilerować, jak to się kończy. To też nie jest takie istotne. Ale to jest event. To jest event, na który czeka nasz, znaczy nie wie, że czeka na ten akurat, ale na coś takiego właśnie nasz główny bohater czeka. On to uwiecznia, utrwala tym omnifonem i liczy na ogromną oglądalność A co za tym idzie dużą zarabialność tego, co nakręcił. To się nie do końca udaje. Jak będziecie mogli państwo przeczytać w książce, nie do końca mu się to udaje, ale widzimy dzięki tym scenom, notabene chyba trochę przydługim, jeśli chodzi o ten wstęp. To zresztą za chwilę powiesz, czy tak, czy nie, to wydaje się, że to jest dobre przedstawienie tego, ku czemu zmierzamy. Tak mi się to wydaje.
[31:09] - Może dobre, może nie, ale ciekawe na pewno. Natomiast ja tutaj się od razu nie zgodzę również z takim głosem z recenzji, gdzie recenzent twierdzi, że to właściwie powinna być trylogia, gdyż są tam wątki, które powinny być same napompowane. Otóż nie. Ogromną zaletą tej książki jest właśnie wielowątkowość. Ten wątek otwarcia, ten dubajowy i tego całego, to jest margines pewnej rzeczywistości, która nas otacza. Ten margines w trakcie książki się nagle nieprawdopodobnie rozszerza, bo się rozszerza aż po orbitę wokół Księżyca i może jeszcze dużo dalej. To wszystko rośnie powoli. Tutaj nie ma wątków. Są wątki przenikające się nawzajem, marginalne, chociaż na początku się wydają, że to będzie kierunek, w którym ta powieść zmierza. To jest to!
Jedziemy, czytamy. Ja na tym się sam złapałem. Jak mówisz o tym, że są ludzie, którzy jednocześnie chwalą i jednocześnie są rozczarowani. To są ludzie. A jak to jest w jednej osobie? Bo ja jednocześnie byłem i taki, i taki. Jak zacząłem słuchać, bo odsłuchiwałem czytacza tej powieści, to na początku właściwie zaczęła mnie kuźnica zalewać, bo po pierwsze mam przed oczami obraz Grzędowicza. Szczupły, wysoki, kwadratowe ramiona, buty wysokie, takie komandosowskie. Ubrany obowiązkowo, chyba ślub nawet brał w moro, jeśli go brał. Inaczej go sobie nie wyobrażam zupełnie.
W każdym razie tego typu facet nagle coś marudzi, coś tam ślimaczy się to i tak dalej. On się powoli rozkręcał. Poza tym te jego spostrzeżenia à propos Dubaju nie są dla mnie zbyt bystre. Tak jak ja znam Grzędowicza, to jest bystrzacha niesamowity. A tam to było jakieś takie byle jakie. Z biegiem czasu, kiedy wtapiałem się w tą powieść, nagle zacząłem rozumieć, skąd to się bierze. Otóż po pierwsze my tak naprawdę dobrze sprzedajemy koszulę bliską ciału. Tam, gdzie Grzędowicz się zbliża do naszej rzeczywistości, nagle się oczyta ten bystrzak. Dobrze kojarzy fakty, bystro kojarzy fakty i głęboko kojarzy fakty. Ze swobodą lawiruje.
Przestaje być ten obraz świata płaski. I tu ja z pesymizmu jako czytelnik powieściowy nagle popadłem w optymizm zupełnie szaleńczy, bo zaczęło mi się to podobać.
[34:29] - Proszę państwa, kiedy czytamy, że zakończenie jest kuriozalne, to ja się zastanawiam, czy autor takiej recenzji, nie wyrokuję, ale zastanawiam się, czy autor tej recenzji dobrze śledził to, co się dzieje na kartach książki. Bo zapowiedź tego, co się na końcu stanie, przewija się przez całą książkę. Pamiętasz, Wiktorze? Tam się pojawiają takie obrazy panczenistów, łyżwiarzy.
[34:56] - Tak.
[34:56] - To ma wbrew pozorom-
[34:58] - Już na samym początku w Dubaju.
[34:59] - Tak. I to wbrew pozorom jest kompletnie bez sensu. Może się wydawać, że autor próbuje wprowadzić element dziwności. Oczywiście złośliwcom ktoś może powiedzieć, że on wprowadził tych panczenistów, to cudzysłów oczywiście, specjalnie, jak zrobił to zakończenie, które zrobił. Nie odnoszę takiego wrażenia. Ja mam głębokie przekonanie, że wbrew tym złośliwym opiniom, które twierdzą, że książka jest nieprzemyślana, słabo skonstruowana, rozpada się i w ogóle bez sensu. Ja uważam, że mimo wszystko, a to w moich ustach jest akurat komplement, Jarosław Grzędowicz bardzo dobrze tę książkę skonstruował. To, że ma się wrażenie, że ta książka rozpada się albo że jest napisana dosyć stylem rozbieganym, to znaczy, że to się wszystko gdzieś urywa, a później się znowu zaczyna. Ja myślę, że to jest zabieg jak najbardziej specjalnie stosowany. Zauważcie państwo, że zamiast rozdziałów mamy takie rec, czyli recording.
Jakby to wszystko było nagrywane, jakby to wszystko właściwie było takim przedstawieniem, którymi zajmują się evenciarze. W związku z czym mamy ten recording włączony, a recording ma to do siebie, że raz się go włącza, raz wyłącza. I rzeczywiście taka relacja jest rwana. Stąd może to zamierzenie dosyć konsekwentnie przez autora realizowane, czyli właśnie takie urywania akcji. Tak, ale mamy świat Dubaju. Później bohater wraca z pewnymi problemami. O nich nie mówmy, jakie to są, bo musielibyśmy za dużo powiedzieć. Wraca do Polski. I co o niej możemy powiedzieć?
[37:02] - Przepyszny obraz.
[37:03] - Obraz jest przepyszny. Co nie znaczy, że niegroźny, bo mamy społeczeństwo, tak jak powiedziałem, jak to już cytowałem z „Koszmarnego snu” Korwina Mikke, czyli gdzieś tam jest Unia Europejska, to, co z niej zostało. Ja nawet nie wiem, czy pada Unia Europejska. Mówiąc szczerze, to w tej chwili chyba nie, ale wiemy, że gdzieś tam coś jest za tą zachodnią granicą.
[37:31] - Raczej chyba granicy w ogóle nie ma, tylko to jest jakieś takie-
[37:35] - Oni jakoś oddziałują, te elity europejskie jakoś oddziałują na te nasze elity, a nasze elity bardzo chętnie się sprzedają tym zachodnim elitom. Gdzieś tam na Wschodzie mamy, ja cały czas zapominam, nie Noworosja, Nowosowiety w każdym razie.
[37:53] - Noworuś może od Nowogrodu, że tak powiem.
[37:58] - To się jakoś inaczej nazywa. Nieważne. Jakaś Noworosja czy Nowosowiety. Ja myślę, że to coś z Sowietami ma wspólnego, bo to też jest jakieś takie wskazanie, jaki status społeczno-agresywny ma to nowe państwo, które mamy na Wschodzie. Ale to jest ta sytuacja wewnątrz naszego kraju, gdzie elity, ludzie z rządu, bogaci ludzie, oni są całkowicie podporządkowani temu nowemu porządkowi europejskiemu. Wszyscy są tacy obli, czyli dbają o nasze środowisko.
[38:42] - I o własne zęby kryształowo białe. Opaleni są pięknie.
[38:49] - Pojawia się zrównoważony rozwój, więc wszyscy musimy dbać o ekologię i oczywiście wszyscy bohaterowie dbają. Co prawda pojawia się niepokojący obraz mieszkańców starych bloków, bo nasz bohater mieszka w bardzo nowoczesnym apartamentowcu, swoją kliteczkę ma tam, ale gdzieś obok stoją stare, XX-wieczne chyba jeszcze bloki.
[39:17] - A pod tymi blokami stoją baraki, tak jak dzisiaj stoją, gdzie mieszkają różni ludzie.
[39:23] - Te bloki też są zamieszkane przez tych ludzi, bo te bloki już nie spełniają norm i w związku z tym tam żyją przybysze ze wsi czy w każdym razie jacyś tacy, którzy w mieście, o zgrozo, zajmują się hodowlą różnego rodzaju zwierząt. Jajka sprzedają nieprzebadane.
[39:41] - Wędzą kiełbasy.
[39:44] - Straszna rzecz, wędzą.
[39:45] - W topolowym dymie albo sosnowym.
[39:48] - Tam pada, że przecież to w ogóle sama trucizna, to wędzenie. Oni są co jakiś czas pacyfikowani przez władze, ale jakoś tak się tym specjalnie nie przejmują, bo po pierwsze się bronią przed atakami policji, po drugie w jakiś sposób się tam jednak odradzają. Co ich tam pacyfikują, to oni później i tak wracają.
[40:12] - Tak jak Marek to wymienia, ja cały czas podkreślę, że to jest wszystko tło. Cienką kreską właściwie do właściwych zdarzeń, to jest tłem, obrazem, który tak sobie przemyka. Nigdy Grzędowicz się nie wdaje tak na całość, tylko tak jakby prześlizguje się. A ten jego główny bohater swoją ścieżką postępuje w swoim zawodzie, swoją drogą zmierzającą do celu i do tej tak zwanej wątpliwej puenty dla jednych, a do całkiem bystrej dla innych.
[40:52] - Tam jest też ciekawy obraz tego w ogóle, jak wygląda życie polityczne w tamtym czasie. Bo zobacz, właściwie cały świat do pewnego stopnia jednak zwariował. Większość rządów, nie wiem czy większość, ale spora część rządów to są marionetki. Nawet ten polski rząd to są marionetki w rękach kogóż by innego, jak nie korporacji. Ewentualnie jedne rządy wpływają na drugie. To w przypadku polskiego jest akurat dosyć zauważalne. Europa, którą tak sobie dzisiaj niektórzy twierdzą, że sobie cenią, inni mówią, że jej nie cenią, przynajmniej są uczciwi. Ale w każdym razie różne można mieć zdanie na temat Europy i jej przesłania, ale ta Europa, którą przedstawia Grzędowicz, to jest właściwie, jak ja to pamiętam z jednej recenzji, piekło ekologicznego terroru. Bo wszystko, co dobre, co jest dla człowieka korzystne, jak się przegnie pałkę, to może stać się właśnie swoim zaprzeczeniem.
[41:59] - Wiesz, Marku, jak ja à propos tych twierdzeń, że jednym to się podoba ta Europa, a drugim się nie podoba, zacytuję mojego przyjaciela, który pracuje dla UNESCO, więc bez przerwy po świecie krąży, który kiedyś popijamy sobie whisky. On tak się na mnie patrzy, bo go o coś zagadnąłem à propos chyba Antwerpii czy coś takiego, bo potrzebowałem jakichś danych i tak dalej. On się tak na mnie patrzy: „Wiktor, właściwie to ja nie wiem. Ja tam wszędzie jestem, bo zawód, ale ja właściwie jadę, ale po co? W tej chwili wszyscy się szczycą, że każdy może sobie w każdej chwili pojechać do Brukseli, do Barcelony, na Wyspy Kanaryjskie. A on temu przyjacielowi zadaje podstawowe pytanie: tylko po co? W każdym z tych miast jest taki sam McDonald. W supermarketach jest dokładnie to samo. Ludzie są ubrani identycznie. Muzyka gra ta sama w każdym mieście europejskim.
Właściwie można jeszcze oglądać zabytki. Tylko po co? Bo w Google one też, można je sobie obejrzeć. A ze współczesności nie ma już nic, bo kiedyś się jeździło po to, żeby z czymś innym się spotkać, czego u nas nie ma. Ale u nas w tej chwili jest wszystko. Dobry koniak? Proszę bardzo, nie trzeba do Francji. Dobre wino? Nie trzeba do Hiszpanii. Po cholerę tam jeździć?
[43:50] - À propos, jeśli mówimy o dobrym winie czy dobrym koniaku, to akurat nie jest zła część tej rzeczywistości, ale znalazłem odnośny cytat. Pożeracz, którego już cytowałem, pisze coś takiego, co mówiłem, że Europa stała się piekłem ekologicznego terroru i dobrowolnego ubóstwa. To zrównoważony rozwój. A wszelkie swobody są powoli odbierane obywatelom w imię bezpieczeństwa. Pamiętasz scenę na lotnisku? Jak go to lotnisko, tak jak powiedziałeś, wypluwa wręcz. Najpierw go przemiela, bo wysiadł z samolotu, a później go wypluwa. Ale wróćmy do cytatu. Zresztą większości ludzi to nie przeszkadza, gdyż z nosami wlepionymi w omnifony i ogłupieni przez Meganet nie są w stanie samodzielnie myśleć. Zalążki tych procesów można dostrzec i dziś, ale Grzędowicz ekstrapolował je umiejętnie i stworzył iście porażający obraz.
To tak à propos pierwszej recenzji Rafała Gdaka, w której czytaliśmy, że to wszystko jest przewidywalne i w ogóle niedobre. Nie odnoszę takiego wrażenia jak autor pierwszej recenzji, czyli Rafał Gdak. Mnie się właśnie wydaje, że to jest dobry zabieg, który wykonał autor. À propos, jak powiedziałeś o tym McDonaldzie, to ja wolę Burger Kinga. Jak już mam śmieciowe jedzenie wcinać, to już wolę Burger Kinga. Ale to już są upodobania.
[45:28] - Ale też tak samo w Paryżu jest taki sam jak w Warszawie.
[45:31] - Oczywiście, że tak.
[45:34] - Po co na przykład, zwróć uwagę, myśmy jeszcze nigdy nie odwiedzili naszego przyjaciela Ivelliosa w Katowicach czy we Wrocławiu.
[45:41] - Zaręczam ci, że McDonald's też tam jest.
[45:43] - Po cholerę?
[45:44] - Żeby spotkać Ivelliosa. To jest sens.
[45:48] - To jest ostatni sens na świecie.
[45:52] - Ale...
[45:53] - Tylko że ja się nie żywię w McDonaldach, panowie.
[45:57] - I bardzo dobrze. My cię tam wcale nie będziemy zaciągać. To, co powiedział Wiktor à propos spotkania, to też ma swoje znaczenie. Zobacz, bo bohater powieści Grzędowicza, który występuje pod pseudonimem Focus, już mówiłem, ale on ma na imię Norbert, o ile ja dobrze pamiętam. Bohater tej powieści jest inny, bo o ile tu czytaliśmy, że społeczeństwo jest ogłupiałe, z nosem w omnifonach, to on jest inny. Przecież on się zastanawia. To dla niektórych może być nużące i wkurzające, jak on monologiem wewnętrznym jedzie i mówi, gdzie jest to dziennikarstwo. Już dzisiaj nie ma dziennikarstwa, wszyscy kręcą jakieś głupoty. On jest inny. On chce kręcić prawdziwe rzeczy, które będą ludzi wciągały z jednej strony, ale nie będą głupie, nie będą tanią rozrywką.
Dlatego daje się w pewnym momencie wciągnąć w akcję ujawnienia takiego „Sowy i przyjaciół” tylko za 50 lat, robionych inną technologią. Tam, gdzie bawią się elity na szczycie drapacza chmur, malutki wstęp jest wzbroniony. A ponieważ jest informacja, że dzieją się tam rzeczy straszne, to widzi w tym dla siebie szansę. Pada taka propozycja, więc on skorzysta z tej propozycji. Chce to nakręcić. Tylko problem polega na tym, że to jest tak kontrolowane, że tam nie można wejść z omnifonem i tego nakręcić. Czy znajduje sposób? Oczywiście, że znajduje, bo nie byłoby powieści. Znajduje sposób, jak to nakręcić. W dodatku widzi tam rzeczy.
Zastanawiam się, czy widzi tam rzeczy straszne. Obie rzeczy, które tam są przedstawione, zarówno natury kulinarnej, jak i później te związane z występem artystki i później jeszcze dalej, one są nie tyle straszne, co są dowodem na to, jak degenerować mogą się elity, kiedy już nic nie bawi, kiedy wszystko jest za pieniądze i wszystko sobie można kupić. A tych pieniędzy jest góra, bo Europa dba, żeby nasze elity były zepsute, dekadenckie. Wtedy nic nie bawi i wtedy rozrywki są coraz bardziej chore, coraz bardziej, chciałem powiedzieć odrealnione. Nie, one nie są odrealnione. One są coraz bardziej wrogie ludziom właściwie.
[48:43] - Właśnie. Słuchaj, tak zawsze było z wszystkimi elitami. Ja jestem zwolennikiem arystokracji, ale zdaję sobie sprawę, że w tą pułapkę bardzo rzadko wpadały. Od czasu do czasu na przykład ludzie prości wpadli na pomysł jakiegoś Wołynia i tak dalej. Natomiast zwykle to elity.
[49:10] - Ale Wołyń nie był zrobiony dla rozrywki. Wołyń wynikał z nienawiści. To jest inna strona medalu.
[49:18] - Inna strona tego. Natomiast rzeczywiście te doły czasami poniesie, faktycznie ponosi. Natomiast elity gniją, bo na tym to polega, że ryba gnije od głowy. Stare powiedzonko i to się sprawdza zawsze.
[49:37] - Jak przyrobił jeden z polityków, nie pastwmy się który, ryba psuje się od góry. Ryba psuje się podobno od góry. A ja jeszcze zacytuję tę niepozytywną czy mało pochlebną recenzję Rafała Gdaka. Otóż czytamy coś takiego. Z tego się państwo przekonacie, że ja nie jestem zwolennikiem tej recenzji. Mnie się jednak książka Jarosława Grzędowicza podobała, ale tu cytuję: „Najnowsza powieść Jarosława Grzędowicza głęboko mnie rozczarowała. Świat przyszłości przedstawiony przez autora to mocno przejaskrawiona wersja obecnego. Nie zaskakuje. Polityczne wątki i scenariusze wydają się naiwne. Wizja rozpasanych elit działających na zasadzie rząd się sam wyżywi jest sztampowa i nieodbiegająca od oceny na poziomie pana Henia spod sklepu całodobowego.
Ten ostatni może mieć sporo racji, ale od pisarza wymaga się głębszego przemyślenia tematu”. Proszę państwa, czyli jakby Grzędowicz napisał jakąś odjechaną historię, kompletnie nietrzymającą się kupy, ale za to bardzo fantastyczną, to byłoby fajnie zdaniem recenzenta. Ja się z nim nie zgadzam, ponieważ uważam, że właśnie to, o czym napisał, to, że to jest przejaskrawiona wersja naszej rzeczywistości, to ma pozory spełnienia prawdopodobieństwa. I ja uważam, że Grzędowicz zastosował jak najbardziej poprawną metodę i dla mnie to, co przedstawił recenzent, nie staje się zarzutem, staje się raczej siłą tej powieści. A jak myślisz, Wiktorze? Zmieniając na chwilę temat, jak to jest? Dlaczego ta książka Jarosława Grzędowicza budzi takie emocje?
[51:27] - Po prostu z bardzo prostego powodu. Koszula bliska ciału. Ta rzeczywistość jest dotkliwa dla nas tu i teraz, bo jest bardzo bliska, bardzo taka, że boli. Zwróć uwagę na przykład, jeśli czytamy jeszcze „Powrót z gwiazd” Stanisława Lema, to w sumie odnosimy się do bardzo dalekiej przyszłości. Tak, zdryga nas ta betryzacja i to, co tam robią z ludźmi. Ale Bogiem a prawdą czy nas to wzrusza? Kiedyś to będzie. Wiadomo, że to będzie albo nie będzie.
[52:09] - Miejmy nadzieję, że nie będzie.
[52:10] - Natomiast Grzędowicz jest takim frontierem po prostu, czyli prowadzi nas po bardzo bliskim. Lem ma strategiczne podejście, Grzędowicz taktyczne, czyli wczoraj, jutro.
[52:31] - Tak, ale kiedy przywołałeś Lema, to doszedłem do wniosku, że to jest bardzo dobry trop. Ponieważ spójrz, Lem być może patrzył dalej niż Grzędowicz, a być może co innego go po prostu interesowało. Ale zobacz, my też jesteśmy w tej chwili świadkami początku tej betryzacji. Zobacz, co dzisiaj jest tak naprawdę pożądane przez media społecznościowe. Kiedy mówisz coś ostro: tak, tak, nie, nie, to lubię, tego nie lubię. Nie daj Boże, jak czegoś nie lubisz. Nie wolno czegoś nie lubić, bo to jest agresja. To już jest czasami podciągane pod język nienawiści. A zatem my zaczynamy być już tresowani w mediach społecznościowych, żeby nie być szczerym tam. Nie można być szczerym, bo szczerość może komuś sprawić przykrość.
[53:33] - Pomieszanie. Miesza się chamstwo i agresję ze zwykłą dynamiką sprzeciwu i walecznością.
[53:42] - Bo ja rozumiem, że jeżeli-
[53:44] - Doszliśmy wręcz do takich czasów, w których strach napisać cokolwiek, bo ktoś może się poczuć urażony.
[53:51] - Urażony. Dokładnie.
[53:53] - A jak nie poczuje się urażony, to jeżeli napiszemy to w miejscu publicznym, to mogą nas zaatakować na przykład trolle polityczne.
[54:02] - Chociażby. Dokładnie tak. Jeżeli państwo to przeanalizujecie, to jesteśmy gdzieś blisko tej betryzacji, bo to jest na razie na poziomie umysłu. Później być może wejdziemy głębiej i zaczniemy to już wręcz w jakiś sposób warunkować ludzi, żeby nie wykazywali agresji. Agresja do pewnego stopnia, niech to nawet będzie agresja słowna, ona jest wpisana w naturę człowieka. Nie wszyscy są aniołami, nie wszyscy potrafią się powstrzymać. I ja nawet nie wiem, czy to jest takie złe.
[54:32] - Chcę ci zwrócić uwagę, że żaden uczony, będąc ciepłą owcą, niczego by nie odkrył. Każdy uczony musi być agresywny wobec światopoglądu, który zastał, jeśli chce cokolwiek wnieść nowego do nauki, do patrzenia na rzeczy i tak dalej.
[54:55] - Jeden z moich profesorów twierdził nawet, że dopóki uczeń, tu cudzysłów oczywiście stawiał, nie zabije swojego mistrza, dopóty sam nie może stać się mistrzem. Bo to tak przebiegało, że na początku podziwiamy naszego mistrza. Jesteśmy zafascynowani jego oglądem świata, jego błyskotliwością, jego spojrzeniem, ale też skojarzeniem faktów. To na początku. Później zaczynamy mówić sobie: „No tak, ale ja się z tym nie zgadzam, z tym nie zgadzam”. W pewnym momencie zaczynamy coraz częściej z mistrzem dyskutować. O to tak naprawdę chodzi, żebyśmy zaczęli mieć własny pogląd i konfrontowali go z mistrzem. Na początku to jest tak, że mistrz na ogół rozwala tę naszą argumentację, ale z czasem przychodzi mu to coraz trudniej. I Bogu dzięki. To znaczy, że czegoś się jednak uczymy.
A w pewnym momencie osoba, która to powiedziała, profesor, z którym na ten temat rozmawiałem, powiedziała mi: „Ja nie stałbym się tym, kim jestem na gruncie filozofii, gdybym nie zakwestionował pewnego poglądu, który na początku wydawał mi się racjonalny i jak najbardziej do przyjęcia, a później wydał mi się nieznośny. I ja musiałem go zakwestionować, bo inaczej nie byłbym sobą. Bo ja tak po prostu uważałem”. I znowu wracając do mediów społecznościowych, my jesteśmy ćwiczeni w tym, o czym mówi Ivellios, żeby dzisiaj za bardzo nie być takim szczerym, żeby nie być człowiekiem, który szczerze wyraża swoje poglądy, bo to może kogoś urazić. To jest ślepa uliczka.
[56:44] - Zobacz, czym tak naprawdę są media społecznościowe. Otóż kiedyś takie antylopy albo konie, które Hiszpanie posiali w Ameryce, hasały jako mustangi, antylopy skakały, łowiecki sobie trawę skubały i tak dalej. Każde robiło to, co chciało, najwyżej wilk je zjadł, jeśli się za daleko od przewodnika stada oddaliło. Jego sprawa. Każdy miał wolną wolę. Następnie my, ludzie, wymyśliliśmy dla nich po prostu ogrodzenie, najlepiej z prądem elektrycznym, żeby się już na pewno nie opierały i nie próbowały wyważać. Media społecznościowe to jest taki mur, sztachety, płot, ogrodzenie, w którym stoi stado baranów równo, ładnie w kwadratowe.
[57:41] - Ale ta analogia może pójść dalej, bo na początku media społecznościowe to było pole nieogrodzone i tam wszyscy hasali i robili, co chcieli. I to była taka ostoja wolności. Ale w pewnym momencie ktoś, kto to kontroluje, doszedł do wniosku-
[57:59] - Że to można zagospodarować.
[58:00] - Że to można po pierwsze zagospodarować, po drugie trzeba jakoś to pole ogrodzić. I właściwie w tej chwili jesteśmy na etapie grodzenia tego pola. Coraz mniejszy obszar zajmujemy i my się z tym godzimy. Różne te uzasadnienia są, ale się na to godzimy.
[58:19] - I potem wszyscy będziemy chórem 30 milionów: „Bee”.
[58:25] - Albo jak w „Folwarku zwierzęcym” Orwella będziemy wrzeszczeć, że cztery nogi dobre, dwie nogi złe. I tak wszyscy będziemy powtarzać.
[58:34] - Co prawda społeczeństwa zawsze tak robiły. Heil Hitler na przykład albo-
[58:40] - Nie żyje Stalin.
[58:41] - Nie żyje Stalin. Zawsze do tego. Natomiast niestety, jak powiedziałem, to się zdarza każdemu społeczeństwu. Natomiast mam takie wrażenie, że losowość skończyła się we współczesności. Kończy się przypadek, bo kiedyś to się zdarzało albo nie, a teraz już nie mamy odwrotu. Musimy stać w rzędzie, bo jesteśmy przez te naczynia połączone, uzależnieni materialnie, fizycznie. Czas nasz jest w pełni zagospodarowany przez społeczeństwo. Demokracja rządzi nami i tak dalej.
[59:27] - Jest to kolejny dowód, że Grzędowicz bardzo dobrze wyłapuje w swojej powieści te tendencje. Bo tak naprawdę w tym meganecie, który zastąpił internet, właściwie niewiele można. Już niewiele można. Można pokazywać durnowate filmiki.
[59:48] - To zależy, Marku, z której strony patrzysz. Z drugiej strony to bardzo dużo można.
[59:55] - To rozwiń tę myśl.
[59:56] - Ze strony tych, którzy się socjotechniką zajmują i sterują tymi miliardami na Ziemi, to można już prawie wszystko.
[01:00:05] - To zresztą się dzieje na naszych oczach w powieści Grzędowicza. Może to nie jest wyeksponowane, ale każdy, kto uważnie czyta, chyba to dostrzeże. Ja się tak cały czas zastanawiam, kiedy rozmawiamy o tej wolności, o tej współczesnej bedryzacji, właściwie początkach bedryzacji. Zobacz, właściwie spora część ludzi nie dostrzega chyba tego problemu, bo ważne, że są te media społecznościowe. Gdyby nagle z dnia na dzień zabrakło Facebooka, to część osób naprawdę nie wiedziałaby, jak żyć.
[01:00:41] - Tak, ale kiedyś też tak było. Do dzisiaj tak jest. Jakby prądu zabrakło, to większość też by nie wiedziała, jak żyć. Jakby piwa zabrakło, to większość też nie wiedziałaby, jak żyć po prostu. Tak to już jest ze światem. Pawełek powiedział: „Świat jest normalny”.
[01:00:59] - Dobrze, to my teraz na chwilę znikniemy z anteny. Po przerwie jeszcze wrócimy do problemu, mam pewną teorię na temat tego, dlaczego opowieść Jarosława Grzędowicza budzi takie emocje. Jeszcze kolejny kamyczek wrzucę do ogródka. A teraz zapraszam wszystkich naszych słuchaczy do wysłuchania felietonu Bruno Kadyny.
[01:01:37] - Kadyna nie pierdziel. Odcinek trzeci. Jestem na plaży. W tym odcinku miałem gadać o powadze, odbiorze szczerości przez ogół, ale olać to, innym razem. Jestem w takim miejscu, które pochłania wszystkie smutki jak ściana brzós obok dwutlenek węgla, a wydala spokój, radość i melancholię. Na przykład tutaj najlepiej smakują pocałunki. Nic mnie dziś nie obchodzi. Nie będę pierdzielił. Siedzę na kocyku, opieram się o kłodę. Woda mlaszcze na brzegu, obok trzaska ogień, a wiatr wszystkich wpienia.
Oprócz mnie. Uwielbiam. To rozbija namiot wejściem do ognia. Dobrze, że tylko w nim śpię. Zrobiłem sobie piękną zagrodę. Plaża usiana jest masą podmytych i opalonych drzew, a potem poskręcanych z sobą przez sztormy. Dzięki ćwierć wieku przerzucania na siłowni żelastwa siłę mam ponadprzeciętną. Przydaje się w takich właśnie warunkach, czyli rzadko, ale jak już się przydaje, wyrywam drzewa z korzeniami z piachu i ciągnę całe do obozu, zasuszone przez sól i słońce. O! Zielonek walczy na wietrze.
Ależ te zielonki wpieniają. W maju jest sezon na nie. To zielone komary, które nie gryzą, ale jest ich pełno i są strasznie uciążliwe. Teraz ich nie ma, zbyt mocno wieje, ale jak tylko wiatr słabnie, zaczną brzęczeć nad plażą całą chmarą. Przeprowadziłem obserwacje i zauważyłem, że to najbardziej depresyjne owady. Pojawiają się w maju całe kolonie i chyba tylko tutaj. Nie widziałem i nie słyszałem o innych miejscach. I latają bez celu, załamane, bo nie widzą sensu w swoim istnieniu. Unoszą się nad plażą jak otępiałe. Latują wszędzie bezmyślnie, jak zamyślone albo ktoś zupełnie załamany.
Wszystko im jedno, czy zginą w nosie, w ustach, czy wyciągnięte z oczu i przy tym uszkodzone. Wystarczy oderwać od koca rękę, a potem położyć z powrotem i już jest pod nią co najmniej jeden. Albo lecą prosto w gęsty dym, a nawet w ogień, bezmyślnie albo w beznadziei, znajdując wartość w zaspokojeniu ciekawości albo w odważnej śmierci. Dlatego kocyk mam zazwyczaj w sąsiedztwie dymu. Leżę sobie, parzę kawę i nic już więcej dziś o tym nie napiszę. Tymczasem borym lasem. Bruno Kadyna. Yoho!
[01:04:25] - No tak, nie uwierzycie państwo, w tej krótkiej przerwie Wiktor zdążył wypalić przynajmniej pół papierosa. To jest mistrzostwo świata, jeśli chodzi o tempo. A zwróćcie państwo uwagę, że felieton Bruno Kadyny dzisiaj był taki inny, taki nastrojowy. To takie przemyślenia pisarza w pięknych okolicznościach przyrody, że zacytuję z rejsu. Ciekawe. Ja na państwa miejscu zwróciłbym uwagę na dwie rzeczy, które ujęły mnie w tym felietonie. Po pierwsze, jakimi torami porusza się wyobraźnia pisarska, jak postrzega naszą rzeczywistość — to bardzo ciekawe. A po drugie, jak ważny jest nastrój. Zobaczcie państwo, posłuchajcie właściwie, nie zobaczcie, jak mistrzowsko to Kadyna robi. Robi to mistrzowsko w swoich książkach, a ten felieton jest po prostu dowodem na to, jak ciekawa jest obserwacja świata, jakimi oczami-- znaczy, pokazuje nam, jakimi oczami spogląda Bruno Kadyna na ten świat, a my dzięki niemu, za pośrednictwem jego powieści.
[01:05:36] - A ja tutaj jeszcze podkreślę, w jaki sposób dziwnie można patrzeć na działalność na przykład takiego przyjaciela Kadyny. Otóż on jest w tym felietonie również chamsko agresywny. Zwróć uwagę, on nam narzuca nastrój, narzuca myśli. My odbierając-- to robi każdy człowiek sztuki po prostu. Aktor jest agresywny, narzuca obraz postaci nam, widzom w teatrze, na filmie i tak dalej. Pisarz piszący książkę jest agresywny, sprzedaje swój obraz rzeczywistości, przyszłości i tak dalej. Jeżeli my będziemy oczekiwali od pisarza tylko tego, czego sami chcemy, to dostaniemy gówno, a tak dostajemy coś.
[01:06:27] - Tak. A Bruno Kadyna, tak jak powiedziałeś, narzuca nam swój obraz i piękno tego świata. I piękno tego świata, czego państwu życzę, autorowi również.
[01:06:39] - Bo czasami zapominamy o pewnych rzeczach, więc trzeba, pisarze są do tego, żeby przypominać.
[01:06:44] - A jak państwo sobie przypomnicie kilka opowiadań, takich nastrojowych, Bruno Kadyny, to na pewno ten klimat, który dzisiaj w ciągu dwóch, trzech minut Bruno Kadyna nakreślił, na pewno do państwa wróci. Wróćmy my z kolei do książki Jarosława Grzędowicza.
[01:07:05] - To ja może pierwszy, Marku.
[01:07:06] - Proszę bardzo.
[01:07:06] - Bo tak ty tutaj mówiąc w pewnym momencie użyłeś takiego terminu jak monolog tego Norberta i tak dalej. I wtedy mi się skojarzyło coś. Będę miał sprawę do Grzędowicza osobistą. Otóż będzie mi musiał się wytłumaczyć z jednego efektu, według mnie negatywnego tej powieści. Zupełnie ni z gruchy, ni z pietruchy nie rozumiem, dlaczego tamten główny bohater nie jest-- cała książka nie jest w pierwszej osobie pisana. Tego nie zrozumiem i według mnie to jest akurat jedyny błąd w tej książce. Albo błąd techniczny po prostu. Ta książka jest osobistą wypowiedzią. Tam zresztą
[01:07:54] - Grzędowicz przemawia od siebie bardzo dużo. Zresztą to samo robi każdy rasowy pisarz. Przypomnę, kiedy recenzowaliśmy Twardocha, ostatnią książkę, to on mówił od siebie o tym, co myśli, jak myśli, jak patrzy na rzeczywistość. I to samo robi Grzędowicz. To w ogóle powinno być pisane w pierwszej osobie, ale może Miłgrzędowicz się wytłumaczy z tego. To zresztą rzecz jest marginalna i nie psuje odbioru całej książki.
[01:08:32] - Ale wiesz co? Miałem powiedzieć o tym, dlaczego uważam, że książka budzi takie skrajne emocje. Moja hipoteza robocza jest następująca. Otóż Jarosław Grzędowicz przez długi czas ciągnął cykl o Lodowym Ogrodzie.
[01:08:51] - Tak, jak wszyscy chcą mieć ciepłe lody zamiast twardej w miarę science fiction.
[01:09:01] - Nie, właśnie nie. Twoje określenie „ciepłe lody” odczytuję bardziej jako, że chcą mieć tę samą papkę. Bo Lodowy Ogród, ten cykl przyzwyczaił nas do takiego pomieszania światów. Żeby za dużo znowu nie zdradzać, to bohater trafia tam na planetę, na której magia jest możliwa. W dużym skrócie. W związku z czym siłą rzeczy mamy utwór wielotomowy, który jest połączeniem z jednej strony science fiction, z drugiej strony magia. Więc pojawia się fantasy i ludziom się to bardzo podobało. W dodatku nieco inną narrację stosował tam Grzędowicz, ponieważ tam to była powieść rasowa. Wszystko było tak, jak trzeba. Nie było recordingów.
Była powieść, którą pracowicie i bardzo logicznie tworzył, pisał i przedstawiał czytelnikom. To się skończyło. Wszystko się kiedyś kończy. Nawet najfajniejszy cykl. Ja wcale nie mówię, że nie i że Jarosław Grzędowicz nie wróci być może kiedyś znowu do Lodowego Ogrodu, ale „Hel 3” to jest zupełnie inna książka i myślę, że część negatywnych recenzji bierze się stąd, że to nie jest kolejna część Lodowego Ogrodu.
[01:10:36] - Pewnej bezwładności czytelniczej, która pożąda od pisarza, żeby podążał drogą, którą już podążał, którą już mniej więcej wiemy, tylko chcemy, żeby jeszcze coś ciekawego. Muszę ci powiedzieć, Marku, że ja to osobiście odczułem. Oczywiście bawiąc się, śmiejąc do rozpuku, gdyż jak tylko napisałem jakiekolwiek opowiadanie, to natychmiast znajdowałem sporo ogromnych zwolenników i patrzyli mi w oczy z zachwytem: „Ale żeś, Wikiewicz, pięknie napisał. Ale to śliczne, ale to, kochany, fajne.”
[01:11:16] - Wikiewicz, ogólnie pisałeś trudno, ale fajnie.
[01:11:20] - Ale jak tylko napisałem rzecz, to ci sami ludzie rwali sobie włosy z głowy, mówili: „Kurwa, co ty robisz? Napisałeś taką śmieszną rzecz, a co to ma być?” A równocześnie znajdowałem nowych czytelników, którzy mówili: „O, nareszcie zacząłeś pisać.” Po czym pisałem następną rzecz i znowu słyszałem to samo. Jeżeli się chce być narowistym koniem i za każdym razem właściwie nie tyle sprzedawać to, co już umiesz, ale samemu się uczyć, to trzeba pisać właściwie cały czas na nowo coś nowego. W cyklach jednak wytyczasz sobie, jak ta Wisła, koryto i płyniesz do tego morza, a tutaj nagle chcesz fruwać.
[01:12:12] - W dodatku ja pewno powiem oczywistą oczywistość, że jedno nie świadczy o drugim. To znaczy pan Lodowego Ogrodu i wszystkie książki z cyklu były dla mnie super książkami.
[01:12:25] - Pewnie.
[01:12:26] - Ale z tego nie wynika, że „Hel 3” jest książką słabą. Jest książką inną, zupełnie inną. I to jest wręcz powód do tego, żebym wyraził swój podziw, że autor potrafił się aż tak przepoczwarzyć.
[01:12:42] - Nie przepoczwarzył się, tylko taka jest jego wojenna natura.
[01:12:46] - Okej, ale rzecz się sprowadza do pewnego przepoczwarzenia, bo przecież sposób konstruowania tej książki jest inny. Pewno gdzieś tam głęboko jako pisarz skonstruował tak samo, tylko z innym założeniem, pierwotnym. Inny jest sposób prowadzenia narracji. To, co często podkreślają ci, którym się to nie podoba, że ona jest rwana ta narracja, pewne wątki wchodzą i nagle się tną i później wchodzą inne. Powiedziałem już o tym. Recording tak wygląda.
[01:13:20] - Marku, przed chwilką żeśmy komentowali felieton Kadyny. Piękny, wrażliwy, wspaniała rzecz. Ale przypomnijmy sobie niektóre jego opowiadania. Były brutalne, stresne, przerażające i ostre.
[01:13:38] - Ale były też takie-
[01:13:40] - Dotyczyły tragicizmu.
[01:13:41] - Ale były też takie, które ujmowały tym spokojem.
[01:13:45] - Właśnie albo, albo. A przypomnij sobie jedną rzecz z muzyki. Jakie były głosy przy każdej nowej płycie Beatlesów? Śmiertelnie rozczarowanie tych, którzy słuchali „Help!” i na tym się wychowali, a oni nagle śpiewają „Michelle” albo coś takiego.
[01:14:10] - Nie, to kolejność odwrotnie. Nie, poczekaj. To było trochę inaczej. Trafiłeś na mojego konika, czyli Beatlesów. To jest tak, że oni zaczynali od piosenek lekkich, łatwych i przyjemnych. To mamy właśnie „Love Me Do”, „She Loves You” i wszyscy znają te kawałki, „Michelle”. To są początki ich kariery.
[01:14:32] - Tak, ale nagle przeskakiwali od rocka do jakiejś symfonicznej muzyki. Coś popierdoliło.
[01:14:40] - Właśnie. Później się pojawił film i płyta „Help!” Tam już troszeczkę inaczej to brzmiało, ale później w ogóle weszli w jakiś psychodelic rock, taki „Revolution 9”. Już nie pamiętam.
[01:14:57] - Harrison zaczął sprzedawać swoje fascynacje Dalekim Wschodem i harfami, i innymi pierdołami.
[01:15:07] - Tak, ale dzięki temu powstawały płyty, które-
[01:15:11] - Zamiast robić to, co robili.
[01:15:13] - Musieliby ciągle śpiewać „She Loves You”. Ale dzięki temu pokłosiem tego była chociażby płyta, która gdzieś tak na pograniczu jest, płyta i film, czyli „Żółta Łódź Podwodna”. Tam mamy „Eleanor Rigby”, ale mamy „Yellow Submarine”, która jest melodyjną piosenką, ale mamy też kilka utworów, które już gdzieś tam zdradzają ten taki psychodeliczny troszeczkę kierunek w ich twórczości. Ale zobacz, gdzieś tam się pojawia „Lucy in the Sky with Diamonds”, ale to nie w „Żółtej Łodzi” oczywiście. Nawet nie wiem, ale wydaje mi się, że nie. W każdym razie „Lucy in the Sky with Diamonds” powinna być nam bliska, bo to jest nienapisane kolejne nasze opowiadanie, czyli druga część zajebistego singla. Tak się miała nazywać.
[01:16:05] - Zwróć uwagę, na czym to polega. To, co dotyczy książek Grzędowicza. Taka. Na tym polega ewolucja. Ewolucja polega na rodzeniu się i umieraniu. Pewne rzeczy umierają, odchodzą w cień, w zapomnienie. Pamiętamy o nich. One są częścią naszej natury, ale rodzimy się na nowo, pisząc każdą nową książkę, kolejne opowiadanie.
[01:16:34] - Ale oni czasami wracali. Zobacz, mamy „Revolution 9”. To jest taki już mocno odjechany utwór, ale gdzieś mamy, to już trudno nazwać go odjechanym. On jest też melodyjny, „Strawberry Fields Forever”, ale to już nie jest „She Loves You”. Ale gdzieś tam pod koniec ich kariery słynny koncert na dachu. I oni śpiewają „Let It Be”, piękną rockową balladę, która gdzieś tam towarzyszy później wielu wydarzeniom. Niech się stanie. Piękna rzecz. Więc czasami się wraca do pewnych wątków, ale to nie znaczy, tak jak powiedziałeś, żeby ciągle-
[01:17:16] - Żeby trwać w okopach i bronić tej linii Maginota, tak jak to bronili-
[01:17:21] - Ja rozumiem, że pewni artyści, tu się trochę waham, czy użyć tego słowa artyści, śpiewają przez całe życie jedną piosenkę albo trzy. Na przykład taka Samantha Fox, o której kiedyś Niedźwiedzki powiedział, że to będzie jak Rycki, cycki i placki. I ciągle mamy „Touch me, Touch me” i właściwie niewiele więcej. Jest jeszcze kilku innych w cudzysłów artystów, którzy właściwie są artystami jednej piosenki albo piosenki powtarzanej w nieskończoność. Tu mamy na przykład Modern Talking. To się może podobać w określonych okolicznościach przyrody. Jak jesteśmy na dyskotece, to nie ma pewno nic lepszego, chociaż pewno już coś lepszego wymyślono, ale się to dobrze sprzedaje. Natomiast trzeba odróżnić. Ja myślę, że jest różnica. Nawet nie wiem, czy to można porównywać, ale przepaść jest pomiędzy takimi Beatlesami czy innymi prawdziwymi artystami a na przykład Modern Talking.
To, że tego się dobrze słucha i że w określonych okolicznościach przyrody to jeszcze nic nie znaczy. Warto sobie to czasami rozgraniczyć po prostu. To dalej wracajmy do książki Grzędowicza. Jeden z recenzentów zarzuca i to jest chyba zarzut słuszny. Zarzuca coś wydawcy. Ja to tak postaram się państwu zrelacjonować. Otóż rzeczywiście na okładce książki „Hel 3” czytamy, i ja tu sobie muszę sięgnąć znowu do notatek, do konkretnego cytatu, pod warunkiem, że go znajdę. W każdym razie czytamy o tym Helu 3 taką notatkę sugerującą, że właściwie będziemy mieli do czynienia z opowieścią kosmiczną, której gdzieś tam na Księżycu wydobywa się czy zdobywa się pierwiastek Hel 3, który jest pierwiastkiem energetycznym, że bodajże dwa tiry tego pierwiastka mogłyby zabezpieczyć potrzeby energetyczne Stanów Zjednoczonych na rok. Cytuję z pamięci, w związku z czym wybaczcie państwo starcowi, który ma niedobory pamięciowe, ale to chyba mniej więcej tak brzmiało. W każdym razie, że coś takiego pada i że w związku z tym można mieć podejrzenie, że to będzie taka kosmiczna science fiction, a ona kosmiczna nie jest.
Znaczy ona się w pewnym momencie książki staje kosmiczna. Gdzieś tak, nie wiem, 150, 200 stron mamy do czynienia-
[01:19:56] - Ale kosmos jest również częścią już naszej jak najbardziej trywialnej rzeczywistości. Prywatnie sobie Fruwamy już powoli przynajmniej po najbliższych okolicach. Czyli to już nie jest żadna kosmiczna, ale normalna ziemska rzeczywistość. I ten pierwiastek należy też uwzględniać właściwie przy każdej powieści sensacyjnej czy współczesnej.
[01:20:20] - Tak, ale mamy do czynienia z taką sytuacją. Pamiętasz tego recenzenta, który postulował, żeby zrobić trzy tomy? Niekoniecznie się zgadzam z tą opinią, ale oczywiście prawo recenzenta, żeby taką opinię mieć. Natomiast jedna rzecz jest ważna, na którą zwraca uwagę. Ta książka rzeczywiście rozpada się. Ona się nie rozpada, bo to znowu rzecz zaplanowana przez Grzędowicza, więc trudno mówić o jakimś rozpadzie. To precyzyjny zamiar. Rzeczywiście można podzielić tę książkę na trzy takie części. Ostatnia z nich to rzeczywiście pobyt głównego bohatera na Księżycu. Oczywiście nie powiemy co, jak, gdzie i dlaczego, ale to jest ważna część.
Co więcej, to zakończenie, które zostało przez pierwszego z recenzentów cytowanych dzisiaj przeze mnie określone. Tak napisał Rafał Gdak, że ono jest kuriozalne. Mnie się to zakończenie takim nie wydaje. Ono mi się wydaje zakończeniem, które można odczytać na różne sposoby. To też część recenzentów na to zwraca uwagę, że można potraktować je tak, jak to – takie słowo modne – literalnie napisał autor. Można to tak potraktować i odczytać po prostu, że tam się dzieją różne rzeczy, które udowadniają nam po pierwsze, że z naszym światem nie wszystko jest w porządku i to niekoniecznie jest nasza wina. To tylko tyle mogę powiedzieć. Ale można też odczytać to jako pewną wizję, która jest wynikiem tego, co krąży w żyłach głównego bohatera. Znowu tak enigmatycznie. Przepraszam, ale tak to musi być.
Co mogę powiedzieć o tej części księżycowej, co mnie tam ujęło niezwykle. Ja lubię takie smaczki. Kiedy bohaterowie wysłani przez korporację, przez bardzo bogatego człowieka, a nasz bohater trafia tam dlatego, żeby zrobić to, co umie najlepiej, czyli kręcić eventy. Tylko tym razem na Księżycu. I więcej znowu nie powiem, ale na co trafiają? Trafiają na radziecki statek.
[01:22:32] - Nik. No.
[01:22:34] - Ci wszyscy, którzy znają historię podboju kosmosu, to w tym momencie się dziwią. Ale ja obawiam się, że niestety nie wszyscy to wiedzą, bo ostatnio oglądałem sobie pewien teleturniej w Telewizji Polskiej, gdzie padło tego rodzaju pytanie: „Ile razy Rosjanie byli na Księżycu z załogową wyprawą?” I tam było do wyboru: jeden raz, pięć razy, nigdy nie byli i coś jeszcze. I cóż obstawili jegomości, którzy brali udział w tym teleturnieju? Wszystko. Wszystko poza tym, że nigdy nie byli. I przegrali wszystko w związku z tym. Taki to teleturniej. Ponieważ jakoś tak się w pamięci ludziom porobiło, że kojarzą, że Rosjanie tam byli. Byli, ale za pomocą łunochodu czy łunochoda, i to wszystko. Różnych innych sond, ale załogowo nigdy tam nie byli.
I ja wiem, że dla niektórych może to stanowić szok poznawczy. Niestety nie byli. Ale w książce Grzędowicza okazuje się, że gdzieś na początku lat 80. Rosjanie byli mistrzami w utajnianiu swoich wypraw i różnego rodzaju przedsięwzięć kosmicznych. Więc odbyła się taka wyprawa. I tu pewien ślad. Oni wchodzą do tego pojazdu, odkrywają tam zwłoki kosmonauty radzieckiego. Radzieckiego, bo to chyba 1982 rok albo 1983. Nie pamiętam. Co więcej, odkrywają tam również pewne przesłanie.
Tylko właśnie znowu nie pamiętam, czy to kosmos, czy księżyc. Chyba Księżyc nie jest dla ludzi. I więcej znowu powiedzieć nie wolno, a nawet nie wypada. Ale to jest ważne przesłanie. Ważne przesłanie, które się w jakiś sposób później materializuje w książce. I ja lubię tego rodzaju smaczki właśnie, że gdzieś nagle się okazuje, że Rosjanie jednak próbowali ten Księżyc zdobyć po Amerykanach.
[01:24:28] - Jak tak mówisz o tym, gdzie nie stąpnęła noga radziecka, gdzie nie byli Amerykanie. Wiele nie wiemy. Natomiast ja miałem takie inne skojarzenie, kiedy do tego dotarłem. Otóż takie zupełnie prehistoryczne. Otóż wiecie wszyscy, jak ten kapitan Cook albo Magellan płynęli, dopłynęli do jakiejś Polinezji i co tam znaleźli? Na każdej wyspie są ludzie. Żyją tam ludzie. Jakim cudem oni tam dopłynęli? Wszyscy byli zachwyceni tą kondycją ludzką. Jaki to człowiek dzielny, że dopłynął tam wbrew wiatrom, prądom, a właściwie dzięki wiatrom i prądom, bo z powrotem już nie dał rady, ale dopłynął tak nieprawdopodobnie daleko.
Jaki homo sapiens jest dzielny, prawda?
[01:25:25] - Dzielny.
[01:25:25] - Tylko że dzisiaj archeolodzy, grzebiąc w ziemi, odkryli, że długo przed homo sapiensem te same wyspy skolonizował homo erectus i być może inne, jeszcze bardziej pierwotne praludzkie istoty. Człowiek albo cokolwiek, skąd się człowiek wziął, ma nieprawdopodobną tę... I być może również radzieccy kosmonauci mają tą siłę przebojową.
[01:26:04] - Z takich smaczków jeszcze, które nie za dużo zdradzają, co tam nasi bohaterowie na Księżycu robią, jest jeszcze drugi smaczek, że Księżyc jest skolonizowany w tym sensie, że jest tam oczywiście ta korporacyjna baza, którą obsługuje główny bohater. Robi eventy z wydobywania tego helu 3, ale jest też baza rosyjska Noworosji czy Noworadziecka. Cały czas usiłuję to znaleźć. Nowosowiecka. To jest Imperium Nowosowieckie. Więc jest ta baza nowosowiecka, ale żeby było ciekawiej, jest też jakaś baza księżycowa muzułmanów. Oni tam przybyli właściwie po to, żeby pilnować świętości, bo księżyc też uznają za święty.
[01:26:59] - Przecież są spod znaku Księżyca.
[01:27:02] - Nawet półksiężyca. I w związku z tym są tam na Księżycu. A co robią przez radio? To, co umieją robić najlepiej. Czyli odgrażają się tym wszystkim z korporacji, co im zrobią, jak do nich przyjadą i jakim to zrobią i jakie to będzie okrutne. Skądś znamy ten obrazek, ale czy to traktować poważnie? Nie wiem, ale zabawne jest do pewnego stopnia oczywiście. Takie smaczki. Więcej powiedzieć, tak jak podkreślam, nie możemy.
[01:27:36] - Wiele więcej powiedzieć nie możemy, ale ja podkreślę jedną rzecz. Cokolwiek my tutaj nie mówimy o wątkach w tej powieści, to podstawowym wątkiem, którego się nie tyka, jest krok w krok podążanie za pewną tajemnicą. Ta książka jest tajemnicza od początku. Praktycznie biorąc od początku. Wydawałoby się, że my wiemy mniej więcej, co będzie, ku czemu czas zmierza. Nie, kochani. Tajemnica tej książki jest z nami do samego końca i nawet jak ją przeczytamy, to nie zostawimy tej książki z tym, co wiemy, tylko dalej pozostanie pewna tajemnica.
[01:28:27] - To jest zabieg w ogóle, tu znowu cudzysłów, „okrutny” zastosowany przez autora. Otóż my rzeczywiście dobrnęliśmy do końca książki i mam nadzieję większość osób, które nas słuchają, zachęcimy. Ale jak dobrniecie państwo do końca książki, to narracyjnie te wątki się wszystkie rzeczywiście rozplatają. Ale kiedy sobie pomyślimy o tym, co tam się właściwie stało, to możliwych interpretacji jest bardzo dużo. To ciekawe. Człowiek odkładając książkę Jarosława Grzędowicza ma wrażenie, że chciałby następnego tomu. A zresztą podobno Jarosław Grzędowicz zapowiedział, żeby go w życiu o ten drugi tom nie pytać. Czyli pytanie, czy to była zapowiedź, że tego tomu po prostu nie będzie, czy też autor chciałby taki drugi tom stworzyć? Jestem ciekawy, bo pole do stworzenia drugiego tomu jest, tylko zastanawiam się, czy wówczas nie odarte to będzie z magii, którą Jarosławowi Grzędowiczowi udało się wytworzyć właśnie tym urwaniem powieści. Powtarzam, to nie jest tak, że autor coś przerywa i nie wiemy, jak się skończyło.
Wiemy, jak się skończyło. Wszystko jest wyjaśnione. Tylko Holender, nie wiemy jak to interpretować.
[01:29:52] - Zostajemy na głodzie.
[01:29:53] - Tak, na głodzie. Notabene nawet ci panczyniści się wyjaśniają, skąd to się wszystko wzięło. Proszę państwa, tym wszystkim, którzy uważają, że ta książka jest rwana i taka niedorobiona.
[01:30:10] - To jest akurat Marku ostatnia rzecz, która mi się kojarzy. Niedorobienie. Ta książka jest precyzyjnie skonstruowana i zrealizowana i można mieć tam zastrzeżenia techniczne, ale nie do książki. Ta książka jest po prostu jak cegła. Gotowa.
[01:30:28] - Dobrze. Wiesz, to jest wszystko kwestia taka. Są ludzie, którzy w książce dostrzegają akcję tylko i wyłącznie. I im więcej tej akcji jest, tym lepiej.
[01:30:39] - Pójdę do knajpy na rosół, zjem rosół bardzo smaczny, ale tych oczek pływających po powierzchni było za mało.
[01:30:47] - Właśnie. Ale to dokładnie tak wygląda, że z kolei ja myślę, że część osób nie docenia pewnej refleksji, która się co jakiś czas pojawia w tej książce. Ona znowu, może się niektórym... Właściwie nie. To ja to mówię wbrew sobie. Nie, ona się nie wydaje nużąca, bo nie jest długa. To nie są jakieś rozbudowane, wielostronicowe przemyślenia głównego bohatera. Przy tym rzeczywiście czasami można umrzeć.
[01:31:18] - To są krótkie.
[01:31:19] - To są krótkie przybłyski, kiedy bohater zastanawia się nad pewnymi rzeczami. A któż, proszę państwa, któż z nas się nie zastanawia? Nawet jak nie mamy specjalnie refleksyjnego umysłu, to jednak od czasu do czasu ta refleksja nas dopada. Tak jak głównego bohatera. Ja myślę, że to jak najbardziej naturalne jest po prostu. A cóż, to chyba teraz, skoro mówimy o refleksjach różnego rodzaju, to teraz chyba oddajmy głos Tomaszowi Fąsowi. Dzisiaj będzie o kawie. Pewno nie tylko o kawie, a przede wszystkim o tym, jakie się czasami przed człowiekiem pojawiają dziwne problemy albo jakie problemy mają niektóre osoby. Prosimy zatem. Tomek Fąs ma głos.
[01:32:11] - Angielski stolik do kawy. Proszę państwa, chciałem państwu dzisiaj opowiedzieć trochę o katastrofie w Czarnobylu. Zainspirowany serialem HBO oraz wydaną niedawno po polsku książką Kate Brown
[01:32:29] - Jednak doświadczyłem katastrofy dużo poważniejszej. Otóż zostałem, nie pierwszy raz zresztą w życiu, nazwany głupcem, człowiekiem niekompetentnym, w dodatku wymądrzającym się bez podstaw. Ale od początku. Otóż obejrzałem w internecie film, rodzaj promocji, trochę filmu informacyjnego, poświęcony czy też przygotowany przez portal, sklep zajmujący się kawą dobrej jakości oraz doradzającym jak tę kawę przyrządzić. Sklep, firma co prawda polska, jednak nazwała się po angielsku Coffee Desk. Prowadzący w filmie promocyjnym rozpoczyna przywitanie słowami: „Tu Maciek z Coffee Desk”. I ta forma, Maciek z Coffee Desk, nie spodobała się jednej z słuchaczek, która w komentarzu pod filmem zamieściła informację, iż nie należy tak mówić. I Maciek z całą pewnością jest Maćkiem z Coffee Desku, ponieważ nazwy trzeba odmieniać, nieważne, że są obcojęzyczne. Odniosłem się do tego w ten sposób, że mi jakoś ten Maciek z Coffee Desku nie brzmi. Może gdyby stał na stole i z tegoż stołu do robienia kawy przemawiał, wówczas byłby Maćkiem z Coffee Desku przemawiającym.
Jednak skoro jest przedstawicielem poważnej firmy z międzynarodowymi aspiracjami, to jest zdecydowanie Maćkiem z Coffee Desk. Zostałem nazwany człowiekiem, który nie zna się w ogóle na zasadach, ponieważ jest zasadą, że w języku polskim wszystkie terminy, nieważne obcojęzyczne czy nie, odmawiać, odmieniać należy. Z jednej strony może jest w tym pewien sens, bo nawet jeżeli wyraz obcy chce żyć na naszym terenie i mieć prawo do bycia używanym, to jak rozumiem, powinien dopasować się do reguł u nas panujących i kornie odmianie się poddawać. Z drugiej strony nie mogłem pozbyć się wrażenia, że mi to kulcze nie brzmi. Zresztą pół biedy z Coffee Deski. Sugerują także co niektórzy specjaliści w regułach, aby odmieniać również nazwy dwuczłonowe. I tutaj za przykład podano firmę produkującą drukarki Hewlett-Packard. Czyli nie mówimy o Hewlet-Packard, tylko mówimy o Hewlecie Packardzie, coś takiego. Takie reguły ludzie sugerują. Niemniej ja przy kolejnych oczywiście serii wyzwisk upierałem się, że mi ten Coffee Desk nie brzmi, a gdybym nawet, by użyć bardziej międzynarodowej i rozpoznawalnej nazwy, dopuszczam możliwość korzystania z Google'a, ale gdybym miał dla nich pracować, to jednak zdecydowanie wolałbym pracować dla Google niż dla Google'a.
I oczywiście znowu jestem nieukiem. To jest reguła, twarda zasada i nie może być tak, że mi się coś podoba, tylko są zasady ustanowione w trybie badań nie wiadomo jakich poważnych. Trzeba się tych zasad przestrzegać, trzeba się do tych zasad dostosować, a jak nie, to jeszcze dodatkowo jestem bufonem, ponieważ specjalnie znając zasady ich nie stosuję i na siłę próbuję być tutaj jakiś obcojęzyczny. Proszę państwa, akurat w kwestii posługiwania się językiem przeważnie intuicja mnie nie zawiodła, więc tak sobie jeszcze trochę poguglałem i wskazałem moim rozmówcom, iż akurat w kwestii Google'a, to nieukiem i bufonem jest również profesor Bańko, jeden z głównych twórców poradni językowej PWN, który jak najbardziej mówienie o Google dopuszcza, podobnie jak zresztą o Scrabble. Tu akurat, przynajmniej jak ostatnio sprawdzałem, żadnej już mądrej riposty nie otrzymałem i jakoś tam ta dyskusja się urwała. Jaki z tego właściwie morał, proszę państwa? Gdzieś tam się głupek z głupkiem pokłócił. Natomiast tak sobie myślę, że problem jest jednak trochę szerszy. Właściwie to tych problemów jest kilka, bo z jednej strony mamy ludzi w różnych naukach, którzy znają, nie znają jakąś tam regułę, gdzieś poznali i kulczowo, bezrefleksyjnie się jej trzymają. To bywa bolesne w matematyce, ale jest to na pewno zdecydowanie bardziej bolesne i często absurdalne w naukach humanistycznych.
To jest jedna sprawa. Inną sprawą jest znany problem starcia autora, który ma jakieś niestandardowe podejście do języka i ściera się z redaktorem. Taki problem, najbardziej chyba znany w historii literatury miał John Ronald Reuel Tolkien. Kiedy we „Władcy Pierścieni", czy nawet jeszcze wcześniej w „Hobbicie", nie jestem pewien, w każdym razie Tolkien uparcie bronił formy Aelwas jako takiej bardziej uczłowieczonej, natomiast korektorzy twardo poprawiali mu Aelwas na Elfs, czyli elfów, czyli formę elfowie na elfy. Uparcie nie dopuszczano tych elfów bardziej ludzkich. I ja się, proszę państwa, zastanawiam. Jednak jestem zdania, że język w procesie komunikacji ma być narzędziem, a nie hegemonem tego procesu. Bo to jednak było tak, że najpierw ludzie się komunikowali, jakąś procedurę rozmowy w określonym języku wymyślili, a dopiero później pojawili się językoznawcy i zaczęli reguły tej komunikacji badać. I teraz co, ja mam iść do profesora czy tam czytać w poradni językowej i profesor ma mi podpowiadać, jak ja mam mówić, a jak nie, to ja się nie znam, on się zna, bo on zbadał. Nie wiem.
Oczywiście sam pasjami często poprawiam ludzi. Jak słyszę, że na dwóch mężczyzn ktoś powie, że oboje, to oczywiście zaraz muszę tutaj się wymądrzać również, że oboje dotyczy tylko i wyłącznie pary mieszanej lub instrumentów typu obój, a nie w żadnym wypadku dwóch chłopców. Pewnie jest to jakiś powód do satysfakcji. Z drugiej strony jednak czuję, że język jest narzędziem, a nie hegemonem. Bo cóż mają zrobić ludzie, którzy wymyślili sobie nazwę sklepu i teraz są upominani? Mają zwrócić się do językoznawcy, żeby ten im powiedział, w jaki sposób właściwie mają swoją nazwę odmieniać? Bo nie mogą sobie wymyślić słowa razem z odmianą. Muszą się tutaj podporządkowywać jakiejś hegemonii językoznawcy. Zdaje się, że profesor Bańko rozumie takie rzeczy. Jedni językoznawcy bardziej, inni mniej.
Przeważnie tak to jest, że im ktoś ma mniejszą wiedzę, tym bardziej się wymądrza. Sam jestem tego żywym przykładem. Swoją drogą najbardziej mnie jeszcze ciekawi, co konkretnie i komu dali przedstawiciele firmy Google, że im dopuszczono rozgrzeszenie w tej kwestii.
[01:39:32] - Proszę. Złośliwe to było, ale ja lubię ten rodzaj postrzegania rzeczywistości. Ja w ogóle jestem fanem twórczości Tomka, bo to jest coś takiego, czego często nam brakuje. Otóż my jesteśmy, sam u siebie to zauważam, przyzwyczajeni do takiego myślenia, żeby było fajnie, żeby nie drażnić. Tomek Fąs drażni i bardzo mi się to podoba. Komuś się może wydawać, że to problem mało istotny. Proszę poskrobać troszeczkę to, co napisał Tomek Fąs i zobaczyć, że to można przełożyć na znacznie poważniejsze zjawiska. Mnie się podobało bardzo.
[01:40:21] - Mnie również.
[01:40:24] - Wracamy do książki Jarosława Grzędowicza „Hell 3”. Nie 32, jak się w swoim czasie powiedziało.
[01:40:32] - Gdyby się zabrał za robotę, to miałby jeszcze 31 do zrobienia.
[01:40:37] - Tak jest. A w dodatku powiem ci, a my nie mielibyśmy z czego się podśmiewać, bo to rzeczywiście był fajny numer. Wróćmy znowu do książki. Ciekawe jest w tej książce również to, co powiedziałeś o sposobie narracji. Ja się cały czas zastanawiam nad tą pierwszoosobową narracją. Przyznam ci rację, że chyba to fajnie by brzmiało. Może ta książka przez to byłaby krótsza, ale to nie jest zaleta. Akurat właśnie się zastanawiam.
[01:41:08] - Natomiast pewna skrótowość skojarzeń mogłaby się pojawić, chociaż ta książka, myśmy to już mówili, jest narracją taką nieśpieszną. Tam się dzieje, ale to nie jest takie coś, że wali się z tych rewolwerów na lewo i prawo i dzięki temu ucha, ale fajna zawierucha. Ona jest taka spokojna niby, chociaż opisuje rzeczy bardzo dotkliwe i bardzo czasami przerażające, ale Grzędowicz podąża w sposób zrównoważony przed siebie. Nie mknie, nie robi z tego takiej rewolwerówki. Może ta narracja dzięki temu tylko na początku dla mnie się wydawała troszkę przydługa, potem już się z tym pogodziłem. Zresztą zwykle trzeba zaufać autorowi, jeśli się chce czytać. Jeśli się nie chce zaufać, to nie trzeba czytać. Jak się chce zaufać, to po prostu należy przyjąć jego konwencję, wejść w jego buty i w tych butach chodzić po prostu. Tak jak już kiedyś mówiliśmy, Tom, na czym polega umysłowość autora i jego koncepcja. To jest jego koncepcja, a my się na nią zgadzamy albo nie.
[01:42:38] - To ja ci coś zacytuję. Autor, który ma średni stosunek do powieści Grzędowicza, mianowicie-
[01:42:45] - To najgorszy.
[01:42:46] - Cytowany Pożeracz napisał coś takiego. Chciałbym usłyszeć twój komentarz. „Niestety niezbyt dobrze wypada jeden z powieściowych filarów. Największym problemem jest bowiem to, w jaki sposób prowadzona jest fabuła. Co prawda "Hell 3" rozpoczyna się od emocjonującej sekwencji, ale tak w zasadzie przez pierwsze trzy czwarte miałem wrażenie, że mam do czynienia ze wstępem do właściwej akcji. Wydarzenia pchające akcję do przodu lub ujawniające ważne dla fabuły fakty następują tu regularnie, ale są oddzielone od siebie dłużyznami budującymi wizję świata. Z początku te ekspozycje wzbudzają zainteresowanie, lecz po pewnym czasie zaczynają zwyczajnie irytować. Kolejne akapity poświęcone temu, jakie to okropne jest żarcie wymuszane przez rząd, rozbudowane opisy różnych mechanizmów czy zjawisk wplatane nawet w dialogi sprawiają, że nawet ten ciekawy świat zaczyna drażnić. Zrządzeniem losu pod koniec książki natknąłem się na cytat, który oddawał moje odczucia względem. To już się zrobiło nużące.
Norbert sam nie wiedział, gdzie ta podróż się właściwie zaczęła, ale najchętniej gdzieś by nareszcie dotarł”. Co ty o tym sądzisz?
[01:44:20] - Zobacz, jak te same rzeczy mogą być odbierane. Jeżeli ten autor twierdzi, że powieść zaczyna się co prawda od bardzo emocjonującego wątku, to akurat ja przy tym emocjonującym wątku ziewałem.
[01:44:36] - Ten dubajowy wątek. Natomiast zaraz jak się skończył i zaczęły się nudy, to ja zacząłem z zachwytem czytać Grzędowicza, bo tam się pojawiła bystrość obserwacji.
[01:44:50] - Od razu dodajmy, że ten wątek dubajowy jest potrzebny.
[01:44:54] - Tak! Bezwzględnie.
[01:44:54] - Musi być. I obojętnie czy on nuży, czy nie nuży, to przebrnąć przez niego trzeba, żeby to później dalej zrozumieć.
[01:45:02] - Tak.
[01:45:02] - Ale jakie twoje wrażenie na temat tej regularnej sekwencji, że to jest nużące? Ja nie mam takiego wrażenia. Proszę bardzo. Ja dlatego dzisiaj wybrałem aż trzy recenzje. Jedna z nich jest pozytywna, druga negatywna, a trzecia, jak powiedziałem, średnia. Właśnie dlatego, żeby pokazać państwu, że nie ma tak na dobrą sprawę takiej sytuacji, w której da się utwór literacki, powieść, dzieło sztuki ocenić jednoznacznie. To dlatego my tutaj, czasami z Wiktorem ścieramy się dosyć ostro, że aż się iskry sypią i różne dziwne wyrazy pojawiają na antenie. Nie dlatego, że coś jest albo dobre, albo złe i jeden ma rację, drugi nie ma racji. Tylko dlatego, że każde dzieło sztuki budzi emocje i u jednego uderza jedną strunę, u drugiego drugą strunę.
[01:45:54] - Nie każde, ale dobre.
[01:45:55] - Dzieło sztuki. Ja mówię dzieło sztuki. Nie wytwór jakiś dziełopodobny. Tylko dzieło sztuki.
[01:46:02] - Przypomnę wam, jak to było u Japończyków z tymi mieczami japońskimi. Otóż miecz wykonany przez mistrza indywidualnie dla danego to była broń. Miecze, które nosili żołnierze to w ogóle nie była broń. To się nie nazywało bronią w ogóle. To było narzędzie do zabijania. Ale to nie była broń. To nie był miecz. To samo jest ze sztuką. Sztuka to jest tak, jak powiedziałeś. Sztuka to jest sztuka, a nie to, co chce stado baranów.
[01:46:51] - To jeszcze kolejna refleksja. Wracając do tego, te przedstawienia świata nie drażniły mnie, one mnie wciągały. Ale to mówię tak, jak wspomniałem już o tym. Ta różność ocen to jest właśnie dla mnie dowód na to, że „Hell 3” budzi emocje i takie jest w gruncie rzeczy. Jakbym już miał trywializować, upraszczać bardzo. Takie jest zadanie dzieła sztuki, dobrej powieści. Po prostu budzić te emocje. Bo jak ich nie budzi, takie ciepłe kluchy to nie bardzo.
[01:47:29] - Ja ci przypomnę jednego autora od kryminałów i to takiego najbardziej prawie znanego z dawnych czasów, z detektywem Marlowe'em w roli głównej. To były książki fascynujące, dynamiczne, ale niestety dla takiego recenzenta byłyby śmiertelnie nudne, gdyż ten detektyw Marlowe właściwie-
[01:47:54] - Snuł się.
[01:47:55] - Snuł się po tym świecie nie wiadomo po co. Pił, chlał.
[01:47:59] - Palił.
[01:48:00] - Palił. Potem był chory i leżał i leczył kaca. I znowu się snuł nie wiadomo po co.
[01:48:06] - Wiadomo, że za dziewczynami się oglądał.
[01:48:08] - Tak, tylko że wszyscy stwierdzili, że to są najlepsze prawie kryminały, jakie światło dzienne ujrzały
[01:48:16] - To prawda. Co więcej, to już tak jak mówisz o detektywie Marlowe. Jak to odmienić? Marlowe. Tak? O detektywie Marlowe.
[01:48:27] - No.
[01:48:28] - W każdym razie jak mówisz o nim, to mi się skojarzyło trochę, powiedzmy o „Bibliotekarium”, że w tej powieści Munkeja, która się dzieje dawno, dawno-
[01:48:39] - Tak, tak.
[01:48:40] - Bardzo do przodu w odległej galaktyce, gdzieś w mocnej przyszłości ludzkości. Patrzę, znowu zrymowałem. Zawsze mi się uda w każdej audycji. Gdzieś się dzieje w odległej przyszłości. To też się pojawia ni stąd, ni zowąd. Jeden z bohaterów czytuje, a właściwie-
[01:48:59] - Przejrzyście.
[01:49:00] - Ogląduje. Nie ma takiego słowa, ale zastosujmy. Też detektywa Marlowe'a.
[01:49:08] - O, popatrz.
[01:49:09] - Za kilkaset, nawet może kilka tysięcy lat Marlowe żyje. No proszę.
[01:49:15] - Bo my wielcy zawsze będziemy nieśmiertelni. To znaczy chciałem powiedzieć bohaterowie wielkiej literatury będą nieśmiertelni.
[01:49:23] - Tylko jedyne, co tak się dzieje-
[01:49:24] - Jakby już nie żył Marlowe.
[01:49:25] - Jedyne co się u Munkeja dzieje, to że Chandler nie nazywa się Chandler. Lata, różne przekształcenia językowe zmieniły go w jakiegoś Szandolera.
[01:49:37] - Aha, dobrze nie w czady, bo to był uk taki indiański.
[01:49:41] - W każdym razie trochę mu się przekształciło.
[01:49:43] - Szalony z tego.
[01:49:44] - Ale Marlowe jest. Co więcej, jest obsesją jednego z bohaterów. Taką dosyć... Nie będę opowiadał. Kto jest ciekawy niech po książkę Munkeja sięgnie, a przy okazji uzupełni tę lekturę również o książkę Piotra Prokopowicza. Zbiór opowiadań w tym stylu, jaki słuchacze ABW polubili.
[01:50:09] - Zaraz, zaraz.
[01:50:10] - Czyli klasycznej fantastyki naukowej.
[01:50:11] - Zachęcanie do książek na wakacje to będzie jutro.
[01:50:15] - Będzie jutro, ale dzisiaj muszę trochę prywaty uskutecznić. W każdym razie zbiór opowiadań Piotra Prokopowicza „Najważniejszy zmysł” to też jest godne polecenia. Dobrze, wróćmy zatem do książki Jarosława Grzędowicza. Coś ci znowu przeczytam też z tej samej recenzji „Pożeracza.” Finał jest bardzo emocjonujący.
[01:50:40] - Przedtem ktoś inny mówił, że kuriozalny.
[01:50:43] - Widzisz, tak to właśnie bywa z tymi recenzjami. Finał jest bardzo emocjonujący i zaskakujący. Patrz jaka ciekawostka, a kuriozalny i przewidywalny. Ale najciekawsze jego elementy zostają wyciągnięte w zasadzie z kapelusza i odstają fabularnie od reszty. Wiem, że pisarz ze mnie żaden, ale pospekuluję sobie teraz z punktu widzenia czytelniczego. Odniosłem bowiem wrażenie, że z „Helu 3” można byłoby zrobić dwie bardzo dobre książki. Patrz, a było już, że trzy.
[01:51:19] - Że trzy.
[01:51:19] - Że trzy. Ale tu dwie. Dwie bardzo dobre książki, ale jedna wyszła co najwyżej porządna. Gdyby oddzielić wątek z finału, to byłby materiał na świetnie SF z elementami grozy. Jeśli Grzędowicz planuje kontynuację, to według mnie świetnie wypadłoby stworzenie z pierwszych trzech czwartych powieści kilku opowiadań i włączenie ostatniej ćwiartki do tego sequela. Struktura początku: ekspozycja, akcja, volta, ekspozycja, akcja zdaje się dobrze pasować do podzielenia na krótsze całości, a finał na tyle odstaje od reszty, że wydzielenie go miałoby sporo sensu. Może to i musztarda po obiedzie i niepotrzebne w recenzji, wydaje mi się, siewanie, ale konstrukcja fabularna tak mnie frapuje, że nie mogłem się powstrzymać. Choć pewnie jeśli autor to przeczyta, to mu żyłka pęknie. Ja nie wiem, czy autorowi żyłka pęknie. Pewno się będzie nieźle bawił, jak to przeczyta, bo naprawdę nadzieja na to, nie, to złe słowo nadzieja.
Przekonanie o tym, że autor tak sobie siadł i tak sobie z kija wypuścił i tak mu wyszło. Nie. Proszę państwa, ja jestem-
[01:52:35] - I że tak będzie tańczył, jak mu zagrają.
[01:52:38] - Nie, to w ogóle nie to. Ja wiem, że teraz są czasy, że o zakończeniu seriali decyduje się często metodą głosowania, a część realizatorów czy reżyserów poszła w taki idiotyzm, że kręci się dwa zakończenia, dwa odcinki finałowe danego sezonu. Jeden jest i cały czas się bada opinie, jak to jest oglądane. Jak jest dobrze oglądane, to się wrzuca odcinek z takim otwartym zakończeniem, że jeszcze można kolejny sezon nakręcić. Jak jest słabo, to się puszcza to zakończenie, co już kończy ten serial i jest po ptakach.
[01:53:17] - A wiesz co?
[01:53:18] - Zapewne boją się reżyserzy i scenarzyści, że historia może się zakończyć tak, jak się kończyła czasami w przypadku niektórych anime w Japonii. Twórcy za nieprawidłowe zakończenie dostawali na przykład groźby karalne, że zostaną zabici.
[01:53:35] - Ja myślę, że niestety-
[01:53:36] - Pozdrowienia dla fanów Evangeliona.
[01:53:41] - Ja mam takie wrażenie, Marku, że to też jest tak, że część scenarzystów, zostańmy przy słowie scenarzysta, podchodzi do tego w ten sposób. Ja już kiedyś wspominałem o tym zjawisku. Nie wiemy, dokąd jedziemy, bo o ile pierwszy sezon jeszcze wiemy, miał mieć zakończenie, ale drugi trzeba było dokręcić, więc to zakończenie poszło kiby ni mater. Więc kręcimy drugi sezon, ale drugi jest też dobrze oglądany, więc kręcimy trzeci. Gdzieś przy czwartym tracimy wątki, które rozpoczynały ten serial. W ogóle zawędrowaliśmy już w dziwne miejsca i to się często kończy mało optymistycznie i głupio po prostu. Zdecydowanie wolę te seriale, które mają początek, środek, koniec i koniec.
[01:54:29] - Wiesz co, ja sobie tak skojarzyłem, że bardzo podobne. A przynajmniej zobacz, jak by to pięknie wyglądało na troszeczkę innym polu aniżeli sztuki. Otóż ja chcąc mieć synka, powinienem sobie wykręcić co najmniej dwóch synków, a następnie sprawdzać, który się lepiej sprawdza do osiemnastego roku życia i potem wybrać ten lepszy. A temu drugiemu w capę.
[01:54:58] - Właśnie, bo drugie zakończenie.
[01:54:59] - Bo drugie zakończenie się nie nadaje.
[01:55:02] - Oczywiście kuriozalne rzeczy, ale tak się zastanawiam. Znowu oczywiście pójdę śladem recenzenta, którego zacytowałem, ale ja bym się bardzo uprzejmie dopraszał szanownego autora Jarosława Grzędowicza, żeby może jednak nie pisał drugiej części „Helu 3”, bo wówczas troszeczkę mam wrażenie, że odrze tę powieść z tajemnicy, która wokół niej jest. Fajnej tajemnicy. Ale jak już to mówiłem, to się złapałem na tym, że w gruncie rzeczy to, co mówię, byłoby dowodem na to, że nie mam zaufania do autora. A ja mam zaufanie do Jarosława Grzędowicza i wiem, że jak się zdecydowałby napisać drugi tom „Helu 3”, to na pewno po pierwsze zaskoczyłby. Na pewno nic nie byłoby oczywiste. I ja właśnie miksuję i cofam ten mój apel. Niech Jarosław Grzędowicz zrobi to, co uzna za stosowne. I ja w ogóle proponuję nam, czytelnikom, z takiego założenia wyjść, żeby jednak to autor decydował, co pisze, jak pisze i w ogóle czy pisze. Co ty, Wiktorze, na to?
[01:56:19] - Ja życzę Grzędowiczowi, żeby brał przykład z mistrzów. Czyli jeżeli Lem pisał opowiadania, to używał tych samych postaci po to, żeby inne koncepcje rozwijać. Czyli używał pilota Pirxa i Iona Tichego, Klapaulsisa i innych takich. Ale jeżeli pisał powieści, to o ile ja się orientuję, nigdy nie pisał drugiej części, bo wolał napisać nową powieść.
[01:56:56] - Było tak, że ostatecznie dwa cykle opowiadań zarówno o pilocie Pirxie, jak i ten z „Dzienników gwiazdowych” zostały ostatecznie zamknięte powieściami.
[01:57:13] - Niby tak.
[01:57:14] - Tak, ale nie mieliśmy rzeczywiście na przykład drugiej części „Obłoku Magellana” albo drugiej części „Astronautów” albo trzeciej części „Eden”. Na szczęście nie mieliśmy.
[01:57:27] - Tak, albo głosu Pana powtórzonego w chórze głosów Pana.
[01:57:30] - Chór anielski to by był. Nie Pana. Nieważne. Głos panów to by było chyba.
[01:57:37] - No tak.
[01:57:37] - A teraz to właściwie Lem powinien „Głos pań” napisać.
[01:57:40] - „Głos pań”.
[01:57:41] - Tak. Zdaje się, że pogrążamy się w absurdzie. Mimo wszystko.
[01:57:45] - Głos panów, głos pań i głosy 50 czy tam 80 innych płci.
[01:57:51] - Ano właśnie, nie uwzględniliśmy. Ivellios jest czujny.
[01:57:57] - Przepraszamy tą pięćdziesiątkę.
[01:58:00] - Tak. Cóż, jest jak jest. Jeszcze coś zacytuję z kolejnej recenzji, bo to też mi się wydaje do pewnego stopnia frapujące, warte zacytowania. Pewno dlatego, żeby poznać, jakimi drogami chadzają myśli recenzentów. Piotr Kozioł w swojej recenzji „Nie tego się spodziewałem. Jarosław Grzędowicz 'Hell3'" napisał coś takiego: „Wyobraźcie sobie: skoro zapowiada się konflikt między firmami i mocarstwami o tytułowy Hell3, to można by się spodziewać, że jeśli dojdzie do jakiegoś kosmicznego rozlewu krwi w finale, to będzie on spowodowany tym cennym pierwiastkiem. Otóż nie. Dostajemy...”. A to już dalej nie mogę czytać, bo to już jest spoiler. Dlaczego zacytowałem ten fragment?
Dlatego, że ja jestem przeciwnikiem, pojawił się ten wątek już w naszej audycji dzisiaj, spełniania życzeń czytelników przez autorów. Ja dostaję wysypki, kiedy czytam, jak różni recenzenci domagają się od różnych pisarzy spełnienia ich fantazji. Proszę państwa, albo proszę panów, pań recenzentów, proszę chwycić za pióro i pisać swoje powieści.
[01:59:35] - Marku, jak idziesz do restauracji, to dostajesz do ręki kartę dań. Czasami tam możesz znaleźć spełnienia naprawdę mistrzów kuchni, kucharzy. I jesz. I najwyżej ci nie smakuje. Jeśli chcesz mieć to, co ty chcesz, to idź sobie do domu i zrób.
[01:59:54] - Dokładnie. I dlatego ja, kiedy czytam w recenzji, co sobie główny recenzent wyobrażał na temat treści powieści, znowu jakieś rymy walę, to mnie to mało interesuje. Dlaczego ja mam podążać za myślą recenzenta? Co on sobie wyobraża? Ja wolę podążać za myślą pisarza. Tak też czyniłem tutaj w „Hellu3”. Podobnie te uwagi dotyczące wcześniej cytowane przeze mnie, jak to powinno być rozwiązane, jakież to możliwości stwarzała ta książka, a Grzędowicz je zmarnował. Proszę państwa, widocznie uznał, że są ciekawsze rzeczy do wyciągnięcia z tej narracji niż to, co sobie wyobraził recenzent. Ja bym oddzielał w ogóle w recenzjach. Stanowiłoby to oddzielną część recenzji, czyli moje fantazje na temat utworu, który przeczytałem.
I to by było wówczas okej. Ale jeśli z własnych fantazji czyni się zarzut dla autora, to chyba coś jest nie tak.
[02:01:10] - Tak. Ty lubisz rymować, a ja lubię anegdotki. Otóż tak skojarzyło mi się, że Grzędowicz napisał powieść, a recenzenci mówią tak: „A ja znajdę swoją grzędę i wyżej siędę.”
[02:01:25] - Tak jest.
[02:01:27] - No.
[02:01:28] - Tak jest.
[02:01:28] - No ale...
[02:01:31] - Cóż, Wiktorze. Zadam ci pytanie z gatunku prowokujących, bo nasi słuchacze mogą odnieść takie niedobre wrażenie, że my tu tak chwalimy Jarosława Grzędowicza. Chwalimy, chwalimy. A to zawsze jest podejrzane. Zawsze. To jakbyś miał wskazać to, co uważasz za gorsze w powieści Jarosława Grzędowicza, to co byś ewentualnie wskazał?
[02:02:01] - A ja nie będę wskazywał, Marku. Jeżeli ktoś uważa, że ja będę chwalił coś, czego nie lubię, to niech się zgłosi, dam mu w zęby po prostu.
[02:02:10] - Ty już udowodniłeś w kilku audycjach, jaki potrafisz być przekonujący i bronić swoich przekonań.
[02:02:18] - Jeśli lubię, to lubię. Jeśli nie lubię, to nie kocham i coś.
[02:02:22] - Tak. To jest jakaś odpowiedź. W związku z czym ja, zwalniając się z odpowiedzi, jednak pójdę w to, co się zresztą częściowo przewijało już tutaj. Jeśli miałbym w ogóle mieć pretensje, chociaż ja rozumiem, czemu tak się stało, jeśli miałbym mieć pretensje, to właśnie za ten początek, który ty naznaczyłeś. Z jednej strony widzę, że on jest potrzebny. Przebrnięcie przez pierwsze dwie godziny czytania to będzie, jeśli tak to Jak ktoś wolniej czyta to trzy, ale myślę, że dwie. To jest rzeczywiście pewien obraz. Przyzwyczajamy się do bohatera, nawiązujemy z nim pewien kontakt i to dla niektórych może być nużące, bo akcja się toczy, ale ona się toczy na tyle wartko, żeby nie zasnąć. Ale czujemy tę powolność. Tam się pojawiają ludzie, których bohater poznaje, którzy później się pojawią po raz kolejny i tak dalej.
Poznajemy świat troszeczkę oczami autora i moglibyśmy przyjąć, że to jest takie, jak to powiedziałeś, nużące. Tak można to odbierać. Ale ja sobie z drugiej strony zdaję sprawę, po co autor to zrobił. I teraz zastanawiam się po prostu, czy nie dałoby się tego zrobić inaczej. Ale nie będę na tyle, jak recenzenci niektórzy, odważny, żeby autorowi cokolwiek radzić. Ja raczej zadam pytanie, czy przypadkowo nie stało się tak, że ten początek mógł odstraszyć kilku potencjalnych czytelników, bo oni doszli do wniosku, że jak to będzie tak przez całe pięćset stron, to ja się miksuję z tego. Bo rzeczywiście mamy do czynienia z książką nienapisaną według tej uniwersalnej recepty, że na początku, co prawda filmu dotyczyło, powinno być trzęsienie ziemi, a później napięcie powinno sukcesywnie rosnąć. Tu nie. To się zaczyna. Oczywiście mamy do czynienia z tą potencjalną egzekucją i tak dalej, ale to napięcie nie jest jakoś specjalnie wyśrubowane.
Raczej zwracamy uwagę na upadłe kiedyś piękne budynki. Jak się ten najwyższy obecnie budynek na świecie nazywa? Coś Kalifa, tylko nie pamiętam co. W każdym razie-
[02:04:53] - Burż Chalifa.
[02:04:56] - Burż Chalifa. O, właśnie. To widzimy, że to wszystko takie rozpadłe już, walące się. Jakiś tam hipermarket w kształcie torebki, który też już się lekko rozpierdziela. Tak, wszystko to widzimy, poznajemy świat. Tylko to pytanie, czy aby Jarosławowi Grzędowiczowi nie odstraszyło to potencjalnych czytelników?
[02:05:18] - Może tak, może nie, ale ci, których nie odstraszyło, to będą mieli cierpliwość wynagrodzoną później. A poza tym wiesz, tak myślę, sztuka albo powieść bardzo często jest podobna do zwykłej prozy życia. Dzisiaj co prawda są maszynki do mielenia mięsa elektryczne, ale kiedyś to trzeba było samemu. Na początku trzeba przełamać pewną siłę bezwładności, zanim to się zacznie kręcić. Jeśli się chce od razu fruwać chodząc po górach, to życzę powodzenia. Po pierwszym dniu będą zakwasy, po drugim jeszcze też i dopiero po tygodniu będziesz fruwał po górach.
[02:06:03] - Tak jest.
[02:06:03] - Jeżeli nie zrezygnujesz po pierwszym dniu.
[02:06:07] - Tak, bo cię wszystko napierdziela.
[02:06:09] - Na wszystko trzeba w życiu zapracować. I nie uważam, żeby literatura powinna być lekka, łatwa i przyjemna. Dobrze, jeśli jest mądra, a ta książka Grzędowicza do takich właśnie należy. Według mnie.
[02:06:28] - Ja jeszcze chciałbym zwrócić uwagę na kolejną ważną rzecz w tej książce. Otóż cokolwiek by nie powiedzieli recenzenci, Jarosław Grzędowicz bardzo dba o sprawdzanie faktów. To się nie wszystkim autorom zdarza. Już zdarzyło mi się czytać rzeczy kuriozalne, wstawione w science fiction, bo w science fiction się wszystko zdarzyć może. Jarosław Grzędowicz dosyć drobiazgowo sprawdza fakty i to jest moim zdaniem, te elementy. Ja powiem tak, jeśli ktoś znajdzie dziurę w całym i w tej części dotyczącej Księżyca znajdzie jakieś słabości, to ja życzę powodzenia.
[02:07:23] - Posłużyłem się tutaj właściwym człowiekiem. Zresztą to z podziękowań dla książki wynika.
[02:07:31] - Do tego cię podprowadzam.
[02:07:33] - Tak, rzeczywiście.
[02:07:35] - To wymieńmy. Na konwentach, a szczególnie w Nidzicy czy teraz w Mierkach pojawia się człowiek, który zjadł zęby na astronomii, bo po prostu jest astronomem z wykształcenia. Leszek Błaszkiewicz. I ta książka była konsultowana z tymże właśnie człowiekiem. Ja myślę, że to jest duża cnota ze strony autora, że po prostu nie idzie na żywioł, że konsultuje się z fachowcem.
[02:08:10] - Kiedyś konsultacje, dzisiaj również research, ten taki technologiczny, internetowy i tak dalej. Sprawdzanie na przykład pejzażu jakiegoś Koryntu w Google i tak dalej. Przynajmniej wrażeniowo. Jeśli ośle opisujesz tam jakieś ulice, to weź zajrzyj na przykład nawet naszą Bydgoszcz. Mogę moją ulicę Krakowską obejrzeć i mój domek, w którym się urodziłem. Jeśli ktoś będzie nekrologi pisał o Krakowskiej, to niech najpierw w Google zajrzy, jak to wyglądało. Dzisiaj to jest proste. A jeżeli w Google nie można, lepiej znaleźć żywego człowieka, który ma mózg. Nie od parady, bo mózgi mają to do siebie, że kojarzą jeszcze inne fakty. Google ani Facebook niczego nie kojarzy, a mózgi ludzkie kojarzą rzeczy pokrewne.
Warto się posługiwać takimi autorytetami.
[02:09:21] - Warto też pamiętać, ja specjalnie wymieniłem Leszka Błaszkiewicza dlatego, że to jest człowiek, który o współczesnej nauce, o astronomii potrafi mówić w sposób fascynujący.
[02:09:34] - Bo inaczej nie można mówić.
[02:09:37] - Jakby ktoś chciał posłuchać, to może się nawet kopnąć na YouTube Bibliotekaryjnego i tam relacja bodajże z zeszłego roku z prelekcji autora Leszka Błaszkiewicza jest. Tam można zobaczyć, jak perfekcyjnie on to robi. I ja się wcale nie dziwię, że Jarosław Grzędowicz do niego właśnie zwrócił się.
[02:10:01] - Ja bym polecał te wykłady Leszka przede wszystkim tym, którzy się na przykład astronomią w ogóle nie interesują. Posłuchają i zgłupieją i zaczną nagle wypatrywać, oglądać księżyc wieczorami i wypatrywać gwiazd. To jest strasznie frapujące to, co on mówi i jak to sprzedaje.
[02:10:27] - Ale pojawił się w związku z tym wątek, który na chwilę chciałbym, ja już go zasygnalizowałem, chciałbym go chwileczkę poeksploatować. Otóż dlaczego szanuję ten sposób pisania, czyli konsultowanie? Dlatego, że to właśnie sygnalizowałem, że współczesna literatura kojarząca się z nauką, czyli fantastyka naukowa chociażby, jej część przynajmniej sprzedaje nam ordynarne głupoty. I jeśli to jest zamierzone, to w porządku, jeśli to jest wyjaśnione, że serwowałem państwu głupoty w pierwszej części po to, żeby pokazać, że to były głupoty w części drugiej, to oczywiście schemat. Natomiast jeśli to jest tak, że ktoś serwuje głupoty związane z nauką mimochodem, po prostu tak mu wyszło, bo mu się tak napisało, to nie jest dobrze. To nie jest dobrze, bo z jednej strony oczywiście mamy wolność autora, ale chyba nie po to czyta się fantastykę naukową, żeby czytać jakieś bredzenia dotyczące nauki. Bo ta naukowość zobowiązuje chyba, co?
[02:11:43] - Niestety to są gacie, które jak się mówi, że to zwykle leżą tak, jak należy, a jeżeli nie leżą, to znaczy, że .
[02:11:52] - Dlaczego o tym mówię? Dlatego, że cały czas przypominam o tym cyklu Jarosława Grzędowicza, czyli o „Lodowym Ogrodzie”. Dlatego zobaczcie państwo, to oczywiście się nie zdarzyło pierwszy raz w historii tego rodzaju próby były podejmowane, ale jaką petardą jest próba skojarzenia science fiction z magią. I coś takiego się dzieje. Zobaczcie państwo, jakie to nowe możliwości otwiera. I stąd się bierze ta różnica, że „Lodowy Ogród” to było miejsce, gdzie autorowi było wolno więcej, czy w każdym razie mógł sobie na więcej pozwolić. To lepsze określenie. „Hel 3” to jest takie literackie miejsce, gdzie głupota nie przechodzi, a właściwie nie głupota, tylko takie podejście magiczne do świata. Może tak to będzie lepsze określenie. Nie, tu się to nie sprzeda.
O ile w „Lodowym Ogrodzie”, który jest moim zdaniem świetną książką, świetnym cyklem właściwie, książka to za mało, świetnym cyklem. Różne rzeczy przechodzą, ale jest inna konwencja zupełnie. Zupełnie to inaczej się sprzedaje. Zupełnie jakby inny autor był. To jest w ogóle też, już o tym mówiliśmy, duży ukłon dla autora. Dziś taka cukierkowa ta audycja wychodzi, ale trudno. Duży ukłon, bo zobacz, jak się przepoczwarzył. To jest inny autor.
[02:13:17] - Widzisz, jak ty mówisz, że się przepoczwarzył, to ja tego niespecjalnie dostrzegam, bo nasz świat jest również magiczny, Marku. Zwróć uwagę, co potrzebował kiedyś czarownik, żeby kogoś zakląć albo odczynić w kamień. Musiał zrobić pstryk i już się stało. A co dzisiaj robi każdy użytkownik internetu? Robi pstryk, włącza internet i już się dzieje. Włącza sobie telewizor, pstryk i ma. To jest przecież magia dla 99% tego, jak się ogląda tych Aborygenów z Brazylii czy prawie jeszcze ludożerców. Już co prawda w koszulkach z reklamami Coca-Coli czy innych i tak dalej. Jak mają te smartfony albo te komórki, dla nich to jest magia przecież. Oni robią rzeczy magiczne, nie mają zielonego pojęcia, jak to działa i nie muszą wiedzieć.
Wystarczy, że Amerykanie to wyprodukowali, a oni się tym posługują. Po prostu robią pstryk. Magia, magia, magia.
[02:14:26] - Niech ci będzie. Chociaż myślę, że to są jednak zupełnie inne, to, że światy to oczywiście, ale inne podejście chyba do pisania było przy tym cyklu „Lodowego Ogrodu” i przy „Helu 3”. To jest moja prywatna teoria i ja sobie dam, nic sobie uciąć nie dam. Przepraszam, nie dam. W każdym razie takie jest moje podejrzenie, że dlatego ta książka takie emocje wzbudziła. Mówiliśmy to już dzisiaj, bo miał być kolejny „Lodowy Ogród”, a wyszedł „Hel 3”. I bardzo dobrze. Cóż, Wiktorze, czy my jesteśmy jeszcze w stanie coś powiedzieć na temat książki „Hel 3”?
[02:15:07] - Tak, żeby następna książka nie była do niej podobna.
[02:15:11] - O!
[02:15:12] - Tak samo, jak ona nie jest podobna do-
[02:15:16] - Czyli jednak się podpisujesz pod moją sugestią, żeby jednak nie powstawał drugi „Hel 3”.
[02:15:22] - Pewnie, że tak. Jestem w pełni usatysfakcjonowany tym, co otrzymałem i teraz chcę co innego, a nie więcej.
[02:15:30] - A to zapytamy, bo jak będziemy pod koniec czerwca w Mierkach, to zapytamy Jarosława Grzędowicza.
[02:15:37] - Przypalimy ewentualnie ogniem.
[02:15:40] - Co tam knuje. Co tam ciekawego knuje.
[02:15:42] - I wysypie spokojnie.
[02:15:44] - Tak. No to cóż, proszę państwa. To jak już wszystko powiedzieliśmy, co do powiedzenia mieliśmy, to wypada nam-
[02:15:51] - Zamilknąć.
[02:15:52] - Zamilknąć też, ale to za chwilę. Bo wiesz, mnie tak łatwo nie jest wyłączyć. Muszę jeszcze sobie troszeczkę pogadać.
[02:15:58] - Muszę sobie jakiegoś obłóźka sprawić.
[02:16:00] - No tak, to wtedy będzie szybkie wyłączenie audycji. Natomiast ja muszę jeszcze powiedzieć, że za dwa tygodnie będziemy mieli audycję, która tych wszystkich, którzy nie lubią fantastyki naukowej, powinna przyciągnąć, bo będzie autor znany, aczkolwiek z innych powieści. Bo jak dzisiaj zaproponowałem Wiktorowi tę właśnie powieść Konwickiego, bo o nim będziemy rozmawiać.
[02:16:33] - Aż podskoczyłem.
[02:16:34] - Tak, bo Wiktor powiedział: „Znam to, znam to, a tej nie znam. Tej znam tylko okładkę”. Będziemy się brali do lektury. Ja już po lekturze, Wiktor przed lekturą. Chyba jedyna książka, której nie czytałeś Konwickiego.
[02:16:49] - Oczywiście, że jedyna.
[02:16:49] - Bo wszyscy znają „Małą Apokalipsę”. Wszyscy znają „Zwierzo-człowieko-upiora”, jeszcze kilka innych. Ale jest taka powieść, która powinna wszystkich zainteresować. Powiem tak, jeszcze z takich ciekawostek, to jest powieść, która podobno sprawiła, że w latach 60. Konwicki-
[02:17:19] - Wypadł za burtę prawomyślnego myślenia.
[02:17:23] - Dostał zakaz publikacji po prostu. Bo to, co przedstawił w książce i tu już wreszcie zdradzę tytuł „Wniebowstąpieni”. O tej książce będziemy rozmawiać.
[02:17:38] - Także naprawdę nie za „Małą Apokalipsę”, tylko za „Wniebowstąpieni”. Że to się nie dziwię.
[02:17:46] - Ja przypuszczam „Wniebowstąpieni” pierwszy raz to było w latach 60., a później za „Małą Apokalipsę” to już jeszcze dodatkowo dostał. To tam spokojnie. Natomiast to była pierwsza książka, która wzbudziła czujność władz socjalistycznych, bo Konwicki przedstawia tam Warszawę inną, niż chciałaby władza socjalistyczna. Takie miejsce tajemnicze, nieco, ja nie waham się użyć tego słowa, upiorne. To jest naprawdę niezła książka.
[02:18:26] - Zobacz, jak to koresponduje z tym, co żeśmy dzisiaj przez parę godzin omawiali. A co Grzędowicz robi? Przedstawia, że tak powiem, tą Warszawę albo i całą Polskę może trochę nie tak, jakby to Bruksela chciała widzieć.
[02:18:42] - Pewnie tak. W każdym razie za dwa tygodnie zapraszamy. Tadeusz Konwicki „Wniebowstąpieni”. O tym sobie porozmawiamy. Cóż, za tydzień oczywiście ABW. Tym razem „Cyberjockey” już będzie. Tomek nam wyzdrowiał, w związku z tym pojawi się kolejna część, ale będą też kolejne opowiadania Juriana. Ale nie tylko.
[02:19:11] - Przede wszystkim znowuż, co zaczyna być straszliwie nudne, znowuż będziemy my.
[02:19:18] - My. Faktycznie, jak sobie o tym pomyślę, to rzeczywiście zaczyna wiać nudą. Nudą i beznadzieją, bo my, my i znowu my. I jak zwykle my.
[02:19:30] - Ale za każdym razem inni trochę.
[02:19:32] - Trochę starsi.
[02:19:34] - Wymiana tych molekuł.
[02:19:36] - Tak? Tak podobno. Słuchaj, myślę, że to na dzisiaj już będzie wszystko. To na dzisiaj będzie wszystko. Zapraszamy zatem za tydzień i za dwa tygodnie. Życzymy wszystkim samych dobrych lektur, samego dobrego natchnienia pisarskiego, ale też ciężkiej pisarskiej pracy. Wszystkiego dobrego.
[02:19:59] - Ja mam tylko taką uwagę, że słusznie zapraszasz za tydzień i za dwa, ale za trzy to już nie, bo nie wiadomo według Grzędowicza, czy to będzie jeszcze do czego.
[02:20:11] - Tak jest. Ale jeszcze się przypomnę, że jutro, czyli w sobotę o 19.00 zapraszamy na rozmowę o fantastyce. Przypomnę tym, którzy się spóźnili na początek audycji, że będziemy rozmawiać. To będą takie wakacyjne polecanki. Porozmawiamy o różnych podgatunkach science fiction i fantasy i w ramach tych podgatunków polecimy państwu kilka ciekawych tytułów. Nie tylko my, znaczy Wiktor i ja, ale będą też licznie zgromadzeni uczestnicy tejże rozmowy. Będzie Krzysztof Sokołowski. Przepraszam, powinna być pierwsza Marta Kładź-Kocot. Krzysztof Sokołowski, Mirosław Gołuński.
[02:20:58] - Pani doktor Marko. Pani doktor.
[02:21:01] - Będzie Tadeusz Krajewski. Wiesz co, ja się boję, bo tutaj jeszcze jest też pan doktor.
[02:21:09] - Poza tym nigdy nie wiadomo, bo dzisiaj pani doktor, a może jutro już pani profesor będzie.
[02:21:14] - Habilitacja. Przypomnę tylko, że Mirosław Gołuński to człowiek zdążający mylowymi krokami w kierunku habilitacji. Książkę habilitacyjną mieliśmy na antenie, co też ważne. W związku z tym tytułami się nie szastam, ale ważne są przecież osoby i to na pewno osoby kompetentne. Wszystko ludzie, którzy dużo fantastyki czytają. O tym mogę zapewnić.
[02:21:45] - Ale Marku, najważniejsze to jest to, że potrafią być również rozrywkowi, gdyż myślą nieszablonowo.
[02:21:52] - To jak najbardziej. Możecie być państwo zaskoczeni tymi propozycjami. A ja wiem, o kim jeszcze zapomniałem.
[02:22:01] - No.
[02:22:03] - Wiem, o kim jeszcze zapomniałem.
[02:22:04] - No nie, wiadomo, że o...
[02:22:06] - Andrzej Kruk „Apeld”.
[02:22:10] - Andrzejek zwykle tak siedzi cicho i trzeba go ciągnąć za język.
[02:22:13] - A wiesz, kiedy sobie przypomniałem, że zrobiłem faux pas? Bo ja wiem, że propozycje tego właśnie uczestnika rozmowy będziecie państwo słuchać z uwagą na pewno, bo to człowiek, który fantastykę czyta ohoho, a może i dłużej. Czyli tak właściwie od kilkudziesięciu lat bez przerwy. I jak już mówi, to wie, co mówi.
[02:22:38] - To jeszcze nie oszalał? Umie czytać?
[02:22:41] - No widzisz.
[02:22:44] - Ciekawe.
[02:22:46] - No to cóż, dziękujemy państwu bardzo. Dobrej nocy życzymy.
[02:22:50] - Pa, pa.
[02:22:51] - A mówili te słowa do państwa jak zawsze gospodarze Bibliotekarium Marek Żelkowski i Wiktor Żwikiewicz. Audycję jak zawsze od strony technicznej obsługiwał Marek Sęk "Ivellios". Radio Paranormalium, paranormalny głos w twoim domu. Dobranoc i do usłyszenia ponownie już jutro w rozmowach o fantastyce o 19:00. Za tydzień w ABW i za dwa tygodnie w normalnym kolejnym Bibliotekarium. Produkcja i realizacja Radio Paranormalium. www.paranormalium.pl