[00:02] - W szerokim oceanie świadomości znajduje się wyspa. Ową wyspę porasta gęsty las. W dalekiej głębi tego właśnie lasu znajduje się słoneczna polanka. Przy tej oto polance w gorących promieniach słońca stoi sobie pewna magiczna chata. Właśnie tam żyje pewien mistyk. Mam na imię Bart i zapraszam wszystkich serdecznie do wysłuchania programu „Chata mistyka". Namaste. Namaskar. Sat Sri Akal. Pozdrawiam wszystkich bardzo gorąco i bardzo słonecznie.
Tradycyjnie już na samym wstępie bądźcie pozdrowieni, drodzy szanowni goście, wizytatorzy „Chaty mistyka". Po bardzo długiej nieobecności w chacie powracam. Oczywiście drzwi do chaty zwykle stoją otworem, więc zapraszam do odwiedzin archiwum „Chaty mistyka". Natomiast dzisiaj kolejna nowa opowieść po bardzo długim czasie mojej nieobecności w chacie, spowodowanej paroma drobiazgami, które stanęły na przeszkodzie w produkcji nowych opowieści, nowych odcinków. Między innymi paromiesięczne przygotowania do mojej kolejnej wyprawy do Indii. Otóż pod koniec grudnia zeszłego roku, roku 2018, rozpocząłem bardzo skrupulatne przygotowania do mojej kolejnej wizyty w aśramie w centrum jogi Isha w południowych Indiach. Ten program jogi o tajemniczej nazwie samyama, o którym to zresztą za chwilę pokrótce opowiem, jest dosyć ważnym wydarzeniem w moim rozwoju duchowym. Jest to pewnego rodzaju głęboki proces energetyczny, proces karmiczny również, do którego należało się bardzo skrupulatnie przygotować. Pomimo tego, że sam program w marcu trwał jedynie osiem dni. Program, w którym to uczestnicy brali udział w kompletnym milczeniu, gdzie byliśmy zachęceni do tego, aby oddać nasze telefony na czas odbywania się owego programu jogi.
Także żadnych gadżetów elektronicznych, żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Niedozwolone były również książki, różnego innego rodzaju materiały, które można ewentualnie czytać. Natomiast program był tak ściśle i skrupulatnie zaprojektowany, że nawet gdyby któryś z uczestników posiadał książkę, podejrzewam, że nie miałby po prostu czasu i sposobności, aby tę książkę podczas tych ośmiu dni otworzyć. Więc program na bardzo wysokim logicznym poziomie, że tak powiem. Praktyka samyama jest kulminacją, jest takim zwieńczeniem paru poprzednich technik jogicznych, z którymi to zapoznałem się w ciągu ostatnich paru lat, uczęszczając do tego aśramu w południowych Indiach. Więc szalenie istotny był ten okres przygotowań do owych ośmiu dni. Ośmiu dni siedzenia w medytacji, siedzenia w ciszy, gdzie poziomy nabudowywanych przez uczestników energii sięgały po prostu zenitu. Za chwilę podzielę się z wami paroma moimi przeżyciami. Pojawiło się parę emocji podczas tego okresu. Natomiast bardzo istotne było to, aby właśnie przygotować się do tego programu.
Otóż zalecany okres przygotowań poprzedzający uczestnictwo w owym programie jogi to było 60 dni. Mnie udało się wyłuskać dodatkowe 10 dni, więc mój okres przygotowań trwał 70 dni przed moim wylotem do Indii. Czas bardzo skrupulatnie zaprojektowany, praktycznie każdy dzień wypełniony po brzegi aktywnościami. Wiązało się z tym mnóstwo praktyk hatha jogi, czyli yoga asany, czyli tak zwane postury fizyczne, postury geometryczne. Sposób, w którym to jesteśmy w stanie zliniować się w pewien magiczny sposób z geometrią tej planety, ale nie tylko. Z geometrią właściwie całej galaktyki, całego kosmosu. Na tym polega rzetelna praktyka hatha jogi. Oprócz tego wielogodzinne praktyki tak zwane yoga kriyi. Kriya, czyli akcja wewnętrzna. Jest to umiejętność, czy też sposobność do tego, aby przemieszczać, czy też w sposób świadomy poruszać energiami życiowymi, które to w nas tkwią.
To jest sprawa, która wymaga inicjacji. Jest to sprawa, która wymaga długotrwałej praktyki. Ja zajmuję się tą techniką, tą technologią właściwie już od paru lat. Właściwie dzień w dzień. Więc przynosi na pewno ona skutki i pozytywne rezultaty. Oprócz tych dwóch rzeczy oczywiście długie godziny siedzenia i medytacji. Wszystko to po to, aby przygotować umysł do tego niesamowitego przedsięwzięcia, którym był ten kulminacyjny program o nazwie Samyama. Oprócz tego wspomnę jeszcze, że oczywiście towarzyszyła mi odpowiednia dieta. Tylko dwa posiłki dziennie przez te 70 dni. Tak zwana dieta jogiczna, tak zwana dieta sattvic, czyli tylko i wyłącznie produkty pochodzenia roślinnego w tym wypadku, czyli totalnie wegańska właściwie dieta bez udziału żadnego rodzaju nabiału czy też mleka, czy innych produktów pochodzenia zwierzęcego.
Wymogiem było również to, aby 50% mojego pożywienia to były surówki, czyli właściwie surowe warzywa. To było poniekąd wyzwanie, dlatego, że przygotowywałem się do tego procesu w miesiącach styczeń, luty. Oczywiście w Europie wówczas jest zima, więc radziłem sobie z tym, aczkolwiek ta temperatura na zewnątrz nie sprzyjała za bardzo właśnie tego typu diecie surówkowej. To głównie kojarzy się z pewnym wychłodzeniem organizmu, więc musiałem dosyć mocno dbać o swoją kondycję nie tyle psychiczną, mentalną, ale również fizyczną. Ale do tego właśnie skłania cały ten proces, aby odciąć się od naszych codziennych zaprogramowanych zachowań i kompletnie poświęcić się temu procesowi właśnie po to, aby oczyścić nie tylko umysł, ale również organizm. Rezultatem jest to, że podczas tych ośmiu dni mamy za zadanie doświadczyć po prostu tej niesamowitej puli energii, która jest serwowana w naszą stronę. I dlatego ten okres przygotowawczy jest szalenie istotny. Jest prawdopodobnie jedną z najbardziej istotniejszych części całego tego programu. Ludzie, którzy nie przygotowywali się do tego programu rzetelnie lub przygotowywali się, ale w dużo mniejszym stopniu ze względu na różnego rodzaju wymówki, że tak powiem, które to pojawiają się w życiu końcowo, docelowo dosyć mocno ucierpieli i było to łatwo zauważalne. Za chwilę opowiem troszeczkę więcej na temat tego programu, ale to trochę potroszę tytułem właśnie wymówek moich, dlaczego nie było Chaty Mistyka do tej pory przez tyle miesięcy.
Więc jestem już w Indiach, jestem w Pendżabie, ponownie jestem w Pendżabie. Po drodze wydarzyło się naprawdę sporo. Za chwilę potroszę o tym wszystkim opowiem. Dzisiejszy odcinek jest dosyć mocno improwizowany. Dzisiejszy odcinek jest troszeczkę podróżniczy, troszeczkę mistyczny, jak to zwykle bywa w Chacie Mistyka. Siedzę sobie w buszu, jak to lubię, w krzakach po prostu. Wokół mnie słychać przepiękne dźwięki przyrody, takie prawdziwe tło. To nie są żadne nagrania, które tam w tle zwykle prezentuję śpiewających, ćwierkających ptaszków. Tutaj te wszystkie dźwięki są na żywo. Dzisiaj troszeczkę wietrznie, więc być może raz na jakiś czas zadmucha do mikrofonu.
Być może też przejedzie jakiś motor raz na jakiś czas. Dlatego, że pomimo tego, że siedzę w lesie, to nie jestem aż tak bardzo daleko od drogi. No i co? Weźmy może sobie trzy głębokie oddechy, skoro jesteśmy w tym lesie. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy tutaj razem. Jesteśmy tutaj wspólnie, pośród tej przepięknej zieleni, soczystej zieleni. Matka natura, która otacza mnie w tym momencie, prezentuje swoje wdzięki. Siedzę na takiej suchej ściółce leśnej, pośród takich grup bambusów, pośród takich dużych pęków bambusa. I dlatego proponuję już na samym wstępie wziąć sobie trzy głębokie, świadome oddechy. Dlatego drogi słuchaczu, droga słuchaczko, jeżeli robisz w tej chwili cokolwiek innego poza słuchaniem Chaty Mistyka, to proszę, żeby na chwilę udało się wygospodarować dosłownie minutkę czasu.
Zostawmy wszystkie przedmioty, które posiadamy w rękach, w dłoniach w tym momencie. Być może pracujemy przed komputerem, być może klepiemy coś w klawiaturę. Jeżeli na minutkę możemy pozostawić te wszystkie czynności. Jeżeli nosisz okulary, ściągnij na chwilę okulary, nie będą ci potrzebne. Zamknij oczy. Posłuchaj dźwięków tego przecudnego, magicznego lasu, w którym to siedzę. Teraz bardzo świadomie, z pełną uważnością, poprzez nos weź głęboki, bardzo głęboki wdech. Wypełnij płuca po brzegi. Zatrzymaj powietrze na parę sekund i wypuszczając powietrze nosem zrelaksuj się. Teraz weź drugi bardzo głęboki wdech nosem, aż po brzegi płuc.
Zatrzymaj powietrze na chwilę, na parę sekund i wypuszczając powietrze nosem, zrelaksuj się jeszcze bardziej. Teraz weź trzeci, bardzo głęboki, oczyszczający wdech. Zaciągnij tą praniczną energię wewnątrz siebie. Zatrzymaj powietrze w płucach na parę sekund i wypuszczając powietrze nosem, zrelaksuj się kompletnie. Kontynuuj oddychanie w normalny, naturalny sposób. To jest, moi drodzy, jedna z najprostszych, najkrótszych praktyk, które jeżeli poświęcimy jej odpowiednią dozę uważności, to ta praktyka oddychania jest w stanie wyciągnąć nas na dużo wyższy poziom świadomości i uczestnictwa w tym fenomenie, którym jest życie. Ja już od dłuższego czasu zachęcam wszystkich do świadomego oddychania. Jeżeli naprawdę nie masz czasu w ciągu dnia, to poświęć samemu sobie, samej sobie, swojej prawdziwej istocie dosłownie tę minutę i pooddychaj świadomie. Jeżeli jesteś w stanie robić to dłużej, rób to dłużej. Zrób to przez pięć minut, 10 minut.
Jeżeli medytujesz, jeżeli jesteś w stanie wysiedzieć w pozycji ze skrzyżowanymi nogami na podłodze, z wyprostowanymi plecami, z zamkniętymi oczami. Jeżeli jesteś w stanie siedzieć i słuchać swojego oddechu, przyglądać się swojemu oddechowi przez pół godziny, przez 45 minut, przez godzinę, to naprawdę świetnie, wybornie. Polecam te praktyki tak często, jak tylko nadarza się ku temu sposobność. Najczęściej jednak bywa tak, że tę sposobność musimy sami sobie stworzyć. Inaczej po prostu pojawia się zbyt wiele wymówek lub zapominamy o tym, że praktyka duchowa to jest właśnie coś, co musimy kultywować. To jest coś, co musimy kontynuować właściwie dzień w dzień. To jest ta duchowa sadhana. W języku sanskryt nazywa się to sadhana, czyli narzędzie, które jest w stanie umożliwić nam osiągnięcie celów. A celem jest wyzwolenie. Celem jest przebudzenie się i dostrzeżenie prawdziwego wymiaru tej rzeczywistości i dostrzeżenie tego fenomenu, którym jest życie, którym jest ten niesamowity pęd życia, ta siła życiowa, która powoduje, że tutaj jesteśmy i warto to docenić.
Więc ja opowiadałem przed chwilą troszeczkę o moich przygotowaniach do programu jogi w Indiach. Te wszystkie praktyki: hatha joga, kriya, medytacje, dieta, te wszystkie wyrzeczenia poniekąd. Nie wspomniałem również o tym, że oczywiście nie używałem żadnych stymulantów, czyli odstawiłem praktycznie z dnia na dzień kawę, herbatę i cukier. Oprócz tego w diecie nie powinny znajdować się tego typu warzywa jak czosnek i cebula, czy też ostre papryczki. Dlatego, że pomimo, że tak okrzyknięte jako tak zdrowe, to jednak są to substancje medyczne. Są to bardzo silne lekarstwa, antybiotyki, jak zresztą zdajemy sobie sprawę, czosnek chociażby. Jestem zdania takiego, zresztą nie tylko ja, że produkty medyczne, lekarstwa powinniśmy zażywać tylko wtedy, kiedy jest ku temu potrzeba, kiedy one są niezbędne. Dlatego, że jeżeli stosujemy chociażby czosnek na co dzień, to on wyjaławia po prostu bardzo mocno naszą florę bakteryjną. Gdzie oczywiście te bakterie są nie tylko negatywne w naszym przewodzie pokarmowym, ale znajdują się tam bakterie, które są pozytywne dla naszego trawienia, dla naszego systemu immunologicznego, czyli dla naszego systemu odpornościowego. Więc nie pozbywajmy się ich tak lekkomyślnie, bo one też chcą żyć, one też tworzą część naszego systemu.
Żyjemy w symbiozie z tym mikrosystemem. Nie zapominajmy o tym. Ale tyle tytułem moich wymówek i tyle opowieści na temat przygotowań. Pod koniec lutego udało mi się wylecieć w końcu. Oczywiście przez te dwa miesiące nie byłem w stanie pracować, więc całe moje wysiłki skierowane ku temu, aby zaoszczędzić pieniądze na wylot, na podróż do Indii w tym roku skupiły się na koniec zeszłego roku. Bardzo mocno musiałem przycisnąć, żeby zapewnić sobie fundusze na tą nową wyprawę, żeby być w stanie kupić bilety lotnicze i tak dalej, więc jest to również wyrzeczenie. Nie jest to nigdy sprawa prosta, jest to tylko i wyłącznie kwestia zaplanowania swojego czasu i zarysowania swoich priorytetów. To, co jest najistotniejsze wydarzy się, ale zwykle ku temu po prostu jest potrzebne troszeczkę dedykacji, być może troszeczkę wysiłku. Także ja również za dużo pieniążków nie mam. Zawsze muszę się zatroszczyć o to, aby wyprodukować tą potrzebną pulę pieniędzy na kolejną wyprawę.
Robię to od wielu lat, więc jestem przyzwyczajony do tego stylu życia, do tego typu pracy. Pracuję bardzo intensywnie przez parę miesięcy po to, aby później móc uczestniczyć w tym wspaniałym fenomenie życia tutaj w Indiach, w miejscu, które przepełnione jest różnobarwną kulturą i jest chyba jedną z najbardziej duchowych lokalizacji sprzyjających rozwojowi duchowemu na tej planecie. Więc koniec lutego, dosłownie ostatnie dni lutego, wylot z Londynu. Wylądowałem w Indiach, w części, która nazywa się Goa. Jest to bardzo popularna lokalizacja dla wszystkich wycieczkowiczów. Pojawia się tam mnóstwo barwnych postaci z całego świata. Jest to typowy festiwal hipisiarski. Ludzie, którzy – w pozytywnym tego słowa znaczeniu oczywiście – z różnych zakątków świata pojawiają się, aby dać upust swej wyobraźni, swoim talentom twórczym, po to, aby zaprezentować swoją energię, aby pomóc innym, aby nauczyć się od innych czy też nauczyć innych, wymienić się doświadczeniami. Przepiękna sprawa. Miejsce daje ku temu naprawdę mnóstwo sposobności, mnóstwo wolności.
I to wszystko się dzieje. To nie tylko artyści muzyczni, ale cała plejada różnego innego rodzaju artystów, tancerzy, joginów, masażystów, ludzi, którzy posiadają niesamowite zdolności. I tak dalej. Także wylądowałem na Goa, ale tylko po to, aby przesiąść się do kolejnego samolotu, którym to udałem się na południe Indii. Tam znowu powitała mnie radosna atmosfera ashramu Isha Yoga Center. To jest naprawdę przepiękne miejsce. Miejsce, w którym spędziłem wiele miesięcy, o czym wspominałem w poprzednich naszych spotkaniach. Miło znowu pojawić się w tym miejscu. Miejsce, które na okrągło się rozwija, dlatego, że zainteresowanie tą grupą, zainteresowanie tym stylem jogi, tym klasycznym stylem jogi oraz programy, które są prowadzone w ashramie sprawiają, że zainteresowanie jest coraz większe. Pojawia się mnóstwo nie tylko lokalnej ludności z różnych zakątków Indii, ale pojawia się też mnóstwo obcokrajowców.
Myślę, że w ashramie jest, śmiało mógłbym powiedzieć, około 10, może 12% ludzi pochodzących spoza Indii. Więc miło znowu było zobaczyć znajome twarze. Miło było zobaczyć, spotkać się z nowymi ludźmi. Miejsce przepiękne, pośród drzew kokosowych, pośród drzew owocowych. Również znajdują się tam drzewa, które kwitną przepięknie pachnącymi kwiatami. Szczególnie wieczorami daje się zauważyć tą słodką woń różnego rodzaju kwiatów, które znajdują się na terenie tego ośrodka. Oczywiście bose stopy wszystkich uczestników tego przedsięwzięcia, dlatego, że w ashramie chodzi się na boso. Nie ma takiego obowiązku, ale tak jest po prostu najlepiej. Poprzez stopy ugruntowiamy się bardzo mocno, utożsamiamy również z naszą planetą, której jesteśmy częścią. Ta planeta jest częścią nas, my jesteśmy częścią planety.
Warto to zauważyć. Także naprawdę w ashramie wspaniała atmosfera. Oczywiście przepyszne jak dla mnie jedzenie. Jedzenie właściwie praktycznie wegańskie. Poza tym, że pojawia się tam taka serwatka z mleka krowiego i czasami taka łyżka klarowanego masła, jeżeli ktoś sobie życzy jako taki smakołyk, jako taki tłuszcz na górze kaszy czy innych potraw warzywnych, to oprócz tego właściwie dieta prawie czysto wegańska. Różnorodność świeżych warzyw, różnorodność owoców sezonowych, które serwowane są na okrągło podczas posiłków. Tylko dwa posiłki dziennie, ale bardzo wydatne. Moim zdaniem bardzo smaczne. No i co? Parę dni eksploracji w ashramie Isha.
Dużo nowych budowli pojawiło się od mojego ostatniego pobytu. Widać ten rozwój, tą ekspansję. Ale to wszystko po to, aby zakwaterować, dać sposobność uczestniczenia w tych procesach jak największej ilości ludzi. Tym razem również pojawiłem się tuż przed bardzo specyficznym wydarzeniem. Raz w roku w centrum jogi Isha odbywa się celebracja najciemniejszej nocy w ciągu roku. Jest to proces, który determinowany jest zależnościami astronomicznymi, w których to uczestniczy nie tyle nasza planeta, ale również my sami. Otóż noc Maha Shivaratri jest to noc tak zwanego nowiu, czyli nie ma tego odbicia promieni słonecznych od księżyca. Dzięki temu widać oczywiście mnóstwo gwiazd. Takich nocy, podobnie jak nocy pełni księżyca, w roku jest mniej więcej 12. Więc jest 12 pełni.
Czasami jest to 13 pełni w roku. To zależy. To się również zdarza. Ale jeżeli podążamy procesami jogicznymi, jeżeli zagłębiamy się w technologię, którą jest Hatha Joga. Wspominałem już o tym parokrotnie. Samo słowo „hatha” oznacza słońce i księżyc. Inaczej jest to surya i chandra. Surya w języku sanskryt oznacza słońce, chandra oznacza księżyc. Ale sama hybryda, słowo Hatha Joga oznacza zespolenie tych elementów, które są tak mocno istotne dla naszego funkcjonowania, dla naszego bytu. Jest to to, co determinuje, w pewien sposób określa naszą formę w tej ramie cielesności tutaj, na tej planecie.
Bardzo często nie zauważamy tych bardzo istotnych czynników, od których jesteśmy zależni, z którymi współpracujemy. A pomimo tego, że tak potężne, to gorące, emanujące światłem słońce na niebie jest bardzo istotne dla naszego życia, dla naszego funkcjonowania tutaj, w tym układzie. Tak samo jest z naszą planetą Ziemią i tak samo jest również z Księżycem. Opowiadałem o tym już wielokrotnie, więc tutaj nie będę się powtarzał. Aczkolwiek sztuka odnajdywania i posługiwania się tą kosmiczną geometrią jest w praktykach jogi bardzo istotna. To jest właśnie Hatha Joga. To są te postury, to są te asany fizyczne, to są te postury ciała, które umożliwiają nam zestrojenie się z tą kosmiczną melodią, z tym kosmicznym rezonansem. Umożliwiają nam zliniowanie się z pewnymi prawidłami geometrycznymi, które zachodzą w tym procesie, w tym układzie. Więc Maha Shivaratri to potężny festiwal, który organizowany jest raz do roku właściwie na terenie całych Indii. Natomiast ten w Ashramie Isha jest zdecydowanie już od wielu lat przodującym wydarzeniem pod tym względem.
Chociażby ze względu na ilość uczestników, którzy pojawiają się w Tamil Nadu, w południowej części Indii, aby wziąć udział w tym niesamowitym wydarzeniu. Opowiadałem o Maha Shivaratri już parokrotnie, już na samym początku naszych spotkań w „Chacie Mistyka”, kiedy to sam zapoznałem się z tym procesem po raz pierwszy. Jeżeli podążamy technologią jogi, jeżeli rozumiemy, na czym ta technologia polega. Technologia, czyli to, co ma za zadanie działać, co ma za zadanie przynieść nam określone skutki, to zrozumiemy również w bardzo prosty sposób, że tego konkretnego dnia, tej konkretnej nocy właściwie, nocy Maha Shivaratri, układ galaktyczny liniuje się. To znaczy planety tego układu liniują się. Oczywiście to wytwarza bardzo istotny, bardzo mocny rezonans energetyczny, którego my jako ludzie, jako istoty ludzkie, jesteśmy również częścią i w którym to współuczestniczymy, czy nam się to podoba, czy nie. Dlatego, że jest to jedno z większych prawideł funkcjonowania w tej rzeczywistości dla nas. Ta nasza forma fizyczna, ta forma cielesna, w której przejawiamy się. Idąc dalej tym tropem, przejawiamy się jako te indywidualne jednostki świadomości. O tym często rozważam w „Chacie Mistyka”, aczkolwiek dzisiaj nie o tym.
Więc o co chodzi w nocy Maha Shivaratri? Jest to umiejętność wykorzystania tej linearności, tego zliniowanego układu galaktycznego. Chodzi o to, że nasz kręgosłup jest solidną anteną, można by powiedzieć kosmiczną anteną. Jogini wiedzą o tym od wielu tysięcy lat i kręgosłup jest bardzo istotnym elementem naszego funkcjonowania i naszych odczuć, naszej interakcji ze światem zewnętrznym, ale również jest to narzędzie, które wykorzystywane jest do zagłębiania się w te procesy wewnętrzne, w te procesy duchowe. Więc kręgosłup jako taka potężna antena kosmiczna, nakierowana, dostrojona w odpowiedni sposób, jest w stanie odebrać sygnał. To jest dokładnie na tej samej zasadzie jak antena, jakaś taka stara antena telewizyjna czy też radiowa. Oprócz tego, że urządzenie jest, to musimy być w stanie to urządzenie dostroić. Musimy być w stanie to urządzenie wykorzystywać. Obojętnie od tego, co by tym urządzeniem było, musimy umieć się tym urządzeniem posługiwać. Sam fakt posiadania jakiegoś gadżetu czy urządzenia, jak sobie dobrze zdajemy sprawę, nie prowadzi nas do jakichkolwiek pozytywnych skutków, dopóki nie jesteśmy w stanie używać tego urządzenia.
Więc zwykle musimy się nauczyć używać tego urządzenia. Jeżeli mamy instrukcję obsługi, to świetnie. Natomiast przychodzimy na ten świat bez instrukcji obsługi do tego organizmu, do tego wspaniałego gadżetu, którym jest nasz organizm ludzki, co jest troszeczkę komplikacją. Oczywiście pojawiając się w tym świecie z kompletną amnezją, nie pamiętając kompletnie żadnych swoich poprzednich doświadczeń, naszych odwiedzin tego typu rzeczywistości, być może w tej samej lub bardzo zbliżonej pod względem swojego charakteru. Tutaj już wkraczam na głęboki temat reinkarnacji, ale dzisiaj również nie o tym. Ale to mam na myśli, kiedy mówię o tej instrukcji obsługi. Często mamy problem, żeby w ogóle skumać, w jaki sposób mamy żyć to życie w sposób prawidłowy, w sposób zgodny z naturą. Natura to jest takie właściwie prawo. Jeżeli robisz coś przeciwko prawu, to zostaniesz ukarany. Tak to zwykle działa.
Czy jest to prawo ludzkie, czy jest to prawo zwierzęce, czy jest to prawo naturalne, to zwykle, jeżeli robisz coś wbrew temu prawu, jeżeli robisz coś wbrew naturze, to będziesz musiał czy musiała prędzej czy później zapłacić cenę za tego typu poczynania. Więc my mamy za zadanie żyć jak najbardziej w zgodzie z naturą, kiedy przejawiamy się w tym świecie natury. Ale nie zawsze wiemy do końca, jak to zrobić. Nie zawsze do końca wiemy, jak sobie z tym poradzić. Nie każdy ma okazję pojawić się w okolicznościach czy środowisku, które umożliwia tego typu rozwój. Często, wiem to dokładnie z własnego również doświadczenia, zajmuje mnóstwo lat, żeby połapać się, o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Często zajmuje pół życia nam ten proces, aby po prostu się przebudzić, zobaczyć, o co tak naprawdę chodzi w całym tym funkcjonowaniu tutaj i żeby wkroczyć w ogóle na tą ścieżkę poznania, na tą ścieżkę odkrywania prawdy. Ale zawsze warto próbować. Tutaj odbiegłem znowu w jakiś gąszcz dygresji. Natomiast powracając do sprawy Maha Shivaratri, czyli tej szczególnej nocy w ciągu roku.
Sprawa polega na tym, aby po prostu utrzymywać kręgosłup w pozycji pionowej w ciągu tej nocy. Właśnie ta pozycja pionowa sprawia, że planeta liniując się z innymi elementami tego układu galaktycznego, jest bardzo silnym nośnikiem wibracji. Jest bardzo silnym nośnikiem informacji, można by powiedzieć, którą to jesteśmy w stanie pozyskać poprzez dostrojenie tej naszej wewnętrznej kosmicznej anteny, którą to jest kręgosłup. Jogini dawno temu zauważyli, że można oczywiście siedzieć i medytować przez całą noc, ale jest to proces bardzo trudny dla tych, którzy na co dzień nie praktykują długotrwałego siedzenia. Ale jogini zauważyli, że wystarczy po prostu być w pozycji pionowej w ciągu tej nocy, aby skorzystać z tych mas energii, które to serwuje nam sama mama natura. Więc od wielu pokoleń w kulturze hinduskiej istnieje przekonanie o tym, że tego dnia należy utrzymywać sylwetkę wyprostowaną. Nie należy się kłaść, nie należy absolutnie spać tej nocy. Aby umożliwić ten proces organizuje się koncerty muzyczne, organizuje się festiwale po to, aby w dosyć fajnych, sprzyjających warunkach można było tą noc przebyć, przetrwać razem z innymi uczestnikami i żeby było ciekawie po prostu, żeby mieć pewność również, że nie zaśniemy. Właśnie w centrum Isha Yoga organizowany jest potężny festiwal. Ile ludzi uczestniczyło dokładnie nie wiem.
Zwykle plotki mówią o pół milionie uczestników. Ja myślę, że tak na oko szacując, na moje być może niewprawne w szacunkach oko, oceniałbym ilość uczestników tej nocy na jakieś 300 000 ludzi. Czy jest to 300 000 ludzi, czy jest to 500 000 ludzi, to już jest w tej skali różnicą niewielką, dlatego że przedsięwzięcie jest przepotężne i zorganizowane jest to w ten sposób, że praktycznie nie trzeba się o nic martwić. Naprawdę organizacja jest fantastyczna. Aby zagospodarować miejsce dla 300 000 ludzi jest to potężny wkład pracy. Do tego organizacja pod względem artystycznym, scena, nagłośnienie fantastyczne, naprawdę najwyższej jakości dźwięk z wielu głośników, z wielu takich stacji nadawczych. Oprócz tego telebimy, bo oczywiście już kilkadziesiąt metrów od sceny nie widać tego, co odbywa się na scenie, a odbywa się sporo. Cała plejada lokalnych tancerzy, muzyków nie tylko klasycznych, ale również współczesnych. Także naprawdę przepiękna atmosfera. Oprócz tego różnego rodzaju możliwości na spróbowanie lokalnych potraw, stragany z materiałami, z których to można wytwarzać ubrania, również ubrania same w sobie.
Także wszystko zorganizowane jak na najwyższym standardzie, że tak powiem. Energia, pasja i moc, które towarzyszą temu wydarzeniu są niesamowite. Dla mnie był to już trzeci festiwal Maha Shivaratri. Udało mi się uczestniczyć w dwóch poprzednich, także jestem naprawdę zaszczycony, że byłem w stanie uczestniczyć znowu w tym wydarzeniu. Z roku na rok mam wrażenie, że jest to coraz lepsza atmosfera. W tym roku technologia zaprezentowana podczas tej nocy była naprawdę również na bardzo wysokim poziomie. Otóż pojawiły się projekcje, takie animacje na statule Shivy Opowiadałem dawno już temu o postaci Adiyogiego. Adiyogi oznacza pierwszy jogin. To jest ten jogin, który rozpowszechnił technologię jogi właściwie na cały świat. Utożsamiany jest z Śiwą.
Śiwa przez wyznawców religii hinduistycznej uważany jest za boga. Natomiast w tradycji jogi Śiwa jest traktowany jako realna, jak najbardziej fizyczna postać, która zamanifestowała się wysoko w górach w Himalajach. Postać niezwykła, postać niebagatelna, o nadludzkich umiejętnościach, ale właśnie postać, która zamieniła się w mistrza, w mistrza duchowego i mistrza sadhany jogicznej. Człowiek, który, właściwie nie człowiek, bo człowiek to jest złe słowo. Przybysz chyba jest bardziej odpowiednim słowem, który to udostępnił technologię jogi mieszkańcom naszej planety. Opowiadałem o tym parokrotnie na samym początku naszych spotkań w Chacie mistyka. Dla tych, którzy są zaciekawieni tematem polecam odszukanie odcinków pod tytułem Adiyogi 1 i Adiyogi 2. Tam również opowiadałem o tym niesamowitym przedsięwzięciu nocy Maha Shivaratri. Także w ashramie znajduje się potężne popiersie Adiyogiego, Śiwy. Głowa, która ma wysokość 112 stóp, czyli chyba przeliczając to swobodnie na metry jest to wysokość ponad 35 metrów z tego, co pamiętam.
Jest naprawdę potężna struktura, którą widać już z dużej odległości. Trzy lata temu, kiedy była budowana ta struktura, byłem obecny tam na placu budowy. Przyglądałem się temu przedsięwzięciu. Głowa wyrosła w nieprawdopodobnym tempie. Dosłownie z tygodnia na tydzień pojawiła się ta potężna metalowa struktura pierwszego jogina Adiyogiego, utożsamianego z Śiwą, ze wszystkimi jego atrybutami i symbolami. Dlatego, że symbolika tego wizerunku jest bardzo istotna. Każdy właściwie element wizerunku Śiwy jest pulą wiedzy z dziedziny jogi, z dziedziny praktyki duchowej, więc pojawia się tam kobra, wąż, który zwykle wije się wokół szyi. Pojawia się taki księżyc o ostrych krawędziach, który to wpleciony jest we włosy Śiwy. Pojawiają się dreadlocki, czyli takie skołtunione włosy, które to oplatają ramiona Śiwy. Jest również rudraksza, która jest naszyjnikiem pochodzącym z nasion drzewa rudraksza.
Nazywa się to drzewo, które rośnie w wysokich partiach Himalajów. Drzewo produkujące nasiona o bardzo specyficznych wartościach energetycznych, więc tego typu naszyjniki zwykle noszone są przez praktykujących duchową sadhanę w Indiach, ale nie tylko. Na tej potężnej postaci Śiwy w tym roku pojawiła się projekcja, animacja. Naprawdę byłem zaskoczony stylem i mocą tego wydarzenia multimedialnego. Otóż pojawiła się tam w skrócie cała historia tego, jak zamanifestował się w Himalajach sam Śiwa. Historia związana również z jego siedmioma uczniami, tak zwanymi rishi. Saptarishi, czyli siedmiu uczniów Śiwy, którzy to podjęli pracę z samymi sobą po to, aby doznać tego, co wiedział Śiwa. Oni bardzo zapragnęli poznać te tajniki, które to przywiózł ze sobą Śiwa, kiedy to zamanifestował się tutaj, w tej rzeczywistości, na naszej planecie. Ten tajemniczy przybysz o niebieskiej skórze, o bardzo wysokiej posturze. Mówi się o tym, że Śiwa miał ponad dwa i pół metra wzrostu.
Był naprawdę atletycznie zbudowanym człowiekiem. Człowiekiem, który właściwie był w stanie zmieniać swoją formę. Tutaj już być może nie będę kontynuował tego wątku. Opowiadałem o tym wszystkim dawno temu, także zachęcam do odszukania tych epizodów w archiwum. Natomiast ta animacja na popiersiu tej potężnej rzeźby, tej struktury była naprawdę imponująca. Był to show multimedialny, który trwał być może od 15 do 20 minut. Naprawdę niesamowita ilość wrażeń. Do tego oczywiście przepiękne dźwięki, muzyka i narracja. Także oprócz artystów pojawiły się tego typu multimedialne smakołyki w tym roku. Także niesamowita energia i naprawdę wkład pracy wszystkich tych, którzy umożliwili pojawienie się tego wydarzenia.
Naprawdę chwała im za to. Co jeszcze? Poznałem innego jogina z Polski. Poznałem jogina o imieniu Łukasz, którego bardzo serdecznie pozdrawiam. Jeżeli słuchasz tej audycji Łukaszu, to pozdrawiam cię bardzo serdecznie, dlatego, że naprawdę polubiliśmy się. Zaiskrzyła pomiędzy nami przyjaźń. Spotkałem się z Łukaszem wcześniej, ale bardzo sporadycznie i nie było okazji wymiany ani doświadczeń, ani energii. Natomiast tym razem spędziliśmy razem parę tygodni, między innymi właśnie uczestnicząc w tym festiwalu Maha Shivaratri. Łukasz również pojawił się po to, aby wziąć udział w programie Samyama On podszedł do tego procesu przygotowawczego bardzo poważnie. Ja po cichu szczyciłem się wewnętrzną satysfakcją, że udało mi się wygospodarować dodatkowych 10 dni na ten okres przygotowawczy, czyli zamiast 60 dni udało mi się dokonać 70 dni praktyk.
Natomiast mój nowo poznany przyjaciel jogin z Białegostoku wykazał się 130-dniowym okresem przygotowań. 130 dni to jest naprawdę niebagatelny wyczyn. Mówię tutaj o bardzo długich praktykach dziennych. Ja musiałem porzucić pracę, aby temu procesowi sprostać. Łukaszowi udało się z tego powodu, że jest freelancerem. Pracuje w domu, więc był w stanie wygospodarować czas na praktykę, na sadhanę. Dotrwaliśmy do rozpoczęcia programu Samyama. Program, który odbywa się tylko raz w roku, również ze względu na ukształtowanie ciał niebieskich w galaktyce. Odbywa się on tuż po festiwalu Maha Shivaratri jedynie raz w roku. Zwykle w tym programie bierze udział około 1000 uczestników, ale ponieważ program nie odbył się w języku angielskim w zeszłym roku w Indiach, odbywał się w Stanach Zjednoczonych, gdzie również istnieje ashram Ishy i dwa lata temu program był jedynie prowadzony w lokalnym języku tamil, to w tym roku zapisało się na ten program mnóstwo chętnych.
Proces selekcji był dosyć spory. Już w Londynie musiałem udać się na spotkanie przed wstąpieniem na cały proces przygotowawczy. Takie spotkanie, które miało za zadanie zakwalifikować mnie do wzięcia udziału w tym procesie. Koniec końców znalazłem się pośród 3000 uczestników. Uczestników było tak naprawdę 3500 tym razem, natomiast 500 osób to byli stali bywalcy czy też rezydenci ashramu i ci, którzy już brali udział w procesie Samyama wcześniej. Te 500 osób było usytuowanych w innej hali, natomiast w mojej hali, w dosyć sporej hali znajdowało się 3000 ludzi. Wyglądało to w ten sposób, że mieliśmy materace na podłodze tego pomieszczenia, tej potężnej hali. Pomimo dużych rozmiarów tego budynku ludzi, uczestników było tyle, że właściwie materace stykały się ze sobą, czyli nie było pomiędzy nimi praktycznie żadnych alejek do chodzenia, tylko co parę rzędów były takie alejki, którymi można było się przemieszczać. Ja jestem dosyć wysoką osobą, więc znalazłem sobie na szczęście miejsce przy alejce przechodniej, gdzie mogłem sobie troszeczkę bardziej rozciągnąć, wyciągnąć nogi i uniknąć tym samym kopania kogoś w głowę podczas snu. Rozpoczął się program.
Ośmiodniowe przedsięwzięcie w milczeniu pośród 3000 uczestników. Jest to naprawdę piorunujące wrażenie. Jak tylko usiadłem pierwszego dnia, od razu mną tąpnęło. Wydawało mi się, że jestem doskonale przygotowany do tego procesu ośmiodniowego siedzenia długimi godzinami codziennie. Robiłem swoje praktyki dzień w dzień. Wydawało mi się, że jestem naprawdę świetnie przygotowany. Ale żeby nie było zbyt łatwo, to jak tylko usiadłem pierwszego dnia, po paru godzinach poczułem się po prostu chory. Pojawiły się wszystkie dosłownie możliwe objawy grypy i zatrucia pokarmowego, wliczając w to gorączkę, zatkany nos, ból głowy, ból mięśni, ból stawów, biegunkę. I zaczęło się na poważnie. Siedzę pośród 3000 uczestników.
Nikomu nie mogę popatrzeć w oczy dlatego, że jest to jeden z wymogów. Oddałem swój telefon. Nie mam jakiegokolwiek kontaktu z nikim innym. Zero kontaktu z kimkolwiek, nawet w tym pomieszczeniu. Na szczęście zalecane było podczas rozmów kwalifikacyjnych przed programem, aby zakupić serię lekarstw z tego względu, że na wypadek, kiedy coś się wydarzy nie po naszej myśli, to nadal nie jesteśmy w stanie komunikować się z nikim innym, więc dobrze jest mieć lekarstwa na wypadek awarii. Ja zwykle lekarstw nie stosuję, takich typu pigułek i proszków, ale tym razem miałem ze sobą małą kolekcję różnego rodzaju pigułek o różnych dziwnych kolorach. Pomimo tego, że zwykle nie używam lekarstw, to tym razem się przydały, dlatego że naprawdę miałem przez parę dni potężną gorączkę, miałem ból gardła. Najbardziej brakowało mi kropli do nosa dlatego, że nie byłem w stanie po prostu oddychać porządnie w prawidłowy sposób przez pierwszych parę dni. Ale to również sprawia, że doceniasz po prostu to, co na co dzień wydaje się tak normalne i tak zwykłe. To, że jesteśmy w stanie oddychać, że jest ta respiracja, że jest ten wdech i wydech, wdech i wydech.
Coś, co ignorujemy na co dzień, a coś, co jest najbardziej istotnym elementem podtrzymującym właściwie istnienie, nasze życie. Więc nie było łatwo już od samego początku. Oprócz tego jedzenie było bardzo symboliczne. Dosłownie dostawaliśmy na talerz łyżkę surówki, może dwie. Zwykle to były lokalne warzywa, wliczając w to tak zwany ash gourd. W Polsce nie ma takiego warzywa. Nie ma go nawet chyba w innych częściach Europy. Po angielsku nazywa się melon zimowy. Zimowy melon. Jest to bardzo energetyczne warzywo.
To jest jedno z takich superfoods, z takich superpożywień, które produkuje mnóstwo energii. Nie jest to ani słodkie, ani bardzo smaczne warzywo samo w sobie, ale jeżeli dodamy je do sałatki, czy jeżeli wyciśniemy z niego sok, to warzywo ma naprawdę niesamowite walory energetyczne i zdrowotne. Więc sałatki z tym warzywem były serwowane praktycznie na co dzień. Oprócz tego świeże orzechy ziemne. Tego również w Europie nie jesteśmy w stanie zaznać. Kiedy mówię świeże orzechy ziemne, to mam na myśli takie po prostu świeże fasolki, groszki, które namaczane są przez noc w wodzie i później bez gotowania je się je właśnie na śniadanie. Albo w takiej zwykłej, naturalnej swojej formie, albo są dodatkami do różnego rodzaju innych potraw. Oprócz tego jakieś kiełki fasolki mung na przykład, jakiś kawałek arbuza i to praktycznie było całe pożywienie nasze. Do tego jeszcze były podawane takie kaszki rozwodnione. To się nazywa w Indiach kanji.
Kanji to jest po prostu taka bardzo rozwodniona kaszka. Nie jest ona ani słodka, ani jakaś tam supersłona. Jest taka po prostu troszeczkę bez smaku, że tak powiem, aczkolwiek bardzo pożywna, również sprawiająca pojawienie się mnóstwa energii w organizmie. Więc jedzenie ilościowo było podawane bardzo symbolicznie. Wszystko po to, aby jak najbardziej odtruć i odciążyć organizm, żołądek, po to, aby skupić się na innych procesach, które zaczynają przejawiać się w tego typu warunkach. Kiedy mamy pusty żołądek od wielu dni. Nie głodowałem, nie byłem głodny, aczkolwiek żołądek również nie był pełny, więc nie było potrzeby ciągłego trawienia w ciągu dnia. To są bardzo sprzyjające warunki, żeby podjąć tę pracę duchową, żeby podjąć medytację, żeby nie było problemu z tym wiecznym, ciągłym trawieniem. Trzy posiłki dziennie dla dorosłego człowieka jest to naprawdę za dużo. Nie powinniśmy jeść ani trzech posiłków, ani pięciu posiłków dziennie, jak to niektórzy uważają za zdrowe.
Pięć posiłków małych dziennie to jest domena atletów, to jest domena sportowców. To są ludzie bardzo aktywni, którzy mają bardzo szybką przemianę materii i którzy potrzebują energię w małych porcjach, która jest dystrybuowana na cały zakres dnia. Więc jeżeli nie uprawiasz sportów, jeżeli nie jesteś osobą superaktywną, to jedzenie pięć razy dziennie jest absolutnie skandaliczne. Jedzenie trzykrotnie jest już za dużo. Jeżeli masz ponad 30 lat, to twój organizm jest już ukształtowany i właściwie nie potrzebuje tyle pożywienia, ile do tej pory. Więc po 30. roku życia zalecam naprawdę przyjrzenie się diecie, która bazuje na dwóch posiłkach dziennie. Ja zwykle jadam pierwszy posiłek koło godziny 11:00. Przed tym oczywiście z pustym żołądkiem jestem w stanie odbyć parugodzinną praktykę jogi, stosując różne technologie. To naprawdę pomaga.
W tym momencie jesteś już po kilkunastu godzinach postu od swojej kolacji. Kolacja jest jedzona mniej więcej o godzinie 19:00, o godzinie 20:00 najpóźniej, po to, aby również z pełnym żołądkiem nie iść od razu spać. Musi być parę godzin przerwy, zanim udamy się w spoczynek. To wszystko pomaga, tylko jest to inna forma zaprojektowania naszego czasu, naszych zasobów i jest to również inna forma zaprogramowania naszego umysłu. Jeżeli jesteśmy zaprogramowani do jedzenia trzykrotnie i pomiędzy tym jeszcze jakieś snacksy i różnego innego rodzaju podwieczorki, to bardzo ciężko jest wyrwać się z tego typu schematów. Natomiast polecam podjęcie próby. Ja już robię to od wielu lat i naprawdę działa. Nie czuję się ociężały, mam dużo więcej energii i po prostu czuję się wyśmienicie. Chyba tyle mogę na ten temat powiedzieć. Także tutaj oczywiście podczas programu samyama troszeczkę posuwamy się jeszcze bardziej do ekstremum.
Nie jest to takie ekstremum ekstremum, dlatego że pomimo wszystko nadal podawane jest jedzenie. Sytuacją bardziej ekstremalną byłoby, kiedy to nie jest podawane żadne jedzenie przez te osiem dni, co oczywiście jest wyzwaniem, ale jest to jak najbardziej osiągalne. Jest to jak najbardziej możliwe i prawdopodobnie przynosi największe korzyści z uczestniczenia w tym procesie. Aczkolwiek tutaj takie symboliczne porcje dwa razy dziennie w zupełności wystarczały. Także głodny nie chodziłem, natomiast skupiłem się bardzo mocno na procesie. Medytacje od samego początku, od pierwszego dnia zaczęliśmy obserwować nasz własny oddech Uważność oddechu to jest coś, o czym często wspominam. Jest to fenomenalna metoda na to, aby dokonać pierwszego kroku. To właśnie dlatego bardzo często zachęcam was, drodzy goście Chaty Mistyka, aby poświęcić samemu sobie czy też samej sobie dosłownie minutę, czy też trzy w ciągu dnia. Czas, który jest tylko i wyłącznie dla ciebie. Nie dla twojej rodziny, nie dla twoich dzieci, nie dla twojego szefa, nie dla twojego psa, kota i tak dalej.
Tylko po prostu te trzy minuty są tylko i wyłącznie dla ciebie. I uczestnicząc w tym procesie obserwowania oddechu, zacznij od tylko dosłownie trzech. Jeżeli nie masz więcej czasu, jeżeli twierdzisz, że nie masz więcej czasu, zacznij dosłownie od trzech oddechów, ale bardzo świadomych oddechów, tak jak robimy to tutaj razem w Chacie Mistyka. To jest naprawdę fenomenalna metoda, która umożliwi ci otwarcie umysłu i umożliwi pojawienie się nowych sposobności na dostrzeżenie innych aspektów, tych prawdziwych aspektów naszego funkcjonowania w rzeczywistości, funkcjonowania w naturze. To jest pierwszy krok. Nie kończ podróży po pierwszym kroku oczywiście. Jeżeli jesteś zainteresowana, zainteresowany, to bardzo zachęcam ku temu, aby zagłębić się w techniki medytacji. Są to techniki, są to technologie opracowane przez innych dla innych. Rzeczy, które są w stanie ułatwić nam dużo bardziej pojęcie, o co w tym wszystkim chodzi. I właśnie z biegiem czasu, jak to z każdą praktyką bywa, po prostu stajemy się coraz lepsi, coraz bardziej wydajni w owej technologii, co koniec końców przynosi oczywiście również szereg korzyści dla nas.
Aczkolwiek nie robimy tego dla korzyści zdrowotnych czy też fizycznych, czy kondycyjnych w pierwszej linii. To są wszystko rzeczy, które przychodzą równolegle z praktykowaniem jogi, z praktyką medytacji również. Pierwszy krok wykonujemy dlatego, że chcemy po prostu odszukać prawdę. Chcemy poznać prawdę. Chcemy poczuć moment wyzwolenia. Dlatego że wolność jest tą jedną z najbardziej istotnych cnót w życiu każdego z nas. Tych cnót, które to cenimy sobie na najbardziej wysokim pułapie. Także w końcu, po tylu dniach przygotowań i wysiłków, które to związane były z całym czasem poprzedzającym moje pojawienie się w aśramie, w końcu rozpoczął się proces. Proces, który praktycznie eksplodował. Dlatego że, tak jak wspomniałem, po pierwsze rozchorowałem się bardzo poważnie w momencie, kiedy zaczął się cały ten program.
Pierwsze trzy dni to obserwacja własnego oddechu. Coś, do czego zwykle nie jesteśmy przyzwyczajeni. Coś, co zwykle ignorujemy, pomijamy na co dzień. Aczkolwiek teraz pojawia się sposobność, żeby po prostu siedzieć i obserwować swój oddech. Mijają długie godziny, a ty obserwujesz oddech. To nie jest sprawa łatwa, dlatego że umysł serwuje nam różnego rodzaju pułapki. Umysł próbuje nas odstręczyć od tego, aby go właśnie wyciszyć. Dlatego że co się dzieje fizycznie, kiedy skupimy się na oddechu, który jest tym ogniwem łączącym nasze życie z obszarem niebytu, z inną rzeczywistością? To jest ten cykl, który to podtrzymuje procesy życiowe, który to dostarcza nam również tlenu do funkcjonowania. Ale to nie tylko o tlen chodzi w tym procesie.
Jest to również bardzo głęboki rezonans. Jest to częstotliwość. Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech, wydech i tak dalej. Jest to częstotliwość naszego życia, więc poświęcenie odpowiedniej dozy uważności temu procesowi jest tutaj szalenie istotne. Jest to swoistego rodzaju świadomość naszego własnego oddechu. Proces, który nie jest zbyt łatwy, jeżeli nie jesteśmy do niego przyzwyczajeni, jeżeli nie praktykujemy na co dzień owej właśnie skrupulatnej uważności. Proces ten nie jest łatwy. O pojęciu uważności opowiadałem wcześniej w naszym spotkaniu pod tytułem „Uważność”, więc tam troszeczkę wyjaśniam głębiej, na czym to wszystko polega, na czym polega ta praktyka. I również wspomniałem tam o tym, że proces ten wymaga niesamowitych pokładów energii, dlatego musimy tę energię wcześniej nabudować. Musimy ten organizm nasz przygotować do tego, aby ciało nasze siedziało w bezruchu i z pewnego rodzaju swobodą przez tyle godzin, po to, aby mogły odbyć się inne procesy.
Procesy psychiczne, procesy mentalne, procesy duchowe, procesy emocjonalne również. Ale żeby umożliwić to wszystko, to przede wszystkim ciało musi być w pewien sposób ukojone. Dlatego te 60 dni, te 70 dni, te 130 dni przygotowań, robienie tych fizycznych postur, asan po to, aby nasze ciało przynajmniej nie odmawiało nam posłuszeństwa od razu, jak usiądziemy ze skrzyżowanymi nogami. Dlatego, że jeżeli coś nas boli w plecach, jeżeli bolą nas kolana, coś gdzieś strzyka, coś jest niewygodne, to myślimy cały czas o tych doznaniach, a nie jesteśmy w stanie poświęcić uwagi temu procesowi duchowemu. Dlatego ten cały okres przygotowań był tak szalenie istotny. Te pierwsze trzy dni programu to również czantowanie. Czantowanie, czyli werbalizacja pewnych mantr, pewnych układów fonetycznych, które to mają za zadanie zainicjować pewnego rodzaju wibracje w naszym organizmie. Tym razem używaliśmy mantry Om Namah Shivaya, która to powtarzana wielokrotnie wprowadza nas w swego rodzaju trans, co umożliwia naszemu umysłowi odłączenie się od wszystkich zadań, w których to uczestniczy na co dzień. Dzięki temu jesteśmy w stanie odwrócić, poniekąd zhakować codzienny charakter, którym to cechuje się nasz umysł. Więc mantra Om Namah Shivaya posiada oprócz fonetycznych zalet, również inne aspekty znaczeniowe.
Otóż Om jest oryginalnym dźwiękiem, dźwiękiem pierwotnym, który to powoduje początkową wibrację, kiedy to świat przejawia się w stworzeniu. Jest to oryginalna wersja dźwięku Om, który jest bardziej popularną w dzisiejszych czasach wersją tego dźwięku. Aum jest szerszym całym aspektem tego brzmienia, natomiast Om jest taką troszeczkę spłaszczoną, tudzież bardziej popularną wersją w dzisiejszych czasach. Więc mantra może być właściwie jakimkolwiek dźwiękiem, który to powtarzany wielokrotnie sprawia właśnie, że umysł przestaje reagować na różnego rodzaju inne bodźce, którymi to zwykle jest zajęty. Najlepiej używać do mantry słów, które nie mają znaczenia, których to nie kojarzymy sobie z jakimś konkretnym znaczeniem. Czyli może być to na przykład coś w stylu dadidorude. Dadidorude powtarzane wielokrotnie. Dadidorude, dadidorude, dadidorude, dadidorude. I tak dalej. Staje się mantrą.
Jeżeli będziemy te dźwięki powtarzać na głos lub też wewnętrznie, jeżeli one będą rezonować wewnątrz naszej głowy, to przynoszą bardzo określone skutki po pewnym czasie. To nazywane jest mantrą. Jest to część właśnie tej jogicznej technologii, która to została odkryta wiele tysięcy lat temu. Natomiast większość mantr stosowanych w dzisiejszych czasach jest na bazie języka sanskryt. I tutaj podobnie właśnie Namah Shivaya ma dodatkowe jeszcze atuty znaczeniowe. Jest to nic innego jak po prostu pięć elementów: Na Ma Shi Wa Ja, czyli Om i pięć elementów ogień, woda, ziemia i powietrze są również znaczeniowo użyte tutaj w tej mantrze. Ale tak jak wspomniałem, mogłoby być to zestawienie jakichkolwiek innych różnych dźwięków, najlepiej takich, które nie mają znaczenia, które nam nie kojarzą się z konkretnym znaczeniem i to również będzie działać. Więc wyobraźmy sobie, że przez pierwsze trzy dni jestem otoczony trzema tysiącami ludzi. To są zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Oczywiście w oddzielnych sekcjach.
Mężczyźni siedzą po jednej stronie hali, kobiety po drugiej stronie hali. Ze względu na kulturowość indyjską tutaj nie miesza się płci podczas tego typu wydarzeń. Zresztą i tak nie ma interakcji żadnej, ale żeby tradycji stało się zadość, jest tego rodzaju separacja. Więc rezonans, który te trzy tysiące gardeł wytwarza, powtarzając na głos mantrę Om Namah Shivaya jest fenomenalny. Jest to taki proces, o którym nie jestem w stanie opowiedzieć, jeżeli nie jesteś w tym pomieszczeniu pośród tych ludzi, którzy wszyscy skupieni są właśnie po to, aby podążać tym samym procesem. Wszyscy mają te same możliwości i warunki ku temu. Jest to naprawdę fenomenalna rzecz. Jest to piorunujące wrażenie, którego nie jestem w stanie niestety przelać w żaden sposób na moją opowieść. Nie jestem w stanie znaleźć słów, które opisałyby atmosferę, która panuje w tej hali podczas tego energetycznego procesu, ale mam nadzieję, że wyobrażacie sobie poniekąd tego typu sytuacje, drodzy goście Chaty Mistyka. Jest to tak potężne nabudowanie energii, że naprawdę otwierają się różnego rodzaju horyzonty, poszerzają się horyzonty, do których to do tej pory nie mieliśmy dostępu.
No ale na tym właśnie polega cały ten proces. Na tym polega cały ten program. Dlatego cieszę się, że jestem w stanie uczestniczyć w tym programie i również cieszę się, że byłem w stanie odbyć ten okres przygotowawczy, który był naprawdę bardzo istotny w tym wszystkim. Podczas tego procesu mamy niesamowite nabudowanie energii. Jest to pewnego rodzaju zsynchronizowana moc wszystkich uczestników. Oprócz tego oczywiście obecność samego guru, naszego duchowego mistrza Sadhguru, który siedział z nami przez osiem dni podczas tego procesu, praktycznie nie odzywając się zbyt wiele. Pomimo tego, że były również sesje wideo, w których oglądaliśmy nagrania Sadhguru, to on również siedział i przysłuchiwał się i przypatrywał swoim chyba poprzednim monologom. Chyba ze względu na to, że nie ma potrzeby powtarzania tego samego, co już zostało powiedziane podczas poprzednich edycji tego samego programu. Natomiast szalenie istotna jest sama obecność Sadhguru w tej hali. Jest to po prostu potężny transmiter energii, istota na tak wysokim poziomie duchowym, która przebyła już te wszystkie doświadczenia, która jest niesamowitym drogowskazem dla nas jako uczestników tego procesu.
To naprawdę niesamowite, piorunujące wrażenie. Wrażenie, którego również nie da się opisać słowami, dlatego że te stany energetyczne, których doświadczyłem podczas siedzenia w owej hali, nie jestem w stanie ich przetłumaczyć słowami, nie jestem w stanie ubrać ich w żadne słowa i jest to doświadczenie wynikające jak gdyby spoza obrębu cielesności. Tym samym umysł nie jest w stanie do końca odnieść się do tego, co tak naprawdę dzieje się z naszą istotą. Dlatego że my zwykle jesteśmy w stanie określić tylko to, co kojarzy nam się z naszą cielesnością, to co kojarzy nam się z naszymi dotychczasowymi doświadczeniami. Tak funkcjonuje nasza pamięć, w ten sposób uczymy się. Jesteśmy w stanie jedynie przyrównać coś do tego, co już wiemy, do tego, co znajduje się w naszej domenie doświadczeń. A tutaj nagle mamy doświadczenie ze stanami energetycznymi, z którymi zwykle wcześniej nie spotkaliśmy się, przynajmniej w tym życiu. Wiąże się z tym przejawianie się mnóstwa emocji również. Podczas moich sesji medytacyjnych pojawiały się, chcąc nie chcąc, pomimo tego, że umysł próbowałem utrzymać w jak najbardziej nieskazitelnej, czystej formie, to oczywiście pojawiają się wspomnienia. Wspomnienia, które w moim przypadku wydawały się bardzo przypadkowe, bardzo rozbieżne z moją teraźniejszą sytuacją.
Jakieś wspomnienia takie wyrwane gdzieś tam z historii, z mojego dzieciństwa chociażby. Również różnego rodzaju sytuacje bardziej współczesne, które pozornie w ogóle nie wiążą się z teraźniejszym momentem, w którym uczestniczę, siedząc w tej hali. To wszystko to właśnie rozładowywanie tak zwanej karmy. Jest to proces, w którym bardzo mocno przy udziale guru, przy udziale Sadhguru, odklejamy się, uwalniamy się od naszej dotychczasowej karmy. Karma oznacza akcję, czyli wszystko to, w czym bierzemy udział w trakcie naszego życia. Wszystko to, co gromadzimy w formie doświadczeń. Wszystko to, co również kształtuje nas jako osobowości, jako istoty ludzkie, jako istoty. To jest karma. Z jednej strony coś, co w pewien sposób umożliwia nam życie, programuje nas do tego, aby nie zastanawiać się za każdym razem, co znajduje się za drzwiami do kuchni, kiedy chcemy pociągnąć za klamkę. Jeżeli mamy drzwi do kuchni, to spodziewamy się zobaczyć za tymi drzwiami kuchnię.
Z jednej strony doświadczenie, coś, co umożliwia nam nieanalizowanie każdego elementu naszego bytu, z drugiej strony sprawia, że pomijamy bardzo mocno uważność, świadomość naszego funkcjonowania na co dzień. Im bardziej jesteśmy uważni, im bardziej jesteśmy świadomi, tym mniej produkujemy tej tak zwanej karmy. Może podam przykład troszeczkę inny. Wyobraźmy sobie, że nasze ciało pokryte jest klejem. Teraz idąc przez życie, dotykając różnych przedmiotów, różnych rzeczy, spotykając się z innymi ludźmi, będąc zaangażowanymi w interakcje, doklejają się do nas różnego rodzaju przedmioty i pojawia się to w każdej sytuacji, w której uczestniczymy w trakcie życia, w każdej interakcji. I teraz kwestia tego, jak dużo tych przedmiotów do siebie przykleimy i jak wielka będzie waga tego balastu. Dlatego, że oczywistym jest to, że te wszystkie przedmioty, które gromadzimy ze sobą w postaci tych przyklejonych do naszego ciała, do powierzchni naszego ciała kolekcji, stają się one przeszkodami w naszym funkcjonowaniu, dlatego, że coraz trudniej nam się porusza, coraz ciężej jest iść do przodu, jeżeli musimy gromadzić te wszystkie niepotrzebne rzeczy ze sobą Więc można w ten sposób poniekąd wyobrazić sobie karmę. Życie w świadomości, życie, które sprawia, że jesteśmy w stanie oczyścić tą karmę, tą akcję na bieżąco, sprawia, że żyje nam się lżej, że jesteśmy bardziej w stanie docenić i dojrzeć naszą prawdziwą istotę funkcjonowania, naszą prawdziwą istotę człowieczeństwa. Natomiast nie zajmujemy się tak bardzo naszym wyglądem, naszym image'em, naszym ego, czyli tym wszystkim, co jest złudną interpretacją naszego prawdziwego jestestwa. Jeżeli porzucimy nasze preferencje, jeżeli porzucimy to, co nam się podoba, to co nam się nie podoba, to jesteśmy na bardzo dobrej drodze, aby rozpocząć proces rozpuszczania tej karmy.
Procesy karmiczne wiążą się nie tylko z naszym obecnym współczesnym wcieleniem, z naszym życiem, ale mogą być również nagromadzone podczas naszych poprzednich doświadczeń. Bardzo często zdarza się tak, że przychodzimy tutaj na świat, niosąc już ze sobą doświadczenia z poprzednich wcieleń, z poprzednich doświadczeń życiowych, niekoniecznie z obszaru tej rzeczywistości. Dzisiaj nie będę się zagłębiał za bardzo w ten temat, ale chciałbym tylko napomknąć o tym, że cały ten ośmiodniowy proces również skupiony był na tym, aby przy udziale guru, przy udziale tej potężnej istoty, która to doświadczyła już i która wie już, jak wyjrzeć spoza pudełka, która była już wielokrotnie poza pudełkiem, a być może jedną nogą stoi poza tym pudełkiem. Przy pomocy tej fenomenalnej mocy jesteśmy w stanie zmierzyć się z własną karmą i rozpocząć te procesy rozpuszczania owej karmy, porzucania tej karmy. Dzięki tej technologii jesteśmy również w stanie zatrzymać procesy produkowania nowej karmy, która jest zawsze przeszkodą. Procesy, w których uczestniczyłem w trakcie tych pierwszych paru dni, były naprawdę potężne. Parę razy w oczach pojawiły się łzy. Nie były to ani łzy nieszczęścia, ani łzy ekstazy. Próbowałem zadać sobie pytanie, dlaczego moje oczy stają się mokre. Odpowiedzi nie uzyskałem, dlatego że są to takie stany duchowe, które ciężko jest przekazać innym, które ciężko jest ubrać w słowa.
Wierzę, że był to po prostu przejaw oczyszczania. Przejaw tego, że uczestniczę w tym procesie oczyszczania. Można to nazwać słowem katharsis, które być może jest nam bardziej znajome. Aczkolwiek, tak jak często wspominam, o procesach duchowych i o naszych doznaniach nie warto mówić w szerszych kręgach, żeby uniknąć porównywania tego, co się dzieje ze mną, z doświadczeniami innych ludzi. Być może żeby uniknąć poniekąd rozczarowania. Jeżeli wymieniamy tego typu informacje, to może okazać się, że ktoś doznaje czegoś fenomenalnego, a my w tym czasie, siedząc w tych samych warunkach, właściwie nic się z nami nie dzieje. To jest wszystko okej. To nie oznacza, że tak naprawdę nic się nie dzieje. To się nie dzieje na powierzchni. Te procesy wewnętrzne zachodzą jak najbardziej, więc tym bym się nie przejmował.
Dlatego często warto zaniechać głębszą wymianę doświadczeń na temat tych wszystkich rzeczy, które się dzieją w procesach duchowych z nami, podczas kiedy praktykujemy jogę, medytację czy chociażby uczestniczymy w tego typu programach, w tego typu przedsięwzięciach. Po trzech dniach tych wszystkich procesów oczyszczania, obserwacji oddechu i chantowania Om Namah Shivaya wkroczyliśmy na ścieżkę jeszcze większej mocy. Poniekąd już przygotowani do dalszego procesu, oczyszczeni poniekąd, bez żadnych uprzedzeń, bez żadnych powiązań i przeszkód, ruszyliśmy dalej ową drogą wskazaną przez guru aż do momentu, kiedy po paru dniach nastąpił moment inicjacji. Inicjacja, czyli wprowadzenie przez mistrza duchowego owej właściwej techniki. Jest to moment poznania tych tajników wiedzy, moment wtajemniczenia. Jest to moment wdrożenia się w tą kompletną metodę, w tą kompletną technikę. Co oznacza samo słowo samyama? Samyama oznacza syntezę, czyli fuzję, zebranie paru elementów. W tym przypadku jest to powiązanie trzech kończyn jogi. Być może paru z was, drodzy słuchacze, drogie słuchaczki, słyszało wcześniej pojęcie ashtanga joga.
Ashtanga joga jest to bardzo współczesny styl ćwiczenia jogi, ale bardziej chyba nakierunkowany na aspekty fizyczne, na aspekty zdrowotne tej metody niż na cały ogólny aspekt duchowy również. Otóż ashtanga oznacza dosłownie osiem kończyn. Ashtanga. Co to są te kończyny jogi? Jest to system jogi, który opisany został przez bardzo wybornego jogina, pana Patańdżali. Patańdżali Jogi był to człowiek, który opisał w swoich „Yoga-sutras”, czyli takich opracowaniach wiedzy jogicznej On zdołał usystematyzować dotychczasową wiedzę na temat jogi. Dlatego, że w momencie, kiedy Patańdżali pisał swoje sutry, w samych Indiach można było policzyć ponad 1800 różnych styli, różnych szkół jogi. Patańdżali stwierdził, że jest to zbyt wielki chaos. Jest to zbyt rozległa wiedza, aby była użyteczna dla powszedniego praktykanta, więc postanowił tę wiedzę streścić i usystematyzować, czego rezultatem są właśnie „Joga Sutry” Patańdżali, w których udało mu się w pewien sposób uwidocznić kwintesencję samej metody. Z tego powodu Patańdżali uważa się za ojca współczesnej jogi, za tego, który był w stanie usystematyzować tę potężną dziedzinę wiedzy i udostępnić ją ludziom w bardziej przystępnej formie, w bardziej przystępnych warunkach.
Pokrótce co to jest tych osiem kończyn? Tutaj warto pamiętać, że nazywane jest to ośmioma kończynami jogi, dlatego, że one są współważne. To znaczy, nie są to ani różne etapy jogi, które należy przechodzić jeden po drugim, czyli na przykład musimy odbyć pierwszy, drugi, trzeci etap, zanim podejdziemy do czwartego. Wręcz przeciwnie. Jest to osiem kończyn, którymi posługuje się kompletna metoda jogi, które należy kultywować, praktykować jednocześnie. Te osiem kończyn to są yama, niyama. Yama to jest w skrócie to, jak żyć w naszym otoczeniu, jak żyć w naturze, w tym, co znajduje się na zewnątrz nas samych. Niyama natomiast jest to sztuka życia z sobą samym, czyli są to już pewnego rodzaju praktyki wewnętrzne. W skrócie yama i niyama to są takie przepisy co robić, a czego nie robić w życiu, żeby to życie miało charakter naturalny, żeby było zdrowym życiem. Oprócz tego trzecią kończyną są asany, joga asany, czyli owe postury fizyczne, które umożliwiają nam zliniowanie się w sposób geometryczny z naszą rzeczywistością, z naszą naturą.
Kolejną kończyną jest pranayama. Prana oznacza energię życiową. Yama oznacza umiejętność. Tak jak yama i niyama to są rzeczy, które powinniśmy robić i nie robić odnośnie naszego otoczenia i naszego wnętrza, to pranayama to jest umiejętność poruszania energii życiowej czy też odniesienia się do naszych funkcji życiowych. Wiąże się to głównie z pracą z oddechem. Kolejna kończyna jogi to pratyahara. Pratyahara jest to proces, w którym jesteśmy w stanie uzyskać zawieszenie odczuć zmysłowych. Czyli kiedy uświadomimy sobie, że nie jesteśmy ciałem, nie jesteśmy umysłem i tak naprawdę nasze ciało dostarcza nam tylko bardzo ograniczonego zakresu informacji na temat rzeczywistości. Informacji, która dociera do nas poprzez nasze pięć zmysłów poznawczych, to jesteśmy w stanie praktykować pratyaharę, czyli odłączenie się od tych złudnych przesłanek, które dostarczają nam zmysły. Jest to również bardzo istotny element jogi jako całościowej metody do zdrowego, naturalnego funkcjonowania.
I dochodzimy tutaj do trzech kulminacyjnych aspektów jogi, do tych trzech ostatnich kończyn, którymi są dharana, dhyana i samadhi. To właśnie te trzy metody w syntezie tworzą samyamę, czyli tą kompletną metodę, która została przedstawiona nam podczas programu „Samyama”. Pokrótce czym te metody są? Dharana jest to umiejętność koncentracji, czy innymi słowy jest to właśnie owa uważność, o której opowiadam w dzisiejszym odcinku i o której opowiadałem w odcinku zatytułowanym „Uważność”. Dharana jest to fenomenalne narzędzie, jeżeli wstąpimy na drogę poznania, które umożliwia nam koncentrację i zauważanie rzeczy w naszym otoczeniu i w nas samych takimi, jakimi one są naprawdę, czyli nie takimi, jakimi prezentują nam owe zmysły, tylko dostrzeżenie rzeczy samej w sobie. Dhyana, kolejna kończyna jogi, jest to nic innego jak medytacja, czyli znowuż praktyka zagłębiania się do wewnątrz bez udziału właściwie naszego umysłu. Umysł zawsze gotuje nam niespodzianki. Umysł zawsze próbuje odstręczyć nas od procesu wyciszania tego umysłu. Dlatego, że umysł nie jest przygotowany, nie jest przyzwyczajony do tego, aby zamilknąć. Ale po to praktykujemy dziennie, aby dojść do momentu, kiedy jesteśmy w stanie kompletnie wyciszyć ten umysł i przenieść się w inny stan rzeczywistości, w inny stan odbioru sytuacji.
Ostatnią kończyną jogi jest samadhi, czyli kompletna integracja. To jest kompletna kontrola naszego umysłu. Umysł, który wówczas zaczyna pracować i funkcjonować dla nas, a nie odwrotnie my dla umysłu, jak to bywa często w naszych codziennych zmaganiach z rzeczywistością. Samadhi to kompletna integracja, osiągnięcie jedności ze światem. Jest to w pewnym stopniu rozpuszczenie się czy też rozproszenie się w rzeczywistości. Dlatego, że kiedy zanikają granice, kiedy zanikają ramy, kiedy zanika forma, następuje kompletna integracja, ujednolicenie się, jedność ze wszystkim. To jest właśnie owo słowo joga. Słowo joga oznacza zjednanie się, pojednanie się, unię, czyli zauważenie braku odrębności. Moi drodzy goście, moi drodzy słuchacze, tym właśnie okazuje się być Samyama. Jest to synteza owych ostatnich trzech metod na liście.
Nie zapominajmy o tym, że to nie są trzy ostatnie metody jogi. Są to równoległe do wszystkich innych pozostałych metody, które powinniśmy praktykować na co dzień. Ale Sadhguru wychodzi z propozycją stworzenia syntezy, czyli ujednolicenia tych trzech metod. Samyama jest formą zwieńczenia praktyk. Tak jak wspomniałem parokrotnie, nie bez powodu, aby wziąć udział w tym programie, musisz odbyć proces przygotowawczy. Również musisz ukończyć przynajmniej cztery poprzedzające programy jogi w ośrodku Isha Yoga Center i dodatkowo owe 60 dni przygotowań, które okazują się absolutnie niezbędnym procesem. Tutaj już na sam koniec, ponieważ zaczyna padać deszcz w buszu, w którym siedzę, myślę, że jest czas, żeby się zawijać i tym samym kończę dzisiejszą opowieść. Bez wnikania w jakieś szczegóły tego programu, w którym wziąłem udział, również pomijając moje duchowe doświadczenia, dlatego, że uważam, że tym nie powinniśmy się za bardzo dzielić z paru przyczyn. To zawsze jest sprawa przede wszystkim bardzo indywidualna. Należy moim zdaniem unikać różnego rodzaju oczekiwań, podchodząc do tego typu procesu.
Nie powinniśmy również porównywać naszych doświadczeń z doświadczeniami innych. Dlatego, że ktoś łatwo może poczuć rozczarowanie, dlatego, że można stwierdzić, że coś wykonuje nieprawidłowo, ponieważ nic się nie dzieje ze mną, a inni tarzają się po podłodze chociażby w ekstazie czy agonii. Ale to nie o to chodzi. Też należy unikać poczucia nieadekwatności, że nie jestem wystarczająco dobry. Być może nie przygotowałem się wystarczająco, być może to nie dla mnie i tak dalej. Warto po prostu wkroczyć na tę drogę i jej spróbować tak dogłębnie, jak jest to tylko możliwe, bez żadnych oczekiwań, bez żadnych wyobrażeń, bez żadnych porównań z doświadczeniami, które słyszeliśmy od innych. Pomijając te osobiste aspekty wiążące się z udziałem w tym procesie, chcę tylko na koniec wspomnieć, że program sprawił u mnie pojawienie się sporej dawki niepewności co do nowo poznanej techniki. Dlatego, że z jednej strony metoda nowa, kompletna, o nowej nazwie Samyama, z drugiej strony jednak miałem wrażenie, że niektóre elementy tej metody są mi bardzo znajome. Pewne doświadczenia, pewne ćwiczenia umysłu, pewne nastawienie czy też ogląd rzeczywistości były mi już znajome przed wzięciem udziału w tym programie. Oczywiście pojawiło się również parę nowych rzeczy wartych uwagi.
Jestem przekonany, że metoda ta może być wspaniałą metodą, jeżeli kultywowana jest i rozwija się wraz z wkładem naszej pracy, z wkładem naszej indywidualnej energii. To wszystko zależne jest od dozy naszego uczestnictwa i zaangażowania w tym procesie. Dlatego, że zdajemy sobie sprawę z tego, że owe osiem dni programu, czy też nawet wliczając te 60 dni przygotowań, czy też 130 dni, jak to w przypadku niektórych, to nie załatwia sprawy. Jest to wydarzenie, które daje ci kolejne narzędzie, kolejną praktykę, którą można kontynuować i którą powinno kontynuować się na co dzień. I to jest dopiero rozpoczęcie tego procesu niż kulminacja i zakończenie owego. W czasie tak zwanej inicjacji, czyli w momencie zapłonu, można by powiedzieć, podane instrukcje co do owej nowej techniki przedstawianej nam były bardzo proste. Tak naprawdę ta technika nie jest bardzo skomplikowana. Z drugiej strony jednak miałem wrażenie, że Sadhguru wysławiał się dosyć oszczędnie odnośnie instrukcji użytkownika, instrukcji użytkowania owej nowej technologii, owego nowego narzędzia, które nam wręcza. Ale to moim zdaniem nie bez powodu. Sadhguru mówił w ten sposób, aby pozostawić każdemu wąski margines interpretacji osobistego odniesienia się do owej nowej techniki.
To wszystko dostosowane do indywidualnego stopnia rozwoju każdego z nas i stopnia zaangażowania. Takie przynajmniej miałem wrażenie. To jest właśnie prawdziwa joga. To jest praca z samym sobą i tylko w zakresie tego, co doświadczenie jest w stanie przynieść nam samym, czyli tylko to, co doświadczalne przez nas samych, jest weryfikowalne. Tylko to jest prawdziwe. Więc wielki podziw i zaszczyt dla guru za to, że przedstawia metodę, ale również jeszcze większy podziw za to, że jest w stanie przełożyć w mistycznym języku ową wiedzę, ową technologię na kompletnych laików w tym procesie. Oprócz tego umożliwia margines wyboru, margines możliwości, w którym jesteśmy w stanie tę praktykę kontynuować i zdobywać nowe doświadczenie na bazie naszego własnego indywidualnego wkładu. Mam nadzieję, że to ma sens, co mówię. Tutaj pojawia się miejsce. Troszeczkę się rozwiało, więc teraz już na pewno będę musiał kończyć, ale jeszcze dosłownie parę zdań na koniec.
O co chodzi w tym marginesie wyboru? Moim zdaniem chodzi o to, że to tutaj pojawia się miejsce na tak zwanego Satguru. Satguru oznacza wewnętrznego mistrza. To jest wewnętrzny mistrz, od którego wypływa ugruntowana mądrość i prawda. To jest mistrz, którego każdy z nas, poszukiwaczy prawdy, każdy z nas joginów nosi w sobie, w swoim wnętrzu. Więc jeszcze raz potężny zaszczyt, miłość i szacunek dla guru, dla mistrza duchowego, który jest bez wątpienia nieprawdopodobną mapą na naszej duchowej drodze, na ścieżce naszego rozwoju. Ale jeszcze większy szacunek za to, że pozostawia on miejsce dla nas samych, dla naszej własnej wewnętrznej pracy, dla naszego wytężenia, które to umożliwia nam odkrycie tej prawdy na własną rękę. To jest właśnie ten Satguru. To jest ten jedyny i właściwy jogin, który mieszka wewnątrz każdego poszukiwacza i praktykanta prawdy. To jest właśnie ten mistrz wewnętrzny, ten mistrz duchowy, który integruje całą rzeczywistość w niemodyfikowalną, niepodważalną i istniejącą samą w sobie prawdę.
To właśnie stąd wypływa owa mądrość, owa jedność, owa komunia ze wszechświatem. To właśnie tu pojawia się miejsce na prawdziwą, rzetelną jogę. Więc tutaj porównywanie doświadczeń po programie za bardzo się nie sprawdza. Rozmawiałem trochę o tym z Łukaszem, z joginem z Białegostoku, ale również szybko okazało się, że nasze doświadczenia są zdeka odmienne. Pomimo tego, że nawiązaliśmy bardzo fajny, przyjacielski kontakt, to te wszystkie procesy duchowe, pomimo tego, że siedzimy w tej samej hali, jesteśmy odkryci na te same warunki, to te doświadczenia wewnętrzne okazują się dosyć odmienne, więc szybko zaniechaliśmy dłuższych rozmów na ten temat. Zresztą Łukasz o mały włos nie pojawił się w Chacie mistyka jako gość. Był to taki pomysł, żeby pojawił się pierwszy fizycznie udzielający głosu gość w Chacie mistyka, co moim zdaniem było fajnym pomysłem. Łukasz jest bardzo miłą, barwną postacią. Jest to człowiek, który jest bardzo elokwentny i myślę, że przyczyniłby się bardzo fajnie do rozwoju podcastu Chata mistyka. Być może pojawi się jeszcze w przyszłości.
Natomiast nie udało się, pomimo moich usilnych starań, dlatego że po pierwsze mój głos absolutnie odmawiał mi posłuszeństwa po programie. Po ośmiu dniach nieodzywania się do kogokolwiek i po przebyciu ciężkiej grypy mój głos był zrujnowany i nie mogłem jeszcze mówić swobodnie przez kolejny tydzień. Oprócz tego katar oczywiście. Mieliśmy parę podejść do tego, żeby usiąść i nagrać tę rozmowę. Chciałem przeprowadzić taki wywiad, w którym to być może dowiedzielibyśmy się o doświadczeniach z tego samego miejsca pod troszeczkę innym kątem. Miałem przynajmniej taką nadzieję, ale nie udało się. Nic straconego natomiast. Mam nadzieję, że to wszystko jeszcze wydarzy się w przyszłości i myślę, że jeżeli uda się, to Łukasz zagości w Chacie mistyka. Póki co to na tyle. Będę się żegnał na dzisiaj z wami, drodzy słuchacze.
Ashram opuściłem już dawno temu. Po drodze wydarzyło się mnóstwo rzeczy. Między innymi udałem się samolotem wprost w góry, w podnóża Himalajów, do znanej mi i bardzo lubianej przeze mnie miejscowości Rishikesh, gdzie oczekiwał mnie mój rosyjski mistrz masażu tajskiego o imieniu Sasza. Więc to jest jedna z tych rzeczy, które wydarzyły się do tej pory W Rishikesh już nie jestem od dłuższego czasu. Po drodze byłem w Pendżabie. Po drodze byłem również w Himalajach, w miejscowości Dharamkot i Dharamsala, gdzie rezyduje Dalajlama, o czym opowiem w kolejnych odcinkach „Chaty mistyka”. Natomiast teraz żegnam się z wami bardzo serdecznie. Będę musiał ewakuować się dlatego, że zaczyna padać coraz bardziej deszcz i nawet już bambusowe plącze nie są w stanie chronić mnie od wody. Ptaszki też pochowały się. Grzmi i wygląda na to, że idzie dosyć mocna burza, więc będę uciekał.
Przesyłam wam mnóstwo pozytywnej energii, mnóstwo energii życiowych. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Mam nadzieję, że miewacie się dobrze. Zapraszam do kolejnych odcinków „Chaty mistyka”. Mam nadzieję, że od tej pory już troszeczkę bardziej regularnych. Być może nadal nie co tydzień. Nie jestem w stanie obiecać, że co tydzień będę produkował dla was nową opowieść, ale postaram się, żeby nowe epizody pojawiły się już wkrótce. Także natężcie ucha i uszu i słuchajcie „Chaty mistyka”. Słuchajcie moich kolejnych opowieści, wrażeń z podróży. Jestem w Indiach jeszcze przez parę miesięcy, także myślę, że sporo rzeczy się wydarzy i tymi doświadczeniami będę się z wami na bieżąco dzielił.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Pokój, miłość i klarowność. Namaste. Pranam. Chata mistyka.